LogowanieZarejestruj się
News

Ale jaja! Mały HIDIZS S8: MOC, SZCZEGÓŁ i dużo, znacznie więcej

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5508

No jaja, jaja. Od 2 tygodni, z przerwami na stacjonarne słuchanie C658 połączonego z zabawami w korekcję pomieszczenia via dirac, ten maluch totalnie mi przemeblował w głowie. To najmniejsze gabarytowo ustrojstwo jakie miałem do tej pory na tapecie, mniejsze nawet od super kompaktowego SMSL Idea (niebawem recka, ale pierwszy jest, jak widać, S8, bo ponieważ …nie mogłem usiedzieć, nie mogłem czekać na podzielenie się z Wami swoimi spostrzeżeniami nt). Ten maluch przenicowuje system, jest nowym punktem odniesienia. Miałem w testach m.in. Kałachy (najdroższe DAPy Astell&Kern) i powiem Wam jedno – każdy DAP, nawet ten z najtłustszą ceną, będzie miał problem w porównaniu / starciu z tym maleństwem. Nieprawdopodobne co udało się uzyskać, tworząc miniaturowego DACa opartego na układzie C/A CS Media CS43131, z nieprawdopodobnym (będącym wg. mnie clou) wzmacniaczem słuchawkowym (przy czym może to maleństwo grać w stacjonarnym stereo, wyjście zapewnia stabilne 2.0Vrms). Potwierdzony pomiarami poziom dynamiki tego malucha to >120dB, co oznacza 20 bitów (via ASR) – rzecz absolutnie niespotykana do tej pory w przetwornikach USB (USB DAC), bardzo nieczęsto spotykana w stacjonarnych klamotach! W przypadku 33Ω mamy 63 miliwaty – świetny wynik, patrząc przez pryzmat czegoś podpinanego pod USB w transporcie, zasilanego z uniwersalnej magistrali (2.0, także nie ma tu żadnego mocniejszego mocowo interfejsu, jakby kto pytał). Dajemy 100 w kompie/tablecie czy fonie i jedziemy fizycznym przyciskiem „+” na maks, względnie 80/90%. I wysterowujemy bezproblemowo duże, stacjonarne planary (zajebisty duet z HE-400 oraz Sundarą, ale również z… LCD-3 w pełni udane połaczenie!). Ja pierd….!


#HIDIZSnajlepiej

» Czytaj dalej

Test Final Audio Design D8000 Pro Edition – słuchawkowe 8 tysięczniki

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5089

Himalajska korona nie podlega zmianom, tu wszystko jest jasne: Mount Everest, K2, Kanczendzonga, Lhotse, Makalu, Makalu, Dhaulagiri, Manaslu, Cho Oyu, Naga Parbat, Annapurna, Gasherbrum I, Broad Peak, Gasherbrum II i wreszcie 14, zamykający listę ośmiotysięczników, szczyt - Shisha Pangma. Tu wszystko jest proste… chcesz zdobyć wszystkie, masz określony cel, jak nie zginiesz, drapiesz się aż do upragnionej Korony Ziemi. Ze słuchawkowymi szczytami nie jest tak prosto, nie jest tak, bo oczywiście pojawiają się coraz to nowe propozycje, ale też nie jest tak łatwo z tym „creme de la creme”, bo właściwie nawet trudno określić czym byłby hipotetyczny słuchawkowy Olimp, czy przez analogię, słuchawkowa Korona (tu i teraz, bo jak wyżej postęp, nowości, degradacje, fluktuacje, zmiany…)? Są ponadczasowe klasyki (Orfe, K1000, R10), są słuchawki, które stały się jakimś punktem odniesienia (ponadczasowo?), są – w danej grupie – naj, naj (japońskie elektrostaty Stax SR-009) …tak, to prawda – są takie, ale eksplozja słuchawkowego segmentu, jaka dokonała się w przeciągu półtorej dekady (mniej więcej od ugruntowania muzyki z sieci, jako nowego sposobu konsumpcji) właściwie uniemożliwia jakieś niekontrowersyjne zestawienie, podobnie do tych 14 najwyższych gór niezmienne, czy choćby na chwilę, hmmm, adekwatne…? Bo (stety) są na rynku propozycje lepsze od najdroższych (Susvarna doskonałym tego przykładem wg. mojej skromnej opinii – są lepsze i dużo tańsze słuchawki na rynku) i ciągle to się zmienia (choć w sumie, czy napewno?).

To po co ja w ogóle o tym piszę, po jaką cholerę się silę na takie bezproduktywne, bezsensowne porównania? Otóż, moi drodzy, dla zabawy. Te czternaście slotów to takie moje słuchawkowe naj, naj, naj. Przy czym od razu, na wstępie, mówię wprost – w odróżnieniu od 8 tysięczników, to tutaj buzuje, zmienia się, czasami wszystko wywracam do góry… by potem wrócić do punktu wyjścia ;-) . Mój prywatny ranking, korona słuchawkowa, coś – dla słuchawkowego freaka – co może być jakąś wskazówką, albo (jeszcze lepiej) powodem polemiki, wygrażania wirtualną piąchą (ale jak to, że nie ma tych, no… !), głośnego „ALE CHYBA SIĘ SZALEJU NAŻARŁEŚ ” (…a gdzie szczytowe AT? Gdzie Fosteksy? itd itp). Znaczy dokładnie tak, jak to z wszelkimi rankingami bywa. Także Korona Ziemi to ładne, ale trochę chybione z definicji nawiązanie, znam takich, którzy kolekcjonują i dążą do „zdobycia” wszystkich upragnionych „szczytów”, oj znam. Szanuję i współczuję. I rozumiem świetnie. ;-) To taka zabawa właśnie, do której zapraszam Czytelników, bo jak wiadomo każdy ma swoje typy, swoje „ale wiesz, to jest mój dźwięk, za te to bym się normalnie pokroił” i będzie mógł poprzewracać listę najwybitniejszych, najwspanialszych, bo ma… zupełnie, czy mocno odmienną „the best off”. U mnie, obecnie, wygląda to tak:

1. HiFiMAN HE-1000 SE
2. FAD D8000 Pro Edition
3. Abyss AB-1266 Phi CC
4. Meze Empyrean
5. HiFiMAN Arya
6. Focal Utopia
7. HiFIMAN HE-6SE 
8. Audeze LCD-3
9. Mr. Speakers Ether Flow C(losed)
10. Sennheiser HD-650 (mod.; mid-stock) 
11. HiFiMAN Sundara
12. HiFiMAN HE-400 (rev. 2)
13. Brainwavz Alara
14. AKG K701

