LogowanieZarejestruj się
News

DTS w głośnikach Sonos-a! …oraz Beam w nowej odsłonie Atmos-lubnej odsłonie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
tn_Beam-Credenza-White

Doskonała wiadomość dla użytkowników Sonos-a… wielki nieobecny, konkurencyjny sposób zapisu dźwięku dla Dolby, znaczy DTS trafi do wszystkich, sprzedawanych obecnie, kino-domowych urządzeń producenta… i nie tylko. Innymi słowy DTS będzie dostępny w Playbar, Playbase, AMP-ie, w obu generacjach Beam’a oraz najnowszej graj belce ARC. Znakomicie, bo wiele osób, które wcześniej za niemałe pieniądze zakupiło projektory dźwiękowe Sonos-a będzie mogło cieszyć się pełnym wsparciem kodeków kina domowego, obsługą dźwięku przestrzennego w obu rynkowych standardach. DTS to rzadko obecnie spotykany gość w dostępnych na rynku produktach (szczególnie w grajbelkach rzadko). Bardzo fajnie, że wśród urządzeń wspieranych wylądował także AMP. Choć dla wielu ten wg. mnie mocno niedoceniany (pomiary, gdy gra z cyfrowych źródeł, stawiają ten wzmacniacz w absolutnej czołówce, deklasuje wiele wzmaków utytułowanych marek. Stereo, nie amplitunerów KD, tylko integr, końcówek mocy!), to głównie źródło dwukanałowego dźwięku (wpięcie ekosystemu sonos-a w HiFi… bo tym oczywiście jest AMP), sprzęt pozwala na połączenie stereofonii z kwadrofonicznym, uzupełnionym o bezprzewodowy, firmowy sub, kino domowym zestawem jaki można na bazie tej skrzynki stworzyć. Sam użytkuję takie coś i wierzcie mi, że naprawdę warto. W teście (patrz tutaj) klamot wypadał bardzo fajnie, ale głównie skupiłem się tam na stereo, dlatego planuję uzupełnienie wpisu o kino domowe stworzone wokół „sono-wzmacniacza”. Swoją drogą to jedyna taka konstrukcja na rynku, która pozwala na integrację wizji (wzorowa i wzorcowa implementacja kanału zwrotnego HDMI – ARC działa bez żadnych „ale”, a jak ktoś ma starą, ale jarą, plazmę i starsze stand. HDMI to przejściówka optyczna i lecimy*) z dwoma klasycznymi wyjściami LFE dla aktywnych niskotonowców i dodatkowo bezprzewodowym linkiem dla dwóch kolejnych Sonos Sub-ów (3 gen).  Mhm. Tu nie ma pomyłki i jak ktoś chce bawić się w poważne nagłośnienie kino-domowe, chce doświadczyć dobrodziejstw dźwięku obiektowego, to konfiguracja z 2 woferami to jest właśnie TO. Fenomenalną sprawą jest także bardzo prosty, ale też bardzo skuteczny, sposób ustawienia parametrów pracy takiego wielokanałowego zestawu w oprogramowaniu Sonos-a. Wzmak nie tylko da się kontrolować w sofcie, znaczy w apce, zmieniając nastawy… można też tradycyjnie z dowolnego pilota do TV uczynić proste narzędzie do podstawowej kontroli. Cóż, w takim „bukiecie” nikt tego nie oferuje. Aha, dzięki funkcji wzmocnienia mowy w aplikacji kino-domowej, mimo formalnego braku centralnego, dźwiękom dialogów w takiej konfiguracji naprawdę trudno coś zarzucić. Dla jabłkolubów dodatkowym, ogromnym plusem, jest jedyna na razie, pełna integracja API streamingu jabłczanego w obsługiwanych przez soft sonosowy serwisach strumieniowych. Także można sobie grać te losslessy dostępne od niedawna, bez wad jakie czyhają na korzystających z AirPlay-a (w „2″ często, gęsto macie mimo materiału bezstratnego, konwersję do AAC na urządzeniach niejabłkowych! Nie jest to rozwiązanie bitperfect takoż i to bez względu na okoliczności, nawet w bezstratnej jakości streamu). Do tego rozrastająca się biblioteka dźwięku przestrzennego w Apple Music, dostępna na sono-klamotach.

Tia, pozachwycałem się DTSem (bo też jest się z czego cieszyć), obecnymi możliwościami sprzętu, a tu dzisiaj zdjęto NDA i wylądował w ofercie podrasowany Beam Gen.2. Ta belka wywarła na mnie (test) bardzo dobre wrażenie… lepsze niż dużo droższy ARC, cieszy zatem informacja o uzupełnieniu jej możliwości o wsparcie dla obiektowego. Dolby Atmos to najistotniejsze novum, ale nie jedyne. Cała belka to de facto nowa konstrukcja (choć tego nie widać, może poza zmienionym grillem z poliwęglanu), bo nowy procesor, bo nowe przetworniki akustyczne / ich układ, bo wreszcie nowa komunikacja… jest obsługa najnowszego standardu eARC oraz NFC do szybkiego sparowania belki z aplikacją, sonosową siecią mash via telefon. Także jednak nie taka kosmetyka, choć na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło. Niestety zmieniła się także cena. Było 1899, jest 2199 pln. To jak na możliwości, nadal konkurencyjnie, ale warto nadmienić, że mówimy o kompaktowej, małej belce, a nie dużym soundbarze, zazwyczaj w komplecie z subem. Także trzeba rozważyć za i przeciw, jak ktoś wejdzie w ekosystem nie będzie miał wątpliwości, dla kogoś mniej, czy w ogóle nie zainteresowanego multistrefowym setupem Sonos-a taki produkt traci sporo na atrakcyjności. Firma ostatnio zapowiedziała wzrost cen swoich produktów (zauważalnym – średnio ok. 50$, przy czym niektóre rzeczy pozostały ze starą ceną jak Move np.), tutaj boli nieco mniej, bo nowa wersja, progres możliwości itd. Jak się pojawi u nas w dystrybucji, zapewne przeczytacie na łamach HDO naszą opinię o tym sprzęcie. W pdf-ie, dla zainteresowanych, pełna specyfikacja nowości. Rozpoczęcie sprzedaży – 5 października.

* przy optyku, co warto zaznaczyć, nie ma pełnego Atmosa, dekodowanie maksymalnie w Dolby Digital + (kompresja stratna, ograniczenia obsługi obiektowego). Dotyczy to każdego sprzętu wspierającego, po zastosowaniu przejściówki musimy liczyć się z obsługą kompromisową w zakresie nowych technologii dźwięku przestrzennego.

PS. Czekam na dwie rzeczy: integrację podrasowanego Trueplay (auto korekcja, dopasowanie do pomieszczenia ustawień brzmieniowych sprzętu) w całej linii produktowej z uwzględnieniem spec. wariantu dla AMPa oraz wypuszczenie zapowiedzianych kiedyś (nieoficjalnie!) produktów domykających ofertę: mniejszego sub-a (i tańszego zarazem) oraz bezdrutowych słuchawek.

PPS. Jeszcze jedno: wspierany będzie w całym ekosystemie Dolby Atmos Music oraz (na wybranych urządzeniach) Amazon Music Ultra HD. Także nie tylko kino z dookolnym dźwiękiem, ale także muzyka. Kiedyś wspominałem o tym na HDO – to będzie spora rewolucja na rynku AUDIO – wejście na poważnie w coś więcej niż stereo. Moim zdaniem będzie to znacznie większa rzecz od hi-resów, bezstratnej jakości, które dopiero teraz zaczynają być jakościowym standardem w oferowanej nam muzyce (w sieci). Mało kto przejdzie obojętnie obok wielokanałowego AUDIO. Dlaczego? Bo tu od razu słychać różnicę (nie przesądzając, czy to dla każdego będzie progres, czy w ogóle akceptowalne, dla purystów pewnie niekoniecznie, ale dla mas… oj będzie to coś wielkiego, zobaczycie).

