LogowanieZarejestruj się
News

Słuchawkowy wysyp #1: Bose QC35 w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
01-bose-quietcomfort-35-silver-1

Ta jedynka oznacza, że jeszcze dzisiaj opublikujemy kolejne, słuchawkowe zapowiedzi :D  O Bose ostatnio wspominałem, szybko trafiły na warsztat, a jako że mogę je porównać bez problemu do poprzedniego modelu QC25 to będzie w kontekście tego, co było (no nadal jest, bo jeszcze 25-ki kupicie swobodnie w sklepie). Poza oczywistą zmianą, tzn. pożenieniem najlepszego (o czym kapkę dalej) systemu ANC (Active Noise Canceling), po naszemu aktywnej redukcji szumów z zewnątrz, z bezprzewodowością (bo do tej pory, mieliśmy albo to, albo to) różnic jest więcej, mimo pozornie zbliżonej konstrukcji obu generacji. Od razu, na wstępie zaznaczę, że system redukcji działa inaczej niż w QC25, nie jest tak absolutnie bezkompromisowy jak w poprzednikach. To bardzo poważna zmiana, bo właśnie ten element wyróżnia Bose na rynku, to ANC robiło różnicę. Zmiana podyktowana jest koniecznością wprowadzenia adaptacyjnego systemu tłumienia odgłosów z zewnątrz, co producent tłumaczy potrzebą dostosowania produktu do wymogów związanych z bezpieczeństwem samego użytkownika. Okazuje się, że najlepszy ANC na rynku, faktycznie odcinający nas prawie całkowicie od odgłosów dobiegających z zewnątrz był… zbyt skuteczny. Producent niejako przymuszony okolicznościami musiał dostosować nową wersję do realiów (niech zgadnę: Stany, pozwy etc.) i wprowadził całkowicie nowe rozwiązanie, oparte (podobnie jak to ma miejsce w produktach konkurencji) na adaptywnym dopasowaniu tłumienia do warunków zewnętrznych (oparty na aktywnym korektorze parametrycznym, dynamicznych zmianach EQ). Innymi słowy mamy tutaj do czynienia z redukcja selektywną, odgłosy o bardzo wysokiej amplitudzie (syrena, klakson idp.) będą dość wyraźnie słyszalne, to samo z bliską, skierowaną do nas mową… to coś zupełnie innego, niż w QC25-kach. Oczywiście w warunkach miejskich, w szumie jaki nas otacza, system dobrze tłumi tło, ale to nie jest to całkowite odcięcie od świata jakie zapewniał model przewodowy poprzedniej generacji. Bose zastosowało dwa mikrofony zbierające odgłosy z zewnątrz dodatkowo pozwalające na (w przypadku połączenia telefonicznego) uzyskanie dobrej jakości rozmów.

 

 

To po pierwsze. Po drugie zmiany zaszły w samych przetwornikach. Strojenie jest inne, mamy wbudowany wzmacniacz, mamy wbudowanego DACa, co ciekawe nie zdecydowano się na obsługę kodeka aptX. Dobrze, że Bose zdecydowało się użyć energooszczędne BT 4.0 (wielu producentów nadal stosuje w swoich bezprzewodowych słuchawkach wariant 3.0), co zapewnia nam 20 godzin grania bez druta*. Sprawdzę w praktyce jak to wygląda, ale myślę, że faktycznie będzie można zabrać na wyjazd służbowy (doba/dwie doby) te słuchawki bez konieczności szukania gniazdka. Szybkie parowanie zapewnia NFC. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, nie będzie możliwości podpięcia słuchawek na kablu USB do źródła. Szkoda. Jak wiele dobrego daje taki sposób wykorzystania nauszników z wbudowanym DACzkiem/wzmacniaczem opisywałem w recenzji Sennheiserów Momentum Wireless OvE oraz Devinitive Technology Symphony 1. To naprawdę robi różnicę i takie nauszniki niebezpiecznie blisko zbliżają się jakości reprodukcji jaką doświadczamy słuchając muzyki na torze słuchawkowym z wysokiej półki (dedykowany DAC/ amp stacjonarny, jakieś HiFiMANy, Audeze, czy kosztujące kilka tysięcy Senki, AKG etc.). Jeszcze to dokładnie sprawdzę, jurto będzie chwilka czasu, podepnę i zobaczę czy QC35 nie dadzą się pożenić z kompem za pośrednictwem przewodu USB. Konstrukcja jest z tych wytrzymałych, typowo mobilnych, to znaczy można wyginać elastyczny pałąk wedle uznania bez obawy o uszkodzenie, są lekkie, nausznice składają się do środka (choć sam pałąk już nie), w komplecie dostajemy kabelki, funkcjonalne etui oraz przejściówkę lotniczą 2xjack. Materiałowo nowość nie różni się jakoś znacząco od poprzednika. Tworzywo sztuczne, dobrej jakości plastik, przyciski duże, to na plus, na minus, że trzeba nauczyć się ich umiejscowenia (jednakowy kształt, blisko siebie), typowy dla tego producenta przełącznik na środku muszli włączający/wyłączający oraz (dłuższe przytrzymanie) parujący słuchawki ze źródłem. No i na zakończenie tej wyliczanki: apka… znak czasów. Słuchawki oczywiście mogą obyć się bez firmowego oprogramowania, ale… te daje pewne korzyści, a w przyszłości ma dawać jeszcze większe (upgrade, efekty etc.). Rzecz zwie się Bose Connect i pozwala zarządzać wszystkimi połączeniami (urządzenia). Po sparowaniu z wieloma źródłami słuchawki będą się przełączać między nimi automatycznie. Aplikacja ma zapewniać również jw aktualizacje oprogramowania oraz pozwalać na personalizację ustawień (pamiętacie opisaną przez nas apkę CapTune od Sennheisera?).

O brzmieniu przeczytacie we właściwej recenzji. Poniżej parę dodatkowych zdjęć QC35. Cena? Oficjalnie, na polskim rynku, wynosi 1699 złotych.

*W przypadku słuchania na kablu z włączonym systemem redukcji czas działania to 40h. Oczywiście po wyczerpaniu akumulatora słuchamy pasywnie, na kablu bez ANC/BT.