Kolejność nieprzypadkowa (patrz pierwsze zdanie), wszystkie są wybitne, niektóre absolutnie genialne, każda słuchawka z osobna to (poza wymagającymi specjalnych warunków like K701 na końcu listy) miód. To moja, ofc bardzo subiektywna, bardzo, lista czternastu „ośmiotysięczników”. To jest to, co udało mi się na tyle dokładnie (minimum miesiąc, z wyjątkiem Abyssów… tu jednak było parę naprawdę długich sesji, także porównawczych sesji) obadać z kilkuset modeli obejmujących wszelkie technologie, poziomy cenowe, generalnie rzeczy do kupienia bez problemu, nawet jeżeli już nieprodukowane (HD-650… bo jest tego na kopy, uwaga na różnice vide czas produkcji), że mogłem sobie pozwolić na stworzenie takiej, osobistej, listy właśnie. Wielu używam na co dzień, wiele spędziło u mnie kwartał, a nawet dłużej było słuchanych (dziękuję za wyrozumiałość producentów / dystrybutorów btw). Trójcy tutaj nie ma z powodów oczywistych – bo to rzeczy dla antykwarycznych kolekcjonerów tylko, także bez prawa wstępu do tego, co normalnie „osiągalne”. Kontrowersyjne? Zawsze tak będzie, bez względu na nasze osłuchanie, doświadczenie, bo to moje, nie Wasze uszy i moje upodobania. Jak wspomniałem – zabawa – ale też pewien, dość określony, wiele mówiący o nas samych (o kimś, kto ma TAK, a nie inaczej) wybór tego, z czym można by spędzić np. wielotygodniową kwarantannę (na czasie), bez opcji opuszczania domostwa (pilnujcie się! Nikt tu nie przesadza, mamy problem, poważny, także siedzieć na czterech literach i słuchać! :) ). Aha, to że planarów tyle, to nie przypadek (wpisuje się to w moje poszukiwanie najlepszej reprodukcji dźwięku na uszach), zaś brak elektrostatów to również rzecz nieprzypadkowa (brakuje im, generalizując, tego, co w reprodukcji dźwięku jest dla mnie niezbywalne, konieczne, by przykuć).

Ehh, gdyby tak jedne i drugie… cóż, nerek by nie starczyło

No fajno, fajno, ale miało być chyba o najnowszych, flagowych FADach? No i jest, przecież jest jak najbardziej. Zdradziłem finał? No oczywiście, tradycyjnie, wszystko wypaplam na wstępie, no znaczy nie wszystko, tylko konkluzję, właśnie – finał – zdradzę. Także, jak kogoś męczy, może już sobie resztę darować (skupiając się na dźwiękach, jakie wydobywają się z jakiejś zacnej muszli), a Ci, którzy jednak z miłą chęcią to wyjaśniam powody tak wysokiego umieszczenia tych słuchawek w swoim rankingu w rozwinięciu. Wspomnę tylko jeszcze, że pierwszy wariant D8000 nie załapałby się, albo też okupowałby ostatnie miejsca na liście 8 tysięczników (nie, nie załapałby się)… tamte słuchawki nie zwróciły mojej uwagi, były bardzo inne, a przecież to tylko kwestia strojenia TYCH SAMYCH przetworników. Porównanie jakiego dokonałem na spokojnie w domowych pieleszach (wcześniej, jako wskazówka, było kilkadziesiąt minut z wygrzanymi egz. na AVS 2019) utwierdziły mnie tylko w tym, że od szczytów do przepaści krótka droga (w sensie, że coś nas chwyta i zachwyca, a coś przechodzi …bez echa, zupełnie bez). Im więcej, tym większe wątpliwości, tym wszystko staje się coraz bardziej… nie wiem… względne? Może to właśnie to, może w tym zalewie propozycji, produktów na kopy, powinniśmy sami sobie powiedzieć (w końcu) pass? Lepsze wrogiem dobrego? Niestety, na nasze nieszczęście, tak to w tym hobby nie działa. To może inaczej – jest mój dźwięk, tylko to, jak pożądliwie wracam do efektora, to już jest TO i po co w sumie drążyć? Ehh można tak się kręcić, próbując złapać ogonek, jak moja kotka Yuki, która z uporem goniła sama siebie, no można tak. Dobra, dość bablania, czas na konkrety.

FADy D8000 Pro Edition są tak dobre, bo…

» Czytaj dalej

Sonos z nowym sys. operacyjnym, nową aplikacją w czerwcu. Będzie hi-res audio!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
sonoss2

No, no… szykują się bardzo duże zmiany. Pamiętacie niesławną decyzję o „uwaleniu” softwareowym starszych generacji urządzeń Sonosa? Coś, z czego ostatnio się wycofali rakiem (tłumaczyli to osobliwym recyclingiem)? No to chyba już wiemy jakie było źródło tej decyzji, niemądrej, ale – tu nie ma co ukrywać, że będzie inaczej – i tak niejako wyprzedzającej nieuchronne, to co za moment się i tak wydarzy. Stary sprzęt przestanie być aktualizowany do najnowszej wersji, nie będzie mógł działać w ramach nowego, bo (jak informował producent) nie podoła technicznie planowanym nowościom. A jakie to nowości? Po pierwsze i najważniejsze możliwość streamingowania muzyki w jakości hi-res. Sonos do tej pory konsekwentnie się  wzbraniał i od zawsze oferował bezstratną jakość ograniczoną do redbooka (16/44.1). Teraz to się zmieni, będzie możliwość strumieniowania w natywnej dla materiału źródłowego jakości, bez downsamplingu. Firma mówi o konieczności dużej aktualizacji, by dźwięk o lepszych parametrach mógł być odtwarzany na urządzeniach wprowadzanych niedawno, ale także (na szczęście) tych już od wielu lat oferowanych. Chodzi o to, co Sonos wprowadził w zakresie kina domowego (Playbase, Playbar, Beam, Sub), muzyki mono/stereo ( One i warianty, Move a także Play:1/3/5 (gen2) oraz komponentów audio (pre i ampy) tj. AMP, Port i Connect’y (2 gen).

Na rycinie wszystko wyjaśnione. Kto dostanie, a kto nie.

Niestety, zgodnie z zapowiedziami, nie otrzymają wsparcia do nowego wariantu firmware starsze Connecty (1gen), Zone Player, pierwszej gen Play:5 i akcesoria (pilot SR200 i bramka Bridge). Firma tym razem z wyprzedzeniem i jak należy podeszła do sprawy informując klientów o zmianach, dodatkowo wprowadzając bardzo racjonalny i prokonsumencki system wparcia dla wszystkich. Po krytyce jaka na nich spadła zrobili to wg. mnie wreszcie jak należy. I tak, będzie można liczyć na 4 różne możliwości działania ekosystemu:

  • brak starych urządzeń, tylko nowe, wspierane, od czerwca ładujemy nowy OS, nową aplikację
  • chęć użytkowania tylko nowsze, wspierane urządzenia z 30% upustem na wymianę za to, co niekompatybilne (nowe to S2 od System 2, stare to S1 od System 1… w tym scenariuszu usuwamy wszystko stare)
  • chęć użytkowania retro urządzeń, z pełnym wsparciem odnośnie poprawek oraz kwestii bezpieczeństwa, z zapewnieniem przez Sonosa utrzymania oferty partnerów (serwisy) dla takiego użytkownika (!)
  • korzystanie z dwóch odrębnych systemów tj. S1 i S2 przez użytkownika. W takiej sytuacji będzie zachodziła konieczność rozdzielenia, Sonos opublikuje szczegóły niebawem, przy czym stare nie będzie mogło komunikować się z nowym co wynika z ograniczeń technicznych najstarszych produktów

Także, jak widać, robią to tak, aby każdy był zadowolony i nikt nie miał powodu do narzekań. To najlepsza i najrozsądniejsza metoda na utrzymanie wysokiej oceny oferowanych przez siebie rozwiązań, bez narażania się na krytykę klientów, którzy często (gęsto) zainwestowali całkiem sporo w cały ekosystem, tworząc przez wiele lat, bardzo rozbudowane instalacje. Chodzi tu głównie o Connect’y oraz Zone Player’y. To miliony urządzeń w domach użytkowników, nadal całkiem dobrze działających, nadal wykorzystywanych z powodzeniem, spełniających wymagania użytkowników. Widzę tutaj pewną analogię do SlimDevices/Logitech i dalszej egzystencji LMS po – nawet – rynkowej śmierci Squeezeboksów. Tu, co prawda nikt nie mówi pass, a wręcz przeciwnie, ale jw. ta ogromna liczba urządzeń to coś, czego nie powinno się pomijać. Ten sprzęt po prostu dobrze znosi czas, jest długowieczny, system w obecnej formie jest dojrzały, lubiany, używany, dlaczego nie miałby nadal być wykorzystywany? Mówi się o ograniczaniu konsumpcji w imię ekologii, przyszłych pokoleń, rzecz jasna dla producenta, każdego producenta czegokolwiek, brzmi to dość abstrakcyjnie, ale w tym wypadku naprawdę można i powinno się przećwiczyć takie „długie trwanie”, bardzo długie, ograniczone wsparcie. Sonos na tym wizerunkowo tylko zyska, koszt (utrzymanie zespołu programistycznego, w mniejszym stopniu infrastruktury, która jest komplementarna) nie będzie wielki, wszyscy finalnie powinni być zadowoleni.

