LogowanieZarejestruj się
News

Audioengine HD6 w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170119_115255410_iOS

Kolejny system w kolumnach. Były Scansoniki M5BTL przed momentem opisane. I znowu aktywne, znowu z interfejsem bezdrutowym, znowu alternatywa dla wszystkich klamotów. Takie produkty na serio każą się zastanowić, czy nie jest to lepsza, właściwsza droga budowy domowego systemu audio. Czegoś, co będzie – właśnie – zamiast. 

Flagowe monitory Audioengine od paru dni niczego innego nie robią tylko grają. W salonie. W redakcji. I będzie ciężko się z nimi rozstać. Oj będzie cieżko. To już wiem. Tym razem postanowiliśmy umieścić sporą fotorelację na naszym fanpage’u:

 

 

 

Spokojnie. Wiemy, że nie wszyscy są zwolennikami post-prawdy, social media są im obce i po to jest www żeby konkret był na stronie, a nie na jakimś… tfu… fanpejdźu. Także bez obaw, recenzji spodziewajcie się tradycyjnie tutaj, a luźne spostrzeżenia, pierwsze wrażenia i ogólnie potok niekontrolowany myśli powyżej ;-) Dopowiem tylko, że Chromecast (teraz też to podpiąłem pod HD6-ki) spokojnie i swobodnie zastępuje inne źródła audio. Gra na tyle przekonywująco (zresztą podobnie rzecz ma się ze wzmiankowanymi w fotogalerii PS3 oraz AirDACzka), że można zdecydować się na takie uzupełnienie wbudowanej opcji sieciowej (sinozębny) i już mamy pełne, kompletne all-in-one. Czekam tylko na integrację Google playera z Roonem (pełen opis). To będzie end-of-story, szczególnie że plany obejmują softwareowy decoding MQA (zintegrowany Tidal – wiadomo), czytaj integrację hi-resów z serwisu. Fakt, obejdziemy się smakiem odnośnie zapowiadanej konwersji w locie PCM @ DSD… no tutaj przyda się interfejs wspierający 1-bitowe granie. Jeżeli zatem komuś zachce się ekstremalna opcja to np. taki Korg (recenzja) podpięty pod opisywane HD6 i już mamy system nie tylko że kompletny, ale dodatkowo – właśnie – ekstremalny jakościowo (warunek – Roon Core na mocnym kompie). Z DSD na głośnikach (teraz trzeba pluginowo HQPlayera w Roonie mieć, ale spokojnie będzie 1.3, będzie konwersja z PCM).

Same kolumny wykonane są jak na flagowce przystało: FANTASTYCZNIE. Jakość materiałów, metalowy pilot, uzbrojone w banany kable… tak to powinno wyglądać, gdy ktoś mówi „flagowe” i tutaj tak wygląda właśnie. Tyle, że w odróżnieniu od utytułowanych wielkich z branży, firma życzy sobie za to nie tysiące, a poniżej 1000 dolarów. W naszym pięknym kraju 3689 złotych dokładnie. Same kolumny są wg. mnie tyle warte (prima sort: przetworniki, obudowy/okleina, zaciski, magnetyczne maskownice…), a tu jeszcze na dokładkę kolumny aktywne, z świetnie zestrojoną amplifikacją, z konkretnym DACzkiem oraz ze znakomicie zaimplementowanym interfejsem BT. Wisienka? Wspomniany pilot metalowy, taka sztabka, piękny taki, minimalizm, czysta, szlachetna forma. Ok, to jest topowy, flagowy model, ale kto w takiej cenie oferuje takie coś? No kto?

Audioengine HD6 to nie tylko alternatywa dla klasycznego systemu, to według mnie przyszłość HiFi, jeden z kierunków rozwoju całej branży. Całe systemy zamknięte w obudowach z głośnikami… od formy tradycyjnej (jak HD6) po formę zupełnie z klasyką się nie kojarzącą – tak to będzie wyglądało. Czekam na potwierdzenie odnośnie KEFów 50 Wireless. Tam zrobili to do końca, tzn. tam wszystko jest zintegrowane, nawet kolumny po skrętce się komunikują (obie aktywne są). Tyle, że tam trzeba dać coś koło 11 tysięcy. No ale – podobnie jak w przypadku tytułowych kolumn – odpowiedzmy sobie na proste pytanie: ile kosztuje wielosegmentowy zestaw HiFi/end z okablowaniem, akcesoriami, stolikami, platformami i czym tam jeszcze. Mhm. Audioengine HD6, jak wspomniałem w fotogalerii, mogłyby całkowicie zastąpić całe salonowe stereo. Wygumkować.

Idę czegoś posłuchać…

Scansonic M5BTL… aktywnej wstęgi bezdrutowej recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161101_114940710_iOS

Wspominałem ostatnio na HDO, że przyszłość (wg. mojej skromnej opinii) należeć będzie do aktywnych zestawów głośnikowych. Te, od wielu dekad pogardzane w domowym audio (takim, rozumiecie, HiFi plus audiofile) stają się obecnie jednym z prężnie rozwijających się segmentów głośnikowego rynku, pojawia się coraz więcej tego typu konstrukcji na rynku. Aktywne zestawy dominowały przez lata w studiach nagraniowych, tam doceniano zalety takiej integracji, z przyczyn nie do końca zrozumiałych w domowym audio był to margines. Dziwne, zważywszy ograniczenia lokalowe, zalety wynikające z integracji sprzętu w korelacji z designem wnętrz wszelakich. Wicie o czym mówię, prawda? Jak się popatrzy na katalogi firm zajmujących się wyposażeniem, projektowaniem wnętrz na próżno szukać zestawu głośnikowego z obowiązkowymi skrzynkami… wygumkowanie tego elementu było od zawsze praktykowane, stanowiło oczywistą, oczywistość dla projektantów, dla marketingu i kogo tam jeszcze, kto zajmował się wspomnianą tematyką. Cóż, trudno się w sumie dziwić, bo system audio nakłada bardzo konkretne ograniczenia, wymaga dopasowania danej przestrzeni. Nie chcę przez to powiedzieć, że „aktywka” jest idealnym panaceum na te dylematy (związane z aranżacją przestrzeni), ale wychodzi niejako na przeciw wyzwaniom, bardzo ułatwiając sprawę. Idea systemu w kolumnie nie jest oczywiście niczym odkrywczym, natomiast dzisiejsza technologia, bezprzewodowe strumienie, możliwość stworzenia czegoś zastępującego klasyczne zestawy tworzy nową rzeczywistość… to alternatywa i to na tyle atrakcyjna, że – w co nie wątpię – wielu potencjalnych nabywców jakiegoś HiFi, czegoś co im zagra – wybierze właśnie tego typu produkty.

