LogowanieZarejestruj się
News

Sonos w kwadrofonii, Sonos w multichannel. Sonos Sub & AMP

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7973

Obrodziło, oj obrodziło moi drodzy! Sonos Sub, już 3 generacji, w bardzo rozbudowanym setupie redakcyjnym sprawdzany. Nie, nie idziemy na łatwiznę, nie robimy tak, jak 99% sajtów, że z grajbelką jakąś (przetestowana Beam, czy Arc) i już, tylko w konfiguracji 4.1, a nawet 4.2 będzie to, to sprawdzane. Ale że jak? A właśnie tak: Sonos AMP (w recenzji na HDO macie o tym łączniku HiFi z sonosystemem, dla przypomnienia: klasyczne kolumienki podpinamy, świetna sekcja amp/cyfrowa, gorsza ADC czyli wejście dla gramofonu… w sumie wystarczająco dobre, HDMI ARC i w ogóle kino, bo też multichannel -> kwadrofonia z 1/2/3(!) subami). Czytaj… sono kolumienki na tyłach + rzeczony Sub (4.1, a nawet 4.2, bo aktywny, klasyczny też podpinamy pod AMPa, bo czemu by nie sprawdzić takiej konfiguracji, hę?) z pylonowymi frontami (Diamond) w setupie nam gra…

Więcej:

Dynamiczne wbrew fizyce? Zamknięta rewelacja HiFiMAN HE-R10D

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7709-kopia

Popatrzyłem na cenówkę i od razu zwątpiłem. Dobra, rozumiem, że te słuchawki mają szlachetne drewienko na sobie (wielka, drewniana komora – może w tym właśnie, głównie, tkwi sekret tych nausznic?), ale formą wyraźnie nawiązują do najtańszych w ofercie HE-4xx. Tak, dostajecie tutaj kuferek, dostajecie świetne okablowanie (sztuk trzy, znaczy komplet: XLR, 6.3 i 3.5), to wszystko prawda… ale 6 tysięcy za DYNAMICZNE słuchawki? Sześć koła za coś, w czym producent – specjalista od planarów – nigdy specjalnie się nie uskuteczniał. Pisałem w zajawce o HE-300 (dawno, dawno temu), fajnych, budżetówkach, ale to było tylko raz. Zapomniało mi się, że próbowali jeszcze w po prostu tanie, masowe, nauszne (to te z wymiennymi wkładkami czyt. zamknięto/otwarte serii Edition), ale to też było na marginesie i zdaje się wielkiego sukcesu nie odniosło. Także WTF?

Co więcej, jak zobaczyłem co jest na pierwszym miejscu wśród flagowców to o mało nie spadłem z fotela… planarna wersja R10P za – uwaga – 5500 USD. Może szlachetniejsze jeszcze drewienko, nie wątpię że najlepsze przetworniki otrodynamiczne, ale forma dokładnie jotka, w jotkę jak bohaterowie niniejszego wpisu. WTF do kwadratu? Dobra, myślę sobie, tu musi być jakiś haczyk, tylko w drugą stronę. No jeżeli producent chce ponad 1200 papiera (u nas jw. 6k pln) za dynamiczne słuchawki oraz strzelam jakieś 25 tysięcy, a może nawet 30 tysięcy (!!!) za wersję planarną zamkniętych nausznic to musi coś się za tym kryć. Znaczy musi się kryć jakieś nieprawdopodobnie dobre, naprawdę odkrywczo lepsze brzmienie jakie serwują te cholernie kosztowne nowości. No bo jakżeby inaczej uzasadnić te cenówki i w ogóle takie, a nie inne miejsce w ofercie. HiFiMAN już wcześniej próbował swoich sił w zamkniętych konstrukcjach planarnych, przy czym nigdy nie były to rzeczy odkrywcze, przełomowe, produkty które zapisałby się w annałach. I żeby było jasne, uważam że poziom ergonomii, wygody osiągnięty w nowych HE-4xx jest znakomity i właściwie za te sporo mniej niż dwa Sobieskie optymalno-wystarczający, to jednak mówimy o słuchawkach wielokrotnie droższych, a formą oraz w ogóle pałąkiem / mechanizmem regulacji tożsamych z budżetówką. Odważnie! A może niepoważnie?

Zaraz będzie szukanie szczęki pod biurkiem

R10 kojarzy się słuchawkomaniakom jednoznacznie – święta trójca, znaczy AKG K1000, Sennki Orfeusze (1) oraz R10 Sony-ego właśnie. Absolutny top, topów wszechczasów, rzeczy być może cześciowo tu i tam zdetronizowane kompetencjami, ale nadal zapisane złotymi zgłoskami w pamięci audio-freaków. Poziom słuchawkowego absolutu. Czy HiFiMAN postanowił właśnie, nawiązując w oznaczeniu rynkowym produktu, dać nam do zrozumienia, że oto nadchodzi coś wyjątkowego, wybitnego, o czym będą mówić nasze latorośle, wnuki? Stąd ten poziom wysoki na metce? Takie buty? Nie wiem rzecz jasna co przyświecało działowi marketingowemu firmy, ale po zapoznaniu się z dynamiczno-zamkniętą konstrukcją mogę co nieco powiedzieć jaki pomysł miał R&D HiFiMANa, co zrobiły zdolne inżyniery, bo jest to coś z pogranicza omijania zasad fizyki, przekraczania barier, wyznaczania nowej granicy. I nie piszę tego na wyrost, bo słyszałem i K1000 i nowe skrzydełka na uszach i w ogóle najdroższe, w teorii najlepsze, słuchawki świata (oba tory z Orfeuszami, przy czym stary podobał się bardziej od nowego). Nie, żebym był alfą/omegą i wszystkie rozumy pozjadał. Jestem skażony swoim subiektywnym osądem, gustem, takim a nie innym wyborem cech, które przemawiają do mnie naj, także na pewno tylko jednym z wielu. Mam jednak jakieś doświadczenie i mogę się odnieść. No i się odnoszę.


