LogowanieZarejestruj się
News

Burson z nowymi klamotami: jest ESS9038 i multum opcji op-ampowych

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
V6-S31

Te multum nie dziwi, w końcu to Burson, ale jednak pojechali po bandzie tym razem, bo naliczyłem 6-7 różnych modyfikacji, które z ceny 399 USD robią nawet 1250 USD. Takie buty. Same klamoty prezentują się bardzo interesującą. Tym razem mamy mniejsze obudowy (z opcją montażu do standardowej zatoki 5.25″ w desktopach… jest wyprowadzenie dla zasilania z PC), a więc znaaaaacznie tańsze to, to i można nabyć takiego, nowego Playmate (aha) albo Swing’a w bardzo budżetowej cenie i to z takim, jak w tytule stoi, topowym krzemem do robienia analoga z zer i jedynek. Oczywiście sama kość o niczym nie przesądza, ale jak wspominałem w paru testach klamotów wyposażonych w nowe ESS Sabre, te przetworniki to krok we właściwą stronę i dobra implementacja gwarantuje wysokiej klasy SQ. Rzecz jasna opowieści z krainy mchu i paproci, że jest dźwięk typowo „sabre’owy” można sobie spokojnie puścić mimo uszu, ale niezaprzeczalnie wielkie możliwości nowych DACów opartych na najnowszym typoszeregu ESS to rzecz warta uwzględnienia.

Swing. Pre&DAC

Dobra, to co my tu mamy? Ano mamy DAC-o/pre-ampa (Swing) oraz DAC-o/ampa słuchawkowego (Playmate). Wspólnym mianownikiem jest płytka C/A oraz wejścia cyfrowe: mamy standarowe USB, TOSLINK & coaxial, ESS 9038 pozwalający na konwersję sygnału PCM 32bit/768kHz PCM oraz DSD512 (wreszcie będzie można sobie w locie PCMa do takiej właśnie, wyczynowej 1 bitowej postaci zaaplikować). Mamy firmowe zasilanie dla poszczególnych stopni przetwornika, czytaj mamy bursonowe ‘Maximum Current Power Supplies’ (MCPS), przy czym obie skrzynki różnią się liczbą MCPS (więcej w DAC-o/preampie Swing), no i rzecz jasna pre ma we/wy analogowe, czego słuchawkowiec nie ma. Oczywiście za odbiornik (dla komputerowego sygnału z USB) robi świetny XMOS. Ciekawostką i novum oraz ukłonem w stronę użytkowników najnowszej elektroniki jest port USB-C na froncie do podpięcia nowych telefonów, tabletów oraz komputerów.

V6 …mmm

Bardzo ładny, alu pilot stanowi dopełnienie całości. Aha, pilot jest od zmiany poziomu i tyle. Tak to sobie wykombinowali. Biorąc pod uwagę modding (wyraźnie celują w dłubaczy), specyfikę, mówimy o czymś dla typowego geeka. No takiego z domieszką audio. W standardzie są opampy NE5532 X 4 (Playmate), NE5532 X 2 + NE5534 x 2 (Swing), ale jw. hulaj dusza, piekła nie ma… można wymieniać do woli. W ten sposób kształtujemy brzmienie i to kształtujemy znacznie dosadniej niż w przypadku samych kości C/A, odbiorników USB i tym podobnych elementów. Także, można przyjąć, że dostajemy gotową opcję pod manewry, takie jak w świecie lampiszonów, tylko tu zamiast baniek macie tranzystory. Sprzedaż wystartuje z dniem 1 stycznia 2019 roku. Jak się pojawi w .pl to bierzemy na warsztat. Nawet da się sprawdzić w zatoce, bo jakieś pozostałości po jednym barebone walają się w piwnicy. Także „pomodujemy” sobie, powymieniamy, pieca pod audio stuningujemy (mam pomysł na minimalistyczną konstrukcję, przy czym będzie to x86, nie ARM). Wzmak dostarczy słuchawkom 2W maksymalnie (znaczy się konkret jest i testowane HE6SE by się prawdopodobnie odnalazły w takich okolicznościach), kompaktowe obudowy – bez obaw – będą prezentowały się bardzo dobrze poza obudową komputera… surowy nieco styl, ale ładne to, to, także estetycznie na plus.

Swing AMP&DAC

Sonore microRendu z PSU CIAUDIO w testach HDO

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20181127_190606973_iOS

(AKTUALIZACJA) Tym razem będziemy długo testować tego grzdyla, oj długo i nie tylko pod Roonem (choć głównie, ale nie tylko). Będzie HQPlayer, będzie JRiver, będzie też o najnowszym wypuście oprogramowania smallgreencomputer (wersja 2.7 czytaj integracja streamu Spotify, sporo poprawek dotyczących obsługi dźwięku 1 bitowego itd/itp). Także kompleksowo sobie potestujemy, myślę, że recenzja będzie składała się z paru rozdziałów… bo to nie jedyny end-point jaki planujemy skonfrontować z naszymi bezkompromisowymi wymaganiami. Ma być bezobsługowo, ma być bez ograniczeń jakościowych, to znaczy, że musi radzić sobie z sygnałem DSD512 w konwersji PCM@DSD, musi wpasować się w multistrefowe granie, musi działać bezproblemowo z naszymi silnikami DSP (kilka różnych plus wtyczki), ma być oczywiście pasywnie, ma oferować wiele możliwości w zakresie sterowania (pełna elastyczność w tym zakresie).

Zgrzytem był płatny (20$) upgrade OS do wersji 2.5, obecnie najnowszy wariant to 2.7 

Poza microRendu obecnie w ofercie Sonore jest parę innych, znacznie droższych, transportów PC audio oraz serwerów

Platforma systemowa (OS) Sonicorbiter daje nam takie, jak wyżej, możliwości. Jest elastyczna, oparta na upichconym pod kątem audio kernelu / jądrze, gdzie całość przyporządkowano jednemu: muzyce. A konkretnie pobraniu streamu z sieci, integracji w jednej z dostępnych w oprogramowaniu opcji softwareowych, to znaczy wybrowi odtwarzacza / front-endu, czy sposobu transferu muzyki w ramach któregoś z dostępnych protokołów i przesłaniu tego via USB do DACa. Domena cyfrowa. Transport komputerowy. Mhm, tylko że w założeniach tego komputera „ma nie być”, ma być dla nas (i dla sygnału) TRANSPARENTNY. To kwestia psychologii i technologii… już tłumaczę, co mam na myśli. Otóż dla kogoś, kto nie ma ochoty widzieć PC jako źródła dźwięku, stawiać standardowy komputer osobisty, wszystko jedno w jakiej formie by on nie był, jako obowiązkowy element toru gdzie grają pliki, chce za wszelką cenę uniknąć sytuacji, w której ten komputer JEST WIDOCZNY, czy JEST OBECNY (nawet jeżeli sprytnie gdzieś zakamuflowany, ukryty) i wymaga typowej dla PC obsługi. Nie chce tego, kłóci mu się takie rozwiązanie z wizją systemu, gdzie WSZYSTKO przyporządkowane jest WYŁĄCZNIE muzyce. W takiej sytuacji albo kupuje sobie streamer, co od razu oznacza ograniczenia funkcjonalne (do niedawna obsługa DSD tylko do poziomu DSD64, brak integracji z wieloma programami, front-endami audio, brak elastyczności w zakresie obsługi silników DSP, tylko czasowe, zazwyczaj krótkie wsparcie i do tego niezbyt obfite w usprawnienia, nowości…), oznacza że dokonujemy pewnego, mocno ograniczonego funkcjonalnie, wyboru.

Minimalizm formy, maksymalizm możliwości

Oczywiście można mieć to w odwłoku i kompletnie się tym nie przejmować, zakładając (szanuję i często ma to racjonalne uzasadnienie, ma głęboki sens), że najważniejsze jest jak to po wyjęciu z pudła gra i obsługa tego, czy tamtego, nie jest aż tak istotna (w końcu, popatrzmy procentowo jak to wygląda odnośnie dostępności materiałów hi-res, źródeł „wyczynowych”) i koniec tematu. Mhm, można tak, jak najbardziej można. Dla mnie taka droga oznacza jednak (technika), że niektóre rzeczy pozostają poza naszym zasięgiem i w paru aspektach może to być (świadomość) bolesne. Nowe pomysły na korekcję (pod pomieszczenie, pod efektory, z uwzględnieniem wielu czynników – to przyszłość!), nowe pomysły na transfer (lepszy jakościwo) cyfrowy (thunderbolt, I2S z konwersją sygnału do bardzo wysokich wartości), potężne silniki DSP, nowy software oraz nowy hardware, który może wymagać gruntownego upgrade tego, co stoi na stoliku… nie zapominajmy o następcy UAC 2.0, nowym UAC 3.0. Postęp. Komputerowe audio podlega ciągłej ewolucji i tylko platforma oparta na rozwijanym OS może sobie z tym wszystkim jw poradzić.

In

Dlatego też, można właśnie inaczej. Serwer, szybki komputer z jądrem czy głównym oprogramowaniem zawiadującym (w przypadku Roona mówimy o komputerowym systemie audio, w przypadku microRendu mówimy dokładnie o tym samym, przy czym jest to system skrojony na miarę „końcówki”, sprzętu „pomiędzy”, który jest zarządzany przez coś „większego”, szybszego, wydajniejszego, przez nasz serwer właśnie, szybki komputer) to rdzeń i ten rdzeń może w najbardziej optymalnej, najbardziej eleganckiej formule mieścić się w szafce z wymiennymi modułami (racki), ale zazwyczaj (koszty) to po prostu jakiś droższy model NASa albo wydajnego PC. Istotną kwestią jest rozdzielenie tego co gra od tego co zawiaduje, co stanowi rdzeń, czytaj idealnie gdy to co stanowi rdzeń znajduje się w innym, osobnym pomieszczeniu. Skrętka (odpuszczamy sobie WiFi, nawet to gigabitowe ac, może nowy standard który wchodzi, bardzo, podobno, uodporniony na interferencje, o dużo lepszych parametrach niezawodności, dłuższym zasięgu, coś tu zmieni), gigabitowa sieć kablowa i mamy dokładnie to, czego nam potrzeba.

microRendu będzie musiał dowieść swojej wartości w setupie obejmującym wymagających przeciwników. Jako rywalizujące end-pointy, na ringu, wystąpią dwa terminale HP, jeden oparty na krzemie Intela (Daphile, ROCK), drugi oparty na krzemie AMD (Linux z Roon Bridge), oba pasywne, oba wyposażone w pamięci półprzewodnikowe, oba z dobrymi, zewnętrznymi PSU oraz kartami z dedykowanymi kontrolerami USB (karty pci-e, Matrix X-Hi). Jakby tego było mało, w starciu weźmie udział HiFiBerry z najlepszym, leciutkim klientem Roon Bridge: RoPieee. To świetny patent pod Malinkę, bo jest to dokładnie to, czego potrzebuje wzorcowy end-point: ma być stabilny jak skała, widziany zawsze przez oprogramowanie nadrzędne i obsługiwać (dzięki oferowanemu przez developera wsparciu) wszystkie przetworniki C/A jakie tylko nam się nawiną… wszystkie, bez wyjątku. Roon daje de facto gwarancję, że każdy DAC zostanie poprawnie zidentyfikowany i zagra na miarę swoich możliwości. 

Out

Bardzo jestem ciekaw tej konfrontacji. Pamiętajmy o kosztach. Rzecz jasna microRendu jest tu bezsprzecznie najdroższą opcją, kosztuje najwięcej, ze znakomitym PSU CIAUDIO to już okolice solidnego streamera, a przecież mowa jest o „tylko” komputerowej końcówce. Tak, jednak dla mnie liczyć się będzie to, co mogę i jak szeroko mogę zintegrować powyższe urządzenia w torze, jakie możliwości (wspomniałem coś o bezkompromisowym podejściu do sprawy? Mhm, wspomniałem) oferują przedstawione powyżej, wyspecjalizowane PCty. Jakby nie patrzeć terminale to dostosowane do wymogów, biurowe PeCety. Nie są to żadną miarą wyspecjalizowane urządzenia, mają wiele rzeczy zbędnych …z naszego punktu widzenia. Co innego Malinka, a tym bardziej tytułowe ustrojstwo. Tu mamy coś wybitnie tylko pod granie muzyki z pliku. W przypadku Maliny cena będzie musiała uwzględnić alternatywne dla ścianowego, badziewnego zasilacza, PSU. Prawdopodobnie będzie to tomankowy produkt, bo ma być rozsądnie w kosztach i dobrze, solidnie, a do tego zauważalny upgrade w stosunku do tego, co fabryka daje.

 

Bardzo rozbudowana fotogaleria, takie fotostory na naszym profilu, z opisem, wskazówkami praktycznymi, odniesieniem do alternatywnych rozwiązań.
Jak optymalnie, z czym to się je, dlaczego tak. Daję znać co wg. mnie jest kluczowe, na co należy zwrócić uwagę, gdy chcemy z komputera grać NAJLEPIEJ.
Często lepiej niż z najlepszego streamera (tu zawsze ograniczeniem będzie wsparcie, brak implementacji nowości, niedostatki w zakresie kompatybilności z software firm trzecich)
Link bezpośredni do fotogalerii tutaj

Tak się szczęśliwie złożyło, że pojawi się sporo nowych efektorów (głównie słuchawki, a nawet jakieś kolumny od Pylona lecą) oraz referencyjny przetwornik. Jednak nie będzie tak, że jakaś stratosfera będzie tu jedynym punktem odniesienia. Nie. Co więcej, uważam, że test takich wyspecjalizowanych end-pointów PC najlepiej przeprowadzić z USB DACzkami, z czymś co będzie w pełni integrowało się (albo i nie ;-) ) z takim komputerkiem. Dlatego, na potrzeby testu, zgromadziłem zacną kolekcję grających pendrajwów, zagramy @: hiFace DAC (M2tech), mDSD (Encore), Dragonfly (Audioquest), DS-DAC-100 (KORG), IFi xDSD  wreszcie przekonwertujemy na SPDIF via M2Tech hiface 2 (w torze z rDACzkiem). Będzie to test kompatybilności (czuję, że z KORGiem większość końcówek PC się wyłoży ;-) ), będzie to test poprawnej obsługi, wreszcie będzie to ofc test SQ. Szeroko! Ta referencja ma być od Auralika, mam nadzieję, że już niebawem się pojawi, a jak nie to za pomost do analogu posłuży najnowszy DACoAMP Questyle Audio.

PSU

Kontynuujemy cykl granie z PC, z wąsko wyspecjalizowanego PC. Niewykluczone, że dojdzie jeszcze parę ciekawych rzeczy odnośnie oprogramowania oraz wyspecjalizowany kontroler audio USB od PPA Studio (to się niestety spóźni), alternatywa dla X-Hi…

Testujemy HiFiMANy HE-6SE. Legenda powraca w nowej, odświeżonej formie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20181128_185614200_iOS

Wygodniejsze, nieco lżejsze, tak samo trudne do wysterowania, wymagające 2W na kanał, kosztujące więcej, ale poniżej 8k. Fenomenalny bas. Na razie to jest coś, co do mnie przemawia „na wstępie”. Fenomenalny czyli wielowymiarowy, namacalny, organiczny, świetnie zdefiniowany… wiecie, u mnie bas jest bardzo, bardzo istotnym składnikiem pasma, to danie główne, bez którego nie ma zabawy. Tu jest. I to jaka! Druga rzecz, ale wymagająca jeszcze sprawdzenia w paru przygotowanych na okoliczność recenzji setach to przestrzeń. Sceniczne show, gdzie wizualizujemy sobie to, co słyszymy. Mhm! Słuchawki robią bardzo dobre wrażenie od strony ergonomicznej, to „nowa szkoła” producenta, wygodny nie uciskający czubka głowy pałąk, pady z pamięcią, dostosowujące się do naszej anatomii, bardzo solidne, doskonałej jakości gniazda 3.5mm (znacznie lepsze niż w modelu Sundara oraz w Ananda), konwertowalne okablowanie (wtyk balans, przejściówka/adapter na dużego jacka) z przezroczystym oplotem. Sam kabel jest lekki, na mój gust za krótki, a sam materiał zabezpieczający druty (uwaga) ma tendencję do zaginania (i utrwalania tego procesu …trochę przypomina to zagiętą słomkę do picia). Gniazda bardzo dobrej jakości, tutaj widać pierwszorzędną robotę. Widać, że projekt wersji Second Edition przemyślano gruntownie i głównym celem inżynierów było stworzenie przyjaznych od strony użytkowej słuchawek, w kontrze do poprzedników, które w tym aspekcie były …trudne.

Ergonomicznie to coś z zupełnie innej beczki. Wygodne są. Bardzo

Podstawą testu są odpowiednie ampy. Tu napęd musi sprostać jak wyżej, nie może ograniczać, ma oferować optymalne warunki dla tytułowych nauszników. Sam producent sugeruje wyraźnie, ba, informuje że nie widzi przeciwwskazań, aby HE-6ki podpinać pod odczepy głośnikowe, oczywiście nie bezpośrednio, a za pośrednictwem oferowanego przez siebie HE-Adaptera. Mamy taki na stanie i w ten właśnie, sugerowany sposób, podpinamy słuchawki 4 pinowym złączem XLR pod tor z MiniWattem @ NOSach Brimar BVA 4035 (ECC83/12AX7) & Telam CA (EL84). Drugi wykorzystywany w teście wzmacniacz to M1HPA. To jeden z najbardziej niedocenionych wg. mnie słuchawkowych ampów, a przy tym ZNAKOMITA integra. Musical Fidelity w swojej, niestety już nie kontynuowanej, serii M1, oferował kompletne rozwiązanie systemowe. Poluję od dłuższego czasu na końcówki M1PWR (w dobrym stanie zadbane i najlepiej od razu parkę), które tworzą wraz ze wspomnianym HPA system całościowy – pod kolumnę i pod słuchawki. Fantastyczny (jeden z najlepszych w moim prywatnym rankingu) potencjometr, świetna kontrola, duża moc oraz przydatna w wielu sytuacjach testowych przeplotka to w skrócie rzeczy, które bardzo cenię w tym klamocie i nie mam absolutnie zamiaru się z nim rozstawać (nawet gdy, w konfrontacji z ostatnio testowanym Bursonem Conductor V2, musiał M1 uznać wyższość tego pierwszego). Dobra, dość wycieczek po klamotach, czas wrócić do słuchawek. Podpinam nowe szóstki do M1 i jestem na godzinie 12 (już głośno, ale w akceptowalnych dla siebie granicach). Oczywiście ta 12… 13 w M1 to dla wcześniej testowanych Sundara, czy Ananda już „too much”, w przypadku wspomnianej lampy też jesteśmy popołudniu ;-) …znowu inaczej niż w przypadku łatwiejszych do wysterowania słuchawek HiFiMANa. Znaczy się nic się tutaj nie zmieniło i odpowiedni amp być musi, z odpowiednim zapasem i umiejętnościami dla wysterowania tych wymagających planarów. 

HE-6SE

Jeszcze nie przerabiałem, ale niebawem – po odpowiednim przebiegu, bo nowe, wprost z fabryki, trafiły do nas – sprawdzę jak zagrają z CMA Twelve oraz z cedeka (lampa plus lampa, bo cedek jest wpięty w tor via bufor lampowy na ruskich NOSach). Będzie zatem w ciepłych, żarzących klimatach, będzie z nowością przetwornikowo-ampową Questyle, będzie też na tradycyjnym zestawie TAC- 2 oraz KORG druga edycja egzaminowana. Zastanawiam się jeszcze co by tu z gramofonem, bo staruszek 1010 (czytaj legendarny NAD 3020, tylko bez końcówek) z gramofonem daje radę, ale już na wyjściu słuchawkowym zupełnie nie daje rady. Wyjścia ma nawet high oraz low (RCA), ale zazwyczaj próby z integrą słuchawkową (bo analogowo trzeba ofc tu spinać) kończyły się co najwyżej średnio. M1 jest tu ratunkiem, ale też z pewnym niedosytem. Cóż, trzeba będzie sprawę przemyśleć, może wypożyczyć Schiita z gramofonowym pre co to znajomy zamówił? Tylko, szczerze wątpię, czy na dłużej pożyczy, jak sobie na to ostrzy(ł) zęby od dawna. Nie masz już polskiej dystrybucji gówienek (jaka szkoda) i pozostaje import obecnie. Zobaczymy, czy da się namówić ;-) Było, nie było, będzie chyba jedyną osobą w Polsce, która zamówiła Jotunheim-a z gramofonowym pre (tam jest modułowość w modzie, można Delta-Sigma DACa, można multibitowy przetwornik, no i można pod gramofon zamówić klamota). Inny pomysł to nowy NAD D3045, albo zapowiadana zdaje się tylko u nas konstrukcja (ostrzymy ząbki) – przewzmak C658. Tam gramofonowe zintegrowane i byłoby w sam raz (w przypadku C658 bezpośrednio z dużego jacka).

Będą porównywane do tych firmowych, co widać, do LCDków oraz dyżurnego, redakcyjnego zestawu dynamicznych K701&HD650

Zastanawiam się, na początku przygody z nowymi HE-6SE, jak te słuchawki będą pozycjonowane w ofercie? To cenowo blisko, czy wręcz tak samo jak nowość Arya (patrz AVS 2018), która jeszcze oficjalnie do nas nie trafiła. Osiem tysięcy, przy czym te Arye, czy o prawie połowę tańsze Ananda mają być DAP-o lubne, łatwe, ze wskazaniem na nie tylko stacjonarne słuchanie. W przypadku szóstek raczej takie coś jak mobile nie wchodzi w grę, jedyne co przychodzi mi do głowy, co mogłoby z zapasem podołać, zagwarantować odpowiednią moc, przenośne coś, to słuchany podczas AVS-a bateryjno-lampowy WA8. Krótko, gorąco, ciężko (właściwie pół-stacjonarnie), ale dałoby wg. mnie radę wysterować te słuchawki i mogłoby być ciekawie. Jakoś nic innego nie przychodzi mi do głowy, ale może się mylę. Tak, czy inaczej nie będziemy koncentrować uwagi na rzeczach niepraktycznych i mało istotnych, jakby trafił WA to sprawdzę, ale bez ciśnienia na to.

Grając z tego co powyżej i w opisie stoi

Na koniec przypomnę, że przetestowała się u nas pierwsza generacja szóstek z dedykowaną im, nuklearną elektrownią EF-6. Wtedy pułap 10k za słuchawki był granicą. Upłynęło nieco czasu (ale niewiele) i granica przesunęła się znacząco… raz dwa, razy trzy. Tu jest jeszcze zdroworozsądkowo (a przy tym luksusowo vide skórzany kufer z atłasami w środku).

FOTOGALERIA PONIŻEJ

» Czytaj dalej

Jeszcze raz o AVS’18, bardzo subiektywnie i (mam nadzieję) oryginalnie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0280

Sporo się w tym roku działo, niewątpliwie organizatorzy chcieli podkreślić walor edukacyjny, czy edukacyjno-poznawczy imprezy i to im się wyjątkowo dobrze udało. Każdego dnia można było znaleźć przynajmniej jedno spotkanie, prelekcję, na którym znalazło się coś ciekawego, interesującego. Tym razem bardziej, i dobrze, było audio, niż wideo (co nie oznacza, że mam coś przeciwko – absolutnie nie, ale to jednak impreza przede wszystkim od zawsze zorientowana na dźwięk), nie łączono tego z osobnym, skromnie na pięterku Narodowego „smart home” (a były takie zakusy w zeszłym roku, że pójdzie to szerzej, że będzie tego więcej – od tego, moi drodzy, jest IFA i inne, tego typu targi zorientowane na elektronikę użytkową). Nie starano się także za wszelką cenę błysnąć jakimś dziwadłem za parę milionów (oczywiście wyścig kto więcej i naj był, to naturalne, ale nie była to żadna oś, żaden punkt odniesienia do czegokolwiek). Było sporo premier, wiele rzeczy pokazywano w Warszawie po raz pierwszy (jak choćby nowe palnary HiFiMANa Arya, jedne jedyne, przedpremierowo, w Europie), co oczywiście cieszy. Jednak o tym wszystkim możecie przeczytać gdzie indziej, wiele impresji po show można znaleźć bez trudu, zazwyczaj koncentrują się na paru wybranych systemach (bardzo dobrze grających, fakt, ale właśnie w tym problem, że umyka to, co często „na zapleczu”), na paru znanych markach, na tych, którzy mieli siły i środki, żeby „się” pokazać.

Podobno jedyna sztuka dostępna na Europę pojawiła się była w słuchawkowej strefie ;-) … Arya w cenie Edition-X (ok. 8k), celująca w kompetencje brzmieniowe HEK

Arya.. premierowo na AVSie. Będziemy ofc testować u nas już niebawem

Jechałem do Warszawy z widokami na tylko jeden dzień i to jeszcze jeden z kalendarzem wypełnionym paroma spotkaniami. Stwierdziłem zatem, że nie warto koncentrować się na tym co mocno forsowane, co (wiem, znam, słyszałem) już było, tylko podjeść do całej sprawy inaczej. Postanowiłem dać się powieść intuicji i poszukać, trochę po omacku, trochę przypadkowo, trochę na zasadzie: „a niech mnie coś, ktoś czymś naprawdę zaskoczy”. Także Narodowy to głównie w tym roku była koncentracja na strefie słuchawek oraz paru miejscach, gdzie chciałem dowiedzieć się czegoś o nowościach (z ulubionych przez siebie marek), porozmawiałem z paroma osobami z listy i dawaj pakować cztery litery do autokaru kursującego między stadionem a hotelami. To na nich w tym roku skoncentrowałem swoją uwagę i wierzcie mi – było warto! Oj bardzo było!

Słuchawkowy Everest, znaczy się referencja? Referencja. W malutkim pokoiku ze znudzonymi Chińczykami ;-) to, co powyżej, oraz Abyss Phi robiło dźwięk! Słuchawkowy olimp!
SOUNDAWARE źródło plikowe A300 (za moment Roon Ready) oraz topowa amplifikacja/pre pod nauszniki P1

W Narodowym nic nie wywołało palpitacji serca (a nawet było parę rozczarowań o czym poniżej w foto-prezentacji), zupełnie odwrotnie w hotelach, a właściwie w jednym z hoteli (czasu było mało i drugi niestety udało się tylko pobieżnie obejść). W Sobieskim było to, czego oczekiwałem. Zaskoczenie, ekscytacja i parę naprawdę szczerych, silnych wzruszeń. Właściwie Narodowy można było sobie w sumie odpuścić, nie w sensie że nic, tylko opisany w zeszły poniedziałek system Soundkaos był takim objawieniem, że mógłbym sobie tam już siedzieć i nie wychodzić ;-) , wreszcie to nie w strefie słuchawkowej a właśnie tam, w Sobieskim, były trzy najwspanialsze według mnie (choć niestety nie sparowane z sobą, a gdyby były sparowane, to czuję, że zachwyty byłyby takie jak z Soundkaosem) słuchawkowe znakomitości, przy czym dwie absolutnie premierowo na AVSie pokazane. Te trzy wspaniałości to system, który mało kto, no pies z kulawą nogą, odwiedzał, czy raczej nie odwiedzał, bo trzech przedstawicieli Państwa Środka (w tym tylko jeden znający język angielski, przy czym Pani bardzo kompetentna!) słuchawkowy złożony ze źródła (streamer) oraz słuchawkowego pre & wzmacniacza SOUNDAWARE REFERENCE, za moment z pełnym wsparciem w Roonie (Roon Ready, a więc z obsługą RAAT), który to set wbił mnie w fotel. Wbił na długo, ale co tam, nikt tam – jak napisałem – właściwie nie zaglądał, na jednym stole leżały sobie biednie folderki i w nieładzie parę słuchawek i DAPów (na które nie zwróciłem baczniejszej uwagi, może błąd, ale mniejsza). Nie wyglądało to na dzień dobry zachęcająco. A jednak! Wbił, bo – drogie Panie i drodzy Panowie – w tym to niepozornym pokoiku Chińczycy tak od niechcenia pozwolili na zażywanie do woli najnowszego modelu Odchłani vel Głębi, czyli bardzo, bardzo rzadko spotykanych, u nas oficjalnie nie do zdobycia, koszmarnie drogich, legendarnych planarów Abyss (ABYSS AB-1266 PHI CC… tak właśnie, najnowsze φ). Ano były, ale właśnie tam i z tą elektroniką, która jak się miało okazać z opisu jest po sam kurek naładowana intrygującymi, oryginalnymi rozwiązaniami i otóż te słuchawki (same z siebie świetne, miałem okazję jeden z wcześniejszych modeli krótko słuchać na Pathosie) zabrzmiały nieziemsko, jakby to nie było coś na uszach tylko poza, nie wiem, jak to ująć, no poza fizycznymi ograniczeniami, punktami odniesienia, nie że gdzieś coś do tych uszu przylega i w nie dźwięki sączy. No nie. Uczucie nieskrępowanego, niebywale sugestywnego pokazania odległości, wielowymiarowej przestrzeni, wymiarów było – oj było – to naprawdę coś niesamowitego. Nie zrobiło, aż takiego wrażenia, jak szwajcarskie kolumny, ale blisko, a w przypadku słuchawek cała reszta wypadła na tle tego, co powyżej, po prostu blado (poza D8000, o czym poniżej, w fotostory), a nawet bardzo blado (niestety Ethery 2 kompletnie mi nie podeszły, największe rozczarowanie, choć to tłumaczę sobie może tylko pierwszym wrażeniem, ale no źle było, bez porównania gorzej niż pierwsza generacja słuchana porównawczo, zarówno otwarte jak i zamknięte… nadal wg. mnie najlepsze zamknięte planary na rynku to Ethery C).

Fajny Echo, świetna, znakomita Euforia od Feliks Audio. Znowu Sobieski, znowu słuchawki i prawidłowo, tam trudno stworzyć dobre warunki dla kolumn, ale przecież to idealne miejsce dla słuchawek.
Gabinet, salonik, fotelik, kanapa… tyle, że zaskakująco, także kolumny w tym roku – objawienie – to też wspomniany hotel. Tak, też byłem w szoku! ;-) Btw trochę szkoda, że to co powyżej z lepszym źródłem to nie grało.