Na pierwszy rzut oka nowa apka wygląda dość znajomo, ale sporo tam „pod pokrywą” zmienią, no i najważniejsze – znacznie rozszerzą możliwości: zarówno w audio, jak i kinie 

Nowa aplikacja, nowy system będą nazywać się – po prostu – Sonos. Już w maju wszystkie produkty sprzedawane przez Sonosa będą wyposażane w nowe rozwiązanie. Co nas jeszcze czeka, poza hi-res audio w nowym systemie? Całkiem sporo: mówi się o dodaniu wsparcia dla obiektowego dźwięku Dolby Atomos (yes!!!), co jest szczególnie istotne dla użytkowników zainteresowanych kinodomowymi produktami Sonosa: Playbar, PlayBase oraz Beam. Całkiem niewykluczone, że pojawią się nowe warianty wspomnianych urządzeń (przy czym poprzednicy dostaną wsparcie!), zapowiadano już wcześniej wprowadzenie tańszego Suba oraz małych głośników na potrzeby rozszerzenia obecnych możliwości (de facto, w najbardziej rozbudowanym wariancie jest to 4.1) o kolejne efektory (obiektowe). Jest ogromne oczekiwanie, że pierwszy, kompaktowy, bezprzewodowy ekosystem wielogłośnikowy będzie kompatybilny z najnowszymi technologiami dźwięku obiektowego – to ważne przede wszystkim w domowym kinie, ale też nie bez znaczenia w kontekście udostępniania muzyki (materiałów tj. 360 Audio Sony’ego itp) przez serwisy, która wychodzi poza bazę stereo. To może być przełom w popularyzacji nowego, wg. mnie znacznie bardziej rewolucyjnego (od hi-resów choćby) tematu w audio, czyli właśnie wprowadzeniu dźwięku obiektowego (umownie) w zakresie słuchania muzyki.

A tu jeszcze porównanko, w zakresie UI/UX to bardziej polerka niż rewolucja. Dla wieloletnich użytkowników to pewnie zaleta, nie wada.

Oczywiście rozwinięte zostaną technologie społecznościowe, wsparcie dla funkcji automatyzacji (lokalizacja, powiązane z inteligentną chałupą) wbudowanych w sonosowy system oraz – co jest dość istotne – możliwe, że Sonos wprowadzi swojego, natywnego asystenta. Nie oznacza to porzucenia wsparcia dla Google Assistant czy dla Alexy, nadal będzie można wykorzystywać obu inteligentnych asystentów, ale będzie oferowana alternatywa, ściśle powiązana ze sprzętem, firmowa alternatywa. Nie ma jednak co spodziewać się wprowadzenia tego novum w zbliżającej się aktualizacji. To pieść przyszłości raczej. Tak czy inaczej zostało to zaakcentowane przez Sonosa, który nie jest chyba zbyt zadowolony z wolnego tempa wprowadzenia lokalizacji (tak, chodzi tu także o Polskę) przy współpracy z partnerami…  ta współpraca nie jest tak dobra, jak mogłaby być. Dodatkowo Amazon z Google bardzo ostro rywalizują ze sobą na poletku IoT i to się odbija na funkcjonalności w produktach firm współpracujących. Siak czy tak czekają nas bardzo poważne zmiany, konieczne zmiany, by system rozwijał się, oferując pożądane przez użytkowników funkcje, możliwości.

Rzecz jasna poinformuję Was o tych nowościach, w osobnej publikacji, kończącej megarecenzję Sonos:AMPa, którą publikowaliśmy na łamach HDO (cz.1 rok temu, cz.2 pół roku temu). W sumie dobrze, że zostawiłem to kino (ostatnia część) na potem, bo zmiany będą znaczące, warto będzie odnieść się do możliwości po upgrade systemu…

 

PS. Już za moment (jutro lub w czwartek) recenzja FADów D8000 Pro Edition oraz zapowiedź niespodzianki, o której wcześniej chlapnąłem, nie podając szczegółów. Te zaraz po słuchawkowych high-endach. Powiem tylko, że efekt wykorzystania DiRACa (jeszcze nie optymalny, bo mimo spędzenia kilkudziesięciu godzin nad tym, widzę, że można więcej, lepiej) to jest nowa zmienna w systemie audio, której to zmiennej pominąć się NIE DA. W każdym systemie, nawet najbardziej dopieszczonym, wg. mnie nie da. Także było testowanie i słuchanie przed, teraz będzie już po, bo system trafia do redakcji na stałe i będzie wykorzystywany w testach (zawsze bez i z systemem opis). Kurde, dwa razy więcej roboty. Kurde, no przecież że zajebiście, lubię to! :)

Słuchawki już docelowe, a nie za nerkę? Recka orto Alara & dynamików Magni

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_4982

Recenzja porównawcza. Takie lubimy, ja lubię, Wy chyba też bardzo, bo możecie dowiedzieć się czegoś nie w oderwaniu, a kontekście i – co jest cholernie ważne – testujący nie produkuje się „bo mu się wydaje”, tylko ma bezpośredni wgląd w różnice, może się do tego kompetentnie odnieść. Notatki, nawet te najprecyzyjniejsze, najszczegółowsze niestety są tylko odzwierciedleniem niedoskonałości języka, który musi przełożyć coś co często nieuchwytne, efemeryczne, trudne do opisania – tego nie przeskoczymy – ale można, mając możliwość porównania produktów A/B/C/… na wyciągnięcie jakiś miarodajnych, ciekawych, może nawet odkrywczych wniosków. Rzecz jasna subiektywizm takiej oceny będzie zawsze ograniczał adekwatność publikacji. Stąd też szkiełko-oczne sajty, w rodzaju AudioScienceReview, rozprawiające się z typowym dla „klasycznych” recenzji audio brakiem odniesienia, precyzji, naukowej, mierzalnej, konkretnej bazy. Zapewne starzy stażem ;-)

Czytelnicy pamiętają wpisy na HDO, w których cytowałem, często odnosiłem się do demaskatorskich (niejednokrotnie) publikacji Archimagio (też „szkiełko i oko” z dużym potencjałem do krzewienia wiedzy i powszechnej świadomości na temat nie tylko sprzętu, ale w ogóle całego przebogatego zbioru: cyfrowe, technologie, pomiar a subiektywny ogląd w audio świecie. Lubię, czytam, ale staram się (jak zresztą w każdej dziedzinie, ogoleni w życiu) łapać dystans, starać się nie wierzyć ślepo (wyznawać, być wyznawcą) jedynie słusznej, jedynie prawdziwej „drogi” poznania. Na szczęście w naszej ulubionej dyscyplinie tak się zwyczajnie nie da i nadal jesteśmy i nadal będziemy zaskakiwani czymś, co jest na bakier z dogmatami. I to jest piękne i tego się trzymamy :)