Pisałem ostatnio o niesamowitym KEFie opartym na fantastycznych LSach 50 (pasywka, którą znam, jest genialna po prostu genialna). Ten bezprzewodowy system audio oparty na najlepszych monitorach w ofercie producenta z 50 letnim doświadczeniem w branży jest właśnie forpocztą tego, co nas czeka. Przetestowany zestaw Scansonika podobnie jak w przypadku wspomnianego zestawu z (póki co) najwyższej półki stara się zastąpić klamoty, stać się autonomicznym rozwiązaniem, które w dobie mobilnych źródeł audio (każdy je ma …w kieszeni) pozwala na rezygnację z typowych komponentów. Warto nadmienić, że to nowe daje dostęp do gigantycznych kolekcji muzycznych, pozwala już dzisiaj na strumieniowanie muzyki w jakości dużo lepszej niż z – będącego punktem odniesienia – kompaktu, płyty CDA. Nie ma sensu stawać w opozycji do tego, co opisane, bo tego nikt ani nic już nie powstrzyma. Nośnik fizyczny, tradycyjny zestaw stereo staje się powoli anachronizmem, czymś z innej epoki. Dzisiaj coraz częściej efektorem jest – właśnie – głośnik bezprzewodowy w dowolnej, przewidzianej przez producentów, formie. Tak to już i zaraz będzie wyglądać. Nawet – umownie – tradycyjny klamot dzisiaj staje się samowystarczalnym samograjem. Wielosegmentowe audio przechodzi do historii. Zastępuje je wielostrefowy, połączony w sieć system samograjów. Owszem, nadal daje nam się wybór, daje możliwość podpinania „klasyki”, ale ta „klasyka” staje się absolutną niszą. Renesans płyty winylowej to udział paroprocentowy w całym rynku, kompakt zwija się rokrocznie w takim tempie, że zaraz zwyczajnie zabraknie chętnych (mam tu na myśli masową produkcję) urządzeń służących do odtwarzania płyty. Nie ma sensu z tym polemizować, to zresztą naturalna kolej rzeczy… każda technologia przeżywa swój zmierzch, trafia do książek opisujących zamierzchłe czasy. Tak jest z fizycznym nośnikiem, a wszelkie zaklinanie rzeczywistości (że jeszcze będzie moda, że wróci) to samooszukiwanie się. Nic nie wróci, bo jakieś niszowe egzystowanie nie będzie miało żadnego realnego przełożenia na główne kierunki rozwoju branży.

Jak widać wstępniak zrobił nam się bardzo na serio i w nawiązaniu do tytułowego bohatera, ale wydaje mi się że warto o tym wszystkim właśnie na wstępie wspomnieć. Przyszłość poza brakiem ograniczeń w dostępie do muzyki jako takiej (tak generalizuję trochę i lukruję rzeczywistość, bo wiele rzeczy wcale tak różowo w streamingu nie wygląda) to także brak konieczności adaptowania przestrzeni pod audio. Właśnie. Brak. Zaawansowana elektronika aplikowana do zestawów głośnikowych będzie (no już jest) odwalać całą robotę. Pomierzy, dopasuje, skonfiguruje i …zagra. Zagra w niemalże dowolnej przestrzeni. Zagra dobrze. To tylko i aż kwestia algorytmów, odpowiednio napisanego kodu. To oznacza prawdziwy, kopernikański przewrót w dziedzinie która nas pasjonuje. Autonomia, dostęp, dopasowanie. Wszyscy w branży to doskonale rozumieją, czują i dopasowują rozwój produktów pod to co powyżej. Pomiary, tryby DSP, zaawansowana, automatyczna korekcja parametryczna… rzeczy które do tej pory kojarzyły się często, gęsto głównie z kinem domowym dzisiaj stają się „codziennym chlebem” HiFi, domowego audio. Cóż, to zwyczajnie ma sens.

M5BTL to po pierwsze aktywny zestaw, po drugie autonomiczny system audio, pozwalający na granie z dowolnego, komputerowego źródła, po trzecie wreszcie bardzo na serio skonstruowana kolumna głośnikowa, bardzo na serio tj. zgodnie z wymogami sprzętu Hi-Fi. Przez dwa lata grały u mnie niewielkie S5BT, opisane przez nas tutaj, niewielkie kolumienki, takie typowo desktopowe. Fajny zestaw do niewielkiego pomieszczenia, względnie ciekawa opcja dla kogoś, kto chce małe, ale może z subem dodatkowo, do salonu. Bohater niniejszego tekstu to coś innego. To właśnie coś, co ma stanowić alternatywę dla dowolnych, klasycznych podstawek (do kwoty trzech tysięcy złotych z wzmacniaczem myślę, że będzie bardzo, bardzo trudno coś znaleźć), zastąpić tradycyjne stereo w głównym pomieszczeniu odsłuchowym (w dobie multistref to też się zaciera btw). Ten zestaw ma zagrać tak dobrze, jak porządne monitory z budżetowym wzmacniaczem & źródłem. Nie… wróć. Powinien (patrz opis konstrukcji) zagrać lepiej od takiego, klasycznego właśnie zestawu. Brak komplikujących i mających wpływ na końcowy efekt kabli, ultrakrótka droga sygnału, przetworniki te elektroniczne (DAC) i te analogowe (głośnik) w jednym miejscu, obok siebie, dopasowanie, synergia całego układu, własne zasilanie – znowu – dopasowane konkretnie pod wymogi poszczególnych elementów…. to rzeczy, o których warto wspomnieć na wstępie, uświadamiając sobie, że właśnie to co powyżej jest kluczowe dla osiągnięcia dobrego efektu końcowego. Nie oznacza to, rzecz jasna, braku wyzwań jakie stoją przed konstruktorami takiej konstrukcji… tych jest całkiem sporo, do niedawna taki stopień integracji był trudny i kosztowny w realizacji. Dzisiaj już nie jest. M5BT mają coś jeszcze (poza większymi gabarytami, typowymi dla podstawki grającej w salonie), co je wyróżnia. To wstęgowy głośnik wysokotonowy, coś co kojarzymy z drogimi zestawami, z propozycją z wyższej półki, wręcz jakimś high-endem. Tutaj ta wstęga trafia do nadal budżetowego zestawu głośnikowego. No dobrze, co z tego miksu nam wyszło? Wyszło nam mianowicie to…

» Czytaj dalej

Przepis na dobrego DACa 2017? Recenzja Matrix Mini-i Pro 2

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161201_094713980_iOS

Czego potrzebujemy obecnie w audio centralce, w przetworniku… a może w ogóle nie potrzebujemy osobnego DACa?  Dobrze postawić sobie takie pytanie, bo dzisiaj coraz częściej widzimy w audio integrację, praktycznie każde nowe urządzenie jakie trafia na rynek jest wielofunkcyjne i jego klasyfikacja (w tradycyjnym ujęciu) właściwe jest niemożliwa. Nowe wzmacniacze otrzymują nie tylko moduły C/A, ale coraz częściej producenci decydują się na integrację sieci – najczęściej jest to Bluetooth ze względu na najłatwiejszy z punktu widzenia użytkownika sposób połączenia źródła muzyki z klamotem. Bywa że trafia do nas coś, co właściwe jest już all-in-one i nie wymaga poza podpięciem do routera (streamer) niczego więcej. Własne systemy operacyjne, współpraca z popularnymi serwisami, sterowanie za pomocą dowolnego handhelda. Standard. Już teraz. Tak to wygląda na pierwszy rzut oka, ale gdy przyjrzymy się bliżej ofercie rynkowej, szybko dostrzeżemy, że owszem – można dzisiaj mieć wszystko w jednym – można, ale będzie to coś mocno odmiennego od klasycznego systemu HiFi. I nie chodzi mi tutaj o konserwatywne podejście do tematu, że jak system to osobno wzmacniacz (albo końcówka), że najlepiej preamp i mnożenie bytów w nieskończoność. Nie. Chodzi o coś innego. Chodzi o technologie jakie dzisiaj wykorzystuje się do – mówiąc kolokwialnie – „robienia dźwięku”. Tu dokonuje się niemała rewolucja, nowe urządzenia działają na zupełnie odmiennych zasadach co „stare, jare HiFi”. Ma to swoje plusy, jak i ujemne strony, nie będę tego w tej chwili opisywał, bo to dobry materiał na osobny artykuł (będzie takowy, bo poza D3020 będziemy mieli sposobność zapoznać się z nową linią NADów, a to właśnie dokładnie to, o czym powyżej). Czyli idzie nowe, ale po pierwsze mamy zazwyczaj już coś, co nam gra i akurat wzmacniacz jaki by nie był, czy dzielony system oparty na końcówkach i pre to rzeczy, które ruszamy na końcu, z rzadka, bo stanową fundament toru (choć ważniejsze są wg. mnie efektory w postaci kolumn, słuchawek), a te które stoją na stoliczku są praktycznie bez wyjątku do bólu analogowe. Jakie tam internety, blutooth’y, cyfrowe porty… są wejścia, wyjścia RCA, może coś zbalansowanego i tyle.

