LogowanieZarejestruj się
News

Sonore microRendu z PSU CIAUDIO w testach HDO

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20181127_190606973_iOS

(AKTUALIZACJA) Tym razem będziemy długo testować tego grzdyla, oj długo i nie tylko pod Roonem (choć głównie, ale nie tylko). Będzie HQPlayer, będzie JRiver, będzie też o najnowszym wypuście oprogramowania smallgreencomputer (wersja 2.7 czytaj integracja streamu Spotify, sporo poprawek dotyczących obsługi dźwięku 1 bitowego itd/itp). Także kompleksowo sobie potestujemy, myślę, że recenzja będzie składała się z paru rozdziałów… bo to nie jedyny end-point jaki planujemy skonfrontować z naszymi bezkompromisowymi wymaganiami. Ma być bezobsługowo, ma być bez ograniczeń jakościowych, to znaczy, że musi radzić sobie z sygnałem DSD512 w konwersji PCM@DSD, musi wpasować się w multistrefowe granie, musi działać bezproblemowo z naszymi silnikami DSP (kilka różnych plus wtyczki), ma być oczywiście pasywnie, ma oferować wiele możliwości w zakresie sterowania (pełna elastyczność w tym zakresie).

Zgrzytem był płatny (20$) upgrade OS do wersji 2.5, obecnie najnowszy wariant to 2.7 

Poza microRendu obecnie w ofercie Sonore jest parę innych, znacznie droższych, transportów PC audio oraz serwerów

Platforma systemowa (OS) Sonicorbiter daje nam takie, jak wyżej, możliwości. Jest elastyczna, oparta na upichconym pod kątem audio kernelu / jądrze, gdzie całość przyporządkowano jednemu: muzyce. A konkretnie pobraniu streamu z sieci, integracji w jednej z dostępnych w oprogramowaniu opcji softwareowych, to znaczy wybrowi odtwarzacza / front-endu, czy sposobu transferu muzyki w ramach któregoś z dostępnych protokołów i przesłaniu tego via USB do DACa. Domena cyfrowa. Transport komputerowy. Mhm, tylko że w założeniach tego komputera „ma nie być”, ma być dla nas (i dla sygnału) TRANSPARENTNY. To kwestia psychologii i technologii… już tłumaczę, co mam na myśli. Otóż dla kogoś, kto nie ma ochoty widzieć PC jako źródła dźwięku, stawiać standardowy komputer osobisty, wszystko jedno w jakiej formie by on nie był, jako obowiązkowy element toru gdzie grają pliki, chce za wszelką cenę uniknąć sytuacji, w której ten komputer JEST WIDOCZNY, czy JEST OBECNY (nawet jeżeli sprytnie gdzieś zakamuflowany, ukryty) i wymaga typowej dla PC obsługi. Nie chce tego, kłóci mu się takie rozwiązanie z wizją systemu, gdzie WSZYSTKO przyporządkowane jest WYŁĄCZNIE muzyce. W takiej sytuacji albo kupuje sobie streamer, co od razu oznacza ograniczenia funkcjonalne (do niedawna obsługa DSD tylko do poziomu DSD64, brak integracji z wieloma programami, front-endami audio, brak elastyczności w zakresie obsługi silników DSP, tylko czasowe, zazwyczaj krótkie wsparcie i do tego niezbyt obfite w usprawnienia, nowości…), oznacza że dokonujemy pewnego, mocno ograniczonego funkcjonalnie, wyboru.

Minimalizm formy, maksymalizm możliwości

Oczywiście można mieć to w odwłoku i kompletnie się tym nie przejmować, zakładając (szanuję i często ma to racjonalne uzasadnienie, ma głęboki sens), że najważniejsze jest jak to po wyjęciu z pudła gra i obsługa tego, czy tamtego, nie jest aż tak istotna (w końcu, popatrzmy procentowo jak to wygląda odnośnie dostępności materiałów hi-res, źródeł „wyczynowych”) i koniec tematu. Mhm, można tak, jak najbardziej można. Dla mnie taka droga oznacza jednak (technika), że niektóre rzeczy pozostają poza naszym zasięgiem i w paru aspektach może to być (świadomość) bolesne. Nowe pomysły na korekcję (pod pomieszczenie, pod efektory, z uwzględnieniem wielu czynników – to przyszłość!), nowe pomysły na transfer (lepszy jakościwo) cyfrowy (thunderbolt, I2S z konwersją sygnału do bardzo wysokich wartości), potężne silniki DSP, nowy software oraz nowy hardware, który może wymagać gruntownego upgrade tego, co stoi na stoliku… nie zapominajmy o następcy UAC 2.0, nowym UAC 3.0. Postęp. Komputerowe audio podlega ciągłej ewolucji i tylko platforma oparta na rozwijanym OS może sobie z tym wszystkim jw poradzić.

In

Dlatego też, można właśnie inaczej. Serwer, szybki komputer z jądrem czy głównym oprogramowaniem zawiadującym (w przypadku Roona mówimy o komputerowym systemie audio, w przypadku microRendu mówimy dokładnie o tym samym, przy czym jest to system skrojony na miarę „końcówki”, sprzętu „pomiędzy”, który jest zarządzany przez coś „większego”, szybszego, wydajniejszego, przez nasz serwer właśnie, szybki komputer) to rdzeń i ten rdzeń może w najbardziej optymalnej, najbardziej eleganckiej formule mieścić się w szafce z wymiennymi modułami (racki), ale zazwyczaj (koszty) to po prostu jakiś droższy model NASa albo wydajnego PC. Istotną kwestią jest rozdzielenie tego co gra od tego co zawiaduje, co stanowi rdzeń, czytaj idealnie gdy to co stanowi rdzeń znajduje się w innym, osobnym pomieszczeniu. Skrętka (odpuszczamy sobie WiFi, nawet to gigabitowe ac, może nowy standard który wchodzi, bardzo, podobno, uodporniony na interferencje, o dużo lepszych parametrach niezawodności, dłuższym zasięgu, coś tu zmieni), gigabitowa sieć kablowa i mamy dokładnie to, czego nam potrzeba.

microRendu będzie musiał dowieść swojej wartości w setupie obejmującym wymagających przeciwników. Jako rywalizujące end-pointy, na ringu, wystąpią dwa terminale HP, jeden oparty na krzemie Intela (Daphile, ROCK), drugi oparty na krzemie AMD (Linux z Roon Bridge), oba pasywne, oba wyposażone w pamięci półprzewodnikowe, oba z dobrymi, zewnętrznymi PSU oraz kartami z dedykowanymi kontrolerami USB (karty pci-e, Matrix X-Hi). Jakby tego było mało, w starciu weźmie udział HiFiBerry z najlepszym, leciutkim klientem Roon Bridge: RoPieee. To świetny patent pod Malinkę, bo jest to dokładnie to, czego potrzebuje wzorcowy end-point: ma być stabilny jak skała, widziany zawsze przez oprogramowanie nadrzędne i obsługiwać (dzięki oferowanemu przez developera wsparciu) wszystkie przetworniki C/A jakie tylko nam się nawiną… wszystkie, bez wyjątku. Roon daje de facto gwarancję, że każdy DAC zostanie poprawnie zidentyfikowany i zagra na miarę swoich możliwości. 

Out

Bardzo jestem ciekaw tej konfrontacji. Pamiętajmy o kosztach. Rzecz jasna microRendu jest tu bezsprzecznie najdroższą opcją, kosztuje najwięcej, ze znakomitym PSU CIAUDIO to już okolice solidnego streamera, a przecież mowa jest o „tylko” komputerowej końcówce. Tak, jednak dla mnie liczyć się będzie to, co mogę i jak szeroko mogę zintegrować powyższe urządzenia w torze, jakie możliwości (wspomniałem coś o bezkompromisowym podejściu do sprawy? Mhm, wspomniałem) oferują przedstawione powyżej, wyspecjalizowane PCty. Jakby nie patrzeć terminale to dostosowane do wymogów, biurowe PeCety. Nie są to żadną miarą wyspecjalizowane urządzenia, mają wiele rzeczy zbędnych …z naszego punktu widzenia. Co innego Malinka, a tym bardziej tytułowe ustrojstwo. Tu mamy coś wybitnie tylko pod granie muzyki z pliku. W przypadku Maliny cena będzie musiała uwzględnić alternatywne dla ścianowego, badziewnego zasilacza, PSU. Prawdopodobnie będzie to tomankowy produkt, bo ma być rozsądnie w kosztach i dobrze, solidnie, a do tego zauważalny upgrade w stosunku do tego, co fabryka daje.

 

Bardzo rozbudowana fotogaleria, takie fotostory na naszym profilu, z opisem, wskazówkami praktycznymi, odniesieniem do alternatywnych rozwiązań.
Jak optymalnie, z czym to się je, dlaczego tak. Daję znać co wg. mnie jest kluczowe, na co należy zwrócić uwagę, gdy chcemy z komputera grać NAJLEPIEJ.
Często lepiej niż z najlepszego streamera (tu zawsze ograniczeniem będzie wsparcie, brak implementacji nowości, niedostatki w zakresie kompatybilności z software firm trzecich)
Link bezpośredni do fotogalerii tutaj

Tak się szczęśliwie złożyło, że pojawi się sporo nowych efektorów (głównie słuchawki, a nawet jakieś kolumny od Pylona lecą) oraz referencyjny przetwornik. Jednak nie będzie tak, że jakaś stratosfera będzie tu jedynym punktem odniesienia. Nie. Co więcej, uważam, że test takich wyspecjalizowanych end-pointów PC najlepiej przeprowadzić z USB DACzkami, z czymś co będzie w pełni integrowało się (albo i nie ;-) ) z takim komputerkiem. Dlatego, na potrzeby testu, zgromadziłem zacną kolekcję grających pendrajwów, zagramy @: hiFace DAC (M2tech), mDSD (Encore), Dragonfly (Audioquest), DS-DAC-100 (KORG), IFi xDSD  wreszcie przekonwertujemy na SPDIF via M2Tech hiface 2 (w torze z rDACzkiem). Będzie to test kompatybilności (czuję, że z KORGiem większość końcówek PC się wyłoży ;-) ), będzie to test poprawnej obsługi, wreszcie będzie to ofc test SQ. Szeroko! Ta referencja ma być od Auralika, mam nadzieję, że już niebawem się pojawi, a jak nie to za pomost do analogu posłuży najnowszy DACoAMP Questyle Audio.

PSU

Kontynuujemy cykl granie z PC, z wąsko wyspecjalizowanego PC. Niewykluczone, że dojdzie jeszcze parę ciekawych rzeczy odnośnie oprogramowania oraz wyspecjalizowany kontroler audio USB od PPA Studio (to się niestety spóźni), alternatywa dla X-Hi…

Testujemy HiFiMANy HE-6SE. Legenda powraca w nowej, odświeżonej formie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20181128_185614200_iOS

Wygodniejsze, nieco lżejsze, tak samo trudne do wysterowania, wymagające 2W na kanał, kosztujące więcej, ale poniżej 8k. Fenomenalny bas. Na razie to jest coś, co do mnie przemawia „na wstępie”. Fenomenalny czyli wielowymiarowy, namacalny, organiczny, świetnie zdefiniowany… wiecie, u mnie bas jest bardzo, bardzo istotnym składnikiem pasma, to danie główne, bez którego nie ma zabawy. Tu jest. I to jaka! Druga rzecz, ale wymagająca jeszcze sprawdzenia w paru przygotowanych na okoliczność recenzji setach to przestrzeń. Sceniczne show, gdzie wizualizujemy sobie to, co słyszymy. Mhm! Słuchawki robią bardzo dobre wrażenie od strony ergonomicznej, to „nowa szkoła” producenta, wygodny nie uciskający czubka głowy pałąk, pady z pamięcią, dostosowujące się do naszej anatomii, bardzo solidne, doskonałej jakości gniazda 3.5mm (znacznie lepsze niż w modelu Sundara oraz w Ananda), konwertowalne okablowanie (wtyk balans, przejściówka/adapter na dużego jacka) z przezroczystym oplotem. Sam kabel jest lekki, na mój gust za krótki, a sam materiał zabezpieczający druty (uwaga) ma tendencję do zaginania (i utrwalania tego procesu …trochę przypomina to zagiętą słomkę do picia). Gniazda bardzo dobrej jakości, tutaj widać pierwszorzędną robotę. Widać, że projekt wersji Second Edition przemyślano gruntownie i głównym celem inżynierów było stworzenie przyjaznych od strony użytkowej słuchawek, w kontrze do poprzedników, które w tym aspekcie były …trudne.

Ergonomicznie to coś z zupełnie innej beczki. Wygodne są. Bardzo

Podstawą testu są odpowiednie ampy. Tu napęd musi sprostać jak wyżej, nie może ograniczać, ma oferować optymalne warunki dla tytułowych nauszników. Sam producent sugeruje wyraźnie, ba, informuje że nie widzi przeciwwskazań, aby HE-6ki podpinać pod odczepy głośnikowe, oczywiście nie bezpośrednio, a za pośrednictwem oferowanego przez siebie HE-Adaptera. Mamy taki na stanie i w ten właśnie, sugerowany sposób, podpinamy słuchawki 4 pinowym złączem XLR pod tor z MiniWattem @ NOSach Brimar BVA 4035 (ECC83/12AX7) & Telam CA (EL84). Drugi wykorzystywany w teście wzmacniacz to M1HPA. To jeden z najbardziej niedocenionych wg. mnie słuchawkowych ampów, a przy tym ZNAKOMITA integra. Musical Fidelity w swojej, niestety już nie kontynuowanej, serii M1, oferował kompletne rozwiązanie systemowe. Poluję od dłuższego czasu na końcówki M1PWR (w dobrym stanie zadbane i najlepiej od razu parkę), które tworzą wraz ze wspomnianym HPA system całościowy – pod kolumnę i pod słuchawki. Fantastyczny (jeden z najlepszych w moim prywatnym rankingu) potencjometr, świetna kontrola, duża moc oraz przydatna w wielu sytuacjach testowych przeplotka to w skrócie rzeczy, które bardzo cenię w tym klamocie i nie mam absolutnie zamiaru się z nim rozstawać (nawet gdy, w konfrontacji z ostatnio testowanym Bursonem Conductor V2, musiał M1 uznać wyższość tego pierwszego). Dobra, dość wycieczek po klamotach, czas wrócić do słuchawek. Podpinam nowe szóstki do M1 i jestem na godzinie 12 (już głośno, ale w akceptowalnych dla siebie granicach). Oczywiście ta 12… 13 w M1 to dla wcześniej testowanych Sundara, czy Ananda już „too much”, w przypadku wspomnianej lampy też jesteśmy popołudniu ;-) …znowu inaczej niż w przypadku łatwiejszych do wysterowania słuchawek HiFiMANa. Znaczy się nic się tutaj nie zmieniło i odpowiedni amp być musi, z odpowiednim zapasem i umiejętnościami dla wysterowania tych wymagających planarów. 

