LogowanieZarejestruj się
News

iPhone 4S szansą Microsoftu (Nokii) na wielki come back?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
nokia-mango-phone-2

Ciekawy artykuł (zwarte w nim tezy, uzupełniłem o własne przemyślenia) dotyczący rysującej się przed duetem Microsoftu oraz Nokii szansy na wykorzystanie „zastoju” Apple, o którym mówi wielu komentatorów po wtorkowej konferencji (gdzie pokazano odświeżonego (po półtora roku) iPhone 4), pojawił się na portalu Gizmodo. Trudno nie zgodzić się z opinią przedstawioną we wzmiankowanym tekście, że Apple może stracić to, co było podstawą przewagi tej firmy nad resztą branży: innowacyjność, coś co wyznacza nowe kierunki rozwoju całego segmentu. Niedosyt po wtorkowej konferencji związany jest właśnie z brakiem pokazania przez firmę z Cupertino czegoś przełomowego. Zbyt wielkie wymagania? Być może. Jednak nie to się liczy, co uznamy w tym momencie za realne, sensowne, możliwe do zrealizowania, a to w jaki sposób do tego co pokazano odnosi się rynek. To jest kluczowa sprawa. iPhone 4S będzie bardzo dobrym telefonem, najlepszym iP jaki kiedykolwiek powstał, tyle tylko że nie będzie wyznaczał nowej jakości na rynku. Niestety dla Apple, także nowy iOS nie zrywa z dziedzictwem pierwszej wersji jaka trafiła na rynek parę lat temu. To nadal system zorientowany na aplikacje, które w niewielkim stopniu integrują się z systemem, które w praktycznie zerowym stopniu wchodzą w interakcje między sobą. To świat odpalonej, pojedynczej aplikacji, świat desktopu z wyborem poukładanych w rządki programów. Tutaj nic się specjalnie nie zmieniło. Microsoft proponuje coś radykalnie innego. Co prawda początek rynkowej egzystencji Windowsa Phone trudno uznać za wybitnie udany, jednak najnowsza jego wersja pokazuje, że OS okrzepł, że staje się realną alternatywą i że Microsoft (co najważniejsze) może mieć rację, starając się wprowadzić coś działającego na innej zasadzie niż konkurencja spod znaku Google czy Apple.

Windows Phone 7.5 Mango wygląda, prezentuje się świetnie. Jest produktem dopracowanym, który może śmiało rozpocząć walkę o serca i umysły (czy raczej kieszenie ;) ) klientów. Najlepszym porównaniem dla iOSa 5 oraz WP7.5 będzie użycie metafory z młotkiem i gwoździem. Jabłkowy iOS do wykonania zadania (wbicia gwoździa) potrzebuje dwóch różnych aplikacji, które musimy odpalić osobno (najpierw wiercimy dziurkę w ścianie gwoździem, aż do momentu gdy ten jako tako się trzyma). Po umieszczeniu gwoździa w ścianie staramy się precyzyjnie wbić go młotkiem bez asysty dłoni (systemu operacyjnego). Jest to znacznie mniej efektywny, wolniejszy (nieco może przerysowany, ale dobrze oddający istotę sprawy) sposób na uzyskanie tego samego rezultatu w porównaniu do microsoftowego Windows Phone. Tutaj do celu prowadzi krótka ścieżka… liczy się zadanie do wykonania: obie aplikacje współdziałają ze sobą, gwóźdź trzymany w dłoni (system) zostaje sprawnie wbity w ścianę przez młotek. Dokładnie tak, jak to się powinno zrobić, pozostając na chwilę przy naszym porównaniu systemu i aplikacji do młotka i gwoździa. Microsoft stawia, jak widzimy, na coś innego, na coś o czym kiedyś już wspominałem – na „zadaniocentryczność”. W miejsce klasycznego: otwórz daną aplikację i wykonaj zadanie, odpal kolejną aplikację… mamy integrację najważniejszych funkcji w ramach systemowego interfejsu, brak konieczności odpalania osobnych procesów (aplikacji), bardzo nowoczesny i funkcjonalny wygląd całości, które powodują, że zaczynamy korzystać z urządzenia wyposażonego w Windowsa Phone w inny, wygodniejszy, bardziej ludzki sposób. Koncentrujemy się na tym co chcemy zrobić, a nie jak to zrobić. To całkowita zmiana filozofii. I choć stawia to pewne wymogi, wyzwania przed twórcami systemu, a głównie aplikacji, to jednak wydaje się że jest to co najmniej równie dobra, o ile nie lepsza, droga komunikacji między użytkownikiem i sprzętem. Mniejsza ilość oprogramowania może w tego typu rozwiązaniu być kompensowana nie tylko lepszą jakością (sporo tego co znajdziemy w App Store jest po prostu kiepska, w przypadku androidowego marketu jest jeszcze gorzej pod tym względem), ale także tym, że integrując oprogramowanie na poziomie systemu mamy nadzieję, graniczącą z pewnością, że będzie szybciej, prościej i wygodniej.

