LogowanieZarejestruj się
News

Chord Mojo&Poly = kompletne źródło sieciowe audio kompatybilne z ROONem!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Mojo-and-Poly-900x675

Może w końcu się uda i przetestujemy na łamach? Będzie tym bardziej warto, bo entuzjastycznie przyjęty, mobilny przetwornik/amp, doczekał się bardzo użytecznego uzupełnienia. Tym uzupełnieniem jest specjalny moduł sieciowy Poly, oferowany jako dodatkowy moduł do wspomnianego Mojo. Tak, właśnie, moduł podpinamy i już możemy pozbyć się kabla, co w przypadku mobilnego użytkowania robi zasadniczą (ergonomia) różnicę, w domu zaś pozwoli wykorzystać taki tandem jako pełnoprawne, autonomiczne źródło audio. Bardzo fajny pomysł! Moduł wyposażono w Wi-Fi oraz Bluetootha, jak również… czytnik kart SD. Pudełeczko obsłuży dźwięk o parametrach PCM (do 32 bitów/768 kHz) oraz DSD (do DSD512). Poly wykorzystuje własną baterię, która może pracować do dziewięciu godzin. Zadbano o ergonomię takiego uzupełnionego o streamer rozwiązania – producent przewidział możliwość ładowania Mojo wraz z modułem Poly jednocześnie. Taka modułowa konstrukcja pozwoli dotychczasowym użytkownikom najmniejszego przetwornika Chorda na znaczące rozszerzenie funkcjonalne. Cena powinna być zbliżona do tej, którą przyjdzie zapłacić za samego Mojo (około 2500 złotych). Dostępność? Początek 2017 roku. Czytaj – niebawem.

Kompletne mobilno-stacjonarne źródło audio

Takie niepozorne coś, a moc (w tym) silna!

Zasada działania będzie bardzo prosta – sterowanie za pomocą aplikacji mobilnej zainstalowanej na smartfonie, streamer będzie mógł być przenoszony z dala od telefonu, co bardzo ułatwi użytkowanie. Moduł BT daje (?) opcję na bezdrutowe połączenie słuchawek (tyle, że nie wiadomo za bardzo jakie kodowanie obsłuży, w specyfikacji wspomniano jedynie o podstawowym protokole audio), WiFi pozwoli strumieniować również via AirPlay (poza tym jest DLNA) oraz… to prawdziwa bomba jak dla mnie… taki tandem będzie Roon Ready! Co to oznacza chyba nie muszę mówić (nie, jednak muszę ;-) ). Streamer będzie funkcjonował jako end-point w przypadku tego front-endu. Genialna sprawa!

Cieszy wsparcie dla Linuksa, prawdziwie multiplatformowy sprzęt

Dzięki karcie SD możliwe będzie granie via Mojo&Poly, który przeistoczy się w coś na kształt muzycznego serwera, z własną kolekcją muzyki zapisanej na nośniku. Co więcej, dzięki hiresowym strumieniom Tidala, taki sprzęt właściwie zamyka temat dostępu do muzyki w najlepszej, oferowanej na rynku, jakości. Oczywiście będzie można połączyć się z dowolną elektroniką wspierającą DLNA, a dzięki wspomnianemu AirPlay’owi będzie to idealny partner dla bezprzewodowych głośników obsługujących ten standard transmisji. Idealne, uniwersalne źródło audio? Cóż, warto będzie to samemu obadać. Sprzęt prezentuje się niezwykle interesująco, jego możliwości są ogromne (choć wątpliwości budzi moduł BT i jego funkcjonalność – to wymaga wyjaśnienia, a informacje póki co są dość ekhmmm oszczędne), będzie to bodaj jedyne takie rozwiazanie na rynku. Mojo&Poly będą współpracować m.in. z DAPami Astell&Kern. Sumując – mobilnie – to coś, co nie wymaga fizycznego połączenia z telefonem, dodatkowo nie wymaga (jak DAPy, czy klasyczny układ DAC&phone) sięgania po źródło, aby nim zarządzać. Już widzę oczami wyobraźni zawiadywanie z poziomu jakiegoś smartwatcha. Stacjonarnie zaś mamy kompletne źródło audio, zintegrowane z najlepszym, komputerowym font-endem audio. Kompletne rozwiązanie.

Ta plansza mówi (prawie) wszystko ;-)

 Wow

Poly 

PS. Jeszcze dzisiaj, najpóźniej jutro recenzja aktywnego zestawu Scansonic M5BT ze wstęgą, do tego …konkurs  :-)  oraz zapowiedzi kolejnych testów (sporo sprzętu wjechało  ;-) )

Poniżej, w rozwinięciu, specyfikacja:

» Czytaj dalej

MQA już w polskim Tidalu… tylko na komputerach. Streaming hi-res! (stale akt.)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-01-05 o 17.05.00

No to jest. Jakość studyjna (jak zachwalają), a konkretnie pliki hi-res 24 bit, dostępne od teraz w streamingu. Słucham właśnie Blue Joni Mitchell via AirPlay na Zeppelinie (downgrade do parametrów AP 16/44 niestety), sprawdziłem też z przetwornikiem podłączonym do komputera stacjonarnego i faktycznie jest 24 bit (z tego co widzę, ale jaka częstotliwość taktowania… no właśnie, jaka? Dopisano: jest 24/88-96 lub 24/44-48 …patrz niżej). Dziwne, że nie mogę w panelu wybrać póki co Chromecasta Audio, zaraz to jeszcze zweryfikuje. Prawdopodobnie na Master Quality przyjdzie poczekać w przypadku Roona (gdzie, jak pamiętamy, zintegrowano strumienie Tidala). Zazwyczaj nowości z serwisu streamingowego wymagają upgrade całego oprogramowania – cóż, czekamy niecierpliwie na zapowiadaną wersję 1.3.

Sumując, można grać na komputerach wspomniane Master, działa to z niewielką częścią kolekcji, a konkretnie ok. 30 tysiącami utworów jakie udostępnił Warner (WMG) w porozumieniu z MQA (partnerstwo z Tidalem, o czym informowaliśmy wcześniej). Osoby subskrybujące dostęp HiFi nie zapłacą więcej, dostają dostęp do lepszej jakości bez żadnych dodatkowych opłat. Można korzystać via macOS oraz via Windows z hi-resowych strumieni, w zakładce What’s new można wyszukać masterowe materiały wybierając filtrowanie (master). Należy sprawdzić w zakładce ustawienia/streaming czy mamy ustawione HiFi/Master (teraz razem, w czasie testów było osobno – w sumie mądrze, w końcu to wartościowy dodatek, dodawany gratisowo do abonamentu HiFi).

Ciekawie robi się tutaj:

Czy chodzi zatem o inne MQA? Inne niż dotąd znane, o parametrach 24/44~48 (taką jakość zaoferowano finalnie w tej technologii)? Cóż, rzecz wymaga obadania, bo właśnie zaletą streamingu hi-res z użyciem MQA miała być redukcja potrzebnego do przesłania strumienia pasma/bitrate, a tu widzimy coś o nie poddanym kompresji (redukcji) (?) pliku, typowo 24/96 (że niby takie parametry? dop. tak, takie właśnie maks. przy softwareowym dekodowaniu w Tidalu), do tego jeszcze „w maksymalnej, możliwej rozdzielczości”. Zastanawiające.

Jedno jest wszakże pewne – dekoduje nam softwareowo te pliki aplikacja odtwarzająca (Tidal), to programowy proces, można to wyłączyć (patrz obrazek poniżej). Otwiera to drogę do popularyzacji nowego formatu MQA – nie trzeba kompatybilnego DACa by cieszyć się jakością studyjną via Tidal. Tak jak to twórcy opisują ”wprost ze studia do Twojego systemu HiFi”, przy czym sprzęt natywnie obsługujący MQA pozwala na więcej. Jak wyżej >24/96 to po pierwsze, po drugie możliwość „renderingu”, czyli korekty w danym, kompatybilnym DACu – a konkretnie korekcji czasowej tj. „time domain blurring” podczas przetwarzania A/C oraz C/A zachodzących w trakcie całego procesu / odtwarzania plików MQA.

