LogowanieZarejestruj się
News

Chord Mojo&Poly = kompletne źródło sieciowe audio kompatybilne z ROONem!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Mojo-and-Poly-900x675

Może w końcu się uda i przetestujemy na łamach? Będzie tym bardziej warto, bo entuzjastycznie przyjęty, mobilny przetwornik/amp, doczekał się bardzo użytecznego uzupełnienia. Tym uzupełnieniem jest specjalny moduł sieciowy Poly, oferowany jako dodatkowy moduł do wspomnianego Mojo. Tak, właśnie, moduł podpinamy i już możemy pozbyć się kabla, co w przypadku mobilnego użytkowania robi zasadniczą (ergonomia) różnicę, w domu zaś pozwoli wykorzystać taki tandem jako pełnoprawne, autonomiczne źródło audio. Bardzo fajny pomysł! Moduł wyposażono w Wi-Fi oraz Bluetootha, jak również… czytnik kart SD. Pudełeczko obsłuży dźwięk o parametrach PCM (do 32 bitów/768 kHz) oraz DSD (do DSD512). Poly wykorzystuje własną baterię, która może pracować do dziewięciu godzin. Zadbano o ergonomię takiego uzupełnionego o streamer rozwiązania – producent przewidział możliwość ładowania Mojo wraz z modułem Poly jednocześnie. Taka modułowa konstrukcja pozwoli dotychczasowym użytkownikom najmniejszego przetwornika Chorda na znaczące rozszerzenie funkcjonalne. Cena powinna być zbliżona do tej, którą przyjdzie zapłacić za samego Mojo (około 2500 złotych). Dostępność? Początek 2017 roku. Czytaj – niebawem.

Kompletne mobilno-stacjonarne źródło audio

Takie niepozorne coś, a moc (w tym) silna!

Zasada działania będzie bardzo prosta – sterowanie za pomocą aplikacji mobilnej zainstalowanej na smartfonie, streamer będzie mógł być przenoszony z dala od telefonu, co bardzo ułatwi użytkowanie. Moduł BT daje (?) opcję na bezdrutowe połączenie słuchawek (tyle, że nie wiadomo za bardzo jakie kodowanie obsłuży, w specyfikacji wspomniano jedynie o podstawowym protokole audio), WiFi pozwoli strumieniować również via AirPlay (poza tym jest DLNA) oraz… to prawdziwa bomba jak dla mnie… taki tandem będzie Roon Ready! Co to oznacza chyba nie muszę mówić (nie, jednak muszę ;-) ). Streamer będzie funkcjonował jako end-point w przypadku tego front-endu. Genialna sprawa!

Cieszy wsparcie dla Linuksa, prawdziwie multiplatformowy sprzęt

Dzięki karcie SD możliwe będzie granie via Mojo&Poly, który przeistoczy się w coś na kształt muzycznego serwera, z własną kolekcją muzyki zapisanej na nośniku. Co więcej, dzięki hiresowym strumieniom Tidala, taki sprzęt właściwie zamyka temat dostępu do muzyki w najlepszej, oferowanej na rynku, jakości. Oczywiście będzie można połączyć się z dowolną elektroniką wspierającą DLNA, a dzięki wspomnianemu AirPlay’owi będzie to idealny partner dla bezprzewodowych głośników obsługujących ten standard transmisji. Idealne, uniwersalne źródło audio? Cóż, warto będzie to samemu obadać. Sprzęt prezentuje się niezwykle interesująco, jego możliwości są ogromne (choć wątpliwości budzi moduł BT i jego funkcjonalność – to wymaga wyjaśnienia, a informacje póki co są dość ekhmmm oszczędne), będzie to bodaj jedyne takie rozwiazanie na rynku. Mojo&Poly będą współpracować m.in. z DAPami Astell&Kern. Sumując – mobilnie – to coś, co nie wymaga fizycznego połączenia z telefonem, dodatkowo nie wymaga (jak DAPy, czy klasyczny układ DAC&phone) sięgania po źródło, aby nim zarządzać. Już widzę oczami wyobraźni zawiadywanie z poziomu jakiegoś smartwatcha. Stacjonarnie zaś mamy kompletne źródło audio, zintegrowane z najlepszym, komputerowym font-endem audio. Kompletne rozwiązanie.

Ta plansza mówi (prawie) wszystko ;-)

 Wow

Poly 

PS. Jeszcze dzisiaj, najpóźniej jutro recenzja aktywnego zestawu Scansonic M5BT ze wstęgą, do tego …konkurs  :-)  oraz zapowiedzi kolejnych testów (sporo sprzętu wjechało  ;-) )

Poniżej, w rozwinięciu, specyfikacja:

» Czytaj dalej

Nowy streamer_dac Auralic-a: ALTAIR. Kompatybilny z RAAT (Roon)!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
AURALiC ALTAIR (6)

Takie dwa w jednym. A nawet więcej (o czym poniżej). Konkretnie? Chcemy z komputera grać? No to proszę bardzo. Z innego cyfrowego źródła? No nie ma sprawy. Mamy chęć na autonomiczne i w pełni samowystarczalne pudełko (źródło), na niemnożenie bytów? ALTAIR to streamer jak się patrzy, z całym OS, z apką na handheldy, wreszcie z pełną integracją z ekosystemem Roona! Zadebiutowało to, to w Monachium i stanowi w uproszczeniu połączenie firmowych strumieniowców Aries ze wspomnianą Vegą (to, dla przypomnienia DAC), z pewnymi różnicami o czym dalej. Brzmi smakowicie? Sprawdźmy, co mówi na temat nowego urządzenia prezes Autalic-a, Pan Xuanqian Wang? Ano mówi tak:

„Nowy ALTAIR jest zarówno wysokiej jakości streamerem jak i DAC, zaprojektowanym w oparciu o informacje zwrotne od dealerów, jako wyjątkowo wygodne cyfrowe źródło sprzętowe w przedziale cenowym 1800–2000$. Niektórzy mogą uznać to jako połączenie Vega ARIES lub ulepszonej wersji MINI z wejściem cyfrowym. Jednak ALTAIR jest zdecydowanie czymś innym – rozszerzeniem linii produktowej. Nie zastąpi MINI ani wielokrotnie nagradzanego DAC AURALiC Vega czy też Streamerow serii Aries. Wszystkie one stanowią najwyższy poziom jakości dźwięku”. 

Innymi słowy, nowy ALTAIR może działać jako łatwy w użyciu „Home Music Center” z obsługą 15+ źródeł sygnału, w tym m.in.: Network Shared Folder (NAS), pamięci USB, wewnętrznej pamięci (opcjonalne HDD lub SSD), obsługi  UPnP/DLNA media server, streamingu z serwisów TIDAL oraz Qobuz , internetowego radia, AirPlay’a, Bluetooth’a, Songcasta oraz RoonReady (właśnie! RAAT!) oraz, dodatkowo, wykorzystując fizyczne złącza, dowolnego źródła cyfrowego (DAC) via: AES/EBU, coaxial, toslink, USB do komputera, via dwa porty host USB. Za łączność z siecią odpowiadają gigabitowy LAN oraz trzy zakresowe WiFi 802.11 B/G/N/AC. Jak widać, mamy obsługę najszybszego standardu sieci bezprzewodowej. To bardzo istotne udogodnienie, bo możemy w tym przypadku liczyć na szybkie, stabilne połączenie streamera z naszą infrastrukturą sieciową (byle była to sieć AC rzecz jasna, u jabłkolubów to obecnie standard). Dwie antenki, wkręcane w obudowę to znak, że ten klamot świetnie się sprawdzi w instalacji bezprzewodowej. Także, szykuje się kolejna, ciekawa alternatywa dla systemu opartego na komputerze z dakiem, względnie coś, co może być fundamentem cyfrowego zestawu audio z wieloma, różnorakimi źródłami (odtwarzacze stacjonarne av, komputery, handheldy i co tam jeszcze). Oczywiście postaramy się przetestować tego klamota u nas :) BTW najbliższa publikacja na #HDOpinie to wstępnie przez nas opisany & zapowiadany Aries Mini.

