LogowanieZarejestruj się
News

Co za wzmak! Nausznikowy amp Cayin iHA-6 & iDAC-6

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170515_073710520_iOS

Powracamy do słuchawek z konkretnym setem złożonym z dwóch skrzynek firmy Cayin (patrz nasze recenzje mobilnej audio elektroniki: DAPa N6 oraz przenośnego zestawu amp+DAC tego producenta). W przypadku tytułowego, stacjonarnego kompletu mamy ambitny pomysł na docelowe rozwiązanie pod każde nauszniki, nawet te najtrudniejsze, nawet te najbardziej topowe, najlepsze, jakie są obecnie na rynku. Całość dopasowana stylistycznie, kompaktowa (obrazki), może stanowić alternatywę dla wielu znacznie droższych high-endowych ampDACów, tudzież dzielonych (jak testowany) systemów amp osobno, DAC osobno. Nie przekraczamy ceny 5k za skrzynkę, producent widzi te produkty raczej na biurku (gabinet) niż w salonie – nie ma zdalnego sterowania, nie ma obsługi na odległość, trzeba tradycyjnie zmieniać, regulować z poziomu klamota.

Słuszna waga i nic dziwnego, bo grubo ciosane obudowy z alu obrabiane na CNC, bo w środku „pod kurek”, czytaj gęsto = solidne zasilanie, dużo układów, bardzo konkretne płytki z sekcją tranzystorową oraz …lampową (w daczku jest bufor na czterech bańkach), w pełni symetryczny tor (i tak można je ze sobą podpiąć właśnie, tak też u nas grają, choć tylko w trybie SE można grać tranzystor/lampa, z XLRami niestety nie da rady, jest tylko na bańkach), obsługa sygnału PCM do 24/384 oraz DSD128…

OLEDowy displej prezentuje się zacnie, choć już oznaczenia na obudowie nie dają się praktycznie w ogóle odczytać, trzeba pod kątem patrzeć, bardzo skupić wzrok, a że jest co ustawiać (w obu wypadkach tj. daka oraz wzmaka) to nie ułatwia to życia. Amp pozwala podpiąć w sumie aż trzy słuchawki, przy czym gniazda TRS to nie tylko SE, ale także (pierwsze) 3 pinowy standard symetryczny, poza tym mamy klasyczne czteropinowe XLR. Ciężka gała wzmocnienia to miód dla audiofreaka ;-) W przypadku DACzka mamy takoż EBU/AES, czyli jest pro, właśnie górnopółkowo… z pierwszych dźwięków jakie popłynęły to SPDIF stawiam póki co wyżej od komputerowego USB w tej aplikacji. Zaskoczyło mnie szczególnie to, jak dobrze, jak lepiej, wypadł Chromecast Audio grający na optyku w konfrontacji z Makówą oraz PC wpiętymi via USB właśnie. Cast był górą.

Bardzo przyjemnie, bardzo

Zobaczymy jak to będzie wyglądało po dokładniejszym obadaniu, ale jak na razie iDAC-6 gra ciekawiej na cyfrowych interfejsach „niekomputerowych”. Podobnie rzecz ma się z CMA-600i, o czym wspominałem przy okazji opisu tego zintegrowanego DAC-AMPa. Wspomniana integra jest mocnym konkurentem i sporym wyzwaniem dla tego setu. Porównamy te rozwiązania bezpośrednio, bo mamy taką sposobność. W tytule jest wykrzyknik. Mhm. Bo amp wydaje się tutaj wisienką, przy czym jest jedna rzecz, która bardzo pozytywnie wpływa na brzmieniowe doznania. Nie, jeszcze nie zdradzę jaka, zostawię to na później.

Leci jakieś DSD

To takie pierwsze impresje po podpięciu, Gra to nie tylko w gabinecie, ale także w salonie z robiącym za streamera Polarisem Auralic-a. W takiej konfiguracji podpinam iHA-6 z pominięciem iDAC-6 do wyjść SE w Polarisie. Poza tym DAC Cayin-a wpięty będzie do thunderboltowego huba, w ten sposób pobierać będzie sygnał z makówki stojącej w gabinecie i porównawczo testowany na symetrycznie podłączonym iHA oraz z naszymi nEar-ami (monitorami). DAC może też robić za pre i z aktywnymi kolumnami właśnie tak sobie zagra (wzmak słuchawkowy sprawdzimy wtedy z alt. przetwornikami). Tutaj najbardziej doskwiera brak pilota zdalnego sterowania. Słuchawki jakie podpinamy to zarówno ortodynamiki LCD-3 & MrSpeakers Ether Flow (otwarte i zamknięte), jak i dynamiczna klasyka w rodzaju HD650 oraz K701.

W tym tygodniu parę publikacji, zebrało się też trochę ciekawych zapowiedzi produktowych, mamy swoje dojścia, zdradzimy co nam ta bliższa, jak i nieco dalsza przyszłość przyniesie ;-)

Także stay tuned

Poniżej tradycyjne fotostory c.d.:

» Czytaj dalej

Najnowsze skrzyneczki M2Techa w redakcji: EVO DAC 2+ & EVO Clock 2

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
tyt_iOS

Mam słabość do produktów tej firmy. Włosi nie ulegli pokusie dopisania co najmniej jednego zera do rachunku (wiecie, Europa, mamy wysokie koszta pracy, to nie Azja), ich produkty są wycenione niezwykle rozsądnie. Przy czym mamy do czynienia z czymś, co powstało od A do Z w słonecznej Italii. Jest pomysł, wróć… jest wiedza, gruntowna wiedza inżynierska oraz informatyczna jaka cechuje wyroby M2Techa, jest i wykonanie. Przystępne cenowo, a przy tym bardzo dobre jakościowo, nie tylko w swej klasie (określony pułap cenowy) klamoty, zazwyczaj mocno kompaktowe, wręcz miniaturowe to specjalność tego producenta. Korzystam na co dzień z ich rozwiązań, tych najprzystępniejszych (co w tym wypadku wcale nie oznacza – z ograniczeniami, a jeżeli już to tylko funkcjonalnymi, nie jakościowymi) kosztowo… linia hiFace, a konkretnie hiFace Two oraz DAC i oba naprawdę dają radę! DAC jest wręcz nieprzyzwoicie dobry jak za te niecałe 1k złotych, wygląda jak osiem nieszczęść (no tutaj jest prawdziwy plastik fantastik), ale jak to bombowo gra! Fantastyczny interfejs dla komputera i właśnie w takiej roli najlepiej (stacjonarnej) wykorzystać go w systemie. Dlaczego tak? Przypominam (patrz nasza recenzja hiFace DAC), tam nie ma żadnego wzmacniacza słuchawkowego, tam jest wyście idealnie nadające się do podpięcia pod stacjonarny tor, pod pre/integrę właśnie. Nietypowo, ale też (świetna kość, znakomita realizacja współpracy z komputerem, obsługa plików PCM nawet do poziomu 384MHz tj. DXD) właśnie dokładnie pod taki system. Słuchawki niekoniecznie, a jak już to takie stacjonarne też, a i tak warto budując taki tor wpiąć jakiś wzmacniaczyk słuchawkowy. Drugi grzdyl to świetny konwerter cyfrowy, niedołączony element salonowego systemu ze zmodyfikowanym Squeezeboksem Touch (EDOmod. – pełna gwarancja sukcesu, konwertujemy sygnał USB wychodzący z SBT do SPDIF i dalej do DACa… w tym wypadku rDACa, który po koaksialu gra wg. mnie wybitnie dobrze). I to wszystko za pieniądze, które często nie starczą na zakup audiofilskiej łączówki. To – mimo, że mam w kolekcji także dużo droższe klamoty – nadal żelazny element wyposażenia i nie wydaje mi się żebym się z tymi maluchami kiedykolwiek chciał rozstać. Takie dobre są :)

Małe, alu boksy. Dzisiaj kilku producentów oferuje takie rozwiązania z możliwością rozbudowy, rozszerzania systemu opartego o takie malutkie klamoty

