LogowanieZarejestruj się
News

Obrodziło #2: IEMy KZ ATE… pro armatury za pół-darmo

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180417_155450551_iOS

W naszym kraju praktycznie poza jednym sajtem nikt o tych słuchawkach nie pisał. A to błąd, tym bardziej, że produkt mimo braku polskiego dystrybutora jest szeroko dostępny, można zamawiać i po maksymalnie dwóch tygodniach cieszyć się czymś, co w konfrontacji z ceną wywołuje szok i niedowierzanie. Bo jak można armatury z (kiepsko moim zdaniem) ustawionym firmowo, cokolwiek basowo, ale w 100% rasowo grającymi (szczególnie po aplikacji equalizacji, korekcie na suwakach) przetwornikami, zrobione tak, że …takiej formy nie powstydziłby się produkt za 1000, a nie złotych 100, bo taka jest oficjalna KZ ATE cena (w promocji kosztują 39 złociszy z kosztami przesyłki (!)). To armatury wykonane absolutnie bez zarzutu, obudowa z dobrego jakościowo plastiku, pleciony kabel w atrakcyjnym, przezroczystym oplocie, wcale niezłe silikony, zachowujące się (tłumienie, izolacja) trochę jak przez wielu bardzo poważane gąbki Comply (wcale nie przesadzam).

Dacie wiarę? Niecałe 40 złotych polskich? Żart jakiś?
Ano nie żart, serio: Cheap-Fi (nowa kategoria… dobre granie, a niemalże darmowe)

KZ ATE

Mało? To jeszcze na dodatek balans, oznaczenia wyraźne, też kolor, pozwalające na szybką identyfikację lewo/prawo, bardzo dobry, anatomicznie dobrany kształt łezek (obudowy). No właśnie. Po aplikacji przylegają idealnie do małżowiny, w czym zasługa niemała przewodu OTE… tutaj umiejscowienie dodatkowo pomaga, bo mamy okablowanie pod wg. mnie świetnie dobranym kątem (porty) i przewód wokół uszu, dodatkowo naciągany mniej więcej na wysokości żuchwy przez małe ciężarki, naturalnie nam się układa, trzyma, nie ma efektu samodzielnego przemieszczania się, wypadania, znanego z wielu tego typu konstrukcji. Długie tubki wychodzące z łezek precyzyjnie wchodzą w ucho. Obfite, duże (w sensie długie i grube) sylikony nie tylko świetnie izolują, ale jeszcze dodatkowo, dzięki nie zwężającemu się, nie zmieniającemu średnicy kanałowi (po włożeniu do uszu) zapewniają odpowiednie warunki dla niezakłóconej transmisji dźwięku z przetworników. Wreszcie mały pilot (start, pauza) z mikrofonem… nic szczególnego, ale jest i pozwala na podstawową obsługę i odbieranie połączeń.

Te IEMy są równie wygodne, co trójdrożne Westony UM30Pro (nasz test), czy tańsze, dwudrożne, ale przecież wielokrotnie droższe od tych „chinoli” Westony UM20 (recenzja tutaj). Masakra. Wielokrotnie tańsze, a wykonane na podobnym poziomie (tak, jest nieco gorzej, ale to subtelna różnica, jak porównam z redakcyjnymi IEMami Momentum to w ogóle nie ma o czym mówić: poziom markowego producenta, bez żadnej taryfy ulgowej). A przecież Westony to w moim rankingu, do tej pory, najdoskonalsza ergonomia, bo przecież to ktoś, kto robił aparaty słuchowe – słuchawki Amerykanów zazwyczaj są pod tym względem bliskie ideałowi. Tutaj mamy „tanią chińszczyznę”, tyle tylko że ta tania chińszczyzna to bardzo wygodne armatury, z przetwornikiem, który (gdyby nie zbytnie hołdowanie dzisiejszym trendom: głośniej, bardziej dudniąco, umc, umc, umc) ma potencjał, bo jak się go odpowiednio dostroi to…

 

Bardzo stabilne, bardzo wygodne, do tego w ogóle nie rzucają się w oczy (wpasowane w małżowinę)

…to mamy słuchawki, które są lepsze od Momentum (pod każdym względem oferują lepsze, bardziej klarowne, rasowe brzmienie, potrafią dużo, znacznie więcej od Niemca), słuchawek markowych za ponad 4 stówy (teraz taniej, ale za tyle były sprzedawane na starcie). To już jest coś, a przecież to dopiero początek! Mając w pamięci takie konstrukcje jak przetestowane jw., drogie IEMy firmy Westone, przemaglowane u nas flagowe T serie od RHA, kosztujące kontener tych opisywanych „chińczyków” francuskie sześciodrożne (!), sprawdzone swego czasu na HDO wyczynowe EarSoniki S-ME6 (4,5k), czy podobnie wycenione wysoko Astell&Kern/Beyersy z Teslą w obudowie (test T8ie), Senki (wspomniane Momentum IEM, najbliższe cenowo, choć i tak wielokrotnie droższe od tytułowych), HiFiMANy (np. RE-400 w wersji B jak balans) czy FADy (choćby słuchane u nas Piano Forte 9) trudno w jakikolwiek sensowny sposób pozycjonować KZ ATE.

Tak, tak, te wszystkie Aliexpress-y, te dumpingowe ceny, czy jakieś podróby markowych produktów, te wszystkie „koraliki” rodem z Chin gdzieś tam wypływają, czasami gdzieś tam się przebijają jako ciekawostka, ale kto by tam poważnie podchodził do tego typu rzeczy. Cóż, nie trudno zrozumieć, dlaczego nikt tego specjalnie nie śledzi (w mainstreamie, bo nie w ogóle), że to przechodzi bez echa. HDO jest sobie niszą, niszy, nie mamy żadnych zobowiązań wobec kogokolwiek, nie musimy przed nikim się tłumaczyć, realizować polityki, cisnąć na SEO, na klikalność, na te wszystkie bzdety. Mogę sobie pozwolić na opisanie produktu, który w porównaniu, zestawieniu z wymienionymi powyżej, przenicowuje rynek, dezorganizuje porządek rzeczy, bo jest… za pół darmo. Wymieniłem powyżej liczne publikacje jakie ukazały się na HDO z IEMami za wiele tysięcy złotych, albo przynajmniej za kilka set, słuchawek często bardzo, bardzo dobrych brzmieniowo, nierzadko ergonomicznie bliskich ideałowi (Westone), słuchawek wartych zainteresowania. Nie bez przyczyny. Wszystko to prawda, tyle że jak się pojawia taki produkt jak tytułowe IEMy, to trudno przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego, zachować dystans. Jak odnieść to do wielokrotnie droższych produktów, kosztujących niejednokrotnie 20-30… a nawet 50 i 100 razy więcej? Ma ktoś pomysł? W sumie, ja mam…

Ten przetwornik to prawdziwa petarda jest. Szkoda, że go tak skaszaniono firmowym strojeniem, ale po korekcie, czapki z głów

Test opublikuje szybko, jako uzupełnienie niniejszego wpisu (pierwszych wrażeń), bo teraz na wynos będzie często, a jak na wynos to będą te KZ ATE. Już teraz mogę napisać tak: VOX Player (2) z przebogatymi opcjami konfiguracyjnymi (bardzo rozbudowany korektor parametryczny), albo HF Onkyo Player, albo CapTune (wszystko to z możliwością dopasowania pracy przetworników) i mamy coś za umownego tysiaka w uszach, kto nie wiedzieć czemu zaoferował nam w promocji za cztery dychy. Ostatnio dużo słucham poza domem via VOX, bo raz że można mieć najlepszy jakościowo stream (żadnych ograniczeń, mogą być DSD, mogą być albumy po 2giga… kto co lubi) z własnej, prywatnej audio-chmurki, bo (dwa) od ostatnich aktualizacjach ma się dodatkowo znakomity moduł DSP w apce (jeden z najlepiej działających, najbardziej zaawansowanych w apkach mobilnych, mobilnych odtwarzaczach softwareowych), do tego oferują mocarny moduł radia (hi-resowe rozgłośnie… polecam!) i jeszcze, jakby tego było mało, integracje streamów popularnych w rodzaju Spotify-a (playlisty… po to, to tu jest) czy SoundCloud (wiadomo, niektóre dźwięki to tylko tam szukać) i wreszcie, jak komuś po drodze, skroblowanie via Last FM. Prawdziwy kombajn do mobilnego grania! Najlepsze jest jednak to, że w przypadku takich zbyt radośnie („funowo”) grających IEMów, można dokonać w tym sofcie korekty pracy przetworników uzyskując softwareowo efekt nie odstający od SQ bardzo drogich doków. VOX czy inne, wspomniane playery będą w przypadku KZ ATE jak znalazł. Warto pożenić, dobry jakościowo stream puścić i cieszyć się dźwiękiem za śmieszne pieniądze (efektor), naprawdę śmieszne.

PS. Bardzo efektywne te wbudowane przetworniki, bardzo czułe. Na iPhone SE jesteśmy na żółtych kreskach i już jest bardzo głośno.

Trochę dodatkowych zdjęć poniżej:

Żółci bracia zadbali nawet o nasze zdrowie. Proszę ile informacji z bardzo ciekawym tabelarycznym zestawieniem „co za dużo to nie zdrowo”: ilość decybeli w jednostce czasu

Trudno tutaj coś zarzucić, szczególnie w konfrontacji z ceną trudno

Lekko dociskamy i w naturalny sposób, wygodny, wszystko się nam dopasowuje

Bardzo dyskretne, porównajcie to z AirPodsami (ekstremum), albo chociaż wymienionymi powyżej, przetestowanymi u nas dokami

Bardzo tanio a solidnie

Obiecują HiFi i w sumie, będzie, tylko EQ zagonić do pracy

Duże tuby :)

Kabel niczego sobie, atrakcyjny (wizualnie), przezroczysty oplot

Bardzo sensowne presety w VOXie

…albo parametryczny i polecam bardzo eksperymentowanie z suwakami (we wszystkich osiach!)

