LogowanieZarejestruj się
News

WA8… lampiszon @ spacerze. Woo Audio z DAC-amp-integrą w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1498

Jak mnie wciągnęło to zamiast coś skrobnąć słucham namiętnie. Kompletnie z czapy, niemożebnie niepraktyczne, takie że do kieszeni nie wejdzie, no chyba że wielgachnej, a i tak na koniec dziurę wypali. I jeszcze 3.5 godziny to absolutny maks. Niby na wynos, niby jeden, jedyny taki, wzmacniaczo-dak przenośny na lampiszonach i w sumie… no trudno się dziwić, że nikt nie podjął rękawicy, bo to jest rzecz z gatunku totalnie niszowych. No tak, na przekór temu wszystkiemu, słucham ja ci tego WA8 eclipse i no fajnie bardzo, przyjemnie bardzo to gra. Na tyle fajno, na tyle przyjemnie, że – o ile zapomnimy o tej, jednak, udawanej przenośności – to klamocik robi się całkiem intrygującą propozycją (nadal wybitnie niszową).

No dobrze, bo co my tu właściwie mamy? Ano mamy przenośny (w sensie, że pół-stacjonarny, łatwo przemieszczalny) wzmacniacz słuchawkowy wyposażony w trzy (sic!) lampki, takie – zważywszy gabaryty – trochę o choinkowej proweniencji, ale jednak lampki te nie do ozdoby, a do napędzania słuchawek służą. Dowolnych słuchawek. Mocy Ci tutaj dostatek, gramy dogmatycznie z akumulatora, sama bateria pokaźna i choć gwarantuje stosunkowo krótkie słuchanie, to gwarantuje też bardzo konkretną dawkę powera… duży, bardzo fajny, full-metal (jak i reszta) potencjometr już między 3 a 4 w skali zapewnia odpowiednią dawkę energii dla Arya czy LCD-ków 3 (tu może na liczniku 4, ale wyżej robi się już mocno głośno). W komplecie są dwa jacki, jest duży i mały, bardzo prawidłowo, bo oczywiście dzisiaj wiele nawet wysokopółkowych słuchawek ma po pierwsze małego jacka, jednakowoż sam WA8 jako sprzęt pół-stacjonarny powinien jest przygotowany na przygodę z domowymi nausznicami, co to tylko w domowych pieleszach mają sens być słuchane, ale właśnie po drugie jak już te kable z mini jackiem wysokiej jakości mamy to dlaczego nie wpiąć tego bezpośrednio? Także bez obaw. Na rowerze nie posłuchasz, ale już w chałupie, niekoniecznie swojej, jak najbardziej. Pod stacjonarny to przygotowane, a jak ktoś gabaryt lubi czuć to i przenośne podłączy bezpośrednio (albo kabel sobie wykorzysta, co go w komplecie ma).

Dobra, ale jak to lampa, czy nawet 3 lampy, w takiej przemieszczalnej konstrukcji? No ki diabeł, zapytacie… ano sprzęt jw. nietypowy, fakt, ale wykonany bardzo porządnie, wręcz wzorcowo, wszystko super dokładne, przyjemnie monolityczne, całościowo metalowe, a i spasowane na szkolną szóstkę. Lampki cieszą oko za szybką, oczywiście gorące to jak jasna cholera (dlatego wypali dziurę w spodniach, nie radzę nawet eksperymentować), z góry krata do chłodzenia, można troszkę wydłużyć czas redukując poziom wzmocnienia lub/i wyłączając jedną z baniek (mamy suwak, który daje opcję – grają 3 lub 2). Diodki z boku poinformują nas ile to jeszcze zostało, przy czym po 4-5 albumach będziecie jw zmuszeni do szukania gniazdka. Duży zasilaczyk 12V w parę godzin naładuje aku, można wtedy nie przerywać słuchania (tylko czas naładowania wydłuży się w takiej sytuacji znacząco).

Przyczepię się do samych suwaków (odpowiedzialnych za on/off i liczbę pracujących lamp). Za 10k (tak, kosztuje to, to 9999 peelenów) chciałbym zobaczyć zamiast plastiku metalowe, trwałe, nie do zdarcia przełączniki. A tu jest plastik. Na szczęście gniazda wykonano solidnie, mamy poza USB, także wejście liniowe. Stąd, tytułowa, integra, bo możemy sobie pożenić WA8 z dowolnym źródłem analogowym. W takiej sytuacji, co prawda, nici z digitalnego kompana / transportu… odłącza się USB i basta. Znaczy się albo, albo. Siak czy tak miło, że można sprzęt wykorzystać nie tylko do grania z kompa, czy jakiegoś handhelda, bo i jakiś napęd CD podłączycie, inne źródło zero jedynkowe, a może nawet gramofon. Woo Audio stworzyło coś bardzo ciężkiego i bardzo nagrzewającego się, stąd zalecam dużo przestrzeni wokół (stacjonarnie słuchamy) i opcję biurkową, do której ten klamot pasuje bezbłędnie. Stawiamy na biurku, możemy szybko pokręcić sobie gałką, lampki cieszą oko i robią atmosferę, klimat, a z tyłu podpięty komputerowy transport się czai- właśnie tak. Sprawdzimy też ze wspomnianym CDA (nasz fantastyczny TEAC serii 500) oraz ze staruszkiem igłą drapiącym (NAD 5120).

Warto zapoznać się z instrukcją, gdzie przedstawiono podstawowe zasady BHP. Tu nie ma żartów, bo można klamota uszkodzić, uszkodzić samego siebie, sprowadzić nieszczęście na otoczenie… także ostrożnie! W środku siedzi już nie najświeższa kość ESS Sabre 9018M (mobilny wariant, uboższy od „dużego”, stacjonarnego), stary znajomy XMOS i wspomniane powyżej, trzy lampiszony tj. lampki mocy 6S31B x2 oraz pojedyncza, sterująca 6021. Ważne – mamy tutaj czystą klasę A, żadna hybryda, czysta lampa, układ SE, a wszystko to da radę słuchawkom od 8 do aż 600 Ohm. Czyli wszystkim, teroetycznie, da radę, sprosta. Wbudowany DAC obsłuży nam 24/384 oraz DSD128. Rzecz jasna nie będzie problemu z handheldami, z którymi da się WA8 połączyć, albo via OGT (Android), albo w ramach certyfikacji z iCośtam. Z tego, co przykuwa uwagę, a wypada z pudła jest jeszcze mini walizeczka (Pelican …ładna nazwa btw) do wygodnego, bezpiecznego przenoszenia opisywanej konstrukcji. Przezroczysta taka, wygląda to, prezentuje się bardzo dobrze, elegancko.

Jak wspomniałem powyżej, pierwsze wrażenia odnośnie SQ bardzo satysfakcjonujące. Ocieplenie i napompowanie tego, co dociera do uszu, wywołuje dodatkowe emocje, nie ma mowy o analityczności, o wycinaniu , o detaliczności kosztem zaangażowania, czy wręcz męczącego trwania, znużenia. Gra wciągająco, nie pozostawia obojętnym i co najważniejsze – słychać wpływ lampkowego setu, czuć jak różne mogą być języki komunikacji w przypadku słuchania z tranzystora bądź – jak w tym przypadku – z bańki. Na koniec jeszcze króciutko o designie. To WA8 może i raczej z pewnością przypadnie do gustu estetom. Tu nie ma żadnego przypadkowego elementu, wszystko jest na miejscu i poza moim typowym marudzeniem, taki WA8 może spokojnie stanowić podstawę dla domowego systemu pod nausznice, ciesząc oko i pieszcząc ucho. No i zawsze można do znajomych zabrać, bez konieczności taszczenia wielkiego pudła, względnie gdzieś w parku, na jakimś pomoście po podpięciu do laptopa, albo smartfona posłuchać sobie tego i owego.

Wcześniej przetestowaliśmy (zajawka) tandemowego WA7 (patrz tutaj) oraz opisaliśmy samą markę (o tutaj).

Galeria z opisem:

» Czytaj dalej

Auralic VEGA G1: pierwsze wrażenia, zupełnie inaczej niż wszędzie indziej

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0155

VEGA = DAC. Skojarzenie prawidłowe, patrząc na to, co oferował Auralic do tej pory… klasyczny przetwornik. Tyle, że teraz wszystko się kompletnie pokiełbasiło. Czym jest VEGA G1? Przetwornikiem? No nie tylko, a może nawet nie przede wszystkim… to może streamerem, bo przecież jest LAN (tylko LAN, bez druta samo z siebie nie zagra to)? Hmmm, mówią streaming DAC na tego klamota, ale to według mnie też do końca nie mówi nam całej prawdy o tym klocku (ciężki gabaryt, oj ciężki, lubimy takie obfite ;-) ). To może – bo z przodu pysznią się dwa jacki – to może słuchawkowiec rasowy, z tym co powyżej? No cóż, nie bardzo, bo akurat tutaj od razu, mówiąc szczerze, nie owijając w bawełnę, jest poniżej oczekiwań… jak ktoś chce na słuchawkach to niech od razu przygotowuje się na osobnego ampa. To cholera ki diabeł? Ano właśnie…

G1 to sprzęt bardzo, ale to bardzo enigmatyczny. Niby strumieniujący przetwornik, ale według mnie przede wszystkim cyfrowe pre. To jest kluczowy element tej konstrukcji i coś, co decyduje o wartości tej propozycji. Można zastanawiać się, czy to, co dostajemy, warte jest wydania niemalże 17 tysięcy, czy producent przypadkowo nie woła nieadekwatnie, za dużo. Topowe G2 ma sporo więcej i sporo lepiej, ma mocniejsze trzewia (tu platforma Tesla na ARM jest na poziomie… Ariesa Mini, patrz nasza recenzja), ma ekstraordynaryjny link do zewnętrznego zegara (Leo), może być G2 autonomicznym serwerem (G1 NIE MA ANI USB POD ZEWNĘTRZNY DYSK, ANI WEWNĘTRZNEJ KIESZENI… nie sugerujcie się błędnymi opisami tu i ówdzie, ani wprowadzającymi w błąd recenzjami) itd itp. Owszem, zapłacimy więcej za flagową VEGĘ, ale -konkretnie- za sporo dobra więcej. To jak, może ten G1 to jakiś taki niedorobiony jest, niewypał, bez sensu taki?

Tu pracuje jako klasyczny DAC, podpięty pod iMac-a (DoP 256 obsługiwane, jak widać) aka Roon Core, analogowo z Sonos Amp (końcówką mocy i nie tylko końcówką, patrz tekst)

Ano nie, choć z zastrzeżeniem, że to propozycja częściowa, a nie całościowa i taka pod konkretny projekt audio systemu (oczywiście według autora wpisu). Postanowiłem przetestować G1 w bardzo oryginalnym i mocno nietypowym (patrząc na recenzje tego klamota, nikt do tego w ten sposób nie podszedł – nikt) scenariuszu. Otóż, moi drodzy, postanowiłem najnowszą VEGĘ zsonosować, to znaczy skojarzyć (i to ściśle, o czym za moment) z Sonos Ampem (patrz nasza recenzja „na żywo”). Efekt już mi się bardzo podoba, bo uzupełnia, rozszerza i co najistotniejsze wpisuje się w to, czym wg. mnie G1 jest… idealnie się wpisuje. To po pierwsze. Po drugie, G1 ma balans, a moje studyjne monitory to tylko balans, także było oczywistą, oczywistością podpięcie pod XLRy naszych aktywnych nEarów. Mhm, nowa VEGA przekształciła się w coś, co moim zdaniem stanowi tutaj danie główne… w precyzyjny, z oryginalnym i technologicznie bardzo wysublimowanym torem analogowym, przedwzmacniacz cyfrowy. Centralkę oferującą kompatybilność z tym, co stanowi dzisiaj fundament komputerowego audio… kompatybilność ze źródłami (streaming) najwyższej jakości (Tidal & Qobuz), własną, zaawansowaną platformę softwareową (Lightning OS) wreszcie integrację z Roonem (Roon Ready). W teorii G1 to gotowość na przyjęcie sygnału 32/384 oraz DSD 22,4 vel 512, także niemalże maksimum tego, co możemy sobie przepuścić przez komputerowe trzewia, komputerowego transportu. Brak ograniczeń? No nie do końca, o czym dalej, ale na papierze (bo nie w pdf-ie… nie znajdziecie manuala do tego klamota na stronie producenta i w ogóle nigdzie – przedziwna praktyka) tak to właśnie wygląda.

Bardzo czytelny, kolorowy display (na szczęście nie jest dotykowy ;-) )

Podpięcie Sonos Ampa generuje możliwości nigdzie indziej nie spotykane. I niech nikt nie protestuje (jak to, integra jakaś śmieszna za 3 koła ze źródłem za 17?!), tylko przeczyta co poniżej, to może uświadomi sobie, że to nie jest żadne faux paux, tylko że to zupełnie nowe otwarcie, coś zasadniczo niespotykanego do tej pory w branży. Wiecie, Sonos Amp stanowi tutaj łącznik z inną platformą sprzętowo-programistyczną, buduje wraz z G1 system o możliwościach jakich nie oferuje nikt na rynku. Zacznijmy od tego, że Amp to w takiej konfiguracji końcówka mocy (po pierwsze), router sieciowy audio (dwa gniazdka LAN czekają na podzielenie się sygnałem internetowym, wszystko działa w sonosowej sieci mesh, bez zakłóceń, bez interferencji)… to po drugie… oraz po trzecie Amp, dzięki sonosowemu ekosystemowi, uzupełnia nam możliwości G1 o:
- wielostrefowość… sonosowe samograje, strefy zarówno mono, jak i stereo (też kolejne Ampy (4) w innych lokalizacjach), czytaj mamy bezdrutowe audio i to w formie zawsze czysto, zawsze pewnie ;-)
- zarządzanie grupami, możliwość tworzenia dowolnych konfiguracji
- możliwość przesłania sygnału z podpiętych do G1, innych, cyfrowych źródeł (USB, EBU/AES. coax oraz TOSLINK) do opartych na klasycznych zestawach kolumnowych systemów nagłośnieniowych 2.0 / 2.1
- synergię takiego dzielonego systemu (G1 & Amp) w ramach front-endu Roon z potężnym DSP, dodatkowo sterowania potencjometrem G1 z poziomu aplikacji Roon Labs, precyzyjnemu wysterowaniu wszystkich sonosowych end-pointów

Spore to, wymiarowo taki podobny do nikogo. Odeszliśmy od 40 centymetrów w nowoczesnym audio. Jest albo kompaktowo (bardzo), albo pośrednio, no różnie jest.

Sterujemy sobie zdalnie z poziomu dowolnego handhelda (Auralic konsekwentnie olewa Androida, jak Lightining OS to tylko iOS wchodzi w grę), Roon robi za interfejs, jednocześnie agregując nam wszystkie treści (te wymienione wyżej źródła tj. Tidala, Qobuza – o VPN i zabawie z ustawieniem będzie osobny art., nasze biblioteki), dając ponadto jeszcze milion innych możliwości, a wszystko – jak wielokrotnie gardłowałem – w przyjemnej, prostej, przyswajalnej dla każdego formie. Można, nawet, wyobrazić sobie stream PCM konwertowany na bieżąco do 1 bitowej postaci aż po wyczynowe DSD512… przy czym, pierwsze próby spowodowały niespodziewane trudności, dropy, rwanie odtwarzania (przy maksymalnych parametrach ustawionych w roonowym DSP). Rzecz będzie jeszcze dokładnie obadana, stawiam na jedną z trzech możliwości: problemy z transmisją (podepniemy G1 do głównego routera sieciowego), problemy z niewystarczającą mocowo platformą (wspomniane przycięcie parametrów wobec G2, oparcie G1 na wolniejszym SoC), problem z ustawieniami (VEGA) tzn. zbyt niskie opóźnienia. Odnośnie ostatniego punktu, trzeba wspomnieć o ustawieniach jakie wybrałem (mamy 4 filtry do wyboru oraz kilka opcji opóźnień) w konfiguracji G1 – precyzyjny i najniższe opóźnienia 100ms. Być może tutaj jest pies pogrzebany*? Tak, czy inaczej, przy DoP DSD256 (USB z iMaka) oraz DSD256 native (interfejs sieciowy) problemów nie zauważyłem. Warto nadmienić, że problemem na pewno nie była niewystarczająca moc samego Roon Core (Core i7, ciągłe 1,4-1,6x na liczniku w Roonie).

Klamot prezentuje się wyśmienicie: duże, ciężkie, znakomite gniazda, znakomite materiały, znakomite spasowanie. High-endowo
Mamy baterię cyfrowych interfejsów (m.in. EBU/AES), ale najważniejsze że mamy LAN

Dobrze, dość technikaliów, parę słów o brzmieniu wypadałoby, prawda? ;-) Sonosy ustawione liniowo, kręcimy potencjometrem w G1 (podłączone pod coax dodatkowo CDA) i Amp na pylonowych szafirach prezentuje energetyczny, dynamiczny, ładnie oderwany od kolumn (swoboda, przestrzenność) spektakl, przy ustawieniu gałki na 20-25 w skali. Przy 30 robi się już naprawdę głośno. Zestaw głośnikowy daje radę, zero przesterowania, czysto, na samograjach robi się nerwowo (trzeba zejść niżej). Jak zwykle świetnie sobie poczynają nEary, bardzo duży wolumen, aż ciężko uwierzyć, że grają dwie, niewielkie przecież paczki, podstawki, nie czuć że to coś mniej, skromniej niż wspomniane przed momentem podłogówki. Fajnie. Jak wyżej, słuchawkowe wyjścia potraktujmy wyłącznie w kategoriach pomocniczych… wyjścia (po co 2? Po co w ogóle ten element? Jak coś jest takie sobie, w takim produkcie, powinno być po prostu wyautowane jako nieadekwatne) dla nauszników grają wyraźnie gorzej od mojej słuchawkowej integry M1HPA. Różnica jest zasadnicza, także polecam jw. osobnego ampa słuchawkowego, jak ktoś chce coś wysokiej klasy skojarzyć. Raz jeszcze – cyfrowy preamp, cyfrowa centralka, z bardzo zaawansowanym torem analogowym… to jest właśnie G1 …plus integracja audio sieci. Korzystając z oprogramowania firmowego można sobie pograć także ze Spotify’a, moduł radia jest tutaj także ciekawszy, lepszy od tego obecnego na tę chwilę  w Roonie. Rzecz jasna agregacja treści, możliwość wieloźródłowej integracji całej kolekcji wraz z rozbudowanymi możliwościami buszowania po zbiorach oraz znakomite Roon Radio (szafa grająca oparta na nauczaniu maszynowym) to zdecydowanie Roon i tylko Roon. Jak ktoś chce inaczej, to nic nie stoi na przeszkodzie… w końcu można via komputer (USB) wszystko sobie wyobrazić, można alternatywnie dla Roona zastosować np. JRivera. A, i jeszcze jedno, na pewno warto sprawdzić nie tylko z budżetowymi aktywnymi, ale np. z takimi, ostatnio opisanymi ELACami Navis, przykładowo. Oj, to mogłaby być petarda…

Kluczowy element. Gała. Potencjometr …i właśnie w takich okolicznościach przyrody: końcówka (Sonos) -> pasywne zestawy kolumnowe lub/i aktywne monitory

Sumując, co mi się podoba w tym klamocie, po pierwszym zapoznaniu?

  • forma: duże, ciężkie, świetnie wykonane, spasowane, z doskonałej jakości komponentami, czytelnym wyświetlaczem, kolorowym, prezentującym wszelkie niezbędne informacje, także okładki (stream)
  • potencjometr, który robi tutaj robotę i jak widać powyżej, stanowi wg. mnie danie główne
  • wyczynowe parametry, teoretycznie, nieodstające od tych, które oferują nam komputerowe audio transporty (32/384; DSD512)
  • własny, z dobrym wsparciem, OS, audio OS
  • natywna kompatybilność z tym, co trzeba (i z tym, co niekoniecznie ;-) tj. MQA): Roon, Qobuz, Tidal, Spotify…

A co niekoniecznie?

  • dość ślamazarna praca (co może mieć związek z mało wydajną platformą hardwareową): odpalanie, przełączanie, działanie Lightning OS w niektórych zakresach pracy, co też może mieć znaczenie w przypadku korzystania pod Roonem (Roon Ready)*
  • no właśnie: starszy, wolniejszy SoC w stosunku do G2, na poziomie Ariesa Mini
  • jacki chyba głównie dla ozdoby, pod wysokiej klasy słuchawki musi być coś zewnętrznego
  • brak funkcjonalności bezprzewodowej
  • brak fizycznego pilota (o czujniku IR na szczęście nie zapominano)
Podziękowania dla Premium Sound za wypożyczenie. Przenicujemy na wylot chłopaki. Przenicujemy, przeżujemy…

* VEGA nie pracuje tutaj w trybie Bridge (USB), tylko Roon Ready (LAN), innymi słowy działa jako streamer via RAAT. W przypadku Bridge wszystko liczy Core (stąd taka Malina może być wyczynowym end-pointem), w sytuacji gdy urządzenie identyfikowane jest jako kompatybilne źródło jest inaczej…

Potencjometr w akcji, zawiadywanie via Roon, G1 jako Roon Ready, pożeniony z całym sonosowym ekosystemem
(to VEGA dostarcza sygnał i steruje głośnością, wszystkie Sonosy zawiadywane prze G1!)

Galeryjka poniżej:

 

» Czytaj dalej

Do aktywnych przyszłość należy? Do aktywnych, takich jak: ELAC Navis ARB-51

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2019-03-28 o 17.01.01

Mhm, czuję nosem, errr uchem, że to właśnie taki układ będzie stanowił punkt wyjścia dla przyszłych, zaklętych w kolumnach, autonomicznych systemów głośnikowych. Wyjaśnijmy – dzisiaj, w dobie super skutecznych, energooszczędnych końcówek mocy, bardzo nowoczesnych rozwiązań z zakresu przetwarzania sygnału (DSP oparte na mikroprocesorach o parametrach wydajnościowych wystarczających do… skomplikowanych obliczeń, dźwignięcia tematu konwersji sygnału) z jego dopasowaniem POD KONKRETNE PRZETWORNIKI, mamy gotowca. Autonomiczne, bo samodzielne, samowystarczalne – słowem: samograje, do których dostarczamy sygnał (coraz częściej) bezprzewodowo, względnie jeszcze to żenimy z czymś na drucie (źródło). ELAC Navis ARB-51 to nie jest dokładnie to, co powyżej, choć mówimy tutaj o bardzo, bardzo ambitnej konstrukcji, która realizuje jeden z głównych celów: idealnej synergii amplifikacji z przetwornikiem w ramach zamkniętego, firmowego rozwiązania, które – WAŻNE – niweluje wiele z najpoważniejszych problemów efektorów – kolumn – jakie by one nie były (klasycznych, pasywnych kolumn). Najpoważniejsze ograniczenia, problemy, wyzwania stoją nie przed budowniczym wzmacniacza, nie przed budowniczym źródła, a właśnie kolumny głośnikowej. ARB-51 to jw. ambitny układ wielodrożny, podstawki trójdrożne, każda z własną, dopasowaną amplifikacją. Każdy z przetworników zasila osobna, wbudowana w paczkę amplifikacja. Innymi słowy mamy układ 6 wzmacniaczy z 6 efektorami, z ultrakrótką ścieżka sygnału, z dopasowaniem w ramach jednego, wspólnego, opartego na precyzyjnych wyliczeniach układu, optymalnym kształcie komory, zaprojektowanej pod to obudowy, która mieści SYSTEM NAGŁOŚNIENIOWY.

Chcę tego posłuchać. Koniecznie!

Prawda, że ambitne? No prawda. Czy wcześniej nie można było? Ano można. Były takie wieeeelkie konstrukcje, ale jakoś nie było monitorów i to takich wcale nie przesadnie wielkich, niedużych takich, wręcz małych. Mówię tu o rynku audio (dom), a nie audio (pro). Tam, takie coś jw nie jest aż tak nadzwyczajne, oryginalne, choć też nie do końca (o czym dalej). W świecie klasycznego, domowego HiFi to – jednak – coś nowego i …właśnie… odkrywczego. To wg. mnie dostrzeżenie przez firmy audio wielkiego potencjału i poniekąd przyznanie, że te, tam, „Lo-Fi” (produkty – wiecie – lifestylowe) to progres, ciągły, zauważalny progres i w SQ zaczyna robić się niebezpiecznie blisko, albo wręcz zaczyna się wyścig kto zagra lepiej. Rzecz jasna zagrożona jest strefa budżetowa (klasyczne systemy oparte na amplifikacji z czasami nowoczesnymi dodatkami oraz pasywnych kolumnach za stosunkowo niewielkie pieniądze), ale już tuż, tuż, albo właśnie już teraz atakuje zaawansowany kod, korekcja pomieszczenia, dopasowane akustyczne, a w zanadrzu jest jeszcze tajna broń  (wunderwaffe tj. machine learning w służbie audio). No i co począć? Ano trzeba zrobić coś innego, nowego, nowatorskiego, wychodzącego poza schematy. Zachwycamy się Sonos Ampem nie bez powodu…

Trójdrożne paczki, każda z własnym ampem

A jednak, no da się zrobić z nich bezdrutowce (patrz tekst), ale to opcja tutaj, myślę, że dla wielu pomijalna.
Potencjał kryje się w analogowym od A do Z torze sygnału, z możliwością ustawień pracy układu (patrz zdjęcie), z doprowadzonym do liniowych wejść materiałem dźwiękowym

Czymś takim bez wątpienia są Navisy (wcześniej Argo). Wspominałem o nich wcześniej (długa zapowiedź tutaj – ARGO vel Navis). To była dopiero zapowiedź, pierwsze przymiarki ELAC-a, teraz jest już w pełni gotowy, wdrożony do produkcji produkt. No dobrze, to o co konkretnie tu chodzi. Mamy coś, co porusza się (kolumny) wyłącznie w środowisku analogowym. W środku, na gniazdach wejściowych, panelu EQ (korekcja w domenie analogowej), no wszędzie mamy do czynienia z czystym, cyfrą nie zmąconym, analogiem. Mamy XLR, mamy RCA i możemy po prostu kupić coś, co w środku kryje: 3 drożny układ złożony z aluminiowej 13.3cm membrany niskotonowca pożenionej ze 160W (tak, tak, w tych niewielkich paczkach macie taką moc, a to przecież dopiero początek wyliczanki) wzmacniaczem BASH. BASH to oryginalna hybryda łącząca efektywność klasy D (nie, nie, jeszcze raz nie – D nie jest tutaj od Digital – to uproszczenie) z klasą A/B. Idziemy dalej - wyżej mamy połączony w ramach jednego kosza, podwójny efektor, na który składa się membrana ponownie alu o średnicy 10cm (z napędem w postaci kolejnego wzmacniacza BASH, tyle że o mocy 60W) i centralnie umieszczonej kopułki tweetera (prawdopodobnie celuloza) z klasycznym wzmacniaczem 40W. Czujecie? Każdy z tych przetworników dysponuje dopasowanym, synergetycznie pożenionym wzmacniaczem o mocy równej wielu podpinanym na co dzień przez nas wzmakom, które muszą zasilić CAŁĄ pasywną konstrukcję. Mało? To co powiecie o zwrotnicy, która w całym układzie, wraz ze wspomnianą amplifikacją (wzmocnienie za zwrotnicą, tzn. post-crossover amp), gwarantuje 100% liniowość, redukcje zniekształceń (klasyczne: przetwornik – zwrotnica – okablowanie – wzmacniacz / końcówki – pre), wspomniane DOPASOWANIE. Nie ma żadnej konwersji na cyfrę, nie ma żadnego DSP, nie ma żadnej konwersji w paczkach. Czysty sygnał. Liniowy, bo na próżno szukać jakiegoś potencjometru od siły wzmocnienia. Nie ma. Null. Musimy zdać się na zewnętrzne pre (oraz ofc dostarczyć sygnał via źródło).

Skrzynka strumieniująca. Firmowo. Ze wszystkim (strumienie), choć w formie i stylu raczej budżetowym. Robi też poziom (w domenie cyfrowej)
Można też inaczej…. jakaś Freya (Schiit), jakiś Johnson (wszystko to pre), jakieś zacne skrzynki przedwzmacniające i lecimy (mając do wyboru SE albo balans) 

Dobra, ktoś powie, ciekawe, ale co dalej? Ano dalej ELAC daje nam swobodę wyboru. Mamy coś, co łączy dwie rzeczy, które zazwyczaj najskrupulatniej, najczęściej dopasowujemy do siebie, zestawiamy, poszukując najlepszego połączenia, najlepszej synergii. Wzmocnienie oraz przetwornik akustyczny. No tak, tak to aktywny zestaw jest, ale jak widać jeszcze bardziej, jeszcze mocniej bezkompromisowy w podejściu. Możemy zatem wybierać i przebierać (pre/DAC/stream), możemy też zdać się na łącznik z cyfrowym światem pod postacią firmowego Discovery Connect DS-C101W-G. Pt pudełeczko, taki tam streamer, źródło i – jak komuś nie przeszkadza, cyfrowe pre. Mhm, kontrola poziomu następuje w domenie cyfrowej, w pudełku, następnie przekonwertowany sygnał trafia via RCA do tytułowych kolumn. To opcja przystępna cenowo, firmowa, wieloformatowo-protokołowa, przy czym raczej budżetowa (DAC, wyjścia niezbalansowane). Kosztuje to, to 400$ (same kolumny to 2000$ para ze standami). Będzie z tego pudełka szło AirPlay, będzie współpraca z Roonem (Ready), będzie śmigało Spotify Connect, będzie także coś na szybko via BT.

No dobrze, to w czym rzecz? Ano w tym, że dostajemy potencjalnego gotowca, system, który ideologicznie może być lepszy od totalnie zwariowanego super high-endu, a przy tym jest z pudełka taki. Nie, nie szukacie, nie, nie dopasowujecie, nie – włączacie i słuchacie. Bez konieczności zawracania sobie głowy okablowaniem (tak, tu też są łączówki, ale jakby liczba zmiennych – dla zwolenników kablowego biznesu – mocno się redukuje w takim przypadku), nie zawracania sobie głowy akcesoriami egzotycznymi (voodoo), przy skoncentrowaniu uwagi na tym, co stanowi kropkę nad i (źródło/pre). Te pozostałe składowe, warto to podkreślić, nie popsują niczego, mogą „jedynie” nie wydobyć tyle, ile z tego układu można. To też coś, co można określić mianem wcale niemałej rewolucji. Koniec z uciążliwym poszukiwaniem, z często pozbawionym sensu gonieniem wyimaginowanego króliczka, jakiejś utopijnej doskonałości, gdy wielu (nie twierdzę, że każdy) odczuwa (finalnie) rozczarowanie, zwyczajnie błądzi i gubi się, zamiast cieszyć muzyką. To dość częsty, wcale nierzadki przypadek utraty przyjemności obcowania z czymś, co przecież ma dostarczać przyjemności, radości.

Zgrabne, małe, kompaktowe, zajmujące niewielką przestrzeń, a grające (no właśnie) jak wielgachne paczki?
I jeszcze, jakby tego było mało, macie układ typu końcówki mocy, każda osobno, napędzająca przetwornik, w środku czysty, liniowy sygnał.
Regulacja na zewnątrz – pre, co jest prawidłowo wg. mnie, bo przecież w tych studyjnych monitorach to takie upierdliwe, takie nieprecyzyjne (właśnie), takie nieżyciowe 

Na koniec drobna wolta, zaprzeczenie, ale też – cholera – potwierdzenie tego, o czym tutaj od dawna gadamy. ELAC dając małe strumieniujące pudełko, wiedząc, że niektórzy chcą naprawdę tych kabli nie mieć, no wyrugować je skąd się da, oferuje coś, co (jednak, jednak) strumieniuje do tych paczek zera i jedynki (odbiornik jest, choć w ogóle od strony użytkowej, jakiegoś śladu istnienia, patrząc na paczki tego czegoś nie dostrzeżemy, nie zauważymy). ELAC AirX2. Ich protokół. Znowu po swojemu i oryginalnie. 16/44, żadnego hi-res, żadnego konwertowania, no niczego. Pure Red Book. Jak coś wyżej to – owszem – coś usłyszymy, ale to wyżej… jak ktoś to niedawno skrzętnie policzył, to nie więcej niż 5-8% całości dostępnej muzyki (znaczy hi-res to jakieś właśnie tyle). To taka opcja dla osób, które cenią wygodę i mogą iść na – nazwijmy to – na pewne kompromisy. Tyle, że tutaj wyraźnie kroi się coś bardzo, bardzo, bardzo bezkompromisowego.

