LogowanieZarejestruj się
News

Słuchawki VISO także bez kabla. Nowe HP70 od NADa. Zaawansowane DSP!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Screen-Shot-2018-01-10-at-17.39.47

Coś nam się monotematycznie chwilowo zrobiło. NAD dwa dni temu dał mi cynk, że przygotowuje coś specjalnego. Jako, że użytkuję model HP50, który bardzo sobie chwalę, bo to jedne z najlepszych w swojej kategorii (przystępnych cenowo) słuchawek mobilnych w zakresie SQ to zapowiadana nowość wygląda na coś z zupełnie innej beczki. Po pierwsze nie ma kabla, po drugie może być na kablu, po trzecie jest ANC ale też może go nie być (deaktywacja) i to wszystko można będzie dowolnie sobie konfigurować . BRAWO! 95% konkurencji nie daje takiej możliwości, co jest zupełnie niezrozumiałe, bo nie zawsze ANC potrzebujemy, więcej, nie zawsze chcemy, a wpływ na reprodukcję ma to, to wielki – chyba nikogo nie trzeba o tym przekonywać. Także trzyzakresowa konfiguracja (Tri-Mode) działania słuchawek w określonych trybach (strumień/BT, z i bez ANC, czysta pasywka) to wg. mnie strzał w 10-kę. Jak chcemy by elektronika w słuchawkach miała wpływ na to, co słyszymy to możemy słuchać zarówno z aktywnym tłumieniem, jak i bez niego (wzmacniacz w słuchawkach pozostaje aktywny). Jednak to dalece nie wszystko co przygotowali inżynierowie NADa w swoich najnowszych nausznicach. Mamy aptX HD (czyli jeszcze mniejsze opóźnienia i obsługa 24bit w kodeku, przy czym pamiętajmy że NADAL JEST TO STRATNY sposób transmisji, jest więc lossy podobnie jak MQA zresztą), mamy pełne sterowanie odtwarzaniem oraz odbieraniem rozmów z trybami dopasowania do okoliczności przyrody wbudowanej amplifikacji w  trakcie gadania, mamy lekką, składaną konstrukcję z na szczęście wzorowanym na HP50 projektem muszli… piszę na szczęście, bo to bardzo dobra konstrukcja, ergonomicznie bez zarzutu, b. wygodna. Ważne – to słuchawki wokółuszne, nie nauszne, także wygoda będzie na pewno bez zarzutu (podobnie jak w HP50). Te duże, masywne musze to w sumie takie dwie małe kolumny zawieszone między uszami, z widocznymi, dużymi, wręcz obfitymi, miękkimi padami. „Kanapa”, albo „wielgachny fotel” coś czuję…

To, co poza wspomnianym konfigurowaniem pracy słuchawek, jest w tym modelu oryginalne, to zaimplementowana dodatkowo funkcja korekcji w ramach wbudowanego silnika DSP. Nazwali to RoomFeel (siostrzane PSB wykorzystuje to w swojej elektronice, korekcji słuchawek własnej produkcji, instalacjach głośnikowych), przy czym nie jest to tylko (w najnowszej odsłonie) aktywna redukcja odgłosów z zewnątrz, izolacja, a właściwie dopasowanie pracy przetworników dynamicznych w muszlach z korekcją w czasie rzeczywistym. To dopasowanie ma zapewnić, zdaniem konstruktorów NADa, dużo bogatszą, bardziej naturalną reprodukcję dźwięku (jak w kolumnach tj. akustyka wnętrza, „room gain”, dopasowanie pracy przetworników do modów pomieszczenia w którym grają). Niestety nie ma nic więcej na temat zaszytej w tym rozwiązaniu technologii, jestem ciekaw jaki dokładnie patent stoi za tym rozwiązaniem. NAD wspomina, że silnik DSP daje w przypadku HP70 możliwość bardzo zaawansowanej korekcji pracy całego układu, oczywiście w aktywnym trybie działania (pasywny tryb działania oczywiście obywa się bez tych dodatków). Firma jest oszczędna w dokładnym przedstawieniu tego rozwiązania, szkoda, bo jak wspominałem na łamach HDO takie rzeczy będą niebawem często, gęsto zaszyte zarówno w samym sprzęcie, jak i współpracującym z nim oprogramowaniu (docelowo będzie to miks technik, z możliwym ciągłym rozszerzaniem funkcjonalności za pomocą plug-inów, aktualizacji software). W częste, czy w ogóle jakieś tam aktualizacje samego firmware nauszników specjalnie nie wierzę (Sennheiser obiecywał, że tak to będzie z Momentum Wireless (patrz test), że tam się zaktualizuje moduł, ale nic takiego nigdy nie nastąpiło, mimo apletu do ściągnięcia z firmowej strony, który teoretycznie daje możliwość aktualizowania słuchawek), ale programy do odtwarzania muzyki, takie kombajny jak ROON, to co innego – tutaj to oczywista, oczywistość. Także z miłą chęcią zgłębię temat i wezmę te słuchawki na warsztat, jak tylko będzie to możliwe i sprawdzę ocb.

HP70 mają działać 15 godzin (nie jest to żaden rekord, a wręcz przeciwnie, szczególnie w dzisiejszych czasach, ale ten wynik tłumaczy to co powyżej… silnik DSP działający w czasie rzeczywistym, korygujący pracę słuchawek) w trybie aktywnym, jak i z załączoną łącznością bezdrutową, w przypadku pasywki możemy skorzystać z niej nie tylko jak bateria nam padnie, ale także wtedy, gdy uznamy że możliwości wbudowanego wzmacniacza są dla nas niewystarczające i postanowimy podpiąć HP70 na kablu do jakiegoś stacjonarnego, czy mocarnego mobilnego ampa. To konstrukcja zamknięta, także nawet bez ANC możemy liczyć na izolację od otoczenia, słuchawki ważą 320g …są, mimo swoich gabarytów, niezbyt ciężkie, a trafią na rynek już niebawem, bo w lutym. Cena jaką zaśpiewali Kanadyjczycy (w USD niestety, nie kanadyjskich dolarach ;-) to 399$. Czyli mniej więcej tyle ile sobie wołają inni za najlepsze modele bezdrutowe z ANC. Odnośnie wspomnianego PSB to właśnie ta firma była odpowiedzialna za ostateczne strojenie tego modelu. Możemy spodziewać się naprawdę dobrego produktu, pamiętam M4U (PSB) i to niewątpliwie jedne z najlepszych sinozębnych, aktywnych słuchawek na rynku. Zresztą wspomniany Tri-Mode to dokładnie to, co zastosowano we wspomnianych powyżej słuchawkach. Od strony różnych patentów ułatwiających życie to tożsame konstrukcje, zastosowano w nowych NADach przykładowo opcję wyciszania sygnału (dedykowana funkcja, jedno przyciśnięcie, a nie zmiana potencjometrem) pozwalającą usłyszeć rozmówcę, uniknąć rozjechania na ruchliwej arterii w środku miasta etc. 

PS. Pałąk niby wygląda tak samo (faktycznie sama konstrukcja tego co na głowie zbliżona jest do tego, co zastosowano w HP50), ale jednak różni się sposobem integracji, zawieszenia muszli… inaczej to wygląda, jakby prościej (lubię te metalowe, o zróżnicowanej geometrii zakończenia pałąka w 50-kach, ale te tutaj też prezentują się bardzo nobliwie, ładnie). BTW ciekawe jak z kulturą pracy ANC, czy szumi (większość szumi), czy jest skuteczny (czuję, że jest)?