Efekty będą jeszcze rozbudowywane, ważne że są rzeczy niezbędne, a będzie tego więcej

AKTUALIZACJA:

» Czytaj dalej

ROON po polsku, ROON z dużymi zmianami, ROON z MQA

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-05-03 o 13.05.35

Wielomiesięczna praca nad spolszczeniem najlepszego front-endu audio wreszcie zaowocowała. No jest. ROON po polsku jest. Niestety nie bez dość licznych jeszcze błędów („kopia matka”… to moje absolutnie ulubione i oby tak zostało :D ), nie bez oczywistych fuck-upów (czasami nie mieszczą się te nasze długie, ogonków pełne, ojczyste słowa, no nie mieszczą się w obiekcie/danym menu) i wpadek typowych, czytaj – a tu nie przetłumaczyliśmy i idzie po angielsku (btw tłumaczenia po kiju, ala Google translator, niestety tu i ówdzie się zdarzają i to trzeba jak najszybciej wyprostować!). Widać, że sporo wniósł współudział społeczności użytkowników mieszkających „nad Wisłą”, albo żyjącymi poza granicami Polski rodaków. Możemy cieszyć się ze spolszczonego interfejsu, teraz wystarczy to „tylko” dopieścić i pięknie będzie. Oczywiście raczej nie zobaczymy opisów artystów, albumów, tego całego wsadu jaki możemy w ROONie znaleźć i z którego możemy korzystać. To pozostanie po angielsku, chyba że ktoś zrobi kolejny (duży) krok. Nie liczę jednak na to, znam realia i cieszę się, że możemy mieć samo oprogramowanie w rodzimym języku, że konfigurowanie (DSP, sprzęt) może okazać się dla wielu łatwiejsze, przyjemniejsze w odbiorze. Są też tacy, którzy tak się z angielskim żargonem oswoili, że im już z .pl nie po drodze. Rozumiem i sam się niejednokrotnie na tym łapie, że wolę. Dla tych jest w ustawieniach opcja (na dole) wyboru języka i można jednym kliknięciem zmienić sobie na „jak było”. Przyjemnie, że od teraz mamy wybór i brawa za to.

Od teraz spolszczony interfejs ROONa

Dobra, spolszczenie mamy odfajkowane, a to nie są jedyne, czy wręcz najważniejsze zmiany jakie przynosi najnowsza wersja 1.5. Oj nie! Skupili się tym razem na znaczącej przebudowie dwóch kluczowych rzeczy: identyfikacji i ustawiania urządzeń grających via ROON oraz wyboru wersji utworu / albumu w powiązaniu z całą naszą bazą i bazą tidalową (a to było cholernie trudne, bo Tidal z opóźnieniem i w niepełny sposób dostarcza im dane na temat udostępnianej przez siebie muzyki). Tak, to są zmiany bardzo poważne, dotyczą nie tylko UX (ergonomia UI), ale pozwalają na jeszcze lepszą, pełniejszą integrację bibliotek oraz sprzętu z front-endem. Mamy identyfikację certyfikowanego/przetestowanego sprzętu (lista wszystkich producentów i urządzeń dostępna w hiperlinku pod nazwą klamota), możemy samodzielnie coś wyszukać, czasami to rzecz istotna w związku z unikalnymi opcjami dla danego urządzenia, czasami bardziej kwestia natury estetycznej (ikonki, opisy te sprawy). Dalej idą w uproszczenie menu konfiguracji sprzętu, rozwijamy kolejne podmenu, a na dzień dobry dostajemy dostęp do najważniejszych użytkowo rzeczy. Nie tracimy przy tym możliwości bardzo zaawansowanego, szczegółowego ustawienia klamota, ale też nie gubimy się na wstępie w dziesiątkach suwaków. Cała baza jest spójna, ciągle podlega aktualizacji i rozszerzeniom (funkcje, nowe opcje, jakie przewidział sam producent urządzenia i leci… wow!). Oczywiście porządkują nam ten cały sprzętowy galimatias programy ROON Tested i ROON Ready (certyfikacja, pełna współpraca, identyfikacja danego klamota pod ROONem). Wszystko jest identyfikowane, ale to co przejdzie (co logiczne) dodatkowo te wewnętrzne procedury u developera, w locie, w automacie, bez naszej ingerencji, konfiguruje nam się automatycznie właśnie, najlepiej, najkorzystniej nam się autokonfiguruje (współpraca producent klamota – producent oprogramowania odtwarzającego… na taką skalę TYLKO ROON).

Jak widać, nie wszędzie jeszcze jest po polsku, mimo że po polsku ;-)

Identyfikacja urządzeń

Przemyśleli to w pełni, w kompleksowy sposób i chwała im za to. Moim zdaniem nikt tej trudnej lekcji „ogarniania” komputerowego odtwarzania muzyki w optymalny, najlepszy możliwy sposób do tej pory nie odrobił, poza ROONem. Nowa wersja software to taka „kropka nad i” (w sensie stworzenia rozwiązania łączącego w harmonijną całość front-end audio z efektorami, czytaj synergii software z hardware). Teraz będą to rozbudowywać, udoskonalać, ale to co już jest, to co mamy, to unikalna sprawa. Zapamiętajcie: TESTED i READY. Jak się takie coś w opisie produktu, na pudle pojawi, to już wiecie, że DZIEJE SIĘ, DZIEJE SIĘ DOBRZE. Jak tylko za bardzo namieszamy (my sami) w ustawieniach, bo eksperymenty lubimy, to dajemy „przywróć oryginalne” i mamy optymalnie ustawionego klamota. Proste? Proste. Optymalnie przez twórcę software oraz współpracującego z nim producenta naszego sprzętu.

Wersje

Dobra, kolejna wielka rzecz to „Inne wersje”, czy po prostu „Wersje”, czyli coś czego nam w ROONie brakowało. Niby po prawej mieliśmy wyszukane rekordy z tym samym albumem ale w innym formacie, wersji etc. ale dopiero teraz jest to w pełni zintegrowane i dopieszczone. Jak wspomnieli, w ich mniemaniu, słuchamy MUZYKI, a nie PLIKÓW i ja się w pełni podpisuję pod tym. Do tej pory wszelkie duplikacje automatycznie się grupowały, teraz moi drodzy mamy wspomnianą zakładkę. A tam za pomocą ikonografiki dostajemy (wcześniej nie było to takie przejrzyste, czytelne) wszystkie wersje danego utworu, albumu jakie są dostępne w bazie ROONa. Wszystko co jest w naszych zbiorach. Nie dość tego, mamy także ikonę Tidala, która mówi nam, że poza naszymi zbiorami, jest jeszcze w streamie wersja, której nie dołączyliśmy do naszej kolekcji.  W sumie możemy mieć do 4 różnych wykonań z naszych zbiorów, lub 4 tidalowych, lub mieszankę powyższego, dotyczące jednego kawałka, czy jednego albumu (pojedynczy cover na stronie artysty w ROONie), a w zakładce „wersje” zaś będziemy mieć wylistowane nawet milion ;-) odmiennych wariantów …o ile będziemy mieli na to ochotę. Innymi słowy wszystko porządkuje nam wykonawca, mamy różne wersje i jest przejrzyście: rozszerzone, limitowane, wznowienia, remastery i co tam jeszcze do ciężkiej cholery ktoś sobie wymyślił, żeby ponownie zarobić na tym samym materiale ;-)

Z tym co powyżej powiązane są dwie sprawy, dwie kolejne nowości w ROONie: wreszcie Tidal jest bardziej, niż mniej częścią ROONa. Stwierdzili, że jak im Tidal nie jest w stanie zapewnić stałego i pełnego dostępu do potrzebnych ROON labs danych to sami zrobią. I finalnie to #@$@%@ zrobil! Się zdenerwowali, mimo że to w sumie olewka ze strony partnera, zacisnęli zęby i zaczęli samodzielnie gromadzić dane, tworząc rozwiązanie bazodanowe, które teraz od 1.5 stało się częścią ROONa. Zrobili to. Co to daje? Ano wiele daje, bo nie ma bałaganu, bo teraz informacje tidalowego streamu zawierają to samo, co mogą zawierać dane naszej, dobrze przygotowanej, uporządkowanej biblioteki. Mamy więc dane na temat tego czy jest stratne, czy bezstratnie, czy MQA i jakie, wszelkie informacje o oryginalnych parametrach pliku strumieniowanego z Tidala powinny być od teraz wyświetlane (rzecz jasna trafimy na sytuacje, gdzie takiej informacji zwrotnej nie będzie, ale będą to rzeczy uzupełniane sukcesywnie). Od teraz mamy więc dostęp do tych danych we wszystkich opcjach korzystania z biblioteki (fokus!!! yes!!!). 

Kopia Matka! YESSS!

Druga rzecz to MQA. Cóż. Wiecie jaki mam stosunek do tego wynalazku. Chłodny mam. No ale nieważne jaki mam, trzeba odnotować że MQA jest od teraz w pełni wspierane w ROONie. Pełne origami. Pierwszy i drugi stopień, pełne rozpakowanie i – na kompatybilnym sprzęcie – słuchanie w „oryginale”. A właściwie w „kopii matce” (uhuhuhuhu… i dobrze, przynajmniej można się pośmiać, taśma matka sugerowałaby coś czego tam, w tej zakładce po ang. „masters” nie ma, zresztą to angielskie słowo też nic konkretnie nie mówi, albo co gorsza błędnie sugeruje właśnie), bo tak to nam spolszczyli. Dobra mamy MQA, dość późno to wprowadzili, mimo że MQA to luby, bo przecież inżynierowie, programiści po części z Meridiana są właśnie. Zresztą mówią (doceniam), że mocno się od 2016 roku zastanawiali czy w ogóle to pełne wsparcie dać i toczyły się w zespole dyskusje „czto diełat”. Chodziło m.in. o to, by negocjacje komercyjne (tak, tak MQA TO PRZEDE WSZYSTKIM BIZNES, ZAPAMIĘTAJCIE TO DOBRZE) oraz kwestie czysto techniczne (wsparcie producentów sprzętu) z sukcesem uzgodnić, dopiąć, zrobić tak, by summa summarum wszyscy byli zadowoleni. Od siebie dodam, że pewnie warunki ze strony ludzi stojących za MQA przesądziły o długim, ciężkim porodzie tej funkcjonalności, ale to moja prywatna opinia, nie bierzcie tego w żadnej mierze, jako coś, na co mam twarde dowody.

