LogowanieZarejestruj się
News

Najnowsze skrzyneczki M2Techa w redakcji: EVO DAC 2+ & EVO Clock 2

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
tyt_iOS

Mam słabość do produktów tej firmy. Włosi nie ulegli pokusie dopisania co najmniej jednego zera do rachunku (wiecie, Europa, mamy wysokie koszta pracy, to nie Azja), ich produkty są wycenione niezwykle rozsądnie. Przy czym mamy do czynienia z czymś, co powstało od A do Z w słonecznej Italii. Jest pomysł, wróć… jest wiedza, gruntowna wiedza inżynierska oraz informatyczna jaka cechuje wyroby M2Techa, jest i wykonanie. Przystępne cenowo, a przy tym bardzo dobre jakościowo, nie tylko w swej klasie (określony pułap cenowy) klamoty, zazwyczaj mocno kompaktowe, wręcz miniaturowe to specjalność tego producenta. Korzystam na co dzień z ich rozwiązań, tych najprzystępniejszych (co w tym wypadku wcale nie oznacza – z ograniczeniami, a jeżeli już to tylko funkcjonalnymi, nie jakościowymi) kosztowo… linia hiFace, a konkretnie hiFace Two oraz DAC i oba naprawdę dają radę! DAC jest wręcz nieprzyzwoicie dobry jak za te niecałe 1k złotych, wygląda jak osiem nieszczęść (no tutaj jest prawdziwy plastik fantastik), ale jak to bombowo gra! Fantastyczny interfejs dla komputera i właśnie w takiej roli najlepiej (stacjonarnej) wykorzystać go w systemie. Dlaczego tak? Przypominam (patrz nasza recenzja hiFace DAC), tam nie ma żadnego wzmacniacza słuchawkowego, tam jest wyście idealnie nadające się do podpięcia pod stacjonarny tor, pod pre/integrę właśnie. Nietypowo, ale też (świetna kość, znakomita realizacja współpracy z komputerem, obsługa plików PCM nawet do poziomu 384MHz tj. DXD) właśnie dokładnie pod taki system. Słuchawki niekoniecznie, a jak już to takie stacjonarne też, a i tak warto budując taki tor wpiąć jakiś wzmacniaczyk słuchawkowy. Drugi grzdyl to świetny konwerter cyfrowy, niedołączony element salonowego systemu ze zmodyfikowanym Squeezeboksem Touch (EDOmod. – pełna gwarancja sukcesu, konwertujemy sygnał USB wychodzący z SBT do SPDIF i dalej do DACa… w tym wypadku rDACa, który po koaksialu gra wg. mnie wybitnie dobrze). I to wszystko za pieniądze, które często nie starczą na zakup audiofilskiej łączówki. To – mimo, że mam w kolekcji także dużo droższe klamoty – nadal żelazny element wyposażenia i nie wydaje mi się żebym się z tymi maluchami kiedykolwiek chciał rozstać. Takie dobre są :)

Małe, alu boksy. Dzisiaj kilku producentów oferuje takie rozwiązania z możliwością rozbudowy, rozszerzania systemu opartego o takie malutkie klamoty

No dobrze, było o mikrusach, warto napisać coś o tytułowych pudełkach. Małe to, a tworzy cały, przemyślany zestaw/system wzajemnie uzupełniających się, wspierających skrzynek, których jedynym celem jest jak najlepsze obsłużenie cyfrowego sygnału, z jego konwersją (zarówno cyfra/cyfra, jak i – w przypadku testowanego zestawu – cyfra/analog). Tu nie ma drogi na skróty, bo (i to było swego czasu nowatorskie podejście, bo mówimy właśnie o 2 generacji EVO) każdy ze składników „dania” ma określoną funkcję, ma całościowo wynieść granie z pliku (bo taki sygnał zazwyczaj będzie dostarczany) na wyżyny. I to wyżyny absolutne – za wszystkie składniki, gdybyśmy zdecydowali się na całościowe podejście do tematu, przyjdzie zapłacić ok. 6 tysięcy. Czyli tyle ile kosztuje dobrej klasy DAC. Tu jednak mówimy o czymś innym, bo mówimy o całościowym systemie z zewnętrznym generatorem zegara (częstotliwość wzorcowa 22MHz i 24MHz dla obu częstotliwości taktowania tj. 44,1 oraz 48 MHz oraz ich wielokrotności 88.2/96/176.4/192), z konwerterem, z dedykowanym zasilaniem. Wszystko to w miniaturowej odsłonie, co nie oznacza miniaturowych ambicji. Te są duże. Z recenzji EVO pierwszej generacji wyłaniał się obraz niezwykle zachęcający – było to granie zupełnie niecyfrowe w charakterze, niebywale plastyczne, analogowe w formie. Recenzenci rozpływali się w zachwytach, zgodnie uznając, że jest to jedna z najciekawszych, tak kompleksowych, propozycji na rynku (przygotowana na obsługę sygnału także z innych cyfrowych źródeł, w tym profesjonalnych interfejsów wyposażonych z złącze I2S). Mnie osobiście trochę żal, że producent podążający wyraźnie swoją drogą, stosujący nietypowe rozwiązania (właściwe wszystkie produkty M2Techa są inne, właśnie takie trochę pod prąd) nie zdecydował się na implementację innych rozwiązań z rynku pro, mam tu na myśli FireWire oraz Thunderbolta. Ten ostatni, o czym wspominałem w teście TAC-2, potrafi zdefiniować parę rzeczy na nowo w PC Audio i wg. mnie pod pewnymi względami jest dużo lepszym rozwiązaniem od magistrali USB. Magistrali, która nigdy nie była i nie będzie „pod audio”, bo jej charakter jest na wskroś uniwersalny, wielozadaniowy i wieloobsługowy… a to generuje problemy, z którymi walczymy, walczymy, choć są rozwiązania całkowicie pozbawione dobrze znanych wad i ograniczeń tj. opóźnienia czasowe/jitter, interferencje/przenoszenie zakłóceń z magistrali/innego sprzętu pracującego (współdzielenie), przenoszenia zakłóceń z zasilania sprzętu komputerowego, portów,  etc.

I tu warto pochylić się nad propozycjami M2Techa. Oni doskonale wiedzą o wadach USB. I starają się im zaradzić. Tu wiele rzeczy zrobiono jak należy by wyrugować wspomniane ograniczenia. Nowa wersja EVO jaka do mnie trafiła ma być jeszcze lepsza, ma być (i jest) przygotowana do obsługi plików DXD i DSD (128). Zegar może działać w trybie automatycznego dopasowywania (w pierwszej generacji trzeba było ręcznie przestawiać) częstotliwości próbkowania. Wystarczy w tym celu podpiąć obie skrzynki dodatkowo kablem optycznym (poza BNC). Jak ktoś chce wyspecjalizowane zdać się na wyspecjalizowane zasilanie, to można jeszcze do kompletu dokupić EVO Supply, a dla tych, którzy chcą czegoś naprawdę bezkompromisowego jest jeszcze EVO Two, czytaj, konwerter cyfra/cyfra z dodatkowym interfejsem AES/EBU oraz we/wy SPDIF do domowego nagrywania (homerecordingu, w którym pomocne będzie precyzyjne dopasowanie zegara vide EVO Clock 2 oraz wspomniane złącza pro AES/EBU & I2S (tu w wariancie ze złączem HDMI)). Także można zbudować sobie system, a to jeszcze nie wszystko, bo firma postanowiła tym razem uzupełnić swoją propozycję o… wzmacniacz słuchawkowy. Cóż, trudno się dziwić, w dzisiejszych czasach, bez słuchawek ani rusz (na rynku ani rusz). Dodatkowo, najnowszym elementem linii EVO, jest DAC ze zintegrowanym gramofonowym pre. Testy przeprowadzę na dwóch odmiennych konfiguracjach komputerowo/systemowych – będzie wykorzystany iMac z najnowszym macOSem/Roonem oraz MiniX nanoPC z Win10 grajac na foobarze oraz z Tidala. Sprawdzimy jak sprawują się sterowniki (mocna strona tego producenta, jw. bezproblemowa współpraca z SBT, bezproblemowa z PC/Mac…), całość zagra zarówno @ słuchawkach, jak i z systemem stereo (podepniemy pod testowanego właśnie NADa C338). 

Co by nie było potrzeby przełączania ręcznego, trzeba zdecydować się na dwa kable. Z prawej niezbędny do podpięcia przetwornika lub konwertera z zew. zegarem (BNC) oraz z prawej SPDIF (optyk), co pozwoli na automatyczne dopasowanie częstotliwości 

Poniżej parę dodatkowych obrazków z opisem prezentujących skrzyneczki:

» Czytaj dalej

Sonos Play:1 &Bridge &Roon tak to się robi! Testuję naj mutiroom audio @ rynku

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170308_102931120_iOS

Dlaczego na dzień dobry tym „najlepszy” kłuję? Dlaczego takie zachwyty nad głośniczkiem co to nawet hi-resa nie zagra. Spokojnie. Już wyjaśniam. Chcecie coś, co gra po naciśnięciu guzika (jednego guzika)? Chcecie coś, co nie wymaga żadnej konfiguracji, gdy podepnie się taką małą, niekosztowną skrzyneczkę do domowego routera? Chcecie mieć zasięg wszędzie, strumień stabilny jak skała, granie nawet w obłożonym kaflami kiblu bez utraty jednego bita? Chcecie wreszcie zintegrować sobie ten multiroom z najlepszym front-endem na rynku, tzn. strumieniować bezstratnie, a dodatkowo (w zapasie) mieć WSZYSTKIE serwisy, rozgłośnie, podcasty, usługi, no WSZYSTKO sterowane z dowolnej platformy? No to już wiecie. A K.O to własny, autorski, skuteczny (tak, cholera, tak właśnie) system audiokalibracji, który w takiej łazience czyni prawdziwe cuda, to znaczy da się grać normalnie, nie jak w studni, grać przyjemnie, a przecież wanna, prysznic to miejsca bardzo wskazane patrząc przez pryzmat relaksacji, z tą relaksacją związanej chęci posłuchania czegoś… prawda? Ano prawda, najprawdziwsza prawda.

Także, powiem tak – jeżeli jest coś, co mnie przekonało w dwie doby bez żadnego „ale” to jest to właśnie Sonos. Sonos Play:1, bo o tym konkretnie maluchu wraz z sieciowym mostkiem Sonos Bridge, mówimy. Mostek jest wg. mnie nieodzowną częścią tego sytemu, bez niego sporo tracimy, bo po pierwsze gwarantuje doskonały zasięg (i korzyści płynące z wykorzystania niezależnej, własnej sieci typu mesh – z takiej właśnie Sonos korzysta, w tym jego siła), po drugie brak interferencji, po trzecie brak konieczności konfigurowania (naciskasz i grasz). Ot, wystarczy podpiąć LANem skrzynkę, ustawić Sonosy gdzie-bądź i już. Co więcej, korzystamy tutaj z WiFi, a nie ułomnego (zasięg & propagacja sygnału!) Bluetooth’a i mamy bezstratne strumienie i mamy (a tego AirPlay nie daje btw) bitperfect też. Bit po bicie muzyka sobie płynie. Tak, dokładnie tak, jak być powinno. Do tego jak naciśniecie pauzę i po paru dniach naciśniecie „play” to wiecie co usłyszycie? No właśnie, muzykę usłyszycie. W airplejowych strefach to ni cholery tak nie działa, w przypadku SKAA (AirDAC) to też niestety nie chce tak działać, w innych rozwiązaniach jakie testowałem ZAWSZE było jakieś „ale”. A tu nie ma „ale”. Zajebiście!