Razem HiFi/Master, bo to – de facto – uzupełnienie jest dla jakości streamingu w jakości płyty CDA (RedBook)

Ta ostatnia funkcja przydatna, gdy ktoś zechce wykorzystać przetwornik ZGODNY z MQA (z obsługą tej technologii)

Uzupełnię wpis, jak tylko uda się wyjaśnić wspomniane wątpliwości (faktyczne parametry transmisji, współpraca z odtwarzaczami, przetwornikami). Będzie można przy okazji sprawdzić, czy jest jakikolwiek progres w stosunku do materiału HiFi (16/44) na Tidalu via Roon (bo jw. trzeba czekać na upgrade, żeby pojawiła się nowa funkcjonalność). Zatem, coś się jeszcze niebawem pojawi na HDO, w temacie. Poniżej zrzuty ekranowe z aplikacji na macOSa z krótkim opisem:

Pasek upływu czasu utworu, zamiast HiFi, mamy teraz Master (oczywiście jw. dotyczy to tylko niewielkiego, póki co, wycinka dostępnej w Tidalu muzyki)

AKTUALIZACJA #1: Głównie starsze nagrania, „klasyka” w hiresach póki co. Trochę nowości jednak znajdziemy (np. słuchane właśnie Bat for Lashes / The Bride :) ). Pierwsze odczucia … jakby przestrzenniej, może to tylko sugestia. Uzupełniłem o parę dodatkowych zrzutów. Co ciekawe na iMaku po pierwsze odtwarzacz Tidala poinformował o nowej funkcjonalności w oknie, po drugie poprosił o …aktualizację abo. W sumie niczego zmieniać nie musiałem, to pewnie zachęta dla tych, którzy nie mają wykupionej opcji HiFi. Mniejsza. Gram teraz na M2Techu hiFace DAC, dekoduje programowo odtwarzacz… nadal wrażenie „więcej przestrzeni”. Z detalami też czytelniej. Porównamy wieczorem do nietkniętego (?) tidalowego streamingu w Roonie. Aktualizacja #2: na Roonie można znaleźć albumy MQA, ale nie jest to zintegrowane tak jak w desktopowej tidalowej apce (są np. dwa warianty tego samego albumu, jeden 16/44, drugi 24 bit). Czekamy na upgrade front-endu! Aktualizacja #3: patrz ostatnie 7 obrazków na samym dole :) Od wczoraj widać też progres – zakładka Master puchnie w oczach :) Przybywa hiresów innymi słowy.

Jako, że pojawiło się sporo pytań „ale o co chodzi z tym MQA, Master, dekodowaniem etc.?” uzupełniam powyższy wpis, z wyjaśnieniem zawiłości:

  • Niezdekodowane MQA, odtwarzane jako regularne pliki FLAC: 44.1/24 lub 48/24 (uwaga, Tidal wyświetla wtedy Master – mamy coś więcej niż HiFi 16/44, zatem prawidłowo, bo lecą hi-resy)*
  • Zdekodowane softwareowo MQA: 88.2/24 lub 96/24 (dekodowanie w Tidalu)
  • Sprzętowo zdekodowane pliki MQA: wszystko jak leci do poziomu 384/24, PCM/DXD jak i DSD, uzależnione od specyfikacji hardware obsługującego natywnie MQA (wybrane produkty Myteka, Meridiana etc.)

Często przy materiale MQA pojawia się termin unfolded albo folded. Tłumaczę: (zdekodowany) decoded = unfolded, (niezdekodowany) undecoded = folded. Myślę, że uzupełnienie wpisu wyjaśnia wszystkie pytajniki

* nie wyklucza to dekodowania, bo – pamiętajmy – docelowa jakość streamingu MQA na potrzeby mobilnego grania to właśnie 24/44~48! Przy czym takie pliki de facto należy uznać za skompresowane stratnie (w praktyce nie ma to znaczenia, wystarczy posłuchać)

Pełna lista plików hi-res na Tidalu dostępna pod tym adresem!

PS. No i ktoś to po aptekarsku pomierzył, dodatkowo świetnie opisał. Bardzo, bardzo mocno polecam ten artykuł (tak, to ten facet, ten sam, który pokazał jak dobry w pomiarach jest Chromecast Audio, pokazał także jak dużo kitu wciska nam branża nt. komputerowego audio!) Jak wspominałem, natura MQA jest lossy (stratna), nie zapominajmy o tym szczególe, a całość (artykułu) sprowadza się do konkluzji: programowe dekodowanie, tryby DSP (software!) będą tutaj górą i to jest właśnie potencjał nowego sposobu strumieniowania dobrej jakościowo muzyki (czyli Tidal i jego softwareowy decoding górą!). Twórcy formatu akturat nie będą z tego tytułu specjalnie zachwyceni. Nie będą, bo …wiadomo, tu chodzi o pieniądze (sprzęt z obsługą MQA, licencje). Znakomicie opisane, pomierzone i wg. mnie trafne spostrzeżenia i finalne konkluzje!

» Czytaj dalej

Mass Fidelity Relay – czy to już? Bluetooth w HiFi, HiFi… Bluetooth? Testujemy!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Relay_1

Czekam na czarną, magiczną skrzyneczkę samogrającą Mass Fidelity (patrz nasz wpis o Core tutaj), wczoraj trafiła do mnie inna skrzyneczka – nie czarna a srebrna. Audiofilski odbiornik Sinozębny? Serio? A ki czort? Nie czekając podpiąłem i hmm…. tak ten interfejs nie brzmiał dotąd. No może ostatnio zmieniło się co nieco, bo najnowsze produkty wspieracjące aptX, nowe aptX HD to spory progres w temacie (sporo na ten temat na łamach HDO), ale… tak od razu HiFi, jakieś tam z zachwytu cmokanie, odnotowane zero różnicy w stosunku do takich np. AirPlay’ów? Kto by? No właśnie. MassFidelity to beniaminek, ale wyraźnie czują bluesa, wiedzą czym są strumienie bez „ale”, czują doskonale. Stawiamy skrzyneczkę, żadne tam parowanie z trybem mrugającej diody, nic z tych rzeczy, tylko prosto do celu – wybieram w ustawieniach źródła rzeczonego Relay’a i już. Zawsze gotowy do współpracy, wspierający najnowszą wersję kodeka aptX, działający bez opóźnień, także tych cholernie irytujących znanych z AirPlay’a (wciskam play i sobie czekam, czekam… beznadziejne to), opóźnień czasowych związanych z samym graniem (tu postęp jaki się dokonał w przypadku BT jest gigantyczny). To raz. Dwa to forma, wyposażenie i ambicje. Forma nie byle jaka, bo skrzynka po całości alu, a nie jakiś plastik fantastik, wyposażenie też konkret, bo niby „tylko” dwa dobrej jakości gniazda RCA, a tu niespodzianka – instrukcja informuje, że owszem, ale jeszcze dodatkowo konwertowane @ SPDIF elektryczne (dobry DAC z takim uzupełniającym wyposażenie usieciowieniem? No czemu nie?), a całość (te ambicje) to równorzędny partner w naszym wypieszczonym audio torze (salon i to co najlepsze fabryka dała, a portfel ledwo zniósł). Tak to na pierwszy rzut oka wygląda. Zacnie wygląda ten Mass Fidelity Relay. Zacnie.

