LogowanieZarejestruj się
News

WA8… lampiszon @ spacerze. Woo Audio z DAC-amp-integrą w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1498

Jak mnie wciągnęło to zamiast coś skrobnąć słucham namiętnie. Kompletnie z czapy, niemożebnie niepraktyczne, takie że do kieszeni nie wejdzie, no chyba że wielgachnej, a i tak na koniec dziurę wypali. I jeszcze 3.5 godziny to absolutny maks. Niby na wynos, niby jeden, jedyny taki, wzmacniaczo-dak przenośny na lampiszonach i w sumie… no trudno się dziwić, że nikt nie podjął rękawicy, bo to jest rzecz z gatunku totalnie niszowych. No tak, na przekór temu wszystkiemu, słucham ja ci tego WA8 eclipse i no fajnie bardzo, przyjemnie bardzo to gra. Na tyle fajno, na tyle przyjemnie, że – o ile zapomnimy o tej, jednak, udawanej przenośności – to klamocik robi się całkiem intrygującą propozycją (nadal wybitnie niszową).

No dobrze, bo co my tu właściwie mamy? Ano mamy przenośny (w sensie, że pół-stacjonarny, łatwo przemieszczalny) wzmacniacz słuchawkowy wyposażony w trzy (sic!) lampki, takie – zważywszy gabaryty – trochę o choinkowej proweniencji, ale jednak lampki te nie do ozdoby, a do napędzania słuchawek służą. Dowolnych słuchawek. Mocy Ci tutaj dostatek, gramy dogmatycznie z akumulatora, sama bateria pokaźna i choć gwarantuje stosunkowo krótkie słuchanie, to gwarantuje też bardzo konkretną dawkę powera… duży, bardzo fajny, full-metal (jak i reszta) potencjometr już między 3 a 4 w skali zapewnia odpowiednią dawkę energii dla Arya czy LCD-ków 3 (tu może na liczniku 4, ale wyżej robi się już mocno głośno). W komplecie są dwa jacki, jest duży i mały, bardzo prawidłowo, bo oczywiście dzisiaj wiele nawet wysokopółkowych słuchawek ma po pierwsze małego jacka, jednakowoż sam WA8 jako sprzęt pół-stacjonarny powinien jest przygotowany na przygodę z domowymi nausznicami, co to tylko w domowych pieleszach mają sens być słuchane, ale właśnie po drugie jak już te kable z mini jackiem wysokiej jakości mamy to dlaczego nie wpiąć tego bezpośrednio? Także bez obaw. Na rowerze nie posłuchasz, ale już w chałupie, niekoniecznie swojej, jak najbardziej. Pod stacjonarny to przygotowane, a jak ktoś gabaryt lubi czuć to i przenośne podłączy bezpośrednio (albo kabel sobie wykorzysta, co go w komplecie ma).

Dobra, ale jak to lampa, czy nawet 3 lampy, w takiej przemieszczalnej konstrukcji? No ki diabeł, zapytacie… ano sprzęt jw. nietypowy, fakt, ale wykonany bardzo porządnie, wręcz wzorcowo, wszystko super dokładne, przyjemnie monolityczne, całościowo metalowe, a i spasowane na szkolną szóstkę. Lampki cieszą oko za szybką, oczywiście gorące to jak jasna cholera (dlatego wypali dziurę w spodniach, nie radzę nawet eksperymentować), z góry krata do chłodzenia, można troszkę wydłużyć czas redukując poziom wzmocnienia lub/i wyłączając jedną z baniek (mamy suwak, który daje opcję – grają 3 lub 2). Diodki z boku poinformują nas ile to jeszcze zostało, przy czym po 4-5 albumach będziecie jw zmuszeni do szukania gniazdka. Duży zasilaczyk 12V w parę godzin naładuje aku, można wtedy nie przerywać słuchania (tylko czas naładowania wydłuży się w takiej sytuacji znacząco).

Przyczepię się do samych suwaków (odpowiedzialnych za on/off i liczbę pracujących lamp). Za 10k (tak, kosztuje to, to 9999 peelenów) chciałbym zobaczyć zamiast plastiku metalowe, trwałe, nie do zdarcia przełączniki. A tu jest plastik. Na szczęście gniazda wykonano solidnie, mamy poza USB, także wejście liniowe. Stąd, tytułowa, integra, bo możemy sobie pożenić WA8 z dowolnym źródłem analogowym. W takiej sytuacji, co prawda, nici z digitalnego kompana / transportu… odłącza się USB i basta. Znaczy się albo, albo. Siak czy tak miło, że można sprzęt wykorzystać nie tylko do grania z kompa, czy jakiegoś handhelda, bo i jakiś napęd CD podłączycie, inne źródło zero jedynkowe, a może nawet gramofon. Woo Audio stworzyło coś bardzo ciężkiego i bardzo nagrzewającego się, stąd zalecam dużo przestrzeni wokół (stacjonarnie słuchamy) i opcję biurkową, do której ten klamot pasuje bezbłędnie. Stawiamy na biurku, możemy szybko pokręcić sobie gałką, lampki cieszą oko i robią atmosferę, klimat, a z tyłu podpięty komputerowy transport się czai- właśnie tak. Sprawdzimy też ze wspomnianym CDA (nasz fantastyczny TEAC serii 500) oraz ze staruszkiem igłą drapiącym (NAD 5120).

Warto zapoznać się z instrukcją, gdzie przedstawiono podstawowe zasady BHP. Tu nie ma żartów, bo można klamota uszkodzić, uszkodzić samego siebie, sprowadzić nieszczęście na otoczenie… także ostrożnie! W środku siedzi już nie najświeższa kość ESS Sabre 9018M (mobilny wariant, uboższy od „dużego”, stacjonarnego), stary znajomy XMOS i wspomniane powyżej, trzy lampiszony tj. lampki mocy 6S31B x2 oraz pojedyncza, sterująca 6021. Ważne – mamy tutaj czystą klasę A, żadna hybryda, czysta lampa, układ SE, a wszystko to da radę słuchawkom od 8 do aż 600 Ohm. Czyli wszystkim, teroetycznie, da radę, sprosta. Wbudowany DAC obsłuży nam 24/384 oraz DSD128. Rzecz jasna nie będzie problemu z handheldami, z którymi da się WA8 połączyć, albo via OGT (Android), albo w ramach certyfikacji z iCośtam. Z tego, co przykuwa uwagę, a wypada z pudła jest jeszcze mini walizeczka (Pelican …ładna nazwa btw) do wygodnego, bezpiecznego przenoszenia opisywanej konstrukcji. Przezroczysta taka, wygląda to, prezentuje się bardzo dobrze, elegancko.

Jak wspomniałem powyżej, pierwsze wrażenia odnośnie SQ bardzo satysfakcjonujące. Ocieplenie i napompowanie tego, co dociera do uszu, wywołuje dodatkowe emocje, nie ma mowy o analityczności, o wycinaniu , o detaliczności kosztem zaangażowania, czy wręcz męczącego trwania, znużenia. Gra wciągająco, nie pozostawia obojętnym i co najważniejsze – słychać wpływ lampkowego setu, czuć jak różne mogą być języki komunikacji w przypadku słuchania z tranzystora bądź – jak w tym przypadku – z bańki. Na koniec jeszcze króciutko o designie. To WA8 może i raczej z pewnością przypadnie do gustu estetom. Tu nie ma żadnego przypadkowego elementu, wszystko jest na miejscu i poza moim typowym marudzeniem, taki WA8 może spokojnie stanowić podstawę dla domowego systemu pod nausznice, ciesząc oko i pieszcząc ucho. No i zawsze można do znajomych zabrać, bez konieczności taszczenia wielkiego pudła, względnie gdzieś w parku, na jakimś pomoście po podpięciu do laptopa, albo smartfona posłuchać sobie tego i owego.

Wcześniej przetestowaliśmy (zajawka) tandemowego WA7 (patrz tutaj) oraz opisaliśmy samą markę (o tutaj).

Galeria z opisem:

» Czytaj dalej

Do aktywnych przyszłość należy? Do aktywnych, takich jak: ELAC Navis ARB-51

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2019-03-28 o 17.01.01

Mhm, czuję nosem, errr uchem, że to właśnie taki układ będzie stanowił punkt wyjścia dla przyszłych, zaklętych w kolumnach, autonomicznych systemów głośnikowych. Wyjaśnijmy – dzisiaj, w dobie super skutecznych, energooszczędnych końcówek mocy, bardzo nowoczesnych rozwiązań z zakresu przetwarzania sygnału (DSP oparte na mikroprocesorach o parametrach wydajnościowych wystarczających do… skomplikowanych obliczeń, dźwignięcia tematu konwersji sygnału) z jego dopasowaniem POD KONKRETNE PRZETWORNIKI, mamy gotowca. Autonomiczne, bo samodzielne, samowystarczalne – słowem: samograje, do których dostarczamy sygnał (coraz częściej) bezprzewodowo, względnie jeszcze to żenimy z czymś na drucie (źródło). ELAC Navis ARB-51 to nie jest dokładnie to, co powyżej, choć mówimy tutaj o bardzo, bardzo ambitnej konstrukcji, która realizuje jeden z głównych celów: idealnej synergii amplifikacji z przetwornikiem w ramach zamkniętego, firmowego rozwiązania, które – WAŻNE – niweluje wiele z najpoważniejszych problemów efektorów – kolumn – jakie by one nie były (klasycznych, pasywnych kolumn). Najpoważniejsze ograniczenia, problemy, wyzwania stoją nie przed budowniczym wzmacniacza, nie przed budowniczym źródła, a właśnie kolumny głośnikowej. ARB-51 to jw. ambitny układ wielodrożny, podstawki trójdrożne, każda z własną, dopasowaną amplifikacją. Każdy z przetworników zasila osobna, wbudowana w paczkę amplifikacja. Innymi słowy mamy układ 6 wzmacniaczy z 6 efektorami, z ultrakrótką ścieżka sygnału, z dopasowaniem w ramach jednego, wspólnego, opartego na precyzyjnych wyliczeniach układu, optymalnym kształcie komory, zaprojektowanej pod to obudowy, która mieści SYSTEM NAGŁOŚNIENIOWY.