No dobrze, było o mikrusach, warto napisać coś o tytułowych pudełkach. Małe to, a tworzy cały, przemyślany zestaw/system wzajemnie uzupełniających się, wspierających skrzynek, których jedynym celem jest jak najlepsze obsłużenie cyfrowego sygnału, z jego konwersją (zarówno cyfra/cyfra, jak i – w przypadku testowanego zestawu – cyfra/analog). Tu nie ma drogi na skróty, bo (i to było swego czasu nowatorskie podejście, bo mówimy właśnie o 2 generacji EVO) każdy ze składników „dania” ma określoną funkcję, ma całościowo wynieść granie z pliku (bo taki sygnał zazwyczaj będzie dostarczany) na wyżyny. I to wyżyny absolutne – za wszystkie składniki, gdybyśmy zdecydowali się na całościowe podejście do tematu, przyjdzie zapłacić ok. 6 tysięcy. Czyli tyle ile kosztuje dobrej klasy DAC. Tu jednak mówimy o czymś innym, bo mówimy o całościowym systemie z zewnętrznym generatorem zegara (częstotliwość wzorcowa 22MHz i 24MHz dla obu częstotliwości taktowania tj. 44,1 oraz 48 MHz oraz ich wielokrotności 88.2/96/176.4/192), z konwerterem, z dedykowanym zasilaniem. Wszystko to w miniaturowej odsłonie, co nie oznacza miniaturowych ambicji. Te są duże. Z recenzji EVO pierwszej generacji wyłaniał się obraz niezwykle zachęcający – było to granie zupełnie niecyfrowe w charakterze, niebywale plastyczne, analogowe w formie. Recenzenci rozpływali się w zachwytach, zgodnie uznając, że jest to jedna z najciekawszych, tak kompleksowych, propozycji na rynku (przygotowana na obsługę sygnału także z innych cyfrowych źródeł, w tym profesjonalnych interfejsów wyposażonych z złącze I2S). Mnie osobiście trochę żal, że producent podążający wyraźnie swoją drogą, stosujący nietypowe rozwiązania (właściwe wszystkie produkty M2Techa są inne, właśnie takie trochę pod prąd) nie zdecydował się na implementację innych rozwiązań z rynku pro, mam tu na myśli FireWire oraz Thunderbolta. Ten ostatni, o czym wspominałem w teście TAC-2, potrafi zdefiniować parę rzeczy na nowo w PC Audio i wg. mnie pod pewnymi względami jest dużo lepszym rozwiązaniem od magistrali USB. Magistrali, która nigdy nie była i nie będzie „pod audio”, bo jej charakter jest na wskroś uniwersalny, wielozadaniowy i wieloobsługowy… a to generuje problemy, z którymi walczymy, walczymy, choć są rozwiązania całkowicie pozbawione dobrze znanych wad i ograniczeń tj. opóźnienia czasowe/jitter, interferencje/przenoszenie zakłóceń z magistrali/innego sprzętu pracującego (współdzielenie), przenoszenia zakłóceń z zasilania sprzętu komputerowego, portów,  etc.

I tu warto pochylić się nad propozycjami M2Techa. Oni doskonale wiedzą o wadach USB. I starają się im zaradzić. Tu wiele rzeczy zrobiono jak należy by wyrugować wspomniane ograniczenia. Nowa wersja EVO jaka do mnie trafiła ma być jeszcze lepsza, ma być (i jest) przygotowana do obsługi plików DXD i DSD (128). Zegar może działać w trybie automatycznego dopasowywania (w pierwszej generacji trzeba było ręcznie przestawiać) częstotliwości próbkowania. Wystarczy w tym celu podpiąć obie skrzynki dodatkowo kablem optycznym (poza BNC). Jak ktoś chce wyspecjalizowane zdać się na wyspecjalizowane zasilanie, to można jeszcze do kompletu dokupić EVO Supply, a dla tych, którzy chcą czegoś naprawdę bezkompromisowego jest jeszcze EVO Two, czytaj, konwerter cyfra/cyfra z dodatkowym interfejsem AES/EBU oraz we/wy SPDIF do domowego nagrywania (homerecordingu, w którym pomocne będzie precyzyjne dopasowanie zegara vide EVO Clock 2 oraz wspomniane złącza pro AES/EBU & I2S (tu w wariancie ze złączem HDMI)). Także można zbudować sobie system, a to jeszcze nie wszystko, bo firma postanowiła tym razem uzupełnić swoją propozycję o… wzmacniacz słuchawkowy. Cóż, trudno się dziwić, w dzisiejszych czasach, bez słuchawek ani rusz (na rynku ani rusz). Dodatkowo, najnowszym elementem linii EVO, jest DAC ze zintegrowanym gramofonowym pre. Testy przeprowadzę na dwóch odmiennych konfiguracjach komputerowo/systemowych – będzie wykorzystany iMac z najnowszym macOSem/Roonem oraz MiniX nanoPC z Win10 grajac na foobarze oraz z Tidala. Sprawdzimy jak sprawują się sterowniki (mocna strona tego producenta, jw. bezproblemowa współpraca z SBT, bezproblemowa z PC/Mac…), całość zagra zarówno @ słuchawkach, jak i z systemem stereo (podepniemy pod testowanego właśnie NADa C338). 

Co by nie było potrzeby przełączania ręcznego, trzeba zdecydować się na dwa kable. Z prawej niezbędny do podpięcia przetwornika lub konwertera z zew. zegarem (BNC) oraz z prawej SPDIF (optyk), co pozwoli na automatyczne dopasowanie częstotliwości 

Poniżej parę dodatkowych obrazków z opisem prezentujących skrzyneczki:

» Czytaj dalej

NAD C338 wreszcie na polskim rynku. Ile kosztuje sieć?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
big_Zrzut-ekranu-2016-09-27-o-07-10-51

Ano niemało, choć patrząc na cenę, to polskiej dystrybucji udało się (rozmawiałem na ten temat podczas AVS 2016) utrzymać koszt nabycia C338 na poziomie 3000 złotych. Patrząc przez pryzmat ceny naszego redakcyjnego D3020 (2199 w chwili premiery, patrz nasza recenzja) to jakieś 800 złotych za – właśnie – LAN. Oczywiście to nie wszystko, bo obudowa wymiarowana standardowo (40cm) pod inne audio klocki, bo nowocześniejszy moduł BT (sporo tych antenek z tyłu, jest szansa na dobry, bardzo dobry zasięg transmisji), znamionowo nieco wyższa moc uzyskiwana w klasie D z „końcówek” Hypex-a, możemy też podpiąć gramofon. Przy czym, czego pominąć nie można, producent nie zintegrował tutaj USB DACa (który w D3020 występuje). Zdecydowano się na LAN co ma swoje niewątpliwe zalety, ale też jest coś zamiast, a nie obok. W przypadku droższych integr z serii C (patrz nasz wpis o całej, nowej linii C338/C368/C388) mamy moduły, mamy własny system BluOS… tego w najtańszym urządzeniu nie znajdziemy, ale pełna integracja sieci niweluje (vide nasz wpis o aktualizacji D7050 – pokazuje to jak kluczową sprawą jest integracja Internetu w nowoczesnym klamocie) do pewnego stopnia te braki w stosunku do droższych urządzeń (gdzie LAN występuje w opcji, jako moduł właśnie). Tu jest jeszcze lepiej, bo macie ZINTEGROWANEGO CHROMECASTA. Wiadomo co to oznacza w praktyce (patrz wpis).

Integra C338 NADa to kwintesencja zmian jakie zachodzą obecnie w audio. Tu, jak w soczewce, obserwujemy dzisiejszą ewolucję branży, stopniowe odejście od tego co fizyczne (na rzecz sieci: BT, LAN – streaming), odejście od końcówek w klasie A, AB na rzecz ekologicznych rozwiązań, wysoce efektywnych jakie (co warte podkreślenia) są przez NADa bardzo dobrze rozpoznane (bo i od lat oferuje takie produkty, ma na tym polu niemałe doświadczenia). Innymi słowy klasa D (a także inne rozwiązania odległe od tradycyjnych, klasycznych form wzmocnienia sygnału), projekty hybrydowe… co nowy produkt to właśnie takie, inne od dotychczasowych, pomysłów na wzmacniacz, który nie zużywa bezproduktywnie energii jak to robią klasyczne klocki. Jak już coś podpiąć to cyfrowo (porty SPDIF), a jak jednak analogowo to – cóż trend jest wyraźny, choć to niszowa moda – gramofon. 

Firma od zawsze miała słabość do winyla, zawsze jakiś gramofon w ofercie był, specjalizowała się (od początku swojej działalności) w przedwzmacniaczach gramofonowych, stąd takie coś na pokładzie C338 znajdziemy i fajno, bo można grać z czarnego krążka bez konieczności wydatkowania kolejnych kwot na jakieś pre. Oczywiście w komplecie niewielki pilot, choć zapewne i tak będziemy sterować z jakiegoś komputera, handhelda, wybierając jako źródło we wzmacniaczu BT/LAN. Sprzęt powinien być już dostępny w sklepach. Mam nadzieję, że uda mi się zdobyć egzemplarz do testów – porównamy tę propozycję z redakcyjnymi NADami: D3020 oraz… klasycznym C315. Tak, nowoczesność konkretnie kosztuje, widać to doskonale na przykładzie tego ostatniego. Kiedyś najprzystępniejsza cenowo integra NADa to był wydatek rzędu 1500 złotych. Maksymalnie. Teraz czasy inne, de facto integra to też już źródło, taka autonomiczna skrzynka, ma to jednak swoje przełożenie w cenie urządzenia. Pytanie jak to nowe wypada brzmieniowo, porównując do znakomitego klasyka tj. 315-ki? No właśnie, ciekawe… Dodatkowo odpowiedzielibyśmy sobie na pytanie, czy taki C338 może wygumkować dwa systemy w salonie, oparte na klasycznych klamotach (wspomniany C315 z podpiętym Chromecastem oraz C1020 z gramofonem 5120 i końcówką – wszystko od NADa)… może?

