LogowanieZarejestruj się
News

Mass Fidelity Relay – czy to już? Bluetooth w HiFi, HiFi… Bluetooth

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Relay_1

Czekam na czarną, magiczną skrzyneczkę samogrającą Mass Fidelity (patrz nasz wpis o Core tutaj), ostatnio trafiła do mnie inna skrzyneczka – nie czarna a srebrna. Audiofilski odbiornik Sinozębny? Serio? A ki czort? Nie czekając podpiąłem i hmm…. tak ten interfejs nie brzmiał dotąd. No może ostatnio zmieniło się co nieco, bo najnowsze produkty wspieracjące aptX, nowe aptX HD to spory progres w temacie (sporo na ten temat na łamach HDO), ale… tak od razu HiFi, jakieś tam z zachwytu cmokanie, odnotowane zero różnicy w stosunku do takich np. AirPlay’ów? Kto by? No właśnie.

Mass Fidelity to beniaminek, ale wyraźnie czują blue…sa, wiedzą czym są strumienie bez „ale”, postanowili wyspecjalizować się w interfejsach sinozębnych. Chodzi o to, by pierwotnie ułomny sposób bezprzewodowego transferu pozbawić ułomności, by mógł stanowić równorzędny z innymi interfejsami sposób strumieniowania muzyki do systemu HiFi. Stawiamy skrzyneczkę, żadne tam parowanie z trybem mrugającej diody, nic z tych rzeczy, tylko prosto do celu – wybieram w ustawieniach źródła rzeczonego Relay’a i już. Zawsze gotowy do współpracy, wspierający najnowszą wersję kodeka aptX, działający bez opóźnień, także tych cholernie irytujących znanych z AirPlay’a (wciskam play i sobie czekam, czekam… beznadziejne to), opóźnień czasowych związanych z samym graniem (tu postęp jaki się dokonał w przypadku BT jest gigantyczny). To raz. Muszę przyznać, że stabilność parowania tego interfejsu z dowolnym nadajnikiem (komputer, handheld) robi spore wrażenie. Nie ma co porównywać z wieloma innymi produktami na BT, które zwyczajnie często, gęsto wymagają ponownego wprowadzenia w tryb parowania. Strasznie to irytuje, tutaj nie ma o tym mowy. Włączamy, wybieramy, gramy.

Dwa, to forma, wyposażenie i ambicje. Forma nie byle jaka, bo skrzynka po całości alu, a nie jakiś plastik fantastik, wyposażenie też konkret, bo niby „tylko” dwa dobrej jakości gniazda RCA, a tu niespodzianka – instrukcja informuje, że owszem, ale jeszcze dodatkowo konwertowane @ SPDIF elektryczne (dobry DAC z takim uzupełniającym wyposażenie usieciowieniem? No czemu nie? Jak się okazało podczas testów warto skorzystać z tej opcji!), a całość (te ambicje) to równorzędny partner w naszym wypieszczonym audio torze (salon i to co najlepsze fabryka dała, a portfel ledwo zniósł). Tak to na pierwszy rzut oka wygląda. Zacnie wygląda ten Mass Fidelity Relay. Zacnie.

» Czytaj dalej

überDAC: Matrix X-Sabre PRO edycja 2016 (2 gen)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170201_071257260_iOS

Gdzieś, kiedyś, w którymś momencie warto się zatrzymać. W poszukiwaniach ideału, idealnego toru, cyzelowaniu systemu przychodzi taka chwila, gdy uznajemy że to właśnie to, że „mogę z tym żyć”, że w sumie dalsze zmiany to już nie progres. Oczywiście można brnąć dalej, szukać bez końca, albo zwyczajnie zmiany w systemie traktować jako (kosztowne) hobby, taką trochę sztukę dla sztuki. Można i tak, ale warto odpowiedzieć sobie na pytanie jaki przyświeca nam cel, właściwie dlaczego, po co coś zmieniamy, decydujemy się na zakup nowego klamota. Do czego zmierzam? Ano do tego, co stanowi kwintesencję – sprzęt ma być narzędziem, a nie – właśnie – celem samym w sobie, narzędziem które powinno przybliżyć nas do tego, co zarejestrowano, co odtwarzamy, przy czym zawsze, ZAWSZE jest to mniej lub bardziej udolna próba odtworzenia tego co powstało w studio nagraniowym (nawet w przypadku nagrań „live”, mówimy o studio). Muzyka na żywo, tak często przywoływana jako coś, co stanowi referencję, szczyt, to rzecz niemożliwa do powtórzenia w warunkach domowych z bardzo prostej przyczyny – to chwila, to moment, to kontekst miejsca, klimatu, ulotnego i niepowtarzalnego „tu i teraz”. Najlepsze mikrofony, najlepsze rejestracje, masteringi, najlepsze co można uzyskać post factum będzie tylko imitacją i nigdy nie uda się w domowym systemie odtworzyć tego, co – właśnie – było. To po pierwsze, a po drugie każda prezentacja wyczarowana przez klamoty jest prezentacją, interpretacją tego, co zapisano na nośniku. Zawsze to tylko i aż pomysł na granie, na takie, określone ramami technologicznymi, pokazanie muzycznego spektaklu. Przybliżone. I tylko nasza subiektywna ocena systemu daje nam pewne wskazówki, czy to co słyszymy jest „wierniejsze”, „bliższe” temu co zapisano, czy też sprzęt przedstawia to po swojemu (koloryzowanie), albo po prostu (subiektywnie oceniając) nieudolnie stara się odtworzyć muzykę w domowych pieleszach. To interpretacja i sama w sobie stanowi jakość, pewien byt, przynależny domowym klamotom, przynależny sposobom odtwarzania na zestawach głośnikowych, na słuchawkach. Mianownikiem są – o czym do znudzenia powtarzam – nasze emocje, nasz stan zaangażowania. Tego nie da się „przeskoczyć”.

Patrząc na rozwój domowego audio, dostrzegam pewną granicę, do której nieuchronnie zmierzamy. Czy licytacja na „kto da więcej”, w kontekście możliwości najnowszych generacji kości C/A, interfejsów nie zbliża się do finału, czy nie dochodzimy do „ściany”? W przypadku muzyki, jej zapisu dochodzimy do miejsca, w którym trudno o postęp, o rewolucję, o jakąś radykalną zmianę. Najlepsze materiały, najlepsze sposoby rejestracji – to już jest, trudno przeskoczyć coś, co w pomiarach, na ucho brzmi „doskonale”. Trudno oczekiwać jakiegoś radykalnego przełomu w studniach nagraniowych, trudno spodziewać się pojawienia jakiejś przełomowej technologii, która pozwoli uzyskać dużo lepsze rezultaty w przypadku domowego audio. Kierunek został jasno wytyczony: mamy globalną sieć, streaming, możliwość odtworzenia audio w jakości master ze studia, w dowolnej technologii zapisu, rejestracji, bezpośrednio w domu. To już poniekąd rzeczywistość i bliska przyszłość, to (już) wiemy i nic nas tutaj specjalnie nie zaskoczy. Branża doskonale wyczuwa ten kierunek, to co powyżej: dostęp do sieci, granie z pliku to konieczny standard wyposażenia każdego (niemal) nowego klamota. Wspomniane możliwości, właściwości najnowszych skrzynek to właśnie wspomniana „ściana”, to horyzont tego, co jest i będzie oferowane (materiały), co będziemy odtwarzać w domowych warunkach.