Tu możliwa konfiguracja ala system, z końcówką Matrix AMP

Także integracja, integracją, ale  jeszcze długo, bardzo długo (bo w konserwatywnym świecie audio, szczególnie tym z wyższej półki, pewne rzeczy nie przeminą, nawet gdy regulacje środowiskowe wymuszą na producentach sprzętu dla mas rezygnację z pewnych rozwiązań) będziemy potrzebowali interfejsu cyfrowego, łącznika tego co w naszym torze proste, analogowe, z tym co wyrasta ze świata zerojedynkowego. Przy czym, jak wspomniałem powyżej, DAC dzisiaj to już nie tylko taki po prostu tłumacz, ale coś więcej, bywa że dużo więcej. Integracja sieci, umożliwienie bezpośredniego połączenia się ze źródłem, będącym jednocześnie oknem do całego zasobu muzyki, z pełnym sterowaniem, zawiadywaniem zawartością to coś, co nie tylko zmienia sposób korzystania (co oczywiste), ale – dużo ważniejsze – zmienia sposób słuchania, naszego obcowania z muzyką. To zmiana fundamentalna. Odejście od albumu, odejście od klasycznego – brzydko mówiąc – konsumowania treści, słuchania singli, epek, albumów (lp) na rzecz playlist, dopasowywania do nastroju, scedowania naszych wyborów na algorytm*, na sugestie, na dopasowywania, wreszcie – co uważam za doświadczenie jednoznacznie pozytywne i rozwijające (to, co wymieniłem wcześniej, już tak jednoznacznie na plus nie jest, prawda?) – otwarcia na nowe brzmienia, na muzykę całkowicie do tej pory dla nas nieznaną, nieodkrytą. Dlatego też to, co obserwujemy od około roku (a teraz staje się de facto standardem), czytaj integrowanie w przetwornikach (nie tylko, ale o nich dzisiaj, a konkretnie o jednym takim będzie) interfejsów sieciowych to nie szczegół, nie coś uzupełniającego, a… moim skromnym zdaniem… najpoważniejsza funkcjonalna zmiana w tego typu urządzeniach, zmieniająca jak wyżej, wszystko. DAC do niedawna mógł stanowić element pomocniczy toru, dawać pewien progres w przypadku połączenia źródła z wzmacniaczem, stanowić alternatywę, uzupełnienie właśnie. Już wprowadzenie USB do przetworników zwiastowało rewolucyjne zmiany, a domknięciem tego procesu jest sieć, obecnie, właściwie zawsze bezprzewodowa sieć. Tak to widzę.

 

Kto wie, może w przyszłości tylko tak, bez druta (via BT, via WiFi)?

Matrix Mini-i Pro 2 ma sieć. Ma Bluetooth-a i – o czym mogliście przeczytać w zapowiedzi i pierwszych wrażeniach – ten interfejs nie jest tu tylko dodatkiem, uzupełnieniem całości, on jest jednym z najważniejszych elementów, z którego użytkownik tego DACa będzie korzystał często, a …kto wie… może nawet najczęściej? Tak, nie będzie to najlepsza metoda transmisji, a następnie konwersji dźwięku, ale na pewno najwygodniejsza i dająca największe możliwości. Najlepsza jakościowo. Przy czym, jak wspominałem przy okazji pierwszych chwil spędzonych z tytułowym urządzeniem, dzisiaj BT potrafi grać naprawdę dobrze, to nie jest „ułomny” interfejs, coś co nadaje się tylko „do grania do kotleta”, do słuchania w tle. Więcej, wg. mnie postęp jaki się dokonuje w przypadku sinozębnego jest najdynamiczniejszy, największy w porównaniu do innych typów transmisji, co oczywiście związane jest przede wszystkim z rosnącą popularnością słuchawek bezprzewodowych, coraz szybszym, dokonującym się na naszych oczach, rozbratem z kablem. Tu chodzi o każdy aspekt działania – o zasięg, stabilność, ale także (i dla nas przede wszystkim) jakość transmisji, jej parametry przekładające się na to, co słyszymy. Pamiętam słuchawki, czy głośniki z BT parę lat temu. Tego zazwyczaj nie dało się słuchać. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej, zupełnie inaczej. Mini-i Pro jest świetnym przykładem jak ogromnego progresu dokonano, podobnie jak testowany właśnie hajfajowy Relay MassFidelity (którego można zakwalifikować do nowej grupy DACów: DACów bluetooth’owych, z możliwością wyprowadzenia sygnału zarówno w domenie analogowej, jak i cyfrowej, poza skrzyneczkę). Zatem, nie przedłużając już i tak przydługiego wstępniaka…

Matrix Mini-i Pro 2 czytaj – DAC uszyty na miarę teraźniejszego audio, wedle dzisiejszych potrzeb, trendów i upodobań. Zapraszam do lektury recenzji:

* kiedyś, w zamierzchłych czasach, twórca tworzył dzieło skończone, jakim był album. Album tj. zbór utworów tworzących całość, jakiś koncept, gdzie próbowano z lepszym, czy gorszym skutkiem coś przekazać. A dzisiaj? No właśnie, patrz wyżej.

» Czytaj dalej

Mass Fidelity Relay – czy to już? Bluetooth w HiFi, HiFi… Bluetooth? Testujemy!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Relay_1

Czekam na czarną, magiczną skrzyneczkę samogrającą Mass Fidelity (patrz nasz wpis o Core tutaj), wczoraj trafiła do mnie inna skrzyneczka – nie czarna a srebrna. Audiofilski odbiornik Sinozębny? Serio? A ki czort? Nie czekając podpiąłem i hmm…. tak ten interfejs nie brzmiał dotąd. No może ostatnio zmieniło się co nieco, bo najnowsze produkty wspieracjące aptX, nowe aptX HD to spory progres w temacie (sporo na ten temat na łamach HDO), ale… tak od razu HiFi, jakieś tam z zachwytu cmokanie, odnotowane zero różnicy w stosunku do takich np. AirPlay’ów? Kto by? No właśnie. MassFidelity to beniaminek, ale wyraźnie czują bluesa, wiedzą czym są strumienie bez „ale”, czują doskonale. Stawiamy skrzyneczkę, żadne tam parowanie z trybem mrugającej diody, nic z tych rzeczy, tylko prosto do celu – wybieram w ustawieniach źródła rzeczonego Relay’a i już. Zawsze gotowy do współpracy, wspierający najnowszą wersję kodeka aptX, działający bez opóźnień, także tych cholernie irytujących znanych z AirPlay’a (wciskam play i sobie czekam, czekam… beznadziejne to), opóźnień czasowych związanych z samym graniem (tu postęp jaki się dokonał w przypadku BT jest gigantyczny). To raz. Dwa to forma, wyposażenie i ambicje. Forma nie byle jaka, bo skrzynka po całości alu, a nie jakiś plastik fantastik, wyposażenie też konkret, bo niby „tylko” dwa dobrej jakości gniazda RCA, a tu niespodzianka – instrukcja informuje, że owszem, ale jeszcze dodatkowo konwertowane @ SPDIF elektryczne (dobry DAC z takim uzupełniającym wyposażenie usieciowieniem? No czemu nie?), a całość (te ambicje) to równorzędny partner w naszym wypieszczonym audio torze (salon i to co najlepsze fabryka dała, a portfel ledwo zniósł). Tak to na pierwszy rzut oka wygląda. Zacnie wygląda ten Mass Fidelity Relay. Zacnie.