AKTUALIZACJA 1: Dzięki uprzejmości salonu Q21 uda się przetestować C338. Klamot powinien być u nas niebawem

AKTUALIZACJA 2: Już jest, zapraszam do naszej fotogalerii z rozbudowanym opisem. Powiem krótko: to zmiana reguł gry, tak będą wyglądały już niebawem wszystkie nowe wzmacniacze. Tak, bo CAST!

Qobuz w Polsce już w wakacje! Alternatywa dla Tidala z dużymi ambicjami

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
t2YTP6hV0Q0Khpptk18U7Mro8OSJNAcLBvOlTeGKxr04m2QKSTlIHE8KxUVv2iQVZKAWqji4E7qBQdkw1370-h907-copie-810x367

No, wreszcie! To jedyna (może poza Pandorą, bo fajne to, można via Puffin/iOS korzystać z tego w .pl btw) usługa streamingowa (oraz sklep z plikami), której brak jest w Polsce mocno odczuwalny. Dlaczego mocno odczuwalny? Bo Francuzi postawili sobie bardzo ambitne zadanie – zbudować coś, co powalczy nie na ilość, a na jakość z dostępnymi na rynku strumieniami. Nawet Tidal, dla którego będzie to w pewnym sensie naturalny konkurent, nawet Tidal nie oferuje takiej jakości jak Qobuz. Tytułowy serwis to strumienie hi-res audio bez sztuczek (vide MQA) z materiałem najlepszej jakości tj. 24/192 oraz – także dostępne w serwisie – pliki DSD. Także tu nie ma miejsca na kompromis, tu jest najlepsza jakość. Co więcej, to właśnie Qobuz bardzo promuje rozwiązania bezkompromisowe odnośnie jakości muzyki granej z pliku. To tam pojawiają się (na ichniej stronie) recenzje co smakowitszych klamotów (jedna z najlepszych recenzji Korga DS-DAC-100… to właśnie ten adres), generalnie bylejakości mówią głośne NIE. To – bez żadnych niedomówień – najlepsze co możecie znaleźć w sieci w zakresie materiału audio zapisanego w plikach, mają podpisane porozumienia z wszystkimi wydawcami, którzy specjalizują się w hi-resach, są na bieżąco (co nie oznacza, że wchodzą w każdy temat vide dalekie od finału rozmowy z Roon Labs, czy wspomniane MQA…). Tak to wszystko prawda, choć jest i druga strona medalu. Ceny. Te są wysokie, bo jak chcecie sobie strumieniować hi-resy (a nie – oferowane w przystępnej cenie – FLACzki 16/44) to przyjdzie za to zapłacić (uwaga, trzymajcie się czegoś mocno, najlepiej jakiejś framugi, solidnego oparcia) ni mniej ni więcej tylko 350 Euro. Rocznie. Tyle wynosi subskrypcja na bogato. Bardzo jestem ciekaw polskiej ceny, czy będzie to proste przeliczenie tej kwoty (co to oznacza, nie muszę chyba mówić), czy też Francuzi czymś nas tutaj (pozytywnie) zaskoczą. Teoretycznie (patrz niżej) trzydzieści euro za miesiąc to jednak raczej zaporowa cena, przyznacie, choć nieograniczony dostęp do wspaniałości jakie oferuje Qobuz (np. albumów w formacie DSD) jest …cóż, jest kuszący. Szczególnie, gdy skonfrontujemy ten koszt z zakupem płyt czy plików (dwa, maksymalnie trzy albumy) dla niektórych może być całkiem dobrym argumentem na TAK. Poniżej szczegóły co, jak i za ile, oczywiście jeszcze bez przełożenia na polskie realia (jak dostanę jakieś potwierdzone info, zrobię aktualizację).

Parę dni temu, a dokładnie 29 marca, w Paryżu miała miejsce konferencja na której zaprezentowano najnowsze plany dotyczące rozwoju serwisu. Całość poświęcona była rozwijanej, unikalnej póki co, subskrybcji QOBUZ SUBLIME+. To właśnie w ramach tego abo macie 60 000 albumów hi-res audio, do pobrania albo do strumieniowania, reszta katalogu w 16/44 oraz… od 2017 wiele albumów do zassania w DSD (wspomniałem naszego redakcyjnego Korga nie przez przypadek, Qobuz to jeden z głównych entuzjastów tego formatu). Nikt inny takiego czegoś zwyczajnie nie oferuje, bo kramiki (takie jak choćby HD-Tracks) to wysokie ceny, to brak streamingu, to brak abonamentu. Trochę ostatnio korzystam z pomysłu Bowersa & Wilkinsa (w ramach subskrybcji można pobierać albumy w doskonałej jakości), miałem styczność z katalogiem Linna (tu też można było liczyć na promocje) – tak – ale to wszystko jest baaaardzo ograniczone, nie ma tego wymiaru co serwisy z przepastnymi bibliotekami. Jakościowo – super, jednak z bardzo ograniczonym repertuarem (co nie dziwi o tyle, że promuje się swoje, to wytwórnie, to własne podwórko). Tak czy inaczej, Qobuz dostępny obecnie w 8 lokalizacjach w Europie chce się rozwijać, chce ekspansji na nowe terytoria i jednym z takich, nowych terytoriów, będzie już niebawem Polska. A dokładnie w wakacje, nie podano czy bardziej w lipcu, czy może jednak w sierpniu, rzecz wystartuje u nas. Szkoda, że wspomniany abo na bogato będzie od maja tylko i wyłącznie w formule „z góry za rok”. To jednak ograniczy wg. mnie zainteresowanie, bo łatwiej byłoby opłacić miesięcznie, nawet sto parę złotych, niż od razu wyskoczyć z ponad tysiąca (?). Dlatego, mimo że to nadal atrakcyjna forma przy zsumowaniu kosztów zakupu albumów na fizycznych nośnikach (tak, nie zapominam o różnicach, dlatego dalej kupuję płyty :-) ) lub/i downloadów to jednak, szczególnie u nas, nie wróżę temu przedsięwzięciu zbyt dużej popularności (delikatnie rzecz ujmując). Poza naszym krajem serwis wystartuje także w Hiszpanii oraz we Włoszech. Będziemy pierwszym krajem z Europy Środkowo-Wschodniej, w którym zostanie uruchomiona usługa.


Na zielono nowi z dostępem do Qobuza, w tym Polska…

No, tanio to, to nie jest. Elitarnie(j) czytaj znacznie drożej (?)

Wokół tego co powyżej, tzn. subskrybcji na bogato, serwis buduje całe zaplecze w postaci zupełnie nowych aplikacji dostępowych na wszystkie najpopularniejsze platformy. Jest zatem nowa apka dla komputerów (PC/Mac), dla Andka oraz iOSa, wreszcie – co ważne – także w pełni funkcjonalny web-player. Co więcej, jak już zdecydujemy się na opłacenie tego Sublime+ to dostaniemy także pełen dostęp do stale powiększanej biblioteki albumów DSD, przy czym to jeszcze nie wszystkie wspaniałości, bo od września 2017 roku będą to także albumy wielokanałowe. Po raz pierwszy będzie można zapoznać się z dostępnymi na rynku zbiorami materiałów multichannel. Wszystko w ramach abonamentu. Qobuz zdaje sobie sprawę z rosnącego stale segmentu strefowych audio klamotów, nie dziwi zatem decyzja o szerokim udostępnieniu serwisu w ramach oferowanych przez branżę produktów. Wsparcie dla Sonosa (tak, można już dodać, wsparcie jest, przy czym tutaj na razie nie można liczyć na nic więcej niż strumienie 16/44) to dopiero wierzchołek góry, bo dzięki DTS Play-Fi już teraz serwis dostępny jest w ponad 30 różnych głośnikach bezprzewodowych, streamerach itp urządzeniach. Do grona wspierających zaliczają się m.in.: Aerix, Anthem, Arcam, Autonomic, Definitive Technology, Fusion Research, Integra, Klipsch, MartinLogan, McIntosh, Onkyo, Paradigm, Phorus, Pioneer, Polk Audio, Rotel, Sonus faber, Wren Sound Systems oraz Yamaha, Mark Levinson, Advance Acoustics, DJ software Djuced (Guillemot Corporation), Musaic, T+A, AVM, Aurender, Moon, Esoteric.