…all @ DSD256. Można i tak…

X-Sabre Pro drugiej generacji jest docelowy, bo poza wybitnymi możliwościami reprodukcji dźwięku, jakimi się charakteryzuje, dysponuje takim zapasem w zakresie technologii (już obecnie wykracza poza to, co oferuje rynek fonograficzny), że zwyczajnie jest właśnie dobrym powodem, by powiedzieć sobie „dość”. To finał. Rzecz jasna – jak wcześniej wspomniałem – jak każde urządzenie na swój sposób interpretuje (choć to jeden z najdoskonalszych w zakresie wierności, neutralności DACów jakie miałem okazję słuchać) i od nas zależy, czy to będzie „nasze” granie, ale każdy kto posłucha tej skrzynki, dojdzie do podobnych wniosków co niżej podpisany. Można z tym żyć i dać sobie spokój z poszukiwaniem idealnego „plikograja”, bo ten DAC wyznacza granicę tego, co można z pliku odtworzyć (tak, to świat zero jedynkowy, podlegający szybkim zmianom, ciągłemu udoskonalaniu, przy czym patrząc na rozwój całej branży IT widzimy wyraźnie, że dzisiaj postęp dokonuje się głównie w zakresie sieci, kodu, a nie hardware). Jest gotowy na to, co przyniesie przyszłość, bo można go aktualizować (MQA?), a to co ma „pod maską” zamyka temat, bo zwyczajnie dostępne źródła pokrywają się z możliwościami, także w zakresie „dosmaczania” (DSP) możemy osiągnąć w tym przypadku wszystko, na co tylko mamy ochotę. I tak jak poprzednik wyznaczał pewien kierunek, nowy model oparty na najnowszym krzemie, z superkością Sabre (ESS9038), ze znakomitym interfejsem USB, z całkowicie nowym, wyczynowym torem analogowym, wyczynowym zasilaniem stanowi „kropkę nad i”. Radykalnego progresu w kolejnych odsłonach zwyczajnie nie przewiduję, to co może i pewnie ulegnie zmianie to rozszerzenie możliwości o bezpośrednie linki bezprzewodowe/przewodowe, możliwość przesłania strumienia wprost do skrzynki. To dzisiaj coraz częstszy element wyposażenia nowych generacji DACów, które stają się bardziej autonomiczne, często przekształcając się w sprzęt multifunkcyjny, przy czym nie zatracają swojego charakteru cyfrowej centralki, przedwzmacniacza cyfrowego, audio huba. Tyle tylko, że idea mnożenia bytów na stoliku audio, na szafce RTV przestaje mieć sens z wymienionych powyżej powodów. Transport komputerowy zamknięty w jednej, wspólnej skrzynce, albo (tradycyjnie) rozdzielony, oparty na jakiejś platformie PC / mobile to ten obecny i jutrzejszy element, bez którego praktycznie żaden system się nie obejdzie. Nie obejdzie, bo nowa muzyka, nowe wydania będą (są) dostępne wyłącznie w sieci. Nie na płycie (to już jest i zaraz coraz bardziej będzie promil) a zapisana w pliku, to muzyka bez fizycznego nośnika. Reedycje, wznowienia na płytach to jest, to będzie nisza. Nowe wydania na fizycznym nośniku to jest, to będzie nisza.

Podsumowując ten przydługi wstępniak, opisywana skrzynka stanowi emanację zmian jakie zachodzą w całej branży. To taka maszynka na dziś i na jutro, bez obaw o moralne zestarzenie się, bycie „nie na czasie”. To sprzęt, który zwyczajnie możemy uznać za docelowy. Jego obecne i przyszłe możliwości gwarantują, że będzie „na czasie”, że się nie zestarzeje, że obsłuży każdy strumień, każdy materiał i zrobi to „koncertowo”. Zrobi to, bo… a o tym przeczytacie już poniżej, w rozwinięciu, we właściwej recenzji tego uberklamota. Zapraszam…

» Czytaj dalej

Pylon Opal Monitor + standy w redakcji = budżetowe może wyglądać? Może

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170313_145230400_iOS

Recenzje już w kolejce, czekają na publikację, tymczasem w redakcji praca wre na całego, bo mamy prawdziwą klęskę urodzaju. Dzisiaj będą zapowiedzi, to pierwsza z nich – wracamy do polskich kolumn, przed obiecanymi Diamondami trafiły do nas budżetowe Opale… model, który w ofercie uzupełnia najprzystępniejsze cenowo Perełki. Opale są spore, to duże monitory, z dużym przetwornikiem nisko-średnio tonowym, w innym od dotychczasowo praktykowanego układzie tj. odwróconym – duży na górze, tweeter na dole. Duże paczki, które z tego co słyszę mogą spokojnie robić za fronty w dużym salonie (u mnie z aneksem będzie jakieś 27 metrów). Większe od Pereł, dużo większe od podstawkowych Topazów oraz monitorowej wersji Diamondów (te też weźmiemy z miłą chęcią na warsztat). Innymi słowy Opale to wg. mnie kolumny dla kogoś, kto niekoniecznie chce stawiać duży mebel jakim zazwyczaj są podłogówki w salonie, jednocześnie chciałby mieć „duży” dźwięk, bez ograniczeń typowych dla niewielkich zestawów podstawkowych. Czymś, co tutaj dodatkowo robi są standy. Stojaki zazwyczaj traktowane są jako dodatek i to dosłownie, to znaczy na doczepkę… są kolumny, potem rozglądamy się na czym by je tutaj postawić, można rzecz jasna wykorzystać jakiś mebel, w przypadku Opali musi to być konkret szafka, ale… Mebel typu szafka RTV niesie ze sobą oczywiste ograniczenia. Po pierwsze odległość od ściany trudno tu „regulować”, mebel stoi przy ścianie, odległość kolumn jest wobec tego stała, zazwyczaj blisko są umiejscowione, mało optymalnie i niewiele można z tym zrobić. Dodatkowo taki mebel nie koniecznie, a wręcz zazwyczaj rezonuje, nie stanowi stabilnej podstawy pod monitory. To kompromis. U mnie są podłogówki w salonie, ale też monitory (zawsze – czy prywatne, aktywne nEar05, czy też coś co się akurat testuje… obecnie HD6 od Audioengine) i te monitory stoją właśnie kompromisowo, na szafce. Co prawda trochę ją, tzn. szafkę, zmodyfikowałem, trochę ją dociążyłem, nieco odsunąłem od ściany, same zaś kolumny gdy grają są ustawione bardziej do siebie i maksymalnie wysunięte do przodu, mebel zaś sam z siebie ciężki, stabilny z bardzo długim blatem… ale… to nadal kompromis.

Dzień dobry

Standy Opali są dedykowane Opalom. Budżetowym kolumnom, takim, które otwierają, nie zamykają ofertę Pylona. Czujecie? Zrobili coś, co okazuje się bardzo, bardzo wskazane, gdy nasz wybór padnie na podstawkowy zestaw i proszę – nie trzeba szukać, kupować zazwyczaj beznadziejnie niedopasowanych, brzydkich standów z półki, albo takich, które owszem, będą wyglądały znakomicie, zrobione na zamówienie, ale będą jednocześnie kosztowały krocie. W przypadku budżetowych kolumn takie coś nie ma uzasadnienia, tym bardziej pochwały dla producenta, że podszedł do tematu kompleksowo – są kolumny podstawkowe? Są i rzeczone podstawki pod nie. Dobrze, żeby inni brali przykład, bo to nie tylko względy estetyczne, ale także – pamiętajmy o tym! – brzmieniowe … całość stanowi system, dobre podstawki, stabilne, pozwalające odpowiednio ustawić kolumny to maksymalizacja efektu, to osiągnięcie optimum. W przypadku ustawienia kolumn jw. na jakimś meblu, decydujemy się na kompromisy także w zakresie dźwięku. Odnośnie zaś wyglądu, de gustibus rzecz jasna, w mojej opinii te podstawki nie tylko idealnie pasują do samych kolumn, ale wyglądają świetnie, są minimalistyczne w formie, inne niż typowe „stelaże”, to drewniany profil, znakomicie korespondujący z formą paczek. Można same standy wyposażyć dodatkowo w kolce, ja z tego zabiegu zrezygnowałem, bo nie widzę zwyczajnie takiej potrzeby, by dodatkowo stosować takie rozwiązanie. Waga całości, stabilność kolumn usadowionych na standach są dla mnie wystarczającym powodem by kolcom podziękować, kolców nie montować. Teraz mogę spokojnie wykonywać manewr bliżej, szerzej, osiągając różne rezultaty brzmieniowe, dopasowując zestaw do własnych wymogów oraz akustyki pomieszczenia* (polecam duże szafy z książkami, albumami na ścianie „za głową”). Dobrym pomysłem jest także położenie wykładziny, dywanu, chyba że macie drewnianą podłogę (pseudo drewniane panele się nie liczą, jak jest panel z co najmniej 2-3 cm warstwą drewna to ok, jak typowy panel drewnopodobny to nie). W ogóle dużo drewna nie zaszkodzi. U mnie ściana za kolumnami, ściana „RTV” jest specjalnie przygotowana pod kątem akustyki (fajne jest to, że tego nie widać :) ), jedyny element „twardy”, betonowy, to pas na środku w miejscu gdzie jest stelarz pod wieszak dla telewizora. Kasetony, panele wbudowane w te ścianę robią robotę, także trochę z tą szafką przesadzałem ;-) …trochę. W przypadku Opali mogę je ustawić dowolnie, najlepiej i to właśnie robię. Innymi słowy – kupujecie Opale? Kupcie od razu standy. Musowo.