Szok! Zapowiedź testu DACa ZOOM TAC-2. Thunderbolt w akcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
ZOOM TAC-2_4-tyt

Szok to mało powiedziane. Od paru dni słucham tego, taniego przecież, thunderboltowego interfejsu i wiecie co? Nie jestem w stanie znaleźć odpowiedniego określenia na to, co słyszę za pośrednictwem tego przetwornika. To nie jest subtelna różnica, to nie jest niewielki progres, czy po prostu inny sposób grania. Nie. To co potrafi to urządzenie definiuje u mnie na nowo skale ocen sprzętu audio, zmienia to, co do tej pory wydawało mi się pewne, czy przynajmniej na tyle oswojone, powtarzalne, że tworzyło jakiś punkt wyjścia w recenzowaniu sprzętu audio. Nie zastanawiałem się długo zatem, a że – jak wiecie – nie stosuje taryfy ulgowej dla testowanego u nas sprzętu (vide choćby Jitterbug opisany ostatnio), będę starał się znaleźć i opisać wady tego interfejsu, nie pomijając jednak najistotniejszego: THUNDERBOLT JEST BEZAPELACYJNIE LEPSZYM INTERFEJSEM OD USB W ZASTOSOWANIACH AUDIO. 

Niedowiarkom proponuję zabrać ze sobą swoje ulubione słuchawki, zabrać swoją ukochaną muzykę (byle nie były to mp3-ki, o czym za chwile) i gwarantuję, że po takim spotkaniu będziecie zbierać szczęki z podłogi. Ja sam zastanawiam się jak ten szok poznawczy opisać, jak się do tego wszystkiego ustosunkować. Zacznę od opisania skrótowo sprzętu, skrótowo, bo i tak przy okazji recenzji znajdziecie dokładny, szczegółowy opis, zresztą tutaj nie ma aż tak wiele do omawiania, bo to prosty w sumie DAC jest, z dodatkową funkcjonalnością interfejsu nagrywającego (Zoom to japońska firma specjalizująca się w rozwiązaniach dla muzyków, nie dla rynku audio tj. dla melomanów, audiofilii etc.). Także część funkcjonalności jest z punktu widzenia osoby wyłącznie słuchającej, nie tworzącej, pomijalna, a przeznaczenie tego ustrojstwa determinuje jego formę oraz ergonomię użytkowania.

Mamy zatem niewielkie, z ładnym, aluminiowym frontem (górą) / tyłem pudełko, z maksymalnie prostą obsługą, wyposażone w jedno uniwersalne pokrętło / przycisk wyboru. Na diodowym wyświetlaczu kontrolki wyboru źródła oraz 7 stopniowa skala wzmocnienia (poziomu gain) dla prawego, lewego kanału. Wciskamy pokrętło, mamy wybór – dwa wejścia z tyłu (jest jeszcze jedno, oznaczone jako instrument na przedniej ściance) XLR dla mikrofonu, dla instrumentów, a dalej wyjścia dla monitorów lub innego sprzętu audio (symetryczne, duży jack TRS), wreszcie dla słuchawek (ponownie przednia ścianka). Poza aluminium, jest dobrej jakości tworzywo sztuczne, na pierwszy rzut oka przypomina ten TAC-2 inny, dużo kosztowniejszy przetwornik Dual firmy Apogee (jakościowo w aspekcie materiałów, funkcjonalności oczywiście mocno się różnią). Samo pokrętło (potencjometr) to raczej rozczarowanie. Chodzi to to z luzem, mało płynnie, lekkie / plastikowe dodatkowo i… cóż, nie jest to najmocniejszy punkt tej konstrukcji. Sprzęt po paru minutach grania wyraźnie robi się ciepły. Co dalej? Konieczne jest zainstalowanie na Maku drivera, inaczej w ogóle komputer przetwornika nie zainicjuje. Żre energię z laptopa konkretnie. Opisywany DAC obsługuje dźwięk o parametrach 24/192, a w środku znalazła się kość ΔΣ C/A Asahi Kasei AKM AK4396 (która to potrafi także w pełni obsłużyć dane 1-bitowe DSD) oraz konwerter A/C Wolfsona. Oczywistym minusem jest niszowość (do czasu?) interfejsu, w praktyce oznaczająca wymóg posiadania komputera Mac (są drogie karty na pci-e do desktopów, Asustek ma laptopa z tym rozwiązaniem, bodaj Toshiba takie coś też wypuściła).

Interfejs TAC-2 zasilany jest z portu Thunderbolt i w odróżnieniu od USB nie powoduje to żadnego funkcjonalnego ograniczenia, problemu, jak to ma miejsce w przypadku USB DACów (tam zasilanie z magistrali generuje dodatkowe problemy związane z przenoszeniem zakłóceń z komputera – w przypadku ϟ nie ma o tym mowy!). Co ważne, ten interfejs daje nam nie 5V/100-150mA (2,5W) jak w USB 2.0, a 19V /550mA (9,9W), co oznacza że można za pośrednictwem ϟ nakarmić znacznie bardziej prądożerne urządzenia, co w oczywisty sposób nie pozostaje bez wpływu na interesującą nas tematykę. Optyczny interfejs (dopuszcza się miedziane kable, wtedy maks. 3m.) pozwala na całkowicie niezakłóconą transmisję danych z bardzo dużą szybkością, PRZY BRAKU OPÓŹNIEŃ. To kluczowa, wg. mnie sprawa, bo ϟ jest całkowicie niewrażliwy na zjawisko jittera, a zamiast teoretycznie 20ms (USB, w lepszych odtwarzaczach programowych skala kończy się na 50ms, a wybór takiego, najniższego ustawienia często generuje brak płynności odtwarzania muzyki) mamy 1~3ms (dla FW te wartości wynoszą 8~9ms). W teorii mamy zatem najlepsze komputerowe medium dla dźwięku, najlepsze, bo dysponujące ogromnym potencjałem wydajnościowym, przy jednoczesnej niewrażliwości na czynniki elektromagnetyczne pochodzące z transportu, ze źródła. Dodatkowe informacje, także o przyszłym ϟ 3.0 oraz USB C w zastosowaniach audio znajdziecie np. tutaj: http://proaudioblog.co.uk/2015/09/usb-3-vs-thunderbolt-interfaces/

