LogowanieZarejestruj się
News

Tym razem bezprzewodowo: RHA MA750. Testujemy!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip

Wielu mówi, jak na uszach to bez drutu. Faktycznie, obecnie coraz częściej konsumenci wybierają wygodę. Nawet jeżeli wiąże się to z nieco gorszą jakością to i tak wygrywa komfort braku dyndającego kabelka. Testowaliśmy na łamach produkty Szkotów. Znakomite T20i (IFA), bardzo udane T10i i kontrowersyjne CL750. No właśnie, słuchawki, które do nas trafiły ostatnio nawiązują do tych kontrowersyjnych. Wskazówka odnośnie SQ? Nie będę zdradzał na tym etapie jak grają, ale zbieżność nazw nie jest przypadkowa. Jak zwykle, jak to w RHA, możemy spodziewać się na bogato i jest na bogato. Pełne wyposażenie, obejmujące kilkanaście aplikacji: gumki, pianki (Comply)… wzorowo. I typowo dla nich. Metalowe obudowy przetworników z magnesami (jak w Beats X ;-) ), samoukładający się pałąk na karku (tam mieści się spora bateria, przycisk parowania & on/off), wygodny pilot z pełną kontrolą odtwarzania i odbierania rozmów – od strony ergonomii oraz jakości materiałów i projektu trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia.

Będzie, jak zwykle, na bogato

To są rzeczy, na które zwracamy uwagę „na dzień dobry”. Tytułowe słuchawki to jednak coś znacznie bardziej zaawansowanego, to nowe patenty na hi-resowe granie. Hi-resowe? Mówimy o transmisji stratnej, bo Bluetooth, ale tutaj dali najbardziej zaawansowany kodek aptX HD, który oferuje najlepsze parametry transmisji sygnału. Niskie opóźnienia, szerokie pasmo, mamy możliwość transferu plików 24 bitowych audio (poparte stosownym znaczkiem na pudełku ;-) ), a producent zachwala, że przetworniki są „zoptymalizowane” pod kątem muzyki o najlepszej jakości, innymi słowy wspomina o postawieniu akcentów na precyzję, rozdzielczość oraz wierność przekazu. Ma to duże znaczenie, jest kluczowe dla zrozumienia „co miał autor na myśli” w przypadku tych słuchawek.

Sprawdzę jak sobie radzą pod OSX, czytaj z najlepszym transferem, z kodekiem aptX. Porównam z naszymi redakcyjnymi Momentum Wireless oraz przewodowymi IEMami z linii Momentum. Najlepiej będzie sprawdzić możliwości tych słuchawek via VOX Player z VOX Cloud… będą hi-resy na wynos, zobaczymy jak to jest z tym certyfikatem 24bit, co to realnie daje. Zestawimy to z odtwarzaniem na jabłkowych handheldach (a więc tylko podstawowy kodek SBC, nie ma tu wsparcia dla AAC), dokonam porównania i oceny. Poniżej rozpakowanie, krótka fotogaleria…

 PS. Zamiast USB micro mamy (wreszcie!) USB-C do ładowania.

» Czytaj dalej

Słuchawki VISO także bez kabla. Nowe HP70 od NADa. Zaawansowane DSP!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Screen-Shot-2018-01-10-at-17.39.47

Coś nam się monotematycznie chwilowo zrobiło. NAD dwa dni temu dał mi cynk, że przygotowuje coś specjalnego. Jako, że użytkuję model HP50, który bardzo sobie chwalę, bo to jedne z najlepszych w swojej kategorii (przystępnych cenowo) słuchawek mobilnych w zakresie SQ to zapowiadana nowość wygląda na coś z zupełnie innej beczki. Po pierwsze nie ma kabla, po drugie może być na kablu, po trzecie jest ANC ale też może go nie być (deaktywacja) i to wszystko można będzie dowolnie sobie konfigurować . BRAWO! 95% konkurencji nie daje takiej możliwości, co jest zupełnie niezrozumiałe, bo nie zawsze ANC potrzebujemy, więcej, nie zawsze chcemy, a wpływ na reprodukcję ma to, to wielki – chyba nikogo nie trzeba o tym przekonywać. Także trzyzakresowa konfiguracja (Tri-Mode) działania słuchawek w określonych trybach (strumień/BT, z i bez ANC, czysta pasywka) to wg. mnie strzał w 10-kę. Jak chcemy by elektronika w słuchawkach miała wpływ na to, co słyszymy to możemy słuchać zarówno z aktywnym tłumieniem, jak i bez niego (wzmacniacz w słuchawkach pozostaje aktywny). Jednak to dalece nie wszystko co przygotowali inżynierowie NADa w swoich najnowszych nausznicach. Mamy aptX HD (czyli jeszcze mniejsze opóźnienia i obsługa 24bit w kodeku, przy czym pamiętajmy że NADAL JEST TO STRATNY sposób transmisji, jest więc lossy podobnie jak MQA zresztą), mamy pełne sterowanie odtwarzaniem oraz odbieraniem rozmów z trybami dopasowania do okoliczności przyrody wbudowanej amplifikacji w  trakcie gadania, mamy lekką, składaną konstrukcję z na szczęście wzorowanym na HP50 projektem muszli… piszę na szczęście, bo to bardzo dobra konstrukcja, ergonomicznie bez zarzutu, b. wygodna. Ważne – to słuchawki wokółuszne, nie nauszne, także wygoda będzie na pewno bez zarzutu (podobnie jak w HP50). Te duże, masywne musze to w sumie takie dwie małe kolumny zawieszone między uszami, z widocznymi, dużymi, wręcz obfitymi, miękkimi padami. „Kanapa”, albo „wielgachny fotel” coś czuję…

To, co poza wspomnianym konfigurowaniem pracy słuchawek, jest w tym modelu oryginalne, to zaimplementowana dodatkowo funkcja korekcji w ramach wbudowanego silnika DSP. Nazwali to RoomFeel (siostrzane PSB wykorzystuje to w swojej elektronice, korekcji słuchawek własnej produkcji, instalacjach głośnikowych), przy czym nie jest to tylko (w najnowszej odsłonie) aktywna redukcja odgłosów z zewnątrz, izolacja, a właściwie dopasowanie pracy przetworników dynamicznych w muszlach z korekcją w czasie rzeczywistym. To dopasowanie ma zapewnić, zdaniem konstruktorów NADa, dużo bogatszą, bardziej naturalną reprodukcję dźwięku (jak w kolumnach tj. akustyka wnętrza, „room gain”, dopasowanie pracy przetworników do modów pomieszczenia w którym grają). Niestety nie ma nic więcej na temat zaszytej w tym rozwiązaniu technologii, jestem ciekaw jaki dokładnie patent stoi za tym rozwiązaniem. NAD wspomina, że silnik DSP daje w przypadku HP70 możliwość bardzo zaawansowanej korekcji pracy całego układu, oczywiście w aktywnym trybie działania (pasywny tryb działania oczywiście obywa się bez tych dodatków). Firma jest oszczędna w dokładnym przedstawieniu tego rozwiązania, szkoda, bo jak wspominałem na łamach HDO takie rzeczy będą niebawem często, gęsto zaszyte zarówno w samym sprzęcie, jak i współpracującym z nim oprogramowaniu (docelowo będzie to miks technik, z możliwym ciągłym rozszerzaniem funkcjonalności za pomocą plug-inów, aktualizacji software). W częste, czy w ogóle jakieś tam aktualizacje samego firmware nauszników specjalnie nie wierzę (Sennheiser obiecywał, że tak to będzie z Momentum Wireless (patrz test), że tam się zaktualizuje moduł, ale nic takiego nigdy nie nastąpiło, mimo apletu do ściągnięcia z firmowej strony, który teoretycznie daje możliwość aktualizowania słuchawek), ale programy do odtwarzania muzyki, takie kombajny jak ROON, to co innego – tutaj to oczywista, oczywistość. Także z miłą chęcią zgłębię temat i wezmę te słuchawki na warsztat, jak tylko będzie to możliwe i sprawdzę ocb.