Dlaczego taki wstępniak? Ano zebrało mi się, bo (tak, będę się tu strasznie brzydko chwalipięcił) na ASR ostatnio sporo sprzętu się przewinęło, który wcześniej testowałem na HDO i …wnioski były zbieżne z moimi, niedoskonałymi, nie podpartymi „analizatorem widma” ;-) spostrzeżeniami na temat tego, co tam się w testach przewinęło. Nie piszę o tym, by się przechwalać – nie – piszę o tym z jednego, prostego powodu: jak sto osób powtarza, że coś jest cacy (a nie jest), to nie bądź jeden z drugim oportunistą, nie bądź Tomaszem małej wiary, tylko podpierając się swoim doświadczeniem, swoim oglądem, upieraj się, podtrzymuj, nie zmieniaj zdania. Jako przykład niech posłuży test Mytek Liberty… u mnie dość mocno obsztorcowanego, z recenzją chłodno-krytyczną wobec tej konstrukcji. Cóż, pomiary podobno nie kłamią, na pewno nie mówią całej prawdy, ale są (i będą, zawsze bedą) jedynym „pewnikiem”, jedynym obiektywnym punktem odniesienia. W wielu innych przypadkach było podobnie (znaczy daleko idąca zbieżność), co mile połechtało (próżność, miłość własna, zadzieranie nosa), przede wszystkim jednak pozwoliło na pewną konstatację – warto się upierać i nie zmieniać zdania pod wpływem „ogółu”. Taki Audioquest Jitterbug (zjechany u mnie, kupiony specjalnie na okoliczność, bo pewnie znowu dystrybutor: „jak się nie spodobał, to proszę nic nie pisać”)… bombastycznie, z przemądrymi teoriami jak to (i podobne temu) rzeczy zbawienny wpływ mają. A nie mają. Żadnego. I to tylko jeden z wielu przykładów, taki z brzegu.

Zebrało mi się, a przecież o słuchawkach miało być. Dobrze, wracam do meritum. Coś w zakresie 2-3k. Dla wielu granica akceptowalności, maksimum jakie są chętnie przeznaczyć na słuchawki… i ja to szanuję, bo słuchawki to nie kolumny, to nie komponenty stacjonarnego systemu, tylko coś osobistego na głowę, coś …ekhmm, coś czego wartość jest bardzo względna, bardzo umowna, coś, co traci dość szybko i mocno na wartości. Bez względu na to, co to. W przypadku testowanych, mamy do czynienia z bardzo dobrze wykonanymi, ergonomicznie bez większych zgrzytów, produktami. Słuchawki w tej cenie, wg. mnie powinny absolutnie być tu bez zastrzeżeń… w takiej kwocie, taki efektor (to nie są kolumny!) nie ma prawa chrupać (materiały, wspomniana ergonomia, jakość wykonania). To tutaj mamy kciuki w górę, ale to dopiero początek.

Po długiej przerwie, wracam, z testem porównawczym planarnego „entry-level” Brainwavz Alara, wróć, nie tylko planarnego, bo do redakcji trafił takoż wschodni „rodzynek” – grafenowe Magni, z tym, co w redakcji. Mhm, tak ten to właśnie grafen, nadzieja niespełniona Kraju nad Wisłą, wielka obietnica cywilizacyjnego skoku (kiedyś), a dzisiaj coś co wywołuje wśród krajan co najwyżej wzruszenie ramion. Super wytrzymały, super lekki, nad-materiał od niedawna dostępny w konsumenckich produktach, produktach takich jak ostatnie z wymienionych w tytule słuchawek. Wprost z Petersburga, dynamiczne, ale właśnie przez wzgląd na materiał membrany dalece niebanalne, a patrząc przez pryzmat oprawy (i ceny) po prostu coś, co miażdży dokonania wielu słuchawkowych wyjadaczy. Kennerton. Magni. Co się zaś tyczy firmy Brainwavz …pamiętam świetne nauszne piątki, jakie przetestowaliśmy sto lat temu, dokanałówy bardzo sensowne, wszystko bardzo budżetowe, przystępne. Teraz czas na coś wyżej, pierwsze poważne, stacjonarne (raczej), pierwsze planary.

» Czytaj dalej

Kolumny Diamond Monitor – nasza opinia o topowych podstawkach Pylona

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_2735

Duże podstawki z bardzo konkretnym nisko-średniotonowcem, dominującym na froncie, charakterystyczną formą (pochyloną, Pylon lubi niebanalnie, widać to w najnowszych Jasperach, a wcześniej w zdetronizowanych z topowego szczytu Emeraldach. I nie chodzi tu tylko i wyłącznie o względy estetyczne, a uzyskanie odpowiednich charakterystyk pracy układu zamkniętego w skrzynkach (tweeter nie na linii, a cofnięty do tyłu względem nisko-średniotonowca). Diamondy prezentują się bardzo schludnie, to po prostu bardzo ładny projekt, a do tego – jak wspomniałem – przemyślany od A do Z…. tu oba świetne przetworniki miały zyskać najlepsze opakowanie, współgrające z ich możliwościami. Warto to podkreślić, bo patrząc na publikacje o tych od paru lat oferowanych kolumnach, skupiono się na względach wizualnych (odnośnie konstrukcji paczek), często poświęcając miejsce na dywagacje, że takie pochyłe to ładnie, a jeszcze ładniejsze z dedykowanymi standami (nie testowanych, ale wierzę na słowo) itd itp. To flagowy model (póki co) kolumn podstawkowych w ofercie jarocińskiego producenta, nie jakoś specjalnie drogi, bo cena (obecna) wynosi 3600 złotych – jak za takie, spore, monitory, wykonane na takim poziomie stolarki i wykończenia (pierwszorzędne powłoki lakiernicze), z jw. doskonałymi przetwornikami, to jakby nie patrzeć okazja.

Purple Rain. Kable też polskie, Melodiki, dopasowane kolorystycznie. Komplet. ;-) A serio, całkiem sensowne połączenie.
Niebanalne wybarwienie. Widać, że możliwości są w tym względzie nieograniczone. Niewielu producentów oferuje takie coś… 

Wielkość tych paczek pozwala na wyzbycie się chęci dodania suba (i nie mam tu na myśli tylko kina, ale stereo), bo te kolumny zapewniają wystarczające możliwości odnośnie niskich tonów, ba powiedziałbym, że to jedne z najbardziej umiejętnie grających dolnym zakresem kolumn podstawkowych jakie dane mi było słuchać w cenie do 5k złotych. Także już na wstępie widać, z czym mamy do czynienia – z monitorami, które mogą stanowić podstawę systemu HiFi/kino w średniej wielkości salonie (22-25 metrów), mogą spokojnie grać samodzielnie, bez wsparcia wspomnianego subwoofera (który, jak już wiele razy wspominałem, nie jest niczym zdrożnym i we właściwej implementacji system 2.1 to doskonały pomysł na jeszcze lepszy dźwięk niż „tylko” z dwóch kolumn podstawkowych). To istotna wskazówka dla kogoś, kto szuka czegoś, co będzie stanowić w dużym pokoju, alternatywę dla podłogówek na które nie ma ochoty, zgody, możliwości sensownego ustawienia (podkreślić właściwe).

