LogowanieZarejestruj się
News

Nowy Kinect dla Windowsa trafi do sklepów już 15 lipca

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Kinect-for-Windows-text

Projekt Kinect for Windows to coś, o czym sporo się mówiło, ale trudno powiedzieć żeby pomysł chwycił, odniósł rynkowy sukces. Microsoft chciał wprowadzić niejako tylnymi drzwiami interfejs oparty na gestykulacji do komputerów, interfejs uzupełniający tradycyjną mysz oraz klawiaturę, interfejs który w niektórych zastosowaniach miał zrewolucjonizować sposób interakcji człowiek – maszyna. Czy to się udało? Nie bardzo. Sam Kinect od strony hardwareowej miał/ma potencjał i choć tworzono go głównie z myślą o konsoli, o elektronicznej rozrywce, to jego możliwości wykraczają poza salon, poza gry. Firma z Redmond dobrze zdaje sobie z tego faktu sprawę, problem w tym, że Kinect jest drogi, druga sprawa to wsparcie oraz odpowiedni przekaz skierowany do potencjalnych zainteresowanych. Użytkowników tego akcesorium w przypadku PC można zapewne policzyć na palcach jednej ręki, co nie oznacza że MS odpuszcza sobie temat. Wręcz przeciwnie, niebawem na rynek trafi nowa wersja kontrolera i jak zapowiada MS będzie to nie tyle rewolucja hardwareowa (sensor nie będzie różnił się zasadniczo od tego, który wyjmiemy z pudełka nowego Xbox One), a softwareowa.

Firma zapowiada silne wsparcie dla developerów, do ich rąk ma trafić nowe SDK, nowe narzędzia które ułatwią tworzenie aplikacji dla środowiska Windows 8/8.1. Kinect for Windows v2 ma trafić nie tylko do projektantów, do szpitali oraz szkół, ale ma także stanowić ciekawą alternatywę dla wszystkich użytkowników komputerów osobistych. Biorąc pod uwagę nasze doświadczenia płynące z użytkowania Leap Motion, na takż alternatywę jest chyba jeszcze nieco za wcześnie. Oczywiście Kinect mając takie wsparcie może sobie lepiej poradzić niż ww. produkt (który ma problemy z precyzją, poza tym sprzedał się poniżej oczekiwań… do rąk klientów trafiło niespełna 500 tysięcy tych urządzeń), jednak rzeczą absolutnie kluczową jest wsparcie niezależnych developerów oraz bardzo poważne zaangażowanie producenta sprzętu w jego rozwój od strony funkcjonalności oraz precyzyjnego odwzorowania ruchu. Patrząc na to szerzej, konieczne jest wytłumaczenie potencjalnemu nabywcy w jakich zastosowaniach taki interfejs znajdzie swoje miejsce, zastosowanie. Nie ma sensu przekonywać, że rzecz zastąpi gładzik czy mysz, bo to się nigdy nie stanie. Także udowadnianie, że będzie to coś, co pozwoli na nieskrępowane tworzenie (grafika 2D, 3D) nie za bardzo pokrywa się z rzeczywistością. Ja, przykładowo, widzę taki gadżet głównie w roli akcesorium do multimediów, do elektronicznej rozrywki (gry) oraz sterowania niektórymi funkcjami samego komputera. Taki inteligentny pilot jak wspomniany Leap Motion może stanowić fajną alternatywę dla klasycznego sterowania w przypadku komputera HTPC, czy tabletu podłączonego do dużego ekranu. Sprawdzi się lepiej od sterowania głosowego, pozwoli na interakcję z wieloma programami etc. Cóż, zobaczymy co tym razem zaprezentuje Microsoft…

Microsoft oferuje 1TB w chmurze. Koszt – 0… dla abonentów Office 365

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
onedrive-is-really-two-drives-v1

Microsoft przedwczoraj radykalnie zmienił swoją ofertę odnośnie przestrzeni wirtualnej na dane jaką oferuje swoim klientom. I trzeba przyznać, że po wprowadzonej zmianie, ta oferta staje się naprawdę atrakcyjna. Chodzi oczywiście o OneDrive, który w opcji subskrypcyjnej pozwalał na przechowywanie 20GB danych. Od dwóch dni można korzystać już nie z 20GB a 1TB danych i to całkiem za darmo (za to samo konkurencja słono sobie liczy, vide Google Drive, choć pamiętajmy o konieczności uiszczania opłaty za sam pakiet biurowy). Warto przy tym zaznaczyć, że w przypadku licencji Home Premium ten 1TB jest dostępny dla każdego użytkownika, czytaj w ramach jednej licencji mamy do dyspozycji aż 5TB w chmurze. W przypadku tak pojemnego dysku wirtualnego, który w przypadku komputerów (PC/MAC) integruje się z systemem operacyjnym, ponadto dostępny jest na każdej mobilnej platformie, możemy mówić już o bardzo dużych możliwościach alternatywnego (dla wewnętrznej pamięci urządzenia) zapisywania wszelkich danych. Oczywiście są pewne ograniczenia, związane z transferem (duże pliki w przypadku typowego łącza to jednak nie ten adres), jednak takie wirtualne archiwum może skutecznie uwolnić nas od konieczności tradycyjnego archiwizowania różnego rodzaju danych. To, czego można by sobie życzyć, to postępu w integrowaniu OneDrive z aplikacjami systemowymi i nie chodzi mi tutaj o „core apps”, ale o oprogramowanie, które  do tej pory nie jest natywnie dostosowane do zapisu w chmurze. Gdyby w naszym środowisku pojawiła się na stałe opcja zapisu w microsoftowej chmurze, bez względu na rodzaj uruchomionego software, bez konieczności korzystania z menadżerów plików, byłby to niewątpliwie strzał w dziesiątkę.