HP70 mają działać 15 godzin (nie jest to żaden rekord, a wręcz przeciwnie, szczególnie w dzisiejszych czasach, ale ten wynik tłumaczy to co powyżej… silnik DSP działający w czasie rzeczywistym, korygujący pracę słuchawek) w trybie aktywnym, jak i z załączoną łącznością bezdrutową, w przypadku pasywki możemy skorzystać z niej nie tylko jak bateria nam padnie, ale także wtedy, gdy uznamy że możliwości wbudowanego wzmacniacza są dla nas niewystarczające i postanowimy podpiąć HP70 na kablu do jakiegoś stacjonarnego, czy mocarnego mobilnego ampa. To konstrukcja zamknięta, także nawet bez ANC możemy liczyć na izolację od otoczenia, słuchawki ważą 320g …są, mimo swoich gabarytów, niezbyt ciężkie, a trafią na rynek już niebawem, bo w lutym. Cena jaką zaśpiewali Kanadyjczycy (w USD niestety, nie kanadyjskich dolarach ;-) to 399$. Czyli mniej więcej tyle ile sobie wołają inni za najlepsze modele bezdrutowe z ANC. Odnośnie wspomnianego PSB to właśnie ta firma była odpowiedzialna za ostateczne strojenie tego modelu. Możemy spodziewać się naprawdę dobrego produktu, pamiętam M4U (PSB) i to niewątpliwie jedne z najlepszych sinozębnych, aktywnych słuchawek na rynku. Zresztą wspomniany Tri-Mode to dokładnie to, co zastosowano we wspomnianych powyżej słuchawkach. Od strony różnych patentów ułatwiających życie to tożsame konstrukcje, zastosowano w nowych NADach przykładowo opcję wyciszania sygnału (dedykowana funkcja, jedno przyciśnięcie, a nie zmiana potencjometrem) pozwalającą usłyszeć rozmówcę, uniknąć rozjechania na ruchliwej arterii w środku miasta etc. 

PS. Pałąk niby wygląda tak samo (faktycznie sama konstrukcja tego co na głowie zbliżona jest do tego, co zastosowano w HP50), ale jednak różni się sposobem integracji, zawieszenia muszli… inaczej to wygląda, jakby prościej (lubię te metalowe, o zróżnicowanej geometrii zakończenia pałąka w 50-kach, ale te tutaj też prezentują się bardzo nobliwie, ładnie). BTW ciekawe jak z kulturą pracy ANC, czy szumi (większość szumi), czy jest skuteczny (czuję, że jest)?

PPS. Nie mogę się doczekać możliwości przetestowania tego modelu u nas (podobnie mam obecnie tylko z Senkami 660 oraz 820, przy czym następcy 650 na pierwszym miejscu u mnie)

PPPS. Testowaliśmy parę modeli takich słuchawek na naszych łamach. Poza wspomnianymi Senkami np. Definitive Technology Symphony

Douszne planary w przystępnej cenie? Audeze z nowymi iSINE LX

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
iSINE_LX_ProductShot1

Dostępne od zaraz, kosztujące 199 a nie 300, czy 500 czy 1200 dolarów… tak, nowe planary douszne Audeze mogą okazać się sprzedażowym hitem. Pod warunkiem, że ktoś sobie je na uszy nałoży i przekona się jak wiele dobrego (słuchaliśmy, jeszcze prototypowych iSine 10 oraz 20 na IFA dwa lata temu) wnosi ortodynamiczny przetwornik w zminiaturyzowanej postaci. Żadne IEMy, nawet wielodrożne armatury, wyczynowe takie, nie dadzą Wam namiastki tego, co usłyszymy za pośrednictwem tych oryginalnych konstrukcji. Tak, wiadomo o co chodzi… o przestrzeń chodzi. Mimo, że ucho zajęte jest przez aplikację (pianka albo gumka), mimo zatkania kanału słuchowego, mimo że to miniaturowe (w porównaniu z typową membraną stosowaną w ortodynamicznych nausznikach) przetworniki to wrażenia są naprawdę obłędne: głębia, stereofonia, holograficzne efekty mamy tu w pakiecie. IEMy linii iSINE faktycznie definiują na nowo to, co można usłyszeć na mobilnych, przenośnych słuchawkach dokanałowych, to nowa, lepsza jakość. Poza tanimi tytułowymi, są wspomniane, droższe 10 i 20 oraz flagowa konstrukcja iLCD4 (błędnie identyfikowana wcześniej jako duże LCDeki z dodatkiem specjalnie opracowanego dla flagowca kabla Cipher).

Te 199$ to rozsądna propozycja – jeżeli grają porównywalnie z droższymi to warto sprawdzić, może się okazać, że już innych IEMów nie nałożycie (przesadzam, forma może przeszkadzać, ale dźwięk, SQ będzie trudny do pobicia, czy nawet odwzorowania)

No właśnie Cipher. To bardzo ciekawe rozwiązanie, także przez nas już opisywane i sprawdzone (relacje z AVS ’16 oraz IFA ’16). Lightningowy kabelek z przetwornikiem C/A (24bit), ampem, sterowaniem & mikrofonem (Siri), specjalnie pod jabłkową elektronikę zaprojekotowany, z firmową apką do dosmaczania i konfigurowania – tak, taka forma niewątpliwie świetnie się sprawdza, bo nic nie musimy upychać (dodatkowo) po kieszeniach, nie musimy także martwić się o kolejne urządzenie wymagające podładowania baterii. Apka co prawda wtedy (’16) wieszała się, same słuchawki nie były czasami rozpoznawane, ale pewnie ten element w końcu Amerykanie dopracowali. Taki kabel może być opcjonalnie kupiony wraz z iSINE LX (wtedy płacimy 259 dolców za komplet). Według mnie warto i nie tylko dlatego, że od iP7 musicie wychodzić cyfrą odnośnie audio, bo przejściówka to jakiś ponury żart (jakościowo i ergonomicznie to całkowita kompromitacja vide nasz wpis), ale przez wzgląd na bardzo dobre parametry tego ustrojstwa i gwarantowaną poprawę dźwięku (lightningowych słuchawek jakoś tak na lekarstwo, na marginesie). Tam jest zaszyty także fajny silnik DSP z bogatymi konfiguracjami pracy, rozbudowanym EQ. Same IEMy wyglądają bardziej, ja wiem, nowocześnie, czy atrakcyjnie, ale nadal to dwa „skrzydełka”, czy może bardziej małe tarcze, które ekranują nam małżowiny. Wygląda się z tym nieszczególnie, ale też na pewno nie mniej pociesznie niż z AirPodsami w uszach ;-)

Taka forma jak najbardziej

No dobrze to może coś o parametrach? Wygląda to, jak widzicie poniżej, bardzo smakowicie:

Jak widać nie ma żadnych cięć odnośnie przetworników. Słuchawki ważą zaledwie 20g, są więc nieco lżejsze od wcześniejszych modeli. Mamy wszystkie opatentowane przez Audeze technologie, prawdopodobnie SQ będzie zbliżone, różnice na granicy percepcji, subtelne przynajmniej w obrębie serii iSINE. Nie wątpię że wyczynowe iLCD brzmią lepiej, być może wyraźnie lepiej, ale kosztują tysiące USD, podczas gdy te tutaj tylko 200. Także relacja koszt – efekt wiadoma. Samo Apple zaś nie daje użytkownikom najnowszych swoich handheldów opcji dobrej, lepszej jakości po kablu także dlatego, że układy C/A montowane obecnie w iCośtam wypadają gorzej od tego, co montowano kiedyś (najlepiej było w okresie rynkowej egzystencji iPhone 5/5s oraz iPadów 4/Air/Air2 & Mini 2/3/4) btw. Jest taki człowiek w sieci, który to mierzy, bada i słucha ;-) Także cyfrą wychodzimy z portu lightningowego i słuchamy, bo w przeciwnym razie albo kompromis w postaci BT, albo degradacja jakościowa via przejściówka (z DACzkiem za parę centów). Dobra dość o Apple…

…czekamy na premierę w Polsce.

