LogowanieZarejestruj się
News

Origami audio ;-) Encore mDSD czytaj USB DAC za grosze

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170710_095405979_iOS

Przyjechał i od razu zjednał sobie moją sympatię. Przedwczoraj była mowa o ultra-endach, to dzisiaj dla odmiany mamy coś z zupełnie innej beczki, z przeciwległego brzegu oferty dla miłośników dobrego brzeminia… to produkt low-price audio. Nie low-end, bo patrząc na specyfikację, możliwości tego „pena”, wyraźnie widzimy, że niczego tutaj nie brakuje, a nawet jest coś ekstra (konwerter cyfrowy USB/(SPDIF)Toslink oraz prawdziwie wyczynowa obsługa hi-resów). Nie dziwię się, że Francuzi z Qobuza zachwycili się tym maluchem, tam (wiecie) bardzo lubią produkty wycenione bardzo rozsądnie (świetne oceny zbierały u niech Korgi), jednocześnie oferujące ponadprzeciętne możliwości. Co prawda nie mamy tutaj najnowszych kości C/A (jest ESS Sabre 9010K2M), ale upichcono z tego, co na płytce mocarnego zawodnika, bo interfejs USB działa na kości XMOS i jw. jest jeszcze konwersja C/C co rozszerza możliwości tego grzdyla. To USB DAC, co oznacza że pobiera energię z transportu. Na szczęście nie ma wyśrubowanych wymagań w tym względzie (ważne, bo jest iOSo lubny, a tam za duży drain power to komunikat i koniec kozaczenia, koniec zabawy). Plus, minus 20mA. W przypadku ultrabooka będzie to prawie niezauważalne, w przypadku handhelda zależy czy tablet, czy telefon. Tak czy inaczej można spokojnie pożenić z kieszonkowym komputerem.

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki producent zaoferował swój produkt nabywcy. Bardzo. Pudełko niczym tytułowe origami odsłania najważniejsze informacje nt. sprzętu, widzimy z czym i jak podpinać, jak obsłużyć, skąd pobrać, jakie parametry to, to ma, a wszystko czytelnie rozrysowane na wew. i zew. stronie opakowania. Proste, skuteczne, sensowne rozwiązanie, w końcu z definicji nikt papierków dołączanych do produktu nie czyta, a tu mimochodem zapoznać się, zapozna i już wie. Mocno podkreślono obsługę DSD, co w tak budżetowym rozwiązaniu zasługuje na podkreślenie, szczególnie że nie jest to tylko obsługa dodana przy okazji, a konkret (DSD64/128), w pełni wspierany przez umieszczone na PCB układy. Na wyjściu analogowym w formie mini jacka nie tylko podepniemy jakieś słuchawki (sprawdzimy, czy także te trudniejsze), ale bez żadnych problemów aktywne monitorki (wspomnę jeszcze o nowych Fosteksach… tak, tak słuchawkowy Fostex wchodzi w kolumny moi drodzy, aktywne), jakiegoś DACa (optyk), ampa (dopasowali wyjście do różnych okoliczności… podobno). Dzięki DSD (DoP) będzie można via ROON z użyciem DSP wymusić granie wszystkiego jak leci w konwersji 1 bitowej. Fajnie. Fajne jest też to, że maluch da się bezproblemowo pożenić z Androidem/iOSem (via adapter CCK). To też sprawdzę, szczególnie że w zanadrzu czai się prawdziwa petarda ściśle powiązana z możliwością współpracy z jabłczanymi handheldami. Niebawem duży wpis o tym na HDO.

Konkretnie i na temat :) Niech inni biorą przykład jak można skutecznie zaaplikować niezbędne, użyteczne info nabywcy audioklamota. Bardzo!

Plastik fantastik? A gdzie tam, jest metalowe body, solidna konstrukcja, trochę to pękate (bo i konkret na płytce PCB siedzi), nawet jakąś regulację poziomu dali. Ta regulacja wygodą nie grzeszy, ale mniejsza, ważne jest to, że ten maluch może nam zapewnić obsługę plikowego audio, obsługę hi-resów na poziomie dużo lepszym* od wielu konkurencyjnych rozwiązań w zbliżonej cenie (gdzie zazwyczaj jest 24/96, nie ma DSD itp. rzeczy). Tak, mam tu na myśli m.in. bardzo fajne ważki, tj. Dragonfly’e Audioquesta. Testowaliśmy u nas pierwszą generację i wnioski były takie, że to świetne pod laptopa rozwiązanie, że stanowczo za drogo (Audioquest poszedł po rozum do głowy i obecna wersja czarna oraz czerwona wyceniona jest już znacznie bardziej rozsądnie). Mieliśmy także wiele innych USB DACów, teraz gra u nas nieco droższy iFI Nano LE i generalnie ten kierunek rozwoju PC Audio bardzo sobie chwalimy (ma to sens, także pod kątem popularyzacji lepszego brzemienia wśród osób, które nie mają najmniejszej ochoty wydawać średniej krajowej na klamoty). Encore mDSD wpisuje się w ten segment i to od razu na zasadzie „za mniej, ale więcej”. Doceniamy takie coś, bo w niewielkim budżecie zrobić coś dobrze to zawsze wyzwanie, to sztuka. Sprawdzimy na ile się Encore udało tym razem. Pamiętam ichnie słuchawki, które do nas trafiły, które przetestowaliśmy na HDO. To był już typowy low-end, ale też użyteczna, nie tandetna, całkiem sensowna propozycja dla kogoś, kto chce zapłacić „dyskontowo” za efektor.

 

mDSD (w detalu 499zł):

Słuchawki, głośniki, DACzki, amplitunery A/V i co tam jeszcze…

Regulacja poziomu realizowana fizycznie (w Audioquestach jest 64 stopniowa, przy czym w oprogramowaniu odtwarzającym sterujemy). Okazuje się, że żaden pic na wodę fotomontaż, a użyteczna wielce sprawa.
Szeroka regulacja, można zarówno z trudnymi (nausznikami), jak i IEMami pożenić i sterować z DACa. Opcja dla aktywnych kolumn? Takoż. Fajnie!

Micro dioda LED informująca o tym, czy leci PCM, czy może DSD jednak

A tak to wygląda w środku…

 

* USB: PCM 32/384 oraz DSD 64/128 DoP, via optyk 24/192 & DSD64 DoP

PS. Testuję właśnie coś, co zmienia reguły gry. Definitywnie. Chodzi o software. Niebawem dłuuuugi wpis z bardzo rozbudowaną fotogalerią. Rewelacja. Bez dwóch zadań. Rewelacja!

PPS. Wspomniany Qobuz pracuje mocno nad wprowadzeniem, jak zapowiadali, swojej oferty streamingowej w Polsce. Ma być w wakacje. Mają jeszcze plus, minus sześć tygodni na to. Czekamy!

Słuchawkowe high-endy przebijają sufit. Susvara? 30k! iLCD4? Ponad 10k!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
4500x2500-3

Tak sobie patrzę na to i się zastanawiam dokąd nas to zaprowadzi. Kiedyś high-end nie był oderwany od realiów, to znaczy był drogi, jasne, ale jednak w granicach zdroworozsądkowych. Mówimy o słuchawkach, nie o zestawach głośnikowych, wyczynowej elektronice – mówimy o czymś, co właśnie stanowiło do niedawna alternatywę dla arcydrogiego toru opartego na zestawie kolumnowym. Można było za 10-20% wartości takiego z absolutnie najwyższej półki, kupić najlepsze na rynku słuchawki. Pomijam Orfeusze, które były wyjątkiem potwierdzającym to co powyżej. Cóż, czasy mamy inne i dzisiaj systemy za parę milionów prawie nikogo już nie dziwią (mnie nadal dziwią), w przypadku słuchawek obserwujemy podobny trend. Oderwanie od realiów i gwałtownie rosnące ceny (tego, co okupuje szczyty katalogu wielu specjalistów z branży).

To drzewko „genealogiczne” ładnie pokazuje ewolucje ortodynamików HiFiMANa. I coś jeszcze. Tak, rosnące ceny…

Już nie high-end, a ultra-end. Nowe orto Susvara

A tu nowy wzmak EF-1000

Elektrostaty z elektrownią. Shangri-La. Pretensjonalne to trochę. Cenowo przebija sufit

W przypadku ortodynamików Susvara mamy coś (znacznie?) powyżej HE-1000, o których przeczytacie w przyszłym tygodniu, to coś dużo powyżej, bo same słuchawki wyceniono na 29 900 złotych. Trzydzieści tysięcy bez wzmacniacza. Ten zresztą też się pojawił w ofercie. Dedykowany. EF1000 ma być idealnym partnerem dla tych high-endów i całość swobodnie zamknie się sumą 50 000zł. A to jeszcze nie wszystko, bo będzie można zakupić niebawem elektrostatyczny model HiFiMANów z setem na bańkach 300B za … bo ja wiem… 60… 70 tysięcy złotych? W przypadku wzmiankowanego Sennheisera ultradrogi Orfeusz był i jest produktem pokazowym, takim „co to można zrobić, bez liczenia się z kosztami, bezkompromisowo”. Wyjątkowym. Zastanawiam się jak do tego odnieść najnowsze produkty HiFiMANa? HE-1000 są drogie, tak, ale do niedawna te 10-20 maks. tysięcy stanowiło nieprzekraczalną granicę. Jak widać, już nie stanowi. Co więcej, patrząc na obecny katalog widzę pewną prawidłowość. Produkty za kilka tysięcy. Dotyczy to także nowych IEMów. Złote RE-2000 to 2000$. Zbieżność raczej nieprzypadkowa.

LCDi4. „i” w nazwie oznacza, że zamiast militarnego kuferka z wielkimi planarami w środku, dostaniecie małe tekturowe pudełko z tym, co powyżej…

Właśnie. IEMy. Pamiętacie opis wrażeń ze stoiska Audeze na IFA 2016Pokazali tam wtedy jeszcze prototypowe iSine 10/20, planarne dokanałówki. Grało to nieprzeciętnie, wyraźnie inaczej od wszystkich znanych mi konstrukcji tego typu (doków), firma podała ceny i te choć wysokie, mieściły się w rozsądnych ramach – tu płaciło się za oryginalną, niespotykaną gdzie indziej, zminiaturyzowaną technologię ortodynamiczną, zamkniętą w ultramobilnej formie. Tak było. Audeze postanowiło iść za ciosem i „budżetową” serię uzupełnić modelem wyczynowym. Za 2500 dolarów. U nas będzie to pewnie 11 a może nawet 12 tysięcy. Owszem kojarzymy FADa z jego superdrogimi dokami, owszem kojarzymy kilka modeli A&K też drogich, ale to co powyżej wyraźnie pokazuje trend, trend z coraz to droższymi produktami, które już zostały określone jako nowe zjawisko. Ultra-end. Pytanie tylko po co? Bo ludzie, dla których jakość jest istotna, zazwyczaj potrafią racjonalnie podchodzić do kwestii związanych ze sprzętem audio. Owszem, są w stanie wydać niemałe pieniądze, ale potrafią też ocenić to, co OTRZYMAJĄ w zamian.