Patrząc na to szerzej, widzimy, że model korzystania ze sprzętu oparty na przetwarzaniu w chmurze, dostępie do danych zapisanych w centrach danych, coraz większej liczby usług działających, uruchamianych zdalnie, staje się obowiązującym standardem. W przypadku niektórych branż, mówimy wręcz o całkowitej zmianie dotychczasowego sposobu funkcjonowania, opartego na fizycznych nośnikach, na tradycyjnych formach dystrybucji. Jedną z takich branż jest audio, inną adaptującą dostęp do danych w chmurze, przetwarzanie w chmurze jest branża elektronicznej rozrywki. Wraz z takimi usługami jak opisane, terabajtowe wirtualne dyski, wraz z systemami oraz flagowymi aplikacjami czerpiącymi pełnymi garściami z nowych możliwości (vide pakiet Adobe, który obecnie dostępny jest wyłączenie w modelu chmurowej dystrybucji) tworzy to nową rzeczywistość w świecie technologii IT, bezpośrednio rzutuje na rozwój oprogramowania, poszczególnych produktów (hardware). Dla nas, zainteresowanych rozwojem branży audio, dostęp do takich wirtualnych dysków daje możliwość umieszczania całych kolekcji nagrań z dostępem na praktycznie każdej platformie. Teraz tylko krok od wprowadzenia możliwości odtwarzania takich plików bezpośrednio w każdej aplikacji, softwareowym odtwarzaczu i problem niewielkiej pojemności pamięci w handheldach (oraz komputerach z dyskami półprzewodnikowymi) będzie można uznać (audio) za rozwiązany...

Czym jest, a czym nie jest nowy Surface Pro 3? Nasze trzy grosze…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
surface-pro-3-hero-900-80

Microsoft z podziwu godnym uporem próbuje wypromować swoją wizję urządzenia, które zastąpi komputer osobisty, będzie swoistym łącznikiem świata handheldów (dotykowe ekrany, tablety) oraz PC. O erze post-pc napisano już wystarczająco dużo, warto jedynie wspomnieć, że nadal utrzymuje się trend spadkowy odnośnie sprzedaży komputerów i raczej nie ma szans na odwrócenie tej sytuacji. Dla Microsoftu jest to bardzo poważne wyzwanie, bo spadająca liczba nowych komputerów to mniejsze zapotrzebowanie na oprogramowanie systemowe oraz użytkowe, na Windowsa, na Office, na pozostałe produkty sotwareowe, które stanowią fundament oferty MS. Fakt, ostatnimi czasy firma z Redmond zrobiła wiele, by przestać kojarzyć się wyłącznie z oprogramowaniem… to usługi oraz kilka kategorii sprzętu ma obecnie stanowić równorzędne elementy oferty giganta, firma chce zaoferować swoim klientom kompletny, kompleksowy ekosystem oparty na swoich produktach. To prawda, jednak bez względu na to, czy MS będzie liczącym się graczem na rynku smartfonów (zakup Nokii), czy uda mu się skutecznie rywalizować z Sony (Xbox One), wreszcie zmienić model dystrybucji (usługi, przetwarzanie w chmurze), to nadal Windows, Office będą stanowiły jedno z głównych źródeł dochodów… jedną z kluczowych grup produktów, bez której trudno będzie sobie wyobrazić rynkową egzystencję Microsoftu. I choć Windows, Office zmieniają się, ewoluują, dostosowują do obecnie panujących trendów (wprowadzenie Office dla iOSa, Office dostosowanego do obsługi na dotykowych ekranie), to będą zawsze kojarzyły się z produktami stricte komputerowymi.

