LogowanieZarejestruj się
News

Obrodziło po pierwsze: powerDAC NuPrimie IDA-8… mały mocarz

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180629_170034317_iOS-kopia

Jeszcze parę lat temu nikt takich konstrukcji nie poważał. Amplifikacja musiała być wielka jak stodoła, musiała mieć za nic zużycie, musiała się konkretnie grzać, powodować czasowy spadek napięcia w sieci energetycznej itd itp. Mamy 2018 i często, gęsto zamiast wielgachnej skrzyni, wzmaczniaczyska, stoi sobie na półeczce małe coś, co gra – zdawałoby się – bez żadnych ograniczeń, wypompowując waty mocy w efektory bez najmniejszego wysiłku. Pamiętacie jedną z pierwszych, masowych konstrukcji D klasowej, jaka nam się parę lat temu trafiła i została na dłużej w redakcji? Ano, tak, tak chodzi o D3020 od NADa. Mały wzmacniaczyk pokazywał kierunek, mniej więcej w tym czasie pojawiały się pierwsze, coraz ambitniejsze konstrukcje innych czołowych producentów. Wcześniej paru specjalistów z branży starało się zainteresować nas swoimi konstrukcjami przełamującymi schematy (w głowie), głównie były to jednak drogie urządzenia (wspomniany NAD miał serię Masters, od której zaczął się flirt z wysoce efektywnymi, wysokomocnymi amplifikacjami). D3020 nie był jakimś objawieniem, ale jako jeden z pierwszych łączył świat cyfry (w tym komputerem, uzupełnionym łączem sinozębnym, a droższy D7050 także bezpośrednio Internety) z drutem ze wzmocnieniem w klasie D i zrobił to na tyle przekonywująco, że dzisiaj w ofercie Kanadyjczyków znajdziecie JEDEN tylko, klasyczny wzmacniacz tranzystorowy AB (C316 v2).

Bardzo się to wszystko zmieniło, a dzisiejsza integra to właśnie tytułowy PowerDAC: przede wszystkim cyfrowe wejścia, czasami bezpośredni link (prawie zawsze BT), ze szczątkową obecnością analogowych złącz przygotowanych na okoliczność podpinania analogowych źródeł. Bywa, coraz cześciej, zorganizowane w ten sposób, że ten analog to naprawdę coś bardzo „przy okazji”, zdarza się, że sygnał zostaje przekonwertowany na postać cyfrową (układ ADC) i następnie ponownie przekształcony na sygnał zrozumiały dla efektorów. Obecnie pojawiają się na rynku setki takich produktów, zaprojektowanych zgodnie z ostrymi normami redukcji zużycia energii, dodatkowo korzystające z wysokiej efektywności i minimalizacji wpływu czynnika termicznego na formę urządzenia. Mamy więc małe, malutkie amplifikacje, lekkie, leciutkie, dla starego audiofila grzyba, wydmuszki takie i … tu audiofil grzyb będzie często, gęsto w ciężkim szoku, grające z taką swobodą, z taką manierą jak te stare, wielkie piece, co to wymagały wyłączenia zbędnych odbiorników prądu, bo mogło wywalić ;-)

Ten tutaj jegomość to klasa D, tak, ale z magicznym A (na wstępie). Patent NuPrime na połączenie zalet. Obadamy :)
BTW. Opis na pudle to takie „wszystko w temacie”, wiemy od razu „kto zacz”

NuPrimie IDA-8 to taka na wskroś nowoczesna konstrukcja. Na wskroś. Bardzo, bardzo tu i ówdzie chwalona, na granicy czołobitności i uwielbienia wręcz. Jako, że mam duży sentyment do produktów NuForce (NuPrime to reinkarnacja, przez krótki czas marka NuForce egzystowała pod skrzydłami specjalisty od projekcji, firmy Optoma), a tu mamy kontynuację, bardzo przemyślane portfolio produktów, które znakomicie wpisują się w „idzie nowe” (w audio) to długo się nie namyślając zapytałem dystrybutora marki w .pl, czy można na tapetę i to najlepiej właśnie tego małego, jak w tytule stoi, mocarza. Sprzęt budzi spore zainteresowanie, krąży po redakcjach w ostrym (krótkim) reżimie czasowym, ale że akurat trafiło się trochę wolnego czasu na obadanie, poprosiliśmy o egzemplarz i od nastu dni gra to nam jako alternatywa dla bardzo klasycznych konstrukcji w salonie: integry NADa i dzielonego systemu NADa, ze starej daty pre i podobnie starej daty końcówką …a wszystko to w klasie AB, z dużym zapotrzebowaniem na prąd, opakowane w skrzynki zajmujące cały segment regału RTV, po paru minutach powodujące zauważalny wzrost temperatury w pomieszczeniu. IDA-8 jest absolutnym przeciwieństwem powyższego. Tak jak NAD D3020 to takie „biurkowe”, leciutkie, bardzo kompaktowe maleństwo, zintegrowany wzmacniacz na miarę XXI wieku. Power+DAC, z USB przede wszystkim, ale dla mnie rzeczą bardzo istotną i niepomijalną są także pozostałe cyfrowe interfejsy… nierzadko to właśnie SPDIF jest LEPSZYM od komputerowego sposobem na integrację źródła z nowoczesnym wzmacniaczem. To wcale nierzadka sytuacja, dlatego jak już nie raz mogliście się na łamach HDO przekonać, zawsze kompleksowo podchodzimy do testów, nie robimy tego by „zaliczyć” – nie – chcemy poznać możliwości brzmieniowe testowanego sprzętu. Wcale często to właśnie koaksialne, albo TOSLINK wypada ciekawiej w kwestii SQ od  uniwersalnej magistrali komputerowej. Także, to uwaga natury ogólnej, dajcie szansę innym interfejsom w swoich nowoczesnych, cyfrowych wzmacniaczach, bo warto (inaczej, można sporo z potencjału stracić, pozostawiając te wejścia nieobsadzonymi).

Małe, kompaktowe to. Bardzo

Integra NuPrime ma link bezprzewodowy w formie zewnętrznego modułu łączności, który podpinamy do umiejscowionego z tyłu, dodatkowego (poza drukarkowym złączem, do wpięcia kompa) portu USB. Także jak ktoś akurat wcale niekoniecznie ma ochotę słać strumienie z handheldów do ampa to nie musi tego elementu sobie aplikować, zestaw interfejsów obejmuje „klasycznie” elektryczne & optyczne interfejsy cyfrowe, ponadto jest analogowe wejście, jedno jedyne, na przedwzmacniacz, pozwalające podpiąć coś analogowo właśnie. Oczywistym wyborem będzie tutaj gramofon, te nowe coraz częściej wyposażane są od razu we własne, wbudowane przedwzmacniacze, co pozwala bezpośrednio wpinać. Na froncie diodowy displej (charakterystyczny element wyposażenia w przypadku wcześniej NuForce, obecnie NuPrime), w garści firmowy pilot (oznaczenia cyfrowo-literkowe wcale nie są z czapy, jak pisali inni recenzenci… no ludzie, przecież 1,2,3,4,5 niczego konkretnego nam o wyborze złącza nie mówi, a te literki owszem, mówią… a cyfry są po to, by nam unaocznić kolejność), stalowe pudełko z siłą rzeczy blisko osadzonymi odczepami. Polecam, bardzo, ubrane kable, najlepiej w banany. My tak właśnie podpięliśmy tytułową integrę z naszymi redakcyjnymi kolumnami. Widełki mogą być problematyczne, a gołe kable będą bardzo mocno niewskazane. Także banany wpinać proszę.

…jak widać

Nie ma żadnego jacka, mimo biurkowej formy (ale to w sumie nie jest, o czym za chwilę, żadna wskazówka, jakiś nakaz zastosowania tego klamota właśnie w formie biurkowo-gabinetowej), to amplifikacja pod kolumny, zdalne sterowanie także wskazuje, że ma to być obsługiwane z poziomu fotela, kanapy w dużym pomieszczeniu. Co prawda wielkość i waga wskazywałyby na coś wręcz przeciwnego, ale pozory w tym wypadku bardzo mylą. Tak jak wspomniany na wstępie D3020 faktycznie był takim małym wzmacniaczykiem, który nie bardzo nadawał się do dużego salonu, nie był dobrym wyborem dla dużych podłogówek, ba… sam producent zakładał, że jakby co przyda się wsparcie niskotonowca (aktywnego – zresztą w IDA-8 też możemy sobie suba integrować), do wpiętych w odczepy raczej kompaktowych monitorów, to tutaj mamy do czynienia z małym w formie, wielkim w treści, wulkanem energii. Ten wzmacniacz może bezproblemowo zastąpić w moim systemie dzielony tor pre + końcówka i będzie zwinniejszy, bardziej dynamiczny, de facto mocarniejszy od wielkiej skrzyni ze znamionowymi 200W. Przy okazji oczywiście mamy coś znacznie efektywniejszego, no ale to jakby z założenia… w końcu te nowe ampy oparte na power modułach, wzmacniacze w klasie D, potrafią dać dużo energii, zabierając z sieci umiarkowane ilości prądu, dodatkowo zachowując wysoką kulturę pracy (termika). Tak, to wiemy w teorii, ale praktyka potrafi mimo wszystko zaskoczyć, zadziwić. Musiałem uważać z operowaniem gałką enkodera (leciutki, wyczuwalny skok, szkoda że nie chodzi to nieco precyzyjniej, bardziej gładko), przyciskami na pilocie, bo można było szybko przedobrzyć. Gram bezpośrednio z Core @ Roonie (iMac), ale też jw. podpiąłem inne interfejsy i to bardzo na bogato, bo… po optyku jest Chromecast Audio tylko, ale po koaksialu udało się zintegrować cały system AV w salonie (dzięki matrycy HDMI wyposażonej w konwerter cyfra-cyfra z HDMI na TOSLINK/coax). Fajno. Można sprawdzić wiele źródeł, także takich, które rzadko były podpinane do DACów/PowerDACów. Oczywiście, tradycyjnie, podpinam także naszego dyżurnego CDeka (tutaj zarówno po analogu i rozłączając to co powyżej, po koaksailu). Link sinozębny sprawuje się bez zarzutu, można strumienie słać, ale to co robi na wstępie testów największe wrażenie to wspomniana moc, którą mamy tutaj do dyspozycji. Przy ustawieniach w zakresie 30-40 jest optymalnie, głośno, a dalej… no właśnie. Warto przy tym nadmienić, że amp gra niezwykle czysto, mamy całkowicie czarne tło i to w całym zakresie, także przy końcu skali. Nie to co przy moich NADach, gdzie jak wychylimy to słychać. Tu jest głucha cisza.