Ogólnie nie mam zastrzeżeń, to dobra, wygodna konstrukcja, tylko ta metka

Te słuchawki w paru aspektach są nieprawdopodobnie bardziej od tego, co słuchałem do tej pory. Tak, pewnie chodzi o komorę w połączeniu z dopasowanym do charakterystyki „pomieszczenia” przetwornikiem. To jest układ, gdzie wcześniej muszla po prostu stanowiła ograniczenie, a tutaj jest inaczej. Nie, nie jest to odkrywcze, w tym sensie, że już wcześniej pojawiały się na rynku grające na głowie głośniki (wspomniane powyżej), ani że nie próbowano z różnymi formami zamknięcia różnorodnych przetworników akustycznych drzewiej… ale tym razem wyszło coś, na co powinni zwrócić uwagę wszyscy. Coś oryginalnego i – moim zdaniem – przełamującego pewne ograniczenia, bariery. Takie, wiecie, sztampowe (przy naj, naj słuchawkach) określenie: „słucham tego, jakbym siedział przed kolumnami” nabiera, w przypadku tych słuchawek, zupełnie nowego znaczenia. I nie jest na wyrost. W paru aspektach nie jest. 

Zaintrygowani? No to tradycyjnie zapraszam na recenzję po bandzie, czy może po pałąku ;-) …no mniejsza, na test HiFiMAN HE-R10D!

PS. Od razu, jeszcze we wstępniaku. Za 3 tysiące bez kufra, nawet z jednym, a nie trzema kablami i bierę… za 6 nie bierę. Jak widzicie recenzje na HDO to nie jest marketingowo-sprzedażowa laurka i ludzie odpowiedzialni za wspomniane pewnie nie są naszymi fanami. Trudno.

PPS. W zajawce widać jakie to giganty :P

» Czytaj dalej

GUSTARD X26PRO i dalej nie szukasz. High-end w dumpingowej cenie.

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7599

Tytuł trochę, bardzo zdradza zawartość artykułu? Nie szkodzi. To jest tak dobre, tak wybitnie dobre, że nie ma co silić się na zgadywanko-zajawki, nie ma sensu owijać w bawełnę, trzeba to sobie powiedzieć wprost. To NAJLEPSZY DAC DELTA-SIGMA jaki PRZETESTOWAŁEM NA HDO! W każdym, dotychczas sprawdzonym u nas, nawet tak doskonałym jak flagowiec Matrix-a dało się usłyszeć charakterystykę, typowe cechy zamontowanego układu. Czy to ESS czy AKM zawsze, ale to zawsze grało to z jakąś manierą. Nie mówię, że to przeszkadzało, czy było złe, ale też w jakiś sposób ograniczało danego klamota, który nie mógł wyjść poza „schemat”. Tu jest inaczej. Ludzie, serio, tu jest inaczej, ten DAC, mocarny GUSTARD, gra po swojemu i gra nieprawdopodobnie dobrze. To jest dźwięk absolutnie i bez żadnych „ale” topowy, nie mam wątpliwości, że wszystko co kosztuje te 1500 USD x 2, 4, 8… będzie grać może inaczej, ale NIE LEPIEJ. Tak to widzę, bo poza doświadczeniami stricte testowymi na HDO, miałem sposobność słuchać rzeczy obrzydliwie drogich i patrząc po kątem wyłącznie konwersji C/A było inaczej, ale szczerze – nie wartościowałbym, porównując do tytułowego klamota, bo mógłbym po prostu się mylić. Na niekorzyść X26Pro, oceniając że ten inny „a jednak”. To wszystko tyczy się – oczywiście – konstrukcji Delta Sigma, bo z atakującymi ponownie rynek alternatywami (mhm, mam tu na myśli głównie R2R) sprawa wygląda następująco: to dwa różne sposoby pokazania piękna muzyki, inne, ale równie angażujące, równie znakomite, tyle że właśnie inaczej. Także trudno to wprost porównywać, po prostu będą tacy, którzy wybiorą przetwornik D/S, będą też inni, dla których to alternatywne będzie ciekawsze. Przy czym – co istotne – flagowy DAC Gustarda dzięki unikalnej charakterystyce, swojej charakterystyce, wypada gdzieś pomiędzy, moim zdaniem łączy cechy, gdzieś tam bardziej kładzie akcenty, ale w ogólnym rozrachunku może być świetnym wyborem dla kogoś kto… nie potrafi się zdecydować.


Klasyczny wygląd, na razie nic nie zdradzający (nie zdradzający kompetencji, znakomitej zawartości). Jest schludnie, ascetycznie, ot kawał audio klamota

Przystępowałem do testu myśląc sobie – ot, kolejny, topowy DAC oparty na ESS, co prawda tutaj wyjątkowo na bogato, bo 2 kości, własne patenty (o których za chwilę, przypomnę zajawkę, gdzie się trochę nt. rozwodziłem), także pewnie bez zaskoczenia. O jakże ja się myliłem i z pokorą muszę przyznać, że chińska elektronika dzisiaj, już nie opierająca się na kopiowaniu, czy jakimś szablonie, a własnych, często nowatorskich, zupełnie autorskich rozwiązaniach, potrafi nieźle zaskoczyć. To właśnie przykład innego podejścia, nie sztampowego, kiedy każdy kolejny DAC, nawet na wypasie, brzmi w sposób zbliżony, typowy, taki spodziewany. Tu jest niespodzianka i to jaka! Jakiego kalibru ta niespodzianka? No wielkiego zdecydowanie. Widzicie te zachwyty? Zazwyczaj na wstępie nie zdradzam, a nawet jak zdradzam to i tak od razu wzmiankuję, że co prawda to świetna rzecz, ale… no właśnie, ale nie bez wad. No to powiem Wam coś – mimo najszczerszych chęci, mimo wrodzonej wredoty, mimo doszukiwania się dziury w całym, nie byłem w stanie po raz pierwszy w historii HDO znaleźć choćby jednego minusa*. Nie ma, kurde, no nie ma ani jednego! X26Pro to maszyna, która od A do Z realizuje ambitną wizję projektanta, gdzie nie ma żadnych elementów zbędnych, żadnych kompromisów, żadnego odpuszczenia sobie. Miał być flagowy DAC po swojemu i jest flagowy DAC po swojemu, zdecydowanie wyróżniający się na tle WSZYSTKICH konstrukcji D/S na rynku. Nawet tych za dziesięciokrotność sumy, za jaką go wołają. Właśnie, cena, to jest coś czego do tej pory nie potrafię sobie zracjonalizować. Dlatego mowa w tytule o dumpingu, bo przecież za 7 tysi  (sic!) to można kupić ogólnie bardzo dobre urządzenie, ale żeby wybitne? Albo inaczej, żeby te docelowe i wyróżniające się zdecydowanie w swoim segmencie na tle wszystkiego co na sklepowych półkach? No to już chyba lekka przesada, co nie? A tu właśnie z tym mamy do czynienia. Nie wierzę, po prostu nie wierzę, by ktoś kto to sobie posłucha, nawet w bardzo, bardzo wysokiej klasy setupie kolumnowym czy słuchawkowym nie cmokał z zachwytem. Może pozostanie przy swoim (np. Terminatorze ;-) ), ale będzie z pewnością pod ogromnym wrażeniem i może nawet trochę smutno mu się zrobi na myśl, że na tego tam wydał 3-4 razy więcej, albo i jeszcze więcej. Niesamowite!