Trzecia rzecz to Euforie, elektrownia na NOSach 6N13, naszego rodzimego Feliks Audio. Nie tylko wyborna aparycja, ale takiż sam, wyborny dźwięk. Szkoda tylko, wielka szkoda, że ten i inne wzmacniacze (wzmacniacz) podpięte były do bardzo zacnego, ale jednak tylko budżetowego w formie i treści, podstawowego streamera (nowości) Coctail Audio X14. Jednym z pierwszych testów u nas była X10, pierwszy taki, który trafił przed siedmioma laty na rynek all-in-one. Potem jeszcze udało się X20 czy 30 przetestować – sprzęt z ambicjami do bycia czymś więcej (HiFi). Mhm, pamiętam, fajne pomysły, teraz rozwinięte w coś bardzo rozbudowanego (X45PRO oraz X50PRO – też all-in-one, z najlepszymi komponentami, nawet z rzadko spotykanym interfejsem I2S). Myślę, że takie źródła powinny być dawcami sygnału, szczególnie w sytuacji, gdy wychodzimy z takiego klamota analogowo już na amplifikację. Dobra, dość narzekania, wzmacniacz grał fantastycznie, był to niewątpliwie dźwięk najwyższej, słuchawkowej próby, a słuchany na dobrych, świetnie nadających się do krytycznego odsłuchu, efektorach m.in. ze stajni Focala, Senka oraz …. też nigdzie nie wymieniane, też pominięte, chyba pierwszy raz w Polsce, znakomite, zamknięte ZMF Atticus* (drewienko, jedne z najlepszych zamkniętych konstrukcji, a może w ogóle najlepsze takie!). Taki wzmacniacz właściwie zamyka raz na zawsze sprawę, bo jak z lampy to szczerze wątpię, czy da się wspiąć wyżej, a jak z tranzystora to (wg. mnie) w podobnym budżecie Bakoon 21 i też koniec poszukiwań. Rzecz jasna znajdą się tacy, którzy będą marudzić, że dlaczego SE, że przecież balans, że musi być, ale jak wspomniałem ostatnio przy okazji testu M-Stage HPA-3B… tu nie ma lepiej, bo tak, tu może być lepiej, ale nie musi i to tylko inna droga dojścia do tego samego celu – to znaczy do pełnej satysfakcji słuchającego. Naprawdę sposób połączenia przestaje się (gdy odlatujemy) liczyć, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Lampa, zazwyczaj to niesymetryczne połączenia, to standard w tego typu konstrukcjach i nie ma po prostu sensu doszukiwać się  większej koszerności w czymś, co nie warunkuje nam dogmatycznie jakości. Może być, może nie być, w przypadku wielu wybitnych konstrukcji mamy SE, czy to się komuś podoba, czy nie podoba. Sumując, dwie niebywale oryginalne, niespotykane, nie pokazywane konstrukcje słuchawkowe (Abyss PHI oraz ZMF Atticus) były do słuchania nie w strefie, nie na Narodowym, a w małych pokoikach Sobieskiego i to w okolicznościach bardzo dla tych słuchawek korzystnych (no poza źródłem w przypadku ZMF, ale mniejsza, wybitna amplifikacja, a to było tutaj najważniejsze!). I można było (oj skorzystałem z tej możliwości, skorzystałem bardzo zaborczo) długo rozkoszować się dźwiękiem najwyższej, słuchawkowej próby… to była orgia dla uszu.

Takie cymesy z Ameryki Północnej zameldowały się na tegorocznym AVS, tylko kto zwrócił na nie uwagę? ;-) Atticusy oraz Abyss-y Phi. Wszystkie te skarby w Sobieskim

Te trzy rzeczy* zatem, a jeszcze mogę wspomnieć o bardzo ciekawej dyskusji i wspólnych z dyskutantem zapatrywaniach na kwestie: aktywne zestawy głośnikowe oraz korekcja zestawów kolumnowych (nie pomieszczenia, w sensie stawiania licznych strojów, rezygnacji z obrazów, przesuwania mebli w celu montażu pułapek basowych – czytaj dopasowania często niemożliwego życiowo w realizacji). Audium, znakomite, inne, oryginalne konstrukcje rodem z Niemiec, pełnopasmowe przetworniki, aktywna sekcja niskotonowa, albo całość aktywna, własne, w pełni analogowe rozwiązania pozwalające na dopasowanie pracy zestawów głośnikowych, ich korekcji, pod konkretne warunki, akustykę pomieszczenia. Jako, że tam się to teraz rozrasta, jest centralny, jest premierowo pokazywany woofer, mowa była też o kinie i to kinie w kontekście najlepiej takie same kolumny, choć to trudne, zarówno przed jak i za, z sugestią, że czasami można osiągnąć więcej, całą rzecz mocno upraszczając (4.0). Z prawdziwą przyjemnością spędziłem tam kilkadziesiąt minut. W Berlinie były, ale tam wiadomo – no były, wcześniej, w zeszłym roku też zwróciłem na te konstrukcję uwagę. Też uważam, że kierunek: aktywnie, korekcja, brak szukania synergii bo jest po wyciągnięciu z pudełka itd itp to właściwy kierunek w audio.

Inaczej. Pełnopasmowe przetworniki, sekcje aktywne, firmowa korekcja. Rezultat? Znakomity sound. Audium.

Dobrze, jak obiecałem, poniżej fotorelacja bardzo subiektywna, osobista, nikogo nie ganię, jak już to raczej wskazuję, że właśnie „mi nie zagrało”, będzie też trochę pod kątem nomadów (prawdziwie bezprzewodowe Sennheisery Momentum IEM… oj jak trudno było je uruchomić w Warszawie, przydałaby się na przyszłość lepsza obsługa, wsparcie ludzi ze stoiska oraz HP70 od NADa), głównie jednak to, co „obok”, „niezauważone”, skromnie, a może niesłusznie skromnie. Dla mnie te wymienione powyżej rzeczy robiły show, przyniosły największą satysfakcję, przy czym – i o tym należy pamiętać – taka impreza to nie jest bezwzględna konkurencja w zakresie SQ, tu wiele rzeczy może się nie zadziać i nie można na postawie takiej imprezy wyciągać (in minus) wniosków. Co innego (moim skromnym zdaniem), gdy coś nas naprawdę poruszy. Tu, może być, jest taka możliwość, tylko lepiej. Lepiej?

Bezprzewodowe IEMy Senka linii Momentum są w SQ bezkonkurencyjne wg. mnie, co nie oznacza, że bez wad…

Strasznie „puszowali” te bezdrutowce w Berlinie. W Warszawie samoobsługa z problemami. Posłuchałem ich dłużej w Berlinie,
gdzie wystawiono ich sporo (najważniejszy element ekspozycji) i naprawdę dają radę. Dźwięk zbliżony do tego, który mamy w bezprzewodowych nausznikach Momentum OvE. 

NADy HP70. Bezdrutowa wersja tak przeze mnie cenionych HP50. Mhm, dokładnie, bez przewodu niewiele tracimy, a na pewno zyskujemy wygodę
i wg. mnie coś, co jest lepsze od mazania po muszli, nie mówiąc już o jakiś durnych komendach (Siri – AirPodsy): fizyczne suwaki. Za ich pomocą regulujemy, włączamy, deaktywujemy.
Może jestem stary piernik (no jestem, jestem), może wolę stare dobre hebelki, pokrętła, a nie te nowoczesne sru-bździu, no może

Źródełko jak trzeba, znaczy HiFi Onkyo Player, DCD z plików DSD via AAC (obsługuje ponadto aptX HD LL, LDAC, no wszystko jest)
Coś czuję, że jak mi padną Sennheisery to te od NADa zastąpią bezdrutowe Momentum. Od razu mi się spodobały. Grało jak HP50, tylko bez druta.

Chcę te LIBeRATION, chcę te Abyss i chcę bakoonowe ampy pod to! Chcę to lepiej …jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić, no nie potrafię jak by to mogło być! Tylko dlaczego akurat taka stratosfera?! Eeeech! ;-) Już zupełnie przy okazji wspomniana lampa i nie tylko da się z tym żyć, ale da się z tym zestarzeć (na jesień i tak wszystko jedno, trąbka, czy aparacik, te sprawy).

* Widać, z liczeniem problem, to nawet cztery, bo te ZMFki też trzeba by wliczyć ;-) Oczywiście poza konkurencją, tak mną to wstrząsnęło, był pokój Soundkaos. Poza…

Fotorelacji ciąg dalszy poniżej…

» Czytaj dalej

Szok & niedowierzanie! Dźwięk imprezy? Mało! Soundkaos @ AVS2018

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0302

Nadal nie mogę dojść do siebie po tym, czego w Warszawie doświadczyłem. Zdroworozsądkowo, czy na imprezie, nawet bardzo pieczołowicie przygotowanej (akustyka, pomieszczenia) możecie być świadkami objawienia? Czegoś, co dodatkowo każe zapytać, czy to, co uznawaliśmy do tej pory za dogmatyczne, kanoniczne można – mhm- można wrzucić do kibla i spuścić wodę. Ani razu, w Warszawie, Berlinie, w Monachium nie zdarzyło się siedzieć z rozdziawioną buzią i zastanawiać się „ale jak”, „to naprawdę się dzieje”? Ani razu, nigdy, nigdzie, do przedwczoraj. Strasznie żałuję, że nie byłem w niedzielę, bo cały dzień przesiedziałbym w pokoju numer 518 i w ogóle bym się z tego pokoju nie ruszał. Powiem tak: warto było w tym roku pojechać do stolicy, wejść na piąte piętro w Sobieskim i już tam pozostać. Naprawdę, nie przesadzam. W tym małym pokoiku, bez żadnego specjalnego dostosowania akustycznego (poza materacem na ścianie :P ) stał NAJLEPSZY SYSTEM AUDIO jaki dane mi było słuchać, system, który dał dosłownie (nie w przenośni, NIE W PRZENOŚNI) wrażenie obcowania z muzyką, artystami na żywo. Było to tak namacalne, tak dogłębne, tak oczywiste, że – serio – zastanawiałem się, czy przypadkowo w rozdawanych szwajcarskich czekoladkach nie serwują jakiegoś halucynogenu, czy nie jest to jakiś haj, jakaś totalna ściema, ułuda, że to zwyczajnie jest zbyt piękne, żeby było – RZECZYWISTE. A, niech mnie, było.

Najlepszy dźwięk imprezy… nie, to mało powiedziane, najlepszy dźwięk jaki słyszałem nie na żywo, reprodukowany
Soundkaos: LIBeRATION (otwarta odgroda) oraz trzydrożne, czteroprzetwornikowe monitory VOX 3 z elektroniką Bakoon-a z plików via ROON

System Soundkaos składał się z rzeczy, (rzecz jasna zbombardowałem jegomości pytaniami, po kolejnym odsłuchu, powrocie do tego magicznego pokoju), które są mi doskonale znane (software, komputery, transporty) oraz takich, które znam ze słuchawkowego ino tylko światka, a część była mi do tej pory nieznana. Ależ niedopatrzenie, jaki gruby błąd! Dobra, zacznijmy od rzeczy, które robiły tutaj tę magię: NIESAMOWITYCH kolumn LIBeRATION (otwarta odgroda) za c.a 17 000 euro (już zbieram), absolutnie niebanalnych od strony formy (patrz zdjęcia), absolutnie skończonych jeżeli chodzi o mistrzostwo przenoszenia nas do miejsca dźwięków, głosów, tam gdzie muzyka dociera do nas wszystkimi zmysłami. Te kolumny przenoszą nas do świata muzyki, gdzie każdy z instrumentów jest obecny, rzeczywisty, gdzie aksamitny tembr kobiecego głosu jest „tu i teraz” i nie ma mowy, żebyśmy nie ulegli złudzeniu, że mamy wokalistkę na wyłączność, że ona śpiewa dla nas, że to się NAPRAWDĘ dzieje. O rzesz ty! To było coś w rodzaju… nie, no, nie mogę, pomyślałem, to musi być jakaś iluzja, to nie może być, nie ma prawa być! Działo się to w małym, podkreślam, małym pokoiku (518), w którym za jedyny element akustycznego dostosowania, jedyny, robił materac na ścianie za kolumnami (czy precyzyjniej, za centralnie umiejscowioną elektroniką). To jedna z gwiazd, jeżeli chodzi o efektory, druga zrobiła nie mniejsze (choć jednak w skali, mniejsze, ale też oszałamiające) wrażenie: trzydrożne, małe, kompaktowe kolumienki bliskiego pola VOX 3. Wentylowane otworem stratnym, wyposażone w 4 przetworniki. Czyli macie coś bardzo małego, bardzo niewielkiego, a konstrukcyjnie rzecz przywodzi na myśl wielkie paczki, takie co to -mhm-  potrafią poruszyć niebo i ziemię. I wiecie co? Te VOXy (niestety nie zapytałem o cenę, to zresztą jedna z dwóch rzeczy, o które nie zapytałem – jasna cholera!) grały jak pełnogabarytowe wielodrożne, a więc z niskimi pod dostatkiem, jak kolumny podłogowe, przy czym grały intymnie, blisko, dla Ciebie, czytaj tak, jak mają to zwyczaju robić monitory. Zaraz, zaraz, że jak? Połączenie rzeczy niemożliwych, tu stało się możliwe. Mała kolumna, która gra pełnym pasmem i to gra tak, że… gdyby nie LIBeRATION, uznałbym te monitorki za objawienie imprezy.

Klękam, oj klękam

No dobrze, to co z tą elektroniką? Bakoon. Wiadomo, kojarzymy ze słuchawkami, z świetnym, wybitnym modelem 21, z graniem na baterii. No jasne. Ale to mało. Nie to dopiero początek. W Warszawie europejską premierę miały malutkie, 25 watowe wzmacniacze AMP-13R. Małe, płaskie, na podstawkach wyższych od samej obudowy (parę centymetrów!!!) i teraz… jak oni to zrobili… te Bakoony (bo były dwa, jeden napędzał małe kolumny, drugi duże, choć te duże także znany mi z opisów, znakomity AMP-41, o już takich standardowych dla klasycznej integry gabarytach), wzmacniacze zintegrowane, o mocy jw. napędziły wspomniane zestawy głośnikowe ze swobodą, to mało, ale po mistrzowsku tzn. pokazując (bo nie potrafię sobie wyobrazić, jak lepiej mogłoby to zagrać, zwyczajnie brak mi tutaj wyobraźni) wspomniane cechy, przenosząc nas do innego wymiaru. Ja pierniczę, jak to jest w ogóle możliwe? Z takiej małej, wyglądającej jak jakiś switch internetowy (serio, tak to wygląda właśnie) konstrukcji, TAKI DŹWIĘK?! Oczywiście to efektory były tutaj na pewno na pierwszym miejscu, ale ta elektronika w ogóle nie wyglądała na taką, że z tego coś będzie, albo inaczej – że będzie takie coś, aż tak! Małe, kilku kilkukilogramowe, gorące jak jasna cholera, małe integry zrobiły na mnie nie mniejsze wrażenie (no nie, jednak największe zrobiła otwarta odgroda) co kolumny, to było coś naprawdę niesamowitego. I teraz najciekawsze. Te konstrukcje to klasa AB. Tak, tak, głowę dam, że byście nie zgadli. Ja sam zapytując goszczących nas Panów z miejsca, błędnie, zacząłem: „OK, so we have here D class amplifires…” I to był, moi drodzy, gruby błąd z mojej strony, bo to końcówki analogowe, dwadzieścia pięć watów za pomocą których te trzydrożne, czteroprzetwornikowe oraz wielodrożne, z wielkimi przetwornikami kolumny BEZ PROBLEMU, Z PEŁNĄ SWOBODĄ zostały wysterowane, a to jeszcze nie koniec…

Dwa, małe cosie. Wzmacniacze? No wzmacniaczyki, że niby 25W, płaskie naleśniki…
tyle, że nie D a AB i niepozorne to, to wysterowało koncertowo WYMAGAJĄCE kolumny powyżej. Bez żadnych „ale”! Integra AMP-13R x 2 (grały osobno, jedna dla podłogówek, druga dla podstawek)

No właśnie. Z czego to grało, co było źródłem tych wszystkich rozkoszy? Ano źródłem BYŁY PLIKI. Nie gramofon, nie dyskofon, wszystko za grube dziesiątki tysięcy dolców. NIE. Wspólnym mianownikiem (i piszę to z dużą, osobistą satysfakcją) był system oparty na front-endzie ROON. Zresztą w innej salce, gdzie pies z kulawą nogą nie zaglądał (a stał tam najlepszy system słuchawkowy, będzie o tym osobny wpis!), Pani z Chin rodowita, całkiem nieźle obeznana, poinformowała mnie, że zaraz, za moment ich system będzie – a jakże – Roon Ready. No dobra, dość dygresji, wracając do Soundkaos:  PLIKI. Bez sztuczek, bez DSP, często o jakości RedBook. Czasami zintegrowany z Roonem Tidal, czasami własne zbiory, też trochę hi-resów… różnie. Zwykłe pliki. I TO WŁAŚNIE TAK GRAŁO. Magicznie, zniewalająco, gdzie kontrabas brzmiał jak żywy, każda struna, gdzie fortepian z jego klangiem, wybrzmieniami, gdzie głos wibrował… no ludzie, to było po prostu totalnie zajebiste doświadczenie. Pogadałem, dowiedziałem się tego i owego, a to ekhmm to i owo, to między innymi laurka dla Roona (cóż, nie polemizuję ;-) ), fakt zastosowania w systemie bardzo szybkiego komputera – serwera z Roon Core (najnowszy MacBook Pro w maks wersji z Core i9… jak nie raz mówiłem, szybki układ potrzebny, bo wielostrefowość, bo PCM@DSD, bo wiele opcji w DSP itd itp), za sterownik ekranowy (nie, nie iPad ;0) na bogato robił duży ekran hybrydowego Surface, a w roli end-pointa HiFiBerry w najnowszej odsłonie (czarne, całkiem spore, jak na Malinkę, pasywne, wyspecjalizowane pod kątem grania audio, komp tylko pod audio) i wreszcie (cholera! Nie zapytałem konkretnie co to było! Aghhh) jakiś egzotyczny (serio) DAC rodem z Chin, duża, wielka nawet, srebrna skrzynia, który to konwersję z cyfrowego na analogowe robił i dalej szło do wspomnianych Bakoonów. Jeden z Panów zdradził, że to najlepszy wg. nich, najbardziej analogowo grający z produkowanych obecnie przetworników C/A. Tylko dlaczego, ja głupi, nie zapytałem co to takiego?! Mam jednakowoż parę wskazówek. Nazwa na D bodaj, na srebrnym froncie wygrawerowana, cena ok. 4000 dolców. Niestety informacji nt. tego elementu w oficjalnych materiałach o wystawcach zabrakło. Aktualizacja: ostatni element układanki, jak zauważył jeden z naszych Czytelników to Denafrips Terminator, multibitowa (R2R) bestia. Podsumowując źródło, transport & software to są to dokładnie takie element, których na co dzień używam w redakcji, o których się na łamach rozwodzę, a ostatni cykl cyzelowania transportu plikowego (z Roonem w tle ofc) utwierdza mnie w tym, że to słuszna droga, dobry wybór. O Roonie jeszcze w kontekście AVS 2018 będzie. Podobnie gdzieś tam, nie rzucając się w oczy, a na klamotach, które zrobiły jak najlepsze wrażenie :)

Dobra, musiałem się z czym przespać, dlatego wczoraj cały dzień śnił mi się ten system. Pomyślałem – dystans. Wiecie co? Chromolę dystans. To było najlepsze granie kiedykolwiek, gdziekolwiek, na czymkolwiek jakie było dane mi usłyszeć. A przecież tam w Warszawie i wielu innych miejscach, imprezach słuchałem zawsze robiących wrażenie (a w paru systemach, salach ogromne wrażenie) Wilsonów, czy wielu innych, naprawdę zacnych systemów. Mhm. Ale takiego jak opisany powyżej nie słyszałem jeszcze nigdzie i nigdy. Szwajcarzy, szukają dystrybutora w Polsce. Jak nie znajdą, pojadę tam kiedyś, przy okazji przypomnę sobie jaki to ładny kraj.

PS. Tak, będzie osobno relacja z imprezy, przy czym skupię się tylko i wyłącznie na tym, co mi się podobało (to raz), a dwa będą to – coś czuję – rzeczy, które umknęły wielu zwiedzającym, żadne tam z tych wymienianych w folderach kolorowych, nie, nie, nie. Także słuchawki, temat jakże dla mnie ważny, tym razem poza strefą słuchawkową, kolumny (jako system) także w Sobieskim, a nie na Narodowym. W sumie, wychodzi na to, że Narodowy mogłem sobie w tym roku odpuścić ;-) No przesadzam, było ciekawie, a ja nie miałem czasu by wysłuchać wielu mądrych ludzi, którzy mieli coś ciekawego do powiedzenia. Znowu deficyt czasu, ale całe szczęście (albo i nieszczęście, rozumiecie chyba co mam na myśli) trafiłem na coś absolutnie, jak wyżej, wyjątkowego. Warto było!

PPS. Był też niepodpięty, ale muszę go koniecznie skądś zdobyć, wytrzasnąć, bateryjny DAC Bakoona. Oj czuję, że będzie to prawdziwa petarda, szczególnie z tymi wzmacniaczami co powyżej (i z 21-ką pod nauszniki).

Roon :) …i to tak, jak powinno to wyglądać, czytaj Roon Core na bardzo szybkim komputerze/serwerze, sterownik to duży ekran dotykowy (tu Surface, lub iPad, iPad Pro),
end-point czytaj pasywka HiFiBerry, nasze redakcyjne terminale HP itp, wreszcie jakiś dobrej klasy (ale wcale nie musi być drogi!) DAC… 

…choć ten tani akurat nie jest, ale podobno najlepszy, analogowo grający, R2R (multibit) rodem z Chin. Właśnie taki przetwornik grał na wspomnianym powyżej torze
Denafrips Terminator 

Prawdziwa, multibitowa bestia, vide:

  • True balanced 26BIT  R2R +  6BIT DSD (32 steps FIR Filters)
  • Native DSD decoding with 0.005% precision resistors
  • Encapsulated Ultra Low Noise Power Supply
  • Amanero USB Interface
  • Ultra Low Jitter Digital Receiver AK4118
  • CRYSTEK Flagship CCHD-957 Femto Clocks
  • Adaptive FIFO Buffer Reclocking
  • 2.8224MHz(DSD1X) On All Input
  • 5.6448MHz(DSD2X), 11.288MHz(DSD4X) On USB & I2S Input Only PCM
  • 24bits / 44.1, 48, 88.2, 96, 176.4, 192KHz On All Inputs
  • 24bits / 352.8, 384kHz On USB & I2S Input Only
  • Digital Input: Coax 1 via RCA, Coax 2 via BNC 75 Ω, TOSLink x 1, USB, HDMI (I2S), AES EBU x 2
  • Analog Output: RCA at 2.3Vrms, 625 Ω, XLR at 4.6Vrms, 1250 Ω
  • Frequency Response: 20-40KHz -0.2dB
  • THD+N: 0.0010%
  • S/N Ratio: -124dB
  • Dynamic Range: >132dB
  • Stereo Crosstalk: -110dB
  • Dimensions: 430 x 380 x 105 mm
  • Weight – 19 Kg

Matrix HPA-3B przetestowany… symetrycznie, niebanalnie, oryginalnie, tak

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20181019_111707921_iOS

Tak, czyli jak? Ano z dwoma przetwornikami, które pod balans były projektowane (no jeden w 100% był), do tego wykorzystujących oryginalne patenty technologiczne. Pierwsze źródło to DSD player, konwerter sygnału PCM do DSD w locie, nasz ulubiony KORG DS-DAC-100. Będzie grane via AudioGate i pod Roonem będzie (end-point z nanoPC w strefie), oczywiście native, oczywiście wspomniany 1 bit. Drugie źródło – Zoom TAC-2 – czytaj pro źródło, pro interfejs (thunderbolt) i pro łączenie (tylko balans, tylko). Tu PCM do 192, jednobitowego nie umie (choć niby przyjmuje, ale gra cicho i oficjalnie jednak nie), ale to nieistotne. Szybkość, dynamika i fenomenalna rozdzielczość. Korg odmiennie – ciepło, analogowość, muzykalnie i bardzo przestrzennie (to ZOOM też robi fenomenalnie). Japończyki, dwa, pożenione z czymś, co już miałem okazje, ale stanowczo za krótko, stanowczo!

HPA-3B. M-Stage. Najlepszy z dostępnych (?), najbardziej zaawansowana konstrukcja tego typu (to na pewno), specjalnie przygotowana pod symetryczne tory. Bo z tyłu mamy XLRy (choć dzięki przejściówkom można SE i z przodu poza 4 pinowym XLR jest też duży jacek), gain regulowany szeroko (10-5-20db) i …ciężkie, z jednego kawałka metalu wykonane, chodzące z wyraźnym oporem pokrętło, potencjometr (mmm, pyszne). Wzmacniacz, któremu podobno niestraszne żadne słuchawki, żadne… zdolny do wysterowania każdych, dysponujący wyczynowymi parametrami.

Klamot waży swoje, obudowa bogato wentylowana i ożebrowana (radiator jeden wielki), bardzo grube ścianki – no wygląda to rasowo. Najistotniejsze jednak jest to, co słyszymy. Po pierwszym zaznajomieniu nie miałem cienia wątpliwości – to jeden z najmocniejszych, grających na bardzo wysokim, high-endowym poziomie, słuchawkowych ampów jakie w życiu słyszałem. Wiedziałem, że muszę rzecz dokładniej obadać i właśnie nadarzyła się okazja, trafił do nas na testy i zweryfikuję te moje pierwsze zachwyty, sprawdzę, czy faktycznie, czy się nie zagalopowałem.

Sprawdzę zarówno z planarnymi LCD-3, jak i dynamicznymi HD650 (symetrycznie podpięte). Poza tym trafią do mnie jeszcze jedne, możliwe do podpięcia w balansie, słuchawki. Takie z wysokiej, ale jeszcze nie najwyższej półki. I tak sobie tego klamota przetestujemy. Dopasowane źródła, materiał najlepszy możliwy, trzy różne konstrukcje nauszników i tytułowa, mała (fizycznie), wielka (potencjałem) skrzynka, minimalistyczny (żadne zintegrowane daki, strumienie, czy pre i out-y) projekt. Spróbujemy przy okazji odpowiedzieć na odwieczne pytanie co daje nam ten balans, czy jakieś wymierne korzyści wobec SE przynosi taki, symetryczny tor, czy nie przynosi. Tak przy okazji.

No to jestem po testach, czas uaktualnić wpis, opisując wrażenia. Zapraszam.

 

Spróbujcie takiego połączenia, jeszcze Was stare słuchawki zaskoczą. I to jak!

» Czytaj dalej

Zamiast soundbara, zamiast Sonosa, HomePoda… zamiast! KEF LSX

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-11-2 o 22.27.30

Nie były to najlepsze dwa tygodnie w życiorysie. Eufemizm. Czasami, cóż, czasami tak bywa, że prawie wszystko co może pójść źle… idzie źle. Świat staje na głowie, a bezsilność, poczucie beznadziei dopada, cedzimy przez zęby swojskie „ja pier….” i mamy ochotę wywiesić białe płótno. Z góry przepraszam za te osobiste reminiscencje, ale to tak słowem wyjaśnienia dlaczego zapadła u nas grobowa cisza oraz – niejako usprawiedliwiając się – wpis niniejszy ląduje dzisiaj trochę jakby w zawieszeniu. Tematów ciekawych trochę się uzbierało, bo pomijając to, na co wszyscy czekamy (AVS), pomijając „kilka” zaległości (NAD, Woo Audio, Matrix, FiiO i tak jeszcze ze dwa, trzy artykuły wcześniej zapowiadane), świat nie stoi w miejscu, nie stoi, oj nie, on za…iwania, aż trudno wybrać nawet z naszej niby wąskiej działki rzeczy, które w zalewie codziennych informacji warte byłyby wzmianki. No nic, stwierdziłem, że najlepiej będzie skupić się na czymś, co łączy dwa światy: hajfajowo-audiofilski z jednej strony z tym masowo-konsumenckim z drugiej.

Pojawiły się nowe, bezdrutowe KEFy. Także w nawiązaniu do naszej opinii o pierwszym, na serio, kompletnym systemie zamkniętym w głośnikach stereo (patrz artykuł o KEFach LS50Wireless), ale jednak trochę inaczej, bo tam słuchałem tego z dużymi oczekiwaniami, bez taryfy ulgowej – miało być ekhmm lepiej niż z klasycznymi LS-ami, miało być kompletnie, a jednocześnie z widokami na integrację wszystkiego, czego tam dusza zapragnie i oczywiście dźwiękowo na poziomie hajfajowo-hajendowym. Z takim nowatorskim systemem audio wiąże się nierozerwalnie kwestia naturalnego (w przypadku sieci, komputerów, software – a tu to wszystko jest „pod jednym dachem”) progresu, rosnących możliwości, lepszego efektu jaki wraz z rozwojem kodu udoskonala nam to, co może na wstępie było jeszcze nie do końca, jeszcze trochę kojarzyło się z beta wersją (piję do oprogramowania firmowego, późniejszej integracji z Roonem, braku zaawansowanej korekcji, która pojawiła się po pewnym czasie i jeszcze kilkudziesięciu innych rzeczy, jak choćby z zachowaniem modułu ADC na czele). Ten duży, zastępujący duży, system zaklęty w głośnikach, o ogromnym potencjale wywarł na mnie spore wrażenie i nie miałem wątpliwości, że to nowe otwarcie w domowym audio, że to jedna z dróg, którą będzie podążać branża, że to… produkt po prostu przełomowy. Fakt. Produkt przełomowy, ale produkt celujący może w nieortodoksyjnego, ale jednak audiofila, a przynajmniej kogoś, kto ma spore wymagania co do jakości dźwięku, miał doświadczenia z klasycznym sprzętem HiFi (czy nawet high-endowymi klamotami), kto postanowił zaryzykować, zmienić podejście, zdecydować się na rewolucję w salonie (miejscu odsłuchowym). Dla kogoś takiego był / jest LS50 Wireless.

Zupełnie inaczej sprawa się ma z najnowszymi KEF LSX. To małe monitorki bliskiego pola, dużo, znacznie mniejsze od wzmiankowanych 50-ek bezdrutowych, zupełnie inny produkt, produkt który ma łączyć właśnie. Ma być i jest pomostem między highfidelity a potrzebami masowego konsumenta, który – co tu ukrywać – ma w głębokim poważaniu wiele rzeczy, za które audiofil/meloman da się pokroić…. chce prosto, funkcjonalnie, kompaktowo i jednak z inną metką na opakowaniu. Chce czegoś innego, a jednocześnie „przy okazji” może z zaciekawieniem, a być może nawet z pewnym zdziwieniem i późniejszą ekscytacją (w wyniku zapoznania się) przyjąć do wiadomości, że można słuchać lepiej, że można czerpać więcej, że można cieszyć się ze słuchania czegokolwiek bardziej intensywnie, na dużo lepszym poziomie niż to, co do tej pory doświadczył. TO WŁAŚNIE OFERUJĄ MU TE NOWE KEF-Y LSX. Mniejsze, ale nadal z UniQ, konstrukcyjnie nawiązujące do tych dużych, z nieporównywalnie lepszą separacja kanałów, bazą stereo, efektami przestrzennymi, oderwaniem dźwięku od głośników, wypełnieniem dźwiękami pomieszczenia niż ma to miejsce z najlepszego nawet soundbara (no dobra, pomijam te magiczne sztuczki Sennheisera z ich konstrukcją vide pokazy na IFA 2018 ;-) ), z jakością miażdżącą każdy inteligentny głośnik, każde bezprzewodowe, pseudostereofoniczne źródło wieloprzetwornikowe zamknięte w jednej obudowie itd. itp.

