LogowanieZarejestruj się
News

Tour de… Emeraldy Pylona w Gdańsku

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170211_112145458_iOS

Wczorajsza impreza (11.02) odbyła się w salonie Premium Sound w Gdańsku. Sala pękała w szwach (co cieszy rzecz jasna, choć z oczywistych względów utrudniało to percepcję). Playlista z wykładem by Pacuła, Wojciech Pacuła. Te kolumny, główny bohater spotkania, to wersja stworzona przy współudziale HighFidelity, a konkretnie pod gusta prowadzącego.

Dużo ciekawych informacji na temat muzyki, realizatorki, jak słuchać i dlaczego tak. Mam odmienne zdanie w paru kwestiach i dobrze, bo świat byłby cholernie nudny gdybyśmy się we wszystkim zgadzali (w Polsce nam to nie grozi, z definicji w niczym się nie zgadzamy). Odnośnie zaś dźwięku (rzecz jasna subiektywnie!): były momenty (nie, nie o takie momenty tu mi się rozchodzi ;) ), bardziej ze wzmacniaczem lampowym, zdecydowanie bardziej niż z elektroniką Soul Note.

Lampowiec FrezzAudio @ KT88 grał bardzo przyjemnie z tymi zgrabnymi (zauważcie, one są bardzo kompaktowe, bardzo niewielkie) kolumnami. W sprzedaży będzie także wersja niesygnowana, z firmowym (Pylon) dźwiękiem… Poniżej rozbudowane fotostory z opisem na totalnym luzie:

Testujemy raźno na rowerze i w biegu SuperMini. Mini DAPa HiFIMANa

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
hifiman_supermini_10

Nie dalej jak parę dni temu wspominałem na portalu o dwóch ultramobilnych playerach od HiFiMANa. Coś tam wystukałem, że może byśmy na tapetę to wrzucili i przetestowali Mega albo (jeszcze lepiej) Super. Na ruszt trafił Super. Na marginesie… Mega nie powinien być bardziej Super? No właśnie, bo tutaj jakoś odwrotnie. Konsekwentnie zmierzając w obranym kierunku (nazewnictwo) producent powinien najprostszą wersję grajka nazwać Giga. Do kompletu. Trochę się pouzłośliwiałem, zostawmy nazewnictwo, przejdźmy do konkretów. Ten model dystrybuowany jest z bardzo przyjemnymi, wartościowymi dokami RE-400. Taki dodatek podnosi ocenę całości, bo przyznacie, jak ktoś kupuje grajka a w domu ma co najwyżej pchełki podłej jakości dodawane do kompletu ze smartfonem to… bardzo się ucieszy na taki całościowy pakiet. Nie trzeba będzie biegać do sklepu, aby wydać kolejne parę stówek (takie znośne NuForce ok 200 kosztują przykładowo), tylko ma to już z głowy. A raczej na głowie, pardon w uszach ma. RE-400 są bardzo przyzwoite, a ich niewątpliwą zaletą jest eteryczna waga. W ogóle ich w uszach nie czuć. Wraz z prywatnymi piankami Comply, które sobie zaaplikowałem, słuchawki idealnie wpasowują się w główne zastosowanie opisywanego kompletu… zastosowanie oczywiście na wynos i do tego jeszcze jakieś aktywności fizyczne, znaczy sportów uprawianie, przemieszczanie się jednośladem – te sprawy.

Bardzo to wszystko minimalistyczne w formie i ok, minimalizm bez ograniczeń funkcjonalnych  jak najbardziej

Do tej pory testowałem u siebie cegły HiFiMANa (patrz o tu i tutaj ), DAPy wagi ultraciężkiej (dosłownie i w przenośni). Kontrast jest gigantyczny, właściwie tamte playery to albo jako źródło na poły stacjonarne do domu (tylko że przenośne, no powiedzmy „multistrefowe” takie), albo na spacer nobliwy. Absolutnie nie wyobrażam sobie jakiegoś truchtu, jazdy, ćwiczeń z takimi „ciężarkami”. Tutaj jest krańcowo odmiennie, co więcej w bardzo że tak powiem unikatowej formule. Po prostu mało kto robi audiofilskie playery w zbliżonych do iPoda Nano gabarytach. Nikt się w to nie bawi. No prawie nikt, bo HiFiMAN dla przykładu i owszem, przy czym nie ma tu miejsca na kompromisy odnośnie wyposażenia / możliwości, bo i zbalansowane wyjście znajdziecie i obsługę plików hi-res do 192Khz, a nawet DSD (najpopularniejsze – o ile to słowo na miejscu w kontekście formatu – pliki DSF/DFF 64). Także grać można praktycznie wszystko co mamy w bibliotece, bez żadnych sztuczek magicznych (Apple i ich upierdliwo-nieżyciowe, kurczowe trzymanie się swoich jedynie-słusznych formatów audio, nie mówiąc już o ignorowaniu materiałów hi-res). Nie ma najmniejszych problemów z odtwarzaniem, czytaniem biblioteki z karty microSD oraz samą kartą, jaka by ona (pojemna) nie była. Moja nie jest specjalnie pojemna, bo ma tylko 64GB, ale to wartość całkowicie wystarczająca na potrzeby testu i zgromadzonych na niej dźwięków, które mają tworzyć materiał do weryfikowania jaki to ten Super jest, albo nie jest …Super. Na razie, powiem tak: nie miałem równie dobrze grającego ultramobilnego DAPa, choć do paru rzeczy przyczepię się w recenzji, bo parę rzeczy wypadałoby poprawić. Tak czy inaczej okazja się trafia na ultramobilne źródło dla bezkompromisowego fan(atyka) muzyki w możliwie najlepszej jakości. Zwyczajnie cieżko będzie znaleźć alternatywę gabarytowo-funkcjonalną.

OLED czytelny (no na zdjęciu to jakoś nie za bardzo ;-) ) Binauralne nagrania w jakości 24 bitowej na biegowych nartach? Oj tak!

Sprawdzę Super z Momentum i to zarówno, porównawczo do RE-400 (balans), IEMami jak i pierwszą oraz drugą generacją nauszników (łącząc Wirelessy kabelkiem). Myślę, że całkiem dobrze będzie także z HP50 od NADa, no i rzecz jasna z moimi ulubionymi HE-400. Takiego kompletu jeszcze nie słuchałem, ale posłucham i relację zdam. Nie mam na podorędziu żadnych zbalansowanych doków, ani kabla którym mógłbym zmodować wspomniane nauszne HiFiMANy. Jak w trakcie testowania coś takiego namierzę to też słów parę zamieszczę na temat. Poniżej, dla przypomnienia, specyfikacja testowanego playera oraz parę fotek prezentujących opisany model.