* mógłbym krytykować za płytkę miniCD dołączoną do zestawu (bo kto dzisiaj ma czytnik?), ale od czego sieć (nawet jak trzeba trochę poszperać na stronkach, link btw na dole daję, poprawcie to btw!) i nie ma to żadnego wpływu na ogólną ocenę. Cóż, minusów nie ma, nic nie poradzę ;-)

 

» Czytaj dalej

Obraz i dźwięk razem? Zidoo UHD3000 synergia na którą czekaliśmy!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7625

Wspominałem w zajawce, że to ma być (wreszcie?) następca nieodżałowanych Oppo BDP. Ma w końcu pojawić się na rynku skrzynka, która łączy światy audio oraz wideo na poziomie wcześniej (dawno) nieoglądanym, integrująca to co dla wideo i audio -fila stanowi obowiązkowe elementy setupu w jednym klamocie. Odtwarzacz, na który – jak głosi tytuł dzisiejszej recenzji – czekaliśmy. Czy się doczekaliśmy? Odpowiedź na to pytanie jest złożona, są tacy, którzy (nadal) czekają na coś, co wypluje im na analogowych wyjściach pełne osiem kanałów. Tu tego nie ma, uprzedzam, tego na razie bez procesora / amplitunera / setupu zbudowanego pod wielokanałowe nie uświadczymy. Także funkcjonalność w zakresie autonomicznego grania w wielu kanałach nadal jest wyzwaniem dla branży. No to jak z tym Oppo w końcu, hę? Otóż, moim skromnym zdaniem, poza wielokanałowymi ścieżkami audio (muzyka), które stanowią raczej niszę, dostajemy produkt kompletny, co więcej produkt, który broni się całościowo jakością wykonania, parametrami, funkcjonalnością oraz możliwością integracji tego co na ekranie z tym co na kolumnach na poziomie unikalnym w skali rynku. Owszem, są nadal produkowane hi-endowe odtwarzacze wieloformatowe (nisza, niszy), kosztujące krocie (znacznie więcej niż tytułowy) z jednym, istotnym, ale – to praktycznie wyłącznie japońszczyzna z wsparciem nieistniejącym w praktyce, z ogromnymi ograniczeniami odnośnie obsługi nowego (formaty, kodeki, usługi), często skoncentrowane na obsłudze tego co na fizycznym, optycznym dysku i tyle. UHD3000 jest plikowcem, płyta może być tu co najwyżej dawcą materiału, można podpiąć czytnik i sobie zgrywać (na upartego też grać, ale to bardziej ciekawostka), ale to właśnie dyski twarde czy półprzewodnikowe mają być clou, względnie to co w zasobach lokalnych udostępnione jest ma nam grać. Można połączyć to, to ze streamem, ale nie jest to coś, co jest tutaj w centrum uwagi (usługi strumieniowe). Zwyczajnie, nowoczesny SmartTV zrobi to szybciej/lepiej, choć z drugiej strony UHD3000 będzie prawdopodobnie znacznie dłużej „na czasie”, podczas gdy sezonowy TV ze swoim fw utraci po 2-3 latach aktualność w necie, będzie już niewspierany. Także pliki, te najlepsze, te abolutnie naj (zarówno audio jak i wideo) o DOWOLNYCH w praktyce parametrach można za pośrednictwem tego playera grać. W przypadku strumieniowców HiFi/high-end z branży stricte audio, właściwie nic nie oferuje takich zdolności, jesteśmy zwyczajnie ograniczeni przez niezbyt wydajne plaftormy SoC, oprogramowanie oraz cały projekt nawet bardzo drogich urządzeń streamingujących audio z najwyższej półki zwyczajnie nie obsługuje ekstremalnych parametrów transmisji, wyczynowej konwersji w locie, nie gra ISO, nie potrafi poradzić sobie z obsługą sygnału DSD w trybie Native itd.

