LogowanieZarejestruj się
News

Sonos pokazał i trochę rozczarował. Beam nie jest dokładnie tym, czego byśmy sobie życzyli

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-06-07 o 11.28.02

Było to dość zaskakujące, bo większość spodziewała się zastępstwa dla solidnej, znaczy konkurencyjnej dla innych tego typu wynalazków, belki dźwiękowej vel projektora dźwięku vel soundbara Playbar. Beam – pokazana wczoraj na konferencji nowość – nie jest następcą, w ogóle nie jest czymś co można bezpośrednio porównywać do wspomnianego Playbara (ten, zresztą, z oferty nie znika). Zacznę do początku, od oczekiwań, a te były spore: po pierwsze integracja HDMI w sonosowym ekosystemie, ale nie taka jak zaproponowano, tylko na poziomie pt. obsłużę wszystko co jest na czasie, po drugie możliwości dźwiękowe pozwalające potraktować produkt jako alternatywę dla innych belek, a nawet klasycznych systemów z kolumnami (fronty, central… wystarczy, choć inni, tj. Yamaha, potrafią nawet więcej w tej materii), po trzecie spoiwo łączące wszystkie streamy, wszystkie skrzynki „pod jednym dachem” w zakresie odtwarzania audio (i nie tylko). Takie były, przyznaję że nieskromne, oczekiwania. Wielu takie wyrażało, wielu widziało szansę na prawdziwy przełom (bo bezdrutowo, wszystko i jeszcze ze zintegrowanym interfejsem głosowym, AI).

Małe to jest, bardzo małe, kompaktowe. Ma to swoje konsekwencje (możliwości brzmieniowe)

Udało się? Ano nie udało, albo udało ale trochę, no nie do końca. Beam jest mały, niewielki taki, nie ma możliwości brzmieniowych bara, ani base. To inna kategoria, w sumie, nowa kategoria, bo patrząc na możliwości (i może tutaj tkwi sens, zamysł producenta) nie ma odpowiednika (no ale też takie coś chcieliśmy otrzymać, tylko inaczej) na rynku i może się okazać, że mieć tego odpowiednika Beam zwyczajnie nie będzie. Czym jest? Niewielkim projektorem dźwiękowym, podkreślam NIEWIELKIM, w układzie cztery przetworniki pełnopasmowe (dwa @ froncie plus dwa z boku, do przodu zwrócone) oraz kopułka wysokotonowa, każdy jeden z w łasnym, cyfrowym wzmacniaczem (plus trzy, pasywne, radiatory basowe), z centralnym procesorem sterującym, sonosowym DSP (rozwinięcie kalibracji w oparciu o technologię TruePlay). Wszystko jest odpowiednio ekranowane (sporo anten, mikrofonów w środku). Z tyłu macie poza gniazdkiem LAN (WiFi rzecz jasna jest) wspomniane HDMI. Czyli tak, dźwiękowo, to będzie na pewno lepsze od dowolnego (no prawie, ale tak 99%) telewizora – i taki był cel twórców, że to ma konkurować z samym telewizorem właśnie – ale już nie bardzo z trzema kolumnami wielodrożnymi, nawet jeżeli mówimy o zestwie „kinowym”. HDMI dali ale jakieś takie niepełnowartościowe, bo nie w wariancie wspierającym najnowsze technologie dźwięku obiektowego (Dolby Atmos czy DTS:X? Nie, tego tu nie ma), właściwie to, to HDMI nawet nie bardzo poradzi sobie z wszystkimi formatami ze starszego Blu-ray’a (będzie konwersja, albo wybór innej, gorszej jakościowo ścieżki). Nie jest to także (ale tutaj specjalnie na to nie liczyłem, choć byli i tacy, co liczyli) przełącznik źródeł, hub, bo to HDMI jest tylko jedno. Właśnie. Jest jedno i wspiera technologię powrotnego kanału audio (HDMI ARC) oraz HDMI-CEC (znane od lat rozwiązanie, nie zawsze dobrze się sprawdzające zapewniające sterowanie telewizorem, współpracę odbiornika z Beamem). Innymi słowy odpada nam jedno ze złącz HDMI w TV, dodatkowo telewizor musi wspierać ARC. To nie jest jakiś wielki problem, bo dzisiaj prawie każdy wspiera (czasami z automatu, czasami trzeba aktywować w menu), gorzej w przypadku starych modeli, ale w takiej sytuacji skorzystamy z konwertera HDMI-TOSLink dołączanego w komplecie (praktycznie wszystkie odbiorniki HDTV mają w standardzie cyfrowe wyjście dźwięku). Ma to sens i tak to musi być zintegrowane, ale już brak HDMI 2.0 i wyżej w takim produkcie zwyczajnie… boli. Boli i to mocno boli, bo nie dalej jak w poniedziałek Apple zapowiedziało Atmosa w swojej skrzynce podtelewizyjnej. ATV 4k będzie umiało, biblioteka filmów 4k puchnie, a tu takie kompromisy. Szkoda, bo Sonos jednocześnie zrobił parę rzeczy tak, jak powinien, i jak wspomniałem, jest to sprzęt (mimo wszystko) bardzo oryginalny i nie mający odpowiednika na rynku.

No i jest to HDMI, tylko nie do końca takie, jakie byśmy chcieli widzieć w nowym Sonosie, nie do końca takie

Dlaczego jest oryginalny i nie ma odpowiednika na rynku? Ano – i tu przejdę po minusach, do plusów – integruje nam technologie konkurencyjnych firm, które w swoim ekosystemie nie akceptują alternatywy (albo ta alternatywa jest bardzo ograniczona)… to znaczy możemy mieć i będziemy mieć „pod jednym dachem” Apple, Google i Amazona. Nie, nie chodzi tutaj żeby mieć, tylko żeby INTEGROWAĆ. Przykład? Chcę sterować podstawowymi funkcjami wspomnianego ATV za pomocą AI od Amazona. Wydaję Aleksie komendę i dzieje się. To oczywiste i dla użytkownika bardzo użyteczne, ale już na poziomie „współpracy” między firmami wielkie, nie do przeskoczenia, wyzwanie. Każdy zazdrośnie strzeże swojego, obcina funkcje w produktach firm trzecich – tak to wygląda. Sonos jako jedyny nam to integruje, integruje tak, że nie musimy (w przeciwnym razie byłoby to kompletnie bez sensu) wybierać, przełączać się, tylko – właśnie – dzieje się, my korzystamy, a sprzęt nas rozumie. To postawa idei inteligentnej chałupy, automatyzacji, tego wszystkiego co jest obecnie bardzo na czasie. Co prawda nie jest jeszcze idealnie, bo po pierwsze integracja AirPlay2 będzie mieć miejsce dopiero za ponad miesiąc. Po drugie, będziemy musieli poczekać na Google Assistant – co bardzo boli nas tutaj, znaczy w Polsce boli – bo to jedyne AI z zapowiadaną obsługą języka polskiego w bieżącym roku. Także do pełni możliwości jeszcze daleka droga, ale wiadomo jak to będzie u Sonosa działać i wreszcie ma to sens. To przede wszystkim aspekt czysto użytkowy, ergonomiczny, możliwość wydawania komend i sterowania samym sprzętem oraz streamem (jaki by on nie był).

