LogowanieZarejestruj się
News

Recenzja KORGa DS-DAC-10R. Część 1&2 AKTUALIZACJA nagrywanie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
DS_DAC_10R_slant_b_rgb

To jedno z najlepszych urządzeń jakie miałem okazje gościć u siebie w systemie. Nie mam co do tego wątpliwości. Tu wszystko jest na swoim miejscu – jest forma (piękna), jest funkcjonalność (bezapelacyjnie unikatowa), jest treść (wyjątkowa). Tak, wiem, zdradzam zakończenie, wnioski. Tak, strzelba wypaliła, ale mam nadzieję że (choć to nie Hitchcock) z zainteresowaniem przeczytacie artykuł, a właściwie to dwa artykuły, bo wyjątkowo (no powiedzmy, wracaliśmy już do niektórych z testowanych urządzeń, choćby w przypadku Zeppelina Air) będzie sequel. Musiałem to podzielić na dwie części, bo opis oprogramowania oraz funkcji nagrywania (w pierwszej części potraktuję temat zajawkowo, skupiając się na odtwarzaniu …także winyli via 10R) to gotowy w sensie dosłownym materiał na dodatkowy tekst i takowy się niebawem pojawi na łamach HDO, jako dopełnienie niniejszej recenzji. Tak czy inaczej, na samiutkim dole, znajdziecie podsumowanie z wnioskami, gdzie pojawi się ocena tego, co tym razem upichcił Korg. Przypomnę tylko, że wcześniej opisywaliśmy Korga DS-DAC-100. Sprzęt tak nam przypadł do gustu (zarówno brzmieniowo jak i estetycznie), że został już na stałe w redakcji.

Bohater niniejszej publikacji to jednak coś zupełnie innego, innego od wspomnianej powyżej 100-ki, bo tutaj mamy do czynienia z połączeniem świata zero jedynkowego, cyfrowego z gramofonowym pre & układem ADC. To rzecz rzadko spotykana, ale mimo wszystko spotykana w segmencie urządzeń audio „pod komputer”, tutaj jednak mówimy o czymś – jak już wcześniej napomknąłem  - unikalnym. Najnowsza wersja software AudioGate (4) robi zasadniczą różnicę. Chcę to już na wstępie podkreślić. Nie mamy tutaj tylko hardware, a dwie w pełni dopasowane i stanowiące całość elementy – DACa z funkcją rejestracji oraz odtwarzania fizycznego nośnika w postaci czarnej płyty oraz software. Oprogramowanie jest nieodzownym i koniecznym składnikiem tego wyjątkowego dania jakie zaserwowali nam Japończycy. Bez AudioGate cała zabawa traci sens, bo DAC – bardzo dobry skądinąd – oraz wzmacniacz słuchawkowy to tylko wycinek, niewielki wycinek tego czym jest DS-DAC-10R. Jeżeli ktoś chce słuchać muzyki (tylko i wyłącznie) z pliku niech od razu skieruje swoje zainteresowania w stronę opisanego DS-DAC-100. Po prostu tytułowy przetwornik/rekorder to sprzęt, który pokazuje pełnię swoich możliwości, staje się – właśnie – czymś wyjątkowym, gdy w pobliżu egzystuje źródło analogowe w postaci gramofonu. To konieczność, bo wtedy właśnie dostajemy coś, co według mnie stanowi o atrakcyjności tej propozycji: fantastyczne narzędzie do rejestracji dźwięku z płyt, znakomity – sterowany za pośrednictwem komputera – odtwarzacz płyt winylowych oraz, co warto podkreślić, jeden z najlepiej brzmiących z czarnego krążka (a to trudna sztuka!) słuchawkowych ampów. Wszystko to zasługa AudioGate, sterownika w postaci systemu komputerowego, rozbudowanych możliwości dopasowania oraz modyfikowania pracy gramofonu z poziomu komputera PC/Mac.

To jest coś, co stanowi o wartości tej propozycji, coś co przekonało mnie ostatecznie, że te dwa światy (cyfry i analogu) mogą się wzajemnie uzupełniać, uzupełniać i dopełniać właśnie dzięki takim rozwiązaniom jak opisywany tutaj system DS-DAC-10R z softwarem AudioGate. Co więcej, dostajemy tutaj de facto trzy różne estetyki, trzy różne sposoby konsumpcji dźwięki… z jednej strony streamingi i pliki, z drugiej okładka, krążek, igła i klasycznie strona A, strona B, album za albumem. Dwa zupełnie odmienne sposoby obcowania z muzyką. Wszystko z jednym, wspólnym mianownikiem. Zaraz, zaraz – ktoś uważny zakrzyknie – było coś o trzech sposobach! To gdzie ten trzeci? No właśnie. Ten trzeci moi drodzy to droga tworzenia własnych cyfrowych rejestracji z kolekcji winyli, mastering płyt, który poza walorem edukacyjnym (trzeba się tego nauczyć, poeksperymentować, jest naprawdę sporo zmiennych, które należy uwzględnić!) ma jeszcze jeden walor – chłoniemy muzykę inaczej, poznajemy ją od innej strony, biorąc udział w procesie tworzenia. Bo to, że tworzymy coś nowego nie ulega dla mnie wątpliwości. Rejestracja do postaci jednobitowej (tak, pamiętajmy, Korg specjalizuje się w zapisie DSD) to wielka frajda i jak wyżej – poznawanie ulubionej muzyki w odmienny sposób (no chyba, że ktoś zajmuje się zawodowo muzyką – wtedy nie będzie to dla niego takie odkrycie ;-) ). I to jest coś, co w takiej, kompletnej formie, oferuje JEDYNIE Korg. Zwyczajnie, nikt inny nie „bawi się” w dostarczanie kompletnego rozwiązania złożonego z hardware oraz software. Tak dopracowanego – dodajmy. No dobrze. Mam nadzieję, że wyjaśniłem wystarczająco powody tej wypalającej dwururki z pierwszego akapitu i Czytelnicy nie będą mieli za złe autorowi, że od razu zaczyna od peanów. Te, cóż, są w wypadku opisywanego urządzenia czymś najzupełniej naturalnym.