PPS. Nie mogę się doczekać możliwości przetestowania tego modelu u nas (podobnie mam obecnie tylko z Senkami 660 oraz 820, przy czym następcy 650 na pierwszym miejscu u mnie)

PPPS. Testowaliśmy parę modeli takich słuchawek na naszych łamach. Poza wspomnianymi Senkami np. Definitive Technology Symphony

Nowy DAC M2Tech Young mkIII w redakcji. Strumienie, oledy…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20171215_095030915_iOS

Absolutna nowość z Italii, nowy Young DAC mkIII ze strumieniami (via Bluetooth), do tego w pełni zbalansowana konstrukcja (idealnie będą tu pasowały nasze redakcyjne monitory studyjne EISO), z analogowym wejściem… a więc także prosty cyfrowo-analogowy przedwzmacniacz. Sprawdzę jak to zagra z gramofonem via 1020, teraz wygrzewa się z źródłami cyfrowymi… komputer (mac/ROON), Chromecast i kompakt (nad515). Bezpośrednie strumienie sinozębne, znak czasów, to coraz częstszy widok i to bez względu na klasyfikację urządzenia. Może być budżetowe HiFi, może być i high-end. Bez różnicy.

W przypadku Younga jest oryginalnie. Po pierwsze, jak wspomniałem, to konstrukcja w pełni zbalansowana (nie pseudo, jak wiele innych klamotów, które mają XLRy tylko po to, by ewentualnie skorzystać z „grubego” kabla… a po prawdzie są to konstrukcje SE), można też podpiąć via RCA (piękne przejściówki w komplecie dali), ale jak już ktoś tak to zaprojektował to dobrze sprawdzić na torze symetrycznym „z czym to się je”. Po drugie rozbudowane menu to nowość u Włochów, coś co kojarzy mi się z Matriksami (gdzie można ustawiać wiele parametrów pracy DACa). Są filtry dla PCM, są dla DSD (aż 4!). Po trzecie mamy wejście SE, co automatycznie pozwala wpiąć gramofon w tor za pośrednictwem nowego Younga, a to może przynieść określone korzyści w SQ (sterowana cyfrowo drabinka rezystorowa, bardzo precyzyjna regulacja poziomu). Zastosowano enkoder (nawet co 0,5dB, można to na marginesie zmienić w ustawieniach na 1dB… przydatne!), do tego systemowy pilot (rozrasta nam się ta M2Techowa elektronika, rozrasta), a jakby tego mało DEDYKOWANA aplikacja na Androida (patrz zrzuty ekranowe) do sterowania przetwornikiem (? …strumieniowcem, przedwzmacniaczem… jaka nazwa byłaby adekwatna? No właśnie jaka?) …innymi słowy full opcja jeżeli chodzi o obsługę, także zdalną.

Czysta forma. Żadnych literek, cyferek… lubimy takie. Nazwali te nowe klamoty: ”M2Tech Rockstar Series” :)

 

Jest niewielki, ładniutki, od razu ujęło mnie coś, co po czwarte, wyróżnia tego klamota na tle innych – nie ma żadnych oznaczeń, żadnych nazw, znaczków, czegokolwiek na froncie… tylko czarna tafla, która skrywa OLEDowy displej. Super! Dyskrecja jest tutaj wyraźnym wyborem, wskazują na to rozbudowane opcje ustawień (praca diody, reakcja wyświetlacza z możliwością jego szybkiego wygaszania, sposób wybudzania / gotowości klamota do pracy). Innymi słowy macie coś, co może, po odpowiednim skonfigurowaniu, nie świecić, nie krzyczeć „tu jestem, o tutaj!”, po prostu czarny front z aluminiowym, grubym płatem na górze i bokach. Bardzo mi to pasuje i myślę, że wielu osobom taki projekt również przypadnie do gustu. Zrobili to dokładnie jak należy i estetyka, design (cóż, wiadomo, Włosi) stoi tutaj na bardzo wysokim poziomie. Z tyłu mamy świetnej jakości złącza, sprzęt w ogóle się nie grzeje, a nie grzeje się w ogóle, bo zasilanie mamy na zewnątrz. W komplecie jest zasilacz ścianowy, można zdecydować się na upgrade w postaci firmowej elektrowni (Van Der Graaf mkII), albo jakiegoś innego rozwiązania dostępnego na rynku. Pilot, jak wspomniałem, systemowy jest, nie żaden z kosza, tylko specjalnie pod zamówienie producenta robiony, również wyróżnia się estetycznie na plus (czcionka stylizowana na Art déco ;-)) i stanowi spore udogodnienie, w sytuacji gdy zdecydujemy się na pełne wykorzystanie możliwości jakie oferuje tytułowe urządzenie, to znaczy podepniemy wiele źródeł oraz dodatkowo będziemy mieć ochotę na sinozębne strumienie z obsługą aptX.

Sinozębny moduł jest i to taki w wariancie z obsługą kodeka aptX
(…mobilne jabłka niestety nie skorzystają, AAC nie ma, pozostaje SBC)

Na szczęście na Maku jest aptX. Gramy na zbalansowanym torze, cały system to jak widać Young i kolumny aktywne ESIO

Jak wspomniałem, zintegrowałem klamota z monitorami bliskiego pola nEar 05, podpinając symetrycznie, konfigurując kolumny w taki sposób, by wykorzystać do maksimum możliwości regulacji po stronie Younga. Tak to będzie grało (gra) przede wszystkim, choć nie tylko, bo te piękne przejściówki… no szkoda byłoby ich nie wykorzystać, także przygotuję coś specjalnego – podepniemy M2Tech-a do toru niesymetrycznie z wzmacniaczem MiniWatt jako końcówką, znaczy lampy też będą. I nieprzypadkowo będą, bo w menu zaszyta jest także opcja ustawienia wyjścia DACa z dwoma nastawami (5Vrms i 10Vrms), można będzie zatem podłączyć bańkową końcówkę, bo przewidziano także taką opcję. Super! Jak widać, mamy tutaj naprawdę sporo możliwości. Także na pasywnych zestawach kolumnowych także zagra, stanowiąc podstawę toru (pre). Fundamentem są tutaj dwie kości… programowalna Xilinx FPGA (tak, będzie można dokonać aktualizacji przetwornika w zakresie wejścia USB), czytaj kontroler USB oraz układ C/A PCM1795 (natywna obsługa DSD). Uzupełnieniem tego duetu jest scalak odpowiedzialny za pracę enkodera (regulację) CS3318. Nawet 32 bity, nawet 384KHz, nawet DSD256, nawet… ekhmmm… MQA (natywnie).

Pilot systemowy, biorąc pod uwagę rozbudowaną funkcjonalność, niezbędna rzecz.
Do tego jeszcze dedykowana apka (DAC z apką… tak, tak, w takich czasach żyjemy, choć tutaj mamy więcej, bo jest pre, bo sporo można konfigurować). Co ciekawe apkę macie tylko (do czasu?) na Androida. Wersji na iOSa brak. Wreszcie czegoś nie ma na jabłcu, jest na Andku ;-) . Prawdziwa rzadkość! Mam na szczęście na czym sprawdzić, jakiś Android jest, co pozwoliło obadać apkę.

Poniżej, w galerii możecie zobaczyć jak wiele ma do zaoferowania testowana nowość od M2Tech-a, ile możliwości dostajemy w urządzeniu, które nominalnie uznajemy za DACa, a przecież… no właśnie, dostajemy coś znacznie bardziej funkcjonalnie rozbudowanego. Znak czasów moi drodzy. Dzisiaj te omnibusy pozwalają budować system bez konieczności mnożenia bytów, bo nam się wiele rzeczy integruje w ramach jednego. Fajnie!