Podpinam, tap, tap, muzyka leci…

Jak już podpiąłem to słuchać zacząłem. Zero kompresji, żadnego wysuszenia, wyposzczenia pasma, żadnego ujednolicania z kastracją szczegółów… nie, nic z tego, a wręcz przeciwnie. Co prawda mam pewne zastrzeżenie związane z dość naturalistycznie-neutralnie serwowanym dźwiękiem, gra to jak dla mnie trochę napastliwie, ale cholera – gra jak rasowe źródło sygnału HiFi właśnie. Tu nie ma taryfy ulgowej tj. no tak, bo to , wiecie, ten Bluetooth jest… nie, to gra właśnie jak pełnoprawny element toru, przyjemnie bezproblemowy i przyjemnie „pacnij raz i graj mi tu”, a przy tym stabilne to (no nie do końca, na makówie dzisiaj wyszedł problem, poniżej, w rozwinięciu, szczegóły) i – jak już chwaliłem – szybciutko, bez opóźnień. Interfejs od razu reagujący na to, co robimy.

Gramy z MacBooka z BT Explorerem, niestety iOSowe handheldy (jak wiadomo) poza AAC 256 niczego więcej nie potrafią, także nasz Nexus aptX-ów oficjalnie nie wspiera (muszę nieoficjalne ROMy poszukać, może trafię na coś ciekawego?), a i jeszcze na dokładkę będziemy strumieniować takoż z PieCa. Zestawiając iPada (bez kodeka) z MacBookiem (z kodekiem aptX) dźwięk łagodnieje, choć nie tak, żeby tego, co powyżej, nie było nadal słychać. Dam czas skrzyneczce, niech sobie podziała, sygnał tylko trzeba będzie z desktopa w pętli puścić (taki ficzer energooszczędny dają, że po 30 minutach samoczynnie się wyłącza, jak nie gra, chyba że wyłączymy wyłączanie ;-) ). Zobaczymy, czy raczej posłuchamy co się z brzmieniem dzieje, co się zmieniło, za dni parę. Fajnie, że takie produkty jak Relay pojawiają się na rynku, oferując alternatywę dla innych rozwiązań (na razie w kategorii koszt-efekt nadal króluje niepodzielnie – wg. mojej skromnej opinii – Chromecast Audio), a BT wyraźnie ma ochotę zdobyć salony i ma wszelkie predyspozycje, by także w HiFi właśnie być obecne i stanowić jeden ze sposobów na granie z pliku. Patrząc na to z praktycznej strony, takie coś, nie wymagające logowania się do zamkniętej, zabezpieczonej sieci, z maksymalnie uproszczoną obsługą to oczywisty wybór dla wszystkich zainteresowanych prosto i do celu. Dysponując takim interfejsem BT można dla wygody zrezygnować z kabla, za cyfrowy transport mieć cokolwiek z handeldów (oczywiście najlepiej z obsługą kodeka aptX), lub komputer. Tyle.

Bezprzewodowe strumienie w salonie, w głównym systemie w takiej formie?

No dobrze, przesłuchamy tego malucha podpiętego bezpośrednio do wzmacniacza, jak i cyfrowo – do naszego redakcyjnego DACa NFB-2 mod firmy Audio-gd. Zobaczymy czy i jaki progres przynosi powierzenie konwersji C/A zewnętrznemu przetwornikowi. Przy okazji sprawdzę co można zepsuć ;-) majstrując w zaawansowanym konfiguratorze BT na Maku, porównam strumienie z wymuszonym kodowaniem aptX ze standardowym dla Jabłca, stosowanym w całym ekosystemie, AAC. Zrobimy test zasięgu (trzy ściany, w tym moja klatka Faradaya tzn. łazienka)… tak to wszystko zrobimy, ale oczywiście przede wszystkim posłuchamy sobie tego wynalazku i zawyrokujemy, odpowiadając wprost na postawione w tytule pytanie. HiFi?

 Skrzyneczka

Poniżej parę dodatkowych fotek. Specyfikację wraz z opisem producenta zamieściliśmy przed rokiem pod tym linkiem.

AKTUALIZACJA: „Gra i buczy”, to znaczy z MacBookiem zagrało bez żadnych problemów, w 100% stabilnie, także przy strumieniu 24 bitowym (patrz obrazki poniżej). Także wygląda na to, że kiepskie działanie z desktopem spowodowane było interferencjami, ewentualnie dodatkowo ścianą oddzielającą pomieszczenia w których było źródło i interfejs.

Warto jeszcze nadmienić, że brzmienie jest wysokiej próby, absolutnie w ślepym teście nie powiedziałbym, że gra strumień sinozębny, a nie z kabla USB DAC, czy jakiś streaming bezstratny WiFi. No, no…

 

» Czytaj dalej

Nowe monitory Pylona z linii Diamond już w sklepach

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2016-12-22 o 12.49.03

Wiecie jakie kolumny Pylona w moim prywatnym rankingu są najwyżej? Nie, nie te najdroższe, a nawet te o oczko niżej. Uwielbiam Topazy, ta linia jest trochę w cieniu, to „klasyka” polskiego producenta, z trzema w sumie konstrukcjami: podstawową 20-ką (właśnie o tych kolumnach powyżej), z bardzo kompaktowymi monitorami (w gabinecie grają i ten wstęp do nich także się odnosi) oraz mniejszej podłogówki (15-ka), którą kiedyś na łamach takoż testowaliśmy. Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że producent konsekwentnie rozwija swoją ofertę włączając do katalogu produktów modele podstawkowe. To właśnie monitory są często gęsto przez nas wybierane, głównie ze względu na kwestie lokalowe, brak możliwości ustawienia większych podłogówek wreszcie opór czynników decyzyjnych (wiadomo o co chodzi, prawda? ;-) )

Stąd, także w wyższych modelach kolumn pojawiają się niewielkie konstrukcje i nie inaczej jest z Diamondami, które właśnie uzupełniono o taką, kompaktową konstrukcję (choć nie są to małe paczki, raczej większe, ale smukłe). To obecnie flagowe kolumny podstawkowe w ofercie Pylona. Oczywiście w konstrukcji wykorzystano doświadczenia z podłogowych modeli Diamond 25 oraz Diamond 28. Całość oparto na nordyckich przetwornikach. I tak góra to 19 mm kopułka tekstylna firmy Scan-Speaka*, natomiast dół okupuje 18 cm głośnik norweskiego Seasa**. Diamond Monitor korzysta z zaawansowanej zwrotnicy wykorzystującej wyłącznie kondensatory polipropylenowe, a także solidnej obudowy MDF. Podobnie jak to miało miejsce w podłogówkach, także tutaj zastosowano niewielkie pochylenie całej konstrukcji, mające na celu optymalizację zależności fazowych występujących między głośnikami, co jest generalnie rzadkością w konstrukcjach podstawkowych.

Producent o swoim nowym produkcie pisze m.in.: „Diamond Monitor oferuje brzmienie dynamiczne a zarazem przestrzenne. Dzięki optymalizacji układu magnetycznego kolumny dysponują mocnym i dobrze artykułowanym basem. Średnie tony zestawu to popis precyzji i rozdzielczości, wokale i instrumenty akustyczne są stabilne w przestrzeni wypełnionej dużą ilością informacji.

Warto będzie przekonać się i porównać tę konstrukcję do wspomnianych Topazów (które uważam za kolumny wybitne, zarówno w podstawkowym, jak i podłogowym wydaniu – niewątpliwie jedne z najlepszych jakie Pylon zaoferował na rynku), kolumn z innej półki… interesujące jak wypadłyby flagowce w konfrontacji z dużo tańszym modelem, który gra u nas na co dzień w redakcji? Cena tytułowych monitorów wynosi 3600 złotych (za komplet).