Nie, tak się nie bawimy ;-) Spolszczenie wymaga polerki

Dobra, mniejsza, co to dla nas oznacza? Ano oznacza, że po pierwsze, w powiązaniu z pełniejszą informacją na temat tego, co w Tidalu serwują (nowością, o której przed chwilą pisałem), mamy wyświetlane w przejrzysty, czytelny sposób wersje danego materiału: jest wersja 16/44, jest wersja MQA i możemy sobie wybrać. Zabawne, że pod ROONem mamy więcej, dużo więcej info/możliwości odnośnie tidalowego streamu niż w apkach dostępowych do serwisu. Przede wszystkim wiemy, czy dany materiał występuje w wariancie nie MQA-owym (taki często wybieram, choć bez dogmatu, sprawdzam, ale często brzmi mi lepiej od origami), jakie były jego oryginalne parametry (i jakie są pliku, który strumieniujemy właśnie). Także to duży plus i w sumie unikalna sprawa. No cóż, ja tam Tidala wolę słuchać via ROON, bo jak słucham w aplikacjach dostępowych to wiele tracę (ustawienia sprzętu, DSP to raz, a dwa sama nawigacja i możliwości dotarcia do interesujących mnie nagrań… Tidal ciągle coś kombinuje i mam wrażenie, że czasami kombinuje jak koń pod górę). BARDZO WAŻNE: jako jedyny ROON pozwala obecnie połączyć MQA z korekcją w ramach wbudowanego w software DSP. Oznacza to jedno – jedna z poważnych wad, poważnych ograniczeń, które kryją się za tymi trzema literkami, przestaje być aktualna. od teraz da się. DSP może sobie działać i MQA może się odorigamiać. Można zatem korzystać dowoli z EQ, z korekcji pomieszczenia (ważne!) oraz zaawansowanych ustawień poziomu głośności bez utraty „magii” kontenera, bez upośledzania klamota ze wsparciem dla tego rozwiązania. Wiedziałem, że jak się za to Roon labs zabierze, to zrobi to przynajmniej dobrze i się nie pomyliłem. Także to cholernie ważna sprawa, bo DSP to ogólnie rzecz biorąc przyszłość całej branży i bez tego elementu (bez tego całego morza możliwości, bo zakres tego, co można z dzisiejszymi silnikami przetwarzającymi cyfrowo sygnał, wierzcie mi, jest NIEOGRANICZONY) MQA wg. mnie zdechłoby wcześniej czy później. A tak, kto wie?

Przy okazji wypłynęła jeszcze jedna, ciekawa dla mnie informacja: nie chodzi tutaj o jakieś specjalne tryby, poprawę SQ w ramach MQA, ale o generalnie pełne wsparcie kontenera w produktach teoretycznie go supportujących. Otóż, w notce dotyczącej najnowszej wersji ROONa zamieszczono informację, że od 1.5 software wspiera protokół USB/HID (dla MQA) zapewniający pozadrajwerową komunikację w ramach uniwersalnej magistrali komputerowej. Chodzi bardziej o zapewnienie bezproblemowej identyfikacji i właściwego, bezbłędnego procesu odpakowywania, a nie kwestie związane z jakością brzmienia. Dzięki temu, że identyfikacja jest pełna (ROON – komputer i jego możliwości weryfikacji tego, co podłączono via USB do niego) inżynierowie mówią o dużo dokładniejszym, pewniejszym sposobie dogadania się takiego DACa czy streamera z ROONem. Daje to pełną identyfikacje (w prezentowanej przez oprogramowanie scieżce sygnału) o statusie, bez jakiś znaków zapytania, bez problemów, przy czym – i to jest coś, na co warto zwrócić uwagę – NIEKTÓRE urządzenia kompatybilne z MQA nie potrafią właściwie współpracować, nie potrafią identyfikować i odpowiednio dopasowywać swojej pracy, gdy MQA sobie leci. Pokazuje to być może szerzy problem, bo wielu użytkowników najnowszych produktów (w przypadku MQA mówimy generalnie o najnowszych generacjach sprzętu) ma problem z właściwym działaniem swoich klamotów w zakresie grania origami. Okazuje się, że problem leży zarówno po stronie producentów, jak i samej organizacji, która stoi za tą technologią. Przyznają certyfikat, niby testują, a potem takie kwiatki. Pozostawię to bez komentarza…

Sonos! Będzie jeszcze w długi week(end) wpis o tym co potrafi w stereo para One (dotarł) i Play:1. Oppo niestety R.I.P

Na koniec coś, z czego ucieszą się właściciele strumieniowców LINNa. Macie to. Macie pełne wsparcie waszych DSów pod ROONem. Wreszcie. To popularne, bardzo dobre, tak w ogóle pierwsze takie na rynku, plikograje co to z Internetu grały/grają. No to teraz możecie sobie poużywać w pełni, a nie tylko przez szybkę ;-)

Ledwo widoczny, ale jest… Linn, Logitech też się łapie, mimo że ze Squeezeboksami nie ma obecnie za wiele wspólnego

GALERIA z całym spolszczeniem interfejsu będzie dzisiaj w nocy wisieć, już wisi. Nawet w święta nie dają człowiekowi odsapnąć! ;-)

O ROONie możecie przeczytać w naszych wcześniejszych wpisach: opis, poradniki nt. front-endu znajdziesz pod tym linkiempod tym oraz pod tym a także tutaj i tu. I jeszcze o tu. O ROCK (Roon Optimized Core Kit) tutaj, o iPENGu w ROONie (tutaj) i Audeze pod ROONem (tu). I jeszcze tutaj (aktualizacja grudniowa ’17).

PS. Bym zapomniał! Od teraz rozgłośnie sieciowe, radio internetowe przyjmuje stream FLAC/OGG!!! Mamy te wszystkie pyszne, nowe rozgłośnie z hi-resami, jakością płyty CD na kliknięcie (i wklejenie adresu). SUPER!

» Czytaj dalej

Matrix X-Hi… coś dla hardkorowców PC Audio. Zajawka dla geeków

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180420_102930929_iOS

Pierwsze koty za płoty. Przypomniałem sobie jak to kiedyś było z blaszaków składaniem. Boleśnie. Spaliło. Płytę spaliło, zanim jeszcze karta Matrix X-Hi wylądowała w slocie. Kolejne mobo, reduktory do wiatraków, obudowa dodatkowo wygłuszona, procek na low-speedzie, źródło -> pamięć półprzewodnikowa z hi-resami pod kurek i proste pytanie: czy takie ustrojstwo ma sens, czy wprowadza nas na inny, wyższy poziom SQ, grając audio z komputera? Bazą jest system HP (midi tower, taki biurowy sprzed paru lat z ciekawie rozwiązanym systemem chłodzenia wolnoobrotowe wiatraki / tunele, dodatkowo te wiatraki spowolniłem reduktorami), mała płyta ze zintegrowaną grafiką, wolnym slotem PCI-e i wszystkimi niezbędnymi interfejsami, które …natychmiast wyłączyłem (wszystko wyłączone w biosie/systemie). Dobra podstawa do budowy blaszaka pod audio. Sama buda duża, co pozwoliło ją dodatkowo wygłuszyć matami. Niech sobie stoi, nie szumi (niestety zasilacz jest tu najmniej kulturalnym elementem, na to chwilowo nic nie poradzę), a tytułowa karta Matriksa bierze sobie prąd z zewnętrznego, znakomitego zasilacza firmy Creative. Mała, ożebrowana kosteczka (zdjęcie poniżej), takie kiedyś do tych swoich najdroższych zestawów kina PC Audio dawali… mam drugą taką, ogromniastą, z kompletu od DTT2200 (niebawem publikacja o retro PC audio: T20, DTT2200, Soundblaster AWE64 Gold ;) )… świetne zasilacze, jak chcecie przyoszczędzić (wyspecjalizowane kosztują, chlubnym wyjątkiem są rozwiązania Tomanka, ale też parę stówek leci), to szukajcie na aukcjach takich starych zestawów Creative Labs (Cambridge), koniecznie z org. zasilaczem. Polecam te elektrownie. Są super! Oczywiście będzie weryfikowane z i bez (zasilania zew.), a DACzki będą zacne:

- KORG DS-DAC-100 tylko 1 bitowe grane (to nadal najlepszy znany mi interfejs pod DSD, przy czym nie chodzi tu tylko o hardware, ale firmowy software… tak to należy całościowo rozpatrywać)*

- HiFace DAC od m2Techa (nie masz nic lepszego pod PCM, w takim budżecie, nie masz!)*

- Burson Conductor V.2+ na ESS9018 (wszystko jak leci, jw. tylko wyczynowy materiał)

*z portu w karcie idzie przepisowe 5V/1A, nie powinno być problemów z USB DACzkami

Takie niewielkie coś, a zdaniem producenta i tych, co nabyli, robi zasadniczą różnicę w przypadku komputerowego źródła audio

Nie będziemy zawracać sobie głowy nie zawsze najlepszych lotów (jakościowo) streamem, w końcu ma to być test akcesorium, które ma z blaszaka zrobić perfekcyjnego plikograja. Czy tak będzie w istocie to się jeszcze przekonamy na własnej skórze. Karta nie jest, jak to u Matriksa, droga. Można ją podpiąć wewnętrznie, ale szczerze odradzam (komputerowe zasilacze) i zalecam jak wspomniałem zewnętrzny, dobrej jakości zasilacz. To ważne, bo tutaj o filtrowanie, czy raczej omijanie (precyzyjniej rzecz ujmując) całego syfu chodzi, tego co stanowi największe wyzwania, gdy chcemy wykorzystać komputer jako źródło muzyki w systemie. Rzecz jasna automagicznie nic tutaj się nie dzieje i nie można jw. pominąć żadnego elementu mającego wpływ na efekt końcowy. Zamontowanie karty w pierwszym lepszym blaszaku z wyjącymi wentylatorami mija się z celem (nawet jeżeli będziemy słuchać czegoś na słuchawkach, a nie monitorach – u nas będzie na różnych efektorach, zarówno kolumnach jak i nausznikach słuchane). Bardzo ważna jest też optymalizacja systemu, kiedyś można było przygotować sobie (w czasach Windowsa XP / Windowsa 7) okrojony, przygotowany na miarę potrzeb system (instalacja bez wielu zbędnych składników… był na to odpowiedni soft), dzisiaj nie jest to już (niestety) możliwe. Tutaj bezkonkurencyjny był, jest i będzie Linux. Własna kompilacja, albo po prostu taka uszyta na miarę peceta pod granie muzyki. Nie, nie będzie tego w recenzji, może osobny tekst się pojawi na temat, a my teraz powalczymy z wyrobem „Małegomiętkiego”.  Można sporo zoptymalizować i o tym też w recenzji co nieco będzie.