Opisywany Zidoo potrafi to i dużo więcej. Sześciordzeniowe serce dba o to (w audio branży stosuje się wyłącznie 2 lub 4 rdzeniowe, niezbyt wydajne CPU/SoC) by wszystko działało sprawnie, szybko, bez przycięć. I faktycznie w czasie testów nie natrafiłem na materiał, który nie mógłby się odtworzyć, a próbowałem „zagiąć” odtwarzacz na naprawdę wymagających plikach. Co istotne, mimo ograniczeń samego Androida (który jest tu tylko jedną z możliwości, o czym poniżej), Zidoo napisało fw w taki sposób, by obejść rafy OS, pozwalając na cieszenie się pełnym potencjałem wbudowanej sekcji C/A oraz strumieniowania czy lokalnego grania muzyki. Nie ma zatem sztywnego ustawienia dla próbkowania na poziomie 48kHz, można odtwarzać w jakości redbooka (44.1), można spokojnie strumieniować z każdego możliwego serwisu streamingowego audio (także tych niszowych, o wysokich parametrach dźwięku!), tutaj w odróżnieniu od wideo nie ma żadnych ograniczeń (czekamy na wsparcie dla Youtube 4K z Dolby Vision oraz ewentualne dodanie Netflix-a …choć jak wspomniałem, ma to być jakościowy odpowiednik dobrego BD-playera, tyle że z plików grający), można sobie słuchać muzyki bez odpalania ekranu, wyświetlacza na przedzie, wszystko z apki lub interfejsu przeglądarki www. Warta podkreślenia, już na wstępie, jest doskonała kultura pracy – mimo aktywnego chłodzenia, sprzęt pozostaje cały czas cichy (można ustawiać w menu parametry pracy sys. chłodzenia), w praktyce całkowicie bezszelestny. Cóż, poprawiono ten element zdecydowanie względem testowanego X20Pro (obok mniej audiofilskiego, bardziej pod wideo UHD2000 należącego do poprzedniej gen topowych playerów Zidoo), który nie dość że potrafił być bardzo ciepły to jeszcze czasami był bardzo głośny. Jest naprawdę cicho i w trybie auto (który można spokojnie zostawić w ustawieniach na stałe) jest po prostu cicho. Ważne, szczególnie w aspekcie grania na tym klamocie muzyki. W trakcie testów siedział stary dysk talerzowy, tylko HDD był słyszalny – nowoczesne „twardziele” mają znacznie poprawioną kulturę pracy, nie mówiąc o bezgłośnych SSD (ale tu jednak więcej zapłacimy za GB, choć dzięki dwóm zatokom można pokusić się o hybrydowe rozwiązanie tj. SSD do muzyki / odtwarzania oraz HDD do magazynowania / wideo). W porównaniu z poprzednikiem zmieniono (poprawiono) właściwie każdy element konstrukcji – brawo – dopieszczając to, co albo kulało, albo po prostu można było jeszcze poprawić względem poprzednika. W kolejności: nowy, potężny SoC (cholernie ważne!), układ ESS9068 (szybsze przełączanie do trybu DAC, działanie w automacie tj. HDMI -> DAC zmienia nam ustawienia z mch na stereo i z powrotem bez konieczności przestawiania czegokolwiek! Przy czym S/N wyższy od tego, co oferuje ESS9038Pro), wreszcie kompletnie nowe PSU z nowym modułem chłodzenia (wiatrak w centralnej części chłodzi wszystkie elementy). Zwraca uwagę surowa, elegancka, minimalistyczna forma, grube aluminiowe ścianki frontu, to wszystko pozytywnie wpływa na odbiór całości zaraz po wyjęciu z pudła i ustawieniu na AV szafce.

Sumując wstępniaka, tak, ten player to dopracowany wszystkograj plikowy, który w ramach przyjętej koncepcji (wideo bez ograniczeń cyfrowo i audio na najwyższym poziomie w 2ch) nie pozostawia wiele do życzenia. Poniżej, w rozwinięciu uzasadnienie, wyszczególnienie paru baboli oraz – na koniec – apel do Zidoo dotyczący umownego „UHD4000″:

PS. Dobre wieści, proces certyfikacji właśnie z sukcesem zakończony dla modelu Z9X. Trwało to okrągły rok… nieźle! Widać, że dev bardzo skrupulatnie podchodzi do tematu i nie daje certyfikatu na piękne oczy! Odnośnie zrecenzowanego modelu, praca nad certyfikatem w toku, także na pewno sprzęt doczeka pełnego wsparcia Roon Ready. Pojawiła się zakładka partnera https://roonlabs.com/partners/zidoo …to świetna wiadomość dla użytkowników produktów marki Zidoo. Jak tylko model UHD3000 otrzyma certyfikat nie omieszkam wspomnieć.

» Czytaj dalej

Sonos przenośnie, Sonos stacjonarnie: Move & Port

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_6522

Współpraca ze znanym producentem mebli (wycieczki rodaków jak do kościoła, albo i lepiej) na razie nie przyniosła jakiegoś ogromnego przełomu w implementacji audio w nowocześnie zaprojektowanych wnętrzach. Za moment pojawią się w ofercie IKEA nowe sonosowokompatybilne produkty, może w końcu chwyci? Niewątpliwie jest taka potrzeba, bo jak wiadomo, mieszkanie, dom z katalogu to mieszkanie, dom bez tradycyjnych paczek, klamotów – te, zdaniem projektantów, marketingowców po prostu nie mają racji bytu i cóż… to kształtuje świadomość konsumentów, nie oszukujmy się. Dlaczego zaczynam od mebli, od IKEA? Przecież bohaterami wpisu nie są produkty szwedzkiej sieci, a sonosowe głośnik oraz streamer, także o co ci chodzi człowieku, hę? Już się tłumaczę. Dla Sonosa i ta współpraca i w ogóle cały pomysł na własny ekosystem, multiroom zasadza się właśnie na „zniknięciu” klamotów grających, takim ich dopasowaniu do wnętrza, by instalator / projektant nie miał problemu z tym „audio”, bo ono mu po prostu się wtopi i nie zaburzy (czegoś tam). Oba produkty wpisują się w to bardzo, podobnie jak sonudbary, płaski, wsuwany pod kanapę (np) sub bezprzewodowy rzecz jasna, jak instalacyjne głośniki zaprezentowane dwa lata temu itd itp.

Port to maluch, następca Zone Playerów (aka Connect-ów), fantastycznych skrzynek, które zdobyły niemałą popularność, szczególnie w USA, stając się właściwie synonimem (i zarazem pierwszą generacją, wespół z Squeezebox/Slim Devices, strumieniowców w domach) bezprzewodowego przesyłania muzyki  z siecii jej odtwarzania w domowych pieleszach. Skrzynka jest serio bardzo niepozorna, właściwie to mały kawałek czarnego plastiku wielkości AppleTV (nowszej gen) i jak produkt jabca można to, to spokojnie schować gdzie-bądź, kompletnie nie przejmując się umiejscowieniem tego czegoś. Ktoś zapyta zaraz, ale hola, hola to przecież następca ZP, znaczy pod „tradycyjne audio” dłubany, to o co do diaska autorowi chodzi z tym znikaniem? Otóż, owszem, można skrzynkę wykorzystać tak właśnie, integrując nieSonosowe z sonosowym ekosystemem (jak AMP – tu faktycznie pod tradycyjne paczki to, to pomyślane, bo przecież integra, wzmacniacz), ale to wcale nie musi być klasyczny setup oparty na dużych kolumnach.

