LogowanieZarejestruj się
News

Pocket Rocket… testujemy iFI Nano iDSD LE oraz zestaw iDefender & iPower

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170524_180614247_iOS

Zgodnie z zapowiedzią trafił do nas ten mały grzdyl i mamy zamiar przetestować go w sposób, w jaki do tej pory nie testował go nikt. Mówią smartfon? Ok, będzie iPhone z Onkyo Playerem (i nie tylko) nafaszerowany plikami hi-res nie wyłączając DSD/DXD. Mówią, że każde bez wyjątku słuchawki? Ok, będzie duet MrSpeakers Ether Flow (otwarte & zamknięte), będą LCD-3, będą łatwiejsze nieco HE-400 oraz bardzo wymagające (mówimy o małym DAC/AMPie zasilanym z wbudowanej baterii) dynamiki HD650 oraz K701. Ma to, to wyjście liniowe z prawdziwego zdarzenia (RCA), także popracuje sobie ten Nano iDSD LE z Questyle CMA600i w stacjonarnym zestawie słuchawkowo/głośnikowym. Podepniemy go pod duży system i sprawdzimy jak wypada w konfrontacji ze znacznie droższymi przetwornikami. Jeszcze mało? Ok, to będzie dodatkowo test / eksperyment z iDefenderem 3.0 (produkt IFi mający wyczyścić energetycznie interfejs USB komputera) w tandemie z ….Jitterbugiem (a tu redukcja opóźnień czasowych) …a czy zadziała i jaki progres to da, to jeden Bóg raczy wiedzieć ;-) . Oczywiście nie zabraknie Roona, w przypadku komputera/ -ów, natomiast ze źródłem mobilnym (także iPadem) skoncentruje się na graniu z najbardziej rozbudowanych w zakresie obsługi hi-res odtwarzaczy softwareowych (poza wspomnianą apką Onkyo jest jeszcze player Korga, który ostatnio został gruntownie zaktualizowany oraz Vox Player z LOOPem… to będzie nasze zaplecze softwareowe w mobilnym graniu). W przypadku Roona gramy nie tylko soute, ale także z załączonymi trybami DSP w Roonie (pierwsze wrażenia – lepiej dosmaczyć granie z Makówy via Nano iDSD LE właśnie z uruchomionym PCM->DSD oraz Crossfeedem (konwersja stereo -> binaural). Także będzie różnorodnie, będzie oryginalnie, inaczej niż w innych recenzjach tego produktu.

Poeksperymentujemy.

Jakby tego było mało (że jak?) iPower zgodnie z sugestiami producenta zastąpi nam zasilanie firmowe w Squeezeboksie Touch EDO mod. Tak, sprawdzimy co wnosi z takim źródłem plikowym taki upgrade, sprawdzimy także jak zareaguje na iPowera zegar M2Techa (EVO 2), wreszcie obadamy (właśnie przepiąłem i zabieram się do testowania) czy ma to sens ze streamerem Google: z Chromecastem Audio. iPower ma całą baterię przejściówek pod różne gniazdka (w sprzęcie, do którego podłączymy ten alternatywny zasilacz), jest także adapter pod microUSB, także z tym zestawem można spokojnie założyć, że podepniemy tutaj wszystko jak leci.

iFI razy 3

Maiłem wcześniej do czynienia z produktami IFi. Jak być może pamiętacie, opisywałem pierwsze wrażenia z tete-a-tete z MicroDSD oraz z poprzednikiem: NanoDSD (btw pozdrowienia dla załogi Premium Sound :) ). Słuchałem tego zaraz po premierze, zaraz po pojawieniu się pierwszych produktów IFi Audio w Polsce. Gigantyczna liczba mocno entuzjastycznych recenzji jakie sypnęła z publicystycznego rękawa, opinie na forach, duży rozgłos jaki towarzyszy tym produktom skłoniły mnie do dokładnego obadania sprawy i zdania przed Czytelnikami relacji z tych badań. Na pewno czymś wyróżniającym już na pierwszy rzut oka jest polityka cenowa, odmienna od tego, do czego przyzwyczaiła nas branża (przy czym obserwujemy pewne zmiany w tym zakresie, pisaliśmy o tym nie raz, choćby ostatnio w kontekście high-endu w wydaniu chińskich firm audio…), wręcz dla niektórych to powód do podważania kompetencji jakościowo-brzemiowych, „bo przecież cyfry (na rachunku) grają”. Jak coś odpowiednio nie kosztuje to… no nie gra, nie ma prawa. Cóż, dla mnie osobiście nigdy cena nie była wyznacznikiem, nigdy nie grało mi od… Nie raz dawałem tego wyraz na łamach HD-Opinie, co nie oznacza że jak coś jest tanie (umownie, choć w przypadku niektórych produktów iFI możemy mówić wprost – że tanie bardzo jest) to jakaś auto taryfa ulgowa, bo wicie, rozumicie, to przecież jest DAC za 6-7 stów, a nie za stów kilkadziesiąt, czy kilkaset. Nie. To nie tak, szczególnie, gdy ktoś bezczelnie ;-) twierdzi, że to konkurencja dla tych duuuużo droższych sprzętów. No ok, niech jest, niech będzie tanio, jak barszcz nawet tanio, ale w aspekcie kluczowym ma właśnie takie coś sporo do udowodnienia. Niech udowadnia…

Pocket Rocket

i(ach te i, wiadomo… iCoś tam prawda)Obrońca

Power! iPower rzecz jasna. Od iFI. i

W publikacjach znajdziecie odpowiedź na pytanie jakie to IFi jest wg. nas, a konkretnie czy faktycznie, czy można dać sobie spokój z szukaniem dużo, znacznie bardziej kosztowanych urządzeń, czy to zagra nam w każdych okolicznościach, a może z czymś jednak bardziej, a może to najlepsze narzędzie do wydobycia dźwięków ze smartfona / tabletu? A może… Jako, że będzie bardzo kompleksowo, podzielimy ten opis, relację z eksperymentowania, recenzję tytułowych produktów na dwie zasadnicze części. Będzie zatem o Nano LE osobno (choć nie wykluczam, że napomknę o akcesoriach) oraz druga publikacja poświęcona  dodatkom modyfikującym nasz system/tor. Przeczytacie zatem osobny tekst, gdzie iDefender oraz iPower będą zarówno w centrum uwagi, jak i obok modyfikowanych za ich pomocą elementów danego urządzenia/systemu audio.

Ciekawe co z tego wszystkiego wyniknie. Bardzo ciekawe :)

 

Poniżej fotogaleria na sterydach ;-)

» Czytaj dalej

MQA w komplecie. Ostatni z dużych majorsów – Sony – na pokładzie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
2017_05_17_mqa_sony_merlin

Rozmowy z wielkim Sony były długie, trudne i zapewne wyczerpujące, ale w końcu dobiegły końca i katalog Sony Music będzie dostępny w ramach technologii MQA. Kto pierwszy skorzysta? Zapewne użytkownicy Tidala HiFi, którzy mogą spodziewać się dużej liczby nowych jak i starych albumów w zakładce Masters. Poza tym pliki zakodowane „w origami” pojawią się w paru wirtualnych sklepach. Będzie można zakupić całe albumy, single, składanki, pytanie czy koncern zdecyduje się (co byłoby jak najbardziej sensowne w sytuacji, gdy zdecydowano się na współpracę z MQA) na wprowadzenie streamingu w tej technologii na swoim najpopularniejszym, ciągnącym sprzedaż całej korporacji, urządzeniu jakim jest Playstation. Co prawda nowa wersja z cyferką 4 nie ma nawet ułamka możliwości (multimedialnych) poprzedniej generacji konsoli, ale… od strony technicznej wprowadzenie obsługi jest w pełni wykonalne, a dodatkowe możliwości pobrania, zakupu (własny kramik), uruchomienia usług (Tidal?) muzyki zapisanej w MQA to kwestia podjęcia stosownych decyzji przez samo Sony. Byłoby niewymownie przyjemnie, gdyby firma zdecydowała się na szeroki uprgade swoich konsol (nie tylko PS4, ale także PS3 oraz PS Vita), byłoby… ale znając Sony niewykluczone, że obejdziemy się smakiem.

Tak czy inaczej umowa ma spore znaczenie dla branży, możliwe, że więcej dostarczycieli treści, dystrybutorów sieciowych zainteresuje się tytułową technologią, wprowadzi takie kodowanie do swoich kramików, usług. Ciekawe co zrobi Apple, które na tym polu (lepszej jakościowo muzyki oferowanej w sieci) wyraźnie odstaje. A ma wiele atutów w ręce, bo Apple Music mimo że poniżej oczekiwań, to i tak jest na drugim miejscu i goni Spotify (i pewnie z czasem dogoni), bo AAC jest obecnie (po zaprzestaniu rozwoju MP3 przez twórców formatu) właściwie jedynym, stratnym kodekiem używanym przez ogromną liczbę użytkowników na całym świecie (oczywiście króluje MP3, ale szybko może się to zmienić). Wspominam o AAC nie bez przyczyny, bo sposób dostarczenia muzyki w przypadku transmisji Bluetooth wymusza stratną kompresję i tutaj taki sposób zapisu może zastąpić niewspierany format zapisu, a dodatkowo nic nie stoi na przeszkodzie by kontener jakim jest MQA tworzył naturalną warstwę dla wszystkich popularnych formatów zapisu muzyki… czy to będzie FLAC, czy to będzie WAV, czy DSF/DFF czy ALAC, czy właśnie AAC… bez różnicy.

