LogowanieZarejestruj się
News

Obrodziło #2: testujemy planary MrSpeakers Ether Flow & Flow C z CMA600i

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170217_155237068_iOS

Dlaczego w ostatnim wpisie pisałem o przegenialnych słuchawkach, mając na myśli to, co z takim bólem ściągam ze łba (niestety trzeba, poza słuchaniem muzyki, robić inne rzeczy… damn!)? Cóż, odpowiedź jest prosta. Nowe Ethery Flow brzmią fantastycznie, fantastycznie wyglądają i są fantastycznie wygodne. Są lekkie jak piórko, mają najlepszy system dopasowania do głowy, superwygodne pady mają i zwyczajnie są najwygodniejszymi słuchawkami jakie miałem na czerepie. A że miałem do czynienia z praktycznie wszystkim co wyszło ostatnimi laty (poza wyjątkami w rodzaju Otchłani czy Głębi, jak kto woli, tych faktycznie nie miałem) to mogę – oczywiście czysto subiektywnie – pozwolić sobie na taką autorytarną opinie. NIE MASZ NIC LEPSZEGO. Idealnie leżą, w ogóle nie męczą, pasują jak ulał i gdyby użyć power glue to nie byłaby to tortura tylko czysta przyjemność mieć je na stałe przyspawane do głowy. Dopiero teraz wychodzi z całą bezwzględną mocą to, co przeszkadzało, ale tylko „na marginesie”. Moje LCDE-3 są niewygodne. Zwyczajnie niewygodne są, bo za ciężkie i jeszcze z bardzo kiepskim, w porównaniu, sposobem dopasowania (mały zakres, toporne to… ehhh). Tak to niestety moi drodzy jest, że jak coś nagle lepszego wyskoczy, to, to co było do tej pory dobre (a nawet jeżeli w pewnych aspektach tylko akceptowalne, to ogólnie na plus) przestaje takim „dobrym” być. To straszne, przykre, załamujące ale niestety …typowe. Przy czym, nie wiem, na czym miałby polegać progres w dziedzinie ergonomii patrząc przez pryzmat tego, co oferują Ethery Flow. No nie wiem i tutaj chyba się już lepiej zwyczajnie nie da.

Jak już jest wygodnie (bardzo) to się słucha, a że dźwiękowo to moje granie, to muszę …złapać odrobinę dystansu, by nie wyszedł hymn pochwalny na cześć Drogiego Przywódcy (nie, nie proszę tylko bez jakichkolwiek aluzji). Drogiego Przywódcy Korei Północnej rzecz jasna. Obawiam się, że tekst byłby bardzo przykry w odbiorze, bo jak czytać te wszystkie ochy i achy, jak nie czuć lekkiego zażenowania, gdy piszącemu łzy ciekną po polikach ze wzruszenia i tylko szuka kolejnych bombastycznych przymiotników by oddać (nausznikom) cześć. No właśnie! Będzie więc – mam nadzieję – jakiś dystans zachowany, a pomogą w tym HE-1000, które jak zapowiadałem zmierzają ku nam. I dobrze. Bo jak napisałem LCD-ki już na starcie niestety są na z góry przegranej pozycji, choć oczywiście dźwiękowo są znakomite (nadal) i porównanie z Etherami będzie (w zakresie brzmienia) jak najbardziej.

Słuchawki MrSpeakers’a (wcześniej mody robili) to produkt(y) w pełni high-endowe. Tu nie ma żadnego niedopowiedzenia (Audeze, Audeze może byście wzięli to na warsztat, hę?), żadnego pola do marudzenia, bo te słuchawki są przegenialne w formie, treści, do tego kabelki prima (choć za krótkie, więc jednak jakiś minus się znajdzie), skórzane pokrowce rewela. Co poradzić. Jako Polak rodak jestem w kropce. Nie mam do czego się dop-ten-tego, doczepić. No nie mam. Oczywiście mamy to, co w ortodynamikach robi różnicę – nie będę się w zajawce rozpisywał nt. brzmienia, żeby zostawić deserek na właściwy artykuł – powiem tylko tyle, że dźwiękowo to nie tylko „mogę z tym żyć”, ale bankowo zapiszę w testamencie żeby mnie na tym drakkarze, z tymi właśnie nausznicami z dymem puścili najbliżsi ;-) Tu się słucha muzyki i poza muzyką nie ma nic. Efektor idealny. Staram się jak mogę nie przesadzić, ale chyba mi nie wychodzi, prawda? Takie dobre, ku$#^^&!#$ dobre są to słuchawki! Opinia odnosi się zarówno do otwartej, jak i zamkniętej wersji. Może otwarte słuchawki, może (liczę na HiFiMANy, które były do teraz moimi absolutnymi faworytami w zakresie dream cans) mają jakąś alternatywę, ale te zamknięte są zdecydowanie przed wszystkim, co do tej pory z zamkniętych muszelek grało. Mimo że zamknięte oszukują skutecznie, wodzą nas na pokuszenie bezwstydnie i można tylko się poddać. Przy czym różnią się od otwartych w czytelny sposób, a jednocześnie to ta maniera, ten dźwięk tylko podany nieco inaczej i cholera tak samo zniewalająco-uzależniający. Także przestrzegam, że jak ktoś założy na galcę te słuchawki (jedne i drugie) to będzie miał duży problem, no chyba że akurat prywatna kopalnia diamentów to czemu by w sumie nie? Mają te zamknięte tę przewagę, że można mieć i to i to, tzn. słuchać muzyki leżąc obok ukochanej.

Jak widzicie ani słowem nie zająknąłem się na temat specyfikacji, na temat technologii też nie bardzo i wiecie co? Niczego na ten temat teraz nie napiszę, bo raz że recenzja będzie, a dwa te suche dane, wyliczanka niczego tak naprawdę nie zmienia. Parametry wyczynowe, własne patenty (o których przeczytacie w artykule, bo warto odpowiedzieć sobie na pytanie – jak oni to zrobili, jak doszli do takich efektów?), przebogate doświadczenie (czapki z głów, naprawdę czapki z głów) to wszystko ważne, ciekawe i będzie, ale jw. niczego nie zmienia, bo wystarczy założyć i odlatujemy i nie analizujemy tylko słuchamy (a zajawka to migawka jest :-) ). Na marginesie, przesłuchać 2 minuty, zmienić, porównać, znowu 2 minuty, zmi… naprawdę ciężko to uskutecznić w przypadku tych słuchawek, bo jak już jest play to do końca. Wspomnę tylko o elemencie toru, który testuję wraz z Etherami.

To Questyle CMA600i – omnibus przetwornikowo/ przedwzmacniaczowo/ słuchawkowy. Ten Questyle wykorzystuje technologię wzmocnienia sygnału („bieżący tryb wzmocnienia sygnału”) identyczną z zastosowaną w podobno najlepszym wzmacniaczu słuchawkowym na rynku… Bakoon (HPA-21). Można grać wszystko, a nawet nie grać, ale mieć potencjał (DSD512, czy takty 768MHz), można skorzystać z trzech wyjść słuchawkowych (dwa SE i jedno symetryczne), można podpiąć analogowo zew. źródło, można zatem nie tylko skorzystać z zew. DACa (co robimy, grając z X-Sabre Pro, choć sprawdzamy jak CMA600i sobie radzi autonomicznie, grając pliki), ale także po wpięciu gramofonowego pre posłuchać muzyki z czarnej płyty. To też sobie sprawdzimy. Nie zalecają (i się stosujemy) podpinania równoczesnego pod SE słuchawek x2. Natomiast – jako że Ethery są z okablowaniem na jacku oraz z gniazdem symetrycznym – okupujemy czasami wyjścia symultanicznie, a jak nie to wtedy podpinamy pod tor lampowy z MiniWattem (z bardzo ciekawym ustrojstwem B-Techa będącym przełącznikiem głośnikowym z wyjściem słuchawkowym w jednym pudełku) oraz dodatkowo via M1HPA. Jest jeszcze opcja bezpośredniego grania ze wzmacniaczy pod głośniki via ustrojstwo HiFiMANa (też obadamy). Alternatywą przetwornikową dla Matriksa i samego Questyle stanowi u nas Korg DS-DAC-100 oraz M2Tech DAC. Zobaczymy, czy dużo tańsze komponenty nie będą jakimś ograniczeniem dla tytułowych nauszników.