AURALiC ALTAIR powinien trafić do sprzedaży jeszcze w lipcu 2016 roku. AURALiC ALTAIR dostępne będą do testów w wybranych sklepach Audiokracja w Polsce. Cena detaliczna AURALiC ALTAIR to 8900 PLN z 23% VAT.

 

Poniżej pełen opis konstrukcji, taki ze szczególarskimi szczegółami (dla takich nerdów jak ja, to czysta poezja jest, a dla nie nerdów to trochę strata czasu ;-) )…

» Czytaj dalej

Zeppelin Wireless – rzut okiem

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zeppelin Wireless_t

Opublikowałem na łamach HDO dwa artykuły poświęcone Zeppelinowi Air (patrz pierwotny tekst wraz z aktualizacją tutaj), w których dokładnie opisałem funkcjonalność, możliwości oraz brzmienie tej konstrukcji. W międzyczasie pojawiła się druga generacja tego bezprzewodowego głośnika B&W z dokiem wyposażonym w nowy typ złącza (Lightning), od strony brzmieniowej praktycznie identyczna z poprzednikiem. Wentylowana obudowa (dwa porty bass-refleksu z typowym dla producenta patentem ala piłeczka golfowa), dock, bateria złączy cyfrowych, łączność wyłącznie via WiFi (i tylko AirPlay), pilot „kamyczek”… tak, to była w istocie modyfikacja polegająca na wprowadzeniu nowego złącza. Stwierdziłem, że nie ma sensu rozpisywać się o tej nowości, bo w istocie grało to i miało możliwości identyczne z dwukrotnie opisanym Air pierwszej generacji. Bowers pracował już nad nową, trzecią generacją (a właściwie czwarta, licząc model wyposażony wyłącznie w docka) swojego topowego głośnika „bezdrutowego” i kiedy pojawiły się pierwsze zapowiedzi, stwierdziłem, że warto będzie przyjrzeć się bliżej temu produktowi. I tak też się stało. Wiedziałem, że sporo się zmieniło, ale szczerze nie przewidywałem że firma tak dalece odejdzie od wcześniejszej konstrukcji, w istocie wprowadzając zupełnie nowy produkt do swojej oferty, inny (choć z wyglądu podobny, ale też po przyjrzeniu się odmienny od poprzedników) głównie w najistotniejszym zakresie… brzmienia oraz funkcjonalności. I powiem otwarcie, dużo zmian wprowadzonych przez B&W wywołuje u mnie spore wątpliwości. Jakie? No to po kolej:

Po pierwsze, ten Zeppelin jest jak nazwa sugeruje po prostu i (prawie wyłącznie) bezprzewodowy. Oczywiście w takim produkcie, łączność bezprzewodowa, strumieniowanie muzyki bez kabla to danie główne, ale… poprzednicy oferowali znacznie więcej, bo Air (1 i 2 gen) mogły być np. wysokiej klasy soundbarami, projektorami dźwiękowymi łączącymi się z telewizorem za pomocą kabla optycznego. To niekorzystne uszczuplenie możliwości produktu, jest tylko wejście analogowe, a to nie jest to samo, bo wiadomo że w telewizorach raczej nie ma co liczyć na dobrą konwersję sygnału cyfrowego na analogowy. Po drugie Air podpięty pod komputer via USB pokazuje, jak wielkie możliwości drzemią w tym zintegrowanym systemie głośnikowym, jak dobre, rasowe brzmienie oferuje ten produkt. Nowy produkt nie ma wejścia USB (jest tylko serwisowe, nie służy do transmisji dźwięku). Pisałem o tym, co daje takie połączenie wcześniej, nie będę się w tym miejscu rozwodził, wspomnę tylko że to najlepsza jakość dźwięku, pozwalająca wykorzystać w pełni znakomite przetworniki jakie Szkoci zastosowali w tej konstrukcji. To właśnie w tym przypadku uzyskujemy najlepsze efekty, fakt nie jest to tak wygodne jak AirPlay, ale po prostu warto. Warto, szczególnie w kontekście bardzo nieciekawie wyglądającej stabilności, czy raczej jej braku w przypadku AirPlay’a. Widzę piętrzące się trudności wraz z rozwojem oprogramowania (iOS, OSX) w przypadku tego, firmowego protokołu dla przesyłu obrazu i dźwięku. Zrywanie połączenia, chwilowa utrata łączności to coś, co dzisiaj niestety jest normą. Potwierdza to niestabilność połączenia (a precyzyjniej, także jej niewystarczająca wydajność) w najnowszym software w przypadku współpracy makówek z AppleTV (to ewidentnie problem z OSX-em, implementacją AP w tym systemie). Do tego duże opóźnienie („znak firmowy” protokołu AirPlay) również nie pozostaje bez wpływu na komfort użytkowania takiego głośnika. Cóż, w nowym Zeppelinie Wireless B&W postawiło, jak wyżej, wyłącznie na bezprzewodowość. Poza AP jest Bluetooth (wcześniej go nie było), który jak się okazuje nieco ratuje sytuację, ale też – wiadomo – nie oferuje bezstratnej jakości przesyłu. Zeppelin Wireless to produkt zorientowany na Apple (tylko AirPlay, choć jak pokazuje Zeppelin Air,  głośnik może być identyfikowany jako urządzenie DLNA), na szczęście użytkownik androidowego handhelda prześle sobie tym razem muzykę i to w dobrej jakości (także dzięki obsłudze aptX). Ten kodek w najnowszych wersjach gwarantuje minimalne opóźnienia, dziesięciokrotnie mniejsze od tych, które występują w standardowym SBC (na marginesie aptX nie ma w mobilnym systemie iOS, a w OSX bywa ten aptX niestety mocno problematyczny). Innymi słowy, nowy Wireless dzięki BT ma co prawda alternatywę, alternatywę stabilną, do tego uniwersalną (można korzystać z dowolnych źródeł, byleby były wyposażone w moduł), no ale kupując taki głośnik chcemy wykorzystać jego soniczne możliwości w pełni (co przeszkadzało dać uPnP/DLNA Bowersowi?), a nie tylko w pewnym stopniu, prawda?

