LogowanieZarejestruj się
News

Devinitive Technology Symphony 1 recenzja sys. słuchawkowego

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Symphony1_1

Tak, to nie pomyłka, bo czym są pojawiające się jak grzyby po deszczu (popatrzcie na naszą relację z CES, na zapowiedzi nowych produktów, na to co pojawia się w katalogach wielu producentów słuchawek) słuchawki wyposażone w – umownie – wszystko, wszystko co pozwala, bez względu na źródło, cieszyć się muzyką i to (zazwyczaj) na bardzo wysokim poziomie jakościowym? No właśnie, słuchawki bezprzewodowe, z wbudowany dakiem, z własnym wzmacniaczem oraz całym zapleczem (procesory dźwięku, korektory parametryczne, układy aktywnego niwelowania hałasu, obsługa specjalnych presetów etc.) to właśnie kompletne rozwiązanie, które pozwala dowolne źródło muzyki traktować jako transport, którego wpływ na brzmienie ogranicza się do obsługi formatów, umiejętności odtworzenia materiału. Cała reszta spoczywa na słuchawkach. To one są w centrum, zawsze były (w końcu to jakimi dysponują przetwornikami jest zawsze kluczowe), jednak teraz ich rola jeszcze wzrasta, jest decydująca. I nie dotyczy to tylko nauszników, ale także IEMów, co pokazały targi w Las Vegas. Obecne możliwości miniaturyzacji pozwoliły na opracowanie dokanałówek wyposażonych we wszystkie, wspomniane powyżej udogodnienia. Niesamowite.

W przypadku większych, na czy wokółusznych słuchawek, stworzenie czegoś takiego wydaje się (nieco) prostsze. Fakt, mamy więcej miejsca na zajmujący wiele przestrzeni, nieodzowny element w postaci baterii (bezprzewodowość), możemy upchnąć to wszytko, jednak – nie zapominajmy – w takich słuchawkach montuje się dużo żarłoczniejsze przetworniki/głośniki, a te trzeba w odpowiedni sposób nakarmić. I nie jest to proste. Generalnie widzę dwie, równoległe drogi rozwoju słuchawkowej branży. Bezprzewodowe produkty, które z czasem zaczną dominować oraz przewodowe, ale nie analogowe, a cyfrowe słuchawki, czerpiące energię oraz dane ze źródeł: komputerów, smartfonów, tabletów, wyposażone we wszytko, co można sobie wyobrazić, minus moduł łączności oraz zbędny w takiej sytuacji akumulator. Możliwości energetyczne nowych typów interfejsów (mam tu na myśli głównie USB-C / Thunderbolt 3, wspólny port z widokami na jedno, uniwersalne złącze) pozwolą swobodnie zasilić słuchawki i to nie tylko takie, mobilne, ale także takie bardziej wymagające. Zresztą, popatrzcie jak wyglądają nowe, flagowe modele HiFiMANów …te słuchawki da się napędzić niewielkimi, wbudowanymi w przenośną elektronikę, wzmacniaczykami. To też trend.

No dobrze, ja tu baju, baju o przyszłości słuchawkowego segmentu, a gdzie te Symphony 1, zapytacie? No właśnie, są, a raczej od paru tygodni są i powiem Wam, że praktycznie zastąpiły wszystko inne, nie tylko przez wzgląd na konieczność ich przetestowania, ale także z tego powodu, że są… takie dobre. To pierwsze i w ogóle jedyne słuchawki w ofercie Devinitive Technology i od razu bardzo udane. Co prawda ten producent jest u mnie bardzo wysoko, wspominałem o przetestowanych produktach w zapowiedzi, które wywarły bardzo pozytywne odczucia, ale przecież to, że komuś wychodzi jeszcze nie oznacza, że nie może podwinąć się noga. Nie tym razem! Symfonie jedynki to słuchawki od strony brzmieniowej, zastosowanych przetworników, bardzo porządne, dojrzałe, mogące swobodnie rywalizować z wieloma produktami takich specjalistów jak AKG, Sennheiser czy Bose, a jednocześnie mające w zanadrzu parę ciekawych rozwiązań, które wpłynęły znacząco na ich finalną ocenę. Zatem, do rzeczy (bez skojarzeń ;-)