To jest właśnie TO! Nie, że klamoty, które trzeba skompletować, dobrać, wiecie połączyć drucikami, nie że spec szafka czy stolik, żeby to wszystko pomieścić, nie że trzeba się trochę znać, a jak nie znać, to zdać się na fachowca itd. NIC Z TYCH RZECZY. Mamy powtórkę w sensie idei – system zaklęty w głośnikach, ale tutaj to wszystko jest mniejsze, bardziej „udomowione”, zamiast tych wszystkich „gotowców”, a jednocześnie implementujące w cenie akceptowalnej technologie rodem z hajfajowego światka i to w pełni. ANO! Wszystko gotowe do grania zaraz po wyjęciu z pudełka. Dwie kolumienki, opcjonalny kabel ethernetowy (do podłączenia „master-slave”, podobnie jak było w dużych bezprzewodowych zestawach) i dwa kable do podpięcia do gniazdka (obie kolumny aktywne, z wbudowanymi wzmacniaczami, znowu, dokładnie jak w większych). I już. Stawiamy (ale możemy też standy sobie sprawić, bo gniazda w podstawach są) gdzie-bądź (właśnie!) i gra muzyka. No jasne że gra, bo szybko apka, szybko parowanie (trzy maźnięcia paluchem) i wszystko. A jak jeszcze wejdziemy sobie w smartfonie w ustawienia związane z korektą pod kątem pomieszczenia, ustawienia, parametrów (pełnymi garściami czerpiemy z tego, co doprowadzono do niemalże perfekcji w LS50W… zaawansowane DSP w służbie ludzkości ;-) ), wszystko w kilku prostych krokach to już odczujemy, a jak jeszcze w zaawansowane wdepniemy to parę minut i mamy dźwięk, którego nie będziemy się wstydzić, zapraszając audiofreaków, którzy pewnie z lekkim niedowierzaniem będą słuchać „lifestyleowego” zestawu stereo KEF-a. Takiego dla każdego, myślę że spokojnie oferowanego nie tylko w specjalistycznym sklepie, ale jakimś elektromarkecie, czy u resellera wiadomo kogo. Spokojnie i swobodnie, właśnie tak.

KEF upichcił coś zrozumiałego dla zwykłego konsumenta. Zrozumiałego, bo konfigurowalnego jak AirPodsy, czy bezprzewodowy zestaw Bose czy kina domowego, nie wymagającego żadnego przygotowania, no gotowca, kompletnego gotowca, który – a niech mnie – zabrzmi pewnie lepiej niż niejeden tradycyjny w formie system HiFi. Lepiej. Oczywiście od razy wszystkie streamy co popadnie, oczywiście udogodnienia takie jak (na szybko) BT z aptX, jakieś integracje z TV/projektorem (SPDIF), sub (jak ktoś chce te 2.1, bo czemu by nie i zamyka temat kina), analog (bo taki trend, moda, że jak się ta czarna płyta kręci to jakoś tak nadążamy ;-) ). Łączność pomiędzy (kolumnami), jak i Internetem bez druta i za pośrednictwem druta. Jak komu wygodnie i zgodnie z oczekiwaniami. Jak drut to lepiej (bo hires 24/96), a jak nie to jakość i tak > RedBooka (24/48… bo MQA?). I już. DLNA, NASy, komputery… (śpieszę donieść, że nawet z Roonem nie będzie problemu, wystarczy Chromecast Audio via optyk i już :) ) proszę bardzo, a jak tylko zdalnie to tylko te dwie paczki z dwoma kablami do ściany i sobie, wcześniej konfigurując pod pomieszczenie, słuchamy, zawiadując wszystkim z telefonu. Dzięki obsłudze odpowiednich protokołów z każdej dostępnej apki. To zrozumie, to chce i to akceptuje każdy konsument i to tutaj po prostu ma.

Także – mówiąc wprost – po pojawieniu się KEFów LS50W pomyślałem sobie… świetnie, a teraz coś przeskalowanego do potrzeb zwykłego Kowalskiego. Coś przystępniejszego cenowo, zawierającego tożsame technologie, równie prostego, kompaktowego i wprowadzającego jakościowo poziom HiFi pod strzechy w ramach sensownej alternatywy dla soundbarów, Sonosów, HomePodów, miniwież i tym podobnych. Wyciągam, podpinam i uśmiecham się, mając coś, co gra na poziomie nieosiągalnym dla wszystkiego co elektromarket oferował do tej pory. Coś lepszego od nawet drogiego, ekskluzywnego, markowego pseudoprzestrzennego samograjka. Cena? Jakieś 5000 złotych u nas (1100 USD). Czytaj tyle, co za budżetowe, kompletne, klasyczne HiFi. Mhm, ale to tutaj, moi drodzy, to jest coś co zrozumie masowy konsument, bo to coś, co mu w prosty sposób dostarczy wrażeń na poziomie do tej pory w takiej formie (samograja, a nawet – śmiem twierdzić – niemal każda „gotowa” mini/mikro wieży z kolumienkami) nieosiągalnej. Wyjmie telefon i się uśmiechnie i będzie się uśmiechał za każdym razem jak sobie coś puści. Bardzo szeroko uśmiechał.

KEF to właśnie zrobił! 

PS. Gabinet. Widzę te dwie paczki jako najlepsze, co może stanąć obok desktopa. Z możliwym (choć nieobowiązkowym) subem. Muzyka, kino, elektroniczna rozrywka, a jeszcze (na poziomie max SQ) z takim mDSD w roli konwertera USB-SPDIF…. Roon / Vox, Blu… wszystko, wszystko w kompaktowej, osobistej, przystępnej (cenowo) formie. Bezapelacyjnie jestem na TAK. I jeszcze drugie takie do salonu, zintegrowane z dużym ekranem & projektorem. AirPlay 2 / Chromecast i gotowe! A jak będzie się chciało więcej to konwerter/DAC cyfra-cyfra i czy taki Squeezebox Touch, czy inny streamer… ale to już dla audiofreaków opcja. Też można i z tymi paczkami, czuję, będzie bosko.

AKTUALIZACJA: jest już wsparcie w Roonie, bez konieczności podpinania Chromecasta. Działa to na tych samych zasadach co w większych LS50W… nie mamy RAAT, ale głośniki są identyfikowane, można korzystać z możliwości jakie oferuje software, przy czym podobnie jak wcześniej, nie ma możliwości tworzenia w oparciu o bezprzewodowe KEFy bardziej rozbudowanych instalacji (łączenia w grupy, takiej opcji nie ma).

Główne cechy (w języku Szekspira):

• Acoustic design with 4″ Uni-Q driver; FEA designed cabinet with hidden heatsink
• KEF’s dedicated time correcting Music Integrity Engine
• 2 x 30W + 2 x 70W Class D amplifiers
• Adjustable EQ settings via KEF Control app
• Dedicated apps for iOS and Android
• Proprietary wireless connections supports 48kHz/24bit; optional wired connection supports 96kHz/24bit transmission
• Supports source file up to 192kHz/24bit
• 2.4GHz/5GHz Dual-band Wi-Fi connectivity (DLNA/uPNP compliant)
• Apple Airplay 2 (available in early 2019 via firmware update)
• Tidal Music (via KEF Stream app)
• Bluetooth 4.2 with Qualcomm aptX codec
• Optical input (TOSLINK)
• AUX input
• Subwoofer output
• Mounting inserts for supporting wall mount
• Supports 3rd party remote programme
• Supports IP Control

Pełna specyfikacja (w języku Szekspira):

 

Kompletny preamp cyfrowy? NAD C658 …ze wszystkim, serio!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-10-21 o 14.07.17

Ostatnio informowałem Was* o nowej integrze w kompaktowym opakowaniu (D3045), która jest niemalże kompletnym rozwiązaniem (nawet HDMI dali).. nie ma co prawda interfejsu sieciowego, ale jest USB (PC) i to jeszcze takie z obsługą DSD. NAD przygotował coś jeszcze. Na stronie firmowej jeszcze nic nie ma, ale sporo rzeczy na temat nowego przedwzmacniacza cyfrowego (wg. mnie to adekwatna nazwa dla tego klamota, dużo trafniejsza od „sieciowego DACa” a dokładnie BluOS DACa – w ten sposób nowa skrzynka jest identyfikowana przez producenta). To w 100% kompletne rozwiązanie, w spodziewanym budżecie, zdaje się że najlepiej wyposażony komponent HiFi jaki znajdziecie na sklepowych półkach.

Co my tu mamy? Ano mamy: wyjścia zbalansowane, mamy LAN z BluOS oraz opcją na inne rozwiązania softwareowe (Roon etc.), mamy WiFi (AirPlay w oraz Chromecast) & Bluetooh z aptX HD (nadajnik / odbiornik), pre gramofonowy (MM), pełne dekodowanie MQA oraz obsługa DSD. Sprzęt wyposażono w nową kość ESS, która nam zdekoduje 1 bitowy sygnał podawany z komputera bez najmniejszego problemu, z przodu znajdziemy 6.3mm jacka dla słuchawek przewodowych z dedykowanym, osobnym wzmacniaczem. Z przodu zamontowano także duży, kolorowy, alfanumeryczny display (taki, jak w serii Classic), prezentujący wszystkie informacje o pracy pre oraz wielką gałkę potencjometru.

Mało?

To co powiecie na dwie rzeczy, których nie znajdziemy u konkurencji, na pewno nie w tym budżecie (1500 USD): wbudowany, zaawansowany system korekcji pomieszczenia Dirac (wersja Lite, po 99$ upgrade pełna) oraz dwa sloty MDC dla wymiennych kart rozszerzeń (patrz rozbudowana zapowiedź systemowego rozwiązania C368 z modułami HDMI & BluOS). Co to oznacza, nie trzeba tłumaczyć. Powiem tylko tyle, że na dzień dobry możemy sobie integrować z tym przedwzmacniaczem kino domowe (fronty, względnie może być sub, bo wyjście z możliwością ustawienia pracy niskotonowca też tu znajdziemy), stosując moduł HDM-2 (HDMI 2.0, 4k, ARC), dodatkowo mamy otwartą opcję na udoskonalenia na przyszłość. Nawet tą, bardzo jeszcze odległą, przyszłość… rewelacyjny miks, przyznacie?

Wspomniałem o zbalansowanym wyjściu? Wspomniałem… możemy zatem integrować sobie tego pre z dwoma osobnymi torami, nic nie stoi na przeszkodzie, by tak właśnie uczynić, przy czym można końcówki także symetrycznie podpiąć, także dual mono, nic nas tutaj nie ogranicza. Ba, NAD parę miesięcy temu wprowadził do oferty idealnego partnera (-ów) dla tego ampa …końcówkę C268, pracującą samodzielnie, albo w parze, wyposażoną w wejścia zbalansowane. Podsumowując, decydując się na omawianego klamota dostajemy coś, co pozwala zbudować dzielony system z obsługą 20+ usług streamingowych (BluOS dysponuje obecnie najlepszym wsparciem w zakresie aktualizacji streamu, widać, że ktoś tu całą sprawę gruntowanie przemyślał – bez częstych upgrade’ów ten element bardzo traci), z integracją kina, wszystkimi liczącymi się protokołami (Apple, Google), z możliwą integracją AI (Alexa, niewykluczone także zintegrowanie asystenta Googla), z kompletem wejść cyfrowych (USB, LAN, SPDIF) oraz możliwością podpięcia źródła analogowego (gramofon), z najlepszym modułem BT dostępnym na rynku pozwalającym na uzyskanie najlepszego SQ ze źródła oraz na słuchawkach (względnie jakimś głośniku BT w strefie) oraz – i to jest wg. mnie prawdziwy game changer – kompletnym (po upgrade) rozwiązaniem pozwalającym na kalibrację systemu w lokalizacji, na zaawansowaną korekcję akustyczną. Do tego obsługa wszystkich formatów hires (DXD/DSD/MQA). Wreszcie wszystko to, co powyżej, dostępne w JEDNEJ skrzynce i to nie takiej z high-endowej półki za kilkanaście, kilkadziesiąt tyś (tam zresztą często, gęsto sporo rzeczy nie jest dostępnych, albo owszem są, ale kosztuje to krocie).

Ostatnio pokazane, zapowiedziane przez NADa (na imprezach) nowości:
D3040, gramofon C588 oraz omówiona w niniejszym wpisie cyfrowa centralka C658

Kiedy się pojawi? C658 powinien trafić do sklepów na początku grudnia 2018 roku. Wcześniej NAD oferował takie pre (także w erze cyfrowej), ale zawsze tam czegoś brakowało. Tutaj niczego nie brakuje. Jak jeszcze skojarzymy tę cyfrową centralkę z Roonem (pełne wsparcie, RoonReady, obsługa protokołu RAAT) to… klękajcie narody. Super!

PS. Ciekawą, niespotykaną nigdzie indziej opcją, jest możliwość podpięcia przetestowanej u nas integry C368 w trybie końcówki mocy z C658, także w scenariuszu dual mono z wymienionym powyżej wzmacniaczem C268. Wskazuje to jednoznacznie na identyczne moduły (Hypex) zastosowane w obu ampach – integrze oraz końcówce. Podsumowując, możliwości komponowania różnych systemów w oparciu o najnowsze NADy prezentuje się imponująco.

* …o D3040:

» Czytaj dalej

Roon 1.5 na dużym ekranie, na przeglądarce…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_9855

Najnowsza aktualizacja Roona wprowadza dwa, bardzo użyteczne, udogodnienia. Od teraz możemy cieszyć się interfejsem (utwór/linia czasu/okładka/tekst) na dowolnym urządzeniu z działającą przeglądarką (Safari, Chrome, Firefox), nie ma konieczności instalacji oprogramowania, wystarczy skopiować link (w ustawieniach Roon Core) i już. To świetna wiadomość dla tych, którzy chcą wyświetlać interfejs Roon-a na TV via SmartTV (o ile działa tam jako przeglądarka, wymieniony powyżej Chrome), czy za pośrednictwem wielu oferowanych na rynku set-top-boksów, odtwarzaczy AV, całej wideodomowej elektroniki. Można też skorzystać ze starego, nie wspieranego już, handhelda w roli ekranu pokazującego odtwarzany materiał. Działa to szybko, sprawnie się łączy, wyświetlane są także teksty utworów (ogromna baza, świetna sprawa!). Oczywiście możemy wyświetlać w oknie przeglądarki zarówno na komputerach jak i na androidowych oraz iosowych smartfonach/tabletach.

Na komputerowej przeglądarce

Nowa funkcjonalność to także wsparcie (obraz) dla Chromecasta Video. W przypadku projektorów, telewizorów starszej daty, takich, których wbudowana przeglądarka „nie da rady”, mamy alternatywę pod postacią wspomnianego wynalazku Google. Chromecast otrzymał wsparcie już w poprzedniej aktualizacji, jest w pełni funkcjonalnym end-pointem (zarówno wersja Video jak i Audio), teraz wariant z obrazem pozwala na wyświetlanie interfejsu obrazującego odtwarzany materiał na dużym ekranie. Zawiadujemy kolejnymi strefami z wyświetlanym UI za pośrednictwem nowej zakładki (dostępnej zarówno w ustawieniach, jak i szybkim dostępie do funkcji z ekranu odtwarzania) „Display”… pokazują się kolejne urządzenia z włączonym, aktywnym wyświetlaniem podglądu odtwarzanej muzyki. Dźwięk z głośników TV jest mocno skompresowany, jakościowo fatalny – trudno, żeby było inaczej, choć niektórzy producenci telewizorów ostatnio przykładają sporo uwagi, żeby po wyjęciu z pudełka ich wyrób wyróżniał się na plus w tym względzie (nasza relacja z IFA). Siak, czy tak, warto zadbać o wyprowadzenie dźwięku na amplituner lub @ wzmacniacz stereo. U mnie taką funkcję pełni krosownica HDMI z wyjściami coax/TOSLINK. Sygnał trafia do DACa, dalej do integry i głośników. Uzupełnieniem dla tego wszystkiego, co wymienione powyżej, będzie zazwyczaj dostępny pod ręką telefon z odpaloną aplikacją (sterowanie). Można też wykorzystać Chromecasta Video wyłącznie w roli nośnika informacji o odtwarzanym materiale na dużym wyświetlaczu, korzystając z zupełnie innego urządzenia odtwarzającego. To w pełni skalowalne rozwiązanie, działa bez ograniczeń, wielostrefowo.

Gra KORG? Gra. A co gra? Ano to, co właśnie na projektorze się wyświetla. Tak to właśnie wygląda.

   

Jest to domknięcie wg. mnie najlepszego obecnie na rynku rozwiązania wielostrefowego, z pełną możliwością aranżacji poszczególnych stref, z odtwarzaniem wielu strumieni dźwięku w dowolnej liczbie lokalizacji, z obsługą setek urządzeń audio (natywną) oraz kompatybilnością ze wszystkim, co dzisiaj w kieszeni, na biurku, czy w salonie. Dzięki zobrazowaniu odtwarzanych treści na dowolnym ekranie możemy sobie to wszystko bardzo wygodnie, bezproblemowo zaprojektować, budując rozwiązanie nie mające na razie odpowiednika na rynku (uniwersalność). Fajnie, że Roon labs idzie w tym kierunku, bo to właściwy kierunek – w chałupach wypełnionych współpracującą ze sobą elektroniką, gdzie wspólnym mianownikiem jest sieć, to wpisanie się w obowiązujące trendy. Czekamy na zapowiadane „on the go”, rozwiązanie pozwalające na korzystanie z Roona mobilnie, w dowolnym miejscu, z dostępem do wszystkiego, co oferuje nam dzisiaj ten front-end.

Wprowadzono także poprawki (usunięto m.in. problemy z działaniem w najnowszych systemach Apple), głównie jednak skupiono się w tej wersji oprogramowania na tym, co opisano powyżej.

Na HDTV via Chromecast

Na tablecie

Gramy na innym urządzeniu (niż Chromecast)

Wyświetlając UI z tekstem utworu na TV

Dobrze zadbać o jakość tego, co zgra via Chromecast – unikamy głośników wbudowanych w telewizor jak na obrazku

Wyciągając strumień audio (HDMI-SPDIF), przesyłając go na DACa i dalej do reszty toru

Wszystko spina nam pilot wyjęty, jak wyżej, z kieszeni

Warto zmienić ikonkę urządzenia, szczególnie gdy mamy jeszcze Chromecasty Audio… dla szybkiej identyfikacji. 

HiFiMAN Ananda z Sundara w tle… lepiej niż bardzo dobrze?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180726_073044064_iOS

Głośno zastanawiałem się, czy te tytułowe słuchawki warte są wydania dwukrotności ceny znakomitych nauszników Sundara, wg. mnie najlepszej w relacji koszt-efekt konstrukcji jaką zaprojektowała do tej pory firma HiFiMAN. To, co było na poziomie dwóch tysięcy złotych objawieniem, czymś czego w tym budżecie do tej pory trudno było szukać, tutaj już niekoniecznie byłoby taką sensacją. W końcu płacimy znacznie więcej, oczekując… no właśnie, patrząc przez pryzmat słuchawek na S, oczekując czegoś wyraźnie, dużo i znacznie lepszego. Wysoko postawiona poprzeczka i trudna dla Ananda sytuacja, gdy musi rywalizować ze świetnie odebranym modelem „entry” w ofercie. Jako, że można było bez ograniczeń porównywać Sundara z Ananda, do tego skonfrontować nowość ze starymi HE-400 oraz dużo droższymi LCD-3 (włączając do porównania klasykę dynamiczną tj. HD-650 oraz K701) mogłem zdobyć się na dość precyzyjną odpowiedź: czy warto, czy te droższe są warte wydatkowania większych pieniędzy i właściwie w jakim miejscu umiejscowić je, patrząc także przez pryzmat słuchawek niedawno flagowych kosztujących bliżej 10 tysięcy złotych. Ciągle tylko o tych pieniądzach we wstępniaku piszę, fakt, ale też o pieniądze się tu rozchodzi. Dzisiaj modeli drogich, czy bardzo drogich jest x razy więcej niż parę lat temu, właściwie można powiedzieć, że mamy ciągły rozrost oferty na poziomie 1000 i więcej dolarów. A przecież poniżej jest jeszcze większy tłok (myślę o słuchawkach za ponad 500$). I jak tu się w tym wszystkim połapać, rozeznać, jak właściwie ocenić, czy płacimy za realny progres, czy może tylko ceny nam puchną, a może właśnie teraz, nawet za 1000 dolarów można kupić coś, co wcześniej wymagało wysupłania dużo wyższej kwoty? Trudna sprawa, przyznacie, nie łatwo się w tym wszystkim pogubić.

Warto przeczytać przed lekturą testu nasze pierwsze wrażenia. Słuchawki wyraźnie nawiązują konstrukcyjnie do niedawnych flagowców (HE-1k) oraz modeli z wyższej półki cenowej (HE-5xx oraz Edycji X). To w zamierzeniach nie miała być, nie jest budżetówka, to wysokiej klasy ortodynamiki, z lepszym wyposażeniem, z lepszymi materiałami, z bardziej zaawansowanymi przetwornikami niż wspomniane Sundary. Właściwie tylko pałąk (konstrukcyjnie) jest tutaj zbliżony, cała reszta jest zasadniczo inna. Tu możemy wymagać połączenia symetrycznego w standardzie (nie ma, choć – o czym wypada wspomnieć – dwa kable w komplecie dostaniemy tj. z 3.5 i 6.3mm wtykami), tutaj chcemy słuchawek z ambicjami powalczenia z niedawnymi – właśnie – flagowcami. Wszystko to w budżecie …niższym, od tego, co wołano za słuchawki będące jeszcze niedawno na szczycie oferty. HiFiMAN zresztą wyraźnie pozycjonuje Ananda jako następcę HE-5xx. Przy czym zaraz po tym ulokowaniu nowości dodaje, że możliwości nowych słuchawek są dużo większe, że to ambitne podejście do tematu: ma być proges nie tylko w stosunku do poprzedników, ale – właśnie – ma być to poziom wcześniej rezerwowany dla słuchawkowej arystokracji.

Rzecz jasna nic tutaj nie stoi w miejscu, nowe modele ze szczytu też przechodzą ewolucję, stając się (nie jest to reguła, pamiętajmy) wyznacznikiem nowego poziomu SQ, wcześniej z trudem, albo w ogóle nie osiągalnego. I można by tak pewnie bezpieczenie pisać o każdej nowości, ale jako że wrodzony sceptycyzm i chęć zweryfikowania każe poddać w wątpliwość te proste oceny, łatwe wnioski (w końcu nowość musi być w czymś lepsza, musi wprowadzać jakiś progres w stosunku do tego, co schodzi z oferty) to przemaglowałem te tytułowe słuchawki, bardzo wiele czasu poświęcając na porównania z tym, co powyżej. Zazwyczaj porównanie różnych produktów jest tylko dodatkiem, tutaj jednak było daniem głównym, próbą odpowiedzi na w sumie proste pytanie: czy warto tyle zapłacić za takie słuchawki, także w kontekście tego, co oferuje obecnie HiFiMAN, co oferują inni. Zastanawiałem się, jaką skalę odniesienia tu przyjąć, jaki punkt miał wyznaczać osiągnięcie satysfakcjonującego progresu w stosunku do tańszych modeli oraz tych do niedawna ze szczytów oferty danego producenta? Uznałem, że słuchawki muszą udowodnić swoją wartość, będąc wyraźnie lepsze od dużo tańszych dynamików oraz budżetowych planarów, jednocześnie nawiązać jak równy, z równym rywalizację z dużo droższymi „starymi” flagowcami.

Czy Ananda udowodniły swoją wartość, czy to słuchawki, które warto rozważać jako coś dużo, no coś konkretnie lepszego od będących niemałą sensacją Sundara? Czy faktycznie lepszych? Ano popatrzmy…
» Czytaj dalej

HDO na IFA. Jedna salka audio, ale audio jest wszędzie…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
FullSizeRender

Kiedyś było inaczej, kiedyś HiFi było obecne. Kiedyś. Teraz jest inaczej i bardzo dobrze, że jest, bo to impreza zupełnie inna od specjalistycznych, monachijskich high-endów, czy jeszcze odmiennego (jednak wyraźnie zmienia się profil rodzimej imprezy na coś IFApodobnego vide smart home / automatyka & potężna dawka wideo) Audio Video Show. Audio @ IFA od dawna było nieco na marginesie, choć kiedyś było tego (w dedykowanych salkach) jednak zdecydowanie więcej (poprzednie relacje HDO z dużo większą liczbą wystawców audio, szczególnie słuchawkowych, ale nie tylko… gramofony, elektronika, czołowi producenci z branży). Słuchawki są oczywiście wszechobecne (bo popularne, bo mobile), widać jednak zdecydowany trend „wtopienia” dźwięków w chałupę, oczywiście taką inteligentną, gdzie audio staje się jednym z elementów całego ekosystemu. W sumie, nie oszukujmy się, do tego właśnie dążymy, to taki come back pustych przestrzeni nowoczesnych wnętrz (z wygumkowanymi wcześniej kolumnami), tyle że teraz ta przestrzeń będzie pełna dźwięków, oj będzie!

Bardzo ważną rolę odgrywa integracja, wszędzie widać AI, na każdym kroku. Asystenci są czymś, co ma całkowicie zmienić sposób interakcji z domową elektroniką, co już teraz zmienia każde pomieszczenie (zaawansowane systemy DSP, korekcja… tak, to też tu jest, zresztą nie tylko na IFA, na High-Endzie też było o tym głośno) w miejsce z muzyką, z dźwiękiem (zasada: mówisz – masz). Rzecz jasna często jest to kompromis w zakresie SQ, ale… właśnie, branża zwraca coraz baczniejszą uwagę na ten aspekt, nie jest to rzecz pomijana, bo jakość to też jedna z trampolin marketingowych. Jakość już nie na marginesie. Bo się sprzedaje (przy czym jakoś cicho o MQA, wcześniej bardzo obecnym, ale może gdzieś natrafię… nie natrafiłem, serio).

Audio jest zatem wszędzie, każdy z dużych wystawców prezentuje swoje rozwiązania, ale właśnie jako coś, co coraz częściej ma współgrać ze wszystkim, nie tylko z telewizorem (który nie wygląda jak telewizor i bardzo dobrze, że nie wygląda), nie tylko z domowym systemem AV… oj nie, znacznie szerzej, ma to być element całego jw. ekosystemu, dogadujący się, przejmujący funkcje, uzupełniający możliwości (wiadomo… mikrofony, głośniki) sprzętu AGD, domowej in(fo)frastruktury (internet rzeczy to najbardziej oblegana przez specjalistów działka na tegorocznej IFA btw). Dlatego przybiera często, gęsto formę zupełnie nie kojarzącą się, właśnie wtapia się w otoczenie, ale JEST i GRA.

Zaraz ruszymy cztery litery i sprawdzimy co ciekawego ma do zaprezentowania branża, czym chce nas w najbliższym czasie zaskoczyć. Uzupełnię wpis o fotorelację (taką formę, podobnie jak to miało miejsce w naszych wcześniejszych „HDO na IFA”, uskuteczniamy), spodziewajcie się aktualizacji…

» Czytaj dalej

Daphile + Roon = pełen sukces!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-09-29 o 09.25.50

Integracja tych dwóch rzeczy okazuje się banalnie prosta, przy czym przebiega inaczej niż początkowo zakładałem. Daphile (o którym wspominaliśmy na łamach, a niebawem opublikujemy osobny artykuł poświęcony temu rozwiązaniu) to jeden z najciekawszych z wyspecjalizowanych systemów operacyjnych audio opartych na Linuksie. Dla przypomnienia, jego bazą jest serwerowy software LMS (SlimDevices/Logitech/Squeezebox) w popularnej kompilacji Squeezelite. Ogromną zaletą Daphile są potężne możliwości konfiguracyjne (bardzo zaawansowane – w oprogramowaniu odtwarzającym na komputerach takiej mnogości, możliwości ingerencji w pracę sprzętu, samego software, nie znajdziecie), bardzo niskie wymagania sprzętowe oraz kompatybilność z praktycznie każdym, podpinanym pod terminal z Daphile urządzeniem audio (dakiem). To lekka, zajmująca poniżej jednego GB (pamięć wew), wersja systemu operacyjnego stworzonego w oparciu o Pingwina, którą można zainstalować na starym rupieciu ;-) , ale też specjalnie przygotowanym (i tak to u nas wygląda) pececie. Pasywnym, małym, energooszczędnym, pracującym 24/7 terminalu (są dwa: jeden 32 bitowy, na Atomie, drugi na AMD64), który tworzy end-point (Roon), albo samodzielną strefę w ramach LMS-a (pełna integracja z naszym kontem mysqueezebox.com), co pozwala korzystać z alternatywy (Squeezeboksy, komputery z LMS oraz handheldy np. z iPengiem).

Daphile PC jako end-point Roon-a

Daphile PC, a konkretnie? Terminal HP @ AMD64 z dedykowanym pod audio kontrolerem USB Matrix X-Hi 

Z zainstalowanymi wtyczkami DLNA/uPnP/Chromecast/AirPlay Bridge

…co daje multum opcji (gdy korzystamy z samego Daphile, wbudowanego serwera LMS), jak widać doskonale na obrazku.
Uniwersalny mostek dla streamu wszelakiego (platforma LMS) na efektory nie obsługujące squeezeboksowego ekosystemu

Niestety w takim scenariuszu, mimo prawidłowej identyfikacji pod Roon-em, brak odtwarzania dźwięku :(

Wspomniałem, że inaczej skojarzyłem Daphile z Roonem… ano inaczej, niż planowałem. Chciałem uzyskać end-point zgłaszający się w Roonie jako kolejny player Squeezelite (integracja jak handheld), bez utraty zdolności do działania w natywnym środowisku. Innymi słowy, chciałem dokładnie tego samego, co przećwiczyłem w przypadku Auralic-a… mamy ichni Lightning OS z integracją strumieni niewystępujących pod Roonem plus działanie jako end-pont Roon Ready. Wszystko w jednym. Tutaj, mimo zgłoszenia się Daphile (po wcześniejszej instalacji kompletu wtyczek klient/serwer DLNA/uPNP/AirPlay/Chromecast… wchodzimy w zaawansowane/pluginy i działamy), jako odtwarzacz Squeezelite pod Roonem, niestety nie udało się uruchomić odtwarzania. Komputer z Daphile zgłasza się ładnie, ląduje w grupie Squeezeboksów w panelu konfiguracyjnym Roona, możemy ustawić parametry pracy (tylko 96KHz, co wynika z ograniczeń Squeezelite, stworzonego na potrzeby iPada z jego obsługą 24/96 na jacku), możemy niby dać play… i niby gra, ale nie gra. Próbowałem coś z tym zrobić, konfigurując pracę oprogramowania na wszelkie możliwe sposoby… bez sukcesu. W taki sposób, jak handhelda (patrz nasz opis pracy iPada jako końcówki, jeszcze przed oficjalnym wsparciem dla iOS pod Roonem, w ramach mobilnej aplikacji iPeng) nie da się tego pożenić. Innymi słowy analogiczna konfiguracja do działającego pod MacOS/Win/Linuksem Roon Bridge (zachowana pełna multifunkcjonalność takiego PC, także z innym audio softwarem… mostek czyli osobny proces w tle, pozwalający widzieć taki komputer jako w pełni identyfikowalną końcówkę we front-endzie, z dowolnym daczkiem) nie jest niestety możliwa, ale…

Zmieniamy ustawienia serwera na zewnętrzny z wyborem iP komputera z Roon Core (względnie serwera z rdzeniem front-endu)

Yes! Pełen sukces. Nie tylko zainicjowało, ale co najważniejsze… gra!