HE-6SE

Jeszcze nie przerabiałem, ale niebawem – po odpowiednim przebiegu, bo nowe, wprost z fabryki, trafiły do nas – sprawdzę jak zagrają z CMA Twelve oraz z cedeka (lampa plus lampa, bo cedek jest wpięty w tor via bufor lampowy na ruskich NOSach). Będzie zatem w ciepłych, żarzących klimatach, będzie z nowością przetwornikowo-ampową Questyle, będzie też na tradycyjnym zestawie TAC- 2 oraz KORG druga edycja egzaminowana. Zastanawiam się jeszcze co by tu z gramofonem, bo staruszek 1010 (czytaj legendarny NAD 3020, tylko bez końcówek) z gramofonem daje radę, ale już na wyjściu słuchawkowym zupełnie nie daje rady. Wyjścia ma nawet high oraz low (RCA), ale zazwyczaj próby z integrą słuchawkową (bo analogowo trzeba ofc tu spinać) kończyły się co najwyżej średnio. M1 jest tu ratunkiem, ale też z pewnym niedosytem. Cóż, trzeba będzie sprawę przemyśleć, może wypożyczyć Schiita z gramofonowym pre co to znajomy zamówił? Tylko, szczerze wątpię, czy na dłużej pożyczy, jak sobie na to ostrzy(ł) zęby od dawna. Nie masz już polskiej dystrybucji gówienek (jaka szkoda) i pozostaje import obecnie. Zobaczymy, czy da się namówić ;-) Było, nie było, będzie chyba jedyną osobą w Polsce, która zamówiła Jotunheim-a z gramofonowym pre (tam jest modułowość w modzie, można Delta-Sigma DACa, można multibitowy przetwornik, no i można pod gramofon zamówić klamota). Inny pomysł to nowy NAD D3045, albo zapowiadana zdaje się tylko u nas konstrukcja (ostrzymy ząbki) – przewzmak C658. Tam gramofonowe zintegrowane i byłoby w sam raz (w przypadku C658 bezpośrednio z dużego jacka).

Będą porównywane do tych firmowych, co widać, do LCDków oraz dyżurnego, redakcyjnego zestawu dynamicznych K701&HD650

Zastanawiam się, na początku przygody z nowymi HE-6SE, jak te słuchawki będą pozycjonowane w ofercie? To cenowo blisko, czy wręcz tak samo jak nowość Arya (patrz AVS 2018), która jeszcze oficjalnie do nas nie trafiła. Osiem tysięcy, przy czym te Arye, czy o prawie połowę tańsze Ananda mają być DAP-o lubne, łatwe, ze wskazaniem na nie tylko stacjonarne słuchanie. W przypadku szóstek raczej takie coś jak mobile nie wchodzi w grę, jedyne co przychodzi mi do głowy, co mogłoby z zapasem podołać, zagwarantować odpowiednią moc, przenośne coś, to słuchany podczas AVS-a bateryjno-lampowy WA8. Krótko, gorąco, ciężko (właściwie pół-stacjonarnie), ale dałoby wg. mnie radę wysterować te słuchawki i mogłoby być ciekawie. Jakoś nic innego nie przychodzi mi do głowy, ale może się mylę. Tak, czy inaczej nie będziemy koncentrować uwagi na rzeczach niepraktycznych i mało istotnych, jakby trafił WA to sprawdzę, ale bez ciśnienia na to.

Grając z tego co powyżej i w opisie stoi

Na koniec przypomnę, że przetestowała się u nas pierwsza generacja szóstek z dedykowaną im, nuklearną elektrownią EF-6. Wtedy pułap 10k za słuchawki był granicą. Upłynęło nieco czasu (ale niewiele) i granica przesunęła się znacząco… raz dwa, razy trzy. Tu jest jeszcze zdroworozsądkowo (a przy tym luksusowo vide skórzany kufer z atłasami w środku).

FOTOGALERIA PONIŻEJ

» Czytaj dalej

Nowe Ethery! Mr Speakers i flagowe planary: Ether 2

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
MrSpeakers_ETHER2_08

Pamiętacie nasz mega test z Etherami Flow (w wersji otwartej oraz zamkniętej), LCD-3 oraz HE-1000? Co to była za uczta, a jednocześnie niemałe wyzwanie, bo jak tu mieć parę par słuchawek jednocześnie na uszach ;-) Minął rok i mamy zupełnie nową, całkowicie przeprojektowaną wersję flagowych planarów Mr. Speakers. Panie, Panowie już za moment na sklepowe półki trafią najnowsze Ether 2. Tak, tak, jest i Flow, choć nie w nazwie, ale w konstrukcji ten element występuje także… spokojnie. Aż zacytuje, by nie było wątpliwości:

„W przeszłości, nasza technologia TrueFlow była wbudowana w istniejącą strukturę układu napędowego. W przypadku ETHER 2, skonstruowaliśmy ten układ na bazie technologii TrueFlow, znacznie poprawiając przepływ powietrza wewnątrz układumagnetycznego. Jako rezultat, uzyskaliśmy znaczną poprawę wszystkich aspektów dźwiękowej reprodukcji, od basu, który pewnie osiąga częstotliwości subsoniczne, przez płynną średnicę aż do gładkich jednocześnie niezwykle detalicznych wysokich tonów. To wszystko jest opakowane w znacznie powiększoną scenę, która dostarcza nam uczucie niezwykle naturalnych przeżyć.”

 

Słuchawki bardzo różnią się od poprzedników, wyglądem nawiązując do elektrostatów (VOCE), które Mr Speakers nie tak dawno temu popełnił. Mamy niezwykle lekką konstrukcję, te słuchawki są spore, typowo stacjonarne w oglądzie, ale waga… jak mobile. Słuchawki ważą 290 g! W porównaniu do redakcyjnych LCD-ków to piórko jest, na pewno przełoży się to pozytywnie na komfort użytkowania. W odróżnieniu od konkurencji nie ma tu stratosferycznego poziomu za jaki wołają – nie, jest właśnie zupełnie na odwrót. Na cenniku widnieć będzie cena poniżej 10 000 złotych, a dokładnie 9699 pln, co należy jednoznacznie pochwalić, bo tendencja jest zgoła odmienna u konkurencji. Tam, każda nowość (flagowiec) to znacznie wyższe koszty nabycia w porównaniu z poprzednimi generacjami. Popieramy!

Kluczowe cechy słuchawek MrSpeakers ETHER 2:

  • Całkowicie nowy przetwornik powiadający mniejszą o 70% masę oraz opatentowane przetwarzanie V-PlanarTM (lekkie słuchawki poprzedniej generacji były jednymi z najbardziej kompaktowych otrodynamików, te są jeszcze lżejsze)
  • Całkowicie nowy, aerodynamiczny układ magnetyczny TrueflowTM
  • Kabel VIVO umożliwiający podłączenie za pomocą wtyków 2.5mm, 3.5mm,1⁄4” oraz za pomocą 4-ro pinowego gniazda XLR. UNIWERSALNY w sensie różnych kombinacji, no proszę… da się
  • Wysokiej jakości, skórzany pasek pałąka (ręczna robota, lokalnie w Stanach robiony)
  • Wygodny pojemnik na słuchawki z dodatkowym przedziałem na odtwarzacz przenośny (bardzo mocno akcentują to mobile w przypadku najnowszych Etherów, bardzo)

Istotne zmiany zaszły w konstrukcji pałąka i montażu muszli. Oczywiście, podobnie jak w poprzedniej generacji, Mr. Speakers to metal i włókno węglowe. Dzięki temu konstrukcja ma bezkompromisową wytrzymałość, a przy tym oferuje najwyższy poziom komfortu, przy jednoczesnym zminimalizowaniu wagi. Sztywna, metalowa i karbonowa konstrukcja odgrody poprawia osiągi brzmieniowe. Sam pałąk pozbawiony zawiasów został wykonany z innowacyjnego metalu o nazwie Nitinol, który posiada efekt pamięciowy. Zapewnia to komfortowe dopasowanie do głowy i odpowiednią wytrzymałość, co przełoży się na bezproblemowe lata użytkowania.

Oto, co mówi twórca tych nauszników, Dan Clark, założyciel i dyrektor firmy MrSpeakers: „Rozpoczęliśmy pracę nad ETHER 2 w celu stworzenia nowej konstrukcji, która skorzysta z zalet tego, czego nauczyliśmy się o przetwornikach, komforcie, oraz konstrukcji mechanicznej na przestrzeni ostatnich sześciu lat. Jak zawsze, naszym najważniejszym priorytetem było wprowadzenie poważnych ulepszeń brzmienia. Po drugie, chcieliśmy uzyskać wagę poniżej 300 gramów bez kompromisów w zakresie jakości budowy, jakości dźwięku czy komfortu. Myślę, że ETHER 2 spełnia nasze założenia w każdym zakresie; to fantastycznie brzmiące słuchawki z niesamowicie ciepłą i naturalną barwą, niesamowitą rozdzielczością, ogromną sceną i kiedy założycie je na głowę, to ledwo poczujecie, że na niej są.”

 

 

Mhm, dla mnie mamy tutaj trzy rzeczy, które potencjalnie „robią”:

- nowy wariant układu magnetycznego Flow: TrueFlow, który wraz z nowym przetwornikiem V-PlanarTM stanowi tutaj niewątpliwie danie główne, to zupełnie nowy projekt, ciekawe jak to się przełoży na SQ w porównaniu do poprzedników, w którą stronę to pójdzie…
- fenomenalnie niską wagę, co powinno przełożyć się na wysoki komfort podczas długich sesji oraz możliwość użytkowania przenośnego, do zweryfikowania z mobilnymi źródłami
- nowy, uniwersalny kabel VIVO (pierwsza taka konstrukcja dołączana do słuchawek, o ile się nie mylę)

Na pewno zweryfikujemy, przetestujemy te słuchawki u nas, porównując do wrażeń z recenzji poprzedników oraz naszych redakcyjnych planarów Audeze oraz HiFiMANa. Wspólnie będzie można przekonać się o zaletach tej nowej konstrukcji już na najbliższym Audio Video Show 2018 w Warszawie w dniach 16-18 listopada, gdzie słuchawki będą udostępnione zwiedzającym wystawę. Warto. Przyjdźcie, posłuchajcie, porównajcie…

PS. Jak będą dostępne do testów to na 100% wypożyczę testowanego HPA-3B. Kapitalny wzmacniacz!

  

HDO na IFA. Jedna salka audio, ale audio jest wszędzie…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
FullSizeRender

Kiedyś było inaczej, kiedyś HiFi było obecne. Kiedyś. Teraz jest inaczej i bardzo dobrze, że jest, bo to impreza zupełnie inna od specjalistycznych, monachijskich high-endów, czy jeszcze odmiennego (jednak wyraźnie zmienia się profil rodzimej imprezy na coś IFApodobnego vide smart home / automatyka & potężna dawka wideo) Audio Video Show. Audio @ IFA od dawna było nieco na marginesie, choć kiedyś było tego (w dedykowanych salkach) jednak zdecydowanie więcej (poprzednie relacje HDO z dużo większą liczbą wystawców audio, szczególnie słuchawkowych, ale nie tylko… gramofony, elektronika, czołowi producenci z branży). Słuchawki są oczywiście wszechobecne (bo popularne, bo mobile), widać jednak zdecydowany trend „wtopienia” dźwięków w chałupę, oczywiście taką inteligentną, gdzie audio staje się jednym z elementów całego ekosystemu. W sumie, nie oszukujmy się, do tego właśnie dążymy, to taki come back pustych przestrzeni nowoczesnych wnętrz (z wygumkowanymi wcześniej kolumnami), tyle że teraz ta przestrzeń będzie pełna dźwięków, oj będzie!

Bardzo ważną rolę odgrywa integracja, wszędzie widać AI, na każdym kroku. Asystenci są czymś, co ma całkowicie zmienić sposób interakcji z domową elektroniką, co już teraz zmienia każde pomieszczenie (zaawansowane systemy DSP, korekcja… tak, to też tu jest, zresztą nie tylko na IFA, na High-Endzie też było o tym głośno) w miejsce z muzyką, z dźwiękiem (zasada: mówisz – masz). Rzecz jasna często jest to kompromis w zakresie SQ, ale… właśnie, branża zwraca coraz baczniejszą uwagę na ten aspekt, nie jest to rzecz pomijana, bo jakość to też jedna z trampolin marketingowych. Jakość już nie na marginesie. Bo się sprzedaje (przy czym jakoś cicho o MQA, wcześniej bardzo obecnym, ale może gdzieś natrafię… nie natrafiłem, serio).