Zdaniem redaktorów Gizmodo, to właśnie Windows Phone 7 w wersji Mango ma szansę na realną konkurencję z iOSem 5. Jest na tyle nowatorski, dopracowany i bezpieczny, że może stawać w szranki z systemem mobilnym Apple. W przypadku Google nadal nad jego rozwojem, przyszłością ciąży linuksowe DNA. Brak kontroli, pełna ale i czasami zgubna wolność, spore (nadal) problemy z wersjami, kompatybilnością, tym wszystkim co wiąże się z terminem fragmentacji, brakiem uniwersalności (interfejsy/nakładki) powodują, że propozycja twórcy Androida na starcie odznacza się poważnymi ograniczeniami, z których najważniejszym jest brak stabilności, bezpieczeństwa oraz przewidywalności. To nadal trochę garażu (źródłowe „lemonparty”), trochę (nawet więcej niż trochę) chaosu etc. Tak przynajmniej uważa autor omawianego artykułu (być może takie produkty jak nowy Nexus Prime, wykup działu mobilnego Motoroli przez Google, a nade wszystko unifikacja oprogramowania systemowego w ramach nowego Ice Sandwitch – Androida 4.0 przyniesie spore, pozytywne zmiany).

Z iOSem wszyscy zdążyli się już zapoznać i oswoić. Nie wywołuje on (nawet w najnowszej odsłonie) wrażenia czegoś odkrywczego, czegoś co jest próbą wyznaczenia nowej jakości w takich dziedzinach jak użyteczność, funkcjonalność, szybkość, prostota, łatwość obsługi oraz radość (fun factor) płynąca z faktu posiadania i użytkowania „idealnego”, innowacyjnego produktu. iCloud niewątpliwie tworzy nową jakość, ale tylko w wybranych dziedzinach (głównie synchronizacji i archiwizacji danych). To nie jest nowe otwarcie w przypadku całego ekosystemu, całego iOSa. Produkt Microsoftu jest świeży, jest inny i co najważniejsze na każdym kroku czujemy że dostajemy do rąk coś nowoczesnego, wręcz ultranowoczesnego (o „ikonkowatym” iOS trudno to samo powiedzieć). Siri, głosowa komunikacja z telefonem, wygląda świetnie na reklamach, więcej, ona może działać tak dobrze jak to co pokazują rzeczone reklamy, problem polega na tym że wiele osób uzna gadanie do swojego telefonu za zbyt krępujące, zawstydzające. To pewna bariera psychologiczna – w przypadku kontaktu z człowiekiem, rozmowa przez telefon komórkowy wydaje się dzisiaj rzeczą naturalną w przestrzeni publicznej. Rozmawiamy z kimś, nie czymś. Co innego gadanie do elektronicznego asystenta. Trudno przecież uznać to za… ludzkie. To coś, co niekoniecznie przyjmie się na rynku.

