LogowanieZarejestruj się
News

Grające obrazy aka Ikea Symfonisk Frame (Sonos) @ HDO

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8940

Zachęcony bardzo pozytywnym w wymowie testem na ASR postanowiłem wrzucić na tapetę coś, co w ogóle nie wygląda na audio, nie ma nic wspólnego z HiFi jako takim, właściwie można by nie bez racji zapytać: ale co tutaj robi taki produkt jak Symfonisk (Picture) Frame, owoc kooperacji szwedzkiego meblarskiego IKEA z bardzo u nas poważanym Sonosem (też z pogranicza światów, choć szczególnie ostatnio to już imo HiFi pełną gębą). Ke? No popełniliśmy już test grającej lampki (patrz tutej), także trochę jakby kontynuacja, ale nadal nie tłumaczy to fenomenu płaskiego czegoś, co można ustawić naprawdę dowolnie (o czym poniżej) gdziekolwiek (o czym też poniżej) i w ten sposób stworzyć strefę z dźwiękiem. I nie mam tu na myśli toaletowegranie, znaczy pizdryczek BT jakiś, który udaje że coś tam reprodukuje. No dobrze, ale może po kolej, od razu na wstępie zdradzę, że jestem zafascynowany podejściem tego tandemu do popularyzacji audio w domowych pieleszach, uważam że testy to rewolucja na miarę (kiedyś) wprowadzanie radioodbiorników do chałup, co przyczyniło się do wyedukowania mas w zakresie muzyki jako takiej i cześć i chwała naszym dziadom, pradziadom, że to się uskuteczniło. Nie przesadzam? Sami oceńcie.

Możliwości instalacyjne w praktyce nieograniczone. Maskowanie jednego kabla – to jedyna konieczność w przypadku ścian

Dlaczego w żurnalach domodekorowych nie uświadczymy ani grama hajfaja? Dlaczego te wnętrza są tak przerażająco dźwięk0-sterylne? Czemu na poczesnym miejscu nie stoją sobie w ramach złotego trójkąta duże paczki wielogłośnikowe, ze szlachetnego drewienka, nie zachwycają swoim gabarytem domowników?! Odpowiedź jest oczywista – tradycjonalne audio setupy kłócą się z feng-shui, zaburzają prawda porządek rzeczy, są nieakceptowalne bezlitosne dla projektanta wnętrz, który musi wszystko projektować pod coś, co (zdaniem wielu, oj wierzcie mi na słowo, większości nawet i to przytłaczającej większości) „niewyględne”, nie pasujące do trendów, teraźniejszych mód i w ogóle takie po całości passé. Także niech nikogo nie dziwi ten brak, bijący w oczy szczególnie nas, muzykoholików, uzależnionych od dźwięków, nie wyobrażających sobie przestrzeni pozbawionej dobrego audio. Tak jest i tak raczej by było, gdyby nie zmieniło się podejście branży. Branża dostrzegła potencjał niewidocznego (TM) audio, niewidocznego dla oka, które jest, ale jakby go nie było. Tak, chodzi ofc o instalacyjne przetworniki, które robią tu i ówdzie furorę, stają się alternatywą (nie, że kiedyś tego nie było, ale zastosowanie niszowe mocno i w bardzo drogich zazwyczaj projektach), sam będę miał przyjemność przetestować niebawem powstające w kooperacji, systemowe Sonos & Sonance z linii Architectural. Potęga setupów opartych na rackowym zestawie wielu Sonos AMPów to potęga kodu, uniwersalności oraz kompetencji dźwiękowych na poziomie (cenowym) do tej pory raczej nie osiągalnym dla zainteresowanych. Mniejsza. Wróćmy do bohatera niniejszego wpisu. Ramki. Czy raczej grającego obrazu / ramki, bo to jest właśnie genialne w swojej prostocie rozwiązanie problemu audio + nowoczesne wnętrze to się nie równa, audio wyautowane. Tu co najwyżej zniknięte i to w takiej formie, która – uważam – stanie się inspiracją dla wielu tego typu produktów i będzie to zupełnie nowe otwarcie dla (szeroko) całego przemysłu elektroniki użytkowej oraz wyposażenia wnętrz.

IKEA daje mało opcji i tylko te, które sama uskutecznia, ale…

…no właśnie https://uniskdesign.com/printed-cover-for-ikea-symfonisk-picture-frame

Dowolne motywy

   

Pleciony

Neony

Itd itd itp

Ktoś zaraz na wstępie powie – hola, hola, może ochłoń, przecież po pierwsze takie coś nie ma prawa zagrać dobrze (błąd, ma i gra), po drugie takie coś nie ma prawa zastąpić systemu (owszem, w niektórych okolicznościach ma i zastąpi), po trzecie wreszcie …te nadruki to sztuka niby, że niby ten „jeleń na rykowisku” ma robić rewolucję… no bez jaj. Otóż tu też myli się niewierny Tomasz, choć rozumiem obiekcje. IKEA robi to źle, powinna dać wolną rękę nabywcy, ale od czego wolny rynek, już są modyfikacje, mody …można zamawiać dowolne kompozycje, także spokojnie, będzie tego zapewne na kopy. Ba, czcigodna, która jest grafikiem, jest artystką takoż, robi różne, przeróżne rzeczy, w tym takie wyplotki (makramy) widzi w tym potencjał. I da się to pogodzić moi drodzy z przeźroczystością soniczną, żeby nie było wątpliwości!!! Owszem, trzeba pamiętać o paru rzeczach, ale jak wiadomo kreatywność człowiecza jest bezkresna, także oczami wyobraźni widzę fajne instalacje naścienne i pomieszczenia, które grają, pomieszczenia nie wymagające – co istotne – żadnej adaptacji. Bo wiadomo, że takie instalacyjne, to trzeba kuć, trzeba planować na etapie budowy, remontu, a tu pełna dowolność. Pełna! Sam sobie tego Frame ustawiam przeróżnieście, a to w poziomie, a to w pionie, a to wieszam (za moment) w najwygodniejszym miejscu, jak to z obrazami – wszędzie można, możemy poczuć absolutną wolność w aranżacji przestrzeni. A przecież o to właśnie chodzi! Właśnie – brak ograniczeń – możliwość pogodzenia wydawałoby się zupełnie nieprzystających do siebie wymagań, racji, wspólny mianownik. No pięknie!

Ramka, maskownica – nic tutaj nie jest dziełem przypadku. Plaster miodu. Odpowiedni projekt. Akustyka.

Golas

Oczywiście na dzień dobry można zwątpić, bo z pakunku ala origami wyciągamy typową IKEĘ, mebel znaczy się, prosty, funkcjonalny, masowy, tani, takie użytkowe coś, co pewnie wielu natychmiast skreśli, bo jakże to ma być kolumna, dobry sound, to ma grać? Ja to doskonale rozumiem i nie dziwi mnie takie letnie podejście, żeby nie powiedzieć nawet mocniej mocno sceptyczne podejście do tematu. Sam odpakowując Frame pomyślałem sobie: ten Amirm to się chyba jednak szaleju najadł, no to nie ma prawa dobrze brzmieć. Cóż, nie miałem racji, mniejsza nawet o bardzo ładne pomiary (znaczy inżyniersko odwalono tutaj kawał dobrej roboty, a to – przyznajcie – w takim produkcie raczej niespodziewane, no niespodzianka wręcz), ale to gra i to gra jak fajne, monofoniczne źródło dźwięku, bez żadnych słyszalnych ograniczeń (sic!). Znaczy mamy pełne pasmo, mamy dobrej jakości bas, który można tu i ówdzie jeszcze podrasować (o czym poniżej), gra to bardzo – że tak powiem – szeroko… znaczy przestrzennie i ma naprawdę wiele wspólnego z klasyczną kolumną, powiedziałbym podstawkową, ale nawet nie blisko-polową, bo wspomniany niski zakres to nie jest coś, czego musielibyśmy się tutaj domyślać. On – znaczy bas – jest obecny. Z płaskiego naleśnika? To ma – uwaga – tylko 5 centymetrów grubości! Jak to może TAK grać? No cóż, pomiary to nie przypadek, po prostu IKEA wykorzystała potencjał partnera tj. Sonosa i dźwiękowe inżyniery stworzyły dwudrożny układ, który dzięki przemyślnej konstrukcji (kanały od przetworników, port BR odpowiedniej wielkości i w odpowiednim miejscu, dmuchający do przodu, same przetworniki też bardzo nieprzypadkowo dobrane, o tym jeszcze będzie w drugiej części, jaką planuję napisać) potrafi w tak bardzo nieakustycznym projekcie wydobyć dobro z głośników i zagrać wbrew formie, która powinna być tutaj nieprzekraczalnym ograniczeniem dla SQ. Udało się stworzyć coś prostego, taniego, opartego na masowej elektronice, kosztujących grosze materiałach (obudowa to plastik, w ogóle poza materiałową maskownicą mamy tutaj ABS, nawet w konstrukcji przetworników akustycznych mocno uskuteczniany), uzyskując efekt wart cyklu na HDO ;-) a poważniej, wart sprawdzenia, przetestowania i kto wie, czy nie zastosowania nawet przez dźwiękowych purystów.

To gra. Układ stosowany raczej nieczęsto, moim zdaniem błędnie, że nie często. Tweeter na dole, średni0-nisko góra. Oczywiście w konfiguracji pionowej (taką preferuję).
W sytuacji, gdy ustawimy to, to poziomo, będzie też ciekawie, bo można odwrócić, w sumie pionowo też można. Nie ma żadnych przeciwwskazań.
Kanały na kable pozwalają na dowolną aranżację / układ przetworników. 