Nawet IR dali, w pewnym sensie dali. W sumie prawidłowo, dobrze jest mieć wybór, niż nie mieć go wcale

No właśnie – wszystko pod jednym dachem. Chodzi zarówno o treści jak i skrzynki strumieniujące*. Sonos słusznie uznał, że wbudowanie własnego rozwiązania (czy jakiś asystent, czy własne smartTV) nie ma uzasadnienia w obecnych czasach. Po pierwsze powielamy funkcjonalności (bo TV pewnie smart jest, a jak nie to Chromecast, albo inne ATV, albo Amazon FireTV, albo jeszcze coś innego wisi na kablu), po drugie inni zrobili to często na tyle dobrze, że niczego nie zwojujemy, wreszcie po trzecie stworzenie sensownego rozwiązania z własnym, choćby ograniczonym (do AV) AI to gigantyczne wyzwanie, któremu (na razie) nie podołało takie Apple (Siri nadal jest głupia jak but, choć nowe pomysły z WWDC mogą przynajmniej sprawić, że będzie użyteczna, choć nadal w zakresie inteligencji pozostanie głupia jak but). Ludzie z Sonosa uznali, że nie ma się co kopać z koniem, tylko skupić się na tym co robią dobrze (własny ekosystem, sieć mesh, oprogramowanie agregujące treści i integrujące wspomniane AI, współpracujące z innymi rozwiązaniami softwareowymi… kłania się np. Roon (nasz tekst nt. temat tutaj)). To słuszna droga wg. mnie, gwarantująca dobre rezultaty, a nie porywanie się z motyką na słońce (co zawsze kończy się spektakularną klęską vide Microsoft i telefony… co za porażka!). Mamy nie tylko to, co wprowadzone na zasadach partnerskiej współpracy, w samym oprogramowaniu firmowym. Nie, mamy właśnie wszystko, czy precyzyjnie będziemy mieć wszystko, bo Sonos(y) dogadają nam się i odtworzą dowolne materiały dzięki implementacji AirPlay2, CAST (z chwilą wprowadzenia asystenta Google). To będzie przełom, bo castowanie z jednej, stream w ramach airplay z drugiej gwarantują, że absolutnie każdy materiał multimedialny z sieci nam się tutaj odtworzy, wygodnie odtworzy, z możliwościami jakie oferuje sam Sonos. Wspominałem ostatnio o źródłach multichannel. To też będzie można w opcji wielokanałowej grać. Pytanie, czy HDMI obsłuży nam (a dokładnie układy audio w Beam-ie obsłużą nam) SACD (z płyty np via PS3), czy DSD?

Minimalizm formy. Popieram. Minimalizm treści (możliwości dźwiękowe) już nie. Nie popieram. Jest 3.0 (L/P i C), ale…

Będziemy zatem mogli wykorzystać Beama w roli kolejnego, strefowego głośnika, będziemy mogli także stworzyć wielokanałowy system z dwoma One (patrz nasza opinia) czy Play:1 (nasze trzy grosze) oraz firmowym subem… niestety tylko w opcji DD, DTS (tu też nie mam pewności jak to będzie wyglądało finalnie).  To ograniczenie, a tak chciałoby się mieć pierwszy, bezdrutowy system głośnikowy w kinie domowym z najnowszym HDMI na dokładkę… chciałoby się i niestety nic się tu nie zmieni i to właśnie jest powodem dla którego Sonos mnie rozczarował. Rozumiem argumenty, choćby biznesowe – ma to konkurować z inteligentnymi głośnikami konkurencji i cenowo konkuruje, bo więcej dostajemy za niewiele większe pieniądze (np. HomePod to 349$, a Beam to 399$ – w Polsce niestety aż 1899zł). Jak na Sonosa, to nie jest wygórowana cena, ale też co dostajemy w zamian? No nie dostajemy odpowiednika bara, ten jest pod względem brzmienia dużo lepszy. Owszem, Sonos postanowił bardzo mocno przysiąść nad optymalizacją pracy przetworników, szczególnie w zakresie dialogów. Mają być superczytelne i ma to nas zachwycić, ale hmmmm…. to jest bardzo mały, bardzo – choćby fizycznie właśnie – ograniczony (możliwościami dźwiękowymi) produkt, także cudów nie ma. Wspominają też coś o bardzo przekonywującej przestrzenności – ok, jeżeli Beam zagra przestrzenniej od Zeppelina Air to przyznam, że zrobili tutaj naprawdę dużo, tyle że szczerze wątpię. Na pewno świetne jest to integrowanie pod jednym dachem, świetne jest to, że mamy streamy wszelkie, że wymienione skrzynki od gigantów IT będą nam ładnie z systemem Sonosa współdziałały. To plusy, ale jak widzicie widzę też szereg poważnych minusów. Nie tak miało być. Nie tak. Szkoda. Przedstawiciele Sonosa coś tam mówili, że na obiektowy to za wcześnie, że Atmos to jeszcze nie teraz (w domu). Może mają racę, nie potrafię tego ocenić, może biznesowo lepiej jest dać coś prostszego, mniej zaawansowanego, nie wspierającego  najnowszych technologii w AV. Może. Tyle, że pierwszy zestaw kinowy (belka plus sub), a także dock pokazały, że Sonos czuje temat, że potrafi, że to może być w kolejnych, doskonalszych produktach, spełnienie marzenia o bezprzewodowym (prawdziwie) i supernowoczesnym (te streamy, te głosowe sterowanie, te AI) systemie, gotowym nie tylko sprostać najnowszym wymaganiom kina z kanapy, ale także fajnie zabrzmieć (choćby w tle), gdy nie obraz, a tylko dźwięk chodzi nam po głowie. Tutaj właśnie jest największe moje rozczarowanie. To nie jest tego typu produkt. To coś z innej beczki. Przystępniejszy (cenowo), zastępujący niedoskonałe głośniki w TV (teraz, albo gra cały ekran vide Sony, albo trzeba i tak spk wyrzucać gdzieś, bo displeje są tak cienkie, tak cieniusie, że nie ma szans zmieść dźwięk w czymś takim… no chyba że niekonwencjonalnie, ale wtedy zazwyczaj kompromisowo, mocno), przydatny dla wielu element sonosowego ekosystemu i dodatkowo (ważne) alternatywa dla innych głośników z AI (które ani dźwiękowo, ani w zakresie integracji nie mogą się obecnie z Sonosem równać – myślę tu o całym, właśnie, ekosystemie).

Biały tradycyjnie

…i czarny, też tradycyjnie

Dla niektórych plusem będzie ograniczona przestrzeń jaką będzie okupować Beam. Zmieści się praktycznie wszędzie, gdzie jest choć trochę miejsca pod TV

To kto zrobi to, jak należy? Zaprezentuje obiektowy bez druta, na miarę naszych oczekiwań? Hmmm?

PS. Sterujemy głosowo, wiadomo, albo za pomocą dotykowego czegoś, też wiadomo. Zaskakujące jest to, że dali czujkę IR, z tego co widzę. Ukłon w stronę tradycjonalistów?

* a dalej rozwiązania sterujące inteligentną chałupą, to co obecnie oferuje rynek w tym zakresie (via Google Assistant/Aleksa… raczej nie Siri, a przynajmniej nie tak prosto jak w przypadku wcześniej wymienionych, w ograniczony, podstawowy sposób – wiadomo: Apple)

Sonos podaje listę kompatybilnych z AirPlay2 samograjów. Nasze 3 grosze

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Sonos

Pamiętacie nasz opis Sonosa Play:1? Nie? To zapraszam do wpisu*, jednocześnie spieszę z najświeższą informacją na temat integracji jabcowego strumieniowania. Sonos to zapowiadał, ale nie mówił co konkretnie będzie kompatybilne. Teraz już wiemy, że wśród kompatybilnych urządzeń znajdą się wyłącznie te najnowsze: One (pierwszy inteligenty głośnik, wyposażony w obsługę asystentów, mikrofony… niebawem test u nas tego samograja, będzie multi z Play:1, będzie też stereo (do tego potrzeba jest aplikacja SonoSequencr, dwa różne głośniki, choć podobne można tylko tak połączyć ze sobą w parę… za pomocą niefirmowego rozwiązania) i mam nadzieję AirPlay 2 wrażenia na gorąco, bo w najnowszych betach iOSa jest już to w miarę doszlifowane), Playbase oraz Play:5 gen 2. Nie dostaną wsparcia Play:1, Play:3 oraz Playbar (to ostatnie mocno zaskakujące, zważywszy cenę tego elementu, istotną rolę, szczególnie w kontekście budowy kina domowego w oparciu o produkty Sonosa).