Nic na to nie poradzę…

AKTUALIZACJA: Cześć 2… nagrywanie

Patrzymy, zaglądamy i cmokamy

Czym jest DS-DAC-10R? Jak wspomniałem wcześniej, to sprzęt i oprogramowanie. To dwie, uzupełniające się części całości. Patrząc na sam hardware mamy tutaj pięknego, kompaktowego DACa, który nawiązuje do najlepszych tradycji tworzenia rzeczy prostych i pięknych, czegoś co jest znakiem rozpoznawczym Japończyków. Forma jest dla mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni równie ważna co treść i opisywane urządzenie dokładnie to odzwierciedla. Ciężka, aluminiowa, wykonana z jednej, litej bryły obudowa z umieszczonym z lewej strony, wkomponowanym dużym, wykonanym z jednego kawałka metalu pokrętłem regulacji zachwyca jakością oraz smakiem projektujących ją rzemieślników. Właśnie – to świetne rzemiosło – to nie masówka, to coś co zazwyczaj spotykam w dużo droższych, high-endowych produktach. Niepowtarzalność stylu, przywiązanie do szczegółów, zaprojektowanie czegoś zgodnie z własnymi wyobrażeniami, a nie w zgodzie z księgowymi, z możliwościami narzuconymi przez budżet.

Tutaj nie ma o tym mowy, tutaj jest forma która pojawiła się w głowach projektantów, przeniesiona do realnego świata bez żadnych cięć, kompromisów, bez żadnych „ale”. Uwielbiam taki szlachetny minimalizm połączony z wysublimowanym smakiem. Popatrzcie na obudowę pokrętła regulacji dźwięku, na miedziane wykończenie tylnej ścianki, na wklęsłe, boczne ścianki oraz front opisywanego urządzenia… trudno się nie zachwycać. Już w przypadku 100-ki zwróciłem uwagę na wyjątkowość designu, a tu jest coś jeszcze – materiały, dobór kolorystyki, połączenie tego wszystkiego w coś, co (no właśnie) zachwyca. Totalnie nie koresponduje to z ceną, ale Japończycy zdążyli mnie do tego już dawno przyzwyczaić. U nich nawet drobiazg, nawet jakieś niewielkie akcesorium może być dziełem sztuki designerskiej, może jakościowo miażdżyć to, co oferują inni. Tak już skubani mają i całe szczęście że mają. Potwierdza to taki oto detal: trzpień mocujący pokrętło to przeźroczysta obręcz z wbudowaną diodą informującą nas o trybie pracy przetwornika (kolorystka dobrana do określonych parametrów odtwarzanego materiału). Żadne tam wyświetlacze, cyferblaty, czysta forma nie zakłócona przez – no właśnie – zbędne elementy. Wpasowanie tego elementu w obudowę pokrętła wraz z delikatnym podświetleniem pozwala uniknąć „dyskoteki”, tutaj nic nam nie zakłóca estetycznej uczty, gdy wzrok zawiesimy na omawianym urządzeniu. Tylko tyle i aż tyle. Aha. Kręcimy precyzyjnie zielonym Alpsem.

Z tyłu znajdziecie centralnie umieszczony port USB do komunikacji z komputerem. To serce i sedno, bo komputer to nie tylko odtwarzacz, to także sterownik, to interfejs, to niezbędny element, stanowiący spoiwo dzięki firmowemu softwareowi AudioGate. Oczywiście można grać z innego oprogramowania (gdy chcemy po prostu grać coś z plików, szczególnie strumieniowo z serwisów), stąd ROON na obrazkach oraz Spotify. Nie, nie róbcie wielkich oczu, chciałem sprawdzić jak 10R potraktuje materiał skompresowany stratnie, poza tym – o czym parę razy wcześniej wspominałem – tygodniowa playlista świetnie się sprawdza, najmocniejszy punkt serwisu z wyciosanej z granitu Szwecji („Królestwo” Larsa von Triera kojarzycie? ;-) ). Na marginesie (i pozostając w klimacie genialnej mini serii LvT) niebawem zawita do nas coś „z wysranej z wapnia” ojczyzny wybitnych przetworników (produkty B&O). Powracając zaś do meritum, DS-DAC-10R komunikuje się z resztą systemu, efektorami za pośrednictwem wyjść liniowych RCA oraz nausznikowego wyjścia 6.3mm, gramofon zaś podpinamy pod wejście przedwzmacniacza, dodatkowo możemy skorzystać z uziemienia.

No dobrze, a co konkretnie zaaplikowali inżynierowie Korga do swojego najnowszego dziecka? Za odtwarzanie dźwięku odpowiada układ Cirrus Logic CS4390 (MR2000). Jak wspominałem w recenzji wcześniej opisanego modelu, to wraz z CS4398 (DS-100 oraz MR1000) jedne z niewielu kości z natywną obsługą dźwięku 1 bitowego, zdolne do dekodowania materiału DSD oraz konwersji PCM do DSD w locie. Pozostałe elementy toru odpowiedzialnego za odtwarzanie muzyki to także dobrzy znajomi: wzmacniacz słuchawkowy oparto o kość TPA6130, zastosowano znakomite kondensatory PMLCAP Rubycona, płytka PCB (patrz zdjęcie) zachwyca jakością oraz rozplanowaniem elementów. To, co wyróżnia 10-kę, to oczywiście układ ADC – ten sam, dokładnie ten sam, który zastosowano w profesjonalnym, studyjnym rekorderze MR2000 oraz sekcja phono oparta na kości TI TPA6130. Za pomocą PCM4202 przeniesiecie dźwięk z domeny analogowej (winyl) do postaci zerojedynkowej, rejestrując go w formacie 1 bitowym. Także słuchanie muzyki z płyt za pośrednictwem KORGa odbywa się w domenie DSD. I – wierzcie mi – to robi różnicę.