Ok, to teoria, a jak wygląda praktyka? TAC-2 to wg. mnie najlepszy, komputerowy interfejs audio od strony brzmieniowej, który deklasuje większość tego (wszystko?), co do tej pory miałem okazję słuchać via USB. Testuję na ortodynamikach HiFiMANa (400) oraz Audeze (3) i jestem zaskoczony jak to potrafi grać. Nieważne co robię na komputerze, dźwięk płynie bezproblemowo, swobodnie i to jaki dźwięk! Rozdzielczość tego rozwiązania powala! Słuchałem Alt-J This is all yours (utwory Arrival in Nara oraz Nara) w jakości 24/48, mamy tam bzyczenie much, które są dobrze czytelne na solidnym przetworniku USB, ale w tym przypadku nie tylko te muchy włażą nam do prawego ucha (końcówka pierwszego utworu), to jeszcze słychać całą łąkę, słychać świergotanie ptaszysk i to wszystko dzieje się właśnie na planie, jest zawieszone w przestrzeni. Mikrodetale to mało powiedziane, bo mamy tutaj do czynienia z totalnym zanurzeniem się, przy jednoczesnym zachowaniu spójności, gdzie nie o analityczne, nie o superdetaliczne granie się rozchodzi. Rozdzielczość jest środkiem, nie celem. Nie dla wyczynu a dla budowania przyjemności, emocji oraz (jak to miało miejsce w przedstawionym przykładzie) dochodzi jeszcze wspomniana umiejętność reprodukowania niebywałej wręcz przestrzeni. Tu dźwięk jest swobodny, nic go nie ogranicza. To jest holograficzne, to jest magnetyczne, zniewalające granie. Dźwięk unosi się, nie jest przyklejony, jest powietrze, takie jakie można poczuć na monitorach bliskiego pola, gdzie jesteśmy – właśnie – zanurzeni. Do tego ta dynamika… opiszę jak się na tym słucha metalu w pełnej recenzji (pewnie będzie to aktualizacja tego artykułu, bo widzę, że mi właśnie wstępna recenzja spod klawiatury wychodzi). No Panie, Panowie, wracam bezwzględnie do słuchania metalu (słuchałem tego gatunku sporo, wrócę do tego za sprawą TAC-2 na pewno. Bo warto, po tysiąckroć warto!!!). Narkotyk.

A przecież słuchałem tego wszystkiego na słuchawkach! Fakt, takich, które tę przestrzeń potrafią pokazać całkiem nieźle, ale nadal na słuchawkach, a nie stacjonarnym stereo. Przyjdzie czas także na stereo. Po to właśnie stoi thunderboltowa stacja, którą niedawno opisałem. Teraz już wiem, że będzie to domknięcie stacjonarnego systemu, opartego od teraz na ϟ , przy czym nie wyklucza to grania na wynos (wspomniane zasilanie interfejsu z thunderbolta). Na marginesie, dobrze czasami przeprowadzić taki eksperyment, jak ten z moją czcigodną małżonką opisany w powyższym linku. Ktoś, kto (ciągle) nie analizuje, nie ma bagażu wiedzy zastępującego doświadczenie (teoria jest ważna, ale nigdy nie zastąpi naszych uszu, nigdy!), ktoś kto nie kieruje się wyłącznie teoretycznymi wywodami na temat, ktoś kto na świeżo potrafi podejść do zagadnienia, pomóc w ocenie, bywa nieocenioną pomocą (i niedocenioną, szczególnie w środowisku zainteresowanych, bo zazwyczaj roszczą oni sobie prawo do wygłaszania jedynie słusznych sądów). Jej reakcja była dla mnie dobitnym potwierdzeniem, że ϟ definiuje wiele rzeczy na nowo. Kocha słuchać, dzieli moją pasję, kierując się sercem, a nie (jak wyżej podpisany) sercem i rozumem. Bo ostatecznie, czym jest muzyka? Matematycznym zbiorem równań? Wynikiem chłodnej kalkulacji? Nie wydaje mi się….

To przekaz analogowy w tym sensie, że właśnie tak jak w przypadku słuchania analogowych źródeł nie ma tutaj cienia cyfrowego osuszenia, odarcia dźwięku z jego bogactwa wybrzmień, faktur, tego cholernego ujednolicania towarzyszącego „cyfrze”. Kapitalna sprawa! Tu bęben gra jak bęben, taki wokal jest tak różnorodny, tak odmienny, tak intrygujący w swoim niepowtarzalnym, oryginalnym brzmieniu, że człowiek łapie się, że chce od nowa przesłuchać wszystko czego do tej pory słuchał. Tu nie ma miejsca na nudę, każda kolejna płyta to de facto odkrywanie materiału na nowo. No szok! Znakomite jest także to, że ϟ daje nam w praktyce coś, co niweluje jedną z najważniejszych wad komputerowego audio – wpływ dziesiątek zmiennych, czynników po stronie transportu, na efekt końcowy, na jakość brzmienia. Wystarczy wybranie interfejsu w ustawieniach systemowych / odtwarzaczu i transport nie będzie wg. mnie żadną zmienną, nie będzie miał wpływu na to, co usłyszymy. Zamiast szukać poprawy w tym, co w niedoskonałym z definicji rozwiązaniu (USB) kuleje, gdzie stosując protezy, pomysły z pogranicza audio voodoo, staramy się naprawić to co ułomne, można w przypadku omawianego przetwornika skupić się na tym co istotne: na jakości samej muzyki, materiału, tego co dostarczymy elektronice do reprodukowania. Koniec z wymagającym wiedzy konfigurowaniem software. Ideał?

Także ja już wiem, że nie ma powrotu, w tym sensie, że będę z tego interfejsu korzystał namiętnie i będzie moim punktem odniesienia. Tak to wygląda. W ciemno nabyłem i nie żałuję. Zalecam, naprawdę po stokroć zalecam wycieczkę do jakiegoś sprzedawcy (są te produkty w dystrybucji w Polsce, można pewnie sprawdzić jak to gra) i przekonanie się osobiście jak gigantyczny progres towarzyszy przesiadce na interfejs ϟ wobec tego, co oferuje USB. To są czytelne, bardzo łatwe do zauważenia zmiany. Jak wspomniałem, to najtańszy z interfejsów ϟ , które można obecnie zakupić na rynku. Jego cena (jakieś 1300zł) jest przykładowo niższa od praktycznie każdego DACa z USB opartego na szeroko wykorzystywanej kości C/A ESS9018 Sabre (często z konwerterem USB XMOS lub Vinyl firmy VIA). Trudno nie opisać tego inaczej, jak jakiś błąd w systemie, bo przecież zmiany w audio to zazwyczaj powolna ewolucja, pełna ślepych ścieżek, przy jednoczesnym (jakże, niestety częstym) wodzeniu po manowcach. Aha – i nie słuchajcie na tym mp3, bo nie warto. Mam tu na myśli naprawdę podłej jakości materiał, który może był strawny na jakimś mocno ujednolicającym brzmienie sprzęcie, ale tutaj to nie ma po prostu żadnego sensu. Jakie szczęście, że teraz dobry materiał to nie problem, także w sensie wygodnego dostępu do niego. Mamy Tidala, mamy takie rozwiązania jak ekosystem Roon, mamy może niewiele, ale stale nam przybywającej, muzyki nagranej, zapisanej w najlepszej jakości (hi-res, dsd). Słuchając Tidala na ϟ mam jakość w pełni akceptowalną, taką, którą pozwala cieszyć się ogromnym potencjałem opisywanego sprzętu. Lepszy materiał? Bajka! Tylko jak do tego wszystkiego odnieść dotychczasową skalę ocen, to co było do tej pory punktem wyjścia w przypadku grania z pliku, grania z komputera (szerzej: komputerowych źródeł).