Podpinam, tap, tap, muzyka leci…

Jak już podpiąłem to słuchać zacząłem. Zero kompresji, żadnego wysuszenia, wyposzczenia pasma, żadnego ujednolicania z kastracją szczegółów… nie, nic z tego, a wręcz przeciwnie. Co prawda mam pewne zastrzeżenie związane z dość naturalistycznie-neutralnie serwowanym dźwiękiem, gra to jak dla mnie trochę napastliwie, ale cholera – gra jak rasowe źródło sygnału HiFi właśnie. Tu nie ma taryfy ulgowej tj. no tak, bo to , wiecie, ten Bluetooth jest… nie, to gra właśnie jak pełnoprawny element toru, przyjemnie bezproblemowy i przyjemnie „pacnij raz i graj mi tu”, a przy tym stabilne to (no nie do końca, na makówie dzisiaj wyszedł problem, poniżej, w rozwinięciu, szczegóły) i – jak już chwaliłem – szybciutko, bez opóźnień. Interfejs od razu reagujący na to, co robimy.

Gramy z MacBooka z BT Explorerem, niestety iOSowe handheldy (jak wiadomo) poza AAC 256 niczego więcej nie potrafią, także nasz Nexus aptX-ów oficjalnie nie wspiera (muszę nieoficjalne ROMy poszukać, może trafię na coś ciekawego?), a i jeszcze na dokładkę będziemy strumieniować takoż z PieCa. Zestawiając iPada (bez kodeka) z MacBookiem (z kodekiem aptX) dźwięk łagodnieje, choć nie tak, żeby tego, co powyżej, nie było nadal słychać. Dam czas skrzyneczce, niech sobie podziała, sygnał tylko trzeba będzie z desktopa w pętli puścić (taki ficzer energooszczędny dają, że po 30 minutach samoczynnie się wyłącza, jak nie gra, chyba że wyłączymy wyłączanie ;-) ). Zobaczymy, czy raczej posłuchamy co się z brzmieniem dzieje, co się zmieniło, za dni parę. Fajnie, że takie produkty jak Relay pojawiają się na rynku, oferując alternatywę dla innych rozwiązań (na razie w kategorii koszt-efekt nadal króluje niepodzielnie – wg. mojej skromnej opinii – Chromecast Audio), a BT wyraźnie ma ochotę zdobyć salony i ma wszelkie predyspozycje, by także w HiFi właśnie być obecne i stanowić jeden ze sposobów na granie z pliku. Patrząc na to z praktycznej strony, takie coś, nie wymagające logowania się do zamkniętej, zabezpieczonej sieci, z maksymalnie uproszczoną obsługą to oczywisty wybór dla wszystkich zainteresowanych prosto i do celu. Dysponując takim interfejsem BT można dla wygody zrezygnować z kabla, za cyfrowy transport mieć cokolwiek z handeldów (oczywiście najlepiej z obsługą kodeka aptX), lub komputer. Tyle.

Bezprzewodowe strumienie w salonie, w głównym systemie w takiej formie?

No dobrze, przesłuchamy tego malucha podpiętego bezpośrednio do wzmacniacza, jak i cyfrowo – do naszego redakcyjnego DACa NFB-2 mod firmy Audio-gd. Zobaczymy czy i jaki progres przynosi powierzenie konwersji C/A zewnętrznemu przetwornikowi. Przy okazji sprawdzę co można zepsuć ;-) majstrując w zaawansowanym konfiguratorze BT na Maku, porównam strumienie z wymuszonym kodowaniem aptX ze standardowym dla Jabłca, stosowanym w całym ekosystemie, AAC. Zrobimy test zasięgu (trzy ściany, w tym moja klatka Faradaya tzn. łazienka)… tak to wszystko zrobimy, ale oczywiście przede wszystkim posłuchamy sobie tego wynalazku i zawyrokujemy, odpowiadając wprost na postawione w tytule pytanie. HiFi?

 Skrzyneczka

Poniżej parę dodatkowych fotek. Specyfikację wraz z opisem producenta zamieściliśmy przed rokiem pod tym linkiem.

AKTUALIZACJA: „Gra i buczy”, to znaczy z MacBookiem zagrało bez żadnych problemów, w 100% stabilnie, także przy strumieniu 24 bitowym (patrz obrazki poniżej). Także wygląda na to, że kiepskie działanie z desktopem spowodowane było interferencjami, ewentualnie dodatkowo ścianą oddzielającą pomieszczenia w których było źródło i interfejs.

Warto jeszcze nadmienić, że brzmienie jest wysokiej próby, absolutnie w ślepym teście nie powiedziałbym, że gra strumień sinozębny, a nie z kabla USB DAC, czy jakiś streaming bezstratny WiFi. No, no…

 

» Czytaj dalej

Apple rzuca do sklepów AirPodsy tuż przed świętami (ograniczona dostępność) & oferuje płatne uzupełnienie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
AirPods Apple

Nie wiem, a może inaczej wiem… coś się w tej maszynce drukującej dolary zacięło, coś nie działa, wszystko opóźnione. WSJ wspominało o przesunięciu premier tytułowych słuchawek po nowym roku, to samo dotyczy Beats X, które pojawią się nie wcześniej niż w lutym 2017. Apple ma problem z pokazanymi na wrześniowej konferencji słuchawkami. I nie chodzi tutaj o ewentualne wypadanie ;-) :

 gif

…a raczej o problemy z działaniem słuchawek, lub/i z ich masową produkcją. Dlatego ta premiera obarczona jest wymownym ostrzeżeniem o „ograniczonej dostępności” produktu, co de facto oznacza że wielu zainteresowanych odejdzie z kwitkiem, lub będzie musiało (zamówienia w AOS) pogodzić się z długim okresem oczekiwania na dostawę. O słuchawkach możecie dowiedzieć się czegoś więcej z mojego wpisu mieszczącego się pod tym adresem. Przypomnę tylko, że forma taka jak EarPodsów, dźwięk prawdopodobnie na tym samym poziomie (nie zmieniono nic w zakresie konstrukcji – przetworniki, obudowy – to wszystko jest tożsame ze słuchawkami jakie znajdziemy w komplecie z iPhonem), to co stanowi novum to interfejs bezprzewodowy z całkowitą eliminacją kabelka, autoparowanie z naszymi handheldami, nowy układ W1 pozwalający na sterowanie pracą Podsów. To, mówiąc wprost, przede wszystkim interfejs dla Siri, pomysł na wygodną integrację cyfrowej asystentki/a z takimi właśnie, bezprzewodowymi IEMami. Niewątpliwie swoboda użytkowania będzie magnesem przyciągającym potencjalnych klientów, bezkonfigurowalność ma wyróżniać te słuchawki spośród innych tego typu rozwiązań na rynku (Here, Bragi Dash i wiele innych, które pojawiają się właśnie w sklepach). Wśród osób, które miały styczność z AP, wątpliwości budziła kwestia ewentualnego zagubienia jednej ze słuchawek.