Sonos Beam (Gen2) Fact Sheet

 

Sonos w kwadrofonii, Sonos w multichannel. Sonos Sub & AMP

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7973

Obrodziło, oj obrodziło moi drodzy! Sonos Sub, już 3 generacji, w bardzo rozbudowanym setupie redakcyjnym sprawdzany. Nie, nie idziemy na łatwiznę, nie robimy tak, jak 99% sajtów, że z grajbelką jakąś (przetestowana Beam, czy Arc) i już, tylko w konfiguracji 4.1, a nawet 4.2 będzie to, to sprawdzane. Ale że jak? A właśnie tak: Sonos AMP (w recenzji na HDO macie o tym łączniku HiFi z sonosystemem, dla przypomnienia: klasyczne kolumienki podpinamy, świetna sekcja amp/cyfrowa, gorsza ADC czyli wejście dla gramofonu… w sumie wystarczająco dobre, HDMI ARC i w ogóle kino, bo też multichannel -> kwadrofonia z 1/2/3(!) subami). Czytaj… sono kolumienki na tyłach + rzeczony Sub (4.1, a nawet 4.2, bo aktywny, klasyczny też podpinamy pod AMPa, bo czemu by nie sprawdzić takiej konfiguracji, hę?) z pylonowymi frontami (Diamond) w setupie nam gra…

Więcej:

Obraz i dźwięk razem? Zidoo UHD3000 synergia na którą czekaliśmy!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7625

Wspominałem w zajawce, że to ma być (wreszcie?) następca nieodżałowanych Oppo BDP. Ma w końcu pojawić się na rynku skrzynka, która łączy światy audio oraz wideo na poziomie wcześniej (dawno) nieoglądanym, integrująca to co dla wideo i audio -fila stanowi obowiązkowe elementy setupu w jednym klamocie. Odtwarzacz, na który – jak głosi tytuł dzisiejszej recenzji – czekaliśmy. Czy się doczekaliśmy? Odpowiedź na to pytanie jest złożona, są tacy, którzy (nadal) czekają na coś, co wypluje im na analogowych wyjściach pełne osiem kanałów. Tu tego nie ma, uprzedzam, tego na razie bez procesora / amplitunera / setupu zbudowanego pod wielokanałowe nie uświadczymy. Także funkcjonalność w zakresie autonomicznego grania w wielu kanałach nadal jest wyzwaniem dla branży. No to jak z tym Oppo w końcu, hę? Otóż, moim skromnym zdaniem, poza wielokanałowymi ścieżkami audio (muzyka), które stanowią raczej niszę, dostajemy produkt kompletny, co więcej produkt, który broni się całościowo jakością wykonania, parametrami, funkcjonalnością oraz możliwością integracji tego co na ekranie z tym co na kolumnach na poziomie unikalnym w skali rynku. Owszem, są nadal produkowane hi-endowe odtwarzacze wieloformatowe (nisza, niszy), kosztujące krocie (znacznie więcej niż tytułowy) z jednym, istotnym, ale – to praktycznie wyłącznie japońszczyzna z wsparciem nieistniejącym w praktyce, z ogromnymi ograniczeniami odnośnie obsługi nowego (formaty, kodeki, usługi), często skoncentrowane na obsłudze tego co na fizycznym, optycznym dysku i tyle. UHD3000 jest plikowcem, płyta może być tu co najwyżej dawcą materiału, można podpiąć czytnik i sobie zgrywać (na upartego też grać, ale to bardziej ciekawostka), ale to właśnie dyski twarde czy półprzewodnikowe mają być clou, względnie to co w zasobach lokalnych udostępnione jest ma nam grać. Można połączyć to, to ze streamem, ale nie jest to coś, co jest tutaj w centrum uwagi (usługi strumieniowe). Zwyczajnie, nowoczesny SmartTV zrobi to szybciej/lepiej, choć z drugiej strony UHD3000 będzie prawdopodobnie znacznie dłużej „na czasie”, podczas gdy sezonowy TV ze swoim fw utraci po 2-3 latach aktualność w necie, będzie już niewspierany. Także pliki, te najlepsze, te abolutnie naj (zarówno audio jak i wideo) o DOWOLNYCH w praktyce parametrach można za pośrednictwem tego playera grać. W przypadku strumieniowców HiFi/high-end z branży stricte audio, właściwie nic nie oferuje takich zdolności, jesteśmy zwyczajnie ograniczeni przez niezbyt wydajne plaftormy SoC, oprogramowanie oraz cały projekt nawet bardzo drogich urządzeń streamingujących audio z najwyższej półki zwyczajnie nie obsługuje ekstremalnych parametrów transmisji, wyczynowej konwersji w locie, nie gra ISO, nie potrafi poradzić sobie z obsługą sygnału DSD w trybie Native itd.

Opisywany Zidoo potrafi to i dużo więcej. Sześciordzeniowe serce dba o to (w audio branży stosuje się wyłącznie 2 lub 4 rdzeniowe, niezbyt wydajne CPU/SoC) by wszystko działało sprawnie, szybko, bez przycięć. I faktycznie w czasie testów nie natrafiłem na materiał, który nie mógłby się odtworzyć, a próbowałem „zagiąć” odtwarzacz na naprawdę wymagających plikach. Co istotne, mimo ograniczeń samego Androida (który jest tu tylko jedną z możliwości, o czym poniżej), Zidoo napisało fw w taki sposób, by obejść rafy OS, pozwalając na cieszenie się pełnym potencjałem wbudowanej sekcji C/A oraz strumieniowania czy lokalnego grania muzyki. Nie ma zatem sztywnego ustawienia dla próbkowania na poziomie 48kHz, można odtwarzać w jakości redbooka (44.1), można spokojnie strumieniować z każdego możliwego serwisu streamingowego audio (także tych niszowych, o wysokich parametrach dźwięku!), tutaj w odróżnieniu od wideo nie ma żadnych ograniczeń (czekamy na wsparcie dla Youtube 4K z Dolby Vision oraz ewentualne dodanie Netflix-a …choć jak wspomniałem, ma to być jakościowy odpowiednik dobrego BD-playera, tyle że z plików grający), można sobie słuchać muzyki bez odpalania ekranu, wyświetlacza na przedzie, wszystko z apki lub interfejsu przeglądarki www. Warta podkreślenia, już na wstępie, jest doskonała kultura pracy – mimo aktywnego chłodzenia, sprzęt pozostaje cały czas cichy (można ustawiać w menu parametry pracy sys. chłodzenia), w praktyce całkowicie bezszelestny. Cóż, poprawiono ten element zdecydowanie względem testowanego X20Pro (obok mniej audiofilskiego, bardziej pod wideo UHD2000 należącego do poprzedniej gen topowych playerów Zidoo), który nie dość że potrafił być bardzo ciepły to jeszcze czasami był bardzo głośny. Jest naprawdę cicho i w trybie auto (który można spokojnie zostawić w ustawieniach na stałe) jest po prostu cicho. Ważne, szczególnie w aspekcie grania na tym klamocie muzyki. W trakcie testów siedział stary dysk talerzowy, tylko HDD był słyszalny – nowoczesne „twardziele” mają znacznie poprawioną kulturę pracy, nie mówiąc o bezgłośnych SSD (ale tu jednak więcej zapłacimy za GB, choć dzięki dwóm zatokom można pokusić się o hybrydowe rozwiązanie tj. SSD do muzyki / odtwarzania oraz HDD do magazynowania / wideo). W porównaniu z poprzednikiem zmieniono (poprawiono) właściwie każdy element konstrukcji – brawo – dopieszczając to, co albo kulało, albo po prostu można było jeszcze poprawić względem poprzednika. W kolejności: nowy, potężny SoC (cholernie ważne!), układ ESS9068 (szybsze przełączanie do trybu DAC, działanie w automacie tj. HDMI -> DAC zmienia nam ustawienia z mch na stereo i z powrotem bez konieczności przestawiania czegokolwiek! Przy czym S/N wyższy od tego, co oferuje ESS9038Pro), wreszcie kompletnie nowe PSU z nowym modułem chłodzenia (wiatrak w centralnej części chłodzi wszystkie elementy). Zwraca uwagę surowa, elegancka, minimalistyczna forma, grube aluminiowe ścianki frontu, to wszystko pozytywnie wpływa na odbiór całości zaraz po wyjęciu z pudła i ustawieniu na AV szafce.

Sumując wstępniaka, tak, ten player to dopracowany wszystkograj plikowy, który w ramach przyjętej koncepcji (wideo bez ograniczeń cyfrowo i audio na najwyższym poziomie w 2ch) nie pozostawia wiele do życzenia. Poniżej, w rozwinięciu uzasadnienie, wyszczególnienie paru baboli oraz – na koniec – apel do Zidoo dotyczący umownego „UHD4000″:

PS. Dobre wieści, proces certyfikacji właśnie z sukcesem zakończony dla modelu Z9X. Trwało to okrągły rok… nieźle! Widać, że dev bardzo skrupulatnie podchodzi do tematu i nie daje certyfikatu na piękne oczy! Odnośnie zrecenzowanego modelu, praca nad certyfikatem w toku, także na pewno sprzęt doczeka pełnego wsparcia Roon Ready. Pojawiła się zakładka partnera https://roonlabs.com/partners/zidoo …to świetna wiadomość dla użytkowników produktów marki Zidoo. Jak tylko model UHD3000 otrzyma certyfikat nie omieszkam wspomnieć.

» Czytaj dalej

Chińskie high-endy atakują!GUSTARD X26PRO&ZIDOO UHD3000

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7644

Tym razem przekierowanie na nasz fanpage, za co z góry przepraszam wszystkich mających alergię na cukierberga. Takie czasy. Trafiły do nas dwa mocarne klamoty… GUSTARD X26PRO to uberDAC z podwójnym ESS9038Pro i całkowicie autorską sekcją, dyskretny, żadne opampy, no miód i orzeszki jednym słowem. Zidoo UHD3000 (nasz test poprzednika UHD2000 tutaj) to kontynuacja patentu na synergię dwóch światów: wizji i dźwięku w najlepszej jakościowo formie. Wszystkoodtwarzający, ze wsparciem dla każdego wyczynowego formatu, z ustawieniami pod kurek (pro, instalatorskie)… według mnie to godny następca nieodżałowanych BDP firmy rip OPPO. Aż tak dobrze i we wpisie możecie przeczytać dlaczego aż tak. Obie zajawki pełne informacji o sprzęcie, o jego ogromnych możliwościach (serio, te dwie konstrukcje wyróżniają się na tle konkurencji, dotyczy to zarówno DACa z funkcją pre, jak i playera z funkcją serwera.