No właśnie, jak?

» Czytaj dalej

Znowu im się udało… recenzja Pylon Pearl 20

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Pylon Pearl 20 HG_tyt

Znowu? Znowu. Już samo ustawienie (obowiązkowo na kolcach, obowiązkowo!) kolumn w kolorze HG biały wywołuje silne emocje. Wywołuje, bo te kolumny w tej właśnie wersji kolorystycznej, postawione na wspomnianych kolcach w ogóle nie wyglądają na te niecałe 1200 złotych. One wyglądają na wielokrotność tej sumy, błyszczący biały kolor okleiny, wraz z czarnymi oraz czarno-białymi (większy głośnik) przetwornikami oraz nowym logo powoduje, że te kolumny wyglądają bosko. WAF przebija sufit. Gwarantuję, że płeć piękna uzna je za niezbędny element wystroju salonu… to dodatkowy argument dla tych wszystkich, którzy obawiają się, że im kolumny głośnikowe zaburzą ich „feng-shui” – 20ki HG to ozdoba pomieszczenia, a nie ciało obce (na marginesie – audio uważam za ważny element wyposażenia domu, tak samo ważny jak pralka czy lodówka ;-) ale przecież nie każdy musi się z takim podejściem utożsamiać). Generalnie uważam, że sprzęt audio powinien dobrze komponować się z miejscem w którym jest ustawiony, bo (i tutaj wcale, a wcale nie żartuje i nie przesadzam) to także ma wpływ na nasz całościowy odbiór. Każdy element jest ważny, także takie, które zahaczają głównie o estetykę, o zachowanie odpowiednich proporcji, o dopasowanie wizualne do danego pomieszczenia, do jego stylu. Zaburzenie porządku, coś „jak pięść do nosa”, jest po prostu nie na miejscu, na dłuższą metę nieakceptowalne. W przypadku Pylon Pearl 20 HG mamy do czynienia z produktem, który śmiało można pokazywać w katalogach firm meblarskich – nie ma potrzeby (co jest zresztą nagminne) retuszowania wnętrz, przez usunięcie, albo przynajmniej zamaskowanie wszystkiego, co z audio związane (a w szczególności kolumn głośnikowych). Zresztą, patrząc na to, jak obecnie rynek nam się rozwinął, widzimy wyraźnie, że design, kwestie estetyczne, forma są często w centrum uwagi producentów. I chwała im za to. Devialet tego przykładem, Bowers & Wilkins tego przykładem, Devinitive Technology i wielu, wielu innych także tego przykładem. Tu chodzi o (właśnie) właściwe proporcje, o harmonię, a ta możliwa jest tylko wtedy, gdy czujemy się w danej sytuacji, w danym miejscu komfortowo, dobrze, w sam raz.

No ładnie. Pojechałem z tą architekturą wnętrz, z wystrojem, projektowaniem, a my tu przecież na graniu powinniśmy się skupić. Rzecz jasna o brzmieniu będzie głównie i przede wszystkim, ale jak wyżej, kwestie poruszone w poprzednim akapicie są wg. mnie istotne, warto o nich pamiętać, staram się na HDO o nich pisać, przy okazji omawiania recenzowanych produktów. Powinniśmy domagać się dobrego designu. To nasze dobre prawo i kogoś, kto oferuje nam wysokiej próby dźwięk, to przedstawione powyżej wymaganie, obliguje do właściwego podejścia do tej kwestii, a nie zaprezentowania światu może i „Złotego Graala”, ale w byle jakim opakowaniu. Ok, dość o tym, przejdźmy zatem do meritum. W tytule jest „znowu się udało” (im, tzn. Pylon Audio). Znowu, w sensie, te 20-ki są typowo, tradycyjnie dla tego producenta, jak na cenę jaką przyjdzie nam za nie zapłacić, nieprzyzwoicie dobre. Potrafią zagrać w sposób nie licujący z tym co w cenniku siedzi. Nie wiem jak oni to robią, bo każdy produkt tej firmy, który do nas trafił zasługiwał na uwagę, był bardzo dobry, albo wybitnie dobry. Tutaj, w przypadku dwudziestek jest podobnie, punktem odniesienia są dużo droższe produkty (patrząc na HG w tym budżecie, zwyczajnie nie widzę dla nich konkurencji). No dobrze, ale mimo wszystko byłoby fair jakoś to wszystko uzasadnić. To, że mamy powtórkę z historii, że Pylon po raz kolejny będzie na HDO chwalony (ile razy można?! ;-) ) to jedno. Drugie to, to że warto opisać czym te 20 są, a czym… nie są, gdzie sprawdzą się najlepiej, w jakich okolicznościach przyrody (wielkość pomieszczenia) będą dobrym wyborem, gdzie jest ich granica, granica która powinna skłonić zainteresowanego do wyboru czegoś innego.

