LogowanieZarejestruj się
News

Domknięcie tematu – HiFiMANy HE-1000SE w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_4334

To domykamy, w komplecie znaczy się. Zaraz, jak w komplecie a Susvarna, a elektrostaty?  Cóż, wszystko to uberstratosfera, odpuszczamy testowanie takich precjozów u nas – i tak HEK SE łamią nasze reguły, mielą zasady, bo dla mnie wszystko powyżej pułapu 10k za efektor słuchawkowy  to rzecz o marginalnym (bo jednostkowym, totalnie niszowym) znaczeniu. Owszem, ktoś takie rzeczy kupuje, ale wiecie – garstka ludków, którzy po nabyciu mają coś, co (chyba że uzyskało status „kultowe”) traci dramatycznie na wartości, a progres w SQ zazwyczaj jest procentowy (lub ekhmmm czysto umowny ;-) ). Nie, nie chcę przez to powiedzieć, że to nie ma sensu, że nie mają racji bytu… widać mają, jak znajdują się chętni, są zainteresowani, są nabywcy. Ale w praktyce to takie pisanie o niczym… bo kto tego będzie doświadczał, kto sobie na takie coś pozwoli. No właśnie – statystycznie – nikt.

Także HE-1000SE są, bo to zwieńczenie drogi zapoczątkowanej przez przetestowane przez nas wcześniej, w zacnym towarzystwie (Ethery) tysięczniki (wtedy za ten high-end płaciło się dychę), to – w praktyce – najwyższa półka u HiFiMANa, coś co ma się ścigać z Utopiami, z LCD-4/24, czy jak oni tam znowu nazwali to samo w tym całym Audeze, z Rumunami (Meze), z Mr. Speakersami czy z FADami itd, itp… właśnie, odnośnie FADów, mam nadzieję, że uda się zrobić porównanko FAD-ów D8000 z HEK SE, konfrontując obie konstrukcje ze starymi, jarymi kapciuchami (redakcyjne LCD-3). HiFiMAN tym razem przywalił prawie 16k na metce, cóż – tanio to, to nie jest – podobnie konkurencja we flagowcach zbliża się do kolejnej granicy 20k za nauszniki i można by załamywać ręce, do czego to wszystko zmierza, ale w sumie – po co? Akurat HiFiMAN, podobnie jak Audeze (choć HiFiMAN ma bogatszą, lepszą ofertę wg. mnie) oferują obecnie sporo wybornych słuchawek w cenach niższych, czy nawet po prostu przystępnych. Także jakaś równowaga, jakiś balans jest i nawet jak high-endy słuchawkowe uciekają nam w sferę „o rzesz Ty” to można, jak wyżej, cieszyć się świetnym brzmieniem za ułamek tych prawie 16k.

Słuchawki przyjechały bez dodatków, soute z kablem, taki zestaw demówkowy. Formą przypominają poprzedniki (V2 też co nieco słuchane było), ale – jednak – sporo się zmieniło, przy czym głównie w środku muszli, same słuchawki zewnętrznie (zdaje się) to, to samo. Dopiero jak weźmiemy je w łapy, nałożymy, czuć różnicę. Są lżejsze, wygodniejsze, kabel znacznie sensowniejszy, nie sztywny (podobnie jak w innych, przetestowanych z najnowszego wypustu – nie we wszystkich, bo nie w najtańszych). To raz. Dwa – te słuchawki są znacznie łatwiejsze do wysterowania. HiFiMAN skoncentrował się na uczynieniu z HEK SE słuchawek zdolnych do grania z każdej (niemalże) dziurki. Nawet smartfonowo-tabletowej dziurki. Na pewno bez żadnych ale posłuchacie sobie z dowolnego DAPa, z wielkim zapasem napędzi je taki DAC/AMP jak mobilny Chord Mojo (patrz zdjęcia), nie będzie problemów z wieloma małymi USB dakami, nie mówiąc już o takim lampiszonowym WooAudio WA8 (patrz fotki). Uniwersalność? Raczej chęć zaoferowania słuchawek, które nie wymagają bardzo określonego toru – bo też lepiej drogi DAP, nie jakiś fon, solidny słuchawkowy AMP, a nie wyjście w budżetowej integrze, ale jw. słuchawki mogą grać ze wszystkiego… zupełnie inaczej, niż poprzednie generacje, niż pierwsze generacje ortodynamików, gdzie trzeba było dużego, słuchawkowego pieca, gdzie apetyt na moc wielki był. Tu tak nie jest. Tutaj nowe HEKi przypominają proste do napędzenia słuchawki mobilne. O_0 Rzecz jasna dobre źródło, dobry materiał, dobry prąd – to wszystko nam potem zaprocentuje, gdy o to wszystko zadbamy. Ok, ale taki V30 (LG) zagra, zagra jakiś wyczynowy Walkman (albo inny sprzęt z 4,4mm złączem, taki kabel zbalansowany, nie 4 pinowy XLR, znajdziemy w komplecie, w pudle btw, a to wielce wymowne – przyznacie – jest), zagrają coraz to doskonalsze, chińskie, audio multi-toole (wspominałem wcześniej – zatrzęsienie tego, a każden jeden z topowymi ESS albo AKM).

FMJ. No rasowo, rasowo się prezentują nowe HEKi

Pytanie, kto założy 16k na głowę i pójdzie na spacer, weźmie takie słuchawki w podróż (nie – nie składają się, choć muszle przynajmniej na płasko można) …pozostaje otwarte. Wróć. Może i ktoś tam jednak weźmie, bo w praktyce prywatny jet (popularne w bogatym, nadwiślańskim kraju), bo limo z własnym kierowcą, czy – mówiąc wprost – na każdym poziomie tzw. rządowa eRka. Tak, to jakoś mogę sobie zupełnie bezproblemowo wyobrazić. W końcu apetyt włodarzy na „paciorki” wielki, głód gromadzenia z publicznego ogromny, także może takie nauszniki, faktycznie, w tej tam limo, z przenośną aparaturą będą w sam raz. Można by mieć co prawda wątpliwości, czy to ten target, ale mniejsza. Tylko pytanie, jak zniosą te słuchawy duże przyspieszenia i na ile są mechanicznie odporne? Wyglądają na solidne, choć tu i ówdzie ściera się z nich lakier (ale FMJ zasadniczo, także pęknąć, nie pękną). Chłopcy z SOPu mogą zawsze przetestować, a że niezawodnie to zrobią, to jasne jak słońce w Toskanii. Słuchawki HiFiMANa są wykonane z większą powtarzalnością od Audeze, są też konstrukcyjnie dużo solidniejsze (pałąk w moich trójkach to jest kompletne nieporozumienie, w nowych modelach nieco poprawiono dbałość, ale z naciskiem na nieco). Także jak już te kilkanaście tysięcy na kołach w kolumnie, bez sygnału, z szybkością nadświetlną, w środku aglomeracji będzie się przemieszczać, to jednak HiFiMANy imo lepiej. Złącza 3.5mm w muszlach to też pewne, proste i skuteczne rozwiązanie, a nie jakieś tam wychodzące z mięskiem wypuski w LCD-kach (tak, doświadczyłem tej standardowej niedoskonałości w „kapciuchach”), gdzie wyjęcie kabla z gniazda może zakończyć żywot słuchawek.

Dźwiękowo, pierwsze wrażenia, są takie: super szybkie, znaczy super dynamika, bardzo rozdzielcze, znaczy precyzyjne aż (czasami) nawet za i hektary, czyli sceneria – prima sort. Przestrzeń będzie tutaj pewnie jednym z największych atutów i czymś, co przykuwa z miejsca uwagę. Od razu zaznaczę jedno – są inne od Arya i Arya były bardziej pod moje gusta. Na wstępie. Kontynuują szkołę grania HEKów, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, tu jest to samo, tylko że jeszcze więcej, mocniej, bardziej. Progres niewątpliwie jest i to znaczny, bo już po nałożeniu (fakt, wygrzanych, wiele pewnie set godzin grających) demówek od razu czujemy, że to nie przelewki, że w ramach highfidelity jest tu wyczynowa precyzja, wyczynowa reakcja (naprawdę natychmiastowa) oraz holo. W trudnych motywach (Amenra), w eksperymentalnych wygibasach (Public Memory), ale też wielkich, symfonicznych składach rejestrowanych przez wytwórnię 2L (z prawdziwym, nie syntetycznym instrumentarium) jesteśmy zaskakiwani ogromem informacji, potężna dawką „wszystkiego”, co początkowo – wierzcie – nieco onieśmiela, przytłacza wręcz. Trzeba się z takim przekazem oswoić, bo to jest rzecz jasna kreacja (jak każde odtworzenie), ale kreacja naturalistyczno-realistyczna, że tak powiem. Dla zwolenników takiego brzmienia, bez śladu koloryzacji, własnej interpretacji (w sensie, odbioru, bo wiadomo), bez faworyzowania czegoś, kosztem… no naprawdę czapki z głów. Mając w pamięci parę wizyt w pewnym sopockim salonie z porywanymi i słuchanymi w piwnicy D8000 mam na razie takie przeświadczenie, że HEKi SE potrafią więcej (przy zbliżonym ogólnie patencie na reprodukowanie dźwięku w obu tych flagowcach). Trzeba to będzie jeszcze skonfrontować w bezpośrednim porównaniu.

Te kable tak mają, jakby się łamały, ale się nie łamią, choć tak to wygląda. Lekkie, bardzo wygodne słuchawki, siak czy tak raczej trudno wyobrazić sobie „on the go”

Poniżej, zwyczajowo, parę fotek, prezentujących tytułowe oraz okoliczności w jakich są / będą testowane. Oczywiście skorzystamy z gościnności pewnego sopockiego salonu i sobie przesłuchamy na paru mocarnych konfiguracjach, ale to co w redakcji – w sumie – jest wystarczające, by wyrobić sobie miarodajną opinię. Kapcie malują, to dalekie od realizmu, granie, pulsujące, ciepłem podszyte, a te tysięczniki nowe całkowicie inaczej, wręcz w opozycji do LCDków „śpiewają”. To dwa różne światy. Inne. Obiektywnie prawdziwsze HiFiMANy, ale też niekoniecznie pod gusta, które mogą skłaniać do wyboru kapciuchów. Tu decyzja jest wypadkową preferencji i to bardzo radykalnie tak, bo nie chodzi o niuanse, o coś zbliżonego, czy podobnego, a o coś krańcowo odmiennego. Super. Lubię takie kontrasty. Aha, basior jest fizjologicznie namacalny, naturalistyczny, obficie dostarczany, dojmująco głęboki, no „trzewiasty” taki… Cholera, te słuchawki, w odbiorze nasuwają skojarzenia z dużymi paczkami (wiecie, naprawdę, dużymi, ogromnymi paczkami, jak te najmocarniejsze Wilson Audio). No, no.

PS. Nasze recenzje hifimanowego hindu (i nie tylko) wypustu: Sundara, Ananda, Arya i HE-6SE.