„Wzmacniaczyk” wcale nie mało potrafi w dziedzinie SQ. Powiem więcej, sceptycy, niepoważający „tych nowych, cyfrowych, wynalazków” powinni koniecznie sobie to, to potestować. Najlepiej w zaciszu domowym, mając do porównania dotychczasowy tor. I niech to będą te wszystkie pyszne „czysta klasa A”, jakieś lampiszony niech będą, niech to będzie prawdziwe, po bandzie wyzwanie. U nas tak to się właśnie konfrontuje i póki co nie widzę niczego, do czego mógłbym się doczepić. To nie jest żadne „no ale”, „nalocik czuć”, może mocne ale bez powietrza, bez życia granie. NIC Z TYCH RZECZY. Ta cała IDA-8 zasłużyła sobie na te dobre opinie, tu nie ma przypadku. Muszę dokładnie obadać kwestie linku komputerowego, jak dobra jest implementacja USB w tym przetworniku z prądem, już słyszę, że SPDIF gra tutaj świetnie, analog traktowałbym pomocniczo (ale to jeszcze zweryfikuję, czekam na „przystępny cenowo” preamp Pro-Ject’a, co by sobie staruszka 5120 zintegrować i czarnej posłuchać na tym NuPrime. Także jeszcze się zobaczy, czy raczej usłyszy, mogę teraz napisać głośno i wyraźnie: jak sobie słucham na lampiszonowym ampie czegoś, a potem przeskakuje na IDA to nie mam wrażenia, że ktoś mi coś amputował. W ogóle nie mam. Przechodzę, że tak powiem, gładko i bez najmniejszego zgrzytu. Innymi słowy, mały mocarz, radzi sobie, radzi sobie z podłogówkami w dużym pomieszczeniu z takim zapasem sobie radzi, że nawet dużo potężniejsze paczki nie stanowiłby jakiegoś wielkiego wyzwania. Zresztą, zobaczymy jak będzie na Topazach 20, może uda się jeszcze podpiąć te, dużo większe od kompaktowych Szafirów (23) kolumny i sprawdzić „ósemkę” w takich okolicznościach przyrody.

  

Cyfra, no w PowerDACu to jakby naturalne, że cyfra wszędzie

PS. Obrodziło razy trzy, także będzie się działo, wieczorem kolejny wpis, jutro jeszcze jeden, a w tygodniu zapowiedź chińskiego multistreamera (audio i wideo) na… ESS9038 (!), recenzja strumieniowca X10 tegoż samego producenta oraz (w kolejce) kolejne artykuły na temat poszukiwania najbardziej bezkompromisowego transportu PC Audio. Mamy kolejną konstrukcję, tym razem dużo nowocześniejszą od opisanej na okoliczność recenzji karty Matriksa, opartą podobnie na projekcie terminala HP, ale już 64 bitową, taką na wskroś nowoczesną. Oj będzie dla hardkorowców pożywka, no będzie uczta dla geeków, bo nie dość, że jeszcze jedna karta z kontrolerem do nas niebawem trafi (był Matrix X-Hi a będzie – podobno najdoskonalsza tego typu konstrukcja – czytaj projekt PPA w wariancie 4.1) to jeszcze w cyklu pojawi się: end-point na Daphile, dalej Linux w służbie audio bezkompromisowego aka ROCK & Roon ;-) inaczej end-point z osobnym, dedykowanym kontrolerem na PCI-e  (Matriksa oraz PPA) grający na superwyczynowym torze z hajendowym dakiem X-Sabre Pro 2 (nasz test) oraz konwerterem cyfra-cyfra X-SPDIF 2 (nasz test pierwszej gen znajdziecie tutaj). Będzie konwertowane via X-SPDIF @ IIS (złącza HDMI) i dalej Pro 2 z efektorami @ wysokiej klasy torze słuchawkowym. Bezkompromisowy tor Matriksa, z terminalem w roli end-pointa Roon-a, z załączoną konwersją wszystkiego w locie do postaci DSD512. Takie coś sprawdzimy niebawem.

Więcej, poniżej:

» Czytaj dalej

Co za wzmak! Nausznikowy amp Cayin iHA-6 & DAC: iDAC-6. Recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170511_102054990_iOS

Powracamy do słuchawek z konkretnym setem złożonym z dwóch skrzynek firmy Cayin (patrz nasze recenzje mobilnej audio elektroniki: DAPa N6 oraz przenośnego zestawu amp+DAC tego producenta). W przypadku tytułowego, stacjonarnego kompletu mamy ambitny pomysł na docelowe rozwiązanie pod każde nauszniki, nawet te najtrudniejsze, nawet te najbardziej topowe, najlepsze, jakie są obecnie na rynku. Całość dopasowana stylistycznie, kompaktowa, może stanowić alternatywę dla wielu znacznie droższych high-endowych ampDACów, tudzież dzielonych (jak testowany) systemów amp osobno, DAC osobno. Nie przekraczamy ceny 5k za skrzynkę, producent widzi te produkty raczej na biurku (gabinet) niż w salonie – nie ma zdalnego sterowania, nie ma obsługi na odległość, trzeba tradycyjnie zmieniać, regulować z poziomu klamota. Także raczej na wyciągnięcie ręki, co nie oznacza rzecz jasna, że w salonie się to, to nie sprawdzi. Tyle, że trzeba będzie ruszyć 4 litery z fotela, albo kanapy…

Tu w salonie. Naprawdę może stanowić ozdobę, bardzo się udał designersko projekt tych skrzynek 

Mocno nam się przeciągnęła ta publikacja, nad czym bardzo boleję, ale tak się to poukładało, że kilka razy wypadało nam z kolejki. Obiecywałem parę dni temu, że już już tuż tuż, to wordpress „wyciął” nam numer i trzeba było naprawiać (wykrzaczyły się niektóre artykuły, już jest ok, przepraszam zainteresowanych za to kanji, jakieś bzdety, musiałem przywrócić oryginalną treść publikacji). No nic, takie uroki obecnego funkcjonowania HDO, nie mam na niektóre rzeczy wpływu :(

Przejdźmy zatem do meritum. Tytuł sugeruje co najbardziej z tego setu przypadło mi do gustu, zresztą pamiętam, że pierwsze wrażenia też wskazywały jednoznacznie, że to amp jest tutaj elementem wyróżniającym się (choć to DAC skupia początkowo uwagę ze względu na oryginalną konstrukcję, możliwości, o czym przeczytacie poniżej, w rozwinięciu…). Tak czy inaczej, to jest system i tak należy właśnie potraktować te skrzynki – jako integralny, dzielony tor słuchawkowy, synergetyczny zestaw, kompletne rozwiązanie, szczególnie dla kogoś, kto „poszedł w słuchawki”, rezygnując z kolumn (bo dzieci, bo lokum, bo tak).

» Czytaj dalej

Nowy DAC M2Tech Young mkIII. Strumienie, oledy… recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20171215_095030915_iOS

Absolutna nowość z Italii, nowy Young DAC mkIII ze strumieniami (via Bluetooth), do tego w pełni zbalansowana konstrukcja (idealnie pasowały nasze redakcyjne monitory studyjne EISO), z analogowym wejściem… a więc także prosty cyfrowo-analogowy przedwzmacniacz. Sprawdziłem jak gra z gramofonem via klasyka 1020 & 5120, wygrzał się solidnie z źródłami cyfrowymi… komputerem (mac/ROON), Chromecastem oraz kompaktem (nad515). Bezpośrednie strumienie sinozębne, znak czasów, to coraz częstszy widok i to bez względu na klasyfikację urządzenia. Może być budżetowe HiFi, może być i high-end. Bez różnicy.

W przypadku Younga jest oryginalnie. Po pierwsze, jak wspomniałem, to konstrukcja w pełni zbalansowana (nie pseudo, jak wiele innych klamotów, które mają XLRy tylko po to, by ewentualnie skorzystać z „grubego” kabla… a po prawdzie są to konstrukcje SE), można też podpiąć via RCA (piękne przejściówki w komplecie dali), ale jak już ktoś tak to zaprojektował to dobrze sprawdzić na torze symetrycznym „z czym to się je”. Po drugie rozbudowane menu to nowość u Włochów, coś co kojarzy mi się z Matriksami (gdzie można ustawiać wiele parametrów pracy DACa). Są filtry dla PCM, są dla DSD (aż 4!). Po trzecie mamy wejście liniowe, co automatycznie pozwala wpiąć gramofon w tor za pośrednictwem nowego Younga, a to może przynieść określone korzyści w SQ (sterowana cyfrowo drabinka rezystorowa, bardzo precyzyjna regulacja poziomu). Zastosowano enkoder (nawet co 0,5dB, można to na marginesie zmienić w ustawieniach na 1dB… przydatne!), do tego systemowy pilot (rozrasta nam się ta M2Techowa elektronika, oj rozrasta), a jakby tego mało to jeszcze DEDYKOWANA aplikacja na Androida (patrz zrzuty ekranowe) do sterowania przetwornikiem (? …strumieniowcem, przedwzmacniaczem… jaka nazwa byłaby adekwatna? No właśnie jaka?) …innymi słowy full opcja jeżeli chodzi o obsługę, także zdalną.

Czysta forma. Żadnych literek, cyferek… lubimy takie. Nazwali te nowe klamoty: ”M2Tech Rockstar Series” :)

Jest niewielki, ładniutki, od razu ujęło mnie coś, co po czwarte, wyróżnia tego klamota na tle innych – nie ma żadnych oznaczeń, żadnych nazw, znaczków, czegokolwiek na froncie… tylko czarna tafla, która skrywa OLEDowy displej. Super! Dyskrecja jest tutaj wyraźnym wyborem, wskazują na to rozbudowane opcje ustawień (praca diody, reakcja wyświetlacza z możliwością jego szybkiego wygaszania, sposób wybudzania / gotowości klamota do pracy). Innymi słowy macie coś, co może, po odpowiednim skonfigurowaniu, nie świecić, nie krzyczeć „tu jestem, o tutaj!”, po prostu czarny front z aluminiowym, grubym płatem na górze i bokach. Bardzo mi to pasuje i myślę, że wielu osobom taki projekt również przypadnie do gustu. Zrobili to dokładnie jak należy i estetyka, design (cóż, wiadomo, Włosi) stoi tutaj na bardzo wysokim poziomie. Z tyłu mamy świetnej jakości złącza, sprzęt w ogóle się nie grzeje, a nie grzeje się w ogóle, bo zasilanie mamy na zewnątrz. W komplecie jest zasilacz ścianowy (robiony na zamówienie m2Techa), można zdecydować się na upgrade w postaci firmowej elektrowni (Van Der Graaf mkII), albo jakiegoś innego rozwiązania dostępnego na rynku. Pilot, jak wspomniałem, systemowy jest, nie żaden z kosza, tylko specjalnie pod zamówienie producenta robiony, również wyróżnia się estetycznie na plus (czcionka stylizowana @ Art déco ;-)) i stanowi spore udogodnienie, w sytuacji gdy zdecydujemy się na pełne wykorzystanie możliwości jakie oferuje tytułowe urządzenie, to znaczy podepniemy wiele źródeł oraz dodatkowo będziemy mieć ochotę na sinozębne strumienie z obsługą aptX.