Aha, bym zapomniał i żeby za słodko nie było ;-) …na zakończenie wstępniaka, uwaga natury ogólnej: kiedy Panie, Panowie wprowadzicie (wreszcie) maskownice w swoich produktach (jako standard)? Każdy mający do czynienia z dwu-trzylatkami (ostatnie kinderparty) wie, jak traumatycznym przeżyciem dla użytkownika sprzętu audio może być taka niezabezpieczona przed małymi paluszkami kolumna. Przecież te dyfuzory kuszą takiego brzdąca niepomiernie. Mając w tym względzie konkretne doświadczenie, zabezpieczam sprzęt chałupniczo, skutecznie, ale… no właśnie, mało estetycznie. Maskownice muszą wg. mnie stanowić element wyposażenia, bo ich rola w takich, jak wyżej, sytuacjach jest absolutnie newralgiczna i dla wielu może być wręcz krytyczna co do wyboru kolumn, jakie zagoszczą w danym salonie, gabinecie etc. W przypadku recenzowanych, niestety maskownic (jak wcześniej) nie uświadczymy. W tym budżecie, co zrozumiałe, mogłyby to być opcja wyposażeniowa (i jest), ale taka która jest niejako sugerowana, czy po prostu zawsze dostępna (idę do sklepu i mogę takie coś dokupić, a nie czekać na ten „dodatek”, względnie być zmuszonym zamówić takie maskownice u producenta, czy wręcz kupić odpowiednio dostosowany do nich zestaw – no to już w ogóle bezsens). Inaczej – dwie wersje, jedna z i druga bez. Także warto to przemyśleć i wyjść naprzeciw oczekiwaniom sporej grupy (przeważającej?) potencjalnych klientów.

Ok, pomarudziłem dla równowagi trochę, czas przejść do konkretów, do tego jak te kolumny grają…

» Czytaj dalej

TV Connect… nowe oprogramowanie dla cyfrowych wzmacniaczy NADa. Super!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
NAD_D3020_TVConnect

Tak, żyjemy w takich czasach, że niemal wszystko da się upgrade’ować, zaktualizować do nowej wersji, rozszerzającej dotychczasową funkcjonalność o nowe możliwości. Czasami jest to irytujące, wiele osób patrzy na to krytycznie… bo wiecie, poprawki, łatanie, problemów naprawianie. To prawda, tak to czasami wygląda, na szczęście nie zawsze, nie w każdym przypadku, jak doskonale obrazuje najnowszy wpis na HDO. W dobie cyfrowego audio można programować układy, można nie tylko ulepszać to co jest, ale – właśnie – rozszerzać funkcjonalność urządzeń. W przypadku naszego produktu roku 2014 – wzmacniacz NAD D3020 oraz droższego, sieciowego D7050 – na początku lutego NAD wprowadził najnowszą aktualizację firmware. Producent widzi najwyraźniej zmierzch systemów wielokanałowych, odejście od typowych rozwiązań kina domowego, wielki powrót do stereo. Ten powrót do dwóch kanałów to właśnie cyfrowe audio, te wszystkie DACi, cyfrowe końcówki, strumieniowe odtwarzacze oraz… słuchawki. No tak, ale jak się chce oglądać telewizję czy jakiś film z VOD to słuchawki niekoniecznie będą tym, czego szukamy, bo poza opcją bezprzewodową, chcemy czasami poczuć się jak w kinie (to raz), a dwa chcemy usłyszeć coś strawnego oglądając koncert, najnowszy odcinek Top Gear (La Ferrari zabrzmiało, także dzięki opisywanej aktualizacji, zaj…ście!) czy klip. Właśnie klip, klipy, uwielbiam oglądać muzykę połączoną z obrazem i videoklipy to coś, do czego chętnie sięgam (na szczęście tematyczne MTV oraz parę kanałów muzycznych nie tylko z nazwy daje radę). Sam dźwięk jest strasznie skompresowany i sam w sobie jest sporym wyzwaniem dla sprzętu reprodukującego, a jak jeszcze jest odtwarzany na głośnikach wbudowanych w telewizor…

No właśnie, do tej pory za system pod telewizor robił (i nadal robi, bo świetnie się sprawdza) Zeppelin Air podpięty optykiem do plazmy Panasonica. Choć mam wątpliwość, czy nadal tak będzie, a to z powodu tytułowej aktualizacji. D3020 otrzymał coś, co przekształca go we wzmacniacz AV (2.0 / 2.1), a konkretnie wzmacniacz dla i pod telewizor, telewizor podłączony koniecznie cyfrowo do naszego zaktualizowanego wzmaka. Integracja jest pełna i co najważniejsze zupełnie bezproblemowa. NAD uczy się komend z pilota odbiornika (nie jest wymagana żadna ingerencja ze strony użytkownika), uczy się zmiany głośności, wyciszenia, dodatkowo przełączając się automatycznie na wejście pod które podpięty jest HDTV. Najważniejsze w tej zabawie jest jednak nie tyle łatwe zintegrowanie wzmacniacza stereo z odbiornikiem, co uzyskany efekt soniczny. I tutaj powiem Wam, D3020 daje czadu! Nie dość, że duże skrzynki (nowe Perły podstawkowe lub/i podłogowe 25-ki) robią kolosalną różnicę, to jeszcze w zanadrzu mamy wyjście na suba, a jakby tego było mało dodatkową funkcję Bass EQ. To wszytko razem daje wyśmienity efekt przy oglądaniu filmów, w ogóle nie czuć braku dodatkowych kanałów efektowych, jest na pewno dużo lepiej niż w większości amplitunerów AV (w trybie 2 kanałowym) o soundbarach nie wspominając. Tzn. amplitunery potrafią dzisiaj zadziwiać funkcjonalnością, a i brzmienie mają niezgorsze, ale zamiast zwalistej, wielkiej skrzyni, która i tak zostanie wykorzystana może w 50%, albo i mniej, macie kompaktowy wzmacniaczyk, który integruje się Wam z salonowym AV. Genialne! Wraz z Playstation (u mnie Blu-ray, ale sprawdziłem także opcję gry) mamy elegancki, wielofunkcyjny system audio / audio-wideo.

To jednak, co mnie najbardziej się spodobało to poprawa dźwięku, czy raczej jego zdefiniowanie na nowo, ze zwykłej TV. Koncerty jakie są dostępne w ramach platformy UPC (VOD), wspomniane kanały muzyczne z klipami, parę serwisów streamingowych (Oppo!) oraz kanały filmowe pokazały o co w tym wszystkim chodzi, a raczej pokazały jak wiele tracimy oglądając obraz bez odpowiedniego (jakościowo) dźwięku. To niebo a ziemia! Mimo koszmarnej kompresji (czuć, choć na szczęście wiele materiałów dostępnych w ramach wideo na żądanie, a także część kanałów oferuje przyzwoite parametry), lepsza dynamika, dużo lepsza przestrzenność wprowadziły konsumowanie treści za pośrednictwem telewizora na zupełnie inny, dużo lepszy, wyższy poziom. Warto się o tym przekonać, a ja mam dylemat: u mnie D3020 jest do gabinetu, nie do salonu. Dobrze, że progres uzyskuję podpinając Zeppelina, ale to jednak nie ta skala, szczególnie w przypadku kina. Tutaj wzmacniacz NADa (po aktualizacji) z podpiętymi 25-ki, starym ale jakże jarym subem DDT2200 pokazuje MOC. Właściwie to same 25-ki pokazują, o co w tym chodzi, ale sub, szczególnie w przypadku kina akcji jeszcze podkręca atmosferę. Equalizacja w takim scenariuszu świetnie się sprawdza, warto załączyć w przypadku gier, wspomnianego kina „z efektami”… sprawdza się to bardzo dobrze.