Na szczęście da się, da się te dwie rzeczy pożenić i to świetna wiadomość, przy czym, aby móc wykorzystać Daphile w roli end-pointa Roon-a, trzeba w panelu konfiguracyjnym (zaawansowane), w pierwszej zakładce, zmienić lokalizację serwera LMS z daphilowego (wewnętrznego), na zewnętrzny (IP serwera/komputera z Roon Core/Server). Oczywiście po stronie Roona trzeba uruchomić LMS (o ile tego wcześniej nie zrobiliśmy), wszystko musi działać w ramach jednej lokalizacji, w tej samej sieci. W takiej sytuacji, Daphile przechodzi w tryb renderera, łączy się z Roonem, który przejmuje pełną kontrolę nad odtwarzaniem. Plusem jest po pierwsze obsługa maksymalnych parametrów dla sygnału (PCM 24/192), po drugie integracja wszystkich usprawnień i dodatkowych możliwości w zakresie obsługi dźwięku jakie oferuje Daphile (m.in. pełne wsparcie dla DSD, w tym native, konwersja w locie PCM@DSD, zaawansowane tryby pracy podpiętego pod Daphile przetwornika)! Innymi słowy, mamy lepsze możliwości obsługi sygnału niż to, na co pozwala dowolny streamer Logitecha działający w ramach zapewnionej przez Roon Labs kompatybilności z ich front-endem. Co więcej, tylko nieliczne urządzenia (streamery), które pojawiły się po oficjalnym zaprzestaniu wsparcia platformy (Squeezebox-y), oparte na jednej z wielu wariacji LMS-a, zdolne są do bezproblemowej identyfikacji pod Roonem. Taka integracja jest niepełna, albo w ogóle niemożliwa (nie zapominajmy, że program Roon Ready bardzo szybko się rozwija, coraz więcej sprzętu uzyskuje wsparcie, certyfikację – nie tylko najnowsze urządzenia otrzymują wsparcie).

Rzecz jasna z możliwości wbudowanego LMS-a, dostępu do mysqueezebox, musimy w takim scenariuszu jw. zrezygnować.
Aby wrócić do poprzedniej funkcjonalności trzeba na powrót włączyć wewnętrzny serwer LMS na Daphile.

W samym Roonie podstawowe rzeczy sobie skonfigurujemy

Maksymalne parametry na jakie pozwala taki mariaż, ale też…

…jest coś więcej:
tu jest DoP, w opcjach DSP jest np. konwersja PCM do DSD256, bo akurat mDSD podpięty, można również wymusić tryb native
- taka możliwość zarówno w Roonie (DSP), jak i Daphile

obsługa MQA

…wszelkie hi-resy, gładko odtwarzane

Całość działa znakomicie, bezproblemowo, zgłasza się pod Roonem, pozwala cieszyć się bardzo rozbudowanymi możliwościami linuksowego OS-a wyspecjalizowanego pod kątem audio w ekosystemie Roona, w najlepszym front-endzie z wszystkimi zaletami takiego, zintegrowanego rozwiązania. Obsługa DSD? Bardzo proszę. Potężne możliwości roonowego DSP? Nie ma sprawy. Dużo głębsza, niespotykana nigdzie indziej, możliwość ustawienia parametrów pracy DACa (Daphile)? Jak najbardziej. Mój setup, złożony z Daphile PC tj. pasywnego terminala HP z rozszerzeniem (PCI-e riser) pod postacią osobnego, dedykowanego kontrolera USB @ PCI-e (przetestowanej niedawno na łamach HDO karty) Matrix X-Hi oraz jednego z podpiętych pod to USB daków: M2Tech HiFace DAC lub mDSD Encore, czytaj terminala PC w roli roonowej końcówki sprawdza się bez zastrzeżeń. Płynne odtwarzanie dowolnego materiału (można przerzucić w 100% konwersję sygnału na szybki Core w ustawieniach silnika DSP), przebogate możliwości modyfikowania sygnału, obsługa gapless oraz bitperfect, wreszcie wbudowany w oprogramowanie dekoder MQA (było, nie było Tidal mocno te Masters promuje i rozbudowuje bibliotekę) to w takim połączeniu jak wyżej, rzecz – nie ma co ukrywać – unikalna. Daphile pożenione z Roonem to wg. mnie nie tylko alternatywa dla PC z klasycznym systemem operacyjnym pracującym w podobnej roli w ramach Roon Bridge, to coś lepszego, pozwalającego wycisnąć z naszego setupu maksimum możliwości. Roon identyfikuje, pozwala ustawić kluczowe parametry, a Daphile jeszcze to rozszerza w zakresie dokładnej konfiguracji komputerowej końcówki, czegoś czego w sieciowych audio klamotach, wszelkiej maści streamerach zazwyczaj nie uświadczymy. Nawet te zaawansowane systemy operacyjne w skrzynkach (wspomniany Lightning OS, software KEFa dla bezdrutowych LSów, nadowski BluOS etc.) mają oczywiste ograniczenia i to takie wynikające z założeń projektowych jakie przyjęto: mają być proste, łatwe w obsłudze, nieskomplikowane, bez całej złożoności typowo geekowego środowiska z kompilacjami, tekstowymi komendami, terminalami tj. wprowadzaniem z palucha określonych wartości, zagęszczonymi w panelach opcjami. I takie są. Tutaj mamy oryginalne połączenie obu podejść do tematu.

Brzmienie na poziomie streamerów za naście tysięcy? Mhm! Dźwięk się klei, to jest najlepsze granie z pieca według mnie

Dzięki bogatym możliwościom zaawansowanej konfiguracji (Daphile) można wycisnąć ze sprzętu oraz sygnału wszystko… dzięki synergii Daphile z Roonem

Na przykładzie rozbudowanych opcji przy ustawianiu pracy konwertera cyfra-cyfra X-SPDIF 2
(tekst o tym klamocie czeka na publikację :-) )

…z X-Sabre Pro 2 via IIS (HDMI), konwersją PCM-DSD, w wyczynowych okolicznościach, jak na załączonym obrazku widać

System Daphile to żaden prom kosmiczny, jego podstawowa obsługa jest bardzo prosta (jak ktoś zna LMS/Squeezeboksy to w ogóle jest w domu), ale daje możliwości i zgłębiając temat można naprawdę więcej niż… wszędzie indziej. O tym jeszcze przeczytacie, a na razie cieszmy się z takiego połączenia, bo to wg. mnie jeden z najlepszych pomysłów na komputerowe z plików granie. Software pozwalający z jednej strony na wykorzystanie dowolnego hardware o typowo pecetowym rodowodzie (karty rozszerzeń!), ubranie tego w dowolną, kompaktową formę, pasywną, jak kto chce bateryjną, z zawiadywaniem w strefach, na dowolnych ekranach, z zaawansowanymi trybami DSP, z zaawansowaną korekcją akustyczną, z doskonałym UI… czyli tym wszystkim, co daje nam w standardzie Roon. Jak ktoś nie chce się bawić, pozostaje Malinka (tutaj trudniej będzie rzecz rozbudować, choć nie jest to niemożliwe) albo w 100% gotowiec, taki jak microRendu (niebawem do nas ponownie trafi, tym razem dokładnie go przeegzaminujemy). Ważne, to jest darmowe, a nie jak np. HQPlayer (pozwalający podobnie, na dodatkową ingerencję, kompatybilny z Roonem), wymagające dodatkowych nakładów finansowych, rozwiązanie. Daphile sam w sobie jest bardzo mocnym zawodnikiem, świetną opcją dla kogoś, kto chce agregować sobie wszystkie źródła muzyczne w bardzo rozwiniętym, od dawna wspieranym, środowisku. Zintegrowane dodatkowo z Roonem tworzy coś, jw. unikalnego.

Gra wszystko jak leci? Ano gra i to jak (!) vide:

24/192

DSD
(też natywnie, jak choćby przy wykorzystaniu konwertera X-SPDIF 2)

MQA

…a nawet takie dzikie harce z modyfikacją sygnału w DSP Roon-a, jak na załączonym powyżej obrazku

PS. Daphile to serwer, to – dzięki wtyczkom – front-end dla głośników bezprzewodowych, streamerów, to także element strefowego rozwiązania opartego na klasycznych Squeezeboksach. Ten OS może tworzyć osobną, niezależną podsieć, wyłącznie na potrzeby audio streamingu. A to dopiero początek możliwości tego audio systemu. Jak wspomniałem, w osobnym wpisie jeszcze o nim wspomnimy. BTW o starych, jarych Squeezboksach pisaliśmy dawno, dawno temu ;-)  tutaj oraz tutaj, a i jeszcze tu.

HiFiMAN Sundara… zwieńczenie pewnego etapu. Recenzja!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180130_180123085_iOS

Sundara to nowy rozdział w branży słuchawkowej. Te nauszniki uświadamiają mi jak wiele rzeczy udało się przez parę lat słuchawkowego boomu udoskonalić. To pewne zwieńczenie, pewien zamknięty etap. Aż tak? Ano aż. Podam na wstępie tylko jeden argument potwierdzający to, co powyżej. Pierwsze słuchawki, które są IDEALNIE wyważone, idealnie zaprojektowane, by nie czuć nieprzyjemnego mrowienia na czubku głowy. Ja tak mam, pewnie nie jestem osamotniony, bo wielu odczuwa tego typu dyskomfort. Wcześniej, czy później każda sesja odsłuchowa kończy się czymś z pogranicza ucisku, pieczenia, przeczulicy na czubku łepetyny. TU TEGO NIE MA. Te słuchawki są zaprojektowane bezbłędnie jeżeli chodzi o wygodę, o ergonomię, po prostu są ideałem jaki do tej pory na rynku się nie pojawił (albo na który – mimo wielu testowanych – nie natrafiłem). Wszystkie, nie wyłączając bardzo wygodnych Mr Speakers w odmianie Flow, zawsze dawały o sobie znać. Te nie. A to tak tylko pierwszy z całego magazynka ochów i achów, bo ta recenzja będzie bezwstydnie wręcz czołobitna, od razu to zapowiadam, choć ostatnie notatki udało się choć trochę pozbawić początkowego, bezgranicznego entuzjazmu i zwyczajnie… nabrałem pewnego dystansu, oceniłem co mi się mniej podoba, albo inaczej, co w tych słuchawkach za 2k nie jest AŻ na takim poziomie jak w kosztujących tysięcy 9 (teraz może nawet 8), do niedawna flagowych, LCD-kach. Tak czy siak, moi drodzy, mamy produkt, który według mnie wyznacza pewien wzorzec, stanowi punkt odniesienia. U mnie te słuchawki będą od teraz jednym z referencyjnych modeli, to w konfrontacji z nimi inni będą musieli się wykazać.

Powiem Wam coś. Będą mieli cholernie trudne zadanie. Pewnie dystans byłby dużo większy, pewnie nie byłoby tego całego entuzjazmu, gdyby te słuchawki były następcą takich HE-560 w cenniku. Gdyby były, zwyczajnie, dużo droższe, powiedzmy poziom 4 tysięcy to już byłoby mniej więcej to, a w okolicach 5-6 uznałbym, że tu ewolucja, udoskonalenie (brakowałoby tylko jakiegoś ekskluzywnego nesesera, kabla balans, dłuższego i to chyba na tyle… same słuchawki bez zmian) tego, co było. Tutaj jednak mamy do czynienia z czymś dla mnie nie do końca zrozumiałym. Sundara są lepsze od wielu modeli dużo droższych słuchawek, zarówno tych z katalogu HiFiMANa (te przeceny ostatnie to przypadek?), ale na tle tego, co oferuje konkurencja, są bezlitośnie zdetonowaną atomówką anihilującą dużą część oferty rynkowej, bo jest ta konkurencja GORSZA, a zarazem DROŻSZA. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że nie takie rzeczy świat widział, za parę dni (I hope) przekonacie się, co można zrobić, oferując za prawie darmo coś z segmentu IEMów. Jestem po pewnej rozmowie i jeżeli jest tak, jak mi opisano, to te dokanałówy, które do mnie lecą przenicują wszystko, wywrócą stolik w segmencie. Na razie wiem, że są nie tylko nieprzyzwoicie tanie, ale nieprzyzwoicie dobrze wykonane (to znaczy są wykonane jak doki za kilkaset złotych najmarniej). Dobra, mniejsza, skupmy się na Sundara.

Napisałem, że nie bardzo rozumiem, bo teraz tak…. albo po prostu mamy początek procesu znaczącego spadku cen (a przecież high-endy przebijają już od dawna sufit) w segmencie, coś co dotyka całej branży elektroniki konsumenckiej (z wyjątkami, patrz Apple), albo to taki „wypadek przy pracy”. Nie wiem. Dla mnie te słuchawki są zagadką. One grają dobrze po wyjęciu z pudełka, a po tych z górką 200 godzinach (tak, tak – sam pisałem – adaptacja, nie, nie wyparcie ;-) ) po prostu nie chcę ich zdejmować z głowy. Co nie oznacza, że wszystko  jest naj, naj, ale raz że, cholera, blisko, dwa – te słuchawki w paru sprawach na razie nie mają odpowiednika (o ergonomii wspomniałem, a to nie wszystko). Także, hmmm, jestem w kropce. Bo zazwyczaj dokładnie wiem, testując słuchawki, jak umiejscowić produkt, mając na wyciągnięcie ręki bardzo dobre, bardzo dobrze mi znane, nauszniki z kolekcji. A tutaj… jest inaczej. W cenie jaką za nie wołają, nie mają według mnie ŻADNEJ KONKURENCJI. Są bezapelacyjnie najlepsze. Wolę je od moich jakże ulubionych HD-650. Zdetronizowały w każdym aspekcie, drugie moje ulubione, HE-400. Nie stanowią tła, a …konkurenta, dla krainy szczęśliwości zwanej LCD-3. Niebywałe!

Dobra, przestrzegałem przed tym, co nastąpi poniżej, także reklamacji nie przyjmuję, za efekty uboczne nie odpowiadam:

» Czytaj dalej

Dalej nie szukam? Wyczynowy zestaw X-SPDIF 2 & X-Sabre PRO. Wow!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180824_095837063_iOS

Do redakcji trafił topowy zestaw Matriksa, składający się z konwertera cyfrowego X-SPDIF 2 (patrz test poprzednika) oraz przetestowanego u nas wcześniej, znakomitego, X-Sabre Pro. Oba urządzenia doskonale się uzupełniają, tworząc coś, co po kilkudziesięciu godzinach maglowania, mogę określić jako najlepszy system PC Audio wyciągający dźwięk z komputerowej magistrali USB. Najlepszy jaki dane mi było podpinać do redakcyjnego sprzętu. Słowo klucz: IIS. HDMI. Native pod macOSem (tego nie oferuje Wam Jabłko, tutaj jest to możliwe!). Konwersja w locie PCM do DSD256/512. Możliwość konfiguracji IIS w konwerterze, konfiguracji pozwalającej na zoptymalizowanie pracy tego mocno egzotycznego (i nie standaryzowanego!) sposobu transmisji sygnału. Tak. Konwerter X-SPDIF 2 jest (obok opisanej karty X-Hi) kolejnym, niezwykle wartościowym elementem toru, wyczynowego toru opartego na komputerze/streamerze. Te „akcesoria” świetnie ze sobą współgrają, oferując jakość jakiej nie doświadczyłem, grając via USB z komputera. Głównie słuchałem na makówce, zachwycając się dźwiękiem odtwarzanym via ROON na takim secie:

  • konwerter cyfra-cyfra Matrix X-SPDIF 2 (tryb: native, tryb niskie opóźnienia… opis poniżej) konwertujący sygnał USB na IIS
  • przetwornik C/A X-Sabre Pro @ IIS, natywnie konwersja PCM do 11.2MHz (DSD256), w przypadku alt. zestawu z PC i X-Hi nawet DSD512 (natywnie, bez omijania ograniczeń OS, jak w przypadku macOSa, na co pozwala konwerter)
  • wzmacniacz dzielony, słuchawkowy na bańkach Woo Audio WA7 fireflies (w roli wzmacniacza, analogowo spięty z X-Sabre)
  • słuchawy HiFiMAN Ananda & Audeze LCD-3
Taki obrazek pod macOSem.
Da się takie coś uzyskać, ale tylko ze specjalnym sterownikiem (Korg* takie coś oferuje i chyba tylko on), jabłkowy system umożliwia tylko i wyłącznie tryb DoP (konwersja z PCM i maks. DSD256, zazwyczaj tylko DSD128)
 

* nasz redakcyjny, opisany na łamach, end-point pecetowy Fooko PC (MINIX Z64) gra sobie na co dzień via KORG (Roon/Bridge), konwertując w locie @ DSD128 (więcej DS-DAC-100 nie oferuje). Znakomicie się to sprawdza, ale jw. to wstęp do tego, co można uzyskać „grając po bicie”, przy czym nie zapominajmy, że podstawą takiego systemu MUSI być bardzo wydajny rdzeń tj. szybki komputer, oparty na wielordzeniowych, układach Core lub np. Ryzen, z dużą ilością pamięci operacyjnej.

Całość podpięta pod tomankową listwę z blokerem (TAP-8), spięta okablowaniem Supry, ponadto wykorzystałem najkrótszy przewód HDMI jaki udało mi zdobyć. I co? I nie mogę ruszyć się z fotela. A to jeszcze nie wszystko, bo jw. czeka mnie dłuższy odsłuch na PC z zamontowaną kartą X-Hi. Czytaj kompletne rozwiązanie, złożone z uzupełniających się, jak wspomniałem, elementów, tworzących wyczynowy tor z PC …poniżej 10 tysięcy złotych (oczywiście mam tu na myśli wyłącznie to, co nam te zera i jedynki przekształca na postać analogową z komputera). To – biorąc pod uwagę pierwsze odsłuchy – bardzo niewiele, w kontekście dużo droższych streamerów, DACów, wręcz okazyjnie mało. Mówimy tu, raz jeszcze podkreślam, o unikalnym, nie mającym specjalnie odpowiednika (na rynku trudno znaleźć takie urządzenia, jest ich mało i są dużo, znacznie droższe) systemie, który w zakresie SQ przewyższa wszystko, co do tej pory stało w redakcji. Więcej, nie przypominam sobie, by cokolwiek grającego via USB, kiedykolwiek, zrobiło na mnie TAKIE wrażenie. Rzecz jasna można zamiast wspomnianego WA7 podpiąć coś umownie lepszego, dokonać jakiś zmian w okablowaniu, ale to co usłyszycie za pośrednictwem tych dwóch skrzynek (plus, opcjonalnie, karty) będzie niebywale mocnym przeżyciem, czymś co wzruszy dotychczasową wiedzę na temat tego, co można z komputera, z pliku, a czego (zdawało się) nie można. Może dlatego tak, najlepiej, najdoskonalej, bo właśnie te nasze granie z magistrali komputerowej w takim setupie, w praktyce omija najpoważniejsze wady takiego rozwiązania (powszechnie znane niedoskonałości interfejsu USB w aplikacji audio) i w praktyce korzystamy z wielopasmowej autostrady (IIS), nasz DAC działa w innej domenie, konwersja sygnału wprowadza zatem nowe okoliczności. Zupełnie inne. Pokrywa się to z wcześniejszymi doświadczeniami (USB @ …, albo alternatywa tj. piorun).

No dobrze, to popatrzmy co tu się zadziało:

» Czytaj dalej

Bluesound z nową serią „i”, bo AirPlay2, a to tylko wstęp…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
NODE-2i-WHT-Front-Above-Straightened

Wstęp do nowości jakie ta submarka NADa wprowadziła do swoich najnowszych produktów. Według mnie najistotniejszym elementem, poza AirPlay 2 (pełna identyfikacja, Siri, multistrefy, przekazywanie dźwięku do urządzeń poprzedniej generacji w ramach BluOS) jest nowy, zaawansowany moduł Bluetooth. Dlaczego? Ano dlatego, że poza wprowadzeniem aptX HD (24 bity, z bardzo niskim poziomem opóźnień, bitrate zbliżonym do bezstratnej kompresji… choć to nadal stratna, nadal) nowy moduł BT pracuje nie tylko jako odbiornik, ale także jako nadajnik. Wreszcie to zaimplementowali, do tej pory właściwie jedynymi produktami na rynku z takim rozwiązaniem była/jest nowa seria „klasyków” NADa (integry, jak testowany u nas model C368 oraz najnowsze warianty amplitunerów tego producenta). Rzecz absolutnie niezbędna w sytuacji, gdy chcemy skorzystać z naszych słuchawek bezprzewodowych, a tych, jak wiadomo obecnie klęska urodzaju i aż trudno nadążyć za wszystkimi nowościami w tym segmencie.

Na marginesie, jutro (obowiązuje mnie NDA) z rana będzie zapowiedź kolejnych, prawdziwie bezprzewodowych IEMów od RHA…  w tym wypadku to jakość dźwięku będzie No.1, poza tym wreszcie pojawiły się w szerokiej dystrybucji bezdrutowe HP70 i nie omieszkam sprawdzić, jak te słuchawki sobie radzą, mając w pamięci znakomite, przewodowe HP50.

Powracając do nowych streamerów z dodatkami od Bluesound, firma postanowiła wymienić cały katalog swoich produktów: w ofercie pojawiły się nowe wersje strumieniowca (Node 2i), powerstrumieniowca (z amplifikacją – Powernode 2i) oraz serwera/rippera Vault 2i, jak również samograjów tj. bezprzewodowych głośników Pulse (w kilku wariantach), także tych pod kino (belka i sub). To ostatnie rozwiązanie otrzymało jeszcze coś ekstra – port HDMI 2.0 z ARC & CEC. Patrząc na to wszystko widzę, że ktoś tu ma ambicję wygryzienia Sonosa. Rośnie im konkurencja. W przypadku Bluesound mówimy o specjaliście z branży (NAD), parę dni wcześniej na konferencji Amazona pokazano urządzenia wprost konkurujące z produktami Sonosa (patrz nasz wpis).

Generacja 2i pozwala zatem na uruchamianie dowolnego streamu (w ramach jabłkowego protokołu AirPlay 2) via WiFi, pozwala zintegrować słuchawki bezdrutowe z urządzeniami 2 generacji z „i”, realizując w praktyce ideę świata bez kabli, wspiera kodek aptX HD (najnowszy układ Qualcomm CSR8675), obsługuje MQA, jest Roon Ready, pozwala cieszyć się szybkim połączeniem sieciowym w ramach standardu ac (5GHz, bezprzewodowo 1Gbit/s), moduł działa tutaj dwuzakresowo w ramach sieci 5GHz, co powinno przełożyć się na jakość transmisji oraz jej zasięg. Oczywiście nadal mamy agregację treści w ramach firmowego oprogramowania BluOS 3.0, które jest jednym z najbardziej dopracowanych, najlepszych (autorskich) rozwiązań w branży.

Z tym ostatnim elementem (Blu w wersji 3.0) wiąże się kolejna z nowości. Integracja asystentów głosowych, AI. Na początek rusza Alex-a, choć producent obiecuje szybkie (jak tylko będzie Google gotowe) wprowadzenie alternatywnego Google Assistant. O Siri już wspomniałem. Widać z powyższego, że – jak wcześniej gardłowałem o tym – głosowe sterowanie, integrowanie AI będą wyznaczały kierunek ewolucji audio produktów w bieżącym i przyszłym roku. To będzie w centrum. Tak jest w przypadku tytułowych, cenionych streamingowych klamotów. Bluesound zapowiada, że wraz z wprowadzeniem AI od Amazona, pojawią się także przygotowane przez producenta sceny (skills – coś, co w przypadku Amazona bardzo sprawnie działa, sprawnie, bezproblemowo, automatyzując nam wiele rzeczy).

Ceny?  NODE 2i (US$499 / £499 MSRP), POWERNODE 2i (US$799 / £799), VAULT 2i (US$1199 / £1099), PULSE 2i (US$799 / £749), PULSE MINI 2i (US$499 / £499), PULSE FLEX 2i (US$299 / £299), & PULSE SOUNDBAR 2i (US$799 / £799 czerń, US$899 / £899 biel). Jest drożej od wcześniejszej generacji, która btw właśnie została mocno przeceniona.

PS. Na BluOS 3.0 pojawił się nowy serwis (co oznacza, że do ponad 20 wzrośnie liczba obsługiwanych usług streamingowych) SOUNDMACHINE. Same klamoty przeszły niewielki, ale korzystny wg. mnie lifting: podcięli je od dołu, wygląda to bardzo fajnie. Aha, Node 2 ma teraz nie jedno, a dwa złącza TOSLINK, żeby łatwiej integrować AV co stoi obok ;-) , jedno z nich jest dual mode (też analog). Zachowali (i dobrze!) słuchawkowego jacka na froncie (a ze smartfonów masowo usuwają ;-) )

Nowy KORG! Nu 1! Nutube!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-09-17 o 15.31.56

Mówiło się nieoficjalnie o tym projekcie, ale czas płynął i nic. Pisał o tym głównodowodzący 6moons, można było od paru miesięcy zapoznać się z dokumentacją patentową (patrz - Nutube) nawiązującą bezpośrednio do nowego projektu. Wreszcie jest. To, co było pomysłem przerodziło się w gotowy produkt. Taki, który scala lata doświadczeń Japończyków z rynku pro, to co (z)robili dla konsumentów (seria DS, z ostatnim 10R, którego możemy potraktować jako zapowiedź nowej, rozbudowanej konstrukcji – test 100 macie tutaj, test 10 pod tym adresem), wreszcie zupełnie nowych, nowatorskich (patent) pomysłów na uzyskanie brzmienia „live like”, czytaj połączenia brzmienia lampowego z precyzją, dynamiką tranzystora, cyfrowej kości (zniekształcenia? Jakie zniekształcenia… diagramy prezentujące spec. wyglądają wręcz nierealnie) dodatkowo jeszcze z żywotnością oraz energooszczędnością niespotykaną w bańkach. Cyfrowa bańka.

Co powiecie na lampowy wsad z obliczeniową długotrwałością do spożycia na poziomie 30 000 godzin (tak, nie pomyliłem się 30 tysięcy h), niewielkim wydzielaniem ciepła, niskimi stratami energii (przepraszam, o lampach jest mowa?!), który jest dokładnym odpowiednikiem klasycznej, podwójnej triody? Za pracami nad tym wynalazkiem stoi Noritake Itron Corp., które wespół z KORGiem uzyskało wspomniany patent i dzięki partnerowi było w stanie wdrożyć rozwiązanie do produktu przeznaczonego na rynek masowy. To połączenie najnowszej technologii cyfrowej z czarem lampiszona, skojarzona ze specjalnymi filtrami oraz nowym upsamplingiem DSD ( aka S.O.N.I.C).

1 BIT USB DAC

Tak, mowa o tytułowym Nu 1. Wraz z oryginalnym pomysłem na rejestrację oraz odtwarzanie strumienia 1 bitowego w oprogramowaniu firmowym (AudioGate), korekcją EQ (RIAA) dokonywaną w software, z enkodowaniem sygnału z analogowego wejścia phono (MM) do postaci bitowej. Do postaci bitowej PCM albo we wspomnianym wcześniej DSD, w locie, z wplecionym w proces, zaawansowanym DSP, pozwalającym na daleko idącą modyfikację sygnału, poprawę SQ, zmianę w założonym przez użytkownika zakresie (możliwość wyczyszczenia ścieżki zgranej z gramofonu, de facto przekształcenia pierwotnego materiału w nową, cyfrową kopię, z usuniętymi, typowymi dla czarnego krążka, cechami nośnika).

Samo dobro widzę

Unikalna rzecz, po raz pierwszy na rynku: Nutube HDFC (hi-tech lampiszon + oryg. filtr, głównie pod kątem DSD)

Nu 1 jest unikalnym rozwiązaniem. To audio omnibus, w pełni symetryczna konstrukcja: DAC, wzmacniacz słuchawkowy (też balans), rekorder (kość ADC pożeniona z AudioGate) oraz rozbudowany pre-amp (też gramofonowy) zakończony wyjściami SE oraz XLR. Mhm, a do tego Nu 1 jako pierwszy klamot na rynku z opatentowanym Nutube 6P1 aka „cyfrowa, podwójna trioda”). Tym razem nie musimy w tor z gramofonem wpinać komputera, bo można skorzystać z w pełni analogowego toru ze wspomnianymi Nutube, można także – podobnie jak to miało miejsce w przypadku 10R – podpiąć igłę pod kompa… to bardzo, bardzo ważne, bo jak wspomniałem w recenzji 10R, brzmienie czarnego krążka za pośrednictwem KORGa, jego analogowo-cyfrowego, sprzętowo-softwareowego pomysłu potrafiło wprowadzić w osłupienie (wspomniany, potężny silnik DSP w AudioGate, modyfikacje sygnału w locie, z uzyskaniem finalnie strumienia DSD 5,6MHz / DSD128). Teraz będzie można podwyższyć parametry strumienia 1 bitowego – nowość obsługuje Quad DSD czyli razy dwa DSD 11,2MHz / DSD256 i to moi drodzy, szczególnie po testach mocarnego zestawu Matriksa (X-Sabre Pro 2 & X-SPDIF 2 @ IIS/I2S), gdzie grało non stop PCM@DSD256 (pod Win nawet 512) robi różnicę. Słuchało się tego z rozdziawioną buzią. Tu, dzięki nowym możliwościom, potędze AudioGate, efekt może być – cóż – podobnie, mocno spektakularny. Samodzielne ustawianie  dla zew. zegara (jest opcja), samodzielne wybieranie czy ma grać czysto po analogu, czy ze wsparciem cyfrowych patentów, samodzielna decyzja w jaki sposób załączamy hi-tech „triody” (& filtr), czy ma być z dodatkową domieszką ciepełka (on) czy szkiełko i oko (off), jak ma pracować to unikalne rozwiązanie (filtr). W środku siedzi duet AK5574 (ADC) oraz AK4490 (DAC) aka VelvetSound. ;-)

Czuję, że będzie to coś wyjątkowego!

Nowy gramofonowy pre poradzi sobie zarówno z wkładkami MM jak i MC. Nu 1 to bardzo duża konstrukcja, zupełnie odmienna od kompaktowych DSów (pełnowymiarowe, własne zasilanie). Powiedziałbym, że to nowe otwarcie na rynek konsumencki, ale też – nie ma co do tego wątpliwości – coś z zupełnie innej półki cenowej (DS-y wg. mnie były wycenione bardzo uczciwie). Ceny jeszcze nie podali, na razie wiadomo tyle, że pojawi się na rynku w październiku. To wiemy. Szykuje się high-endowa maszynka, nawiązująca do idei poprzedników, z dużo potężniejszymi możliwościami, jednocześnie pierwsza taka z high-tech lampą na pokładzie. Mam tylko nadzieję, że firma dołoży starań, by w nowych systemach Apple (i nowym sprzęcie komputerowym Apple) wszystko chodziło jak należy. Ostatnio są problemy z kompatybilnością w tym środowisku. Jak tylko polski dystrybutor będzie miał dostęp to musowo bierzemy na warsztat.

Piękna sprawa

PS. Uzupełniając, w specyfikacji podają dla sygnału DSD:2.8224MHz / 5.6448MHz / 11.2896MHz、1bit oraz… DSD:3.072MHz / 6.144MHz / 12.288 MHz, 1bit(wartości dla własnego upsamplingu 1 bit aka S.O.N.I.C. – o tym jeszcze wspomnę, mam nadzieję że jw. mając już skrzynkę w testach – to element wspomnianego jw. rozwiązania sprzętowego Nutube) oraz abo dla streamu PrimeSeat (dostęp do materiałów DSD 11.2MHz w strumieniu!), o którym to wspominaliśmy nie tak dawno temu.