Sinozębny moduł jest i to taki w wariancie z obsługą kodeka aptX
(…mobilne jabłka niestety nie skorzystają, AAC nie ma, pozostaje tylko SBC, z makówy ofc leci aptX, tylko sobie w BT Explorerze wymuście)

No właśnie, na Maku jest aptX, co za niekonsekwencja Apple (typowe, antykonsumenckie zagranie jabca).
Gramy na zbalansowanym torze, cały system to jak widać Young i kolumny aktywne ESIO

Jak wspomniałem, zintegrowałem klamota z monitorami bliskiego pola nEar 05, podpinając symetrycznie, konfigurując kolumny w taki sposób, by wykorzystać do maksimum możliwości regulacji po stronie Younga. Tak to grało przede wszystkim, choć nie tylko, bo te piękne przejściówki… no szkoda byłoby ich nie wykorzystać, także przygotowałem coś specjalnego – podpiąłem M2Tech-a do toru niesymetrycznie z wzmacniaczem MiniWatt w roli końcówki, znaczy lampy też były. I nieprzypadkowo, bo w menu zaszyta jest także opcja ustawienia wyjścia DACa z dwoma nastawami (5Vrms i 10Vrms), można będzie zatem podłączyć bańkową końcówkę, bo przewidziano także taką opcję. No, super, no! Jak widać, mamy tutaj naprawdę sporo możliwości. Także na pasywnych zestawach kolumnowych zagrał, stanowiąc podstawę toru (zarówno jako pre, jak i DAC, a jeszcze strumieniowiec via BT). Fundamentem są tutaj dwie kości… programowalna Xilinx FPGA (tak, będzie można dokonać aktualizacji przetwornika w zakresie wejścia USB), czytaj kontroler USB oraz układ C/A PCM1795 (z natywną obsługą DSD). Uzupełnieniem tego duetu jest scalak odpowiedzialny za pracę enkodera (regulację) CS3318. Nawet 32 bity, nawet 384KHz, nawet DSD256 (via ASIO), nawet… ekhmmm… MQA (natywnie). Komplet.

Pilot systemowy, biorąc pod uwagę rozbudowaną funkcjonalność, niezbędna rzecz.
Do tego jeszcze dedykowana apka (DAC z apką… tak, tak, w takich czasach żyjemy, choć tutaj mamy więcej, bo jest pre, bo sporo można konfigurować). Co ciekawe apkę macie tylko (do czasu?) na Androida. Wersji na iOSa brak. Wreszcie czegoś nie ma na jabłcu, jest na Andku ;-) . Prawdziwa rzadkość! Mam na szczęście na czym sprawdzić, jakiś Android jest, co pozwoliło obadać ten sposób zawiadywania klamotem…

Na końcu recenzji, w galerii, możecie zobaczyć jak wiele ma do zaoferowania testowana nowość od M2Tech-a, ile możliwości dostajemy w urządzeniu, które nominalnie uznajemy za DACa, a przecież… no właśnie, dostajemy coś znacznie bardziej funkcjonalnie rozbudowanego. Znak czasów moi drodzy. Dzisiaj te omnibusy pozwalają budować system bez konieczności mnożenia bytów, bo nam się wiele rzeczy integruje w ramach jednego. Fajnie!

» Czytaj dalej

Sundara… następca HiFiMAN HE-400 już niebawem @HDO

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-01-26 o 11.10.33

Mamy potwierdzenie od rodzimego dystrybutora, firmy RAFKO – niebawem do nas trafią. Będzie test porównujący nasze ulubione HE-400 z tytułową nowością, która ma 4-setki zastąpić. Ta nowość, Sundara (inaczej szczęście) to kompaktowe, lekkie planary, takie także na wynos, pewnie znacznie bardziej na wynos niż wspominane powyżej redakcyjne, które formą nawiązują (ale my baaardzo lubimy ten hifimenowy old-school ;-) ) do „gabarytów”, opisanych u nas dawnych flagowców HE-6. HiFiMANy HE-400 uwielbiam, uważam za jedne z najbardziej udanych słuchawek w ofercie producenta, bo też najłatwiejszych (swego czasu) do wysterowania, najuniwersalniejszych nauszników, dających prawdziwą radochę (nic nie męczy, łatwo wchodzi) ze słuchania.

Mam ulubiony, trudny do pobicia, set z thunderboltowym interfejsem ZOOM TAC-2, który z tymi słuchawkami tak czaruje, tak daje czadu, że stanowi nierzadko pkt odniesienia dla znacznie droższych konfiguracji z dużo kosztowniejszymi słuchawkami. I nie jest na straconej pozycji, oj nie jest. Gra to po prostu zabójczo dobrze. Tani DAC po piorunie z najtańszymi planarami HiFiMANa. A jak będzie z Sundara?

O tym przekonamy się niebawem i porównamy, sprawdzimy także z tym co obecnie w redakcji gra, zarówno z klasyką na dynamicznych przetwornikach jak i flagowcami Audeze. Nie będzie taryfy ulgowej, będzie mocno urozmaicony test, bo przewiduję sporo mobilnego grania skorelowanego z odkryciem, które może wielu wydać się kompletnie z czapy… niektóre jabłkowe tablety, niektóre telefony (tak, te starszej daty, nie najnowsze) grają nie tylko dobrze z dziurki (o tym w sumie wiemy od dawna), ale wręcz bardzo dobrze i są na to konkretne dowody (nie tylko własne uszy), bo w pomiarach wypada to lepiej od wielu zewnętrznych przetworników, „poprawiaczy”. To dla mnie i pewnie dla wielu z Was coś nowego, prawda. Nie traktujemy wbudowanych w telefony czy tablety układów audio poważnie (generalizuje), bo też z definicji to kompromis, to nie to i szukamy tych, wspomnianych, „poprawiaczy”, tworząc jakieś kanapki, nosząc ze sobą dodatkową elektronikę… a może nie zawsze jest to takie konieczne, takie potrzebne. Będzie o tym, zarówno w kontekście testu HiFiMAN Sundara, jak i osobnego artykułu „iPad Air 2 brzmi dobrze… z dziurki, dobrze brzmi”.

Wracając do tytułowych słuchawek, ich sercem jest zupełnie nowa membrana, jak wspomina dystrybutor, o 80 procent lżejsza od tej z modelu HE-400. A to oznacza kompletnie nową jakość brzmienia: szersze realne pasmo przenoszenia, szybszy i dokładniejszy dźwięk. Sprawdzę, zweryfikuję! :-) Dodatkowo poczynione zmiany w konstrukcji mają gwarantować bogactwo detali, wybrzmień, ciepła. Dystrybutor pyta: Czy super szybkie i super dynamiczne słuchawki mogą być jednocześnie krainą łagodności? Sundara pokazuje, że to możliwe. To też obadam.

Kolejną nowością jest hybrydowy pałąk, który charakteryzuje się precyzyjną regulacją, niską masą oraz niezwykłą wygodą użytkowania. Metalowe wykonanie z proszkowym malowaniem to pewność solidności i klasycznego wyglądu na długie lata.

Super lekka membrana pozwoliła na stworzenie słuchawek o skuteczności 94 decybeli, co pozwala na swobodne podłączenie ich do przenośnego odtwarzacza muzyki lub telefonu wyposażonego w mocne wyjście słuchawkowe. Sundara najlepiej sprawdzi się z lekkimi przenośnymi wzmacniaczami z przetwornikami DAC na pokładzie. OK, a z iPadem Air 2 dla przykładu to się nie sprawdzi? Jak wyżej, będzie grała także z dziurki soute. Dlatego Sundara standardowo została wyposażona we wtyk 3.5mm mini-jack (w komplecie przejściówka na 6.3mm duży jack). No i prawidłowo, bo te słuchawki mają grać jw. ze sprzętem mobilnym, a w domu, jak przyjdzie ochota, to sobie przez adapter podepniemy, a że podepniemy to pewne, bo TAC-2 czeka, DS-100 od Korga czeka i – wreszcie – nasza standardowa elektrownia Musical Fidelity HPA1 też czeka.

Cena? Ano HE-400 były wyceniane, szczególnie ostatnio, bardzo atrakcyjnie. Tutaj mamy nowość, tutaj jest drożej, ale umownie nadal w okolicach 2k (czyli umownie „entry level” w planarach ;-) ). No dobrze, to ile? Ano tyle – 2099zł.

Egreat A10 w redakcji: gdy kino spotyka audio i co z tego wynika

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170921_093012376_iOS

No właśnie, co? Ano zobaczymy co, ale ostrzyliśmy sobie zębiska na ten podobnież najbardziej zaawansowany, najbardziej rozbudowany funkcjonalnie multiodtwarzacz AV na rynku. Pamiętam stare dobre czasy, gdy testowałem różne takie Kukurydze (Popcorn Hour), Xtreamery i inne media playery na FrazPC (telewizory i projektory też się trafiały)… łezka w oku się kręci, jak się człowiek cieszył, jak mu pierwsze apki pod TV ruszały, jak alternatywny soft działał, jak serwisy z nie_do_końca legalnymi treściami śmigały. Dzisiaj w dobie SmartTV i set-top-boksów oferowanych przez gigantów IT (nowe ATV – zaprzepaszczona szansa na coś ogarniającego wszystko btw, Chromecasty, Amazony, Roku itp sprawy) wydawać by się mogło, że czas takich kombajnów multimedialnych dobiegł definitywnie końca. Fakt, opcji jest bez liku, bo jeszcze dochodzą rozbudowane o możliwości sieciowe amplitunery kina domowego, same zaś odbiorniki potrafią odbierać sygnał z agregatów treści odpalanych przez wszędobylskie handheldy, ale…

Czego tu nie ma…

Czego tu nie ma… tak, wiem powtarzam się

…ale nadal nikt nie zrobił tego jak należy, moi drodzy. NIKT. Nadal mamy fragmentację treści (za co oczywiście odpowiedzialne są pazerne koncerny ;-) ), nadal mamy straszliwy bałagan odnośnie formatów (tu akurat konkurencja nie przyczynia się do niczego dobrego, bo zamiast porządku mamy nieporządek właśnie), nadal żeby coś obejrzeć trzeba posiłkować się instrukcją obsługi (czy to, to wspiera, czy wręcz przeciwnie). Koszmar jednym słowem. Próbą pogodzenia wielu sprzeczności w AV (w audio też to obserwujemy vide treści na wyłączność w serwisach streamingowych, wsparcie MQA etc.) są właśnie ambitne projekty, takie jak A10, które mają pogodzić wszystko, syntetyzować pod jednym dachem. Trudne to, wymagające zadanie, ale w sukurs konstruktorom przychodzą dzisiaj co najmniej dwie rzeczy:

  • platformy systemowe, otwarte na ciągłe doskonalenie, dodawanie nowych technologii z rynku audio / wideo (Linux i jego mobilny wariant: Android)
  • bardzo zaawansowane, „nadmiarowe”, obsługujące najnowsze API zintegrowane układy SoC o takich parametrach mocowych, że żaden materiał nam nie straszny

Te dwa, wymienione powyżej, elementy dają teoretycznie gwarancję, że taki kombajn poradzi sobie nie tylko teraz, ale także w przyszłości. Pewnym wyzwaniem są umowy licencyjne na niektóre z płatnych technologii – tego niestety nie przeskoczymy, do źródeł (cóż, wiadomo, każdy chce zarobić) i to jedyny, obiektywnie, hamulcowy, utrudniający stworzenie kompletnego rozwiązania odtwarzającego wszelkie treści audio-wideo. Dodajmy do tego opracowywane, doskonalone przez lata, znakomite UI (XBMC się kłania, obecnie w formie świetnego, multiplatformowego Kodi), platformy dystrybucyjne z dostępem do wymaganych dzisiaj aplikacji (treści) i widzimy wyraźnie, że miejsce dla Złotego Graala nadal pozostaje nieobsadzone, ale do szczytu brakuje naprawdę niewiele…

 

 

Duże anteny, wydajny moduł sieciowy – to być musi i jest

A10 to potężna maszyna. Oczywiście na pierwszym miejscu jest tu obraz (test będzie jednakowoż mocno uwzględniał audio… robimy to jako jedyni w sieci, bo tam gdzie się skrzynka już pojawiła tj. głównie @ anglojęzycznych stronach, w 95% publikacje dotyczą wideo). Mamy obsługę 4K i to nie po brzegu, a konkretnie, z wszystkimi standardami, co stanowi prawdziwą rzadkość (wspomniane propozycje wielkich branży IT oraz wielkich koncernów), a konkretnie:

  • pełna obsługa Blu-ray z pliku
  • HEVC 10Bit,
  • 4K 60Hz,
  • HDR10,
  • Dolby Vision (!) – od strony technicznej brak przeciwwskazań, czekają na licencję (logo na froncie trafiło tam na wyrost),
  • Dolby Atmos,
  • DTS:X
  • oraz… HDMI 2.0a (najnowszy i konieczny dla uzyskania topowej jakości obrazu standard złącza)
Na Dolby Vision poczekamy…

…są więc HDRy, jest szansa na licencjonowany Dolby Vision (byłby to pierwszy i jedyny taki sprzęt na rynku z obsługą). Mamy pełną obsługę materiału z nośników Blu-ray (w tym tych 4K), pójdzie nawet takie coś jak zapisany w formacie 4K Ultra HD H.265/HEVC plik z bitrate 400Mbps (!). To wszytko zasługa potężnego układu HiSilicon Hi3798CV200. Biorąc pod uwagę kilkudziesięciogigabajtowy kontent, nie dziwi obsługa 8TB dysków z wbudowanej kieszeni dla nośników danych (w praktyce najlepiej zastosować serwerowe wersje dysków o b. dużej pojemności), przy czym jest to pierwsze tego typu urządzenie u mnie w testach, które potrafi taki nośnik czytać w sytuacji, gdy sformatowaliśmy go pod NTFS (64 bit / Windows). Do tej pory, zawsze, musiałem przygotować dysk korzystając z któregoś z linuksowych systemów plików. Tu nie muszę. To, co cieszy pod kątem zastosowań audio, to dodatkowo umiejętność grania via USB (audio), pozwalający @ wpięcie A10 pod tor z nowoczesnym DACzkiem. Oczywiście standard 2.0 w przypadku HDMI oznacza pełną kompatybilność z najnowszym procesorem dźwięku / końcówką wielokanałową (tych kanałów, moi drodzy, jest teraz 10, albo nawet 12!). Producenci głośników cieszą się bardzo z takiego obrotu sprawy. Prawda Pylon Audio? ;-)

Wspomniałem, że da się wyświetlić pełen obraz płyty z materiałem 4K (Blu-ray), da się też podobno (i to oczywiście sprawdzę) bez problemu grać ripy SACD (obsługa plików .dff/.dsf). W ogóle z audio będzie ciekawie, bo dzięki streamerowi z końcówką Auralic Polaris, przetestuję tytułową skrzyneczkę na wszelkie możliwe sposoby – będzie zatem Auralic robił za DACa (bo umie ;-) , a do tego A10 gra jw z wyjścia USB via USB Audio Player), będzie robił za analogową końcówkę w tym mariażu. W przypadku ROONa raczej szans nie widzę, ale sprawdzę… musielibyśmy mieć odpowiednik iPenga w sklepie z aplikacjami eGreat’a, żeby zrobić z niego roonowego end-pointa. Tak czy inaczej, może być naprawdę ciekawie, bo kino bez ograniczeń jakościowych spotka się tutaj z audio bez ograniczeń jakościowych (Auralic Polaris jest obłędny, tylko trzeba dać sobie czas na poznanie wszystkich jego możliwości, skrywanego potencjału… odrobiłem tę lekcję dogłębnie i niebawem przeczytacie recenzję uwzględniającą pełen opis badań jakie zaaplikowałem wspomnianemu Auralikowi – brakowało tylko kina, ale jw. będzie i kino!). A10 będzie źródłem, na różne sposoby integrowanym z torem (nie tylko Auralikiem, o czym dalej), podpinany analogowo i cyfrowo pod audio klamoty (USB i SPDIF). Będzie i na dużym ekranie (jak ktoś lubi to może mieć TV 24/7 odpalony, są tacy ;-) ) i na małym, zdalnie zawiadywany z handhelda.

 

Sterownik jest podświetlany

Dostęp do treści to warunek konieczny w dzisiejszych czasach, warunek konieczny by nawet najbardziej zaawansowany sprzęt przyciągnął uwagę potencjalnych użytkowników – bez dostępu, tylko z tym co z dysku/NASów (sam A10 może nim być btw) to obecnie daleko nie to, czego byśmy sobie życzyli. Po to zamontowano w skrzynce najszybsze interfejsy sieciowe: 802.11 b/g/n/ac 2.4G/5G Wi-Fi, Bluetooth 4.0 oraz gigabitowy LAN, by te strumienie nam bez przeszkód żadnych śmigały. Pierwsze testy wykazały, że faktycznie jakość modułów zainstalowanych na PCB tego klamota jest znakomita, będzie benchmark, bo to jedna z kluczowych dla takiego wideo streamera kwestii – tu nie może się ciąć, tu nie może być ograniczeń, ale z tego co widzę – jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Oczywiście samo dostępne łącze musi mieć odpowiednie parametry, tylko stały dostęp, tylko szerokopasmowy, najlpiej powyżej 50Mbps. Odnośnie zaś dostępu, to ten jest stale rozbudowywany przez producenta, ale już widzę, że treści 4K będzie można oglądać z co najmniej paru źródeł. Rzecz jasna sprawdzę dokładnie, co, od kogo i czy bezproblemowo… mowa jest o Netfliksie (na razie tylko w SD), o HBO Go, o Showmaksie, a z audio, podobnie… będzie Spotify, będzie Tidal…

Ważne dla wideofilów jest to, że sprzęt obsłuży im zarówno HDR10 jak i rozszerzony gamut koloru BT.2020. Oba te standardy oraz zaawansowaną obróbkę obrazu, w tym skalowanie źródeł o niższej jakości zapewnia tutaj układ Imprex Engine 2.0. Pamiętacie recenzję Oppo 105D? Tam też był zaawansowany układ Darbee, który skokowo podnosił jakość słabszych źródeł (opad szczęki, gdy w czytniku wylądował Mirror Mask w 576p). Wspominam tego Oppo nie bez przyczyny btw. Po pierwsze mamy tutaj urządzenia pokrewne, choć pochodzące z zupełnie innej półki cenowej. Warto przy tym nadmienić, że A10 jest wykonany z dużą dbałością, jak wysokiej klasy urządzenie (jakim bez wątpienia jest wspomniany multiformatowiec Oppo). Mamy więc świetne spasowanie, metalową obudowę, aluminiowe, grube ścianki (szczotkowane), mamy bardzo precyzyjnie wykonane metalowe zawiasy, dobrej jakości złącza – sprzęt prezentuje się bardzo dobrze, zupełnie swobodnie można go ustawić (patrz zdjęcia) obok high-endowego źródła audio (Polaris) i nie ma tu żadnego faux-pas. Także już na wstępie, po rozpakowaniu, czujemy, że ktoś tu odrobił lekcje, że to żaden plastik fantastik, coś co kojarzymy zazwyczaj z odtwarzaczami strumieniowymi wideo… to zupełnie inna, wyższa liga. 

Full metal z mechanizmem obliczonym na 10 tyś instalacji.
Będziecie żonglować dyskami? ;-) Ceny niskie teraz, warto zainwestować w jakieś min. 4TB (wiadomo, materiał 4K to konkret)

Sprawdzimy jak sobie A10 poradzi grając z Polarisem, ale także z tradycyjnym wzmacniaczem stereo (NAD) oraz amplitunerem kina domowego (ponowie NAD). Odnośnie tego ostatniego, dzięki dostarczonemu przez dystrybutora ekstraktorowi HDMI, możliwe będzie pogodzenie najnowszych formatów obrazu, z nie_najnowszymi formatami kinowego audio (staruszek NAD takich rzeczy jak Dolby Atmos czy DTS:X nam oczywiście nie obsłuży). Siak czy tak, nowoczesny ampli też się znajdzie, będzie zatem sprawdzona kompatybilność z ww. standardami. Sprawdzimy także, jak dobrze sobie poradzi z naszymi bezprzewodowymi Momentum (via BT), nowoczesny moduł sinozębnego w A10 powinien zapewnić stabilną pracę i działanie w całym mieszkaniu. Działanie w rozbudowanej instalacji AV pozwoli sprawdzić, czy A10 może faktycznie stać się uniwersalnym, całościowym rozwiązaniem dla kogoś, kto chce sobie połączyć kino i audio w salonie. Wreszcie w sieci wiele informacji wymaga sprawdzenia – pojawiły się informacje o ew. wsparciu dla AirPlay’a, o podobnej do Chromecasta funkcjonalności – to wszystko do zweryfikowania. Będą zatem duże ekrany, nawet bardzo duże (jakaś projekcja) na HDO. Pojawi się ten temat i to nie na chwilę, a na dłuższą chwilę (poniżej wyjaśnienie dlaczego ;-) )

Zobaczymy, co z tego wyniknie…

XBMC / KODI w androidowym wariancie VidOn

Apki dostępowe i technologie strumieniowania z i do

Wyjście wideo

Wyjście audio

 

Wspomniany w tekście ekstrator HDMI, pozwalający na integrację A10 ze starszym amplitunerem kina domowego bez utraty jakości obrazu 4K

Analogowo i cyfrowo (USB/SPDIF) będzie @ Polarisie

BTW. Do Oppo wrócimy jeszcze w tym tygodniu. Powód? Ano 205-ka @ testy do nas jedzie

BTW2. Auralic wypuścił nowe klamoty i coś czuję, że będzie K.O dla całej konkurencji. Idą za ciosem! Jak tylko będzie sposobność, przetestujemy. Jutro osobny wpis o tym na HDO.

