LogowanieZarejestruj się
News

Prawdziwa okazja? Questyle CMA600i po pierwsze amp, po drugie… też amp

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170626_135813646_iOS

Chiny wyrastają na prawdziwego potentata w produkcji sprzętu audio. To już nie jest wytwórca, oferujący tanią siłę roboczą (ta, przestała być na marginesie tania, czy na tyle tania, by kierować się li tylko tym parametrem w doborze partnera przemysłowego), to już nie bezwstydny kopista, to już nie tandeta. Od dawna już nie, a od niedawna chińskie, rodzime marki potrafią sprowadzić do parteru specjalistów z umownego Zachodu. Po prostu robią to lepiej, oferują więcej, dbają bardziej i …jeszcze, choć pytanie jak długo jeszcze, to co wprowadzą na rynek dają w konkurencyjnej cenie. Od dłuższego czasu nie tylko nie reaguje podejrzliwie na „Made in China”, ale wręcz przeciwnie – z zaciekawieniem badam wytwory rodzimej, chińskiej myśli technicznej. To – właśnie – nie są kopie, naśladownictwo, a własne projekty, własne opracowania, coś co pewnie do pewnego stopnia jest wynikiem doświadczeń zebranych przez lata produkcji czegoś, co zaprojektowano na Zachodzie, co zamówiono w chińskiej fabryce, ale też (coraz częściej!) własne, autorskie pomysły.

Wiele z tego, co trafia do Europy wywołuje zdziwienie, zachwyt, a przecież to zaledwie wierzchołek góry… gdybyście odbyli podróż po azjatyckich sklepach, albo sklepach (specjalistycznych) w Australii i Oceanii to… szybko doszlibyście do wniosku, że dzisiaj to, co najciekawsze, najbardziej innowacyjne powstaje wcale nie w Europie, wcale nie w Ameryce, a właśnie tam – w Chinach. Jest tego ogrom (kolega wrócił ostatnio z Antypodów, zahaczył też o Koreę i Tajwan), nieprzebrane morze produktów, z których część uznalibyśmy za awangardowe, za wyznaczające kierunki rozwoju branży. Tyle, że o nich wszystkich na Starym Kontynencie nigdy nie usłyszycie, a nawet jeżeli, to tylko jako wzmiankę, coś na marginesie. Powiem wprost: technologiczne serce globu bije w tych kontynentalnych i tych wyspiarskich Chinach, dodajmy do tego jeszcze hi-techową Koreę i mamy komplet, przy czym ogromny, gigantyczny potencjał przemysłowy, najpotężniejsze możliwości wytwórcze na planecie, jakie ma CHRLD, powodują, że te setki (precyzyjniej to nawet tysiące) marek audio (wyspecjalizowanych, tak, tak wyspecjalizowanych marek audio) to coś, czego nigdzie indziej, w takiej skali, nie ma, nie występuje. Wielkie korporacje, które dzisiaj królują na Zachodzie, siłą rzeczy są zachowawcze, maja globalny asortyment / ofertę, która jest w porównaniu z Państwem Środka mikra, malutka. Tak to obecnie wygląda. Z opowieści osoby nieźle zorientowanej, która dodatkowo miała możliwości zapoznania się nie tylko z rynkową ofertą, ale także zapleczem produkcyjno-projektowym wyłania się obraz prawdziwej potęgi. Dzisiaj to tam powstają innowacyjne pomysły, to tam „się dzieje”. Niebawem odczujemy to wszyscy, bo lokalność (jeszcze) wielkich chińskich wytwórców elektroniki użytkowej za moment przejdzie do historii, za moment to właśnie te wielkie marki będą w centrum, a wraz z nimi pojawią się mniejsze, specjalistyczne, które już dzisiaj mogą zawstydzić asortymentem i pomysłami wielu europejskich oraz amerykańskich producentów sprzętu IT/audio.

Słuchawkowa nirwana


Ten przydługi wstępniak o podróżach i wrażeniach ma uzasadnienie, głębokie uzasadnienie, w kontekście bohatera naszej najnowszej publikacji. Questyle to właśnie taka firma, która nie ogląda się na innych, tylko robi swoje. Robi to na poziomie najlepszych, zachodnich produktów, oferuje produkty na poziomie wysokiej klasy HiFi oraz high-endu w ….bardzo, bardzo atrakcyjnej cenie. Pamiętacie zapewne liczne publikacje na HDO opisujące wybitne klamoty Matriksa? To był (poza topowcami) poziom dobrego, solidnego HiFi, a tutaj mamy rzeczy, które mogą stanowić element dowolnego, nawet wyczynowego toru, bez ujmy dla podpinanych elementów. Aż tak dobrze? Ano, CMA600i w jednej z głównych funkcji, czy (moim zdaniem) kluczowej funkcjonalności, jest urządzeniem, które może swobodnie konkurować z uznanym za najlepszy (taa… rankingi) słuchawkowy amp Bakoonem HPA-21. Też Azja, na marginesie, słuchany przeze mnie niedawno (jak uda się wypożyczyć na dłużej to będzie recenzja), wykorzystuje podobny patent na granie, korzysta z tej samej technologii co tytułowy CMA. Bakoon był „pierwszy” (takie konstrukcje to nic nowego btw, kiedyś tak się wzmaki robiło), Koreańczycy zaoferowali swój produkt parę lat temu (o ile mnie pamięć nie myli AD 2013), parę firm próbowało stworzyć podobne urządzenia, ale dopiero Questyle zaoferował coś, co można uznać za odpowiednik, tyle tylko że w formie rozbudowanej funkcjonalnie, z dodatkiem symetrycznego toru dla słuchawek (HPA-21 jest konstrukcją SE). Zresztą, mniejsza o rankingi i prześciganie się kto bardziej, powiem już na wstępie, niech strzelba wypali, że CMA600i to jeden z najlepszych w skali bezwzględnej wzmacniaczy słuchawkowych, jakie są dostępne na rynku, to przede wszystkim amp, to też bardzo dobry (i na całe szczęście, bo właśnie to stanowi konieczne uzupełnienie tego produktu) pre i dopiero na końcu DAC. Jako przetwornik wypada średnio, to znaczy w cenie 4000 (co to za cena!? Dumping?! Za tyle w Polsce, właśnie za tyle, dzięki dystrybutorowi i chwała mu za to, bo gdzie indziej drożej) to przetwornik bardzo solidny, ale spora konkurencja w tym zakresie cenowym i zwyczajnie można lepiej. Mówię o komputerze, bo SPDIF jest tu niczego sobie. Ale to nieważne, zupełnie nieważne, bo amplifikacja jest tu znakomita i w przypadku pewnych redakcyjnych słuchawek to po prostu „must have”. Idealnie dopasowany partner. Z innymi też pysznie. Także, tak CMA600i wielkim wzmacniaczem nausznikowym jest.

 

A teraz to jeszcze, poniżej, uzasadnię…

» Czytaj dalej

DAP zaklęty w smartfonie: V30 od LG. Trend czy ciekawostka?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
lg-v30-dac-9a433027bfda993fcf620

Parę razy na łamach wspominałem o telefonach z lepszym audio. Tym razem jednak to lepsze jest na poziomie na tyle wyśrubowanym, że warto pochylić się nad tym co przygotowało LG chwilkę dłużej i zastanowić, co to (i czy w ogóle coś konkretnego) oznacza. Warto przy okazji uświadomić sobie, że rynek masowych odtwarzaczy audio właśnie umarł, a to za sprawą definitywnego wycofania się z tematu przez Apple (patrz nasz wpis: iPod RIP). Tytułowy LG i to co przed chwilą napisałem ściśle się ze sobą łączy. Dlaczego? Ano dlatego, że ludzie dzisiaj słuchają… więcej muzyki, a ta jest na tyle łatwo dostępna i na tyle szeroko dostępna, że nie można tego pominąć w biznesowych rachubach. I to właśnie słuchanie „on the go” ma obecnie wyraźny priorytet. Oczywiście to słuchanie ma określoną formę, formę wyznaczaną przez zapuszczony na dotykowym ekranie stream z jakiejś usługi, z jakiegoś serwisu streamingowego audio. To po pierwsze. Po drugie, mimo że widzimy bezdrutową rewolucję, której (zresztą) głównym propagatorem jest wspomniane Apple (wyrugowanie audio jacka w iP7, AirPods, niemal wszystkie BEATSy z bieżącej oferty są bez kabla…), ludzie nadal słuchają muzyki korzystając z przewodowych słuchawek. I to się szybko nie zmieni. Najpopularniejsze na wynos IEMy to w 80% drutowce (via Nielsen), a nie bezdrutowce. Rzecz jasna z czasem udział BT słuchawek będzie rósł (dynamicznie), a wraz z nim nie będzie miało większego znaczenia z czego muzyka leci (źródłem będzie cyfrowy transport, nie odtwarzacz, wszystko będzie/jest w tym wypadku scedowane na efektor), ale na to jeszcze jw. poczekamy.