Ten system (u mnie wyglądało to tak: gramofon->10R<->komputer Mac z AudioGate<->10R->efektory) to coś, czego definitywnie warto posłuchać. Grało to lepiej niż na moim pre (NAD 1020), zapewne jakiś lepszy przedwzmacniacz gramofonowy zagrałby lepiej, ale efekt był naprawdę zdumiewająco dobry (spodziewałem się czegoś „skażonego” zerojedynkowym wsadem w postaci komputera w torze). Mamy zatem nie tylko analogowo-cyfrowy rejestrator, ale także odtwarzacz płyt winylowych z komputerowym sterowaniem :-) Oczywiście DAC/rekorder nie tylko komunikuje się, ale także pobiera energię z magistrali USB. Stąd płynie ważne, bardzo ważne spostrzeżenie – dedykowany PC albo (prościej) Mac. To ważne zarówno odnośnie samej rejestracji płyt do postaci cyfrowej (szybki dysk SSD to konieczność! Dlaczego tak jest wyjaśnię w drugiej części recenzji), jak i stabilności działania aplikacji. AudioGate musi mieć czyste środowisko pracy, żadne tam setki procesów w tle, jakieś skanery awir, oprogramowanie korzystające w sposób ciągły z urządzeń podpiętych pod USB (najlepiej, żeby takich poza DSem w ogóle nie było). Warto o tym wszystkim pamiętać. U mnie rozwiązaniem było po pierwsze zastosowanie komputera Apple (stabilność działania AudioGate pod OSX oceniam wyżej niż pod Windowsem – dokonałem porównania, będzie o tym w części drugiej artykułu), po drugie separacja interfejsu USB w formie thudnderboltowej stacji / huba (Elgato). iMac za pośrednictwem idealnego dla transferu audio interfejsu thunderbolt komunikował się z hubem, do którego podpiąłem DS-DAC-10R. Sprawdziłem także działanie przetwornika/rekordera z podpiętym bezpośrednio via USB MacBookiem Air i było to dobre rozwiązanie w przypadku odtwarzania (ale do nagrywania znacznie lepiej było wykorzystać mocnego iMaka w pierwszej konfiguracji).

Ciekawostką jest możliwość zasilenia dźwiękiem (oraz energią) 10R za pomocą podpiętego via camera kit iPhone / iPada. Można to zrobić bez żadnych obaw, a efekt jest intrygujący, szczególnie z softwarem firmowym iAudiogate (względnie z HF Playerem oferującym nieco bardziej rozbudowaną funkcjonalność). Takie źródło dźwięku okazuje się interesującą alternatywą dla komputera, interesującą, bo choć mamy tutaj oczywiste ograniczenia (iPhone konwersja do 24/44, a przypadku iPada zaś do 24/96) to takie źródło jest „pod ręką”, łatwo je wpiąć, jest pasywne (chłodzenie), łatwo się nim steruje, dodatkowo dzięki wspomnianemu softwareowi można grać zarówno PCM jak i DSD (konwertowane w locie). Komputer z AudioGate oferuje rzecz jasna dużo więcej, trudno to porównywać nawet, ale jako pomocnicze, a do tego pozwalające na „migrację” czy wręcz „umobilnienie” opisywanego sprzętu rozwiązanie ma to sens.

Sam DAC/rekorder obsługuje sygnał maks. 24/192 oraz DSD 64 (2,8 MHz) /128 (5,6 MHz). Nie ma tutaj wsparcia dla DXD czy natywnego dla plików MQA (tego nie ma 99,9% produktów na rynku). Nie odtworzymy także egzotycznego DSD 256 (11,2 MHz). Według mnie to co jest, wystarcza w 100% i nie stanowi ograniczenia tej konstrukcji, biorąc pod uwagę wspomnianą, unikalną funkcjonalność, dostępność materiałów (99,9% to pliki w obsługiwanych natywnie parametrach). Możliwość rejestracji własnych nagrań DSD to otwarta furtka do tworzenia własnej kolekcji najlepszych jakościowo plików audio, bez potrzeby czekania aż taki materiał ujrzy światło dzienne (inaczej – większość tego co lubimy, czego słuchamy na co dzień, pozostanie zapisana w takiej formie, jaka egzystuje na rynku… bez złudzeń). Efekty są (pod warunkiem właściwego wsadu tj. nieporysowanych, w dobrym stanie winyli oraz sprawności mechanicznej gramofonu) zdumiewająco dobre. Powiem tak (bo będzie o tym szerzej w drugiej części naszego opisu) – jeżeli chcecie maksymalnie wiernie, a do tego z zachowaniem „analogowej duszy” przenieść swoją kolekcję płyt winylowych do postaci cyfrowej to macie najlepsze amatorskie narzędzie służące temu właśnie celowi. AudioGate4 wraz z 10R z zapisem do DSD128 daje nam ogromną satysfakcję z rejestracji tego co ulotne (płyta) do zerojedynkowego świata, gdzie taki materiał nie będzie podlegał niszczącemu upływowi czasu, powoli nie zużyje się w związku z odtwarzaniem, będzie taki jak w chwili przeniesienia do komputera. I to jest piękne!

Jak widać, w tym opisie sprzętu jest też opis funkcjonalności oraz ocena tego, co nam Korg zaserwował. Poniżej specyfikacja, a ja w kolejnym punkcie skupię się na tym co dociera do naszych uszu (system referencyjny, oparty na iMaku z thunderboltowym hubem oraz dzielonym systemie NADa z kolumnami Sapphire 23 Pylona, dodatkowo słuchawki LCD3 Audeze).

Specyfikacja KORG DS-DAC-10R:

  • Kanały: 2
  • DSD: 2.8224MHz/5.6448MHz, 1bit
  • PCM: 44.1kHz/48kHz/88.2kHz/96kHz/176.4kHz/192kHz, 16bit/24bit
  • Interfejs: USB2.0 (High Speed)
  • Sterowniki: ASIO 2.1, WDM, Core Audio
  • 10 Hz – 20 kHz ±1dB (fs=44.1 kHz/48 kHz)
  • 10 Hz – 40 kHz ±1dB
  • S/N: 105dB (TYP.) 20 Hz –20 kHz, IHF-A
  • THD+N: 0.005% (TYP.) 20 Hz – 20 kHz
  • Wskaźnik diodowy: zasilanie/parametry sygnału
  • Zasilanie: USB (5V, maks.: 500mA)
  • Pobór: maks. 2.5W
  • Wymiary: 155mm x 185mm x 49mm
  • Waga: 1.2kg
  • Liniowe wyjścia L/R
  • Złącza: RCA
  • Impedancja złącz: > 10kΩ
  • Poziom nominalny: -6dBV
  • Poziom maksymalny: +6dBV
  • Słuchawkowe wyjście 6.3mm
  • Load Impedance: More than 16Ω
  • Maximum Level: 70mW+70mW@32Ω
  • Liniowe wejście phono L/R
  • Złącza RCA
  • Wejście liniowe: 47KΩ
  • Phono: 50KΩ
  • Wejście liniowe poziom nom.: -6dBV
  • Wejście phono nom.: 5mVrms
  • Wejście liniowe poziom maks.: +6dBV
  • Wejście phono maks.: 100mVrm