Głośnik

Tym, co jednak mnie prywatnie przekonuje jest integracja z Roonem. Od ostatniej dużej aktualizacji 1.3 te Sonosy Play:1/ 3/ 5, soundbar z subem oraz odtwarzacze ZP (też z ampem) stanowią end-pointy dla tego najlepszego wg. mnie software odtwarzającego, porządkującego / katalogującego muzykę jaki jest dostępny obecnie na rynku. TO JEST TO. Gram sobie co chcę, wszędzie, sam głośnik przestawiam w dowolne miejsce (zapamiętuje w pamięci pomiary akustyki) i za pomocą dowolnego ekranu, jaki jest na podorędziu, steruję, odtwarzam, zarządzam. Dźwiękowo to bardzo fajna rzecz, oczywiście jak na niewielki, zamknięty w małej budzie układ dwudrożny. Gra to przyjemnie, a – co istotne – mając w zanadrzu własny system dopasowania pracy przetworników można naprawdę ustawić to, to wszędzie. I zagra. Fajnie zagra. Z Roonem jest o tyle ciekawie(j), że tam są zaawansowane tryby (DSP), że mamy jeszcze bardziej rozbudowane zarządzanie strefami (prawdziwie multistrefowe zarządzanie całym domowym audio systemem), że integracja z Tidalem robi różnicę (już jest osobna zakładka Masters ;-) ), że – wreszcie – można skorzystać z oryginalnych, nigdzie indziej nie widzianych, sposobów nawigowania po zbiorach jak i uskuteczniania muzycznych poszukiwań (przeczytajcie nasze opisy Roona, tam jest wyjaśnione z jakim potencjałem mamy do czynienia). Także, taki Sonos razy dwa/ trzy / pięć i więcej, w różnych miejscach w domu, skutecznie domyka nam temat „muzyka to u mnie gra wszędzie”. A że Play:1/3/5 mogą grać sparowane w trybie stereo to… gabinet, dalej sypialnia, i jeszcze pokój dziecięcy… tak tam właśnie te Sonosy spokojnie mogą robić co trzeba i każdy z domowników będzie zadowolony. Czego brakuje? Czegoś z wbudowaną baterią na wynos (w sensie, na wynos – ogródek, patio, nie na wynos, wynos, bo to by się kłóciło z całą koncepcją systemu). Gramofon (tak jest Sonos igła – nie pytajcie po co, no po prostu jest) może być ciekawym przykładem na to, jak moda kształtuje byt. Nawet jeżeli to bez-sensu. Bez-sensu? Ano bez, bo gramofon zakłada że tak powiem sam z siebie fizyczny kontakt, interakcję, coś co jakby kłóci się ze strumieniami, z bezprzewodowością się kłóci, ale co ja tam wiem? Stary i głupi jestem. W poprzednim wpisie już to przerabiałem. Także gramofon też jest, choć bez-sensu w kontekście systemu.

Mostek

Software Sonosa jest przejrzysty, ale nie jest to żaden Olimp, no brakuje mu nieco, przydałaby się polerka. Na szczęście można, a nawet warto jw. scedować sterowanie na alternatywy. To nie tylko Roon, to także doskonała (tak, wg. mnie nadal najlepsza) aplikacja jaką oferuje Spotify, gdzie Sonos może po integracji (przeprowadzanej w nieco kuriozalny sposób, o czym w recenzji będzie, dobrze że tylko raz trzeba i z głowy) być widoczny jako efektor w apce i z poziomu spotifaja można sobie już grać dowoli. Firmowy soft daje możliwość pogrupowania, zawiadywania strumieniami, tworzenia swoich playlist, swoich ulubionych z tego co zintegrowane… kto co lubi. Mocnym atutem jest wspomniany system kalibracji, wykorzystujący mikrofony w handheldzie (najlepsze wg. mnie efekty daje wykorzystanie w pomiarach smartfona, mikrofon czy mikrofony są czulsze w telefonie od tych zamontowanych w tablecie). Wiadomo, że trwają prace nad integracją inteligentnych (ekhmm) asystentów od Google oraz Amazona. Właściwie to drugie testowo już jest. Przy czym pewnym ograniczeniem będzie tutaj brak w wyposażeniu samych głośników mikrofonu, ale kierunek rozwoju (jak mówi nowy CEO Sonosa) jest jasno wytyczony. Ma być zawiadywanie domem, zawiadywanie naszym czasem, podpowiadanie, sugerowanie, wiaaaaadomo – terminal marketingowo-zakupowy w każdym domu ;-) Może bez tego „;-)” w sumie, bo to chyba jednak na serio. Dobrze, że w tym przypadku każdy będzie mógł zadecydować, czy w ogóle chce takie coś aktywować, czy apagesatanas. Mówi się także, głośno, o ewentualnym wprowadzeniu lepszych od jakości CDA strumieni. Czy i kiedy, to za bardzo na tę chwilę nie wiadomo. Tak czy inaczej, pomysły są, nowe znaczy się pomysły i dobrze, choć dla mnie to, co istotne, w sumie już jest. Do Sonosa jeszcze wrócę, zapewnie w formie „rzutu uchem”, może będzie w rozbudowanej formie (w sensie bez przenoszenia malucha, bo będzie ich parę), także jeszcze coś na pewno o tym Sonosie się na HDO pojawi.

Apka. Przepraszam za te bafrumy i kiczeny, to ma iść też w wersji ang. a wiadomo, że Anglosasi potrafią tylko po swojemu gadać, no te inne języki to ich trochę przerastają.
Zaraz nowa płyta DM się pojawi. Singiel taki mniej więcej: czekam, czekam aż coś, czekam, o… koniec :(

 

Tymczasem zapraszam do fotogalerii, którą będę jeszcze rozbudowywał:

 

» Czytaj dalej

Pylon Opal Monitor + standy w redakcji = budżetowe może wyglądać? Może

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170313_145230400_iOS

Recenzje już w kolejce, czekają na publikację, tymczasem w redakcji praca wre na całego, bo mamy prawdziwą klęskę urodzaju. Dzisiaj będą zapowiedzi, to pierwsza z nich – wracamy do polskich kolumn, przed obiecanymi Diamondami trafiły do nas budżetowe Opale… model, który w ofercie uzupełnia najprzystępniejsze cenowo Perełki. Opale są spore, to duże monitory, z dużym przetwornikiem nisko-średnio tonowym, w innym od dotychczasowo praktykowanego układzie tj. odwróconym – duży na górze, tweeter na dole. Duże paczki, które z tego co słyszę mogą spokojnie robić za fronty w dużym salonie (u mnie z aneksem będzie jakieś 27 metrów). Większe od Pereł, dużo większe od podstawkowych Topazów oraz monitorowej wersji Diamondów (te też weźmiemy z miłą chęcią na warsztat). Innymi słowy Opale to wg. mnie kolumny dla kogoś, kto niekoniecznie chce stawiać duży mebel jakim zazwyczaj są podłogówki w salonie, jednocześnie chciałby mieć „duży” dźwięk, bez ograniczeń typowych dla niewielkich zestawów podstawkowych. Czymś, co tutaj dodatkowo robi są standy. Stojaki zazwyczaj traktowane są jako dodatek i to dosłownie, to znaczy na doczepkę… są kolumny, potem rozglądamy się na czym by je tutaj postawić, można rzecz jasna wykorzystać jakiś mebel, w przypadku Opali musi to być konkret szafka, ale… Mebel typu szafka RTV niesie ze sobą oczywiste ograniczenia. Po pierwsze odległość od ściany trudno tu „regulować”, mebel stoi przy ścianie, odległość kolumn jest wobec tego stała, zazwyczaj blisko są umiejscowione, mało optymalnie i niewiele można z tym zrobić. Dodatkowo taki mebel nie koniecznie, a wręcz zazwyczaj rezonuje, nie stanowi stabilnej podstawy pod monitory. To kompromis. U mnie są podłogówki w salonie, ale też monitory (zawsze – czy prywatne, aktywne nEar05, czy też coś co się akurat testuje… obecnie HD6 od Audioengine) i te monitory stoją właśnie kompromisowo, na szafce. Co prawda trochę ją, tzn. szafkę, zmodyfikowałem, trochę ją dociążyłem, nieco odsunąłem od ściany, same zaś kolumny gdy grają są ustawione bardziej do siebie i maksymalnie wysunięte do przodu, mebel zaś sam z siebie ciężki, stabilny z bardzo długim blatem… ale… to nadal kompromis.

Dzień dobry

Standy Opali są dedykowane Opalom. Budżetowym kolumnom, takim, które otwierają, nie zamykają ofertę Pylona. Czujecie? Zrobili coś, co okazuje się bardzo, bardzo wskazane, gdy nasz wybór padnie na podstawkowy zestaw i proszę – nie trzeba szukać, kupować zazwyczaj beznadziejnie niedopasowanych, brzydkich standów z półki, albo takich, które owszem, będą wyglądały znakomicie, zrobione na zamówienie, ale będą jednocześnie kosztowały krocie. W przypadku budżetowych kolumn takie coś nie ma uzasadnienia, tym bardziej pochwały dla producenta, że podszedł do tematu kompleksowo – są kolumny podstawkowe? Są i rzeczone podstawki pod nie. Dobrze, żeby inni brali przykład, bo to nie tylko względy estetyczne, ale także – pamiętajmy o tym! – brzmieniowe … całość stanowi system, dobre podstawki, stabilne, pozwalające odpowiednio ustawić kolumny to maksymalizacja efektu, to osiągnięcie optimum. W przypadku ustawienia kolumn jw. na jakimś meblu, decydujemy się na kompromisy także w zakresie dźwięku. Odnośnie zaś wyglądu, de gustibus rzecz jasna, w mojej opinii te podstawki nie tylko idealnie pasują do samych kolumn, ale wyglądają świetnie, są minimalistyczne w formie, inne niż typowe „stelaże”, to drewniany profil, znakomicie korespondujący z formą paczek. Można same standy wyposażyć dodatkowo w kolce, ja z tego zabiegu zrezygnowałem, bo nie widzę zwyczajnie takiej potrzeby, by dodatkowo stosować takie rozwiązanie. Waga całości, stabilność kolumn usadowionych na standach są dla mnie wystarczającym powodem by kolcom podziękować, kolców nie montować. Teraz mogę spokojnie wykonywać manewr bliżej, szerzej, osiągając różne rezultaty brzmieniowe, dopasowując zestaw do własnych wymogów oraz akustyki pomieszczenia* (polecam duże szafy z książkami, albumami na ścianie „za głową”). Dobrym pomysłem jest także położenie wykładziny, dywanu, chyba że macie drewnianą podłogę (pseudo drewniane panele się nie liczą, jak jest panel z co najmniej 2-3 cm warstwą drewna to ok, jak typowy panel drewnopodobny to nie). W ogóle dużo drewna nie zaszkodzi. U mnie ściana za kolumnami, ściana „RTV” jest specjalnie przygotowana pod kątem akustyki (fajne jest to, że tego nie widać :) ), jedyny element „twardy”, betonowy, to pas na środku w miejscu gdzie jest stelarz pod wieszak dla telewizora. Kasetony, panele wbudowane w te ścianę robią robotę, także trochę z tą szafką przesadzałem ;-) …trochę. W przypadku Opali mogę je ustawić dowolnie, najlepiej i to właśnie robię. Innymi słowy – kupujecie Opale? Kupcie od razu standy. Musowo.