Tu soute z CMA600i

A tu już główny set z X-Sabre Pro w roli źródła, który będzie stanowił punkt odniesienia

Poniżej rozbudowywana (aktualizacje) fotogaleria z (uzupełnianym upgrade’owo) opisem:

» Czytaj dalej

Obrodziło #1: testujemy rewelacyjnego Matrix X-Sabre PRO vol. 2

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170201_071257260_iOS

To prawdziwa übermachine. Chyba najlepsza rzecz z przetworników jaką podpinałem do swoich klamotów. Jestem wstrząśnięty i dodatkowo nie-po-bondowemu solidnie zamieszany. Tak, ten przetwornik stanowi zwieńczenie, zwieńczenie procesu jaki obserwujemy od paru ostatnich lat związanego z rewolucyjną zmianą sposobu dystrybucji muzyki. Internet zmienił wszystko i zmienia wszystko. Obecne możliwości topowych DACów, których przedstawicielem jest opisywany model to wg. mnie osiągnięcie pewnego szczytu możliwości odnośnie obsługi formatów, ogólnie umiejętności zamieniania zer i jedynek na postać analogową. Niewiele więcej da się osiągnąć bez radykalnej zmiany tego co w studio, tego co serwuje na rynek wytwórnia, wreszcie tego jak słuchamy muzyki (w ogóle). Oczywiście można  ”więcej” (jutro, pojutrze zapowiedź takiego urządzenia) w zakresie cyferek, ale to już tylko czysta szuka dla sztuki, przy czym liczy się nie tylko wyczyn (znacie materiały DSD 512, albo jakieś pliki PCM o parametrach 32/768? Nie? No właśnie, też takich nie widziałem), ale sposób wykorzystania technologii, które stały się ostatnio dostępne w domowym audio. Ten DAC jest znakomitym przykładem na to umiejętne wykorzystanie, bo to jedno z nielicznych urządzeń, pozwalających na tak drobiazgowe dopasowanie parametrów sygnału w systemie.

Już wcześniej (patrz recenzja poprzedniego modelu X-Sabre Pro) flagowy DAC w katalogu Matriksa, wyróżniał się na tle konkurencji. Omawiany, nowy model, oferuje jeszcze więcej, dużo więcej w tym zakresie. To prawdziwa rewelacja, szczególnie, że mamy tutaj do czynienia z hardwarem pozwalającym na wyciągnięcie wszystkiego co najlepsze z 1 bitowego formatu, to sprzęt z rozbudowanymi opcjami DSP (ogromne możliwości modyfikacji sygnału), wreszcie (najważniejsze) coś, co potrafi zagrać tak, że jw. trudno mi znaleźć konkurenta na dowolnym pułapie cenowym. Najnowszy Matrix jest najdroższym urządzeniem tej firmy w historii, zbliżą się powoli do granicy 10k, ale nadal stanowi niezwykle interesującą alternatywę dla dużo droższych high-endowych DACów, bo ze swoimi niecałymi 8 tysiącami to nadal wyższa półka HiFi. Cenowo. Patrząc na to jak się prezentuje, na to jakie ma możliwości, jak gra to HIGH-END pełną gębą!

all @ DSD256

To pierwsze z urządzeń wykorzystujących topową kość ESS 9038 Pro. Nowy krzem zastępuje dobrze znany układ ESS 9018, stosowany w setkach flagowych przetworników. Nowy krzem, poza nowymi możliwościami, w aplikacji Matriksa oferuje coś, co zawsze trzymało mnie nieco na dystans w przypadku DACów opartych na ESS Sabre – nie ma tutaj rozjaśnienia, nie uświadczymy żadnego analitycznego „szkiełka i oka” (neutralnego serwowania muzyki, w sensie wypranego z czegoś bardzo istotnego), co kojarzy się z cyfrowym graniem. Nie. Jest inaczej. I bardzo dobrze, bo ten nowy Matrix gra z jednej strony niebywale rozdzielczo, prezentuje nagranie szczegółowo… wiernie, ale jednocześnie mamy to, co tak lubię w niektórych przetwornikach multibitowych: czarownie, magię, gęsty, emocjonalny przekaz, coś, co nie pozwala na oderwanie się od klamota, tylko więcej, więcej, jeszcze więcej! „Cysta magia!” Jak mówi moja mała córeczka. „Cysta”.

Ciekawe czy inne, oparte o ten układ DACzki będą grały z taką manierą (to nie pejoratywne określenie, każdy sprzęt, nawet ten najbardziej zdawałoby się neutralny, taki nie jest i coś tam swojego dodaje), bardzo ciekawe. Matrix potrafi być zarówno przetwornikiem, jak i cyfrowym pre, w tej drugiej roli także wyróżnia się i to pomimo czysto cyfrowej regulacji natężenia dźwięku. Powiem więcej, niesamowita precyzja jaką się odznacza, pozwala przykładowo stworzyć minimalistyczne rozwiązanie oparte na monitorach aktywnych z X-Sabre w roli przedwzmacniacza oraz centralki cyfrowej, znacząco zwiększajac możliwości takiego systemu. Testuje X-Sabre m.in. z Audioengine HD6 i dźwięk jaki odtwarzają aktywne monitory jest bez dwóch zdań znakomity. Matrix jest elementem wydobywającym z tych paczek wszystko co najlepsze, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Przy czym ULTRAWAŻNYM elementem jest software. Roon 1.3 (patrz wpis opisujący dokładnie najnowszą wersję front-endu) zmienia reguły gry. Dlaczego? Ano dlatego, że wraz z zaawansowanymi możliwościami tytułowego DACa, stanowi topowy system odtwarzający muzykę z pliku, pozwalając na naprawdę niebywałe rzeczy odnośnie konfiguracji odtwarzania. Pozwala – krótko mówiąc – na ZNACZNY progres w zakresie tego, co dobiega do naszych uszu. Drugi system z przegenialnymi MrSpeakres Ether Flow (w wersji otwartej jak i zamkniętej) na Questyle CMA600i (jako DAC nie stanowi konkurencji dla Matriksa, ale tutaj mamy dodatkowo na dokładkę czy może przede wszystkim świetny wzmacniacz słuchawkowy) wraz z Roonem grającym via DSP (crossfade -> binaural, wszystko @ DSD256*) to – ponownie zacytuję – „cysta magia”. Gra to niebywale wręcz dobrze, ale co ważniejsze, nie trzeba wcale podpinać słuchawek za 9 tysięcy żeby to usłyszeć. Nie. Na HD650, na moich ulubionych HiFiMANach HE-400 gra to w podobny sposób tzn. zachwycająco, zniewalająco, po prostu znakomicie. To dźwięk, który nie ma niedostatków, nie ma żadnych „ale”, to mój dźwięk. Na słuchawkach tej klasy co Ether Flow zwyczajnie zanurzamy się i przepadamy. Zdarza się nie przespać nocy. Uzależnia. Działa to jak mocne dragi. Ktoś kto kocha muzykę będzie musiał dokonać bolesnych wyborów, zmienić priorytety, podjąć życiowe decyzje ;-)

Niewielki, a taki potężny. Monolityczna obudowa na CNC, OLEDowy displej, metalowy pilot. Szlachetny minimalizm połączony z elegancją i najwyższą jakością wykonania

Jutro, pojutrze przeczytacie w zajawce o wspomnianych powyżej słuchawkach, podkreślę tylko że to nie tak, że dzięki Etherom mi gra. Czego bym nie podpiął do systemu z nowym X-Sabre Pro gra bardzo, w przypadku moich referencyjnych LCD-ków 3 też bym ich nie ściągał (podobnie jak z Ether Flow), niestety wychodzą niedostatki tej konstrukcji (ergonomia) w konfrontacji z przegenialnymi MrS. Także Matrix z Roonem stawią tandem pozwalający grać wg. mnie w niedostępny sposób dla większości źródeł fizycznych, a konfrontując bezpośrednio ze sprzętem nie grającym z pliku (tj, takim bez komputera) trzeba by wydać gigantyczne pieniądze, by to zagrało właśnie tak, tak jak gra ten DAC / soft – SYSTEM. Z CMA600i w roli wzmacniacza oraz Makówką robiącą za Core mamy coś, co gra na poziomie prawdziwie „ośmiotysięcznikowym” (analogia do gór, nie do mamony). To – moim zdaniem – ten pułap, szokujące, że możliwy do osiągnięcia bez konieczności oddawania narządów do przeszczepu. Z moją lampą na wsadzie brimarowym (MiniWatt) podobnie, nieprzyzwoicie dobrze, słucha się i ciągle mało, nawet nagrania, które były gdzieś daleko na liście do posłuchania, takie, które są daleko za tym co lubiane, czy ulubione, nawet takie wywołują na opisanych powyżej konfiguracjach to „więcej i więcej”. No to jak to inaczej nie nazwać, jak właśnie TO. Matrix stanowi niezbędny element TEGO. Nie inaczej.