Tak strumienie w strefach, także hi-resowe strumienie, a dla ekstremistów DSD, niebawem także multichannel

Ambicją Qobuza jest nie tylko oferowanie, ale także uświadamianie konsumentów o zaletach muzyki hi-res, najlepszych jakościowo materiałów. Stąd współpraca w ramach TQS. To pomysł na budowę społeczności wokół serwisu, obejmującą partnerów handlowych, sprzedawców w Europie. Odczyty, pokazy… pewnie będzie w tym sporo marketingu, ale sama idea wyjścia do ludzi jest jak najbardziej cenna, sensowna, bo jak tu ktoś ma uwierzyć, że jednak nie samą mp3-ką można, jak mu się tego nie pokaże. Rzecz jasna kluczową sprawą będzie rzetelność oraz w ogóle sposób w jaki będą organizowane spotkania, co ludzie z tego wyniosą. Samo zwrócenie zainteresowania w stronę jakości, tego czego słuchamy, że nie liczy się tylko kilkadziesiąt milionów kawałków, że jednak melomanowi powinno zależeć na dobrej realizacji… tak, pod tym można się bez „ale” podpisać. Tylko czy sprawy merkantylne nie przekreślą tego szczytnego w zamierzeniach (krzewienia wiedzy, poznania) pomysłu? Cóż, zobaczymy, niewykluczone że już niebawem, bo choć na razie na mapce są sklepy wyłącznie w zachodniej części Europy, to wraz z wprowadzeniem serwisu do .pl zapewne TQS pojawi się u nas. I będzie można sprawdzić ocb.

Ciekawe zestawienie: co ludzie u nas (Qobuz) słuchają. Jak widać, mimo pewnej elitarności i tak strumienie popowo/rockowe górą

Także, dzieje się…

PS. Podam niebawem dane na temat lawinowego wzrostu zainteresowania usługami streamingowymi z jednoczesną erozją segmentu CDA/downloadów.

PPS. Dziękuję naszemu stałemu Czytelnikowi za cynk :-)


No to hi-res do siorbania bez ograniczeń ;-)

Alternatywa? Nie, raczej bezpośredni dostęp do katalogów wytwórni. To też jest jakiś pomysł i niewykluczone że Majorsi będą chcieli także w ten sposób dystrybuować muzykę

Recenzja Audioengine HD6. Kompletny system w aktywnych monitorach

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170119_114626218_iOS

Pamiętacie małe grzmoty? Audioengine A2+? Tak, te desktopowe kolumienki zrobiły na mnie niemałe wrażenie, w przypadku tytułowych poprzeczka była jednak postawiona w zupełnie innym, znacznie wyższym miejscu. Aktywne kolumny za 4 tysiące złotych to już poważna sprawa, to pieniądze za które można kupić bardzo dobre monitory / podłogówki, albo złożyć cały, budżetowy zestaw HiFi. To prawda, podobnie jak prawdą jest – w przypadku HD6 – fakt zakupu całego systemu zamkniętego w obudowach omawianych kolumn. To integracja nie tylko wzmacniacza, nie tylko przetwornika C/A, ale także przedwzmacniacz analogowego oraz modułu bezprzewodowego Bluetooth, obsługującego stream za pośrednictwem protokołów aptX, AAC. Mamy więc najlepsze co może zaoferować obecnie sinozębna technologia, mamy możliwość zintegrowania całego naszego audio (toru) wokół tych monitorów. Niby w nadal jeszcze niezbyt licznych, aktywnych kolumnach głośnikowych, standard (wyposażenie) patrząc przez pryzmat tego, co oferuje obecnie rynek, ale można to wszystko zintegrować na bardzo różnym poziomie. Miałem ostatnio możliwość posłuchania kilku nowych propozycji w tym zakresie, takich od 1000 do 5000 złotych (najtańsze zestawy pochodziły od chińskiego przedsiębiorcy) i cóż – skonstruowanie w zakładanym budżecie dobrego brzmieniowo, aktywnego all-in-one wcale nie jest rzeczą trywialną, to spore wyzwanie, właściwie to najambitniejsze zadanie, bo tu trzeba dokonać wielu wyborów, wszystko zamknąć w ramach jednego produktu przy jednoczesnym samoograniczaniu (budżet).

Audioengine HD6 to topowa konstrukcja w ofercie Audioengine. Tu ma być wszystko naj, ma to być zestaw pokazujący na co stać Amerykanów, przy czym projektanci nie bawią się w żadne subtelności, tylko walą prosto z mostu: chcesz mieć wysokiej klasy HiFi w domu? Zdecyduj się na nasze HD6, wybierz to zamiast klamotów, kabli, pasywnych zestawów głośnikowych, dodatków… słowem, wybierz prostotę, niemnożenie bytów, mniej – w tym wypadku – ma oznaczać pod każdym względem lepiej. Ok, to oczywiście przemawia do wyobraźni, bo faktycznie kolumny właściwie wystarczy podpiąć do sieci elektrycznej i już mamy system, można postawić na dowolnym meblu bez żadnych wspomagaczy, bo producent dał duże, solidne gumowe podkłady i nie właściwie zamyka to temat (oczywiście standy to coś, co warto zawsze rozważyć, o ile jest taka możliwość). Tak, to wszystko prawda. Można zdać się na strumienie, pozostawić gniazda przyłączeniowe puste, sterować natężeniem za pomocą dołączonego, wyciosanego w grubej, aluminiowej sztabie, pilota zdalnego sterowania i uznać temat za zamknięty. Komputer, handheld z najlepszym obsługiwanym przez siebie protokołem BT i mamy finał kompletowania systemu. Wystarczy wyjąć z pudełka, ustawić, podpiąć i już.

To prawda, można w ten sposób wykorzystać ten zestaw, to właśnie sugeruje nam producent, mówiąc o wysokiej jakości dźwięku, jaki może dobiec do naszych uszu w sytuacji, gdy skorzystamy ze strumieniowania. Jednak, co by tu nie mówić o zaletach streamingu, scedowania wszystkiego na bezprzewodowe źródło i same kolumny, to jednak w pełni wykorzystać potencjału drzemiącego w luksusowych obudowach HD6 w ten sposób się nie da. To akurat dobrze, bo zwyczajnie to, co zapakowano do obudów, cały tor, przetworniki, sekcja C/A pozwalają na więcej. Głośniki zamontowane w skrzynkach rozwijają pełnie swoich możliwości wtedy, gdy do analogowych wejść podepniemy rasowe źródło, jak choćby grający przez parę tygodni w takim właśnie zestawieniu, przetwornik C/A Matrix X-Sabre Pro gen.2. Grało to zjawiskowo dobrze, na dużo lepszym poziomie od strumienia, a także na zauważalnie (choć już bez takiej różnicy jak w przypadku strumienia) lepszym w porównaniu do wbudowanej sekcji C/A w samych kolumnach. Co więcej, warto było dać szansę trybowi pre w Matriksie – rezultat także tutaj był na plus w stosunku do tego, co oferowały same HD6. Co to w praktyce oznacza? Ano same dobre wieści dla użytkownika tych kolumn, bo może z czasem uzyskać lepsze rezultaty, podpinając jakiegoś klamota, przy czym nie musi to być (nadal) pre, nie będzie to oczywiście końcówka, a (jedynie i aż) lepszy DAC (i co tam jeszcze w jednej skrzynce producent pomieścił ;-) ). Także możliwy jest progres w (niby) zamkniętym, kompletnym rozwiązaniu, jednocześnie można (a nawet warto) korzystać z pełnej integracji jaką oferuje topowy zestaw Audioengine, bo to zwyczajnie wygodne, praktyczne i na poziomie solidnego, przystępnego cenowo HiFi.

