LogowanieZarejestruj się
News

eGreat i5… zamień Twój TV w komputer z Windows 10

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
EG_i5_01

Pamiętacie naszą publikację na temat miniaturowego komputerka Fooko PC? Opisaliśmy mini komputerek niedawno na naszych łamach, bardzo nam się spodobała koncepcja oraz realizacja pomysłu Windows na ekranie HDTV. Sprzęt skonfigurowany, szczególnie w zakresie odtwarzania audio, praktycznie nie wymagający żadnej dodatkowej pracy od użytkownika. Podpinamy DACa i gramy. Do tego rozbudowane możliwości front-endu multimedialnego. Pojawiła się właśnie na rynku alternatywa dla tego typu sprzętu. To eGreat i5 Pocket PC, stylowy, miniaturowy komputer o wielkich możliwościach. Połączony z telewizorem za pomocą złącza HDMI udostępnia system Windows 10 (w Fooko mieliśmy Windowsa 8.1, trzeba zrobić w nim upgrade, na szczęście darmowy, do najnowszej wersji OS) z wszystkimi jego możliwościami na ekranie telewizora.

Zamknięty w aluminiowej obudowie o grubości jedynie 11 milimetrów (tutaj zdecydowanie mniej tych milimetrów, faktycznie super kompaktowy ten komputerek), kryje w sobie sporą moc obliczeniową oraz wydajność, która pozwala mu z powodzeniem zastąpić stacjonarnego PC „pod telewizorem”. Egreat i5 Pocket PC pracuje na czterordzeniowym procesorze Intel Atom Bay-trail Z3735F wspomaganym zintegrowaną kartą graficzną Intel HD Graphics oraz 2GB pamięci RAM DDR3. Wszystkim tym zarządza najnowsza wersja systemu Windows. Wbudowaną pamięć 32GB można rozszerzyć podłączając zewnętrzny dysk USB (do 2TB) lub kartę micro SD (do 128GB). Wydajna karta WiFi, moduł Bluetooth 4.0 dwa porty USB 2.0 oraz czytnik kart microSD zapewniają duże możliwości podłączenia zewnętrznych urządzeń. Przypominam, marka eGreat to producent sieciowych odtwarzaczy multimedialnych (swego czasu, w innym miejscu, testowałem te odtwarzacze, może pamiętacie pierwsze recenzje Xtreamerów na FrazPC? ;-) …poza Xtreamerami testowaliśmy produkty eGreat). To były czasy sprzed wynalezienia SmartTV, tj. 2009 rok plus, minus, kiedy to taki odtwarzacz miał być (i był) alternatywą dla HTPC (wtedy były to całkiem spore skrzynki, jakie tam 11 milimetrów). Stare dzieje.

Cena detaliczna urządzenia wynosi 799 złotych.

TV Connect… nowe oprogramowanie dla cyfrowych wzmacniaczy NADa. Super!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
NAD_D3020_TVConnect

Tak, żyjemy w takich czasach, że niemal wszystko da się upgrade’ować, zaktualizować do nowej wersji, rozszerzającej dotychczasową funkcjonalność o nowe możliwości. Czasami jest to irytujące, wiele osób patrzy na to krytycznie… bo wiecie, poprawki, łatanie, problemów naprawianie. To prawda, tak to czasami wygląda, na szczęście nie zawsze, nie w każdym przypadku, jak doskonale obrazuje najnowszy wpis na HDO. W dobie cyfrowego audio można programować układy, można nie tylko ulepszać to co jest, ale – właśnie – rozszerzać funkcjonalność urządzeń. W przypadku naszego produktu roku 2014 – wzmacniacz NAD D3020 oraz droższego, sieciowego D7050 – na początku lutego NAD wprowadził najnowszą aktualizację firmware. Producent widzi najwyraźniej zmierzch systemów wielokanałowych, odejście od typowych rozwiązań kina domowego, wielki powrót do stereo. Ten powrót do dwóch kanałów to właśnie cyfrowe audio, te wszystkie DACi, cyfrowe końcówki, strumieniowe odtwarzacze oraz… słuchawki. No tak, ale jak się chce oglądać telewizję czy jakiś film z VOD to słuchawki niekoniecznie będą tym, czego szukamy, bo poza opcją bezprzewodową, chcemy czasami poczuć się jak w kinie (to raz), a dwa chcemy usłyszeć coś strawnego oglądając koncert, najnowszy odcinek Top Gear (La Ferrari zabrzmiało, także dzięki opisywanej aktualizacji, zaj…ście!) czy klip. Właśnie klip, klipy, uwielbiam oglądać muzykę połączoną z obrazem i videoklipy to coś, do czego chętnie sięgam (na szczęście tematyczne MTV oraz parę kanałów muzycznych nie tylko z nazwy daje radę). Sam dźwięk jest strasznie skompresowany i sam w sobie jest sporym wyzwaniem dla sprzętu reprodukującego, a jak jeszcze jest odtwarzany na głośnikach wbudowanych w telewizor…