Co my tutaj mamy…
To słuchawki, jak na przenośne, bardzo pokaźne. Jest tak, bo producent zdecydował się na 50mm przetworniki. Fajnie, bo mamy wokółuszne, a nie nauszne źródło muzyki, którego forma, konstrukcja po pierwsze ułatwia (zamknięte) tłumienie odgłosów niepożądanych z zewnątrz, po drugie jest bardzo, bardzo wygodna. To typowe „kanapuchy”, coś, co po założeniu w najmniejszym stopniu nie gniecie, nie uwiera, komfort jest na pewno mocną stroną tego produktu. Ostatnio przymierzałem kilkanaście par modeli nausznych i szczerze, może ze dwie, trzy były akceptowalne. Brak wygody jest wg. mnie czynnikiem całkowicie dyskwalifikującym, szczególnie w przypadku modeli mobilnych. Duże, stacjonarne słuchawki można jeszcze jakoś znieść, leżąc w pozycji horyzontalnej, podczas oddawania się ulubionej czynności, ale to też przecież wada, tzn. duża waga. No właśnie, waga – wyglądają na konkrety, a tu się okazuje, że mają raptem nieco ponad 300 gramów, czyli że lekkie są.

 

Może nawet, biorąc pod uwagę sposób regulacji (typowy, nazywam go schodkowym, niestety nie jest wobec tego tak precyzyjny w dopasowaniu, jak płynne regulowanie) oraz tendencję do przemieszczania się pałąka na głowie, nieco zbyt małą, bo miałem czasami obawy czy mi te słuchawki z główki się nie zsuną. Tak czy inaczej, komfort jest, spory, bo mamy całkowicie zakryte małżowiny (ktoś ze słoniowatymi też będzie bardzo zadowolony, bo gwarantuję, że także takie jak u afrykańskich słoni, obfite, zakryje muszla w pełni), bo mięciutkie pady spełnią swoją funkcję należycie, a dodatkowo miękkie obicie na pałąku nie będzie wywoływało nieprzyjemnego uczucia docisku, pieczenia na czubku głowy (tak mam i cholernie jestem na to wyczulony). Także, od strony noszenia, to ja nie mam uwag, jest bardzo dobrze, może ten docisk w pewien sposób mógłby być jednak nieco większy, ale też z takimi słuchawkami raczej ciężko wybrać się na jogging (na marginesie, zaraz pojawi się w cholerę dużo IEMów z wbudowanym monitoringiem aktywności, z sensorem mierzącym tętno etc. – produkt Jabry mam od jakiegoś czasu w testach).

 

W komplecie dostaniemy króciutki, metrowy kabel do transmisji analogowej, z nietypowymi gniazdkami. To pokazuje tylko, że takie coś, jak rzeczony kabel jack to naprawdę awaryjna opcja, która ma nas uratować w przypadku padnięcia baterii. To, z czego będziemy głównie korzystać, czyli bezprzewodowości, producent poświęca najwięcej uwagi. Stop. No nie do końca, bo choć moduł jest bardzo dobry, nic nam nie rwie, nie przerywa transmisji (pamiętacie, brzmieniowo świetne, Momentum Wireless Sennheiseria? No właśnie…), to jeszcze łączy się natychmiast, paruje takoż bez zwłoki, działa jednym słowem tak, jak powinno to działać. Obsługa transmisji BT wraz ze wsparciem dla kodeka aptX (poza wyższym bitrate, zyskujemy tutaj – co najistotniejsze wg. mnie – skokowo niższe czasy opóźnień w porównaniu do standardowego SBC) oraz uruchamianym osobnym przyciskiem (brawa za to, bo u innych działa to na zasadach automatyki i nie zawsze się sprawdza) ANC to rzecz jasna główne, ale nie jedyne danie, jakie serwuje nam producent. O nie, bo mamy tutaj jeszcze coś, coś o czym wspomniałem w przypadku Sennheiserów – granie po kablu USB. Wtedy, w trybie DACa możemy podpiąć (najlepiej do komputera) słuchawki i korzystać z dużo wyższej jakości dźwięku niż ta, serwowana zazwyczaj z wbudowanego w źródło audio jacka. Przetwornik C/A przy przetworniku/głośniku, ultra krótka droga sygnału analogowego, praktyczny brak wpływu na jakość dźwięku urządzenia odtwarzającego to oczywiste zalety i te słuchawki, podobnie jak poprzednie, pokazują potencjał jaki kryje się za takim rozwiązaniem.