No i dochodzimy do kluczowej kwestii. Brzmienia. Tutaj znowu firma postanowiła nas zaskoczyć. Tu nie ma wentylowanej obudowy! Nie ma. Z tyłu widzimy gładką powierzchnię cygara (gabaryty wszystkich dużych Zeppelinów są zbliżone), nie znajdziemy w niej żadnych otworów. Co to w praktyce oznacza? Grając stosunkowo cicho, nie odczujemy tego boleśnie, ale już przy dużym poziomie głośności nagle okazuje się, że gdzieś nam wyparował bas, którego w poprzednikach bywało aż nadto, ale tam można było w odpowiedni sposób, jak z każdą klasyczną kolumną głośnikową, temu zaradzić, w zamian dostając świetny, głęboki, czysty basior. Tutaj szybko dochodzimy do miejsca, w którym mocne głośniki wbudowane w niewentylowanej obudowie, wprowadzają chaos, nieład w brzmieniu, te staje się mniej czytelne, pozbawione klarowności. Tracimy. Taka konstrukcja, moim zdaniem, nie może się obyć bez bass-refleksu. Grając głośno (a Zeppelin zachęca do tego, to system bezprzewodowy, pozwalający nagłośnić niemały salon) mamy wrażenie, że coś tu jest nie tak. Poza tym tracimy jeszcze coś, coś co zawsze mnie w tej konstrukcji fascynowało. Monofoniczny głośnik (fakt – duży, fakt – z oddalonymi od siebie dość znacznie (cygaro) przetwornikami) potrafił zagrać niebywale przestrzennie, w praktyce z metr w lewo/prawo od zasłoniętych plecionką koszy, zamkniętych we wspólnej obudowie. I to się świetnie sprawdzało. A tutaj? Tutaj mamy dźwięk znacznie mniej spektakularny, już się ten Zeppelin nie wyróżnia na tle innych propozycji rynkowych, jak poprzednicy. Powiem szczerze, że spory zawód. Oczywiście to wstępne wnioski, bo też głośnik dopiero co wyjęty z pudełka, ale… tu nie ma co liczyć na radykalną poprawę, bo sama konstrukcja stoi na przeszkodzie osiągnięcia zbliżonych do wcześniejszych modeli, możliwości w zakresie brzmienia. Wielka szkoda. Plusem (dla niektórych) będzie łatwość ustawienia (co w przypadku Air 1/2 było trudne, bo wiązało się z potrzebą rezerwacji dużej przestrzeni za głośnikiem), właściwe można go ustawić bardzo blisko ściany, bez obaw że będzie to miało jakiś wpływ na brzmienie. Natomiast nie da się do końca zniwelować wystąpienia niekorzystnych zjawisk, gdy „rozkręcimy” nowego Wirelessa i pojawią się rezonanse. Brak wentylacji, przy zachowaniu nominalnie sporej mocy, będzie skutkował pojawieniem się takich, nieprzyjemnych sytuacji.

Zawód? Przy pierwszym kontakcie to chyba trafne sformułowanie, dobrze oddające moje wrażenia. Niestety nie ma w komplecie użytecznego, bardzo ładnego pilota (kamyczek). Niby nie ma co przełączać (bo jest tylko wireless), ale niekoniecznie muszę mieć pod ręką strumieniujące źródło, a zmiana natężenia dźwięku, czy banalne włączenie/wyłączenie musi się w przypadku nowego Zeppelina wiązać z ruszeniem czterech liter z fotela i skorzystaniem z niekoniecznie praktycznych (choć ładnie wkomponowanych) przycisków w górnej części obudowy. Co do wyglądu, to rzecz gustu, ale według mnie tu także nastąpił pewien regres. Zamiast aluminiowego, obłędnego docka, aluminiowego pasa dzielącego obie połówki cygara, typowej dla wysokiej klasy kolumn głośnikowych plecionki skrywającej całą elektronikę i przetworniki w starszych wersjach, dostajemy tutaj łatwy do wybrudzenia materiał (plecionka w poprzednikach daje się bardzo łatwo oczyścić z kurzu, szybko można za pomocą taśm do usuwania np. kociej sierści, wyczyścić taką powierzchnię), który w miejscach zetknięcia się z brudem, czy tylko naszymi rękoma zmienia kolorystykę (staje się delikatnie jaśniejszy). To, plus, subiektywnie, nie tak jak w Air(ach) elegancka, ekskluzywna obudowa powoduje, że zamiast towarzyszącego poprzednikom „wow”, mamy ładny, ale już nie wyróżniający się, nie wywołujący tylu emocji produkt. Szkoda. Liczyłem na coś więcej i przede wszystkim na dodawanie, a nie odbieranie (możliwości, funkcjonalności, a przede wszystkim zdolności brzmieniowych).

Na zakończenie, jeszcze jedna uwaga (aptekarsko to nawet parę). Jak zwykle (tak było również w poprzednikach), konfiguracja (mimo że uproszczona i przeprowadzana przez bardzo czytelną, łatwą w obsłudze aplikację) na dzień dobry, po wyjęciu z pudełka, wiązała się z koniecznością przeprowadzenia fabrycznego resetu. Firma, wg. mnie, powinna na wstępie informować klientów, że takowy, fabryczny reset, jest elementem niezbędnym w konfigurowaniu urządzenia. Nie byłoby irytacji i nieprzyjemnego, pierwszego wrażenia. Niestety brak docka oraz możliwości ustawienia via USB z komputera, nie pozwala na alternatywne metody wpięcia Zeppelina w sieć. Nie da się wobec tego „przenieść” konfigu sieci, obchodząc standardową metodę bezprzewodowego ustawiania parametrów. Do tego, zaraz po resecie i udanej inicjacji procesu konfigurowania, wyskoczyło powiadomienie o krytycznej łatce i zamiast muzyki, kilkanaście minut upłynęło na aktualizowaniu firmware. Takie to, przyznacie, no niezbyt. Rzecz jasna Zeppelin jest teraz jeszcze bardziej przyjazny środowisku, w trybie czuwania praktycznie w ogóle nie pobiera energii, pewnie komponenty użyte w jego budowie podlegają znacznie łatwiejszej utylizacji (to w sumie, wierzcie mi, widać), ale cholera, chyba nie o to chodzi w tego typu produkcie, żeby był eko i zielony, tylko żeby grał znakomicie, miał „wszystko” i jeszcze (równie) znakomicie się prezentował. Cena ustalona na polskim rynku, niestety przestała być promocyjna. Bowers przez wiele miesięcy utrzymywał bardzo atrakcyjny cennik na swoje Zeppeliny (w przypadku Air zamiast 2899 było 1799), teraz nowość kosztuje …2999 zł.

Szczerze? Poczekałbym na promocję (to raz), a dwa poszukał na rynku poprzedników. Może jeszcze gdzieś się uda trafić, w którymś ze sklepów na wcześniejszy model? Dla mnie, patrząc na to co zaoferowali tym razem, wybór między starym, a nowym, byłby oczywisty…

Poniżej, galeria

» Czytaj dalej

Ciekawostka – nowy Macbook: terminal, czyli to czego (większość) potrzebuje

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
MacBook_9

Niczego na dzień dobry nie podłączysz, mocy tutaj jest tyle co w komputerze sprzed czterech lat (wydajność na poziomie MB Air AD 2011), bez sieci ten sprzęt nie ma po prostu żadnego sensu, żadnego uzasadnienia. Tak, taki jest nowy MacBook, który Apple buńczucznie obwołało rewolucją, zdefiniowaniem komputera mobilnego na nowo, czymś co zastąpi znane nam obecnie laptopy. Wiele w tym sprzęcie ograniczeń, ale według mnie faktycznie sadownicy znowu mają nosa i ten dziwny, filigranowy (jego lekkość, forma kojarzy mi się z „niepoważnymi” netbookami, obecnie chromebookami – to ta sama idea, tylko dojrzalsza, sensowniejsza, niestety dla twórców, producentów „googlebooków” Apple potrafi sprzedawać komputery, inni wyraźnie mają z tym problem) komputerek może być zapowiedzią ostatniego pokolenia sprzętu prezentującego (jeszcze) klasyczną formę, wyposażonego w ekhmm… komputerowy system operacyjny. W dobie integracji, zapowiedzi końca rozwijania tradycyjnych OS dla sprzętu komputerowego (vide ostatnie zapowiedzi Microsoftu dotyczące Windowsa), przeniesienia obliczeń do chmury, zdalnego korzystania z usług, szerokiego wprowadzenia wirtualizacji, to co prezentuje nowy MacBook zdaje się wpisywać w przyszłość „computingu”, idealnie wpisywać.

