LogowanieZarejestruj się
News

Testujemy nowego Matriksa Mini-i Pro 2! Krótko: Wow!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161201_094713980_iOS

Przyjechał i od razu podpięliśmy klamota. Nowy Mini-i jest naprawdę nowy. Zmienili w nim niemal WSZYSTKO w stosunku do przetestowanych u nas modeli (patrz: pierwsza generacja, model bez pro i z pro drugiej generacjiwreszcie wersję AD 2015). To nie tylko zupełnie nowa obudowa, ale przede wszystkim znaczące rozszerzenie możliwości o bezprzewodowy link Bluetooth z obsługą kodeka aptX. Właśnie gram bardzo dobry jakościowo materiał (studio mastery, param. 24/96) z MacBooka z wymuszoną obsługą aptX-a (patrz nasz opis Bluetooth Explorer) i powiem tak… o cholera jasna, jak to dobrze, baaaardzo dobrze brzmi. Nie odczuwam tego, co zazwyczaj towarzyszy transmisji tego typu – dźwięk bywa wyprany, płaski, bez „planktonu”, często z cyfrowym nalotem, którego tak nie znosimy. Tutaj w ogóle nie ma o tym mowy. Rewelacja!

To chyba najlepsze granie via BT jakie do tej pory miałem okazję posłuchać. Ten link staje się wg. mnie pełnoprawnym (mimo nadal stratnej kompresji, choć parametry takiego streamingu są zbliżone do strumieniowania bezstratnego, co więcej od paru miesięcy mamy na rynku wariant aptX-a z magicznymi literkami HD… nadal stratny, żeby nie było niedomówień ;-) ) źródłem, na równi z pozostałymi interfejsami. Oczywiście USB daje nam największe możliwości, jest najlepszym jakościowo wyborem i nie ma tutaj nad czym deliberować, ale pojawienie się takiego, bezprzewodowego rozwiązania, bardzo cieszy. W końcu można słuchać muzyki na wysokim poziomie korzystając z sinozębnego! To gdzie kryje się sekret? W module, w całym torze nowego Matriksa się kryje oraz w parametrach transmisji (znacząca redukcja opóźnień >20ms, przy wcześniejszych 50-100ms… to jeden, z moim zdaniem, krytycznych parametrów mający wpływ na jakość brzmienia, dużo wyższy bitrate, dodatkowo stabilniejsza praca interfejsu). W galerii poniżej zrzuty z opisem, dobrze widać jak to pięknie śmiga. Jednym słowem:

Wow!

No dobrze, to po co bitperfect, po co cyzelowanie systemu, pod kątem uzyskania pełnej koszerności, zapytacie? No, cóż, dla kogoś kto ma fioła na punkcie jakości dźwięku sprawa jest oczywista. Bo nadal można bardziej, bardziej lepiej. USB w Pro 2 to brama do bezkompromisowości. Co prawda DAC w Matriksie to stary znajomy (ESS 9016), ale cała reszta toru przeszła gruntowne odświeżenie. Wzmacniacz słuchawkowy dysponuje dużo lepszymi parametrami i dokładnie przemagluję wyjście słuchawkowe podpinając LCD-3, HE-400 oraz K701 i HD650. Będzie konkret. Sprawdzimy te bardzo różne, niekoniecznie łatwe (AKG) do napędzenia nauszniki – tu faktycznie producent miał sporo do zrobienia, bo wyjścia słuchawkowe w Mini-i były dobre, ale daleko im było do poziomu oferowanego przez wyspecjalizowane wzmacniacze słuchawkowe. O wszystkich różnicach, o tym jaki przyniosły efekt, przeczytacie we właściwiej recenzji. Powiem tylko, aby zaostrzyć apetyty, że tak rozbudowanego menu konfiguracyjnego mogą temu klamotowi pozazdrościć znacznie droższe urządzenia (znamy to już z poprzedników, ale tutaj jeszcze bardziej to rozbudowano). Możliwości modyfikacji pracy urządzenia sporo, przy czym sama podstawowa obsługa jest prosta jak budowa cepa i jak chcemy żeby „po prostu grało”, to po prostu gra.

Fajnie, że automatyka pozwala na bezkonfiguracyjny scenariusz obsługi, działa bardzo sprawnie, a oprogramowanie modułu BT to wg. mnie coś, co wymaga specjalnego wyróżnienia. Sprzęt dopasowuje pracę w zależności od źródła, przy czym robi to natychmiastowo (z BT czasami naprawdę można osiwieć, każdy to zapewne przerabiał) i poprzez ciągłe dopasowanie transmisji możemy liczyć na stabilną (jak skała) pracę. Myślałem, że takie coś możliwe jest generalnie tylko w przypadku WiFi… cóż, BT też może grać bezproblemowo. Pilota znamy z poprzednich testów, to ładny, zaprojektowany dla Matriksów (a nie brany z worka) częściowo metalowy sterownik. Wyświetlacz jest super czytelny, pokazuje źródło, pokazuje parametry transmisji. gdyby jeszcze dioda (oczywiście jaskrawoniebieska) nie dawała w tak radykalny sposób znać o sobie to byłoby bez żadnych „ale”.

Tak czy inaczej, nowy Mini-i prezentuje się świetnie, to kompaktowy DAC/AMP, mogący pracować zarówno ze stałym poziomiem wzmocnienia, jak i jako pre-amp. Właśnie może być przedwzmacniaczem i od tej generacji producent idzie za ciosem proponując końcówkę mocy, dopasowaną wielkością, pracującą w klasie D, z możliwością wykorzystania w trybie stereo (RCA) lub mono (łączymy z Mini-i Pro 2 via XLR). Można stworzyć kompaktowy, kompletny system w oparciu o te produkty. Na razie rodzimy dystrybutor nie planuje wprowadzenie końcówki do sprzedaży, chętni muszą skorzystać z własnego importu.

To, na marginesie, nie koniec nowości zaprezentowanych ostatnio przez Matrix Audio. Nowy flagowiec (patrz test X-Sabre PRO), czytaj nowy X-Sabre Pro właśnie ma swoją premierę i… tu także wprowadzono zasadnicze zmiany. O tym co się zmieniło we flagowcu przeczytacie niebawem. Wyraźnie widać z powyższego, że producent postanowił wprowadzić zupełnie nowe konstrukcje, zastępując poprzedników czymś naprawdę nowym, a nie w niewielkim stopniu zmodernizowanymi „ale to już było” klamotami, jak to się często, gęsto dzieje. Sumując pierwsze wrażenia: apetyt bardzo zaostrzony, już po pierwszych odsłuchach, po pierwszym kontakcie. Wraz z naszymi redakcyjnymi nEar-ami (aktywne monitory studyjne) w opcji zbalansowanej, ten Mini-i Pro 2 tworzy audio system i to tak na bardzo serio. Mniam. W instrukcji wspominają, że źródłem USB dla nowego modelu może być bezproblemowo androidowy albo na iOSie handheld. Sprawdzę czy tak jest w istocie, podpinając Neksusa oraz iPada do klamota. Oczywiście komputery via USB zagrają za pośrednictwem Roona. Sprawdzę dokładnie zachowanie testowanego DACa z materiałem DSD (który grany jest w trybie DoP z każdego wejścia cyfrowego, pomijając rzecz jasna samo BT).

Zabieram się do testowania zatem…

Rozbudowana galeria z opisem poniżej:

» Czytaj dalej

Nowy M-Stage w testach! Matrix HPA-2C na tapecie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161110_131133367_iOS

Właśnie przyfrunął. Nowy M-Stage, pierwotnie jeden z najlepszych klonów Lehmanna  (niemieckie, wysokiej klasy, słuchawkowe ampy), teraz w nowej odsłonie z obsługującym (prawie) wszystko, co popadnie, dakiem USB. Zamiast kątów prostych, obłości, zmiany konstrukcyjne spore, funkcjonalność dokładnie taka, jaką ten sprzęt oferował poprzednio, czyli konkretnie: komputer, wzmacniaczo-dak, słuchawki i gramy. Jakiś czas temu zrecenzowaliśmy M-Stage’a HPA-3U oraz wcześniejszą generację i oba wzmacniacze bardzo przypadły nam do gustu. Wtedy jednak nie było możliwości sprawdzić jak sobie skrzynki radzą z większym arsenałem słuchawek. Tym razem będzie inaczej, to znaczy będzie szeroko – tytułowy dakoamp zagra w tandemie z LCD-3, HE-400, AKG 701, H650 oraz NAD HP50 (zmod., do odsłuchu stacjonarnego). Do tego dojdą naszunice mobilne, takie jak Momentum 1 i 2 generacji oraz – aby przekonać się, czy warto – IEMy.

Nowy HPA ma wygodną przeplotkę, można zatem śmiało integrować go w głównym torze z jakimś analogowo podpiętym źródłem. Oczywiście numerem jeden jest tutaj wejście USB, które oparto na najnowszym układzie programowalnym XMOS U (interfejs) oraz kości DAC od CirrusLogic-a CS4298. Mamy zatem wsparcie dla PCM 24/192 oraz obsługę DSD 64/128. To ostatnie obsługiwane zarówno w trybie DoP jak i natywnie w ASIO. Dodatkowo będzie można grać z bezpośrednio podpiętego pod cyfrowe wejście handhelda. Rzecz jasna nie omieszkam sprawdzić pod iOSem (z odtwarzaczem softwareowym Onko HF Player – będzie można zobaczyć dokładnie parametry transmisji oraz obsługę plików DSD). Jak wspominałem we wpisie parę miesięcy temu (kiedy C jak Classic wchodził na rynek), jest to tańszy model od HPA-3, co ciekawe z bardziej rozbudowaną funkcją grania DSD (układ Texas Instruments z trójki nie ma takich możliwości co Cirrus). Jest tańszy, a ten element stoi tutaj na wyższym poziomie. Rzecz jasna DSD sobie też odtworzymy, z przyjemnością sprawdzę jak wypadną własne rip-y winyli wykonane via AudioGate na Korgu 10R… poza tym sprawdzimy, tryb native AISO na PC.

W środku dobrze znane, wysokiej jakości komponenty. Mamy potencjometr oparty na ALPSie (27), kondki WIMA/Nichicon, mamy solidne trafo w typowej dla Matriksa, monolitycznej, błękitnej obudowie. Sprawdzę jak sobie radzi podpięty pod Makówkę, jak i pod laptopa z Windowsem, zobaczę jak dobrze sprawuje się w roli prostego przedwzmacniacza w stacjonarnym torze… podepnę redakcyjny odtwarzacz płyt kompaktowych. To, co najważniejsze, czytaj jakość dźwięku na słuchawkach skonfrontujemy z naszym M1HPA od Musical Fidelity. Zobaczymy też jak wbudowany DAC wypadnie w porównaniu z podłączonym analogowo HA-2 Oppo, opartym na kości ESS Sabre. Sprzęt kosztuje w Polsce 1350 złotych, a poza opisywanym urządzeniem, w ofercie jest jeszcze zbalansowana wersja HPA-3B, którą też spróbuję niebawem przetestować. Poniżej galeria przedstawiająca HPA-2C jeszcze przed podpięciem do czegokolwiek. Wzmacniacz teraz się wygrzewa, zacznę testowanie jutro wieczorem, wtedy też spodziewajcie się publikacji artykułu o bezprzewodowym DACu Audioengine D2 :)

» Czytaj dalej

O Audio Video Show 2016 słów parę…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
1

Tegoroczna edycja największej imprezy branżowej AV trwała trzy, nie dwa dni jak to wcześniej miało miejsce. Z punktu widzenia zwiedzających, szczególnie takich, którzy chcieli spokojnie usiąść i czegoś posłuchać taka zmiana niewątpliwie była korzystna. Można było bez tłumów (szczególnie w piątek, jak również w niedzielę – mnie udało się dotrzeć ostatniego dnia imprezy), bez stania w kolejce, bez gwaru, wręcz kameralnie posłuchać muzyki, a sami zwiedzający w większości taki właśnie cel główny sobie obrali… słuchać, nie gadać, a jeżeli już to „w kuluarach”. Patrząc przez pryzmat tego, co wcześniej (jeszcze przed Narodowym) stanowiło największą wadę Audio Show tj. ścisk, tłumy niemożebne, brak możliwości sensownego kontaktu ze sprzętem, a także z umęczonymi przedstawicielami producentów, dystrybucji etc. to tylko się cieszyć. Jest tylko jedno „ale” – widać było, dość wyraźnie, że impreza „siadła„, może nawet nie frekwencyjnie (w końcu zamiast dwóch, zrobiły się trzy dni i kto wie… odwiedzający, stali bywalcy, osoby zainteresowane, może było ich podobnie dużo jak w minionych edycjach, tyle że wszystko się rozłożyło właśnie…), ale to V (od video), Stadion (potencjał), fajerwerki i jakieś spektakularne atrakcje (przyciągające dodatkowych gości, rodziny z dziećmi, ludzi niekoniecznie mających kontakt z  audio HiFi, nie mówiąc już o high-endzie) nie wypaliły, nie stanowiły wystarczającego lepu dla (nowych) osób, dla tych, którzy do tej pory na AS się nie pojawiali. Oczywiście rozszerzenie formuły o wideo i ogólnie – nowe technologie takie jak VR, jak internet rzeczy / inteligentne domostwo (w którym to audio jest tego inteligentnego domu integralną częścią) mogłoby pomóc przyciągnąć ludzi, ludzi zainteresowanych tym, co pobudzająco działa na wyobraźnie, ale też stanowi tak naprawdę łącznik, bo przecież umowny salon to miejsce gdzie te wszystkie sprzęty coraz częściej koegzystują, stają się elementem jakiegoś większego ekosystemu. Może problemem jest brak wyrazistego przekazu, jakiejś przewodniej idei?

Nie dopisali wielcy, tj. korporacje, które dzięki wielkim budżetom, mogą więcej (niż inni). To właśnie zaproszenie w zeszłym roku Samsunga, Sony, Philipsa i wielu innych, miało być w zamyśle rozszerzeniem pomysłu na imprezę, przeniesieniem kameralnych, wyspecjalizowanych (ograniczonych tematycznie, bo na audio skoncentrowanych) targów na inny poziom, czegoś co ma przyciągnąć ludzi niekoniecznie na audio zorientowanych, które niejako przy okazji… No tak, ale żeby to się udało, Ci wielcy musieli by coś pokazać, coś spektakularnego, coś co odpowiednio „nakręci” i zachęci. Nie było VR (Sony? Samsung?), nie było inteligentnej chałupy (Philips? …i cała reszta), wielkich ekranów 4K niewiele, nie było praktycznie OLEDów (pamiętacie oledową sferę LG na IFA? To było coś!), nie było gamingu (poza jednym, jedynym stanowiskiem … cholera, przecież poza muzyką to właśnie sfera elektronicznej rozrywki, niebywale dochodowego biznesu, przyciąga producentów słuchawek, systemów nagłośnieniowych jak lep przyciąga), nie było wreszcie nowych patentów na dźwięk prawdziwie kinowy, bez konieczności zagracania pomieszczeń klasycznymi „paczkami” (kolumnami). Trzeba się na coś zdecydować – albo jest to impreza wyspecjalizowana, taka jaką było AS wcześniej, albo idziemy szerzej, ale wtedy trzeba się mocno postarać, by to szerzej nie było tylko wydmuszką, żeby wypełniło się treścią.

Ktoś tu zaraz złapie się za głowę i powie… Człowieku, ale my tu o audio chcieliśmy przede wszystkim czegoś dowiedzieć, przeczytać. Oczywiście zaraz będzie i o audio, ale właśnie ze względu na to czym miało(by) być nowe Audio Video Show i – jakby nie patrzeć – jak ważne dla przyszłych edycji jest to, co powyżej napisałem, tzn. znalezienie odpowiedniego patentu i …mówiąc wprost: uatrakcyjnienie imprezy, co można uzyskać tylko i wyłącznie, albo za sprawą zupełnie innej (ciekawszej) ekspozycji wielkich koncernów, albo/i przyciągając mniejszych, ale pionierskich (najnowszych technologii, ogólnie całej elektroniki użytkowej, elektronicznej rozrywki, wizji, rozwiązań z dziedziny inteligentnego domu) w danych dziedzinach producentów, pomysłodawców... Czy błędem byłoby zaproszenie takiego Google (Google Home – przecież aż się prosi, bo tu chodzi też o A i V vide CAST), takiego Microsoftu (np. Hololens – AR) czy Velve/HTC (VR, Steam, elektroniczna rozrywka), firm z doliny krzemowej? Mówi się o rewolucji w zakresie dostarczania treści (przecież sprzęt bez tego co najważniejsze, bez treści, jest bezużyteczny – oczywista, oczywistość) to dlaczego na AVS nie ma Netfliksa, dlaczego nie ma polskiego oddziału HBO, dlaczego nie pojawili się przedstawiciele Dezeera, Spotify-a czy Tidala? Dlaczego nie mówiło się o MQA (bo wielu, w tym także niżej podpisany, ma sporo pytań, wiele wątpliwości), o nowych pomysłach na dostarczanie zintegrowanych, właściwie to nawet ekosystemowych rozwiązań tj. Roon?

Stadion Narodowy, dzięki ogromnym możliwościom ekspozycyjnym, może „wszystko”. Audio to dla mnie, dla Czytelników najważniejsza rzecz, coś po co przychodzi się na A(V)S i dla nas to co powyżej jest mało, albo w ogóle nieistotne. Tyle, że to – właśnie – w kontekście całej imprezy ważne, kluczowe i dla przyszłego powiedzenia jednych z największych, branżowych targów najistotniejsze kwestie, a jak widać pozostaje otwartą sprawą, czy to nowe uda się z sukcesem wprowadzić, zakorzenić, czy też będzie z tym problem. Tegoroczna impreza wg. mnie nie tylko nie daje jednoznacznej odpowiedzi, ale rodzi poważne wątpliwości… dla nas, zorientowanych na sprzęt audio, mogłoby być tak, jak właśnie jest – w dużo lepszych warunkach, ze znacznie lepszą ekspozycją, z mniejszymi (znacznie) tłumami, z możliwością zapoznania się ze sprzętem często unikalnym, w takiej liczbie i różnorodności, na spokojnie (trzy dni to sporo czasu), bez pośpiechu. Ideał? W niedzielę, mogłem siedzieć w pustych salkach na drugim poziomie na Narodowym, w paru przypadkach rozkoszując się świetnym brzmieniem. Nie inaczej było w Sobieskim, co prawda tam nie da się obejść ograniczeń wiadomych (akustyka pokoików), ale były takie systemy (gdański PremiumSound wystawiał m.in. Helsinki), które zaprojektowano do grania nawet w szklanej kostce (przesadzam, ale tylko trochę ;-) i dały niezgorszy popis. Także dla nas było więcej niż korzystnie, bo jeszcze można było sobie porozmawiać ciekawie z ludźmi z branży, z których wielu wyglądało na hmmm… z lekka znudzonych i rozczarowanych pustymi krzesełkami, fotelami, sofami. Cóż, żałuję tylko, że zamiast trzech (choć w sobotę, podobno, było gęsto) był tylko jeden i to nie cały dzień – tyle tylko mogłem wykroić. Takie życie (taki brak czasu na cokolwiek ostatnio) ;-)

Poniżej fotorelacja, która ze względu na bardzo obszerny materiał foto i faktograficzny ;-) , będzie sukcesywnie uzupełniana. Na początek to, co zrobiło na mnie największe wrażenie (jw. dało się posłuchać, a z tym na AS, wiadomo, różnie bywało), takie moje najlepsze granie z imprezy z głośników, słuchawek, stacjonarnie i mobilnie (niestety nie wszystko udało się, co się chciało, z wyżej wymienionych powodów).

Także smacznego i do przyszłego roku!

PS. Brawa za mobilną aplikację od organizatora! Znakomicie przygotowana, świetna rzecz!

PPS. Będę aktualizował na bieżąco wpis o nowe zdjęcia, ciekawostki – przeprowadziliśmy kilka interesujących rozmów, podzielę się z Czytelnikami informacjami uzyskanymi z pierwszej ręki, tzn. od źródeł w branży ;-) Jutro m.in konkretnie o BeoLabach 90, o Roonie na Myteku (co gdzie kiedy za ile ;-) ), o Oppo wizyjnie i dźwiękowo (idzie nowe), o stratosferycznych nausznych Utopiach i przystępnej cenowo, wręcz taniej Oliwce (a to tylko, tak z brzegu).

PPPS. I ostatnia aktualizacja naszej relacji z imprezy

» Czytaj dalej

Konkurs, do wygrania doki Brainwavz Omega. Nasza krótka opinia nt. IEMów

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Omegax3

Mieliśmy parę konkursów w tym roku (były dwukrotnie Pylony do wygrania, były Chromecasty Audio), czas na kolejny. Tym razem nagrodę w konkursie stanowią dokanałówki Braniwavz Omega – najtańsze w ofercie IEMy, które wyróżnia solidna, metalowa obudowa, dołączone pianki Comply (bardzo wygodne, samodopasowujące się do anatomii, do tego świetnie trzymają w uszach słuchawkę) oraz obsługa TRRS (pilot z mikrofonem, obsługa zarówno pod iOS jak w Androidzie). Można zatem potraktować je, jako zamiennik dla słuchawek dołączanych do kompletu z telefonem. To, jak wspomniałem to najtańsze IEMy w ofercie producenta, kosztujące zaledwie 49 złotych. Czego zatem można spodziewać się po takich tanich dokach, zapytacie…

Doki po całości

To dokanałówki, które na pewno nie wystrzelą Was w stratosferę swoimi kompetencjami brzmieniowymi. Biorąc pod uwagę cenę i konfrontując ją z wykonaniem, akcesoriami, możliwościami (sprawdziłem na Neksusie i sterowanie głośnością zadziałało bezproblemowo, w przypadku Jabłek pełne MFI) to coś, co wybija się ponad przeciętność (dobre słowo), stanowi dobrą alternatywę dla wszystkich bardzo tanich i (właśnie) dołączanych do kompletu ze smartfonem słuchawek. Kabelek sam z siebie rzecz jasna niemiłosiernie się plącze, ale nie zapominano o takim, wygodnym dodatku jak klips (jest w komplecie), co pozwala uniknąć splątania i ułatwia codzienne użytkowanie. Dołączone gumki warto od razu zamienić na wspomniane pianki (pewniejsze dokowanie w uszach, większa wygoda – to bardzo komfortowa aplikacja, dźwięk), mikrofon niestety nie daje satysfakcji przy prowadzeniu konwersacji (jakość rozmów jest słaba), natomiast sterowanie odtwarzaniem całkiem wygodne i precyzyjne (wklęsłe przyciski + / – i wypustka na play/pauza), do tego kątowy audio jacek ułatwia wpięcie i utrudnia samowolne wypięcie wtyczki ze smartfona / tabletu. Kabelek ma typowe (dla mobilnych słuchawek) 1.2 metra, przy czym producent mówi że druty są miedziane (przewód „na igreku” jest baaardzo cienki, bardzo), a Jacek szczerozłoty ;-) Dynamiczne, 6 mm przetworniki oferują niezbyt selektywne brzmienie, z dość nisko osadzonym, wyraźnym basem (przewalony? Nie, tak bym tego nie nazwał, na granicy, ale bez natarczywego epatowania), raczej płaskie granie, dźwięk wyraźnie umiejscowiony w głowie. Czyli kiepsko? To zależy do czego porównujemy. Nie ma sensu zestawiać Omeg z redakcyjnymi Momentum in-Ear, bo to zupełnie inna klasa, ale w porównaniu ze słuchawkami wyciągniętymi z pudełka od telefonu (także EarPodsami, choć tutaj standardowe IEMy Apple, w kontekście brzmienia mogą konkurować z tytułowymi dokami) to rzecz warta uwagi, która w wielu wypadkach przyniesie poprawę brzmienia. W przypadku repertuaru gdzie może zasyczeć, zasyczy. Dla zwolenników rocka będzie to niezgorszy wybór, będą zadowoleni, to samo wyznawcy elektronicznego brzmienia. Sytuację, jak wspomniałem, poprawia (nie tylko w zakresie ergonomii) wymiana silikonowych wkładów na Comply. Korzystam z takowych pianek na wspomnianych Momentum i po ich przełożeniu zauważyłem, że dźwięk się poprawił (przy czym na senkowych silikonach był już bardzo dobry). W Omegach podobnie, poprawa. Ciekawe, czy ten progres skłonił producenta do dołączenia kompletu dodatkowych aplikacji do pudełka? Tak, czy inaczej po zmianie, dźwięk nabrał wyrazu, stał się bardziej angażujący, lepszy – nie ma tej wspomnianej szklistości, natarczywości. Słowem nie warto zawracać sobie głowy fabrycznymi wkładkami, najlepiej od razu zamontować wspomniane pianki. Szczerze polecam (w ogóle, szczerze polecam korzystać z Comply – jak macie jakieś niezłe IEMy to może się okazać, że są jeszcze bardziej niezłe, po aplikacji pianek). Patrząc zaś całościowo, za czterdzieści dziewięć złotych polskich taki produkt ma rację bytu i – obiektywnie – mało który producent zawraca sobie głowę takimi szczegółami odnośnie wykonania, wyposażenia, akcesoriów (jak Brainwavz) w tym budżecie.

Na bogato, w opcji niskobudżetowej

AKTUALIZACJA: Gratulujemy Michałowi oraz Piotrowi z Warszawy i Joasi z Gostynia

No dobrze, opinia była, a konkurs?

Konkurs będzie tym razem niezbyt skomplikowany, choć (tradycyjnie) wymagający znalezienia pewnych informacji, które publikowaliśmy na łamach. Aby wziąć udział w losowaniu trzech pudełek z Omegami w środku, wygrać jeden z boksów z IEMami, trzeba odpowiedzieć na dwa, złożone ;-) bardzo proste pytania:

1) Jaki produkt Brainwavz przetestowaliśmy na HDO i który z gatunków muzycznych nas nie zachwycił, słuchany na nim?

2) Parę dni przed publikacją recenzji Brainwavz pojawił się na łamach HDO podwójny test dwóch produktów „za tysiąc”. O jakie produkty chodzi i który otrzymał znaczek, a który znaczka nie otrzymał i dlaczego nie?

Czekają

Na odpowiedzi czekamy do końca miesiąca, odpowiedzi ślemy na nasz redakcyjny mail (antoni.wozniak_na_hd-opinie.pl). Losowanie w pierwszej połowie listopada (przed, albo po AVS ;-) ). A i jeszcze jedno: niewykluczone, że w tym roku jeszcze coś się uda zorganizować odnośnie konkursów, czekam na konkrety, może będzie coś ekstra @ ”*”

Fundatorem nagrody jest dystrybutor marki Brainwavz, firma Audiomagic.

Metalowe obudowy, zgrabny i funkcjonalny (no, gdyby nie najlepszy mikrofon…) pilot

 

Lepszy dźwięk na Makówce via Bluetooth? Kodek aptX dzięki BT Explorer

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
bluetooth

To dziwne. Dziwne, że trzeba uciekać się do zastosowania narzędzia, które nie jest oferowane natywnie w systemie (trzeba je pobrać z sieci), dodatkowo wymuszając ustawienie kodeka w doinstalowanym oprogramowaniu (w przeciwnym razie mamy najgorsze jakościowo SBC). Miałem z tym pewien problem (na jednym z komputerów), jednak najnowsza wersja narzędzia (o – skądinąd – ogromnych możliwościach… to chyba jedyne znane mi rozwiązanie, dające takie możliwości zmiany parametrów działania modułu BT w sprzęcie komputerowym) Bluetooth Explorer wreszcie pozwoliła na wymuszenie działania kodeka (macOS Sierra) także na iMac’u. Na MacBooku Air (model z 2011 roku) udało się jeszcze na Maveriksie (OSX 10.9) wymusić odpowiednie ustawienia*, natomiast na wspomnianym iMac’u był z tym problem. Do teraz. Po instalacji najnowszego oprogramowania systemowego oraz wspomnianej powyżej aplikacji, wreszcie mogę korzystać z najlepszego jakościowo rozwiązania w przypadku sinozębnej transmisji. Różnica między podstawowym rozwiązaniem (SBC) a kodekiem aptX jest oczywista, to wyraźny progres jakościowy. Mogę teraz przesyłać dźwięk do wzmacniacza D3020, korzystając z dużo lepszej transmisji, jak również wykorzystać w pełni potencjał Sennheiserów Momentum Wireless – tu, na słuchawkach, zmiana jakościowa jest jednoznaczna! Słuchanie lepszego jakościowo materiału w opcji bezprzewodowej nabiera sensu, wreszcie można usłyszeć wyraźną różnicę.

Pliczek pobieramy z poniższych lokalizacji:

Bluetooth Explorer (Dropbox), alternatywnie Bluetooth Explorer (WeTransfer)

Następnie uruchamiamy instalację i wchodzimy w ustawienia…

Warto zwrócić uwagę na mnogość dostępnych ustawień w tym niezwykle przydatnym narzędziu

Wymuszamy aptX, można też dodatkowo ustawić pracę słuchawek (wyłącznie zbędnych funkcji) oraz skonfigurować parametry strumienia

I mamy pełen obraz, wraz z aptekarską informacją o parametrach transmisji (w czasie rzeczywistym) oraz dokładną identyfikacją naszego sprzętu (i jego możliwości) w oprogramowaniu

To rozwiązuje kwestie współpracy komputerów Mac w przypadku połączeń audio via Bluetooth – można w pełni wykorzystać drzemiące w słuchawkach, głośnikach bezprzewodowych możliwości (a także, jw., stacjonarnym HiFi, które coraz częściej wyposażane jest w stosowne moduły bezprzewodowe). Minusy? Zasięg takiej transmisji (bez zakłóceń) jest ograniczony. Tak wynika z przeprowadzonych przeze mnie testów. Słuchając w innym pomieszczeniu muzyki puszczanej z Mac-a na słuchawkach zdarzają się przerwy, zakłócenia (tak, pamiętam o podatnym na problemy module w Senkach), to samo dzieje się w przypadku wzmacniacza oraz głośnika bezprzewodowego, który wykorzystałem do celów testowych (obsługującego kodek aptX). A zatem coś, za coś. Generalnie chcąc bezproblemowo skorzystać z niezakłóconego streamingu konieczne jest słuchanie w obrębie jednego pomieszczenia, gdzie źródło oraz efektor znajdują się w pobliżu, bez żadnych przeszkód na drodze sygnału. Ten jest podatny na zakłócenia (znacznie bardziej niż w przypadku transmisji via SBC/mp3/AAC, nie mówiąc już o transferze za pośrednictwem sieci WiFi). To ograniczenie, które – jak wspominają użytkownicy androidowych handheldów, dysponujących wsparciem dla aptX – jest jednym z głównych mankamentów lepszej jakościowo transmisji audio via BT. W przypadku urządzeń z iOS: iPhone, iPada oraz iPoda (Touch) niestety nie możemy liczyć na nic lepszego od transferu AAC (często będzie to podstawowy SBC – zależy to od obsługiwanych przez dane słuchawki, głośniki kodeków). Co prawda, jak wspominałem, Apple jakiś czas temu polepszyło transfer w mobilnym systemie do jakości AAC 256kbps, ale nadal nie jest to rozwiązanie porównywalne do strumieniowania via aptX (wyższe opóźnienia, dużo niższy bitrate, mocniejsza kompresja).

W efekcie mamy wyraźny progres jakościowy, szkoda tylko, że trzeba w tym celu instalować dodatkowe narzędzia, wymuszać ustawienia…

Dla przypomnienia, pełne informacje na temat technologii najlepszej jakościowo transmisji via Bluetooth znajdziecie pod tym adresem. Także tam znajduje się pełna lista urządzeń (stale aktualizowana) kompatybilnych, smartfonów oraz tabletów wyposażonych w kodek aptX (niektóre z androidowych i nie tylko androidowych handheldów otrzymują wsparcie wraz z aktualizacjami – warto śledzić!), akcesoriów, które mogą rozszerzyć możliwości naszej elektroniki w zakresie bezprzewodowego transferu audio via BT. Pisałem niedawno o najnowszej wersji kodeka (HD) pozwalającej na transmisję muzyki zapisanej w plikach 24/44-48… Nie zapominajmy, że nadal mówimy o stratnej kompresji, bo choć parametry są zbliżone do tych, które możemy uzyskać w przypadku strumieniowania via WiFi, to nadal Bluetooth nie pozwala na bezstratny transfer audio, nie jest to transfer bitperfect (także we wspomnianym powyżej, najnowszym wcieleniu). Z drugiej strony osiągnięto wyraźny postęp, po pierwsze redukując opóźnienia (ogromne, w przypadku standardowych protokołów transmisji) oraz po drugie zwiększając bitrate do poziomu gwarantującego uzyskanie bardzo dobrej jakości ….niestety, jak pokazuje praktyka codziennego użytkowania, przy wyraźnym pogorszeniu zasięgu transmisji (większa podatność na zakłócenia, problematyczne wykorzystanie w instalacjach strefowych – według mnie taka opcja jest obecnie nieosiągalna). Jeszcze jeden aspekt, który warto uwzględnić, to pewien wpływ (trudno tu o precyzyjne dane) na czas działania na baterii mobilnego sprzętu wykorzystującego aptX. Ten wpływ (krótszy czas działania, zwiększony pobór energii) może być odczuwalny szczególnie w przypadku użytkowników smartfonów, w mniejszym zakresie głośników / słuchawek bezprzewodowych.

* wspominałem o tym, przy okazji testów wzmacniacza D3020, ubolewając, że w przypadku sprzętu Apple właściwie to jedyna opcja (komputer) by cieszyć się lepszą jakością streamingu via BT.

AptX HD czyli kompresja stratna w jakości HD ;-) Astell&Kern XB10

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Astell&Kern AK-XB10 (3)

Pamiętacie relację z IFA 2016? Wpis o nowinkach zaprezentowanych na wspólnym stanowisku Beyerdynamika oraz Astell&Kern? Prototypowe słuchawki z transmisją BT opartą na najnowszym kodeku aptX a jakże HD. Był prototyp, jest gotowy produkt. Zwie się XB10 i jest bluetoothowym transmiterem audio, wyposażonym w powyższe rozwiązanie. To autorska technologia, opracowana przez Qualcomma, pokazana w Berlinie, dostępna w małym, niepozornym „klipsie”. Dystrybutor mówi o iPhone 7 (pozbawionym audio jacka), który miałby skorzystać… problem w tym, że sadownicy kompletnie olali temat poprawy dźwięku via BT i nadal trzymają się profilu podstawowego SBC (przy czym Apple korzysta z własnego kodeka AAC), który to profil, jak ładnie i obrazowo przedstawia poniższa rycina z nadesłanej prasówki, niesie ze sobą oczywiste ograniczenia (eufemistycznie rzecz ujmując) jakościowe. Mówiąc wprost – degraduje dźwięk w sposób znaczący i nic tu nie pomoże HD, bo ani aptX w iOSie nie uświadczymy, ani nawet w macOSie (granda! Wywalili BT Explorera, który to trzeba sobie doinstalowywać, a i tak nie zawsze aptX da się wymusić… mi się na iMaku to nie udało, tylko na stareńkim MBA śmiga).

Tak to mniej więcej wygląda.
Kompresja jest – żeby nie było niedomówień – STRATNA, ale aptX daje oczywiste korzyści, takie jak niższy jej (kompresji) poziom, dużo niższe opóźnienia (bardzo niskie w najnowszych wersjach kodeka) oraz niższy poziom zakłóceń

Także ten iPhone 7 to akurat niewiele skorzysta podpięty bezdrutowo do opisywanego akcesorium. Gdyby tak dało się dźwięk przesłać via microUSB (które służy tylko do ładowania) z wyjścia Lightning, to mielibyśmy interfejs aptXowy (przy czym potrzebna byłaby jeszcze transmisja nie >z<, a >do< słuchawek) dla nowego jabłkofona, tyle że nie przewidziano takiej opcji. Musimy zadowolić się SBC, czyli cała para w gwizdek. Na szczęście, jest sporo sprzętu, który bardzo chętnie obsłuży lepszy dźwięk po sinozębnej transmisji, a pełną listę znajdziecie tutaj (wszystkie możliwe produkty audio, elektronika użytkowa etc.). Także, jak ktoś ma, albo planuje mieć któreś z tych urządzeń to śmiało! Odnośnie zaś Apple to: shame on you! Wywaliliście jacka, nie dając w zamian czegoś tak oczywistego jak lepsza transmisja po BT. W końcu to właśnie nie kto inny, jak Wy – Apple – mówicie o świecie bezdrutowym, prawda? To bądźcie konsekwentni w tej bezdrucianej rewolucji i dajcie coś, co wyznacza (lepsze) standardy, ok?

Tidal HiFi? No jak najbardziej na miejscu w przypadku takiego, lepszego BT, tylko co tu robi iPhone z transmisją SBC?

Wracając zaś do XB10 to jest tam, w tym maluchu, zaszyty DAC (24/48 – czyżby tylko przypadkowa zbieżność z lansowanym przez MQA nowym standardem streamingu 24/48, hmm?) oraz wzmacniacz, które to mają pozwolić na uzyskanie dużo lepszej jakości niż te, wbudowane w smartfony, tablety czy laptopy. Co ciekawe wyposażono go w aż dwa wyjścia audio – jedno jest standardowe, 35mm, drugie zaś 2,5mm pozwala na podpięcie zbalansowanych słuchawek (standardowe rozwiązanie dla zbalansowanych IEMów). Dysponuje baterią, która wytrzyma jakieś 5 godzin grania, a do tego pozwoli na odbieranie połączeń telefonicznych i to w dobrej jakości, bo rzecz wyposażono w system redukujący szum, echo z tła. Sterujemy za pomocą wielofunkcyjnego przycisku. Szkoda, że nie można pożenić tego grzdyla z Senkami Momentum Wireless (na zasadzie nadajnik / opisywany transmiter) – odbiornik / słuchawki), można by wtedy wyeliminować całkowicie z toru ułomną transmisję via BT z jabłkowej elektroniki. Co prawda, w iOS8 bodaj, Apple coś tam w BT gmerało, chcąc podnieść jakość dźwięku (w czasie wprowadzania do iTunes lepszych downloadów o jakości AAC 256kbps), ale to nadal nie jest rozwiązanie tożsame z najnowszymi opracowaniami na rynku, usprawniającymi strumieniowanie audio via Bluetooth.

Testowaliśmy Saturna (transmiter nadajnik/odbiornik z aptX), który wypadł w teście bardzo dobrze i został w redakcji jako przydatne akcesorium, testowaliśmy wspominane Sennheisery Wireless OvE, które wypadłyby świetnie gdyby nie problemy z modułem… siak, czy tak aptX, transmisja w lepszej jakości niż standard SBC, ma jak najbardziej sens, uzasadnienie jakościowe i pewnie stanie się w niedługim czasie czymś powszechnym, nawet na przekór Apple. Tylko, litości, niech to nie będzie bombastyczne HD, super HiFi coś tam, czy cyt.: „monstrum brzmieniowe”… zwyczajnie mniej tej niesamowitości (która w konfrontacji z materią przestaje być niesamowita, a staje się w sposób zapewne niezamierzony śmieszna), mniej emejzingu kojarzonego powszechnie z tak przeze mnie we wpisie krytykowanym Jabłcem. Ten maluch ma szansę sam się obronić, w konfrontacji z tym co wbudowane w fona, ze zwykłą transmisją via BT. Prototypowe słuchawy na IFA jw. grały ciekawie.

Tylko ta cena… 799zł. To konkretna suma, jak za odbiornik BT.

PS. Mamy dostęp do nowych iPhonów, niebawem coś z tego zapewne wyniknie (audio test z nowymi słuchawkami Kupertyńczyków?)

Bryston z nowym streamerem: Pi jak Malinka Pi? Ano dokładnie!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
L_1

Mamy na rynku ciekawą platformę do samoróbek, która zwie się Rabesperry Pi. NanoPC z możliwością budowy w oparciu wszystkiego, co nam do łba przyjdzie. Ot, gotowa platforma DIY. Okazuje się, że ta platforma jest na tyle wartościowa, że można potraktować ją jako punkt wyjścia do stworzenia własnego, firmowego rozwiązania. Tą właśnie drogą poszedł kanadyjski Bryston, wprowadzając na rynek pierwszego streamera – model Pi. Nawiązanie nieprzypadkowe zatem, pytanie co dostajemy ekstra, płacąc ekstra, w przypadku wyrobu Kanadyjczyków (bazującego, na taniej jak barszcz platformie sprzętowej)? Oczywiście mamy coś ubranego w zgrabną obudowę nawiązującą do klasycznej formuły jaką stosuje w swoich produktach Bryston. Aluminiowa, srebrna (albo czarna) budka to jednak trochę za mało, żeby przyspieszyć puls potencjalnego nabywcy (poza frontem jest to prosta obudowa, stosowana w DIY). Producent oferuje software dla odtwarzacza w oparciu o gotowe rozwiązania (Linux). Znowu, mówimy o czymś, co jest dostępne na zasadzie OpenSource, pytanie na ile i czy software został zmodyfikowany pod kątem tego konkretnie produktu? Zastosowano wyspecjalizowaną kartę dźwiękową HiFiBerry  (parametry typowe, tzn. obsługa dźwięku PCM 24/192), czytaj gotowca, którego można zakupić tworząc własne DIY. Sumując – to Malinka & platforma HiFiBerry.

Producent mówi o high-endowym dźwięku. Trudno się do tego odnieść, nie mając styczności ze sprzętem, jednakowoż bazuje jw. na czymś, co stanowi kościec budżetowego rozwiązania (tak, wyznacznikiem jest tutaj cena, bo kompetencje brzmieniowe w świecie cyfry, cyfrowego transportu, bo mówimy tutaj właśnie o takim rozwiązaniu, są trudne do określenia, do oceny). Sprzęt ma kosztować 4500 złotych. To – jak na high-end – mało. Z drugiej strony komponenty, jak wspomniałem, które stanowią fundament tego streamera są dostępne za grosze (całość mieści się w kwocie ok. 100 euro – mam tu na myśli płytę główną, kartę dźwiękową oraz zasilanie z prostą obudową). Mówią: ” to niecała połowa tego, co musicie zapłacić za flagowego BDP-2″. Ok, tylko dalej pozostaje pytanie - co też, poza obudową, zaoferował nam tutaj Bryston? Z tego, co widzę, zdecydowano się na kolorowy wyświetlacz, co nie jest niezbędne, bo przecież i tak sterownikiem będzie tutaj handheld (dostępna apka pod Androida oraz iOSa, można też będzie sterować z komputera via webpanel, jest port IR – można w razie czego sterować z jakiegoś uniwersalnego pilota). Displej jest niewielki, bo i sam streamer jak na Malinkę przystało, jest malutki. Odnośnie możliwości, to te są typowe dla tej platformy (czytaj mamy wszystko, czego potrzebujemy, bez dodatkowej konfiguracji, ustawiania, wgrywania): serwisy streamingowe (bodaj wszystkie, które funkcjonują), rozgłośnie internetowe oraz dostęp do danych na NASach. Dzięki wyjściu HDMI można Pi podpiąć pod duży ekran (monitor, telewizor w salonie – kto co lubi). Połączenie z Internetem realizujemy za pomocą karty LAN (nie ma WiFi, nie ma modułu BT), względnie w ten sposób wyprowadzić dźwięk ze streamera (przetworniki C/A zazwyczaj nie mają tego typu złącza, chodzi tutaj o amplitunery zatem). Można też grać z podpinanych do portów USB pamięci masowych (w broszurce/na stronie producent podaje, że można podpiąć USB DACa). Nie ma możliwości wyprowadzenia dźwięku analogowo, zatem do kosztu zakupu streamera trzeba doliczyć jakiegoś DACa. Ta brystonowa malinka to cyfrowy transport.

Podsumowując ten krótki opis nowego streamera Brystona: nie mam pretensji, że ktoś bazuje na bardzo sensownym, otwartym rozwiązaniu. To, jak najbardziej, ma sens. Pytanie tylko o wycenę i wkład własny producenta w projekt. Bo tutaj jest pole do popisu i można żądać więcej, tyle że powinno to być czymś poparte, czymś konkretnym. Autorskie oprogramowanie, modyfikacje podstawowego malinkowego hardware, jakieś lepsze zasilanie? Tak, właśnie tego typu rzeczy mam na myśli. Jak jest w tym wypadku, przekonamy się po pierwszych testach, recenzjach BDP-π. Patrząc na to, co na razie zaprezentowano, widzę Malinkę z aluminiowym frontem, z wbudowanym, miniaturowym wyświetlaczem. Po prostu…

PS. Na HDMI jest 16/44 PCM wyłącznie, na wyjściach cyfrowych  - trudno powiedzieć. Sam producent wspomina, że hi-res audio via USB… Poniżej parę zrzutek z webowego panelu sterowania (prawda, że wygląda znajomo użytkownicy Malinki Pi? ;-) )

» Czytaj dalej

Futureproof z NADem? Nowe wzmacniacze gotowe na przyszłość

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
FOREVER CLASSIC

Lubię tę markę. Korzystam z produktów Kanadyjczyków (firma z Anglii, przeniosła się swego czasu za Atlantyk) od wielu lat, doceniam bardzo dobre brzmienie w korelacji z bardzo przystępną ceną oraz …hmmm konsekwentne podejście do oferty (konserwatywny z wyjątkami design, nadowskie, prawdziwe waty etc.). Firma od paru ładnych lat rozwija swoje produkty w głównym nurcie postępu jaki dokonuje się w branży, postępu związanego z graniem z pliku, z dostępem do sieci, z integracją urządzeń (docelowo wszystkich) w ramach spójnego ekosystemu. Siostrzana marka BlueSound to konsekwencja wielu lat doświadczeń z wprowadzania na rynek sprzętu audio z wysoce efektywnymi końcówkami pracującymi w klasie D, z wielofunkcyjnymi (początkowo) uniwersalnymi pilotami, a następnie aplikacjami sterującymi, z przetwornikami C/A, bezprzewodową transmisją dźwięku etc. Przy czym to wszystko o czym napisałem pojawiało się w NADzie często szybciej niż u konkurencji, katalog produktów był znacznie bardziej rozbudowany niż u wielu specjalistów z branży. Firma zachowała dość unikatowy status kogoś, kto łączy ultranowoczesne z …tym co bardzo klasyczne, tradycyjne. Stąd tunery, przedwzmacniacze gramofonowe oraz gramofony w stałej ofercie, stąd czysto analogowe końcówki oraz wzmacniacze. Tak, to prawda, wiele docenionych przez użytkowników, media urządzeń (w tym, zdobywające uznanie poparte licznymi nagrodami i świetnymi recenzjami, najmniejsze integry C31x BEE) do dzisiaj z powodzeniem stanowi fundament niejednego, często całkiem rozbudowanego i kosztownego systemu. Oczywiście pamiętamy doskonale chlubną historię firmy, jej legendarne dokonania z najbardziej rozpoznawalnym, najsławniejszym wzmacniaczem 3020 (do dziś wiernie mi służy pre 1020). Na łamach HDO popełniłem dłuższy artykuł, recenzję na temat nowoczesnego „następcy”, modelu D3020, który zwiastował nadejście nowego NADa, ultranowoczesnego NADa, sprzętu, który ma być właśnie, jak w tytule, „FUTUREPROOF”. Wiele rzeczy „przećwiczono” w linii premium tj. serii Master. To tam trafiały nowinki (z zakresu wzmacniania sygnału oraz jego obróbki C/A). To także kawał świetnej, wartej opisania w osobnym artykule, historii postępu, wprowadzania zmian, które podążały za szalenie szybkim, zmieniającym się rynkiem audio (wraz z nastaniem ery Internetu).

No i stało się. 13 września NAD zaprezentował zupełnie nowe, następne pokolenie swoich integr, wzmacniaczy z którymi przede wszystkim kojarzona jest firma. To właśnie te ampy, a dokładnie te z cyferką 3 są najbardziej charakterystycznym elementem oferty, czymś, z czym kojarzymy NADa. To fundament (nawet jeżeli obecnie, patrząc przez pryzmat sprzedaży, nie do końca odpowiada to prawdzie), kościec katalogu, coś od czego zaczynamy. Wzmacniacz. Po prostu. No właśnie mimo że mówimy wzmacniacz, dzisiaj właściwie trudno o precyzyjną definicję dopiero co zaprezentowanych produktów. Czym jest nowa seria zatem? Integrą? Tak. Ale nie tylko, bo mówimy o integrze analogowo-cyfrowej o otwartej architekturze (to jedna z pierwszych firm z branży, która postawiła na modułowość), z własnym ekosystemem (to nie nadużycie) rozwiązań, ze wspólnym mianownikiem, który zwie się BluOS. To kluczowy element, kluczowy, bo właśnie otwarty na zmiany, pozwalający na użytkowanie NADa przez dziesiątki lat (tak, tak jak legendarnego 3020) bez obawy, że za moment będzie ten klamot mocno wczorajszy. Zaraz ktoś zaprotestuje i powie, przecież mówimy o wzmacniaczu, o drucie ze wzmocnieniem, przecież to nie źródło (które za moment może faktycznie być przestarzałe, wystarczy że ktoś nie napisze już aktualizacji, nie mówiąc o ograniczeniach hardwareowych). Cóż, czasy się zmieniły i dzisiaj wszystko nam się integruje. Chodzi zarówno o integracje pt. nie mnożenie bytów, jak i integrację w  ramach spójnego, sterowanego wygodnie z poziomu aplikacji systemu, gdzie „efektor” czytaj źródło, wzmacniacz, głośnik często, gęsto występuje w formie JEDNEGO urządzenia. To co pokazuje NAIM, Devialet, B&O, czy taki gigant jak Yamaha (i wielu innych w branży) daje mocno do myślenia. Nie chodzi tutaj tylko o inny segment, o jakąś modę, a o coś więcej… audio zmienia się, dostosowuje, ewoluuje dopasowując do realiów XXI wieku. Bo musi, bo nie ma wyjścia, wspomniany Internet, całkowita zmiana dystrybucji muzyki wymusza daleko idące zmiany.

Co zatem pokazał NAD dwa dni temu? Pokazał coś, co koresponduje z tym, co napisałem powyżej. Nowe wzmacniacze oparto na końcówkach pracujących w klasie D (autorskie rozwiązanie, wcześniej przećwiczone w serii Master) oraz wbudowane przetworniki C/A, przedwzmacniacze gramofonowe (świetny, skądinąd ruch) oraz Bluetooth (oferujące dobrą jakość, ze wsparciem dla kodeka AptX) i zależnie od modelu WiFi/LAN (to ostatnie to opcja). To w standardzie, a poza podstawowym, najtańszym klamotem, kolejne dwie integry otrzymały kieszenie na moduły MDC. To patent firmowy, od kilku lat rozwijany, pozwalający na unowocześnianie sprzętu. Najważniejsze (i odkrywcze) nie jest zastosowanie modułowości, a sposób w jaki NAD podszedł do kwestii wsparcia, oprogramowania. Mój, wcale nie sieciowy (bez LAN/WiFi), choć jw. bardzo nowoczesny, NAD D3020 otrzymuje aktualizacje firmware (m.in. nowe możliwości w zakresie kina), co tylko pokazuje jak dobrze firma rozumie teraźniejszość oraz jak dobrze przygotowuje użytkownika sprzętu ze swoim logo na wyzwania przyszłości. To, co stanowi różnicę, sporą różnicę, to system BluOS, coś co możemy sobie zintegrować w wielu urządzeniach marki, coś co teraz będzie głównym upgrade nowych NADów. Każdy dostosowany do modułu sieciowego (LAN/WiFi) umownie wzmacniacz, przeistoczy się w autonomiczne źródło audio z wielostrefowym, otwartym softwarem, który jako pierwszy (gdy idzie o cały przekrój katalogu, liczbę oferowanych urządzeń) daje właścicielom NADów pełne wsparcie dla MQA. To może (choć to jeszcze nie przesądzone) robić cholernie dużą różnicę. Nie ulega wątpliwości, że szerokie wdrożenie nowego sposobu dystrybucji oraz masteringu plików audio w sieci to, patrząc przez pryzmat wsparcia, obsługi na poziomie hardware’u, DUŻA RZECZ. Chodzi tutaj o pełną obsługę, dekodowanie w klamocie (najnowszym wzmacniaczu) tego, przyszłościowego rozwiązania, a także pełną kompatybilność (wraz z jednym, wspólnym sterownikiem) z całym wachlarzem produktów NADa (& BlueSound). Strefy, małe głośniki strumieniowe, instalacje wielokanałowe (to także, jeden z ważnych aspektów dokonującego się rozbratu z kablem – nowe otwarcie dla systemów wielokanałowych) i coś, co nadal nazwiemy stereo HiFi, systemem audio, tyle że w ultranowoczesnej formie. Wspomniałem o wielokanałowości nie bez przyczyny. NAD oferuje w ramach modułów MDC kartę rozszerzeń z portami HDMI. To – póki co – jedyny, jedynie słuszny, sposób na przesył dźwięku w standardach wielokanałowych, przesył (o ile takie rozwiązanie wprowadzono) sygnału jednobitowego (DSD/SACD) oraz – ogólnie – integrację z urządzeniami wizyjnymi. Oferta modułów za pewne będzie stale aktualizowana, będzie można liczyć na to tytułowe „futureproof”.

C338

Nowe wzmacniacze to, kolejno: C338 (odpowiednik serii 315/6) oraz C368 i 388. Największe różnice występują w przypadku pierwszej integry, która nie ma wejść na moduły, która jednakowoż jest w dużej mierze odpowiednikiem opisanego u nas D3020 (na marginesie, teraz to „klasyczna cyfra” – taka firmowa klasyfikacja, dla odróżnienia od tego, co nowe), tyle że w bardziej klasycznej formule (a nie czegoś, co bardzo odważnie zrywa z klasyką właśnie – wtedy, gdy debiutowała seria Dxxx, obejmująca DACa D1020 oraz integry D3020 i D7050 – wręcz nowatorsko), przy czym podobnie jak D7050 dysponuje także WiFi. To wymiary typowego audio klamota, ale wszystko zaprojektowano od podstaw, tak aby ten wzmak był gotowy na potrzeby użytkownika dzisiaj (jutro), bez konieczności zawracania sobie głowy kolejnymi zakupami (zbędnymi). Nie chodzi tylko o oszczędność, chodzi także o coś więcej – o wygodę, o spójny i w efekcie także lepszy (od strony brzmieniowej) efekt. Każda komplikacja toru… tak, pamiętamy, poza tym warto przypomnieć sobie na jaką minę można wejść, gdy sprzęt (różnych marek) zupełnie nie będzie do siebie pasował. Stracony czas i pieniądze. Tutaj jest inaczej. Co ciekawe to inaczej nawiązuje to tego, czemu NAD stara się być wierny: zaoferuj coś nowoczesnego, dobrego i uczciwie wycenionego. To ma być i jest sprzęt dla mas. Stąd nawiązanie (patrz obrazek prezentujący całą nową serię) do klasyki, do 1972 roku (tak, to właśnie wtedy :) ). Firma nie szermuje hasłami ultrazaawansowanych, kosmicznych technologii, technobełkotem jaki udziela się wielu innym producentom z branży, którzy wymieniając na pudełkach setki rzeczy, które to rzekomo ich sprzęt ma/wspiera, zapominają o tym, co kluczowe – o podstawach. Stąd, w opisie nowości znajdziemy mocno akcentowane przywiązanie do zaprojektowania odpowiedniej ścieżki sygnału, precyzyjnego sterowania natężeniem dźwięku, odpowiednią separacją poszczególnych elementów oraz – tym razem mocno uwypuklonej – integracji gramofonowego przedwzmacniacza. W czymś, co może przemienić się w ultra na czasie, autonomiczne, „wszystkomające” źródło muzyki. No proszę! To właśnie piękne nawiązanie do tego, co przecież najważniejsze – do dźwięku, do muzyki, do możliwości skorzystania przez nabywcę z tego, co oferuje mu rynek, tego co najlepsze, czy tego na czym mu po prostu zależy, z czego nie chce rezygnować. FOREVER CLASSIC, takie hasło widnieje przy nowych produktach. Coś w tym jest, nieprawdaż? ;-)  Połączenie klasyki z nowoczesnością bez kompromisów? Takiego, całościowego podejścia do tematu, ze święcą szukać u innych w branży.

C368

C388

D3020 potrafi zagrać równie wciągająco, angażująco, przyjemnie co moje klasyczne NADy. Inżynierowie osiągnęli to wykorzystując zupełnie inne metody, zupełnie inny sposób wzmocnienia sygnału i efekt okazał się nie tylko akceptowalny (miałem obawy, co zresztą wyrażałem na łamach), ale po prostu bardzo dobry, taki jakiego bym sobie życzył. W nowych NADach mamy końcówki Hypex UcD. To ultranowoczesne rozwiązanie, ultra bo super efektywne, pozwalające z jednej strony na uzyskanie bardzo wysokiej mocy oraz dynamiki, przy niewielkim zapotrzebowaniu energetycznym (znak czasów). Udało się nie tylko zachować, ale polepszyć linearność w szerokim zakresie częstotliwości (polecam bardzo dokładne pomiary D3020 i D7050 @ Stereophile), a dodatkową korzyścią jest uniwersalność (w NADach od zawsze bardzo chwalona) tzn. możliwość napędzenia kolumn o bardzo różnej charakterystyce. Seria Master była forpocztą, to co zaoferował NAD w budżetowym HiFi jest rozwinięciem wcześniejszych prac, ich ukoronowaniem. Wspomniane pomiary pokazują, że faktycznie udało się uniknąć wielu niebezpieczeństw związanych z nadmiernym szumem oraz zniekształceniami (jakie towarzyszyły nam od zawsze w przypadku końcówek A, A/B), jednocześnie zachowując to, co w klasycznych konstrukcjach było pożądane.

BluOS MDC

Najtańszy model to PRAWDZIWA REWELACJA wg. mnie. Co prawda nie ma BluOS-a, ale co powiecie na model ze zintegrowaną siecią WiFi (jest Google CAST! Poza tym możemy strumieniować z komputerów, NASów w ramach uPnP)? Jest także, wspomniany powyżej, Bluetooth (aptX) pozwalający na szybkie sparowanie z dowolnym źródłem. To jedyna znana mi integra z wbudowanym, pełnym modułem sieciowym, do tego z gramofonowym pre, z możliwością (jakże ważną!) integracji źródeł analogowych. Nazwali to „dać to, co potrzebne, jak trzeba” i dali! Poza tym mamy wejścia cyfrowe integrujące nam wszystko co nowoczesne, dzisiejsze i to nie w niewystarczajacej zazwyczaj liczbie dwóch, a czterech wejść SPDIF (2x optyczne i 2x koaksialne). To się nazywa integra XXI wieku, prawda? Do tego sterowanie z apki. Nie zapomniano o wyjściu słuchawkowym (ciekawe, czy będzie lepsze od tego w D3020), mając w pamięci jak popularne dzisiaj i wszędobylskie są słuchawki (którymi posługujemy się, często z konieczności, także w domu). To sprzęt skrojony na miarę, na dzisiejsze potrzeby.

Dwa droższe modele to wspomniane moduły MDC. To większa elastyczność, większy koszt (także przy uwzględnieniu kosztu nabycia stosowanych modułów), przy zachowaniu jeszcze większej gotowości na to, co przyniesie nam w audio przyszłość. Mamy w standardzie Bluetooth, natomiast integracja Internetu via LAN, wsparcie dla MQA, przeistoczenie integry w sieciowe źródło audio wymaga dokupienia modułu. Otwartość na strefy, na współpracę z urządzeniami NADa/BlueSound to coś, za co przyjdzie nam dodatkowo zapłacić, co jednakże jest w każdym momencie użytkowania wykonalne, co daje nam gwarancję, że te klamoty po prostu się nie zestarzeją, że zawsze będą na czasie. Wspomniane MDC z HDMI (przełącznik 4 portowy z wsparciem dla 4K, w sumie dwa warianty tego modułu), czy z dodatkowymi wejściami analogowymi oraz z cyfrowymi wejściami z USB to raczej do tej pory bardzo rzadko spotykane rozwiązania (a w takiej rozpiętości, chyba jedyne), pozwalające dopasować nowego NADa do własnych potrzeb. Znacznie większa (wręcz kosmicznie wielka) jest moc, jaką oferują dwa wyższe modele (odpowiednio 200 oraz 400W). Oczywiście BluOS (nie tylko obsługa, ale też, właśnie – system), sterowanie z handheldów, kolorowe wyświetlacze na froncie (gustowny, niewielki, monochormatyczny w C338) to rzeczy korespondujące z nowoczesną formą nowych integr, ale sama forma oraz wspomniane wyposażenie w analogowe interfejsy oraz obsługę gramofonu to stare, dobre HiFi. NADowi udało się, z tego co widzę, połączyć i zintegrować to co kluczowe i może teraz spokojnie czekać na reakcję konsumentów. Moim zdaniem, te nowe klamoty idealnie wpisują się w dzisiejsze i przyszłe potrzeby. Ceny? C338 ma kosztować 650 dolarów, model 368 wyceniono na 900, zaś 388 będzie dostępny za 1600 dolarów. Jak widać, przyszłość kosztuje, z drugiej strony takiej integracji dzisiaj, w takiej cenie, nikt nie oferuje…

 

Apple wycina audio jack(a). Lightning & bezdrutowe AirPodsy

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2016-09-07 o 21.36.32

No i stało się. Sama konferencja była niezbyt ekscytująca, przez pierwszą godzinę wiało nudą (oczywiście nie mam nic przeciwko Mario, Pokemonom i tym podobnym rzeczom. Wszystko dla ludzi, ale…). Ciekawa kolejność – najpierw zegarek, potem nowy telefon. Mniejsza. To, co dla nas istotne (i dla całej branży istotne) to rozbrat ze złączem audio jack 3,5mm. iPhone (a wraz z nim reszta handheldowego segmentu) bez jacka to iPhone ze słuchawkami z cyfrowym Lightningiem (tak, to EarPodsy) oraz przejściówką / adapterem dla słuchawek (od dzisiaj) klasycznych. Poza tym wyraźnie zostało to powiedziane, Apple wierzy w świat bezkablowy i taki on ma docelowo być. Są więc nowe AirPodsy, dziwny produkt, który przede wszystkim ma procesor (W1) w sobie zaszyty, nie ma kabli (w ogóle, żadnej smyczy, ale o takich produktach już słyszeliśmy, pisałem o nich nie raz, na IFA były m.in. Here o czym niebawem w relacji), dźwiękowo (coś czuję) to coś zbliżonego do …EarPodsów. Jak wyżej, nazwali to przewidywalnie: AirPods.

Niby EarPodsy

Gra to 5 godzin (tylko), ma etui ładowarkę (pozwalającą podładowywać sukcesywnie pchełki, tak aby dało się je użytkować dobę, tzn. energii w power banku starczy na 25h), nie wymaga żadnego parowania z telefonem, żadnego konfigurowania, nic. Jest apka, robimy w niej łącz i już. Ważne – wygląda to na produkt dla iPhone. Wyłącznie dla iPhone. To pierwszy raz w historii, gdy słuchawki da się używać z określonym (tylko) sprzętem i oprogramowaniem (tylko z iOSem 10, macOSem Sierra oraz watchOS3 – wraz z nimi zadebiutuje rzeczona aplikacja*). Czujniki pozwolą na włączanie / wyłączanie (podczerwieni) gdy słuchawka jest / nie jest w uchu oraz czujnik ruchu. Sterowanie będzie odbywało się wyłącznie za pomocą Siri   (wywołanie glosowego sterowania przez dwukrojone tapnięcie w obudowę), a mikrofony, poza rozmową, będą także działały w połączeniu z systemem wzmacniającym głos użytkownika (rozmowy). Kosztować to ma niemało, bo całe 159 dolarów (w Europie jeszcze drożej). AirPodsy. Podsy. Sporo. Pytanie  co się stanie, gdy którąś z tych słuchawek (one nie mają żadnego patentu utrudniającego wypadanie) utracimy, zgubimy jedną z tych bezdrutowych pchełek? No właśnie, co wtedy? Patrząc na formę (obudowa, sposób aplikacji w uchu) mamy EarPodsy, które jakoś nie słyną z trzymania się stabilnie w uchu. Czas pokaże i zweryfikuje. Może będzie Find My Pods? Kto wie… ;-) Z wygodą też będzie mocno dyskusyjnie, jak to w przypadku EarPodsów ma miejsce.

* konieczna do tego, by pozbawione jakichkolwiek przycisków słuchawki uruchomić (sterowanie via Siri, co na marginesie, ogranicza funkjonalność w związku z brakiem wsparcia językowego dla tej funkcji w wielu regionach)

Mhm, to EarPodsy, tyle że z mikrofonami, bez kabli, bez przycisków (!) z CPU (APU?) & sensorami

Poza tym pokazano także nowe Beatsy: Solo 3 (bezprzewodowe), dokanałowe PowerBeats 3 (sportowe, także bezdrutowe) i zupełnie nowe bezprzewodowe IEMy Beats X (oraz lekko zmod. Studio). Pojawią się też najtańsze nauszne przewodowe Solo EP. Generalnie, jak kabel to Lightning i tego się trzymamy. Nowy, audezowy Cipher (kabel Lightning dla jednej z wersji EL-8 oraz Sine) to ciekawe rozwiązanie, za moment będziemy to mogli gruntownie przetestować. Na razie powiem tak: wyprowadzenie wzmacniacza z DACzkiem poza obudowę telefonu nie jest w żaden konkretny sposób powiązane z chęcią uzyskania lepszej jakości (tzn. parametry takich adapterów / kabli będą zazwyczaj mocno Lo-Fi), to względy konstrukcyjne, z audio nie mające nic wspólnego. Ta dodatkowa przestrzeń, to między innymi na powiększenie baterii (stąd zapewne te 2-3h więcej w nowych 7-mkach) oraz zapewnienie odporności w środowisku wodnym. Tak to wygląda w przypadku Apple. Odnośnie Audeze, wypowiem się, jak dłużej niż chwilę potestuję ten wynalazek (Cipher). Aha, jeszcze jedno, sterowanie u Apple od teraz to domena RemoteTalk (głosowo, powiązane z opisaną powyżej integracją z Siri).

Wow (nie, jednak nie)

Nowy iPhone ma głośniki stereo (wiecie, na obu krańcach, coś co konkurencja… mniejsza). Audio jacek został uznany za przeżytek, za coś zbędnego. Teraz albo ma być bezdrutowo, albo nasz cyfrowy transport (nowy telefon) ma zera & jedynki przesłać na coś co wisi na odpowiednim, cyfrowym kablu. Rzecz jasna od dawna możemy sobie w ten sposób (często, gęsto) poprawić jakość dźwięku na zewnętrznym DACzku, przy czym teraz będzie to jedyna opcja połączenia, co oznacza duże zmiany dla branży: wzrost sprzedaży (co już się dokonuje) w bezprzewodowym segmencie słuchawkowym, zupełnie nowe produkty (Lightning, pewnie niebawem USB(C – ? Tego chce m.in. Intel) oraz takie słuchawki, które łączą różne funkcjonalności, tj. monitoring saktywności, interfejs dla inteligentnego asystenta, dostosowanie do zmian środowiskowych etc.). Warto sprawdzić czym są te nowe, bezprzewodowe jabłkowynalazki. Sprawdzimy na HD-Opinie. Niewykluczone, że jako jedni z pierwszych w Polsce.  To będzie do pewnego stopnia wyznacznik tego, co niebawem zaleje rynek. Tego możemy być raczej pewni.

To kluczowy element (przynajmniej tak wynika z zaprezentowanych przez Apple rycin). O samych przetwornikach (to co gra) ani mru, mru. IMHO to EarPodsy, tyle że bez kabla i drogie

A tak to ma wyglądać po założeniu (ciekawe ile ważą i – jak wspominałem w tekście – jak tam ze stabilnością?)

» Czytaj dalej

Audeze wprowadza pierwsze ortodynamiczne IEMy

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
ADZ_Stage3_Section_iSINE_Video_Posterframe

Nie, to nie żart, choć te słuchawki zakwalifikowane przez Audeze jako In-Ear-Monitor z oczywistych względów nie mogą być małe. Nie ma możliwości zminiaturyzowania układu planarnego do rozmiarów typowej dokanałówki. Tak czy inaczej, to co udało się osiągnąć robi wrażenie. Nowe modele z rodziny Sine (to produkty domyślnie masowe, tańsze, life-stylowe w ofercie amerykańskiego producenta), bo mówimy o dwóch ortodynamicznych IEMach otwierają nowy rozdział na rynku, ciekawe czy inni producenci słuchawek planarnych opracują podobne modele (mam tu na myśli głównie HiFiMANa)?

iSine 20

Nowe iSine 10 oraz iSine 20 (o których informacje, jakie pierwszy portal, zamieścił mainstreamowy The Verge – znamienne) są już dostępne w przedsprzedaży (sprzedaż od października). Kosztują odpowiednio 399 oraz 599 dolarów. To nie mało, biorąc pod uwagę średnią cenę dokanałówek, natomiast patrząc na kwoty jakie trzeba przeznaczyć na zakup ortodynamików to „entry-level” (szczególnie w przypadku 10-ki). Aby wyróżnić i podkreślić wyjątkowość tytułowych produktów w nazwie pojawiła się literka i. Tak to opisuje producent, ale ja widzę tu zupełnie inne wytłumaczenie (również marketingowe, ale inne właśnie). To „i” koresponduje  cyfrowym kablem Cipher. Opisywaliśmy tę nowość przedstawiając „cyfrowy” model EL-8 (nasz test obu modeli: otwartego i zamkniętego tych słuchawek znajdziecie tutaj). To kabel Lightning z wbudowanym wzmacniaczem oraz DACzkiem. Oczywiście wszystko z myślą o Jabłku. Cóż, nieprzypadkowo termin premiery koresponduje z wejściem na rynek pozbawionych jacka, nowych iPhonów. 

Można zastosować opcjonalnie kabelek analogowy, w przypadku iSine 10 nie powinno być problemu z wysterowaniem, natomiast droższy model połączyłbym jednak z jakimś zew. wzmacniaczem / ampdakiem, w sytuacji gdy zamiast iPhone w roli źródła, byłby jakiś inny smartfon, co w oczywisty sposób wykluczałoby użycie Ciphera. W przypadku 20-ek mamy impedancję na poziomie 24 ohmów – a to dużo jak na IEMy, to także nie mało w przypadku mobilnych słuchawek generalnie. iSine 10-ki ten parametr mają na poziomie 16 ohmów.

iSine 10

Kluczowym elementem jest tutaj 30mm membrana, która jest najmniejszą tego typu membraną (ultracienką) jaką opracowano do tej pory. Pojedyncza słuchawka waży 10g., co jest sporym osiągnięciem miniaturyzującym cały układ (wielkość, waga). Dwie, bez kabla to 20g. co wraz z wokółuszną aplikacją (pałąk) powinno zapewnić odpowiednią wygodę. Oczywiście słuchawki nie wyglądają jak typowe IEMy, nazwałbym je raczej modelami nausznymi w szczątkowej formie ;-) z aplikacją dokanałową  (tu jest jak w dokanałówkach, tzn. mamy miękkie aplikatory silikonowe). THD jest na poziomie poniżej 0,1% przy wysokim poziomie natężenia dźwięku. Maksymalnie słuchawki mogą przyjąć 3W (czytaj, można je swobodnie wykorzystać w stacjonarnym torze!), zakres częstotliwości od 10Hz do 50kHz (no, no ciekawe, ciekawe: będzie zatem rów mariański (basior), dodatkowo wielce detaliczna góra?). Aha, no i szalenie ciekawe jest jak taki układ zachowa się na wynos. W końcu to otwarta konstrukcja, przy czym dokanałowa aplikacja powinna skutecznie odseparować nas od otoczenia. Co jednak z otoczeniem? No właśnie.

A tak to wygląda konkretnie wygląda…

Jak tylko się pojawią, postaramy się odpowiedzieć na powyższe pytania :)

» Czytaj dalej