Ale spokojnie, jest na to rada. Sonos sprytnie podszedł do tematu, zresztą przyjęte przez firmę rozwiązanie oparte na własnym protokole oraz własnej sieci mesh pozwala bezproblemowo na taką integrację. Jaką? Ano wystarczy jeden, kompatybilny produkt z AP2, by wszystkie nasze sonosowe głośniki bezprzewodowe zagrały nam strumienie via protokół Apple. To fantastycznie, bo choć firmowa apka zarządzająca jest w porządku, bo daje możliwość integracji większości strumieni z serwisów z muzyką i przyjemnie to wszystko nam integruje (wspominałem o tym na HDO w jednym z wpisów – macie na jednym ekranie playlisty Spotify, ostatnio grane z Tidala itd.) to jednak zawsze jesteśmy, będziemy ograniczeni do tego, co wprowadzi producent do swojego oprogramowania. Rzecz jasna Spotify Connect nie jest tutaj żadnym otwarciem na dowolny strumień (bardzo dobrze, że to jest, bo to dobre rozwiazanie, użyteczne), bo ogranicza się do serwisu Szwedów, to samo niektóre opcje (VOX Player) umożliwiające na granie z aplikacji firm trzecich… to wszystko rozwiązania ograniczone do konkretnego softu/strumienia. I tu jest punkt dla Jabca, bo AirPlay daje swobodę, bo dobrze znana ikona, występuje praktycznie wszędzie, a co najważniejsze występuje w serwisach wideo. Innymi słowy jeden One da nam możliwość strumieniowania via AP na dowolnym innym głośniku w naszej instalacji, pod warunkiem pogrupowania sobie samograjów (co jest oczywistością, gdy chcemy wykorzystać potencjał multistrefowości). YouTube? Mhm. W końcu. Poza tym Netflix, HBO Go itd. Dodatkowo liczę, że Apple wygumkuje w 2 generacji swojego protokołu bezprzewodowego strumieniowania treści AV główne wady obecnego AirPlay-a, wprowadzając: większy bufor / pewniejsza transmisja, brak opóźnień i problemów z synchro oraz bitperfect (stream hi-res byłby mile widziany, ale wystarczy bezstratny stream bit po bicie).

Oczywiście jest parę pytań, na które nie jestem w stanie w tym momencie odpowiedzieć (bo czekam na dostawę One, to raz, a dwa Apple się ciągle ociąga). Po pierwsze, czy AirPlay 2 będzie na głośnikach Sonosa oferował wszystkie opcje przewidziane w tym protokole (strefy, stereo, obsługa HomeKit’a, Siri)? Po drugie, czy nie będzie problemów z opóźnieniami, brakiem synchro (w przypadku AirPlay 1 brak synchronizacji obrazu i dźwięku skutecznie zniechęca do korzystania z tej opcji strumieniowania, gdy chcemy nie tylko słuchać, ale także coś oglądać)? Po trzecie wreszcie, czy nie wpłynie to na działanie samego ekosystemu Sonosa, tzn. czy nie będzie ograniczeń w łączeniu sonosowych głośników w pary (stereo) oraz w wielogłośnikowe zestawy (kino… ale nie tylko, bo chcę to kiedyś przetestować to w opcji audio mch, tyle że kolejny Playbar musi mieć HDMI z pełną obsługą strumieni wielokanałowych, najnowszymi formatami dźwięku wielokanałowego… muszą to zrobić i pewnie niebawem taki produkt trafi do oferty).

Siak czy tak, wygląda na to, że na rynku za moment będzie najbardziej kompletne, najbardziej otwarte na współpracę z różnymi protokołami, technologiami rozwiązanie wielostrefowe. Sonos już teraz, albo zaraz, będzie kompatybilny z asystentami Amazona, Google (zapowiedziany upgrade z pełnym wsparciem Google Assistant… bardzo na to liczę!) oraz nie-bez-po-średnio a via handheld z iOSem obsługę Siri/HomeKit’a. To ostatnie co prawda trudno uznać za pełną integrację (wiadomo, ta zarezerwowana jest dla niewypału HomePod, niewypału, bo za późno, za drogo, bez obsługi tego co trzeba i jeszcze z wpadkami ergonomicznymi na dokładkę), ale nadal będzie to najbardziej zintegrowany, otwarty na współpracę ekosystem. Oby tylko poszli za ciosem i zrobili to, o czym prywatnie marzę: w pełni skalowalny, kompatybilny z najnowszymi technologiami kina domowego (Dolby Atmos, DTS:X) strefowo/kinowy bezdrutowy system głośnikowy. Są wg. mnie najbliżsi osiągnięcia takiej synergii, stworzenia takiego rozwiązania, nie kosztującego majątek, łatwego w rozbudowie, podlegającego ciągłym usprawnieniom, unowocześnianiu (wsparcie softwareowe, dzisiaj to klucz, bez tego nawet najlepszy produkt (specyfikacja) jest złomem). Sonos na pewno zanotuje zwiększoną sprzedaż, jednocześnie nie będzie to klasyczny skok na kasę (twoje stare jest już do bani, przestarzałe), tylko sensowne uzupełnienie, rozbudowana dotychczasowej instalacji. Zaleta spójnego ekosystemu jaki wprowadzili na rynek przed laty. To procentuje!

Jak tylko się pojawi u nas One, zrobimy relację (stereo, strefy) w ramach pierwszych wrażeń, a jak w końcu Apple ogarnie temat i da AirPlay’a 2 oficjalnie to będzie duży artykuł na temat na łamach HDO.

* dużo tam o integracji Sonosa z VOXem oraz i przede wszystkim z ROONem. To robi różnicę, kolosalną różnicę robi!

PS. Do redakcji zmierza kolejna przesyłka z Chin. Lecą IEMy KZ ZS6, czytaj cztery przetworniki w stalowej obudowie: 2x armatura, 2x dynamiki. Cena 134 złote, tak wiem, przepłaciłem jakieś 20 w stosunku do najlepszych promocji. A poważnie, to dumping, to czarna rozpacz dla konkurentów ze Starego Kontynentu i Nowego Świata. Nie napiszę (jeszcze) czego są kolonem, obawiam się jednak, że te flagowe KZety będą gwoździem do trumny dla słuchawek kilkanaście/dzięsiąt razy droższych. BTW. Prywatna inicjatywa w .pl sprzedająca te IEMy przegina z ceną, szczególnie, że nie świadczy usług serwisowych, ani żadnego wsparcia tu na miejscu. W przypadku testowanych KZ ATE taki Empik dał cenę nawet zbliżoną do oficjalnej (89zł bodaj vs 99 bez promo), a tu się ktoś chce niewspółmiernie bardzo wzbogacić. Przestrzegam. Zamawiać zatem bezpośrednio u Chinola, bo tanio jak barszcz (40% tego, co niektórzy w .pl wołają(!)).

Studyjne słuchawki AD 2018 by Sonarworks

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-02-13 o 14.11.17

Poradnik? Trochę tak. Wskazówka? No dla kogoś, kto chce tworzyć, a nie tylko słuchać to konkretnie, jak najbardziej, tak. Pamiętajcie… to nie są najlepiej brzmiące słuchawki, a raczej najlepiej sprawdzające się w studio, czytaj takie, które w wierny sposób, najwierniejszy reprodukują dźwięk, nie koloryzują, nie czarują a pokazują tu i teraz… choć i wśród wymienionych są takie, które robią to lepiej, albo nieco gorzej. Plus ergonomia, plus użyteczność w codziennej pracy – to wszystko rzeczy, na które zwraca się uwagę, gdy słuchawy to (także) narzędzie pracy. Parę modeli na short liście nieco zaskakuje, mógłbym wręcz powiedzieć, że nawet lekko szokuje (przykładowo: Focale Spirit Pro albo LCD-2? To wg. mnie określona charakterystyka dźwięku, nie nazwałbym tych słuchawek neutralnymi… intrygujące), trochę podstawowych informacji, ale też nieco takich ciekawych, dotyczących pomiarów, tego jak i dlaczego słyszymy oraz co, zdaniem Sonarworks, decyduje o wartości słuchawek w studio nagraniowym, na co zwraca się uwagę. Tak, są bardzo dokładnie wyszczególnione parametry jakimi muszą sprostać dobre, czy bardzo dobre nauszniki*. Interesujący materiał, można pobrać z linku poniżej, polecam. Oczywiście przy okazji reklamują Reference 4, software kalibracyjny, który omówiliśmy niedawno na łamach HDO.