Są lżejsze, mają ciekawiej rozwiązany i pewnie wygodniejsze minipałąki, białe obudowy wyglądają atrakcyjnie (choć rzucają się w oczy, pewnie o to chodzi, co nie… Audeze ;-) ?)

 

Co nam mówią nowe, zamknięte HD800-ki (820) Sennheisera o branży?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
HD820quarterz

Właśnie nie HD 800, tylko HD820, bo tak je nazwali, ale niech cyferki nie sprowadzą nas na manowce. To nie jest nowsza, tylko inna wersja 800 (obecnie z S na końcu), inna bo …zamknięta. Jakieś 90% flagowców, high-endowych nauszników to otwarte modele i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo taka konstrukcja jest naturalnym wyborem gdy chcemy wyjść poza fizycznego ograniczenia tego, co na głowie. Słuchawki zamknięte to dużo poważniejsze wyzwanie dla inżynierów, dużo poważniejsza sprawa. W warunkach domowych idealna izolacja nie jest specjalnie potrzebna, albo inaczej nie jest konieczna, a flagowiec na wynos – no to jest takie strzelanie armatą do wróbla, bo kto to widział? Ano widział, widział, bo pojawia się coraz więcej słuchawek z wysokiego przedziału cenowego zaprojektowanych specjalnie pod mobile (btw będzie wpis o nowych, znacznie tańszych, orto dousznicach (IEMach) od Audeze). Czy 820 są pod mobile? No śmiem jednak w to wątpić (że faktycznie są, rzecz jasna producent takie coś delikatnie sugeruje), bo raz że bardzo duże, dwa że nie lekkie, trzy – Sennheiser zdecydował się na nowość, zbalansowany wtyk 4,4 mm (Pentaconn), w którym niektórzy widzą następcę audio jacka 3,5. To (dygresja) w ogóle ciekawa sprawa z tym jackiem. Przecież dzisiaj branża mobile zdaje się rezygnować z analogowego gniazdka audio (słusznie ją za to krytykujemy, bo to debilne rozwiązanie), a tu nowy standard niby, jakieś nowe pomysły. Rzecz jasna od czego adaptery, ale według mnie te nowe pomysły to tak pod nisze są opracowywane. Niszę, niszy czytaj DAPy, jakieś audiofilskie przenośne grajki, tam takie coś jak najbardziej, będzie dodatkowy argument sprzedażowy, bo przecież ten nowy to ma i balas jest i gra ;-) Można też i to się dzieje pokazać idealnego partnera z odpowiednim wyjściem (4,4mm) dla nowych HD-eków: wzmacniacz słuchawkowy HDV820.

Wracając do Senków. Model 820 jest intrygująco-interesujący nie tylko przez wzgląd na wyżej wymienione cechy, ale także samą konstrukcję muszli, a konkretnie zamknięcie konstrukcji nominalnie otwartej w… no właśnie. Mamy tam szkło Gorilla Glass, znane wszystkim użytkownikom współczesnych, kieszonkowych komputerków, które zakrywa to, co doskonale znamy. Ciekawy patent, bo raz że tworzy się tam tak jakby komora (patrz foty), dwa wygląda to intrygująco („o, popatrz 800, ktoś to słucha na ulicy, nienormalny jakiś…” może trochę, ale nie do końca w przypadku 820), trzy Sennheiser buńczucznie zapowiada, że drugiej takiej, tak grającej konstrukcji zamkniętej  na rynku nie znajdziecie (bo ma też zalety, lepiej izoluje i nie rezonuje). Nie to, że z miejsca mówię bzdura, bo trzeba to najpierw zweryfikować, ale… pamiętam świetne Mr.Speakers Ether Flow C, najlepsze closed jakie miałem na łbie i musiałyby mnie czymś te 820 zaskoczyć. Amerykańskie nausznice były planarne, co jeszcze dodatkowo podkręcało atmosferę, bo takich słuchawek to jak na lekarstwo, a tutaj jest klasyka dynamiczna (no nie taka klasyka, patrząc na zaawansowanie przetwornika…) i cóż, ciekawy jestem wyniku takiego porównania. Zmieniono konstrukcje padów, są zupełnie inne niż w wersji otwartej / stacjonarnej. Może z tym mobile jednak bym nie przesadzał w tym wypadku, ale znowu pady mają nam zapewnić komfort, także termiczny, sugerują słuchanie np. w podróży. Całkowita izolacja to coś, co tutaj mamy mieć w standardzie, co teoretycznie powinno bardzo zmienić charakterystykę dźwięku w stosunku do 800-ek, ale tutaj właśnie ma być inaczej.

Konkretnie, to na co zwracają uwagę odnośnie SQ twórcy tych słuchawek? Na transparentność zwracają. No to jesteśmy w domu. To ma być dokładnie to, co na nagraniu, żadne czarowanie, żadne kolorowanie, żadne interpretowanie tego, co w zapisie muzyki siedzi. Mhm. Wiemy jak otwarte grają, są bardzo wierne, bardzo szczególarskie oraz bardzo przestrzenne… także widać tu dążenie do powtórzenia tego co w otwartych na pierwszym miejscu w takiej, zamkniętej, konstrukcji. Zapytacie kiedy? Odpowiem w wakacje, raczej lipiec, niż sierpień. Zapytacie ile? Odpowiem – wściekle drogo, bo 2400 USD, albo 2400 EUR. Znowu wracamy (patrz nasz tekst o przebijaniu cenowego sufitu przez najnowsze flagowce) do pompowania ceny, za chwilę CES (gdzie jest wszystko) i pewnie za głowę się złapiemy (że ludzie to kupują). Także w naszym pięknym kraju obstawiam min. 15000, a niewykluczone że z konkret marżą nawet 16-17k. Tak, za chwilę okaże się, że 10k na dobrej klasy nausznice to taka średnia półka ;-) A serio, kiedyś HD650 czy K701 nie wymagały takiego drenażu kieszeni, ba te słuchawki były po prostu przystępne cenowo, tak z 10-15 razy tańsze. Masakra co tu się porobiło. No a jak tam z tą branżą, w nawiązaniu do pytania i sugestii w tytule? Ceny szybują to raz, przenośność staje się fetyszem (no to już od paru sezonów)… niby mówią, że w trosce o współdomowników, ale serio ta konstrukcja wskazuje (mimo gabarytów), że ma być też mobilefrendly (tak, nie będą trudne do wysterowania), w sensie że podróż, a jak podróż to DAP, a jak DAP to hi-resy offline (i ta transparentność nam się przyda). Oczywiście skorzysta otoczenie, w końcu nie będzie bombardowane dźwiękami z otwartych flagowców, będzie cisza… pełna izolacja i pełne odizolowanie. Sennheiser nie tylko zapowiada najlepiej brzmiące słuchawki zamknięte, ale na CES przedstawia ten model jako następcę, czy wręcz zastępcę 800. Niby chcą uzyskać zbliżone SQ w innym (konstrukcyjnie) rozwiązaniu. Niby zastąpić, ale jakoś nie wierzę, że zrezygnują nie tylko ze sprzedaży, ale także doskonalenia otwartych modeli.