 

Mhm, nie ma że to, tamto: info po japońsku, klip promocyjny po japońsku. Japończycy. Szanuję.
Jak mówią po angielsku, to wychodzi np. PrayStation. To już lepiej tak ;-)

W taki sposób (łącząc dwa światy) z gramofonu zagracie tylko na KORGu, tak z gramofonu zgracie do postaci cyfrowej tylko za pośrednictwem KORGa… dla kogoś, kto chce pożenić to co analogowe z zerami & jedynkami

Różnice: PCM, PCM (kompresja bezstratna) oraz 1 bit DSD

Działanie nowego patentu KORGa na sygnale (Nutube HDFC)

Schemat tego bardzo oryginalnego, unikalnego klamota w obu trybach działania: analog oraz cyfra

Zapraszają na stream DSD256

Sonos One, Alexa i stereo para z Play:1 via SonoSequencr

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8106

Pamiętacie moją opinię o Play:1? Głośnik Sonosa zawitał jakiś rok temu w redakcji i tak dobrze się w niej poczuł, że został. Został nie tylko z powodu sensownego pomysłu producenta na własny ekosystem, jeden z lepszych patentów na multistrefowe granie w ramach podsieci mesh (dzisiaj furorę robi WiFi mesh, które w dużej mierze niweluje problemy bezprzewodowych łącz w bardzo zanieczyszczonym elektromagnetycznie środowisku). Doceniłem niezły dźwięk (dwudrożna, zamknięta konstrukcja, oferująca przyjemne dla ucha brzmienie), integrację wielu strumieni, łatwość obsługi… i to, co było dla mnie decydującym argumentem za pozostawieniem Play:1 (i ewentualną późniejszą rozbudową multistrefowego rozwiązania w oparciu o produkty Sonosa) – kompatybilność z Roonem. To przesądziło o wyborze tego rozwiązania, bo jedynie Sonos (kategoria: strefowe głośniki bezprzewodowe) jest dzisiaj w pełni zintegrowany z tym, cenionym przeze mnie, oprogramowaniem.

Minął rok i okazało się, że decyzja o wejściu w temat była słuszna. W redakcji pojawił się nowy model – One – wyposażony w mikrofony, z całkowicie nowymi możliwościami (w zakresie mocy obliczeniowej, nie brzmieniowej, o czym dalej) bezprzewodowy głośnik wprowadzający do równania nowy sposób interakcji (wszystkiego, ze wszystkim). Tak, chodzi tutaj o głos. Nie, nie chodzi tutaj tylko o Alexę (która nie jest niczym nadzwyczajnym na razie, podobnie jak inni asystenci/asystentki głosowe), a raczej o otwarty na integrację ekosystem, potencjalnie pozwalający na użytkowanie AI od największych potentatów na rynku IT. Google Assistant ma być, Alexa już jest, a Siri… musi zmądrzeć i raczej nie widzi mi się, żeby miało to nastąpić szybko, bo zamiast progresu Apple wyraźnie odstaje i jest coraz gorzej. Siri zresztą jest hermetyczna, bo zamknięta w obrębie tego, co Jabłko oferuje, ale jw. niewielka to strata, a Sonos jako pierwszy i jedyny ma mieć w swoim multiroomie pełną obsługę AirPlay’a 2… ważne, bo popularność jabłkowego protokołu strumieniowania oznacza w praktyce możliwość uruchomienia dowolnego strumienia, czytaj pełną kompatybilność ze wszystkim. I to, mimo braku Siri, Sonos niebawem będzie oferował. Pozostaje otwarte pytanie, czy AI od konkurentów zrobi z tego pożytek? Zobaczymy. Tak czy inaczej, mogę powiedzieć po kilku tygodniach użytkowania, że interfejs głosowy raczej wcześniej, niż później, zastąpi wszystkie dotychczasowe sposoby interakcji. I nie chodzi tutaj tylko o jego oczywistą przewagę: naturalny sposób komunikacji człowiek – maszyna, chodzi o rzeczy nie mniej istotne: o szybkość, o kontekst oraz o nieograniczoną rozbudowę interakcji. Teraz to jeszcze mocno skrzypi, ale to tylko kwestia czasu. Nieodległego czasu. W przypadku Sonosa macie i mieć będziecie AI od Google oraz AI od Amazona plus elementy ekosystemu Apple. Bardziej się nie da.

O tym wszystkim obrazowo opowiem za pomocą obrazków (fotogaleria), teraz zaś skupię się na dwóch rzeczach, które są bardzo istotne w związku z tym, o czym tu na HDO od dawna piszemy, a które Sonos wprowadził, albo zaraz wprowadzi do swoich produktów. Co to za rzeczy? Zaawansowany system korekcji pomieszczenia (TruePlay) po pierwsze (o czym dalej) oraz coś, co mi się marzyło i zaraz (prawdopodobnie) się ziści… wielokanałowy, bezprzewodowy system głośnikowy z interfejsem głosowym (AI od Google & Amazona) oraz integracją WSZYSTKIEGO (Roon, AirPlay/Cast, wszystkie streamy plus najnowsze formaty audio) w ramach jednego produktu – to po drugie. Sonos właśnie zapowiedział (2) (3) na 6 czerwca wielką konferencję, gdzie pokaże produkt, który ma być odpowiedzią na to wyzwanie: bezdrutowe (a więc elastyczne, wygodne, najlepsze dla instalatora, bo nie wymagające żadnych zmian w lokalizacji) rozwiązanie wielokanałowe dla kina i audio. Marzenie w końcu się ziści? Są na to realne widoki, bo właśnie Sonos wszystko sobie spina – jest tytułowy One, jest (Play)Base, wreszcie jest nowy Play:5, a będzie… pewnie będzie nowy (Play)Bar. Proponowałbym nie marudzić zawczasu, że to „tylko” projektor dźwiękowy będzie, bo właśnie ten element zrobi za spoiwo, stworzy kompletne rozwiązanie (niewykluczające budowy systemu z rasowymi kolumnami, o czym poniżej przeczytacie). Punktem zwrotnym będzie wprowadzenie brakującego ogniwa. Tak, o HDMI tu chodzi. I to w najnowszym standardzie 2.1 (wszystkie formaty kina domowego z ultrarozdzielczością z obiektowym dźwiękiem Dolby Atmos & DTS:X na czele, kanał zwrotny audio w najnowszej odsłonie o wyczynowych parametrach plus wiele, wiele innych, kluczowych zdolności), bez ograniczeń funkcjonalnych. To wraz z oferowanym bezdrutowym systemem dystrybucji dźwięku w sieci mesh, integracji całego internetowego streamu (całego!) wreszcie wspomnianą, zaawansowaną korekcją pomieszczenia zintegrowaną ze wszystkimi oferowanymi głośnikami stworzy zupełnie nową jakość w przystępnym cenowo, konsumenckim (nie high-endowym, bo high-endowe odpowiedniki znajdziecie, ale te kosztują krocie, a i tak paru rzeczy nie oferują) systemie audio obejmującym strefy, salon (kino) oraz …i o tym też we wpisie niniejszym, patrz tytuł, będzie: klasyczne stereo.

Czym jest TruePlay? To system korekcji pracy przetworników wbudowanych w głośniki bezprzewodowe Sonosa, autorskie rozwiązanie, które nie wymaga od nas żadnych specjalnych przygotowań, żadnego biegania do sklepu po mikrofon itp zabiegów. Nie. Wystarczy nasz smartfon, wbudowane w niego mikrofony, chwilka czasu oraz postępowanie zgodnie z komunikatami wyświetlanymi przez firmową aplikację. Już na pierwszy rzut oka widać, że automat, że to nie może być tak dobre, jak zaawansowane systemy (będzie o Dirac-u na HDO, gdy tylko trafi do nas NAD T758 v.3), że to bardziej taki prosty, nieskomplikowany system pomiaru & kalibracji, o ograniczonej skuteczności działania. Nic bardziej mylnego. Powiem tak: dajcie szansę temu systemowi, szczególnie gdy połączycie w stereo parę wasze Sonosy. Gwarantuję, że będziecie szukać szczęki na podłodze, rezultat mocno Was zaskoczy. Nie to, że zawsze zadziała to dobrze. Nie. U mnie parę prób (są też nieudane, bo najpierw musi być ambient, potem trzeba pochodzić wykonując odpowiednie ruchy telefonem/mikrofonem etc) bez sukcesu, ale w końcu się udało. Najpierw w łazience (tu mono), wykafelkowanej, z co oczywiste, tragiczną i niemożliwą do poprawy tradycyjnymi metodami akustyką. Teraz jeden z Sonosów gra tak, że słuchanie muzyki w kąpieli nabiera zupełnie nowego wymiaru. Jeszcze ciekawiej dzieje się na parapecie salonu, gdzie nieprawa (Sonos nie przewiduje takiego mezaliansu, ale od czego apki firm trzecich, o  czym kapkę niżej :) ) para One & Play:1 gra sobie w najlepsze, skalibrowana w stereoparze wspomnianym TruePlay’em. Nie dość, że same z siebie, wspomniane Sonosy grają przestrzennie, z ładnie odwzorowaną stereofonią, to po korekcie, uwzględnieniu trudnych warunków (okna! Parapet! Niekorzystne umiejscowienie względem ścian etc.) w jakich oba kanały nam grają, nie bałbym się określić uzyskanego efektu mianem: spektakularny. Potęga oprogramowania (btw Sonos One dysponuje kilkadziesiąt razy wydajniejszym układem obliczeniowym w porównaniu do starszego brata Play:1), wykorzystanie dzisiejszych możliwości elektroniki użytkowej (a te są potężne, często sobie tego nie uświadamiamy) i mamy coś, co pozwala zagrać w stali, szkle, kamieniu, albo prościej i bardziej obrazowo: nawet w kiblu. Na poziomie zagrać. Dobrze.

Napisałem wcześniej, że nie wykluczam integracji naszego ukochanego, dużego stereo z Sonosem. Ona jest możliwa, już teraz. A konkretnie integracja naszych efektorów, naszych wielkich, zestawów głośnikowych, kolumn, które zjedzą te wszystkie „Pleje” na śniadanie. Ano nie inaczej, bo elementem układanki jest tutaj ZonePlayer (pytanie, czy to zaktualizują, pozostaje otwarte), urządzenia które oferują możliwość wpięcia w system tradycyjnych komponentów audio w ramach sonosowej sieci mesh. Ważne: tu wszystko, z wszystkim się dogaduje i współdziała. Także każdy taki element jest „w systemie”. Ba, można to nawet połączyć z źródłami (tradycyjnymi), z innymi komponentami audio. Samo oprogramowanie firmowe daje opcje stereo i mch, pewnie teraz jeszcze bardziej będzie to rozbudowane o różne konfiguracje, ale w sumie, powiem Wam, że nawet nie musi. Nie musi bo są dwie rzeczy, które domykają nam temat i nie są to sonosowe rzeczy, nie jest to oprogramowanie producenta bezdrutowców… nie. Mówię tutaj o Roonie (od wersji 1.3 mamy pełną obsługę multichannel i to multichannel będzie Wam działało na Sonosach, o ile sobie je tak skonfigurujecie :) ), mówię tutaj także o SonoSequencerze. To jest coś, co robi tutaj robotę, coś co daje opcję połączenia wszystkiego ze wszystkim, nawet wtedy, gdy sam Sonos nie przewidział takiej możliwości. Pełna elastyczność, pełne możliwości budowy takiego rozwiązania (wielogłośnikowego) na jakie przyjdzie nam tylko ochota. Zajebiście!

Tu Sonosy w osobnych strefach pod Roon’em

A tu już w stereoparze…

…dzięki…

Aplikacji Sonosequencr :D

Potwierdzenie… w firmowym oprogramowaniu. Lewy. Prawy. Piękne stereo, jeszcze przed kalibracją w TruePlay

Sonosequencr to niepozorna apka. Pewien Niemiec ją robi, kosztuje to, to 8.99zł, dostępne jest (niestety) tylko na iOSa (na razie?) i na pierwszy rzut oka stanowi „tylko” użyteczny dodatek. Ale to coś więcej niż dodatek, to wg. mnie konieczne uzupełnienie dla ekosystemu Sonosa, bo daje możliwości, których w firmowym oprogramowaniu nie znajdziecie. Możemy za pomocą tego softu stworzyć dowolną konfigurację głośników, połączyć każdy z każdym w stereoparze (u mnie tak właśnie gra One z P:1), stworzyć konfiguracje surround (oczywiście pewne rzeczy możliwe są tylko w wybranych produktach, pewne funkcje zadziałają np. tylko w projektorze dźwiękowym Playbar, albo w PlayBase (podstawka jest nowocześniejsza od belki, za parę tygodni to właśnie ten drugi produkt doczeka się uaktualnienia)). Dodajmy do tego makra (yes!!!) oraz przydatne sterowanie całością za pośrednictwem wygodnego widgetu (tego Sonos do tej pory nie oferuje – trochę wstyd, przyznacie) i mamy oczywiste must have dla każdego właściciela sonosowych głośników. Można stworzyć układ obejmujący stare z nowym, integrujący nowe możliwości (interfejs głosowy, czy szerzej AI) i już łączymy, tworzymy spójny system. Super. A przecież to dopiero początek. Inteligentna chałupa, te wszystkie mniej lub bardziej użyteczne rzeczy, które implementuje nam do życia AI od Googla, albo AI od Amazona. Daleki jestem od hurraoptymizmu i hurraentuzjazmu (ciągły nasłuch, pełna inwigilacja, ogólnie – brak prywatności), ale to i tak nas dopadnie, w tej czy innej formie dopadnie i warto zawczasu to zrozumieć i (ewentualnie) oswoić. Nie będę rozwodził się nad sterowaniem oświetleniem, ani zamawianiem pizzy, czy (tym bardziej) pytaniami egzystencjonalnymi… dzisiejsze AI jest głupie, choć próbuje udawać, że jest inaczej.  Tak czy inaczej może to być użyteczne (i jest użyteczne), może stanowić doskonały punkt wyjścia do dalszego uproszczenia obsługi tego, co złożone (tak mam tu na myśli AV, audio z Roonem w centrum, te sprawy), co nieraz skomplikowane… to już, albo zaraz. Teraz powiem Wam tylko tyle, że te małe białe samograje zawładnęły chałupą i choć w żaden sposób nie zastąpiły mi starego dobrego stereo (dzisiaj i tak już cyfrą pisanego) i nie jest tak, że wolę to, to od malutkich, fantastycznych i dużo lepszych brzmieniowo Topazów, czy tego co z głowy przez cały czas nie ściągam  tj. nauszników Sundara ;-) , to… jednak… zawładnęło i stanowi już nieodłączny element całego systemu audio ze wspólnym mianownikiem. Nie, nie jest to jeszcze Aleksa, Google coś tam (głupią, toporną nazwę dali, powinni to zmienić btw)… jest to, tak zgadliście, mianownikiem jest Roon. Muzyka sobie gra w stereo na Sonograjach i gra dobrze, naprawdę dobrze. W dobrej jakości. Z najlepszego front-endu. Na razie z podstawowymi komendami na głos, na razie ;-)

A tutaj, już po kalibracji pary stereo sonosowych samograjów :)

To jest przyszłość. Sonos to wie. Wielcy IT to wiedzą. Branża audio (i audio-wideo) też to już pojmuje (KEF etc.).

PS. Sonos jest tylko 16/44~48. I wiecie co? Co z tego, że hi-resy po downsamplingu, że tylko jakość CDA… nie ma to w praktyce żadnego znaczenia. Gra bardzo dobrze, hi-resy w takich produktach to „chłyt” marketingowy, a nie jakiś wielki progres jakościowy. Software taki jak Roon czy Vox robi robotę (konwersja dowolnego sygnału) i strumień z tych aplikacji brzmi po prostu dobrze.

Fotogaleria z opisem:

» Czytaj dalej

DSP w służbie audiofila? Cyfryzacja reprodukcji na nowym poziomie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-04-14 o 16.01.18

Pamiętacie cykl moich artykułów na temat nowych wtyczek, programów z programowym DSP (no to jedziemy: słuchawkowe DSP#1 Audeze Reveal, słuchawkowe DSP#2 True-Fi, protools w służbie muzykofila Reference 4 + cały cykl o ROONie… na samym końcu linki do wszystkich publikacji o tym software, które ukazały się na HDO), pozwalających na wydobycie z naszego toru (i tego słuchawkowego i tego opartego na kolumnach) maksimum możliwości? Korekcja akustyczna niedoskonałości pomieszczenia dokonująca się wyłącznie w software? Optymalizacja pracy przetworników zaaplikowana przy współudziale producenta, inżyniera, który dany efektor zaprojektował (słuchawki, ale i… kolumny, o czym poniżej będzie)? Najnowsze produkty uwzględniające (opisane na naszym fanpage gamingowe słuchawki planarne Audeze Mobius vide link na dole) powyższe dokonania na polu zero-jedynkowym?

Sporo tego było, a będzie jeszcze więcej. Obecnie mamy do czynienia z ogromną liczbą tego typu rozwiązań, można wręcz powiedzieć, że obecnie jest to niejako temat przewodni każdej, dużej, imprezy branżowej. Zresztą… nie tylko słuchawki (nasze publikacje głównie o tym, ale nie tylko, bo o torze opartym na kolumnach też było), ale w ogóle system audio, jaki by nie był, został skutecznie zainfekowany usprawnieniami stworzonymi przez programistów. Reprodukcja staje się wypadkową linii kodu, możliwości silnika cyfrowej korekty sygnału, a najnowsze rozwiązania w tym względzie namieszały tak bardzo, że niektórzy – uwaga – poddali w wątpliwość dogmatyczną wiarę we wzorzec jakim jest czysty, niezmącony, niemodyfikowany sygnał analogowy.

Pewnie każdemu z Was mówi coś nazwisko człowieka, który przez wielu określany jest mianem „Pan Winyl”. Tak, chodzi tutaj oczywiście o Michała (Michaela) Fremera, osobę którą można określić swobodnie mianem cyfrosceptyka. Igła, krążek (tylko znajdźcie dzisiaj płytę naciętą z taśmy matki, a nie taką na bazie pliku przygotowaną), prosty mechanizm wzmacniający sygnał w przedwzmacniaczu, minimalizm, czysty analog, fizyczna „namacalna” mechanika odtwarzania, a nie jakiś tam kod, modyfikacje, komputery i bógwico. Fremer po raz pierwszy uznał (ten zatwardziały antyfan cyfry w audio), że maszynka Sweet Vinyl Sugar Cube SC-1 jest czymś, co wprowadza odtwarzanie muzyki z analogowego źródła, z gramofonu, na zupełnie inny, nowy, LEPSZY, poziom. Mówimy o komputerze sterującym korekcją sygnału z podpiętego adaptera, superzaawansowanej konstrukcji, która potrafi zoptymalizować pracę źródła, a dodatkowo wprowadzić coś, co niektórzy uznają za ingerencję w „charakter” igły… idealne, czarne, tło, bez trzasków, bez przeskakiwania bez …niedoskonałości, jaka towarzyszy odtwarzaniu płyty winylowej od jej pierwszego odtworzenia. Coś, co dla niektórych jest oczywistym składnikiem dania, co sami określają mianem – właśnie – niedoskonałości, jednocześnie jednak wzbraniając się przed wygumkowaniem wspomnianych wad.

To komputerowe pre pod igłę, chyba najbardziej bezkompromisowa konstrukcja tego typu, jaka pojawiła się na rynku. Dla audiofila (analogowca) to czysta herezja, z dogmatycznego punktu widzenia absolutny horror: konwersja bezstratna w układzie ADC (na cyfrę) sygnału z igły, następnie przekształcenie go w silniku DSP, odpowiednie dopasowanie parametrów (zegar / częstotliwość taktowania / długość słowa) reprodukcji w DACu, konwersja skutkująca wypuszczeniem po tym hokus-pokus innego, lepszego, doskonalszego sygnału analogowego dalej, do wzmacniacza i efektorów. I wiecie co? Ten facet, Fremer, stwierdził, że owszem, nadal uważa że transjenty, że tekstury bardziej mu odpowiadają w „bypassie” (sygnał nie jest w żaden sposób modyfikowany, przechodzi jak przez przeplotę w podpiętym SC-1), ale… to, co robi cyfra, silnik DSP bez dwóch zadań stanowi nową jakość i bezapelacyjnie, w ogólnym rozrachunku, wygrywa! To winyl pozbawiony wad winylowego grania, źródło (wiadomo, dla niego czarna płyta jest absolutnie najlepszym nośnikiem) doskonałe w sensie braku ograniczeń (tu bym mocno polemizował), na co pozwala rzeczony Sweet Vinyl Cube. Wygumkowanie szumu tła, trzasków, pyknięć etc. …innymi słowy gra jest warta świeczki, to co robi zasadniczą różnicę w ogólnym rozrachunku to konwersja dokonywana w domenie cyfrowej przez silnik DSP!

Dla radykała to, jak wspomniałem, rzecz nie do przeskoczenia na poziomie filozoficzno-teoretycznym. No ale, jak ktoś woli zamiast słuchania, dysputy teoretyczne i mu do ideolo nie pasuje… Dla mnie osobiście nie ma w audio żadnego, powtarzam żadnego, dogmatu. Nie ma żadnych ograniczeń (bo niby jakie miałyby być, w imię czego miałyby być?) w projektowaniu, w poprawianiu, modyfikowaniu sygnału – pod jednym warunkiem: nie może to zaprzeczać temu, co najistotniejsze… nie, nie chodzi tutaj o bezwzględną wierność (czyli?), chodzi tu o to, co muzyka z nami robi, czym w istocie jest, wywołując reakcje, których pożądamy, których szukamy, których pragniemy. Tylko to jest wg. mnie ograniczeniem. Tylko to. Btw. pamiętacie rozbudowany, dwuczęściowy test Korga DS-10R? Odtwarzaniem płyt zajmował się zaawansowany program do rejestracji AudioGate, a samo słuchanie nie było możliwe bez podpięcia kompa via USB (konwersja w locie do DSD). No właśnie, o tym mówimy, a efekt… efekt był wg. mnie, właśnie w opisanym przez Fermera zakresie, spektakularny (szczególnie, że mój płytograj to stara, ułomna z definicji, konstrukcja NADa, dziadek 5210, który uwypukla niedoskonałości nośnika i techniki jego odtwarzania).

Innymi słowy, Pan Winyl, uznał że obecne rozwiązania z zakresu cyfrowej modyfikacji sygnału są na takim poziomie zaawansowania, że dają nam więcej, niż nam zabierają. Są warte grzechu (kto by tam nie lubił grzeszyć, nie? ;-) ). Pamiętam z jakim sceptycyzmem spotkałem się, dyskutując o sekcji analogowej (w praktyce to tylko połączenie, bo ideowo to cyfra jest) w opisanych przez nas KEFach LS50 Wirelessach. Mówiłem, że to jest inaczej, że to słychać, bo tam pracuje układ ADC, bo tam silnik DSP angażuje się w cały proces „robienia” dźwięku. Mówiłem też, że trzeba to przyjąć z otwartą głową, nie dogmatycznie, a właśnie bez uprzedzeń, bo ważny jest efekt jaki można już, albo będzie można uzyskać (nie byłem jakoś szczególnie zachwycony wejściem analogowym w bezdrutowych LS-ach, co nie zmienia nic w kwestii mojego podejścia do tematu). Znakomity konwerter m2Techa EVO2 podpinany via USB i via RCA grał inaczej, i choć miałem jw. swoje preferencje, uznałem po pewnym czasie, że dygitalizacja sygnału analogowego i jego konwersja w takim efektorze (to też nie do końca adekwatna nazwa, bo przecież to kompletny system jest, jak wiemy) pozwala na dowolne kształtowanie, że to jak z publikacją w Internecie – można dowolnie modyfikować, cyzelować, że nie ma tu miejsca na „ostatecznie”, bo można kształtować to brzmienie do woli, aktualizować, dokonywać korekt w silniku i nie jest to poziom nawet bardzo rozbudowanego korektora parametrycznego, tylko coś o dużo, znacznie większych możliwościach wpływania na dźwięk, na końcowy efekt.

Powiem więcej, to o czym wspomniałem powyżej, pozwala zakładać (nawet nie przypuszczać), że takie cyfrowe do bólu rozwiązanie będzie ostatecznie LEPSZE, bo zanim sygnał ponownie analogowy trafi do zwrotnicy, do przetworników / głośników mamy wspomnianą korektę uwzględniającą pomieszczenie, precyzyjną (precyzyjniejszą) filtrację błędów, modyfikacje powstałe na bazie obliczeń dziesiątek czynników (często jednostkowych, jedynych w swoim rodzaju) tj. uwzględnienie podłoża, ustawienia względem siebie efektorów, względem słuchającego, charakterystyki wnętrza, itd, itp. Rzecz jasna nie obejdziemy się bez mikrofonu(ów), bez akcesoriów gwarantujących właściwy (precyzyjny) pomiar, bo „wsad” danych, z których pożytek zrobi komputer, które pozwolą na odpowiednie modyfikacje za pośrednictwem silnika DSP to sedno. Sedno? To idzie jeszcze dalej!

Jak stwierdzimy, że inżynierowie KEFa, Focala, Bowersa etc. za mało znają się na swoim produkcie ;-) , albo inaczej, że można z tych przetworników w środku „wycisnąć” więcej, to robimy tak: aplikujemy sobie procesor audio DEQX PreMate+ i mamy nie tylko korektę uwzględniającą pomiar pomieszczenia, kalibrację pod kątem akustyki pomieszczenia, ale ten klamot precyzyjnie(j) ustawi nam nasze pasywne przetworniki w kolumnach (pomiar timingu oraz charakterystyki częstotliwościowej). To już nie jest tylko kalibracja pod pomieszczenie, ale pod cały system (rola efektora jest – co chyba wszyscy przyznamy – pierwszoplanowa), uwzględniająca tuning pracy zespołu głośnikowego na poziomie modyfikacji jego fabrycznych możliwości, korekty… idźmy dalej… uwzględniającej konkretny egzemplarz, ten na którego się właśnie gapimy w domowym zaciszu. Czujecie to?

Wspominałem też na HDO o Dirac’u, który kompleksowo ustawia nam system, o ile mamy sprzęt z zaimplementowanym oprogramowaniem, potężnym DSP jaki tutaj zastosowano. W wersji najpełniejszej (Live) ten software pojawił się w najnowszych AVRach NADa, Arcama, a także w cyfrowych superintegrach Devialeta. Każdy oparty na procesorach, cyfrowy multiklamot potencjalnie może skorzystać z czegoś, co pozwoli na doskonałe (właśnie – nie dobre, tylko doskonałe) dopasowanie możliwości całego systemu do unikalnych warunków. Domowy odsłuch audio będzie zatem uwolniony od ograniczeń, jakie znamy i z jakimi próbowaliśmy sobie do tej pory radzić w bardziej klasyczny, tradycyjny sposób (od adaptacji pomieszczenia, poprzez wymianę sprzętu, czy jego mozolne dopasowywanie). Wydaje się, że jest to przyszłość, tym bardziej, że można jeszcze… dalej!

Najnowsze, aktywne Genelec 8341 dysponują czymś, co nazwano „room response compensation”. Kompensacja wpływu pomieszczenia dokonywania w trybie rzeczywistym (na rynku masowym podobne rzeczy, w dużo prostszym zakresie, wprowadzili producenci „smart” głośników tj. Sonos, czy ostatnio Apple) to coś, co będzie nam automatycznie dopasowywało brzmienie do zastanych warunków. Ba, pojawiają się nowe konstrukcje aktywne z wbudowanym DSP, które pozwalają na rzeczy, które …nie są możliwe w domenie analogowej! Co to oznacza w praktyce? Ano oznacza, że takie konstrukcje będą wprowadzały zupełnie nową jakość, a bardziej obrazowo: przyjdzie nam odkrywać, eksplorować nowe terytoria, niewykluczone że rewidować to, co uznaliśmy wcześniej za pewnik. Fascynujące, ale jednocześnie niepokojące (pisałem kiedyś o niedoskonałościach w muzyce, jak one są potrzebne, jak oczywiste w czymś, co stworzył ułomny człowiek!).

Patrząc na to przez pryzmat Fremera, jego bardzo kategoryczny osąd, że widzi nie tylko potrzebę, ale widzi już teraz miejsce dla DSP w konserwatywnym systemie analogowym, jednej z ostatnich (no powiedzmy, patrz dzisiejsze wydania płyt produkowane – tak wiem okropne słowo, ale to jest właśnie produkcja uwzględniająca koszta, łatwość, szybkość i bezproblemowość całego procesu- w oparciu o pliki) ostoi „dźwięk bez udziału komputera poproszę”, to jednak rewolucja jest. Znam jego opinie na temat komputerowego audio (bardzo, bardzo krytyczną), tego w jakim kierunku zmierza branża (też daleką od entuzjazmu). Tym bardziej kontrastuje to z powyższym i jest dla mnie potwierdzeniem moich spostrzeżeń, przemyśleń na temat grania z komputera, czy za pośrednictwem i przy wsparciu „komputera”. Bo bez względu na formę (tego komputera) ten staje się tak samo oczywistym i niezbędnym elementem co efektor, jakieś źródło i drut ze powerem ;-) I nie musi być, naprawdę w ogóle nie musi, komputerem w klasycznym rozumieniu tego słowa (laptop, desktop etc). Procesor jest w najnowszym wzmacniaczu, jest w kolumnie, jest w źródle, ba jest na wstępie, na początku, w usłudze, która nam tę muzykę z wielkich baz danych strumieniuje, względnie lokalnie w naszym serwerze, z naszego NASa serwuje.

To wszystko skłania do zadania paru ważnych pytań. Gdy domowe HiFi będzie w pełni zdigitalizowane i otarte na modyfikacje programowe, z opcją kształtowania brzmienia w dowolny, właściwie wolny od ograniczeń, sposób z wykorzystaniem INTELIGENTNYCH algorytmów (pełna automatyzacja procesu, z minimalnym udziałem użytkownika z założenia, oczywiście nie przekreśla to uwzględnienia możliwości ingerencji dla zaawansowanych), które mają wpływ na wszystkie składowe: materiał, sprzęt oraz pomieszczenie to jakie znaczenie i czy w ogóle jakieś znaczenie będzie miało tradycyjne podejście do tematu, uwzględniające stałe uwarunkowania: projekt oparty na pomiarach, konstrukcja o ściśle określonych parametrach pracy, całościowo niezmienna charakterystyka sprzętu (specyfikacja). To wszystko może okazać się mało istotne, pomijalne, w tym sensie, że ewolucja przeniesie „to co decyduje, to co kluczowe dla SQ” do zapisanych w pamięci półprzewodnikowej linijek kodu, a o tym co można będzie decydował procesor, oprogramowanie. Kod jako zwrotnik, warunkujący do czego dany tor jest zdolny, jakie są jego możliwości, do tego zmienne (uwzględniamy ciągły proces doskonalenia). Czy system audio będzie mógł być rzetelnie oceniany, po wyjęciu klamotów z pudełka? Czy to w ogóle będzie miało jeszcze jakikolwiek sens? Ciągłe modyfikacje, adaptacja w czasie rzeczywistym, uwzględnienie czynników środowiskowych (unikalnych, de facto bez możliwości odtworzenia nigdzie indziej). Dzisiaj oczywiście też stawiamy skrzynki w jakże różnych akustycznie lokalizacjach, wiele czynników jest unikalnych, tyle że teraz będzie można kompleksowo zaradzić wielu problemom, bo system nam się dopasuje. Przewartościuje to wiele rzeczy. Bardzo. Pisałem o tym rok temu, dwa lata temu i podtrzymuję to wszystko w pełni, co napisałem wcześniej. Nadeszła era software w torze audio.

