LogowanieZarejestruj się
News

Culm 6s33c SE – nowe w salonie, nowe końcówki, na bańkach

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_2204

…diabelskich. Osobno lewy, osobno prawy, końcówki monofoniczne, lampowe – może w innym budżecie (tu bardzo przystępnie cenowo, wręcz powiedziałbym okazyjnie) to kwintesencja i ukoronowanie audio-freaka podróży. Audiofila? Stanowczo nie, w tym jak wspomniałem, budżecie, bo nie ma się co oszukiwać, ale zazwyczaj tam pieniądze grają i rzadko zdarza się, by na przykładowo arcydrogim stoliku, z arcydrogą platformą, na arcydrogim kondycjonerze, z kablami o wartości małego miejskiego, grały sobie jakieś tanie, nie drogie, klamoty. To po prostu się w tym światku nie zdarza. I nie chodzi o to, że przykładowo jakiś ciekawy projekt, niech będzie że DiY (tu mamy jak najbardziej do czynienia z taką sytuacją, bo to jeden człowiek i żadna tam taśma, fabryka, tylko garaż), nie ma szans na uwiecznienie w poczytnym (khe, he) magazynie branżowym, może być co najwyżej ciekawostką. To bardzo błędne i bardzo krzywdzące, bo w audio nie ma żadnej prostej zasady, a już na pewno nie ma tak, że tylko $$$ gwarantują super brzmienie. To tak nie działało i to tak nie działa. Poniżej galeryjka, będzie jeszcze aktualizacja z opisem brzmienia, na razie zdjęcia i parę słów pod nimi:

Nie ma się co czarować – to jest to, co nam robi. Lubimy takie klimaty, prawda?

Koty to lubią, trudno się dziwić, że lubią, w końcu gorące to jak …diabli ;-) Diabełki czarują…
te kudłate i te szklane czarują


Kawał dobrej, inż-proj roboty. To estetycznie wykonane, ładne, schludne końcówki są

Jak widać

Mało tego dzisiaj. Mało ręcznie robionego dzisiaj.

Diabły, wyboru (w sensie podmianki) nie ma za dużego.
Te lampy są specyficzne, to ruskie bańki, stosowane w przemyśle i w wojsku, nikt tego poza .ru nie klepał 

Zaraz po wypakowaniu

Bardzo na plus te wychyłkowce.
Oczywiście pełnią głównie funkcje estetyczno-organoleptyczne (nie ma skali, oznaczeń), ale to ma wyglądać i wygląda pięknie. Widać przywiązanie do szczegółu. To jest robione przez zdolnego rzemieślnika.

Lampki, czy raczej lampka i wielki lampiszon

Ten tam port wejściowy do ustawień, pomiarów służy ino tylko. Jest regulacja (poziomu). Porządna bardzo robota.

Są już wstępnie strojone, można jeszcze się pobawić, albo podpiąć i zacząć słuchać

Za gęsto, stanowczo, teraz to inaczej wygląda, sporo przestrzeni dla ustawionych na blacie końcówek bańkowych.
Tak, trzeba było mały tv dać, bo duży się kłócił (widać, co preferujemy …zdecydowanie dźwięk, nie wizję… choć projektor jest w razie czego ;-) ) To musi mieć przestrzeń, musi.

Także zdjęcie historyczne, teraz to wygląda inaczej i przy aktualizacji z opisem SQ się pochwalimy

Nawet w ciągu dnia diabły widać, bo tak mocno żarzą się. Najlepiej przez pierwsze dni z gramofonem się słuchało, zaadaptowały się w salonie, pograły końcówki, spięte do Diamondów, z vintage pograły sobie: NAD 1020 & NAD 5120

Tak zresztą, z czarną, grają do dziś :-)

Mięknie serduszko audio-freaka, mięknie. Podświetlenie cyberblatów subtelne, nie nachalne – dobrze! 

CD kontra plik… flagowy NuPrime CDT10 vs Qobuz&Roon+NativeDSD

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5945

Ale pięknie to gra! Fantastyczny dźwięk! Gdzieś nam się ulatnia granica między (umownie) analogowym vs cyfrowym graniem. Tak, wiem, zaraz ktoś będzie poddawał w wątpliwość przed momentem napisane… bo subiektywne to, bo przecież tej granicy (naukowo) nie da się udowodnić, zmierzyć, przebadać, jednoznacznie opisać. To prawda, ale też nasze uszy, dość niedoskonałe, porównując do wielu braci mniejszych, bez większego trudu są w stanie rozróżnić granie z pliku / kompaktu vs czarnego krążka / taśmy. Nie mamy z ttym większego problemu i nawet jeżeli nasz sposób opisania inności brzmienia jest mocno niedoskonały (bo jest) to zjawisko jest dość oczywiste, powtarzalne i przez nikogo nie kwestionowane. Plik oraz srebrna płyta dzisiaj potrafią zadziwić płynnością, przestrzennością, swobodą, najlepsze transporty cyfrowe / integralne źródła zerojedynkowe osiągnęły taki stopień wyrafinowania (mam tu głównie na myśli kompakt, który obecnie mimo coraz większej niszowości staje się dojrzałym, opanowanym w pełni, pokazującym cały swój potencjał źródłem dźwięku HiFi), że wielu, naprawdę wielu melomanów (niekoniecznie tożsame z audiofilią, choć często współistniejące) całkowicie odpuściło sobie temat analogowych nośników, czasami tylko (jeszcze) trzymając zbierający kurz odtwarzacz/transport fizycznego (ale już cyfrowego) nośnika, czy to z sentymentu, czy bez jakiejś określonej przyczyny. W końcu ktoś tych płyt z roku na rok nie kupuje, przestaje inwestować w kolekcję krążków, przechodzi na strumienie.

Oj jak dobrze! ;-)

Z tym tu, zresztą pięknie skądninąd prezentującym się (formą i treścią) hybrydowym DAC/pre Cayina nasz Nu w ogóle via I2S nie zagrał. Cisza była

Tak, to naturalna kolej rzeczy. Wygoda, rozpasanie (dostęp do wszystkiego za grosze) przemawia za zmianą sposobu – tfu – konsumpcji, a dystrybucja muzyki jest i będzie należała do Internetu. To przesądzone i nie ma nad czym deliberować. Tyle tylko, że całe bogactwo doznań, możliwości to zbiór otwarty (na nowe, czy – wróć – stare), można nie pozbywać się fizycznych i to nie tylko z sentymentu, przyzwyczajenia, a dla jakiejś wartości dodanej. Dzisiaj kupno dobrego, fizyczne nośniki grającego, klamota jest niestety bardzo kosztowne (dużo bardziej niż kiedyś, co zrozumiałe, bo nisza, bo wyższe koszty wynikające z korzystania z nieprodukowanych elementów itd itp), może nie wygląda to źle w przypadku czarnego krążka na którego jest moda i można w każdym zakresie cenowym, ale CDA to już wyzwanie i sytuacja dla kogoś, kto chciałby na nowo wejść w temat (albo też słuchać z czegoś, co gwarantuje, o czym dalej, progres) to nie lada wyzwanie.

Tu też na AKM (D90) tylko bez konwersji i w ogóle z problemami via I2S było grane z NuPrime

A tutaj, siłą rzeczy, o I2S w ogóle nie było mowy, bo D1 ma tylko USB pod wyczynowe granie. Trzeba było spiąć via SPDIF.
To w przypadku Nu oznaczało brak możliwości wykorzystania potencjału. No ale inaczej się nie dało. 

Akurat trafiła się okazja sprawdzenia i porównania dwóch, opartych na odmiennych nośnikach muzyki, klamotach wyposażonych w interfejs, który stanowi wg. mnie bramę do uzyskania tego, o czym mowa w pierwszym akapicie. Aksamitności, swobody, płynności którą do tej pory utożsamialiśmy raczej z analogiem, a nawet jeżeli udawało się coś zbliżonego „z cyfry” uzyskać, to miało to swoje kapitałowe konsekwencje, konsekwencje wyczyszczające stan konta dwóch pokoleń w przód mniej więcej ;-)  Także ta umowna, a jednak niezbyt trudna do uchwycenia, różnica w przypadku opisanego w niniejszym wpisie setupu wyraźnie się zaciera. I to jest piękne. Zaciera się z plikiem, ale jeszcze bardziej zaciera się wg. mnie z kompaktem. Właściwie, mógłbym powiedzieć tak: komputer czy raczej plik był tutaj kierunkiem zmian, progresu jaki dokonywał się w SQ słuchanym za pośrednictwem I2S wraz z konwersją do sygnału 1 bitowego, a płyta finał, kropkę nad i, tego progresu uwieńczenie. Czy to dziwne? Nie bardzo. Kompakt jest z nami od bez mała 40 lat jako nośnik audio, także przebył długą, wyboistą drogę (to po pierwsze), stał się opanowanym, dojrzałym medium (właściwie to niedawno, bo wcześniejsze próby jego udoskonalania, jak wiemy, poniosły rynkową klęskę, nie przyjęły się vide SACD/DVD-A). Tylko, w sumie, co z tego, jak zwija się dzisiaj (wiele muzyki wychodzi wyłącznie w pliku, czasami dochodzi do tego winyl, ale już nie srebrny nośnik) i tego zjawiska nikt już nie odwróci. No tak, ale – na szczęście – poza tym co nowe jest całe bogactwo świata dźwięków zarejestrowanego wcześniej i nadal egzystującego na kompakcie. Co prawda, podobnie jak to się ma z czarnym krążkiem, płyta podlega przemijaniu, nie jest wieczna, ale na tyle wytrzymalsza od poprzedników, że prędzej będziemy szukać na rynku czegoś, co nam to fizyczne odtworzy (z czym coraz trudniej, jak wyżej), oczywiście pod warunkiem odpowiedniego uszanowania, dbałości o kolekcję, zbiory.

Okazało się, że podłączenie to nie banał…

Na szczęście  finalnie z sukcesem! Finalnie z sukcesem na ESS+XMOS czytaj na Toppingu DX7Pro (9038Pro), na wszystkich, wyposażonych w konkurencyjną kość AKM przetwornikach (także Toppinga! Tak jak z D90) niestety bez sukcesu to połączenie via HDMI/I2S. Brak standardu i inna, w przypadku AKM implementacja interfejsu I2S skutkowała w najlepszym przypadku graniem natywnie sygnału przez ten interfejs (bez konwersji w procesorze NuPrime), albo artefaktami / brakiem dźwięku wręcz (Cayin)… to nie jest wina danego producenta, tylko całej branży wina, że nie udało się wypracować wspólnego stanowiska w tej sprawie i mamy w tym wypadku do czynienia z najbardziej problematycznym interfejsem audio. Także przestrzegam, bo o ile jeszcze w przypadku komputerów da się (czasami) obejść rzecz programowo, są odpowiednie konwertery I2S (u nas X-SPDIF2) to w przypadku elektroniki takiej jak omawiany CDT NuPrime niestety albo działa, albo nie działa i nic na to nie poradzi.

DSP – dźwięk robiony, przetwarzany, upamplowany oraz konwertowany (to ważne, bo tu korzystałem z maksymalnych możliwości, jakie oferował setup w tym względzie) do postaci 1 bitowej… wielu powie, że to bez sensu, że to ingerencja na tyle znacząca, że wypaczająca „prawdę” zapisaną zerojedynkowo na nośniku). Dobra, ale po co dorabiać teorie, tworzyć jakieś dogmaty, jeżeli tym, co jest sędzią jest tylko i wyłącznie nasze zadowolenie, nasza frajda płynąca z tego, co dociera do uszu? Po co zajmować się dzieleniem włosa na czworo, gdy to, co dociera przykuwa i jest (subiektywnie ofc) lepsze od soute? Od słuchania bez? No właśnie, trudno zrozumieć głosy tych, którzy nie słyszeli i nie uwierzyli (nie wierzą), ale się wypowiedzieli (rzecz jasna negatywnie, bo tak im teoria bla, bla, bla). Fajno, można, tylko to puste i nic nie wnoszące, bo pomijające jedyny konkret jaki się tu liczy. Jedyny. Dla mnie tor sygnału, jaki uskuteczniałem przez ostanie dwa tygodnie: Roon Core ->i2S -> Matrix Audio X-SPDIF 2 -> DX7Pro (all PCM/DSD @ DSD256, DoP @ MacOS lub native @ WinPC) oraz NuPrime CDT10Pro -> i2S -> DX7Pro (PCM SRC @ DSD256) stanowił potwierdzenie tego, o czym była mowa na HDO od dawna, od początku… kod tworzy nowe uwarunkowania i przez kod, przez obliczenia, dochodzimy do rezultatu, który daje nam do myślenia. Jest progresem, wyraźnym, subiektywnie, a – tu nie mam wątpliwości – obiektywnie wprowadza zmiany, wyraźne, słyszalne, powtarzalne w tym, co wydobywa się z efektora. To może właśnie takie hi-resowe granie ma (empiryczne) uzasadnienie?

Z płyty jeszcze bardziej :D Ten dźwięk jest bardzo płynny, niektórzy mówią że zmiękczony w stosunku do redbooka. Rozumiem w czym rzecz, dlaczego tak uważają znaczy się, ale… w moim odczuciu, to nie tak. Bo trzeba sobie zadać pytanie o cel – wierność i tylko wierność, nawet kosztem całej reszty, czy naturalność, z przyjemnością & zaangażowaniem. Ja zawsze wybieram to drugie, nie to pierwsze, bo muzyka to nie jest oscyloskop, to nie suchy pomiar (co nie oznacza, jak wiecie, że odrzucam pomiary – te mają praktyczne uzasadnienie i sens, szczególnie w sytuacji spieprzenia roboty przez projektanta, czy fabrykanta), a coś żywego, to dzieło, sztuka, artyzm, a nie szkiełko i oko. Moim zdaniem główny podział jaki uwidacznia się w kontrowersjach jak nam to czy tamto gra dotyczy właśnie podejścia do tego co ważniejsze i co bardziej chciane. Dla kogoś lubującego się w technicznym perfekcjonizmie i odrzucającego (często a priori) każde odstępstwo kreacja zawsze będzie zbrodnią. Dla mnie tak nie jest. Dlatego dźwięk robiony jest dźwiękiem tak samo dobrym, czy inaczej, może być tak samo dobry jak purystyczne, pozbawione processingu, NOSowe granie. To tylko różne sposoby na osiągnięcie NASZEGO optimum. Ale, jak napisałem, samo podejście do tematu kształtuje i wpływa na otwartość / jej brak na eksperymenty. Cieszę michę, bo ten dźwięk CD poddany konwersji PCM-DSD w wariancie mocno wyczynowym poddany (22,5MHz), do tej pory na poziomie zarezerwowanym dla komputerowych transportów, odpowiedniego software, a teraz dostępny także w salonie bez podpinania kompa (wielka wartość dla niektórych – znowu, świetnie rozumiem, bo czym innym jest pilot i play, wybór utworu i w ogóle podstawowe sterowanie, a inną parą kaloszy GUI na jakimś ekranie, interfejs dotykowy – który ułatwia – fakt, ale może to być równie dobrze myszka). Słucha się tego wybornie, wszystko jedno czy na kolumnach, czy na słuchawkach, dźwięk pozbawiony jest szorstkości czy szklistości jaka czasami wychodzi w przypadku CD-A, to właśnie szkoła grania SACD, ale takiego podrasowanego (dynamika – szybkość – jest lepsza na DSP z PCM@DSD wg. mie). To takie połączenie flow z tym, co lubimy w „kompaktach” (redbook). I fajno, a jak ktoś utyskuje, że to odstępstwo, że czynimy, zmieniamy, kreujemy to ja mu na to: „no i co z tego?”