Apple (odpowiadając na to, co powyżej) postanowiło wprowadzić program płatnego uzupełnienia ubytku, za co liczy sobie 69$ (pojedynczy AirPod), tyle samo zapłacimy za futerał z funkcją ładowania (tj. power bank). Ważne – futerał jest elementem, który jak wskazują na to pierwsze recenzje, musimy mieć stale ze sobą (daje do 20h działania, same słuchawki mogą grać przez ok 5 godzin na jednym ładowaniu). Informacje podał dobrze zorientowany w jabłkowym światku portal The Verge (złośliwi: iVerge). Dla osób zainteresowanych tańszym nabyciem AP, to znaczy zgłoszeniem zagubienia dwóch słuchawek (całego kompletu) zła wiadomość: takie uzupełnienie braków to koszt nie 138$ (jak wynikałoby z prostej arytmetyki) tylko aż 208 dolarów (przypominam, za nowe zapłacimy 159$ – w Polsce będzie to 799 złotych). Także nie, tak to nie działa i warto o tym pamiętać. Poza tym Apple podało, że będzie można za 49$ dokonać wymiany baterii. Ciekawe, jak to będzie w praktyce wyglądało – słuchawki wyglądają na takie „nierozbieralne” raczej. Tak czy inaczej wprowadzenie takiego programu jest korzystne dla potencjalnego nabywcy, bo zamiast wymieniać całość, przyjdzie wymienić baterie (gdy te się zużyją, co przy intensywnym korzystaniu może nastąpić (według moich wyliczeń) w drugim, maksymalnie trzecim roku użytkowania).

Postaram się coś więcej na temat tego, wywołującego spore zainteresowanie (i spore kontrowersje) produktu napisać niebawem, tzn. gdy tylko słuchawki będzie można osobiście wypróbować. Innymi słowy, jeszcze te AirPodsy na łamach się pojawią, chcę sprawdzić m.in. na ile wygodne będzie sterowanie odtwarzaniem bez fizycznych przycisków, wyłącznie za pomocą komend głosowych (bo tak to będzie wyglądać).

AKTUALIZACJA: Niestety w Polsce nie będzie możliwości skorzystania z programu uzupełnienia stanu AP (gdy się zapodzieje) oraz wymiany baterii. Takie rzeczy tylko w fizycznych sklepach Apple (a nie w APR-ach). Najbliżej w Berlinie zatem…

 

Lepszy dźwięk na Makówce via Bluetooth? Kodek aptX dzięki BT Explorer

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
bluetooth

To dziwne. Dziwne, że trzeba uciekać się do zastosowania narzędzia, które nie jest oferowane natywnie w systemie (trzeba je pobrać z sieci), dodatkowo wymuszając ustawienie kodeka w doinstalowanym oprogramowaniu (w przeciwnym razie mamy najgorsze jakościowo SBC). Miałem z tym pewien problem (na jednym z komputerów), jednak najnowsza wersja narzędzia (o – skądinąd – ogromnych możliwościach… to chyba jedyne znane mi rozwiązanie, dające takie możliwości zmiany parametrów działania modułu BT w sprzęcie komputerowym) Bluetooth Explorer wreszcie pozwoliła na wymuszenie działania kodeka (macOS Sierra) także na iMac’u. Na MacBooku Air (model z 2011 roku) udało się jeszcze na Maveriksie (OSX 10.9) wymusić odpowiednie ustawienia*, natomiast na wspomnianym iMac’u był z tym problem. Do teraz. Po instalacji najnowszego oprogramowania systemowego oraz wspomnianej powyżej aplikacji, wreszcie mogę korzystać z najlepszego jakościowo rozwiązania w przypadku sinozębnej transmisji. Różnica między podstawowym rozwiązaniem (SBC) a kodekiem aptX jest oczywista, to wyraźny progres jakościowy. Mogę teraz przesyłać dźwięk do wzmacniacza D3020, korzystając z dużo lepszej transmisji, jak również wykorzystać w pełni potencjał Sennheiserów Momentum Wireless – tu, na słuchawkach, zmiana jakościowa jest jednoznaczna! Słuchanie lepszego jakościowo materiału w opcji bezprzewodowej nabiera sensu, wreszcie można usłyszeć wyraźną różnicę.

Pliczek pobieramy z poniższych lokalizacji:

Bluetooth Explorer (Dropbox), alternatywnie Bluetooth Explorer (WeTransfer)

Następnie uruchamiamy instalację i wchodzimy w ustawienia…

Warto zwrócić uwagę na mnogość dostępnych ustawień w tym niezwykle przydatnym narzędziu

Wymuszamy aptX, można też dodatkowo ustawić pracę słuchawek (wyłącznie zbędnych funkcji) oraz skonfigurować parametry strumienia

I mamy pełen obraz, wraz z aptekarską informacją o parametrach transmisji (w czasie rzeczywistym) oraz dokładną identyfikacją naszego sprzętu (i jego możliwości) w oprogramowaniu

To rozwiązuje kwestie współpracy komputerów Mac w przypadku połączeń audio via Bluetooth – można w pełni wykorzystać drzemiące w słuchawkach, głośnikach bezprzewodowych możliwości (a także, jw., stacjonarnym HiFi, które coraz częściej wyposażane jest w stosowne moduły bezprzewodowe). Minusy? Zasięg takiej transmisji (bez zakłóceń) jest ograniczony. Tak wynika z przeprowadzonych przeze mnie testów. Słuchając w innym pomieszczeniu muzyki puszczanej z Mac-a na słuchawkach zdarzają się przerwy, zakłócenia (tak, pamiętam o podatnym na problemy module w Senkach), to samo dzieje się w przypadku wzmacniacza oraz głośnika bezprzewodowego, który wykorzystałem do celów testowych (obsługującego kodek aptX). A zatem coś, za coś. Generalnie chcąc bezproblemowo skorzystać z niezakłóconego streamingu konieczne jest słuchanie w obrębie jednego pomieszczenia, gdzie źródło oraz efektor znajdują się w pobliżu, bez żadnych przeszkód na drodze sygnału. Ten jest podatny na zakłócenia (znacznie bardziej niż w przypadku transmisji via SBC/mp3/AAC, nie mówiąc już o transferze za pośrednictwem sieci WiFi). To ograniczenie, które – jak wspominają użytkownicy androidowych handheldów, dysponujących wsparciem dla aptX – jest jednym z głównych mankamentów lepszej jakościowo transmisji audio via BT. W przypadku urządzeń z iOS: iPhone, iPada oraz iPoda (Touch) niestety nie możemy liczyć na nic lepszego od transferu AAC (często będzie to podstawowy SBC – zależy to od obsługiwanych przez dane słuchawki, głośniki kodeków). Co prawda, jak wspominałem, Apple jakiś czas temu polepszyło transfer w mobilnym systemie do jakości AAC 256kbps, ale nadal nie jest to rozwiązanie porównywalne do strumieniowania via aptX (wyższe opóźnienia, dużo niższy bitrate, mocniejsza kompresja).