V30 (póki co na renderach)

Kluczowa sprawa… jacek. Audio jacek. Jak go nie będzie, to po co to wszystko? No właśnie. Anty-iPhone ;-)

Na rynku mamy DAPy, audiofilskie odtwarzacze, które ostatnimi czasy zaczynają odtwarzać muzykę z serwisów, są wyposażane w łączność z Internetem. To konieczność. Przy czym nie ma najmniejszych szans na to, by ten segment wyszedł z niszy w jakiej siedzi  - to będzie rozwiązanie dla garstki, choćby przez to, że ludzie nie mają ochoty na mnożenie bytów, a taki -zazwyczaj- androidowy, wyspecjalizowany odtwarzacz zwyczajnie odstaje w zakresie UI, konstrukcji, czasu pracy na baterii i paru innych parametrów od dobrej klasy smartfona. Także jest to coś obok, coś niszowego i przeznaczonego dla… bezkompromisowych miłośników dobrego dźwięku. Jak wyżej, dla prawdziwej garstki.

Nie hokus-pokus, a konkret skorelowany z zaawansowanym układem audio

No dobrze, a gdyby tak połączyć jedno z drugim? Koreańczycy, czy ogólniej, Azjaci, mają na tym polu pewne dokonania, jednak dopiero najnowsza propozycja LG wydaje się kompleksowa. Najnowszy flagowiec ma nie tylko wysokiej klasy układ konwertujący (ESS Sabre ES9218P), ma także odpowiednie oprogramowanie (bardzo, bardzo ważne – podkreślam to na łamach bezustannie, że to równorzędny element toru, tak samo istotny jak h-ware) oraz dopasowane do okoliczności, dobrej klasy słuchawki. Po raz pierwszy produkt masowy (a takim jest niewątpliwie każdy smartfon od dużego producenta elektroniki użytkowej) zamiast miernej jakości, firmowych IEMów (albo jakiegoś taniego podwykonawcy) otrzymał do kompletu bardzo dobre (słuchałem) IEMy. LG wybrało jako partnera Bang&Olufsena. W pudełku znajdziemy jeden z modeli dokanałówek Duńczyków. W czwartek (31.08 będzie premiera) uzupełnię wpis, gdy poznamy szczegóły co to za doki właduje do pudła koreański producent. Partnerstwo z B&O nie ogranicza się tylko do efektora, to także współpraca nad wspomnianym oprogramowaniem. To dobra wiadomość dla zainteresowanych (dla których jakość dźwięku ma duże znaczenie), bo daje gwarancję, że całość będzie trzymała odpowiedni poziom. I tak w software zaszyte będą presety i to takie, które mają stawiać na pierwszym miejscu wierność, naturalność, czystość przekazu, a nie wzbogacenie dźwięku o jakieś pseudoprzestrzenne efekty, czy prymitywne podbicie niskich tonów. Innymi słowy będzie to coś przygotowanego dla osób, które chcą usłyszeć różnicę, chcą czegoś więcej. Dzięki partnerom z B&O oraz ESS zostaną w pełni wykorzystane możliwości zamontowanego układu C/A, oprogramowanie sterujące pozwoli użyć filtrów (short/ sharp/ slow), które umożliwią odpowiednie dopasowanie pracy całego układu pod kątem odtwarzanego na telefonie repertuaru. Kość ESS, jaką wykorzystano, oferuje pomijalny poziom zniekształceń (0,0002%). Na marginesie, intrygujące jak poradzono sobie z interferencjami jakie generują zamontowane w telefonie anteny (LTE / WiFi), czy LG projektując V30 uwzględniło ten aspekt…

Taki układ ląduje w fonach po raz pierwszy, kto wie… może pojawi się w innych produktach tego typu? Mobilne chipy (b.niski pobór) robi Cirrus Audio, robi Asahi Kasei, robi także Wolfson, Texas Instruments też robi

Wzmiankowany Quad DAC pojawia się w produktach LG nie pierwszy raz, ale pierwszy raz pojawia się w produkcie globalnym (G6 nim nie był, a V20 nie oferował wszystkiego, co zaimplementowano do następcy w zakresie audio). Układ z osobnym, zwielokrotnionym konwerterem C/A osobno dla prawego, jak i lewego kanału to rozwiązanie typowe dla wspomnianych, kosztownych, wyspecjalizowanych DAPów. W smartofnach takich rzeczy się po prostu nie stosuje (stosuje się tanie układy o dużo gorszych parametrach, także w jabłczanej elektronice, żeby nie było wątpliwości). Powracając do początku naszego wpisu: ciekawe, czy będzie to li tylko ciekawostka, czy też jest to zapowiedź jakiegoś nowego trendu? Jak wspomniałem, jest pewna luka, jest pewne pole dla rynkowej ekspansji w przypadku takich produktów. Koreańczycy widać zdają sobie z tego sprawę i mają nadzieję, że możliwości audio V30 przełożą się na sukces rynkowy tego modelu. Czy się nie przeliczą to inna sprawa, ale jw. iPoda nie ma, DAPy to nisza, niszy, a lepsza jakość audio to coś, czego w tym segmencie (mobile) właściwie nikt na serio nigdy nie oferował. LG chce i jak widać coś już robi, Samsung podobno też ciągle się do tego przymierza (mówiło się o układach Wolfsona), a niewykluczone że i inni pójdą tym tropem, bo… czym tu się teraz wyróżniać, jak wszystkie „kieszonkowe” ekrany będą za raz wyglądały TAK SAMO, będą oferowały TAKIE SAME FUNKCJE i w zakresie funkcjonalnym, technologicznym właściwie niczym nie będą się już wyróżniać (między sobą). Czy tu przyciągnąć uwagę klienta? Jak zachęcić go do wymiany obecnego modelu? Czym zaskoczyć?

Audio może być jednym z takich „przyciągaczy”. Nowy V30 to niewątpliwie coś, co zagra co najmniej dobrze, co będzie można pożenić z bardzo, bardzo dobrymi słuchawkami (bez obaw o mezalians), ba, będzie można taki telefon potraktować jako wysokiej jakości źródło w stacjonarnym scenariuszu (tak, mam tu na myśli analogowe podpięcie do dowolnego toru audio). Przy czym na Apple nie ma co tutaj liczyć, bo decyzja o wyrugowaniu jacka wydaje się być ostateczna, a do napędzania głośniczków zamontowanych w smartfonie zwyczajnie nie kalkuluje się stosować jakieś wysublimowane układy C/A. Choć firma pokazała, że potrafi osiągnąć ciekawe efekty w najnowszej linii MacBooków Pro (dźwięk z wbudowanych głośników) i chce jeszcze bardziej rozwinąć w nadchodzącym iMaku Pro, to handheldy raczej z tego wszystkiego nie skorzystają. Dodajmy do tego bezprzewodowość jako standard w Jabłcu i iPhone jako odpowiednik wysokiej klasy DAPa (z odpowiednimi zmianami w konstrukcji pod kątem audio) odpada. Wygląda zatem na to, że (o ile) audio stanie się marketingowo nośnym tematem w mobile to będzie to dotyczyć Androida. Zainteresowanymi mogą być nie tylko znane marki z Korei czy Japonii (Sony), ale także mocno ekspansywni chińscy producenci. Tu walka na to kto da więcej może być szczególnie agresywna, firmy mogą prześcigać się co zaoferują klientom, a my możemy tylko cieszyć się z takiego obrotu sprawy. Finalnie dobre słuchawki zawsze się przydadzą, a jak będziemy je otrzymywać w komplecie z telefonem to tym lepiej. To co znajduje się w pudle dotychczasowo nadaje się zazwyczaj do szybkiej utylizacji. Może to być także dodatkowy impuls dla usługodawców, dla serwisów, by uzupełnić ofertę o lepszej jakości dźwięk.

Poprzednik V20 z solidnymi dokami B&O, pytanie czy V30 dostanie coś lepszego i co to finalnie będzie?

Właśnie, na koniec jeszcze jedna ważna rzecz. LG postanowił rozpocząć współpracę nie tylko z B&O, ale także z MQA (btw udział specjalistów od dźwięku w pracach projektowych to kolejna dobra wiadomość dla zainteresowanych V30). To pierwszy taki, na taką skalę, alians w którym stroną jest wielki producent elektroniki użytkowej. Nie oszukujmy się, tylko taka droga może przynieść pozytywne efekty, spopularyzować temat. Streaming muzyki hi-res będzie miał szasnę wyłącznie wtedy, gdy sprzęt z kieszeni (telefon) będzie to obsługiwał natywnie, gdy muzyka zapisana w tej technologii pojawi się w ofercie najpopularniejszych serwisów streamingowych. Tidal do takich się niestety nie zalicza i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Zatem kto? Ano wiadomo kto: Spotify. Ewentualnie (jeszcze) Pandora na rynku północnoamerykańskim. Biorąc pod uwagę to, co napisałem o Apple, na MQA w jabłczanym kramiku czy streamie raczej bym specjalnie nie liczył. Szkoda, bo wraz z wprowadzeniem własnych usług do oferty w konkurencyjnej, androidowej platformie dawałoby to możliwość jeszcze szerszej, szybszej popularyzacji, ale jw. to mało prawdopodobne.

