Ostatnio pojawiło się sporo nieoficjalnych (rzecz jasna) informacji na temat nowej wersji systemu mobilnego Apple – iOS6. Na razie zmiany interfejsu pozostają tajemnicą, ale to co upubliczniono i tak wywołuje spore emocje. Jedną z najważniejszych informacji jest ta o wyrzuceniu z systemu map Google. Do tej pory był to jeden z najważniejszych, kluczowych składników systemu. Mapy to nie tylko nawigacja, ale wiele powiązań z aplikacjami (geolokacja, usługi, funkcje…). Apple ostro konkuruje z Google i w sumie od jakiegoś czasu przygotowuje rozbrat z Mapami. Wprowadzenie nowej wersji iOS jest doskonałą okazją by przeprowadzić, w dużej mierze rewolucyjne, zmiany. Udostępnienie API Siri – usługi pozwalającej na obsługę telefonu za pomocą mowy – znacząco rozszerzy funkcjonalność tego, jak podkreśla samo Apple, sztandarowego produktu w ramach jabłkowego systemu dla handheldów. Innymi słowy dostęp do Siri uzyskają wszyscy chętni developerzy, technologia pojawi się w aplikacjach firm trzecich, co pozwoli na odkrycie nowych możliwości. Dla nas niestety na razie rzecz pozostaje średnio użyteczna – Siri nie obsługuje naszego języka. Nowy iPad otrzyma pełne wsparcie, o innych modelach (głównie mam tu na myśli „dwójkę”) nie ma w tym kontekście mowy. Apple planuje nowe wielkie centra danych pracujące na rzecz usługi. Poza tym firma chce jeszcze ściślejszej integracji iOS z iCloud. Ciekawe czy oznacza to chęć pozbycia się konkurencji (ostatnio Dropboks ma problemy w App Store)? Szczegółów o nowym systemie dowiemy się podczas konferencji WWDC 2012, która odbędzie się za około miesiąc.
Dobra wiadomość dla posiadaczy androidowych słuchawek. Z niewiadomych powodów, nie każdy operator telewizji cyfrowej w Polsce udostępnia HBO Go (serwis streamingowy z kontentem HBO). Tak czy inaczej część użytkowników urządzeń z mobilnym systemem Google mogła czuć się pokrzywdzona – mając teoretycznie dostęp do usługi, nie mogła z niej korzystać, ponieważ brakowało wsparcia dla ich systemu. Z HBO Go do tej pory pożytek mieli posiadacze handheldów z iOS, od teraz sytuacja ulegnie zmianie dzięki wersji dla Androida, niestety na razie wyłącznie dla smartfonów. Na wersję dla tabletów trzeba będzie jeszcze nieco poczekać. Aplikację można już pobierać z Google Play. Użytkownik otrzymuje dostęp do 1400 odcinków seriali, dokumentów oraz 400 filmów. HBO Go cieszy się dużym uznaniem, do tej pory pobrało go 3 miliony abonentów (wersja iOS) oraz co najmniej kilkaset tysięcy użytkowników konsoli Xbox 360 (taka funkcjonalność pojawiła się na początku br).
Oznacza to możliwy ban na takie produkty jak konsola Xbox 360 oraz Windows 7. Na nieszczęście dla Microsoftu, wyrok dotyczy jednej z ważnych technologii zaimplementowanych w produktach firmy z Redmond. Chodzi tutaj dokładnie o dwa patenty dotyczące kompresji wideo H.264 oraz bezprzewodowego przesyłu danych. Wyrok podlega apelacji, z której to oczywiście MS skorzysta. Sędzia ogłaszając wyrok nawiązał do oskarżeń oraz badań Komisji Europejskiej (oraz amerykańskim wymiarem sprawiedliwości) wymierzonych przeciwko Motoroli (sprawa dotyczy także zarzutów wysuwanych przez Apple oraz… Microsoft chodzi dotyczące ww technologii kompresji wideo, szeroko stosownaje w sieci oraz elektronice użytkowej). Zwrócił on uwagę, że orzecznictwo w równolegle prowadzonej sprawie może mieć wpływ na ostateczny werdykt.