Audio jest zatem wszędzie, każdy z dużych wystawców prezentuje swoje rozwiązania, ale właśnie jako coś, co coraz częściej ma współgrać ze wszystkim, nie tylko z telewizorem (który nie wygląda jak telewizor i bardzo dobrze, że nie wygląda), nie tylko z domowym systemem AV… oj nie, znacznie szerzej, ma to być element całego jw. ekosystemu, dogadujący się, przejmujący funkcje, uzupełniający możliwości (wiadomo… mikrofony, głośniki) sprzętu AGD, domowej in(fo)frastruktury (internet rzeczy to najbardziej oblegana przez specjalistów działka na tegorocznej IFA btw). Dlatego przybiera często, gęsto formę zupełnie nie kojarzącą się, właśnie wtapia się w otoczenie, ale JEST i GRA.

Zaraz ruszymy cztery litery i sprawdzimy co ciekawego ma do zaprezentowania branża, czym chce nas w najbliższym czasie zaskoczyć. Uzupełnię wpis o fotorelację (taką formę, podobnie jak to miało miejsce w naszych wcześniejszych „HDO na IFA”, uskuteczniamy), spodziewajcie się aktualizacji…

» Czytaj dalej

PowerDAC NuPrimie IDA-8… mały, melodyjny mocarz

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180629_164810637_iOS

Jeszcze parę lat temu nikt takich konstrukcji nie poważał. Amplifikacja musiała być wielka jak stodoła, musiała mieć za nic zużycie, musiała się konkretnie grzać, powodować czasowy spadek napięcia w sieci energetycznej itd itp. Mamy 2018 i często, gęsto zamiast wielgachnej skrzyni, wzmaczniaczyska, stoi sobie na półeczce małe coś, co gra – zdawałoby się – bez żadnych ograniczeń, wypompowując waty mocy w efektory bez najmniejszego wysiłku. Pamiętacie jedną z pierwszych, masowych konstrukcji D klasowej, jaka nam się parę lat temu trafiła i została na dłużej w redakcji? Ano, tak, tak chodzi o D3020 od NADa. Mały wzmacniaczyk pokazywał kierunek, mniej więcej w tym czasie pojawiały się pierwsze, coraz ambitniejsze konstrukcje innych czołowych producentów. Wcześniej paru specjalistów z branży starało się zainteresować nas swoimi konstrukcjami przełamującymi schematy (w głowie), głównie były to jednak drogie urządzenia (wspomniany NAD miał serię Masters, od której zaczął się flirt z wysoce efektywnymi, wysokomocnymi amplifikacjami). D3020 nie był jakimś objawieniem, ale jako jeden z pierwszych łączył świat cyfry (w tym komputerem, uzupełnionym łączem sinozębnym, a droższy D7050 także bezpośrednio Internety) z drutem ze wzmocnieniem w klasie D i zrobił to na tyle przekonywująco, że dzisiaj w ofercie Kanadyjczyków znajdziecie JEDEN tylko, klasyczny wzmacniacz tranzystorowy AB (C316 v2).

Bardzo się to wszystko zmieniło, a dzisiejsza integra to właśnie tytułowy PowerDAC: przede wszystkim cyfrowe wejścia, czasami bezpośredni link (prawie zawsze BT), ze szczątkową obecnością analogowych złącz przygotowanych na okoliczność podpinania analogowych źródeł. Bywa, coraz cześciej, zorganizowane w ten sposób, że ten analog to naprawdę coś bardzo „przy okazji”, zdarza się, że sygnał zostaje przekonwertowany na postać cyfrową (układ ADC) i następnie ponownie przekształcony na sygnał zrozumiały dla efektorów. Obecnie pojawiają się na rynku setki takich produktów, zaprojektowanych zgodnie z ostrymi normami redukcji zużycia energii, dodatkowo korzystające z wysokiej efektywności i minimalizacji wpływu czynnika termicznego na formę urządzenia. Mamy więc małe, malutkie amplifikacje, lekkie, leciutkie, dla starego audiofila grzyba, wydmuszki takie i … tu audiofil grzyb będzie często, gęsto w ciężkim szoku, grające z taką swobodą, z taką manierą jak te stare, wielkie piece, co to wymagały wyłączenia zbędnych odbiorników prądu, bo mogło wywalić ;-)

Ten tutaj jegomość to klasa D, tak, ale z magicznym A (na wstępie). Patent NuPrime na połączenie zalet. Obadamy :)
BTW. Opis na pudle to takie „wszystko w temacie”, wiemy od razu „kto zacz”

NuPrimie IDA-8 to taka na wskroś nowoczesna konstrukcja. Na wskroś. Bardzo, bardzo tu i ówdzie chwalona, na granicy czołobitności i uwielbienia wręcz. Jako, że mam duży sentyment do produktów NuForce (NuPrime to reinkarnacja, przez krótki czas marka NuForce egzystowała pod skrzydłami specjalisty od projekcji, firmy Optoma), a tu mamy kontynuację, bardzo przemyślane portfolio produktów, które znakomicie wpisują się w „idzie nowe” (w audio) to długo się nie namyślając zapytałem dystrybutora marki w .pl, czy można na tapetę i to najlepiej właśnie tego małego, jak w tytule stoi, mocarza. Sprzęt budzi spore zainteresowanie, krąży po redakcjach w ostrym (krótkim) reżimie czasowym, ale że akurat trafiło się trochę wolnego czasu na obadanie, poprosiliśmy o egzemplarz i od nastu dni gra to nam jako alternatywa dla bardzo klasycznych konstrukcji w salonie: integry NADa i dzielonego systemu NADa, ze starej daty pre i podobnie starej daty końcówką …a wszystko to w klasie AB, z dużym zapotrzebowaniem na prąd, opakowane w skrzynki zajmujące cały segment regału RTV, po paru minutach powodujące zauważalny wzrost temperatury w pomieszczeniu. IDA-8 jest absolutnym przeciwieństwem powyższego. Tak jak NAD D3020 to takie „biurkowe”, bardzo kompaktowe maleństwo, zintegrowany wzmacniacz na miarę XXI wieku. Power+DAC, z USB przede wszystkim, ale dla mnie rzeczą bardzo istotną i niepomijalną są także pozostałe cyfrowe interfejsy… nierzadko to właśnie SPDIF jest LEPSZYM od komputerowego sposobem na integrację źródła z nowoczesnym wzmacniaczem. To wcale nierzadka sytuacja, dlatego jak już nie raz mogliście się na łamach HDO przekonać, zawsze kompleksowo podchodzimy do testów, nie robimy tego by „zaliczyć” – nie – chcemy poznać możliwości brzmieniowe testowanego sprzętu. Wcale często to właśnie koaksialne, albo TOSLINK wypada ciekawiej w kwestii SQ od  uniwersalnej magistrali komputerowej. Także, to uwaga natury ogólnej, dajcie szansę innym interfejsom w swoich nowoczesnych, cyfrowych wzmacniaczach, bo warto (inaczej, można sporo z potencjału stracić, pozostawiając te wejścia nieobsadzonymi).

Małe, kompaktowe to. Bardzo. Oznaczenia wejść dziwaczne, ale ma to swój urok.
To takie połączenie diody (displej), oznaczenia alfanumeryczne… labo, przy czym żadne szkiełko i oko, o nie! ;-)

Integra NuPrime ma link bezprzewodowy w formie zewnętrznego modułu łączności, który podpinamy do umiejscowionego z tyłu, dodatkowego (poza drukarkowym złączem, do wpięcia kompa) portu USB. Także jak ktoś akurat wcale niekoniecznie ma ochotę słać strumienie z handheldów do ampa to nie musi tego elementu sobie aplikować, zestaw interfejsów obejmuje „klasycznie” elektryczne & optyczne interfejsy cyfrowe, ponadto jest analogowe wejście, jedno jedyne, na przedwzmacniacz, pozwalające podpiąć coś analogowo właśnie. Oczywistym wyborem będzie tutaj gramofon, te nowe coraz częściej wyposażane są od razu we własne, wbudowane przedwzmacniacze, co pozwala bezpośrednio wpinać. Na froncie diodowy displej (charakterystyczny element wyposażenia w przypadku wcześniej NuForce, obecnie NuPrime), w garści firmowy pilot (oznaczenia cyfrowo-literkowe wcale nie są z czapy, jak pisali inni recenzenci… no ludzie, przecież 1,2,3,4,5 niczego konkretnego nam o wyborze złącza nie mówi, a te literki owszem, mówią… a cyfry są po to, by nam unaocznić kolejność), stalowe pudełko z siłą rzeczy blisko osadzonymi odczepami. Polecam, bardzo, ubrane kable, najlepiej w banany. My tak właśnie podpięliśmy tytułową integrę z naszymi redakcyjnymi kolumnami. Widełki mogą być problematyczne, a gołe kable będą bardzo mocno niewskazane. Także banany wpinać proszę.

…jak widać

Nie ma żadnego jacka, mimo biurkowej formy (ale to w sumie nie jest, o czym za chwilę, żadna wskazówka, jakiś nakaz zastosowania tego klamota właśnie w formie biurkowo-gabinetowej), to amplifikacja pod kolumny, zdalne sterowanie także wskazuje, że ma to być obsługiwane z poziomu fotela, kanapy w dużym pomieszczeniu. Co prawda wielkość i waga wskazywałyby na coś wręcz przeciwnego, ale pozory w tym wypadku bardzo mylą. Tak jak wspomniany na wstępie D3020 faktycznie był takim małym wzmacniaczykiem, który nie bardzo nadawał się do dużego salonu, nie był dobrym wyborem dla dużych podłogówek, ba… sam producent zakładał, że jakby co przyda się wsparcie niskotonowca (aktywnego – zresztą w IDA-8 też możemy sobie suba integrować), do wpiętych w odczepy raczej kompaktowych monitorów, to tutaj mamy do czynienia z małym w formie, wielkim w treści, wulkanem energii. Ten wzmacniacz może bezproblemowo zastąpić w moim systemie dzielony tor pre + końcówka i będzie zwinniejszy, bardziej dynamiczny, de facto mocarniejszy od wielkiej skrzyni ze znamionowymi 200W. Przy okazji oczywiście mamy coś znacznie efektywniejszego, no ale to jakby z założenia… w końcu te nowe ampy oparte na power modułach, wzmacniacze w klasie D, potrafią dać dużo energii, zabierając z sieci umiarkowane ilości prądu, dodatkowo zachowując wysoką kulturę pracy (termika). Tak, to wiemy w teorii, ale praktyka potrafi mimo wszystko zaskoczyć, zadziwić. Musiałem uważać z operowaniem gałką enkodera (leciutki, wyczuwalny skok, szkoda że nie chodzi to nieco precyzyjniej, bardziej gładko), przyciskami na pilocie, bo można było szybko przedobrzyć. Gram bezpośrednio z Core @ Roonie (iMac), ale też jw. podpiąłem inne interfejsy i to bardzo na bogato, bo… po optyku jest Chromecast Audio tylko, ale po koaksialu udało się zintegrować cały system AV w salonie (dzięki matrycy HDMI wyposażonej w konwerter cyfra-cyfra z HDMI na TOSLINK/coax). Fajno. Można sprawdzić wiele źródeł, także takich, które rzadko były podpinane do DACów/PowerDACów. Oczywiście, tradycyjnie, podpinam także naszego dyżurnego CDeka (tutaj zarówno po analogu i rozłączając to co powyżej, po koaksailu). Link sinozębny sprawuje się bez zarzutu, można strumienie słać, ale to co robi na wstępie testów największe wrażenie to wspomniana moc, którą mamy tutaj do dyspozycji. Przy ustawieniach w zakresie 30-40 jest optymalnie, głośno, a dalej… no właśnie. Warto przy tym nadmienić, że amp gra niezwykle czysto, mamy całkowicie czarne tło i to w całym zakresie, także przy końcu skali. Nie to co przy moich NADach, gdzie jak wychylimy to słychać. Tu jest głucha cisza.

„Wzmacniaczyk” wcale niemało potrafi w dziedzinie SQ. Powiem więcej, sceptycy, niepoważający „tych nowych, cyfrowych, wynalazków” powinni koniecznie sobie to, to potestować. Najlepiej w zaciszu domowym, mając do porównania dotychczasowy tor. I niech to będą te wszystkie pyszne „czysta klasa A”, jakieś lampiszony niech będą, niech to będzie prawdziwe, po bandzie wyzwanie. U nas tak to się właśnie konfrontuje i doświadczyłem niczego, do czego mógłbym się doczepić. To nie jest żadne „no ale”, „nalocik cyfrowy czuć”, czy może mocne ale bez powietrza, bez życia granie. NO NIC Z TYCH RZECZY. Ta cała IDA-8 zasłużyła sobie na b.dobre opinie, tu nie ma przypadku. Dokładnie obadałem kwestie linku komputerowego, sprawdziłem jak dobra jest implementacja USB w tym przetworniku z prądem, znakomicie wypadło SPDIF – gra tutaj świetnie – analog traktowałem początkowo pomocniczo, ale summa summarum się wybroniło. Mogę zatem napisać głośno i wyraźnie: jak sobie słucham na lampiszonowym ampie czegoś, a potem przeskakuje na IDA to nie mam wrażenia, że ktoś mi coś tam amputował. W ogóle nie mam. Przechodzę, że tak powiem, gładko i bez najmniejszego zgrzytu. Innymi słowy, mały mocarz, radzi sobie, radzi sobie z podłogówkami w dużym pomieszczeniu z takim zapasem sobie radzi, że nawet dużo potężniejsze paczki nie stanowiły, jak się okazało, jakiegoś wielkiego wyzwania. Na Topazach 20 grało, dużo większych od kompaktowych Szafirów (23) i „nawet się nie spocił”. No ciepły, a nwet więcej niż ciepły był, ale wysterował te kolumny koncertowo.

Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził tego ampa w sposób, który raczej nikomu (z testujących) nie przyszedł do głowy. Kropką nad i był odsłuch na routerze audio (z wejściem dla ampa i audio jackiem, do którego to nauszniki podpiąłem). Fabryka integracji ze słuchawkami nie przewidziała? No trudno, trzeba było zaradzić i zaradziłem jak wyżej. I wiecie co? To dopiero była sensacja, jak ten mały grzmot zagrał na planarach. Zresztą nie tylko, ale przede wszystkim.

  

Cyfra, no w PowerDACu to jakby naturalne, że cyfra wszędzie, nie?

Więcej, bardziej i mocniej poniżej:

» Czytaj dalej

Testujemy nowe planary HiFiMAN ANANDA… kolejne objawienie po Sundara?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_9201

Nawiązują do najdroższych. Konstrukcyjnie i designersko. ANANDA. Coraz bardziej podoba mi się kierunek, jaki obrał HiFiMAN ostatnio. Coraz bardziej. Poza jakimiś stratosferycznymi systemami słuchawkowymi (nie tylko ortodynamicznymi, ale także elektrostatami) firma w najnowszej generacji swoich produktów upraszcza ofertę, jednocześnie uskuteczniając progres. Wyraźny progres w zakresie SQ oraz ergonomii. Zachwycałem się Sundarami (i podtrzymuję te zachwyty, z czasem tylko się utwierdziłem we własnych spostrzeżeniach – to wybitne słuchawki, jedna z najlepszych propozycji w okolicach 2k, o ile nie najlepsza), teraz kolej na kolejną, świeżutką nowość: ANANDA. Cena razy dwa i od razu nasuwa się pytanie: co w zamian. Powiem Wam, po parunastu godzinach słuchania …temperatury takie, że najlepiej idzie w nocy, a w nocy, cóż godziny lecą i tak wciągnęło to słuchanie, że no właśnie… wstępnie mogę napisać tak: zejście z poziomu ponad 10k za HE-1000 do mniej niż połowy tej sumy, przy lepszej ergonomii i (przede wszystkim) dużo większej uniwersalności. Te słuchawki nie tylko da się spokojnie wysterować dowolnym, stacjonarnym ampem, mobilnym ampem dowolnym, ale bez żadnych „ale” można podłączać do handheldów, z zastrzeżeniem że ofc nie z każdym absolutnie nam te nauszniki zagrają. Podobnie jak w Sundara, ale na poziomie – ehhhhh – lepszym. Brzmieniowo lepszym. Do szybkości, precyzji dochodzi niebywała wręcz umiejętność kreowania sceny, jest przestrzeń, jest powietrze i to w dawce dużo większej niż w Sundarach. Tam było dobrze, tu jest lepiej niż dobrze. Ten aspekt wyraźnie w tych słuchawkach wyróżnia się i jak ktoś szuka (dziwne, żeby w planarach nie szukał) „scenicznej swobody” to trafił pod właściwy adres.

To wstępne wnioski. Możliwe, że nie tyle ulegną modyfikacji, a uzupełnieniu o kolejne spostrzeżenia, bo egzemplarz nowy, wprost od producenta i nawet jeżeli wstępnie wygrzewany (a taką procedurę przewiduje HiFiMAN) to może się, jak to często bywa, okazać po kolejnych x-dziesięcu godzinach, że się jeszcze sporo zadzieje. Słuchawki, jak napisałem na początku wpisu, to nawiązanie do niedawnych flagowców. Piszę niedawnych, bo seria 1k była flagowa, a teraz jest jeszcze coś wyżej, ale to wyżej traktowałbym w nieco innych kategoriach (tj. systemowych i już absolutnie wyczynowych, w sumie abstrakcyjnych… bo ciężko mówić o progresie, a o innym położeniu akcentów. Kiedyś rozwinę tę wypowiedź, kiedyś…), a obecnie producent wyraźnie chce powalczyć o masowego klienta, takiego, który może i by wydał więcej, ale granicą będzie dla niego pułap „za najnowszego, flagowego smartfona”. Wszystkie nowe słuchawki mają jak najlepiej radzić sobie w mobile. To raz. Dwa – mają być (i są) bardzo uniwersalne, łatwe, pozwalać się wpiąć w to, co w typowym domu stoi… jakiś wzmacniacz, czy amplituner kina z dużym jackiem? Proszę bardzo. Jakiś kompaktowy system w gabinecie? Nie ma problemu. Jakiś USB daczek działający w opcji „on the go” z laptopem? No oczywiście. Widzę tutaj przemyślaną strategię, gdzie nauszniki mają podążać za rynkowymi trendami w elektronice użytkowej, gdzie kwestie ergonomii, wyglądu są równie ważne co umiejętności brzmieniowe, niż to co dla nas jest najistotniejsze. Zresztą my też zmieniamy nastawienie. Patrzymy na produkty całościowo, oceniamy całościowo i wymagamy więcej.

Ból głowy u konkurencji. Nowy wypust planarów na jednym obrazku. Sundara & Ananda

Dopasowana kolorystyka tego co gra na ekranie z tym, co pod ekranem gra ;-)

ANANDA grają przede wszystkim na fantastycznym secie Woo Audio WA7. Lampy, lampami, ale aplikacja w tym wypadku jest bliska perfekcji. Dlaczego? Ano dlatego, że to jedna z niewielu konstrukcji, która łączy cyfre z bańką w tak harmonijnie udany sposób. Mamy tutaj precyzję, dynamikę, szybkość, ale mamy też płynność, homogeniczność i obłędną muzykalność (tak, tak – w recenzji wyjaśnię ocb) i to, co stanowi podstawę: w pełnym zakresie pracy potencjometru jest CZARNE TŁO. Nie, że coś, jak na moim maluchu (MiniWatt), że jednak brumi, że jednak blisko końca skali trzeszczy. Nic z tych rzeczy. Jak zaczyna grać, to drga. U nas drga, w środku drga. Pierwszoplanowo Woo, ale nie tylko Woo. Odkrycie i to takie, że nadal szukam szczęki, to wykorzystanie małej integry NuPrime (tam nie ma dziurki dla słuchawek, nie ma) w roli słuchawkowca. Podpinam do routera audio (amp i cztery pary odczepów na kolumny plus 6.3mm jacek) i …szukam szczęki. Trochę się obawiałem, nie tyle odnośnie bezpieczeństwa podpinanych słuchawek, ale znalezienia odpowiedniej skali… czy będzie trzeba jej szukać w wąskim zakresie pracy końcówek? Ano nie! Można jak najbardziej traktować podpięte nauszniki na równi z zestawem kolumnowym (z innymi ampami, bywa różnie, czasami nie ma to sensu). Pełna swoboda manewru gałką i to w tak płynny, tak przyjemnie dopasowany sposób, z pełną, precyzyjną kontrolą. No i ten dźwięk. Ale o tym innym razem. Jakby mało było, jest opcja na XLR, a to dzięki wpiętemu w jeden z odczepów routera, adaptera HiFiMANa (HE-Adapter). Oczywiście, symetrycznie nie będzie, bo i IDA-8 symetryczna nie jest. Poza tym trzeba by skombinować dodatkowy kabel. Właśnie kabel. W komplecie z ANANDA dostajemy dwa, w przezroczystym oplocie, przewody – krótki 3.5mm i długi z bardzo solidnym wtykiem 6.5mm. Od strony muszli idzie obecny standard u HiFiMANa (tu też ujednolicają) – 3.5mm jacki. Niektórzy niemiłosiernie krytykują producenta za dołączone okablowanie. Polemizowałem i polemizuję z taką opinią także w przypadku opisywanych słuchawek. To bardzo dobre, solidne kable, porównując do tego, co daje konkurencja (także to, co używane jest na co dzień w redakcji) czepianie się tego elementu traktowałbym w kategoriach zwykłego, właśnie, czepialstwa. Aha, w roli źródła końcówki PC, pasywne, grają. Obie na terminalach HP (tak, obiecałem osobne artykuły o Daphile i o ROCK i będą, będą), z kartami z dedykowanymi kontrolerami USB na PCI-e (patrz test X-Hi od Matrixa & end-point PC Audio), działające 24/7, we front-endzie Roon (oraz wspomnianym Daphile/LMS). Zewnętrzne zasilanie, brak wentylatorów, pełna bezobsługowość, śmiga to na linuksowych kompilacjach upichconych jw. pod kątem audio. Takie PC mogą swobodnie konkurować z dowolnymi, nawet bardzo drogimi streamerami. Szczególnie, gdy zera z jedynkami konwertuje nam jakiś konkretnie dobry DAC ;-)

Które lepiej, no które? Inaczej…

Słuchawki sprawdzę także w zupełnie innych, salonowych, okolicznościach przyrody. Czekam na powrót DS-DAC-100 Korga oraz TAC-2 ZOOMa. Będzie 1 bit na wyśrubowanie wysokim poziomie (Korg) oraz granie po piorunie (bardzo sobie dużo obiecuje po takim połączeniu, mając w pamięci choćby fantastyczne brzmienie HE-400 na TACu) oraz bezpośrednio z dużego jacka granie z NAD C368. Tam, jak pamiętacie z ostatniego wpisu, mamy integrację NAPRAWDĘ WSZYSTKIEGO JAK LECI, także ANANDA nie tylko lizną strumienie audio, ale także wideo, także z płyty, także koncerty. Będzie zatem bardzo przekrojowo, fajnie się złożyło że może na takim, oryginalnym, poziomie integrowania całego AV z dostępem do źródeł w ramach JEDNEJ skrzynki. To – wierzcie – robi różnicę. Jak ktoś korzysta z dobrej klasy amplitunera AV, to oczywiście doskonale o tym wie, ale jak tego amplitunera nie ma i nie ma być (u mnie tak to właśnie wygląda, specjalnie tak, choć wiele konstrukcji amplitunerów AV oferuje naprawdę dobry dźwięk, także w stereo) to sprawy się mocno komplikują. Nie muszą, tylko trzeba zainwestować w porządną, najlepiej profesjonalną matrycę z cyfrowymi wyjściami audio. I mamy co trzeba, nawet z obsługą wielokanałowego, jeżeli komuś bardzo zależy. Inaczej. Na wielu skrzynkach, jak te skrzynki i tak okupują szafki, wywołując irytację czynników decyzyjnych. No życie, ale warto imo, będzie także o tym na łamach, jak obiecałem, a póki co garść obrazków z tytułowymi nausznicami.

Dzika rozkosz

Terminale, jeden, ten mocniejszy, na 64bitowym AMD, powędruje jako end-point ROCK/Roon do salonu. Linux w służbie audio.
Optymalne źródło PC, do słuchania bez kompromisów w ciszy i spokoju @ takich ANANDA choćby… dobry AMP/DAC i już.

PS. Jak zobaczycie opakowanie, wyciągnięcie słuchawy, kable, skonfrontujecie to z ceną to wnioski nasuną się same.
PPS. Tak na absolutnym marginesie: dlaczego NAD nie oferuje swoich nowych, bezprzewodowych HP70 poza rodzimą lokalizacją (praktycznie nigdzie indziej się kupić nie da) pozostaje NADa słodką tajemnicą. Poluję i na razie bez rezultatu. A jak wspomniałem kiedyś, musowo…

» Czytaj dalej

Woo..w! Woo Audio WA7 fireflies w testach @ HDO. Dyskretny urok bur.. lampy

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180712_124523344_iOS

Dobra, nie tylko to, co słychać, się liczy. Także nie jest tak, że nieważne jak wygląda, ważne jak gra. No nie jest. Myślę, że ma to swoje wytłumaczenie w naszej psychice, zwyczajnie rzeczy które wyglądają dodają ileś tam do całokształtu. Tak to po prostu działa. WA7 jest pierwszym Woo jaki trafia do nas na testy, ale nie jest to moje pierwsze spotkanie z marką. Dałem temu wyraz dość entuzjastycznym w wymowie wpisem pt. „Woo Audio historia pewnego sukcesu„. Warto wdepnąć i przeczytać, bo jest tam i o lampach jako takich, o marce jest, o moich doświadczeniach wcześniejszych z pewnym, niestety do tej pory w pełni nie skonsumowanym, uczuciem do konkretnego modelu z oferty tego producenta. To, co trafiło do nas do testów, to takie kompaktowe (coś ostatnio to u nas w modzie ;-) ) granie na nausznikach przede wszystkim. Tak, dostajemy pięknie wykonanego, monolitycznego wzmaka pod słuchawki (no nie muszą być nauszniki, ale o tym kapkę dalej), jest to także przetwornik, a w komplecie, poza ampem, ląduje druga, monolityczna, aluminiowa kostka i kusi zmysły (to dzielona konstrukcja, gdzie macie zasilanie wyprowadzone na zewnątrz, ale nie w formie jakiegoś tam ścianowego zasilacza, no zupełnie nie). Na razie ten opis, co tam pod maską, ograniczę do takich ogólników, bo też w sumie nie jest aż tak istotne, po wyciągnięciu z pokaźnych pudeł tych dwóch, zgrabnych, niewielkich, ale konkret ciężkich, klamotów, co tam w środku siedzi, nie jest. Po prostu stawiamy i podziwiamy. Cóż, jest co podziwiać., oto Świetlik, model 7:

   

  

 

W środku siedzi duet: kość Texas Instruments PCM5102A (DAC) z interfejsem USB produkcji C-Media o oznaczeniu 6631A

Oczywiście to, co tutaj robi, poza niebanalnym, ujętym w ramy szlachetnego minimalizmu projektem, są lampy. Producent zdecydował się zastosować może prymitywny w założeniach, ale efektywny patent (na wzmocnienie efektu) w postaci umieszczonych pod cokołami diod, podkręcający efekt żarzenia się lampek. Efekt jest z gatunku tych subtelnych, to nie jakiś pomysł rodem z chińskiego pchli-targu (mhm, wiele konstrukcji z Państwa Środka tak niestety ma), tylko coś, co nam buduje ładnie przekaz na poziomie estetyczno-wizualnym. Dobra, a konkretnie? ;-) Konkretnie to w sekcji wzmocnienia sygnału znajdziemy dwie bańki o oznaczeniu 6C45, w sekcji zasilania zaś siedzą, podobnie jak 6C45-ki, popularne podwójne triody 12AU7… też dwie siedzą. Obie kostki spinamy wielopinowym pro kablem, co to nam energię do obu (bo są dwa, ale pracują albo/albo) jacków dostarcza. Małego, dla tego, co umownie rzecz ujmując mobilne, IEMowe oraz dużego jacka dla konstrukcji wagi ciężkiej. Jak już napomknąłem, działają naprzemiennie, z priorytetem dla większego gniazdka. Dla testującego to w sumie zaleta, bo podpinamy sobie dwie sztuki, jako że zazwyczaj otwarte, to bywa głośno, ale gra tylko jedna para. I tu od razu pewne zaskoczenie, pewne odkrycie. Sundary wymagają kręcenia gałką bardziej w prawo niż LCD-ki 3. Serio. Mocno mnie to zdziwiło, ale tak to właśnie wygląda i nieważne, czy zastosujemy w HiFiMANach adapter (podepniemy pod większy, 6.3mm, port), czy bezpośrednio podłączymy słuchawy do wzmacniacza. Ano tak to jest, tak to wygląda. Oba modele planarne poczuły się zresztą jak „rybka w wodzie”. W razie wystąpienia takich okoliczności jak wyżej wspomniane, gdyby czegoś nam mocowo brakowało, możemy sobie zawsze hebelkiem z tyłu obudowy zmienić gain (Lo/Hi).