Sumując, przekonamy się czy ten V30 nie będzie zwiastunem nowego trendu. Na IFA smartfon będzie prezentowany. Jeżeli dotrzemy na targi, sprawdzimy czy faktycznie. A wieczorem, najpóźniej jutro pierwsza z publikacji recenzji, której bohaterem będzie IFi Audio iDSD Nano LE. Też mobile…

Nowe możliwości ROONa: presety dla słuchawek. Na początek Audeze

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
LCD-3@Korg_DSDcon

Obiecałem wpis o nowych możliwościach. Przez dwa dni ostro testowałem temat. Przekrojowo. Muzyka gatunkowo zróżnicowana, różne źródła, różna elektronika, z dodatkowymi trybami konwersji (PCM->DSD, binaural) i bez, o jakości CDA i wyżej… Wspólny mianownik? Wspólny mianownik to preset dla LCD-3. Jedno ustawienie, żadnych kombinacji, gotowe takie, przygotowane przez speców. I co? No, kurcze, jestem pod wrażeniem. To nie są subtelne zmiany, nie na granicy percepcji. Dźwięku jest więcej, jest bardziej, wszystko staje się czytelniejsze, bardziej uporządkowane. Tak, to właściwy opis zmian jakie zachodzą. Nie, że nagle mamy lepszą średnicę, czy nagle nam na dole coś więcej słuchawki pokazują, czy jakieś specjalne zdolności wychodzą w wysokich. Nie. Tu chodzi o całokształt właśnie. No, no… 

Ujmę to tak: jeżeli można coś poprawić w danym systemie bez JEGO WYMIANY i mówimy tutaj o systemie słuchawkowym, gdzie nie ma zmiennych typu pomieszczenie, typu ustawienie to takie dopasowanie pod konkretny model słuchawek ma oczywiste uzasadnienie, ma sens i nie ma wg. mnie co doszukiwać się jakiejś niechcianej, niestosownej ingerencji w to, co autor miał na myśli. To nie jest manipulacja, a – właśnie – to dopasowanie. Jeżeli otrzymujemy lepiej przyprawioną potrawę, to zwyczajnie oceniamy to jednoznacznie pozytywnie. Tu jest podobnie. Jest bardziej. Idziemy we właściwym kierunku, czy może (nawet!) dochodzimy do optimum. Zmienną jest skrzynka, która konwertuje i wzmacnia (ewentualnie dwie osobne skrzynki). Owszem, to zmienna, ale jak wykazały siłą rzeczy za krótkie (jeszcze będę do tego wracał, oj będę) testy, bez względu na podpiętą elektronikę możemy oczekiwać tego, co powyżej. Sprzęt wybitnie dobry, być może, będzie już tylko subtelnie rzecz pokazywał – nie wykluczam i takiej możliwości – ale zasadniczo na klamotach bardzo jakościowo przyzwoitych progres jest wyraźny, to słychać. Przy czym jak już preset uruchomimy to zalecam ostrożność z binauralizacją. Ta modyfikacja sygnału komplikuje sprawę. Nadal możemy bez pudła określić kiedy DSP jest, a kiedy nie jest uruchomiony, kiedy ustawienie pod Audeze jest aktywne, ale nie jest to tak zauważalne jak w trybie z załączonym „na wyłączność” presetem. Natomiast można śmiało wymusić konwersję PCM@DSD. Tu zależność jednego od drugiego nie zachodzi, albo jest na tyle nieuchwytna, że nie ma sensu zawracać sobie nią głowy.

No to jedziemy: presety pod LCD-3 plus binaural plus PCM -> DSD128 native

Mhm :)

Tak, do tego faktycznie trzeba mocnego sprzętu, przy czym dzięki ostatnim usprawnieniom silnika teraz jest płynnie, nawet gdy zapuścimy wielokanałowy materiał z załączonymi presetami pod LCD-3 plus binaural plus PCM -> DSD128 native w DSP

Trzeba suwakiem mocno jechać w dół, tyle tam się dzieje :)
Dużo dobrego się dzieje, choć z binauralizacją uważajmy w sytuacji, gdy presety załączamy (patrz tekst)
PC robi tu za końcówkę, endpoint (Bridge), a napędem jest Core @ 4GHz iMaku (i jest stabilne 2x w processingu)

Widać, że współpraca ROONa z Audeze to coś więcej. Po pierwsze, w panelu widzimy cały przekrój oferty Amerykanów, są wszystkie obecne w sprzedaży modele. Innymi słowy, jeżeli jesteś właścicielem słuchawek tej marki to w ROONie znajdziesz dedykowane ustawienia. Zmienia się optyka, bo teraz już nie elektronika (owszem, zobaczymy w nazwie naszego DACa czy DAC/AMPa, naszego klamota) a efektor stanowi centralny punkt odniesienia. I software, właśnie, software. To DSP robi tutaj różnicę, to w jaki sposób oprogramowanie kształtuje sygnał audio, jakim zabiegom poddaje ten sygnał, w efekcie czego otrzymujemy to, co słyszymy na… efektorze. Ikonka podpiętych słuchawek świetnie to symbolizuje. Tu nie chodzi, moi drodzy, o względy estetyczne czy jakieś połechtanie użytkownika (o mam LCDki ;-) . Nie, chodzi o coś innego. O wskazanie, co stanowi najważniejszy, kluczowy element toru – o to tu chodzi. Niby to oczywiste, ale jakże często sami łapiemy się na tym, że bardziej zajmuje nas lektura specyfikacji kości konwertera, zastosowany interfejs, jakieś inne elementy niekoniecznie związane bezpośrednio z brzmieniem (tak, wszystko się liczy, ma wpływ, ale różny, jest hierarchia, a zależności nie zmieniają tego, co powyżej napisane)… po pierwsze liczy się co jest na uszach, albo co stoi na standach czy podłodze. To się przede wszystkim liczy.

Pełen przekrój oferty Audeze – presety dla wszystkich słuchawek i tych z serii LCD i tych tańszych Sine, czy EL.
Są też IEMy, mimo że ROON to desktopowa aplikacja dla stacjonarnego toru. Owszem, ale te IEMy też są właśnie m.in. do domu (niebawem przeczytacie więcej na ten temat)

Jak wspomniałem we wcześniejszym, szybkim wpisie na fb, mam nadzieję, że ROON nie będzie zawężał doboru partnerów do jednej firmy robiącej słuchawki. Mam nadzieję, że pójdzie dalej. Może to być zarówno wbudowane w oprogramowanie, jak i (jest taka możliwość już teraz) dostępne w formie plug-inów. To, mogłoby być nawet lepsze rozwiązanie, bo w końcu producentów nauszników / IEMów na kopy, po co zaśmiecać (dla kogoś, kto nie dysponuje) panel jakimiś konkretnymi modelami / produktami. Rzecz do rozważenia przez developera. Kogo bym widział też już pisałem, przypomnę tylko, że fajnie gdyby na liście pojawiły się takie marki jak HiFIMAN, Stax, Sennheiser , Audio-Technica czy AKG, jak również spece od głośników, którzy ostatnio mocno zaangażowali się w segmencie słuchawkowym. Są takie modele nauszników, które – zwyczajnie – są mocno wymagające, które od razu (a czasami w ogóle) nie pokazują swoich możliwości, grają poniżej, albo grają wręcz słabo. Mam takich pacjentów u siebie, tak mam na myśli K701, mam też na myśli HD650, a z tego co było, albo i nie było na pewno warto wymienić HD800, HE-6 czy K812. I dalece nie wyczerpuje to listy (przypomniałem sobie - dajmy na to takie gradosy, to też wdzięczny temat dla twórców presetów). Także oby to nie było na wyłączność, oby to nie była akcja „tylko dla”. Oby, bo byłaby wielka szkoda. Ten pomysł to strzał w dziesiątkę i może w niektórych przypadkach wręcz zmienić postrzeganie odnośnie zakładanych na łeb słuchawek. Więcej. Myślę, że może (nawet) przekonać antysłuchawkowców (sporo ich wbrew pozorom, sporo), że nie taki diabeł straszny, że jednak te słuchawki mimo że inaczej, mimo że nie tak jak dotychczas, zgodnie z przyzwyczajeniami i upodobnieniami, potrafią. Dużo potrafią i da się na nich słuchać na wysokim, czy nawet bardzo wysokim poziomie.

To co powyżej w oczywisty sposób przykuło moją uwagę, ale nie zapomniałem o paru innych rzeczach, które wprowadzono w najnowszej wersji. Najważniejszą zmianą jest ta związana z wydajnością. Zasobożerny processing sygnału w ramach trybów DSP (konwersja w locie do DSD, binauralizacja etc.) zjada obecnie znacznie mniej zasobów. Zauważalnie mniej. Przy opcji maksimum na złożonym torze z iMakiem w roli Core i end-pointem w postaci nanoPC (Bridge) z konwerterem C/A Korga (100), z wymuszoną konwersją sygnału do DSD128 (tryb natywny), binauralizacją oraz presetem dla LCDków miałem stabilne 2.8x, podczas gdy przed upgrade wartość ta spadała poniżej 2. Sprawdziłem także jak poradził sobie ROON z sygnałem wielokanałowym poddanym podobnym zabiegom. To najtrudniejsze wyzwanie i znowu wyraźny progres. Mam stabilne 2x. Wcześniej nierzadko Mac dostawał zadyszki (Core i7@4GHz) i spadało do 0,7-0,8x. Wyświetlał się komunikat o problemie z niewystarczającą wydajnością Core i rwało się odtwarzanie. Także well done, świetna robota Panie, Panowie!