Mega galerie z opisem, pierwsze wrażenia (orgia wizyjno-brzmieniowa… Chińczyk potrafi), konstatacja że bez odpowiedniego supportu (konkurencja) produkty są niepełnowartościowe. Tu jest zupełnie inaczej (Zidoo), bo dostajemy w pakiecie wsparcie na serio, a nie na niby (większość klamotów utytułowanych gigantów z branży… wstyd!). Uwagę zwraca nie tylko świetna inżynieria, doskonały projekt (w obu przypadkach), ale takoż wycena tego, co dostajemy za wydany pieniądz. Czy tam, w środku, jest jakieś cięcie kosztów, że księgowy przycinał, że gorszej jakości (komponenty)? Otóż nie! Tam w środku siedzą części jakie znajdziemy w „zachodnich” high-endach za kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy pln. Serio. Co gorsza dla konkurentów to wszystko właśnie uczciwie wycenione, znaczy nie mamy wrażenia że płacimy jak u Apple za dodatkową przestrzeń dyskową tudzież pamięć RAM ;-) Po prostu płacimy za to, co dostajemy bez ekstraordynaryjnego narzutu. Te skrzynki w żadnym aspekcie nie odstają, ba patrząc na tytułowego GUSTARDA widzę ROCKNA AUDIO, tyle że w zupełnie innych realiach kosztowych. 

Myślę sobie, że mówimy tutaj o sprzęcie już docelowym, za który żądają normalnych pieniędzy, a nie równowartości miejskiego autka (najmarniej). To robi różnicę. Zapraszam do zapoznania się z wpisami na fb, w najbliższy weekend zaległości …dwa zupełnie różne patenty na to samo (DAC z dodatkami), bardzo wyróżniające się patenty: hybryda od CAYINa oraz „monitor” cyfrowo-analogowy od SPLa. Publikacja w formie porównawczej, lubię takie, mam nadzieję że też lubicie, przedstawiająca krańcowo odmienne sposoby na konwersję zer, jedynek do postaci analogowej, z wieloma – znowu – odmiennymi, przydatnymi (dla różnych klientów, użytkowników) funkcjami. Jedno urządzenie wybitnie domowe, drugie mocno studyjne, a wspólnym mianownikiem w przypadku obu dobry sound, a nawet (w przypadku jednego w szczególności) bardzo.

Przy okazji, dziękuję oficjalnemu dystrybutorowi, firmie C4I za możliwość szczególarskiego zapoznania się z tytułowym Zidoo UHD3000 (z odpowiednią oprawą materiałowo-sprzętową). To wielce pomocne w pracy, ułatwia kompleksowe obadanie klamota. 


 

Linki:

Jak soundbar to taki? Sonos Beam SYSTEMOWO przetestowany

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5863

Tylko właściwy kontekst, tylko szczególarskie sprawdzenie z uwzględnieniem możliwości, których zazwyczaj recenzenci nie uwzględniają (tytułowe systemowe okoliczności przyrody plus kompleksowo software – tu takoż Roon) pozwala na ujawnienie potencjału testowanego klamota, pozwala na miarodajną opinię o możliwościach sprzętu. Przetestowanie samej „belki”, dźwięku jaki się z niej wydobywa to dalece niekompletny obraz produktu, a suche wymienienie potencjalnych możliwości, bez ich empirycznego przetestowania to bardziej folder reklamowy, materiał promocyjny… większość recenzji ogranicza się do „liźnięcia” tematu. Takie coś jest kompletnie pozbawione sensu, mija się z celem. Subiektywny opis brzmienia to jedno, kompletne sprawdzenie (czasami weryfikacja tego, co „na pudełku”), ujęcie wszelkich sposobów i możliwości wykorzystania klamota to wg. mnie coś dającego miarodajny (a nie folderowy) obraz czego może się spodziewać Czytelnik po odpakowaniu kartonu, na co może realnie liczyć.

Romuś approved ;-)

Miałem możliwość zaznajomienia z innymi projektorami dźwiękowymi Sonosa, sam Beam został przetestowany w całej, rozbudowanej instalacji, sprawdzony nie tylko w firmowym software, ale także przy wykorzystaniu front-endu Roon oraz odtwarzaczu programowym z dostępem chmurowym (do własnej kolekcji nagrań) Vox Player. Każda z tych opcji pozwalała na uruchomienie odtwarzania w natywnym, firmowym protokole transmisji mesh (sprawdziłem ofc AirPlay, ale ten mimo nowej wersji, nadal nie jest bitperfect), na odtwarzanie w strefach / grupach, dodanie nowych możliwości (zarówno Vox, jak i Roon, przy czym ten ostatni z mocarnym silnikiem DSP daje naprawdę ogromne możliwości). Belka grała podpięta pod odbiornik telewizyjny (HDMI ARC), gdy miało być z wizją (naturalne otoczenie, ale jak przeczytacie nie tylko stanowi o wartości tej propozycji), grała strumieniując z wielorakich źródeł (Roon i Vox pozwalają na dalsze rozszerzenie streamów do rekordowego poziomu, nic innego Wam nie zagra absolutnie wszystkiego w natywnym dla siebie protokole transmisji). Wspominałem o fundamentalnych zmianach jakie przynosi nowe środowisko – firmware S2… działanie w ramach ekosystemu, płynność, brak opóźnień, natychmiastowa reakcja, możliwość elastycznego łączenia wszystkich elementów systemu. Mhm, to wszystko mamy tu w standardzie. Cholernie to ważne, bo właśnie ten element – stabilność, pewność działania oraz odpowiednie wsparcie zazwyczaj powoduje problemy, bywa że totalnie leży, a recenzenci z braku czasu, braku chęci, czasami możliwości, ten kluczowy aspekt pomijają, albo uwzględniają na marginesie. A to jest clou sieciowych, skomputeryzowanych systemów audio i właściwie każdy opis nie uwzględniający powyższego jest nie tylko nie pełny, ale bywa całkowicie błędny, sugerujący „wszystko na zielono”, podczas gdy faktycznie strasznie chrupie.

Podniesienie odbiornika pozwoliło umiejscowić niewielki projektor pod telewizorem…

Z ambilightem Philipsa, z Hue Play

Beam wg. mnie jest najlepszym kinodomowym produktem Sonosa, lepszym od nowego ARCa, lepszym od pierwszej belki, czy podstawki grającej pod telewizor tego producenta…

» Czytaj dalej

Sonos prawie dobrze, ale to prawie robi różnicę. Soundbar Arc i reszta…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
773x0x1-1

Na wstępie o rozczarowaniu. Ani Nowy Five, ani nowy Sub, to nie są produkty nowe, tylko po prostu odświeżone. Tak, mocniejsze bebechy, więcej pamięci, ale od strony stylistycznej, a przede wszystkim od strony SQ żadnych zmian. Bo to ten sam układ, te same przetworniki (w sensie wielkości, umiejscowienia oraz aplikacji). Szczerze? Po tylko latach czekania (szczególnie na nową piątkę) mogliby się bardziej postarać. Co więcej nowy sub to nie mniejszy, tańszy sub (a takie były oczekiwania i niektóre nieoficjalne zapowiedzi) a dokładnie to, co powyżej. Czyli drogi, bezprzewodowy niskotonowiec, trzeciej już z kolej generacji, zaklęty dokładnie w tym samym opakowaniu. Ehhh. Rzecz jasna za moment trafi do nas rewolucja pod nazwą S2 – nowy software, który wszystko zmienia (dźwięk przestrzenny na nowym poziomie, dźwięk hi-res, nowe, jeszcze bardzie zaawansowane algorytmy pomiaru pomieszczenia, nowe tryby strefowe…

Tym, co miało zachwycić, jest nowy projektor dźwiękowy / soundbar Sonos Arc. Zamiast Playbara i Playbase mamy nowego, nowoczesnego, naszpikowanego nowymi technologiami soundbara. Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne, ale jak wejdziemy w szczegóły to… niestety… widać sporo chropowatości w produkcie, który ma domyślnie stać się fundamentem nowego rozwiązania Sonosa w zakresie kina domowego. W dobie wielkich ekranów, mały Beam jest rozwiązaniem budżetowo-kompromisowym, a Arc w zamyśle producenta to coś, co jest na szczycie i ma się sprawdzić teraz i jutro, w kinie i w muzyce, ma być na lata wyznacznikiem nowoczesności w salonie.