No właśnie, do tej pory za system pod telewizor robił (i nadal robi, bo świetnie się sprawdza) Zeppelin Air podpięty optykiem do plazmy Panasonica. Choć mam wątpliwość, czy nadal tak będzie, a to z powodu tytułowej aktualizacji. D3020 otrzymał coś, co przekształca go we wzmacniacz AV (2.0 / 2.1), a konkretnie wzmacniacz dla i pod telewizor, telewizor podłączony koniecznie cyfrowo do naszego zaktualizowanego wzmaka. Integracja jest pełna i co najważniejsze zupełnie bezproblemowa. NAD uczy się komend z pilota odbiornika (nie jest wymagana żadna ingerencja ze strony użytkownika), uczy się zmiany głośności, wyciszenia, dodatkowo przełączając się automatycznie na wejście pod które podpięty jest HDTV. Najważniejsze w tej zabawie jest jednak nie tyle łatwe zintegrowanie wzmacniacza stereo z odbiornikiem, co uzyskany efekt soniczny. I tutaj powiem Wam, D3020 daje czadu! Nie dość, że duże skrzynki (nowe Perły podstawkowe lub/i podłogowe 25-ki) robią kolosalną różnicę, to jeszcze w zanadrzu mamy wyjście na suba, a jakby tego było mało dodatkową funkcję Bass EQ. To wszytko razem daje wyśmienity efekt przy oglądaniu filmów, w ogóle nie czuć braku dodatkowych kanałów efektowych, jest na pewno dużo lepiej niż w większości amplitunerów AV (w trybie 2 kanałowym) o soundbarach nie wspominając. Tzn. amplitunery potrafią dzisiaj zadziwiać funkcjonalnością, a i brzmienie mają niezgorsze, ale zamiast zwalistej, wielkiej skrzyni, która i tak zostanie wykorzystana może w 50%, albo i mniej, macie kompaktowy wzmacniaczyk, który integruje się Wam z salonowym AV. Genialne! Wraz z Playstation (u mnie Blu-ray, ale sprawdziłem także opcję gry) mamy elegancki, wielofunkcyjny system audio / audio-wideo.

To jednak, co mnie najbardziej się spodobało to poprawa dźwięku, czy raczej jego zdefiniowanie na nowo, ze zwykłej TV. Koncerty jakie są dostępne w ramach platformy UPC (VOD), wspomniane kanały muzyczne z klipami, parę serwisów streamingowych (Oppo!) oraz kanały filmowe pokazały o co w tym wszystkim chodzi, a raczej pokazały jak wiele tracimy oglądając obraz bez odpowiedniego (jakościowo) dźwięku. To niebo a ziemia! Mimo koszmarnej kompresji (czuć, choć na szczęście wiele materiałów dostępnych w ramach wideo na żądanie, a także część kanałów oferuje przyzwoite parametry), lepsza dynamika, dużo lepsza przestrzenność wprowadziły konsumowanie treści za pośrednictwem telewizora na zupełnie inny, dużo lepszy, wyższy poziom. Warto się o tym przekonać, a ja mam dylemat: u mnie D3020 jest do gabinetu, nie do salonu. Dobrze, że progres uzyskuję podpinając Zeppelina, ale to jednak nie ta skala, szczególnie w przypadku kina. Tutaj wzmacniacz NADa (po aktualizacji) z podpiętymi 25-ki, starym ale jakże jarym subem DDT2200 pokazuje MOC. Właściwie to same 25-ki pokazują, o co w tym chodzi, ale sub, szczególnie w przypadku kina akcji jeszcze podkręca atmosferę. Equalizacja w takim scenariuszu świetnie się sprawdza, warto załączyć w przypadku gier, wspomnianego kina „z efektami”… sprawdza się to bardzo dobrze.

Dla zainteresowanych, pliczek można pobrać z tej strony: NAD TV Connect firmware 

Czy strumieniowanie uratuje telewizory? Raport specjalny Skąpca o HDTV

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2014-10-15 o 10.42.56

Objęliśmy jak co roku patronat nad raportem specjalnym Skąpca, tradycyjnie napisaliśmy coś o telewizorach, o telewizji – ogólnie rzecz ujmując – jak widzimy przyszłość odbiornika w dobie Internetu, wszędobylskich handheldów oraz stałego odpływu (tele)widzów, rezygnacji z klasycznego oglądania programu telewizyjnego. Poza tym w raporcie sporo o nowych trendach (krzywe ekrany, ekrany UHDTV, obraz 4K etc.). W sumie kilkadziesiąt stron z ciekawymi, problemowymi tekstami oraz krótkim przeglądem nowości z zakresu HDTV (czy może już UHDTV? ;-) ). Z całością można zaznajomić się pod podanym poniżej linkiem:

http://www.skapiec.pl/site/doc/200/20/33/

Nasz tekst, opublikowany w raporcie, znajdziecie poniżej, w rozwinięciu newsa…

» Czytaj dalej

Chromecast w redakcji… Google TV wymyślone na nowo

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Chromecast_1

Chromecast do kolejne (bodaj trzecie) podejście internetowego giganta do kwestii Google-salon-telewizor. Wcześniejsze próby były całkowicie nieudane, paru wielkich wytwórców elektroniki użytkowej mocno się przejechało na Google TV… przykładowo takie Sony, które wprowadziło parę produktów i nic z tego nie wyszło. Chromecast to zupełnie inne, w mojej opinii dużo lepsze, dużo sensowniejsze podejście do tematu. Nie ma tutaj mowy o kosztownym telewizorze z google’owym smartTV,  nie ma mowy o jakimś drogim odtwarzaczu, którego i tak nikt nie kupi… nie, tu chodzi o coś bardzo taniego, wręcz śmiesznie taniego, o dodatek, o urządzenie koncepcyjnie przypominające cieszące się sporą popularnością Apple TV. Nie bez powodu przywołuje tutaj jabłkowy produkt. Chodzi dokładnie o to samo… tzn. o wprowadzenie sprzedawanego przez siebie kontentu, usług na ekran telewizora. To jedna strona medalu, dla nas w Polsce akurat mało atrakcyjna, bo Google na razie oferuje ze swojej dystrybucji… książki. Druga sprawa to przeniesienie obrazu z handhelda na wielki ekran telewizora oraz wykorzystanie smartfona lub tabletu w roli sterownika. Innymi słowy taka bździna ma pełnić funkcję bezprzewodowego huba, przekazującego obraz i dźwięk z handhelda na HDTV. Tylko tyle i aż tyle. W obu przypadkach mamy także aplikacje, które rozszerzają funkcjonalność urządzenia o rzeczy znane z ekranów smartTV (YouTube, Flickr itd., itp.). W przypadku Chromecast dochodzi jeszcze przeglądarka – możliwość wyświetlania stron via Chrome, co daje dodatkowe możliwości / korzyści. Nie działa to jeszcze idealnie, ale z czasem jest coraz lepiej. Ograniczeniem są wspierane formaty (czy raczej te, które nie są wspierane), problemy ze stabilnością wyświetlania obrazu oraz reprodukcją dźwięku. Do tego dochodzi zauważalny lag (2 sekundy). Jego niwelacja pozwoli na to, co jest jedną z głównych atrakcji konkurencyjnego rozwiązania spod znaku jabłka. Na granie.

Tak czy inaczej, dopiero teraz, po ostatniej aktualizacji oraz (wreszcie!!!) opublikowaniu SDK przez Google, Chromecast ma szansę rozwinąć skrzydła. Warto w tym miejscu o małą dygresję – obecnie NIE MA SENSU recenzowanie tego typu sprzętu zaraz po premierze, czy w pierwszych miesiącach po debiucie. To znaczy można zrobić krótki opis i na tym poprzestać. Dopiero z czasem można zająć się tematem, dopiero wtedy, gdy jw. ma to jakikolwiek sens. Na wstępie Chromecast z paroma aplikacjami (z których można było skorzystać w Polsce, bo taki np. Netflix to zupełnie bezużyteczna sprawa u nas) na krzyż, z szwankującym trybem wyświetlania obrazu z Chrome miał na tyle ograniczone możliwości, że uznałem że rzecz nie jest warta poświęcenia jej miejsca na naszych łamach. To się jednak zmieniło, czy precyzyjniej się zmienia. Poza nowymi aplikacjami (vide odtwarzacz AVIA – możemy wreszcie streamować kontent z lokalnych źródeł, poza tym mamy dostęp, jako abonenci usługi, do HBO GO) w zanadrzu jest parę WIELKICH rzeczy. Do tych wielkich zaliczam w pierwszej kolejności projekt XBMC (na razie można rzecz skojarzyć za pośrednictwem wspomnianego powyżej playera) oraz zapowiedziane w oprogramowaniu DSM 5.0 pełne wsparcie dla Chromecasta ze strony producenta dysków sieciowych Synology. Tak się składa, że korzystam z ich rozwiązania i możliwość bezpośredniego strumieniowania z NASa na telewizor całego, multimedialnego archiwum (z opcją wyjścia via optyk na Zeppelina – muzyka, kino) to dokładnie to, czego oczekujemy od produktu Google. Dzięki opublikowanemu SDK liczę mocno na developerów, że nas niebawem pozytywnie zaskoczą.

O ile wspomniane XBMC ruszy natywnie na google’owym adapterze będzie to najatrakcyjniejsza wg. mnie opcja dla użytkownika – najtańszy, w pełni funkcjonalny odtwarzacz sieciowy, zintegrowany z naszym telewizorem. Dużo sensowniejsze rozwiązanie od praktycznie każdego, firmowego smartTV, może poza paroma chlubnymi wyjątkami. Telefon, tablet to sprzęt, który i tam praktycznie zawsze trzymamy na widoku, więc taka integracja ma po prostu sens, jest logiczna, pożądana. Google ma tutaj spore szanse ugrania dużego kawałka rynku – Apple TV jest zamknięte zarówno odnośnie streamingu (AirPlay), jak i software (brak App Store). To się pewnie niebawem zmieni (?), jednak nadal pozostanie kwestia ceny. Apple TV to 99$, a Chromecast zaledwie 35$. Spora różnica, nieprawdaż?

Jako, że właśnie tytułowy produkt zaczął być tym, czym powinien, zastępuje u nas zużytą kukurydzę, która ostatnio zaczęła się wieszać. I choć jeszcze daleka droga przed Chromecastem, to jestem spokojny o przyszłość – inaczej niż w przypadku Google TV (ver.1, ver.2) tutaj nie da się tego schrzanić. Nawet jeżeli Google sobie nie poradzi, to poradzą sobie inni. I tego powinniśmy sobie, jako użytkownicy, życzyć. Test adaptera opublikujemy w kwietniu.

» Czytaj dalej

LG wprowadza webOSa do salonu

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
webos

Koreańczycy wykupili od HP prawa do mobilnego systemu, który pierwotnie opracowała i wprowadziła na rynek firma Palm. Jak pamiętamy losy całkiem obiecującego, mobilnego OS były bardzo pechowe. Twórca nie sprostał wymaganiom rynku (kilka lat temu webOS pod niektórymi względami znacząco wyprzedzał konkurencję), sprzedaż systemu gigantowi okazała się zupełnie chybionym pomysłem. HP miało dalekosiężne plany związane z rozwojem co najmniej kilku segmentów opartych na webOSie, jednak z czasem okazało się że nic z tych planów nie wyjdzie. Nie pojawiły się, zapowiadane handheldy, urządzenia peryferyjne (drukarki) z tytułowym OS, w końcu HP zaczęło mówić o uwolnieniu kodu, udostępnieniu systemu w ramach Open Source. Przez jakiś czas o webOSie nic się nie mówiło, aż do chwili wykupienia praw przez Koreańczyków. LG w odróżnieniu od poprzednika wie po co, w jakim celu zainwestowało swoje pieniądze i niebawem, bo na zbliżającym się wielkimi krokami CES 2014, zaprezentuje pierwsze urządzenia oparte na tym systemie. Firma postanowiła wprowadzić na rynek nowe odbiorniki HDTV oparte na tym OS, będzie to więc odpowiednik zarzuconego de facto przez branżę Google TV (które zwyczajnie się nie przyjęło).

Nowe TV otrzymają całkowicie nowe (w porównaniu z dotychczasowym, firmowym) oprogramowanie smart TV. Warto zauważyć, że LG kupiło webOSa w lutym 2013 roku, a już teraz przedstawia pierwsze produkty wyposażone w ten OS. Na razie niewiele wiadomo co dokładnie się kryje za tą próbą wskrzeszenia – z opisów na stoisku można dowidzieć się, że nowość ma zaoferować „proste połączenie z wieloma urządzeniami”, „łatwą nawigację” oraz „fun setup” – cokolwiek miałoby to oznaczać. Ciekawe co wyjdzie z tego mariażu? Pamiętam, że system był dostosowany do szybkiej nawigacji wieloekranowej (karty), był lekki, z przyjemną, czytelną grafiką i ogólne wyróżniał się wysoką ergonomią interfejsu. To cechy, które bardzo dobrze współgrają z wymaganiami na dobry interfejs telewizora. Kto wie? Może LG uda się „przy okazji” stworzyć wyróżniający się, wzorcowy smart TV? Na razie nikomu nie udało się stworzyć czegoś, co można uznać za właśnie wzorcowy interfejs dla telewizora. Większość rozwiązań tego typu ma wiele wad i w sumie niczym szczególnym się nie wyróżnia. To może webOS (a nie Android, nie Google) będzie tym, na co wszyscy czekają?

Nowe otwarcie Google? Moto X, Chromecast, Android oraz Google Glass

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
MotoX_ColorPinwheel

Patrząc na ostatnie premiery oraz porządkowanie własnego podwórka (aplikacje, system Android) przez Google naszła mnie następująca refleksja: wygląda na to, że internetowy gigant wyciąga wnioski z dotychczasowych porażek, niepowodzeń (Nexus Q, Google TV…), potrafi zdobyć się na pokazanie czegoś nowego, innowacyjnego, bez popełniania starych błędów. I nie chodzi tutaj o to, że nowe produkty stanowią jakiś przełom technologiczny (może poza Google Glass – choć to sprawa dyskusyjna), a raczej to, że każdy z nich wpisuje się w realne zapotrzebowanie rynku, otwiera realne możliwości sprzedażowe, może być (potencjalnie) kluczem do dużego sukcesu, sukcesu na dużą (globalną) skalę. Przesadzam?

Popatrzmy na nową Motorolę X. To telefon dla ludzi. Nie dla geeków, nie dla wielbicieli przeładowanych funkcjami „superfonów”. Ma wszystko czego potrzebuje przeciętny konsument, bez zbędnych dodatków. Jest kompaktowy (dla wielu idealny rozmiar), działa dwa razy dłużej na baterii niż topowe modele konkurencji (gigantyczny plus), a do tego ma dwie rzeczy, których nie oferuje nikt inny. Personalizację wyglądu (nie, nie ma tu „ściemy”) oraz integrację z Google Now w bliskiej ideałowi formie. Możliwość wyrobu kształtu, koloru, rodzaju materiału obudowy wraz z modyfikacją detali (fizyczne przyciski, niewielkie elementy np. obudowa optyki kamery etc.) pozwala na daleko idącą personalizację smartfona. Ludzie to lubią, bardzo lubią, chcą się wyróżniać, mieć możliwość dużego wyboru i Google im to daje. Co prawda na razie nie wszyscy mogą skorzystać z Moto Makera, ale (o ile Google sprawy nie odpuści) jest to jeden z elementów, który może zmienić reguły gry na rynku. Daleko idąca modyfikacja (grawerunek, faktura, dostosowanie poszczególnych elementów interfejsu by współgrały z wyglądem telefonu) to coś, czego nikt inny wcześniej, w takiej formie, nie oferował. I trudno się dziwić. W końcu w dobie globalizacji, masowej produkcji na taśmie (kontenery z Chin), takie rzeczy w praktyce były niemożliwe do zrealizowania. Google postanowiło zaryzykować. Produkcja telefonu odbywa się w Stanach (robocizna: 8-9$ vs 2-3$), rodzime fabryki dają możliwość szybkiej realizacji zamówień, nawet gdy są to setki różnych wzorów. Jak wyżej wspomniałem – nikt wcześniej na coś podobnego się nie zdecydował.

Moto X to także integracja Google Now, elektronicznego asystenta w najpełniejszej formie, dotąd niespotykanej w androidowych smartfonach. Sterowanie gestami (Samsung Galaxy S) to przy tym epoka kamienia łupanego. Po co machać ręką, gdy można wydać polecenia smartfonowi? W ten sposób nie tylko da się uruchomić aplikacje, uzyskać informacje, ale także via telefon sterować wieloma innymi urządzeniami (w niedalekiej przyszłości będzie to zapewne główny sposób kontrolowania domowej elektroniki, zastępujący tradycyjne, uniwersalne sterowniki), wykonywać złożone polecenia – telefon staje się terminalem obsługiwanym w najnaturalniejszy sposób… za pomocą głosu. Z tego co widać działa to o niebo lepiej niż w przypadku Siri. Bo działa, w przeciwieństwie do Apple, Google nie naobiecywało nie wiadomo czego, tylko konsekwentnie rozwija swoje technologie z dobrymi rezultatami. Poza tym Moto X to także bardzo dobra kamera – nie najlepsza (vide nowe Lumie), ale na tyle dobra, że dla większości konsumentów będzie wystarczającym powodem do nie zabierania ze sobą kompaktowego aparatu bądź kamery. A przecież właśnie o to tu chodzi. Dodajmy do tego znakomitego asystenta (możliwość wyboru spośród wielu scenariuszy aktywności telefonu), który jednocześnie pełni funkcję pomocy w nawigacji samochodowej (integrując funkcje telefonu). Asystent pilnuje aby nic nam nie umknęło, a jednocześnie w inteligentny sposób dopasowuje działanie do sytuacji (np. nie przeszkadza w kinie czy w drodze, podczas prowadzenia). Świetna rzecz. Aktywne notyfikacje to dokładnie takie notyfikacje, o jakie nam chodzi. Czarny ekran, niskie zużycie energii i  duża czcionka na ekranie blokady. Proste? Proste. Jedyny problem Moto X to cena. Jest za wysoka – w abonamencie trzeba zapłacić 199$ czyli mniej więcej tyle ile życzą sobie konkurenci za lepiej wyposażone smartfony. Jeżeli cena spadnie do poziomu 150$ wg. mnie będzie to murowany hit sprzedażowy. Sam bym sobie taki telefon kupił, bo po prostu jest idealnie dopasowany do moich wymagań. Jak widać – da się.

Chromecast, czyli jak to możliwe że nikt wcześniej na to nie wpadł?!….