Kiedy w Polsce te Navisy? Chętnie sprawdzę z Matrix Audio element X/P (streamer/pre z autorskim oprogramowaniem, który zamiesza w kotle, oj zamiesza …będzie niezadługo u nas). 

PS. W najbliższy weekend gramofonowe zabawy z Ampem (analogowe źródła), super mocarna słuchawkowa integra z wyczynowym przetwornikiem (relacja ze słuchania)… jaka… dowiecie się w sobotę &  kolejne zapowiedzi

Future Fi is HERE! Sonos Amp w redakcji. No to jedziemy po bandzie…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1067

Wczoraj z rana paczka wpadła przez okno. Sonos Amp. Namacalny dowód na to, że w audio trwa rewolucja i tej rewolucji nic już nie powstrzyma. Amp jak amplifikacja. Tak, podobnie jak Google (spudłował z Q), jak Amazon (zrobił dobrze ze swoimi nowymi HiFi produktami tj. strumieniowcem i wzmacniaczem), Sonos wprowadził produkt, który może okazać się prawdziwie przełomowy (dla domowego audio – nie przesadzam). Sonos nie jest tu jakimś beniaminkiem. O nie! To Sonos był pierwszy, przy czym ZP-ty (ZonePlayery) teraz inaczej nazywane (też amp i jeszcze ten, no connect), od zawsze w ofercie, były produktami uzupełniającymi, w cieniu tego, z czym nam się Sonos kojarzył od zawsze. Wiadomo – samograje (w sensie, głośniki bezdrutowe ze strumieniami). No dobrze, to w czym rzecz? Ano w tym, moi drodzy, że to jest coś, co będzie EWOLUOWAĆ i integruje WSZYSTKO. Sonos mówi o tym bardzo wyraźnie i przygotował ten sprzęt pod wyzwania jutra, tyle że już dzisiaj można (z wielu rzeczy) cieszyć się, po odpakowaniu. To jest właśnie FUTURE FI. Ekosystem. Rozwiązanie systemowe. Element większej (znacznie większej) całości. Sonos Amp to łącznik dwóch światów: klasycznego HiFi z masowym sprzętem AV. Przecież nic nadzwyczajnego, powiecie. Mhm. To dopiero początek. Wymienione przed chwilą podlane jest otwartością (kompatybilnością) oprogramowania z wieloma alternatywami, z wieloma propozycjami softowymi dla zatwardziałych muzykofilów (ehę Roon, ale nie tylko Roon!), gdzieś tam kołaczącym się inteligentnym domostwem i przyszłością sterowania czymkolwiek via AI. Sieciocentryczne coś. To DUŻE coś. Wiecie – kod. To jak z komputerem, który bez systemu operacyjnego, bez dostępnego oprogramowania jest niczym. Przykład? Nowy Amp pojawia się w świetnym Vox Playerze, z doskonałym modułem internetowego radia (czego w Roonie bardzo brakuje) i mam dostęp do pierdyliarda histreamowych sieciostacji. Pięknie? No pewnie, że pięknie! Pięknie jak cholera! Właśnie tak ma to audio teraz wyglądać. Bez ograniczeń. To tylko przykład, bo można tym sypać jak z rękawa (Spoty Connect, agregacja streamów w firmowej aplikacji, protokoły Apple pod dachem itd. itp.) Jako end-point zagra nam to w Roonie zarówno via AirPlay 2 jak i w sonosowym protokole (sieć mesh – znaczy LEPIEJ od jabłkowego – bo pewniej, bez najmniejszych interferencji no i bitperfect). Sumując, żaden inny producent z branży nie będzie nigdy (chyba, że coś się tu zmieni… paru próbuje) oferował takiego wsparcia, takiego rozwoju oprogramowania. A to ono jest tu kluczowe. Analogia z Roonem? Mhm, dobra analogia.

Co napisałem powyżej potraktujcie jako liźnięcie tematu. Pobieżne. Bo dalej jest jeszcze lepiej. Chcemy integrować kino prawdziwie bezdrutowo? No wiadomo, dwie duże podłogowe paczki na 125W końcówkach tytułowego klamota*, Sonos One (bo mikrofon, bo AI) z drugim, zwykłym :1 jako tyły i klasyczny sub pod wyjście w Sonos Ampie. Dialogi? Mhm, jest na to sposób, bo zrobili to via DSP, a wiem z pewnego źródła, że integracja centrala z prawdziwego zdarzenia będzie (podobnie jak wyjście poza 5.1 na obiektowy tj. Atmos …te sprawy). Mało? Dobrze, to lecimy dalej: analogowe, RCA, z pełną korekcją (z pełną korekcją pracy wejścia!!!) I tutaj „sonosujemy” dowolne źródło. Jakiś audofilsko odjechany streamer / DAC? Proszę bardzo. Gramofon (no oczywiście że sprawdzimy jak to w praniu wyjdzie, znaczy staruszek NAD 5120 zrobi się bezprzewodowy (sic!))? Proszę, nie ma problemu. Może chcemy srebrny krążek, tuner kablowy/sat/wizyjny, albo sokowirówkę (żartowałem) – proszę, proszę, smaczny soczek z rana… czemu nie?

Mało? Dobrze. To lecimy na zewnątrz ze strefami opartymi na głośnikach instalacyjnych. Albo wewnątrz, też w oparciu o pasywne, wbudowane w ściany – właśnie – głośniki, nie kolumny. Przecież instalatorzy to pokochają (tak jak kochają wcześniejsze Sonosy, ale te wcześniejsze nie mają tego, co ma nowy – nie są w pełni i nie będą w pełni Future Fi). Mało? No okey, to wrzucamy kolejne biegi… za kilkanaście dni Ikea na konferencji pokaże sonosolubne (pełna kompatybilność z ekosystemem) samograje. Różne. Tanie. Do kibla, do łazienki, do ogródka, do garażu… multiroom dla mas? Owszem, przy czym na (wg. mnie) najsensowniejszym, najbardziej pewnym i najprostszym poziomie integracji (wszystko) z interfejsem (docelowo głos). To nie musi być skomplikowane i nie będzie.

Nie będzie? Podłączenie tego sieciowego wzmacniacza to, w przypadku mostka Sonos Bridge, parę sekund w aplikacji (dobra, pobiera się aktualizacja, teraz zawsze będzie pobierać się jakaś aktualizacja na starcie, takie czasy!) i już. Nawet konfigu sieci domowej nie musicie. Poniżej na zrzutach ekranowych można zobaczyć jakie to proste, nieskomplikowane, jakie to samosię. Ktoś powie – klasycznie i wyłącznie analogowego klamota wystarczy podpiąć. Zgoda. Ale analogowy nie umie tego, co powyżej. I na takim poziomie, bezsprzecznie, potrafić nigdy nie będzie. Tutaj kod warunkuje możliwości, a te dają jak napisałem powyżej, NIEOGRANICZONE możliwości. Można w oparciu o tego Sonosa budować coś, co będzie wielostrefowym systemem, będzie robiło AV bez kucia ścian, będzie ogarniać wszystkie obecne, jak i przyszłe siecioźródła, będzie integrować bezkolizyjnie dowolne „klasyki”, względnie z nowoczesnym sprzętem firm trzecich współpracować, no i będzie future-proof. No nieźle. Dokonuje się realny postęp. Wystarczy posłuchać amplitunerów kina domowego sprzed paru lat z konstrukcjami, które są obecnie nie czasie. To jest przepaść. Przepaść na korzyść teraźniejszych konstrukcji bezapelacyjnie, w jakości, w SQ. Tutaj btw ten element będzie można (yes!) w ogóle wygumkować. Po co amplituner KD? No właśnie, po co?

Takie coś krążyło w Las Vegas, w styczniu, podczas targów CES…
…tańszy sub (core) oraz „Atmos Surrounds” (rzecz jasna tylko poglądowa to rycina)
Te 700$ za dźwięk obiektowy to mało, ale tu chodzi raczej o uzupełnienie systemu o jw, a nie całość.
To już nie mało, choć nadal atrakcyjnie jak za dźwięk obiektowy bez drutów… 

Co zapowiada sam Sonos? Ano zapowiada (CES) tańszego bezdrutowego Suba oraz efektowe głośniki do stworzenia systemu dźwięku obiektowego. Bardzo, bardzo bym sobie życzył, żeby za tym wszystkim poszło jeszcze jedno COŚ. Mhm. Dokładnie. Wielokanałowy dźwięk audio. Muzyka rozpisana na więcej niż dwie paczki. Druga szansa dla tematu, może ostatnia taka, w strumieniu, a nie na płycie, nie tylko binauralne (czytaj pod stereo robione i nisza, ciekawostka taka), ale faktycznie wielokanałowe audio. Jakże by miło było, gdyby ktoś nam to zaoferował. To inne doświadczenie, wierzę, że dla wielu zaskakujące i inspirujące (do wyjścia poza stereofonie). Nie, nie, nie – nie chodzi mi o to, że stereo out, absolutnie nie, bo tak już jesteśmy przez naturę stworzeni, że to stereo ma miejsce i ma być, ale jakże fascynujące byłoby (szeroko) wyjście na nowe doznania, no coś (serio) nowego. Bo można rzecz jasna podniecać się nowymi formatami, doszukiwać się różnic w źródłach CDA va hi-res, poszukując jakiegoś absolutu, dążąc do perfekcji. To kręci, ale kręci też coś z zupełnie innej beczki. Wierzcie mi – kręci.

Patrząc na to całościowo, inni też w tym kierunku kroczą. Robią to, choć na nieco innym pułapie integracji, budowy spójnego rozwiązania. Robi to taki NAD, robi to Yamaha i wielu innych też robi, próbuje. Sonos nie był do tej pory postrzegany jako ktoś, kto mierzy w HiFi, kto mierzy (tak serio) w kino (choć grające belki i podstawka wskazały kierunek zainteresowań). Teraz to się zmieni. Zresztą, popatrzcie co robią inni giganci IT. To nieuniknione. Przenikanie się w dziedzinie reprodukcji dźwięku oraz wyczarowania kinowej wizji (e tam, to już w sumie udało się osiągnąć, bywa na takim poziomie, że w kinie nie dostaniemy tego, co dostaniemy w domu), przenikanie się IT z branżą audio i audio/wideo to dzisiejszy i jutrzejszy aksjomat. Nie bójmy się tego, starajmy się to zrozumieć, pozwólmy się oswoić. W sumie, nie mam wątpliwości – nie mamy innego wyjścia. Sonos Amp będzie przeze mnie przenicowany na wylot. Sprawdzę każdą możliwą konfigurację, nawet najbardziej dziką. Sprawdzę, czy w eterze granie nie jest dla (tradycyjnie po drucie grającego) klamota deprecjonujące, korygujące SQ w dół, sprawdzę jak będzie się ten Sonos sprawdzał w najlepszych audio front-endach, sprawdzę czy kino daje radę, ocenię całość rozwiązania pod kątem ergonomii, prostoty obsługi (było już na łamach, ale tym razem właśnie pod kątem ekosystemu, całości). Będzie sporo pracy, ale też sporo frajdy. Lubię kompy, a tu będą kompy (bo Sonos Amp to komp jest), ale jeszcze bardziej lubię muzykę, a ta muzyka via Amp będzie musiała zadowolić ucho, sprostać oczekiwaniom. Wiecie, czytałem, niektórzy mówili że na dzień dobry gra to, to zbyt analitycznie, zbyt cyfrowo, zbyt szkliście, ostro. Mhm. To jest audio-komputer, to od czego są ustawienia? Od czego jest DSP, od czego jest EQ? Tak, to odstępstwo od wierności (czym jest wierność? A co się dzieje w studio? Jak wygląda processing? Przecież tutaj przedmałżeńskie współżycie – stosując kontrowersyjną analogię – ma zawsze miejsce, no zawsze, bo to reprodukcja li tylko, interpretacja tylko). Ma się podobać, ma wywołać zachwyt, ma być proste, łatwe i przyjemne w obsłudze, ma dawać możliwości. Takie ma być!

A będzie? Cóż, we will see…

Fotogaleria z rozpakowania, instalacji i pierwszego posłuchania (w różnych okolicznościach przyrody, ale jeszcze bez kina, choć już z HDMI wpiętym gdzie trzeba).

PS. Nie ma problemów synchro audio z obrazem (a jednak coś na temat kina w zajawce się udało ;-) )

PPS. Zostaje

* tylko 55W w ZP było ograniczeniem, teraz każde paczki podpięta być mogą

AKTUALIZACJA! Robimy recenzję (powyżej/poniżej macie wprowadzenie, pilota, wstęp do future-fi uczty) na raty, ale wszystko w jednym miejscu, tak old-style’owo, nie klikbajtowo (bo ponieważ mamy to w czterech literach), klikasz i masz (a nie że pierydyliard stronek, albo pociachane to na części). So…

CZEŚĆ 1 – SONOSowanie źródeł: high-endowa cyfra on route (poniżej, już dostępne) 24.03

CZĘŚĆ 2 – SONOSowanie źródeł: analogiem w eter, czyli strefowy gramofon on route (się robi)

CZĘŚĆ 3 – Wielokanałowe granie po SONOSowemu, SONOekosystem: audio kwadrofonia, HDMI ARC on route (robi się, robi)

CZĘŚĆ 4 – ARTIFICIAL INTELLIGENCE, w skrócie AI. Co nam to daje? W audio, w wideo, w agregacji treści, w sterowaniu chałupą (się zrobi, jak nam Google Assistant w Sonosie zadziała, też .pl)

» Czytaj dalej

Z wizytą w Premium Sound (nowa lokalizacja – mój Sopot ;))

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1049

Przy głównej (Al. Niepodległości), ale trzeba trochę wysilić gały… salon Premium Sound. Jak autem to parę miejsc do zadokowania się znajdzie, jak rowerem to lepiej, bo raz że z każdej strony ścieżki bez korków to jeszcze płot do przyształowania bicykla obok. Dobrze, w środku kameralnie, niewielkie to, to, ale ma podziemia. A tam przyjemne miejsce do słuchania, do tego sporo paczek, stelaży z dobrem, także jest na co zawiesić oko, może od razu nawet poprosić – a weźcie podepnijcie mi te o tutaj, także wszystko „pod ręką”, znaczy prawidłowo. Miejsce jest wybitnie kameralne. Jak ktoś zbiorkomem to spacerek albo z Wyścigów, albo z Żabianki (SKM), względnie niedaleko przystanek autobusowy. Dobra, wystarczy tych opowieści z krainy mchu i paproci ;-) , czas przejść do konkretów. Krótka fotogaleryjka z opisem, krótka, ale bardziej rozbudowana wobec wpisu na profilu, co poleciał zaraz po wizycie. To lecimy:

 

Piękny jest. Euforia Feliks Audio to klasyka w najlepszym tego słowa znaczeniu. Tak sobie lampę wyobrażamy i to właśnie tutaj mamy…
Znakomicie wykonane, wielkie bańki (to zawsze robi), szlachetny minimalizm (żadnych wodotrysków, co by nie odwracać uwagi od lampiszonów), przyjemny w obsłudze potencjometr i duży jacek.
Takie coś chce się mieć. Po prostu. Dla samej formy chce. Kawał solidnej wytwórczej roboty… nie żadne DIY (nie to, że nie lubimy, ale wiecie o co chodzi), żadne odpusty, żadne „nieważne jak wygląda…”
Dobra, a jak gra? A o tym kapkę niżej…

To robiło za źródło: Lumin T2. Wyczynowy streamer, z autorskimi pomysłami, alternatywa dla PC toru.
Tu, przyjemny (taki easy listening) utwór Mantra ostatnio mocno eklektycznego BMTH.
Jak widać strumieniowiec z PCM konwersję do DSD robi w locie i do lampiszona taki sygnał przesyła.

W piwnicznej świątyni stoją różne klamoty, co by oko cieszyć z każdej strony ;-)

Arya. Fantastyczne, na pewno nie gorsze, po prostu inne niż HE6SE. W oczy rzuca się dobry prąd (i jeszcze te, no grube druty)

» Czytaj dalej

Sonore microRendu z PSU CIAUDIO – megatest HDO

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20181127_190606973_iOS

…Tym razem będziemy długo testować tego grzdyla, oj długo i nie tylko pod Roonem (choć głównie, ale nie tylko). Będzie HQPlayer, będzie też o najnowszym wypuście oprogramowania smallgreencomputer (wersja 2.7 czytaj integracja streamu Spotify, sporo poprawek dotyczących obsługi dźwięku 1 bitowego itd/itp). Także kompleksowo sobie potestujemy, myślę, że recenzja będzie składała się z paru rozdziałów… bo to nie jedyny end-point jaki planujemy skonfrontować z naszymi bezkompromisowymi wymaganiami. Ma być bezobsługowo, ma być bez ograniczeń jakościowych, to znaczy, że musi radzić sobie z sygnałem DSD512 w konwersji PCM@DSD, musi wpasować się w multistrefowe granie, musi działać bezproblemowo z naszymi silnikami DSP (kilka różnych plus wtyczki), ma być oczywiście pasywnie, ma oferować wiele możliwości w zakresie sterowania (pełna elastyczność w tym zakresie)…

Mhm, tak właśnie było, długo i – nie ukrywam – z dużą przyjemnością, „męczyłem” tytułowy zestaw. Mówią: chcesz najlepszy komputerowy transport, myślisz – Rendu. I coś w tym jest. Wyspecjalizowane, zaprojektowane wyłącznie w jednym celu: dostarczenia sygnału zero-jedynkowego do DACa bez mielizn, bez problemów, jakie stanowią zmorę komputerowego audio. To ma być portal, pomost między tym co z internetowej sieci (na upartego można podpiąć dysk, można zrobić z tego mini serwer, czy też samodzielne źródło – odtwarzacz) strumieniem na żądanie wpada (LAN) a audioklamotami tj. jakimś DACzkiem (USB – choć, właśnie, jest już mod na światłowód, jak ktoś woli taki sposób transmisji sygnału). Małe, niepozorne, a stanowiące jeden z kluczowych elementów toru grającego z plików. Bo, niestety, ale komputerowe źródło nie może być „jakieś”, musi być odpowiednio skonfigurowane, a najlepiej zoptymalizowane, czy – właśnie – wyspecjalizowane. Można kupić streamer, czy obecnie kupić wszystko w jednym (coraz częściej) i darować sobie lekturę niniejszego testu. Owszem – można, tyle tylko, że poziom jaki możemy osiągnąć za pośrednictwem takiego plikowego transportu (tak był przez 99% czasu testowany) to poziom najdroższych strumieniowców, to poziom prawdziwe high-endowego klamota, który potrafi samodzielnie (bardzo, bardzo mało takich) przyjąć strumień, dokonać jego konwersji w locie (PCM-DSD 22,x MHz aka DSD512) i wypluć to przetworzone w trzewiach na kolumny czy słuchawy. Ciężka sprawa. Wymaga to bardzo potężnej mocy obliczeniowej. Tak, można posiłkować się …komputerem, to znaczy zbudować sobie system oparty na front-endzie (wiadomo jakim) i to w obu przypadkach jest rozwiązanie najrozsądniejsze. Tyle, że taki microRendu z takim jak w tytule wpisu PSU (nie pomijamy tego, to być musi) to śmieszne pieniądze w porównaniu ze streamerem, który będzie w stanie przyjąć (w tej opcji takim samym pomostem dla sygnału jak Rendu) strumień o wspomnianych powyżej parametrach. Ktoś tu zaraz zaprotestuje – serio, warto kruszyć kopie o te konwersję, warto się napinać, żeby te wyczynowe DSP mieć? Cóż, według mnie cholernie warto.

Zgrzytem był płatny (20$) upgrade OS do wersji 2.5, obecnie najnowszy wariant to 2.7 

Poza microRendu obecnie w ofercie Sonore jest parę innych, znacznie droższych, transportów PC audio oraz serwerów

Platforma systemowa (OS) Sonicorbiter daje nam takie, jak wyżej, możliwości. Jest elastyczna, oparta na upichconym pod kątem audio kernelu / jądrze, gdzie całość przyporządkowano jednemu: muzyce. A konkretnie pobraniu streamu z sieci, integracji w jednej z dostępnych w oprogramowaniu opcji softwareowych, to znaczy wybrowi odtwarzacza / front-endu, czy sposobu transferu muzyki w ramach któregoś z dostępnych protokołów i przesłaniu tego via USB do DACa. Domena cyfrowa. Transport komputerowy. Mhm, tylko że w założeniach tego komputera „ma nie być”, ma być dla nas (i dla sygnału) TRANSPARENTNY. To kwestia psychologii i technologii… już tłumaczę, co mam na myśli. Otóż dla kogoś, kto nie ma ochoty widzieć PC jako źródła dźwięku, stawiać standardowy komputer osobisty, wszystko jedno w jakiej formie by on nie był, jako obowiązkowy element toru gdzie grają pliki, chce za wszelką cenę uniknąć sytuacji, w której ten komputer JEST WIDOCZNY, czy JEST OBECNY (nawet jeżeli sprytnie gdzieś zakamuflowany, ukryty) i wymaga typowej dla PC obsługi. Nie chce tego, kłóci mu się takie rozwiązanie z wizją systemu, gdzie WSZYSTKO przyporządkowane jest WYŁĄCZNIE muzyce. W takiej sytuacji albo kupuje sobie streamer, co od razu oznacza ograniczenia funkcjonalne (do niedawna obsługa DSD tylko do poziomu DSD64, brak integracji z wieloma programami, front-endami audio, brak elastyczności w zakresie obsługi silników DSP, tylko czasowe, zazwyczaj krótkie wsparcie i do tego niezbyt obfite w usprawnienia, nowości…), oznacza że dokonujemy pewnego, mocno ograniczonego funkcjonalnie, wyboru.

» Czytaj dalej

HiFiMANy HE-6SE… legenda powraca w nowej, odświeżonej formie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20181128_185614200_iOS

Wygodniejsze, nieco lżejsze, tak samo trudne do wysterowania, wymagające 2W na kanał, kosztujące więcej, ale poniżej 8k. Fenomenalny bas. Na razie to jest coś, co do mnie przemawia „na wstępie”. Fenomenalny czyli wielowymiarowy, namacalny, organiczny, świetnie zdefiniowany… wiecie, u mnie bas jest bardzo, bardzo istotnym składnikiem pasma, to danie główne, bez którego nie ma zabawy. Tu jest. I to jaka! Druga rzecz, ale wymagająca jeszcze sprawdzenia w paru przygotowanych na okoliczność recenzji setach to przestrzeń. Sceniczne show, gdzie wizualizujemy sobie to, co słyszymy. Mhm! Słuchawki robią bardzo dobre wrażenie od strony ergonomicznej, to „nowa szkoła” producenta, wygodny nie uciskający czubka głowy pałąk, pady z pamięcią, dostosowujące się do naszej anatomii, bardzo solidne, doskonałej jakości gniazda 3.5mm (znacznie lepsze niż w modelu Sundara oraz w Ananda), konwertowalne okablowanie (wtyk balans, przejściówka/adapter na dużego jacka) z przezroczystym oplotem. Sam kabel jest lekki, na mój gust za krótki, a sam materiał zabezpieczający druty (uwaga) ma tendencję do zaginania (i utrwalania tego procesu …trochę przypomina to zagiętą słomkę do picia). Gniazda bardzo dobrej jakości, tutaj widać pierwszorzędną robotę. Widać, że projekt wersji „Second Edition” (nasze ozn.) przemyślano gruntownie i głównym celem inżynierów było stworzenie przyjaznych od strony użytkowej słuchawek, w kontrze do poprzedników, które w tym aspekcie były …trudne.

Ergonomicznie to coś z zupełnie innej beczki. Wygodne są. Bardzo

Podstawą testu są odpowiednie ampy. Tu napęd musi sprostać jak wyżej, nie może ograniczać, ma oferować optymalne warunki dla tytułowych nauszników. Sam producent sugeruje wyraźnie, ba, informuje że nie widzi przeciwwskazań, aby HE-6ki podpinać pod odczepy głośnikowe, oczywiście nie bezpośrednio, a za pośrednictwem oferowanego przez siebie HE-Adaptera. Mamy taki na stanie i w ten właśnie, sugerowany sposób, podpinaliśmy słuchawki 4 pinowym złączem XLR pod tor z MiniWattem @ NOSach Brimar BVA 4035 (ECC83/12AX7) & Telam CA (EL84). Drugim wykorzystanym w teście wzmacniaczem był M1HPA. To jeden z najbardziej niedocenionych wg. mnie słuchawkowych ampów, a przy tym ZNAKOMITA integra.

Musical Fidelity w swojej, niestety już nie kontynuowanej, serii M1, oferował kompletne rozwiązanie systemowe. Poluję od dłuższego czasu na końcówki M1PWR (w dobrym stanie zadbane i najlepiej od razu parkę), które tworzą wraz ze wspomnianym HPA system całościowy – pod kolumnę i pod słuchawki. Fantastyczny (jeden z najlepszych w moim prywatnym rankingu) potencjometr, świetna kontrola, duża moc oraz przydatna w wielu sytuacjach testowych przeplotka to w skrócie rzeczy, które bardzo cenię w tym klamocie i nie mam absolutnie zamiaru się z nim rozstawać (nawet gdy, w konfrontacji z ostatnio testowanym Bursonem Conductor V2, musiał M1 uznać wyższość tego pierwszego). Dobra, dość wycieczek po klamotach, czas wrócić do słuchawek.

Podpinam nowe szóstki do M1 i jestem na godzinie 12 (już głośno, ale w akceptowalnych dla siebie granicach). Oczywiście ta 12… 13 w M1 to dla wcześniej testowanych Sundara, czy Ananda już „too much”, w przypadku wspomnianej lampy też jesteśmy popołudniu ;-) …znowu inaczej niż w przypadku łatwiejszych do wysterowania słuchawek HiFiMANa. Znaczy się nic się tutaj nie zmieniło i odpowiedni amp być musi, z odpowiednim zapasem i umiejętnościami dla wysterowania tych wymagających planarów. 

HE-6SE

Jeszcze nie przerabiałem, ale po odpowiednim przebiegu, bo nowe, wprost z fabryki, trafiły do nas – zagrają z CMA Twelve (taki był pierwotnie plan – to się niestety nie udało) oraz z cedeka (lampa plus lampa, bo cedek jest wpięty w tor via bufor lampowy na ruskich NOSach). Było, testowało się w ciepłych, żarzących klimatach, nie było z nowością przetwornikowo-ampową Questyle, jak najbardziej było natomiast słuchane na tradycyjnym zestawie TAC- 2 oraz KORGu. Zastanawiałem się jeszcze, co by tu z gramofonem, bo staruszek 1010 (czytaj legendarny NAD 3020, tylko bez końcówek) z gramofonem daje radę, ale już na wyjściu słuchawkowym zupełnie nie daje rady. Wyjścia ma nawet high oraz low (RCA), ale zazwyczaj próby z integrą słuchawkową (bo analogowo trzeba ofc tu spinać) kończyły się co najwyżej średnio. Cóż, trzeba było sprawę przemyśleć i koniec końców z czarną tym razem nie słuchałem. Słuchałem nowości – było, nie było, chyba jedyna osoba w Polsce, która zamówiła Jotunheim-a z gramofonowym pre (tam jest modułowość w modzie, można Delta-Sigma DACa, można multibitowy przetwornik, no i można pod gramofon zamówić klamota), na chwilę dała się namówić, ale było to ZBYT krótko. Cóż, innym razem. Będziemy btw testować NAD D3045, oraz zapowiadany już C658. Tam gramofonowe zintegrowane i byłoby w sam raz (w przypadku C658 bezpośrednio z dużego jacka). Może uda się w trakcie testu tych klamotów wypożyczyć HE-6SE i powrócimy z aktualizacją, opiszę wrażenia jak z krążka czarnego to grało…

Będą porównywane do tych firmowych, co widać, do LCDków oraz dyżurnego, redakcyjnego zestawu dynamicznych K701&HD650

Zastanawiałem się, na początku przygody z nowymi HE-6SE, jak te słuchawki będą pozycjonowane w ofercie? To cenowo blisko, czy wręcz tak samo jak nowość Arya (patrz AVS 2018) (patrz zajawka), która jeszcze oficjalnie do nas nie trafiła. Osiem tysięcy, przy czym te Arye, czy o prawie połowę tańsze Ananda mają być DAP-o lubne, łatwe, ze wskazaniem na nie tylko stacjonarne słuchanie. W przypadku szóstek raczej takie coś jak mobile nie wchodzi w grę, jedyne co przychodzi mi do głowy, co mogłoby z zapasem podołać, zagwarantować odpowiednią moc, przenośne coś, to słuchany podczas AVS-a bateryjno-lampowy WA8. Krótko, gorąco, ciężko (właściwie pół-stacjonarnie), ale dałoby wg. mnie radę wysterować te słuchawki i mogłoby być ciekawie. Jakoś nic innego nie przychodzi mi do głowy, ale może się mylę? Tak, czy inaczej nie koncentrowałem uwagi na rzeczach niepraktycznych i mało istotnych, WA się spóźnił, słuchanie „przenośne” w tym wypadku i tak jest wg. mnie karkołomnym pomysłem i nie ma w sumie co drążyć.

Grając z tego, co powyżej, i w opisie stoi

Na koniec tego przydługiego wstępniaka przypomnę, że przetestowała się u nas pierwsza generacja szóstek z dedykowaną im, nuklearną elektrownią EF-6. Wtedy pułap 10k za słuchawki to była granica. Upłynęło nieco czasu (ale niewiele) i granica przesunęła się znacząco… razy dwa, razy trzy. Tu jest jeszcze zdroworozsądkowo (a przy tym luksusowo vide skórzany kufer z atłasami w środku).

 

» Czytaj dalej

Arya się testuje. Ortodynamiczne słuchawki HiFiMANa z okolic dychy

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0844

Piękna nazwa. Wg. mnie najpiękniejsza z nowego portfolio i choć konsekwentnie nawiązująca do hinduizmu*, to jednak nam, melomanom, jakże bliska. Skojarzenia jednoznaczne i jednoznacznie pozytywne, nieprawdaż? To kolejne, nowe nauszniki HiFiMANa, które wraz z opisanymi wcześniej na łamach Sundara oraz Ananda wpisują się w nową linię produktową amerykańsko-chińskiego specjalisty od planarów. Te ortodynamiki (w odróżnieniu od modelu HE-6SE, o którym przeczytacie już za kilkanaście godzin) łączy wspólny mianownik, znaczy się przymiotnik: są łatwe. Nie, nie chodzi o takie skojarzenia, a o zupełnie inne – napędzenie tych nauszników nie stanowi najmniejszego problemu, większego wyzwania, co wcale nie oznacza, że mówimy tu o słuchawkach na wynos. Nie. Nic bardziej mylnego, bo choć da się każdą z tych słuchawek pożenić z przenośnym źródłem to otwarta konstrukcja, duże pady, brak izolacji oraz brak typowego w takich okolicznościach przyrody wyposażenia (nosidełka, futeraliki plus pałąk, który by się składał, a się nie składa) raczej nie zachęcają do „on the go”. Rzecz jasna dla kogoś, kto chce sobie nobliwie z jakiegoś wyczynowego DAPa puścić coś, to te nausznice jak znalazł, ale to tak trochę jednak obok.