Obecnie rynek wręcz przesycony jest rozwiązaniami, które mają wyrugować tradycyjne HiFi, jest w czym wybierać… czy to wspomniane projektory dźwiękowe, czy aktywne, bardzo kompaktowe, bezprzewodowe systemy nagłośnieniowe (tak, Sonos był tu poniekąd prekursorem, teraz jest tego na pęczki w różnych odmianach). Można zatem integrować analogowe, cyfrowo wyprowadzać, albo analogowo wyprowadzać sygnał z Port(a) i cieszyć się obsługą całego audio za pośrednictwem jednej z najlepszych aplikacji do zawiadywania strumieniami (praktycznie wszystkimi możliwymi) z Internetu oraz administrowaniem, nawet bardzo rozbudowanym systemem, w sensie wielopomieszczeniowym setupem, obejmującym wiele stref, gdzie wszystko może grać, bez względu na fizyczne umiejscowienie „w chałupie”. Podoba mi się forma, mniej natomiast podoba mi się wyposażenie skrzyneczki, o czym dalej. Paru rzeczy wg. mnie ewidentnie tu brakuje, ale o tym w rozwinięciu będzie. Można też zadać już na wstępie pytanie – czy to powinno tyle kosztować? Szczególnie w porównaniu z dużo bardziej funkcjonalnym, wspomnianym AMPem (o ile, ofc, chcemy zabawę jednak w HiFi klasyczne). Bo Port w takiej formie będzie sprawiał pewną trudność dla szlachetnych minimalistów (paczki, klamoty won), a znowuż jako element spinający nieSonosowe z sonosowym ma bardzo dużą, sporo tańszą, konkurencję. Owszem, chodzi o ekosystem, ale na końcu i tak jest play z jakiegoś serwisu. Także kalkulacja to coś, czego nie da się tutaj pominąć.

Z Move sytuacja jest też dość nietypowo-oryginalna. Duże to, ciężkie to, właściwie można tu mówić o tradycyjnym dla Sonosa głośniku bezprzewodowym (maksi, nie mini) uwolnionym od kabla prądowego. Znaczy przenośny, tak, ale jednak stacjonarny. Stacjonarny, bo taki duży, ciężki głośnik trudno uznać za w pełni mobilny, a raczej właśnie wielostrefowy, ale w sensie że przemieszczający się po mieszkaniu, a jeszcze lepiej domu, tworzący ad hoc nowe strefy, gdzie chcemy żeby nam zagrało. Może to być ogród, patio, balkon, miejsca w których słuchamy okazyjnie itd. W takich okolicznościach ten głośnik ma sens i stanowi ciekawe uzupełnienie oferty. Move jest na tyle ciężki, że o jego przenośności na dłuższe dystanse niż kilka/kilkanaście metrów możemy mówić tylko w sytuacji zastosowania jakiegoś środka lokomocji. Można, na upartego, wyobrazić sobie przenoszenie z odtwarzaniem (via BT oczywista) niczym boomboks ala so’80, w retro stylu, ale to jednak będzie odczuwalne (zmęczenie da o sobie znać). Dodatkowo problematyczne może się okazać stosunkowo nie za długi czas odtwarzania via wbudowany aku. Także to takie – tak to widzę – uzupełnienie dla reszty, gdy chcemy coś na zewnątrz (w pobliżu domu/mieszkania), albo po prostu przenosić w domu swobodnie, tworząc nowe strefy z muzyką. To ma sens. Move jest duży (gabarytowo w porównaniu z konkurencją wręcz przerośnięty… stąd nowy, nomadyczny Roam w ofercie). Siak czy tak, dzięki bezdrutowości (całkowitej) rzecz wpisuje się w to, co w pierwszym akapicie stoi. Jako element „niezobowiązujący”, często znikający z widoku to takie audio, które jest, ale jakby go (fizycznie) nie było. O dźwięku za moment napiszę więcej, we wstępniaku tylko wspomnę, że może grać w dużych pomieszczaniach, bardzo dobrze sobie radzi w otwartej przestrzeni (na zewnątrz).

No dobrze, to przejdźmy do szczegółów może…

 

» Czytaj dalej

Zamknięte inaczej, zamknięte lepiej: słuchawki HiFiMAN HE-R10D

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7709

Zapraszam na nasz fanpage, gdzie znajdziecie rozbudowaną fotogalerię z tytułowymi HE-R10D, kosztującymi już konkretne ponad 6 tysięcy, DYNAMICZNYMI słuchawkami o dość nowatorskiej konstrukcji zamkniętej od ortodynamicznego specjalisty HiFiMANa. Zaskoczenie? No jakby podwójne, bo nie dość że nie planary, to jeszcze też rzadka wycieczka producenta w projekty słuchawek zamkniętych, nie otwartych, jak większość planarnych modeli z portfolio. Także inaczej i na razie nie mogę się oderwać, choć – w pierwszych wrażeniach – nie ma tylko miodu. Krytykuję i to głównie za formę krytykuję. Same słuchawki, jak już je założymy na glacę dostarczają sporo wrażeń, a pomysł na dużą, drewnianą komorę, choć nie nowatorski, to w połączeniu z autorską, przeniesioną z firmowych IEMów technologią diafragmy, po raz pierwszy w dużych słuchawkach wykorzystaną, tworzą coś intrygującego i w dwóch co najmniej aspektach spektakularnego.

Mhm, bas, basior, baaaaaassssssss i przeeeeeeeeeestrzeń, której nie powstydziłyby się najlepsze na rynku, najdroższe planary. A to przecież dynamiczna konstrukcja i to zamknięta konstrukcja, a jednak… oj, bardzo jestem ciekaw modelu „P”, planarnego, z najlepszą membraną, z identycznym projektem / formą co testowane. Tylko ta cena. Bodaj 5,5k USD… ale, że co?! No serio, tyle sobie liczą za model wyposażony w ortodynamiczny przetwornik. Jeżeli tutaj jest tak fenomenalnie dobrze (w przypadku zamkniętych to nowe otwarcie, jeszcze takich imo nie było) odnośnie przestrzeni to… co można usłyszeć w 5 razy droższych nausznicach?! Będzie też o super setupie we wpisie…

Dobra koniec nawijania obok, zapraszam:

 

 

Chińskie high-endy atakują!GUSTARD X26PRO&ZIDOO UHD3000

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7644

Tym razem przekierowanie na nasz fanpage, za co z góry przepraszam wszystkich mających alergię na cukierberga. Takie czasy. Trafiły do nas dwa mocarne klamoty… GUSTARD X26PRO to uberDAC z podwójnym ESS9038Pro i całkowicie autorską sekcją, dyskretny, żadne opampy, no miód i orzeszki jednym słowem. Zidoo UHD3000 (nasz test poprzednika UHD2000 tutaj) to kontynuacja patentu na synergię dwóch światów: wizji i dźwięku w najlepszej jakościowo formie. Wszystkoodtwarzający, ze wsparciem dla każdego wyczynowego formatu, z ustawieniami pod kurek (pro, instalatorskie)… według mnie to godny następca nieodżałowanych BDP firmy rip OPPO. Aż tak dobrze i we wpisie możecie przeczytać dlaczego aż tak. Obie zajawki pełne informacji o sprzęcie, o jego ogromnych możliwościach (serio, te dwie konstrukcje wyróżniają się na tle konkurencji, dotyczy to zarówno DACa z funkcją pre, jak i playera z funkcją serwera.