Chcę tego posłuchać. Koniecznie!

Prawda, że ambitne? No prawda. Czy wcześniej nie można było? Ano można. Były takie wieeeelkie konstrukcje, ale jakoś nie było monitorów i to takich wcale nie przesadnie wielkich, niedużych takich, wręcz małych. Mówię tu o rynku audio (dom), a nie audio (pro). Tam, takie coś jw nie jest aż tak nadzwyczajne, oryginalne, choć też nie do końca (o czym dalej). W świecie klasycznego, domowego HiFi to – jednak – coś nowego i …właśnie… odkrywczego. To wg. mnie dostrzeżenie przez firmy audio wielkiego potencjału i poniekąd przyznanie, że te, tam, „Lo-Fi” (produkty – wiecie – lifestylowe) to progres, ciągły, zauważalny progres i w SQ zaczyna robić się niebezpiecznie blisko, albo wręcz zaczyna się wyścig kto zagra lepiej. Rzecz jasna zagrożona jest strefa budżetowa (klasyczne systemy oparte na amplifikacji z czasami nowoczesnymi dodatkami oraz pasywnych kolumnach za stosunkowo niewielkie pieniądze), ale już tuż, tuż, albo właśnie już teraz atakuje zaawansowany kod, korekcja pomieszczenia, dopasowane akustyczne, a w zanadrzu jest jeszcze tajna broń  (wunderwaffe tj. machine learning w służbie audio). No i co począć? Ano trzeba zrobić coś innego, nowego, nowatorskiego, wychodzącego poza schematy. Zachwycamy się Sonos Ampem nie bez powodu…

Trójdrożne paczki, każda z własnym ampem

A jednak, no da się zrobić z nich bezdrutowce (patrz tekst), ale to opcja tutaj, myślę, że dla wielu pomijalna.
Potencjał kryje się w analogowym od A do Z torze sygnału, z możliwością ustawień pracy układu (patrz zdjęcie), z doprowadzonym do liniowych wejść materiałem dźwiękowym

Czymś takim bez wątpienia są Navisy (wcześniej Argo). Wspominałem o nich wcześniej (długa zapowiedź tutaj – ARGO vel Navis). To była dopiero zapowiedź, pierwsze przymiarki ELAC-a, teraz jest już w pełni gotowy, wdrożony do produkcji produkt. No dobrze, to o co konkretnie tu chodzi. Mamy coś, co porusza się (kolumny) wyłącznie w środowisku analogowym. W środku, na gniazdach wejściowych, panelu EQ (korekcja w domenie analogowej), no wszędzie mamy do czynienia z czystym, cyfrą nie zmąconym, analogiem. Mamy XLR, mamy RCA i możemy po prostu kupić coś, co w środku kryje: 3 drożny układ złożony z aluminiowej 13.3cm membrany niskotonowca pożenionej ze 160W (tak, tak, w tych niewielkich paczkach macie taką moc, a to przecież dopiero początek wyliczanki) wzmacniaczem BASH. BASH to oryginalna hybryda łącząca efektywność klasy D (nie, nie, jeszcze raz nie – D nie jest tutaj od Digital – to uproszczenie) z klasą A/B. Idziemy dalej - wyżej mamy połączony w ramach jednego kosza, podwójny efektor, na który składa się membrana ponownie alu o średnicy 10cm (z napędem w postaci kolejnego wzmacniacza BASH, tyle że o mocy 60W) i centralnie umieszczonej kopułki tweetera (prawdopodobnie celuloza) z klasycznym wzmacniaczem 40W. Czujecie? Każdy z tych przetworników dysponuje dopasowanym, synergetycznie pożenionym wzmacniaczem o mocy równej wielu podpinanym na co dzień przez nas wzmakom, które muszą zasilić CAŁĄ pasywną konstrukcję. Mało? To co powiecie o zwrotnicy, która w całym układzie, wraz ze wspomnianą amplifikacją (wzmocnienie za zwrotnicą, tzn. post-crossover amp), gwarantuje 100% liniowość, redukcje zniekształceń (klasyczne: przetwornik – zwrotnica – okablowanie – wzmacniacz / końcówki – pre), wspomniane DOPASOWANIE. Nie ma żadnej konwersji na cyfrę, nie ma żadnego DSP, nie ma żadnej konwersji w paczkach. Czysty sygnał. Liniowy, bo na próżno szukać jakiegoś potencjometru od siły wzmocnienia. Nie ma. Null. Musimy zdać się na zewnętrzne pre (oraz ofc dostarczyć sygnał via źródło).

Skrzynka strumieniująca. Firmowo. Ze wszystkim (strumienie), choć w formie i stylu raczej budżetowym. Robi też poziom (w domenie cyfrowej)
Można też inaczej…. jakaś Freya (Schiit), jakiś Johnson (wszystko to pre), jakieś zacne skrzynki przedwzmacniające i lecimy (mając do wyboru SE albo balans) 

Dobra, ktoś powie, ciekawe, ale co dalej? Ano dalej ELAC daje nam swobodę wyboru. Mamy coś, co łączy dwie rzeczy, które zazwyczaj najskrupulatniej, najczęściej dopasowujemy do siebie, zestawiamy, poszukując najlepszego połączenia, najlepszej synergii. Wzmocnienie oraz przetwornik akustyczny. No tak, tak to aktywny zestaw jest, ale jak widać jeszcze bardziej, jeszcze mocniej bezkompromisowy w podejściu. Możemy zatem wybierać i przebierać (pre/DAC/stream), możemy też zdać się na łącznik z cyfrowym światem pod postacią firmowego Discovery Connect DS-C101W-G. Pt pudełeczko, taki tam streamer, źródło i – jak komuś nie przeszkadza, cyfrowe pre. Mhm, kontrola poziomu następuje w domenie cyfrowej, w pudełku, następnie przekonwertowany sygnał trafia via RCA do tytułowych kolumn. To opcja przystępna cenowo, firmowa, wieloformatowo-protokołowa, przy czym raczej budżetowa (DAC, wyjścia niezbalansowane). Kosztuje to, to 400$ (same kolumny to 2000$ para ze standami). Będzie z tego pudełka szło AirPlay, będzie współpraca z Roonem (Ready), będzie śmigało Spotify Connect, będzie także coś na szybko via BT.

No dobrze, to w czym rzecz? Ano w tym, że dostajemy potencjalnego gotowca, system, który ideologicznie może być lepszy od totalnie zwariowanego super high-endu, a przy tym jest z pudełka taki. Nie, nie szukacie, nie, nie dopasowujecie, nie – włączacie i słuchacie. Bez konieczności zawracania sobie głowy okablowaniem (tak, tu też są łączówki, ale jakby liczba zmiennych – dla zwolenników kablowego biznesu – mocno się redukuje w takim przypadku), nie zawracania sobie głowy akcesoriami egzotycznymi (voodoo), przy skoncentrowaniu uwagi na tym, co stanowi kropkę nad i (źródło/pre). Te pozostałe składowe, warto to podkreślić, nie popsują niczego, mogą „jedynie” nie wydobyć tyle, ile z tego układu można. To też coś, co można określić mianem wcale niemałej rewolucji. Koniec z uciążliwym poszukiwaniem, z często pozbawionym sensu gonieniem wyimaginowanego króliczka, jakiejś utopijnej doskonałości, gdy wielu (nie twierdzę, że każdy) odczuwa (finalnie) rozczarowanie, zwyczajnie błądzi i gubi się, zamiast cieszyć muzyką. To dość częsty, wcale nierzadki przypadek utraty przyjemności obcowania z czymś, co przecież ma dostarczać przyjemności, radości.

Zgrabne, małe, kompaktowe, zajmujące niewielką przestrzeń, a grające (no właśnie) jak wielgachne paczki?
I jeszcze, jakby tego było mało, macie układ typu końcówki mocy, każda osobno, napędzająca przetwornik, w środku czysty, liniowy sygnał.
Regulacja na zewnątrz – pre, co jest prawidłowo wg. mnie, bo przecież w tych studyjnych monitorach to takie upierdliwe, takie nieprecyzyjne (właśnie), takie nieżyciowe 

Na koniec drobna wolta, zaprzeczenie, ale też – cholera – potwierdzenie tego, o czym tutaj od dawna gadamy. ELAC dając małe strumieniujące pudełko, wiedząc, że niektórzy chcą naprawdę tych kabli nie mieć, no wyrugować je skąd się da, oferuje coś, co (jednak, jednak) strumieniuje do tych paczek zera i jedynki (odbiornik jest, choć w ogóle od strony użytkowej, jakiegoś śladu istnienia, patrząc na paczki tego czegoś nie dostrzeżemy, nie zauważymy). ELAC AirX2. Ich protokół. Znowu po swojemu i oryginalnie. 16/44, żadnego hi-res, żadnego konwertowania, no niczego. Pure Red Book. Jak coś wyżej to – owszem – coś usłyszymy, ale to wyżej… jak ktoś to niedawno skrzętnie policzył, to nie więcej niż 5-8% całości dostępnej muzyki (znaczy hi-res to jakieś właśnie tyle). To taka opcja dla osób, które cenią wygodę i mogą iść na – nazwijmy to – na pewne kompromisy. Tyle, że tutaj wyraźnie kroi się coś bardzo, bardzo, bardzo bezkompromisowego.

Kiedy w Polsce te Navisy? Chętnie sprawdzę z Matrix Audio element X/P (streamer/pre z autorskim oprogramowaniem, który zamiesza w kotle, oj zamiesza …będzie niezadługo u nas). 