Czy to się udało? Patrząc na specyfikację, przykro mi to napisać, ale absolutnie nie. Nie rozumiem, dlaczego firma nie zdecydowała się na wprowadzenie przeplotki tj. dodatkowego wyjścia HDMI. Arc ma jedynie dwukierunkowy (eARC), pojedynczy port, który pozwoli podłączyć go domyślnie do telewizora z odpowiednim złączem. Tyle. To bardzo niewystarczające, wręcz szokująco niewystarczające rozwiązanie, bo ogranicza nas do jednego, jedynego ekranu (to raz) oraz nie daje możliwości wygodnej integracji z innymi komponentami, takimi jak procesory AV, amplitunery AV etc. Ktoś powie, no dobrze, ale to ma być właśnie zamiast – ok, rozumiem, zamiast innych elementów, w tej sytuacji może już zbędnych (bo strumienie zintegrowane w odbiorniku, bo wszystko co niezbędne „pod maską”…). Cóż, nie jest to prawda, bo nawet systemowo (Sonos) musimy zderzyć się z bardzo prawdopodobną niekompatybilnością telewizora z najnowszymi technologiami audiowizyjnymi bez żadnych widoków na obejście problemu (bo tylko eARC). Dodatkowo, jak wspomniałem, nie ma opcji by zintegrować w sensowny sposób (tak można kombinować via matryce, bardzo rośnie koszt instalacji, w ogóle przestaje to wg. mnie mieć sens) inny, niż telewizyjny ekran w salonie. A przecież wiele osób wykorzystuje obok TV także projektor. Sytuacja w takim scenariuszu wygląda kompletnie beznadziejnie – nie dość, że tylko TV to jeszcze nawet samo podpięcie pod projektor zamiast generuje wtopę – projektor raczej nie będzie wyposażony w najnowsze rozwiązanie z eARC (świetne, nowoczesne, świeże, o doskonałych parametrach, projekcje nie dysponują takim wyposażeniem). To wyjście (dodatkowe) HDMI to absolutne minimum, a w projektorze dźwiękowym za prawie 4k wymagałbym przynajmniej jednego, dodatkowego portu wejściowego. Nic z tego.

Projektor od strony możliwości sonicznych robi wrażenie, jest – jak zapowiadano – kompatybilny z Dolby Atmos (5.2.0 …, jak mało to uzupełniamy to przez dodatnie subów, względnie dodatnie z tyłu, boków kolumienek One). Mamy baterię 11 przetworników, pewnie dźwiękowo będzie to na wysokim poziomie, ale …no właśnie, znowu ale! Dlaczego Sonos wypuszczając domyślnie bezkompromisowy sprzęt, nie zdecydował się na uzupełnienie możliwości o konkurencyjnego DTS-a X?! Przecież to jest kompletnie bez sensu, bo właśnie konkurencja bardzo, ale to bardzo rozwinęła w swoim rozwiązaniu kwestie programowego budowania scenerii dźwiękowej, emulacji pseudoprzestrzennej na potrzeby dźwięku obiektowego. Tego Atmos nie oferuje, a jest to cholernie ważne, bo po pierwsze soundbar to mimo zaawansowania, potężnego DSP źródło de facto monofoniczne, które siłą rzeczy musi udawać, tworzyć coś, czego (fizycznie) nie ma. Co z tego, że mamy promieniowanie w górę (co swoją drogą stanowi spory kompromis odnośnie tworzenia efektu dookólnego, obiektowego środowiska dźwiękowego), jak w co najmniej paru zastosowaniach będziemy musieli obejść się smakiem (wrażenia przestrzenne). Mam tu na myśli to, co nadciąga – nowe konsole, nowa generacja sprzętu rozrywkowego, położenie mocnego akcentu na obiektowe audio w grach (brak mch LPCM!!!), ale także (na co wskazują eksperymenty serwisów streamingowych audio vide 360 w Tidalu czy Deezerze) w muzyce. Tu więcej oznacza kompatybilność, brak zaś emulację co najwyżej dźwięku przestrzennego w starym wydaniu (DD+), albo w ogóle zerowe możliwości skorzystania z zalet kilkunastu przetworników wbudowanych w belkę. Słabe to bardzo.

Hue Play &

HDMI Synch box… mądrze skonfigurowane, robi różnicę, nie tylko w kinie / elektronicznej rozrywce… w muzyce też

   

Przy czym instalacja musi być przemyślana, dostosowana do pomieszczenia, położenia źródeł obrazu i DŹWIĘKU. 
Dwie świetlne kolumienki to dopiero początek zabawy i nie że więcej to lepiej (do 10 źródeł światła),
tylko – właśnie – odpowiednio skonfigurowane, subtelne, reaktywne światło z dźwiękiem przepisem na coś bardzo wciągającego

  

Wbrew pozorom wcale (choć jest automat) nie jest łatwo to skonfigurować, trzeba sporo się natrudzić, ale efekt – serio – warty jest poświęconego czasu. Samo oprogramowanie i zasada działania nieco pogmatwane i niezbyt intuicyjne. Trzeba się oswoić i przede wszystkim znaleźć odpowiedni balans: liczba punktów / poziom intensywności / umiejscowienie

Testuję obecnie akcesorium znacząco zwiększające immersję przed ekranem… wróć, nie tylko przed ekranem, bo słucham sporo muzyki w salonie właśnie z udziałem tego pudełka (i nie są to w tym wypadku tylko klipy, bo ekran/y pełnią funkcję albo tła – z jakimś fajnym motywem, albo interfejsu playera) i nie, nie jest to dyskoteka. To coś, co naprawdę generuje nowy poziom konsumowania treści multimedialnych, sprawdza się nie tylko świetnie w przypadku kina, nie tylko (największy przyrost przyjemności z obcowania) w grach, ale także – właśnie – w słuchaniu muzyki. Tak, chodzi o ostatnio opisywany chyba w każdym miejscu Philips HDMI synch box, który podejrzewam wielkiej kariery nie zrobi. Nie zrobi, bo nie zostanie odpowiednio zintegrowany, wykorzystany, nie zostanie odkryty potencjał tego ustrojstwa. A potencjał ma to, to ogromny. Oczywiście podzielę się wnioskami, głównie w zakresie audio, bo jest wierzcie mi o czym pisać. Tak jak kiedyś, w pradawnych czasach, lubiłem odtwarzać coś na PS3 wyświetlając motyw z Matką Ziemią na dużym, plazmowym ekranie, tak teraz z przyjemnością tworzę scenerię do słuchania ulubionych dźwięków za pośrednictwem akcesorium Philipsa*. To taki Ambilight tylko podkręcony, na dużo wyższym, wręcz – powiem wprost – nowym, lepszym, dużo lepszym poziomie. Można subtelnie, przy zachowaniu proporcji (co by nie rozpraszało, a właśnie zwiększało immersję) bardzo uprzyjemnić sobie odsłuch, czy oglądania, czy wreszcie granie. I tak, w muzyce, to zdaje egzamin, szczególnie gdy poświęcimy czas na właściwe ustawienie źródeł światła (najlepiej dedykowanych tj. Hue Play), dobierzemy parametry, odpowiednio zsynchronizujemy ze źródłem obrazu i/lub dźwięku (polecam komputer). Światło – dźwięk. To działa!

    

 

Najlepiej z komputera, podpinamy pod ekrany i jest zabawa…

Czemu wspominam o tym rozwiązaniu Philipsa przy okazji opisu Arc-a? Ano dlatego, że ograniczenia nowego projektora Sonosa utrudniają wykorzystanie tego typu sprzętu. Jak wspomniałem, nie wykorzystamy SmartTV, nie jest to coś, co idzie w kierunku integracji (kierunek Sonosa) wszystkiego w ramach jednego, a wręcz przeciwnie. Przy czym mimo oczywistej popularności, atrakcyjności nie mnożenia bytów, przyszłość domowych systemów rozrywki będzie iść w stronę dodawania kolejnych elementów, elementów inteligentnej chałupy w celu zwiększenia naszego zaangażowania w to co się dzieje na ekranie, to co dociera do naszych uszu z głośników. Coś za prawie 4 tysiące powinno uwzględniać to, co powyżej. Oczywiście nowe możliwości (S2) wprowadzą cały ekosystem na nowy poziom, choćby za sprawą wprowadzenia dźwięku wysokiej rozdzielczości, nowych opcji przestrzennych i (co jest według mnie najważniejsze) znacznego rozwinięcia technologii korekcji pomieszczenia (nowe TruePlay). To wszystko na pewno będzie pozytywnie wpływało na poziom zadowolenia użytkowników, sam nie mogę się doczekać (czerwiec) wielkiego upgrade’u, licząc że szybko skorzystam z nowych możliwości pod Roonem (integracja Sonosa we front-endzie jest pierwszorzędna!).

Szkoda, że nowości hardwareowe nie spełniają oczekiwań wielu zainteresowanych tematem. To tytułowe „prawie” niestety robi gigantyczną różnicę. Sonos miał szansę w przededniu najważniejszej od lat aktualizacji systemu (software) wprowadzić coś, co zrewolucjonizuje rynek. Moim zdaniem zaprzepaścił szansę, powiem nawet mocniej – bez oczekiwanego, mniejszego i tańszego, nowego Suba, bez opisanych technologii/wyposażenia których poskąpiono w Arc-u, wielu mocno zastanowi się, czy jednak nie będzie lepiej oprzeć integrację audio i wideo o przetestowanego u nas (poza kinem, czekam na to S2 jw) w paru odsłonach AMPa. Aaa jakby się ktoś pytał… Tak, Arc ma też opcję podpięcia optykiem, tylko co z tego – odpada (bo zbyt małą przepustowość oferuje TOSLink) Atmos, obiektowy, w ogóle odpada duża część zabawy, to tylko erzac, awaryjna opcja (gdy ekran nie ma zwrotnego kanału), a nie coś, co załatwia problem. Integracja AI czy AirPlay 2 na nikim dzisiaj nie robi już większego wrażenia, to już jest jako standard w produktach Sonosa oraz rynkowych rywali.