» Czytaj dalej

Arya …moim zdaniem naj z ostatniego wypustu. TEST

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1611

Do dychy było wszystko, to znaczy były Sundary, Anandy, były też nowe HE-6* w najnowszej odsłonie (SE) i tytułowe Arya …były. Wszystkie te słuchawki z najnowszego wypustu, wszystkie one będące sumą doświadczeń producenta ujętą w nausznikach AD 2018/2019. Wspominałem wcześniej, przy okazji testów wymienionych powyżej, że każda z przetestowanych słuchawek zasługuje na uwagę, że to konkretny krok naprzód w każdej dziedzinie: ergonomii, budowy, możliwości brzmieniowych, jakości wykonania. HiFiMAN upichcił produkty bardzo dobre, w swoich segmentach cenowych konkurujące z każdym, konkurujące z powodzeniem (szczególnie te najtańsze). No dobrze, ale jako że na rynek trafiły aż 4 różne modele w cenie do 10 tysięcy złotych, można pokusić się o pewne podsumowanie, będące jednocześnie w pełni subiektywnym rzecz jasna wyborem NAJLEPSZEJ opcji. Najlepszej brzmieniowo, żebyśmy dobrze się rozumieli, bo odnośnie wygody przykładowo, firma zaprojektowała swoją najnowszą generację na tyle dobrze, że… kupując najtańsze skorzystamy z niezwykle wygodnej, dopracowanej konstrukcji i nie będzie specjalnie odczuwalna wymiana na model 3-4 krotnie droższy. Tu osiągnięto wg. mnie pewne optimum, formę na tyle doskonałą, że zmiany jakie producent wprowadzi w przyszłości raczej będą kosmetyką, a nie odkrywaniem koła na nowo. Bo nie ma co tutaj odkrywać (w przypadku słuchawek wokółusznych).

Tytuł sugeruje kto tu wygrał i cóż, nie będzie niespodzianki, ale będzie treściwe uzasadnienie takiego werdyktu. Tak, ostatnie póki co, z przetestowanych HiFiMANów (czekamy jeszcze na obiecane 1kSE) są w moim odczuciu najlepsze, lepsze od 6SE (a był to mój cichy faworyt), znacznie ciekawsze od średniopółkowych Ananda i lepsze (ale bez żadnej ujmy, patrząc na cennik) od Sundara. To najlepsze co ma HiFiMAN w cenie do 10k. Te słuchawki oferują wg. mnie najlepszy miks cech, jakie kojarzymy z ortodynamikami, jednocześnie oferując coś jeszcze – uniwersalność, łatwość napędzenia, najlepszy na rynku (pojechałem, ale tak uważam) stosunek jakość/cena w swojej kategorii (high-end… płacąc więcej, przepłacacie). To słuchawki bliskie perfekcji, które pokonują moje LCD-3, pokonują z zapasem mniej więcej tak samo wycenione Mr Speakers Ether Flow 1 generacji (w obu wariantach… patrz nasz megatest na szczycie), ba pokonują dwójki, które jakoś kompletnie mi nie przypasowały. Pokonują wszystkie starsze HiFiMANy, w tym tysięczniki i to poniżej, ale niegdyś wysoko w cenniku (a dzisiaj często o 50% tańsze). Chcecie kupić flagowce w dobrej cenie, obniżonej w stosunku do tego, co wołano sezon temu i macie te 8k około, a właściwie to 7 około? To koniecznie, naprawdę koniecznie weźcie na tapetę Arya. Warto, żeby potem sobie nie pluć w brodę.

Te słuchawki oceniam jako poważnego konkurenta dla dużo droższych zawodników i to zarówno planarnych, jak i hybrydowych, czy najdroższych dynamików. Także zarówno Senki, Sony, ZMFy jak i Focale oraz orto spod znaku konkurencji jak Audeze (all), Finale (FADy), czy Meze nie mają w tym przedziale cenowym równorzędnego przeciwnika dla tytułowych. Fakt, nie słuchałem Meze Empyrean, stanowczo zbyt krótko słuchałem świetnych D8000, ale to wszystko liga 12-15k, nie ok. 7000 pln, także nie ma sensu się rozwodzić. W podanej cenie Arya są po prostu imo nie do pobicia. Biorąc pod uwagę ich właściwości, czy umiejętności zgrania się z prawie że dowolną elektroniką, bezproblemowe granie z jacków w kompach, przenośnych playerach właściwie tylko forma (otwarta) decyduje o – jednak – domowo~stacjonarnej prominencji. Przy czym, o ile nie robi to problemu postronnym, nie przeszkadza, czy w podróży, czy jeszcze lepiej w jakiejś głuszy, takie słuchawki to skarb pozwalający na oderwanie się od rzeczywistości (w podróży okey, w głuszy raczej mamy to w standardzie). Na razie są to najlepsze słuchawki HiFiMANa jakie dane mi było, także w kategoriach bezwzględnych (czyli, że najlepiej dopasowały się do moich upodobań, co nie oznacza, że droższe, czy dużo droższe nie są w czymś lepsze… no są, ale w tym co dla mnie istotne, nie dorównują Arya i tracą na wspomnianej uniwersalności). Ta uniwersalność to muzyka (po pierwsze, zawsze po pierwsze muzyka), po drugie to łatwość napędzenia, po trzecie to niewielkie wymagania od toru (ten naprawdę nie musi być za drugie tyle najmarniej, by słuchawki cieszyły ucho, bo potrafią z niedrogiego DAPa wyczarować taki dźwięk, że czapki z głów). Lubię takie produkty, produkty kompletne, bez „kantów”, takie bez dziury w całym, bez kompromisów (gdzieś tam), warte, po prostu warte wydanych nań pieniędzy. To wcale nie częsta sytuacja w branży, a w przypadku słuchawek (drogich) odrywamy się wraz z kolejnymi tysiącami od ziemi i wcale nie chodzi mi tu o doznania brzmieniowe.

Równolegle testowane były, choć Arya w sumie znacznie dłużej (mhm, właśnie dlatego). Te okrągłe muszle, nausznice to HE-6SE, a łezki wiadomo

Dobrze, czas to jakoś uzasadnić. Zapraszam…

* o pierwszej generacji HE-6 było porównawczo z LCD-kami 3 na łamach HDO tutaj i tu.

» Czytaj dalej

Matrix HPA-3B przetestowany… symetrycznie, niebanalnie, oryginalnie, tak

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20181019_111707921_iOS

Tak, czyli jak? Ano z dwoma przetwornikami, które pod balans były projektowane (no jeden w 100% był), do tego wykorzystujących oryginalne patenty technologiczne. Pierwsze źródło to DSD player, konwerter sygnału PCM do DSD w locie, nasz ulubiony KORG DS-DAC-100. Będzie grane via AudioGate i pod Roonem będzie (end-point z nanoPC w strefie), oczywiście native, oczywiście wspomniany 1 bit. Drugie źródło – Zoom TAC-2 – czytaj pro źródło, pro interfejs (thunderbolt) i pro łączenie (tylko balans, tylko). Tu PCM do 192, jednobitowego nie umie (choć niby przyjmuje, ale gra cicho i oficjalnie jednak nie), ale to nieistotne. Szybkość, dynamika i fenomenalna rozdzielczość. Korg odmiennie – ciepło, analogowość, muzykalnie i bardzo przestrzennie (to ZOOM też robi fenomenalnie). Japończyki, dwa, pożenione z czymś, co już miałem okazje, ale stanowczo za krótko, stanowczo!

HPA-3B. M-Stage. Najlepszy z dostępnych (?), najbardziej zaawansowana konstrukcja tego typu (to na pewno), specjalnie przygotowana pod symetryczne tory. Bo z tyłu mamy XLRy (choć dzięki przejściówkom można SE i z przodu poza 4 pinowym XLR jest też duży jacek), gain regulowany szeroko (10-5-20db) i …ciężkie, z jednego kawałka metalu wykonane, chodzące z wyraźnym oporem pokrętło, potencjometr (mmm, pyszne). Wzmacniacz, któremu podobno niestraszne żadne słuchawki, żadne… zdolny do wysterowania każdych, dysponujący wyczynowymi parametrami.

Klamot waży swoje, obudowa bogato wentylowana i ożebrowana (radiator jeden wielki), bardzo grube ścianki – no wygląda to rasowo. Najistotniejsze jednak jest to, co słyszymy. Po pierwszym zaznajomieniu nie miałem cienia wątpliwości – to jeden z najmocniejszych, grających na bardzo wysokim, high-endowym poziomie, słuchawkowych ampów jakie w życiu słyszałem. Wiedziałem, że muszę rzecz dokładniej obadać i właśnie nadarzyła się okazja, trafił do nas na testy i zweryfikuję te moje pierwsze zachwyty, sprawdzę, czy faktycznie, czy się nie zagalopowałem.

Sprawdzę zarówno z planarnymi LCD-3, jak i dynamicznymi HD650 (symetrycznie podpięte). Poza tym trafią do mnie jeszcze jedne, możliwe do podpięcia w balansie, słuchawki. Takie z wysokiej, ale jeszcze nie najwyższej półki. I tak sobie tego klamota przetestujemy. Dopasowane źródła, materiał najlepszy możliwy, trzy różne konstrukcje nauszników i tytułowa, mała (fizycznie), wielka (potencjałem) skrzynka, minimalistyczny (żadne zintegrowane daki, strumienie, czy pre i out-y) projekt. Spróbujemy przy okazji odpowiedzieć na odwieczne pytanie co daje nam ten balans, czy jakieś wymierne korzyści wobec SE przynosi taki, symetryczny tor, czy nie przynosi. Tak przy okazji.

No to jestem po testach, czas uaktualnić wpis, opisując wrażenia. Zapraszam.

 

Spróbujcie takiego połączenia, jeszcze Was stare słuchawki zaskoczą. I to jak!