Podłączenie komputera z Roonem do konwertera, ustawienie silnika to dość prosta, nieskomplikowana sprawa. Zupełnie inaczej ma się rzecz z tyransportem cyfrowym. Jak wiecie I2S jest kompletnie nieustandaryzowanym interfejsem. Macie kilkanaście zmiennych i zwyczajnie można mieć klamoty wyposażone teoretycznie w zgodne fizycznie gniazda I2S (a przecież mogą być i nie zgodne, bo tam skrętka jest, jest koaksialny też, no i coraz powszechniej stosowany port HDMI), a nie usłyszeć nic, albo raczej usłyszeć kaszanę, zniekształcony sygnał, co na dzień dobry o mało nie położyło próby pożenienia u mnie Toppinga z NuPrime.

Niestety lektura instrukcji, gdzie opisane są poszczególne piny, możne nas sprowadzić na manowceU mnie tak było, bo niby powinno się wybrać w ustawieniach DACa odwrócone ustawienia interfejsu, a tu nic z tego, zupełnie co innego miało wpływ na brak sukcesu w połączeniu transportu z przetwornikiem. I nie była to jedyna przeszkoda! Udało się po paru próbach (patrz obrazki), choć – co intrygujące – w odróżnieniu od komputera, bez swobody ustawiania parametrów konwersji czy upsamplingu (tylko PCM -> DSD, próba ustawiania SampleRateConventer na upsampling w ramach sygnału PCM do wyższych wartości, nawet przy uwzględnieniu zgodności zegarowej tzn. pełnych mnożnikach dla wartości wyjściowej skutkowała błędnym odczytem). Cóż, wiecie, ja bardzo lubię zgłębiać, szukać, próbować dojść do źródła (problemu) vide nieudany streamer Omnia S1, rzecz jasna lubię jeszcze bardziej, gdy finał jest szczęśliwy, wszystko kończy się dobrze, sprzęt zaczyna współpracować ze sobą.

Klucz do sukcesu, znaczy wyczynowego grania. Tyle, że musicie mieć odpowiedniego (kompatybilnego) DACa do tego. Bez odpowiedniego niczego nie usłyszycie, albo gorzej…

Piękny kawał transportu. Tak, moim daniem, transport powinien być kompaktowy, nie „pełnogabarytowy” tj. 42cm. Tam jest czytnik, napęd, zasilanie / trafo i interfejsy, nie trzeba poza zasilaniem separować, konstrukcja może być purystyczno-prosta znaczy dużo audiofilskiego powietrza (w klasycznym opakowaniu), albo jw wszystko ładnie upakowane do niewielkiej, ciężkiej, metalowej obudowy w typowym dla tego producenta stylu. Bardzo mi się to podoba estetycznie, a jeszcze bardziej mi się podoba to, że producent zastosował jednolitą formę (fullmetaljacek, przyciski) na froncie / pilocie. W przypadku transportu za 7-8k chcę mieć wszystko naj i bogato. Jak tu, bez żadnego oszczędzania na mnie, nabywcy, tak często spotykanym oszczędzaniu nawet przez high-endowców z pierwszych stron, którzy potrafią ostawić popelinę z plastikowym, membrankowym pilocikiem przykładowo. To całkowicie przekreśla w moich oczach takiego producenta, bo jest wyrazem braku szacunku do nabywcy, jego pieniędzy. Nawet dźwięk tego nie (o)broni w moich oczach, także brać przykład inni, jak to powinno wyglądać. Tak jak w CDT10 powinno!

 

Najlepiej jest wtedy, gdy rezultat daje wyraźny progres i tak też było w tym przypadku. Jak ktoś będzie miał tożsamy setup to już po lekturze niniejszego będzie wiedział, jak rzecz ustawić by zagrało, przy czym warto pamiętać że w przypadku I2S mówimy o „tu i teraz”: z innym przetwornikiem, innej firmy (w szczególności), będzie zupełnie inaczej, trzeba będzie całkowicie zmienić ustawienia – być może podobnie, metodą dochodzenia do właściwego ustawienia, wbrew schematom zamieszczonym w instrukcjach obsługi klamotów. Na marginesie, chcę jeszcze raz pochwalić inżynierów Matrix Audio – zrobiliście konwerter uniwersalny, który „standaryzuje” to cholerne I2S, X-SPDIF2 gwarantuje współpracę z dowolnym przetwornikiem C/A wyposażonym fizycznie w gniazdo HDMI. Doskonała robota. Dip switche wraz z wewnętrznym oprogramowaniem układu konwertującego dają pewność, że będzie to chodziło ze wszystkim. Tak to się robi! W przypadku implementacji I2S w Toppingu, podobnie inżynierzy, wiedząc o rafach, problemach, dali możliwość zmiany pracy wbudowanego interfejsu, co należy pochwalić. Nie ma tu takiej elastyczności co w przypadku konwertera C/C Matrix-a ale DAC jest dobrze przygotowany na to, by w większości wypadków dogadać się z transportem wyposażonym w tego typu interfejs. To pokazuje jak bardzo starają się w (umownie) Chi-Fi i jak (niestety) często nie starają się w klamotach rodem z Europy, Ameryki Północnej by ogarnąć we właściwy sposób problematyczną technologię.

Niby proste, a wręcz odwrotnie

Podkreślone ustawienia, gwarantujące prawidłowe działanie transportu CD z przetwornikiem via I2S. Zupełnie inaczej niż to, co sugerują schematy

 

Warto byłoby coś niecoś powiedzieć o DX7Pro. Tu macie test, a ja jeszcze krótko przypomnę tego, najlepiej sprawującego się we współpracy z NuPrime z dostępnych redakcji DACów, klamota: DX7Pro to taki typowy, dumpingowy, produkt Chi-Fi, czyli wszystkomający kombajn, wyposażony pod kurek, w najnowsze technologie, z topową kością C/A za mniej niż trójkę. Mamy absolutnie wszystko (no może poza analogową preamplifikacją) czego potrzebuje ktoś, kto gra na wielu efektorach, nie ogranicza się do jednego tylko źródła dźwięku, potrzebuje jednym słowem wszechstronnego, świetnie wyposażonego (cyfrowego) huba. Dostaje nawet więcej, bo poza kompletem cyfrowych interfejsów z I2S (natywnie nawet 45MHz), balansem pod słuchawki (i to na bogato, bo jest duże 4 pin jak i sony’ego kompaktowe 4,4mm) oraz kolumny (wyjścia), wspomnianą topową kością ESS 9038Pro, otrzymujemy tutaj takie użyteczne dodatki jak bezkompromisowy interfejs bezprzewodowy (BT z obsługą wszystkich najnowszych protokołów audio sinozędnego gwarantujących najszerszą przepustowość dla sygnału tj. aptX HD, LDAC etc.) oraz naprawdę wyróżniający się na plus enkoder / potencjometr, z wyraźnym skokiem „zegarkowym”, jak na porządną koronkę przystało, przy zmianie ustawień poziomu.

No, takie rzeczy to ja rozumiem. Trochę dziwaczna obsługa (dostęp do zaawansowanego menu wyłącznie po wyłączeniu i wciskaniu gały enkodera, włączając) przypomina to, co w podobny sposób uskutecznia u siebie wspomniany Matrix Audio. Dla mnie osobiście to nie problem, bo rozumiem intencje (zmieniamy raz i już nie ruszamy raczej), choć to obiektywnie utrudnienie, szczególnie dla takiego kogoś jak ja, który testując często jednak zmienia, modyfikuje i musi jak wyżej. Poza tym obsługa banalnie łatwa, pilot IR wygodny & ergonomiczny, podpinamy wszystko jak leci i dzieje się. Serio, mało kto daje tak dużo, za tak niewiele. Właściwie gdyby tutaj zatomizować tego klamota, to wychodzi że poszczególne składowe dają za jakieś grosze i nie jest to ściema, czytaj – obiecują, a w metalu to słabe, źle wykonane, działające na słowo honoru. No nic z tych rzeczy, a nawet wręcz odwrotnie. Wszystko wykonane z wielką dbałością, świetnie przemyślane – kompaktowe, dostęp do wszystkich elementów idealnie wygodny, mimo dużej liczby I/O, a wspomniany enkoder to jedno z najlepszych tego typu rozwiązań jakie testowałem do tej pory… zazwyczaj są powody do marudzenia na takie ustrojstwa, tutaj brak. Ożebrowana z boczków obudowa, mimo że nieco się nagrzewa podczas pracy, gwarantuje wraz z czytelnym OLEDowym displejem, wspomnianym sterownikiem komfortową obsługę / działanie klamota. Oby inni brali przykład jak to się powinno robić w takich jw realiach cenowych. Oby.

Takie butki, bez śrubokrętu nie zaaplikujemy bateryjek. Można docenić inżynierski kunszt od środka. Piękny pilot!

Czym karmiłem? Jak wspomniałem w tytule, tym razem poza swoimi zbiorami hi-resów, zamiast Tidala via Roon (który – nie oszukujmy się – nie jest najlepszym źródłem plikowego grania, szczególnie przez wzgląd na stratny MQA, który nie jest odpowiednikiem jakościowym hi-resów w ogóle), był Qobuz (via VPN ofc) oraz opisany jakiś czas temu, świetny plikoraj dla bezkompromisowców tj. NativeDSD (patrz nasz fanpage). Jest jeszcze stream, połączony z zakupami, jak w „kubusiu” tj. hiresaudio, supportowany w Audionirvanie (opisane u nas)jest takoż japoński PrimeSeat (patrz nasze wpis). Wybrałem Qobuza oraz NativeDSD, bo to bez dwóch zdań najlepsze co można dzisiaj w streamie na sieci znaleźć z dużą, czy nawet bardzo dużą biblioteką najlepszych jakościowo plików. Toppingowe DACi, Cayin, czy Denafrpis (ten to umie nawet w DSD1024 po USB, nawet) grały zarówno natywnie te materiały, jak i w konwersji PCM-DSD lub DSD@upDSD do postaci 45MHz (niestety na dalej nie pozwala większość software, nawet HQPlayer nie dał się zmusić – do tematu konwersji „wyżej tysiąca kHz/MHz, albo nie słucham ;-) ” jeszcze wrócimy na łamach).

Dźwięk był pierwszej próby. Jedwabisty, totalnie płynny, wielowymiarowy… nie zgadzam się z tymi, którzy uważają, że pliki to jeszcze długo, długo nie to i nie osiągają (dzisiaj) takiego SQ jak najlepsze krążki. To porównywalne nośniki dla dźwięku, porównywalne jakościowo, a w sytuacji, gdy mamy jakieś uwagi do pliku w sukurs przychodzą nam nieograniczone możliwości komputerowego przetwarzania dźwięku. Zwyczajnie, dzisiaj, nasz Core (musi być szybka maszyna, jak najszybsza, dlatego mam nadzieję, że nowe M1 od jabłca będą zapowiedzią braku ograniczeń w tej materii, bo ograniczenia są, o czym pisałem na łamach – i7 z 24GB i SSD czasami nie daje rady z całym, załączonym DSP w Roonie, zaczyna się robić wąskie gardło) może z dźwiękiem wszystko. Efekt może być dla niektórych szokiem – bo czy zaawansowana equalizacja, czy konwersja PCM-DSD, odpowiednie filtry, odpowiednio dobrana (czasami pod określony ściśle, dopasowana znaczy się, materiał!) nastawa pozwala na coś, czego najlepszy odtwarzacz, czy transport fizycznego nośnika nie jest w stanie (bo zamknięte pudełko) dostarczyć do naszych uszu.

Apka, jak i webpanel, jakość do nawet tej wyczynowej (24/352 czy 5,6MHz… tyle maksymalnie, poza jakimiś wyjątkami, demonstracyjnymi w sumie materiałami mamy obecnie na rynku wydawniczym muzyki). Qobuz w sposób oczywisty w SQ bije na głowę Tidala (choć, muszę przyznać, nowy protokół bezpośredniego dostępu Tidal Connect jest świetny, szkoda że ograniczony do wybranej tylko elektroniki póki co – u mnie na NAD658 recenzja wkrótce, dali to przed miesiącem do BluOSa i no, no, no… bardzo sobie chwalę!), to lepszy jakościowo stream, najlepszy zestawiając dostępną w katalogu muzykę (hiresaudio ma tej muzyki zdecydowanie mniej, nie mówiąc o innych, niszowych usługach, gdzie raczej mówimy o specjalizacji).

Pyszne granie! Przepyszne. Naprawdę trudno o takie coś w świecie fizycznego nośnika, albo pisząc inaczej – można, tak, pewnie, tylko 100k i wyżej. Plik daje dużo więcej możliwości i w zupełnie innych realiach budżetowych. Nie zapominajmy o tym!

HQPlayer – purystyczny w formie, obfity, przebogaty w treści. Najlepiej pod Roonem, bo wtedy mamy prosty w obsłudze, atrakcyjny interfejs i wszystko, co nam Roon oferuje wespół z traktowanym jako wtyczka (konfigurujemy źródło dźwięku pod HQP ofc) programikiem Holendrów. TAnio nie jest, bo obecnie 1200 ziko za dożywotnią licencję, a jak nie to możecie dowoli sobie testować przez 30 minut (potem trzeba restartować soft). Najbardziej rozbudowane opcje ustawiania interfejsów C/A, konwersji cyfrowej (C/A, C/C) w świecie PC – to nie podlega dyskusji. Pisałem kiedyś o tym, ale w sumie wtedy to była ciekawostka tylko (jeszcze przed integracją z Roonem). Teraz daje nam możliwość (warto skorzystać!) wyciśnięcia wszystkiego co najlepsze z wyczynowych plików hi-res. Dobry tor (który umie), dobry soft (który umie) plus najlepsze efektory na jakie nas stać i możemy poczuć co dzisiaj daje nam granie z pliku. To równorzędne medium, na pewno nie gorsze od fizycznego, a przez wzgląd na adaptowanie, możliwości (niegraniczone) nośnik dla muzyki z widokami na koronę, najlepsze, lepsze od wszystkiego innego co wymyślono. CD to temat zamknięty, coś, co doszło do granic rozwoju i nikt poważnych pieniędzy w fizyczny, srebrny już nie zainwestuje. Plik to otwarty rozdział, warto to sobie uświadomić, otwarty na doskonalenie, na nowe. Słuchając (natywnie) tego, świetnego jakościowo materiału, wiem, że droga do słuchania w takiej jakości w przypadku komputerowego audio jest otwarta, że muzyka może być i będzie dostępna w takich okolicznościach, że to możliwe. Możliwe bardziej niż historycznie w przypadku fizycznego, z jego oczywistymi ograniczeniami. Co prawda plik to duże wyzwanie dla nas, bo tu nie wystarczy (często) kupić skrzynkę, podłączyć skrzynkę i wcisnąć play (tak, upraszczam, ale tylko trochę), trzeba wgryźć się w temat i to jest słabe, bo wielu nie chce i ja to rozumiem. Nagrodą za poświęcenie czasu (konfiguracja wszystkich składowych, z softem na równorzędnym miejscu!) jest dźwięk, którego nigdzie indziej (czy raczej z niczego innego) w takiej jakości nie usłyszymy. Straszne? Skąd! Wreszcie nie ma ograniczeń…

Tak to miało wyglądać, nasz wpis z kwietnia 2017 roku (patrz tutaj).
Do dzisiaj obietnica nie zrealizowana w praktyce. Wielka szkoda i trochę wstyd Francuzi!