Origami

Oczywiście to wszystko byłoby niczym, gdyby nie stał za tym wszystkim przegenialny kod. Sonos wiadomo umie jak mało kto, a tu można powiedzieć spotykają się Jing i Jang tworząc harmonijną całość. Już na etapie konfiguracji to widać bardzo ładnie, bo nie dość że samo się, nie dość że w sposób uniwersalnie komunikatywny, to jeszcze za tym wszystkim kryje się niemała moc strojenia układu akustycznego pod wymogi konkretnej lokalizacji, w jakiej przyjdzie ramce grać. Tak TruePlay pokazuje swoje możliwości i robi to wg. mnie znakomicie, właśnie w takim produkcie taki system kalibracji robi zasadniczą różnicę, robi robotę! Ograniczenia formy (i tak wobec wspomnianej pierwszorzędnej roboty inżynierów zminimalizowane) zostają zniwelowane działaniem inteligentnego systemu korekcji, który tak dopasowuje brzmienie ramki, by ta zagrała w najlepszy możliwy sposób w pionie, poziomie, na szafie, na regale, czy ofc ścianie, w małym i większym metrażu, z dużą przestrzenią wolną i przestrzenią mocno zagraconą, tam gdzie dźwięk odbija się od fatalnych dla sound-u powierzchni like szyba, like kafelki, jak i tam, gdzie mimowolnie mamy dobrą akustykę, bo regały z knigami, liczne obrazy (tradycyjne ;-) ), makramy (jak wyżej :) )), bibeloty, gdzie wnętrze w pozytywny sposób oddziaływuje, dając nam w efekcie sporo radości & przyjemności z obcowania ze sztuką. Mhm, znosimy ograniczenia, znosimy ograniczenia jakie często, gęsto uniemożliwiają uzyskanie dobrego jakościowo dźwięku w nowocześnie zaprojektowanej przestrzeni. Tak, w dużym HiFi, high-endzie można i robi się to teraz coraz cześciej, stosować pro rozwiązania, które też stały się już konsumencko-masowo-dostępne tj. opisywany u nas dirac choćby, czy Reference czy TrueFi od Sonarworks (a tutaj poglądowo nasz artykuł o DSP dzisiaj). Tyle, że ma to swój liczony wieloma zerami wymiar finansowy i tak po prawdzie stanowi dla wielu purystów spory zgryz: no bo jak, trzeba EQ ubrany w inne słowa, stosować?! Nie godzi się! Kupię kabel boa za miliony i sobie prawię to i owo… tak pewnie pomyśli purysta i kablarz dealer będzie wniebowzięty, bo jeszcze (jeszcze) będzie miał na nowego Bentley’a. Ale to już niedługo, bo jak widać, słychać i czuć (w kościach starych ;-) ) idzie nowe.

Sonos daje obecnie całościowo najlepsze multiusługowe rozwiązanie na rynku, multiusługowe (wszystko jest, nawet Apple Music integracja) oraz multisystemowe. Sonos działa w obrębie wszystkich najważniejszych na rynku front-endów audio i AV. To taki trochę małymiętki z jednej (bo otwarte) oraz jabco (ekosystem, długie wsparcie, software na poziomie… tu jabco ostatnio daje cztery litery niestety) w świecie audio/audio-wideo/multimedialnych instalacji. No i fajno. Ten element to fundament i takie spoiwo, można na tym budować dowolnie i Sonos partnerstwem z IKEA właśnie to uskutecznia i robi według mnie REWOLUCJĘ. Rewolucję w całej branży, w całym segmencie, bo coś powszechnego, popularnego, łatwo dostępnego ma szansę zmienić rzeczywistość. Nadal w żurnalach nie będzie audio. Ale ono będzie! Będzie… jest niewidoczne, ale słychać i do tego dobrze słychać. A że obsługuje się to dotykiem, albo jeszcze bardziej dzisiejszo głosem? Co w tym złego? Dla tradycjonalistów można sobie w systemie (z Roonem, jako składową, wszystko tutaj się ze sobą pięknie dogaduje, patrz ryciny w galerii) zaaplikować tradycyjne HiFi klamoty czy interfejsy (za matkę wszystkich potencjometrów może robić przykładowo Microsoft Dial – napiszemy o tym na łamach HDO bankowo!) i wszyscy szczęśliwi.

Makrama i ramka, grająca ramka, znaczy obraz…

Właśnie, wszyscy, bo i ci, którym dźwięk nie pozwala(ł) do tej pory nie uwzględniać w pomieszczeniach klasycznych przedstawicieli kompleksu przemysłowego audio czy audio-wideo, jak i osobom, którym było nie w smak „zagracanie” przestrzeni stolikami, regałami z toną sprzętu i wielkimi kolumnami, które najlepiej metr od ściany i w trójkącie złotym, nie dawały żadnego pola manewru, albo inaczej generowały liczne zgniłe kompromisy. W opisywanym Symfonisk Frame widzę nastanie nowego porządku rzeczy. Pewnie podobnie jak z linią Architectural (słyszałem i byłem zmiażdżony tym, jak dobrze to grało… sufit… but why cytując odtwórcę Deadpoola) to nowe otwarcie na poziomie, właśnie, powszechnym, wszędzie dostępnym, zrozumiałym, prostym, dla każdego. Widzę tutaj sporą szansę na powrót do radia. Nie, nie chodzi o to radio, ale o nowe radio, znaczy sieciowe rozgłośnie, sieciowe strumienie muzyki wszelakiej, znowu ludzie zaczną słuchać. I to będzie coś dobrego, bo dobrym jest to, co pozwala dostrzec coś ważniejszego w życiu niż tylko (i tu sobie można wstawić dowolnie). Także cieszy mnie to bardzo, cieszy mnie ten produkt i sami widzicie, że nie mogłem przejść do porządku dziennego bez napisania „paru” słów na temat.

Także będę kontynuował, bo jest o czym pisać! O przetwornikach akustycznych, o integracji AV (może być sugerowany firmowy soundbar, ale wg. mnie ciekawiej będzie w salonach z połączeniem światów, jak u mnie, czytaj Sonos AMP + tradycyjne paczki z przodu i Sonos Sub oraz grające obrazy), o nowych pomysłach na ART (mamy powierzchnię, mamy gotowy element eksponujący – działamy!), o tworzeniu instalacji światło – dźwięk (tu się jak najbardziej aż prosi, co więcej, dzięki patentowi typowa IKEA, znaczy gniazdku wyjściowemu dla energii w obudowie, można sobie to światło zintegrować bardzo elegancko) itd itp. Jak widzicie TEMAT RZEKA. Także coś czuję, że jednym z motywów przewodnich na HDO będzie łączenie światów i nie ukrywam, że kręci mnie to jak cholera i bardzo mi się chce.


Typowa IKEA

Wreszcie, nareszcie…

PS. Sporo publikacji w blokach startowych. Czekamy z publikacją na nastanie nowego roku. Zalew chińskiego trwa w najlepsze, ale są też inne tematy – słuchawkowe tematy (Stealth x2, niewidzialne póki co nie tylko w przenośni, ale i dosłownie ;-) słuchawki od Dan Clark-a i Dr Fang-a) i kolumnowo-tradycyjne tematy (porównanie Diamond 15 vs 18 oraz topowe, podstawowe Jaspery) .
PPS. Jako, że Meta jest głupie jak cholera, tutaj na głównej zrzuty ekranowe z aplikacji, nie tylko systemowej, z czym to się je, z opisami i paroma ciekawostkami. Dzielę galeryjkę na fb/www co – wiem – upierdliwe jest, ale nie gaśmy nadziei. Czeka nas duża wdrożeniówka pt. HDO v 2.0 znaczy staniemy się bardziej mobile friendly i w ogóle bardziej tacy trzecia dekada XXI, a nie dekada pierwsza i może pół, jak teraz. Także stay tuned!
PPPS. Linki na głównej, Meta jest (wiem, powtarzam się, ale to prawda jest) głupie i potrafi banować za wewnętrzne, mimo że własne. Szkoda gadać.

Koszt: 499 pln (IKEA Family) regularna cena 799 pln. Czarna lub biała.

Galeria z kodem w tle (o kodzie):

» Czytaj dalej

Trochę jak monitory na łbie. Niby pro, a jednak nie? ADAM SP-5

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8783

ADAM kojarzy się jednoznacznie – studio, rynek pro. Nie, nie chodzi o monitory, a o pierwsze w ofercie słuchawki. Formą jak najbardziej PRO, ale już charakterystyką brzmienia… niekoniecznie. Testowane do tej pory na sajtach praktyków (pracy z dźwiękiem, względnie samych muzyków), zwróciły moją uwagę ocenami często podkreślającymi muzykalny, nie analityczno – studyjny (właśnie) sposób reprodukowania dźwięku. PRO SP-5 nie powstały w oderwaniu od słuchawkowych realiów tzn. widać tu wyraźny podpis dobrze nam znanego, niemieckiego producenta ULTRASONE. Producenta z dużym portfolio dla masowego odbiorcy, dodatkowo specjalizującego się w słuchawkach do pracy (a nie do i dla przyjemności tylko ;-) ).

Co wyszło z tego mariażu? No właśnie coś niekoniecznie, mimo wspomnianej formy (już na pierwszy rzut oka: harmonijkowo zwijany/rozwijany kabel, bardzo solidna, nie wydelikacona a solidna, konstrukcja pałąka itd itp), dla prosów – treść koresponduje z oczekiwaniami szerokich mas pracujących miast i wsi (ehe, to pojechałem przekazem obecnej u władzy kompartii), a nie realizatorów w studio. Już tłumaczę, po pierwszych wrażeniach, w czym rzecz.