 

 

* …wcale nie najdroższe! A gdzie tam! Są tam licznie reprezentowane tanie, czy nawet bardzo tanie modele

A gdzie takie za 5000-6000$? ;-) Jak wyżej, chodzi tutaj o dobre słuchawki studyjne, nie audiofilskie
BTW. Wymienione HD600 i wspomniane HD650 traktujemy łącznie, ok? ;-)  

 

Warto przyswoić sobie powyższe. Wydrukować i powiesić na ścianie ;-)

Douszne planary w przystępnej cenie? Audeze z nowymi iSINE LX

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
iSINE_LX_ProductShot1

Dostępne od zaraz, kosztujące 199 a nie 300, czy 500 czy 1200 dolarów… tak, nowe planary douszne Audeze mogą okazać się sprzedażowym hitem. Pod warunkiem, że ktoś sobie je na uszy nałoży i przekona się jak wiele dobrego (słuchaliśmy, jeszcze prototypowych iSine 10 oraz 20 na IFA dwa lata temu) wnosi ortodynamiczny przetwornik w zminiaturyzowanej postaci. Żadne IEMy, nawet wielodrożne armatury, wyczynowe takie, nie dadzą Wam namiastki tego, co usłyszymy za pośrednictwem tych oryginalnych konstrukcji. Tak, wiadomo o co chodzi… o przestrzeń chodzi. Mimo, że ucho zajęte jest przez aplikację (pianka albo gumka), mimo zatkania kanału słuchowego, mimo że to miniaturowe (w porównaniu z typową membraną stosowaną w ortodynamicznych nausznikach) przetworniki to wrażenia są naprawdę obłędne: głębia, stereofonia, holograficzne efekty mamy tu w pakiecie. IEMy linii iSINE faktycznie definiują na nowo to, co można usłyszeć na mobilnych, przenośnych słuchawkach dokanałowych, to nowa, lepsza jakość. Poza tanimi tytułowymi, są wspomniane, droższe 10 i 20 oraz flagowa konstrukcja iLCD4 (błędnie identyfikowana wcześniej jako duże LCDeki z dodatkiem specjalnie opracowanego dla flagowca kabla Cipher).

Te 199$ to rozsądna propozycja – jeżeli grają porównywalnie z droższymi to warto sprawdzić, może się okazać, że już innych IEMów nie nałożycie (przesadzam, forma może przeszkadzać, ale dźwięk, SQ będzie trudny do pobicia, czy nawet odwzorowania)

No właśnie Cipher. To bardzo ciekawe rozwiązanie, także przez nas już opisywane i sprawdzone (relacje z AVS ’16 oraz IFA ’16). Lightningowy kabelek z przetwornikiem C/A (24bit), ampem, sterowaniem & mikrofonem (Siri), specjalnie pod jabłkową elektronikę zaprojekotowany, z firmową apką do dosmaczania i konfigurowania – tak, taka forma niewątpliwie świetnie się sprawdza, bo nic nie musimy upychać (dodatkowo) po kieszeniach, nie musimy także martwić się o kolejne urządzenie wymagające podładowania baterii. Apka co prawda wtedy (’16) wieszała się, same słuchawki nie były czasami rozpoznawane, ale pewnie ten element w końcu Amerykanie dopracowali. Taki kabel może być opcjonalnie kupiony wraz z iSINE LX (wtedy płacimy 259 dolców za komplet). Według mnie warto i nie tylko dlatego, że od iP7 musicie wychodzić cyfrą odnośnie audio, bo przejściówka to jakiś ponury żart (jakościowo i ergonomicznie to całkowita kompromitacja vide nasz wpis), ale przez wzgląd na bardzo dobre parametry tego ustrojstwa i gwarantowaną poprawę dźwięku (lightningowych słuchawek jakoś tak na lekarstwo, na marginesie). Tam jest zaszyty także fajny silnik DSP z bogatymi konfiguracjami pracy, rozbudowanym EQ. Same IEMy wyglądają bardziej, ja wiem, nowocześnie, czy atrakcyjnie, ale nadal to dwa „skrzydełka”, czy może bardziej małe tarcze, które ekranują nam małżowiny. Wygląda się z tym nieszczególnie, ale też na pewno nie mniej pociesznie niż z AirPodsami w uszach ;-)

Taka forma jak najbardziej

No dobrze to może coś o parametrach? Wygląda to, jak widzicie poniżej, bardzo smakowicie:

Jak widać nie ma żadnych cięć odnośnie przetworników. Słuchawki ważą zaledwie 20g, są więc nieco lżejsze od wcześniejszych modeli. Mamy wszystkie opatentowane przez Audeze technologie, prawdopodobnie SQ będzie zbliżone, różnice na granicy percepcji, subtelne przynajmniej w obrębie serii iSINE. Nie wątpię że wyczynowe iLCD brzmią lepiej, być może wyraźnie lepiej, ale kosztują tysiące USD, podczas gdy te tutaj tylko 200. Także relacja koszt – efekt wiadoma. Samo Apple zaś nie daje użytkownikom najnowszych swoich handheldów opcji dobrej, lepszej jakości po kablu także dlatego, że układy C/A montowane obecnie w iCośtam wypadają gorzej od tego, co montowano kiedyś (najlepiej było w okresie rynkowej egzystencji iPhone 5/5s oraz iPadów 4/Air/Air2 & Mini 2/3/4) btw. Jest taki człowiek w sieci, który to mierzy, bada i słucha ;-) Także cyfrą wychodzimy z portu lightningowego i słuchamy, bo w przeciwnym razie albo kompromis w postaci BT, albo degradacja jakościowa via przejściówka (z DACzkiem za parę centów). Dobra dość o Apple…

…czekamy na premierę w Polsce.

Są lżejsze, mają ciekawiej rozwiązany i pewnie wygodniejsze minipałąki, białe obudowy wyglądają atrakcyjnie (choć rzucają się w oczy, pewnie o to chodzi, co nie… Audeze ;-) ?)

 

ROON, aktualizacja świąteczna… iPad, iPhone pełnoprawnym źródłem audio!!!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
tyt

Co za ludzie, no nie dadzą człowiekowi odpocząć, tylko zmuszają do nawalania w klawiaturę! ;-)  Roon aktualizacja świąteczna 1.4 a w niej prawdziwa petarda… iPad, iPhone lub iPod Touch stają się od teraz takim samym źródłem audio (end-pointem) jak PC! Wiecie co to oznacza? Pewnie, że wiecie. Każdy klamot kompatybilny z iCośtam pozwala na utworzenie strefy BEZ KOMPUTERA. Wystarczy to co w kieszeni, wystarczy tablet i już. Wspominałem o świetnym iPengu, dawał nam możliwość integracji w ramach protokołu LMS (Logitech) iOSowego urządzenia, działało to bardzo dobrze, ale z oczywistymi ograniczeniami (jak: downsampling, maks. 16/44-48). Nie mieliśmy możliwości wykorzystania pełnych możliwości przykładowo iPada, bo nie dało się uzyskać bitperfect (grając hi-resy), nie można było wykorzystać handheldów Apple jako odpowiednika PC/Mac z oprogramowaniem ROON BRIDGE (niezależny end-point, z pełną możliwością konfigurowania, sterowania, obsługi dźwięku oraz wykorzystania silnika DSP). Teraz, moi drodzy, z chwilą wprowadzenia oprogramowania 1.4 macie wspomnianego iPada w takiej właśnie, jak opisałem powyżej roli – autonomicznego źródła, końcówki bez ograniczeń funkcjonalnych. BOMBA! To fantastyczna wiadomość dla użytkowników elektroniki mobilnej spod znaku jabłca, bo mogą od teraz tworzyć multistrefy oparte o swoje urządzenia, a po podpięciu kompatybilnych DACzków możemy mieć hi-resowy end-point z opcją załączenia DSP, bez ograniczeń w SQ. Najlepiej podpinać iCośtam do audio elektroniki przez ACK (Apple Connection Kit), alternatywne rozwiązania innych firm niestety często ograniczają możliwości przesłania dźwięku z urządzenia do przetwornika maks. do 48KHz… adapter jabłca nie ma takich ograniczeń, co można zobaczyć na załączonych obrazkach. Jest też inna ewentualność – są na rynku DACzki, które identyfikują się bezpośrednio (bez adaptera) z naszym, przykładowo iPadem. Testowaliśmy niejedno takie ustrojstwo, jak choćby małego AK10 Astell&Kern vel A200p Beyerdynamic.