» Czytaj dalej

Bezprzewodowe RHA już niebawem: MA650/750 Wireless

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-05-24 o 23.54.12

Będziemy niebawem testować Beats X, jabłczane dokanałówki bezprzewodowe wyposażone w układ W1, a tytułowe doki to alternatywa dla najprzystępniejszych cenowo sinozębnych doków Beats Audio (Apple). Słuchawki pokazano na właśnie dopiero co zakończonym High-Endzie w Monachium, do sklepów trafią w okolicach wakacji. Branża słuchawkowa wyraźnie zmierza do wyrugowania fizycznego połączenia ze źródłem, pokazują to słupki sprzedaży, gdzie w przypadku mobilnych modeli produkty bezprzewodowe zdominowały rankingi. Dzisiaj ludzie coraz częściej kupując nowe, przenośne słuchawki decydują się na bezdrutową transmisję i producent, który specjalizuje się w dokach (jakim jest RHA) musi dostosować ofertę do realiów, musi takie produkty mieć w swojej ofercie.

W katalogu pojawią się dwa modele. Tańszy, będzie dostępny w cenie ~100$ (u nas będzie to zapewne w detalu ok. 550-650 złotych), droższy wyceniono na ~170$ (czyli plus minus około tysiąca złotych). To poziom zbliżony do markowych modeli znanych firm na rynku, przy czym firma RHA chce się wyróżniać na tle konkurencji aluminiowymi obudowami (w modelach do tysiąca złotych generalnie będzie gdzie indziej …plastikowo), dodatkowo doki będą kompatybilne z kodekiem aptX (z Makówki oraz wielu androidowych oraz okienkowych urządzeń posłuchamy sobie lepszych jakościowo sinozębnych strumieni) oraz mają charakteryzować się bardzo długim czasem działania na baterii. Aktualizacja: poza aptX jest także AAC!

A konkretnie:

MA650 Wireless wykorzystują przetwornik dynamiczny o oznaczeniu 380.1 oraz łączność Bluetooth z obsługą kodeka aptX, co umożliwia słuchanie muzyki w świetnej jakości przez 12 godzin. Zastosowano w nich obudowy z wysokoprocentowego aluminium, których specjalny kształt jeszcze lepiej tłumi hałas zewnętrzny, a elastyczny, zaokrąglony pałąk oraz wbudowany pilot poprawiają wygodę.

MA750 Wireless stanowią połączenie przetwornika dynamicznego 560.1, znanego z wersji przewodowej MA750, z dodaną łącznością Bluetooth z obsługą technologii aptX, co oznacza wysokiej klasy bezprzewodowy przesył dźwięku. Wytrzymała konstrukcja ze stali nierdzewnej oraz unikalny dla słuchawek RHA kształt aerofoniczny zapewniają pozbawione zakłóceń i angażujące brzmienie nawet przez 12 godzin. W budowie MA750 Wireless także wykorzystano zaokrąglony, ergonomiczny pałąk, elastyczne prowadnice oraz wbudowanego pilota. Wszystko to w trosce o jak najlepsze brzmienie bez kabli, wygodę i komfort.

Jak tylko produkty pojawią się w ofercie poproszę dystrybutora, firmę Audiomagic, o udostępnienie słuchawek do testów. Sprawdzimy czy produkt lansowany przez Apple jako najlepsze, co może ci się trafić w przystępnych cenowo realiach, wyjdzie z tarczą (a może jednak na tarczy) ze starcia z propozycją RHA… chip W1 to nie wszystko, trzeba jeszcze pokazać wyższość w zakresie ergonomii/wygody oraz …brzmienia. Zobaczymy, bardzo jestem ciekaw tej konfrontacji.

MA650 – ciekawe jak się sprawdzi w praniu taki wydatny pałąk?

MA750 – a tu mamy dodatkowo przy samych dokach pałąki z oplotem, skutecznie zapobiegające wypadaniu słuchawek z uszu

Mass Fidelity Relay – czy to już? Bluetooth w HiFi, HiFi… Bluetooth

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Relay_1

Czekam na czarną, magiczną skrzyneczkę samogrającą Mass Fidelity (patrz nasz wpis o Core tutaj), ostatnio trafiła do mnie inna skrzyneczka – nie czarna a srebrna. Audiofilski odbiornik Sinozębny? Serio? A ki czort? Nie czekając podpiąłem i hmm…. tak ten interfejs nie brzmiał dotąd. No może ostatnio zmieniło się co nieco, bo najnowsze produkty wspieracjące aptX, nowe aptX HD to spory progres w temacie (sporo na ten temat na łamach HDO), ale… tak od razu HiFi, jakieś tam z zachwytu cmokanie, odnotowane zero różnicy w stosunku do takich np. AirPlay’ów? Kto by? No właśnie.

Mass Fidelity to beniaminek, ale wyraźnie czują blue…sa, wiedzą czym są strumienie bez „ale”, postanowili wyspecjalizować się w interfejsach sinozębnych. Chodzi o to, by pierwotnie ułomny sposób bezprzewodowego transferu pozbawić ułomności, by mógł stanowić równorzędny z innymi interfejsami sposób strumieniowania muzyki do systemu HiFi. Stawiamy skrzyneczkę, żadne tam parowanie z trybem mrugającej diody, nic z tych rzeczy, tylko prosto do celu – wybieram w ustawieniach źródła rzeczonego Relay’a i już. Zawsze gotowy do współpracy, wspierający najnowszą wersję kodeka aptX, działający bez opóźnień, także tych cholernie irytujących znanych z AirPlay’a (wciskam play i sobie czekam, czekam… beznadziejne to), opóźnień czasowych związanych z samym graniem (tu postęp jaki się dokonał w przypadku BT jest gigantyczny). To raz. Muszę przyznać, że stabilność parowania tego interfejsu z dowolnym nadajnikiem (komputer, handheld) robi spore wrażenie. Nie ma co porównywać z wieloma innymi produktami na BT, które zwyczajnie często, gęsto wymagają ponownego wprowadzenia w tryb parowania. Strasznie to irytuje, tutaj nie ma o tym mowy. Włączamy, wybieramy, gramy.

Dwa, to forma, wyposażenie i ambicje. Forma nie byle jaka, bo skrzynka po całości alu, a nie jakiś plastik fantastik, wyposażenie też konkret, bo niby „tylko” dwa dobrej jakości gniazda RCA, a tu niespodzianka – instrukcja informuje, że owszem, ale jeszcze dodatkowo konwertowane @ SPDIF elektryczne (dobry DAC z takim uzupełniającym wyposażenie usieciowieniem? No czemu nie? Jak się okazało podczas testów warto skorzystać z tej opcji!), a całość (te ambicje) to równorzędny partner w naszym wypieszczonym audio torze (salon i to co najlepsze fabryka dała, a portfel ledwo zniósł). Tak to na pierwszy rzut oka wygląda. Zacnie wygląda ten Mass Fidelity Relay. Zacnie.

» Czytaj dalej

Audioengine HD6 w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170119_115255410_iOS

Kolejny system w kolumnach. Były Scansoniki M5BTL przed momentem opisane. I znowu aktywne, znowu z interfejsem bezdrutowym, znowu alternatywa dla wszystkich klamotów. Takie produkty na serio każą się zastanowić, czy nie jest to lepsza, właściwsza droga budowy domowego systemu audio. Czegoś, co będzie – właśnie – zamiast. 