» Czytaj dalej

Google pokazało: Nexus 7, Android 4.3 oraz… „Chrome TV” aka Chromecast

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
chromecaststore

O nowym tablecie Nexus 7 mogliście już u nas wczoraj przeczytać. Nieoficjalne wiadomości okazały się bliskie prawdy. Podane wcześniej ceny faktycznie tak wyglądają (najtańszy model za 230$), specyfikacja też zasadniczo nie odbiega od tego o czym wcześniej informowano. I tak Google (wspólnie z Asustekiem, który podobnie jak wcześniej odpowiedzialny jest za produkcję urządzenia) zastosowało wysokorozdzielczy ekran fullHD (o bardzo wysokim zgęszczeniu pikseli na cal = 331pp1). Zamiast Tegry zastosowano najnowszego, czterordzeniowego Snapdragona (600), ze znacznie wydajniejszym GPU. To świetna informacja dla wielbicieli gier – z całą pewnością sprzęt będzie znakomicie sobie radził w najbardziej wymagających tytułach, idealnie się nadawał do elektronicznej rozrywki. Patrząc na parametry nowy Nexus będzie jedną z najlepszych, przenośnych maszynek do gier. Dodatkowy gigabajt pamięci (w sumie będą dwa) także bardzo tu się przyda. Wiadomo – Android lubi wysysać zasoby i potrzebuje mocnych komponentów, aby działać sprawnie, bez zacięć, bez mulenia. Do tego jeszcze sprzęt jest lżejszy o 23 g oraz cieńszy. Nie ulega wątpliwości, że nowy Nexus 7 będzie poważnym konkurentem dla rynkowego szlagieru Apple – iPada Mini. To właśnie Mini jest obecnie najlepiej sprzedającym się tabletem na rynku. Patrząc na nowość Google, widać wyraźnie że Apple musi szybko odpowiedzieć. Nowy Nexus jest po prostu lepszy od obecnego na rynku, małego iPada.

Odnośnie Android… nowa wersja wprowadza stosunkowo niewiele zmian. Jest już, czy zaraz będzie do pobrania OTA, wszystkie nowe urządzenia (z linii Nexus) otrzymają natywnie nowy wariant oprogramowania. Android 4.3 to poprawki dotyczące wydajności, nowe profile Bluetooth (Smart Technology, AVRCP) oraz wsparcie dla OpenGL ES 3.0. To ostatnie oznacza duży postęp w grafice 3D (cienie, oświetlenie). Poza tym póki co Neksusy (które dostaną upgrade jako pierwsze) będą potrafiły streamingować wideo o jakości 1080p. To zasługa m.in. nowego API odpowiedzialnego za transfer treści wideo (z DRM). Podsumowując, szału nie ma, czekamy na zupełnie nowego, odświeżonego Androida.

Niespodzianką i chyba najciekawszym produktem pokazanym na wczorajszej konferencji był Chromecast. To kolejna próba Google zdobycia przyczółka w segmencie telewizyjnym. Google TV trudno bowiem zaliczyć do wielkich sukcesów, a sprzęt który miał być google’owym systemem AV (Nexus Q) zupełnie nie wypalił. Chromecast to bardzo ciekawy pomysł. Sprzęt jest niezwykle tani – kosztuje 35$. Za te śmieszne pieniądze dostajemy adapter podłączany pod HDMI, który nie jest jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać Androidem dla telewizora. Nie, tutaj mamy do czynienia z czymś innym, oryginalnym. To urządzenie to z jednej strony odpowiedź na AirPlay, z drugiej oryginalny pomysł na wprowadzenie popularnej przeglądarki na ekran telewizora z możliwością transferu danych z dowolnego urządzenia (planowany jest także Windows Phone). Możemy zatem oglądać, słuchać dowolnego materiału, który jest dostępny w strumieniu z sieci. Bez żadnych ograniczeń, do tego całość ściśle integruje się z usługami Google (Google Play) oraz – co jest niespodzianką i zapewne przysporzy urządzeniu dużej popularności – jest klientem Netfliksa (szkoda, że w Polsce niedostępnego). Bardzo ciekawy sprzęt! W pierwszej kolejności pojawi się w USA, czekamy na europejską premierę i oczywiście nie omieszkamy sprawdzić możliwości tego „pizdryczka”, podpinając go do redakcyjnego telewizora. Handheld, komputer pełni funkcje sterownika, całość automatycznie łączy się ze sobą (HDTV, adapter oraz np. smartfon) i rozpoczyna odtwarzanie materiału. Pomysł Google wydaje się znacznie lepiej przemyślany, lepiej wpisujący się w potrzeby klienta niż poprzednie próby zaistnienia na rynku RTV. Będzie można skorzystać ze specjalnych aplikacji stworzonych na potrzeby urządzenia, a dzięki integracji wszystkich funkcji wokół przeglądarki Chrome (a dokładnie zmodyfikowanej wersji Chrome OS) każdy poradzi sobie z obsługą sprzętu.