 

Przyciski zgrupowane na lewej ściance, na dole jacki, no i slot & złącze USB. Trzy przyciski podekranowe plus trzy „na burcie” dają możliwość obsługi w rękawiczkach (żadne tam dotyki ekranowe)

RE-400 „uzbrojone” w Comply

HiFiMAN SuperMini DAP

  • przenośne wymiary: 45mm (szer.) x 8.5mm (gł.) x 104mm (wys.)
  • żywotność baterii – do 22 godzin (to progres bardzo zauważalny w stosunku do testowanych do tej pory DAPów na HDO… o jakieś 100%, zweryfikujemy… tak dobrze nie jest, ale lepiej jest)
  • pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
  • waga: 70g
  • OS Taichi 2.0
  • cena 2399zł (w komplecie bardzo dobre doki RE-400)

A, i jeszcze jedno, jak obiecałem tak i zrobię tzn. zweryfikuję tabelkę, która wisi na stronie producenta / dystrybutora dotyczącą możliwości wysterowania trudnych słuchawek stacjonarnych. Ambitnie podeszli do tematu, fajnie, ale ja niewierny Tomasz muszę to empirycznie sprawdzić (LCD-3, K701…). No i sprawdzę, prawda, empirycznie. Będzie super niespodzianka, bo są w testach prawdodpobnie najlepsze planary jakie pojawiły się w tej części galaktyki. I to nie jedne, a parka. Niebawem zdradzę szczegóły. Coś czuję, że nie będzie najmniejszych problemów w połączeniu z takim mobilnym źródłem, a że same słuchawki też baaaardzo lekkie, wręcz przenośne, więc czemu by nie.

PS. Apel do dystrybutora o wprowadzenie do sprzedaży jakiegoś nosidła. Arm band od telefonu (najlepiej od iPhone, bo jeszcze takie małe w ofercie mają) daje radę, po zaaplikowaniu mamy co trzeba na wypady. Musowa sprawa.

Można symetrycznie słuchawki podłączyć, byle na końcu odpowiedni jacek był

» Czytaj dalej

Krótka opinia o Audiomagic Player. DAP za grosze. KONKURS

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170123_153047080_iOS 1

Krótka opinia na temat grajka kosztującego grosze, grającego lepiej od smarfona (nie każdego, dodajmy dla jasności), baaardzo małego, idealnie nadającego się na wypad do lasu, jazdę rowerem etc.? Nie inaczej. Audiomagic Player to taki właśnie, prosty, przenośny grajek, DAP wyprodukowany na zamówienie znanego, polskiego dystrybutora audio. Cena 99 złotych (bez pamięci, z wbudowaną pamięcią 149) oznacza daleko idące kompromisy w zakresie materiałów, trwałości konstrukcji, ale to na co przede wszystkim zwracamy uwagę (w takim budżecie to oczywiste) tzn. jakość dźwięku jest dobrym poziomie i z takimi Momentum IEM* player zagrał całkiem satysfakcjonująco.

Nie jest to granie lepsze od tego, które oferuje np. iPhone, ale wiele smartfonów z dziurki nie potrafi zagrać sensownie, a AP właśnie to potrafi. Nie szumi, brzmi czytelnie, basu pod dostatkiem (ale bez przesady), cyfrowy nalot pojawia się sporadycznie (góra), jest wystarczająco głośno (także na nausznikach, tych mobilnych rzecz jasna) tj. HP50 choćby. Obsługa wymaga pewnego przyzwyczajenia, przyciski są z luzem i nie zawsze reagują. Grać można jakieś 8-9 godzin wedle moich obserwacji. Rzecz jasna obsługuje FLACzki, przy czym karty pamięci (jak podaje producent) raczej takie do 32GB, większe to już ruletka … przykładowo, z moją 64GB Samsunga, nie chciał się polubić, trzeba było użyć jakiejś mało-pojemnej pamięci. Podsumowując – przydatna rzecz na wypady, do niezobowiązującego grania w sam raz.

KONKURS: odpowiedz na banalne pytanie: który z serwisów streamingowych oferuje od niedawna dostęp do muzyki hi-res zapisanych w formacie MQA? Na odpowiedzi czekamy do 7 lutego. Nagrodą jest opisany powyżej DAP. Można odpowiadać poniżej, albo na naszym fanpage’u.

 

Poniżej fotogaleria z opisem:

* w komplecie dostajemy pchełki o których lepiej od razu zapomnieć, podobnie o małym głośniczku, który jest zbędnym dodatkiem

 

» Czytaj dalej

Świetna alternatywa dla iPoda Nano? DAPy HiFiMANa? Mini ale Mega lub Super

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
hifiman_supermini_10

MiniMega to bardzo adekwatna nazwa dla tego mobilnego grajka. Podobnie jak SuperMini, dla jego droższej, lepszej wersji. Do niedawna audiofilski DAP oznaczał cegłę tj. duże, ciężkie coś, grające parę godzin maksymalnie (c.a 8-10). HiFiMAN proponuje coś, co idealnie wpisze się w potrzeby użytkowników biegających, rowerujących (cykliści – wiadomo, obecnie w kraju naszym, temat śliski) – sumując – przejawiających chęci do uprawiania jakiejkolwiek aktywności fizycznej (bez podtekstów proszę ;-) ). iPod Nano, przywołany w tytule, jest bardzo fajny, wróć, byłby bardzo fajny, gdyby nie ograniczenia wiadome (iTunes, brak obsługi hi-resów tak na szybko). Tutaj jest „full wypas”, bo mamy: WAV, FLAC, AIFF, APE, MP3, OGG, AAC,  WMA, ALAC oraz DSD64 (DSF, DFF). To ostatnie oznacza, że 1 bitowe pliki odtworzymy bezproblemowo, dodatkowo DAP poradzi sobie z 24 bitowym materiałem audio (patrz plansza). Jak dodamy do tego zapewnienia producenta, że te mikrusy zagrają bezproblemowo z HE-400 to… już wiem, że muszę poprosić dystrybutora i to czym prędzej zweryfikować, bo moje ulubione (tak, to właśnie ulubione słuchawki wyżej podpisanego) redakcyjne nauszniki, model HE-400 wersja 2.0, w mig pokażą, czy tak jest w istocie. Nie są trudne (jak na ortodynamiki nawet proste) do napędzenia, ale to jeszcze nie oznacza, że efekt będzie cacy (a nie tylko… no dobrze, można, ale jednak…).

Sama forma bardzo przyjemna. Bo alu jest, bo OLED jest, bo karty nawet do 256GB (no, wreszcie nie będę miał problemów z dużą kolekcją hi-resów… jeden album 5GB… ufff), zniekształcenia podobnież tylko 0,08% (Mega) a nawet 0,04% (Super), wreszcie – jak producent podaje – słuchawki 300 Ohm i tu i tu to jak najbardziej. Ok, zweryfikujemy i to, choć będzie naprawdę po bandzie (K701), będzie też zwyczajnie wymagająco (LCD-3), też niełatwo (HD650) no i nie zapomnimy o mobilnych nausznicach jakie akurat mamy na podorędziu: Momentumy, NAD 50-ka oraz jakiś wynalazek z Centralnej Azji. IEMy, standardowo, Senka tzn. Momentum zmodowane ostatnio za pomocą pianek Comply, co by poprawić ergonomię vel wygodę użytkowania. Dobrze. Szczególnie ten Super prezentuje się nad wyraz interesująco, lubimy takie produkty, a dla kogoś, komu brakuje podstawowych danych na temat słuchawkowego wyjścia – spokojnie – będzie…:

Super

  • poziom wyjściowy: 320mW
  • impedancja wyjściowa: 32 ohm (wyj. zbalansowane)

Mega*

  • poziom wyjściowy: 54 mW
  • impedancja wyjściowa: 1 Ohm
* …no mam pewne wątpliwości i z tego co widzę, lepszym partnerem dla trudniejszych do wysterowania byłby SuperMini.
Przydatne zestawienie co i jak nam wysteruje (się) @ DAPie SuperMini. Inni producenci powinni brać przykład z HiFiMANa, informując na co można (a na co nie) liczyć

 

Także zobaczymy jak to zagra, jak widać mamy słuchawki z listy, także ładnie to będzie można skonfrontować z powyższą planszą, a do tego sprawdzimy czy pożenienie mikrusów (zmieszczą się w mini kieszonce termoaktywnego opakowania na tułów biegającego tu i ówdzie) z pastylką BT (Avantree Saturn z aptX) strumieniującą w trybie nadawania do słuchawek bezdrutowych będzie 1) wykonalne, 2) sensowne… czy niekoniecznie.

Zarówno Super jak i Mega to co powyżej nam zagrają

 

Reszta specyfikacji wygląda tak:

Super

  • przenośne wymiary: 45mm (szer.) x 8.5mm (gł.) x 104mm (wys.)
  • żywotność baterii – do 22 godzin (to progres bardzo zauważalny w stosunku do testowanych do tej pory DAPów na HDO… o jakieś 100%, zweryfikujemy)
  • pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
  • waga: 70g
  • OS Taichi 2.0
  • cena 2399zł (przy czym mamy tutaj w komplecie bardzo dobre doki RE-400B)

 

Mega

  • waga: 69 g
  • wymiary: 100 x 43 x 9 mm
  • pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
  • OS Taichi 2.0
  • 15 godzin grania (to progres 30-50% w stosunku do testowanych do tej pory DAPów… oczywiście sprawdzę, czy faktycznie)
  • cena w .pl = 1499zł 

 

Dystrybutorem HiFiMANa w Polsce jest firma Rafko.

Parę dodatkowych rycin znajdziecie poniżej…

» Czytaj dalej

Tidal w 33% należy do operatora Sprint. Sprint to Softbank. Samuraje atakują!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-01-24 o 16.29.46

No to się porobiło moi drodzy, oj porobiło się, mówię Wam. Wczoraj gruchnęła wieść o wykupieniu 33% udziałów w Tidalu przez Sprint – amerykańskiego operatora telekomunikacyjnego. Tyle tylko, że sam fakt wykupu, korespondujące z nim informację o rzekomych, sporych problemach serwisu streamingowego (norweskie media podawały o erozji subskrybcji, o poważnych tarapatach finansowych) to tylko jedna strona medalu. Według mnie wcale nie kluczowa, wcale nie najważniejsza! Owszem, Sprint to duży op w US, to dobra wiadomość dla Tidala w sensie marketingowym oraz kapitałowym – duża baza konsumentów na jednym z najważniejszych rynków i (możliwy) spory zastrzyk gotówki (niewykluczone, że bardzo teraz potrzebnej, ze względu na wspomniane problemy). Tak, to wszystko prawda, ale nie cała prawda. Orange z Deezerem wydeptał już ścieżkę synergii usług telekomunikacyjnych połączonych z dostępem do muzyki i ten model zdaje się, że całkiem nieźle działa (w Polsce to ostatnio bardzo popularne, jesteśmy że tak powiem w awangardzie vide Tidal + Play lub T-mobile, wspomniany Orange). To fakt. Tyle, że to wszystko nie jest wcale tutaj najistotniejsze wg. mnie. Najistotniejsza jest tutaj… Japonia.

Dlaczego Nippon? Ano dlatego, że Sprint to to nie tylko jeden z największych operatorów telekomunikacyjnych w Stanach, to przede wszystkim firma wykupiona jakiś czas temu przez japońskiego giganta (wielobranżowego) Softbank. To właściciel Sprinta. Japonia jest tu baaaardzo ważnym elementem układanki, bo to bardzo specyficzny rynek audio, gdzie sprzedaje się najwięcej fizycznych nośników, gdzie przykłada się największą uwagę do jakości dźwięku, gdzie prężnie działa segment HiFi/High-end, gdzie wreszcie wydaje się muzykę najlepiej, najdoskonalej (tzw. japońskie wydania). Tak, to właśnie Japonia. Mekka audio. Mekka specyficzna, bo Japończycy dopiero od zeszłego roku (!!!) mają dostep do streamingu via Spotify czy Apple Music. No tak, nie dziwi to specjalnie, biorąc pod uwagę to, co napisałem przed chwilą. Dwóch największych z branży streamingowej, tj. Spotify oraz Apple Music to jeden wielki kompromis. Kompromis jakościowy wynikający ze stratnej kompresji dźwięku oczywiście. Coś, co biorąc pod uwagę specyfikę japońskiego rynku, stanowi poważny minus, barierę w masowej popularyzacji.

I co się dzieje na początku stycznia? Toczą się rozmowy z Tidalem. Te rozmowy jakimś dziwnym trafem zbiegają się z tym, o czym informowałem przed paroma dniami… z wprowadzeniem hiresów, strumieniowania MQA do Tidala. Przypadek? Nie sądzę, a wręcz uważam że właśnie ten element jest kluczowy dla zrozumienia tego, co się dzieje na naszych oczach. Japonia chce strumieni, ale chce po swojemu, tzn. w dużo lepszej jakości niż ta, którą serwisy streamingowe oferowały „do wczoraj”. Owszem, Tidal rozpoczął jako pierwszy (a dokładnie to jeszcze WiMP z którego Tidal się wywodzi) i na razie jedyny serwis strumieniowanie muzyki w jakości płyty CDA (16/44). Tyle, że nie robiło to zasadniczej różnicy, bo źródła, materiał wyjściowy wykorzystywany przez wszyskich z branży był (trochę tylko upraszczam) ten sam – na potrzeby strumieni w Deezerze, Spotify, Apple Music czy Pandorze wykorzystuje się dobre jakościowo (ale nie najlepsze, dostępne) źródła, a w przypadku Norwegów różnica polegała głównie na tym, że ten materiał nie był/ nie jest kompresowany stratnie do formatów mp3/AAC, a trafia w formie zbliżonej do wyjściowej na serwery i następnie bezstratnie kompresowany (finalnie) odtwarzany jest przez abonenta usługi HiFi. Nadal jednak mówimy o tym samym jakościowo materiale.

Tidal wychodząc z nową propozycją, z jakością master (upraszczając – to nie jest materiał jakiś tam, tylko konkretnie wyselekcjonowany, najlepszy jaki można znaleźć na rynku), zmienia reguły. Nie mamy strumienia z miksu bylejakiego, tylko mamy strumień z (umownie) studio mastera. Są to najlepsze materiały, takie dokładnie które kupujemy na HD-Tracks, na highresaudio, wydawane przez 2L itd. itp. Takie właśnie. To robi zasadniczą różnicę, bo mamy gwarancję, że na wstępie nie jest „shit in”, co skutkuje (jak głosi stara prawda) finalnie „shit out”, tylko to, co najlepsze, co najsensowniej wydane i dostępne. Oczywiście są wyjątki od tej reguły vide tragiczne miksy Madonny (stare albumy w jakości master na Tidalu), ale generalnie zasada jest taka – bierzemy to co naj, naj na rynku, wprowadzamy na serwery, dekodujemy programowo (dekodowanie MQA via Tidal) i następnie w wysokiej jakości odtwarzamy na dowolnym sprzęcie audio w jakości hi-res (24 bit z częstotliwością = 88/96 KHz …raz jeszcze, nie wyklucza to streamu 24/44-48. Tylko patrzeć jak będzie dostępna opcja mobilna).

Dla Japończyków to takie „w to mi graj”! Właśnie to jest coś, co na tym rynku ma szansę wypalić i stać się wartościową (w oczach konsumenta) alternatywą plikową dla fizycznego nośnika. Alternatywą wygodniejszą od wirtualnych kramików z hiresami, alternatywą wygodniejszą i tańszą, co oczywiste. Akurat japoński rynek nie ma problemu z akceptacją wysokich cen, ale… Japończycy wyraźnie robią tutaj rozróżnienie na to, co fizyczne, namacalne, ubrane w często piękną formę (za co się płaci) z jednej oraz na to co wirtualne, czego nie dotkniemy, czym nie nacieszymy wzroku… na pliki właśnie. Strumienie hiresowe mogą zmienić nastawienie „konserwatywnych” Samurajów, mogą spowodować gwałtowną popularyzację streamingu i to nie tylko lokalnie, ale globalnie. Dlaczego globalnie? No to akurat oczywiste… Japonia to fonograficzna potęga, to Sony, to ktoś kto wyznacza kierunki rozwoju całej branży. To także poważny gracz na rynku sprzętu grającego oraz… (nie zapominajmy o tym w kontekście streamingu) wysokich technologii (technologie IT/komputerowe). W Tidalu hiresowo jest obecnie dostępny Warner, zapewne zaraz będzie także wspomniane Sony. I pięknie!

Także to, co się wydarzyło ma nie tylko wymiar lokalny (dla wielu mass-mediów ograniczony wyłącznie do USA, bo Spirit, co jest wg. mnie poważnym niedopatrzeniem), ale także szerszy, globalny wręcz. Streaming hi-res może mieć wielki wpływ na całą branżę audio, całą tj. także dystrybucję, produkcję. W końcu mówi się wiele o problemach związanych z odpowiednim wynagrodzeniem artystów publikujących w serwisach, a szerzej zmianach związanych z nowym modelem tworzenia / dystrybuowania treści. Brak ograniczeń po stronie technologii może bardzo tu pomóc. MQA nie jest zatem po prostu nowym formatem audio z dźwiękiem w najlepszej możliwej jakości, a sposobem na muzykę w czasach, gdzie fizyczny nośnik przechodzi definitywnie do lamusa, gdzie zmienia się sposób tworzenia, wydawania muzyki, gdzie (coraz częściej) artysta komunikuje się bezpośrednio z odbiorcą tego, co tworzy. Rzecz jasna ma to sens tylko wtedy, gdy nie jest ograniczone licencjami, restrykcjami, bzdurnymi DRMami. Wygląda na to, że tym razem może być inaczej i może być… normalnie? Nie będziemy zobligowani do zakupu sprzętu ze znaczkiem (taki właśnie model oferuje obecnie Tidal z HiFi/Master), nie będziemy musieli czekać na to aż jakiś lokalny przedstawiciel da zielone światło dystrybucji – globalny serwis da globalny dostęp do treści, a za to wszystko zapłacimy bardzo niewiele w porównaniu z niedawnymi czasami (gdzie płaciliśmy krocie).

Brzmi nieźle? No brzmi…

PS. Niektórzy z dziennikarzy zasugerowali jakieś ograniczenia, lub coś ekstra dla abonentów serwisu w ofercie operatora (Sprint). Nie wiemy na razie nic konkretnego na ten temat, poza ogólnikowym „materiały ekskluzywne”, co może oznaczać po prostu wcześniejszy dostęp do premiowych treści. Uzupełnię wpis, jak tylko czegoś się dowiemy. Wartość dodaną dla osób korzystających z takiego Tidala via operator może być tańszy czy „darmowy” dostęp, może być brak ograniczeń w transferze (to dość istotna rzecz, w sytuacji gdy mówimy o strumieniach hi-res)… takie rzeczy oferują już w naszym kraju rodzimi operatorzy.

Audioengine HD6 w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170119_115255410_iOS

Kolejny system w kolumnach. Były Scansoniki M5BTL przed momentem opisane. I znowu aktywne, znowu z interfejsem bezdrutowym, znowu alternatywa dla wszystkich klamotów. Takie produkty na serio każą się zastanowić, czy nie jest to lepsza, właściwsza droga budowy domowego systemu audio. Czegoś, co będzie – właśnie – zamiast. 

Flagowe monitory Audioengine od paru dni niczego innego nie robią tylko grają. W salonie. W redakcji. I będzie ciężko się z nimi rozstać. Oj będzie cieżko. To już wiem. Tym razem postanowiliśmy umieścić sporą fotorelację na naszym fanpage’u:

 

 

 

Spokojnie. Wiemy, że nie wszyscy są zwolennikami post-prawdy, social media są im obce i po to jest www żeby konkret był na stronie, a nie na jakimś… tfu… fanpejdźu. Także bez obaw, recenzji spodziewajcie się tradycyjnie tutaj, a luźne spostrzeżenia, pierwsze wrażenia i ogólnie potok niekontrolowany myśli powyżej ;-) Dopowiem tylko, że Chromecast (teraz też to podpiąłem pod HD6-ki) spokojnie i swobodnie zastępuje inne źródła audio. Gra na tyle przekonywująco (zresztą podobnie rzecz ma się ze wzmiankowanymi w fotogalerii PS3 oraz AirDACzka), że można zdecydować się na takie uzupełnienie wbudowanej opcji sieciowej (sinozębny) i już mamy pełne, kompletne all-in-one. Czekam tylko na integrację Google playera z Roonem (pełen opis). To będzie end-of-story, szczególnie że plany obejmują softwareowy decoding MQA (zintegrowany Tidal – wiadomo), czytaj integrację hi-resów z serwisu. Fakt, obejdziemy się smakiem odnośnie zapowiadanej konwersji w locie PCM @ DSD… no tutaj przyda się interfejs wspierający 1-bitowe granie. Jeżeli zatem komuś zachce się ekstremalna opcja to np. taki Korg (recenzja) podpięty pod opisywane HD6 i już mamy system nie tylko że kompletny, ale dodatkowo – właśnie – ekstremalny jakościowo (warunek – Roon Core na mocnym kompie). Z DSD na głośnikach (teraz trzeba pluginowo HQPlayera w Roonie mieć, ale spokojnie będzie 1.3, będzie konwersja z PCM).

Same kolumny wykonane są jak na flagowce przystało: FANTASTYCZNIE. Jakość materiałów, metalowy pilot, uzbrojone w banany kable… tak to powinno wyglądać, gdy ktoś mówi „flagowe” i tutaj tak wygląda właśnie. Tyle, że w odróżnieniu od utytułowanych wielkich z branży, firma życzy sobie za to nie tysiące, a poniżej 1000 dolarów. W naszym pięknym kraju 3689 złotych dokładnie. Same kolumny są wg. mnie tyle warte (prima sort: przetworniki, obudowy/okleina, zaciski, magnetyczne maskownice…), a tu jeszcze na dokładkę kolumny aktywne, z świetnie zestrojoną amplifikacją, z konkretnym DACzkiem oraz ze znakomicie zaimplementowanym interfejsem BT. Wisienka? Wspomniany pilot metalowy, taka sztabka, piękny taki, minimalizm, czysta, szlachetna forma. Ok, to jest topowy, flagowy model, ale kto w takiej cenie oferuje takie coś? No kto?

Audioengine HD6 to nie tylko alternatywa dla klasycznego systemu, to według mnie przyszłość HiFi, jeden z kierunków rozwoju całej branży. Całe systemy zamknięte w obudowach z głośnikami… od formy tradycyjnej (jak HD6) po formę zupełnie z klasyką się nie kojarzącą – tak to będzie wyglądało. Czekam na potwierdzenie odnośnie KEFów 50 Wireless. Tam zrobili to do końca, tzn. tam wszystko jest zintegrowane, nawet kolumny po skrętce się komunikują (obie aktywne są). Tyle, że tam trzeba dać coś koło 11 tysięcy. No ale – podobnie jak w przypadku tytułowych kolumn – odpowiedzmy sobie na proste pytanie: ile kosztuje wielosegmentowy zestaw HiFi/end z okablowaniem, akcesoriami, stolikami, platformami i czym tam jeszcze. Mhm. Audioengine HD6, jak wspomniałem w fotogalerii, mogłyby całkowicie zastąpić całe salonowe stereo. Wygumkować.

Idę czegoś posłuchać…

Chord Mojo&Poly = kompletne źródło sieciowe audio kompatybilne z ROONem!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Mojo-and-Poly-900x675

Może w końcu się uda i przetestujemy na łamach? Będzie tym bardziej warto, bo entuzjastycznie przyjęty, mobilny przetwornik/amp, doczekał się bardzo użytecznego uzupełnienia. Tym uzupełnieniem jest specjalny moduł sieciowy Poly, oferowany jako dodatkowy moduł do wspomnianego Mojo. Tak, właśnie, moduł podpinamy i już możemy pozbyć się kabla, co w przypadku mobilnego użytkowania robi zasadniczą (ergonomia) różnicę, w domu zaś pozwoli wykorzystać taki tandem jako pełnoprawne, autonomiczne źródło audio. Bardzo fajny pomysł! Moduł wyposażono w Wi-Fi oraz Bluetootha, jak również… czytnik kart SD. Pudełeczko obsłuży dźwięk o parametrach PCM (do 32 bitów/768 kHz) oraz DSD (do DSD512). Poly wykorzystuje własną baterię, która może pracować do dziewięciu godzin. Zadbano o ergonomię takiego uzupełnionego o streamer rozwiązania – producent przewidział możliwość ładowania Mojo wraz z modułem Poly jednocześnie. Taka modułowa konstrukcja pozwoli dotychczasowym użytkownikom najmniejszego przetwornika Chorda na znaczące rozszerzenie funkcjonalne. Cena powinna być zbliżona do tej, którą przyjdzie zapłacić za samego Mojo (około 2500 złotych). Dostępność? Początek 2017 roku. Czytaj – niebawem.

Kompletne mobilno-stacjonarne źródło audio

Takie niepozorne coś, a moc (w tym) silna!

Zasada działania będzie bardzo prosta – sterowanie za pomocą aplikacji mobilnej zainstalowanej na smartfonie, streamer będzie mógł być przenoszony z dala od telefonu, co bardzo ułatwi użytkowanie. Moduł BT daje (?) opcję na bezdrutowe połączenie słuchawek (tyle, że nie wiadomo za bardzo jakie kodowanie obsłuży, w specyfikacji wspomniano jedynie o podstawowym protokole audio), WiFi pozwoli strumieniować również via AirPlay (poza tym jest DLNA) oraz… to prawdziwa bomba jak dla mnie… taki tandem będzie Roon Ready! Co to oznacza chyba nie muszę mówić (nie, jednak muszę ;-) ). Streamer będzie funkcjonował jako end-point w przypadku tego front-endu. Genialna sprawa!

Cieszy wsparcie dla Linuksa, prawdziwie multiplatformowy sprzęt

Dzięki karcie SD możliwe będzie granie via Mojo&Poly, który przeistoczy się w coś na kształt muzycznego serwera, z własną kolekcją muzyki zapisanej na nośniku. Co więcej, dzięki hiresowym strumieniom Tidala, taki sprzęt właściwie zamyka temat dostępu do muzyki w najlepszej, oferowanej na rynku, jakości. Oczywiście będzie można połączyć się z dowolną elektroniką wspierającą DLNA, a dzięki wspomnianemu AirPlay’owi będzie to idealny partner dla bezprzewodowych głośników obsługujących ten standard transmisji. Idealne, uniwersalne źródło audio? Cóż, warto będzie to samemu obadać. Sprzęt prezentuje się niezwykle interesująco, jego możliwości są ogromne (choć wątpliwości budzi moduł BT i jego funkcjonalność – to wymaga wyjaśnienia, a informacje póki co są dość ekhmmm oszczędne), będzie to bodaj jedyne takie rozwiazanie na rynku. Mojo&Poly będą współpracować m.in. z DAPami Astell&Kern. Sumując – mobilnie – to coś, co nie wymaga fizycznego połączenia z telefonem, dodatkowo nie wymaga (jak DAPy, czy klasyczny układ DAC&phone) sięgania po źródło, aby nim zarządzać. Już widzę oczami wyobraźni zawiadywanie z poziomu jakiegoś smartwatcha. Stacjonarnie zaś mamy kompletne źródło audio, zintegrowane z najlepszym, komputerowym front-endem audio. Kompletne rozwiązanie.

Ta plansza mówi (prawie) wszystko ;-)

 Wow

Poly 

PS. Jeszcze dzisiaj, najpóźniej jutro recenzja aktywnego zestawu Scansonic M5BT ze wstęgą, do tego …konkurs  :-)  oraz zapowiedzi kolejnych testów (sporo sprzętu wjechało  ;-) )

Poniżej, w rozwinięciu, specyfikacja:

» Czytaj dalej

MQA już w polskim Tidalu… tylko na komputerach. Streaming hi-res! (stale akt.)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-01-05 o 17.05.00

No to jest. Jakość studyjna (jak zachwalają), a konkretnie pliki hi-res 24 bit, dostępne od teraz w streamingu. Słucham właśnie Blue Joni Mitchell via AirPlay na Zeppelinie (downgrade do parametrów AP 16/44 niestety), sprawdziłem też z przetwornikiem podłączonym do komputera stacjonarnego i faktycznie jest 24 bit (z tego co widzę, ale jaka częstotliwość taktowania… no właśnie, jaka? Dopisano: jest 24/88-96 lub 24/44-48 …patrz niżej). Dziwne, że nie mogę w panelu wybrać póki co Chromecasta Audio, zaraz to jeszcze zweryfikuje. Prawdopodobnie na Master Quality przyjdzie poczekać w przypadku Roona (gdzie, jak pamiętamy, zintegrowano strumienie Tidala). Zazwyczaj nowości z serwisu streamingowego wymagają upgrade całego oprogramowania – cóż, czekamy niecierpliwie na zapowiadaną wersję 1.3.

Sumując, można grać na komputerach wspomniane Master, działa to z niewielką częścią kolekcji, a konkretnie ok. 30 tysiącami utworów jakie udostępnił Warner (WMG) w porozumieniu z MQA (partnerstwo z Tidalem, o czym informowaliśmy wcześniej). Osoby subskrybujące dostęp HiFi nie zapłacą więcej, dostają dostęp do lepszej jakości bez żadnych dodatkowych opłat. Można korzystać via macOS oraz via Windows z hi-resowych strumieni, w zakładce What’s new można wyszukać masterowe materiały wybierając filtrowanie (master). Należy sprawdzić w zakładce ustawienia/streaming czy mamy ustawione HiFi/Master (teraz razem, w czasie testów było osobno – w sumie mądrze, w końcu to wartościowy dodatek, dodawany gratisowo do abonamentu HiFi).

Ciekawie robi się tutaj:

Czy chodzi zatem o inne MQA? Inne niż dotąd znane, o parametrach 24/44~48 (taką jakość zaoferowano finalnie w tej technologii)? Cóż, rzecz wymaga obadania, bo właśnie zaletą streamingu hi-res z użyciem MQA miała być redukcja potrzebnego do przesłania strumienia pasma/bitrate, a tu widzimy coś o nie poddanym kompresji (redukcji) (?) pliku, typowo 24/96 (że niby takie parametry? dop. tak, takie właśnie maks. przy softwareowym dekodowaniu w Tidalu), do tego jeszcze „w maksymalnej, możliwej rozdzielczości”. Zastanawiające.

Jedno jest wszakże pewne – dekoduje nam softwareowo te pliki aplikacja odtwarzająca (Tidal), to programowy proces, można to wyłączyć (patrz obrazek poniżej). Otwiera to drogę do popularyzacji nowego formatu MQA – nie trzeba kompatybilnego DACa by cieszyć się jakością studyjną via Tidal. Tak jak to twórcy opisują ”wprost ze studia do Twojego systemu HiFi”, przy czym sprzęt natywnie obsługujący MQA pozwala na więcej. Jak wyżej >24/96 to po pierwsze, po drugie możliwość „renderingu”, czyli korekty w danym, kompatybilnym DACu – a konkretnie korekcji czasowej tj. „time domain blurring” podczas przetwarzania A/C oraz C/A zachodzących w trakcie całego procesu / odtwarzania plików MQA.

Razem HiFi/Master, bo to – de facto – uzupełnienie jest dla jakości streamingu w jakości płyty CDA (RedBook)

Ta ostatnia funkcja przydatna, gdy ktoś zechce wykorzystać przetwornik ZGODNY z MQA (z obsługą tej technologii)

Uzupełnię wpis, jak tylko uda się wyjaśnić wspomniane wątpliwości (faktyczne parametry transmisji, współpraca z odtwarzaczami, przetwornikami). Będzie można przy okazji sprawdzić, czy jest jakikolwiek progres w stosunku do materiału HiFi (16/44) na Tidalu via Roon (bo jw. trzeba czekać na upgrade, żeby pojawiła się nowa funkcjonalność). Zatem, coś się jeszcze niebawem pojawi na HDO, w temacie. Poniżej zrzuty ekranowe z aplikacji na macOSa z krótkim opisem:

Pasek upływu czasu utworu, zamiast HiFi, mamy teraz Master (oczywiście jw. dotyczy to tylko niewielkiego, póki co, wycinka dostępnej w Tidalu muzyki)

AKTUALIZACJA #1: Głównie starsze nagrania, „klasyka” w hiresach póki co. Trochę nowości jednak znajdziemy (np. słuchane właśnie Bat for Lashes / The Bride :) ). Pierwsze odczucia … jakby przestrzenniej, może to tylko sugestia. Uzupełniłem o parę dodatkowych zrzutów. Co ciekawe na iMaku po pierwsze odtwarzacz Tidala poinformował o nowej funkcjonalności w oknie, po drugie poprosił o …aktualizację abo. W sumie niczego zmieniać nie musiałem, to pewnie zachęta dla tych, którzy nie mają wykupionej opcji HiFi. Mniejsza. Gram teraz na M2Techu hiFace DAC, dekoduje programowo odtwarzacz… nadal wrażenie „więcej przestrzeni”. Z detalami też czytelniej. Porównamy wieczorem do nietkniętego (?) tidalowego streamingu w Roonie. Aktualizacja #2: na Roonie można znaleźć albumy MQA, ale nie jest to zintegrowane tak jak w desktopowej tidalowej apce (są np. dwa warianty tego samego albumu, jeden 16/44, drugi 24 bit). Czekamy na upgrade front-endu! Aktualizacja #3: patrz ostatnie 7 obrazków na samym dole :) Od wczoraj widać też progres – zakładka Master puchnie w oczach :) Przybywa hiresów innymi słowy.