WA7 to konstrukcja SE, typowa dla amplifikacji lampowych (dziwi mnie pojawiający się tu i ówdzie… tak piję to tego, co napisano na The Verge… zarzut, że nie ma balansu. No serio? A ile jest tego typu konstrukcji na rynku?), ze wspomnianym dakiem USB, pojedynczym wejściem analogowym oraz (w wersji przez nas testowanej, bogatszej o ten element) optycznym stanowiąca gotową propozycję dla kogoś, kto decyduje się na efektory w postaci wysokiej klasy słuchawek (względnie poszukuje czegoś zacnego dla swoich słuchawek, dysponując torem z kolumnami, ale ten tutaj amp to słuchawki, tylko i wyłącznie słuchawki, nie przepuścimy sygnału, nie zrobimy ze Świetlika bufora lampowego dla reszty toru). Opisywany produkt WooAudio to coś na biurko, do gabinetu. W salonie musimy uwzględnić dostęp, stanowisko do słuchania na nausznikach, najlepiej takiego ampa pożenić z komputerem stacjonarnym, jak u nas, z jakimś end-pointem, dedykowanym pod PC Audio. Tak to powinno wg. mnie wyglądać. Sami reklamują się z Jabcem, ma to sens od strony estetyczno-wizualnej, choć jakiś maluch, choćby taki jak microRendu, będzie w sam raz. Alternatywą może być też jakiś ekran, w sensie np. tablet, bo interfejs (Cmedia, znowu skojarzenia z Apple …a jednak to napisałem ;) ) będzie nam współpracował via OTG lub camera kit z androidowymi oraz iOSowymi handheldami. Jako, że, iPad jest roonowym end-pointem to taka kontrpropozycja dla PC jest nie tylko jak najbardziej możliwa, ale wręcz może okazać się wygodniejsza, sensowniejsza dla użytkownika. Sumując, kompletnie wyposażona, słuchawkowa integra.

WA7(d) ma też optyczne złącze i to bardzo, bardzo dobra wiadomość dla użytkownika, bo można pożenić inne, niekomputerowe źródła przesyłając cyfrowy sygnał z jakiegoś Chromecasta, z jakiegoś AirPort Express-a itp ustrojstw, względnie kompaktu jakiegoś. Polecam skorzystać z tego interfejsu, bo tutaj sprawdza się ta alternatywa dla USB bardzo dobrze, tak dobrze, że makówkę podpinam czasami kablem optycznym właśnie (stare modele mają standardowo to na wyposażeniu, w nowych Apple zaoszczędził i wyrzucił ten element za burtę, wyłącznie analogowo da się wyjść z nowo wyprodukowanej makówki, tak od 2016r., poza paroma wyjątkami). Bardzo dobrze, że mamy tutaj także analogowe złącze RCA, bo gramofon wrócił do łask, nie tylko ludzie wracają do czarnego krążka, ale wielu młodych, bardzo młodych melomanów (pozdrawiam) odkrywa zalety słuchania muzyki od A do Z, słuchania albumów, nie składanek, nie playlist oraz przyjemności płynące z manualnej obsługi sprzętu audio. Wcześniej już o tym pisałem – dzisiaj gramofony często są wyposażone we wszystko co niezbędne, żeby po wyjęciu z pudła zagrało. To nie wada, to zaleta. Także gramofon jak najbardziej, być może uda się nawet z takim, o: https://www.thehouseofmarley.com/turntable.html tytułowy wzmak posłuchać. Jak nie uda z tym, to zawsze staruszek NAD jest w odwodzie i też, jeszcze, może.

   

Brzmi to naprawdę fantastycznie. Takie są pierwsze, c.a. tygodniowe, wrażenia z odsłuchu. Myślę, że ogromną rolę w tym odgrywa zasilanie, ta dzielona konstrukcja, z wzorcową implementacją cyfry, gta to z wielką swobodą i brakiem ograniczeń w zakresie wysterowania. Właśnie, brakiem ograniczeń i uniwersalnością, bo w przypadku tych trudnych mam ogromny zapas, a to co słyszę bardzo mi leży, to mój dźwięk, a jeszcze podobne odczucia towarzyszą mi po podpięciu dokanałówek. Lampa, bardzo różne modele, o bardzo różnej charakterystyce… to recepta na problemy. Nie tutaj. Mamy przekaz bardzo muzykalny i bardzo kojarzący się z tym, co widzimy przed sobą, ale jednocześnie nie tracimy nic na precyzji, na idealnym wysterowaniu, żadnego brumienia, przesterowania, jest – jak z opisanym wczoraj w zajawce NuPrime IDA-8czarne tło, absolutna cisza i to na tak różnych konstrukcjach słuchawkowych, tak odległych jak IEMy ATE z jednej, a HD650 i wspomniane Audeze/HiFiMANy z drugiej strony. No, to robi wrażenie, bo już na dzień dobry, słyszymy co nam tutaj Woo serwuje… maszynkę do wyciskania dobra z naszych słuchawek, uniwersalną maszynkę, co oznacza że czego byśmy nie podpięli, możemy spodziewać się wspomnianego „dobra”. Na razie jeszcze nie podłączam egzaminatorów bezwzględnych w postaci K701, chcę się nacieszyć tym co jest, co ten Świetlik nam serwuje, ale oczywiście sprawdzę i to, sprawdzę czy K701 zagrają tutaj tak, jak czasami (tylko w niektórych okolicznościach przyrody, bo wybredne, jak nie raz wspominałem, są odnośnie toru) potrafią, ale tylko czasami.

Cholera, ale to jest ładne. Obrodziło po raz drugi… ale nie ostatni, bo mamy jeszcze coś specjalnego na koniec wyliczanki, już niebawem ;-)

PS. Jest promocja na ten model.

Więcej zdjęć poniżej:

» Czytaj dalej

Prawdziwy diament – Burson Conductor V.2+

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180419_112911702_iOS

Siedem kilo… achtung panzer! Forma mówi: będzie konkret granie. Z produktami kangurów mieliśmy już do czynienia na HDO. 160-ka się u nas kiedyś przesłuchała i bardzo przypadła do gustu, choć nie bez pewnych „ale”. Teraz trafił do nas topowy, flagowy, naj, naj, model wzmacniacza (po pierwsze), pre / integry (po drugie) oraz DACa (po trzecie), czytaj maszynki spinającej nam wszystko co trzeba w jednym pudle. Panie, Panowie przedstawiam gościa z dalekich Antypodów: Burson Conductor V.2+. Teraz tylko odpowiednie efektory. Nie, nie napiszę high-endowe słuchawki, bo wcale nie (ma takiej konieczności), można a nawet obowiązkowo trzeba podpinać klasyki, rozsądnie wycenione, w rodzaju K701 czy HD650, a nawet mniej klasowe, jak choćby takie Momentum… mimo niskiej impendancji. Możemy swobodnie uznać, że to taki tuning naszych starych kompanów, rzecz zaskakująca, jak wiele dobrego można z tych konstrukcji wycisnąć, oj naprawdę można wiele.

Ale to dopiero początek. Kraina szczęśliwości, czytaj LCD-3, to partner oczywisty. Tyle, że wcale nie trzeba wydać 8 tysi na porównywalne (choć o innym, ale jakże przepysznym bukiecie) brzmienie. Tak, zgadliście: Sundara. Te, kosztujące 2 tysie nausznice to strzał w dyszkę. Partner kompletny. Popatrzcie na zdjęcia… Conductor w wersji czarnej, a taka nam się trafiła, plus te słuchawki to nie tylko brzmieniowo (ofc to podstawowa sprawa), ale także formą IDEALNE dopasowanie. Świetnie się to prezentuje. System słuchawkowy za 10k bez żadnych „ale”? Pierwsze wrażenia są właśnie takie, zobaczymy jakie będą finalne wnioski po dłuższych odsłuchach, ale coś czuję, że amplifikacja słuchawkowa w topowym Bursonie to będzie TO. Patrząc na tego klamota dwie rzeczy zrobiłbym inaczej: dałbym 9038 zamiast 9018 (to byłoby K.O …zaraz do nich napiszę, czy planują upgrade, tam się na płytkach wymiennych wszystko opiera, Burson słynie z opcji, z modów właśnie) i przemyślał kwestie dwóch wyjść (DAC nie jest liniowe… to bez sensu trochę, bardzo nawet niż trochę). Poza tymi dwiema sprawami jestem na dzień dobry oczarowany możliwościami tego mocarza.

Tak, robi spore wrażenia moc, sam klamot kojarzy mi się formą i możliwościami energetycznymi z uberelektrownią HiFiMANa (nasz test EF-6), przy czym nie jest to taki potwór, zajmujący cały stolik jak ww ustrojstwo pod HE-6 (bo to system jest, wiecie, patrzcie wcześniejszy link). Jest bardzo ciężki, jest spory (jak na – umownie – ampa słuchawkowego, duży), ale w granicach zdrowego rozsądku. Interga ma dwa wejścia analogowe, co u Bursona nie dziwi, co jednocześnie zawsze warto pochwalić i docenić oraz opartą na 9018 (i XMOSie) część cyfrową, z klasycznym zestawem: USB/SPDIF (koaksial & TOSLINK). Od razu podpiąłem pod imakówę (CORE) oraz do naszego nie(do)ocenionego (uwielbiam tego klamota i z perspektywy czasu widzę, że nie doceniłem wystarczająco M1HPA… to w cenie ok 2k najlepsza integra/pre słuchawkowa kropka amen) Musical Fidelity, który robi za przeplotkę (czarne tło macie jak w banku: nic, zero, nul, czysto). Tu czerń, spotyka się z czernią, w sensie dosłownym i w przenośni. Oba klamoty idealnie się uzupełniają (bo mogę sobie zintegrować wszystkie źródła, bez uciążliwego przekładania kabli), mam 3 duże jacki do testowania, porównywania. Od dawna korzystam z tych, rozbudowanych możliwości M1, ale przy okazji Conductora dotarło do mnie jakie to wygodne, jakie przyjemne w obsłudze. Właśnie – metalowy, zgrabny, dedykowany pilocik dodawany w komplecie do tytułowego klamota na razie nie ma zastosowania, bo wszystko na wyciągnięcie ręki (biurkowy set idzie na pierwszy ogień), ale to się bardzo przydało, bo w salonie Conductor pracował sobie zupełnie inaczej, w innej roli, znaczy się: sprawdziłem, jak sobie poradził w trybie PRE z torem opartym na końcówkach i na zestawach głośnikowych. Grał zarówno jako centralka cyfrowa, jak i klasyczny pre-amp, z podpiętymi analogowo źródłami. I powiem Wam coś. Mhm. Tak, potraktujcie tego Bursona jako spoiwo całego toru, bo jako słuchawkowiec tylko, będzie to najzwyczajniejsza marnacja potencjału.