Ostatnim elementem układanki, wspomnianej w tytule szansy, jest Nokia. Specjalnie umieściłem nazwę fińskiego producenta w nawiasie, bo w moim odczuciu pełni ona rolę podwykonawcy, rolę podrzędną, bardzo ważną, ale podrzędną w stosunku do Microsoftu. Potwierdzeniem tego jest nie tylko osoba piastująca obecnie stanowisko CEO (Mr. Elop) w Nokii, ale cała strategia do niedawna największego producenta mobilnych telefonów, którą można w skrócie streścić tak: „MS Windows Phone, amen”. Nokia potrafi robić dobre telefony, potrafi zrobić sprzęt ładnie wyglądający, przykłada należytą wagę do designu, ergonomii, funkcjonalności swoich produktów. Dysponuje więc zespołem cech, bez których nie da się dzisiaj wprowadzić produktu, który odniesie na rynku sukces. Jak słusznie zauważa redaktor Gizmodo, w odróżnieniu od morza plastikowo-szklanych smartfonów HTC, Samsunga oraz LG, Nokia umie robić smartfonową biżuterię. A to nie jest dla tego rynku typowe, bo oprócz Apple, można wymienić jeszcze jednego producenta zdolnego do wprowadzania naprawdę wysokiej klasy, topowych, metalowych telefonów – chodzi mi tutaj o Sony Ericssona (którego przyszłość jest niejasna). Ale to nie SE, a Nokia zawarła strategiczny sojusz z Microsoftem. To ta firma postawiła wszystko na WP. Dokładnie wszystko, patrząc na powolne uśmiercenia produktów, które stanowiły fundament firmy.

Konkurent pod postacią iPhone 4S nie wygląda na sprzęt, którego nie da się pokonać. Wręcz przeciwnie, da się i to znacznie łatwiej niż w przypadku poprzednich modeli. Tu nawet nie chodzi o to, że Apple postanowiło odświeżyć mającego półtora roku iPhone 4. Chodzi o to, że jabłkowa konkurencja szybko skróciła dystans, a w wielu aspektach przegoniła tego, który do tej pory musiał być przez cały czas goniony. Piszemy tutaj o smartfonach, bo w przypadku tabletów sprawa (nadal) wygląda inaczej, choć przykład Amazona wskazuje, że być może także na tym polu doczekamy się realnej konkurencji. Co musi więc zrobić Nokia? Zaprezentować nową Nokię, piękny, metalowo-szklany obiekt westchnień, wyposażony we wszystko co można dzisiaj włożyć do urządzenia mającego około 10mm grubości. Innymi słowy musi to być telefon, który pokona odnośnie specyfikacji odświeżonego iPhone na każdym (czy prawie każdym) polu. Lepsza kamera, z lepszą optyką? Nokia to potrafi. Szybsze układy? Na początku 2012 roku będzie można zaoferować coś znacznie wydajniejszego (wyższe taktowanie, więcej rdzeni…). Lepszy ekran? Jak najbardziej, w końcu Finowie nie od dziś oferują telefony z AMOLEDowymi wyświetlaczami, najnowsze ekrany tego typu są po prostu lepsze od LCD. Podsumowując wypuścić na rynek coś, co wywoła zachwyt i reakcję typu: „chcę to mieć!” Nie jest to wcale (jw) takie trudne zadanie, bo zamiast kulawego Symbiana jest ultranowoczesny WP. Konkurencja daje możliwość nadgonienia i przegonienia. Desant MS oraz Nokii, przypominający lądowanie Aliantów w Normandii, ma wszelkie szanse na powodzenie. Przeciwnik nieco zaspał, nie pokazał czegoś zwalającego z nóg. Bardzo dobry, dopracowany system operacyjny już jest. Brakuje teraz jeszcze jakiegoś supertelefonu. Nokia ma szansę, kto wie czy nie ostatnią, na wielki powrót. Microsoft jest w o tyle lepszej sytuacji, że bez WP, bez smartfonów jakoś sobie (na razie) poradzi. Tak czy inaczej obie firmy mogą niebawem dokonać rynkowej rewolucji, stać się czarnym koniem wyścigu o prymat na mobilnym rynku. Czy ta sztuka im się uda? Przekonamy się o tym już niebawem…

Dodaj komentarz