 

Mamy potwierdzenie! KEFy LS50 Wireless będą kompatybilne z ROONem (akt.)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-09-15 o 13.37.40

System audio za rozsądne pieniądze, zawsze na czasie, w superkompaktowej formie zaklętej w dwóch głośnikach i najlepszym obecnie oprogramowaniu audio? Tak, moi drodzy, już niebawem. Przypomnę tylko, że mówimy o tych głośnikach: nasze wrażenia KEF LS50 Wireless i o tym oprogramowaniu: testy, opisy, poradniki nt. front-endu znajdziesz pod tym linkiempod tym oraz pod tym a także tutaj i tu. I jeszcze o tu. Wreszcie o ROCK (Roon Optimized Core Kit) tutaj, oraz ostatni wpis o iPENGu w ROONie (tutaj). Ludzie odpowiedzialni za rozwój software potwierdzili, że prace nad integracją są zaawansowane i do końca roku bezprzewodowe KEFy będą kolejnym ROONowym end-pointem. Wspominałem wcześniej o wprowadzeniu do software firmowego głośników Tidala – niewątpliwie była to bardzo istotna aktualizacja produktu, bardzo ważna dla użytkowników. Jednakże moim zdaniem dopiero kompatybilność z programem Roon Labs to prawdziwy game changer, bo dostaniemy całościowe rozwiązanie integrujące CAŁĄ naszą muzykę, z potężnym silnikiem DSP o ogromnych możliwościach, a dodatkowo wsparciem dla setek innych produktów, z obsługą nieograniczonej liczby stref, a dodatkowo to wszystko z doskonale opracowanym UI oraz z nowatorskimi sposobami korzystania z całej kolekcji. Coś czuję, nie – wróć – jestem pewien, że ktoś, kto spróbuje takiego duetu nie wróci już do firmowego oprogramowania, więcej nawet… może nie być skłonny do powrotu do klasycznego systemu audio. Zwyczajnie, nie będzie to sensowne od strony obsługi, od strony ergonomii, wygody oraz – tak, tak – jakości dźwięku.

Testuję bardzo mocno tryby DSP w ROONie, eksperymentuje, wspominałem o tym we wcześniejszym wpisie dotyczącym presetów dla słuchawek Audeze (testowane @ LCD-3), zmodyfikowałem bardzo znacząco (i jednoznacznie na plus, to wyraźny progres!) dźwięk z podpiętych kablem USB bezprzewodowych Momentum (niesamowitą robotę odwala tutaj DSP – to jest niebo a ziemia, serio). Słuchawki będące końcówką z własnymi, dopasowanymi trybami (Audeze), albo własnymi modyfikacjami to ten kierunek, a LS50 z ich ogromnymi możliwościami (praca całego układu) pozwolą na stworzenie systemu, który nie tylko (mocno w to wierzę) dopasuje się idealnie do danych warunków (akustyka pomieszczenia), ale jeszcze dodatkowo będzie mógł pozwolić (dzięki potędze kodu) na rzeczy, o których nam się nie śniło. To jest nie tylko możliwe, to jest już dostępne. Już. Pamiętam pokaz Beolabów 90 (Bang&Olufsen), niezwykle kosztownej konstrukcji, której przewaga nad klasycznym systemem (też wszystko zaklęte w głośnikach) ma się opierać _na oprogramowaniu_. Pamiętam zapowiedzi ciągłych modyfikacji, dodawania zupełnie nowych możliwości. Pamiętam. Tutaj jest o tyle inaczej i wg. mnie lepiej, że efektor kompatybilny z ROONem to już ma i co więcej będzie miał zapewnione szybkie i daleko idące modyfikowanie, usprawnianie i wprowadzanie nowego w ramach terminarza przypominającego (jako żywo!) rozwój najpopularniejszych systemów operacyjnych (mobile). To jest ciągły rozwój, przy czym (co bardzo istotne) dla użytkownika przyjazny i bezinwazyjny, czego dowodzą dwa lata użytkowania tego software przez wyżej podpisanego. Trzeba tylko i aż oswoić się z tym, że oprogramowanie to dzisiaj część toru, co najmniej tak samo ważna jak inne składowe (w przypadku LS Wireless nie będzie tego wiele ;-) ) i w związku z tym koszt związany z używaniem / zakupem jest wpisany w całą zabawę w audio. To nie jest dodatek. Raz jeszcze – to kościec, to fundament systemu / toru. Zapamiętajmy.

O tym, co można wyczarować za pośrednictwem DSP na ROONie, jeszcze nie raz na łamach HDO przeczytacie. Postaram się przygotować przewodnik ze wskazówkami, na pewno będzie sporo o nowych możliwościach jakie wprowadzają programiści do wspieranego już i opisanego @HDO sprzętu. Sam się ciągle łapię na tym, że jest coś do odkrycia, że warto posłuchać (przede wszystkim), warto dać szansę różnym klamotom/słuchawkom, a przy tym (co warte jest podkreślenia) modyfikacje, zmiany odbywają się nie w realu (zmiany sprzętowe, adaptacje akustyczne pomieszczenia) a wirtualnie, w oprogramowaniu. Dla tych, których to mierzi, którzy nie wierzą, są tradycjonalistami i nie chcą tego zaakceptować – ja to doskonale rozumiem, rozumiem przyzwyczajenia, rozumiem niechęć do „tych komputerów”, rozumiem nostalgię za prostotą (powiedzmy, bo względną) świata analogowego, świata fizycznego nośnika, prostego odtwarzacza, drewna, materiału, fizycznego medium. Ja to rozumiem, ale świat właśnie uciekł i to już nie wróci. Stream (KEF mówi gigabitowe WiFi 802.11ac, ale ja tam polecam podpiąć te KEFy kablem LAN, tak dla pewności, z routerem – zróbcie to ;-) ) to jest coś, co wszystko zmienia, komputer i soft taki jak ROON to jest coś co wszystko zmienia i to jest ten kierunek nieodwracalny, kierunek w którym zmierza cała branża audio, cała branża muzyczna.

Tytułowe informacje wypłynęły podczas targów CEDIA (wrzesień 2017 San Diego). Nie będzie potrzeby instalacji czegokolwiek (aktualizowania) w przypadku KEFów… ROON to ogarnie w ramach kolejnego update oprogramowania. Tak to się robi! Jak tylko się pojawi taka opcja, poinformuje Czytelników w aktualizacji niniejszego wpisu. KEFy będą widoczne jako nowy end-pont, oczywiście będzie możliwość grania wielostrefowego z innym sprzętem, przy czym Wireless-y w takim torze będą mogły być solo, nie będzie możliwości integracji paru takich zestawów (przynajmniej na razie). ROON z KEFami stworzą kompletne rozwiązanie, z obsługą każdego materiału, bez konieczności jakiegokolwiek uzupełniania takiego toru o inne składniki (streamery, wzmacniacze, pre…). Toru high-endowego, dodajmy, w mocno okazyjnej cenie (10k za głośniki i 2k za software z dożywotnią licencją). Proste? Proste.

PS. Informacja dla Czytelników pytających jak tam z Qobuzem w Polsce. Z trzech państw, które miały w wakacje pojawić się na mapie kraje z serwisem, na razie załapał się jeden – Hiszpania. W przypadku Polski oraz Włoch nadal toczą się negocjacje (to gorzej) oraz prace nad wprowadzeniem (podobno już wszystko jest przygotowane). Przypominam nasz wpis oraz wiadomości z ich oficjalnego bloga na którym opierałem swój wpis (konferencja z marca 2017, kiedy zapowiedziano start usługi w Hiszpanii, Polsce oraz Włoszech w wakacje). Także trzeba się uzbroić w cierpliwość i czekać.

AKTUALIZACJA: Od wczoraj KEF LS50 Wireless są w pełni kompatybilne z ROONem. Ile im to zajęło od chwili zapowiedzi? Miesiąc. Mistrzowie! Właśnie na takie wsparcie można liczyć w tym front-endzie. Wróć. W pierwszym ekosystemie audio. To bardziej odpowiada prawdzie. Jak wspominałem KEFy nie są w związku ze specyfiką konstrukcji „ROON Ready”, mamy pewne ograniczenia w zakresie obsługi protokołu RAAT (tylko jedna para może pracować w ramach systemu / Core, innymi słowy nie ma opcji wielostrefowej w przypadku KEFów… dwóch par nie podepniemy). Inne ograniczenia związane są z niektórymi funkcjami tj. szybkie przełączanie (strefy) czy konfig. zaawansowanej ścieżki sygnału. To ostatnie postaram się obadać (może szybciej będzie, jak zapytam kolegów z Premium Sound jakie możliwości przetwarzania sygnału oferuje nam oprogramowanie na KEFach).

Origami audio ;-) Encore mDSD czytaj USB DAC za grosze

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170710_095405979_iOS

Przyjechał i od razu zjednał sobie moją sympatię. Przedwczoraj była mowa o ultra-endach, to dzisiaj dla odmiany mamy coś z zupełnie innej beczki, z przeciwległego brzegu oferty dla miłośników dobrego brzeminia… to produkt low-price audio. Nie low-end, bo patrząc na specyfikację, możliwości tego „pena”, wyraźnie widzimy, że niczego tutaj nie brakuje, a nawet jest coś ekstra (konwerter cyfrowy USB/(SPDIF)Toslink oraz prawdziwie wyczynowa obsługa hi-resów). Nie dziwię się, że Francuzi z Qobuza zachwycili się tym maluchem, tam (wiecie) bardzo lubią produkty wycenione bardzo rozsądnie (świetne oceny zbierały u niech Korgi), jednocześnie oferujące ponadprzeciętne możliwości. Co prawda nie mamy tutaj najnowszych kości C/A (jest ESS Sabre 9010K2M), ale upichcono z tego, co na płytce mocarnego zawodnika, bo interfejs USB działa na kości XMOS i jw. jest jeszcze konwersja C/C co rozszerza możliwości tego grzdyla. To USB DAC, co oznacza że pobiera energię z transportu. Na szczęście nie ma wyśrubowanych wymagań w tym względzie (ważne, bo jest iOSo lubny, a tam za duży drain power to komunikat i koniec kozaczenia, koniec zabawy). Plus, minus 20mA. W przypadku ultrabooka będzie to prawie niezauważalne, w przypadku handhelda zależy czy tablet, czy telefon. Tak czy inaczej można spokojnie pożenić z kieszonkowym komputerem.