Ale to jest wygodne, no pełen komfort. W sam raz na długie słuchanie, a że się ściągać za bardzo nie chce…

Sundary, Anandy i Arye (to się odmienia?) to przede wszystkim słuchawki dopieszczone ergonomicznie, lekkie, bardzo wygodne, zapewniające maksimum komfortu. Mam teraz na łbie Arye, dziedziczące design po topowej do niedawna serii HEKów (HE-1000 (nasz test) swoją drogą teraz też, podobnie jak HE-6, w drugiej edycji dostępnych), z świetnym – choć absolutnie nie na wynos – pałąkiem, wielkimi łezkowymi padami (takie też były w Anandach), z ustandaryzowanym (wreszcie) okablowaniem (gniazda w muszlach). HiFiMAN był wcześniej mocno krytykowany za przewody, teraz nie są tak sztywne, jakościowo w większości też nie ma do czego się doczepić, choć – jak zwróciłem uwagę w zajawce HE-6SE – nie tak do końca bez wad. Chodzi o pamięć kształtu, zastosowane otuliny, które mają tendencję do zaginania / łamania (jak rurka od napojów). Zaletą jest tu na pewno bardzo niska waga, brak efektu mikrofonowania, w paru modelach zintegrowane okablowanie XLR/SE (przejściówka/adapter). Tu taka ciekawostka… tytułowe poza dużym jackiem dostałem z nietypowym, firmowym przewodem, symetrycznym …nie 4 pinowym XLR, a TRRRSem tj. nową, promowaną przez Sony wersją jacka z pięcioma stykami (Pentaconn) o średnicy 4,4 milimetra. W sam raz do podpięcia pod topowego Walkmana, można też u paru producentów DAPów namierzyć produkty, z tego typu gniazdem. To bardzo dobre, pewne, solidne rozwiązanie dla zminiaturyzowanej elektroniki, takiej z aspiracjami do grania na b. wysokim poziomie jakościowym. Domena drogich produktów o konotacjach „mobilne granie”, albo jw. kompaktowe audio, czyli zminiaturyzowane takie na biureczko. Nie wiem, czy uda mi się w trakcie testowania coś z tym typem złącza załatwić (może Audiomagic, zobaczymy), tak czy inaczej takie coś przemawia do mnie bardziej niż 2.5mm mikrusy do zbalansowanego grania zazwyczaj spotykanego w sprzęcie na wynos.

Wczoraj udało się od razu po podpięciu ocenić, co potrafią.
I jeszcze, dodatkowo, porównać bezpośrednio z HE-6SE (mniej więcej ta sama półka)
oraz budżetowymi planarami HiFiMANa: Sundara oraz HE-400

Czyli co, jednak poza domem? Ano nie bardzo mi się to widzi, choć jak wspomniałem powyżej – to słuchawki bardzo łatwe do wysterowania. Dużo łatwiejsze od 6-ek drugiej generacji, przy czym nie chodzi tylko o moc wzmacniacza, ale także o dopasowanie. Następcy legendarnych szóstecek (patrz nasza recenzja) to – nadal – wyzwanie. I bardzo dobrze, bo właśnie to wyróżniało poprzedników na rynku i fajnie, że producent nie odpuścił sobie, robiąc słuchawki niby pod wszystko. Nic więcej nie zdradzę, przeczytacie niebawem w recenzji ocb. Tutaj mamy coś w oczywisty sposób bardziej uniwersalnego, co nie oznacza, że niewymagającego od toru, ale w inny sposób wymagającego. Sprawdzam od wczoraj te nauszniki z różnymi źródłami i na tym pułapie nie warto słuchać kiepskiego materiału (niestety taki trafia się wcale często na Tidalu :( ), nie warto karmić byle czym, warto natomiast zadbać o jak najlepsze zaplecze (i nie mam tu na myśli wzmacniacza, a bardziej źródła sygnału). Nagrodą za odpowiedni dobór będzie fantastyczna, wprost obłędna szczegółowość, wgląd w nagranie, wybitna rozdzielczość jaką oferują te nauszniki. Nie uronimy niczego, a jeszcze dodatkowo wszystko co usłyszymy wprost kipi, wibruje, mieni się ferią wybrzmień… znakomicie się tego słucha! 

Wybitnie dobry materiał to i wybitnie to brzmi. Pięknie!

Niby Masters, niby najlepiej w streamie (bezstratnie? Bzdura!),
a powiem Wam, że w porównaniu do tego co powyżej to

przepaść jest… no przepaść. Brzmi to gorzej od PCM (pure), a jak skonfrontujemy
z konwersją do DSD512 (przykład powyżej) to nie ma o czym mówić. W cuglach na niekorzyść MQA.
To MQA jest dla mnie najbardziej problematycznym wynalazkiem jaki się świeżo co pojawił w branży. Nie słyszę żadnego oczywistego progresu w stosunku do hi-resowych plików z HD-Tracks, ba uważam że to brzmi gorzej, że jest odarte z dynamiki (konfrontując z PCM), jest ujednolicone, „ugrzecznione”, czy uładzone. Wyczynowa konwersja 1 bitowa (natywne DSD, DoP ograniczony jest maksymalnie do niższych wartości) wymaga potężnej mocy po stronie serwera, odtwarzacza (rdzenia), ale efekt wart jest inwestycji w odpowiednie zaplecze. To też zabawa w ulepszanie, podobnie jak ma się sprawa z origami, tyle, że dostajemy wypadkową (ofc subiektywnie) tego, co najlepsze w graniu plików DSD z dynamiką, zadziorem PCM. Tyle, że musi być to właśnie bardzo wyśrubowany poziom konwersji… będzie o tym więcej przy okazji recenzji microRendu. Będzie.  

Fakt, słuchawki widać że z przebiegiem (nawet bez pudła trafiły, ale to dobrze, znaczy dla mnie dobrze, bo odrazu jest granie, ale też trudno będzie mi określić po ilu godzinach osiągnęliśmy ten efekt… były srogo wcześniej testowane, to po nich widać, pewnie też na wystawach wystawiane), stąd już po wpięciu jacka czy XLR-a (zastosowaliśmy inny, firmowy przewód wyposażony w co trzeba) natychmiastowo mogłem przystąpić od krytycznego odsłuchu. Zresztą, pal licho krytyczne słuchanie, pochłaniam kolejne albumy, nagrania dla czystej przyjemności i widzę, że tak jak Ananda w stosunku do Susvarna były nieco, a nie wyraźnie lepsze, to tutaj mamy już inną ligę grania. To jest najwyższej klasy dźwięk z nausznic, spokojnie konkurujący z moimi LCD-3mi, powiem więcej – nawet w tych aspektach, za które Audeze bardzo, bardzo cenię, tu jest… no lepiej jest. Także pierwsze wrażenia są wielce pozytywne i skłaniają mnie do następującego wniosku: HiFiMAN odrobił lekcję z budowania słuchawek, konsekwentnie ulepszając, doszedł do poziomu bardzo, bardzo wyśrubowanego w przypadku „hinduskiej” linii. Są jeszcze wyżej stratosferyczne Susvarna, ale to już taka sztuka dla sztuki wg. mnie. Tu i teraz wysoko są Arye, które warto byłoby dodatkowo skonfrontować z HEK SE (skrzętnie sobie zanotuje spostrzeżenia, jak się nie uda bezpośrednio porównać… może Premium Sound, może, to jak tylko trafią spojrzę w notatnik), które mogą być wg. mnie rozpatrywane jako te docelowe, albo jako jeden z „diamencików” w kolekcji topowych nauszników.

Mniej więcej ten sam przedział cenowy: HE-6SE i Arya

Jak wspomniałem wczoraj na profilu, kompleksowo sprawdzę na trzech bardzo odmiennych, komputerowych torach: z microRendu via I2S / HDMI (DSD512), z TAC-2 via thunderbolt czyli po piorunie (PCM) i wreszcie via USB na KORGu (DSD128). To wszystko na tranzystorach (wspomniany Zoom oraz Korg) jak i na lampach z różnym wsadem (miniWatt z HE-adapterem HiFiMANa).

Jeszcze przed weekendem coś z zupełnie innej, ale nadal słuchawkowej, beczki tj. HE-6SE, a w weekend granie z pliku bez kompromisów tj. microRendu z CIAudio via Roon z HQP @ DSD512 (inaczej marnujemy potencjał tego setu). Także do niezadługo…

Cena tych słuchawek nie jest na razie ustalona, prawdopodobnie będzie to około 7,5-8 tysięcy złotych.

* szlachetne, nobliwe, a w ogóle to uniseksowe imię

Mmm…

» Czytaj dalej

Future-Fi to finalnie ….No-Fi?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
DSCF4045

Wspomniałem ostatnio na naszym profilu o bliskiej premierze, opisanego wcześniej na łamach, bezprzewodowego wzmacniacza Sonosa. Model Amp, po prostu Amp, to wg. mnie symbol tego co nas czeka W CAŁEJ BRANŻY. To coś, o czym wcześniej pisałem na HDO: Future-Fi to komponowanie systemu audio zupełnie inaczej (niż dotychczas), to inny poziom integracji, możliwości i… estetyki. Właśnie – estetyki. Dlatego ten dziwaczny z pozoru tytuł wpisu. No-Fi. Popatrzcie co się dzisiaj dzieje – wzmacniacze nam karłowacieją w zastraszającym tempie, właściwie prawidłowo byłoby powiedzieć: multiklamoty, a nie jakieś tam wzmacniacze, bo te małe skrzynki (forma też się zmienia btw) to wszystko w jednym. Zresztą, po co multiklamoty, jak system zamykamy w kolumnach. Coraz częściej to się dzieje, rezultaty tego zamykania w paczkach są (już teraz) na takim poziomie jakościowym, że za parę lat może w ogóle klasyczne audio będziemy kojarzyć z jakimś absolutnie old-schoolowym vintage’em. Zmierzch fizycznego nośnika (globalnie i masowo, pomijam nisze, które zawsze będą), triumfalny pochód bezdrutowości (w każdym możliwym zakresie, bo nie tylko przecież o jakieś audio tu się rozchodzi) oraz to, co w branży dzisiaj staje się standardem: energooszczędne końcówki, zintegrowane moduły SoC, ujednolicane platformy softwareowe, strumień (interfejs sieciowy, względnie komputerowy) jako podstawowe, a nawet jedyne medium dla sygnału pozwala wysunąć następującą prognozę:

Przyszłość audio to brak (widocznego) audio.

System (audio) przestanie być utożsamiany z określonym urządzeniem, a będzie elementem zintegrowanego podsystemu chałupy, tj. domu, mieszkania, jednym z paru zintegrowanych w ramach inteligentnego domostwa. I nie mówię tutaj o rzeczach, określanych mianem Lo-Fi, jakiś prostych, nieskomplikowanych, nie aspirujących do miana lepszego jakościowo dźwięku, efektorów bezdrutowych w rodzaju małych kolumienek, monofonicznych systemów głośnikowych. Nie. Mam tu na myśli jak najbardziej rasowe, dobrze brzmiące, Hi-Fi (jeszcze teraz nazywane Future-Fi, ale kiedy stanie się standardem, a to co znamy trafi do muzeum, będzie właśnie Hi-Fi). To nieuniknione i – chyba – oczekiwane. Być może nawet popularyzujące dobry jakościowo dźwięk w domostwach, bo jako standardowy element wyposażenia, będące czymś naturalnym, chcianym, pożądanym. I nieważne, czy będzie to „entertainment”, czy „audio”, bo tu nie będzie zaraz żadnego podziału… będziemy po prostu wykorzystywać system w taki sposób, w jaki przyjdzie nam w danej chwili ochota. Stereo? Proszę. Multichannel? Proszę bardzo. Ma być dyskretnie? Coś na uszy z ANC (Sonos pracuje nad swoimi nausznikami, będzie systemowo, będzie mesh, do domu, już się ustawiam w kolejce). Ma być w dowolnej lokalizacji, także poza chałupą? Nie ma problemu. Sterowane głosowo (oczywista, oczywistość) – jak najbardziej.

Tu jeszcze widoczny, w tradycyjny sposób na stoliku, integruje Amp czarny krążek ze strefami, z korekcją, z różnymi efektorami

Tak, piszę o tym wszystkim w związku z zapowiedzianym pojawieniem się Sonos-a Amp-a. To produkt już nie z pogranicza. To Hi-Fi. Tyle że jutra. To coś, co (Amazon też taki produkt zaoferował, chciał to zrobić Google – nie wyszło z Q, ale nie zdziwię się, jak do tego jeszcze powróci) ładnie nam się zazębia (?) z poważnym graniem, z dobrą jakością, z systemem audio z aspiracjami (do nie plumkania w tle, a grania na odpowiednio wysokim poziomie jakościowym, gdzie słuchanie nie jest ordynarnym konsumowaniem, a czymś więcej…). Powyższy produkt przetestuję bardzo dokładnie. Przetestuję go właśnie dlatego dokładnie, bo widzę w nim i całym ekosystemie (wprowadzanym właśnie i planowanym) tego producenta to, co wpisuje się we wspomniane powyżej zmiany, metamorfozę jaką przechodzi cała dzisiejsza branża elektroniki konsumenckiej z całym segmentem audio, który jest w centrum naszych zainteresowań.

Różne typy wieszadełek, rack… po to by schować, względnie powiesić, względnie zaskoczyć estetycznie… to jest stereo? Multichannel? To na ścianie coś?

 

Rack, czy raczej coś pod tego typu zabudowę, coś na ścianę (z maskownicą) oraz coś do mebla, drzwi, zamknięcia z szybkozłączką (celem natychmiastowego wypięcia).
To jest właśnie „No-Fi” 

Głośniki instalacyjne, pasywne, możliwość malowania membran na dowolny kolor, zanikanie efektorów, źródeł, wtapianie się w tło… to nie jest jeden z trendów, to moi drodzy główny trend i jak za chwilę zobaczycie, coś co związane jest z całym obecnym kierunkiem, w którym podążają firmy technologiczne. Znikające ekrany (rolujące się, przypominające obraz naścienny), wyrugowanie nośników fizycznych, źródeł wizyjnych, gdy stream zastępuję wszystko, co do tej pory zajmowało miejsce plus możliwość (już za moment) przyjmowania przez wyświetlacze absolutnie dowolnej formy. Mhm. To się dzieje w AV, to się wpisuje w zanikanie audio klamotów, ich wygumkowanie, wtopienie. Sonos dokładnie idzie w tym kierunku, dokładnie w tym. Sonos + Sonance. Wcześniej zapowiadane Sonos + Ikea. A przecież to dopiero początek…

Sufit

Ściana

Trawka… znaczy patio, ogród

 

Sonos Amp to małe coś, ale też duże coś. Małe, bo małe gabarytowo, do umiejscowienia dosłownie gdziekolwiek, czy lepiej – ukrycia. To integra, tak, ale taka, której obsługa jest albo w pełni zautomatyzowana (AI), albo w pełni zdalnie zawiadywana, bez konieczności fizycznego kontaktu. Chowamy w ciemnej szafie, podwieszając, chowamy za ekranem (VESA), chowamy w rackowej skrzynce (na sztuk 4), no znikamy. To jest małe, lekkie, zimne, energooszczędne, nie wymagające przestrzeni, wentylacji, no takie zupełnie niewymagające. Popatrzcie na poniższe obrazki. Widzicie? To właśnie Future-Fi, ale może właśnie bardziej No-Fi. Jest, ale nie ma. Wszystko dzieje się na jakimś ekranie, dźwięk sobie swobodnie płynie, ale tak jakby grało całe pomieszczenie. Nie ma widocznych kolumn, bo głośniki (instalacyjne, pasywne) są wbudowane w ściany, sufity, podłogi (przesadziłem ;-) ), gra nam chałupa. System koryguje mody, weryfikuje w czasie rzeczywistym problemy akustyczne lokalizacji, tak aby dźwięk był najlepszy jaki może (tu i teraz) być.

Gdzie to Fi nam się podziało, aaa… za ekranem się podziało

Może być i VESA. Zintegrowane? Mhm. HDMI ARC i już…

Sonos Amp – jak go reklamują – ma być future-proof. I będzie. Przy takim wsparciu (ciągłym, wielo-wielo-wielo-letnim) będzie podążał za nowinkami, integrował lepiej od każdego „tradycyjnego”, nawet nowoczesnego audio systemu w klasycznej formie i formule. To samo będzie można powiedzieć o rozwiązaniach innych, dużo większych firm, gigantów technologicznych, względnie firm z branży audio, które zawiążą ścisłą współpracę z największymi przedsiębiorstwami IT – to, na marginesie, już się dzisiaj dzieje, już się odbywa. Mówimy tu o otwartej architekturze, gdzie spoiwem jest kod i ten kod będzie wyznaczał granice (precyzyjnie – umowną granicę, bo w słowniku informatyka nie ma słowa „niemożliwe”). Trzeba się z tym pogodzić i przyjąć do wiadomości, że w tym kierunku, właśnie tym to zmierza.

Tylko tyle i AŻ tyle – odczepy na kabel nieuzbrojony, względnie widły, albo (po zdemontowaniu) @ banany.
Mhm, żenimy z audiofilskim kablem, audiofilską kolumną i te audiofilskie jest już zSonosowane.

Amp ma aż 125W mocy. Takie małe coś. Amp może z każdego analogowego źródła zrobić sonosową końcówkę. Wszystko jedno co tam sobie wepniemy. Co więcej, dzięki integracji (bo AI, to dlatego jest tak ważna, bo będzie działać wszystko, ze wszystkim, docelowo tak będzie), o ile rzecz będzie zdolna do współdziałania na poziomie interfejsów inteligentnych, ta integracja będzie – właśnie – pełna. Także Amp to integra, która (w podobną stronę zmierza opisany niedawno NAD) jest „lepsza” od każdej klasycznej, bo zdolna do faktycznej (pełnej) integracji źródła. A przecież o to tutaj chodzi, nieprawdaż? Przy tej mocy można będzie zintegrować z sonosowym ekosystemem dowolne kolumny, także te wielkie paczki, także te – nie tylko hajfajowe – ale także hajendowe paczki. O jakość, o SQ jakoś jestem dziwnie spokojny, rzecz jasna zweryfikuję dokładnie, poddam krytycznej analizie. Bo ta jakość – wiem, zabrzmi strasznie – da się skorygować, poprawić. Popatrzcie co robi high-endowy Devialet, jak te integry dopasowują się z każdą kolejną wersją firmware z setkami kolumn, gramofonów, źródeł (strumienie). To schodzi niżej. Taka kolej rzeczy.

Wiele stref, stereo… wielogłośnikowo… integrując wszystko co gra, co obraz wyświetla… 

Sonosowa integra to nie liczba pojedyncza, a mnoga. To integry – cztery, osiem, naście…. to cała architektura domowego systemu rozrywki. To dokładnie to, o czym jest we wstępie niniejszego wpisu. To coś dużo większego, dużo bardziej złożonego (ale dla nabywcy, użytkownika banalnie prostego w obsłudze i w porównaniu z poprzednim, rozbudowanymi instalacjami, łatwiejsze do instalacji, montażu) od nawet mocno rozbudowanego, klasycznego audio toru. To inna jakość. Wiele skrzynek co się łączy, gra w zależności od naszego widzimisię. Chcę stereo… chcę multi… chcę strefy… chcę… Dlatego rackowe skrzynki, dlatego instalacja w szafkach, zabudowie, w meblach, dlatego instalacyjne głośniki.

Ktoś powie, ale no jak, jak to ma zagrać jak z doskonałej, wielgachnej, pięknej kolumny (sztuk dwie), co to zajmuje pół salonu (właściwie to cały, biorąc pod uwagę adaptację tradycyjną pomieszczenia). Niedowiarkom zalecam sprawdzenie jak radzą sobie instalacje ww. typu, co robi korekcja w czasie rzeczywistym, co potrafi dzisiejsze oprogramowania (Dirac). To jest wstęp do No-Fi i to wstęp, który każe zdefiniować system audio na nowo. Jako coś zupełnie odmiennego w formie od tego, co dzisiaj (jeszcze często) okupuje salony, gabinety.

Amp to nie skrzynka, a skrzynki, których „nie ma”. To zespół. Może być stereo, może być multichannel, wiele stref. Ma to, to interfejsy sieciowe* (głównie i właściwie tylko, choć via HDMI możecie sobie coś cyfrowo podpinać, jest taka opcja za pośrednictwem przejściówki na światłowód), ma wyjście na suba. Tak, niskotonowca sobie tutaj integrujemy z sonosowym ekosystemem i to integrujemy w pełni. Do muzyki, do kina, do rozrywki.. na co mamy ochotę w danej chwili. I o to chodzi moi drodzy, o to chodzi. Nie ma mikrofonów Amp (nie dziwne, w szafce ma być zamknięte, co nie?), ale reszta ekosystemu je ma (np. One, np. Beam) i AI steruje, włącza, wyłącza, komendami głosowymi zawiaduje. Wystarczy jeden taki głośnik w chałupie i wszystkie urządzenia Sonosa już pod tym AI podpięte są. Podobnie jak z alternatywnym dla firmowego systemu protokołem transmisji (AirPlay 2), który też staje się dostępny na wszystkim, nawet na starym i natywnie nie wyposażonym w te nowości. To się nazywa, właśnie, integracja. Telewizory na wyścigi otrzymują asystentów, Sonos jako jedyny będzie miał niebawem pod jednym dachem dwie AI (Google zaraz oraz Amazon już od dawna), pozwoli to czy pozwala to już teraz na czerpanie korzyści z najbardziej naturalnego sposobu interakcji człowiek – maszyna.

Możliwości? Nieograniczone. Dostęp do źródeł? Nieograniczony. Jakość? No właśnie – jakość. O jakości wypowiem się, jak ten Amp podpięty nam w salonie zagra. Podpięty do klasycznych, tradycyjnych, wielodrożnych zestawów głośnikowych: do dużych podłogówek, do sporych podstawek, do niewielkich monitorów bliskiego pola. Będzie grał w stereo, ale będzie też z subem dodatkowo (2.1) i w kinie (wielokanałowo, przy czym zarówno w oparciu o sonosowe samograje, jak i tradycyjne, pasywne, zestawy kolumnowe – w mieszanym systemie z dakiem / procesorem dźwiękowym HDMI). Czy będzie to HiFi? Czy będzie to poziom dobrego stereo? Czy za 3 tysiące ten wzmacniacz bezdrutowy (tak go reklamują i mają w sumie słuszność, bo co z tego, że efektory łączymy tu drutem, choć niekoniecznie (bo sonosowe ofc bez druta grają), jak to jest sieciocentryczne, sieciolubne, sieciowe jest od A do Z) to będzie naprawdę COŚ?

Dodajmy do tego, co powyżej, ichni system kalibracji, dodajmy do tego Roon-a (kompatybilność z siecią mesh… jestem ciekaw, czy Amp będzie oferował coś więcej, jako sieciowy, bezprzewodowy audio hub… intrygujące), dodajmy do tego inne oprogramowanie, które otrzymało wsparcie dla ekosystemu Sonosa (vide Vox Player). Jak sami widzicie, Amp może być czymś bardzo, bardzo dużym, mimo że taki mały, malutki, znikający wręcz (bo jw. da się) z pola widzenia. To wg. mnie najważniejszy produkt Sonosa (w tym roku) oraz jedna z ważniejszych premier w branży (…audio). Jak dodamy do tego, co powyżej, plany wprowadzenia rozwiązania pod dźwięk obiektowy (mhm) oraz własnych słuchawek bezdrutowych (mhm) to wiedzmy, że coś się dzieje. Duże coś.

* sieć mesh to brak interferencji, to podłącz i używaj (a nie konfiguruj), to brak problemów z instalacją

PS. Ruszyła właśnie przedsprzedaż. Amp to jw. 2999 pln mniej w portfelu. Dużo? Mało? Niełatwo odpowiedzieć, szczególnie bez zrozumienia z czym mamy tu do czynienia.

Roon 1.5 na dużym ekranie, na przeglądarce…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_9855

Najnowsza aktualizacja Roona wprowadza dwa, bardzo użyteczne, udogodnienia. Od teraz możemy cieszyć się interfejsem (utwór/linia czasu/okładka/tekst) na dowolnym urządzeniu z działającą przeglądarką (Safari, Chrome, Firefox), nie ma konieczności instalacji oprogramowania, wystarczy skopiować link (w ustawieniach Roon Core) i już. To świetna wiadomość dla tych, którzy chcą wyświetlać interfejs Roon-a na TV via SmartTV (o ile działa tam jako przeglądarka, wymieniony powyżej Chrome), czy za pośrednictwem wielu oferowanych na rynku set-top-boksów, odtwarzaczy AV, całej wideodomowej elektroniki. Można też skorzystać ze starego, nie wspieranego już, handhelda w roli ekranu pokazującego odtwarzany materiał. Działa to szybko, sprawnie się łączy, wyświetlane są także teksty utworów (ogromna baza, świetna sprawa!). Oczywiście możemy wyświetlać w oknie przeglądarki zarówno na komputerach jak i na androidowych oraz iosowych smartfonach/tabletach.

Na komputerowej przeglądarce

Nowa funkcjonalność to także wsparcie (obraz) dla Chromecasta Video. W przypadku projektorów, telewizorów starszej daty, takich, których wbudowana przeglądarka „nie da rady”, mamy alternatywę pod postacią wspomnianego wynalazku Google. Chromecast otrzymał wsparcie już w poprzedniej aktualizacji, jest w pełni funkcjonalnym end-pointem (zarówno wersja Video jak i Audio), teraz wariant z obrazem pozwala na wyświetlanie interfejsu obrazującego odtwarzany materiał na dużym ekranie. Zawiadujemy kolejnymi strefami z wyświetlanym UI za pośrednictwem nowej zakładki (dostępnej zarówno w ustawieniach, jak i szybkim dostępie do funkcji z ekranu odtwarzania) „Display”… pokazują się kolejne urządzenia z włączonym, aktywnym wyświetlaniem podglądu odtwarzanej muzyki. Dźwięk z głośników TV jest mocno skompresowany, jakościowo fatalny – trudno, żeby było inaczej, choć niektórzy producenci telewizorów ostatnio przykładają sporo uwagi, żeby po wyjęciu z pudełka ich wyrób wyróżniał się na plus w tym względzie (nasza relacja z IFA). Siak, czy tak, warto zadbać o wyprowadzenie dźwięku na amplituner lub @ wzmacniacz stereo. U mnie taką funkcję pełni krosownica HDMI z wyjściami coax/TOSLINK. Sygnał trafia do DACa, dalej do integry i głośników. Uzupełnieniem dla tego wszystkiego, co wymienione powyżej, będzie zazwyczaj dostępny pod ręką telefon z odpaloną aplikacją (sterowanie). Można też wykorzystać Chromecasta Video wyłącznie w roli nośnika informacji o odtwarzanym materiale na dużym wyświetlaczu, korzystając z zupełnie innego urządzenia odtwarzającego. To w pełni skalowalne rozwiązanie, działa bez ograniczeń, wielostrefowo.

Gra KORG? Gra. A co gra? Ano to, co właśnie na projektorze się wyświetla. Tak to właśnie wygląda.

   

Jest to domknięcie wg. mnie najlepszego obecnie na rynku rozwiązania wielostrefowego, z pełną możliwością aranżacji poszczególnych stref, z odtwarzaniem wielu strumieni dźwięku w dowolnej liczbie lokalizacji, z obsługą setek urządzeń audio (natywną) oraz kompatybilnością ze wszystkim, co dzisiaj w kieszeni, na biurku, czy w salonie. Dzięki zobrazowaniu odtwarzanych treści na dowolnym ekranie możemy sobie to wszystko bardzo wygodnie, bezproblemowo zaprojektować, budując rozwiązanie nie mające na razie odpowiednika na rynku (uniwersalność). Fajnie, że Roon labs idzie w tym kierunku, bo to właściwy kierunek – w chałupach wypełnionych współpracującą ze sobą elektroniką, gdzie wspólnym mianownikiem jest sieć, to wpisanie się w obowiązujące trendy. Czekamy na zapowiadane „on the go”, rozwiązanie pozwalające na korzystanie z Roona mobilnie, w dowolnym miejscu, z dostępem do wszystkiego, co oferuje nam dzisiaj ten front-end.

Wprowadzono także poprawki (usunięto m.in. problemy z działaniem w najnowszych systemach Apple), głównie jednak skupiono się w tej wersji oprogramowania na tym, co opisano powyżej.

Na HDTV via Chromecast

Na tablecie

Gramy na innym urządzeniu (niż Chromecast)

Wyświetlając UI z tekstem utworu na TV

Dobrze zadbać o jakość tego, co zgra via Chromecast – unikamy głośników wbudowanych w telewizor jak na obrazku

Wyciągając strumień audio (HDMI-SPDIF), przesyłając go na DACa i dalej do reszty toru

Wszystko spina nam pilot wyjęty, jak wyżej, z kieszeni

Warto zmienić ikonkę urządzenia, szczególnie gdy mamy jeszcze Chromecasty Audio… dla szybkiej identyfikacji. 

W poszukiwaniu uniwersalnego: NAD C368 z modułami MDC – recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180718_063332413_iOS-600x437

A gdyby tak, a gdyby tak mieć coś do wszystkiego, przy czym to coś miałoby zadawać kłam powiedzeniu: „jak jest do wszystkiego, to do niczego”. Nikt nie przetestował tego klamota w ten sposób. To w ogóle głębszy problem z recenzjami produktów… zazwyczaj są bardzo pobieżne, koncentrują się tylko na wycinku, zazwyczaj pisane są zaraz po premierze, albo niedaleko (w sumie, trudno się dziwić, bo przecież użyteczność marketingowa, bo życie produktu obecnie bywa krótkie), zazwyczaj z lektury nie dowiemy się zatem, czy sprzęt potwierdził swoje możliwości (wsparcie, rozwój oprogramowania…), czy można i ile można było wycisnąć ze skrzyneczki. Ten schemat bywa strasznie irytujący, właściwie stanowi zaprzeczenie istoty rzeczy: albo o czymś wypowiadamy się całościowo, autorytatywnie, starając się nie pominąć tego, co stanowi istotę, albo jest po łebkach i tak naprawdę jedyne, co można wyczytać, to dane nadesłane przez producenta z opisem potencjalnych możliwości. Nawet obserwacje z odsłuchów bywają w takich okolicznościach przyrody niemiarodajne, albo przynajmniej niepełne. Tak, moi drodzy, recenzenci powinni (zaczynając od niżej podpisanego) informować czytelników o tym, jak długo egzaminowali i jak dogłębnie egzaminowali pacjenta tj. klamota. Taka informacja powinna być obligatoryjna. Jak ktoś spędził parę wieczorów ze skrzynką to – powiedzmy sobie szczerze – niewiele wie o tym co, to, to potrafi. To nie jest miarodajny test, miarodajna ocena. Dlatego lepiej wg. mnie mniej, nie na wyścigi (znaczy jak już egzemplarz testowy nie jest na za dwa tygodnie, tylko może się testować długo i namiętnie), jak się (to zawsze pomaga – pozwala zaoszczędzić czas) porządnie rzecz wygrzała, pograła sobie wcześniej. W przypadku opisanego w tytule delikwenta z „przyległościami” (karty ;) ), mieliśmy przyjemność badania przez okrągłe cztery miesiące z okładem. To wystarczająco długo, by móc jw. autorytatywnie wypowiedzieć się o testowanej integrze.