Problemem są umowy, licencje, polityka wielkich z segmentu IT, którzy niechętnie wprowadzają coś, nad czym nie mają kontroli. Przy czym w przypadku Apple mówimy o firmie, która ma praktycznie nieograniczone możliwości zakupu firm / technologii… to kwestia decyzji biznesowych, strategii rozwoju. Apple i tak musi wykonać jakiś ruch, bo pliki w iTunes właściwie już się nie sprzedają, następuje gwałtowny odwrót klientów, zainteresowania zakupami muzyki w kramiku i na dłużą metę trzeba będzie coś z tym zrobić. Nie zapominajmy o Google, które też może być zainteresowane nowymi możliwościami (sprzedaży) muzyki w ramach świadczonych przez siebie usług oraz oferty swojego sklepu. Do tego dochodzi jeszcze Microsoft, który wdraża zupełnie nową strategię, starając się zaoferować płynną współpracę swojego Windows ze wszystkim co popadnie, wyraźnie odpuszczając sobie rynek mobile (handheldy), tworząc na nowo zapotrzebowanie na wszędobylskie PC i w tym upatrując swojej szansy na rozwój. Multimedia stanowią dość istotny dla firmy z Redmond element, jest Xbox (który obecnie dość wyraźnie oddaje pola Sony), są nowe pomysły na dostarczanie treści audiowizualnych… to może być ten moment, w którym takie coś jak MQA będzie – właśnie – jak znalazł, czymś co ułatwi dostarczenie treści do klienta, często w lepszej jakości, bez znaczącego wzrostu zapotrzebowania na przepustowość sieci.

Ciekawe w którym kierunku to pójdzie. Jest to niewątpliwie szansa na popularyzację muzyki w hi-res, zaoferowania dużo lepszej jakości na każdym poziomie niż to miało miejsce do tej pory w Internecie. Nie zapominajmy, że MQA na razie to nisza, że wielu producentów, dostarczycieli treści patrzy na tę technologię mocno sceptycznie. Może się okazać, że z dużej chmury… wiadomo. Przekonamy się o tym, jak będzie, już niebawem.

Pierwsze wrażenia Auralic Polaris

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
auralic-polaris

Mam niebywałe szczęście. Od paru tygodni przyszło mi obcować z produktami, które wyznaczają jednoznacznie kierunek w jakim będzie rozwijać się branża. Nie, nie mam na myśli AirPodsów ;-) ,bo to jednak inna para kaloszy (tam dźwięk, jakość brzmienia, powiedzmy to sobie wprost, nie są w centrum uwagi), a trzy produkty, które stanowią kwintesencję tego, co się dzisiaj zmienia nie tylko w zakresie projektowania urządzeń audio, ale szerzej dystrybucji, zmiany sposobu użytkowania oraz korzystania przez użytkowników zarówno ze sprzętu jak i muzyki. To fundamentalne zmiany, nie niewielkie, a fundamentalne i warto spojrzeć na nie właśnie przez pryzmat tych trzech produktów: wzmacniacza zintegrowanego NAD C338 opisanego wstępnie tutaj (w fotogalerii), przetestowanych przeze mnie KEF-ów LS50 Wireless (patrz nasza opinia) wreszcie…

…kompletnego, high-endowego systemu audio, jakim jest tytułowy Auralic Polaris

…bohatera niniejszego wpisu, opisującego pierwsze wrażenia. To sprzęt, który wraz z Altairem (to samo, tylko bez końcówek mocy z wbudowanym wzmacniaczem słuchawkowym, którego Polaris nie ma) stanowią emanację SYSTEMU audio w XXI wieku. Wcześniej mieliśmy próby, teraz (podobnie ma się sprawa z kompletnym C338 w przypadku budżetowego HiFi) mamy coś, co stanowi udaną próbę stworzenia rozwiązania kompatybilnego z NOWYM AUDIO. Tak jak KEFy LS50 Wireless są systemem zaklętym w zestawie głośnikowym (możliwe, że w tej, czy kolejnej odsłonie, nie będą potrzebowały niczego więcej ponad komputerowe źródło, czy może nawet sterownika w postaci telefonu), tak produkt Auralica to źródło, wzmacniacz, przedwzmacniacz, pramofonowe pre, szerzej – cała multifunkcyjna centralka, która zdolna jest przyjąć wszelkie zera i jedynki (w razie konieczności także sygnał analogowy) wypuszczając sygnał wprost na dowolne kolumny jakie podepniemy. Bo to może być NAS (audio) też, serwer audio jak najbardziej może, możemy zainstalować w środku dysk, podpiąć dodatkowe możemy też. Niesamowita w tym projekcie jest właśnie jego wieloraka natura… jak kameleon może być li tylko przetwornikiem C/A, może być streamerem z podpiętym zew. DACzkiem (wyjście USB), może być cyfrowo-analogowym preampem, może być gramofonowym pre, może grać z aktywnym zestawem głośnikowym, może…

Polaris nie przypomina tradycyjnego urządzenia, więcej –  jest w opozycji do klasyki, bo mamy tutaj wszystko to, co w przypadku klasycznych systemów stanowi co najwyżej dodatek. Dodatkowo stanowi haj-endową wersję all-in-one, przy czym w odróżnieniu od budżetowych rozwiązań, które pojawiły się (oferujących coraz większą funkcjonalność, multifunkcjonalność), tutaj trzeba było uwzględnić wyższe wymagania odnośnie jakości, bo przecież to ma być wysoka półka, ma być alternatywa dla systemów za kilkadziesiąt tysięcy, ma być (i według mnie jest) zmiana filozofii budowy całego toru audio, co implikować będzie bardzo poważne przetasowania w całej branży audio.

Mamy więc wysoko wydajne końcówki w klasie D wraz ze wzmiankowanym cyfrowo-analogowym pre-ampem (całość z opatentowanym rozwiązaniem), mamy wszelkie możliwe streamingi z takimi plug&play jak BT z aptX, AirPlay’em, mamy wreszcie nawiązujący do high-endowych ambicji front-end Roon. To właśnie ten ostatni element decyduje tutaj o przynależności do audio arystokracji. Wiele razy powtarzałem na łamach, że dzisiaj czymś co ma kapitalne znacznie w audio i będzie warunkować ocenę sprzętu (tak właśnie!) jest oprogramowanie. To ma absolutnie kluczowe znacznie, bo o możliwościach sprzętu, o jego obsłudze (ergonomia, prostota, szybkość, wsparcie) przesądzi co tam w kodzie piszczy, jak ten kod jest napisany i jak jest supportowany.

To potencjalnie fatalna wiadomość dla osób, które akurat z komputerem w audio nie chciałyby mieć nic wspólnego, dla których komputer to zło (w audio). Śpieszę donieść, że cały wysiłek idzie dzisiaj właśnie w kierunku oswojenia tematu, doprowadzenie do sytuacji, w której ten mityczny komputer (Polaris jest oczywiście komputerem, tyle że na pecetowej platformie x86, a ARM, doskonale znanej z wszędobylskich smartfonów, tabletów etc.) będzie na tyle ujarzmiony, na tyle prosty w obsłudze, przewidywalny i oswojony właśnie, że … nie zauważymy, że komputer nam gra. A gra i grać będzie. To wynika wprost ze zmian jakie zaszły w dystrybucji, w dominacji streamingu, graniu z pliku, które wymusza całkowite przeorientowanie toru audio, systemu audio. I to się właśnie dzieje na naszych oczach.

To urządzenie Roon Ready, a to oznacza pełną kompatybilność, natywną z protokołem RAAT. To – inaczej rzecz nazywając – autonomiczne, samodzielne źródło front-endu Roon, coś co do tej pory wymagało zazwyczaj jakiegoś komputera (niechby i wyspecjalizowanego, ale jednak komputera klasy x86), coś czego tak mi brakowało w przypadku przetestowanych KEFów Wireless (dlatego uważam, że jest to produkt na początku swojej drogi rozwojowej, czy nawet linia produktów, która dopiero powstaje). Mam nadzieję, że inżynierowie KEFa wprowadzą obsługę RAAT. To coś, co domknie temat, dając gotowe rozwiązania faktycznie eliminujące potrzebę podpinania pod te głośniki czegokolwiek. Zwyczajnie nie będzie takiej potrzeby. Wystarczy serwer z Roon core i już (no jakiś handheld w roli sterownika rzecz jasna będzie wymagany). W przypadku Polarisa właśnie nie ma potrzeby, bo jest Roon Ready, choć gramofon rzecz jasna bardzo chętnie podłączymy i sprawdzimy. Tyle.

Na wstępie podpiąłem Polarisa pod C338 (gra jako streamer Roon Ready). Zrobiłem to z dwóch powodów… po pierwsze chcę zobaczyć czy i jakie różnice oferują końcówki w Auralic-u wobec budżetowego projektu NADa. To w ogóle terra incognita, bo do niedawna w środowisku (opisujący oraz słuchający, z audiofilskimi konotacjami i mniej audiofilskimi, powiedzmy racjonalistycznie-sceptycznymi) obowiązywała jednoznaczna w formie i treści opinia, że „cyfrowe” (tak, to nieadekwatne sformułowanie, wręcz błędne, ale często pojawiające się w dyskusjach, stąd „”) gra ogólnie mało finezyjnie, właściwie bez różnicy co tam w środku siedzi, bo i tak brzmi to gorzej od umownej klasyki.  Mam odmienną opinię, korzystam od dawna z impulsowego D3020, przewinęło się sporo takich wzmacniaczy u mnie (NuForce’y, NADy właśnie, produkty mniej znanych marek) i cóż – sam jestem ciekaw tego porównania.