Warto w tym miejscu nadmienić, że za całą sprawą stoi nie kto inny jak Google, które jak pamiętamy wykupiło akcje Motoroli. Celem tej trasakcji były liczne patenty będące w posadaniu amerykańskiej firmy, Motorola procesując się z wielkimi z branży odpowiada w ten sposób na zapotrzebowanie swojego właściciela (wykup dotyczył działu mobilnego). Werdykt przed niemieckim sądem wpisuje się w wojnę prowadzoną przez największych przdstawicieli IT: Apple, Microsoft oraz Google, które w ten sposób próbują uzyskać przewagę nad konkurencją. Do tego dochodzą licze pozwy między czołowymi producentami oraz „załatwianie spraw” przez pośredników, tak jak w omawianym przypadku. (wydaje się, że nie ma tu miejsca na trwałe sojusze – często obserwujemy prawdziwy ogoeń krzyżowy).
Google nie robi tego jednak bez przyczyny. To właśnie Microsoft zbiera haracz od niemal każdego (ocenia się, że dotyczy to 70% rynku) androidowego urządzenia. Google wykorzystuje patenty MS płaci, ciekawe dlaczego Microsoft nie chce robić tego samego w stosunku do Google? To się nazywa mentalność Kalego. Apple robi zresztą dokładnie to samo (z tym że w mniej histerycznym tonie, bo MS pisząc list do europejskich regulatorów stwierdził, że Motorola/Google chcą uśmiercić wideo w sieci!). Gra toczy się o wielkie pieniądze, Google, przepraszam oficjalnie Motorola na pewno sprawy nie odpuści….
Kto inny mógł zagrać na nosie firmie z Cupertino? No kto? Oczywiście Samsung, który prowadzi obecnie z firmą Apple wielki spór w sądach o prawa patentowe, kwestie związane z designem urządzeń… jednocześnie będąc największym dostarczycielem elementów elektronicznych, które montowane są w jabłkowych handheldach, nie musi specjalnie obawiać się reakcji swojego największego konkurenta oraz klienta. Tak to właśnie wygląda, obie firmy są na siebie po prostu skazane, choć w przypadku omawianego produktu możemy mówić o idealnym zilustrowaniu skomplikowanych relacji między Koreańczykami oraz Amerykanami. Jakiś czas temu pisałem o pierwszej, dedykowanej Androidowi stacji Philipsa. Ten ciekawy produkt został specjalnie przygotowany pod kątem współdziałania z mobilną elektroniką wykorzystującą system Google (znakomity system Flex, pozwalający zamontować praktycznie każde androidowe urządzenie, co jest nie lada wyzwaniem – wielu producentów montuje złącza mikro USB w najprzeróżniejszych miejscach, Philips znalazł na to receptę, stosując konfigurowalny port dokujący). Ok, ale nie o tym miał być news, a o pierwszej, uniwersalnej stacji muzycznej dla Androida oraz iOSa. Jak wiadomo, w przypadku sprzętu Apple, mamy obecnie do czynienia z absolutną dominacją w tym segmencie rynku. Wynika ona po pierwsze z braku standaryzacji odnośnie androidowej elektroniki (na szczęście jest już mikro USB, ale co z tego, skoro i tak montuje się go w różnych miejscach i trzeba kombinować, vide Philips), po drugie Apple zastrzegł że jego logo (z wypisanymi, wspieranymi iPodami, iPhone czy iPadem) ma mieć wyłączność. Dlatego, mimo że przez USB lub/i Bluetooth/WiFi można podpiąć androidową elektronikę to na próżno szukać na pudełkach z mikro systemami audio informacji na ten temat. Widać jednak, że coś się w tej materii zaczyna zmieniać.