» Czytaj dalej

Nowe odbiorniki Sony, w tym pierwszy z tech. „Quantum Dot”

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
A Sony logo is seen as customers look at Sony's digital cameras at an electronic shop in Tokyo

Najnowsze Bravie to między innymi model W900A, pierwszy który wykorzystuje nową technologię „Quantum Dot”, pozwalającą na rozszerzenie gamutu kolorów, przy niższej cenie dla klienta (wykorzystujące podobny mechanizm telewizory XBR8 były bardzo drogie). Dodatkowo we wszystkich nowych odbiornikach zastosowano krawędziowe podświetlanie LED. Nowy KDL-W900A z Triluminos niestety i tak będzie dość drogi – dostępny w rozmiarze 55″ model ma kosztować 3300$. W przypadku W802A dostaniemy w standardzie wsparcie MHL (handheldy) oraz pilota NFC, do tego dwa rozmiary 55 oraz 47 cali w cenie od 1800$ w górę. Nowy 32″ W650A będzie kosztował $799. Seria R to m.in. 3D, WiFi, Sony Entertainment Network z usługami: Netflix, Hulu Plus etc. W przypadku R550A będzie można kupić telewizory w dużym rozmiarze, nawet 70 calowym (poza tym 60 oraz 50″). Ceny od $1400.

Gigantyczny LCD Sharpa już niebawem trafi na rynek

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip

Chodzi o pokazany m.in. na CES 80 calowy model LC-80LE650. Nowa seria Aquos charakteryzuje się między innymi podświetlaniem krawędziowym LED, odświeżaniem 120Hz, funkcjami sieciowymi z łącznością Wi-Fi. SmartTV pozwoli korzystać z Netflix, Vudu i Hulu Plus. Innymi słowy będzie można oglądać VOD wprost z telewizora, niestety w Polsce taka funkcjonalność będzie mocno ograniczona (kiedy wreszcie serwisy tego typu zawędrują do Polski? Streaming audio już jest, czekamy na wideo!). Dzięki funkcji dualview będzie można oglądać telewizję i jednocześnie surfować w sieci. Sprzęt standardowo wyposażono w szybkie, dwurdzeniowe CPU, poza nie będzie problemu, gdy nam gdzieś przepadnie pilot (ostatnio u mnie przepadł, na szczęście Panasonic wprowadził ostatnio wręcz referencyjną aplikację do sterowania z poziomu handhelda swoimi odbiornikami – szczerze polecam!). Sharp przygotował software pod Androida oraz iOSa. Będzie można przesyłać obraz oraz dźwięk z tabletu lub smartfona wprost na ekran telewizora. Oczywiście na rynek trafią także mniejsze modele.

Nowe odbiorniki Sharp Aquos na polskim rynku

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
sharp aquos LED

Wraz z wyłączeniem nadajników naziemnej telewizji analogowej i przejściem na telewizję cyfrową wielu Polaków stanęło przed koniecznością zakupu nowego telewizora lub specjalnego dekodera pozwalającego oglądać programy na starszych odbiornikach. Tylko pierwsza opcja, czyli telewizor z dekoderem DVB-T MPEG-4, pozwala na wykorzystanie pełni możliwości, jakie oferuje telewizja nadawana cyfrowo. Choć wszystkie telewizory dostępne w ofercie firmy Sharp pozwalają cieszyć się nowymi możliwościami, dwa z nich są szczególnie polecane, jako modele do odbioru telewizji naziemnej.

Model LC-32LD135 o przekątnej ekranu wynoszącej 32 cale, to wysokiej jakości i atrakcyjny cenowo telewizor wyposażony w całą gamę użytecznych funkcji. Wbudowana nagrywarka (PVR USB)  i odtwarzacz multimedialny USB pozwalają korzystać z materiałów multimedialnych wszelkiego typu: filmów, muzyki i zdjęć, a także nagrywać ulubione programy bezpośrednio z telewizji na podłączony dysk lub pamięć USB. Ponadto telewizor odznacza się doskonałą jakością obrazu, dzięki zastosowaniu technologii Direct LED, sprawiającą, że obraz na ekranie jest podświetlony równomiernie, a czerń jest głębsza niż w zwykłych ekranach LCD. Rozdzielczość ekranu to Full HD, dzięki czemu możemy cieszyć się najwyższą jakością obrazu programów HD np. telewizji publicznej. Cena tego telewizora to 1299,- PLN.

» Czytaj dalej