Poniżej, w rozwinięciu, przeczytacie uzasadnienie tego, co powyżej, czas zatem na konkrety…

» Czytaj dalej

Sonos Play:1 &Bridge &Roon tak to się robi! Testuję naj mutiroom audio @ rynku

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170308_102931120_iOS

Dlaczego na dzień dobry tym „najlepszy” kłuję? Dlaczego takie zachwyty nad głośniczkiem co to nawet hi-resa nie zagra. Spokojnie. Już wyjaśniam. Chcecie coś, co gra po naciśnięciu guzika (jednego guzika)? Chcecie coś, co nie wymaga żadnej konfiguracji, gdy podepnie się taką małą, niekosztowną skrzyneczkę do domowego routera? Chcecie mieć zasięg wszędzie, strumień stabilny jak skała, granie nawet w obłożonym kaflami kiblu bez utraty jednego bita? Chcecie wreszcie zintegrować sobie ten multiroom z najlepszym front-endem na rynku, tzn. strumieniować bezstratnie, a dodatkowo (w zapasie) mieć WSZYSTKIE serwisy, rozgłośnie, podcasty, usługi, no WSZYSTKO sterowane z dowolnej platformy? No to już wiecie. A K.O to własny, autorski, skuteczny (tak, cholera, tak właśnie) system audiokalibracji, który w takiej łazience czyni prawdziwe cuda, to znaczy da się grać normalnie, nie jak w studni, grać przyjemnie, a przecież wanna, prysznic to miejsca bardzo wskazane patrząc przez pryzmat relaksacji, z tą relaksacją związanej chęci posłuchania czegoś… prawda? Ano prawda, najprawdziwsza prawda.

Także, powiem tak – jeżeli jest coś, co mnie przekonało w dwie doby bez żadnego „ale” to jest to właśnie Sonos. Sonos Play:1, bo o tym konkretnie maluchu wraz z sieciowym mostkiem Sonos Bridge, mówimy. Mostek jest wg. mnie nieodzowną częścią tego sytemu, bez niego sporo tracimy, bo po pierwsze gwarantuje doskonały zasięg (i korzyści płynące z wykorzystania niezależnej, własnej sieci typu mesh – z takiej właśnie Sonos korzysta, w tym jego siła), po drugie brak interferencji, po trzecie brak konieczności konfigurowania (naciskasz i grasz). Ot, wystarczy podpiąć LANem skrzynkę, ustawić Sonosy gdzie-bądź i już. Co więcej, korzystamy tutaj z WiFi, a nie ułomnego (zasięg & propagacja sygnału!) Bluetooth’a i mamy bezstratne strumienie i mamy (a tego AirPlay nie daje btw) bitperfect też. Bit po bicie muzyka sobie płynie. Tak, dokładnie tak, jak być powinno. Do tego jak naciśniecie pauzę i po paru dniach naciśniecie „play” to wiecie co usłyszycie? No właśnie, muzykę usłyszycie. W airplejowych strefach to ni cholery tak nie działa, w przypadku SKAA (AirDAC) to też niestety nie chce tak działać, w innych rozwiązaniach jakie testowałem ZAWSZE było jakieś „ale”. A tu nie ma „ale”. Zajebiście!

Głośnik

Tym, co jednak mnie prywatnie przekonuje jest integracja z Roonem. Od ostatniej dużej aktualizacji 1.3 te Sonosy Play:1/ 3/ 5, soundbar z subem oraz odtwarzacze ZP (też z ampem) stanowią end-pointy dla tego najlepszego wg. mnie software odtwarzającego, porządkującego / katalogującego muzykę jaki jest dostępny obecnie na rynku. TO JEST TO. Gram sobie co chcę, wszędzie, sam głośnik przestawiam w dowolne miejsce (zapamiętuje w pamięci pomiary akustyki) i za pomocą dowolnego ekranu, jaki jest na podorędziu, steruję, odtwarzam, zarządzam. Dźwiękowo to bardzo fajna rzecz, oczywiście jak na niewielki, zamknięty w małej budzie układ dwudrożny. Gra to przyjemnie, a – co istotne – mając w zanadrzu własny system dopasowania pracy przetworników można naprawdę ustawić to, to wszędzie. I zagra. Fajnie zagra. Z Roonem jest o tyle ciekawie(j), że tam są zaawansowane tryby (DSP), że mamy jeszcze bardziej rozbudowane zarządzanie strefami (prawdziwie multistrefowe zarządzanie całym domowym audio systemem), że integracja z Tidalem robi różnicę (już jest osobna zakładka Masters ;-) ), że – wreszcie – można skorzystać z oryginalnych, nigdzie indziej nie widzianych, sposobów nawigowania po zbiorach jak i uskuteczniania muzycznych poszukiwań (przeczytajcie nasze opisy Roona, tam jest wyjaśnione z jakim potencjałem mamy do czynienia). Także, taki Sonos razy dwa/ trzy / pięć i więcej, w różnych miejscach w domu, skutecznie domyka nam temat „muzyka to u mnie gra wszędzie”. A że Play:1/3/5 mogą grać sparowane w trybie stereo to… gabinet, dalej sypialnia, i jeszcze pokój dziecięcy… tak tam właśnie te Sonosy spokojnie mogą robić co trzeba i każdy z domowników będzie zadowolony. Czego brakuje? Czegoś z wbudowaną baterią na wynos (w sensie, na wynos – ogródek, patio, nie na wynos, wynos, bo to by się kłóciło z całą koncepcją systemu). Gramofon (tak jest Sonos igła – nie pytajcie po co, no po prostu jest) może być ciekawym przykładem na to, jak moda kształtuje byt. Nawet jeżeli to bez-sensu. Bez-sensu? Ano bez, bo gramofon zakłada że tak powiem sam z siebie fizyczny kontakt, interakcję, coś co jakby kłóci się ze strumieniami, z bezprzewodowością się kłóci, ale co ja tam wiem? Stary i głupi jestem. W poprzednim wpisie już to przerabiałem. Także gramofon też jest, choć bez-sensu w kontekście systemu.

Mostek

Software Sonosa jest przejrzysty, ale nie jest to żaden Olimp, no brakuje mu nieco, przydałaby się polerka. Na szczęście można, a nawet warto jw. scedować sterowanie na alternatywy. To nie tylko Roon, to także doskonała (tak, wg. mnie nadal najlepsza) aplikacja jaką oferuje Spotify, gdzie Sonos może po integracji (przeprowadzanej w nieco kuriozalny sposób, o czym w recenzji będzie, dobrze że tylko raz trzeba i z głowy) być widoczny jako efektor w apce i z poziomu spotifaja można sobie już grać dowoli. Firmowy soft daje możliwość pogrupowania, zawiadywania strumieniami, tworzenia swoich playlist, swoich ulubionych z tego co zintegrowane… kto co lubi. Mocnym atutem jest wspomniany system kalibracji, wykorzystujący mikrofony w handheldzie (najlepsze wg. mnie efekty daje wykorzystanie w pomiarach smartfona, mikrofon czy mikrofony są czulsze w telefonie od tych zamontowanych w tablecie). Wiadomo, że trwają prace nad integracją inteligentnych (ekhmm) asystentów od Google oraz Amazona. Właściwie to drugie testowo już jest. Przy czym pewnym ograniczeniem będzie tutaj brak w wyposażeniu samych głośników mikrofonu, ale kierunek rozwoju (jak mówi nowy CEO Sonosa) jest jasno wytyczony. Ma być zawiadywanie domem, zawiadywanie naszym czasem, podpowiadanie, sugerowanie, wiaaaaadomo – terminal marketingowo-zakupowy w każdym domu ;-) Może bez tego „;-)” w sumie, bo to chyba jednak na serio. Dobrze, że w tym przypadku każdy będzie mógł zadecydować, czy w ogóle chce takie coś aktywować, czy apagesatanas. Mówi się także, głośno, o ewentualnym wprowadzeniu lepszych od jakości CDA strumieni. Czy i kiedy, to za bardzo na tę chwilę nie wiadomo. Tak czy inaczej, pomysły są, nowe znaczy się pomysły i dobrze, choć dla mnie to, co istotne, w sumie już jest. Do Sonosa jeszcze wrócę, zapewnie w formie „rzutu uchem”, może będzie w rozbudowanej formie (w sensie bez przenoszenia malucha, bo będzie ich parę), także jeszcze coś na pewno o tym Sonosie się na HDO pojawi.