Ciekawe co zrobi konkurencja? Mam tu na myśli głównie Apple, które musi coś zrobić, by uzasadnić istnienie swojej platformy streamingowej (gdzie jakość odgrywa kluczową rolę tj. obraz ultrawysokiej rozdzielczości i dźwięk obiektowy), uratować kompletnie położony temat strefowego, inteligentnego dźwięku tj. Home Poda. To miał być produkt do słuchania muzyki, ale także do rozbudowy, stworzenia na bazie rozwiązania pod wizję. Nic takiego się nie stało i zawalona dystrybucja, opóźnienia, ograniczone możliwości, wysoka cena dobiły temat. Może wraz z tańszym rozwiązaniem, które ma niebawem zadebiutować, może z rozbudową (???) możliwości w kinie, pojawi się ciekawa alternatywa? Są ofc specjaliści (Yamaha itd), tyle że na styku najnowszego, internetu rzeczy, technologii wizyjnych, rozrywkowych i audio teoretycznie to wielkim z IT powinno być łatwiej. Tak jednak nie jest, a przynajmniej w pełnym zakresie, całościowym nie jest. Sonos jest tu ewenementem, bo przecież też specjalizacja i to wąska w sumie. Mógł odskoczyć konkurencji o lata świetlne. Właśnie teraz. Nie zrobił tego. Cóż, taka okazja może się już nie powtórzyć.

* pełna nazwa to Philips Hue Play HDMI Synch Box… tak, te philipsowe nazwy produktów, masakra

Oppo nie żyje, niech żyje Zidoo? X20 PRO video + Roon

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1937

Nieodżałowane Oppo. Sprzęt podlegający modowaniu przez najlepszych specjalistów z branży, coś co godziło kino o najlepszej jakości obrazu z doskonałym dźwiękiem stereo oraz wielokanałowym. SQ na poziomie prawdziwie high-endowym, sieć i fizyczny nośnik pod jednym dachem, dobre wsparcie i ugruntowana pozycja na rynku audio oraz video. Do tego w atrakcyjnych cenach to, to dostępne przez plus minus dekadę z okładem. I nagle koniec, finito, Oppo kończy z segmentem wieloformatowych odtwarzaczy AV, z produktami stricte audio kończy. Żałoba.

Piękne to, to nie jest… ale pilot BT w komplecie i wicie, rozumicie, można schować klamota w meblościance

Na szczęście świat nie zna próżni. Na miejsce tego, kto był niekwestionowanym liderem w swojej, dość niszowej, działce, pojawia się ktoś nowy. Nie, nie mamy już fizycznego nośnika, bo ten jednak w coraz bardziej oczywisty sposób przechodzi do lamusa. Są za to aż dwie szybkomontażowe (bez narzędzi) zatoki dla dysków, pokaźna bateria przyłączy z takimi kwiatkami jak USB-C, jak symetryczny tor audio @ XLR, jak aż trzy porty HDMI (2 z 4K) do wyprowadzenia obrazu najlepszej jakości oraz osobno samego audio (ARC), opcja pozwalająca na podpięcie komputera (USB DAC), wyczynowa, choć nie szczytowa kość, bo w mobilnym wariancie, ESS9038Q2M, multum ciekawych możliwości zaszytych w oprogramowaniu (wymuszenie HDR na ekranach SDR, konwersja materiałów w locie, pełna obsługa obrazów płyt SACD (ISO) oraz BD (z menusami, ofc także 4K) itd itp.

BD z ISO, BD z menusami pełnymi, wysokooktanowe, 4K, 40-50Mbps bez zająknięcia itd it
SACD ISO, wszystkie opcje: menu, 2ch, 4ch, 5.1ch… Blu-ray Audio…

Sprzęt mający w zamierzeniach producenta stanowić najlepsze źródło w bardzo rozsądnym budżecie, głównie źródło lokalne (dwa dyski, system Open-WRT / NAS) oraz sieciowe (po sieci lokalnej, jak i w Internecie) do tego – co warto podkreślić – region free (wybór odpowiedniego, dobranego pod odtwarzany materiał: A/B/C. Oczywiście jako standard w tego typu konstrukcjach pełna obsługa zew. napisów, bogate możliwości ustawienia pracy wewnętrznych układów (jak, przykładowo, 9 filtrów dla sygnału audio, regulacja efektu HDR dla video)…

Do tego (de gustibus) niekoniecznie trafiająca w estetyczne gusta obudowa może nie być w ogóle widoczna, a to dzięki inteligentnemu pilotowi zdalnego sterowania działającego w oparciu o bezprzewodową łączność BT. Całość pod kontrolą Androida 7.1 z obiecanym upgrade to wersji 8.x. Imponująco, prawda? No nieźle. Ale imponująco to zrobiło się jakiś miesiąc temu. Imponująco w zakresie audio, dodajmy. W wersji 1.6 Roon labs wprowadził pełne wsparcie dla Androida (obsługa protokołu RAAT) i jako, że system w X20 Pro to dokładnie taki sam Android jak na telefonie (co ma swoje istotne minusy odnośnie obsługi, UI niedopasowanego do okoliczności telewizyjnego, czy projekcyjnego ekranu korzystamy z  tej integracji pełnymi garściami. Tak jak iPad, czy iPhone staje się z automatu end-pointem, tak też nasz X20 staje się i mimo pewnych problemów obsługowych (w sensie, sama skrzynka i korzystanie z pilota) możemy cieszyć się androidowym end-pointem z 9038 i zbalansowanymi wyjściami na pokładzie. Działa to sprawnie, także wszyscy właściciele androidowych boksów, macie mocarną opcję audio w pakiecie.

Czas przejść do sedna, opisać klamota, poinformować jak sobie radzi z odtwarzaniem multimediów i czym właściwie jest (audio), a czym nie jest (audio). W zakresie video nie ma zaskoczeń, to bardzo dobry sprzęt do kina domowego, bezproblemowo radzący sobie z praktycznie każdym materiałem, czego niestety nie da się powiedzieć o strumieniach z sieci – tu musimy liczyć się ze sporymi ograniczeniami. To słabszy punkt, choć można to do pewnego stopnia zniwelować (strumieniem z telefonu/tabletu via miracast, można  na wejściu HDMI wpiąć jakiegoś dongla typu Chromecast czy Roku). Zaraz ze wstępniaka zrobi mi się recenzja cała. Zapraszam do lektury:

» Czytaj dalej

Future Fi is HERE! Sonos Amp w redakcji. No to jedziemy po bandzie…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1067

Wczoraj z rana paczka wpadła przez okno. Sonos Amp. Namacalny dowód na to, że w audio trwa rewolucja i tej rewolucji nic już nie powstrzyma. Amp jak amplifikacja. Tak, podobnie jak Google (spudłował z Q), jak Amazon (zrobił dobrze ze swoimi nowymi HiFi produktami tj. strumieniowcem i wzmacniaczem), Sonos wprowadził produkt, który może okazać się prawdziwie przełomowy (dla domowego audio – nie przesadzam). Sonos nie jest tu jakimś beniaminkiem. O nie! To Sonos był pierwszy, przy czym ZP-ty (ZonePlayery) teraz inaczej nazywane (też amp i jeszcze ten, no connect), od zawsze w ofercie, były produktami uzupełniającymi, w cieniu tego, z czym nam się Sonos kojarzył od zawsze. Wiadomo – samograje (w sensie, głośniki bezdrutowe ze strumieniami). No dobrze, to w czym rzecz? Ano w tym, moi drodzy, że to jest coś, co będzie EWOLUOWAĆ i integruje WSZYSTKO. Sonos mówi o tym bardzo wyraźnie i przygotował ten sprzęt pod wyzwania jutra, tyle że już dzisiaj można (z wielu rzeczy) cieszyć się, po odpakowaniu. To jest właśnie FUTURE FI. Ekosystem. Rozwiązanie systemowe. Element większej (znacznie większej) całości. Sonos Amp to łącznik dwóch światów: klasycznego HiFi z masowym sprzętem AV. Przecież nic nadzwyczajnego, powiecie. Mhm. To dopiero początek. Wymienione przed chwilą podlane jest otwartością (kompatybilnością) oprogramowania z wieloma alternatywami, z wieloma propozycjami softowymi dla zatwardziałych muzykofilów (ehę Roon, ale nie tylko Roon!), gdzieś tam kołaczącym się inteligentnym domostwem i przyszłością sterowania czymkolwiek via AI. Sieciocentryczne coś. To DUŻE coś. Wiecie – kod. To jak z komputerem, który bez systemu operacyjnego, bez dostępnego oprogramowania jest niczym. Przykład? Nowy Amp pojawia się w świetnym Vox Playerze, z doskonałym modułem internetowego radia (czego w Roonie bardzo brakuje) i mam dostęp do pierdyliarda histreamowych sieciostacji. Pięknie? No pewnie, że pięknie! Pięknie jak cholera! Właśnie tak ma to audio teraz wyglądać. Bez ograniczeń. To tylko przykład, bo można tym sypać jak z rękawa (Spoty Connect, agregacja streamów w firmowej aplikacji, protokoły Apple pod dachem itd. itp.) Jako end-point zagra nam to w Roonie zarówno via AirPlay 2 jak i w sonosowym protokole (sieć mesh – znaczy LEPIEJ od jabłkowego – bo pewniej, bez najmniejszych interferencji no i bitperfect). Sumując, żaden inny producent z branży nie będzie nigdy (chyba, że coś się tu zmieni… paru próbuje) oferował takiego wsparcia, takiego rozwoju oprogramowania. A to ono jest tu kluczowe. Analogia z Roonem? Mhm, dobra analogia.