NAD C368 to konstrukcja przełomowa. NAD idzie w najnowszej, klasycznej, najważniejszej (zarówno wizerunkowo, jak i zapewne handlowo) serii, dalej niż w poprzednikach, definiuje na nowo możliwości, potencjał nowoczesnego wzmacniacza zintegrowanego. Tak, właśnie tak, a dodatkowo robi to nie na pół gwizda, nie że może w następcach coś tam doda, tylko od razu robi to jak należy – integruje WSZYSTKO, nie zapominając o żadnym szczególe, a całościowo wychodzi naprzeciw idei FUTURE-FI. Sprzęt, aby być zgodny z tym „future” nie tylko potrafi odnaleźć się w cyfrowym świecie (co dzisiaj stanowi standard), a więc jest zdolny do współpracy z licznymi źródłami, komunikacji sieciowej, obsługi nie tylko za pośrednictwem tradycyjnego pilota. Nie. Future-fi moi drodzy, to kompleksowe rozwiązanie SYSTEMOWE, a precyzyjniej EKOSYSTEMOWE. To coś dużo i znacznie większego. I NAD robi tutaj robotę. Dzięki modułowości rozszerzamy, to nic nowego w HiFi, ale tutaj de facto tworzymy coś nie tylko łączy świat audio z światem video, nie tylko uzupełnia możliwości o sieć i system operacyjny audio (bo tak to trzeba zdefiniować), ale otwiera możliwości budowy wielostrefowego, kompleksowego rozwiązania i to – jeszcze – w oparciu o kilka alternatywnych opcji softwareowych. Jest BluOS, ale jest i Roon, jest także JRiver. W przypadku rozwiązania firmowego tworzymy coś na kształt sieciocentrycznego systemu złożonego z BluOSowych klamotów, które dogadują się w ramach swojego protokołu i INTEGRUJĄ każdy rodzaj źródła, jaki podepniemy do wzmacniacza. Gramofon strumieniowany do innego pomieszczenia? A jakże! Chęć posłuchania sobie szpuli albo srebrnego krążka w kuchni (samograje Bluesound), na patio, gdziekolwiek… także na innym, starym systemie uzupełnionym przez streamery…. systemowe end- pointy. Dalej, mamy także możliwość rozszerzenia i uzupełnienia możliwości o najnowsze pomysły z dziedziny DSP oraz korekcji (Dirac), możemy cieszyć się z nowych serwisów, z obsługi wszystkich bezstratnych & hi-resowych streamów (Tidal HiFi/MQA, Qobuz oraz Deezer HiFi), z dodanej wreszcie w najnowszych modułach, klamotach obsługi DSD.

Blu

Jak dodamy sobie do tego kino i to pożenione ze wspominanym softwarem Dirac, oferowanymi przez producenta możliwościami rozbudowy ekosystemu o klamoty obsługujące dźwięk obiektowy (oraz starsze formaty kina domowego) oraz najnowsze rozwiązania z zakresu wizji (4k, HDR) to wyraźnie widzimy, że ktoś tu sprawę przemyślał bardzo gruntownie. W przypadku C368 punktem wyjścia jest kino z dźwiękiem stereofonicznym, ale to nie koniec drogi uzupełniania, rozbudowy. Pamiętacie, niedawno wspominałem o cyfrowym przedwzmacniaczu, dla – chyba- niepoznaki nazywanym przez NADa „streaming dakiem”. Bohater niniejszego wpisu potrafi współpracować z nowym C658, potrafi wraz z końcówką C268 stworzyć dzielony system o potężnej mocy, a to jeszcze nie wyczerpuje wszystkich możliwości. W opracowaniu są moduły dające możliwość wejścia w świat wielokanałowego dźwięku nie tylko w najdroższej serii Masteres. Innymi słowy, budujemy sobie w oparciu kompleksowy system, kompletny, pozwalający na integrację każdego możliwego źródła. Integratorem jest tu NAD i – jak ktoś nie chce bawić się w alternatywy – tylko NAD. Protokoły mamy też wszystkie jak leci: AirPlay2, DLNA/uPnP, Spotify Connect, Cast… do wyboru, do koloru. Po tych paru miesiącach maglowania C368 z modułem BluOS oraz HDMI uświadomiłem sobie, jak istotne, jak kluczowe jest zrozumienie przez producenta złożoności, ogromnej rozpiętości dzisiejszych technologii. Dopiero umiejętność połączenia wszystkiego w jeden, bezproblemowo działający, dogadujący się, integrujący serwisy, usługi ekosystem, znajomość i wiedza na temat systemów operacyjnych, protokołów sieciowych (i w ogóle działania infrastruktury sieciowej… NAD jest jedną z nielicznych w branży firm, które ten temat znają od podszewki i wykorzystują ten potencjał) przynosi optymalny rezultat, daje użytkownikowi stabilny, otwarty na to co przyniesie przyszłość SYSTEM. Trzeba na to popatrzeć nie przez pryzmat OLD-Fi, gdzie wystarczyła łączówka, gdzie – owszem – mogło nie być synergii, ale gdzie poziom złożoności (nie chodzi o obsługę, o UI/UX… tu NAD wykonał kawał dobrej roboty i jest ergonomicznie, jest prosto, jest przejrzyście, dobrze jest) jest nieporównywalnie większy, gdzie mówimy o czymś, co w całym cyklu życia podlega modernizacji, transformacji, ulepszaniu i rozszerzaniu (możliwości).

To wszystko stanowi nową jakość, zapowiedź tego co już teraz, a zaraz wszędzie (jako pewien standard) zafunkcjonuje na rynku. NAD nie byłby sobą, gdyby nie uwzględnił w ostatnich swoich pracach także kontrowersyjnego tematu jakim jest AI. Przy czym tutaj raczej chodzi o podstawowe możliwości sterowania (w tym kierunku, póki co, to zmierza). Rzecz jasna nie da się wykluczyć, że w przyszłości taki M10, albo kolejny tego typu klamot, będzie nie tylko reagował na nasze komendy głosowe, ale jeszcze nam coś odszczeka. Jak future, to future. Nie wykluczał bym żadnej możliwości, w końcu idziemy w kierunku agregacji wszelkich treści multimedialnych, z opcją interakcji człowiek – maszyna (począwszy od rekomendacji,  poprzez uzupełnianie wiedzy, informacji, a – na razie – kończąc, na alternatywnych wątkach, zaangażowaniu użytkownika w przebieg narracji). Trudno powiedzieć dokąd nas to zaprowadzi, nie o tym jednak miał być wpis, wracam do meritum: czas na przedstawienie potencjału doposażonego C368, pokazać Czytelnikom co daje Future-Fi w praktyce.

Zapraszam!


» Czytaj dalej

audioEverest: Matrix X-Sabre Pro MQA, X-SPDIF 2 (I2S) & element H

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0777

Od wczoraj cieszę się jak dziecko, które znalazło wymarzoną zabawkę pod drzewkiem. Topowy tor Matrix Audio: najnowszy flagowy przetwornik X-Sabre Pro* MQA z przetestowanym już konwerterem cyfrowym X-SPDIF 2 (oczywiście jedziemy via I2S, bo to daje wymierne korzyści soniczne) plus dwa elementy prosto z fabryki – karta z dedykowanym kontrolerem USB pod audio, dodatkowo wyposażona w zegary femto, element H (nowa wersja X-Hi, przetestowanej przez nas niedawno), plus najnowszy, firmowy kabel USB. Drugi firmowy znajdziecie w komplecie z konwerterem cyfrowym, ale to mimo podobnego wyglądu (@ pierwszy rzut oka) inne przewody… ten nowy to gruby sznurek ze znakomitymi, mocarnymi gniazdami. Pewnie wołają jakieś chore pieniądze za to, od razu nasuwa się taka myśl, i tu zdziwienie – nie, nie wołają, choć parę stów kosztuje (480zł za 1.2m). Wiecie, jakie mam zdanie o kablach USB – używam przewodów Supry, które uważam za wystarczające. No ale mamy ten kabelek to obadamy.

No i prawidłowo. W końcu bez kombinacji alpejskich mamy te DSD512 na liczniku (all PCM), w przypadku DSD też podnosi do tej wartości, inaczej dzieje się z MQA – tutaj origami hardwareowo dekodowane, nie ma konwersji PCM-DSD, tylko odtwarza się MQA (niczego nie musimy zmieniać w ustawieniach, z automatu tak się dzieje). Według mnie konwersja do postaci 1 bitowej o takich jw. parametrach pozwala uzyskać wyraźny progres w zakresie SQ, poniżej opisałem jak to słyszę (w recenzji będzie ofc więcej na temat)

Oczywiście to, co od razu przyszło mi do głowy, to microRendu podpięty tym nowym sznurkiem do X-SPDIF i następnie via HDMI (I2S) połączony z X-Sabre Pro MQA edition. Jak pomyślałem, tak i zrobiłem. I od wczoraj nie wychodzę z salonu. Słucham z rozdziawioną buzią, słucham w konwersji PCM @DSD512 i już wiem, jak należy słuchać plików. To kropka nad i. Ostateczny szlif. Kwestia preferencji? Być może, ale też analogowa patyna, całkowicie płynne, bez cienia cyfrowego nalotu, plastyczne, wypełniające całe pomieszczenie doskonałym jakościowo dźwiękiem granie to jest właśnie coś, czego możecie się tutaj spodziewać. I to nie w high-endowych okolicznościach, w sensie że tutaj na mocno typowym torze HiFi, który jednakowoż brzmi najlepiej jak tylko pamięcią sięgnę, bez względu na to, co wcześniej było do niego podpinane. Tak, mam tu na myśli także najdroższe klamoty Auralica, Schiita, M2Techa, Myteka i co tam jeszcze się przewinęło. microRendu jako end-point Roon-a (Roon Ready) gra na topowym secie Matrix Audio z aktywnymi, studyjnymi monitorami ESIO (Aaa! Jak to gra!) symetrycznie via XLR spiętymi z dakiem oraz na NADach (budżetowym 315BEE oraz dzielonym systemie, bardzo nielubianym przez sąsiadów, których – korzystając z okazji – serdecznie pozdrawiam, bez cienia złośliwości). Jest niesamowity flow, wszystko poukładane, po prostu siedzimy, słuchamy i zapominamy o bożym świecie. Aha, MQA przy dekodowaniu hardwareowym brzmi tak, jak MQA przy dekodowaniu softwareowym. W tak świetnie brzmiącym torze, brzmi bardzo dobrze, przy czym na razie trudno mi usłyszeć jakikolwiek progres wynikający z odpakowania „mastera” w trzewiach DACa.

Na X-SPDIF pali się biała dioda? No to DSD512 leci :) Widać, dokładnie że nowa wersja X-Sabre Pro ma wygodnie podniesiony tył (z przyłączami) względem frontu. Ułatwi to instalacje kabli, fajnie wygląda, można stawiać bez obaw jakiegoś miniaturowego end-pointa PC na górze. Przy czym ta góra ciepła się robi.
Spięte firmowym USB z microRendu oraz HQ HDMI (konwerter-DAC), dźwięk leci via I2S 

Nowa wersja X-Sabre Pro to nie tylko MQA. Producent wprowadził trochę zmian. Pierwszą, jaka się rzuca w oczy, to lekkie uniesienie tylnej części obudowy w stosunku do frontu. Ułatwia to manewry kablowe, tylna – doskonałej jakości – nóżka/podstawka (są trzy w sumie) jest wyższa. Wydaje się, że kąty działania czujki IR (operowanie pilotem) są szersze, lepiej, łatwiej steruje się za pośrednictwem dołączonego sterownika na podczerwień. W komplecie mamy także nieco lepszy, od wcześniej dodawanego, kabel USB. Do maszyny podpięte są aż trzy end-pointy:

  • wspomniane microRendu z PSU CIAudio via X-SPDIF 2 (I2S / DSD512)
  • GIADA F105D bezpośrednio optykiem z dakiem
  • nasz terminal HP z wolnym slotem PCI-e, gdzie wylądowała element H (z własnym PSU – Creative), podpięte bezpośrednio USB z dakiem

Mamy zatem porównanie trzech różnych, bardzo odmiennych PC, pracujących pod kontrolą różnych systemów operacyjnych (sonicOrbiter / Win & Daphile / Linux… a dojdzie jeszcze Roopiee z Malinką), grających via Roon z DSP, bez DSP, z HQPlayerem i bez tego pluginu, poza tym katować będziemy te front-endy w innych scenariuszach softwareowych: samodzielnie Daphile (LMS), JRiver wreszcie owtyczkowany foobar. Najbliższe 2-3 tygodnie będą bardzo pracowite. I już się cieszę, bo to co słyszę bardzo mi podchodzi, oj bardzo. Pewnie jakiś wpływ na to (zostanie to zweryfikowane) może mieć także, dodatkowa, lekka adaptacja akustyczna. Wcześniej głównie skupiłem się na ścianie za kolumnami (kasetony z odpowiednim wkładem, gdzie uwzględniono w projekcie nie tylko wpuszczane w ścianę drzwi, ale właśnie adaptacje akustyczną) i przeciwległej (półki z książkami) plus – standardowo – dywanik. Tym razem dołączyły do kompletu dwa mobilne panele akustyczne, duże, takie 120cm x 60cm x 20cm, które ekranują po bokach, przy czym najistotniejsze było zasłonięcie szklanych drzwi balkonowych. Nie da się tego zrobić na stałe, stąd panele są mobilne (na kółkach, jeszcze nie zamontowanych). Co pozostaje? Pułapki basowe i – może – jeszcze sufit.

MQA edition

Karta element H to, jak wspomniałem, X-Hi tylko – potencjalnie – jeszcze lepiej. Lepiej, bo zastosowano precyzyjne zegary femto i wraz z separacją od wnętrza PC, zewnętrznym zasilaniem, dedykowaną linią tylko na dane audio (PCI-e, brak współdzielenia), mamy interfejs dostosowany konkretnie pod nasze potrzeby. Zobaczymy, czy i na ile te dodatki robią robotę, dają realny progres. Karta zamontowana w naszym testowym terminalu (mamy dwa takie) została bezproblemowo wykryta pod Linuksem (Debian, jedna z zalecanych dystrybucji przez Roon Labs.). Linkujemy z X-Sabre Pro MQA bezpośrednio via USB, ale też sprawdzę tego end-pointa w opcji I2S (via X-SPDIF 2). Sprawdziłem, póki co, poprawność instalacji i współpracy via Roon Bridge z Core, o dźwięku jeszcze niewiele mogę napisać, bo jw. słuchane jest na okrągło z microRendu – jak na razie ;-)

Firmowy kabel USB / X-SPDIF 2 / element H

Wreszcie dwusystemowa GIADA, wcześniej ten audio PC grał sobie na HDMI DACu LIGAWO (patrz wpis), teraz będzie po optyku (nadal) strumienie odtwarzał tyle, że z topowym dakiem Matrixa. Porównam, sprawdzę jak się takie bezpośrednie wpięcie ma do pośrednika (X-SPDIF 2) tj. USB z konwersją TOSLINK do DACa. Listę opcji uzupełni jeszcze streamer Sqeezebox Touch via USB – coax (znowu via konwerter) oraz transporty płytowe NADa i TEACa (też coax, tyle że – co oczywiste – bezpośrednio wpięty pod X-Sabre Pro). Ufff! Jest co testować, jak sami widzicie. Chcę ponadto poeksperymentować z macOSem (Core tj. iMac podpięty via thunderbolt ze stacją bazową Elgato i następnie USB z topowym przetwornikiem Matrix-a bezpośrednio oraz pośrednio, dodatkowo z konwerterem), sprawdzić, czy da się wymusić native > DSD256 dla takiej konfiguracji. Ma w tym pomóc HQPlayer zintegrowany z Roonem. W zakresie hardware takie coś obecnie możliwe jest wyłącznie za pośrednictwem elektroniki exaSound, z własnym, dedykowanym sterownikiem (w 99% wypadków pod macOSem żadnego sterownika nie potrzebujecie). Najnowszy Korg Nu-1 (muszę tę maszynę wytrzasnąć skądś, problem jest taki, że na razie nie ma żadnej dystrybucji, nawet wersji na 230/240V nie ma, jest tylko 110V) też jest DSD256 maksymalnie, ale tam, podobnie jak w exa, mamy dedykowany sterownik pod uniksowy system operacyjny.

A tu całość, co przyleciała, za moment podpięta i bez przerwy słuchana…

Zła informacja odnośnie eGreata. Nadal czekamy na X20Pro. Teraz mają tam swoje święta (chiński, nowy rok) i ni cholery nie da się nic załatwić. Także przepraszam, ale nie z naszej winy, klamot strumieniujący na „turbopropsie” ;-) musi poczekać, bo nie dojechał. Fajnie, że będzie można niebawem sprawdzić możliwości wyżej opisanego na którejś z nowych konstrukcji Pylona. Mają przesłać do testowania albo nowe monitory, albo Ruby (podłogówki), a może nawet jakiegoś najnowszego high-endowca. Siak czy tak, nie będzie tylko starych znajomych (Topazy i Sapphire), ale coś jw. nowego. Na pasywnych gra świetnie btw, ale to co się dzieje na studyjnych, aktywnych monitorach to kosmos. Chyba muszę przemyśleć kwestię, czy naprawdę trzeba trzymać tyle elektroniki, zagracać przestrzeń, jak to aktywne potrafi TAK GRAĆ. Mmm!

Zapraszam do bardzo rozbudowanej galerii z opisem…

* test flagowego modelu przetwornika Matrix Audio bez dekodera origami opublikowane wcześniej na HDO tutaj i tu

» Czytaj dalej

Jeszcze raz o AVS’18, bardzo subiektywnie i (mam nadzieję) oryginalnie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0280

Sporo się w tym roku działo, niewątpliwie organizatorzy chcieli podkreślić walor edukacyjny, czy edukacyjno-poznawczy imprezy i to im się wyjątkowo dobrze udało. Każdego dnia można było znaleźć przynajmniej jedno spotkanie, prelekcję, na którym znalazło się coś ciekawego, interesującego. Tym razem bardziej, i dobrze, było audio, niż wideo (co nie oznacza, że mam coś przeciwko – absolutnie nie, ale to jednak impreza przede wszystkim od zawsze zorientowana na dźwięk), nie łączono tego z osobnym, skromnie na pięterku Narodowego „smart home” (a były takie zakusy w zeszłym roku, że pójdzie to szerzej, że będzie tego więcej – od tego, moi drodzy, jest IFA i inne, tego typu targi zorientowane na elektronikę użytkową). Nie starano się także za wszelką cenę błysnąć jakimś dziwadłem za parę milionów (oczywiście wyścig kto więcej i naj był, to naturalne, ale nie była to żadna oś, żaden punkt odniesienia do czegokolwiek). Było sporo premier, wiele rzeczy pokazywano w Warszawie po raz pierwszy (jak choćby nowe palnary HiFiMANa Arya, jedne jedyne, przedpremierowo, w Europie), co oczywiście cieszy. Jednak o tym wszystkim możecie przeczytać gdzie indziej, wiele impresji po show można znaleźć bez trudu, zazwyczaj koncentrują się na paru wybranych systemach (bardzo dobrze grających, fakt, ale właśnie w tym problem, że umyka to, co często „na zapleczu”), na paru znanych markach, na tych, którzy mieli siły i środki, żeby „się” pokazać.

Podobno jedyna sztuka dostępna na Europę pojawiła się była w słuchawkowej strefie ;-) … Arya w cenie Edition-X (ok. 8k), celująca w kompetencje brzmieniowe HEK

Arya.. premierowo na AVSie. Będziemy ofc testować u nas już niebawem

Jechałem do Warszawy z widokami na tylko jeden dzień i to jeszcze jeden z kalendarzem wypełnionym paroma spotkaniami. Stwierdziłem zatem, że nie warto koncentrować się na tym co mocno forsowane, co (wiem, znam, słyszałem) już było, tylko podjeść do całej sprawy inaczej. Postanowiłem dać się powieść intuicji i poszukać, trochę po omacku, trochę przypadkowo, trochę na zasadzie: „a niech mnie coś, ktoś czymś naprawdę zaskoczy”. Także Narodowy to głównie w tym roku była koncentracja na strefie słuchawek oraz paru miejscach, gdzie chciałem dowiedzieć się czegoś o nowościach (z ulubionych przez siebie marek), porozmawiałem z paroma osobami z listy i dawaj pakować cztery litery do autokaru kursującego między stadionem a hotelami. To na nich w tym roku skoncentrowałem swoją uwagę i wierzcie mi – było warto! Oj bardzo było!

Słuchawkowy Everest, znaczy się referencja? Referencja. W malutkim pokoiku ze znudzonymi Chińczykami ;-) to, co powyżej, oraz Abyss Phi robiło dźwięk! Słuchawkowy olimp!
SOUNDAWARE źródło plikowe A300 (za moment Roon Ready) oraz topowa amplifikacja/pre pod nauszniki P1

W Narodowym nic nie wywołało palpitacji serca (a nawet było parę rozczarowań o czym poniżej w foto-prezentacji), zupełnie odwrotnie w hotelach, a właściwie w jednym z hoteli (czasu było mało i drugi niestety udało się tylko pobieżnie obejść). W Sobieskim było to, czego oczekiwałem. Zaskoczenie, ekscytacja i parę naprawdę szczerych, silnych wzruszeń. Właściwie Narodowy można było sobie w sumie odpuścić, nie w sensie że nic, tylko opisany w zeszły poniedziałek system Soundkaos był takim objawieniem, że mógłbym sobie tam już siedzieć i nie wychodzić ;-) , wreszcie to nie w strefie słuchawkowej a właśnie tam, w Sobieskim, były trzy najwspanialsze według mnie (choć niestety nie sparowane z sobą, a gdyby były sparowane, to czuję, że zachwyty byłyby takie jak z Soundkaosem) słuchawkowe znakomitości, przy czym dwie absolutnie premierowo na AVSie pokazane. Te trzy wspaniałości to system, który mało kto, no pies z kulawą nogą, odwiedzał, czy raczej nie odwiedzał, bo trzech przedstawicieli Państwa Środka (w tym tylko jeden znający język angielski, przy czym Pani bardzo kompetentna!) słuchawkowy złożony ze źródła (streamer) oraz słuchawkowego pre & wzmacniacza SOUNDAWARE REFERENCE, za moment z pełnym wsparciem w Roonie (Roon Ready, a więc z obsługą RAAT), który to set wbił mnie w fotel. Wbił na długo, ale co tam, nikt tam – jak napisałem – właściwie nie zaglądał, na jednym stole leżały sobie biednie folderki i w nieładzie parę słuchawek i DAPów (na które nie zwróciłem baczniejszej uwagi, może błąd, ale mniejsza). Nie wyglądało to na dzień dobry zachęcająco. A jednak! Wbił, bo – drogie Panie i drodzy Panowie – w tym to niepozornym pokoiku Chińczycy tak od niechcenia pozwolili na zażywanie do woli najnowszego modelu Odchłani vel Głębi, czyli bardzo, bardzo rzadko spotykanych, u nas oficjalnie nie do zdobycia, koszmarnie drogich, legendarnych planarów Abyss (ABYSS AB-1266 PHI CC… tak właśnie, najnowsze φ). Ano były, ale właśnie tam i z tą elektroniką, która jak się miało okazać z opisu jest po sam kurek naładowana intrygującymi, oryginalnymi rozwiązaniami i otóż te słuchawki (same z siebie świetne, miałem okazję jeden z wcześniejszych modeli krótko słuchać na Pathosie) zabrzmiały nieziemsko, jakby to nie było coś na uszach tylko poza, nie wiem, jak to ująć, no poza fizycznymi ograniczeniami, punktami odniesienia, nie że gdzieś coś do tych uszu przylega i w nie dźwięki sączy. No nie. Uczucie nieskrępowanego, niebywale sugestywnego pokazania odległości, wielowymiarowej przestrzeni, wymiarów było – oj było – to naprawdę coś niesamowitego. Nie zrobiło, aż takiego wrażenia, jak szwajcarskie kolumny, ale blisko, a w przypadku słuchawek cała reszta wypadła na tle tego, co powyżej, po prostu blado (poza D8000, o czym poniżej, w fotostory), a nawet bardzo blado (niestety Ethery 2 kompletnie mi nie podeszły, największe rozczarowanie, choć to tłumaczę sobie może tylko pierwszym wrażeniem, ale no źle było, bez porównania gorzej niż pierwsza generacja słuchana porównawczo, zarówno otwarte jak i zamknięte… nadal wg. mnie najlepsze zamknięte planary na rynku to Ethery C).

Fajny Echo, świetna, znakomita Euforia od Feliks Audio. Znowu Sobieski, znowu słuchawki i prawidłowo, tam trudno stworzyć dobre warunki dla kolumn, ale przecież to idealne miejsce dla słuchawek.
Gabinet, salonik, fotelik, kanapa… tyle, że zaskakująco, także kolumny w tym roku – objawienie – to też wspomniany hotel. Tak, też byłem w szoku! ;-) Btw trochę szkoda, że to co powyżej z lepszym źródłem to nie grało.

Trzecia rzecz to Euforie, elektrownia na NOSach 6N13, naszego rodzimego Feliks Audio. Nie tylko wyborna aparycja, ale takiż sam, wyborny dźwięk. Szkoda tylko, wielka szkoda, że ten i inne wzmacniacze (wzmacniacz) podpięte były do bardzo zacnego, ale jednak tylko budżetowego w formie i treści, podstawowego streamera (nowości) Coctail Audio X14. Jednym z pierwszych testów u nas była X10, pierwszy taki, który trafił przed siedmioma laty na rynek all-in-one. Potem jeszcze udało się X20 czy 30 przetestować – sprzęt z ambicjami do bycia czymś więcej (HiFi). Mhm, pamiętam, fajne pomysły, teraz rozwinięte w coś bardzo rozbudowanego (X45PRO oraz X50PRO – też all-in-one, z najlepszymi komponentami, nawet z rzadko spotykanym interfejsem I2S). Myślę, że takie źródła powinny być dawcami sygnału, szczególnie w sytuacji, gdy wychodzimy z takiego klamota analogowo już na amplifikację. Dobra, dość narzekania, wzmacniacz grał fantastycznie, był to niewątpliwie dźwięk najwyższej, słuchawkowej próby, a słuchany na dobrych, świetnie nadających się do krytycznego odsłuchu, efektorach m.in. ze stajni Focala, Senka oraz …. też nigdzie nie wymieniane, też pominięte, chyba pierwszy raz w Polsce, znakomite, zamknięte ZMF Atticus* (drewienko, jedne z najlepszych zamkniętych konstrukcji, a może w ogóle najlepsze takie!). Taki wzmacniacz właściwie zamyka raz na zawsze sprawę, bo jak z lampy to szczerze wątpię, czy da się wspiąć wyżej, a jak z tranzystora to (wg. mnie) w podobnym budżecie Bakoon 21 i też koniec poszukiwań. Rzecz jasna znajdą się tacy, którzy będą marudzić, że dlaczego SE, że przecież balans, że musi być, ale jak wspomniałem ostatnio przy okazji testu M-Stage HPA-3B… tu nie ma lepiej, bo tak, tu może być lepiej, ale nie musi i to tylko inna droga dojścia do tego samego celu – to znaczy do pełnej satysfakcji słuchającego. Naprawdę sposób połączenia przestaje się (gdy odlatujemy) liczyć, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Lampa, zazwyczaj to niesymetryczne połączenia, to standard w tego typu konstrukcjach i nie ma po prostu sensu doszukiwać się  większej koszerności w czymś, co nie warunkuje nam dogmatycznie jakości. Może być, może nie być, w przypadku wielu wybitnych konstrukcji mamy SE, czy to się komuś podoba, czy nie podoba. Sumując, dwie niebywale oryginalne, niespotykane, nie pokazywane konstrukcje słuchawkowe (Abyss PHI oraz ZMF Atticus) były do słuchania nie w strefie, nie na Narodowym, a w małych pokoikach Sobieskiego i to w okolicznościach bardzo dla tych słuchawek korzystnych (no poza źródłem w przypadku ZMF, ale mniejsza, wybitna amplifikacja, a to było tutaj najważniejsze!). I można było (oj skorzystałem z tej możliwości, skorzystałem bardzo zaborczo) długo rozkoszować się dźwiękiem najwyższej, słuchawkowej próby… to była orgia dla uszu.

Takie cymesy z Ameryki Północnej zameldowały się na tegorocznym AVS, tylko kto zwrócił na nie uwagę? ;-) Atticusy oraz Abyss-y Phi. Wszystkie te skarby w Sobieskim

Te trzy rzeczy* zatem, a jeszcze mogę wspomnieć o bardzo ciekawej dyskusji i wspólnych z dyskutantem zapatrywaniach na kwestie: aktywne zestawy głośnikowe oraz korekcja zestawów kolumnowych (nie pomieszczenia, w sensie stawiania licznych strojów, rezygnacji z obrazów, przesuwania mebli w celu montażu pułapek basowych – czytaj dopasowania często niemożliwego życiowo w realizacji). Audium, znakomite, inne, oryginalne konstrukcje rodem z Niemiec, pełnopasmowe przetworniki, aktywna sekcja niskotonowa, albo całość aktywna, własne, w pełni analogowe rozwiązania pozwalające na dopasowanie pracy zestawów głośnikowych, ich korekcji, pod konkretne warunki, akustykę pomieszczenia. Jako, że tam się to teraz rozrasta, jest centralny, jest premierowo pokazywany woofer, mowa była też o kinie i to kinie w kontekście najlepiej takie same kolumny, choć to trudne, zarówno przed jak i za, z sugestią, że czasami można osiągnąć więcej, całą rzecz mocno upraszczając (4.0). Z prawdziwą przyjemnością spędziłem tam kilkadziesiąt minut. W Berlinie były, ale tam wiadomo – no były, wcześniej, w zeszłym roku też zwróciłem na te konstrukcję uwagę. Też uważam, że kierunek: aktywnie, korekcja, brak szukania synergii bo jest po wyciągnięciu z pudełka itd itp to właściwy kierunek w audio.

Inaczej. Pełnopasmowe przetworniki, sekcje aktywne, firmowa korekcja. Rezultat? Znakomity sound. Audium.

Dobrze, jak obiecałem, poniżej fotorelacja bardzo subiektywna, osobista, nikogo nie ganię, jak już to raczej wskazuję, że właśnie „mi nie zagrało”, będzie też trochę pod kątem nomadów (prawdziwie bezprzewodowe Sennheisery Momentum IEM… oj jak trudno było je uruchomić w Warszawie, przydałaby się na przyszłość lepsza obsługa, wsparcie ludzi ze stoiska oraz HP70 od NADa), głównie jednak to, co „obok”, „niezauważone”, skromnie, a może niesłusznie skromnie. Dla mnie te wymienione powyżej rzeczy robiły show, przyniosły największą satysfakcję, przy czym – i o tym należy pamiętać – taka impreza to nie jest bezwzględna konkurencja w zakresie SQ, tu wiele rzeczy może się nie zadziać i nie można na postawie takiej imprezy wyciągać (in minus) wniosków. Co innego (moim skromnym zdaniem), gdy coś nas naprawdę poruszy. Tu, może być, jest taka możliwość, tylko lepiej. Lepiej?

Bezprzewodowe IEMy Senka linii Momentum są w SQ bezkonkurencyjne wg. mnie, co nie oznacza, że bez wad…

Strasznie „puszowali” te bezdrutowce w Berlinie. W Warszawie samoobsługa z problemami. Posłuchałem ich dłużej w Berlinie,
gdzie wystawiono ich sporo (najważniejszy element ekspozycji) i naprawdę dają radę. Dźwięk zbliżony do tego, który mamy w bezprzewodowych nausznikach Momentum OvE. 

NADy HP70. Bezdrutowa wersja tak przeze mnie cenionych HP50. Mhm, dokładnie, bez przewodu niewiele tracimy, a na pewno zyskujemy wygodę
i wg. mnie coś, co jest lepsze od mazania po muszli, nie mówiąc już o jakiś durnych komendach (Siri – AirPodsy): fizyczne suwaki. Za ich pomocą regulujemy, włączamy, deaktywujemy.
Może jestem stary piernik (no jestem, jestem), może wolę stare dobre hebelki, pokrętła, a nie te nowoczesne sru-bździu, no może

Źródełko jak trzeba, znaczy HiFi Onkyo Player, DCD z plików DSD via AAC (obsługuje ponadto aptX HD LL, LDAC, no wszystko jest)
Coś czuję, że jak mi padną Sennheisery to te od NADa zastąpią bezdrutowe Momentum. Od razu mi się spodobały. Grało jak HP50, tylko bez druta.