Mam spore wątpliwości, czy droga jaką podąża tutaj branża, nie jest dla tej branży zgubna. Ludzie zaczynają (przy tej skali) wątpić w to, co z pudełka i wiecie co? Kompletnie im się nie dziwię. Zaczyna się robić dziwacznie, kiedy produkty bardzo dobre „wypierane” są przez… bardzo drogie. Mogą być świetne, ale zwyczajnie nie są warte pieniędzy, które wołają. To oderwanie od realiów, od tego, co podpowiada rozsądek. Tak, można oferować towary luksusowe, których wartość zasadza się wyłącznie na tym, że są… właśnie… drogie, ale w audio (chyba?) nie o to chodzi. Droga do perfekcji, progres, high-fidelity to subiektywny stan, ale jednocześnie (realne) dążenie, które wykracza poza kalkulacje biznesowe, do niedawana wręcz stało w opozycji do droga marka, do droga obudowa, do wodotryski. Kwintesencją była dobra inżynieria, świetne rezultaty (pomiary), innowacyjne know-how etc. Tak było, a jak jest? Teraz liczy się coś innego. Stworzenie urządzenia, które będzie wyposażone w ileś tam drogich lamp nie czyni automatycznie tego urządzenia wybitnym (brzmieniowo), a więc takim, które w najważniejszym aspekcie tłumaczy (broni) wysokie koszta nabycia. Zresztą tu nawet nie chodzi o to co w pudełku, tylko o mnożnik, który zaczyna nam niebezpiecznie nabijać takie marże, że właściwie nie ma nad czym i o czym dyskutować. To w końcu nie rakiety, a nawet nie leki (badania). To sprzęt do odtwarzania muzyki.

Susvara to zerwanie z nazewnictwem liczbowym na rzecz słów, które mają działać, oddziaływać na wyobraźnie nabywcy. To zabieg. Z pewnością te słuchawki to zwieńczenie długiej drogi jaką przebył HiFiMAN. Dobrze pamiętam HE-6, pamiętam świeżo HE-1000 i modele niżej pozycjonowane w ofercie. Dojrzałość (brak toporności pierwszych produktów choćby) jaką charakteryzowały się tysięczniki mówi wiele o tym, co to była za droga. Tyle, że tutaj mowa jest o słuchawkach będących alternatywą (ale nie cenową! Właśnie nie!) dla świetnego, high-endowego toru stacjonarnego opartego na kolumnach głośnikowych. Zamiast. Obok. Nieważne. Ważne, że płacimy za efektor w postaci nauszników tyle, co za wyczynowe kolumny. Nie wysokiej klasy, a najwyższej klasy (choć i tu widać od dawna wspomniany pochód w stronę kosmicznych cen – kilkaset tysięcy to wcale nie jest ostatnie słowo branży, wcale). Czyżby więc słuchawki awansowały? Czy stały się równie dobrym, albo nawet lepszym sposobem na reprodukcję dźwięków w warunkach domowych? Oceńcie sami. Ja mam wyrobioną opinię na ten temat.

Oto, jak je opisano w nadesłanych materiałach prasowych:

Membrana zainstalowana w SUSVARA jest jeszcze lepsza niż ta, z której skorzystano przy budowie obsypanych nagrodami HE-1000. Zniekształcenia jakie generuje znajdują się poza skalą pomiarową nawet najczulszych urządzeń. Swój najnowszy przetwornik producent określił mianem „zero distortion driver”.Poza ultra cienką membraną ważną rolę w całości odgrywa napylona na nią cewka o grubości mniejszej niż jeden mikrometr. Zapewnia to super szybką reakcję membrany na impuls prądowy, co przekłada się na dźwięk porównywalny tylko z naturalnymi wrażeniami słuchowymi. Słuchawki wyznaczają zupełnie nowy standard rozdzielczości, szybkości i poziomu otwartości dźwięku.

Nowe magnesy okalające membranę z napyloną cewką pozwalają na minimalizowanie negatywnych odbić generowanego dźwięku. Skonstruowano je w technologii przypominającej rozwiązania stealth pierwszy raz użyte w bombowcu F117, tak aby był on niewidzialny dla fal radarowych. Podobny cel przyświecał konstruktorom magnesów w SUSVARA – tak aby były one „niewidzialne” dla fal dźwiękowych, które są generowane przez ultra cienką membranę*.

Opatentowane maskownice „window shade” – rozwiązanie znane z HE-1000. System metalowych maskownic zewnętrznych, których zadaniem jest tłumienie odbić dźwięku wydobywającego się ze słuchawek. Dzięki redukcji niechciany dyfrakcji praktycznie zlikwidowano odgłosy przepływającego przez szczeliny powietrza oraz wszelkie niechciane odgłosy z tym związane.

Hybrydowe nausznice – asymetryczne nausznice łączące skórę z poliestrem w kształcie dopasowanym do fizjologii ludzkiego ucha. Zakrywają w całości małżowiny i opierają się bezpośrednio o skórę głowy co w połączeniu z otwartą konstrukcją gwarantuje komfortowy odsłuch na wiele godzin. Poliestrowy materiał został zastosowany w celu uzyskania jak najwyższej rozdzielczości dźwięku.

Pałąk ze stopu rzadkich i bardzo lekkich metali – za wygodę odpowiada specjalnie opracowana struktura łuku, pałąk na głowie opiera się na perforowanym pasie z naturalnej skóry dla lepszego odprowadzania ciepła, obudowa przetworników fornirowana naturalnym drewnem.

To wszystko w cenie, jw. 29 900 złotych.

* …trochę na lotnictwie się znam, wojskowym. Publikowałem swego czasu w Armii. Porównanie obu tych rzeczy ma wyłącznie charakter marketingowy, bo obie te rzeczy NIE MAJĄ ZE SOBĄ NIC WSPÓLNEGO. Absorbery fal radarowych, specjalne powłoki, dodatkowo konstrukcja zoptymalizowana (odpowiedni kształt płatowca, w przypadku F117 dobrany w jedyny możliwy ówcześnie sposób, dla minimalizacji odbić w kierunku wrogiej stacji radiolokacyjnej) nie mają nic wspólnego z magnesami w najnowszych, flagowych HiFiMANach. Analogia jest tutaj mniej więcej taka: my też chcieliśmy coś „ukryć”, „zminimalizować”. Tyle. Nawiązanie do F117 przypomina mi podobny zabieg iFI Audio (tam w materiałach mamy francuskiego Rafale). Cóż, jw. trochę się na tym znam i mówiąc delikatnie: nie kupuję tego.

 

A co z LCDi4? No przecież to LCDeki są! Serio? No niby tak, tylko w formie dousznej, czytaj przenośnej. Przenośne słuchawki wyczynowo-high-endowe? Czy to nie jest oksymoron? Czy nie ma w tym jednak przesady? Nie wiem, ale rozsądek podpowiada mi jedno – poza domem (bo chyba taki jest cel noszenia IEMów?) trudno o skupienie, trudno o warunki optymalne dla całkowitego zatopienia się w dźwięku. No dobrze, pal licho warunki, w końcu może to być coś, co zabierzemy do limuzyny z szoferem, do prywatnego jet-a. Ok, wtedy faktycznie możemy zanurzyć się w tym, co oferują te słuchawki, przy czym to nadal są doki, nietypowe doki. Mobilne słuchawki, słuchawki przenośne, przy czym w przypadku słuchania na wynos dość specyficzne, bo osobliwe (wygląd) oraz trudne (ergonomia, otwarte/wyzwanie dla otoczenia). Za co więc płacimy? Za nawiązanie do serii LCD oczywiście. Bo iSine (nawet 10, nie mówiąc o 20-kach) wg. mnie w kompletny, pełny sposób pokazują w czym rzecz, oferując dźwięk nieIEMowy, otwarty, przestrzenny wielce, bez ograniczeń typowych dla klasycznych konstrukcji. Zresztą przyznaje to wprost CEO firmy Sankar Thiagasamudram: „Planarne słuchawki douszne LCD-i4 oferują ten sam najwyższy poziom reprodukcji dźwięku, z którego znane są oryginalne LCD-4, oferując niesamowite doznania muzyczne wszystkim melomanom zarówno w pomieszczeniu, jak i na zewnątrz”. Nawiązanie.

Zagrają przy wsparciu zew. mobilnego ampa, bez nie zagrają, albo słabo zagrają…

No dobrze, zatrzymajmy się przy tym sformułowaniu. LCD-eki są duże, ciężkie, dość wygodne, oczywiście wyłącznie stacjonarne. Oferują wiele, kosztują sporo, są słuchawkami, które mają określony potencjał, w paru kwestiach będąc jednymi z najlepszych, o ile nie najlepszych po prostu (ale tylko w paru!) nauszników na rynku. Czym są LCDi? Czy to próba przeniesienia tego, co powyżej, do czegoś przenośnego? Śmiem wątpić. Na pewno są równie fascynujące, co wspomniane, dużo tańsze, wykorzystujące jednakowoż ten sam pomysł, tę samą konstrukcję, ideę, modele iSine. Może nawet bardziej. Ale czy to od razu czyni z nich odpowiednik stacjonarnych LCDków? Hmmm. Też są jak iSine „otwarte”, też wyposażone w przetwornik planarny, tyle że większy, bo 30mm. Konkretnie:

  • LCD4 film technology – only 0.5 microns thin
  • Vibration dampening magnesium housing
  • Fluxor magnets and Uniforce voice coil design
  • 30mm largest in class planar magnetic driver
  • Custom silver-plated OCC premium cable
  • Semi-open design for widest, most accurate
    soundstage

Parametry jak widać poniżej:

 

 

Wyczynowe, ale to nie są customy, to nie są słuchawki zdolne zastąpić stacjonarne nauszniki (nie ta wygoda, nie te… możliwości). Także obok. Za tyle ile jeszcze do niedawana kosztowały flagowce. Nausznikowe. Mobilne LCDeki za 2500 dolarów. Mhm.

Wielka rzecz, a cisza… obsługa USB audio 2.0 w Windows!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
ScreenHunter_15 Jul. 06 11.55

Serio, nie rozumiem. Przeszło to zupełnie bez echa, a przecież mówimy o czymś bardzo ważnym. Po wielu latach Windows doczekał się NATYWNEJ OBSŁUGI UAC 2.0 (USB AUDIO 2.0)! Owszem, dzisiaj nie robi to już takiego wrażenia jak 7 lat temu (to wtedy MacOS otrzymał wsparcie dla lepszego audio właśnie, a dokładnie 15 czerwca 2010 roku, kiedy to premierę miał Snow Leopard 10.6.4), ale nadal jest to coś, co robi sporą różnicę. Od wersji Windows 10 Creators Update, dystrybuowanej od maja br., możecie zapomnieć o instalacji sterowników dla DACa. W końcu, wreszcie, nareszcie.

Tuż po instalacji Creators Update – mamy UAC 2.0 natywnie!