 

Korg DS-DAC-100 i jakże inny DS-DAC-10R

Gramy i się zachwycamy

Ten DAC gra dojrzalej od 100-ki. Co tam wyjście symetryczne, co tam zaawansowany interfejs USB wbudowany w poprzednio przetestowanym przetworniku. Mamy swobodę, genialną swobodę, to nieprawdopodobnie dynamiczne, płynne granie. To cholernie ważne w aspekcie wykorzystania 10R w roli rejestratora i to co jest niezbędne, aby cała zabawa (w nagrywanie) miała w ogóle sens. Bo urządzenie, które nie jest dostatecznie rozdzielcze, a przy tym nie oferuje neutralnego przekazu odpada w przedbiegach. DS-DAC-10R to maszynka do pokazywania dlaczego to tak dobrze brzmi. To jedna strona medalu. Ten produkt jak mało który potrafi także bezlitośnie pokazać jak płaski, jak silnie skompresowany i jak często fatalnie zarejestrowany dźwięk oferuje nam współczesna fonografia, jak kiepskie potrafią być downloady, jak strumieniowany stratnie materiał traci swoje właściwości zmieniając się w papkę. Jak poważnym problemem jest sztuczne podbijanie dynamiki, walka kto głośniej, jakimi patentowanymi leniami są realizatorzy, olewając to co istotne, masakrując nagrania.

Zabrzmiało mocno? No zabrzmiało, bo miało. Warto przy tym pamiętać, że NIE MA ŻADNEJ reguły, że coś zapisane w niby lepszej jakości, że coś co jest mp3 od razu można wrzucić do określonej szufladki, czy do kosza. Nie. Nie ma tak prosto, ale takie urządzenie z odpowiednim softwarem bardzo ładnie pokazuje nam, że pewne rzeczy zwyczajnie nam umykają. I nie chodzi tutaj o jakąś absolutną wierność, „prawdziwość”, bo to tylko słowa, czegoś takiego zwyczajnie nie ma, bo każda rejestracja a potem odtworzenie to indywidualne, oryginalne „tu i teraz” (to pod kątem purystów, którym się wydaje, że można osiągnąć jakiś absolut w audio – to wg. mnie błędna i prowadząca donikąd droga). Chodzi o coś innego. Chodzi o to, że często tracimy wiele z tego, co stanowi sedno, co wydobywa z nagrania sens. To cholernie ważne. Sam się dziwię jak często zaskakuje mnie naprawdę dobry materiał, naprawdę dobrze zarejestrowany materiał, odtworzony we właściwym towarzystwie.

Korg wg. mnie jest jednym z niewielu, a może w ogóle jest takich parę tylko, USB DACów zdolnym do reprodukcji muzyki w taki sposób, że to materiał jest – właśnie – na pierwszym miejscu. To on warunkuje co i jak usłyszymy. Spotkałem się z opiniami, że takie przetworniki to nic specjalnego, że one nie potrafią zagrać ekhmm… „prawdziwie”, że coś bez własnego zasilania, w pełni zależne od komputera nie może dobrze, czy ciekawie zagrać. Nie zgadzam się z taką opinią, bo moje doświadczenia dowodzą czegoś zgoła przeciwnego. Taki interfejs potrafi zagrać wybitnie, do tego poza skalą (cena wyznaczająca umownie progres jakościowy). Przykładem tego był Olympus 2, przykładem przetestowane przetworniki Korga, przykładem jeden z moich najważniejszych DACów w systemie (M2Tech hiFaceDAC). To nie są urządzenia, które są „prawie”. To gra bardzo dobrze, albo wręcz nieprzyzwoicie dobrze, a przecież często gęsto nie wygląda no i to „tylko karta dźwiękowa” do komputera. Korg DS-DAC-10R jest najprecyzyjniejszy, nie mam wątpliwości, z wymienionych, bardzo udanych interfejsów. To świadomy wybór inżynierów, zrealizowany znakomicie, bo nie pozostawiający żadnego pola do narzekań.

Przetwornik pokazuje zatem prawdę o nagraniu, ale pokazuje ją w sposób cywilizowany, to znaczy nie jest solistą, niezdolnym do współpracy, do działania w systemie, a płynnie się w ten system wtapia. Zarówno na LCD-3 jak i na klamotach NADa z Pylonami, odtwarzając DSD (PCM konwertowany do DSD w czasie rzeczywistym) mogłem w pełni docenić jakość nagrań, tych najlepszych jakie mam, tych stworzonych przez siebie (tu – niestety – cześć krążków i to nie z winy ich stanu, do niczego się nie nadawała… fatalnie to zostało nacięte, często fatalnie zarejestrowane!) oraz porównać jakość streamingu z Tidala ze stratnym strumieniowaniem Spotify’a. I wicie co? Prawdą jest to, co powiedziano setki razy, ale o czym przy okazji testów klamotów jakoś dziwnym trafem się zapomina. „Shit in, shit out”. Jak ktoś coś schrzani na wstępie to nie ma zmiłuj, bo tylko kiepski sprzęt wszystko nam ujednolici i faktycznie będzie nam wszystko jedno. Nie trzeba mieć złotego ucha, nie trzeba silić się na długie sesje porównawcze. To się słyszy od razu, szczególnie gdy znamy dobrze artystę, nagranie, gdy albo reagujemy zaskoczeniem (o kurczę, o idzie tak? Naprawdę, tak?), albo rezygnacją (to jest jakieś nieporozumienie). Oczywiście sam wgląd to jedno, a przyjemność płynąca z obcowania z muzyką to dużo szersza sprawa, bo bez wspomnianej lekkości, płynności przekazu, bez tego, co stanowi fundament naszej akceptacji, naszego odbioru nie miałoby to sensu. W przypadku Korga mamy to, co pozwala czerpać przyjemność, chłonąć muzykę w pełni przestawiając się na jej odbiór. Urządzenia angażujące to z doświadczenia rzadkość, bo poprawnie grającego sprzętu mamy bez liku, ale takiego który „chodzi nam po głowie”… no właśnie.