W przypadku Samsunga mówimy o pierwszym urządzeniu (DA-E750) z dwusystemową stacją dokującą, w której zamontujemy jabłkowego grajka, jak również dowolne urządzenie na Androidzie. Nowość należy do produktów z górnej półki – to także, poza omawianą funkcjonalnością/uniwersalnością zwraca na siebie uwagę. Widać, że producent zadał sobie wiele trudu by stworzyć bardzo zaawansowane brzmieniowo urządzenie audio HiFi. Czego tu nie ma? Drewno, hybrydowy wzmacniacz z lampami, wyrafinowany układ przetworników z stereofoniczną sekcją (a właściwie to nawet 2.1) składającą się z podwójnych, wysokotonowych kopułek, dwóch głośników odpowiedzialnych za średnie tony oraz pojedynczego, wspólnego subwoofera zamontowanego na spodzie. Długie nóżki umożliwiają bezproblemowe promieniowanie niskotonowcowi, poza tym z tyłu znajdziemy wyjście kanału bass-refleks oraz złącze LAN i USB. Omawiany sprzęt kompatybilny jest z DLNA co oznacza, że zagra z nim praktycznie wszystko, co jest podłączone do Internetu. Uniwersalne kółko nawigacyjne pozwoli nie tylko na sterowanie zadokowanym handheldem, ale nawet na podstawową kontrolę nad softwareowym odtwarzaczem w PC. Innymi słowy jest tutaj wszystko, choć (to moja subiektywna opinia) design mógłby być odrobinę bardziej finezyjny (widać nawiązanie do modnego retro). Tak czy inaczej jestem pod sporym wrażeniem tego, co udało się Samsungowi stworzyć. Luksusowa stacja muzyczna nie zabrzmi jak pierwszy, lepszy dok – widać, że ktoś tu mocno przyłożył się, aby to zagrało. Jedyna wątpliwość to akrylowa obudowa w której mieszczą się lampy (dodatkowo przykryte przeźroczystą pokrywą). Ludzie, lampy się grzeją, już po paru chwilach pewnie będzie tam niezły piekarnik, a poza tym co dotrze do naszych uszu w formie sonicznej, poczujemy także jak to gra nosem. Stacja jest oczywiście kompatybilna z AirPlay oraz (Android-Samsung) AllShare. Ciekawe jak będą prezentować się logo jabłka oraz zielonego robocika na pudle? Będzie dym, siwy dym (jak wyżej)
Cena DA-E750 wynosić będzie 2700 złotych (poziom przetestowanego u nas B&W Zeppelin Air).
Niestety na razie nie dla każdego. Firma być może z obawy przed przeciążeniem serwerów dawkuje nową usługę, niektórzy muszą pogodzić się z tym, że odejdą z kwitkiem (a dokładnie zostaną wciągnięci na listę oczekujących, w późniejszym terminie otrzymają stosowaną informację o dostępności GD). Czym jest Google Drive? To zintegrowana z usługami Google chmura, odpowiednik zaprezentowanych wcześniej iCloud (Apple), SkyDrive (Microsoft) oraz niezależnego i jak na razie najpopularniejszego Dropboksa.
Na start użytkownicy Google Drive otrzymują 5GB miejsca za darmo. Za więcej trzeba będzie zapłacić. I tak za pojemność 25GB przyjdzie wysupłać 2,49 USD/miesiąc, 100GB to 4,99 USD/miesiąc, pojemność 1TB wymaga zapłaty 49,99 USD/miesiąc. Poza tym, dla firm, przedsiębiorców, użytkowników wymagających wielkiej, wirtualnej przestrzeni Google oferuje aż 16TB przestrzeni na dane (opłata miesięczna wynosi wtedy 799 USD/mc). Dodatkowo dokonując aktualizacji do płatnego konta, pojemność skrzynki Gmail użytkownika zwiększy się do 25GB. Dostęp do usługi możliwy jest za pomocą dowolnego komputera (PC, Mac) oraz smartfona, tabletu (osobna aplikacja) z tym że w tym wypadku musi on być wyposażony w system mobilny Android lub iOS (niebawem zadebiutuje software dla systemu mobilnego Apple).