Nie robi to takiego wrażenia w 2017, ale upraszcza sprawę. Podobnie jak pod macOSem oraz Linuksem (też od dawna ma USB audio class 2) możecie podłączyć zewnętrzny interfejs audio bez konieczności instalowania dodatkowego sterownika. Ten staje się zbędny, co oznacza, że „pod Windą” od teraz mamy plug&play, a nie zabawę z dodatkowym oprogramowaniem, koniecznym (jak to było do niedawna) do działania (w pełni) urządzenia. W systemach MS mogliśmy liczyć na obsługę UAC 1.0, co oznaczało dźwięk o parametrach maks. 24/96 odtwarzany natywnie przez OS. Teraz można grać pliki PCM 24 bit / 384 kHz oraz DSD (DoP) aż do DSD256 (niewykluczone, że dźwięk o wyższych parametrach też system obsłuży… tak obsłuży vide obrazki).

Wersja 1703 z pełną obsługą audio 2.0 via USB. Ile trzeba było na to czekać… 

Czy to oznacza automatycznie, że każdy DAC będzie działał po podłączeniu do PC z powyższym oprogramowaniem bez wsparcia ze strony dodatkowego oprogramowania? Nie. Większość pewnie tak, ale niektóre niekoniecznie, mogą nadal potrzebować wsparcia ze strony sterownika dedykowanego konkretnemu modelowi przetwornika (tak na pewno będzie np. z KORGiem, głównie przez wzgląd na natywną obsługę 1 bitowego strumienia audio / formatu DSD). Przy czym dzisiaj interfejs USB w DACach najczęściej obsługiwany jest przez raptem parę popularnych rozwiązań i tutaj nie powinno być problemu. Takie rozwiązania jak software Thesycon-a (XMOS), autorskie stery M2Techa… to wszystko przestanie być potrzebne z jednym zastrzeżeniem.

Obsługa UAC 2.0 realizowana jest przez systemowe WASAPI, co w sumie nie dziwi, co jest zrozumiałe. Windows 10 UAC2 działa via WASAPI (implementacja wyłącznie tego protokołu), nie ma mowy o ASIO. Cóż, ASIO to nie MS, to licencja Steinberga (zdaje się, że nadal wymagane jest uiszczanie opłat za wykorzystanie). Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by w najnowszej wersji systemu MS nadal korzystać z alternatywnego rozwiązania. W takiej sytuacji będzie jednak zachodziła konieczność rekonfigurowania programowego odtwarzacza (zmiana z WASAPI na ASIO) wraz z instalacją sterowników dostarczonych przez producenta sprzętu audio (względnie zostanie przeprowadzona automatyczna instalacja w ramach bazy zaszytej w systemie operacyjnym). Pozostaje taka alternatywa, także bez obaw – jak komuś zależy na zachowaniu dotychczasowych ustawień DACa w systemie to będzie mógł nadal z tego, co miał, korzystać.

Oczywiści żadnych informacji na temat UAC 2.o w opisach „co nowego” nie znajdziemy. MS uznał, że nie ma czym się chwalić. Biorąc pod uwagę 2017 rok, faktycznie nie ma specjalnie czym się chwalić (sto lat za…). Jednak dla branży, dla użytkowników to ważne wydarzenie i pewna wskazówka dotycząca przyszłości dystrybucji muzyki oraz rozwoju PC Audio

Wprowadzenie hardwarowego interfejsu (protokołu) UAC 2.0 do systemu operacyjnego nie przekreśla zatem możliwości użytkowania niektórych DACów w oparciu o ich specyficzne rozwiązania, wymagające (aby móc skorzystać z całego potencjału podpiętego przetwornika) dodatkowego sterownika. Jak ktoś ma ochotę na niskopoziomowy interfejs ASIO4ALL stworzony właśnie na potrzeby Windowsa to bardzo proszę, nie ma przeciwwskazań. To (na marginesie) wcale nierzadka sytuacja, gdy DAC dopiero z AISO pozwala odtwarzać materiał o wyższych parametrach (np. obsługa DSD).

Można, ale z czasem (wydaje się) nie będzie sensu bawić się w takie konfigurowanie. Do tej pory obsługa audio w Windows daleka była od doskonałości – nie, to za delikatne stwierdzenie – to był totalny chaos i bałagan, prowadzący często do problemów z odtwarzaniem dźwięku. Dropy, brak komunikacji system-sprzęt, artefakty… któż tego nie doświadczył? Prawda? Teraz moi drodzy mamy wreszcie to, co trzeba. Systemowe rozwiązanie. Producenci muszą jedynie dostosować swoje produkty do tego, co oferuje Microsoft w najnowszym wariancie 10-ki i zamiast bawić się w konfigurowanie sprzętu (różne wersje ASIO, WASAPI, Directaudio, KS…no straszny mess!). Mamy bitperfect natywnie, bit po bicie, w dowolnej, spotykanej na rynku obecnie jakości oferowanej przez dostarczyciela treści.

Natywnie!

Czy to oznacza, że (jednak) plikowe audio nieuchronnie zmierza do optymalnej z naszego punktu widzenia formy? Muzyki bezstratnie skompresowanej, często o parametrach wyczynowych (hi-res), dostępnej w streamie? UAC 2.0 w Win właśnie to sugeruje, widać, że do tego zmierzamy. I dobrze! Bo plikowe audio, które jest przyszłością dystrybucji muzyki musi dążyć do perfekcji. Do stania się bezsprzecznie, bezdyskusyjnie najlepszym medium dla sygnału audio. Czekamy na ruch producentów sprzętu audio oraz dystrybutorów treści. Niech strumień o jakości (co najmniej) płyty CDA stanie się standardem, a hi-res (także to wyczynowe tj. DXD/DSD) będzie nie tylko ciekawostką, a ogólnie dostępnym dobrem dla zainteresowanych. Najlepsze realizacje, najlepsze materiały źródłowe… dzięki Internetowi każdy będzie mógł spróbować. Jak mp3 wystarczy, to wystarczy, a jak nie… to włączymy sobie usługę streamingową lub wdepniemy do sieciowego kramiku i hulaj dusza.

No to gramy hiresy na PC bez kombinowania :)

Poniżej (&powyżej) zdjęcia po upgrade naszego redakcyjnego PC. Z niepodpinanym wcześniej (a więc nie identyfikowanym, bez wgranych sterów) przetwornikiem iFI nanoDSD LE. Plug&play. Wreszcie.

» Czytaj dalej

Konkurs @ 6-lecie. Wyniki I edycji. Dogrywka! Pylony Opal dla Wieszcza

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-05-05 o 20.59.58

UWAGA, UWAGA mamy zwycięzcę! Nadal nie mogę do siebie dojść po ocenie nadesłanych prac. Nadal. Kojarzycie może Pana Sroczyńskiego? Mhm, to ten co kolekcjonuje w naszych konkursach kolumny Pylona. Zgadnijcie kto wygrał Opale… no właśnie. Sitwa, ustawka, granda! ;-) A serio, Pan Józef Sroczyński dał czadu. Konkretnie. I cóż… wynik nie mógł być inny. W końcu poezja muzyką duszy jest… nie? Mhm!

Zamieszczam w całości poemat, który jasno pokazuje, że mamy oto nowego (audio)Wieszcza:

 

Audio za 10 lat.

 

Niczym skrzydła rozpostarta

U mych stóp szeroka scena

Gdzie dźwiękami imć Mozarta

Gra orkiestra, której nie ma.

 

Gdzieś tam jednak kiedyś była

Lecz dziś cyfrą jest jedynie

W chmurach się usadowiła,

Z chmury do mnie prosto płynie.

 

Wszyscy mają już streamery,

Po co inne mieć nośniki?

Taniej jest wszak, będę szczery,

Ściągać z internetu pliki.

 

A że proste to równanie,

To i producenci sprzętu

Dorzucili streamowanie

Do każdego elementu.

 

Tyle więc w temacie źródeł,

Trochę mało, ale zawsze.

Żeby nie popadać w nudę

Spójrzmy na sprawy ciekawsze.

 

Z głośnikami co się dzieje?

Czy to poszło w dobrą stronę?

Jeden się z nich głośno śmieje

Drugi bierze je w obronę.

 

Wszak tu nie ma rewolucji.

Zmiany idą, lecz powoli.

W stylu raczej ewolucji,

I po prawdzie to nie boli.

 

Tu materiał na membrany

Urwał się z innej planety!

Tutaj skrzynka niebywała!

Czy to dużo? No, niestety…

 

Za to grają coraz lepiej.

Zwykły przecie to tok rzeczy.

„Jak nie zmieniać, to ulepszyć”

- naturalne prawo skrzeczy.

 

Taka prawda więc, Dekado

Gdy nadchodzisz powolutku -

audio zmienia się niemrawo

Chociaż nie ma z tego smutku.

 

Wszak tu chodzi o słuchanie,

O zachwyty pośród ludu.

Wciąż wybrzmiewa jedno zdanie:

„Słuchać dźwięków na kształt cudu”.

 

Skoro cel przyświeca znany

Od wielu dziesięcioleci

Wielkich zmian nie uświadczamy

Mimo, że kolejne leci.

 

To co myślę – rzekłem szczodrze.

Co by gawiedź nie szemrała

Za lat dziesięć będzie dobrze

- wciąż muzyczka będzie grała.

                                                    Józef Sroczyński

 

BRAWO! OKLASKI! Kolumny trafiają do Pana. Znowu.

AKTUALIZACJA: Dziękuję za zainteresowanie, za nadesłane odpowiedzi. Wśród osób, które wzięły udział w konkursie, dwóm udało się odpowiedzieć na kolejno 5 oraz 4 z 6 pytań poprawnie, przy czym jednej z tych osób należą się szczególne brawa za bardzo wnikliwe, kompleksowe podejście do sprawy (widać, że opierała się w swoich odpowiedziach także na własnym doświadczeniu z zakresu PC Audio). Pozostali uczestnicy popełnili więcej błędów, albo ich odpowiedzi były niewystarczające, zdawkowe. Pytania okazały się sporym wyzwaniem (takie było zamierzenie). Ci, którzy zadali sobie trud i byli naprawdę blisko zostaną uhonorowani przyznaniem drugiej oraz trzeciej nagrody, tzn. słuchawek RHA CL750 oraz Chromecasta Audio, nagród, które trafią do finalistów… pierwszej edycji konkursu.

 

Oto oni:

Pan Sebastian – nagroda, słuchawki RHA CL750 trafi do Pana po skontaktowaniu się z nami na priv, informację o wygranej wysłaliśmy pocztą elektroniczną

Pan Janusz – nagroda, Chromecast trafi do Pana po skontaktowaniu się z nami na priv, informację o wygranej wysłaliśmy pocztą elektroniczną

 

Oczywiście uhonorowaniu mogą bez przeszkód wziąć udział w dogrywce, tj. drugiej edycji konkursu. Rzecz jasna nagroda główna jaką są Pylony Opal to coś, o co powalczą wszyscy zainteresowani. Tym razem będzie o tyle łatwiej, że zamiast pytań konkursowych pobawimy się w przepowiadanie przyszłości segmentu audio. Ni mniej, ni więcej, trzeba będzie wykazać się lekkością pióra i krótko, acz treściwie, odnieść się do następującej kwestii:

Jak, Twoim zdaniem, będzie wyglądało audio za dekadę?

Wszelkie chwyty dozwolone, wspominałem o piórze, ale może być multimedialne show, no dowolna forma, aczkolwiek najistotniejsza będzie treść. Czytaj: niebanalny, intrygujący koncept futurologiczny, wypowiedź o tym, co przyniesie nam przyszłość, wydawać by się mogło niedaleka, ale patrząc przez pryzmat rozwoju technologicznego, zmian jakie dotykają branżę… no właśnie. Popuśćcie zatem wodze fantazji i dajcie czadu! Macie czas do końca miesiąca, tzn. do końca czerwca. Rzecz jasna opublikujemy zwycięską przepowiednię na łamach HDO.

 

 

Narody to:

- zestaw głośnikowy Pylon Audio Opal Monitor w wybarwieniu wenge prosto z fabryki (patrz nasza recenzja). Nadal walczymy o główną nagrodę!   Już nie, patrz wyżej :)

- słuchawki dokanałowe RHA CL750 (patrz nasza recenzja) Gratulacje dla Pana Sebastiana!

- streamer Chromecast Audio wersja kontynentalna (patrz nasza recenzja) Gratulacje dla Pana Janusza!

 

Podziękowania dla producenta kolumn, firmy Pylon Audio, fundatora nagrody głównej. W przypadku CL750 wylosowany otrzyma egzemplarz po naszych testach (przyjechał do nas wprost od producenta, bez obaw, to nówka sztuka). Dostaliśmy, chcemy żeby komuś dobrze służyły… Wreszcie Chromecast, nówka peweks, ufundowany przez nas.

 

 

 

Zdrowe zasady, które ujmę poniżej, całej naszej konkursowej zabawy brzmią następująco:

nagroda jaka jest każdy widzi, to znaczy nie ma opcji by było coś innego, niż w tytule wpisu stoi, żadne walory, paciorki, waluty nie wchodzą w grę, każdy z fantów wysłany jest z adresu redakcji, albo producenta na koszt redakcji lub producenta, uczestników weryfikujemy po adresie mailowym. Jeden człowiek = jedna szansa, o wynikach poinformujemy w czerwcu, wreszcie zastrzegamy sobie prawo zmiany ustaleń wedle uznania*, obligując się do poinformowania zainteresowanych.

* ano stało się… mamy dogrywkę jw. :)

Odpowiedzi przesyłajcie na skrzynkę redakcyjną: antoni.wozniak @ hd-opinie.pl

» Czytaj dalej

Grafenowe słuchawki. Hit? Kit? Przełom w technologii głośnikowej?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
MTAyNHg3Njg,15794984_15794946

Kickstarter. Dwa produkty. Grafen. Zalecana ostrożność? Z pewnością. Co łączy te dwie kampanie? Przede wszystkim wykorzystanie najnowszej technologii w kluczowym elemencie każdego audio efektora – głośniki wbudowane w tytułowe słuchawki wykonane są z grafenu. Każdy słyszał o tym, wywołującym ogromne zainteresowanie i nadzieje materiale. Grafen jest ultralekki i ultrawytrzymały. Interesują się nim praktycznie wszystkie branże, w tym także branża audio. Cóż, trudno się dziwić, bo materiał może stanowić, jako budulec, przełom w konstrukcji głośników. Tak, mam tu na myśli membrany. Kluczowy element każdego głośnika. Do tej pory niewiele się zmieniło w tym aspekcie, od lat mówimy o stagnacji, o braku jakiegoś radykalnego przełomu w zakresie materiałowym. Owszem, pojawiają się ewolucyjne zmiany w znanych (od dawien dawna) technologiach wytwarzania membran głośnikowych, ale to nie jest jakaś radykalna zmiana jakościowa, to usprawnienia, polerka… brak tu zupełnie nowego patentu na sposób reprodukcji dźwięku. Niektórzy wręcz stwierdzili, że niczego nowego nie da się  wymyślić. Mhm, akurat…

Te dwie konstrukcje mobilne: jedna wokółuszna, druga dokanałowa mogą być antytezą powyższego sformułowania. Mogą. Dzięki nanotechnologii, egzotycznemu (póki co) grafenowi można wykonać superwytrzymałe membrany głośnikowe, które dzięki swoim właściwościom pozwalają uzyskać teoretycznie dużo lepsze parametry od wszystkich wykorzystywanych do tej pory materiałów. Mylar, celuloza, aluminium, kevlar itd. itp. niczego, ponad to, co uzyskano do tej pory, nie zaoferują w zakresie reprodukcji dźwięku. Grafen daje nadzieję na prawdziwy przełom. Właściwości tego materiału pozwalają m.in. na prawdziwy przeskok w przypadku produktów mobilnych, korzystających z energii zgromadzonej w akumulatorze. W przypadku grafenu można radykalnie obniżyć potrzebne do napędzenia głośnika opartego na grafenowej membranie napięcie. Efektywność jest tu na zupełnie nowym poziomie, taki głośnik w odróżnieniu od tradycyjnego nie traci 99% energii jaką dostarcza wzmacniacz. Efektywność jest tu kilkudziesięcioprocentowa! W zależności od technologii można uzyskać odmienne rezultaty, tak czy inaczej to zupełnie nowa jakość.

Nie dziwi zatem, że to właśnie „gorący” segment słuchawkowy jest w awangardzie, to tutaj prawdopodobnie jako pierwsze pojawią się produkty oparte na grafenie. Co więcej, będą to konstrukcje mobilne – bo tutaj możemy spodziewać się bardzo konkretnego progresu, właśnie w zakresie długości pracy na baterii (nawet mimo braku postępu w technologiach związanych z akumulatorami – choć tutaj też, może się ten postęp dzięki grafenowi dokonać). Te dwa projekty właśnie nie przypadkowo należą do segmentu bezprzewodowych słuchawek na wynos. Oczywiście należy do tematu podchodzić z ostrożnością, bo po pierwsze crowfunding, po drugie nowa, jeszcze słabo rozpoznana w branży (przy czym mówimy tutaj o ludziach, którzy tworzą coś nowego, to naturszczycy, nie stoi za nimi potencjał wielkiej korporacji, doświadczenie jakiegoś dużego producenta audio), po trzecie efekt może być daleki od tego, co pokazują reklamowe foldery.

 Tak, to ten symbol właśnie. Grafen na muszli i w muszli ;-)

Słuchawki wokółuszne ORA korzystają z opracowanego przez twórców GraphenQ, materiału zoptymalizowanego pod kątem wykorzystania w takiej aplikacji. To lekka konstrukcja, przypominająca (formą) przetestowane u nas Furutechy (ADLe H128), wyposażona w sterowanie dotykowe na muszli (coś, co okazało się całkiem wygodnym patentem vide bezprzewodowe H8 firmy B&O) oraz system aktywnej redukcji ANC. Nie ma tutaj Bluetootha 5.0 (dokanałówki to mają), to co robi(ć) ma zasadniczą różnicę, to wspomniany grafen. Ludzie, którzy stoją za tym projektem, skupiają się na jakości dźwięku, na właściwościach brzmieniowych – te mają być na poziomie nieporównywalnym z klasycznymi rozwiązaniami, jakie oferowane są obecnie w modelach wykorzystujących tradycyjne membrany. To ma być przełom w zakresie reprodukcji dźwięku. Dużo lepsza efektywność, skokowo lepsza wytrzymałość grafenowej membrany, mają przekładać się na dużo lepszą pracę całego układu – membrana ma pracować znacznie bardziej precyzyjnie, znacznie szybciej reagować na sygnał, co zdaniem twórców przełoży się na zniwelowanie błędów w transmisji, lepszą rozdzielczość, dokładniejsze reprodukowanie muzyki. Czy faktycznie tak będzie przekonamy się za parę miesięcy (na marginesie, takie konstrukcje, podobne do opisywanej, mogą pojawić się jeszcze w bieżącym roku). Mają to być pierwsze takie, grafenowe słuchawki na świecie. Za projektem stoją duże amerykańskie uczelnie. Wiadomo, autorytet placówek naukowych ma budować wizerunek tego produktu.

W przypadku IEMów (Zolo) Liberty+ mówimy o czymś (jeszcze) bardziej awangardowym, bo zastosowano tam BT 5.0 (łatwiejsze i pewniejsze, stabilniejsze parowanie, jeszcze mniejsze zapotrzebowanie energetyczne modułu, lepszy zasięg), wprowadzono integrację popularnych asystentów (Amazon/Google/Apple) wreszcie w prawdziwie unikalny sposób ZMINIATURYZOWANO same doki. Słuchawki są wielkości koreczków (zatyczek) do uszu. To robi na mnie największe wrażenie w tym projekcie. To i wynikające z zastosowania membran grafenowych właściwości konstrukcji – mimo maksymalnej miniaturyzacji (popatrzcie jak wielkie, zazwyczaj bardzo widoczne i niekoniecznie wygodne są dotychczasowego produkty tego typu) te IEMy mają działać 3.5 godziny! To właśnie ten przełom. Ktoś powie krótko, ja powiem długo (o ile właśnie okaże się to prawdą, potwierdzone w testach), bo tu mamy coś, co gwarantuje najwyższy możliwy komfort użytkowania. Moim zdaniem to kluczowa cecha tego produktu. Idealne w zakresie dopasowania do kanału usznego słuchawki bezprzewodowe, dodatkowo nie mające (w odróżnieniu od konkurencji) negatywnego wpływu na nasz wygląd. Całkowicie neutrualne w tym zakresie, transparentne wręcz. Taka skala miniaturyzacji byłaby zwyczajnie niemożliwa bez zastosowania obu tych technolgii – tj. nowy Bluetooth oraz grafen. Redukcja zapotrzebowania na energię w tym projekcie z pewnością stanowiła główne wyzwanie dla inżynierów. Natomiast celem nadrzędnym była wg. mnie maksymalna miniaturyzacja. Nie jakiś wyczynowy czas działania na baterii (przewidziano najsensowniejszy patent, wzorując się na innych – etui/power bank z zapasem… aż 48 godzin doładowania… a nie jest to cegła z wielkim akumulatorem, tylko niewielka, podobna do innych tego typu, konstrukcja), a właśnie wygoda związana ze „zniknięciem” słuchawek. Są miniaturowe i są ultralekkie. Prawdopodobnie w ogóle nie czuć, że siedzą w uszach (oczywiście poza separacją od otoczenia).

Ok, to powyżej, to mój opis tego, co proponują w ramach crowfundingu pionierzy grafenowych słuchawek. Poniżej informacje opublikowane przez projektantów opisanych powyżej nauszników oraz IEMów, w języku Szekspira, w oryginale. Szczególnie wiele ciekawych, szczegółowych danych nt. konstrukcji umieściło ORA…

PS. Nie daję żadnych namiarów na kampanie, bo nie jestem naganiaczem. Jak ktoś się zainteresuje, to bez trudu znajdzie :)

 

 

LOUDSPEAKER HISTORY

Many of the recent advancements in loudspeakers and headphones have focused on the addition of digital processing (DSP). While DSP is a powerful tool, it can only act as a Band-Aid to mask the inherent performance issues of this century-old technology. ORA, instead, applies its expertise in nanotechnology and materials science to fundamentally improve the core of the loudspeaker and provide a level of quality and efficiency not possible from other consumer technologies.

 

Zwięzłe, syntetyczne ujęcie kolejnych etapów postępu technologicznego w branży audio. 

  » Czytaj dalej

HiFiMAN SuperMini – hiresowy iPod Nano. DAP nie musi być cegłą

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170512_185630342_iOS

Audiofilskie DAPy są w większości koszmarnie nieergonomicznymi klockami. Na bakier z wygodą, na bakier z czasem pracy na baterii, na bakier z obsługą… To wszystko jest rzekomo mniej istotne od dźwięku. Tak, dźwięk, jego jakość ma nam niejako wynagrodzić niedostatki w zakresie użytkowym, pozwolić na wymazanie z pamięci tego, co powyżej. Powiem wprost i może nawet nieco brutalnie – to nie działa. Nie działa, bo mówimy o elektronice UŻYTKOWEJ, gdzie liczy się suma elementów, a nie jeden element. To nie stojący w pokoju, może koszmarnie za duży, może strasznie ciągnący prąd z sieci, może z jakimś idiotycznie nieergonomicznym właśnie pilotem klamot, który jednakowoż przenosi nas do krainy szczęśliwości, natychmiast gdy tylko go odpalimy. Taki DAP to sprzęt, który musi sensownie się sprawdzić w zupełnie innych okolicznościach przyrody. Nawet jeżeli mówią, że to jedyne źródło (cyfrowego) audio, jakie potrzebujesz, czytaj możesz wykorzystać możliwości mobilnego grajka także w domowych pieleszach. Może przy okazji, ale przecież to ma być na wynos, prawda?

To jedna strona medalu. Druga to coś, co mnie nieodmiennie dziwi i do dzisiaj właściwie nic takiego, masowego, świetnie wykonanego, gdzie przyłożono się do każdego szczegółu, nic takiego na rynku się nie pojawiło. Tak, mam na myśli iPoda. To nie audiofilska maszyna do przeniesienia nas do audionirvany, a masowy produkt, który swego czasu wyznaczał kierunek rozwoju całej branży (bo rewolucja iTunes, bo rewolucja mobilnego słuchania, bo słuchawki). Dzisiaj Apple traktuje iPoda wyraźnie po macoszemu, nie przykłada większej wagi do rozwoju tego segmentu i trudno się dziwić. Sprzedaż spada od wielu, wielu lat, nikt już nie chce, nie potrzebuje osobnego grajka. Nie potrzebuje, bo strumieniuje i ma telefon. Koniec, kropka, amen. Tak, to zrozumiałe, że iPod to już historia (sentymenty na bok), ale zagadką pozostaje dla mnie fakt, że żaden z producentów audiofilskich playerów nie zadał sobie trudu by stworzyć coś tak dopracowanego pod kątem obsługi (łatwość / jednolity interfejs – sposób sterowania / rozbudowany ekosystem) oraz tak zbudowanego (cholera, dlaczego nie można w playerze za 2k znaleźć stalowego, monolitycznego gniazda jack, dlaczego obudowa nie jest unibody, dlaczego ekran pod kątem jest do niczego, dlaczego…). Tego nie jestem w stanie pojąć i dalej czekam na coś, co jest właśnie takie jak iPod – od A do Z dopracowane w zakresie obsługi, budowy, materiałów. Plastik? Jaki plastik do k… nędzy!

No dobrze, to może jednak nerwosolku? A chętnie, a przechodząc do meritum… HiFiMAN SuperMini, bohater dzisiejszego wpisu, to prawie w pełni udana próba stworzenia hi-resowego odpowiednika iPoda Nano. Prawie. Jest blisko, bo metal, bo OLED (tu lepiej), bo ładnie spasowane ale… są pewne ale, o których przeczytacie za moment. Jest dobrze, ale może być (a niewiele brakuje) właśnie tak, jak być powinno. Idealnie – znaczy się. Nie powinniśmy zadowalać się (w przypadku DAPów) półśrodkami, godzić się na kompromis. Nie! Taki grajek ma nas w maksymalnie komfortowy sposób przenieść do krainy dźwięku znanego z dużego stereo, z naszego HiFi toru i tak to ma wyglądać. W dziedzinie dźwięku tak zazwyczaj jest. HiFiMANowe odtwarzacze wraz z tymi od literek A i K wyznaczają niewątpliwie najwyższe kompetencje w tej materii. Testowaliśmy na łamach takie dziwa jak grajek za ponad 10 tysięcy (potocznie tzw. superkałach) i tam faktycznie od strony brzmieniowej NIC nie brakowało. Fajne jest to, że miniaturyzacja (sorry, ale przenośnie cegieł nie uznaje, po prostu to bez sensu) poszła tak do przodu, że stworzenie gabarytowego odpowiednika wspomnianego kilkanaście razy ;-) (oj będzie, będzie co chwila przywoływany) iPoda (Nano) jest osiągalne. SuperMini tego dowodem. Najdojrzalszym i póki co wg. mnie najlepszym (choć AK ma w swoim arsenale parę ciekawych produktów z zakresu małe jest piękne i warto będzie zweryfikować).

Zapraszam do bezkompromisowego tekstu poświęconego najambitniejszemu, prawdziwie kieszonkowemu playerowi hi-res jaki znajdziecie w sklepie. Panie, Panowie HiFiMAN SuperMini…

» Czytaj dalej

Chromecast w sprzęcie Japończyków: Onkyo, Pioneer oraz Integra!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
81oNMNBQ8aL._SX522_

Onkyo ogłosiła, że od 25 kwietnia 2017 roku (firmware udostępniano także w maju/czerwcu) dostępna jest aktualizacja oprogramowania urządzeń, która uruchamia wbudowany Chromecast w wybranych produktach przeznaczonych do: reprodukcji kina domowego, stereofonii i LiveStyle wchodzących w skład oferty firmy z lat 2016 i 2017. Chromecast jest platformą streamingową audio, która pozwala na udostępnienie domowym systemom Onkyo, szerokiego wachlarza muzyki, radia internetowego, podcastów i innych programów internetowych, odbieranych przez urządzenia sterujące. Chromecast może być sterowany przez następujące urządzenia: iPad, iPhone, iPod touch, telefony i tablety pracujące na OS Android™ oraz Chromebook’ach™, komputerach Mac, PC z systemami Windows® i Linux, a także dowolnej platformie z przeglądarką Chrome™.

Streaming dźwięku z urządzenia do komponentu jest intuicyjny i natychmiastowy. Kliknięcie ikony „Cast” w aplikacjach Chromecast powoduje przesłanie bezprzewodowe dźwięku do wyspecjalizowanych głośników lub całego systemu audio. Częstotliwość próbkowania przesyłanego sygnału wynosi 48kHz,* czyli nieco więcej niż oferowana przez CD, można nim także przesyłać pliki zapisane w formatach bezstratnych. Użytkownicy urządzeń Onkyo wykorzystując do bezprzewodowej komunikacji dwuzakresowe Wi-Fi 5GHz/2.4GHz, mogą cieszyć się niezakłócaną i stabilną transmisją sygnału pozbawioną buforowania i błędów. Wbudowany Chromecast pozwoli, podczas słuchania muzyki, na korzystanie z innych aplikacji uruchomionych na w telefonie/tablecie. Można będzie swobodnie odbierać połączenia, wysyłać e-maile lub korzystać z gier, bez przerywania odtwarzania. To podstawowa zaleta funkcjonalna tego rozwiązania w porównaniu do popularnego AirPlay’a – technologii z jakiej korzystają użytkownicy sprzętu Apple (point-to-point, ciągłe utrzymywanie otwartej aplikacji odtwarzającej, sturmienie dźwięku muszą przechodzić przez urządzenie, nie ma swobody wykorzystania takiego handhelda, jedynie w przypadku PC/Mac jest to do pewnego stopnia możliwe). Platforma umożliwia równoczesne przesyłanie pojedynczych lub wielu źródeł dźwięku do innych głośników obsługujących Chromecast. Stąd też jest Cast to idealne rozwiązanie wielostrefowe. Do łączenia i przesyłania strumieniowego za pośrednictwem wbudowanego Chromecasa nie wymagane są: ani specjalna konfiguracja urządzenia, ani wprowadzenie hasła, ani proces parowania, a jedyne co jest konieczne to praca wszystkich urządzeń w tej samej sieci internetowej. Niewykluczone (niestety nadal nie udostępniono dokumentacji), że alternatywą dla Chromecasta będzie dopiero co zaprezentowany AirPlay 2 (patrz nasz wpis o nowościach z zakresu audio na WWDC).

Poczynając od 25 kwietnia dostępne są aktualizacje dla następujących produktów Onkyo, aktywujące wbudowany Chromecast:

Amplitunery i procesory kina domowego:
PR-RZ5100, TX-RZ3100, TX-RZ1100, TX-RZ810, TX-RZ710, TX-NR676E, TX-NR656, TX-NR575E, TX-NR555, TX-NR474, HT-S7805, TX-L50.

Hi-Fi:
TX-8270, TX-L20D, NS-6170, NS-6130, R-N855.

LiveStyle:
LS7200, LS5200.

Głośniki bezprzewodowe:
NCP-302

Aby korzystać w wbudowanego i aktywowanego Chromecast w powyższych produktach Onkyo, należy wgrać w urządzenie sterujące aplikację Chromecast i zapewnić by oba urządzenia (podające sygnał i Onkyo) korzystały z tej samej sieci internetowej. Kolejnym przyszłościowym unowocześnieniem pracy systemów Onkyo będzie możliwość wprowadzenie, dzięki Chromecast, sygnału audio w bezprzewodową sieć multiroom, zapewniając słuchaczom jeszcze lepszy dostęp do ukochanej muzyki.

W ramach grupy, Chromecast trafił także do produktów Pioneera oraz Integry. I tak Pioneer Home Entertainment uruchomił funkcjonalność CAST w serii Elite swoich amplitunerów: SC-LX901 , SC-LX801 , SC-LX701 , SC-LX501 , VSX-LX301 , VSX-LX101 , SX-S30 , oraz inteligentnym soundbarze FS-EB70. Poza tym z możliwości strumieniowania ala Google skorzystają również użytkownicy budżetowych modeli AV: VSX-1131 , VSX-832 , VSX-831 oraz streamera VSX-S520, jak również strumieniowców/odtwarzaczy CDA XC-HM86 & X-HM76. Chromecast zagości także w multiroomowym systemie bezprzewodowych głośników MRX-3.

W przypadku Integry odpowiedni firmware trafi do centralek AV: DRC-R1 , DRX-R1 , DRX-7, DRX-5 , DRX-4 , DRX-3 , DRX-2 , DSX-3 jak również będzie obecny w systemie nagłośnieniowym opartym na soundbarze DLB-5.

Sprzęt widoczny jest w aplikacji zarządzającej Google Home (wszystkie główne platform mobile oral komputerowe), wiele z wymienionych urządzeń będzie mogła być sterowana także za pośrednictwem cyfrowego asystenta Google Assistant. W przypadku Google Home dodamy sobie dowolne strumienie (usługi stremingowe), aplikacja pozwoli także na sprawne zarządzanie systemem wielostrefowym. Ważne, że użytkownik nie będzie zmuszony do korzystania z określonego rozwiązania (aplikacja) ponieważ Cast jest już zintegrowany z wieloma aplikacjami streamingowymi. Wybieranie utworów, zmiana natężenia dźwięku oraz podstawowe operacje będą także możliwe za pośrednictwem komend głosowych, dzięki integracji wspomnianego Assistans.

Podsumowując, użytkownicy ww. sprzętu otrzymują potężne rozszerzenie funkcjonalności w zakupionych klamotach. Nigdy wcześniej nie było tak radykalnego, tak kompleksowego rozszerzenia możliwości urządzeń AV w ramach aktualizacji oprogramowania. Dowodzi to jak bardzo zmienia się ostatnimi czasy branża. Testujemy właśnie wzmacniacz od NADa model C338, który w podobny sposób, otrzymał upgrade aktywujący Chromecasta. Jest to także przyczynek do ciekawej, wchodzącej na zupełnie inny, nowy poziom, rywalizacji między gigantami z branży IT. Do tej pory to Apple było niekwestionowanym numerem 1, jego AirPlay był często, gęsto nieodłączonym elementem w wielu produktach audio. Teraz czas na nowe rozdanie. Cast ma swoje niezaprzeczalne zalety, jest prawdziwie multiplatformowy, prawdziwie uniwersalny. Apple ma inną filozofię, inną od Google i na pewno nie otworzy się (tak szeroko) na innych, pytanie czy nie straci prymatu w dziedzinie strumieniowania audio (w bezstratnej jakości) na rzecz Chromecasta. AirPlay 2 ma być możliwy jako upgrade w niektórych produktach, będzie na pewno licencjonowany szeroko (o czym wspominaliśmy), przy czym właśnie… będzie. Cast już jest i z tego co widać idzie jak burza. Zobaczymy kto zdobędzie większą popularność, które z rozwiązań stanie się nowym standardem. Szanse (wg. mnie) są tu mocno wyrównane…

 * Takie informacje podało Onkyo, my wiemy, że Chromecast obsługuje bezproblemowo sygnał 24/96, przy czym te 48KHz może wynikać z obecnych (być może zaraz nieaktualnych) ograniczeń związanych z jakością strumieni w Internecie. W sumie, w przypadku Tidala mówimy o czasie teraźniejszym.

Roon aktualizacja. Zmodyfikowali RAAT …jest TCP! No i jest ROCK! :D

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
rock-psd.png.72982a8d113df586cf3dd957b3281fb9

A to się porobiło, no porobiło! Niby nic, dalej jest 1.3, built jakiś tam 233, a tu nagle bomba… fundament, podstawa, to co stanowi jeden z kluczowych elementów Roona właśnie został radykalnie unowocześniony. Do tej pory korzystaliśmy z protokołu UDP, typowego protokołu streamingowego, funkcjonującego w najpopularniejszych rozwiązaniach AV na rynku tj. AirPlay albo komunikacyjnych tj. Skype. Tyle, że jak wiemy (oj wiemy) to rozwiązanie dalekie od doskonałości. Bardzo dalekie, bo interferencje to chleb powszedni, bo problemy ze stabilnością to wcale nierzadka sytuacja, brak możliwości działania w bardziej rozbudowanych (skomplikowanych) typologiach sieciowych to norma, a do tego jeszcze różne ograniczenia w zależności od przyjętej przez twórców implementacji. Wszystko to przez wybór niedoskonałego UDP, znacznie bardziej obciążającego klienta, TCP jest prostszy, efektywniejszy, dużo mniej łasy na moc naszego CPU. To właśnie z tego rozwiązania korzysta gigant YouTube oraz bezproblemowy (gdzie tylko się nie pojawi, na czym się nie pojawi, to działa bez żadnych „ale”) Netflix. Ważne! To właśnie z tymi strumieniami testuje się każdy konsumencki router. Ma być bezproblemowo i jest bezproblemowo.

RAAT to podstawa, gdy ktoś chce wykorzystać cały potencjał drzemiący w tym front-endzie

Roon Labs postanowiło coś z tym zrobić i zrobiło, ale jak zrobiło! Mamy nową, dużo bardziej zaawansowaną, lepszą metodę komunikacji, przy zachowaniu 100% kompatybilności ze wszystkim co do tej pory wykorzystywaliśmy „pod Roonem”. Mamy oparcie transmisji o protokół TCP. Każdy klamot będzie działał tak, jak działał do tej pory… wróć, będzie działał lepiej, bo będzie korzystał z czegoś co zapewni lepszą stabilność, pewny transfer, możliwość strumieniowania także w mocno rozbudowanych, skomplikowanych sieciach. Bez żadnej ingerencji, ba, można powiedzieć że w pełni przeźroczyście dla użytkownika. Super! Ktoś zapyta – ale jak to w ogóle możliwe. Już tłumaczę, możliwe bo cały pomysł na implementację protokołu TCP opiera się na CORE. Na rdzeniu front-endu. To właśnie tutaj (na komputerze, dedykowanym serwerze …o czym dalej) się dzieje. W przypadku końcówek, end-pointów tak naprawdę nic się (od strony użytkownika) nie zmienia. Odstępstwem jest Bridge, ale Bridge to ponownie komputer, a z komputerem nie ma problemu… zawsze da się to, to zaktualizować, bo dev przygotuje co trzeba (a nie że trzeba będzie czekać, aż firma xyz zauważy że coś nowego się pojawiło, podrapią się po głowie, po pół roku dojdą do wniosku że może warto, ruszą prace i… aaa!). Wszystko co jest RoonReady (obsługuje RAAT), wszystko co działa dzięki wsparciu oferowanym we front-endzie (LMS, Sonos, AirPlay) po tej, fundamentalnej zmianie, odtworzy muzykę jakby nic specjalnego się nie wydarzyło. Cóż, to jest właśnie dobrze napisany kod! I właściwa polityka wsparcia, gdzie wprowadza się nowe bez robienia ludziom pod górę. Brawo!

Niby nic (numeracja, jakby o drobiazgi chodziło), a zmiana fundamentalna dla mechaniki działania front-endu

To najważniejsza, ale nie jedyna nowość. Roon Labs dało radę nowym utrudnieniom jakie wprowadziło Apple (zabezpieczenia transmisji, identyfikacji w ramach Apple ID/ AirPlay) i od teraz każdy ATV (starej czy najnowszej, 4 gen.) działa jako airplay’owy end-point. Nie zdziwię się jak Roon wprowadzi jesienią AirPlay 2. To będzie w ich stylu, dać coś co jest na czasie, coś co otwiera nowe możliwości. Rzecz jasna będzie tak pod jednym, bardzo istotnym warunkiem. Ostateczny głos ma w tej sprawie Apple. Na razie współpraca odbywa się bezproblemowo, co owocuje możliwością strumieniowania w strefach na AppleTV oraz AirPorty Express (jak również wszelkie produkty firm trzecich obsługujące AirPlay). Zobaczymy co będzie dalej, bo niewykluczone że ambicją Apple będzie taka przebudowa iTunes, że… wyrośnie tutaj Roon’owi konkurencja, bo będzie front-end, będzie integracja wszystkiego w ramach pomysłów rodem z Cupertino. We will see.

AppleTV wraca jako airplay’owy end-point do Roona. Strefa gra, najlepiej 2-3 generacja z optykiem i dalej jakiś DAC. Dlaczego w ATV 4gen. to usunęli, komu to wadziło, no naprawdę nie wiem…

Bardzo wiele uwagi poświęcono tagowaniu, zaawansowanej (bardzo) edycji informacji nt. biblioteki audio. To jest coś, co wyróżnia Roona, bo możemy obecnie uzupełnić, albo wprowadzić praktycznie każdą możliwą informację na temat danego utworu, albumu, materiału muzycznego. Można stworzyć katalog, zbiór tak szczegółowy, że nawet w przypadku dziesiątek wydań tego samego kawałka, różnych jego wersji (live / studyjnych) będzie można bez pudła to, to otagować (najpierw auto a potem ręczna korekta), a następnie bezproblemowo nawigować po najbardziej rozbudowanej bibliotece nagrań. To potężne narzędzie dla dłubaczy, silnik opracowany i właśnie rozbudowany przez Roona działa bardzo sprawnie, a wspomniane możliwości edycji każdego bez mała elementu dają pole do popisu dla każdego kto lubi sobie wszystko poukładać na wirtualnej półce. Rozszerzyli obsługę tagów o nowe definicje (od teraz jest także pełna obsługa dla plików z iTunes) oraz konsekwentnie rozbudowują open-source’owy silnik taglib dodając usprawnienia własnego autorstwa, pozwalające na odczyt oraz edycję tagów w Roonie (do tej pory dodano m.in. obsługę plików 2GB, DSD, wave64 etc.)

Trafiona nazwa dla muzycznego OS-a :)

A to jeszcze nie wszystko, bo na koniec pozostawiłem drugą bombę. Roon ROCK to system operacyjny stworzony przez twórców tytułowego front-endu. Własny system. Lekki, szybki, wyspecjalizowany. Ma grać najlepiej jak się da w PC Audio, ma grać własny (raj dla DIY) system komputerowy, albo gotowy (bo Roon oferuje firmowego NUC-a – zaprezentowanego w Monachium Nucleusa). Jak ktoś chce się bawić w składanie swojego audio komputera to ma właśnie coś, co pozwala stworzyć wg. mnie idealny serwer audio, idealną końcówkę komputerową audio… Wspominałem o ekosystemie Roona. Tak, to jest ekosystem, bardzo wyspecjalizowany ekosystem, unikalny, gdzie liczy się dźwięk, muzyka. Tylko i aż. Takie nano pecety mogą skutecznie rozwiać obawy tradycjonalistów, dla których jakiś tam PC obok stolika audio to profanacja, to zło konieczne, to zło wcielone. Mała kostka, która „ogarnia” plus dowolna metoda, najbardziej użyteczna, najprzyjemniejsza dla użytkownika i już temat PC Audio mamy w pełni poskromiony. To ma sens! ROCK to coś więcej niż tylko rozwinięcie serwerowego oprogramowania, jakie można było sobie zainstalować na dowolnym komputerze (bez interfejsu graficznego, bo ten w serwerowym oprogramowaniu zwyczajnie niepotrzebny), czy NASie. To system. Bez zbędnych obciążeń, bez marnacji zasobów (w dedykowanym urządzeniu jakiś system musiał przecież do teraz śmigać). Musiał śmigać, ale już nie musi.

NUC od Roona

Bo jest ROCK. Yeah! Dają czadu, jw. dobrze dobrana nazwa. Bardzo dobrze :) To teraz solówa! Dla ambitnych, ze smykałką do majsterkowania, coś czuję, że za moment zobaczymy całkiem odjechane projekty.

 

PS. Nie wiecie co zrobić ze starymi, aktywnymi kolumienkami pod PC? Takimi jak całkiem fajnie grające T20 Creative’a? Zamiast się kurzyć, albo zamiast sprzedawać za grosze, wystarczy Roon i iCoś tam i mamy patent na strefę. Dowolny (serio, nawet bardzo leciwy) iPad, (iPod Touch czy iPhone**) i -jak na razie- Squeezepad, a za moment (czekam na to, bo pingwina mam od …bo ja wiem… 4 lat z okładem) iPeng – aplikacje przemieniające waszego starego iCoś tam w Squeezeboksową końcówkę, w end-pointa działającego pod Roonem. Wystarczy zainstalować, dać namiar na komputer z Roon Core (albo serwer whatever), a w Core dać wajchę na on w setupie (obsługa SB). I już. Tak właśnie ratujecie takie T20 przed zapomnieniem ;-) tworząc sobie strefę adhoc. Gdziekolwiek w chałupie. Fajne? Fajne. Można za grosze zbudować sobie multiroom, wykorzystując jeden z wielu ficzerów Roona. Ot tak po prostu. I nie zapominajmy, że taka strefa może być całkiem HiFi, bo zamiast T20 może być cyfrowo podpięty pod (jak staroć to staroć, nie?) 30 pinowy interfejs DAC* via CCK, a dalej właśnie całe HiFi może nam nawet zagrać , bo czemu by nie? iPad da radę 24 bity przesłać, zresztą iPhone i iPod też to potrafią, ale iPad jeszcze 96KHz wyrzuci po cyfrze na tego DACa (grajek i telefon maks. 48KHz).

*Tak, takiego właśnie, jak testowany iFi nano iDSD LE.

**tu będzie potrzebny iPeng

Przepis na 1-2-3? Bardzo proszę:

1

2

3

To trzy przed chwilą zagrało u naszego Czytelnika. Trzymam kciuki za team szlifujący wsparcie dla iPenga (ma być tuż, tuż), a tymczasem można wykorzystać każdego iPada/iPoda/iPhone w roli sieciowego odtwarzacza. I (jak wyżej) strefy sobie tanim kosztem stworzyć. A stare klamoty, audio graty, niech się nie kurzą, tylko niech zagrają. Choćby w miejscu medytacji, albo na ganku, albo na strychu, no gdziekolwiek przyjdzie nam na to ochota.

Kompendium informacji o Roonie, nasze testy, opisy, poradniki nt. front-endu znajdziesz pod tym linkiem, pod tym oraz pod tym a także tutaj i tu. I jeszcze o tu.

AirPlay2, czyli AirPlay na nowo oraz FLAC w iOS11!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
FullSizeRender

Napiszę też coś o HomePodzie, ale niekoniecznie w kontekście brzmienia (które, jak oceniają koledzy z Whats HiFi jest mocno basssowe*). Zacznijmy jednak od czegoś znacznie ciekawszego, co jasno wskazuje, że Apple otwiera się na zmiany i (faktycznie) myśli o dźwięku lepszej jakości. Beta iOSa 11 zawiera oficjalne wsparcie dla audioplików FLAC. Nie wprost, bo trzeba chmury (ładujemy FLACzki na iCloud Drive i strumieniujemy wprost na urządzenie, bez konieczności instalacji dodatkowego oprogramowania). Wreszcie, natywnie, będzie można odpalić sobie muzykę w najpopularniejszym formacie bezstratnej kompresji. Czy to zapowiedź zmian w całym ekosystemie, zastąpienie stratnej kompresji AAC przez coś, co stanowi standard na rynku? Cóż, Apple ma swoje formaty lossless (ciężki AIFF, lekki ALAC), które jednakowoż nie zrobiły kariery (rynek masowy), a nie zrobiły bo samo Apple nie było zainteresowane. W iTunes Store maksymalnie możemy sobie ściągnąć przygotowane z najlepszych materiałów Remastered for iTunes, przy czym nadal jest to AAC 256kbps. W Apple Music to samo. Nie zapominajmy, że pewnym ograniczeniem dla ewentualnych zmian jest/będzie Bluetooth… coś, w co Apple bardzo mocno się zaangażowało (bo słuchawki). Jakoś nie widać na razie chęci radykalnej poprawy transmisji przez sinozębnego. Chyba, że …W1 to coś, co w zanadrzu kryje potencjał (obsługi) dużo lepszych protokołów transmisji. W końcu za rogiem czai się BT 5.0, a tam to już takie rzeczy (zasięg, szybkość, wielokanałowość), że… kto wie, kto wie, może wszystko nagle się radykalnie zmieni. Tyle, że raczej nie „jutro”, a bardziej pojutrze.

Klucz do nowego otwarcia na audio w Apple

A to dopiero początek. Będą wszyscy liczący się na rynku. To przesądzone. Tutaj jednak oznacza to nie tylko licencję, ale wybór określonego ściśle ekosystemu. O to toczy się gra…

Moje źródła nie myliły się w sprawie nowego AirPlay’a, ciekawe czy sprawdzi się kolejna z zapowiedzi: zupełnie nowe iTunes Store, przebudowa Apple Music oraz… last but not least przebudowa wymagającego pilnej modernizacji iTunes app. To ostatnie może w ogóle wyjść Apple na zdrowie, bo jeżeli jest Files, jeżeli są nowe możliwości pokrewne innym systemom w najnowszej wersji iOS to… po co komplikować życie użytkownikom takim anachronizmem (ociężałym kombajnem) jakim niewątpliwie jest obecne iTunes. Podział? Mhm. Możliwość rezygnacji z używania firmowego software „zarządzającego” na komputerach? Właściwie czemu by nie? Przy czym iTunes nie zniknie, a ma się przekształcić w bardzo zaawansowany front-end multimedialny, do zawiadywania strefami, do obsługi obrazu i dźwięku, bez serwisu, bez zdjęć, bez tworzenia kopii, bez zgrywania aplikacji z urządzenia etc. Bez. To plus lepsza jakość dźwięku. Brzmi intrygująco i pasuje do tego, co obserwujemy, do zmian jakie Jabłko właśnie wprowadza w tym zakresie. Nie zapominajmy zatem o droższym, ale zdaniem Apple dużo lepiej grającym, głośniku HomePod, o zmianach jakie wprowadzają w całej linii sztandarowych produktów (iPhone, iPad oraz Mac): kwadrofonia (iPady), „ulepszone” stereo (nowe telefony, komputery – to fakt), prymat transmisji cyfrowej (iPhone/Mac) wreszcie duża waga przywiązywana do nowych generacji słuchawek (i głośników)… To wszystko się zazębia i nowe iTunes wpisuje się w te zmiany, w usprawnienia. 

Pamiętajmy, to przede wszystkim hub dla całego ekosystemu, terminal, mimo że Apple twierdzi inaczej ;-)

Boombox by Apple a może raczej Apple_box ;-)

Zmądrzeje w końcu? Siri jest absolutnie kluczowym elementem. W naszym kraju będzie to produkt …wybrakowany

Ten Pan i ta Pani gadają do głośnika, bezpośrednia interakcja między ludźmi i tak już zamiera, a będzie jeszcze gorzej. No, może multiroom nieco uratuje kontakty międzyludzkie (tryb walkie-talkie) ;-)

Nowe HomePods będą – właśnie – mogły grać w stereo, będą dopasowywać się do akustyki pomieszczenia, mają wg. Apple pokazać, jak ważne dla firmy (dyżurne u nich zwracanie uwagi, że to ich DNA) jest audio, że muzyka stanowi kluczowy element w planach biznesowych firmy. Faktycznie Apple Music to jedna z kluczowych usług, a usługi przynoszą Apple bardzo konkretne korzyści, to tu notuje się największy wzrost dochodów. To jest przyszłość. Zarobić ponownie na tym samym, tyle że oferowanym w lepszej jakości – to kusząca perspektywa i Apple na pewno będzie zainteresowane, by wykorzystać swoją pozycję, swoje możliwości, aby móc zarobić, konkretnie zarobić. Streaming HiFi może i zapewne będzie droższy. Możliwość przechowywania własnych kolekcji muzycznych w chmurze (tak, tak iTunes Match się kłania, tyle że takie zdefiniowane na nowo tj. porówna to co mamy i zaoferuje naj, naj jakość z przepastnych bibliotek jabłca), w bardzo dobrej, czy wręcz najlepszej SQ… to może skusić wielu, nawet niekoniecznie zainteresowanych nowym głośnikiem, ba nawet takich, którzy alergicznie reagują na słowo na A. ;-) Tutaj będzie się liczył dostęp do treści, a mówiąc wprost oferowana przez Apple muzyka, oferowana na wyłączność, tym razem w docelowej (nazwijmy to tak właśnie) jakości. Firma ma największe możliwości w tej materii, ma wielu wykonawców na wyłączność, może praktycznie każdego kupić. To siła, której nikt nie może lekceważyć.

AirPlay 2 to po pierwsze …AirPlay. Protokół transmisji, który o ile będzie wspierany w danej aplikacji odtwarzającej jakiekolwiek dźwięki, pozostanie sposobem na strumieniowanie bezdrutowe dźwięku z transportu  pomocą kontrolera (iCoś tam, względnie Mac) na klamot, głośnik, słowem: obsługiwany sprzęt audio wprost z sieci. Obsługiwany to słowo klucz. Producenci już zapowiadają aktualizacje wielu swoich produktów, które mają w ramach upgrade otrzymać możliwość grania via AP2. To dobra informacja dla użytkowników, pytanie jak szeroko to pójdzie, jak wiele sprzętu zostanie zaktualizowane. Rzecz jasna samo AirPlay pierwszej generacji nie umrze, nie zniknie, będzie nadal częścią systemów Apple. Gorzej wygląda kwestia stacji sieciowych, popularnych AirPortów (Express). Te, najtańsze, całkiem sensowne urządzenia klienckie z obsługą jabłczanego protokołu audio raczej nie będzie aktualizowane i wsparcia dla AP2 nie otrzyma. Apple wycofuje się z tego segmentu i chyba nie będzie skłonne zaktualizować swoje (leciwe) routery. Szkoda, bo mamy tam cyfrowo-analogowe wyjście, zupełnie inaczej niż w nowych Makach (tam optyka już nie uświadczycie), no i to względnie tanie jest. Warto nadmienić, że (podobno) AirPlay 2 wymaga bardzo konkretnej specyfikacji (mocy obliczeniowej) i byle co protokołu nam nie obsłuży. Faktycznie Apple TV 4 generacji to 64 bitowy układ A8, podobnie HomePod to 64 bitowa jednostka… A8. Rzecz jasna Siri wymaga, HomeKit też pewnie wymaga, ale nie da się wykluczyć, że AP2 ze swoją transmisją wielostrefową, z zaawansowanym sterowaniem (asystentka plus automatyka) może także mieć swoje niemałe wymagania. Prawdopodobnie (piszę tak, bo nie ma jeszcze udostępnionej oficjalnej dokumentacji) AirPlay 2 zrywa z najpoważniejszym ograniczeniem dotychczasowego AirPlay’a… koniecznością przesyłania strumienia muzyki przez urządzenie (point-to-point). Będzie jak w Cast (Chromecast) – sterujemy z handhelda, ale muzyka streamingowana jest z sieci wprost na end-point (głośnik, odtwarzacz etc.).

Dlaczego duża moc krzemu w sprzęcie z AirPlay2 wskazana? Ano m.in dlatego. Korekcja w czasie rzeczywistym, zaawansowane tryby DSP (popatrzcie na nafaszerowane elektroniką amplitunery AV, teraz da się to zminiaturyzować). Efekty mogą być intrygujące. Bardzo. Przykładowo wyrafinowany silnik DSP jaki wdrożył Roon Labs do swojego front-endu to potężne narzędzie o właściwie nieograniczonych możliwościach. Potrzebuje mocy? Jak najbardziej! Czterojajeczny Core i7 biegający @ 3,5GHz ledwo dyszy przy odtwarzaniu wielokanałowych ścieżek z konwersją PCM-DSD i załączoną binauralizacją (ale co za efekt!). To wymaga sporej mocy, przy czym dzisiaj ta moc często nie lokalnie, a zdalnie jest/będzie dostępna. Przetwarzanie w chmurze będzie czymś, co zapewni nowy poziom możliwości. Już zapewnia.

Będziemy zatem strumieniować z różnych aplikacji, które będą kompatybilne z AP2 i byłoby dziwne, gdyby tych aplikacji było mniej (ze wsparciem) niż jest/było takich, które pozwalają obecnie przesyłać strumienie via WiFi za pomocą firmowego rozwiązania dla transmisji obrazu i dźwięku (praktycznie każda aplikacja multimedialna to ma). Tutaj kluczowymi kwestiami są faktyczne parametry transmisji (tj. przepustowość, niski współczynnik opóźnień, lepsza responsywność w stosunku do AP), zasięg (bywało z tym różnie), obsługa bitperfect (tego AP nie umie) oraz gapless, wreszcie otwarcie na coś więcej niż jakość płyty CDA (16/44). Będziemy zawiadywać wieloma strefami, korzystając z nowego AP skojarzonego dodatkowo z HomeKitem. Co to oznacza w praktyce? Ano takie Apple TV będzie raczej mocno średnim end-pointem (tylko HDMI), ale całkiem sensowną centralką, hubem, zawiadującym licznymi strefami, gdzie grają sobie różne, kompatybilne z nowym sposobem transmisji by Apple, głośniki oraz strumieniowce (end-pointy właśnie). Rozszerzone możliwości kontroli wprost z centrum sterowania w iOS11 to coś, co dopełnia obrazu całości. Przewijający się we wpisie HomePod poza oczywistą funkcjonalnością stanowić będzie albo uzupełnienie (dla ATV**), albo autonomiczny …hub dla innych współpracujących urządzeń (i tych audio i tych z audio nie mających nic, a nic wspólnego). Kluczowe dla Apple jest to, że audio będzie skojarzone z ich HomeKitem, z ich ekosystemem, z ich usługami… O to tu chodzi i do tego to zmierza – mieć coś, co będzie kompletną, całościową odpowiedzią na rozwój automatyki domowej, na IoT, na przetwarzanie w chmurze. Firma zdaje sobie sprawę, że ma wszystkie najważniejsze elementy w ręku i jako jedyna może narzucić na taką skalę swoje rozwiązania. Może i zapewne to zrobi.

Tak Craig, dajecie do pieca. Ostro

 

A to wszystko jeszcze w tym roku. Kiedy? Wrzesień to pierwsza oczywista data, a druga to premiera HomePoda (grudzień)…

 

Uwaga – wpis będzie podlegał aktualizacji. Czekam na dokumentację AirPlay 2.

 

* zapewne demo było właśnie takie umcy, umcy i nie chodzi mi tu tylko o materiał muzyczny (mógł być różnorodny, choć mógł też nie być), ale ustawienia samego głośnika. Ten ma mieć bardzo rozbudowany DSP, gdzie poza korekcją (pomieszczenie), będą jeszcze efekty. Symulacja określonej lokalizacji, jakieś zupełnie odjechane (niekoniecznie sensowne) tryby pracy… to może być taki kameleon, który będzie grał naprawdę odmiennie w zależności od zaaplikowanego sposobu reprodukowania dźwięków. Także z werdyktem bym się wstrzymał, także w drugą stronę (patrz przezabawny termin Retina for your ears… mhm, taaa, jaaasne…)

** AirPlay 2 to nie tylko dźwięk, ale także wideo. Dlaczego o ATV właściwie nic nie powiedziano (poza wzmianką o Amazon Prime?) Cóż, moje źródła mówią: idzie nowe. To nowe ma być dużo potężniejsze, bo ma obsłużyć 4k. Tego 4 generacja nie potrafi. Ma także być przygotowane na VR (po to nowe Maki otrzymały konkretnego kopa w zakresie mocy obliczeniowej (multirdzeniowe CPU, dużo wydajniejsze GPU oraz najszybsze na rynku SSD/hybrydy), by stanowić …narzędzie do tworzenia treści dla VR, a do ich podziwiania na wielkim ekranie będzie potrzebne właśnie nowe ATV). Może do łask wróci także jakiś interfejs dla audio w tego typu sprzęcie (poza HDMI coś dadzą?). End-point z możliwością autonomicznego nawigowania po hajfajowych, czy nawet hajresowych, przepastnych bibliotekach audio nowego iTunes/AM, brzmi całkiem sensownie, nieprawdaż?

Od dzisiaj sporo zmian na HDO! Poniedziałkowa lista przebojów ;-)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170406_113222976_iOS

Trzeba było dograć parę rzeczy. Stąd, ostatnio, mniejsza częstotliwość wpisów (co jednakowoż ma zalety – zamiast prasówek czytacie materiały własne: artykuły, wieści z branży, poruszające tematy ważne, „na czasie”… idziemy w jakość, nie ilość). To się teraz zmieni o tyle, że będzie bardziej regularnie, będziemy w tygodniu publikować określone materiały, a zapowiedź tego „co i jak” od dziś w każdy poniedziałek. Uporządkuje to i ułatwi Czytelnikom śledzenie tego, co nowe na HDO, a niżej podpisanego zobliguje ;-) do trzymania się samonarzuconych ram publikacji.

No dobrze, co nas czeka w najbliższych dniach? Wypunktuje to poniżej, przy czym dodatkowo, we wtorek możecie spodziewać się relacji z dzisiejszej konferencji WWDC. Czasami takie relacje poświęcone nowościom Apple pojawiały się na naszych łamach, jednak nie była to reguła. I …nie będzie. Apple ma przemożny wpływ na wiele dziedzin, w tym także na segment audio i w tym zakresie warto o tym, co w sadzie piszczy, wspomnieć (co zresztą robimy). Jest jednak jeszcze jeden powód dla którego robię wyjątek (a gdzie Google, gdzie Microsoft… ktoś zapyta): firma ma bardzo, powtarzam bardzo mocno zaakcentować swoje zainteresowanie branżą i będzie to coś, co (podobnie jak w przypadku iTunes oraz iPoda) może (może, choć wcale nie musi) mocno namieszać na rynku audio. Stworzenie spójnego rozwiązania z zakresu AV wraz z całym ekosystemem dostarczającym treści przy poważnych (bardzo) zmianach w kramiku oraz w serwisach/usługach. Pomyślcie o Sonosie, pomyślcie o Google, o Amazonie, pomyślcie o lepszej jakości dźwięku, wreszcie o integracji treści (partnerzy) z (wreszcie!) modernizacją protokołów transmisji. Tak właśnie. I nie, nie chodzi tutaj o zapowiadany Sirispeaker, bo głośnik to dopiero początek…


Zostawmy jabłko w spokoju (do wieczora) przejdźmy do konkretów, oto poniedziałkowa lista przebojów ;-) z 05.06.2017, a w niej m.in.:

- Streaming głupcze! NAD C338 

- HiFiMAN SuperMini czytaj hiresowy iPod Nano. DAP nie musi być cegłą.

- Wielki pojedynek na szczycie: 2x MrSpeakers Ether Flow vs. HE-1000 vs. LCD-3!

 

To playlista na najbliższy tydzień. Jak widać będzie różnorodnie, będzie budżetowo jak i haj-endowo, będzie mobilnie i zupełnie nie_mobilnie będzie wreszcie oryginalnie, bo każda z wymienionych publikacji to przykładowo: szczegółowy opis czym jest i czym zaraz będzie wbudowany w NADa CAST;
dlaczego SuperMini sprawdzi się nie tylko na wynos, ale także w domu (z topowymi, stacjonarnymi nausznicami – serio – sprawdziłem to bardzo skrupulatnie!); wreszcie (tekst o topowych orto) kto powinien przejść szybki kurs projektowania (ergonomia) oraz jak wiele można dowiedzieć się o słuchawkach, mając sposobność długiego (i żmudnego, ale jakże przyjemnego) porównania kilku flagowych produktów. To pouczające doświadczenie, bo patrząc przez pryzmat swojej profesji, widzę, że wiele opisów, wiele spostrzeżeń, może być błędna, albo mocno wątpliwa tylko dlatego, że coś zwyczajnie NIE MOGŁO ZAISTNIEĆ, bo zbyt krótko było słuchane, bo zabrakło czasu na rzetelne zaznajomienie się i (właśnie) dogłębne zapoznanie z produktem. To bardzo ważne, a jak dodamy jeszcze te wszystkie aktualizacje, to uzupełnianie, to doskonalenie… Wiecie jak to wygląda w przypadku większości publikacji. Zwyczajnie funkcja czasu oraz zadania sobie trudu przez recenzenta (vide oprogramowanie, usługi, funkcje w nowych klamotach!) aby rozpoznać, opisać i zrozumieć (tak właśnie) z czym ma do czynienia to PRAWDZIWE WYZWANIE.

NA HDO właśnie takie całościowe podejście, rozebranie na czynniki pierwsze danego produktu, pokazanie Czytelnikom potencjału jaki zawarty jest w sprzęcie stanowi esencję. Szczerze? Nie interesuje mnie „przemielenie” kilkudziesięciu skrzynek, dziesiątek słuchawek, tylko po to by „było”, w celu odfajkowania. To sztuka dla sztuki. Długi czas poświęcony czemuś, co właśnie potencjał ma, co trzeba i warto zrozumieć (dotyczy to także efektorów – tutaj wpływ czasu, adaptacji oraz możliwość konfrontacji z innymi produktami jest arcyważna) pozwala na wyciągnięcie sensownych wniosków, na zwrócenie uwagi na rzeczy, które (jakże często czytamy o tym na forach, prawda?) wychodzą „w praniu”. W przeciwnym razie mamy do czynienia z czymś (recenzja), co bardziej jest opisem, informacją branżową, czymś co zamiast dogłębnie, właśnie tylko po powierzchni się ślizga i meritum często nie dotyka. Pamiętajmy o tym, czytając jakiekolwiek publikacje, a szczególnie te papierowe (niestety, tutaj zawsze będzie to migawka), w przypadku internetowych zaś WYMAGAJMY WIĘCEJ! Bo da się, bo można, tylko wypada może mniej, ale bardziej. Właśnie.

I na koniec, jeszcze coś, co pojawi się niebawem (bez określonego czasu publikacji, bo to nie tylko ode mnie zależy):

- Nasze trzy grosze na temat High-endów, czyli o tym, co nam ta wystawa mówi o całej branży

Nie, nie będziemy opisywali dźwięku imprezy, albo najdroższego, albo najdziwaczniejszego, albo najbardziej intrygującego produktu wystawianego w MOC. Postaram się na podstawie tej klęski urodzaju odpowiedzieć na pytanie: dokąd to wszystko zmierza i co to oznacza dla nas, dla kogoś kto chce sobie po prostu czegoś posłuchać.

Mhm, okazuje się, że to nie jest takie proste ;-)