O brzmieniu mogę na razie napisać tyle, że potrafią zagrać potężnie, bardzo głośno (to ośmioomówki są btw), nawet z niezbyt mocnym wzmacniaczem (mój NAD315, sprawdzę z MiniWattem i podejrzewam że będzie dobrze, mimo 4W tylko). Raczej nie brałbym ich do gabinetu, do niewielkiego pomieszczenia, na pewno nie są to desktopówki, na upartego ustawicie je „przy kompie” …tylko po co? Nie wykorzysta się możliwości przetworników, dodatkowo w takim miejscu  - zwyczajnie – lepiej zagrają mniejsze kolumienki, w rodzaju moich ulubionych bliskopolowych Pylon Topaz Monitor. To właściwe kolumny pod taki scenariusz, Opale są na salon. Konkretnie. Na razie grają sobie w tle, choć nie muszę ich wygrzewać, bo wcześniej już u producenta pograły. Wybarwienie to naturalna (kolor) okleina dąb, z czarnymi frontami. Obawiałem się w pierwszej chwili takiego zestawienia (czarna wersja tych kolumn, z czarnymi standami – te zdaje się zawsze czarne są – była właśnie tiptop), okazało się jednak, że wygląda to bardzo dobrze, że to drewno szczególnie zestawione z podobną kolorystyką mojej podłogi, czarnym frontem i czarnymi podstawkami… że to wszystko pasuje do siebie, prezentuje się bardzo fajnie od strony estetycznej. Miałbym natomiast wskazówkę dla producenta, by standy były dostępne we wszystkich wybarwieniach w jakich robi te monitory. W oczywisty sposób ułatwi to wybór klientom. Na koniec dodam, że standy wykorzystam także z HD6-kami. Coś czuję, że choć niedopasowane wymiarowo (ale to też duże paczki i wielkiego dysonansu nie będzie) mogą na takim połączeniu zyskać (brzmienie). Zobaczymy. Moje aktywne nEar-y niestety są za małe i tu trudno o dopasowanie, nie będzie to wyglądało dobrze. HD6 są czarny mat, standy są czarny mat – będzie dobrze.

WAF wysoki, można brać bez obaw o komentarze typu „ale chyba zwariowałeś stary, zaraz mi się tutaj z tym zawijaj”. Także ten, ten najważniejszy aspekt tutaj jest bardzo w porządku

Zapraszam do fotogalerii z opisem, a za moment kolejna zapowiedź, zapowiedź produktu, który przekonał mnie całkowicie do siebie, bezapelacyjnie wręcz. Zostaje. Taki dobry jest.

BTW. W kwietniu konkurs rocznicowy. Oj czuję, że będą w tym roku atrakcyjne nagrody, oj czuję (chyba że to w starych kościach łupie, jeżeli to, to …to się wygłupiłem – stary / głupi – pasuje! ;-) )

* problemem nierozwiązywalnym są duże powierzchnie szklane. U mnie balkon, duże okno, duże szyby. Tego obejść się nie da. Nastrój poprawia mi podczas słuchania widok na las. Tak, te duże okna robią atmosferę (choć psują to i owo). Wybieram atmosferę (od zachodu, tylko Trójmiejski Park Krajobrazowy… i to ma sens! ;-) ). No i zawsze można jakieś drewniane, bambusowe zasłony wstawić. Można? Można ;-)

» Czytaj dalej

W testach… ociekające luksusem dokanałówki RHA T10i

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Tyt T10i

Na dzień dobry atakują zmysł wzroku, nie uszy. Na to przyjdzie czas, jak się je rozpakuje z pudełka ze wspaniałościami… Czego tam nie ma? Właściwe pytanie brzmi – czy można coś więcej? Patrząc na to, co Szkoci (tak, Szkoci, to Ci, którzy słyną ze skąpstwa i uznawani są powszechnie za koszmarnych dusigroszów) dają za 800 złotych zaczynam poważnie zastanawiać się nad ofertą konkurencji, która w takim zakresie cenowym zwyczajnie nie ma czego szukać w konfrontacji z RHA. Wspominałem o firmie podczas relacji z IFA 2016. Bardzo pozytywne wrażenia ze stoiska, niezwykle kompetentna, urocza Dama i słuchawki, które zwyczajnie kasowały prawie wszystko co w Berlinie pokazano (poza iSine 10/20… to było jednak coś z innego wymiaru, mówię Wam, z innego). Słuchałem głównie topowych T20i (które u nas także zagoszczą), od strony formy jotka, w jotkę identycznych, ale od strony brzmieniowej zupełnie odmiennych. Zastosowano zupełnie inne przetworniki, choć patent na wymienne dyfuzory, które „robią dźwięk” zaimplementowano w obu modelach IEMów. Wracając jeszcze na chwilę do formy, powiem tak – wymagam od teraz, aby każdy produkt tego typu w cenie 800-1200 prezentował się i miał takie wyposażenie jak RHA. To pod względem formy REFERENCJA. Jak popatrzę na AirPodsy to widzę przepaść, Rów Mariański, jaki dzieli te produkty od siebie. Tak, tam jest wireless, jest W1, ale cholera same słuchawki to plastik fantastik, bez żadnego ekskluzywnego sznytu, a wręcz odwrotnie. T10i to przy tym Rolls w zestawieniu z Trabim (kocham te plastikowe wytwory honekerowego przemysłu moto, ale to adekwatne porównanie). Cena ta sama, a jednak mamy tutaj dwa zupełnie odmienne światy.

T10i to ciężka, metalowa obudowa, przy czym dzięki montażowi (zausznice) oraz anatomicznie dopasowanej formie, mamy wygodę, jest ergonomicznie, nie wypadają mimo jak wspomniałem dużych gabarytów. Słuchawki docierają do nas z nastoma wkładami, różnego typu. Wszystko to gumki, w różnej formie, z więcej niż (standardowo) trzema dopasowaniami. Nie ma opcji, żebyście sobie czegoś nie dopasowali, a wkłady są na tyle wygodne, że moje Comply pozostały na RE400, bo zwyczajnie nie dawałyby progresu… Słuchawki są w testowanym wariancie wyposażono w 3 pinowe, dopasowane do jabłkowej elektroniki, złącze audio jack. Jest także nieco tańszy wariant uniwersalny, pod robocika. Długi szary, gumowy kabel z metalowym pilotem oraz metalową sprzączką dopełnia obrazu całości. Kabel jest na tyle długi, że można go spokojnie zastosować w domu, podpinając IEMy do stacjonarnego systemu i będzie to jak najbardziej sensowne rozwiązanie (testuję w tej sposób RHA z CMA600i). To, co stanowi zaletę w przypadku takiego alternatywnego użytkowania, jest jednocześnie pewnym utrudnieniem w mobilnym graniu, ale na szczęście producent nie zapomniał o klipsie, można więc sensownie sobie rozplanować ułożenie kabelka na garderobie. Nie ma mowy o efekcie mikrofonowania, całość od strony użytkowej sprawdza się bardzo dobrze, jest wygodnie, bardzo nawet wygodnie. Pałąki są nieco za duże jak na mój gust (lepiej to rozwiązano w T20), przy czym na tyle giętkie, że dobrze wywiązują się z podstawowego zadania – stabilnego trzymania słuchawek w uszach. Ich srebrny oplot znakomicie koresponduje z alu obudowami T10i… pasuje jak ulał (design), w wersji droższej jest czarny oplot i już tak fajnie to nie wygląda (ale jw. lepsze, mniejsze są pałąki od tych w T10).

Można utyskiwać na brak wymiennego okablowania (to, które jest, wg. mnie nie daje żadnych powodów do narzekań, ale forma podpowiada takie rozwiązanie – do tych obudów aż się prosi, nieprawdaż? ;-) ). To jeden z zarzutów kierowany pod adresem, według mnie o tyle chybiony, że w przypadku T10/20 mamy możliwość modyfikowania brzmienia (podobnie jak to się dzieje w przypadku manewru z wymiennym kablem), inaczej – aplikując dyfuzory, małe nakrętki w miejsce, gdzie zazwyczaj nasuwa się wkład… Według mnie zmiany są dużo poważniejsze od zmiany okablowania i ja taki mod „kupuję”, bo to de facto sposób na zaoferowanie trzech różnych, odmiennych sposobów grania w jednym produkcie. Poza referencyjnym dyfuzorem, mamy jeszcze dwa: basowy oraz wysokotonowy. Każdy z nich inaczej kształtuje brzmienie, przy czym basowy jest bliższy referencyjnemu, a te dwa różnią się dość zasadniczo od trzeciego – wysokononowego. Fajnie, że producent daje nam takie możliwości, bo raz – to dobra zabawa, dwa – to sposób na dopasowanie pod gusta, trzy dopasowanie do DAPa, DAC/AMPa czy jakiejś smartfonowej dziurki. To ma głębokie uzasadnienie i byłoby całkiem wskazane, gdyby inni wzięli przykład i w swoich produktach zastosowali podobne rozwiązanie. W recenzji przeczytacie jak kształtuje się dźwięk, jakie są różnice między wkładkami, w pierwszych, zajawkowych wrażeniach powiem ogólnie o charakterze jaki dominuje w przypadku T10i. Tak, potwierdzam w całej rozciągłości, to co się mówi o tych słuchawkach. To EKSPLOZJA BASU, TO BASIOR, TO BASOWE BRZMIENIE, to ciemna charakterystyka z przyjemnym dla ucha, ciepełkiem. Jest więc kolorowo, nie jest w pełni klarownie, to pewna interpretacja, a nie neutralne granie. Precyzja pojawia się, ale trzeba właśnie skorzystać z dyfuzorów, dźwięk ma bardzo konkretnie zarysowany charakter, tu nie ma to, tamto, tylko „idzie dołem”. Dla bassheada to słuchawki marzenie, szczególnie dla ekstremisty (nie, nie ma tutaj mowy o przewaleniu jak w niektórych Beatsach, to dużo lepsze, pod kontrolą, basowe granie, a nie jakieś prymitywne walenie w bębenki). Ja tam do bassheasdów zaliczam się (choć nie ekstremistów, ale ciemna strona mocy to jest coś, co przemawia do mnie w pełni, w skrócie – przecz z rebelianckim ścierwem! ;) ), nie wstydzę się tego, a dumnie z boomboksem dzielnicę przemierzam ;-) Serio, to mnie ta charakterystyka leży, ale doskonale rozumiem tych, którzy opisywali te słuchawki jako trudne do zaakceptowania, bo basu „too much”. Wiadomo, zazwyczaj takie zabawy w nisko oznaczają że na górze jest kiepsko, że gdzieś nam coś umyka. Prawda. Tyle, że tutaj można inaczej (to raz), a dwa dla osób mających inne preferencje są T20-ki, znacznie bardziej równe, znacznie bardziej ułożone, znacznie bardziej neutralne w treści. Także wybór jest. Przy czym za pomocą suwaków w ROONie (DSP, rozbudowane tryby EQ) można wyczarować (Crossfade on z binaural by Meier & PCM->DSD 256) takie rzeczy, że… w recenzji przeczytacie jakie.