Choć Google nieodmiennie chwali swój portal społecznościowy, to nie da się nie zauważyć że jakoś o Google+ cichutko, cichuteńko. Powód tego braku zainteresowania ze strony mediów jest dość oczywisty: duża część z zarejestrowanych użytkowników ograniczyła się do założenia konta. Bardzo niska aktywność niestety oznacza, że G+ nie bardzo (przynajmniej na razie) wypaliło. Google zdaje sobie sprawę, że trzeba zmian i niebawem chce takowe wprowadzić. Google+ czeka poważna rekonstrukcja, po aktualizacji będzie to w dużej mierze zupełnie nowy produkt.
Jakie zmiany szykuje Google? Interfejs zostanie dopasowany do dotykowych ekranów. Duże przyciski, odpowiednio duże odstępy między poszczególnymi elementami pozwoli na łatwiejszą nawigację, kolumna z kontaktami zostanie przeniesiona na prawą stronę, pojawią się avatary przy nazwiskach. Poza tym menu po lewej stronie będzie w pełni interaktywne, modyfikowalne, po najechaniu na dany element pojawi się balonik z opcjami do wyboru. Materiały multimedialne będą prezentowały się bardzo atrakcyjnie, strumień zdjęć – przykładowo – to nie tylko udostępnione w profilu, wybrane zdjęcie, ale rozwijany, półprzeźroczysta lista w formie ramki z danego albumu, z którego pochodzi wspomniana powyżej fotografia. Profile będą przypominać to co znamy z Facebooka, dodatkowo zaprojektowano od nowa integrację interfejsu z YouTube (awatar i pole udostępnienia G+). Czy to wystarczy, aby skutecznie rywalizować z fb? Przekonamy się o tym, gdy tylko Google wprowadzi wzmiankowane nowości, co powinno nastąpić w najbliższym czasie.
Zamiast maja będzie czerwiec. Opóźnienie jest stosunkowo niewielkie, ale irytujący jest fakt wiecznego spóźniania się Google z premierami zapowiedzianych wcześniej produktów. Poza tym niestety należy spodziewać się wyższej ceny. W tym wypadku sprawa nie jest jednoznaczna. Najnowsze informacje to 250 dolarów za tablet, wcześniej mówiło się o 199, a nawet 149 dolarach. Z tym że niewykluczone, że do sprzedaży trafi tańsza wersja wyposażona w reklamy, innymi słowy Google pójdzie drogą obraną przez Amazona. Przypomnijmy, prawdopodobnie produkcją sprzętu zajmie się Asus. Oby nie było kolejnych przesunięć terminów, a cena zmieniała się w dół, a nie w górę.
Specjalne okulary mają być po pierwsze lekkie, po drugie wygodne, po trzecie pozwalać na faktyczne zwiększenie naszych możliowości w zakresie dostępu do informacji w każdej możliwej lokalizacji. Sprzęt ma umożliwiać swobodne poruszanie się, z tym że są tacy (patrz jeden z klipów parodiujący pomysł Google) którzy wątpią w te zapewnienia. Jakby nie patrzeć, nakładane na rzeczywisty obraz informacje mogą nas nieco dekoncentrować. Niewątpliwą zaletą jest bardzo lekka konstrukcja, okulary AR nie wyglądają jak jakiś hełm z wirtualną rzeczywistością, sprzęt na zaprezentowanych zdjęciach prezentuje się całkiem nieźle.