Pełną specyfikację, omówienie wszystkich możliwości (oj zejdzie paręnaście tysięcy znaków na to, oj zejdzie) znajdziecie we właściwej recenzji, którą popełnię w najbliższych tygodniach. Jak wiadomo nic tak dobrze nie opisuje czegoś materialnego, jak obrazki, zatem poniżej duża fotogaleria z Matriksem w głównej, choć nie jedynej, roli (tak, będzie Roon i opisane wcześniej klamoty, efektory).

* do niedawna, jeżeli chciało się takie coś uzyskać jak konwersję każdego sygnału PCM do DSD potrzebny był drogi jak cholera HQPlayer. Jako wtyczka chodziło to z Roonem, teraz już nie ma potrzeby stosować tego oprogramowania. Wystarczy nowy Roon z potężnym silnikiem DSP jaki mu zaaplikowano w najnowszej odsłonie 1.3. Dlaczego o tym piszę… sprawdźcie sami co daje prze-konwertowanie w locie tego, co słuchamy do postaci 1 bitowej. Warto samemu się przekonać, posłuchać. Oj, warto. Komputer z mocnym CPU bezwględnie wymagany. » Czytaj dalej

Nowy M-Stage! Opinia o Matrix HPA-2C

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161110_131133367_iOS

Nowy M-Stage, pierwotnie jeden z najlepszych klonów Lehmanna (niemieckie, wysokiej klasy, słuchawkowe ampy), teraz w nowej odsłonie z obsługującym (prawie) wszystko, co popadnie, dakiem USB. Zamiast kątów prostych, obłości, zmiany konstrukcyjne spore, funkcjonalność dokładnie taka, jaką ten sprzęt oferował poprzednio, czyli konkretnie: komputer, wzmacniaczo-dak, słuchawki i gramy. Jakiś czas temu zrecenzowaliśmy M-Stage’a HPA-3U oraz wcześniejszą generację i oba wzmacniacze bardzo przypadły nam do gustu. Wtedy jednak nie było możliwości sprawdzić jak sobie skrzynki radzą z większym arsenałem słuchawek. Tym razem będzie inaczej, to znaczy będzie szeroko – tytułowy dakoamp zagrał w tandemie z LCD-3, HE-400, AKG 701, H650 oraz NAD HP50 (zmod., do odsłuchu stacjonarnego). Do tego sprawdziłem jak radzi sobie z Momentum 1 i 2 generacji oraz z redakcyjnymi IEMami.

Nowy HPA ma wygodną przeplotkę, można zatem śmiało integrować go w głównym torze z jakimś analogowo podpiętym źródłem. Oczywiście numerem jeden jest tutaj wejście USB, które oparto na najnowszym układzie programowalnym XMOS U (interfejs) oraz kości DAC od CirrusLogic-a CS4298. Mamy zatem wsparcie dla PCM 24/192 oraz obsługę DSD 64/128. To ostatnie obsługiwane zarówno w trybie DoP jak i natywnie w ASIO. Dodatkowo będzie można grać z bezpośrednio podpiętego pod cyfrowe wejście handhelda. Rzecz jasna nie omieszkam sprawdzić pod iOSem (z odtwarzaczem softwareowym Onko HF Player – będzie można zobaczyć dokładnie parametry transmisji oraz obsługę plików DSD). Jak wspominałem we wpisie parę miesięcy temu (kiedy C jak Classic wchodził na rynek), jest to tańszy model od HPA-3, co ciekawe z bardziej rozbudowaną funkcją grania DSD (układ Texas Instruments z trójki nie ma takich możliwości co Cirrus). Jest tańszy, a ten element stoi tutaj na wyższym poziomie. Rzecz jasna DSD sobie też odtworzymy.

W środku dobrze znane, wysokiej jakości komponenty. Mamy potencjometr oparty na ALPSie (27), kondki WIMA/Nichicon, mamy solidne trafo w typowej dla Matriksa, monolitycznej, błękitnej obudowie. Sprawdziłem jak sobie poradził podpięty pod Makówkę, jak i również sparowany z laptopem @Win10. Udało się także sprawdzić jak sprawował się w roli prostego przedwzmacniacza w stacjonarnym torze… Jakość dźwięku na słuchawkach skonfrontowałem z naszym M1HPA od Musical Fidelity. Opisany sprzęt kosztuje w Polsce 1350 złotych, a poza opisywanym urządzeniem, w ofercie jest jeszcze zbalansowana wersja HPA-3B, którą też spróbuję niebawem przetestować. Poniżej galeria przedstawiająca HPA-2C wraz z opisem wrażeń z odsłuchu…

» Czytaj dalej

Świetna alternatywa dla iPoda Nano? DAPy HiFiMANa? Mini ale Mega lub Super

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
hifiman_supermini_10

MiniMega to bardzo adekwatna nazwa dla tego mobilnego grajka. Podobnie jak SuperMini, dla jego droższej, lepszej wersji. Do niedawna audiofilski DAP oznaczał cegłę tj. duże, ciężkie coś, grające parę godzin maksymalnie (c.a 8-10). HiFiMAN proponuje coś, co idealnie wpisze się w potrzeby użytkowników biegających, rowerujących (cykliści – wiadomo, obecnie w kraju naszym, temat śliski) – sumując – przejawiających chęci do uprawiania jakiejkolwiek aktywności fizycznej (bez podtekstów proszę ;-) ). iPod Nano, przywołany w tytule, jest bardzo fajny, wróć, byłby bardzo fajny, gdyby nie ograniczenia wiadome (iTunes, brak obsługi hi-resów tak na szybko). Tutaj jest „full wypas”, bo mamy: WAV, FLAC, AIFF, APE, MP3, OGG, AAC,  WMA, ALAC oraz DSD64 (DSF, DFF). To ostatnie oznacza, że 1 bitowe pliki odtworzymy bezproblemowo, dodatkowo DAP poradzi sobie z 24 bitowym materiałem audio (patrz plansza). Jak dodamy do tego zapewnienia producenta, że te mikrusy zagrają bezproblemowo z HE-400 to… już wiem, że muszę poprosić dystrybutora i to czym prędzej zweryfikować, bo moje ulubione (tak, to właśnie ulubione słuchawki wyżej podpisanego) redakcyjne nauszniki, model HE-400 wersja 2.0, w mig pokażą, czy tak jest w istocie. Nie są trudne (jak na ortodynamiki nawet proste) do napędzenia, ale to jeszcze nie oznacza, że efekt będzie cacy (a nie tylko… no dobrze, można, ale jednak…).

Sama forma bardzo przyjemna. Bo alu jest, bo OLED jest, bo karty nawet do 256GB (no, wreszcie nie będę miał problemów z dużą kolekcją hi-resów… jeden album 5GB… ufff), zniekształcenia podobnież tylko 0,08% (Mega) a nawet 0,04% (Super), wreszcie – jak producent podaje – słuchawki 300 Ohm i tu i tu to jak najbardziej. Ok, zweryfikujemy i to, choć będzie naprawdę po bandzie (K701), będzie też zwyczajnie wymagająco (LCD-3), też niełatwo (HD650) no i nie zapomnimy o mobilnych nausznicach jakie akurat mamy na podorędziu: Momentumy, NAD 50-ka oraz jakiś wynalazek z Centralnej Azji. IEMy, standardowo, Senka tzn. Momentum zmodowane ostatnio za pomocą pianek Comply, co by poprawić ergonomię vel wygodę użytkowania. Dobrze. Szczególnie ten Super prezentuje się nad wyraz interesująco, lubimy takie produkty, a dla kogoś, komu brakuje podstawowych danych na temat słuchawkowego wyjścia – spokojnie – będzie…:

Super

  • poziom wyjściowy: 320mW
  • impedancja wyjściowa: 32 ohm (wyj. zbalansowane)

Mega*

  • poziom wyjściowy: 54 mW
  • impedancja wyjściowa: 1 Ohm
* …no mam pewne wątpliwości i z tego co widzę, lepszym partnerem dla trudniejszych do wysterowania byłby SuperMini.
Przydatne zestawienie co i jak nam wysteruje (się) @ DAPie SuperMini. Inni producenci powinni brać przykład z HiFiMANa, informując na co można (a na co nie) liczyć

 

Także zobaczymy jak to zagra, jak widać mamy słuchawki z listy, także ładnie to będzie można skonfrontować z powyższą planszą, a do tego sprawdzimy czy pożenienie mikrusów (zmieszczą się w mini kieszonce termoaktywnego opakowania na tułów biegającego tu i ówdzie) z pastylką BT (Avantree Saturn z aptX) strumieniującą w trybie nadawania do słuchawek bezdrutowych będzie 1) wykonalne, 2) sensowne… czy niekoniecznie.