Krytycznie o MQA tu i tam

W tym kontekście można śmiało poddawać w wątpliwość działania ludzi stojących za MQA (pomijając wady związane z DRM przepychanego tylnymi drzwiami, stratną naturę i faktyczną zbędność, nieprzydatność kolejnego, nowego formatu zapisu/dystrybucji muzyki)… jakie benefity ma przynieść nam rzekoma jakość studio mastera (już zdefiniowanie tego, czym jest ów master, może być problematyczne i może się okazać, że zniweluje nam się obiecywany zysk wynikający z obcowania z materiałem „jak chciał widzieć, pod jakim się podpisał artysta-twórca”)? DSP oznacza daleko idącą ingerencję w sygnał, właściwie stawia pod znakiem zapytania całą „wierność”, „koszerność” materiału, jakby on (przewspaniale) nie był nam zaserwowany (a nie jest, patrz linki). Tu analogia (ha!) do analogu (ha!), czytali wspomniany Fremer z komputerem podpiętym do gramofonu same się narzucają i wiele mówią o tym, jak bardzo nam się to audio dzisiaj zmienia.

Powiedzmy sobie szczerze, sytuacja w której dzięki algorytmom nasz, zawsze odmienny, zawsze unikalny system (plus równie unikalna lokalizacja) zabrzmi w najlepszy możliwy sposób, względnie pozwoli nam na kształtowanie brzmienia na poziomie wcześniej nieosiągalnym w domowym audio …to wszystko, to jest coś, co powinno wywołać u nas najmarniej palpitację serca ;-) , to coś, co faktycznie zmienia reguły gry. Całkowicie i chyba (jednak) w ostatecznej postaci (a nie wątpię że w takim kierunku, takim jak opisany powyżej to zmierza) pozwoli nam na faktyczne zniesienie ograniczeń jakie do tej pory towarzyszyły nam podczas reprodukowania muzyki w domu.

W nawiązaniu do poruszanej we wpisie tematyki, czekam na potwierdzenie możliwości przetestowania NADa T758 v.3 (Dirac, BluOS / ROON Ready), przeczytacie też coś o high-endowym klamocie all-in-one TDAI-3400 Lyngdorfa*, który zostanie za parę tygodni zaprezentowany w Monachium (High-end się zbliża), wrócimy do auralikowego Ariesa Mini, bo choć nadal w wersji beta (to już chyba z pół roku z okładem ten soft jest w wersji niedorobionej dostępny, czytaj w beta wersji) to jednak Mini wydaje się obecnie najlepszą alternatywą dla Squeezeboksa, biorąc pod uwagę możliwości (org. system auralika, ROON Ready w betach właśnie, integracja z torem via DAC plus opcja muzycznego serwera). Poza tym jeszcze w ten weekend publikacja nt. DACa …2018 roku czytaj art o Matrix Mini-i Pro 2S (wg. mnie to ideał do 3k, wzorzec z Sevres nowoczesnego, na czasie, przetwornika) a potem kolejny tłumacz i interpretator zer, jedynek na sygnał analogowy, czytaj: opisany wstępnie Mytek Liberty (zapowiedź) …bardzo gruntownie przetestowany przez nas, bardzo. O tym klamocie też niebawem recenzja będzie. Czekamy na dostarczenie podobno rewelacyjnego Bursona Conductora v.2+, na razie nie przyleciały zapowiadane rewelacje IEMowe z Chin, jest szansa na najnowszą multiskrzynkę Dune HD (jedyna taka, co daje obecnie pełną obsługę Netfliksa w 4K).

* vide Auralic Polaris, tyle że bardziej, a to bardziej to własny, autorski DSP z korekcją pomieszczenia w tym multiklamocie. Do tego integracja kina domowego (HDMI 4K), czytaj jest szansa na znakomity dźwięk na frontach bez rezygnacji z opcji multichannel (obiektowy i kwadrofonia, względnie 5.1 z DSD/SACD) zaraz po podpięciu odpowiedniego AVR/procesora/wielokanałowej końcówki, bo dali zwrotny kanał mch (HDMI) z opcją przepuszczenia sygnału dalej… no komplet.

PS. Będzie także nostalgiczny powrót do PC Audio w formie komputerowej, czytaj zestawów głośnikowych, które miały grać z komputera i robiły to z powodzeniem, a odkurzone (od lat nieużywane T20ki, niekompletny wcześniej zestaw mch) pokazały, że to co było kiedyś wcale się nie zestarzało i cholera, potrafi zaskoczyć (in plus). Wykorzystywany ostatnio podczas testów, a teraz uzupełniony (z lepszymi efektami z tyłu) DDT2200 (sub, zasilacz, sterowanie) oraz biurkowe T20, a wszystko to rzecz jasna od Creative – powspominamy sobie. T20 podpiąłem do stacjonarnej makówy, natomiast DDT2200 do ekstraktora z PS3 w roli wielokanałowego źródła w salonie i kurczę (za centrala robi Zeppelin Air, fronty to podłogowe Sapphire23) i to stare jare PC Audio daje czadu!

PPS. Będzie też na łamach o durnocie pt. audiofilskie routery ethernetowe audio (plus audiofilskie kable LAN na dokładkę… pure audiovoodoo, audiovoodoo warning!)

Bezkompromisowo? Recenzja Matrix X-Hi z end-pointem PC

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180420_102930929_iOS

Nie ma drogi na skróty. Musisz połączyć wiele rzeczy w całość, trochę się naczytać, trochę się znać (nauczyć), to nie jest coś gotowego,  takiego „wciśnij play”. Nie, to inny sposób na uzyskanie bardzo, bardzo dobrego rezultatu, porównywalnego z drogimi strumieniowcami, gotowcami właśnie. A nawet więcej. To więcej, to modularność, to gotowość upichconego samodzielnie end-pointa na to co przyniesie przyszłość. DIY w audio to temat rzeka, znajdą się tacy, którzy będą kwestionować zasadność, będą tacy, którzy będą poddawać w wątpliwość. Ich prawo. Prywatnie mam wielki szacunek do tych, którzy są samoukami, podchodzą do tego co ich pasjonuje i dążą do tego, by samemu dojść do satysfakcjonującego (sonicznie) efektu. W przypadku grania z pliku jest o tyle łatwiej, że całość przypomina bardziej budowanie z gotowych klocków, choć wymaga pewnej dawki wiedzy specjalistycznej (IT) to jednak bez konieczności zgłębiania się w zagadnienia bardzo trudne do opanowania przez laika, przez amatora jak to ma miejsce w przypadku chęci zmierzenia się z własnymi projektami audio elektroniki czy samodzielnej budowy zestawów głośnikowych. Tak, czy inaczej, wspólne jest tutaj jedno – próba stworzenia czegoś, co ma być w zamierzeniach: lepsze / tańsze / odpowiadać na specyficzne wymagania. Tyle.

Na rynku dopiero od niedawna pojawiają się wyspecjalizowane konstrukcje PC, które mają nam zapewnić jak najlepsze możliwości grania z pliku. Wspólną cechą tych produktów jest pasywność działania, praktyczna bezobsługowość (warstwa systemowa jest na tyle dla nas niewidoczna, że nie przeszkadza w obsłudze takiego komputerowego odtwarzacza), pewna dowolność w kreowaniu toru… choć tutaj widać, że podejście bywa różne, czego doskonałym przykładem wyspecjalizowane microRendu. Czy warto zatem wyważać otwarte drzwi… ktoś przytomnie zapyta, gdy rynek dostarcza gotowe rozwiązania. Jest całe mnóstwo projektów opartych na Jeżynce (Raspberry Pi), które świetnie się sprawdzają, są tanie, a do tego dają swobodę. Faktycznie, jest w czym wybierać, ale na rynku pojawiają się pewne udoskonalenia (nazwijmy je plastrami na odwieczne problemy grania z komputera, grania muzyki z PC), które trudno, albo których nie da się pogodzić ze wspomnianymi powyżej rozwiązaniami.

Karta Matriksa to przykład takiego plastra. To wyspecjalizowane akcesorium, które wymaga płyty z wolnym portem PCI-e, wymaga zatem systemu komputerowego, który będzie mógł zostać wyposażony w to akcesorium. Odpada laptop, odpadają ARMowe nano-komputerki, odpada także wiele rozwiązań PC w formie nierozszerzalnej (vide przetestowany przez nas i służący z powodzeniem jako end-point Roona nano-pecet MiniX 64 aka FooKo PC, są też wysokowydajne, nowe systemy Intela – NUC), potrzeba jakiejś „budy”. I tutaj wkraczamy do akcji, bo takich komputerów z możliwością rozbudowy, de facto klasycznych systemów PC, ale znowu nie takich klasycznych, bo zbudowanych właśnie na potrzeby odtwarzania muzyki specjalnie na rynku nie ma. Bo to nisza, niszy. To raz. A dwa – takie coś może być przedmiotem samodzielnych poszukiwań, można to zrobić bez wydatkowania dużych sum, wręcz po taniości można. Bezkompromisową formą są budowane od podstaw systemy takie jak CAPS, ale miało być tanio i miało być dobrze, zatem darujemy sobie rozwiązania bardzo wyrafinowane na rzecz takich, które spełniają powyższe wymagania. Przypomnijmy: pasywna praca, zasilanie najlepiej wyniesione poza obudowę, rozszerzalność (modułowość w oparciu o standardowe interfejsy wewnętrzne tj. PCI, PCI-e), kompaktowość (w końcu ma to stać w salonie, duże, klasyczne obudowy odpadają, jako niepraktyczne i nie do pogodzenia z wymogiem „wtopienia się” w otoczenie)… takie warunku brzegowe musimy spełnić, by to do czego włożymy tytułową kartę spełniło wymagania na „idealnego end-pointa”. Samo budowanie takiego komputerka podpiętego bezpośrednio do jakiegoś DACa stanowiłoby rozrywkę dla jakiegoś geekomaniaka, ale właśnie X-Hi robi tutaj cholernie dużą różnicę.

To nie jest ledwie zauważalna różnica.

Dlatego, na potrzeby testu zbudowałem taki end-point. Kupno tej karty powinno implikować taką drogę… chyba, że komuś nie przeszkadza otoczenie blaszaka, wątpliwa aparycja, brak optymalizacji systemu (też OS, o czym przeczytacie w niniejszym tekście) i wiele innych rzeczy, które powodują, że jednak zwykły piec nie ma czego szukać w salonie. Nie chodzi o SQ (bo progres z wykorzystaniem tej karty w przypadku zwykłego blaszaka jest wyraźnie zauważalny), a o ergonomię chodzi. Zysk z pasywnego systemu, zoptymalizowanego, zdalnie zawiadywanego jest oczywisty i to decyduje i powinno skłaniać potencjalnego nabywcę karty Matriksa do budowy / zakupu przygotowanego odpowiednio peceta.

Dobrze, wstępniak zaczyna niebezpiecznie przypominać przemówienia El Comandate (Fidela C. dla niewtajemniczonych), przejdźmy zatem do konkretów:

» Czytaj dalej

Sonos + AirPlay 2 = pełen sukces. Przetestowaliśmy dzisiejszy upgrade

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180711_164330000_iOS

Raptem dwie godziny temu Sonos wydał aktualizację, na którą bardzo czekaliśmy. Integracja AirPlay, w najnowszej odsłonie z numerkiem 2 właśnie stała się faktem, można dokonać upgrade’u i cieszyć się nowymi możliwościami. Generalnie najistotniejsze dla użytkownika strefowego systemu Sonosa jest to, że może od tej chwili strumieniować bezpośrednio z praktycznie każdej aplikacji jaka udostępnia dźwięk. Co prawda od jakiegoś czasu wielu developerów zaczęło udostępniać możliwość integracji głośników Sonosa (oraz strumieniowców), ale nierzadko kazała sobie za ten dodatek ekstra płacić. Teraz można słać stream od razu po tapnięciu w ikonkę AirPlay. Rzecz jasna, żeby skorzystać, trzeba mieć zainstalowane najnowsze oprogramowanie na Sonosie i – ważne – system w wersji iOS11, choć po konfiguracji będzie możliwe strumieniowanie także ze starszych urządzeń (sprawdzone na iOS10). Aktualizacja – da się wszystko zrobićbez upgrade do iOSa11… po paru godzinach zaktualizowało aplikację Sonosa na handheldach ze starszym systemem i to dokładnie te samo, co na iOSie 11. Także nie trzeba robić upgrade mobilnych. Przed wersją dla starszego wariantu iOS też chciało aktualizować apkę, ale bez sukcesu (nie wyświetlało opcji zaktualizuj). Kolejna sprawa to kompatybilność samego głośnika, wspominałem o tym we wcześniejszych wpisach, dla porządku przypomnę, że działa na One, Beam, nowym wariancie Play:5 oraz Playbase. Można strumieniować na starsze głośniki, ale musi być przynajmniej jeden kompatybilny (co oczywiste) i trzeba je dodatkowo pogrupować. W panelu AirPlay’a będzie wyświetlał się ten, który jest wspierany.

Teraz najlepsze… da się bez problemu skonfigurować stereoparę ze starym Play:1. Wspominałem o świetnej apce SonosequencrTo rzecz niezbędna, by połączyć w stereo stary model Play:1 z nowym One, sam Sonos nie daje takiej możliwości (bardzo niefajne zagranie producenta btw). Na szczęście można tak to obejść, a znakomitą wiadomością jest to, że AirPlay 2 będzie nam działał w ramach takiej stereopary. Tylko pamiętajcie, że nadrzędnym głośnikiem musi być One i dodatkowo ustawienie takiego czegoś wymaga po aktualizacji rozparowania głośników i ponownego sparowania w apce Sonosequencr. Na marginesie, widać, że AirPlay działa z zauważalnym opóźnieniem (synchronizacja nie jest idealna, co słychać, jak wyłączymy muzykę, najpierw jeden, potem drugi się wygasza… inaczej, niż bez AirPlay-a, ale jak już gra muzyka to wszystko jest w jak najlepszym porządku, tzn. lewy i prawy grają, nie ma żadnych problemów z przesyłem dźwięku). To nienajlepsza wiadomość, bo wielu, w tym piszący te słowa, liczyło, że będzie poprawa względem starego wariantu AirPlay-a, że synchronizacja (audio z wideo) będzie idealna, że nie będzie opóźnień. Cóż, trzeba rzecz potestować jeszcze, ale pierwsze wnioski są takie, że nadal jest tutaj robota do wykonania przez Apple, że nadal nie jest idealnie.

Oczywiście można także liczyć na integrację z głosowym interfejsem, przy czym nie będzie to integracja samych głośników, bo Siri nie ma (i raczej nie będzie) na tych głośnikach, ale… po pierwsze można skorzystać z produktów Apple (handheldy, komputery), a dokładnie z wbudowanych w nie mikrofonów, a po drugie można także liczyć na podstawową obsługę (podstawowe sterowanie odtwarzaniem, ściszanie, przełączanie stref) za pośrednictwem Alexy. Działa to sprawnie, choć jest trochę dziwacznie… dwie różne AI słuchają naszych komend i nie jest to idealne, optymalne, ale raczej tak to będzie wyglądać w przyszłości. Nie zapominajmy, że w Sonosach pojawi się jeszcze Google Assistant i siłą rzeczy będą na tych smartgłośnikach działała nie jedna, a dwie AI. Fajnie, że można dodać sonosowy głośnik do jabłkowej aplikacji Home (działa w ramach Home kit-a). Integrujemy sobie rozwiązanie multistrefowe Sonosa do inteligentnego domu w wariancie jabłkowym. Sprawdziłem także jak jest pod Roonem – pojawia się kolejna strefa z kompatybilnym z AP2 głośnikiem Sonosa. Pojawia się zatem One, rzecz jasna nie ma to większego znaczenia w przypadku Roon-a, bo ten wprowadził jakiś czas temu pełną obsługę głośników. Tak, czy inaczej, można. Poniżej garść rycin przedstawiających konfigurację oraz działanie AirPlay’a 2 na multistrefowym systemie złożonym z trzech głośników: One oraz Play:1 (stereo) oraz w innej lokalizacji kolejny Play:1.

Pod Roon-em identyfikuje się nam One bardzo ładnie, ale to trochę sztuka dla sztuki (bo od dawna natywnie Sonosy są wspierane w tym front-endzie)

Sumując, działa, gra i buczy…

Najpierw aktualizujemy co trzeba

AirPlay 2 w Sonos 9.0

 

Pojawia się aplet AirPlay w sonosowej apce

…a tam sprawdzamy co u nas zadziała i dodatkowo możemy pogrupować te, które kompatybilne nie są

» Czytaj dalej

Woo..w! Woo Audio WA7 fireflies w testach @ HDO. Dyskretny urok bur.. lampy

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180712_124523344_iOS

Dobra, nie tylko to, co słychać, się liczy. Także nie jest tak, że nieważne jak wygląda, ważne jak gra. No nie jest. Myślę, że ma to swoje wytłumaczenie w naszej psychice, zwyczajnie rzeczy które wyglądają dodają ileś tam do całokształtu. Tak to po prostu działa. WA7 jest pierwszym Woo jaki trafia do nas na testy, ale nie jest to moje pierwsze spotkanie z marką. Dałem temu wyraz dość entuzjastycznym w wymowie wpisem pt. „Woo Audio historia pewnego sukcesu„. Warto wdepnąć i przeczytać, bo jest tam i o lampach jako takich, o marce jest, o moich doświadczeniach wcześniejszych z pewnym, niestety do tej pory w pełni nie skonsumowanym, uczuciem do konkretnego modelu z oferty tego producenta. To, co trafiło do nas do testów, to takie kompaktowe (coś ostatnio to u nas w modzie ;-) ) granie na nausznikach przede wszystkim. Tak, dostajemy pięknie wykonanego, monolitycznego wzmaka pod słuchawki (no nie muszą być nauszniki, ale o tym kapkę dalej), jest to także przetwornik, a w komplecie, poza ampem, ląduje druga, monolityczna, aluminiowa kostka i kusi zmysły (to dzielona konstrukcja, gdzie macie zasilanie wyprowadzone na zewnątrz, ale nie w formie jakiegoś tam ścianowego zasilacza, no zupełnie nie). Na razie ten opis, co tam pod maską, ograniczę do takich ogólników, bo też w sumie nie jest aż tak istotne, po wyciągnięciu z pokaźnych pudeł tych dwóch, zgrabnych, niewielkich, ale konkret ciężkich, klamotów, co tam w środku siedzi, nie jest. Po prostu stawiamy i podziwiamy. Cóż, jest co podziwiać., oto Świetlik, model 7:

   

  

 

W środku siedzi duet: kość Texas Instruments PCM5102A (DAC) z interfejsem USB produkcji C-Media o oznaczeniu 6631A

Oczywiście to, co tutaj robi, poza niebanalnym, ujętym w ramy szlachetnego minimalizmu projektem, są lampy. Producent zdecydował się zastosować może prymitywny w założeniach, ale efektywny patent (na wzmocnienie efektu) w postaci umieszczonych pod cokołami diod, podkręcający efekt żarzenia się lampek. Efekt jest z gatunku tych subtelnych, to nie jakiś pomysł rodem z chińskiego pchli-targu (mhm, wiele konstrukcji z Państwa Środka tak niestety ma), tylko coś, co nam buduje ładnie przekaz na poziomie estetyczno-wizualnym. Dobra, a konkretnie? ;-) Konkretnie to w sekcji wzmocnienia sygnału znajdziemy dwie bańki o oznaczeniu 6C45, w sekcji zasilania zaś siedzą, podobnie jak 6C45-ki, popularne podwójne triody 12AU7… też dwie siedzą. Obie kostki spinamy wielopinowym pro kablem, co to nam energię do obu (bo są dwa, ale pracują albo/albo) jacków dostarcza. Małego, dla tego, co umownie rzecz ujmując mobilne, IEMowe oraz dużego jacka dla konstrukcji wagi ciężkiej. Jak już napomknąłem, działają naprzemiennie, z priorytetem dla większego gniazdka. Dla testującego to w sumie zaleta, bo podpinamy sobie dwie sztuki, jako że zazwyczaj otwarte, to bywa głośno, ale gra tylko jedna para. I tu od razu pewne zaskoczenie, pewne odkrycie. Sundary wymagają kręcenia gałką bardziej w prawo niż LCD-ki 3. Serio. Mocno mnie to zdziwiło, ale tak to właśnie wygląda i nieważne, czy zastosujemy w HiFiMANach adapter (podepniemy pod większy, 6.3mm, port), czy bezpośrednio podłączymy słuchawy do wzmacniacza. Ano tak to jest, tak to wygląda. Oba modele planarne poczuły się zresztą jak „rybka w wodzie”. W razie wystąpienia takich okoliczności jak wyżej wspomniane, gdyby czegoś nam mocowo brakowało, możemy sobie zawsze hebelkiem z tyłu obudowy zmienić gain (Lo/Hi).

WA7 to konstrukcja SE, typowa dla amplifikacji lampowych (dziwi mnie pojawiający się tu i ówdzie… tak piję to tego, co napisano na The Verge… zarzut, że nie ma balansu. No serio? A ile jest tego typu konstrukcji na rynku?), ze wspomnianym dakiem USB, pojedynczym wejściem analogowym oraz (w wersji przez nas testowanej, bogatszej o ten element) optycznym stanowiąca gotową propozycję dla kogoś, kto decyduje się na efektory w postaci wysokiej klasy słuchawek (względnie poszukuje czegoś zacnego dla swoich słuchawek, dysponując torem z kolumnami, ale ten tutaj amp to słuchawki, tylko i wyłącznie słuchawki, nie przepuścimy sygnału, nie zrobimy ze Świetlika bufora lampowego dla reszty toru). Opisywany produkt WooAudio to coś na biurko, do gabinetu. W salonie musimy uwzględnić dostęp, stanowisko do słuchania na nausznikach, najlepiej takiego ampa pożenić z komputerem stacjonarnym, jak u nas, z jakimś end-pointem, dedykowanym pod PC Audio. Tak to powinno wg. mnie wyglądać. Sami reklamują się z Jabcem, ma to sens od strony estetyczno-wizualnej, choć jakiś maluch, choćby taki jak microRendu, będzie w sam raz. Alternatywą może być też jakiś ekran, w sensie np. tablet, bo interfejs (Cmedia, znowu skojarzenia z Apple …a jednak to napisałem ;) ) będzie nam współpracował via OTG lub camera kit z androidowymi oraz iOSowymi handheldami. Jako, że, iPad jest roonowym end-pointem to taka kontrpropozycja dla PC jest nie tylko jak najbardziej możliwa, ale wręcz może okazać się wygodniejsza, sensowniejsza dla użytkownika. Sumując, kompletnie wyposażona, słuchawkowa integra.

WA7(d) ma też optyczne złącze i to bardzo, bardzo dobra wiadomość dla użytkownika, bo można pożenić inne, niekomputerowe źródła przesyłając cyfrowy sygnał z jakiegoś Chromecasta, z jakiegoś AirPort Express-a itp ustrojstw, względnie kompaktu jakiegoś. Polecam skorzystać z tego interfejsu, bo tutaj sprawdza się ta alternatywa dla USB bardzo dobrze, tak dobrze, że makówkę podpinam czasami kablem optycznym właśnie (stare modele mają standardowo to na wyposażeniu, w nowych Apple zaoszczędził i wyrzucił ten element za burtę, wyłącznie analogowo da się wyjść z nowo wyprodukowanej makówki, tak od 2016r., poza paroma wyjątkami). Bardzo dobrze, że mamy tutaj także analogowe złącze RCA, bo gramofon wrócił do łask, nie tylko ludzie wracają do czarnego krążka, ale wielu młodych, bardzo młodych melomanów (pozdrawiam) odkrywa zalety słuchania muzyki od A do Z, słuchania albumów, nie składanek, nie playlist oraz przyjemności płynące z manualnej obsługi sprzętu audio. Wcześniej już o tym pisałem – dzisiaj gramofony często są wyposażone we wszystko co niezbędne, żeby po wyjęciu z pudła zagrało. To nie wada, to zaleta. Także gramofon jak najbardziej, być może uda się nawet z takim, o: https://www.thehouseofmarley.com/turntable.html tytułowy wzmak posłuchać. Jak nie uda z tym, to zawsze staruszek NAD jest w odwodzie i też, jeszcze, może.

   

Brzmi to naprawdę fantastycznie. Takie są pierwsze, c.a. tygodniowe, wrażenia z odsłuchu. Myślę, że ogromną rolę w tym odgrywa zasilanie, ta dzielona konstrukcja, z wzorcową implementacją cyfry, gta to z wielką swobodą i brakiem ograniczeń w zakresie wysterowania. Właśnie, brakiem ograniczeń i uniwersalnością, bo w przypadku tych trudnych mam ogromny zapas, a to co słyszę bardzo mi leży, to mój dźwięk, a jeszcze podobne odczucia towarzyszą mi po podpięciu dokanałówek. Lampa, bardzo różne modele, o bardzo różnej charakterystyce… to recepta na problemy. Nie tutaj. Mamy przekaz bardzo muzykalny i bardzo kojarzący się z tym, co widzimy przed sobą, ale jednocześnie nie tracimy nic na precyzji, na idealnym wysterowaniu, żadnego brumienia, przesterowania, jest – jak z opisanym wczoraj w zajawce NuPrime IDA-8czarne tło, absolutna cisza i to na tak różnych konstrukcjach słuchawkowych, tak odległych jak IEMy ATE z jednej, a HD650 i wspomniane Audeze/HiFiMANy z drugiej strony. No, to robi wrażenie, bo już na dzień dobry, słyszymy co nam tutaj Woo serwuje… maszynkę do wyciskania dobra z naszych słuchawek, uniwersalną maszynkę, co oznacza że czego byśmy nie podpięli, możemy spodziewać się wspomnianego „dobra”. Na razie jeszcze nie podłączam egzaminatorów bezwzględnych w postaci K701, chcę się nacieszyć tym co jest, co ten Świetlik nam serwuje, ale oczywiście sprawdzę i to, sprawdzę czy K701 zagrają tutaj tak, jak czasami (tylko w niektórych okolicznościach przyrody, bo wybredne, jak nie raz wspominałem, są odnośnie toru) potrafią, ale tylko czasami.

Cholera, ale to jest ładne. Obrodziło po raz drugi… ale nie ostatni, bo mamy jeszcze coś specjalnego na koniec wyliczanki, już niebawem ;-)

PS. Jest promocja na ten model.

Więcej zdjęć poniżej:

» Czytaj dalej

PowerDAC NuPrimie IDA-8… mały, melodyjny mocarz

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180629_164810637_iOS

Jeszcze parę lat temu nikt takich konstrukcji nie poważał. Amplifikacja musiała być wielka jak stodoła, musiała mieć za nic zużycie, musiała się konkretnie grzać, powodować czasowy spadek napięcia w sieci energetycznej itd itp. Mamy 2018 i często, gęsto zamiast wielgachnej skrzyni, wzmaczniaczyska, stoi sobie na półeczce małe coś, co gra – zdawałoby się – bez żadnych ograniczeń, wypompowując waty mocy w efektory bez najmniejszego wysiłku. Pamiętacie jedną z pierwszych, masowych konstrukcji D klasowej, jaka nam się parę lat temu trafiła i została na dłużej w redakcji? Ano, tak, tak chodzi o D3020 od NADa. Mały wzmacniaczyk pokazywał kierunek, mniej więcej w tym czasie pojawiały się pierwsze, coraz ambitniejsze konstrukcje innych czołowych producentów. Wcześniej paru specjalistów z branży starało się zainteresować nas swoimi konstrukcjami przełamującymi schematy (w głowie), głównie były to jednak drogie urządzenia (wspomniany NAD miał serię Masters, od której zaczął się flirt z wysoce efektywnymi, wysokomocnymi amplifikacjami). D3020 nie był jakimś objawieniem, ale jako jeden z pierwszych łączył świat cyfry (w tym komputerem, uzupełnionym łączem sinozębnym, a droższy D7050 także bezpośrednio Internety) z drutem ze wzmocnieniem w klasie D i zrobił to na tyle przekonywująco, że dzisiaj w ofercie Kanadyjczyków znajdziecie JEDEN tylko, klasyczny wzmacniacz tranzystorowy AB (C316 v2).

Bardzo się to wszystko zmieniło, a dzisiejsza integra to właśnie tytułowy PowerDAC: przede wszystkim cyfrowe wejścia, czasami bezpośredni link (prawie zawsze BT), ze szczątkową obecnością analogowych złącz przygotowanych na okoliczność podpinania analogowych źródeł. Bywa, coraz cześciej, zorganizowane w ten sposób, że ten analog to naprawdę coś bardzo „przy okazji”, zdarza się, że sygnał zostaje przekonwertowany na postać cyfrową (układ ADC) i następnie ponownie przekształcony na sygnał zrozumiały dla efektorów. Obecnie pojawiają się na rynku setki takich produktów, zaprojektowanych zgodnie z ostrymi normami redukcji zużycia energii, dodatkowo korzystające z wysokiej efektywności i minimalizacji wpływu czynnika termicznego na formę urządzenia. Mamy więc małe, malutkie amplifikacje, lekkie, leciutkie, dla starego audiofila grzyba, wydmuszki takie i … tu audiofil grzyb będzie często, gęsto w ciężkim szoku, grające z taką swobodą, z taką manierą jak te stare, wielkie piece, co to wymagały wyłączenia zbędnych odbiorników prądu, bo mogło wywalić ;-)

Ten tutaj jegomość to klasa D, tak, ale z magicznym A (na wstępie). Patent NuPrime na połączenie zalet. Obadamy :)
BTW. Opis na pudle to takie „wszystko w temacie”, wiemy od razu „kto zacz”

NuPrimie IDA-8 to taka na wskroś nowoczesna konstrukcja. Na wskroś. Bardzo, bardzo tu i ówdzie chwalona, na granicy czołobitności i uwielbienia wręcz. Jako, że mam duży sentyment do produktów NuForce (NuPrime to reinkarnacja, przez krótki czas marka NuForce egzystowała pod skrzydłami specjalisty od projekcji, firmy Optoma), a tu mamy kontynuację, bardzo przemyślane portfolio produktów, które znakomicie wpisują się w „idzie nowe” (w audio) to długo się nie namyślając zapytałem dystrybutora marki w .pl, czy można na tapetę i to najlepiej właśnie tego małego, jak w tytule stoi, mocarza. Sprzęt budzi spore zainteresowanie, krąży po redakcjach w ostrym (krótkim) reżimie czasowym, ale że akurat trafiło się trochę wolnego czasu na obadanie, poprosiliśmy o egzemplarz i od nastu dni gra to nam jako alternatywa dla bardzo klasycznych konstrukcji w salonie: integry NADa i dzielonego systemu NADa, ze starej daty pre i podobnie starej daty końcówką …a wszystko to w klasie AB, z dużym zapotrzebowaniem na prąd, opakowane w skrzynki zajmujące cały segment regału RTV, po paru minutach powodujące zauważalny wzrost temperatury w pomieszczeniu. IDA-8 jest absolutnym przeciwieństwem powyższego. Tak jak NAD D3020 to takie „biurkowe”, bardzo kompaktowe maleństwo, zintegrowany wzmacniacz na miarę XXI wieku. Power+DAC, z USB przede wszystkim, ale dla mnie rzeczą bardzo istotną i niepomijalną są także pozostałe cyfrowe interfejsy… nierzadko to właśnie SPDIF jest LEPSZYM od komputerowego sposobem na integrację źródła z nowoczesnym wzmacniaczem. To wcale nierzadka sytuacja, dlatego jak już nie raz mogliście się na łamach HDO przekonać, zawsze kompleksowo podchodzimy do testów, nie robimy tego by „zaliczyć” – nie – chcemy poznać możliwości brzmieniowe testowanego sprzętu. Wcale często to właśnie koaksialne, albo TOSLINK wypada ciekawiej w kwestii SQ od  uniwersalnej magistrali komputerowej. Także, to uwaga natury ogólnej, dajcie szansę innym interfejsom w swoich nowoczesnych, cyfrowych wzmacniaczach, bo warto (inaczej, można sporo z potencjału stracić, pozostawiając te wejścia nieobsadzonymi).