Specyfikacja:

  • Impedancja 8 omów
  • Pasmo przenoszenia 38 – 20 000 Hz
  • Moc (nominalna/maksymalna) = 80/160 W
  • Efektywność: = 88 dB
  • Wymiary (W x H x D) 196 x 420 x 315 mm
  • Waga 10 kg
PS. Już niebawem na łamach HDO zapowiadane recenzje Matriksów (nowego Classic & Mini-i Pro 2) oraz Scansoników M5BT :)
*Głośnik niskotonowy Pylon Audio PSW 18.8.CA (mod. Seas CA18RLY)
**Głośnik wysokotonowy Pylon Audio PST 19.T (Scan Speak D2010/851300)

Apple rzuca do sklepów AirPodsy tuż przed świętami (ograniczona dostępność) & oferuje płatne uzupełnienie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
AirPods Apple

Nie wiem, a może inaczej wiem… coś się w tej maszynce drukującej dolary zacięło, coś nie działa, wszystko opóźnione. WSJ wspominało o przesunięciu premier tytułowych słuchawek po nowym roku, to samo dotyczy Beats X, które pojawią się nie wcześniej niż w lutym 2017. Apple ma problem z pokazanymi na wrześniowej konferencji słuchawkami. I nie chodzi tutaj o ewentualne wypadanie ;-) :

 gif

…a raczej o problemy z działaniem słuchawek, lub/i z ich masową produkcją. Dlatego ta premiera obarczona jest wymownym ostrzeżeniem o „ograniczonej dostępności” produktu, co de facto oznacza że wielu zainteresowanych odejdzie z kwitkiem, lub będzie musiało (zamówienia w AOS) pogodzić się z długim okresem oczekiwania na dostawę. O słuchawkach możecie dowiedzieć się czegoś więcej z mojego wpisu mieszczącego się pod tym adresem. Przypomnę tylko, że forma taka jak EarPodsów, dźwięk prawdopodobnie na tym samym poziomie (nie zmieniono nic w zakresie konstrukcji – przetworniki, obudowy – to wszystko jest tożsame ze słuchawkami jakie znajdziemy w komplecie z iPhonem), to co stanowi novum to interfejs bezprzewodowy z całkowitą eliminacją kabelka, autoparowanie z naszymi handheldami, nowy układ W1 pozwalający na sterowanie pracą Podsów. To, mówiąc wprost, przede wszystkim interfejs dla Siri, pomysł na wygodną integrację cyfrowej asystentki/a z takimi właśnie, bezprzewodowymi IEMami. Niewątpliwie swoboda użytkowania będzie magnesem przyciągającym potencjalnych klientów, bezkonfigurowalność ma wyróżniać te słuchawki spośród innych tego typu rozwiązań na rynku (Here, Bragi Dash i wiele innych, które pojawiają się właśnie w sklepach). Wśród osób, które miały styczność z AP, wątpliwości budziła kwestia ewentualnego zagubienia jednej ze słuchawek.

Apple (odpowiadając na to, co powyżej) postanowiło wprowadzić program płatnego uzupełnienia ubytku, za co liczy sobie 69$ (pojedynczy AirPod), tyle samo zapłacimy za futerał z funkcją ładowania (tj. power bank). Ważne – futerał jest elementem, który jak wskazują na to pierwsze recenzje, musimy mieć stale ze sobą (daje do 20h działania, same słuchawki mogą grać przez ok 5 godzin na jednym ładowaniu). Informacje podał dobrze zorientowany w jabłkowym światku portal The Verge (złośliwi: iVerge). Dla osób zainteresowanych tańszym nabyciem AP, to znaczy zgłoszeniem zagubienia dwóch słuchawek (całego kompletu) zła wiadomość: takie uzupełnienie braków to koszt nie 138$ (jak wynikałoby z prostej arytmetyki) tylko aż 208 dolarów (przypominam, za nowe zapłacimy 159$ – w Polsce będzie to 799 złotych). Także nie, tak to nie działa i warto o tym pamiętać. Poza tym Apple podało, że będzie można za 49$ dokonać wymiany baterii. Ciekawe, jak to będzie w praktyce wyglądało – słuchawki wyglądają na takie „nierozbieralne” raczej. Tak czy inaczej wprowadzenie takiego programu jest korzystne dla potencjalnego nabywcy, bo zamiast wymieniać całość, przyjdzie wymienić baterie (gdy te się zużyją, co przy intensywnym korzystaniu może nastąpić (według moich wyliczeń) w drugim, maksymalnie trzecim roku użytkowania).

Postaram się coś więcej na temat tego, wywołującego spore zainteresowanie (i spore kontrowersje) produktu napisać niebawem, tzn. gdy tylko słuchawki będzie można osobiście wypróbować. Innymi słowy, jeszcze te AirPodsy na łamach się pojawią, chcę sprawdzić m.in. na ile wygodne będzie sterowanie odtwarzaniem bez fizycznych przycisków, wyłącznie za pomocą komend głosowych (bo tak to będzie wyglądać).

AKTUALIZACJA: Niestety w Polsce nie będzie możliwości skorzystania z programu uzupełnienia stanu AP (gdy się zapodzieje) oraz wymiany baterii. Takie rzeczy tylko w fizycznych sklepach Apple (a nie w APR-ach). Najbliżej w Berlinie zatem…

 

Zrobili to: aktywny system KEFa w oparciu o 50-ki z netem

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
LS50 Wireless all

Aktywny, bezprzewodowy – system – bo tym jest najnowsza wersja znakomitych monitorków KEFa… modelu LS50 (jak ten Uni-Q gra!). Miałem okazję zapoznać się z najnowszą wersją tych kompaktowych podstawek i nie dziwię się zachwytom, wysokim ocenom wystawianym LSom. KEF postanowił opracować coś specjalnego, coś o czym pisałem na HDO wcześniej – zintegrować wszystkie elementy systemu HiFi w samych kolumnach, dodając obsługę strumieni. I tak oto powstał produkt, który definiuje na nowo pojęcie systemu audio, staje się kompletnym rozwiązaniem. Wspominałem, że niebawem pojawią się takie konstrukcje na rynku w dużym wyborze, że wielu producentów zdecyduje się na integrowanie elektroniki, modułów sieciowych (kompletnych steamerów), wzmacniaczy i pre w paczkach. To naturalna kolej rzeczy, bo po pierwsze sama elektronika zajmuje dzisiaj bardzo niewiele miejsca, jest bardzo energooszczędna, można topowe przetworniki C/A zamknąć w obudowie od dużego pudełka od zapałek, można bez problemu napędzić dowolne skrzynki za pomocą wysoce wydajnych końcówek (umownie) cyfrowych. Do tego link sieciowy, integracja wszystkich źródeł muzyki bez konieczności stosowania klasycznych transportów, dodatkowych skrzynek, bo dzisiaj jest NAS, Tidal, muzyczne chmury i aplikacje sterujące na handheldzie. Tyle.

Mhm, właśnie tak. Zamiast tego co w środku, mamy to co po bokach. I wystarczy. 

LS50 Wireless to właśnie emanacja tego, co się dzisiaj w audio dzieje, produkt wyznaczający niejako kierunek w jakim branża dzisiaj i jutro będzie podążać. Nie oznacza to oczywiście końca klasycznych systemów, ale wideo, które poniżej umieszczam, materiał KEFa promujący nowe głośniki, pokazuje o co w tym wszystkim chodzi. Minimalizm, nie mnożenie bytów, integracja wszystkiego jak leci, brak konieczności zadbania o akustykę wnętrza (pamiętacie system BeoLab 90?), scedowanie całego wcześniejszego wysiłku „żeby grało”, na elektronikę, na algorytmy, na zaawansowane systemy korekcji odwalające całą robotę za nas. I to ma sens, bo chodzi o to, by bez względu na okoliczności uzyskać dobry brzmieniowo efekt, bez wysiłku, bez adaptacji. Ustawiam tak jak mi się podoba i ma grać. I – gwarantuję – będzie grało, bo to tylko i aż kwestia właściwego oprogramowania.