O brzmieniu mogę na razie napisać tyle, że potrafią zagrać potężnie, bardzo głośno (to ośmioomówki są btw), nawet z niezbyt mocnym wzmacniaczem (mój NAD315, sprawdzę z MiniWattem i podejrzewam że będzie dobrze, mimo 4W tylko). Raczej nie brałbym ich do gabinetu, do niewielkiego pomieszczenia, na pewno nie są to desktopówki, na upartego ustawicie je „przy kompie” …tylko po co? Nie wykorzysta się możliwości przetworników, dodatkowo w takim miejscu  - zwyczajnie – lepiej zagrają mniejsze kolumienki, w rodzaju moich ulubionych bliskopolowych Pylon Topaz Monitor. To właściwe kolumny pod taki scenariusz, Opale są na salon. Konkretnie. Na razie grają sobie w tle, choć nie muszę ich wygrzewać, bo wcześniej już u producenta pograły. Wybarwienie to naturalna (kolor) okleina dąb, z czarnymi frontami. Obawiałem się w pierwszej chwili takiego zestawienia (czarna wersja tych kolumn, z czarnymi standami – te zdaje się zawsze czarne są – była właśnie tiptop), okazało się jednak, że wygląda to bardzo dobrze, że to drewno szczególnie zestawione z podobną kolorystyką mojej podłogi, czarnym frontem i czarnymi podstawkami… że to wszystko pasuje do siebie, prezentuje się bardzo fajnie od strony estetycznej. Miałbym natomiast wskazówkę dla producenta, by standy były dostępne we wszystkich wybarwieniach w jakich robi te monitory. W oczywisty sposób ułatwi to wybór klientom. Na koniec dodam, że standy wykorzystam także z HD6-kami. Coś czuję, że choć niedopasowane wymiarowo (ale to też duże paczki i wielkiego dysonansu nie będzie) mogą na takim połączeniu zyskać (brzmienie). Zobaczymy. Moje aktywne nEar-y niestety są za małe i tu trudno o dopasowanie, nie będzie to wyglądało dobrze. HD6 są czarny mat, standy są czarny mat – będzie dobrze.

WAF wysoki, można brać bez obaw o komentarze typu „ale chyba zwariowałeś stary, zaraz mi się tutaj z tym zawijaj”. Także ten, ten najważniejszy aspekt tutaj jest bardzo w porządku

Zapraszam do fotogalerii z opisem, a za moment kolejna zapowiedź, zapowiedź produktu, który przekonał mnie całkowicie do siebie, bezapelacyjnie wręcz. Zostaje. Taki dobry jest.

BTW. W kwietniu konkurs rocznicowy. Oj czuję, że będą w tym roku atrakcyjne nagrody, oj czuję (chyba że to w starych kościach łupie, jeżeli to, to …to się wygłupiłem – stary / głupi – pasuje! ;-) )

* problemem nierozwiązywalnym są duże powierzchnie szklane. U mnie balkon, duże okno, duże szyby. Tego obejść się nie da. Nastrój poprawia mi podczas słuchania widok na las. Tak, te duże okna robią atmosferę (choć psują to i owo). Wybieram atmosferę (od zachodu, tylko Trójmiejski Park Krajobrazowy… i to ma sens! ;-) ). No i zawsze można jakieś drewniane, bambusowe zasłony wstawić. Można? Można ;-)

» Czytaj dalej

Obrodziło #3: HiFiMANy HE-1000 w redakcji. 1K vs Ethery Flow vs LCD-3 …słuchawkowa nirwana

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170302_075709979_iOS

Udało się zgromadzić w jednym miejscu, w jednym czasie i cóż… zarywam noce, porównuję, notatkuję, intensywnie dumam, ale przede wszystkim słucham. Słucham nie tylko krytycznie, ale także dla czystej przyjemności. Tu nie ma dźwięku z niedostatkami, tu są różne ścieżki prowadzące do dzikiej przyjemności, grubej satysfakcji, tytułowej – słuchawkowej – nirwany. Do porównania brakowało mi HiFiMANów, bo gdziekolwiek by się nie pojawiły (salony, imprezy, spotkania) zawsze przyciągały niczym magnes, także bardzo mi się widziało by te słuchawki do testów zdobyć i sprawdzić z Etherami oraz topowymi (do niedawna) Audeze. Znajomość z 1k od HiFiMANa zawsze była zbyt „ale to już?”, no zbyt niepełna, pozostawiała – w skrócie – ogromny niedosyt. Teraz jest już inaczej i gdybym mógł, to bym tych słuchawek z głowy nie zdejmował. Tylko że tak się nie da, bo na łbie można mieć ino jedne takie, hajendy, a opisane wstępnie wcześniej Ethery …oferują podobne właściwości uzależniające co tysiączki. Generalnie to wszystko co w topiku to twarde dragi są i gdyby nie to, że przecież szkodliwość społeczna ograniczona do najbliższego otoczenia (to może być problem …you now what i mean… partnerki życiowe), ogólnie takie hobby pod żaden paragraf konkretny nie podpada, to patrząc na to wszystko na chłodno – jakieś kliniki odwykowe, jakieś kozetki, jakieś środki zapobiegające uzależnieniu byłby co najmniej wskazane. No ale, na szczęście, można w ramach rzeczywistych możliwości (powiedzmy 3 godziny dziennie, co stanowi i tak mission impossible), no można zażywać. Szczerze powiedziawszy, w domowych pieleszach, gdzie trudno o chwilę skupienia w miejscu gdzie stoi aparatura z kolumnami, zwyczajnie życie podpowiada najkorzystniejszy, najsensowniejszy scenariusz… zgadza się? Słuchawki.

Mmm

Testuję oba warianty Etherów oraz HE-1000, dodatkowo porównując z red. LCD-3 na CMA600i. To wyjątkowo przyjemne, ułatwiające zadanie urządzenie, bo multum gniazd, bo praca w trybie DAC jak i pre, bo wyczynowe parametry i obsługa wszystkiego jak leci, tj. plików w najdzikszych, niewystępujących w przyrodzie formach. To główne źródło i gramy z podpiętej makówki via Roon. Tyle. Nie komplikuję toru, choć przez tydzień testowałem z wg. mnie lepszym przetwornikiem (zapowiedziany Matrix X-Sabre Pro vol.2) – wtedy wykorzystaliśmy możliwość podpięcia analogowego źródła do Questyle. Czy ten wzmacniacz (przede wszystkim) słuchawkowy stanowi jakieś ograniczenie dla wymienionych powyżej słuchawek? Nie wydaje mi się, była sposobność podpięcia pod Bakoona i jak napisałem – nie wydaje mi się. A nawet powiem więcej… ten Questyle za tyle, ile wołają, nie ma we wzmacniaczowo-słuchawkowym segmencie żadnej sensownej konkurencji. Tor pomocniczo-porównawczy z dakiem M2Techa, oraz dwoma wzmacniaczami M1HPA oraz lampowym MiniWattem (bańki to brimarowe NOSy) pomaga odnieść się do głównego, testowego zestawu w minimalistycznym stylu. Gramy przede wszystkim z pliku, bo zwyczajnie dzisiaj tak właśnie gramy. Inne źródła (kompakt, gramofon) sprawdzę oryginalnie – choć zważywszy na ortodynamiki – ma to jak najbardziej sens… za pomocą HE-Adaptera (elektronika NADa). Na koniec, początek i środek zostawiłem sobie jeszcze jedno urządzenie, które zważywszy na cenę, nie powinno w ogóle być brane pod uwagę, a byłby to gruby błąd – pisałem o nieprawdopodobnie dobrym dźwięku z jacka na TAC-2 (interfejs thunderboltowy). Z HE-400 to jeden z moich ulubionych setów, dlatego wszystkie testowane i porównywane słuchawki zagrają także na tym ustrojstwie. Także będzie i to.

Na razie jednak koncentruje się na samych nausznikach i jw. zadanie ułatwia wielce CMA600i. Parę konkretów już mam, ale też klika pytań się urodziło i zastanawiam się jak to ugryźć ;-) Na marginesie, to bardzo pouczające doświadczenie – tu nie ma jednej drogi prowadzącej do celu, więcej te słuchawki naprawdę wiele różni (brzmieniowo), grają w bardzo odmienny sposób. Oczywiście to co napisałem nie jest specjalnie odkrywcze, czy zaskakujące, natomiast czymś co skłania do zadumy jest to, co z tego praktycznie wynika – czym jest, jak zdefiniować „perfekcyjne” brzmienie, czy może bliskie perfekcji, wybitne, jak odnieść się do tych różnic, gdzie szukać punktu odniesienia? To różne drogi prowadzące do konkretnego celu. Tym celem w muzyce odtwarzanej na jakimkolwiek sprzęcie jest zaangażowanie, są emocje. Nie raz o tym pisałem na HDO i w sumie to jedyna – fakt – ulotna – fakt – niejednoznaczna, mocno indywidualna ale też (na poziomie czysto subiektywnym) jedyna weryfikowalna, stała wartość, która umożliwia odniesienie się do testowanych produktów, ich oceny. Bo zawsze, pamiętajcie o tym, zawsze na końcu liczy się to, czy to co usłyszycie do Was przemówi. Nie do mnie (mogę, jak każdy testujący, recenzujący ułatwić, zasugerować, wyjaśnić – to mogę) należy ostateczny werdykt, a do Waszych uszu. W przypadku takich nauszników, jak zapowiadane w zajawkach, można z dużą dozą prawdopodobieństwa autorytatywnie stwierdzić – to bliskie perfekcji granie - ale też sposób w jaki Mr Speakers, Audeze oraz HiFiMAN dochodzą do szczytu jest różny, odmienny i w tej różnorodności trzeba się (samemu) odnaleźć. Są kwestie zero – jedynkowe, związane z ergonomią, z „obsługą”, które nie podlegają dyskusji, są obiektywnie weryfikowalne, ale dźwięk… taki dźwięk jaki oferują opisywane nauszniki to już pewne, czysto indywidualne wybory, bo obiektywnie da się tylko powiedzieć tyle, że to najwyższa brzmieniowa półka. Pamiętajmy o tym i nie dawajmy bezkrytycznie wiary recenzjom operującym językiem kategorycznym, gdzie wszystko jest czarno-białe. Tu się tak zwyczajnie nie da, bo słuchając tych nauszników jesteście na ostrym haju ;) Także lojalnie przestrzegam i ostrzegam.