No właśnie – komputerowymi – nie dziwi zatem wspomniany na początku upór, chęć przekonania klientów do własnego rozwiązania, do hybrydy łączącej tablet z komputerem w formie urządzenia wyposażonego w Windowsa (pełnego, tzn. takiego, którego znamy z komputerów osobistych, a nie dedykowanego tabletom RT) oraz Office (co ciekawe, to Apple otrzymało jako pierwsze Office dla dotykowców, to co oferuje MS dla swoich urządzeń to wersja desktopowa, przystosowana głównie do obsługi za pomocą klawiatury, myszy / gładzika, a nie ekranu dotykowego). Stąd taka, a nie inna droga, jaką obrała firma z Redmond. Surface Pro to właśnie próba pogodzenia wody i ognia, stworzenia hybrydowego sprzętu, który z jednej strony zadowoli zwolenników konsumpcji multimediów, komunikowania się ze światem oraz surfowania w sieci na lekkim, mobilnym sprzęcie, działającym maksymalnie długo na baterii oraz (z drugiej) tych, którzy chcą peceta, peceta nieco inaczej zaprojektowanego, wyposażonego w dotykowy wyświetlacz, ale nadal peceta, z pełnym dostępem do oprogramowania dla platformy Windows, z interfejsami pozwalającymi na wygodną obsługę dotychczas użytkowanego (na PC) oprogramowania oraz na zastosowanie dowolnych peryferiów. Peceta, który będzie de facto kompaktową wersją popularnych ultrabooków, urządzenia charakteryzującego się konstrukcją bez ograniczeń spotykanych w przypadku typowego handhelda – tabletu przystosowanego głównie do konsumpcji treści, a nie do kreacji, do pracy.

To już trzecie podejście do tematu. Po pierwszym, ciężkim, działającym nieakceptowalnie krótko na baterii (w praktyce 4h) Surface, po znacznie lepszym (ale nadal dalekim od doskonałości) Surface Pro 2, z niższą wagą (jednak nadal względnie grubą obudową), z lepszym czasem działania na baterii (jednak dużo krótszym od najlepszych tabletów oraz ultrabooków) przyszedł czas na wersję …ostatecznie (?) dopracowaną, nie tylko  po prostu lepszą, ale wg. Microsoftu, realizującą w pełni koncepcję hybrydy. I faktycznie, na pierwszy rzut oka widać, że wyciągnięto wnioski z bardzo umiarkowanego (delikatnie rzecz ujmując) przyjęcia poprzednich generacji tego sprzętu. Po pierwsze (wreszcie!) zrezygnowano z ekranu 16:9, który w przypadku tabletów może się sprawdza (wspomniana konsumpcja, choć wg. mnie tablety Apple radzą sobie tutaj świetnie, a ich proporcje 4:3 są idealnie dopasowane do funkcji, do codziennego użytku tego typu urządzenia), ale w sytuacji gdy mówimy o ekranie komputerowym nie sprawdza się w ogóle. Po drugie wreszcie dopracowano kwestię obsługi sprzętu, gdy ten nie spoczywa na biurku, tylko np. na kolanach. Wcześniejsze Surface miały z tym nie lada problem – brak stabilności, niedopracowane standy, powodowały brak stabilności. Zbyt ciężkie urządzenie po prostu kompletnie nie nadawało się do pracy w trybie typowym dla laptopa, czytaj komputer na kolanach. Była to wada, według mnie przekreślająca te urządzenia w roli sprzętu do (mobilnej) pracy, co między innymi było jedną z głównych przyczyn chłodnego przyjęcia Surface przez klientów. Powiedzmy sobie szczerze, tablety w konsumpcji treści były (i nadal są, choć już nie tak jednoznacznie) lepsze od hybryd, w końcu jaka by ta hybryda nie była to musi ona pracować pod kontrolą komputerowego systemu operacyjnego, a z tym wiąże się określona specyfika obsługi (mysz/gładzik, klawiatura – najlepiej fizyczna), działania (dłuższy czas uruchamiania, krótszy czas pracy) oraz umiejętności czy wiedzy użytkownika na temat obsługi sprzętu i oprogramowania.

Nowy Surface 3 ma szansę, choć sama koncepcja wcale nie musi wypalić, to znaczy ludzie mogą okazać się o(d)porni na wizję zaproponowaną przez Microsoft, wizję osadzoną w świecie PC, wizję zintegrowania obu światów (handheldy oraz PC) z wykorzystaniem sztandarowego software MS. Sprzęt pracuje dłużej (podobno nawet 9 godzin, co byłoby już optymalną wartością, nie dawałoby powodu do narzekań), da się go używać jak klasycznego laptopa (stand, wyważenie), ma bardzo dobrą, fizyczną klawiaturę z niezłym gładzikiem, dysponuje jw. ekranem nie tylko do konsumpcji treści, ale normalnej pracy (proporcje ekranu wynoszą 3:2). Nadal jest cięższy oraz mniej poręczny niż najnowsze modele tabletów, ale nie jest to przepaść, poza tym mówimy o urządzeniu, które z definicji ma stanowić odpowiednik mobilnego komputera, a więc coś, co będziemy często wykorzystywać do pracy na kolanach, względnie na biurku, a więc stacjonarnie. Patrząc na specyfikację:

» Czytaj dalej

Office dla iPada – oczekiwana premiera

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Office for iPad mock image

Wreszcie Microsoft wprowadził swój sztandarowy produkt na tablet Apple. Wcześniej co prawda oferował aplikację dla iPhone, ale nie tego oczekiwano od giganta z Redmond. Biorąc pod uwagę dzisiejsze trendy w biznesie, w korporacjach, zjawisko BYOD (Bring Your Own Device), znaczne nasycenie firm tabletami (u nas dopiero ten proces następuje) MS w sumie nie miał wyjścia. Czy tak późne wprowadzenie Office na ekrany najpopularniejszych na rynku tabletów było celowym działaniem, mającym zachęcić klientów do nabycia własnych produktów (Windows RT, 8, tablety Surface)? Według mnie nie. To właśnie wersja dla iPada jest pierwszym, przeznaczonym dla tabletów wariantem Office – na Surface mamy wersję pulpitową, na kafelkowego Office przyjdzie jeszcze poczekać. To mądre posunięcie Microsoftu, widać że ktoś tu rzecz gruntownie przemyślał od strony strategii produktowej. Brawo! Microsoft starał się opracować kompletny, pod pewnymi względami innowacyjny pakiet oprogramowania pod iOSa, dla najpopularniejszego tabletu na rynku. Firmie udało się dopiąć swego i w moim odczuciu Office dla iPada jest co najmniej dobry, żeby nie powiedzieć znakomity. Na wstępie, pamiętajmy, że warunkiem skorzystania z nowego software jest zakup Office 365. Niektórzy od razu w tym miejscu zaprzestaną czytania, bo nie mają zamiaru nabijać kieszeni gigantowi, płacąc abonament. Uważam, że takie postępowanie (choć zrozumiałe, w końcu nadal wielu z nas przyzwyczajonych jest do zakupu czegoś fizycznego, w pudełku, płyty, programu na własność) jest błędne. Obecnie nie tylko zmienia się diametralnie kwestia dystrybucji oprogramowania (sieć), ale przede wszystkim zmienia się nasze użytkowanie, sposób w jaki korzystamy z software. I Office 365 znakomicie tutaj pasuje, bo to produkt typu usługa, a nie program w umownym pudełku. Właśnie, kupujemy, czy nabywamy prawa do korzystania z usługi pt. Office i możemy liczyć na kolejne wersje, na pełen support przez cały okres użytkowania, teoretycznie na zawsze. To raz, dwa cena abonamentu choć wydaje się wysoka (99,99$ za rok, po pierwszym roku aktywowania pakietu), w konfrontacji z benefitami nie wygląda wcale na przesadzoną. Pięć stanowisk komputerowych (PC/Mac), tablety, smartfony… Innymi słowy możemy w pełni korzystać z wielostanowiskowego pakietu, dodatkowo edytować dokumenty na tablecie, czy przeglądać je na ekranie smartfona plus 60 minut darmowego użytkowania Skype (mc) oraz 20GB konto na OneDrive. To naprawdę niezła oferta, nie mająca odpowiednika na rynku. Poza tym istnieje możliwość zakupu pakietu dla studenta (4 letni abonament, 20$ na rok) lub wersji jednostanowiskowej (69$ – w tym wypadku to się zupełnie nie opłaca). Piszę o tym wszystkim w temacie poświęconym wersji dla iPada nie bez przyczyny. Nie da się sensownie opisać pakietu dla tabletu Apple bez krótkiego przedstawienia o co w tym wszystkim chodzi. 

Microsoft wykonał kawał świetnej roboty, patrząc na interfejs, wygląd nowego Office dla iPada. Nie dość, że pakiet prezentuje się ładnie, elegancko, to jeszcze całość została gruntownie przemyślana pod kątem wykorzystania na ekranie dotykowym. To całkowicie nowy produkt w odróżnieniu od Office dla urządzeń z myszką i klawiaturą (specjalnie napisałem w taki sposób, bo poza PC/Mac mamy jeszcze tablety na Windowsie). Odpowiednio duże elementy poszczególnych składowych interfejsu są dopasowane do obsługi palcem (palcem, nie stylusem – innymi słowy nie ma konieczności zaopatrywania się w dodatkowe akcesorium… można to zrobić rzecz jasna, ale nie jest to wymagane do sprawnej obsługi). W Excelu mamy rozwijaną klawiaturę numeryczną ułatwiającą wprowadzenie formuł, świetnie przedstawia się kwestia dodawania obrazków do dokumentu… wszystko działa intuicyjnie, szybko, taki element bez problemu wyedytujemy/dopasujemy, rzecz jasna można w pełni formatować tekst – w ogóle całość od strony funkcjonalnej, jako żywo, przypomina wersję dla komputerów (możliwości, funkcje). To dobrze, bo wersja dla iPhone jest mocno ograniczona, a tutaj mamy wszystkie niezbędne narzędzia, mamy dobrze znany górny panel z jw. bardzo dobrze opracowanym pod kątem dotyku interfejsem. Warto przy okazji nadmienić, że każdy z nas może pobrać aplikację i korzystać z niej w trybie przeglądania dokumentów. To bardzo dobry ruch ze strony MS, w końcu niektórym osobom w zupełności wystarczy taka właśnie funkcjonalność – będą chcieli przeglądać na ekranie iPada swoje prezentacje, tabelki czy dokumenty z Worda, a dzięki możliwości przesłania na ekran (przejściówka na HDMI lub AirPlay & AppleTV) mamy bardzo dobre rozwiązanie do prowadzenia prezentacji. Aha i jeszcze jedno, wersja dla iPhone została właśnie zaktualizowana – możemy od teraz korzystać z tego software bez opłat (domowy użytek). W skład pakietu wchodzą: Word, Excel oraz PowerPoint. Do tego osobno mamy OneNote, integracje z Outlookiem – czyli (prawie) komplet. Ciekawe, czy MS udostępni w tej formie pozostałe swoje programy (np. Access Point)? Zobaczymy. Do instalacji potrzebujemy iOSa 7.