Tradycjonaliści będą się zżymać, ba nie tylko oni, bo jak to… software ma mi robić muzykę, gdzie w tym dążenie do koszerności, mitycznej wierności, braku ingerencji w sygnał – zakrzykną tłumy audiofilów i będą w tym… mocno osamotnieni. Liczy się tylko i wyłącznie efekt, a nie droga dojścia do niego, bo to dla melomana, dla osoby słuchającej muzyki, nie sprzętu, oczywista sprawa. A ten efekt będzie nie tylko dobry, ale wraz z rozwojem tego typu produktów, wraz z usprawnianiem algorytmów, aktualizacjami oprogramowania będzie coraz lepszy i cóż… pewnie wielu z nas opadnie szczęka, gdy posłuchamy jak taki system w głośnikach zagra, konfrontując to z doświadczeniami odsłuchu klasycznych systemów.

System

KEF zrobił coś, co chodziło mi od pewnego czasu po głowie. Wprowadził te wszystkie najnowsze technologie do konstrukcji idealnie nadającej się do stworzenia kompletnego, kompaktowego rozwiązania, rozwiązania zamykającego temat. Wyobraźcie to sobie. Jest wnętrze, są piękne stendy, piękne (bo LS50 są piękne) kolumienki i nie ma NIC ponad to. Jest tylko źródło i jest dźwięk, nie ma żadnych stolików, kilometrów kabli, listw, kondycjonerów i czego tam jeszcze. Szlachetny minimalizm bez kompromisów jakościowych. Właśnie takie coś. Dzisiaj duże ekrany integrują usługi, serwisy (smartTV oparte o takie rzeczy jak opisywany nie raz na naszych łamach Chromecast) i zwyczajnie nie trzeba nic więcej ponad to co wisi na ścianie i co stoi na stojakach. Kluczową sprawą w przypadku nowych KEFów jest integracja sieci WiFi (ważne z punktu widzenia braku interferencji: dwuzakresowy moduł pracuje zarówno w ramach sieci 2.4Ghz, jak i paśmie 5Ghz) oraz standardu sinozębnego (BT 4.0 z aptX) wreszcie USB DACa (dla tych, którzy chcą uzyskać jeszcze więcej za pomocą takiego NUCa, nano komputerka z obsługą dowolnego front-endu …tak mam tu na myśli także Roona ;-) ). Można także podpiąć inne źródła cyfrowe czy analogowe, przy czym wg. mnie największą zaletą jest tutaj możliwość faktycznego pozbycia się wszelkich innych skrzynek i uzyskania czegoś, co oferuje dostęp do wszelkich plikowych źródeł muzyki bez konieczności podłączania czegokolwiek fizycznie do głośników.

Opisywane LS-y łączą się za pomocą skrętki (to świetne rozwiązanie, bo gwarantujące brak interferencji, brak jakichkolwiek ograniczeń w zakresie transmisji sygnału, komunikację w domenie cyfrowej między kolumnami), możemy zatem użyć przewodu, który zagwarantuje bezstratną transmisję, idealny sygnał, bez wchodzenia w grząski temat okablowania (dla wielu czyste audiovoodoo), bo w tym przypadku wystarczy dobrze wykonany, dowolny kabel ethernetowy. Mamy dwie, aktywne kolumny, jak w nEarach 05, każda kolumna dysponuje swoim wzmacniaczem, elektroniką. Wireless w nazwie to zapowiedź rezygnacji z fizycznego medium właśnie, z kabelka audio, co dla pewnej branży może okazać się mocno bolesne. Systemy audio będą (a właściwie to już) ewoluować w stronę tego typu rozwiązań i klasyczne połączenia będą występować coraz rzadziej, aż w końcu całkiem znikną, staną się jakimś anachronizmem. Aktywne systemy głośnikowe to przyszłość, jak wspominałem na łamach, integracja sieci (źródeł audio) to przyszłość i KEF LS50 Wireless jest tej przyszłości oczywistą zapowiedzią. Takie systemy zastąpią to, co jeszcze okupuje szafki RTV, zastąpią bo będą lepsze. Zwyczajnie lepsze.

Apka

Integracja Internetu w przypadku opisywanych głośników to szerokie otwarcie bramy, pozwalające na dostęp do muzyki, że tak powiem, bezpośrednio. Plik z serwera (gdziekolwiek on by się nie znajdował – to nieważne) odtwarzany jest w zintegrowanym systemie, gdzie konwersja C/A, wszelkie działania na sygnale oraz jego wzmocnienie zachodzą w JEDNYM miejscu. Zaawansowane algorytmy dbają o to, by w pomieszczeniu z totalnie skopaną akustyką (wielkie szklane powierzchnie z kamienną posadzką ;-) ) zamiast karykatury do uszu dotarło co trzeba, dźwięk wypełnił pomieszczenie, elektronika zadbała o wszystko, a użytkownik ograniczył się do nalania sobie szklaneczki Szkockiej. Nie będzie konieczności szukania sweet spota, bo sprzęt znajdzie optymalne ustawienia dla pomieszczenia, ułatwiając kontakt z muzyką, pozwalając cieszyć się nią bez aptekarskiego podejścia „o tu i tylko tu mi gra”). To przysz… pardon, to już teraźniejszość.

Mam nadzieję, że szybko przekonamy się o zaletach LS50 Wireless, szybko przetestuje je na łamach #HDOpinie. Jak tylko trafią do nas, nie omieszkam podzielić się pierwszymi wrażeniami. Na naszym rynku, za zestaw zapłacimy niecałe 10 tysięcy złotych. Dziesięć tysięcy za system audio. Brzmi rozsądnie.

Poniżej specyfikacja oraz wspomniany klip…

MODEL LS50 Wireless
DRIVE UNITS Uni-Q driver array:
HF: 25mm (1in.) vented aluminium dome
LF/MF: 130mm (5.25in.) magnesium/aluminium alloy
FREQUENCY RANGE (-6dB) Measured at 85dB/1m
40Hz – 47kHz (More bass extension)
43Hz – 47kHz (Standard)
46Hz – 47kHz (Less bass extension)
Depending on speaker settings
FREQUENCY RESPONSE (±3dB) Measured at 85dB/1m
45Hz – 28kHz (More bass extension)
50Hz – 28kHz (Standard)
61Hz – 28kHz (Less bass extension)
Depending on speaker settings
MAXIMUM OUTPUT (SPL) 106dB
INPUTS 2.4GHz/5GHz Dual-band Wi-Fi network
Bluetooth 4.0 with aptX® codec
USB Type B
TOSLINK Optical
RCA Analog Line Level Input
10/100 Mbps RJ45 Ethernet (For network and service)
OUTPUT Subwoofer output
AMPLIFIER OUTPUT POWER LF: 200W HF: 30W
BLUETOOTH RANGE 10m
BLUETOOTH MEMORY 8 devices
RESOLUTION Up to 24bit
Depending on source resolution
SAMPLING RATE Up to 192kHz (USB Type B)
Up to 96kHz (TOSLINK Optical)
Depending on source resolution
WI-FI NETWORK STANDARD IEEE 802.11a/b/g/n
WI-FI NETWORK FREQUENCY BAND Dual-band 2.4GHz/ 5 GHz
POWER INPUT 100 – 240VAC 50/60Hz
DIMENSIONS (H x W x D) 300 x 200 x 308mm(11.8 x 7.9 x 12.1in.)
WEIGHT Left Speaker 10.0kg (22.0lbs.)
Right Speaker 10.2kg (22.5lbs.)