Chcę te LIBeRATION, chcę te Abyss i chcę bakoonowe ampy pod to! Chcę to lepiej …jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić, no nie potrafię jak by to mogło być! Tylko dlaczego akurat taka stratosfera?! Eeeech! ;-) Już zupełnie przy okazji wspomniana lampa i nie tylko da się z tym żyć, ale da się z tym zestarzeć (na jesień i tak wszystko jedno, trąbka, czy aparacik, te sprawy).

* Widać, z liczeniem problem, to nawet cztery, bo te ZMFki też trzeba by wliczyć ;-) Oczywiście poza konkurencją, tak mną to wstrząsnęło, był pokój Soundkaos. Poza…

Fotorelacji ciąg dalszy poniżej…

» Czytaj dalej

Szok & niedowierzanie! Dźwięk imprezy? Mało! Soundkaos @ AVS2018

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0302

Nadal nie mogę dojść do siebie po tym, czego w Warszawie doświadczyłem. Zdroworozsądkowo, czy na imprezie, nawet bardzo pieczołowicie przygotowanej (akustyka, pomieszczenia) możecie być świadkami objawienia? Czegoś, co dodatkowo każe zapytać, czy to, co uznawaliśmy do tej pory za dogmatyczne, kanoniczne można – mhm- można wrzucić do kibla i spuścić wodę. Ani razu, w Warszawie, Berlinie, w Monachium nie zdarzyło się siedzieć z rozdziawioną buzią i zastanawiać się „ale jak”, „to naprawdę się dzieje”? Ani razu, nigdy, nigdzie, do przedwczoraj. Strasznie żałuję, że nie byłem w niedzielę, bo cały dzień przesiedziałbym w pokoju numer 518 i w ogóle bym się z tego pokoju nie ruszał. Powiem tak: warto było w tym roku pojechać do stolicy, wejść na piąte piętro w Sobieskim i już tam pozostać. Naprawdę, nie przesadzam. W tym małym pokoiku, bez żadnego specjalnego dostosowania akustycznego (poza materacem na ścianie :P ) stał NAJLEPSZY SYSTEM AUDIO jaki dane mi było słuchać, system, który dał dosłownie (nie w przenośni, NIE W PRZENOŚNI) wrażenie obcowania z muzyką, artystami na żywo. Było to tak namacalne, tak dogłębne, tak oczywiste, że – serio – zastanawiałem się, czy przypadkowo w rozdawanych szwajcarskich czekoladkach nie serwują jakiegoś halucynogenu, czy nie jest to jakiś haj, jakaś totalna ściema, ułuda, że to zwyczajnie jest zbyt piękne, żeby było – RZECZYWISTE. A, niech mnie, było.

Najlepszy dźwięk imprezy… nie, to mało powiedziane, najlepszy dźwięk jaki słyszałem nie na żywo, reprodukowany
Soundkaos: LIBeRATION (otwarta odgroda) oraz trzydrożne, czteroprzetwornikowe monitory VOX 3 z elektroniką Bakoon-a z plików via ROON

System Soundkaos składał się z rzeczy, (rzecz jasna zbombardowałem jegomości pytaniami, po kolejnym odsłuchu, powrocie do tego magicznego pokoju), które są mi doskonale znane (software, komputery, transporty) oraz takich, które znam ze słuchawkowego ino tylko światka, a część była mi do tej pory nieznana. Ależ niedopatrzenie, jaki gruby błąd! Dobra, zacznijmy od rzeczy, które robiły tutaj tę magię: NIESAMOWITYCH kolumn LIBeRATION (otwarta odgroda) za c.a 17 000 euro (już zbieram), absolutnie niebanalnych od strony formy (patrz zdjęcia), absolutnie skończonych jeżeli chodzi o mistrzostwo przenoszenia nas do miejsca dźwięków, głosów, tam gdzie muzyka dociera do nas wszystkimi zmysłami. Te kolumny przenoszą nas do świata muzyki, gdzie każdy z instrumentów jest obecny, rzeczywisty, gdzie aksamitny tembr kobiecego głosu jest „tu i teraz” i nie ma mowy, żebyśmy nie ulegli złudzeniu, że mamy wokalistkę na wyłączność, że ona śpiewa dla nas, że to się NAPRAWDĘ dzieje. O rzesz ty! To było coś w rodzaju… nie, no, nie mogę, pomyślałem, to musi być jakaś iluzja, to nie może być, nie ma prawa być! Działo się to w małym, podkreślam, małym pokoiku (518), w którym za jedyny element akustycznego dostosowania, jedyny, robił materac na ścianie za kolumnami (czy precyzyjniej, za centralnie umiejscowioną elektroniką). To jedna z gwiazd, jeżeli chodzi o efektory, druga zrobiła nie mniejsze (choć jednak w skali, mniejsze, ale też oszałamiające) wrażenie: trzydrożne, małe, kompaktowe kolumienki bliskiego pola VOX 3. Wentylowane otworem stratnym, wyposażone w 4 przetworniki. Czyli macie coś bardzo małego, bardzo niewielkiego, a konstrukcyjnie rzecz przywodzi na myśl wielkie paczki, takie co to -mhm-  potrafią poruszyć niebo i ziemię. I wiecie co? Te VOXy (niestety nie zapytałem o cenę, to zresztą jedna z dwóch rzeczy, o które nie zapytałem – jasna cholera!) grały jak pełnogabarytowe wielodrożne, a więc z niskimi pod dostatkiem, jak kolumny podłogowe, przy czym grały intymnie, blisko, dla Ciebie, czytaj tak, jak mają to zwyczaju robić monitory. Zaraz, zaraz, że jak? Połączenie rzeczy niemożliwych, tu stało się możliwe. Mała kolumna, która gra pełnym pasmem i to gra tak, że… gdyby nie LIBeRATION, uznałbym te monitorki za objawienie imprezy.

Klękam, oj klękam

No dobrze, to co z tą elektroniką? Bakoon. Wiadomo, kojarzymy ze słuchawkami, z świetnym, wybitnym modelem 21, z graniem na baterii. No jasne. Ale to mało. Nie to dopiero początek. W Warszawie europejską premierę miały malutkie, 25 watowe wzmacniacze AMP-13R. Małe, płaskie, na podstawkach wyższych od samej obudowy (parę centymetrów!!!) i teraz… jak oni to zrobili… te Bakoony (bo były dwa, jeden napędzał małe kolumny, drugi duże, choć te duże także znany mi z opisów, znakomity AMP-41, o już takich standardowych dla klasycznej integry gabarytach), wzmacniacze zintegrowane, o mocy jw. napędziły wspomniane zestawy głośnikowe ze swobodą, to mało, ale po mistrzowsku tzn. pokazując (bo nie potrafię sobie wyobrazić, jak lepiej mogłoby to zagrać, zwyczajnie brak mi tutaj wyobraźni) wspomniane cechy, przenosząc nas do innego wymiaru. Ja pierniczę, jak to jest w ogóle możliwe? Z takiej małej, wyglądającej jak jakiś switch internetowy (serio, tak to wygląda właśnie) konstrukcji, TAKI DŹWIĘK?! Oczywiście to efektory były tutaj na pewno na pierwszym miejscu, ale ta elektronika w ogóle nie wyglądała na taką, że z tego coś będzie, albo inaczej – że będzie takie coś, aż tak! Małe, kilku kilkukilogramowe, gorące jak jasna cholera, małe integry zrobiły na mnie nie mniejsze wrażenie (no nie, jednak największe zrobiła otwarta odgroda) co kolumny, to było coś naprawdę niesamowitego. I teraz najciekawsze. Te konstrukcje to klasa AB. Tak, tak, głowę dam, że byście nie zgadli. Ja sam zapytując goszczących nas Panów z miejsca, błędnie, zacząłem: „OK, so we have here D class amplifires…” I to był, moi drodzy, gruby błąd z mojej strony, bo to końcówki analogowe, dwadzieścia pięć watów za pomocą których te trzydrożne, czteroprzetwornikowe oraz wielodrożne, z wielkimi przetwornikami kolumny BEZ PROBLEMU, Z PEŁNĄ SWOBODĄ zostały wysterowane, a to jeszcze nie koniec…

Dwa, małe cosie. Wzmacniacze? No wzmacniaczyki, że niby 25W, płaskie naleśniki…
tyle, że nie D a AB i niepozorne to, to wysterowało koncertowo WYMAGAJĄCE kolumny powyżej. Bez żadnych „ale”! Integra AMP-13R x 2 (grały osobno, jedna dla podłogówek, druga dla podstawek)

No właśnie. Z czego to grało, co było źródłem tych wszystkich rozkoszy? Ano źródłem BYŁY PLIKI. Nie gramofon, nie dyskofon, wszystko za grube dziesiątki tysięcy dolców. NIE. Wspólnym mianownikiem (i piszę to z dużą, osobistą satysfakcją) był system oparty na front-endzie ROON. Zresztą w innej salce, gdzie pies z kulawą nogą nie zaglądał (a stał tam najlepszy system słuchawkowy, będzie o tym osobny wpis!), Pani z Chin rodowita, całkiem nieźle obeznana, poinformowała mnie, że zaraz, za moment ich system będzie – a jakże – Roon Ready. No dobra, dość dygresji, wracając do Soundkaos:  PLIKI. Bez sztuczek, bez DSP, często o jakości RedBook. Czasami zintegrowany z Roonem Tidal, czasami własne zbiory, też trochę hi-resów… różnie. Zwykłe pliki. I TO WŁAŚNIE TAK GRAŁO. Magicznie, zniewalająco, gdzie kontrabas brzmiał jak żywy, każda struna, gdzie fortepian z jego klangiem, wybrzmieniami, gdzie głos wibrował… no ludzie, to było po prostu totalnie zajebiste doświadczenie. Pogadałem, dowiedziałem się tego i owego, a to ekhmm to i owo, to między innymi laurka dla Roona (cóż, nie polemizuję ;-) ), fakt zastosowania w systemie bardzo szybkiego komputera – serwera z Roon Core (najnowszy MacBook Pro w maks wersji z Core i9… jak nie raz mówiłem, szybki układ potrzebny, bo wielostrefowość, bo PCM@DSD, bo wiele opcji w DSP itd itp), za sterownik ekranowy (nie, nie iPad ;0) na bogato robił duży ekran hybrydowego Surface, a w roli end-pointa HiFiBerry w najnowszej odsłonie (czarne, całkiem spore, jak na Malinkę, pasywne, wyspecjalizowane pod kątem grania audio, komp tylko pod audio) i wreszcie (cholera! Nie zapytałem konkretnie co to było! Aghhh) jakiś egzotyczny (serio) DAC rodem z Chin, duża, wielka nawet, srebrna skrzynia, który to konwersję z cyfrowego na analogowe robił i dalej szło do wspomnianych Bakoonów. Jeden z Panów zdradził, że to najlepszy wg. nich, najbardziej analogowo grający z produkowanych obecnie przetworników C/A. Tylko dlaczego, ja głupi, nie zapytałem co to takiego?! Mam jednakowoż parę wskazówek. Nazwa na D bodaj, na srebrnym froncie wygrawerowana, cena ok. 4000 dolców. Niestety informacji nt. tego elementu w oficjalnych materiałach o wystawcach zabrakło. Aktualizacja: ostatni element układanki, jak zauważył jeden z naszych Czytelników to Denafrips Terminator, multibitowa (R2R) bestia. Podsumowując źródło, transport & software to są to dokładnie takie element, których na co dzień używam w redakcji, o których się na łamach rozwodzę, a ostatni cykl cyzelowania transportu plikowego (z Roonem w tle ofc) utwierdza mnie w tym, że to słuszna droga, dobry wybór. O Roonie jeszcze w kontekście AVS 2018 będzie. Podobnie gdzieś tam, nie rzucając się w oczy, a na klamotach, które zrobiły jak najlepsze wrażenie :)

Dobra, musiałem się z czym przespać, dlatego wczoraj cały dzień śnił mi się ten system. Pomyślałem – dystans. Wiecie co? Chromolę dystans. To było najlepsze granie kiedykolwiek, gdziekolwiek, na czymkolwiek jakie było dane mi usłyszeć. A przecież tam w Warszawie i wielu innych miejscach, imprezach słuchałem zawsze robiących wrażenie (a w paru systemach, salach ogromne wrażenie) Wilsonów, czy wielu innych, naprawdę zacnych systemów. Mhm. Ale takiego jak opisany powyżej nie słyszałem jeszcze nigdzie i nigdy. Szwajcarzy, szukają dystrybutora w Polsce. Jak nie znajdą, pojadę tam kiedyś, przy okazji przypomnę sobie jaki to ładny kraj.

PS. Tak, będzie osobno relacja z imprezy, przy czym skupię się tylko i wyłącznie na tym, co mi się podobało (to raz), a dwa będą to – coś czuję – rzeczy, które umknęły wielu zwiedzającym, żadne tam z tych wymienianych w folderach kolorowych, nie, nie, nie. Także słuchawki, temat jakże dla mnie ważny, tym razem poza strefą słuchawkową, kolumny (jako system) także w Sobieskim, a nie na Narodowym. W sumie, wychodzi na to, że Narodowy mogłem sobie w tym roku odpuścić ;-) No przesadzam, było ciekawie, a ja nie miałem czasu by wysłuchać wielu mądrych ludzi, którzy mieli coś ciekawego do powiedzenia. Znowu deficyt czasu, ale całe szczęście (albo i nieszczęście, rozumiecie chyba co mam na myśli) trafiłem na coś absolutnie, jak wyżej, wyjątkowego. Warto było!

PPS. Był też niepodpięty, ale muszę go koniecznie skądś zdobyć, wytrzasnąć, bateryjny DAC Bakoona. Oj czuję, że będzie to prawdziwa petarda, szczególnie z tymi wzmacniaczami co powyżej (i z 21-ką pod nauszniki).

Roon :) …i to tak, jak powinno to wyglądać, czytaj Roon Core na bardzo szybkim komputerze/serwerze, sterownik to duży ekran dotykowy (tu Surface, lub iPad, iPad Pro),
end-point czytaj pasywka HiFiBerry, nasze redakcyjne terminale HP itp, wreszcie jakiś dobrej klasy (ale wcale nie musi być drogi!) DAC… 

…choć ten tani akurat nie jest, ale podobno najlepszy, analogowo grający, R2R (multibit) rodem z Chin. Właśnie taki przetwornik grał na wspomnianym powyżej torze
Denafrips Terminator 

Prawdziwa, multibitowa bestia, vide:

  • True balanced 26BIT  R2R +  6BIT DSD (32 steps FIR Filters)
  • Native DSD decoding with 0.005% precision resistors
  • Encapsulated Ultra Low Noise Power Supply
  • Amanero USB Interface
  • Ultra Low Jitter Digital Receiver AK4118
  • CRYSTEK Flagship CCHD-957 Femto Clocks
  • Adaptive FIFO Buffer Reclocking
  • 2.8224MHz(DSD1X) On All Input
  • 5.6448MHz(DSD2X), 11.288MHz(DSD4X) On USB & I2S Input Only PCM
  • 24bits / 44.1, 48, 88.2, 96, 176.4, 192KHz On All Inputs
  • 24bits / 352.8, 384kHz On USB & I2S Input Only
  • Digital Input: Coax 1 via RCA, Coax 2 via BNC 75 Ω, TOSLink x 1, USB, HDMI (I2S), AES EBU x 2
  • Analog Output: RCA at 2.3Vrms, 625 Ω, XLR at 4.6Vrms, 1250 Ω
  • Frequency Response: 20-40KHz -0.2dB
  • THD+N: 0.0010%
  • S/N Ratio: -124dB
  • Dynamic Range: >132dB
  • Stereo Crosstalk: -110dB
  • Dimensions: 430 x 380 x 105 mm
  • Weight – 19 Kg

Daphile + Roon = pełen sukces!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-09-29 o 09.25.50

Integracja tych dwóch rzeczy okazuje się banalnie prosta, przy czym przebiega inaczej niż początkowo zakładałem. Daphile (o którym wspominaliśmy na łamach, a niebawem opublikujemy osobny artykuł poświęcony temu rozwiązaniu) to jeden z najciekawszych z wyspecjalizowanych systemów operacyjnych audio opartych na Linuksie. Dla przypomnienia, jego bazą jest serwerowy software LMS (SlimDevices/Logitech/Squeezebox) w popularnej kompilacji Squeezelite. Ogromną zaletą Daphile są potężne możliwości konfiguracyjne (bardzo zaawansowane – w oprogramowaniu odtwarzającym na komputerach takiej mnogości, możliwości ingerencji w pracę sprzętu, samego software, nie znajdziecie), bardzo niskie wymagania sprzętowe oraz kompatybilność z praktycznie każdym, podpinanym pod terminal z Daphile urządzeniem audio (dakiem). To lekka, zajmująca poniżej jednego GB (pamięć wew), wersja systemu operacyjnego stworzonego w oparciu o Pingwina, którą można zainstalować na starym rupieciu ;-) , ale też specjalnie przygotowanym (i tak to u nas wygląda) pececie. Pasywnym, małym, energooszczędnym, pracującym 24/7 terminalu (są dwa: jeden 32 bitowy, na Atomie, drugi na AMD64), który tworzy end-point (Roon), albo samodzielną strefę w ramach LMS-a (pełna integracja z naszym kontem mysqueezebox.com), co pozwala korzystać z alternatywy (Squeezeboksy, komputery z LMS oraz handheldy np. z iPengiem).

Daphile PC jako end-point Roon-a

Daphile PC, a konkretnie? Terminal HP @ AMD64 z dedykowanym pod audio kontrolerem USB Matrix X-Hi 

Z zainstalowanymi wtyczkami DLNA/uPnP/Chromecast/AirPlay Bridge

…co daje multum opcji (gdy korzystamy z samego Daphile, wbudowanego serwera LMS), jak widać doskonale na obrazku.
Uniwersalny mostek dla streamu wszelakiego (platforma LMS) na efektory nie obsługujące squeezeboksowego ekosystemu

Niestety w takim scenariuszu, mimo prawidłowej identyfikacji pod Roon-em, brak odtwarzania dźwięku :(

Wspomniałem, że inaczej skojarzyłem Daphile z Roonem… ano inaczej, niż planowałem. Chciałem uzyskać end-point zgłaszający się w Roonie jako kolejny player Squeezelite (integracja jak handheld), bez utraty zdolności do działania w natywnym środowisku. Innymi słowy, chciałem dokładnie tego samego, co przećwiczyłem w przypadku Auralic-a… mamy ichni Lightning OS z integracją strumieni niewystępujących pod Roonem plus działanie jako end-pont Roon Ready. Wszystko w jednym. Tutaj, mimo zgłoszenia się Daphile (po wcześniejszej instalacji kompletu wtyczek klient/serwer DLNA/uPNP/AirPlay/Chromecast… wchodzimy w zaawansowane/pluginy i działamy), jako odtwarzacz Squeezelite pod Roonem, niestety nie udało się uruchomić odtwarzania. Komputer z Daphile zgłasza się ładnie, ląduje w grupie Squeezeboksów w panelu konfiguracyjnym Roona, możemy ustawić parametry pracy (tylko 96KHz, co wynika z ograniczeń Squeezelite, stworzonego na potrzeby iPada z jego obsługą 24/96 na jacku), możemy niby dać play… i niby gra, ale nie gra. Próbowałem coś z tym zrobić, konfigurując pracę oprogramowania na wszelkie możliwe sposoby… bez sukcesu. W taki sposób, jak handhelda (patrz nasz opis pracy iPada jako końcówki, jeszcze przed oficjalnym wsparciem dla iOS pod Roonem, w ramach mobilnej aplikacji iPeng) nie da się tego pożenić. Innymi słowy analogiczna konfiguracja do działającego pod MacOS/Win/Linuksem Roon Bridge (zachowana pełna multifunkcjonalność takiego PC, także z innym audio softwarem… mostek czyli osobny proces w tle, pozwalający widzieć taki komputer jako w pełni identyfikowalną końcówkę we front-endzie, z dowolnym daczkiem) nie jest niestety możliwa, ale…

Zmieniamy ustawienia serwera na zewnętrzny z wyborem iP komputera z Roon Core (względnie serwera z rdzeniem front-endu)

Yes! Pełen sukces. Nie tylko zainicjowało, ale co najważniejsze… gra!

Na szczęście da się, da się te dwie rzeczy pożenić i to świetna wiadomość, przy czym, aby móc wykorzystać Daphile w roli end-pointa Roon-a, trzeba w panelu konfiguracyjnym (zaawansowane), w pierwszej zakładce, zmienić lokalizację serwera LMS z daphilowego (wewnętrznego), na zewnętrzny (IP serwera/komputera z Roon Core/Server). Oczywiście po stronie Roona trzeba uruchomić LMS (o ile tego wcześniej nie zrobiliśmy), wszystko musi działać w ramach jednej lokalizacji, w tej samej sieci. W takiej sytuacji, Daphile przechodzi w tryb renderera, łączy się z Roonem, który przejmuje pełną kontrolę nad odtwarzaniem. Plusem jest po pierwsze obsługa maksymalnych parametrów dla sygnału (PCM 24/192), po drugie integracja wszystkich usprawnień i dodatkowych możliwości w zakresie obsługi dźwięku jakie oferuje Daphile (m.in. pełne wsparcie dla DSD, w tym native, konwersja w locie PCM@DSD, zaawansowane tryby pracy podpiętego pod Daphile przetwornika)! Innymi słowy, mamy lepsze możliwości obsługi sygnału niż to, na co pozwala dowolny streamer Logitecha działający w ramach zapewnionej przez Roon Labs kompatybilności z ich front-endem. Co więcej, tylko nieliczne urządzenia (streamery), które pojawiły się po oficjalnym zaprzestaniu wsparcia platformy (Squeezebox-y), oparte na jednej z wielu wariacji LMS-a, zdolne są do bezproblemowej identyfikacji pod Roonem. Taka integracja jest niepełna, albo w ogóle niemożliwa (nie zapominajmy, że program Roon Ready bardzo szybko się rozwija, coraz więcej sprzętu uzyskuje wsparcie, certyfikację – nie tylko najnowsze urządzenia otrzymują wsparcie).

Rzecz jasna z możliwości wbudowanego LMS-a, dostępu do mysqueezebox, musimy w takim scenariuszu jw. zrezygnować.
Aby wrócić do poprzedniej funkcjonalności trzeba na powrót włączyć wewnętrzny serwer LMS na Daphile.

W samym Roonie podstawowe rzeczy sobie skonfigurujemy

Maksymalne parametry na jakie pozwala taki mariaż, ale też…

…jest coś więcej:
tu jest DoP, w opcjach DSP jest np. konwersja PCM do DSD256, bo akurat mDSD podpięty, można również wymusić tryb native
- taka możliwość zarówno w Roonie (DSP), jak i Daphile

obsługa MQA

…wszelkie hi-resy, gładko odtwarzane

Całość działa znakomicie, bezproblemowo, zgłasza się pod Roonem, pozwala cieszyć się bardzo rozbudowanymi możliwościami linuksowego OS-a wyspecjalizowanego pod kątem audio w ekosystemie Roona, w najlepszym front-endzie z wszystkimi zaletami takiego, zintegrowanego rozwiązania. Obsługa DSD? Bardzo proszę. Potężne możliwości roonowego DSP? Nie ma sprawy. Dużo głębsza, niespotykana nigdzie indziej, możliwość ustawienia parametrów pracy DACa (Daphile)? Jak najbardziej. Mój setup, złożony z Daphile PC tj. pasywnego terminala HP z rozszerzeniem (PCI-e riser) pod postacią osobnego, dedykowanego kontrolera USB @ PCI-e (przetestowanej niedawno na łamach HDO karty) Matrix X-Hi oraz jednego z podpiętych pod to USB daków: M2Tech HiFace DAC lub mDSD Encore, czytaj terminala PC w roli roonowej końcówki sprawdza się bez zastrzeżeń. Płynne odtwarzanie dowolnego materiału (można przerzucić w 100% konwersję sygnału na szybki Core w ustawieniach silnika DSP), przebogate możliwości modyfikowania sygnału, obsługa gapless oraz bitperfect, wreszcie wbudowany w oprogramowanie dekoder MQA (było, nie było Tidal mocno te Masters promuje i rozbudowuje bibliotekę) to w takim połączeniu jak wyżej, rzecz – nie ma co ukrywać – unikalna. Daphile pożenione z Roonem to wg. mnie nie tylko alternatywa dla PC z klasycznym systemem operacyjnym pracującym w podobnej roli w ramach Roon Bridge, to coś lepszego, pozwalającego wycisnąć z naszego setupu maksimum możliwości. Roon identyfikuje, pozwala ustawić kluczowe parametry, a Daphile jeszcze to rozszerza w zakresie dokładnej konfiguracji komputerowej końcówki, czegoś czego w sieciowych audio klamotach, wszelkiej maści streamerach zazwyczaj nie uświadczymy. Nawet te zaawansowane systemy operacyjne w skrzynkach (wspomniany Lightning OS, software KEFa dla bezdrutowych LSów, nadowski BluOS etc.) mają oczywiste ograniczenia i to takie wynikające z założeń projektowych jakie przyjęto: mają być proste, łatwe w obsłudze, nieskomplikowane, bez całej złożoności typowo geekowego środowiska z kompilacjami, tekstowymi komendami, terminalami tj. wprowadzaniem z palucha określonych wartości, zagęszczonymi w panelach opcjami. I takie są. Tutaj mamy oryginalne połączenie obu podejść do tematu.

Brzmienie na poziomie streamerów za naście tysięcy? Mhm! Dźwięk się klei, to jest najlepsze granie z pieca według mnie

Dzięki bogatym możliwościom zaawansowanej konfiguracji (Daphile) można wycisnąć ze sprzętu oraz sygnału wszystko… dzięki synergii Daphile z Roonem

Na przykładzie rozbudowanych opcji przy ustawianiu pracy konwertera cyfra-cyfra X-SPDIF 2
(tekst o tym klamocie czeka na publikację :-) )

…z X-Sabre Pro 2 via IIS (HDMI), konwersją PCM-DSD, w wyczynowych okolicznościach, jak na załączonym obrazku widać

System Daphile to żaden prom kosmiczny, jego podstawowa obsługa jest bardzo prosta (jak ktoś zna LMS/Squeezeboksy to w ogóle jest w domu), ale daje możliwości i zgłębiając temat można naprawdę więcej niż… wszędzie indziej. O tym jeszcze przeczytacie, a na razie cieszmy się z takiego połączenia, bo to wg. mnie jeden z najlepszych pomysłów na komputerowe z plików granie. Software pozwalający z jednej strony na wykorzystanie dowolnego hardware o typowo pecetowym rodowodzie (karty rozszerzeń!), ubranie tego w dowolną, kompaktową formę, pasywną, jak kto chce bateryjną, z zawiadywaniem w strefach, na dowolnych ekranach, z zaawansowanymi trybami DSP, z zaawansowaną korekcją akustyczną, z doskonałym UI… czyli tym wszystkim, co daje nam w standardzie Roon. Jak ktoś nie chce się bawić, pozostaje Malinka (tutaj trudniej będzie rzecz rozbudować, choć nie jest to niemożliwe) albo w 100% gotowiec, taki jak microRendu (niebawem do nas ponownie trafi, tym razem dokładnie go przeegzaminujemy). Ważne, to jest darmowe, a nie jak np. HQPlayer (pozwalający podobnie, na dodatkową ingerencję, kompatybilny z Roonem), wymagające dodatkowych nakładów finansowych, rozwiązanie. Daphile sam w sobie jest bardzo mocnym zawodnikiem, świetną opcją dla kogoś, kto chce agregować sobie wszystkie źródła muzyczne w bardzo rozwiniętym, od dawna wspieranym, środowisku. Zintegrowane dodatkowo z Roonem tworzy coś, jw. unikalnego.

Gra wszystko jak leci? Ano gra i to jak (!) vide:

24/192

DSD
(też natywnie, jak choćby przy wykorzystaniu konwertera X-SPDIF 2)

MQA

…a nawet takie dzikie harce z modyfikacją sygnału w DSP Roon-a, jak na załączonym powyżej obrazku

PS. Daphile to serwer, to – dzięki wtyczkom – front-end dla głośników bezprzewodowych, streamerów, to także element strefowego rozwiązania opartego na klasycznych Squeezeboksach. Ten OS może tworzyć osobną, niezależną podsieć, wyłącznie na potrzeby audio streamingu. A to dopiero początek możliwości tego audio systemu. Jak wspomniałem, w osobnym wpisie jeszcze o nim wspomnimy. BTW o starych, jarych Squeezboksach pisaliśmy dawno, dawno temu ;-)  tutaj oraz tutaj, a i jeszcze tu.

Dalej nie szukam? Wyczynowy zestaw X-SPDIF 2 & X-Sabre PRO. Wow!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180824_095837063_iOS

Do redakcji trafił topowy zestaw Matriksa, składający się z konwertera cyfrowego X-SPDIF 2 (patrz test poprzednika) oraz przetestowanego u nas wcześniej, znakomitego, X-Sabre Pro. Oba urządzenia doskonale się uzupełniają, tworząc coś, co po kilkudziesięciu godzinach maglowania, mogę określić jako najlepszy system PC Audio wyciągający dźwięk z komputerowej magistrali USB. Najlepszy jaki dane mi było podpinać do redakcyjnego sprzętu. Słowo klucz: IIS. HDMI. Native pod macOSem (tego nie oferuje Wam Jabłko, tutaj jest to możliwe!). Konwersja w locie PCM do DSD256/512. Możliwość konfiguracji IIS w konwerterze, konfiguracji pozwalającej na zoptymalizowanie pracy tego mocno egzotycznego (i nie standaryzowanego!) sposobu transmisji sygnału. Tak. Konwerter X-SPDIF 2 jest (obok opisanej karty X-Hi) kolejnym, niezwykle wartościowym elementem toru, wyczynowego toru opartego na komputerze/streamerze. Te „akcesoria” świetnie ze sobą współgrają, oferując jakość jakiej nie doświadczyłem, grając via USB z komputera. Głównie słuchałem na makówce, zachwycając się dźwiękiem odtwarzanym via ROON na takim secie:

  • konwerter cyfra-cyfra Matrix X-SPDIF 2 (tryb: native, tryb niskie opóźnienia… opis poniżej) konwertujący sygnał USB na IIS
  • przetwornik C/A X-Sabre Pro @ IIS, natywnie konwersja PCM do 11.2MHz (DSD256), w przypadku alt. zestawu z PC i X-Hi nawet DSD512 (natywnie, bez omijania ograniczeń OS, jak w przypadku macOSa, na co pozwala konwerter)
  • wzmacniacz dzielony, słuchawkowy na bańkach Woo Audio WA7 fireflies (w roli wzmacniacza, analogowo spięty z X-Sabre)
  • słuchawy HiFiMAN Ananda & Audeze LCD-3
Taki obrazek pod macOSem.
Da się takie coś uzyskać, ale tylko ze specjalnym sterownikiem (Korg* takie coś oferuje i chyba tylko on), jabłkowy system umożliwia tylko i wyłącznie tryb DoP (konwersja z PCM i maks. DSD256, zazwyczaj tylko DSD128)
 

* nasz redakcyjny, opisany na łamach, end-point pecetowy Fooko PC (MINIX Z64) gra sobie na co dzień via KORG (Roon/Bridge), konwertując w locie @ DSD128 (więcej DS-DAC-100 nie oferuje). Znakomicie się to sprawdza, ale jw. to wstęp do tego, co można uzyskać „grając po bicie”, przy czym nie zapominajmy, że podstawą takiego systemu MUSI być bardzo wydajny rdzeń tj. szybki komputer, oparty na wielordzeniowych, układach Core lub np. Ryzen, z dużą ilością pamięci operacyjnej.