Podsumowując, w końcu użytkownicy jabłkowych handheldów otrzymali narzędzie gwarantujące zintegrowanie ich urządzeń z najczęściej użytkowanym oprogramowaniem biurowym. Dla Microsoftu, ale i dla Apple (myślę, że można tu mówić o strategii win-win, gdzie każdy wygrywa) to bardzo ważne wydarzenie, które pozwoli obu firmom zwiększyć bazę użytkowników, zwiększyć zyski. W końcu – jakby nie patrzeć – Android nie ma i raczej nie będzie miał takiej integracji (szczera niechęć Google do Microsoftu i vice versa) nie będzie oferował takich możliwości w kontekście zastosowań biznesowych. Surface to urządzenia, które nie są wg. mnie bezpośrednimi konkurentami dla iPada – Microsoft niewiele tu ryzykuje, a jednocześnie może być pewien, że baza użytkowników Office 365 zwiększy się znacząco (coś czuje, że będzie to prawdziwy szlagier, w ten sposób MS zapewni sobie dominację swojego pakietu biurowego – a to, nie ma tutaj wątpliwości, jest głównym celem wprowadzenia 365 na rynek). Sam chętnie skorzystam z tej oferty, bo nie widzę tutaj słabych punktów. To właśnie tak powinno wyglądać, tak działać. Patrząc na rzecz praktycznie, racjonalnie, mogę powiedzieć, że to się zwyczajnie opłaca. Koszt wykupu usługi pt. Office jest akceptowalny, pozwala na wielostanowiskową pracę (dwie osoby, coś ala małe biuro). Wreszcie.

» Czytaj dalej

Nokia X – Android inaczej, czyli koń trojański a’la Microsoft

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Nokia X 2

Na MWC jedną z największych sensacji było zaprezentowanie nowych smartfonów (aż 3 modeli) Nokii wyposażonych w Androida. Jak wiadomo stosunki między Microsoftem (niebawem finalnie prawa do linii Lumia, dużej części mobilnego biznesu Nokii) a Google są od dawien dawna lodowate. Google podgryza Microsoft gdzie się da (systemy operacyjne, usługi, wyszukiwanie treści w sieci… alternatywny ekosystem, w którym nie ma miejsca na MS), Microsoft w sumie nie pozostaje dłużny, choć do tej pory prowadził dość subtelną grę. Firma z Redmond otrzymuje od każdego producenta androidowych urządzeń pieniądze z tytułu licencji – warto o tym pamiętać, a jest to jeden z elementów który stanowi bardzo drażliwy punkt we wzajemnych relacjach. Microsoft do tej pory unikał otwartej konfrontacji (czego nie można powiedzieć o Google, które gdzie się tylko da starało się i nadal się stara ograniczać wpływy MS), jednak to co zaprezentowała Nokia pokazuje, że producent Windows postanowił przejść do ofensywy.

Wystarczy rzut oka na nowe telefony z serii X, by przekonać się, że za ich wprowadzeniem na rynek kryje się sprytny plan wyrugowania Google (usługi) z „własnego” poletka. Piszę „własnego”, bo w sumie Androida trudno uznać za własność Google, wręcz przeciwnie Android – jak pokazał Amazon – może być trampoliną do robienia swojego biznesu, bez oglądania się na Google. W końcu Kindle Fire ze zmodyfikowanym Androidem jest w 100% zależny od Amazona, nie ma dostępu do Google Play (w przypadku X też nie będzie dostępu do aplikacji via Google Play), to po prostu zamknięty (eko)system. W przypadku Nokii nowe modele Nokia X mają być czymś pomiędzy komórkami Asha, a najtańszymi modelami z Windows Phone (modele 520 oraz 620). To, wydawać by się mogło, nieco ryzykowane posunięcie – w końcu może się to skończyć podcinaniem gałęzi na której samemu się siedzi (pardon – będzie to podcinanie gałęzi na której siedzi kluczowy partner – MS, w sumie wychodzi na jedno). To właśnie wspomniane, najtańsze modele Lumii sprzedają się wyśmienicie i nakręcają zapotrzebowanie na mobilny system Microsoftu. Na pierwszy rzut oka tak to mogłoby wyglądać, jednak wg. mnie nowe X nie stanowią praktycznie żadnej konkurencji dla Windows Phone. Nokia idzie tutaj drogą Amazona, wprowadza bardzo tanie, przystępne telefony, oparte o najpopularniejszy system, z własnym oprogramowaniem, własnymi usługami, rzecz jasna tożsamymi z tym, co znajdziemy na telefonach z Windows Phone. Są to zarówno firmowe aplikacje, jak i te oferowane czy też promowane przez Microsoft. I tutaj zasadza się cały misterny plan… ktoś chce tanio kupić telefon, bardzo tanio, jednocześnie skorzystać z bardzo dobrych usług, możliwości oferowanych przez specjalistę, dużą korporację, do tego kupić produkt dobry jakościowo? Nowe X mogą być odpowiedzią na takie zapotrzebowanie. Owszem mamy w tym segmencie ogromną konkurencję, ale też wiele produktów z najniższej półki w przypadku Androida jest mocno krytykowana za niewystarczające wsparcie, za kiepską wydajność etc. Kto wie, być może nowe Nokie X zerwą z przekonaniem, że jak coś jest tanie, na Androidzie, to często jest do niczego…