Dobrze ekranowane to

Mały śledź do kompaktowych projektów PC pod audio, małych bud oraz kabelek do pobierania energii z elektrowni kompa w komplecie

Zewnętrzny zasilacz dla karty Matriksa z kinowego zestawu Creative Labs. Polecam!

No właśnie trzeba sporo się narobić, by zbudować optymalne źródło PC, ale jak pokazuje oferta rynkowa (te wyspecjalizowane pod audio konstrukcje… tak mam na myśli m.in. CAPSy) takie coś nie tylko ma rację bytu, ale może stanowić najbardziej futureproof rozwiązanie pod kątem grania z plików. Komputer z systemem daje nieograniczone możliwości, to oczywiste, zarówno jeżeli chodzi o dostęp jak i aktualizowanie. Nawet najlepsi na rynku spece od strumieniowców, gotowców, nie dają takiej elastyczności i gwarancji „bycia na czasie”. Można to ominąć tworząc sobie rozwiązanie z komputerem/serwerem oparte na ROONie (ROCK!), gdzie same plikograje nie muszą, ba, nawet nie powinny wg. mnie mieć cokolwiek wspólnego z komputerowymi systemami operacyjnymi – wtedy można się skutecznie uwolnić (raz na zawsze) od PC w salonie. Można. Ale to kosztuje (niemało) i wymaga podjęcia strategicznej decyzji. W sytuacji, gdy chcemy korzystać z innych rozwiązań, często nieodzownym elementem będzie komputer. X-Hi ma go nam ucywilizować.

Czym jest to ustrojstwo? Zasadę działania dokładniej opiszę w recenzji, tutaj pozwolę sobie na krótkie przedstawienie „z czym to się je”. Mamy tutaj zewnętrzny kontroler, interfejs Audio USB, na złączu PCI Express. Omijamy w ten sposób magistralę na płycie, współdzieloną przez liczne, zarówno zintegrowane z mobo, jak i zewnętrzne interfejsy, urządzenia peryferyjne… to coś do precyzyjnego i wolnego od zakłóceń przesyłu sygnału audio USB do odbiornika cyfrowego lub przetwornika DAC. Elektronika jest tu ekranowana (obudowa), w sytuacji gdy podepniemy zewnętrzne źródło zasilania karta wykorzystuje do komunikacji z komputerem / systemem najlepsze, wolne od zakłóceń, bezpośrednio się komunikujące z CPU oraz RAMem medium – szynę PCI-e, coś, co właśnie bezpośrednio, bez interferencji dogaduje się z najważniejszymi komponentami komputera. Karta wyposażona jest w wyjście USB 3.0, kompatybilne w dół, od chwili wprowadzenia obsługi UAC 2.0 w Windows 10 (Creators Update) można po prostu podpiąć DACa do karty i bez sterowników (potencjalnie kłopotliwy, generujący problemy element) grać zaraz po podłączeniu. X-Hi oferuje zatem najwyższej jakości, wyizolowany przesył strumienia danych audio bez zakłóceń, ma to być plaster na wszystkie bolączki komputerowego audio. No, prawie wszystkie ;-)

 

 X-Hi gotowy do pracy

Wykorzystujemy tutaj precyzyjne zegary współdziałające z układem mostka USB 3.0 firmy Texas Instruments, które stanowią niezależny kanał danych dla strumienia USB Audio. Takie rozwiązanie pomaga, jak wyżej wspomniałem, ominąć przesył danych via magistrala USB z płyty głównej, unikamy udostępnienia kanałów danych innym urządzeniom USB. To jest właśnie „nur fur audio”, gdzie dodatkowo nie korzystamy z często, gęsto podatnego na zakłócenia, o niskiej kulturze pracy (duże wahania, popatrzcie sobie w oprogramowaniu podającym w czasie rzeczywistym odczyty z czujników na płycie głównej… skoki potrafią być całkiem spore, mieszczą się w normie, ale to norma dla PC jest, nie dla źródła audio ;-) ) zasilacza komputerowego, a to nie koniec wyliczanki, bo karta ma nam jeszcze zapewnić całkowitą eliminację opóźnień czasowych (wiadomo – bezpośrednia komunikacja w ramach PCI-e). Także dużo dobra tu się ma zadziać, sprawdzimy czy rzeczywiście daje to istotny, słyszalny, wpływ na komfort odsłuchu z blaszaka, czy takie coś pozwoli nam zrobić z dostosowanego do grania (patrz wyżej) PC perfekcyjne źródło sygnału, perfekcyjnego plikograja. Dla osób, które mają wątpliwości natury estetycznej, ergonomicznej, śpieszę z wyjaśnieniem, że dzisiaj można w dowolnej formie, a sterowanie to żaden problem (piloty, apki mobilne, jest tego na kopy) i PeCeta można – właśnie – ucywilizować pod kątem grania muzyki. W pełni. Tyle, że… jak chcemy bezkompromisowo (to moje, jest oczywiście – patrz forma – kompromisowe) to trzeba przygotować portfel na wydatki. Będzie napewno taniej niż high-endowy strumieniowiec, to oczywiste, ale tanio nie będzie.

Taki tam system PC, zwyczajny taki

Reduktory obrotów – przydatne akcesorium, w sytuacji, gdy ma być cicho. Bardzo cicho.
Do tego maty (wyklejamy budę od środka jak najszczelniej) i nawet biurowy HP przemieni nam się w coś, co daje radę ;-)

Przy czym, X-Hi, w swojej klasie jest tani, ba stanowi najtańsze chyba „wejście w temat”, w temat budowy wyspecjalizowanego systemu PC Audio. Fajnie. Matrix zaoferował coś, co nie zjada nam na dzień dobry budżetu przeznaczonego na „ucywilizowanie” PC, a wydatki będą, bo odpowiednia mobo, bo odpowiednia buda, zasilanie (najlepiej zew.), system chłodzenia…

PS. No i mi ten opis „o co chodzi” wyszedł taki, jak miał być pierwotnie w recenzji opublikowany. Ehhh, typowe. ;-) Nic to, skupię się we właściwym opisie głównie na wrażeniach brzmieniowych, wpływie tytułowego ustrojstwa na to, co nam komp wypluwa i potem przerobione do uszu nam trafia.

PPS. Producent wspomina o filtracji prądu pobieranego z zasilacza komputerowego. Ok, sprawdzę i to.

Galeria dla geeka:

Slot x1… wystarczy

Jeszcze przed wyklejeniem, karta już zamontowana, na początku będzie grane z wewnętrznego zasilacza

…no właśnie, wewnętrzne zasilanie

Śledź pełnowymiarowy, bo buda spora, widzimy przełącznik pozwalający wybrać odpowiednie zasilanie i port dla zew. zasiłki

Tu będziemy wpinać DACzki

Zestaw prawie gotowy do grania. Prawie, bo brakuje interfejsów audio i efektorów. Szczegół ;-)

…źródłem będą dyski SSD, zgrywamy z tego nośnika, co na obrazku, na półprzewodnikowy nośnik wewnętrzny (szyna PCI-e)

…a cały ten plaster z takiego niepozornego pudełka

…niepozornego?

Sonos podaje listę kompatybilnych z AirPlay2 samograjów. Nasze 3 grosze

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Sonos

Pamiętacie nasz opis Sonosa Play:1? Nie? To zapraszam do wpisu*, jednocześnie spieszę z najświeższą informacją na temat integracji jabcowego strumieniowania. Sonos to zapowiadał, ale nie mówił co konkretnie będzie kompatybilne. Teraz już wiemy, że wśród kompatybilnych urządzeń znajdą się wyłącznie te najnowsze: One (pierwszy inteligenty głośnik, wyposażony w obsługę asystentów, mikrofony… niebawem test u nas tego samograja, będzie multi z Play:1, będzie też stereo (do tego potrzeba jest aplikacja SonoSequencr, dwa różne głośniki, choć podobne można tylko tak połączyć ze sobą w parę… za pomocą niefirmowego rozwiązania) i mam nadzieję AirPlay 2 wrażenia na gorąco, bo w najnowszych betach iOSa jest już to w miarę doszlifowane), Playbase oraz Play:5 gen 2. Nie dostaną wsparcia Play:1, Play:3 oraz Playbar (to ostatnie mocno zaskakujące, zważywszy cenę tego elementu, istotną rolę, szczególnie w kontekście budowy kina domowego w oparciu o produkty Sonosa).