Zobaczymy w wakacje jak to będzie.

 

W 2018 ostatnim rokiem downloadu muzyki? Od zaraz tylko stream? Prognozy

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
BzA4UBSjMy4ecAwotWjncT-970-80

Wskazują na to ostatnie doniesienia na temat kondycji kramików. Wygląda na to, że prowadzenie takiego biznesu jak sprzedaż albumów, pojedynczych utworów po prostu przestaje mieć jakiekolwiek uzasadnienie ekonomiczne, jakikolwiek sens. Patrząc racjonalnie, faktycznie od paru lat można w ramach niewielkiego abonamentu mieć „wszystko” i choć po zgłębieniu tematu (mam dostęp do wszystkich strumieni, bo to w sumie koszt maksymalnie dwóch płyt CDA miesięcznie… tyle zazwyczaj muzyki i tak się kiedyś kupowało fizycznie) wcale nie jest tak różowo (ale, bez przesadnego marudzenia, jest niesamowicie bogato w porównaniu z tym co dawniej) i zakup pliku AAC/mp3 to mówiąc wprost wyrzucanie kasy. Stratny plik to stream. Amen. Trochę inaczej jest z bezstratną jakością, ale to też już się właściwie zmieniło i obecnie, także w Polsce, można wybrać przynajmniej dwa streamy z jakością CDA oraz (jeden) hi-res, a niebawem (jeszcze w 2018) będzie tego więcej. Także zakup pliku, takiego samego, dodajmy (bo przygotowanego na potrzeby np. HD-Tracks) mija się z celem. Bezstratny plik to coraz częściej stream i za moment nikt takiego pliku w sieci nie kupi. Pomijając kontrowersje wokół MQA (patrz nasz tekst x2), już teraz nawet wyczynowa jakość dostępna jest na wynos w ramach abonamentu (Qobuz) i zapewne znajdą się chętni na zarobienie paru dodatkowych dolarów i będą takie coś oferować. Nawet takie egzotyczne rzeczy jak wielokanałowe ścieżki audio, czy stream DSD. To już jest, albo będzie za chwilę i oczywiście będzie niszowe, tak samo jak niszowe są sklepy z hi-resami, tam po prostu już mało kto, albo nikt nie zajrzy. Taki iTunes jeszcze jakoś przędzie, bo wielki, bo dziesiątki milionów klientów (ale topnieje, oj topnieje), ale też do czasu. Niszowe sklepy z muzyką w bezkompromisowej jakości odejdą niebawem w niebyt.

Dawno, dawno temu…

To wszystko stanie się, moi drodzy, jeszcze w tym roku. Liczby nie kłamią. Wzrost streamu o 62% (2016 vs 2017) dowodzi, że klient już wybrał. W zakresie pobierania mamy odpowiednio spadek o ponad 18% (albumy) i aż o 24% pojedyncze utwory*, czy różne utwory (nie tworzące albumu). To łabędzi śpiew downloadu, spadek jest gigantyczny i coś, co było najpopularniejsze (pojedyncze utwory, tworzenie swoich składanek) odchodzi w niebyt. Trudno się dziwić. Nawet redukcja ceny w niczym nie pomoże (widać, że w kramikach od paru miesięcy jest stała promocja). Ciekawie ma się sprawa ze wspomnianymi hi-resami. Branża w większości (tak większości) nie tyle jest niechętna, co po prostu nie widzi obecnie sensu we wprowadzaniu bezstratnej jakości. To niepraktyczne – słyszy się na każdym kroku, nawet wśród tych, którzy zapłacili za znaczek hi-res audio (na pudle oferowanego przez siebie produktu) ;-) . Niepraktyczne, bo bateria, bo Bluetooth jako medium, niepraktyczne bo „prawie nikt nie słyszy różnicy”. Trudno się dziwić, w końcu w ślepym teście większość z nas polegnie, porównując materiał skompresowany stratnie (z odpowiednią dbałością) z muzyką lossless (także hi-res, bo często mówimy o subtelnych różnicach, nie zasadniczych). Czytając niedawno opublikowany raport w niespecjalistycznym (audio) portalu techradar, nasunęła mi się taka myśl: za dużo raf, za dużo problemów generuje masowe przejście na to subtelnie, trochę lepiej, zatem, czy tego w ogóle doczekamy? Wspominają tam o naturalnym (bo pozwalającym, tak, tak, zarobić ponownie sporo $) dążeniu do zaoferowania czegoś nowego, a hi-res w przeniesionej już definitywnie do Internetu dystrybucji, wróć, już nie dystrybucji, a udostępnianiu muzyki to dodatkowa zachęta, dodatkowy lep. Lepsze łącza, szybsze, postęp technologiczny… to wszystko prawda, ale tylko cześciowo. Niestety ani sprzęt masowy, ani wspomniany hamulcowy w postaci akumulatora (stream hi-res audio to nie krótki kilkunasto minutowy klip w jakości HD oglądany na smartfonie, to dużo większe czasowe obciążenie dla baterii, dodajmy do tego komunikację ze zdalnym serwerem, ze słuchawkami coraz częściej bezdrutowymi… tylko co nam po hi-resach wtedy… i wyraźnie widzimy, że nie po drodze), ani wsparcie ze strony oprogramowania (kodeki, formaty, jakaś standaryzacja… miało być MQA takim all-in-one btw) nie dają podstaw do optymizmu. Tu się po prostu to nie spina w żadną sensowną całość.

Kolejny problem, poważny problem, to duża niechęć artystów do obecnego streamu. Dla konsumenta to świetna rzecz, dla twórcy tragedia. Tak mówią prawie wszyscy, których utwory, albumy strumieniujemy co dziennie w domu i na wynos. Tak, coś z tym trzeba zrobić, bo fizyczna dystrybucja, wspomniane umieranie downloadu powodują radykalną zmianę w sposobie zarabiania przez artystów, definiują te sprawy całkowicie na nowo. Mówi się coraz częściej o powiązaniu streamu z …wydobywaniem kryptowalut. Kontrowersje z kryptowalutami są znane, nie będę ich tutaj przytaczał, wdawał się w czcze dyskusje czy to czysta spekulacja, czy może przyszłość świata bez (fizycznego) pieniądza. Nie czas, nie miejsce. Interesuje nas określony kontekst, artyści i połączenie tego nowego sposobu gromadzenia kapitału z zarabianiem na odtwarzaniu twórczości na sprzęcie konsumentów. Pierwszą platformą łączącą kryptowaluty z muzycznym streamem ma być Choon. Oparta na Etherum platforma ma dać artyście realną, szybką korzyść przy odpowiednio dużej liczbie odtworzeń. Może to jest pomysł, oczywiście o ile kryptowaluty nie staną się kolejną bańką spekulacyjną… O tym projekcie jeszcze napiszę, bo to ciekawa sprawa i kto wie czy nie kluczowa w kontekście rozwoju całej muzycznej (dystrybucja) branży.