Wow

RHA to jedna z najciekawszych firm, które specjalizują się w produkcji dokanałówek, ktoś kto postanowił od razu wskoczyć na sam wierzchołek (drogie, topowe rozwiązania… choć tutaj obecnie właściwie, podobnie jak w nausznikach, właściwie nie ma już sufitu i te 1000-1200złotych to średnia półka co najwyżej), przy czym daje coś, co przemawia bardzo formą, kasuje pod tym bezwzględnie konkurencję. Znakomite brzmieniowo, często dużo droższe Westone to „biedne „plastiki przykładowo (oczywiście nie zapominajmy o ergonomii, o zastosowanej wielodrożności w topowych modelach etc). Można zresztą w praktyce wymienić dowolnego producenta, który w takiej cenie oferuje dużo, dużo mniej niż RHA. Szkotom udało się wprowadzić swoje produkty do sklepów Apple, co dobrze wróży firmie, bo to gotowy patent na odniesienie globalnego sukcesu. Testuje tytułowe IEMy przede wszystkim z równolegle badanym HiFiMANem SuperMini i to bardzo odpowiednie źródło dla tych doków. Oczywiście alternatywnym źródłem jest iPhone, sprawdzam czy telefon nie jest tutaj jakimś ograniczeniem i ile zyskujemy korzystając z T10i w przypadku tego, co zawsze nam towarzyszy w kieszeni. Sprawdziłem także przez chwilę iPhone 7 z adapterem i niech piekło pochłonie tego, kto wpadł na pomysł zastąpienia złącza analogowego audio adapterem z GÓWNIANYM przetwornikiem za centa zalanym glutem. Członka warte takie granie. Przestrzegam użytkowników tego i przyszłych modeli iPhonów – macie dobre, czy bardzo dobre słuchawki na jacku, omijajcie szerokim łukiem, albo… albo zastosujcie jakiś kabel w rodzaju Ciphera. Na pewno będzie w czym wybierać (okablowanie cyfrowo-analogowe, ze złączem Lightning, naroślą z elektroniką na przewodzie oraz żeńskim gniazdem jack na końcu), bo nie wierzę, że ludzie pogodzą się z takim fatalnym graniem za pośrednictwem gównianego adapterka. To, o ile ktoś zainwestował w dobre słuchawki, bo z EarPodsami różnicy nie będzie – uprzedzam, albo będzie musiał obejść się smakiem, albo zainwestuje w takie specjalistyczne okablowanie. Sumując, jak już w AOSie będziesz szukał lepszego dźwięku dla swojego nowego iPhone 7/+ to masz problem, chyba że wystarcza ci stream sinozębny i jakieś bezprzewodówki. Jak nie, to masz problem.

Muzyki @ RHA T10i słuchamy z HiFiMANa SuperMini binauralnie, 1 bitowo, tak to wszystko ten kompaktowy DAP potrafi…

Poniżej, tradycyjnie, fotogaleria prezentująca dziesiątki…

BTW. Jak wspomniałem, słuchawki grają także na stacjonarnym torze z wzmacniaczem/dakiem Questyle CMA600i i zdradzę, że takie połączenie jak najbardziej. Także, jak ktoś nie jest słuchawkowym freakiem (kolekcjonerem) i chce ograniczyć liczbę słuchawek do sztuk jeden, a nie eleven ;-) Właśnie słucham i polecam bardzo nową płytę In Winter (Katie Meula) i od razu pierwszy utwór. Ojej jakie to piękniutkie takie. Mniam, mniam.

BTW2. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę jeszcze dojść do siebie po wczorajszej konfie NASA. Co za układ!!! Siedem, siedem skalistych, siedem wielkości zbliżonej do naszej Ziemi i jeszcze te odległości „rzut kamieniem” między nimi, no i co najmniej trzy w „habitat zone”. Aaaa! Teraz to się posypią takie odkrycia jak z rękawa. Niezwykle ekscytujące!

» Czytaj dalej

HiFiMAN HE-1000 i Edition X w wersji V2. Tysięczniki niebawem na HDO!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
unspecified-10

Niewykluczone, że będziemy mieli unikalną możliwość porównania topowych planarów… w szranki staną redakcyjne LCD-3, testowane MrSpeakers Ether Flow (otwarte jak i zamknięte) oraz HiFiMANy HE-1000. Będzie pojedynek na szczycie, będzie można porównać różne szkoły konstruowania ortodynamicznych nauszników. Mamy potwierdzenie ze strony dystrybutora, musimy chwilkę poczekać, widzę sporą szansę na takie bezpośrednie skonfrontowanie flagowych modeli z katalogu ortodynamicznych specjalistów HiFiMANa, Audeze oraz MrSpeakers. Tytułowe, poprawione słuchawki, zarówno HE-1000, jak i tańszy Edition X to przede wszystkim zmiany w ergonomii. Nie ruszano przetworników, skupiono się na formie, przeprojektowując pałąk, pady dodatkowo nieco odchudzono całość. Poza tymi zmianami, modyfikacje dotknęły także okablowanie. Poniżej, w punktach, zmiany względem vol.1:

HE-1000 V2 – zmiany w stosunku do pierwszej wersji:

  • nowy, wzmocniony pałąk o szerszym zakresie regulacji
  • niższa o 60 gram waga – z 480g do 420g
  • cieńsza o 3 milimetry grubość fornirowanych nausznic
  • przeprojektowane pady (poduszki nauszne) o znacznie wyższym poziomie asymetrii, aby dopasować się do naturalnej krzywizny ucha ludzkiego
  • nowa konstrukcja kabla – przewód wykonany jest z wzbogaconych materiałów, zyskał dodatkową żyłę; przewodniki to miedź oraz srebro ciągnięte z jednego kryształu – w efekcie poszerzono zakres pasma przenoszenia oraz zmniejszono straty sygnałowe
  • materiał poduszek nausznych w miejscu styku z małżowiną uszną wykonano poliestru (poprzednio był to welur) , przez co uzyskano większą transparentność dźwięku (obszycie boków ze skaju pozostało bez zmian)

Edition X V2 – zmiany w stosunku do pierwszej wersji:

  • nowy, wzmocniony pałąk o szerszym zakresie regulacji
  • przeprojektowane pady (poduszki nauszne) o wyższym poziomie asymetrii, aby dopasować się do naturalnej krzywizny ucha ludzkiego
  • nowe, metalowe jarzma mocujące obudowy przetworników do pałąku -  gwarantują znacznie wyższą wytrzymałość i stabilność słuchawek na głowie (w poprzedniej wersji tworzywo sztuczne)
  • materiał poduszek nausznych w miejscu styku z małżowiną uszną wykonano poliestru (poprzednio był to welur) , przez co uzyskano większą transparentność dźwięku (obszycie boków ze skaju pozostało bez zmian)
  • wyższa jakość lakieru położonego na obudowach przetworników, dzięki temu słuchawki są mniej podatne na porysowanie

 

Ceny nowych wariantów:

HE-1000 V2 – 15495 zł

Editino X V2 – 7399 zł

» Czytaj dalej

Testujemy raźno na rowerze i w biegu SuperMini. Mini DAPa HiFIMANa

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
hifiman_supermini_10

Nie dalej jak parę dni temu wspominałem na portalu o dwóch ultramobilnych playerach od HiFiMANa. Coś tam wystukałem, że może byśmy na tapetę to wrzucili i przetestowali Mega albo (jeszcze lepiej) Super. Na ruszt trafił Super. Na marginesie… Mega nie powinien być bardziej Super? No właśnie, bo tutaj jakoś odwrotnie. Konsekwentnie zmierzając w obranym kierunku (nazewnictwo) producent powinien najprostszą wersję grajka nazwać Giga. Do kompletu. Trochę się pouzłośliwiałem, zostawmy nazewnictwo, przejdźmy do konkretów. Ten model dystrybuowany jest z bardzo przyjemnymi, wartościowymi dokami RE-400. Taki dodatek podnosi ocenę całości, bo przyznacie, jak ktoś kupuje grajka a w domu ma co najwyżej pchełki podłej jakości dodawane do kompletu ze smartfonem to… bardzo się ucieszy na taki całościowy pakiet. Nie trzeba będzie biegać do sklepu, aby wydać kolejne parę stówek (takie znośne NuForce ok 200 kosztują przykładowo), tylko ma to już z głowy. A raczej na głowie, pardon w uszach ma. RE-400 są bardzo przyzwoite, a ich niewątpliwą zaletą jest eteryczna waga. W ogóle ich w uszach nie czuć. Wraz z prywatnymi piankami Comply, które sobie zaaplikowałem, słuchawki idealnie wpasowują się w główne zastosowanie opisywanego kompletu… zastosowanie oczywiście na wynos i do tego jeszcze jakieś aktywności fizyczne, znaczy sportów uprawianie, przemieszczanie się jednośladem – te sprawy.