PS. W najbliższy weekend gramofonowe zabawy z Ampem (analogowe źródła), super mocarna słuchawkowa integra z wyczynowym przetwornikiem (relacja ze słuchania)… jaka… dowiecie się w sobotę &  kolejne zapowiedzi

Z wizytą w Premium Sound (nowa lokalizacja – mój Sopot ;))

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1049

Przy głównej (Al. Niepodległości), ale trzeba trochę wysilić gały… salon Premium Sound. Jak autem to parę miejsc do zadokowania się znajdzie, jak rowerem to lepiej, bo raz że z każdej strony ścieżki bez korków to jeszcze płot do przyształowania bicykla obok. Dobrze, w środku kameralnie, niewielkie to, to, ale ma podziemia. A tam przyjemne miejsce do słuchania, do tego sporo paczek, stelaży z dobrem, także jest na co zawiesić oko, może od razu nawet poprosić – a weźcie podepnijcie mi te o tutaj, także wszystko „pod ręką”, znaczy prawidłowo. Miejsce jest wybitnie kameralne. Jak ktoś zbiorkomem to spacerek albo z Wyścigów, albo z Żabianki (SKM), względnie niedaleko przystanek autobusowy. Dobra, wystarczy tych opowieści z krainy mchu i paproci ;-) , czas przejść do konkretów. Krótka fotogaleryjka z opisem, krótka, ale bardziej rozbudowana wobec wpisu na profilu, co poleciał zaraz po wizycie. To lecimy:

 

Piękny jest. Euforia Feliks Audio to klasyka w najlepszym tego słowa znaczeniu. Tak sobie lampę wyobrażamy i to właśnie tutaj mamy…
Znakomicie wykonane, wielkie bańki (to zawsze robi), szlachetny minimalizm (żadnych wodotrysków, co by nie odwracać uwagi od lampiszonów), przyjemny w obsłudze potencjometr i duży jacek.
Takie coś chce się mieć. Po prostu. Dla samej formy chce. Kawał solidnej wytwórczej roboty… nie żadne DIY (nie to, że nie lubimy, ale wiecie o co chodzi), żadne odpusty, żadne „nieważne jak wygląda…”
Dobra, a jak gra? A o tym kapkę niżej…

To robiło za źródło: Lumin T2. Wyczynowy streamer, z autorskimi pomysłami, alternatywa dla PC toru.
Tu, przyjemny (taki easy listening) utwór Mantra ostatnio mocno eklektycznego BMTH.
Jak widać strumieniowiec z PCM konwersję do DSD robi w locie i do lampiszona taki sygnał przesyła.

W piwnicznej świątyni stoją różne klamoty, co by oko cieszyć z każdej strony ;-)

Arya. Fantastyczne, na pewno nie gorsze, po prostu inne niż HE6SE. W oczy rzuca się dobry prąd (i jeszcze te, no grube druty)

» Czytaj dalej

Bezdrutowe planary HiFIMANa?! Mhm – Ananda BT

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
hifiman-ananda-bt-2-758x426

No proszę, proszę. Ktoś, kto stronił, ktoś kto uważał że jak ma być dobrze, to przewód być musi nagle zmienia zdanie. Patrząc na dyktat rynku to zrozumiała decyzja. Dzisiaj wszyscy, no wszyscy, idą w audio bezdrutowe. Takie czasy i raczej nikt tego trendu nie powstrzyma. Masowy konsument już wybrał (bez przewodu), a ten nie masowy, ten co mu zależy na jeszcze lepiej i jest w stanie zapłacić za to lepiej, też nierzadko wybiera transmisję bez pośrednictwa kabla, bo mu wygodniej, bo to drugie, bo na wynos, bo chce mieć także takie, właśnie, życiowe, nauszniki, albo douszniki. HiFiMAN zdaje sobie sprawę, że to niemały pieniądz do zarobienia i coś, co do tej pory przechodziło firmie koło nosa.

No dobrze, to jak zarobić, ale się nie narobić? Najprościej, któryś z modeli przewodowych „przerobić” na bezdrutowy, dodając smycz. Mhm, prymitywnie proste, nie bardzo współgrające z jakością (zero zmian w konstrukcji), ale szybkie uzupełnienie oferty. Co zrobił HiFiMAN? Ano wybrał drogę pośrednią, nie zmienił specjalnie samej konstrukcji słuchawek, ale też nie zdecydował się na – wyłącznie – dodanie modułu. Nie. Wybór padł na Anandy (trochę się im dziwię, bo to jednak 4k a nie 2k jak Sundara, a Sundara jak wiecie są świetne, są znacznie jw. przystępniejsze cenowo, także wcale nieoczywisty wybór i trochę kontrowersyjny). To właśnie te nauszniki dostępne będą w wariancie bezprzewodowym. Testowaliśmy Ananda nie tak dawno temu, podobały się, choć pamiętając o dwukrotnie tańszych, wcześniej testowanych Sundara, zastanawiałem się, czy warto zapłacić te 2x więcej za subtelny progres, czy po prostu za inne brzmienie zapłacić nie dwa a cztery.

Nie zewnętrznie, a wewnętrznie – bateria, moduł są w nowych nausznicach zintegrowane. Dobrze. Co więcej – i tu widzę podstawową wartość dla zainteresowanych – nowe słuchawki są nie tylko bezdrutowe, ale także są …nazwijmy je cyfrowe, to znaczy, podobnie jak testowane przez nas bezprzewodowce z ambicjami (choćby Senki Wireless*, czy świetne bezdrutowce Symphony One firmy Definitive Technology… bardzo niedocenione słuchawy) grają via USB po podłączeniu do komputera. Czy to Win, czy to macOS, omijamy to co na zewnątrz nam konwersje cyfry na analog robi, w zamian robi nam wbudowany przetwornik i robi zazwyczaj bardzo dobrze. Nic dziwnego, bo po pierwsze mamy synergetyczne połączenie, firmowe przetwornika C/A z głośnikiem, po drugie DAC jest zaraz obok, niemalże wbudowany jest w zamontowane w muszlach głośniki. Daje to naprawdę dobre, żeby nie napisać mocniej, rezultaty. Myślę, że w Ananda BT to właśnie to będzie stanowiło najmocniejszy punkt tej konstrukcji, pozwoli na uzyskanie świetnego rezultatu brzmieniowego. Co potrafi wbudowany DAC w tytułowe HiFiMANy? Ano potrafi 24/192, czyli potrafi to, co trzeba, gra hi-resy…

A jak bez przewodu? No bez przewodu też powinno być zacnie, bo HiFiMAN na szczęście zdecydował się na moduł najnowszej generacji, czyli taki, który obsługuje wszystkie najnowsze standardy transmisji. No prawie wszystkie – soniaczowego LDAC nie ma, ale jest coś specjalnego, coś oryginalnego: LHDC. To rozwiązanie promowane przez Huawei. Układ Qualcomm-a robi robotę, bardziej marketingowo, niż faktycznie, oferuje 24/96. Mhm, to tzw. Bluetooth aptX HD… czytaj transmisja stratna, ale hi-res. Tak, też widzę, że to bez sensu, ale jest. Czyli mamy bardzo dobrą (to akurat prawda) jakość via BT (bo wysoki bitrate, bo niskie opóźnienia, choć niestety nie jest to Low Latency codec, a szkoda, wielka szkoda), STRATNĄ, bo nadal BT to kompresja stratna, żaden tam hi-res, bitperfect stream. Ważne dla jabłkolubów, macie moi drodzy AAC, także dobrze jest, w sensie, dobrze, bo iPhone będzie grał znacznie lepiej przy wykorzystaniu streamu 256kpbs (AAC codec) niż via SBC (128kbps i bardzo wysokie opóźnienia).

Czas działania nie będzie rekordowy. Co powiecie na 13.5h? Mało? No mało. Niewykluczone, że będzie coś, za coś. Krótki czas, ale jaki… no właśnie, może będzie to grało bez-drutowo wybitnie. Usłyszymy i zdamy relację. Kiedy? Już pod koniec miesiąca. Za ile? Ano za 1199$, czyli za 199$ więcej niż po drucie. Warto? Według mnie, o ile, a pewnie – czuję – że jak najbardziej, zagra to via USB wręcz znakomicie, to nawet bardzo warto.

* odebraliśmy Niemcom znaczek jakości btw, za skandaliczną jakość modułu BT. Siak, czy tak po drucie cyfrowym gra to fantastycznie, podobnie jak i po zwykłym drucie. Bezprzewodowo tylko do momentu dropa, dłuższej przerwy, całkowitego zerwania transmisji. Wstyd, no wstyd Sennheiser, żeś taki produkt wypuścił na rynek. Wstyd!

 

Arya się testuje. Ortodynamiczne słuchawki HiFiMANa z okolic dychy

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0844

Piękna nazwa. Wg. mnie najpiękniejsza z nowego portfolio i choć konsekwentnie nawiązująca do hinduizmu*, to jednak nam, melomanom, jakże bliska. Skojarzenia jednoznaczne i jednoznacznie pozytywne, nieprawdaż? To kolejne, nowe nauszniki HiFiMANa, które wraz z opisanymi wcześniej na łamach Sundara oraz Ananda wpisują się w nową linię produktową amerykańsko-chińskiego specjalisty od planarów. Te ortodynamiki (w odróżnieniu od modelu HE-6SE, o którym przeczytacie już za kilkanaście godzin) łączy wspólny mianownik, znaczy się przymiotnik: są łatwe. Nie, nie chodzi o takie skojarzenia, a o zupełnie inne – napędzenie tych nauszników nie stanowi najmniejszego problemu, większego wyzwania, co wcale nie oznacza, że mówimy tu o słuchawkach na wynos. Nie. Nic bardziej mylnego, bo choć da się każdą z tych słuchawek pożenić z przenośnym źródłem to otwarta konstrukcja, duże pady, brak izolacji oraz brak typowego w takich okolicznościach przyrody wyposażenia (nosidełka, futeraliki plus pałąk, który by się składał, a się nie składa) raczej nie zachęcają do „on the go”. Rzecz jasna dla kogoś, kto chce sobie nobliwie z jakiegoś wyczynowego DAPa puścić coś, to te nausznice jak znalazł, ale to tak trochę jednak obok.