Przeszłość

Patrząc realnie, czy Apple jeszcze w tym roku zrezygnuje ze sklepu iTunes z muzyką? Niewykluczone, że będzie musiało podjąć radykalne kroki, bo choć ma unikatową sytuację, gdzie poza drugim co do popularności streamem (Apple Music), oferuje także muzykę poza serwisem (pliki, które odtwarzamy na dowolnym oprogramowaniu oraz sprzęcie), za którą co prawda trzeba płacić (jak nie zmienią AAC na ALAC czy FLAC to nie będzie wyjścia… zamkną to jak nic, wcześniej, czy później btw), ale można mieć ją, przynajmniej teoretycznie, na własność. Teoretycznie, bo choć możemy z niej korzystać do woli poza serwisem (określonym oprogramowaniem) to jednak nie jest to tak do końca pełna swoboda (przypisanie do naszego konta, utrudnienia we współdzieleniu, udostępnianiu… choć tutaj też się zmieniło podejście, DRM jest w odwrocie, no chyba że wspomnimy ponownie o MQA ;-) ). Tak, ale też bym tego nie przeceniał, bo dzisiaj te serwisy integruje się na platformach (TV, smartgłośniki, elektronika użytkowa w ogóle), w innych programach odtwarzających muzykę (pierwsze z brzegu ROON czy USB Audio Pro z Tidalem) i w sumie… jaka to różnica, jaka wartość dodana? Apple będzie MUSIAŁO coś zrobić, bo zwyczajnie artystom przestanie się opłacać, koszt utrzymania kramiku będzie obciążeniem dla firmy. Jedna rzecz może pozwolić na egzystencję takiego (takich) kramików… to zapotrzebowanie na zapisaną offline muzykę na urządzeniu w przypadku podróżujących. Ale to też do czasu, bo po pierwsze Internet na pokładach coraz częściej, po drugie offline może być też w serwisie streamingowym uskutecznione, wreszcie po trzecie… najpopularniejszym odtwarzaczem muzyki nie jest żaden Music, Tidal, Spotify czy co tam jeszcze, tylko YouTube. A ten używany jest intensywnie właśnie w drodze. Znowu strumień i (co gorsza ;-) , często darmowy strumień.

Teraźniejszość i przyszłość

Sumując, już za moment pozostanie serwis z muzyką, nie będzie czegoś takiego jak sklep z muzyką, to przejdzie do historii. Nawet jeżeli otrzymamy możliwość (w ramach serwisu vide Qobuz) na zakup hi-resów to będzie to tylko dodatek, tylko opcja, coś co na pewno nie wyjdzie z niszy… ot skorzysta z tego promil konsumentów, którzy będą mieli taką potrzebę. Oprogramowanie służące do odtwarzania muzyki już przechodzi transformację, już grupuje nam „pod jednym dachem” strumienie i jak wspominałem wcześniej za moment będzie pięknie nam to scalało, będziemy mieli agregację muzycznych strumieni, co będzie dla nas – użytkowników – o tyle istotne, że wreszcie (faktycznie) cała muzyka będzie dostępna za jednym tapnięciem w ekran. To już się dzieje, widzę to u Sonosa, widzę to w kierunku obranym przez twórców Roon-a, świetnym przykładem jest także Vox Player. Oczywiście są tacy, którzy zazdrośnie będą strzegli swojego królestwa (Apple), ale poza tą aberracją (na dłuższą metę taki model biznesowy jest nie do utrzymania), wszyscy będą dążyli do integracji i do ułatwienia korzystania z muzyki na dowolnym sprzęcie, platformie, wszędzie gdzie tylko przyjdzie nam na to ochota. Rewolucja 5G (już za moment) w infrastrukturze łącz mobilnych, nowe BT 5.0, wprowadzenie bezpiecznych, możliwych do użytkowania technologii łączności na pokładach środków masowego transportu (nie tylko lotnictwo, ale niebawem także kosmos oraz nowe rozwiązania tj. Hyperloop) spowodują, że zakup pliku audio będzie czymś anachronicznym. Kto wie, może już w 2018 największe wirtualne sklepy z muzyką odejdą do historii… kto wie?

* Nielsen

Nowy DAC M2Tech Young mkIII w redakcji. Strumienie, oledy…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20171215_095030915_iOS

Absolutna nowość z Italii, nowy Young DAC mkIII ze strumieniami (via Bluetooth), do tego w pełni zbalansowana konstrukcja (idealnie będą tu pasowały nasze redakcyjne monitory studyjne EISO), z analogowym wejściem… a więc także prosty cyfrowo-analogowy przedwzmacniacz. Sprawdzę jak to zagra z gramofonem via 1020, teraz wygrzewa się z źródłami cyfrowymi… komputer (mac/ROON), Chromecast i kompakt (nad515). Bezpośrednie strumienie sinozębne, znak czasów, to coraz częstszy widok i to bez względu na klasyfikację urządzenia. Może być budżetowe HiFi, może być i high-end. Bez różnicy.

W przypadku Younga jest oryginalnie. Po pierwsze, jak wspomniałem, to konstrukcja w pełni zbalansowana (nie pseudo, jak wiele innych klamotów, które mają XLRy tylko po to, by ewentualnie skorzystać z „grubego” kabla… a po prawdzie są to konstrukcje SE), można też podpiąć via RCA (piękne przejściówki w komplecie dali), ale jak już ktoś tak to zaprojektował to dobrze sprawdzić na torze symetrycznym „z czym to się je”. Po drugie rozbudowane menu to nowość u Włochów, coś co kojarzy mi się z Matriksami (gdzie można ustawiać wiele parametrów pracy DACa). Są filtry dla PCM, są dla DSD (aż 4!). Po trzecie mamy wejście SE, co automatycznie pozwala wpiąć gramofon w tor za pośrednictwem nowego Younga, a to może przynieść określone korzyści w SQ (sterowana cyfrowo drabinka rezystorowa, bardzo precyzyjna regulacja poziomu). Zastosowano enkoder (nawet co 0,5dB, można to na marginesie zmienić w ustawieniach na 1dB… przydatne!), do tego systemowy pilot (rozrasta nam się ta M2Techowa elektronika, rozrasta), a jakby tego mało DEDYKOWANA aplikacja na Androida (patrz zrzuty ekranowe) do sterowania przetwornikiem (? …strumieniowcem, przedwzmacniaczem… jaka nazwa byłaby adekwatna? No właśnie jaka?) …innymi słowy full opcja jeżeli chodzi o obsługę, także zdalną.

Czysta forma. Żadnych literek, cyferek… lubimy takie. Nazwali te nowe klamoty: ”M2Tech Rockstar Series” :)

 

Jest niewielki, ładniutki, od razu ujęło mnie coś, co po czwarte, wyróżnia tego klamota na tle innych – nie ma żadnych oznaczeń, żadnych nazw, znaczków, czegokolwiek na froncie… tylko czarna tafla, która skrywa OLEDowy displej. Super! Dyskrecja jest tutaj wyraźnym wyborem, wskazują na to rozbudowane opcje ustawień (praca diody, reakcja wyświetlacza z możliwością jego szybkiego wygaszania, sposób wybudzania / gotowości klamota do pracy). Innymi słowy macie coś, co może, po odpowiednim skonfigurowaniu, nie świecić, nie krzyczeć „tu jestem, o tutaj!”, po prostu czarny front z aluminiowym, grubym płatem na górze i bokach. Bardzo mi to pasuje i myślę, że wielu osobom taki projekt również przypadnie do gustu. Zrobili to dokładnie jak należy i estetyka, design (cóż, wiadomo, Włosi) stoi tutaj na bardzo wysokim poziomie. Z tyłu mamy świetnej jakości złącza, sprzęt w ogóle się nie grzeje, a nie grzeje się w ogóle, bo zasilanie mamy na zewnątrz. W komplecie jest zasilacz ścianowy, można zdecydować się na upgrade w postaci firmowej elektrowni (Van Der Graaf mkII), albo jakiegoś innego rozwiązania dostępnego na rynku. Pilot, jak wspomniałem, systemowy jest, nie żaden z kosza, tylko specjalnie pod zamówienie producenta robiony, również wyróżnia się estetycznie na plus (czcionka stylizowana na Art déco ;-)) i stanowi spore udogodnienie, w sytuacji gdy zdecydujemy się na pełne wykorzystanie możliwości jakie oferuje tytułowe urządzenie, to znaczy podepniemy wiele źródeł oraz dodatkowo będziemy mieć ochotę na sinozębne strumienie z obsługą aptX.