Bardzo to wszystko minimalistyczne w formie i ok, minimalizm bez ograniczeń funkcjonalnych  jak najbardziej

Do tej pory testowałem u siebie cegły HiFiMANa (patrz o tu i tutaj ), DAPy wagi ultraciężkiej (dosłownie i w przenośni). Kontrast jest gigantyczny, właściwie tamte playery to albo jako źródło na poły stacjonarne do domu (tylko że przenośne, no powiedzmy „multistrefowe” takie), albo na spacer nobliwy. Absolutnie nie wyobrażam sobie jakiegoś truchtu, jazdy, ćwiczeń z takimi „ciężarkami”. Tutaj jest krańcowo odmiennie, co więcej w bardzo że tak powiem unikatowej formule. Po prostu mało kto robi audiofilskie playery w zbliżonych do iPoda Nano gabarytach. Nikt się w to nie bawi. No prawie nikt, bo HiFiMAN dla przykładu i owszem, przy czym nie ma tu miejsca na kompromisy odnośnie wyposażenia / możliwości, bo i zbalansowane wyjście znajdziecie i obsługę plików hi-res do 192Khz, a nawet DSD (najpopularniejsze – o ile to słowo na miejscu w kontekście formatu – pliki DSF/DFF 64). Także grać można praktycznie wszystko co mamy w bibliotece, bez żadnych sztuczek magicznych (Apple i ich upierdliwo-nieżyciowe, kurczowe trzymanie się swoich jedynie-słusznych formatów audio, nie mówiąc już o ignorowaniu materiałów hi-res). Nie ma najmniejszych problemów z odtwarzaniem, czytaniem biblioteki z karty microSD oraz samą kartą, jaka by ona (pojemna) nie była. Moja nie jest specjalnie pojemna, bo ma tylko 64GB, ale to wartość całkowicie wystarczająca na potrzeby testu i zgromadzonych na niej dźwięków, które mają tworzyć materiał do weryfikowania jaki to ten Super jest, albo nie jest …Super. Na razie, powiem tak: nie miałem równie dobrze grającego ultramobilnego DAPa, choć do paru rzeczy przyczepię się w recenzji, bo parę rzeczy wypadałoby poprawić. Tak czy inaczej okazja się trafia na ultramobilne źródło dla bezkompromisowego fan(atyka) muzyki w możliwie najlepszej jakości. Zwyczajnie cieżko będzie znaleźć alternatywę gabarytowo-funkcjonalną.

OLED czytelny (no na zdjęciu to jakoś nie za bardzo ;-) ) Binauralne nagrania w jakości 24 bitowej na biegowych nartach? Oj tak!

Sprawdzę Super z Momentum i to zarówno, porównawczo do RE-400 (balans), IEMami jak i pierwszą oraz drugą generacją nauszników (łącząc Wirelessy kabelkiem). Myślę, że całkiem dobrze będzie także z HP50 od NADa, no i rzecz jasna z moimi ulubionymi HE-400. Takiego kompletu jeszcze nie słuchałem, ale posłucham i relację zdam. Nie mam na podorędziu żadnych zbalansowanych doków, ani kabla którym mógłbym zmodować wspomniane nauszne HiFiMANy. Jak w trakcie testowania coś takiego namierzę to też słów parę zamieszczę na temat. Poniżej, dla przypomnienia, specyfikacja testowanego playera oraz parę fotek prezentujących opisany model.

 

Przyciski zgrupowane na lewej ściance, na dole jacki, no i slot & złącze USB. Trzy przyciski podekranowe plus trzy „na burcie” dają możliwość obsługi w rękawiczkach (żadne tam dotyki ekranowe)

RE-400 „uzbrojone” w Comply

HiFiMAN SuperMini DAP

  • przenośne wymiary: 45mm (szer.) x 8.5mm (gł.) x 104mm (wys.)
  • żywotność baterii – do 22 godzin (to progres bardzo zauważalny w stosunku do testowanych do tej pory DAPów na HDO… o jakieś 100%, zweryfikujemy… tak dobrze nie jest, ale lepiej jest)
  • pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
  • waga: 70g
  • OS Taichi 2.0
  • cena 2399zł (w komplecie bardzo dobre doki RE-400)

A, i jeszcze jedno, jak obiecałem tak i zrobię tzn. zweryfikuję tabelkę, która wisi na stronie producenta / dystrybutora dotyczącą możliwości wysterowania trudnych słuchawek stacjonarnych. Ambitnie podeszli do tematu, fajnie, ale ja niewierny Tomasz muszę to empirycznie sprawdzić (LCD-3, K701…). No i sprawdzę, prawda, empirycznie. Będzie super niespodzianka, bo są w testach prawdodpobnie najlepsze planary jakie pojawiły się w tej części galaktyki. I to nie jedne, a parka. Niebawem zdradzę szczegóły. Coś czuję, że nie będzie najmniejszych problemów w połączeniu z takim mobilnym źródłem, a że same słuchawki też baaaardzo lekkie, wręcz przenośne, więc czemu by nie.

PS. Apel do dystrybutora o wprowadzenie do sprzedaży jakiegoś nosidła. Arm band od telefonu (najlepiej od iPhone, bo jeszcze takie małe w ofercie mają) daje radę, po zaaplikowaniu mamy co trzeba na wypady. Musowa sprawa.

Można symetrycznie słuchawki podłączyć, byle na końcu odpowiedni jacek był

» Czytaj dalej

Audioengine HD6 w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170119_115255410_iOS

Kolejny system w kolumnach. Były Scansoniki M5BTL przed momentem opisane. I znowu aktywne, znowu z interfejsem bezdrutowym, znowu alternatywa dla wszystkich klamotów. Takie produkty na serio każą się zastanowić, czy nie jest to lepsza, właściwsza droga budowy domowego systemu audio. Czegoś, co będzie – właśnie – zamiast. 

Flagowe monitory Audioengine od paru dni niczego innego nie robią tylko grają. W salonie. W redakcji. I będzie ciężko się z nimi rozstać. Oj będzie cieżko. To już wiem. Tym razem postanowiliśmy umieścić sporą fotorelację na naszym fanpage’u:

 

 

 

Spokojnie. Wiemy, że nie wszyscy są zwolennikami post-prawdy, social media są im obce i po to jest www żeby konkret był na stronie, a nie na jakimś… tfu… fanpejdźu. Także bez obaw, recenzji spodziewajcie się tradycyjnie tutaj, a luźne spostrzeżenia, pierwsze wrażenia i ogólnie potok niekontrolowany myśli powyżej ;-) Dopowiem tylko, że Chromecast (teraz też to podpiąłem pod HD6-ki) spokojnie i swobodnie zastępuje inne źródła audio. Gra na tyle przekonywująco (zresztą podobnie rzecz ma się ze wzmiankowanymi w fotogalerii PS3 oraz AirDACzka), że można zdecydować się na takie uzupełnienie wbudowanej opcji sieciowej (sinozębny) i już mamy pełne, kompletne all-in-one. Czekam tylko na integrację Google playera z Roonem (pełen opis). To będzie end-of-story, szczególnie że plany obejmują softwareowy decoding MQA (zintegrowany Tidal – wiadomo), czytaj integrację hi-resów z serwisu. Fakt, obejdziemy się smakiem odnośnie zapowiadanej konwersji w locie PCM @ DSD… no tutaj przyda się interfejs wspierający 1-bitowe granie. Jeżeli zatem komuś zachce się ekstremalna opcja to np. taki Korg (recenzja) podpięty pod opisywane HD6 i już mamy system nie tylko że kompletny, ale dodatkowo – właśnie – ekstremalny jakościowo (warunek – Roon Core na mocnym kompie). Z DSD na głośnikach (teraz trzeba pluginowo HQPlayera w Roonie mieć, ale spokojnie będzie 1.3, będzie konwersja z PCM).