Otóż, mamy tutaj specjalność ULTRASONE: S-Logic Plus. Zastosowano ów system w opisywanym modelu i wystarczy popatrzeć na to, co pod siateczką w muszlach siedzi (a siedzą ofc przetworniki), by chwila moment zrozumieć, że patent genialnie prosty, a jednocześnie bardzo mocno oddziaływujący na brzmienie tu zaaplikowano… zdecentralizowane rozmieszczenie przetworników, częściowo przysłoniętych. Nie wprost, a obok i dodatkowo właśnie w korelacji z padami (raczej odpada btw ich dowolna wymiana w związku z tym). Co to daje w praktyce? Wielką panorame dźwiękową i tu serio nie przesadzam, bo po założeniu od razu wiemy o co chodzi. Dźwięk jest wokół nie w głowie i to właśnie wyraźnie, nie (jak w innych, nawet mocno przestrzennych słuchawkach) subtelnie, czy po adaptacji, ale natychmiast czuć różnicę. Doskonała separacja i czytelność źródeł dźwięku, namacalność & plastyczność sceny, jest szeroko, jest głęboko, są plany, dźwięk nie jest zatem słuchawkowy tylko… no właśnie monitorowy?

ADAM wspomina przy okazji opisu tych słuchawek, że bardzo chciał stworzyć takiego analoga, w tym zakresie zbliżyć się do odsłuchu głośników bliskiego pola, studyjnych – dodajmy – bo wyraźnie o to chodziło producentowi i cóż: jestem pod wrażeniem efektu jaki udało się uzyskać. To faktycznie mimikowanie takiego słuchania, choćby z moich nEarów 05 (ESI). To niewątpliwie główna cecha i główna zaleta tych nauszników, podana bardzo „na dzień dobry”, bez owijania w bawełnę i odkrywania właściwości po iluś tam dziesiątkach albo i setkach godzin (ja to nazywam bardziej adaptacją, a nie audiofilskim wygrzewaniem, choć nie neguję, nie negowałem nigdy pewnego wpływu na zmianę charakterystyki po pewnym czasie).

„Szkiełko i oko”? Otóż właśnie nie! Zdecydowanie nie i mam nawet wątpliwości, czy te słuchawki będą idealnym wyborem dla realizatora dźwięku, inżyniera który musi dysponować precyzyjnym narzędziem. O szczegółach przeczytacie w recenzji*, dodam tylko tyle, że mimo dość wyrównanego pasma, w moim odczuciu wyraźnie eksponowane są tu wokalizy, środek buduje tu zdecydowanie z ładnie, jak trzeba to nisko, osadzonym basem brzmienie i nie ma mowy o surowym, bliskim, dzieleniu włosa na czworo. Ba, mimo że rozdzielcze, to jednak stawiające na spójność i – właśnie – przyjemność z obcowania, a nie detaliczność, precyzję i selektywność rozumiane po studyjnemu (a nie naszemu, znaczy że dobry wgląd w nagranie bez ujmy dla percepcji całości i zmęczenia).

Właśnie – zmęczenia… te słuchawki w ogóle nie męczą, no może poza ergonomicznym, subiektywnie, problemem zbyt mocnego ucisku muszli na małżowiny. Rozumiem, że ma się trzymać bez względu na okoliczności w miejscu pracy (studio, salka koncertowa, występu na żywo czy co tam sobie użytkownik pro nie wymyśli), ale dla mnie było/jest za bardzo. Pałąk też w punkcie wrażliwym na czubku łba daje się we znaki przy dłuższej sesji, ale to można za pomocą stopniowanego (w tym modelu) mechanizmu zniwelować. Nacisku na małżowiny już nie. Jak ktoś ma niewielkie jw to może nie będzie to aż tak odczuwalne, dysponujący rozmiarem L/XL mogą mieć z tym problem.

Odnośnie zmęczenia to wspomniany S-Logic oferuje jeszcze jedną, ważną zaletę. Sam dźwięk jest tak easy, tak przyjemno – nie męczący, że możemy (oby tylko nie bolały uszy) słuchać i słuchać, nie ma możliwości, by się tym brzmieniem zmęczyć, by się znudzić. Płynie to sobie i pięknie jest, a już szczególnie z pokazanym na jednym ze zdjęć TAC-2 (taniutki pro interfejs thunderboltowy, opisany swego czasu na HDO). Nie, nie chodzi tutaj o to, że produkty z tego samego segmentu i pasuje, tylko chodzi o właściwości tego tam malucha, fenomenalną wprost szybkość, natychmiastowość, która dodaje kropkę nad i w przypadku tych ADAMów. Poza wymienionymi powyżej cechami to jeszcze jeden element, który dodajemy do zbioru zalet – nie słychać tego na przetestowanym niedawno DAC DT-1 przykładowo – także nie jest bez znaczenia pod co podepniemy, choć tutaj można też szeroko, bo wysoka skuteczność, dość niska (jak na studio bardzo niska!) impedancja (70ohm) pozwala na podpinanie pod niemalże cokolwiek, nie wyłączając mobilnego. Dla masowego to bardzo dobrze, dla pro też wygoda, bo przecież nie po to te słuchawki nabywa, by tylko w domowym, czy pracowym studio ślęczeć, tylko w dowolnym miejscu tworzyć (yhy, ten od konsoli to też współtwórca, jakże często o tym zapominamy, nie?).

Oczywiście mamy tutaj w standardzie doskonałą separację od dźwięków zewnętrznych, to pewnie także ten docisk (bolesny) za to odpowiada. No i masz ci los, się pisało i się napisało. Miała być tylko zajawka, a wyszła w praktyce recenzja. No to ad rem w takim razie i jeszcze słów parę na głównej, cała galeryjka z opisami na profilu powyżej, klikamy:

Galeryjka po wdepnięciu na profil

* …jako że zajawka przeistoczyła się w recenzję prawie że, bo uwzględniłem we wcześniejszym wpisie wszelkie aspekty ergonomiczna-organoleptyczne to jako epilog podsumowanko i jeszcze coś o SQ, jak obiecałem. Studio Pro SP-5 są bardzo – o czym nie wspominałem – tolerancyjne dla materiału. Czuję, że w przypadku narzędzia pracy, studyjnej pracy to jest wada, nie zaleta i ogólnie odstępstwo od „pokaż mi to bez certolenia, pokaż całą prawdę”, na rzecz przyjemniejszej konsumpcji dźwięku, bez silenia się na wyczyn. Nie oznacza to braku szczegółu, niesatysfakcjonującej rozdzielczości – nie ma co narzekać w przypadku testowanych ADAMów na to. Chodzi o coś innego – słuchawki nie deprecjonują słabszego jakościowo materiału, można bardzo przyjemnie słuchać przykładowo sieciowych rozgłośni, mimo silnej stratnej kompresji jest to strawne dla ucha. Tak, nie różnicują materiału, to pewnie jw może być dla profesjonalisty problematyczne nawet, dla nas – muzykofilów (mhm, mhm) – odwrotnie: słuchamy dla przyjemności, a nie bo to część naszego zawodowego życia. Zresztą, o czym już swego czasu pisałem, realizator, koleś od konsoli to moim zdaniem współtwórca i kreator, także nie wyrobnik, rzemieślnik, a artysta. Dla artysty te słuchawki mogą być – bo ja wiem – czymś jak rysik w jabcu i tablet w jabcu dla grafika. Fajne szkice, fajne wstępne pomysły, fajne nawet jakieś poprawki, ale głównie koncepcyjna robota, a docelowo i poważnie to komputer, nie mobilny soft i graficzny z prawdziwego zdarzenia. Tak to tutaj widzę, czy raczej słyszę, choć intuicyjnie, bo grafikiem jest moja czcigodna, ja tam prosty amator gryzmolący szorty jestem (kocham krótką formę, kocham komiks btw).

Słuchawki dają duży dźwięk, duży jak na słuchawki – znaczy robi tutaj skala (przestrzeń), ale też reprodukcja pasma zamiast zbitego (jak to w nausznicach zazwyczaj), mamy wokół głowy i to na zasadzie takiego wyraźnie zauważalnego przesunięcia właśnie. Fajny efekt, choć jak dla mnie czasami bas (po parunastu dniach słyszę to wyraźnie) lubi wychodzić przed szereg, jest obficie namacalny i obficie ekspansywny. To chyba dobre, w punkt, określenia dla dołu w tych słuchawkach. Zatem trochę ewoluują spostrzeżenia… te ummmmmm głównie będzie towarzyszyć muzyce syntetycznej, znaczy elektronicznej. Nie są to słuchawki analityczne, ani nie są wybredne gatunkowo – powiedziałbym, że można słuchać dowolnego repertuaru, bo cechy mocne tej konstrukcji w każdym rodzaju muzyki będą „na plus”. Może, właśnie, za wyjątkiem tego hej do przodu basu, przy czym tutaj wystarczy chwilka w korektorze (Roon ma najlepsze rozwiązanie według mnie w tej materii – świetnie można sobie stroić efektory, na wielu poziomach) i temperując nieco ummmmmm dla co poniektórych będzie wskazane parametryczne korekcji dokonać w odtwarzającym sofcie.

Sumując, chcesz odmiany w cenie może już nie entry level (pozdrawiamy HiFiMANa i szanujemy za cenówkę HE-4xx) ale nadal budżetowego HiFi w segmencie słuchawek? No to masz te tutaj SP-5 od ADAMa, coś na pewno wyróżniającego się w całej masie słuchawek do użytku domowego, coś z pro półki, ale bez pro sznytu, który mógłby okazać się niestrawny. Z basiorem trzeba tu uważać, fenomenalna przestrzeń i w ogóle granie poza głową, a nie we łbie to rzeczy warte grzechu, w sumie taki zespół cech nie występuje zbyt często w audiofilskich nawet, bardzo kosztownych modelach, a tu mamy takie coś za normalne w sumie pieniądze (1799 pln). Przy czym dla domorosłego muzyka najpierw odsłuch i ocena, czy tak zestrojone narzędzie będzie dla niego, dla osoby bardzo pro i tak słuchawki zazwyczaj są pomocniczym medium dla dźwięki i taki ktoś w mig będzie wiedział na ile, w jakim scenariuszu te SP-5 będą do wykorzystania, a gdzie się po prostu nie sprawdzą. Dla nas – konsumujących, a nie tworzących – te nauszniki są przyjemną odskocznią i równocześnie pokazem co można zaoferować w innym segmencie niby, a jednocześnie zrobić ten „skok w bok” bez obaw, że to będzie katastrofa. Otóż nie będzie , a nawet wręcz przeciwnie – satysfakcja i spora wygoda użytkowa z zastrzeżeniem, że dla czułych francuskich piesków (piszący te słowa) zbytni ucisk może utrudniać nieco życie.

