LogowanieZarejestruj się
News

Zapowiedź, zajawka… testujemy Sonos Sub Mini

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0084

NDA zdjęte? Zdjęte. No to jedziemy. Z czym jedziemy? Z testowanym od tygodnia SONOS SUB MINI. Długo oczekiwanym produktem, mniejszym bratem większego (dosłownie i w przenośni), przystępniejszym cenowo (2399-2445 pln, niestety dolar już za 5), systemowym niskotonowcem. Wreszcie jest i teraz pytanie: kciuk w górę, czy w dół? Jak wspomniałem przed momentem, od tygodnia gra w tandemie z opisaną już, najbudżetową belką, sonudbarem Ray. Tak, testowałem go jako uzupełnienie AiO(iMac), bo pod TV to było – jak pisałem – za mało… teraz wsparcie nowego subwoofera zmienia postać rzeczy. Przy czym, od razu zaznaczę, mam możliwość i uskuteczniam także w maksymalnie rozbudowanym setupie kinodomowym tj. Sonos AMP & Pylony Diamond + duży Sub 3 gen + tyły :1 wespół, zespół z tym co powyżej.

Da się? No tylko w dwóch scenariuszach da się, takich „obok”: grupowaniu dwóch stref (tu belka pod TV, sub na przeciwległej ścianie i reszta jw w salonie) lub/i matriksowa zwrotnica z wyjściami po optyku x2. Nie da się systemowo tego inaczej, znaczy Mini Sub nie pojawi się jako drugi w setupie z dużym pod AMPem, nie będzie działał w tandemie z Subem dużym 3 gen. – nie ma takiej opcji, także potwierdziły się wcześniejsze przypuszczenia, że to dwa równoległe, ale osobne produkty (albo, albo). Dwa duże suby mogą razem, mały niestety nie może w tandemie. Siak czy tak, można sobie takie akcje jw zaaplikować i w muzie robi robotę, w kinie bywa, że trzeba bawić się suwakami (zgranie takiego setupu, opóźnienia…).

Także, jak widzicie na bogato, ale też w standardowym scenariuszu projektor dźwiękowy (Ray, czy też wyżej z oferty: Beam, Arc) i Sub Mini jako dopełnienie.U nas gra z Ray’em i w takim zestawie ta mała belka nabiera sensu pod kinowe zastosowania, szczególnie gdy salon mały, telewizor nie >60″, ba nawet z projekcją wypada to satysfakcjonująco, choć do pełni szczęścia dobrze zadbać o wspomniane tyły na One czy :1.

Sam Sub Mini to kompaktowy, cylindryczny system niskotonowy, system, bo macie tak podobnie jak w dużych sonosowych Subach dwa przeciwległe przetworniki, membrany skierowane vis-a-vis w środku obudowy, wyposażone we własne, cyfrowe wzmacniacze z procesingiem opartym na najnowszych układach firmowych. Oczywiście mamy bezdrutowość, kabel ethernetowy to taka tam, awaryjna opcja, wszystko działa w ramach systemowego protokołu mesh. Konfiguracja początkowa banalnie prosta tj. dalej, dalej, dalej i już. Samo się. Sonos dodaje w tej najnowszej iteracji sprzętu bliską łączność na potrzeby setupu, według mnie to taki bajer bez większego znaczenia praktycznego, bo i tak jw. wszystko ładnie się w auto robi.

Rzecz jasna możemy wspomóc (i to robimy, bo efekt czasami – w zależności od lokalizacji i akustycznych pułapek, problemów pomieszczenia – potrafi być zdecydowanie korzystny) firmową korektą TruePlay, suwakami potem jak komuś mało można dopieścić i poczuć niskie z intensywnością nieporównywalną z setupem pozbawionym wsparcia. Sub czy Mini czy duży robi zasadniczą różnicę. Oczywiście ogromne paczki 2.5 czy 3 drożne mogą się niskotonowca powiedzmy, że obyć, ale w dużym pomieszczeniu, w salonie, w scenariuszach życiowych: kino, seriale czy umierająca linearna tv, muzyka także taka w tle i rozrywkowo, jakieś giercowanie taki element jest imo NIEZBĘDNY. Z kolumnami podstawkowymi – o czym pisałem przy okazji opisu Sonosuba 3 gen. – immersja, percepcja tego co na ekranie, ale także tego co gra tylko (muza), albo gra i obrazkuje (klipy!) jest nieporównywalnie lepsza, intensywniejsza. Sub Mini robi podobnie z wspomnianą belką i każdą inną, droższą z katalogu firmowego, belką. Pewnie będzie to najczęstszy setup tj. soundbar i opisywany mniejszy Sub.

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by miksować. Bo też w sypialni czy biurze, z przekonfigurowanymi, małymi :1 czy One w dublu (stereo) 2.1 z takim kompaktowym niskotonowcem zdecydowanie bym polecał. Bardziej niż z dużym, bo duży to co za dużo to nie zdrowo w niewielkim pomieszczeniu. Po prostu zmarnujemy potencjał potężnej dawki basu, jaki może i powinien się z większego wydobywać. Przy czym jedno zastrzeżenie, praktyczne zastrzeżenie. Cylindryczny, wcale nie lekki, Mini Sub nie da się (niestety) jak duży wygodnie wsunąć (kładziemy) pod kanapę. Nie. Tu trzeba nieco przestrzeni w górę, co zasadniczo problemem nie będzie, ale dla estetów chowających (szanujemy) elektronikę, zwolenników szlachetnego minimalizmu to pewnie istotne info. Szczęśliwie forma monolityczno-bezświatełkowo-bezniczego w ramach przyjętego projektu dizajnerskiego nie powinna nikomu z wyżej wymienionych popsuć feng-shui.

Sumując – pierwsze wrażenia bardzo pozytywne, z łyżką dziegciu pod postacią braku opcji dla rozbudowy różne suby Sonosowe w tandemie. Wiecie, w dużych powierzchniach, co dwa to nie jeden i dobrze zgrana konfiguracja 4.2 i dalej (no o obiektowy się rozchodzi, na razie Sonos robi to po swojemu tj. emulując, a nie dodając kolejne źródła dźwięku i dobrze, bo czcigodne mogłby tego nie zdzierżyć, prawda) to jest TO. Dwa duże Suby grały u mnie w salonie z aneksem kuchennym i zdecydowanie ten kierunek polecam. Fajnie, bardzo fajnie, że dzisiaj DSP i „dźwięk robiony” oferuje tak wiele, pozwala na drogę na skróty… efekt może być wielce satysfakcjonujący, choć instalacja jest bardzo prosta, bardzo nieskomplikowana, łatwa do aranżacji (nie widać, ledwo widać, dizajnerzy wnętrz zachwyceni) i oparta na – właśnie – potędze kodu. A kto, jak kto, ale Sonos robi to wybitnie dobrze, tu samo się, tu każdy stream audio (no i integracja z kinem na poziomie powiedziałbym wystarczającym, bo choć nie wyczynowym, to najbardziej popularno obecnym), a jeszcze dodatkowe ficzery jak głosowe, różni asystenci, smart chałupy.

Sub Mini wpisuje się zatem, choć ja (zawsze coś wytknie, maruda) chciałbym więcej, chciałbym wspomnianej współpracy małego i dużego subwoofera.W przyszłej recenzji przeczytacie więcej o SQ i o tym co robi w muzie, kinie, rozrywce sonosowe rozwiązanie (z wyjściem na audio HiFi – w dwóch częściach o AMPie było jak przegenialny to sprzęt, uwielbiam tę skrzynkę, uważam za najlepszy zdecydowanie patent Sonosa łączący światy). Będzie ten Sub w centrum, ale też jw. obok, bo przecież sam przez się nie gra, tylko we współpracy. A, bym zapomniał, czekam na słuchawy! Na razie plotki, przypuszczenia, a to byłoby świetne wg. mnie dopełnienie portfolio, całego ekosystemu. Odnośnie słuchawek to w weekend btw będzie japońszczyzna. Smakowita! Recka w blokach, pojechałem po bandzie…

PS. Rzecz jasna zintegrowany Apple Music (w sonosowym) oraz Roon (też w weekend 2.0 czyli MOBILE! opisany będzie) integracja pod AirPlay i sonosowym mesh oferują (albo będą) wyjście poza stereofoniczne granie. Tu się ostatnio sporo dzieje! Dźwięk przestrzenny dzięki Apple oraz wspomnianemu front-endowi ma wreszcie szansę wypłynąć na (bardzo) szerokie wody. Wreszcie!

Linki zebrane, do wyartykułowanych we wpisie, wcześniejszych recek:

Wszystko co chcielibyście wiedzieć o AirPods Pro 2…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0197

Wszystko co chcielibyście wiedzieć o AirPods Pro… 2, ale nie mieliście okazji się dowiedzieć. Tak, mniej więcej dwa lata temu na HDO podobnie zaczynał się wpis o pierwszej generacji (można se luknąć: http://hd-opinie.pl/9278,audio,wszystko-co-chcielibyscie-wiedziec-o-airpods-pro.html) No to dzisiaj wpadła nowa iteracja i od razu przystąpiłem do przetestowania nowości. Lista zmian całkiem tłusta, choć na pierwszy rzut oka to prawie, że dokładnie to samo (forma). Treść na szczęście mocno zmieniona, także jak porównacie foty poniżej, to meh (no sterowanie wyszło mocno tak sobie, końcówki teraz jeszcze z dotykiem to jest właśnie meh), ale jak już zaczniemy konfigurowanie i słuchanie to wychodzą (nie małe) różnice. Także to nie jest modyfikacja starego, a po prawdzie zupełnie coś nowego (SQ zupełnie inne!).

No dobra, od czego by tu zacząć? To może zacznę od pierwszego wrażenia, jeszcze przed parowaniem, konfigurowaniem i słuchaniem… kompatybilne ze starymi (pudełko dokujące minimalnie, ale to minimalnie wydaje się szersze, ale to może być złudzenie, a i tak akcesoria pasują w obie strony). Pasują wymiennie, nowe słuchawki mają dodatkowe porty mikrofonów (wincyj), są leciutko bardziej pękate (obudowa przetworników i nowego układu H2), mają dodatkową parę gumek ultra małych, no i w sumie to tyle. Pudełeczko jest z głośniczkiem (będzie pipczył, jak sobie zgubienie zapodamy w Find my), otworami dla smyczy. Wiadomo, że jedno i drugie ma (jeszcze tego nie zweryfikowałem, bo od południa grają i komplet był treściwie naładowany) więcej soczku. Słuchawki 6h, a dokujące aku nosidło 30h. Miło.

Siedzą w uchu lepiej. Pewniej. Pierwsza gen., z którą porównuję, ma od nowości tendencje do samoczynnego wypadania. Tu duży plus, bo trzyma się pewniej kanału. Nadal niestety nie ma 100% izolacji (to kwestia nasadek dousznych, po mojemu hehe gumek, są niezbyt szczelne), nadal brakuje nam alternatywnych rozwiązań, typowych dla 99,999% IEMów na rynku. Cóż. Oczywiście parowanie w jabłuszkowym sadzie aka ekosystemie jest full auto i w ramach AID wszystkie urządzenia od razu się komunikują. Jabco dało wreszcie nareszcie w iOS16 osobną zakładkę dla swoich słuchawek w Ustawieniach, także nie trzeba wchodzić do BT.

No to siedzą nam w uchu i co? No standard, znaczy dopasowanie końcówek. Jednak tu pomiar jest jeszcze dokładniejszy niż wcześniej, bo ponieważ H2 tandem z mikrofonem w środku mierzy nam i w ogóle sporo ma pracy w realtime uskutecznia – jak zachwala producent, we will see. To początek atrakcji z pomiarami, dopasowywaniem, ciągle pracującym DSP. Kolejna sprawa to adaptacyjny tryb kontaktu. Bardzo chwaliłem w pierwszej gen. to rozwiązanie, bo pozwala na znaczny progres użytkownika w zakresie słyszenia rozmówców, wręcz mimikuje to do pewnego stopnia aparat słuchowy. W nowej wersji pożeniono to z ciągłym adaptowaniem tego „lepiej rozmówcę” z wycinaniem nieporządanych dźwięków z tła. Działa? No fakt, wycina bardzo głośne, także nagłe skoki hałasu z zewnątrz, ale też upośledza wg. mnie to, co w trybie transparentnym robiło robotę. Takie mam na wstępie odczucia. Czyli lipa. W końcu do całkowitej separacji jest ANC, tu podobno DWA RAZY lepszy. Takie slogany są mocno bezwartościowe, bo niby jak to stwierdzić, pomierzyć, zbadać. Mogę powiedzieć tyle, że dla mnie aktywna redukcja działa wydajniej, ale to nie jest żadna tam komora, cisza absolutna, czy nawet bardzo mocne wycięcie tła. Tu imo wychodzą ograniczenia formy, gumek, wspomniany brak pełnej izolacji. Także co z tego, że H2 pewnie się poci (no nie, pewnie nie, bo taki zaawansowany), jak i tak trochę para w gwizdek. Jest lepiej, ale są lepsi na rynku, Apple musi w Pro 3 zmienić konstrukcję, choćby aplikatorów, względnie dać nam wybór (alternatywnych rozwiązań, lepiej tłumiących, dopasowanych, czy wygodniejszych jak kto woli).

Z reszty ficzerów softowo-procesorowych mamy jeszcze bardziej zaawansowany system dopasowania indywidualnego słuchwek na potrzby dźwięku przestrzennego. Mhm, mhm, cały łeb nam mierzy iPhone (byle miał Face ID) i w dość upierdliwym procesie (często dalej, bliżej, pod innym kątem) tworzy cyfrową mapkę łepetyny. To jest ficzer, podobnie jak wszystko tutaj, do wyboru, nie olbi. I co to daje? Znamy już umiejscowienie źródła audio zgodnie z pozycją łba do ekranu, to miały 1 gen, tu jest jeszcze nieco pogłębiona immersja, nazwałbym to pewnym rozszerzeniem na osi góra/dół, przód i tył. Nie jest to jakaś rewolucja w stosunku do tego, co znamy, ale progres jest, a dodatkowo, być może będzie to jeszcze rozwijane. Tak, czy siak przestrzenno-obiektowy by Apple jest jednym z najlepszych tego typu rozwiązań, świetnie że zarówno w kramiku z filmami i serialami, jak i w muzie można tego często, gęsto doświadczać. Tu Apple zdecydowanie jest w awangardzie i to jest super!

Siri od teraz towarzyszy inny dźwięk wywoływania i działa to zdecydowanie szybciej i dokładniej. Także na plus. Niestety coś, co miało być wybawieniem tj. fizyczne sterowanie poziomem, moim zdaniem skopano. O ile jeszcze naciskanie końcówek (czy ściskanie ściśle rzecz biorąc) jest OK, można się przyzwyczaić, to dotykowe góra/dół w bardzo słabo umiejscowionych do takich akcji aktywnych dotykowo polach jest niedokładne, niewygodne i rozczarowujące. Nadal zatem lepiej mieć AW i koronką sobie kręcić, bo to powyżej mimo nawet dość sporych możliwości konfigurowania (cały, osobny, panel w dostępności dla słuchawek zrobiony) nie daje wg. mnie satysfakcjonującego rezultatu. Ogólnie można tego używać nazwijmy to sporadycznie, czy awaryjnie, ale to nadal nie to. Wiem, że w IEMach bezdrutowych trudno zrobić to dobrze, no ale… Apple, taka innowacyjna firma, a tu coś wg. mnie po najmniejszej linii oporu. Zawód? Zawód.

Fajnie, że już teraz można dość rozlegle konfigurować sobie pracę pojedynczej, albo pary słuchawek odnośnie redukcji hałasu, pracy mikrofonów itd. To daje sporo użytecznych możliwości dla osób, które niekoniecznie będą ten produkt widziały tylko jako słuchawki do muzyki, filmów czy ogólnie elektronicznej rozrywki. Mam nadzieję, że z czasem Apple będzie to jeszcze bardziej rozwijał i rozbudowywał (choćby, jak teraz w dostępności). To istotne dla osób z deficytami, ale też wszystkich, bo można APP2 wykorzystać nie tylko do tego, z czym się przede wszystkim kojarzą. Ze słuchaniem muzy, znaczy się.

No właśnie, to jak to jest z tą muzą i w ogóle z SQ w tych nowych AirPodsach Pro 2? Jest inaczej. Dźwięk już na dzień dobry jest bardziej „punchy”. Przepraszam za to obce określenie, ale świetnie oddaje ocb. Obfitość z dosadnością (aż za?) z bardzo basowym (ale nie przewalonym na niskich – co to, to nie) soundem. To się na dzień dobry bardzo, bardzo podoba. Jest wincyj, jest bardziej, słuchając APP 1 wydawałoby się, że grało ze znacznie mniejszą emfazą. I tak jest na wstępie, ale potem… 

Słuchałem sobie to jednych, to drugich, to znowu tych nowych i potem tych starych. Tak, adaptacja, to coś co ZAWSZE odgrywa kluczową rolę i jak ktoś się mądruje, że on słyszy precyzyjnie różnice i w mig dokonuje oceny bezwzględnej to zwyczajnie ten ktoś pier nanana. No sam się okłamuje. Nie wykluczam, że jeszcze tu aktualizacja będzie, ale… APP 1 są zrównoważone, są równiejsze. APP 2 to trochę wulkan. Tam się dzieje, dla mnie trochę za dużo nawet się dzieje. Pamiętajmy, Apple bierze na siebie dopasowanie brzmienia, tu ciągle chodzi DSP, ciągle dźwięk jest robiony. Może dlatego właśnie nie ma w zakładce żadnego klasycznego EQ (firmowego)? Kto wie? Można jedynie ustawić 125% poziomu (fajnie!) i sobie uszy bardziej rozmasować, to tyle w kwestii zmiany parametrów pracy przetworników. Oczywiście możecie olać ficzery, wyłączyć ANC i w ogóle dać (teoretycznie, bo i tak H2 liczy) popracować „samym” przetwornikom. Tyle, że nie po to się APP2 kupuje, poza tym nie zmienia to zasadniczo SQ.

Sumując, grają inaczej, bardziej euforycznie, dla wielu pewnie atrakcyjniej. Ja muszę się zaadaptować on the go (bo APP 1 grały w uszach poza chałupą 2 lata) i finalnie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: progres czy regres. Z pewnością Jabco będzie rzecz rozwijać i dopieszczać. To oczywiste. Czy będzie to hi-res kodek? Nie wiem, nie wydaje mi się, nie będzie to miało tutaj większego znaczenia. Na pewno polubią opisane APP2 kino-serialo maniacy. Tak, rozrywka jest tu na pewno w centrum, a jeszcze pewnie dojdą do tego gry, może za jakiś czas AR/VR firmowe? Cena? Przewalona. U nas po ostatnich podwyżkach jesteśmy na 5 miejscu na świecie. Drogo. W USA nadal 249$ i to wydaje się adekwatną ceną. Jak się jednak ma imbecyli, krańcowych debili u steru, gospodarczych analfabetów, to jest jak jest. Także płać i płacz, albo nie płać i słuchaj se swoich starych APP1. Mimo sporych zmian (doceniam i szanuję) nie wydaje się sensownym przesiadka ze starych na nowe. Dla userów innych owszem, dla newbee jak najbardziej, dla oglądaczy bardzo polecam i tych przygłuchych – to będzie najlepsze, co możecie dostać na rynku (przygłusi APP1 równie dobre!). A SQ, konkretnie muza? Na razie pozostaję z lekka sceptyczny. Jak robi nam różnicę Spatial (w jabłeczniku zdecydowanie imo robi) to TAK, ale jak ma nam to grać w szerokim spektrum i ma to być stare dobre stereo… tu może się okazać, że jednak pierwsza generacja bardziej. Ja, na początku przygody, nie jestem przekonany, czy to progres.

CENA: 1449 pln

 

Mniej czasami oznacza więcej… monitory Diamond 15 od Pylon-a lepsze od 18

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_9181

No i masz ci! Właściciel większych po teście ma niewesołą minę. Tym właścicielem jest niżej podpisany. Mniejsze grają dojrzalszym, równiej zszytym dźwiękiem od moich 18-ek. Równiej, znaczy w 18-kach muszę zamykać porty BR, bo bas potrafi niesfornie zdominować, co w przypadku 15-ek nie występuje. Co więcej, jest tu ten basior lepiej zdefiniowany (w mniejszych) i całościowo kolumny wypadają wg. mnie lepiej. To, co tylko lekko irytowało wcześniej w przypadku większych, po podpięciu mniejszych stało się trudne do zniesienia. Cholera. Duże są… w ogóle za duże, w sensie takie spore monitory u mnie się marnują, wykorzystuję może 60% ich potencjału i nie ma szans na więcej, bo więcej = za dużo, a co za dużo to niezdrowo. Mówię o ok. 30 metrach z  aneksem kuchennym (no powiedzmy, bo to jest taki patent na wywalenie połowy ściany, także nie aneks per se, ale do powierzchni dźwiękiem karmionej wliczamy jak najbardziej), także nie jakoś kompaktowo, a jednak te 18-ki w 50 metrowym salonie nie czułyby się nieswojo. To wielki dźwięk przez duże W i D, także jak napisałem powyżej… zamykam, a jak zamykam to w jakiś tam sposób ograniczam (nawet, jeżeli w takich jak moje okolicznościach poprawiam SQ), do tego robi się schizofrenicznie, bo z 18-kami na co dzień gra sub Sonosa, a to duże i ciśnie się pytanie, czy ktoś tu nie zwariował. Otóż nie, choć znowu, z bohaterami niniejszego wpisu sub (no bez zaskoczenia) dogaduje się lepiej i bardziej się podoba.


Jednak, mimo że dość małe, to nie tak filigranowe jak nieodżałowane (bo nie produkowane już) Topazy podstawkowe

Po takim wstępniaku można by się pewnie rozejść, ale nie ma tak dobrze, bo jako że Pylon popularny i często chwalony, u nas mocno wcześniej w wielu wariacjach opisany, sobie tę konstrukcję nie tylko z większym bratem porównamy …liśmy, znaczy się. Od malutkich Topazów, po Perełki i – to już jednak z pamięci notatek i zapisków, nie z głowy – sprawdzone wcześniej u nas podstawkowe Opale, było słuchane i było pytanie zadawane: czy lepiej, czy inaczej, czy może wcale? Wygląda na to, że w przystępnym pułapie cenowym powinniśmy kierować się nie (umownie) cennikiem i wynikającą z różnicy gradacją (bo ta jest wg. mnie bardziej psychologiczna niż faktyczna) a gustem, po prostu gustem i – jeszcze na dodatek – konkretnymi warunkami jakie w miejscu słuchania mamy, znaczy czy w naszym pomieszczeniu przypadkowo inny zestaw nie pokaże dużo lepszego brzmienia i tyle. Sam zacząłem od tego, że droższe, większe okazało się u mnie mniej sensowne od tańszego, bardziej kompaktowego. A to tylko wycinek opowieści, bo w życiu nie wybrałbym przykładowo Diamondów do niewielkiego gabinetu, tylko wybrałbym nieprodukowane już „blisko polowe” Topazy. Swoją drogą brakuje mi w ofercie polskiego producenta takich kolumn obecnie – są „efekty”, które mogą oczywiście pełnić podobną do monitorowych Topazów rolę, ale jednak zaprojektowano je (niemal każda linia dysponuje takim zestawem) pod kino domowe, właśnie efektowe, zastosowania. A jeszcze, jeszcze, trafił się model aktywny, to w ogóle bylibyśmy happy. Lubią się tam z Fezzem to może jakaś kooperacja i upichcenie takiego produktu wspólnie? Tranzystor już lapoluby wypuścili, poza tym można by poeksperymentować (a choćby i z lampą, a bo czemu by nie ;-) ).