Same kolumny wykonane są jak na flagowce przystało: FANTASTYCZNIE. Jakość materiałów, metalowy pilot, uzbrojone w banany kable… tak to powinno wyglądać, gdy ktoś mówi „flagowe” i tutaj tak wygląda właśnie. Tyle, że w odróżnieniu od utytułowanych wielkich z branży, firma życzy sobie za to nie tysiące, a poniżej 1000 dolarów. W naszym pięknym kraju 3689 złotych dokładnie. Same kolumny są wg. mnie tyle warte (prima sort: przetworniki, obudowy/okleina, zaciski, magnetyczne maskownice…), a tu jeszcze na dokładkę kolumny aktywne, z świetnie zestrojoną amplifikacją, z konkretnym DACzkiem oraz ze znakomicie zaimplementowanym interfejsem BT. Wisienka? Wspomniany pilot metalowy, taka sztabka, piękny taki, minimalizm, czysta, szlachetna forma. Ok, to jest topowy, flagowy model, ale kto w takiej cenie oferuje takie coś? No kto?

Audioengine HD6 to nie tylko alternatywa dla klasycznego systemu, to według mnie przyszłość HiFi, jeden z kierunków rozwoju całej branży. Całe systemy zamknięte w obudowach z głośnikami… od formy tradycyjnej (jak HD6) po formę zupełnie z klasyką się nie kojarzącą – tak to będzie wyglądało. Czekam na potwierdzenie odnośnie KEFów 50 Wireless. Tam zrobili to do końca, tzn. tam wszystko jest zintegrowane, nawet kolumny po skrętce się komunikują (obie aktywne są). Tyle, że tam trzeba dać coś koło 11 tysięcy. No ale – podobnie jak w przypadku tytułowych kolumn – odpowiedzmy sobie na proste pytanie: ile kosztuje wielosegmentowy zestaw HiFi/end z okablowaniem, akcesoriami, stolikami, platformami i czym tam jeszcze. Mhm. Audioengine HD6, jak wspomniałem w fotogalerii, mogłyby całkowicie zastąpić całe salonowe stereo. Wygumkować.

Idę czegoś posłuchać…

Przepis na dobrego DACa 2017? Recenzja Matrix Mini-i Pro 2

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161201_094713980_iOS

Czego potrzebujemy obecnie w audio centralce, w przetworniku… a może w ogóle nie potrzebujemy osobnego DACa?  Dobrze postawić sobie takie pytanie, bo dzisiaj coraz częściej widzimy w audio integrację, praktycznie każde nowe urządzenie jakie trafia na rynek jest wielofunkcyjne i jego klasyfikacja (w tradycyjnym ujęciu) właściwe jest niemożliwa. Nowe wzmacniacze otrzymują nie tylko moduły C/A, ale coraz częściej producenci decydują się na integrację sieci – najczęściej jest to Bluetooth ze względu na najłatwiejszy z punktu widzenia użytkownika sposób połączenia źródła muzyki z klamotem. Bywa że trafia do nas coś, co właściwe jest już all-in-one i nie wymaga poza podpięciem do routera (streamer) niczego więcej. Własne systemy operacyjne, współpraca z popularnymi serwisami, sterowanie za pomocą dowolnego handhelda. Standard. Już teraz. Tak to wygląda na pierwszy rzut oka, ale gdy przyjrzymy się bliżej ofercie rynkowej, szybko dostrzeżemy, że owszem – można dzisiaj mieć wszystko w jednym – można, ale będzie to coś mocno odmiennego od klasycznego systemu HiFi. I nie chodzi mi tutaj o konserwatywne podejście do tematu, że jak system to osobno wzmacniacz (albo końcówka), że najlepiej preamp i mnożenie bytów w nieskończoność. Nie. Chodzi o coś innego. Chodzi o technologie jakie dzisiaj wykorzystuje się do – mówiąc kolokwialnie – „robienia dźwięku”. Tu dokonuje się niemała rewolucja, nowe urządzenia działają na zupełnie odmiennych zasadach co „stare, jare HiFi”. Ma to swoje plusy, jak i ujemne strony, nie będę tego w tej chwili opisywał, bo to dobry materiał na osobny artykuł (będzie takowy, bo poza D3020 będziemy mieli sposobność zapoznać się z nową linią NADów, a to właśnie dokładnie to, o czym powyżej). Czyli idzie nowe, ale po pierwsze mamy zazwyczaj już coś, co nam gra i akurat wzmacniacz jaki by nie był, czy dzielony system oparty na końcówkach i pre to rzeczy, które ruszamy na końcu, z rzadka, bo stanową fundament toru (choć ważniejsze są wg. mnie efektory w postaci kolumn, słuchawek), a te które stoją na stoliczku są praktycznie bez wyjątku do bólu analogowe. Jakie tam internety, blutooth’y, cyfrowe porty… są wejścia, wyjścia RCA, może coś zbalansowanego i tyle.

Tu możliwa konfiguracja ala system, z końcówką Matrix AMP

Także integracja, integracją, ale  jeszcze długo, bardzo długo (bo w konserwatywnym świecie audio, szczególnie tym z wyższej półki, pewne rzeczy nie przeminą, nawet gdy regulacje środowiskowe wymuszą na producentach sprzętu dla mas rezygnację z pewnych rozwiązań) będziemy potrzebowali interfejsu cyfrowego, łącznika tego co w naszym torze proste, analogowe, z tym co wyrasta ze świata zerojedynkowego. Przy czym, jak wspomniałem powyżej, DAC dzisiaj to już nie tylko taki po prostu tłumacz, ale coś więcej, bywa że dużo więcej. Integracja sieci, umożliwienie bezpośredniego połączenia się ze źródłem, będącym jednocześnie oknem do całego zasobu muzyki, z pełnym sterowaniem, zawiadywaniem zawartością to coś, co nie tylko zmienia sposób korzystania (co oczywiste), ale – dużo ważniejsze – zmienia sposób słuchania, naszego obcowania z muzyką. To zmiana fundamentalna. Odejście od albumu, odejście od klasycznego – brzydko mówiąc – konsumowania treści, słuchania singli, epek, albumów (lp) na rzecz playlist, dopasowywania do nastroju, scedowania naszych wyborów na algorytm*, na sugestie, na dopasowywania, wreszcie – co uważam za doświadczenie jednoznacznie pozytywne i rozwijające (to, co wymieniłem wcześniej, już tak jednoznacznie na plus nie jest, prawda?) – otwarcia na nowe brzmienia, na muzykę całkowicie do tej pory dla nas nieznaną, nieodkrytą. Dlatego też to, co obserwujemy od około roku (a teraz staje się de facto standardem), czytaj integrowanie w przetwornikach (nie tylko, ale o nich dzisiaj, a konkretnie o jednym takim będzie) interfejsów sieciowych to nie szczegół, nie coś uzupełniającego, a… moim skromnym zdaniem… najpoważniejsza funkcjonalna zmiana w tego typu urządzeniach, zmieniająca jak wyżej, wszystko. DAC do niedawna mógł stanowić element pomocniczy toru, dawać pewien progres w przypadku połączenia źródła z wzmacniaczem, stanowić alternatywę, uzupełnienie właśnie. Już wprowadzenie USB do przetworników zwiastowało rewolucyjne zmiany, a domknięciem tego procesu jest sieć, obecnie, właściwie zawsze bezprzewodowa sieć. Tak to widzę.

 

Kto wie, może w przyszłości tylko tak, bez druta (via BT, via WiFi)?