Ale spokojnie, jest na to rada. Sonos sprytnie podszedł do tematu, zresztą przyjęte przez firmę rozwiązanie oparte na własnym protokole oraz własnej sieci mesh pozwala bezproblemowo na taką integrację. Jaką? Ano wystarczy jeden, kompatybilny produkt z AP2, by wszystkie nasze sonosowe głośniki bezprzewodowe zagrały nam strumienie via protokół Apple. To fantastycznie, bo choć firmowa apka zarządzająca jest w porządku, bo daje możliwość integracji większości strumieni z serwisów z muzyką i przyjemnie to wszystko nam integruje (wspominałem o tym na HDO w jednym z wpisów – macie na jednym ekranie playlisty Spotify, ostatnio grane z Tidala itd.) to jednak zawsze jesteśmy, będziemy ograniczeni do tego, co wprowadzi producent do swojego oprogramowania. Rzecz jasna Spotify Connect nie jest tutaj żadnym otwarciem na dowolny strumień (bardzo dobrze, że to jest, bo to dobre rozwiazanie, użyteczne), bo ogranicza się do serwisu Szwedów, to samo niektóre opcje (VOX Player) umożliwiające na granie z aplikacji firm trzecich… to wszystko rozwiązania ograniczone do konkretnego softu/strumienia. I tu jest punkt dla Jabca, bo AirPlay daje swobodę, bo dobrze znana ikona, występuje praktycznie wszędzie, a co najważniejsze występuje w serwisach wideo. Innymi słowy jeden One da nam możliwość strumieniowania via AP na dowolnym innym głośniku w naszej instalacji, pod warunkiem pogrupowania sobie samograjów (co jest oczywistością, gdy chcemy wykorzystać potencjał multistrefowości). YouTube? Mhm. W końcu. Poza tym Netflix, HBO Go itd. Dodatkowo liczę, że Apple wygumkuje w 2 generacji swojego protokołu bezprzewodowego strumieniowania treści AV główne wady obecnego AirPlay-a, wprowadzając: większy bufor / pewniejsza transmisja, brak opóźnień i problemów z synchro oraz bitperfect (stream hi-res byłby mile widziany, ale wystarczy bezstratny stream bit po bicie).

Oczywiście jest parę pytań, na które nie jestem w stanie w tym momencie odpowiedzieć (bo czekam na dostawę One, to raz, a dwa Apple się ciągle ociąga). Po pierwsze, czy AirPlay 2 będzie na głośnikach Sonosa oferował wszystkie opcje przewidziane w tym protokole (strefy, stereo, obsługa HomeKit’a, Siri)? Po drugie, czy nie będzie problemów z opóźnieniami, brakiem synchro (w przypadku AirPlay 1 brak synchronizacji obrazu i dźwięku skutecznie zniechęca do korzystania z tej opcji strumieniowania, gdy chcemy nie tylko słuchać, ale także coś oglądać)? Po trzecie wreszcie, czy nie wpłynie to na działanie samego ekosystemu Sonosa, tzn. czy nie będzie ograniczeń w łączeniu sonosowych głośników w pary (stereo) oraz w wielogłośnikowe zestawy (kino… ale nie tylko, bo chcę to kiedyś przetestować to w opcji audio mch, tyle że kolejny Playbar musi mieć HDMI z pełną obsługą strumieni wielokanałowych, najnowszymi formatami dźwięku wielokanałowego… muszą to zrobić i pewnie niebawem taki produkt trafi do oferty).

Siak czy tak, wygląda na to, że na rynku za moment będzie najbardziej kompletne, najbardziej otwarte na współpracę z różnymi protokołami, technologiami rozwiązanie wielostrefowe. Sonos już teraz, albo zaraz, będzie kompatybilny z asystentami Amazona, Google (zapowiedziany upgrade z pełnym wsparciem Google Assistant… bardzo na to liczę!) oraz nie-bez-po-średnio a via handheld z iOSem obsługę Siri/HomeKit’a. To ostatnie co prawda trudno uznać za pełną integrację (wiadomo, ta zarezerwowana jest dla niewypału HomePod, niewypału, bo za późno, za drogo, bez obsługi tego co trzeba i jeszcze z wpadkami ergonomicznymi na dokładkę), ale nadal będzie to najbardziej zintegrowany, otwarty na współpracę ekosystem. Oby tylko poszli za ciosem i zrobili to, o czym prywatnie marzę: w pełni skalowalny, kompatybilny z najnowszymi technologiami kina domowego (Dolby Atmos, DTS:X) strefowo/kinowy bezdrutowy system głośnikowy. Są wg. mnie najbliżsi osiągnięcia takiej synergii, stworzenia takiego rozwiązania, nie kosztującego majątek, łatwego w rozbudowie, podlegającego ciągłym usprawnieniom, unowocześnianiu (wsparcie softwareowe, dzisiaj to klucz, bez tego nawet najlepszy produkt (specyfikacja) jest złomem). Sonos na pewno zanotuje zwiększoną sprzedaż, jednocześnie nie będzie to klasyczny skok na kasę (twoje stare jest już do bani, przestarzałe), tylko sensowne uzupełnienie, rozbudowana dotychczasowej instalacji. Zaleta spójnego ekosystemu jaki wprowadzili na rynek przed laty. To procentuje!

Jak tylko się pojawi u nas One, zrobimy relację (stereo, strefy) w ramach pierwszych wrażeń, a jak w końcu Apple ogarnie temat i da AirPlay’a 2 oficjalnie to będzie duży artykuł na temat na łamach HDO.

* dużo tam o integracji Sonosa z VOXem oraz i przede wszystkim z ROONem. To robi różnicę, kolosalną różnicę robi!

PS. Do redakcji zmierza kolejna przesyłka z Chin. Lecą IEMy KZ ZS6, czytaj cztery przetworniki w stalowej obudowie: 2x armatura, 2x dynamiki. Cena 134 złote, tak wiem, przepłaciłem jakieś 20 w stosunku do najlepszych promocji. A poważnie, to dumping, to czarna rozpacz dla konkurentów ze Starego Kontynentu i Nowego Świata. Nie napiszę (jeszcze) czego są kolonem, obawiam się jednak, że te flagowe KZety będą gwoździem do trumny dla słuchawek kilkanaście/dzięsiąt razy droższych. BTW. Prywatna inicjatywa w .pl sprzedająca te IEMy przegina z ceną, szczególnie, że nie świadczy usług serwisowych, ani żadnego wsparcia tu na miejscu. W przypadku testowanych KZ ATE taki Empik dał cenę nawet zbliżoną do oficjalnej (89zł bodaj vs 99 bez promo), a tu się ktoś chce niewspółmiernie bardzo wzbogacić. Przestrzegam. Zamawiać zatem bezpośrednio u Chinola, bo tanio jak barszcz (40% tego, co niektórzy w .pl wołają(!)).

Obrodziło #1: Burson Conductor V.2+

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180419_112911702_iOS

Siedem kilo… achtung panzer! Forma mówi: będzie konkret granie. Z produktami kangurów mieliśmy już do czynienia na HDO. 160-ka się u nas kiedyś przesłuchała i bardzo przypadła do gustu, choć nie bez pewnych „ale”. Teraz trafił do nas topowy, flagowy, naj, naj, model wzmacniacza (po pierwsze), pre / integry (po drugie) oraz DACa (po trzecie), czytaj maszynki spinającej nam wszystko co trzeba w jednym pudle. Panie, Panowie przedstawiam gościa z dalekich Antypodów: Burson Conductor V.2+. Teraz tylko odpowiednie efektory. Nie, nie napiszę high-endowe słuchawki, bo wcale nie (ma takiej konieczności), można a nawet obowiązkowo trzeba podpinać klasyki, rozsądnie wycenione, w rodzaju K701 czy HD650, a nawet mniej klasowe, jak choćby takie Momentum… mimo niskiej impendancji. Możemy swobodnie uznać, że to taki tuning naszych starych kompanów, rzecz zaskakująca, jak wiele dobrego można z tych konstrukcji wycisnąć, oj naprawdę można wiele.

Ale to dopiero początek. Kraina szczęśliwości, czytaj LCD-3, to partner oczywisty. Tyle, że wcale nie trzeba wydać 8 tysi na porównywalne (choć o innym, ale jakże przepysznym bukiecie) brzmienie. Tak, zgadliście: Sundara. Te, kosztujące 2 tysie nausznice to strzał w dyszkę. Partner kompletny. Popatrzcie na zdjęcia… Conductor w wersji czarnej, a taka nam się trafiła, plus te słuchawki to nie tylko brzmieniowo (ofc to podstawowa sprawa), ale także formą IDEALNE dopasowanie. Świetnie się to prezentuje. System słuchawkowy za 10k bez żadnych „ale”? Pierwsze wrażenia są właśnie takie, zobaczymy jakie będą finalne wnioski po dłuższych odsłuchach, ale coś czuję, że amplifikacja słuchawkowa w topowym Bursonie to będzie TO. Patrząc na tego klamota dwie rzeczy zrobiłbym inaczej: dałbym 9038 zamiast 9018 (to byłoby K.O …zaraz do nich napiszę, czy planują upgrade, tam się na płytkach wymiennych wszystko opiera, Burson słynie z opcji, z modów właśnie) i przemyślał kwestie dwóch wyjść (DAC nie jest liniowe… to bez sensu trochę, bardzo nawet niż trochę). Poza tymi dwiema sprawami jestem na dzień dobry oczarowany możliwościami tego mocarza.