Flagowe monitory Audioengine od paru dni niczego innego nie robią tylko grają. W salonie. W redakcji. I będzie ciężko się z nimi rozstać. Oj będzie cieżko. To już wiem. Tym razem postanowiliśmy umieścić sporą fotorelację na naszym fanpage’u:

 

 

 

Spokojnie. Wiemy, że nie wszyscy są zwolennikami post-prawdy, social media są im obce i po to jest www żeby konkret był na stronie, a nie na jakimś… tfu… fanpejdźu. Także bez obaw, recenzji spodziewajcie się tradycyjnie tutaj, a luźne spostrzeżenia, pierwsze wrażenia i ogólnie potok niekontrolowany myśli powyżej ;-) Dopowiem tylko, że Chromecast (teraz też to podpiąłem pod HD6-ki) spokojnie i swobodnie zastępuje inne źródła audio. Gra na tyle przekonywująco (zresztą podobnie rzecz ma się ze wzmiankowanymi w fotogalerii PS3 oraz AirDACzka), że można zdecydować się na takie uzupełnienie wbudowanej opcji sieciowej (sinozębny) i już mamy pełne, kompletne all-in-one. Czekam tylko na integrację Google playera z Roonem (pełen opis). To będzie end-of-story, szczególnie że plany obejmują softwareowy decoding MQA (zintegrowany Tidal – wiadomo), czytaj integrację hi-resów z serwisu. Fakt, obejdziemy się smakiem odnośnie zapowiadanej konwersji w locie PCM @ DSD… no tutaj przyda się interfejs wspierający 1-bitowe granie. Jeżeli zatem komuś zachce się ekstremalna opcja to np. taki Korg (recenzja) podpięty pod opisywane HD6 i już mamy system nie tylko że kompletny, ale dodatkowo – właśnie – ekstremalny jakościowo (warunek – Roon Core na mocnym kompie). Z DSD na głośnikach (teraz trzeba pluginowo HQPlayera w Roonie mieć, ale spokojnie będzie 1.3, będzie konwersja z PCM).

Same kolumny wykonane są jak na flagowce przystało: FANTASTYCZNIE. Jakość materiałów, metalowy pilot, uzbrojone w banany kable… tak to powinno wyglądać, gdy ktoś mówi „flagowe” i tutaj tak wygląda właśnie. Tyle, że w odróżnieniu od utytułowanych wielkich z branży, firma życzy sobie za to nie tysiące, a poniżej 1000 dolarów. W naszym pięknym kraju 3689 złotych dokładnie. Same kolumny są wg. mnie tyle warte (prima sort: przetworniki, obudowy/okleina, zaciski, magnetyczne maskownice…), a tu jeszcze na dokładkę kolumny aktywne, z świetnie zestrojoną amplifikacją, z konkretnym DACzkiem oraz ze znakomicie zaimplementowanym interfejsem BT. Wisienka? Wspomniany pilot metalowy, taka sztabka, piękny taki, minimalizm, czysta, szlachetna forma. Ok, to jest topowy, flagowy model, ale kto w takiej cenie oferuje takie coś? No kto?

Audioengine HD6 to nie tylko alternatywa dla klasycznego systemu, to według mnie przyszłość HiFi, jeden z kierunków rozwoju całej branży. Całe systemy zamknięte w obudowach z głośnikami… od formy tradycyjnej (jak HD6) po formę zupełnie z klasyką się nie kojarzącą – tak to będzie wyglądało. Czekam na potwierdzenie odnośnie KEFów 50 Wireless. Tam zrobili to do końca, tzn. tam wszystko jest zintegrowane, nawet kolumny po skrętce się komunikują (obie aktywne są). Tyle, że tam trzeba dać coś koło 11 tysięcy. No ale – podobnie jak w przypadku tytułowych kolumn – odpowiedzmy sobie na proste pytanie: ile kosztuje wielosegmentowy zestaw HiFi/end z okablowaniem, akcesoriami, stolikami, platformami i czym tam jeszcze. Mhm. Audioengine HD6, jak wspomniałem w fotogalerii, mogłyby całkowicie zastąpić całe salonowe stereo. Wygumkować.

Idę czegoś posłuchać…

Scansonic M5BTL… aktywnej wstęgi bezdrutowej recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161101_114940710_iOS

Wspominałem ostatnio na HDO, że przyszłość (wg. mojej skromnej opinii) należeć będzie do aktywnych zestawów głośnikowych. Te, od wielu dekad pogardzane w domowym audio (takim, rozumiecie, HiFi plus audiofile) stają się obecnie jednym z prężnie rozwijających się segmentów głośnikowego rynku, pojawia się coraz więcej tego typu konstrukcji na rynku. Aktywne zestawy dominowały przez lata w studiach nagraniowych, tam doceniano zalety takiej integracji, z przyczyn nie do końca zrozumiałych w domowym audio był to margines. Dziwne, zważywszy ograniczenia lokalowe, zalety wynikające z integracji sprzętu w korelacji z designem wnętrz wszelakich. Wicie o czym mówię, prawda? Jak się popatrzy na katalogi firm zajmujących się wyposażeniem, projektowaniem wnętrz na próżno szukać zestawu głośnikowego z obowiązkowymi skrzynkami… wygumkowanie tego elementu było od zawsze praktykowane, stanowiło oczywistą, oczywistość dla projektantów, dla marketingu i kogo tam jeszcze, kto zajmował się wspomnianą tematyką. Cóż, trudno się w sumie dziwić, bo system audio nakłada bardzo konkretne ograniczenia, wymaga dopasowania danej przestrzeni. Nie chcę przez to powiedzieć, że „aktywka” jest idealnym panaceum na te dylematy (związane z aranżacją przestrzeni), ale wychodzi niejako na przeciw wyzwaniom, bardzo ułatwiając sprawę. Idea systemu w kolumnie nie jest oczywiście niczym odkrywczym, natomiast dzisiejsza technologia, bezprzewodowe strumienie, możliwość stworzenia czegoś zastępującego klasyczne zestawy tworzy nową rzeczywistość… to alternatywa i to na tyle atrakcyjna, że – w co nie wątpię – wielu potencjalnych nabywców jakiegoś HiFi, czegoś co im zagra – wybierze właśnie tego typu produkty.

Pisałem ostatnio o niesamowitym KEFie opartym na fantastycznych LSach 50 (pasywka, którą znam, jest genialna po prostu genialna). Ten bezprzewodowy system audio oparty na najlepszych monitorach w ofercie producenta z 50 letnim doświadczeniem w branży jest właśnie forpocztą tego, co nas czeka. Przetestowany zestaw Scansonika podobnie jak w przypadku wspomnianego zestawu z (póki co) najwyższej półki stara się zastąpić klamoty, stać się autonomicznym rozwiązaniem, które w dobie mobilnych źródeł audio (każdy je ma …w kieszeni) pozwala na rezygnację z typowych komponentów. Warto nadmienić, że to nowe daje dostęp do gigantycznych kolekcji muzycznych, pozwala już dzisiaj na strumieniowanie muzyki w jakości dużo lepszej niż z – będącego punktem odniesienia – kompaktu, płyty CDA. Nie ma sensu stawać w opozycji do tego, co opisane, bo tego nikt ani nic już nie powstrzyma. Nośnik fizyczny, tradycyjny zestaw stereo staje się powoli anachronizmem, czymś z innej epoki. Dzisiaj coraz częściej efektorem jest – właśnie – głośnik bezprzewodowy w dowolnej, przewidzianej przez producentów, formie. Tak to już i zaraz będzie wyglądać. Nawet – umownie – tradycyjny klamot dzisiaj staje się samowystarczalnym samograjem. Wielosegmentowe audio przechodzi do historii. Zastępuje je wielostrefowy, połączony w sieć system samograjów. Owszem, nadal daje nam się wybór, daje możliwość podpinania „klasyki”, ale ta „klasyka” staje się absolutną niszą. Renesans płyty winylowej to udział paroprocentowy w całym rynku, kompakt zwija się rokrocznie w takim tempie, że zaraz zwyczajnie zabraknie chętnych (mam tu na myśli masową produkcję) urządzeń służących do odtwarzania płyty. Nie ma sensu z tym polemizować, to zresztą naturalna kolej rzeczy… każda technologia przeżywa swój zmierzch, trafia do książek opisujących zamierzchłe czasy. Tak jest z fizycznym nośnikiem, a wszelkie zaklinanie rzeczywistości (że jeszcze będzie moda, że wróci) to samooszukiwanie się. Nic nie wróci, bo jakieś niszowe egzystowanie nie będzie miało żadnego realnego przełożenia na główne kierunki rozwoju branży.