Trudny wybór… tylko para uszu, a tu trzeba coś na nie nałożyć.  Na coś się zdecydować. Na marginesie, nie słucham z podpiętymi równocześnie pod wszystkie gniazda słuchawkami. W instrukcji nie zalecają. Także te zdjęcie to taka post-prawda ;-)

HE-1000 przyciągały niczym magnes i to im zostało. Ten magnetyzm. Ich nowa wersja ma być jeszcze ciut lepsza, lepsza w zakresie ergonomii (o tym wspomina producent)… nie wiem co można radykalnie tu poprawić, ale mniejsza, niech nas HiFiMAN czymś jeszcze zaskoczy. HE-1000 sprawdzam także na testowanym mobilnym źródle @ DAPie SuperMini takoż od HiFiMANa. O tym też przeczytacie zarówno w recenzji samych nauszników, jak i wspomnianego odtwarzacza (zdradzę tylko, że idealnymi mobilnymi topowymi orodynamikami na wynos są i chyba długo pozostaną zamknięte Ethery …tu wszystko „gra” tj, ergonomia, niebywała wygoda, lekkość, oczywista separacja od tego co na zewnątrz i wybitnie dobra efektywność – zero niedostatków odnośnie mocy mobilnego źródła w przypadku tych słuchawek). Przyciągają zatem te tysięczniki nadal niczym magnes i ciągle mi mało. To też wiele mówi o nas samych, o naszych preferencjach, o „naszym dźwięku”. Ethery Flow przetestowałem gruntownie, mogę teraz odnieść ich brzmienie z propozycjami Audeze oraz HiFiMANa, przy czym jak wyżej, to moje odniesienie w sposób oczywisty jest skażone moimi preferencjami i czytając recenzje (startujemy z publikacjami w przyszłym tygodniu, mam czasową rezerwę na pisaninę) nie zapominajcie o tym! 

Poniżej ultrakrótkie fotostory…

» Czytaj dalej

W testach… ociekające luksusem dokanałówki RHA T10i

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Tyt T10i

Na dzień dobry atakują zmysł wzroku, nie uszy. Na to przyjdzie czas, jak się je rozpakuje z pudełka ze wspaniałościami… Czego tam nie ma? Właściwe pytanie brzmi – czy można coś więcej? Patrząc na to, co Szkoci (tak, Szkoci, to Ci, którzy słyną ze skąpstwa i uznawani są powszechnie za koszmarnych dusigroszów) dają za 800 złotych zaczynam poważnie zastanawiać się nad ofertą konkurencji, która w takim zakresie cenowym zwyczajnie nie ma czego szukać w konfrontacji z RHA. Wspominałem o firmie podczas relacji z IFA 2016. Bardzo pozytywne wrażenia ze stoiska, niezwykle kompetentna, urocza Dama i słuchawki, które zwyczajnie kasowały prawie wszystko co w Berlinie pokazano (poza iSine 10/20… to było jednak coś z innego wymiaru, mówię Wam, z innego). Słuchałem głównie topowych T20i (które u nas także zagoszczą), od strony formy jotka, w jotkę identycznych, ale od strony brzmieniowej zupełnie odmiennych. Zastosowano zupełnie inne przetworniki, choć patent na wymienne dyfuzory, które „robią dźwięk” zaimplementowano w obu modelach IEMów. Wracając jeszcze na chwilę do formy, powiem tak – wymagam od teraz, aby każdy produkt tego typu w cenie 800-1200 prezentował się i miał takie wyposażenie jak RHA. To pod względem formy REFERENCJA. Jak popatrzę na AirPodsy to widzę przepaść, Rów Mariański, jaki dzieli te produkty od siebie. Tak, tam jest wireless, jest W1, ale cholera same słuchawki to plastik fantastik, bez żadnego ekskluzywnego sznytu, a wręcz odwrotnie. T10i to przy tym Rolls w zestawieniu z Trabim (kocham te plastikowe wytwory honekerowego przemysłu moto, ale to adekwatne porównanie). Cena ta sama, a jednak mamy tutaj dwa zupełnie odmienne światy.

T10i to ciężka, metalowa obudowa, przy czym dzięki montażowi (zausznice) oraz anatomicznie dopasowanej formie, mamy wygodę, jest ergonomicznie, nie wypadają mimo jak wspomniałem dużych gabarytów. Słuchawki docierają do nas z nastoma wkładami, różnego typu. Wszystko to gumki, w różnej formie, z więcej niż (standardowo) trzema dopasowaniami. Nie ma opcji, żebyście sobie czegoś nie dopasowali, a wkłady są na tyle wygodne, że moje Comply pozostały na RE400, bo zwyczajnie nie dawałyby progresu… Słuchawki są w testowanym wariancie wyposażono w 3 pinowe, dopasowane do jabłkowej elektroniki, złącze audio jack. Jest także nieco tańszy wariant uniwersalny, pod robocika. Długi szary, gumowy kabel z metalowym pilotem oraz metalową sprzączką dopełnia obrazu całości. Kabel jest na tyle długi, że można go spokojnie zastosować w domu, podpinając IEMy do stacjonarnego systemu i będzie to jak najbardziej sensowne rozwiązanie (testuję w tej sposób RHA z CMA600i). To, co stanowi zaletę w przypadku takiego alternatywnego użytkowania, jest jednocześnie pewnym utrudnieniem w mobilnym graniu, ale na szczęście producent nie zapomniał o klipsie, można więc sensownie sobie rozplanować ułożenie kabelka na garderobie. Nie ma mowy o efekcie mikrofonowania, całość od strony użytkowej sprawdza się bardzo dobrze, jest wygodnie, bardzo nawet wygodnie. Pałąki są nieco za duże jak na mój gust (lepiej to rozwiązano w T20), przy czym na tyle giętkie, że dobrze wywiązują się z podstawowego zadania – stabilnego trzymania słuchawek w uszach. Ich srebrny oplot znakomicie koresponduje z alu obudowami T10i… pasuje jak ulał (design), w wersji droższej jest czarny oplot i już tak fajnie to nie wygląda (ale jw. lepsze, mniejsze są pałąki od tych w T10).

Można utyskiwać na brak wymiennego okablowania (to, które jest, wg. mnie nie daje żadnych powodów do narzekań, ale forma podpowiada takie rozwiązanie – do tych obudów aż się prosi, nieprawdaż? ;-) ). To jeden z zarzutów kierowany pod adresem, według mnie o tyle chybiony, że w przypadku T10/20 mamy możliwość modyfikowania brzmienia (podobnie jak to się dzieje w przypadku manewru z wymiennym kablem), inaczej – aplikując dyfuzory, małe nakrętki w miejsce, gdzie zazwyczaj nasuwa się wkład… Według mnie zmiany są dużo poważniejsze od zmiany okablowania i ja taki mod „kupuję”, bo to de facto sposób na zaoferowanie trzech różnych, odmiennych sposobów grania w jednym produkcie. Poza referencyjnym dyfuzorem, mamy jeszcze dwa: basowy oraz wysokotonowy. Każdy z nich inaczej kształtuje brzmienie, przy czym basowy jest bliższy referencyjnemu, a te dwa różnią się dość zasadniczo od trzeciego – wysokononowego. Fajnie, że producent daje nam takie możliwości, bo raz – to dobra zabawa, dwa – to sposób na dopasowanie pod gusta, trzy dopasowanie do DAPa, DAC/AMPa czy jakiejś smartfonowej dziurki. To ma głębokie uzasadnienie i byłoby całkiem wskazane, gdyby inni wzięli przykład i w swoich produktach zastosowali podobne rozwiązanie. W recenzji przeczytacie jak kształtuje się dźwięk, jakie są różnice między wkładkami, w pierwszych, zajawkowych wrażeniach powiem ogólnie o charakterze jaki dominuje w przypadku T10i. Tak, potwierdzam w całej rozciągłości, to co się mówi o tych słuchawkach. To EKSPLOZJA BASU, TO BASIOR, TO BASOWE BRZMIENIE, to ciemna charakterystyka z przyjemnym dla ucha, ciepełkiem. Jest więc kolorowo, nie jest w pełni klarownie, to pewna interpretacja, a nie neutralne granie. Precyzja pojawia się, ale trzeba właśnie skorzystać z dyfuzorów, dźwięk ma bardzo konkretnie zarysowany charakter, tu nie ma to, tamto, tylko „idzie dołem”. Dla bassheada to słuchawki marzenie, szczególnie dla ekstremisty (nie, nie ma tutaj mowy o przewaleniu jak w niektórych Beatsach, to dużo lepsze, pod kontrolą, basowe granie, a nie jakieś prymitywne walenie w bębenki). Ja tam do bassheasdów zaliczam się (choć nie ekstremistów, ale ciemna strona mocy to jest coś, co przemawia do mnie w pełni, w skrócie – przecz z rebelianckim ścierwem! ;) ), nie wstydzę się tego, a dumnie z boomboksem dzielnicę przemierzam ;-) Serio, to mnie ta charakterystyka leży, ale doskonale rozumiem tych, którzy opisywali te słuchawki jako trudne do zaakceptowania, bo basu „too much”. Wiadomo, zazwyczaj takie zabawy w nisko oznaczają że na górze jest kiepsko, że gdzieś nam coś umyka. Prawda. Tyle, że tutaj można inaczej (to raz), a dwa dla osób mających inne preferencje są T20-ki, znacznie bardziej równe, znacznie bardziej ułożone, znacznie bardziej neutralne w treści. Także wybór jest. Przy czym za pomocą suwaków w ROONie (DSP, rozbudowane tryby EQ) można wyczarować (Crossfade on z binaural by Meier & PCM->DSD 256) takie rzeczy, że… w recenzji przeczytacie jakie.

Wow

RHA to jedna z najciekawszych firm, które specjalizują się w produkcji dokanałówek, ktoś kto postanowił od razu wskoczyć na sam wierzchołek (drogie, topowe rozwiązania… choć tutaj obecnie właściwie, podobnie jak w nausznikach, właściwie nie ma już sufitu i te 1000-1200złotych to średnia półka co najwyżej), przy czym daje coś, co przemawia bardzo formą, kasuje pod tym bezwzględnie konkurencję. Znakomite brzmieniowo, często dużo droższe Westone to „biedne „plastiki przykładowo (oczywiście nie zapominajmy o ergonomii, o zastosowanej wielodrożności w topowych modelach etc). Można zresztą w praktyce wymienić dowolnego producenta, który w takiej cenie oferuje dużo, dużo mniej niż RHA. Szkotom udało się wprowadzić swoje produkty do sklepów Apple, co dobrze wróży firmie, bo to gotowy patent na odniesienie globalnego sukcesu. Testuje tytułowe IEMy przede wszystkim z równolegle badanym HiFiMANem SuperMini i to bardzo odpowiednie źródło dla tych doków. Oczywiście alternatywnym źródłem jest iPhone, sprawdzam czy telefon nie jest tutaj jakimś ograniczeniem i ile zyskujemy korzystając z T10i w przypadku tego, co zawsze nam towarzyszy w kieszeni. Sprawdziłem także przez chwilę iPhone 7 z adapterem i niech piekło pochłonie tego, kto wpadł na pomysł zastąpienia złącza analogowego audio adapterem z GÓWNIANYM przetwornikiem za centa zalanym glutem. Członka warte takie granie. Przestrzegam użytkowników tego i przyszłych modeli iPhonów – macie dobre, czy bardzo dobre słuchawki na jacku, omijajcie szerokim łukiem, albo… albo zastosujcie jakiś kabel w rodzaju Ciphera. Na pewno będzie w czym wybierać (okablowanie cyfrowo-analogowe, ze złączem Lightning, naroślą z elektroniką na przewodzie oraz żeńskim gniazdem jack na końcu), bo nie wierzę, że ludzie pogodzą się z takim fatalnym graniem za pośrednictwem gównianego adapterka. To, o ile ktoś zainwestował w dobre słuchawki, bo z EarPodsami różnicy nie będzie – uprzedzam, albo będzie musiał obejść się smakiem, albo zainwestuje w takie specjalistyczne okablowanie. Sumując, jak już w AOSie będziesz szukał lepszego dźwięku dla swojego nowego iPhone 7/+ to masz problem, chyba że wystarcza ci stream sinozębny i jakieś bezprzewodówki. Jak nie, to masz problem.