Dobra, dość tych opowieści dziwnej treści, miało być o piętnastkach diamentowych i będzie. Jak w tytule stoi: kiedy mniej oznacza więcej. Zapraszam!

» Czytaj dalej

MA X-Sabre 3, czyli jak to się robi! Processing @DSD512 robi robotę po sieci…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_9626 2

Najlepszy streamer na rynku? Czy może raczej najlepsze cyfrowe źródło (tak będzie trochę kompletniej ;-) )? A może jeszcze inaczej – najlepszy klient cyfrowy (Roon Ready end-point) jaki można upolować na tym łez padole? To wszystko, co napisałem powyżej to jest prawda. A ta prawda dotyczy przezajebistego MATRIX AUDIO X-SABRE 3. Powiem Wam coś, o czym nie przeczytaliście jeszcze w ŻADNEJ recenzji tego klamota. To jest maszyna z dźwiękiem robionym, przetworzonym, to jest ideał inżyniersko-projektowy, który umie W SIECI (net, kabel) OGARNĄĆ KONWERSJĘ NA POZIOMIE DSD512. Takich klamotów ze świecą szukać, właściwie to jakieś nieliczne i arcy drogie, jak niemieckiego high-endowca T+A (jakieś poziomy 45MHz po up, znaczy DSD1024 nawet).

No dobrze, cyferki? Serio? Wiele razy czytaliście na łamach HDO o moim podejściu do tematu, o tym że DSP ma obecnie znaczenie pierwszorzędne i może dzisiaj stawać w konkury z całym inżynierskim kunsztem w realu, znaczy „metalu”. Można dzisiaj wyczarować WSZYSTKO. Zera i jedynki rządzą. Po prostu. Korekcja, wspomniana konwersja (na tym poziomie, trudna, rzadko spotykana, wg. mnie przy topowej realizacji w metalu KSZTAŁTUJĄCA NOWY POZIOM DOZNAŃ DŹWIĘKOWYCH) wraz z odpowiednio dużą mocą obliczeniową wprowadzają nas w zupełnie inny wymiar. Wielokrotnie dawałem świadectwo na łamach HDO niezachwianej wiary w potęgę KODU i ten produkt stawia wg. mnie kropkę nad „i”. Chcesz słuchać ze źródła dźwięku, które nie tylko wypada oszałamiająco dobrze w pomiarach (vide ASR), ale jeszcze dodatkowo stanowi bazę dla idealnego połączenia medium (sieć) z processingiem (wspomniane PCM-DSD czy DSD-DSD na poziomie 45MHz, oczywiście natywnie, bo tu nie ma mowy o upośledzającym tę zabawę trybie DoP) to właśnie je znalazłeś.

Ten klamot jest stworzony do właśnie tego typu transmisji. Macie tam możliwość podpinania zewnętrznych źródeł cyfrowych via SPDIF czy USB/I2S, ale… to sieć robi tutaj robotę moim zdaniem i to na niej powinniśmy się skupić. X-Sabre 3 to ostateczne i finalne dzieło inżynierów z MA, którzy jako jedni z nielicznych okiełznali rozdzielczo-precyzyjno-dynamiczną naturę tandemu ESS&XMOS z obsługą wspomnianego processingu na wyczynowym poziomie. Tu, wierzcie mi, wszystkie elementy są precyzyjnie przemyślane i zaprojektowane tak (nastawy pozwalają na dopasowanie, odczuwalne różnice, pozwalające na uzyskanie optymalnego efektu – prawdziwa rzadkość na takim poziomie dopracowania, tj. filtry, tj. praca interfejsów, tj. wspomniane szerokie pasmo dla LANu), aby użytkownik dostał dokładnie to, co wprowadza go do królestwa brzmienia najwyższej próby. Brzmienie, moi drodzy, jest IDEALNIE GŁADKIE, po uskutecznieniu DSP na poziomie tych 22,4MHz po sieci, to dźwięk, który odczuwamy jako AKURAT, taki, który nie musi czegoś udowadniać, bo nie ma analizy. Nie ma na to miejsca, gdyż, ponieważ, gra to dokładnie TAK. Słuchamy z rozdziawioną japą i zastanawiamy się tylko, czy to JUŻ? Według mnie tak. Znaczy jest to poziom dla źródła na tyle kompletny, że pozostałe zmienne mogą to tylko uwypuklić, albo nieco „wyszarzać”… innymi słowy dobrze podpiąć tu to, co najlepsze „in da house” i cieszyć się brzmieniem od A do Z satysfakcjonującym. Serio, NIE MA do czego się przyczepić.


Czysta, niczym nie zmącona przyjemność

Sieć. Jako medium, jako bezpośredni, nie podlegający fluktuacjom i najbardziej że tak powiem (od strony teoretycznej, od strony naukowej) koszerny nośnik dla cyfrowego dźwięku, który nie wymaga żadnych dodatkowych hokus-pokus. Wiem, narażę się lan-kablarzom, przełącznikowo-routerowym fetyszystom, ewangelistom światłowodu i tym podobnych wynalazków zwolennikom totalnym freakom… tu wystarczy LAN 5e (jak mamy nową instalację i kompy z 6e akt 10GB/S to niech będzie, ale chodzi tylko o pasmo, nie jakość!) i już. Strumień leci z dalekich centrów danych, leci przez te wszystkie podmorskie info-strady i to, co mamy w domu (yhy) ma znaczenie tylko w takim zakresie, by strat pakietów nie było, by dotarło. Także, jak widzicie bardzo nieszablonowo podeszliśmy do tematu testu, bo dokonując wyboru najlepszego (wg. mnie ofc, subiektywnie) medium i w ten sposób klamot został przetestowany. Sprawdziłem rzecz jasna i USB i I2S i SPDIF (było ATV podpięte starej generacji, brzmiało świetnie, ale to tylko dodatek do kożuszka, bo jest coś lepszego, znacznie w menu), jako DAC ta maszyna sprawdza się bez zarzutu, ale LAN, LAN robi tu robotę i tak bym tego klamota używał, w takiej konfiguracji właśnie.

Zdecydowanie preferowałem LAN, przy USB co ciekawe pod macOSem wiadome ograniczenia (DoP i DSD256 tylko), a NET dawał radę wyczynowo!

Czy X-Sabre 3 jest bez wad? Oczywiście nie jest. Płaska (mmmm… lubimy), bardzo płaska (mmmmm… jeszcze bardziej) konstrukcja full metal body z odpowiednim, jakże przez audiomaniaków lubianym, „słodkim” ciężarem (zwarte, wydaje się lżejsze, a jest ciężkie!) ograniczało projektantów i musieli iść na kompromisy. Pierwszy, dotyczy displeja. To jest taka cecha specyficzna dla tego właśnie i tylko tego modelu. Małe oczko jest tak małe, że wszystko co pokazuje (a pokazuje bogactwo, bo okładki, full menu i sporo informacji) jest maciutkie, maluteńkie, no tylko z poziom biurka idzie to odczytać. Matrix Audio, mam propozycję, dodajecie do pudła małą, gustowną, teatralną lornetkę, albo jeszcze lepiej lunetkę i jest OK ;-) Także tu design wziął górę nad rozsądkiem. Dotykowe, wirtualne przyciski na froncie to też coś, co dalekie jest od precyzji, pewności użycia i ogólnie lepiej wygląda (bo fajnie, faktycznie się prezentuje) niż sprawdza. Także pilot jest jednak tutaj rzeczą dość istotną i dobrze go mieć na podorędziu, by to, to obsługiwać bez zgrzytów. Druga kwestia to brak pożądanego przez nielicznych (ale jednak) AES/EBU. Nie zmieściłoby się? No zmieściło na upartego, bo przecież są tu zbalansowane wyjścia analogowe dla sygnału, jednakowoż miejsca z tyłu niewiele i producent zrezygnował z tego interfejsu. Nie ma też WiFi (moim zdaniem to jest prawidłowo, ja zawsze wierzyłem w kable… ale nie tak jak myślicie, nie nie w boa, tylko po drucie pewniej, niż w eterze) co obecnie stanowi dla wielu problem ergonomiczno-użytkowy. Bo w domu, gdzieś tam, LANu ni ma. I co teraz? No można oczywiście sobie AP postawić, ale to kolejny element a chciałoby się wpiąć, czy połączyć raczej i już. Tu kabel musi być, albo jak wyżej. WiFi nie ma*. Zresztą odnośnie bezprzewodowego, to po przebudowie swojej mesh widzę, że technologia na tyle jest pewna, niezawodna i daje pewność, że to bez druta daje radę (ale nadal stare przyzwyczajenia biorą górę ;-) ).


Taki cienki, a taki dobry :P Naleśnik, który robi pierwszorzędną robotę.

Roon Labs (przez chwilę obraziłem się na nich, bo poziom zabudowania oraz skandalicznie źle działającego softu niemalże przesądził o rozstaniu z tak bardzo wcześniej chwalonym przeze mnie front-endem) powinien reklamować te skrzynkę jako najlepsze doznania z naszym kodem ever i w ogóle tej części galaktyki. To jest aż tak dobre! Roon Labs ogarnął ostatnio działanie software, ogarnął nowości jakie wprowadził i cały silnik (co najważniejsze), znowu zatem można mówić: jest Roon i długo, długo, długo nie ma nic, co by poziomem integracji i możliwości a jednocześnie UI/UX i agregacji treści mogło konkurować, wchodzić w konkury. X-SABRE 3 w takim środowisku, z takim DSP, z takim potężnym zapleczem możliwości wpływu na brzmienie (po stronie kodu) staje się dla mnie punktem odniesienia. Myślałem, że ten klamot przejdzie trochę bez echa, bo ostatnio sporo świetnych streamerów było (będzie o tym niebawem), miałem też doskonałe źródła (bardziej tradycyjne, ale cyfrowe)… jednak, no cóż, jak druga edycja wylądowała w pierwszej trójce naj, to ten sprzęt znowu definiuje na nowo. Jakiś egzotycznych, za bajońskie sumy, klamotów od high-ednowych (czy raczej ultra-high-endowych) nie miałem sposobności (nie mam tu na myśli DACów, tylko streamery), ale niech mi wolno będzie to powiedzieć: dobra, można wydać 10 razy więcej, ale można też 10 razy mniej i mieć DOKŁADNIE TEN SAM POZIOM IMMERSJI, TOTALNEGO ZANURZENIA W DŹWIĘKU co to oferuje opisywane urządzenie. Na pewno pomogło tu trzymanie na łbie (oj tak) NAJLEPSZYCH SŁUCHAWEK EVER czytaj: Dan Clark Audio STEALTH, no ale przecież jako napęd służył masowy (a bezbłędny) Topping A90. I to pokazuje, że można uzyskać efekt bez wydawania kroci. Wiem, dla branży akcesoryjna-kablarsko-ultrahighendowej (elektronika) to nie jest miłe, nie jest fajne, to jest wręcz niedopuszczalnie skandaliczne postawienie sprawy. To dodam tylko że Aquarius, że Terminator, że DACzki i streamery (Azja, ale i Europa, prawda) za 20-30k, które się słuchało w niczym tego X-Sabre 3 nie zawstydzały. W NICZYM. Nie miałem jw sposobności T&A, czy francuza za 12 czy 15 teraz razy więcej słuchać, ale jak wspomniałem: no i co z tego?

Podpięty do diabłeków, w podwójnej roli LAN end-pointa oraz pre

Na kolumnach (zaraz będzie gotowy tekst o małych Diamondach tj. podstawkowych 15-kach, mniejszych braciach red. 18-ek) słuchało się tego giganta z prawdziwą przyjemnością. Gładkość, o której jako głównej i niejako układającej wszystko, cesze wspomniałem na wstępie była tu jak najbardziej obecna, a wszystko co trzeba – pełne, przebogate, bez żadnych niedostatków pasmo, przestrzeń, obłędna dynamika (te mniejsze to potrafią btw i to jak!) to wszystko obecne, ale niejako przy okazji, jako coś oczywistego. Jak mówiłem, nie analizujemy takiego brzmienia, bo ono wchodzi, naturalnie wchodzi i to jest moim zdaniem najwyższy poziom kompetencji jaki można osiągnąć. GRA JAK MA GRAĆ. Czułem, że stały progres i ogromne kompetencje MA pozwolą z generacji na generację topowych X-Sabre stworzyć najlepsze cyfrowe źródło (DAC z – teraz – siecią). Nie wyobrażałem sobie tylko, że to najlepiej będzie uzupełnione w tak fantastyczny sposób medium (dla sygnału) docelowym. Siecią właśnie. No i jest. Czego chcieć więcej? Od strony brzmieniowej? Niczego więcej do szczęścia nam nie trzeba. Brawo.

Bezapelacyjnie gorąca rekomendacja. Za ok. 16 koła nie kupicie lepszego DACa, ale przede wszystkim lepszego streamera (czy sieciowego end-pointa, kurde jak trudno dzisiaj te klamoty klasyfikować!), nie kupicie według mnie żadnego lepszego źródła cyfrowego. Ma, to, to możliwość pracy jako cyfrowy pre-amp również (i wg. mnie sprawdzi się w tej roli znakomicie, mimo braku gały, mimo beznadziejnych dotykowców z przodu i tylko guzików na RC +/-), nie ma niestety (szkoda, szkoda) choćby 6.3mm dziurki dla słuchawek. Nad tym boleję, bo byłby komplet, a tak trzeba i tak coś jeszcze dodatkowo podpinać (no chyba że adapter do wyjść, albo aktywne, wtedy nie).


Lepiej po kablu ;-) LAN się nie da… X-SABRE 3

* się odnalazło, na swoje usprawiedliwienie mogę napisać, że za taflą szkła (co się kurzy), znaczy górna część obudowy przepuszcza fale. Jak? Szkło? No magicy z MA to jakoś ogarnęli, a z tłu nie znajdziecie ludziska żadnej, powtarzam żadnej anteny, nawet wypustki jak w Mini-i Pro 3. Zmyliło mnie to, bo w życiu bym nie powiedział, że taki bezantenowy (to raz) i jeszcze do tego metalowo-szklany (to dwa) klamot może te WiFi jednak zawierać. Owszem, zawiera i to full wypas, czytaj także gigabitowe 5GHz (ac).

 

Plusy:
– fantastyczny moduł sieciowy, który wraz z bezbłędną aplikacją ESS9038Pro&XMOS216 robi robotę
– po zadaniu processingu, konwersji PCM-DSD (DSD-DSD) natywnie (DSD512), słuchamy i zapominamy o otaczającym świecie. To jest ten dźwięk
- pierwszorzędne jakościowo I/O 
- ładny design, ciężki kawał high-endu
- bogactwo możliwości (DSP, ustawienia)
- koszt nabycia tj. 14,5k bodaj teraz (inflacja hula), to przy tych kompetencjach wcale nie wygórowana cena, a wręcz przeciwnie (niestety już 16k… wielkie dzięki Morawiecki, dzięki Glapa, dzięki debile)
- wzorowa współpraca z Roon, najlepszy wg. mnie obecnie RAAT player na rynku, idealny Roon Ready end-point 

Minusy:
- prymat designu nad ergonomią
- bardzo mały displej
- bardzo niewygodne dotykowe przyciski na froncie 
- zaledwie poprawny pilot RC (brakuje szybkiego dostępu do funkcji, brakuje precyzji, trzeba celować)
- brak AES/EBU (dla niektórych istotne)
- brak WiFi (dla mnie bez znaczenia, ale dla kogoś wręcz odwrotnie – nie ma, tylko kabel)

Podziękowania dla dystrybutora marki

za użyczenie sprzętu do testów

Autor: Antoni Woźniak 

O NuPrime plus galeria, w tym kod, ustawienia poniżej…

» Czytaj dalej

Sonos Roam idealny na wypad, a do tego napakowany możliwościami

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_9249

No to wracamy. Lajtowo. Bo i okoliczności są z lekką, że tak powiem, nutką optymizmu. Orkowie dostają wpie…nanana, wiosna za oknem, zieleni się, życie, życie, ciepło i kolorowo, rumieni się. Także nie mogło być inaczej, jak mobilnie i właśnie lajtowo: Sonos Roar, przetestowany baaaaardzo sumiennie w plenerze, na plaży, w piachu, w wodzie, z party sesją akt 8 różnych źródeł muzę zapodaje. To ostatnie różnie, znaczy lepiej z Androidem, niż iOSem. Bo u mnie, przykładowo, łączył się pięknie, ale jak puszczałem dźwięki to przy dużej liczbie zapamiętanych cisza… może mnie wykluczyło? Znaczy, że pierwszy wypada, jak się więcej niż reklamowane 8 w pamięci zapisze? No ok, ale fajnie by było, gdyby to jakoś sygnalizowano w apce chociaż, albo jeszcze lepiej komunikatem push. Bo tak, to słabo trochę, niektóre fony miały pod górkę z łączeniem via BT, a rzecz działa się na plaży, także w środowisku – że tak powiem – elektromagnetycznie sterylnym. Nie, że środek metropolii i miliony rzeczy na 2.4 nadaje.

Dobra, ponarzekałem, to czas na lukrowanie. Po pierwsze i najważniejsze …gra głośno, czysto, bardzo żywo. Taki mały wulkan energii, a w przypadku takiego produktu, który ma właśnie robić za przenośnego „boomboksa” to bardzo ważna umiejętność, wręcz kluczowa. Także można rozruszać towarzystwo, nie ma że zaśniemy, przyśniemy, tylko konkret, do tego bez przydźwięków, przesteru, można dać 100% bez obaw, że tam coś pierdnie. Nic nie pierdnie. Dynamika, żywiołowość, nieoczekiwanie solidno-czysty basior to główne cechy* i zalety Roar i teraz jakby rozumiemy, skąd ta nazwa się wzięła. Zrobili malucha, który umie.


W plenerze, na plaży…

Czy ten głośniczek może robić za źródło dźwięku w chałupie? Owszem, ale właśnie najlepiej w niewielkim pomieszczeniu, gdzie jego umiejętności zostaną uwypuklone – sypialnia, gabinet, łazienka… o kuchni nie piszę, bo dzisiaj głównie aneksy, także powierzchniowo za dużo (nie, że nie zagra, ale inne opcje będą bardziej sensowne z sonosowego portfolio).

Dla jabłkolubów bardzo istotna jest integracja z Apple Music (w apce). To jednak coś więcej niż, tylko obsługa standardowa (u niemal wszystkich) AirPlay 2. Ten ma swoje wady (często leci AAC, nie jest bitperfect i tak dalej), a natywna obsługa w protokole mesh Sonosa to po prostu lepiej jakościowo i z widokami na bezstratne, hiresy (24/48 -> Sonos) oraz Atmosa. Z tym ostatnim sprawa jest co prawda dyskusyjna (Atmosa zasadniczo Sonos jak najbardziej, ale nie we wszystkich produktach i tak, zgadliście, nie umie tego Roar). Dysusyjna, bo nie wiadomo jak to jest przetwarzane (stream) w tej konkretnie aplikacji via sonosowy protokół. Zapytam producenta, zobaczymy co nam odpisze i zakutalizuje.


Tu działa to w automacie. Znaczy co działa? Ano TruePlay działa. Autokalibracja pod pomieszczenie, tudzież pod warunki

Jak to u Sonosa wszystko śmiga, wszystko samo się, dochodzą kolejne streamy (grubo ponad setka z widokami na naprawdę wszystko a nawet więcej – nikt takich możliwości nie oferuje na rynku), jak wspomniałem w zajawce pięknie sprawdza się stacja bazowa do bezdrutowego (no kontaktowego, bądźmy precyzyjni, drut nadal tu jest) ładowania. To wygodny dodatek i polecam się zaopatrzyć, z kabla to już nie to samo (na szczęście, przypominam, jest USB-C a nie starocie jakieś). Pojawił się szczęśliwie produkt SL bez mikrofonu, także jak ktoś nie chce, bo i tak nie korzysta z gadanego, to ma alternatywę. Samoregulacja TruePlay co prawda wtedy niekoniecznie, ale to w takim produkcie aż takiej różnicy nie robi. A jest taniej. Także dobrze, mamy wybór, podobnie jak z One.


A jak ktoś nie wierzy w to, co powyżej (TruePlay), to może sobie sam dosmaczyć, czy odsmaczyć

Parę słów o Subie 3 gen. Za moment będzie o kinie i o całym setupie z Sonos AMP i systemowym 4.1 (docelowo chcę to rozbudować do 4.2). No systemowym z Pylonowym wkładem, bo „przy okazji” napisze się recka Diamondów podstawkowych. Tych mniejszych, bo duże już opisywałem. Znaczy 15-ek (nie 18-tek). Robią za fronty w tym co powyżej i całość dostarcza naprawdę ogromnej frajdy, zarówno w kinie, jak i (właśnie!) w Apple Music z muzą, klipami wielokanałowo, a jeszcze dodatkowo sprawdzam to pod kątem Tidala (weszli w temat wielokanałowego) i prób Samsunga przekształcenia Tizena (ganie z TV, apek jakie są pod tym systemem dostępne) w coś mniej ułomnego, niż dotychczas. Tak, ten smartTV chwalony, miał do niedawna mocno zwaloną obsługę dźwięku, ale to się prostuje. Poczytacie niebawem.

Na koniec, solidny znaczek rekomendacji, dla Sonos Roar-a. Fajny maluch, prawie że idealny, wody ani piachu się nie bojący, a prawie… bo jak wspomniałem na wstępie, mógłby lepiej łączyć się via BT w party mode. Może to doszlifują jeszcze w oprogramowaniu. Oby. Bo to, że łączy się w tej samej chwili z jednym to jedno, a to że pamięć z 8 nie ogarnia to drugie. Czas pracy btw jest akceptowalny, choć daleko mu do rekordzistów. U nas z wszystkim na on i 70% ok. 6,5h. Jak grał bez mikrofonów, bez boosta, z ustawioną głośnością na 60% było 8,5h. To nadal o 1,5h mniej niż deklarowana wartość przez producenta. Także to moje „party mode” wymaga dopracowania…

Za całokształt, minus party ;-)

PS. Nowe wieści o produktach, o których być może już słyszeliście, ale nie tak jak u nas… z dodatkowym wsadem. Także tak, będą nowe, oczekiwane i od dawna zapowiadane: słuchawy sonosowe (bardzom ciekaw, jak oni to zintegrują, oj bardzo!), nowa mini-nano belka grajaca, zasadniczo taki soundbar za dużo mniej $, jednak robiący robotę pod TV (i lepiej od TV grający ofc). Kontrowersyjny brak HDMI w tej nowości. Oryginalnie dwa takie będą robiły za efektowe głośniki, także pionowo na ścianie np. No i wreszcie ten długo oczekiwany i bardzo pożądany mały sub. Mniejszy od wielgachnego, do tej pory oferowanego, w ciekawej formie, z jednym „ale”… ma nie być, jak podają, parowalny z innym małym czy dużym subem. Według mnie duży błąd producenta, to na pewno nie zostanie dobrze przyjęte przez użytkowników. Jak już w 3 gen dali parowanie niskotonowców, to nowy, mały też powinien to obligatoryjnie mieć. Niestety mieć raczej nie będzie. Wielka szkoda. Siak czy tak, rozrośnie nam się sonosowe, rozrośnie solidnie i z tego powyżej najbardziej intrygują (mnie) słuchawki. Zobaczymy…

PPS. Będzie sporo zapowiadanego przed miesiącem i przetestowanego, ale też pojawią się nowe zajawki, bo jak wracamy to na całego. Producenci audio chyba nie zauważają problemów dzisiejszej gospodarki, bo znowu klęska urodzaju. Napiszę tylko tyle, dla zaostrzenia apetytu, że X-Sabre 3 jest boską maszyną, ale jeszcze bardziej boskie są nowe Elementy „2″, kompletne pod kurek, po prostu ze wszystkim czego dusza zapragnie (witamy kino w Matrix Audio :) ). Będzie się działo, oj będzie…

* kompletnie nie zgadzamy się z osądem, skądinąd zacnego ratings.com gdzie zjechano głośnik za to, co powyżej. Nie wiem, mieli założone stopery w uszach, czy co? Podają tam pomiary (bardzo szanuję), niby wszystko ok, ale play i weryfikacja. Mam taki wniosek, że oni to bez boosta testowali. Faktycznie wtedy siada. No ale po to, to jest, żeby na zewnątrz szczególnie zapodać.