Sinozębny moduł jest i to taki w wariancie z obsługą kodeka aptX
(…mobilne jabłka niestety nie skorzystają, AAC nie ma, pozostaje SBC)

Na szczęście na Maku jest aptX. Gramy na zbalansowanym torze, cały system to jak widać Young i kolumny aktywne ESIO

Jak wspomniałem, zintegrowałem klamota z monitorami bliskiego pola nEar 05, podpinając symetrycznie, konfigurując kolumny w taki sposób, by wykorzystać do maksimum możliwości regulacji po stronie Younga. Tak to będzie grało (gra) przede wszystkim, choć nie tylko, bo te piękne przejściówki… no szkoda byłoby ich nie wykorzystać, także przygotuję coś specjalnego – podepniemy M2Tech-a do toru niesymetrycznie z wzmacniaczem MiniWatt jako końcówką, znaczy lampy też będą. I nieprzypadkowo będą, bo w menu zaszyta jest także opcja ustawienia wyjścia DACa z dwoma nastawami (5Vrms i 10Vrms), można będzie zatem podłączyć bańkową końcówkę, bo przewidziano także taką opcję. Super! Jak widać, mamy tutaj naprawdę sporo możliwości. Także na pasywnych zestawach kolumnowych także zagra, stanowiąc podstawę toru (pre). Fundamentem są tutaj dwie kości… programowalna Xilinx FPGA (tak, będzie można dokonać aktualizacji przetwornika w zakresie wejścia USB), czytaj kontroler USB oraz układ C/A PCM1795 (natywna obsługa DSD). Uzupełnieniem tego duetu jest scalak odpowiedzialny za pracę enkodera (regulację) CS3318. Nawet 32 bity, nawet 384KHz, nawet DSD256, nawet… ekhmmm… MQA (natywnie).

Pilot systemowy, biorąc pod uwagę rozbudowaną funkcjonalność, niezbędna rzecz.
Do tego jeszcze dedykowana apka (DAC z apką… tak, tak, w takich czasach żyjemy, choć tutaj mamy więcej, bo jest pre, bo sporo można konfigurować). Co ciekawe apkę macie tylko (do czasu?) na Androida. Wersji na iOSa brak. Wreszcie czegoś nie ma na jabłcu, jest na Andku ;-) . Prawdziwa rzadkość! Mam na szczęście na czym sprawdzić, jakiś Android jest, co pozwoliło obadać apkę.

Poniżej, w galerii możecie zobaczyć jak wiele ma do zaoferowania testowana nowość od M2Tech-a, ile możliwości dostajemy w urządzeniu, które nominalnie uznajemy za DACa, a przecież… no właśnie, dostajemy coś znacznie bardziej funkcjonalnie rozbudowanego. Znak czasów moi drodzy. Dzisiaj te omnibusy pozwalają budować system bez konieczności mnożenia bytów, bo nam się wiele rzeczy integruje w ramach jednego. Fajnie!

» Czytaj dalej

Deezer HiFi dostępny w Polsce

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-12-13 o 18.17.45

Wczoraj było o tonącym Tidalu, dzisiaj o szalupie ratunkowej dla tych, co chcieliby sobie strumieniować lepszą jakość z serwisu streamingowego, a tu może zaraz być pustynia w temacie. No dobrze, jest, ale jak to u Francuzów (słowność nie jest ich mocną stroną vide Qobuz, który miał być w wakacje… miał) ten stream jest jakiś taki niekompletny. Bo po pierwsze Deezer HiFi nie jest dostępny na mobile (aplikacje dostępowe na handheldach niestety tego HiFi nam nie obsłużą), po drugie jak byśmy mieli ochotę na bezstratną jakość w domu to musowo komputer (bo na oprogramowaniu deezerowym dla PC/Mac to HiFi działa), chyba że macie strefy oparte na Sonosach lub/i wybrane produkty B&O (te z WiFi/LANem).

Tak, to oferta głównie pod stacjonarne słuchanie, jak widać

Także nie jest kompleksowo i multiplatformowo, ale dość marudzenia… alternatywa dla Tidala właśnie pojawiła się na naszym rynku i dobrze. Jakość streamu to 16/44 we FLACzku i jak tylko nie zrezygnowaliście ze starych, poczciwych komputerów w erze Post-PC to śmiało można subskrybować za 39,99 miesięcznie, czytaj, za dokładnie tyle samo co miesiąc abo w Tidalu. Z rzeczy fajnych (to pierwszy serwis jaki miałem w sub i tak już z przyzwyczajenia zostało, korzystam od czasu do czasu, bo mają pewne rzeczy niedostępne gdzie indziej oraz dobry moduł inteligentnego dopasowywania) to po pierwsze funkcja Flow, auto playlisty dopasowanie pod nasze gusta, przy czym może grać nawet jeden tylko artysta (taki monotematyzm ;-) ), po drugie sugestie administratorów, po trzecie integracja z Squeezeboksem (najstabilniej działająca swego czasu).

To jak? Migrujemy na HiFi?

Istotną informacją jest to, że Deezer HiFi to odpowiednik Deezer Elite (Stany), która to usługa już od ładnych paru lat funkcjonuje i zdaje się, całkiem nieźle sobie na rynku radzi (a przynajmniej na tyle, że Francuzi postanowili dawać to do innych lokalizacji). W jakości bezstratnej dostępna jest praktycznie cała biblioteka jaką oferują w streamie, to znaczy około 36 milionów utworów. Mam nadzieję, że Tidal jakoś się uratuje, bo jest póki co znacznie bardziej uniwersalny, zintegrowany z wieloma protokołami, produktami. Tak czy inaczej, dobrze, że ten stream w lepszej jakości jednak się pojawia, że komuś się chce…

Link: http://www.deezer.com/pl/offers/hifi

Hipotetycznie, bo w praktyce ten strumień raczej nie będzie 1411…

do 31 grudnia bezpłatnie, aplikacja w wersji beta (wczesna moim skromnym zdaniem). Nie loguje fb i jak wspominałem, tylko pod Win/macOS. Podobno w przeglądarce stream HiFi też działa (u mnie nie działa, być może trzeba wykupić opcję, jak słuchamy w promocji to tylko przez ww. aplikację dla komputerów)

Na PC, informacja niby jest jednoznaczna – 1411kbps… w przypadku FLAC mówimy o kompresji i taka wartość 
wydaje się podejrzanie wysoka… nieskompresowany materiał WAV to właśnie te 1411 (CDA) Hmmm?