Zarówno Super jak i Mega to co powyżej nam zagrają

 

Reszta specyfikacji wygląda tak:

Super

  • przenośne wymiary: 45mm (szer.) x 8.5mm (gł.) x 104mm (wys.)
  • żywotność baterii – do 22 godzin (to progres bardzo zauważalny w stosunku do testowanych do tej pory DAPów na HDO… o jakieś 100%, zweryfikujemy)
  • pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
  • waga: 70g
  • OS Taichi 2.0
  • cena 2399zł (przy czym mamy tutaj w komplecie bardzo dobre doki RE-400B)

 

Mega

  • waga: 69 g
  • wymiary: 100 x 43 x 9 mm
  • pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
  • OS Taichi 2.0
  • 15 godzin grania (to progres 30-50% w stosunku do testowanych do tej pory DAPów… oczywiście sprawdzę, czy faktycznie)
  • cena w .pl = 1499zł 

 

Dystrybutorem HiFiMANa w Polsce jest firma Rafko.

Parę dodatkowych rycin znajdziecie poniżej…

» Czytaj dalej

Strefowo, do kina i do muzyki: Definitive Technology W Studio Micro & Adapt

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20160623_085053750_iOS

Projektory dźwiękowe, zwane potocznie soundbarami, kojarzą się nieodmiennie z kinem domowym. Wiadomo, wieszamy albo stawiamy na półce RTV, czasami dodatkowo łączymy z niskotonowcem w całość i mamy alternatywę dla klasycznego zestawu opartego na kolumnach. Przestrzeń robi nam elektronika, sub robi akcję, a wszystko to wyspecjalizowane na potrzeby kina względnie telewizji (bo telewizory generalnie oferują dźwięk poniżej krytyki). Tyle. W przypadku tytułowego produktu jest inaczej, zupełnie inaczej. To coś więcej niż soundbar, to streamer, to część większej całości, całego systemu nagłośnienia, który ma zapewnić dźwięk wszędzie tam, gdzie przyjdzie nam na to ochota.

To – wbrew pozorom – nadal rzadkość, nadal wyzwanie dla producentów audio, bo zintegrowanie wszystkiego w spójny system nagłośnieniowy, sterowany za pośrednictwem mobilnej aplikacji, z możliwościami grania różnych strumieni w poszczególnych pomieszczeniach, grania ich także w jakości hi-res (24/96, a teoretycznie nawet 192KHz) to domena paru wielkich producentów elektroniki użytkowej z Nipponu, a precyzyjnie w takiej monogości (bo też Definitive ofertę ma bogatą i stale ją rozszerza) praktycznie mamy tylko Yamahę (bogato zarówno w kontekście kina, jak i słuchania muzyki).

Definitive Technology (DT) wybrał rozwiązanie będące jednym z opracowanych na rynku standardów. DTS Play-Fi to coś, co daje nie tylko opisane powyżej możliwości, dodatkowo spina wszystko w stale aktualizowany, wspierany przez konsorcjum zrzeszające największych producentów z branży, standard obsługi strumieni z obsługą wszelkich dostępnych, internetowych źródeł (usług, serwisów). To wygoda, to przewidywalność (żadne tam czekanie miesiącami na upgrade, bez braków w obsłudze, z pełną ofertą internetowego streamu) i – co warto podkreślić – wybitnie stabilna praca, bez wpadek pt. nie widzi, nie łączy, przerywa, nie wykrywa. Według mnie to kluczowy element każdego takiego, zintegrowanego systemu strefowego. Multiroom musi być „stabilny jak skała”, bo inaczej staje się wywołującym irytację wśród domowników (którzy nie muszą mieć cierpliwości, jaką my – geekowie – się odznaczamy). To ma działać. Zawsze.

To nie jedyne cechy wyróżniające przetestowany przez nas sprzęt DT. Opisany system składał się z nie tylko z belki (z wbudowanym streamerem) oraz będącego częścią zestawu (co warto podkreślić) bezprzewodowego suba… w innym pomieszczeniu grał strumieniowiec W-Adapt, podłączony do integry D3020 z podstawkowymi Topazami. Mieliśmy zatem możliwość dokładnego sprawdzenia, jak to z tym multiroomem jest, jak (stabilnie) to działa, jakie korzyści przynosi taki zintegrowany system (opisana technologia DTS Play-Fi). W salonie belka z subem (który można było ustawić dowolnie, w miejscu odległym od telewizora, dzięki bezprzewodowemu połączeniu z projektorem) przede wszystkim wykorzystywana była na potrzeby kina, odtwarzając ścieżki z podpiętej PS3 (Blu-ray, DVD), testowanego równolegle strumieniowego odtwarzacza wideo Dune HD Solo oraz podłączonej do drugiego z optycznych wejść plazmy (gigantyczny progres w stosunku do rachitycznych głośniczków umiejscowionych w TV).

Przede wszystkim nie oznacza jednak, że tylko, bo strumieniowanie muzyki z handheldów za pomocą paru maźnięć na ekranie było równie bezproblemowe, jak korzystanie z naszego redakcyjnego bezprzewodowego głośnika (Zeppelin Air) z jabłkowym protokołem AirPlay (btw tego typu strumieniowania  DT nie obsługuje), czy podpiętej pod stacjonarnego DACa airportowej stacji (AP Express). Powiem więcej, było szybciej i dodatkowo z obsługą dźwięku 24 bitowego (czego AirPlay nie potrafi). No dobrze, to czas na trochę konkretów. Zapraszam…

» Czytaj dalej

O Meze Classics 99 opinia, o słuchawkach mobilnych z Rumunii

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Meze 99 full

Rynek słuchawkowy prężnie nam się rozwija, poza firmami od zawsze, specjalistami z branży (ale niekoniecznie słuchawkowej – dzisiaj w ofercie zwyczajnie muszą się one pojawić, muszą), mamy wysyp beniaminków, producentów zupełnie nieznanych, często nieznanych z bardzo prostego powodu. Bo młodych, bo dopiero startujących (tak, tak wszelkie croudfundingi, startupy itp sprawy), bez doświadczenia, bez zaplecza… wielu z nich pojawia się szybko i jeszcze szybciej znika, niektórzy to zwykli hochsztaplerzy, wiele w tym kitu i bujdy na resorach, ale są też tacy, którzy nie tylko zasługują na uwagę, ale wręcz od razu, z miejsca rzucają wyzwanie tym doświadczonym i utytułowanym.

HD-Opinie jest miejscem, gdzie chętnie opisujemy nowe, nieznane, albo po prostu nie popularne (nie przebijające się do mainstreamu) rzeczy. Już niebawem przeczytacie o sprzęcie Mass Fidelity, będzie też zupełnie nieznany pomysłodawca oryginalnie zaprojektowanych słuchawek, a w niniejszym artykule skupimy się na kimś, kto już jest rozpoznawalny, ma dobre opinie, ale nadal jest beniaminkiem, od niedawana funkcjonuje na rynku. Chodzi o rumuńskiego producenta Meze, firmę która zaskoczyła pozytywnie, wprowadzając (od razu atakując trudny, wymagający segment mobilnych nauszników klasy premium) tytułowe Meze Classics 99. Przenośne słuchawki do słuchania nie tylko na wynos, wykonane z wielką starannością, z odpowiednią dbałością o szczegóły, z wykorzystaniem naturalnych materiałów (żadne tam plastiki – stal, drewno, skóra… wróć, tu eko, czyli syntetyk jednak), do tego wycenionych poniżej poziomu, za jaki wołają zachodni konkurenci. Przy czym należy pamiętać, że to bardziej projekt plastyczny, przetworniki są chińskie, a Meze wcześniej zwyczajnie rebrandował produkty z Państwa Środka, względnie zamawiał coś i poddawał modyfikacjom, przyklejając następnie swoją naklejkę. Opisane 99 to coś znacznie ambitniejszego (no naklejenie nazwy firmy na coś nie swojego, trudno uznać za przejaw jakiejkolwiek ambicji) i można powiedzieć, że to pierwszy „ich” produkt. To tyle, gwoli ścisłości.