Galeria pod linkiem:

 

Nowości na HDO (aktualizowane) w lutym 2022…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_9475

Rozpoczynamy od nawiązania do borewiczowskiej klasyki: „Nowości #1: się ma, się słucha  :P  Co się ma? Kompaktowe Diamondy od Pylona. A dokładnie Pylon Diamond 15, które konfrontujemy bezpośrednio i pośrednio (znaczy będzie przepinane  ;-) ) z większymi (sporo!) 18-kami. Jak już wspomniałem w poprzednim wpisie, te kolumny mogą być dobrym wyborem zarówno do gabinetu / sypialni, jak i niewielkiego salonu. Różnica w skali dźwięku i sposobie reprodukcji wg. mnie ogromna. A przecież mówimy o tej samej linii, a jednak! Nie to, że słyszę coś zupełnie odmiennego, ale pewne cechy brzmienia są tutaj całkowicie inne. Mnie to bardzo leży, bo zamiast różnicy pt. „no mniejsze są, w dostępnych powierzchniach pomijalne” mam dwa ®różne zestawy. Nie ma miejsca na nudę, jest miejsce na słuchanie równoczesne i – przepinanie – choć do czasu, bo właśnie udało się upolować matrycę audio Nobsound 4-1-1-4 i powiem Wam coś… zaje fajna rzecz to jest. Możemy równocześnie 4 różne konstrukcje głośnikowe na jednym ampie, albo cztery różne ampy na jednym zestawie testować. Dla mnie to ogromne ułatwienie w pracy. Rzecz zrobiona pierwszoklaśnie, znaczy z wielką dbałością o przebieg sygnału. Parametry idealnie dopasowane do moich potrzeb (maks. 200W na kanał, więcej nie planuję w moich warunkach, nie miałoby to żadnego uzasadnienia i waliłoby ściemą na kilometr, gdyby się testowało jakieś megapiece przykładowo). Aha, wspomniana matryca wielogłośnikowo/ampowa pozwala na przyłączanie pieców lampowych z odpowiednich dla nich (lamp) parametrem tj. stałym obciążeniem rezystancyjnym, co by nam bańki jak najdłużej w dobrym zdrowiu służyły…” (…)

 

Ciąg dalszy po kliknięciu w „dalej…”

Nowości #2: tym razem coś, co łączy światy na poziomie… dotychczas niespotykanym. Wiem, co mówię, bo przewaliło się przez redakcyjny regał AV pierdyliard skrzynek audio-wizyjnych Dune, Zidoo, Oppo, Cambridge Audio, NAD, Egreat, Elec, czy HTPC różnej maści (z dedykowanym softem znaczy front-endem tj. Minix choćby… btw androidowców nie zaliczam do av blaszaków). Ostatnio był u nas także ekskluzywny i wybitnie pod audio robiony ROSE. U Koreańczyka wideo było wyraźnie dodatkiem tylko, nawet mimo wyświetlania na dużym panoramicznym mazianym displeju np. klipów, bo poza VLC właściwie tam nic nie robiło roboty w wizji, a spec/ustawienia pozostawiały spory niedosyt. Z Zidoo Neo S jest ZUPEŁNIE INACZEJ. To takoż bardzo mocno pod audio robiony klamot, powiem więcej – to jest część elektroniki audio na poziomie wykraczającym nawet poza wysokoklaśne HiFi. Znakomite komponenty, znakomite wyposażenie i wszystko zaprojektowane tak, by brzmieniowo i obsługowo (muza) było tiptop. I tak jest. Ale to tylko A. Bo jest jeszcze B… znaczy jest jeszcze V. I to jakie! Ciąg dalszy w ciągu dalszym ;-) (…)

 Megagaleria z opisami po kliknięciu w powyższe…

 


Doskonałość na łysej glacy. Nie przesadzam!

Nowości #3. Jak na tytułowej focie… pojedynek niewidzialnych nauszników ;-) Panie, Panowie w prawym narożniku hajendowa najtopowsza konstrukcja Dana Clarka STEALTH za c.a 20k aka 4k zielonego siana, w lewym Dr Fang wystawia najnowszą V3 wersję naszych ulubionych swego czasu Arya STEALTH Magnets! Cena nadal wysoka, choć porównując wręcz okazyjna ;) :P …w okolicach 8k aka 1.6k zielonego siana. Dlaczego niewidzialne jety na obrazku, zapytacie? Nie chodzi tu tylko o same nazewnictwo, nie, chodzi tu moi drodzy o charakterystykę brzmieniową tych nowości. To NAJBARDZIEJ neutralne, najbardziej hmmmm… wierne (?) nausznice jakie przyszło mi nakładać na łysą glacę. Tak, mam tu przede wszystkim na myśli „dan clarck-i”, ale i hifimanowa Arya to słuchawki bardzo ale to bardzo niepodkoloryzowane. Także punkt styczności jest, mimo że obie konstrukcje, poza metką, różni co nieco… pomijając, że planary, to zamknięta konstrukcja rywalizuje tutaj z w 100% otwartą, a choć obie dysponują „niewidzialnymi” membranami, to mocno inaczej szefowie kuchni podeszli do tematu. Oczywiście o tym przeczytacie w recenzji, nie zajawce.

I tu i tam łezka (muszla), super wygodne ze wskazaniem na Dan-a, bo topowa DCA dopasowuje się (yhy samo się) do glacy jak najlepsze włoskie obuwie. Serio, tym razem naprawdę nie czujecie, że macie coś na głowie i moim zdaniem osiągnięto tutaj ergonomiczną perfekcję. Lepiej się nie da. W przypadku Arya mamy powtarzany przez producenta, wypracowany w kolejnych generacjach, doskonale sprawdzający się w codziennym użytkowaniu pałąk – jedynie regulacja stopniowa to coś, co bym tutaj zmienił / poprawił. Okablowanie w DCA jest fantastyczne, firmowe kable wg. mnie nie wymagają żadnego „no dobra, trzeba dorzucić do ceny wyjściowej ileś tam na nowe druty”, są docelowe. Układają się perfekcyjnie, w miękkiej, materiałowej otulinie, są lekkie, nie mikrofonują i jedynie mogłby być dłuższe (znaczy mogą, ale to kosztuje). Dostajemy (zdaje się) 1.8 metra, a to trochę mało jak na standardy stacjonarnego słuchania. W Arya kabel jest, jaki jest. Da się z nim żyć, ale jednak dla wymagającego trzeba będzie czegoś więcej i na potrzeby testu to więcej wylądowało w redakcji (symetryczne więcej). Dobrze, że ujednolicono (no prawie) standard wtyków w muszlach HiFiMANów (3.5) i można sobie przy paru w kolekcji nowościach ze stajni stosować te same przewody.

Mimo zamkniętości DCA wymagają… odpowiednich warunków. To w ogóle kapitalna konstrukcja, bo według mnie referencyjne NARZĘDZIE dla kogoś zainteresowanego słuchawkami do odsłuchu studyjnego. Już tłumaczę. Te nauszniki w sposób absolutnie bezwzględny różnicują nagrania, pokazują na co stać (albo nie) podpiętą elektronikę, no są takim szkiełko-okiem, ale (co istotne) bez wyzucia z emocji & przyjemności. Co to, to nie, te słuchawki dostarczają potężną dawkę dobra, tyle, że są wrecz podręcznikowym przykładem na: shit in, shit out. Wspaniały tool dla realizatora dźwięku? Mhm. Co więcej w studiu nie może być głośno, toczyć się jakieś przyziemne życie ;-) obok, tu jest tak samo: musicie się skupić tylko i wyłącznie (bo odkrywamy) i musicie mieć cisze. Mimo zamkniętości te słuchawy nie tłumią z otoczenia. Jak słuchamy, nie przeszkadzają domownikom (co innego Arya, tam macie wszystko dokładnie zapodane na zewnątrz, jakbyśmy kolumienki mieli na cichości słuchane), ale właśnie jak wyżej.


Pojedynek świetnych słuchawek. DCA Stealth vs HiFiMAN Arya V3. Na Zidoo AiO testowane jak widać.

Odkrywamy? A i owszem, ale co to za odkrywanie jest! No słuchamy sobie najpierwej i nuda panie, jak w polskim kinie (to nieprawda oczywiście, szczególnie kinie sprzed paru dekad) nic się nie dzieje. Nie z nami te numery, wiemy o co chodzi, wiele produktów z najwyższej półki wydaje się nudnych na wstępie. Wiele takimi pozostaje, znaczy okazuje się że odbiegają w jakimś aspekcie od doskonałości i są po prostu do dupy (za kontener siana chcemy naj i koniec i basta). Tu jest na szczęście właśnie tak, jak to bywa z najdoskonalszym – dzieje się, wszystko na miejscu, wszystko w takich proporcjach jakie uznamy za ekhmmm prawdziwe. Słuchamy i nie (jak zwykle) przechodzimy przez etap adaptacji i przyzwyczajenia do charakterystyki efektora, a… efektor pokazuje nam obiektywnie o co tu chodzi. Słuchamy muzyki. Reprodukcji? Tak. Interpretacji? No właśnie nie.

Arya są łatwiejsze, łatwiejsze w tym sensie że przewidywalne. Już tłumaczę – tam nie robi różnicy czy mamy, czy nie mamy na nosie okularów. W DCA robi. Byłem serio w totalnym szoku, gdy zdjąłem patrzałki (mode: krtek) i usłyszałem więcej. Nie, zioła nie było, nie – nie przyśniło mi się, nie …to nie było subtelne. Musi być idealna komora odsłuchowa, musi być szczelnie. Jak nie jest (okulary) to okazuje się, że jest mniej dobra. Wyjaśnię fenomen (tak duży, zauważalny wpływ) w recenzji, powiem tylko jeszcze tyle, że pisząc te słowa mam okulary założone idiotycznie, poza muszlami, poza uszami, bo właśnie tak trzeba, by pełen potencjał mieć móc. Arya są łatwiejsze, bo nie wymagające aż tak od materiału i elektroniki. Właśnie elektroniki – DCA łase są na energię, moc wzmocnienia, muszą dysponować odpowiednio mocarnym wzmacniaczem. Inaczej blakną. Co ciekawe, nie reagują wcale w oczywisty sposób na zabawy w ust. gain (o tym też więcej w recenzji będzie). Na pewno trzeba tutaj solidnej elektrowni, by zapewnić odpowiednie warunki dla słuchawek. Arya są dużo mniej wymagające, właściwie można je kojarzyć swobodnie z mobilną elektroniką odtwarzająco-wzmacniającą i będzie okej.


Oj tak!

Na koniec powiem Wam jeszcze coś – producenci słuchawek odpłynęli (metki), kiedyś było to uzupełnienie, nie alternatywa dla kolumn, a właśnie uzupełnienie, coś obok. Dzisiaj często traktowane zamiast. Stąd pewnie to odpłynięcie. Patrzę na to trochę w taki sposób, by sobie to jakoś zracjonalizować: zamiast systemu za 20 czy 30k kupuje taki jeden z drugim dwie  składowe, przy czym wydaje głównie na efektor właśnie. Ten nie wymaga dodatków jak w opartym na zestawie głośnikowym systemie, torze. Tyle. Czy dostaje coś porównywalnego? Do niedawna (mimo oczywistego skrzywienia piszącego, skrzywienia słuchawkowego, bo lubię i się zajmuję) powiedziałbym, że nie bardzo. Teraz nie jestem taki pewien. Równorzędne, inne, ale równorzędne? Arya są doskonałym potwierdzeniem jak bardzo rozwinęły się możliwości tego co na uszach. A topowe DCA są – no cóż – są póki co najlepszymi słuchawkami jakie miałem na głowie. Pełne uzasadnienie znajdziecie w całościowej publikacji. Poniżej galeria prezentująca te precjoza. Smacznego. I to jeszcze nie koniec O_o, o nie…

PS. Dan jak ktoś płaci 4k zielonego to nawet jak mu się tylko niepodoba to odkształcanie padów (wg. mnie nie ma wpływu na SQ na szczęście) to nie ma to, tamto, tylko wymieniasz…

PPS. Na ASR efendi sprawdził i tak się pozachwycał, że aż nie wytrzymał i nabył. Nie dziwię się. Mniejsza o idealnego Harmana (bo to wcale nam nie mówi całej prawdy, słuchawki to w ogóle inne zwierzę, znaczy wiele zakłóceń, artefaktów w pomiarach pozwala na osiągnięcie LEPSZEGO SQ np. w zakresie przestrzenności… tu zresztą w przypadku DCA będzie ciekawie, oj ciekawie będzie ;-) ), mniejsza o bardzo, bardzo podręcznikowe pomiary tej konstrukcji, mniejsza. Chodzi o to co w efekcie dociera do uszu. Tylko to. Także zabawy z EQ dla pełnego obrazu będą, ale nie będą stanowiły żadnego punktu odniesienia. Dlaczego? Bo to imo indywidualne dosmaczenie w przypadku tak wyjątkowej konstrukcji. Także ciekawostka tylko. Nie zgadzam się z naczelnikiem ASR w tym względzie w pełni, jak widać. Zgadzam się natomiast w tym, że sam te słuchawki najchętniej bym przytulił i już nie wypuścił z ręki. Ehhh.


» Czytaj dalej

Jeszcze słów parę o NuPrime STREAM 9 z kodem w tle

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_9054

Pierwotnie recenzja ukazała się na naszym fanpage’u, o paru rzeczach nie dało się tam tak opowiedzieć jakbyśmy sobie tego życzyli. Tak zgadliście, o sofcie było, ale na marginesie, bo kretyńsko-niezrozumiała polityka meta w sprawie publikacji nie daje żadnego pola manewru, gdy ktoś chce pokazać coś z softem związanego. Nie i basta. Także uzupełnienie recenzji, pogłębione o tytułowy kod, a dodatkowo parę impresji związanych z przepuszczaniem sygnału z zewnętrznych źródeł cyfrowych przez przetestowaną skrzynkę z opcją SRC, znaczy DSP nie tylko w ramach zwykłego upsamplingu, ale także – możliwej w tym klamocie – konwersji z PCM do DSD, co już nie jest ani typowe, ani częste, tylko właśnie dość unikalne. Tak, skrzyneczka ma też pewne ograniczenia, o których już co nieco było, a w tym wpisie będzie więcej (głównie chodzi o ograniczenia softu oraz dość dziwacznie zrealizowany interfejs I2S i co ciekawe jeszcze trudniejszy do okiełznania, niby standardowy AES/EBU… którego nie udało się przymusić do pracy). Trochę się tego zebrało i postanowiłem zrobić suplement. Na wstępie przypomnienie wpisu pierwotnego, nie daję na głównej pełnej fotogalerii z opisami, można – kto chętny – zerknąć, poniżej będzie fotostory z kodem głównie, czyli jw to co na fb nie dało rady opublikować.


AirPlay to jedyna opcja na end point w Roonie (że STREAM 9 w Roonie znaczy się).
Po uszlachetnianiu via wbudowany w klamot DSP fajnie gra, choć wolelibyśmy Roon Ready ofc (RAAT)

Wracam btw do publikowania, a że zebrało się to będzie HDO więcej, w telegraficznym skrócie powiem tylko, że czeka nas audio-wizyjna jazda bez ograniczeń tj. najnowszy wynalazek Zidoo Neo Scoś jak Rose, tylko tańsze sporo, oparte na podwójnych ESS9068 i XMOSie z mocnym SoC, potężnymi możliwościami wideo (tu bez ograniczeń, z dekodowaniem wszystkich formatów AV jak leci), własną nakładką na Androida rozbudowaną o opcje rippowania, zawiadywania danymi (pełen eksplorator plików m.in.) z atrakcyjnym front-endem dla kontentu. Tu nic nie jest dziełem przypadku, patrząc na specyfikację, a czymś wartym podkreślenia jest właśnie bezkompromisowe (komponenty audio z górnej póły) potraktowanie sekcji dźwiękowej, która nie odbiega od wyspecjalizowanych audio skrzynek z wideo, jak wspomniałem, dla prawdziwego kino maniaka & wideofila. Czy to oznacza Oppo reinkarnacje? Nie do końca, bo mch tutaj w samym klamocie nie uświadczymy (via SPDIF można 5.1 puścić dalej – jest wyjście dla mch cyfrowe), ale warte podkreślenia jest odejście od typowego dla wcześniejszych Zidoo playerów stylu odtwarzacz wideo z lepszą sekcją audio i przejście do zupełnie innej, lepszej ligi odnośnie możliwości dźwiękowych. Mam nadzieję, że będzie to świetny odtwarzacz strumieniowy audio, a nie tylko streamer / transport, ale właśnie kompletne źródło, łączące SQ z VQ na topowym poziomie. Podoba mi się całościowe podejście do tematu (balans zarówno dla kolumn, jak i dla słuchawek np, czy natywnie zainstalowany bardzo szybki dysk półprzewodnikowy M2). Ba, jest tam jeszcze, na osobnej kości realizowany, solidny wzmacniacz słuchawkowy (wspomniany balans 4.4). No omnibus taki. Niektórzy powiedzą, ale jest np. Cocktail Audio. No jest, ale mnie się kojarzy bardziej z klasycznym podejściem do tematu (typowe odtwarzacze multiformatowe), poza tym podobnie, jak w Rose, mamy w opisywanej Neo skrzynce bajer z dotykowym, dużym displejem. W ogóle kojarzy się to bardzo z przetestowanym nie tak dawno temu Koreańczykiem. Tam było dźwiękowo znakomicie, ale wideo pozostawiało niedosyt, w sumie było tylko ciekawostką. W przypadku Neo:S czuję, że może być inaczej :)


Kompaktowe są, niewielkie takie te Diamond 15ki (widać pojedynczego Topaz Monitor – dla porównania, a to maluch jest)

Dojechały także podstawkowe Pylony Diamond 15. Chyba jako jedyny sajt mam możliwość porównania bezpośredniego dużych monitorów z tej linii (Diamond 18) z właśnie wygrzewającymi się 15-kami. Pylon w ogóle coś ostatnio celuje w kompaktowe i ja to szanuję, bo po pierwsze może być tańsze, a po drugie chyba bardziej dopasowane do rodzimych realiów lokalowych. Także za chwilę wpis o tych filigranowych (w porównaniu, ale patrząc od frontu są naprawdę niewielkie, mniejsze od przecież w ogóle małych Topazów Monitor, w sensie węższe, bo wyższe, ale właśnie węższe). A to już nie nowość, nowość też do nas zawita, mam tu na myśli topowe, podstawkowe Jaspery, a właśnie, właśnie dali u siebie znać, że w rodzinie pojawi się kompaktowa podłogówka z high-endowej linii tj. Jasper 23. No i pęknie, bo jak wspomniałem, od przybytku głowa nie boli, większy wybór z korzyścią dla potencjalnego zainteresowanego, bardzom ciekaw, czy będzie jak z Sapphire 23 (patrz nasz test przed stu laty ;-) ), które okazały się najlepszym rozwiązaniem do salonu niezbyt dużego, takiego w którym podłogowe, wielkie Topazy 20*, czy największe z linii Szafirów, Opal czy nietestowanych u nas (jakoś umknęło) Ruby to było too much. Za duże paczki marnowały potencjał, pamiętam wielkie, budżetowe Perły 25 – to już było zbyt, a w katalogu pojawiły się jeszcze ogromne, trójdrożne 27. Uff. Także Jasper 23, analogicznie do wybranych i grających wiele lat w redakcji jako główny zestaw podłogowy, Szaforów 23 mają szansę zawojować hajendy, bo raz – będą z pewnością tańsze od obecnego w sprzedaży zestawu, dwa – łatwiej się wpasują w polskie metraże. Powracając do Diamond 15, bardzo, bardzo podoba mi się ich kompaktowy charakter, moje 18-ki są wielkimi monitorami, z bardzo dużym dźwiękiem, tu gra to zdecydowanie w innej skali, bardziej blisko-polowo-klasycznie monitorowej. W niczym to nie przeszkadza, porównując z większa konstrukcją, a nawet ma zalety porównując właśnie bezpośrednio obie konstrukcje, o czym będzie w pierwszych impresjach, wpisie poświęconym pylonowym kolumnom, który za moment wyląduje.


Wisi i gra. Ale jak!

Wreszcie dwa gorące, sonosowe, tematy na tapecie: będzie recenzja obrazu (IKEA FRAME by Sonos), który znalazł się – jak powinien już na wstępie – na ścianie i powoduje opad szczęki. To jest 500, czy teraz 900 złotych grające jak dobrej klasy podstawkowa kolumna HiFi, dobry studyjny, aktywy, tylko w formie… no właśnie, kompletnie nie pasującej do tego, co słychać. To trzeba usłyszeć i można się bardzo zdziwić. Pisałem już o tym wcześniej, że gra to nieprzyzwoicie dobrze, jak na produkt lifestylowy, w ogóle nią z zakresu HiFi, a przecież – właśnie – przecież po umocowaniu na ścianie, po kalibracji TruePlay, to płaskie coś gra jak pełnoprawne źródło dźwięku. Całościowo kompletne, bez żadnych dodatków, a gra jak dobrej klasy kolumna (mono), przy czym potrafi w scenę, potrafi w przestrzeń i słucha się tego wybornie (lepiej od 99% smart głośników, nie liczę tutaj Sono-głośników, liczę całą resztę peletonu). Nieprawdopodobna rzecz, ale też spodziewana, po pomiarach ASR, po sprawdzeniu wcześniejszym projektu / konstrukcji (projektowali to inżynierowie, dźwiękowcy, zrobi to po prostu jak należy), wreszcie pożenieniu całości z firmowym, inteligentnym DSP. Tak, to jest kierunek, który będzie przeobrażał całą imo branżę. Dźwięk zniknie, ale będzie, znaczy zniknie z widoku, ale będzie na poziomie w pełni satysfakcjonującym, także tych wybrednych. To zapowiedź, udana, zapowiedź tego co nadciąga. Dwa takie (w stereo parze) i może się okazać, że to będzie miało (cholera nie wierzę, że to piszę) więcej sensu od tradycyjnego mini zestawu HiFi, opartego na jakiś dobrych podstawkach i nawet nowoczesnym all-in-one. Bo liczne kable, bo komplikacje z doborem, bo widoczne i konieczne do odpowiedniego ustawienia.