Qobuz ma obecnie najwięcej do zaoferowania i tylko pozostaje żałować, że Francuzi tak bardzo nie sprostali naszym oczekiwaniom i ta zapowiedź, co była 3 lata z okładem temu, o starcie usługi wraz z Włochami i Hiszpanią nie urzeczywistniła się. VPN i kombinacje z płatnością (Revolut) są upierdliwe, to nie jest fajna opcja, tylko pod górkę opcja i cóż… wielka szkoda. Zatrzymali się na Odrze i ani myślą przez nią przejść. W przypadku NativeDSD mówimy głównie o zakupach, czymś co traci dzisiaj udziały, bo ludzie przerzucili się zdecydowanie na streaming i to jest jak najbardziej zrozumiałe. Ale. Właśnie, ale to nie oznacza, że taka rzecz nie ma racji bytu. Właśnie tym bardziej dzisiaj ma! Bo takie materiały, tak dobrej jakości materiały warto po prostu mieć (a nie pożyczać, bo my w streamach mamy użyczony dostęp do bibliotek, wszystko co tam jest to nie nasza własność, tylko użyczona do odtwarzania własność usługodawcy), kupić i się nimi rozkoszować. Jak z krążkiem, czarną płytą czy szpulą. Nie inaczej… warto. Wirtualność jest tutaj dla nabywcy zaletą wg. mnie, bo ZAWSZE mamy i mieć będziemy dostęp do naszych plików, ani nam się to nie zużyje (winyl, poniekąd także krążek srebrny, choć to już wypadkowa naszego dbania o nośniki), ani nie zagubi (każdy fizyczny vs to co z serwera możemy pobrać w każdej chwili). Także mamy to i mieć będziemy, co więcej możemy to przekazać (mam taki zamiar, znaczy mam zamiar dzieciom swoim przekazać swoje pliki) i już. Także zachęcam do zakupów, bo w przypadku WYCZYNOWEGO pliku takie coś ma sens, z wyżej wymienionych powodów, a także – co może najistotniejsze – kupujemy materiał NIGDZIE INDZIEJ, NA NICZYM INNYM, nie dostępny w takiej jakości. Tylko w pliku, tylko tak, nigdzie indziej – dlatego 2L, dlatego specjaliści (kłaniamy się Linnowi, Wilkinsonowi, ogólnie Szkotom – bo robią to może w niewielkim wycinku, ale robią to świetnie jakościowo) mają rację bytu, sprzedając w swoich kramikach znakomitą muzykę (to po pierwsze), w znakomitej jakości (to po drugie, równorzędnie).

Już starter NativeDSD uświadamia nam jakie to dobro jest. Warto kupować dzisiaj pliki. Ale takie jak te właśnie, nie inne (bo inne to w steamie są i w sumie już do kupowania, takiego po prostu kupowania muzyki nie wrócimy)

Dostajemy pdf-a, możemy sobie wszystko wydrukować. Tak, to zdecydowanie nie wkładka do boksa czy piękny album LP (czarna), ale też dla chcącego (kredowy, dobra poligrafia – sprzęt – w domu) i można, czemu nie? Co więcej, możemy sobie zamawiać, modyfikować, jak ktoś ma żyłkę kolekcjonera estety to proszę – hulaj dusza, piekła nie ma. To w końcu coś tracimy, czy inaczej, ale jednak zyskujemy?

To nie są lukrowane lukrem laurki, zresztą sami się przekonajcie

Nawet takie coś, materiały 45MHz w ofercie. I nie chodzi tutaj o cyferki, a o jakość faktyczną takiego materiału. Jest bezbłędna.


O Jezu ile tu dobra jest!

Było grane! Z warstwy redbook niestety tylko, bo Nu nie zagra (jak wspominałem) SACD, ale …zaraz, może właśnie zagra, tylko konwertowane CDA @ 1 bit i będzie podobnie? W sumie to nie jest aż tak bardzo odległe (ofc tylko w stereo, nie zagramy mch co jasne) od natywnego grania superCD, jak się porówna to robione w klamotach (DSP) z tym co przecież też robione (1 bit) natywnie grane przez odpowiedni odtwarzacz (u mnie nadal jest to stara, niezawodna, przerobiona PS3). Także ciekawy wniosek płynie z porównania SQ tutaj – robione wcale nie gorsze od „natywnego” 1 bitowego grania (w końcu mamy konwersję PCM@DSD256, upsamplujemy dźwięk, który natywnie miał postać DSD64 (materiał SACD na płycie, odtwarzany przez SACD playera). Przyjęło się (słusznie) uważać, że SACD to płynne, niezwykle czysto zapodane granie, jednakowoż pozbawione dynamiki, zadziora, uspokojone w stosunku do redbooka. Podobnie z materiałami DSD z sieci, skonfrontowanymi z tym samym, tyle że na PCM. Wiem – narażę się – szczególnie zwolennikom NOS (bez DSP grania, bez ufajniaczy, konwersji), ale dla mnie taki dźwięk mocno przetworzony (PCM@DSD czy to w kompie, czy w omawianym transporcie płytowym… właściwie to bardziej transporto-procesorze, nie?) jest w odsłuchu bardziej satysfakcjonujący od natywnego DSD64 odtwarzanego z krążka SACD na odtwarzaczu tego formatu. Tak, PS3, może być (choć uważam że nie jest) ograniczeniem w tej zabawie, ale zarówno analogowo, jak i (a jest taka możliwość via HDMI) z odpowiednim, wielokanałowym DACiem (mamy takie coś od LIGAWO – najdroższy w ofercie multichannel DAC) granie warstwy SACD/DSD na 2/5.1 kanałach transport (konsola) jak i reszta toru wg. mnie pokazuje w czym rzecz. Po ostatnich zmianach (monobloki lampowe na diabłach oraz końcówka Kandy k# Roksana) z Diamondami (kolumny Pylona) to poziom adekwatny imo do toru słuchawkowego (A90 z najnowszymi interfejsami Denafripsa/MatrixAudio/Cayin/Toppinga), można czynić takie porównania tj. płyta kontra pliki DSD czy PCM@DSD bez obaw, że coś tu jednak mocno odstaje. Zresztą, do salonu takoż A90 zawędrował, także bezpośrednio sprawdziłem na tym samym typie efektora (szkoda, że już bez CDT-10, ale spokojnie, wersja nieco mniej wyrafinowana do mnie trafi, o połowę tańsza i zrobię powtóreczkę…)

Chwilunia, artefakty?!
Zwróćcie uwagę na sterownik. Może nie jest to szczyt ergonomii, ale duże ciężkie metalowe z małymi stalowymi kulkami to jest to co lubi każdy audio-freak. Zajebisty pilot, z przyjemnością się to obsługuje i – cóż – teraz za to płacimy ekstra dedykowany do modelu, a nie systemowy, gdzie cześć przycisków martwa (brrr). Tu wszystko jest pod tego klamota i naprawdę to robi różnicę, zasadniczą robi, w przypadku takiego źródła właśnie. Dobry transport czy odtwarzacz płytowy MUSI mieć świetnego pilota. Koniec, kropka – i tutaj ma takowego w komplecie!

O teraz ok. DAC na szczęście daje opcję zmiany parametrów pracy I2S.

Mało który daje takie możliwości jak wyżej. Topping DX7Pro daje, ale już Topping D90 nie, a są modele, w których żadnych ustawień nie uświadczymy, jest tylko na sztywno ustawione w fabryce i zwyczajnie, z danym źródłem (jak Nu), dźwięku nie uświadczycie – cisza (Cayin na I2S, z kompem dało się to ustawić via X-SPDIF 2, z Nu nic a nic)

Sumując te wywody - tak, słuchanie kompaktów (DSP na pewno modyfikuje, czy inaczej pozostawia odczuwalny ślad na każdym słuchanym w tych okolicznościach krążku wciągniętym do środka transportu) z zapodaną 1 bitową konwersją w locie do poziomu 22.5 MHz za pośrednictwem wyczynowego interfejsu I2S robi zasadniczą różnicę. Tak, może kogoś niepokoić wspomniane powyżej „ujednolicenie”, czy raczej właśnie powtarzalny wpływ tego całego cyfrowego procesu konwersji sygnału, na to co pierwotnie zapisane, zarejestrowane i w taki, a nie inny sposób przeniesienie na nośnik. Niby negatywne konotacje, bo jak – nie rozróżnia, nie różnicuje jakościowo tego, co ląduje na tacce? Niby tak. Teoretycznie tak, tylko co z tego, jak słuchamy z rozdziawioną buzią i podoba nam się to co słyszymy bardzo, bardzo mocno nam się podoba. Dźwięk staje się fizjologicznie bliski, a nie obojętno-odległy (cyfra), czy może łagodniej … neutralno-zdystansowany. To robi różnicę i pewnie mógłbym to porównać do odtwarzania krążków SACD (przerobiona PS3 z konwersją zewnętrzną, wielokanałową, na DACu HDMI z obsługą sygnału 1 bitowego), ale to też byłoby tylko mniej, więcej, ale jednak inaczej. Nawet w opcji stereofonicznej (tylko tak się da ofc w opisanym setupie z NuPrime i Toppingiem) grało to inaczej, mimo wspólnych cech, z wyraźnym wskazaniem na tytułowy system. Jak wyżej, komputer mimo większych (bo znacznie bardziej bogatych opcji ustawień, zabawy w ustawienia) możliwości musiał uznać wyższość fizycznego na moje ucho. Znakomity transport NuPrime bezpośrednio wpięty pod Toppinga pokazał potencjał DSP oraz srebrnej płyty. Co prawda teraz szlifuję już gram na ustawionym NAA (HQplayer z najbardziej wymagającą, zasobożerną konwersją ASDM7EC), docelowo ma to grać na poziomie konwersji w locie na poziomie 45MHz (co oznacza, że szybki, wydajny Core będzie w pełni wykorzystany na potrzeby konwertowania takiego sygnału będzie). Bez uciekania się do tego maksimum i tu i tu mamy/mieliśmy to 22,5MHz w upsamplingu zapodane. W przypadku transportu cyfrowego po ogarnięciu interfejsu, nic nie trzeba, bo „samo się”, także tu także prostota takiego setupu jest nie do pominięcia – wkładamy płytkę, play i już. Komputerowo-plikowe granie to inny poziom obsługi, nie chodzi mi o sam front-end, bo to powinno być proste i wygodne i takie też jest, ale o ustawienie …to jednak nie bułka z masłem. Nie bułka nawet, gdy sam niestandaryzowany interfejs płatał nam takie figle, jak wyżej, w przypadku setupu z fizycznym nośnikiem (brak standardu – niestety lipa straszna, tylko z niektórymi, podkreślam raz jeszcze, DACami będzie nam grało!). Nawet wtedy PC to PC z całym dobrodziejstwem inwentarza…

Link do NativeDSD: https://www.nativedsd.com

Po wyłączeniu w transporcie DSP (SRC off), DAC może pracować w dwóch trybach -> konwersji DoP64 lub bez żadnego processingu na sygnale tj. PCM 44.1KHz


…dla plikowni NativeDSD, zdecydowanie się należy za całokształt!


…dla transportu CDA, z którym moglibyśmy żyć (nie rozstawać się). DSP robi!

Dziękuję oficjalnemu dystrybutorowi marki NuPrime, firmie RAFKO, za wypożyczenie transportu

Autor: Antoni Woźniak

PS. Najlepiej na słuchawkach, najlepiej na planarach, ale też czytelnie na monitorach bliskiego pola u mnie w gabinecie. Piękne to.

PPS. O konwerterze Matrix-a wyczerpująco tu i tutaj @ HDOpinie

PPPS. Megagaleria poniżej:

» Czytaj dalej

Wszystko co chcielibyście wiedzieć o AirPods Max, ale…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7086

…nie znaleźliście w necie. Przepraszam z góry za tego Cukierberga, że kto chce poczytać to przekierowuję na nasz profil na fb, ale: po pierwsze primo niestety dzisiaj ruch kreuje social, młodzież sajtów zwyczajnie nie czyta (mało co czyta ;-) raczej ogląda), po drugie primo nasz sajt tragicznie wyświetla się na dotykowcach, a to grzech śmiertelny jest obecnie i nie ma widoków na poprawę. Dla kogoś, kto będzie się tu mądrował, że wystarczy pięć sekund w CMSie czy w ogóle mówisz, masz i sajt się ładnie do mobilnego dopasuje mam informację, że sajt co prawda działa siłą inercji, działa, ale klucze ma Anioł i nasze prośby o udostępnienie zbywa pogardliwym milczeniem. Także nie drążcie tematu, bo bolesny jest i wstydliwy. W sumie to ostatnie to nie, bo ja jestem bezwstydliwy i mnie to kompletnie nie przeszkadza, bo mimo ograniczeń działa, można oldstajlowo jeszcze sobie na piecu podpiętym do kinola zobaczyć, na netszkejpie, czy cuś, albo w trybie offline pobrać, by nie – a nie to już dawno nie, no chyba że ktoś akurat mieszka w Stanach, w jakimś pipidówku (wcale niekoniecznie) i chce sobie netować. Ludzie, nawet nie wiecie, w jak czarnej 4litery oni są infrastrukturalnie. Dlatego ten cały Musk strzela jak głupi te nano-satelity telekomunikacyjne w sensie net z kosmosu, bo oni tam hehe jeszcze na DSLu jadą hehe, czy w ogóle na modemach z drutem, co pamięta – ten drut znaczy się – czasy pionierskiego, westernowego telegrafu. No. Ale pierniczę bez sensu, dobra, obiecany link (klikaj w obrazek):

 

Także szczególarsko, do basementu, z uwzględnieniem całości, znaczy ekosystemu i wizji rozwoju produktów jabłczanych właśnie, w nieoderwaniu od jabłczanych realiów. Te można akceptować, bądź nie, lubić, bądź nie, ale one są, mają swoją logikę, mają swój sens i trzeba to po prostu przyjąć do wiadomości. To nie oznacza, rzecz jasna, że wszystko pięknie, bo sporo nie, krytykuję srogo co się nie podoba, ale zasadniczo jestem na tak. Produkt, który w ramach wizji, broni się. Porównany (do innych bezdrutowców od Senka), porównany do firmowych AirPods Pro (patrzajta: http://hd-opinie.pl/9278,audio,wszystko-co-chcielibyscie-wiedziec-o-airpods-pro.html). No!