Jak widać wstępniak zrobił nam się bardzo na serio i w nawiązaniu do tytułowego bohatera, ale wydaje mi się że warto o tym wszystkim właśnie na wstępie wspomnieć. Przyszłość poza brakiem ograniczeń w dostępie do muzyki jako takiej (tak generalizuję trochę i lukruję rzeczywistość, bo wiele rzeczy wcale tak różowo w streamingu nie wygląda) to także brak konieczności adaptowania przestrzeni pod audio. Właśnie. Brak. Zaawansowana elektronika aplikowana do zestawów głośnikowych będzie (no już jest) odwalać całą robotę. Pomierzy, dopasuje, skonfiguruje i …zagra. Zagra w niemalże dowolnej przestrzeni. Zagra dobrze. To tylko i aż kwestia algorytmów, odpowiednio napisanego kodu. To oznacza prawdziwy, kopernikański przewrót w dziedzinie która nas pasjonuje. Autonomia, dostęp, dopasowanie. Wszyscy w branży to doskonale rozumieją, czują i dopasowują rozwój produktów pod to co powyżej. Pomiary, tryby DSP, zaawansowana, automatyczna korekcja parametryczna… rzeczy które do tej pory kojarzyły się często, gęsto głównie z kinem domowym dzisiaj stają się „codziennym chlebem” HiFi, domowego audio. Cóż, to zwyczajnie ma sens.

M5BTL to po pierwsze aktywny zestaw, po drugie autonomiczny system audio, pozwalający na granie z dowolnego, komputerowego źródła, po trzecie wreszcie bardzo na serio skonstruowana kolumna głośnikowa, bardzo na serio tj. zgodnie z wymogami sprzętu Hi-Fi. Przez dwa lata grały u mnie niewielkie S5BT, opisane przez nas tutaj, niewielkie kolumienki, takie typowo desktopowe. Fajny zestaw do niewielkiego pomieszczenia, względnie ciekawa opcja dla kogoś, kto chce małe, ale może z subem dodatkowo, do salonu. Bohater niniejszego tekstu to coś innego. To właśnie coś, co ma stanowić alternatywę dla dowolnych, klasycznych podstawek (do kwoty trzech tysięcy złotych z wzmacniaczem myślę, że będzie bardzo, bardzo trudno coś znaleźć), zastąpić tradycyjne stereo w głównym pomieszczeniu odsłuchowym (w dobie multistref to też się zaciera btw). Ten zestaw ma zagrać tak dobrze, jak porządne monitory z budżetowym wzmacniaczem & źródłem. Nie… wróć. Powinien (patrz opis konstrukcji) zagrać lepiej od takiego, klasycznego właśnie zestawu. Brak komplikujących i mających wpływ na końcowy efekt kabli, ultrakrótka droga sygnału, przetworniki te elektroniczne (DAC) i te analogowe (głośnik) w jednym miejscu, obok siebie, dopasowanie, synergia całego układu, własne zasilanie – znowu – dopasowane konkretnie pod wymogi poszczególnych elementów…. to rzeczy, o których warto wspomnieć na wstępie, uświadamiając sobie, że właśnie to co powyżej jest kluczowe dla osiągnięcia dobrego efektu końcowego. Nie oznacza to, rzecz jasna, braku wyzwań jakie stoją przed konstruktorami takiej konstrukcji… tych jest całkiem sporo, do niedawna taki stopień integracji był trudny i kosztowny w realizacji. Dzisiaj już nie jest. M5BT mają coś jeszcze (poza większymi gabarytami, typowymi dla podstawki grającej w salonie), co je wyróżnia. To wstęgowy głośnik wysokotonowy, coś co kojarzymy z drogimi zestawami, z propozycją z wyższej półki, wręcz jakimś high-endem. Tutaj ta wstęga trafia do nadal budżetowego zestawu głośnikowego. No dobrze, co z tego miksu nam wyszło? Wyszło nam mianowicie to…

» Czytaj dalej

Przepis na dobrego DACa 2017? Recenzja Matrix Mini-i Pro 2

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161201_094713980_iOS

Czego potrzebujemy obecnie w audio centralce, w przetworniku… a może w ogóle nie potrzebujemy osobnego DACa?  Dobrze postawić sobie takie pytanie, bo dzisiaj coraz częściej widzimy w audio integrację, praktycznie każde nowe urządzenie jakie trafia na rynek jest wielofunkcyjne i jego klasyfikacja (w tradycyjnym ujęciu) właściwe jest niemożliwa. Nowe wzmacniacze otrzymują nie tylko moduły C/A, ale coraz częściej producenci decydują się na integrację sieci – najczęściej jest to Bluetooth ze względu na najłatwiejszy z punktu widzenia użytkownika sposób połączenia źródła muzyki z klamotem. Bywa że trafia do nas coś, co właściwe jest już all-in-one i nie wymaga poza podpięciem do routera (streamer) niczego więcej. Własne systemy operacyjne, współpraca z popularnymi serwisami, sterowanie za pomocą dowolnego handhelda. Standard. Już teraz. Tak to wygląda na pierwszy rzut oka, ale gdy przyjrzymy się bliżej ofercie rynkowej, szybko dostrzeżemy, że owszem – można dzisiaj mieć wszystko w jednym – można, ale będzie to coś mocno odmiennego od klasycznego systemu HiFi. I nie chodzi mi tutaj o konserwatywne podejście do tematu, że jak system to osobno wzmacniacz (albo końcówka), że najlepiej preamp i mnożenie bytów w nieskończoność. Nie. Chodzi o coś innego. Chodzi o technologie jakie dzisiaj wykorzystuje się do – mówiąc kolokwialnie – „robienia dźwięku”. Tu dokonuje się niemała rewolucja, nowe urządzenia działają na zupełnie odmiennych zasadach co „stare, jare HiFi”. Ma to swoje plusy, jak i ujemne strony, nie będę tego w tej chwili opisywał, bo to dobry materiał na osobny artykuł (będzie takowy, bo poza D3020 będziemy mieli sposobność zapoznać się z nową linią NADów, a to właśnie dokładnie to, o czym powyżej). Czyli idzie nowe, ale po pierwsze mamy zazwyczaj już coś, co nam gra i akurat wzmacniacz jaki by nie był, czy dzielony system oparty na końcówkach i pre to rzeczy, które ruszamy na końcu, z rzadka, bo stanową fundament toru (choć ważniejsze są wg. mnie efektory w postaci kolumn, słuchawek), a te które stoją na stoliczku są praktycznie bez wyjątku do bólu analogowe. Jakie tam internety, blutooth’y, cyfrowe porty… są wejścia, wyjścia RCA, może coś zbalansowanego i tyle.