Warto sprawdzić…


AOSHIDA & Dilvpoetry DT-1 na bańkach DAC przetestowany

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8648

Czas na drugi z klamotów, który dojechał ostatnio z fabryki świata: DT-1. Pod tym niepozornym oznaczeniem kryje się lampiszonowa konstrukcja powstała w intrygującej kooperacji. AOSHIDA to jeden z większych globalnych dystrybutorów chińskiego HiFi, natomiast Dilvpoetry to producent tanich, często wyposażonych w bufory lampowe, klamotów w bardzo kompaktowej formie. Co ciekawe, specjalizują się tam niekoniecznie w cyfrze, a – co niezbyt często dzisiaj spotykane – na analogowych komponentach. Ten DT-1 to najwyższy w ofercie przetwornik cyfrowo-analogowy, właściwie mimo nazwy to bardziej DAC/hp amp, bo mamy tutaj bardzo solidną sekcję napędzającą nauszniki. Do tego, też nie tylko DAC, ale cyfrowa integra z linkiem bezdrutowym… nie zapomniano o BT, które w tytułowym oparto na topowej kości, obsługującej wszelkie najnowsze kodeki „hi-res” w sio zębnym. Macie zatem i aptX HD, jak również LDAC-a macie, a jak ktoś jest jabłczany to nie zapomniano na szczęście o AAC (które w BT nie wadzi, ale co robi w AirPlay 2, bez żadnej kontroli ze strony usera, naprawdę trudno dociec i nie jest to nic fajnego, a wręcz przeciwnie). Małe to, z dedykowanym pilotem to, z malutkim ekranikiem (wszystko co trzeba pokazuje, można wygasić, z kanapy poziomu nieczytelne). Oczywiście to, co przykuwa uwagę to… wyoblona obudowa z ciekawie zaprojektowanym wykończeniem, wzornictwem ala nutki na pięciolinii (wyróżnia się) oraz – no a jak! – lampki dwie. I choć opis nieco nam gmatwa sprawę, bo raz jest dekoder C/A z 6N3 (znaczy bufor w torze cyfrowo-analogowym zastosowany), a raz jest amplifajer z lampami (że niby te lampy napędzają nam słuchawki) to śpieszę wyjaśnić i przypomnieć (było już w pre-recenzji), że te lampy z ESS9038Q2M, mobilną wersją topowego Sabre, współdziałają i mogą być załączone, jak i wyłączone, wedle gustu, a z amplifikacją nie mają bezpośrednio żadnego związku, bo tam podwójny TPA6120A siedzi przed jackami (6,3 i 4,4 – mamy zatem balans!). Sekcja wzmacniająca dla słuchawek jest w ogóle niczego sobie (w sensie mocy & dynamiki), a dodatkowo sekcja ta czerpie korzyści z tego bańkowego smaczenia (się wie!),  także sporo tu zabawy i sporo możliwości kształtowania brzmienia. No właśnie, sporo, bo set lampowy da się w bardzo prosty sposób apgrejtować, do czego zachęca sam producent i co na potrzeby recenzji zresztą uskuteczniłem.


:)

Jak widzicie ciekawa rzecz, mocno niebanalna, z widokami na zabawę w podmienianie wsadu lampowego, czytaj modelowanie brzmienia. Do tego bardzo przemyślana konstrukcja, z możliwością wyprowadzenia sygnału dalej (proste pre), tylko na wyjściach RCA, albo równocześnie z jackami, jak wspomniałem z buforem, albo bez. Bardzo korzystnie na papierze wygląda tutaj napęd, bo obiecują na pentaconie aż 2W na kanał (!). Na dużym, niesymetrycznym, jacku jest to nadal bardzo przyzwoite 0,5W – innymi słowy z podawaną w instrukcji charakterystyką czułości od 16Ω aż do 600Ω można będzie tutaj zapodać dowolne słuchawki, przy czym przede wszystkim podpiąć sobie coś bardzo wymagającego i to coś powinno w takich okolicznościach zagrać na maksimum swoich możliwości. Czy faktycznie, to się zaraz poniżej okaże :-) Wreszcie na koniec jeszcze jeden mocny i wyróżniający tego klamota element, czyli CSR8675. Pisałem przed chwilą o BT, zazwyczaj spotykamy na PCB któryś z najnowszych układów Qualcomma, nie inaczej jest w tym wypadku, ale jednak… tej kości w stacjonarnym audio się nie stosuje (bo to układ pod telefony i słuchawki „ze wszystkim”, na bogato). Producent zdecydował się na taką właśnie, topową i przynajmniej parametrami jeszcze lepszą od najnowszych i najmocniejszych układów spotykanych w audio sprzęcie kość, obsługującą bardzo rzadko spotykany kodek apt-X Low Latency. Podsumowując, jest tutaj w tym małym klamocie sporo ciekawych rzeczy, oryginalnych rozwiązań, których w takim miksie gdzie indziej nie uświadczymy. I choć forma wskazuje na biurkowo-gabinetowe zastosowania, to jak widać z powyższego, można sobie tego malucha wyobrazić spokojnie jako całościowo spinające rozwiązanie we wspomnianej sypialni, albo – drugi system – w salonowym AV, gdzie będzie spaczył ze źródeł typowych dla tego typu miejsca (SPDIF w komplecie), albo też komputerowo-mobilnych (BT i USB). Do wyboru, do koloru z kolorowaniem, bo bańki. Fajnie, ale jak to wypada w praktyce?

No popatrzmy…
» Czytaj dalej

Pierwszy taki MQA DAC: DO200 od S.M.S.L TEST

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8694

Czas coś więcej napisać. Testował się przez ostatnie dwa tygodnie bardzo intensywnie, tytułowy DO200 SMSLa się testował. Uwaga MQA luby… nie ma lepszego źródła obecnie, które obsługiwałoby origami. Po pierwsze dekoduje ZAWSZE niezawodnie (ani razu nie przyłapałem na problemach z odpakowaniem, pełen proces zawsze, pewnie), po drugie można spokojnie korzystać ze wszystkich głównych, że tak powiem, i/o aby móc sobie te origami zdekodować. Po trzecie uzupełnienie tego klamota o napęd dla fizycznego nośnika (MQA CD) to kompaktowa propozycja rozbudowy systemu o odtwarzanie płyt CD (dla mnie sens egzystencji nośnika fizycznego z materiałem MQA jest totalnie niezrozumiały, ale co ja tam wiem). Wraz z BT 5.0 (najlepsza jakość via BT) stanowi to całościowe rozwiązanie dla kogoś, kto nie chce mnożyć bytów, a słucha i tak głównie za pośrednictwem streamera / komputera jako głównego transportu cyfrowego. DAC w ogóle się nie grzeje, natychmiast się inicjuje, a kwestia możliwego upgrade oprogramowania (nadal rzadkość w przypadku przetworników) daje nadzieje użytkownikowi, że będzie „na czasie”. To już na wstępie sporo i bardzo konkretne, bardzo dobre wiadomości, a przecież dopiero zaczynamy.


Przyleciało dosłownie niecałe dwa tygodnie temu, w sprzedaży dopiero od paru dni

Zacytujmy się zatem: „Kolejny DAC? Ktoś powie: meh, ile tego ostatnio, co w tym interesującego? Otóż, moi drodzy, całkiem sporo, bo rzecz jest niebanalna z paru powodów i warto się nad tą nowością pochylić. Po pierwsze to zdaje się póki co jedyna taka, znaczy premierowa konstrukcja oparta na dwóch najnowszych kościach ze stajni ESS. To potężne (o czym zaraz) procesory dźwiękowe, nie tylko układy konwertujące sygnał cyfrowy do postaci analogowej, wyposażone w bardzo rozbudowane (jak wspomniałem, za moment napiszę o tym więcej) DSP (układ wspomagająco-zawiadujący to dobrze nam znana kość ARM Altera MAX, tu w nowej wersji „2″, zamontowana na płytce… zresztą widać tam jeszcze jeden tajemniczy koprocesor ARM na PCB). Już nie tylko filtry, ale także różne tryby pracy z tworzeniem określonego efektu (żar lampy, szkiełko i oko itd) uskutecznianego w czasie rzeczywistym, do wyboru w menusach. I jest tego naprawdę sporo i jest to naprawdę coś, co zmienia (w odróżnieniu od przebiegu sygnału, prostych filtrów cyfrowych) brzmienie całego toru, nie subtelnie, a konkretnie. Coś zaimplementowanego na poziomie konwertującego krzemu i wspierającego krzemu (wyżej wymieniony proc ARM)znaczy tytułowych dwóch ESS9068AS, każdej jednej pracującej osobno na kanał. Będzie o tym sporo w recenzji, bo to nowe podejście, nowe w tym sensie, że do tej pory DAC po prostu konwertował (ewentualnie w niewielkim stopniu mógł kształtować w zależności od wybranego filtra brzmienie), a za zabawę w DSP odpowiadał zewnętrzny software, zazwyczaj komputer, PC, dużo rzadziej jakiś wyspecjalizowany procesor dźwiękowy. Tu jest – jak widzicie – inaczej. Aha i jeszcze jedno (a nawet nie jedno ;-) ) – to bardzo kompaktowa konstrukcja (dużo mniejsza od innych innych, opartych na podwójnych kościach C/A, klamotach), znaczy wymagania termiczne (nowy proces / wymiar technologiczny odnośnie zastosowanego krzemu) niższe, wzrost mocy obliczeniowej wyraźny, dwie nowe 9068 w sprzęcie kosztującym… ~500€ (!) I już samo to byłoby dobrym powodem, by bliżej się z tą nowością zapoznać, a to dopiero wstęp do innych rzeczy, które lądują w audio klamotach po raz pierwszy (a całościowo w jednym produkcie, bo takiego combo jeszcze nie mieliśmy).”