Ale to jest wygodne, no pełen komfort. W sam raz na długie słuchanie, a że się ściągać za bardzo nie chce…

Sundary, Anandy i Arye (to się odmienia?) to przede wszystkim słuchawki dopieszczone ergonomicznie, lekkie, bardzo wygodne, zapewniające maksimum komfortu. Mam teraz na łbie Arye, dziedziczące design po topowej do niedawna serii HEKów (HE-1000 (nasz test) swoją drogą teraz też, podobnie jak HE-6, w drugiej edycji dostępnych), z świetnym – choć absolutnie nie na wynos – pałąkiem, wielkimi łezkowymi padami (takie też były w Anandach), z ustandaryzowanym (wreszcie) okablowaniem (gniazda w muszlach). HiFiMAN był wcześniej mocno krytykowany za przewody, teraz nie są tak sztywne, jakościowo w większości też nie ma do czego się doczepić, choć – jak zwróciłem uwagę w zajawce HE-6SE – nie tak do końca bez wad. Chodzi o pamięć kształtu, zastosowane otuliny, które mają tendencję do zaginania / łamania (jak rurka od napojów). Zaletą jest tu na pewno bardzo niska waga, brak efektu mikrofonowania, w paru modelach zintegrowane okablowanie XLR/SE (przejściówka/adapter). Tu taka ciekawostka… tytułowe poza dużym jackiem dostałem z nietypowym, firmowym przewodem, symetrycznym …nie 4 pinowym XLR, a TRRRSem tj. nową, promowaną przez Sony wersją jacka z pięcioma stykami (Pentaconn) o średnicy 4,4 milimetra. W sam raz do podpięcia pod topowego Walkmana, można też u paru producentów DAPów namierzyć produkty, z tego typu gniazdem. To bardzo dobre, pewne, solidne rozwiązanie dla zminiaturyzowanej elektroniki, takiej z aspiracjami do grania na b. wysokim poziomie jakościowym. Domena drogich produktów o konotacjach „mobilne granie”, albo jw. kompaktowe audio, czyli zminiaturyzowane takie na biureczko. Nie wiem, czy uda mi się w trakcie testowania coś z tym typem złącza załatwić (może Audiomagic, zobaczymy), tak czy inaczej takie coś przemawia do mnie bardziej niż 2.5mm mikrusy do zbalansowanego grania zazwyczaj spotykanego w sprzęcie na wynos.

Wczoraj udało się od razu po podpięciu ocenić, co potrafią.
I jeszcze, dodatkowo, porównać bezpośrednio z HE-6SE (mniej więcej ta sama półka)
oraz budżetowymi planarami HiFiMANa: Sundara oraz HE-400

Czyli co, jednak poza domem? Ano nie bardzo mi się to widzi, choć jak wspomniałem powyżej – to słuchawki bardzo łatwe do wysterowania. Dużo łatwiejsze od 6-ek drugiej generacji, przy czym nie chodzi tylko o moc wzmacniacza, ale także o dopasowanie. Następcy legendarnych szóstecek (patrz nasza recenzja) to – nadal – wyzwanie. I bardzo dobrze, bo właśnie to wyróżniało poprzedników na rynku i fajnie, że producent nie odpuścił sobie, robiąc słuchawki niby pod wszystko. Nic więcej nie zdradzę, przeczytacie niebawem w recenzji ocb. Tutaj mamy coś w oczywisty sposób bardziej uniwersalnego, co nie oznacza, że niewymagającego od toru, ale w inny sposób wymagającego. Sprawdzam od wczoraj te nauszniki z różnymi źródłami i na tym pułapie nie warto słuchać kiepskiego materiału (niestety taki trafia się wcale często na Tidalu :( ), nie warto karmić byle czym, warto natomiast zadbać o jak najlepsze zaplecze (i nie mam tu na myśli wzmacniacza, a bardziej źródła sygnału). Nagrodą za odpowiedni dobór będzie fantastyczna, wprost obłędna szczegółowość, wgląd w nagranie, wybitna rozdzielczość jaką oferują te nauszniki. Nie uronimy niczego, a jeszcze dodatkowo wszystko co usłyszymy wprost kipi, wibruje, mieni się ferią wybrzmień… znakomicie się tego słucha! 

Wybitnie dobry materiał to i wybitnie to brzmi. Pięknie!

Niby Masters, niby najlepiej w streamie (bezstratnie? Bzdura!),
a powiem Wam, że w porównaniu do tego co powyżej to

przepaść jest… no przepaść. Brzmi to gorzej od PCM (pure), a jak skonfrontujemy
z konwersją do DSD512 (przykład powyżej) to nie ma o czym mówić. W cuglach na niekorzyść MQA.
To MQA jest dla mnie najbardziej problematycznym wynalazkiem jaki się świeżo co pojawił w branży. Nie słyszę żadnego oczywistego progresu w stosunku do hi-resowych plików z HD-Tracks, ba uważam że to brzmi gorzej, że jest odarte z dynamiki (konfrontując z PCM), jest ujednolicone, „ugrzecznione”, czy uładzone. Wyczynowa konwersja 1 bitowa (natywne DSD, DoP ograniczony jest maksymalnie do niższych wartości) wymaga potężnej mocy po stronie serwera, odtwarzacza (rdzenia), ale efekt wart jest inwestycji w odpowiednie zaplecze. To też zabawa w ulepszanie, podobnie jak ma się sprawa z origami, tyle, że dostajemy wypadkową (ofc subiektywnie) tego, co najlepsze w graniu plików DSD z dynamiką, zadziorem PCM. Tyle, że musi być to właśnie bardzo wyśrubowany poziom konwersji… będzie o tym więcej przy okazji recenzji microRendu. Będzie.  

Fakt, słuchawki widać że z przebiegiem (nawet bez pudła trafiły, ale to dobrze, znaczy dla mnie dobrze, bo odrazu jest granie, ale też trudno będzie mi określić po ilu godzinach osiągnęliśmy ten efekt… były srogo wcześniej testowane, to po nich widać, pewnie też na wystawach wystawiane), stąd już po wpięciu jacka czy XLR-a (zastosowaliśmy inny, firmowy przewód wyposażony w co trzeba) natychmiastowo mogłem przystąpić od krytycznego odsłuchu. Zresztą, pal licho krytyczne słuchanie, pochłaniam kolejne albumy, nagrania dla czystej przyjemności i widzę, że tak jak Ananda w stosunku do Susvarna były nieco, a nie wyraźnie lepsze, to tutaj mamy już inną ligę grania. To jest najwyższej klasy dźwięk z nausznic, spokojnie konkurujący z moimi LCD-3mi, powiem więcej – nawet w tych aspektach, za które Audeze bardzo, bardzo cenię, tu jest… no lepiej jest. Także pierwsze wrażenia są wielce pozytywne i skłaniają mnie do następującego wniosku: HiFiMAN odrobił lekcję z budowania słuchawek, konsekwentnie ulepszając, doszedł do poziomu bardzo, bardzo wyśrubowanego w przypadku „hinduskiej” linii. Są jeszcze wyżej stratosferyczne Susvarna, ale to już taka sztuka dla sztuki wg. mnie. Tu i teraz wysoko są Arye, które warto byłoby dodatkowo skonfrontować z HEK SE (skrzętnie sobie zanotuje spostrzeżenia, jak się nie uda bezpośrednio porównać… może Premium Sound, może, to jak tylko trafią spojrzę w notatnik), które mogą być wg. mnie rozpatrywane jako te docelowe, albo jako jeden z „diamencików” w kolekcji topowych nauszników.

Mniej więcej ten sam przedział cenowy: HE-6SE i Arya

Jak wspomniałem wczoraj na profilu, kompleksowo sprawdzę na trzech bardzo odmiennych, komputerowych torach: z microRendu via I2S / HDMI (DSD512), z TAC-2 via thunderbolt czyli po piorunie (PCM) i wreszcie via USB na KORGu (DSD128). To wszystko na tranzystorach (wspomniany Zoom oraz Korg) jak i na lampach z różnym wsadem (miniWatt z HE-adapterem HiFiMANa).

Jeszcze przed weekendem coś z zupełnie innej, ale nadal słuchawkowej, beczki tj. HE-6SE, a w weekend granie z pliku bez kompromisów tj. microRendu z CIAudio via Roon z HQP @ DSD512 (inaczej marnujemy potencjał tego setu). Także do niezadługo…

Cena tych słuchawek nie jest na razie ustalona, prawdopodobnie będzie to około 7,5-8 tysięcy złotych.

* szlachetne, nobliwe, a w ogóle to uniseksowe imię

Mmm…

» Czytaj dalej

audioEverest: Matrix X-Sabre Pro MQA, X-SPDIF 2 (I2S) & element H

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0777

Od wczoraj cieszę się jak dziecko, które znalazło wymarzoną zabawkę pod drzewkiem. Topowy tor Matrix Audio: najnowszy flagowy przetwornik X-Sabre Pro* MQA z przetestowanym już konwerterem cyfrowym X-SPDIF 2 (oczywiście jedziemy via I2S, bo to daje wymierne korzyści soniczne) plus dwa elementy prosto z fabryki – karta z dedykowanym kontrolerem USB pod audio, dodatkowo wyposażona w zegary femto, element H (nowa wersja X-Hi, przetestowanej przez nas niedawno), plus najnowszy, firmowy kabel USB. Drugi firmowy znajdziecie w komplecie z konwerterem cyfrowym, ale to mimo podobnego wyglądu (@ pierwszy rzut oka) inne przewody… ten nowy to gruby sznurek ze znakomitymi, mocarnymi gniazdami. Pewnie wołają jakieś chore pieniądze za to, od razu nasuwa się taka myśl, i tu zdziwienie – nie, nie wołają, choć parę stów kosztuje (480zł za 1.2m). Wiecie, jakie mam zdanie o kablach USB – używam przewodów Supry, które uważam za wystarczające. No ale mamy ten kabelek to obadamy.