Jako, że pojawiło się sporo pytań „ale o co chodzi z tym MQA, Master, dekodowaniem etc.?” uzupełniam powyższy wpis, z wyjaśnieniem zawiłości:

  • Niezdekodowane MQA, odtwarzane jako regularne pliki FLAC: 44.1/24 lub 48/24 (uwaga, Tidal wyświetla wtedy Master – mamy coś więcej niż HiFi 16/44, zatem prawidłowo, bo lecą hi-resy)*
  • Zdekodowane softwareowo MQA: 88.2/24 lub 96/24 (dekodowanie w Tidalu)
  • Sprzętowo zdekodowane pliki MQA: wszystko jak leci do poziomu 384/24, PCM/DXD jak i DSD, uzależnione od specyfikacji hardware obsługującego natywnie MQA (wybrane produkty Myteka, Meridiana etc.)

Często przy materiale MQA pojawia się termin unfolded albo folded. Tłumaczę: (zdekodowany) decoded = unfolded, (niezdekodowany) undecoded = folded. Myślę, że uzupełnienie wpisu wyjaśnia wszystkie pytajniki

* nie wyklucza to dekodowania, bo – pamiętajmy – docelowa jakość streamingu MQA na potrzeby mobilnego grania to właśnie 24/44~48! Przy czym takie pliki de facto należy uznać za skompresowane stratnie (w praktyce nie ma to znaczenia, wystarczy posłuchać)

Pełna lista plików hi-res na Tidalu dostępna pod tym adresem!

PS. No i ktoś to po aptekarsku pomierzył, dodatkowo świetnie opisał. Bardzo, bardzo mocno polecam ten artykuł (tak, to ten facet, ten sam, który pokazał jak dobry w pomiarach jest Chromecast Audio, pokazał także jak dużo kitu wciska nam branża nt. komputerowego audio!) Jak wspominałem, natura MQA jest lossy (stratna), nie zapominajmy o tym szczególe, a całość (artykułu) sprowadza się do konkluzji: programowe dekodowanie, tryby DSP (software!) będą tutaj górą i to jest właśnie potencjał nowego sposobu strumieniowania dobrej jakościowo muzyki (czyli Tidal i jego softwareowy decoding górą!). Twórcy formatu akturat nie będą z tego tytułu specjalnie zachwyceni. Nie będą, bo …wiadomo, tu chodzi o pieniądze (sprzęt z obsługą MQA, licencje). Znakomicie opisane, pomierzone i wg. mnie trafne spostrzeżenia i finalne konkluzje!

» Czytaj dalej

Mass Fidelity Relay – czy to już? Bluetooth w HiFi, HiFi… Bluetooth? Testujemy!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Relay_1

Czekam na czarną, magiczną skrzyneczkę samogrającą Mass Fidelity (patrz nasz wpis o Core tutaj), wczoraj trafiła do mnie inna skrzyneczka – nie czarna a srebrna. Audiofilski odbiornik Sinozębny? Serio? A ki czort? Nie czekając podpiąłem i hmm…. tak ten interfejs nie brzmiał dotąd. No może ostatnio zmieniło się co nieco, bo najnowsze produkty wspieracjące aptX, nowe aptX HD to spory progres w temacie (sporo na ten temat na łamach HDO), ale… tak od razu HiFi, jakieś tam z zachwytu cmokanie, odnotowane zero różnicy w stosunku do takich np. AirPlay’ów? Kto by? No właśnie. MassFidelity to beniaminek, ale wyraźnie czują bluesa, wiedzą czym są strumienie bez „ale”, czują doskonale. Stawiamy skrzyneczkę, żadne tam parowanie z trybem mrugającej diody, nic z tych rzeczy, tylko prosto do celu – wybieram w ustawieniach źródła rzeczonego Relay’a i już. Zawsze gotowy do współpracy, wspierający najnowszą wersję kodeka aptX, działający bez opóźnień, także tych cholernie irytujących znanych z AirPlay’a (wciskam play i sobie czekam, czekam… beznadziejne to), opóźnień czasowych związanych z samym graniem (tu postęp jaki się dokonał w przypadku BT jest gigantyczny). To raz. Dwa to forma, wyposażenie i ambicje. Forma nie byle jaka, bo skrzynka po całości alu, a nie jakiś plastik fantastik, wyposażenie też konkret, bo niby „tylko” dwa dobrej jakości gniazda RCA, a tu niespodzianka – instrukcja informuje, że owszem, ale jeszcze dodatkowo konwertowane @ SPDIF elektryczne (dobry DAC z takim uzupełniającym wyposażenie usieciowieniem? No czemu nie?), a całość (te ambicje) to równorzędny partner w naszym wypieszczonym audio torze (salon i to co najlepsze fabryka dała, a portfel ledwo zniósł). Tak to na pierwszy rzut oka wygląda. Zacnie wygląda ten Mass Fidelity Relay. Zacnie.

Podpinam, tap, tap, muzyka leci…

Jak już podpiąłem to słuchać zacząłem. Zero kompresji, żadnego wysuszenia, wyposzczenia pasma, żadnego ujednolicania z kastracją szczegółów… nie, nic z tego, a wręcz przeciwnie. Co prawda mam pewne zastrzeżenie związane z dość naturalistycznie-neutralnie serwowanym dźwiękiem, gra to jak dla mnie trochę napastliwie, ale cholera – gra jak rasowe źródło sygnału HiFi właśnie. Tu nie ma taryfy ulgowej tj. no tak, bo to , wiecie, ten Bluetooth jest… nie, to gra właśnie jak pełnoprawny element toru, przyjemnie bezproblemowy i przyjemnie „pacnij raz i graj mi tu”, a przy tym stabilne to (no nie do końca, na makówie dzisiaj wyszedł problem, poniżej, w rozwinięciu, szczegóły) i – jak już chwaliłem – szybciutko, bez opóźnień. Interfejs od razu reagujący na to, co robimy.