 

Sterowanie na muszli, w formie niewielkich przycisków, z wyczuwalnymi pod palcami, głównymi guzikami (on/off oraz stop/play) w dwóch grupach: jednej, odpowiedzialnej za sterowanie odtwarzaniem lub/i odbieranie/odrzucanie połączeń oraz tymi, którymi uaktywniamy BT/ANC. W rękawiczkach obsługa jest utrudniona, sama ergonomia rozmieszczenia i sposób umieszczenia przycisków jest w porządku (na dużej, odrębnej powierzchni obudowy, kryjącej kanał dla regulacji pałąka oraz całą elektronikę). Sam pałąk wykonany jest z metalu i powinien znieść wzorowo trudy przenośnego użytkowania, spisać się lepiej od wielu niby elastycznych plastikowych obręczy, które pękają aż miło (tak, piję tu do Beats Audio aka Apple). Samo dopasowanie ułożenia jest bardzo sensowne, bo nie tylko góra, dół, nie tylko docisk samych muszli (lewo, prawo), ale także ruch w przód/ tył pozwalają na dokładne wyregulowanie słuchawek na głowie. W prawej muszli poza tym, co powyżej opisałem, znajdują się jeszcze złącza – jack oraz microUSB. To właśnie tutaj podepniemy kabelek (byle nie za krótki, ten w komplecie jest właśnie za krótki) do komputera i poza energią, dostarczymy do słuchawek zera i jedynki, które następnie przeistoczą się w piękne dźwięki.

Nie wiem, czy materiał, jaki służył producentowi do obszycia pałąka i jako główny składnik padów to skóra (syntetyk?), ale takie mam wrażenie po tych paru tygodniach użytkowania. To bardzo dobry, bardzo solidny, wytrzymały element, który nie wygląda na sezonówkę (znowu parę modeli słuchawek by się znalazło, w których zastosowano coś, co nie ma szans przetrwać roku). W komplecie ze słuchawkami jest wspomniany, za krótki (słuchanie) kabel USB-microUSB oraz fajny, pudełkowy neseser, taki sporawy (no ale te słuchawki też są sporawe), ładny, estetyczny i funkcjonalny, twardy, a więc w sam raz na dalekie podróże. Na krótkie jest pokrowiec z materiału, też duży, bo słuchawki nawet po umownym złożeniu, nadal zajmują sporo miejsca.

Kończąc ten długi opis z jednoczesną oceną poszczególnych składowych, parę informacji, które podaje producent, informacji o specyfikacji tych słuchawek. Mają pracować przez 15 godzin z BT (sprawdziłem, nie tylko na zewnątrz, bo tam to akurat teraz zimno i ma to przełożenie na wyniki, ale także w warunkach domowych – jest tych godzin 12-13 wedle moich obliczeń, co jest wynikiem satysfakcjonującym), z ANC 8 (to mniej więcej się zgadza) i mogą łączyć się z cyfrowym transportem via Bluetooth w obrębie 10 metrów (tak, faktycznie, zasięg wynosi tyle i to przez ściany (2) co dobrze świadczy o zastosowanym module). Parę dodatkowych, suchych faktów poniżej:

Specyfikacja:
Typ – zamknięte, wokółuszne, z 50mm przetwornikami
Masa – 310g.
Imp. – 32 ohm (pasywna), 150 ohm
TFR – od 8Hz do 28kHz
Mikrofony – 6 (4 dla redukcji szumu, 2 do prowadzenia rozmów)

 

Wrażenia z użytkowania

No właśnie z użytkowania, bo będzie to nie tylko opis wrażeń związanych z możliwościami brzmieniowymi tych słuchawek. Bose uznawane jest powszechnie za specjalistę od systemów ANC. Wręcz stawiane jest jako wzór. I faktycznie takie QC25 potrafią całkowicie odciąć nas od świata zewnętrznego. Symphony 1 potrafią zrobić to (również) bardzo skutecznie, system wbudowany w te słuchawki działa efektywnie, w sposób zbliżony (Bose są nieco lepsze, bo tam faktycznie mamy do czynienia z efektem komory akustycznej ;-) , ale DTS 1 niewiele brakuje w tym zakresie do referencyjnych, zdaniem wielu, nauszników zza oceanu). To zasługa wymienionych powyżej, czterech mikrofonów oraz wbudowanej elektroniki, a działanie ANC wpływa nie tylko na brzmienie, ale także na prowadzenie rozmów, tutaj bardzo pozytywnie (bo słyszymy wyraźniej, a dodatkowo blisko połączone mikrofony (te do rozmów, nie ANC) ładnie rejestrują to, co mówimy.