Matrix Mini-i Pro 2 ma sieć. Ma Bluetooth-a i – o czym mogliście przeczytać w zapowiedzi i pierwszych wrażeniach – ten interfejs nie jest tu tylko dodatkiem, uzupełnieniem całości, on jest jednym z najważniejszych elementów, z którego użytkownik tego DACa będzie korzystał często, a …kto wie… może nawet najczęściej? Tak, nie będzie to najlepsza metoda transmisji, a następnie konwersji dźwięku, ale na pewno najwygodniejsza i dająca największe możliwości. Najlepsza jakościowo. Przy czym, jak wspominałem przy okazji pierwszych chwil spędzonych z tytułowym urządzeniem, dzisiaj BT potrafi grać naprawdę dobrze, to nie jest „ułomny” interfejs, coś co nadaje się tylko „do grania do kotleta”, do słuchania w tle. Więcej, wg. mnie postęp jaki się dokonuje w przypadku sinozębnego jest najdynamiczniejszy, największy w porównaniu do innych typów transmisji, co oczywiście związane jest przede wszystkim z rosnącą popularnością słuchawek bezprzewodowych, coraz szybszym, dokonującym się na naszych oczach, rozbratem z kablem. Tu chodzi o każdy aspekt działania – o zasięg, stabilność, ale także (i dla nas przede wszystkim) jakość transmisji, jej parametry przekładające się na to, co słyszymy. Pamiętam słuchawki, czy głośniki z BT parę lat temu. Tego zazwyczaj nie dało się słuchać. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej, zupełnie inaczej. Mini-i Pro jest świetnym przykładem jak ogromnego progresu dokonano, podobnie jak testowany właśnie hajfajowy Relay MassFidelity (którego można zakwalifikować do nowej grupy DACów: DACów bluetooth’owych, z możliwością wyprowadzenia sygnału zarówno w domenie analogowej, jak i cyfrowej, poza skrzyneczkę). Zatem, nie przedłużając już i tak przydługiego wstępniaka…

Matrix Mini-i Pro 2 czytaj – DAC uszyty na miarę teraźniejszego audio, wedle dzisiejszych potrzeb, trendów i upodobań. Zapraszam do lektury recenzji:

* kiedyś, w zamierzchłych czasach, twórca tworzył dzieło skończone, jakim był album. Album tj. zbór utworów tworzących całość, jakiś koncept, gdzie próbowano z lepszym, czy gorszym skutkiem coś przekazać. A dzisiaj? No właśnie, patrz wyżej.

» Czytaj dalej

Zrobili to: aktywny system KEFa w oparciu o 50-ki z netem

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
LS50 Wireless all

Aktywny, bezprzewodowy – system – bo tym jest najnowsza wersja znakomitych monitorków KEFa… modelu LS50 (jak ten Uni-Q gra!). Miałem okazję zapoznać się z najnowszą wersją tych kompaktowych podstawek i nie dziwię się zachwytom, wysokim ocenom wystawianym LSom. KEF postanowił opracować coś specjalnego, coś o czym pisałem na HDO wcześniej – zintegrować wszystkie elementy systemu HiFi w samych kolumnach, dodając obsługę strumieni. I tak oto powstał produkt, który definiuje na nowo pojęcie systemu audio, staje się kompletnym rozwiązaniem. Wspominałem, że niebawem pojawią się takie konstrukcje na rynku w dużym wyborze, że wielu producentów zdecyduje się na integrowanie elektroniki, modułów sieciowych (kompletnych steamerów), wzmacniaczy i pre w paczkach. To naturalna kolej rzeczy, bo po pierwsze sama elektronika zajmuje dzisiaj bardzo niewiele miejsca, jest bardzo energooszczędna, można topowe przetworniki C/A zamknąć w obudowie od dużego pudełka od zapałek, można bez problemu napędzić dowolne skrzynki za pomocą wysoce wydajnych końcówek (umownie) cyfrowych. Do tego link sieciowy, integracja wszystkich źródeł muzyki bez konieczności stosowania klasycznych transportów, dodatkowych skrzynek, bo dzisiaj jest NAS, Tidal, muzyczne chmury i aplikacje sterujące na handheldzie. Tyle.

Mhm, właśnie tak. Zamiast tego co w środku, mamy to co po bokach. I wystarczy. 

LS50 Wireless to właśnie emanacja tego, co się dzisiaj w audio dzieje, produkt wyznaczający niejako kierunek w jakim branża dzisiaj i jutro będzie podążać. Nie oznacza to oczywiście końca klasycznych systemów, ale wideo, które poniżej umieszczam, materiał KEFa promujący nowe głośniki, pokazuje o co w tym wszystkim chodzi. Minimalizm, nie mnożenie bytów, integracja wszystkiego jak leci, brak konieczności zadbania o akustykę wnętrza (pamiętacie system BeoLab 90?), scedowanie całego wcześniejszego wysiłku „żeby grało”, na elektronikę, na algorytmy, na zaawansowane systemy korekcji odwalające całą robotę za nas. I to ma sens, bo chodzi o to, by bez względu na okoliczności uzyskać dobry brzmieniowo efekt, bez wysiłku, bez adaptacji. Ustawiam tak jak mi się podoba i ma grać. I – gwarantuję – będzie grało, bo to tylko i aż kwestia właściwego oprogramowania.

Tradycjonaliści będą się zżymać, ba nie tylko oni, bo jak to… software ma mi robić muzykę, gdzie w tym dążenie do koszerności, mitycznej wierności, braku ingerencji w sygnał – zakrzykną tłumy audiofilów i będą w tym… mocno osamotnieni. Liczy się tylko i wyłącznie efekt, a nie droga dojścia do niego, bo to dla melomana, dla osoby słuchającej muzyki, nie sprzętu, oczywista sprawa. A ten efekt będzie nie tylko dobry, ale wraz z rozwojem tego typu produktów, wraz z usprawnianiem algorytmów, aktualizacjami oprogramowania będzie coraz lepszy i cóż… pewnie wielu z nas opadnie szczęka, gdy posłuchamy jak taki system w głośnikach zagra, konfrontując to z doświadczeniami odsłuchu klasycznych systemów.

System

KEF zrobił coś, co chodziło mi od pewnego czasu po głowie. Wprowadził te wszystkie najnowsze technologie do konstrukcji idealnie nadającej się do stworzenia kompletnego, kompaktowego rozwiązania, rozwiązania zamykającego temat. Wyobraźcie to sobie. Jest wnętrze, są piękne stendy, piękne (bo LS50 są piękne) kolumienki i nie ma NIC ponad to. Jest tylko źródło i jest dźwięk, nie ma żadnych stolików, kilometrów kabli, listw, kondycjonerów i czego tam jeszcze. Szlachetny minimalizm bez kompromisów jakościowych. Właśnie takie coś. Dzisiaj duże ekrany integrują usługi, serwisy (smartTV oparte o takie rzeczy jak opisywany nie raz na naszych łamach Chromecast) i zwyczajnie nie trzeba nic więcej ponad to co wisi na ścianie i co stoi na stojakach. Kluczową sprawą w przypadku nowych KEFów jest integracja sieci WiFi (ważne z punktu widzenia braku interferencji: dwuzakresowy moduł pracuje zarówno w ramach sieci 2.4Ghz, jak i paśmie 5Ghz) oraz standardu sinozębnego (BT 4.0 z aptX) wreszcie USB DACa (dla tych, którzy chcą uzyskać jeszcze więcej za pomocą takiego NUCa, nano komputerka z obsługą dowolnego front-endu …tak mam tu na myśli także Roona ;-) ). Można także podpiąć inne źródła cyfrowe czy analogowe, przy czym wg. mnie największą zaletą jest tutaj możliwość faktycznego pozbycia się wszelkich innych skrzynek i uzyskania czegoś, co oferuje dostęp do wszelkich plikowych źródeł muzyki bez konieczności podłączania czegokolwiek fizycznie do głośników.

Opisywane LS-y łączą się za pomocą skrętki (to świetne rozwiązanie, bo gwarantujące brak interferencji, brak jakichkolwiek ograniczeń w zakresie transmisji sygnału, komunikację w domenie cyfrowej między kolumnami), możemy zatem użyć przewodu, który zagwarantuje bezstratną transmisję, idealny sygnał, bez wchodzenia w grząski temat okablowania (dla wielu czyste audiovoodoo), bo w tym przypadku wystarczy dobrze wykonany, dowolny kabel ethernetowy. Mamy dwie, aktywne kolumny, jak w nEarach 05, każda kolumna dysponuje swoim wzmacniaczem, elektroniką. Wireless w nazwie to zapowiedź rezygnacji z fizycznego medium właśnie, z kabelka audio, co dla pewnej branży może okazać się mocno bolesne. Systemy audio będą (a właściwie to już) ewoluować w stronę tego typu rozwiązań i klasyczne połączenia będą występować coraz rzadziej, aż w końcu całkiem znikną, staną się jakimś anachronizmem. Aktywne systemy głośnikowe to przyszłość, jak wspominałem na łamach, integracja sieci (źródeł audio) to przyszłość i KEF LS50 Wireless jest tej przyszłości oczywistą zapowiedzią. Takie systemy zastąpią to, co jeszcze okupuje szafki RTV, zastąpią bo będą lepsze. Zwyczajnie lepsze.

Apka

Integracja Internetu w przypadku opisywanych głośników to szerokie otwarcie bramy, pozwalające na dostęp do muzyki, że tak powiem, bezpośrednio. Plik z serwera (gdziekolwiek on by się nie znajdował – to nieważne) odtwarzany jest w zintegrowanym systemie, gdzie konwersja C/A, wszelkie działania na sygnale oraz jego wzmocnienie zachodzą w JEDNYM miejscu. Zaawansowane algorytmy dbają o to, by w pomieszczeniu z totalnie skopaną akustyką (wielkie szklane powierzchnie z kamienną posadzką ;-) ) zamiast karykatury do uszu dotarło co trzeba, dźwięk wypełnił pomieszczenie, elektronika zadbała o wszystko, a użytkownik ograniczył się do nalania sobie szklaneczki Szkockiej. Nie będzie konieczności szukania sweet spota, bo sprzęt znajdzie optymalne ustawienia dla pomieszczenia, ułatwiając kontakt z muzyką, pozwalając cieszyć się nią bez aptekarskiego podejścia „o tu i tylko tu mi gra”). To przysz… pardon, to już teraźniejszość.