Tak, robi spore wrażenia moc, sam klamot kojarzy mi się formą i możliwościami energetycznymi z uberelektrownią HiFiMANa (nasz test EF-6), przy czym nie jest to taki potwór, zajmujący cały stolik jak ww ustrojstwo pod HE-6 (bo to system jest, wiecie, patrzcie wcześniejszy link). Jest bardzo ciężki, jest spory (jak na – umownie – ampa słuchawkowego, duży), ale w granicach zdrowego rozsądku. Interga ma dwa wejścia analogowe, co u Bursona nie dziwi, co jednocześnie zawsze warto pochwalić i docenić oraz opartą na 9018 (i XMOSie) część cyfrową, z klasycznym zestawem: USB/SPDIF (koaksial & TOSLINK). Od razu podpiąłem pod imakówę (CORE) oraz do naszego nie(do)ocenionego (uwielbiam tego klamota i z perspektywy czasu widzę, że nie doceniłem wystarczająco M1HPA… to w cenie ok 2k najlepsza integra/pre słuchawkowa kropka amen) Musical Fidelity, który robi za przeplotkę (czarne tło macie jak w banku: nic, zero, nul, czysto). Tu czerń, spotyka się z czernią, w sensie dosłownym i w przenośni. Oba klamoty idealnie się uzupełniają (bo mogę sobie zintegrować wszystkie źródła, bez uciążliwego przekładania kabli), mam 3 duże jacki do testowania, porównywania. Od dawna korzystam z tych, rozbudowanych możliwości M1, ale przy okazji Conductora dotarło do mnie jakie to wygodne, jakie przyjemne w obsłudze. Właśnie – metalowy, zgrabny, dedykowany pilocik dodawany w komplecie do tytułowego klamota na razie nie ma zastosowania, bo wszystko na wyciągnięcie ręki (biurkowy set idzie na pierwszy ogień), ale to się jeszcze przyda i to bardzo, bo w salonie Conductor popracuje zupełnie inaczej, w innej roli, znaczy się: sprawdzę, jak sobie poradzi w trybie PRE z torem opartym na końcówkach i na zestawach głośnikowych, będzie wtedy grał zarówno jako centralka cyfrowa, jak i klasyczny pre-amp, z podpiętymi analogowo źródłami.

Postanowiłem, na potrzeby testu, poeksperymentować. Będzie nie tylko grane z kompa (ROON), nie tylko z Chromecasta (obecnie, zawsze Chromecasta Audio podpinam pod TOSLINKA… to dyżurny interfejs cyfrowy u mnie), a nawet nie tylko z Squeezeboksa Touch EDO mod via koaksial (bo za USB siedzi i wiele dobra wnosi konwerter c/c hiFace Two)… nie, tym razem nie ograniczymy się ;-) „tylko” do tych, znanych na wylot źródeł (cyfrowych). Podobnie jak to miało miejsce z innymi integrami słuchawkowymi wyposażonymi w analogowe wejścia będzie po analogu grane i będzie coś specjalnego. Po pierwsze (właśnie gra i …niech komputer spieprza na drzewo ;-) ) olampowany, z buforem bańkowym znaczy się, cedek Onkyo (świetny mechanizm, stara, dobra, japońska szkoła), po drugie za pomocą linku z salonem (multiprzełącznik Pro-Jecta) zagra nam też gramofon (duet 1020 z 5120) i wreszcie po trzecie sprawdzę jak sobie (nadal jesteśmy w gabinecie, znaczy na słuchawkach słuchamy :) ) Burson poradzi z MiniWattem (wzmak, który robi u mnie za słuchawkową końcówkę mocy i wierzcie mi… nie ma nic lepszego, na odczepach głośnikowych, z dobrej klasy routerem audio 6.3mm albo/i adapterem HiFiMANa z symetrycznym gniazdem na końcu). Także tak, właśnie, Burson będzie nam grał jako preamp, podpięty do wejść w lampowcu (NOSy: Brimar BVA/Telam), sterując poziomem i łącząc źródła, a efektory zagrają na wspomnianych wyjściach z odczepów. Rzecz jasna nie będzie tu mowy o żadnym balansie (ale kabel sobie zmienimy w LCDkach i w ten sposób to też pożenimy), tak z ciekawości sprawdzę jakie są różnice i czy w ogóle jakieś są na takim jw. secie. Wiele osób wg. mnie błędnie, zakłada, że symetryczne połączenia są „zawsze” lepsze w aspekcie SQ, a przecież nie chodzi o wyższość tutaj według mnie, tylko lepsze medium w trudnym otoczeniu (studio) oraz ewentualnie sensowniejszy link przy bardzo długich podłączeniach. Nie wyklucza to lepszego efektu, gdy ktoś zwyczajnie spaprał, czy gorzej przygotował tor niesymetryczny, ale żeby to dogmatycznie dawało progres (bo różnice w pomiarach/specyfikacji –  dodają)… o tym też będzie osobny wpis na HDO.

Jak widzicie będzie ambitnie, nie tyle (tylko) że przekrojowo, ale niebanalnie, inaczej, eksperymentalnie właśnie. Co z tych eksperymentów nam wyjdzie to się jeszcze okaże, na razie słucham i pewnie głównie słuchać będę z dużego jacka w Bursonie, a to (już słyszę, słyszę to wyraźnie) oznacza wiele nieprzespanych nocy. Także spory zapas napoju kofeinowego (wiecie, że podczas testów udało się zabić drugi z kolei expres do kawy? ;-) ) i jedziemy. Może jakiś, przy okazji, artykuł problemowy „wpływ małej czarnej na walory brzmieniowe audio systemu”? Muszę to poważnie przemyśleć, bo wpływ niewątpliwie jakiś jest. Tylko jaki? Trzeba będzie coś skrobnąć na temat ;-) Wspomniałem o 100% „match”? O Sundara? Wspomniałem. Dobrze, bo już myślałem, że ten wstępniak do recenzji, pierwsze, na gorąco wrażenia będzie niekompletny bez nawiązania do tych, co to z głowy nie ściągam.

Aaaa i jeszcze jedno: widzicie to „obrodziło” w tytule? Obrodziło i to bardzo, a do tego (uwielbiam takie wyzwania, takie sytuacje, gdzie trzeba testować bardzo, bardzo odmienne gatunkowo produkty) ORYGINALNIE. W końcu przyjechały do nas przenicowujące system, rozdawane za darmo (tak, trzeba to sobie wprost powiedzieć) IEMy KZ ATE*, te „chińczyki” o których niedawno wspomniałem, pro armatury zbalansowane takie za „pięć złotych” (nie jest to żadna nowość, ale praktycznie nikt ich na warsztat nie brał, bo za tanie są, no może jeszcze dystrybucji w .pl nie mają, ale to akurat w przypadku droższych produktów gryzipiórkom specjalnie nie przeszkadza) i wreszcie prawdziwa petarda dla geeków PC Audio, ludzi co to piece pod muzyki słuchanie budują, kombinują, cyzelują… X-Hi …karta PCI-e z wyspecjalizowanym, osobnym, zupełnie odseparowanym kontrolerem USB  (magistrala tylko pod audio, żadne tam interferencje, współdzielenie: nur fur audio) i opcjonalnym (dla nas oczywista sprawa i już mamy świetnego kandydata) zasilaniem zewnętrznym. Będzie zatem zero jedynkowa orgia z komputera (który musieliśmy sobie sklecić, bo od dawna budy u nas nie ma), bardzo purystycznego softwareowo (ROON bridge & foobar), z odchudzonym Win7 (Linuks niestety odpada, bo pojawiły się problemy z graniem na ROONie z pingwinem w roli end-pointu). O tym co powyżej będą jeszcze osobne wpisy.

Także hardcore PC hware art się kroi ;-)

* …ostatnio w promocji za 39 złotych rozdają ;-)

Rozbudowana fotogaleria poniżej, z bogatym w szczegóły opisem (pornoaudio warning ;-) )

 

» Czytaj dalej

Koniec odtwarzaczy Oppo … niestety to nie jest 1 kwietnia

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-04-03 o 14.06.30

Bardzo przykra informacja sprzed kilkunastu zaledwie godzin. Oppo Digital to już historia. Nie będzie nowych odtwarzaczy Oppo, nie będzie można kupić najnowszych modeli (w tym przetestowanego, świetnego BDP-205), rzecz jasna nie uda się także zakupić  słuchawek orto PM-2/3 (nasz test PM-3), ani przenośnych czy stacjonarnych odtwarzaczy/wzmacniaczy słuchawkowych tego producenta. Nie kupimy zatem ani nowej wersji SE opisanego u nas, do niedawna dyżurnego, redakcyjnego, przenośnego HA-2, ani Sonaty, ani nic. Koniec, finito, bez żadnego trybu, czy raczej w trybie natychmiastowym :(

Wielka, wielka szkoda, szczególnie, że Oppo playery to też …było grube modyfikowanie (wcześniej NuForce, a ostatnio Mod Wright znakomity projekt przygotował, ale to już raczej nieaktualne, a nawet jeżeli to za moment będzie po tym tylko wspomnienie), bardzo zaawnasowany mobilny player dla iOS/Andka i sporo planów, pomysłów na przyszłość. Wszystko w czasie przeszłym. Tak nagła decyzja jest mocno zaskakująca, szczególnie że firma (wcześniej podzielona na dział AV i mobilny, ten drugi będzie dalej funkcjonował) nic nie wspominała o problemach, nie sygnalizowała, że coś jest nie tak, że trzeba zwijać biznes.

Cóż, niewątpliwie wpływ na to, co się stało ma sytuacja na rynku dystrybucji, choć tutaj ostatnio fizyczny nośnik wyhamował spadki, obecnie to downloady notują coraz gorszą sprzedaż, z drugiej strony stream totalnie dominuje, staje się de facto podstawowym kanałem dystrybuowania treści. W przypadku muzyki sprawa jest przesądzona, w przypadku wideo właściwie też… linearna tv pada, płyty wizyjne to coraz bardziej niszowa sprawa, kina też mają problem. Domowe konsumowanie treści, usługi streamingowe są obecnie na absolutnym topie. Pisałem, przy okazji recenzji najnowszego, topowego odtwarzacza Oppo, że rozumiem racje przemawiające za nieumieszczaniem funkcji smart, dostępu do usług streamingowych w tym produkcie, racjonalne racje, ale że to będzie problem marketingowy, że to będzie miało wpływ na sprzedaż, na postrzeganie marki.