Po drugie daniem głównym jest tutaj – nie ma co do tego chyba żadnych wątpliwości – właśnie streamer, możliwości tego nowego audio, sposób implementacji (software!) w takim produkcie, wszystkomającym produkcie, który ma ambicję zastąpić CAŁE nasze dotychczasowe stereo. Jedna skrzynka co wszystko łączy, jedna co wszystko gra. Właśnie tak. Priorytetową kwestią jest zatem nie tylko sama możliwość przepuszczenia przez skrzynkę dowolnego strumienia z Internetu, lokalnej sieci, ale także sposób w jaki to wszystko okiełznamy. UI oraz UX, rzeczy znane ze światka komputerów, są w centrum naszej uwagi i to będzie także podlegać szczegółowej ocenie.

Auralic ma swój patent na obsługę, na oprogramowanie klamota, swój system zawiadywania i integrowania zero-jedynkowej muzyki. Nazywa się to Lightning DS i mam sporo uwag odnośnie ergonomii, stabilności oraz możliwości tego oprogramowania. Pamiętacie Ariesa Mini, którego opisałem na łamach HDO. Tam sporo na ten temat, w przypadku Polarisa nie pójdę na skróty (link do wcześniejszej publikacji), a rozwinę opinię na temat software, starając uwypuklić mocne i słabsze strony autorskiej propozycji Auralic-a. Rzecz jasna daniem głównym i nie ukrywam że tak będę głównie testował klamota będzie ROON. Jego integracja jest wg. mnie najistotniejszym elementem tego produktu i bez tego software tracimy sporo z możliwości jakie oferuje Polaris. Tak czy inaczej autorskie rozwiązanie integruje nam co trzeba, m.in strumienie z Tidala oraz Qobuza (w Polsce już w wakacje!)

Tak, tracimy, co nie oznacza, że z firmowym softwarem nie ma sensu… sens jest, powiem nawet więcej, możemy w codziennym użytkowaniu zdać się na protokoły „bezobsługowe” tj. Bluetooth czy AirPlay, strumieniując z czegokolwiek, z jakiejkolwiek apki i pewnie część domowników właśnie tak sobie przyswoi tego klamota. Czujecie to? Właśnie, będą korzystać z high-endowego systemu po swojemu i bez żadnych ograniczeń, z dostępem ze swojego… źródła. Takie to nowe audio właśnie jest, pogódźcie się z tym konserwatyści, że to wszystko nam się „demokratyzuje”. Koszmar, prawda? ;-)

Nie miałem takich przygód jak inni testujący z inicjacją, konfiguracją wstępną Polarisa, nie było u mnie sytuacji, że bezprzewodowo to przypadkowo (zadziałało w końcu). Nie. Owszem, sam proces nie zawsze kończy się sukcesem (u mnie za drugim razem się udało), ale nie demonizowałbym tego. Inne rzeczy są ewidentnie do poprawy, parę spraw należałoby rozwiązać po prostu inaczej (porażką jest konieczność obsługi w różny sposób skrzynki, by dotrzeć, uruchomić wszystkie zaszyte w niej funkcje, usługi, sposoby komunikacji ze światem – to kompletnie bez sensu), także przed Auralic-iem sporo jeszcze pracy. Na szczęście wszystko to (podobnie jak z KEFami) można osiągnąć na drodze aktualizacji obecnego systemu, właściwie nie ma tu (chyba) żadnych rzeczy, których nie dało by się poprawić, zmienić, zmodyfikować.

Tak, właśnie, witamy w nowym audio. To, co znamy z komputerów, będzie od tej pory towarzyszyło nam w systemie HiFi/high-end. To nieuniknione. Na szczęście, podobnie jak z wzmankonanym wcześniej polerowaniem obsługi, wprowadzaniem coraz prostszych, coraz bardziej intuicyjnych sposobów interakcji, sterowania, także tutaj cały ten proces (skomplikowany) da się nie tylko zautomatyzować, ale w ogóle ucywilizować. Znowu jako przykład dam Roon labs, ludzi którzy doskonale czują problem, wiedzą jak poważnym wyzwaniem jest nie tylko napisanie dobrze działającego, prostego w obsłudze oprogramowania, ale także taka polityka wsparcia (odnośnie tworzonego przez siebie kodu), by użytkownik nie traktował koniecznej, ciągłej pracy nad udoskonalaniem, jako czegoś utrudniającego mu życie.

To cholernie ważne i to będzie także wpływać na całościową ocenę produktów. Widzę przy okazji spory problem i wyzwanie dla nas, dziennikarzy… opis, ocena będzie musiała uwzględniać czas, czas w którym sprzęt będzie podlegał aktualizacji właśnie. Ciekawe jak sobie z tym zagadnieniem poradzą koledzy o fachu, pisujący w papierowych, czy nawet elektronicznych (ale zamkniętych) periodykach? Tu sieciowa pisanina będzie miała przewagę, bo zawsze da się wpis zaktualizować (co de facto oznacza, że oceny, wnioski nie będą nigdy w pełni kompletne!). Realny problem.

Anten las. Tak właśnie wygląda audio w XXI wieku. Anten las.

Dobra, nie o problemach gryzipiórków miało być, a o Polarisie ;-) Ten kombajn, jak to mam w zwyczaju, przetestuje wszechstronnie, „do ostatniej śrubki” to znaczy sprawdzę w każdej przewidzianej przez konstruktorów konfiguracji, sprawdzając wszystkie jego możliwości, koncentrując się jednakowoż na tym co stanowi clou, o czym wspomniałem. Będzie to test, podobnie jak KEFów, mocno osadzony w informatyce, komputerach, oprogramowaniu, sposobach obsługi, interakcji oraz komunikacji (my-maszyna, maszyna z drugą /trzecią/ czwartą maszyną). Sprawdzę jak sobie Auralic poradzi z wysokiej klasy zew. dakiem (odpowiem na pytanie, czy to w ogóle będzie wnosiło jakiś progres), sprawdzę również czy ten klamot wymaga kabla LAN (do dla niewiernych Tomaszów, którzy w żadne WiFi nie wierzą), zagramy materiał wyczynowy (DXD, DSD), zagramy też z aktywnymi trybami DSP. Na marginesie, DSP to obecnie gigantyczne możliwości – zobaczycie przedsmak na obrazkach z konfigurowania klamota pod Roonem – to jest już kosmos, tego wcześniej nie dało się w warunkach domowych modyfikować, ustawiać. Teraz można.

Myślę, że miesiąc z górką będzie potrzebny, przy czym już po paru dniach teren od strony technicznej mamy opanowany ;-) To dobry prognostyk. Nieprawdaż? Prawdaż, prawdaż…

Autor: Antoni Woźniak

Poniżej rozbudowana fotogaleria, którą jeszcze będę sukcesywnie uzupełniał, także u’now warto wdepnąć we wpis jutro, pojutrze, bo będzie aktualizowany (będziecie to odmieniać przez wszystkie przypadki, prorokuje wam, oj będziecie!)

» Czytaj dalej

Qobuz w Polsce już w wakacje! Alternatywa dla Tidala z dużymi ambicjami

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
t2YTP6hV0Q0Khpptk18U7Mro8OSJNAcLBvOlTeGKxr04m2QKSTlIHE8KxUVv2iQVZKAWqji4E7qBQdkw1370-h907-copie-810x367

No, wreszcie! To jedyna (może poza Pandorą, bo fajne to, można via Puffin/iOS korzystać z tego w .pl btw) usługa streamingowa (oraz sklep z plikami), której brak jest w Polsce mocno odczuwalny. Dlaczego mocno odczuwalny? Bo Francuzi postawili sobie bardzo ambitne zadanie – zbudować coś, co powalczy nie na ilość, a na jakość z dostępnymi na rynku strumieniami. Nawet Tidal, dla którego będzie to w pewnym sensie naturalny konkurent, nawet Tidal nie oferuje takiej jakości jak Qobuz. Tytułowy serwis to strumienie hi-res audio bez sztuczek (vide MQA) z materiałem najlepszej jakości tj. 24/192 oraz – także dostępne w serwisie – pliki DSD. Także tu nie ma miejsca na kompromis, tu jest najlepsza jakość. Co więcej, to właśnie Qobuz bardzo promuje rozwiązania bezkompromisowe odnośnie jakości muzyki granej z pliku. To tam pojawiają się (na ichniej stronie) recenzje co smakowitszych klamotów (jedna z najlepszych recenzji Korga DS-DAC-100… to właśnie ten adres), generalnie bylejakości mówią głośne NIE. To – bez żadnych niedomówień – najlepsze co możecie znaleźć w sieci w zakresie materiału audio zapisanego w plikach, mają podpisane porozumienia z wszystkimi wydawcami, którzy specjalizują się w hi-resach, są na bieżąco (co nie oznacza, że wchodzą w każdy temat vide dalekie od finału rozmowy z Roon Labs, czy wspomniane MQA…). Tak to wszystko prawda, choć jest i druga strona medalu. Ceny. Te są wysokie, bo jak chcecie sobie strumieniować hi-resy (a nie – oferowane w przystępnej cenie – FLACzki 16/44) to przyjdzie za to zapłacić (uwaga, trzymajcie się czegoś mocno, najlepiej jakiejś framugi, solidnego oparcia) ni mniej ni więcej tylko 350 Euro. Rocznie. Tyle wynosi subskrypcja na bogato. Bardzo jestem ciekaw polskiej ceny, czy będzie to proste przeliczenie tej kwoty (co to oznacza, nie muszę chyba mówić), czy też Francuzi czymś nas tutaj (pozytywnie) zaskoczą. Teoretycznie (patrz niżej) trzydzieści euro za miesiąc to jednak raczej zaporowa cena, przyznacie, choć nieograniczony dostęp do wspaniałości jakie oferuje Qobuz (np. albumów w formacie DSD) jest …cóż, jest kuszący. Szczególnie, gdy skonfrontujemy ten koszt z zakupem płyt czy plików (dwa, maksymalnie trzy albumy) dla niektórych może być całkiem dobrym argumentem na TAK. Poniżej szczegóły co, jak i za ile, oczywiście jeszcze bez przełożenia na polskie realia (jak dostanę jakieś potwierdzone info, zrobię aktualizację).