Co napisałem powyżej potraktujcie jako liźnięcie tematu. Pobieżne. Bo dalej jest jeszcze lepiej. Chcemy integrować kino prawdziwie bezdrutowo? No wiadomo, dwie duże podłogowe paczki na 125W końcówkach tytułowego klamota*, Sonos One (bo mikrofon, bo AI) z drugim, zwykłym :1 jako tyły i klasyczny sub pod wyjście w Sonos Ampie. Dialogi? Mhm, jest na to sposób, bo zrobili to via DSP, a wiem z pewnego źródła, że integracja centrala z prawdziwego zdarzenia będzie (podobnie jak wyjście poza 5.1 na obiektowy tj. Atmos …te sprawy). Mało? Dobrze, to lecimy dalej: analogowe, RCA, z pełną korekcją (z pełną korekcją pracy wejścia!!!) I tutaj „sonosujemy” dowolne źródło. Jakiś audofilsko odjechany streamer / DAC? Proszę bardzo. Gramofon (no oczywiście że sprawdzimy jak to w praniu wyjdzie, znaczy staruszek NAD 5120 zrobi się bezprzewodowy (sic!))? Proszę, nie ma problemu. Może chcemy srebrny krążek, tuner kablowy/sat/wizyjny, albo sokowirówkę (żartowałem) – proszę, proszę, smaczny soczek z rana… czemu nie?

Mało? Dobrze. To lecimy na zewnątrz ze strefami opartymi na głośnikach instalacyjnych. Albo wewnątrz, też w oparciu o pasywne, wbudowane w ściany – właśnie – głośniki, nie kolumny. Przecież instalatorzy to pokochają (tak jak kochają wcześniejsze Sonosy, ale te wcześniejsze nie mają tego, co ma nowy – nie są w pełni i nie będą w pełni Future Fi). Mało? No okey, to wrzucamy kolejne biegi… za kilkanaście dni Ikea na konferencji pokaże sonosolubne (pełna kompatybilność z ekosystemem) samograje. Różne. Tanie. Do kibla, do łazienki, do ogródka, do garażu… multiroom dla mas? Owszem, przy czym na (wg. mnie) najsensowniejszym, najbardziej pewnym i najprostszym poziomie integracji (wszystko) z interfejsem (docelowo głos). To nie musi być skomplikowane i nie będzie.

Nie będzie? Podłączenie tego sieciowego wzmacniacza to, w przypadku mostka Sonos Bridge, parę sekund w aplikacji (dobra, pobiera się aktualizacja, teraz zawsze będzie pobierać się jakaś aktualizacja na starcie, takie czasy!) i już. Nawet konfigu sieci domowej nie musicie. Poniżej na zrzutach ekranowych można zobaczyć jakie to proste, nieskomplikowane, jakie to samosię. Ktoś powie – klasycznie i wyłącznie analogowego klamota wystarczy podpiąć. Zgoda. Ale analogowy nie umie tego, co powyżej. I na takim poziomie, bezsprzecznie, potrafić nigdy nie będzie. Tutaj kod warunkuje możliwości, a te dają jak napisałem powyżej, NIEOGRANICZONE możliwości. Można w oparciu o tego Sonosa budować coś, co będzie wielostrefowym systemem, będzie robiło AV bez kucia ścian, będzie ogarniać wszystkie obecne, jak i przyszłe siecioźródła, będzie integrować bezkolizyjnie dowolne „klasyki”, względnie z nowoczesnym sprzętem firm trzecich współpracować, no i będzie future-proof. No nieźle. Dokonuje się realny postęp. Wystarczy posłuchać amplitunerów kina domowego sprzed paru lat z konstrukcjami, które są obecnie nie czasie. To jest przepaść. Przepaść na korzyść teraźniejszych konstrukcji bezapelacyjnie, w jakości, w SQ. Tutaj btw ten element będzie można (yes!) w ogóle wygumkować. Po co amplituner KD? No właśnie, po co?

Takie coś krążyło w Las Vegas, w styczniu, podczas targów CES…
…tańszy sub (core) oraz „Atmos Surrounds” (rzecz jasna tylko poglądowa to rycina)
Te 700$ za dźwięk obiektowy to mało, ale tu chodzi raczej o uzupełnienie systemu o jw, a nie całość.
To już nie mało, choć nadal atrakcyjnie jak za dźwięk obiektowy bez drutów… 

Co zapowiada sam Sonos? Ano zapowiada (CES) tańszego bezdrutowego Suba oraz efektowe głośniki do stworzenia systemu dźwięku obiektowego. Bardzo, bardzo bym sobie życzył, żeby za tym wszystkim poszło jeszcze jedno COŚ. Mhm. Dokładnie. Wielokanałowy dźwięk audio. Muzyka rozpisana na więcej niż dwie paczki. Druga szansa dla tematu, może ostatnia taka, w strumieniu, a nie na płycie, nie tylko binauralne (czytaj pod stereo robione i nisza, ciekawostka taka), ale faktycznie wielokanałowe audio. Jakże by miło było, gdyby ktoś nam to zaoferował. To inne doświadczenie, wierzę, że dla wielu zaskakujące i inspirujące (do wyjścia poza stereofonie). Nie, nie, nie – nie chodzi mi o to, że stereo out, absolutnie nie, bo tak już jesteśmy przez naturę stworzeni, że to stereo ma miejsce i ma być, ale jakże fascynujące byłoby (szeroko) wyjście na nowe doznania, no coś (serio) nowego. Bo można rzecz jasna podniecać się nowymi formatami, doszukiwać się różnic w źródłach CDA va hi-res, poszukując jakiegoś absolutu, dążąc do perfekcji. To kręci, ale kręci też coś z zupełnie innej beczki. Wierzcie mi – kręci.

Patrząc na to całościowo, inni też w tym kierunku kroczą. Robią to, choć na nieco innym pułapie integracji, budowy spójnego rozwiązania. Robi to taki NAD, robi to Yamaha i wielu innych też robi, próbuje. Sonos nie był do tej pory postrzegany jako ktoś, kto mierzy w HiFi, kto mierzy (tak serio) w kino (choć grające belki i podstawka wskazały kierunek zainteresowań). Teraz to się zmieni. Zresztą, popatrzcie co robią inni giganci IT. To nieuniknione. Przenikanie się w dziedzinie reprodukcji dźwięku oraz wyczarowania kinowej wizji (e tam, to już w sumie udało się osiągnąć, bywa na takim poziomie, że w kinie nie dostaniemy tego, co dostaniemy w domu), przenikanie się IT z branżą audio i audio/wideo to dzisiejszy i jutrzejszy aksjomat. Nie bójmy się tego, starajmy się to zrozumieć, pozwólmy się oswoić. W sumie, nie mam wątpliwości – nie mamy innego wyjścia. Sonos Amp będzie przeze mnie przenicowany na wylot. Sprawdzę każdą możliwą konfigurację, nawet najbardziej dziką. Sprawdzę, czy w eterze granie nie jest dla (tradycyjnie po drucie grającego) klamota deprecjonujące, korygujące SQ w dół, sprawdzę jak będzie się ten Sonos sprawdzał w najlepszych audio front-endach, sprawdzę czy kino daje radę, ocenię całość rozwiązania pod kątem ergonomii, prostoty obsługi (było już na łamach, ale tym razem właśnie pod kątem ekosystemu, całości). Będzie sporo pracy, ale też sporo frajdy. Lubię kompy, a tu będą kompy (bo Sonos Amp to komp jest), ale jeszcze bardziej lubię muzykę, a ta muzyka via Amp będzie musiała zadowolić ucho, sprostać oczekiwaniom. Wiecie, czytałem, niektórzy mówili że na dzień dobry gra to, to zbyt analitycznie, zbyt cyfrowo, zbyt szkliście, ostro. Mhm. To jest audio-komputer, to od czego są ustawienia? Od czego jest DSP, od czego jest EQ? Tak, to odstępstwo od wierności (czym jest wierność? A co się dzieje w studio? Jak wygląda processing? Przecież tutaj przedmałżeńskie współżycie – stosując kontrowersyjną analogię – ma zawsze miejsce, no zawsze, bo to reprodukcja li tylko, interpretacja tylko). Ma się podobać, ma wywołać zachwyt, ma być proste, łatwe i przyjemne w obsłudze, ma dawać możliwości. Takie ma być!