» Czytaj dalej

Kiedy kino spotyka audio #2: OPPO UDP-205

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170930_175513822_iOS

Roon Ready end-point? Check! Odtwarzacz UHD z pełną obsługą Dolby Vison / HDR oraz wejściem HDMI 2.0 (4k)? Check! Wielokanałowy, zaawansowany przedwzmacniacz cyfrowo-analogowy AV? Check! Płytograj SACD z opcją bezpośredniego podpięcia amplifikacji w scenariuszu kwadrofonia/surround? Check! Plikograj z obsługą wszystkiego jak leci, w tym (po ostatniej aktualizacji) plików MQA (patrz moje krytyczne teksty o tym standardzie: tutaj i tutaj)? Check! Czegoś tutaj brakuje? No chyba nie brakuje, w topowym Oppo producent postanowił wprowadzić wszystkie najnowsze rozwiązania z zakresu odtwarzania wideo oraz audio. Inaczej sprawy się mają, przynajmniej na razie, w przypadku modelu 203, następcy 103, być może zostanie to zniwelowane aktualizacją, na razie jednak to 205 ma „wszystko”. Dlaczego „wszystko”. Ano dlatego, że tym razem, jak wspominałem w zapowiedzi, nie zdecydowano się na dostęp do streamingów, na własną platformę smart… to świadomy wybór, dla niektórych kontrowersyjny (jak to, dzisiaj, bez strumieni!?), ale według mnie przemyślany i zasadny. OPPO uznało, że nie ma sensu dodawać funkcjonalności, które powielają to, co najcześciej jest zintegrowane w odbiorniku UHDTV, względnie w jakiejś przystawce (o tym jeszcze za moment), ścigając się z innymi w niewdzięcznym (dla producenta) wyścigu aktualizowania, dodawania, uzupełniania (i tak w kółko) oferty. Pamiętacie nasz ostatni test? No właśnie, na przykładzie A10 doskonale widać jak trudno w praktyce zapewnić stabilne wsparcie dla poszczególnych aplikacji dostępowych, jak często dostarczyciele kontentu zmieniają zasady gry. Są duzi, wróć, są najwięksi z branży IT, którzy mają możliwości trzymania ręki na pulsie. I to oni gwarantują, że z Netfliska poleci, że z HBO poleci, że z Prime poleci i z innych też poleci… Nie, nie stawiam się tutaj w roli adwokata producenta, bo to – patrząc z perspektywy dzisiejszych standardów – jw. kontrowersyjna i niełatwa decyzja, bardzo powiedziałbym odważna. Sam początkowo podchodziłem do sprawy z dystansem, nie tyle z powodu dzisiejszych standardów (każdy to w jakimś zakresie ma), co przez wzgląd na poprzednika, gdzie rozwiązano to dobrze, a parę rzeczy to były ekskluzywne perełki i po prostu szkoda. Testując klamota szybko jednak uświadomiłem sobie, że to wcale nie pomyłka, że właśnie z wyżej wymienionych powodów to decyzja zrozumiała i (jak przekonacie się po lekturze recenzji) sensowna także z punktu widzenia użytkownika. Wystarczy jakiś streamer, choćby taki jak przetestowany niedawno A10 (po ostatnich upach HBO oraz Netflix wreszcie działają btw).

Pamiętacie recenzję BDP-105D, klamota, który otrzymał od nas tytuł „end of the road?” Maszyna zrobiła na nas ogromne wrażenie, obecny model to technologiczne rozwinięcie poprzedniego flagowca – tak mamy referencyjny wideo player odtwarzający płyty Blu-ray UHD (poprzednik to maszyna FHD), ale nie tylko to, bo sprzęt podobnie jak poprzednik potrafi odtwarzać nośnik SACD, a dzięki high-endowemu torowi 7.1 (układy C/A ESS Sabre, wielokanałowe, wyjścia analogowe na amplifikacje, zarówno te kinowe, jak i stereofoniczne, o czym kapkę poniżej) można skrzynkę wykorzystać także jako przedwzmacniacz dla ampów, dla wielu ampów, z takimi opcjami jak obsługujące sygnał UHD wejście HDMI (inne źródła ultra HD). To właśnie dzięki HDMI-in w OPPO wspomniany A10 eGreata, Apple TV 4k oraz Chromecast TV stanowiły idealne uzupełnienie, a precyzyjniej, dopełnienie tytułowej skrzynki. Wystarczy tani Chromecast i niwelujemy to, czego UDP-205 brakuje na starcie… tym razem , jak wspomniałem, OPPO zrezygnowało z serwisów strumieniowych, źródeł internetowych dla materiałów audio/wideo. Sieć jest, owszem, ale tylko lokalnie, to znaczy gramy z udostępionych komputerów, NASów w naszej domowej lokalizacji. Działa to znakomicie, znacznie szybciej od wszystkich do tej pory testowanych multiodtwarzaczy, indeksuje nam OPPO lokalne zbiory i w ten sposób wykorzystamy go, jako streamera, ale -właśnie – lokalnego streamera. Także w odróżnieniu od 105 nie mamy bezpośredniego streamu z Tidala, nie będzie także (co boli, bo mieli to ekskluzywnie) znakomitej jakości źródła jakim był serwis strumieniowy Deutsche Grammophon. Tym razem postanowiono przygotować bezkonkurencyjny, jedyny taki odtwarzacz/DAC/pre stereo/wielokanałowy, nie mający odpowiednika w świecie AV, jednakowoż jw pozbawiony tego, co dzisiaj staje się nieodzowną częścią każdego systemu – w końcu dostęp to dzisiaj Internet. Polski dystrybutor ładnie wybrnął z tego „mniej”, dodając do kompletu (1zł to kosztuje, gdy zamówimy sobie 205-kę) Chromecast Audio. Strzał w dziesiątkę, wystarczy wyjąć, skonfigurować, podpiąć dołączonym do kompletu, niezłym przewodem optycznym z zamontowanym w maszynie OPPO dakiem i już mamy serwisy. Teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, by w podobny sposób uzupełnić brak strumienia z Internetu w przypadku wideo za pomocą Chromecasta 4k. Zachęcam dystrybutora do takiego ruchu, bo wtedy faktycznie Oppo będzie „wszystkomający” po wyciągnięciu skrzynki i dongli z pudła. Samo uzupełnienie we własnym zakresie to decyzja na jeden ze sposobów integracji strumieni (oczywiście tutaj koniecznie z 4K) via Chromecast Video 4K (tanio) lub Apple TV 4k (drożej) lub Fire TV (Amazon) lub… i tutaj macie jeszcze multum innych propozycji, choć wspomniana zaleta bycia na czasie to właśnie giganci, którzy na bieżąco aktualizują… nie zapominajmy o tym. Można też zdecydować się na takie rozwiązanie jak przetestowany A10 lub jakiś wyspecjalizowany komputer NUC / HTPC. Wszystko to, jak najbardziej, do zrealizowania dzięki wejściu HDMI 2.0 w jakie został wyposażony UDP-205 :)

Takie źródło pozwala zbudować wokół niego cały system, łączący kino z audio na poziomie wysokiej klasy HiFi, a nawet high-endu (dźwięk – mogę sobie wyobrazić 205 w dowolnym systemie, nawet takim za kilkaset tysięcy złotych, gdzie 99% rozwiązań nie daje możliwości grania wielokanałowego, a to… tak moi drodzy, to jedna z rzeczy jakie będzie niebawem branża mocno eksploatować, oj będzie), stanowiąc połączenie odtwarzacza nośników fizycznych oraz plikograja z najlepszymi rozwiązaniami z zakresu oprogramowania, interfejsu, obsługi. Dodajmy do tego wielokanałowość, rozbudowane opcje połączeniowe, funkcjonalność DACa na najnowszych, topowych kościach ESS Sabre i mamy obraz całości, niezwykle atrakcyjnej, gdy uświadomimy sobie, że nie przekraczamy tutaj pułapu 10 tysięcy złotych. Stream audio oraz wideo z sieci w prosty sposób (i tani) dodany (względnie już przez nabywcę użytkowany), czy zintegrowany z Oppo to póki co jedyna taka propozycja (patrząc przez pryzmat ROONa). UDP-205 jako end-point to wg. mnie najlepszy interfejs, najlepsze wrażenia z obsługi kolekcji muzycznych, najsensowniejsza agregacja strumieni tidalowych (cóż, Roon Labs zrobili to lepiej niż sam Tidal z ich nadal pozostawiającą nieco do życzenia aplikacją dostępową) plus ogromne możliwość odnośnie trybów DSP: korekcji pomieszczenia, dopasowania pod konkretne warunki, do podpiętych efektorów etc. Tego nikt w takim zakresie obecnie nie daje, a OPPO to od paru tygodni ma i działa to bezbłędnie. A to przecież tylko wycinek możliwości jakie kryje ta skrzynka w sobie.

Zapraszam…

» Czytaj dalej

Seria G od Auralica. Czas na Lightning Link

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
AURALiC_VEGA-G2_Side

To się Koreańczycy rozpędzili. Nie jeden, nie dwa, a cztery nowe komponenty pojawią się niebawem na rynku. Auralic chce zaoferować bezkompromisowym melomanom całościowe rozwiązanie, przy czym cała nowa seria G to po pierwsze sieć z autorskim OS: Lightning Streaming, znany z poprzednich produktów (patrz nasz test Auralic Aries Mini oraz pierwsze wrażenia z testu Auralic Polaris), a po drugie – nowość – własne rozwiązanie oparte na złączu HDMI (I2S), pierwsze _takie_ na rynku. O co chodzi? Ano chodzi o to, że konstruktorom udało się stworzyć unikalny sposób dystrybucji danych, dwukierunkowy, nie ograniczony przez długość okablowania (w przypadku interfejsów I2S było to główne wyzwanie, główne ograniczenie w przypadku zewnętrznych połączeń między komponentami), eliminujący całkowicie najpoważniejszy problem PC Audio – opóźnienia czasowe. Brak jittera to kluczowa zaleta tego rozwiązania. To jest właśnie coś, co powoduje, że nowa seria G może być jednym z najlepszych produktów pozwalających na streaming z sieci / podłączenie komputerowego źródła muzyki.

Nowa seria G to aż cztery klamoty, które pozwalają stworzyć kompletny system streamingowy audio. Bez kompromisów!

  Jeszcze w listopadzie pojawią się ARIES G2 Streaming Transporter oraz VEGA G2 streamingowy DAC, a w pierwszej połowie 2018 roku na rynek trafią: SIRIUS G2 procesor upsamlingowy oraz LEO G2 Femto Reference Clock. Jak widać, dotychczasowe, podstawowe linie produktów Auralika tj. strumieniowce ARIES oraz daki VEGA zostają w serii G wzbogacone o dodatkowe, opcjonalne klamoty, które mają umożliwić osiągnięcie najlepszego możliwego rezultatu – osobny procesor audio (DSP) oraz precyzyjny zegar. Te dwa nowe komponenty (LEO oraz SIRIUS) mają stanowić cenne uzupełnienie, pozwalając na rozbudowę systemu (podobnie jak w przypadku testowanego u nas wielokrotnie M2Techa vide EVO 2).

  Warto parę słów poświęcić autorskiemu Lightning Link, przed omówieniem poszczególnych konstrukcji (patrz niżej). To dwukierunkowe łącze o niskim poziomie jitter, o przepustowości teoretycznej 18 Gbps (najszybszy transfer, poza Thunderboltem, jaki można wykorzystać w aplikacjach audio), wykorzystujące sprawdzony standard szybkiego interfejsu HDMI. Lightning Link zapewnia doskonałą kontrolę transmisji oraz sprawia, że muzyka nawet w ultra-wysokich rozdzielczościach (wyczynowe pliki DSD512/DXD384) nie będzie stanowiła żadnego wyzwania dla interfejsu, dodatkowo można spodziewać się znakomitych parametrów sygnału, braku jakichkolwiek zakłóceń.