Widzicie ten pasek na górze? Tak, tak to już nie działa w trybie Remote (jak włączone to działa jak na stałe odpalony program, a nie że musi nam się apka łączyć każdorazowo z Core, np. po wyjściu na pulpit).
Innymi słowy macie ROON Playera na iOSie! Full opcja, pełna obsługa, żyć nie umierać. iPad jako end-point. Pełne DSP, DSD, MQA (jak komuś to robi ;-) ), z możliwością migrowania do dowolnego miejsca w chałupie… 
…tak wiem, też o tym pomyślałem, a dlaczego by nie od teraz na wynos, gdziekolwiek bądź. Stałe IP to oczywista, oczywistość, teraz droga do tego jest w pełni otwarta. Wow! 

iPad Air 2 ROON READY!

Działa to bez najmniejszych problemów, stabilne jak skała, ale do tego Roon Labs zdążyło nas już przyzwyczaić. Możliwości są ogromne, możecie sobie podpiąć iPada, podłączyć jakiegoś DACa, skorzystać z opcji DSP i – dysponując słuchawkami Audeze – ustawić działanie end-pointu pod swoje nauszniki. Albo, możecie (patrz obrazki) posłuchać sobie wyczynowych hi-resów (obsługa bit-perfect, wychodzimy czystą cyfrą, omijając całkowicie układy iPada), nawet DSD via DoP lub PCM nawet do 384KHz! Ale że jak?! Wystarczy odpowiedni, działający ze sprzętem Apple klamot, jak choćby redakcyjny hiFace DAC (M2Tech), którego mocno katowaliśmy z Air 2 oraz kilkoma modelami słuchawek. Identyfikacja bezproblemowa, DAC pozwolił na obsługę plików DXD oraz (tu z pewnym ograniczeniem, ale leżącym wyłącznie po stronie Włocha) DSD. Grał zatem 1 bitowy materiał, przy czym cicho, ale to – podkreślam – żadne ograniczenie iPada jako źródła, bo identycznie jest z komputerami… po prostu ten typ tak ma, zresztą specyfikacja podaje, że plików 1 bitowych hiFace nie obsługuje, co nie jest do końca prawdą, a wręcz jest bujdą, bo obsługuje. DAC ma takie możliwości, gra takie pliki, robi to w trybie DoP, tylko – właśnie – cicho. Także sprawdziłem z materiałem wyczynowym i tak, jak najbardziej iPad (bo to raczej tablet będzie najwygodniejszym, najsensowniejszym handheldem podpinanym pod roonowy tor) może być zamiast komputera. Idealne rozwiązanie do salonów, jakiś stref gdzie zwyczajnie nie mamy ochoty na PC (a jednocześnie nie chcemy rezygnować z systemu stereo, a nie takiego opartego o jakiegoś głośnikograjka RoonReady). Dodajmy do tego wygodę obsługi (dotykowy interfejs) i cóż… ROON jest, cholera, nie do pobicia! Zamiast korzystać z erzaców (AirPlay – np. AirPorty czy AppleTV identyfikowane wcześniej w ROONie, który dysponuje obsługą tego protokołu) można teraz mieć jabłczane źródło o nieograniczonych możliwościach, takich jak komputer, korzystać z potęgi trybów DSP, dostosowania do efektora, pomieszczenia… WOW! Wprowadzenie pełnego wsparcia dla mobilnego systemu (iOS) to fantastyczna rzecz, już nie tylko Win, nie tylko macOS czy Linux, ale od teraz także iOS może być w pełni Roon Ready!!! Ważne, żeby skorzystać z opcji pełnego wsparcia ROONa w iOSie trzeba zainstalować wersję 11. Niestety bez najnowszego, nadal zabugowanego systemu mobilnego Apple się nie obejdzie. Przy czym na szczęście, wszystkie urządzenia z poprzednią wersją systemu (iOS10) niczego nie tracą, odnośnie dotychczasowej funkcjonalności. Nadal działa to jako Remote, nadal możemy sterować odtwarzaniem na innych urządzeniach, konfigurować etc. po zaktualizowaniu Core do 1.4.

I co Wy na to? iPad jako pełnoprawne źródło w ROONie. Już nie trzeba iPenga (ograniczenia), mamy dokładnie to samo, co daje nam PC/Mac w opcji ROON Bridge!
Tutaj, jak widać, leci sobie DSD via DoP

Hi-resy 

…w dowolnym miejscu, słuchawki, ale i stacjonarny tor, w którym end-pointem będzie iPad

To nie jedyna rzecz, którą wprowadzili pod choinkę. W najnowszej wersji 1.4 przebudowano interfejs zarządzania strefami, nawigowania po opcjach sprzętowych… i zrobiono to przegenialnie. Nie dość, że szybciej, nie dość że wygodniej, to jeszcze dostajemy rozbudowane opcje sterowania natężeniem dźwięku. To bardzo istotne, bo ROON, jako jedyne tego typu oprogramowania na rynku, pozwala dopasować swoją pracę nie tylko do podpiętego sprzętu, ale nawet do określonej muzyki! No REWELACJA Panie, Panowie. Możemy dokładnie dopasować sposób odtwarzania, popatrzcie na obrazki… niesamowite! Ustawiamy w zależności od utworu, albumu, danego źródła, można zdać się na auto dopasowanie…. można dokładnie wszystko ustawić pod kątem materiału (o ile znamy jego parametry, jak znamy to je nam ROON btw wyświetli pod okładką albumu …z górką od paru miesięcy to potrafi). Dla purystów to niezwykle istotna sprawa, bo można korygować to co ostatecznie dobiegnie do naszych uszu, dzięki możliwościom oprogramowania dokładnie ustawić całość i cieszyć się doskonale zsynchronizowanym (z materiałem) odtwarzaniem. BOMBA! Do tych kluczowych nastaw oraz do crossfade’a i limitera głośności (można takie coś od teraz wymusić, co może okazać się wielce przydatne, szczególnie z wrażliwą elektroniką oraz słuchawkami) po wyświetleniu pierwszej zakładki informującej nas o parametrach danego urządzenia / strefy. Mamy zatem dokładnie podane co gra, jak jest ustawione i szybko możemy to pozmieniać w setupie (na dole wyświetla się opcja). Proste? Proste, genialnie proste, a jednocześnie dające TAKIE możliwości. Innymi słowy, jak macie pliki DSD (zazwyczaj gra to ciszej) to ustawiacie pod nie reakcję, jak gra materiał PCM to ustawiamy sobie inaczej i nam się ładnie dopasowuje, jak chcemy wyłączyć wszystko, to wyłączamy, jak zamieszczono dokładne informacje nt. parametrów (podano parametr Dynamic Range) to sobie odpowiednio dopasowujemy nastawy.

Ja cież… tak, wiecie co to oznacza… można precyzyjnie dopasować poziom. Super precyzyjnie!