A będzie? Cóż, we will see…

Fotogaleria z rozpakowania, instalacji i pierwszego posłuchania (w różnych okolicznościach przyrody, ale jeszcze bez kina, choć już z HDMI wpiętym gdzie trzeba).

PS. Nie ma problemów synchro audio z obrazem (a jednak coś na temat kina w zajawce się udało ;-) )

PPS. Zostaje

* tylko 55W w ZP było ograniczeniem, teraz każde paczki podpięta być mogą

AKTUALIZACJA! Robimy recenzję (powyżej/poniżej macie wprowadzenie, pilota, wstęp do future-fi uczty) na raty, ale wszystko w jednym miejscu, tak old-style’owo, nie klikbajtowo (bo ponieważ mamy to w czterech literach), klikasz i masz (a nie że pierydyliard stronek, albo pociachane to na części). So…

CZEŚĆ 1 – SONOSowanie źródeł: high-endowa cyfra on route (poniżej, już dostępne) 24.03

CZĘŚĆ 2 – SONOSowanie źródeł: analogiem w eter, czyli strefowy gramofon on route (25.04) AKTUALIZACJA

CZĘŚĆ 3 – Wielokanałowe granie po SONOSowemu, SONOekosystem: audio kwadrofonia, HDMI ARC on route (robi się, robi)

CZĘŚĆ 4 – ARTIFICIAL INTELLIGENCE, w skrócie AI. Co nam to daje? W audio, w wideo, w agregacji treści, w sterowaniu chałupą (się zrobi, jak nam Google Assistant w Sonosie zadziała, też .pl)

» Czytaj dalej

W poszukiwaniu uniwersalnego: NAD C368 z modułami MDC – recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180718_063332413_iOS-600x437

A gdyby tak, a gdyby tak mieć coś do wszystkiego, przy czym to coś miałoby zadawać kłam powiedzeniu: „jak jest do wszystkiego, to do niczego”. Nikt nie przetestował tego klamota w ten sposób. To w ogóle głębszy problem z recenzjami produktów… zazwyczaj są bardzo pobieżne, koncentrują się tylko na wycinku, zazwyczaj pisane są zaraz po premierze, albo niedaleko (w sumie, trudno się dziwić, bo przecież użyteczność marketingowa, bo życie produktu obecnie bywa krótkie), zazwyczaj z lektury nie dowiemy się zatem, czy sprzęt potwierdził swoje możliwości (wsparcie, rozwój oprogramowania…), czy można i ile można było wycisnąć ze skrzyneczki. Ten schemat bywa strasznie irytujący, właściwie stanowi zaprzeczenie istoty rzeczy: albo o czymś wypowiadamy się całościowo, autorytatywnie, starając się nie pominąć tego, co stanowi istotę, albo jest po łebkach i tak naprawdę jedyne, co można wyczytać, to dane nadesłane przez producenta z opisem potencjalnych możliwości. Nawet obserwacje z odsłuchów bywają w takich okolicznościach przyrody niemiarodajne, albo przynajmniej niepełne. Tak, moi drodzy, recenzenci powinni (zaczynając od niżej podpisanego) informować czytelników o tym, jak długo egzaminowali i jak dogłębnie egzaminowali pacjenta tj. klamota. Taka informacja powinna być obligatoryjna. Jak ktoś spędził parę wieczorów ze skrzynką to – powiedzmy sobie szczerze – niewiele wie o tym co, to, to potrafi. To nie jest miarodajny test, miarodajna ocena. Dlatego lepiej wg. mnie mniej, nie na wyścigi (znaczy jak już egzemplarz testowy nie jest na za dwa tygodnie, tylko może się testować długo i namiętnie), jak się (to zawsze pomaga – pozwala zaoszczędzić czas) porządnie rzecz wygrzała, pograła sobie wcześniej. W przypadku opisanego w tytule delikwenta z „przyległościami” (karty ;) ), mieliśmy przyjemność badania przez okrągłe cztery miesiące z okładem. To wystarczająco długo, by móc jw. autorytatywnie wypowiedzieć się o testowanej integrze.

NAD C368 to konstrukcja przełomowa. NAD idzie w najnowszej, klasycznej, najważniejszej (zarówno wizerunkowo, jak i zapewne handlowo) serii, dalej niż w poprzednikach, definiuje na nowo możliwości, potencjał nowoczesnego wzmacniacza zintegrowanego. Tak, właśnie tak, a dodatkowo robi to nie na pół gwizda, nie że może w następcach coś tam doda, tylko od razu robi to jak należy – integruje WSZYSTKO, nie zapominając o żadnym szczególe, a całościowo wychodzi naprzeciw idei FUTURE-FI. Sprzęt, aby być zgodny z tym „future” nie tylko potrafi odnaleźć się w cyfrowym świecie (co dzisiaj stanowi standard), a więc jest zdolny do współpracy z licznymi źródłami, komunikacji sieciowej, obsługi nie tylko za pośrednictwem tradycyjnego pilota. Nie. Future-fi moi drodzy, to kompleksowe rozwiązanie SYSTEMOWE, a precyzyjniej EKOSYSTEMOWE. To coś dużo i znacznie większego. I NAD robi tutaj robotę. Dzięki modułowości rozszerzamy, to nic nowego w HiFi, ale tutaj de facto tworzymy coś nie tylko łączy świat audio z światem video, nie tylko uzupełnia możliwości o sieć i system operacyjny audio (bo tak to trzeba zdefiniować), ale otwiera możliwości budowy wielostrefowego, kompleksowego rozwiązania i to – jeszcze – w oparciu o kilka alternatywnych opcji softwareowych. Jest BluOS, ale jest i Roon, jest także JRiver. W przypadku rozwiązania firmowego tworzymy coś na kształt sieciocentrycznego systemu złożonego z BluOSowych klamotów, które dogadują się w ramach swojego protokołu i INTEGRUJĄ każdy rodzaj źródła, jaki podepniemy do wzmacniacza. Gramofon strumieniowany do innego pomieszczenia? A jakże! Chęć posłuchania sobie szpuli albo srebrnego krążka w kuchni (samograje Bluesound), na patio, gdziekolwiek… także na innym, starym systemie uzupełnionym przez streamery…. systemowe end- pointy. Dalej, mamy także możliwość rozszerzenia i uzupełnienia możliwości o najnowsze pomysły z dziedziny DSP oraz korekcji (Dirac), możemy cieszyć się z nowych serwisów, z obsługi wszystkich bezstratnych & hi-resowych streamów (Tidal HiFi/MQA, Qobuz oraz Deezer HiFi), z dodanej wreszcie w najnowszych modułach, klamotach obsługi DSD.

Blu

Jak dodamy sobie do tego kino i to pożenione ze wspominanym softwarem Dirac, oferowanymi przez producenta możliwościami rozbudowy ekosystemu o klamoty obsługujące dźwięk obiektowy (oraz starsze formaty kina domowego) oraz najnowsze rozwiązania z zakresu wizji (4k, HDR) to wyraźnie widzimy, że ktoś tu sprawę przemyślał bardzo gruntownie. W przypadku C368 punktem wyjścia jest kino z dźwiękiem stereofonicznym, ale to nie koniec drogi uzupełniania, rozbudowy. Pamiętacie, niedawno wspominałem o cyfrowym przedwzmacniaczu, dla – chyba- niepoznaki nazywanym przez NADa „streaming dakiem”. Bohater niniejszego wpisu potrafi współpracować z nowym C658, potrafi wraz z końcówką C268 stworzyć dzielony system o potężnej mocy, a to jeszcze nie wyczerpuje wszystkich możliwości. W opracowaniu są moduły dające możliwość wejścia w świat wielokanałowego dźwięku nie tylko w najdroższej serii Masteres. Innymi słowy, budujemy sobie w oparciu kompleksowy system, kompletny, pozwalający na integrację każdego możliwego źródła. Integratorem jest tu NAD i – jak ktoś nie chce bawić się w alternatywy – tylko NAD. Protokoły mamy też wszystkie jak leci: AirPlay2, DLNA/uPnP, Spotify Connect, Cast… do wyboru, do koloru. Po tych paru miesiącach maglowania C368 z modułem BluOS oraz HDMI uświadomiłem sobie, jak istotne, jak kluczowe jest zrozumienie przez producenta złożoności, ogromnej rozpiętości dzisiejszych technologii. Dopiero umiejętność połączenia wszystkiego w jeden, bezproblemowo działający, dogadujący się, integrujący serwisy, usługi ekosystem, znajomość i wiedza na temat systemów operacyjnych, protokołów sieciowych (i w ogóle działania infrastruktury sieciowej… NAD jest jedną z nielicznych w branży firm, które ten temat znają od podszewki i wykorzystują ten potencjał) przynosi optymalny rezultat, daje użytkownikowi stabilny, otwarty na to co przyniesie przyszłość SYSTEM. Trzeba na to popatrzeć nie przez pryzmat OLD-Fi, gdzie wystarczyła łączówka, gdzie – owszem – mogło nie być synergii, ale gdzie poziom złożoności (nie chodzi o obsługę, o UI/UX… tu NAD wykonał kawał dobrej roboty i jest ergonomicznie, jest prosto, jest przejrzyście, dobrze jest) jest nieporównywalnie większy, gdzie mówimy o czymś, co w całym cyklu życia podlega modernizacji, transformacji, ulepszaniu i rozszerzaniu (możliwości).