Na sieci możemy znaleźć sporo opinii na temat tych słuchawek. Czytałem większość z nich, postanowiłem skonfrontować to, co napisano o 99-kach z własnym osądem, opinią, jednocześnie sprawdzając, czy te nauszniki mogą sprostać wymogom grania w domowych pieleszach. Podpinanie pod lampowy wzmacniacz, granie z integry, podpięcie pod stacjonarną, tranzystorową amplifikację słuchawkową było ważną składową testu. Oczywiście nie zapomniałem o scenariuszu na wynos, który w przypadku takich, lekkich, zamkniętych konstrukcjach stanowi główne zastosowanie dla produktu, jakie przewidzieli twórcy, ale jw. chciałem sprawdzić czy można je potraktować jako w pełni uniwersalny model…Tak, zadam to pytanie: czy za cenę 1500 złotych można zamknąć temat poszukiwania słuchawek i skoncentrować się na czymś innym, niż wydawanie pieniędzy na kolejne nauszniki?

Przed właściwą lekturą testu zachęcam do przeczytania naszych pierwszych wrażeń, bo te… nie zdezaktualizowały się, a wręcz przeciwnie, opinia na temat nauszników jest tylko pogłębiona, ale w wymowie zbliżona do tej z końcówki sierpnia. Słuchałem grubo ponad miesiąc intensywnie (także te kilkaset godzin pewnie na liczniku stuknęło) i cóż… słuchawki potwierdziły swoje niemałe kompetencje w zakresie brzmieniowym, ponadto okazały się solidną konstrukcją, wytrzymującą intensywną eksploatację (sporo podróżowałem).

 

 

» Czytaj dalej

O Audio Video Show 2016 słów parę…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
1

Tegoroczna edycja największej imprezy branżowej AV trwała trzy, nie dwa dni jak to wcześniej miało miejsce. Z punktu widzenia zwiedzających, szczególnie takich, którzy chcieli spokojnie usiąść i czegoś posłuchać taka zmiana niewątpliwie była korzystna. Można było bez tłumów (szczególnie w piątek, jak również w niedzielę – mnie udało się dotrzeć ostatniego dnia imprezy), bez stania w kolejce, bez gwaru, wręcz kameralnie posłuchać muzyki, a sami zwiedzający w większości taki właśnie cel główny sobie obrali… słuchać, nie gadać, a jeżeli już to „w kuluarach”. Patrząc przez pryzmat tego, co wcześniej (jeszcze przed Narodowym) stanowiło największą wadę Audio Show tj. ścisk, tłumy niemożebne, brak możliwości sensownego kontaktu ze sprzętem, a także z umęczonymi przedstawicielami producentów, dystrybucji etc. to tylko się cieszyć. Jest tylko jedno „ale” – widać było, dość wyraźnie, że impreza „siadła„, może nawet nie frekwencyjnie (w końcu zamiast dwóch, zrobiły się trzy dni i kto wie… odwiedzający, stali bywalcy, osoby zainteresowane, może było ich podobnie dużo jak w minionych edycjach, tyle że wszystko się rozłożyło właśnie…), ale to V (od video), Stadion (potencjał), fajerwerki i jakieś spektakularne atrakcje (przyciągające dodatkowych gości, rodziny z dziećmi, ludzi niekoniecznie mających kontakt z  audio HiFi, nie mówiąc już o high-endzie) nie wypaliły, nie stanowiły wystarczającego lepu dla (nowych) osób, dla tych, którzy do tej pory na AS się nie pojawiali. Oczywiście rozszerzenie formuły o wideo i ogólnie – nowe technologie takie jak VR, jak internet rzeczy / inteligentne domostwo (w którym to audio jest tego inteligentnego domu integralną częścią) mogłoby pomóc przyciągnąć ludzi, ludzi zainteresowanych tym, co pobudzająco działa na wyobraźnie, ale też stanowi tak naprawdę łącznik, bo przecież umowny salon to miejsce gdzie te wszystkie sprzęty coraz częściej koegzystują, stają się elementem jakiegoś większego ekosystemu. Może problemem jest brak wyrazistego przekazu, jakiejś przewodniej idei?

Nie dopisali wielcy, tj. korporacje, które dzięki wielkim budżetom, mogą więcej (niż inni). To właśnie zaproszenie w zeszłym roku Samsunga, Sony, Philipsa i wielu innych, miało być w zamyśle rozszerzeniem pomysłu na imprezę, przeniesieniem kameralnych, wyspecjalizowanych (ograniczonych tematycznie, bo na audio skoncentrowanych) targów na inny poziom, czegoś co ma przyciągnąć ludzi niekoniecznie na audio zorientowanych, które niejako przy okazji… No tak, ale żeby to się udało, Ci wielcy musieli by coś pokazać, coś spektakularnego, coś co odpowiednio „nakręci” i zachęci. Nie było VR (Sony? Samsung?), nie było inteligentnej chałupy (Philips? …i cała reszta), wielkich ekranów 4K niewiele, nie było praktycznie OLEDów (pamiętacie oledową sferę LG na IFA? To było coś!), nie było gamingu (poza jednym, jedynym stanowiskiem … cholera, przecież poza muzyką to właśnie sfera elektronicznej rozrywki, niebywale dochodowego biznesu, przyciąga producentów słuchawek, systemów nagłośnieniowych jak lep przyciąga), nie było wreszcie nowych patentów na dźwięk prawdziwie kinowy, bez konieczności zagracania pomieszczeń klasycznymi „paczkami” (kolumnami). Trzeba się na coś zdecydować – albo jest to impreza wyspecjalizowana, taka jaką było AS wcześniej, albo idziemy szerzej, ale wtedy trzeba się mocno postarać, by to szerzej nie było tylko wydmuszką, żeby wypełniło się treścią.

Ktoś tu zaraz złapie się za głowę i powie… Człowieku, ale my tu o audio chcieliśmy przede wszystkim czegoś dowiedzieć, przeczytać. Oczywiście zaraz będzie i o audio, ale właśnie ze względu na to czym miało(by) być nowe Audio Video Show i – jakby nie patrzeć – jak ważne dla przyszłych edycji jest to, co powyżej napisałem, tzn. znalezienie odpowiedniego patentu i …mówiąc wprost: uatrakcyjnienie imprezy, co można uzyskać tylko i wyłącznie, albo za sprawą zupełnie innej (ciekawszej) ekspozycji wielkich koncernów, albo/i przyciągając mniejszych, ale pionierskich (najnowszych technologii, ogólnie całej elektroniki użytkowej, elektronicznej rozrywki, wizji, rozwiązań z dziedziny inteligentnego domu) w danych dziedzinach producentów, pomysłodawców... Czy błędem byłoby zaproszenie takiego Google (Google Home – przecież aż się prosi, bo tu chodzi też o A i V vide CAST), takiego Microsoftu (np. Hololens – AR) czy Velve/HTC (VR, Steam, elektroniczna rozrywka), firm z doliny krzemowej? Mówi się o rewolucji w zakresie dostarczania treści (przecież sprzęt bez tego co najważniejsze, bez treści, jest bezużyteczny – oczywista, oczywistość) to dlaczego na AVS nie ma Netfliksa, dlaczego nie ma polskiego oddziału HBO, dlaczego nie pojawili się przedstawiciele Dezeera, Spotify-a czy Tidala? Dlaczego nie mówiło się o MQA (bo wielu, w tym także niżej podpisany, ma sporo pytań, wiele wątpliwości), o nowych pomysłach na dostarczanie zintegrowanych, właściwie to nawet ekosystemowych rozwiązań tj. Roon?

Stadion Narodowy, dzięki ogromnym możliwościom ekspozycyjnym, może „wszystko”. Audio to dla mnie, dla Czytelników najważniejsza rzecz, coś po co przychodzi się na A(V)S i dla nas to co powyżej jest mało, albo w ogóle nieistotne. Tyle, że to – właśnie – w kontekście całej imprezy ważne, kluczowe i dla przyszłego powiedzenia jednych z największych, branżowych targów najistotniejsze kwestie, a jak widać pozostaje otwartą sprawą, czy to nowe uda się z sukcesem wprowadzić, zakorzenić, czy też będzie z tym problem. Tegoroczna impreza wg. mnie nie tylko nie daje jednoznacznej odpowiedzi, ale rodzi poważne wątpliwości… dla nas, zorientowanych na sprzęt audio, mogłoby być tak, jak właśnie jest – w dużo lepszych warunkach, ze znacznie lepszą ekspozycją, z mniejszymi (znacznie) tłumami, z możliwością zapoznania się ze sprzętem często unikalnym, w takiej liczbie i różnorodności, na spokojnie (trzy dni to sporo czasu), bez pośpiechu. Ideał? W niedzielę, mogłem siedzieć w pustych salkach na drugim poziomie na Narodowym, w paru przypadkach rozkoszując się świetnym brzmieniem. Nie inaczej było w Sobieskim, co prawda tam nie da się obejść ograniczeń wiadomych (akustyka pokoików), ale były takie systemy (gdański PremiumSound wystawiał m.in. Helsinki), które zaprojektowano do grania nawet w szklanej kostce (przesadzam, ale tylko trochę ;-) i dały niezgorszy popis. Także dla nas było więcej niż korzystnie, bo jeszcze można było sobie porozmawiać ciekawie z ludźmi z branży, z których wielu wyglądało na hmmm… z lekka znudzonych i rozczarowanych pustymi krzesełkami, fotelami, sofami. Cóż, żałuję tylko, że zamiast trzech (choć w sobotę, podobno, było gęsto) był tylko jeden i to nie cały dzień – tyle tylko mogłem wykroić. Takie życie (taki brak czasu na cokolwiek ostatnio) ;-)

Poniżej fotorelacja, która ze względu na bardzo obszerny materiał foto i faktograficzny ;-) , będzie sukcesywnie uzupełniana. Na początek to, co zrobiło na mnie największe wrażenie (jw. dało się posłuchać, a z tym na AS, wiadomo, różnie bywało), takie moje najlepsze granie z imprezy z głośników, słuchawek, stacjonarnie i mobilnie (niestety nie wszystko udało się, co się chciało, z wyżej wymienionych powodów).