W 2008 roku na rynku debiutował MacBook Air. Jeden port, niespotykana wcześniej forma – lekkość, mobilność, długi czas działania na baterii i (wtedy, w momencie premiery) bardzo wysoka cena. Nowy MacBook może powtórzyć sukces MBA, stać się początkiem kolejnej (i chyba ostatniej) ewolucji komputerów mobilnych. I tak jak Air stał się protoplastą wszystkich ultrabooków, które z czasem stały się dominującą formą wśród mobilnych PC, tak nowy MB stanie się wzorcem dla maszyn będących w zasadzie terminalami, w których duża część oprogramowania będzie odpalana zdalnie, gdzie będziemy płacić za dostęp, nie za licencję, program, a właśnie za dostęp do danej funkcjonalności. To już się dzieje w każdej dziedzinie dystrybucji software, dystrybucji multimediów, to trend który całkowicie przeobraża zapotrzebowanie na moc, na określone wyposażenie po stronie użytkownika. Wirtualizacja, bezprzewodowość rozumiana jako całkowite wyrugowanie przewodów łączących urządzenia, akcesoria, korzystanie z wielu współdziałających, w pełni zsynchronizowanych urządzeń komputerowych (od smartwatcha począwszy) wymusza całkowite przeorientowanie odnośnie specyfikacji, formy i nowy MacBook jest wg. mnie kwintesencją tego, co się w obecnym i przyszłym „computingu” dzieje. To jest dokładnie to, czego ludzie już teraz i zaraz będą potrzebować, oczekiwać od sprzętu komputerowego.

Jestem piernikiem, konserwatystą, nowy MB mnie irytuje, ale jestem i będę w mniejszości i nie mam racji. To, że nie mogę nic na dzień dobry podpiąć pod komputer to po pierwsze mało istotne ograniczenie dla większości współczesnych użytkowników sprzętu komputerowego, po drugie z czasem (klasyczne, czy konserwatywne nastawienie) to się zmieni i tak jak nikomu nie przeszkadza jeden port w iPadzie, czy iPhone, tak i tutaj nowy MB znajdzie wielu naśladowców …zresztą dzisiaj ultrabooki to dwa-trzy porty, jakiś slot i już. Będzie tego mniej, bo więcej to coś, z czego coraz rzadziej korzystamy, poza tym obecne porty, sloty są dla coraz cieńszych komputerów za duże. Dane będziemy trzymać w chmurach, będą dostępne zawsze (online) i w sumie tylko jedna rzecz mi tutaj w nowym MB nie zgadza się z zaprezentowaną powyżej wizją… gdzie, do cholery, podział się slot dla karty SIM. Pewnie dadzą to w wersji late 2016. Jak to u Apple bywa. Wkurza mnie klawiatura, która kojarzy mi się ze znienawidzonymi ultrapłaskimi klawkami, bez wyraźnego feedbacku, bez skoku. Ale to znowu pewnie kwestia przyzwyczajeń, mojego negatywnego nastawienia. Mechanizm motylkowy zdaje się najlepszym kompromisem w kwestii formy (super cienki, super lekki), przy zachowaniu wygody korzystania z tradycyjnego interfejsu. Przy czym dzisiaj króluje krótka forma – kto by tam sobie zawracał głowę pisaniem, wystarczy tweet, dwa zdania na fb, krótki komentarz, okraszony infantylną emotką. Zmienia się sposób komunikacji i tak naprawdę może się okazać, że dla wielu asystent typu Cortana czy Siri będzie pozwalał na całkowitą rezygnację z klawiatury. Wystarczy coś podyktować, skorzystać z gotowca i już, w myśl złotej zasady –  ”po co się przemęczać”. Klawiatura najmniej przypadła mi do gustu, jest (dla mnie) za twarda, ale jak wyżej, to kwestia osobistych preferencji, doświadczeń i (może przede wszystkim) potrzeb.

Gładzik z technologią ForceTouch jest świetny, ekran też jest świetny, oba te rozwiązania pozwalają na lepszą interakcję z komputerem, mają wpływ na komfort oraz na to w jaki sposób możemy obsługiwać nasz nowy terminal. To jest coś, co w oczywisty sposób skraca dystans (ForceTouch) i ułatwia posługiwanie się sprzętem w najbardziej intuicyjny, łatwy do opanowania sposób. Jedną z wielkich korzyści w przypadku MacOSa są gesty, dzięki nowym rozwiązaniom będzie (jeszcze) lepiej. W to nie wątpię i widzę ogromny potencjał, natomiast nie jestem wcale pewien, czy ten cały MacOS nie odejdzie niebawem w niebyt, w tym sensie, że przekształci się w system hybrydowy, który będzie w dużej mierze opierał się na wspomnianych rozwiązaniach zdalnych, na wirtualizacji procesów… Pytanie – po co w takim komputerze szybkie GPU i szybki procesor, gdy w ramach obecnych już na rynku technologii można będzie odpalić każdą wymagającą dużej mocy aplikację na zdalnym serwerze, albo urządzeniu współpracującym (konsole wszelkiej maści)? Zdziwię się, jeżeli nowe AppleTV nie będzie multimedialno-konsolowym hubem – pamiętajmy, na rynku zaraz pojawi się Windowsa 10 integrujący świat konsolowej rozrywki z pecetem (Xbox One -> PC). Core M nie jest stworzony do poważnej pracy, ale ta poważna praca to margines w przypadku typowego, domowo-biurowego użytkowania komputera. Inaczej – to że nowy MacBook to taki iPad z klawiaturą (wystarczy uświadomić sobie, ze płytka z układami zajmuje ok. 5% powierzchni obudowy), nie stanowi problemu dla większości osób, do których adresowany jest ten sprzęt. Zwyczajnie, niczego więcej nie potrzebują. Przy czym nie zapominajmy, że podstawowa konfiguracja z 8GB pamięci RAM oraz 256GB super szybkim dyskiem SSD (na szynie pci-e) to gwarancja zachowania odpowiedniej wydajności – tutaj nie ma się po prostu do czego przyczepić.

Pasywne chłodzenie to niewątpliwie atut, choć w tym konkretnie wypadku komputer (niestety) potrafi zaskoczyć in minus, grzejąc się konkretnie (gdy się go intensywnie wykorzystuje, gdy włącza się Turbo Boost). W takiej sytuacji, dolna część Maca staje się gorąca, nie ciepła, a gorąca właśnie. Nie ma to wpływu na działanie komputera, negatywnego wpływu, ale od strony wygody nie prezentuje się dobrze. Kto wie, może Apple będzie musiało wprowadzić zmodyfikowane EFI pod kątem termiki? Zobaczymy. Można mieć pewne wątpliwości, czy wiele odpalonych aplikacji (z Safari z wieloma zakładkami na czele) z równoczesnym transferem plików przez sieć, równoczesnym słuchaniem muzyki nie spowoduje czasami opisanej powyżej sytuacji – sprawdzę to jeszcze dokładniej i podzielę się doświadczeniami.