Oczywiście to nie jest powód dla którego firma zwija interes (tj. że czegoś nie dała w najnowszej linii). Powody są zapewne natury kapitałowo-udziałowej, są złożone, ale to w sumie nieistotne. Istotne jest to, że producent kojarzony z wysokiej klasy, sensownie wycenionymi, produktami audio i audio-wideo znika z rynku. To się liczy. Rzecz jasna nadal będzie oferowane wsparcie, ale – i to nie jest dobra wiadomość dla obecnych użytkowników – w ograniczonym zakresie. I tak wszystkie starsze modele (linia 9x, 10x …patrz nasz test modelu 105D) będą otrzymywać (o ile wystąpią takie okoliczność, zajdzie taka konieczność) tylko krytyczne łatki, nie będzie żadnych nowych funkcjonalności, modyfikacji, zmian. W przypadku linii 20x można będzie spodziewać się utrzymania w tym roku normalnego supportu (innymi słowy poza poprawkami, mogą pojawić się jakieś usprawnienia, nowości), po tym terminie niestety nie będzie można spodziewać się niczego więcej niż w przypadku starszych modeli. Kiepsko. Dzisiaj aktualizacje na bieżąco są koniecznością, bo tak złożone i tak mocno zmienne są uwarunkowania sprzętowo-softwareowe. W sumie, brak streamu w 203/205 będzie tutaj plusem, bo nie będzie konieczności aktualizowania tego elementu, ale w poprzednikach sytuacja wygląda zupełnie inaczej :(

Przykra niespodzianka i w sumie zła informacja dla branży (bo też produkty tej firmy były od dawna pewnym wyznacznikiem dla innych, a patrząc na wzorowane na nich odtwarzacze, choćby CambridgeAudio, stanowiły po prostu wzorzec), to takie potwierdzenie dla pesymistów, którzy nie widzą miejsca dla masowych, czy po prostu dostępnych dla szerszego grona, dobrej klasy (podkreślam dobrej) produktów AV opartych na laserowych czytnikach, zdolnych do odtwarzania fizycznego nośnika (audio). Obawiam się, że inni też nie będą zainteresowani kontynuacją i połączenie kina z audio w przypadku treści na płytach audio i audio-wizyjnych, na wysokim poziomie jakościowym, przy zachowaniu zdroworozsądkowej ceny, będzie awykonalne, nikt w to nie będzie się już „bawił”. Szkoda, bo choć stream niewątpliwie jest przyszłością i w sytuacji jeszcze szybszych łącz, w końcu zacznie zbliżać się jakościowo do tego, co na płycie (głównie piszę tu w kontekście płyt wizyjnych 4k) to jakaś część materiałów multimedialnych zwyczajnie nie będzie dostępna, bo nie wszystko w streamie jest i będzie.

Mam nadzieję, że jutro wieczorem poprawimy sobie humory jakimś pozytywnym tekstem, a taki się kroi, bo zaległa recenzja o bardzo muzykalnym zestawie Cayina już niebawem na głównej HDO będzie wisieć. W kolejce zaś parę zapowiadanych wcześniej testów i artykuł ku przestrodze (audiovoodo… mhm, nic więcej na razie nie zdradzę). Do przeczytania już za chwilę ;-)

Konwersja monitorów przewodowych (IEMów) na bezdrutowe w MEE Audio

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-03-23 o 10.43.10

Aż dziw, że nikt na to wcześniej nie wpadł. A może wpadł. Mniejsza. Warunek? Odłączany od IEMów kabel. Takie coś występuje coraz cześciej w konstrukcjach z górnej półki i jak samo bawienie się w wymianę kabla w dokanałowych monitorach uważam za sztukę dla sztuki i bardziej element audiovoodoofilskiego folkloru, to tytułowy patent jest przegenialny w swej oczywistości i zasługuje na wpis. MEE BTC1 oraz BTX1 to konwersje przewodowych słuchawek w bezprzewodowe dzięki wymianie kabla z pilotem… na kabel z pilotem ;-) Że jak? Może jeszcze leki oddziaływują i powinien sobie z dzień spokoju od klawiatury dać? Nic podobnego. Chodzi o to, że te zamienniki to właśnie bezprzewodowe ala na karczek z bezdrutowym modułem & baterią adaptery i dzięki nim będzie można sobie strumieniem bez fizycznego uwiązania ze źródłem muzyki słuchać.

Konwertujemy sobie. Było na kablu, będzie bez

No to posłuchamy, a posłuchamy w jakości lepszej niż oferowana przez podstawowy kodek SBC, bo w strumieniu z prawie że bezstratnym (ale stratnym, tyle że o znacznie niższych opóźnieniach i szerszym paśmie, większym bitrate) aptX. Jak mamy pecha używać iPhone (mam) to na szczęście też sobie lepiej posłuchamy, przewidziano AAC. Kupertyńczycy olewają od dawien, dawna cywilizowane standardy rynkowe i uparcie promują swoje własne rozwiązania. Niestety często, gęsto w przypadku BT modułów obsługi AAC nie ma. I tak jak z makówy sobie zawsze aptXy odpalicie, to już z iPhone czy iPada nie zawsze. Tu, szczęśliwie, dali to w standardzie. Może się okazać, że konwersja @ bezdruta wyjdzie na zdrowie, bo przypominam, że w przypadku nowych modeli iPhone grube koty z Jabca eksterminowały jacka, w zamian oferując całkiem gównianą przejścióweczkę. Ta przejścióweczka, jak pamiętacie nasze wpisy, daje gorsze parametry na wyjściu i takie, nawet drutowe MEE monitory dokanałowe tracą na dzień dobry, a BT z AAC, dobrą implementacją, potrafi nam ten kabel skutecznie zastąpić bez strat. Adapter firmowy zaś to straty natywnie oferowane przez producenta. Natywnie, bo gorsza jakość, bo ergonomia na pałę, bo znowu się zgubiło. Zabawne, że w smartfonach za 5-6k takie coś dzisiaj oferują. Nie, nie zabawne, smutne raczej.

Dobra, ja tu o jakiś pierdołach, a przez te kilkanaście zdań nawet się nie zająknąłem o co chodzi konkretnie z tymi bezdrutowymi adapterami. No to konkretnie, chodzi o to, że: BTC1 to adapter Bluetooth dedykowany słuchawkom MEE Audio M6 Pro, a model BTX1 jest kompatybilny ze wszystkimi dostępnymi na rynku słuchawkami wyposażonymi w złącze MMCX, w tym MEE Audio M7 Pro, Pinncale P1 oraz Pinnacle P2. Wiecie co to oznacza? Ano oznacza to tyle, że jak macie INNE monitory dokanałowe, z odłączalnym, wyposażone w MMCX to nic nie stoi na przeszkodzie. I tak, zamiast mieć osobno na drucie i osobno bez drutu, macie swoje ulubione na wynos i w zależności od okoliczności albo z, albo bez kabla. Proste? Proste!

Dodam jeszcze, że ofc jest pilot sterujący odtwarzaniem i gadaniem, z mikrofonem jest i zgodny zarówno z Andkiem jak i iOSem, a bateria w drugiej wypustce na płaskim przewodzie daje nam 8 godzin odtwarzania, czyli plus minus rynkowy standard w tej materii mamy tutaj zapewniony. Na koniec najlepsze. Ile kosztuje taka konwersja. Otóż, moi drodzy, wychodzi całkiem niedrogo. Bo ustalono, że taki adapter będzie dostępny za 259 złotych. To świetna opcja dla kogoś, kto chce sobie od czasu, do czasu posłuchać swoich monitorów nie łącząc ich fizycznie z telefonem, korzystając jednocześnie z tego, za co już wcześniej był zapłacił. Znakomity pomysł na rozszerzenie możliwości, użyteczne rozszerzenie, w bardzo rozsądnym budżecie!

Widzę patent, który w takich na karczek, bezdrutowcach powinien być obligatoryjny. Zacisk na przewód organizujący nam to co z tyłu dynda.

….tylko pytanie, czy takie sterowanie, gdy pilot spoczywa gdzieś z tyłu, będzie wygodne? Może będzie? Z chwytaniem dobrej jakości dźwięku przez wbudowany mikrofon nie powinno być problemu

PS. Złoty Graal, czytaj chińskie pchełki w formie high-endowych IEMów, za „5zł”, jeszcze nie dotarły. Pewnie to parawjon, czytaj, lotnicza, w tym wypadku to jakaś fruwająca amfibia z międzylądowaniami co 200 mil, albo po prostu Antonow An-2 do nas leci z pocztą, czyli nieśpiesznie, a z Chin to jednak daleko jest. Czekamy niecierpliwie.

PPS. Nawiązując, za parę chwil będzie o bezdrutowych IEMach, tj. zapowiadany krótki opis przetestowanych MA750 od RHA…

HighResAudio.com z serwisem streamingowym! W Polsce też będzie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-03-23 o 09.54.34

Nie to, że nie wierzę jak nie zobaczę, ale pamiętamy zapowiedź Qobuza, która pozostała pustą zapowiedzią (startu w minione wakacje ichnich usług w Polsce). Tak czy inaczej, grzech nie poinformować Was o tym, co się pichci, a pichci się nowy serwis streamingowy z hi-resami najprzedniejszej jakości. Tanio nie będzie. Będzie drogo. Podobnie, jak to wygląda u Francuzów, zapłacimy około 18 ojro za miesięczny dostęp. W zamian pełen katalog dostępny w streamie, jak i upust na to co w formie downloadu oferują. HRA znane jest dobrze muzykofilom zorientowanym na klasyce, jazzie oraz operowej. Nie stronią od muzyki rozrywkowej, ale wyraźnie to, to na marginesie u nich. Znajdziemy zatem wybranych artystów rockowych oraz popowych, przy czym głównie zbiory koncentrują się na wymienionych powyżej gatunkach muzycznych. Zaczną od 35 tysięcy kawałków, a po uruchomieniu, każdego tygodnia 100 albumów tygodniowo będzie dodatkowo udostępniane na serwerach.