 K.O. :)

No dobrze, to może już wystarczy tych prezentów? A gdzie tam! Przebudowali także moduł odtwarzania po zakończonej liście zaplanowanej przez użytkownika oraz rozbudowali samą listę odtwarzania. Ten moduł, zwany – po prostu – Radio, od teraz jest w wersji 2.0 i choć jeszcze (ale to się niebawem zmieni :) ) odtwarza nam dźwięki „tylko” z naszej kolekcji plików (Tidal / NAS), to robi to od teraz na parę sposobów. Z playlistą podobnie… jest więc pętla, inteligentna pętla, mieszanie, a do tego (w obu przypadkach) pełna informacja na temat odtwarzanych utworów, wykonawców, twórców z odnośnikami do …zewnętrznych źródeł. Dodajmy, że to wszystko w ramach inteligentnego dopasowania pod nasze gusta, w nawiązaniu do wcześniej odtwarzanej muzyki, z wyszukiwaniem inteligentnym po naszej kolekcji, a niebawem (jw) w przepastnych zasobach Internetu (będzie Tidal co oczywiste, ale nie tylko, bo rozgłośnie też się pojawią). Co więcej, to Radio będzie można konfigurować (albo auto, albo określone preferencje, jakościowe, gatunkowe, realizatorskie etc. etc. etc.). Dodam tylko, że mówimy tylko o dodatku, czymś co gra, jak nam się inwencja twórcza odnośnie własnej listy odtwarzania, playlisty skończy.

Wreszcie ponownie zoptymalizowano działanie RAAT, jest szybciej, wydajniej, faktycznie widzę, że mniej zasobów nam połyka (a przecież było dobrze, ale …he, he, zawsze może być lepiej ;-) ). Są jeszcze pewne, kosmetyczne zmiany oraz garść poprawek. Od paru dni testuje (soft dostępny jest właściwie od przedwczoraj) i powiem Wam jedno: ja już prezent pod choinkę dostałem! :-D

Znakomicie… mamy szybki dostęp w zakładce strefy do wszystkiego

Świetny UI jest od teraz jeszcze lepszy!

Skondensowane informacje w zakładce strefy/wybrane urządzenie z kluczowymi nastawami oraz wejściem do setupu

Poniżej, w rozwinięciu sporo materiału zdjęciowego z opisem, obrazujące zmiany jakie zaszły w oprogramowaniu…

» Czytaj dalej

AirPlay 2 to soft, nie hard…ware! Sonos wprowadzi to, to na początku 2018 roku

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
RXV02023-1024x682

Wspominaliśmy już parokrotnie o nowym protokole Apple, przy czym gównie w aspekcie nowości funkcjonalnych jakie AirPlay 2 wprowadza. Wraz z informacją o wprowadzeniu obsługi w głośnikach Sonosa pojawiła się bardzo istotna informacja o podstawowej różnicy między pierwszą a drugą generacją protokołu. Jak wielokrotnie pisałem na łamach, jabłczana firma, chciała konkretnie zarobić na swoim standardzie bezdrutowej transmisji obrazu i dźwięku, stąd AirPlay pierwszej gen. był rozwiązaniem nie tylko softwareowym, ale przede wszystkim hardwareowym. Kompatybilność z AP wymagała odpowiedniego wyposażenia danego urządzenia, które musiało dysponować odpowiednim układem. Do tego wszystkiego zgodność wymagała wykupu licencji. Pamiętam, że pierwsze urządzenia na rynku, zgodne ze standardem, wymagały uiszczenia 50$ opłaty, co producenci przerzucili na konsumentów – stąd początkowo bardzo drogi sprzęt z AP, jedynie rozwiązania jabłkowe miały przystępne ceny, choć i tak do tanich nie należały (Apple TV / AirPort Express). Z czasem się uspokoiło, ceny licencji / zgodności spadły do dużo niższego poziomu, ale tak czy inaczej już na etapie projektowania klamota trzeba było zawczasu uwzględnić AP, albo nie uwzględnić (i zrezygnować definitywnie z obsługi tego standardu).

W przypadku AirPlay 2 jest zupełnie inaczej. Ten nastawiony na obsługę wielu strumieni (strefy) protokół nie wymaga żadnego ekstra rozwiązania sprzętowego, to czysto programowa rzecz. To świetna informacja dla branży, bo oznacza że każdy, kto nawet dopiero po pewnym czasie (od wprowadzenia na rynek) zdecyduje się na wprowadzenie obsługi, uzupełnienie funkcjonalności będzie mógł to zrobić. Podobnie jak z kodekiem aptX (też softwareowe rozwiązanie) to od producenta zależy, czy udostępni nam opcję strefową by Apple czy lepsze SQ. Innymi słowy można dodawać AirPlay’a 2 (nową wersję) już po wprowadzeniu na rynek danego produktu, nie trzeba martwić się zgodnością sprzętową, bo ta od teraz po prostu nie jest wymagana. Wystarczy aktualizacja oprogramowania. To właśnie dzięki temu będzie możliwe uzupełnienie o takie możliwości bezprzewodowych głośników strefowych Sonosa. Zyskają po upgrade firmware zupełnie nowe możliwości – nie tylko będzie można z Maka, iPhone czy iPada przesłać strumieniem muzykę bez konieczności uruchamiania firmowej aplikacji Sonosa i dodawania w niej źródeł. Wystarczy wybór odpowiedniej opcji w panelu sterowania. Dodatkowo taki głośnik (takie głośniki) będą mogły współpracować z jabłkową przystawką telewizyjną – wystarczy prosta konfiguracja efektora w panelu sterowania set-top-boksa. Ostatnia aktualizacja wprowadzająca do tytułowych głośników z AP2 pozwala na przesłanie dźwięku z połączonego bezprzewodowo Apple TV, gdzie będziemy mogli ustawić sobie jeden z takich głośniczków jako alternatywę dla tego, co wydobywa się z telewizor.

Od 2018 będzie tutaj w panelu figurował Sonos

Ostatnią rzeczą, na którą warto przy okazji AP2 zwrócić uwagę jest nadal niewyjaśniona kwestia dokładnych parametrów transmisji. Niestety Apple nie ułatwia nam zadania, bo zamiast opublikować odpowiednią specyfikację ogranicza się do ogólników. Nie wiemy zatem nic o gapless, o bitperfect, o priorytetyzacji transmisji, o wykorzystanemu  w tej odsłonie protokołowi kodowania sygnału, wreszcie Apple milczy w sprawie szczegółowych danych nt. specyfikacji. Wiadomo natomiast, że wspomniana zmiana wymogów, szersze otwarcie związane jest z promowaniem własnych usług i technologii. Inni to właśnie robią, Apple przygotowując się na niższe wyniki finansowo-sprzedażowe, także stara się zabezpieczyć sobie tyły. Chodzi oczywiście o Siri oraz o Apple Music. W przypadku asystenta/ki to wraz z AP taka funkcjonalność pojawi się dla wszystkich zainteresowanych. Google jest otwarte i doświadczone we wprowadzaniu rozwiązań dla kogoś, kto do tej pory nie miał okazji. Od niedawna Sonos pozwala na pełną integrację z Aleksą (Amazon),a  od przyszłego roku system Sonosa będzie mógł integrować także Siri. Co więcej, wczoraj zapowiedziano nowy głośnik z wbudowanym mikrofonem – zapowiedź własnego, tego typu, produktu. Wygląda niemal identycznie (i zapewne) brzmi w pełni porównywalnie z redakcyjnym Play:1 (wygląda praktycznie identycznie, poza górą, która różni oba urządzenia). Niewielki, kompaktowy, dobrze brzmiący, dla mas. Nowy One (tym razem nie ma cyferki tylko są literki) to sześć mikrofonów, wspomniane wsparcie dla Google Assistant & Amazon Aleksa, a wszystko to za 199$ niebawem w sklepach (październik). Sonos przy okazji mocno przebudował aplikację sterująco-zawiadującego. Jest przejrzyściej, uwaga użytkownika skoncentrowana jest na źródłach muzyki, na samej muzyce, znacznie szybciej można rozpocząć odtwarzanie. O tym wszystkim jeszcze na łamach wspomnimy.