Nowa VEGA. Streaming DAC. Potężne, ultranowoczesne źródło audio z autorskimi rozwiązaniami.
Własny OS. Integracja z ROONem. Słowem: bezkompromisowy projekt. I jakby tego wszystkiego było mało także pod topowe nauszniki

Jak wspomniałem, w przeciwieństwie do innych połączeń HDMI opartych na I2S, dwukierunkowy Lightning Link umożliwia działanie bez jittera wszystkim urządzeniom w danym systemie (opartym @ serii G). To wieloelementowe rozwiązanie, pozwalające na integracje wielu (a nie tylko dwóch) komponentów w ramach kompletnego sytemu grającego z plików. Zegarowanie informacji z urządzeń docelowych, takich jak VEGA G2, potrafi zapewnić perfekcyjną synchronizację danych ARIES G2, dodatkowo mamy w ramach przygotowanej przez Auralic-a propozycji zewnętrzny zegar (jeszcze wyższa precyzja) oraz procesor audio (dodatkowe możliwości konwersji oraz modelowania sygnału). Co bardzo istotne, Lightning Link przenosi również dane sterujące systemem do wszystkich elementów, począwszy od regulacji głośności po konfigurację silnika procesora, co pozwala wszystkim połączonym urządzeniom AURALiC na jednolity, zunifikowany interfejs sterowania. Innymi słowy mamy kompletne, cyfrowe, wolne od jakichkolwiek zakłóceń medium dla sygnału audio oraz dodatkowych danych (sterowanie).

  Z powyższego widać, jak poważna, jak nowatorska to propozycja. Kompleksowa i całościowa. Auralic jest przy tym konsekwentny: nie tylko oferuje własny OS (jeden z najlepszych na rynku), ale także pozwala na integracje swoich produktów z najlepszym ekosystemem (front-endem) audio: ROON. Zatem mamy wybór i to w obrębie dwóch najlepszych platform softwareowych. Tego w takim zakresie, na razie, nikt inny nam nie zaoferuje…

No dobrze, dość tych teoretycznych wywodów, popatrzmy jak konkretnie będzie się prezentować nowa seria G, czym postanowił nas tym razem zaskoczyć Auralic:

 

AURALiC ARIES G2 Streaming Transporter

Transporter strumieniowy ARIES G2 łączy bezprzewodowo domowy system audio ze wszystkimi, różnorodnymi źródłami muzyki cyfrowej, poczynając od sieciowych i USB, aż po serwisy online w formatach bezstratnych i radia internetowego (ambicją Auralika jest dostęp do WSZYSTKICH źródeł strumieniowych audio). Instalujemy dysk HDD lub SSD 2,5 cala, przekształcając ARIESa G2 we w pełni funkcjonalny serwer muzyczny, posiadający lokalną bibliotekę muzyczną o poj. nawet 4TB (de facto ograniczeniem są oferowane na rynku pamięci masowe 2,5″, których poj. nie przekracza obecnie wspomnianych 4TB). Sprzęt posiada najnowocześniejszą technologię izolacji galwanicznej oraz ultra czystą kontrolę zasilania, zapewniając nienaganną dbałość sygnału cyfrowego, który obsługuje. Podwójne zegary Femto i obudowa ekranująca zakłócenia EMI pozwolą na niezakłóconą pracę całego układu, gwarantując czyste od zakłóceń środowisko dla sygnału audio.

ARIES G2 jest urządzeniem, które łączy źródła muzyki o najwyższych rozdzielczościach i dostarcza je DAC-a poprzez niezawodne i precyzyjne złącza wyjściowe, w tym interfejs AURALiC Lightning Link, szybkie USB audio 2.0, AES / EBU, cyfrowe koaksjalne oraz TOSLINK. Procesor ARIES G2 jest o 50% szybszy od oryginalnego ARIES Streaming Bridge, z dwukrotnie większą pamięcią systemową i masową. Oznacza to jeszcze łatwiejszą obsługę rozdzielczości do DSD512 i PCM 32bit / 384K. Zastosowanie AURALiC Lightning Streaming umożliwia ARIES G2 łączenie się z plikami muzycznymi w istniejącej sieci WiFi, jak również oferuje dodatkowe funkcje, takie jak listy odtwarzania na urządzeniu, buforowanie pamięci, odtwarzanie bez przerw (gapless), bit po bicie (bitperfect), w wielu strefach (multiroom).

Wszystko to kontrolowane jest poprzez aplikację AURALiC na iOS, Lightning DS lub dostęp do programu Lightning za pośrednictwem nowego interfejsu internetowego na każdym urządzeniu smart. Dodajmy do tego piękny wyświetlacz na froncie prezentujący okładki, wszystkie niezbędne parametry. Oprócz zgodności z AirPlay, ARIES G2 jest certyfikowanym punktem końcowym Roon Ready do łatwej integracji z oprogramowaniem Roon, co czyni go jednym z najbardziej elastycznych streamerów dostępnych w świecie HIFI. ARIES G2 będzie kosztował 16 999 PLN brutto bez wewnętrznej pamięci masowej. Klienci mogą zainstalować dowolny 2,5-calowy dysk twardy lub zamówić ARIES G2 z fabrycznie zainstalowanym napędem SSD przeznaczonym do przechowywania muzyki na urządzeniu.

 

AURALiC VEGA G2 Streaming DAC

DAC strumieniowy VEGA G2 jest urządzeniem, które przetwarza wszystkie współczesne cyfrowe formaty muzyczne o najwyższej rozdzielczości, aż do DSD512 i PCM 32-bit / 384KHz. Jednak VEGA G2 jest również w pełni funkcjonalnym streamerem, zdolnym do łączenia się bezpośrednio z cyfrowymi źródłami muzyki. W porównaniu z oryginalną wersją VEGA, VEGA G2 posiada zupełnie nową strukturę, wykorzystując platformę Tesla (chip SoC ARM) do buforowania, przetwarzania i starannego regulowania dostarczaniem sygnału źródłowego do kości DAC (zlecony przez Auralic-a projekt układu). Po raz pierwszy w branży audio stworzono DACa, który działa niezależnie od częstotliwości sygnału źródłowego: VEGA G2 buforuje dane w taki sposób, który nie wymusza blokowania częstotliwości sygnału źródłowego. Nigdy wcześniej DAC nie potrafił całkowicie zarządzać czasem z własnym zegarem. W tym przypadku z niezwykle precyzyjnymi zegarami Dual 72 Femto Master, uwolniony od zewnętrznych ograniczeń, VEGA G2 oferuje działanie bez niepożądanego jittera.

  Sercem VEGA G2 jest platforma Tesla AURALiC, SoC wyposażony w czterordzeniowy chip ARM A9, 1 GB pamięci DDR3 oraz 4 GB pamięci masowej (@ OS, aktualizacje, wtyczki). To nowe rozwiązanie dostarcza 25 razy więcej mocy obliczeniowej od poprzedników, co przekłada się na zupełnie nowe możliwości w zakresie obróbki sygnału. Dodając do tego nową izolację galwaniczną, która umożliwia transmisję danych między obwodami pierwotnymi całkowicie oddzielonymi fizycznie, jednostki Dual Low-Noise Linear Purer- Power, jest jasne, że ten DAC uzyskuje sygnał analogowy tak czysty, jak tylko to możliwe.

  W pełni pasywna kontrola głośności, to kolejna nowa funkcja pojawiająca się w VEGA G2. Opiera się ona na unikalnej sieci rezystorów drabinowych zbudowanej przez firmę AURALiC i pobiera dokładnie zerowy prąd po jej ustawieniu. Prąd zerowy jest równy zerowej interferencji i jest to kolejna innowacja VEGA G2, która odzwierciedla wręcz obsesyjną dbałość o szczegóły. Wraz z modułem wyjściowym ORFEO klasy A, zainspirowanym klasycznymi projektami analogowymi, rezultatem końcowym jest niesamowicie wierny poziom prezentacji muzycznej. 

  Wraz z technologią Lightning Streaming, AURALiC VEGA G2 przejmuje wszystkie funkcje transmisji strumieniowej i łączność dedykowanego streamera. Po podłączeniu przez złącze LAN do sieci domowej, dostępne są wszystkie funkcje Lightning Streaming. Kontrola użytkownika odbywa się za pośrednictwem specjalnej aplikacji sterującej iOS AURALiC Lightning DS, a instalacja serwera Lightning Server dla VEGA G2 została ułatwiona dzieki nowemu interfejsowi internetowego z dowolnego smartfona, tabletu lub komputera. VEGA G2 jest certyfikowanym punktem końcowym Roon Ready, co zapewnia płynną integrację z oprogramowaniem Roon. Cenę rynkowa VEGA G2 Streaming DAC ustalono na poziomie 24 999zł. Sumując, dostajecie tutaj idealną alternatywę dla dowolnego komputera, w tym maszyn wyspecjalizowanych (tylko pod audio), a wyrugowanie PC z toru można łatwo osiągnąć tworząc w ramach ROONa system z serwerem ROCK (platforma CORE) i takim właśnie end-pointem jak VEGA. To idealne „zamiast” komputera w high-endowym torze grającym z plików (z sieci: lokalnie i z serwisów).

 

Zintegrowana rodzina: dodatkowy zegar LEO oraz procesor SIRIUS

W ramach serii G dochodzą jeszcze SIRIUS G2 Upsampling Processor i LEO G2 Femto Reference Clock. SIRIUS G2 to potężny cyfrowy procesor audio kompatybilny z większością urządzeń DAC, jednak swoje największe mozliwości pokazuje podczas pracy w połączeniu z innymi komponentami serii G, takimi jak ARIES G2 i VEGA G2. SIRIUS G2 stosuje najlepsze dostępne technologie przeznaczone dla najbardziej wymagających wyzwań związanych z przetwarzaniem sygnału, takich jak upsampling oraz korekcja przestrzeni, korekcja akustyki pomieszczenia. LEO G2 natomiast zajmuje się kompleksową synchronizacją sygnałów, a komunikując się z innymi produktami serii G za pomocą Lightning Link, zapewnia podstawę dla najniższego poziomu jitter i szumów, wspierając cały system w zakresie dostarczania superprecyzyjnego podawania częstotliwości próbkowania, dodatkowo podnosząc jakość dźwięku.

Urządzenia serii G zostały zaprojektowane nie tylko dla wybitnych osiągów osobno, ale również do pracy w ramach całego systemu komponentów serii G. Prawdziwy potencjał każdego elementu da się w pełni wykorzystać, gdy są one połączone między sobą przy użyciu nowego protokołu komunikacyjnego AURALiC Lightning Link, maksymalizując zalety technologii poszczególnych komponentów i tym samym tworząc finalny cyfrowy system audio najwyższej klasy. Patrząc na tę propozycję, widzę to tak:

 

  • high-endowy system oparty na transporterze strumieniowym ARIES G2 oraz procesorze SIRIUS oraz opcjonalnie zegarze LEO. W takiej opcji mamy serwer muzyczny, autonomiczne, nie wymagające komputera rozwiązanie do grania z pliku, uzupełnione o dodatkowy procesor DSP (korekcja pomieszczenia, zaawansowana obróbka sygnału) z możliwością dodatkowego progresu w postaci precyzyjnego zegara taktującego, wszystko to spięte Lightning Link (i działające pod kontrolą firmowego OS). Alternatywą softwareową pozostaje tutaj ROON.
  • high-endowy system oparty na sieciowym DACu VEGA G2 będącym częścią systemu opartego na ROONie, będący głównym, najważniejszym end-pointem w takiej instalacji. Tutaj takie elementy jak SIRIUS czy LEO można potraktować jako opcjonalne dodatki, które nie są niezbędne do budowy najwyższej klasy systemu. Potężny silnik DSP z możliwością rozbudowy, zaszyty w oprogramowaniu ROON Labs. pozwoli na uzyskanie optymalnego rezultatu, konstrukcja przetwornika VEGA jest na tyle zaawansowana (moc: Tesla, superprecyzyjne zegary), że może to być jedyny klamot w takim torze, oczywiście z odpowiednim zapleczem w postaci solidnego serwera ROCK (magazyn oraz jednostka sterująca oprogramowaniem tj. Core). Tutaj ciekawym rozwiązaniem może być wykorzystanie potencjału VEGI w zakresie zaawansowanego przetwarzania sygnału (przykładowo konwersja PCM do DSD i to o wyczynowych parametrach takich jak DSD256 czy nawet DSD512).
  • dream team G2… póki co hipotetycznie: ALTAIR + VEGA opcjonalnie wzbogacone o dodatki tj. SIRIUS (bardzo się przyda, bo najdziksze ustawienia DSP wymagają bardzo konkretnej mocy obliczeniowej, a tu mamy dedykowany procesor DSP) & LEO, wszystko to pracujące pod kontrolą ROONa z CORE działającym @ transporterze / serwerze ALTAIR. High-endowe K.O. Zróbcie to Panie i Panowie z Auralic-a oraz z Roon Labs, zróbcie to! :-) Transport ma wystarczającą moc do tego, by być jednostką główną z jednoczesnym dostępem do lokalnej kolekcji (funkcja serwera), a oprogramowanie, gotowe dla takiego rozwiązania już jest i zwie się ROCK. Taki w 100% ROONowy system byłby czymś unikatowym na rynku i finalnie oznaczał wyrzucenie poza tor jakiegoś komputera – całkowicie zbędnego elementu w takim systemie. Jeszcze raz: zróbcie to!

 

Sumując, nowa seria G to emanacja tego, co najbardziej zaawansowane w dziedzinie domowego audio. Wspominałem o ogromnej roli oprogramowania (widać to wyraźnie, gdy wczytamy się w specyfikację, możliwości tytułowych urządzeń), o znaczącym wzroście znaczenia trybów DSP w systemach grających z pliku, wreszcie nie pomijalnemu (mającemu realny wpływ na osiągnięty efekt) zwiększaniu wydajności klamotów, budowanych z wykorzystaniem najnowszych technologii ze świata IT. Tu już nie wystarczy vintage’owa kostka i parę dobrej klasy komponentów elektrycznych od uznanych dostawców. Tu czymś absolutnie zasadniczym, kluczowym, jest know-how, jest własny software (rozbudowany do poziomu systemu operacyjnego – nie wystarczy napisać sterownik, gdy chcemy zaoferować coś bezkompromisowego) oraz jak pokazuje seria G, autorski sposób na spięcie tego wszystkiego w całość (Lightning Link). Sprzęt nie jest tani, ale patrząc na to, co realnie dostajemy (to otwarta architektura, ewoluująca wraz z postępem technologicznym) wydaje się uczciwie wyceniony. Jak wspomniałem, można zbudować coś, co obędzie się bez zwyczajowego, standardowego PC, coś dużo, znacznie lepszego, korzystającego z najlepszego oprogramowania na rynku.

 

Pojedynek na szczycie: HE-1000 vs MrSpeakers Ether Flow vs LCD-3

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170302_075639512_iOS

Z tym tytułowym szczytem to nie do końca tak, że szczyt, no może i szczyt, ale są (jeszcze) wyższe szczyty. Wspomniałem ostatnio o tym na łamach – nowe modele są dwa, trzy razy droższe od niedawnych top of the top i ten trend w katalogach specjalistów z branży wyraźnie widać. Ceny przebijają kolejne „granice”, docieramy do finansowej stratosfery. Mniejsza. To co udało mi się zgromadzić i porównać wyznacza horyzont możliwości, mimo droższych modeli jakie pojawiły się ostatnio – serio – szczerze wątpię w nawet 10% progres (odnośnie tych procentów, to w ogóle idiotyzm, żeby opisywać to w jakiejś skali… na tym pułapie to często subtelne „inaczej”, ale już niekoniecznie „lepiej” / „gorzej”). Nowe flagowce to często, gęsto (jeszcze) bardziej luksusowe materiały, ergonomiczne zmiany w konstrukcji, które mogą przełożyć się na większy komfort użytkowania oraz… jakaś legenda (o tym, „jak to w pocie czoła…” ;-) ). Nie chcę przez to powiedzieć, że dochodzimy do ściany, ale mówiąc wprost – najdroższe do niedawna słuchawki to poziom tak wyśrubowany, że zmiany, radykalne zmiany możliwe są chyba tylko w przypadku technologicznego przeskoku (vide grafen), zastosowania całkowicie nowych rozwiązań.

W naszym porównawczym teście zmierzyły się cztery znakomite nauszniki firm specjalizujących się w produkcji słuchawek planarnych: HiFiMAN HE-1000, dwa modele MrSpeakers Ether Flow (otwarte) oraz C (zamknięte), wreszcie opisane wcześniej, redakcyjne Audeze LCD-3 (jako punkt odniesienia). Na rynek trafiła nowsza wersja „tysięczników”, ze zmianami głównie pod kątem ergonomii, LCD-3 nadal są w ofercie, a Ethery to obecnie szczyt oferty MrSpeakers (które, jak pamiętacie, od paru miesięcy ma polskiego dystrybutora). Testowanie tych wszystkich nauszników było ciekawym doświadczeniem – z jednej strony macie obiektywnie bardzo wysoki poziom w przypadku każdej z wymienionych konstrukcji, generalnie rzecz ujmując – to, co możliwe jest do osiągnięcia w zakresie jakości brzmienia w przypadku słuchawek, z drugiej to inne smaki, one się znacząco różnią, to inny patent na dźwięk… tu (znowu generalizuje) nie ma wspólnego mianownika. Ktoś mógłby z miejsca zaprotestować – no ale jak to, przecież jest jakiś absolut, jakiś poziom doskonałości, coś co stanowi cel, metę… a tu mowa o różnych, bardzo różnych sposobach reprodukcji.

…z thunderboltowego pro toolsa. Cymes!

Nie ma czegoś takiego jak „absolut” w audio. Nie ma czegoś takiego jak wzorzec z Sevres. Nigdy nie było i nigdy nie będzie. Nie jest tym absolutem wyczynowa neutralność, nie jest hiperanalityczność, nie jest (bo nie występuje w przypadku reprodukowania muzyki w domu) kontrowersyjne „jak na żywo”. Drogi, które prowadzą do obiektywnie doskonałego dźwięku (przy wszystkich ograniczeniach wynikających z subiektywnej, indywidualnej oceny) są tak różne, że w ogóle trudno tu mówić o czymś, co stanowi patent do osiągnięcia audionirwany… tych patentów jest tak wiele… każdy konstruktor wybiera pewną drogę dojścia do zakładanego rezultatu. Jak wspomniałem powyżej, postęp w głośnikach, w sposobie reprodukowania dźwięku to nie IT (brak analogii), to powolny proces, a jakaś znaczącą rewolucję mogłoby wywołać dopiero wprowadzenie awangardowych materiałów. Bez tego o żadnej rewolucji (popatrzmy na kolumny) nie może być mowy. Ze słuchawkami jest o tyle inaczej, że pewne, istotne udoskonalenia, wymuszają okoliczności. Mamy mobile, mamy zmiany w dystrybucji muzyki, mamy popularyzację tego co i na uszach. A to niejako wymusza, ułatwia adaptacje nowych pomysłów, przy czym granice tego co można da się (podobnie jak w przypadku kolumn) przekroczyć wtedy, gdy nowe materiały pozwolą znieść ograniczenia fizyczne na jakie natrafili konstruktorzy, korzystający z dotychczasowych rozwiązań, technologii.

Tytułowe słuchawki są „naj”, ale to „naj” jest różnorodne, inne, to indywidualne wybory, to nasza wrażliwość, to nasz gust. Tu nie ma mowy o dźwięku niesatysfakcjonującym. Ba, tu nie ma mowy o dźwięku, który „nie podchodzi”, bo trudno mówić w przypadku tych nauszników o niedostatkach, o czymś, czego „nie ma”. Natomiast każda z tych konstrukcji odmiennie czaruje, odmiennie bierze nas w swoje władanie, pozwala w różny (tak, to dla portfela niewątpliwie przykre, ale najlepiej, bo najpełniej dla maniaka bezkompromisowego dźwięku z nauszników to mieć całą kolekcję takich flagowców) sposób przeżywać spotkanie z muzyką, na poziomie absolutnie topowym. No dobrze, ale mamy w tytule pojedynek, niech więc subiektywna ocena podkręci atmosferę, niech to porównanie nabierze nam nieco sportowego charakteru. Pamiętajmy tylko, że tu nie ma przegranych, nie ma konstrukcji, która „a jednak”, bo w przypadku takich słuchawek zwyczajnie nie ma o tym mowy…

» Czytaj dalej

Pierwsze wrażenia Auralic Polaris

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
auralic-polaris

Mam niebywałe szczęście. Od paru tygodni przyszło mi obcować z produktami, które wyznaczają jednoznacznie kierunek w jakim będzie rozwijać się branża. Nie, nie mam na myśli AirPodsów ;-) ,bo to jednak inna para kaloszy (tam dźwięk, jakość brzmienia, powiedzmy to sobie wprost, nie są w centrum uwagi), a trzy produkty, które stanowią kwintesencję tego, co się dzisiaj zmienia nie tylko w zakresie projektowania urządzeń audio, ale szerzej dystrybucji, zmiany sposobu użytkowania oraz korzystania przez użytkowników zarówno ze sprzętu jak i muzyki. To fundamentalne zmiany, nie niewielkie, a fundamentalne i warto spojrzeć na nie właśnie przez pryzmat tych trzech produktów: wzmacniacza zintegrowanego NAD C338 opisanego wstępnie tutaj (w fotogalerii), przetestowanych przeze mnie KEF-ów LS50 Wireless (patrz nasza opinia) wreszcie…

…kompletnego, high-endowego systemu audio, jakim jest tytułowy Auralic Polaris

…bohatera niniejszego wpisu, opisującego pierwsze wrażenia. To sprzęt, który wraz z Altairem (to samo, tylko bez końcówek mocy z wbudowanym wzmacniaczem słuchawkowym, którego Polaris nie ma) stanowią emanację SYSTEMU audio w XXI wieku. Wcześniej mieliśmy próby, teraz (podobnie ma się sprawa z kompletnym C338 w przypadku budżetowego HiFi) mamy coś, co stanowi udaną próbę stworzenia rozwiązania kompatybilnego z NOWYM AUDIO. Tak jak KEFy LS50 Wireless są systemem zaklętym w zestawie głośnikowym (możliwe, że w tej, czy kolejnej odsłonie, nie będą potrzebowały niczego więcej ponad komputerowe źródło, czy może nawet sterownika w postaci telefonu), tak produkt Auralica to źródło, wzmacniacz, przedwzmacniacz, pramofonowe pre, szerzej – cała multifunkcyjna centralka, która zdolna jest przyjąć wszelkie zera i jedynki (w razie konieczności także sygnał analogowy) wypuszczając sygnał wprost na dowolne kolumny jakie podepniemy. Bo to może być NAS (audio) też, serwer audio jak najbardziej może, możemy zainstalować w środku dysk, podpiąć dodatkowe możemy też. Niesamowita w tym projekcie jest właśnie jego wieloraka natura… jak kameleon może być li tylko przetwornikiem C/A, może być streamerem z podpiętym zew. DACzkiem (wyjście USB), może być cyfrowo-analogowym preampem, może być gramofonowym pre, może grać z aktywnym zestawem głośnikowym, może…

Polaris nie przypomina tradycyjnego urządzenia, więcej –  jest w opozycji do klasyki, bo mamy tutaj wszystko to, co w przypadku klasycznych systemów stanowi co najwyżej dodatek. Dodatkowo stanowi haj-endową wersję all-in-one, przy czym w odróżnieniu od budżetowych rozwiązań, które pojawiły się (oferujących coraz większą funkcjonalność, multifunkcjonalność), tutaj trzeba było uwzględnić wyższe wymagania odnośnie jakości, bo przecież to ma być wysoka półka, ma być alternatywa dla systemów za kilkadziesiąt tysięcy, ma być (i według mnie jest) zmiana filozofii budowy całego toru audio, co implikować będzie bardzo poważne przetasowania w całej branży audio.

Mamy więc wysoko wydajne końcówki w klasie D wraz ze wzmiankowanym cyfrowo-analogowym pre-ampem (całość z opatentowanym rozwiązaniem), mamy wszelkie możliwe streamingi z takimi plug&play jak BT z aptX, AirPlay’em, mamy wreszcie nawiązujący do high-endowych ambicji front-end Roon. To właśnie ten ostatni element decyduje tutaj o przynależności do audio arystokracji. Wiele razy powtarzałem na łamach, że dzisiaj czymś co ma kapitalne znacznie w audio i będzie warunkować ocenę sprzętu (tak właśnie!) jest oprogramowanie. To ma absolutnie kluczowe znacznie, bo o możliwościach sprzętu, o jego obsłudze (ergonomia, prostota, szybkość, wsparcie) przesądzi co tam w kodzie piszczy, jak ten kod jest napisany i jak jest supportowany.

To potencjalnie fatalna wiadomość dla osób, które akurat z komputerem w audio nie chciałyby mieć nic wspólnego, dla których komputer to zło (w audio). Śpieszę donieść, że cały wysiłek idzie dzisiaj właśnie w kierunku oswojenia tematu, doprowadzenie do sytuacji, w której ten mityczny komputer (Polaris jest oczywiście komputerem, tyle że na pecetowej platformie x86, a ARM, doskonale znanej z wszędobylskich smartfonów, tabletów etc.) będzie na tyle ujarzmiony, na tyle prosty w obsłudze, przewidywalny i oswojony właśnie, że … nie zauważymy, że komputer nam gra. A gra i grać będzie. To wynika wprost ze zmian jakie zaszły w dystrybucji, w dominacji streamingu, graniu z pliku, które wymusza całkowite przeorientowanie toru audio, systemu audio. I to się właśnie dzieje na naszych oczach.

To urządzenie Roon Ready, a to oznacza pełną kompatybilność, natywną z protokołem RAAT. To – inaczej rzecz nazywając – autonomiczne, samodzielne źródło front-endu Roon, coś co do tej pory wymagało zazwyczaj jakiegoś komputera (niechby i wyspecjalizowanego, ale jednak komputera klasy x86), coś czego tak mi brakowało w przypadku przetestowanych KEFów Wireless (dlatego uważam, że jest to produkt na początku swojej drogi rozwojowej, czy nawet linia produktów, która dopiero powstaje). Mam nadzieję, że inżynierowie KEFa wprowadzą obsługę RAAT. To coś, co domknie temat, dając gotowe rozwiązania faktycznie eliminujące potrzebę podpinania pod te głośniki czegokolwiek. Zwyczajnie nie będzie takiej potrzeby. Wystarczy serwer z Roon core i już (no jakiś handheld w roli sterownika rzecz jasna będzie wymagany). W przypadku Polarisa właśnie nie ma potrzeby, bo jest Roon Ready, choć gramofon rzecz jasna bardzo chętnie podłączymy i sprawdzimy. Tyle.

Na wstępie podpiąłem Polarisa pod C338 (gra jako streamer Roon Ready). Zrobiłem to z dwóch powodów… po pierwsze chcę zobaczyć czy i jakie różnice oferują końcówki w Auralic-u wobec budżetowego projektu NADa. To w ogóle terra incognita, bo do niedawna w środowisku (opisujący oraz słuchający, z audiofilskimi konotacjami i mniej audiofilskimi, powiedzmy racjonalistycznie-sceptycznymi) obowiązywała jednoznaczna w formie i treści opinia, że „cyfrowe” (tak, to nieadekwatne sformułowanie, wręcz błędne, ale często pojawiające się w dyskusjach, stąd „”) gra ogólnie mało finezyjnie, właściwie bez różnicy co tam w środku siedzi, bo i tak brzmi to gorzej od umownej klasyki.  Mam odmienną opinię, korzystam od dawna z impulsowego D3020, przewinęło się sporo takich wzmacniaczy u mnie (NuForce’y, NADy właśnie, produkty mniej znanych marek) i cóż – sam jestem ciekaw tego porównania.

Po drugie daniem głównym jest tutaj – nie ma co do tego chyba żadnych wątpliwości – właśnie streamer, możliwości tego nowego audio, sposób implementacji (software!) w takim produkcie, wszystkomającym produkcie, który ma ambicję zastąpić CAŁE nasze dotychczasowe stereo. Jedna skrzynka co wszystko łączy, jedna co wszystko gra. Właśnie tak. Priorytetową kwestią jest zatem nie tylko sama możliwość przepuszczenia przez skrzynkę dowolnego strumienia z Internetu, lokalnej sieci, ale także sposób w jaki to wszystko okiełznamy. UI oraz UX, rzeczy znane ze światka komputerów, są w centrum naszej uwagi i to będzie także podlegać szczegółowej ocenie.

Auralic ma swój patent na obsługę, na oprogramowanie klamota, swój system zawiadywania i integrowania zero-jedynkowej muzyki. Nazywa się to Lightning DS i mam sporo uwag odnośnie ergonomii, stabilności oraz możliwości tego oprogramowania. Pamiętacie Ariesa Mini, którego opisałem na łamach HDO. Tam sporo na ten temat, w przypadku Polarisa nie pójdę na skróty (link do wcześniejszej publikacji), a rozwinę opinię na temat software, starając uwypuklić mocne i słabsze strony autorskiej propozycji Auralic-a. Rzecz jasna daniem głównym i nie ukrywam że tak będę głównie testował klamota będzie ROON. Jego integracja jest wg. mnie najistotniejszym elementem tego produktu i bez tego software tracimy sporo z możliwości jakie oferuje Polaris. Tak czy inaczej autorskie rozwiązanie integruje nam co trzeba, m.in strumienie z Tidala oraz Qobuza (w Polsce już w wakacje!)

Tak, tracimy, co nie oznacza, że z firmowym softwarem nie ma sensu… sens jest, powiem nawet więcej, możemy w codziennym użytkowaniu zdać się na protokoły „bezobsługowe” tj. Bluetooth czy AirPlay, strumieniując z czegokolwiek, z jakiejkolwiek apki i pewnie część domowników właśnie tak sobie przyswoi tego klamota. Czujecie to? Właśnie, będą korzystać z high-endowego systemu po swojemu i bez żadnych ograniczeń, z dostępem ze swojego… źródła. Takie to nowe audio właśnie jest, pogódźcie się z tym konserwatyści, że to wszystko nam się „demokratyzuje”. Koszmar, prawda? ;-)

Nie miałem takich przygód jak inni testujący z inicjacją, konfiguracją wstępną Polarisa, nie było u mnie sytuacji, że bezprzewodowo to przypadkowo (zadziałało w końcu). Nie. Owszem, sam proces nie zawsze kończy się sukcesem (u mnie za drugim razem się udało), ale nie demonizowałbym tego. Inne rzeczy są ewidentnie do poprawy, parę spraw należałoby rozwiązać po prostu inaczej (porażką jest konieczność obsługi w różny sposób skrzynki, by dotrzeć, uruchomić wszystkie zaszyte w niej funkcje, usługi, sposoby komunikacji ze światem – to kompletnie bez sensu), także przed Auralic-iem sporo jeszcze pracy. Na szczęście wszystko to (podobnie jak z KEFami) można osiągnąć na drodze aktualizacji obecnego systemu, właściwie nie ma tu (chyba) żadnych rzeczy, których nie dało by się poprawić, zmienić, zmodyfikować.

Tak, właśnie, witamy w nowym audio. To, co znamy z komputerów, będzie od tej pory towarzyszyło nam w systemie HiFi/high-end. To nieuniknione. Na szczęście, podobnie jak z wzmankonanym wcześniej polerowaniem obsługi, wprowadzaniem coraz prostszych, coraz bardziej intuicyjnych sposobów interakcji, sterowania, także tutaj cały ten proces (skomplikowany) da się nie tylko zautomatyzować, ale w ogóle ucywilizować. Znowu jako przykład dam Roon labs, ludzi którzy doskonale czują problem, wiedzą jak poważnym wyzwaniem jest nie tylko napisanie dobrze działającego, prostego w obsłudze oprogramowania, ale także taka polityka wsparcia (odnośnie tworzonego przez siebie kodu), by użytkownik nie traktował koniecznej, ciągłej pracy nad udoskonalaniem, jako czegoś utrudniającego mu życie.

To cholernie ważne i to będzie także wpływać na całościową ocenę produktów. Widzę przy okazji spory problem i wyzwanie dla nas, dziennikarzy… opis, ocena będzie musiała uwzględniać czas, czas w którym sprzęt będzie podlegał aktualizacji właśnie. Ciekawe jak sobie z tym zagadnieniem poradzą koledzy o fachu, pisujący w papierowych, czy nawet elektronicznych (ale zamkniętych) periodykach? Tu sieciowa pisanina będzie miała przewagę, bo zawsze da się wpis zaktualizować (co de facto oznacza, że oceny, wnioski nie będą nigdy w pełni kompletne!). Realny problem.

Anten las. Tak właśnie wygląda audio w XXI wieku. Anten las.

Dobra, nie o problemach gryzipiórków miało być, a o Polarisie ;-) Ten kombajn, jak to mam w zwyczaju, przetestuje wszechstronnie, „do ostatniej śrubki” to znaczy sprawdzę w każdej przewidzianej przez konstruktorów konfiguracji, sprawdzając wszystkie jego możliwości, koncentrując się jednakowoż na tym co stanowi clou, o czym wspomniałem. Będzie to test, podobnie jak KEFów, mocno osadzony w informatyce, komputerach, oprogramowaniu, sposobach obsługi, interakcji oraz komunikacji (my-maszyna, maszyna z drugą /trzecią/ czwartą maszyną). Sprawdzę jak sobie Auralic poradzi z wysokiej klasy zew. dakiem (odpowiem na pytanie, czy to w ogóle będzie wnosiło jakiś progres), sprawdzę również czy ten klamot wymaga kabla LAN (do dla niewiernych Tomaszów, którzy w żadne WiFi nie wierzą), zagramy materiał wyczynowy (DXD, DSD), zagramy też z aktywnymi trybami DSP. Na marginesie, DSP to obecnie gigantyczne możliwości – zobaczycie przedsmak na obrazkach z konfigurowania klamota pod Roonem – to jest już kosmos, tego wcześniej nie dało się w warunkach domowych modyfikować, ustawiać. Teraz można.

Myślę, że miesiąc z górką będzie potrzebny, przy czym już po paru dniach teren od strony technicznej mamy opanowany ;-) To dobry prognostyk. Nieprawdaż? Prawdaż, prawdaż…

Autor: Antoni Woźniak

Poniżej rozbudowana fotogaleria, którą jeszcze będę sukcesywnie uzupełniał, także u’now warto wdepnąć we wpis jutro, pojutrze, bo będzie aktualizowany (będziecie to odmieniać przez wszystkie przypadki, prorokuje wam, oj będziecie!)

» Czytaj dalej

Nowe monitory Pylona z linii Diamond już w sklepach

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2016-12-22 o 12.49.03

Wiecie jakie kolumny Pylona w moim prywatnym rankingu są najwyżej? Nie, nie te najdroższe, a nawet te o oczko niżej. Uwielbiam Topazy, ta linia jest trochę w cieniu, to „klasyka” polskiego producenta, z trzema w sumie konstrukcjami: podstawową 20-ką (właśnie o tych kolumnach powyżej), z bardzo kompaktowymi monitorami (w gabinecie grają i ten wstęp do nich także się odnosi) oraz mniejszej podłogówki (15-ka), którą kiedyś na łamach takoż testowaliśmy. Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że producent konsekwentnie rozwija swoją ofertę włączając do katalogu produktów modele podstawkowe. To właśnie monitory są często gęsto przez nas wybierane, głównie ze względu na kwestie lokalowe, brak możliwości ustawienia większych podłogówek wreszcie opór czynników decyzyjnych (wiadomo o co chodzi, prawda? ;-) )

Stąd, także w wyższych modelach kolumn pojawiają się niewielkie konstrukcje i nie inaczej jest z Diamondami, które właśnie uzupełniono o taką, kompaktową konstrukcję (choć nie są to małe paczki, raczej większe, ale smukłe). To obecnie flagowe kolumny podstawkowe w ofercie Pylona. Oczywiście w konstrukcji wykorzystano doświadczenia z podłogowych modeli Diamond 25 oraz Diamond 28. Całość oparto na nordyckich przetwornikach. I tak góra to 19 mm kopułka tekstylna firmy Scan-Speaka*, natomiast dół okupuje 18 cm głośnik norweskiego Seasa**. Diamond Monitor korzysta z zaawansowanej zwrotnicy wykorzystującej wyłącznie kondensatory polipropylenowe, a także solidnej obudowy MDF. Podobnie jak to miało miejsce w podłogówkach, także tutaj zastosowano niewielkie pochylenie całej konstrukcji, mające na celu optymalizację zależności fazowych występujących między głośnikami, co jest generalnie rzadkością w konstrukcjach podstawkowych.

Producent o swoim nowym produkcie pisze m.in.: „Diamond Monitor oferuje brzmienie dynamiczne a zarazem przestrzenne. Dzięki optymalizacji układu magnetycznego kolumny dysponują mocnym i dobrze artykułowanym basem. Średnie tony zestawu to popis precyzji i rozdzielczości, wokale i instrumenty akustyczne są stabilne w przestrzeni wypełnionej dużą ilością informacji.

Warto będzie przekonać się i porównać tę konstrukcję do wspomnianych Topazów (które uważam za kolumny wybitne, zarówno w podstawkowym, jak i podłogowym wydaniu – niewątpliwie jedne z najlepszych jakie Pylon zaoferował na rynku), kolumn z innej półki… interesujące jak wypadłyby flagowce w konfrontacji z dużo tańszym modelem, który gra u nas na co dzień w redakcji? Cena tytułowych monitorów wynosi 3600 złotych (za komplet).

Specyfikacja:

  • Impedancja 8 omów
  • Pasmo przenoszenia 38 – 20 000 Hz
  • Moc (nominalna/maksymalna) = 80/160 W
  • Efektywność: = 88 dB
  • Wymiary (W x H x D) 196 x 420 x 315 mm
  • Waga 10 kg
PS. Już niebawem na łamach HDO zapowiadane recenzje Matriksów (nowego Classic & Mini-i Pro 2) oraz Scansoników M5BT :)
*Głośnik niskotonowy Pylon Audio PSW 18.8.CA (mod. Seas CA18RLY)
**Głośnik wysokotonowy Pylon Audio PST 19.T (Scan Speak D2010/851300)

Witamy MrSpeakers w Polsce. High-endowe nauszniki z Kalifornii nad Wisłą

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Logo

To jedna z tych marek, o której wielu z nas słyszało, ale – właśnie – słyszało, ale nie słuchało, bo słuchawki w samej Europie trudne do namierzenia, u nas do tej pory nie tylko bez dystrybucji, ale nawet jako ciekawostka przyrodnicza właściwie nie występowały. Szczerze to nie wiem, czy ktokolwiek w .pl te nauszniki ma/miał, a nawet jeżeli to zazdrośnie się nie ujawniał… byłem na paru nieformalnych imprezach słuchawkowych i jakoś nigdy. No ale w końcu doczekaliśmy się oficjalnego wprowadzenia na nasz rynek i ta high-endowa marka będzie u nas dystrybuowana. Sama firma jest dość młoda, natomiast stoi za nią człowiek z ponad 20 letnim doświadczeniem w branży (Dan Clark). Producent ma w ofercie poza przeróbkami Forteksów (Alpha Dog, Mad Dog), swoją linię produktową – Ether. Ethery to planary, trochę formą przypominające HiFiMANy (nie mają z nimi nic wspólnego, poza takimi luźnymi skojarzeniami btw), wyposażone w autorskie technologie, występujące w dwóch podstawowych wariantach (otwarty i zamknięty).

To konstrukcje zbalansowane, obecnie trwa wprowadzanie nowej generacji tych słuchawek na rynek tj. linii Flow (premiera). Ceny? Od 1500$ w górę. High-endy. Słuchawki przyjęte przez recenzentów bardzo entuzjastycznie, z licznymi nagrodami, dodatkowo powszechnie chwalone za komfort, co w przypadku dużych, zazwyczaj ciężkich nauszników stratosferycznych nie zawsze idzie w parze (z wybitnym dźwiękiem).

Otwarte

Cóż, pozostaje poczekać na możliwość przetestowania tych słuchawek na HDO, skonfrontowania tych wszystkich zachwytów, peanów z własnym uchem. Fajnie, że są już w Polsce (miałem w notatkach jeszcze w zeszłym roku napisane – posłuchaj Etherów…), fajnie że z oficjalną dystrybucją (MIP), fajnie że nie przekraczamy magicznej granicy 10 tysięcy złotych (poniżej, w inf. prasowej, szczegóły). Audeze, wspomnianym HiFiMANom przybywa groźny konkurent. Zobaczymy, a raczej usłyszymy co z tego wyniknie (będzie można dokonać bezpośredniego porównania z naszymi red. LCD-3 oraz HiFiMANami 400). W rozwinięciu macie sporo informacji na temat samych słuchawek, o zastosowanych patentach, o polskich cenach…

Zamknięte

» Czytaj dalej

Audiofilia nervosa w mainstreamie? Focal Utopia, customy…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
HeadphoneXXXXX-2-1024x665-600x389

Pamiętacie? Pisałem o tym niedawno. W mainstreamie coraz częściej pojawiają się produkty audio z wysokiej czy najwyższej półki. W mainstreamie pisze się o MQA, o hi-resach, o lepszej jakości muzyki. To, że ktoś w ramach ciekawostki napisał coś o głośnikach za dziesiątki tysięcy to jedno, ale RECENZJA produktu takiego jak słuchawki Focal Utopia to jednak coś niebywałego, jednocześnie pokazującego trend. Słuchawki. Tak, słuchawki są dzisiaj w modzie, ale taki przetworniki C/A to nie jest produkt pierwszej potrzeby, a artykuły o winylu (znowu – ktoś powie – moda… zgoda, tylko co z tego, że moda?), o muzyce w kontekście tego na czym, jak słuchamy to coś, czego wcześniej w takiej skali nie było. Nie było, ale jest i raczej szybko nie przeminie, bo też rynek wyczuł modę, wyczuł trend i dzisiaj kto żyw bierze się za słuchawki, na wyścigi pojawiają się bezprzewodowe głośniki w cenie dobrego HiFi (albo i – umownie – z high-endowymi aspiracjami). I to się przebija, przebija do świadomości szerokich mas, bo nie mam wątpliwości że żaden tematyczny site o audio, żaden magazyn o audio nie ma takiego zasięgu jak największe, technologiczne vortale. Opiniotwórcze dodajmy, które kształtują – właśnie – trendy, mody, kreują potrzeby. Wired, The Verge, Gizmodo czy Arts Technica (a to tylko niewielki wycinek) piszą coraz częściej o tym, o czym piszemy my: o sprzęcie do słuchania muzyki na poziomie, która jest dostarczana na poziomie. Odpowiednim poziomie jakościowym. To gigantyczna zmiana, rewolucyjna wręcz, gdy popatrzymy jaki regres towarzyszył nam przez cały okres odwrotu od fizycznego nośnika (na marginesie: obecna recydywa czarnej płyty niczego tu rzecz jasna nie zmienia w ogólnym obrazie, tzn. pliki górą) na rzecz słuchania z Internetu. Kompresja stratna i to taka w podłej jakości, początki iTunes (jakościowo była to zgroza! Jeszcze parę lat temu nie mogłem uwierzyć, że można sprzedawać coś w tak marnej jakości! Ile to się zmieniło…), byle jak i byle co… tak to wyglądało w okresie kształtowania się nowego sposobu dystrybucji muzyki. Tak było, ale tak (już) na szczęście nie jest!

To, jak widać, przeszłość, a przyszłość to wysoka jakość. Rozumieją to muzycy, twórcy, coraz częściej rozumieją, bo czasy spartolonej roboty w studiu nagraniowym to obecnie już nie norma, a często wyjątek wytykany palcem. Coraz częściej! Co ciekawe obecnie nikt już nie wytyka palcem kogoś, komu zależy (na tej lepszej jakości), wręcz przeciwnie – rynek dostosowuje się do takich aspiracji, do nowych, większych potrzeb w tym zakresie. Nie jest oczywiście przesądzone, że MQA będzie sukcesem (choć wielkie wytwórnie, które wchodzą w tym roku w temat, pozwalają na umiarkowany optymizm), ale to lepiej to kierunek wytyczony raz na zawsze i nie ma już od tego odwrotu. I to zwyczajnie cieszy. Sposób na transmisję muzyki w jakości bezstratnej, dodatkowo w formie nie różniącej się od materiału ze studia, od mastera to coś, co finalnie przypieczętuje rewolucje cyfrową w audio, co pozwoli na słuchanie bez obaw, że musimy zadowolić się „piątą wodą po kisielu”. Ten cel jest już blisko, bardzo blisko. Za sprawą usług streamingowych, natychmiastowego dostępu, dodatkowych możliwości jakie daje Internet, komputery, z równania (muzyka+sprzęt+adaptacja pomieszczenia = finalny efekt) zniknie chyba najistotniejsza niewiadoma, którą była jakość pliku, jego ułomna forma. W zakresie sprzętu też dzieją się prawdziwie rewolucyjne rzeczy – tu wg. mnie wymienić można na szybko Google ze swoim Chromecastem (wyniki pomiarów dostępne pod tym adresem (2) – odniosę się jeszcze do tego w osobnym wpisie), prawdopodobny rozbrat z kablem / względnie transmisją analogową (Apple) oraz coraz lepiej brzmiące bezprzewodowe głośniki (czy właściwiej – wielostrefowe systemy nagłośnieniowe). To się dzieje tu i teraz, a przyszłość wygląda ekscytująco! Wszyscy na tym korzystamy, także Ci, którzy nie przykładają wagi do tego, co wydobywa się z głośnika. Oni także są beneficjentami, bo mogą korzystać z tych zmian w mainstreamowych (właśnie!) produktach. Zresztą moda, trend powoduje, że słuchawki wysokiej klasy stają się czymś popularnym, czymś masowym, czymś pożądanym. I nie mam tu na myśli (tylko) Beats Audio, bo właśnie dzięki rozbudzeniu oczekiwań, wykreowaniu mody na drogie słuchawki dzisiaj możemy wybierać z tysięcy propozycji. Nie tylko Beats…

To, że ktoś w mainstremowym medium pisze o Utopiach to właśnie zmiana nastawienia, zmiana myślenia o produktach (umownie) audiofilskich, high-endowych, czy po prostu takich, które grają (a nie tylko udają). I nie ma co się boczyć na sufitowe ceny najdroższych modeli, na rosnące ceny topowych modeli. Jest zapotrzebowanie to jest rynkowa propozycja. Znowu skorzystamy wszyscy, bo nowe technologie, nowe pomysły, materiały, patenty trafiają do przystępniejszych cenowo produktów, stają się częścią oferty dla mas. To gigantyczny progres, bo dzisiaj kupicie za kilkaset złotych świetne słuchawki, kupicie za kilkaset złotych znakomity przetwornik, kupicie za śmiesznie małą kwotę cyfrowy transport (wspomniany Chromecast – to właśnie coś, co jak soczewka, skupia rewolucyjne zmiany jakie zachodzą w branży). Produkt Google jest wyjątkowy jeszcze z innego powodu – on nie jest dla audiofilów, dla niszy, dla garstki, on jest dla każdego. Jego możliwości wpisują się w potrzeby, a przy okazji ten niewielki dysk serwuje nam świetną jakość dźwięku, znakomite parametry (w konfrontacji z drogimi źródłami broni się, może być pełnoprawnym elementem toru audio HiFi, a nawet high-end) oraz otwartość na wszelkie zmiany jakie zachodzą w tym segmencie. MQA? Proszę bardzo, można to tutaj szybko wprowadzić. Obsługa stref / granie jako endpoint w Roonie? Nie ma sprawy! Bitperfect? No jak najbardziej mamy. Gapless? W czym problem? I to wszystko za 35$! Przecież takie coś może mieć każdy, nawet ktoś komu zależy tylko i wyłącznie na dostępie do treści (bo tu to jest na wyciągnięcie tabletu/smartfona) i ma w nosie jakość. A może tylko tak mu się wydaje, że ma w nosie?

Ostatnio na łamach sporo piszemy o przetwornikach, o oprogramowaniu, o nowych formatach dźwięku, usługach (sprawdźcie Loop!) o zmianach jakie zachodzą w dystrybucji, o bezprzewodowych głośnikach, streamerach, multiroomach wreszcie o słuchawkach. To są kluczowe zagadnienia, to dzisiaj przesądza jak będzie wyglądała branża, jak to będzie działało w przyszłości. Przy okazji audio napiszemy też coś o inteligentnym domu, bo integracja wszystkiego (sieć) daje dodatkowe korzyści, a wszelkie nowe sposoby sterowania mocno z audio korespondują (głośniki). Na koniec tej wyliczanki, ciekawa obserwacja: mamy statne BT, mamy AirPlay’a, mamy DLNA/uPnP, mamy protokół opracowany przez Google (cast)… mamy też coś opracowanego na potrzeby jednego serwisu: Spotify Connect. Bazuje na dotychczasowych protokołach, ale coś te Spotify Connect wyróżnia. To szybkość nawiązywania transmisji, niskie opóźnienia i stabilność. To, oczywiście, tylko stratny przesył danych, tylko że to tylko w tym wypadku wyszło bardzo dobrze. Brawo dla Spotify za opracowanie czegoś, co działa lepiej od AirPlay’a, lepiej od uPnP, porównywalnie z Cast. To rozwiązanie, które omija problemy transmisji via BT (w praktyce wystarczą ściany, aby wykluczyć tę technologię w transmisji audio), omija opóźnienia AirPlay’a (przy okazji, jak już wspominałem, to nie jest bitperfect, a szkoda bo przecież niby bezstratnie) oraz ułomności uPnP (stabilność działania pozostawia sporo do życzenia, to samo kwestie jakości przesyłanego sygnału). Minusem jest namnożenie się tych wszystkich technologii, ale to nie powinno w sumie dziwić. Jesteśmy w czasach pojawienia się, rozwoju różnych sposobów przesyłu multimediów w sieci, poszukiwania optymalnych rozwiązań, takich, które pozwolą na strumieniowanie muzyki, wideo w najlepszej możliwej jakości.

Powracając zaś do wylinkowanych artykułów. Nie ma co się zżymać na to, że autorzy testują słuchawki za 3000$ na strumieniach z Deezera czy Spotify, że za źródło robi zwykły iPhone. Wbrew pozorom to właśnie tutaj dokonuje się największy progres (jakość materiału w strumieniach). Nie ma co się zżymać przez wzgląd na miejsce. To, że ktoś pisze o customach pejoratywnie na wstępie, a pod koniec artykułu mamy audionirwane w uszach jest oklepanym zabiegiem i tylko pokazuje, że lepsze przebija się w świadomości, że jest chciane, pożądane. Te opisy są oczywiście nieco po brzegu, bez poezji jaką można czasami znaleźć u kolegów po fachu, opisujących kwieciście to co słyszą na tematycznych stronach/ w magazynach. Te proste opisy są dla ludzi, zwykłych ludzi słuchających zazwyczaj muzyki z głośników w aucie, na miniwieży, z telewizora czy dołączonych do kompletu (z telefonem) IEMów. Te opisy mają rozbudzać, mają pokazywać inny, lepszy świat. I nie chodzi tutaj o te tysiące dolarów, które trzeba wydać, bo praktycznie nie ma tygodnia by pod wymienionymi powyżej adresami nie pojawiły się recenzje przystępnych cenowo głośników, słuchawek, audio źródeł dla masowego klienta, a nie dla garstki, dla highendowej niszy. Opisy nowych gramofonów (dacie wiarę?!), metody masteringu (u nas niebawem przy okazji 2 cześci recenzji Korga 10R) to coś, czego byśmy się zwyczajnie nie spodziewali w mainstreamie. A jednak! Taki tekst, jak ten o najdroższych Focalach (poza Utopiami są też opisane Eleary) to nie długi, szczegółowy artykuł o supersłuchawkach, a coś dla  - właśnie – rozbudzenia ciekawości, dla spopularyzowania tematu. Pojawiają się tam odniesienia do wielu, opisanych także tutaj produktów: o Audioqueście DF, o Oppo HA-2 czy o Chordzie Mojo (nadal staram się zdobyć tego malca do testów) – widać, że mimo masowego odbiorcy, nie niszy, pisze się o czymś, co znacząco poprawia jakość tego co słyszymy z dowolnego źródła (transportu) jakim (każdy z nas) dysponuje. Oczywiście można autora skrytykować za cokolwiek niepoważne potraktowanie stacjonarnych, high-endowych słuchawek jako takich na wynos (że ciężki, długi kabel co rzecz jasna w takim przypadku nie dziwi i wadą żadną nie jest), że nie ma izolacji (znowu na wynos to konstrukcje zazwyczaj zamknięte, albo izolujące IEMy) – w końcu to wynika z takiej, a nie innej konstrukcji tych słuchawek itd. itp. To nieistotne w sumie, bo właśnie przez wzgląd na miejsce publikacji, niczego innego bym się nie spodziewał. To co istotne – jakość dźwięku oferowana przez takie produkty – jest uwypuklone i choć autor podkreśla, że nigdy by nie wydał 3000 dolarów na słuchawki, to z szacunkiem odnosi się do tego, co te Utopie prezentują. Mówimy tu o poszerzaniu horyzontów, o dostrzeżeniu, że poza Lo-Fi jest inny świat (i znowu, niekoniecznie taki za 1000 czy 3000$), że muzykę można słuchać na czymś lepszym, że sama muzyka może być jakościowo lepsza. Przyznaje to autor, pisząc, że słyszy na nowo utwory, które (wydawało mu się) dobrze zna, że jest w stanie odkrywać swoją muzykę na nowo. Wiemy, z autopsji, jak przyjemne i podniecające to doświadczenie. Niech inni też się dowiedzą!

Sumując, jak widać, moda na (dobre) audio w pełnym rozkwicie  :)