Także smacznego i do przyszłego roku!

PS. Brawa za mobilną aplikację od organizatora! Znakomicie przygotowana, świetna rzecz!

PPS. Będę aktualizował na bieżąco wpis o nowe zdjęcia, ciekawostki – przeprowadziliśmy kilka interesujących rozmów, podzielę się z Czytelnikami informacjami uzyskanymi z pierwszej ręki, tzn. od źródeł w branży ;-) Jutro m.in konkretnie o BeoLabach 90, o Roonie na Myteku (co gdzie kiedy za ile ;-) ), o Oppo wizyjnie i dźwiękowo (idzie nowe), o stratosferycznych nausznych Utopiach i przystępnej cenowo, wręcz taniej Oliwce (a to tylko, tak z brzegu).

PPPS. I ostatnia aktualizacja naszej relacji z imprezy

» Czytaj dalej

Audeze wprowadza pierwsze ortodynamiczne IEMy

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
ADZ_Stage3_Section_iSINE_Video_Posterframe

Nie, to nie żart, choć te słuchawki zakwalifikowane przez Audeze jako In-Ear-Monitor z oczywistych względów nie mogą być małe. Nie ma możliwości zminiaturyzowania układu planarnego do rozmiarów typowej dokanałówki. Tak czy inaczej, to co udało się osiągnąć robi wrażenie. Nowe modele z rodziny Sine (to produkty domyślnie masowe, tańsze, life-stylowe w ofercie amerykańskiego producenta), bo mówimy o dwóch ortodynamicznych IEMach otwierają nowy rozdział na rynku, ciekawe czy inni producenci słuchawek planarnych opracują podobne modele (mam tu na myśli głównie HiFiMANa)?

iSine 20

Nowe iSine 10 oraz iSine 20 (o których informacje, jakie pierwszy portal, zamieścił mainstreamowy The Verge – znamienne) są już dostępne w przedsprzedaży (sprzedaż od października). Kosztują odpowiednio 399 oraz 599 dolarów. To nie mało, biorąc pod uwagę średnią cenę dokanałówek, natomiast patrząc na kwoty jakie trzeba przeznaczyć na zakup ortodynamików to „entry-level” (szczególnie w przypadku 10-ki). Aby wyróżnić i podkreślić wyjątkowość tytułowych produktów w nazwie pojawiła się literka i. Tak to opisuje producent, ale ja widzę tu zupełnie inne wytłumaczenie (również marketingowe, ale inne właśnie). To „i” koresponduje  cyfrowym kablem Cipher. Opisywaliśmy tę nowość przedstawiając „cyfrowy” model EL-8 (nasz test obu modeli: otwartego i zamkniętego tych słuchawek znajdziecie tutaj). To kabel Lightning z wbudowanym wzmacniaczem oraz DACzkiem. Oczywiście wszystko z myślą o Jabłku. Cóż, nieprzypadkowo termin premiery koresponduje z wejściem na rynek pozbawionych jacka, nowych iPhonów. 

Można zastosować opcjonalnie kabelek analogowy, w przypadku iSine 10 nie powinno być problemu z wysterowaniem, natomiast droższy model połączyłbym jednak z jakimś zew. wzmacniaczem / ampdakiem, w sytuacji gdy zamiast iPhone w roli źródła, byłby jakiś inny smartfon, co w oczywisty sposób wykluczałoby użycie Ciphera. W przypadku 20-ek mamy impedancję na poziomie 24 ohmów – a to dużo jak na IEMy, to także nie mało w przypadku mobilnych słuchawek generalnie. iSine 10-ki ten parametr mają na poziomie 16 ohmów.

iSine 10

Kluczowym elementem jest tutaj 30mm membrana, która jest najmniejszą tego typu membraną (ultracienką) jaką opracowano do tej pory. Pojedyncza słuchawka waży 10g., co jest sporym osiągnięciem miniaturyzującym cały układ (wielkość, waga). Dwie, bez kabla to 20g. co wraz z wokółuszną aplikacją (pałąk) powinno zapewnić odpowiednią wygodę. Oczywiście słuchawki nie wyglądają jak typowe IEMy, nazwałbym je raczej modelami nausznymi w szczątkowej formie ;-) z aplikacją dokanałową  (tu jest jak w dokanałówkach, tzn. mamy miękkie aplikatory silikonowe). THD jest na poziomie poniżej 0,1% przy wysokim poziomie natężenia dźwięku. Maksymalnie słuchawki mogą przyjąć 3W (czytaj, można je swobodnie wykorzystać w stacjonarnym torze!), zakres częstotliwości od 10Hz do 50kHz (no, no ciekawe, ciekawe: będzie zatem rów mariański (basior), dodatkowo wielce detaliczna góra?). Aha, no i szalenie ciekawe jest jak taki układ zachowa się na wynos. W końcu to otwarta konstrukcja, przy czym dokanałowa aplikacja powinna skutecznie odseparować nas od otoczenia. Co jednak z otoczeniem? No właśnie.

A tak to wygląda konkretnie wygląda…

Jak tylko się pojawią, postaramy się odpowiedzieć na powyższe pytania :)

» Czytaj dalej

Słuchawki Meze 99 Classics – pierwsze wrażenia

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Meze tyt

O tych słuchawkach sporo dobrego napisano. Co konkretnie? Ano, że rewelacja, że za tę cenę to absolutny unikat, że świetnie wykonane, że takie gdyby zamiast Rumunii była np. Francja to trzeba by wydać znacznie więcej. Tak, faktycznie jak napisałem wczoraj na profilu palce lizać, choć to nie jest moja estetyka do końca (tzw. projekt plastyczny), ale jakość wykonania, materiały… od razu widać, że w pewnych lokalizacjach (naszej nie wyłączając) da się zrobić coś na poziomie mocno wyśrubowanym, jednocześnie nie żądając za to fortuny. Meze 99 pojawiły się nagle i mocno zmieszały na rynku mobilnych nauszników, stając się z automatu alternatywą dla często dużo droższych modeli głównie zachodniej konkurencji (tej utytułowanej, ceniącej się, znanej). No a tu nagle, znienacka takie coś. Nie to, że te słuchawki są bez wad (dziwne, że na wiele rzeczy recenzenci w Polsce nie zwrócili uwagi – nadrobimy te niedociągnięcia w opisie/ocenie Meze), bo jest co poprawiać, ale poziom jaki udało się osiągnąć nowicjuszowi w branży doprawdy imponuje. Materiały, jakość montażu, dołączone akcesoria, ergonomia (z zastrzeżeniami, ale jednak – o czym poniżej) oraz kompetencje brzmieniowe tych nauszników to nie jest żadna średnia, to ekstraklasa, czołówka. To przykład na to, że audio ogólnie nie musi być od, nie musi być elitarne (w sensie finansowym), niedostępne dla mas. Tytułowe 99-ki pokazują, że można dzisiaj bez wysiłku dostać coś, co mocno komplikuje życie wymienionym wcześniej znanym, utytułowanym, ceniącym się etc. Mocno.