To wszystko stanowi nową jakość, zapowiedź tego co już teraz, a zaraz wszędzie (jako pewien standard) zafunkcjonuje na rynku. NAD nie byłby sobą, gdyby nie uwzględnił w ostatnich swoich pracach także kontrowersyjnego tematu jakim jest AI. Przy czym tutaj raczej chodzi o podstawowe możliwości sterowania (w tym kierunku, póki co, to zmierza). Rzecz jasna nie da się wykluczyć, że w przyszłości taki M10, albo kolejny tego typu klamot, będzie nie tylko reagował na nasze komendy głosowe, ale jeszcze nam coś odszczeka. Jak future, to future. Nie wykluczał bym żadnej możliwości, w końcu idziemy w kierunku agregacji wszelkich treści multimedialnych, z opcją interakcji człowiek – maszyna (począwszy od rekomendacji,  poprzez uzupełnianie wiedzy, informacji, a – na razie – kończąc, na alternatywnych wątkach, zaangażowaniu użytkownika w przebieg narracji). Trudno powiedzieć dokąd nas to zaprowadzi, nie o tym jednak miał być wpis, wracam do meritum: czas na przedstawienie potencjału doposażonego C368, pokazać Czytelnikom co daje Future-Fi w praktyce.

Zapraszam!


» Czytaj dalej

Plany bliskie i te dalsze. 2019 na HDO czas zacząć!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0562

Na wstępie, najlepszego! Postanowiłem przesunąć publikacje na nowy termin, czas trawienia nie sprzyja lekturze, zresztą mniejsza co sprzyja, a co nie, na naszej playliście zrobiło się gęsto i w styczniu będzie do poczytania. Zatem już w najbliższy weekend leci tekst o C658 z modułami MDC BluOS & HDMI. Integracja kina i stereo w najbardziej (wróć, będzie w jeszcze bardziej …bo będzie smakowity prosto z fabryki preampcyfrowy C658 u nas, a to oznacza że będzie też o DiRACu, o pełnym dopasowaniu klamotów pod zastane warunki lokalowe) zintegrowanej & eleganckiej (wg. mnie) opcji, bo też obejmującej ROONa (Roon Ready), źródła analogowe (gramofon) i co tam sobie jeszcze chcemy podpiąć pod to (multistrefy, BT in & out…). Jakby tego było mało dwa urządzenia wizyjne (HDTV & projekcja) via pro matryca 8×2 HDMI i na dokładkę jeszcze ekstraktor LIGAWO (wszystko to opisane w długaśnym tekście) w torze. To zaraz. Potem lecimy z HiFIMANami HE-6SE, wg. mnie najlepszymi topowymi słuchawkami, jakie mają Amerykano-Chińczycy w ofercie. Tak, będziemy testować HE-1000SE, ale tam na metce będzie znacznie wyższa kwota, a tu chodzi by do 10 000 się zmieścić i mieć docelowo. Da się spokojnie, nie trzeba mierzyć w 15 czy 20, czy 30k. Wystarczy mniej niż 10k i macie coś, z czym można żyć i twierdzić (wcale nie buńczucznie), że to najlepsze co na uszach można mieć (podobnie jest u Audeze oraz Mr Speakers, co tylko cieszy). Także te słuchawy plus lampowiec i na odczepach via firmowy adapter HE symetrycznie zamykamy temat. Nasz M1HPA też ładnie pokazał o co chodzi, choć jeszcze bardziej pokazał pożyczony, wcześniej testowany u nas, Burson Conductor V2. Znakomita integra dla tych słuchawek, idealny partner! Przy czym, redakcyjna lampka pokazała, oj pokazała, że tu także integra – niekoniecznie słuchawkowa – świetnie się sprawdzi. Znakomity sound!

NAD C368 & MDC

 

HiFiMAN HE-6SE

 

Jeszcze w styczniu będzie także o microRendu. Sprawdziłem w paru scenariuszach (także tych egzotycznych like stand alone streamer), sprawdził się bez zarzutu, najchętniej wykorzystywany był jako certyfikowany end-point pod Roonem. Dzięki zasilaniu CIAudio, ten maluch może zastąpić dowolny streamer za 2-3 krotność kosztu nabycia. Jest bezbłędny w tym, do czego przede wszystkim, go zaprojektowano. Most dla USB, pozwalający na de facto całkowite wyeliminowanie raf komputerowej magistrali w zastosowaniach audio, bezobsługowe, z gwarantowanym wsparciem, urządzenie 24/7 do grania z plików. Tylko tyle i aż tyle. Jak chcemy USB to microRendu wysoko na liście. Względnie, można rozważyć także jako alternatywę dla stremerów (niektórzy preferują SPDIF, AES/EBU …nie w smak im USB), gdy zera i jedynki lecą via LAN, następnie via USB do konwertera cyfra/cyfra i dalej jak już kto woli: I2S(HDMI) / AES… (vide przetestowany, fantastyczny X-SPDIF 2). Także microRendu to kolejna odsłona optymalnego rozwiązania pod granie z komputera, gdy ten komputer zupełnie znika nam z pola widzenia. I dobrze. Tak ma być.

microRendu & CIAudio

Z tym wiąże się jeszcze jedna (po C658, mam nadzieję, że z dwoma końcówkami C268 trafi oraz wspomnianych HE-1000SE względnie Arya’ch) zapowiedź tego, co w najbliższym czasie: specjalnie przygotowany, komputerowy transport F105D z opcją JRiver & Roon pożeniony z nową wersją X-Sabre Pro MQA. W MQA nadal nie wierzę i to się raczej nie zmieni, ale sprawdzić pełne dekodowanie origami można, a przy okazji podpiąć wspomniany transport via X-SPDIF 2 via HDMI i skonfrontować dwóch zawodników: JRivera oraz ROONa… odpowiedzieć sobie przy okazji na tu i ówdzie stawiane pytanie: czy oprogramowanie nam gra (ma wpływ na SQ)? Skonfrontujemy i to, postaramy się odpowiedzieć na pytanie czy i jak już, to w jakim zakresie… A jak komuś nie w smak komputer (bo nie i basta) to w końcu pojawiła się dostawa i mamy zaklepany test Zidoo X20 Pro – absolutnie topowego streamera opartego na kości ESS9038. Będziemy także kontynuować eksplorację: aktywne kolumny ze streamem… czytaj samograje, systemy zaklęte w głośnikach. To nowy trend, ale my już od dawna o tym nadajemy na łamach. Były pierwsze takie masowe KEFy LS50 Wireless-y, teraz i zaraz będą Kii, Dali, ELAC-i czy o pro studyjnym rodowodzie (moje kochane nEary) Genelec-i. Wszystko to wyposażone w przetworniki C/A, czasami też z netem pożenione. Jak – opisane niedawno – przy okazji styczności przed i w trakcie AVS’18 LSX-y (ponownie KEF). Te ostatnie mam zamiar dłużej pokatować u siebie, konfrontując ich dźwięk z wielostrefowym rozwiązaniem opartym na popularnym Sonosie (nie tylko One, ale także 5 gen 2, także LSX-y łatwo nie będą miały). To nieco odleglejsza perspektywa pierwszego półrocza 2019. Mam ochotę zrobić to przekrojowo.

TEAC PD-H500C

Jakby tego wszystkiego było mało, będzie jeszcze parę słów na łamach, o adaptacji akustycznej pomieszczenia. Coś tam popełniliśmy i się podzielimy spostrzeżeniami. Aha i na koniec ostatnie odkrycie… to, jak to potrafi zagrać, jak świetnie brzmi srebrny krążek odtwarzany na tym klamocie, długo by opowiadać. REWELACJA. TEAC PD-H500C z multibitowym dakiem na pokładzie. Gramy 16/44, poddane konwersji w układzie z oversamplingiem x8 (352,8MHz). Ktoś mówił, że hi-resy wdeptują płytę w glebę? Ten ktoś nie słuchał dobrego odtwarzacza CDA. Odkurzyłem swoją kolekcję i dałem odpocząć komputerom (od odtwarzania jakichkolwiek dźwięków ;-) ). Ten TEAC daje radę, oj daje! Znakomity napęd btw, pancerna, niby kompaktowa, a wielgachna obudowa, grube szczotkowane alu… mmm, naprawdę czasami warto zrobić skok w bok. Ekhmm, skok w bok, znaczy od streamingu się na chwilę dać odciąć i posłuchać tradycyjnie*

…ale to gra!

* a propos słuchania z fizycznego nośnika. Lećcie do Biedry, bo fajne winyle mają. Sporo dobrego Rocka z lat 70-/80- w cenie 39,99 i do tego dobrze wydane to, to (naklejki Black is Back, 180g) Udało się nabyć m.in. „Pornography” The Cure oraz „Rebel Yell” Billy Idola…

:)