W efekcie mamy wyraźny progres jakościowy, szkoda tylko, że trzeba w tym celu instalować dodatkowe narzędzia, wymuszać ustawienia…

Dla przypomnienia, pełne informacje na temat technologii najlepszej jakościowo transmisji via Bluetooth znajdziecie pod tym adresem. Także tam znajduje się pełna lista urządzeń (stale aktualizowana) kompatybilnych, smartfonów oraz tabletów wyposażonych w kodek aptX (niektóre z androidowych i nie tylko androidowych handheldów otrzymują wsparcie wraz z aktualizacjami – warto śledzić!), akcesoriów, które mogą rozszerzyć możliwości naszej elektroniki w zakresie bezprzewodowego transferu audio via BT. Pisałem niedawno o najnowszej wersji kodeka (HD) pozwalającej na transmisję muzyki zapisanej w plikach 24/44-48… Nie zapominajmy, że nadal mówimy o stratnej kompresji, bo choć parametry są zbliżone do tych, które możemy uzyskać w przypadku strumieniowania via WiFi, to nadal Bluetooth nie pozwala na bezstratny transfer audio, nie jest to transfer bitperfect (także we wspomnianym powyżej, najnowszym wcieleniu). Z drugiej strony osiągnięto wyraźny postęp, po pierwsze redukując opóźnienia (ogromne, w przypadku standardowych protokołów transmisji) oraz po drugie zwiększając bitrate do poziomu gwarantującego uzyskanie bardzo dobrej jakości ….niestety, jak pokazuje praktyka codziennego użytkowania, przy wyraźnym pogorszeniu zasięgu transmisji (większa podatność na zakłócenia, problematyczne wykorzystanie w instalacjach strefowych – według mnie taka opcja jest obecnie nieosiągalna). Jeszcze jeden aspekt, który warto uwzględnić, to pewien wpływ (trudno tu o precyzyjne dane) na czas działania na baterii mobilnego sprzętu wykorzystującego aptX. Ten wpływ (krótszy czas działania, zwiększony pobór energii) może być odczuwalny szczególnie w przypadku użytkowników smartfonów, w mniejszym zakresie głośników / słuchawek bezprzewodowych.

* wspominałem o tym, przy okazji testów wzmacniacza D3020, ubolewając, że w przypadku sprzętu Apple właściwie to jedyna opcja (komputer) by cieszyć się lepszą jakością streamingu via BT.

AptX HD czyli kompresja stratna w jakości HD ;-) Astell&Kern XB10

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Astell&Kern AK-XB10 (3)

Pamiętacie relację z IFA 2016? Wpis o nowinkach zaprezentowanych na wspólnym stanowisku Beyerdynamika oraz Astell&Kern? Prototypowe słuchawki z transmisją BT opartą na najnowszym kodeku aptX a jakże HD. Był prototyp, jest gotowy produkt. Zwie się XB10 i jest bluetoothowym transmiterem audio, wyposażonym w powyższe rozwiązanie. To autorska technologia, opracowana przez Qualcomma, pokazana w Berlinie, dostępna w małym, niepozornym „klipsie”. Dystrybutor mówi o iPhone 7 (pozbawionym audio jacka), który miałby skorzystać… problem w tym, że sadownicy kompletnie olali temat poprawy dźwięku via BT i nadal trzymają się profilu podstawowego SBC (przy czym Apple korzysta z własnego kodeka AAC), który to profil, jak ładnie i obrazowo przedstawia poniższa rycina z nadesłanej prasówki, niesie ze sobą oczywiste ograniczenia (eufemistycznie rzecz ujmując) jakościowe. Mówiąc wprost – degraduje dźwięk w sposób znaczący i nic tu nie pomoże HD, bo ani aptX w iOSie nie uświadczymy, ani nawet w macOSie (granda! Wywalili BT Explorera, który to trzeba sobie doinstalowywać, a i tak nie zawsze aptX da się wymusić… mi się na iMaku to nie udało, tylko na stareńkim MBA śmiga).

Tak to mniej więcej wygląda.
Kompresja jest – żeby nie było niedomówień – STRATNA, ale aptX daje oczywiste korzyści, takie jak niższy jej (kompresji) poziom, dużo niższe opóźnienia (bardzo niskie w najnowszych wersjach kodeka) oraz niższy poziom zakłóceń

Także ten iPhone 7 to akurat niewiele skorzysta podpięty bezdrutowo do opisywanego akcesorium. Gdyby tak dało się dźwięk przesłać via microUSB (które służy tylko do ładowania) z wyjścia Lightning, to mielibyśmy interfejs aptXowy (przy czym potrzebna byłaby jeszcze transmisja nie >z<, a >do< słuchawek) dla nowego jabłkofona, tyle że nie przewidziano takiej opcji. Musimy zadowolić się SBC, czyli cała para w gwizdek. Na szczęście, jest sporo sprzętu, który bardzo chętnie obsłuży lepszy dźwięk po sinozębnej transmisji, a pełną listę znajdziecie tutaj (wszystkie możliwe produkty audio, elektronika użytkowa etc.). Także, jak ktoś ma, albo planuje mieć któreś z tych urządzeń to śmiało! Odnośnie zaś Apple to: shame on you! Wywaliliście jacka, nie dając w zamian czegoś tak oczywistego jak lepsza transmisja po BT. W końcu to właśnie nie kto inny, jak Wy – Apple – mówicie o świecie bezdrutowym, prawda? To bądźcie konsekwentni w tej bezdrucianej rewolucji i dajcie coś, co wyznacza (lepsze) standardy, ok?

Tidal HiFi? No jak najbardziej na miejscu w przypadku takiego, lepszego BT, tylko co tu robi iPhone z transmisją SBC?

Wracając zaś do XB10 to jest tam, w tym maluchu, zaszyty DAC (24/48 – czyżby tylko przypadkowa zbieżność z lansowanym przez MQA nowym standardem streamingu 24/48, hmm?) oraz wzmacniacz, które to mają pozwolić na uzyskanie dużo lepszej jakości niż te, wbudowane w smartfony, tablety czy laptopy. Co ciekawe wyposażono go w aż dwa wyjścia audio – jedno jest standardowe, 35mm, drugie zaś 2,5mm pozwala na podpięcie zbalansowanych słuchawek (standardowe rozwiązanie dla zbalansowanych IEMów). Dysponuje baterią, która wytrzyma jakieś 5 godzin grania, a do tego pozwoli na odbieranie połączeń telefonicznych i to w dobrej jakości, bo rzecz wyposażono w system redukujący szum, echo z tła. Sterujemy za pomocą wielofunkcyjnego przycisku. Szkoda, że nie można pożenić tego grzdyla z Senkami Momentum Wireless (na zasadzie nadajnik / opisywany transmiter) – odbiornik / słuchawki), można by wtedy wyeliminować całkowicie z toru ułomną transmisję via BT z jabłkowej elektroniki. Co prawda, w iOS8 bodaj, Apple coś tam w BT gmerało, chcąc podnieść jakość dźwięku (w czasie wprowadzania do iTunes lepszych downloadów o jakości AAC 256kbps), ale to nadal nie jest rozwiązanie tożsame z najnowszymi opracowaniami na rynku, usprawniającymi strumieniowanie audio via Bluetooth.

Testowaliśmy Saturna (transmiter nadajnik/odbiornik z aptX), który wypadł w teście bardzo dobrze i został w redakcji jako przydatne akcesorium, testowaliśmy wspominane Sennheisery Wireless OvE, które wypadłyby świetnie gdyby nie problemy z modułem… siak, czy tak aptX, transmisja w lepszej jakości niż standard SBC, ma jak najbardziej sens, uzasadnienie jakościowe i pewnie stanie się w niedługim czasie czymś powszechnym, nawet na przekór Apple. Tylko, litości, niech to nie będzie bombastyczne HD, super HiFi coś tam, czy cyt.: „monstrum brzmieniowe”… zwyczajnie mniej tej niesamowitości (która w konfrontacji z materią przestaje być niesamowita, a staje się w sposób zapewne niezamierzony śmieszna), mniej emejzingu kojarzonego powszechnie z tak przeze mnie we wpisie krytykowanym Jabłcem. Ten maluch ma szansę sam się obronić, w konfrontacji z tym co wbudowane w fona, ze zwykłą transmisją via BT. Prototypowe słuchawy na IFA jw. grały ciekawie.

Tylko ta cena… 799zł. To konkretna suma, jak za odbiornik BT.

PS. Mamy dostęp do nowych iPhonów, niebawem coś z tego zapewne wyniknie (audio test z nowymi słuchawkami Kupertyńczyków?)