Muzyki @ RHA T10i słuchamy z HiFiMANa SuperMini binauralnie, 1 bitowo, tak to wszystko ten kompaktowy DAP potrafi…

Poniżej, tradycyjnie, fotogaleria prezentująca dziesiątki…

BTW. Jak wspomniałem, słuchawki grają także na stacjonarnym torze z wzmacniaczem/dakiem Questyle CMA600i i zdradzę, że takie połączenie jak najbardziej. Także, jak ktoś nie jest słuchawkowym freakiem (kolekcjonerem) i chce ograniczyć liczbę słuchawek do sztuk jeden, a nie eleven ;-) Właśnie słucham i polecam bardzo nową płytę In Winter (Katie Meula) i od razu pierwszy utwór. Ojej jakie to piękniutkie takie. Mniam, mniam.

BTW2. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę jeszcze dojść do siebie po wczorajszej konfie NASA. Co za układ!!! Siedem, siedem skalistych, siedem wielkości zbliżonej do naszej Ziemi i jeszcze te odległości „rzut kamieniem” między nimi, no i co najmniej trzy w „habitat zone”. Aaaa! Teraz to się posypią takie odkrycia jak z rękawa. Niezwykle ekscytujące!

» Czytaj dalej

Obrodziło #1: testujemy rewelacyjnego Matrix X-Sabre PRO vol. 2

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170201_071257260_iOS

To prawdziwa übermachine. Chyba najlepsza rzecz z przetworników jaką podpinałem do swoich klamotów. Jestem wstrząśnięty i dodatkowo nie-po-bondowemu solidnie zamieszany. Tak, ten przetwornik stanowi zwieńczenie, zwieńczenie procesu jaki obserwujemy od paru ostatnich lat związanego z rewolucyjną zmianą sposobu dystrybucji muzyki. Internet zmienił wszystko i zmienia wszystko. Obecne możliwości topowych DACów, których przedstawicielem jest opisywany model to wg. mnie osiągnięcie pewnego szczytu możliwości odnośnie obsługi formatów, ogólnie umiejętności zamieniania zer i jedynek na postać analogową. Niewiele więcej da się osiągnąć bez radykalnej zmiany tego co w studio, tego co serwuje na rynek wytwórnia, wreszcie tego jak słuchamy muzyki (w ogóle). Oczywiście można  ”więcej” (jutro, pojutrze zapowiedź takiego urządzenia) w zakresie cyferek, ale to już tylko czysta szuka dla sztuki, przy czym liczy się nie tylko wyczyn (znacie materiały DSD 512, albo jakieś pliki PCM o parametrach 32/768? Nie? No właśnie, też takich nie widziałem), ale sposób wykorzystania technologii, które stały się ostatnio dostępne w domowym audio. Ten DAC jest znakomitym przykładem na to umiejętne wykorzystanie, bo to jedno z nielicznych urządzeń, pozwalających na tak drobiazgowe dopasowanie parametrów sygnału w systemie.

Już wcześniej (patrz recenzja poprzedniego modelu X-Sabre Pro) flagowy DAC w katalogu Matriksa, wyróżniał się na tle konkurencji. Omawiany, nowy model, oferuje jeszcze więcej, dużo więcej w tym zakresie. To prawdziwa rewelacja, szczególnie, że mamy tutaj do czynienia z hardwarem pozwalającym na wyciągnięcie wszystkiego co najlepsze z 1 bitowego formatu, to sprzęt z rozbudowanymi opcjami DSP (ogromne możliwości modyfikacji sygnału), wreszcie (najważniejsze) coś, co potrafi zagrać tak, że jw. trudno mi znaleźć konkurenta na dowolnym pułapie cenowym. Najnowszy Matrix jest najdroższym urządzeniem tej firmy w historii, zbliżą się powoli do granicy 10k, ale nadal stanowi niezwykle interesującą alternatywę dla dużo droższych high-endowych DACów, bo ze swoimi niecałymi 8 tysiącami to nadal wyższa półka HiFi. Cenowo. Patrząc na to jak się prezentuje, na to jakie ma możliwości, jak gra to HIGH-END pełną gębą!

all @ DSD256

To pierwsze z urządzeń wykorzystujących topową kość ESS 9038 Pro. Nowy krzem zastępuje dobrze znany układ ESS 9018, stosowany w setkach flagowych przetworników. Nowy krzem, poza nowymi możliwościami, w aplikacji Matriksa oferuje coś, co zawsze trzymało mnie nieco na dystans w przypadku DACów opartych na ESS Sabre – nie ma tutaj rozjaśnienia, nie uświadczymy żadnego analitycznego „szkiełka i oka” (neutralnego serwowania muzyki, w sensie wypranego z czegoś bardzo istotnego), co kojarzy się z cyfrowym graniem. Nie. Jest inaczej. I bardzo dobrze, bo ten nowy Matrix gra z jednej strony niebywale rozdzielczo, prezentuje nagranie szczegółowo… wiernie, ale jednocześnie mamy to, co tak lubię w niektórych przetwornikach multibitowych: czarownie, magię, gęsty, emocjonalny przekaz, coś, co nie pozwala na oderwanie się od klamota, tylko więcej, więcej, jeszcze więcej! „Cysta magia!” Jak mówi moja mała córeczka. „Cysta”.

Ciekawe czy inne, oparte o ten układ DACzki będą grały z taką manierą (to nie pejoratywne określenie, każdy sprzęt, nawet ten najbardziej zdawałoby się neutralny, taki nie jest i coś tam swojego dodaje), bardzo ciekawe. Matrix potrafi być zarówno przetwornikiem, jak i cyfrowym pre, w tej drugiej roli także wyróżnia się i to pomimo czysto cyfrowej regulacji natężenia dźwięku. Powiem więcej, niesamowita precyzja jaką się odznacza, pozwala przykładowo stworzyć minimalistyczne rozwiązanie oparte na monitorach aktywnych z X-Sabre w roli przedwzmacniacza oraz centralki cyfrowej, znacząco zwiększajac możliwości takiego systemu. Testuje X-Sabre m.in. z Audioengine HD6 i dźwięk jaki odtwarzają aktywne monitory jest bez dwóch zdań znakomity. Matrix jest elementem wydobywającym z tych paczek wszystko co najlepsze, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Przy czym ULTRAWAŻNYM elementem jest software. Roon 1.3 (patrz wpis opisujący dokładnie najnowszą wersję front-endu) zmienia reguły gry. Dlaczego? Ano dlatego, że wraz z zaawansowanymi możliwościami tytułowego DACa, stanowi topowy system odtwarzający muzykę z pliku, pozwalając na naprawdę niebywałe rzeczy odnośnie konfiguracji odtwarzania. Pozwala – krótko mówiąc – na ZNACZNY progres w zakresie tego, co dobiega do naszych uszu. Drugi system z przegenialnymi MrSpeakres Ether Flow (w wersji otwartej jak i zamkniętej) na Questyle CMA600i (jako DAC nie stanowi konkurencji dla Matriksa, ale tutaj mamy dodatkowo na dokładkę czy może przede wszystkim świetny wzmacniacz słuchawkowy) wraz z Roonem grającym via DSP (crossfade -> binaural, wszystko @ DSD256*) to – ponownie zacytuję – „cysta magia”. Gra to niebywale wręcz dobrze, ale co ważniejsze, nie trzeba wcale podpinać słuchawek za 9 tysięcy żeby to usłyszeć. Nie. Na HD650, na moich ulubionych HiFiMANach HE-400 gra to w podobny sposób tzn. zachwycająco, zniewalająco, po prostu znakomicie. To dźwięk, który nie ma niedostatków, nie ma żadnych „ale”, to mój dźwięk. Na słuchawkach tej klasy co Ether Flow zwyczajnie zanurzamy się i przepadamy. Zdarza się nie przespać nocy. Uzależnia. Działa to jak mocne dragi. Ktoś kto kocha muzykę będzie musiał dokonać bolesnych wyborów, zmienić priorytety, podjąć życiowe decyzje ;-)

Niewielki, a taki potężny. Monolityczna obudowa na CNC, OLEDowy displej, metalowy pilot. Szlachetny minimalizm połączony z elegancją i najwyższą jakością wykonania

Jutro, pojutrze przeczytacie w zajawce o wspomnianych powyżej słuchawkach, podkreślę tylko że to nie tak, że dzięki Etherom mi gra. Czego bym nie podpiął do systemu z nowym X-Sabre Pro gra bardzo, w przypadku moich referencyjnych LCD-ków 3 też bym ich nie ściągał (podobnie jak z Ether Flow), niestety wychodzą niedostatki tej konstrukcji (ergonomia) w konfrontacji z przegenialnymi MrS. Także Matrix z Roonem stawią tandem pozwalający grać wg. mnie w niedostępny sposób dla większości źródeł fizycznych, a konfrontując bezpośrednio ze sprzętem nie grającym z pliku (tj, takim bez komputera) trzeba by wydać gigantyczne pieniądze, by to zagrało właśnie tak, tak jak gra ten DAC / soft – SYSTEM. Z CMA600i w roli wzmacniacza oraz Makówką robiącą za Core mamy coś, co gra na poziomie prawdziwie „ośmiotysięcznikowym” (analogia do gór, nie do mamony). To – moim zdaniem – ten pułap, szokujące, że możliwy do osiągnięcia bez konieczności oddawania narządów do przeszczepu. Z moją lampą na wsadzie brimarowym (MiniWatt) podobnie, nieprzyzwoicie dobrze, słucha się i ciągle mało, nawet nagrania, które były gdzieś daleko na liście do posłuchania, takie, które są daleko za tym co lubiane, czy ulubione, nawet takie wywołują na opisanych powyżej konfiguracjach to „więcej i więcej”. No to jak to inaczej nie nazwać, jak właśnie TO. Matrix stanowi niezbędny element TEGO. Nie inaczej.