A tu na apka (beta) na Makówie… nie brałbym na poważnie tego 1,4Mbps streamu i już tłumaczę…
…sprawdziłem jak to wygląda w zależności od ustawienia jakościowego 320/1411 i to drugie pi razy oko
to transfer razy dwa i to by się zgadzało, bo FLAC to średnio 700kbps (średnio, bo mamy często do czynienia z VBR) 

O jakości mogę powiedzieć tyle, że na razie nie dostrzegam większej różnicy. Sprawdzę na bardzo dobrym secie słuchawkowym (podepnę także pod KORGa) i we will see

Tidal z ogromnymi problemami

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-12-13 o 00.14.52

Źle się dzieje w „państwie duńskim”. Tidal na ogromnym minusie i zaczyna robić się nieprzyjemnie. O skali problemu świadczy artykuł z głównego, norweskiego codziennika: brak płynności finansowej, pieniędzy starczy na funkcjonowanie przez najwyżej 6 miesięcy (nikt nie chce już pożyczać) oraz utrudniająca funkcjonowanie kompletna flauta jeżeli chodzi o zdobywanie nowych użytkowników serwisu – od wielu miesięcy całkowity zastój, nie rośnie.

Obawiam się, że to może oznaczać poważne perturbacje z dwoma rysującymi się scenariuszami… Tidal idzie pod młotek, wykupuje go ktoś z branży (?) i mamy nowe otwarcie (powtórka z WiMPa przejętego przez Jay-Z), albo ostatni gaszą światło i zostajemy bez serwisu oferującego globalnie stream w bezstratnej jakości. To nie pierwsza taka informacja o problemach, te pojawiają się dosyć regularnie (i warto mieć to na względzie, bo niektórzy widzą w tym głównie czarny PR). Jednak od paru miesięcy także związane z Tidalem osoby mówią wprost o kryzysie.

Trudno dzisiaj oszacować liczbę subskrybentów, podają bardzo różne liczby. Serwis próbował szczęścia z umowami z sieciami operatorskimi (u nas np. Play, w Stanach Sprint). Na razie nie przyniosło to jakiś spektakularnych sukcesów. Najwięksi rywale, tj. Spotify oraz Apple Music też przynoszą póki o straty, ale tam działa efekt skali – Szwedzi mają teraz 60 mln płacących, Apple zaś 30. I te liczby stale rosną. Najprecyzyjniejsze dane do jakich dotarłem w przypadku Tidala to ok 4,2 mln płacących. Kiepsko.

Zaczęło wypływać w mainstreamie vide: Gizmodo

PS. Poproszony o komentarz, przedstawiciel serwisu, zaprzeczył informacjom o dramatycznej sytuacji „typowe, od zawsze ogłaszają nasz koniec”, jednocześnie podkreślając, że ten, albo przyszły rok mogą być pierwszymi, kiedy nie będzie to biznes deficytowy, że odnotowują stały wzrost (niestety nie podał żadnych konkretów w tej materii). Warto dodać, że wspomniany Sprint wyłożył całe 200 mln dolarów (zapewniając sobie wyłączność wśród operatorów w Stanach), co zdaniem osób z branży powinno było zapewnić funkcjonowanie firmy na parę lat w przód. Nie da się jednak wykluczyć sytuacji, w której Tidal wydał znaczną część tej sumy na promocję i szerokie wejście na globalny rynek. Pozostaje także aktualne pytanie czy lepszą jakość da się sensownie zmonetyzować, czy to coś, co przyciąga zainteresowanie na tyle, by budować na tym stabilny, mocny biznes. Więcej pytań niż odpowiedzi…

Aktualizacja: poza wspomnianym pojawieniem się na platformach telewizyjnych Apple oraz Google, Tidal wystartował z promocją 12 darmowych dni… można bez zobowiązań przez prawie 2 tygodni sprawdzić serwis, zanim ewentualnie zdecydujemy się na abo.

Pierwszy mobilny DAC z USB-C… jeszcze nie do kupienia

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-12-08 o 12.05.50

Nowy standard. USB-C. Uniwersalny. Taki był pomysł, a wyszło jak zwykle: kable ładują, ale nie przesyłają danych, w ramach specyfikacji możemy znaleźć obsługę wielu technologii ….opcjonalnie, nie ma ujednoliconych parametrów wydajnościowych dla złącza itd. itp. Można powiedzieć, że to problemy wieku dziecięcego. Ano można, tyle że trwa to już kolejny rok od chwili debiutu i ogólnie panuje niezły bałagan, chaos. Dodajmy do tego opornie idącą implementację w elektronice konsumenckiej, gdzie nadal króluje microUSB, powolny proces wdrażania interfejsu w handheldach i mamy nieciekawy obraz sytuacji. A przecież miało być tak pięknie, jedne port co wszystko łączy i ze wszystkim co popadnie jest kompatybilny. Pewnie tak będzie, ale póki co nie jest. Fatalnie wygląda to w działce, która jest w centrum naszych zainteresowań. Obecnie nie kupicie żadnego konsumenckiego komponentu audio wyposażonego w takie złącze. I nie mam tu na myśli A1 od B&O, gdzie port służy tylko i wyłączenie do podładowywania głośnika, czy paru modeli bezprzewodowych słuchawek, gdzie w końcu wprowadzono ten typ złącza (P7 od B&W ostatnio), chodzi mi o komponent audio, który wykorzystuje to złącze do transmisji dźwięku.

Może jednak wreszcie coś się w tej kwestii zmieni. Wczoraj Qualcomm (tak, to ten wielki producent układów SoC oraz sieciowych jakie wykorzystują producenci elektroniki mobilnej) zaprezentował PIERWSZEGO DACa na tym złączu (są pierwsze profesjonalne interfejsy wyposażone w to gniazdko z interfejsem Thunderbolt 3 btw). Nietypowego, co prawda, choć w sumie forma nie dziwi, zważywszy że mówimy o firmie, która przede wszystkim działa w segmencie dostawcy komponentów do smartfonów i tabletów. To przetwornik wpinany w okablowanie z jednej strony zakończone złączem USB-C, z drugiej ze standardowym złączem jack. Rzecz zintegrowana ze sterowaniem oraz wzmacniaczem w formie klasycznego pilota dyndającego na okablowaniu wpiętym do smartfona.

Nazwali to Aqstic HiFi DAC AQT1000 i patrząc na opublikowane parametry tego malucha, faktycznie może i HiFi, bo obsługa 24, a nawet 32 bitów w standardzie (częstotliwość próbkowania do 384KHz), bo THD na poziomie 105dB, a DR to aż 128dB, bo wreszcie natywna obsługa 1 bitowego dźwięku DSD. Firma podkreśla, że ten DAC w bardzo niewielkim zakresie odpowiada za drenaż energii z źródła/transportu tj. handhelda. Właśnie, odnośnie nazwy, to Aqstic Hi-Fi jest nowym działem Qualcomma odpowiedzialnym za rozwój układów oraz gotowych produktów z zakresu audio. Ma, w zmierzeniach producenta chipów, być standardotwórcą, ułatwiać zainteresowanym producentom sprzętu mobilnego wprowadzenie podobnych rozwiązań do swoich produktów. Brzmi sensownie – to właśnie na tym poziomie warto pokazywać możliwości, zachęcać do implementacji nowości, ułatwiając i zachęcając do wdrażania. Innymi słowy, na razie tego AQT1000 nie znajdziecie w pudełku najnowszego smartfona, ale jest szansa że niebawem się to zmieni. Akurat takie coś znacznie szybciej trafi do wyposażenia standardowego mobilnej elektroniki niż bezprzewodowe słuchawki, które są obecnie za drogie, aby je dodawać do kompletu.

Parametry niczego sobie, zakładana uniwersalność (USB-C), ciekawe opcje (UAC3.0), integracja klasycznych słuchawek z mobilną elektroniką pozbawioną analogowego interfejsu audio na odpowiednim poziomie jakościowym.
Jesteśmy na tak.