Zacznę od tego, co najważniejsze, bo też jest o czym pisać i czym się zachwycać. Te słuchawki mają dwie szczególne cechy, które je wyróżniają, ale też coś co ogólnie je definiuje: prezentują dźwięk w taki sposób, że doprawdy tylko ktoś z poważną wadą słuchu mógłby wzruszyć ramionami. Inaczej: nie pozostawiają obojętnym nikogo, kto je założy i to w pozytywnym znaczeniu, to znaczy angażują, wciągają i trzymają w objęciach przyjemności aż do chwili, gdy ktoś nas kopnie w kostkę, prześwięci ścierką, brutalnie przerywając oderwanie od rzeczywistości podtrzymywane przez kolejne odtwarzane albumy, playlisty, utwory. Infekują. Dwie cechy to po pierwsze bas, basior, bassss, który będzie nie tylko ucztą dla każdego rasowego basshead-a ;-) , ale którego wyjątkowo namacalną obecność (bez zakłócania czegokolwiek – od razu uprzedzę, bo tu nie jest bas zamiast, tylko bas oraz) doceni każdy chyba, nawet jeżeli gustuje w spokojnych, dalekich od wywoływania niezdrowych emocji na dole ;-) dźwiękach. Dlaczego tak? Ano dlatego, że mamy tutaj nie tylko bas wielowarstwowy, nie tylko mięsisty, namacalny, nie tylko obfity, ale także (i to jest coś, co robi) wielowymiarowy, gdzie mamy to zejście odczuwalne cały jestestwem, mamy bryły, mamy faktury, plany… z tym wiąże się ta druga cecha wyróżniająca opisywane nauszniki. Przestrzeń. Wymiar. Holo wręcz. Słuchawki mają swoje fizyczne ograniczenia, trudno od nich wymagać takich wrażeń, jakie dostarczają dobre zestawy głośnikowe. To różne światy, bardzo odmienna kreacja właśnie, a może nawet przede wszystkim w zakresie sceny, przestrzeni, głębi. Meze potrafią w tym względzie więcej niż bardzo przecież kompetentne w tej dziedzinie Momentum. Idą dalej, ba, idą w kierunku do tej pory zarezerwowanym przez (generalizuje) ortodynamiki (których specjalnością jest m.in. uwolnienie nas od grania w czaszce, od grania w linii, jednowymiarowego) oraz elektrostaty. Powiem szczerze, że to jedyne takie dynamiczne konstrukcje, jakie do tej pory miałem okazję zakładać na głowę, które potrafią tak kreować przestrzeń, reprodukować wielowymiarowo scenę. Powiem więcej, to granie kojarzy mi się z monitorami bliskiego pola, z bardzo intensywnym wieloplanowym graniem (przy czym, mamy tutaj ten kapitalny bas, który w monitorkach albo szczupły, albo jedynie zaakcentowany właściwie, ale bez tego wszystkiego o czym powyżej była mowa). I to wszystko osiągnięte za pomocą przetworników z półki, bo producent jeszcze (albo w ogóle, bo nie wiem czy ma takie ambicje) nie oferuje swoich przetworników, te bierze z rynku i dostosowuje do swojego projektu. Strojenie? Zapewne. Materiały? Niewykluczone. Odpowiednia konstrukcja muszli? Na to wygląda. Efekt jest potwierdzeniem, że za tym wszystkim stoi ktoś, kto się na tym zna, ktoś, kto słucha, mierzy, wie i wykorzystuje swoje umiejętności do stworzenia udanych (bardzo) słuchawek.

Nie, to nie jest produkt za wiele tysięcy, tylko za niecałe tysiąc pięćset

No dobrze, takie mam pierwsze wrażenia odnośnie brzmienia. Jest też parę rzeczy, które (nie wchodząc w co słyszę, bo tutaj jest bardzo, bardzo dobrze) bym poprawił i które ewidentnie są do przemyślenia i skorygowania. Po pierwsze nie wiedzieć czemu kabelek z pilotem pozbawiono funkcji korygowania natężenia dźwięku. To dziwne, bo ma mikrofon, jest trzypinowy, pozwala na sterowanie nie tylko w zakresie odtwarzaj / pauzuj, ale także wybierz następny, albo cofnij do poprzedniego utworu. Po drugie ten pilot jest niewygodnie (bardzo wysoko) umieszczony. Utrudnia to sterowanie, choć ma też aspekt pozytywny odnośnie jakości rozmów… mikrofon jest bardzo dobrej jakości, a do tego umiejscowiony jw. bardzo blisko twarzy. Tak czy inaczej trzeba wysoko unosić rękę, co nie jest wygodne. Aha przycisk jest długi, ale reaguje w jednym miejscu tylko, co też nie ułatwia obsługi. Sam przewód odznacza się efektem mikrofonowania. To poważna wada, ale – jak się okazuje w trakcie użytkowania – nie tak dokuczliwa, jak to zazwyczaj bywa. Kabel ociera się o ubranie i to przenosi się na słuchawki (gdy nie odtwarzamy), natomiast po uruchomieniu odtwarzania (o dziwo) nie odczuwamy specjalnie dolegliwości ze strony kabelka. W komplecie jest też dłuższy, prawie 3 metrowy przewód do łączenia słuchawek ze stacjonarnym torem. Wykonanie, materiały, wtyki – wszystko na bardzo wysokim poziomie. Dla niektórych wadą będzie poprowadzenie przewodów do obu muszli oddzielnie (co może przeszkadzać w przypadku mobilnych, a takimi z założenia są Meze, słuchawek), ja tego tak nie oceniam, ale już bardzo długie wejścia / porty w muszlach dla zastosowanych przez producenta jacków to gotowa recepta na uniemożliwienie jakiegoś rekablingu, zmiany okablowania firmowego na inne. Po drugie na samych słuchawkach próżno szukać poznaczeń kanałów. To dziwne. Kabelki wyraźnie oznakowano, zaś same nauszniki zostały pozbawione jakichkolwiek oznaczeń. Instrukcja (lakoniczno-skrótowa) niczego w tej materii nie wyjaśnia, a wręcz jeszcze gmatwa sprawę i powoduje konfuzję – jak to do diabła połączyć?  Są zdaje się symetryczne, jednak dla naszego (lepszego ;-) ) samopoczucia, producent powinien nas albo poinformować, że „who cares”, albo stosowne oznaczenia umieścić na pałąku, muszli... Po trzecie 40 mm przetworniki z dopasowanymi (niewielkimi) padami to nauszne, a nie wokółuszne słuchawki. Tymczasem producent sugeruje, coś zgoła innego. Mam niewielkie małżowiny raczej, przylegające a mimo to jest na styk, zazwyczaj będzie „poza zakresem”. To zamknięta konstrukcja, niby więc izoluje dobrze, ale ze względu na to co powyżej może być z tą izolacją różnie.

Poza tym ergonomia stoi na dobrym poziomie, bo lekkie, bo dobrze leżą, nie cisną, dość wygodne są i do długiego słuchania generalnie się nadają. Takie mam wrażenia po pierwszych nastu godzinach słuchania (praktycznie nie zdejmuje ich z głowy). Dobrze to świadczy o ogólnej wygodzie, o tym że to nie są słuchawki na szybką sesję, że można z nimi udać się w długą podróż po dźwiękach i – biorąc pod uwagę walory brzmieniowe – będzie to bardzo przyjemne i wciągające doświadczenie. Za mniej niż 1500 złotych można zatem wyposażyć się w coś, co wygląda mi na „mogę z tym żyć”. Nieźle! Pozostaje sprawdzić, czy ten bardzo pozytywny w odbiorze, pierwszy efekt „wow” się utrzyma i jeszcze pogłębi. Sprawdzę Meze na wszystkich stacjonarnych wzmakach jakie akurat mamy na stanie, sprawdzę też z HA-2, sprawdzę na przekrojowym repertuarze (było eklektycznie, zróżnicowane granie, ale testuję od niedawna, warto więc maksymalnie rozszerzyć dobór, aby potwierdzić uniwersalność jaka majaczy na horyzoncie).

I jeszcze jedna uwaga na wstępie. To niezwykle efektywna konstrukcja, którą bez problemu napędzi przykładowo wyjście audio z iPada Mini (a to naprawdę coś, bo w iPadach, a szczególnie modelu który wykorzystuje do testowania możliwości złącza słuchawkowego są skromne, wg. mnie na dużo niższym poziomie, od tego, co znajdziemy w tym zakresie w iPhone. Można będzie zatem wpiąć te słuchawki do dowolnego źródła mobilnego bez obaw, że będzie „za mało”, bezpośrednio podłączyć, nie bawiąc się w dodatkowe, zew. wzmacniacze. Tutaj naprawdę tego nie potrzebujemy, co więcej na poziomie 80/5 na rzeczonym iPadzie było już naprawdę bardzo głośnio (za nawet). Na iPadzie, na którym zazwyczaj skala mi się kończy i chciałoby się więcej w prawo, ale już się nie da.