PS. Niebawem wpisy zajawkowe o nowościach – o Topping A90, o Meze Empyreanach jakie się testują właśnie na HDO. Także słuchawkowo bardzo i wracamy do hajendów na chwilę. Tak, potem jeszcze Focale topowe będą.

PPS. W weekend, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, problemowy artykuł pt. plik kontra krążek. Znaczy hajresowe materiały strumieniowe vs płyty odtwarzane na NuPrime CDT-10, topowym transporcie z bardzo rozbudowaną opcją DSP. Dźwięk robiony, podrasowany (jak w AirPodsach Max, hehe ;-) ) i co z tego wynika…

HiFiMAN DEVA bezdrutowe, przenośne (niemobilne) planary – nasze PW*

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_6603

*PW czytaj Pierwsze Wrażenia. Uzupełnione, zaktualizowane… Jak coś u nas od teraz wyląduje, to po paru dniach tradycjonalnie wpis, właśnie tytułowany PW – czasami taka prerecka, bo zazwyczaj tym to się właśnie kończy (skończyło się na recenzji ;-) ). No dobra, co też tym razem HiFiMAN upichcił. Po pierwsze słuchawki life-stylowe. Widać to po formie, wzornictwie, przyjętej koncepcji – ma być wrażenie „luksusowości” (średnio to lubimy, bo zazwyczaj kryje się za tym wieś potiomkinowska), ma być nowocześnie, właśnie life-stylowo, czyli ma się sprzedać masowo, niekoniecznie z akcentem na wysokie kompetencje, a raczej trafienie w uśrednione gusta. No to pojechałem na wstępie, co? To co napisane odnośnie się do DEVA zatem? No nie strzępiłbym sobie języka, gdyby nie było czegoś na rzeczy, bo tak – to projekt, który widziałbym w sprzedaży u resellerów jabca, to takie coś jak te wszystkie B&W, BeoPlay (Bang & Olufsen) i tak dalej produkty, które widać na resellerskich, czy elektro-marketowych półkach. Czy to coś złego, czy zdrożnego? Otóż nie, ale warto sobie uświadomić na wstępie, że to co w tytule nie ma się ścigać z typowymi audio hajfajowymi (nie mówiąc już o hajednowych) nausznicami – to nie jest w ogóle ten target wg. mnie. Dlatego, porównując sobie te DEVA do Sundara, HE-400, czy z pamięci (notatek) do bezdrutowych Ananda BT słyszę wyraźnie, że to jest obok. I nie, nie zgadzam się z opiniami, że to przecież takie Sundary pozbawione kabla. Absolutnie się z tym nie zgadzam.

Lifestyle

To słuchawki inne brzmieniowo, gdzie zupełnie inaczej rozłożono akcenty i ze stacjonarnymi planarami (bo umówmy się, wszystkie te wymienione ze zbliżonego zakresu $$$ oraz jedyny, wcześniej dostępny w portfolio, model bez druta to de facto słuchawki nie mobilne) nie mają za wiele wspólnego. W zamierzeniach na pewno miały być bardzo na wynos, konkurując z ww. produktami life-stylowymi, z jakimiś Senkami Momentum dajmy na to, czyli właśnie mobilnie, strojone pod upodobania bardziej masowe, bez ambicji w zakresie choćby neutralności, wyczynowej rzetelności, czy też dbania o liniowość pasma. Ma to być – tak to widzę – teoretycznie rzecz grająca via fon lub DAP, ma być gotowa do współpracy z komputerem (znaczy już nie, tylko tableto-komputerem, bo w tym kierunku idziemy obecnie w PC) i już. Niech nie zwiedzie nas oryginalny pomysł na oddzielenie tego co mobilne (moduł symetrycznie podpinany do jacka 3.5 TRRS w muszli), który jakby sugeruje coś odmiennego (uniwersalnego?) Otóż ten moduł to sedno pomysłu, patrząc z perspektywy użytkowej, niegłupi pomysł na ominięcie dwóch problemów słuchawek bezdrutowych, w których wszystko zintegrowano w muszlach… tak, tu bateria, jak padnie to wystarczy wymienić w module, czy sam moduł, poza tym teoretycznie można by iść w upgrade – wymieniając „dyngsa” na coś nowszego, lepszego.

Jak widać, BT via Bluetooth Explorer (macOS) idzie aptX, jakość bardzo dobra, może być jeszcze lepsza dzięki obsłudze najnowszych kodeków
przez moduł DEVA. Warto zadbać o dobry jakościowo materiał, tak, nawet via BT, bo słaby brzmi na tych słuchawkach wyjątkowo słabo 

Dobrze, ale przecież jednak się czepiam, więc o co chodzi? Odnośnie modułu o dwie w sumie rzeczy. Jest plastikowy (widać, czuć), odstający jakościowo-materiałowo od reszty, dodatkowo w czarnym kolorze – czyli zupełnie inaczej niż same słuchawki (modne srebro i brązy – nie moja estetyka, ale rozumiem wymogi wskazanego powyżej segmentu rynku, także nie czepiam się tego akurat). To jednak szczegół, sam wyprofilowany moduł jest lekki, łączy się zgrabnie ze słuchawkami, ale …i to drugi zarzut – producent nie był tutaj zbyt konsekwentny. Tak, jest to rzecz wspierająca najnowsze technologie bezdrutowe (komplet odnośnie protokołów BT), ale sterowanie jest tu mocno dyskusyjne i funkcjonalność także. Już śpieszę wyjaśnić, o co mi biega – nie zmienimy utworu, ani nie pogłośnimy, czy ściszymy… jest tylko on/off/parowanie oraz wg. mnie zbędny przycisk zmieniający tryb działania z BT na USB. Tyle. Poza tym jak już podepniemy sobie te DEVA do kompa, o przepraszam do tabletu (Surface był jak i iPad Pro był z sukcesem podpinany), to czeka nas niespodzianka… software wykryje, że przetwornik teoretycznie wiele potrafi (32 bity, 129KHz, także DSD via DoP), ale po sprawdzeniu nie będzie już tak różowo. Owszem PCM leci hi-resowo (24/192), ale już z DSD (a szkoda, bo byłaby to pierwsza taka konstrukcja na rynku, znaczy słuchawki samodzielnie potrafiące przyjąć, zdekodować i poprawnie zagrać 1 bitowy sygnał) tak nie jest. Gra – tak – gra, ale granie popsute jest artefaktami, czyli elektronika niby pozwala na DSD via DoP, a jednak bez sukcesu, bo jak wyżej. Szkoda. I – jak dla mnie – niedopatrzenie ze strony producenta. Roon przykładowo sugeruje te rozbudowane możliwości obsługi lepszego jakościowo sygnału, niby mamy to na „pokładzie”, a jak przyjdzie odtwarzać coś …to jednak nie. Producent powinien w takiej sytuacji po prostu zablokować to, co „prawie” działa i nie ma tu nic do tego, że oficjalnie się w specyfikacji nie chwali się obsługą DSD. Niekonsekwentne i niechluje to moim skromnym zdaniem. Jest jeszcze kwestia dość nisko ustawionego poziomu we wbudowanym wzmacniaczu. Powiedzmy, że w przypadku BT tak jest zazwyczaj – że gra to na ogół do pewnego poziomu, zazwyczaj ciszej (pomijam ograniczenia samego software w mobilnych OS), ale dlaczego via USB głośności nie da się ustawić wyżej? Docierając od końca skali czuć te ograniczenia.

  

Moduł odłączalny i jego możliwości na pudle wyszczególnione

Krytykuje, krytykuję, to może dla odmiany coś pochwalę. A i owszem, bo słuchawki są wygodne, takie bardziej kapciuchowo-komfortowe od całej planarowej reszty z oferty HiFiMANa. Wiele modeli było „surowych”, znaczy takich, że ergonomia, wygoda stały niżej w hierarchii od SQ. Nie zrozumcie mnie źle – wiele przetestowanych chwaliłem, ba niektóre uważam za jedne z najwygodniejszych, ale tam konstrukcja, przyjęte rozwiązania miały w jak najlepszy sposób współgrać z kompetencjami brzmieniowymi słuchawek. Tutaj starano się o zapewnienie jak największego komfortu, stawiając tę kwestię zdecydowanie na 1 miejscu, i same słuchawki miały być i są lekkie, mieszczące nawet duże uszy w muszlach, z grubymi padami i obszyciem gwarantującymi wielogodzinną wygodę („ergonomię anatomiczną” mają bezdyskusyjnie na dopieszczonym poziomie). Wpinany moduł wyposażono w pojedynczy mikrofon, który spełnia swoją funkcję, choć nie ma tu mowy o dzisiejszym standardzie w tym segmencie – ANC – redukcji tutaj nie uświadczymy, jakość też odbiega od wielomikrofonowych układów. Obiektywnie to wada, bo inni mają, ale ja te słuchawki postrzegam przez ich naturę (otwarta konstrukcja) jako niemobilne, a przenośne właśnie… do lasu można, ale już w miasto, do zbiorkomu to kompletnie nie to. Te słuchawki nie są – choć może taki był zamiar pierwotny – na wynos, bo mają tu oczywiste ograniczenia. Nie tłumią z zewnątrz dźwięków, wszyscy wokół wiedzą co tam nam playlista zapodaje. Także nie – nie są to słuchawki mobilne, bo też gdyby miały być takie w istocie, to po pierwsze musiałyby zapewnić separację od otoczenia, po drugie pozwalać na kontrolę odtwarzania, odbierania, dostęp do AI i takie tam. Są przenośne.

Siak czy tak trochę to dziwne zatem, bo słuchawki są wyraźnie przez formę i SQ pozycjonowane w mobile, mają według mnie być pierwszym, tak bezpośrednio wycelowanym w masowego użytkownika produktem. I to tak jednoznacznie masowo-lajf-stajlowym... nawet wspomniane Anandy z fajniutkim mikrofonem na pałąku, to jednak nie był produkt gamingowy – umówmy się, to nie ten poziom, jakościowo-cenowy, grało się z Anandami wybornie, ale żaden gracz nie kupi sobie specjalnie takiego head-setu, także to był tylko taki miły dodatek i raczej próba uczynienia słuchawek w formie absolutnie nie przenośnych, takimi właśnie, z mikrofonem tj. komunikacją ze światem, bo to punkt obowiązkowy w przenośnych słuchawkach jest. DEVA są ciekawą próbą wejścia w temat, interesującą choćby z powodu symetrycznego modułu (elektronika z baterią dołączana, nie zintegrowana – co ma swoje plusy jw i minusy), bardzo przyjemnie brzmiącą próbą, jednak nie bez kolców, nie bez wad.

Te diodki mogłyby być mniej ekspresyjne, iluminacja na 102. Przycisk USB wg. mnie zbędny

Z podpiętym via USB kablem

Słuchawki najlepiej (i tu brak zaskoczenia) brzmią via USB (na szczęście dali USB-C), gra to z dobrym jakościowo materiałem w sposób zbliżony (ale nie tożsamy!) z Sundarami. Sundary brzmią według mnie dojrzalej, potrafią więcej odnośnie reprodukcji w całym zakresie pasma, podobna jest (bardzo dobra) rozdzielczość, wgląd w nagranie wręcz wiwisekcyjny (co zresztą może stanowić problem via BT – DEVA są wg. mnie wymagające, nie wybaczają i czasami brzmienie jest mocno cyfrowe, odchudzone, także słabszego materiału na pewno bym na nich nie słuchał). Bardzo ładna jest przestrzeń, na pewno w typowy dla planarów sposób, mocno zwraca na siebie uwagę ten aspekt, choć tutaj też to, co bezpośrednio porównywałem z redakcyjnymi Sundarami wskazywało na przewagę modelu przewodowego. Także z kablem (choć USB robi robotę, o tym będzie we właściwej recenzji, potrafi to brzmienie zaskoczyć), znaczy w porównywalnych warunkach po analogu, grało to odmiennie ze wskazaniem na „czarnule”.

 

Pod Roonem @ iPhone w opcji przenośnie, ale w domu

 

A tu na świetnym Vox Player, już „na wynos” z audio chmurki Loop, jak widać w bezkompromisowej jakości z processingiem dodatkowo
Piękne granie po sinozębnym, chce się jeszcze i jeszcze, ale transfer (dobry sygnał, najlepiej 4-5 kresek i LTE), sporo GB leci z pakietu…

Sumując te pierwsze wnioski, spostrzeżenia mogę powiedzieć tak – idźcie w tym kierunku, inżyniery HiFiMANa, ale dopracujcie szczegóły. Moduł wymaga na pewno ergonomiczno-organoleptycznych poprawek tj. musi się zgrać z projektem desingerskim słuchawek, musi obsługiwać wszystko co teoretycznie potrafi (DSD byłoby na pewno mile widziane via USB, może wystarczy upgrade układu?), wreszcie trzeba pomyśleć o sterowaniu. Jak nie zamknięte to ANC kompletnie zbędne, bo w takiej otwartej typowo dla ortodynamików formie i tak nie będzie takie coś skuteczne. Może zatem kolejna wersja już z zamkniętymi muszlami? Byłbym bardzo na tak, bo niedrogich planarnych modeli zamkniętych praktycznie nie ma na  rynku. Na razie jesteśmy po pierwszych wrażeniach mniej więcej w pół drogi. Forma samych nausznic bardzo okey, ładne, na pewno bardziej przyciągające wzrok od pro-surowych modeli dla innego typu klienteli, myślę że całkiem mądrze, właśnie pod masowe gusta zestrojone, bardziej rozrywkowe, bardziej nastawione na realizacje popularno-hitowe, choć nie pozbawione (jak widać, czy słychać) powinowactwa z produktami dla melomanów-audiofili (gdzie wierność, naturalność), głównie jednak w zakresie rozróżniania dobrego ziarna (materiału) od plew (słabej jakości, co wyraźnie jak zaznaczyłem słuchać). Słuchawki nie składają się, co w przypadku mobile uznałbym za wadę, ale te tutaj są bardziej do zabrania (bagaż) i tylko brakuje jakiegoś nesesera, nosidła w komplecie. No raczej dużego pudełka brać jednak nie zechcemy, prawda, nawet jak w środku ładnie wyściełane. ;-)

Zobaczymy, czy nam się co zmieni jak licznik wybije set godzin, a nie -dziesiąt, na razie jest jak wyżej…

Ok 24/192 jest PCM

  

A nawet więcej, ale… DoP, DSD = gra z artefaktami, jaka szkoda, niestety bez sukcesu, a tak blisko było

Niestety pyka i popierduje, przy czym na tyle czytelnie dekoduje, że widać tutaj jakiś softwareowy (?) problem

Tu już pięknie via USB

Podobnie jak tu, tylko to ograniczenie (?) wbudowanego wzmacniacza.
Jakbym nie zmieniał w ustawieniach (device, dsp), próbując obejść niedostatki poziomu to i tak lądujemy tak jak fabryka dała

Aktualizacja – finalne wnioski

Niestety to co w pierwszych wrażeniach było, utrzymało się, a nawet jeszcze pogłębiło. No nic, zacznijmy od „+”. Jako słuchawki soute, bez modułu, grają te Deva bardzo przyjemnie. To fajne, euforyczne, nie tak jak w przypadku drutowych HiFiMANów idące w szczegół, neutralność, a właśnie podkreślenie, podkręcenie granie. Bez kabla można te słuchawki traktować jako odskocznię od tego, co zazwyczaj towarzyszy odsłuchom studyjnych modeli, gdzie każde poruszenie struny, gdzie każden jeden szczegół musi być i to w sposób narzucający, pierwszoplanowy, czasem – nie ma co się oszukiwać – na dłużą metę męczący. Oczywiście wybitne, flagowe słuchawki są w stanie pokazać „wszystko” bez utraty zaangażowania, przyjemności, subtelności, pozwalają czerpać radochę ze słuchania muzyki w (naj)pełniejszy sposób. Te tutaj słucha się trochę jak jabłkowych nauszników – dźwięk jest poprawny, przyjemny w odbiorze, powiedziałbym uniwersalnie dopasowany pod masowe gusta. Te słuchawki spokojnie mogłyby być sprzedawane u resellera i cieszyć się sporym zainteresowaniem (o, mam, jak B&O, to też podobna maniera reprodukowania dźwięku, uśredniająca, podbijająca zakresy, „ufajniająca” to, co wpada nam do ucha).