Parę dni temu, a dokładnie 29 marca, w Paryżu miała miejsce konferencja na której zaprezentowano najnowsze plany dotyczące rozwoju serwisu. Całość poświęcona była rozwijanej, unikalnej póki co, subskrybcji QOBUZ SUBLIME+. To właśnie w ramach tego abo macie 60 000 albumów hi-res audio, do pobrania albo do strumieniowania, reszta katalogu w 16/44 oraz… od 2017 wiele albumów do zassania w DSD (wspomniałem naszego redakcyjnego Korga nie przez przypadek, Qobuz to jeden z głównych entuzjastów tego formatu). Nikt inny takiego czegoś zwyczajnie nie oferuje, bo kramiki (takie jak choćby HD-Tracks) to wysokie ceny, to brak streamingu, to brak abonamentu. Trochę ostatnio korzystam z pomysłu Bowersa & Wilkinsa (w ramach subskrybcji można pobierać albumy w doskonałej jakości), miałem styczność z katalogiem Linna (tu też można było liczyć na promocje) – tak – ale to wszystko jest baaaardzo ograniczone, nie ma tego wymiaru co serwisy z przepastnymi bibliotekami. Jakościowo – super, jednak z bardzo ograniczonym repertuarem (co nie dziwi o tyle, że promuje się swoje, to wytwórnie, to własne podwórko). Tak czy inaczej, Qobuz dostępny obecnie w 8 lokalizacjach w Europie chce się rozwijać, chce ekspansji na nowe terytoria i jednym z takich, nowych terytoriów, będzie już niebawem Polska. A dokładnie w wakacje, nie podano czy bardziej w lipcu, czy może jednak w sierpniu, rzecz wystartuje u nas. Szkoda, że wspomniany abo na bogato będzie od maja tylko i wyłącznie w formule „z góry za rok”. To jednak ograniczy wg. mnie zainteresowanie, bo łatwiej byłoby opłacić miesięcznie, nawet sto parę złotych, niż od razu wyskoczyć z ponad tysiąca (?). Dlatego, mimo że to nadal atrakcyjna forma przy zsumowaniu kosztów zakupu albumów na fizycznych nośnikach (tak, nie zapominam o różnicach, dlatego dalej kupuję płyty :-) ) lub/i downloadów to jednak, szczególnie u nas, nie wróżę temu przedsięwzięciu zbyt dużej popularności (delikatnie rzecz ujmując). Poza naszym krajem serwis wystartuje także w Hiszpanii oraz we Włoszech. Będziemy pierwszym krajem z Europy Środkowo-Wschodniej, w którym zostanie uruchomiona usługa.


Na zielono nowi z dostępem do Qobuza, w tym Polska…

No, tanio to, to nie jest. Elitarnie(j) czytaj znacznie drożej (?)

Wokół tego co powyżej, tzn. subskrybcji na bogato, serwis buduje całe zaplecze w postaci zupełnie nowych aplikacji dostępowych na wszystkie najpopularniejsze platformy. Jest zatem nowa apka dla komputerów (PC/Mac), dla Andka oraz iOSa, wreszcie – co ważne – także w pełni funkcjonalny web-player. Co więcej, jak już zdecydujemy się na opłacenie tego Sublime+ to dostaniemy także pełen dostęp do stale powiększanej biblioteki albumów DSD, przy czym to jeszcze nie wszystkie wspaniałości, bo od września 2017 roku będą to także albumy wielokanałowe. Po raz pierwszy będzie można zapoznać się z dostępnymi na rynku zbiorami materiałów multichannel. Wszystko w ramach abonamentu. Qobuz zdaje sobie sprawę z rosnącego stale segmentu strefowych audio klamotów, nie dziwi zatem decyzja o szerokim udostępnieniu serwisu w ramach oferowanych przez branżę produktów. Wsparcie dla Sonosa (tak, można już dodać, wsparcie jest, przy czym tutaj na razie nie można liczyć na nic więcej niż strumienie 16/44) to dopiero wierzchołek góry, bo dzięki DTS Play-Fi już teraz serwis dostępny jest w ponad 30 różnych głośnikach bezprzewodowych, streamerach itp urządzeniach. Do grona wspierających zaliczają się m.in.: Aerix, Anthem, Arcam, Autonomic, Definitive Technology, Fusion Research, Integra, Klipsch, MartinLogan, McIntosh, Onkyo, Paradigm, Phorus, Pioneer, Polk Audio, Rotel, Sonus faber, Wren Sound Systems oraz Yamaha, Mark Levinson, Advance Acoustics, DJ software Djuced (Guillemot Corporation), Musaic, T+A, AVM, Aurender, Moon, Esoteric.

Tak strumienie w strefach, także hi-resowe strumienie, a dla ekstremistów DSD, niebawem także multichannel

Ambicją Qobuza jest nie tylko oferowanie, ale także uświadamianie konsumentów o zaletach muzyki hi-res, najlepszych jakościowo materiałów. Stąd współpraca w ramach TQS. To pomysł na budowę społeczności wokół serwisu, obejmującą partnerów handlowych, sprzedawców w Europie. Odczyty, pokazy… pewnie będzie w tym sporo marketingu, ale sama idea wyjścia do ludzi jest jak najbardziej cenna, sensowna, bo jak tu ktoś ma uwierzyć, że jednak nie samą mp3-ką można, jak mu się tego nie pokaże. Rzecz jasna kluczową sprawą będzie rzetelność oraz w ogóle sposób w jaki będą organizowane spotkania, co ludzie z tego wyniosą. Samo zwrócenie zainteresowania w stronę jakości, tego czego słuchamy, że nie liczy się tylko kilkadziesiąt milionów kawałków, że jednak melomanowi powinno zależeć na dobrej realizacji… tak, pod tym można się bez „ale” podpisać. Tylko czy sprawy merkantylne nie przekreślą tego szczytnego w zamierzeniach (krzewienia wiedzy, poznania) pomysłu? Cóż, zobaczymy, niewykluczone że już niebawem, bo choć na razie na mapce są sklepy wyłącznie w zachodniej części Europy, to wraz z wprowadzeniem serwisu do .pl zapewne TQS pojawi się u nas. I będzie można sprawdzić ocb.

Ciekawe zestawienie: co ludzie u nas (Qobuz) słuchają. Jak widać, mimo pewnej elitarności i tak strumienie popowo/rockowe górą

Także, dzieje się…

PS. Podam niebawem dane na temat lawinowego wzrostu zainteresowania usługami streamingowymi z jednoczesną erozją segmentu CDA/downloadów.

PPS. Dziękuję naszemu stałemu Czytelnikowi za cynk :-)


No to hi-res do siorbania bez ograniczeń ;-)

Alternatywa? Nie, raczej bezpośredni dostęp do katalogów wytwórni. To też jest jakiś pomysł i niewykluczone że Majorsi będą chcieli także w ten sposób dystrybuować muzykę