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem pulpit nowych telefonów stało się dla mnie jasne, że Nokia/Microsoft chcą w ten sposób uderzyć w biznes Google i to bezpośrednio uderzyć. Już sam wygląd sugeruje, że mamy tutaj do czynienia z tytułowym koniem trojańskim. Kafelkowa nakładka nie jest jakoś wybitnie piękna, ale spełnia swoje nadrzędne zadanie – kojarzy się z wiadomo czym, jest całkowicie zdominowana przez wiadome usługi, aplikacje (Skype, integracja z Outlookiem, One Drive, soft Here), dodatkowo tak zoptymalizowana, że naprawdę proste telefony, jakie zaprezentowano, z bardzo ubogą specyfikacją, prawdopodobnie bez problemu poradzą sobie z takim, zmodyfikowanym Androidem. Do tego dwie karty SIM, możliwość instalacji dowolnego oprogramowania z sieci (co oznacza, że nic nie stracimy na braku Google Play… poza Google, które w oczywisty sposób straci). To nie mają być telefony dla geeków, to mają być telefony dla mas. I to mas w sensie milionów konsumentów, szczególnie w krajach rozwijających się. To bardzo mądra strategia, bo właśnie na tych, najchłonniejszych rynkach mamy do czynienia z klientem kupującym pierwszego smartofna w życiu, klienta dysponującego bardzo ograniczonymi środkami, kogoś kto poszukuje bardzo taniego, łatwego w obsłudze urządzenia gwarantującego podstawową funkcjonalność na odpowiednim poziomie. Nokia może to wszystko zapewnić. Nokie X mogą okazać się rynkowym hitem. Dodatkowo Microsoft może zainteresować większą liczbę developerów (tworzących na Androida) swoją własną platformą, może szybciej przenieść dane oprogramowanie (port) na Windowsa Phone – który jest już dojrzałym systemem, z sensowną biblioteką oprogramowania, której jednak nadal nieco brakuje do iOSa oraz Androida odnośnie dostępności popularnych aplikacji. To także jeden z ważnych elementów tej układanki. Bardzo sprytny ruch, moim zdaniem noszący niewielkie ryzyko dla własnego OS (WP), jednocześnie potencjalnie duży kłopot dla Google. Internetowy gigant nadal za bardzo nie wie czy i jak wejść na rynek hardware, czy linia Nexus powinna być odrębną marką, czy też powinna być zarezerwowana dla partnerów (konkretne modele, albo standardowe z „czystym” Androidem). Wejście Nokii na androidowy rynek może sporo namieszać, w końcu to właśnie Nokia była hegemonem w segmencie tanich telefonów, mając udziały podobne do obecnie dzierżonych przez Androida (Symbian). Cóż, ciekawe, czy ten koń trojański wypali? Moim zdaniem, Google ma powody do niepokoju. Poniżej specyfikacja zaprezentowanych telefonów…

» Czytaj dalej

Microsoft ze swoim, cyfrowym asystentem. Konkurencja dla Siri oraz Google Now

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Cortana-Blue-Sci-Fi-chick

Cortana – tak się to na razie nazywa i powiem szczerze, że nazwa (podobnie jak Courier, czy Project Natal) jest bardzo fajna, dobrze dobrana, problem w tym że jak to zazwyczaj w Microsofcie bywa… nazwa kodowa projektu nie ma nic wspólnego z finalnym produktem. Cóż, Cortana czy jak to się tam później będzie nazywało, to odpowiedź giganta z Redmond na wprowadzonych przez Apple oraz Google cyfrowych asystentów. To, co ma ułatwiać życie, wprowadzać coś w rodzaju inteligentnej (no powiedzmy, bo w praktyce daleko do tego) konwersacji między użytkownikiem a urządzeniem, administrowania naszym cyfrowym profilem, analizowania oraz odpowiedniego zarządzania informacją dostarczaną nam w użytecznej formie etc. pojawi się niebawem w urządzeniach z Windows Phone (8.1). Fundamentem ma być tutaj nie analiza tysięcy odpowiedzi przechodzących przez zdalne serwery (Siri), nie będzie to także gromadzenie danych przez liczne usługi jak u Google, a coś, co MS nazwał pamiętnikiem (vel cyfrowym notesem, org. Notebook). Nasza cyfrowa tożsamość ma być bez przerwy analizowana przez oprogramowanie, ma pozwolić Cortanie na poznanie użytkownika tak dokładne jak to tylko możliwe. Już widzę czerwone światełka zapalające się w niektórych głowach. Inwigilacja, wyzbycie się prywatności, możliwość nadużyć …tak, takie obawy mogą się wraz z wprowadzeniem omawianej technologii pojawić i nie będą to zastrzeżenia na wyrost biorąc pod uwagę skalę szpiegowania głównie własnych obywateli (nie tylko, ale głównie) przez NSA.