Dla zainteresowanych, pliczek można pobrać z tej strony: NAD TV Connect firmware 

Test systemu bezprzewodowego NuForce Air DAC (aktualizacja!)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
nuforce-air-dac-itx

AirPlay rozleniwia. Stworzony przez Apple, bezprzewodowy system transmisji obrazu i dźwięku pozwala obecnie na niemal całkowite wyeliminowanie kabli. Ma to swoją cenę – o ile proste, firmowe transmitery w rodzaju AirPort Express czy Apple TV nie są zbyt kosztowne, to już stacje muzyczne swoje kosztują. Na szczęście obecnie AP staje się standardem w elektronice użytkowej i coraz więcej odtwarzaczy stacjonarnych, amplitunerów, a nawet wzmacniaczy otrzymuje takie udogodnienie. To niewątpliwie bardzo wygodne rozwiązanie, oferujące naprawdę przyzwoitą jakość dźwięku. Na rynku można znaleźć alternatywę pod postacią zestawów, sprzętu wspierającego transmisję Bluetooth. Nie jest to jednak najszczęśliwsze rozwiązanie odnośnie audio. Konieczność parowania urządzeń, możliwe interferencje / zakłócenia, a przede wszystkim jakość dźwięku pozostawiają sporo do życzenia.

Oczywiście także w tym wypadku mamy do czynienia z ewolucją – obecna wersja apt-X sprawdza się o niebo lepiej od poprzednich standardów (transfer audio), ale pozostaje problem obsługi, kompatybilności z tym standardem. Innym możliwym wyborem jest specjalnie stworzony na potrzeby audio rodzaj technologii bezprzewodowego przesyłu dźwięku SKAA. To dedykowana technika, pozwalająca na eliminację paru bardzo ważnych dla uzyskania odpowiedniej jakości dźwięku ograniczeń (szczególnie w kontekście porównania z BT) – po pierwsze niczego tutaj nie parujemy, sprzęt łączy się całkowicie przezroczyście dla użytkownika, w pełni automatycznie, po drugie niezwykle małe opóźnienie (wręcz rekordowo małe) przekłada się na niezakłóconą transmisję, wreszcie jakość muzyki jest – co potwierdziło się podczas testów – na bardzo wysokim poziomie.

Dość powiedzieć, że czasami wolę słuchać ripów CD z małej skrzyneczki podpiętej pod wzmacniacz, niż z klasycznego, bardzo dobrego odtwarzacza C515BEE. Dźwięk imponuje czystością, skalą – naprawdę to znakomity system transmisji, wg. mnie lepszy od jabłkowego (AirPlay sprawdza się bardzo dobrze, żeby nie było wątpliwości, ale transfer w technologii SKAA oferuje lepsze brzmienie, o czym przeczytacie poniżej). NuForce zaprezentował swoje rozwiązanie oparte na wspomnianej powyżej technice bezprzewodowego transferu audio. To AirDAC – odbiornik oraz maksymalnie cztery, współpracujące z nim nadajniki. Dla handhelda (na razie Apple, choć podobno niebawem ma do sprzedaży trafić nadajnik pod Androida) oraz PC. Przetestowaliśmy wersję handheldową, w niedalekiej przyszłości uzupełnimy opis, zamieszczając wrażenia płynące z użytkowania nadajnika dla komputera. Zapraszam do lektury…

» Czytaj dalej

Nagrody EISA rozdane. Na HD-Opinie pojawią się nagrodzone produkty…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
EISA-logo-nowe

Poniżej sprzęt wyróżniony znaczkiem w kategorii audio/HiFi/mobilne audio. Parę rzeczy słuchaliśmy, parę czeka w kolejce na testy. Sprawdzimy m.in. planarne słuchawki Oppo (wraz z wzmacniaczem), do testów trafi bezprzewodowiec JBL-a oraz mały głośnik BT od Harman Karodna (Equire). Poza tym, jak już wspomniałem w jednym z naszych ostatnich wpisów, będziemy testować produkty iFi Audio. Jeden z nich (nano iDSD) zdobył laur i wg. mnie jest chyba najrozsądniejszym wyborem dla kogoś, kto chce pogodzić mobilny i stacjonarny odsłuch, szczególnie w sytuacji gdy jego „tor słuchawkowy” nie jest specjalnie wymagający (do napędzenia). Do mnie, co prawda, przemawia inny produkt z serii – nano Can – wzmacniacz, bez sekcji przetwornika, ale tutaj ważne jest odpowiednie źródło (najlepszym wg. mnie wyborem będzie jeden ze zmodowanych iPodów Classic, względnie iPhone 4/4S.

Patrząc na wyróżnione produkty wyraźnie widać supremację muzyki z pliku, strumieniowania, rozwiązań kompaktowych, bezprzewodowych, internetowych (popatrzcie jaki produkt otrzymał znaczek w kategorii systemu High-end)… cóż, płyty CDA sprzedają się coraz gorzej, winyl egzystuje sobie jako nisza (z ładnym wzrostem sprzedaży, ale nadal to promil w ogólnym przekroju rynku). Coś czuję, że niebawem wśród nagrodzonych pojawią się zintegrowane, kompletne systemy dystrybucji muzyki (multiroomy), być może Apple wraz z Beats pokaże nowości, które w zamierzeniach będą równie rewolucyjne jak iTunes, iPod zaprezentowane na początku XXI wieku. Zobaczymy. Według mnie poza sprzętem, dziennikarze powinni nagradzać innowacyjne podejście do dystrybucji muzyki, to znaczy nagradzać usługi, oprogramowanie… to wszystko, co radykalnie zmienia sposób konsumpcji muzyki, zmienia oblicze rynku. To wielki nieobecny, w końcu sprzęt jaki by nie był, stanowi tylko medium dla dźwięku, a ten jak wiemy dzisiaj coraz częściej ma postać strumienia z sieci. To jest przyszłość, wielkie centra danych, muzyka w abonamencie, dostęp do wielkich zbiorów za niewielką, miesięczną opłatą. Nie ma tu żadnych „blokad”, żadnego „ale” – jak ktoś będzie chciał sobie tę muzykę przechowywać na sprzęcie, to sobie ją zapisze w danej aplikacji i tyle. Będzie ją miał, tak jak ma obecnie coraz częściej w postaci plikowej zapisaną na jakimś NASie, komputerze, czy handheldzie. Dzięki synchronizacji unikniemy konieczności wgrywania, szukania, wszystko będzie / jest dostępne natychmiast, bez ograniczeń. Może nie do końca bez, bo nadal kwestią nie do przeskoczenia są prawa licencyjne, dostęp uzależniony od lokalizacji. To problem całej branży, ostatnie ograniczenie w swobodzie dostępu do szeroko rozumianej kultury. Trzeba mieć nadzieję, że to także, w końcu zniknie. Powracając do nagrodzonych urządzeń, poniżej lista wyróżnionych:

» Czytaj dalej

Definitive Technology Incline – kolumny niby komputerowe, niby… nasz test!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Incline_Side

Już poprzedni produkt Definitive Technology zwrócił moją uwagę. Głośniczek Bluetooth Sound Cylinder (test tutaj) wyróżniał się niebanalną formą, sprytnym patentem, pozwalającym na zadokowanie dowolnego urządzenia przenośnego oraz komputera oraz wysokiej jakości materiałami, nienagannym montażem. Do tego potrafił zagrać lepiej niż większość tego typu głośniczków, które przewinęły się przez moje ręce. Właściwie to gdybym miał coś wybrać z tej kategorii urządzeń audio, to wybór ograniczyłbym do dwóch, oferujących bardzo przyzwoite brzmienie, produktów: wspomnianego Sound Cylinder oraz Bose Soundlink Mini. Kolejny produkt Definitive Technology, który do nas trafił, kolumny Incline, to desktopowy zestaw głośnikowy, rzecz wydawałoby się „pod komputer” i faktycznie, wyposażenie (to kolumienki podłączane do źródła za pośrednictwem kabla USB) wskazuje, że głównym źródłem ma być komputer. Kolumny znakomicie pasują do sprzętu Apple, ascetyczna forma, aluminiowe podstawy, zakrywające całość czarne maskownice… wystarczy popatrzeć na zdjęcia z MacBookiem, iMakiem …coś dla jabłkolubów, Apple mogłoby te kolumny oferować jako dedykowany zestaw (i – jak przeczytacie poniżej – byłby to strzał w przysłowiową dziesiątkę).

Rzecz jasna głośniki podłączymy do dowolnego komputera, poza tym można będzie podpiąć dodatkowo pod nie inne urządzenia audio, wyposażone w złącze cyfrowe (optyczne), względnie analogowe, liniowe (jack 3.5mm). Można także rzecz zintegrować z głośnikiem niskotonowym, jest wyjście na suba. Taki zestaw 2.1 nie tylko nagłośni nam spory salon (ani trochę nie przesadzam) , ale będzie także wg. mnie idealnym, kompaktowym systemem kina domowego. Uniwersalność Incline, niby komputerowego, a tak naprawdę uniwersalnego zestawu głośnikowego, to coś co otrzymujemy „przy okazji”… w końcu pierwsza myśl, po odpakowaniu głośników to „no dobra podpinamy pod PC/Mac i gramy”. Sprawdziłem jak sobie te kolumienki radzą w kinie i wierzcie mi, radzą sobie WYBORNIE. Szczególnie, gdy podłączę dodatkowo suba (DDT2200). W ofercie producenta są rzecz jasna głośniki niskotonowe, można kupić firmowy komplet, poza tym w sąsiedztwie Incline widziałbym przykładowo niskotonowca RELa (idealnie będzie się komponował taki zestaw pod względem stylistycznym).

Oczywiście najważniejsze pytanie w przypadku tytułowych głośników brzmiało: czy „komputerowe” kolumienki mogą zagrać jak rasowe monitory? Czy można stworzyć na ich bazie wysokiej klasy zestaw stereo do słuchania muzyki? Czy trzeba będzie iść w tym wypadku na kompromisy (np. obsługa dźwięku hi-res)? W recenzji odpowiem na te pytania. Kolumny grały nie tylko z komputerem, ale także z odtwarzaczem wideo (Toshiba E-1), PlayStation 3 (Blu-ray, gry) oraz Squeezeboksem Touch. W przypadku tego ostatniego źródła było o tyle ciekawie, że po modyfikacji EDO, odtwarzacz strumieniowy można było podłączyć do Incline za pośrednictwem interfejsu USB. W ten sposób uzyskaliśmy alternatywny dla komputera, wysokiej klasy system audio (taki na biurko, jak i do salonu). Jak widać, kolumienki przetestowałem kompleksowo, mogłem w ten sposób precyzyjnie określić jakie są ich możliwości i czy faktycznie to sprzęt „pod komputer”, czy może jednak coś, co da się „pożenić” z dowolnym audio, AV. Zapraszam do lektury…

» Czytaj dalej

Nowe monitory Pylona, nowe Perły

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
pearl_monitor_pylon_audio_wenge_3

Nowe monitory Pearl Monitor, które pojawiły się właśnie w ofercie producenta kolumn głośnikowych, firmy Pylon Audio nawiązują konstrukcyjnie do przetestowanych przez nas podłogówek Pearl 25. Zastosowano te same przetworniki, konstrukcyjnie oba modele – poza rozmiarem obudów oraz liczbą głośników – nie różnią się znacząco. Pewnie w tym przypadku mamy do czynienia z analogiczną sytuacją jak w przypadku poprzedniej generacji Pereł – kolumny zagrają z podobną manierą, w sposób zbliżony, przy czym podłogówka (w odróżnieniu od wcześniejszego modelu) dysponuje większą mocą, potrafi zagrać potężnie, co związane jest z zastosowaniem dwóch przetworników nisko-średniotonowych w każdej z „paczek”. Oto, co napisał Pan Mateusz Jujka, prezes Pylon Audio, o swoim najnowszym modelu monitorów: „Pearl Monitor oferuje dźwięk, który może kojarzyć się ze znacznie większymi kolumnami, przekaz jest odpowiednio wypełniony i jednocześnie przejrzysty, oddający pełny klimat nagrań. Zestaw ten dedykowany jest do niedużych pomieszczeń jako pełno pasmowy system stereo lub do pracy w Kinie Domowym jako głośniki efektowe. Pearl Monitor to dwudrożna konstrukcja oparta o starannie dobrane przetworniki. Głośnik wysokotonowy posiada tekstylną kopułkę, natomiast głośnik niskotonowy ze sztywną membraną z włókna szklanego ma dodatkową wentylację pod dolnym zawieszeniem, redukującą zjawisko kompresji przy większych poziomach głośności. Te monitorki nie boja się ciężkiej muzyki, ale też w odpowiednio wyrafinowany sposób odtwarzają spokojne klimaty dopieszczonych realizacji.