MQA + Universal Music Group = nadszedł czas na hi-res audio

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-02-21 o 09.15.29

Z wielkiej trójcy pozostaje już tylko Sony, które jeszcze umowy nie ma. Warner oraz UMG to ogromny katalog wykonawców i – o ile nikt tu nie zawali – perspektywy streamingu hi-res prezentują się obiecująco. Tidal powoli rozbudowuje dział Masters, trwają rozmowy z kolejnymi (mniejszymi) labelami, wielu producentów sprzętu chce wprowadzić obsługę MQA do swoich produktów. Pozostaje kwestia przekonania odbiorcy, że to mu się opłaca, że to robi różnicę. Według mnie pomóc może to, o czym pisałem parę razy na łamach HDO – właściwie 90% benefitów mamy bez robienia czegokolwiek, tj. bez wymiany sprzętu… wystarczy software’owy dekoder. Ten jest w Tidalu, zaraz będzie w ROONie, będzie także dostępny w innych odtwarzaczach softwareowych… to naturalna kolej rzeczy. Myślę, że nikt nie będzie w takiej sytuacji na NIE, mimo że ocena „o ile i czy w ogóle lepiej” jest niejednoznaczna. I to też zrozumiałe i nie ma w tym niczego dziwnego, bo przecież można patrzeć na tę nowość ze sceptycyzmem. Tak właśnie robi publicznie Linn (ktoś, kto na streamingu i graniu z pliku zjadł zęby, jedna z firm z największym doświadczeniem w branży w tej dziedzinie), czy taki Schiit (tu bardziej jest na przekór i – ogólnie – „kto by sobie głowę zawracał pierdołami”). Moim zdaniem w całej sprawie ważne jest coś innego niż samo MQA. Tym czymś jest jakość źródłowego materiału, który to w tym przypadku musi być z definicji najlepszy (dostępny) i dzięki technologii, może zostać podany w najdoskonalszej (możliwej) formie. To zniesienie pewnego ograniczenia jakie dotyczyło wszystkich dotychczasowych form zapisu muzyki na różnego rodzaju nośnikach. Tutaj NIE MA OGRANICZEŃ, tu może być zwyczajnie najlepiej jak się da, może być jakość studyjna. I tu polemizowałbym z Wojtkiem Pacułą, który wielbi srebrny krążek, zapominając, że to zawsze tylko pewne przybliżenie, że są oczywiste ograniczenia, których się nie obejdzie, bo to składowa formatu, technologii, podczas gdy plik to otwarta karta… tu można naprawdę dążyć do absolutnej doskonałości, bo NIE MA OGRANICZEŃ, TE ZWYCZAJNIE W PRZYPADKU ZER I JEDYNEK NIE ISTNIEJĄ. Także nie ma co czarować, że nie będzie możliwości grania ze studio mastera w domowych pieleszach, bo właśnie takie możliwości oferuje teoretycznie dzisiejsza technologia. Tu i teraz. A że, co oczywiste, będzie się to jeszcze rozwijać, będą powstawały doskonalsze cyfrograje, będziemy dochodzić w tym zakresie do perfekcji (podobnie jak było z każdym formatem, technologią, urządzeniami) to nihil novi.

Sumując MQA to nie jest coś, co powinno zmuszać nas do pędzenia do sklepu po nowego DACa, bo NIE MA TAKIEJ POTRZEBY i można spokojnie patrzeć na rozwój tego rozwiązania nie zmieniając nic (no poza nowymi wersjami oprogramowania – przed tym się nie ucieknie – taki wymóg grania z pliku) w swoim klamotowym zapleczu. Oczywiście producenci, jak to producenci, będą nas przekonywać, że tak, że trzeba, że no przecież musi być obsługa (podobnie było z wyczynowymi parametrami PCM oraz obowiązkowym DSD), ale to tak naprawdę nie ma większego znaczenia. Są zwolennicy starych kości (specyfikacja UAC 1.0 – 24/96) i za nic nie chcą zmieniać swoich przetworników na nowe, „wszystkomające”, bo im to, co było, gra po prostu lepiej. I nie muszą, bo dekoder sprzętowy w przypadku MQA właśnie 24/96 maksymalnie obsługuje i wątpliwie by znalazł się ktoś, kto w ślepym teście dostrzeże różnicę między graniem w takiej jakości, a np 24/192 i więcej. Szczególnie, że wszystko co zapakowane w MQA o nominalnie lepszych parametrach (w tym materiały DSD, DXD) i tak nam taki dowolny jw. DAC zagra (wspierający UAC 1.0). Jedyna kwestia, która moim zdaniem (subiektywnie) robi różnicę to wspomniane DSD. Ten format ma potencjał i daje konkretne korzyści soniczne. Grając takie pliki dostrzegam różnicę, dostrzegam ją również korzystając z konwersji PCM @ DSD. To ostatnie na tyle do mnie przemawia, że obecnie właściwie inaczej plików nie słucham i to, co taka konwersja (DSP) robi z dźwiękiem zapisanym nie tylko bezstratnie (zazwyczaj FLAC, czasem bez kompresji w WAV), ale także stratnie (AAC, MP3) to …warto spróbować, naprawdę polecam samemu to sprawdzić. Dla mnie to rozwiązanie optymalne, bo mogę mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko, mogę cieszyć się najlepszymi jakościowo plikami, doceniając dźwięk z takich źródeł, a jednocześnie słuchać praktycznie każdego materiału komfortowo (to właśnie na tym gorszym zastosowanie konwersji sprawdza się wyśmienicie!). I nie ma co się obruszać, że zaprzęgamy procesory do „robienia” dźwięku, softwareowe silniki DSP, bo to się przecież robi w studiu, na etapie masteringu, na etapie tłoczenia (fizyczny) czy tworzenia (plik) i w samym systemie audio… korzystamy z technologii, aby zbliżyć się do doskonałości w dziedzinie odtwarzania muzyki w domowych warunkach. To proces ciągły, który stanowi esencję działania, rozwoju całej branży.

UMG w oficjalnie wyrażonym stanowisku, głosem swojego przedstawiciela, wyraża entuzjazm i pełne zaangażowanie w działania mające na celu popularyzację dystrybuowania muzyki hi-res, oferowania najlepszej jakości dźwięku na rynku. I to – właśnie – cieszy, bo jeszcze do niedawna wraz z pojawieniem się (wcześniej) sklepów z muzyką zapisaną stratnie (pierwsza rewolucja cyfrowa z Napseterm, iTunes), a następnie serwisów streamingowych z „mp3-kami” (Spotify i reszta) wydawało się, że właśnie zatrzymujemy się na etapie „wystarczające”, „więcej nam nie trzeba”. To, wraz z odchodzeniem od fizycznego sposobu dystrybucji muzyki, tworzyło niebezpieczną sytuację możliwego regresu jakościowego. Paradoksalnie rozwój technologii (ogólnie) tworzył dla muzyki kiepskie perspektywy ze strumieniami mocno skompresowanego dźwięku, gorszej, nie lepszej jakości dostępnej powszechnie, stanowiącej nową rzeczywistość – o tyle przykrą, że za to nominalnie gorzej trzeba było słono zapłacić (i to nie mało, patrz iTunes z średnią ceną za skompresowany stratnie album, de facto nie będący naszą własnością). Także zaangażowanie takich gigantów jak UMG oraz Warner daje powody do optymizmu, bo to co jest w zasobach wytwórni, a co ze względu na technologiczne uwarunkowania, ograniczenia nie mogło „rozwinąć skrzydeł” teraz ma ku temu widoki i nie ma żadnych przeciwności technicznych, aby najlepsza jakość była dostarczana wprost do naszych domów (czy mobilnie – bo MQA, przypominam, przede wszystkim jest sposobem na takie ograniczenie transferu, by mobilnie dało się te hi-resy odtwarzać w obecnych realiach funkcjonowania sieci komórkowych).

W praktyce pliki z UMG w najlepszej jakości, którą może wytwórnia zaoferować, pojawia się niebawem na Tidalu (liczę, że to wspomniane powyżej, powolne uzupełnianie katalogu Master ruszy ostro z kopyta), niewykluczone że będą także dostępne jako downloady MQA w wirtualnych kramikach. Pozostaje czekać na to, co zrobi Sony. Firma mocno promuje hi-res (znaczki na produktach) i liczy na to (podobnie jak inne labele), że będzie można zarobić sporo na katalogu, oferując lepszą jakość. Rozmowy podobno ciągle się toczą, dla koncernu problemem może być to, że wcześniej sam próbował na tym polu szczęścia – bezskutecznie. Poza tym Sony dość anemicznie, ale jednak, wspiera DSD (w końcu twórca formatu) i jest zainteresowane komercjalizacją 1 bitowego zapisu na dużo większą skalę niż obecnie. Tu pojawiają się przeciwstawne interesy, bo MQA to rozwiązanie w oczywisty sposób konkurencyjne do ewentualnych planów Sony na polu dystrybucji muzyki z sieci. Tak czy inaczej pewnie dogadają się i MQA faktycznie stanie się swojego rodzaju platformą dla hi-resów w strumieniu (a także albumów do ściągnięcia, choć tutaj rokrocznie spada udział takiej formy dystrybucji muzyki). Wieloletnia licencja podpisana na cały katalog UMG daje nadzieję na popularyzację audio hi-res, na faktyczny progres w dziedzinie jakości dźwięku dostępnego dla konsumentów. To właśnie finalnie ta nowa jakość jaką niesie granie z pliku, połączenie wygody dostępu, braku regionalizmów, odejścia od DRMów (z zastrzeżeniem, że zmienia się sposób korzystania z bibliotek audio, ich lokalizacji!) z wyraźnym progresem jakościowym. To dobra informacja dla nas. Przy czym należy życzyć sobie, żeby nie tylko Tidal oferował dostęp do muzyki bezstratnie zapisanej. Nie musi być od razu MQA, może być jakość płyty CDA – to, wraz z rozwojem sprzętu i oprogramowania daje oczekiwany rezultat w postaci bardzo dobrego jakościowo dźwięku dostępnego dla każdego zainteresowanego.