Postanowiłem, na potrzeby testu, poeksperymentować. Było grane nie tylko z kompa (ROON), nie tylko z Chromecasta (obecnie, zawsze Chromecasta Audio podpinam pod TOSLINKA… to dyżurny interfejs cyfrowy u mnie), a nawet nie tylko z Squeezeboksa Touch EDO mod via koaksial (bo za USB siedzi i wiele dobra wnosi konwerter c/c hiFace Two)… nie, tym razem nie ograniczałem się ;-) „tylko” do tych, znanych na wylot źródeł (cyfrowych). Podobnie jak to miało miejsce z innymi integrami słuchawkowymi wyposażonymi w analogowe wejścia po analogu grane było… coś specjalnego. Po pierwsze (właśnie gra i …niech komputer spieprza na drzewo ;-) ) olampowany, z buforem bańkowym znaczy się, cedek Onkyo (świetny mechanizm, stara, dobra, japońska szkoła), po drugie za pomocą linku z salonem (multiprzełącznik Pro-Jecta) zagrało nam też z gramofonem (duet 1020 z 5120) i wreszcie po trzecie sprawdziłem jak sobie (nadal jesteśmy w gabinecie, znaczy na słuchawkach słuchamy :) ) Burson poradził z MiniWattem (wzmak, który robi u mnie za słuchawkową końcówkę mocy i wierzcie mi… nie ma nic lepszego, na odczepach głośnikowych, z dobrej klasy routerem audio 6.3mm albo/i adapterem HiFiMANa z symetrycznym gniazdem na końcu). Także tak, właśnie, Burson grał jako preamp, podpięty do wejść w lampowcu (NOSy: Brimar BVA/Telam), sterując poziomem i łącząc źródła, a efektory zagrały na wspomnianych wyjściach z odczepów. Rzecz jasna nie było tu mowy o żadnym balansie (ale kabel sobie zmienimy w LCDkach i w ten sposób to też pożenimy), tak z ciekawości sprawdzę jakie są różnice i czy w ogóle jakieś są na takim jw. secie (HiFiMan HE Adapter). Wiele osób wg. mnie błędnie, zakłada, że symetryczne połączenia są „zawsze” lepsze w aspekcie SQ, a przecież nie chodzi o wyższość tutaj według mnie, tylko lepsze medium w trudnym otoczeniu (studio) oraz ewentualnie sensowniejszy link przy bardzo długich podłączeniach. Nie wyklucza to lepszego efektu, gdy ktoś zwyczajnie spaprał, czy gorzej przygotował tor niesymetryczny, ale żeby to dogmatycznie dawało progres (bo różnice w pomiarach/specyfikacji –  dodają)…? O tym też będzie osobny wpis na HDO. Dobra, nie przedłużając, przejdźmy do meritum :)

» Czytaj dalej

Planary HiFiMAN SUNDARA pierwsze wrażenia

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180130_172040774_iOS

Dojechały i nie ściągam. To HE-400 tylko lepiej, więcej, bardziej. Słuchawki oczarowały mnie totalnie. Po pierwsze przegenialna przestrzeń. Jest taki utwór na nowej płycie Meat Beat Manifesto, gdzie pojawia się cykliczny przydźwięk, coś jak dalekie klapnięcie, zarejestrowany tak, jakby był obok, blisko, dalej, z tyłu, poniżej. To słychać. Słychać tak, że słuchając tego kawałka po raz pierwszy byłem pewien, że coś mi dziwnego w chałupie wyszło i zdjąłem odruchowo nauszniki. Jeżeli ortodynamiki to przede wszystkim dobra, albo bardzo dobra przestrzenność, tutaj mamy to na wybitnie dobrym poziomie. Bryły, umiejscowienie, powietrze, scena… niebywałe. Nie użyję słowa na „ha”, bo zawsze, gdy się o czymś takim pisze, używa się i temat zamknięty. A tu nie ma czego zamykać, bo te słuchawki otwierają przed nami muzykę w sposób do tej pory trudno, a w tym budżecie, w ogóle, nieosiągalny. Niesamowite! Moje 400-setki też potrafią zagrać przestrzennie, ale nie mam wątpliwości, że SUNDARA to progres i to nie marginalny, a zasadniczy progres w tym względzie. Bardzo polecam (patrz zdjęcia) przetwornik z trybem native dla DSD (u nas Korg DS-100). Nagrania 1 bitowe to właśnie dopełnienie całości. Na takim materiale potencjał tych słuchawek zostanie w pełni uwidoczniony (usłyszany). Wczoraj miałem w planie parę publikacji, a cały niemal dzień spędziłem przyklejony do MBA z dwoma interfejsami. Po piorunie grało (TAC-2) oraz na wspomnianym KORGu grało. Oczywiście porównywałem z 4-setkami i mimo tego, że nowe zagrały właściwie od razu po wyjęciu z pudełka (widać, że egz. nowy, nieużywany) to mogłem cieszyć się dojrzalszym brzmieniem, doskonalszym, pełniejszym w porównaniu do poprzedników.

Z HPA1, ale też z lampiszonem posłuchamy

Mmmm :)

Sundara z MiniWattem @ Brimarach (NOSy) za pośrednictwem krosownicy z wyjściem słuchawkowym 6.3mm gra

Możemy też posłuchać z HE-Adaptera (XLR… tylko skąd skombinować odpowiedni kabel do tych nauszników, hmmm?) i nie omieszkamy sprawdzić (bezpośrednio wpiętego w wyjścia głośnikowe naszego MiniWatt-a)
W opcji z krosownicą, lampiszona wykorzystuję jako końcówkę mocy (maks. w prawo), a sterowaniem głośności zajmuje się widoczny M1HPA (doskonały pre-amp btw) 

Sundara są bardzo wygodne, znacznie wygodniejsze nie tylko od redakcyjnego modelu 400 (po poprawkach), ale także słuchanego 400i (nowa konstrukcja), znakomicie leżą na głowie. To pierwsze słuchawki jakie mam od dawna na głowie, w których nie występuje problem bolącego czubka łepetyny, coś co często daje mi się we znaki w przypadku dużych nauszników. Pałąk skonturowano tak, jakby go… nie było. Czyli najlepiej jak to było możliwe. Pady dobrze izolują, nic nie uciska, nic nie gniecie, znakomicie dobrano materiał wg. mnie, bo nie są ani za miękkie, ani za twarde, dodatkowo (choć to mocno subiektywne, bo wchodzimy na poziom zróżnicowania budowy ciała, anatomii użytkowników) idealnie przylegają, obejmując uszy, zapewniając z pałąkiem pewne trzymanie się łba. To ważne, bo te słuchawki mają wielki potencjał w mobile (o czym za moment), a tu ważne jest, by z jednej strony zapewnić komfort, a z drugiej solidne trzymanie się głowy. Obie te rzeczy mamy tutaj zapewnione, oczywiście nie ma mowy o pełnej izolacji, bo to otwarta konstrukcja, jak 99% planarów. Pamiętajcie zatem, że idealnym miejscem będzie strefa ciszy ;-) w Pendolino (o ile jakieś jeszcze jeżdżą), leśna polana, pustawa o tej porze roku plaża ;-)

Wspomniałem o nowej płycie MBM. Tam cholernie ważny jest bas. Wielowymiarowy, budujący klimat, stanowiący fundament na którym się buduje… bas. Te słuchawki, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości, są Ziemią Obiecaną dla bass-heada. Jako, że się zaliczam ;-) znaczy się jak cienko na dole to się nie liczy i do zapomnienia, te Sundara polubiłem z miejsca. Bo tu się dzieje dobrze, bardzo dobrze, świetnie się dzieje. Nisko, bardzo nisko i właśnie wielowymiarowo, wieloskładnikowo ten bas nam się objawia i już wiemy, że „jesteśmy w domu” (cytując Hana – nie lubię, bardzo, tych nowych – cóż, wapniak ze mnie i tyle). Wraz z przestrzenią buduje to przekaz, klimat, stanowi o wyjątkowości tych słuchawek. Bo, tak właśnie, uważam że w tym budżecie pojawia się coś wyjątkowego. To pierwsze wrażenia, ale trudno mi zachować dystans, co w sumie, patrząc przez chwilę na chłodno nie dziwi… wicie, te HE-400, te HD-650… Ważne, nie ma tu czegoś, kosztem czegoś innego. Te słuchawki to koherentny, spójny przekaz, a nie że brakuje. Także można się cieszyć, ja się cieszę, bo to jakby pod moje gusta te słuchawki uszyli. W przypadku HiFiMANa widać sumienne odrabianie lekcji, ciągły postęp, ciągłe doskonalenie. Od siermiężnych nauszników pierwszych generacji, po najnowszy wypust, producent dąży do osiągnięcia …harmonii? No właśnie, to chyba właściwie słowo, bardzo ważne słowo, bo harmonia, czyli cały zespół cech, na które składa się wybitny produkt soczewkuje nam się tutaj, w przypadku tytułowego modelu. Leci właśnie Aphex Twin… ale to gra dołem, ale to gra!!! I jeszcze ta stereofonia!

Jak najbardziej!

Intymnie, kobiece wokalizy, gęsto, zamykamy oczy…

Mobile. Grało @ iPad Air 2. Bez wsparcia. Z dziurki. I wiecie co? Te słuchawki można bez obaw pożenić z takim źródłem bez wsparcia. iPad robił za end-point ROONa, nie używałem żadnego DSP tym razem, czysty sygnał, odtwarzany za pośrednictwem przetwornika oraz amplifikacji iPada. O tym, że ten model tabletu i parę innych, generacyjnie zbliżonych handheldów brzmi dobrze, wypada wybitnie dobrze w pomiarach, o tym wszystkim przeczytacie, jak obiecywałem, na łamach HDO, teraz jednak skupię się na opisywanych słuchawkach i ich brzmieniu. Blisko maksymalnej skali, fakt, ale było już bardzo głośno, dla mnie za głośno. Czysto, bez ograniczeń w zakresie rozdzielczości czy dynamiki, bardzo dojrzale to brzmiało. Szokująco dobrze. Patrząc na to szerzej, te tutaj mogą być wykorzystywane swobodnie, także z telefonem (SE) choć tutaj było ciut mniej (nie, żaden iPhone, sprawdzone z także iP7, przez gównianą przejściówkę, żaden nie daje rady, niestety), wyskalowanie amplifikacji w tym modelu iPhone (i pewnie, generalizując, we wszystkich smartfonach Apple jw) wskazuje na ograniczenia nałożone przez reżim czasu działania na akumulatorze. Na tablecie można więcej i jest więcej (można jw. komfortowo słuchać @ iPadzie). Z telefonem zatem żeniłbym z amp-dakiem (choć pewnie trafią się fajne, androidowe fony z mocnym ampem), z tabletem nie ma takiej potrzeby. Wiadomo, można też inaczej, znaczy się DAPa jakiegoś, a że ostatnio prawdziwa klęska urodzaju w tym segmencie zapanowała, jest w czym wybierać (za 600-700 złotych kupicie coś ze wszystkim i jeszcze więcej). Dołączany do kompletu kabel mówi: idź na spacer. Jest lekki, elastyczny (nie to, co te druty w pierwszych generacjach orto HiFiMANa), z bardzo solidnym, kątowym jackiem. I nie jest długi. Jak chcemy dom i przykładowo z wyra to albo alternatywne okablowanie, albo taki jak redakcyjny, supersolidny, niedrogi przedłużać z pancernymi gniazdami REAN. I gra. Będę jeszcze na wynos testował, sprawdzę z przetwornikiem USB m2Techa z telefonem, będzie jeszcze o iPadzie we właściwej recenzji.

Chromecast Audio daje radę tym słuchawkom, można wpiąć i słuchać!

Z zapasem

Eleganckie pudło z luksusową wyściółką niestety nie zawiera. Czego nie zawiera? Ano nie zawiera nosidełka, nawet jakiejś płóciennej sakwy, no tego nie ma. Pewnie i tak nie będziecie z głowy tych słuchawek zdejmować ;-) bo coś czuję, że to towar mocno uzależniający, ale gdyby jednak to trzeba we własnym zakresie kombinować. W środku znajdziemy jeszcze ładnie wydaną książeczkę opisującą pokrótce historię oraz DNA firmy. Na kartkach znajdziemy także parę podstawowych informacji z czym to się je (instrukcja). Wspomniany powyżej kabel zaopatrzono w adapter na dużego jacka, można od razu podpiąć pod elektrownie i warto to zrobić, oj mówię Wam, że warto. Teraz grają @ M1HPA bezpośrednio z CORE (imac) @ donglu m2Techa w roli DACa i jest po prostu fantastycznie. Było wyżej o KORGu, bo też ten wczorajszy odsłuch wymagał maszyny do DSD… a wymagał nie tylko dlatego, że przestrzeń, że hektary, ale także dlatego, że nowe odkrycia się zadziały. To miejsce, o którym przeczytacie w kolejnym wpisie, jest mi znane, ale dopiero od niedawna (a ciągle to aktualizują i słusznie, bo wcześniej serwis był nieużywalny) PrimeSeat zasługuje na baczniejszą uwagę. Co ja piszę zasługuje, to rzecz obowiązkowa dla zwolenników 1 bitowego grania. Stream DSD, ale nie taki z czapy, a przez Japończyków uskuteczniany, a oni, jak wiadomo, perfekcjoniści, jak już się za coś wezmą to cyzelują, cyzelują, doprowadzając do perfekcji niedoskonałą materię… no właśnie. Trzeba było, co prawda, przez przejściówkę na LAN wchodzić finalnie na laptopie, bo …przez WiFi były problemy (uwaga samo łącze to minimum 11-12Mbps, ze stabilnym transferem), ale warto było. Bardzo warto. Na paru fotach znajdziecie co nieco poniżej, a więcej w osobnym jw. wpisie będzie. Japończycy mówią KORG i ja tam nie będę z nimi polemizował ;-) Faktycznie w takich okolicznościach przyrody, generalnie (generalizując) tylko japońska elektronika wchodzi w grę (jest tam o tym, na stronie, to chyba nie tylko lokalny patriotyzm przemawia za takim postawieniem sprawy). Grał też ZOOM, bo po piorunie na VOX playerze grającym ze wsparciem plugina Reference 4 (kolejny, osobny wpis o tym na dniach: rewelacja, rewelacja, rewelacja) z presetem przygotowanym dla HE-400i (i modami) oraz bez tych usprawniaczy, udowodnił TAC-2 jak piekielnie dobrym klamotem pod słuchawki (przede wszystkim) jest. Pisałem, że taki mobilny set ZOOM & HE-400 z MBA stanowi mój, często gęsto, pkt odniesienia. Cóż, bardzo dobry efektor zdetronizowany. Sundara @ tym secie to kosmos!