Oczywiście każdy będzie mógł ograniczyć dostęp do ważnych informacji – będzie wybór, jak głęboko, jak dużo ma o nas wiedzieć nasz („nasz”?) prywatny asystent. W sytuacji, gdy pozwolimy mu na wiele, będzie prowadził nas za rączkę, pilnując naszego terminarza, dopasowując informacje, treści do naszych zainteresowań, upodobań, wreszcie sugerując konkretne rzeczy użytkownikowi. Ma to być znacznie głębsza, bardziej zaawansowana wersja tego, co proponuje obecnie konkurencja. Czy tak faktycznie będzie? Przekonamy się o tym niebawem. Microsoft chce swojego asystenta zintegrować z całym ekosystemem, co w sumie nikogo nie powinno dziwić. Szczególnie, gdy popatrzymy na możliwości Xboksa One, na planowany rozwój usług, na nowe pomysły (elektronika osobista, montowana w pojazdach etc.).

Nowe wersje iOSa z wsparciem dla aplikacji dla MacOSa, iPad z dedykowaną klawiaturą…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
ipad-dell-tablet

Nowe wersje systemu mobilnego Apple będą prawdopodobnie umożliwiały uruchamianie aplikacji stworzonych pierwotnie z myślą o MacOSie. Takie przypuszczenia pojawiły się wraz z zaprezentowaniem jesienią 2013 roku nowego iOSa 7 oraz najnowszej generacji handheldów Apple. Faktycznie technologia 64 bitów, którą wdrożyło Apple wskazuje że taki scenariusz może się niebawem ziścić. Nowy iOS8 lub iOS9 będą mogły uruchamiać software stworzony dla komputerów Mac. Co więcej, ogromna popularność iPada w środowisku korporacyjnym może doprowadzić do stworzenia nowych wersji tego urządzenia, przystosowanych specjalnie do tego typu środowiska. Być może nowy iPad (Pro) będzie dysponował nie tylko większym ekranem, ale także otrzyma natywną klawiaturę. Nie będzie to jednak odpowiednik Surface – Apple odmiennie, nie chce najwyraźniej doprowadzić do połączenia obu systemów operacyjnych (co poniekąd próbuje forsować Microsoft), dostosowując oba środowiska do specyficznych wymagań, z jednoczesnym poszerzaniem ich kompatybilności względem siebie. Do tej pory były to działania głównie jednokierunkowe, polegające na wprowadzaniu do MacOSa funkcjonalności, programów znanych z iOSa.

Niewykluczone, że w br to iOS będzie dopasowywał się do komputerowego OS, co doprowadzi w efekcie do jeszcze ściślejszego połączenia obu środowisk (jednak nadal zostanie zachowana ich odrębność). Zdaniem analityków takie działania dowodzą, że Apple obiera podobny do Microsoftu kierunek rozwoju. Już nie tylko, czy przede wszystkim, firmy produkującej hardware (MS – głównie software), a kogoś kto oferuje kompletny ekosystem, skupia się głównie na dostarczaniu kompleksowego rozwiązania, dostarcza usługi, poza softwarem oraz urządzeniami. Apple idzie swoją drogą, wpisującą się w głoszoną przez siebie tezę (post PC). Z całą pewnością tym, na czym skupi się obecnie firma z Cupertino będą usługi chmurowe, rozbudowa iCloud, nowe oprogramowanie wirtualne, rozszerzenie możliwości bazodanowych oraz opracowanie nowych rozwiązań wykorzystujących rosnącą moc mobilnych urządzeń. Kolejna generacja iPadów będzie w stanie bezproblemowo poradzić sobie z aplikacjami stworzonymi pierwotnie dla komputerów Mac. To logiczne następstwo rozwoju technologii mobilnych, najbliższa przyszłość pokaże czy świat „post PC” zdominuje rynek, stanie się już nie alternatywą a głównym nurtem rozwoju technologii informatycznych.