Apka. Przepraszam za te bafrumy i kiczeny, to ma iść też w wersji ang. a wiadomo, że Anglosasi potrafią tylko po swojemu gadać, no te inne języki to ich trochę przerastają.
Zaraz nowa płyta DM się pojawi. Singiel taki mniej więcej: czekam, czekam aż coś, czekam, o… koniec :(

 

Tymczasem zapraszam do fotogalerii, którą będę jeszcze rozbudowywał:

 

» Czytaj dalej

Pylon Opal Monitor + standy w redakcji = budżetowe może wyglądać? Może

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170313_145230400_iOS

Recenzje już w kolejce, czekają na publikację, tymczasem w redakcji praca wre na całego, bo mamy prawdziwą klęskę urodzaju. Dzisiaj będą zapowiedzi, to pierwsza z nich – wracamy do polskich kolumn, przed obiecanymi Diamondami trafiły do nas budżetowe Opale… model, który w ofercie uzupełnia najprzystępniejsze cenowo Perełki. Opale są spore, to duże monitory, z dużym przetwornikiem nisko-średnio tonowym, w innym od dotychczasowo praktykowanego układzie tj. odwróconym – duży na górze, tweeter na dole. Duże paczki, które z tego co słyszę mogą spokojnie robić za fronty w dużym salonie (u mnie z aneksem będzie jakieś 27 metrów). Większe od Pereł, dużo większe od podstawkowych Topazów oraz monitorowej wersji Diamondów (te też weźmiemy z miłą chęcią na warsztat). Innymi słowy Opale to wg. mnie kolumny dla kogoś, kto niekoniecznie chce stawiać duży mebel jakim zazwyczaj są podłogówki w salonie, jednocześnie chciałby mieć „duży” dźwięk, bez ograniczeń typowych dla niewielkich zestawów podstawkowych. Czymś, co tutaj dodatkowo robi są standy. Stojaki zazwyczaj traktowane są jako dodatek i to dosłownie, to znaczy na doczepkę… są kolumny, potem rozglądamy się na czym by je tutaj postawić, można rzecz jasna wykorzystać jakiś mebel, w przypadku Opali musi to być konkret szafka, ale… Mebel typu szafka RTV niesie ze sobą oczywiste ograniczenia. Po pierwsze odległość od ściany trudno tu „regulować”, mebel stoi przy ścianie, odległość kolumn jest wobec tego stała, zazwyczaj blisko są umiejscowione, mało optymalnie i niewiele można z tym zrobić. Dodatkowo taki mebel nie koniecznie, a wręcz zazwyczaj rezonuje, nie stanowi stabilnej podstawy pod monitory. To kompromis. U mnie są podłogówki w salonie, ale też monitory (zawsze – czy prywatne, aktywne nEar05, czy też coś co się akurat testuje… obecnie HD6 od Audioengine) i te monitory stoją właśnie kompromisowo, na szafce. Co prawda trochę ją, tzn. szafkę, zmodyfikowałem, trochę ją dociążyłem, nieco odsunąłem od ściany, same zaś kolumny gdy grają są ustawione bardziej do siebie i maksymalnie wysunięte do przodu, mebel zaś sam z siebie ciężki, stabilny z bardzo długim blatem… ale… to nadal kompromis.

Dzień dobry

Standy Opali są dedykowane Opalom. Budżetowym kolumnom, takim, które otwierają, nie zamykają ofertę Pylona. Czujecie? Zrobili coś, co okazuje się bardzo, bardzo wskazane, gdy nasz wybór padnie na podstawkowy zestaw i proszę – nie trzeba szukać, kupować zazwyczaj beznadziejnie niedopasowanych, brzydkich standów z półki, albo takich, które owszem, będą wyglądały znakomicie, zrobione na zamówienie, ale będą jednocześnie kosztowały krocie. W przypadku budżetowych kolumn takie coś nie ma uzasadnienia, tym bardziej pochwały dla producenta, że podszedł do tematu kompleksowo – są kolumny podstawkowe? Są i rzeczone podstawki pod nie. Dobrze, żeby inni brali przykład, bo to nie tylko względy estetyczne, ale także – pamiętajmy o tym! – brzmieniowe … całość stanowi system, dobre podstawki, stabilne, pozwalające odpowiednio ustawić kolumny to maksymalizacja efektu, to osiągnięcie optimum. W przypadku ustawienia kolumn jw. na jakimś meblu, decydujemy się na kompromisy także w zakresie dźwięku. Odnośnie zaś wyglądu, de gustibus rzecz jasna, w mojej opinii te podstawki nie tylko idealnie pasują do samych kolumn, ale wyglądają świetnie, są minimalistyczne w formie, inne niż typowe „stelaże”, to drewniany profil, znakomicie korespondujący z formą paczek. Można same standy wyposażyć dodatkowo w kolce, ja z tego zabiegu zrezygnowałem, bo nie widzę zwyczajnie takiej potrzeby, by dodatkowo stosować takie rozwiązanie. Waga całości, stabilność kolumn usadowionych na standach są dla mnie wystarczającym powodem by kolcom podziękować, kolców nie montować. Teraz mogę spokojnie wykonywać manewr bliżej, szerzej, osiągając różne rezultaty brzmieniowe, dopasowując zestaw do własnych wymogów oraz akustyki pomieszczenia* (polecam duże szafy z książkami, albumami na ścianie „za głową”). Dobrym pomysłem jest także położenie wykładziny, dywanu, chyba że macie drewnianą podłogę (pseudo drewniane panele się nie liczą, jak jest panel z co najmniej 2-3 cm warstwą drewna to ok, jak typowy panel drewnopodobny to nie). W ogóle dużo drewna nie zaszkodzi. U mnie ściana za kolumnami, ściana „RTV” jest specjalnie przygotowana pod kątem akustyki (fajne jest to, że tego nie widać :) ), jedyny element „twardy”, betonowy, to pas na środku w miejscu gdzie jest stelarz pod wieszak dla telewizora. Kasetony, panele wbudowane w te ścianę robią robotę, także trochę z tą szafką przesadzałem ;-) …trochę. W przypadku Opali mogę je ustawić dowolnie, najlepiej i to właśnie robię. Innymi słowy – kupujecie Opale? Kupcie od razu standy. Musowo.

O brzmieniu mogę na razie napisać tyle, że potrafią zagrać potężnie, bardzo głośno (to ośmioomówki są btw), nawet z niezbyt mocnym wzmacniaczem (mój NAD315, sprawdzę z MiniWattem i podejrzewam że będzie dobrze, mimo 4W tylko). Raczej nie brałbym ich do gabinetu, do niewielkiego pomieszczenia, na pewno nie są to desktopówki, na upartego ustawicie je „przy kompie” …tylko po co? Nie wykorzysta się możliwości przetworników, dodatkowo w takim miejscu  - zwyczajnie – lepiej zagrają mniejsze kolumienki, w rodzaju moich ulubionych bliskopolowych Pylon Topaz Monitor. To właściwe kolumny pod taki scenariusz, Opale są na salon. Konkretnie. Na razie grają sobie w tle, choć nie muszę ich wygrzewać, bo wcześniej już u producenta pograły. Wybarwienie to naturalna (kolor) okleina dąb, z czarnymi frontami. Obawiałem się w pierwszej chwili takiego zestawienia (czarna wersja tych kolumn, z czarnymi standami – te zdaje się zawsze czarne są – była właśnie tiptop), okazało się jednak, że wygląda to bardzo dobrze, że to drewno szczególnie zestawione z podobną kolorystyką mojej podłogi, czarnym frontem i czarnymi podstawkami… że to wszystko pasuje do siebie, prezentuje się bardzo fajnie od strony estetycznej. Miałbym natomiast wskazówkę dla producenta, by standy były dostępne we wszystkich wybarwieniach w jakich robi te monitory. W oczywisty sposób ułatwi to wybór klientom. Na koniec dodam, że standy wykorzystam także z HD6-kami. Coś czuję, że choć niedopasowane wymiarowo (ale to też duże paczki i wielkiego dysonansu nie będzie) mogą na takim połączeniu zyskać (brzmienie). Zobaczymy. Moje aktywne nEar-y niestety są za małe i tu trudno o dopasowanie, nie będzie to wyglądało dobrze. HD6 są czarny mat, standy są czarny mat – będzie dobrze.

WAF wysoki, można brać bez obaw o komentarze typu „ale chyba zwariowałeś stary, zaraz mi się tutaj z tym zawijaj”. Także ten, ten najważniejszy aspekt tutaj jest bardzo w porządku

Zapraszam do fotogalerii z opisem, a za moment kolejna zapowiedź, zapowiedź produktu, który przekonał mnie całkowicie do siebie, bezapelacyjnie wręcz. Zostaje. Taki dobry jest.