W przypadku takiego DACa jest to jak najbardziej wykonalne (to nie jest drogie akcesorium) i dopiero gdy producenci handheldów zdecydują się na to (a stanie się to zapewne bardzo szybko, bo na wyścigi rezygnują ze złącza analogowego audio-jack) to takie coś, być może, stanie się nieodzownym elementem wyposażenia (byłoby to znacznie bardziej uniwersalne, wygodne rozwiązanie, niż słuchawki ze zintegrowanym USB-C, dakiem wbudowanym na kablu). Sam smartfon, pozbawiony jacka, staje się obecnie transportem cyfrowym i poza zdobywającymi coraz większe udziały na rynku bezprzewodowymi słuchawkami, które jw trzeba dokupić, taki produkt będzie miał rację bytu. Zarówno w kontekście grania na klasycznych słuchawkach z przewodem analogowym, jak i podstawowego wyposażenia, umożliwiającego odtwarzanie dźwięku na dołączonych do kompletu „pchełkach”.

Ciekawe, kiedy to złącze zastosują producenci stacjonarnej elektroniki? Tutaj nie ma ciśnienia na miniaturyzację (w przypadku elektroniki mobilnej to oczywisty kierunek, szczególnie że microUSB jest rozwiązaniem nie tylko przestarzałym odnośnie specyfikacji, ale także mocno awaryjnym), właściwie jedynym mocnym argumentem byłoby wprowadzenie rozwiązań zgodnych z nowym UAC 3.0 (USB Audio 3.0). Szybszy transfer, możliwość wprowadzenia Thunderbolta 3, pewna standaryzacja okablowania… tak, to wszystko kiedyś może zachęcić do migracji, ale na razie standardowe USB-B (drukarkowe) lub płaskie USB-A trzyma się dzielnie i nie zanosi się, żeby coś w tej materii szybko się zmieniło. Nie zapominamy, że wcześniej trafił do wybranych produktów USB 3.0 pozwalające na wydajniejszą transmisję, na przesył dużo większej energii, zgodne elektrycznie ze starym standardem USB. Wielu producentów zdecydowało się zastosować to rozwiązanie i nie jest obecnie zainteresowane wprowadzaniem kolejnych zmian. Dodajmy do tego także nowe, uwzględnione w najnowszym standardzie USB Audio, technologie DSP: przestrzennego dźwięku (wyjście poza stereo, w tym binauralizacja), adaptacji akustycznej itp. To już konkretne zalety, także w przypadku stacjonarnej elektroniki, jakie moglibyśmy zobaczyć w wyposażonych w USB-C urządzeniach audio.

W moim odczuciu dopiero oferta alternatywy (thunderbolt) w konsumenckim PC Audio mogłaby coś tu zmienić. Przy czym szanse na to wydają się niewielkie, wystarczy przypomnieć sobie co się stało z działającym w podobny sposób co thudnderbolt FireWire. Umarło, a przecież oferowało wiele zalet w stosunku do USB (point-to-point, brak współdzielenia, szybsze transfery, lepsze, pewniejsze złącz). Także w przypadku rynku mobilnego, interfejs zapewne dość szybko stanie się obowiązującym standardem, inaczej niż w stacjonarnych klamotach …tam tego szybko nie zobaczymy. Oczywiście taka sytuacja będzie musiała się zmienić, szczególnie w kontekście wyrugowania starych typów złącz z nowych komputerów (głównie przenośnych). Stosowanie adapterów oczywiście zawsze będzie w modzie (Apple coś o tym wie, kasując grubą kasę za przejściówki), ale może to pośrednio wpłynąć na producentów audio, by wprowadzić USB-C do swoich produktów, także stacjonarnych produktów. Poczekamy na to, kiedyś USB-C będzie wszędzie, ale to kiedyś.

 

A tutaj rozwiązanie @ USB-C z możliwością integracji w słuchawkach smartfona, z wbudowanym mikrofonem (rejestracja dźwięku o wysokich parametrach vide układ ADC HiFi o parametrach zbliżonych do wspomnianego DACa, tutaj także zintegrowanego) z możliwością nagrywania binauralnego (to może mieć dodatni wpływ także na jakość samych rozmów)

 

Kompleksowa oferta dla mobilnej elektroniki w zakresie audio @ USB-C od Qualcomm-a. Może być to jw. rozwiązanie zintegrowane ze smatrfonem, z zewnętrznym przetwornikiem, a także ze słuchawkami, zestawami głośnomówiącymi

Parę bieżących spraw na koniec: już w weekend możecie spodziewać się drugiej części kino spotyka audio. Tym razem będzie o Oppo BDP-205D, nowym flagowcu, który został przeze mnie bardzo gruntownie obadany, nie tylko w kinie ale także w audio, w tym również wielokanałowym audio. Zaraz potem pojawi się zaległa recenzja słuchawkowego setu Cayin’a tj. iHA-6 oraz iDAC-6… dla wielu może to się okazać docelowa propozycja, szczególnie wzmacniacz bardzo przypadł do gustu… świetny amp, kolejny bardzo udany produkt z tej kategorii jaki trafił do nas.

Rzecz jasna będzie także długo przeciągany Polaris, świątecznie będzie, bardzo obszerny tekst dla czegoś, co w mojej opinii zamyka (podobnie jak LS50 Wireless) etap poszukiwania klamotów… mając takiego Auralika, można skoncentrować się na słuchaniu, na poszukiwaniu nowych doznań estetycznych w muzyce, bo już zupełnie nie trzeba, nie ma sensu wymieniać. No chyba, że jesteśmy tak zblazowani, tak nam się nudzi, że dla sportu, ale lepiej wg. mnie w zakresie jakości i synergii nie będzie… może forma, tak, może to. Softwareowo to ideał z ROONem, z własnym Lightningiem DS grupującym wszystkie źródła streamingowe audio). Hmmm, tak wiem co by ewentualnie mnie zachęciło do wymiany takiego klamota – wielokanałowy, bezkompromisowy set, albo coś o tej samej funkcjonalności z dodatkiem wybitnego ampa słuchawkowego). Czyli jednak ;-)

Posłuchaj HiFiMAN Susvara z sys. słuchawkowym za 100k zł

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
051917_hifiman_susvara2

Tylko przez tydzień sluchawkomaniacy z całej Polski będą mieli okazję skorzystać z absolutnie unikalnych odsłuchów słuchawek HiFiMAN Susvara, które kosztują 30.000 zł. Nowe słuchawki to uwieńczenie dekady intensywnego rozwoju – od klasycznych membran planarnych do super nowoczesnych przetworników wykonanych w nanotechnologii, które zadebiutowały w HE-1000 i Edition X (patrz test na HDO tutaj i opis Ed.X tu). Słuchawek będzie można posłuchać z wzmacniaczem słuchawkowym HiFiMAN EF6 (nasz testo wartości 7999 zł oraz przetwornik NuPrime (wcześniej NuForce) DAC-10H o wartości 7995 zł. Źródłem dźwięku będzie odtwarzacz CD Musical Fidelity Nu-Vista CD wyceniony na… 45.555 zł. Całość zostanie uzupełniona okablowaniem o wartości kilku tysięcy złotych, co w sumie oznacza, że wartość całego systemu zbliży się do poziomu 100.000zł za cały ww. słuchawkowy tor. Wszystko to w białostockim salonie firmowym.

Zapraszają do posłuchania…

Susvara

NuPrime DAC-10H

NuVista CD Musical Fidelity

Elektrownia EF-6 (zdjęcie z testu systemu HE-6 & EF-6, Matrix Quattro DAC)