Niebawem sami przekonamy się jak to jest z tymi kolumnami, ustawiając je zarówno w salonie, jak i mniejszym pomieszczeniu. Skonfigurujemy zestaw z subem oraz – być może – poeksperymentujemy z kwadrofonią (cztery kolumny Pearl z najnowszej serii – podłogówki na froncie oraz nowe monitory z tyłu). Poza kinem będziemy starali się sprawdzić jak takie zestawienie sprawdza się w odtwarzaniu muzyki. Mam całkiem sporo materiału wielokanałowego (SACD, downloady), ciekawe będzie przekonać się o zaletach tego typu odsłuchu. Wcześniej parę razy próbowałem takiego zestawienia i efekt był bardzo pociągający, problemem jest zazwyczaj wygospodarowanie miejsca oraz pociągnięcie kabli do tylnych zestawów. Tutaj widzę pole dla takich produktów jak S5BT – czegoś, co pozwala na rezygnację z okablowania na rzecz bezprzewodowej transmisji… oczywiście musi być tutaj zapewniona zgodność w ramach takiego systemu, niektórzy już oferują takie produkty (KEF), do tego odpowiednia technologia bezstratnego przesyłu skompresowanego dźwięku w eterze.

Powracając zaś do nowych Pereł. Kolumny prezentują się bardzo okazale. Widać, że firma stara się zadowolić różnorodne gusty, oferując liczne wybarwienia, w tym te modne, obecnie najczęściej wybierane. Monitory będą zatem dostępne w wybarwieniach: wenge, orzech, czarny, dąb mleczny, calvados, biały high glass. Niewykluczone, że pojawią się także inne opcje wykończenia. Ponowinie cena zaskoczy in plus – zestaw ma kosztować 899 złotych. Ciekawe jak wypadną nasze stare, podstawkowe, redakcyjne Perełki w konfrontacji z tytułowymi, nowymi Pearl Monitor? Poniżej galeria…

» Czytaj dalej

Nowe radia sieciowe Revo oraz Scansonica

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
scansonic_in300

Firma C4i wprowadziła na polski rynek nowe cyfrowe radio z obsługą różnych formatów – model Revo PiXiS RS oraz stereofoniczny radioodbiornik IN300 firmy Scansonic, oferujący wiele możliwości wyboru muzyki i programów radiowych. Sprzęt wyposażono zarówno w klasycznym tuner FM jak i możliwość odbierania stacji internetowych. Oba urządzenia pozwalają na odbiór tysięcy rozgłośni z Internetu, dodatkowo mogą łączyć się za pomocą interferjsów sieciowych z podłączonymi lokalnie źródłami audio i odtwarzać dźwięk z NASa, komputera czy innego urządzenia oferującego dostęp do zasobów. Dodatkowo użytkownicy mogą skorzystać z możliwości odbioru cyfrowego radia DAB (od niedawna uruchomiono w Polsce testowe transmisje). Poniżej krótkie omówienie obu nowości…

» Czytaj dalej

Wzmacniacz kieszonkowy – nowy segment? Musical Fidelity V90 AMP

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
3_v90-amp-angle

Jest parę tego typu konstrukcji na rynku. Z tym, że do tej pory temat eksploatowany był przez producentów specjalizujących się w nieco innym asortymencie (czytaj nie tych od „poważnego” audio), takich jak Seasonic, FiiO, czy Fatman. Małe, biurkowe konstrukcje, w domyśle do niewielkich monitorków, do kolumn grających w bliskim polu. Wygląda na to, że klienci coraz chętniej sięgają po tego typu rozwiązania, zresztą wystarczy spojrzeć jaką popularnością cieszą się małe i bardzo małe kolumny (na marginesie coraz częściej są to konstrukcje aktywne, sprzęt grający bezprzewodowo…), nie wspominając o różnego rodzaju stacjach muzycznych, radioodbiornikach internetowych. Wspólnym mianownikiem jest tutaj biurko. Względnie jakaś komoda, szafka nocna, półka – miejsce generalnie przypadkowe, które może pomieścić bardzo kompaktowy, niewielki gabarytowo sprzęt audio. Musical Fidelity V90 AMP jest odpowiedzią na ten wyraźnie zarysowujący się trend. A że MF to poważna firma, która zasłynęła wieloma wybitnymi konstrukcjami, przede wszystkim wzmacniaczami (klasa A), to jej produkt jest odzwierciedleniem tradycyjnej szkoły budowy urządzeń wzmacniających sygnał audio. To naprawdę malutki wzmacniaczyk, waży bardzo mało – 710 gramów. To tyle co większy tablet (taki Surface PRO przykładowo). V90 nie zajmie wiele miejsca, jego wymiary to 170 x 117 x 47 mm. Oznacza to, że będzie go można postawić praktycznie wszędzie, także na bardzo małym nocnym stoliczku, czy wąskiej półce. Nie będzie z tym problemu. Co ciekawe, producent mimo takiej miniaturyzacji postanowił zintegrować z wzmacniaczem DACa. Z tyłu mamy zatem współdzielone analogowo-optyczne wejście w standardzie mini jack 3.5mm oraz port USB-B, który przyjmie sygnał z komputera. Nieźle! Zastosowanie sprężynowych zacisków było zapewne podyktowane gabarytami – inaczej się po prostu nie dało. Zresztą, w tym przypadku i tak nie podepniemy wielkich kolumn z grubymi jak wąż boa kablami. Wzmacniacz będzie grał w konfiguracjach z malutkimi, biurowymi głośnikami. Sprzęt zdolny jest do odtwarzania materiału o jakości 24/48 (takie możliwości oferuje zamontowany w środku DAC), kosztuje 280 euro i jest już dostępny w sprzedaży. „Klasyczne” stereo w wersji bonsai. 

» Czytaj dalej