30 godzin grania bez druta? Nowe Senki PXC 550 podobno to potrafią

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Untitled-26

Wynik rekordowy, nasze redakcyjne Momentum Wireless nominalnie mają 22h, a w praktyce jest to jakieś 20 godzin (co stanowi bardzo dobry wynik). Te 30 godzin cieszy nie tyle w kontekście nowych PXC, a raczej szerzej – w kontekście nowych produktów z segmentu słuchawkowego (w tym IEMów), które masowo przechodzą na transmisję bezdrutową. To stały, wyraźnie zauważalny trend, a umiejętności w zakresie działania na baterii jest tutaj kluczowym aspektem i jednocześnie funkcjonalnym ograniczeniem. W przypadku modeli na czy wokółusznych mamy do dyspozycji muszę, która poza przetwornikiem, względnie dodatkową elektroniką ma dość miejsca na zastosowanie w miarę pojemnego ogniwka. Tyle, że w dziedzinie baterii akurat żaden rewolucyjny postęp się nie dokonał/dokonuje i ograniczenia fizyczne (wielkość, ciężar) warunkują co można zaaplikować w bezprzewodowych modelach. W przypadku IEMów to w ogóle spore wyzwanie. Na szczęście zupełnie inaczej sprawy się mają z elektroniką, tj. układami elektronicznymi z których wyróżniłbym szczególnie dwa rodzaje bardzo podatne na skokowe wręcz zmiany w zakresie zużycia energii: moduły bluetooth oraz tranzystorowe wzmacniacze pracujące w klasie D. Pobór energii udało się zredukować na tyle, że można mówić o „śladowym” zużyciu energii.

Oczywiście jest to skrzętnie wykorzystywane przez producentów, implementujących dodatkowe funkcjonalności (od ANC poczynając po monitoring pulsu mierzonego w uchu kończąc). To wszystko wraz z rozbudową możliwości (koreakcja / presety / efekty) daje nam w praktyce słuchawkowe systemy audio, zminiaturyzowane – fakt – do granic technologicznych możliwości, jednak kompletne w tym sensie, że zawierające wszelkie niezbędne elementy by zagrało. Mamy więc wzmacniacze, mamy DACzki, moduły łączności, dodatkowe układy odpowiedzialne za wymienione powyżej funkcjonalności i to wszystko w niewielkich muszlach, albo jeszcze dużo mniejszych obudowach IEMów.

Wspominałem ostatnio o Bose QC35. Amerykanie w końcu połączyli swój sztandarowy pomysł – system ANC – z bezprzewodowością. Niebawem będziecie mogli coś na temat tych słuchawek przeczytać na #HDOpinie. Senki też są wyposażone w „adaptatywny” system aktywnego tłumienia i to właśnie z włączonym ANC potrafią grać te 30 godzin. Znakomity wynik. Fajnym patentem jest automatyczne pauzowanie muzyki / rozmowy w momencie zdjęcia z głowy słuchawek, dodatkowo zastosowano bardzo użyteczny, świetnie się sprawdzający w praktyce pomysł z dotykowym panelem wbudowanym w muszlę, pozwalającym na sterowanie odtwarzaniem, odbieraniem rozmów. To się doskonale sprawdza, mam porównanie, w moich Momentum muszę szukać przycisków na obudowie, dodatkowo ich kultura pracy jest daleka od doskonałości, a w przypadku H8 Bang&Olufsena (o których wspominaliśmy tutaj) mamy właśnie dotykową powierzchnię na całej obudowie muszli i cóż… działa to fantastycznie. Wraz ze słuchawkami PXC 550 do dyspozycji użytkownika jest apka (znak czasów), która de facto jest niezbędnym dodatkiem, bo dzięki CapTune* możemy:

  • wybrać jedną z korekcji (rozbudowane EQ)
  • spersonalizować adaptatywny system aktywnej redukcji (bardzo fajny patent, bardzo mi tego brakuje w słuchawkach z ANC – brawa dla producenta, że przewidział możliwość konfigurowania działania systemu)
  • ustawić audio powiadomienia (znowu bardzo przydatne, bo wkurza niemiłosiernie gadająca pani, informująca że coś parujemy, czegoś nie parujemy, coś nam się rozłączyło, czy baterii mało… ja chcę móc to wyłączyć!)
  • przełączać wspomnianą autopauzę (SmartPause)

No, takie ficzery to ja rozumiem! Powiem tak – o dźwięk nie bałbym się specjalnie, bo Sennheiser robi zwyczajnie dobre, albo bardzo dobre słuchawki (brzmienie), natomiast ta apka wraz z możliwościami, funkcjami mocno do mnie przemawia. Ciekawy produkt! Pytanie, czy Niemcy zrobią coś takiego dla bezdrutowych Momentum (w końcu przewidziano tam modyfikacje oprogramowania)? To znacząco poprawiłoby w paru aspektach możliwości tych nauszników. Muszę chyba do nich napisać w tej sprawie, zobaczymy co odpiszą (jak coś sensownego, to opublikuję na HDO). Słuchawki będą dostępne pod k0niec lipca w cenie 399 dolarów. Jak się uda dopaść, to się przetestuje, rozumie się. Ta apka, muszę ją obadać btw ;-)

Oby tylko nie schrzanili łączności BT w tym modelu!

Spec.:

  • Bluetooth 4.2, NFC, kabel z pilotem
  • ładowanie 3h; czas działania do 30h
  • FR: 17 – 23,000 Hz
  • Imp.: 490 Ohm / 46 Ohm
  • SPL: 110 dB
  • THD: <0.5%
  • waga: 227 g

* w pewnym zakresie działa to, to z serią Momentum (zaktualizuje wpis – w jakim – wieczorem)

Głośnik BT Mass Fidelity Core – innowacyjny projekt, rekordowe wsparcie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
unspecified-2

No proszę, nawet tak, zdawałoby się opatrzona sprawa, jak bezprzewodowy głośnik na Bluetooth może zebrać 1,5 miliona dolarów. To jakieś kilkadziesiąt raz więcej niż chcieli Kanadyjczycy. Wspominałem o nich, w tym wpisie, jak widać innowacyjne przedsiębiorstwo z branży audio pracuje w pocie czoła nad kolejnymi, ciekawymi produktami. Co wyróżnia ten produkt? Ano, jest po pierwsze naprawdę ładnie zaprojektowany, choć to kwestia gustu rzecz jasna, ale prezentuje się nad wyraz elegancko. To jednak za mało, by zdobyć serca fundatorów, przyznacie. No właśnie, twórcy tego głośnika postanowili podejść do sprawy inaczej, niż większość branży i zaproponować coś kompletnie wyposażonego i pod pewnymi względami innowacyjnego: 

Czym jest Core?

Core to aktywna kolumna Bluetooth, składająca się z 5 przetworników o sumarycznej mocy 120W sterowanych procesorem ARM. Przetworniki pracują w specjalnie przygotowanej obudowie w technologii ABT (Absolute Bass Technology). Innymi słowy, mamy tutaj bardzo rozbudowany układ głośnikowy zamknięty w w jednej obudowie, z własnym, zaawansowanym DSP, dodatkowo umieszczony w czymś, co ma pozwolić na wydobycie z takiej, niewielkiej skrzyneczki soczystego, dobrego jakościowo basu.

Najważniejszą różnicą w stosunku do innych produktów na rynku jest zdolność kolumny do generowania holograficznej sceny dźwiękowej za pomocą technologii wave field synthesis (wirtualna przestrzeń akustyczna). Innymi słowy, mamy tutaj sterowany programowo sposób na uprzestrzennienie dźwięku, coś co znamy od dawna, ale – jak zachwalają twórcy: holograficzne pole dźwiękowe to zdaniem producenta pozbawione tzw sweet spota, czyli jedynego miejsca do prawidłowego odsłuchu sprzętu. Dzięki temu, jedna kolumna aktywna może nagłośnić całe pomieszczenie muzyką o wyjątkowej przestrzenności dźwięku i mocy niskich tonów – w większości przypadków niezależnie od miejsca, jakie zajmą słuchacze.