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki producent zaoferował swój produkt nabywcy. Bardzo. Pudełko niczym tytułowe origami odsłania najważniejsze informacje nt. sprzętu, widzimy z czym i jak podpinać, jak obsłużyć, skąd pobrać, jakie parametry to, to ma, a wszystko czytelnie rozrysowane na wew. i zew. stronie opakowania. Proste, skuteczne, sensowne rozwiązanie, w końcu z definicji nikt papierków dołączanych do produktu nie czyta, a tu mimochodem zapoznać się, zapozna i już wie. Mocno podkreślono obsługę DSD, co w tak budżetowym rozwiązaniu zasługuje na podkreślenie, szczególnie że nie jest to tylko obsługa dodana przy okazji, a konkret (DSD64/128), w pełni wspierany przez umieszczone na PCB układy. Na wyjściu analogowym w formie mini jacka nie tylko podepniemy jakieś słuchawki (sprawdzimy, czy także te trudniejsze), ale bez żadnych problemów aktywne monitorki (wspomnę jeszcze o nowych Fosteksach… tak, tak słuchawkowy Fostex wchodzi w kolumny moi drodzy, aktywne), jakiegoś DACa (optyk), ampa (dopasowali wyjście do różnych okoliczności… podobno). Dzięki DSD (DoP) będzie można via ROON z użyciem DSP wymusić granie wszystkiego jak leci w konwersji 1 bitowej. Fajnie. Fajne jest też to, że maluch da się bezproblemowo pożenić z Androidem/iOSem (via adapter CCK). To też sprawdzę, szczególnie że w zanadrzu czai się prawdziwa petarda ściśle powiązana z możliwością współpracy z jabłczanymi handheldami. Niebawem duży wpis o tym na HDO.

Konkretnie i na temat :) Niech inni biorą przykład jak można skutecznie zaaplikować niezbędne, użyteczne info nabywcy audioklamota. Bardzo!

Plastik fantastik? A gdzie tam, jest metalowe body, solidna konstrukcja, trochę to pękate (bo i konkret na płytce PCB siedzi), nawet jakąś regulację poziomu dali. Ta regulacja wygodą nie grzeszy, ale mniejsza, ważne jest to, że ten maluch może nam zapewnić obsługę plikowego audio, obsługę hi-resów na poziomie dużo lepszym* od wielu konkurencyjnych rozwiązań w zbliżonej cenie (gdzie zazwyczaj jest 24/96, nie ma DSD itp. rzeczy). Tak, mam tu na myśli m.in. bardzo fajne ważki, tj. Dragonfly’e Audioquesta. Testowaliśmy u nas pierwszą generację i wnioski były takie, że to świetne pod laptopa rozwiązanie, że stanowczo za drogo (Audioquest poszedł po rozum do głowy i obecna wersja czarna oraz czerwona wyceniona jest już znacznie bardziej rozsądnie). Mieliśmy także wiele innych USB DACów, teraz gra u nas nieco droższy iFI Nano LE i generalnie ten kierunek rozwoju PC Audio bardzo sobie chwalimy (ma to sens, także pod kątem popularyzacji lepszego brzemienia wśród osób, które nie mają najmniejszej ochoty wydawać średniej krajowej na klamoty). Encore mDSD wpisuje się w ten segment i to od razu na zasadzie „za mniej, ale więcej”. Doceniamy takie coś, bo w niewielkim budżecie zrobić coś dobrze to zawsze wyzwanie, to sztuka. Sprawdzimy na ile się Encore udało tym razem. Pamiętam ichnie słuchawki, które do nas trafiły, które przetestowaliśmy na HDO. To był już typowy low-end, ale też użyteczna, nie tandetna, całkiem sensowna propozycja dla kogoś, kto chce zapłacić „dyskontowo” za efektor.

 

mDSD (w detalu 499zł):

Słuchawki, głośniki, DACzki, amplitunery A/V i co tam jeszcze…

Regulacja poziomu realizowana fizycznie (w Audioquestach jest 64 stopniowa, przy czym w oprogramowaniu odtwarzającym sterujemy). Okazuje się, że żaden pic na wodę fotomontaż, a użyteczna wielce sprawa.
Szeroka regulacja, można zarówno z trudnymi (nausznikami), jak i IEMami pożenić i sterować z DACa. Opcja dla aktywnych kolumn? Takoż. Fajnie!

Micro dioda LED informująca o tym, czy leci PCM, czy może DSD jednak

A tak to wygląda w środku…

 

* USB: PCM 32/384 oraz DSD 64/128 DoP, via optyk 24/192 & DSD64 DoP

PS. Testuję właśnie coś, co zmienia reguły gry. Definitywnie. Chodzi o software. Niebawem dłuuuugi wpis z bardzo rozbudowaną fotogalerią. Rewelacja. Bez dwóch zadań. Rewelacja!

PPS. Wspomniany Qobuz pracuje mocno nad wprowadzeniem, jak zapowiadali, swojej oferty streamingowej w Polsce. Ma być w wakacje. Mają jeszcze plus, minus sześć tygodni na to. Czekamy!

Sonos Play:1 &Bridge &Roon tak to się robi! Testuję naj mutiroom audio @ rynku

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170308_102931120_iOS

Dlaczego na dzień dobry tym „najlepszy” kłuję? Dlaczego takie zachwyty nad głośniczkiem co to nawet hi-resa nie zagra. Spokojnie. Już wyjaśniam. Chcecie coś, co gra po naciśnięciu guzika (jednego guzika)? Chcecie coś, co nie wymaga żadnej konfiguracji, gdy podepnie się taką małą, niekosztowną skrzyneczkę do domowego routera? Chcecie mieć zasięg wszędzie, strumień stabilny jak skała, granie nawet w obłożonym kaflami kiblu bez utraty jednego bita? Chcecie wreszcie zintegrować sobie ten multiroom z najlepszym front-endem na rynku, tzn. strumieniować bezstratnie, a dodatkowo (w zapasie) mieć WSZYSTKIE serwisy, rozgłośnie, podcasty, usługi, no WSZYSTKO sterowane z dowolnej platformy? No to już wiecie. A K.O to własny, autorski, skuteczny (tak, cholera, tak właśnie) system audiokalibracji, który w takiej łazience czyni prawdziwe cuda, to znaczy da się grać normalnie, nie jak w studni, grać przyjemnie, a przecież wanna, prysznic to miejsca bardzo wskazane patrząc przez pryzmat relaksacji, z tą relaksacją związanej chęci posłuchania czegoś… prawda? Ano prawda, najprawdziwsza prawda.

Także, powiem tak – jeżeli jest coś, co mnie przekonało w dwie doby bez żadnego „ale” to jest to właśnie Sonos. Sonos Play:1, bo o tym konkretnie maluchu wraz z sieciowym mostkiem Sonos Bridge, mówimy. Mostek jest wg. mnie nieodzowną częścią tego sytemu, bez niego sporo tracimy, bo po pierwsze gwarantuje doskonały zasięg (i korzyści płynące z wykorzystania niezależnej, własnej sieci typu mesh – z takiej właśnie Sonos korzysta, w tym jego siła), po drugie brak interferencji, po trzecie brak konieczności konfigurowania (naciskasz i grasz). Ot, wystarczy podpiąć LANem skrzynkę, ustawić Sonosy gdzie-bądź i już. Co więcej, korzystamy tutaj z WiFi, a nie ułomnego (zasięg & propagacja sygnału!) Bluetooth’a i mamy bezstratne strumienie i mamy (a tego AirPlay nie daje btw) bitperfect też. Bit po bicie muzyka sobie płynie. Tak, dokładnie tak, jak być powinno. Do tego jak naciśniecie pauzę i po paru dniach naciśniecie „play” to wiecie co usłyszycie? No właśnie, muzykę usłyszycie. W airplejowych strefach to ni cholery tak nie działa, w przypadku SKAA (AirDAC) to też niestety nie chce tak działać, w innych rozwiązaniach jakie testowałem ZAWSZE było jakieś „ale”. A tu nie ma „ale”. Zajebiście!

Głośnik

Tym, co jednak mnie prywatnie przekonuje jest integracja z Roonem. Od ostatniej dużej aktualizacji 1.3 te Sonosy Play:1/ 3/ 5, soundbar z subem oraz odtwarzacze ZP (też z ampem) stanowią end-pointy dla tego najlepszego wg. mnie software odtwarzającego, porządkującego / katalogującego muzykę jaki jest dostępny obecnie na rynku. TO JEST TO. Gram sobie co chcę, wszędzie, sam głośnik przestawiam w dowolne miejsce (zapamiętuje w pamięci pomiary akustyki) i za pomocą dowolnego ekranu, jaki jest na podorędziu, steruję, odtwarzam, zarządzam. Dźwiękowo to bardzo fajna rzecz, oczywiście jak na niewielki, zamknięty w małej budzie układ dwudrożny. Gra to przyjemnie, a – co istotne – mając w zanadrzu własny system dopasowania pracy przetworników można naprawdę ustawić to, to wszędzie. I zagra. Fajnie zagra. Z Roonem jest o tyle ciekawie(j), że tam są zaawansowane tryby (DSP), że mamy jeszcze bardziej rozbudowane zarządzanie strefami (prawdziwie multistrefowe zarządzanie całym domowym audio systemem), że integracja z Tidalem robi różnicę (już jest osobna zakładka Masters ;-) ), że – wreszcie – można skorzystać z oryginalnych, nigdzie indziej nie widzianych, sposobów nawigowania po zbiorach jak i uskuteczniania muzycznych poszukiwań (przeczytajcie nasze opisy Roona, tam jest wyjaśnione z jakim potencjałem mamy do czynienia). Także, taki Sonos razy dwa/ trzy / pięć i więcej, w różnych miejscach w domu, skutecznie domyka nam temat „muzyka to u mnie gra wszędzie”. A że Play:1/3/5 mogą grać sparowane w trybie stereo to… gabinet, dalej sypialnia, i jeszcze pokój dziecięcy… tak tam właśnie te Sonosy spokojnie mogą robić co trzeba i każdy z domowników będzie zadowolony. Czego brakuje? Czegoś z wbudowaną baterią na wynos (w sensie, na wynos – ogródek, patio, nie na wynos, wynos, bo to by się kłóciło z całą koncepcją systemu). Gramofon (tak jest Sonos igła – nie pytajcie po co, no po prostu jest) może być ciekawym przykładem na to, jak moda kształtuje byt. Nawet jeżeli to bez-sensu. Bez-sensu? Ano bez, bo gramofon zakłada że tak powiem sam z siebie fizyczny kontakt, interakcję, coś co jakby kłóci się ze strumieniami, z bezprzewodowością się kłóci, ale co ja tam wiem? Stary i głupi jestem. W poprzednim wpisie już to przerabiałem. Także gramofon też jest, choć bez-sensu w kontekście systemu.