Z kompresją stratną jest w ogóle ciekawie. Znakomicie mi się słucha albumów Mastered for iTunes, także wiele z propozycji z tygodniowej listy Spotify jest absolutnie bez zarzutu. To zapewne splot wielu czynników (polecam serdecznie białą księgę inżynierów Apple o rejestrowaniu, o masteringu, o kompresowaniu na potrzeby plików audio oferowanych w iTunes – mam to w pliku, chętnym chętnie podeślę), wielu ważnych i mających kluczowe znacznie dla efektu czynników, które pozwalają z wyjściowo bardzo dobrego jakościowo materiału (mastery i to takie wprost z wytwórni… jaki kontrast z albumami sprzed kilku lat okupującymi biblioteki iTunes, których nie dało się słuchać!) wykroić przyzwoity, właściwie przygotowany pliczek stratny, skrojony pod specyfikację określonego formatu oraz sposobu dystrybucji (streaming). DAC Korga świetnie to pokazuje, bo niczego nie ujednolica właśnie, tylko pokazuje biblijne tak, tak, nie, nie, pozwalając odsiać ziarno od plew. Niestety (czy stety) trafiamy nierzadko na śliwki robaczywki, czasami tylko zastanawiając się, kto tu sknocił robotę. Jak nie chcemy się denerwować to iCośtam & EraPodsy czy co tam innego i niech sobie płyną strumienie swobodnie ;-) Serio, cieszę się, że sobie także w ten sposób muzyki posłuchałem na testowanym systemie.

Warto zatem nakarmić Korga dobrym materiałem, warto nie dla tego, że to coś wyjątkowego (niemal każde urządzenie audio zareaguje w sposób pozytywny na to), tylko dlatego że ten DAC, to narzędzie potrafi nam się pięknie odwdzięczyć i pokazać całe bogactwo nagrania, a przy tym pokazać to tak, że będziemy z przyjemnością tego słuchać :) Idealnym przykładem na to są moje czarne krążki, które odtwarzałem za pomocą 10R. Właściwe ustawienie wkładki, odpowiednio dobrane parametry pracy software (chwilkę to zajęło, dłuższą chwilkę) pod kątem współpracy z redakcyjnym gramofonem przyniosły wyśmienity efekt. To grało lepiej od toru firmowego (patrz wstęp – wszystkie komponenty NADa). Grało tak dobrze, a przy tym tak niemiłosiernie różnicując mi płyty (album London Grammar – kto to w ogóle wypuścił na rynek ja się pytam?! W sensie kto ten krążek wypuścił? To trzeci z kolej, jaki do mnie trafił i kolejny bezwartościowy), że mogłem sobie tę swoją kolekcję już bez żadnych wątpliwości uporządkować pod kątem co warto, a czego nie warto kłaść na talerzu. Tego mój natywny pre nie był w stanie tak jednoznacznie pokazać. Tu nie było żadnych wątpliwości. Gdyby to jeszcze była kwestia podniszczonych krążków. Gdyby… Większość (po co ja się kiedyś pozbywałem kolekcji, po co?!) to nowe wydania i z nich część jest jw. zupełnie bezwartościowa. Czy to efekt rejestracji z nagrań cyfrowych? Bynajmniej, a przynajmniej nie ma tutaj jakiejś żelaznej reguły. Są realizacje dobre i są do dupy. Po prostu.

To, co wywołało mój niemały zachwyt to tandem 10R z LCD numer trzy grający czarne płyty*. Rewelacja. Grało to naprawdę świetnie, według mnie dużo ciekawiej niż z plikami odtwarzanymi na tych nausznikach. Zastanawiam się dlaczego tak było. Nie potrafię tego naukowo wyjaśnić, bo odtwarzając płyty oraz pliki (DSD czy PCM do DSD) na kolumnach grało to porównywalnie i bardzo dobrze że porównywalnie, bo jak wspomniałem wcześniej, rejestrator płyt pozwala cieszyć się „analogową magią czarnego krążka” (każdy, kto ma gramofon, wie co się kryje za tym sformułowaniem) w pełni, bez żadnych „ale”. W przypadku słuchawek dało się to jakoś zniuansować, rozróżnić, choć bardziej emocjonalnie, pośrednio nawet, niż hmmm…. faktycznie, starając się to ubrać zgrabnie w słowa. Tak czy inaczej, wyjście słuchawkowe awansowało do roli alternatywnego, bardzo istotnego, bo dającego nowe możliwości czerpania przyjemności z nagrań, sposobu korzystania z tytułowego Korga. Super sprawa. W przypadku 100-ki raczej nie korzystam z wyjścia słuchawkowego (może to błąd, jeszcze to sprawdzę), a tutaj mamy nagle coś, co pozwala w pełni docenić możliwości tego sprzętu tyle że we względnej (dla otoczenia) ciszy, kameralnie, bez konieczności szukania w kalendarzu terminu, gdzie nikt nam uczty nie zakłóci ;-) Duży plus i coś, co dodatkowo podnosi wartość urządzenia.