HighResAudio rozpocznie swoją przygodę z usługą streamingową począwszy od kwietnia. Ma być strumień we FLACu 24/96 (żadne tam origami stratne czytaj MQA, tylko bezstratna jakość gwarantowana), ma być apka mobilna dla iOS/Androida (czwarty kwartał), wymagane będzie LTE/4G. Co ciekawe w FAQ znajdziemy wpis o rekomendowanym trybie offline, co ma zapobiec rwaniu transferu lub/i przepełnieniu bufora lub/i wyczerpaniu paczki danych w abo.

W przypadku domowego słuchania będziecie mogli skorzystać z aplikacji dostępowej pod Win oraz macOS, a także… pokaźnego katalogu sprzętu audio, który ma to, to wspierać natywnie. Dlaczego ma być od razu dostępny na wielu klamotach, zapytacie? Ano dlaczego, że ma to być skorelowane z obsługą popularnego TuneIn (prawie każdy klamot z siecią internetową to ma) lub mniej popularnym serwisem Airable. Na liście figurują m.in: Arcam, Cambridge Audio, Cocktail Audio, AudioNet, T + A, Simaudio, AVM, Cyrus, CH Precision, Harman Kardon, Mark Levinson, Panasonic, Quadral, Yamaha, Primare, Revox, Russound, TechniSat, TeleStar oraz Lindemann Audio. Dodatkowo w ramach integracji z popularną Audirvaną+ będzie można korzystać z zasobów serwisu dzięki wtyczce Virtual Vault.

Dobra, ile za te dobro przyjdzie zapłacić? Jak wspomniałem, tanio nie będzie. Za rok kasować będą €200*, za kolejne €50 (nie obli) dostaniecie upust 30% na cały katalog do pobrania. Siedem dni darmowego, celem zapoznania się, przewidują też. Od razu ma być szeroko dostępne, a nie że tylko w paru lokalizacjach na krzyż (pozdrawiamy Francuzów z Qobuza, którzy nadal nie mogą). Na liście figurują: Belgium, Denmark, Germany, Finland, France, Greece, Great Britain, Netherlands, Italy, Ireland, Croatia, Luxembourg, Austria, POLAND, Portugal, Sweden, Slovakia, Slovenia, Spain, Czech Republic, Norway i na koniec Szwajcaria.

Nowe info na temat pojawią się o tutaj: HRA

* jak zrobią to w formie <<rok z góry>>, to nie wróżę sukcesu btw

TERAZ POLSKA. Mytek Liberty DAC. Designed in USA, Made in Poland

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Liberty DAC

Cóż, związki Myteka z Polską są oczywiste, ale do niedawna raczej sentymentalne niż konkretne, biznesowe. Nowość – Liberty DAC – wszystko zmienia, bo ten przetwornik dłubany jest w Polsce. Zaprojektowano go na Brooklynie, poobcinano wszystko co w przystępniejszym od dotychczas oferowanych (poza 192-ką) multiDACów wydawało się zbędną fanaberią i Teraz Polska. Dobra, chcieli to dać najtaniej jak się da, dlatego zostawili to co niezbędne, przepakowując do taniej, kompakt obudowy, wybierając kraj z tanią siłą roboczą i wyszło, co poniżej:

Liberty to skrzynka na obecną chwilę wszystko ogarniająca, bo umie PCM 32/384 (DXD), umie też DSD nawet 256 (native), a ponadto potrafi zaświecić niebieską diodą (MQA supported). To ostatnie z mojej perspektywy wydaje się kompletnie zbędne, ale kto co lubi i na co ma ochotę. Tidal w masterach daje te MQA, można zatem origami audio wypakować do postaci wspomnianego (nawet) DXD streamu, a że małym druczkiem coś tam napisane jest, że to z natury stratnie, no to kto by się takimi rzeczami, drobiazgami przejmował ;-) Dobra, dość złośliwości, bo w przypadku klamota nazwanego w sposób kojarzący się nad Wisłą jak najlepiej (nad Potomakiem ofc również) mamy na metce 995$. To jak na Myteka, który śmiało w konsumenckich klamotach (pomijamy firmowe protoolsy, które często rozsądnie są wycenione, ale świecidełkowych obudów nie mające, różnych takich audiofilskich smaczków pozbawione po prostu należą do zupełnie innej parafii) osiągnął poziomy stratosferyczne (vide flagowy Manhattan), teraz w Kraju nad Wisłą będzie mógł kosztować, bo ja wiem, 4,5k PLN (?)  ok. 4k, a to już poziom HiFi klocka, a nie jakiegoś haj-enda. AKTUALIZACJA: Wiem, bo dystrybutor odezwał się i potwierdził polską cenę… 4150 PLN. Bardzo przyjemnie to wygląda. Bardzo. Aha, mówią że dadzą do testów. Także przeegzaminujemy na HDOpinie klamota, niebawem podam szczegóły.

Jest to maluch, taki naprawdę mikrus, ale mimo że w nazwie DAC stoi to też ampa pod słuchawki dali. Także fajnie, bo można – o ile zrobili to na poziomie – pominąć jeden z elementów wyposażenia, bo zintegrowany. Mała obudowa z tyłu nafaszerowana jest gniazdami, co cieszy, szczególnie że nie poszli tutaj w żaden minimalizm, a na bogato jest (tyle, że w oszczędnej gabarytowo formie)… znajdziemy TRS-y (balans) poza analogowymi RCA out, są dwa, nie jedno SPDIF, jest rzecz jasna USB o wspomnianych powyżej umiejętnościach, jest też optyk i z pro rodowodem AES/EBU. Mimo, że taki mały, to ma w środku konkretne zasilanie, zakończone dużym, trzypinowym, standardowym gniazdem IEC. A jak komuś przyjdzie ochota na upgrade (także bateryjny) to jest złącze dla zew. 12V. Forma surowa, ale jak najbardziej mytekowa, tyle że kojarząca się raczej z protoolsami, wspomnianym 192 (te kolorowe diody na froncie), a nie z biżuteryjnymi dzielnicami NY.

Sumując, mamy solidny kawał DACa, co jeszcze nam słuchawki jakieś napędzi w razie potrzeby. Nie ma to, to pilota, więc albo 4 litery z fotela, leżanki, albo w polu rażenia ;-) , w zasięgu znaczy się, czytaj na biurku jakimś. Przy czym bogate wyposażenie wskazuje jednak na inny scenariusz – tor salonowy, z dużymi klamotami, spięte z różnymi źródłami cyfrowymi, robiące za główną centralę cyfrową. Tak, Liberty niewątpliwie może być tym, głównym, przetwornikiem C/A w systemie numero-uno. Może uda się Sprowadzimy egzemplarz i sprawdzimy na łamach, zrelacjonujemy co to za cudo wykonane rękami polskiego robotnika potrafi, ocenimy i werdykt ostatecznie wydamy. Z ROONem pożenimy, ale też, patrząc przez pryzmat TRSów na pewno z aktywnymi monitorami nEar (tylko balans tam wchodzi w grę), z LCDkami (3) i HiFIMANami (Sundara) z jednej oraz HD650 i K701 z drugiej strony (także lekko amp wbudowany mieć nie będzie), a jeszcze jakieś pomocnicze źródła się podepnie, czytaj Chromecasty, AirPorty. Kusi mnie też, żeby sprawdzić tego klamota w konfrontacji z KORGiem DS-100. Tryb native, materiał nawet wyczynowy ostatnio u nas dostępny (DSD256) i sprawdzamy, czy Ameryka-Polska górą, czy jednak Japonia nadal nie do pobicia w tej kategorii.

Cóż, „we will see”. Jak dotrze, uzupełnimy wpis stosowną adnotacją. Na stronie informują, że można składać zamówienia.

Studyjne słuchawki AD 2018 by Sonarworks

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-02-13 o 14.11.17

Poradnik? Trochę tak. Wskazówka? No dla kogoś, kto chce tworzyć, a nie tylko słuchać to konkretnie, jak najbardziej, tak. Pamiętajcie… to nie są najlepiej brzmiące słuchawki, a raczej najlepiej sprawdzające się w studio, czytaj takie, które w wierny sposób, najwierniejszy reprodukują dźwięk, nie koloryzują, nie czarują a pokazują tu i teraz… choć i wśród wymienionych są takie, które robią to lepiej, albo nieco gorzej. Plus ergonomia, plus użyteczność w codziennej pracy – to wszystko rzeczy, na które zwraca się uwagę, gdy słuchawy to (także) narzędzie pracy. Parę modeli na short liście nieco zaskakuje, mógłbym wręcz powiedzieć, że nawet lekko szokuje (przykładowo: Focale Spirit Pro albo LCD-2? To wg. mnie określona charakterystyka dźwięku, nie nazwałbym tych słuchawek neutralnymi… intrygujące), trochę podstawowych informacji, ale też nieco takich ciekawych, dotyczących pomiarów, tego jak i dlaczego słyszymy oraz co, zdaniem Sonarworks, decyduje o wartości słuchawek w studio nagraniowym, na co zwraca się uwagę. Tak, są bardzo dokładnie wyszczególnione parametry jakimi muszą sprostać dobre, czy bardzo dobre nauszniki*. Interesujący materiał, można pobrać z linku poniżej, polecam. Oczywiście przy okazji reklamują Reference 4, software kalibracyjny, który omówiliśmy niedawno na łamach HDO.

 

 

* …wcale nie najdroższe! A gdzie tam! Są tam licznie reprezentowane tanie, czy nawet bardzo tanie modele

A gdzie takie za 5000-6000$? ;-) Jak wyżej, chodzi tutaj o dobre słuchawki studyjne, nie audiofilskie
BTW. Wymienione HD600 i wspomniane HD650 traktujemy łącznie, ok? ;-)  

 

Warto przyswoić sobie powyższe. Wydrukować i powiesić na ścianie ;-)