KORG, wiadomo, native 1bit, TAC-2 bo po piorunie grają te słuchawki, tak…
HE-400 musiały uznać wyższość nowych SUNDARA. Wychodzi mi, że w każdym możliwym aspekcie musiały

Jak widzicie, wspomniałem powyżej o paru cholernie intrygujących rzeczach, które położyły mi póki co plan innych testów, publikacji. Znowu soft*?! No znowu, ale jak wyżej stream DSD w dojrzałej, DZIAŁAJĄCEJ, formie z dedykowaną aplikacją dostępowo-odtwarzającą oraz Reference 4 dla pro, ale ja nie pro, bo to pro-tool jest, tak, też od tych ludzików od True-Fi, ale tam wszystko auto, a tu wszystko ręcznie i dla amatorów, muzykofilów jak znalazł. Wiadomo, automatów nie poważamy ;-) a dodatkowo tam jest tyle dobra, tyle ciekawych rzeczy do eksploracji, że no grzech nie zaznajomić się (wersja dla słuchawek niewiele droższa od True-Fi btw). Także spokojnie, pojawi się strasznie opóźniony tekst o POLARISIE, a lecą do nas nowe klamoty, w tym obiecywany (ale nie dotarł wcześniej, będzie teraz) Matrix Mini-i Pro 2S na nowej generacji kości ESS (9026). Wszystko, co do tej pory do nas trafiło @ Sabre 9038, powodowało palpitację serca. Tak, kość same z siebie nie gra, tyle że wcześniej ESS pichcił analitycznie, a teraz inaczej, wg. mnie znacznie sensowniej, bo połączył detal/rozdzielczość z muzykalnością, analogowym sznytem, gra to po prostu ciekawiej. Będzie ten wszystkomający Matrix, sprawdzimy jak sobie poradzi nie tylko na aktywnych nEarach, nie tylko wpięty we wzmacniacze, ale także z jacka odtwarzając muzykę za pośrednictwem tytułowych SUNDARA.

Coś czuję…

PrimieSeat @ KORGu :)

A tu na ZOOMie via Vox Player ze wsparciem rewelacyjnego pluginu Reference 4

* …można siedzieć w pierwszym rzędzie zupełnie za darmo :) Co się tyczy Reference 4 to 99$ za słuchawki sobie liczą

» Czytaj dalej

Zasiać ferment część II: biznes, jak zwykle

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
240_F_129984436_LUGRhgBpgOKvIJIG2tHLT3liUa0sAJsM

Zarabianie na muzyce nie jest proste. W dobie streamingu to wyzwanie. Ostatnio parę osób z branży podzieliło się uwagami na temat tego, jak trudno wyjść na swoje. Szczerze? Nie przekonały mnie te biadolenia, bo choć same serwisy obecnie są deficytowe to… jakoś nikt nie rezygnuje (wytwórnie) z nowego sposobu dystrybucji, jakoś nikt nie wywiesza białej flagi (tak, ten zły, darmowy YouTube wszystko psuje), każdy stara się rozwijać biznes i mimo początkowego dystansu do nowego (artyści) dzisiaj nikt nie obraża się na taką formę udostępniania muzyki. Co więcej, sami muzycy przyznają, że już od dawna (od dawna, to znaczy jeszcze na długo przed serwisami) zarabiali głównie na koncertach, głównie na monetaryzacji swojego wizerunku, a płyty… cóż, poza topowymi wykonawcami nie były istotnym źródłem przychodów. Same wytwórnie dość późno zrozumiały o co w ogóle w tym Internecie biega, same były sobie winne – nie potrafiły się dostosować. Stąd te biadolenia. Sieć staje się trampoliną do promocji (i tutaj jest łatwiej, taniej, szybciej… ale o tym jakoś nikt z wielkich specjalnie się nie rozwodzi, a to główny koszt po ich stronie), jest idealnym medium komunikacji, stanowi doskonałą platformę dla talentów (i anty-talentów), także tych bez bogatego tatusia z szybami, który kupi miejsce w top 40. Muzyka to biznes, który musiał zaadaptować się do nowej rzeczywistości, do sytuacji w której to co fizyczne przestało być „sprzedawalne”. Rzecz jasna dotyczy to także kina, dotyczy to telewizji, ale – patrząc na wszystkie te nośniki kultury – to właśnie muzyka musiała wjeść w sieć i zacząć na siebie zarabiać. To dochodowy biznes, wbrew twierdzeniom co poniektórych, choć wymagający. Trzeba się szybko dostosowywać, trzeba być aktywnym, trzeba… tak, żyjemy w XXI wieku, musisz się szybko adaptować, jak tego nie zrobisz to wypadasz.

No dobrze, to może MQA ma być po prostu nowym sposobem zarabiania, zarabiania na wysokiej jakości w dobie Internetu? Naturalnie, nie byłoby w tym nic zdrożnego, nic złego i za tę lepszą jakość (gdy w sieci króluje stream o podłej, albo jedynie akceptowalnej jakości… choć to się zmienia vide nasze wpisy o Spotify choćby :) ) należałoby zapłacić, przy czym dla naszych rozważań ważne jest na czym konkretnie i w jakim stylu zarobić. Problem w tym, że stojący za nowym rozwiązaniem twórcy chcą powtórki z rozrywki, chcą dokładnie, jotka w jotkę zrobić kalkę z tego, co słusznie minione, co było powszechnie krytykowane, co było anty-konsumenckie. DRMy, regionalizmy, licencje… coś, co nadal mocno się trzyma w przypadku dystrybucji X Muzy miałoby wrócić w „wielkim stylu” właśnie za sprawą MQA. Nie wierzycie? Wspominałem w poprzednim wpisie o sceptycyzmie Schiit Audio, ale to nie jedyny głos z branży (…branży! Nie od nawiedzonych alterglobalistów ;-) ). Oto co ma do powiedzenia w tej sprawie Charles Hansen z Ayre:

If MQA is successful, audio will be distributed and rented in the same way that video is distributed and rented.

Look at what happened with video – they made it so that only giant mega-corporations could compete – Sony, Panasonic, Toshiba, Pioneer, Denon, because the up-front licensing fees for DVD were $150,000 with an annual renewal of $50,000, plus a 4% royalty on the entire unit. Four percent of a $200 DVD player was almost tolerable, but on a true high-end player, most of the money goes into the power supplies, the higher-quality parts, the elaborate analog and video circuitry, the clocks, the chassis – all things that have nothing to do with the patented technology that is being licensed. The royalty alone would cost as much as a high-quality chassis. It simply was unworkable for small, innovative manufacturers.

A handful of companies (Theta, Muse, Ayre) made „pirate” DVD players by purchasing a completely finished, fully-licensed and royalty-paid player at wholesale from Pioneer (or in one case Panasonic) and then „modifying” it to one degree or another. (As far as I know, Ayre was the only one of these companies to literally re-build the unit from the ground up. See link below.) The problem with that approach is that the Japanese giants „churn” their product line every year or two, and there is no stable platform to base a high-end player on. (This is what killed high-end CD transports in the early 2000′s – nobody sold transports except Philips, and they changed models every year with no support – eg, replacement lasers – for previous models.)

This „pirate” practice reached its nadir when Lexicon (a division of Harman and sister company to Levinson at the time, and who had DVD licenses but not Blu-ray licenses) released its Blu-ray player. It sold for $3000 and it turned out that it was literally a $500 Oppo stuck inside another fancy box. They didn’t even bother to take the parts out of the Oppo box – even the Oppo chassis went right in. The *only* thing that changed was the logo on the start-up splash screen.

This is one of the main reasons that people think the high end is a rip-off and a joke – in many cases it is.

Did the print magazines publish any of this?

If MQA succeeds, it will turn audio into the same exact thing. I’ve heard rumors that the MQA up-front licensing fee is $200,000 but that they will „waive” it for the „early adopters”. The royalty rate is supposed to be a percentage of the cost of the product, but I’ve heard they are making special deals with the „early adopters” – only a buck-two-ninety-eight. What they probably want is a few percent of the wholesale cost of the product. If it goes mainstream, a few percent of all cell phone sales could add up to some *really* big bucks. Someone has to pay for Bob’s mansion.

And that is the world that Bob lives in now. MQA is financed by the Rupert family of South Africa. Multi-billionaires that made fortunes by killing people with cigarettes. The elder Rupert (now deceased) invented the „king-size” cigarette, the „menthol” cigarette, and many other lovely things. One of the sons of big Daddy Rupert runs Reinet Investments, owners of both MQA and Meridian.

So if you want to see our „hobby” turned into a giant parasitic industry controlled by licensing organizations (like the video industry is – HDMI, Dolby, and DTS set all the standards and mandate changes every couple of years to create product „churn”), go ahead and support MQA and Bob Stuart and the greedy Rupert family of billionaires.”

Może to jakiś frustrat, facet spóźnił się na pociąg i teraz rozdziera szaty? Zanim zaczniemy kogoś dezawuować, bo nam w szkodę wchodzi, popatrzmy na argumentacje. Temat wideo znany jest mi bardzo dobrze, kiedyś testowałem sprzęt AV, z akcentem na V i cóż… to wszystko, o czym wspomina Hansen brzmi bardzo znajomo. To jest coś, co nieodmiennie stanowiło zarzut pod adresem całej branży, co pokazywało jak pazerne, jakie to, pozbawione skrupułów, towarzystwo. Generalizujemy, owszem, ale to co stanowiło największy problem dla konsumenta (brak swobody korzystania z dóbr kultury, dodatkowe, zupełnie zbędne koszta jakie musiał ponosić, chcąc korzystać w pełni z tego, co „oferuje” rynek) utrzymywane było i jest z podziwu godną, żelazną konsekwencją. Dzisiaj powoli, bardzo powoli się to zmienia, bo musi, ale… nadal, jak widać są pokusy by wrócić do tego, co dawało przywilej kasowania ekstra ZA NIC. Każdy sprzęt, każdy ze znaczkiem MQA ma być opodatkowany. Chcesz mieć znaczek na obudowie? Płać ekstra za to. Obok opłaty za download, za stream (nie mam nic przeciwko płaceniu więcej za dobrą jakość!) płacę na starcie za PRZYWILEJ KORZYSTANIA Z TECHNOLOGII. Chyba ktoś tu upadł na głowę. Delikatnie rzecz ujmując. Dalej, jak pamiętacie z poprzedniego wpisu, MQA to nie jest żaden Złoty Graal (o tym jeszcze wspomnę, dlaczego nie, poniżej), tylko coś co – owszem – pozwala na przepchnięcie mocno skompresowanych danych do użytkownika, pozwalając zminimalizować transfer oraz zaoszczędzić miejsce na serwerze. Z tego co pamiętam, a pamiętam dobrze, o tej technologii mówiło się początkowo głównie w kontekście mobilnego grania. I prawidłowo, bo przecież tam te kwestie (mniejsze wymagania co do transferu danych, oszczędzanie energii – o tym też twórcy perorowali – po stronie użytkownika korzystającego z przenośnej elektroniki) są b. istotne. Fajnie, ale gdzie jesteśmy obecnie, o czym dzisiaj mówimy? Ano, nie o strumieniach na smartfonach (tak, tak nie ma na razie takiej możliwości, nawet w przypadku jedynego serwisu, jaki MQA wprowadził tj. Tidala), a o domowym audio. I to o tym domowym audio głównie w kontekście MQA się mówi… to jest to, co najistotniejsze, gdzie zarabia się pieniądze (kasuje za licencje). No i jesteśmy w domu. Nie o lepszą jakość w dobie mobilnego grania tu się rozchodzi. MQA nie jest w ten sposób promowane i oferowane z prostego powodu: to audiofile są tu, jak wspominałem, głównym targetem. Taka grupa docelowa, choć niszowa, daje jednak nieźle zarobić, ma w głębokim poważaniu (co do zasady) to co mobilnie gra (no, sorry, smartfon?), preferuje drogie systemy stacjonarne i jak popatrzymy na tych, co są na pokładzie (supporterzy MQA)…

Owszem są też i tacy, nieliczni, z branży producentów sprzętu audio, którzy mobilnie też. Ale to nisza, niszy i co najistotniejsze NIE O TO TU CHODZI. Nikt na serio (z wielkich producentów elektroniki konsumenckiej) nie wejdzie póki co w temat, bo nie widzi w tym większego sensu. I nie, nie chodzi tutaj o brak chęci zarobienia miliardów, bo ta chęć zawsze była, jest i będzie, ale o chłodny szacunek ile? …i czy warto? Odpowiedź brzmi: niewiele (nisza) i nie warto (bo licencja kosztuje, a konkurencja na rynku mordercza). Poza tym ilu złotouchych konsumentów znajdziemy spośród tych dziesiątków milionów kupujących smartfony miesiąc, w miesiąc? Dzielić się zyskami? Wspomniane w poprzednim wpisie Apple, ma swoje Remastered for iTunes i …mu starczy. W przypadku streamingu starczy, nie widzą żadnego sensu we wprowadzaniu „lepszej jakości”, a ewentualne bezstratne downloady mogą pojawić się w kramiku, by na nowo rozbudzić chęć płacenia za album 10$, odwrócić trend spadkowy jaki kramik od paru sezonów prześladuje. Tyle. Także nie jest to coś, co na starcie dawało nadzieję na lepszy stream z serwisów, w ogóle nie o to tu chodzi. Teraz to rozumiem, wcześniej trzymałem mocno kciuki, mając nadzieję (matka głupich), że będzie to remedium na niesatysfakcjonującą (statystycznie – niesatysfakcjonującą nielicznych) jakość muzyki dostępnej w streamie w sieci. To o czym tutaj piszę oraz ostateczny cios (podsumowane w pkt) w aspektach technicznych MQA (poniżej) skutecznie mnie wyleczyły.