Tu możliwa konfiguracja ala system, z końcówką Matrix AMP

Także integracja, integracją, ale  jeszcze długo, bardzo długo (bo w konserwatywnym świecie audio, szczególnie tym z wyższej półki, pewne rzeczy nie przeminą, nawet gdy regulacje środowiskowe wymuszą na producentach sprzętu dla mas rezygnację z pewnych rozwiązań) będziemy potrzebowali interfejsu cyfrowego, łącznika tego co w naszym torze proste, analogowe, z tym co wyrasta ze świata zerojedynkowego. Przy czym, jak wspomniałem powyżej, DAC dzisiaj to już nie tylko taki po prostu tłumacz, ale coś więcej, bywa że dużo więcej. Integracja sieci, umożliwienie bezpośredniego połączenia się ze źródłem, będącym jednocześnie oknem do całego zasobu muzyki, z pełnym sterowaniem, zawiadywaniem zawartością to coś, co nie tylko zmienia sposób korzystania (co oczywiste), ale – dużo ważniejsze – zmienia sposób słuchania, naszego obcowania z muzyką. To zmiana fundamentalna. Odejście od albumu, odejście od klasycznego – brzydko mówiąc – konsumowania treści, słuchania singli, epek, albumów (lp) na rzecz playlist, dopasowywania do nastroju, scedowania naszych wyborów na algorytm*, na sugestie, na dopasowywania, wreszcie – co uważam za doświadczenie jednoznacznie pozytywne i rozwijające (to, co wymieniłem wcześniej, już tak jednoznacznie na plus nie jest, prawda?) – otwarcia na nowe brzmienia, na muzykę całkowicie do tej pory dla nas nieznaną, nieodkrytą. Dlatego też to, co obserwujemy od około roku (a teraz staje się de facto standardem), czytaj integrowanie w przetwornikach (nie tylko, ale o nich dzisiaj, a konkretnie o jednym takim będzie) interfejsów sieciowych to nie szczegół, nie coś uzupełniającego, a… moim skromnym zdaniem… najpoważniejsza funkcjonalna zmiana w tego typu urządzeniach, zmieniająca jak wyżej, wszystko. DAC do niedawna mógł stanowić element pomocniczy toru, dawać pewien progres w przypadku połączenia źródła z wzmacniaczem, stanowić alternatywę, uzupełnienie właśnie. Już wprowadzenie USB do przetworników zwiastowało rewolucyjne zmiany, a domknięciem tego procesu jest sieć, obecnie, właściwie zawsze bezprzewodowa sieć. Tak to widzę.

 

Kto wie, może w przyszłości tylko tak, bez druta (via BT, via WiFi)?

Matrix Mini-i Pro 2 ma sieć. Ma Bluetooth-a i – o czym mogliście przeczytać w zapowiedzi i pierwszych wrażeniach – ten interfejs nie jest tu tylko dodatkiem, uzupełnieniem całości, on jest jednym z najważniejszych elementów, z którego użytkownik tego DACa będzie korzystał często, a …kto wie… może nawet najczęściej? Tak, nie będzie to najlepsza metoda transmisji, a następnie konwersji dźwięku, ale na pewno najwygodniejsza i dająca największe możliwości. Najlepsza jakościowo. Przy czym, jak wspominałem przy okazji pierwszych chwil spędzonych z tytułowym urządzeniem, dzisiaj BT potrafi grać naprawdę dobrze, to nie jest „ułomny” interfejs, coś co nadaje się tylko „do grania do kotleta”, do słuchania w tle. Więcej, wg. mnie postęp jaki się dokonuje w przypadku sinozębnego jest najdynamiczniejszy, największy w porównaniu do innych typów transmisji, co oczywiście związane jest przede wszystkim z rosnącą popularnością słuchawek bezprzewodowych, coraz szybszym, dokonującym się na naszych oczach, rozbratem z kablem. Tu chodzi o każdy aspekt działania – o zasięg, stabilność, ale także (i dla nas przede wszystkim) jakość transmisji, jej parametry przekładające się na to, co słyszymy. Pamiętam słuchawki, czy głośniki z BT parę lat temu. Tego zazwyczaj nie dało się słuchać. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej, zupełnie inaczej. Mini-i Pro jest świetnym przykładem jak ogromnego progresu dokonano, podobnie jak testowany właśnie hajfajowy Relay MassFidelity (którego można zakwalifikować do nowej grupy DACów: DACów bluetooth’owych, z możliwością wyprowadzenia sygnału zarówno w domenie analogowej, jak i cyfrowej, poza skrzyneczkę). Zatem, nie przedłużając już i tak przydługiego wstępniaka…

Matrix Mini-i Pro 2 czytaj – DAC uszyty na miarę teraźniejszego audio, wedle dzisiejszych potrzeb, trendów i upodobań. Zapraszam do lektury recenzji:

* kiedyś, w zamierzchłych czasach, twórca tworzył dzieło skończone, jakim był album. Album tj. zbór utworów tworzących całość, jakiś koncept, gdzie próbowano z lepszym, czy gorszym skutkiem coś przekazać. A dzisiaj? No właśnie, patrz wyżej.

» Czytaj dalej

Apple rzuca do sklepów AirPodsy tuż przed świętami (ograniczona dostępność) & oferuje płatne uzupełnienie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
AirPods Apple

Nie wiem, a może inaczej wiem… coś się w tej maszynce drukującej dolary zacięło, coś nie działa, wszystko opóźnione. WSJ wspominało o przesunięciu premier tytułowych słuchawek po nowym roku, to samo dotyczy Beats X, które pojawią się nie wcześniej niż w lutym 2017. Apple ma problem z pokazanymi na wrześniowej konferencji słuchawkami. I nie chodzi tutaj o ewentualne wypadanie ;-) :

 gif

…a raczej o problemy z działaniem słuchawek, lub/i z ich masową produkcją. Dlatego ta premiera obarczona jest wymownym ostrzeżeniem o „ograniczonej dostępności” produktu, co de facto oznacza że wielu zainteresowanych odejdzie z kwitkiem, lub będzie musiało (zamówienia w AOS) pogodzić się z długim okresem oczekiwania na dostawę. O słuchawkach możecie dowiedzieć się czegoś więcej z mojego wpisu mieszczącego się pod tym adresem. Przypomnę tylko, że forma taka jak EarPodsów, dźwięk prawdopodobnie na tym samym poziomie (nie zmieniono nic w zakresie konstrukcji – przetworniki, obudowy – to wszystko jest tożsame ze słuchawkami jakie znajdziemy w komplecie z iPhonem), to co stanowi novum to interfejs bezprzewodowy z całkowitą eliminacją kabelka, autoparowanie z naszymi handheldami, nowy układ W1 pozwalający na sterowanie pracą Podsów. To, mówiąc wprost, przede wszystkim interfejs dla Siri, pomysł na wygodną integrację cyfrowej asystentki/a z takimi właśnie, bezprzewodowymi IEMami. Niewątpliwie swoboda użytkowania będzie magnesem przyciągającym potencjalnych klientów, bezkonfigurowalność ma wyróżniać te słuchawki spośród innych tego typu rozwiązań na rynku (Here, Bragi Dash i wiele innych, które pojawiają się właśnie w sklepach). Wśród osób, które miały styczność z AP, wątpliwości budziła kwestia ewentualnego zagubienia jednej ze słuchawek.

Apple (odpowiadając na to, co powyżej) postanowiło wprowadzić program płatnego uzupełnienia ubytku, za co liczy sobie 69$ (pojedynczy AirPod), tyle samo zapłacimy za futerał z funkcją ładowania (tj. power bank). Ważne – futerał jest elementem, który jak wskazują na to pierwsze recenzje, musimy mieć stale ze sobą (daje do 20h działania, same słuchawki mogą grać przez ok 5 godzin na jednym ładowaniu). Informacje podał dobrze zorientowany w jabłkowym światku portal The Verge (złośliwi: iVerge). Dla osób zainteresowanych tańszym nabyciem AP, to znaczy zgłoszeniem zagubienia dwóch słuchawek (całego kompletu) zła wiadomość: takie uzupełnienie braków to koszt nie 138$ (jak wynikałoby z prostej arytmetyki) tylko aż 208 dolarów (przypominam, za nowe zapłacimy 159$ – w Polsce będzie to 799 złotych). Także nie, tak to nie działa i warto o tym pamiętać. Poza tym Apple podało, że będzie można za 49$ dokonać wymiany baterii. Ciekawe, jak to będzie w praktyce wyglądało – słuchawki wyglądają na takie „nierozbieralne” raczej. Tak czy inaczej wprowadzenie takiego programu jest korzystne dla potencjalnego nabywcy, bo zamiast wymieniać całość, przyjdzie wymienić baterie (gdy te się zużyją, co przy intensywnym korzystaniu może nastąpić (według moich wyliczeń) w drugim, maksymalnie trzecim roku użytkowania).

Postaram się coś więcej na temat tego, wywołującego spore zainteresowanie (i spore kontrowersje) produktu napisać niebawem, tzn. gdy tylko słuchawki będzie można osobiście wypróbować. Innymi słowy, jeszcze te AirPodsy na łamach się pojawią, chcę sprawdzić m.in. na ile wygodne będzie sterowanie odtwarzaniem bez fizycznych przycisków, wyłącznie za pomocą komend głosowych (bo tak to będzie wyglądać).

AKTUALIZACJA: Niestety w Polsce nie będzie możliwości skorzystania z programu uzupełnienia stanu AP (gdy się zapodzieje) oraz wymiany baterii. Takie rzeczy tylko w fizycznych sklepach Apple (a nie w APR-ach). Najbliżej w Berlinie zatem…

 

Lepszy dźwięk na Makówce via Bluetooth? Kodek aptX dzięki BT Explorer

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
bluetooth

To dziwne. Dziwne, że trzeba uciekać się do zastosowania narzędzia, które nie jest oferowane natywnie w systemie (trzeba je pobrać z sieci), dodatkowo wymuszając ustawienie kodeka w doinstalowanym oprogramowaniu (w przeciwnym razie mamy najgorsze jakościowo SBC). Miałem z tym pewien problem (na jednym z komputerów), jednak najnowsza wersja narzędzia (o – skądinąd – ogromnych możliwościach… to chyba jedyne znane mi rozwiązanie, dające takie możliwości zmiany parametrów działania modułu BT w sprzęcie komputerowym) Bluetooth Explorer wreszcie pozwoliła na wymuszenie działania kodeka (macOS Sierra) także na iMac’u. Na MacBooku Air (model z 2011 roku) udało się jeszcze na Maveriksie (OSX 10.9) wymusić odpowiednie ustawienia*, natomiast na wspomnianym iMac’u był z tym problem. Do teraz. Po instalacji najnowszego oprogramowania systemowego oraz wspomnianej powyżej aplikacji, wreszcie mogę korzystać z najlepszego jakościowo rozwiązania w przypadku sinozębnej transmisji. Różnica między podstawowym rozwiązaniem (SBC) a kodekiem aptX jest oczywista, to wyraźny progres jakościowy. Mogę teraz przesyłać dźwięk do wzmacniacza D3020, korzystając z dużo lepszej transmisji, jak również wykorzystać w pełni potencjał Sennheiserów Momentum Wireless – tu, na słuchawkach, zmiana jakościowa jest jednoznaczna! Słuchanie lepszego jakościowo materiału w opcji bezprzewodowej nabiera sensu, wreszcie można usłyszeć wyraźną różnicę.

Pliczek pobieramy z poniższych lokalizacji:

Bluetooth Explorer (Dropbox), alternatywnie Bluetooth Explorer (WeTransfer)

Następnie uruchamiamy instalację i wchodzimy w ustawienia…

Warto zwrócić uwagę na mnogość dostępnych ustawień w tym niezwykle przydatnym narzędziu

Wymuszamy aptX, można też dodatkowo ustawić pracę słuchawek (wyłącznie zbędnych funkcji) oraz skonfigurować parametry strumienia

I mamy pełen obraz, wraz z aptekarską informacją o parametrach transmisji (w czasie rzeczywistym) oraz dokładną identyfikacją naszego sprzętu (i jego możliwości) w oprogramowaniu

To rozwiązuje kwestie współpracy komputerów Mac w przypadku połączeń audio via Bluetooth – można w pełni wykorzystać drzemiące w słuchawkach, głośnikach bezprzewodowych możliwości (a także, jw., stacjonarnym HiFi, które coraz częściej wyposażane jest w stosowne moduły bezprzewodowe). Minusy? Zasięg takiej transmisji (bez zakłóceń) jest ograniczony. Tak wynika z przeprowadzonych przeze mnie testów. Słuchając w innym pomieszczeniu muzyki puszczanej z Mac-a na słuchawkach zdarzają się przerwy, zakłócenia (tak, pamiętam o podatnym na problemy module w Senkach), to samo dzieje się w przypadku wzmacniacza oraz głośnika bezprzewodowego, który wykorzystałem do celów testowych (obsługującego kodek aptX). A zatem coś, za coś. Generalnie chcąc bezproblemowo skorzystać z niezakłóconego streamingu konieczne jest słuchanie w obrębie jednego pomieszczenia, gdzie źródło oraz efektor znajdują się w pobliżu, bez żadnych przeszkód na drodze sygnału. Ten jest podatny na zakłócenia (znacznie bardziej niż w przypadku transmisji via SBC/mp3/AAC, nie mówiąc już o transferze za pośrednictwem sieci WiFi). To ograniczenie, które – jak wspominają użytkownicy androidowych handheldów, dysponujących wsparciem dla aptX – jest jednym z głównych mankamentów lepszej jakościowo transmisji audio via BT. W przypadku urządzeń z iOS: iPhone, iPada oraz iPoda (Touch) niestety nie możemy liczyć na nic lepszego od transferu AAC (często będzie to podstawowy SBC – zależy to od obsługiwanych przez dane słuchawki, głośniki kodeków). Co prawda, jak wspominałem, Apple jakiś czas temu polepszyło transfer w mobilnym systemie do jakości AAC 256kbps, ale nadal nie jest to rozwiązanie porównywalne do strumieniowania via aptX (wyższe opóźnienia, dużo niższy bitrate, mocniejsza kompresja).

W efekcie mamy wyraźny progres jakościowy, szkoda tylko, że trzeba w tym celu instalować dodatkowe narzędzia, wymuszać ustawienia…

Dla przypomnienia, pełne informacje na temat technologii najlepszej jakościowo transmisji via Bluetooth znajdziecie pod tym adresem. Także tam znajduje się pełna lista urządzeń (stale aktualizowana) kompatybilnych, smartfonów oraz tabletów wyposażonych w kodek aptX (niektóre z androidowych i nie tylko androidowych handheldów otrzymują wsparcie wraz z aktualizacjami – warto śledzić!), akcesoriów, które mogą rozszerzyć możliwości naszej elektroniki w zakresie bezprzewodowego transferu audio via BT. Pisałem niedawno o najnowszej wersji kodeka (HD) pozwalającej na transmisję muzyki zapisanej w plikach 24/44-48… Nie zapominajmy, że nadal mówimy o stratnej kompresji, bo choć parametry są zbliżone do tych, które możemy uzyskać w przypadku strumieniowania via WiFi, to nadal Bluetooth nie pozwala na bezstratny transfer audio, nie jest to transfer bitperfect (także we wspomnianym powyżej, najnowszym wcieleniu). Z drugiej strony osiągnięto wyraźny postęp, po pierwsze redukując opóźnienia (ogromne, w przypadku standardowych protokołów transmisji) oraz po drugie zwiększając bitrate do poziomu gwarantującego uzyskanie bardzo dobrej jakości ….niestety, jak pokazuje praktyka codziennego użytkowania, przy wyraźnym pogorszeniu zasięgu transmisji (większa podatność na zakłócenia, problematyczne wykorzystanie w instalacjach strefowych – według mnie taka opcja jest obecnie nieosiągalna). Jeszcze jeden aspekt, który warto uwzględnić, to pewien wpływ (trudno tu o precyzyjne dane) na czas działania na baterii mobilnego sprzętu wykorzystującego aptX. Ten wpływ (krótszy czas działania, zwiększony pobór energii) może być odczuwalny szczególnie w przypadku użytkowników smartfonów, w mniejszym zakresie głośników / słuchawek bezprzewodowych.

* wspominałem o tym, przy okazji testów wzmacniacza D3020, ubolewając, że w przypadku sprzętu Apple właściwie to jedyna opcja (komputer) by cieszyć się lepszą jakością streamingu via BT.

AptX HD czyli kompresja stratna w jakości HD ;-) Astell&Kern XB10

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Astell&Kern AK-XB10 (3)

Pamiętacie relację z IFA 2016? Wpis o nowinkach zaprezentowanych na wspólnym stanowisku Beyerdynamika oraz Astell&Kern? Prototypowe słuchawki z transmisją BT opartą na najnowszym kodeku aptX a jakże HD. Był prototyp, jest gotowy produkt. Zwie się XB10 i jest bluetoothowym transmiterem audio, wyposażonym w powyższe rozwiązanie. To autorska technologia, opracowana przez Qualcomma, pokazana w Berlinie, dostępna w małym, niepozornym „klipsie”. Dystrybutor mówi o iPhone 7 (pozbawionym audio jacka), który miałby skorzystać… problem w tym, że sadownicy kompletnie olali temat poprawy dźwięku via BT i nadal trzymają się profilu podstawowego SBC (przy czym Apple korzysta z własnego kodeka AAC), który to profil, jak ładnie i obrazowo przedstawia poniższa rycina z nadesłanej prasówki, niesie ze sobą oczywiste ograniczenia (eufemistycznie rzecz ujmując) jakościowe. Mówiąc wprost – degraduje dźwięk w sposób znaczący i nic tu nie pomoże HD, bo ani aptX w iOSie nie uświadczymy, ani nawet w macOSie (granda! Wywalili BT Explorera, który to trzeba sobie doinstalowywać, a i tak nie zawsze aptX da się wymusić… mi się na iMaku to nie udało, tylko na stareńkim MBA śmiga).

Tak to mniej więcej wygląda.
Kompresja jest – żeby nie było niedomówień – STRATNA, ale aptX daje oczywiste korzyści, takie jak niższy jej (kompresji) poziom, dużo niższe opóźnienia (bardzo niskie w najnowszych wersjach kodeka) oraz niższy poziom zakłóceń

Także ten iPhone 7 to akurat niewiele skorzysta podpięty bezdrutowo do opisywanego akcesorium. Gdyby tak dało się dźwięk przesłać via microUSB (które służy tylko do ładowania) z wyjścia Lightning, to mielibyśmy interfejs aptXowy (przy czym potrzebna byłaby jeszcze transmisja nie >z<, a >do< słuchawek) dla nowego jabłkofona, tyle że nie przewidziano takiej opcji. Musimy zadowolić się SBC, czyli cała para w gwizdek. Na szczęście, jest sporo sprzętu, który bardzo chętnie obsłuży lepszy dźwięk po sinozębnej transmisji, a pełną listę znajdziecie tutaj (wszystkie możliwe produkty audio, elektronika użytkowa etc.). Także, jak ktoś ma, albo planuje mieć któreś z tych urządzeń to śmiało! Odnośnie zaś Apple to: shame on you! Wywaliliście jacka, nie dając w zamian czegoś tak oczywistego jak lepsza transmisja po BT. W końcu to właśnie nie kto inny, jak Wy – Apple – mówicie o świecie bezdrutowym, prawda? To bądźcie konsekwentni w tej bezdrucianej rewolucji i dajcie coś, co wyznacza (lepsze) standardy, ok?

Tidal HiFi? No jak najbardziej na miejscu w przypadku takiego, lepszego BT, tylko co tu robi iPhone z transmisją SBC?

Wracając zaś do XB10 to jest tam, w tym maluchu, zaszyty DAC (24/48 – czyżby tylko przypadkowa zbieżność z lansowanym przez MQA nowym standardem streamingu 24/48, hmm?) oraz wzmacniacz, które to mają pozwolić na uzyskanie dużo lepszej jakości niż te, wbudowane w smartfony, tablety czy laptopy. Co ciekawe wyposażono go w aż dwa wyjścia audio – jedno jest standardowe, 35mm, drugie zaś 2,5mm pozwala na podpięcie zbalansowanych słuchawek (standardowe rozwiązanie dla zbalansowanych IEMów). Dysponuje baterią, która wytrzyma jakieś 5 godzin grania, a do tego pozwoli na odbieranie połączeń telefonicznych i to w dobrej jakości, bo rzecz wyposażono w system redukujący szum, echo z tła. Sterujemy za pomocą wielofunkcyjnego przycisku. Szkoda, że nie można pożenić tego grzdyla z Senkami Momentum Wireless (na zasadzie nadajnik / opisywany transmiter) – odbiornik / słuchawki), można by wtedy wyeliminować całkowicie z toru ułomną transmisję via BT z jabłkowej elektroniki. Co prawda, w iOS8 bodaj, Apple coś tam w BT gmerało, chcąc podnieść jakość dźwięku (w czasie wprowadzania do iTunes lepszych downloadów o jakości AAC 256kbps), ale to nadal nie jest rozwiązanie tożsame z najnowszymi opracowaniami na rynku, usprawniającymi strumieniowanie audio via Bluetooth.

Testowaliśmy Saturna (transmiter nadajnik/odbiornik z aptX), który wypadł w teście bardzo dobrze i został w redakcji jako przydatne akcesorium, testowaliśmy wspominane Sennheisery Wireless OvE, które wypadłyby świetnie gdyby nie problemy z modułem… siak, czy tak aptX, transmisja w lepszej jakości niż standard SBC, ma jak najbardziej sens, uzasadnienie jakościowe i pewnie stanie się w niedługim czasie czymś powszechnym, nawet na przekór Apple. Tylko, litości, niech to nie będzie bombastyczne HD, super HiFi coś tam, czy cyt.: „monstrum brzmieniowe”… zwyczajnie mniej tej niesamowitości (która w konfrontacji z materią przestaje być niesamowita, a staje się w sposób zapewne niezamierzony śmieszna), mniej emejzingu kojarzonego powszechnie z tak przeze mnie we wpisie krytykowanym Jabłcem. Ten maluch ma szansę sam się obronić, w konfrontacji z tym co wbudowane w fona, ze zwykłą transmisją via BT. Prototypowe słuchawy na IFA jw. grały ciekawie.

Tylko ta cena… 799zł. To konkretna suma, jak za odbiornik BT.

PS. Mamy dostęp do nowych iPhonów, niebawem coś z tego zapewne wyniknie (audio test z nowymi słuchawkami Kupertyńczyków?)