Pełną specyfikację, omówienie wszystkich możliwości (oj zejdzie paręnaście tysięcy znaków na to, oj zejdzie) znajdziecie we właściwej recenzji, którą popełnię w najbliższych tygodniach. Jak wiadomo nic tak dobrze nie opisuje czegoś materialnego, jak obrazki, zatem poniżej duża fotogaleria z Matriksem w głównej, choć nie jedynej, roli (tak, będzie Roon i opisane wcześniej klamoty, efektory).

* do niedawna, jeżeli chciało się takie coś uzyskać jak konwersję każdego sygnału PCM do DSD potrzebny był drogi jak cholera HQPlayer. Jako wtyczka chodziło to z Roonem, teraz już nie ma potrzeby stosować tego oprogramowania. Wystarczy nowy Roon z potężnym silnikiem DSP jaki mu zaaplikowano w najnowszej odsłonie 1.3. Dlaczego o tym piszę… sprawdźcie sami co daje prze-konwertowanie w locie tego, co słuchamy do postaci 1 bitowej. Warto samemu się przekonać, posłuchać. Oj, warto. Komputer z mocnym CPU bezwględnie wymagany. » Czytaj dalej

Testujemy raźno na rowerze i w biegu SuperMini. Mini DAPa HiFIMANa

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
hifiman_supermini_10

Nie dalej jak parę dni temu wspominałem na portalu o dwóch ultramobilnych playerach od HiFiMANa. Coś tam wystukałem, że może byśmy na tapetę to wrzucili i przetestowali Mega albo (jeszcze lepiej) Super. Na ruszt trafił Super. Na marginesie… Mega nie powinien być bardziej Super? No właśnie, bo tutaj jakoś odwrotnie. Konsekwentnie zmierzając w obranym kierunku (nazewnictwo) producent powinien najprostszą wersję grajka nazwać Giga. Do kompletu. Trochę się pouzłośliwiałem, zostawmy nazewnictwo, przejdźmy do konkretów. Ten model dystrybuowany jest z bardzo przyjemnymi, wartościowymi dokami RE-400. Taki dodatek podnosi ocenę całości, bo przyznacie, jak ktoś kupuje grajka a w domu ma co najwyżej pchełki podłej jakości dodawane do kompletu ze smartfonem to… bardzo się ucieszy na taki całościowy pakiet. Nie trzeba będzie biegać do sklepu, aby wydać kolejne parę stówek (takie znośne NuForce ok 200 kosztują przykładowo), tylko ma to już z głowy. A raczej na głowie, pardon w uszach ma. RE-400 są bardzo przyzwoite, a ich niewątpliwą zaletą jest eteryczna waga. W ogóle ich w uszach nie czuć. Wraz z prywatnymi piankami Comply, które sobie zaaplikowałem, słuchawki idealnie wpasowują się w główne zastosowanie opisywanego kompletu… zastosowanie oczywiście na wynos i do tego jeszcze jakieś aktywności fizyczne, znaczy sportów uprawianie, przemieszczanie się jednośladem – te sprawy.

Bardzo to wszystko minimalistyczne w formie i ok, minimalizm bez ograniczeń funkcjonalnych  jak najbardziej

Do tej pory testowałem u siebie cegły HiFiMANa (patrz o tu i tutaj ), DAPy wagi ultraciężkiej (dosłownie i w przenośni). Kontrast jest gigantyczny, właściwie tamte playery to albo jako źródło na poły stacjonarne do domu (tylko że przenośne, no powiedzmy „multistrefowe” takie), albo na spacer nobliwy. Absolutnie nie wyobrażam sobie jakiegoś truchtu, jazdy, ćwiczeń z takimi „ciężarkami”. Tutaj jest krańcowo odmiennie, co więcej w bardzo że tak powiem unikatowej formule. Po prostu mało kto robi audiofilskie playery w zbliżonych do iPoda Nano gabarytach. Nikt się w to nie bawi. No prawie nikt, bo HiFiMAN dla przykładu i owszem, przy czym nie ma tu miejsca na kompromisy odnośnie wyposażenia / możliwości, bo i zbalansowane wyjście znajdziecie i obsługę plików hi-res do 192Khz, a nawet DSD (najpopularniejsze – o ile to słowo na miejscu w kontekście formatu – pliki DSF/DFF 64). Także grać można praktycznie wszystko co mamy w bibliotece, bez żadnych sztuczek magicznych (Apple i ich upierdliwo-nieżyciowe, kurczowe trzymanie się swoich jedynie-słusznych formatów audio, nie mówiąc już o ignorowaniu materiałów hi-res). Nie ma najmniejszych problemów z odtwarzaniem, czytaniem biblioteki z karty microSD oraz samą kartą, jaka by ona (pojemna) nie była. Moja nie jest specjalnie pojemna, bo ma tylko 64GB, ale to wartość całkowicie wystarczająca na potrzeby testu i zgromadzonych na niej dźwięków, które mają tworzyć materiał do weryfikowania jaki to ten Super jest, albo nie jest …Super. Na razie, powiem tak: nie miałem równie dobrze grającego ultramobilnego DAPa, choć do paru rzeczy przyczepię się w recenzji, bo parę rzeczy wypadałoby poprawić. Tak czy inaczej okazja się trafia na ultramobilne źródło dla bezkompromisowego fan(atyka) muzyki w możliwie najlepszej jakości. Zwyczajnie cieżko będzie znaleźć alternatywę gabarytowo-funkcjonalną.

OLED czytelny (no na zdjęciu to jakoś nie za bardzo ;-) ) Binauralne nagrania w jakości 24 bitowej na biegowych nartach? Oj tak!

Sprawdzę Super z Momentum i to zarówno, porównawczo do RE-400 (balans), IEMami jak i pierwszą oraz drugą generacją nauszników (łącząc Wirelessy kabelkiem). Myślę, że całkiem dobrze będzie także z HP50 od NADa, no i rzecz jasna z moimi ulubionymi HE-400. Takiego kompletu jeszcze nie słuchałem, ale posłucham i relację zdam. Nie mam na podorędziu żadnych zbalansowanych doków, ani kabla którym mógłbym zmodować wspomniane nauszne HiFiMANy. Jak w trakcie testowania coś takiego namierzę to też słów parę zamieszczę na temat. Poniżej, dla przypomnienia, specyfikacja testowanego playera oraz parę fotek prezentujących opisany model.

 

Przyciski zgrupowane na lewej ściance, na dole jacki, no i slot & złącze USB. Trzy przyciski podekranowe plus trzy „na burcie” dają możliwość obsługi w rękawiczkach (żadne tam dotyki ekranowe)

RE-400 „uzbrojone” w Comply

HiFiMAN SuperMini DAP

  • przenośne wymiary: 45mm (szer.) x 8.5mm (gł.) x 104mm (wys.)
  • żywotność baterii – do 22 godzin (to progres bardzo zauważalny w stosunku do testowanych do tej pory DAPów na HDO… o jakieś 100%, zweryfikujemy… tak dobrze nie jest, ale lepiej jest)
  • pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
  • waga: 70g
  • OS Taichi 2.0
  • cena 2399zł (w komplecie bardzo dobre doki RE-400)

A, i jeszcze jedno, jak obiecałem tak i zrobię tzn. zweryfikuję tabelkę, która wisi na stronie producenta / dystrybutora dotyczącą możliwości wysterowania trudnych słuchawek stacjonarnych. Ambitnie podeszli do tematu, fajnie, ale ja niewierny Tomasz muszę to empirycznie sprawdzić (LCD-3, K701…). No i sprawdzę, prawda, empirycznie. Będzie super niespodzianka, bo są w testach prawdodpobnie najlepsze planary jakie pojawiły się w tej części galaktyki. I to nie jedne, a parka. Niebawem zdradzę szczegóły. Coś czuję, że nie będzie najmniejszych problemów w połączeniu z takim mobilnym źródłem, a że same słuchawki też baaaardzo lekkie, wręcz przenośne, więc czemu by nie.

PS. Apel do dystrybutora o wprowadzenie do sprzedaży jakiegoś nosidła. Arm band od telefonu (najlepiej od iPhone, bo jeszcze takie małe w ofercie mają) daje radę, po zaaplikowaniu mamy co trzeba na wypady. Musowa sprawa.

Można symetrycznie słuchawki podłączyć, byle na końcu odpowiedni jacek był

» Czytaj dalej

Audioengine HD6 w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170119_115255410_iOS

Kolejny system w kolumnach. Były Scansoniki M5BTL przed momentem opisane. I znowu aktywne, znowu z interfejsem bezdrutowym, znowu alternatywa dla wszystkich klamotów. Takie produkty na serio każą się zastanowić, czy nie jest to lepsza, właściwsza droga budowy domowego systemu audio. Czegoś, co będzie – właśnie – zamiast. 

Flagowe monitory Audioengine od paru dni niczego innego nie robią tylko grają. W salonie. W redakcji. I będzie ciężko się z nimi rozstać. Oj będzie cieżko. To już wiem. Tym razem postanowiliśmy umieścić sporą fotorelację na naszym fanpage’u:

 

 

 

Spokojnie. Wiemy, że nie wszyscy są zwolennikami post-prawdy, social media są im obce i po to jest www żeby konkret był na stronie, a nie na jakimś… tfu… fanpejdźu. Także bez obaw, recenzji spodziewajcie się tradycyjnie tutaj, a luźne spostrzeżenia, pierwsze wrażenia i ogólnie potok niekontrolowany myśli powyżej ;-) Dopowiem tylko, że Chromecast (teraz też to podpiąłem pod HD6-ki) spokojnie i swobodnie zastępuje inne źródła audio. Gra na tyle przekonywująco (zresztą podobnie rzecz ma się ze wzmiankowanymi w fotogalerii PS3 oraz AirDACzka), że można zdecydować się na takie uzupełnienie wbudowanej opcji sieciowej (sinozębny) i już mamy pełne, kompletne all-in-one. Czekam tylko na integrację Google playera z Roonem (pełen opis). To będzie end-of-story, szczególnie że plany obejmują softwareowy decoding MQA (zintegrowany Tidal – wiadomo), czytaj integrację hi-resów z serwisu. Fakt, obejdziemy się smakiem odnośnie zapowiadanej konwersji w locie PCM @ DSD… no tutaj przyda się interfejs wspierający 1-bitowe granie. Jeżeli zatem komuś zachce się ekstremalna opcja to np. taki Korg (recenzja) podpięty pod opisywane HD6 i już mamy system nie tylko że kompletny, ale dodatkowo – właśnie – ekstremalny jakościowo (warunek – Roon Core na mocnym kompie). Z DSD na głośnikach (teraz trzeba pluginowo HQPlayera w Roonie mieć, ale spokojnie będzie 1.3, będzie konwersja z PCM).

Same kolumny wykonane są jak na flagowce przystało: FANTASTYCZNIE. Jakość materiałów, metalowy pilot, uzbrojone w banany kable… tak to powinno wyglądać, gdy ktoś mówi „flagowe” i tutaj tak wygląda właśnie. Tyle, że w odróżnieniu od utytułowanych wielkich z branży, firma życzy sobie za to nie tysiące, a poniżej 1000 dolarów. W naszym pięknym kraju 3689 złotych dokładnie. Same kolumny są wg. mnie tyle warte (prima sort: przetworniki, obudowy/okleina, zaciski, magnetyczne maskownice…), a tu jeszcze na dokładkę kolumny aktywne, z świetnie zestrojoną amplifikacją, z konkretnym DACzkiem oraz ze znakomicie zaimplementowanym interfejsem BT. Wisienka? Wspomniany pilot metalowy, taka sztabka, piękny taki, minimalizm, czysta, szlachetna forma. Ok, to jest topowy, flagowy model, ale kto w takiej cenie oferuje takie coś? No kto?