Poniżej, tradycyjnie, galeria z opisem:

» Czytaj dalej

W nawiązaniu do Gungnira… multibitowy Modi za śmiesznie niską cenę :)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Modi-Multibit-front-2

W nawiązaniu, bo nie dalej jak przedwczoraj był test Gungnira Multibit. Mam znakomitą wiadomość dla wszystkich, którzy chcieliby kupić przetwornik R2R, ale do tej pory hamowała ich cena takiego DACa. Parę dni temu Schiit wprowadził na rynek multibitową wersję swojego najtańszego (w ofercie) przetwornika C/A: Modi w wariancie – właśnie – multibitowym. Dołącza on do dwóch modeli opartych na kościach ΔΣ, z których najtańszy kosztuje 99$. Te maluchy są śmiesznie tanie, wykonane całkowicie w metalu, z dużymi, typowymi dla tego producenta, grubymi, aluminiowymi frontami / górami. Nowość kosztuje 249 dolarów i jest już do kupienia na firmowej witrynie. No właśnie, w sprawie dystrybucji trzeba się na chwilę zatrzymać i pochylić nad tym zagadnieniem w kontekście polskiego konsumenta. Niestety nie mam dobrych wieści. Najprzystępniejsze cenowo Schiit-y są u nas niedostępne i raczej sytuacja nie ulegnie zmianie i to bynajmniej nie z powodu braku chęci rodzimego dystrybutora. Ten, bardzo chętnie by zaoferował pełen katalog produktów Amerykanów, ale… tego nie chce sam producent. Dlaczego nie chce? Po prostu nie opłaca mu się to zupełnie, zapewne (tego można w sumie być pewnym, biorąc pod uwagę koszty wytworzenia, logistyki, dostawy ze Stanów etc.) marża na tych produktach jest na tyle niska, że ktoś musiałby ten sprzęt zaoferować w Polsce „pro publico bono”. Biznesowo po prostu to się nie kalkuluje jak widać. Wielka szkoda! To nie jest sytuacja analogiczna z chińską produkcją, gdzie jest dużo większe pole do działania w kwestii podziału zysków między wszystkie trybiki handlowo-kapitałowej machiny. Tu sprzęt jest Made in USA, co z dumą podkreśla na każdym kroku Schiit i takie są tego m.in. konsekwencje.

 

Tyciutkie to

Kto w Europie tym handluje? Z tego co wiem, są sklepy / dystrybucja w Wielkiej Brytanii. Przez najbliższe dwa lata (o ile Brytyjczycy w ogóle wyjdą, bo coś mi się wydaję, że teraz cała para pójdzie w odkręcanie i jakąś formę separacji, takiego zawieszenia) można zatem bez dodatkowych opłat (celnych) kupić to tam. Może też są inne miejsca, możecie poniżej, w komentarzach, czy na naszym facebookowym profilu podzielić się informacjami nt. temat. Także Modi i parę innych, bardzo fajnych maluchów (jak choćby przełącznik źródeł SYS, czy gramofonowe pre Mani) są poza naszym zasięgiem odnośnie krajowej dystrybucji. Chciałem rzecz wyklarować, bo pojawiały się różne opinie, często sufitowe, na temat tego dlaczego nie możemy sobie sprzętu na S kupić w Polsce. Właśnie dlatego. Jak ktoś, kto ma ochotę i możliwości, czasami (bo bywa tam często) przywieźć do naszego kraju kilka sztuk (w końcu to po taniości jest i małe, lekkie, niewiele miejsca w bagażu zajmie) „gówienek”, w celu odsprzedaży to tylko przyklasnąć. Biorąc pod uwagę niską cenę oraz wyjątkowo dobrą relację koszt/efekt myślę, że nie miałby najmniejszych problemów ze sprzedażą…

Wszystko co (po)trzeba

Wracając do multibitowego Modi. W dwa dni zrobił się pokaźnych rozmiarów wątek na popularnym wśród maniaków zakładania czegoś na głowę, albo wkładania do uszu Head-Fi i cóż… trudno się dziwić tej gorączce złota w sumie ;-)Nikt do tej pory nie zaoferował czegoś takiego na rynku, co więcej, nikt nie miał takich cojones żeby samemu sobie zrobić w pewnym sensie pod górkę, bo Modi multi to w dużej mierze znacznie droższy Bifrost. Czyli dajemy coś, co potencjalnie może zagrać podobnie, w zupełnie innym budżecie. Warto przypomnieć, że Bifrost R2R kosztuje 600$. U nas to 3000 złotych. Ile zatem mógłby kosztować Modi? Ano, mógłby – strzelam – 1300 złotych, maksymalnie 1500. No, rewelacja po prostu. Dostajemy za takie, niewielkie pieniądze (pamiętajmy, to nie jest kosztujący grosze projekt, oparty na taniutkich układach delta-sigma!), przetwornik zdolny do operowania (w pełni, a nie jak to robią kości ΔΣ patrz linkna 16 bitach, wyposażony w znany z Bifrosta układ AD5547CRUZ. Do tego mamy programowalną kość DSP od tego samego producenta tj. Analog Devices (SHARC). Na tylnej ściance znajdziemy pełen zestaw: USB, SPDIF (coax i optyk) oraz liniowe wyjścia analogowe, wszystko to zapakowane w typową dla tego producenta, solidną metalową obudowę. No i znowu: DA SIĘ, nawet w takich Stanach da się. Wyjaśniają to twórcy pod tym adresem, warto przeczytać. Nawet jeżeli, kryje się za tym przemyślana strategia marketingowa, dobra, handlowa gadka, to… cholera… tutaj nie ma specjalnie miejsca na krytykę, bo produkt zwyczajnie sam się (zapewne) broni. Inaczej. To nie może się nie udać. Pogratulować podejścia do biznesu, do klientów. Obecnie jest to jedyny producent na świecie oferujący multibitowe daki w każdym zakresie cenowym, vide:

  • Yggdrasil: Schiit Multibit Modular/Upgradable DAC, 8X Closed-Form Filter, AD5791BRUZ x 4, Choke-Input, Shunt Supplies, Discrete JFET Buffer Output, Gen 3 USB, $2299
  • Gungnir Multibit: Schiit Multibit Modular/Upgradable DAC, 8X Closed-Form Filter, AD5781BRUZ x 4, Discrete JFET Buffer Output, $1249
  • Bifrost Multibit: Schiit Multibit, Modular/Upgradable DAC, 4X Closed-Form Filter, AD5547CRUZ, $599
  • Modi Multibit: Schiit Multibit, 4X Closed-Form Filter, AD5547CRUZ, $249

Innymi słowy budżetowo mamy to, co oferuje Bifrost, minus modyfikacje i ewentualny upgrade w przyszłości. Modi to zamknięty na aktualizacje projekt, co wynika nie tylko z niskiej ceny, ale także formy tego DACzka. Mieści się to, to w dłoni i tutaj nie było miejsca na takie ekstrawagancje, jak w większym Bifroście, nie mówiąc już o wielkich skrzynkach najwyższych w ofercie modeli. Rzecz jasna nie znajdziemy tutaj także żadnego zasilacza w środku, zasilanie jest wyprowadzone na zewnątrz w formie ścianowego adaptera (można zatem pomyśleć o modyfikacji tego elementu przetwornika). Aha, w środku, poza wymienionym krzemem Analog Devices siedzą jeszcze układy: Akashi Kesai AKM4113 (SPDIF) & C-Media CM6631A (USB), te same co w modelu Modi „2″ /Uber (wyjaśniają w linku powyżej, dlaczego nie dali tutaj dwójki i w sumie ma to sens, to że nie dali). Własny, cyfrowy filtr wraz z DSP, wspomnianymi odbiornikami sygnału cyfrowego oraz kosztownym przetwornikiem C/A to coś, czego byśmy się nie spodziewali po klocku za 250 bagsów, prawda? DAC, który potrafi obsłużyć sygnał bez oversamplingu (NOS), dysponujący idealnym napięciem 2,0V na wyjściu analgowym wreszcie (najważniejsze, ale z małym znakiem zapytania na końcu, bo to na razie tylko niezweryfikowana na ucho teoria) umiejętnościami kreowania brzmienia na poziomie trudnym do osiągnięcia w przypadku najpopularniejszych konstrukcji delta-sigma? Czy to w ogóle jest możliwe? No właśnie?

 
Mniam: schludnie, czysto, prosto do celu…

 

Tak Modi Multibit może być czymś wyjątkowym. Może, ale czy faktycznie jest?

O tym, mam nadzieję, będę mógł za jakiś czas napisać na łamach #HDOpinie