Z dobrymi jakościowo nagraniami (np. krążki DM, The Knife, Sepultura – wszystko edycje japońskie, Symfonia Schillera etc.) nie miałem ochoty odchodzić od gramofonu. Siedząc sobie na wyciągnięcie ręki od 10R, z dostępem do staruszka NADa, sterując z Maca co kilkanaście minut zmieniałem strony i tak w kółko i w kółko. Czy straciłem coś z magii obsługi, wykorzystując w roli sterownika / pośrednika komputer? No nie bardzo. Jak wspomniałem, odtwarzając płytę, wykorzystując możliwości software Korga miałem wciągający, analogowy przekaz na słuchawkach oraz na kolumnach, grało to świetnie, a jak przyszła mi ochota na coś innego (iPad w dłoń i uruchomiony Roon) to wystarczyła chwila i wszystkie zalety grania z kanapy czego dusza zapragnie były dostępne za maźnięciem palucha po ekranie. Taka integracja wg. mnie to też ciekawy sposób na system, szczególnie że tutaj chodzi o wspomniane zarchiwizowanie (a więc zabezpieczenie) cennych nagrań, kolekcji krążków do postaci cyfrowej. Jakby nie patrzeć wracamy do korzeni (no dla wielu młodszych to na pewno są korzenie ;-) ) tzn. migracji tego co fizyczne do postaci zerojednynkowej. Ten proces w dużej mierze już się dawno dokonał, wystarczy spojrzeć na obumieranie rynku płyt kompaktowych, na dominację pliku jako sposobu zapisu muzyki. Tyle, że w przyrodzie ciągle coś się dzieje, mimo dominacji, renesans czarnego krążka to fakt, to teraźniejszość i zapewne przyszłość rynku fonograficznego. Pogodzić te dwa światy, jak widać można, a nawet warto, bo to z korzyścią dla tego, co mamy najcenniejsze – naszych ulubionych nagrań, muzyki którą mamy (strasznie staroświeckie słowo to „mamy” w dobie strumieni) na półce, czegoś co …smakuje inaczej, nawet jeżeli to plik upichcony przez nas samych. Wierzcie mi, to też smakuje inaczej, w sytuacji gdy krążek spoczywa sobie w okładce, krążek po który zawsze możemy przecież sięgnąć. Prawda?

 

Aplikacja bez której cała zabawa nie miała by sensu. Ten produkt to hardware & software. Dokładnie tak!

* Czytelnicy dopytywali, wyjaśniam: KORG 10R to rekorder, a specyfika jego działania wynika z faktu zasilania z magistrali USB (komputer musi być zatem uruchomiony) oraz współpracy z oprogramowaniem firmowym (AudioGate – znowu komputer być musi) bez którego opcja pre w ogóle nie będzie działać. Dla kogoś, kto poszukuje „czystego” gramofonowego pre z opcjonalną możliwością zgrywania są inne propozycje na rynku. Natomiast 10R jest jedynym znanym mi konsumenckim rozwiązaniem z zaawansowanym oprogramowaniem sterującym pracą przedwzmacniacza i digitalizowania płyt. Uściślając, 10R to „cyfrowy” przedwzmacniacz gramofonowy służący rejestracji dźwięku z płyty, transformacji tego co z igły na zera i jedynki… analogowy jeżeli chodzi o połączenie fizyczne z gramofonem, cyfrowy jeżeli chodzi o sterowanie pracą przedwzmacniacza (software) i zgrywanie. Aby po prostu odtwarzać czarne krążki musi być włączony komputer, musi być uruchomione oprogramowanie (oczywiście niczego nie musimy rejestrować, ale to AudioGate steruje przedwzmacniaczem w rekorderze).

Trzy, różne, rejestracje… polecam wybrać zapis 1 bitowy, mimo dużej objętości, mimo zajęcia przez paropłytowe wydawnictwo 10GB. Dyski magnetyczne tanie, będą jak znalazł jako archiwum dla takich nagrań

Nagrywamy i uszom własnym nie wierzymy…

To bardzo dobry DAC, to całkiem niezły wzmacniacz słuchawkowy. Tak. Ale to obraz niepełny, wręcz powiedziałbym nie sedno tego produktu, a użyteczne dodatki. Sedno to rekorder, to właśnie ten element jest bezsprzecznie czymś co robi tutaj gigantyczną różnicę. Efekty zgrywania czarnych krążków to prawdziwa rewelacja. Ten rekorder wraz z oprogramowaniem potrafi zgrać krążek do postaci cyfrowej nie tylko w perfekcyjny sposób, potrafi poprawić to co obiektywnie na płycie jest nie tak, wyczyścić tam gdzie trzeba (zniszczone, zużyte krążki), oferując zapis jednobitowy ZACHOWUJĄCY ANALOGOWY CHARAKTER PIERWOWZORU. Taki pliczek jest w pełni wartościowym archiwum, analogiem fizycznego nośnika, czymś co nie tylko zachowuje ulotne dźwięki z rowka (bo te są ulotne jak wiemy i wraz z odtwarzaniem winyla licznik nieubłaganie bije), ale stanowi doskonały substytut płyty i wraz z dobrym przetwornikiem DSD tworzy podobną sytuację jak z kompaktem przeniesionym na dysk komputera. Mamy coś, co stanowi alternatywę dla krążka i to na tyle wartościową alternatywę, że można spokojnie z takich pliczków korzystać bez myśli, takich „z tyłu głowy”, że jednak płyta…

No to zgrywamy krążek do tych zer i jedynek! Zgrywamy!

    

Tu się dzieje magia: normalizacja nagrania… efekt jest zdumiewający

Porównanie plików – widać ile daje kompresja, plik zajmie nam połowę tego, co DSD, przy czym zapis 1 bitowy wart jest tych dodatkowych MB

Można dzielić ścieżkę nagrania na poszczególne utwory

Sam proces rekordingu jest nieskomplikowany, wręcz bardzo prosty, a na efekt końcowy wpływ ma doskonałe oprogramowanie. AudioGate to wg. mnie ideał w tym zakresie. Nie jest to wybitny odtwarzacz, raczej po prostu przyzwoity, dość prosty, ale nagrywanie to już wyraźnie specjalność tego software i KORG pokazał, że zna się na tym jak mało kto w branży. Warto na wstępie zauważyć, że to, co robi różnicę to jw. rejestracja do pliku .dsf/.dff …rejestracja jednobitowa, tworzenie kopii nagrania w formacie DSD. Uzyskujemy w ten sposób najlepszą jakościowo rejestrację cyfrową, rejestrację ze wspomnianym, analogowym charakterem, z intensywnym, swobodnym, pełnym brzmieniem czarnego krążka… dokładnie tym, za co winyle tak kochamy. REWELACJA.