Pamiętam te bezwstydne kasowanie przez uczciwych inaczej producentów sprzętu wideo za ten sam wsad, w obudowie generującej mnożnik 10, 100 i więcej do ceny. Oj pamiętam (patrz powyższy cytat). Gdzieś te koszty licencji trzeba upchnąć, mówimy o niszowym (patrząc przez pryzmat całego rynku elektroniki konsumenckiej) segmencie w końcu, a ja czytając takie wypowiedzi jak ta Hansena ciągle mam przed oczami coś, co opisałem na łamach HDO – Malinkę za 20$ w obudowie za tysiąc, patrz …tutaj. Czy oni się nigdy nie nauczą, że takie coś psuje wizerunek nie pojedynczemu producentowi, a całej branży?! Taka Malinka to dobry przykład, bo to oczywiście nieograniczone możliwości, to przykładowo wprowadzenie wsparcia dla MQA na drodze prostego upgrade, „w locie”. Niech płacą 900$ za obudowę. Hansen pisze przez pryzmat swojego biznesu i trudno się dziwić, w końcu dla niego takie 4% od sztuki to oddanie swojego zysku, pieniędzy które miał do tej pory w kieszeni, na rzecz licencjonodawcy. MQA znaczy się. Wsad może być jak z chińskiego high-endu (nie, to nie obelga, chiński high-end to potęga, tam jest lepiej, taniej, szybciej a wsparcie… niech się Ameryka i Europa uczy), a cena na poziomie Rollsa. Tylko logo inne, metka inna i … tak, tak znaczek MQA na pudle (i obudowie). To wszystko stanowi ten sam, wielokrotnie wypróbowany, mechanizm „strzyżenia owiec”. Płacisz za nic i …płacisz za nic. Prawda?

Czy MQA w domu, gdzie mamy szerokopasmowy dostęp do Internetu daje nam jakiekolwiek zyski… nam, użytkownikom, pomijam dostarczyciela treści, który w sumie też niczego nie zyskuje, bo wspomniane, ewentualne, mniejsze zapotrzebowanie na przestrzeń w centrach danych z obecnej perspektywy jest pomijalne, mało istotne? (popatrzmy jak duże potrzeby ma w tym względzie streaming wideo i co? Ktoś płacze? Nie ma czego porównywać zestawiając ze strumieniem audio nawet bardzo wysokiej jakości). No właśnie. Ja nie widzę żadnych zalet, nie ma tu nic, co dawałoby jakąś wymierną korzyść, poza komplikowaniem sobie życia (dekodowanie albo softwareowe w ramach usługi, albo hardwareowe – czytaj licencja, czytaj nowy sprzęt, czytaj koszta po naszej stronie). A przecież to w domu ma nam przede wszystkim, jak obecnie widzimy, grać. W domu, z szerokopasmowym Internetem, gdzie oglądanie na wspomnianym we wpisie Hansena, testowanym u nas Oppo (105D) streamingu koncertów Deutsche Gramophone o jakości (muzyki) z płyty BD-Audio/SACD nie stanowi żadnego problemu. No nie ma czego porównywać.

To może chodzi tutaj o te najlepsze źródła i o to, że nie uronimy ani jednego bita z tego skarbca jakim dysponują licencjonodawcy? No nie bardzo, bo jak już wcześniej, w części pierwszej wspominałem MQA to na sztywno ustawiony, określony sposób przygotowania plików audio (ma brzmieć lepiej ekhmmm), no i jest stratny z samej swej natury. Ok, ja bym to w pełni akceptował, tak jak akceptuję progres w dziedzinie jakościowej jaki prezentują kolejne wariacje kodeka apt-X (HD) w przypadku sinozębnego. To ma sens (apt-X), bo po prostu pozwala stworzyć lepsze warunki techniczne dla transferu danych audio, pozwolić znieść ograniczenia niedoskonałej (na starcie) technologii bezprzewodowej. To ma sens. A MQA… które jak wspomniałem powyżej, po pierwsze celuje w inny target, po drugie (no licencjonodawca bardzo by się ucieszył, gdyby jakiś LG czy Samsung, o Apple nie wspominając, wprowadził to do swoich produktów, nie wątpię) nie rozwiązuje w sumie żadnych problemów, nie jest odpowiedzią na żadne oczekiwania (Tidal HiFi był i jest, oferując stream bezstratny, Qobuz był i jest, Deezer z nową usługą był i jest, będą też zapewne inni), napewno nie w takiej formie!

To jeszcze jeden cytat z Hansena:

„I think we all appreciate the importance of making money! Nothing wrong with capitalism, corporations, and the profit motive of course. When companies make good products, this is to be lauded and rewarded. 
The issue IMO with MQA is that it’s bogus. It was marketed in a bogus fashion, it is not capable of what it claims, and even if we don’t call it all-out DRM, they have not addressed the observation of such an underlying intent or to clarify what limits they seek to protect consumer interests. 

This is IMO bordering on fraud (again – this is my opinion). There are IMO lies being spoken of in the advertising and claims. When this happens, then absolutely, as audiophiles and music lovers, we must come out fighting against such nonsense whether perpetuated by the company itself or in the moronic audiophile press. 

As audiophiles, I think we can all find and see products being advertised demanding that we be skeptical of. For the most part, we can probably just let it pass… But in the case of MQA, there’s a real threat here of that corporate „greed” infecting the music production and distribution chain that provides NOTHING to the consumer; in fact, it’s counterproductive for the consumer. This is a major problem with MQA and again, demands thoughtful audiophiles to respond in kind.”

 

Ostro? No ostro, ale powiedzcie szczerze, nie czujecie jak coś bardzo, bardzo tutaj nie gra, jak mocno jesteśmy naciskani, urabiani, aby ktoś mógł zarobić górę pieniędzy, w zamian nie dając NIC? Dzisiaj można wmówić wszystko, można dowodzić że białe jest czarne i nikt nie będzie protestował (dobra, może ktoś to zrobi, ale who cares?) i sprzedać „gówno w papierku”. Tym bardziej łatwo to zrobić, gdy ktoś roztacza przed podatnymi (raz jeszcze, chwała i cześć audiofilom, ludziom o pięknej pasji i wielkiej wiedzy) obietnice audio nirvany. No ale dziwicie się, jak mowa jest o materiale wprost ze studia, o takim „sky has no limits” w dziedzinie dystrybucji dźwięku? Wspomnianym, Złotym Graalu, czymś na co wszyscy zainteresowani czekali? Może faktycznie, jak napisał na naszym profilu jeden z Czytelników, może faktycznie zdrowsze dla nas wszystkich, sensowniejsze, nie obarczone całym bezwstydnym bullshitem, były czasy kasety magnetofonowej. Fizycznego nośnika. Skupienia się na tym, co istotne. Na muzyce. Nie, nie chcę wyjść na starego zgreda (dobra, dobra, którym oczywiście jestem), nie ma powrotu do przeszłości, ale zastanówmy się, czy to nie jest dla nas wszystkich nauczka, że to co nowe, niefizyczne, komputerowe w przypadku naszej pasji może łatwo sprowadzić nas na manowce? Dać się „zrobić”, zapłacić za hokus-pokus, wprost: dać się nabić w butelkę, oszukać…

Jest jeszcze aspekt techniczny, czyste technikalia i Archimago zadaje, wg. mnie, celnie, ostateczny cios MQA (w obecnej formie?), pisząc:

„We have 2 options currently:

1. We simply downsample to 48kHz while maintaining 24-bit resolution and give up the ultrasonic frequencies above 24kHz = STANDARD downsampling. 

2. We sacrifice 24-bit depth to „typically 15.85 bits” (Bob Stuart’s words), and encode the ultrasonic frequencies from 24-48kHz in a lossy fashion = MQA encoding & decoding. [Throw in some stuff about "de-blurring" while you do this of course and claim you can recover everything else you "need" back to the "original" 192kHz. Turn on a LED/indicator telling us MQA decoding is happening, that there's no error in the stream and it's the "original" resolution (meaningless, but that's fine)."

Pierwsza, wydaje się sensowna i uczciwa, w tym sensie uczciwa, że stosujemy coś, co nie udaje czegoś, czym nie jest. Mamy standardowy downsampling, mamy te 24/48 i już. Nie czarujemy, taki stream daje nam pewność, że odtworzymy dokładnie to co powyżej na lwiej części mobilnej elektroniki. Bingo. Nie wróć... Bo mamy drugą opcję i ta druga jest właśnie dzisiaj standardem. Nie ma bitperfect, nie ma, bo jest lossy. Tak to obecnie jw. wygląda. A dlaczego tak wygląda? Ano chyba dlatego:

Lossless 24/48 audio sounds great and in many cases would be easier to compress than MQA for streaming. Heck, we could zero out the last 4 bits and maybe compress a 20/48 stream for more data savings without worrying about anyone complaining. Plus, since time domain performance is linked with bit-depth, one could argue that maintaining true 24-bit resolution provides better time-domain performance below Nyquist. It will be "open" for easy adoption by manufacturers and not impose any licensing fee.

Innymi słowy, licencji nie ma, bo nie potrzeba, taki plik nawet łatwiej przepchnąć niż origami, oferuje świetną jakość i jeszcze możemy bez żadnej jakościowej straty poświęcić "nadmiarowe" 4 bity (czyli mamy 20/48). Każdy może to wprowadzić, każdy zainteresowany. No ale:

1. It adds complexity and cost (unnecessarily):
a. We already have many high-resolution DACs out there. Do we need a new "format" that's not "fully" backward compatible?
b. Only MQA-certified software / hardware available for decoding. This reduces options for consumers and likely always will especially in the audiophile world where small manufacturers may find it hard to justify licensing costs. Furthermore, small independent developers, free software and Linux distributions would not be able to develop for MQA decoding unless under some kind of license. Ultimately this reduces innovation.
c. MQA versions of downloads such as what we see on 2L (US$19 for 24/96, $23 for 24/192, $24 for MQA, and $30 for studio master DXD) often costs more than downsampled very high quality 24/192. Does MQA encoding actually add any value or are we seeing the added licensing fee passed on to consumers? Is there any justification for the existence of MQA for file downloads when we're not faced with the bitrate limitations of streaming over the Internet?

2. Technical concerns:
a. It reduces the actual bitdepth to the aforementioned "typically 15.85 bits" and up to "17-bits" resolution when decoded. These numbers are from Bob Stuart. I know they want us to ignore this and focus on the analogue output rather than care about the digital technical values. We can argue about this of course; but the point is that a resolution limit has been imposed which is lower than standard 24-bit digital audio.
b. Reconstruction of the first unfold into the 24-48kHz audio frequencies is lossy in nature compared to the original. Again, they may argue that there is no audible difference, and yet again, a limitation has been imposed that would not exist with 24/96, much less from a 24/192 source.
c. MQA upsampling is done with "leaky" filters resulting in weak ultrasonic suppression of aliasing. Remember that DAC designers can easily program their devices to do this if felt to be preferable for their designs. Also, we as consumers can choose to do this ourselves with software upsampling if we really think this is a good idea (software like HQPlayer perhaps or even SoX).
d. For those who want to do advanced DSP like room correction filters, ambisonic processing (like this one), or surround processing, we cannot have access to the full digital resolution because of the proprietary MQA decode process. (This is a big deal IMO that limits flexibility and progress as we aim for better sound quality for hi-fi enthusiasts.)
[Given the technical concerns, what is the meaning of advertising claims of "de-blurring", how can it "fundamentally change the way we all enjoy music", represent a "new paradigm", or "reveal every detail of the original recording"?]

3. Minimal audible difference:
a. Digital subtraction tests show little difference.
b. Blind listening test with 83 listeners show no clear preference. (In fact, in some situations, standard hi-res was preferred.)
c. Inter-DAC comparisons with MQA decoding show no evidence of significant „authentication” of a standard „studio sound” in the analogue output beyond the expected DAC differences.

4. Unclear Digital Rights Management (DRM) implications:
a. Already as in (1), MQA certified products such as an MQA DAC adds expense and there are fewer software playback options. It locks us into a proprietary mechanism right from the start. This is a backward step considering the years of open and free (for consumer) lossless file formats like WAV, FLAC, ALAC, WV, APE, etc...
b. Potential future stronger mechanisms such as encryption or scrambling to enforce playback only with licensed products at the expense of significant sound quality if one does not „buy in”. This is not an issue currently if you feel undecoded MQA sounds as good as CD resolution. However, there are hints in the MQA firmware that more severe forms of DRM can be imposed. It doesn’t take a genius to see how that MQA „authentication” indicator can be linked to such a mechanism. Do we even need to entertain this possibility as consumers in 2017 after years of rejected attempts at DRM and digital watermarking?

Właściwie każdy z powyższych pkt jest ważny i stanowi trudny do podważenia zarzut, ale pogrubiłem to, co wg. mnie kluczowe. Brzydko pachnie? No nie inaczej, wręcz cuchnie. Nie podkreślałem pkt zawierających jakieś subiektywne odczucia, badań odsłuchowych, bo to zawsze można podważać w każdą stronę. Mam swoją opinię (byłbym 84 słuchającym, nie rozróżniającym czy gra MQA czy stream HiFi), ale to nie jest tutaj najistotniejsze (subiektywne wrażenia). Istotne są twarde, techniczne realia, a te dają kłam propagandzie, marketingowemu szumowi jaki otacza MQA. To nie podlega dyskusji. To są fakty. Gdzie tu w takim razie wartość dodana? Raz jeszcze zapytam. Jak można promować zamknięte, licencjonowane rozwiązanie, na pograniczu nowego DRM-a (niech sczeźnie w końcu raz, a dobrze i nieodwracalnie to, to)? Jak można promować coś, co ma takie ograniczenia funkcjonalne (korekcja pomieszczenia, filtry, surround – w przypadku MQA nie ma o tym wszystkim mowy)? Dlaczego konsument ma płacić za coś, co nie jest żadnym krokiem naprzód, ba płacić za to coś więcej niż za dotychczasowe materiały audio wysokiej jakości dostępne w sieci?

…cóż, przytoczona wypowiedź jednej z promujących standard osób, może chyba zamknąć te nasze rozważania i nie wymaga żadnego dodatkowego komentarza:

„No Scientific Tests Were Done, Says MQA Founder” (link)