Małe, kompaktowe to. Bardzo. Oznaczenia wejść dziwaczne, ale ma to swój urok.
To takie połączenie diody (displej), oznaczenia alfanumeryczne… labo, przy czym żadne szkiełko i oko, o nie! ;-)

Integra NuPrime ma link bezprzewodowy w formie zewnętrznego modułu łączności, który podpinamy do umiejscowionego z tyłu, dodatkowego (poza drukarkowym złączem, do wpięcia kompa) portu USB. Także jak ktoś akurat wcale niekoniecznie ma ochotę słać strumienie z handheldów do ampa to nie musi tego elementu sobie aplikować, zestaw interfejsów obejmuje „klasycznie” elektryczne & optyczne interfejsy cyfrowe, ponadto jest analogowe wejście, jedno jedyne, na przedwzmacniacz, pozwalające podpiąć coś analogowo właśnie. Oczywistym wyborem będzie tutaj gramofon, te nowe coraz częściej wyposażane są od razu we własne, wbudowane przedwzmacniacze, co pozwala bezpośrednio wpinać. Na froncie diodowy displej (charakterystyczny element wyposażenia w przypadku wcześniej NuForce, obecnie NuPrime), w garści firmowy pilot (oznaczenia cyfrowo-literkowe wcale nie są z czapy, jak pisali inni recenzenci… no ludzie, przecież 1,2,3,4,5 niczego konkretnego nam o wyborze złącza nie mówi, a te literki owszem, mówią… a cyfry są po to, by nam unaocznić kolejność), stalowe pudełko z siłą rzeczy blisko osadzonymi odczepami. Polecam, bardzo, ubrane kable, najlepiej w banany. My tak właśnie podpięliśmy tytułową integrę z naszymi redakcyjnymi kolumnami. Widełki mogą być problematyczne, a gołe kable będą bardzo mocno niewskazane. Także banany wpinać proszę.

…jak widać

Nie ma żadnego jacka, mimo biurkowej formy (ale to w sumie nie jest, o czym za chwilę, żadna wskazówka, jakiś nakaz zastosowania tego klamota właśnie w formie biurkowo-gabinetowej), to amplifikacja pod kolumny, zdalne sterowanie także wskazuje, że ma to być obsługiwane z poziomu fotela, kanapy w dużym pomieszczeniu. Co prawda wielkość i waga wskazywałyby na coś wręcz przeciwnego, ale pozory w tym wypadku bardzo mylą. Tak jak wspomniany na wstępie D3020 faktycznie był takim małym wzmacniaczykiem, który nie bardzo nadawał się do dużego salonu, nie był dobrym wyborem dla dużych podłogówek, ba… sam producent zakładał, że jakby co przyda się wsparcie niskotonowca (aktywnego – zresztą w IDA-8 też możemy sobie suba integrować), do wpiętych w odczepy raczej kompaktowych monitorów, to tutaj mamy do czynienia z małym w formie, wielkim w treści, wulkanem energii. Ten wzmacniacz może bezproblemowo zastąpić w moim systemie dzielony tor pre + końcówka i będzie zwinniejszy, bardziej dynamiczny, de facto mocarniejszy od wielkiej skrzyni ze znamionowymi 200W. Przy okazji oczywiście mamy coś znacznie efektywniejszego, no ale to jakby z założenia… w końcu te nowe ampy oparte na power modułach, wzmacniacze w klasie D, potrafią dać dużo energii, zabierając z sieci umiarkowane ilości prądu, dodatkowo zachowując wysoką kulturę pracy (termika). Tak, to wiemy w teorii, ale praktyka potrafi mimo wszystko zaskoczyć, zadziwić. Musiałem uważać z operowaniem gałką enkodera (leciutki, wyczuwalny skok, szkoda że nie chodzi to nieco precyzyjniej, bardziej gładko), przyciskami na pilocie, bo można było szybko przedobrzyć. Gram bezpośrednio z Core @ Roonie (iMac), ale też jw. podpiąłem inne interfejsy i to bardzo na bogato, bo… po optyku jest Chromecast Audio tylko, ale po koaksialu udało się zintegrować cały system AV w salonie (dzięki matrycy HDMI wyposażonej w konwerter cyfra-cyfra z HDMI na TOSLINK/coax). Fajno. Można sprawdzić wiele źródeł, także takich, które rzadko były podpinane do DACów/PowerDACów. Oczywiście, tradycyjnie, podpinam także naszego dyżurnego CDeka (tutaj zarówno po analogu i rozłączając to co powyżej, po koaksailu). Link sinozębny sprawuje się bez zarzutu, można strumienie słać, ale to co robi na wstępie testów największe wrażenie to wspomniana moc, którą mamy tutaj do dyspozycji. Przy ustawieniach w zakresie 30-40 jest optymalnie, głośno, a dalej… no właśnie. Warto przy tym nadmienić, że amp gra niezwykle czysto, mamy całkowicie czarne tło i to w całym zakresie, także przy końcu skali. Nie to co przy moich NADach, gdzie jak wychylimy to słychać. Tu jest głucha cisza.

„Wzmacniaczyk” wcale niemało potrafi w dziedzinie SQ. Powiem więcej, sceptycy, niepoważający „tych nowych, cyfrowych, wynalazków” powinni koniecznie sobie to, to potestować. Najlepiej w zaciszu domowym, mając do porównania dotychczasowy tor. I niech to będą te wszystkie pyszne „czysta klasa A”, jakieś lampiszony niech będą, niech to będzie prawdziwe, po bandzie wyzwanie. U nas tak to się właśnie konfrontuje i doświadczyłem niczego, do czego mógłbym się doczepić. To nie jest żadne „no ale”, „nalocik cyfrowy czuć”, czy może mocne ale bez powietrza, bez życia granie. NO NIC Z TYCH RZECZY. Ta cała IDA-8 zasłużyła sobie na b.dobre opinie, tu nie ma przypadku. Dokładnie obadałem kwestie linku komputerowego, sprawdziłem jak dobra jest implementacja USB w tym przetworniku z prądem, znakomicie wypadło SPDIF – gra tutaj świetnie – analog traktowałem początkowo pomocniczo, ale summa summarum się wybroniło. Mogę zatem napisać głośno i wyraźnie: jak sobie słucham na lampiszonowym ampie czegoś, a potem przeskakuje na IDA to nie mam wrażenia, że ktoś mi coś tam amputował. W ogóle nie mam. Przechodzę, że tak powiem, gładko i bez najmniejszego zgrzytu. Innymi słowy, mały mocarz, radzi sobie, radzi sobie z podłogówkami w dużym pomieszczeniu z takim zapasem sobie radzi, że nawet dużo potężniejsze paczki nie stanowiły, jak się okazało, jakiegoś wielkiego wyzwania. Na Topazach 20 grało, dużo większych od kompaktowych Szafirów (23) i „nawet się nie spocił”. No ciepły, a nwet więcej niż ciepły był, ale wysterował te kolumny koncertowo.

Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził tego ampa w sposób, który raczej nikomu (z testujących) nie przyszedł do głowy. Kropką nad i był odsłuch na routerze audio (z wejściem dla ampa i audio jackiem, do którego to nauszniki podpiąłem). Fabryka integracji ze słuchawkami nie przewidziała? No trudno, trzeba było zaradzić i zaradziłem jak wyżej. I wiecie co? To dopiero była sensacja, jak ten mały grzmot zagrał na planarach. Zresztą nie tylko, ale przede wszystkim.

  

Cyfra, no w PowerDACu to jakby naturalne, że cyfra wszędzie, nie?

Więcej, bardziej i mocniej poniżej:

» Czytaj dalej

Yes! Yes! Yes! Chromecast z oficjalnym wsparciem w Roonie!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Roon_Chromecast

Znakomita wiadomość z samego rana czeka wszystkich użytkowników front-endu Roon labs. Moi drodzy, od teraz, Roon ma pełne wsparcie dla popularnego Chromecasta. Można zatem bez ograniczeń strumieniować w strefach, korzystając z tanich jak barszcz end-pointów Google’a. Obecnie cast staje się powoli standardem w branży, coraz więcej producentów sprzętu audio integruje to rozwiązanie w swoich produktach. Możemy zatem skorzystać z wygodnej alternatywy dla sinozębnego, który jak wiemy jest stratny, do tego trudno go implementować do rozwiązań wielostrefowych (generalnie BT był pomysłem point-to-point, ostatnio to się zmieniło, ale nadal ze sporymi ograniczeniami… zasięg, liczba połączonych jednocześnie urządzeń, różne specyfikacje / warianty). Zamiast Bluetootha mamy zatem Chromecasta i to idealny patent na wiele stref, bo nie tylko integruje wszystko to jeszcze w ramach naszej infrastruktury sieciowej (WiFi) integruje. Teraz z najlepszym na rynku software do zawiadywania. Zrobili to, z tego co widzę, jak zwykle perfekcyjnie! Wszystkie Chromecasty są identyfikowane i stają się urządzeniami „Roon Ready”. Innymi słowy mamy pełne wsparcie dla tego rozwiązania, pełną identyfikację. Dlaczego w cudzysłów zatem? Ano dlatego, że podobnie jak ma to miejsce z AiPlay’em mówimy o customowej implementacji, nie ma tutaj pełnej integracji w ramach protokołu RAAT. Świetne jest natomiast to, że ta własna interpretacja cast daje wszystkie benefity jakie oferuje nam Roon. Innymi słowy, mamy ciastko i jemy ciastko ;-) …Google nie daje opcji napisania kodu dla Chomecastów zamiast. To musi być i jest pewna proteza, ale jw z pełną de facto funkcjonalnością. Super! Dlatego też, mimo patentu na cast, mówię na te dongle endpoint roonready. Wiecie, co to oznacza w praktyce? Integrację całej audio elektroniki w środowisku Roona za 130 złotych, licząc za pojedynczego dongla. Analog lub cyfra. Czujecie? I ten custom code jest gaplessolubny. Zarówno lokalnie, jak i zdalnie (Tidal). Czujecie?!

O Chromecastach, o castowaniu było u nas nie raz i to nawet szmat czasu temu było ;-) Ot choćby tutaj opisałem benefity jakie serwuje to, co powyżej, na obrazku uwidocznione (Chromecast Audio). Mało? No, to jeszcze przykładowa implementacja castowania audio w recenzji wzmaka z nowej linii NADa: C338

Chromecasty obsługują w trybie bez konwersji sygnał 24/96 (Audio) i tak to wygląda pod Roonem. Oczywiście, żeby skorzystać z grania bitperfect łączymy końcówki Google za pośrednictwem cyfrowego linku… wychodzimy sygnałem via toslink na zew. daka. W sytuacji, gdy zechcemy skorzystać z wbudowanego w Chromecasta przetwornika, sygnał przestaje być bitperfect… w końcówce do pracy zabiera się wbudowane DSP i możemy, przykładowo, słuchać sobie z bezpośrednio podpiętych słuchawek. Roon pięknie nam wszystko identyfikuje, nie trzeba niczego ustawiać, wszystkie casty są od razu gotowe do strumieniowania. Jak chcemy zmienić sposób pracy to można ustawić mapowanie kanałów (przetwarzanie dźwięku wielokanałowego), można zmienić sposób działania z materiałem MQA (co ciekawe, Chromecast zawiera w sobie dekoder kontenera, można zatem zrobić pierwszy etap rozpakowania w „donglu” Google), można zmienić kontrolę głośności (stała, zmienna) i wreszcie załączyć opóźnienie resynchronizacji (uniknięcie przerw w graniu, gdy zmienia się format odtwarzanej muzyki).

No i jest! Oficjalnie, pełne wsparcie, autoidentyfikacja… zarówno Chromecast Audio, jak i Video

To według mnie domknięcie tematu. Od teraz Roon obsługuje wszystkie liczące się technologie na rynku. Można, bez względu na wybór, integrować sobie rozwiązania oferowane przez gigantów, bez względu na to co wybraliśmy, z czego korzystamy będzie to w Roonie obsługiwane. Mamy AirPlay, mamy Cast, mamy LMS (Squeezeboksy i rozwiązania pokrewne), mamy wreszcie Sonosa. Ten ostatni też preferuje podejście holistyczne, czytaj: ma być wszystko zintegrowane. I prawidłowo! A to przecież nie wyczerpuje listy, dodajmy do tego rzeczy opracowane przez takie firmy jak Devialet (własny protokół transmisji Air), Linn-a, czy NADa (BluOS). Jakby tego było mało, implementują do front-endu rozwiązania softwareowe (silniki DSP, niskopoziomowe wtyczki) takich specjalistów, jak: HQ Player, JPlay oraz oferują możliwość integracji z popularnymi playerami (agregatami treści): Audirvana czy JRiver. Krótko rzecz ujmując – Roon nie ma obecnie konkurencji. Jest Roon i długo, długo nic, co byłoby odpowiednikiem, miało zbliżone możliwości. Niesamowite jak to oprogramowanie się nam rozbudowało, jak wzrosły jego możliwości. Sama idea pozostała niezmienna, ma być „wszystko pod jednym dachem” i jest, ale ważne jest też to, jak to działa, jak to funkcjonuje na co dzień. Dużo na ten temat pisałem na łamach, nie będę się powtarzał, wystarczy zajrzeć do linków poniżej:

…o ROONie możecie przeczytać w naszych wcześniejszych wpisach: opis, poradniki nt. front-endu znajdziesz pod tym linkiempod tym oraz pod tym a także tutaj i tu. I jeszcze o tu. O ROCK (Roon Optimized Core Kit) tutaj, o iPENGu w ROONie (tutaj) i Audeze pod ROONem (tu) oraz tutaj (urządzenia na iOS pełnoprawnymi źródłami, end-pointami w Roonie)

Powiem tylko tyle, że takie coś stanowi obecnie fundament nowoczesnego systemu audio i bez takiego elementu nie tylko tracimy (bo nie integrujemy, albo robimy to tylko częściowo), ale w przypadku grania z pliku, po prostu rezygnujemy z możliwości jakie oferuje nam dzisiejsza technologia. To podstawa i moim zdaniem miesięczny koszt w okolicach 40 złotych (gdy płacimy roczny abonament tj. ok. 460zł, tutaj, podane w ujęciu „miesięcznym”) jest adekwatny do tego, co otrzymujemy w zamian. Koszt dożywotniej licencji jest wysoki, to 500 dolarów, ale popatrzmy ile wydajemy na sprzęt. A przecież to oprogramowanie integruje nam te wszystkie klamoty, to nie jest zwykły player, a nawet kombajn agregujący treści. To coś dużo większego. Na forum użytkowników toczy się dyskusja, czy Roon nie powinien udostępnić opcji opłaty miesięcznej. Moim zdaniem, psychologicznie, byłoby to całkiem sensowne rozwiązanie, bo dla wielu taka danina płacona co miesiąc byłaby strawniejsza, łatwiejsza do akceptacji. Cóż, żyjemy w czasach abonamentowych, to obowiązujący dzisiaj model dystrybucji, płacenia za software, za treści. Roon jest tu zachowawczo-konserwatywny, co powinno spodobać się tradycjonalistom (słyszą mnie, tradycjonaliści? ;-) ). Tak czy inaczej, to obecnie rzecz bez alternatywy, ekosystem obejmujący serwer, zdalny dostęp, końcówki, rozwiązania dedykowane z pełnym wsparciem dla setek produktów audio na rynku, z obsługą wszystkich liczących się technologi. 

Wow!

Chromecast Audio

  

Oczywiście mamy pełne możliwości łączenia w grupy, grania różnej muzyki w różnych strefach (działa grupowanie via Google Home pod Roonem), skorzystania z wbudowanego w Roonie silnika DSP. Wszystko.
Działają Chromecasty Video (all), działa oczywiście Audio, działają google’owe smart głośniki oraz każde urządzenie z zaimplementowanym castem. Wszystko.

Chromecast Video (1 gen)

Wszystkie strefy (3) @ cast gotowe do strumieniowania…

Tu analogowo via Chromecast Audio na słuchawkach słuchane

A tu po cyfrze leci do zew. przetwornika w salonie

Oczywiście do 24/96 leci nam via SPDIF bitperfect (tylko na Audio, Video mają na sztywno 48KHz, restrykcja dotycząca implementacji HDMI w „donglach” Google’a)

A jak leci coś wyżej, to jak wyżej ;-) …konwersja w dół

PS. Mówi się na ulicy, że Roon będzie niebawem nie tylko strumienie tidalowe obsługiwał. Będzie SoundCloud (zaawansowane rozmowy …pięknie!), gadają o integracji swoich strumieni także Francuzi z Qobuza (miał być w Polsce, w zeszłym roku miał!)

Prawdziwy diament – Burson Conductor V.2+

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180419_112911702_iOS

Siedem kilo… achtung panzer! Forma mówi: będzie konkret granie. Z produktami kangurów mieliśmy już do czynienia na HDO. 160-ka się u nas kiedyś przesłuchała i bardzo przypadła do gustu, choć nie bez pewnych „ale”. Teraz trafił do nas topowy, flagowy, naj, naj, model wzmacniacza (po pierwsze), pre / integry (po drugie) oraz DACa (po trzecie), czytaj maszynki spinającej nam wszystko co trzeba w jednym pudle. Panie, Panowie przedstawiam gościa z dalekich Antypodów: Burson Conductor V.2+. Teraz tylko odpowiednie efektory. Nie, nie napiszę high-endowe słuchawki, bo wcale nie (ma takiej konieczności), można a nawet obowiązkowo trzeba podpinać klasyki, rozsądnie wycenione, w rodzaju K701 czy HD650, a nawet mniej klasowe, jak choćby takie Momentum… mimo niskiej impendancji. Możemy swobodnie uznać, że to taki tuning naszych starych kompanów, rzecz zaskakująca, jak wiele dobrego można z tych konstrukcji wycisnąć, oj naprawdę można wiele.

Ale to dopiero początek. Kraina szczęśliwości, czytaj LCD-3, to partner oczywisty. Tyle, że wcale nie trzeba wydać 8 tysi na porównywalne (choć o innym, ale jakże przepysznym bukiecie) brzmienie. Tak, zgadliście: Sundara. Te, kosztujące 2 tysie nausznice to strzał w dyszkę. Partner kompletny. Popatrzcie na zdjęcia… Conductor w wersji czarnej, a taka nam się trafiła, plus te słuchawki to nie tylko brzmieniowo (ofc to podstawowa sprawa), ale także formą IDEALNE dopasowanie. Świetnie się to prezentuje. System słuchawkowy za 10k bez żadnych „ale”? Pierwsze wrażenia są właśnie takie, zobaczymy jakie będą finalne wnioski po dłuższych odsłuchach, ale coś czuję, że amplifikacja słuchawkowa w topowym Bursonie to będzie TO. Patrząc na tego klamota dwie rzeczy zrobiłbym inaczej: dałbym 9038 zamiast 9018 (to byłoby K.O …zaraz do nich napiszę, czy planują upgrade, tam się na płytkach wymiennych wszystko opiera, Burson słynie z opcji, z modów właśnie) i przemyślał kwestie dwóch wyjść (DAC nie jest liniowe… to bez sensu trochę, bardzo nawet niż trochę). Poza tymi dwiema sprawami jestem na dzień dobry oczarowany możliwościami tego mocarza.

Tak, robi spore wrażenia moc, sam klamot kojarzy mi się formą i możliwościami energetycznymi z uberelektrownią HiFiMANa (nasz test EF-6), przy czym nie jest to taki potwór, zajmujący cały stolik jak ww ustrojstwo pod HE-6 (bo to system jest, wiecie, patrzcie wcześniejszy link). Jest bardzo ciężki, jest spory (jak na – umownie – ampa słuchawkowego, duży), ale w granicach zdrowego rozsądku. Interga ma dwa wejścia analogowe, co u Bursona nie dziwi, co jednocześnie zawsze warto pochwalić i docenić oraz opartą na 9018 (i XMOSie) część cyfrową, z klasycznym zestawem: USB/SPDIF (koaksial & TOSLINK). Od razu podpiąłem pod imakówę (CORE) oraz do naszego nie(do)ocenionego (uwielbiam tego klamota i z perspektywy czasu widzę, że nie doceniłem wystarczająco M1HPA… to w cenie ok 2k najlepsza integra/pre słuchawkowa kropka amen) Musical Fidelity, który robi za przeplotkę (czarne tło macie jak w banku: nic, zero, nul, czysto). Tu czerń, spotyka się z czernią, w sensie dosłownym i w przenośni. Oba klamoty idealnie się uzupełniają (bo mogę sobie zintegrować wszystkie źródła, bez uciążliwego przekładania kabli), mam 3 duże jacki do testowania, porównywania. Od dawna korzystam z tych, rozbudowanych możliwości M1, ale przy okazji Conductora dotarło do mnie jakie to wygodne, jakie przyjemne w obsłudze. Właśnie – metalowy, zgrabny, dedykowany pilocik dodawany w komplecie do tytułowego klamota na razie nie ma zastosowania, bo wszystko na wyciągnięcie ręki (biurkowy set idzie na pierwszy ogień), ale to się bardzo przydało, bo w salonie Conductor pracował sobie zupełnie inaczej, w innej roli, znaczy się: sprawdziłem, jak sobie poradził w trybie PRE z torem opartym na końcówkach i na zestawach głośnikowych. Grał zarówno jako centralka cyfrowa, jak i klasyczny pre-amp, z podpiętymi analogowo źródłami. I powiem Wam coś. Mhm. Tak, potraktujcie tego Bursona jako spoiwo całego toru, bo jako słuchawkowiec tylko, będzie to najzwyczajniejsza marnacja potencjału.

Postanowiłem, na potrzeby testu, poeksperymentować. Było grane nie tylko z kompa (ROON), nie tylko z Chromecasta (obecnie, zawsze Chromecasta Audio podpinam pod TOSLINKA… to dyżurny interfejs cyfrowy u mnie), a nawet nie tylko z Squeezeboksa Touch EDO mod via koaksial (bo za USB siedzi i wiele dobra wnosi konwerter c/c hiFace Two)… nie, tym razem nie ograniczałem się ;-) „tylko” do tych, znanych na wylot źródeł (cyfrowych). Podobnie jak to miało miejsce z innymi integrami słuchawkowymi wyposażonymi w analogowe wejścia po analogu grane było… coś specjalnego. Po pierwsze (właśnie gra i …niech komputer spieprza na drzewo ;-) ) olampowany, z buforem bańkowym znaczy się, cedek Onkyo (świetny mechanizm, stara, dobra, japońska szkoła), po drugie za pomocą linku z salonem (multiprzełącznik Pro-Jecta) zagrało nam też z gramofonem (duet 1020 z 5120) i wreszcie po trzecie sprawdziłem jak sobie (nadal jesteśmy w gabinecie, znaczy na słuchawkach słuchamy :) ) Burson poradził z MiniWattem (wzmak, który robi u mnie za słuchawkową końcówkę mocy i wierzcie mi… nie ma nic lepszego, na odczepach głośnikowych, z dobrej klasy routerem audio 6.3mm albo/i adapterem HiFiMANa z symetrycznym gniazdem na końcu). Także tak, właśnie, Burson grał jako preamp, podpięty do wejść w lampowcu (NOSy: Brimar BVA/Telam), sterując poziomem i łącząc źródła, a efektory zagrały na wspomnianych wyjściach z odczepów. Rzecz jasna nie było tu mowy o żadnym balansie (ale kabel sobie zmienimy w LCDkach i w ten sposób to też pożenimy), tak z ciekawości sprawdzę jakie są różnice i czy w ogóle jakieś są na takim jw. secie (HiFiMan HE Adapter). Wiele osób wg. mnie błędnie, zakłada, że symetryczne połączenia są „zawsze” lepsze w aspekcie SQ, a przecież nie chodzi o wyższość tutaj według mnie, tylko lepsze medium w trudnym otoczeniu (studio) oraz ewentualnie sensowniejszy link przy bardzo długich podłączeniach. Nie wyklucza to lepszego efektu, gdy ktoś zwyczajnie spaprał, czy gorzej przygotował tor niesymetryczny, ale żeby to dogmatycznie dawało progres (bo różnice w pomiarach/specyfikacji –  dodają)…? O tym też będzie osobny wpis na HDO. Dobra, nie przedłużając, przejdźmy do meritum :)

» Czytaj dalej

Integracja @ nowym poziomie: NAD C368 z modułami MDC @HDO

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180717_181824652_iOS

Ambitnie. Inaczej. Nikt tak tego nie testował. Pewnie nikt nie przetestuje. Poza nami. NAD C368 należy do najnowszej generacji integr Kanadyjczyków. Pisaliśmy o tych klamotach, uwypuklając unikalne możliwości tego sprzętu. No tak, ale gdzie byście nie zajrzeli, przeczytali, wszędzie opisy, testy dotyczą golca, wzmacniacza z tym, co fabryka dała na dzień dobry, bez uwzględnienia tego, co robi KOLOSALNĄ różnicę. W tym zakresie cenowym nikt nie zrobił do tej pory audio klamota, który „ogrania wszystko”. Zapytacie jakie wszystko? Ano wszystko, bo kino łączy się tu płynnie ze stereo, streaming nie jest na poziomie tylko sinozębnym, a nawet nie tylko WiFi/DLNA, czy LAN… nie, tu jest coś więcej. Dzięki modułom możecie stworzyć rozwiązanie KOMPLETNE, takie, które nie wymaga żadnych, powtarzam żadnych dodatków. Bo ma. Montujemy karty w slotach i mamy Roon Ready, mamy obsługę dźwięku w kinie na wysokiem poziomie, a przy tym nie tracimy nic z nowych możliwości w AV. Innymi słowy, możemy skorzystać z wszystkich najnowszych technologii, takich jak dźwięk obiektowy, najnowsze Dolby, wszystko… w samej integrze macie oczywiście samo stereo, ale jest HDMI 2.0, jest CEC, jest ARC – no jest wszystko. Wychodzicie dalej i już te Atmosy, te DTS-Xy i Aury śmigają. Wtedy ofc więcej niż jeden klamot (ale też da się to w pewnym sensie obejść, napiszę więcej w recenzji how to), ale może być po prostu stereo. Budowa systemu wokół jednej skrzynki, integracja wszystkiego jak leci, połączenie A i V …NAD oferuje to już dzisiaj i wiecie co? Oferuje to wszystko bez najmniejszych kompromisów. Nie wierzycie? To poczytajcie dalej…

Najważniejszy, kluczowy, jest jednak moduł sieciowy. Mamy coś, co NAD zrobił niemalże perfekcyjnie. BluOS. Jeden z najlepszych, autorskich systemów opracowanych przez producenta audio. Nie tylko integruje co trzeba, ale daje także elastyczność w wyborze. To bardzo ważne. BluOS jest jw Roon Ready, pozwala korzystać ze wszystkich możliwych streamów (nie tylko tego, co daje nam Roon), do tego jest to lekki (bardzo szybko działający, agregujący treści) front-end w formie aplikacji na mobilne (oferują poza iOS oraz Androidem wersję dla Amazona… bardzo rozsądnie, bo AI Alexa, bo cały ekosystem) oraz desktopowej de facto całościowo zamyka nam temat. NAD oferuje także aplikację do sterowania ustawieniami swoich wzmacniaczy (sporo można tam poustawiać, bo i sporo możliwości mamy), komunikującą się via BT (a to teraz standard u NADa). Jakby tego było mało moduł sinozębny w C368 może nie tylko przyjmować strumienie ze źrodła, ale także zdolny jest je wysyłać. To jest coś, jakby oczywistego, w dzisiejszych czasach, słuchawki bezprzewodowe to znaczące i rosnące udziały w słuchawkowym segmencie audio, ale NIKT poza NADem tego w ten sposób nie zaimplementował. Nadajnik – odbiornik. Sturmieniujemy bez pośrednictwa dodatkowych ustrojstw, wprost ze wzmacniacza, z wszystkich podpiętych do niego źródeł. Integracja bezprzewodowych słuchawek. Bez pośredników. No bajka.

  

Montujemy, montujemy! ;-)

To co powyżej

Tutaj

O tak…

…by cieszyć się takim widokiem. Jest sieć z front-endami, agregacją treści z netu, no i jest kino

Fizyczny montaż modułów to przysłowiowa bułka z masłem. Dla kogoś, kto składał blaszaki, oswojony jest ze slotami, montażem kart rozszerzeń takie coś nie stanowi żadnego wyzwania… na szczęście dla osób z komputerami na bakier instalacja nie powinna być żadnym problemem. Karty wchodzą gładko, są prowadnice, widać że cała koncepcja została przygotowana w taki sposób, by poradził sobie z tym także ktoś, dla kogo elektronika to trochę „czarna magia”. Od strony fizycznej zatem nie widzę problemu. Problem pojawia się dalej. Z modułem HDMI następuje auto-inicjacja i już, ale moduł sieciowy… tu trzeba się trochę napocić. W galerii macie opisane boje, napiszę tylko że producent powinien zmienić opis w instrukcji sugerujący konieczność wykorzystania WiFi (może być LAN), dodatkowo na wyświetlaczu cały proces powinien być w czytelny sposób przedstawiany użytkownikami. Powinien, bo… obecnie nie jest. Jeżeli myślicie, że wystarczy podpiąć kabel LAN i już (w przypadku WiFi, wiadomo, trzeba wybrać, zalogować) to jesteście w błędzie. Wzmak mimo instalacji i identyfikacji modułu nie chciał początkowo zaktywizować MDC. Potem jak już to zrobił, pobrał aktualizację, zainicjował się, rozpoczął pracę, ale… znikła na ekranie zakładka BluOS settings. Na szczęście nastaw można dokonać także w dedykowanej apce, ale funkcjonowanie całości podczas instalacji cechuje pewna przypadkowość & nieprzewidywalność. Do poprawy.

Blu

W C368 mamy dwa sloty dla modułów MDC (w serii Masters możecie jeszcze bardziej rozbudowywać klamoty) i jest to wg. mnie dokładnie tyle, ile trzeba. Dlaczego? Ano w jedną kieszeń kino, w dugą sieć i już. Sama integra ma ponadto aż cztery interfejsy SPDIF, ma gramofonowe pre (bardzo dobrej jakości btw), ma możliwość podpięcia dodatkowych, dwóch źródeł analogowych. Obecnie to aż nadto i fajnie – idealnie pod rozbudowę instalacji, rosnące potrzeby w zakresie integracji źródeł. Możecie zatem spokojnie podpinać dużo, ale też nie wiem za bardzo co… poza fizycznymi nośnikami, można. Bo i po co dublować? W końcu dali nam tu te wszystkie nowości (tak, tak MQA też jest, ehmmm), zresztą sami zobaczcie:

…oprogramowanie to poza wspomnianym Roon-em, o ile z niego korzystamy, (BluOS jest w pełni certyfikowany przez Roon labs. i każdy klamot NADa z BluOSem staje się z automatu Roon Ready), własny kawał kodu. Tak, byłoby bardzo nie-fair nie wspomnieć w zapowiedzi o czymś, co wykorzystałem do samej instalacji modułów, sprawdzenia poprawności działania, wykorzystania jako alternatywy dla pilota IR (duży, uniwersalno-systemowy… bardzo je lubię na marginesie, mam starego HRT i mi wszystko ogarnia, bo NADolub jestem, jak wiecie i sporo tego z logo u nas działa). Mamy dwie apki. Jedna to właśnie zamiennik dla pilota systemowego, komunikujemy via BT i otrzymujemy pełen dostęp do wszystkich nastaw oraz podstawowe sterowanie integrą. Druga to już front-end dla własnego audio OS, dla BluOSa. Poza sterowaniem i ustawianiem parametrów pracy (tu się obie apki poniekąd dublują) mamy agregację treści. I to jest właśnie coś, co stanowić powinno wg. mnie naturalne uzupełnienie dla Roona. Apka jest lepsza (lepszy UI/UX, łatwiejszy, szybszy dostęp do treści) niż to co oferuje przykładowo Auralic. Moim zdaniem może stanowić wzór dla innych producentów jak napisać przejrzysty, lekki, nieprzeładowany niepotrzebnymi bzdetami, oparty na zdrowych zasadach szybkiego dostępu, łatwego nawigowania program do obsługi sieciowego rozwiązania, własnego ekosystemu złożonego z grających w wielu strefach audio klamotów.