Grało z bardzo, bardzo różną elektroniką. Z vintage,m NADa, z ultranowoczesnym Sonos AMPem, z lampiszonowym MiniWattem
(i nawet dawało radę, choć tu mocna lampa przyda się bardzo, a nie taki jednak maluch). Sprawdziłem też z nowym nabytkiem tj. audiolabem M-PWR (końcówka). To ostatnie zagrało z przetworniko-pre @ ESS9038Pro (M500 S.M.S.L) zajebiście dobrze. Co ciekawe, soute, bo Sonos AMP to kompletny wzmacniacz/źródło macie dźwięk wg. mnie na poziomie klasycznych klocków za 2x kwotę (tj. około 6k), co dobrze świadczy o kompetencjach tego stereo od specjalisty od smart/strefowych głośników. Jeszcze powrócimy odnośnie multichannel do tego Sonosa (ostatnia część mega-recenzji). Aha, jeszcze jedno… jak widać – jest obraz, gra, nie ma obrazu – nie gra ;-)

Mamy zatem obietnicę dużego dźwięku, brzmienia, które będzie akuratne w odległości 3-4 metrów od słuchacza, znaczy typowej odległości występującej w dużych pokojach, salonach. Tam, gdzie kanapa, fotel stoi swobodnie, albo już przy tylnej ścianie, gdzie mamy do czynienia z aranżacją uwzględniającą potrzeby AV (ekrany powyżej 50″, ekrany projekcyjne 100 i więcej calowe). Te monitory sprawdzą się w takich okolicznościach. Nie są ogromne, zwaliste jak duże Herbatniki, czy mocno obecnie chwalone (też ogromne) JBLe z najnowszego wypustu, czy retro-nowoczesne Wharfedale. Takie wielkie podstawkowce dominują (to raz), zabierają cenną przestrzeń (cenną w kontekście swobody aranżacji pomieszczenia), są często nie do zaakceptowania przez domowników (w sensie niski poziom WAF). W przypadku Pylonów mamy duży przetwornik zamknięty w jeszcze kompaktowej (w porównaniu do jw) obudowie, a pojedyncza sztuka waży tu 10, nie 20 kilogramów. To ważne szczegóły, dla kogoś kto nie chce, nie może przekształcić najważniejszego pomieszczenia w domu (tam, gdzie wszyscy siedzą, wgapieni w ekran, ekrany) w salonik kapliczkę audio freaka.

Dobrze, to co dostajemy za te stosunkowo niewielkie pieniądze?

» Czytaj dalej

Co tam w strumieniu płynie? 360 Reality Audio, nowy kodek BT & IDAGIO.app!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
bluetooth

No  to się porobiło ostatnio, porobiło się, że nie wypada nie wspomnieć o tym co w tytule wymienione stoi. No to lecimy z informacjami ze strumieni świata, bo też zebrało się tego w sam raz na krwistego, solidnego steka. Oj lubimy. Mięso ograniczamy, ale stek to stek, czasami trzeba zgrzeszyć, jesteśmy tylko słabymi ludźmi, prawda? Zresztą, to o czym piszemy tutaj to też zazwyczaj zbytki, straszne zbytki, coś tak na bakier z eko, ze zdrowym rozsądkiem, z …dobra stop, nie będziemy uprawiać samobiczowania tylko do meritum, do meritum Panie, Panowie!

Zacznijmy od nowej technologii jaką Sony najpierw tak jakby z pewną nieśmiałością (końcówka roku) upublicznił, a nawet rozpowszechnił szeroko (choć to tylko 1000 utworów, nie więcej, także ciekawostka póki co) m.in. w Tidalu oraz w Deezerze. Muszę na wstępie od razu zaznaczyć, że aby sobie posłuchać tego całego 360 Reality Audio należy bezwzględnie skorzystać bezpośrednio ze streamu z serwisów. Znaczy musi być apka dostępowa (z web playera też nie idzie), nie można na razie słuchać via Roon i inne aplikacje z dostępem do strumieni, bo to działa w ramach technologii zaimplementowanych w oprogramowaniu Tidala oraz Deezera. Precyzyjnie rzecz ujmując działa zarówno na urządzeniu odtwarzającym i oprogramowaniu, jak i w chmurze (serwerze) dostarczyciela treści, ale mniejsza… na razie musimy, aby mieć efekt na uszach (albo kolumnach, przy czym wyraźnie Sony celuje w słuchawki, o czym dalej) posługiwać się ww. aplikacjami. Można rzecz jasna dodać sobie playlisty (głównie kompilacje różno-gatunkowe zaoferowano na wstępie), pojedyncze albumy zrealizowane w tej technologii, ale niczego to nie zmienia tj. nie usłyszymy reklamowanej przestrzenności dookoła łba, tylko „zwykłe” stereo.

No dobrze, nie jest to zatem bzdurka, która pojawia się po to by nabić kliknięcia chwilowo i do zapomnienia? Otóż, moi drodzy, nie – nie jest to bzdura, bo nad przestrzennymi technologiami dźwięku „obiektowego” pracuje się obecnie w pocie czoła. I nie idzie tu tylko o telewizory (jako źródło dźwięku vide grające ekrany, vide wieloprzetwornikowe systemy zintegrowane, vide współpraca na poziomie rozwiązań instalacyjnych albo/i smart głośników), o AV, a właśnie o muzykę tu chodzi takoż. Zaskoczeni? No tak, w końcu audio to stereo i koniec tematu. Tak było, mimo prób zmiany tego stanu rzeczy, mimo prób wprowadzenia wielokanałowego SACD, DVD-A (o BD-Audio można już wspominać tylko w kontekście ciekawostki przyrodniczej). I pewnie tak by to trwało, tak by zostało, gdyby nie dwa, bardzo istotne dla rozwoju całego rynku elektroniki konsumenckiej czynniki, które wpłynęły na dostawców treści motywująco (jak widać). Po pierwsze gigantyczny sukces rynkowy słuchawek i (ogólnie) takiego sposobu konsumowania muzyki. Po drugie najnowsze rozwiązania z zakresu projektowania klamotów audio: komputery, OSy, systemy DSP z coraz częściej integralną korekcją pomieszczenia, dopasowania pod efektor itd itp. To jest nie ewolucja tylko rewolucja, której częścią obecnie jesteśmy. Rzecz jasna w przypadku audio raczej nikt nie pójdzie drogą bezkompromisowego adaptowania dźwięku obiektowego (Atmos), który jest za „ciężki”, niepraktyczny (stream mobilny), nie ma specjalnie sensu. Natomiast czymś, co jest wykorzystywane w pomysłach ala Sony (bo nie tylko o Sony tu się rozchodzi, choć to Sony jako pierwsze wprowadza swoje rozwiązanie globalnie), czymś z czego się czerpie są systemy pseudo-przestrzenne wykorzystywane z powodzeniem w gamingu, w grach, w elektronicznej rozrywce. To jest wspólny mianownik. Obecnie nie ma żadnych przeciwwskazań by bazując na potężnej mocy obliczeniowej lokalnie (nowe generacje handheldów nominalnie mają wydajność szybkich PC sprzed 2-3 lat, oczywiście różni te urządzenia wiele, ale nie w tym rzecz, chodzi o potencjał mocowy jaki mamy do dyspozycji), by korzystając z przetwarzania w chmurze, zaoferować co nam się żywnie podoba w strumieniu. Co więcej, za moment będziemy mieli 5G, co oznacza przesunięcie granicy tego, co można w zakresie szybkości, szerokości pasma, ogromu informacji jakie będzie można przepchnąć za pośrednictwem tej technologii.

Nie ma tego wiele

Darcie ryja w 360 st jest spoko. Bardzo spoko ;-)

No dobrze, ale czy jest o co kruszyć kopie i o co w tym właściwie chodzi? Sprawdziłem tę nowość zarówno @ Deezerze jak i Tidalu. Wrażenia? Sugestywne. Oczywiście mówimy tu o sztucznym kreowaniu przestrzeni, oszukiwaniu zmysłów i co tam sobie jeszcze wstawimy (że fejk, sztuczka, bzdet), ale działa to na tyle przekonywująco, szczególnie gdy uwzględnimy okoliczności, że wg. mnie warto się zainteresować tematem. Na razie w kategoriach ciekawostki (szczupłość materiału), ale jednak zainteresować się. Sugestywne, bo jak słuchacie on the go na dokach (czyli wtedy, gdy nie liczymy na jakieś przestrzenne doznania na poziomie, gdy wiemy, że ogranicza nas „materia”), to hmmm… macie faktycznie to 360 stopni. Nie tylko zresztą na osi X, ale także na Y-ku dzieje się. Także góra, dół, bliżej, dalej itd. itp. Mamy odpowiedni materiał, mamy wykorzystanie mocy obliczeniowej w czasie rzeczywistym, no i mamy to audio 3D. Celowo nie użyłem wcześniej tego 3D, bo bardzo źle się to kojarzy (z totalnym niewypałem w wideo, dzisiaj to już słusznie miniona historia), także żeby się nie kojarzyło, bo w audio jakby o coś innego się rozchodzi. Idziemy sobie, czy słuchamy w domu, na słuchawkach (przede wszystkim) i dzieje się. Ulegamy złudzeniu. Na kolumnach też (może) to zrobić wrażenie, ale – po pierwsze dużo mniejsze, po drugie zależy na jakim systemie, po trzecie wreszcie wpływ na to, co słyszymy mają czynniki poza technologiczne (w sensie wpływ pomieszczenia). Także rozpatrywałbym to 360 Reality Audio w kontekście słuchawek głównie, a nawet tylko. I nie dom (mniej), a poza domem (bardziej). W zależności od gatunku (dali i bardzo dobrze, że dali pełen przekrój) wrażenia są „tylko” zauważalne lub też wręcz spektakularne (mówimy o dokanałowych słuchawkach, albo przenośnych nausznicach, choć w przypadku IEMów to chyba najbardziej robi).

Czy będzie to coś? Czy meh? Szklanej kuli nie mam, ale coś czuję, że obiektowy dźwięk zawita do audio tak, czy inaczej i będzie to coś, o czym jeszcze nie raz usłyszymy. Wielokrotnie wspominałem na HDO o słuchaniu wielokanałowym, o 1 bitowym graniu (DSD/SACD właśnie w kwadro i dalej), że warto sobie to przyswoić, sprawdzić, zapoznać się… są tacy, który tworzą całe kolekcje i ja to szanuję. Aha, rzecz dostępna dla abonentów Tidal HiFi/Master oraz Deezer HiFi. Dostępne na każdych słuchawkach, oczywiście w przypadku firmowych, Sony, najnowszych, jest jeszcze ficzer ubogacający efekt. Wiadomo, kasa musi się zgadzać, a nuż rzecz chwyci i pomoże w walce z ogromną konkurencją…

Jak już zaczęliśmy od mobilnego grania, to kontynuujemy (i w sumie na tym też zakończymy wpis, bo o apce mobilnej będzie na końcu), spiesząc donieść, że oto pojawił się nowy kodek Bluetooth Audio. Bez HD? No bez, w sumie, choć też taki wysokojakościowy, z oznaczeniem BT LE Audio, co się rozszyfrowuje tako, jako: Low Energy. Phi, i co to nas w sumie… ano błąd, bo rzecz wcale nie jest taka mało istotna, wręcz przeciwnie. Owszem nie mamy i nadal nic nie zapowiada by to się zmieniło, stratną kompresję, ale ta niska (bardzo, bardzo niska) chęć wysysania bateryjki przez urządzenia pracujące w ramach kodeka Complexity Communications Codec (LC3), który ma zagwarantować to co dzisiaj osiągalne w tej technologii (niskie opóźnienia aka LL, aptX (HD) – wysokobitratowość) przy znaczącej redukcji (50%) przesyłu danych. Znaczy jeszcze bardziej skompresowane, zakrzykniecie ze zgrozą… ano tak, jak najbardziej, ale to mniej to więcej, bo nie ma to w niczym pogorszyć jakości, ma być właśnie dużo lepsze od podstawowego SBC, jakościowo na poziomie tego, co oferuje nam strumieniowanie (SQ) w ramach BT obecnie. Dłuższe działanie? Tak. Lżejsze słuchawki, bezprzewodowe doki? Tak. Dla wątpiących w jakość tego nowego rozwiązania… na rycinie macie podane jak to wygląda w porównaniu z podstawowym kodekiem SBC, ale spokojnie, będzie i 1000 bez kozery bitów na sekundę, a to za sprawą LC3plus czytaj transmisji PCM audio aż do 24bit/96kHz. Rzecz jasna zarówno Qualcomm’a aptX (HD) jak i Sony’ego LDAC, nadal nie będą w ramach LC3plus bezstratne, zapomnijcie. Ważne natomiast jest to, że w odróżnieniu od aptX, czy LDAC-a mamy tu do czynienia z OTWARTYM STANDARDEM, nie zamkniętym, licencją. To bardzo ważne, bardzo istotne i daje nadzieję na wdrożenie tego nowego rozwiązania WSZĘDZIE.

Jak ktoś mówi mało, to ja przebijam to mało – co powiecie o oddzielnej transmisji prawego i lewego kanału do odbiornika, a nie jak teraz jednego streamu, który leci sobie do zazwyczaj prawej słuchawy, by potem sygnał rozdzielić, dbając o zsynchronizowanie obu kanałów i przesłaniu do drugiej słuchawki? Tutaj będzie zupełnie inaczej i wreszcie tak, jak być powinno. Tak! Będą dwa strumienie, każdy osobno trafi tam gdzie trzeba. To kolosalna różnica i potencjalnie (wg. mnie) najważniejsza cecha nowego rozwiązania! Oznacza to dalszą redukcję opóźnień, brak problemu z synchronizacją, otwarte możliwości dalszego usprawniania tego typu transmisji z wprowadzeniem bezprzewodowego streamingu bardzo wysokiej jakości, bezstratnego, ostatecznego rozbratu z kablem. DWA W PEŁNI ZSYNCHRONIZOWANE STRUMIENIE OSOBNO DO OSOBNYCH ODBIORNIKÓW. I to tutaj naprawdę robi różnicę! Do tego rozszerzone możliwości współdzielenia, co na pewno zostanie przyjęte z entuzjazmem przez młodych.

Ostatnia rzecz to głównie cytat. Znakomita aplikacja dla każdego kto chciałby może i klasyki, ale boi się, pomny wcześniejszych prób, wstrzymuje się od dania szansy muzyce klasycznej oraz dawnej. Znakomita aplikacja wprowadzająca w świat muzyki klasycznej, według mnie prawdziwa rewelacja: Muzyka poważna jest piękna, nastrojowa… i nieco przytłaczająca. „Chcę posłuchać muzyki klasycznej” brzmi jak „chcę przeczytać coś z literatury faktu”. Jak się w ogóle do tego zabrać? Zacznij od aplikacji IDAGIO - Classical Music. To Twój osobisty przewodnik, dzięki któremu z łatwością wkroczysz w świat dawnej i współczesnej muzyki poważnej. Starannie dobrana kolekcja nagrań w połączeniu ze stale rosnącym katalogiem ścieżek dostępnych wyłącznie w tej aplikacji sprawia, że Idagio doskonale nadaje się na początek klasycznej przygody.

Muzyka klasyczna to bardzo obszerny gatunek, ale dzięki starannie dobranym propozycjom Idagio jej świat stanie przed Tobą otworem.

Muzyka w Idagio może być naprawdę wiekowa, ale stojąca za aplikacją technologia to zupełna nowość. Jeśli posiadasz Apple Watch z najnowszą wersją systemu operacyjnego, możesz pobrać Idagio prosto na nadgarstek. Masz starszy system operacyjny? Bez obaw. Nadal możesz streamować muzykę z Idagio bezpośrednio z zegarka do słuchawek AirPods lub głośników Bluetooth. Aplikacja przypadnie do gustu dosłownie każdemu. Dopiero zaczynasz przygodę z muzyką klasyczną? Znasz ją głównie z kreskówek o Króliku Bugsie (nikomu nie powiemy)? Stuknij w zakładkę „Moods” („Nastroje”), a Idagio stworzy dla Ciebie spersonalizowaną playlistę. Możesz nawet wybrać konkretne „emocje” i słuchać na przykład muzyki uroczystej, nostalgicznej lub spokojnej. Należysz do grona szczęśliwców, którzy odróżniają Bacha od Beethovena? Korzystaj z rozbudowanej wyszukiwarki Idagio, dzięki której odkryjesz wspaniałe utwory konkretnych kompozytorów należące do określonych epok i podgatunków lub wykonywane przez wskazane zespoły czy orkiestry.

Polecam! Link do apki tutaj. Dla Robocika tutaj.

PS. W najbliższym tygodniu efektory w rozsądnym budżecie – nowości słuchawkowe Magni & Alara oraz już nie nowość, co prawda, ale zacna propozycja w budżecie jeszcze skromnym, a już (klasa kolumn) można powiedzieć że o złocie mówimy: Pylony Diamond Monitor. Była elektronika ostatnio, teraz czas na to, co najważniejsze w systemie.

» Czytaj dalej

Przeszedł bez echa, a szkoda: opowieść o Koktajl HA500H

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0110

Już w pierwszych wrażeniach zrobił wrażenie. Zresztą nie tylko na mnie (patrz fota poniżej). Tak, zdecydowanie spodobał się głównemu recenzentowi sprzętu od strony że tak powiem fizykalno-emisyjnej. Także „Romuś approved”. Skrzynka robi się ciepła, choć bez przesady, także musi mieć coś jeszcze, coś co powoduje takie właśnie okoliczności po powrocie do domu (i cyk, łapiemy za słuchawki i słuchamy, też tak macie? ;-) ). To klamot, który przeszedł zupełnie bez echa i aż dziwne, że bez bo wg. mnie to bardzo udana konstrukcja, ba uważam że lepsza od utytułowanych odpowiedników (mam tu na myśli inne, droższe, DAC/PRE/AMPy słuchawkowe jak np. RIP Oppo Sonata słuchany czasami u znajomego, M2Tech Young 3 generacji przetestowany u nas, czy bardzo kosztowny klamot Sony’ego opisywany przeze mnie przy okazji wizyty w Berlinie na IFA). Podaję odpowiedniki cenowo-konstrukcyjno-kategoryjne, trochę przypadkowo, ale też myślę dość dobrze obrazujące w czym rzecz – od specjalistów nie z Chin (gdzie znacznie taniej), a z umownego „Zachodu”.

Romuś

…approved! :P

Także dwukościsty (bo na dwóch kościach ESS starszej niż obecna generacji tj. 9018K2M) Koktajl to taki prawie, że wszystkomający sprzęt, prawie, bo też nie jest to (popularne w obecnych czasach) streaming DACa, a „jedynie” maszynkę z BT do lokalnego, okazjonalnego słuchania czegoś tam w tle ze smartfona… niby minus, ale wtedy gdy HA500H wchodził na rynek takie strumieniujące paczki były jeszcze niezbyt często spotykane. Przy czym trzeba nadmienić, że dzisiaj w okolicach 10-chy sieć jest już raczej obowiązkowym elementem takiego klamota i nie wypada nie mieć LANu, bo to wstyd i hańba ;-) Jako się jednak rzekło wcześniej, klamot swoje na liczniku od premiery już ma, specjalnie nikt tego nie tykał (nie testował znaczy się), co jak nadmieniłem w tytule, smutek na mem obliczu uskutecznia, bo skrzynka przez te parę tygodni męczenia pokazała swoją wartość, niemałą wartość, jako rzecz pod słuchawki (po pierwsze i nie dziwne, w końcu z takim zamysłem projektowano HA500H) oraz (po drugie) jako cyfrową centralkę z całkiem sensownym (choć nie bez wad, o czym poniżej) pre pod końcówki albo *u nas pod studyjne, aktywne monitory.

Przypomnę, co tam naklikaliśmy po pojawieniu się klamota u nas, szło to mniej więcej tak (uzupełnione o wnioski na finiszu testu):

» Czytaj dalej

Audiobyte Black Dragon – znacznie więcej niż przetwornik

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_4306

Są takie klamoty, które nie wymagają specjalnej reklamy, nie trzeba o nich za wiele mówić. Wystarczy posłuchać. Audiobyte/Rockna (do wyboru) wywołuje wśród zorientowanych przyspieszony puls, występują poty, wiruje w głowie… nie, mówię całkiem serio, te przetworniki (bo głównie z przetwarzaniem cyfry na analog kojarzymy Rumuna) zdobyły sobie uznanie na całym świecie. Podobno producent nie nadąża z produkcją, spóźnia się z terminami (o, to dokładnie jak niżej podpisany) i ogólnie ciężko się z nim żyje. No ale tak mają geniusze, że cholernie trudni w pożyciu (nie, uprzedzam, nie mam tu na myśli niżej podpisanego – może w pożyciu źle nie jest, ale do geniusza brakuje i to sporo), że irytujący, że czasami coś tam zgrzyta (bo geniusze to zazwyczaj nie perfekcjoniści) i o tym też w tej recenzji przeczytacie. Przeczytacie, bo jestem wredna małpa w czerwonym i zawsze się do czegoś przyczepię, ale to przez wzgląd na szanownych Czytelników, żeby byli świadomi co tam w środku piszczy, do piwnicy opisane, żeby nie pozostawiać żadnych niedomówień, napisać „jak jest” :P .

Od razu, na wstępie, napiszę, że tytułowy klamot może być zupełnie swobodnie rozpatrywany w kategoriach docelowych, szczególnie przez wzgląd na atrakcyjną cenę. Właśnie, docelowy, to zazwyczaj w audiofilskim świecie bezwstydnie drogi. Otóż, tutaj zupełnie NIE, a nawet mocniej – to (podobnie jak z Matrix X-Sabre Pro) prawdziwa okazja. Można mieć coś zamykającego temat za mniej niż dychę. Mówimy o fundamencie, nie tylko przetworniku, ale także czymś pod słuchawki (SE) i cyfrowym pre, doskonale współpracującym z aktywnymi monitorami. Dla kogoś, kto szuka minimalizmu (przykładowo Genelec-i, HEk SE i już) to właściwie wszystko. Nawet lepiej niż w przypadku wspomnianego Matriksa, bo tam słuchawek nie podepniemy i trzeba będzie doinwestować (ale już niedużo) w świetnego firmowego HPA-3B, albo SMSL SP-200 (niebawem test – prawdziwa rewelacja btw!), znaczy w jakiegoś słuchawkowego ampa.

Smok

Dobra, dość wycieczek, skupmy się na głównym bohaterze. Czarny Smok duży nie jest, taki smoczek raczej, jak mój redakcyjny M1HPA Antosia (Musical Fidelity) mniej więcej, znaczy kompaktowa forma, a nie duży klocek. Jako że nazwa obliguje, nie znajdziecie tutaj żadnego innego wybarwienia i dobrze. Czarny więc cały do tego czerwony, diodowy displej, trochę srebrnych manipulatorów i jacek na czołowej, grubej, alu skręcanej płycie. Z tyłu schludnie – balans (bardzo ważny tutaj, bo całość toru wyraźnie pod symetryczne granie dedykowana), RCA na wyjściu i bateria cyfrowych przyłączy z I2S (fizycznie HDMI) oraz AES/EBU …także niczego tutaj nie brakuje. W rozwinięciu przeczytacie o technikaliach, warto zgłębić, bo też ten daczek nie jest zwyczajny (płyta gotowiec, blue-print do kupienia w chińskich wzorcowniach, standardowa implementacja… niczego takiego tutaj nie znajdziecie), znaczy oryginalny to opracowanie, zupełnie do nikogo niepodobne.

No i całe szczęście, bo jak na wstępie zeznałem… geniusz ujawnia się w niestandardowym podejściu, w przekraczaniu granic, w pójściu pod prąd. Dawno już zaśniedziałe, nieaktualne (w Jabcu znaczy się) „Think Different”. Nucu Jitariu – człowiek który stoi za tym projektem – to ktoś, kogo najwyraźniej nie zadowala stan zastany, to ktoś kto postanowił zrobić rzecz po swojemu. Zdolny inżynier z wizją, człowiek trochę orkiestra, można powiedzieć Renesansu, facet z pasją do tego, co robi. To ważne, bo ludzie z pasją nie idą na skróty, a Nucu postanowił dać ludzkości sprzęt audio przenoszący użytkownika do lepszej rzeczywistości. I wiecie co? Udało mu się to naprawdę bez pudła. Choć nie bez chropowatości, nie bez wad, ten Czarny Smoczek wart jest każdej wydanej nań złotówki…

Audiobyte Black Dragon

» Czytaj dalej

SPL Phonitor xe w redakcji… testujemy z zapałem!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_4899

SPL Phonitor xe. Prawda, czysta prawda, tylko prawda. Nas wyzwoli. Czy jakoś tak. I faktycznie dokładnie tak jest, bo to klamot, który stanowi źródło wiedzy absolutnej o podłączonych doń nausznikach. Tu nie ma to, tamto, tu klient podpięty pod super mocarny (MOC! TO JEST MOCARZ, rzut okiem na specyfikację, a potem potwierdzenie tego co na papierze po podpięciu w realu), super liniowy, super dokładny, super rozdzielczy, super neutralny. Więcej wraz ze zdjęciami poniżej...

Zapraszam do zajawkowej megagalerii na naszym profilu:

 

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o AirPods Pro…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Apple-logo

…ale do tej pory nie mieliście okazji niczego takiego przeczytać. Skrupulatnie, z ambicją, żeby to (co poniżej) wyczerpywało temat. Parę lat temu, na szybko, sprawdziłem (link) pod paroma względami rewolucyjne wtedy AirPodsy 1 gen. Wtedy była to sensacja, głównie za sprawą układu W1 gwarantującego bezproblemowe odtwarzanie, parowanie i synchronizację prawdziwie bezprzewodowych słuchawek dousznych. Apple jak to Apple zrobiło coś później od konkurencji, ale zrobiło to dobrze. Rzecz jasna nie obyło się bez kompromisów, jak to u Apple – konstrukcyjnie, dźwiękowo, ergonomicznie były to co najwyżej EarPodsy, dodawane do każdego iPhone’a firmowe słuchawki. Nic specjalnego zatem, a w porównaniu bez druta, coś jednak znacznie droższego. SQ nie był w centrum uwagi, skupiono się na samym medium, na jak najlepszej, bezproblemowej pracy w bezprzewodowych okolicznościach przyrody i tu nie było jw lipy. Lipa była odnośnie wyglądu człowieka z AirPodsami (wg mnie nieakceptowalny dziwaczno-debilny poziom) oraz ogólnie ergonomii… wygoda dla niektórych nie do przyjęcia, łatwość (też w zależności od anatomii) wypadania, daleko od optimum imo. Tylko tak, nie inaczej – pasuje, albo odwrotnie …takie to były słuchawki. Doceniłem Apple za deficytową (wtedy bardzo, dzisiaj w sumie też u Jabca z tym słabo) innowacyjność, innowacyjność jaką zaprezentowało wtedy Apple przy okazji premiery pierwszych AirPodsów właśnie.

Tegoroczna nowość zmienia bardzo wiele, to nowy projekt, to IEMy (choć po applowemu vide specjalne aplikacje, niestandardowe gumki), to forma nie tak inwazyjna, jak w poprzednikach, oraz całkiem sporo technologicznych nowości. Temat prawdziwie bezdrutowych IEMów, jak starzy stażem Czytelnicy, mamy gruntownie przerobiony: pierwsze próby tj. Dashe, Bragi na IFA parę lat temu, słabiutkie Audio-Techniki (masarka), przystępne cenowo i bardzo udane Jarby, świetne brzmieniowo i do dupy obsługowo Senki Momentum, mocarne propozycje Sony, ambitne produkty RHA… wspomniane AP 1 gen. Żaden z produktów wymienionych powyżej nie był idealny, ba może poza Jarbami (koszt/efekt) słuchawki tego typu obarczone były dość poważnymi kompromisami, albo zwyczajnie były za drogie w stosunku do tego, co oferowały. Ostatnio widać istną powódź, zatrzęsienie nowych propozycji, do tego ostrą konkurencję cenową w tym segmencie.

Tak to wygląda, w przypadku Apple – wygląda inaczej – co odnośnie tej firmy specjalnie nie dziwi. Jest nowe, jest wyraźnie inne, bardziej zaawansowane, ale jest drogie (w odniesieniu do konkurencji). Cóż – to Apple – patrząc na różnicę między samymi AirPodsami, to mamy ponad 200pln więcej – wg. mnie warto dopłacić, a jak nie… to kupić sporo tańszy wariant za 800zł. Można się zżymać na to Pro (pro, co?) w nazwie, można, ale to bardziej obecna polityka nazewnicza dla wszystkich klas produktów u Jabca. Jak wspomniałem dali tutaj sporo nowego, nie dostajemy w żadnym wypadku odgrzewanego kotleciora, co ta firma (odgrzewane) ma opanowane na marginesie do perfekcji. Rzecz jasna jest to coś dla użytkowników ekosystemu, innym radzę odpuścić, bo to nie ma sensu (o czym niżej). Całość recki ma formę wyliczanki na kolorowo, z podanymi + (się podobało) i minusami (się nie), standard tegoroczny u nas, gdy piszemy o Lo-Fi, small-Fi lub/i akcesoriach. Przy czym tutaj jest naprawdę na bogato (z 90+ fotek O_o) @ naszym profilu.

Szczególarskie wyniki maglowania (SQ/wygoda/ergonomia/osiągi/technologie) z mega galerią, uwzględniającą różne platformy, różne aplikacje odtwarzające, różne okoliczności, trudności z jakimi musiały sobie APP poradzić, znajdziecie zaraz poniżej. Tak obrazowo, kompleksowo nikt tego chyba jeszcze nie przetestował.

Zapraszam:

» Czytaj dalej