FLAC z oficjalnym wsparciem w najnowszym iOS11 (z dużym ale…)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Logo FLACnaIOS

No dobrze, pamiętacie? Tylnymi drzwiami, via ichnia chmura FLAC zawitał jako pełnoprawny kodek w systemie (w wersji testowej). Jutro nowy iOS będzie oficjalnie, będzie obsługa najpopularniejszego bezstratnego kodeka audio natywnie, w systemie. Co to oznacza w praktyce? Ano oznacza, że będziecie mogli słuchać swoich kolekcji muzycznych w dowolnej aplikacji, w tym systemowej (Music) bez konieczności konwertowania czegokolwiek do strawnego (przez Apple) formatu. Do tej pory trzeba było albo zainstalować jakąś apkę odtwarzającą flaczki, albo zdecydować się na mozolne konwertowanie plików, wybierając bezstratny kodek ALAC (jabłkowy wynalazek, który dzięki zerowemu zainteresowaniu samego jabłka popularyzacją jest obecnie niszowym rozwiązaniem na rynku).  Odnośnie samej apki – jest ich obecnie w AppStore całkiem sporo, część z nich oferuje naprawdę spore możliwości, przy czym ostatnie zmiany jakie zaordynowało Apple do programu iTunes mogą skutecznie zniechęcić Was do użytkowania oprogramowania innego, niż systemowe. I widzę tu pewną niebezpieczną korelację, ba widzę konsekwentną politykę mającą na celu skłonienie użytkownika jałbkofona (etc) do wyboru jedynie słusznej aplikacji firmowej, najlepiej z wykupionym abonamentem na Apple Music.

To, że iTunes powszechnie jest krytykowane za swoje przeładowanie, ociężałość, fatalny UX to oczywista, oczywistość, ale Apple usuwając aplet Programy ze swojej aplikacji zarządzającej pamięcią naszego iCośtam usunął jednocześnie najprostszą możliwość przenoszenia danych z pamięci komputera do pamięci handhelda (w tym muzyki do alternatywnych aplikacji odtwarzających muzykę). p W praktyce oznacza to, albo korzystanie z pośredników tj. chmury, lub bezprzewodowych sposobów transmisji (o ile takie możliwości dev przewidział w oprogramowaniu) lokalnie z komputera/serwera, albo faktyczną bezużyteczność danego programu odtwarzającego. Będzie zatem tak, jak w becie, to znaczy zagramy z nowej aplikacji Files (i będzie ściśle powiązane z ekosystemem) wspomniane FLACZki, a korzystanie z własnych zbiorów zapisanych w takim formacie nie będzie wcale proste i intuicyjne. Oczywiście użytkownicy dysponujący Makiem będą mogli, przykładowo, skorzystać z AirDropa, z współdzielenia pamięci masowych na urządzeniach z logo jabłka na obudowie – inni będą musieli kombinować.

Widzicie to „duże ale” w tytule? Już tłumaczę to „ale”: natywny FLAC w iOS nie jest dla wszystkich. To znaczy nie wszyscy użytkownicy jabłkofonów skorzystają, a użytkownicy iPadów w ogóle obejdą się smakiem. Jak tylko aktualizacja stanie się ciałem, ewentualnie zaktualizuje wpis, ale wszystko wskazuje na to, że z nowych możliwości skorzystają wyłącznie użytkownicy iPhone 7, 7+, 8, 8+ oraz X. Dodatkowo takie możliwości zapewni Apple TV 4 oraz nowy model 4K, tyle że w przypadku tych urządzeń nie mamy możliwości wygodnego wyprowadzenia dźwięku na zewnętrzny tor audio (w praktyce musi być amplituner, bo w ATV obecnie jest tylko HDMI, zrezygnowano z wyjścia optycznego). Prawdopodobnie takimi możliwościami będzie także dysponował nowy głośnik od Apple: Home Pod, przy czym nie jest to na razie w żaden sposób przesądzone, producent nie podaje dokładnych danych, specyfikacji tego nadchodzącego produktu. Co jeszcze bardziej zastanawiające, w specyfikacji obsługiwanego dźwięku w najnowszych modelach iPhone zniknęły AIFF oraz WAV. Dziwne, raczej oczywiste jest, że te formaty, szczególnie WAV nadal będą wspierane (muzyka nadal jest obecna w iTunes, nadal można konwertować, nadal mamy tam kolekcje/bibliotekę i integrację z usługami AM/iTunes Match). Być może Apple dokonało „skrótu myślowego” podając ogólnie informację o wsparciu dla Linear PCM w najnowszych modelach (wcześniej takiego zapisu w specyfikacji wspieranych formatów audio nie było). Sumując, użytkownicy wszystkich iPadów oraz iPhone <7 nie będą mieli nadal możliwości odtwarzania muzyki zapisanej we FLACzkach (podobnie iPodów Touch) natywnie w iOS11. Trudno na pierwszy rzut oka powiedzieć, co się za tym kryje, choć pewną wskazówką może być BRAK ANALOGOWEGO WYJŚCIA DLA SŁUCHAWEK WE WSPIERANYCH MODELACH. Wszystkie iPady oraz modele 5S/SE/6(+)/6S(+) dysponują audio jackiem. Innymi słowy taka decyzja miałaby uzasadnienie czysto marketingowe (nie techniczne, choć właśnie techniczny aspekt przesądza o wsparciu). Apple chce zasugerować w ten właśnie sposób, że jedynie słusznym wyborem dla kogoś, kto ma ochotę na słuchanie muzyki w jakości bezstratnej z jabłkowego telefonu jest zakup nowego modelu (to raz) oraz wybór takiego, który dysponuje wyłącznie złączem Lightning służącym do transmisji dźwięku (cyfrowo – to dwa). Przejściówka na jacka, dodawana do nowych modeli iPhone, kłóci się z uzyskaniem wysokiej jakości dźwięku – to jasne dla każdego, kto zwraca uwagę na SQ, stąd… no właśnie, dodatkowa zachęta do zakupu odpowiednich (lightningowych) słuchawek oraz ewentualnie akcesoriów (DAC/ampy).

Na taki wpis mogą liczyć wyłącznie użytkownicy wybranych, najnowszych modeli iPhone: 7/7+/8/8+ oraz X.
Po aktualizacji do iOS 11 tylko te modele będą wspierać natywnie najpopularniejszy kodek audio, z takiej możliwości skorzystają także użytkownicy Apple TV 4/4k, które również takie pliki odtworzą

A tak to wygląda i wyglądać będzie na reszcie urządzeń z iOS/tvOS, w tym m.in. @ wszystkich iPadach

Tu, co prawda, pojawia się kwestia wyraźnego promowania bezprzewodowego słuchania (co z wyżej wymienionymi kwestiami nie ma nic wspólnego, bo transmisja BT jest stratna, a o lepszym transferze w ramach aptX nie ma mowy w iOSie), własne słuchawki (te z logo i te pod marką Beats Audio) są praktycznie bez wyjątku Wireless, ale… ale sporo można zarobić, jak wyżej, licencjonując własny interfejs (Lightning), a bez certyfikacji (MFI) żaden z producentów (poważnych) produktu kompatybilnego z nowymi iPhone’ami nie wypuści. Chcesz słuchać w jakości HiFi? Kup odpowiedni telefon, kup odpowiednie słuchawki (z licencją) lub/i kup odpowiedni zew. DAC/AMP oczywiście z licencją. Trudno znaleźć inne uzasadnienie tego ruchu, szczególnie, że samo Apple mimo podjętych pewnych działań, nie zdecydowało się na wprowadzenie do swojego kramiku (iTunes) oraz streamingu (Apple Music) bezstratnej jakości dźwięku. Gdyby się na to zdecydowało, odcinanie wielu milionów potencjalnych klientów od swoich usług (lepszej jakości audio) byłoby kompletnie bezsensowne. W opisanej powyżej sytuacji, taki ruch wydaje się z marketingowego punktu widzenia całkiem sensowny, oczywiście z punktu widzenia użytkowników wygląda to zgoła inaczej i takie działanie producenta należy ocenić jednoznacznie negatywnie, bo nic nie stoi na przeszkodzie (techniczne) by wsparcie dla FLACów było oferowane dla wszystkich urządzeń przewidzianych do aktualizacji do najnowszej wersji iOS.