A tutaj co? A tutaj nic z tych rzeczy. Kawał ściany, brak problemu de facto z właściwym umiejscowieniem (bo ta ściana po prostu daje możliwość powieszenie tych obrazków optymalnie – optymalnie w sensie estetyki, bo obrazki, jak i w sensie akustyki, słuchania z tych obrazków dźwięku). Rewelacja. A to jeszcze nie wszystko, bo wparował drugi sub i co dwa suby (AMP daje możliwość stworzenia systemu .2) bezdrutowe w firmowym tandemie (jeden przynajmniej musi być najnowszej gen. 3, są czy były dwa, bo jeden zaraz nas opuści) to nie jeden. W kinie, wiadomo, immersja bardzo zyskuje, ale byłem w szoku jak to (gatunkowo) zmienia podejście do słuchania audio. Chodzi o ścieżki wielokanałowe, przestrzenne w Apple Music. Sonos jako jeden z niewielu oferuje integracje z jabco usługą i to co przygotowano przestrzennie (materiał nie uprzestrzenniony, a zrealizowany, przygotowany w studio pod odsłuch obiektowy) robi ogromne wrażenie. Większe, niż – nawet – słuchanie ścieżek DSD / czy odtwarzanie SACD mch. W redakcji było to wszystko czasami uskuteczniane, bo Oppo (wszystkie modele, część przetestowana), bo PS3 (mod, z przekazywaniem wielokanałowego dźwięku via HDMI na odpowiedni przetwornik / procesor kino domowy, zdolny do dekodowania płyt i puszczenia tego na 5.1) i muszę powiedzieć, że ten nowy patent na wielokanałową muzykę coraz bardziej mi się podoba i widzę duży potencjał (także popularyzacyjn0-rynkowy). Inteligentnie, bo właśnie bez drutów, bez rozbudowanej z wielu paczek składającej się, tradycyjnej, instalacji. Wystarczy oparty tylko na klasycznych frontach i instalacyjnych głośnikach ściennych (albo systemowych kompaktowych Play) z ampli-stream-administratorem tj. Sonos AMPem setup, do tego poukrywane, płaskie Sonos Suby i już. Albo – jak ktoś chce jeszcze bardziej kompaktowo – Arc czy Beam i też można będzie się zdziwić. Albo jeszcze inaczej tj. wspomniane, grające obrazy IKEA. Sam nie wierzę co piszę, ale tak to wygląda moi drodzy. Po prostu macie 100 najlepszych streamów w jednym z najlepszych agregatów źródeł audio (no jest jakby wszystko w Sonos apce) i gracie na czymś, co można traktować, albo jako alternatywę, albo jako rozwinięcie klasycznej instalacji (i mam tu na myśli właściwie tylko dwie kolumny na froncie, pasywne, klasyczne, jedyne co ze starego audio się tu ostało ;-) ). Nawet puszczany w strefie dźwięk z podpiętego analogowo do AMPa gramofonu jest plastyczno-mięko-ciepły, znaczy zachowuje charakter źródła i gra nawet w kiblu. Kurna, mówimy o czymś kupowanym w markecie!


Jaki to dźwięk?
No mocarny, ale też zdefiniowany, pod kontrolą i na pewno nie przewalony. Zasługa inteligentnego DSP, strojenia – dopasowania (TruePlay). No i mamy 4.2 z robionym w DSP centralnym (dialogi)

Dobra, się rozgadałem, a miało być o STREAM 9. No to zapraszam, na wstępie przypominając to, co się wcześniej ukazało na fejsie:

» Czytaj dalej

Grające obrazy aka Ikea Symfonisk Frame (Sonos) @ HDO

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8940

Zachęcony bardzo pozytywnym w wymowie testem na ASR postanowiłem wrzucić na tapetę coś, co w ogóle nie wygląda na audio, nie ma nic wspólnego z HiFi jako takim, właściwie można by nie bez racji zapytać: ale co tutaj robi taki produkt jak Symfonisk (Picture) Frame, owoc kooperacji szwedzkiego meblarskiego IKEA z bardzo u nas poważanym Sonosem (też z pogranicza światów, choć szczególnie ostatnio to już imo HiFi pełną gębą). Ke? No popełniliśmy już test grającej lampki (patrz tutej), także trochę jakby kontynuacja, ale nadal nie tłumaczy to fenomenu płaskiego czegoś, co można ustawić naprawdę dowolnie (o czym poniżej) gdziekolwiek (o czym też poniżej) i w ten sposób stworzyć strefę z dźwiękiem. I nie mam tu na myśli toaletowegranie, znaczy pizdryczek BT jakiś, który udaje że coś tam reprodukuje. No dobrze, ale może po kolej, od razu na wstępie zdradzę, że jestem zafascynowany podejściem tego tandemu do popularyzacji audio w domowych pieleszach, uważam że testy to rewolucja na miarę (kiedyś) wprowadzanie radioodbiorników do chałup, co przyczyniło się do wyedukowania mas w zakresie muzyki jako takiej i cześć i chwała naszym dziadom, pradziadom, że to się uskuteczniło. Nie przesadzam? Sami oceńcie.

Możliwości instalacyjne w praktyce nieograniczone. Maskowanie jednego kabla – to jedyna konieczność w przypadku ścian

Dlaczego w żurnalach domodekorowych nie uświadczymy ani grama hajfaja? Dlaczego te wnętrza są tak przerażająco dźwięk0-sterylne? Czemu na poczesnym miejscu nie stoją sobie w ramach złotego trójkąta duże paczki wielogłośnikowe, ze szlachetnego drewienka, nie zachwycają swoim gabarytem domowników?! Odpowiedź jest oczywista – tradycjonalne audio setupy kłócą się z feng-shui, zaburzają prawda porządek rzeczy, są nieakceptowalne bezlitosne dla projektanta wnętrz, który musi wszystko projektować pod coś, co (zdaniem wielu, oj wierzcie mi na słowo, większości nawet i to przytłaczającej większości) „niewyględne”, nie pasujące do trendów, teraźniejszych mód i w ogóle takie po całości passé. Także niech nikogo nie dziwi ten brak, bijący w oczy szczególnie nas, muzykoholików, uzależnionych od dźwięków, nie wyobrażających sobie przestrzeni pozbawionej dobrego audio. Tak jest i tak raczej by było, gdyby nie zmieniło się podejście branży. Branża dostrzegła potencjał niewidocznego (TM) audio, niewidocznego dla oka, które jest, ale jakby go nie było. Tak, chodzi ofc o instalacyjne przetworniki, które robią tu i ówdzie furorę, stają się alternatywą (nie, że kiedyś tego nie było, ale zastosowanie niszowe mocno i w bardzo drogich zazwyczaj projektach), sam będę miał przyjemność przetestować niebawem powstające w kooperacji, systemowe Sonos & Sonance z linii Architectural. Potęga setupów opartych na rackowym zestawie wielu Sonos AMPów to potęga kodu, uniwersalności oraz kompetencji dźwiękowych na poziomie (cenowym) do tej pory raczej nie osiągalnym dla zainteresowanych. Mniejsza. Wróćmy do bohatera niniejszego wpisu. Ramki. Czy raczej grającego obrazu / ramki, bo to jest właśnie genialne w swojej prostocie rozwiązanie problemu audio + nowoczesne wnętrze to się nie równa, audio wyautowane. Tu co najwyżej zniknięte i to w takiej formie, która – uważam – stanie się inspiracją dla wielu tego typu produktów i będzie to zupełnie nowe otwarcie dla (szeroko) całego przemysłu elektroniki użytkowej oraz wyposażenia wnętrz.

IKEA daje mało opcji i tylko te, które sama uskutecznia, ale…

…no właśnie https://uniskdesign.com/printed-cover-for-ikea-symfonisk-picture-frame

Dowolne motywy

   

Pleciony

Neony

Itd itd itp

Ktoś zaraz na wstępie powie – hola, hola, może ochłoń, przecież po pierwsze takie coś nie ma prawa zagrać dobrze (błąd, ma i gra), po drugie takie coś nie ma prawa zastąpić systemu (owszem, w niektórych okolicznościach ma i zastąpi), po trzecie wreszcie …te nadruki to sztuka niby, że niby ten „jeleń na rykowisku” ma robić rewolucję… no bez jaj. Otóż tu też myli się niewierny Tomasz, choć rozumiem obiekcje. IKEA robi to źle, powinna dać wolną rękę nabywcy, ale od czego wolny rynek, już są modyfikacje, mody …można zamawiać dowolne kompozycje, także spokojnie, będzie tego zapewne na kopy. Ba, czcigodna, która jest grafikiem, jest artystką takoż, robi różne, przeróżne rzeczy, w tym takie wyplotki (makramy) widzi w tym potencjał. I da się to pogodzić moi drodzy z przeźroczystością soniczną, żeby nie było wątpliwości!!! Owszem, trzeba pamiętać o paru rzeczach, ale jak wiadomo kreatywność człowiecza jest bezkresna, także oczami wyobraźni widzę fajne instalacje naścienne i pomieszczenia, które grają, pomieszczenia nie wymagające – co istotne – żadnej adaptacji. Bo wiadomo, że takie instalacyjne, to trzeba kuć, trzeba planować na etapie budowy, remontu, a tu pełna dowolność. Pełna! Sam sobie tego Frame ustawiam przeróżnieście, a to w poziomie, a to w pionie, a to wieszam (za moment) w najwygodniejszym miejscu, jak to z obrazami – wszędzie można, możemy poczuć absolutną wolność w aranżacji przestrzeni. A przecież o to właśnie chodzi! Właśnie – brak ograniczeń – możliwość pogodzenia wydawałoby się zupełnie nieprzystających do siebie wymagań, racji, wspólny mianownik. No pięknie!

Ramka, maskownica – nic tutaj nie jest dziełem przypadku. Plaster miodu. Odpowiedni projekt. Akustyka.

Golas

Oczywiście na dzień dobry można zwątpić, bo z pakunku ala origami wyciągamy typową IKEĘ, mebel znaczy się, prosty, funkcjonalny, masowy, tani, takie użytkowe coś, co pewnie wielu natychmiast skreśli, bo jakże to ma być kolumna, dobry sound, to ma grać? Ja to doskonale rozumiem i nie dziwi mnie takie letnie podejście, żeby nie powiedzieć nawet mocniej mocno sceptyczne podejście do tematu. Sam odpakowując Frame pomyślałem sobie: ten Amirm to się chyba jednak szaleju najadł, no to nie ma prawa dobrze brzmieć. Cóż, nie miałem racji, mniejsza nawet o bardzo ładne pomiary (znaczy inżyniersko odwalono tutaj kawał dobrej roboty, a to – przyznajcie – w takim produkcie raczej niespodziewane, no niespodzianka wręcz), ale to gra i to gra jak fajne, monofoniczne źródło dźwięku, bez żadnych słyszalnych ograniczeń (sic!). Znaczy mamy pełne pasmo, mamy dobrej jakości bas, który można tu i ówdzie jeszcze podrasować (o czym poniżej), gra to bardzo – że tak powiem – szeroko… znaczy przestrzennie i ma naprawdę wiele wspólnego z klasyczną kolumną, powiedziałbym podstawkową, ale nawet nie blisko-polową, bo wspomniany niski zakres to nie jest coś, czego musielibyśmy się tutaj domyślać. On – znaczy bas – jest obecny. Z płaskiego naleśnika? To ma – uwaga – tylko 5 centymetrów grubości! Jak to może TAK grać? No cóż, pomiary to nie przypadek, po prostu IKEA wykorzystała potencjał partnera tj. Sonosa i dźwiękowe inżyniery stworzyły dwudrożny układ, który dzięki przemyślnej konstrukcji (kanały od przetworników, port BR odpowiedniej wielkości i w odpowiednim miejscu, dmuchający do przodu, same przetworniki też bardzo nieprzypadkowo dobrane, o tym jeszcze będzie w drugiej części, jaką planuję napisać) potrafi w tak bardzo nieakustycznym projekcie wydobyć dobro z głośników i zagrać wbrew formie, która powinna być tutaj nieprzekraczalnym ograniczeniem dla SQ. Udało się stworzyć coś prostego, taniego, opartego na masowej elektronice, kosztujących grosze materiałach (obudowa to plastik, w ogóle poza materiałową maskownicą mamy tutaj ABS, nawet w konstrukcji przetworników akustycznych mocno uskuteczniany), uzyskując efekt wart cyklu na HDO ;-) a poważniej, wart sprawdzenia, przetestowania i kto wie, czy nie zastosowania nawet przez dźwiękowych purystów.

To gra. Układ stosowany raczej nieczęsto, moim zdaniem błędnie, że nie często. Tweeter na dole, średni0-nisko góra. Oczywiście w konfiguracji pionowej (taką preferuję).
W sytuacji, gdy ustawimy to, to poziomo, będzie też ciekawie, bo można odwrócić, w sumie pionowo też można. Nie ma żadnych przeciwwskazań.
Kanały na kable pozwalają na dowolną aranżację / układ przetworników. 

Origami

Oczywiście to wszystko byłoby niczym, gdyby nie stał za tym wszystkim przegenialny kod. Sonos wiadomo umie jak mało kto, a tu można powiedzieć spotykają się Jing i Jang tworząc harmonijną całość. Już na etapie konfiguracji to widać bardzo ładnie, bo nie dość że samo się, nie dość że w sposób uniwersalnie komunikatywny, to jeszcze za tym wszystkim kryje się niemała moc strojenia układu akustycznego pod wymogi konkretnej lokalizacji, w jakiej przyjdzie ramce grać. Tak TruePlay pokazuje swoje możliwości i robi to wg. mnie znakomicie, właśnie w takim produkcie taki system kalibracji robi zasadniczą różnicę, robi robotę! Ograniczenia formy (i tak wobec wspomnianej pierwszorzędnej roboty inżynierów zminimalizowane) zostają zniwelowane działaniem inteligentnego systemu korekcji, który tak dopasowuje brzmienie ramki, by ta zagrała w najlepszy możliwy sposób w pionie, poziomie, na szafie, na regale, czy ofc ścianie, w małym i większym metrażu, z dużą przestrzenią wolną i przestrzenią mocno zagraconą, tam gdzie dźwięk odbija się od fatalnych dla sound-u powierzchni like szyba, like kafelki, jak i tam, gdzie mimowolnie mamy dobrą akustykę, bo regały z knigami, liczne obrazy (tradycyjne ;-) ), makramy (jak wyżej :) )), bibeloty, gdzie wnętrze w pozytywny sposób oddziaływuje, dając nam w efekcie sporo radości & przyjemności z obcowania ze sztuką. Mhm, znosimy ograniczenia, znosimy ograniczenia jakie często, gęsto uniemożliwiają uzyskanie dobrego jakościowo dźwięku w nowocześnie zaprojektowanej przestrzeni. Tak, w dużym HiFi, high-endzie można i robi się to teraz coraz cześciej, stosować pro rozwiązania, które też stały się już konsumencko-masowo-dostępne tj. opisywany u nas dirac choćby, czy Reference czy TrueFi od Sonarworks (a tutaj poglądowo nasz artykuł o DSP dzisiaj). Tyle, że ma to swój liczony wieloma zerami wymiar finansowy i tak po prawdzie stanowi dla wielu purystów spory zgryz: no bo jak, trzeba EQ ubrany w inne słowa, stosować?! Nie godzi się! Kupię kabel boa za miliony i sobie prawię to i owo… tak pewnie pomyśli purysta i kablarz dealer będzie wniebowzięty, bo jeszcze (jeszcze) będzie miał na nowego Bentley’a. Ale to już niedługo, bo jak widać, słychać i czuć (w kościach starych ;-) ) idzie nowe.

Sonos daje obecnie całościowo najlepsze multiusługowe rozwiązanie na rynku, multiusługowe (wszystko jest, nawet Apple Music integracja) oraz multisystemowe. Sonos działa w obrębie wszystkich najważniejszych na rynku front-endów audio i AV. To taki trochę małymiętki z jednej (bo otwarte) oraz jabco (ekosystem, długie wsparcie, software na poziomie… tu jabco ostatnio daje cztery litery niestety) w świecie audio/audio-wideo/multimedialnych instalacji. No i fajno. Ten element to fundament i takie spoiwo, można na tym budować dowolnie i Sonos partnerstwem z IKEA właśnie to uskutecznia i robi według mnie REWOLUCJĘ. Rewolucję w całej branży, w całym segmencie, bo coś powszechnego, popularnego, łatwo dostępnego ma szansę zmienić rzeczywistość. Nadal w żurnalach nie będzie audio. Ale ono będzie! Będzie… jest niewidoczne, ale słychać i do tego dobrze słychać. A że obsługuje się to dotykiem, albo jeszcze bardziej dzisiejszo głosem? Co w tym złego? Dla tradycjonalistów można sobie w systemie (z Roonem, jako składową, wszystko tutaj się ze sobą pięknie dogaduje, patrz ryciny w galerii) zaaplikować tradycyjne HiFi klamoty czy interfejsy (za matkę wszystkich potencjometrów może robić przykładowo Microsoft Dial – napiszemy o tym na łamach HDO bankowo!) i wszyscy szczęśliwi.

Makrama i ramka, grająca ramka, znaczy obraz…

Właśnie, wszyscy, bo i ci, którym dźwięk nie pozwala(ł) do tej pory nie uwzględniać w pomieszczeniach klasycznych przedstawicieli kompleksu przemysłowego audio czy audio-wideo, jak i osobom, którym było nie w smak „zagracanie” przestrzeni stolikami, regałami z toną sprzętu i wielkimi kolumnami, które najlepiej metr od ściany i w trójkącie złotym, nie dawały żadnego pola manewru, albo inaczej generowały liczne zgniłe kompromisy. W opisywanym Symfonisk Frame widzę nastanie nowego porządku rzeczy. Pewnie podobnie jak z linią Architectural (słyszałem i byłem zmiażdżony tym, jak dobrze to grało… sufit… but why cytując odtwórcę Deadpoola) to nowe otwarcie na poziomie, właśnie, powszechnym, wszędzie dostępnym, zrozumiałym, prostym, dla każdego. Widzę tutaj sporą szansę na powrót do radia. Nie, nie chodzi o to radio, ale o nowe radio, znaczy sieciowe rozgłośnie, sieciowe strumienie muzyki wszelakiej, znowu ludzie zaczną słuchać. I to będzie coś dobrego, bo dobrym jest to, co pozwala dostrzec coś ważniejszego w życiu niż tylko (i tu sobie można wstawić dowolnie). Także cieszy mnie to bardzo, cieszy mnie ten produkt i sami widzicie, że nie mogłem przejść do porządku dziennego bez napisania „paru” słów na temat.

Także będę kontynuował, bo jest o czym pisać! O przetwornikach akustycznych, o integracji AV (może być sugerowany firmowy soundbar, ale wg. mnie ciekawiej będzie w salonach z połączeniem światów, jak u mnie, czytaj Sonos AMP + tradycyjne paczki z przodu i Sonos Sub oraz grające obrazy), o nowych pomysłach na ART (mamy powierzchnię, mamy gotowy element eksponujący – działamy!), o tworzeniu instalacji światło – dźwięk (tu się jak najbardziej aż prosi, co więcej, dzięki patentowi typowa IKEA, znaczy gniazdku wyjściowemu dla energii w obudowie, można sobie to światło zintegrować bardzo elegancko) itd itp. Jak widzicie TEMAT RZEKA. Także coś czuję, że jednym z motywów przewodnich na HDO będzie łączenie światów i nie ukrywam, że kręci mnie to jak cholera i bardzo mi się chce.


Typowa IKEA

Wreszcie, nareszcie…

PS. Sporo publikacji w blokach startowych. Czekamy z publikacją na nastanie nowego roku. Zalew chińskiego trwa w najlepsze, ale są też inne tematy – słuchawkowe tematy (Stealth x2, niewidzialne póki co nie tylko w przenośni, ale i dosłownie ;-) słuchawki od Dan Clark-a i Dr Fang-a) i kolumnowo-tradycyjne tematy (porównanie Diamond 15 vs 18 oraz topowe, podstawowe Jaspery) .
PPS. Jako, że Meta jest głupie jak cholera, tutaj na głównej zrzuty ekranowe z aplikacji, nie tylko systemowej, z czym to się je, z opisami i paroma ciekawostkami. Dzielę galeryjkę na fb/www co – wiem – upierdliwe jest, ale nie gaśmy nadziei. Czeka nas duża wdrożeniówka pt. HDO v 2.0 znaczy staniemy się bardziej mobile friendly i w ogóle bardziej tacy trzecia dekada XXI, a nie dekada pierwsza i może pół, jak teraz. Także stay tuned!
PPPS. Linki na głównej, Meta jest (wiem, powtarzam się, ale to prawda jest) głupie i potrafi banować za wewnętrzne, mimo że własne. Szkoda gadać.

Koszt: 499 pln (IKEA Family) regularna cena 799 pln. Czarna lub biała.

Galeria z kodem w tle (o kodzie):

» Czytaj dalej

Trochę jak monitory na łbie. Niby pro, a jednak nie? ADAM SP-5

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8783

ADAM kojarzy się jednoznacznie – studio, rynek pro. Nie, nie chodzi o monitory, a o pierwsze w ofercie słuchawki. Formą jak najbardziej PRO, ale już charakterystyką brzmienia… niekoniecznie. Testowane do tej pory na sajtach praktyków (pracy z dźwiękiem, względnie samych muzyków), zwróciły moją uwagę ocenami często podkreślającymi muzykalny, nie analityczno – studyjny (właśnie) sposób reprodukowania dźwięku. PRO SP-5 nie powstały w oderwaniu od słuchawkowych realiów tzn. widać tu wyraźny podpis dobrze nam znanego, niemieckiego producenta ULTRASONE. Producenta z dużym portfolio dla masowego odbiorcy, dodatkowo specjalizującego się w słuchawkach do pracy (a nie do i dla przyjemności tylko ;-) ).

Co wyszło z tego mariażu? No właśnie coś niekoniecznie, mimo wspomnianej formy (już na pierwszy rzut oka: harmonijkowo zwijany/rozwijany kabel, bardzo solidna, nie wydelikacona a solidna, konstrukcja pałąka itd itp), dla prosów – treść koresponduje z oczekiwaniami szerokich mas pracujących miast i wsi (ehe, to pojechałem przekazem obecnej u władzy kompartii), a nie realizatorów w studio. Już tłumaczę, po pierwszych wrażeniach, w czym rzecz.

Otóż, mamy tutaj specjalność ULTRASONE: S-Logic Plus. Zastosowano ów system w opisywanym modelu i wystarczy popatrzeć na to, co pod siateczką w muszlach siedzi (a siedzą ofc przetworniki), by chwila moment zrozumieć, że patent genialnie prosty, a jednocześnie bardzo mocno oddziaływujący na brzmienie tu zaaplikowano… zdecentralizowane rozmieszczenie przetworników, częściowo przysłoniętych. Nie wprost, a obok i dodatkowo właśnie w korelacji z padami (raczej odpada btw ich dowolna wymiana w związku z tym). Co to daje w praktyce? Wielką panorame dźwiękową i tu serio nie przesadzam, bo po założeniu od razu wiemy o co chodzi. Dźwięk jest wokół nie w głowie i to właśnie wyraźnie, nie (jak w innych, nawet mocno przestrzennych słuchawkach) subtelnie, czy po adaptacji, ale natychmiast czuć różnicę. Doskonała separacja i czytelność źródeł dźwięku, namacalność & plastyczność sceny, jest szeroko, jest głęboko, są plany, dźwięk nie jest zatem słuchawkowy tylko… no właśnie monitorowy?