Kluczem jest funkcja „normalizacja”, jaką wybieramy w postprodukcji, po rejestracji krążka na dysk (20 minutowa strona A to jakieś 4 minuty pracy szybkiego komputera z Core i7 / 16GB RAM). Nie bójmy się tej normalizacji, tutaj – nie wiem jakim cudem – nie tylko nic nie tracimy z nazwijmy to pierwotniej tkanki nagrania, ale zapisany w sposób „znormalizowany” dźwięk jest bez artefaktów, bez głośnych trzasków (mogą pojawić się lekkie szumy, lekkie trzaski, ale to wszystko w tle, bez istotnego wpływu na percepcje całości, na przyjemność odsłuchu). Działa to znakomicie, a dodatkowo jest kwintesencja prosty, braku skomplikowania – wystarczy wybrać jedną funkcję (oraz właściwie ustawić parametry wkładki, format – ale to oczywiste i też całkiem proste) i już zgrywamy płytę w najlepszej wg. mnie postaci do pliku. Wszystkim zajmuje się AudioGate, dzięki działającemu w czasie rzeczywistym procesowi optymalizowania (znowu, zazwyczaj kojarzymy takie rzeczy pejoratywnie w audio – no jak widać – niesłusznie) sygnału konwertowanego z postaci analogowej do zer i jedynek, możemy dosłownie przenieść istotę igły i rowka do wspomnianych bitów, bajtów, czy nawet gigabajtów.

No właśnie, trzeba zadbać i o odpowiednia ilość miejsca (jedna strona zabiera 1,7-2GB przestrzeni w przypadku zapisu do DSD/128) i szybką maszynę, najlepiej z wydajnym Core i5/7 oraz przynajmniej 8GB RAMu. Cały proces jest mocno obciążający dla komputera, a przy tym powinien przebiegać całkowicie swobodnie – wiadomo, każde spowolnienie, zawieszenie to rejestracja w kosz. Dlatego warto zadbać o odpowiednie środowisko, wg. mnie nie bez znaczenia jest także pamięć masowa, najlepiej czysto półprzewodnikowa (SSD) względnie jakaś hybryda (jak Fusion Drive), czy macierz RAID (gdybyśmy zdecydowali się na dyski magnetyczne, o dużo gorszych parametrach, wydajności w stosunku do rozwiązań półprzewodnikowych). Dobrze wyłączyć wszystkie zbędne procesy w tle (tu głównie mam na myśli platformy z MS Windows, w przypadku macOSa problem praktycznie nie występuje), nie obciążać komputera żadnymi dodatkowymi zadaniami, w szczególności takimi które mocno go obciążają, są zasobożerne. Pamiętajmy o tym.

Gradacja jakościowa wygląda tak: jest DSD, potem długa przerwa, jest WAV i jest FLAC. W przypadku dwóch pierwszych formatów problemem będzie dodanie informacji o albumie oraz ewentualnie pojedynczych utworach (które – o ile zechcemy – trzeba będzie za pomocą oprogramowania AG odpowiednio spreparować, wycinając z nagrania poszczególne utwory, co można osiągnąć w automacie, jak i ręcznie, mając dokładny wgląd na ścieżkę dźwiękową). Jak wiemy, ani w DSD, ani w WAV nie da się tego w prosty sposób zrobić (natywnie nie ma tagowania). Na szczęście są programy, które pozwolą nam na dodatnie takich informacji (pliki .dsf oraz WAV np. MP3TAG, w środowisku macOS via WINE, jest JRiver który nie ma z tym problemu, jest ID tag…), sam AudioGate też na to w pewnym zakresie pozwala (nie ma integracji z bazą, trzeba ręcznie, nie uzupełnimy wszystkiego).

Tagujemy. Uzupełniamy informacje zarejestrowanego nagrania, dodajemy okładkę, wszelkie niezbędne dane
Znaczniki poustawiane

Sumując, dzieje się magia, dźwięk jest nie tylko w pełni porównywalny jakościowo z płytą odtwarzaną na tradycyjnym torze z klasycznym gramofonowym przedwzmacniaczem, ale podczas rejestracji możliwe jest uzyskanie LEPSZEJ jakości (i nie chodzi mi tu tylko jw. o eliminacje trzasków – to można też uzyskać, ale nie tylko to). Możemy z płyty mocno zajechanej uzyskać po przeniesieniu do świata zero-jedynkowego dźwięk akceptowalny jakościowo. To jest fantastyczna sprawa i główny powód, dla którego warto rozważyć zakup takiego rejestratora. Poza tym, grając same płyty, dzięki bardzo rozbudowanej korekcji programowej możemy często uzyskać lepsze rezultaty niż w przypadku klasycznego pre. Konfrontowałem jakość brzmienia z NADem 1020 (stały element toru z gramofonem 5120 tej samej firmy). I Korg był tutaj bezapelacyjnie jakościowo nie do pobicia. Przy czym nie ma mowy o żadnym (i to jest ciekawe) uśrednieniu, nie ma mowy o cyfrowym nalocie, „odparowaniu” tego co granie z czarnego krążka nam oferuje. Nie. Korg niczego nie psuje, ja niczego nie zauważyłem „in minus”, a jw. miałem świetną jakościowo rejestracje (po przeniesieniu do domeny cyfrowej brzmiało lepiej niż z mających spory przebieg krążków), a grając, nie zgrywając, z samej płyty (tryb bez rejestracji do postaci cyfrowej) 10R był znowu lepszy od mojego vintage’owego NADa. Oczywiście to samo w sobie nie jest jakimś nieprawdopodobnym osiągnięciem, bo 1020 to staruszek (w doskonałym stanie, ale co z tego), tak czy inaczej daje pewien obraz czym jest ten unikalny rekorder. Z graniem w trybie pre było więc bardzo ok, ale to właśnie rejestracja do DSD jest tutaj sednem, jest clou. Dzięki temu 10R może być rozpatrywany jako jeden z najlepszych (do domowego użytku) rekorderów audio, głównie pod kątem winyli, ale w sumie nie tylko… można sobie wyobrazić inne analogowe nośniki, które będziemy za pomocą tego narzędzia zgrywali do domeny cyfrowej. Tak czy inaczej, to propozycja głównie dla fanów czarnego krążka, fanów igły i rowka, którzy jednakowoż są otwarci na to co przynosi XXI wiek, nie wzdragają się przed zerami i jedynkami w swoim systemie.

Nie tylko winyle, w trybie liniowego wejścia można zgrać szpule, można kasety, można… wszystko co się nam nawinie, sprawdźcie strychy, piwnice, zakamarki… kto wie, jakie tam skarby trzymacie?


