LogowanieZarejestruj się
News

HI-END OD MELODIKI: NOWY PRZEWÓD GŁOŚNIKOWY MELODIKA BROWN SUGAR BSSC95XX

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
4ae99308-69f0-4288-b0a3-fd251bfdc1f1

Technologicznie zaawansowana konstrukcja BSSC95xx łączy w sobie sprawdzone w praktyce koncepcje takie jak Multi-Gauge Core i Spiral Litz, zamknięte w potrójnej nisko pojemnościowej izolacji dielektrycznej z LDPE. W serii Brown Sugar, Melodika sięga po wysokiej jakości polską miedź OFC klasy 6N o czystości 99.9999%, która wykorzystywana jest w najbardziej zaawansowanych przewodach audio, gdyż jest gwarantem trwałości i zachowania najwyższej jakości parametrów elektrycznych.

 

Dwa warkocze wzajemnie ze sobą skręconych przewodników eliminują interferencje własne. Indukowany w jednym przewodzie prąd, ma przeciwny kierunek niż w sąsiednim, przez co zakłócenia znoszą się wzajemnie.

Melodika Brown Sugar BSSC95

Technologia Multi-Gauge Core to specjalna konstrukcja przewodu z pięcioma różnej grubości przewodnikami do niskich, średnich i wysokich tonów.

 

Wskutek zmiennych oddziaływań magnetycznych prądu, im wyższa częstotliwość sygnału, tym bardziej wykazuje on tendencję do płynięcia po powierzchni przewodnika. Nie jest to korzystne, gdyż sprawia że wraz ze wzrostem częstotliwości, maleje wykorzystywany przekrój przewodnika, a to skutkuje wzrostem impedancji kabla dla wysokich częstotliwości. Sygnał zaczyna płynąć nierównomiernie (m.in. również przez przesunięcia fazowe) i następuje utrata cichych składowych, co w wrażeniach słuchowych określamy jako brak powietrza czy informacji subtelnych.

Z tego też powodu w najnowszym, innowacyjnym projekcie Melodika Brown Sugar BSSC95xx zastosowano splot przewodników o aż pięciu grubościach:

 

  • Najgrubsza żyła: o przekroju 1,3 mm2 – z myślą o najniższym basie np. organów, kontrabasu lub efektach specjalnych w kinie
  • Średnio-grubsze żyły o łącznym przekroju: 1,3 mm2 – dla pełnego zakresu basu oraz jego kontroli i selektywności
  • Średnie żyły o łącznym przekroju: 2,1 mm2 – dla nasyconego brzmienia średniego pasma np. gitary, fortepianu, saksofonu
  • Średnio-cieńsze żyły o łącznym przekroju: 2,1 mm2 – dla wybrzmienia skrzypiec, celesty oraz wokalu
  • Najcieńsze żyły o przekroju łącznym: 2,70 mm2 – dla czystego i dokładnego przekazu najwyższych częstotliwości
Melodika Brown Sugar BSSC95

W technologii Spiral Litz każda żyła jest osobno izolowana i skręcona co sprawia, że żyły zachowują się jak oddzielne przewodniki, a nie jak jeden duży przewodnik. W każdej nitce płynie całkowite napięcie znajdujące się na wyjściu końcówki mocy. Jest to rozwiązanie dużo lepsze od standardowych kabli typu „linka”, ponieważ elektrony nie przeskakują z nitki na nitkę, płynąc swoją własną drogą bez przerw, a utrata tzw. informacji subtelnych jest wyraźnie zredukowana. Taka konstrukcja zwiększa wydajność częstotliwościową, a efekt naskórkowości jest wyraźnie zmniejszony. Najważniejszą korzyścią z zastosowanej technologii jest równomierność rozkładu prądu w całym przekroju przewodu, a tym samym zwiększenie wydajności przesyłu prądu. Efekt naskórkowy jest praktycznie wyeliminowany. Powlekane przewodniki zapobiegają również utlenianiu miedzi.

Melodika Brown Sugar BSSC95

Bezbarwna izolacja wierzchnia o podwyższonej odporności chroni przed uszkodzeniami mechanicznymi, a jednocześnie nie ukrywa rzeczywistej konstrukcji kabla.

Melodika Brown Sugar BSSC95

Solid Grip Technology, czyli sprasowanie zamiast zacisku śrubowego

 

W przypadku połączeń kolumn i wzmacniacza gołym przewodem, odsłonięta miedź szybko się utlenia, co zwiększa rezystancję kabla i ma szkodliwy wpływ na wierność dźwięku, który słyszymy. Dlatego w wysokiej klasy kablach stosowane są wtyki np. bananowe. W Melodika BSSC95xx zastosowano nową, specjalną technologię szczelnego łączenia wtyków z przewodem głośnikowym bez użycia lutowania – Solid Grip Technology. W przeciwieństwie do standardowego połączenia z użyciem zacisków śrubowych, Solid Grip Technology polega na zaciśnięciu odpowiednio przygotowanego wtyku na przewodzie głośnikowym za pomocą prasy. Pozwala to na szczelne sprasowanie wszystkich żył razem z wtykiem w sposób, który eliminuje wolne przestrzenie pomiędzy nimi i maksymalizuje powierzchnię styku. Uzyskany w ten sposób monolit tworzy gładką, nieprzerwaną ścieżkę sygnału przez co wyraźnie zmniejsza się rezystancja połączenia.

 

Przewód i wtyk sprasowane przy pomocy Solid Grip Technology w jedną całość oferują dużo wyższą konduktywność niż w przypadku zacisku zrobionego z użyciem śrub lub połączenia lutowanego. Użyte w Melodika BSSC9520 rozwiązanie daje niezawodne, trwałe połączenie, które jest odporne na utlenianie i oferuje znakomitą przewodność elektryczną o zmniejszonym oporze. Wtyki pokryte są 24 karatowym złotem, które także nie utlenia się w powietrzu. W ten sposób niska rezystancja może być zachowana przez cały okres użytkowania przewodu.

Melodika Brown Sugar Solid Grip Technology

Melodika BSSC95xx to przewód głośnikowy o nieprzeciętnie czystym, zrównoważonym i przestrzennym brzmieniu. Subtelne podkreślenie niskich i wysokich tonów z lekkim wygładzeniem tych ostatnich pozwoliło na korektę fizjologicznych właściwości ludzkiego słuchu, który właśnie w tych zakresach jest mniej czuły. Innowacyjna konstrukcja przewodu głośnikowego BSSC95xx pozwala na wydobycie ogromnej ilości mikro detali zawartych w dźwięku, nie tylko w wysokich rejestrach ale również w niskich i średnich tonach, co nie jest spotykane w innych przewodach w tym zakresie cenowym. W efekcie otrzymujemy kabel o brzmieniu neutralnym, który doskonale sprawdzi się w wielu systemach Hi-Fi i Hi-End.

Melodika Brown Sugar BSSC95

Najważniejsze cechy:

 

  • Imponujący przekrój 9,5mm
  • Wysokiej jakości polska miedź OFC o czystości 99,9999% (6N)
  • Geometria: dwa warkocze przewodników wzajemnie ze sobą skręcone w celu eliminacji własnych interferencji
  • Technologia Spiral Litz - każdy przewodnik izolowany osobno i skręcony
  • Technologia Multi-Gauge Core - specjalna konstrukcja przewodu, z rozróżnieniem kilku grubości żył przesyłających jeszcze lepiej niskie, średnie i wysokie tony
  • Technologia Solid Grip - wtyk jest sprasowywany z przewodem – przez co powstaje szczelne i trwałe połączenie o dużo mniejszej rezystancji
  • Wtyki pozłacane 24 karatowym złotem
  • Potrójna nisko pojemnościowa izolacja dielektryczna z LDPE (spieniony polietylen o niskiej gęstości)
  • Kabel jest kierunkowy
  • Podwyższona odporność na uszkodzenia izolacji wierzchniej
  • Certyfikat ROHS 2
  • Wykończenie z naturalnej włoskiej skóry wykonane ręcznie
  • 5 lat gwarancji

 

BSSC95xx -> xx to cyfry odpowiadające na długości kabla – np. BSSC9520 to kabel 2,0m, BSSC9525 to kabel o długości 2,5m

Melodika Brown Sugar BSSC95 box

Dostępne długości:

 

BSSC9515 – 1,5m

BSSC9520 – 2m

BSSC9525 – 2,5m

BSSC9530 – 3m

BSSC9535 – 3,5m

BSSC9540 – 4m

BSSC9545 – 4,5m

BSSC9550 – 5m

BSSC9555 – 5,5m

BSSC9560 – 6m

 