Testujemy raźno na rowerze i w biegu SuperMini. Mini DAPa HiFIMANa

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
hifiman_supermini_10

Nie dalej jak parę dni temu wspominałem na portalu o dwóch ultramobilnych playerach od HiFiMANa. Coś tam wystukałem, że może byśmy na tapetę to wrzucili i przetestowali Mega albo (jeszcze lepiej) Super. Na ruszt trafił Super. Na marginesie… Mega nie powinien być bardziej Super? No właśnie, bo tutaj jakoś odwrotnie. Konsekwentnie zmierzając w obranym kierunku (nazewnictwo) producent powinien najprostszą wersję grajka nazwać Giga. Do kompletu. Trochę się pouzłośliwiałem, zostawmy nazewnictwo, przejdźmy do konkretów. Ten model dystrybuowany jest z bardzo przyjemnymi, wartościowymi dokami RE-400. Taki dodatek podnosi ocenę całości, bo przyznacie, jak ktoś kupuje grajka a w domu ma co najwyżej pchełki podłej jakości dodawane do kompletu ze smartfonem to… bardzo się ucieszy na taki całościowy pakiet. Nie trzeba będzie biegać do sklepu, aby wydać kolejne parę stówek (takie znośne NuForce ok 200 kosztują przykładowo), tylko ma to już z głowy. A raczej na głowie, pardon w uszach ma. RE-400 są bardzo przyzwoite, a ich niewątpliwą zaletą jest eteryczna waga. W ogóle ich w uszach nie czuć. Wraz z prywatnymi piankami Comply, które sobie zaaplikowałem, słuchawki idealnie wpasowują się w główne zastosowanie opisywanego kompletu… zastosowanie oczywiście na wynos i do tego jeszcze jakieś aktywności fizyczne, znaczy sportów uprawianie, przemieszczanie się jednośladem – te sprawy.

Bardzo to wszystko minimalistyczne w formie i ok, minimalizm bez ograniczeń funkcjonalnych  jak najbardziej

Do tej pory testowałem u siebie cegły HiFiMANa (patrz o tu i tutaj ), DAPy wagi ultraciężkiej (dosłownie i w przenośni). Kontrast jest gigantyczny, właściwie tamte playery to albo jako źródło na poły stacjonarne do domu (tylko że przenośne, no powiedzmy „multistrefowe” takie), albo na spacer nobliwy. Absolutnie nie wyobrażam sobie jakiegoś truchtu, jazdy, ćwiczeń z takimi „ciężarkami”. Tutaj jest krańcowo odmiennie, co więcej w bardzo że tak powiem unikatowej formule. Po prostu mało kto robi audiofilskie playery w zbliżonych do iPoda Nano gabarytach. Nikt się w to nie bawi. No prawie nikt, bo HiFiMAN dla przykładu i owszem, przy czym nie ma tu miejsca na kompromisy odnośnie wyposażenia / możliwości, bo i zbalansowane wyjście znajdziecie i obsługę plików hi-res do 192Khz, a nawet DSD (najpopularniejsze – o ile to słowo na miejscu w kontekście formatu – pliki DSF/DFF 64). Także grać można praktycznie wszystko co mamy w bibliotece, bez żadnych sztuczek magicznych (Apple i ich upierdliwo-nieżyciowe, kurczowe trzymanie się swoich jedynie-słusznych formatów audio, nie mówiąc już o ignorowaniu materiałów hi-res). Nie ma najmniejszych problemów z odtwarzaniem, czytaniem biblioteki z karty microSD oraz samą kartą, jaka by ona (pojemna) nie była. Moja nie jest specjalnie pojemna, bo ma tylko 64GB, ale to wartość całkowicie wystarczająca na potrzeby testu i zgromadzonych na niej dźwięków, które mają tworzyć materiał do weryfikowania jaki to ten Super jest, albo nie jest …Super. Na razie, powiem tak: nie miałem równie dobrze grającego ultramobilnego DAPa, choć do paru rzeczy przyczepię się w recenzji, bo parę rzeczy wypadałoby poprawić. Tak czy inaczej okazja się trafia na ultramobilne źródło dla bezkompromisowego fan(atyka) muzyki w możliwie najlepszej jakości. Zwyczajnie cieżko będzie znaleźć alternatywę gabarytowo-funkcjonalną.

OLED czytelny (no na zdjęciu to jakoś nie za bardzo ;-) ) Binauralne nagrania w jakości 24 bitowej na biegowych nartach? Oj tak!

Sprawdzę Super z Momentum i to zarówno, porównawczo do RE-400 (balans), IEMami jak i pierwszą oraz drugą generacją nauszników (łącząc Wirelessy kabelkiem). Myślę, że całkiem dobrze będzie także z HP50 od NADa, no i rzecz jasna z moimi ulubionymi HE-400. Takiego kompletu jeszcze nie słuchałem, ale posłucham i relację zdam. Nie mam na podorędziu żadnych zbalansowanych doków, ani kabla którym mógłbym zmodować wspomniane nauszne HiFiMANy. Jak w trakcie testowania coś takiego namierzę to też słów parę zamieszczę na temat. Poniżej, dla przypomnienia, specyfikacja testowanego playera oraz parę fotek prezentujących opisany model.

 

Przyciski zgrupowane na lewej ściance, na dole jacki, no i slot & złącze USB. Trzy przyciski podekranowe plus trzy „na burcie” dają możliwość obsługi w rękawiczkach (żadne tam dotyki ekranowe)

RE-400 „uzbrojone” w Comply

HiFiMAN SuperMini DAP

  • przenośne wymiary: 45mm (szer.) x 8.5mm (gł.) x 104mm (wys.)
  • żywotność baterii – do 22 godzin (to progres bardzo zauważalny w stosunku do testowanych do tej pory DAPów na HDO… o jakieś 100%, zweryfikujemy… tak dobrze nie jest, ale lepiej jest)
  • pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
  • waga: 70g
  • OS Taichi 2.0
  • cena 2399zł (w komplecie bardzo dobre doki RE-400)

A, i jeszcze jedno, jak obiecałem tak i zrobię tzn. zweryfikuję tabelkę, która wisi na stronie producenta / dystrybutora dotyczącą możliwości wysterowania trudnych słuchawek stacjonarnych. Ambitnie podeszli do tematu, fajnie, ale ja niewierny Tomasz muszę to empirycznie sprawdzić (LCD-3, K701…). No i sprawdzę, prawda, empirycznie. Będzie super niespodzianka, bo są w testach prawdodpobnie najlepsze planary jakie pojawiły się w tej części galaktyki. I to nie jedne, a parka. Niebawem zdradzę szczegóły. Coś czuję, że nie będzie najmniejszych problemów w połączeniu z takim mobilnym źródłem, a że same słuchawki też baaaardzo lekkie, wręcz przenośne, więc czemu by nie.

PS. Apel do dystrybutora o wprowadzenie do sprzedaży jakiegoś nosidła. Arm band od telefonu (najlepiej od iPhone, bo jeszcze takie małe w ofercie mają) daje radę, po zaaplikowaniu mamy co trzeba na wypady. Musowa sprawa.

Można symetrycznie słuchawki podłączyć, byle na końcu odpowiedni jacek był

» Czytaj dalej

Nowy M-Stage! Opinia o Matrix HPA-2C

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161110_131133367_iOS

Nowy M-Stage, pierwotnie jeden z najlepszych klonów Lehmanna (niemieckie, wysokiej klasy, słuchawkowe ampy), teraz w nowej odsłonie z obsługującym (prawie) wszystko, co popadnie, dakiem USB. Zamiast kątów prostych, obłości, zmiany konstrukcyjne spore, funkcjonalność dokładnie taka, jaką ten sprzęt oferował poprzednio, czyli konkretnie: komputer, wzmacniaczo-dak, słuchawki i gramy. Jakiś czas temu zrecenzowaliśmy M-Stage’a HPA-3U oraz wcześniejszą generację i oba wzmacniacze bardzo przypadły nam do gustu. Wtedy jednak nie było możliwości sprawdzić jak sobie skrzynki radzą z większym arsenałem słuchawek. Tym razem będzie inaczej, to znaczy będzie szeroko – tytułowy dakoamp zagrał w tandemie z LCD-3, HE-400, AKG 701, H650 oraz NAD HP50 (zmod., do odsłuchu stacjonarnego). Do tego sprawdziłem jak radzi sobie z Momentum 1 i 2 generacji oraz z redakcyjnymi IEMami.

Nowy HPA ma wygodną przeplotkę, można zatem śmiało integrować go w głównym torze z jakimś analogowo podpiętym źródłem. Oczywiście numerem jeden jest tutaj wejście USB, które oparto na najnowszym układzie programowalnym XMOS U (interfejs) oraz kości DAC od CirrusLogic-a CS4298. Mamy zatem wsparcie dla PCM 24/192 oraz obsługę DSD 64/128. To ostatnie obsługiwane zarówno w trybie DoP jak i natywnie w ASIO. Dodatkowo będzie można grać z bezpośrednio podpiętego pod cyfrowe wejście handhelda. Rzecz jasna nie omieszkam sprawdzić pod iOSem (z odtwarzaczem softwareowym Onko HF Player – będzie można zobaczyć dokładnie parametry transmisji oraz obsługę plików DSD). Jak wspominałem we wpisie parę miesięcy temu (kiedy C jak Classic wchodził na rynek), jest to tańszy model od HPA-3, co ciekawe z bardziej rozbudowaną funkcją grania DSD (układ Texas Instruments z trójki nie ma takich możliwości co Cirrus). Jest tańszy, a ten element stoi tutaj na wyższym poziomie. Rzecz jasna DSD sobie też odtworzymy.