ADAM wspomina przy okazji opisu tych słuchawek, że bardzo chciał stworzyć takiego analoga, w tym zakresie zbliżyć się do odsłuchu głośników bliskiego pola, studyjnych – dodajmy – bo wyraźnie o to chodziło producentowi i cóż: jestem pod wrażeniem efektu jaki udało się uzyskać. To faktycznie mimikowanie takiego słuchania, choćby z moich nEarów 05 (ESI). To niewątpliwie główna cecha i główna zaleta tych nauszników, podana bardzo „na dzień dobry”, bez owijania w bawełnę i odkrywania właściwości po iluś tam dziesiątkach albo i setkach godzin (ja to nazywam bardziej adaptacją, a nie audiofilskim wygrzewaniem, choć nie neguję, nie negowałem nigdy pewnego wpływu na zmianę charakterystyki po pewnym czasie).

„Szkiełko i oko”? Otóż właśnie nie! Zdecydowanie nie i mam nawet wątpliwości, czy te słuchawki będą idealnym wyborem dla realizatora dźwięku, inżyniera który musi dysponować precyzyjnym narzędziem. O szczegółach przeczytacie w recenzji*, dodam tylko tyle, że mimo dość wyrównanego pasma, w moim odczuciu wyraźnie eksponowane są tu wokalizy, środek buduje tu zdecydowanie z ładnie, jak trzeba to nisko, osadzonym basem brzmienie i nie ma mowy o surowym, bliskim, dzieleniu włosa na czworo. Ba, mimo że rozdzielcze, to jednak stawiające na spójność i – właśnie – przyjemność z obcowania, a nie detaliczność, precyzję i selektywność rozumiane po studyjnemu (a nie naszemu, znaczy że dobry wgląd w nagranie bez ujmy dla percepcji całości i zmęczenia).

Właśnie – zmęczenia… te słuchawki w ogóle nie męczą, no może poza ergonomicznym, subiektywnie, problemem zbyt mocnego ucisku muszli na małżowiny. Rozumiem, że ma się trzymać bez względu na okoliczności w miejscu pracy (studio, salka koncertowa, występu na żywo czy co tam sobie użytkownik pro nie wymyśli), ale dla mnie było/jest za bardzo. Pałąk też w punkcie wrażliwym na czubku łba daje się we znaki przy dłuższej sesji, ale to można za pomocą stopniowanego (w tym modelu) mechanizmu zniwelować. Nacisku na małżowiny już nie. Jak ktoś ma niewielkie jw to może nie będzie to aż tak odczuwalne, dysponujący rozmiarem L/XL mogą mieć z tym problem.

Odnośnie zmęczenia to wspomniany S-Logic oferuje jeszcze jedną, ważną zaletę. Sam dźwięk jest tak easy, tak przyjemno – nie męczący, że możemy (oby tylko nie bolały uszy) słuchać i słuchać, nie ma możliwości, by się tym brzmieniem zmęczyć, by się znudzić. Płynie to sobie i pięknie jest, a już szczególnie z pokazanym na jednym ze zdjęć TAC-2 (taniutki pro interfejs thunderboltowy, opisany swego czasu na HDO). Nie, nie chodzi tutaj o to, że produkty z tego samego segmentu i pasuje, tylko chodzi o właściwości tego tam malucha, fenomenalną wprost szybkość, natychmiastowość, która dodaje kropkę nad i w przypadku tych ADAMów. Poza wymienionymi powyżej cechami to jeszcze jeden element, który dodajemy do zbioru zalet – nie słychać tego na przetestowanym niedawno DAC DT-1 przykładowo – także nie jest bez znaczenia pod co podepniemy, choć tutaj można też szeroko, bo wysoka skuteczność, dość niska (jak na studio bardzo niska!) impedancja (70ohm) pozwala na podpinanie pod niemalże cokolwiek, nie wyłączając mobilnego. Dla masowego to bardzo dobrze, dla pro też wygoda, bo przecież nie po to te słuchawki nabywa, by tylko w domowym, czy pracowym studio ślęczeć, tylko w dowolnym miejscu tworzyć (yhy, ten od konsoli to też współtwórca, jakże często o tym zapominamy, nie?).

Oczywiście mamy tutaj w standardzie doskonałą separację od dźwięków zewnętrznych, to pewnie także ten docisk (bolesny) za to odpowiada. No i masz ci los, się pisało i się napisało. Miała być tylko zajawka, a wyszła w praktyce recenzja. No to ad rem w takim razie i jeszcze słów parę na głównej, cała galeryjka z opisami na profilu powyżej, klikamy:

Galeryjka po wdepnięciu na profil

* …jako że zajawka przeistoczyła się w recenzję prawie że, bo uwzględniłem we wcześniejszym wpisie wszelkie aspekty ergonomiczna-organoleptyczne to jako epilog podsumowanko i jeszcze coś o SQ, jak obiecałem. Studio Pro SP-5 są bardzo – o czym nie wspominałem – tolerancyjne dla materiału. Czuję, że w przypadku narzędzia pracy, studyjnej pracy to jest wada, nie zaleta i ogólnie odstępstwo od „pokaż mi to bez certolenia, pokaż całą prawdę”, na rzecz przyjemniejszej konsumpcji dźwięku, bez silenia się na wyczyn. Nie oznacza to braku szczegółu, niesatysfakcjonującej rozdzielczości – nie ma co narzekać w przypadku testowanych ADAMów na to. Chodzi o coś innego – słuchawki nie deprecjonują słabszego jakościowo materiału, można bardzo przyjemnie słuchać przykładowo sieciowych rozgłośni, mimo silnej stratnej kompresji jest to strawne dla ucha. Tak, nie różnicują materiału, to pewnie jw może być dla profesjonalisty problematyczne nawet, dla nas – muzykofilów (mhm, mhm) – odwrotnie: słuchamy dla przyjemności, a nie bo to część naszego zawodowego życia. Zresztą, o czym już swego czasu pisałem, realizator, koleś od konsoli to moim zdaniem współtwórca i kreator, także nie wyrobnik, rzemieślnik, a artysta. Dla artysty te słuchawki mogą być – bo ja wiem – czymś jak rysik w jabcu i tablet w jabcu dla grafika. Fajne szkice, fajne wstępne pomysły, fajne nawet jakieś poprawki, ale głównie koncepcyjna robota, a docelowo i poważnie to komputer, nie mobilny soft i graficzny z prawdziwego zdarzenia. Tak to tutaj widzę, czy raczej słyszę, choć intuicyjnie, bo grafikiem jest moja czcigodna, ja tam prosty amator gryzmolący szorty jestem (kocham krótką formę, kocham komiks btw).

Słuchawki dają duży dźwięk, duży jak na słuchawki – znaczy robi tutaj skala (przestrzeń), ale też reprodukcja pasma zamiast zbitego (jak to w nausznicach zazwyczaj), mamy wokół głowy i to na zasadzie takiego wyraźnie zauważalnego przesunięcia właśnie. Fajny efekt, choć jak dla mnie czasami bas (po parunastu dniach słyszę to wyraźnie) lubi wychodzić przed szereg, jest obficie namacalny i obficie ekspansywny. To chyba dobre, w punkt, określenia dla dołu w tych słuchawkach. Zatem trochę ewoluują spostrzeżenia… te ummmmmm głównie będzie towarzyszyć muzyce syntetycznej, znaczy elektronicznej. Nie są to słuchawki analityczne, ani nie są wybredne gatunkowo – powiedziałbym, że można słuchać dowolnego repertuaru, bo cechy mocne tej konstrukcji w każdym rodzaju muzyki będą „na plus”. Może, właśnie, za wyjątkiem tego hej do przodu basu, przy czym tutaj wystarczy chwilka w korektorze (Roon ma najlepsze rozwiązanie według mnie w tej materii – świetnie można sobie stroić efektory, na wielu poziomach) i temperując nieco ummmmmm dla co poniektórych będzie wskazane parametryczne korekcji dokonać w odtwarzającym sofcie.

Sumując, chcesz odmiany w cenie może już nie entry level (pozdrawiamy HiFiMANa i szanujemy za cenówkę HE-4xx) ale nadal budżetowego HiFi w segmencie słuchawek? No to masz te tutaj SP-5 od ADAMa, coś na pewno wyróżniającego się w całej masie słuchawek do użytku domowego, coś z pro półki, ale bez pro sznytu, który mógłby okazać się niestrawny. Z basiorem trzeba tu uważać, fenomenalna przestrzeń i w ogóle granie poza głową, a nie we łbie to rzeczy warte grzechu, w sumie taki zespół cech nie występuje zbyt często w audiofilskich nawet, bardzo kosztownych modelach, a tu mamy takie coś za normalne w sumie pieniądze (1799 pln). Przy czym dla domorosłego muzyka najpierw odsłuch i ocena, czy tak zestrojone narzędzie będzie dla niego, dla osoby bardzo pro i tak słuchawki zazwyczaj są pomocniczym medium dla dźwięki i taki ktoś w mig będzie wiedział na ile, w jakim scenariuszu te SP-5 będą do wykorzystania, a gdzie się po prostu nie sprawdzą. Dla nas – konsumujących, a nie tworzących – te nauszniki są przyjemną odskocznią i równocześnie pokazem co można zaoferować w innym segmencie niby, a jednocześnie zrobić ten „skok w bok” bez obaw, że to będzie katastrofa. Otóż nie będzie , a nawet wręcz przeciwnie – satysfakcja i spora wygoda użytkowa z zastrzeżeniem, że dla czułych francuskich piesków (piszący te słowa) zbytni ucisk może utrudniać nieco życie.

Warto sprawdzić…


Wszystko co chcielibyście wiedzieć o AirPods Max, ale…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7086

…nie znaleźliście w necie. Przepraszam z góry za tego Cukierberga, że kto chce poczytać to przekierowuję na nasz profil na fb, ale: po pierwsze primo niestety dzisiaj ruch kreuje social, młodzież sajtów zwyczajnie nie czyta (mało co czyta ;-) raczej ogląda), po drugie primo nasz sajt tragicznie wyświetla się na dotykowcach, a to grzech śmiertelny jest obecnie i nie ma widoków na poprawę. Dla kogoś, kto będzie się tu mądrował, że wystarczy pięć sekund w CMSie czy w ogóle mówisz, masz i sajt się ładnie do mobilnego dopasuje mam informację, że sajt co prawda działa siłą inercji, działa, ale klucze ma Anioł i nasze prośby o udostępnienie zbywa pogardliwym milczeniem. Także nie drążcie tematu, bo bolesny jest i wstydliwy. W sumie to ostatnie to nie, bo ja jestem bezwstydliwy i mnie to kompletnie nie przeszkadza, bo mimo ograniczeń działa, można oldstajlowo jeszcze sobie na piecu podpiętym do kinola zobaczyć, na netszkejpie, czy cuś, albo w trybie offline pobrać, by nie – a nie to już dawno nie, no chyba że ktoś akurat mieszka w Stanach, w jakimś pipidówku (wcale niekoniecznie) i chce sobie netować. Ludzie, nawet nie wiecie, w jak czarnej 4litery oni są infrastrukturalnie. Dlatego ten cały Musk strzela jak głupi te nano-satelity telekomunikacyjne w sensie net z kosmosu, bo oni tam hehe jeszcze na DSLu jadą hehe, czy w ogóle na modemach z drutem, co pamięta – ten drut znaczy się – czasy pionierskiego, westernowego telegrafu. No. Ale pierniczę bez sensu, dobra, obiecany link (klikaj w obrazek):

 

Także szczególarsko, do basementu, z uwzględnieniem całości, znaczy ekosystemu i wizji rozwoju produktów jabłczanych właśnie, w nieoderwaniu od jabłczanych realiów. Te można akceptować, bądź nie, lubić, bądź nie, ale one są, mają swoją logikę, mają swój sens i trzeba to po prostu przyjąć do wiadomości. To nie oznacza, rzecz jasna, że wszystko pięknie, bo sporo nie, krytykuję srogo co się nie podoba, ale zasadniczo jestem na tak. Produkt, który w ramach wizji, broni się. Porównany (do innych bezdrutowców od Senka), porównany do firmowych AirPods Pro (patrzajta: http://hd-opinie.pl/9278,audio,wszystko-co-chcielibyscie-wiedziec-o-airpods-pro.html). No!

PS. Niebawem wpisy zajawkowe o nowościach – o Topping A90, o Meze Empyreanach jakie się testują właśnie na HDO. Także słuchawkowo bardzo i wracamy do hajendów na chwilę. Tak, potem jeszcze Focale topowe będą.

PPS. W weekend, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, problemowy artykuł pt. plik kontra krążek. Znaczy hajresowe materiały strumieniowe vs płyty odtwarzane na NuPrime CDT-10, topowym transporcie z bardzo rozbudowaną opcją DSP. Dźwięk robiony, podrasowany (jak w AirPodsach Max, hehe ;-) ) i co z tego wynika…

CD kontra plik… flagowy NuPrime CDT10 vs Qobuz&Roon+NativeDSD

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5945

Ale pięknie to gra! Fantastyczny dźwięk! Gdzieś nam się ulatnia granica między (umownie) analogowym vs cyfrowym graniem. Tak, wiem, zaraz ktoś będzie poddawał w wątpliwość przed momentem napisane… bo subiektywne to, bo przecież tej granicy (naukowo) nie da się udowodnić, zmierzyć, przebadać, jednoznacznie opisać. To prawda, ale też nasze uszy, dość niedoskonałe, porównując do wielu braci mniejszych, bez większego trudu są w stanie rozróżnić granie z pliku / kompaktu vs czarnego krążka / taśmy. Nie mamy z ttym większego problemu i nawet jeżeli nasz sposób opisania inności brzmienia jest mocno niedoskonały (bo jest) to zjawisko jest dość oczywiste, powtarzalne i przez nikogo nie kwestionowane. Plik oraz srebrna płyta dzisiaj potrafią zadziwić płynnością, przestrzennością, swobodą, najlepsze transporty cyfrowe / integralne źródła zerojedynkowe osiągnęły taki stopień wyrafinowania (mam tu głównie na myśli kompakt, który obecnie mimo coraz większej niszowości staje się dojrzałym, opanowanym w pełni, pokazującym cały swój potencjał źródłem dźwięku HiFi), że wielu, naprawdę wielu melomanów (niekoniecznie tożsame z audiofilią, choć często współistniejące) całkowicie odpuściło sobie temat analogowych nośników, czasami tylko (jeszcze) trzymając zbierający kurz odtwarzacz/transport fizycznego (ale już cyfrowego) nośnika, czy to z sentymentu, czy bez jakiejś określonej przyczyny. W końcu ktoś tych płyt z roku na rok nie kupuje, przestaje inwestować w kolekcję krążków, przechodzi na strumienie.

Oj jak dobrze! ;-)

Z tym tu, zresztą pięknie skądninąd prezentującym się (formą i treścią) hybrydowym DAC/pre Cayina nasz Nu w ogóle via I2S nie zagrał. Cisza była

Tak, to naturalna kolej rzeczy. Wygoda, rozpasanie (dostęp do wszystkiego za grosze) przemawia za zmianą sposobu – tfu – konsumpcji, a dystrybucja muzyki jest i będzie należała do Internetu. To przesądzone i nie ma nad czym deliberować. Tyle tylko, że całe bogactwo doznań, możliwości to zbiór otwarty (na nowe, czy – wróć – stare), można nie pozbywać się fizycznych i to nie tylko z sentymentu, przyzwyczajenia, a dla jakiejś wartości dodanej. Dzisiaj kupno dobrego, fizyczne nośniki grającego, klamota jest niestety bardzo kosztowne (dużo bardziej niż kiedyś, co zrozumiałe, bo nisza, bo wyższe koszty wynikające z korzystania z nieprodukowanych elementów itd itp), może nie wygląda to źle w przypadku czarnego krążka na którego jest moda i można w każdym zakresie cenowym, ale CDA to już wyzwanie i sytuacja dla kogoś, kto chciałby na nowo wejść w temat (albo też słuchać z czegoś, co gwarantuje, o czym dalej, progres) to nie lada wyzwanie.

Tu też na AKM (D90) tylko bez konwersji i w ogóle z problemami via I2S było grane z NuPrime

A tutaj, siłą rzeczy, o I2S w ogóle nie było mowy, bo D1 ma tylko USB pod wyczynowe granie. Trzeba było spiąć via SPDIF.
To w przypadku Nu oznaczało brak możliwości wykorzystania potencjału. No ale inaczej się nie dało. 

Akurat trafiła się okazja sprawdzenia i porównania dwóch, opartych na odmiennych nośnikach muzyki, klamotach wyposażonych w interfejs, który stanowi wg. mnie bramę do uzyskania tego, o czym mowa w pierwszym akapicie. Aksamitności, swobody, płynności którą do tej pory utożsamialiśmy raczej z analogiem, a nawet jeżeli udawało się coś zbliżonego „z cyfry” uzyskać, to miało to swoje kapitałowe konsekwencje, konsekwencje wyczyszczające stan konta dwóch pokoleń w przód mniej więcej ;-)  Także ta umowna, a jednak niezbyt trudna do uchwycenia, różnica w przypadku opisanego w niniejszym wpisie setupu wyraźnie się zaciera. I to jest piękne. Zaciera się z plikiem, ale jeszcze bardziej zaciera się wg. mnie z kompaktem. Właściwie, mógłbym powiedzieć tak: komputer czy raczej plik był tutaj kierunkiem zmian, progresu jaki dokonywał się w SQ słuchanym za pośrednictwem I2S wraz z konwersją do sygnału 1 bitowego, a płyta finał, kropkę nad i, tego progresu uwieńczenie. Czy to dziwne? Nie bardzo. Kompakt jest z nami od bez mała 40 lat jako nośnik audio, także przebył długą, wyboistą drogę (to po pierwsze), stał się opanowanym, dojrzałym medium (właściwie to niedawno, bo wcześniejsze próby jego udoskonalania, jak wiemy, poniosły rynkową klęskę, nie przyjęły się vide SACD/DVD-A). Tylko, w sumie, co z tego, jak zwija się dzisiaj (wiele muzyki wychodzi wyłącznie w pliku, czasami dochodzi do tego winyl, ale już nie srebrny nośnik) i tego zjawiska nikt już nie odwróci. No tak, ale – na szczęście – poza tym co nowe jest całe bogactwo świata dźwięków zarejestrowanego wcześniej i nadal egzystującego na kompakcie. Co prawda, podobnie jak to się ma z czarnym krążkiem, płyta podlega przemijaniu, nie jest wieczna, ale na tyle wytrzymalsza od poprzedników, że prędzej będziemy szukać na rynku czegoś, co nam to fizyczne odtworzy (z czym coraz trudniej, jak wyżej), oczywiście pod warunkiem odpowiedniego uszanowania, dbałości o kolekcję, zbiory.

» Czytaj dalej

Inaczej i lepiej z pliku? Denafrpis Ares II vs Musician Pegasus daki R2R

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7182

Z tej samej fabryki to schodzi. Chińskie know-how. Rozwiązania, których na próżno szukać u innych. To znaczy? Własny, autorski pomysł na konwertowanie plików DSD w przyjętej technologii R2R, specjalnie zmodyfikowane sterowniki, ekstremalne wartości konwersji – tu przyszłościowo bardziej, bo trudno to obecnie wykorzystać. Tańszy, budżetowy, od znanego już szerzej Denafrpisa (wypłynął na szerokie wody z pół dekady temu najmniej, pamiętam pokaz w 2018 roku, a to tylko moje pierwsze doświadczenie z tą elektroniką, bo czytałem o tym wcześniej). Zasadniczo nikt (poza Chińczykami oraz własnymi rozwiązaniami Chorda) specjalnie się w to R2R, programowanie kości nie bawił… dzisiaj świat konwersji C/A zdominowany jest przez coraz bardziej zaawansowane, obecnie dopracowane, świetnie wypadające w pomiarach kości Delta-Sigma, a rozwój współpracujących z nimi odbiorników, zdolnych do bezproblemowej współpracy ze źródłami komputerowymi nadaje ton w branży, w postępie jaki się dokonuje czy dokonał, bo wydaje się, że pewien stopień doskonałości technologicznej został osiągnięty.


Na bogato

Oczywiście było trochę zwolenników innego podejścia, czy to osób zajmujących się DIY, czy też entuzjastów starego, którzy opowiadali na forach jak to teraz te wszystkie nowe rozwiązania im nie grają, mimo technicznej doskonałości, bardzo odstają brzmieniowo od „starego”, które z przebrzydłej cyfry (historycznie były to odtwarzacze kompaktowe, potem dopiero, a właściwie to całkiem niedawno komputery, z przerwą na mp3 słuchane masowo „obok”, bez jakiegoś oburzenia i wzmożenia ze strony melomanów czy audiofilów. Dźwięk kojarzony z czymś odległym od „tego co było” na tle zadomowił się i przeorał cały przemysł muzyczny (i ten sprzętowy i ten wydawniczy), że – śmiem twierdzić – mocno zmienił naszą percepcję, docisnął swoje piętno na tym jak i czego słuchamy. Zwyczajnie, dzisiaj cała muzyka na rynku wydawniczym ma postać cyfrową, a to co stanowi wyjątek jest dla rozwoju audio bez znaczenia. Oczywiście nie oznacza to ani końca rozwoju coraz doskonalszych form rejestracji, zapisu i wreszcie reprodukowania dźwięku, ale stanowi ważną cezurę.


Z STB, konsolą, Sonosem i czym tam jeszcze za pan brat. Oczywiście USB to jakiś PC, ale warto powpinać co tam stoi w pobliżu

Na szczęście świat jest różnorodny, wielobarwny i nawet jeżeli coś zdominowało, czy wyparło, to wcale nie oznacza, że słuchamy tak samo, nie szukamy obok. Stąd zadziwiająca dla wielu reinkarnacja (bo zmartwychwstanie to nie jest vide sposób dzisiejszego wydawania muzyki na czarnej płycie) winyla, stąd rosnąca świadomość wśród ogółu, że słuchać warto dobrze (nawet jeżeli jest to Lo-Fi, nawet jeżeli jest to lifestyle, nawet jeżeli to rynek masowy – świadomość, potrzeba rozwoju, ulepszania jest tu wyraźnie widoczna vide Bluetooth, zaawansowane DSP, nowe podejście do kwestii różnic anatomicznych wśród populacji / zabezpieczenia słuchu itd itp). To ważne. Oczywiście bohaterowie wpisu to nie jest ani masówka, ani nawet jakiś technologiczny (hitechowy znaczy się) przełom, nie jest to żadną miarą coś stanowiącego przełom. Nie. Ale jest to dla mnie osobiście potwierdzenie, jak bardzo subiektywnie odbieramy muzykę i jak bardzo element odpowiedzialny za zamianę (INTERPRETACJĘ) cyfrowego w analogowe może zmienić nasze doświadczenia z tego, co tak kochamy – ze słuchania muzyki. Dowolnej muzyki, nawet takiej niekoniecznie często, czy w ogóle nie słuchanej. To jest jednak COŚ. W pewnym sensie jest to odkrywanie na nowo, a to zazwyczaj albo dotyczy (w skali) jakiegoś cholernie dobrego efektora (naprawdę wybitnego, bo otwierającego słuchacza – właśnie – na nowe doznania, coś bardzo rzadkiego, bardzo wyjątkowego), albo doświadczenia w realu, na żywo, gdy jesteśmy świadkami wydarzenia, które pozostanie z nami na zawsze. Tu na myśl przychodzi mi koncert Dead Can Dance w Operze Leśniej przed kilku laty. Było to magiczne, jedyne w swoim rodzaju, doświadczenie.