Stabilnie, bez żadnych niedomagań. Wcześniej widziałem na liczniku (powyżej) 1,8x-1,6x. Duży progres w tej wersji oprogramowania odczuwalny szczególnie wtedy, gdy intensywnie korzystamy z zasobożernych trybów DSP

Z pomniejszych rzeczy, udało się doszlifować temat panelu szybkiego uruchamiania odtwarzania. Jest rozbudowany o użyteczne opcje, można przykładowo od razu przystąpić do słuchania radia (także rozumianego w kontekście mieszania utworów z lokalnych i zdalnych zbiorów), wyświetla się też podstawowa informacja z czego korzystamy w danej chwili. Pozostaje czekać na parę nowości, takich jak pełna obsługa MQA (własny dekoder?), jak wsparcie dla Chromecasta oraz implementacja AirPlay’a 2. To ostatnie może być ciekawe w kontekście prawdopodobnego ograniczenia przez Apple wdrożenia tej nowej technologii do (tylko) własnych usług, własnego oprogramowania. Innymi słowy, jak stream to Apple Music, jak software to Music App albo iTunes. Oczywiście nie jest to pewne, bo na razie wiemy tyle, co nam przekazano na konferencji, ale niebawem (6 wrzesień) pewnie się wyjaśni. Wprowadzenie AP2 do Roona dawałoby użytkownikowi możliwość skorzystania z alternatywnych usług (Tidal) oraz alternatywnego oprogramowania (ROON). Cóż,za moment zobaczymy jak to będzie finalnie wyglądało.

Tu z załączoną binauralizacją (warto poeksperymentować, przy czym presety raczej bez, niż z)

O właśnie: bez włączonej binauralizacji, z presetem pod efektor

Zmiana wielce wymowna… po pierwsze i po drugie liczy się efektor (tu LCD-3), konfiguracja pod jego specyfikę, pod jego charakterystykę. Efekt? Bardzo przekonujący :)

Z tym, jak wyżej, uważamy.
Według mnie te tryby wchodzą sobie nieco w paradę, po prostu korzystamy z dopasowania sygnału w oparciu o ten sam mechanizm, chcąc uzyskać różny, ale ściśle określony, zaplanowany efekt

I rośnie :) Zastosowali FFT (Fast Fourier Transform), który ma dać nawet 10 krotny wzrost wydajności. Nowy silnik bierze pełnymi garściami z możliwości jakie oferują najnowsze gen. procesorów x86/64.

Załączamy preset

Konwersja 24bit -> 64bit ->24bit

A, bym zapomniał… jeszcze jedno, rozbudowa panelu szybkiego odtwarzania. Niby mała rzecz, a cieszy, bo to bardzo użyteczna rzecz…

O ROONie możecie przeczytać w naszych wcześniejszych wpisach: testy, opisy, poradniki nt. front-endu znajdziesz pod tym linkiempod tym oraz pod tym a także tutaj i tu. I jeszcze o tu. Wreszcie o ROCK (Roon Optimized Core Kit) tutaj, oraz ostatni wpis o iPENGu w ROONie (tutaj).

Nagrody EISA: KEF Wireless & NAD C338

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
EISA awards

Z tymi nagrodami bywało tak, że można było z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, jakie to marki (a raczej jakie korporacje grupujące marki audio) otrzymają wyróżnienie „produktu roku”. Warto zatem zachować zdrowy dystans do takich zawodów, bo choć nagrody przyznają dziennikarze z branży to często jest (było?) właśnie tak, że „o znowu Denon” ;-) Owszem, trafiają się też ciekawe, nieszablonowe, albo zwyczajnie trafne (bo pokazujące faktyczną innowację, coś nowego, odkrywczego) decyzje jury, ale… można też powiedzieć, że nierzadko są to wybory mocno przewidywalne. Od niedawna jest nieco odważniej – trzeba to uczciwie przyznać – ale też tak dużo się tych kategorii porobiło, że gdzieś nieco ulotniła się pierwotna wartość nagrody EISA. Widać jednak, że idą z duchem czas(ów) i zwyczajnie w tej wielości, różnorodności, przebija nam się rzeczywistość – jak nazwać te wszystkie audio omnibusy, te samograje? Kategorie ulegają zatarciu, właściwie już nawet nie staramy się tego porządkować, bo zaraz zaskakuje nas nowy pomysł na granie. No takie czasy…

W tym roku było więc i przewidywalnie (patrz powyższy obrazek z nagrodzonymi w kategorii HiFi Audio) i …bez zaskoczeń, choć (subiektywnie) zasadniczo trafnie. Dwie nagrody powędrowały do rzeczy przez nas niedawno opisanych na łamach tj. KEFów LS50 Wireless (patrz nasze wrażenia) oraz NADa C338 (patrz nasz test). Oba te produkty są na tyle nowatorskie, na tyle mocno akcentują zmiany jakie zachodzą w branży, że…ich brak na liście nagrodzonych byłby cokolwiek niezrozumiały. Cieszy uznanie dla nowego, ultranowoczesnego Hegla (Rost… kolejny rok, kolejny Hegel), zrozumiały wydaje się wybór Phantoma (Devialet) w innowacjach. Inne typy, jak wspomniałem, mocno przewidywalne, no może poza mobilnym amp/dakiem RHA. Na marginesie – jak już tak bardzo rozbudowano kategorie, tak wiele nowych postanowiono wprowadzić, dziwi brak czegoś, co zahacza o oprogramowanie, o technologie IT dzięki, którym to wszystko w ogóle działa. Przecież dzisiaj to właśnie software staje się elementem nie tylko niezbędnym, ale wręcz kluczowym w audio oraz audio/wideo (przykładowo patrz nas ostatni wpis na temat). Spore niedopatrzenie. Niby jest więc nowocześnie, ale jak wyżej software ważna a niedoceniana rzecz, no i jednak konserwy w tym EISA siedzą (vide dwie kategorie dla gramofonów) ;-) Dobrze, dobrze, cieszmy się, że są analogowe źródła, bo cała reszta to już prawie bez wyjątku komputery.

Wracając zaś do tytułowych. KEF pokazał co można zrobić zamykając cały system w głośnikach. Nie multiroomowych, nie niewielkich strefowych, takich jeszcze nie HiFi, a bardziej do słuchania w tle, czy kina, a konkretnych właśnie hajfajowych, a wręcz high-endowych… to produkt, który jest emanacją tego co dzisiaj i jutro: streamingu, komputerowego audio (software!), braku kabla. Kabla jako konieczne medium: tam, przypominam, jest sieciowa skrętka, przewód LAN, który to przewód łączy głośniki, może też ten LAN łączyć fizycznie z torem, ale jako opcja, bo jest WiFi. Nazwa jest więc trafna, mimo krytyki, utyskiwań, bo właśnie to „do” zazwyczaj jest wireless, a jeszcze mamy rozbrat z kablem audio, z kablem służącym do przesyłu analogowego sygnału. Ni ma, wygumkowany. To komputerowe, to ciągłe doskonalenie, nowe możliwości… to oprogramowanie, to systemy komputerowe, często gęsto mobilne, które są warstwą sterującą w klamotach, jak i w bezprzewodowych źródłach, w transportach, wreszcie terminalach dostępowych / zawiadujących (co dzisiaj oznacza po prostu jakiś smartfon w kieszeni). Tak, to brzmi dość koszmarnie, ale w praktyce, jak wspominałem w recenzjach zazwyczaj jest proste, jest wygodne i daje (nieograniczone) możliwości. Miał być Tidal? I jest. Będzie pełna obsługa MQA? Ano będzie, dalej… ROON, rozbudowa DSP, będzie wiele, wiele nowych rzeczy. To wszystko ma sens. Także w kontekście jakościowym ma.

C338 to następca najprzystępniejszych, najdostępniejszych integr w katalogu – wzmacniaczy, które od zawsze miał w swojej ofercie NAD. To chyba nawet bardziej od D3020 (patrz nasz test) nowa inkarnacja legendarnego C3020bardziej, bo ma te rzeczy, które tworzą całościowy pakiet: jest streaming WiFi (Chromecast) i BT (aptX), jest gramofon (to dzisiaj ważne, nie tylko ze względu na modę, bo ludzie zwyczajnie szukają czegoś innego) - sumując –  jest integracja wszystkich źródeł (te fizyczne i niefizyczne mam tu na myśli ;) ). Do tego klasa D, która brzmi dojrzale, prezentuje się lepiej od wspomnianego D3020, gdzie dodatkowo mieliśmy „tylko” BT, gdzie zamiast WiFi, było mniej wygodne (integracja komputera) USB, gdzie (wreszcie) nie było gramofonowego pre. C338 to nie tylko coś uniwersalnego na dziś i na jutro, to także (dzięki patentowi na strumień by Google) coś przygotowanego na przyszłość, bo internetowy gigant będzie temat wspierał, będzie rozszerzał, rozbudowywał, bo ma w tym oczywisty interes. Są inteligentne głośniki (tylko czekać, aż pojawi się taka kategoria), jest wyścig, którego celem są nasze mieszkania, domy (inteligentna chałupa). W to wszystko się audio wpisuje, właśnie wpisuje i przed tym (zwyczajnie) nie uciekniemy, bo i po co uciekać?

Ci, którzy wiedzą jak tworzyć ekosystemy, giganci IT, zrobią co trzeba, żeby to wszystko się dogadywało, działało w sposób spójny, prosty i przewidywalny. Za moment będzie AirPlay 2, będzie BT 5.0, będzie ostateczne zerwanie z przestarzałym, skostniałym systemem dystrybucji treści, opartym na widzimisię wielkich wytwórni. Ich czas przeminął. Za moment czeka nas integracja asystentów/ek głosowych (implementacja tego do systemu audio jest kwestią najbliższych kilkunastu miesięcy), co zwyczajnie ułatwi sprawę, bo już nie będziemy mazać po ekranach, nie będziemy zastanawiać się czy to, czy tamto jest ze sobą kompatybilne. Wszystko zmierza do tego, by elektronika użytkowa wtopiła się w otoczenie. W pełni. System audio również. Za moment klasyczny tor będzie vintage. Wiem, strasznie to brzmi, ale w praktyce to nowe da się lubić.