Firma mówi o szybkim wprowadzeniu urządzenia na rynek, ale trudno te zapewnienia traktować poważnie, gdy przeczytamy takie wypowiedzi na stronie Project Glass: „Podzieliliśmy się informacją o okularach ponieważ chcemy rozpocząć dyskusję i poznać opinie oraz wasze sugestie.” Jak ktoś ogłasza coś takiego, to raczej jest w fazie projektowej (może nawet wczesnej). Pracownicy Google pytali między innymi o to, co chcieliby użytkownicy takich okularów widzieć za ich pośrednictwem, jakie informacje najbardziej by ich interesowały. Ogólnie, urządzenie ma umożliwiać robienie zrzutów obrazu, inicjowanie czatów wideo oraz nawigowanie w określonym kierunku za pomocą komend głosowych. Mały ekran półprzeźroczysty umieszono w górnym, prawym roku okularów. Rewolucja? Niewypał? Czas pokaże…
O współpracy Microsoftu z Apple odnośnie map, usług lokalizacyjnych mówi się od dawna. Obie firmy mają w tym interes: Microsoft promuje swoje usługi (przeglądarka Bing, usługi lokalizacyjno-nawigacyjne…) w ramach tworzonego ekosystemu, Apple chce uniezależnić się od google`owych produktów w przypadku swojego iOSa. Firma z Cupertino, która słowami Jobsa chciała wypowiedzieć twórcy konkurencyjnego Androida, wojnę termonuklearną, bardzo chętnie zrezygnowałaby z usług Google, które – nie zapominajmy – wymagają uiszczania sowitych opłat. Mapy w urządzeniach z iOS mają fundamentalne znaczenie dla działania całego systemu, to na nich opiera się w dużej mierze funkcjonalność oprogramowania (lokalizacja), z tego elementu korzystają liczne aplikacje oraz funkcje systemowe. Stąd też nie dziwi taki, wydawać by się mogło, nieco egzotyczny sojusz (patrząc na rozwój ekosystemu Microsoftu widać, że to właśnie Apple będzie niebawem głównym konkurentem firmy z Redmond). OpenStreetMap ma być więc alternatywą dla mającego aż 71% udziałów na rynku Google Maps. Dzięki integracji Bing z OSM w przyszłości będzie można zrezygnować z usług Google – dla obu współpracujących firm oznacza to dodatkowe korzyści: osłabienie pozycji twórcy Androida pozwoli Microsoftowi promować swój ekosystem, Windowsa Phone oraz Windowsa 8, w przypadku Apple poza swoistą vendettą, w grę wchodzi umocnienie pozycji rynkowej kosztem Google w segmencie mobilnej elektroniki/systemów mobilnych. Wszystko odbywa się bez zbędnego rozgłosu, ale możemy już teraz założyć, że jak przyjdzie co do czego Google będzie musiało zmierzyć się z poważnym zagrożeniem dla swoich interesów, nowa rynkowa alternatywa zapewne nie będzie ograniczała się do Apple oraz Microsoftu, będzie oferowana wszystkim chętnym.
Wall Street Journal opublikował informację o bliskim otwarciu sklepu on- line Google oferującego androidowe tablety. Firma ma już doświadczenie w sprzedaży hardware za pośrednictwem własnego kanału dystrybucji… niestety nie jest to dobre doświadczenie. Google próbowało sprzedawać w ten sposób swój pierwszy telefon Nexus One z bardzo mizernym skutkiem. Teraz ma być inaczej i rzecz jasna lepiej. Będzie można kupić w ten sposób wybrane modele Asusteka oraz Samsunga. Zapewne jak tylko pojawi się na rynku tablet Google, także trafi do nowego sklepu. Wygląda na to, że firma nadal chce stworzyć coś na kształt, przynoszącego ogromne zyski, Apple On-line Store. Zresztą cały zamysł opiera się na tym, by skuteczniej rywalizować z iPadem, wspierać producentów androidowej, mobilnej elektroniki. Ciekawe czy ta próba się powedzie, czy też po paru miesiącach usłyszymy o końcu tego projektu…