Całość podpięta pod tomankową listwę z blokerem (TAP-8), spięta okablowaniem Supry, ponadto wykorzystałem najkrótszy przewód HDMI jaki udało mi zdobyć. I co? I nie mogę ruszyć się z fotela. A to jeszcze nie wszystko, bo jw. czeka mnie dłuższy odsłuch na PC z zamontowaną kartą X-Hi. Czytaj kompletne rozwiązanie, złożone z uzupełniających się, jak wspomniałem, elementów, tworzących wyczynowy tor z PC …poniżej 10 tysięcy złotych (oczywiście mam tu na myśli wyłącznie to, co nam te zera i jedynki przekształca na postać analogową z komputera). To – biorąc pod uwagę pierwsze odsłuchy – bardzo niewiele, w kontekście dużo droższych streamerów, DACów, wręcz okazyjnie mało. Mówimy tu, raz jeszcze podkreślam, o unikalnym, nie mającym specjalnie odpowiednika (na rynku trudno znaleźć takie urządzenia, jest ich mało i są dużo, znacznie droższe) systemie, który w zakresie SQ przewyższa wszystko, co do tej pory stało w redakcji. Więcej, nie przypominam sobie, by cokolwiek grającego via USB, kiedykolwiek, zrobiło na mnie TAKIE wrażenie. Rzecz jasna można zamiast wspomnianego WA7 podpiąć coś umownie lepszego, dokonać jakiś zmian w okablowaniu, ale to co usłyszycie za pośrednictwem tych dwóch skrzynek (plus, opcjonalnie, karty) będzie niebywale mocnym przeżyciem, czymś co wzruszy dotychczasową wiedzę na temat tego, co można z komputera, z pliku, a czego (zdawało się) nie można. Może dlatego tak, najlepiej, najdoskonalej, bo właśnie te nasze granie z magistrali komputerowej w takim setupie, w praktyce omija najpoważniejsze wady takiego rozwiązania (powszechnie znane niedoskonałości interfejsu USB w aplikacji audio) i w praktyce korzystamy z wielopasmowej autostrady (IIS), nasz DAC działa w innej domenie, konwersja sygnału wprowadza zatem nowe okoliczności. Zupełnie inne. Pokrywa się to z wcześniejszymi doświadczeniami (USB @ …, albo alternatywa tj. piorun).

No dobrze, to popatrzmy co tu się zadziało:

» Czytaj dalej

GIADA F105D: dwusystemowy end-point PC z Win/Daphile w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20190125_102445992_iOS

Kontynuujemy cykl „w poszukiwaniu optymalnego end-pointa PC”, najlepszego komputerowego źródła muzycznych zer i jedynek. Tym razem do redakcji trafił bardzo ciekawy model kompaktowego peceta, wielkości dwóch leżących jedno, na drugim, opakowań płyt DVD. Mały, ale jakże bogato wyposażony, z bardzo dużym potencjałem (w praktyce nieograniczonym, wiadomo – jak PC, tyle że tutaj konfiguracja /specyfikacja jest „na bogato”). Firma C4I oferuje ten transport cyfrowy z dwoma zainstalowanymi na osobnych pamięciach półprzewodnikowych (osobno dysk SSD oraz SSD w miniaturowym wariancie M2) systemami operacyjnymi. Jednym z nich jest opisany przez nas jakiś czas temu (m.in. tutaj), znakomity Daphile (bazujący na Logitech Media Server), oparty na specjalnie dostosowanej kompilacji Linux-a (pod audio) oraz Windows 10 z najnowszym CU (Creators Update), co oznacza pełną kompatybilność z UAC 2.0 (pełne wsparcie dla USB 2.0 w przypadku dźwięku, co skutkuje m.in. brakiem konieczności stosowania dodatkowych sterowników po podłączeniu przetworników C/A do komputera).

Grzdyl?

Ano grzdyl

To daje nam ogromne możliwości konfiguracyjne w zakresie wyboru audio platformy – software. Możemy od razu grać via Daphile (sterowanie via webpanel na czymkolwiek, dodatkowo aplikacje mobilne jak choćby iPeng i wiele, wiele innych), możemy grać tradycyjnie via foobar po uruchomieniu systemu MS… możemy też zainstalować, któryś z front-endów: JRiver-a, Audirvanę (od paru miesięcy, o czym wspominałem na łamach, dostępną już nie tylko na macOS, ale także na Win) wreszcie naszego ulubionego Roona. Rzecz jasna w przypadku tego komputerka raczej nie chodzi tutaj o jądro/Core/miejsce egzystowania głównego programu, a pracę w roli końcówki z podpiętym DACzkiem. Czyli, w przypadku Roona będzie to Roon Bridge, w przypadku Daphile również może to być Roon (wybieramy w ustawieniach IP naszego Roon Core)… można też pożenić tego malucha z wieloma DSP oraz systemami korekcji pomieszczenia (software), przy czym polecam tutaj właśnie taki scenariusz – pracę F105D jako końcówki, end-pointa PC.

RS-232, jest też IR

USB w obu standardach oraz SPDIF na bocznej ściance

Rzecz jasna może to być też „standalone player”, samodzielny, autonomiczny (choćby via Daphile, czy przy graniu z foobara), fajnie że już na wstępie mamy fundament pod dobre granie z PC. Sprzęt jest już wstępnie przygotowany, konfigurujemy dodając tylko dane naszych kont (mysquezeebox – Daphile, wszystkie streamingi …nawet Qobuza da się obecnie ze wspomnianym Daphile pożenić, jest odpowiednia wtyczka, Tidale, Spotify’e czy Deezery, SoundCloudy itd) i gra. W przypadku front-endów jest jeszcze prościej, bo po prostu pojawia nam się nowe źródło, nowy transport, wystarczy chwila w ustawieniach pracy końcówki i już. Sam komputerek wyposażony jest w integrę, przy czym karta w GIADA jest nie tylko wielokanałowa, ale jeszcze wyposażona w bardzo rzadkie obecnie, a przydatne, złącze SPDIF (optyk). Możemy zatem wyjść nie tylko via USB z cyfrowym sygnałem na zew. przetwornik. Tak też na wstępie zrobiłem w redakcji, przy okazji sprawdzając jak wypada dźwiękowo opisany niedawno, wielokanałowy DAC HDMI LIGAWO. Ta ciekawa, mocno oryginalna konstrukcja, dysponuje potężną baterią przyłączy cyfrowych (poza HDMI, są aż 3 TOSLINKI oraz pojedynczy coax). Także wychodzimy z tego nano PC via optyk na wielokanałowego DACa. Nietypowo. Kiedyś ten typ wyjścia audio był dość częstym gościem w kartach dźwiękowych PC, obligatoryjnie wyposażone weń były makówki. Dzisiaj praktycznie nikt tego interfejsu nie stosuje, a szkoda. Owszem, sygnału DSD, poza maks DoP64 tutaj nie uświadczymy, ale można spokojnie grać 24/192, co jest w 99% przypadków w pełni wystarczające.

Dzisiaj rzadkość, wychodzimy optykiem z PC

Niektórzy mówią, że jak optycznie, to (taka gradacja, często spotykana w opisach, recenzjach sprzętu) gorzej od innych metod przesyłu sygnału cyfrowego audio. Nierzadko tak to właśnie wyglądało, ale nie zawsze, nie w każdej konfiguracji sprzętowej, obecnie zaś można czasami mocno się zdziwić jak światłowód dobrze nam gra (najnowsze „optyczne” Rendu najlepszym tego dowodem btw). Właśnie Rendu, kończę testowanie i nasz cykl niebawem zostanie uzupełniony o kolejne dwie recenzje. Rendu pokazał się z jak najlepszej strony, ale nic więcej nie napiszę, w artykule przeczytacie jak dobra to rzecz. W przypadku F105D nie mamy aż tak wyspecjalizowanego produktu, ale dzięki uniwersalności, otwartej architekturze, paru bardzo rzadko spotykanym elementom, ten kompaktowy PC może stanowić świetną bazę dla dobrego jakościowo, komputerowego transportu. Poza SPDIF komputerek dysponuje pokaźną baterią złącz, zupełnie nietypową w takiej, zminiaturyzowanej konstrukcji. Co my tu mamy? Ano mamy dwa gigabitowe porty LAN, mamy komplet wyjść wizyjnych (VGA, HDMI oraz DP), mamy niezbędne w wielu aplikacjach domowej automatyki gniazdo szeregowe RS-232. Nieźle. Do tego dochodzą porty USB, zarówno 2.0 jak i 3.0 w liczbie sześciu i gniazdo dla antenki wbudowanej wewnątrz, bezprzewodowej sieciówki (ac). W komplecie jest też BT 4.0 (słuchawki, sterowanie) oraz IR (kontrola z np. uniwersalnego pilota). Do tego wszystkiego wspomniane przyłącza zostały ergonomicznie rozmieszczone na trzech ściankach (tylna oraz boczne) obudowy komputera.

Szybka konfiguracja, to naprawdę zajmie 5 minut maksymalnie, nie więcej, potem można już to, co powyżej, na stałe odłączyć

No to go! Podłączone do LIGAWO, wybieramy 1 optyka i gra muzyka :-)

Dzięki pamięci półprzewodnikowej, pasywnemu chłodzeniu, F105D to bezgłośna końcówka, sprzęt dostosowany do bezobsługowej pracy 24/7. Połączenie czterordzeniowej, niskonapięciowej jednostki Intela z SSD oraz 6GB RAMu jest więcej niż wystarczające, patrząc zarówno przez pryzmat end-pointa, jak i samodzielnego, komputerowego odtwarzacza audio. Z tego, co zauważyłem na wstępie, PC podczas pracy jest dość ciepły, także trzeba zapewnić mu przestrzeń, warto też zamaskować jedyną diodę na froncie obudowy… świeci bardzo mocno (właściwie są to dwie diody: zielona oraz bursztynowa, informujące nas o działaniu systemu oraz pracy dysku/ów). W komplecie otrzymujemy solidny zasilacz zewnętrzny, myślę że wystarczający w tej aplikacji – jak komuś mało, może zamówić wyspecjalizowaną „elektrownię” od Tomanka, albo któregoś z zachodnich, czy azjatyckich producentów.

RAAT end-point, wychodzimy TOSLINKiem na resztę toru

Względnie możemy wcisnąć podczas uruchamiania F12 i odpalić Daphile

Poniżej prezentuję rozbudowaną (bardzo) fotogalerię z opisem, po pierwszych testach, zarówno pod Roonem, jak i Daphile, a to nie wyczerpuje tematu, bo komputerek popracuje także pod JRiverem oraz z Audirvaną (recenzja F105D będzie zawierała także porównanie software jw). Jakby tego było mało, w przygotowaniu jest jeszcze opis end-pointa opartego na Malinie oraz produkty Pink Faun (wykorzystamy tutaj, bo chodzi m.in. o karty rozszerzeń z I2S, nasze terminale HP, robiące u mnie na co dzień za end-pointy). Aha, no i będzie zapowiadany duet Element X (nowa wersja karty X-Hi z femto) oraz X-Sabre Pro MQA edition. Komputerowo w opór! ;-)

» Czytaj dalej

Matrix Audio nowymi produktami atakuje, żadnego respektu nie czuje…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2019-01-4 o 13.50.42

Konkurencję atakuje. Tegoroczne zapowiedzi wyglądają bardzo obiecująco… ambicją firmy jest stworzyć kompletne rozwiązanie pod granie nie tylko z plików (choć głównie) w oparciu o oferowaną przez siebie elektronikę. Ten rok będzie należał do całkowicie nowej, oryginalnej generacji produktów serii „element”. Będą to urządzenia all-in-one, kompletne rozwiązanie pod obecne wymagania… streamer / cyfrowa centralka / pre oraz wyposażony w podobne możliwości wzmacniacz (powerDAC z linkiem sieciowym). Dodatkowo, element X (streamer/cyfrowy pre) będzie wysokiej klasy wzmacniaczem słuchawkowym na dokładkę, dysponującym baterią gniazd przyłączeniowych na froncie obudowy. Konstrukcja w pełni zbalansowana, z XLR i dwoma działającymi w różnych trybach (TRS – balans lub 2x niesymetryczne) gniazdami 6,3mm. Wspólną cechą obu urządzeń będzie złącze I2S pozwalające na wykorzystanie zewnętrznego przetwornika w stylu X-Sabre Pro, połączonego magistralą II2. Na pułapie cenowym uskutecznianym przez Matriksa, ta propozycja raczej nie będzie miała poważnej konkurencji, choć w przypadku „elementów”, mówimy o pułapie 9-12k złotych… czytaj – najdroższych w ofercie urządzeniach MA (tyle, że elektronika z I2S, często, gęsto to poziom ultra high endowy, czyli od 20 tysięcy w górę). Absolutnie unikalna będzie możliwość 1 bitowej konwersji/upsamplingu (DSD oraz – przede wszystkim PCM) do poziomu 45MHz! Będzie to jedyne takie, systemowe, rozwiązanie na rynku (wraz z X-Sabre Pro w tandemie) pozwalające grać sygnał konwertowany @DSD1024. Wszystko rzecz jasna w trybie native.

Ostatnie zachwyty naczelnego 6moons (który „odkrył” ten sposób transmisji, wyraźnie będąc pod wrażeniem możliwości sonicznych niestandaryzowanego interfejsu IIS) pokazują, jak wiele jeszcze w świecie grania z pliku  nas czeka, jak wiele jest do odkrycia (PC Audio stanowi dzisiaj tylko jedną z gałęzi, czegoś, czego wspólnym mianownikiem jest strumieniowany plik). To fascynująca, a zarazem niełatwa dla recenzenta sytuacja – kiedy pewne rzeczy muszą ulec daleko idącemu redefiniowaniu, kiedy okazuje się (vide 6moons), że obecne na rynku, popularne interfejsy cyfrowe (dla plików*) detronizuje coś „nowego”. Dobry kabel HDMI nie kosztuje 20 000 złotych (poza jakąś kompletnie nieistotną egzotyką), kosztuje śmiesznie w porównaniu do wyczynowych sznurków SPDIF, AES/EBU czy USB. Fatalna informacja dla branży kablarskiej? ;-) Cóż, mówimy póki co o niszowych rozwiązaniach, tak jak niszowe w domowym audio jest zastosowanie alternatywy dla USB w postaci thunderbolta. Tu nawet nie ma „specjalistycznych” kabli (byłyby kompletnie niepotrzebne, choć specjalne audio kable LAN ktoś już wymyślił i wielu promuje, ale kto zabroni komu wydawać pieniędzy, nawet na kompletnie bezsensowne rzeczy…). Efekty, potrafią poprzestawiać w głowie. Tyle, że trzeba pogodzić się z pewnymi prawami jakie w IT nie podlegają „ezoterycznej magii” (transmisja pakietowa i wiele innych czynników, które powinny uzmysłowić co poniektórym, że naprawdę nie warto się tak wygłupiać vel ośmieszać opisując tu i ówdzie oczywiste audio voodooo).

Najważniejsze produkty Matrix Audio AD 2019

Dobra, dość wycieczek, czas powrócić do klamotów. Jako Europa czekamy na konieczne certyfikaty, stąd element X oraz element P (to pod kolumny także będzie, pierwsze „koty za płoty” były, vide końcówki pod Mini-i Pro), raczej nie pojawią się wcześniej niż w drugim kwartale br. Jak tylko będą mogły być sprzedawane na naszym starokontynentalnym podwórku natychmiastowo bierzemy na warsztat. Postaram się obie skrzynki razem (plus X-Sabre Pro oczywiście), tak aby kompletny system zarówno pod słuchawki, jak i kolumny przeegzaminować. Sprzęt wygląda wg. mnie obłędnie, OLEDowe, duże wyświetlacze mono, monolityczny design, elegancki minimalizm formy i maksymalizm treści. Tak, wszystko to będzie napędzane czterordzeniowymi SoC opartymi na architekturze ARM (Freescale i.MX6) oraz autorskim audio-Linuksie.  Aplikacja pod iOS/Androida pozwoli na obsługę streamero-serwerów (taką funkcjonalność także przewidziano), poza tym ofc Airplay/DLNA oraz pełne wsparcie dla origami MQA (dekoder, renderer).

Pod maską znajdziemy także najnowszy miks ESS oraz XMOSa z super precyzyjnymi zegarami: ESS9038PRO / ESS9311 / Femtosecond Clock / XMOS XU216. Jakby tego było mało, Matrix Audio po raz pierwszy wprowadzi autorski system hybrydowej regulacji – potencjometr będzie działał w hybrydowym, cyfrowym trybie, łącząc najlepsze cechy analogowej gałki z precyzją, benefitami związanymi z cyfrową kontrolą poziomu wzmocnienia. Bardzo jestem ciekaw tego rozwiązania!

Pre dla aktywnych. I prawidłowo, bo aktywne wyraźnie w natarciu… samograje, ktoś napisze, a ja na to, że można lepiej, kojarząc to co powyżej, z tym co samopas.

….streamer / serwer/ konwersja wewnątrz, albo na zewnątrz. Własny OS

Poza tym takie smaczki jak podwójna obudowa, dwuwarstwowa, złożona z aluminiowych oraz stalowych elementów. Cel: redukcja rezonansów, negatywnego wpływu na elektronikę, a przy okazji także wytrzymalsza, solidniejsza konstrukcja całości. Będzie zarówno bezprzewodowo (ac), jak i przewodowo (LAN, 10/100, szkoda że gigabitowego nie dali). W przypadku cyfrowej integry (element P) mamy pewne różnice: główny układ C/A to ESS9028PRO, do tego jeszcze opampy MUSES72320 oraz – oczywiście –  końcówki mocy ICEpower 250ASX2. Tu także zastosowano MA playera (pełen moduł streamingowo-sieciowy oparty na autorskim systemie operacyjnym).

Slot PCI-e przepustką do lepszego sygnału z USB! Teraz dodatkowo precyzyjny zegar femto na karcie

Wreszcie ostatnim elementem ofensywy będzie nowa karta z wydzielonym na potrzeby audio interfejsem USB. Tak, nowe H-Xi, nazwane element H. Widać, jak dużą wagę producent przykłada do wyciągnięcia z komputera muzyki w jak najlepszej jakości. Nowa karta to przede wszystkim precyzyjny zegar femto Crystek CCHD-575. Wraz z osobnym kontrolerem USB (jak w przetestowanej u nas X-Hi, to znana nam kość Texas Instruments, wersja magistrali: 3.0) stanowi tandem z całkowicie odseparowanym, niezależnym kanałem dla audio, przy dodatkowym zastosowaniu zewnętrznego zasilania w pełni uniezależniającym drogę sygnału z kompa od pełnej raf, wewnętrznej magistrali USB – współdzielonej, interferującej, zasilanej wespół z innymi układami PCta z komputerowego zasilacza. Ta karta jako pierwsza trafi do nas na testy, już za około trzy tygodnie i wraz z X-Sabre Pro z dodanym dekoderem MQA, pokaże na co ją stać, skonfrontujemy możliwości starego z nowym (X-Hi dzielnie pracuje w end-pointowym systemie z Dahplie). Także w lutym pierwsza odsłona „Matrix atakuje, żadnego respektu nie czuje” ;-) Docelowo widzę to tak: element X/P + X- Sabre Pro (bezpośrednio I2S) ORAZ PC z kartą element H & X-SPDIF 2 spięty linkiem I2S z X-Sabre Pro. Dwie koncepcje bezkompromisowego audio. System oparty na MA player (audio Linux OS) oraz końcówka komputerowa z nową kartą element H, konwerterem cyfrowym oraz dakiem Matrix Audio, z wyborem opcji softwareowej (Roon). Niewykluczone, że sprzęt natywnie będzie Roon Ready. Cel? Konwersja sygnału do postaci DSD1024.

*są też bardzo, bardzo nieliczne transporty CDA wyposażone w IIS/I2S

PS. Pink Faun. Holandia. Interfejsy IIS/I2S. Specjalizacja. Napiszę więcej, jak uda się ichnią elektronikę bazującą na tym standardzie transmisji, sprowadzić do redakcji. Wyjątkową opcją jest możliwość modułowego budowania zdolności – może być USB z femto zegarem, ale przede wszystkim jest I2S w formie kart PCI-e z różnymi interfejsami wyjściowymi (w sensie obsługi różnych standardów II2/I2S), a nawet całkowicie egzotyczna propozycja wielokanałowa – multichannel. Są daki, są streamery, będziemy starali się sprowadzić i sprawdzić, także w wariancie mch. Wspominam o tym, nie bez przyczyny (w kontekście matriksowych nowości)… można będzie zbudować końcówkę PC z takim interfejsem i przetestować.

 

Poniżej specyfikacja serii element…

» Czytaj dalej

Roon 1.6… co my tu mamy? Qobuz, Roon Radio, UI/UX

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2019-01-23 o 01.07.50

Nowa wersja właśnie zadebiutowała i – ponownie – niby tylko zmiana o 0.1, a jakbyśmy mieli kolejny numerek. Także sporo zmian i to takich z gatunku ważne / kluczowe. Zacznijmy od tego, co dla nas istotne nie jest (wróć, oczywiście da się, a jak – o tym poniżej). Integracja Qobuza. Drugi serwis streamingowy. A precyzyjniej to drugi serwis streamingowy i plikomarket z jakością CDA/hi-res. Nie mamy tutaj kontrowersyjnego MQA (stratnego w istocie, nie oferującego jakości bitperfect, de facto 16 bit nie 24), a bezstratne hiresowe pliki o maks. parametrach 24/192 we FLAC, ALAC i WAV. Niestety, jak pamiętacie, przed dwoma niemalże laty mieli Francuzi wystartować u nas, w Polsce, uruchamiając swoją ofertę także w Niemczech i w Hiszpanii. W Niemczech Qobuz jest, w Hiszpanii też, w Polsce serwisu nadal nie ma. Słabo. Wiem, że trwają przymiarki po falstarcie, ale może niech to najpierw odpalą, choćby jak w Stanach, w wersji beta. Powracając do integracji. Pełen sukces, wszystko pięknie się dodaje – w wyszukiwaniu wyniki z serwisu, nasze strumienie oraz zakupione pliki.

Kiedy w Polsce?

No dobrze, to co zrobić, gdy mieszkamy w Polsce, chcemy sobie wykupić abo, a usługi w Polsce nie ma. I czy nawet, jak wykorzystamy jakieś kruczki żeby się zapisać, Roon lokalizując nas przyjmie do wiadomości, że mamy u Francuzów konto? Mam bardzo dobrą wiadomość. DA SIĘ i to nawet dość bezproblemowo, choć – oczywiście – wymaga to pewnego zachodu. Przechodząc do rzeczy. VPN. Może być płatny, ale może być i darmowy. Wchodzimy sobie na stronę Qobuza, patrzymy na lokalizacje usługi i wybieramy państwo, które chcemy mieć (język) jako użytkownik serwisu. To pierwszy krok. Można odpalić okres próbny (miesiąc), można iść w jakieś promocje (były cztery miesiące aż na hiresy w trakcie CEIDA 2018… jak się coś równie atrakcyjnego pojawi, dam znać). W końcu jednak okres próbny się wyczerpie i trzeba będzie zapłacić. I tu pojawia się problem. Lokalizacja płatności. Ale da się to moi drodzy obejść. Karta odpada (chyba, że mamy jakąś zarejestrowaną w kraju, w którym usługa hula), pozostaje PayPal. Najwygodniej założyć osobne konto, doładować środki z konta z podpiętą kartą i już. W ten sposób będziemy mogli opłacać abonament. Roon (działający poza VPNem) nie robi problemu z działającym nominalnie via VPN kontem u Francuzów. Mam potwierdzenie od naszego Czytelnika (pozdrawiam), że działa to bezproblemowo, że taka metoda pozwala na korzystanie z usługi w .pl. Aha, i jeszcze jedno. Roon zrobił prze-genialną rzecz, czytaj zrobił iTunes Match, tylko w hi-resowym wariancie… porównuje naszą bibliotekę z qobuzową i podmienia pliki (można wrócić do pierwotnej wersji) z wersji gorszej jakości (mp3, flac 16/44 itd) na hi-resowe warianty z biblioteki streamingowej Francuzów. Nieźle! Jest tego obecnie u Francuzów jakieś 170 000 (albumów w hires) i ta liczba stale rośnie. Oczywiście trzeba być abonentem, by taki proces się uskutecznił.

 

 

No dobrze, mamy kolejny serwis. Bardzo prawidłowo, a jeszcze bardziej (będzie) jak zostaną wprowadzone zmiany w module radia internetowego (sporo smakowitych streamów o jakości CDA oraz hi-res nawet… coś tam popełnię na głównej o tym jeszcze ;-) ) oraz dodadzą Deezera HiFi. Wiem, że rozmowy na ten temat Deezera trwają, a całkowita zmiana silnika sieciowego radia jest wysoko na liście priorytetów. Jak uda się to do końca roku ogarnąć, Roon nie będzie miał odpowiednika na rynku także w zakresie obsługiwanych serwisów, źródeł. Prywatnie uważam, że domknięcie tej kwestii (moduł radia sieciowego musi zostać gruntownie przebudowany, musi być co najmniej tak dobry jak w LMSie… nie, powinien być lepszy, oczywiście.

 

 

Dobrze, ale Qobuz to nie jedyne, co się zmieniło. To dopiero początek. Zmiany wprowadzone przez developera wyraźnie idą w kierunku polerki i pewnej modyfikacji interfejsu. Moim zdaniem obrany kierunek wskazuje wyraźnie, że Roon Labs chce obrać kurs na mobile. Także na mobile. To nie tylko wprowadzone zintegrowanie handheldów z iOS we front-endzie jako transportów cyfrowych / źródeł. To coś więcej. Mówi się od jakiegoś czasu o wyjściu poza chałupę, na zdalnym dostępie do oprogramowania, możliwości korzystania w dowolnej lokalizacji. Mhm, mówmy o mobilnych apkach, strumieniowaniu via 3/4/5G. Kierunek został wytyczony. Widać to po uproszczeniach (całkowita przebudowa modułu DSP, znacznie bardziej przejrzystego obecnie, dostosowanego właśnie do wyświetlaczy urządzeń mobilnych), w takim wyszukiwaniu – wynikach mamy duże przestrzenie między aktywnymi elementami (co na komputerach wygląda akurat mocno średnio), dolny pasek (odtwarzanie) oraz prezentacja treści podczas odtwarzania. Także pasek szybkiego dostępu do funkcji odtwarzania został nieco uproszczony (wygląda jak panel pod zew. displeje… jak prezentowany np. na telewizorze, co wprowadzono wersję wcześniej), przy czym dodano opcje grania w pętli oraz mieszania jako stały element… ma to niewątpliwie przyspieszyć nawigację na małych ekranach, ale także jest ukłonem w stronę mobilnego grania. Mhm, tam się inaczej słucha, tam się playlisty gra często, właśnie miesza utworami, wykonawcami, albumami, odtwarza się w pętli (bo coś tam w tle ma grać). Fajnie, że moduł DSP jest teraz bardziej przejrzysty, czytelniejszy, łatwiejszy w obsłudze. Widzimy ścieżkę sygnału po lewej stronie i zmiany jakie możemy wprowadzić za pomocą silnika, co modyfikujemy, co załączamy. Także UI/UX zaczyna wyglądać inaczej, wprowadzenie dwukolorowego tła (dolny pasek odtwarzania, DSP…), uproszczenia wskazują wyraźnie cel jaki przyświeca programistom… ma być czytelnie na dowolnym ekranie. Trochę tylko szkoda, że jak leci album, mamy przykładowo grafikę przedstawiającą artystę, ale już nie – jak było wcześniej – dużą okładkę odtwarzanego materiału. Było sporo protestów zaraz po publikacji 1.6 …twórcy obiecują, że przywrócą ten element.

 

Ta ikonka to bardzo, bardzo istotna część Roona. Od bieżącej wersji…

Ok, interfejs rzecz bardzo istotna, ale jest jeszcze jedna sprawa, która robi różnicę. Potencjalnie ogromną, choć żeby to zweryfikować trzeba będzie nowej wersji dłużej poużywać. O co chodzi? Ano o zupełnie nowy moduł Roon Radio (nie mylmy z rozgłośniami netowymi), czytaj wbudowany silnik szafy grającej, odtwarzającej nam muzykę po zakończonej, naszej ścieżce odtwarzania. Do tej pory zawiadywał tym nieskomplikowany algorytm, coś na kształt typowego mieszadełka, często serwując bardzo przewidywalnie kolejne utwory „na jedno kopyto”. Teraz mamy rewolucję. Mamy coś, co wykracza daleko poza schemat „coś tam leci”. Bardzo wykracza. Ludki z Roon Labs przysiedli i zrobili moduł oparty na machine learningu. Tak, trochę nam to mocy procesora uszczknie, tak trochę nam to system obciąży (obecnie są to mało znaczące obciążenia), w zamian będziemy mieli inteligentną, niekończącą się listę odtwarzania. Zaskakującą. Obejmującą utwory znane i mniej znane oraz nieznane (tak, będziemy się muzycznie edukować). Moduł skorzysta z dodanych przez nas w ustawieniach, streamingowych serwisów (Tidala i Qobuza), przeszukując je wzdłuż i wszerz, oczywiście nadal będzie serwowana muzyka z naszej kolekcji, ale inaczej, mniej przewidywalnie, algorytm uwzględni nasze preferencje, upodobania, zrobi dogłębną analizę sposobu naszego słuchania (czyli nie tylko co, ale w jaki sposób).

 

Kliknij, żeby zobaczyć (gif)… Roon Radio w akcji (kciuk w górę, kciuk w dół ;-) )
Tak, my decydujemy, ale algorytm się uczy i z czasem coraz lepiej podejmuje decyzję co dalej (grać)

Ciekawe. Nowe dźwięki, poznawanie nowej muzyki, a wszystko to w oparciu o zaawansowany silnik uczenia maszynowego. Bez dostępu do sieci, odtwarzanie będzie ograniczone do lokalnych zbiorów, rzecz jasna będzie można wyłączyć ten element, gdyby komuś takie coś jak powyżej, nie pasowało. Rekomendacje (znowu oparte nie na prostym, a złożonym procesie – badanie preferencji użytkownika, sugestie z serwisów, analiza biblioteki także pod kątem wpływu twórczości itd itp.) będą nam od teraz na stałe towarzyszyć, będziemy wybierać kciuk w górę lub w dół, będziemy brać udział w uczeniu się programu, jego doskonaleniu. Czy będzie to coś na miarę silnika Spotify (jednego z lepszych), czy będzie to przypominać Flow (Deezer), czy może bardziej Genius-a (Apple), czy wreszcie miksy Tidala (słabe to na razie, btw)…? Czy jednak będziemy świadkami jakiejś rewolucja, czegoś nowatorskiego, dużo lepszego? Czas pokaże.

A, bym zapomniał, wspomniane powyżej wyszukiwanie też ma korzystać z opisanej przed momentem technologii machine learningu. Znowu, trzeba czasu, by ocenić rezultat. Rzecz jasna u nas taka ocena będzie, napiszę po paru tygodniach, jak dobrze, albo jak niesatysfakcjonująco to działa. Gdy kończą nam się własne pomysły, program będzie podsuwał nowe propozycje, w czytelny, widoczny sposób (notyfikacja „up next”). To – w moim odczuciu – kolejne potwierdzenie dla wzmiankowanych wcześniej informacji o pracach nad mobilnym wariantem Roona. Być może domknięcie kwestii możliwego do zintegrowania z Roonem kontentu (przepraszam), doszlifowanie i ujednolicenie zarazem UI (część rzeczy została po staremu) plus wersja mobilna doprowadzą do przeskoczenia numeracji o parę oczek i za jakiś czas światło dzienne ujrzy wersja 2.0? Kto wie? Rozwija się nam Roon, bardzo rozwija, a to przecież wstęp do powyższego, do wypłynięcia na szerokie wody mobilnego strumieniowania i dostępu do Roona wszędzie. Jest jeszcze sporo do zrobienia, choćby w zakresie lepszej (niż obecnie) obsługi Tidala pod front-endem. Ta nie jest idealna, dane spływają z opóźnieniem (to akurat wina serwisu), nowych funkcji póki co nie dodano i jak komuś na nich zależy, to musi odpalić sobie natywną dla Tidala aplikację, albo słuchać przez web panel. Developer daje nam – użytkownikom – coraz większe pole do popisu w sprawie prezentacji treści (możemy sobie sposób prezentacji, co będzie wyświetlane, w jakim porządku będzie, w pełni customizować (przepraszam ponownie za żargon)).

Sumując, nowa wersja 1.6 to wielkie zmiany i zapowiedź jeszcze większych zmian. Szkoda, że Qobuza oficjalnie w .pl nie ma. Można to obejść, ale trzeba kombinować. Fajnie, że sporo rzeczy udało się w tym wariancie software doszlifować, naprawić pewne błędy (parę dość upierdliwych). Warto na koniec nadmienić, że bardzo fajnie układa się współpraca z producentami sprzętu audio. Lista obsługiwanych urządzeń puchnie, co chwila dochodzą nowe, certyfikowane klamoty, czy nawet całe grupy, rodziny produktów. To cieszy, bardzo cieszy. Roon staje się czymś, nazwijmy to po imieniu, standardotwórczym. Pisałem, że to coś więcej niż tylko program do odtwarzania muzyki. To ekosystem, to – aktualnie – prężnie rozwijająca się platforma softwareowa, to audio OS, a od wersji 1.6 kompleksowe rozwiązanie z elementami AI. Skalowalność, możliwość dopasowania do nawet bardzo wygórowanych wymagań (dziesiątki stref,  różnych protokołów, odmiennych lokalizacji vide korekcja pomieszczenia etc), ciągły, nieustający rozwój. Nadal, wg. niżej podpisanego, nie ma na rynku odpowiednika.

 

PS. Może to tylko autosugestia, coś z pogranicza psychoakustyki z „wydaje mi się”. Roon od 1.6 brzmi lepiej. Słucham od kilkunastu dni na M1HPA/mDSD z wpiętym w pętli buforem lampowym i od wczoraj, to co brzmiało bardzo przyzwoicie, brzmi …cholera, no brzmi lepiej (lepsza rozdzielczość, poprawa dynamiki, tło zrobiło się czarniejsze… bufor… brumiło, teraz znacznie mniej). Może to tylko autosugestia, może…

 

Poniżej fotogaleria prezentująca szczegółowo zmiany w wersji 1.6:

» Czytaj dalej

Woo Audio WA7d/tp – nie tylko ważne, jak gra, ale jak wygląda. Design głupcze!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
WOOAUDIO_WA7-silver-600x400

Niech mi się nikt nie obraża i nie wkurza, że mu personalnie coś. Nic z tych rzeczy. Parafrazuję znane „gospodarka głupcze”, a że chodzi o coś, co ładnie pasuje do antytezy „nieważne jak wygląda, ważne jak gra” to cóż… jest, jak jest ;-) Woo Audio to bańki. Wiemy. Woo Audio to zarówno pod kolumny, jak i pod słuchawki. Przy czym te ostatnie tak bardzo są w modzie, że obecnie Woo Audio to przede wszystkim pod słuchawki. No takie czasy, nic na to moi drodzy nie poradzimy, że często, gęsto nie ma opcji by stworzyć sobie „świątynię zapomnienia”, czytaj zrobić z jakiegoś pokoju miejsce na wyłączność pod klamoty, kolumny i akustyczne dopasowanie tj. stroje, absorbery, pułapki itd. Mieszkanie to nie studio, życie to nie bajka, także nie dziwi, że zamiast czegoś, co może okazać się zgniłym kompromisem, wielu melomanów (czy tych, tam -filów, bez obrazy, bez obrazy), zadowala się czymś na uszach. Wiadomo, odpada milion rzeczy, właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by mieć totalnie endowy, flagowo-wyczynowy tor słuchawkowy, w budżecie (jak ktoś lubi) nawet (obecnie) zbliżonym do pieniędzy za duże, stacjonarne, topowe audio oparte na kolumnach. Proszę bardzo. Jedyne, co warto i się powinno, to sprawdzić stan instalacji elektrycznej (co wskazane jest bez względu na to, czy akurat pod audio… bo zła, wadliwa, niestabilna instalacja to potencjalne kłopoty). Także nie dziwi i wręcz dzisiaj w dobrym tonie jest coś, co nakłada się na łeb, co nieinwazyjnie koegzystuje z aranżacją wnętrz nie uwzględniającą jakiś tam, absurdalnych, wymagań pod niwelację zjawisk (jak na ten przykład „ale fale stojące…”) niekorzystnych z punktu widzenia słuchacza.

Dobra, dość dywagacji o wyższości świąt Bożego Narodzenia, nad Wielkanocnymi, przejdźmy do meritum, do bohatera wpisu, testu, recenzji… uroczego, dzielonego, „amplifajera” słuchawkowego Woo Audio WA7d. Wersji wcześniejszej, w optyka dodatkowo wyposażonej, obecnie już wygaszonej (zabrali ten element – szkoda). Na szczęście to co jest różni się od tego co było tylko tym, jak wyżej, szczegółem. Także nie będziemy pisać o mamutach, tylko o czymś, co jak najbardziej można zakupić, a czy warto i dla kogo o tym poniżej. Zanim o SQ, na wstępie, o tytułowym designie. Od paru lat widać (na szczęście) wyraźnie, że wygląd MUSI iść w parze, że szczególnie im wyżej, tym bardziej musi. Bardzo mnie to cieszy, bo nic mnie tak nie denerwuje, jak coś niedoskonałego w formie, co ma – właśnie – znaleść uzasadnienie dla swojej egzystencji treścią, umiejętnościami (tylko). Ja się z tym nigdy nie byłem w stanie pogodzić i jak coś paskudne, jak nie pasuje, brzydkie po prostu to doświadczenie użytkowe (choćby nie wiem jak grało) zawsze i nieodmiennie leży. U mnie tak to działa. Nie jestem w stanie zaakceptować czegoś, co razi estetycznie i choćby nie wiem jak genialne (brzmieniowo) było to nawet jak niewidoczne, nawet jak ukryte, będzie w świadomości bruździło.

WA7d jest przykładem całościowego podejścia do tematu. To miało być NOWOCZESNE, to miało być ŚWIEŻE, oryginalne i – no niech ktoś powie, że nie – JEST nowoczesne, świeże i oryginalne oraz PIĘKNE. Ten amp z wbudowanym dakiem i (na całe szczęście, nie pominięto tego elementu) wejściem analogowym, czytaj prostym pre prezentuje się tak, jak powinien prezentować się sprzęt audio… ma współgrać z naszym poczuciem estetyki, naszą wrażliwością na piękno, na chęć otaczania się pięknymi przedmiotami. Ok, nie każdemu to, co oferuje tutaj Woo Audio, musi się podobać. Nie. Ale nikt nie przejdzie obok obojętnie, nie wzruszy ramionami. Bo tu, ktoś, zadał sobie trud, by zrobić coś, co ma do nas przemawiać. I przemawia. Dwie, kostki, monolityczne, kostki, połączone grubym, „militarnym”, przewodem, obie wyposażone w bańki wyeksponowane, ale zabezpieczone, bo w akrylowych, przezroczystych obudowach „zamknięte”. To, co przemawia do każdego audio freaka… duże pokrętła, duże, na froncie, centralnie umiejscowione. Trochę szkoda, że przy bliższym rozeznaniu, to jednak nie ciężkie, stalowe potencjometr…y (no w zasilaczu trudno mówić o potencjometrze, bo choć się kręci – bez sensu, na marginesie – to robi tylko jedno… włącza/wyłącza, jest po prostu włącznikiem), a coś co ma właśnie formą całość ładnie spinać i spina, przy czym pozostawia pewien niedosyt. To jedyna rzecz, która mi tutaj „nie gra”, reszta gra i to bardzo gra. Hebelki z tyłu amp/daka, dwa jacusie – jeden duży, drugi mały, pozwalające na podpinanie zarówno tych stacjonarnych, jak i mobilnych bez potrzeby stosowania adapterów – wszystko na miejscu i w estetyce, która bardzo, bardzo mi odpowiada.

Tak, reklamują to, to z – wiecie – makówkami. A właściwie to jedną, konkretną makówką, o ponadczasowej formie (subiektywnie) tj. jabcowym all-in-one. iMac i WA 7d. To powinno być w jednym pudle sprzedawane, oferowane w komplecie, bo właśnie świetnie się jedno z drugim dopełnia. Mówimy o stacjonarnym słuchawkowcu, czymś na biurko (raczej wyłącznie tak, no ewentualnie stolik nocny, ale tam prawdopodobnie się to, to nie zmieści, a ukrywanie czy zamykanie części składowych to będzie zbrodnia). Jako, że się ten opisywany WA grzeje i to konkretnie grzeje, to musi być przestrzeń wokół. Najlepiej obie koski obok, albo, jak u mnie pięterko, w sensie wyżej i niżej (wiele biurek tak ma, że się da), albo jeszcze inaczej, wedle upodobania, ale na widoku i z przestrzenią wokół. Musowo. Bo ten sprzęt ma cieszyć i cieszy oko. Nawet ktoś tak nieczuły na powaby klamotów (tych ładnych), ktoś taki jak małżowina, po zauważeniu tytułowego setu, nie omieszkała wspomnieć: „no ładne to, to… bardzo nawet”. A, że odmówić zmysłu estetycznego, harującemu jak wół grafikowi (pracoholizm stosowany, podszyty zawodowym entuzjazmem… znaczy lubi to robi, a robi bo lubi) to cóż… wspomniałem nieprzypadkowo wcześniej, że nikt nie pozostanie nieobojętnym na powab WA7d i jak widać z powyższego, tak to właśnie wyglądało podczas testów u mnie. Czy zatem tylko choćby przez wzgląd na aparycję, warto? Oj, nie, nie tylko to, a nawet powiem więcej – choć może i DAC nie jest tu czymś nadzwyczajnym i zwyczajnie można lepiej w temacie konwersji cyfrowego na analogowe – to sam wzmacniacz, wejście analogowe daje potencjalnemu nabywcy WA7d coś, co może stanowić docelowy (tak właśnie) klamot dla słuchawek dowolnie wysokiej klasy. Nie będziemy szukać dalej, bo manewr z lepszym źródłem (nie tylko transportem) będzie jak najbardziej wykonalny, co więcej – jak komuś będzie mało z komputera (dzisiaj zazwyczaj tak gramy), to nawet jakieś gramofony, deki czy szpule sobie pożeni. I będzie zachwycony. Będzie, bo…

 

Trochę bałagan pod…

» Czytaj dalej

Nowy KORG! Nu 1! Nutube!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-09-17 o 15.31.56

Mówiło się nieoficjalnie o tym projekcie, ale czas płynął i nic. Pisał o tym głównodowodzący 6moons, można było od paru miesięcy zapoznać się z dokumentacją patentową (patrz - Nutube) nawiązującą bezpośrednio do nowego projektu. Wreszcie jest. To, co było pomysłem przerodziło się w gotowy produkt. Taki, który scala lata doświadczeń Japończyków z rynku pro, to co (z)robili dla konsumentów (seria DS, z ostatnim 10R, którego możemy potraktować jako zapowiedź nowej, rozbudowanej konstrukcji – test 100 macie tutaj, test 10 pod tym adresem), wreszcie zupełnie nowych, nowatorskich (patent) pomysłów na uzyskanie brzmienia „live like”, czytaj połączenia brzmienia lampowego z precyzją, dynamiką tranzystora, cyfrowej kości (zniekształcenia? Jakie zniekształcenia… diagramy prezentujące spec. wyglądają wręcz nierealnie) dodatkowo jeszcze z żywotnością oraz energooszczędnością niespotykaną w bańkach. Cyfrowa bańka.

Co powiecie na lampowy wsad z obliczeniową długotrwałością do spożycia na poziomie 30 000 godzin (tak, nie pomyliłem się 30 tysięcy h), niewielkim wydzielaniem ciepła, niskimi stratami energii (przepraszam, o lampach jest mowa?!), który jest dokładnym odpowiednikiem klasycznej, podwójnej triody? Za pracami nad tym wynalazkiem stoi Noritake Itron Corp., które wespół z KORGiem uzyskało wspomniany patent i dzięki partnerowi było w stanie wdrożyć rozwiązanie do produktu przeznaczonego na rynek masowy. To połączenie najnowszej technologii cyfrowej z czarem lampiszona, skojarzona ze specjalnymi filtrami oraz nowym upsamplingiem DSD ( aka S.O.N.I.C).

1 BIT USB DAC

Tak, mowa o tytułowym Nu 1. Wraz z oryginalnym pomysłem na rejestrację oraz odtwarzanie strumienia 1 bitowego w oprogramowaniu firmowym (AudioGate), korekcją EQ (RIAA) dokonywaną w software, z enkodowaniem sygnału z analogowego wejścia phono (MM) do postaci bitowej. Do postaci bitowej PCM albo we wspomnianym wcześniej DSD, w locie, z wplecionym w proces, zaawansowanym DSP, pozwalającym na daleko idącą modyfikację sygnału, poprawę SQ, zmianę w założonym przez użytkownika zakresie (możliwość wyczyszczenia ścieżki zgranej z gramofonu, de facto przekształcenia pierwotnego materiału w nową, cyfrową kopię, z usuniętymi, typowymi dla czarnego krążka, cechami nośnika).

Samo dobro widzę

Unikalna rzecz, po raz pierwszy na rynku: Nutube HDFC (hi-tech lampiszon + oryg. filtr, głównie pod kątem DSD)

Nu 1 jest unikalnym rozwiązaniem. To audio omnibus, w pełni symetryczna konstrukcja: DAC, wzmacniacz słuchawkowy (też balans), rekorder (kość ADC pożeniona z AudioGate) oraz rozbudowany pre-amp (też gramofonowy) zakończony wyjściami SE oraz XLR. Mhm, a do tego Nu 1 jako pierwszy klamot na rynku z opatentowanym Nutube 6P1 aka „cyfrowa, podwójna trioda”). Tym razem nie musimy w tor z gramofonem wpinać komputera, bo można skorzystać z w pełni analogowego toru ze wspomnianymi Nutube, można także – podobnie jak to miało miejsce w przypadku 10R – podpiąć igłę pod kompa… to bardzo, bardzo ważne, bo jak wspomniałem w recenzji 10R, brzmienie czarnego krążka za pośrednictwem KORGa, jego analogowo-cyfrowego, sprzętowo-softwareowego pomysłu potrafiło wprowadzić w osłupienie (wspomniany, potężny silnik DSP w AudioGate, modyfikacje sygnału w locie, z uzyskaniem finalnie strumienia DSD 5,6MHz / DSD128). Teraz będzie można podwyższyć parametry strumienia 1 bitowego – nowość obsługuje Quad DSD czyli razy dwa DSD 11,2MHz / DSD256 i to moi drodzy, szczególnie po testach mocarnego zestawu Matriksa (X-Sabre Pro 2 & X-SPDIF 2 @ IIS/I2S), gdzie grało non stop PCM@DSD256 (pod Win nawet 512) robi różnicę. Słuchało się tego z rozdziawioną buzią. Tu, dzięki nowym możliwościom, potędze AudioGate, efekt może być – cóż – podobnie, mocno spektakularny. Samodzielne ustawianie  dla zew. zegara (jest opcja), samodzielne wybieranie czy ma grać czysto po analogu, czy ze wsparciem cyfrowych patentów, samodzielna decyzja w jaki sposób załączamy hi-tech „triody” (& filtr), czy ma być z dodatkową domieszką ciepełka (on) czy szkiełko i oko (off), jak ma pracować to unikalne rozwiązanie (filtr). W środku siedzi duet AK5574 (ADC) oraz AK4490 (DAC) aka VelvetSound. ;-)

Czuję, że będzie to coś wyjątkowego!

Nowy gramofonowy pre poradzi sobie zarówno z wkładkami MM jak i MC. Nu 1 to bardzo duża konstrukcja, zupełnie odmienna od kompaktowych DSów (pełnowymiarowe, własne zasilanie). Powiedziałbym, że to nowe otwarcie na rynek konsumencki, ale też – nie ma co do tego wątpliwości – coś z zupełnie innej półki cenowej (DS-y wg. mnie były wycenione bardzo uczciwie). Ceny jeszcze nie podali, na razie wiadomo tyle, że pojawi się na rynku w październiku. To wiemy. Szykuje się high-endowa maszynka, nawiązująca do idei poprzedników, z dużo potężniejszymi możliwościami, jednocześnie pierwsza taka z high-tech lampą na pokładzie. Mam tylko nadzieję, że firma dołoży starań, by w nowych systemach Apple (i nowym sprzęcie komputerowym Apple) wszystko chodziło jak należy. Ostatnio są problemy z kompatybilnością w tym środowisku. Jak tylko polski dystrybutor będzie miał dostęp to musowo bierzemy na warsztat.

Piękna sprawa

PS. Uzupełniając, w specyfikacji podają dla sygnału DSD:2.8224MHz / 5.6448MHz / 11.2896MHz、1bit oraz… DSD:3.072MHz / 6.144MHz / 12.288 MHz, 1bit(wartości dla własnego upsamplingu 1 bit aka S.O.N.I.C. – o tym jeszcze wspomnę, mam nadzieję że jw. mając już skrzynkę w testach – to element wspomnianego jw. rozwiązania sprzętowego Nutube) oraz abo dla streamu PrimeSeat (dostęp do materiałów DSD 11.2MHz w strumieniu!), o którym to wspominaliśmy nie tak dawno temu.

 

Mhm, nie ma że to, tamto: info po japońsku, klip promocyjny po japońsku. Japończycy. Szanuję.
Jak mówią po angielsku, to wychodzi np. PrayStation. To już lepiej tak ;-)

W taki sposób (łącząc dwa światy) z gramofonu zagracie tylko na KORGu, tak z gramofonu zgracie do postaci cyfrowej tylko za pośrednictwem KORGa… dla kogoś, kto chce pożenić to co analogowe z zerami & jedynkami

Różnice: PCM, PCM (kompresja bezstratna) oraz 1 bit DSD

Działanie nowego patentu KORGa na sygnale (Nutube HDFC)

Schemat tego bardzo oryginalnego, unikalnego klamota w obu trybach działania: analog oraz cyfra

Zapraszają na stream DSD256

Sonos One, Alexa i stereo para z Play:1 via SonoSequencr

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8106

Pamiętacie moją opinię o Play:1? Głośnik Sonosa zawitał jakiś rok temu w redakcji i tak dobrze się w niej poczuł, że został. Został nie tylko z powodu sensownego pomysłu producenta na własny ekosystem, jeden z lepszych patentów na multistrefowe granie w ramach podsieci mesh (dzisiaj furorę robi WiFi mesh, które w dużej mierze niweluje problemy bezprzewodowych łącz w bardzo zanieczyszczonym elektromagnetycznie środowisku). Doceniłem niezły dźwięk (dwudrożna, zamknięta konstrukcja, oferująca przyjemne dla ucha brzmienie), integrację wielu strumieni, łatwość obsługi… i to, co było dla mnie decydującym argumentem za pozostawieniem Play:1 (i ewentualną późniejszą rozbudową multistrefowego rozwiązania w oparciu o produkty Sonosa) – kompatybilność z Roonem. To przesądziło o wyborze tego rozwiązania, bo jedynie Sonos (kategoria: strefowe głośniki bezprzewodowe) jest dzisiaj w pełni zintegrowany z tym, cenionym przeze mnie, oprogramowaniem.

Minął rok i okazało się, że decyzja o wejściu w temat była słuszna. W redakcji pojawił się nowy model – One – wyposażony w mikrofony, z całkowicie nowymi możliwościami (w zakresie mocy obliczeniowej, nie brzmieniowej, o czym dalej) bezprzewodowy głośnik wprowadzający do równania nowy sposób interakcji (wszystkiego, ze wszystkim). Tak, chodzi tutaj o głos. Nie, nie chodzi tutaj tylko o Alexę (która nie jest niczym nadzwyczajnym na razie, podobnie jak inni asystenci/asystentki głosowe), a raczej o otwarty na integrację ekosystem, potencjalnie pozwalający na użytkowanie AI od największych potentatów na rynku IT. Google Assistant ma być, Alexa już jest, a Siri… musi zmądrzeć i raczej nie widzi mi się, żeby miało to nastąpić szybko, bo zamiast progresu Apple wyraźnie odstaje i jest coraz gorzej. Siri zresztą jest hermetyczna, bo zamknięta w obrębie tego, co Jabłko oferuje, ale jw. niewielka to strata, a Sonos jako pierwszy i jedyny ma mieć w swoim multiroomie pełną obsługę AirPlay’a 2… ważne, bo popularność jabłkowego protokołu strumieniowania oznacza w praktyce możliwość uruchomienia dowolnego strumienia, czytaj pełną kompatybilność ze wszystkim. I to, mimo braku Siri, Sonos niebawem będzie oferował. Pozostaje otwarte pytanie, czy AI od konkurentów zrobi z tego pożytek? Zobaczymy. Tak czy inaczej, mogę powiedzieć po kilku tygodniach użytkowania, że interfejs głosowy raczej wcześniej, niż później, zastąpi wszystkie dotychczasowe sposoby interakcji. I nie chodzi tutaj tylko o jego oczywistą przewagę: naturalny sposób komunikacji człowiek – maszyna, chodzi o rzeczy nie mniej istotne: o szybkość, o kontekst oraz o nieograniczoną rozbudowę interakcji. Teraz to jeszcze mocno skrzypi, ale to tylko kwestia czasu. Nieodległego czasu. W przypadku Sonosa macie i mieć będziecie AI od Google oraz AI od Amazona plus elementy ekosystemu Apple. Bardziej się nie da.

O tym wszystkim obrazowo opowiem za pomocą obrazków (fotogaleria), teraz zaś skupię się na dwóch rzeczach, które są bardzo istotne w związku z tym, o czym tu na HDO od dawna piszemy, a które Sonos wprowadził, albo zaraz wprowadzi do swoich produktów. Co to za rzeczy? Zaawansowany system korekcji pomieszczenia (TruePlay) po pierwsze (o czym dalej) oraz coś, co mi się marzyło i zaraz (prawdopodobnie) się ziści… wielokanałowy, bezprzewodowy system głośnikowy z interfejsem głosowym (AI od Google & Amazona) oraz integracją WSZYSTKIEGO (Roon, AirPlay/Cast, wszystkie streamy plus najnowsze formaty audio) w ramach jednego produktu – to po drugie. Sonos właśnie zapowiedział (2) (3) na 6 czerwca wielką konferencję, gdzie pokaże produkt, który ma być odpowiedzią na to wyzwanie: bezdrutowe (a więc elastyczne, wygodne, najlepsze dla instalatora, bo nie wymagające żadnych zmian w lokalizacji) rozwiązanie wielokanałowe dla kina i audio. Marzenie w końcu się ziści? Są na to realne widoki, bo właśnie Sonos wszystko sobie spina – jest tytułowy One, jest (Play)Base, wreszcie jest nowy Play:5, a będzie… pewnie będzie nowy (Play)Bar. Proponowałbym nie marudzić zawczasu, że to „tylko” projektor dźwiękowy będzie, bo właśnie ten element zrobi za spoiwo, stworzy kompletne rozwiązanie (niewykluczające budowy systemu z rasowymi kolumnami, o czym poniżej przeczytacie). Punktem zwrotnym będzie wprowadzenie brakującego ogniwa. Tak, o HDMI tu chodzi. I to w najnowszym standardzie 2.1 (wszystkie formaty kina domowego z ultrarozdzielczością z obiektowym dźwiękiem Dolby Atmos & DTS:X na czele, kanał zwrotny audio w najnowszej odsłonie o wyczynowych parametrach plus wiele, wiele innych, kluczowych zdolności), bez ograniczeń funkcjonalnych. To wraz z oferowanym bezdrutowym systemem dystrybucji dźwięku w sieci mesh, integracji całego internetowego streamu (całego!) wreszcie wspomnianą, zaawansowaną korekcją pomieszczenia zintegrowaną ze wszystkimi oferowanymi głośnikami stworzy zupełnie nową jakość w przystępnym cenowo, konsumenckim (nie high-endowym, bo high-endowe odpowiedniki znajdziecie, ale te kosztują krocie, a i tak paru rzeczy nie oferują) systemie audio obejmującym strefy, salon (kino) oraz …i o tym też we wpisie niniejszym, patrz tytuł, będzie: klasyczne stereo.

Czym jest TruePlay? To system korekcji pracy przetworników wbudowanych w głośniki bezprzewodowe Sonosa, autorskie rozwiązanie, które nie wymaga od nas żadnych specjalnych przygotowań, żadnego biegania do sklepu po mikrofon itp zabiegów. Nie. Wystarczy nasz smartfon, wbudowane w niego mikrofony, chwilka czasu oraz postępowanie zgodnie z komunikatami wyświetlanymi przez firmową aplikację. Już na pierwszy rzut oka widać, że automat, że to nie może być tak dobre, jak zaawansowane systemy (będzie o Dirac-u na HDO, gdy tylko trafi do nas NAD T758 v.3), że to bardziej taki prosty, nieskomplikowany system pomiaru & kalibracji, o ograniczonej skuteczności działania. Nic bardziej mylnego. Powiem tak: dajcie szansę temu systemowi, szczególnie gdy połączycie w stereo parę wasze Sonosy. Gwarantuję, że będziecie szukać szczęki na podłodze, rezultat mocno Was zaskoczy. Nie to, że zawsze zadziała to dobrze. Nie. U mnie parę prób (są też nieudane, bo najpierw musi być ambient, potem trzeba pochodzić wykonując odpowiednie ruchy telefonem/mikrofonem etc) bez sukcesu, ale w końcu się udało. Najpierw w łazience (tu mono), wykafelkowanej, z co oczywiste, tragiczną i niemożliwą do poprawy tradycyjnymi metodami akustyką. Teraz jeden z Sonosów gra tak, że słuchanie muzyki w kąpieli nabiera zupełnie nowego wymiaru. Jeszcze ciekawiej dzieje się na parapecie salonu, gdzie nieprawa (Sonos nie przewiduje takiego mezaliansu, ale od czego apki firm trzecich, o  czym kapkę niżej :) ) para One & Play:1 gra sobie w najlepsze, skalibrowana w stereoparze wspomnianym TruePlay’em. Nie dość, że same z siebie, wspomniane Sonosy grają przestrzennie, z ładnie odwzorowaną stereofonią, to po korekcie, uwzględnieniu trudnych warunków (okna! Parapet! Niekorzystne umiejscowienie względem ścian etc.) w jakich oba kanały nam grają, nie bałbym się określić uzyskanego efektu mianem: spektakularny. Potęga oprogramowania (btw Sonos One dysponuje kilkadziesiąt razy wydajniejszym układem obliczeniowym w porównaniu do starszego brata Play:1), wykorzystanie dzisiejszych możliwości elektroniki użytkowej (a te są potężne, często sobie tego nie uświadamiamy) i mamy coś, co pozwala zagrać w stali, szkle, kamieniu, albo prościej i bardziej obrazowo: nawet w kiblu. Na poziomie zagrać. Dobrze.

Napisałem wcześniej, że nie wykluczam integracji naszego ukochanego, dużego stereo z Sonosem. Ona jest możliwa, już teraz. A konkretnie integracja naszych efektorów, naszych wielkich, zestawów głośnikowych, kolumn, które zjedzą te wszystkie „Pleje” na śniadanie. Ano nie inaczej, bo elementem układanki jest tutaj ZonePlayer (pytanie, czy to zaktualizują, pozostaje otwarte), urządzenia które oferują możliwość wpięcia w system tradycyjnych komponentów audio w ramach sonosowej sieci mesh. Ważne: tu wszystko, z wszystkim się dogaduje i współdziała. Także każdy taki element jest „w systemie”. Ba, można to nawet połączyć z źródłami (tradycyjnymi), z innymi komponentami audio. Samo oprogramowanie firmowe daje opcje stereo i mch, pewnie teraz jeszcze bardziej będzie to rozbudowane o różne konfiguracje, ale w sumie, powiem Wam, że nawet nie musi. Nie musi bo są dwie rzeczy, które domykają nam temat i nie są to sonosowe rzeczy, nie jest to oprogramowanie producenta bezdrutowców… nie. Mówię tutaj o Roonie (od wersji 1.3 mamy pełną obsługę multichannel i to multichannel będzie Wam działało na Sonosach, o ile sobie je tak skonfigurujecie :) ), mówię tutaj także o SonoSequencerze. To jest coś, co robi tutaj robotę, coś co daje opcję połączenia wszystkiego ze wszystkim, nawet wtedy, gdy sam Sonos nie przewidział takiej możliwości. Pełna elastyczność, pełne możliwości budowy takiego rozwiązania (wielogłośnikowego) na jakie przyjdzie nam tylko ochota. Zajebiście!

Tu Sonosy w osobnych strefach pod Roon’em

A tu już w stereoparze…

…dzięki…

Aplikacji Sonosequencr :D

Potwierdzenie… w firmowym oprogramowaniu. Lewy. Prawy. Piękne stereo, jeszcze przed kalibracją w TruePlay

Sonosequencr to niepozorna apka. Pewien Niemiec ją robi, kosztuje to, to 8.99zł, dostępne jest (niestety) tylko na iOSa (na razie?) i na pierwszy rzut oka stanowi „tylko” użyteczny dodatek. Ale to coś więcej niż dodatek, to wg. mnie konieczne uzupełnienie dla ekosystemu Sonosa, bo daje możliwości, których w firmowym oprogramowaniu nie znajdziecie. Możemy za pomocą tego softu stworzyć dowolną konfigurację głośników, połączyć każdy z każdym w stereoparze (u mnie tak właśnie gra One z P:1), stworzyć konfiguracje surround (oczywiście pewne rzeczy możliwe są tylko w wybranych produktach, pewne funkcje zadziałają np. tylko w projektorze dźwiękowym Playbar, albo w PlayBase (podstawka jest nowocześniejsza od belki, za parę tygodni to właśnie ten drugi produkt doczeka się uaktualnienia)). Dodajmy do tego makra (yes!!!) oraz przydatne sterowanie całością za pośrednictwem wygodnego widgetu (tego Sonos do tej pory nie oferuje – trochę wstyd, przyznacie) i mamy oczywiste must have dla każdego właściciela sonosowych głośników. Można stworzyć układ obejmujący stare z nowym, integrujący nowe możliwości (interfejs głosowy, czy szerzej AI) i już łączymy, tworzymy spójny system. Super. A przecież to dopiero początek. Inteligentna chałupa, te wszystkie mniej lub bardziej użyteczne rzeczy, które implementuje nam do życia AI od Googla, albo AI od Amazona. Daleki jestem od hurraoptymizmu i hurraentuzjazmu (ciągły nasłuch, pełna inwigilacja, ogólnie – brak prywatności), ale to i tak nas dopadnie, w tej czy innej formie dopadnie i warto zawczasu to zrozumieć i (ewentualnie) oswoić. Nie będę rozwodził się nad sterowaniem oświetleniem, ani zamawianiem pizzy, czy (tym bardziej) pytaniami egzystencjonalnymi… dzisiejsze AI jest głupie, choć próbuje udawać, że jest inaczej.  Tak czy inaczej może to być użyteczne (i jest użyteczne), może stanowić doskonały punkt wyjścia do dalszego uproszczenia obsługi tego, co złożone (tak mam tu na myśli AV, audio z Roonem w centrum, te sprawy), co nieraz skomplikowane… to już, albo zaraz. Teraz powiem Wam tylko tyle, że te małe białe samograje zawładnęły chałupą i choć w żaden sposób nie zastąpiły mi starego dobrego stereo (dzisiaj i tak już cyfrą pisanego) i nie jest tak, że wolę to, to od malutkich, fantastycznych i dużo lepszych brzmieniowo Topazów, czy tego co z głowy przez cały czas nie ściągam  tj. nauszników Sundara ;-) , to… jednak… zawładnęło i stanowi już nieodłączny element całego systemu audio ze wspólnym mianownikiem. Nie, nie jest to jeszcze Aleksa, Google coś tam (głupią, toporną nazwę dali, powinni to zmienić btw)… jest to, tak zgadliście, mianownikiem jest Roon. Muzyka sobie gra w stereo na Sonograjach i gra dobrze, naprawdę dobrze. W dobrej jakości. Z najlepszego front-endu. Na razie z podstawowymi komendami na głos, na razie ;-)

A tutaj, już po kalibracji pary stereo sonosowych samograjów :)

To jest przyszłość. Sonos to wie. Wielcy IT to wiedzą. Branża audio (i audio-wideo) też to już pojmuje (KEF etc.).