Ale. No właśnie, jak mawiał Edd Stark: „wszystko przed ale jest gówno warte”. Nie będę aż tak okrutny dla Deva, bo jak wyżej to słuchawki w opcji drutowej (naturalnie, bo to słuchawki drutowe są, znaczy przewodowe z dodatkiem modułu – znaczy mamy coś, co można swobodnie wykorzystywać właśnie z przewodem – tak jakby tego bezprzewodowego czegoś w ogóle nie było), a bezprzewodowość jest tu w sumie opcją. Tyle, że za nią właśnie dodatkowo tutaj płacimy, w sumie niemało (piję do nowych HE-400i) które za moment trafią do mnie na testy. Dwa razy więcej za… no właśnie, coś czuję że te najnowsze, najtańsze, budżetowe mogą solidnie zachwiać całym porfolio dotychczasowym, bo po co kupować coś, co w ogólnym rozrachunku gra… gorzej?

Największe problemy były z komputerowymi BT (parowanie, stabilność), z mobilnym mniej kłopotliwe, ale jednak (też)

Dobra, nie uprzedzajmy faktów – jeszcze tych czterechsetek nie słuchałem, także hold your horses i skupmy się na tym „ale”. Moduł jest do bani. Pomysł z integracja wszystkiego co daje bezdrutową wolność w formie przyczepianego, „spasowanego” z muszlą wypustka można potraktować jako ciekawy patent, ale niestety już pierwsze zetknięcie z modułem rozczarowuje. To plastik, fantastik – kiepski plastik, widać, a raczej czuć taniość. Sterowanie, w ogóle zawiadywanie jest wzorem nieergonomicznego podejścia do tematu. Właściwie nie da się obsługiwać całości bez sięgania po ekran, co kłóci się z wolnością & swobodą, przycisk wyzwalający ładowanie, jakieś udziwnienia, kompletnie tego nie rozumiem. Same przyciski są małe, nie wystają poza obręb obudowy, działają bardzo słabo. Owszem, mamy tu obsługę wielu kodeków, także tych najznamienitszych (LDAC), ale co z tego, jak łączność potrafi nam się skaszanić koncertowo, są problemy z parowaniem – nie, to nie powinno tak wyglądać zdecydowanie, nie powinno. Do tego czas działania jest poniżej średniej konfrontując z obecnymi realiami rynkowymi. To, na co można było przymknąć oko w przypadku bezprzewodowych Anand tj. poniżej 10 godzin grania, tutaj po prostu irytuje. Nie są to flagowce z modułem bezprzewodowym, dające całkiem niezłą namiastkę grania stacjonarnego odsłuchu w plenerze, tylko jak wyżej wspomniałem produkt zdecydowanie bliższy słuchawkom lifestajlowym.

Z kabelkiem można cieszyć się graniem odbiegającym od typowego dla HiFiMANa dźwięku, gra to fajnie, wciągająco, przyjemnie, ale przecież nie o to tu chodziło. Chodziło o bezdrutowe słuchanie, mobilne, może bardziej właśnie plenerowe, bo są to słuchawki otwarte a to jakby wyklucza, szczególnie głośne, sesje w rodzimym sznikansenie (Pendolino – które zdaje się cierpi, w sensie składy cierpią, na chroniczne niedoinwestowanie… obecni u władzy partacze potrafią udupić wszystko). To nie koreluje, a dodatkowo o czym wspomniałem wcześniej, słuchawki mają być właśnie takie „lajfsajlowe”, modowe chyba, patrząc na design / kolorystykę (jedynie słuszną, innej nie przewidziano) i to ekhmmm jakoś tak nie do końca wyszło w praniu. Także jakbyście mnie pytali, czy te konkretnie słuchawki bez druta na tak, to odpowiem, że na nie. Mają (dość jednak ograniczony, patrząc na portfolio) sens jako przenośno-biurkowe nausznice, które potrafią uprzyjemnić skutecznie chwilę, po kablu nadają się do tego całkiem dobrze (brzmią na tyle inaczej od planarów HiFiMANa, że mogą kogoś, kto raczej szuka innego dźwięku niż umownie firmowy, skusić się na tę, nietypową propozycję), bez kabla to jednak nie to.

W opcji bezdrutowej wychodzą wady. BTW bardzo polecam ten kawałek kodu nomadycznie. Nie masz lepszego imo.

Można, tylko po co?

To możliwości źródła (iPhone) nie modułu, nie ma tak dobrze. W przypadku modułu wartości dużo niższe. Oczywiście to nie jest per se wada, bo moduły BT (układy C/A) nie dysponują obecnie (poza wyjątkami, są daki BT przenośne, które nawet 2x kości mają i to na wypasie specyfikacyjnym) tożsamymi ze stacjonarnym sprzętem możliwościami w obsłudze sygnału

Na koniec coś o graniu z modułem podpiętym i kablem podpiętym, znaczy via USB. Można. Tak, w środku jest chip, który daje 24-192, także można hi-resy odtwarzać bez konwersji w dół, z DSD lipa, ale można oczywiście raczyć się w ten sposób. Zazwyczaj zachwycałem się takim dźwiękiem, bo konwersja tuż przy przetwornikach, krótka ścieżka, zazwyczaj efekt wybitnie dobry, a tu? Hmmm, do samej pracy modułu mam zastrzeżenia. Czasami tracił łączność, ale sporadycznie, dużo poważniejszym problemem była według mnie taka sobie jakość amplifikacji wbudowanej w moduł. Niestety o ile działanie układu konwertującego było poprawne, to ograniczenia wbudowanego wzmacniacza zwyczajnie zaczęły razić i lepiej (dużo lepiej) było jednak odpiąć moduł i skorzystać z portu 3.5 w muszli, podpinając kabelek do zew. DAC/AMPa. Od razu słuchawki nabierały wigoru i grały optymalnie, a nie były duszone przez elektronikę w platikowym cosiu podpinanym do prawej muszli.

Wymuszenie trybu aptX w Bluetooth Explorerze pod macOSem – mimo wielu prób optymalizacji działania (ustawień), nie udało się uzyskać w pełni stabilnego strumieniowania na kompie. Porażka.

Cały moduł powinien zostać wg. mnie przeprojektowany (zaprojektowany od nowa)

Sumując

Tym razem jestem na nie. Te słuchawki wymagają lepszego partnera w postaci dużo lepszego, lepiej wykonanego, lepiej grającego (amplifikacja!) i dłużej działającego (bateria) modułu. Ten co jest, nie jest udany. Ogranicza te słuchawki. Same, skądinąd całkiem fajne, takie nie za HiFiMAnowe, ale to nie szkodzi, bo w przypadku produktu „lajfstajlowego” możemy oczekiwać i często oczekujemy czegoś innego. Same nauszniki bronią się jakością dźwięku, są też dość wygodne (ale ergonomicznie wypadają źle w opcji bezdrutowej o czym powyżej), może przydałyby się jakieś inne warianty wykończeniowe, a nie tylko taki „modowy”? Na szczęście dla producenta może dość łatwo naprawić to, co trzeszczy, znaczy wymienić moduł, bez zmiany efektora. Ten jest jw udaną próbą wejścia na szerokie wody masowego rynku, gdzie liczy się niekoniecznie SQ (żebyśmy się dobrze zrozumieli – chodzi tutaj o dążenie do perfekcji, HiFi/high-end, brak kompromisów z odpowiednio wysoką metką), a inne rzeczy i tutaj te inne wymagają poprawy. Moduł powinien być lepiej wykonany, zdecydowanie powinien lepiej działać, ergonomicznie poprawiony, z lepszą amplifikacja i lepszą baterią. Można pokusić się o jakiś killer-ficzer pt. MQA albo obsługa DSD, albo tryby HT (kinowe), w sensie spatial sound (pseudoprzestrzenność), albo jeszcze inaczej dołączyć kierunkowy mikrofon (właśnie, jakość rozmów i w ogóle ten aspekt tutaj takoż leżą!) i zrobić z tego coś także gameingowego (w innej kolorystyce ofc). Jest co poprawiać. Do it HiFiMAN!

Przepraszam za jakość foci, bardzo, za bardzo intensywnie świeci ta dioda, to raz (jak się ładuje, jak się strumieniuje, jak gra via USB). Widać jednak dość wyraźnie wtopę ergonomiczną z przyciskami. Tak się tego NIE ROBI. 

HiFiMAN DEVA słuchawki bezprzewodowe 1695zł. BTW – jest wersja kablowa za 1099-1199, którą zdecydowanie bym polecał w odróżnieniu od tej bezdrutowej. W tej cenie to fajna propozycja jest. Moduł z pewnością nie jest wart 500-600zł, on nie jest wart nawet 200-300 imo.

Plusy:
- fajny, euforyczny dźwięk, w opcji przewodowej słucha się z przyjemnością tego
- dość wygodne w noszeniu, same słuchawki wykonane dobrze, niektórym ten design będzie się podobał
- stosunkowo łatwe do napędzenia, z drutem i jakimś mobilnym grajkiem będą stanowiły udany tandem

Minusy:
- moduł to porażka: jakościowa, ergonomiczno-obsługowa, kiepsko działająca (parowanie, stabilność połączenia)
- a dokładniej to amplifikacja wbudowana ogranicza przetworniki analogowe, to słychać, to czuć, to nie powinno tak wyglądać
- łączność jak wyżej zawodzi
- krótki czas działania
- pod USB rozczarowanie
- gdzie nosidło? Nie można ich złożyć, także jakie mobile?
- cena nieadekwatna do możliwości / jakości
- otwarte… one powinny być zamknięte, jak to ma być dla nomadów, zróbcie też takie HiFiMANie!
- czekamy na v 2.0 z poprawionym zdecydowanie modułem (może jeszcze rozbudowanym funkcjonalnie, patrz podsumowanie)
- aaaa bym zapomniał, nie da się normalnie gadać przez te słuchawki. Jakość rozmów zła 

Szczery krytyk, wierszokleta Antoni Woźniak

Nie bardzo, chyba że bez modułu, wtedy tak

Chyba nie ma tu za wiele szczęścia & radochy, widać, nie?

Topping w dwóch smakach: D90 (AKM) & DX7Pro (ESS)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_6087

Tym razem będzie porównawczo, z jednej stajni, ale jakże inaczej. Odmienne koncepcje budowy systemu. Z jednej strony słuchawkowa integra, cyfrowy pre DAC/AMP na ESS-ie, z drugiej „tylko” DAC, oparty na kości AKM. Wszystko w jednym, albo tworzenie rozbudowanego setupu, który bardzo się ostatnio u Toppinga rozrósł. Poza opisywanym D90, możemy obecnie rozbudować system o słuchawkowy, wyspecjalizowany, już wiem że rewelacyjny (będzie recnejza na HDO) wzmacniacz A90, a to jeszcze nie wszystko, bo właśnie niedawno zadebiutował taki rodzynek jak Pre90 – czysty, analogowy preamp (RCA/XLR), z czymś wybitnie oryginalnym (w takiej formie) tj. extenderem sygnału (dodatkowe I/O) tj. Ext90. To też przetestuję bankowo na łamach, bo z tego co wynika z pierwszych opisów nabywców (oraz recenzji, takich szczególarsko-profesjonalnych, jak to u Rumuna w zwyczaju ;-) ) mamy do czynienia z prawdziwą rewelacją. Każdy śledzący temat (wyczynowe parametry pomiarowe / świetne SQ) wie, że do niedawna niedoścignionym wzorcem miażdżącym konkurencje był Benhmark HPA4. Fajna rzecz, tylko że koszt 3k USD (znaczy jakieś 12k pln). Cóż, Chiny ataktują, żadnego repsektu nie czują. Mamy możliwość budowy toppingowego toru wyczynowego w oparciu o serię 90 i coś czuję, że będzie to prawdziwy hicior wśród bezkompromisowców. Także, jak wspomniałem powyżej, dwa odmienne podejścia do budowy systemu (integra wydaje się zawsze kompromisem, ale wcale nie jest to takie oczywiste, gdy weźmiemy pod uwagę choćby synergię i zmienne związane z łączeniem całości – nawet w najdoskonalszych, teoretycznie, klamotach brumienie, jakieś przydźwięki się zdarzają!). Niewątpliwie coś, co kosztuje poniżej 3k pln, coś co integruje wszystkie elementy toru poza drutem ze wzmocnieniem dla kolumn jest opcją bardzo kuszącą. Z drugiej strony możliwość rozbudowy setupu o rzeczy idące w jakości brzmienia – jeszcze – dalej (o czym zaraz, poniżej przeczytacie) dla tych, którzy szukają tej audio-nirvany, których nie zadowala bardzo dobrze, bo musi być wybitnie pewnie i tak zwrócą uwagę na „dzielonkę”. Bo seria 90 to właśnie zminiaturyzowany (bardzo dobrze!) sprzęt aspirujący do miana high-endu pełną gębą. To jest możliwe, wtedy gdy skala produkcji, gdy możliwości wytwórcze, mniejsze koszta pracy, zamknięcie w kompaktowej właśnie formie (duże, dużo kosztuje, znaczy budy), inżynieria na najwyższym możliwym poziomie (uczyć się, uczyć konstruktory z umownego Zachodu) spotkają się w jednym miejscu i czasie, gdy zacznie procentować doświadczenie wyniesione z bycia „fabryką świata”. Najpierw kopiowanie, potem własne usprawnienia i wreszcie usamodzielnienie. Topping czy S.M.S.L (a to tylko dwa przykłady z setek marek pisanych kanji). Chiny atakują, żadnego respektu nie czują, nie dają często szans tym, którzy wcześniej zlecali swoje w fabrykach Państwa Środka.