W środku dobrze znane, wysokiej jakości komponenty. Mamy potencjometr oparty na ALPSie (27), kondki WIMA/Nichicon, mamy solidne trafo w typowej dla Matriksa, monolitycznej, błękitnej obudowie. Sprawdziłem jak sobie poradził podpięty pod Makówkę, jak i również sparowany z laptopem @Win10. Udało się także sprawdzić jak sprawował się w roli prostego przedwzmacniacza w stacjonarnym torze… Jakość dźwięku na słuchawkach skonfrontowałem z naszym M1HPA od Musical Fidelity. Opisany sprzęt kosztuje w Polsce 1350 złotych, a poza opisywanym urządzeniem, w ofercie jest jeszcze zbalansowana wersja HPA-3B, którą też spróbuję niebawem przetestować. Poniżej galeria przedstawiająca HPA-2C wraz z opisem wrażeń z odsłuchu…

» Czytaj dalej

Świetna alternatywa dla iPoda Nano? DAPy HiFiMANa? Mini ale Mega lub Super

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
hifiman_supermini_10

MiniMega to bardzo adekwatna nazwa dla tego mobilnego grajka. Podobnie jak SuperMini, dla jego droższej, lepszej wersji. Do niedawna audiofilski DAP oznaczał cegłę tj. duże, ciężkie coś, grające parę godzin maksymalnie (c.a 8-10). HiFiMAN proponuje coś, co idealnie wpisze się w potrzeby użytkowników biegających, rowerujących (cykliści – wiadomo, obecnie w kraju naszym, temat śliski) – sumując – przejawiających chęci do uprawiania jakiejkolwiek aktywności fizycznej (bez podtekstów proszę ;-) ). iPod Nano, przywołany w tytule, jest bardzo fajny, wróć, byłby bardzo fajny, gdyby nie ograniczenia wiadome (iTunes, brak obsługi hi-resów tak na szybko). Tutaj jest „full wypas”, bo mamy: WAV, FLAC, AIFF, APE, MP3, OGG, AAC,  WMA, ALAC oraz DSD64 (DSF, DFF). To ostatnie oznacza, że 1 bitowe pliki odtworzymy bezproblemowo, dodatkowo DAP poradzi sobie z 24 bitowym materiałem audio (patrz plansza). Jak dodamy do tego zapewnienia producenta, że te mikrusy zagrają bezproblemowo z HE-400 to… już wiem, że muszę poprosić dystrybutora i to czym prędzej zweryfikować, bo moje ulubione (tak, to właśnie ulubione słuchawki wyżej podpisanego) redakcyjne nauszniki, model HE-400 wersja 2.0, w mig pokażą, czy tak jest w istocie. Nie są trudne (jak na ortodynamiki nawet proste) do napędzenia, ale to jeszcze nie oznacza, że efekt będzie cacy (a nie tylko… no dobrze, można, ale jednak…).

Sama forma bardzo przyjemna. Bo alu jest, bo OLED jest, bo karty nawet do 256GB (no, wreszcie nie będę miał problemów z dużą kolekcją hi-resów… jeden album 5GB… ufff), zniekształcenia podobnież tylko 0,08% (Mega) a nawet 0,04% (Super), wreszcie – jak producent podaje – słuchawki 300 Ohm i tu i tu to jak najbardziej. Ok, zweryfikujemy i to, choć będzie naprawdę po bandzie (K701), będzie też zwyczajnie wymagająco (LCD-3), też niełatwo (HD650) no i nie zapomnimy o mobilnych nausznicach jakie akurat mamy na podorędziu: Momentumy, NAD 50-ka oraz jakiś wynalazek z Centralnej Azji. IEMy, standardowo, Senka tzn. Momentum zmodowane ostatnio za pomocą pianek Comply, co by poprawić ergonomię vel wygodę użytkowania. Dobrze. Szczególnie ten Super prezentuje się nad wyraz interesująco, lubimy takie produkty, a dla kogoś, komu brakuje podstawowych danych na temat słuchawkowego wyjścia – spokojnie – będzie…:

Super

  • poziom wyjściowy: 320mW
  • impedancja wyjściowa: 32 ohm (wyj. zbalansowane)

Mega*

  • poziom wyjściowy: 54 mW
  • impedancja wyjściowa: 1 Ohm
* …no mam pewne wątpliwości i z tego co widzę, lepszym partnerem dla trudniejszych do wysterowania byłby SuperMini.
Przydatne zestawienie co i jak nam wysteruje (się) @ DAPie SuperMini. Inni producenci powinni brać przykład z HiFiMANa, informując na co można (a na co nie) liczyć

 

Także zobaczymy jak to zagra, jak widać mamy słuchawki z listy, także ładnie to będzie można skonfrontować z powyższą planszą, a do tego sprawdzimy czy pożenienie mikrusów (zmieszczą się w mini kieszonce termoaktywnego opakowania na tułów biegającego tu i ówdzie) z pastylką BT (Avantree Saturn z aptX) strumieniującą w trybie nadawania do słuchawek bezdrutowych będzie 1) wykonalne, 2) sensowne… czy niekoniecznie.

Zarówno Super jak i Mega to co powyżej nam zagrają

 

Reszta specyfikacji wygląda tak:

Super

  • przenośne wymiary: 45mm (szer.) x 8.5mm (gł.) x 104mm (wys.)
  • żywotność baterii – do 22 godzin (to progres bardzo zauważalny w stosunku do testowanych do tej pory DAPów na HDO… o jakieś 100%, zweryfikujemy)
  • pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
  • waga: 70g
  • OS Taichi 2.0
  • cena 2399zł (przy czym mamy tutaj w komplecie bardzo dobre doki RE-400B)

 

Mega

  • waga: 69 g
  • wymiary: 100 x 43 x 9 mm
  • pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
  • OS Taichi 2.0
  • 15 godzin grania (to progres 30-50% w stosunku do testowanych do tej pory DAPów… oczywiście sprawdzę, czy faktycznie)
  • cena w .pl = 1499zł 

 

Dystrybutorem HiFiMANa w Polsce jest firma Rafko.

Parę dodatkowych rycin znajdziecie poniżej…

» Czytaj dalej

Chord Mojo&Poly = kompletne źródło sieciowe audio kompatybilne z ROONem!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Mojo-and-Poly-900x675

Może w końcu się uda i przetestujemy na łamach? Będzie tym bardziej warto, bo entuzjastycznie przyjęty, mobilny przetwornik/amp, doczekał się bardzo użytecznego uzupełnienia. Tym uzupełnieniem jest specjalny moduł sieciowy Poly, oferowany jako dodatkowy moduł do wspomnianego Mojo. Tak, właśnie, moduł podpinamy i już możemy pozbyć się kabla, co w przypadku mobilnego użytkowania robi zasadniczą (ergonomia) różnicę, w domu zaś pozwoli wykorzystać taki tandem jako pełnoprawne, autonomiczne źródło audio. Bardzo fajny pomysł! Moduł wyposażono w Wi-Fi oraz Bluetootha, jak również… czytnik kart SD. Pudełeczko obsłuży dźwięk o parametrach PCM (do 32 bitów/768 kHz) oraz DSD (do DSD512). Poly wykorzystuje własną baterię, która może pracować do dziewięciu godzin. Zadbano o ergonomię takiego uzupełnionego o streamer rozwiązania – producent przewidział możliwość ładowania Mojo wraz z modułem Poly jednocześnie. Taka modułowa konstrukcja pozwoli dotychczasowym użytkownikom najmniejszego przetwornika Chorda na znaczące rozszerzenie funkcjonalne. Cena powinna być zbliżona do tej, którą przyjdzie zapłacić za samego Mojo (około 2500 złotych). Dostępność? Początek 2017 roku. Czytaj – niebawem.

Kompletne mobilno-stacjonarne źródło audio

Takie niepozorne coś, a moc (w tym) silna!

Zasada działania będzie bardzo prosta – sterowanie za pomocą aplikacji mobilnej zainstalowanej na smartfonie, streamer będzie mógł być przenoszony z dala od telefonu, co bardzo ułatwi użytkowanie. Moduł BT daje (?) opcję na bezdrutowe połączenie słuchawek (tyle, że nie wiadomo za bardzo jakie kodowanie obsłuży, w specyfikacji wspomniano jedynie o podstawowym protokole audio), WiFi pozwoli strumieniować również via AirPlay (poza tym jest DLNA) oraz… to prawdziwa bomba jak dla mnie… taki tandem będzie Roon Ready! Co to oznacza chyba nie muszę mówić (nie, jednak muszę ;-) ). Streamer będzie funkcjonował jako end-point w przypadku tego front-endu. Genialna sprawa!

Cieszy wsparcie dla Linuksa, prawdziwie multiplatformowy sprzęt

Dzięki karcie SD możliwe będzie granie via Mojo&Poly, który przeistoczy się w coś na kształt muzycznego serwera, z własną kolekcją muzyki zapisanej na nośniku. Co więcej, dzięki hiresowym strumieniom Tidala, taki sprzęt właściwie zamyka temat dostępu do muzyki w najlepszej, oferowanej na rynku, jakości. Oczywiście będzie można połączyć się z dowolną elektroniką wspierającą DLNA, a dzięki wspomnianemu AirPlay’owi będzie to idealny partner dla bezprzewodowych głośników obsługujących ten standard transmisji. Idealne, uniwersalne źródło audio? Cóż, warto będzie to samemu obadać. Sprzęt prezentuje się niezwykle interesująco, jego możliwości są ogromne (choć wątpliwości budzi moduł BT i jego funkcjonalność – to wymaga wyjaśnienia, a informacje póki co są dość ekhmmm oszczędne), będzie to bodaj jedyne takie rozwiazanie na rynku. Mojo&Poly będą współpracować m.in. z DAPami Astell&Kern. Sumując – mobilnie – to coś, co nie wymaga fizycznego połączenia z telefonem, dodatkowo nie wymaga (jak DAPy, czy klasyczny układ DAC&phone) sięgania po źródło, aby nim zarządzać. Już widzę oczami wyobraźni zawiadywanie z poziomu jakiegoś smartwatcha. Stacjonarnie zaś mamy kompletne źródło audio, zintegrowane z najlepszym, komputerowym front-endem audio. Kompletne rozwiązanie.