No dobra, to co to ma do tych DACów? No ma całkiem sporo, już mówię dokładnie co…

Przepraszam za ogromne opóźnienia w publikacji i brak odzewu. Rodzina najważniejsza.

 

» Czytaj dalej

AOSHIDA & Dilvpoetry DT-1 na bańkach DAC przetestowany

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8648

Czas na drugi z klamotów, który dojechał ostatnio z fabryki świata: DT-1. Pod tym niepozornym oznaczeniem kryje się lampiszonowa konstrukcja powstała w intrygującej kooperacji. AOSHIDA to jeden z większych globalnych dystrybutorów chińskiego HiFi, natomiast Dilvpoetry to producent tanich, często wyposażonych w bufory lampowe, klamotów w bardzo kompaktowej formie. Co ciekawe, specjalizują się tam niekoniecznie w cyfrze, a – co niezbyt często dzisiaj spotykane – na analogowych komponentach. Ten DT-1 to najwyższy w ofercie przetwornik cyfrowo-analogowy, właściwie mimo nazwy to bardziej DAC/hp amp, bo mamy tutaj bardzo solidną sekcję napędzającą nauszniki. Do tego, też nie tylko DAC, ale cyfrowa integra z linkiem bezdrutowym… nie zapomniano o BT, które w tytułowym oparto na topowej kości, obsługującej wszelkie najnowsze kodeki „hi-res” w sio zębnym. Macie zatem i aptX HD, jak również LDAC-a macie, a jak ktoś jest jabłczany to nie zapomniano na szczęście o AAC (które w BT nie wadzi, ale co robi w AirPlay 2, bez żadnej kontroli ze strony usera, naprawdę trudno dociec i nie jest to nic fajnego, a wręcz przeciwnie). Małe to, z dedykowanym pilotem to, z malutkim ekranikiem (wszystko co trzeba pokazuje, można wygasić, z kanapy poziomu nieczytelne). Oczywiście to, co przykuwa uwagę to… wyoblona obudowa z ciekawie zaprojektowanym wykończeniem, wzornictwem ala nutki na pięciolinii (wyróżnia się) oraz – no a jak! – lampki dwie. I choć opis nieco nam gmatwa sprawę, bo raz jest dekoder C/A z 6N3 (znaczy bufor w torze cyfrowo-analogowym zastosowany), a raz jest amplifajer z lampami (że niby te lampy napędzają nam słuchawki) to śpieszę wyjaśnić i przypomnieć (było już w pre-recenzji), że te lampy z ESS9038Q2M, mobilną wersją topowego Sabre, współdziałają i mogą być załączone, jak i wyłączone, wedle gustu, a z amplifikacją nie mają bezpośrednio żadnego związku, bo tam podwójny TPA6120A siedzi przed jackami (6,3 i 4,4 – mamy zatem balans!). Sekcja wzmacniająca dla słuchawek jest w ogóle niczego sobie (w sensie mocy & dynamiki), a dodatkowo sekcja ta czerpie korzyści z tego bańkowego smaczenia (się wie!),  także sporo tu zabawy i sporo możliwości kształtowania brzmienia. No właśnie, sporo, bo set lampowy da się w bardzo prosty sposób apgrejtować, do czego zachęca sam producent i co na potrzeby recenzji zresztą uskuteczniłem.


:)

Jak widzicie ciekawa rzecz, mocno niebanalna, z widokami na zabawę w podmienianie wsadu lampowego, czytaj modelowanie brzmienia. Do tego bardzo przemyślana konstrukcja, z możliwością wyprowadzenia sygnału dalej (proste pre), tylko na wyjściach RCA, albo równocześnie z jackami, jak wspomniałem z buforem, albo bez. Bardzo korzystnie na papierze wygląda tutaj napęd, bo obiecują na pentaconie aż 2W na kanał (!). Na dużym, niesymetrycznym, jacku jest to nadal bardzo przyzwoite 0,5W – innymi słowy z podawaną w instrukcji charakterystyką czułości od 16Ω aż do 600Ω można będzie tutaj zapodać dowolne słuchawki, przy czym przede wszystkim podpiąć sobie coś bardzo wymagającego i to coś powinno w takich okolicznościach zagrać na maksimum swoich możliwości. Czy faktycznie, to się zaraz poniżej okaże :-) Wreszcie na koniec jeszcze jeden mocny i wyróżniający tego klamota element, czyli CSR8675. Pisałem przed chwilą o BT, zazwyczaj spotykamy na PCB któryś z najnowszych układów Qualcomma, nie inaczej jest w tym wypadku, ale jednak… tej kości w stacjonarnym audio się nie stosuje (bo to układ pod telefony i słuchawki „ze wszystkim”, na bogato). Producent zdecydował się na taką właśnie, topową i przynajmniej parametrami jeszcze lepszą od najnowszych i najmocniejszych układów spotykanych w audio sprzęcie kość, obsługującą bardzo rzadko spotykany kodek apt-X Low Latency. Podsumowując, jest tutaj w tym małym klamocie sporo ciekawych rzeczy, oryginalnych rozwiązań, których w takim miksie gdzie indziej nie uświadczymy. I choć forma wskazuje na biurkowo-gabinetowe zastosowania, to jak widać z powyższego, można sobie tego malucha wyobrazić spokojnie jako całościowo spinające rozwiązanie we wspomnianej sypialni, albo – drugi system – w salonowym AV, gdzie będzie spaczył ze źródeł typowych dla tego typu miejsca (SPDIF w komplecie), albo też komputerowo-mobilnych (BT i USB). Do wyboru, do koloru z kolorowaniem, bo bańki. Fajnie, ale jak to wypada w praktyce?

No popatrzmy…
» Czytaj dalej

HiFiMANa urodzaju klęska: HE400i2020 & HE400SE recenzja i więcej…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7555

To samo razy dwa? Oznaczenia produktowe, które od dawna nic konkretnie nam nie mówią? Portfolio pogmatwane jak, nie przymierzając, memiczne Porozumienie pewnego polityka z bardzo giętkim kręgosłupem? Nie inaczej moi mili, tak to właśnie z HiFiMANem jest i konia z rzędem (dobra, nie będziemy iść w bieżączkę polityczną, bo to jest tragifarsa podszyta wk…wem na płacenie podatków w tym opuszczonym przez rozum kraju) kto ogranie, co chińsko-amerykański specjalista od planarów i nie tylko ma dzisiaj do zaoferowania klientowi spragnionemu muzycznych uniesień z czymś w uszach, czy na uszach. Rozrost, urozmaicenie, szeroki przekrój z dostosowaniem oferowanych produktów pod niemalże każdą kieszeń oczywiście cieszy i jest rzeczą zaprawdę chwalebną, ale…

ale można się pogubić w tym wszystkim na amen. Dobrym przyczynkiem do tego, jak łatwo można pogubić się, są bohaterowie najnowszej publikacji. Najpopularniejsza linia produktowa, coś, co HiFiMANowi – nie bójmy się tego powiedzieć głośno – przyniosło rozpoznawalność na rynku i uznanie takoż, znaczy kolejne wykwity serii 400 zawitały ostatnio na rynku. To „ostatnio” trzeba sprecyzować. Pierwsze – HE400i2020 – to zeszłoroczny, dość nieoczekiwana premiera z mocno odmiennym sposobem nazewnictwa produktowego, sugerująca unowocześnienie 400-setek z literką „i”. No tak, ale żeby nie było za prosto linia „i” to wcale nie jeden typ słuchawkowych efektorów, to coś obok, a nawet, patrząc historycznie, to np. coś co kosztowało swego czasu na poziomie konkurencyjnych LCD-2 O_0. A znowuż wariant tegoroczny z „SE” (niby trzymamy się przyjętego nazewnictwa, ale jednak nie bardzo… są jeszcze HE-6SE, testowane u nas i właściwie to tyle odnośnie tego SECOND EDITION (?)) też nie za bardzo informuje co to za generacja, bo pierwsze (nasze bardzo lubiane, w wersji z poprawkami, v.2) 400-ki to prehistoria, a potem jeszcze tych słuchawek w różnych modyfikacjach (producenta) było sztuk parę (np. model S).

Bez wódki nie razbieriosz . Słuchawki są bardzo zbliżone cenowo, choć wariant i2020 o 2 stówki stówkę (plus, minus, bo różnie to w cennikach wygląda) droższy. Ale poniżej 1000, oba. No dobrze, po co wydawać bardzo podobne słuchawki, właściwie tożsame, z niewielkimi różnicami (no jak się okaże te różnice jednak są, ale głównie wyposażeniowo-konstrukcyjne, jakościowo naprawdę to produkty z tej samej półki)? Jeszcze do tego dochodzą warianty różnie strojone. Tak, nie ma tu błędu, jak robicie zakupy w chińskich supermarketach to – uwaga – kupujecie słuchawki inaczej strojone właśnie. Zauważył to pewien użytkownik poczytnego forum, poczytnego sajtu dekonstruującego rynkowe potęgi, znaczy marki, audio i przedstawił całkiem przekonywujący powód tego stanu rzeczy. Chodzi oczywista o różnice w naszej wrażliwości na dźwięki, a to wprost powiązane z różnicami językowo-leksykalnymi. U Chińczyków sposób wymowy ma kapitalne znaczenie (dla znaczenia) i wyczulenie na niuanse jest bez porównania większe w tym zakresie niż na umownym „Zachodzie”. Sybilanty, położenie nacisku na górę pasma, uwypuklenie z rozjaśnieniem mają dla chińskiego ucha na tyle nieprzyjemny doznaniowo efekt, że się tutaj producent(ci) decydują na odmienne podejście. Tak przynajmniej jest w przypadku HiFiMANa, co zostało ładnie opisane w wątku (o tych i innych 400-setkowych nausznicach), przyjmuję to na wiarę – bo słuchawek nie sprowadzam i nie porównuje różnych wersji – ale udokumentowano to tam solidnie, także pomiarowo. Także nie ma powodów by nie wierzyć.

Zatem widzicie, że łatwo nie jest i mnożą nam się te byty i komplikują sytuację, zaciemniają obraz. Bo może jednak te słuchawki właśnie inne, może jednak te różnice w konstrukcji implikują inaczej? Cóż, na moje stare i już zapewne upośledzone ucho, brzmienie tych nauszników jest bardzo, bardzo blisko siebie. Na tyle, że ślepe porównanie wyklucza identyfikację. To ta sama szkoła grania. Czyli co, bez sensu? No niby tak, ale jak pokazały ostatnie tygodnie te HE400i2020 to taki trochę falstart, trochę edycja limitowana, dość powiedzieć, że nie mają ich już w fabrykach produkować i to co zjechało z taśmy to koniec. A z SE inaczej – taniej (jeszcze), w srebrze obudowy muszli, co nam się jednoznacznie właśnie z budżetowym HiFiMANem kojarzy (bardzo dobre dynamiki HE-300… pamiętacie?) i może nawet idzie w kierunku jakiejś spójności produktowego portfolio. Trochę szkoda, że producent nie pokusił się nigdy o jakiś fajny, wyjaśniający zawiłości oferty, diagram prezentujący także historycznie kolejne generacje z wyszczególnieniem linii produktowych pod kątem zarówno konstrukcji (typ membrany) jak i budżetu (kosztu nabycia). Mam tutaj dla Was rodzynek, niestety już nieco zdezaktualizowany, prezentujący słuchawki HiFiMANa w miarę przejrzyście, ale niepełny, nie obejmujący wszystkiego co było i co jest w ofercie:


Dobrze, dość tych rozważań nic nie wnoszących do meritum. No może nie do końca, bo wybierając z katalogu powinniśmy sobie to jakoś poukładać, ale mniejsza. W końcu na końcu i tak liczy się tylko to co do ucha trafia. Zatem bez rozwlekania, skupmy się na najnowszych 400-setkach. Panie, Panowie budżetowe, najtańsze w ofercie, co wcale nie oznacza kompromisów z SQ. Powiem więcej, jak HiFiMAN chce uporządkować to, co nam dzisiaj proponuje, to musi mocno zastanowić się nad cenówkami, szczególnie w środku, że tak powiem, stawki…

» Czytaj dalej

High-end po Chińsku: VMV D1 & P1 (S.M.S.L) uberDAC z uberAMPem

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5829

Dwie kości 9038 to jakby lepiej niż typowo jedna. No nie da się ukryć… teoretycznie, że tak właśnie jest, choć są tacy którzy mówią, że to sztuka dla sztuki. Już pojedynczy, topowy układ ESS, ma tak wyśrubowane parametry, że ludzkie ucho z tego „lepiej” po prostu nie skorzysta. Bo my nie nietoperki – ograniczenia aparatu słuchu są nie do przeskoczenia. Można w tym widzieć czysty marketing, podejście (typowe dla dalekiego wschodu) etapowania najlepszym krzemem, wywaloną w kosmos specyfikacją, kompetencjami poza zakresem. To oczywiście prawda, to się sprzedaje i nie ma co ukrywać, że Chi-Hi to z jednej strony pełne przepychu ikonografiki, z drugiej efekt skali …jest 2-3 razy taniej w porównaniu z tzw. zachodem. Tak to działa. Czy to problem dla konsumenta? Owszem, jeżeli kieruje się tylko cyferkami, daje się złapać na lep tego, co powyżej opisane. Bywają w tej masie (na kopy tego) rzeczy wybitnie słabe, sporo na ten temat na forach wyspecjalizowanych w poszukiwaniu audio okazji, gdzie można trafić na prawdziwe perełki (kompletny szit z koscią 9038Pro na pokładzie, wyglądający jak wyrób dakopodobny, znaczy tandetny taki, z pomiarem na poziomie 26dB! Tak, tak właśnie tak – tam wszystko jest złe). Piszę o tym na wstępie, by nieco ostudzić entuzjazm tych, którzy widzą w Chi-Fi samo dobro. Tak nie jest – ale też dzięki Chi-Fi mamy dzisiaj dostęp do sprzętu, który często, gęsto po prostu deklasuje znanych, szanowanych, potentatów z branży. I nie chodzi nawet o to, że zazwyczaj jest „więcej” (lepsze układy, lepsze możliwości, wszystko w lepszej cenie). Nie. Chodzi o kompetencje. Liczby (pomiary) oraz nasze uszy (przede wszystkim) nie kłamią – często ten sprzęt deklasuje nie tylko w relacji koszt-efekt, ale w ogóle, bezwzględnie deklasuje to co było na topie parę sezonów temu (kiedy jeszcze to chińskie było utożsamiane z gorszym, tandetnym, albo z bezwstydną kopią).

Chińczycy mają swój wkład, mają swoje mocne marki, mają wreszcie własny know-how i nie oglądają się na resztę. To już od dawna nie jest copy&paste. Przy czym – podkreślam raz jeszcze – nie wszystko złoto, co w papierku złotym, trzeba roztropności, ostrożności w poszukiwaniu prawdziwych okazji. Te się trafiają praktycznie co tydzień (sic!) także od razu zaznaczam, że NIE MA OPCJI BY KTOKOLWIEK SPRAWDZIŁ WSZYSTKO, ba nie ma opcji by do UE trafiło wszystko, co opuści „chińskie czebole”. Ten rynek jest gigantyczny, chłonny i nienasycony. Wewnętrzny rynek wszelakich dóbr konsumpcyjnych. My – tak naprawdę – poznajemy wierzchołek, to tylko wycinek oferty i całkiem niewykluczone, że wiele interesujących rzeczy nam umyka i nie ma na to jw rady (są firmy, które specjalizują się w produkcji wyłącznie na rynek wewnętrzny, względnie bliska zagranica i nie są zainteresowane globalną dystrybucją, bo nie są w stanie sprostać zamówieniom – serio).

Dobra, dość o tym, może kiedyś napiszę osobny artykuł na ten temat. Bohaterem dzisiejszego wpisu jest bezwstydnie wysoko-haj-endowe combo składające się z dwóch, systemowych, klocków: przetwornika na dwóch 9038Pro D1 (gęsto opisany) oraz nowości (recenzji co kot napłakał) P1 – amplifajera pod słuchawki. Ciężkie, grube alu, charakterystycznie przedzielona sekcja zasilania (od wrażliwej elektroniki), minimalizm daleko posunięty (mini disleje pokazujące właściwie tylko podstawowe sprawy) i najszlachetniejsze elementy (płytki, kondki, gniazda etc) jakie można obecnie umieścić w obudowie klamota. Tak, widać, czuć że to jest top. Trochę mniej widać i czuć gdy weźmiemy znowu minimalistyczne w formie piloty – te są identyczne i przydałoby się jakieś rozróżnienie (a nie naklejka z tyłu informująca do czego to), ale też alu, też „premium” itd. Także ktoś, kto zainwestuje około dychy w całość (jeszcze z dobrym okablowaniem się zmieścimy) może liczyć na system, który nie ma – patrząc na to co wyciągnęło się z pudełka – czego się wstydzić w konfrontacji organoleptycznej z dowolnym słuchawkowo-przetwornikowym high-endem z Europy, USA-Kanady, Australii czy Japonii. I choć można się czepiać (no czepiam się) sterowania i ogólnie ergonomii obsługi (pokrętła wtopione w bryłę obudowy to taki zabieg dizajnerski, ok rozumiem, ale gorzej to się obsługuje niż za pośrednictwem klasycznej gały) to wrażenie jest takie – no, panie, panowie bardziej się już nie da, klamoty jakieś 80-100% droższe od „masówki” (ze świetnymi parametrami masówki), wyróżniające się na dzień dobry swoją arystokratyczną formą, choć jw w sposób elegancki, dyskretny, a nie ostentacyjny. To akurat lubię i zawsze chwalę. Wodotryski i udziwnienia nie mój adres.

Dobrze, a dalej, jak jest dalej, jak to gra, a nie że tylko wygląda? No popatrzmy…

» Czytaj dalej

Topping w dwóch smakach: D90 (AKM) & DX7Pro (ESS)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_6087

Tym razem będzie porównawczo, z jednej stajni, ale jakże inaczej. Odmienne koncepcje budowy systemu. Z jednej strony słuchawkowa integra, cyfrowy pre DAC/AMP na ESS-ie, z drugiej „tylko” DAC, oparty na kości AKM. Wszystko w jednym, albo tworzenie rozbudowanego setupu, który bardzo się ostatnio u Toppinga rozrósł. Poza opisywanym D90, możemy obecnie rozbudować system o słuchawkowy, wyspecjalizowany, już wiem że rewelacyjny (będzie recnejza na HDO) wzmacniacz A90, a to jeszcze nie wszystko, bo właśnie niedawno zadebiutował taki rodzynek jak Pre90 – czysty, analogowy preamp (RCA/XLR), z czymś wybitnie oryginalnym (w takiej formie) tj. extenderem sygnału (dodatkowe I/O) tj. Ext90. To też przetestuję bankowo na łamach, bo z tego co wynika z pierwszych opisów nabywców (oraz recenzji, takich szczególarsko-profesjonalnych, jak to u Rumuna w zwyczaju ;-) ) mamy do czynienia z prawdziwą rewelacją. Każdy śledzący temat (wyczynowe parametry pomiarowe / świetne SQ) wie, że do niedawna niedoścignionym wzorcem miażdżącym konkurencje był Benhmark HPA4. Fajna rzecz, tylko że koszt 3k USD (znaczy jakieś 12k pln). Cóż, Chiny ataktują, żadnego repsektu nie czują. Mamy możliwość budowy toppingowego toru wyczynowego w oparciu o serię 90 i coś czuję, że będzie to prawdziwy hicior wśród bezkompromisowców. Także, jak wspomniałem powyżej, dwa odmienne podejścia do budowy systemu (integra wydaje się zawsze kompromisem, ale wcale nie jest to takie oczywiste, gdy weźmiemy pod uwagę choćby synergię i zmienne związane z łączeniem całości – nawet w najdoskonalszych, teoretycznie, klamotach brumienie, jakieś przydźwięki się zdarzają!). Niewątpliwie coś, co kosztuje poniżej 3k pln, coś co integruje wszystkie elementy toru poza drutem ze wzmocnieniem dla kolumn jest opcją bardzo kuszącą. Z drugiej strony możliwość rozbudowy setupu o rzeczy idące w jakości brzmienia – jeszcze – dalej (o czym zaraz, poniżej przeczytacie) dla tych, którzy szukają tej audio-nirvany, których nie zadowala bardzo dobrze, bo musi być wybitnie pewnie i tak zwrócą uwagę na „dzielonkę”. Bo seria 90 to właśnie zminiaturyzowany (bardzo dobrze!) sprzęt aspirujący do miana high-endu pełną gębą. To jest możliwe, wtedy gdy skala produkcji, gdy możliwości wytwórcze, mniejsze koszta pracy, zamknięcie w kompaktowej właśnie formie (duże, dużo kosztuje, znaczy budy), inżynieria na najwyższym możliwym poziomie (uczyć się, uczyć konstruktory z umownego Zachodu) spotkają się w jednym miejscu i czasie, gdy zacznie procentować doświadczenie wyniesione z bycia „fabryką świata”. Najpierw kopiowanie, potem własne usprawnienia i wreszcie usamodzielnienie. Topping czy S.M.S.L (a to tylko dwa przykłady z setek marek pisanych kanji). Chiny atakują, żadnego respektu nie czują, nie dają często szans tym, którzy wcześniej zlecali swoje w fabrykach Państwa Środka.

Kanapka

Wspominam o tym wszystkim nie bez przyczyny. Ostatnio jesteśmy, jak wspominałem na fanpage’u, zawaleni chińszczyzną. Wybieram to co już rozpoznałem, już wiem, że z gwarancją wysokiej jakości, ale – powiem szczerze – klęska urodzaju jaką obserwuje jest nie do ogarnięcia, nie do przerobienia, to tak jakby nagle w jakiejś dziedzinie zrobiło się z dziesięciu wiodących firm, setki, nie… tysiące nawet (nie przesadzam – wystarczy popatrzeć na całość branży vide IEMy… eksplozja, vide bezdrutowe audio… eksplozja, vide high-endy w każdej dziedzinie tej niszy… eksplozja O_o, i długo by wymieniać). Także musimy pogodzić się z tym, że na rynku rozbuchanego konsumpcjonizmu, gdzie rynek szczególnie azjatycki jest niebywale chłonny i nadal wydaje się być daleki od zaspokojenia, będziemy zawsze do tyłu z wszelkimi nowościami i pewne rzeczy przejdą nam obok. To normalne w przypadku takiego rozrostu branży. Zastanawiam się tylko nad tym jakie to będzie miało dalekosiężne skutki. Jakoś nie wydaje mi się możliwe produkowanie budżetowego HiFi przez „stare marki” audio. Tak, są to rzeczy i tak wyjeżdżające z chińskich fabryk, ale konkurencja azjatycka jest tak ogromna i tak dumpingowa cenowo, że to po prostu przestaje się na tzw. zachodzie kalkulować. Owszem, są tacy którzy idą pod prąd (Schiit Audio np) ale to wyjątki, reguła jest taka, że ceny rosną („stare marki”) przy czym nie zawsze za przysłowiową dychę dostajecie high-endy, bywa w porównaniu z chińszczyzną, że to coś o gorszych kompetencjach od odpowiednika, czy raczej od klamota prezentującego poziom o klasę, dwie a nawet trzy (!) wyżej. Śmiem twierdzić, że ten setup w całościowym wariancie (dycha) Toppinga z serii 90 będzie bardzo, bardzo trudno pokonać w zakresie 20, 30, a może i więcej tysięcy (Zachód). I to jest problem. Problem dla Europy, Antypodów, Ameryki Północnej, Japończyków czy Koreańczyków z południa… jak tu konkurować z kimś kto „dogonił i przegonił” a jeszcze (co gorsza) oferuje często, gęsto wsparcie miażdżące stare, zacne marki. Niestety w przypadku tego ostatniego aspektu mogę powiedzieć autorytatywnie: wparcie oferują Chińczycy, a reszta z wyjątkami rzecz jasna, ale nielicznymi, jest głęboko w jaskini i z niej nie wychodzi. Nie ma czego porównywać. Szybkość, pewność, know-how (co w sumie bardzo zawstydzające) to chińscy wytwórcy (generalizuję, ale nie bez powodu), też szerzej azjatyccy, a potem długo, długo nic. Ja tam kompletnie nie rozumiem i zawsze będę gardłował głośno, o takich pseudo firmach (w tym zakresie) jak szacowny Sennheiser, który nie jest w stanie wspierać w żaden sensowny sposób swoich produktów (słuchawki bezprzewodowe), który po prostu za każdym razem ośmiesza się poziomem niekompetencji, braku umiejętności naprawy ewidentnych błędów. A to tylko przykład wcale licznych wpadek wielu firm z branży, z idącym w dekady doświadczeniem, które powinny brać lekcję od Chińczyka, który od paru, parunastu lat raptem egzystuje na rynku. Wstyd.