To raz, a dwa – ma być, co jest innowacyjne, bo do tej pory nikt tego nie zrobił w takiej skali, multiroom z możliwością grania w 8 strefach! To dla Bluetooth’a absolutny rekord. Dodajmy do tego wejście optyczne 24/192 (można zatem grać w lepszej jakości ze źródła, kablowo, wykorzystując do tego opisywany głośnik) oraz 12 godzin grania na wynos (akumulator). Jest także mikrofon (praca w charakterze zestawu głośnomówiącego / konferencyjnego), natychmiastowe parowanie za pośrednictwem NFC, USB do ładowania handhelda (opcja power banku?) i – oczywiście – komplet kodeków z aptX na czele. Widać, że producent przewidział także możliwość stworzenia na bazie tego rozwiązania zestawu wielogłośnikowego – jest wyjście dla suba.

Mass Fidelity Core – budowa & funkcjonalność

  • technologia przetwarzania dźwięku holograficznego dzięki aż 5 przetwornikom: czterem na bocznych ściankach i jednym niskotonowym na dole urządzenia
  • sumaryczna moc to 120W w oszczędnej klasie D
  • wbudowany akumulator zdolny do pracy nawet 12 godzin
  • wbudowany mikrofon dla rozmów telefonicznych
  • procesor obliczeniowy ARM
  • odbiornik Bluetooth w klasie 1 dla najlepszego zasięgu i stabilnych połączeń w odległości nie mniejszej niż 10 metrów
  • obudowa ABT (Absolute Bass Technology) – połączone siły, elektroniki, oprogramowania i mechanicznych przetworników dźwięku w celu wygenerowania jak największego i najlepiej kontrolowanego niskotonowego ciśnienia akustycznego
  • komplet kodeków Bluetooth audio na pokładzie: aptX, AAC, SBC
  • wejście optyczne dla sygnałów PCM 24/192
  • wejście mini jack aux 3.5mm dla klasycznego kablowego połączenia
  • wyjście USB do ładowania smartfonów/tabletów
  • wyjście subwooferowe
  • wygodna łączność NFC
  • możliwość pracy w trybie multiroom – praca we wspólnej sieci 5Ghz do 8 głośników CORE – bez dodatkowego routera lub łączności Wi-Fi. Jeden Core do jednego pomieszczenia w domu to propozycja Mass Fidelity.

O Mass Fidelity – Smart Sound Systems

Mass Fidelity to kanadyjski producent bezprzewodowych systemów audio opartych o autorskie rozwinięcie technologii Bluetooth. Ideą Mass Fidelity jest łączenie najpopularniejszych rozwiązań bezprzewodowych z zaawansowanymi autorskimi rozwiązaniami, które pozwalają na zachowanie audiofilskiej jakości dźwięku. Producent określa siebie jako wspólnotę audiofilów, projektantów oraz inżynierów, którym wspólnym celem jest wniesienie wysokiej jakości dźwięku do codziennego życia.

Cena: 2499 zł - sporo jak na głośnik Bluetooth, ale patrząc na potencjalne możliwości…

Galeria z opisem poniżej w rozwinięciu

» Czytaj dalej

Devinitive Technology Symphony 1 recenzja sys. słuchawkowego

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Symphony1_1

Tak, to nie pomyłka, bo czym są pojawiające się jak grzyby po deszczu (popatrzcie na naszą relację z CES, na zapowiedzi nowych produktów, na to co pojawia się w katalogach wielu producentów słuchawek) słuchawki wyposażone w – umownie – wszystko, wszystko co pozwala, bez względu na źródło, cieszyć się muzyką i to (zazwyczaj) na bardzo wysokim poziomie jakościowym? No właśnie, słuchawki bezprzewodowe, z wbudowany dakiem, z własnym wzmacniaczem oraz całym zapleczem (procesory dźwięku, korektory parametryczne, układy aktywnego niwelowania hałasu, obsługa specjalnych presetów etc.) to właśnie kompletne rozwiązanie, które pozwala dowolne źródło muzyki traktować jako transport, którego wpływ na brzmienie ogranicza się do obsługi formatów, umiejętności odtworzenia materiału. Cała reszta spoczywa na słuchawkach. To one są w centrum, zawsze były (w końcu to jakimi dysponują przetwornikami jest zawsze kluczowe), jednak teraz ich rola jeszcze wzrasta, jest decydująca. I nie dotyczy to tylko nauszników, ale także IEMów, co pokazały targi w Las Vegas. Obecne możliwości miniaturyzacji pozwoliły na opracowanie dokanałówek wyposażonych we wszystkie, wspomniane powyżej udogodnienia. Niesamowite.

W przypadku większych, na czy wokółusznych słuchawek, stworzenie czegoś takiego wydaje się (nieco) prostsze. Fakt, mamy więcej miejsca na zajmujący wiele przestrzeni, nieodzowny element w postaci baterii (bezprzewodowość), możemy upchnąć to wszytko, jednak – nie zapominajmy – w takich słuchawkach montuje się dużo żarłoczniejsze przetworniki/głośniki, a te trzeba w odpowiedni sposób nakarmić. I nie jest to proste. Generalnie widzę dwie, równoległe drogi rozwoju słuchawkowej branży. Bezprzewodowe produkty, które z czasem zaczną dominować oraz przewodowe, ale nie analogowe, a cyfrowe słuchawki, czerpiące energię oraz dane ze źródeł: komputerów, smartfonów, tabletów, wyposażone we wszytko, co można sobie wyobrazić, minus moduł łączności oraz zbędny w takiej sytuacji akumulator. Możliwości energetyczne nowych typów interfejsów (mam tu na myśli głównie USB-C / Thunderbolt 3, wspólny port z widokami na jedno, uniwersalne złącze) pozwolą swobodnie zasilić słuchawki i to nie tylko takie, mobilne, ale także takie bardziej wymagające. Zresztą, popatrzcie jak wyglądają nowe, flagowe modele HiFiMANów …te słuchawki da się napędzić niewielkimi, wbudowanymi w przenośną elektronikę, wzmacniaczykami. To też trend.

No dobrze, ja tu baju, baju o przyszłości słuchawkowego segmentu, a gdzie te Symphony 1, zapytacie? No właśnie, są, a raczej od paru tygodni są i powiem Wam, że praktycznie zastąpiły wszystko inne, nie tylko przez wzgląd na konieczność ich przetestowania, ale także z tego powodu, że są… takie dobre. To pierwsze i w ogóle jedyne słuchawki w ofercie Devinitive Technology i od razu bardzo udane. Co prawda ten producent jest u mnie bardzo wysoko, wspominałem o przetestowanych produktach w zapowiedzi, które wywarły bardzo pozytywne odczucia, ale przecież to, że komuś wychodzi jeszcze nie oznacza, że nie może podwinąć się noga. Nie tym razem! Symfonie jedynki to słuchawki od strony brzmieniowej, zastosowanych przetworników, bardzo porządne, dojrzałe, mogące swobodnie rywalizować z wieloma produktami takich specjalistów jak AKG, Sennheiser czy Bose, a jednocześnie mające w zanadrzu parę ciekawych rozwiązań, które wpłynęły znacząco na ich finalną ocenę. Zatem, do rzeczy (bez skojarzeń ;-)

» Czytaj dalej