Audioengine HD6 to nie tylko alternatywa dla klasycznego systemu, to według mnie przyszłość HiFi, jeden z kierunków rozwoju całej branży. Całe systemy zamknięte w obudowach z głośnikami… od formy tradycyjnej (jak HD6) po formę zupełnie z klasyką się nie kojarzącą – tak to będzie wyglądało. Czekam na potwierdzenie odnośnie KEFów 50 Wireless. Tam zrobili to do końca, tzn. tam wszystko jest zintegrowane, nawet kolumny po skrętce się komunikują (obie aktywne są). Tyle, że tam trzeba dać coś koło 11 tysięcy. No ale – podobnie jak w przypadku tytułowych kolumn – odpowiedzmy sobie na proste pytanie: ile kosztuje wielosegmentowy zestaw HiFi/end z okablowaniem, akcesoriami, stolikami, platformami i czym tam jeszcze. Mhm. Audioengine HD6, jak wspomniałem w fotogalerii, mogłyby całkowicie zastąpić całe salonowe stereo. Wygumkować.

Idę czegoś posłuchać…

Testujemy nowego Matriksa Mini-i Pro 2! Krótko: Wow!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161201_094713980_iOS

Przyjechał i od razu podpięliśmy klamota. Nowy Mini-i jest naprawdę nowy. Zmienili w nim niemal WSZYSTKO w stosunku do przetestowanych u nas modeli (patrz: pierwsza generacja, model bez pro i z pro drugiej generacjiwreszcie wersję AD 2015). To nie tylko zupełnie nowa obudowa, ale przede wszystkim znaczące rozszerzenie możliwości o bezprzewodowy link Bluetooth z obsługą kodeka aptX. Właśnie gram bardzo dobry jakościowo materiał (studio mastery, param. 24/96) z MacBooka z wymuszoną obsługą aptX-a (patrz nasz opis Bluetooth Explorer) i powiem tak… o cholera jasna, jak to dobrze, baaaardzo dobrze brzmi. Nie odczuwam tego, co zazwyczaj towarzyszy transmisji tego typu – dźwięk bywa wyprany, płaski, bez „planktonu”, często z cyfrowym nalotem, którego tak nie znosimy. Tutaj w ogóle nie ma o tym mowy. Rewelacja!

To chyba najlepsze granie via BT jakie do tej pory miałem okazję posłuchać. Ten link staje się wg. mnie pełnoprawnym (mimo nadal stratnej kompresji, choć parametry takiego streamingu są zbliżone do strumieniowania bezstratnego, co więcej od paru miesięcy mamy na rynku wariant aptX-a z magicznymi literkami HD… nadal stratny, żeby nie było niedomówień ;-) ) źródłem, na równi z pozostałymi interfejsami. Oczywiście USB daje nam największe możliwości, jest najlepszym jakościowo wyborem i nie ma tutaj nad czym deliberować, ale pojawienie się takiego, bezprzewodowego rozwiązania, bardzo cieszy. W końcu można słuchać muzyki na wysokim poziomie korzystając z sinozębnego! To gdzie kryje się sekret? W module, w całym torze nowego Matriksa się kryje oraz w parametrach transmisji (znacząca redukcja opóźnień >20ms, przy wcześniejszych 50-100ms… to jeden, z moim zdaniem, krytycznych parametrów mający wpływ na jakość brzmienia, dużo wyższy bitrate, dodatkowo stabilniejsza praca interfejsu). W galerii poniżej zrzuty z opisem, dobrze widać jak to pięknie śmiga. Jednym słowem:

Wow!

No dobrze, to po co bitperfect, po co cyzelowanie systemu, pod kątem uzyskania pełnej koszerności, zapytacie? No, cóż, dla kogoś kto ma fioła na punkcie jakości dźwięku sprawa jest oczywista. Bo nadal można bardziej, bardziej lepiej. USB w Pro 2 to brama do bezkompromisowości. Co prawda DAC w Matriksie to stary znajomy (ESS 9016), ale cała reszta toru przeszła gruntowne odświeżenie. Wzmacniacz słuchawkowy dysponuje dużo lepszymi parametrami i dokładnie przemagluję wyjście słuchawkowe podpinając LCD-3, HE-400 oraz K701 i HD650. Będzie konkret. Sprawdzimy te bardzo różne, niekoniecznie łatwe (AKG) do napędzenia nauszniki – tu faktycznie producent miał sporo do zrobienia, bo wyjścia słuchawkowe w Mini-i były dobre, ale daleko im było do poziomu oferowanego przez wyspecjalizowane wzmacniacze słuchawkowe. O wszystkich różnicach, o tym jaki przyniosły efekt, przeczytacie we właściwiej recenzji. Powiem tylko, aby zaostrzyć apetyty, że tak rozbudowanego menu konfiguracyjnego mogą temu klamotowi pozazdrościć znacznie droższe urządzenia (znamy to już z poprzedników, ale tutaj jeszcze bardziej to rozbudowano). Możliwości modyfikacji pracy urządzenia sporo, przy czym sama podstawowa obsługa jest prosta jak budowa cepa i jak chcemy żeby „po prostu grało”, to po prostu gra.

Fajnie, że automatyka pozwala na bezkonfiguracyjny scenariusz obsługi, działa bardzo sprawnie, a oprogramowanie modułu BT to wg. mnie coś, co wymaga specjalnego wyróżnienia. Sprzęt dopasowuje pracę w zależności od źródła, przy czym robi to natychmiastowo (z BT czasami naprawdę można osiwieć, każdy to zapewne przerabiał) i poprzez ciągłe dopasowanie transmisji możemy liczyć na stabilną (jak skała) pracę. Myślałem, że takie coś możliwe jest generalnie tylko w przypadku WiFi… cóż, BT też może grać bezproblemowo. Pilota znamy z poprzednich testów, to ładny, zaprojektowany dla Matriksów (a nie brany z worka) częściowo metalowy sterownik. Wyświetlacz jest super czytelny, pokazuje źródło, pokazuje parametry transmisji. gdyby jeszcze dioda (oczywiście jaskrawoniebieska) nie dawała w tak radykalny sposób znać o sobie to byłoby bez żadnych „ale”.

Tak czy inaczej, nowy Mini-i prezentuje się świetnie, to kompaktowy DAC/AMP, mogący pracować zarówno ze stałym poziomiem wzmocnienia, jak i jako pre-amp. Właśnie może być przedwzmacniaczem i od tej generacji producent idzie za ciosem proponując końcówkę mocy, dopasowaną wielkością, pracującą w klasie D, z możliwością wykorzystania w trybie stereo (RCA) lub mono (łączymy z Mini-i Pro 2 via XLR). Można stworzyć kompaktowy, kompletny system w oparciu o te produkty. Na razie rodzimy dystrybutor nie planuje wprowadzenie końcówki do sprzedaży, chętni muszą skorzystać z własnego importu.

To, na marginesie, nie koniec nowości zaprezentowanych ostatnio przez Matrix Audio. Nowy flagowiec (patrz test X-Sabre PRO), czytaj nowy X-Sabre Pro właśnie ma swoją premierę i… tu także wprowadzono zasadnicze zmiany. O tym co się zmieniło we flagowcu przeczytacie niebawem. Wyraźnie widać z powyższego, że producent postanowił wprowadzić zupełnie nowe konstrukcje, zastępując poprzedników czymś naprawdę nowym, a nie w niewielkim stopniu zmodernizowanymi „ale to już było” klamotami, jak to się często, gęsto dzieje. Sumując pierwsze wrażenia: apetyt bardzo zaostrzony, już po pierwszych odsłuchach, po pierwszym kontakcie. Wraz z naszymi redakcyjnymi nEar-ami (aktywne monitory studyjne) w opcji zbalansowanej, ten Mini-i Pro 2 tworzy audio system i to tak na bardzo serio. Mniam. W instrukcji wspominają, że źródłem USB dla nowego modelu może być bezproblemowo androidowy albo na iOSie handheld. Sprawdzę czy tak jest w istocie, podpinając Neksusa oraz iPada do klamota. Oczywiście komputery via USB zagrają za pośrednictwem Roona. Sprawdzę dokładnie zachowanie testowanego DACa z materiałem DSD (który grany jest w trybie DoP z każdego wejścia cyfrowego, pomijając rzecz jasna samo BT).

Zabieram się do testowania zatem…

Rozbudowana galeria z opisem poniżej:

» Czytaj dalej

Nowe Scansoniki… wstęga za 1800zł! Aktywne kolumny z BT aptX w redakcji!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
M5BTL_11

Wracamy do nadawania po dłuższej przerwie. Miały być i są! Powiem tak – w tej cenie nie dostaniecie niczego, co mogłoby prezentować poziom nowych, aktywnych Scansoników. Nowy model aktywnych kolumienek Scansonika M5BTL (Duńczycy, patrz nasz test Scansonic S5BT, które na marginesie zostały w redakcji) to potencjalnie prawdziwa petarda. Co powiecie na aktywne monitory ze wstęgowym tweeterem w cenie niecałych 2000 złotych?! A konkretnie 1830 złotych. Jakby tego było mało kolumny wyposażono w bezprzewodowy moduł z obsługą kodeka aptX (Bluetooth) oraz wejścia cyfrowe, koaksialne & optyczne, analogowe oraz nowego pilota do zdalnej obsługi (wygląda dużo lepiej, wykonany jest częściowo z metalu i działa dużo sprawniej od tego, który był w komplecie z S5BT – to jedna z pierwszych rzeczy jakie sprawdziłem po uruchomieniu zestawu). Podobnie jak w poprzednikach wielowarstwowa powłoka lakiernicza (zestawcie to z ceną), tym razem port BR przewidziano z przodu (świetne rozwiązanie, w gabinecie, gdzie stoją nie ma miejsca by ustawić w odpowiedniej odległości od ściany i poprzedni model nie jest idealnie umiejscowiony). BR dmuchający do przodu bardzo ułatwia ustawienie kolumienek (desktopowych z definicji, choć z powodzeniem ustawimy je w niewielkim salonie!), mamy także złącze USB do ładowania handheldów (ale nie do transmisji dźwięku) wreszcie port przewidziany do podłączenia aktywnego głośnika niskonowego (rozbudowa do konfiguracji 2.1). Innymi słowy mamy tutaj de facto pełny system nagłośnieniowy, który będzie nie tylko wyborem do niewielkiego pomieszczenia, tj. gabinet, gdzie kolumienki postawimy na jakimś blacie (scenariusz desktopowy), ale także taki zestaw świetnie się sprawdzi jw. w niewielkim salonie, szczególnie w opcji z opcjonalnym subwooferem (Scansonic ma w ofercie takie kolumny), tworząc kompletny system nagłośnieniowy zarówno na potrzeby audio jak i wideo. Możliwość podpięcia transportów cyfrowych (streamery, odtwarzacze fizycznych nośników), zew. DACów i źródeł analogowych oraz – w przypadku muzyki – wykorzystania serwisów streamingowych / dysków sieciowych z własnymi kolekcjami, w sytuacji gdy będziemy strumieniować dźwięk bezprzewodowo via BT (z kodekiem aptX, w jakości zbliżonej do bezstratnej transmisji audio o parametrach 16bit/44kHz tj. stand. płyty kompaktowej) może dla wielu oznaczać brak konieczności poszukiwania dodatkowych komponentów (wzmacniacze, rozbudowane okablowanie, systemy zasilania, źródła) i w konsekwencji budowę systemu tylko w oparciu o taki właśnie zestaw głośnikowy. Kolumny (patrz zdjęcia) prezentują się wyśmienicie. Osiem warstw lakieru na błysk, wszystko precyzyjnie spasowane, białe rękawiczki (palcują się niemiłosiernie podobnie jak S5) do ustawiania, zgrabne maskownice w komplecie… znakomicie!