Mostek

Software Sonosa jest przejrzysty, ale nie jest to żaden Olimp, no brakuje mu nieco, przydałaby się polerka. Na szczęście można, a nawet warto jw. scedować sterowanie na alternatywy. To nie tylko Roon, to także doskonała (tak, wg. mnie nadal najlepsza) aplikacja jaką oferuje Spotify, gdzie Sonos może po integracji (przeprowadzanej w nieco kuriozalny sposób, o czym w recenzji będzie, dobrze że tylko raz trzeba i z głowy) być widoczny jako efektor w apce i z poziomu spotifaja można sobie już grać dowoli. Firmowy soft daje możliwość pogrupowania, zawiadywania strumieniami, tworzenia swoich playlist, swoich ulubionych z tego co zintegrowane… kto co lubi. Mocnym atutem jest wspomniany system kalibracji, wykorzystujący mikrofony w handheldzie (najlepsze wg. mnie efekty daje wykorzystanie w pomiarach smartfona, mikrofon czy mikrofony są czulsze w telefonie od tych zamontowanych w tablecie). Wiadomo, że trwają prace nad integracją inteligentnych (ekhmm) asystentów od Google oraz Amazona. Właściwie to drugie testowo już jest. Przy czym pewnym ograniczeniem będzie tutaj brak w wyposażeniu samych głośników mikrofonu, ale kierunek rozwoju (jak mówi nowy CEO Sonosa) jest jasno wytyczony. Ma być zawiadywanie domem, zawiadywanie naszym czasem, podpowiadanie, sugerowanie, wiaaaaadomo – terminal marketingowo-zakupowy w każdym domu ;-) Może bez tego „;-)” w sumie, bo to chyba jednak na serio. Dobrze, że w tym przypadku każdy będzie mógł zadecydować, czy w ogóle chce takie coś aktywować, czy apagesatanas. Mówi się także, głośno, o ewentualnym wprowadzeniu lepszych od jakości CDA strumieni. Czy i kiedy, to za bardzo na tę chwilę nie wiadomo. Tak czy inaczej, pomysły są, nowe znaczy się pomysły i dobrze, choć dla mnie to, co istotne, w sumie już jest. Do Sonosa jeszcze wrócę, zapewnie w formie „rzutu uchem”, może będzie w rozbudowanej formie (w sensie bez przenoszenia malucha, bo będzie ich parę), także jeszcze coś na pewno o tym Sonosie się na HDO pojawi.

Apka. Przepraszam za te bafrumy i kiczeny, to ma iść też w wersji ang. a wiadomo, że Anglosasi potrafią tylko po swojemu gadać, no te inne języki to ich trochę przerastają.
Zaraz nowa płyta DM się pojawi. Singiel taki mniej więcej: czekam, czekam aż coś, czekam, o… koniec :(

 

Tymczasem zapraszam do fotogalerii, którą będę jeszcze rozbudowywał:

 

» Czytaj dalej

Pylon Opal Monitor + standy w redakcji = budżetowe może wyglądać? Może

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170313_145230400_iOS

Recenzje już w kolejce, czekają na publikację, tymczasem w redakcji praca wre na całego, bo mamy prawdziwą klęskę urodzaju. Dzisiaj będą zapowiedzi, to pierwsza z nich – wracamy do polskich kolumn, przed obiecanymi Diamondami trafiły do nas budżetowe Opale… model, który w ofercie uzupełnia najprzystępniejsze cenowo Perełki. Opale są spore, to duże monitory, z dużym przetwornikiem nisko-średnio tonowym, w innym od dotychczasowo praktykowanego układzie tj. odwróconym – duży na górze, tweeter na dole. Duże paczki, które z tego co słyszę mogą spokojnie robić za fronty w dużym salonie (u mnie z aneksem będzie jakieś 27 metrów). Większe od Pereł, dużo większe od podstawkowych Topazów oraz monitorowej wersji Diamondów (te też weźmiemy z miłą chęcią na warsztat). Innymi słowy Opale to wg. mnie kolumny dla kogoś, kto niekoniecznie chce stawiać duży mebel jakim zazwyczaj są podłogówki w salonie, jednocześnie chciałby mieć „duży” dźwięk, bez ograniczeń typowych dla niewielkich zestawów podstawkowych. Czymś, co tutaj dodatkowo robi są standy. Stojaki zazwyczaj traktowane są jako dodatek i to dosłownie, to znaczy na doczepkę… są kolumny, potem rozglądamy się na czym by je tutaj postawić, można rzecz jasna wykorzystać jakiś mebel, w przypadku Opali musi to być konkret szafka, ale… Mebel typu szafka RTV niesie ze sobą oczywiste ograniczenia. Po pierwsze odległość od ściany trudno tu „regulować”, mebel stoi przy ścianie, odległość kolumn jest wobec tego stała, zazwyczaj blisko są umiejscowione, mało optymalnie i niewiele można z tym zrobić. Dodatkowo taki mebel nie koniecznie, a wręcz zazwyczaj rezonuje, nie stanowi stabilnej podstawy pod monitory. To kompromis. U mnie są podłogówki w salonie, ale też monitory (zawsze – czy prywatne, aktywne nEar05, czy też coś co się akurat testuje… obecnie HD6 od Audioengine) i te monitory stoją właśnie kompromisowo, na szafce. Co prawda trochę ją, tzn. szafkę, zmodyfikowałem, trochę ją dociążyłem, nieco odsunąłem od ściany, same zaś kolumny gdy grają są ustawione bardziej do siebie i maksymalnie wysunięte do przodu, mebel zaś sam z siebie ciężki, stabilny z bardzo długim blatem… ale… to nadal kompromis.

Dzień dobry

Standy Opali są dedykowane Opalom. Budżetowym kolumnom, takim, które otwierają, nie zamykają ofertę Pylona. Czujecie? Zrobili coś, co okazuje się bardzo, bardzo wskazane, gdy nasz wybór padnie na podstawkowy zestaw i proszę – nie trzeba szukać, kupować zazwyczaj beznadziejnie niedopasowanych, brzydkich standów z półki, albo takich, które owszem, będą wyglądały znakomicie, zrobione na zamówienie, ale będą jednocześnie kosztowały krocie. W przypadku budżetowych kolumn takie coś nie ma uzasadnienia, tym bardziej pochwały dla producenta, że podszedł do tematu kompleksowo – są kolumny podstawkowe? Są i rzeczone podstawki pod nie. Dobrze, żeby inni brali przykład, bo to nie tylko względy estetyczne, ale także – pamiętajmy o tym! – brzmieniowe … całość stanowi system, dobre podstawki, stabilne, pozwalające odpowiednio ustawić kolumny to maksymalizacja efektu, to osiągnięcie optimum. W przypadku ustawienia kolumn jw. na jakimś meblu, decydujemy się na kompromisy także w zakresie dźwięku. Odnośnie zaś wyglądu, de gustibus rzecz jasna, w mojej opinii te podstawki nie tylko idealnie pasują do samych kolumn, ale wyglądają świetnie, są minimalistyczne w formie, inne niż typowe „stelaże”, to drewniany profil, znakomicie korespondujący z formą paczek. Można same standy wyposażyć dodatkowo w kolce, ja z tego zabiegu zrezygnowałem, bo nie widzę zwyczajnie takiej potrzeby, by dodatkowo stosować takie rozwiązanie. Waga całości, stabilność kolumn usadowionych na standach są dla mnie wystarczającym powodem by kolcom podziękować, kolców nie montować. Teraz mogę spokojnie wykonywać manewr bliżej, szerzej, osiągając różne rezultaty brzmieniowe, dopasowując zestaw do własnych wymogów oraz akustyki pomieszczenia* (polecam duże szafy z książkami, albumami na ścianie „za głową”). Dobrym pomysłem jest także położenie wykładziny, dywanu, chyba że macie drewnianą podłogę (pseudo drewniane panele się nie liczą, jak jest panel z co najmniej 2-3 cm warstwą drewna to ok, jak typowy panel drewnopodobny to nie). W ogóle dużo drewna nie zaszkodzi. U mnie ściana za kolumnami, ściana „RTV” jest specjalnie przygotowana pod kątem akustyki (fajne jest to, że tego nie widać :) ), jedyny element „twardy”, betonowy, to pas na środku w miejscu gdzie jest stelarz pod wieszak dla telewizora. Kasetony, panele wbudowane w te ścianę robią robotę, także trochę z tą szafką przesadzałem ;-) …trochę. W przypadku Opali mogę je ustawić dowolnie, najlepiej i to właśnie robię. Innymi słowy – kupujecie Opale? Kupcie od razu standy. Musowo.

O brzmieniu mogę na razie napisać tyle, że potrafią zagrać potężnie, bardzo głośno (to ośmioomówki są btw), nawet z niezbyt mocnym wzmacniaczem (mój NAD315, sprawdzę z MiniWattem i podejrzewam że będzie dobrze, mimo 4W tylko). Raczej nie brałbym ich do gabinetu, do niewielkiego pomieszczenia, na pewno nie są to desktopówki, na upartego ustawicie je „przy kompie” …tylko po co? Nie wykorzysta się możliwości przetworników, dodatkowo w takim miejscu  - zwyczajnie – lepiej zagrają mniejsze kolumienki, w rodzaju moich ulubionych bliskopolowych Pylon Topaz Monitor. To właściwe kolumny pod taki scenariusz, Opale są na salon. Konkretnie. Na razie grają sobie w tle, choć nie muszę ich wygrzewać, bo wcześniej już u producenta pograły. Wybarwienie to naturalna (kolor) okleina dąb, z czarnymi frontami. Obawiałem się w pierwszej chwili takiego zestawienia (czarna wersja tych kolumn, z czarnymi standami – te zdaje się zawsze czarne są – była właśnie tiptop), okazało się jednak, że wygląda to bardzo dobrze, że to drewno szczególnie zestawione z podobną kolorystyką mojej podłogi, czarnym frontem i czarnymi podstawkami… że to wszystko pasuje do siebie, prezentuje się bardzo fajnie od strony estetycznej. Miałbym natomiast wskazówkę dla producenta, by standy były dostępne we wszystkich wybarwieniach w jakich robi te monitory. W oczywisty sposób ułatwi to wybór klientom. Na koniec dodam, że standy wykorzystam także z HD6-kami. Coś czuję, że choć niedopasowane wymiarowo (ale to też duże paczki i wielkiego dysonansu nie będzie) mogą na takim połączeniu zyskać (brzmienie). Zobaczymy. Moje aktywne nEar-y niestety są za małe i tu trudno o dopasowanie, nie będzie to wyglądało dobrze. HD6 są czarny mat, standy są czarny mat – będzie dobrze.