Kanapka

Wspominam o tym wszystkim nie bez przyczyny. Ostatnio jesteśmy, jak wspominałem na fanpage’u, zawaleni chińszczyzną. Wybieram to co już rozpoznałem, już wiem, że z gwarancją wysokiej jakości, ale – powiem szczerze – klęska urodzaju jaką obserwuje jest nie do ogarnięcia, nie do przerobienia, to tak jakby nagle w jakiejś dziedzinie zrobiło się z dziesięciu wiodących firm, setki, nie… tysiące nawet (nie przesadzam – wystarczy popatrzeć na całość branży vide IEMy… eksplozja, vide bezdrutowe audio… eksplozja, vide high-endy w każdej dziedzinie tej niszy… eksplozja O_o, i długo by wymieniać). Także musimy pogodzić się z tym, że na rynku rozbuchanego konsumpcjonizmu, gdzie rynek szczególnie azjatycki jest niebywale chłonny i nadal wydaje się być daleki od zaspokojenia, będziemy zawsze do tyłu z wszelkimi nowościami i pewne rzeczy przejdą nam obok. To normalne w przypadku takiego rozrostu branży. Zastanawiam się tylko nad tym jakie to będzie miało dalekosiężne skutki. Jakoś nie wydaje mi się możliwe produkowanie budżetowego HiFi przez „stare marki” audio. Tak, są to rzeczy i tak wyjeżdżające z chińskich fabryk, ale konkurencja azjatycka jest tak ogromna i tak dumpingowa cenowo, że to po prostu przestaje się na tzw. zachodzie kalkulować. Owszem, są tacy którzy idą pod prąd (Schiit Audio np) ale to wyjątki, reguła jest taka, że ceny rosną („stare marki”) przy czym nie zawsze za przysłowiową dychę dostajecie high-endy, bywa w porównaniu z chińszczyzną, że to coś o gorszych kompetencjach od odpowiednika, czy raczej od klamota prezentującego poziom o klasę, dwie a nawet trzy (!) wyżej. Śmiem twierdzić, że ten setup w całościowym wariancie (dycha) Toppinga z serii 90 będzie bardzo, bardzo trudno pokonać w zakresie 20, 30, a może i więcej tysięcy (Zachód). I to jest problem. Problem dla Europy, Antypodów, Ameryki Północnej, Japończyków czy Koreańczyków z południa… jak tu konkurować z kimś kto „dogonił i przegonił” a jeszcze (co gorsza) oferuje często, gęsto wsparcie miażdżące stare, zacne marki. Niestety w przypadku tego ostatniego aspektu mogę powiedzieć autorytatywnie: wparcie oferują Chińczycy, a reszta z wyjątkami rzecz jasna, ale nielicznymi, jest głęboko w jaskini i z niej nie wychodzi. Nie ma czego porównywać. Szybkość, pewność, know-how (co w sumie bardzo zawstydzające) to chińscy wytwórcy (generalizuję, ale nie bez powodu), też szerzej azjatyccy, a potem długo, długo nic. Ja tam kompletnie nie rozumiem i zawsze będę gardłował głośno, o takich pseudo firmach (w tym zakresie) jak szacowny Sennheiser, który nie jest w stanie wspierać w żaden sensowny sposób swoich produktów (słuchawki bezprzewodowe), który po prostu za każdym razem ośmiesza się poziomem niekompetencji, braku umiejętności naprawy ewidentnych błędów. A to tylko przykład wcale licznych wpadek wielu firm z branży, z idącym w dekady doświadczeniem, które powinny brać lekcję od Chińczyka, który od paru, parunastu lat raptem egzystuje na rynku. Wstyd.

Dobra, dość tych wycieczek, czas na porównanie dwóch podejść w ramach firmowego hajfaja wg. mnie zahaczającego śmiało (jakościowo) o poziom high-endowy, szczególnie przy uwzględnieniu segmentu słuchawkowego, do którego oba produkty się zaliczają (D90 nie bezpośrednio, ale formą biurkową, kojarzy się z biurkowo-słuchawkowym setupem). Zapraszam…

» Czytaj dalej

High-end po Chińsku: VMV D1 & P1 (S.M.S.L) uberDAC z uberAMPem

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5829

Dwie kości 9038 to jakby lepiej niż typowo jedna. No nie da się ukryć… teoretycznie, że tak właśnie jest, choć są tacy którzy mówią, że to sztuka dla sztuki. Już pojedynczy, topowy układ ESS, ma tak wyśrubowane parametry, że ludzkie ucho z tego „lepiej” po prostu nie skorzysta. Bo my nie nietoperki – ograniczenia aparatu słuchu są nie do przeskoczenia. Można w tym widzieć czysty marketing, podejście (typowe dla dalekiego wschodu) etapowania najlepszym krzemem, wywaloną w kosmos specyfikacją, kompetencjami poza zakresem. To oczywiście prawda, to się sprzedaje i nie ma co ukrywać, że Chi-Hi to z jednej strony pełne przepychu ikonografiki, z drugiej efekt skali …jest 2-3 razy taniej w porównaniu z tzw. zachodem. Tak to działa. Czy to problem dla konsumenta? Owszem, jeżeli kieruje się tylko cyferkami, daje się złapać na lep tego, co powyżej opisane. Bywają w tej masie (na kopy tego) rzeczy wybitnie słabe, sporo na ten temat na forach wyspecjalizowanych w poszukiwaniu audio okazji, gdzie można trafić na prawdziwe perełki (kompletny szit z koscią 9038Pro na pokładzie, wyglądający jak wyrób dakopodobny, znaczy tandetny taki, z pomiarem na poziomie 26dB! Tak, tak właśnie tak – tam wszystko jest złe). Piszę o tym na wstępie, by nieco ostudzić entuzjazm tych, którzy widzą w Chi-Fi samo dobro. Tak nie jest – ale też dzięki Chi-Fi mamy dzisiaj dostęp do sprzętu, który często, gęsto po prostu deklasuje znanych, szanowanych, potentatów z branży. I nie chodzi nawet o to, że zazwyczaj jest „więcej” (lepsze układy, lepsze możliwości, wszystko w lepszej cenie). Nie. Chodzi o kompetencje. Liczby (pomiary) oraz nasze uszy (przede wszystkim) nie kłamią – często ten sprzęt deklasuje nie tylko w relacji koszt-efekt, ale w ogóle, bezwzględnie deklasuje to co było na topie parę sezonów temu (kiedy jeszcze to chińskie było utożsamiane z gorszym, tandetnym, albo z bezwstydną kopią).

Chińczycy mają swój wkład, mają swoje mocne marki, mają wreszcie własny know-how i nie oglądają się na resztę. To już od dawna nie jest copy&paste. Przy czym – podkreślam raz jeszcze – nie wszystko złoto, co w papierku złotym, trzeba roztropności, ostrożności w poszukiwaniu prawdziwych okazji. Te się trafiają praktycznie co tydzień (sic!) także od razu zaznaczam, że NIE MA OPCJI BY KTOKOLWIEK SPRAWDZIŁ WSZYSTKO, ba nie ma opcji by do UE trafiło wszystko, co opuści „chińskie czebole”. Ten rynek jest gigantyczny, chłonny i nienasycony. Wewnętrzny rynek wszelakich dóbr konsumpcyjnych. My – tak naprawdę – poznajemy wierzchołek, to tylko wycinek oferty i całkiem niewykluczone, że wiele interesujących rzeczy nam umyka i nie ma na to jw rady (są firmy, które specjalizują się w produkcji wyłącznie na rynek wewnętrzny, względnie bliska zagranica i nie są zainteresowane globalną dystrybucją, bo nie są w stanie sprostać zamówieniom – serio).

Dobra, dość o tym, może kiedyś napiszę osobny artykuł na ten temat. Bohaterem dzisiejszego wpisu jest bezwstydnie wysoko-haj-endowe combo składające się z dwóch, systemowych, klocków: przetwornika na dwóch 9038Pro D1 (gęsto opisany) oraz nowości (recenzji co kot napłakał) P1 – amplifajera pod słuchawki. Ciężkie, grube alu, charakterystycznie przedzielona sekcja zasilania (od wrażliwej elektroniki), minimalizm daleko posunięty (mini disleje pokazujące właściwie tylko podstawowe sprawy) i najszlachetniejsze elementy (płytki, kondki, gniazda etc) jakie można obecnie umieścić w obudowie klamota. Tak, widać, czuć że to jest top. Trochę mniej widać i czuć gdy weźmiemy znowu minimalistyczne w formie piloty – te są identyczne i przydałoby się jakieś rozróżnienie (a nie naklejka z tyłu informująca do czego to), ale też alu, też „premium” itd. Także ktoś, kto zainwestuje około dychy w całość (jeszcze z dobrym okablowaniem się zmieścimy) może liczyć na system, który nie ma – patrząc na to co wyciągnęło się z pudełka – czego się wstydzić w konfrontacji organoleptycznej z dowolnym słuchawkowo-przetwornikowym high-endem z Europy, USA-Kanady, Australii czy Japonii. I choć można się czepiać (no czepiam się) sterowania i ogólnie ergonomii obsługi (pokrętła wtopione w bryłę obudowy to taki zabieg dizajnerski, ok rozumiem, ale gorzej to się obsługuje niż za pośrednictwem klasycznej gały) to wrażenie jest takie – no, panie, panowie bardziej się już nie da, klamoty jakieś 80-100% droższe od „masówki” (ze świetnymi parametrami masówki), wyróżniające się na dzień dobry swoją arystokratyczną formą, choć jw w sposób elegancki, dyskretny, a nie ostentacyjny. To akurat lubię i zawsze chwalę. Wodotryski i udziwnienia nie mój adres.

Dobrze, a dalej, jak jest dalej, jak to gra, a nie że tylko wygląda? No popatrzmy…

» Czytaj dalej

DAP HIDIZS AP80Pro & IEMy Mermaid MS4? Idealne combo na wynos!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_6221

Idealne, bo dające (wg. mnie) radochy co te wszystkie Kałachy (astell & kern) za złote sztabki, a kosztujące w granicach rozsądku. Wiecie, jaki mam stosunek do DAPów …to moim zdaniem gatunek na wymarciu, zbędny, wspominałem o tym opisując zmiany jakie zachodzą na rynku w zakresie mobilnego grania. Super soft korygująco-dostosowujący (SoundID, wcześniej TrueFi, Reference), świetne nano DAC/AMPy (czego przykładem choćby firmowy S8 – kasujący większość DAPów w SQ), rozwój streamingu BT (bardzo duży progres jakościowy, kto wie czy nie największy w tym zakresie, co oznacza że wygoda nie jest okupiona kompromisem, że kiepsko brzmi – a właśnie, że nie vide awangardowe Nura, albo wręcz audiofilskie Ananda BT), no i sam streaming z całym swym bogactwem treści zupełnie nie pasujący nawet do wyposażonych we własny OS (Andek zazwyczaj) DAPów. Bo te bez 3G/LTE, a  nawet jak już z jakąś namiastką swobody dostępowej to ograniczone kodem do tylko wspieranych strumieni z sieci. Tak się dzisiaj po prostu już nie słucha muzyki, szczególnie nie słucha na wynos, gdzie często gęsto tradycyjne (album, za albumem, w skupieniu leci) ustępuje miejsca przypadkowi (Flow, playlisty, szufle, decyduje za nas jakaś AI). To wymaga bycia ciągle online, a DAPy nie są online, nie integrują nam wszystkiego, są ciałem obcym (jakby nie patrzeć), znaczy dodatkowym, utrudniającym, a nie ułatwiającym funkcjonowanie. Bo mnożymy byty, bo ten smartfon (smycz) i tak być zazwyczaj musi, taki DAP nie będzie ze smartzegarkiem (obsługa), nie będzie głosowo (AI), nie będzie łączności ze światem „przy okazji” oferował. Dlatego DAP dzisiaj to dinozaur. Ale. No właśnie ale jak już ktoś sobie wykombinuje, że jednak chce w stylu walkman-a, staromodnie, no chce skupić się nawet poza domowymi pieleszami, w zgiełku codzienności, na tym co słucha i jak dobrze słucha to wg. mnie wydawanie na to fortuny, wmawianie sobie, że przecież to może być i DAC (przykro mi, funkcjonalnie, także często w zakresie SQ, mobilny player NIE ZASTĄPI dobrego, stacjonarnego klamota – to tak nie działa) to oszukiwanie samego siebie i wtedy warto znaleźć jakiś złoty środek, optimum znaleźć i uzasadnienie dla wydatku „na fanaberie” ;-)

Dobra, sceptyk dostał kopa w cztery litery, teraz już będzie o tytułowych produktach, a nie filozofowaniu jakie to bezsensowne jest zamiast fona do słuchania używać… stop! Idealne combo bo mieszcząc się w budżecie ok. 2k mamy moi drodzy coś, co zapewnia taką dawkę przyjemności z obcowania z muzyką, także takiego mocno zaangażowanego, czytaj też krytycznego dla oceny tego, co tam gra (właśnie, nie w tle, a naśladując jakość do jakiej przyzwyczaił nas ten nasz wymuskany tor stacjonarny w chałupie), że to uzasadnienie jakoś bez trudu w tym wypadku sobie po schowaniu karty płatniczej dośpiewamy i żałować nie będziemy. Wręcz przeciwnie – będziemy zachwyceni. Zachwyceni nie tylko umiejętnościami doków do takiego swobodnego reprodukowania muzyki w tak wciągający i angażujący sposób, ale także z możliwości jakie w odtwarzaczu mobilnym zaszył producent – znaczy HIDIZS zaszył. Otóż moi drodzy dzięki rozbudowanemu w sposób absolutnie bezprecedensowy (nie miałem jeszcze nigdy takiego narzędzia w mobilnym ustrojstwie zaaplikowanego) silnikowi DSP, tak ogromnie (a nie subtelnie) wpływającemu na kształtowanie brzmienia, ten maluch z tymi MS4 (jak i innymi słuchawkami – mhm… dopasujecie sobie dzięki DSP tego grajka POD KAŻDE słuchawy – precyzyjnie dobierając nastawy pod dany efektor) oferuje możliwości spotykane na poziomie wspomnianych, wyspecjalizowanych silników softwareowych (vide Roon, ale to stacjonarne jest, lub wspomniany SoundID). Ba, jakby tego było mało, to moim zdaniem ogromna rozpiętość i skuteczność MSEB (tak to się nazywa) miażdży to, co do tej pory oferowały „poprawiacze” w tego typu sprzęcie. Nawet bardziej – myślę, że efekty jakie można usłyszeć korzystając z zaawansowanej korekty to domena rozbudowanych korektorów parametrycznych w profesjonalnym sofcie audio (pojechałem). Serio, tu faktycznie nie mamy jakiegoś tam (znaczy jest, też jest, ale to nie to wywołuje tutaj zachwyt) EQ, z klasycznym paro-punktowym modyfikowaniem pasma. To coś bardzo mocno, ewidentnie wpływającego na brzmienie, pozwalające (liczba zmiennych jest tak duża, że… sporo czasu zajmie ta zabawa, zabawa w szukanie odpowiedniego dla efektora, gustu, czy pod materiał ustawienia korekcji) na kształtowanie sygnału na poziomie nieoferowanym przez konkurencję.