Dobra, dość tych wycieczek, czas na porównanie dwóch podejść w ramach firmowego hajfaja wg. mnie zahaczającego śmiało (jakościowo) o poziom high-endowy, szczególnie przy uwzględnieniu segmentu słuchawkowego, do którego oba produkty się zaliczają (D90 nie bezpośrednio, ale formą biurkową, kojarzy się z biurkowo-słuchawkowym setupem). Zapraszam…

» Czytaj dalej

Dynamiczne wbrew fizyce? Zamknięta rewelacja HiFiMAN HE-R10D

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7709-kopia

Popatrzyłem na cenówkę i od razu zwątpiłem. Dobra, rozumiem, że te słuchawki mają szlachetne drewienko na sobie (wielka, drewniana komora – może w tym właśnie, głównie, tkwi sekret tych nausznic?), ale formą wyraźnie nawiązują do najtańszych w ofercie HE-4xx. Tak, dostajecie tutaj kuferek, dostajecie świetne okablowanie (sztuk trzy, znaczy komplet: XLR, 6.3 i 3.5), to wszystko prawda… ale 6 tysięcy za DYNAMICZNE słuchawki? Sześć koła za coś, w czym producent – specjalista od planarów – nigdy specjalnie się nie uskuteczniał. Pisałem w zajawce o HE-300 (dawno, dawno temu), fajnych, budżetówkach, ale to było tylko raz. Zapomniało mi się, że próbowali jeszcze w po prostu tanie, masowe, nauszne (to te z wymiennymi wkładkami czyt. zamknięto/otwarte serii Edition), ale to też było na marginesie i zdaje się wielkiego sukcesu nie odniosło. Także WTF?

Co więcej, jak zobaczyłem co jest na pierwszym miejscu wśród flagowców to o mało nie spadłem z fotela… planarna wersja R10P za – uwaga – 5500 USD. Może szlachetniejsze jeszcze drewienko, nie wątpię że najlepsze przetworniki otrodynamiczne, ale forma dokładnie jotka, w jotkę jak bohaterowie niniejszego wpisu. WTF do kwadratu? Dobra, myślę sobie, tu musi być jakiś haczyk, tylko w drugą stronę. No jeżeli producent chce ponad 1200 papiera (u nas jw. 6k pln) za dynamiczne słuchawki oraz strzelam jakieś 25 tysięcy, a może nawet 30 tysięcy (!!!) za wersję planarną zamkniętych nausznic to musi coś się za tym kryć. Znaczy musi się kryć jakieś nieprawdopodobnie dobre, naprawdę odkrywczo lepsze brzmienie jakie serwują te cholernie kosztowne nowości. No bo jakżeby inaczej uzasadnić te cenówki i w ogóle takie, a nie inne miejsce w ofercie. HiFiMAN już wcześniej próbował swoich sił w zamkniętych konstrukcjach planarnych, przy czym nigdy nie były to rzeczy odkrywcze, przełomowe, produkty które zapisałby się w annałach. I żeby było jasne, uważam że poziom ergonomii, wygody osiągnięty w nowych HE-4xx jest znakomity i właściwie za te sporo mniej niż dwa Sobieskie optymalno-wystarczający, to jednak mówimy o słuchawkach wielokrotnie droższych, a formą oraz w ogóle pałąkiem / mechanizmem regulacji tożsamych z budżetówką. Odważnie! A może niepoważnie?

Zaraz będzie szukanie szczęki pod biurkiem

R10 kojarzy się słuchawkomaniakom jednoznacznie – święta trójca, znaczy AKG K1000, Sennki Orfeusze (1) oraz R10 Sony-ego właśnie. Absolutny top, topów wszechczasów, rzeczy być może cześciowo tu i tam zdetronizowane kompetencjami, ale nadal zapisane złotymi zgłoskami w pamięci audio-freaków. Poziom słuchawkowego absolutu. Czy HiFiMAN postanowił właśnie, nawiązując w oznaczeniu rynkowym produktu, dać nam do zrozumienia, że oto nadchodzi coś wyjątkowego, wybitnego, o czym będą mówić nasze latorośle, wnuki? Stąd ten poziom wysoki na metce? Takie buty? Nie wiem rzecz jasna co przyświecało działowi marketingowemu firmy, ale po zapoznaniu się z dynamiczno-zamkniętą konstrukcją mogę co nieco powiedzieć jaki pomysł miał R&D HiFiMANa, co zrobiły zdolne inżyniery, bo jest to coś z pogranicza omijania zasad fizyki, przekraczania barier, wyznaczania nowej granicy. I nie piszę tego na wyrost, bo słyszałem i K1000 i nowe skrzydełka na uszach i w ogóle najdroższe, w teorii najlepsze, słuchawki świata (oba tory z Orfeuszami, przy czym stary podobał się bardziej od nowego). Nie, żebym był alfą/omegą i wszystkie rozumy pozjadał. Jestem skażony swoim subiektywnym osądem, gustem, takim a nie innym wyborem cech, które przemawiają do mnie naj, także na pewno tylko jednym z wielu. Mam jednak jakieś doświadczenie i mogę się odnieść. No i się odnoszę.


Ogólnie nie mam zastrzeżeń, to dobra, wygodna konstrukcja, tylko ta metka

Te słuchawki w paru aspektach są nieprawdopodobnie bardziej od tego, co słuchałem do tej pory. Tak, pewnie chodzi o komorę w połączeniu z dopasowanym do charakterystyki „pomieszczenia” przetwornikiem. To jest układ, gdzie wcześniej muszla po prostu stanowiła ograniczenie, a tutaj jest inaczej. Nie, nie jest to odkrywcze, w tym sensie, że już wcześniej pojawiały się na rynku grające na głowie głośniki (wspomniane powyżej), ani że nie próbowano z różnymi formami zamknięcia różnorodnych przetworników akustycznych drzewiej… ale tym razem wyszło coś, na co powinni zwrócić uwagę wszyscy. Coś oryginalnego i – moim zdaniem – przełamującego pewne ograniczenia, bariery. Takie, wiecie, sztampowe (przy naj, naj słuchawkach) określenie: „słucham tego, jakbym siedział przed kolumnami” nabiera, w przypadku tych słuchawek, zupełnie nowego znaczenia. I nie jest na wyrost. W paru aspektach nie jest. 

Zaintrygowani? No to tradycyjnie zapraszam na recenzję po bandzie, czy może po pałąku ;-) …no mniejsza, na test HiFiMAN HE-R10D!

PS. Od razu, jeszcze we wstępniaku. Za 3 tysiące bez kufra, nawet z jednym, a nie trzema kablami i bierę… za 6 nie bierę. Jak widzicie recenzje na HDO to nie jest marketingowo-sprzedażowa laurka i ludzie odpowiedzialni za wspomniane pewnie nie są naszymi fanami. Trudno.

PPS. W zajawce widać jakie to giganty :P

» Czytaj dalej

Topping A90 idealne pre, nie tylko pod słuchawki

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7154

Pre? A dlaczego nie amp? Przecież A90 to napęd dla nauszników, jak ktoś słusznie skoryguje. No tak, niby jest to sprzęt pod słuchawki, po pierwsze wzmacniacz z całą baterią wyjść słuchawkowych, świetnymi na papierze (a czy w realu, to zaraz, poniżej będzie) parametrami… jakie więc pre i to jeszcze „nie tylko pod słuchawki”? Rozpatrywanie tego malucha (bo kompaktowe, bo raczej biurkowe, a nie na stolik audio w salonie) w kategoriach jeden co wszystko łączy wydaje się mocno kontrowersyjne, szczególnie gdy popatrzymy na metkę. Za tanio. Błąd. Ten sprzęt oczywiście może służyć do tego, do czego przede wszystkim został stworzony (nauszniki), ale równie dobrze można A90 widzieć w roli potencjometru dla (obu) torów, czy precyzyjniej, czegoś co łączy w jednej skrzynce stacjonarny tor z kolumnami wraz z napędem słuchawkowym. Mniej, razem, nawet mimo – jak na pre – niewielkiej liczby I/O, bo maluch ma po parze SE/XLR i jak ktoś tak to sobie wykombinuje (niżej podpisany) to może zachodzić konieczność zastosowania akcesoriów. Jeden taki miś, wróć – nawet dwa takie misie – tj. Little Bear, będzie / będą opisany(e) poniżej… świetna rzecz btw, zerowy wpływ na sygnał, dodatkowe I/O i to w takiej konfiguracji, że naprawdę w 99% wystarczy.

Faktycznie ultra

Klamot został przetestowany szczególarsko i porównawczo. Szczególarsko, bo przewinął się tabun przeróżnych nauszników, od takich prostych do napędzenia, po takie stanowiące wyzwanie, słuchawek mocno wybrednych (np K701), IEMów… przeegzaminowałem tak szeroko, bo raz, że pozwala to na miarodajną ocenę potencjału, dwa często wychodzą kwiatki i dobrze o nich napisać, przestrzec potencjalnego nabywcę. Jednak nie zatrzymałem się na tym, tylko sprawdziłem A90 na dwóch torach stacjonarnych, z lampą i tranzystorem (końcówki) i mogę już na wstępie powiedzieć jedno: ten klamot oferuje nieprawdopodobnie neutralne, przezroczyste dla sygnału medium, z bardzo precyzyjnie reagującym potencjometrem, działającym w domenie analogowej (a nie jak teraz w modzie, cyfrowej). Także mamy tu kawałek tradycyjnego, wręcz konserwatywnego, podejścia do tematu. I dobrze. Rzecz jasna kwestią otwartą i bardziej sprawą preferencji (według mnie), a nie SQ, jakościowego progresu (choć tak się utarło) jest wybór – integra albo osobno. Obecnie, gdy klasa A/AB powoli, ale nieubłaganie przechodzi do historii, gdy efektywność energetyczna, integracja (mhm) wszystkiego jak leci w ramach jednego (all-in-one) to pomysł na dzisiejsze i jutrzejsze audio mówimy o coraz częściej wyborze podyktowanym starymi, nieaktualnymi dogmatami. Nowoczesne końcówki mocy, mieszczące się w malutkiej obudowie, bez ograniczeń termicznych, skalowalne wypierają i wypierać będą. Ok, tutaj jednak idziemy po staremu, zgodnie z dewizą, że jak osobno to bardziej, mocniej, szybciej, lepiej ;-) . Według mnie to się mocno już zdezaktualizowało, jednakże dzielony system daje – co logiczne – większe możliwości manewru i dopasowania całości do swoich potrzeb. Stąd A90 w podwójnej roli, wręcz na równo jako amp (słuchowy) i jako pre (kolumny)… ano tak to sobie wykombinowałem.

» Czytaj dalej

Pierwszy taki MQA DAC: DO200 od S.M.S.L TEST

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8694

Czas coś więcej napisać. Testował się przez ostatnie dwa tygodnie bardzo intensywnie, tytułowy DO200 SMSLa się testował. Uwaga MQA luby… nie ma lepszego źródła obecnie, które obsługiwałoby origami. Po pierwsze dekoduje ZAWSZE niezawodnie (ani razu nie przyłapałem na problemach z odpakowaniem, pełen proces zawsze, pewnie), po drugie można spokojnie korzystać ze wszystkich głównych, że tak powiem, i/o aby móc sobie te origami zdekodować. Po trzecie uzupełnienie tego klamota o napęd dla fizycznego nośnika (MQA CD) to kompaktowa propozycja rozbudowy systemu o odtwarzanie płyt CD (dla mnie sens egzystencji nośnika fizycznego z materiałem MQA jest totalnie niezrozumiały, ale co ja tam wiem). Wraz z BT 5.0 (najlepsza jakość via BT) stanowi to całościowe rozwiązanie dla kogoś, kto nie chce mnożyć bytów, a słucha i tak głównie za pośrednictwem streamera / komputera jako głównego transportu cyfrowego. DAC w ogóle się nie grzeje, natychmiast się inicjuje, a kwestia możliwego upgrade oprogramowania (nadal rzadkość w przypadku przetworników) daje nadzieje użytkownikowi, że będzie „na czasie”. To już na wstępie sporo i bardzo konkretne, bardzo dobre wiadomości, a przecież dopiero zaczynamy.


Przyleciało dosłownie niecałe dwa tygodnie temu, w sprzedaży dopiero od paru dni

Zacytujmy się zatem: „Kolejny DAC? Ktoś powie: meh, ile tego ostatnio, co w tym interesującego? Otóż, moi drodzy, całkiem sporo, bo rzecz jest niebanalna z paru powodów i warto się nad tą nowością pochylić. Po pierwsze to zdaje się póki co jedyna taka, znaczy premierowa konstrukcja oparta na dwóch najnowszych kościach ze stajni ESS. To potężne (o czym zaraz) procesory dźwiękowe, nie tylko układy konwertujące sygnał cyfrowy do postaci analogowej, wyposażone w bardzo rozbudowane (jak wspomniałem, za moment napiszę o tym więcej) DSP (układ wspomagająco-zawiadujący to dobrze nam znana kość ARM Altera MAX, tu w nowej wersji „2″, zamontowana na płytce… zresztą widać tam jeszcze jeden tajemniczy koprocesor ARM na PCB). Już nie tylko filtry, ale także różne tryby pracy z tworzeniem określonego efektu (żar lampy, szkiełko i oko itd) uskutecznianego w czasie rzeczywistym, do wyboru w menusach. I jest tego naprawdę sporo i jest to naprawdę coś, co zmienia (w odróżnieniu od przebiegu sygnału, prostych filtrów cyfrowych) brzmienie całego toru, nie subtelnie, a konkretnie. Coś zaimplementowanego na poziomie konwertującego krzemu i wspierającego krzemu (wyżej wymieniony proc ARM)znaczy tytułowych dwóch ESS9068AS, każdej jednej pracującej osobno na kanał. Będzie o tym sporo w recenzji, bo to nowe podejście, nowe w tym sensie, że do tej pory DAC po prostu konwertował (ewentualnie w niewielkim stopniu mógł kształtować w zależności od wybranego filtra brzmienie), a za zabawę w DSP odpowiadał zewnętrzny software, zazwyczaj komputer, PC, dużo rzadziej jakiś wyspecjalizowany procesor dźwiękowy. Tu jest – jak widzicie – inaczej. Aha i jeszcze jedno (a nawet nie jedno ;-) ) – to bardzo kompaktowa konstrukcja (dużo mniejsza od innych innych, opartych na podwójnych kościach C/A, klamotach), znaczy wymagania termiczne (nowy proces / wymiar technologiczny odnośnie zastosowanego krzemu) niższe, wzrost mocy obliczeniowej wyraźny, dwie nowe 9068 w sprzęcie kosztującym… ~500€ (!) I już samo to byłoby dobrym powodem, by bliżej się z tą nowością zapoznać, a to dopiero wstęp do innych rzeczy, które lądują w audio klamotach po raz pierwszy (a całościowo w jednym produkcie, bo takiego combo jeszcze nie mieliśmy).”


Premierowo… SMSL DO200

No i faktycznie ten sprzęt wyznacza nowy standard, bo jest kompaktowym, wyposażonym w wewnętrzną sekcję zasilania, wyposażonym w dwie kości (nie mobilne!) przetwornikiem pod kurek nafaszerowany nowymi funkcjami, możliwościami, a do tego (co nadal stanowi rzadkość) gotowy na aktualizacje. DAC, niby tylko DAC, a jednak coś wyznaczającego, mam nadzieję, nowy standard. Bo kto chce wymieniać skrzynkę co chwila, bo mu czegoś nie obsługuje, albo nie działa dokładnie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli? Tu jest klamot gotowy przyjąć nowe linijki kodu i biorąc pod uwagę, że to z Państwa Środka, to można też przyjąć niemal za pewnik, że nie skończy się na firmware v 1.0. Co więcej ten niewielki przetwornik w odróżnieniu od wielu pobratymców poprzednich generacji podczas pracy pozostaje zimny, nic tu się nie grzeje, termicznie jak wspomniałem jest progres i to znaczący – nowa generacja, nowe możliwości. Dla audiofilów to może nie jest zaleta, bo lubią duże, ale dla wielu którzy niekoniecznie chcą stawiać pełnowymiarowe klocki, niekoniecznie chcą płacić i płakać (prąd drożeje nam z miesiąca na miesiąc) taka miniaturyzacja, ergonomia energetyczna to niewątpliwe plusy.

Popatrzmy co ten klamot potrafi, czym mnie zaskoczył (a zaskoczył vide DSP):

» Czytaj dalej

GUSTARD X26PRO i dalej nie szukasz. High-end w dumpingowej cenie.

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7599

Tytuł trochę, bardzo zdradza zawartość artykułu? Nie szkodzi. To jest tak dobre, tak wybitnie dobre, że nie ma co silić się na zgadywanko-zajawki, nie ma sensu owijać w bawełnę, trzeba to sobie powiedzieć wprost. To NAJLEPSZY DAC DELTA-SIGMA jaki PRZETESTOWAŁEM NA HDO! W każdym, dotychczas sprawdzonym u nas, nawet tak doskonałym jak flagowiec Matrix-a dało się usłyszeć charakterystykę, typowe cechy zamontowanego układu. Czy to ESS czy AKM zawsze, ale to zawsze grało to z jakąś manierą. Nie mówię, że to przeszkadzało, czy było złe, ale też w jakiś sposób ograniczało danego klamota, który nie mógł wyjść poza „schemat”. Tu jest inaczej. Ludzie, serio, tu jest inaczej, ten DAC, mocarny GUSTARD, gra po swojemu i gra nieprawdopodobnie dobrze. To jest dźwięk absolutnie i bez żadnych „ale” topowy, nie mam wątpliwości, że wszystko co kosztuje te 1500 USD x 2, 4, 8… będzie grać może inaczej, ale NIE LEPIEJ. Tak to widzę, bo poza doświadczeniami stricte testowymi na HDO, miałem sposobność słuchać rzeczy obrzydliwie drogich i patrząc po kątem wyłącznie konwersji C/A było inaczej, ale szczerze – nie wartościowałbym, porównując do tytułowego klamota, bo mógłbym po prostu się mylić. Na niekorzyść X26Pro, oceniając że ten inny „a jednak”. To wszystko tyczy się – oczywiście – konstrukcji Delta Sigma, bo z atakującymi ponownie rynek alternatywami (mhm, mam tu na myśli głównie R2R) sprawa wygląda następująco: to dwa różne sposoby pokazania piękna muzyki, inne, ale równie angażujące, równie znakomite, tyle że właśnie inaczej. Także trudno to wprost porównywać, po prostu będą tacy, którzy wybiorą przetwornik D/S, będą też inni, dla których to alternatywne będzie ciekawsze. Przy czym – co istotne – flagowy DAC Gustarda dzięki unikalnej charakterystyce, swojej charakterystyce, wypada gdzieś pomiędzy, moim zdaniem łączy cechy, gdzieś tam bardziej kładzie akcenty, ale w ogólnym rozrachunku może być świetnym wyborem dla kogoś kto… nie potrafi się zdecydować.


Klasyczny wygląd, na razie nic nie zdradzający (nie zdradzający kompetencji, znakomitej zawartości). Jest schludnie, ascetycznie, ot kawał audio klamota

Przystępowałem do testu myśląc sobie – ot, kolejny, topowy DAC oparty na ESS, co prawda tutaj wyjątkowo na bogato, bo 2 kości, własne patenty (o których za chwilę, przypomnę zajawkę, gdzie się trochę nt. rozwodziłem), także pewnie bez zaskoczenia. O jakże ja się myliłem i z pokorą muszę przyznać, że chińska elektronika dzisiaj, już nie opierająca się na kopiowaniu, czy jakimś szablonie, a własnych, często nowatorskich, zupełnie autorskich rozwiązaniach, potrafi nieźle zaskoczyć. To właśnie przykład innego podejścia, nie sztampowego, kiedy każdy kolejny DAC, nawet na wypasie, brzmi w sposób zbliżony, typowy, taki spodziewany. Tu jest niespodzianka i to jaka! Jakiego kalibru ta niespodzianka? No wielkiego zdecydowanie. Widzicie te zachwyty? Zazwyczaj na wstępie nie zdradzam, a nawet jak zdradzam to i tak od razu wzmiankuję, że co prawda to świetna rzecz, ale… no właśnie, ale nie bez wad. No to powiem Wam coś – mimo najszczerszych chęci, mimo wrodzonej wredoty, mimo doszukiwania się dziury w całym, nie byłem w stanie po raz pierwszy w historii HDO znaleźć choćby jednego minusa*. Nie ma, kurde, no nie ma ani jednego! X26Pro to maszyna, która od A do Z realizuje ambitną wizję projektanta, gdzie nie ma żadnych elementów zbędnych, żadnych kompromisów, żadnego odpuszczenia sobie. Miał być flagowy DAC po swojemu i jest flagowy DAC po swojemu, zdecydowanie wyróżniający się na tle WSZYSTKICH konstrukcji D/S na rynku. Nawet tych za dziesięciokrotność sumy, za jaką go wołają. Właśnie, cena, to jest coś czego do tej pory nie potrafię sobie zracjonalizować. Dlatego mowa w tytule o dumpingu, bo przecież za 7 tysi  (sic!) to można kupić ogólnie bardzo dobre urządzenie, ale żeby wybitne? Albo inaczej, żeby te docelowe i wyróżniające się zdecydowanie w swoim segmencie na tle wszystkiego co na sklepowych półkach? No to już chyba lekka przesada, co nie? A tu właśnie z tym mamy do czynienia. Nie wierzę, po prostu nie wierzę, by ktoś kto to sobie posłucha, nawet w bardzo, bardzo wysokiej klasy setupie kolumnowym czy słuchawkowym nie cmokał z zachwytem. Może pozostanie przy swoim (np. Terminatorze ;-) ), ale będzie z pewnością pod ogromnym wrażeniem i może nawet trochę smutno mu się zrobi na myśl, że na tego tam wydał 3-4 razy więcej, albo i jeszcze więcej. Niesamowite!