Premierowo… SMSL DO200

No i faktycznie ten sprzęt wyznacza nowy standard, bo jest kompaktowym, wyposażonym w wewnętrzną sekcję zasilania, wyposażonym w dwie kości (nie mobilne!) przetwornikiem pod kurek nafaszerowany nowymi funkcjami, możliwościami, a do tego (co nadal stanowi rzadkość) gotowy na aktualizacje. DAC, niby tylko DAC, a jednak coś wyznaczającego, mam nadzieję, nowy standard. Bo kto chce wymieniać skrzynkę co chwila, bo mu czegoś nie obsługuje, albo nie działa dokładnie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli? Tu jest klamot gotowy przyjąć nowe linijki kodu i biorąc pod uwagę, że to z Państwa Środka, to można też przyjąć niemal za pewnik, że nie skończy się na firmware v 1.0. Co więcej ten niewielki przetwornik w odróżnieniu od wielu pobratymców poprzednich generacji podczas pracy pozostaje zimny, nic tu się nie grzeje, termicznie jak wspomniałem jest progres i to znaczący – nowa generacja, nowe możliwości. Dla audiofilów to może nie jest zaleta, bo lubią duże, ale dla wielu którzy niekoniecznie chcą stawiać pełnowymiarowe klocki, niekoniecznie chcą płacić i płakać (prąd drożeje nam z miesiąca na miesiąc) taka miniaturyzacja, ergonomia energetyczna to niewątpliwe plusy.

Popatrzmy co ten klamot potrafi, czym mnie zaskoczył (a zaskoczył vide DSP):

» Czytaj dalej

Z fabryki świata: lampiszonowy AOSHIDA & Dilvpoetry DAC DT-1

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8645

Przyleciało z tytułowej fabryki świata, owoc kooperacji jednego z największych resellerów chińskiego audio (AOSHIDA) z firmą celującą w tanie, budżetowe = Dilvpoetry. W przypadku tytułowego DT-1 to topowy produkt tej manufaktury, bardzo pod kurek wyposażony, o czym za chwilę, z paru względów nietypowy. Patrząc na dotychczasową działalność, katalog widać wyraźnie dwie rzeczy: klamoty jako żywo przypominające boksy Pro-Ject oraz mamy tutaj silne ciągoty do stosowania lampek w swoich produktach. Do tego rzeczy nietypowe, jak małe wzmacniacze tranzystorowe pod kolumny z wbudowanym preampem gramofonowym przykładowo. Analog to tu, to tam, choć w przypadku DAC DT-1 jednak cyfra przede wszystkim, ale w żarze palących się stale 6N3 (kontrowersyjne, bo można wyłączyć lampy z toru, ale świecić się będą nadal – estetycznie na plus, żywotnościowo na minus). Można spokojnie jakieś NOSy sobie zaaplikować w miejsce firmowych no-name’ów (z bieżącej, chińskiej produkcji)… głównie radzieckiej produkcji (6H3x), ale mogą też być zamienniki od RCA czy GE (bańki oznaczone jako 5670W). Innymi słowy można pobawić się w strojenie brzmienia za pośrednictwem front stage’a, modelować dowolnie sound, dzięki opcji bańkowego bufora. Przy czym, jak wyżej, można to, to też wyłączyć. Siak czy tak na wstępie widzimy lampy i wokół lamp będzie się tu brzmienie kręcić.

Małe to, kompaktowe to, jak wspomniałem, z własnym, oryginalnym patentem wzorniczym. Początkowo byłem sceptyczny, szczególnie odnośnie guzików „w romb” ułożonych na froncie. Im dłużej to stoi na biurku tym bardziej te zaokrąglenia w górę ścianek, ta fala przezroczystego, odbijającego szkiełka z przodu, skrywająca OLEDowy mini display, z górującymi bańkami na górze… się podoba. Harmonijne i oryginalne to, choć – rzecz jasna – wszystko jest kwestią gustu, ktoś może zaprotestować, mówiąc „typowo azjatyckie dziwactwo” i cóż, też tak początkowo miałem. Miałem, ale zmieniłem opinię, ten maluch prezentuje się bardzo przyjemnie, a wspomniany wyświetlacz charakteryzuje się doskonale widoczną symboliką, na ekraniku zobaczymy źródło / taktowanie oraz dwa wskaźniki poziomu: graficzny (linia) oraz cyfrowy. Przy czym przy zmianie jeszcze ta cyfra nam się zapali w dużym rozmiarze na froncie przez chwilę. Jak nam święcące przeszkadza, można to, to wygasić i wtedy dzięki patentowi ze szkłem wkomponowanym w czarną, alu ściankę, nie będzie śladu po wyświetlaczu. No ładne to. Na froncie bateria jacków, przy czym jest nie tylko 6.3mm ale także balans jest, w wariancie nowoczesnym, znaczy 4.4mm, wkomponowane na froncie i – co warto podkreślić – zasilane przez dwa niezależne, pracujące każdy z osobna na kanał, układy wzmacniające TPA 6120A2. W balansie możemy liczyć aż na 2W mocy (przy 32 ohm)! Klamot jest zdolny do pracy w dwóch trybach – tylko hp albo hp z wyjściami RCA dla końcówek / integr… gdyby zachciało nam się łączyć opisywanego z np. kolumnowym torem. Pewnie wolałbym z przodu ujrzeć klasyczny potencjometr (względnie enkoder, choć tutaj mógłby być właśnie potencjometr), oparty na gałce, ale jak się okazało te klawisze pozwalają na sprawną zmianę poziomu o 1db (od 0 do 99), jedyne do czego można się zatem przyczepić to brak możliwości szybkiej zmiany o większe wartości… trzeba się naklikać.

Czymś wartym odnotowania jest natywnie pod tę konstrukcję opracowany RC. Pilot nie jest mulitsystemowy, tylko wyłącznie pod DAC DT-1 robiony i muszę przyznać, że projektant wywiązał się na medal tworząc zdalne sterowanie dla klamota. Jest tu wszystko i bez patrzenia (ergonomiczny układ, różne, wydzielone strefy, różne wielkością oraz kształtem klawisze – no, no!) można sprawnie obsługiwać sprzęt, od szybkiej zmiany źródeł na kółku począwszy, lub zmiany w krokach, po ustalenie sposobu pracy (pre, lub tylko hp) z centralnego klawisza „wokół” źródeł (logiczne, nie?) po długi prostokąty prawo / lewo włącz/wyłącz bańki, klawisze potencjometru i wreszcie, samotnego na samym dole guzika do wyłączenia wyświetlacza. Aż dziwne, że w aż tylu produktach ten element kompletnie leży, szwankuje, bo albo jest tylko częściowo dostosowany do danego urządzenia, albo jego ergonomia woła o pomstę, bywa też po prostu nie kompletny (i trzeba ruszać cztery litery by coś zmienić np za pomocą enkodera). Także duży plus za to i nie jest to rzecz pomijalna, bo z frontu zmienimy poziom oraz w pętli wybierzemy źródło, włączymy/wyłączymy klamota i to tyle. Także pilot przyda się i fajnie, że jest tak dobrze zaprojektowany.

DT-1 oparto na kości ESS9038 w wariancie mobilno-kompaktowym, znaczy Q2M. To Sabre znaczy wyczynowo w rozdzielczość, wyczynowo w dokładność, ale niekoniecznie muzykalnie, niekoniecznie obficie, niekoniecznie łagodnie, a nawet przeciwnie do łagodnie. Mamy wspomniane lampki 6N3 w gniazdach, albo wymienione wyżej zamienniki, bańki zainstalowane w klamocie nie bez przyczyny i nie bez planu. Ma być inaczej niż w typowej aplikacji ww kości ESS, umownie ma się brzmienie ułagodzić, zmiękczyć, ocieplić, przejść transformację z bardziej cyfrowe, w bardziej analogowe. Mogę po pierwszym tygodniu powiedzieć tyle, że czasami pod załączoną bańką brumi, a jak wyłącze to jw i tak się lampki żarzą i choć sygnatura nieco nam się w obu stanach różni (on/off), to nie są to jakieś wielkie różnice. Także rozumiem zamysł twórców, chęć uprzyjemnienia dźwięku z cyfrowych źródeł, ale na razie mówimy o subtelnościach. Planuję wymianę baniek z dostarczonego duetu, na radzieckie NOSy, zobaczymy czy i jak zmieni się sound. Co ciekawe, gdy przejdziemy na czysty tranzystorowy, to po zmianie sposobu pracy z hp lub RCA (w auto), na hp/pre razem, następuje większa zmiana (w brzmieniu), niż po włączaniu / wyłączaniu samych lampek. Opiszę dokładniej w recenzji, będzie to uzupełnione o wspomniane, zaaplikowane w podstawkach lampowych i się zweryfikuje co tu bardziej i jak wpływa na dźwięk.