No i prawidłowo. W końcu bez kombinacji alpejskich mamy te DSD512 na liczniku (all PCM), w przypadku DSD też podnosi do tej wartości, inaczej dzieje się z MQA – tutaj origami hardwareowo dekodowane, nie ma konwersji PCM-DSD, tylko odtwarza się MQA (niczego nie musimy zmieniać w ustawieniach, z automatu tak się dzieje). Według mnie konwersja do postaci 1 bitowej o takich jw. parametrach pozwala uzyskać wyraźny progres w zakresie SQ, poniżej opisałem jak to słyszę (w recenzji będzie ofc więcej na temat)

Oczywiście to, co od razu przyszło mi do głowy, to microRendu podpięty tym nowym sznurkiem do X-SPDIF i następnie via HDMI (I2S) połączony z X-Sabre Pro MQA edition. Jak pomyślałem, tak i zrobiłem. I od wczoraj nie wychodzę z salonu. Słucham z rozdziawioną buzią, słucham w konwersji PCM @DSD512 i już wiem, jak należy słuchać plików. To kropka nad i. Ostateczny szlif. Kwestia preferencji? Być może, ale też analogowa patyna, całkowicie płynne, bez cienia cyfrowego nalotu, plastyczne, wypełniające całe pomieszczenie doskonałym jakościowo dźwiękiem granie to jest właśnie coś, czego możecie się tutaj spodziewać. I to nie w high-endowych okolicznościach, w sensie że tutaj na mocno typowym torze HiFi, który jednakowoż brzmi najlepiej jak tylko pamięcią sięgnę, bez względu na to, co wcześniej było do niego podpinane. Tak, mam tu na myśli także najdroższe klamoty Auralica, Schiita, M2Techa, Myteka i co tam jeszcze się przewinęło. microRendu jako end-point Roon-a (Roon Ready) gra na topowym secie Matrix Audio z aktywnymi, studyjnymi monitorami ESIO (Aaa! Jak to gra!) symetrycznie via XLR spiętymi z dakiem oraz na NADach (budżetowym 315BEE oraz dzielonym systemie, bardzo nielubianym przez sąsiadów, których – korzystając z okazji – serdecznie pozdrawiam, bez cienia złośliwości). Jest niesamowity flow, wszystko poukładane, po prostu siedzimy, słuchamy i zapominamy o bożym świecie. Aha, MQA przy dekodowaniu hardwareowym brzmi tak, jak MQA przy dekodowaniu softwareowym. W tak świetnie brzmiącym torze, brzmi bardzo dobrze, przy czym na razie trudno mi usłyszeć jakikolwiek progres wynikający z odpakowania „mastera” w trzewiach DACa.

Na X-SPDIF pali się biała dioda? No to DSD512 leci :) Widać, dokładnie że nowa wersja X-Sabre Pro ma wygodnie podniesiony tył (z przyłączami) względem frontu. Ułatwi to instalacje kabli, fajnie wygląda, można stawiać bez obaw jakiegoś miniaturowego end-pointa PC na górze. Przy czym ta góra ciepła się robi.
Spięte firmowym USB z microRendu oraz HQ HDMI (konwerter-DAC), dźwięk leci via I2S 

Nowa wersja X-Sabre Pro to nie tylko MQA. Producent wprowadził trochę zmian. Pierwszą, jaka się rzuca w oczy, to lekkie uniesienie tylnej części obudowy w stosunku do frontu. Ułatwia to manewry kablowe, tylna – doskonałej jakości – nóżka/podstawka (są trzy w sumie) jest wyższa. Wydaje się, że kąty działania czujki IR (operowanie pilotem) są szersze, lepiej, łatwiej steruje się za pośrednictwem dołączonego sterownika na podczerwień. W komplecie mamy także nieco lepszy, od wcześniej dodawanego, kabel USB. Do maszyny podpięte są aż trzy end-pointy:

  • wspomniane microRendu z PSU CIAudio via X-SPDIF 2 (I2S / DSD512)
  • GIADA F105D bezpośrednio optykiem z dakiem
  • nasz terminal HP z wolnym slotem PCI-e, gdzie wylądowała element H (z własnym PSU – Creative), podpięte bezpośrednio USB z dakiem

Mamy zatem porównanie trzech różnych, bardzo odmiennych PC, pracujących pod kontrolą różnych systemów operacyjnych (sonicOrbiter / Win & Daphile / Linux… a dojdzie jeszcze Roopiee z Malinką), grających via Roon z DSP, bez DSP, z HQPlayerem i bez tego pluginu, poza tym katować będziemy te front-endy w innych scenariuszach softwareowych: samodzielnie Daphile (LMS), JRiver wreszcie owtyczkowany foobar. Najbliższe 2-3 tygodnie będą bardzo pracowite. I już się cieszę, bo to co słyszę bardzo mi podchodzi, oj bardzo. Pewnie jakiś wpływ na to (zostanie to zweryfikowane) może mieć także, dodatkowa, lekka adaptacja akustyczna. Wcześniej głównie skupiłem się na ścianie za kolumnami (kasetony z odpowiednim wkładem, gdzie uwzględniono w projekcie nie tylko wpuszczane w ścianę drzwi, ale właśnie adaptacje akustyczną) i przeciwległej (półki z książkami) plus – standardowo – dywanik. Tym razem dołączyły do kompletu dwa mobilne panele akustyczne, duże, takie 120cm x 60cm x 20cm, które ekranują po bokach, przy czym najistotniejsze było zasłonięcie szklanych drzwi balkonowych. Nie da się tego zrobić na stałe, stąd panele są mobilne (na kółkach, jeszcze nie zamontowanych). Co pozostaje? Pułapki basowe i – może – jeszcze sufit.

MQA edition

Karta element H to, jak wspomniałem, X-Hi tylko – potencjalnie – jeszcze lepiej. Lepiej, bo zastosowano precyzyjne zegary femto i wraz z separacją od wnętrza PC, zewnętrznym zasilaniem, dedykowaną linią tylko na dane audio (PCI-e, brak współdzielenia), mamy interfejs dostosowany konkretnie pod nasze potrzeby. Zobaczymy, czy i na ile te dodatki robią robotę, dają realny progres. Karta zamontowana w naszym testowym terminalu (mamy dwa takie) została bezproblemowo wykryta pod Linuksem (Debian, jedna z zalecanych dystrybucji przez Roon Labs.). Linkujemy z X-Sabre Pro MQA bezpośrednio via USB, ale też sprawdzę tego end-pointa w opcji I2S (via X-SPDIF 2). Sprawdziłem, póki co, poprawność instalacji i współpracy via Roon Bridge z Core, o dźwięku jeszcze niewiele mogę napisać, bo jw. słuchane jest na okrągło z microRendu – jak na razie ;-)

Firmowy kabel USB / X-SPDIF 2 / element H

Wreszcie dwusystemowa GIADA, wcześniej ten audio PC grał sobie na HDMI DACu LIGAWO (patrz wpis), teraz będzie po optyku (nadal) strumienie odtwarzał tyle, że z topowym dakiem Matrixa. Porównam, sprawdzę jak się takie bezpośrednie wpięcie ma do pośrednika (X-SPDIF 2) tj. USB z konwersją TOSLINK do DACa. Listę opcji uzupełni jeszcze streamer Sqeezebox Touch via USB – coax (znowu via konwerter) oraz transporty płytowe NADa i TEACa (też coax, tyle że – co oczywiste – bezpośrednio wpięty pod X-Sabre Pro). Ufff! Jest co testować, jak sami widzicie. Chcę ponadto poeksperymentować z macOSem (Core tj. iMac podpięty via thunderbolt ze stacją bazową Elgato i następnie USB z topowym przetwornikiem Matrix-a bezpośrednio oraz pośrednio, dodatkowo z konwerterem), sprawdzić, czy da się wymusić native > DSD256 dla takiej konfiguracji. Ma w tym pomóc HQPlayer zintegrowany z Roonem. W zakresie hardware takie coś obecnie możliwe jest wyłącznie za pośrednictwem elektroniki exaSound, z własnym, dedykowanym sterownikiem (w 99% wypadków pod macOSem żadnego sterownika nie potrzebujecie). Najnowszy Korg Nu-1 (muszę tę maszynę wytrzasnąć skądś, problem jest taki, że na razie nie ma żadnej dystrybucji, nawet wersji na 230/240V nie ma, jest tylko 110V) też jest DSD256 maksymalnie, ale tam, podobnie jak w exa, mamy dedykowany sterownik pod uniksowy system operacyjny.

A tu całość, co przyleciała, za moment podpięta i bez przerwy słuchana…

Zła informacja odnośnie eGreata. Nadal czekamy na X20Pro. Teraz mają tam swoje święta (chiński, nowy rok) i ni cholery nie da się nic załatwić. Także przepraszam, ale nie z naszej winy, klamot strumieniujący na „turbopropsie” ;-) musi poczekać, bo nie dojechał. Fajnie, że będzie można niebawem sprawdzić możliwości wyżej opisanego na którejś z nowych konstrukcji Pylona. Mają przesłać do testowania albo nowe monitory, albo Ruby (podłogówki), a może nawet jakiegoś najnowszego high-endowca. Siak czy tak, nie będzie tylko starych znajomych (Topazy i Sapphire), ale coś jw. nowego. Na pasywnych gra świetnie btw, ale to co się dzieje na studyjnych, aktywnych monitorach to kosmos. Chyba muszę przemyśleć kwestię, czy naprawdę trzeba trzymać tyle elektroniki, zagracać przestrzeń, jak to aktywne potrafi TAK GRAĆ. Mmm!

Zapraszam do bardzo rozbudowanej galerii z opisem…

* test flagowego modelu przetwornika Matrix Audio bez dekodera origami opublikowane wcześniej na HDO tutaj i tu

» Czytaj dalej

GIADA F105D: dwusystemowy end-point PC z Win/Daphile w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20190125_102445992_iOS

Kontynuujemy cykl „w poszukiwaniu optymalnego end-pointa PC”, najlepszego komputerowego źródła muzycznych zer i jedynek. Tym razem do redakcji trafił bardzo ciekawy model kompaktowego peceta, wielkości dwóch leżących jedno, na drugim, opakowań płyt DVD. Mały, ale jakże bogato wyposażony, z bardzo dużym potencjałem (w praktyce nieograniczonym, wiadomo – jak PC, tyle że tutaj konfiguracja /specyfikacja jest „na bogato”). Firma C4I oferuje ten transport cyfrowy z dwoma zainstalowanymi na osobnych pamięciach półprzewodnikowych (osobno dysk SSD oraz SSD w miniaturowym wariancie M2) systemami operacyjnymi. Jednym z nich jest opisany przez nas jakiś czas temu (m.in. tutaj), znakomity Daphile (bazujący na Logitech Media Server), oparty na specjalnie dostosowanej kompilacji Linux-a (pod audio) oraz Windows 10 z najnowszym CU (Creators Update), co oznacza pełną kompatybilność z UAC 2.0 (pełne wsparcie dla USB 2.0 w przypadku dźwięku, co skutkuje m.in. brakiem konieczności stosowania dodatkowych sterowników po podłączeniu przetworników C/A do komputera).

Grzdyl?

Ano grzdyl

To daje nam ogromne możliwości konfiguracyjne w zakresie wyboru audio platformy – software. Możemy od razu grać via Daphile (sterowanie via webpanel na czymkolwiek, dodatkowo aplikacje mobilne jak choćby iPeng i wiele, wiele innych), możemy grać tradycyjnie via foobar po uruchomieniu systemu MS… możemy też zainstalować, któryś z front-endów: JRiver-a, Audirvanę (od paru miesięcy, o czym wspominałem na łamach, dostępną już nie tylko na macOS, ale także na Win) wreszcie naszego ulubionego Roona. Rzecz jasna w przypadku tego komputerka raczej nie chodzi tutaj o jądro/Core/miejsce egzystowania głównego programu, a pracę w roli końcówki z podpiętym DACzkiem. Czyli, w przypadku Roona będzie to Roon Bridge, w przypadku Daphile również może to być Roon (wybieramy w ustawieniach IP naszego Roon Core)… można też pożenić tego malucha z wieloma DSP oraz systemami korekcji pomieszczenia (software), przy czym polecam tutaj właśnie taki scenariusz – pracę F105D jako końcówki, end-pointa PC.

RS-232, jest też IR

USB w obu standardach oraz SPDIF na bocznej ściance

Rzecz jasna może to być też „standalone player”, samodzielny, autonomiczny (choćby via Daphile, czy przy graniu z foobara), fajnie że już na wstępie mamy fundament pod dobre granie z PC. Sprzęt jest już wstępnie przygotowany, konfigurujemy dodając tylko dane naszych kont (mysquezeebox – Daphile, wszystkie streamingi …nawet Qobuza da się obecnie ze wspomnianym Daphile pożenić, jest odpowiednia wtyczka, Tidale, Spotify’e czy Deezery, SoundCloudy itd) i gra. W przypadku front-endów jest jeszcze prościej, bo po prostu pojawia nam się nowe źródło, nowy transport, wystarczy chwila w ustawieniach pracy końcówki i już. Sam komputerek wyposażony jest w integrę, przy czym karta w GIADA jest nie tylko wielokanałowa, ale jeszcze wyposażona w bardzo rzadkie obecnie, a przydatne, złącze SPDIF (optyk). Możemy zatem wyjść nie tylko via USB z cyfrowym sygnałem na zew. przetwornik. Tak też na wstępie zrobiłem w redakcji, przy okazji sprawdzając jak wypada dźwiękowo opisany niedawno, wielokanałowy DAC HDMI LIGAWO. Ta ciekawa, mocno oryginalna konstrukcja, dysponuje potężną baterią przyłączy cyfrowych (poza HDMI, są aż 3 TOSLINKI oraz pojedynczy coax). Także wychodzimy z tego nano PC via optyk na wielokanałowego DACa. Nietypowo. Kiedyś ten typ wyjścia audio był dość częstym gościem w kartach dźwiękowych PC, obligatoryjnie wyposażone weń były makówki. Dzisiaj praktycznie nikt tego interfejsu nie stosuje, a szkoda. Owszem, sygnału DSD, poza maks DoP64 tutaj nie uświadczymy, ale można spokojnie grać 24/192, co jest w 99% przypadków w pełni wystarczające.

Dzisiaj rzadkość, wychodzimy optykiem z PC

Niektórzy mówią, że jak optycznie, to (taka gradacja, często spotykana w opisach, recenzjach sprzętu) gorzej od innych metod przesyłu sygnału cyfrowego audio. Nierzadko tak to właśnie wyglądało, ale nie zawsze, nie w każdej konfiguracji sprzętowej, obecnie zaś można czasami mocno się zdziwić jak światłowód dobrze nam gra (najnowsze „optyczne” Rendu najlepszym tego dowodem btw). Właśnie Rendu, kończę testowanie i nasz cykl niebawem zostanie uzupełniony o kolejne dwie recenzje. Rendu pokazał się z jak najlepszej strony, ale nic więcej nie napiszę, w artykule przeczytacie jak dobra to rzecz. W przypadku F105D nie mamy aż tak wyspecjalizowanego produktu, ale dzięki uniwersalności, otwartej architekturze, paru bardzo rzadko spotykanym elementom, ten kompaktowy PC może stanowić świetną bazę dla dobrego jakościowo, komputerowego transportu. Poza SPDIF komputerek dysponuje pokaźną baterią złącz, zupełnie nietypową w takiej, zminiaturyzowanej konstrukcji. Co my tu mamy? Ano mamy dwa gigabitowe porty LAN, mamy komplet wyjść wizyjnych (VGA, HDMI oraz DP), mamy niezbędne w wielu aplikacjach domowej automatyki gniazdo szeregowe RS-232. Nieźle. Do tego dochodzą porty USB, zarówno 2.0 jak i 3.0 w liczbie sześciu i gniazdo dla antenki wbudowanej wewnątrz, bezprzewodowej sieciówki (ac). W komplecie jest też BT 4.0 (słuchawki, sterowanie) oraz IR (kontrola z np. uniwersalnego pilota). Do tego wszystkiego wspomniane przyłącza zostały ergonomicznie rozmieszczone na trzech ściankach (tylna oraz boczne) obudowy komputera.

Szybka konfiguracja, to naprawdę zajmie 5 minut maksymalnie, nie więcej, potem można już to, co powyżej, na stałe odłączyć

No to go! Podłączone do LIGAWO, wybieramy 1 optyka i gra muzyka :-)

Dzięki pamięci półprzewodnikowej, pasywnemu chłodzeniu, F105D to bezgłośna końcówka, sprzęt dostosowany do bezobsługowej pracy 24/7. Połączenie czterordzeniowej, niskonapięciowej jednostki Intela z SSD oraz 6GB RAMu jest więcej niż wystarczające, patrząc zarówno przez pryzmat end-pointa, jak i samodzielnego, komputerowego odtwarzacza audio. Z tego, co zauważyłem na wstępie, PC podczas pracy jest dość ciepły, także trzeba zapewnić mu przestrzeń, warto też zamaskować jedyną diodę na froncie obudowy… świeci bardzo mocno (właściwie są to dwie diody: zielona oraz bursztynowa, informujące nas o działaniu systemu oraz pracy dysku/ów). W komplecie otrzymujemy solidny zasilacz zewnętrzny, myślę że wystarczający w tej aplikacji – jak komuś mało, może zamówić wyspecjalizowaną „elektrownię” od Tomanka, albo któregoś z zachodnich, czy azjatyckich producentów.

RAAT end-point, wychodzimy TOSLINKiem na resztę toru

Względnie możemy wcisnąć podczas uruchamiania F12 i odpalić Daphile

Poniżej prezentuję rozbudowaną (bardzo) fotogalerię z opisem, po pierwszych testach, zarówno pod Roonem, jak i Daphile, a to nie wyczerpuje tematu, bo komputerek popracuje także pod JRiverem oraz z Audirvaną (recenzja F105D będzie zawierała także porównanie software jw). Jakby tego było mało, w przygotowaniu jest jeszcze opis end-pointa opartego na Malinie oraz produkty Pink Faun (wykorzystamy tutaj, bo chodzi m.in. o karty rozszerzeń z I2S, nasze terminale HP, robiące u mnie na co dzień za end-pointy). Aha, no i będzie zapowiadany duet Element X (nowa wersja karty X-Hi z femto) oraz X-Sabre Pro MQA edition. Komputerowo w opór! ;-)

» Czytaj dalej

Matrix Audio nowymi produktami atakuje, żadnego respektu nie czuje…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2019-01-4 o 13.50.42

Konkurencję atakuje. Tegoroczne zapowiedzi wyglądają bardzo obiecująco… ambicją firmy jest stworzyć kompletne rozwiązanie pod granie nie tylko z plików (choć głównie) w oparciu o oferowaną przez siebie elektronikę. Ten rok będzie należał do całkowicie nowej, oryginalnej generacji produktów serii „element”. Będą to urządzenia all-in-one, kompletne rozwiązanie pod obecne wymagania… streamer / cyfrowa centralka / pre oraz wyposażony w podobne możliwości wzmacniacz (powerDAC z linkiem sieciowym). Dodatkowo, element X (streamer/cyfrowy pre) będzie wysokiej klasy wzmacniaczem słuchawkowym na dokładkę, dysponującym baterią gniazd przyłączeniowych na froncie obudowy. Konstrukcja w pełni zbalansowana, z XLR i dwoma działającymi w różnych trybach (TRS – balans lub 2x niesymetryczne) gniazdami 6,3mm. Wspólną cechą obu urządzeń będzie złącze I2S pozwalające na wykorzystanie zewnętrznego przetwornika w stylu X-Sabre Pro, połączonego magistralą II2. Na pułapie cenowym uskutecznianym przez Matriksa, ta propozycja raczej nie będzie miała poważnej konkurencji, choć w przypadku „elementów”, mówimy o pułapie 9-12k złotych… czytaj – najdroższych w ofercie urządzeniach MA (tyle, że elektronika z I2S, często, gęsto to poziom ultra high endowy, czyli od 20 tysięcy w górę). Absolutnie unikalna będzie możliwość 1 bitowej konwersji/upsamplingu (DSD oraz – przede wszystkim PCM) do poziomu 45MHz! Będzie to jedyne takie, systemowe, rozwiązanie na rynku (wraz z X-Sabre Pro w tandemie) pozwalające grać sygnał konwertowany @DSD1024. Wszystko rzecz jasna w trybie native.

Ostatnie zachwyty naczelnego 6moons (który „odkrył” ten sposób transmisji, wyraźnie będąc pod wrażeniem możliwości sonicznych niestandaryzowanego interfejsu IIS) pokazują, jak wiele jeszcze w świecie grania z pliku  nas czeka, jak wiele jest do odkrycia (PC Audio stanowi dzisiaj tylko jedną z gałęzi, czegoś, czego wspólnym mianownikiem jest strumieniowany plik). To fascynująca, a zarazem niełatwa dla recenzenta sytuacja – kiedy pewne rzeczy muszą ulec daleko idącemu redefiniowaniu, kiedy okazuje się (vide 6moons), że obecne na rynku, popularne interfejsy cyfrowe (dla plików*) detronizuje coś „nowego”. Dobry kabel HDMI nie kosztuje 20 000 złotych (poza jakąś kompletnie nieistotną egzotyką), kosztuje śmiesznie w porównaniu do wyczynowych sznurków SPDIF, AES/EBU czy USB. Fatalna informacja dla branży kablarskiej? ;-) Cóż, mówimy póki co o niszowych rozwiązaniach, tak jak niszowe w domowym audio jest zastosowanie alternatywy dla USB w postaci thunderbolta. Tu nawet nie ma „specjalistycznych” kabli (byłyby kompletnie niepotrzebne, choć specjalne audio kable LAN ktoś już wymyślił i wielu promuje, ale kto zabroni komu wydawać pieniędzy, nawet na kompletnie bezsensowne rzeczy…). Efekty, potrafią poprzestawiać w głowie. Tyle, że trzeba pogodzić się z pewnymi prawami jakie w IT nie podlegają „ezoterycznej magii” (transmisja pakietowa i wiele innych czynników, które powinny uzmysłowić co poniektórym, że naprawdę nie warto się tak wygłupiać vel ośmieszać opisując tu i ówdzie oczywiste audio voodooo).

Najważniejsze produkty Matrix Audio AD 2019

Dobra, dość wycieczek, czas powrócić do klamotów. Jako Europa czekamy na konieczne certyfikaty, stąd element X oraz element P (to pod kolumny także będzie, pierwsze „koty za płoty” były, vide końcówki pod Mini-i Pro), raczej nie pojawią się wcześniej niż w drugim kwartale br. Jak tylko będą mogły być sprzedawane na naszym starokontynentalnym podwórku natychmiastowo bierzemy na warsztat. Postaram się obie skrzynki razem (plus X-Sabre Pro oczywiście), tak aby kompletny system zarówno pod słuchawki, jak i kolumny przeegzaminować. Sprzęt wygląda wg. mnie obłędnie, OLEDowe, duże wyświetlacze mono, monolityczny design, elegancki minimalizm formy i maksymalizm treści. Tak, wszystko to będzie napędzane czterordzeniowymi SoC opartymi na architekturze ARM (Freescale i.MX6) oraz autorskim audio-Linuksie.  Aplikacja pod iOS/Androida pozwoli na obsługę streamero-serwerów (taką funkcjonalność także przewidziano), poza tym ofc Airplay/DLNA oraz pełne wsparcie dla origami MQA (dekoder, renderer).

Pod maską znajdziemy także najnowszy miks ESS oraz XMOSa z super precyzyjnymi zegarami: ESS9038PRO / ESS9311 / Femtosecond Clock / XMOS XU216. Jakby tego było mało, Matrix Audio po raz pierwszy wprowadzi autorski system hybrydowej regulacji – potencjometr będzie działał w hybrydowym, cyfrowym trybie, łącząc najlepsze cechy analogowej gałki z precyzją, benefitami związanymi z cyfrową kontrolą poziomu wzmocnienia. Bardzo jestem ciekaw tego rozwiązania!

Pre dla aktywnych. I prawidłowo, bo aktywne wyraźnie w natarciu… samograje, ktoś napisze, a ja na to, że można lepiej, kojarząc to co powyżej, z tym co samopas.

….streamer / serwer/ konwersja wewnątrz, albo na zewnątrz. Własny OS

Poza tym takie smaczki jak podwójna obudowa, dwuwarstwowa, złożona z aluminiowych oraz stalowych elementów. Cel: redukcja rezonansów, negatywnego wpływu na elektronikę, a przy okazji także wytrzymalsza, solidniejsza konstrukcja całości. Będzie zarówno bezprzewodowo (ac), jak i przewodowo (LAN, 10/100, szkoda że gigabitowego nie dali). W przypadku cyfrowej integry (element P) mamy pewne różnice: główny układ C/A to ESS9028PRO, do tego jeszcze opampy MUSES72320 oraz – oczywiście –  końcówki mocy ICEpower 250ASX2. Tu także zastosowano MA playera (pełen moduł streamingowo-sieciowy oparty na autorskim systemie operacyjnym).

Slot PCI-e przepustką do lepszego sygnału z USB! Teraz dodatkowo precyzyjny zegar femto na karcie

Wreszcie ostatnim elementem ofensywy będzie nowa karta z wydzielonym na potrzeby audio interfejsem USB. Tak, nowe H-Xi, nazwane element H. Widać, jak dużą wagę producent przykłada do wyciągnięcia z komputera muzyki w jak najlepszej jakości. Nowa karta to przede wszystkim precyzyjny zegar femto Crystek CCHD-575. Wraz z osobnym kontrolerem USB (jak w przetestowanej u nas X-Hi, to znana nam kość Texas Instruments, wersja magistrali: 3.0) stanowi tandem z całkowicie odseparowanym, niezależnym kanałem dla audio, przy dodatkowym zastosowaniu zewnętrznego zasilania w pełni uniezależniającym drogę sygnału z kompa od pełnej raf, wewnętrznej magistrali USB – współdzielonej, interferującej, zasilanej wespół z innymi układami PCta z komputerowego zasilacza. Ta karta jako pierwsza trafi do nas na testy, już za około trzy tygodnie i wraz z X-Sabre Pro z dodanym dekoderem MQA, pokaże na co ją stać, skonfrontujemy możliwości starego z nowym (X-Hi dzielnie pracuje w end-pointowym systemie z Dahplie). Także w lutym pierwsza odsłona „Matrix atakuje, żadnego respektu nie czuje” ;-) Docelowo widzę to tak: element X/P + X- Sabre Pro (bezpośrednio I2S) ORAZ PC z kartą element H & X-SPDIF 2 spięty linkiem I2S z X-Sabre Pro. Dwie koncepcje bezkompromisowego audio. System oparty na MA player (audio Linux OS) oraz końcówka komputerowa z nową kartą element H, konwerterem cyfrowym oraz dakiem Matrix Audio, z wyborem opcji softwareowej (Roon). Niewykluczone, że sprzęt natywnie będzie Roon Ready. Cel? Konwersja sygnału do postaci DSD1024.

*są też bardzo, bardzo nieliczne transporty CDA wyposażone w IIS/I2S

PS. Pink Faun. Holandia. Interfejsy IIS/I2S. Specjalizacja. Napiszę więcej, jak uda się ichnią elektronikę bazującą na tym standardzie transmisji, sprowadzić do redakcji. Wyjątkową opcją jest możliwość modułowego budowania zdolności – może być USB z femto zegarem, ale przede wszystkim jest I2S w formie kart PCI-e z różnymi interfejsami wyjściowymi (w sensie obsługi różnych standardów II2/I2S), a nawet całkowicie egzotyczna propozycja wielokanałowa – multichannel. Są daki, są streamery, będziemy starali się sprowadzić i sprawdzić, także w wariancie mch. Wspominam o tym, nie bez przyczyny (w kontekście matriksowych nowości)… można będzie zbudować końcówkę PC z takim interfejsem i przetestować.

 

Poniżej specyfikacja serii element…

» Czytaj dalej

Plany bliskie i te dalsze. 2019 na HDO czas zacząć!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0562

Na wstępie, najlepszego! Postanowiłem przesunąć publikacje na nowy termin, czas trawienia nie sprzyja lekturze, zresztą mniejsza co sprzyja, a co nie, na naszej playliście zrobiło się gęsto i w styczniu będzie do poczytania. Zatem już w najbliższy weekend leci tekst o C658 z modułami MDC BluOS & HDMI. Integracja kina i stereo w najbardziej (wróć, będzie w jeszcze bardziej …bo będzie smakowity prosto z fabryki preampcyfrowy C658 u nas, a to oznacza że będzie też o DiRACu, o pełnym dopasowaniu klamotów pod zastane warunki lokalowe) zintegrowanej & eleganckiej (wg. mnie) opcji, bo też obejmującej ROONa (Roon Ready), źródła analogowe (gramofon) i co tam sobie jeszcze chcemy podpiąć pod to (multistrefy, BT in & out…). Jakby tego było mało dwa urządzenia wizyjne (HDTV & projekcja) via pro matryca 8×2 HDMI i na dokładkę jeszcze ekstraktor LIGAWO (wszystko to opisane w długaśnym tekście) w torze. To zaraz. Potem lecimy z HiFIMANami HE-6SE, wg. mnie najlepszymi topowymi słuchawkami, jakie mają Amerykano-Chińczycy w ofercie. Tak, będziemy testować HE-1000SE, ale tam na metce będzie znacznie wyższa kwota, a tu chodzi by do 10 000 się zmieścić i mieć docelowo. Da się spokojnie, nie trzeba mierzyć w 15 czy 20, czy 30k. Wystarczy mniej niż 10k i macie coś, z czym można żyć i twierdzić (wcale nie buńczucznie), że to najlepsze co na uszach można mieć (podobnie jest u Audeze oraz Mr Speakers, co tylko cieszy). Także te słuchawy plus lampowiec i na odczepach via firmowy adapter HE symetrycznie zamykamy temat. Nasz M1HPA też ładnie pokazał o co chodzi, choć jeszcze bardziej pokazał pożyczony, wcześniej testowany u nas, Burson Conductor V2. Znakomita integra dla tych słuchawek, idealny partner! Przy czym, redakcyjna lampka pokazała, oj pokazała, że tu także integra – niekoniecznie słuchawkowa – świetnie się sprawdzi. Znakomity sound!

NAD C368 & MDC

 

HiFiMAN HE-6SE

 

Jeszcze w styczniu będzie także o microRendu. Sprawdziłem w paru scenariuszach (także tych egzotycznych like stand alone streamer), sprawdził się bez zarzutu, najchętniej wykorzystywany był jako certyfikowany end-point pod Roonem. Dzięki zasilaniu CIAudio, ten maluch może zastąpić dowolny streamer za 2-3 krotność kosztu nabycia. Jest bezbłędny w tym, do czego przede wszystkim, go zaprojektowano. Most dla USB, pozwalający na de facto całkowite wyeliminowanie raf komputerowej magistrali w zastosowaniach audio, bezobsługowe, z gwarantowanym wsparciem, urządzenie 24/7 do grania z plików. Tylko tyle i aż tyle. Jak chcemy USB to microRendu wysoko na liście. Względnie, można rozważyć także jako alternatywę dla stremerów (niektórzy preferują SPDIF, AES/EBU …nie w smak im USB), gdy zera i jedynki lecą via LAN, następnie via USB do konwertera cyfra/cyfra i dalej jak już kto woli: I2S(HDMI) / AES… (vide przetestowany, fantastyczny X-SPDIF 2). Także microRendu to kolejna odsłona optymalnego rozwiązania pod granie z komputera, gdy ten komputer zupełnie znika nam z pola widzenia. I dobrze. Tak ma być.

microRendu & CIAudio

Z tym wiąże się jeszcze jedna (po C658, mam nadzieję, że z dwoma końcówkami C268 trafi oraz wspomnianych HE-1000SE względnie Arya’ch) zapowiedź tego, co w najbliższym czasie: specjalnie przygotowany, komputerowy transport F105D z opcją JRiver & Roon pożeniony z nową wersją X-Sabre Pro MQA. W MQA nadal nie wierzę i to się raczej nie zmieni, ale sprawdzić pełne dekodowanie origami można, a przy okazji podpiąć wspomniany transport via X-SPDIF 2 via HDMI i skonfrontować dwóch zawodników: JRivera oraz ROONa… odpowiedzieć sobie przy okazji na tu i ówdzie stawiane pytanie: czy oprogramowanie nam gra (ma wpływ na SQ)? Skonfrontujemy i to, postaramy się odpowiedzieć na pytanie czy i jak już, to w jakim zakresie… A jak komuś nie w smak komputer (bo nie i basta) to w końcu pojawiła się dostawa i mamy zaklepany test Zidoo X20 Pro – absolutnie topowego streamera opartego na kości ESS9038. Będziemy także kontynuować eksplorację: aktywne kolumny ze streamem… czytaj samograje, systemy zaklęte w głośnikach. To nowy trend, ale my już od dawna o tym nadajemy na łamach. Były pierwsze takie masowe KEFy LS50 Wireless-y, teraz i zaraz będą Kii, Dali, ELAC-i czy o pro studyjnym rodowodzie (moje kochane nEary) Genelec-i. Wszystko to wyposażone w przetworniki C/A, czasami też z netem pożenione. Jak – opisane niedawno – przy okazji styczności przed i w trakcie AVS’18 LSX-y (ponownie KEF). Te ostatnie mam zamiar dłużej pokatować u siebie, konfrontując ich dźwięk z wielostrefowym rozwiązaniem opartym na popularnym Sonosie (nie tylko One, ale także 5 gen 2, także LSX-y łatwo nie będą miały). To nieco odleglejsza perspektywa pierwszego półrocza 2019. Mam ochotę zrobić to przekrojowo.

TEAC PD-H500C

Jakby tego wszystkiego było mało, będzie jeszcze parę słów na łamach, o adaptacji akustycznej pomieszczenia. Coś tam popełniliśmy i się podzielimy spostrzeżeniami. Aha i na koniec ostatnie odkrycie… to, jak to potrafi zagrać, jak świetnie brzmi srebrny krążek odtwarzany na tym klamocie, długo by opowiadać. REWELACJA. TEAC PD-H500C z multibitowym dakiem na pokładzie. Gramy 16/44, poddane konwersji w układzie z oversamplingiem x8 (352,8MHz). Ktoś mówił, że hi-resy wdeptują płytę w glebę? Ten ktoś nie słuchał dobrego odtwarzacza CDA. Odkurzyłem swoją kolekcję i dałem odpocząć komputerom (od odtwarzania jakichkolwiek dźwięków ;-) ). Ten TEAC daje radę, oj daje! Znakomity napęd btw, pancerna, niby kompaktowa, a wielgachna obudowa, grube szczotkowane alu… mmm, naprawdę czasami warto zrobić skok w bok. Ekhmm, skok w bok, znaczy od streamingu się na chwilę dać odciąć i posłuchać tradycyjnie*

…ale to gra!

* a propos słuchania z fizycznego nośnika. Lećcie do Biedry, bo fajne winyle mają. Sporo dobrego Rocka z lat 70-/80- w cenie 39,99 i do tego dobrze wydane to, to (naklejki Black is Back, 180g) Udało się nabyć m.in. „Pornography” The Cure oraz „Rebel Yell” Billy Idola…

:)

Burson z nowymi klamotami: jest ESS9038 i multum opcji op-ampowych

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
V6-S31

Te multum nie dziwi, w końcu to Burson, ale jednak pojechali po bandzie tym razem, bo naliczyłem 6-7 różnych modyfikacji, które z ceny 399 USD robią nawet 1250 USD. Takie buty. Same klamoty prezentują się bardzo interesującą. Tym razem mamy mniejsze obudowy (z opcją montażu do standardowej zatoki 5.25″ w desktopach… jest wyprowadzenie dla zasilania z PC), a więc znaaaaacznie tańsze to, to i można nabyć takiego, nowego Playmate (aha) albo Swing’a w bardzo budżetowej cenie i to z takim, jak w tytule stoi, topowym krzemem do robienia analoga z zer i jedynek. Oczywiście sama kość o niczym nie przesądza, ale jak wspominałem w paru testach klamotów wyposażonych w nowe ESS Sabre, te przetworniki to krok we właściwą stronę i dobra implementacja gwarantuje wysokiej klasy SQ. Rzecz jasna opowieści z krainy mchu i paproci, że jest dźwięk typowo „sabre’owy” można sobie spokojnie puścić mimo uszu, ale niezaprzeczalnie wielkie możliwości nowych DACów opartych na najnowszym typoszeregu ESS to rzecz warta uwzględnienia.

Swing. Pre&DAC

Dobra, to co my tu mamy? Ano mamy DAC-o/pre-ampa (Swing) oraz DAC-o/ampa słuchawkowego (Playmate). Wspólnym mianownikiem jest płytka C/A oraz wejścia cyfrowe: mamy standarowe USB, TOSLINK & coaxial, ESS 9038 pozwalający na konwersję sygnału PCM 32bit/768kHz PCM oraz DSD512 (wreszcie będzie można sobie w locie PCMa do takiej właśnie, wyczynowej 1 bitowej postaci zaaplikować). Mamy firmowe zasilanie dla poszczególnych stopni przetwornika, czytaj mamy bursonowe ‘Maximum Current Power Supplies’ (MCPS), przy czym obie skrzynki różnią się liczbą MCPS (więcej w DAC-o/preampie Swing), no i rzecz jasna pre ma we/wy analogowe, czego słuchawkowiec nie ma. Oczywiście za odbiornik (dla komputerowego sygnału z USB) robi świetny XMOS. Ciekawostką i novum oraz ukłonem w stronę użytkowników najnowszej elektroniki jest port USB-C na froncie do podpięcia nowych telefonów, tabletów oraz komputerów.

V6 …mmm

Bardzo ładny, alu pilot stanowi dopełnienie całości. Aha, pilot jest od zmiany poziomu i tyle. Tak to sobie wykombinowali. Biorąc pod uwagę modding (wyraźnie celują w dłubaczy), specyfikę, mówimy o czymś dla typowego geeka. No takiego z domieszką audio. W standardzie są opampy NE5532 X 4 (Playmate), NE5532 X 2 + NE5534 x 2 (Swing), ale jw. hulaj dusza, piekła nie ma… można wymieniać do woli. W ten sposób kształtujemy brzmienie i to kształtujemy znacznie dosadniej niż w przypadku samych kości C/A, odbiorników USB i tym podobnych elementów. Także, można przyjąć, że dostajemy gotową opcję pod manewry, takie jak w świecie lampiszonów, tylko tu zamiast baniek macie tranzystory. Sprzedaż wystartuje z dniem 1 stycznia 2019 roku. Jak się pojawi w .pl to bierzemy na warsztat. Nawet da się sprawdzić w zatoce, bo jakieś pozostałości po jednym barebone walają się w piwnicy. Także „pomodujemy” sobie, powymieniamy, pieca pod audio stuningujemy (mam pomysł na minimalistyczną konstrukcję, przy czym będzie to x86, nie ARM). Wzmak dostarczy słuchawkom 2W maksymalnie (znaczy się konkret jest i testowane HE6SE by się prawdopodobnie odnalazły w takich okolicznościach), kompaktowe obudowy – bez obaw – będą prezentowały się bardzo dobrze poza obudową komputera… surowy nieco styl, ale ładne to, to, także estetycznie na plus.

Swing AMP&DAC