To bardzo atrakcyjna opcja, szczególnie że mówimy o pięknych, znakomicie wykonanych kolumienkach. Nowe M5BTL to wg. mnie unikalne połączenie funkcjonalności, solidnej, znakomicie wykonanej (materiały, spasowanie, wygląd) konstrukcji z czymś, co znajdziemy właściwie tylko w high-endzie. Wstęga to coś zarezerwowanego dla topowych konstrukcji, bardzo drogich, a tutaj taki typ przetwornika trafia do zestawu za niecałe 2000 złotych. Pytanie, oczywiście, na ile dobry to przetwornik i nie omieszkam tego sprawdzić, ale coś czuję, że będziemy mieli do czynienia z produktem unikalnym, bo połączenie tych wszystkich możliwości w takim budżecie jest czymś niespotykanym. Powiem więcej – myślałem, że informacja o cenie dotyczy (co niektórych producentom nagminnie się trafia) jednej tylko kolumny, a cena za komplet to dwukrotność tego, co w informacji dla prasy stoi. Głośniki pokryte są lśniącym lakierem fortepianowym, oferowane w dwóch wersjach kolorystycznych: czarnej oraz białej. Ich wymiary wynoszą 151 x 265 x 151 mm (szer. x wys. x głęb.), waga pojedynczej kolumny to 5 i pół kg (waga kompletu 11 kg). Jak widać to niewielka konstrukcja, ale – jak to często w przypadku aktywnych kolumienek bywa – zdolna do wypełnienia dźwiękiem całkiem sporego pomieszczenia. Stąd też decyzja producenta o opracowaniu dedykowanych standów. Oczywiście kwestie wyglądu są subiektywne, ale popatrzcie na zdjęcia… ten komplet (stojaki z kolumnami) prezentuje się super rasowo. Według mnie, można taki zestaw, szczególnie z subem (mają w ofercie nowego M8 do kompletu, albo wcześniej oferowane M8/12, może też być niedawno słuchany, świetny REL 5) ustawić w dowolnym salonie – będzie prezentował się bardzo elegancko, a do tego, w przypadku strumieniowania i podpięcia wiszącego ekranu (via TOSLINK), możliwe, że w ogóle będzie można zrezygnować z klasycznej szafki RTV. Minimalizm jest obecnie w modzie, ale ogólnie rzecz biorąc, szlachetny minimalizm zawsze w modzie ;-)

Pierwsze odsłuchy i już wiem, że będzie to coś! Wyraźna poprawa selektywności na górze (wstęga), grają o klasę lepiej od S5, są brzmieniowo lepsze, a dodatkowo poprawiła się ergonomia obsługi (panel dotykowy zamontowany na górze przyda się w typowo biurkowym scenariuszu, ale kluczowy dla sterowania pilot tym razem obsługuje kolumny bez pudła). Podpiąłem kolumienki w miejsce S5 do klamotów w gabinecie… M5 gają z komputerami oraz handheldami (zdjęcia) via BT (z aptX na Makówkach), grają podpięte optykiem via Chromecast / WiFi (handheldy – warto, szczególnie w przypadku Apple, które olało lepszą jakość via BT, skorzystać z alternatywy google’owej), zamiennie z AirPlay (AirPort Express), wreszcie analogowo łącze z przetwornikiem Beresforda pracującym w tandemie z odtwarzaczem CDA Onkyo. Innymi słowy (niemal) pełen przekrój źródeł, sposobów transmisji, a w zanadrzu jeszcze salon i podpięcie z subem (2.1), sprawdzenie jak M5 nagłośnią 30 metrów kwadratowych w kinie (źródłem będzie PS3 w roli odtwarzacza SACD/Blu-ray) i w konfrontacji / porównaniu z naszymi redakcyjnymi nEarami 05 Classic II – aktywnym, studyjnym zestawem, który jest wg. mnie nie do pobicia w relacji koszt – efekt. Na razie jak wspomniałem grają w gabinecie i muszę przyznać, że to dźwięk porównywalny ze stojącymi obok Topazami monitor, podpiętymi pod wzmacniacz NADa D3020 oraz lampę (klon MiniWatt-a = APPJ PA0901A) na bańkach NOS Bimar/Phlilips/Telam). To tylko świadczy o klasie przetworników, zabudowanego wzmacniacza, elektroniki (DAC, moduł bezprzewodowy) zamontowanych w M5-kach. Słucham dwie doby, więcej napiszę we właściwej recenzji, dodam tylko, że połączenie strumieniowania (BT z aptX lub/i Chromecast/AP Express) to w połączeniu z tymi kolumnami KOMPLETNY SYSTEM. Gra to rasowo, na poziomie dobrego HiFi i to jest FAKT, tu nie ma się co sprzeczać. Wystarczy taki aktywny system nagłośnieniowy skojarzyć z komputerem / smartfonem / tabletem i albo bezpośrednio połączyć via BT, albo skorzystać z taniutkiego interfejsu WiFi (bezstratna kompresja, w przypadku produktu Google obsługa 24/96 dodatkowo i możliwy do uzyskania tryb bitperfect) uzupełniając opisywany zestaw o takie, bezprzewodowe, możliwości. I to, moi drodzy, robi zasadniczą różnicę, bo nie musimy rozbudowywać systemu w sposób – że tak powiem – klasyczny, a w oparciu o taki, aktywny zestaw głośnikowy z wew. DACzkiem mamy w praktyce wszystko, czego nam potrzeba do szczęścia.

Zalety, poza finansowymi, są także natury brzmieniowej… minimalizujemy wpływ okablowania, niwelujemy konieczność dopasowania poszczególnych elementów w rozbudowanym torze, nasze głośniki mają zintegrowane to, co je napędza i to co je dźwiękiem karmi (DAC), a jak chcemy więcej to w praktyce pozostaje podpiąć jednego klamota (sprawdzę jeszcze jak dobrze wypadnie z M5kami strumieniowiec – Squeezebox Touch z mod. EDO z konwerterem USB-coax hiFace Two M2Tech-a) i już. Niczego nie komplikujemy, to co najważniejsze (dla brzmienia) mamy już zintegrowane w kolumnach. Wystarczą standy lub jakiś ciężki drewniany mebel jako stabilna podstawa i z akcesoriów pozostanie ino dobra listwa (kabelek zasilający to 8-ka, ale jak już ktoś koniecznie musi, to może sobie skonwertować adapterem Furutecha albo Gigawatta na stand. IEC) i koniec tematu. To uproszczenie zazwyczaj z doświadczenia wychodzi dźwiękowi bardzo na zdrowie, to coś do czego wg. mnie powinniśmy dążyć, bo oczywiście można mnożyć byty (ciężka postać ekstremalnej audiofilii), wydać majątek na okablowanie, wprowadzając do systemu tyle zmiennych, że… no właśnie. Ten zestaw odznacza się takimi właściwościami brzmieniowymi, że może być potraktowany jako alternatywa dla klasyki: pasywne kolumny, wzmacniacz zintegrowany / pre z końcówką plus tradycyjne źródła & okablowanie i akcesoria. Może. Poprzednik świetnie sprawdza się w roli dodatkowego, pomocniczego zestawu do szybkiego odsłuchu, może znakomicie wpasować się do systemu audio na biurko z komputerem obok… Scansoniki M5BTL to nie tylko takie, opisane powyżej, okoliczności przyrody, bo ten nowy zestaw nie przyniesie ujmy właścicielowi będąc głównym i – właśnie! – jedynym rozwiązaniem do salonu, głównego pomieszczenia odsłuchowego. Zastosowanie wstęgowego tweetera, nowa konstrukcja całego układu (płaski BR z przodu), nowy wzmacniacz oraz całkowicie nowe strojenie obu przetworników dało w efekcie coś, co wywołuje po uruchomieniu odtwarzania uśmiech zadowolenia na twarzy słuchającego.

Jak wspomniałem, daniem głównym jest tutaj bez wątpienia tweeter. Tyle, że kolumna to nie tylko wstęga, to także cała reszta. Obudowę kolumn M5BLT wykonano z odpornej na rezonans płyty MDF. Krawędzie posiadają delikatne zaokrąglenia (jak w S5), zaś wszystkie elementy są ze sobą idealnie spasowane a całość pokryto ośmioma warstwami lakieru fortepianowego, dzięki czemu kolumny prezentują się niezwykle elegancko i stylowo.  Poza wspomnianym wysokotonowcem M5BLT wyposażono w 4,5-calowy głośnik średnio-niskotonowy z membraną z papieru powlekanego polipropylenem. Zastosowano spore magnesy, membrany mogą – mówię tu o doświadczeniach z użytkowania S5 – pozytywnie zaskoczyć możliwościami, których byśmy się po takich kompaktowych kolumnach zwyczajnie nie spodziewali. Tweeter wyposażono w membranę z warstw kaptonu i aluminium. Dwudrożną konstrukcję w obudowie opartej na systemie bassrefleks (jw. otwór z przodu) napędza wybudowany w lewą kolumnę wzmacniacz o mocy 2x50W. Zestaw jest już do kupienia w Polsce, a dystrybucją na terenie RP zajmuje się firma C4I.

Specyfikacja:
• Odpowiedź częstotliwościowa: 55 Hz – 30 kHz
• Impedancja: > 6 Ohm
• Zwrotnica: 3.5 kHz ( filtr drugiego rzędu)
• Wzmacniacz: 2×50 klasa A-B
• Wejście bezprzewodowe: Bluetooth z obsługiwanym kodekiem 2.4GHz aptX
• Wejście cyfrowe: Toslink
• Wejście cyfrowe koaksjalne
• Wejścia analogowe: 2 x RCA , 1x mini jack 3,5mm stereo
• Wyjście na subwoofer
• Złącze USB do ładowania urządzeń zewnętrznych, uczący się pilot o konstrukcji częściowo metalowej

Warto zwrócić uwagę na jeden istotny szczegół… w odróżnieniu od S5 w nowym modelu nie ma pokrętła wzmocnienia

Rozbudowana fotogaleria z opisem poniżej…

» Czytaj dalej