Gramy z MacBooka z BT Explorerem, niestety iOSowe handheldy (jak wiadomo) poza AAC 256 niczego więcej nie potrafią, także nasz Nexus aptX-ów oficjalnie nie wspiera (muszę nieoficjalne ROMy poszukać, może trafię na coś ciekawego?), a i jeszcze na dokładkę będziemy strumieniować takoż z PieCa. Zestawiając iPada (bez kodeka) z MacBookiem (z kodekiem aptX) dźwięk łagodnieje, choć nie tak, żeby tego, co powyżej, nie było nadal słychać. Dam czas skrzyneczce, niech sobie podziała, sygnał tylko trzeba będzie z desktopa w pętli puścić (taki ficzer energooszczędny dają, że po 30 minutach samoczynnie się wyłącza, jak nie gra, chyba że wyłączymy wyłączanie ;-) ). Zobaczymy, czy raczej posłuchamy co się z brzmieniem dzieje, co się zmieniło, za dni parę. Fajnie, że takie produkty jak Relay pojawiają się na rynku, oferując alternatywę dla innych rozwiązań (na razie w kategorii koszt-efekt nadal króluje niepodzielnie – wg. mojej skromnej opinii – Chromecast Audio), a BT wyraźnie ma ochotę zdobyć salony i ma wszelkie predyspozycje, by także w HiFi właśnie być obecne i stanowić jeden ze sposobów na granie z pliku. Patrząc na to z praktycznej strony, takie coś, nie wymagające logowania się do zamkniętej, zabezpieczonej sieci, z maksymalnie uproszczoną obsługą to oczywisty wybór dla wszystkich zainteresowanych prosto i do celu. Dysponując takim interfejsem BT można dla wygody zrezygnować z kabla, za cyfrowy transport mieć cokolwiek z handeldów (oczywiście najlepiej z obsługą kodeka aptX), lub komputer. Tyle.

Bezprzewodowe strumienie w salonie, w głównym systemie w takiej formie?

No dobrze, przesłuchamy tego malucha podpiętego bezpośrednio do wzmacniacza, jak i cyfrowo – do naszego redakcyjnego DACa NFB-2 mod firmy Audio-gd. Zobaczymy czy i jaki progres przynosi powierzenie konwersji C/A zewnętrznemu przetwornikowi. Przy okazji sprawdzę co można zepsuć ;-) majstrując w zaawansowanym konfiguratorze BT na Maku, porównam strumienie z wymuszonym kodowaniem aptX ze standardowym dla Jabłca, stosowanym w całym ekosystemie, AAC. Zrobimy test zasięgu (trzy ściany, w tym moja klatka Faradaya tzn. łazienka)… tak to wszystko zrobimy, ale oczywiście przede wszystkim posłuchamy sobie tego wynalazku i zawyrokujemy, odpowiadając wprost na postawione w tytule pytanie. HiFi?

 Skrzyneczka

Poniżej parę dodatkowych fotek. Specyfikację wraz z opisem producenta zamieściliśmy przed rokiem pod tym linkiem.

AKTUALIZACJA: „Gra i buczy”, to znaczy z MacBookiem zagrało bez żadnych problemów, w 100% stabilnie, także przy strumieniu 24 bitowym (patrz obrazki poniżej). Także wygląda na to, że kiepskie działanie z desktopem spowodowane było interferencjami, ewentualnie dodatkowo ścianą oddzielającą pomieszczenia w których było źródło i interfejs.

Warto jeszcze nadmienić, że brzmienie jest wysokiej próby, absolutnie w ślepym teście nie powiedziałbym, że gra strumień sinozębny, a nie z kabla USB DAC, czy jakiś streaming bezstratny WiFi. No, no…

 

» Czytaj dalej

Nowe monitory Pylona z linii Diamond już w sklepach

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2016-12-22 o 12.49.03

Wiecie jakie kolumny Pylona w moim prywatnym rankingu są najwyżej? Nie, nie te najdroższe, a nawet te o oczko niżej. Uwielbiam Topazy, ta linia jest trochę w cieniu, to „klasyka” polskiego producenta, z trzema w sumie konstrukcjami: podstawową 20-ką (właśnie o tych kolumnach powyżej), z bardzo kompaktowymi monitorami (w gabinecie grają i ten wstęp do nich także się odnosi) oraz mniejszej podłogówki (15-ka), którą kiedyś na łamach takoż testowaliśmy. Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że producent konsekwentnie rozwija swoją ofertę włączając do katalogu produktów modele podstawkowe. To właśnie monitory są często gęsto przez nas wybierane, głównie ze względu na kwestie lokalowe, brak możliwości ustawienia większych podłogówek wreszcie opór czynników decyzyjnych (wiadomo o co chodzi, prawda? ;-) )

Stąd, także w wyższych modelach kolumn pojawiają się niewielkie konstrukcje i nie inaczej jest z Diamondami, które właśnie uzupełniono o taką, kompaktową konstrukcję (choć nie są to małe paczki, raczej większe, ale smukłe). To obecnie flagowe kolumny podstawkowe w ofercie Pylona. Oczywiście w konstrukcji wykorzystano doświadczenia z podłogowych modeli Diamond 25 oraz Diamond 28. Całość oparto na nordyckich przetwornikach. I tak góra to 19 mm kopułka tekstylna firmy Scan-Speaka*, natomiast dół okupuje 18 cm głośnik norweskiego Seasa**. Diamond Monitor korzysta z zaawansowanej zwrotnicy wykorzystującej wyłącznie kondensatory polipropylenowe, a także solidnej obudowy MDF. Podobnie jak to miało miejsce w podłogówkach, także tutaj zastosowano niewielkie pochylenie całej konstrukcji, mające na celu optymalizację zależności fazowych występujących między głośnikami, co jest generalnie rzadkością w konstrukcjach podstawkowych.

Producent o swoim nowym produkcie pisze m.in.: „Diamond Monitor oferuje brzmienie dynamiczne a zarazem przestrzenne. Dzięki optymalizacji układu magnetycznego kolumny dysponują mocnym i dobrze artykułowanym basem. Średnie tony zestawu to popis precyzji i rozdzielczości, wokale i instrumenty akustyczne są stabilne w przestrzeni wypełnionej dużą ilością informacji.

Warto będzie przekonać się i porównać tę konstrukcję do wspomnianych Topazów (które uważam za kolumny wybitne, zarówno w podstawkowym, jak i podłogowym wydaniu – niewątpliwie jedne z najlepszych jakie Pylon zaoferował na rynku), kolumn z innej półki… interesujące jak wypadłyby flagowce w konfrontacji z dużo tańszym modelem, który gra u nas na co dzień w redakcji? Cena tytułowych monitorów wynosi 3600 złotych (za komplet).

Specyfikacja:

  • Impedancja 8 omów
  • Pasmo przenoszenia 38 – 20 000 Hz
  • Moc (nominalna/maksymalna) = 80/160 W
  • Efektywność: = 88 dB
  • Wymiary (W x H x D) 196 x 420 x 315 mm
  • Waga 10 kg
PS. Już niebawem na łamach HDO zapowiadane recenzje Matriksów (nowego Classic & Mini-i Pro 2) oraz Scansoników M5BT :)
*Głośnik niskotonowy Pylon Audio PSW 18.8.CA (mod. Seas CA18RLY)
**Głośnik wysokotonowy Pylon Audio PST 19.T (Scan Speak D2010/851300)