WAF wysoki, można brać bez obaw o komentarze typu „ale chyba zwariowałeś stary, zaraz mi się tutaj z tym zawijaj”. Także ten, ten najważniejszy aspekt tutaj jest bardzo w porządku

Zapraszam do fotogalerii z opisem, a za moment kolejna zapowiedź, zapowiedź produktu, który przekonał mnie całkowicie do siebie, bezapelacyjnie wręcz. Zostaje. Taki dobry jest.

BTW. W kwietniu konkurs rocznicowy. Oj czuję, że będą w tym roku atrakcyjne nagrody, oj czuję (chyba że to w starych kościach łupie, jeżeli to, to …to się wygłupiłem – stary / głupi – pasuje! ;-) )

* problemem nierozwiązywalnym są duże powierzchnie szklane. U mnie balkon, duże okno, duże szyby. Tego obejść się nie da. Nastrój poprawia mi podczas słuchania widok na las. Tak, te duże okna robią atmosferę (choć psują to i owo). Wybieram atmosferę (od zachodu, tylko Trójmiejski Park Krajobrazowy… i to ma sens! ;-) ). No i zawsze można jakieś drewniane, bambusowe zasłony wstawić. Można? Można ;-)

» Czytaj dalej

Obrodziło #3: HiFiMANy HE-1000 w redakcji. 1K vs Ethery Flow vs LCD-3 …słuchawkowa nirwana

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170302_075709979_iOS

Udało się zgromadzić w jednym miejscu, w jednym czasie i cóż… zarywam noce, porównuję, notatkuję, intensywnie dumam, ale przede wszystkim słucham. Słucham nie tylko krytycznie, ale także dla czystej przyjemności. Tu nie ma dźwięku z niedostatkami, tu są różne ścieżki prowadzące do dzikiej przyjemności, grubej satysfakcji, tytułowej – słuchawkowej – nirwany. Do porównania brakowało mi HiFiMANów, bo gdziekolwiek by się nie pojawiły (salony, imprezy, spotkania) zawsze przyciągały niczym magnes, także bardzo mi się widziało by te słuchawki do testów zdobyć i sprawdzić z Etherami oraz topowymi (do niedawna) Audeze. Znajomość z 1k od HiFiMANa zawsze była zbyt „ale to już?”, no zbyt niepełna, pozostawiała – w skrócie – ogromny niedosyt. Teraz jest już inaczej i gdybym mógł, to bym tych słuchawek z głowy nie zdejmował. Tylko że tak się nie da, bo na łbie można mieć ino jedne takie, hajendy, a opisane wstępnie wcześniej Ethery …oferują podobne właściwości uzależniające co tysiączki. Generalnie to wszystko co w topiku to twarde dragi są i gdyby nie to, że przecież szkodliwość społeczna ograniczona do najbliższego otoczenia (to może być problem …you now what i mean… partnerki życiowe), ogólnie takie hobby pod żaden paragraf konkretny nie podpada, to patrząc na to wszystko na chłodno – jakieś kliniki odwykowe, jakieś kozetki, jakieś środki zapobiegające uzależnieniu byłby co najmniej wskazane. No ale, na szczęście, można w ramach rzeczywistych możliwości (powiedzmy 3 godziny dziennie, co stanowi i tak mission impossible), no można zażywać. Szczerze powiedziawszy, w domowych pieleszach, gdzie trudno o chwilę skupienia w miejscu gdzie stoi aparatura z kolumnami, zwyczajnie życie podpowiada najkorzystniejszy, najsensowniejszy scenariusz… zgadza się? Słuchawki.

Mmm

Testuję oba warianty Etherów oraz HE-1000, dodatkowo porównując z red. LCD-3 na CMA600i. To wyjątkowo przyjemne, ułatwiające zadanie urządzenie, bo multum gniazd, bo praca w trybie DAC jak i pre, bo wyczynowe parametry i obsługa wszystkiego jak leci, tj. plików w najdzikszych, niewystępujących w przyrodzie formach. To główne źródło i gramy z podpiętej makówki via Roon. Tyle. Nie komplikuję toru, choć przez tydzień testowałem z wg. mnie lepszym przetwornikiem (zapowiedziany Matrix X-Sabre Pro vol.2) – wtedy wykorzystaliśmy możliwość podpięcia analogowego źródła do Questyle. Czy ten wzmacniacz (przede wszystkim) słuchawkowy stanowi jakieś ograniczenie dla wymienionych powyżej słuchawek? Nie wydaje mi się, była sposobność podpięcia pod Bakoona i jak napisałem – nie wydaje mi się. A nawet powiem więcej… ten Questyle za tyle, ile wołają, nie ma we wzmacniaczowo-słuchawkowym segmencie żadnej sensownej konkurencji. Tor pomocniczo-porównawczy z dakiem M2Techa, oraz dwoma wzmacniaczami M1HPA oraz lampowym MiniWattem (bańki to brimarowe NOSy) pomaga odnieść się do głównego, testowego zestawu w minimalistycznym stylu. Gramy przede wszystkim z pliku, bo zwyczajnie dzisiaj tak właśnie gramy. Inne źródła (kompakt, gramofon) sprawdzę oryginalnie – choć zważywszy na ortodynamiki – ma to jak najbardziej sens… za pomocą HE-Adaptera (elektronika NADa). Na koniec, początek i środek zostawiłem sobie jeszcze jedno urządzenie, które zważywszy na cenę, nie powinno w ogóle być brane pod uwagę, a byłby to gruby błąd – pisałem o nieprawdopodobnie dobrym dźwięku z jacka na TAC-2 (interfejs thunderboltowy). Z HE-400 to jeden z moich ulubionych setów, dlatego wszystkie testowane i porównywane słuchawki zagrają także na tym ustrojstwie. Także będzie i to.

Na razie jednak koncentruje się na samych nausznikach i jw. zadanie ułatwia wielce CMA600i. Parę konkretów już mam, ale też klika pytań się urodziło i zastanawiam się jak to ugryźć ;-) Na marginesie, to bardzo pouczające doświadczenie – tu nie ma jednej drogi prowadzącej do celu, więcej te słuchawki naprawdę wiele różni (brzmieniowo), grają w bardzo odmienny sposób. Oczywiście to co napisałem nie jest specjalnie odkrywcze, czy zaskakujące, natomiast czymś co skłania do zadumy jest to, co z tego praktycznie wynika – czym jest, jak zdefiniować „perfekcyjne” brzmienie, czy może bliskie perfekcji, wybitne, jak odnieść się do tych różnic, gdzie szukać punktu odniesienia? To różne drogi prowadzące do konkretnego celu. Tym celem w muzyce odtwarzanej na jakimkolwiek sprzęcie jest zaangażowanie, są emocje. Nie raz o tym pisałem na HDO i w sumie to jedyna – fakt – ulotna – fakt – niejednoznaczna, mocno indywidualna ale też (na poziomie czysto subiektywnym) jedyna weryfikowalna, stała wartość, która umożliwia odniesienie się do testowanych produktów, ich oceny. Bo zawsze, pamiętajcie o tym, zawsze na końcu liczy się to, czy to co usłyszycie do Was przemówi. Nie do mnie (mogę, jak każdy testujący, recenzujący ułatwić, zasugerować, wyjaśnić – to mogę) należy ostateczny werdykt, a do Waszych uszu. W przypadku takich nauszników, jak zapowiadane w zajawkach, można z dużą dozą prawdopodobieństwa autorytatywnie stwierdzić – to bliskie perfekcji granie - ale też sposób w jaki Mr Speakers, Audeze oraz HiFiMAN dochodzą do szczytu jest różny, odmienny i w tej różnorodności trzeba się (samemu) odnaleźć. Są kwestie zero – jedynkowe, związane z ergonomią, z „obsługą”, które nie podlegają dyskusji, są obiektywnie weryfikowalne, ale dźwięk… taki dźwięk jaki oferują opisywane nauszniki to już pewne, czysto indywidualne wybory, bo obiektywnie da się tylko powiedzieć tyle, że to najwyższa brzmieniowa półka. Pamiętajmy o tym i nie dawajmy bezkrytycznie wiary recenzjom operującym językiem kategorycznym, gdzie wszystko jest czarno-białe. Tu się tak zwyczajnie nie da, bo słuchając tych nauszników jesteście na ostrym haju ;) Także lojalnie przestrzegam i ostrzegam.

Trudny wybór… tylko para uszu, a tu trzeba coś na nie nałożyć.  Na coś się zdecydować. Na marginesie, nie słucham z podpiętymi równocześnie pod wszystkie gniazda słuchawkami. W instrukcji nie zalecają. Także te zdjęcie to taka post-prawda ;-)

HE-1000 przyciągały niczym magnes i to im zostało. Ten magnetyzm. Ich nowa wersja ma być jeszcze ciut lepsza, lepsza w zakresie ergonomii (o tym wspomina producent)… nie wiem co można radykalnie tu poprawić, ale mniejsza, niech nas HiFiMAN czymś jeszcze zaskoczy. HE-1000 sprawdzam także na testowanym mobilnym źródle @ DAPie SuperMini takoż od HiFiMANa. O tym też przeczytacie zarówno w recenzji samych nauszników, jak i wspomnianego odtwarzacza (zdradzę tylko, że idealnymi mobilnymi topowymi orodynamikami na wynos są i chyba długo pozostaną zamknięte Ethery …tu wszystko „gra” tj, ergonomia, niebywała wygoda, lekkość, oczywista separacja od tego co na zewnątrz i wybitnie dobra efektywność – zero niedostatków odnośnie mocy mobilnego źródła w przypadku tych słuchawek). Przyciągają zatem te tysięczniki nadal niczym magnes i ciągle mi mało. To też wiele mówi o nas samych, o naszych preferencjach, o „naszym dźwięku”. Ethery Flow przetestowałem gruntownie, mogę teraz odnieść ich brzmienie z propozycjami Audeze oraz HiFiMANa, przy czym jak wyżej, to moje odniesienie w sposób oczywisty jest skażone moimi preferencjami i czytając recenzje (startujemy z publikacjami w przyszłym tygodniu, mam czasową rezerwę na pisaninę) nie zapominajcie o tym! 

Poniżej ultrakrótkie fotostory…

» Czytaj dalej