Dobry układ z bardzo dobrym interfejsem pod komputer XMOS208 oraz wspomniane, dwa oddzielne na kanał, wzmacniacze pod słuchawki to jeszcze nie wszystko co przewidziano w opisanym w pre-recenzji urządzeniu. Zdecydowano użyć najnowszej, najlepszej kości do obsługi interfejsu bezprzewodowego. BT jest w wersji 5.0 i jest oparty na wszystko potrafiącym CSR8675. Mamy tutaj komplet: soniaczowy LDAC oraz aptX HD (24 bit) plus bardzo rzadko spotykamy aptX LL. Ten ostatni przyda się tym, którzy będą chcieli podrasować sobie dźwięk w scenariuszu uwzględniającym DT-1 pod kino, multimedialną rozrywkę. Przesłanie dźwięku o minimalnych opóźnieniach albo maksymalnej jakości w sinozębnym, połączona z lampiszonowym strojeniem brzmienia w tym maluchu to dość intrygująca i oryginalna opcja. Widać, że producent chciał zaoferować także w salonie, względnie w sytuacji braku chęci/możliwości podpięcia przez i/O jakiegoś transportu, możliwość grania z DT-1 w najlepszych możliwych dzisiaj okolicznościach jakościowych via BT. I faktycznie, muszę przyznać, że gra to zacnie, obsługuje wszystko (też nie wymienione w spec, a obsługiwane AAC i to w wariancie rozszerzonym, czytaj 256kbps, bardzo wysoka jakość na Apple Music z jabłczanej elektroniki użytkowej na tym), z makówy aptX, z Androida te najlepsze protokoły, stabilnie, przez ściany, bez zakłóceń. Bardzo dobra implementacja Bluetooth Audio, a do tego jeszcze z tym lampowym wsadem, znaczy cywilizowaniem sygnału (cyfrowego) dla jednych, koloryzowaniem vel upiększaniem, czytaj odstępstwem dla innych. Jak wspomniałem, można mimo żarzących się lampek całkowicie pominąć bufor, zdając się wyłącznie na krzem. Przyjemnie, że można i tak, i tak, a do tego jeszcze z zabawą w wymianę wsadu. Forma (tj. to co widzimy) inna od typowej, także treść w rzadko spotykanej, łączącej półprzewodniki z żarnikiem implementacji.

Więcej w recenzji…

» Czytaj dalej

Jedna skrzynka i już? Rose RS201E …idzie nowe

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8039

Idzie nowe i nawet nazwy nie ma. Bo jak nazwać to nowe audio, jak integruje nam nie tylko WSZYSTKIE dzisiejsze źródła materiału (znaczy odtwarzacz, czy może transport, bo przecież to wszystko w ramach jednego się dzieje, a komputer wszystkim zawiaduje), jest oczywiście pre, jest jak tutaj oczywiście ampem, ma własny system operacyjny i własny interfejs pozwalający na obsługę bez tego, co stało się „niezbędnikiem” w audio tj. komputera, smartfona czy czego tam jeszcze strumieniującego, sterującego… to może powrót do wreszcie purystycznego, osobnego, nie wymagającego tych, przez wielu niechcianych urządzeń ze świata elektroniki użytkowej, sprzętu grającego, zaprojektowanego, przemyślanego i oferującego (więcej), dla melomana czy audiofila. W końcu ten Rose RS201E to klamot stworzony pod określone potrzeby, dla kogoś kto chce słuchać w możliwie najlepszej jakości, jednocześnie korzystać z wszelkich dobrodziejstw dzisiejszych technologii. Wreszcie?

Stworzenie czegoś, co wychodzi naprzeciw teraźniejszości, a jednocześnie bez kompromisów, bez odpuszczania tego, co stanowi dla zainteresowanego hajfajowym/hajendowym setupem rzeczy niezbędne, wymagane, bez których nie wyobraża sobie ekhmmm słuchania muzyki. Popatrzmy co Koreańczycy tu zaaplikowali, chcąc w ramach miksu, stworzyć klamot audio ultranowoczesny, bardzo dzisiejszo-jutrzejszy, dysponujący ogromnymi możliwościami, ogarnianymi za pośrednictwem prostego, intuicyjnego, dopasowanego do dzisiejszych wymagań (dotyk) i przyzwyczajeń (obraz, duży ekran na froncie, dominujący, cały przód to interfejs) oraz okoliczności (jak komputerowe, skomplikowane, przeformować w proste, łatwe, przyjemne w użytkowaniu, dodatkowo możliwe do akceptu przez osoby atechniczne itd itp). Było i jest sporo podejść do tematu. Szczerze? Większość daleka do optimum, najczęściej jest tak, że duże możliwości = trudna, skomplikowana obsługa i „wiedza tajemna” z zakresu IT, a jak są rzeczy łatwiejsze do zaadaptowania to wiele dziór (sporo braków funkcjonalnych, kiepskie wsparcie, interfejsy dalekie od ergonomii itd). Rose umie.


Mhm, wolę kręcić gałą, ale ta wajcha sprawdza się tutaj. Także jako potencjometr (pre) Rose daje radę

Zrobiło coś, co łączy i w bardzo atrakcyjnej formie daje użytkownikowi pakiet rozwiązań z zakresu PC Audio (cholerne komputery! ;-) ) w wersji strawnej, strzelam, dla każdego. Nawet tradycjonalisty, nawet reagującego alergicznie na komputerowe audio… bo jest dopracowany interfejs dotykowy z obsługą dopasowaną do preferencji (od frontu klamota, przez pilota, zdalny dostęp ze smartfona), potrzeb… tu można skrzynkę użytkować jako tradycyjny łącznik wszystkiego, ze wszystkim, znaczy źródeł tradycyjnych, kolumn czy słuchawek, nie zwracając uwagi na inne możliwości i da się to zrobić tradycyjnie, albo zanurzyć się w świecie strumieni audio, ogromnych zasobów sieciowych, „ogarnianych” przez napisany „od nowa” kod, którego fundamentem był Android. Robota w leciwej już wersji 7.0, co wszakże tutaj kompletnie nie robi, bo oni sami to aktualizują, rozbudowują, także ten element zrywa z tymczasowością czegoś, co tylko w niewielki sposób dopasowano do hardware, software stanowiącego wydmuszkę, fatalnie wpływającego na całościową ocenę użytkownika, nawet jeżeli klamot brzmi satysfakcjonująco.

Rose zrobił to jak należy. Ten OS jest „it just work”, jest aktualny, znaczy aktualnie wspierany w sposób ciągły, kompleksowy, a nie – jak to niestety często bywa – wersja 1.0 i potem może drobiazg i szlus. To podstawowa sprawa i nawet jak coś wygląda na dopracowane, to z doświadczenia, wymaga ciągłych poprawek, usprawnień. Atrakcyjna forma, dopracowany UI/UX to tylko część, ważna część, ale jedna z tego, co nazywam synergią pozytywnego doświadczenia – w dobie skomplikowanych, rozbudowanych, osieciowanych produktów elektronicznych rzecz wielce pożądana, bardzo często nieistniejąca, daleka od optimum (jak coś totalnie leży, bywa że sami się samooszukujemy, wmawiając sobie, że „no ale przecież, jednak…”). Kupując sprzęt za kilka, kilkanaście tysięcy wszystko powinno być na poziomie co najmniej dobrym, albo inaczej, nic nie może być poniżej standardu: działa (bez zarzutu), wspiera (reaguje, poprawia, aktualizuje), pozwala na bezproblemową obsługę (każde odstępstwo jest, przy braku reakcji, NIEAKCEPTOWALNE).

Piękna forma, niekoniecznie te stopy co widać :P Alu, dominujący 8’8″ LCD multidotykowy, tyle…

Widzicie ocb? Biega właśnie o to, że nie wystarczy stworzyć jednego elementu tip top, albo stworzyć czegoś, co tylko w jednym (a każdy jest ważny!) zakresie odstaje. Wymagajmy. Wydajemy niemałe pieniądze i naprawdę ten, kto zarabia, jest zobligowany – szczególnie dzisiaj – do posprzedażowego, wysokiego standardu wsparcia i obsługi. Bo dzisiaj sam hardware to jeden z wielu elementów, a czas użytkowania, czas „życia” produktu to rozwój, wysokie wymagania w zakresie kodu, obsługi, dostosowania do nowego. Opisywany sprzęt nie tylko realizuje powyższą ideę „po prostu działa” w sposób ponadstandardowy, ale dodatkowo, dzięki wsparciu rozbudowuje możliwości klamota, co oznacza ni mniej, ni więcej tylko kupuję coś, co się rozwija stale, płacę (sporo) za nowe możliwości, to o co producent zadba (bo i powinien) w całym cyklu życia / użytkowania. Tak, to komputery (tfu! ;-) ) właśnie, tak to działa(-ło) w IT i jak ktoś nie czuje, nie potrafi, to zwyczajnie nie powinien oferować (nabijać w butelkę) potencjalnym klientom czegoś, co nie spełnia wymogów.

A teraz, po tym przydługim wstępie, czas na konkrety. Znaczy all-in-one wyznaczający standard obsługi oraz wsparcia, coś, co uwidacznia co można zrobić, wykorzystując elementy „z półki” tj. Android, przy chęci, konsekwencji i umiejętnościach (soft – developerka) może być optymalnym „wsadem”, dać stabilny, bardzo atrakcyjny wizualnie, obsługowo bez zastrzeżeń audio OS – dzisiaj bez tego wsadu, w nowoczesnym audio, ani rusz!

» Czytaj dalej

Topping A90 idealne pre, nie tylko pod słuchawki

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7154

Pre? A dlaczego nie amp? Przecież A90 to napęd dla nauszników, jak ktoś słusznie skoryguje. No tak, niby jest to sprzęt pod słuchawki, po pierwsze wzmacniacz z całą baterią wyjść słuchawkowych, świetnymi na papierze (a czy w realu, to zaraz, poniżej będzie) parametrami… jakie więc pre i to jeszcze „nie tylko pod słuchawki”? Rozpatrywanie tego malucha (bo kompaktowe, bo raczej biurkowe, a nie na stolik audio w salonie) w kategoriach jeden co wszystko łączy wydaje się mocno kontrowersyjne, szczególnie gdy popatrzymy na metkę. Za tanio. Błąd. Ten sprzęt oczywiście może służyć do tego, do czego przede wszystkim został stworzony (nauszniki), ale równie dobrze można A90 widzieć w roli potencjometru dla (obu) torów, czy precyzyjniej, czegoś co łączy w jednej skrzynce stacjonarny tor z kolumnami wraz z napędem słuchawkowym. Mniej, razem, nawet mimo – jak na pre – niewielkiej liczby I/O, bo maluch ma po parze SE/XLR i jak ktoś tak to sobie wykombinuje (niżej podpisany) to może zachodzić konieczność zastosowania akcesoriów. Jeden taki miś, wróć – nawet dwa takie misie – tj. Little Bear, będzie / będą opisany(e) poniżej… świetna rzecz btw, zerowy wpływ na sygnał, dodatkowe I/O i to w takiej konfiguracji, że naprawdę w 99% wystarczy.