Mega galerie z opisem, pierwsze wrażenia (orgia wizyjno-brzmieniowa… Chińczyk potrafi), konstatacja że bez odpowiedniego supportu (konkurencja) produkty są niepełnowartościowe. Tu jest zupełnie inaczej (Zidoo), bo dostajemy w pakiecie wsparcie na serio, a nie na niby (większość klamotów utytułowanych gigantów z branży… wstyd!). Uwagę zwraca nie tylko świetna inżynieria, doskonały projekt (w obu przypadkach), ale takoż wycena tego, co dostajemy za wydany pieniądz. Czy tam, w środku, jest jakieś cięcie kosztów, że księgowy przycinał, że gorszej jakości (komponenty)? Otóż nie! Tam w środku siedzą części jakie znajdziemy w „zachodnich” high-endach za kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy pln. Serio. Co gorsza dla konkurentów to wszystko właśnie uczciwie wycenione, znaczy nie mamy wrażenia że płacimy jak u Apple za dodatkową przestrzeń dyskową tudzież pamięć RAM ;-) Po prostu płacimy za to, co dostajemy bez ekstraordynaryjnego narzutu. Te skrzynki w żadnym aspekcie nie odstają, ba patrząc na tytułowego GUSTARDA widzę ROCKNA AUDIO, tyle że w zupełnie innych realiach kosztowych. 

Myślę sobie, że mówimy tutaj o sprzęcie już docelowym, za który żądają normalnych pieniędzy, a nie równowartości miejskiego autka (najmarniej). To robi różnicę. Zapraszam do zapoznania się z wpisami na fb, w najbliższy weekend zaległości …dwa zupełnie różne patenty na to samo (DAC z dodatkami), bardzo wyróżniające się patenty: hybryda od CAYINa oraz „monitor” cyfrowo-analogowy od SPLa. Publikacja w formie porównawczej, lubię takie, mam nadzieję że też lubicie, przedstawiająca krańcowo odmienne sposoby na konwersję zer, jedynek do postaci analogowej, z wieloma – znowu – odmiennymi, przydatnymi (dla różnych klientów, użytkowników) funkcjami. Jedno urządzenie wybitnie domowe, drugie mocno studyjne, a wspólnym mianownikiem w przypadku obu dobry sound, a nawet (w przypadku jednego w szczególności) bardzo.

Przy okazji, dziękuję oficjalnemu dystrybutorowi, firmie C4I za możliwość szczególarskiego zapoznania się z tytułowym Zidoo UHD3000 (z odpowiednią oprawą materiałowo-sprzętową). To wielce pomocne w pracy, ułatwia kompleksowe obadanie klamota. 


 

Linki:

HiFiMANa urodzaju klęska: HE400i2020 & HE400SE recenzja i więcej…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7555

To samo razy dwa? Oznaczenia produktowe, które od dawna nic konkretnie nam nie mówią? Portfolio pogmatwane jak, nie przymierzając, memiczne Porozumienie pewnego polityka z bardzo giętkim kręgosłupem? Nie inaczej moi mili, tak to właśnie z HiFiMANem jest i konia z rzędem (dobra, nie będziemy iść w bieżączkę polityczną, bo to jest tragifarsa podszyta wk…wem na płacenie podatków w tym opuszczonym przez rozum kraju) kto ogranie, co chińsko-amerykański specjalista od planarów i nie tylko ma dzisiaj do zaoferowania klientowi spragnionemu muzycznych uniesień z czymś w uszach, czy na uszach. Rozrost, urozmaicenie, szeroki przekrój z dostosowaniem oferowanych produktów pod niemalże każdą kieszeń oczywiście cieszy i jest rzeczą zaprawdę chwalebną, ale…

ale można się pogubić w tym wszystkim na amen. Dobrym przyczynkiem do tego, jak łatwo można pogubić się, są bohaterowie najnowszej publikacji. Najpopularniejsza linia produktowa, coś, co HiFiMANowi – nie bójmy się tego powiedzieć głośno – przyniosło rozpoznawalność na rynku i uznanie takoż, znaczy kolejne wykwity serii 400 zawitały ostatnio na rynku. To „ostatnio” trzeba sprecyzować. Pierwsze – HE400i2020 – to zeszłoroczny, dość nieoczekiwana premiera z mocno odmiennym sposobem nazewnictwa produktowego, sugerująca unowocześnienie 400-setek z literką „i”. No tak, ale żeby nie było za prosto linia „i” to wcale nie jeden typ słuchawkowych efektorów, to coś obok, a nawet, patrząc historycznie, to np. coś co kosztowało swego czasu na poziomie konkurencyjnych LCD-2 O_0. A znowuż wariant tegoroczny z „SE” (niby trzymamy się przyjętego nazewnictwa, ale jednak nie bardzo… są jeszcze HE-6SE, testowane u nas i właściwie to tyle odnośnie tego SECOND EDITION (?)) też nie za bardzo informuje co to za generacja, bo pierwsze (nasze bardzo lubiane, w wersji z poprawkami, v.2) 400-ki to prehistoria, a potem jeszcze tych słuchawek w różnych modyfikacjach (producenta) było sztuk parę (np. model S).