 

 

Jeszcze jeden diagram pokazujący o co w tym wszystkim chodzi. Zamiast skrzynek wielu…

Tylko te dwie i …już mamy system audio

Witamy MrSpeakers w Polsce. High-endowe nauszniki z Kalifornii nad Wisłą

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Logo

To jedna z tych marek, o której wielu z nas słyszało, ale – właśnie – słyszało, ale nie słuchało, bo słuchawki w samej Europie trudne do namierzenia, u nas do tej pory nie tylko bez dystrybucji, ale nawet jako ciekawostka przyrodnicza właściwie nie występowały. Szczerze to nie wiem, czy ktokolwiek w .pl te nauszniki ma/miał, a nawet jeżeli to zazdrośnie się nie ujawniał… byłem na paru nieformalnych imprezach słuchawkowych i jakoś nigdy. No ale w końcu doczekaliśmy się oficjalnego wprowadzenia na nasz rynek i ta high-endowa marka będzie u nas dystrybuowana. Sama firma jest dość młoda, natomiast stoi za nią człowiek z ponad 20 letnim doświadczeniem w branży (Dan Clark). Producent ma w ofercie poza przeróbkami Forteksów (Alpha Dog, Mad Dog), swoją linię produktową – Ether. Ethery to planary, trochę formą przypominające HiFiMANy (nie mają z nimi nic wspólnego, poza takimi luźnymi skojarzeniami btw), wyposażone w autorskie technologie, występujące w dwóch podstawowych wariantach (otwarty i zamknięty).

To konstrukcje zbalansowane, obecnie trwa wprowadzanie nowej generacji tych słuchawek na rynek tj. linii Flow (premiera). Ceny? Od 1500$ w górę. High-endy. Słuchawki przyjęte przez recenzentów bardzo entuzjastycznie, z licznymi nagrodami, dodatkowo powszechnie chwalone za komfort, co w przypadku dużych, zazwyczaj ciężkich nauszników stratosferycznych nie zawsze idzie w parze (z wybitnym dźwiękiem).

Otwarte

Cóż, pozostaje poczekać na możliwość przetestowania tych słuchawek na HDO, skonfrontowania tych wszystkich zachwytów, peanów z własnym uchem. Fajnie, że są już w Polsce (miałem w notatkach jeszcze w zeszłym roku napisane – posłuchaj Etherów…), fajnie że z oficjalną dystrybucją (MIP), fajnie że nie przekraczamy magicznej granicy 10 tysięcy złotych (poniżej, w inf. prasowej, szczegóły). Audeze, wspomnianym HiFiMANom przybywa groźny konkurent. Zobaczymy, a raczej usłyszymy co z tego wyniknie (będzie można dokonać bezpośredniego porównania z naszymi red. LCD-3 oraz HiFiMANami 400). W rozwinięciu macie sporo informacji na temat samych słuchawek, o zastosowanych patentach, o polskich cenach…

Zamknięte

» Czytaj dalej

Testujemy nowego Matriksa Mini-i Pro 2! Krótko: Wow!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161201_094713980_iOS

Przyjechał i od razu podpięliśmy klamota. Nowy Mini-i jest naprawdę nowy. Zmienili w nim niemal WSZYSTKO w stosunku do przetestowanych u nas modeli (patrz: pierwsza generacja, model bez pro i z pro drugiej generacjiwreszcie wersję AD 2015). To nie tylko zupełnie nowa obudowa, ale przede wszystkim znaczące rozszerzenie możliwości o bezprzewodowy link Bluetooth z obsługą kodeka aptX. Właśnie gram bardzo dobry jakościowo materiał (studio mastery, param. 24/96) z MacBooka z wymuszoną obsługą aptX-a (patrz nasz opis Bluetooth Explorer) i powiem tak… o cholera jasna, jak to dobrze, baaaardzo dobrze brzmi. Nie odczuwam tego, co zazwyczaj towarzyszy transmisji tego typu – dźwięk bywa wyprany, płaski, bez „planktonu”, często z cyfrowym nalotem, którego tak nie znosimy. Tutaj w ogóle nie ma o tym mowy. Rewelacja!

To chyba najlepsze granie via BT jakie do tej pory miałem okazję posłuchać. Ten link staje się wg. mnie pełnoprawnym (mimo nadal stratnej kompresji, choć parametry takiego streamingu są zbliżone do strumieniowania bezstratnego, co więcej od paru miesięcy mamy na rynku wariant aptX-a z magicznymi literkami HD… nadal stratny, żeby nie było niedomówień ;-) ) źródłem, na równi z pozostałymi interfejsami. Oczywiście USB daje nam największe możliwości, jest najlepszym jakościowo wyborem i nie ma tutaj nad czym deliberować, ale pojawienie się takiego, bezprzewodowego rozwiązania, bardzo cieszy. W końcu można słuchać muzyki na wysokim poziomie korzystając z sinozębnego! To gdzie kryje się sekret? W module, w całym torze nowego Matriksa się kryje oraz w parametrach transmisji (znacząca redukcja opóźnień >20ms, przy wcześniejszych 50-100ms… to jeden, z moim zdaniem, krytycznych parametrów mający wpływ na jakość brzmienia, dużo wyższy bitrate, dodatkowo stabilniejsza praca interfejsu). W galerii poniżej zrzuty z opisem, dobrze widać jak to pięknie śmiga. Jednym słowem:

Wow!

No dobrze, to po co bitperfect, po co cyzelowanie systemu, pod kątem uzyskania pełnej koszerności, zapytacie? No, cóż, dla kogoś kto ma fioła na punkcie jakości dźwięku sprawa jest oczywista. Bo nadal można bardziej, bardziej lepiej. USB w Pro 2 to brama do bezkompromisowości. Co prawda DAC w Matriksie to stary znajomy (ESS 9016), ale cała reszta toru przeszła gruntowne odświeżenie. Wzmacniacz słuchawkowy dysponuje dużo lepszymi parametrami i dokładnie przemagluję wyjście słuchawkowe podpinając LCD-3, HE-400 oraz K701 i HD650. Będzie konkret. Sprawdzimy te bardzo różne, niekoniecznie łatwe (AKG) do napędzenia nauszniki – tu faktycznie producent miał sporo do zrobienia, bo wyjścia słuchawkowe w Mini-i były dobre, ale daleko im było do poziomu oferowanego przez wyspecjalizowane wzmacniacze słuchawkowe. O wszystkich różnicach, o tym jaki przyniosły efekt, przeczytacie we właściwiej recenzji. Powiem tylko, aby zaostrzyć apetyty, że tak rozbudowanego menu konfiguracyjnego mogą temu klamotowi pozazdrościć znacznie droższe urządzenia (znamy to już z poprzedników, ale tutaj jeszcze bardziej to rozbudowano). Możliwości modyfikacji pracy urządzenia sporo, przy czym sama podstawowa obsługa jest prosta jak budowa cepa i jak chcemy żeby „po prostu grało”, to po prostu gra.

Fajnie, że automatyka pozwala na bezkonfiguracyjny scenariusz obsługi, działa bardzo sprawnie, a oprogramowanie modułu BT to wg. mnie coś, co wymaga specjalnego wyróżnienia. Sprzęt dopasowuje pracę w zależności od źródła, przy czym robi to natychmiastowo (z BT czasami naprawdę można osiwieć, każdy to zapewne przerabiał) i poprzez ciągłe dopasowanie transmisji możemy liczyć na stabilną (jak skała) pracę. Myślałem, że takie coś możliwe jest generalnie tylko w przypadku WiFi… cóż, BT też może grać bezproblemowo. Pilota znamy z poprzednich testów, to ładny, zaprojektowany dla Matriksów (a nie brany z worka) częściowo metalowy sterownik. Wyświetlacz jest super czytelny, pokazuje źródło, pokazuje parametry transmisji. gdyby jeszcze dioda (oczywiście jaskrawoniebieska) nie dawała w tak radykalny sposób znać o sobie to byłoby bez żadnych „ale”.