Faktycznie ultra

Klamot został przetestowany szczególarsko i porównawczo. Szczególarsko, bo przewinął się tabun przeróżnych nauszników, od takich prostych do napędzenia, po takie stanowiące wyzwanie, słuchawek mocno wybrednych (np K701), IEMów… przeegzaminowałem tak szeroko, bo raz, że pozwala to na miarodajną ocenę potencjału, dwa często wychodzą kwiatki i dobrze o nich napisać, przestrzec potencjalnego nabywcę. Jednak nie zatrzymałem się na tym, tylko sprawdziłem A90 na dwóch torach stacjonarnych, z lampą i tranzystorem (końcówki) i mogę już na wstępie powiedzieć jedno: ten klamot oferuje nieprawdopodobnie neutralne, przezroczyste dla sygnału medium, z bardzo precyzyjnie reagującym potencjometrem, działającym w domenie analogowej (a nie jak teraz w modzie, cyfrowej). Także mamy tu kawałek tradycyjnego, wręcz konserwatywnego, podejścia do tematu. I dobrze. Rzecz jasna kwestią otwartą i bardziej sprawą preferencji (według mnie), a nie SQ, jakościowego progresu (choć tak się utarło) jest wybór – integra albo osobno. Obecnie, gdy klasa A/AB powoli, ale nieubłaganie przechodzi do historii, gdy efektywność energetyczna, integracja (mhm) wszystkiego jak leci w ramach jednego (all-in-one) to pomysł na dzisiejsze i jutrzejsze audio mówimy o coraz częściej wyborze podyktowanym starymi, nieaktualnymi dogmatami. Nowoczesne końcówki mocy, mieszczące się w malutkiej obudowie, bez ograniczeń termicznych, skalowalne wypierają i wypierać będą. Ok, tutaj jednak idziemy po staremu, zgodnie z dewizą, że jak osobno to bardziej, mocniej, szybciej, lepiej ;-) . Według mnie to się mocno już zdezaktualizowało, jednakże dzielony system daje – co logiczne – większe możliwości manewru i dopasowania całości do swoich potrzeb. Stąd A90 w podwójnej roli, wręcz na równo jako amp (słuchowy) i jako pre (kolumny)… ano tak to sobie wykombinowałem.

» Czytaj dalej

DTS w głośnikach Sonos-a! …oraz Beam w nowej odsłonie Atmos-lubnej odsłonie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
tn_Beam-Credenza-White

Doskonała wiadomość dla użytkowników Sonos-a… wielki nieobecny, konkurencyjny sposób zapisu dźwięku dla Dolby, znaczy DTS trafi do wszystkich, sprzedawanych obecnie, kino-domowych urządzeń producenta… i nie tylko. Innymi słowy DTS będzie dostępny w Playbar, Playbase, AMP-ie, w obu generacjach Beam’a oraz najnowszej graj belce ARC. Znakomicie, bo wiele osób, które wcześniej za niemałe pieniądze zakupiło projektory dźwiękowe Sonos-a będzie mogło cieszyć się pełnym wsparciem kodeków kina domowego, obsługą dźwięku przestrzennego w obu rynkowych standardach. DTS to rzadko obecnie spotykany gość w dostępnych na rynku produktach (szczególnie w grajbelkach rzadko). Bardzo fajnie, że wśród urządzeń wspieranych wylądował także AMP. Choć dla wielu ten wg. mnie mocno niedoceniany (pomiary, gdy gra z cyfrowych źródeł, stawiają ten wzmacniacz w absolutnej czołówce, deklasuje wiele wzmaków utytułowanych marek. Stereo, nie amplitunerów KD, tylko integr, końcówek mocy!), to głównie źródło dwukanałowego dźwięku (wpięcie ekosystemu sonos-a w HiFi… bo tym oczywiście jest AMP), sprzęt pozwala na połączenie stereofonii z kwadrofonicznym, uzupełnionym o bezprzewodowy, firmowy sub, kino domowym zestawem jaki można na bazie tej skrzynki stworzyć. Sam użytkuję takie coś i wierzcie mi, że naprawdę warto. W teście (patrz tutaj) klamot wypadał bardzo fajnie, ale głównie skupiłem się tam na stereo, dlatego planuję uzupełnienie wpisu o kino domowe stworzone wokół „sono-wzmacniacza”. Swoją drogą to jedyna taka konstrukcja na rynku, która pozwala na integrację wizji (wzorowa i wzorcowa implementacja kanału zwrotnego HDMI – ARC działa bez żadnych „ale”, a jak ktoś ma starą, ale jarą, plazmę i starsze stand. HDMI to przejściówka optyczna i lecimy*) z dwoma klasycznymi wyjściami LFE dla aktywnych niskotonowców i dodatkowo bezprzewodowym linkiem dla dwóch kolejnych Sonos Sub-ów (3 gen).  Mhm. Tu nie ma pomyłki i jak ktoś chce bawić się w poważne nagłośnienie kino-domowe, chce doświadczyć dobrodziejstw dźwięku obiektowego, to konfiguracja z 2 woferami to jest właśnie TO. Fenomenalną sprawą jest także bardzo prosty, ale też bardzo skuteczny, sposób ustawienia parametrów pracy takiego wielokanałowego zestawu w oprogramowaniu Sonos-a. Wzmak nie tylko da się kontrolować w sofcie, znaczy w apce, zmieniając nastawy… można też tradycyjnie z dowolnego pilota do TV uczynić proste narzędzie do podstawowej kontroli. Cóż, w takim „bukiecie” nikt tego nie oferuje. Aha, dzięki funkcji wzmocnienia mowy w aplikacji kino-domowej, mimo formalnego braku centralnego, dźwiękom dialogów w takiej konfiguracji naprawdę trudno coś zarzucić. Dla jabłkolubów dodatkowym, ogromnym plusem, jest jedyna na razie, pełna integracja API streamingu jabłczanego w obsługiwanych przez soft sonosowy serwisach strumieniowych. Także można sobie grać te losslessy dostępne od niedawna, bez wad jakie czyhają na korzystających z AirPlay-a (w „2″ często, gęsto macie mimo materiału bezstratnego, konwersję do AAC na urządzeniach niejabłkowych! Nie jest to rozwiązanie bitperfect takoż i to bez względu na okoliczności, nawet w bezstratnej jakości streamu). Do tego rozrastająca się biblioteka dźwięku przestrzennego w Apple Music, dostępna na sono-klamotach.

Tia, pozachwycałem się DTSem (bo też jest się z czego cieszyć), obecnymi możliwościami sprzętu, a tu dzisiaj zdjęto NDA i wylądował w ofercie podrasowany Beam Gen.2. Ta belka wywarła na mnie (test) bardzo dobre wrażenie… lepsze niż dużo droższy ARC, cieszy zatem informacja o uzupełnieniu jej możliwości o wsparcie dla obiektowego. Dolby Atmos to najistotniejsze novum, ale nie jedyne. Cała belka to de facto nowa konstrukcja (choć tego nie widać, może poza zmienionym grillem z poliwęglanu), bo nowy procesor, bo nowe przetworniki akustyczne / ich układ, bo wreszcie nowa komunikacja… jest obsługa najnowszego standardu eARC oraz NFC do szybkiego sparowania belki z aplikacją, sonosową siecią mash via telefon. Także jednak nie taka kosmetyka, choć na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło. Niestety zmieniła się także cena. Było 1899, jest 2199 pln. To jak na możliwości, nadal konkurencyjnie, ale warto nadmienić, że mówimy o kompaktowej, małej belce, a nie dużym soundbarze, zazwyczaj w komplecie z subem. Także trzeba rozważyć za i przeciw, jak ktoś wejdzie w ekosystem nie będzie miał wątpliwości, dla kogoś mniej, czy w ogóle nie zainteresowanego multistrefowym setupem Sonos-a taki produkt traci sporo na atrakcyjności. Firma ostatnio zapowiedziała wzrost cen swoich produktów (zauważalnym – średnio ok. 50$, przy czym niektóre rzeczy pozostały ze starą ceną jak Move np.), tutaj boli nieco mniej, bo nowa wersja, progres możliwości itd. Jak się pojawi u nas w dystrybucji, zapewne przeczytacie na łamach HDO naszą opinię o tym sprzęcie. W pdf-ie, dla zainteresowanych, pełna specyfikacja nowości. Rozpoczęcie sprzedaży – 5 października.

* przy optyku, co warto zaznaczyć, nie ma pełnego Atmosa, dekodowanie maksymalnie w Dolby Digital + (kompresja stratna, ograniczenia obsługi obiektowego). Dotyczy to każdego sprzętu wspierającego, po zastosowaniu przejściówki musimy liczyć się z obsługą kompromisową w zakresie nowych technologii dźwięku przestrzennego.

PS. Czekam na dwie rzeczy: integrację podrasowanego Trueplay (auto korekcja, dopasowanie do pomieszczenia ustawień brzmieniowych sprzętu) w całej linii produktowej z uwzględnieniem spec. wariantu dla AMPa oraz wypuszczenie zapowiedzianych kiedyś (nieoficjalnie!) produktów domykających ofertę: mniejszego sub-a (i tańszego zarazem) oraz bezdrutowych słuchawek.

PPS. Jeszcze jedno: wspierany będzie w całym ekosystemie Dolby Atmos Music oraz (na wybranych urządzeniach) Amazon Music Ultra HD. Także nie tylko kino z dookolnym dźwiękiem, ale także muzyka. Kiedyś wspominałem o tym na HDO – to będzie spora rewolucja na rynku AUDIO – wejście na poważnie w coś więcej niż stereo. Moim zdaniem będzie to znacznie większa rzecz od hi-resów, bezstratnej jakości, które dopiero teraz zaczynają być jakościowym standardem w oferowanej nam muzyce (w sieci). Mało kto przejdzie obojętnie obok wielokanałowego AUDIO. Dlaczego? Bo tu od razu słychać różnicę (nie przesądzając, czy to dla każdego będzie progres, czy w ogóle akceptowalne, dla purystów pewnie niekoniecznie, ale dla mas… oj będzie to coś wielkiego, zobaczycie).