BTW. W kwietniu konkurs rocznicowy. Oj czuję, że będą w tym roku atrakcyjne nagrody, oj czuję (chyba że to w starych kościach łupie, jeżeli to, to …to się wygłupiłem – stary / głupi – pasuje! ;-) )

* problemem nierozwiązywalnym są duże powierzchnie szklane. U mnie balkon, duże okno, duże szyby. Tego obejść się nie da. Nastrój poprawia mi podczas słuchania widok na las. Tak, te duże okna robią atmosferę (choć psują to i owo). Wybieram atmosferę (od zachodu, tylko Trójmiejski Park Krajobrazowy… i to ma sens! ;-) ). No i zawsze można jakieś drewniane, bambusowe zasłony wstawić. Można? Można ;-)

» Czytaj dalej

Obrodziło #3: HiFiMANy HE-1000 w redakcji. 1K vs Ethery Flow vs LCD-3 …słuchawkowa nirwana

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170302_075709979_iOS

Udało się zgromadzić w jednym miejscu, w jednym czasie i cóż… zarywam noce, porównuję, notatkuję, intensywnie dumam, ale przede wszystkim słucham. Słucham nie tylko krytycznie, ale także dla czystej przyjemności. Tu nie ma dźwięku z niedostatkami, tu są różne ścieżki prowadzące do dzikiej przyjemności, grubej satysfakcji, tytułowej – słuchawkowej – nirwany. Do porównania brakowało mi HiFiMANów, bo gdziekolwiek by się nie pojawiły (salony, imprezy, spotkania) zawsze przyciągały niczym magnes, także bardzo mi się widziało by te słuchawki do testów zdobyć i sprawdzić z Etherami oraz topowymi (do niedawna) Audeze. Znajomość z 1k od HiFiMANa zawsze była zbyt „ale to już?”, no zbyt niepełna, pozostawiała – w skrócie – ogromny niedosyt. Teraz jest już inaczej i gdybym mógł, to bym tych słuchawek z głowy nie zdejmował. Tylko że tak się nie da, bo na łbie można mieć ino jedne takie, hajendy, a opisane wstępnie wcześniej Ethery …oferują podobne właściwości uzależniające co tysiączki. Generalnie to wszystko co w topiku to twarde dragi są i gdyby nie to, że przecież szkodliwość społeczna ograniczona do najbliższego otoczenia (to może być problem …you now what i mean… partnerki życiowe), ogólnie takie hobby pod żaden paragraf konkretny nie podpada, to patrząc na to wszystko na chłodno – jakieś kliniki odwykowe, jakieś kozetki, jakieś środki zapobiegające uzależnieniu byłby co najmniej wskazane. No ale, na szczęście, można w ramach rzeczywistych możliwości (powiedzmy 3 godziny dziennie, co stanowi i tak mission impossible), no można zażywać. Szczerze powiedziawszy, w domowych pieleszach, gdzie trudno o chwilę skupienia w miejscu gdzie stoi aparatura z kolumnami, zwyczajnie życie podpowiada najkorzystniejszy, najsensowniejszy scenariusz… zgadza się? Słuchawki.

Mmm

Testuję oba warianty Etherów oraz HE-1000, dodatkowo porównując z red. LCD-3 na CMA600i. To wyjątkowo przyjemne, ułatwiające zadanie urządzenie, bo multum gniazd, bo praca w trybie DAC jak i pre, bo wyczynowe parametry i obsługa wszystkiego jak leci, tj. plików w najdzikszych, niewystępujących w przyrodzie formach. To główne źródło i gramy z podpiętej makówki via Roon. Tyle. Nie komplikuję toru, choć przez tydzień testowałem z wg. mnie lepszym przetwornikiem (zapowiedziany Matrix X-Sabre Pro vol.2) – wtedy wykorzystaliśmy możliwość podpięcia analogowego źródła do Questyle. Czy ten wzmacniacz (przede wszystkim) słuchawkowy stanowi jakieś ograniczenie dla wymienionych powyżej słuchawek? Nie wydaje mi się, była sposobność podpięcia pod Bakoona i jak napisałem – nie wydaje mi się. A nawet powiem więcej… ten Questyle za tyle, ile wołają, nie ma we wzmacniaczowo-słuchawkowym segmencie żadnej sensownej konkurencji. Tor pomocniczo-porównawczy z dakiem M2Techa, oraz dwoma wzmacniaczami M1HPA oraz lampowym MiniWattem (bańki to brimarowe NOSy) pomaga odnieść się do głównego, testowego zestawu w minimalistycznym stylu. Gramy przede wszystkim z pliku, bo zwyczajnie dzisiaj tak właśnie gramy. Inne źródła (kompakt, gramofon) sprawdzę oryginalnie – choć zważywszy na ortodynamiki – ma to jak najbardziej sens… za pomocą HE-Adaptera (elektronika NADa). Na koniec, początek i środek zostawiłem sobie jeszcze jedno urządzenie, które zważywszy na cenę, nie powinno w ogóle być brane pod uwagę, a byłby to gruby błąd – pisałem o nieprawdopodobnie dobrym dźwięku z jacka na TAC-2 (interfejs thunderboltowy). Z HE-400 to jeden z moich ulubionych setów, dlatego wszystkie testowane i porównywane słuchawki zagrają także na tym ustrojstwie. Także będzie i to.

Na razie jednak koncentruje się na samych nausznikach i jw. zadanie ułatwia wielce CMA600i. Parę konkretów już mam, ale też klika pytań się urodziło i zastanawiam się jak to ugryźć ;-) Na marginesie, to bardzo pouczające doświadczenie – tu nie ma jednej drogi prowadzącej do celu, więcej te słuchawki naprawdę wiele różni (brzmieniowo), grają w bardzo odmienny sposób. Oczywiście to co napisałem nie jest specjalnie odkrywcze, czy zaskakujące, natomiast czymś co skłania do zadumy jest to, co z tego praktycznie wynika – czym jest, jak zdefiniować „perfekcyjne” brzmienie, czy może bliskie perfekcji, wybitne, jak odnieść się do tych różnic, gdzie szukać punktu odniesienia? To różne drogi prowadzące do konkretnego celu. Tym celem w muzyce odtwarzanej na jakimkolwiek sprzęcie jest zaangażowanie, są emocje. Nie raz o tym pisałem na HDO i w sumie to jedyna – fakt – ulotna – fakt – niejednoznaczna, mocno indywidualna ale też (na poziomie czysto subiektywnym) jedyna weryfikowalna, stała wartość, która umożliwia odniesienie się do testowanych produktów, ich oceny. Bo zawsze, pamiętajcie o tym, zawsze na końcu liczy się to, czy to co usłyszycie do Was przemówi. Nie do mnie (mogę, jak każdy testujący, recenzujący ułatwić, zasugerować, wyjaśnić – to mogę) należy ostateczny werdykt, a do Waszych uszu. W przypadku takich nauszników, jak zapowiadane w zajawkach, można z dużą dozą prawdopodobieństwa autorytatywnie stwierdzić – to bliskie perfekcji granie - ale też sposób w jaki Mr Speakers, Audeze oraz HiFiMAN dochodzą do szczytu jest różny, odmienny i w tej różnorodności trzeba się (samemu) odnaleźć. Są kwestie zero – jedynkowe, związane z ergonomią, z „obsługą”, które nie podlegają dyskusji, są obiektywnie weryfikowalne, ale dźwięk… taki dźwięk jaki oferują opisywane nauszniki to już pewne, czysto indywidualne wybory, bo obiektywnie da się tylko powiedzieć tyle, że to najwyższa brzmieniowa półka. Pamiętajmy o tym i nie dawajmy bezkrytycznie wiary recenzjom operującym językiem kategorycznym, gdzie wszystko jest czarno-białe. Tu się tak zwyczajnie nie da, bo słuchając tych nauszników jesteście na ostrym haju ;) Także lojalnie przestrzegam i ostrzegam.

Trudny wybór… tylko para uszu, a tu trzeba coś na nie nałożyć.  Na coś się zdecydować. Na marginesie, nie słucham z podpiętymi równocześnie pod wszystkie gniazda słuchawkami. W instrukcji nie zalecają. Także te zdjęcie to taka post-prawda ;-)

HE-1000 przyciągały niczym magnes i to im zostało. Ten magnetyzm. Ich nowa wersja ma być jeszcze ciut lepsza, lepsza w zakresie ergonomii (o tym wspomina producent)… nie wiem co można radykalnie tu poprawić, ale mniejsza, niech nas HiFiMAN czymś jeszcze zaskoczy. HE-1000 sprawdzam także na testowanym mobilnym źródle @ DAPie SuperMini takoż od HiFiMANa. O tym też przeczytacie zarówno w recenzji samych nauszników, jak i wspomnianego odtwarzacza (zdradzę tylko, że idealnymi mobilnymi topowymi orodynamikami na wynos są i chyba długo pozostaną zamknięte Ethery …tu wszystko „gra” tj, ergonomia, niebywała wygoda, lekkość, oczywista separacja od tego co na zewnątrz i wybitnie dobra efektywność – zero niedostatków odnośnie mocy mobilnego źródła w przypadku tych słuchawek). Przyciągają zatem te tysięczniki nadal niczym magnes i ciągle mi mało. To też wiele mówi o nas samych, o naszych preferencjach, o „naszym dźwięku”. Ethery Flow przetestowałem gruntownie, mogę teraz odnieść ich brzmienie z propozycjami Audeze oraz HiFiMANa, przy czym jak wyżej, to moje odniesienie w sposób oczywisty jest skażone moimi preferencjami i czytając recenzje (startujemy z publikacjami w przyszłym tygodniu, mam czasową rezerwę na pisaninę) nie zapominajcie o tym! 

Poniżej ultrakrótkie fotostory…

» Czytaj dalej

Spotify niebawem wprowadzi bezstratny streaming. Czas @ Spotify HiFi

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
HiFi

No to mamy to, o czym wspominałem niedawno – jeden z wiodących (obecnie największych) dostarczycieli muzyki w strumieniu, szwedzki serwis strumieniowy Spotify, niebawem wprowadzi jakość bezstratną. Spotify HiFi będzie potwierdzeniem trendu, jaki obserwujemy od paru miesięcy – teraz liczy się także jakość, nie tylko ekskluzywny dostęp do treści, nie tylko innowacyjne sposoby dostarczenia muzyki do naszych uszu… Nowa usługa ma być dodatkowo płatna. W wariancie premium płacimy 9.99$ (19,99 zł) za lepszą jakość streamingu przyjdzie dodatkowo zapłacić 7,99$ (14 ~ 16 złotych).

Innymi słowy będzie to zbliżony koszt do tego, który ponosi użytkownik Tidala HiFi (39,99 zł). Pojawiły się także informacje z nieco innymi cenami (od 5 do 10$), serwis testowo odpalił lepszy strumień kasując za tę przyjemność 5 albo 10 zielonych (sprawdzają ile będą mogli zawołać ;) ). Niebawem wszystko powinno się wyjaśnić. Pytanie co zrobi Apple? Muszą jakoś odpowiedzieć na ten ruch. Spotify to najpoważniejszy konkurent Apple Music. Szwedzi mają 40 mln abonentów, AM około 20 milionów. Przy czym od jakiegoś czasu Apple nie przybywa użytkowników. Firma musi odważnie wejść w temat, najlepiej gdyby przebiła to co w tytule, wprowadzając streaming hi-res (technologia MQA idealnie do tego się nadaje – mamy podobne wartości transferu do tych, które charakteryzuje strumień o jakości CDA).

Także robi się naprawdę ciekawie. Warto przy okazji zaznaczyć, że te lepsze strumienie korespondują ze zmianami jakie zachodzą w konstrukcji handheldów. Rezygnacja z jacka (na szczęście nie wszędzie, nie definitywnie vide WMC / Barcelona / 2017), wyjście z cyfrowym sygnałem do zewnętrznego DAC/AMPa daje nowe możliwości. Oczywiście przede wszystkim mamy bezprzewodowość (nowe wersje aptX pozwalają na uzyskanie znakomitych rezultatów), a tu króluje Bluetooth. To nadal stratna transmisja, ale jak wspomniałem, obecnie zbliżamy się do niwelacji różnic między sinozębnym a strumieniem WiFi. Dodatkowo cyfrowe kable (z elektroniką) to coś, co w dużej obfitości pojawi się na rynku. Idzie nowe…

AKTUALIZACJA: Spotify ma już 50 milionów subskrybentów płacących abonament. To spory sukces, bo jeszcze kilkanaście miesięcy temu większość z korzystających z serwisu zadowalała się bezpłatnym dostępem. Jak widać ludzie zaczynają traktować streaming jako coś, za co warto płacić. Dobrze to rokuje na przyszłość, daje szansę rozwoju usług, wprowadzania nowych rzeczy, takich jak bezstratna jakość z widokami na rentowność oraz (co ma niebagatelne znaczenie dla całej muzycznej branży) satysfakcjonujące profity dla artystów.

Wow! Chcę to mieć! Wheel. Koło grające winyle. Niesamowity gramofon Miniot’a

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
eb8daa5d3cb3a85b372bd69a1200d0d4_original

Kickstarter to kopalnia niebanalnych idei, pomysłów, czasem z zadatkami na to COŚ, co mogłoby zrewolucjonizować rynek. Oczywiście to także tysiące poronionych projektów, które często są sposobem na zarobienie kilku gorszy przez ludzi uczciwych inaczej. To taki tygiel pomysłów. Lubię przeglądać sobie najnowsze kampanie, sprawdzając czy nie pojawiło się to… COŚ. I wiecie co, dzisiaj właśnie na to trafiłemna okrągły, dokładnie wielkości płyty gramofonowej (LP) gramofon inny, niż wszystko co do tej pory widzieliście, od tego co się na rynku pojawiło. Już sama forma to nie banał, ale umówmy się – przenośnych, szafograjacych, wbudowanych w meble, dziwacznych gramofonów było na pęczki. Ten tutaj zachwyca czystą formą, kompaktowością, ale to mało w zestawieniu z tym jak go mechanicznie oraz użytkowo zaprojektowano. TO JEST PRAWDZIWA BOMBA.

Po pierwsze ten gramofon nie ma klasycznego ramienia. Wkładka, cały mechanizm ukryty jest pod talerzem, cała część mechanizmu z igłą jest niewidoczna i doskonale zabezpieczona. Nie ma zatem problemu, by to cudo stało sobie w zasięgu dziecięcych łapek (no przesadziłem, ale specjalnie), nie ma problemu by je pionowo postawić z płytą zawieszona na talerzu, który to talerz z ruchomym modułem wkładki z czujnikiem podczerwieni wraz z pomysłowym manipulatorem stanowi esencję tego projektu. Ten manipulator (na przedłużeniu trzpienia) daje nam pełną kontrolę nad odtwarzaniem, realizując sterowanie w pełni elektronicznie, przy czym – co warte podkreślenia – gramofon od strony konstrukcyjnej, cały tor, ścieżka sygnału jest czysto analogowa, nie zachodzi tam żadna konwersja z udziałem zer/jedynek. Mamy wbudowane pre, jest ortofonowa wkładka, wychodzimy bezpośrednio na wzmacniacz, na kolumny standardowo, bez żadnego hokus-pokus (nie zdecydowano się na modne obecnie sprzęgnięcie interfejsu cyfrowego tj. USB, konwersji ADC …jak wyżej, czysty analog). Sterowanie pracą nadzoruje natomiast innowacyjny układ elektroniczny, stabilizowana wkładka pod talerzem współpracuje z działającym w podczerwieni sensorem, odczytującym w czasie rzeczywistym położenie płyty oraz kolejność odtwarzania (sic!).

Popatrzcie na to… Wow! Dostępne, trzy wybarwienia do wyboru

Specyfikacja… czekamy do grudnia (na lądowanie w sklepach / sieci… no kiedy będzie po prostu do kupienia)

Pamiętam japoński laserowy gramofon, który robił ogromne wrażenie (chodziło o unikatowe połączenie najnowszych technologii cyfrowych, wprzęgnięcie lasera w proces odtwarzania, bez udziału klasycznej igły). To było coś! To tutaj robi podobne wrażenie. Mechanizm „ramienia” wykonano z mahoniu, podczas gdy talerz będzie dostępny w trzech wariantach, z różnych rodzajów drewna: orzechowego, wiśniowego oraz ponownie z mahoniu. Oczywiście gramy odwrotnie niż na każdym innym gramofonie, odtwarzając to co jest na dole, rewers, bo tak działa jw. ten oryginalny płyto-graj.

Tak to, w skrócie, przedstawiają twórcy:

wheel_how_it_works_tonearm.gif1.mp4

 

 

Jak widać, sterujemy opisanym powyżej manipulatorem, nie tylko standardowo pauzując, wznawiając czy kończąc odtwarzanie, ale także możemy przeskakiwać utwory do przodu i do tyłu. Na górze manipulatora zamontowano białą diodę informującą o trybie działania urządzenia. Nazwa gramofonu jest dość oczywista – KOŁO, jako że mówimy o projekcie croufundingowym, wsparcie obarczone jest ryzykiem. Aby zachęcić osoby zainteresowane pomysłodawcy oferują 30% obniżkę ceny rynkowej gramofonu. Teraz zapłacimy 568€, gdy sprzęt trafi do sprzedaży za okrąglaka przyjdzie nam zapłacić 806€. Za całością stoi znany duet konstruktorów Peter Kolkman oraz Greet van den Berg. To ludzie doskonale obeznani z projektowaniem sprzętu audio, w tym gramofonów. Już teraz zebrano prawie 150 000, przekraczając trzykrotnie założony cel (50 tyś). Daje to nadzieję na urzeczywistnienie projektu w masowej produkcji, do czego obligują się twórcy. Do końca zbiórki zostało jeszcze ponad 2 tygodnie. Poniżej, w rozwinięciu, szczegóły konstrukcyjne (prototypu) na rycinach z opisem…

gramofon inaczej 2 

» Czytaj dalej