Zaintrygowani?

» Czytaj dalej

Jak soundbar to taki? Sonos Beam SYSTEMOWO przetestowany

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5863

Tylko właściwy kontekst, tylko szczególarskie sprawdzenie z uwzględnieniem możliwości, których zazwyczaj recenzenci nie uwzględniają (tytułowe systemowe okoliczności przyrody plus kompleksowo software – tu takoż Roon) pozwala na ujawnienie potencjału testowanego klamota, pozwala na miarodajną opinię o możliwościach sprzętu. Przetestowanie samej „belki”, dźwięku jaki się z niej wydobywa to dalece niekompletny obraz produktu, a suche wymienienie potencjalnych możliwości, bez ich empirycznego przetestowania to bardziej folder reklamowy, materiał promocyjny… większość recenzji ogranicza się do „liźnięcia” tematu. Takie coś jest kompletnie pozbawione sensu, mija się z celem. Subiektywny opis brzmienia to jedno, kompletne sprawdzenie (czasami weryfikacja tego, co „na pudełku”), ujęcie wszelkich sposobów i możliwości wykorzystania klamota to wg. mnie coś dającego miarodajny (a nie folderowy) obraz czego może się spodziewać Czytelnik po odpakowaniu kartonu, na co może realnie liczyć.

Romuś approved ;-)

Miałem możliwość zaznajomienia z innymi projektorami dźwiękowymi Sonosa, sam Beam został przetestowany w całej, rozbudowanej instalacji, sprawdzony nie tylko w firmowym software, ale także przy wykorzystaniu front-endu Roon oraz odtwarzaczu programowym z dostępem chmurowym (do własnej kolekcji nagrań) Vox Player. Każda z tych opcji pozwalała na uruchomienie odtwarzania w natywnym, firmowym protokole transmisji mesh (sprawdziłem ofc AirPlay, ale ten mimo nowej wersji, nadal nie jest bitperfect), na odtwarzanie w strefach / grupach, dodanie nowych możliwości (zarówno Vox, jak i Roon, przy czym ten ostatni z mocarnym silnikiem DSP daje naprawdę ogromne możliwości). Belka grała podpięta pod odbiornik telewizyjny (HDMI ARC), gdy miało być z wizją (naturalne otoczenie, ale jak przeczytacie nie tylko stanowi o wartości tej propozycji), grała strumieniując z wielorakich źródeł (Roon i Vox pozwalają na dalsze rozszerzenie streamów do rekordowego poziomu, nic innego Wam nie zagra absolutnie wszystkiego w natywnym dla siebie protokole transmisji). Wspominałem o fundamentalnych zmianach jakie przynosi nowe środowisko – firmware S2… działanie w ramach ekosystemu, płynność, brak opóźnień, natychmiastowa reakcja, możliwość elastycznego łączenia wszystkich elementów systemu. Mhm, to wszystko mamy tu w standardzie. Cholernie to ważne, bo właśnie ten element – stabilność, pewność działania oraz odpowiednie wsparcie zazwyczaj powoduje problemy, bywa że totalnie leży, a recenzenci z braku czasu, braku chęci, czasami możliwości, ten kluczowy aspekt pomijają, albo uwzględniają na marginesie. A to jest clou sieciowych, skomputeryzowanych systemów audio i właściwie każdy opis nie uwzględniający powyższego jest nie tylko nie pełny, ale bywa całkowicie błędny, sugerujący „wszystko na zielono”, podczas gdy faktycznie strasznie chrupie.

Podniesienie odbiornika pozwoliło umiejscowić niewielki projektor pod telewizorem…

Z ambilightem Philipsa, z Hue Play

Beam wg. mnie jest najlepszym kinodomowym produktem Sonosa, lepszym od nowego ARCa, lepszym od pierwszej belki, czy podstawki grającej pod telewizor tego producenta…

» Czytaj dalej

Zajawka I2S w akcji: Topping DX7Pro z PC oraz transportem CDA NuPrime

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5973

Ale pięknie to gra. Gdzieś nam się ulatnia granica między (umownie) analogowym vs cyfrowym graniem. Tak, wiem, zaraz ktoś będzie poddawał w wątpliwość przed momentem napisane… bo subiektywne to, bo przecież tej granicy (naukowo) nie da się udowodnić, zmierzyć, przebadać, jednoznacznie opisać. To prawda, ale też nasze uszy, dość niedoskonałe, porównując do wielu braci mniejszych, bez większego trudu są w stanie rozróżnić granie z pliku / kompaktu vs czarnego krążka / taśmy. Nie mamy z ttym większego problemu i nawet jeżeli nasz sposób opisania inności brzmienia jest mocno niedoskonały (bo jest) to zjawisko jest dość oczywiste, powtarzalne i przez nikogo nie kwestionowane. Plik oraz srebrna płyta dzisiaj potrafią zadziwić płynnością, przestrzennością, swobodą, najlepsze transporty cyfrowe / integralne źródła zerojedynkowe osiągnęły taki stopień wyrafinowania (mam tu głównie na myśli kompakt, który obecnie mimo coraz większej niszowości staje się dojrzałym, opanowanym w pełni, pokazującym cały swój potencjał źródłem dźwięku HiFi), że wielu, naprawdę wielu melomanów (niekoniecznie tożsame z audiofilią, choć często współistniejące) całkowicie odpuściło sobie temat analogowych nośników, czasami tylko (jeszcze) trzymając zbierający kurz odtwarzacz/transport fizycznego (ale już cyfrowego) nośnika, czy to z sentymentu, czy bez jakiejś określonej przyczyny. W końcu ktoś tych płyt z roku na rok nie kupuje, przestaje inwestować w kolekcję krążków, przechodzi na strumienie.

Oj jak dobrze!

Tak, to naturalna kolej rzeczy. Wygoda, rozpasanie (dostęp do wszystkiego za grosze) przemawia za zmianą sposobu – tfu – konsumpcji, a dystrybucja muzyki jest i będzie należała do Internetu. To przesądzone i nie ma nad czym deliberować. Tyle tylko, że całe bogactwo doznań, możliwości to zbiór otwarty (na nowe, czy – wróć – stare), można nie pozbywać się fizycznych i to nie tylko z sentymentu, przyzwyczajenia, a dla jakiejś wartości dodanej. Dzisiaj kupno dobrego, fizyczne nośniki grającego, klamota jest niestety bardzo kosztowne (dużo bardziej niż kiedyś, co zrozumiałe, bo nisza, bo wyższe koszty wynikające z korzystania z nieprodukowanych elementów itd itp), może nie wygląda to źle w przypadku czarnego krążka na którego jest moda i można w każdym zakresie cenowym, ale CDA to już wyzwanie i sytuacja dla kogoś, kto chciałby na nowo wejść w temat (albo też słuchać z czegoś, co gwarantuje, o czym dalej, progres) to nie lada wyzwanie.

Akurat trafiła się okazja sprawdzenia i porównania dwóch, opartych na odmiennych nośnikach muzyki, klamotach wyposażonych w interfejs, który stanowi wg. mnie bramę do uzyskania tego, o czym mowa w pierwszym akapicie. Aksamitności, swobody, płynności którą do tej pory utożsamialiśmy raczej z analogiem, a nawet jeżeli udawało się coś zbliżonego „z cyfry” uzyskać, to miało to swoje kapitałowe konsekwencje, konsekwencje wyczyszczające stan konta dwóch pokoleń w przód mniej więcej ;-) Także ta umowna, a jednak niezbyt trudna do uchwycenia, różnica w przypadku opisanego w niniejszym wpisie setupu wyraźnie się zaciera. I to jest piękne. Zaciera się z plikiem, ale jeszcze bardziej zaciera się wg. mnie z kompaktem. Właściwie, mógłbym powiedzieć tak: komputer czy raczej plik był tutaj kierunkiem zmian, progresu jaki dokonywał się w SQ słuchanym za pośrednictwem I2S wraz z konwersją do sygnału 1 bitowego, a płyta finał, kropkę nad i, tego progresu uwieńczenie. Czy to dziwne? Nie bardzo. Kompakt jest z nami od bez mała 40 lat jako nośnik audio, także przebył długą, wyboistą drogę (to po pierwsze), stał się opanowanym, dojrzałym medium (właściwie to niedawno, bo wcześniejsze próby jego udoskonalania, jak wiemy, poniosły rynkową klęskę, nie przyjęły się vide SACD/DVD-A). Tylko, w sumie, co z tego, jak zwija się dzisiaj (wiele muzyki wychodzi wyłącznie w pliku, czasami dochodzi do tego winyl, ale już nie srebrny nośnik) i tego zjawiska nikt już nie odwróci. No tak, ale – na szczęście – poza tym co nowe jest całe bogactwo świata dźwięków zarejestrowanego wcześniej i nadal egzystującego na kompakcie. Co prawda, podobnie jak to się ma z czarnym krążkiem, płyta podlega przemijaniu, nie jest wieczna, ale na tyle wytrzymalsza od poprzedników, że prędzej będziemy szukać na rynku czegoś, co nam to fizyczne odtworzy (z czym coraz trudniej, jak wyżej), oczywiście pod warunkiem odpowiedniego uszanowania, dbałości o kolekcję, zbiory.

Okazało się, że podłączenie to nie banał…

Na szczęście  finalnie z sukcesem!

DSP – dźwięk robiony, przetwarzany, upamplowany oraz konwertowany (to ważne, bo tu korzystałem z maksymalnych możliwości, jakie oferował setup w tym względzie) do postaci 1 bitowej… wielu powie, że to bez sensu, że to ingerencja na tyle znacząca, że wypaczająca „prawdę” zapisaną zerojedynkowo na nośniku). Dobra, ale po co dorabiać teorie, tworzyć jakieś dogmaty, jeżeli tym, co jest sędzią jest tylko i wyłącznie nasze zadowolenie, nasza frajda płynąca z tego, co dociera do uszu? Po co zajmować się dzieleniem włosa na czworo, gdy to, co dociera przykuwa i jest (subiektywnie ofc) lepsze od soute? Od słuchania bez? No właśnie, trudno zrozumieć głosy tych, którzy nie słyszeli i nie uwierzyli (nie wierzą), ale się wypowiedzieli (rzecz jasna negatywnie, bo tak im teoria bla, bla, bla). Fajno, można, tylko to puste i nic nie wnoszące, bo pomijające jedyny konkret jaki się tu liczy. Jedyny. Dla mnie tor sygnału, jaki uskuteczniałem przez ostanie dwa tygodnie: Roon Core ->i2S -> Matrix Audio X-SPDIF 2 -> DX7Pro (all PCM/DSD @ DSD256, DoP @ MacOS lub native @ WinPC) oraz NuPrime CDT10Pro -> i2S -> DX7Pro (PCM SRC @ DSD256) stanowił potwierdzenie tego, o czym była mowa na HDO od dawna, od początku… kod tworzy nowe uwarunkowania i przez kod, przez obliczenia, dochodzimy do rezultatu, który daje nam do myślenia. Jest progresem, wyraźnym, subiektywnie, a – tu nie mam wątpliwości – obiektywnie wprowadza zmiany, wyraźne, słyszalne, powtarzalne w tym co wydobywa się z efektora. To może właśnie takie hi-resowe granie ma (empiryczne) uzasadnienie?

Z płyty jeszcze bardziej :D

Podłączenie komputera z Roonem do konwertera, ustawienie silnika to dość prosta, nieskomplikowana sprawa. Zupełnie inaczej ma się rzecz z tyransportem cyfrowym. Jak wiecie I2S jest kompletnie nieustandaryzowanym interfejsem. Macie kilkanaście zmiennych i zwyczajnie można mieć klamoty wyposażone teoretycznie w zgodne fizycznie gniazda I2S (a przecież mogą być i nie zgodne, bo tam skrętka jest, jest koaksialny też, no i coraz powszechniej stosowany port HDMI), a nie usłyszeć nic, albo raczej usłyszeć kaszanę, zniekształcony sygnał, co na dzień dobry o mało nie położyło próby pożenienia u mnie Toppinga z NuPrime. Niestety lektura instrukcji, gdzie opisane są poszczególne piny, możne nas sprowadzić na manowce. U mnie tak było, bo niby powinno się wybrać w ustawieniach DACa odwrócone ustawienia interfejsu, a tu nic z tego, zupełnie co innego miało wpływ na brak sukcesu w połączeniu transportu z przetwornikiem. I nie była to jedyna przeszkoda! Udało się po paru próbach (patrz obrazki), choć – co intrygujące – w odróżnieniu od komputera, bez swobody ustawiania parametrów konwersji czy upsamplingu (tylko PCM -> DSD, próba ustawiania SampleRateConventer na upsampling w ramach sygnału PCM do wyższych wartości, nawet przy uwzględnieniu zgodności zegarowej tzn. pełnych mnożnikach dla wartości wyjściowej skutkowała błędnym odczytem). Cóż, wiecie, ja bardzo lubię zgłębiać, szukać, próbować dojść do źródła (problemu) vide nieudany streamer Omnia S1, rzecz jasna lubię jeszcze bardziej, gdy finał jest szczęśliwy, wszystko kończy się dobrze, sprzęt zaczyna współpracować ze sobą. Najlepiej jest wtedy, gdy rezultat daje wyraźny progres i tak też było w tym przypadku. Jak ktoś będzie miał tożsamy setup to już po lekturze niniejszego będzie wiedział, jak rzecz ustawić by zagrało, przy czym warto pamiętać że w przypadku I2S mówimy o „tu i teraz”: z innym przetwornikiem, innej firmy (w szczególności), będzie zupełnie inaczej, trzeba będzie całkowicie zmienić ustawienia – być może podobnie, metodą dochodzenia do właściwego ustawienia, wbrew schematom zamieszczonym w instrukcjach obsługi klamotów. Na marginesie, chcę jeszcze raz pochwalić inżynierów Matrix Audio – zrobiliście konwerter uniwersalny, który „standaryzuje” to cholerne I2S, X-SPDIF2 gwarantuje współpracę z dowolnym przetwornikiem C/A wyposażonym fizycznie w gniazdo HDMI. Doskonała robota. Dip switche wraz z wewnętrznym oprogramowaniem układu konwertującego dają pewność, że będzie to chodziło ze wszystkim. Tak to się robi! W przypadku implementacji I2S w Toppingu, podobnie inżynierzy, wiedząc o rafach, problemach, dali możliwość zmiany pracy wbudowanego interfejsu, co należy pochwalić. Nie ma tu takiej elastyczności co w przypadku konwertera C/C Matrix-a ale DAC jest dobrze przygotowany na to, by w większości wypadków dogadać się z transportem wyposażonym w tego typu interfejs. To pokazuje jak bardzo starają się w (umownie) Chi-Fi i jak (niestety) często nie starają się w klamotach rodem z Europy, Ameryki Północnej by ogarnąć we właściwy sposób problematyczną technologię.