* mógłbym krytykować za płytkę miniCD dołączoną do zestawu (bo kto dzisiaj ma czytnik?), ale od czego sieć (nawet jak trzeba trochę poszperać na stronkach, link btw na dole daję, poprawcie to btw!) i nie ma to żadnego wpływu na ogólną ocenę. Cóż, minusów nie ma, nic nie poradzę ;-)

 

» Czytaj dalej

Sonos przenośnie, Sonos stacjonarnie: Move & Port

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_6522

Współpraca ze znanym producentem mebli (wycieczki rodaków jak do kościoła, albo i lepiej) na razie nie przyniosła jakiegoś ogromnego przełomu w implementacji audio w nowocześnie zaprojektowanych wnętrzach. Za moment pojawią się w ofercie IKEA nowe sonosowokompatybilne produkty, może w końcu chwyci? Niewątpliwie jest taka potrzeba, bo jak wiadomo, mieszkanie, dom z katalogu to mieszkanie, dom bez tradycyjnych paczek, klamotów – te, zdaniem projektantów, marketingowców po prostu nie mają racji bytu i cóż… to kształtuje świadomość konsumentów, nie oszukujmy się. Dlaczego zaczynam od mebli, od IKEA? Przecież bohaterami wpisu nie są produkty szwedzkiej sieci, a sonosowe głośnik oraz streamer, także o co ci chodzi człowieku, hę? Już się tłumaczę. Dla Sonosa i ta współpraca i w ogóle cały pomysł na własny ekosystem, multiroom zasadza się właśnie na „zniknięciu” klamotów grających, takim ich dopasowaniu do wnętrza, by instalator / projektant nie miał problemu z tym „audio”, bo ono mu po prostu się wtopi i nie zaburzy (czegoś tam). Oba produkty wpisują się w to bardzo, podobnie jak sonudbary, płaski, wsuwany pod kanapę (np) sub bezprzewodowy rzecz jasna, jak instalacyjne głośniki zaprezentowane dwa lata temu itd itp.

Port to maluch, następca Zone Playerów (aka Connect-ów), fantastycznych skrzynek, które zdobyły niemałą popularność, szczególnie w USA, stając się właściwie synonimem (i zarazem pierwszą generacją, wespół z Squeezebox/Slim Devices, strumieniowców w domach) bezprzewodowego przesyłania muzyki  z siecii jej odtwarzania w domowych pieleszach. Skrzynka jest serio bardzo niepozorna, właściwie to mały kawałek czarnego plastiku wielkości AppleTV (nowszej gen) i jak produkt jabca można to, to spokojnie schować gdzie-bądź, kompletnie nie przejmując się umiejscowieniem tego czegoś. Ktoś zapyta zaraz, ale hola, hola to przecież następca ZP, znaczy pod „tradycyjne audio” dłubany, to o co do diaska autorowi chodzi z tym znikaniem? Otóż, owszem, można skrzynkę wykorzystać tak właśnie, integrując nieSonosowe z sonosowym ekosystemem (jak AMP – tu faktycznie pod tradycyjne paczki to, to pomyślane, bo przecież integra, wzmacniacz), ale to wcale nie musi być klasyczny setup oparty na dużych kolumnach.

Obecnie rynek wręcz przesycony jest rozwiązaniami, które mają wyrugować tradycyjne HiFi, jest w czym wybierać… czy to wspomniane projektory dźwiękowe, czy aktywne, bardzo kompaktowe, bezprzewodowe systemy nagłośnieniowe (tak, Sonos był tu poniekąd prekursorem, teraz jest tego na pęczki w różnych odmianach). Można zatem integrować analogowe, cyfrowo wyprowadzać, albo analogowo wyprowadzać sygnał z Port(a) i cieszyć się obsługą całego audio za pośrednictwem jednej z najlepszych aplikacji do zawiadywania strumieniami (praktycznie wszystkimi możliwymi) z Internetu oraz administrowaniem, nawet bardzo rozbudowanym systemem, w sensie wielopomieszczeniowym setupem, obejmującym wiele stref, gdzie wszystko może grać, bez względu na fizyczne umiejscowienie „w chałupie”. Podoba mi się forma, mniej natomiast podoba mi się wyposażenie skrzyneczki, o czym dalej. Paru rzeczy wg. mnie ewidentnie tu brakuje, ale o tym w rozwinięciu będzie. Można też zadać już na wstępie pytanie – czy to powinno tyle kosztować? Szczególnie w porównaniu z dużo bardziej funkcjonalnym, wspomnianym AMPem (o ile, ofc, chcemy zabawę jednak w HiFi klasyczne). Bo Port w takiej formie będzie sprawiał pewną trudność dla szlachetnych minimalistów (paczki, klamoty won), a znowuż jako element spinający nieSonosowe z sonosowym ma bardzo dużą, sporo tańszą, konkurencję. Owszem, chodzi o ekosystem, ale na końcu i tak jest play z jakiegoś serwisu. Także kalkulacja to coś, czego nie da się tutaj pominąć.

Z Move sytuacja jest też dość nietypowo-oryginalna. Duże to, ciężkie to, właściwie można tu mówić o tradycyjnym dla Sonosa głośniku bezprzewodowym (maksi, nie mini) uwolnionym od kabla prądowego. Znaczy przenośny, tak, ale jednak stacjonarny. Stacjonarny, bo taki duży, ciężki głośnik trudno uznać za w pełni mobilny, a raczej właśnie wielostrefowy, ale w sensie że przemieszczający się po mieszkaniu, a jeszcze lepiej domu, tworzący ad hoc nowe strefy, gdzie chcemy żeby nam zagrało. Może to być ogród, patio, balkon, miejsca w których słuchamy okazyjnie itd. W takich okolicznościach ten głośnik ma sens i stanowi ciekawe uzupełnienie oferty. Move jest na tyle ciężki, że o jego przenośności na dłuższe dystanse niż kilka/kilkanaście metrów możemy mówić tylko w sytuacji zastosowania jakiegoś środka lokomocji. Można, na upartego, wyobrazić sobie przenoszenie z odtwarzaniem (via BT oczywista) niczym boomboks ala so’80, w retro stylu, ale to jednak będzie odczuwalne (zmęczenie da o sobie znać). Dodatkowo problematyczne może się okazać stosunkowo nie za długi czas odtwarzania via wbudowany aku. Także to takie – tak to widzę – uzupełnienie dla reszty, gdy chcemy coś na zewnątrz (w pobliżu domu/mieszkania), albo po prostu przenosić w domu swobodnie, tworząc nowe strefy z muzyką. To ma sens. Move jest duży (gabarytowo w porównaniu z konkurencją wręcz przerośnięty… stąd nowy, nomadyczny Roam w ofercie). Siak czy tak, dzięki bezdrutowości (całkowitej) rzecz wpisuje się w to, co w pierwszym akapicie stoi. Jako element „niezobowiązujący”, często znikający z widoku to takie audio, które jest, ale jakby go (fizycznie) nie było. O dźwięku za moment napiszę więcej, we wstępniaku tylko wspomnę, że może grać w dużych pomieszczaniach, bardzo dobrze sobie radzi w otwartej przestrzeni (na zewnątrz).

No dobrze, to przejdźmy do szczegółów może…

 

» Czytaj dalej

Jedna skrzynka i już? Rose RS201E …idzie nowe

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8039

Idzie nowe i nawet nazwy nie ma. Bo jak nazwać to nowe audio, jak integruje nam nie tylko WSZYSTKIE dzisiejsze źródła materiału (znaczy odtwarzacz, czy może transport, bo przecież to wszystko w ramach jednego się dzieje, a komputer wszystkim zawiaduje), jest oczywiście pre, jest jak tutaj oczywiście ampem, ma własny system operacyjny i własny interfejs pozwalający na obsługę bez tego, co stało się „niezbędnikiem” w audio tj. komputera, smartfona czy czego tam jeszcze strumieniującego, sterującego… to może powrót do wreszcie purystycznego, osobnego, nie wymagającego tych, przez wielu niechcianych urządzeń ze świata elektroniki użytkowej, sprzętu grającego, zaprojektowanego, przemyślanego i oferującego (więcej), dla melomana czy audiofila. W końcu ten Rose RS201E to klamot stworzony pod określone potrzeby, dla kogoś kto chce słuchać w możliwie najlepszej jakości, jednocześnie korzystać z wszelkich dobrodziejstw dzisiejszych technologii. Wreszcie?

Stworzenie czegoś, co wychodzi naprzeciw teraźniejszości, a jednocześnie bez kompromisów, bez odpuszczania tego, co stanowi dla zainteresowanego hajfajowym/hajendowym setupem rzeczy niezbędne, wymagane, bez których nie wyobraża sobie ekhmmm słuchania muzyki. Popatrzmy co Koreańczycy tu zaaplikowali, chcąc w ramach miksu, stworzyć klamot audio ultranowoczesny, bardzo dzisiejszo-jutrzejszy, dysponujący ogromnymi możliwościami, ogarnianymi za pośrednictwem prostego, intuicyjnego, dopasowanego do dzisiejszych wymagań (dotyk) i przyzwyczajeń (obraz, duży ekran na froncie, dominujący, cały przód to interfejs) oraz okoliczności (jak komputerowe, skomplikowane, przeformować w proste, łatwe, przyjemne w użytkowaniu, dodatkowo możliwe do akceptu przez osoby atechniczne itd itp). Było i jest sporo podejść do tematu. Szczerze? Większość daleka do optimum, najczęściej jest tak, że duże możliwości = trudna, skomplikowana obsługa i „wiedza tajemna” z zakresu IT, a jak są rzeczy łatwiejsze do zaadaptowania to wiele dziór (sporo braków funkcjonalnych, kiepskie wsparcie, interfejsy dalekie od ergonomii itd). Rose umie.


Mhm, wolę kręcić gałą, ale ta wajcha sprawdza się tutaj. Także jako potencjometr (pre) Rose daje radę

Zrobiło coś, co łączy i w bardzo atrakcyjnej formie daje użytkownikowi pakiet rozwiązań z zakresu PC Audio (cholerne komputery! ;-) ) w wersji strawnej, strzelam, dla każdego. Nawet tradycjonalisty, nawet reagującego alergicznie na komputerowe audio… bo jest dopracowany interfejs dotykowy z obsługą dopasowaną do preferencji (od frontu klamota, przez pilota, zdalny dostęp ze smartfona), potrzeb… tu można skrzynkę użytkować jako tradycyjny łącznik wszystkiego, ze wszystkim, znaczy źródeł tradycyjnych, kolumn czy słuchawek, nie zwracając uwagi na inne możliwości i da się to zrobić tradycyjnie, albo zanurzyć się w świecie strumieni audio, ogromnych zasobów sieciowych, „ogarnianych” przez napisany „od nowa” kod, którego fundamentem był Android. Robota w leciwej już wersji 7.0, co wszakże tutaj kompletnie nie robi, bo oni sami to aktualizują, rozbudowują, także ten element zrywa z tymczasowością czegoś, co tylko w niewielki sposób dopasowano do hardware, software stanowiącego wydmuszkę, fatalnie wpływającego na całościową ocenę użytkownika, nawet jeżeli klamot brzmi satysfakcjonująco.

Rose zrobił to jak należy. Ten OS jest „it just work”, jest aktualny, znaczy aktualnie wspierany w sposób ciągły, kompleksowy, a nie – jak to niestety często bywa – wersja 1.0 i potem może drobiazg i szlus. To podstawowa sprawa i nawet jak coś wygląda na dopracowane, to z doświadczenia, wymaga ciągłych poprawek, usprawnień. Atrakcyjna forma, dopracowany UI/UX to tylko część, ważna część, ale jedna z tego, co nazywam synergią pozytywnego doświadczenia – w dobie skomplikowanych, rozbudowanych, osieciowanych produktów elektronicznych rzecz wielce pożądana, bardzo często nieistniejąca, daleka od optimum (jak coś totalnie leży, bywa że sami się samooszukujemy, wmawiając sobie, że „no ale przecież, jednak…”). Kupując sprzęt za kilka, kilkanaście tysięcy wszystko powinno być na poziomie co najmniej dobrym, albo inaczej, nic nie może być poniżej standardu: działa (bez zarzutu), wspiera (reaguje, poprawia, aktualizuje), pozwala na bezproblemową obsługę (każde odstępstwo jest, przy braku reakcji, NIEAKCEPTOWALNE).

Piękna forma, niekoniecznie te stopy co widać :P Alu, dominujący 8’8″ LCD multidotykowy, tyle…

Widzicie ocb? Biega właśnie o to, że nie wystarczy stworzyć jednego elementu tip top, albo stworzyć czegoś, co tylko w jednym (a każdy jest ważny!) zakresie odstaje. Wymagajmy. Wydajemy niemałe pieniądze i naprawdę ten, kto zarabia, jest zobligowany – szczególnie dzisiaj – do posprzedażowego, wysokiego standardu wsparcia i obsługi. Bo dzisiaj sam hardware to jeden z wielu elementów, a czas użytkowania, czas „życia” produktu to rozwój, wysokie wymagania w zakresie kodu, obsługi, dostosowania do nowego. Opisywany sprzęt nie tylko realizuje powyższą ideę „po prostu działa” w sposób ponadstandardowy, ale dodatkowo, dzięki wsparciu rozbudowuje możliwości klamota, co oznacza ni mniej, ni więcej tylko kupuję coś, co się rozwija stale, płacę (sporo) za nowe możliwości, to o co producent zadba (bo i powinien) w całym cyklu życia / użytkowania. Tak, to komputery (tfu! ;-) ) właśnie, tak to działa(-ło) w IT i jak ktoś nie czuje, nie potrafi, to zwyczajnie nie powinien oferować (nabijać w butelkę) potencjalnym klientom czegoś, co nie spełnia wymogów.

A teraz, po tym przydługim wstępie, czas na konkrety. Znaczy all-in-one wyznaczający standard obsługi oraz wsparcia, coś, co uwidacznia co można zrobić, wykorzystując elementy „z półki” tj. Android, przy chęci, konsekwencji i umiejętnościach (soft – developerka) może być optymalnym „wsadem”, dać stabilny, bardzo atrakcyjny wizualnie, obsługowo bez zastrzeżeń audio OS – dzisiaj bez tego wsadu, w nowoczesnym audio, ani rusz!

» Czytaj dalej

Sonos w kwadrofonii, Sonos w multichannel. Sonos Sub & AMP

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7973

Obrodziło, oj obrodziło moi drodzy! Sonos Sub, już 3 generacji, w bardzo rozbudowanym setupie redakcyjnym sprawdzany. Nie, nie idziemy na łatwiznę, nie robimy tak, jak 99% sajtów, że z grajbelką jakąś (przetestowana Beam, czy Arc) i już, tylko w konfiguracji 4.1, a nawet 4.2 będzie to, to sprawdzane. Ale że jak? A właśnie tak: Sonos AMP (w recenzji na HDO macie o tym łączniku HiFi z sonosystemem, dla przypomnienia: klasyczne kolumienki podpinamy, świetna sekcja amp/cyfrowa, gorsza ADC czyli wejście dla gramofonu… w sumie wystarczająco dobre, HDMI ARC i w ogóle kino, bo też multichannel -> kwadrofonia z 1/2/3(!) subami). Czytaj… sono kolumienki na tyłach + rzeczony Sub (4.1, a nawet 4.2, bo aktywny, klasyczny też podpinamy pod AMPa, bo czemu by nie sprawdzić takiej konfiguracji, hę?) z pylonowymi frontami (Diamond) w setupie nam gra…

Więcej:

HI-END OD MELODIKI: NOWY PRZEWÓD GŁOŚNIKOWY MELODIKA BROWN SUGAR BSSC95XX

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
4ae99308-69f0-4288-b0a3-fd251bfdc1f1

Technologicznie zaawansowana konstrukcja BSSC95xx łączy w sobie sprawdzone w praktyce koncepcje takie jak Multi-Gauge Core i Spiral Litz, zamknięte w potrójnej nisko pojemnościowej izolacji dielektrycznej z LDPE. W serii Brown Sugar, Melodika sięga po wysokiej jakości polską miedź OFC klasy 6N o czystości 99.9999%, która wykorzystywana jest w najbardziej zaawansowanych przewodach audio, gdyż jest gwarantem trwałości i zachowania najwyższej jakości parametrów elektrycznych.

 

Dwa warkocze wzajemnie ze sobą skręconych przewodników eliminują interferencje własne. Indukowany w jednym przewodzie prąd, ma przeciwny kierunek niż w sąsiednim, przez co zakłócenia znoszą się wzajemnie.

Melodika Brown Sugar BSSC95

Technologia Multi-Gauge Core to specjalna konstrukcja przewodu z pięcioma różnej grubości przewodnikami do niskich, średnich i wysokich tonów.

 

Wskutek zmiennych oddziaływań magnetycznych prądu, im wyższa częstotliwość sygnału, tym bardziej wykazuje on tendencję do płynięcia po powierzchni przewodnika. Nie jest to korzystne, gdyż sprawia że wraz ze wzrostem częstotliwości, maleje wykorzystywany przekrój przewodnika, a to skutkuje wzrostem impedancji kabla dla wysokich częstotliwości. Sygnał zaczyna płynąć nierównomiernie (m.in. również przez przesunięcia fazowe) i następuje utrata cichych składowych, co w wrażeniach słuchowych określamy jako brak powietrza czy informacji subtelnych.

Z tego też powodu w najnowszym, innowacyjnym projekcie Melodika Brown Sugar BSSC95xx zastosowano splot przewodników o aż pięciu grubościach:

 

  • Najgrubsza żyła: o przekroju 1,3 mm2 – z myślą o najniższym basie np. organów, kontrabasu lub efektach specjalnych w kinie
  • Średnio-grubsze żyły o łącznym przekroju: 1,3 mm2 – dla pełnego zakresu basu oraz jego kontroli i selektywności
  • Średnie żyły o łącznym przekroju: 2,1 mm2 – dla nasyconego brzmienia średniego pasma np. gitary, fortepianu, saksofonu
  • Średnio-cieńsze żyły o łącznym przekroju: 2,1 mm2 – dla wybrzmienia skrzypiec, celesty oraz wokalu
  • Najcieńsze żyły o przekroju łącznym: 2,70 mm2 – dla czystego i dokładnego przekazu najwyższych częstotliwości
Melodika Brown Sugar BSSC95

W technologii Spiral Litz każda żyła jest osobno izolowana i skręcona co sprawia, że żyły zachowują się jak oddzielne przewodniki, a nie jak jeden duży przewodnik. W każdej nitce płynie całkowite napięcie znajdujące się na wyjściu końcówki mocy. Jest to rozwiązanie dużo lepsze od standardowych kabli typu „linka”, ponieważ elektrony nie przeskakują z nitki na nitkę, płynąc swoją własną drogą bez przerw, a utrata tzw. informacji subtelnych jest wyraźnie zredukowana. Taka konstrukcja zwiększa wydajność częstotliwościową, a efekt naskórkowości jest wyraźnie zmniejszony. Najważniejszą korzyścią z zastosowanej technologii jest równomierność rozkładu prądu w całym przekroju przewodu, a tym samym zwiększenie wydajności przesyłu prądu. Efekt naskórkowy jest praktycznie wyeliminowany. Powlekane przewodniki zapobiegają również utlenianiu miedzi.

Melodika Brown Sugar BSSC95

Bezbarwna izolacja wierzchnia o podwyższonej odporności chroni przed uszkodzeniami mechanicznymi, a jednocześnie nie ukrywa rzeczywistej konstrukcji kabla.

Melodika Brown Sugar BSSC95

Solid Grip Technology, czyli sprasowanie zamiast zacisku śrubowego

 

W przypadku połączeń kolumn i wzmacniacza gołym przewodem, odsłonięta miedź szybko się utlenia, co zwiększa rezystancję kabla i ma szkodliwy wpływ na wierność dźwięku, który słyszymy. Dlatego w wysokiej klasy kablach stosowane są wtyki np. bananowe. W Melodika BSSC95xx zastosowano nową, specjalną technologię szczelnego łączenia wtyków z przewodem głośnikowym bez użycia lutowania – Solid Grip Technology. W przeciwieństwie do standardowego połączenia z użyciem zacisków śrubowych, Solid Grip Technology polega na zaciśnięciu odpowiednio przygotowanego wtyku na przewodzie głośnikowym za pomocą prasy. Pozwala to na szczelne sprasowanie wszystkich żył razem z wtykiem w sposób, który eliminuje wolne przestrzenie pomiędzy nimi i maksymalizuje powierzchnię styku. Uzyskany w ten sposób monolit tworzy gładką, nieprzerwaną ścieżkę sygnału przez co wyraźnie zmniejsza się rezystancja połączenia.

 

Przewód i wtyk sprasowane przy pomocy Solid Grip Technology w jedną całość oferują dużo wyższą konduktywność niż w przypadku zacisku zrobionego z użyciem śrub lub połączenia lutowanego. Użyte w Melodika BSSC9520 rozwiązanie daje niezawodne, trwałe połączenie, które jest odporne na utlenianie i oferuje znakomitą przewodność elektryczną o zmniejszonym oporze. Wtyki pokryte są 24 karatowym złotem, które także nie utlenia się w powietrzu. W ten sposób niska rezystancja może być zachowana przez cały okres użytkowania przewodu.

Melodika Brown Sugar Solid Grip Technology

Melodika BSSC95xx to przewód głośnikowy o nieprzeciętnie czystym, zrównoważonym i przestrzennym brzmieniu. Subtelne podkreślenie niskich i wysokich tonów z lekkim wygładzeniem tych ostatnich pozwoliło na korektę fizjologicznych właściwości ludzkiego słuchu, który właśnie w tych zakresach jest mniej czuły. Innowacyjna konstrukcja przewodu głośnikowego BSSC95xx pozwala na wydobycie ogromnej ilości mikro detali zawartych w dźwięku, nie tylko w wysokich rejestrach ale również w niskich i średnich tonach, co nie jest spotykane w innych przewodach w tym zakresie cenowym. W efekcie otrzymujemy kabel o brzmieniu neutralnym, który doskonale sprawdzi się w wielu systemach Hi-Fi i Hi-End.

Melodika Brown Sugar BSSC95

Najważniejsze cechy:

 

  • Imponujący przekrój 9,5mm
  • Wysokiej jakości polska miedź OFC o czystości 99,9999% (6N)
  • Geometria: dwa warkocze przewodników wzajemnie ze sobą skręcone w celu eliminacji własnych interferencji
  • Technologia Spiral Litz - każdy przewodnik izolowany osobno i skręcony
  • Technologia Multi-Gauge Core - specjalna konstrukcja przewodu, z rozróżnieniem kilku grubości żył przesyłających jeszcze lepiej niskie, średnie i wysokie tony
  • Technologia Solid Grip - wtyk jest sprasowywany z przewodem – przez co powstaje szczelne i trwałe połączenie o dużo mniejszej rezystancji
  • Wtyki pozłacane 24 karatowym złotem
  • Potrójna nisko pojemnościowa izolacja dielektryczna z LDPE (spieniony polietylen o niskiej gęstości)
  • Kabel jest kierunkowy
  • Podwyższona odporność na uszkodzenia izolacji wierzchniej
  • Certyfikat ROHS 2
  • Wykończenie z naturalnej włoskiej skóry wykonane ręcznie
  • 5 lat gwarancji

 

BSSC95xx -> xx to cyfry odpowiadające na długości kabla – np. BSSC9520 to kabel 2,0m, BSSC9525 to kabel o długości 2,5m

Melodika Brown Sugar BSSC95 box

Dostępne długości:

 

BSSC9515 – 1,5m

BSSC9520 – 2m

BSSC9525 – 2,5m

BSSC9530 – 3m

BSSC9535 – 3,5m

BSSC9540 – 4m

BSSC9545 – 4,5m

BSSC9550 – 5m

BSSC9555 – 5,5m

BSSC9560 – 6m

 

Cena: od 3495zł