Sonos Beam (Gen2) Fact Sheet

 

Zapowiedź testu setup’u: MUSICIAN ANDROMEDA & MPD-2 & PEGASUS

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_8296

Witam, witam. Stęskniliście się? Ja też nie ;-) Ostatnie dni raczej nie nastrajają optymistycznie, wielki come back do czasów słusznie minionych (jak widać, niestety…) wyjątkowo paskudnie rokuje. Cóż, zawsze można uciec w świat dźwięków i dzisiaj to właśnie Wam proponuje. Inaczej. Na starą modłę (nie, nie nawiązuję do parlamentarnej prostytucji i postępującego upadku państwa) znaczy z nośnika. Nowoczesnego nośnika, nie krążka, a pamięci, pamięci flash. Na marginesie rozwija się nam alternatywa dla netowego grania z jednej, a z drugiej (jednak) tradycyjnego fizycznego, czytaj jakiejś płyty (ewentualnie jeszcze szpuli). No i ok, ma ten nośnik swoich zwolenników, choć obecnie bezpośrednio z sieci też można wyczynowe pliki grać (NativeDSD np.). Nie tylko o parametry się tu jednakowoż rozchodzi, bo też – jak dowodzą zwolennicy – odtwarzanie dźwięku ze stałej pamięci (a nie, wiecie, dysku talerzowego – you know są tacy, którzy słyszą różnice) ma swoje plusy. Ja tam aż tak ekstremalnie wyćwiczonego aparatu słuchu nie mam ;-) i ten sam materiał odtwarzany przez MDP-2 tylko z HDD podpiętegopod USB, w porównaniu z odtwarzanym przez rzeczony odtwarzacz/transport SD MUSICIAN MDP-2 brzmiałby dla mnie najpewniej tak samo, a wszelkie sugestie, że coś jednak, brutalnie zweryfikowałaby wielokrotny ABX i nie byłbym wstanie wskazać, co lepiej zagrało. Także sam nośnik niekoniecznie robi tu różnicę, natomiast transport (bo tu nie ma sekcji C/A w tym klamocie) jednak różnicę wnosi, czy może wnosić i już tłumaczę o co biega…

Otóż, mamy tutaj minimalistyczny, pozbawiony jakichkolwiek konwersji, translacji, po prostu dokładnie taki, jak zapisany w komórkach karty pamięci zapis (a nie z kompa, nawet takiego jak CAPS, dedykowanego pod audio, bo tam magistrala szeregowa (niestety nie ma takich z wbudowanym I2S, a karty tego typu to jest nisza niszy), bo osobne układy, bo płyta główna, bo OS – zmienne jednym słowem, zmienne). Idea transportu to nic nie wnieść, nic nie utracić, po prostu przesłać. Tyle. Nic mniej, nic więcej. W końcu o transporcie tu mówimy. Nośnik SD jest tu teoretycznie najlepszym, bo całkowicie niepodatnym na jakiekolwiek oddziaływania sposobem transmisji, dzięki interfejsowi I2S (tylko takiego użyję w teście) prześlemy to co na nośniku wprost do przetwornika, znanego Wam już doskonale (recenzja tutaj) MUSICIAN PEGASUSa. Także bez interpretacji i reinterpretacji, sygnał cyfrowy powędruje do DACa R2R by następnie symetrycznie trafić do drugiego z bohaterów wpisu – wzmacniacza słuchawkowego ANDROMEDA. Drugi klamot, w odróżnieniu od pierwszego, pięknie formą nawiązuje do DACa (obudowa z charakterystycznymi wycięciami) i całość może stanowić kompletny setup… no chyba, że ktoś celuje dodatkowo w kolumny, wtedy przyda się końcówka jeszcze (we/wy w ANDROMEDZIE, tylko balans). Rzecz jasna, żeby zrobić użytek z efektora trzeba mieć dobry potencjometr. Zastosowano w ANDROMEDZIE klasyczne rozwiązanie, w sensie nie ma żadnego tam enkodera, interpretatora, tylko stary, dobry ALPS. Jedyne, do czego mogę się przyczepić i niniejszym przyczepiam się, to brak jakiejkolwiek identyfikacji poziomu. Kręcimy do oporu, startując z położenia całkowitego wyciszenia, niestety bez żadnego sygnalizowania – trzeba zatem uważać, żeby sobie krzywdy nie zrobić. A zrobić sobie można, bo też ta ANDROMEDA potrafi dać w palnik i to konkretnie dać. Co powiecie na 3.8 W przy 32 Ω?! Najbardziej łase na moc słuchawki (600 Ω) mogą liczyć na całe 370mW! Maksymalna moc wzmacniacza przy 16 ohmach to aż 4,5 W. To coś może spokojnie napędzać kolumny, ale jest pod słuchawki tylko, przy czym jak ktoś nie ma akurat nauszników z kablem symetrycznym na końcu to nic nie stoi na przeszkodzie by wpiąć dużego jacka i tak słuchać.

Transport na froncie świeci dużym ekranem z prostą, czytelną (dużą) symboliką / niezbędnymi informacjami nt. odtwarzanego z karty materiału. Nawigujemy po folderach, nie ma tu nic zaskakującego, warto natomiast podkreślić, że MDP prześle nam dźwięk o maksymalnych parametrach PCM32/384 i DSD256 w najpopularniejszych formatach (przy czym ich liczba jest ograniczona, jest FLAC, WAV, Ape, mp3, ale nie ma żadnego z jabłcowych: ani AAC, ani ALAC przykładowo). Ważne, że potrafi odczytać .ISO, co dla osób gromadzących kolekcje audio w plikach jest absolutnie must have. Także obrazy można bezpośrednio odtwarzać, oczywiście także w formatach DSD tj. DSF & DFF. Jak komuś nie w smak karta, może pod złącze USB wpiąć dowolną pamięć masową. Sprzęt – co warto podkreślić – nie ma żadnego sterownika RC, także obsługa wyłącznie z panelu frontowego, co wyklucza raczej salon (no chyba, że komuś to nie przeszkadza), rzecz jest wybitnie pod desktop robiona.

Co mogę powiedzieć na wstępie o dźwięku? Z PEGASUSEM i ANDROMEDĄ na Etherach CX gra to niebywale płynnie, dźwięk wchodzi od razu, niebywale naturalnie to gra. Nie jest tak, że skupiamy się na szczególe, nie jest też tak, że coś tu wyczynowo przykuwa uwagę. Nie. Dostajemy dźwięk akuratny, słucha się tego jak dobrego gramofonu (znaczy dobrej jakościowo czarnej z właściwie ustawionym, sprawnym gramiakiem) i to chyba najbardziej adekwatne porównanie. No tak, tylko że tutaj gramy z cyfrowego nośnika, komputerowego na wskroś, z transportu wyposażonego w kieszeń dla flasha i dodatkowo układ zawiadująco-sterujący Alerta Cyclone. Komputer. Nie analog, nie igła, rowek. Oczywiście nic nam nie zatrzeszczy, tego tu nie będzie, jednak reszta – wspomniane flow (najlepiej to słowo ang. oddaje wg. mnie sens tego, co słychać) – to jest wypisz, wymaluj. Świetnie się tego słucha, bardzo przyjemnie, bardzo kojąco i nawet jeżeli ktoś powie, że mu to zbytnim „uśrednieniem” zalatuje, że jakiegoś „ocieplenia” czy „spowolnienia” się tu doszukuje, to ja na to odpowiem – no nie bardzo, bo dźwięk jednak, po wsłuchaniu się, jest całościowo bez zarzutu, nie można mu niczego powyższego de facto zarzucić. I starczy, bo więcej na temat będzie we właściwej recce.

Już niebawem przeczytacie na łamach test ROSE RS-201E oraz dwie podwójne recenzje: dwóch nausznic z bardzo i jeszcze bardziej wysokiej półki (Empyrean oraz Bentley, odpowiednio od Meze oraz Focala) plus teścior totalnie różnych (dźwięk, funkcjonalność, cała filozofia krańcowo odmienna odnośnie konstrukcji) DACów: SPLa MARC ONE oraz Cayin’a iDAC-6 MK II. Bardzo lubię takie zestawienia, gdy w szranki stają bardzo różnie brzmiące efektory/klamoty. 

GALERIA TRADYCJONALNIE TUTAJ:

Sonos w kwadrofonii, Sonos w multichannel. Sonos Sub & AMP

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7973

Obrodziło, oj obrodziło moi drodzy! Sonos Sub, już 3 generacji, w bardzo rozbudowanym setupie redakcyjnym sprawdzany. Nie, nie idziemy na łatwiznę, nie robimy tak, jak 99% sajtów, że z grajbelką jakąś (przetestowana Beam, czy Arc) i już, tylko w konfiguracji 4.1, a nawet 4.2 będzie to, to sprawdzane. Ale że jak? A właśnie tak: Sonos AMP (w recenzji na HDO macie o tym łączniku HiFi z sonosystemem, dla przypomnienia: klasyczne kolumienki podpinamy, świetna sekcja amp/cyfrowa, gorsza ADC czyli wejście dla gramofonu… w sumie wystarczająco dobre, HDMI ARC i w ogóle kino, bo też multichannel -> kwadrofonia z 1/2/3(!) subami). Czytaj… sono kolumienki na tyłach + rzeczony Sub (4.1, a nawet 4.2, bo aktywny, klasyczny też podpinamy pod AMPa, bo czemu by nie sprawdzić takiej konfiguracji, hę?) z pylonowymi frontami (Diamond) w setupie nam gra…

Więcej: