LogowanieZarejestruj się
News

Mass Fidelity Relay – czy to już? Bluetooth w HiFi, HiFi… Bluetooth

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Relay_1

Czekam na czarną, magiczną skrzyneczkę samogrającą Mass Fidelity (patrz nasz wpis o Core tutaj), ostatnio trafiła do mnie inna skrzyneczka – nie czarna a srebrna. Audiofilski odbiornik Sinozębny? Serio? A ki czort? Nie czekając podpiąłem i hmm…. tak ten interfejs nie brzmiał dotąd. No może ostatnio zmieniło się co nieco, bo najnowsze produkty wspieracjące aptX, nowe aptX HD to spory progres w temacie (sporo na ten temat na łamach HDO), ale… tak od razu HiFi, jakieś tam z zachwytu cmokanie, odnotowane zero różnicy w stosunku do takich np. AirPlay’ów? Kto by? No właśnie.

Mass Fidelity to beniaminek, ale wyraźnie czują blue…sa, wiedzą czym są strumienie bez „ale”, postanowili wyspecjalizować się w interfejsach sinozębnych. Chodzi o to, by pierwotnie ułomny sposób bezprzewodowego transferu pozbawić ułomności, by mógł stanowić równorzędny z innymi interfejsami sposób strumieniowania muzyki do systemu HiFi. Stawiamy skrzyneczkę, żadne tam parowanie z trybem mrugającej diody, nic z tych rzeczy, tylko prosto do celu – wybieram w ustawieniach źródła rzeczonego Relay’a i już. Zawsze gotowy do współpracy, wspierający najnowszą wersję kodeka aptX, działający bez opóźnień, także tych cholernie irytujących znanych z AirPlay’a (wciskam play i sobie czekam, czekam… beznadziejne to), opóźnień czasowych związanych z samym graniem (tu postęp jaki się dokonał w przypadku BT jest gigantyczny). To raz. Muszę przyznać, że stabilność parowania tego interfejsu z dowolnym nadajnikiem (komputer, handheld) robi spore wrażenie. Nie ma co porównywać z wieloma innymi produktami na BT, które zwyczajnie często, gęsto wymagają ponownego wprowadzenia w tryb parowania. Strasznie to irytuje, tutaj nie ma o tym mowy. Włączamy, wybieramy, gramy.

Dwa, to forma, wyposażenie i ambicje. Forma nie byle jaka, bo skrzynka po całości alu, a nie jakiś plastik fantastik, wyposażenie też konkret, bo niby „tylko” dwa dobrej jakości gniazda RCA, a tu niespodzianka – instrukcja informuje, że owszem, ale jeszcze dodatkowo konwertowane @ SPDIF elektryczne (dobry DAC z takim uzupełniającym wyposażenie usieciowieniem? No czemu nie? Jak się okazało podczas testów warto skorzystać z tej opcji!), a całość (te ambicje) to równorzędny partner w naszym wypieszczonym audio torze (salon i to co najlepsze fabryka dała, a portfel ledwo zniósł). Tak to na pierwszy rzut oka wygląda. Zacnie wygląda ten Mass Fidelity Relay. Zacnie.

» Czytaj dalej

MQA + Universal Music Group = nadszedł czas na hi-res audio

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-02-21 o 09.15.29

Z wielkiej trójcy pozostaje już tylko Sony, które jeszcze umowy nie ma. Warner oraz UMG to ogromny katalog wykonawców i – o ile nikt tu nie zawali – perspektywy streamingu hi-res prezentują się obiecująco. Tidal powoli rozbudowuje dział Masters, trwają rozmowy z kolejnymi (mniejszymi) labelami, wielu producentów sprzętu chce wprowadzić obsługę MQA do swoich produktów. Pozostaje kwestia przekonania odbiorcy, że to mu się opłaca, że to robi różnicę. Według mnie pomóc może to, o czym pisałem parę razy na łamach HDO – właściwie 90% benefitów mamy bez robienia czegokolwiek, tj. bez wymiany sprzętu… wystarczy software’owy dekoder. Ten jest w Tidalu, zaraz będzie w ROONie, będzie także dostępny w innych odtwarzaczach softwareowych… to naturalna kolej rzeczy. Myślę, że nikt nie będzie w takiej sytuacji na NIE, mimo że ocena „o ile i czy w ogóle lepiej” jest niejednoznaczna. I to też zrozumiałe i nie ma w tym niczego dziwnego, bo przecież można patrzeć na tę nowość ze sceptycyzmem. Tak właśnie robi publicznie Linn (ktoś, kto na streamingu i graniu z pliku zjadł zęby, jedna z firm z największym doświadczeniem w branży w tej dziedzinie), czy taki Schiit (tu bardziej jest na przekór i – ogólnie – „kto by sobie głowę zawracał pierdołami”). Moim zdaniem w całej sprawie ważne jest coś innego niż samo MQA. Tym czymś jest jakość źródłowego materiału, który to w tym przypadku musi być z definicji najlepszy (dostępny) i dzięki technologii, może zostać podany w najdoskonalszej (możliwej) formie. To zniesienie pewnego ograniczenia jakie dotyczyło wszystkich dotychczasowych form zapisu muzyki na różnego rodzaju nośnikach. Tutaj NIE MA OGRANICZEŃ, tu może być zwyczajnie najlepiej jak się da, może być jakość studyjna. I tu polemizowałbym z Wojtkiem Pacułą, który wielbi srebrny krążek, zapominając, że to zawsze tylko pewne przybliżenie, że są oczywiste ograniczenia, których się nie obejdzie, bo to składowa formatu, technologii, podczas gdy plik to otwarta karta… tu można naprawdę dążyć do absolutnej doskonałości, bo NIE MA OGRANICZEŃ, TE ZWYCZAJNIE W PRZYPADKU ZER I JEDYNEK NIE ISTNIEJĄ. Także nie ma co czarować, że nie będzie możliwości grania ze studio mastera w domowych pieleszach, bo właśnie takie możliwości oferuje teoretycznie dzisiejsza technologia. Tu i teraz. A że, co oczywiste, będzie się to jeszcze rozwijać, będą powstawały doskonalsze cyfrograje, będziemy dochodzić w tym zakresie do perfekcji (podobnie jak było z każdym formatem, technologią, urządzeniami) to nihil novi.

Sumując MQA to nie jest coś, co powinno zmuszać nas do pędzenia do sklepu po nowego DACa, bo NIE MA TAKIEJ POTRZEBY i można spokojnie patrzeć na rozwój tego rozwiązania nie zmieniając nic (no poza nowymi wersjami oprogramowania – przed tym się nie ucieknie – taki wymóg grania z pliku) w swoim klamotowym zapleczu. Oczywiście producenci, jak to producenci, będą nas przekonywać, że tak, że trzeba, że no przecież musi być obsługa (podobnie było z wyczynowymi parametrami PCM oraz obowiązkowym DSD), ale to tak naprawdę nie ma większego znaczenia. Są zwolennicy starych kości (specyfikacja UAC 1.0 – 24/96) i za nic nie chcą zmieniać swoich przetworników na nowe, „wszystkomające”, bo im to, co było, gra po prostu lepiej. I nie muszą, bo dekoder sprzętowy w przypadku MQA właśnie 24/96 maksymalnie obsługuje i wątpliwie by znalazł się ktoś, kto w ślepym teście dostrzeże różnicę między graniem w takiej jakości, a np 24/192 i więcej. Szczególnie, że wszystko co zapakowane w MQA o nominalnie lepszych parametrach (w tym materiały DSD, DXD) i tak nam taki dowolny jw. DAC zagra (wspierający UAC 1.0). Jedyna kwestia, która moim zdaniem (subiektywnie) robi różnicę to wspomniane DSD. Ten format ma potencjał i daje konkretne korzyści soniczne. Grając takie pliki dostrzegam różnicę, dostrzegam ją również korzystając z konwersji PCM @ DSD. To ostatnie na tyle do mnie przemawia, że obecnie właściwie inaczej plików nie słucham i to, co taka konwersja (DSP) robi z dźwiękiem zapisanym nie tylko bezstratnie (zazwyczaj FLAC, czasem bez kompresji w WAV), ale także stratnie (AAC, MP3) to …warto spróbować, naprawdę polecam samemu to sprawdzić. Dla mnie to rozwiązanie optymalne, bo mogę mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko, mogę cieszyć się najlepszymi jakościowo plikami, doceniając dźwięk z takich źródeł, a jednocześnie słuchać praktycznie każdego materiału komfortowo (to właśnie na tym gorszym zastosowanie konwersji sprawdza się wyśmienicie!). I nie ma co się obruszać, że zaprzęgamy procesory do „robienia” dźwięku, softwareowe silniki DSP, bo to się przecież robi w studiu, na etapie masteringu, na etapie tłoczenia (fizyczny) czy tworzenia (plik) i w samym systemie audio… korzystamy z technologii, aby zbliżyć się do doskonałości w dziedzinie odtwarzania muzyki w domowych warunkach. To proces ciągły, który stanowi esencję działania, rozwoju całej branży.

UMG w oficjalnie wyrażonym stanowisku, głosem swojego przedstawiciela, wyraża entuzjazm i pełne zaangażowanie w działania mające na celu popularyzację dystrybuowania muzyki hi-res, oferowania najlepszej jakości dźwięku na rynku. I to – właśnie – cieszy, bo jeszcze do niedawna wraz z pojawieniem się (wcześniej) sklepów z muzyką zapisaną stratnie (pierwsza rewolucja cyfrowa z Napseterm, iTunes), a następnie serwisów streamingowych z „mp3-kami” (Spotify i reszta) wydawało się, że właśnie zatrzymujemy się na etapie „wystarczające”, „więcej nam nie trzeba”. To, wraz z odchodzeniem od fizycznego sposobu dystrybucji muzyki, tworzyło niebezpieczną sytuację możliwego regresu jakościowego. Paradoksalnie rozwój technologii (ogólnie) tworzył dla muzyki kiepskie perspektywy ze strumieniami mocno skompresowanego dźwięku, gorszej, nie lepszej jakości dostępnej powszechnie, stanowiącej nową rzeczywistość – o tyle przykrą, że za to nominalnie gorzej trzeba było słono zapłacić (i to nie mało, patrz iTunes z średnią ceną za skompresowany stratnie album, de facto nie będący naszą własnością). Także zaangażowanie takich gigantów jak UMG oraz Warner daje powody do optymizmu, bo to co jest w zasobach wytwórni, a co ze względu na technologiczne uwarunkowania, ograniczenia nie mogło „rozwinąć skrzydeł” teraz ma ku temu widoki i nie ma żadnych przeciwności technicznych, aby najlepsza jakość była dostarczana wprost do naszych domów (czy mobilnie – bo MQA, przypominam, przede wszystkim jest sposobem na takie ograniczenie transferu, by mobilnie dało się te hi-resy odtwarzać w obecnych realiach funkcjonowania sieci komórkowych).

W praktyce pliki z UMG w najlepszej jakości, którą może wytwórnia zaoferować, pojawia się niebawem na Tidalu (liczę, że to wspomniane powyżej, powolne uzupełnianie katalogu Master ruszy ostro z kopyta), niewykluczone że będą także dostępne jako downloady MQA w wirtualnych kramikach. Pozostaje czekać na to, co zrobi Sony. Firma mocno promuje hi-res (znaczki na produktach) i liczy na to (podobnie jak inne labele), że będzie można zarobić sporo na katalogu, oferując lepszą jakość. Rozmowy podobno ciągle się toczą, dla koncernu problemem może być to, że wcześniej sam próbował na tym polu szczęścia – bezskutecznie. Poza tym Sony dość anemicznie, ale jednak, wspiera DSD (w końcu twórca formatu) i jest zainteresowane komercjalizacją 1 bitowego zapisu na dużo większą skalę niż obecnie. Tu pojawiają się przeciwstawne interesy, bo MQA to rozwiązanie w oczywisty sposób konkurencyjne do ewentualnych planów Sony na polu dystrybucji muzyki z sieci. Tak czy inaczej pewnie dogadają się i MQA faktycznie stanie się swojego rodzaju platformą dla hi-resów w strumieniu (a także albumów do ściągnięcia, choć tutaj rokrocznie spada udział takiej formy dystrybucji muzyki). Wieloletnia licencja podpisana na cały katalog UMG daje nadzieję na popularyzację audio hi-res, na faktyczny progres w dziedzinie jakości dźwięku dostępnego dla konsumentów. To właśnie finalnie ta nowa jakość jaką niesie granie z pliku, połączenie wygody dostępu, braku regionalizmów, odejścia od DRMów (z zastrzeżeniem, że zmienia się sposób korzystania z bibliotek audio, ich lokalizacji!) z wyraźnym progresem jakościowym. To dobra informacja dla nas. Przy czym należy życzyć sobie, żeby nie tylko Tidal oferował dostęp do muzyki bezstratnie zapisanej. Nie musi być od razu MQA, może być jakość płyty CDA – to, wraz z rozwojem sprzętu i oprogramowania daje oczekiwany rezultat w postaci bardzo dobrego jakościowo dźwięku dostępnego dla każdego zainteresowanego.

Transport cyfrowy za grosze lepszy od sprzętu za tysiące? Chromecast pomierzony

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
chromecast-audio

Niczym drzazga w d… Strona pewnego inżyniera, osoby która hobbystycznie mierzy, opisuje, krytykuje to co w audio niby ustalone, to co modne, to co najgłośniejsze, najbardziej nośne i rozreklamowane. Zapewne wielu speców od marketingu, od PR miałoby spory problem, gdyby wnioski jakie pojawiają się na ww. witrynie pojawiły się w „głównym” obiegu. Na szczęście (a nasze nieszczęście?) dla speców to niszowy site, na tyle niszowy że zapewne wielu z Was, drodzy Czytelnicy, nigdy o nim nie słyszało. Ja śledzę publikacje Achimagio’s Musigns od dawna i cóż – wniosek z lektury kolejnych publikacji nie jest dla branży przyjemny… wręcz przeciwnie… jest przytłaczająco miało przyjemny. To, co uważamy za pewne, przestaje takim być, po lekturze i nie chodzi tutaj o ślepą wiarę w pomiary, cyferki, wyrzucenie subiektywnych ocen do kosza. Nie. Chodzi o coś innego – chodzi o poparte doświadczeniem jasne, nie pozostawiające niedomówień, konkluzje. Coś jest, albo czegoś nie ma. W przypadku Achimagio każdy humbug, każda ściema zostaje bezlitośnie obnażona. Po prostu.

To miejsce, które każe nam, poszukiwaczom dobrego jakościowo brzmienia, przemyśleć parę rzeczy na nowo. Cały cykl artykułów o MQA (bardzo krytycznych w wymowie – będzie o tym osobny wpis) pokazuje w czym rzecz – dzisiaj zatraca się w wyścigu o kasę pierwotny sens całej zabawy, a że w przypadku komputerowego audio (cyfrowego zapisu muzyki, opublikowanego w sieci i odtworzonego w warunkach domowych – precyzyjnie rzecz ujmując) można wmówić prawie wszystko… to się w najlepsze wmawia. Nie ma (bo i być nie może) najlepszego, czy jedynego gwarantującego najlepszy efekt sposobu zapisu, rejestracji i nigdy nie będzie. Właściwie każda technika może w rękach dobrego rzemieślnika (mastering – dźwiękowcy) dać dobry, bardzo dobry efekt. Co więcej, w świecie streamingu, grania z pliku kwestia transportu opartego w 100% na sprzęcie komputerowym, bo każdy streamer to komputer, oparty na TYPOWYCH komponentach tj, układy Intela, procesory ARM, chipsety / płyty stosowane powszechnie w IT (choćby nie wiem jak był drogi, audiofilski i prze-zachwycający) jest… najmniejszym problemem, najmniej istotnym problemem w kontekście jakości brzmienia. Jeżeli byłoby inaczej, tzn. to właśnie ten element był krytyczny, to jak wytłumaczyć idealne wyniki pomiarów takiego Chromecasta (Audio) za 35$? Jak uzasadnić, że coś (realizującego dokładnie te same zadanie – przesłanie z źródła cyfrowo zapisanej muzyki i przesłanie tego dalej w domenie cyfrowej do reszty toru) za 3500$ (i więcej) właśnie …robi to lepiej, podczas gdy lepiej tego nie robi, bo NIE MOŻE? Co więcej (i gorzej dla high-endów) ten pizdryk radzi sobie równie dobrze, jako odtwarzacz, przesyłając dźwięk analogowo, już po konwersji w – podkreślam – akcesorium za 35 dolarów. Zresztą popatrzcie sami na ten wpis (pomiary toslinka tutaj) i wyciągnijcie wnioski. Ja korzystam z paru Chromecastów, intensywnie użytkuje i wnioski już wyciągnąłem. To się sprawdza, zwyczajnie, bez żadnego „ale” się sprawdza. Brawo Google.

Zero-jedynkowy świat to dla wielu świat niemal magiczny, trudny do rozeznania, bo (na pierwszy rzut oka) niezwykle skomplikowany, pełen technologicznego żargonu (w wydaniu marketspecjalistów coraz częściej – niestety – bełkotu). I na tym się żeruje, na tym bazuje, wciskając rozwiązania, które nie dają w praktyce żadnego progresu, żadnego magicznego „lepiej niż pierwotnie zarejestrowane”, żadnego tego typu bajerowania (właśnie!) jak to spece z lubością starają się nam wmówić. Patrząc na pomiary, a także własne oraz przedstawione na ww. stronie wnioski, można napisać tak (twarde fakty, pomijam subiektywne – gra bardzo dobrze, bo…)”…

Chromecast Audio:

  • pozwala uzyskać rozdzielczość na poziomie 17.5 bitów (wyjście analogowe, cyfrowo nawet 18.5), co jest wynikiem bardzo dobrym, lepszym od wielu cyfrowych źródeł za ciężkie pieniądze dostępnych na rynku, podobnym do wielu za dziesięciokrotność sumy, którą przyjdzie za niego zapłacić. Innymi słowy jest to transport, który po upgrade software faktycznie obsługuje materiał 24 bitowy (a nie tylko udaje, że to robi!),
  • ma pomijalny jitter (przypominam, mówimy tutaj o streamingu via WiFi), który pojawia się dopiero wtedy, gdy gramy 24 bity (@ SPDIF). W przypadku materiału 16/44 to rozwiązanie jest JITTER FREE, w przypadku 24 bitów pomiary wypadają gorzej, ale jitter i tak nie ma wpływu na degradację dźwięku w słyszalnym przez człowieka zakresie,
  • jest bitperfect* Warto to podkreślić, bo wiele drogich transportów NIE JEST bitperfect (na marginesie, wszystko co gra Wam wspomniane MQA z założenia nie jest bitperfect, bo MQA nie jest bitperfect),
  • dysponuje świetnie zbalansowanymi kanałami (analog) – żadnych odstępstw, żadnego mniej lub bardziej. Idealne 2Vrms!
  • pozwala, biorąc pod uwagę potencjał (35$!), na podpięcie bezpośrednie do reszty toru analogowo, byle nie były to wysoceefektywne słuchawki. Zwyczajnie, podepnijcie to pod swoje stereo,
  • ma wyjście cyfrowe (Toslink), które wypada bardzo dobrze i w testach porównawczych z bardzo dobrym przetwornikiem C/A TEAC UD-501 nie ma różnic w porównaniu z graniem via USB (PC) na wspomnianym DACu (16/44). To o czymś świadczy, nieprawdaż? Jako transport cyfrowy jest dobrze, ale równie dobrze zdać się na wbudowany, jak się okazuje świetny AKM4430, budżetowy, a jak widać doskonale wykonujący swoją robotę,
  • wyposażono w efektywny system buforowania, zapewniający odtwarzanie bez przerw dźwięku nawet przy dość kiepskim sygnale (opisane w artykule Achimagio 40%). Wiele nowoczesnych streamerów ma cholernie duże problemy w nawiązywaniu połączenia (a co tu mówić o bezproblemowym przesyle, graniu bez zakłóceń) i „wymięka” podczas prezentacji w sklepach (duże zakłócenia, liczne urządzenia podpięte na niewielkiej przestrzeni)
  • nie ma problemu z materiałem 24/88, co niestety przytrafia się wielu urządzeniom audio,
  • to najtańsze tego typu rozwiązanie na rynku (tańszego, w zakresie funkcjonalnym, nie ma), które zostało zaprojektowane jak trzeba. Jak widać nie trzeba laboratorium NASA, kosmicznych technologii, rzadkich materiałów z asteroidy, by coś niezwykle taniego wypadało w pomiarach blisko (albo dokładnie) wartości referencyjnych. To jest – jak podkreśla autor bloga – bardzo proste. Jitter, bitperfect, balans, rozdzielczość to konkrety, albo coś potrafi, albo nie potrafi (jest źle zaprojektowane, albo nie do końca dobrze) osiągnąć właściwych wyników. Tylko tyle i aż tyle! Dotyczy to także DACa za 5000$, streamera za 20 000 tysięcy i innych, audiokomputerowych wynalazków,
  • wypada jako źródło równie przekonywająco jak wspomniany TEAC UD-501 (to subiektywny osąd autora pomiarów). Mój? Patrz wyżej (strefy oparte na Chromecast A.)

Cóż mogę dodać? Może to, że oczywiście można inaczej i więcej, bo można chcieć obsługi DSD chociażby (tak, uważam że 1 bitowy materiał ma swoje specjalne cechy, które kojarzą się z graniem z analogowych źródeł, chodzi tu o subiektywny odbiór tak zapisanej muzyki, nie chodzi o żadne oceny lepiej/gorzej), można chcieć integracji z Roonem (niestety na razie nie ma możliwości wykorzystania Chromecasta w tym front-endzie, choć przymiarki trwają i mam nadzieję, że takowa integracja w wersji 1.3 oprogramowania się pojawi), można też mieć ochotę na dużego klamota po prostu, na połączenie wielu funkcjonalności (vide świetny skądinąd ADL Stratos) itd. itp. Nie zmienia to jednak ogólnej wymowy tego, co powyżej… nie ma i nie będzie czegoś takiego, jak Złoty Graal cyfrowego audio (za góry złota rzecz jasna), który pozostawia wszystko inne daleko w tyle. Czegoś takiego w przyrodzie nie ma i nie będzie (bo też jest jasny cel w przypadku transportu cyfrowego – da się to zmierzyć, da się stwierdzić, da się osiągnąć lub nie). Sprzęt za dziesiątki tysięcy złotych może nie spełniać formalnych wymogów, być zwyczajnie źle skonstruowany, mieć braki w obsłudze cyfrowego dźwięku (podstawowe) i choć nie wyklucza to automatycznie dobrego brzmienia, to nie może on brzmieć lepiej od tego, co zaprojektowano… lepiej. Nawet jeżeli to lepiej zaprojektowane kosztuje 35$. Tak podpowiada logika i trudno by było inaczej. Nie można udowadniać czegoś, czego nie ma. Nawet jeżeli dysponuje się najlepszym słuchem we wszechświecie nie można. Nie można, ale często gęsto to się właśnie robi.

Pod rozwagę.

 

PS. Do napisania tego wpisu długo dojrzewałem, musiałem sobie to wszystko poukładać. Poukładałem i cóż, tak to widzę. Wiem, że w ten sposób narażę się złotouchym piewcom czegoś, co wg. nich gra lub nie gra. Mniejsza o twarde realia, prawda? Kiedy to ucho w bezwzględny sposób „mierzy” i „dowodzi”. Dobrym określeniem na te do(wy)wody jest „zdaje się”, najlepszym według mnie, ale to automatycznie wyklucza dalszą dyskusję, bo przecież złotouchy powie „jest” i basta. Muszę szybko uporządkować listę kontaktową, coś czuję ;-)

Komputer pod audio z Antypodów & Roon. Ideał? Nasze trzy grosze

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
dxb_half1

Kosztowne to. Bardzo. A konkretnie za ile? 6500 dolarów. Za tyle to można mieć wydajną stację roboczą. Prawda. W segmencie cyfrowych transportów to też raczej (naj)wyższy pułap. Tyle, że mówimy o czymś, co w pewnym sensie wyznacza zupełnie nowy kierunek, coś co ja prywatnie nazywam PC BACK! Dlaczego powrót PC? Ano dlatego, że zataczamy oto pełne koło – od wieszczenia ery post-PC, eksplozji handheldów, przenośnej elektroniki, konsol (tak, tak to gigantyczne pieniądze, tzn. cała elektroniczna rozrywka) po to, co obserwujemy obecnie. A co obserwujemy? Ano wielki powrót PC. Ktoś się obruszy – ale jak to powrót, przy spadającej liczbie sprzedawanych komputerów. Tak, tylko że to niczego nie wyjaśnia i zaciemnia obraz… konsole z komponentami typowo pecetowymi, integracja systemów operacyjnych (komputerowych) na nich, hybrydy (mam tu na myśli nie tylko pomysły MS, ale także do pewnego stopnia nowe iPady Pro Apple – wszystko zmierza, wierzcie mi, do UNIFIKACJI), dalej, wielki powrót PC w roli jedynego, sensownego pomysłu na VR oraz bezproblemowe korzystanie z treści UHD. Tak to wygląda i – co dla nas nie bez znaczenia – dotyczy także naszego, audio, poletka.

Ten konkretnie komputer to oczywiście jakaś nisza, niszy, ale pokazuje bardzo ciekawą tendencję, coś co się przed momentem pojawiło i według mnie będzie niebawem stanowić prężnie rozwijającą się gałąź rynku. Przez analogie do PC pod TV (od HDTV po Steam Machines – czyli specjalizacja, z silnie zaakcentowanym pecetowym rodowodem), widzimy pojawienie się już nie hobbystycznych (vide CAPS) konstrukcji pod audio. Dedykowanych audio. Wyłącznie pod audio. To takie komputery, które mogą być integrowane w obudowie bardzo konkretnych audio klamotów (Musical Fidelity Encore 225), jak i stanowić po prostu cyfrowy transport (bez dodatków), taki, który niweluje wszelkie wady komputerowego źródła (te rozpoznane, jak opóźnienia, jitter, interferencje i te trudniejsze do zdiagnozowania, dotyczące ogólnie rzecz biorąc oprogramowania systemowego). Pisałem o tego typu konstrukcjach nie raz na HDO, opublikowałem recenzję „kostki” MiniX PC aka Fooko PC (dość popularny kierunek, choć trudno tu mówić o specjalizacji, bo to zwykły miniaturowy PC jest). Tak, są różne możliwości, ba można powiedzieć morze możliwości i to właśnie najmocniejsza strona PC Audio… wiele dróg, które mają prowadzić do jednego celu – jak najlepszego odtworzenia plików audio na danym torze, systemie.

Tym, co stanowi przełom, będę się tutaj mocno upierał, że właśnie to jest KLUCZOWA kwestia – jest oprogramowanie integrujące i że tak powiem spinające świat PC z światem domowego audio. To – tak zgadliście – Roon. Dlaczego to takie ważne? Pomijając kwestie obsługi, możliwości tego interfejsu, serwera, front-endu (tak, mówimy o KOMPLETNYM rozwiązaniu), mówimy tutaj o stworzonym na bazie tego rozwiązania standardzie, obejmującym firmowy protokół RAAT. To właśnie on robi różnicę. Dwa fundamenty, na których opiera się Roon: Core oraz Ready, czytaj serwer/klient działają w ramach własnego, unikalnego rozwiązania, protokołu, który pozwala (przy odpowiednio zbudowanym transporcie PC) stworzyć docelowe, idealne warunki dla transferu muzyki. W końcu to się komuś udało i to coś, co jest powtarzalne, osiągalne, w tym sensie, że przy zapewnieniu odpowiedniego zaplecza hardwareowego oraz softwareowego (kwestia komputerowego OS jest tu oczywiście niepomijalna – o czym za chwilę) mamy GOTOWCA. Bez konieczności kombinowania, bez konieczności zgłębiania zależności, bo bierzemy to, że tak powiem z półki. I TO JEST CLOU.

Ten Antipodes DX 2 gen to nic innego, jak właśnie wyspecjalizowany PC. Bardzo wyspecjalizowany. Z Linuksem, z kilkunastoma zainstalowanymi usługami, protokołami, odtwarzaczami audio, w tym także z Roon Core oraz Roon Ready. Innymi słowy mamy wiele scenariuszy wykorzystania tego klamota, w tym wg. mnie najlepszą konfigurację z jednocześnie pracującym na tej maszynie Roon Core oraz Roon Ready. To kompletne rozwiązanie serwer/klient z pudełka pod audio. Idealne, bo pozbawione wszelkich problemów, na jakie można natrafić w przypadku PC pod audio. Zastosowana dystrybucja Linuksa jest tutaj bardzo ważnym elementem.

Dlaczego?

To powyżej, to pierwsza generacja DX-a

A to poniżej, to pokazana w Monachium, tytułowa wersja 2

Ano dlatego, że dystrybucja jest specjalnie opracowana na potrzeby tego konkretnego projektu. Linux daje takie możliwości jako oprogramowanie OpenSource, pozwala na taką kompilację kodu, aby efekt był skrojony dokładnie pod nasze wymagania. I tutaj właśnie mamy takie coś. Znam Daphile, to bardzo fajne rozwiązanie, tutaj jednak konstruktorzy i programiści idą krok dalej, bo dopasowują system komputerowy POD KONKRETNY komputer PC. W przypadku tytułowego rozwiązania mamy dystrybucję opartą na Fedorze systemie zmodyfikowanym przez team Kiwi w celu optymalizacji sygnału, redukcji jittera oraz wprowadzenia całego szeregu stopni buforowania/re-taktowania, co w efekcie ma przekształcić tego PC w high-endowe źródło (taaaak, właśnie, w końcu to 6,5k$, nieprawdaż?) Generalnie nie ma tu mowy o żadnych kompromisach (możemy pośmiać się z audiofilskich przewodów SATA, ale zanim to zrobimy warto docenić kompleksowe podejście do tematu twórców tego peceta), to w 100% dopracowany projekt pod kątem odtwarzania muzyki. Tylko i aż.

Oprogramowanie to raz, a hardware to dwa. Poza gniazdami USB (jedno z własnym, oddzielnym torem zasilania 5V, w formie osobnej karty rozszerzeń na PCI-e), mamy typowe dla klasycznych transportów cyfrowych wyjścia SPDIF (także w postaci AES/EBU) zawiadywane nie przez OS, a programowalny – dobrze nam znany, chip XMOS X-CORE. Oczywiście mówimy tutaj o interfejsach asynchronicznych, o galwanicznej izolacji …w sumie mówimy tutaj o kompletnym, wysokiej klasy konwerterze USB (dedykowanych audio, bez współdzielenia procesów, innych komponentów komputera z wymienionymi powyżej gniazdami) – SPDIF. Celem było uzyskanie dokładnie takiej samej jakości z wszystkich wyjść cyfrowych. O wyborze mają tutaj decydować wyłącznie preferencje użytkownika (okablowanie, posiadany DAC etc.). Sercem komputera DX2 jest czterordzeniowy układ Intel Atom (patrz Fooko PC), chłodzony pasywnie. Tu rodzi się pytanie o wydajność takiego procesora w sytuacji, gdy zapragniemy skorzystać z wszystkich funkcji jakie daje software (multistrefowe granie plików hi-res, odtwarzanie DXD/DSD128/256 czy konwersja DSD-PCM-DSD). Z moich testów wspomnianego przed chwilą Fooko wynika, że takie mocno obciążające procesor zadania mogą być dla zastosowanego w tym projekcie CPU wyzwaniem. Z tym, że tutaj mamy zupełnie inny OS, a to ma niebagatelny wpływ na to ile mocy nam zostaje (czytaj Windows ciągnie taki system w dół, bo jest mocno zasobożerny). Także nie musi to być ograniczenie, warto to będzie jeszcze sprawdzić!

Tu jeden z wariantów DX wyraźnie wskazujący zastosowanie (serwer)

Preinstalowany ROON daje w sumie trzy możliwe scenariusze: możemy skorzystać z zewnętrznego serwera ROON (jakiś NUC, mikroPC w roli serwera), wtedy opisywany komputer jest Roon Ready (end-pointem). Korzystamy z danej infrastruktury sieciowej, co może wpłynąć na końcowy efekt. Aby uniknąć tego wpływu możemy także zdecydować się na Roon Core, z zewnętrznym sterowaniem (z handhelda), z bezpośrednim wpięciem jakiegoś DACa via USB lub SPDIF. Konstruktor nazywa takie połączenie Core Direct (w torze sygnału mamy sterownik zewnętrznego DACa). Wreszcie jest trzecia opcja – najciekawsza – czytaj serwer/klient pod jednym dachem. Wtedy to Core komunikuje się z Ready w ramach jednego systemu komputerowego i to właśnie Antipodes DX2 wraz z własnym oprogramowaniem systemowym robi dźwięk, robi różnicę. Bez naruszania kodu Roona, w takim scenariuszu, linuksowa kompilacja stanowi czysty, pozbawiony jakichkolwiek degradujących dźwięk (faktycznie, potencjalnie – mniejsza) elementów kod, kod przygotowany specjalnie pod kątem odtwarzania muzyki na takim komputerze. To wspomniane powyżej modyfikacje, wraz z dopasowaniem kompilacji do współpracy z Roonem pozwalają – zdaniem twórców tego rozwiązania – uzyskać lepszy efekt od Core Direct (Roon Core z wpiętym DACzkiem, obsługiwany zdalnie).

To kluczowa sprawa, ale nie jedyna, bo cała reszta tj. zasilanie, ekranowanie, właściwa separacja oraz umiejscowienie poszczególnych komponentów (patrz zdjęcia), w przypadku omawianego komputera, decydują o końcowym efekcie. Szczególnie zasilaniu poświęcono tutaj wiele uwagi, starając się dostarczyć stabilne napięcie wszystkim komponentom w ścieżce sygnału. Komputer z pudełka, siłą rzeczy, nigdy nie będzie w taki sposób zaprojektowany. Oczywiście można skorzystać także z alternatywnych usług / odtwarzaczy, takich jak: Squeezelite, Squeezebox server (LMS), MPD, HQPlayer NAA, Bubble UPnP, SONOS czy Plex Media Server:

Jednak tym, co wg. mnie robi zasadniczą różnicę jest opisany powyżej ROON. Oczywiście kwestią do dyskusji jest wycena tego projektu. Można zapewne zmieścić się w zupełnie innym, niższym budżecie, wprowadzając na rynek sprzęt o podobnych możliwościach (rezygnacja z drogiej obudowy, rezygnacja z napędu optycznego, przeskalowanie komputera w dół, rezygnacja z bardzo kosztownych, wieloterabajtowych pamięci masowych SSD etc.). Tak, czy inaczej to świetny przykład tego, co można zrobić z systemem komputerowym dedykowanym audio. Jak widać, można zrobić wszystko i stworzyć bezkompromisowy PC Audio, który zwyczajnie nie będzie miał rywala w świecie tradycyjnych źródeł cyfrowych, a to za sprawą bycia „zawsze na czasie”. Tego nie dostaniemy z żadnym klamotem audio. A to ważne, bo właśnie teraz interfejs, oprogramowanie w świecie muzyki z pliku to kluczowa sprawa. Widać to z całą mocą w tym właśnie, konkretnie, w opisanym projekcie/produkcie (właśnie ruszyła jego sprzedaż).

Pozostaje czekać na podobne opracowanie (mam tu na myśli integrację dopasowanego OS z Roonem na maszynie x86 zaprojektowanej pod audio), tyle że dopasowane do realiów kieszeni z jakimś określonym dnem.

Specyfikacja (w j.ang):

  Number of Pieces
1 Piece – Server with Internal Linear Power Supplies
  Storage Capacity
Up to 6TB SSD – 1TB, 2TB, 4TB or 6TB
  Audio Outputs
Ethernet plus either USB Audio 2.0, or Conventional S/PDIF, AES3, Toslink, or both

USB Outputs
One with USB 5v Power On & One With 5v Power Off
USB Audio 2.0 Compliant (to 32 bit /384 kHz)
DoP – DSD64, DSD128, DSD256
  S/PDIF, AES3, Toslink Outputs
PCM to 24 bit / 192 kHz
  Core Technology
Antipodes Core V4

Power Supply Technology
Fully Linear Internal Power Supplies
- Dedicated Supply to Output Card
- Custom-Wound Transformer
  Software Suite
Antipodes 2
  Case Material
All Aluminium Alloy
  Cooling
Fanless Passive Cooling
  AC Power Requirements
110 to 120 VAC or 220 to 240VAC (Switchable at Service Centre)
  Power Consumption
Less than 25W while running
  Dimensions
432mm (w) x 273mm (d) x 85mm (h)
17in (w) x 10.7in (d) x 3.3in (h)
  Shipping Weight
Approx 7.7kg (17lbs) – Varies by Configuration


Poniżej konfiguracje DX2 oraz parę dodatkowych fotek z rozbudowanym opisem…

» Czytaj dalej

Konwersja do DSD to nie przelewki! Minimalne wymagania wg. KORGa

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
n6-inside

Przeglądałem sobie materiały poświęcone masteringowi oraz konwersji materiału PCM do DSD (oprogramowanie AudioGate) i trafiłem na garść ciekawych informacji dotyczących minimalnych wymagań (można napisać rekomendacji, ale chodzi raczej o minima właśnie, bo w tekście stoi np. Intel Core 2.6 GHz, a obok rekomendowany min. Core i3 etc.). I co się okazuje? Ano okazuje się, że DSD ma naprawdę konkretne wymagania odnośnie konwersji czy rejestracji dźwięku (w czasie rzeczywistym) do postaci jednobitowej. Zastanawiałem się wcześniej dlaczego występują problemy z obsługą takiego materiału na tableciePC oraz MiniX (wszystko to platformy wykorzystujące układy Intel Atom). Cóż, odpowiedź znalazłem w materiałach Kogra, gdzie ni mniej ni więcej stoi jak wół: more than 3,1GHz CPU (DSD 64/128). Czytaj – musimy mieć naprawdę bardzo wydajną maszynę, żeby proces konwersji materiału PCM do DSD przebiegał płynnie, bezproblemowo. Oczywiście możemy liczyć na firmowe podkręcanie (turbo boost) zaszyte w układach Core, ale i tak procesor musi być de facto taktowany zegarem ~3GHz. Poza tym firma wyraźnie zaznacza, że 8GB to rozsądny wybór, że 4GB to za mało, aby w pełni wykorzystać możliwości oprogramowania. Niby dzisiaj pamięć tania, ale zauważmy że duża część laptopów, ultrabooków wykorzystywana często przez nas w roli komputera pod audio dysponuje właśnie 4GB pamięci. Co gorsza, w przypadku wspomnianych ultabooków, nie da się tego ograniczenia objeść, bo RAM mamy wlutowany do płyty. 

Dodatkowo Korg informuje o konieczności zapewnienia odpowiednio szybkiej pamięci masowej (w praktyce chodzi tutaj o pamięć półprzewodnikową – uwaga na hybrydy, nie zawsze takie rozwiązania łączące zalety SSD oraz klastycznego HDD się sprawdzają) oraz odpowiedniego skonfigurowania maszyny. Chodzi tutaj o priorytet przyznany dla AudioGate, o wyłącznie wszystkich zbędnych procesów, o dezaktywację wszelkich notyfikacji, wygaszaczy etc. Warto także poeksperymentować z ustawieniami bufora, wyłączyć wszelkie ficzery oszczędzające energię (hibernowanie, z szczególnym uwzględnieniem laptopów), sprawdzić czy interfejs audio pod USB działa na magistrali nieobciążonej przez inne akcesorium/ dysk/ procesy. Każdy z wymienionych elementów ma wpływ, czy może mieć wpływ na efekt końcowy. Jak widać z powyższego, komputer pod audio, taki bezkompromisowy i zdolny do odtwarzania dowolnego materiału, w tym konwersji w locie oraz nagrywania, musi być w praktyce bardzo szybką, bardzo wydajną maszyną. Patrząc na wpisy na formach poświęconych programowym odtwarzaczom audio (Roon, HQ Player, Jplay) widzę wiele uwag dotyczących działania software / odtwarzania muzyki związanych z NIEWYSTARCZAJĄCĄ mocą komputera, pełniącego funkcję transportu. Wspominałem na łamach HDO o zaletach dedykowanej maszyny, pisałem o tym, że trudno pogodzić funkcjonalność źródła komputerowego z jednoczesnym wykorzystaniem komputera do innych celów, omawiałem najlepsze sposoby konfiguracji oraz dopasowania oprogramowania, wyboru platformy. To obecnie staje się jeszcze ważniejsze niż dawniej, bo możliwości w zakresie obsługi plików hi-res rosną (patrz wyżej), komputer nie może być byle jaki, bo taki sprosta strumieniom stratnym, poradzi sobie ewentualnie z obsługą streamingu z Tidala (materiał bezstatny, bitperfect, powinien być skorelowany z niezawalonym śmieciami systemem, działającym odpowiednio, bez niespodzianek… ogólnie dotyczy to odtwarzania czegokolwiek, ale dla kogoś kto przykłada uwagę do jakości to oczywista sprawa).

W przypadku Korga znalazłem także sugestie dotyczące USB 3.0. Inżynierowie Korga wypowiadają się mocno sceptycznie w sprawie następcy interfejsu USB 2.0 i zalecają stosowanie portów USB 2.0 (najlepiej bezpośrednio, bez pośredników takich jak huby USB) w przypadku korzystania z DS-DACów. Co ciekawe, uważają oni że większość implementacji USB 3.0 nie jest w pełni kompatybilna z poprzednią generacja interfejsu USB, powoduje problemy w działaniu urządzeń zgodnych z 2.0. Zwracają uwagę, że standard audio USB 2.0 nie jest w sprzęcie wyposażanym w magistralę 3.0 należycie obsługiwany i wiele problemów z działaniem interfejsów audio (szczególnie podczas odtwarzania materiału o wyższej jakości) bierze się właśnie z wspomnianego powyżej braku pełnej kompatybilności. To intrygujące spostrzeżenie, choć nie pierwszy raz spotykam się z takimi, krytycznymi uwagami dotyczącymi 3.0 (które obecnie dominuje na rynku komputerowym, starszy standard został skutecznie wyparty i w praktyce nowe komputery dysponują jednym portem starszego typu, albo w ogóle nie posiadają złącz poprzedniej gen.). Poza tym wiele uwagi poświęcono Windowsowi, który jak pamiętamy natywnie nie oferuje nic więcej niż obsługę standardu USB 1.0 audio (24/96), gdzie zachodzi konieczność instalacji driverów. Opisywane są liczne sytuacje, w których mimo właściwych ustawień, konfiguracji, system nie jest w stanie obsłużyć częstotliwości taktowania, samoczynnie obniżając jej wartość, wprowadzając niechcianą konwersję, downsampling odtwarzanego materiału. To poważny problem, bo nie zachowujemy zgodności bitowej (dodatkowy problem z systemową obsługą dźwięku), degradujemy jakość, często nie zdając sobie z tego sprawy.

Sumując, komputer dedykowany i to jeszcze szybki, naprawdę szybki, pod audio, to nie fanaberia, a obecnie to konieczność. Dotyczy to zarówno konwersji w locie (PCM@DSD), nagrywania jak i …odtwarzania (pliki DXD, DSD szczególnie te 128/256). I nie zapominajmy, że te najbardziej wymagające wymuszają odpowiednie przygotowanie naszej domowej infrastruktury sieciowej – sygnał musi być silny, bez interferencji, zakłóceń, najlepszy i najpewniejszy sposób transferu to użycie skrętki (czyli przewodowo). To bardzo ważne, a często ten aspekt konfigurowania systemu audio pod granie z pliku jest pomijany. To błąd i szybko to wyjdzie „w praniu”.

Aries Mini: alternatywa dla PC w systemie? Nasza recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Auralic-mini

Zacznę nietypowo, bo od cytatu (i nie będzie to jedyny cytat we wstępniaku – strach się bać ;-) ). Długiego cytatu. Przy okazji zapowiedzi na naszym profilu jeden z Czytelników, Pan Krzysztof, zadał trafne, w punkt pytanie: „Jeżeli Aries miałby służyć w konfiguracji wyłącznie jako cyfrowe zródło (podłączony do zewnętrznego Daca) czy jest sens dopłacania w porównaniu do mini PC?”

Oto, co odpowiedzieliśmy:

W takim scenariuszu alternatywa w postaci mini PC oczywiście kusi. Przy czym warto pamiętać, że Aries Mini to zintegrowanie wielu źródeł muzyki w ramach jednego software/interfejsu. To bardzo duży plus, niełatwo uzyskać podobny efekt synergii w przypadku PC. De facto, poza Roonem, nie znam software komputerowego z apką sterującą na dotykowe ekrany handheldów, zamykającego w pełni temat zawiadywania muzyką na komputerze. 

Tu płacimy także za to, za prostotę obsługi i konfiguracji. Przede wszystkim za to właśnie. Jeżeli komputer nie stanowi dla nas bariery, a kwestie obsługi w rozsądny sposób rozwiążemy, to oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie… To opisywane rozwiązanie, to właśnie dla tych, którzy szukają alternatywy dla komputera, nie chcą transportu plikowego w formie PC. 

Brak problemów jest po stronie takich Ariesów, Squeezeboksów, żadnych dużych OS, dziesiątek sterowników, zmiennych, skanerów avir itp itd. To zupełnie inna droga do osiągnięcia tego samego celu, czyli jak osiągnięcia najlepszego brzmienia. Tyle że obok jest wygoda, ergonomia itp sprawy. Ważne sprawy. BTW Mnie bardzo się podoba wzmiankowany Encore 255, pierwszy taki klamot z Intelem x86 i komp. OS – to ambitna próba pogodzenia światów przez Musical Fidelity. Bardzo trudna dodajmy…

A tu, podłączam takiego streamera i gra. Koniec, kropka & amen

I tak to właśnie wygląda, nie inaczej. Tu płacimy za integrację bez konieczności babrania się w systemie, ustawień, konfiguracji, interferencji, podpinania ekranów (no powiedzmy, htpc może oczywiście nie być podpięty i też będzie działał), antywirów, firewalli i czego tam jeszcze. To – wierzcie mi – na niektórych melomanów działa jak płachta na byka. „Jak to, ja mam do nędznej (!#!%) wykonać milion kroków, poznać milion rzeczy (celowo „nieco” przesadzam ;-) ) żeby wcisnąć play? Przecież to kompletnie bez sensu!!!” No i trudno polemizować, bo w przypadku komputerowego audio zawsze, podkreślam zawsze, zachodzi konieczność poznania specyfiki tego źródła / transportu, tu nie ma drogi na skróty. A z komputerami, wiadomo, jak jest. One dają się ujarzmić bezproblemowo, ale trzeba poświęcić czas i mieć chęć. A jak chęci brak? No właśnie, jak chęci brak to bierzemy gotowca (strumieniowca) i już. I tak jest z Ariesem Mini i tego typu produktami. Rozmawiałem z dystrybutorem, mówił mi że rynek niemiecki to główne pole ekspansji producentów tego typu sprzętu. To właśnie tam sprzedaje się tego najwięcej. Sporo też „schodzi” w Stanach. Dużo zapytań serwisowych zza Atlantyku leci (nie to, że jestem w tym momencie złośliwy, ot podaję tylko informację jako pewną ciekawostkę ;-) ) Także wiecie, rozumiecie towarzysze, chcecie prosto, łatwo i bezboleśnie, to musicie za to właśnie parę złotych dodatkowo zapłacić. Uczciwa to oferta i sensowna alternatywa wg. mnie.

Aries Mini jest jednym z najtańszych rozwiązań tego typu na rynku. Są oczywiście (na kopy) androidowe rozwiązania, mini systemy audio (audio wideo), ale wg. mnie to już zupełnie inna para kaloszy. Tam chodzi o coś innego (tak, chodzi o cenę, chodzi także bardziej o prosty dostęp do treści, bez zgłębiania się w jaki sposób, w jakiej jakości, bez tego, co dla nas – zwolenników „nie byle jak” – istotne). Także macie moi drodzy do wyboru dwie piguły: „weź niebieską pigułkę, a historia się skończy, obudzisz się we własnym łóżku i uwierzysz we wszystko, w co zechcesz. Weź czerwoną pigułkę, a zostaniesz w krainie czarów i pokażę ci, dokąd prowadzi królicza nora.” To od Was zależy, która z piguł będzie kompem, a która będzie odpowiednikiem streamera :P Dla mnie muzyka to magia, więc bez względu na to które źródło/transport wybierzemy pozostaniemy nadal w Matriksie (i dobrze, bo po jaką cholerę męczyć się w realu, gdy dźwięki pozwalają odrzucić to, co przyziemne, co rzeczywiste, żeby nie powiedzieć wprost: gorsze? na rzecz tego, co ponad)

No to pojechałem, czas wrócić na ziemię (trudne to, bo właśnie czegoś słucham) i pokrótce opisać tego małego klamota. Do dzieła zatem:

» Czytaj dalej

2L z MQA – darmowe sample do pobrania ze strony wytwórni

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
2L_logo

O MQA pisaliśmy parę razy, głównie tutaj (Czas na streaming hi-res z MQA!). To nowy format, pozwalający zapisać hi-resy (także te „wyczynowe”, tj. DXD, DSD) przy dużo mniejszej objętości pliku, przy zachowaniu tej samej jakości. To obiecująca technologia, na razie wspierana głównie przez Meridiana (który w dużej mierze za tym stoi). Urządzeń, natywnie obsługujących format, jest tyle co kot napłakał, ale na szczęście format pozwala na odtwarzanie na dowolnym, nowoczesnym DACu. W wolnej chwili sprawdzę, jak te pliki grają, raczej nie spodziewam się usłyszeć jakichkolwiek różnic z WAVami czy plikami .dsf, .dff. Jak wiele możemy zaoszczędzić? Naprawdę sporo – przykładowo nieco ponad 2 minutowy utwór Jan Gunnar Hoff: The Elder, w formacie DSD128 stereo zajmuje 195MB, w kompresji MQA (FLAC_MQA) to zaledwie 23MB. To prawie 10 razy mniej, nawet PCM (dużo lżejsze od DSD), o jakości 24/384 to nadal 123MB (dla jasności, źródłem dla plików MQA było właśnie DXD). Także to faktycznie może być przełom i szczególnie Tidal powinien się tematem zainteresować (z tego co mi wiadomo, to się interesuje, nawet testuje i jest jednym z partnerów). Takie rozwiązanie może bardzo pomóc w promowaniu strumieniowania w jakości bezstratnej przy zastosowaniu najlepszej możliwej jakości materiału. Oczywiście nie jest przesądzone, że akurat MQA stanie się standardem i temat się przyjmie (komercyjnie), ale kto mógł dać wiarę w niebywały wręcz wzrost zainteresowania formatem DSD, wprowadzanym jako standard (wsparcie) we wszystkich klamotach audio od plus minus dwóch, trzech lat? Dla mnie to jest coś trudno wytłumaczalnego, szczególnie gdy przyjrzymy się dostępnym źródłom takich plików, liczbie wydawnictw, muzyki jaka jest zapisana w .dsf / .dff. Patrząc na to pod tym kątem, to co się dzieje, wydaje się cokolwiek niezrozumiałe. Dla wyjaśnienia, uważam taki materiał za (często) bardzo wartościowy, faktycznie nierzadko lepiej brzmiący od odpowiednika zapisanego w PCM, ale to jednak niszowa sprawa (akurat szczęśliwie jakaś część interesującej mnie muzyki egzystuje w tym niszowym formacie, ale dla wielu to wyłącznie ciekawostka przyrodnicza). Takie MQA może jednak wspomóc wydawanie muzyki w jakości >16/44, to może być mocny impuls dla branży.

Ok, dość gadania. Link do rzeczonych sampli znajdziecie pod tym adresem. Tak, to ten sam, który parę razy podawaliśmy na HDO, mam nadzieję, że 2L w przyszłości nieco rozszerzy dział próbek o nowe pozycje, bo to – według mnie – świetna zachęta dla kogoś, kto ma ochotę na bezkompromisowy materiał z pliku i zainteresuje się katalogiem wytwórni, który stale się powiększa.

Testujemy odtwarzacz przenośny FiiO X1… następcę iPoda Classic

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
x1main

Następcę? Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. To według mnie świetny produkt! Sprzęt trafił do mnie dzisiaj rano, a już mi przypadł do gustu. Po pierwsze za sumę 449 złotych (w przedsprzedaży nawet 399zł!) otrzymujemy bardzo dobrze wykonany, DOPRACOWANY, produkt. Jest tu funkcjonalne menu, bardzo wygodne sterowanie (nawiązując do śp. Classica, mamy kółko, które wprost uwielbiam… na marginesie, szkoda, że dzisiaj niemal wszystko musi być dotykowe) obsługa wszelkich formatów oraz hi-resy. Wydajność zamontowanego wzmacniacza wystarcza do swobodnego wysterowania HE-400, ortodynamików, które jak mówi producent są łatwe (a powinno być łatwiejsze) do napędzenia w porównaniu do wyższych modeli, a w praktyce z typowym odtwarzaczem (np. iPodem Touch) nie za bardzo potrafią się zgrać, a już na pewno nie potrafią pokazać na co je (słuchawki) stać. Z rzeczy ważnych: jest tryb gapless, jest equalizer (tak, to nie wada, a zaleta, korekcja nie jest złem, jak to często, gęsto lubią głosić „puryści”), obsługa playlist. Zastosowano solidny wzmacniacz Intersil ISL28291, który pozwala na wysterowanie jw. wymagających nauszników. Z HE-400 gra to bezproblemowo, oczywiście na bliższe wnioski (jakość) trzeba będzie jeszcze poczekać. Podepnę także LCD-3 (choć to bardziej by sprawdzić możliwości napędzenia takich, stacjonarnych słuchawek, czyli sztuka dla sztuki, bo raczej nikt takiego scenariusza nie przećwiczy w rzeczywistości) oraz oczywiście do naszych red. Sennheiserów Momentum. Będą także przy okazji testowane baaaardzo wygodne dokanałówki (zastanawiam się nad customami, kto wie, może się także załapią do tego testu), o nich przeczytacie w kolejnym newsie, zapowiedzi.

Odtwarzanie materiału 24/192 już samo w sobie jest niezłym wyczynem w przypadku takiego, budżetowego malucha, przy czym zastosowany DAC to nie jakaś tania kostka za pięć centów, a najnowszy układ Texas Instrument PCM5142, czyli coś, czego nie powstydziłby się produkt wielokrotnie droższy od tytułowego DAPa. Mamy szybką kartę 64GB, którą zapełnimy muzyką „pod korek”, rozglądam się obecnie za pojemniejszymi microSD – producent zapowiada, że aktualizacje oprogramowania pozwolą na zastosowanie nowych, szybszych, pojemniejszych (teraz do 128GB) kart. To ważne, bo przecież muzyka w hi-resach zajmuje naprawdę sporo przestrzeni, tutaj nawet te 128GB może okazać się niewystarczające. Swoją drogą pamiętam, jak w jednym z Classików, które użytkowałem, te 160GB pojemności przemawiało do wyobraźni użytkownika, że oto ma przestrzeń na całą swoją „dyskografię” (rzecz jasna zapisaną w kompresji stratnej). Potem, gdy zamiast AAC przyszła kolej na bezstratny zapis ALAC, te 160GB nagle przestało być studnią bez dna. Dzisiaj wymagania co do pojemności są jeszcze większe. Generalnie, trzeba obecnie zastosować albo bardzo pojemną pamięć wewnętrzną w odtwarzaczu (co ma niebagatelny wpływ na koszt urządzenia), albo kilka slotów dla kart (następuje progres odnośnie pojemności, ale powolny i dodatkowo kosztowny), albo połączyć te dwa elementy, aby użytkownik mógł w praktyce wykorzystać możliwości urządzenia przystosowanego do odtwarzania albumów zajmujących 1-2GB (bywa że więcej) przestrzeni. W X1 jest jeden slot, brak wewnętrznej pamięci, jednak mówimy tutaj o produkcie entry-level, poza tym jw. można zastosować karty 128GB z widokami na więcej w przyszłości. Mówimy o hi-resach, o muzyce skompresowanej bezstratnie. Inną drogą, być może która zyska uznanie producentów DAPów, będzie wyposażenie wyższych modeli w moduły 3G/4G. Pozwoli to strumieniować muzykę z źródeł internetowych, z serwisów streamingowych. Przy czym nie zapominamy, że dobrze zrealizowany, nagrany materiał 16/44 potrafi zabrzmieć lepiej od pseudo hi-resa. Warto o tym pamiętać, bo zapełnianie pamięci lipnymi 24bitowymi plikami ma tyle samo sensu, co słuchanie muzyki w jakości kiepskiej rozgłośni internetowej (ostatnio natrafiłem na strumień VBR 64 kbps – jakieś reggae – tego nie dało się słuchać, nawet udając upalenie ;-)

Odtwarzacz FiiO jest bardzo kompaktowy, co wcale nie oznacza, że to wydmuszka. Solidne wykonanie, trwała, aluminiowa obudowa (dodatkowo, patrz zdjęcia, dostajemy silikonowe etui w komplecie), przemyślana konstrukcja pod kątem ergonomii, wygody użytkowania. Naprawdę trudno się tutaj do czegoś doczepić. Bateria o pojemności 1700 mAh powinna wystarczyć na co najmniej 10 godzin odtwarzania (z odpowiednio wysokim poziomem głośności). Trochę nie rozumiem sensu dodawania naklejek (imitacja drewnianej okleiny, jakiegoś włókna węglowego etc.) na obudowę. To raczej zeszpeci nam sprzęt, ale może ktoś uzna, że właśnie tego mu potrzeba. Mamy także dwie folie na ekran, który choć ładnie świeci (wysoki kontrast), przejawia pewne niedostatki (słabe kąty, dostateczna tylko czytelność). Samo menu, jak wspominałem w pierwszych zapowiedziach, bardzo dobrze przemyślane, wygodne, no i – tak wiem, znowu o tym wspominam – dostosowane do sterowania na kółku. Tu jest nawet lepiej niż u „protoplasty”, czytaj lepiej niż w iPodzie Classic, który miał menu klasyczne: góra-dół, rozwinięcie. Tutaj prezentuje się to ciekawiej, bo dostęp do poszczególnych, głównych funkcji to ikony dostępne w półokręgu, po którym nawigujemy pokrętłem. Proste, funkcjonalne i skuteczne.

Fajnie, że poza bardzo drogimi propozycjami od HiFiMANa (który, wszelako, co warto podkreślić nie zapomina o segmencie budżetowym, co się chwali), Astell & Kern (rivera), iBasso i paru innych producentów, celujących w bardzo zasobne portfele, pojawiają się takie produkty. FiiO jak zwykle łączy bardzo dobrą jakość wykonania, dobre materiały, bogate możliwości z niezwykle przystępną ceną. Dla mnie to właśnie X1 jest następcą względnie tanich, popularnych iPodów (różnych modeli Classików, ale także tych mniejszych Nano, czy nawet Shuffle). X1 może być zarówno do słuchania muzyki dla aktywnych (wytrzymała obudowa, niewielkie gabaryty), jak i dla osób, które słuchają z zaangażowaniem muzyki wysokiej jakości, słuchają hi-resów także za pośrednictwem przenośnego odtwarzacza. Jestem niezwykle ciekaw, jak wypadnie w konfrontacji ze zmodyfikowanym iPodem oraz torem iPhone + wzmacniacz przenośny. Zobaczymy…

Przy okazji, dziękuję firmie Audiomagic za udostępnienie egzemplarza do testów. To obecnie „gorący” towar, wszystko sprzedaje się „na pniu”.

» Czytaj dalej

Do iTunes trafi muzyka o jakości 24 bitów. Szansa na popularyzację hi-resów!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Mastered-for-iTunes

iTunes to potęga. Choć ostatnio widać wyraźny odpływ klientów (wcześniejsze doniesienia mówiły o 5-7%, obecne nawet o 15% spadku), to nadal większość muzyki kupowanej przez Internet to jabłkowy kramik (w Stanach jest to 80% dystrybucji!). Apple musi znaleźć nową formułę, która przyciągnie ludzi, która pozwoli na zwiększenie (a przynajmniej utrzymanie obrotów). I raczej nie będzie to iTunes Radio, które nie ma wg. mnie szans w starciu ze Spotify, z Pandorą, Rdio, czy znanymi w Europie, Deezerem czy WiMPem. Choć pogłoski mówią o bliskim wprowadzeniu nowego serwisu, będącego w praktyce kopią szwedzkiego Spotify, to trudno będzie Apple nie tyle przebić się z taką usługą (to pewnie będzie całkiem proste), a wynegocjować odpowiednie warunki z wytwórniami. Można powiedzieć, że przekleństwem firmy z Cupertino jest… własny sukces, sukces jaki odniósł iTunes Store, będący obecnie jednym z ważnych źródeł dochodu dla wytwórni. Dla tych samych wytwórni, które od paru lat tracą masę pieniędzy w związku z gwałtownym odpływem klientów rezygnujących z fizycznego nośnika. Płyta CDA nie ma obecnie szans w starciu z downloadami, z usługami streamingowymi oraz rozgłośniami internetowymi. Renesans radia wiąże się tu z gigantycznym wyborem stacji tematycznych, z możliwością personalizacji, z praktycznie stuprocentowym dopasowaniem tego co nadawane z naszymi preferencjami. I to wszystko całkowicie za darmo. Trudno z tym rywalizować. Rzecz jasna rozgłośnie, streaming oraz większość muzyki kupowanej w internecie to materiał skompresowany stratnie. Duża część z tego, co jest obecnie oferowane, niestety nie przedstawia dużej wartości dla kogoś, komu zależy na odpowiedniej jakości źródła, kto chce słuchać muzyki na poziomie nie gorszym od kompaktu, a wręcz lepszej – w końcu mamy coraz większy dostęp do tego typu materiałów.

I tutaj jest wg. mnie szansa dla Apple. Nie jest to proste, łatwe, ale jak ma się komuś udać spopularyzować muzykę w jakości lepszej od płyty kompaktowej to nie ma lepszego kandydata od firmy z Cupertino. Jest szansa, że to się może udać, szczególnie, że cena albumu z muzyką o dużo lepszej jakości (od oferowanego AAC 256kbps) ma kosztować o 1$ więcej od utworu. To – w przypadku większej części katalogu – uczciwa oferta. Muzyka w iTunes kosztuje od 99 centów do 1.5 dolara za utwór (z pewnymi wyjątkami). Innymi słowy za album o jakości 24/96 (bo pewnie takie będą parametry hi-resów sprzedawanych w iTunes) zapłacimy od 20 do 30 dolarów. To mniej więcej tyle, ile płaciło się za album na płycie CD (parę lat temu, kryzys w branży wymusił pewną erozję cen, choć nie zapominajmy, że te tanie albumy sprzedawano w kartoniku, jakimś opakowaniu zastępczym… kryzysowym właśnie). Apple od paru lat przygotowywało się do zaoferowania muzyki o dużo lepszej jakości. Można było (słusznie) dziwić się, że firma uparcie sprzedaje skompresowane stratnie albumy, ale jak już wspomniałem, była to wypadkowa umów z wytwórniami, które liczyły (błędnie) na stabilną sprzedaż krążków i które przespały internetową rewolucję w dystrybucji. Apple było tu petentem bardziej, nie bardzo mogło dyktować warunki. Pamiętajmy o tym. Stąd też ograniczenie jakości, mimo że już parę lat temu zaczęto masowo wymieniać oraz wprowadzać do iTunes muzykę o wyraźnie lepszym brzmieniu, korzystając z bibliotek wytwórni zawierających studio mastery. Ta zmiana (na początku funkcjonowania iTunes nikt nie przykładał takiej wagi do tego z czego powstał materiał na potrzeby internetowego sklepu… wiele albumów było tak fatalnie przygotowanych, że można dzisiaj tylko się dziwić, że ktoś chciał za to płacić!) miała fundamentalne znaczenie – pojawiło się Mastered for iTunes, pliki specjalnie przygotowane pod kątem lepszej jakości. I faktycznie, taki materiał brzmi naprawdę dobrze, pokazuje jak wiele można osiągnąć stosując odpowiedni proces masteringu z najlepszego jakościowo materiału źródłowego. Wspominałem o tym mniej więcej rok temu, Apple wydało przy okazji premiery specjalny materiał dotyczący Mastered for iTunes. Pisałem wtedy z przekąsem, krytykując Apple. Teraz, patrząc z dystansu, widzę że był to pierwszy krok, przygotowanie przedpola… Moja krytyka była (chyba) zbyt ostra, zbyt pochopna.

Co oznacza dla nas iTunes 24bit? Potencjalnie to ogromny postęp, otwarcie nowego rozdziału w dystrybucji muzyki w ogóle. Pomyślmy… po pierwsze będzie można odtwarzać muzykę lepiej niż z dotychczas dostępnych, fizycznych źródeł. To powinno zachęcić ludzi stroniących od kupowania muzyki w Internecie, być trudnym do odrzucenia argumentem dla tych melomanów, którzy nadal kurczowo trzymają się fizycznego nośnika. I nie mam tu na myśli rezygnacji z krążka (srebrnego czy czarnego), a otwarcie się na nowe, na muzykę z Internetu, która jest (będzie) po prostu lepsza od tego, co mamy na płytach. To raz. Po drugie Apple mając kilka dodatkowych atutów pod postacią usługi iTunes Match, własnych usług streamingowych, może stworzyć z 24 bitów główny oręż marketingowy, przyciągnąć wielkie rzesze osób, którym nie jest wszystko jedno w jakiej jakości muzyki słuchają (oraz na czym słuchają). Wiąże się z tym pewien paradoks. Apple to obecnie przede wszystkim handheldy. A te, jak wiadomo, mają pewne, trudne do obejścia ograniczenia. Czy iPad, iPhone może być audiofilskim źródłem muzyki? Wydaje się to trudne do wyobrażenia, ale – powiem szczerze – nie odrzucałbym takiej wizji. I nie chodzi tutaj o wyposażenie urządzenia w jakieś znakomite komponenty, bo to produkt masowy, trudno żeby windować cenę dla (powiedzmy sobie wprost) garstki klientów. Widzę to inaczej… Apple nic w tej kwestii nie musi robić, wystarczy że producenci sprzętu audio będą tworzyć rozwiązania pozwalające na wyciągnięcie z jabłkowych handheldów zerojedynkowego sygnału. Może to się odbywać za pośrednictwem kabla (złącze Lightning – np. przenośne DAC/AMPy Astell & Kern oraz Beyerdynamika) lub za pośrednictwem WiFi/BT (np. Chord Hugo). To rynek akcesoriów, czegoś co stanowi cały, wielki segment produktów, których sprzedaż pomnaża zyski Apple. Oczywiście mamy jeszcze Makówki, które stanowią najlepsze zaplecze dla PC Audio, najlepiej nadają się do roli głównego, komputerowego źródła dźwięku hi-res. Mamy tu zatem synergię. Wreszcie po trzecie, nawiązując do wczeniejszego punktu, wraz z możliwością (?) synchronizacji własnej biblioteki nagrań (w większości będzie to albo kompresja stratna, albo FLAC/ALAC 16/44) i jej podmiany na 24 bitowe nagrania z katalogu iTunes, użytkownik będzie mógł szybko wskoczyć do wagonu lepsza jakość, bez konieczności mozolnego uzupełniania zbiorów. Względnie będzie to oferta typu streamingowego (radio? serwis ala Spotify?) gwarantujący dźwięk o jakości hi-res (minimalnie 16/44). Rzecz jasna, Apple nie będzie chciało podcinać gałęzi na której siedzi (wraz z wytwórniami) i pewnie takie usługi będą ekstra płatne (zakładam, że będzie to abonament opłacany miesięcznie, pytanie w jakiej wysokości abonament?). Tak czy inaczej, pełne wprowadzenie 24 bitów (w ramach tego, co już jest dostępne w jakości AAC/256) doprowadzi moim zdaniem do szybkiej popularyzacji hi-resów, będzie najważniejszym wydarzeniem odnośnie zmian w dystrybucji muzyki od chwili pojawienia się Napstera, iTunes, kompresji mp3. Jako że Apple jest firmą głównie hardwareową (co obecnie staje się rzadkością), niewykluczone, że opisane tutaj zmiany wpłyną na profil oferty sprzętowej. Audio od Apple? Audio w sensie – lepsze słuchawki, stacje muzyczne, głośniki bezprzewodowe? Mogę to sobie swobodnie wyobrazić…

Recenzja nowych przetworników Matrix New Mini-i oraz New Mini-i Pro

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Matrix i-Mini Pro DXD gra na Mac Pro

Tym razem mamy dla Was coś specjalnego – porównaliśmy dwa nowiutkie przetworniki C/A Matriksa oparte na różnych kościach DAC: dwóch układach Analog Devices 1955 (Mini-i) oraz pojedynczej kości ESS Sabre 9016 Ultra (Mini-i Pro). Testowaliśmy wcześniej poprzednią wersję. Sprzęt bardzo nam się spodobał, był jednym z najlepszych przetworników jakie można było kupić w cenie do 2000 złotych. Obecnie Matrix postanowił wydać dwie wersje swojego popularnego daka – funkcjonalnie są identyczne, to co je różni to właśnie inny przetwornik oraz brak pilota w tańszym, opartym na układzie Analog Devices, urządzeniu. To dobry ruch ze strony producenta, który daje potencjalnemu nabywcy wybór – może kupić znacznie tańszy model, który prezentuje się równie dobrze co droższy produkt (ta sama, świetnie wykonana, aluminiowa obudowa, znakomity wyświetlacz, bogate wyposażenie w złącza, wzmacniacz słuchawkowy), dodatkowo daje możliwość dokupienia do tańszej wersji pilota (wbudowany czujnik IR). Innymi słowy różnice dotyczą tutaj wyłącznie brzmienia, a reszta prezentuje się równie okazale. W niczym nie umniejsza to droższemu modelowi, o czym dalej, a dla nabywcy oznacza że kupuje świetnie wykonane urządzenie, bez względu na to, czy zapłaci mniej, czy więcej. Wygląd, forma nie zmieniła się, porównując do poprzednika, jednak zmiany jakie wprowadzono (np. wyświetlacz) nie są kosmetyczne… oba DACi są dużo lepsze od wcześniejszego modelu, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, przy czym oba, nowe modele wg. mnie wyceniono bardzo uczciwie.

Dostajemy tutaj więcej niż u konkurencji (może poza Asustekiem, firmą komputerową, która awansowała do klubu poważnych producentów audio, dzięki swoim znakomitym przetwornikom C/A z serii Essence). Matrix za każdym razem potwierdza, że jego produkty to nie tylko świetne wyposażenie, komponenty, materiały, ale także bardzo dobra, atrakcyjna cena. Nie płacimy tutaj za znaczek, za markę, płacimy za konkrety, za jakość płacimy. Jak już parę razy wspomniałem, przy okazji testowania produktów tego producenta, to jeden z najlepszych przykładów na to, że sprzęt audio wysokiej (albo najwyższej klasy – vide Matrix X-Sabre (nasz test), który oszałamiał jakością wykonania godną high-endowego produktu, w przypadku nowych Mini-i jest pod tym względem również znakomicie) może rozsądnie kosztować, może być przystępny, na każdą kieszeń. Warto to docenić, bo niestety nie jest to zbyt częsta sytuacja, wielokrotnie można spotkać się z dokładnie odwrotnym traktowaniem klienta. No dobrze, zostawmy te rozważania na temat uczciwości, lub jej braku w branży i skoncentrujmy się na tym co najważniejsze, na brzmieniu… przedtem jednak, zwięzłe omówienie konstrukcji obu DACów. Zapraszam…

» Czytaj dalej