Archiwa Internetu bogatsze o 50 tysięcy nagrań

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-08-15 o 23.32.48

Winylowych i nie tylko winylowych. Od 1985 roku ARC (nowojorskie Archiwum Muzyki Współczesnej) gromadzi i udostępnia materiały audiowizualne, przy czym od chwili podjęcia współpracy z InternetArchive.org (Projekt Wielkie 78 …to od 78RPM) te zbiory są dostępne globalnie – każdy chętny może z nich skorzystać. Ludzie, którzy za tym stoją, wykonują prawdziwie tytaniczną pracę, przenosząc do postaci zero-jedynkowej tysiące nagrań, które nie miały wznowień w erze cyfrowej, które… prawdopodobnie uległyby z czasem całkowitemu zapomnieniu. Na szczęście setki wolontariuszy poświęca swój wolny czas, czego efektem jest przeniesienie 50 tysięcy nagrać (to płyty gramofonowe wykonane z szelaku oraz winylu, jak również muzyka zapisana na cylindrach) do Internetu. Dzięki entuzjastom mamy do dyspozycji ponad 200 000 nagrań (przeniesionych z fizycznego nośnika), głównie tych z lat 50-tych oraz muzyki wydanej wcześniej. Wspomniałem o zapomnieniu, ale to nie najgorsze, co mogłoby spotkać stare nośniki z zapisaną na nich muzyką. Ostatnio przeprowadzona ocena zbiorów przyniosła jednoznaczną diagnozę – albo się to wszystko zdigitalizuje, albo za parę lat nie będzie możliwości odczytu, uratowania tego, co zapisano przed kilkudziesięciu i więcej laty.

Prawdziwe muzyczne back to the past ;-)

Powód takiego stanu rzeczy związany jest z niedoskonałościami dawnego rejestrowania muzyki. Bardzo wysoki współczynnik szumu, liczne zniekształcenia, degradacja samych nośników to czynniki wpływające na stan nagrań. Do tego dochodzą ograniczenia sprzed l. 60-tych (wtedy znacznie udoskonalono technologię wytwarzania nośników oraz technologie zapisu), w praktyce mocno utrudniające cały proces. Wykorzystywany w procesie produkcji płyt, bezbarwny lakier, pod wpływem upływu czasu po prostu rozpada się w rękach.

Archiwa wzbogaciły się o wiele, dzisiaj już zapomnianych, mało znanych, gatunków muzycznych, takich jak: wczesny blues, bluegrass czy yodeling. Można tam znaleźć takie perełki jak utwory wykonane na pierwszych, polifonicznych syntezatorach lampowych Hammonda – Novacord w 1941 roku (!). Warto dodać, że te niesamowite instrumenty pojawiły się ćwierć wieku przed pierwszymi, nowoczesnymi syntezatorami Mooga. To kawał historii – współczesnej, XX wiecznej, historii muzyki, który udało się zachować dla potomności.

 

Hammond Novacord – lampowy syntezator polifoniczny (pierwszy pojawił się w 1939 roku)

Sam proces digitalizacji jest bardzo skomplikowanym zadaniem i właściwie należałoby określić go mianem zaawansowanej post-produkcji, wyborów artystycznych dokonywanych przez osoby zaangażowane w projekt. Dlaczego? Ano dlatego, że w przypadku opisywanych nagrań nie stosowano uporządkowanej klasyfikacji, standardów, dość powiedzieć, że przed końcówką l. 20 (XXw.) nie było czegoś takiego, jak ustandaryzowana prędkość odtwarzania utworu. Generuje to poważne problemy, gdy chcemy oddać dawny charakter nagrań, do tego należy podjąć decyzje odnośnie umiejscowienia mikrofonów, ich typu, liczby oraz jakie częstotliwości pierwotnego materiału możliwe są do odtworzenia i zapisania (wymaga to wielu prób, wielu korekt). To zupełnie inna bajka, inna w porównaniu z odtwarzaniem i rejestracją materiału z lat 60-70 aż do współczesnej nam muzyki. Stąd takie przenoszenie do cyfrowej formy to de facto proces twórczy, wymagający podejmowania wyborów, decyzji co tak naprawdę chcemy uzyskać, co się dla nas liczy. Generalnie podjęto decyzję o nie remasterowaniu nagrań (maksymalne zachowanie wierności z oryginałem) oraz nie usuwaniu artefaktów, które powstawały zarówno w fazie zapisu, jak i później, podczas wielokrotnego odtwarzania (ten ostatni element jest mocno kontrowersyjny, ale też zrozumiały, bo w wielu wypadkach po prostu nie da się „odtworzyć” jak dany utwór brzmiał w chwili zarejestrowania, nie da się tego precyzyjnie określić). Przyjęto zasadę, że ma to być dźwięk z epoki, dźwięk jaki słyszeli nasi dziadkowie, pradziadkowie. Jednocześnie w przypadku niektórych materiałów udostępniono wiele wersji, zarchiwizowanych w różnych stylach, nagranych w różny sposób.

Można te nagrania bez ograniczeń pobierać, można także zostawić merytoryczny komentarz. Na Twitterze działa konto Great 78 Project, gdzie możemy co 10 minut odczytać tweeta o kolejnym, dodanym do kolekcji nagraniu. Dostępny jest także sensowny system wyszukiwania, pozwalające na szybkie wyszukiwanie materiałów w najlepszym stanie (mint, near mint, very good). Dla zainteresowanych, sporo informacji na temat projektu, sposobów przenoszenia muzyki z pierwszej połowy XX wieku do postaci cyfrowej i wiele, wiele więcej na blogu mieszczącym się pod tym adresem.

Brawa za inicjatywę!

Jak widać, pierwsze nagrania udostępnione w ramach projektu pochodzą z 1903 roku… ostatnie zaś, to muzyka z końcówki l. 50. Warto.

 

Nowy konwerter X-SPDIF & karta PCI-e X-Hi dla PC od Matrix Audio

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Matrix

Szkoda, że od dawna nie mam żadnej budy ;-) Chętnie bym sprawdził ten interfejs @ PCI-e dla peceta, który dzięki komunikacji omijającej magistralę USB, może znacząco poprawić brzmienie z komputerowego źródła. Taki tuning to alternatywa dla wyspecjalizowanego PC, albo – właśnie – komponent wokół którego budujemy taki wyspecjalizowany komputer pod audio. Magistrala PCI-e pozwala na bezpośrednią komunikację z pamięcią oraz procesorem, nie ma żadnego współdzielenia, możliwych interferencji jak w przypadku magistrali USB. Pomyślimy ;-)

Drugi z zaprezentowanych ostatnio produktów to następca świetnego konwertera USB-SPDIF X-SPDIF 1 gen., który został u nas przetestowany. Konwersja cyfrowa często przynosi wymierny skok w zakresie SQ – pokazał to Matrix, pokazał to (na poziomie bardzo wyśrubowanym) M2Tech… można właśnie tak – to inna droga, przynosząca często zaskakująco pozytywnie efekty. W mojej opinii, taki konwerter potrafi zdziałać cuda, znacznie poprawiając brzmienie w porównaniu z samym USB. Gra u mnie SB Touch z mod. EDO wpięty via USB w konwerter M2tech-a (hiFace2) i to się znakomicie sprawdza. Taki tercet (dalej idzie sygnał koaksialem do rDACa) jako segmentowy streamer może swobodnie konkurować z bardzo drogimi, najnowszymi strumieniowcami.

Granie z USB na innym, lepszym poziomie

Parę słów na temat karty: Matrix X-Hi to kontroler, interfejs Audio USB na złączu PCI Express. Służy do precyzyjnego i wolnego od zakłóceń przesyłu sygnału audio USB do odbiornika cyfrowego lub przetwornika DAC. Posiada wyjście USB 3.0 oraz możliwość podłączenia zewnętrznego zasilania. Karta oferuje najwyższej jakości, wyizolowany przesył strumienia danych audio bez zakłóceń. To interfejs stworzony dla Hi-Fi, zaprojektowany został tak by zwiększyć jakość dźwięku, jaką możesz uzyskać z USB z komputera. Zwiększenie jakości przesyłu danych i znaczne zmniejszenie wpływu zakłóceń ze źródła zasilania, powoduje zmianę twojego komputera PC w wysokiej jakości źródło Hi-Fi. To niezależny kanał danych wykorzystujący precyzyjne zegary współdziałające z układem mostka USB 3.0 firmy Texas Instruments, które otwierają niezależny kanał danych dla strumienia USB Audio. Pomaga to ominąć sygnał ze sterownika USB zintegrowanego z płytą główną, unikając udostępnienia kanałów danych innym urządzeniom USB.

 

Zadbano o właściwe ekranowanie (obudowa), przy czym trzeba przemyśleć projekt dedykowanego audio PC – nie może to być super kompaktowy kadłubek, bo się karta nie zmieści, konieczne jest uwzględnienie montażu kart rozszerzeń. Warto zwrócić uwagę, że możliwe jest zastosowanie zew. zasilania.

To ostatnie, to właśnie coś, co pozwala ominąć „rafy” – mamy dedykowany sygnałowi audio interfejs, czysty, który mimo zastosowania USB (komunikacja z przetwornikiem) dysponuje podobnymi zaletami co opisywany (mocno entuzjastycznie) interfejs thunderboltowy TAC-2. Zasada działania jest tu identyczna – bezpośrednia komunikacja, brak interferencji z innymi urządzeniami, które współzawodniczą o dostęp do danych. Thunderbolt poza większą wydajnością, komunikuje się via PCI-e, nie ma tutaj mowy o jakimś wąskim gardle, nie ma mowy o opóźnieniach czasowych (jitter free). Tu, w przypadku tej karty, możemy oczekiwać tych samych korzyści. To robi różnicę!

Interfejs I2S może pracować w różnych trybach! Zdaje się, że to jedyne takie rozwiązanie na rynku konsumenckim 

Odnośnie zaś konwertera to: Matrix X-SPDIF 2 to nowa generacja znanego cyfrowego interfejsu X-SPDIF dla PC. Najnowsza wersja zachowuje świetną jakość poprzednika, odznaczając się przy tym dodatkowymi funkcjami w tym cyfrowym wyjściem koaksjalnym, optycznym, AES / EBU oraz I2S. Urządzenie obsługuje z powodzeniem sygnały PCM do 24bit/192kHz i DSD64 (DoP) na wszystkich złączach, zaś na porcie I2S PCM do 32bit/768kHz oraz DSD512! X-SPDIF 2 wykorzystując układ asynchroniczny XMOS U208. Jest to obecnie najbardziej zaawansowany interfejs audio USB klasy 2.0 na rynku. Urządzenie charakteryzuje się ultraniskim poziomem jittera, dzięki zastosowaniu bardzo dokładnego zegara femtosekundowgo. Z powodzeniem współpracuje z urządzeniami Windows, MacOS, jak i mobilnymi Android i iOS, na co pozwala możliwość podłączenia zewnętrznego zasilania. Układ XMOS i FPGA to nowa, 8-rdzeniowa jednostka przetwarzania sygnału cyfrowego. Jest to najbardziej zaawansowany interfejs audio USB klasy 2.0 dostępny na rynku. Od teraz Matrix pozwala podłączyć odbiorniki cyfrowe za pośrednictwem nowo dodanego portu I2S, dzięki czemu unikamy jakichkolwiek strat spowodowanych konwersją cyfrową.

 

Nowy Spartan to potęga, dodatkowo możemy liczyć na precyzyjne zegary oraz możliwość podpięcia jakiegoś liniowego zasilania (konwerter może pobierać energię ze złącza USB)

Bardzo chętnie sprawdzę u nas, jak się ten nowy konwerter X-SPDIF sprawdzi. Możliwe, że będzie okazja sprawdzić teoretycznie najlepsze, o największych możliwościach medium dla sygnału tj. interfejs I2S. Może się okazać, że w bardzo budżetowych realiach uda się zbudować coś, co gra lepiej od dowolnie drogiego DACa grającego z komputera via USB. Możliwości nowego Spartana są naprawdę imponujące, ta skrzynka może być wstępem do czegoś naprawdę wielkiego.

Obudowy od Pylon Audio dla Audio Physic! Brawo!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
pylonaudio_gora

Jakoś mnie to nie dziwi. Wystarczy popatrzeć na produkty Pylona, zobaczyć jak wykonane są ich kolumny, jak biegli w stolarce są ludzie z Jarocina. Są, bo mają doświadczenie niemałe (branża meblarska), są, bo ciągle inwestują, tworząc najnowocześniejsze zaplecze produkcyjne w naszym kraju, są, bo – kochają to co robią. Gratuluję całemu Zespołowi, bo taki kontrahent jak Audio Physic to najwyższa półka, to ktoś kto wymaga najlepszej, bezkompromisowej jakości. I Pylon, jak widać, potrafi zapewnić taką jakość. Jak wspomniał w rozesłanej notce, prezes zarządu, Pan Mateusz Jujka: „wysokie standardy produkowanych przez nas obudów oraz zestawów głośnikowych sygnowanych marką Pylon Audio przekonało firmę Audio Physic o podjęciu z nami długoterminowej relacji biznesowej.”

To ważne wydarzenie także ze względu na dalszą dywersyfikacje profilu – firma będzie osiągać zyski nie tylko ze sprzedaży swoich zestawów głośnikowych, będzie także zarabiać na produkcji komponentów, przy czym teraz będą to trwałe, wieloletnie umowy ze znaczącymi producentami audio. To inny poziom, przynoszący nie tylko profity, ale właśnie budujący relacje w całej branży. Pamiętam początki, pamiętam jak przed siedmioma laty Pylon startował. Z tej perspektywy, to co udało się osiągnąć, to o czym wspomniałem powyżej, pokazuje jak wielki sukces udało się osiągnąć. Rozpoznawalność marki w Polsce to jedno, drugie to tworzenie sieci partnerów oferujących kolumny z Jarocina w całej Europie i poza nią stanowi najlepszy dowód na to, że Pylonowi nie grozi stagnacja, zamknięcie się w jakiejś regionalnej niszy. Dzięki szerokiej ofercie komponentów, które – jak widać – spotykają się z uznaniem i zainteresowaniem czołowych, zagranicznych wytwórców, można będzie de facto uniezależnić się od bieżących wahań, od bieżącej koniunktury (mam tu głównie na myśli lokalne uwarunkowania)…

Co dalej? Dobre pytanie. Na razie mówimy o specjalizacji, o kolumnach głośnikowych, samych głośnikach (własne konstrukcje) oraz umiejętnościach związanych z obróbką drewna, z lakierowaniem (bardzo duże możliwości w tym względzie) etc. To określony segment rynku audio. Ciekawe, czy firma będzie chciała, bazując na zbudowanej przez siebie rozpoznawalności, uznaniu dla marki, pójść dalej? Własna elektronika? A może własne słuchawki? Słuchawki to obecnie najszybciej, najmocniej rozwijany w branży audio temat, to coś, co daje ogromne pole do popisu. W naszym kraju, póki co, nikt nie wypromował konstrukcji, które zyskałyby uznanie na zewnątrz (vide rumuńskie Meze). Ogromny popyt, chłonny, globalny rynek oraz wielkie wyzwania technologiczne (nowe technologie oraz nowe materiały adaptowane w pierwszej kolejności właśnie w słuchawkach) to prawdziwe wyzwanie.

Myślę, że Pylon nas jeszcze nie raz zaskoczy…

R.I.P iPod, R.i.P

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-07-28 o 10.30.45

Stało się. Ostatnie iPody (nie wliczamy Touch’a, będącego w praktyce iPhone’em bez modułu komórkowego) Nano oraz Shuffle zniknęły wczoraj wieczorem z oferty Apple On Line Store. To koniec pewnej epoki, której symbolem był właśnie iPod. Przenośny odtwarzacz audio, który zrewolucjonizował branżę. Który doprowadził do uwolnienia muzyki i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Zapełnienie pamięci kilkunastoma tysiącami piosenek, tysiącami albumów… tak, iPod doprowadził do tego, co dzisiaj stanowi główny kanał dystrybucji – nie płacimy za utwór, nie płacimy za album, płacimy za dostęp. Początek był legalny inaczej (pamiętacie Napstera, prawda?), ludzie pobierali całe dyskografie skompresowane stratnie, by następnie zapełnić pamięć w swoim odtwarzaczu przenośnym. Ten nie musiał być iPodem i często nie był, ale to właśnie iPod przyczynił się do rewolucji, do popularyzacji muzyki z pliku, do radykalnych zmian w całej branży. Na początku minionej dekady nośnikiem była płyta CD, muzykę sprzedawano, muzyka to było coś fizycznego, do kupienia w sklepie. Wszystko zmieniło się za sprawą małego, białego pudełka, które zawładnęło rynkiem na kolejne 10 lat, aż do chwili, gdy najpopularniejszym sposobem odtwarzania stał się strumień, słuchanie wprost z sieci.

Nie ma iPodów, ostał się tylko …Touch. A to iPod tylko z nazwy w sumie, bo to taki  iPhone po taniości i bez modułu

Internet pozwolił na nieskrępowany dostęp do muzyki, pozwolił zapełniać pamięci odtwarzaczy mobilnych, zmienił zasadniczo sposób korzystania i dystrybuowania. Dzisiaj jesteśmy w zupełnie innym miejscu, przy czym nie zapominajmy o tym, co stanowiło wstęp do wspomnianego uwolnienia muzyki… bez iPoda, bez iTunes nie byłoby tego wszystkiego. Kupowanie muzyki z pliku zastąpiło dzisiaj strumieniowanie jej wprost z serwera, nie kupujemy już albumów (ogromny spadek udziału wirtualnych kramików, w tym wspomnianego iTunes) – wystarcza nam dostęp do nich za pośrednictwem usług. To właśnie rewolucja, a u jej początków widzimy właśnie iPoda. Można zatem zrozumieć decyzję Apple o zakończeniu sprzedaży odtwarzaczy audio, bo dzisiaj bez dostępu do Internetu… no właśnie, nie ma dzisiaj miejsca dla urządzeń bez sieci. Odtwarzanie bibliotek zgromadzonych lokalnie to już przeszłość. Rozumie to Apple i według mnie decyzja o zaprzestaniu produkcji iPodów Nano i Shuffle (niecałe dwa lata temu zrezygnowano z oferowania Classic-a) to zwiastun poważnych zmian w zakresie dystrybucji audio w iTunes. Apple Music to kluczowa dla firmy usługa, to coś co ma stanowić główny, a z czasem jedyny sposób dostarczania treści. Czy to oznacza koniec wirtualnego kramiku z muzyką, jaki znamy? Raczej jego poważną przebudowę. Myślę, że jedyne co może uratować downloady to znacznie lepsza jakość oraz ekskluzywne dodatki i pewnie w tym kierunku to pójdzie. Zwiastuje to też bardzo poważną przebudowę aplikacji iTunes, która obecnie jest… całkowicie przestarzała, nie odpowiada wymogom teraźniejszości. Pisałem o tym już wcześniej, przypomnę i napiszę to jeszcze mocniej…

 

Tak to było… pierwsza reklama telewizyjna z iPodem (2001)

Nie ma sensu oferować aplikacji, która powstała właśnie w celu gromadzenia treści multimedialnych lokalnie, która zbudowana była (i jest) wokół gromadzenia na nośniku plików w bibliotekach, z których to bibliotek korzystaliśmy m.in. mobilnie, użytkując na co dzień iPoda (albo inne urządzenia iOS, ale odtwarzaliśmy z pamięci tego urządzenia, nie z sieci). To relikt przeszłości. Stąd oczekiwana radykalna przebudowa tej aplikacji oraz jak wyżej całego kramiku. Dzisiaj najważniejsze jest Apple Music. Twój osobisty odtwarzacz to oczywiście iPhone, może być jeszcze (zamiast Shuffle, szczególnie w autonomicznym scenariuszu użytkowania) Apple Watch, a w domu za moment iPoda zastąpi HomePod (tak, rozumiem skąd ta nazwa, ale mogli się bardziej wysilić). To właśnie inteligentny głośnik z bezpośrednim dostępem do strumieni Apple Music (i raczej tylko Apple Music, co może dla wielu stanowić barierę… chyba że Apple wprowadzi nowe atrakcje do swojej usługi, w tym lepszą jakość) zastąpi wszystkie doki, głośniki ze złączami dla urządzeń iOS, a amplitunery, wzmacniacze – w ogóle całe audio – zamiast portu USB dla iPoda (stały element wyposażenia, praktycznie w każdym klamocie występujący) będzie oferowało AirPlay, względnie inny protokół bezprzewodowy, który da się pożenić z naszą elektroniką, także tą jabłczaną elektroniką (np. Chromecast). Za moment znikną z rynku ostatnie elementy, które kojarzymy z fizycznym przechowywaniem (w pamięci) muzyki. Pozostanie nisza, niszy, czyli audiofilskie DAPy, które na marginesie coraz częściej są usieciowione, pozwalają odtwarzać muzykę z usług streamingowych, strumieniować ją ze zdalnych serwerów.

Ikony

iPod to nieco ponad półtorej dekady rynkowej egzystencji, przy czym pierwsza dekada XXI wieku to czas jego ogromnej popularności, kiedy to stał się ikoną, symbolem wspomnianego uwolnienia muzyki. Był to pierwszy produkt nowego, odrodzonego z popiołów Apple pod wodzą Jobsa, firmy, która stała się najpotężniejszą korporacja w branży IT i jednym z najpotężniejszych przedsiębiorstw w skali globalnej. Na początku tej drogi był właśnie iPod. Było iTunes. Pamiętajmy o tym.

R.I.P iPods, R.I.P

PS. Mój ulubiony iPod Video wyzionął ducha jakiś czas temu, pamiętam ogromne wrażenie jakie zrobił sprowadzany, pierwszy model… pamiętam te dziesiątki tysięcy empetrójek, pamiętam jak to szło na modemowym łączu, pamiętam splątane (standard) „pchełki”, pamiętam jak najlepszy, kwadratowy Nano zanurkował mi w morzu i co to była za tragedia, pamiętam jak przyjemnie było zadokować grajka na dopiero co wyciągniętym z pudełka głośniku od Apple (tak był taki, świetny głośnik, był… teraz będzie HomePod), pamiętam pierwsze słuchawki blutetoothowe (nie pamiętam producenta, ale tragedia) sparowane z Touchem (no ale jw to w sumie nie iPod, prawda), wreszcie pamiętam, że Zeppelin z pierwszym oprogramowaniem fatalnie sobie radził w sieci, ale z docka (30 pinowego) można było, między innymi za pośrednictwem iPodów, grać muzykę bez żadnych problemów, od razu, bez żadnych hokus-pokus. Ehhh…

PPS. Wypadły z oferty modele 16/64GB Touch’a. Jest „nowy” 32GB, a 64 zastępuje 128GB… raczej nie wydaje mi się, żeby ten produkt doczekał się jakiejś aktualizacji, pewnie zniknie w przyszłym roku definitywnie z oferty.

Tidal 2.0. Mobilna aplikacja przebudowana. Czekamy na wersję PC/Mac

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170720_221554000_iOS

Zmiana jest na tyle poważna, że warto coś o niej więcej napisać na łamach. Tidal był (słusznie) krytykowany za mocno niedopracowany, dość chaotyczny interfejs i delikatnie rzecz ujmując brak wizji. Zmiany, jakie wprowadzano do aplikacji niewiele zmieniały. Inni zrobili to, co by tu dużo nie mówić, dużo lepiej (chyba najsensowniej wygląda to w Spotify, całkiem nieźle w Deezerze, a Apple ciągle szuka, ostro majstruje, na razie efekt jest wg. mnie mocno taki sobie). Nowa odsłona to całkowita przebudowa interfejsu, a cała idea zasadza się na szybkim, czytelnym dostępie do tego, co najważniejsze. I faktycznie (pomijając kwestie estetyczne – to wymaga moim zdaniem polerki) jest dużo lepiej, sensowniej. Zamiast rozwijanego menu ala komputer, zamiast zaszytego mocno dostępu do podobnych wykonawców, do informacji o artyście / materiale, mamy wszystko co trzeba dostępne na jednym panelu. To ma sens. Ma też sens przewijany, trójpanelowy ekran odtwarzania. W mobilnej aplikacji TRZEBA korzystać z możliwości, jakie oferuje sprzęt wyposażony w ekran dotykowy, NIE MOŻNA stosować rozwiązań rodem z komputera obsługiwanego myszką, gładzikiem… Tidal 2.0 zrywa z niespójnym, przeładowanym (dotarcie do treści zajmowało stanowczo za dużo czasu) UI.

Na tablecie

Miałem cichą nadzieję, że wraz z takimi, istotnymi zmianami zadebiutje to, na co wielu użytkowników czeka… pliki Masters, hi-resy, a wraz z nimi dekoder softwareowy MQA, który na razie działa wyłącznie na komputerach (w aplikacji, przez web panel nie działa). Cóż, widać wymaga to więcej czasu, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Szkoda. Tidal musi to wprowadzić jak najszybciej, jeżeli chce powiększyć w istotny sposób bazę użytkowników – w końcu to jeden z tych elementów, który wyróżnia go na rynku usług streamingowych. Mimo sporych nakładów, wielkiej determinacji (MQA, integracja w ROONie, umowy z opami, wprowadzenie jako opcja w wielu firmowych aplikacjach sterujących sprzętem audio etc.) Tidalowi nie udaje się przebić, baza użytkowników jest w porównaniu z liderami niewielka (nie ma obecnie precyzyjnych danych, Tidal ich nie podaje – a nawet pojawiły się informacje że zamiast 3 mln… dane z końcówki 2016 roku… realnie jest tylko 30% tej liczby, tj. 1 mln aktywnych subskrybcji!), wręcz niezwykle mała. Porównajmy to do takiego Spotify z ponad 50 milionami, czy Apple z 21 milionami, czy nawet 4-5 milionami francuskiego Deezera.

Tak, czy inaczej, zaproponowane zmiany idą w dobrym kierunku. Tu jest potrzebna praca u podstaw, że tak powiem. Nie da się, nawet mając najlepsze intencje, ciekawe pomysły dotyczące współpracy z artystami (w końcu, to właśnie Tidal nazywany jest platformą stworzoną przez artystów dla artystów), wprowadzenie hi-resów z patentem na takie strumienie (MQA) nie zastąpi wygody nawigowania, wygody obsługi oraz atrakcyjności tego, co właśnie jest łącznikiem… aplikacje muszą być bez zarzutu, muszą się podobać, muszą się sprawdzać w codziennym użytkowaniu. Bez tego wszystkiego, zwyczajnie nie da się osiągnąć sukcesu. Tidal ma możliwości, których nie mają inni. Od teraz może w udany sposób łączyć muzykę, wideoklipy, dużą bazę informacji (są naprawdę na poziomie, bardzo warto) wreszcie bezpośredniego kontaktu z ulubionymi wykonawcami (koncerty / bilety oraz social media) i jedyne, co pozostaje, to polerka oraz (jak wyżej) wprowadzenie hiresów do mobilnej aplikacji. To, że raczej nie uda się osiągnąć poziomu, takiego jakim może poszczycić się Spotify jest oczywiste… w końcu za lepszą jakość tutaj się dodatkowo płaci, a cena jest najistotniejszym elementem oferty… generalizując. Jak komuś streaming stratny, albo (nawet) coś poszatkowane reklamami wystarcza do szczęścia to proszę bardzo (i takich konsumentów, nie oszukujmy się, jest większość). Dla tych, którzy mają inne potrzeby jest (póki co) Tidal HiFi. Nie jest i nie będzie to zupełnie niszowy Qobuz, tu także nie mam co do tego złudzeń. W przypadku tego ostatniego mamy do czynienia z bardzo kosztownym, choć niezwykle bogatym treściowo, abonamentem łączącym stream i pobieranie plików ze swobodą korzystania z nich poza aplikacją dostępową.

Na telefonie

Także trzymajmy kciuki za Tidala, bo na razie nic nie wskazuje, że będzie alternatywa. Chyba, że… pisałem o tym, przy okazji jabłczanego HomePoda (głośnik bezdrutowy – premiera grudzeń 2017) oraz AirPlay’a 2. Kto wie, czy Apple nie postanowi walczyć z liderem (Spotify) za pomocą strumieni o jakości płyty CDA, a może i lepiej (niebawem krótki artykuł od ludzi zajmujących się przygotowaniem plików na potrzeby iTunes… parę bardzo, bardzo ciekawych, wymownych rzeczy się dowiedziałem). To raz. Deezer też coś kombinuje, ale chyba bez przekonania (Elite). To dwa. A trzy to Spotify, które pracuje nad wprowadzeniem jakości bezstratnej, przy czym nie będzie to prawdopodobnie dodatkowa opcja, a coś z zupełnie innej beczki. Ciekawe w jaki sposób to zaoferują. Bardzo ciekawe. Poza aplikacją mobilną jest jeszcze (wymagająca modyfikacji) aplikacja komputerowa, oferująca obecnie najbardziej rozbudowaną funkcjonalność (Masters). Tam nie tylko przydadzą się zmiany takie, jak wprowadzone do wersji dla smartfonów i tabletów, ale także coś, co pozwoli na dużo lepszy, bardziej rozbudowany i atrakcyjniejszy w formie dostęp do strumieni o najlepszej jakości. Możliwość nawigowania w różny sposób (wytwórnie, wydania, parametry pliku), rozbudowane opcje dla krzemu (przetworniki C/A) oraz – dodatkowo – jakieś własne rozwiązanie, własny protokół, podobny do tego, który oferuje Spotify (Spotify Connect). Przy czym to ostatnie w bezkompromisowej formie. Cóż, zobaczymy, co wprowadzą do komputerów, czy będzie to głównie UI, czy może przebudowa będzie głębsza…

Poniżej więcej zrzutów ekranowych z iPada / iPhone z krytycznym opisem (premierę miały wersje zarówno dla iOSa, jak i Androida):

» Czytaj dalej

Origami audio ;-) Encore mDSD czytaj USB DAC za grosze

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170710_095405979_iOS

Przyjechał i od razu zjednał sobie moją sympatię. Przedwczoraj była mowa o ultra-endach, to dzisiaj dla odmiany mamy coś z zupełnie innej beczki, z przeciwległego brzegu oferty dla miłośników dobrego brzeminia… to produkt low-price audio. Nie low-end, bo patrząc na specyfikację, możliwości tego „pena”, wyraźnie widzimy, że niczego tutaj nie brakuje, a nawet jest coś ekstra (konwerter cyfrowy USB/(SPDIF)Toslink oraz prawdziwie wyczynowa obsługa hi-resów). Nie dziwię się, że Francuzi z Qobuza zachwycili się tym maluchem, tam (wiecie) bardzo lubią produkty wycenione bardzo rozsądnie (świetne oceny zbierały u niech Korgi), jednocześnie oferujące ponadprzeciętne możliwości. Co prawda nie mamy tutaj najnowszych kości C/A (jest ESS Sabre 9010K2M), ale upichcono z tego, co na płytce mocarnego zawodnika, bo interfejs USB działa na kości XMOS i jw. jest jeszcze konwersja C/C co rozszerza możliwości tego grzdyla. To USB DAC, co oznacza że pobiera energię z transportu. Na szczęście nie ma wyśrubowanych wymagań w tym względzie (ważne, bo jest iOSo lubny, a tam za duży drain power to komunikat i koniec kozaczenia, koniec zabawy). Plus, minus 20mA. W przypadku ultrabooka będzie to prawie niezauważalne, w przypadku handhelda zależy czy tablet, czy telefon. Tak czy inaczej można spokojnie pożenić z kieszonkowym komputerem.

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki producent zaoferował swój produkt nabywcy. Bardzo. Pudełko niczym tytułowe origami odsłania najważniejsze informacje nt. sprzętu, widzimy z czym i jak podpinać, jak obsłużyć, skąd pobrać, jakie parametry to, to ma, a wszystko czytelnie rozrysowane na wew. i zew. stronie opakowania. Proste, skuteczne, sensowne rozwiązanie, w końcu z definicji nikt papierków dołączanych do produktu nie czyta, a tu mimochodem zapoznać się, zapozna i już wie. Mocno podkreślono obsługę DSD, co w tak budżetowym rozwiązaniu zasługuje na podkreślenie, szczególnie że nie jest to tylko obsługa dodana przy okazji, a konkret (DSD64/128), w pełni wspierany przez umieszczone na PCB układy. Na wyjściu analogowym w formie mini jacka nie tylko podepniemy jakieś słuchawki (sprawdzimy, czy także te trudniejsze), ale bez żadnych problemów aktywne monitorki (wspomnę jeszcze o nowych Fosteksach… tak, tak słuchawkowy Fostex wchodzi w kolumny moi drodzy, aktywne), jakiegoś DACa (optyk), ampa (dopasowali wyjście do różnych okoliczności… podobno). Dzięki DSD (DoP) będzie można via ROON z użyciem DSP wymusić granie wszystkiego jak leci w konwersji 1 bitowej. Fajnie. Fajne jest też to, że maluch da się bezproblemowo pożenić z Androidem/iOSem (via adapter CCK). To też sprawdzę, szczególnie że w zanadrzu czai się prawdziwa petarda ściśle powiązana z możliwością współpracy z jabłczanymi handheldami. Niebawem duży wpis o tym na HDO.

Konkretnie i na temat :) Niech inni biorą przykład jak można skutecznie zaaplikować niezbędne, użyteczne info nabywcy audioklamota. Bardzo!

Plastik fantastik? A gdzie tam, jest metalowe body, solidna konstrukcja, trochę to pękate (bo i konkret na płytce PCB siedzi), nawet jakąś regulację poziomu dali. Ta regulacja wygodą nie grzeszy, ale mniejsza, ważne jest to, że ten maluch może nam zapewnić obsługę plikowego audio, obsługę hi-resów na poziomie dużo lepszym* od wielu konkurencyjnych rozwiązań w zbliżonej cenie (gdzie zazwyczaj jest 24/96, nie ma DSD itp. rzeczy). Tak, mam tu na myśli m.in. bardzo fajne ważki, tj. Dragonfly’e Audioquesta. Testowaliśmy u nas pierwszą generację i wnioski były takie, że to świetne pod laptopa rozwiązanie, że stanowczo za drogo (Audioquest poszedł po rozum do głowy i obecna wersja czarna oraz czerwona wyceniona jest już znacznie bardziej rozsądnie). Mieliśmy także wiele innych USB DACów, teraz gra u nas nieco droższy iFI Nano LE i generalnie ten kierunek rozwoju PC Audio bardzo sobie chwalimy (ma to sens, także pod kątem popularyzacji lepszego brzemienia wśród osób, które nie mają najmniejszej ochoty wydawać średniej krajowej na klamoty). Encore mDSD wpisuje się w ten segment i to od razu na zasadzie „za mniej, ale więcej”. Doceniamy takie coś, bo w niewielkim budżecie zrobić coś dobrze to zawsze wyzwanie, to sztuka. Sprawdzimy na ile się Encore udało tym razem. Pamiętam ichnie słuchawki, które do nas trafiły, które przetestowaliśmy na HDO. To był już typowy low-end, ale też użyteczna, nie tandetna, całkiem sensowna propozycja dla kogoś, kto chce zapłacić „dyskontowo” za efektor.

 

mDSD (w detalu 499zł):

Słuchawki, głośniki, DACzki, amplitunery A/V i co tam jeszcze…

Regulacja poziomu realizowana fizycznie (w Audioquestach jest 64 stopniowa, przy czym w oprogramowaniu odtwarzającym sterujemy). Okazuje się, że żaden pic na wodę fotomontaż, a użyteczna wielce sprawa.
Szeroka regulacja, można zarówno z trudnymi (nausznikami), jak i IEMami pożenić i sterować z DACa. Opcja dla aktywnych kolumn? Takoż. Fajnie!

Micro dioda LED informująca o tym, czy leci PCM, czy może DSD jednak

A tak to wygląda w środku…

 

* USB: PCM 32/384 oraz DSD 64/128 DoP, via optyk 24/192 & DSD64 DoP

PS. Testuję właśnie coś, co zmienia reguły gry. Definitywnie. Chodzi o software. Niebawem dłuuuugi wpis z bardzo rozbudowaną fotogalerią. Rewelacja. Bez dwóch zadań. Rewelacja!

PPS. Wspomniany Qobuz pracuje mocno nad wprowadzeniem, jak zapowiadali, swojej oferty streamingowej w Polsce. Ma być w wakacje. Mają jeszcze plus, minus sześć tygodni na to. Czekamy!