Tak czy inaczej, nowy Mini-i prezentuje się świetnie, to kompaktowy DAC/AMP, mogący pracować zarówno ze stałym poziomiem wzmocnienia, jak i jako pre-amp. Właśnie może być przedwzmacniaczem i od tej generacji producent idzie za ciosem proponując końcówkę mocy, dopasowaną wielkością, pracującą w klasie D, z możliwością wykorzystania w trybie stereo (RCA) lub mono (łączymy z Mini-i Pro 2 via XLR). Można stworzyć kompaktowy, kompletny system w oparciu o te produkty. Na razie rodzimy dystrybutor nie planuje wprowadzenie końcówki do sprzedaży, chętni muszą skorzystać z własnego importu.

To, na marginesie, nie koniec nowości zaprezentowanych ostatnio przez Matrix Audio. Nowy flagowiec (patrz test X-Sabre PRO), czytaj nowy X-Sabre Pro właśnie ma swoją premierę i… tu także wprowadzono zasadnicze zmiany. O tym co się zmieniło we flagowcu przeczytacie niebawem. Wyraźnie widać z powyższego, że producent postanowił wprowadzić zupełnie nowe konstrukcje, zastępując poprzedników czymś naprawdę nowym, a nie w niewielkim stopniu zmodernizowanymi „ale to już było” klamotami, jak to się często, gęsto dzieje. Sumując pierwsze wrażenia: apetyt bardzo zaostrzony, już po pierwszych odsłuchach, po pierwszym kontakcie. Wraz z naszymi redakcyjnymi nEar-ami (aktywne monitory studyjne) w opcji zbalansowanej, ten Mini-i Pro 2 tworzy audio system i to tak na bardzo serio. Mniam. W instrukcji wspominają, że źródłem USB dla nowego modelu może być bezproblemowo androidowy albo na iOSie handheld. Sprawdzę czy tak jest w istocie, podpinając Neksusa oraz iPada do klamota. Oczywiście komputery via USB zagrają za pośrednictwem Roona. Sprawdzę dokładnie zachowanie testowanego DACa z materiałem DSD (który grany jest w trybie DoP z każdego wejścia cyfrowego, pomijając rzecz jasna samo BT).

Zabieram się do testowania zatem…

Rozbudowana galeria z opisem poniżej:

» Czytaj dalej

Nowy M-Stage w testach! Matrix HPA-2C na tapecie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161110_131133367_iOS

Właśnie przyfrunął. Nowy M-Stage, pierwotnie jeden z najlepszych klonów Lehmanna  (niemieckie, wysokiej klasy, słuchawkowe ampy), teraz w nowej odsłonie z obsługującym (prawie) wszystko, co popadnie, dakiem USB. Zamiast kątów prostych, obłości, zmiany konstrukcyjne spore, funkcjonalność dokładnie taka, jaką ten sprzęt oferował poprzednio, czyli konkretnie: komputer, wzmacniaczo-dak, słuchawki i gramy. Jakiś czas temu zrecenzowaliśmy M-Stage’a HPA-3U oraz wcześniejszą generację i oba wzmacniacze bardzo przypadły nam do gustu. Wtedy jednak nie było możliwości sprawdzić jak sobie skrzynki radzą z większym arsenałem słuchawek. Tym razem będzie inaczej, to znaczy będzie szeroko – tytułowy dakoamp zagra w tandemie z LCD-3, HE-400, AKG 701, H650 oraz NAD HP50 (zmod., do odsłuchu stacjonarnego). Do tego dojdą naszunice mobilne, takie jak Momentum 1 i 2 generacji oraz – aby przekonać się, czy warto – IEMy.

Nowy HPA ma wygodną przeplotkę, można zatem śmiało integrować go w głównym torze z jakimś analogowo podpiętym źródłem. Oczywiście numerem jeden jest tutaj wejście USB, które oparto na najnowszym układzie programowalnym XMOS U (interfejs) oraz kości DAC od CirrusLogic-a CS4298. Mamy zatem wsparcie dla PCM 24/192 oraz obsługę DSD 64/128. To ostatnie obsługiwane zarówno w trybie DoP jak i natywnie w ASIO. Dodatkowo będzie można grać z bezpośrednio podpiętego pod cyfrowe wejście handhelda. Rzecz jasna nie omieszkam sprawdzić pod iOSem (z odtwarzaczem softwareowym Onko HF Player – będzie można zobaczyć dokładnie parametry transmisji oraz obsługę plików DSD). Jak wspominałem we wpisie parę miesięcy temu (kiedy C jak Classic wchodził na rynek), jest to tańszy model od HPA-3, co ciekawe z bardziej rozbudowaną funkcją grania DSD (układ Texas Instruments z trójki nie ma takich możliwości co Cirrus). Jest tańszy, a ten element stoi tutaj na wyższym poziomie. Rzecz jasna DSD sobie też odtworzymy, z przyjemnością sprawdzę jak wypadną własne rip-y winyli wykonane via AudioGate na Korgu 10R… poza tym sprawdzimy, tryb native AISO na PC.

W środku dobrze znane, wysokiej jakości komponenty. Mamy potencjometr oparty na ALPSie (27), kondki WIMA/Nichicon, mamy solidne trafo w typowej dla Matriksa, monolitycznej, błękitnej obudowie. Sprawdzę jak sobie radzi podpięty pod Makówkę, jak i pod laptopa z Windowsem, zobaczę jak dobrze sprawuje się w roli prostego przedwzmacniacza w stacjonarnym torze… podepnę redakcyjny odtwarzacz płyt kompaktowych. To, co najważniejsze, czytaj jakość dźwięku na słuchawkach skonfrontujemy z naszym M1HPA od Musical Fidelity. Zobaczymy też jak wbudowany DAC wypadnie w porównaniu z podłączonym analogowo HA-2 Oppo, opartym na kości ESS Sabre. Sprzęt kosztuje w Polsce 1350 złotych, a poza opisywanym urządzeniem, w ofercie jest jeszcze zbalansowana wersja HPA-3B, którą też spróbuję niebawem przetestować. Poniżej galeria przedstawiająca HPA-2C jeszcze przed podpięciem do czegokolwiek. Wzmacniacz teraz się wygrzewa, zacznę testowanie jutro wieczorem, wtedy też spodziewajcie się publikacji artykułu o bezprzewodowym DACu Audioengine D2 :)

» Czytaj dalej

O Audio Video Show 2016 słów parę…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
1

Tegoroczna edycja największej imprezy branżowej AV trwała trzy, nie dwa dni jak to wcześniej miało miejsce. Z punktu widzenia zwiedzających, szczególnie takich, którzy chcieli spokojnie usiąść i czegoś posłuchać taka zmiana niewątpliwie była korzystna. Można było bez tłumów (szczególnie w piątek, jak również w niedzielę – mnie udało się dotrzeć ostatniego dnia imprezy), bez stania w kolejce, bez gwaru, wręcz kameralnie posłuchać muzyki, a sami zwiedzający w większości taki właśnie cel główny sobie obrali… słuchać, nie gadać, a jeżeli już to „w kuluarach”. Patrząc przez pryzmat tego, co wcześniej (jeszcze przed Narodowym) stanowiło największą wadę Audio Show tj. ścisk, tłumy niemożebne, brak możliwości sensownego kontaktu ze sprzętem, a także z umęczonymi przedstawicielami producentów, dystrybucji etc. to tylko się cieszyć. Jest tylko jedno „ale” – widać było, dość wyraźnie, że impreza „siadła„, może nawet nie frekwencyjnie (w końcu zamiast dwóch, zrobiły się trzy dni i kto wie… odwiedzający, stali bywalcy, osoby zainteresowane, może było ich podobnie dużo jak w minionych edycjach, tyle że wszystko się rozłożyło właśnie…), ale to V (od video), Stadion (potencjał), fajerwerki i jakieś spektakularne atrakcje (przyciągające dodatkowych gości, rodziny z dziećmi, ludzi niekoniecznie mających kontakt z  audio HiFi, nie mówiąc już o high-endzie) nie wypaliły, nie stanowiły wystarczającego lepu dla (nowych) osób, dla tych, którzy do tej pory na AS się nie pojawiali. Oczywiście rozszerzenie formuły o wideo i ogólnie – nowe technologie takie jak VR, jak internet rzeczy / inteligentne domostwo (w którym to audio jest tego inteligentnego domu integralną częścią) mogłoby pomóc przyciągnąć ludzi, ludzi zainteresowanych tym, co pobudzająco działa na wyobraźnie, ale też stanowi tak naprawdę łącznik, bo przecież umowny salon to miejsce gdzie te wszystkie sprzęty coraz częściej koegzystują, stają się elementem jakiegoś większego ekosystemu. Może problemem jest brak wyrazistego przekazu, jakiejś przewodniej idei?