BluOS
Roon Ready jest Blu 

Agregujemy wszystkie treści pod Blu

Naprawdę wszystkie

To, co najistotniejsze, to agregacja treści. Tidala pomijamy, bo najlepszą integrację (lepiej się tego stremu używa via Roon niż natywna apka dostępowa do serwisu) oferuje nam Roon, mamy Spotify, mamy Deezera, Qobuza (dla tych co mają taką możliwość, my w Polsce nie mamy… dostały Włochy, dostała Hiszpania, a nas Francuzi olali, mimo obietnic), Pandorę (tu znowu trzeba trochę pokombinować, by to działało, ale da się), iTunes oraz radia internetowe. Rozgłośnie robią o tyle różnicę, że Roon dopiero pracuje nad docelowym modułem „radyjnym”, na razie w tym aspekcie jest nieco siermiężnie (ręczne wpisywanie adresów url), choć streamy hi-res (nie uwierzycie ile tego się wykluło ostatnimi czasy) to naprawdę coś i naprawdę warto dać szansę poczciwemu radiu (no w formie netowej, wiadomo, niekoniecznie już, niestety, gadanej, ale jednak radiu). Można rzecz jasna dużo więcej, będzie o tym zarówno poniżej w galerii, jak i w rozbudowanej formie we właściwej recenzji tytułowego rozwiązania. Także jak najbardziej bardzo, bardzo polecam firmową aplikację, bo uważam że zrobili to #jaknależy. Duży plus za to, bo oprogramowanie to moi drodzy obecnie ważna składowa całości. Musi być dobrze, by ocena wypadła pozytywnie. Ktoś powie – są alternatywy… owszem, da się często, gęsto korzystać z alternatywnych aplikacji, ale brakuje wtedy funkcjonalności, mamy niepełną obsługę, nie ma wg. mnie b. istotnego połączenia h-ware z tym, co umożliwia skorzystanie (w pełni) z możliwości klamota. To musi być ujęte w koherentną całość, musi do siebie pasować. Więcej. Stanowi ważną część całościowego doświadczenia (user experience).

Niektórzy do szczęścia potrzebują jeszcze okładki. Mnie wystarczy informacja tekstowa, ale…
…tu macie moduł wizyjny, na TV albo projektorze mogą być prezentowane treści. Co to oznacza?

Swobodnie można sobie wyobrazić takie coś: dynamiczne tapety, okładki, jakieś fotogalerie z artystami, czy po prostu wideoklipy na wielkim ekranie. W przypadku front-endu Roon trwają pracę nad osobnym strumieniem obrazu na Chromecastach Video, wyświetlanym niezależenie na wielkich displejach. Oczywiście można trzymać okładkę w formie tabletu korzystając z Roon Remote już teraz, ale duży ekran…

Przegenialne… bezprzewodowe słuchawy zlinkowane z NADem w trybie transmitera.
Spore wrażenie robi zasięg transmisji – cała chałupa,
 dwie ściany… bez dropów, czysto, stabilnie.
Można od teraz na bezprzewodowych słuchać wszystkiego co zintegrowane z NADem: strumienie via moduł Blu, kino via HDMI, źródła cyfrowe & analogowe wpięte bezpośrednio… gramofon. Wow!

Sama skrzynka wpisuje się w nowy trend, nowoczesnego designu, jaki od paru lat NAD konsekwentnie wdraża w swoich klamotach. To już nie są czasy tytanowych obudów, klockowatego, prostego jak budowa dłuta, klasycznego projektowania z charakterystycznymi „znakami szczególnymi”, które od zawsze kojarzyły się z NADem (zielone guziki, y’now ;-) ). Nie. Tutaj mamy na wskroś nowoczesną konstrukcję, która mimo że pracuje w klasie D, korzystając pełnymi garściami z doświadczeń Kanadyjczyków na polu super efektywnej energetycznie amplifikacji (własna wersja modułów Hypex UcD), to lubi oddać ciepełko w dużej ilości. Stąd cała góra obudowy to rząd przyjemnie się kojarzących otworów wentylacyjnych ala duży piec (mniam, mniam). Cóż, środek jest nafaszerowany elektroniką, a ta się grzeje, z takimi, jakże miłymi dla melomana geeka (ohohoho ;-) ) akcentami, jak duże radiatory, liczne baterie kondków etc. Duży, kolorowy displej prawdę Wam powie o stanie, o ustawieniach urządzenia, których to ustawień jest niemało. Wszystko jednak ładnie zgrupowane, baaardzo proste w konfigurowaniu i obsłudze… nie ma porównania z wieloma amplitunerami AV, gdzie trzeba się nieźle napocić, żeby w gąszczu funkcji poustawiać co trzeba. Fajnie, że jak to u NADa często bywa, macie odczepy głośnikowe razy dwa, co oznacza, że dokładnie z takimi samymi parametrami jakie ma jedna para, można podpiąć dwa zestawy kolumnowe. Ba, można też skonfigurować integrę pod mono, dając jeszcze więcej mocy w kanał. To wszystko to jednak standard u tego producenta, zawsze można było liczyć, w klasycznej linii, na takie udogodnienia.

Klasyka. Dosłownie i w przenośni

Harmonijnie łączą się tutaj z nowoczesnością, z czymś w awangardzie postępu, jak widać na załączonym obrazku

…i jeszcze ta wizja w najnowszym wypuście, ultra wypuście

Zapraszam do rozbudowanej galerii tytułowej: cyfrowej hybrydy z je….ciem. To poniżej to tylko wycinek tego, co będzie w recenzji, w końcu kompleksowe to, wielowątkowe, gdzie wizja spotka muzykę, gdzie kino nabierze dodatkowego, brzmieniowego sznytu, a audio… cóż, audio będzie oczywiście na pierwszym miejscu, przy czym tutaj w ramach front-endu, w rozbudowanym systemie multistrefowym. Kompletnym rozwiązaniu, nie połowicznym, nie kompromisowym, nie że „tego się nie da”, albo trzeba mnożyć byty. Wszystko w jednym na unikalnym poziomie. I na koniec: gra jak NAD. Mimo że D-e, mimo że takie hipernowoczesne, to właśnie gra tak, jak przyzwyczaiła nas marka. Gra swobodnie, gra płynnie i niezwykle muzykalnie gra. Lubimy? No jasne, że lubimy.

Strumienie z sieci plus obraz. Kwintesencja projektu integracji wszystkiego by NAD

Mhm

Więcej:

» Czytaj dalej

Dolby wkracza ze swoimi słuchawkami. Mhm, to ma sens. Bardzo ma

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
DOLBY-DIMENSION

Wszyscy dzisiaj robią słuchawki. Nie raz pisałem na łamach HDO o owczym pędzie, gdzie kto żyw jakieś nauszniki mieć w ofercie musi, bo to się dzisiaj sprzedaje, bo zmieniają się konsumentów oczekiwania, potrzeby związane ze słuchaniem muzyki. Tak to wygląda i nie ma sensu walczyć z wiatrakami. Młode pokolenie jest natywnie mobilne, przyzwyczajone do konsumowania dźwięków „on the go”, słuchające streamu, lubujące się w playlistach… nawet stacjonarnie raczej nie skore do zdejmowania tego co, czy w uszach, a jak już to i tak korzystające ze źródeł komunikujących się bezdrutowo (między sobą, z siecią, ze wszystkim wokół). Nic zatem dziwnego, że firmy technologiczne, te największe firmy, raźno wchodzą „w temat” i ostatnio, jedna po drugiej, wypuszczają, zapowiadają, planują bezprzewodowe słuchawki. Apple zdominował rynek (ostatnie wyniki nie pozostawiają wątpliwości, kto sprzedaje najwięcej: sukces AirPodsów oraz najlepsza sprzedaż drogich +100$ modeli vide podmarka BeatsAudio nie są chyba dla nikogo specjalnie zaskakujące). Reszta świata też próbuje i można powiedzieć, że jeszcze trochę, a będziemy obserwować swoisty awans słuchawek jako jednego z głównych, istotnych produktów branży IT (mhm, tak właśnie). Wszystko za sprawą AI, interfejsu głosowego, nowych możliwości interakcji ze światem zero jedynkowym. No dobra, a co to ma wspólnego z tym, co nas najbardziej interesuje? Z audio? Z dźwiękiem? Z jakością?

Dobrze znany znaczek, tym razem firmujący hardware. Słuchawki. Na ładowarko-standzie

Otóż, bardzo dużo i te światy płynnie zaczynają się przenikać. Pamiętacie wpis o nowych słuchawkach Surface Microsoftu? Jestem pewien, że to nie jest ostatnie słowo giganta z Redmond. Google też ostro pracuje nad nowymi generacjami swoich prawdziwie bezprzewodowych IEMów, ale nie tylko, bo z dobrze poinformowanych źródeł ;-) ostatnio dowiedziałem się, że będą także nafaszerowane najnowszymi technologiami nauszniki Google’a z czymś, co ma spowodować przysłowiowy opad szczęki. Machine learning, wiecie, to o czym pisałem w kontekście niesamowitego efektu upscalingu obrazu w prototypowych jeszcze (wróć, właściwie to były to już gotowe produkty na rynek) wielkich ekranów Samsunga na ostatniej IFA (nasza relacja). Obraz skalowany na ekranie 8K, obraz SD nie miał prawa wyglądać TAK DOBRZE. A wyglądał. Wyglądał lepiej niż do tej pory, na dowolnym ekranie, w dowolnej technologii. Obraz z dźwiękiem łączy bardzo wiele. Można wręcz powiedzieć, że te dwie pokrewne działki mają wspólny mianownik. Tym wspólnym mianownikiem są wielkie technologiczne giganty z ich całym, zaawansowanym procesem projektowym, bazującym na wspomnianym maszynowym uczeniu się, sztucznej inteligencji,  nowych możliwościach zmieniających reguły gry. Wspólny mianownik? No jak najbardziej, czego dowodem nowy produkt, pierwszy taki, pierwsze słuchawki kogoś, kto łączy obraz z dźwiękiem, jest dostarczycielem technologii w kinie, kinie domowym, ale także (od dziesiątek lat) w samym audio. Mowa o Laboratoriach Dolby oraz ich dopiero co pokazanych Dolby Dimenision. Nazwa, adekwatna do zawartości. To słuchawki, które mają nas wprowadzić w nowy WYMIAR, nowy wymiar słuchania, zanurzenia, immersji z tym co na głowie, w całym domowym środowisku audio-wizyjnym, obecnie bardzo rozbudowanym, wielostrefowym, z towarzyszącymi użytkownikami ekranami.

Myślę, że Dolby podeszło do tematu bardzo sumiennie i ze znawstwem specyfiki miejsca i oczekiwań jakie ma ktoś, kto z różnych przyczyn niekoniecznie może, chce, albo nie zawsze może i ma ochotę na słuchanie na głośnikach. To nie są, mimo wbudowanej baterii, mimo bezprzewodowości, słuchawki mobilne. Nie. Nie są na wynos, bo nie taki był zamiar, zamysł i cel. To słuchawki do domu, ale bez uciążliwego przewodu, dające zatem swobodę, wolność związaną z brakiem uwiązania, pozwalające przemieszczać się po chałupie i korzystać z wielu, wielu źródeł dźwięku (to jedyne słuchawki na rynku oferujące pamięć 8 urządzeń podpiętych i możliwość płynnego przełączania się między nimi). Właśnie po to je stworzono, mają być interfejsem na łbie dla całego audio i audio/wideo jakie zgromadziliśmy w domostwie. Nie są ani lekkie, ani nie da się ich złożyć, a czas działania wynoszący plus minus 10 godzin między ładowaniem to nie jest wynik zachwycający w dzisiejszych realiach przenośnych nauszników z 3-4 krotnie dłuższym odtwarzaniem muzyki na baterii. Tyle, że właśnie, nie o to tu chodziło. W domu, te 10 będzie w pełni wystarczające, 15 minut dające 2 godziny (fast charge) da swobodę i wygodę, nawet jeżeli często zapominamy o podładowaniu, a 2 godziny do pełna to też nie tragedia. Te słuchawki nie są dla nomadów. Proste! Porównałbym je do starych, radiowych (bardzo dobrych btw) Sennków, serii RS (170 bodaj) które były jak najbardziej stacjonarne, mimo że bezprzewodowo się komunikujące (bez lagów, z dobrym dźwiękiem). Tu jest podobnie, ale na poziomie tego, co oferuje nam dzisiejsza technologia.

Tutaj muszę przez sekundę zahaczyć o to, o czym sporo na HDO ostatnio. DSP, zaawansowane oprogramowanie do korekcji, nowe możliwości jakie oferuje w dzisiejszym audio kod*. Dopiero to odkrywamy, efekty (wystarczy sprawdzić co robi dirac w nieprzygotowanym akustycznie pokoju) bywają spektakularno-zdumiewające. Na najbliższym Audio Video Show będzie o adaptacji akustycznej tradycyjnymi metodami (stroje, rozpraszacze, pułapki), będzie porównanie pomieszczeń z i bez. Oczywiście rezultat jest bardzo łatwy do przewidzenia, dla mnie dużo ciekawsze byłoby wprzęgnięcie do pomieszczenia pozbawionego akcesoriów nowoczesnych rozwiązań z zakresu procesingu. To, co potrafią dzisiejsze rozwiązania w połączeniu z ogromną mocą obliczeniową jaka dostępna jest za niewielkie pieniądze (jest dostępna dla każdego) otwiera zupełnie nowe możliwości przed nami, jak wspomniałem, zmienia reguły gry. Wspominam o tym nie bez przyczyny tu i teraz. Dolby korzysta ze swoich, potężnych doświadczeń w tym zakresie i robi to dobrze. Więcej. Robi to bardzo dobrze, wystarczy sprawdzić (na chwilę robiąc sobie wolne od stereo… wiem, wiem, dla niektórych to szokujące, że jak można, ale można i powinno się nie zamykać na nowe doświadczenia) i zweryfikować co może, co potrafi najnowsza generacja ampli AV. W zakresie dźwięku, co potrafi. Zmiany jakościowe in plus są szokujące. To gra znakomicie, a dźwięk obiektowy zmienia percepcję. Nie tylko w kinie zmienia. Dobra, wchodzę na nieco grząski grunt, grunt fascynacji wielokanałowym dźwiękiem, który do niedawna daleki był od doskonałości (co ja gadam, w ogóle daleki był od tego, by – poza SACD/DSD – chciało się w to bawić… kino z przestrzennym zawsze pozostawiało wielki niedosyt). Sytuacja, że tak powiem, zmienił się diametralnie i dzisiaj to jest – ekhmmm – inny wymiar.

To strefy / przyciski z aż 8 różnymi źródłami do wyboru. W rozbudowanym systemie AV (streamery, konsole, smartTV, dekodery itd itp) jak znalazł!
Co prawda jest na muszlach dotykowe, znaczy mazanie jest, a z tym bywa różnie, ale tutaj zrobili to prosto, nie udziwniając

Wymiar. Słuchawki Dolby to Dolby Atmos w słuchawkach. Nie, oni nie bawią się w rozpisywanie się o liczbie kanałów, o starym, przestarzałym, rozczarowującym rozbijaniu dźwięku na sześć, czy na osiem kanałów. Nie ma na pudle, nie ma w informacjach marketingowych tego, co wcześniej stanowiło główne ostrze reklamowego przekazu. Zatem żadne tam 5.1, żadne tam 7.1 a obiektowe Atmos, a to Atmos w dojrzałej formie oznacza coś, co wyznacza nowy poziom immersji, pozwala wreszcie uzyskać poziom satysfakcjonujący, bo zbliżony do realiów, a nie taki, jak wcześniej, oparty na oszukiwaniu zmysłów, bardzo niedoskonałym oszukiwaniu. Wszystko co było kiedyś nazwałbym dźwiękiem pseudoprzestrzennym (nie, nie chodzi i tu o różne systemy udające, tylko wcześniejsze technologie przestrzennego dźwięku, na tyle kiepskie, że dla wielu, dla mnie kompletnie nieprzydatne użytkowo), teraz jest inaczej, jest w końcu tak, że nabiera to sensu. Nie bawimy się zatem w jakieś True, jakieś 3D tylko mamy słuchawki, które przenoszą nas w świat dźwięków otaczających głowę. Efekt, ze źródłem pozycjonującym dźwięki w przestrzeni, jest spektakularny. Nie są to słuchawki uniwersalne, w sensie, dobre do słuchania muzyki (z zasady nagranej dwukanałowo), ale już live, koncerty to co innego. Dodajmy do tego wszystko, co wiąże się z obrazem i mniej więcej wiadomo o co chodzi. Produkt zatem specyficzny, ale moim zdaniem niepozbawiony sensu – o nie, nawet bardzo niepozbawiony. To, że słuchawek bezprzewodowych w domu czasami potrzebujemy (by nie zakłócać spokoju, albo inaczej, by nie wchodzić sobie, tzn. innym w paradę) nikogo nie trzeba specjalnie przekonywać. Stworzenie systemu z nie udawanym dźwiękiem obiektowym, opartego na kolumnach, to jak na razie bardzo trudna sprawa, nie mówię że kosztowna, mniejsza o koszty, ale trudna do zorganizowania w pomieszczeniach niededykowanych tylko jednej funkcji (kino, lub i audio). Takie słuchawki i inne, lepsze od tych pierwszych opisanych tu Dolby, właśnie do domu, właśnie takie, mają zatem sens i powinny wg. mnie stanowić jeden z ważnych segmentów słuchawkowego tortu.

Waga 330 g. To na warunki domowe akceptowalne gabaryty, mobilnie już mniej

Omawiane Dimensions potrafią ponadto pozycjonować dźwięk w zależności od położenia źródła. Ktoś powie: bajer. Inny doda: to przecież nic specjalnego. Otóż nie zgodzę się, uważam że to – obok obiektowego dźwięku (i nie jest to, podkreślę to jeszcze raz, marketingowy Atmos w głośniczkach jakiegoś telefonu, co według mnie bardzo deprecjonuje tę technologię, jest dużym błędem ze strony twórców, którzy rozdają „certyfikat” na lewo i prawo) najciekawsza rzecz, jaką wprowadziło do tego produktu Dolby. Oglądamy coś w TV, odwracamy głowę w przeciwną do ekranu stronę, dźwięk dobiega zza głowy. Słuchamy czegoś w skupieniu, jesteśmy w środku „akcji”, akcelerometry, procesor w słuchawkach w czasie rzeczywistym określa położenie naszej głowy. Tak, znamy to z różnych, mniej lub bardziej udanych prób lokalizacji źródła dźwięku w słuchawkach przeznaczonych dla graczy. Tyle, że tutaj macie to skojarzone z technologią dojrzałą, która udowodniła swoją wartość na rynku, pokazała że wielowymiarowe środowisko dźwiękowe to coś, co można odtworzyć w domowych warunkach. Pisałem o Audeze Mobius**, planarach dla gracza, słuchawkach, które w nieco inny, odmienny sposób (efekt w równym stopniu osiągnięty dzięki technologii przetwornika ortodynamicznego, zastosowanego w tych słuchawkach, oraz DSP z 3DWave Nx) wprowadzają nas w nowy, nomen, omen, wymiar reprodukcji przestrzeni. Nie mniej istotny ;) jest LifeMix, czyli coś, co ma nam pozwolić na powrót do realnego świata – jak do nas ktoś gada to my go usłyszymy z załączoną funkcją. Taki selektywny system ANC, tylko w drugą stronę. Rzecz, że tak powiem życiowa.

Od strony technologii przetworników to bardzo typowa, dynamiczna konstrukcja, standardowe (rozmiarowo) 4o mm głośniki szerokopasmowe, zamknięte w muszlach (to oczywiście zamknięty model słuchawek). Przydatne i w sumie dość nowatorskie podejście do ładowania zaaplikowało tutaj Dolby. Zastosowało ładowarkę indukcyjną. Płaska powierzchnia prawej muszli umożliwia stykowy kontakt i naładowanie. To takie dwa w jednym. Dock bezprzewodowo podładowujący nam słuchawki (wreszcie nie trzeba kabelka, podpinać nie trzeba, port się nie wyrobi itd itp), a jednocześnie minimalistyczny stand (trzymają się na magnes). Fajny patent. Producent przewidział awaryjną możliwość podpięcia kabelka, ale właśnie należałoby potraktować to jako opcję czysto awaryjną. Zresztą, jak ktoś chce słuchać na nich muzyki (stereo), może sobie wydłużyć czas działania na baterii do jakiś 16 godzin, wyłączając system lokalizacji głowy oraz wirtualizacji / pozycjonowania źródeł dźwięku w przestrzeni. Rzecz jasna mamy też obowiązkowy element – integrację z asystentem. AI jest tu o tyle istotne, że asystenci sterują nam dzisiaj całą chałupą. Słuchawki są naturalnym interfejsem, a w przypadku AV zastępują w pełni pilota. Wybór materiału, sterowanie, czy zwyczajnie – wyłączenie sprzętu – to wszystko może i już odbywa się głosowo (w obudowach umiejscowiono 5 mikrofonów). To wszystko dzięki potężnym, nie spotykanym w innych słuchawkach, krzemie jaki zaaplikowano w muszlach…

    • QUALCOMM SNAPDRAGON QUAD-CORE ARM PROCESSOR
    • QUALCOMM CSR BLUETOOTH PROCESSOR
    • CIRRUS LOGIC DSP PROCESSOR

Wow! Oczywiście nie ma mowy o lagu, o opóźnieniach, a to dzięki najnowszej wersji kodeka aptX Low Latency (opóźnienia maks. 30ms, do pełnej synchronizacji zaleca się min. 40ms, a w przypadku standardowego kodeka SBC sięgają one nawet ponad 100ms, w najnowszych wariantach aptX zredukowano tę wartość do poziomu ok. 40ms), dodatkowo zasięg transmisji ma wynosić aż 33 metry od źródła! Innymi słowy słuchawki dysponują tym, czym powinny dysponować bezdrutowce reprodukujące dźwięk z nowoczesnego systemu AV, bez kompromisów tj. bez opóźnień, braku synchronizacji audio z obrazem oraz utraty transmisji wynikającej z nawet niewielkiego wyjścia poza strefę niezakłóconego strumienia danych. Tutaj taka sytuacja nam po prostu nie grozi, bo te 33 metry gwarantują, że nawet w bardzo dużym pokoju, sali, sygnał będzie stabilny. To kluczowe elementy, widać dbałość jaką wykazało tutaj Dolby.

Tak ładujemy

Do czego można przyczepić się w przypadku tych pierwszych, wyprodukowanych na zlecenie Dolby Lab. słuchawek? Cena wydaje się nieco zbyt wygórowana. Wołają za nie 600 dolarów. To sporo. W końcu mówimy o słuchawkach wyspecjalizowanych, nie uniwersalnych, wręcz wąsko wyspecjalizowanych (wg. mnie). Z drugiej strony nowe możliwości jakie daje nam technologia, na początku, zazwyczaj, kosztują. Popatrzmy jeszcze raz na specyfikację Cena nie wydaje się już taka wysoka, prawda? Za rok, dwa takich produktów będzie na rynku więcej. Patrząc choćby na ofertę MEE (znowu Berlin) i ich specjalnie pod kino, filmy przygotowanych słuchawek bezprzewodowych o bardzo zredukowanym lagu (Low Latency Bluetooth) oraz paru innych, nowych propozycjach, takie nauszniki będą miały swoją niszę, a niektóre z patentów znajdą zastosowanie w wielu bezdrutowych modelach. Jestem pod dużym wrażeniem!

Oczywiście nie mogło zabraknąć dedykowanej apki, tutaj też mocno się przyłożyli. Mamy pełne sterowanie mocno rozbudowaną funkcjonalnością słuchawek

* patrz wpisy o: Reference 4 oraz True-Fi, czy wtyczce REVEAL w Roonie (presety Audeze), ponadto w dłuższym, problemowym artykule o dzisiejszych silnikach DSP w oprogramowaniu audio sporo na temat.

** https://www.facebook.com/hdopinie/posts/1644142562338308

 

 

Nowe Ethery! Mr Speakers i flagowe planary: Ether 2

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
MrSpeakers_ETHER2_08

Pamiętacie nasz mega test z Etherami Flow (w wersji otwartej oraz zamkniętej), LCD-3 oraz HE-1000? Co to była za uczta, a jednocześnie niemałe wyzwanie, bo jak tu mieć parę par słuchawek jednocześnie na uszach ;-) Minął rok i mamy zupełnie nową, całkowicie przeprojektowaną wersję flagowych planarów Mr. Speakers. Panie, Panowie już za moment na sklepowe półki trafią najnowsze Ether 2. Tak, tak, jest i Flow, choć nie w nazwie, ale w konstrukcji ten element występuje także… spokojnie. Aż zacytuje, by nie było wątpliwości:

„W przeszłości, nasza technologia TrueFlow była wbudowana w istniejącą strukturę układu napędowego. W przypadku ETHER 2, skonstruowaliśmy ten układ na bazie technologii TrueFlow, znacznie poprawiając przepływ powietrza wewnątrz układumagnetycznego. Jako rezultat, uzyskaliśmy znaczną poprawę wszystkich aspektów dźwiękowej reprodukcji, od basu, który pewnie osiąga częstotliwości subsoniczne, przez płynną średnicę aż do gładkich jednocześnie niezwykle detalicznych wysokich tonów. To wszystko jest opakowane w znacznie powiększoną scenę, która dostarcza nam uczucie niezwykle naturalnych przeżyć.”

 

Słuchawki bardzo różnią się od poprzedników, wyglądem nawiązując do elektrostatów (VOCE), które Mr Speakers nie tak dawno temu popełnił. Mamy niezwykle lekką konstrukcję, te słuchawki są spore, typowo stacjonarne w oglądzie, ale waga… jak mobile. Słuchawki ważą 290 g! W porównaniu do redakcyjnych LCD-ków to piórko jest, na pewno przełoży się to pozytywnie na komfort użytkowania. W odróżnieniu od konkurencji nie ma tu stratosferycznego poziomu za jaki wołają – nie, jest właśnie zupełnie na odwrót. Na cenniku widnieć będzie cena poniżej 10 000 złotych, a dokładnie 9699 pln, co należy jednoznacznie pochwalić, bo tendencja jest zgoła odmienna u konkurencji. Tam, każda nowość (flagowiec) to znacznie wyższe koszty nabycia w porównaniu z poprzednimi generacjami. Popieramy!

Kluczowe cechy słuchawek MrSpeakers ETHER 2:

  • Całkowicie nowy przetwornik powiadający mniejszą o 70% masę oraz opatentowane przetwarzanie V-PlanarTM (lekkie słuchawki poprzedniej generacji były jednymi z najbardziej kompaktowych otrodynamików, te są jeszcze lżejsze)
  • Całkowicie nowy, aerodynamiczny układ magnetyczny TrueflowTM
  • Kabel VIVO umożliwiający podłączenie za pomocą wtyków 2.5mm, 3.5mm,1⁄4” oraz za pomocą 4-ro pinowego gniazda XLR. UNIWERSALNY w sensie różnych kombinacji, no proszę… da się
  • Wysokiej jakości, skórzany pasek pałąka (ręczna robota, lokalnie w Stanach robiony)
  • Wygodny pojemnik na słuchawki z dodatkowym przedziałem na odtwarzacz przenośny (bardzo mocno akcentują to mobile w przypadku najnowszych Etherów, bardzo)

Istotne zmiany zaszły w konstrukcji pałąka i montażu muszli. Oczywiście, podobnie jak w poprzedniej generacji, Mr. Speakers to metal i włókno węglowe. Dzięki temu konstrukcja ma bezkompromisową wytrzymałość, a przy tym oferuje najwyższy poziom komfortu, przy jednoczesnym zminimalizowaniu wagi. Sztywna, metalowa i karbonowa konstrukcja odgrody poprawia osiągi brzmieniowe. Sam pałąk pozbawiony zawiasów został wykonany z innowacyjnego metalu o nazwie Nitinol, który posiada efekt pamięciowy. Zapewnia to komfortowe dopasowanie do głowy i odpowiednią wytrzymałość, co przełoży się na bezproblemowe lata użytkowania.

Oto, co mówi twórca tych nauszników, Dan Clark, założyciel i dyrektor firmy MrSpeakers: „Rozpoczęliśmy pracę nad ETHER 2 w celu stworzenia nowej konstrukcji, która skorzysta z zalet tego, czego nauczyliśmy się o przetwornikach, komforcie, oraz konstrukcji mechanicznej na przestrzeni ostatnich sześciu lat. Jak zawsze, naszym najważniejszym priorytetem było wprowadzenie poważnych ulepszeń brzmienia. Po drugie, chcieliśmy uzyskać wagę poniżej 300 gramów bez kompromisów w zakresie jakości budowy, jakości dźwięku czy komfortu. Myślę, że ETHER 2 spełnia nasze założenia w każdym zakresie; to fantastycznie brzmiące słuchawki z niesamowicie ciepłą i naturalną barwą, niesamowitą rozdzielczością, ogromną sceną i kiedy założycie je na głowę, to ledwo poczujecie, że na niej są.”

 

 

Mhm, dla mnie mamy tutaj trzy rzeczy, które potencjalnie „robią”:

- nowy wariant układu magnetycznego Flow: TrueFlow, który wraz z nowym przetwornikiem V-PlanarTM stanowi tutaj niewątpliwie danie główne, to zupełnie nowy projekt, ciekawe jak to się przełoży na SQ w porównaniu do poprzedników, w którą stronę to pójdzie…
- fenomenalnie niską wagę, co powinno przełożyć się na wysoki komfort podczas długich sesji oraz możliwość użytkowania przenośnego, do zweryfikowania z mobilnymi źródłami
- nowy, uniwersalny kabel VIVO (pierwsza taka konstrukcja dołączana do słuchawek, o ile się nie mylę)

Na pewno zweryfikujemy, przetestujemy te słuchawki u nas, porównując do wrażeń z recenzji poprzedników oraz naszych redakcyjnych planarów Audeze oraz HiFiMANa. Wspólnie będzie można przekonać się o zaletach tej nowej konstrukcji już na najbliższym Audio Video Show 2018 w Warszawie w dniach 16-18 listopada, gdzie słuchawki będą udostępnione zwiedzającym wystawę. Warto. Przyjdźcie, posłuchajcie, porównajcie…

PS. Jak będą dostępne do testów to na 100% wypożyczę testowanego HPA-3B. Kapitalny wzmacniacz!