Bez wódki nie razbieriosz . Słuchawki są bardzo zbliżone cenowo, choć wariant i2020 o 2 stówki stówkę (plus, minus, bo różnie to w cennikach wygląda) droższy. Ale poniżej 1000, oba. No dobrze, po co wydawać bardzo podobne słuchawki, właściwie tożsame, z niewielkimi różnicami (no jak się okaże te różnice jednak są, ale głównie wyposażeniowo-konstrukcyjne, jakościowo naprawdę to produkty z tej samej półki)? Jeszcze do tego dochodzą warianty różnie strojone. Tak, nie ma tu błędu, jak robicie zakupy w chińskich supermarketach to – uwaga – kupujecie słuchawki inaczej strojone właśnie. Zauważył to pewien użytkownik poczytnego forum, poczytnego sajtu dekonstruującego rynkowe potęgi, znaczy marki, audio i przedstawił całkiem przekonywujący powód tego stanu rzeczy. Chodzi oczywista o różnice w naszej wrażliwości na dźwięki, a to wprost powiązane z różnicami językowo-leksykalnymi. U Chińczyków sposób wymowy ma kapitalne znaczenie (dla znaczenia) i wyczulenie na niuanse jest bez porównania większe w tym zakresie niż na umownym „Zachodzie”. Sybilanty, położenie nacisku na górę pasma, uwypuklenie z rozjaśnieniem mają dla chińskiego ucha na tyle nieprzyjemny doznaniowo efekt, że się tutaj producent(ci) decydują na odmienne podejście. Tak przynajmniej jest w przypadku HiFiMANa, co zostało ładnie opisane w wątku (o tych i innych 400-setkowych nausznicach), przyjmuję to na wiarę – bo słuchawek nie sprowadzam i nie porównuje różnych wersji – ale udokumentowano to tam solidnie, także pomiarowo. Także nie ma powodów by nie wierzyć.

Zatem widzicie, że łatwo nie jest i mnożą nam się te byty i komplikują sytuację, zaciemniają obraz. Bo może jednak te słuchawki właśnie inne, może jednak te różnice w konstrukcji implikują inaczej? Cóż, na moje stare i już zapewne upośledzone ucho, brzmienie tych nauszników jest bardzo, bardzo blisko siebie. Na tyle, że ślepe porównanie wyklucza identyfikację. To ta sama szkoła grania. Czyli co, bez sensu? No niby tak, ale jak pokazały ostatnie tygodnie te HE400i2020 to taki trochę falstart, trochę edycja limitowana, dość powiedzieć, że nie mają ich już w fabrykach produkować i to co zjechało z taśmy to koniec. A z SE inaczej – taniej (jeszcze), w srebrze obudowy muszli, co nam się jednoznacznie właśnie z budżetowym HiFiMANem kojarzy (bardzo dobre dynamiki HE-300… pamiętacie?) i może nawet idzie w kierunku jakiejś spójności produktowego portfolio. Trochę szkoda, że producent nie pokusił się nigdy o jakiś fajny, wyjaśniający zawiłości oferty, diagram prezentujący także historycznie kolejne generacje z wyszczególnieniem linii produktowych pod kątem zarówno konstrukcji (typ membrany) jak i budżetu (kosztu nabycia). Mam tutaj dla Was rodzynek, niestety już nieco zdezaktualizowany, prezentujący słuchawki HiFiMANa w miarę przejrzyście, ale niepełny, nie obejmujący wszystkiego co było i co jest w ofercie:


Dobrze, dość tych rozważań nic nie wnoszących do meritum. No może nie do końca, bo wybierając z katalogu powinniśmy sobie to jakoś poukładać, ale mniejsza. W końcu na końcu i tak liczy się tylko to co do ucha trafia. Zatem bez rozwlekania, skupmy się na najnowszych 400-setkach. Panie, Panowie budżetowe, najtańsze w ofercie, co wcale nie oznacza kompromisów z SQ. Powiem więcej, jak HiFiMAN chce uporządkować to, co nam dzisiaj proponuje, to musi mocno zastanowić się nad cenówkami, szczególnie w środku, że tak powiem, stawki…

» Czytaj dalej

Inaczej i lepiej z pliku? Denafrpis Ares II vs Musician Pegasus daki R2R

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7182

Z tej samej fabryki to schodzi. Chińskie know-how. Rozwiązania, których na próżno szukać u innych. To znaczy? Własny, autorski pomysł na konwertowanie plików DSD w przyjętej technologii R2R, specjalnie zmodyfikowane sterowniki, ekstremalne wartości konwersji – tu przyszłościowo bardziej, bo trudno to obecnie wykorzystać. Tańszy, budżetowy, od znanego już szerzej Denafrpisa (wypłynął na szerokie wody z pół dekady temu najmniej, pamiętam pokaz w 2018 roku, a to tylko moje pierwsze doświadczenie z tą elektroniką, bo czytałem o tym wcześniej). Zasadniczo nikt (poza Chińczykami oraz własnymi rozwiązaniami Chorda) specjalnie się w to R2R, programowanie kości nie bawił… dzisiaj świat konwersji C/A zdominowany jest przez coraz bardziej zaawansowane, obecnie dopracowane, świetnie wypadające w pomiarach kości Delta-Sigma, a rozwój współpracujących z nimi odbiorników, zdolnych do bezproblemowej współpracy ze źródłami komputerowymi nadaje ton w branży, w postępie jaki się dokonuje czy dokonał, bo wydaje się, że pewien stopień doskonałości technologicznej został osiągnięty.


Na bogato

Oczywiście było trochę zwolenników innego podejścia, czy to osób zajmujących się DIY, czy też entuzjastów starego, którzy opowiadali na forach jak to teraz te wszystkie nowe rozwiązania im nie grają, mimo technicznej doskonałości, bardzo odstają brzmieniowo od „starego”, które z przebrzydłej cyfry (historycznie były to odtwarzacze kompaktowe, potem dopiero, a właściwie to całkiem niedawno komputery, z przerwą na mp3 słuchane masowo „obok”, bez jakiegoś oburzenia i wzmożenia ze strony melomanów czy audiofilów. Dźwięk kojarzony z czymś odległym od „tego co było” na tle zadomowił się i przeorał cały przemysł muzyczny (i ten sprzętowy i ten wydawniczy), że – śmiem twierdzić – mocno zmienił naszą percepcję, docisnął swoje piętno na tym jak i czego słuchamy. Zwyczajnie, dzisiaj cała muzyka na rynku wydawniczym ma postać cyfrową, a to co stanowi wyjątek jest dla rozwoju audio bez znaczenia. Oczywiście nie oznacza to ani końca rozwoju coraz doskonalszych form rejestracji, zapisu i wreszcie reprodukowania dźwięku, ale stanowi ważną cezurę.


Z STB, konsolą, Sonosem i czym tam jeszcze za pan brat. Oczywiście USB to jakiś PC, ale warto powpinać co tam stoi w pobliżu

Na szczęście świat jest różnorodny, wielobarwny i nawet jeżeli coś zdominowało, czy wyparło, to wcale nie oznacza, że słuchamy tak samo, nie szukamy obok. Stąd zadziwiająca dla wielu reinkarnacja (bo zmartwychwstanie to nie jest vide sposób dzisiejszego wydawania muzyki na czarnej płycie) winyla, stąd rosnąca świadomość wśród ogółu, że słuchać warto dobrze (nawet jeżeli jest to Lo-Fi, nawet jeżeli jest to lifestyle, nawet jeżeli to rynek masowy – świadomość, potrzeba rozwoju, ulepszania jest tu wyraźnie widoczna vide Bluetooth, zaawansowane DSP, nowe podejście do kwestii różnic anatomicznych wśród populacji / zabezpieczenia słuchu itd itp). To ważne. Oczywiście bohaterowie wpisu to nie jest ani masówka, ani nawet jakiś technologiczny (hitechowy znaczy się) przełom, nie jest to żadną miarą coś stanowiącego przełom. Nie. Ale jest to dla mnie osobiście potwierdzenie, jak bardzo subiektywnie odbieramy muzykę i jak bardzo element odpowiedzialny za zamianę (INTERPRETACJĘ) cyfrowego w analogowe może zmienić nasze doświadczenia z tego, co tak kochamy – ze słuchania muzyki. Dowolnej muzyki, nawet takiej niekoniecznie często, czy w ogóle nie słuchanej. To jest jednak COŚ. W pewnym sensie jest to odkrywanie na nowo, a to zazwyczaj albo dotyczy (w skali) jakiegoś cholernie dobrego efektora (naprawdę wybitnego, bo otwierającego słuchacza – właśnie – na nowe doznania, coś bardzo rzadkiego, bardzo wyjątkowego), albo doświadczenia w realu, na żywo, gdy jesteśmy świadkami wydarzenia, które pozostanie z nami na zawsze. Tu na myśl przychodzi mi koncert Dead Can Dance w Operze Leśniej przed kilku laty. Było to magiczne, jedyne w swoim rodzaju, doświadczenie.

No dobra, to co to ma do tych DACów? No ma całkiem sporo, już mówię dokładnie co…

Przepraszam za ogromne opóźnienia w publikacji i brak odzewu. Rodzina najważniejsza.

 

» Czytaj dalej

Culm 6s33c SE – nowe w salonie, nowe końcówki, na bańkach

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_2204

…diabelskich. Osobno lewy, osobno prawy, końcówki monofoniczne, lampowe – może w innym budżecie (tu bardzo przystępnie cenowo, wręcz powiedziałbym okazyjnie) to kwintesencja i ukoronowanie audio-freaka podróży. Audiofila? Stanowczo nie, w tym jak wspomniałem, budżecie, bo nie ma się co oszukiwać, ale zazwyczaj tam pieniądze grają i rzadko zdarza się, by na przykładowo arcydrogim stoliku, z arcydrogą platformą, na arcydrogim kondycjonerze, z kablami o wartości małego miejskiego, grały sobie jakieś tanie, nie drogie, klamoty. To po prostu się w tym światku nie zdarza. I nie chodzi o to, że przykładowo jakiś ciekawy projekt, niech będzie że DiY (tu mamy jak najbardziej do czynienia z taką sytuacją, bo to jeden człowiek i żadna tam taśma, fabryka, tylko garaż), nie ma szans na uwiecznienie w poczytnym (khe, he) magazynie branżowym, może być co najwyżej ciekawostką. To bardzo błędne i bardzo krzywdzące, bo w audio nie ma żadnej prostej zasady, a już na pewno nie ma tak, że tylko $$$ gwarantują super brzmienie. To tak nie działało i to tak nie działa. Poniżej galeryjka, będzie jeszcze aktualizacja z opisem brzmienia, na razie zdjęcia i parę słów pod nimi:

Nie ma się co czarować – to jest to, co nam robi. Lubimy takie klimaty, prawda?

Koty to lubią, trudno się dziwić, że lubią, w końcu gorące to jak …diabli ;-) Diabełki czarują…
te kudłate i te szklane czarują


Kawał dobrej, inż-proj roboty. To estetycznie wykonane, ładne, schludne końcówki są

Jak widać

Mało tego dzisiaj. Mało ręcznie robionego dzisiaj.

Diabły, wyboru (w sensie podmianki) nie ma za dużego.
Te lampy są specyficzne, to ruskie bańki, stosowane w przemyśle i w wojsku, nikt tego poza .ru nie klepał 

Zaraz po wypakowaniu

Bardzo na plus te wychyłkowce.
Oczywiście pełnią głównie funkcje estetyczno-organoleptyczne (nie ma skali, oznaczeń), ale to ma wyglądać i wygląda pięknie. Widać przywiązanie do szczegółu. To jest robione przez zdolnego rzemieślnika.

Lampki, czy raczej lampka i wielki lampiszon

Ten tam port wejściowy do ustawień, pomiarów służy ino tylko. Jest regulacja (poziomu). Porządna bardzo robota.

Są już wstępnie strojone, można jeszcze się pobawić, albo podpiąć i zacząć słuchać

Za gęsto, stanowczo, teraz to inaczej wygląda, sporo przestrzeni dla ustawionych na blacie końcówek bańkowych.
Tak, trzeba było mały tv dać, bo duży się kłócił (widać, co preferujemy …zdecydowanie dźwięk, nie wizję… choć projektor jest w razie czego ;-) ) To musi mieć przestrzeń, musi.

Także zdjęcie historyczne, teraz to wygląda inaczej i przy aktualizacji z opisem SQ się pochwalimy

Nawet w ciągu dnia diabły widać, bo tak mocno żarzą się. Najlepiej przez pierwsze dni z gramofonem się słuchało, zaadaptowały się w salonie, pograły końcówki, spięte do Diamondów, z vintage pograły sobie: NAD 1020 & NAD 5120

Tak zresztą, z czarną, grają do dziś :-)

Mięknie serduszko audio-freaka, mięknie. Podświetlenie cyberblatów subtelne, nie nachalne – dobrze!