Nie dopisali wielcy, tj. korporacje, które dzięki wielkim budżetom, mogą więcej (niż inni). To właśnie zaproszenie w zeszłym roku Samsunga, Sony, Philipsa i wielu innych, miało być w zamyśle rozszerzeniem pomysłu na imprezę, przeniesieniem kameralnych, wyspecjalizowanych (ograniczonych tematycznie, bo na audio skoncentrowanych) targów na inny poziom, czegoś co ma przyciągnąć ludzi niekoniecznie na audio zorientowanych, które niejako przy okazji… No tak, ale żeby to się udało, Ci wielcy musieli by coś pokazać, coś spektakularnego, coś co odpowiednio „nakręci” i zachęci. Nie było VR (Sony? Samsung?), nie było inteligentnej chałupy (Philips? …i cała reszta), wielkich ekranów 4K niewiele, nie było praktycznie OLEDów (pamiętacie oledową sferę LG na IFA? To było coś!), nie było gamingu (poza jednym, jedynym stanowiskiem … cholera, przecież poza muzyką to właśnie sfera elektronicznej rozrywki, niebywale dochodowego biznesu, przyciąga producentów słuchawek, systemów nagłośnieniowych jak lep przyciąga), nie było wreszcie nowych patentów na dźwięk prawdziwie kinowy, bez konieczności zagracania pomieszczeń klasycznymi „paczkami” (kolumnami). Trzeba się na coś zdecydować – albo jest to impreza wyspecjalizowana, taka jaką było AS wcześniej, albo idziemy szerzej, ale wtedy trzeba się mocno postarać, by to szerzej nie było tylko wydmuszką, żeby wypełniło się treścią.

Ktoś tu zaraz złapie się za głowę i powie… Człowieku, ale my tu o audio chcieliśmy przede wszystkim czegoś dowiedzieć, przeczytać. Oczywiście zaraz będzie i o audio, ale właśnie ze względu na to czym miało(by) być nowe Audio Video Show i – jakby nie patrzeć – jak ważne dla przyszłych edycji jest to, co powyżej napisałem, tzn. znalezienie odpowiedniego patentu i …mówiąc wprost: uatrakcyjnienie imprezy, co można uzyskać tylko i wyłącznie, albo za sprawą zupełnie innej (ciekawszej) ekspozycji wielkich koncernów, albo/i przyciągając mniejszych, ale pionierskich (najnowszych technologii, ogólnie całej elektroniki użytkowej, elektronicznej rozrywki, wizji, rozwiązań z dziedziny inteligentnego domu) w danych dziedzinach producentów, pomysłodawców... Czy błędem byłoby zaproszenie takiego Google (Google Home – przecież aż się prosi, bo tu chodzi też o A i V vide CAST), takiego Microsoftu (np. Hololens – AR) czy Velve/HTC (VR, Steam, elektroniczna rozrywka), firm z doliny krzemowej? Mówi się o rewolucji w zakresie dostarczania treści (przecież sprzęt bez tego co najważniejsze, bez treści, jest bezużyteczny – oczywista, oczywistość) to dlaczego na AVS nie ma Netfliksa, dlaczego nie ma polskiego oddziału HBO, dlaczego nie pojawili się przedstawiciele Dezeera, Spotify-a czy Tidala? Dlaczego nie mówiło się o MQA (bo wielu, w tym także niżej podpisany, ma sporo pytań, wiele wątpliwości), o nowych pomysłach na dostarczanie zintegrowanych, właściwie to nawet ekosystemowych rozwiązań tj. Roon?

Stadion Narodowy, dzięki ogromnym możliwościom ekspozycyjnym, może „wszystko”. Audio to dla mnie, dla Czytelników najważniejsza rzecz, coś po co przychodzi się na A(V)S i dla nas to co powyżej jest mało, albo w ogóle nieistotne. Tyle, że to – właśnie – w kontekście całej imprezy ważne, kluczowe i dla przyszłego powiedzenia jednych z największych, branżowych targów najistotniejsze kwestie, a jak widać pozostaje otwartą sprawą, czy to nowe uda się z sukcesem wprowadzić, zakorzenić, czy też będzie z tym problem. Tegoroczna impreza wg. mnie nie tylko nie daje jednoznacznej odpowiedzi, ale rodzi poważne wątpliwości… dla nas, zorientowanych na sprzęt audio, mogłoby być tak, jak właśnie jest – w dużo lepszych warunkach, ze znacznie lepszą ekspozycją, z mniejszymi (znacznie) tłumami, z możliwością zapoznania się ze sprzętem często unikalnym, w takiej liczbie i różnorodności, na spokojnie (trzy dni to sporo czasu), bez pośpiechu. Ideał? W niedzielę, mogłem siedzieć w pustych salkach na drugim poziomie na Narodowym, w paru przypadkach rozkoszując się świetnym brzmieniem. Nie inaczej było w Sobieskim, co prawda tam nie da się obejść ograniczeń wiadomych (akustyka pokoików), ale były takie systemy (gdański PremiumSound wystawiał m.in. Helsinki), które zaprojektowano do grania nawet w szklanej kostce (przesadzam, ale tylko trochę ;-) i dały niezgorszy popis. Także dla nas było więcej niż korzystnie, bo jeszcze można było sobie porozmawiać ciekawie z ludźmi z branży, z których wielu wyglądało na hmmm… z lekka znudzonych i rozczarowanych pustymi krzesełkami, fotelami, sofami. Cóż, żałuję tylko, że zamiast trzech (choć w sobotę, podobno, było gęsto) był tylko jeden i to nie cały dzień – tyle tylko mogłem wykroić. Takie życie (taki brak czasu na cokolwiek ostatnio) ;-)

Poniżej fotorelacja, która ze względu na bardzo obszerny materiał foto i faktograficzny ;-) , będzie sukcesywnie uzupełniana. Na początek to, co zrobiło na mnie największe wrażenie (jw. dało się posłuchać, a z tym na AS, wiadomo, różnie bywało), takie moje najlepsze granie z imprezy z głośników, słuchawek, stacjonarnie i mobilnie (niestety nie wszystko udało się, co się chciało, z wyżej wymienionych powodów).

Także smacznego i do przyszłego roku!

PS. Brawa za mobilną aplikację od organizatora! Znakomicie przygotowana, świetna rzecz!

PPS. Będę aktualizował na bieżąco wpis o nowe zdjęcia, ciekawostki – przeprowadziliśmy kilka interesujących rozmów, podzielę się z Czytelnikami informacjami uzyskanymi z pierwszej ręki, tzn. od źródeł w branży ;-) Jutro m.in konkretnie o BeoLabach 90, o Roonie na Myteku (co gdzie kiedy za ile ;-) ), o Oppo wizyjnie i dźwiękowo (idzie nowe), o stratosferycznych nausznych Utopiach i przystępnej cenowo, wręcz taniej Oliwce (a to tylko, tak z brzegu).

PPPS. I ostatnia aktualizacja naszej relacji z imprezy

» Czytaj dalej