Office niebawem w wersji na iOS?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
microsoft-office-2013

Plotki o tym, że w końcu pakiet biurowy MS pojawi się na urządzeniach mobilnych Apple są rozpowszechniane od dawna. Tym razem źródło informacji to Mary Jo Foley – osoba znakomicie zorientowana w planach Microsoftu, dziennikarka portalu ZDNet. Jej zdaniem takie oprogramowanie trafi do App Store wcześniej niż nam się wydaje, a dokładnie w pierwszej połowie bieżącego roku. Co ciekawe, aplikacje w wersji specjalnie dostosowanej do dotykowej obsługi trafią na urządzenia z iOSem wcześniej niż dedykowane warianty Worda, Excela oraz PowerPointa dla tabletów z Windows 8.1 (RT). Oznacza to prawdziwy przewrót kopernikański w myśleniu szefostwa MS – całość zbiegnie się zapewne z wyborem nowego kierownictwa. Zresztą sam Steve Ballmer, były CEO, w rozmowie z MJF mówił o tego typu scenariuszu. Nowa wersja pakietu, zwana Gemini, trafi nie tylko na iPada, ale także na urządzenia z Androidem. Taki ruch wydaje się całkiem logiczny. W końcu to właśnie Android jest obecnie najpopularniejszą platformą mobilną, iPad zaś absolutnie zdominował rynek tabletów użytkowanych przez biznes. Ocenia się, że ponad 90 procent urządzeń w biznesie to dotykowa płytka Apple.

Znakomite wyniki Nokii globalnie (zwłaszcza na Starym Kontynencie)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip

Chude czasy mają już chyba za sobą. Co prawda (patrz poprzedni news), Nokia niebawem pozbędzie się swojego mobilnego biznesu na rzecz Microsoftu, ale patrząc na umowę zrobi to na czas określony, poza tym zyska duży kapitał – będzie zdolna do zainwestowania w nowe pomysły, znacznie poprawi swoją kondycję finansową. Stało się to, o czym swego czasu pisałem – konsekwentna, mądra i jak widać skuteczna strategia rozwoju smartfonów Lumia (oraz bardzo udane wejście na rynek budżetowych telefonów Asha), pozwoliła na odwrócenie złej passy. Rzecz jasna nie ma na razie mowy o powrocie do sytuacji sprzed paru lat, kiedy to Nokia rozdawała karty, dominowała na rynku, a jej Symbian był najpopularniejszym systemem operacyjnym. Tak czy inaczej, rynkowe wyniki są znakomite, tak szybkiego wzrostu chyba nikt się nie spodziewał. Także na globalnym rynku Nokia radzi sobie coraz lepiej, potwierdza tę tendencję coraz lepsza sprzedaż w Stanach. To trudny rynek, zdominowany przez Apple. Topowe Nokie w USA sprzedają się całkiem nieźle, na Starym Kontynencie najlepsze wyniki odnotowują budżetowe smartfony – Lumia 520 oraz 620 (w Stanach też, tle że właśnie tam Nokia dobrze wstrzeliła się z modelami z wysokiej półki – serią 9xx oraz 10xx.) Poniżej tabletki przedstawiające najnowsze wyniki rynkowe Windowsa Phone (czytaj Lumii) na globalnym rynku oraz w Europie…

» Czytaj dalej

Komisja Europejska zgadza się na przejęcie mobilnego biznesu Nokii przez Microsoft

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
nokia-lumia-625-1

Decyzja przypieczętowuje umowę zawartą między Microsoftem a Nokią o przejęciu mobilnego biznesu tej drugiej przez softwareowego giganta. Na razie nie są znane szczegóły strategii MS odnośnie produktów z portfolio Finów – smartfonów (a od niedawna tabletów) Lumia oraz budżetowych telefonów Asha. Zapewne firma z Redmond nie zrezygnuje z ww. nazw, być może w ogóle nie zobaczymy nazwy Microsoft na obudowach (a jedynie logo MS i to raczej dyskretnie umiejscowione / wygrawerowane). Z pewnością dojdzie do synergii zespołów opracowujących sprzęt mobilny, na pewno (w końcu!) MS wdroży procedury ścisłej współpracy działu odpowiedzialnego za oprogramowanie operacyjne (Windows Phone  oraz Windows RT) z ludźmi pracującymi nad hardwarem. Ma to ogromne znaczenie dla przyszłości microsoftowego ekosystemu. Ciekawe, co zrobi Microsoft z konkurującymi urządzeniami – mam tu na myśli Lumię 2520 oraz Surface 2? Oba tablety działają na systemie Windows 8.1RT, oba mają zbliżone parametry. Firma będzie musiała podjąć jakieś decyzje w tej materii – oby nie była to najprostsza decyzja o wycofaniu jednego z ww. produktów z oferty (mam tu na myśli tablet Nokii, bo Surface jest dla MS kluczową marką i raczej z tego elementu firma nie zrezygnuje, nawet mimo kiepskiej sprzedaży). Podsumowując, rośnie Androidowi, a przede wszystkim iOSowi poważny konkurent. W kolejnym newsie przedstawiam najnowsze wyniki branży mobilnej, z których jasno wynika kto jest na „fali wznoszącej”, komu rośnie, a kto złapał zadyszkę, traci (na Starym Kontynencie).