Mam nadzieję, że szybko przekonamy się o zaletach LS50 Wireless, szybko przetestuje je na łamach #HDOpinie. Jak tylko trafią do nas, nie omieszkam podzielić się pierwszymi wrażeniami. Na naszym rynku, za zestaw zapłacimy niecałe 10 tysięcy złotych. Dziesięć tysięcy za system audio. Brzmi rozsądnie.

Poniżej specyfikacja oraz wspomniany klip…

MODEL LS50 Wireless
DRIVE UNITS Uni-Q driver array:
HF: 25mm (1in.) vented aluminium dome
LF/MF: 130mm (5.25in.) magnesium/aluminium alloy
FREQUENCY RANGE (-6dB) Measured at 85dB/1m
40Hz – 47kHz (More bass extension)
43Hz – 47kHz (Standard)
46Hz – 47kHz (Less bass extension)
Depending on speaker settings
FREQUENCY RESPONSE (±3dB) Measured at 85dB/1m
45Hz – 28kHz (More bass extension)
50Hz – 28kHz (Standard)
61Hz – 28kHz (Less bass extension)
Depending on speaker settings
MAXIMUM OUTPUT (SPL) 106dB
INPUTS 2.4GHz/5GHz Dual-band Wi-Fi network
Bluetooth 4.0 with aptX® codec
USB Type B
TOSLINK Optical
RCA Analog Line Level Input
10/100 Mbps RJ45 Ethernet (For network and service)
OUTPUT Subwoofer output
AMPLIFIER OUTPUT POWER LF: 200W HF: 30W
BLUETOOTH RANGE 10m
BLUETOOTH MEMORY 8 devices
RESOLUTION Up to 24bit
Depending on source resolution
SAMPLING RATE Up to 192kHz (USB Type B)
Up to 96kHz (TOSLINK Optical)
Depending on source resolution
WI-FI NETWORK STANDARD IEEE 802.11a/b/g/n
WI-FI NETWORK FREQUENCY BAND Dual-band 2.4GHz/ 5 GHz
POWER INPUT 100 – 240VAC 50/60Hz
DIMENSIONS (H x W x D) 300 x 200 x 308mm(11.8 x 7.9 x 12.1in.)
WEIGHT Left Speaker 10.0kg (22.0lbs.)
Right Speaker 10.2kg (22.5lbs.)

 

 

Jeszcze jeden diagram pokazujący o co w tym wszystkim chodzi. Zamiast skrzynek wielu…

Tylko te dwie i …już mamy system audio

Recenzja KORGa DS-DAC-10R. Część 1&2 AKTUALIZACJA nagrywanie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
DS_DAC_10R_slant_b_rgb

To jedno z najlepszych urządzeń jakie miałem okazje gościć u siebie w systemie. Nie mam co do tego wątpliwości. Tu wszystko jest na swoim miejscu – jest forma (piękna), jest funkcjonalność (bezapelacyjnie unikatowa), jest treść (wyjątkowa). Tak, wiem, zdradzam zakończenie, wnioski. Tak, strzelba wypaliła, ale mam nadzieję że (choć to nie Hitchcock) z zainteresowaniem przeczytacie artykuł, a właściwie to dwa artykuły, bo wyjątkowo (no powiedzmy, wracaliśmy już do niektórych z testowanych urządzeń, choćby w przypadku Zeppelina Air) będzie sequel. Musiałem to podzielić na dwie części, bo opis oprogramowania oraz funkcji nagrywania (w pierwszej części potraktuję temat zajawkowo, skupiając się na odtwarzaniu …także winyli via 10R) to gotowy w sensie dosłownym materiał na dodatkowy tekst i takowy się niebawem pojawi na łamach HDO, jako dopełnienie niniejszej recenzji. Tak czy inaczej, na samiutkim dole, znajdziecie podsumowanie z wnioskami, gdzie pojawi się ocena tego, co tym razem upichcił Korg. Przypomnę tylko, że wcześniej opisywaliśmy Korga DS-DAC-100. Sprzęt tak nam przypadł do gustu (zarówno brzmieniowo jak i estetycznie), że został już na stałe w redakcji.

Bohater niniejszej publikacji to jednak coś zupełnie innego, innego od wspomnianej powyżej 100-ki, bo tutaj mamy do czynienia z połączeniem świata zero jedynkowego, cyfrowego z gramofonowym pre & układem ADC. To rzecz rzadko spotykana, ale mimo wszystko spotykana w segmencie urządzeń audio „pod komputer”, tutaj jednak mówimy o czymś – jak już wcześniej napomknąłem  - unikalnym. Najnowsza wersja software AudioGate (4) robi zasadniczą różnicę. Chcę to już na wstępie podkreślić. Nie mamy tutaj tylko hardware, a dwie w pełni dopasowane i stanowiące całość elementy – DACa z funkcją rejestracji oraz odtwarzania fizycznego nośnika w postaci czarnej płyty oraz software. Oprogramowanie jest nieodzownym i koniecznym składnikiem tego wyjątkowego dania jakie zaserwowali nam Japończycy. Bez AudioGate cała zabawa traci sens, bo DAC – bardzo dobry skądinąd – oraz wzmacniacz słuchawkowy to tylko wycinek, niewielki wycinek tego czym jest DS-DAC-10R. Jeżeli ktoś chce słuchać muzyki (tylko i wyłącznie) z pliku niech od razu skieruje swoje zainteresowania w stronę opisanego DS-DAC-100. Po prostu tytułowy przetwornik/rekorder to sprzęt, który pokazuje pełnię swoich możliwości, staje się – właśnie – czymś wyjątkowym, gdy w pobliżu egzystuje źródło analogowe w postaci gramofonu. To konieczność, bo wtedy właśnie dostajemy coś, co według mnie stanowi o atrakcyjności tej propozycji: fantastyczne narzędzie do rejestracji dźwięku z płyt, znakomity – sterowany za pośrednictwem komputera – odtwarzacz płyt winylowych oraz, co warto podkreślić, jeden z najlepiej brzmiących z czarnego krążka (a to trudna sztuka!) słuchawkowych ampów. Wszystko to zasługa AudioGate, sterownika w postaci systemu komputerowego, rozbudowanych możliwości dopasowania oraz modyfikowania pracy gramofonu z poziomu komputera PC/Mac.

To jest coś, co stanowi o wartości tej propozycji, coś co przekonało mnie ostatecznie, że te dwa światy (cyfry i analogu) mogą się wzajemnie uzupełniać, uzupełniać i dopełniać właśnie dzięki takim rozwiązaniom jak opisywany tutaj system DS-DAC-10R z softwarem AudioGate. Co więcej, dostajemy tutaj de facto trzy różne estetyki, trzy różne sposoby konsumpcji dźwięki… z jednej strony streamingi i pliki, z drugiej okładka, krążek, igła i klasycznie strona A, strona B, album za albumem. Dwa zupełnie odmienne sposoby obcowania z muzyką. Wszystko z jednym, wspólnym mianownikiem. Zaraz, zaraz – ktoś uważny zakrzyknie – było coś o trzech sposobach! To gdzie ten trzeci? No właśnie. Ten trzeci moi drodzy to droga tworzenia własnych cyfrowych rejestracji z kolekcji winyli, mastering płyt, który poza walorem edukacyjnym (trzeba się tego nauczyć, poeksperymentować, jest naprawdę sporo zmiennych, które należy uwzględnić!) ma jeszcze jeden walor – chłoniemy muzykę inaczej, poznajemy ją od innej strony, biorąc udział w procesie tworzenia. Bo to, że tworzymy coś nowego nie ulega dla mnie wątpliwości. Rejestracja do postaci jednobitowej (tak, pamiętajmy, Korg specjalizuje się w zapisie DSD) to wielka frajda i jak wyżej – poznawanie ulubionej muzyki w odmienny sposób (no chyba, że ktoś zajmuje się zawodowo muzyką – wtedy nie będzie to dla niego takie odkrycie ;-) ). I to jest coś, co w takiej, kompletnej formie, oferuje JEDYNIE Korg. Zwyczajnie, nikt inny nie „bawi się” w dostarczanie kompletnego rozwiązania złożonego z hardware oraz software. Tak dopracowanego – dodajmy. No dobrze. Mam nadzieję, że wyjaśniłem wystarczająco powody tej wypalającej dwururki z pierwszego akapitu i Czytelnicy nie będą mieli za złe autorowi, że od razu zaczyna od peanów. Te, cóż, są w wypadku opisywanego urządzenia czymś najzupełniej naturalnym.

Nic na to nie poradzę…

AKTUALIZACJA: Cześć 2… nagrywanie

» Czytaj dalej