Niby proste, a wręcz odwrotnie

Podkreślone ustawienia, gwarantujące prawidłowe działanie transportu CD z przetwornikiem via I2S. Zupełnie inaczej niż to, co sugerują schematy

No dobrze, we właściwej recenzji na temat SQ będzie dużo więcej, ale warto byłoby jeszcze w zajawce coś niecoś powiedzieć o DX7Pro. To taki typowy, dumpingowy, produkt Chi-Fi, czyli wszystkomający kombajn, wyposażony pod kurek, w najnowsze technologie, z topową kością C/A za mniej niż trójkę. Mamy absolutnie wszystko (no może poza analogową preamplifikacją) czego potrzebuje ktoś, kto gra na wielu efektorach, nie ogranicza się do jednego tylko źródła dźwięku, potrzebuje jednym słowem wszechstronnego, świetnie wyposażonego (cyfrowego) huba. Dostaje nawet więcej, bo poza kompletem cyfrowych interfejsów z I2S (natywnie nawet 45MHz), balansem pod słuchawki (i to na bogato, bo jest duże 4 pin jak i sony’ego kompaktowe 4,4mm) oraz kolumny (wyjścia), wspomnianą topową kością ESS 9038Pro, otrzymujemy tutaj takie użyteczne dodatki jak bezkompromisowy interfejs bezprzewodowy (BT z obsługą wszystkich najnowszych protokołów audio sinozędnego gwarantujących najszerszą przepustowość dla sygnału tj. aptX HD, LDAC etc.) oraz naprawdę wyróżniający się na plus enkoder / potencjometr, z wyraźnym skokiem „zegarkowym”, jak na porządną koronkę przystało, przy zmianie ustawień poziomu. No, takie rzeczy to ja rozumiem. Trochę dziwaczna obsługa (dostęp do zaawansowanego menu wyłącznie po wyłączeniu i wciskaniu gały enkodera, włączając) przypomina to, co w podobny sposób uskutecznia u siebie wspomniany Matrix Audio. Dla mnie osobiście to nie problem, bo rozumiem intencje (zmieniamy raz i już nie ruszamy raczej), choć to obiektywnie utrudnienie, szczególnie dla takiego kogoś jak ja, który testując często jednak zmienia, modyfikuje i musi jak wyżej. Poza tym obsługa banalnie łatwa, pilot IR wygodny & ergonomiczny, podpinamy wszystko jak leci i dzieje się. Serio, mało kto daje tak dużo, za tak niewiele. Właściwie gdyby tutaj zatomizować tego klamota, to wychodzi że poszczególne składowe dają za jakieś grosze i nie jest to ściema, czytaj – obiecują, a w metalu to słabe, źle wykonane, działające na słowo honoru. No nic z tych rzeczy, a nawet wręcz odwrotnie. Wszystko wykonane z wielką dbałością, świetnie przemyślane – kompaktowe, dostęp do wszystkich elementów idealnie wygodny, mimo dużej liczby I/O, a wspomniany enkoder to jedno z najlepszych tego typu rozwiązań jakie testowałem do tej pory… zazwyczaj są powody do marudzenia na takie ustrojstwa, tutaj brak. Ożebrowana z boczków obudowa, mimo że nieco się nagrzewa podczas pracy, gwarantuje wraz z czytelnym OLEDowym displejem, wspomnianym sterownikiem komfortową obsługę / działanie klamota. Oby inni brali przykład jak to się powinno robić w takich jw realiach cenowych. Oby.

Będzie grane!

Chwilunia, artefakty

O teraz ok

Sumując te wywody – tak, słuchanie kompaktów (DSP na pewno ujednolica, czy inaczej pozostawia odczuwalny ślad na każdym słuchanym w tych okolicznościach krążku wciągniętym do środka transportu) z zapodaną 1 bitową konwersją w locie do poziomu 11,2 MHz za pośrednictwem wyczynowego interfejsu I2S robi zasadniczą różnicę. Tak, może kogoś niepokoić wspomniane powyżej „ujednolicenie”, czy raczej właśnie powtarzalny wpływ tego całego cyfrowego procesu konwersji sygnału, na to co pierwotnie zapisane, zarejestrowane i w taki, a nie inny sposób przeniesienie na nośnik. Niby negatywne konotacje, bo jak – nie rozróżnia, nie różnicuje jakościowo tego, co ląduje na tacce? Niby tak. Teoretycznie tak, tylko co z tego, jak słuchamy z rozdziawioną buzią i podoba nam się to co słyszymy bardzo, bardzo mocno nam się podoba. Dźwięk staje się fizjologicznie bliski, a nie obojętno-odległy (cyfra), czy może łagodniej … neutralno-zdystansowany. To robi różnicę i pewnie mógłbym to porównać do odtwarzania krążków SACD (przerobiona PS3 z konwersją zewnętrzną, wielokanałową, na DACu HDMI z obsługą sygnału 1 bitowego), ale to też byłoby tylko mniej, więcej, ale jednak inaczej. Nawet w opcji stereofonicznej (tylko tak się da ofc w opisanym setupie z NuPrime i Toppingiem) grało to inaczej, mimo wspólnych cech, z wyraźnym wskazaniem na tytułowy system. Jak wyżej, komputer mimo większych (bo znacznie bardziej bogatych opcji ustawień, zabawy w ustawienia) możliwości musiał uznać wyższość fizycznego na moje ucho. Znakomity transport NuPrime bezpośrednio wpięty pod Toppinga pokazał potencjał DSP oraz srebrnej płyty. Co prawda teraz szlifuję ustawienia NAA (HQplayer z najbardziej wymagającą, zasobożerną konwersją ASDM7EC), docelowo ma to grać na poziomie konwersji w locie na poziomie 45MHz (co oznacza, że szybki, wydajny Core będzie w pełni wykorzystany na potrzeby konwertowania takiego sygnału), ale to co obecnie jest uskuteczniane i opisane powyżej wygląda tak, nie inaczej. W przypadku transportu cyfrowego po ogarnięciu interfejsu, nic nie trzeba, bo „samo się”, także tu także prostota takiego setupu jest nie do pominięcia – wkładamy płytkę, play i już. Komputerowo-plikowe granie to inny poziom obsługi, nie chodzi mi o sam front-end, bo to powinno być proste i wygodne i takie też jest, ale o ustawienie …to jednak nie bułka z masłem. Nie bułka nawet, gdy sam niestandaryzowany interfejs płatał nam takie figle, jak wyżej, w przypadku setupu z fizycznym nośnikiem. Nawet wtedy PC to PC z całym dobrodziejstwem inwentarza…

Po wyłączeniu w transporcie DSP (SRC off), DAC może pracować w dwóch trybach -> konwersji DoP64 lub bez żadnego processingu na sygnale tj. PCM 44.1KHz

PS. Najlepiej na słuchawkach, najlepiej na planarach, ale też czytelnie na monitorach bliskiego pola u mnie w gabinecie. Piękne to.

PPS. O konwerterze Matrix-a wyczerpująco tu i tutaj @ HDOpinie

„Tyłek” prezentuje się wybornie, nie?

DSD konwersja z plikami to parę ustawień w silniku Roona, trudno coś popsuć, a nawet jeżeli to łatwo naprawić, ale sporo zmiennych do ogarniania

Bardzo nie po audiofilsku & „nie koszernie” (DSP). I co z tego? Ano nic. Dźwięk robiony

Multum możliwości się otwiera, wyczynowo ofc tylko I2S

Jak już ogarniemy, nie zapominajmy, że muzyka jest najważniejsza

Komputer jest bardziej elastyczny, gdy w grę wchodzi zabawa z DSP. Tu bez sukcesu, takie same ustawienia w silniku Roona
(upsampling, bez konwersji PCM-DSD = sukces, najdziksze eksperymenty via konwerter X-SPDIF? Jak najbardziej)

Przy czym o MQA możecie zapomnieć. MQA nie polubi się z konwersją, nie polubi się z DSP. Wspominałem o tym w naszych artykułach krytykujących origami.
Zamiast dźwięku – artefakty.

Mhm, już do niebawem, bo coś mobilnego od Hidizs czeka na zajawkę

S.M.S.L M500… zapamiętajcie! Topowy DAC @ ESS9038Pro za mniej niż 2k

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5208

Cena czyni cuda, tanie, tańsze generuje – wiadomo. Chińczycy co prawda robią to z pełną premedytacją (w cenie dobrych butów macie klamoty oparte na topowych kościach), bo to się makretingowo po prostu sprawdza, ale nie w tym rzecz wg. mnie. Tak, zazwyczaj to Chi-Fi w niewielkim budżecie jest małe (małe obudowy, niższe koszta), bardzo kompaktowe, zintegrowane – fakt. Tyle, że jak się popatrzy na spasowanie, materiały, na inżynierię (PCB – to wygląda podobnie, albo lepiej niż w klamotach za wielokrotność tego, co Chińczyk woła), na projekt (technologiczne zaawansowanie – zawsze najnowsze standardy, ta… też cyferki, ale to przecież możliwości są, co klamot ogarnia) zwyczajnie NIE MA SIĘ DO CZEGO PRZYCZEPIĆ. Także wiecie, ta chińska ofensywa to nie jest kaprys, przypadek tylko wypracowane po długim okresie kopiowania / uczenia się, swoje własne, lepsze, bardziej zaawansowane i do tego w zupełnie innych realiach budżetowych. Jest generalnie tak, że najwyższej klasy high-end (Denafrips przykładem) to powyżej dychy, praktycznie nigdy powyżej dwóch dych, a ściga wszystko co tam w cennikach za 5-10 krotnie wyższe sumy okupuje stratosferę. I to jest fakt. Niewygodny dla producentów z Europy (w szczególności, bo Amerykanie zdaje się szybciej dostosowują się do realiów vide Schiit), bardzo niewygodny, bo nie są w stanie po pierwsze nadążyć, po drugie konkurować ceną, po trzecie (i tego nie da się usprawiedliwić rzadną miarą) zaoferować podobny do azjatyckiego poziom obsługi posprzedażowej. Znaczy wsparcie produktów coraz bardziej zależne od kodu (te cholerne komputery, popomstują tradycjonaliści) wymaga pieczołowitego, długotrwałego supportu. W Chinach i okolicach jest, u nas, nie ma. I to jest rzecz, która z roku na rok jest coraz bardziej widoczna, coraz bardziej pogłębia się przepaść między Azją a Europą (i cześciowo Stanami/Kanadą… mógłbym podać paru producentów, którym wydaje się, że wystarczy produkt wprowadzić na rynek i szlus, można zapomnieć, tylko liczyć ile na koncie spuchło).

Małe, ale (umiejętnościami) duże

Ta krytyka nie jest przypadkowa. M500 to nie jest ósmy cud świata. Nie. To przykrojony do realiów więcej (możliwości, technologii) za mniej ($$$) produkt Chi-Fi, będący doskonałym odzwierciedleniem tego, co powyżej. Ten sprzęt nie jest wybitnym ampem (powiedziałbym, że dość przeciętnym, nie zgadzam się z większością publikacji, które są tu mocno przychylne skrzynce), jako pre wypada raczej mizernie, ale to rasowe, nawet nie hajfajowe, a high-endowe źródło, przetwornik, mogący stanowić element dowolnego systemu, nawet takiego bardzo, bardzo kosztownego systemu. I nie będzie to żadne nieadekwatne, łączenie kiepskiego z wybitnym… nie, ten klamot może być podpięty najlepiej w balansie, z jakimś bardzo kosztownym pre, źródłem komputerowego audio (i nie tylko, bo SPDIF wypada tutaj bardzo dobrze, można spokojnie podpinać płytowe transporty, nie mówiąc już o dowolnym sprzęcie AV/rozrywkowym) dla czegoś, co ma kable w cenie dwóch, trzech takich DACów. Problem? No dla producentów z Zachodu z pewnością. Ten klamot jako soute DAC robi fenomenalną robotę, bo w kategorii najpopularniejszych konstrukcji Delta/Sigma po prostu nie ma konkurencji na swoim pułapie cenowym. I żeby nie było wątpliwości, to co potrafi zawstydza liczne (bo tak jest) konstrukcje chińskich wytwórców na podwójnych kościach MOBILNYCH (często, gęsto układy 9038K(Q)2M). Sprawdzone z D50 (będzie test) i cóż, stawiam tę konstrukcję w aspekcie konwersji cyfrowo-analogowej wyżej od wspomnianego. No właśnie, czy chodzi tylko o wzmiankowane, umieszczenie na płytce najnowszego, topowego układu konwertującego i „już”? Otóż właśnie nie „już”, bo mamy tu implementację kości jak trzeba, znaczy wyciśnięcie z najlepszego układu z oferty ESS maksimum na co Sabre’a stać. Tu nie ma prawie, ale gra to na poziomie jakiegoś układu sprzed paru lat, który nie potrafił pokazać takich detali, szczegółów, nie był tak rozdzielczy jak obecne, najnowsze kostki potrafią. Zresztą, tu nie ma przypadkowości – jest ESS skojarzone z najnowszym interfejsem USB XMOSa (216), który po prostu ogarnia nam to komputerowe granie na najlepszym, obecnie najdoskonalszym dostępnym poziomie. Elektronika w sensie komponenty, krótka ścieżka sygnału, najnowszy, dopasowany do układów firmware, pozwalający na uzyskanie właściwego rezultatu (cholernie ważne!). To tu jest. Za niecałe dwa tysiące złotych.

Im lepszy sygnał dostarczymy, tym lepiej usłyszymy. No logiczne, ale jakże często wcale nieoczywiste w audio światku.
Tu mamy różnicowanie na poziomie haj-endowym. I dobrze.

Dlatego jak ktoś się trochę zżyma, że tylko te chińskie, że przecież ile można, a poza tym to takie masowe, bez „legendy” i w ogóle takie niearystokratyczno-elitarne to ja na to mam krótką odpowiedź: I CO Z TEGO, JAK DOBRZE BRZMI. Nic innego się tu nie liczy, nic, a to brzmi jest wynikiem wymienionych powyżej: skrupulatny, nieprzypadkowy projekt, masowa produkcja na wysokim poziomie wytwarzania, skala oraz wsparcie. Kto to przebije? No właśnie. To oczywiście korzystna sytuacja, bo uzdrawia rynek, branżę, która od jakiegoś czasu (eksplozja produktów, firm oferujących stratosferę – ile tego, ho, ho) oderwała się od jakichkolwiek realiów. I nie chodzi tutaj tylko o kosmiczne pieniądze za produkt, ale kosmiczne olewanie cyklu życia produktu. To jest coś dla mnie absolutnie niewybaczalnego. Jak ktoś chce więcej, nie może oferować mniej. A to się nagminnie zdarza. Jestem w stanie zrozumieć dużo wyższą cenę za know-how (układy R2R, programowalne samodzielnie kości FPGA, jakieś egoztyczno-nietypowe rozwiązania w zakresie konwersji, silników DSP), nie jestem w stanie zrozumieć wysokiej ceny za „gotowca” z brakiem zainteresowania w cyklu życia. Ten bywa wyjątkowo krótki, a to przecież teoretycznie inny rynek od masowej elektroniki użytkowej. Teoretycznie.

Dobra, dość smędzenia, wracamy do meritum…

» Czytaj dalej