Na koniec tych pobieżnych obserwacji, kwestia wykorzystania nowego MB w roli komputera do audio. Nie ma tutaj klasycznego portu USB, nie ma nawet optycznego wyjścia (!) dla dźwięku. Słabo. Z drugiej strony, jak wspominałem nie raz na portalu, dzisiaj coraz częściej pozbywamy się drutów, kabli znaczy się i nowy MB to kwintesencja tego trendu. Nie ma przewodów, bo strumieniujemy (z takiego Tidala, względnie lokalnie z NASa), a następnie wykorzystując transfer przez BT (słuchawki, takie jak przetestowane Sennheisery Momentum Wireless), albo AirPlay’a odtwarzamy dźwięk na naszym zestawie stereo. Dzisiaj coraz częściej przetworniki C/A wyposażane są w moduły bezprzewodowe, odtwarzacze strumieniowe z definicji gotowe są na bezprzewodowy transfer ze źródeł komputerowych itd. itp. Innymi słowy te ograniczenia (pozostają i dla niektórych mogą być istotne) niekoniecznie przekreślają nowego MB w roli źródła audio. Po prostu tutaj się strumieniuje, a nie przesyła bity po kablu. Przejściówki, adaptery to zawsze niewiadoma odnośnie poprawności transferu, kolejne, zbędne ogniwo, podłączanie MB kablem USB może być więc problematyczne. Tak, tylko po co zaprzątać sobie głowę kablami… chyba, że jednak uznamy, że jakość płyty CDA (to zazwyczaj maksimum odnośnie strumieniowania po WiFi vide AirPlay, możliwości oferowane przez BT i ogólnie to, co dzisiaj spotykamy na rynku w tym zakresie) nie jest dla nas wystarczającaStrumieniowanie w jakości hi-res, szczególnie powyżej 24/96 wymaga w przeważającej większości przypadków zastosowania kabla. No, ale Apple pozostaje wierne AAC 256kbps, Mastered for iTunes jest generalnie w porządku, to jednak nadal dokładnie takie (kompresja stratna), a nie inne parametry dźwięku, więc w sumie nie ma o co kruszyć kopii… prawda? ;-) Streaming bezstratny to też maksymalnie 1411kbps i nie zanosi się, że poza niszowymi usługami, coś się w tej materii zmieni. Może, w co powątpiewam, czymś zaskoczą w czerwcu na WWDC (premiera serwisu streamingowego), ale patrząc na to w jakim kierunku podążą firma, hi-resy w kramiku, czy w strumieniu to chyba nie ten adres. Podsumowując, ma ten nowy MB spore ograniczenia w interesującym nas najmocniej zakresie, jednak dla kogoś, kto go sobie sparuje z sieciowym sprzętem audio via AirPlay, podłączy bezprzewodowo słuchawki klasy Momentum, nie będzie to stanowiło problemu. Jakościowo będzie satysfakcjonująco, no i ta wygoda…

» Czytaj dalej

Google Cast – ciekawa alternatywa dla AirPlay

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Google cast for audio

Google po niemałym sukcesie jakie odniósł Chromecast, niewielki, tani adapter HDMI z funkcją strumieniowania z przeglądarki oraz kompatybilnych aplikacji, wprowadza swój odpowiednik technologii strumieniowania – głównie dźwięku (dlaczego dźwięku… o tym przeczytacie dalej) – AirPlay firmy Apple. Od strony zasady nic się tutaj nie zmienia – nadal strumieniujemy z dowolnego komputera, handhelda z aplikacji pozwalającej na streaming. Zmienia się adresat. Nie chodzi o odbiornik telewizyjny, nie chodzi o Chromecasta, a o konkretne urządzenia współpracujące z Google Cast. Zapytacie jakie? Bardzo dobre pytanie, bo w tej chwili praktycznie nie ma takich urządzeń na rynku. Nie ma, ale będą, a precyzyjniej mogą już nawet na sklepowych półkach stać, tyle że aby obsłużyć nową technologię potrzebują stosownego upgrade oprogramowania. Dwie duże firmy z branży już zapowiedziały kompatybilność swoich produktów z Cast.

Te firmy to Sony oraz Denon. Obu producentów oferuje sprzęt wspierający AirPlay i chce poprzez odpowiednią aktualizację uzupełnić funkcjonalność głośników bezprzewodowych, amplitunerów oraz innych urządzeń sieciowych audio o technologię Google. Sony w ogóle ostatnio angażuje się bardzo mocno w promowanie rozwiązań internetowego giganta, widać to praktycznie we wszystkich grupach produktowych. Denon był w awangardzie firm wprowadzających AirPlay (pamiętam reklamy o opłacaniu przez firmę opłaty licencyjnej za AP na rzecz Apple – bagatela 50$ od urządzenia!), jak widać – i dobrze – nie przeszkadza to Japończykom zaoferować klientom uniwersalnych roziązań, które nia są zamknięte w obrębie jednego ekosystemu. Swoje głośniki zaproponuje również LG, które chce zaistnieć na rynku audio, zdominowanym przez konkurencję, co szczególnie bolesne arcykonkurenta, rodzimego Samsunga.

Kluczowe pytanie, na koniec, jak to gra, tzn. jakiej jakości możemy się spodziewać? Tutaj akurat Google jest bardzo enigmatyczne. Mowa jest o transferze w dokładnie takiej samej jakości, którą oferuje urządzenie strumieniujące. Co to oznacza w praktyce? Patrząc na parterów, serwisy strumieniowe, mówimy o stratnych formatach (m.in. TuneIn, Pandora). Nic nadzwyczajnego.  Oczywiście nie wyklucza to bezstratnej kompresji, a może (nawet) czegoś więcej niż 16/44). Tyle, że Google niczego konkretnego w tej sprawie nie mówi. AirPlay jest ograniczone do 16 bitów. Jak jest w tym wypadku? Informacja o strumieniowaniu z chmury niczego nie wyjaśnia, choć sugeruje uniezależnienie od sztywnych parametrów przesyłu (Google zaznacza, że transfer ze zdalnego serwera ma zapewnić lepszą jakość… co konkretnie nie tłumaczy, w jaki sposób ma być, właśnie, lepiej, ale też jw. może oznaczać transfer o dowolnej, wynikowej jakości). Być może, przez analogię, chodzi tutaj o podobne rozwiązanie do jabłkowego, dostępne w ramach iTunes Match… porównanie plików (chodziłoby o własne zbiory), z tymi oferowanymi np. w sklepie Google (firmowa aplikacja muzyczna oraz serwis oczywiście obsługują Cast) i strumieniowanie ich bezpośrednio ze zdalnego serwera. W takim wypadku smartfon, tablet czy komputer staje się wyłącznie pilotem, kontrolerem do odtwarzania, nie biorąc udziału w samym transferze audio. Tak to wygląda w przypadku wideo w Chromecast. Niekoniecznie mamy lepszą jakość (choć może tak być jak najbardziej, taki np. USB Player Pro odtwarza DSD, 24 bity, wysokie częstotliwości próbkowania), natomiast dużym plusem jest oszczędność energii po stronie wykorzystywanego do sterowania urządzenia. Pytanie kiedy i czy Google doda opcję odtwarzania bezpośrednio (mirror) z handhelda, komputera? W przypadku wideo (strumień obrazu z dźwiękiem) jest to możliwe już teraz, zapewne z audio będzie podobnie. Podsumowując, wydaje się to bardziej uniwersale rozwiązanie od AirPlay’a, co więcej dające potencjalnie przewagę jakościową oraz uniezależniające nas w pewnym stopniu od konkretnego ekosystemu (z zastrzeżeniem, że głośnik, odbiornik, odtwarzacz musi wspierać Google Cast for Audio). W przypadku technologii Apple handheld jest często niezbędnym ogniwem, to z niego strumieniowany jest dźwięk (oraz obraz). Możliwe jest strumieniowanie z chmury czy lokalnego serwera, ale dana aplikacja, dany sprzęt musi taką funkcjonalność oferować. Google jest tutaj bardziej otwarte, a brak ograniczeń jakościowych może być kluczowym argumentem, największą przewagą cast nad AirPlay’em.

iPod to już przeszłość?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
no_ipod

Patrząc na wyniki sprzedaży, tak mogłoby się wydawać. Po co utrzymywać linię produktów, która coraz gorzej się sprzedaje, traci udziały… Produkt, który był pierwszym, przynoszącym firmie krociowe zyski, stał się symbolem rewolucji (cyfrowa dystrybucja muzyki, iTunes), może niebawem całkowicie zniknąć z rynku. Może zniknąć, bo Apple zwyczajnie nie będzie się opłacało utrzymywanie produkcji sprzętu, który zalega na sklepowych półkach. Faktycznie, w obecnej formie, iPod nie ma za bardzo sensu. Nie ma, bo po pierwsze dzisiaj coraz częściej do głosu dochodzi streaming, a tego iPody nie są w stanie zaoferować (nawet Touch, który wyposażony jest przecież tylko w moduł WiFi), po drugie jeżeli mówimy o odtwarzaniu muzyki z plików, to kompresja stratna nie jest dzisiaj „na topie”, na topie są hi-resy, cała branża mówi o poprawie jakości oferowanej muzyki (i bardzo dobrze), a iPody to przede wszystkim stratne AAC (iTunes), po trzecie wreszcie dzisiaj muzyka to także social media, to dodatkowe usługi i funkcjonalności nie bardzo pasujące do obecnie oferowanej linii produktowej (może poza iPodem Touch). Sumując, iPody takie jak Nano, Shuffle czy Classic oraz pod pewnymi względami także Touch nie mają widoków na przyszłość, te produkty nie będą się dobrze sprzedawać, nie ma na to szans.

No dobrze, Apple ma zatem dwa wyjścia. Pierwsze, najprostsze i chyba najbardziej prawdopodobne, to uśmiercenie tej grupy produktów, wycofanie iPodów z oferty. W końcu od odtwarzania muzyki jest dzisiaj smartfon, względnie tablet, ale przede wszystkim iPhone i tego się trzym(ajm)y. Drugie rozwiązanie wymagałoby od Apple poważnego zaangażowania w dwóch dziedzinach – raz, trzeba by było wprowadzić hi-resy do swojej oferty (a przynajmniej kompresję bezstratną, muzykę w formacie ALAC o parametrach 16/44), dwa usługę abonamentową z dostępem do całej swojej kolekcji z ewentualną opcją jakości płyty CDA. Te dwie rzeczy mogłyby na nowo tchnąć życie w iPoda, czy raczej nowe iPody, wyposażone w opcję streamingu (w wariancie minimum – lokalnie via WiFi (z AirPlay) oraz via Bluetooth (może by tak aptX wprowadzić?) – czyli strumieniowanie do urządzeń audio oraz na odtwarzacz, bez opcji mobilnej) oraz możliwość nawigowania w ramach serwisu / kolekcji (albo pełen iOS, albo okrojony, czy przykrojony do tego typu funkcjonalności). Niekoniecznie więc musiałby to być nowy iPod Touch, być może lepszym rozwiązaniem byłby player z systemem ala iPod Nano czy obecne Apple TV (a więc ograniczonym funkcjonalnie do odtwarzania kontentu z określonych źródeł, także z Internetu). Warunkiem koniecznym byłoby natomiast zastosowanie bardzo dobrego przetwornika (hi-resy, bezstratna jakość materiału), wzmacniacza, modułu bezprzewodowego (w opcji mobilnej także, wzorem iPada, z możliwością strumieniowania danych z Internetu) i bez wyjątku (nawet, gdyby tych iPodów miało być parę modeli, nie jeden) szybkiej i pojemnej pamięci masowej flash. Rzecz jasna Apple, zgodnie ze swoją filozofią, raczej na pewno nie wprowadziłoby kart pamięci, przy czym duża przestrzeń na dane byłaby tutaj nieodzowna, szczególnie w sytuacji, gdy mówimy o bezstratnej kompresji, gdy mówimy o hi-resach. Nie byłoby tu więc miejsca na jakieś grajki z paroma gigabajtami pamięci.

Taki hipotetyczny iPod (iPody) mogłyby przyciągnąć uwagę klientów, szczególnie gdy uświadomimy sobie, jak szybko wyczerpuje się bateria w smartfonie odtwarzającym lepszą jakościowo muzykę, nie mówiąc już o streamingu. Jeżeli nowe urządzenie naręczne Apple, będzie także (co jest praktycznie pewne) umożliwiało podstawową kontrolę, sterowanie innym sprzętem z logo jabłka, taki odtwarzacz osobisty miałby jakieś szanse na rynkową egzystencję. Warto przy tym wspomnieć, że rynek DAPów stale się rozszerza (mimo spadku iPoda), choć mówimy tutaj nie o typowych „mp3-kach”, a sprzęcie z wyższej półki. W sumie, w sytuacji gdyby Apple wprowadziło powyższe usługi i lepszą jakość muzyki, firma musiałaby równocześnie zaproponować produkty zdolne do wykorzystania nowych możliwości. Nowe iPody wpisywałyby się w to doskonale, pod warunkiem rozszerzenia ich możliwości (jw.) a ideałem byłoby także przystosowanie takiego sprzętu do względnie długotrwałego działania na baterii (przy stale wyłączonym wyświetlaczu, braku innych niż odpowiedzialne z odtwarzanie, względnie komunikację, procesów jest to wykonalne, łatwiejsze niż w przypadku iPhone czy iPada).

Przejęcie Beats Audio, o którym wcześniej wspomniałem, jest symptomatyczne. Oczywiście należy mieć nadzieję, że nowe produkty, nowe słuchawki (oraz głośniki) będą w stanie pokazać nową, lepszą jakość brzmienia (obecne słuchawki BA do tego zupełnie się wg. mnie nie nadają). Niewykluczone, że zakup popularnego producenta słuchawek (oraz całej reszty lifestyleowych audio produktów ) oznacza, że iPod będzie miał jeszcze swoje pięć minut. Byłoby fajnie, bo to nie tylko kultowy produkt, ale odnośnie jakości dźwięku, po prostu dobry wybór, lepszy niż wiele konkurencyjnych rozwiązań. Tyle tylko, że aby rzecz utrzymać w sprzedaży trzeba dużych zmian jak wspomniałem powyżej. Bez tego iPod zniknie, bo zwyczajnie mało kto go kupi… Wraz z „b” można wykreować na nowo zapotrzebowanie na muzyczny odtwarzacz (bo coś jest modne, warte pokazywania się (z tym czymś) oraz na (nie)tanie słuchawki jak i na rozbudowany, kompletny serwis muzyczny iTunes z hiresami (sklep), z usługą strumieniową w abonamencie, z kolekcją nagrań (własnych) w chmurze (Match) oraz z inteligentnym radiem internetowym (iRadio). Wtedy, taki osieciowany iPod będzie miał jak najbardziej sens. Wraz z hipotetycznym, rozbudowanym funkcjonalnie Apple TV oraz głośnikami bezprzewodowymi Apple będzie mogło zaoferować całościowe rozwiązanie z segmentu domowego  systemu rozrywkowego AV. Zdobyć salon – to niewątliwie kusząca perspektywa dla jabłkowego giganta.

 

Testujemy produkty Bowers & Wilkins: słuchawki P3, P5 oraz głośniki AirPlay Z2 (Zeppelin Mini), A5

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
P5_2

Na naszych łamach znajdziecie recenzję topowego głośnika Zeppelin Air, teraz przyjdzie kolej na produkty z niższej półki – nową wersję Zeppelina Mini oraz głośnika A5 (oba produkty oferują strumieniowanie w ramach technologii AirPlay), jak również słuchawki nauszne – model P3 oraz P5. Niewykluczone, że listę uzupełnimy o nowe P7 oraz głośnik bezprzewodowy A7 (produkty znajdujące się na szczycie oferty B&W w zakresie słuchawek oraz bezprzewodowych głośników). Punktem odniesienia będzie nasze redakcyjne cygaro, które można uznać za sprzęt referencyjny w swoim segmencie. Zobaczymy co wyjdzie z porównania tych urządzeń. Moim zdaniem Bowers powinien zaoferować coś dla użytkowników Androida – na razie cała oferta budowana jest pod kątem Apple. Pomijanie wielu potencjalnych klientów nie jest dobrym pomysłem. Rzecz jasna można ściągnąć aplikacje z Google Play umożliwiającą streaming w ramach AP, jednak firma powinna stworzyć według mnie linię produktową przeznaczoną dla użytkowników innych platform (złącza microUSB, technologie DLNA/uPnP, wprowadzenie opcji strumieniowania via Bluetooth z obsługą aptX).

Pod tym względem konkurencja oferuje więcej (przykładem testowane u nas produkty Harman Kardona, które można uznać za wzorzec uniwersalności). Brzmieniowo B&W jest, co tu ukrywać, lepsze, czasami dużo lepsze, ale od strony funkcjonalności nie jest już tak dobrze. Wsparcie też nieco kuleje (choć obecnie jest z tym lepiej), pamiętam problemy z Zeppelinem przez pierwsze parę miesięcy użytkowania. To drogi sprzęt i tutaj nie powinno być żadnych problemów, a jeżeli takowe się pojawią (-ją) obowiązkiem producenta jest ich jak najszybsza eliminacja. Warto przy okazji wspomnieć, że obecnie strumieniowanie w ramach AirPlay, korzystanie z bezprzewodowych głośników to często możliwość słuchania muzyki o jakości płyty CD (np. WiMP HiFi), a nawet odtwarzania gęstych formatów, hi-resów (zazwyczaj wsparcie dla materiału 24/96). Przyszłość przyniesie dalsze rozszerzenie funkcjonalności, szczególnie w sytuacji, gdy Apple zdecyduje się na sprzedaż w iTunes plików hi-res. Można zatem spodziewać się dynamicznego rozwoju tego segmentu rynku. Odnośnie zaś słuchawek, B&W podobnie jak praktycznie wszyscy wielcy producenci audio, próbuje zainteresować swoimi produktami wymagających melomanów, z tym że celuje głównie w tych słuchających na handheldach, nie w domu (ewentualnie model P7 można uznać za coś do stacjonarnego słuchania, pozostałe produkty to sprzęt typowo mobilny). Poniżej krótka galeria przedstawiająca opisane powyżej produkty…

» Czytaj dalej

Rzut okiem: głośniki bezprzewodowe Bose Soundlink III & Harman Kardon Aura

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
HK Aura_4

Kolejne produkty z serii – sobie stoi i bezprzewodowo gra (w domyśle z telefonu, czy zazwyczaj z telefonu). To bardzo dynamicznie rozwijający się segment rynku audio, niestety często nabywca może tutaj trafić na miny i to także z tego względu, że co rusz do sklepów trafiają nowe produkty, trudno się w tym wszystkim rozeznać. Nie ma jakiegoś punktu odniesienia, bo – trzeba to uczciwie powiedzieć – liczba rozwiązań, rodzaj przetworników, rozwiązania konstrukcyjne, priorytety w tego typu produktach to prawdziwa mozaika często wykluczających się założeń, do tego całe mnóstwo kompromisów, które muszą uwzględnić projektujący bezprzewodowe głośniki inżynierowie. Nie zawsze te kompromisy wychodzą na zdrowie, czasami można spotkać się z niemiłą niespodzianką, kiedy to urządzenie starsze, tańsze gra wyraźnie lepiej niż nowe, droższe, można też kupić coś, co znowu jest droższe, niby znacznie bardziej funkcjonalne (bo ma baterię, bo przenośne jest i na kablu wisieć nie musi), a jednak na tyle kompromisowe właśnie, że te dodatkowe cechy trudno uznać za pożądane w ogólnych rozrachunku, wręcz przeciwnie mogą one użytkownikowi „wyjść bokiem”.

Sprawdziłem dwa nowe produkty, z których jeden wpisuje się w to, co napisałem powyżej, drugi zaś jest potwierdzeniem że nie zawsze coś niby lepszego, o niby większych możliwościach i katalogowo przynależącego do wyższej klasy jest… lepsze. Szczerze powiedziawszy, mam coraz większe obawy, szczególnie w zestawieniu z rewelacyjnymi S5BT firmy Scansonic, czy liczni, pierwszoligowi producenci nie próbują nas zwyczajnie naciąć, próbując wmówić, że to nowe, to takie świetne, najlepsze, i w ogóle co może nas spotkać, gdy zechcemy strumieniować dźwięk z naszego telefonu lub z tabletu na jakiś, no właśnie, stylowy, modny głośniczek bezprzewodowy. Do tej pory miałem zazwyczaj styczność z – fakt dość drogimi – ale ambitnymi konstrukcjami tego typu, które próbowały w jak najlepszy sposób reprodukować dźwięk z tak… słabego źródła, jakim jest współczesny handheld. W przypadku tytułowych produktów mam wątpliwości, czy za tym wszystkim nie stoi sprytny księgowy, który sobie wyliczył, że owszem można na tym biznesie nieźle zarobić, przy czym wcale nie trzeba się starać, wystarczy byle co i byle jak, a klient i tak się znajdzie i kupi. Ostro? No ostro, ale co poradzę, jak tu drogo z jednej strony, a brzmieniowo… no właśnie. Zapraszam do krótkiego testu najnowszych produktów Bose oraz Harman Kardona.

» Czytaj dalej

Multiroom w oparciu o AirPlay – produkty CASA Tunes w Polsce

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
casa_tunes_ct8_m_max

Obecnie budowa wielostrefowego systemu nie jest tak skomplikowana i kosztowna jak to miało miejsce parę lat temu. Handheldowa rewolucja, a wraz z nią nadejście streamingu, bezprzewodowej łączności, przesyłania obrazu i dźwięku za pośrednictwem popularnych technologii, takich jak DLNA/uPnP (WiFi) oraz za pomocą Bluetooth pozwala na doprowadzenie sygnału bez pośrednictwa kabli praktycznie wszędzie i to za stosunkowo niewielkie pieniądze. Jednak ktoś, komu zależy na maksymalnej funkcjonalności, możliwościach rozbudowy, jakości sygnału często wybiera rozwiązania dedykowane, przygotowane przez specjalistów z branży. Jedną z takich firm jest amerykańska CASA Tunes, której produkty właśnie trafiły do naszego kraju. Ciekawostką jest tutaj oparcie się na technologii AirPlay, technologii Apple, której zastosowanie niesie ze sobą określone korzyści – gigantyczny rynek aplikacji wspierających format oraz urządzeń kompatybilnych z ww. techniką przesyłu, ogromna prostota obsługi oraz bezstratny transfer o jakości płyty kompaktowej. Ograniczenia to brak obsługi plików hi-res, krytycy mówią także o nie do końca pewnej (osiągalnej) zgodności bitowej – innymi słowy, niektórzy twierdzą, że nie ma tu mowy o bit-perfect. Jak jest w rzeczywistości trudno orzec, bo wielu rzeczy o AP po prostu nie wiemy, poza tym sama natura transferu bezprzewodowego niesie ze sobą pewne ograniczenia i niebezpieczeństwa. Zostawmy jednak to i skupy się na nowości jaka wchodzi na nasz rynek…

„Casa Tunes to amerykańska firma produkująca urządzenia Multiroom Audio wykorzystujące technologię bezprzewodową AirPlay oraz tradycyjne połączenie kablowe. Streamery Casa Tunes mogą wykorzystywać bezprzewodowe przesyłanie sygnału audio do dowolnego urządzenia wyposażonego w technologię Air Play, takiego jak głośniki czy amplitunery AV. Z oferty firmy można wybrać streamery o niespotykanej ilości wyjść audio od 3 do 24 streamów w technologii kablowej oraz od 5 do 10 streamów w technologii bezprzewodowej Air Play. Obsługa urządzeń może się odbywać z dedykowanej klawiatury oraz z wygodnych aplikacji na smartfony, tablety w systemie iOS lub Android oraz z komputerów PC i Mac.” Jak widać, jest to rozwiązanie całościowe, dopasowane do potrzeb różnych klientów, w tym takich którzy mają spore domy, duże mieszkania, w których chcieliby mieć pełną swobodę dostępu do multimediów. Niewątpliwie ogromną zaletą w tym wypadku jest kompatybilność z gigantyczną liczbą urządzeń. Zazwyczaj w tego typu rozwiązaniach stosuje się unikalne technologie, wymagające zastosowania dodatkowych, kosztownych komponentów, przygotowanych do pracy w wielostrefowym systemie. Tutaj jest inaczej. Wiadomo, że Ameryka (USA) Apple stoi. Akurat w tej dziedzinie (bezprzewodowy transfer audio i wideo, ogólnie multimedia) jabłkowy ekosystem ma do zaoferowania bardzo wiele, stanowi punkt odniesienia. Wielostrefowy system dystrybucji oparty na AirPlay ma dużą przewagę nad konkurencją, może także okazać się najbardziej przyjazny kieszeni (mamy w sumie pełną dowolność konfigurowania, można dowolnie mieszać ze sobą urządzenia, marki, byle by wspierały AP).

Kolejne konstrukcje NADa na horyzoncie: DAC oraz cyfrowy all-in-one

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
NAD nowa rodzina D

Nowa seria to niewątpliwie ukłon w stronę młodszego pokolenia. Nie dla pierników (takich jak autor newsa?) znaczy się ;-) To ukłon w stronę użytkowników korzystających na co dzień z odtwarzaczy mobilnych, smartfonów, tabletów, słuchających muzyki z komputera, a pliku. Takich, którzy nośnik fizyczny (płyta) znają głównie z opowieści. Uważam, że to jedyna, sensowna droga rozwoju, zresztą inni też podążają tą drogą – wystarczy popatrzeć na dzisiejsze katalogi, gdzie tradycyjne, klasyczne systemy ustępują miejsca konstrukcjom cyfrowym (wyposażonym w przetworniki, w końcówki oparte na tranzystorach etc.). Obecnie prawie nikt nie kupuje klasycznych odtwarzaczy CDA (gwałtowny spadek sprzedaży), renesans płyty winylowej to zjawisko o pomijalnej skali (w stosunku do całego rynku), tuner radiowy to obecnie dowolny sprzęt podłączony do Internetu, mogący odtwarzać strumień audio (rozgłośnie internetowe)… NAD o tym wie, cała branża o tym wie, stąd ogromna popularność DACów, setki nowych urządzeń strumieniujących, odtwarzających lokalnie z dysku, z sieci muzykę zapisaną w plikach. Tak to wygląda i nic tego stanu rzeczy już nie odwróci, nie zmieni. Ludzie wychowani na iTunes, na mp3, na słuchawkach podłączonych do telefonu, przenośnego odtwarzacza potrzebują w domu czegoś, co się łatwo zintegruje z ich światem audio. Bardzo odmiennym od tego tradycyjnego HiFi (High-end rządzi się swoimi prawami, z punktu widzenia masowego konsumenta to zjawisko pomijalne), zdecydowanie faworyzującym połączenia cyfrowe, albo wręcz całkowitą rezygnację z fizycznych połączeń na rzecz fal radiowych, bezprzewodowej transmisji dźwięku. Tak to wygląda. Nowa seria NADa idealnie się w to, co napisałem powyżej, wpisuje. O integrze napisałem w poprzednim newsie (wg. mnie będzie to szlagier, hit – praktycznie każde urządzenie oparte na Androidzie da się szybko zintegrować z D3020, a do tego podepniemy każde dodatkowe, cyfrowe źródło, wszystko zaś w kompaktowej formie, desktopowej formie, która obecnie staje się coraz popularniejsza), niniejszy news dedykuję nowemu DACowi oraz urządzeniu, które podobnie jak wiele nowości na rynku, wymyka się jednoznacznej klasyfikacji (wzorem komputerowej terminologii, możemy mówić o systemie all-in-one, integrującym wiele funkcji w jednej obudowie).

Nowy DAC, model D1050 to bardzo nowoczesny przetwornik, w którym zastosowano asynchroniczny interfejs USB o parametrach 24/192. Komputerowe złącze uzupełniają porty SPDIF (również 24/192) w wariancie elektrycznym oraz optycznym, jak również zbalansowane złącze AES/EBU. Dodatkowo DACa wyposażono w wysokiej klasy wzmacniacz słuchawkowy z precyzyjną regulacją wzmocnienia. Jest także moduł bezprzewodowy (BT aptX)! Wyjścia audio zarówno w wariancie niezbalansowanym RCA, jak i zbalansowanym (XLR). Ultrakrótka ścieżka, redukcja jittera, wysoka rozdzielczość mają rozłożyć na łopatki konkurencję. No właśnie, cena ma nie przekroczyć 2000 złotych, co biorąc pod uwagę wyposażenie i możliwości może stanowić główny atut tej konstrukcji w walce o serca i umysły, wróć, portfele klientów. Design tożsamy z integrą. Oba urządzenia mogą stanowić znakomity, świetnie się uzupełniający, ultranowoczesny zestaw HiFi. Nazwa D1050 kojarzy mi się jednoznacznie z moim przedwzmacniaczem (1020). I nic dziwnego, dzisiaj rolę klasycznych przedwzmacniaczy coraz częściej przejmują właśnie przetworniki C/A. Popularne „daki” pełnią funkcję cyfrowej centralki, pozwalając na integrację z systemem wszelkich cyfrowych źródeł.

Model D7050 to inna bajka. Wspomniałem o trudności w nazwaniu tego urządzenia. To – zdaniem producenta – odtwarzacz sieciowy, a właściwie odbiornik sieciowy, co w jakiś sposób oddaje naturę tego urządzenia. Wyposażony w WiFi, LAN, pełną obsługę standardu AirPlay oraz Bluetooth aptX D7050 to sprzęt, który konstrukcyjnie nawiązuje do cyfrowej integry M2 serii Master, kosztującej – bagatela – 20 000 złotych. Dzięki obsłudze stnadradu uPnP (szkoda, że nie DLNA) nie będzie problemu z odtwarzaniem muzyki ze zbiorów lokalnych, z dysków NAS. Zastosowano podobny, cyfrowy tor sygnału co we wspomnianej powyżej, high-endowej konstrukcji. Tu nie ma miejsca na analog – nie ma interfejsów analogowych, konwersji, do tego ultrakrótka ścieżka sygnału… znowu przypomina to nam przetestowany niedawno power DAC NuForce DDA-100. Zera i jedynki aż po odczepy głośnikowe – tak to właśnie będzie wyglądało w przypadku D7050. Poza tym dodatkowy selektor wejść, bateria złącz cyfrowych, ekran OLEDowy, obsługa rozgłośni internetowych… Dzięki zastosowaniu Direct Digital amplifier technology, będziemy mogli cieszyć się wysoką jakością za ułamek ceny M2. Urządzenie ma kosztować ok. 3000 złotych.  Oba opisane produkty trafią do sklepów latem.

» Czytaj dalej