Ta plansza mówi (prawie) wszystko ;-)

 Wow

Poly 

PS. Jeszcze dzisiaj, najpóźniej jutro recenzja aktywnego zestawu Scansonic M5BT ze wstęgą, do tego …konkurs  :-)  oraz zapowiedzi kolejnych testów (sporo sprzętu wjechało  ;-) )

Poniżej, w rozwinięciu, specyfikacja:

» Czytaj dalej

MQA już w polskim Tidalu… tylko na komputerach. Streaming hi-res! (stale akt.)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-01-05 o 17.05.00

No to jest. Jakość studyjna (jak zachwalają), a konkretnie pliki hi-res 24 bit, dostępne od teraz w streamingu. Słucham właśnie Blue Joni Mitchell via AirPlay na Zeppelinie (downgrade do parametrów AP 16/44 niestety), sprawdziłem też z przetwornikiem podłączonym do komputera stacjonarnego i faktycznie jest 24 bit (z tego co widzę, ale jaka częstotliwość taktowania… no właśnie, jaka? Dopisano: jest 24/88-96 lub 24/44-48 …patrz niżej). Dziwne, że nie mogę w panelu wybrać póki co Chromecasta Audio, zaraz to jeszcze zweryfikuje. Prawdopodobnie na Master Quality przyjdzie poczekać w przypadku Roona (gdzie, jak pamiętamy, zintegrowano strumienie Tidala). Zazwyczaj nowości z serwisu streamingowego wymagają upgrade całego oprogramowania – cóż, czekamy niecierpliwie na zapowiadaną wersję 1.3.

Sumując, można grać na komputerach wspomniane Master, działa to z niewielką częścią kolekcji, a konkretnie ok. 30 tysiącami utworów jakie udostępnił Warner (WMG) w porozumieniu z MQA (partnerstwo z Tidalem, o czym informowaliśmy wcześniej). Osoby subskrybujące dostęp HiFi nie zapłacą więcej, dostają dostęp do lepszej jakości bez żadnych dodatkowych opłat. Można korzystać via macOS oraz via Windows z hi-resowych strumieni, w zakładce What’s new można wyszukać masterowe materiały wybierając filtrowanie (master). Należy sprawdzić w zakładce ustawienia/streaming czy mamy ustawione HiFi/Master (teraz razem, w czasie testów było osobno – w sumie mądrze, w końcu to wartościowy dodatek, dodawany gratisowo do abonamentu HiFi).

Ciekawie robi się tutaj:

Czy chodzi zatem o inne MQA? Inne niż dotąd znane, o parametrach 24/44~48 (taką jakość zaoferowano finalnie w tej technologii)? Cóż, rzecz wymaga obadania, bo właśnie zaletą streamingu hi-res z użyciem MQA miała być redukcja potrzebnego do przesłania strumienia pasma/bitrate, a tu widzimy coś o nie poddanym kompresji (redukcji) (?) pliku, typowo 24/96 (że niby takie parametry? dop. tak, takie właśnie maks. przy softwareowym dekodowaniu w Tidalu), do tego jeszcze „w maksymalnej, możliwej rozdzielczości”. Zastanawiające.

Jedno jest wszakże pewne – dekoduje nam softwareowo te pliki aplikacja odtwarzająca (Tidal), to programowy proces, można to wyłączyć (patrz obrazek poniżej). Otwiera to drogę do popularyzacji nowego formatu MQA – nie trzeba kompatybilnego DACa by cieszyć się jakością studyjną via Tidal. Tak jak to twórcy opisują ”wprost ze studia do Twojego systemu HiFi”, przy czym sprzęt natywnie obsługujący MQA pozwala na więcej. Jak wyżej >24/96 to po pierwsze, po drugie możliwość „renderingu”, czyli korekty w danym, kompatybilnym DACu – a konkretnie korekcji czasowej tj. „time domain blurring” podczas przetwarzania A/C oraz C/A zachodzących w trakcie całego procesu / odtwarzania plików MQA.

Razem HiFi/Master, bo to – de facto – uzupełnienie jest dla jakości streamingu w jakości płyty CDA (RedBook)

Ta ostatnia funkcja przydatna, gdy ktoś zechce wykorzystać przetwornik ZGODNY z MQA (z obsługą tej technologii)

Uzupełnię wpis, jak tylko uda się wyjaśnić wspomniane wątpliwości (faktyczne parametry transmisji, współpraca z odtwarzaczami, przetwornikami). Będzie można przy okazji sprawdzić, czy jest jakikolwiek progres w stosunku do materiału HiFi (16/44) na Tidalu via Roon (bo jw. trzeba czekać na upgrade, żeby pojawiła się nowa funkcjonalność). Zatem, coś się jeszcze niebawem pojawi na HDO, w temacie. Poniżej zrzuty ekranowe z aplikacji na macOSa z krótkim opisem:

Pasek upływu czasu utworu, zamiast HiFi, mamy teraz Master (oczywiście jw. dotyczy to tylko niewielkiego, póki co, wycinka dostępnej w Tidalu muzyki)

AKTUALIZACJA #1: Głównie starsze nagrania, „klasyka” w hiresach póki co. Trochę nowości jednak znajdziemy (np. słuchane właśnie Bat for Lashes / The Bride :) ). Pierwsze odczucia … jakby przestrzenniej, może to tylko sugestia. Uzupełniłem o parę dodatkowych zrzutów. Co ciekawe na iMaku po pierwsze odtwarzacz Tidala poinformował o nowej funkcjonalności w oknie, po drugie poprosił o …aktualizację abo. W sumie niczego zmieniać nie musiałem, to pewnie zachęta dla tych, którzy nie mają wykupionej opcji HiFi. Mniejsza. Gram teraz na M2Techu hiFace DAC, dekoduje programowo odtwarzacz… nadal wrażenie „więcej przestrzeni”. Z detalami też czytelniej. Porównamy wieczorem do nietkniętego (?) tidalowego streamingu w Roonie. Aktualizacja #2: na Roonie można znaleźć albumy MQA, ale nie jest to zintegrowane tak jak w desktopowej tidalowej apce (są np. dwa warianty tego samego albumu, jeden 16/44, drugi 24 bit). Czekamy na upgrade front-endu! Aktualizacja #3: patrz ostatnie 7 obrazków na samym dole :) Od wczoraj widać też progres – zakładka Master puchnie w oczach :) Przybywa hiresów innymi słowy.

Jako, że pojawiło się sporo pytań „ale o co chodzi z tym MQA, Master, dekodowaniem etc.?” uzupełniam powyższy wpis, z wyjaśnieniem zawiłości:

  • Niezdekodowane MQA, odtwarzane jako regularne pliki FLAC: 44.1/24 lub 48/24 (uwaga, Tidal wyświetla wtedy Master – mamy coś więcej niż HiFi 16/44, zatem prawidłowo, bo lecą hi-resy)*
  • Zdekodowane softwareowo MQA: 88.2/24 lub 96/24 (dekodowanie w Tidalu)
  • Sprzętowo zdekodowane pliki MQA: wszystko jak leci do poziomu 384/24, PCM/DXD jak i DSD, uzależnione od specyfikacji hardware obsługującego natywnie MQA (wybrane produkty Myteka, Meridiana etc.)

Często przy materiale MQA pojawia się termin unfolded albo folded. Tłumaczę: (zdekodowany) decoded = unfolded, (niezdekodowany) undecoded = folded. Myślę, że uzupełnienie wpisu wyjaśnia wszystkie pytajniki

* nie wyklucza to dekodowania, bo – pamiętajmy – docelowa jakość streamingu MQA na potrzeby mobilnego grania to właśnie 24/44~48! Przy czym takie pliki de facto należy uznać za skompresowane stratnie (w praktyce nie ma to znaczenia, wystarczy posłuchać)

Pełna lista plików hi-res na Tidalu dostępna pod tym adresem!

PS. No i ktoś to po aptekarsku pomierzył, dodatkowo świetnie opisał. Bardzo, bardzo mocno polecam ten artykuł (tak, to ten facet, ten sam, który pokazał jak dobry w pomiarach jest Chromecast Audio, pokazał także jak dużo kitu wciska nam branża nt. komputerowego audio!) Jak wspominałem, natura MQA jest lossy (stratna), nie zapominajmy o tym szczególe, a całość (artykułu) sprowadza się do konkluzji: programowe dekodowanie, tryby DSP (software!) będą tutaj górą i to jest właśnie potencjał nowego sposobu strumieniowania dobrej jakościowo muzyki (czyli Tidal i jego softwareowy decoding górą!). Twórcy formatu akturat nie będą z tego tytułu specjalnie zachwyceni. Nie będą, bo …wiadomo, tu chodzi o pieniądze (sprzęt z obsługą MQA, licencje). Znakomicie opisane, pomierzone i wg. mnie trafne spostrzeżenia i finalne konkluzje!

» Czytaj dalej