Cena: od 3495zł

Nowości na HDO (aktualizowane) w lutym 2022…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_9475

Rozpoczynamy od nawiązania do borewiczowskiej klasyki: „Nowości #1: się ma, się słucha  :P  Co się ma? Kompaktowe Diamondy od Pylona. A dokładnie Pylon Diamond 15, które konfrontujemy bezpośrednio i pośrednio (znaczy będzie przepinane  ;-) ) z większymi (sporo!) 18-kami. Jak już wspomniałem w poprzednim wpisie, te kolumny mogą być dobrym wyborem zarówno do gabinetu / sypialni, jak i niewielkiego salonu. Różnica w skali dźwięku i sposobie reprodukcji wg. mnie ogromna. A przecież mówimy o tej samej linii, a jednak! Nie to, że słyszę coś zupełnie odmiennego, ale pewne cechy brzmienia są tutaj całkowicie inne. Mnie to bardzo leży, bo zamiast różnicy pt. „no mniejsze są, w dostępnych powierzchniach pomijalne” mam dwa ®różne zestawy. Nie ma miejsca na nudę, jest miejsce na słuchanie równoczesne i – przepinanie – choć do czasu, bo właśnie udało się upolować matrycę audio Nobsound 4-1-1-4 i powiem Wam coś… zaje fajna rzecz to jest. Możemy równocześnie 4 różne konstrukcje głośnikowe na jednym ampie, albo cztery różne ampy na jednym zestawie testować. Dla mnie to ogromne ułatwienie w pracy. Rzecz zrobiona pierwszoklaśnie, znaczy z wielką dbałością o przebieg sygnału. Parametry idealnie dopasowane do moich potrzeb (maks. 200W na kanał, więcej nie planuję w moich warunkach, nie miałoby to żadnego uzasadnienia i waliłoby ściemą na kilometr, gdyby się testowało jakieś megapiece przykładowo). Aha, wspomniana matryca wielogłośnikowo/ampowa pozwala na przyłączanie pieców lampowych z odpowiednich dla nich (lamp) parametrem tj. stałym obciążeniem rezystancyjnym, co by nam bańki jak najdłużej w dobrym zdrowiu służyły…” (…)

 

Ciąg dalszy po kliknięciu w „dalej…”

Nowości #2: tym razem coś, co łączy światy na poziomie… dotychczas niespotykanym. Wiem, co mówię, bo przewaliło się przez redakcyjny regał AV pierdyliard skrzynek audio-wizyjnych Dune, Zidoo, Oppo, Cambridge Audio, NAD, Egreat, Elec, czy HTPC różnej maści (z dedykowanym softem znaczy front-endem tj. Minix choćby… btw androidowców nie zaliczam do av blaszaków). Ostatnio był u nas także ekskluzywny i wybitnie pod audio robiony ROSE. U Koreańczyka wideo było wyraźnie dodatkiem tylko, nawet mimo wyświetlania na dużym panoramicznym mazianym displeju np. klipów, bo poza VLC właściwie tam nic nie robiło roboty w wizji, a spec/ustawienia pozostawiały spory niedosyt. Z Zidoo Neo S jest ZUPEŁNIE INACZEJ. To takoż bardzo mocno pod audio robiony klamot, powiem więcej – to jest część elektroniki audio na poziomie wykraczającym nawet poza wysokoklaśne HiFi. Znakomite komponenty, znakomite wyposażenie i wszystko zaprojektowane tak, by brzmieniowo i obsługowo (muza) było tiptop. I tak jest. Ale to tylko A. Bo jest jeszcze B… znaczy jest jeszcze V. I to jakie! Ciąg dalszy w ciągu dalszym ;-) (…)

 Megagaleria z opisami po kliknięciu w powyższe…

 


Doskonałość na łysej glacy. Nie przesadzam!

Nowości #3. Jak na tytułowej focie… pojedynek niewidzialnych nauszników ;-) Panie, Panowie w prawym narożniku hajendowa najtopowsza konstrukcja Dana Clarka STEALTH za c.a 20k aka 4k zielonego siana, w lewym Dr Fang wystawia najnowszą V3 wersję naszych ulubionych swego czasu Arya STEALTH Magnets! Cena nadal wysoka, choć porównując wręcz okazyjna ;) :P …w okolicach 8k aka 1.6k zielonego siana. Dlaczego niewidzialne jety na obrazku, zapytacie? Nie chodzi tu tylko o same nazewnictwo, nie, chodzi tu moi drodzy o charakterystykę brzmieniową tych nowości. To NAJBARDZIEJ neutralne, najbardziej hmmmm… wierne (?) nausznice jakie przyszło mi nakładać na łysą glacę. Tak, mam tu przede wszystkim na myśli „dan clarck-i”, ale i hifimanowa Arya to słuchawki bardzo ale to bardzo niepodkoloryzowane. Także punkt styczności jest, mimo że obie konstrukcje, poza metką, różni co nieco… pomijając, że planary, to zamknięta konstrukcja rywalizuje tutaj z w 100% otwartą, a choć obie dysponują „niewidzialnymi” membranami, to mocno inaczej szefowie kuchni podeszli do tematu. Oczywiście o tym przeczytacie w recenzji, nie zajawce.

I tu i tam łezka (muszla), super wygodne ze wskazaniem na Dan-a, bo topowa DCA dopasowuje się (yhy samo się) do glacy jak najlepsze włoskie obuwie. Serio, tym razem naprawdę nie czujecie, że macie coś na głowie i moim zdaniem osiągnięto tutaj ergonomiczną perfekcję. Lepiej się nie da. W przypadku Arya mamy powtarzany przez producenta, wypracowany w kolejnych generacjach, doskonale sprawdzający się w codziennym użytkowaniu pałąk – jedynie regulacja stopniowa to coś, co bym tutaj zmienił / poprawił. Okablowanie w DCA jest fantastyczne, firmowe kable wg. mnie nie wymagają żadnego „no dobra, trzeba dorzucić do ceny wyjściowej ileś tam na nowe druty”, są docelowe. Układają się perfekcyjnie, w miękkiej, materiałowej otulinie, są lekkie, nie mikrofonują i jedynie mogłby być dłuższe (znaczy mogą, ale to kosztuje). Dostajemy (zdaje się) 1.8 metra, a to trochę mało jak na standardy stacjonarnego słuchania. W Arya kabel jest, jaki jest. Da się z nim żyć, ale jednak dla wymagającego trzeba będzie czegoś więcej i na potrzeby testu to więcej wylądowało w redakcji (symetryczne więcej). Dobrze, że ujednolicono (no prawie) standard wtyków w muszlach HiFiMANów (3.5) i można sobie przy paru w kolekcji nowościach ze stajni stosować te same przewody.

Mimo zamkniętości DCA wymagają… odpowiednich warunków. To w ogóle kapitalna konstrukcja, bo według mnie referencyjne NARZĘDZIE dla kogoś zainteresowanego słuchawkami do odsłuchu studyjnego. Już tłumaczę. Te nauszniki w sposób absolutnie bezwzględny różnicują nagrania, pokazują na co stać (albo nie) podpiętą elektronikę, no są takim szkiełko-okiem, ale (co istotne) bez wyzucia z emocji & przyjemności. Co to, to nie, te słuchawki dostarczają potężną dawkę dobra, tyle, że są wrecz podręcznikowym przykładem na: shit in, shit out. Wspaniały tool dla realizatora dźwięku? Mhm. Co więcej w studiu nie może być głośno, toczyć się jakieś przyziemne życie ;-) obok, tu jest tak samo: musicie się skupić tylko i wyłącznie (bo odkrywamy) i musicie mieć cisze. Mimo zamkniętości te słuchawy nie tłumią z otoczenia. Jak słuchamy, nie przeszkadzają domownikom (co innego Arya, tam macie wszystko dokładnie zapodane na zewnątrz, jakbyśmy kolumienki mieli na cichości słuchane), ale właśnie jak wyżej.


Pojedynek świetnych słuchawek. DCA Stealth vs HiFiMAN Arya V3. Na Zidoo AiO testowane jak widać.

Odkrywamy? A i owszem, ale co to za odkrywanie jest! No słuchamy sobie najpierwej i nuda panie, jak w polskim kinie (to nieprawda oczywiście, szczególnie kinie sprzed paru dekad) nic się nie dzieje. Nie z nami te numery, wiemy o co chodzi, wiele produktów z najwyższej półki wydaje się nudnych na wstępie. Wiele takimi pozostaje, znaczy okazuje się że odbiegają w jakimś aspekcie od doskonałości i są po prostu do dupy (za kontener siana chcemy naj i koniec i basta). Tu jest na szczęście właśnie tak, jak to bywa z najdoskonalszym – dzieje się, wszystko na miejscu, wszystko w takich proporcjach jakie uznamy za ekhmmm prawdziwe. Słuchamy i nie (jak zwykle) przechodzimy przez etap adaptacji i przyzwyczajenia do charakterystyki efektora, a… efektor pokazuje nam obiektywnie o co tu chodzi. Słuchamy muzyki. Reprodukcji? Tak. Interpretacji? No właśnie nie.

Arya są łatwiejsze, łatwiejsze w tym sensie że przewidywalne. Już tłumaczę – tam nie robi różnicy czy mamy, czy nie mamy na nosie okularów. W DCA robi. Byłem serio w totalnym szoku, gdy zdjąłem patrzałki (mode: krtek) i usłyszałem więcej. Nie, zioła nie było, nie – nie przyśniło mi się, nie …to nie było subtelne. Musi być idealna komora odsłuchowa, musi być szczelnie. Jak nie jest (okulary) to okazuje się, że jest mniej dobra. Wyjaśnię fenomen (tak duży, zauważalny wpływ) w recenzji, powiem tylko jeszcze tyle, że pisząc te słowa mam okulary założone idiotycznie, poza muszlami, poza uszami, bo właśnie tak trzeba, by pełen potencjał mieć móc. Arya są łatwiejsze, bo nie wymagające aż tak od materiału i elektroniki. Właśnie elektroniki – DCA łase są na energię, moc wzmocnienia, muszą dysponować odpowiednio mocarnym wzmacniaczem. Inaczej blakną. Co ciekawe, nie reagują wcale w oczywisty sposób na zabawy w ust. gain (o tym też więcej w recenzji będzie). Na pewno trzeba tutaj solidnej elektrowni, by zapewnić odpowiednie warunki dla słuchawek. Arya są dużo mniej wymagające, właściwie można je kojarzyć swobodnie z mobilną elektroniką odtwarzająco-wzmacniającą i będzie okej.


Oj tak!

Na koniec powiem Wam jeszcze coś – producenci słuchawek odpłynęli (metki), kiedyś było to uzupełnienie, nie alternatywa dla kolumn, a właśnie uzupełnienie, coś obok. Dzisiaj często traktowane zamiast. Stąd pewnie to odpłynięcie. Patrzę na to trochę w taki sposób, by sobie to jakoś zracjonalizować: zamiast systemu za 20 czy 30k kupuje taki jeden z drugim dwie  składowe, przy czym wydaje głównie na efektor właśnie. Ten nie wymaga dodatków jak w opartym na zestawie głośnikowym systemie, torze. Tyle. Czy dostaje coś porównywalnego? Do niedawna (mimo oczywistego skrzywienia piszącego, skrzywienia słuchawkowego, bo lubię i się zajmuję) powiedziałbym, że nie bardzo. Teraz nie jestem taki pewien. Równorzędne, inne, ale równorzędne? Arya są doskonałym potwierdzeniem jak bardzo rozwinęły się możliwości tego co na uszach. A topowe DCA są – no cóż – są póki co najlepszymi słuchawkami jakie miałem na głowie. Pełne uzasadnienie znajdziecie w całościowej publikacji. Poniżej galeria prezentująca te precjoza. Smacznego. I to jeszcze nie koniec O_o, o nie…

PS. Dan jak ktoś płaci 4k zielonego to nawet jak mu się tylko niepodoba to odkształcanie padów (wg. mnie nie ma wpływu na SQ na szczęście) to nie ma to, tamto, tylko wymieniasz…

PPS. Na ASR efendi sprawdził i tak się pozachwycał, że aż nie wytrzymał i nabył. Nie dziwię się. Mniejsza o idealnego Harmana (bo to wcale nam nie mówi całej prawdy, słuchawki to w ogóle inne zwierzę, znaczy wiele zakłóceń, artefaktów w pomiarach pozwala na osiągnięcie LEPSZEGO SQ np. w zakresie przestrzenności… tu zresztą w przypadku DCA będzie ciekawie, oj ciekawie będzie ;-) ), mniejsza o bardzo, bardzo podręcznikowe pomiary tej konstrukcji, mniejsza. Chodzi o to co w efekcie dociera do uszu. Tylko to. Także zabawy z EQ dla pełnego obrazu będą, ale nie będą stanowiły żadnego punktu odniesienia. Dlaczego? Bo to imo indywidualne dosmaczenie w przypadku tak wyjątkowej konstrukcji. Także ciekawostka tylko. Nie zgadzam się z naczelnikiem ASR w tym względzie w pełni, jak widać. Zgadzam się natomiast w tym, że sam te słuchawki najchętniej bym przytulił i już nie wypuścił z ręki. Ehhh.


» Czytaj dalej

Absolutna nowość: S.M.S.L DO200 czyt. 2 kości ESS9068 pod jednym dachem

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8694

Kolejny z fabryki świata klamot, tym razem absolutna nowość, można śmiało napisać światowa premiera, najnowszy przetwornik cyfrowo-analogowy dobrze nam już zapoznanej firmy S.M.S.L – DO200. Kolejny DAC? Ktoś powie: meh, ile tego ostatnio, co w tym interesującego? Otóż, moi drodzy, całkiem sporo, bo rzecz jest niebanalna z paru powodów i warto się nad tą nowością pochylić. Po pierwsze to zdaje się póki co jedyna taka, znaczy premierowa konstrukcja oparta na dwóch najnowszych kościach ze stajni ESS. To potężne (o czym zaraz) procesory dźwiękowe, nie tylko układy konwertujące sygnał cyfrowy do postaci analogowej, wyposażone w bardzo rozbudowane (jak wspomniałem, za moment napiszę o tym więcej) DSP (układ wspomagająco-zawiadujący to dobrze nam znana kość ARM Altera MAX, tu w nowej wersji „2″, zamontowana na płytce… zresztą widać tam jeszcze jeden tajemniczy koprocesor ARM na PCB). Już nie tylko filtry, ale także różne tryby pracy z tworzeniem określonego efektu (żar lampy, szkiełko i oko itd) uskutecznianego w czasie rzeczywistym, do wyboru w menusach. I jest tego naprawdę sporo i jest to naprawdę coś, co zmienia (w odróżnieniu od przebiegu sygnału, prostych filtrów cyfrowych) brzmienie całego toru, nie subtelnie, a konkretnie. Coś zaimplementowanego na poziomie konwertującego krzemu i wspierającego krzemu (wyżej wymieniony proc ARM), znaczy tytułowych dwóch ESS9068AS, każdej jednej pracującej osobno na kanał. Będzie o tym sporo w recenzji, bo to nowe podejście, nowe w tym sensie, że do tej pory DAC po prostu konwertował (ewentualnie w niewielkim stopniu mógł kształtować w zależności od wybranego filtra brzmienie), a za zabawę w DSP odpowiadał zewnętrzny software, zazwyczaj komputer, PC, dużo rzadziej jakiś wyspecjalizowany procesor dźwiękowy. Tu jest – jak widzicie – inaczej. Aha i jeszcze jedno (a nawet nie jedno ;-) ) – to bardzo kompaktowa konstrukcja (dużo mniejsza od innych innych, opartych na podwójnych kościach C/A, klamotach), znaczy wymagania termiczne (nowy proces / wymiar technologiczny odnośnie zastosowanego krzemu) niższe, wzrost mocy obliczeniowej wyraźny, dwie nowe 9068 w sprzęcie kosztującym… 550€ (!) I już samo to byłoby dobrym powodem, by bliżej się z tą nowością zapoznać, a to dopiero wstęp do innych rzeczy, które lądują w audio klamotach po raz pierwszy (a całościowo w jednym produkcie, bo takiego combo jeszcze nie mieliśmy).


(full) MQA DAC

Już piszę o co chodzi. Mianowicie o MQA chodzi. Tak, jasne, MQA – moje stanowisko w sprawie origami nie zmieniło się ani na jotę, można na HDO poczytać o tym, jak to widzę (słyszę) w mocno krytycznych wpisach, ale nie o tym tutaj, tylko o pierwszej takiej konstrukcji, która jest godna nazwy: MQA DAC. Pierwszy raz wsparcie dla origami dotyczy (niemal) wszystkich interfejsów, jakimi dysponuje opisywany przetwornik. Można zatem słuchać via SPDIF, można podłączyć jakiś transport płytowy obsługujący MQA CD (korci, by napisać co o tym sądzę, ale to w recenzji będzie, nie tutaj i na marginesie), bo też takie ustrojstwa są przewidziane, znaczy pojawią się na rynku! Japończycy eksploatują temat, bo u nich miłość do fizycznego (nośnika) wiecznie żywa, znaczy to akurat nie dziwi, ale ma się globalnie na rynku pojawić odpowiedni napęd, czytnik, zdolny do odtwarzania takich treści. I choć pełne dekodowanie MQA nie będzie nawet tu, w DO200, możliwe via BT czy I2S (I2S zrealizowanego typowo, na złączu HDMI, z pełną możliwością dopasowania pod źródło, za co brawa, bo to niestandaryzowane, problematyczne rozwiązanie jak pamiętamy), to jest to pierwszy taki produkt, który w najpełniejszy i w najbogatszy sposób wspiera origami audio. Pełne odpakowanie i zdekodowanie w skrzynce, bez konieczności stosowania żadnego zewnętrznego kodeka, mocy przetwarzania (transport cyfrowy), wszystko odbywać się tu będzie w klamocie, nie tylko via komputerowa magistrala (jak to do tej pory praktykowano). Także upragnione przez niektórych zielone, albo niebieskie diodki przy streamie, pliku MQA w przypadku DO20o jak najbardziej, z wyświetleniem na displeju danych dotyczących odpakowanego pliku.

Absolutna nowość, dzisiaj globalna premiera, jest już u nas i się testuje…

Kompletne wyposażenie jw plus dwie najnowsze kości C/A osobno na kanał plus możliwości i pomierzone parametry…

No ładnie, to może już starczy tej wyliczanki „po raz pierwszy”? Cóż, to jeszcze nie wszystko, co jest tu warte wyszczególnienia i na co podczas testów zwrócę uwagę. Bardzo ważną rolę odgrywa tutaj kość XMOS 216… ten procesor dopiero pod najnowszymi ESS (które zamontowano w DO200) rozwija w pełni skrzydła, wspierając dekodowanie sygnału via USB (co oczywiste), ale także via SPDIF (co jest nowością), oczywiście oferując także obsługę DSD (poza BT) na wszystkich interfejsach, w trybie DoP jak i Native. No właśnie interfejs SPDIF (zarówno elektryczny, jak i optyczny oraz symetryczny AES, bo tego też tutaj nie pominięto) może działać w specjalnym trybie procesingu, kiedy to wspomniana kość XMOS wspomaga pracę całego układu dekodującego sygnał w przypadku wymagających zadań tj. MQA oraz DSD (DoP). W trybie normalnym, za przetwarzanie odpowiadana tradycyjnie kostka DIR zamontowana na PCB. Pierwszy raz widzę takie coś, otwiera to drogę do ujednolicenia obsługi różnorodnych typów sygnałów, wybór I/O bez konieczności pójścia na kompromisy, wybór podyktowany wyłącznie własnymi preferencjami (okablowanie, rodzaj źródła, czy po prostu „na ucho to brzmi mi lepiej”). Do tego dochodzi najnowszy chip Qualcomm-a obsługujący sinozębnego (BT: aptX HD, LDAC, AAC – komplet), precyzyjny zegar, znakomite wzmacniacze operacyjne – opampy w liczbie 5 podwójnych układów OPA1612A, kostki WIMA, własny niskoszumny zasilacz 12V (w środku, nie na zewnątrz, mimo kompaktowej budowy), precyzyjna, osobna dla lewego i prawego regulacja napięcia… ktoś tu mocno się postarał, a przecież mówimy o budżetowym przedziale, nie żadnym „high-endzie”. Rzecz jasna wychodzimy na świat za pośrednictwem symetrycznego, jak i niesymetrycznego duetu wyjść. Całość układu jest dobrze odseparowana, chroniona przed interferencjami, ekranowana, wszystko świetnie spasowane, wykonane bez zarzutu. W komplecie RC (dedykowany… w pilocie btw jest nawet możliwość dowolnego przypisania funkcjonalności pod przycisk funkcyjny – fiu, fiu), także da się z poziomu kanapy, inaczej za pomocą enkodera – bo też, o czym wspomniałem, jest możliwość ustawienia skrzynki w trybie stałopoziomowym, jak i pre. Tylko 1.2 kilograma wagi, a tyle potencjalnego dobra i zaawansowanej technologii (bardzo bogate możliwości ustawień, np. pętla DPLL w 15 krokach, w ogóle ten DAC kojarzy mi się bardziej z procesorem dźwiękowym, a nie prostym przetwornikiem C/A).

 

No, no, to już nie DAC, a bardziej audio procesor

Na koniec jeszcze o dwóch rzeczach, o których muszę wspomnieć, bo to też w sumie rzadki przypadek (w DACach bardzo rzadki) żeby dało się upgrade zrobić. Ten DAC da się aktualizować, znaczy cała ta najnowsza elektronika, układy w środku gotowe będą na to, co przyniesie przyszłość. Druga rzecz to niesamowite wprost (jeszcze lepsze od znakomicie wypadających w pomiarach poprzedników) rezultaty tego klamota w mierzeniu parametrów. Specyfika to jedno, a pomiar to często drugie. Czekam na potwierdzenie na niezawodnym ASR tych wyników, bo to wygląda szokująco wręcz dobrze. Czyżby pierwszy produkt, który osiąga faktyczne ~ 23-24 bity w pomiarach? Oczywiście pomiary to jedno, a jak brzmi to niekoniecznie to samo (znaczy, że dobrze, czy wyśmienicie jak w cyferkach). Zdam dokładną relację z odsłuchowych bojów, tym razem jeszcze przed połową listopada wyląduje pełna recenzja tego ultra nowoczesnego DACa.

Takie małe to, a z taką ilością zaawansowanej audio elektroniki pod kurek w środku. Dwie kości (nie mobilne!) w małym, kompaktowym. Idzie nowe…

Stay tuned…

» Czytaj dalej

Z fabryki świata: lampiszonowy AOSHIDA & Dilvpoetry DAC DT-1

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8645

Przyleciało z tytułowej fabryki świata, owoc kooperacji jednego z największych resellerów chińskiego audio (AOSHIDA) z firmą celującą w tanie, budżetowe = Dilvpoetry. W przypadku tytułowego DT-1 to topowy produkt tej manufaktury, bardzo pod kurek wyposażony, o czym za chwilę, z paru względów nietypowy. Patrząc na dotychczasową działalność, katalog widać wyraźnie dwie rzeczy: klamoty jako żywo przypominające boksy Pro-Ject oraz mamy tutaj silne ciągoty do stosowania lampek w swoich produktach. Do tego rzeczy nietypowe, jak małe wzmacniacze tranzystorowe pod kolumny z wbudowanym preampem gramofonowym przykładowo. Analog to tu, to tam, choć w przypadku DAC DT-1 jednak cyfra przede wszystkim, ale w żarze palących się stale 6N3 (kontrowersyjne, bo można wyłączyć lampy z toru, ale świecić się będą nadal – estetycznie na plus, żywotnościowo na minus). Można spokojnie jakieś NOSy sobie zaaplikować w miejsce firmowych no-name’ów (z bieżącej, chińskiej produkcji)… głównie radzieckiej produkcji (6H3x), ale mogą też być zamienniki od RCA czy GE (bańki oznaczone jako 5670W). Innymi słowy można pobawić się w strojenie brzmienia za pośrednictwem front stage’a, modelować dowolnie sound, dzięki opcji bańkowego bufora. Przy czym, jak wyżej, można to, to też wyłączyć. Siak czy tak na wstępie widzimy lampy i wokół lamp będzie się tu brzmienie kręcić.

Małe to, kompaktowe to, jak wspomniałem, z własnym, oryginalnym patentem wzorniczym. Początkowo byłem sceptyczny, szczególnie odnośnie guzików „w romb” ułożonych na froncie. Im dłużej to stoi na biurku tym bardziej te zaokrąglenia w górę ścianek, ta fala przezroczystego, odbijającego szkiełka z przodu, skrywająca OLEDowy mini display, z górującymi bańkami na górze… się podoba. Harmonijne i oryginalne to, choć – rzecz jasna – wszystko jest kwestią gustu, ktoś może zaprotestować, mówiąc „typowo azjatyckie dziwactwo” i cóż, też tak początkowo miałem. Miałem, ale zmieniłem opinię, ten maluch prezentuje się bardzo przyjemnie, a wspomniany wyświetlacz charakteryzuje się doskonale widoczną symboliką, na ekraniku zobaczymy źródło / taktowanie oraz dwa wskaźniki poziomu: graficzny (linia) oraz cyfrowy. Przy czym przy zmianie jeszcze ta cyfra nam się zapali w dużym rozmiarze na froncie przez chwilę. Jak nam święcące przeszkadza, można to, to wygasić i wtedy dzięki patentowi ze szkłem wkomponowanym w czarną, alu ściankę, nie będzie śladu po wyświetlaczu. No ładne to. Na froncie bateria jacków, przy czym jest nie tylko 6.3mm ale także balans jest, w wariancie nowoczesnym, znaczy 4.4mm, wkomponowane na froncie i – co warto podkreślić – zasilane przez dwa niezależne, pracujące każdy z osobna na kanał, układy wzmacniające TPA 6120A2. W balansie możemy liczyć aż na 2W mocy (przy 32 ohm)! Klamot jest zdolny do pracy w dwóch trybach – tylko hp albo hp z wyjściami RCA dla końcówek / integr… gdyby zachciało nam się łączyć opisywanego z np. kolumnowym torem. Pewnie wolałbym z przodu ujrzeć klasyczny potencjometr (względnie enkoder, choć tutaj mógłby być właśnie potencjometr), oparty na gałce, ale jak się okazało te klawisze pozwalają na sprawną zmianę poziomu o 1db (od 0 do 99), jedyne do czego można się zatem przyczepić to brak możliwości szybkiej zmiany o większe wartości… trzeba się naklikać.

Czymś wartym odnotowania jest natywnie pod tę konstrukcję opracowany RC. Pilot nie jest mulitsystemowy, tylko wyłącznie pod DAC DT-1 robiony i muszę przyznać, że projektant wywiązał się na medal tworząc zdalne sterowanie dla klamota. Jest tu wszystko i bez patrzenia (ergonomiczny układ, różne, wydzielone strefy, różne wielkością oraz kształtem klawisze – no, no!) można sprawnie obsługiwać sprzęt, od szybkiej zmiany źródeł na kółku począwszy, lub zmiany w krokach, po ustalenie sposobu pracy (pre, lub tylko hp) z centralnego klawisza „wokół” źródeł (logiczne, nie?) po długi prostokąty prawo / lewo włącz/wyłącz bańki, klawisze potencjometru i wreszcie, samotnego na samym dole guzika do wyłączenia wyświetlacza. Aż dziwne, że w aż tylu produktach ten element kompletnie leży, szwankuje, bo albo jest tylko częściowo dostosowany do danego urządzenia, albo jego ergonomia woła o pomstę, bywa też po prostu nie kompletny (i trzeba ruszać cztery litery by coś zmienić np za pomocą enkodera). Także duży plus za to i nie jest to rzecz pomijalna, bo z frontu zmienimy poziom oraz w pętli wybierzemy źródło, włączymy/wyłączymy klamota i to tyle. Także pilot przyda się i fajnie, że jest tak dobrze zaprojektowany.

DT-1 oparto na kości ESS9038 w wariancie mobilno-kompaktowym, znaczy Q2M. To Sabre znaczy wyczynowo w rozdzielczość, wyczynowo w dokładność, ale niekoniecznie muzykalnie, niekoniecznie obficie, niekoniecznie łagodnie, a nawet przeciwnie do łagodnie. Mamy wspomniane lampki 6N3 w gniazdach, albo wymienione wyżej zamienniki, bańki zainstalowane w klamocie nie bez przyczyny i nie bez planu. Ma być inaczej niż w typowej aplikacji ww kości ESS, umownie ma się brzmienie ułagodzić, zmiękczyć, ocieplić, przejść transformację z bardziej cyfrowe, w bardziej analogowe. Mogę po pierwszym tygodniu powiedzieć tyle, że czasami pod załączoną bańką brumi, a jak wyłącze to jw i tak się lampki żarzą i choć sygnatura nieco nam się w obu stanach różni (on/off), to nie są to jakieś wielkie różnice. Także rozumiem zamysł twórców, chęć uprzyjemnienia dźwięku z cyfrowych źródeł, ale na razie mówimy o subtelnościach. Planuję wymianę baniek z dostarczonego duetu, na radzieckie NOSy, zobaczymy czy i jak zmieni się sound. Co ciekawe, gdy przejdziemy na czysty tranzystorowy, to po zmianie sposobu pracy z hp lub RCA (w auto), na hp/pre razem, następuje większa zmiana (w brzmieniu), niż po włączaniu / wyłączaniu samych lampek. Opiszę dokładniej w recenzji, będzie to uzupełnione o wspomniane, zaaplikowane w podstawkach lampowych i się zweryfikuje co tu bardziej i jak wpływa na dźwięk.

Dobry układ z bardzo dobrym interfejsem pod komputer XMOS208 oraz wspomniane, dwa oddzielne na kanał, wzmacniacze pod słuchawki to jeszcze nie wszystko co przewidziano w opisanym w pre-recenzji urządzeniu. Zdecydowano użyć najnowszej, najlepszej kości do obsługi interfejsu bezprzewodowego. BT jest w wersji 5.0 i jest oparty na wszystko potrafiącym CSR8675. Mamy tutaj komplet: soniaczowy LDAC oraz aptX HD (24 bit) plus bardzo rzadko spotykamy aptX LL. Ten ostatni przyda się tym, którzy będą chcieli podrasować sobie dźwięk w scenariuszu uwzględniającym DT-1 pod kino, multimedialną rozrywkę. Przesłanie dźwięku o minimalnych opóźnieniach albo maksymalnej jakości w sinozębnym, połączona z lampiszonowym strojeniem brzmienia w tym maluchu to dość intrygująca i oryginalna opcja. Widać, że producent chciał zaoferować także w salonie, względnie w sytuacji braku chęci/możliwości podpięcia przez i/O jakiegoś transportu, możliwość grania z DT-1 w najlepszych możliwych dzisiaj okolicznościach jakościowych via BT. I faktycznie, muszę przyznać, że gra to zacnie, obsługuje wszystko (też nie wymienione w spec, a obsługiwane AAC i to w wariancie rozszerzonym, czytaj 256kbps, bardzo wysoka jakość na Apple Music z jabłczanej elektroniki użytkowej na tym), z makówy aptX, z Androida te najlepsze protokoły, stabilnie, przez ściany, bez zakłóceń. Bardzo dobra implementacja Bluetooth Audio, a do tego jeszcze z tym lampowym wsadem, znaczy cywilizowaniem sygnału (cyfrowego) dla jednych, koloryzowaniem vel upiększaniem, czytaj odstępstwem dla innych. Jak wspomniałem, można mimo żarzących się lampek całkowicie pominąć bufor, zdając się wyłącznie na krzem. Przyjemnie, że można i tak, i tak, a do tego jeszcze z zabawą w wymianę wsadu. Forma (tj. to co widzimy) inna od typowej, także treść w rzadko spotykanej, łączącej półprzewodniki z żarnikiem implementacji.

Więcej w recenzji…

» Czytaj dalej

DTS w głośnikach Sonos-a! …oraz Beam w nowej odsłonie Atmos-lubnej odsłonie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
tn_Beam-Credenza-White

Doskonała wiadomość dla użytkowników Sonos-a… wielki nieobecny, konkurencyjny sposób zapisu dźwięku dla Dolby, znaczy DTS trafi do wszystkich, sprzedawanych obecnie, kino-domowych urządzeń producenta… i nie tylko. Innymi słowy DTS będzie dostępny w Playbar, Playbase, AMP-ie, w obu generacjach Beam’a oraz najnowszej graj belce ARC. Znakomicie, bo wiele osób, które wcześniej za niemałe pieniądze zakupiło projektory dźwiękowe Sonos-a będzie mogło cieszyć się pełnym wsparciem kodeków kina domowego, obsługą dźwięku przestrzennego w obu rynkowych standardach. DTS to rzadko obecnie spotykany gość w dostępnych na rynku produktach (szczególnie w grajbelkach rzadko). Bardzo fajnie, że wśród urządzeń wspieranych wylądował także AMP. Choć dla wielu ten wg. mnie mocno niedoceniany (pomiary, gdy gra z cyfrowych źródeł, stawiają ten wzmacniacz w absolutnej czołówce, deklasuje wiele wzmaków utytułowanych marek. Stereo, nie amplitunerów KD, tylko integr, końcówek mocy!), to głównie źródło dwukanałowego dźwięku (wpięcie ekosystemu sonos-a w HiFi… bo tym oczywiście jest AMP), sprzęt pozwala na połączenie stereofonii z kwadrofonicznym, uzupełnionym o bezprzewodowy, firmowy sub, kino domowym zestawem jaki można na bazie tej skrzynki stworzyć. Sam użytkuję takie coś i wierzcie mi, że naprawdę warto. W teście (patrz tutaj) klamot wypadał bardzo fajnie, ale głównie skupiłem się tam na stereo, dlatego planuję uzupełnienie wpisu o kino domowe stworzone wokół „sono-wzmacniacza”. Swoją drogą to jedyna taka konstrukcja na rynku, która pozwala na integrację wizji (wzorowa i wzorcowa implementacja kanału zwrotnego HDMI – ARC działa bez żadnych „ale”, a jak ktoś ma starą, ale jarą, plazmę i starsze stand. HDMI to przejściówka optyczna i lecimy*) z dwoma klasycznymi wyjściami LFE dla aktywnych niskotonowców i dodatkowo bezprzewodowym linkiem dla dwóch kolejnych Sonos Sub-ów (3 gen).  Mhm. Tu nie ma pomyłki i jak ktoś chce bawić się w poważne nagłośnienie kino-domowe, chce doświadczyć dobrodziejstw dźwięku obiektowego, to konfiguracja z 2 woferami to jest właśnie TO. Fenomenalną sprawą jest także bardzo prosty, ale też bardzo skuteczny, sposób ustawienia parametrów pracy takiego wielokanałowego zestawu w oprogramowaniu Sonos-a. Wzmak nie tylko da się kontrolować w sofcie, znaczy w apce, zmieniając nastawy… można też tradycyjnie z dowolnego pilota do TV uczynić proste narzędzie do podstawowej kontroli. Cóż, w takim „bukiecie” nikt tego nie oferuje. Aha, dzięki funkcji wzmocnienia mowy w aplikacji kino-domowej, mimo formalnego braku centralnego, dźwiękom dialogów w takiej konfiguracji naprawdę trudno coś zarzucić. Dla jabłkolubów dodatkowym, ogromnym plusem, jest jedyna na razie, pełna integracja API streamingu jabłczanego w obsługiwanych przez soft sonosowy serwisach strumieniowych. Także można sobie grać te losslessy dostępne od niedawna, bez wad jakie czyhają na korzystających z AirPlay-a (w „2″ często, gęsto macie mimo materiału bezstratnego, konwersję do AAC na urządzeniach niejabłkowych! Nie jest to rozwiązanie bitperfect takoż i to bez względu na okoliczności, nawet w bezstratnej jakości streamu). Do tego rozrastająca się biblioteka dźwięku przestrzennego w Apple Music, dostępna na sono-klamotach.

Tia, pozachwycałem się DTSem (bo też jest się z czego cieszyć), obecnymi możliwościami sprzętu, a tu dzisiaj zdjęto NDA i wylądował w ofercie podrasowany Beam Gen.2. Ta belka wywarła na mnie (test) bardzo dobre wrażenie… lepsze niż dużo droższy ARC, cieszy zatem informacja o uzupełnieniu jej możliwości o wsparcie dla obiektowego. Dolby Atmos to najistotniejsze novum, ale nie jedyne. Cała belka to de facto nowa konstrukcja (choć tego nie widać, może poza zmienionym grillem z poliwęglanu), bo nowy procesor, bo nowe przetworniki akustyczne / ich układ, bo wreszcie nowa komunikacja… jest obsługa najnowszego standardu eARC oraz NFC do szybkiego sparowania belki z aplikacją, sonosową siecią mash via telefon. Także jednak nie taka kosmetyka, choć na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło. Niestety zmieniła się także cena. Było 1899, jest 2199 pln. To jak na możliwości, nadal konkurencyjnie, ale warto nadmienić, że mówimy o kompaktowej, małej belce, a nie dużym soundbarze, zazwyczaj w komplecie z subem. Także trzeba rozważyć za i przeciw, jak ktoś wejdzie w ekosystem nie będzie miał wątpliwości, dla kogoś mniej, czy w ogóle nie zainteresowanego multistrefowym setupem Sonos-a taki produkt traci sporo na atrakcyjności. Firma ostatnio zapowiedziała wzrost cen swoich produktów (zauważalnym – średnio ok. 50$, przy czym niektóre rzeczy pozostały ze starą ceną jak Move np.), tutaj boli nieco mniej, bo nowa wersja, progres możliwości itd. Jak się pojawi u nas w dystrybucji, zapewne przeczytacie na łamach HDO naszą opinię o tym sprzęcie. W pdf-ie, dla zainteresowanych, pełna specyfikacja nowości. Rozpoczęcie sprzedaży – 5 października.

* przy optyku, co warto zaznaczyć, nie ma pełnego Atmosa, dekodowanie maksymalnie w Dolby Digital + (kompresja stratna, ograniczenia obsługi obiektowego). Dotyczy to każdego sprzętu wspierającego, po zastosowaniu przejściówki musimy liczyć się z obsługą kompromisową w zakresie nowych technologii dźwięku przestrzennego.

PS. Czekam na dwie rzeczy: integrację podrasowanego Trueplay (auto korekcja, dopasowanie do pomieszczenia ustawień brzmieniowych sprzętu) w całej linii produktowej z uwzględnieniem spec. wariantu dla AMPa oraz wypuszczenie zapowiedzianych kiedyś (nieoficjalnie!) produktów domykających ofertę: mniejszego sub-a (i tańszego zarazem) oraz bezdrutowych słuchawek.

PPS. Jeszcze jedno: wspierany będzie w całym ekosystemie Dolby Atmos Music oraz (na wybranych urządzeniach) Amazon Music Ultra HD. Także nie tylko kino z dookolnym dźwiękiem, ale także muzyka. Kiedyś wspominałem o tym na HDO – to będzie spora rewolucja na rynku AUDIO – wejście na poważnie w coś więcej niż stereo. Moim zdaniem będzie to znacznie większa rzecz od hi-resów, bezstratnej jakości, które dopiero teraz zaczynają być jakościowym standardem w oferowanej nam muzyce (w sieci). Mało kto przejdzie obojętnie obok wielokanałowego AUDIO. Dlaczego? Bo tu od razu słychać różnicę (nie przesądzając, czy to dla każdego będzie progres, czy w ogóle akceptowalne, dla purystów pewnie niekoniecznie, ale dla mas… oj będzie to coś wielkiego, zobaczycie).

Sonos Beam (Gen2) Fact Sheet

 

Zapowiedź testu setup’u: MUSICIAN ANDROMEDA & MPD-2 & PEGASUS

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8296

Witam, witam. Stęskniliście się? Ja też nie ;-) Ostatnie dni raczej nie nastrajają optymistycznie, wielki come back do czasów słusznie minionych (jak widać, niestety…) wyjątkowo paskudnie rokuje. Cóż, zawsze można uciec w świat dźwięków i dzisiaj to właśnie Wam proponuje. Inaczej. Na starą modłę (nie, nie nawiązuję do parlamentarnej prostytucji i postępującego upadku państwa) znaczy z nośnika. Nowoczesnego nośnika, nie krążka, a pamięci, pamięci flash. Na marginesie rozwija się nam alternatywa dla netowego grania z jednej, a z drugiej (jednak) tradycyjnego fizycznego, czytaj jakiejś płyty (ewentualnie jeszcze szpuli). No i ok, ma ten nośnik swoich zwolenników, choć obecnie bezpośrednio z sieci też można wyczynowe pliki grać (NativeDSD np.). Nie tylko o parametry się tu jednakowoż rozchodzi, bo też – jak dowodzą zwolennicy – odtwarzanie dźwięku ze stałej pamięci (a nie, wiecie, dysku talerzowego – you know są tacy, którzy słyszą różnice) ma swoje plusy. Ja tam aż tak ekstremalnie wyćwiczonego aparatu słuchu nie mam ;-) i ten sam materiał odtwarzany przez MDP-2 tylko z HDD podpiętegopod USB, w porównaniu z odtwarzanym przez rzeczony odtwarzacz/transport SD MUSICIAN MDP-2 brzmiałby dla mnie najpewniej tak samo, a wszelkie sugestie, że coś jednak, brutalnie zweryfikowałaby wielokrotny ABX i nie byłbym wstanie wskazać, co lepiej zagrało. Także sam nośnik niekoniecznie robi tu różnicę, natomiast transport (bo tu nie ma sekcji C/A w tym klamocie) jednak różnicę wnosi, czy może wnosić i już tłumaczę o co biega…

Otóż, mamy tutaj minimalistyczny, pozbawiony jakichkolwiek konwersji, translacji, po prostu dokładnie taki, jak zapisany w komórkach karty pamięci zapis (a nie z kompa, nawet takiego jak CAPS, dedykowanego pod audio, bo tam magistrala szeregowa (niestety nie ma takich z wbudowanym I2S, a karty tego typu to jest nisza niszy), bo osobne układy, bo płyta główna, bo OS – zmienne jednym słowem, zmienne). Idea transportu to nic nie wnieść, nic nie utracić, po prostu przesłać. Tyle. Nic mniej, nic więcej. W końcu o transporcie tu mówimy. Nośnik SD jest tu teoretycznie najlepszym, bo całkowicie niepodatnym na jakiekolwiek oddziaływania sposobem transmisji, dzięki interfejsowi I2S (tylko takiego użyję w teście) prześlemy to co na nośniku wprost do przetwornika, znanego Wam już doskonale (recenzja tutaj) MUSICIAN PEGASUSa. Także bez interpretacji i reinterpretacji, sygnał cyfrowy powędruje do DACa R2R by następnie symetrycznie trafić do drugiego z bohaterów wpisu – wzmacniacza słuchawkowego ANDROMEDA. Drugi klamot, w odróżnieniu od pierwszego, pięknie formą nawiązuje do DACa (obudowa z charakterystycznymi wycięciami) i całość może stanowić kompletny setup… no chyba, że ktoś celuje dodatkowo w kolumny, wtedy przyda się końcówka jeszcze (we/wy w ANDROMEDZIE, tylko balans). Rzecz jasna, żeby zrobić użytek z efektora trzeba mieć dobry potencjometr. Zastosowano w ANDROMEDZIE klasyczne rozwiązanie, w sensie nie ma żadnego tam enkodera, interpretatora, tylko stary, dobry ALPS. Jedyne, do czego mogę się przyczepić i niniejszym przyczepiam się, to brak jakiejkolwiek identyfikacji poziomu. Kręcimy do oporu, startując z położenia całkowitego wyciszenia, niestety bez żadnego sygnalizowania – trzeba zatem uważać, żeby sobie krzywdy nie zrobić. A zrobić sobie można, bo też ta ANDROMEDA potrafi dać w palnik i to konkretnie dać. Co powiecie na 3.8 W przy 32 Ω?! Najbardziej łase na moc słuchawki (600 Ω) mogą liczyć na całe 370mW! Maksymalna moc wzmacniacza przy 16 ohmach to aż 4,5 W. To coś może spokojnie napędzać kolumny, ale jest pod słuchawki tylko, przy czym jak ktoś nie ma akurat nauszników z kablem symetrycznym na końcu to nic nie stoi na przeszkodzie by wpiąć dużego jacka i tak słuchać.

Transport na froncie świeci dużym ekranem z prostą, czytelną (dużą) symboliką / niezbędnymi informacjami nt. odtwarzanego z karty materiału. Nawigujemy po folderach, nie ma tu nic zaskakującego, warto natomiast podkreślić, że MDP prześle nam dźwięk o maksymalnych parametrach PCM32/384 i DSD256 w najpopularniejszych formatach (przy czym ich liczba jest ograniczona, jest FLAC, WAV, Ape, mp3, ale nie ma żadnego z jabłcowych: ani AAC, ani ALAC przykładowo). Ważne, że potrafi odczytać .ISO, co dla osób gromadzących kolekcje audio w plikach jest absolutnie must have. Także obrazy można bezpośrednio odtwarzać, oczywiście także w formatach DSD tj. DSF & DFF. Jak komuś nie w smak karta, może pod złącze USB wpiąć dowolną pamięć masową. Sprzęt – co warto podkreślić – nie ma żadnego sterownika RC, także obsługa wyłącznie z panelu frontowego, co wyklucza raczej salon (no chyba, że komuś to nie przeszkadza), rzecz jest wybitnie pod desktop robiona.

Co mogę powiedzieć na wstępie o dźwięku? Z PEGASUSEM i ANDROMEDĄ na Etherach CX gra to niebywale płynnie, dźwięk wchodzi od razu, niebywale naturalnie to gra. Nie jest tak, że skupiamy się na szczególe, nie jest też tak, że coś tu wyczynowo przykuwa uwagę. Nie. Dostajemy dźwięk akuratny, słucha się tego jak dobrego gramofonu (znaczy dobrej jakościowo czarnej z właściwie ustawionym, sprawnym gramiakiem) i to chyba najbardziej adekwatne porównanie. No tak, tylko że tutaj gramy z cyfrowego nośnika, komputerowego na wskroś, z transportu wyposażonego w kieszeń dla flasha i dodatkowo układ zawiadująco-sterujący Alerta Cyclone. Komputer. Nie analog, nie igła, rowek. Oczywiście nic nam nie zatrzeszczy, tego tu nie będzie, jednak reszta – wspomniane flow (najlepiej to słowo ang. oddaje wg. mnie sens tego, co słychać) – to jest wypisz, wymaluj. Świetnie się tego słucha, bardzo przyjemnie, bardzo kojąco i nawet jeżeli ktoś powie, że mu to zbytnim „uśrednieniem” zalatuje, że jakiegoś „ocieplenia” czy „spowolnienia” się tu doszukuje, to ja na to odpowiem – no nie bardzo, bo dźwięk jednak, po wsłuchaniu się, jest całościowo bez zarzutu, nie można mu niczego powyższego de facto zarzucić. I starczy, bo więcej na temat będzie we właściwej recce.

Już niebawem przeczytacie na łamach test ROSE RS-201E oraz dwie podwójne recenzje: dwóch nausznic z bardzo i jeszcze bardziej wysokiej półki (Empyrean oraz Bentley, odpowiednio od Meze oraz Focala) plus teścior totalnie różnych (dźwięk, funkcjonalność, cała filozofia krańcowo odmienna odnośnie konstrukcji) DACów: SPLa MARC ONE oraz Cayin’a iDAC-6 MK II. Bardzo lubię takie zestawienia, gdy w szranki stają bardzo różnie brzmiące efektory/klamoty. 

GALERIA TRADYCJONALNIE TUTAJ:

Sonos w kwadrofonii, Sonos w multichannel. Sonos Sub & AMP

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7973

Obrodziło, oj obrodziło moi drodzy! Sonos Sub, już 3 generacji, w bardzo rozbudowanym setupie redakcyjnym sprawdzany. Nie, nie idziemy na łatwiznę, nie robimy tak, jak 99% sajtów, że z grajbelką jakąś (przetestowana Beam, czy Arc) i już, tylko w konfiguracji 4.1, a nawet 4.2 będzie to, to sprawdzane. Ale że jak? A właśnie tak: Sonos AMP (w recenzji na HDO macie o tym łączniku HiFi z sonosystemem, dla przypomnienia: klasyczne kolumienki podpinamy, świetna sekcja amp/cyfrowa, gorsza ADC czyli wejście dla gramofonu… w sumie wystarczająco dobre, HDMI ARC i w ogóle kino, bo też multichannel -> kwadrofonia z 1/2/3(!) subami). Czytaj… sono kolumienki na tyłach + rzeczony Sub (4.1, a nawet 4.2, bo aktywny, klasyczny też podpinamy pod AMPa, bo czemu by nie sprawdzić takiej konfiguracji, hę?) z pylonowymi frontami (Diamond) w setupie nam gra…

Więcej:

Zamknięte inaczej, zamknięte lepiej: słuchawki HiFiMAN HE-R10D

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7709

Zapraszam na nasz fanpage, gdzie znajdziecie rozbudowaną fotogalerię z tytułowymi HE-R10D, kosztującymi już konkretne ponad 6 tysięcy, DYNAMICZNYMI słuchawkami o dość nowatorskiej konstrukcji zamkniętej od ortodynamicznego specjalisty HiFiMANa. Zaskoczenie? No jakby podwójne, bo nie dość że nie planary, to jeszcze też rzadka wycieczka producenta w projekty słuchawek zamkniętych, nie otwartych, jak większość planarnych modeli z portfolio. Także inaczej i na razie nie mogę się oderwać, choć – w pierwszych wrażeniach – nie ma tylko miodu. Krytykuję i to głównie za formę krytykuję. Same słuchawki, jak już je założymy na glacę dostarczają sporo wrażeń, a pomysł na dużą, drewnianą komorę, choć nie nowatorski, to w połączeniu z autorską, przeniesioną z firmowych IEMów technologią diafragmy, po raz pierwszy w dużych słuchawkach wykorzystaną, tworzą coś intrygującego i w dwóch co najmniej aspektach spektakularnego.

Mhm, bas, basior, baaaaaassssssss i przeeeeeeeeeestrzeń, której nie powstydziłyby się najlepsze na rynku, najdroższe planary. A to przecież dynamiczna konstrukcja i to zamknięta konstrukcja, a jednak… oj, bardzo jestem ciekaw modelu „P”, planarnego, z najlepszą membraną, z identycznym projektem / formą co testowane. Tylko ta cena. Bodaj 5,5k USD… ale, że co?! No serio, tyle sobie liczą za model wyposażony w ortodynamiczny przetwornik. Jeżeli tutaj jest tak fenomenalnie dobrze (w przypadku zamkniętych to nowe otwarcie, jeszcze takich imo nie było) odnośnie przestrzeni to… co można usłyszeć w 5 razy droższych nausznicach?! Będzie też o super setupie we wpisie…

Dobra koniec nawijania obok, zapraszam:

 

 

Chińskie high-endy atakują!GUSTARD X26PRO&ZIDOO UHD3000

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7644

Tym razem przekierowanie na nasz fanpage, za co z góry przepraszam wszystkich mających alergię na cukierberga. Takie czasy. Trafiły do nas dwa mocarne klamoty… GUSTARD X26PRO to uberDAC z podwójnym ESS9038Pro i całkowicie autorską sekcją, dyskretny, żadne opampy, no miód i orzeszki jednym słowem. Zidoo UHD3000 (nasz test poprzednika UHD2000 tutaj) to kontynuacja patentu na synergię dwóch światów: wizji i dźwięku w najlepszej jakościowo formie. Wszystkoodtwarzający, ze wsparciem dla każdego wyczynowego formatu, z ustawieniami pod kurek (pro, instalatorskie)… według mnie to godny następca nieodżałowanych BDP firmy rip OPPO. Aż tak dobrze i we wpisie możecie przeczytać dlaczego aż tak. Obie zajawki pełne informacji o sprzęcie, o jego ogromnych możliwościach (serio, te dwie konstrukcje wyróżniają się na tle konkurencji, dotyczy to zarówno DACa z funkcją pre, jak i playera z funkcją serwera.

Mega galerie z opisem, pierwsze wrażenia (orgia wizyjno-brzmieniowa… Chińczyk potrafi), konstatacja że bez odpowiedniego supportu (konkurencja) produkty są niepełnowartościowe. Tu jest zupełnie inaczej (Zidoo), bo dostajemy w pakiecie wsparcie na serio, a nie na niby (większość klamotów utytułowanych gigantów z branży… wstyd!). Uwagę zwraca nie tylko świetna inżynieria, doskonały projekt (w obu przypadkach), ale takoż wycena tego, co dostajemy za wydany pieniądz. Czy tam, w środku, jest jakieś cięcie kosztów, że księgowy przycinał, że gorszej jakości (komponenty)? Otóż nie! Tam w środku siedzą części jakie znajdziemy w „zachodnich” high-endach za kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy pln. Serio. Co gorsza dla konkurentów to wszystko właśnie uczciwie wycenione, znaczy nie mamy wrażenia że płacimy jak u Apple za dodatkową przestrzeń dyskową tudzież pamięć RAM ;-) Po prostu płacimy za to, co dostajemy bez ekstraordynaryjnego narzutu. Te skrzynki w żadnym aspekcie nie odstają, ba patrząc na tytułowego GUSTARDA widzę ROCKNA AUDIO, tyle że w zupełnie innych realiach kosztowych. 

Myślę sobie, że mówimy tutaj o sprzęcie już docelowym, za który żądają normalnych pieniędzy, a nie równowartości miejskiego autka (najmarniej). To robi różnicę. Zapraszam do zapoznania się z wpisami na fb, w najbliższy weekend zaległości …dwa zupełnie różne patenty na to samo (DAC z dodatkami), bardzo wyróżniające się patenty: hybryda od CAYINa oraz „monitor” cyfrowo-analogowy od SPLa. Publikacja w formie porównawczej, lubię takie, mam nadzieję że też lubicie, przedstawiająca krańcowo odmienne sposoby na konwersję zer, jedynek do postaci analogowej, z wieloma – znowu – odmiennymi, przydatnymi (dla różnych klientów, użytkowników) funkcjami. Jedno urządzenie wybitnie domowe, drugie mocno studyjne, a wspólnym mianownikiem w przypadku obu dobry sound, a nawet (w przypadku jednego w szczególności) bardzo.

Przy okazji, dziękuję oficjalnemu dystrybutorowi, firmie C4I za możliwość szczególarskiego zapoznania się z tytułowym Zidoo UHD3000 (z odpowiednią oprawą materiałowo-sprzętową). To wielce pomocne w pracy, ułatwia kompleksowe obadanie klamota. 


 

Linki:

Culm 6s33c SE – nowe w salonie, nowe końcówki, na bańkach

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_2204

…diabelskich. Osobno lewy, osobno prawy, końcówki monofoniczne, lampowe – może w innym budżecie (tu bardzo przystępnie cenowo, wręcz powiedziałbym okazyjnie) to kwintesencja i ukoronowanie audio-freaka podróży. Audiofila? Stanowczo nie, w tym jak wspomniałem, budżecie, bo nie ma się co oszukiwać, ale zazwyczaj tam pieniądze grają i rzadko zdarza się, by na przykładowo arcydrogim stoliku, z arcydrogą platformą, na arcydrogim kondycjonerze, z kablami o wartości małego miejskiego, grały sobie jakieś tanie, nie drogie, klamoty. To po prostu się w tym światku nie zdarza. I nie chodzi o to, że przykładowo jakiś ciekawy projekt, niech będzie że DiY (tu mamy jak najbardziej do czynienia z taką sytuacją, bo to jeden człowiek i żadna tam taśma, fabryka, tylko garaż), nie ma szans na uwiecznienie w poczytnym (khe, he) magazynie branżowym, może być co najwyżej ciekawostką. To bardzo błędne i bardzo krzywdzące, bo w audio nie ma żadnej prostej zasady, a już na pewno nie ma tak, że tylko $$$ gwarantują super brzmienie. To tak nie działało i to tak nie działa. Poniżej galeryjka, będzie jeszcze aktualizacja z opisem brzmienia, na razie zdjęcia i parę słów pod nimi:

Nie ma się co czarować – to jest to, co nam robi. Lubimy takie klimaty, prawda?

Koty to lubią, trudno się dziwić, że lubią, w końcu gorące to jak …diabli ;-) Diabełki czarują…
te kudłate i te szklane czarują


Kawał dobrej, inż-proj roboty. To estetycznie wykonane, ładne, schludne końcówki są

Jak widać

Mało tego dzisiaj. Mało ręcznie robionego dzisiaj.

Diabły, wyboru (w sensie podmianki) nie ma za dużego.
Te lampy są specyficzne, to ruskie bańki, stosowane w przemyśle i w wojsku, nikt tego poza .ru nie klepał 

Zaraz po wypakowaniu

Bardzo na plus te wychyłkowce.
Oczywiście pełnią głównie funkcje estetyczno-organoleptyczne (nie ma skali, oznaczeń), ale to ma wyglądać i wygląda pięknie. Widać przywiązanie do szczegółu. To jest robione przez zdolnego rzemieślnika.

Lampki, czy raczej lampka i wielki lampiszon

Ten tam port wejściowy do ustawień, pomiarów służy ino tylko. Jest regulacja (poziomu). Porządna bardzo robota.

Są już wstępnie strojone, można jeszcze się pobawić, albo podpiąć i zacząć słuchać

Za gęsto, stanowczo, teraz to inaczej wygląda, sporo przestrzeni dla ustawionych na blacie końcówek bańkowych.
Tak, trzeba było mały tv dać, bo duży się kłócił (widać, co preferujemy …zdecydowanie dźwięk, nie wizję… choć projektor jest w razie czego ;-) ) To musi mieć przestrzeń, musi.

Także zdjęcie historyczne, teraz to wygląda inaczej i przy aktualizacji z opisem SQ się pochwalimy

Nawet w ciągu dnia diabły widać, bo tak mocno żarzą się. Najlepiej przez pierwsze dni z gramofonem się słuchało, zaadaptowały się w salonie, pograły końcówki, spięte do Diamondów, z vintage pograły sobie: NAD 1020 & NAD 5120

Tak zresztą, z czarną, grają do dziś :-)

Mięknie serduszko audio-freaka, mięknie. Podświetlenie cyberblatów subtelne, nie nachalne – dobrze!