Granie bezprzewodowe dostarcza dużo przyjemności. Właściwie nie mamy w przypadku tych słuchawek pola do narzekań, że to przecież tylko BT, transmisja stratna i że musi w jakiś sposób przełożyć się to na zubożenie dźwięku. Otóż, są właściwie dwie rzeczy, które mogę określić „jest gorzej niż po kablu” – to dynamika i rozdzielczość. To pierwsze to coś zauważalnego, to drugie zaś z dodatkiem „bardzo” w przypadku alternatywy pod postacią kabla USB. Grając w ten sposób korzystamy z pełnych możliwości jakie oferują oba 50 mm przetworniki. I – uwaga – właśnie to jest najlepsze połączenie, bo za pośrednictwem kabla analogowego, podpinając do zacnych klamotów, DTS 1 grają po prostu gorzej. ANC nieco temperuje brzmienie, ale efekt jego zastosowania jest wg. mnie w tym przypadku na tyle niewielki, że można swobodnie słuchać z załączonym systemem, bo nawet zamknięta konstrukcja tych słuchawek nie gwarantuje w mieście odpowiedniej separacji od odgłosów cywilizacji. Także nie warto rezygnować z tego dobrodziejstwa, w domu natomiast, nocną porą można spokojnie rzecz wyłączyć, przedłużając słuchanie z akumulatora via BT. Z kablem USB trzeba samemu to ocenić, bo moje spostrzeżenia są takie, że po kablu z załączonym ANC niczego nam nie ubywa, a zysk w przypadku krzątających się domowników oczywisty. Całkowite odcięcie, mamy muzykę, tylko muzykę.

DTS1 grają obficie, grają bardzo ładnie, plastycznie, potrafią od razu przykuć uwagę. To „easy leasining”, w tym sensie, że tutaj nie ma jakiegoś skomplikowanego patentu, tylko i aż jest spójne, wyważone brzmienie z wyraźną, namacalną wręcz obecnością średnicy, gdzie wokalizy malują na naszym obliczu błogostan, bo też są na pierwszym planie i brzmią pysznie. Tak, jest to, co wielu uwielbia i czego szuka w muzyce, w słuchaniu muzyki, ale nie odbywa się to kosztem innych elementów: mamy więc wyraźnie artykułowane, ale łagodne w charakterze wysokie tony (niczego nam tu słuchawki nie maskują, w sensie, nie ukrywają przed nami, jednocześnie, właśnie, nie ma tutaj szklistości, nerwu, wyostrzenia) oraz mięciutki, dociążony bas. Ten bas nie jest z gatunku wielowymiarowych, ale też ma odpowiednio niskie zejście, jest głęboki, buduje wraz z resztą pasma wiarygodny przekaz.

Kabel zmienia optykę. Wspomniana dynamika (słuchawki nabierają dodatkowego wigoru). Całość otwiera się i choć transmisja bezprzewodowej niczego (krytycznie) nie brakuje, to jednak kabel USB zmienia punkt odniesienia. Po prostu to nadal te same słuchawki, ten sam schemat budowania brzmienia, ale dokładniejszy, szybszy… po prostu lepszy. Rozdzielczość poprawia się i to wyraźnie. Lepiej czytelne są szczegóły, bardzo dobrze wychodzi to przy materiale bardzo wysokiej jakości (VOX playter z prywatną audiochmurą Loop – pliki DSD i inne hi-res). Transmisja BT nieco ujednolica przekaz, nikną nam detale, dotyczy do całego pasma z górą na czele. Efekt jest taki, że jak już mamy możliwość skorzystania ze źródła komputerowego, z podpiętymi via USB słuchawkami, alternatywnie mogąc włączyć strumieniowanie via Bluetooth, wybieramy to pierwsze. Można powiedzieć, że ten kabel USB to wprowadzenie lepszego napędu, lepszego wzmacniacza między słuchawkami a źródłem. Zmiana nie jest subtelna, jest wyraźna. Czy to oznacza, że BT staje się zbędne? Absolutnie nie, bo wychodząc wybieramy opcję bezdrutową i jak wyżej, cieszymy się naprawdę dobrym jakościowo brzmieniem. Niestety nie da się do iPhone podpiąć tych słuchawek za pomocą przejściówki camera kit. Próbowałem, ale komunikat był jednoznaczny (pobór energii via USB zapewne stanowi w tym wypadku problem nie do przeskoczenia).

 


Sumując…

To bardzo udany produkt, bardzo, szczególnie gdy uwzględnimy, że DT wcześniej nie miało w ofercie słuchawek. Nie miało, a teraz ma i to ambitne, bo nie jakieś zwykłe, pasywne, a takie nafaszerowane elektroniką, różnymi rozwiązaniami, które są jak napisałem przyszłościowe (branża). Firma pokazuje, że potrafi zadbać o jakość i trzyma poziom, nie pozwala sobie na wprowadzenie na rynek czegoś słabego, niedopracowanego. No właśnie, te słuchawki są dojrzałą próbą wejścia na słuchawkowe poletko, bardzo konkurencyjne, bardzo wymagające poletko. W końcu wielu utytułowanym producentom, patrząc na ofertę, niektóre produkty, nie udaje się uniknąć wpadek, często mocno żenujących wpadek. Słuchawkowy system, bo o tym wspomniałem na wstępie oraz w tytule artykułu, to przyszłość, to coś co będzie stanowiło standard już niebawem. To ewolucja nie tylko słuchawek, ale także, czy może przede wszystkim całej branży IT (komputery, handheldy, elektronika osobista etc.) oraz zmian w dystrybucji muzyki. Jedyne, co martwi, to cena. Ta niestety, po ostatnich skokach amerykańskiej waluty w stosunku do złotówki, stale rośnie. Patrząc na to ile sobie życzy za te słuchawki producent (u siebie), można by powiedzieć – adekwatna cena. Mam nadzieję, że ten pochód cen nie będzie trwał długo. Co do samych zaś słuchawek, zasłużona rekomendacja.

Słuchawki bezprzewodowe Devinitive Technology Symphony 1 (1945zł)

Plusy
- bardzo dobre, obfite, soczyste, przyjemne w odbiorze brzmienie
- dobre materiały, wysoka jakość wykonania
- duży komfort użytkowania
- po kablu USB mogą zastąpić wiele audiofilskich konstrukcji za 1000~1500zł
- dobra ergonomia, no i lekkie są
- odpowiednio długi czas działania na BT
- użyteczne akcesoria do przenoszenia słuchawek
- wygląd, który może się podobać (czarne są, matowe i jak działają, to się intrygująco świeci tj. przyciski funkcyjne) 

Minusy
- obecnie swoje kosztują (tak, dolar – złotówka, co zrobić)
- trochę za słabo trzymają się głowy
- kabel USB za krótki (biorąc pod uwagę, że jest nie tylko do ładowania)
- kabel analogowy, ten awaryjny, też te 1.5m powinien mieć, nie metr, bo może to okazać się niewystarczające
- nie da się ich złożyć w kosteczkę, dla fanów mobilności rozumianej także jako ultrakompaktowość, to niewątpliwie problem 

 

Podziękowania dla dystrybutora, firmy RAFKO, za użyczenie słuchawek do testów

Autor: Antoni Woźniak

W teście wykorzystano w charakterze transportów cyfrowych: MBA, PC Asus UL30, iPada Mini 2, Nexusa 7 oraz iPhone 5S. Na chwilę podłączono do Oppo HA-2 oraz Musical Fidelity M1-HPA.

Wcześniej pisaliśmy o innych produktach Devinitive Technology: kolumienkach stereo do komputera Incline (USB) oraz o głośniku bezprzewodowym Sound Cylinder

GALERIA (będzie aktualizacja ze zrzutami prezentującymi najnowszą wersję audiochmurki Loop, z opisem możliwości jakie możemy dzięki hi-resom, w tym plikom DSD, otrzymać na wynos)…

Dodaj komentarz