 

Na zakończenie, nie będące wcale zakończeniem, słów parę…

Jak widać sprzęt wywarł na mnie spore wrażenie. To nie jest droga na skróty, tu nic nie zostało pozostawione przypadkowi. To Japończycy. Perfekcjoniści. Ma być świetnie, albo w ogóle. Zazwyczaj tak to właśnie w ich przypadku wygląda. Korg DS-DAC-10R tego dobitnym przykładem. Nie tylko zresztą sam DAC, bo jak wspomniałem bez tego oprogramowania to rzecz niekompletna, wybrakowana. Software stanowi tutaj całość, niezbędny element, który pozwala wydobyć cały potencjał z tej pięknej skrzyneczki. Dodajmy do tego takie smaczki jak współpraca ze źródłami mobilnymi, zestaw gramofonowy sterowany z komputera do odtwarzania naszej kolekcji czarnych krążków oraz (o czym w drugiej części będzie) rekorder analogowych źródeł wywodzący się w prostej linii z profesjonalnych urządzeń serii MR, a mamy… obraz całości. Zastanawia mnie tylko jedno. Jak taki ciekawy, oryginalny produkt jakim jest DS-DAC-10R przemknął praktycznie niezauważony, nikt specjalnie się nad nim nie pochylił. Już w przypadku 100-ki stawiałem sobie to pytanie (parę site’ów go opisało, ale szczerze – część recenzentów chyba miała tego klamota przez chwilę), a tutaj, w przypadku 10R kompletna cisza. Dziwne to, szczególnie, że gramofonów w domach coraz więcej, a takich urządzeń mało, no bardzo mało na rynku. Mniejsza. Nie mój problem. Cieszę się, że miałem sposobność zapoznać się z tym produktem, bo utwierdza mnie to tylko w przekonaniu, które wyniosłem z poprzedniego testu:

 

Za całokształt, a w szczególności: za sekcję cyfrowego, gramofonowego pre, rejestrację A/D oraz AudioGate!

 

Korg wie jak to się robi. Cholernie dobrze wie!

KORG DS-DAC-10R przetwornik C/A oraz rekorder A/C & wzmacniacz słuchawkowy 2699zł

Plusy:

- forma
- treść
- …a konkretnie: każdy szczegół jest ważny, elegancja Francja, pardon Japonia …no piękna rzecz
- możliwości rejestracji wraz z firmowym oprogramowaniem (jedyne takie rozwiązanie na rynku domowego audio)
- rejestracja winyli do DSD128 daje gwarancję, że nasza cyfrowa kopia jest najlepszym możliwym do osiągnięcia w domu zapisem posiadanej kolekcji muzyki na fizycznym nośniku (i nie ma tu żadnej, powtarzam, żadnej przesady w takim stwierdzeniu)
- możliwość odtwarzania dźwięku z płyt winylowych z wpiętym w tor komputerem przy zachowaniu analogowej magii czarnego krążka (znakomity komputerowy przedwzmacniacz gramofonowy… tak brzmi to dziwacznie, ale działa jak marzenie)
- świetny wzmacniacz słuchawkowy, zdolny do wysterowania trudnych, wymagających nauszników stacjonarnych, szczególnie polecam posłuchać płyt na słuchawkach wpiętych do tego DAC/rekordera
- płynne, naturalne, swobodne, w niczym nie wysilone granie 
-  znakomite różnicowanie nagrań
- precyzja, dynamika, rozdzielczość
- przestrzeń
- potrafi współpracować z urządzeniami na iOSie 

Minusy:
– czepialstwo …mogliby dać egzotykę (formaty) i nie byłoby miejsca na zwykłe czepialstwo ;-)
– AudioGate pod Windowsem wymaga pewnego dopracowania (stabilność działania)  aktualizacja… poprawiono to, choć nadal zdarzają się, sporadycznie, problemy ze stabilnością
- żeby nie było, że tylko jabłka mam w głowie. Z nową Sierrą też bywa różnie. Zdarzyły się problemy ze stabilnością (oficjalnie najnowszy system jest objęty wsparciem w 4-ce)
– przydałaby się zdalna aplikacja sterująca softwarem z poziomu handhelda (wygoda – szczególnie przy nagrywaniu, wyborze poszczególnych opcji w AudioGate). Nie, nie jest nią iAudioGate (bo to player)
– gdyby tak AudioGate pracowało w trybie wtyczki do ROONa

 

Serdeczne podziękowania dla firmy MegaMusic za wypożyczenie sprzętu (oraz cierpliwość ;-) )

 

Autor: Antoni Woźniak

GALERIA z opisem zawartym w pierwszych wrażeniach:

To nieodzowny składnik całości: AudioGate4

Cacko…

Mmm… :)

Szlachetny minimalizm połączony z wyborną jakością wykonania. Tu nie ma miejsca na przerost formy nad treścią.

Nie ma kabli za 30 000 złotych? No to nie zagra ;-)  

Podpiąłem także via Supra DAC, specjalnie z myślą o kabelkowych zboczeńcach. Dobre kable btw, dobre i niedrogie, a przy tym bardzo transparentne dla sygnału i ultra szybkie.

System KORGa: analogowe źródło w salonie, a interfejs komputerowy …za ścianą. Optymalnie :)  

ROON ma rewelacyjną apkę sterującą pod iOSem dla iPada (to ten sam interfejs z komputera, który tak mocno chwaliłem, identyczne możliwości), a AudioGate da się bez problemu obsługiwać za pomocą wirtualnego pulpitu z MBA.

Przy korzystaniu z AudioGate omijamy całkowicie system (OSX), gra to bezpośrednio z softwarem KORGa

Klasyka, rodem z 2L zapisana w plikach DSD odtwarzana @ AudioGate 4

A tutaj ustawienie pod wejście z gramofonowego pre… zaraz popłyną dźwięki z płyty Depeche Mode Music for the Masses

Tylko ustawimy wkładkę :)

Nagrywamy?

Nagrywamy!

Konwersja do DSD każdego materiału? Proszę bardzo. To naprawdę działa i robi zauważalną różnicę.

Dwa światy, tutaj baaaardzo blisko i w pełnej harmonii :)

Dodaj komentarz