PS. Sonos jest tylko 16/44~48. I wiecie co? Co z tego, że hi-resy po downsamplingu, że tylko jakość CDA… nie ma to w praktyce żadnego znaczenia. Gra bardzo dobrze, hi-resy w takich produktach to „chłyt” marketingowy, a nie jakiś wielki progres jakościowy. Software taki jak Roon czy Vox robi robotę (konwersja dowolnego sygnału) i strumień z tych aplikacji brzmi po prostu dobrze.

Fotogaleria z opisem:

» Czytaj dalej

Bezkompromisowo? Recenzja Matrix X-Hi z end-pointem PC

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180420_102930929_iOS

Nie ma drogi na skróty. Musisz połączyć wiele rzeczy w całość, trochę się naczytać, trochę się znać (nauczyć), to nie jest coś gotowego,  takiego „wciśnij play”. Nie, to inny sposób na uzyskanie bardzo, bardzo dobrego rezultatu, porównywalnego z drogimi strumieniowcami, gotowcami właśnie. A nawet więcej. To więcej, to modularność, to gotowość upichconego samodzielnie end-pointa na to co przyniesie przyszłość. DIY w audio to temat rzeka, znajdą się tacy, którzy będą kwestionować zasadność, będą tacy, którzy będą poddawać w wątpliwość. Ich prawo. Prywatnie mam wielki szacunek do tych, którzy są samoukami, podchodzą do tego co ich pasjonuje i dążą do tego, by samemu dojść do satysfakcjonującego (sonicznie) efektu. W przypadku grania z pliku jest o tyle łatwiej, że całość przypomina bardziej budowanie z gotowych klocków, choć wymaga pewnej dawki wiedzy specjalistycznej (IT) to jednak bez konieczności zgłębiania się w zagadnienia bardzo trudne do opanowania przez laika, przez amatora jak to ma miejsce w przypadku chęci zmierzenia się z własnymi projektami audio elektroniki czy samodzielnej budowy zestawów głośnikowych. Tak, czy inaczej, wspólne jest tutaj jedno – próba stworzenia czegoś, co ma być w zamierzeniach: lepsze / tańsze / odpowiadać na specyficzne wymagania. Tyle.

Na rynku dopiero od niedawna pojawiają się wyspecjalizowane konstrukcje PC, które mają nam zapewnić jak najlepsze możliwości grania z pliku. Wspólną cechą tych produktów jest pasywność działania, praktyczna bezobsługowość (warstwa systemowa jest na tyle dla nas niewidoczna, że nie przeszkadza w obsłudze takiego komputerowego odtwarzacza), pewna dowolność w kreowaniu toru… choć tutaj widać, że podejście bywa różne, czego doskonałym przykładem wyspecjalizowane microRendu. Czy warto zatem wyważać otwarte drzwi… ktoś przytomnie zapyta, gdy rynek dostarcza gotowe rozwiązania. Jest całe mnóstwo projektów opartych na Jeżynce (Raspberry Pi), które świetnie się sprawdzają, są tanie, a do tego dają swobodę. Faktycznie, jest w czym wybierać, ale na rynku pojawiają się pewne udoskonalenia (nazwijmy je plastrami na odwieczne problemy grania z komputera, grania muzyki z PC), które trudno, albo których nie da się pogodzić ze wspomnianymi powyżej rozwiązaniami.

Karta Matriksa to przykład takiego plastra. To wyspecjalizowane akcesorium, które wymaga płyty z wolnym portem PCI-e, wymaga zatem systemu komputerowego, który będzie mógł zostać wyposażony w to akcesorium. Odpada laptop, odpadają ARMowe nano-komputerki, odpada także wiele rozwiązań PC w formie nierozszerzalnej (vide przetestowany przez nas i służący z powodzeniem jako end-point Roona nano-pecet MiniX 64 aka FooKo PC, są też wysokowydajne, nowe systemy Intela – NUC), potrzeba jakiejś „budy”. I tutaj wkraczamy do akcji, bo takich komputerów z możliwością rozbudowy, de facto klasycznych systemów PC, ale znowu nie takich klasycznych, bo zbudowanych właśnie na potrzeby odtwarzania muzyki specjalnie na rynku nie ma. Bo to nisza, niszy. To raz. A dwa – takie coś może być przedmiotem samodzielnych poszukiwań, można to zrobić bez wydatkowania dużych sum, wręcz po taniości można. Bezkompromisową formą są budowane od podstaw systemy takie jak CAPS, ale miało być tanio i miało być dobrze, zatem darujemy sobie rozwiązania bardzo wyrafinowane na rzecz takich, które spełniają powyższe wymagania. Przypomnijmy: pasywna praca, zasilanie najlepiej wyniesione poza obudowę, rozszerzalność (modułowość w oparciu o standardowe interfejsy wewnętrzne tj. PCI, PCI-e), kompaktowość (w końcu ma to stać w salonie, duże, klasyczne obudowy odpadają, jako niepraktyczne i nie do pogodzenia z wymogiem „wtopienia się” w otoczenie)… takie warunku brzegowe musimy spełnić, by to do czego włożymy tytułową kartę spełniło wymagania na „idealnego end-pointa”. Samo budowanie takiego komputerka podpiętego bezpośrednio do jakiegoś DACa stanowiłoby rozrywkę dla jakiegoś geekomaniaka, ale właśnie X-Hi robi tutaj cholernie dużą różnicę.

To nie jest ledwie zauważalna różnica.

Dlatego, na potrzeby testu zbudowałem taki end-point. Kupno tej karty powinno implikować taką drogę… chyba, że komuś nie przeszkadza otoczenie blaszaka, wątpliwa aparycja, brak optymalizacji systemu (też OS, o czym przeczytacie w niniejszym tekście) i wiele innych rzeczy, które powodują, że jednak zwykły piec nie ma czego szukać w salonie. Nie chodzi o SQ (bo progres z wykorzystaniem tej karty w przypadku zwykłego blaszaka jest wyraźnie zauważalny), a o ergonomię chodzi. Zysk z pasywnego systemu, zoptymalizowanego, zdalnie zawiadywanego jest oczywisty i to decyduje i powinno skłaniać potencjalnego nabywcę karty Matriksa do budowy / zakupu przygotowanego odpowiednio peceta.

Dobrze, wstępniak zaczyna niebezpiecznie przypominać przemówienia El Comandate (Fidela C. dla niewtajemniczonych), przejdźmy zatem do konkretów:

» Czytaj dalej

Sonos + AirPlay 2 = pełen sukces. Przetestowaliśmy dzisiejszy upgrade

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180711_164330000_iOS

Raptem dwie godziny temu Sonos wydał aktualizację, na którą bardzo czekaliśmy. Integracja AirPlay, w najnowszej odsłonie z numerkiem 2 właśnie stała się faktem, można dokonać upgrade’u i cieszyć się nowymi możliwościami. Generalnie najistotniejsze dla użytkownika strefowego systemu Sonosa jest to, że może od tej chwili strumieniować bezpośrednio z praktycznie każdej aplikacji jaka udostępnia dźwięk. Co prawda od jakiegoś czasu wielu developerów zaczęło udostępniać możliwość integracji głośników Sonosa (oraz strumieniowców), ale nierzadko kazała sobie za ten dodatek ekstra płacić. Teraz można słać stream od razu po tapnięciu w ikonkę AirPlay. Rzecz jasna, żeby skorzystać, trzeba mieć zainstalowane najnowsze oprogramowanie na Sonosie i – ważne – system w wersji iOS11, choć po konfiguracji będzie możliwe strumieniowanie także ze starszych urządzeń (sprawdzone na iOS10). Aktualizacja – da się wszystko zrobićbez upgrade do iOSa11… po paru godzinach zaktualizowało aplikację Sonosa na handheldach ze starszym systemem i to dokładnie te samo, co na iOSie 11. Także nie trzeba robić upgrade mobilnych. Przed wersją dla starszego wariantu iOS też chciało aktualizować apkę, ale bez sukcesu (nie wyświetlało opcji zaktualizuj). Kolejna sprawa to kompatybilność samego głośnika, wspominałem o tym we wcześniejszych wpisach, dla porządku przypomnę, że działa na One, Beam, nowym wariancie Play:5 oraz Playbase. Można strumieniować na starsze głośniki, ale musi być przynajmniej jeden kompatybilny (co oczywiste) i trzeba je dodatkowo pogrupować. W panelu AirPlay’a będzie wyświetlał się ten, który jest wspierany.

Teraz najlepsze… da się bez problemu skonfigurować stereoparę ze starym Play:1. Wspominałem o świetnej apce SonosequencrTo rzecz niezbędna, by połączyć w stereo stary model Play:1 z nowym One, sam Sonos nie daje takiej możliwości (bardzo niefajne zagranie producenta btw). Na szczęście można tak to obejść, a znakomitą wiadomością jest to, że AirPlay 2 będzie nam działał w ramach takiej stereopary. Tylko pamiętajcie, że nadrzędnym głośnikiem musi być One i dodatkowo ustawienie takiego czegoś wymaga po aktualizacji rozparowania głośników i ponownego sparowania w apce Sonosequencr. Na marginesie, widać, że AirPlay działa z zauważalnym opóźnieniem (synchronizacja nie jest idealna, co słychać, jak wyłączymy muzykę, najpierw jeden, potem drugi się wygasza… inaczej, niż bez AirPlay-a, ale jak już gra muzyka to wszystko jest w jak najlepszym porządku, tzn. lewy i prawy grają, nie ma żadnych problemów z przesyłem dźwięku). To nienajlepsza wiadomość, bo wielu, w tym piszący te słowa, liczyło, że będzie poprawa względem starego wariantu AirPlay-a, że synchronizacja (audio z wideo) będzie idealna, że nie będzie opóźnień. Cóż, trzeba rzecz potestować jeszcze, ale pierwsze wnioski są takie, że nadal jest tutaj robota do wykonania przez Apple, że nadal nie jest idealnie.

Oczywiście można także liczyć na integrację z głosowym interfejsem, przy czym nie będzie to integracja samych głośników, bo Siri nie ma (i raczej nie będzie) na tych głośnikach, ale… po pierwsze można skorzystać z produktów Apple (handheldy, komputery), a dokładnie z wbudowanych w nie mikrofonów, a po drugie można także liczyć na podstawową obsługę (podstawowe sterowanie odtwarzaniem, ściszanie, przełączanie stref) za pośrednictwem Alexy. Działa to sprawnie, choć jest trochę dziwacznie… dwie różne AI słuchają naszych komend i nie jest to idealne, optymalne, ale raczej tak to będzie wyglądać w przyszłości. Nie zapominajmy, że w Sonosach pojawi się jeszcze Google Assistant i siłą rzeczy będą na tych smartgłośnikach działała nie jedna, a dwie AI. Fajnie, że można dodać sonosowy głośnik do jabłkowej aplikacji Home (działa w ramach Home kit-a). Integrujemy sobie rozwiązanie multistrefowe Sonosa do inteligentnego domu w wariancie jabłkowym. Sprawdziłem także jak jest pod Roonem – pojawia się kolejna strefa z kompatybilnym z AP2 głośnikiem Sonosa. Pojawia się zatem One, rzecz jasna nie ma to większego znaczenia w przypadku Roon-a, bo ten wprowadził jakiś czas temu pełną obsługę głośników. Tak, czy inaczej, można. Poniżej garść rycin przedstawiających konfigurację oraz działanie AirPlay’a 2 na multistrefowym systemie złożonym z trzech głośników: One oraz Play:1 (stereo) oraz w innej lokalizacji kolejny Play:1.

Pod Roon-em identyfikuje się nam One bardzo ładnie, ale to trochę sztuka dla sztuki (bo od dawna natywnie Sonosy są wspierane w tym front-endzie)

Sumując, działa, gra i buczy…

Najpierw aktualizujemy co trzeba

AirPlay 2 w Sonos 9.0

 

Pojawia się aplet AirPlay w sonosowej apce

…a tam sprawdzamy co u nas zadziała i dodatkowo możemy pogrupować te, które kompatybilne nie są

» Czytaj dalej

PowerDAC NuPrimie IDA-8… mały, melodyjny mocarz

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180629_164810637_iOS

Jeszcze parę lat temu nikt takich konstrukcji nie poważał. Amplifikacja musiała być wielka jak stodoła, musiała mieć za nic zużycie, musiała się konkretnie grzać, powodować czasowy spadek napięcia w sieci energetycznej itd itp. Mamy 2018 i często, gęsto zamiast wielgachnej skrzyni, wzmaczniaczyska, stoi sobie na półeczce małe coś, co gra – zdawałoby się – bez żadnych ograniczeń, wypompowując waty mocy w efektory bez najmniejszego wysiłku. Pamiętacie jedną z pierwszych, masowych konstrukcji D klasowej, jaka nam się parę lat temu trafiła i została na dłużej w redakcji? Ano, tak, tak chodzi o D3020 od NADa. Mały wzmacniaczyk pokazywał kierunek, mniej więcej w tym czasie pojawiały się pierwsze, coraz ambitniejsze konstrukcje innych czołowych producentów. Wcześniej paru specjalistów z branży starało się zainteresować nas swoimi konstrukcjami przełamującymi schematy (w głowie), głównie były to jednak drogie urządzenia (wspomniany NAD miał serię Masters, od której zaczął się flirt z wysoce efektywnymi, wysokomocnymi amplifikacjami). D3020 nie był jakimś objawieniem, ale jako jeden z pierwszych łączył świat cyfry (w tym komputerem, uzupełnionym łączem sinozębnym, a droższy D7050 także bezpośrednio Internety) z drutem ze wzmocnieniem w klasie D i zrobił to na tyle przekonywująco, że dzisiaj w ofercie Kanadyjczyków znajdziecie JEDEN tylko, klasyczny wzmacniacz tranzystorowy AB (C316 v2).

Bardzo się to wszystko zmieniło, a dzisiejsza integra to właśnie tytułowy PowerDAC: przede wszystkim cyfrowe wejścia, czasami bezpośredni link (prawie zawsze BT), ze szczątkową obecnością analogowych złącz przygotowanych na okoliczność podpinania analogowych źródeł. Bywa, coraz cześciej, zorganizowane w ten sposób, że ten analog to naprawdę coś bardzo „przy okazji”, zdarza się, że sygnał zostaje przekonwertowany na postać cyfrową (układ ADC) i następnie ponownie przekształcony na sygnał zrozumiały dla efektorów. Obecnie pojawiają się na rynku setki takich produktów, zaprojektowanych zgodnie z ostrymi normami redukcji zużycia energii, dodatkowo korzystające z wysokiej efektywności i minimalizacji wpływu czynnika termicznego na formę urządzenia. Mamy więc małe, malutkie amplifikacje, lekkie, leciutkie, dla starego audiofila grzyba, wydmuszki takie i … tu audiofil grzyb będzie często, gęsto w ciężkim szoku, grające z taką swobodą, z taką manierą jak te stare, wielkie piece, co to wymagały wyłączenia zbędnych odbiorników prądu, bo mogło wywalić ;-)

Ten tutaj jegomość to klasa D, tak, ale z magicznym A (na wstępie). Patent NuPrime na połączenie zalet. Obadamy :)
BTW. Opis na pudle to takie „wszystko w temacie”, wiemy od razu „kto zacz”

NuPrimie IDA-8 to taka na wskroś nowoczesna konstrukcja. Na wskroś. Bardzo, bardzo tu i ówdzie chwalona, na granicy czołobitności i uwielbienia wręcz. Jako, że mam duży sentyment do produktów NuForce (NuPrime to reinkarnacja, przez krótki czas marka NuForce egzystowała pod skrzydłami specjalisty od projekcji, firmy Optoma), a tu mamy kontynuację, bardzo przemyślane portfolio produktów, które znakomicie wpisują się w „idzie nowe” (w audio) to długo się nie namyślając zapytałem dystrybutora marki w .pl, czy można na tapetę i to najlepiej właśnie tego małego, jak w tytule stoi, mocarza. Sprzęt budzi spore zainteresowanie, krąży po redakcjach w ostrym (krótkim) reżimie czasowym, ale że akurat trafiło się trochę wolnego czasu na obadanie, poprosiliśmy o egzemplarz i od nastu dni gra to nam jako alternatywa dla bardzo klasycznych konstrukcji w salonie: integry NADa i dzielonego systemu NADa, ze starej daty pre i podobnie starej daty końcówką …a wszystko to w klasie AB, z dużym zapotrzebowaniem na prąd, opakowane w skrzynki zajmujące cały segment regału RTV, po paru minutach powodujące zauważalny wzrost temperatury w pomieszczeniu. IDA-8 jest absolutnym przeciwieństwem powyższego. Tak jak NAD D3020 to takie „biurkowe”, bardzo kompaktowe maleństwo, zintegrowany wzmacniacz na miarę XXI wieku. Power+DAC, z USB przede wszystkim, ale dla mnie rzeczą bardzo istotną i niepomijalną są także pozostałe cyfrowe interfejsy… nierzadko to właśnie SPDIF jest LEPSZYM od komputerowego sposobem na integrację źródła z nowoczesnym wzmacniaczem. To wcale nierzadka sytuacja, dlatego jak już nie raz mogliście się na łamach HDO przekonać, zawsze kompleksowo podchodzimy do testów, nie robimy tego by „zaliczyć” – nie – chcemy poznać możliwości brzmieniowe testowanego sprzętu. Wcale często to właśnie koaksialne, albo TOSLINK wypada ciekawiej w kwestii SQ od  uniwersalnej magistrali komputerowej. Także, to uwaga natury ogólnej, dajcie szansę innym interfejsom w swoich nowoczesnych, cyfrowych wzmacniaczach, bo warto (inaczej, można sporo z potencjału stracić, pozostawiając te wejścia nieobsadzonymi).

Małe, kompaktowe to. Bardzo. Oznaczenia wejść dziwaczne, ale ma to swój urok.
To takie połączenie diody (displej), oznaczenia alfanumeryczne… labo, przy czym żadne szkiełko i oko, o nie! ;-)

Integra NuPrime ma link bezprzewodowy w formie zewnętrznego modułu łączności, który podpinamy do umiejscowionego z tyłu, dodatkowego (poza drukarkowym złączem, do wpięcia kompa) portu USB. Także jak ktoś akurat wcale niekoniecznie ma ochotę słać strumienie z handheldów do ampa to nie musi tego elementu sobie aplikować, zestaw interfejsów obejmuje „klasycznie” elektryczne & optyczne interfejsy cyfrowe, ponadto jest analogowe wejście, jedno jedyne, na przedwzmacniacz, pozwalające podpiąć coś analogowo właśnie. Oczywistym wyborem będzie tutaj gramofon, te nowe coraz częściej wyposażane są od razu we własne, wbudowane przedwzmacniacze, co pozwala bezpośrednio wpinać. Na froncie diodowy displej (charakterystyczny element wyposażenia w przypadku wcześniej NuForce, obecnie NuPrime), w garści firmowy pilot (oznaczenia cyfrowo-literkowe wcale nie są z czapy, jak pisali inni recenzenci… no ludzie, przecież 1,2,3,4,5 niczego konkretnego nam o wyborze złącza nie mówi, a te literki owszem, mówią… a cyfry są po to, by nam unaocznić kolejność), stalowe pudełko z siłą rzeczy blisko osadzonymi odczepami. Polecam, bardzo, ubrane kable, najlepiej w banany. My tak właśnie podpięliśmy tytułową integrę z naszymi redakcyjnymi kolumnami. Widełki mogą być problematyczne, a gołe kable będą bardzo mocno niewskazane. Także banany wpinać proszę.

…jak widać

Nie ma żadnego jacka, mimo biurkowej formy (ale to w sumie nie jest, o czym za chwilę, żadna wskazówka, jakiś nakaz zastosowania tego klamota właśnie w formie biurkowo-gabinetowej), to amplifikacja pod kolumny, zdalne sterowanie także wskazuje, że ma to być obsługiwane z poziomu fotela, kanapy w dużym pomieszczeniu. Co prawda wielkość i waga wskazywałyby na coś wręcz przeciwnego, ale pozory w tym wypadku bardzo mylą. Tak jak wspomniany na wstępie D3020 faktycznie był takim małym wzmacniaczykiem, który nie bardzo nadawał się do dużego salonu, nie był dobrym wyborem dla dużych podłogówek, ba… sam producent zakładał, że jakby co przyda się wsparcie niskotonowca (aktywnego – zresztą w IDA-8 też możemy sobie suba integrować), do wpiętych w odczepy raczej kompaktowych monitorów, to tutaj mamy do czynienia z małym w formie, wielkim w treści, wulkanem energii. Ten wzmacniacz może bezproblemowo zastąpić w moim systemie dzielony tor pre + końcówka i będzie zwinniejszy, bardziej dynamiczny, de facto mocarniejszy od wielkiej skrzyni ze znamionowymi 200W. Przy okazji oczywiście mamy coś znacznie efektywniejszego, no ale to jakby z założenia… w końcu te nowe ampy oparte na power modułach, wzmacniacze w klasie D, potrafią dać dużo energii, zabierając z sieci umiarkowane ilości prądu, dodatkowo zachowując wysoką kulturę pracy (termika). Tak, to wiemy w teorii, ale praktyka potrafi mimo wszystko zaskoczyć, zadziwić. Musiałem uważać z operowaniem gałką enkodera (leciutki, wyczuwalny skok, szkoda że nie chodzi to nieco precyzyjniej, bardziej gładko), przyciskami na pilocie, bo można było szybko przedobrzyć. Gram bezpośrednio z Core @ Roonie (iMac), ale też jw. podpiąłem inne interfejsy i to bardzo na bogato, bo… po optyku jest Chromecast Audio tylko, ale po koaksialu udało się zintegrować cały system AV w salonie (dzięki matrycy HDMI wyposażonej w konwerter cyfra-cyfra z HDMI na TOSLINK/coax). Fajno. Można sprawdzić wiele źródeł, także takich, które rzadko były podpinane do DACów/PowerDACów. Oczywiście, tradycyjnie, podpinam także naszego dyżurnego CDeka (tutaj zarówno po analogu i rozłączając to co powyżej, po koaksailu). Link sinozębny sprawuje się bez zarzutu, można strumienie słać, ale to co robi na wstępie testów największe wrażenie to wspomniana moc, którą mamy tutaj do dyspozycji. Przy ustawieniach w zakresie 30-40 jest optymalnie, głośno, a dalej… no właśnie. Warto przy tym nadmienić, że amp gra niezwykle czysto, mamy całkowicie czarne tło i to w całym zakresie, także przy końcu skali. Nie to co przy moich NADach, gdzie jak wychylimy to słychać. Tu jest głucha cisza.

„Wzmacniaczyk” wcale niemało potrafi w dziedzinie SQ. Powiem więcej, sceptycy, niepoważający „tych nowych, cyfrowych, wynalazków” powinni koniecznie sobie to, to potestować. Najlepiej w zaciszu domowym, mając do porównania dotychczasowy tor. I niech to będą te wszystkie pyszne „czysta klasa A”, jakieś lampiszony niech będą, niech to będzie prawdziwe, po bandzie wyzwanie. U nas tak to się właśnie konfrontuje i doświadczyłem niczego, do czego mógłbym się doczepić. To nie jest żadne „no ale”, „nalocik cyfrowy czuć”, czy może mocne ale bez powietrza, bez życia granie. NO NIC Z TYCH RZECZY. Ta cała IDA-8 zasłużyła sobie na b.dobre opinie, tu nie ma przypadku. Dokładnie obadałem kwestie linku komputerowego, sprawdziłem jak dobra jest implementacja USB w tym przetworniku z prądem, znakomicie wypadło SPDIF – gra tutaj świetnie – analog traktowałem początkowo pomocniczo, ale summa summarum się wybroniło. Mogę zatem napisać głośno i wyraźnie: jak sobie słucham na lampiszonowym ampie czegoś, a potem przeskakuje na IDA to nie mam wrażenia, że ktoś mi coś tam amputował. W ogóle nie mam. Przechodzę, że tak powiem, gładko i bez najmniejszego zgrzytu. Innymi słowy, mały mocarz, radzi sobie, radzi sobie z podłogówkami w dużym pomieszczeniu z takim zapasem sobie radzi, że nawet dużo potężniejsze paczki nie stanowiły, jak się okazało, jakiegoś wielkiego wyzwania. Na Topazach 20 grało, dużo większych od kompaktowych Szafirów (23) i „nawet się nie spocił”. No ciepły, a nwet więcej niż ciepły był, ale wysterował te kolumny koncertowo.

Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził tego ampa w sposób, który raczej nikomu (z testujących) nie przyszedł do głowy. Kropką nad i był odsłuch na routerze audio (z wejściem dla ampa i audio jackiem, do którego to nauszniki podpiąłem). Fabryka integracji ze słuchawkami nie przewidziała? No trudno, trzeba było zaradzić i zaradziłem jak wyżej. I wiecie co? To dopiero była sensacja, jak ten mały grzmot zagrał na planarach. Zresztą nie tylko, ale przede wszystkim.

  

Cyfra, no w PowerDACu to jakby naturalne, że cyfra wszędzie, nie?

Więcej, bardziej i mocniej poniżej:

» Czytaj dalej

Bezdrutowe planary HiFIMANa?! Mhm – Ananda BT

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
hifiman-ananda-bt-2-758x426

No proszę, proszę. Ktoś, kto stronił, ktoś kto uważał że jak ma być dobrze, to przewód być musi nagle zmienia zdanie. Patrząc na dyktat rynku to zrozumiała decyzja. Dzisiaj wszyscy, no wszyscy, idą w audio bezdrutowe. Takie czasy i raczej nikt tego trendu nie powstrzyma. Masowy konsument już wybrał (bez przewodu), a ten nie masowy, ten co mu zależy na jeszcze lepiej i jest w stanie zapłacić za to lepiej, też nierzadko wybiera transmisję bez pośrednictwa kabla, bo mu wygodniej, bo to drugie, bo na wynos, bo chce mieć także takie, właśnie, życiowe, nauszniki, albo douszniki. HiFiMAN zdaje sobie sprawę, że to niemały pieniądz do zarobienia i coś, co do tej pory przechodziło firmie koło nosa.

No dobrze, to jak zarobić, ale się nie narobić? Najprościej, któryś z modeli przewodowych „przerobić” na bezdrutowy, dodając smycz. Mhm, prymitywnie proste, nie bardzo współgrające z jakością (zero zmian w konstrukcji), ale szybkie uzupełnienie oferty. Co zrobił HiFiMAN? Ano wybrał drogę pośrednią, nie zmienił specjalnie samej konstrukcji słuchawek, ale też nie zdecydował się na – wyłącznie – dodanie modułu. Nie. Wybór padł na Anandy (trochę się im dziwię, bo to jednak 4k a nie 2k jak Sundara, a Sundara jak wiecie są świetne, są znacznie jw. przystępniejsze cenowo, także wcale nieoczywisty wybór i trochę kontrowersyjny). To właśnie te nauszniki dostępne będą w wariancie bezprzewodowym. Testowaliśmy Ananda nie tak dawno temu, podobały się, choć pamiętając o dwukrotnie tańszych, wcześniej testowanych Sundara, zastanawiałem się, czy warto zapłacić te 2x więcej za subtelny progres, czy po prostu za inne brzmienie zapłacić nie dwa a cztery.

Nie zewnętrznie, a wewnętrznie – bateria, moduł są w nowych nausznicach zintegrowane. Dobrze. Co więcej – i tu widzę podstawową wartość dla zainteresowanych – nowe słuchawki są nie tylko bezdrutowe, ale także są …nazwijmy je cyfrowe, to znaczy, podobnie jak testowane przez nas bezprzewodowce z ambicjami (choćby Senki Wireless*, czy świetne bezdrutowce Symphony One firmy Definitive Technology… bardzo niedocenione słuchawy) grają via USB po podłączeniu do komputera. Czy to Win, czy to macOS, omijamy to co na zewnątrz nam konwersje cyfry na analog robi, w zamian robi nam wbudowany przetwornik i robi zazwyczaj bardzo dobrze. Nic dziwnego, bo po pierwsze mamy synergetyczne połączenie, firmowe przetwornika C/A z głośnikiem, po drugie DAC jest zaraz obok, niemalże wbudowany jest w zamontowane w muszlach głośniki. Daje to naprawdę dobre, żeby nie napisać mocniej, rezultaty. Myślę, że w Ananda BT to właśnie to będzie stanowiło najmocniejszy punkt tej konstrukcji, pozwoli na uzyskanie świetnego rezultatu brzmieniowego. Co potrafi wbudowany DAC w tytułowe HiFiMANy? Ano potrafi 24/192, czyli potrafi to, co trzeba, gra hi-resy…

A jak bez przewodu? No bez przewodu też powinno być zacnie, bo HiFiMAN na szczęście zdecydował się na moduł najnowszej generacji, czyli taki, który obsługuje wszystkie najnowsze standardy transmisji. No prawie wszystkie – soniaczowego LDAC nie ma, ale jest coś specjalnego, coś oryginalnego: LHDC. To rozwiązanie promowane przez Huawei. Układ Qualcomm-a robi robotę, bardziej marketingowo, niż faktycznie, oferuje 24/96. Mhm, to tzw. Bluetooth aptX HD… czytaj transmisja stratna, ale hi-res. Tak, też widzę, że to bez sensu, ale jest. Czyli mamy bardzo dobrą (to akurat prawda) jakość via BT (bo wysoki bitrate, bo niskie opóźnienia, choć niestety nie jest to Low Latency codec, a szkoda, wielka szkoda), STRATNĄ, bo nadal BT to kompresja stratna, żaden tam hi-res, bitperfect stream. Ważne dla jabłkolubów, macie moi drodzy AAC, także dobrze jest, w sensie, dobrze, bo iPhone będzie grał znacznie lepiej przy wykorzystaniu streamu 256kpbs (AAC codec) niż via SBC (128kbps i bardzo wysokie opóźnienia).

Czas działania nie będzie rekordowy. Co powiecie na 13.5h? Mało? No mało. Niewykluczone, że będzie coś, za coś. Krótki czas, ale jaki… no właśnie, może będzie to grało bez-drutowo wybitnie. Usłyszymy i zdamy relację. Kiedy? Już pod koniec miesiąca. Za ile? Ano za 1199$, czyli za 199$ więcej niż po drucie. Warto? Według mnie, o ile, a pewnie – czuję – że jak najbardziej, zagra to via USB wręcz znakomicie, to nawet bardzo warto.

* odebraliśmy Niemcom znaczek jakości btw, za skandaliczną jakość modułu BT. Siak, czy tak po drucie cyfrowym gra to fantastycznie, podobnie jak i po zwykłym drucie. Bezprzewodowo tylko do momentu dropa, dłuższej przerwy, całkowitego zerwania transmisji. Wstyd, no wstyd Sennheiser, żeś taki produkt wypuścił na rynek. Wstyd!