Moim zdaniem to decyzja o daleko idących konsekwencjach dla całego ekosystemu w aspekcie odtwarzania muzyki. Poza czynnikami wymienionymi powyżej jest jeszcze jedna kwestia, o której warto wspomnieć – wprowadzenie modelu Apple Watch’a LTE (seria 3) oznacza, że Apple Music na pewno w dającej się przewidzieć przyszłości nie dostanie opcji strumieniowania dźwięku o wyższych parametrach transmisji. To jeden z głównych marketingowych argumentów Apple podczas kampanii zachęcającej do zakupu nowego zegarka… dostęp do 40 milionów utworów (oczywiście via Apple Music) z nadgarstka, bez pośrednictwa iPhone, autonomicznie (dzięki modułowi komórkowemu zamontowanemu w najnowszym zegarku). To ma zachęcić do zakupu pierwszego AW lub do wymiany starszego modelu. A to się kłóci z transmisją lepszej jakości (zużywającej więcej energii, a ta jest tutaj na wagę złota oraz wyczerpującej szybciej paczkę danych w ramach abo). Do tego mamy konieczność wykorzystania w takim wypadku transmisji BT do transferu audio do bezprzewodowych słuchawek, sparowanych z zegarkiem i cały zysk z kompresji stratnej zostaje w dużej mierze zaprzepaszczony (nie ma tu zatem miejsca dla FLACzka)).

Apple wyraźnie ma ochotę sprzedać Apple Watch’a jako nowego iPoda, stąd zresztą decyzja o zaprzestaniu produkcji tego ostatniego (poza Touch’em, ale to i tak margines i Touch nie ma LTE, czyli streaming on the go odpada). FLAC zatem zostaje przez Apple wpasowany do własnej wizji sprzedaży w ramach ekosystemu i ma być oferowany jako „dodatek” do drogich i bardzo drogich, topowych modeli iPhone. Trochę na zasadzie: stać cię na kosztowny telefon, chcesz słuchać w bardzo wysokiej jakości? To proszę bardzo, możesz, ale musisz nam za to jeszcze parę razy ekstra zapłacić. Producenci „lightningowych” słuchawek oraz akcesoriów audio (DAC/AMPy kompatybilne z jabłkową elektroniką) mogą zacierać ręce. To co prawda nisza, ale z widokami (w końcu stream hi-res nam się też rozwija, nieprawdaż?) na spore zyski. Apple na tym zarobi, niemało zarobi, a do tego najmniejszym, nie – wróć, praktycznie zerowym kosztem (właściwie ograniczając się tylko do implementacji wsparcia dla kodeka w najnowszym iOS dla wybranych urządzeń). Tak się zarabia pieniądze. Nawet wbrew i na przekór interesom własnych klientów, użytkowników. Jak dla mnie, właśnie osiągnęli w tej materii prawdziwe mistrzostwo. Smutne to, ale jakże prawdziwe.

Złącze audio jack wyklucza natywnie FLAC na iOSie. Musi być jak powyżej. Tak to właśnie wygląda…

 

PS. Biorąc powyższe pod uwagę, nie liczę na jakieś większe zmiany w protokole AirPlay 2 (ma to przecież działać w całym ekosystemie, a nie tylko z najnowszym sprzętem… chyba). W przypadku SQ nic się nie zmieni i nadal nie będzie to zbliżone do możliwości konkurencyjnych rozwiązań odnośnie jakości brzmienia. Brak bitperfect, brak obsługi lepszej jakości niż 16/44-48, może chociaż opóźnienia zredukują i responsywność (multiroom tego wymaga).

R.I.P iPod, R.i.P

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-07-28 o 10.30.45

Stało się. Ostatnie iPody (nie wliczamy Touch’a, będącego w praktyce iPhone’em bez modułu komórkowego) Nano oraz Shuffle zniknęły wczoraj wieczorem z oferty Apple On Line Store. To koniec pewnej epoki, której symbolem był właśnie iPod. Przenośny odtwarzacz audio, który zrewolucjonizował branżę. Który doprowadził do uwolnienia muzyki i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Zapełnienie pamięci kilkunastoma tysiącami piosenek, tysiącami albumów… tak, iPod doprowadził do tego, co dzisiaj stanowi główny kanał dystrybucji – nie płacimy za utwór, nie płacimy za album, płacimy za dostęp. Początek był legalny inaczej (pamiętacie Napstera, prawda?), ludzie pobierali całe dyskografie skompresowane stratnie, by następnie zapełnić pamięć w swoim odtwarzaczu przenośnym. Ten nie musiał być iPodem i często nie był, ale to właśnie iPod przyczynił się do rewolucji, do popularyzacji muzyki z pliku, do radykalnych zmian w całej branży. Na początku minionej dekady nośnikiem była płyta CD, muzykę sprzedawano, muzyka to było coś fizycznego, do kupienia w sklepie. Wszystko zmieniło się za sprawą małego, białego pudełka, które zawładnęło rynkiem na kolejne 10 lat, aż do chwili, gdy najpopularniejszym sposobem odtwarzania stał się strumień, słuchanie wprost z sieci.

Nie ma iPodów, ostał się tylko …Touch. A to iPod tylko z nazwy w sumie, bo to taki  iPhone po taniości i bez modułu

Internet pozwolił na nieskrępowany dostęp do muzyki, pozwolił zapełniać pamięci odtwarzaczy mobilnych, zmienił zasadniczo sposób korzystania i dystrybuowania. Dzisiaj jesteśmy w zupełnie innym miejscu, przy czym nie zapominajmy o tym, co stanowiło wstęp do wspomnianego uwolnienia muzyki… bez iPoda, bez iTunes nie byłoby tego wszystkiego. Kupowanie muzyki z pliku zastąpiło dzisiaj strumieniowanie jej wprost z serwera, nie kupujemy już albumów (ogromny spadek udziału wirtualnych kramików, w tym wspomnianego iTunes) – wystarcza nam dostęp do nich za pośrednictwem usług. To właśnie rewolucja, a u jej początków widzimy właśnie iPoda. Można zatem zrozumieć decyzję Apple o zakończeniu sprzedaży odtwarzaczy audio, bo dzisiaj bez dostępu do Internetu… no właśnie, nie ma dzisiaj miejsca dla urządzeń bez sieci. Odtwarzanie bibliotek zgromadzonych lokalnie to już przeszłość. Rozumie to Apple i według mnie decyzja o zaprzestaniu produkcji iPodów Nano i Shuffle (niecałe dwa lata temu zrezygnowano z oferowania Classic-a) to zwiastun poważnych zmian w zakresie dystrybucji audio w iTunes. Apple Music to kluczowa dla firmy usługa, to coś co ma stanowić główny, a z czasem jedyny sposób dostarczania treści. Czy to oznacza koniec wirtualnego kramiku z muzyką, jaki znamy? Raczej jego poważną przebudowę. Myślę, że jedyne co może uratować downloady to znacznie lepsza jakość oraz ekskluzywne dodatki i pewnie w tym kierunku to pójdzie. Zwiastuje to też bardzo poważną przebudowę aplikacji iTunes, która obecnie jest… całkowicie przestarzała, nie odpowiada wymogom teraźniejszości. Pisałem o tym już wcześniej, przypomnę i napiszę to jeszcze mocniej…

 

Tak to było… pierwsza reklama telewizyjna z iPodem (2001)

Nie ma sensu oferować aplikacji, która powstała właśnie w celu gromadzenia treści multimedialnych lokalnie, która zbudowana była (i jest) wokół gromadzenia na nośniku plików w bibliotekach, z których to bibliotek korzystaliśmy m.in. mobilnie, użytkując na co dzień iPoda (albo inne urządzenia iOS, ale odtwarzaliśmy z pamięci tego urządzenia, nie z sieci). To relikt przeszłości. Stąd oczekiwana radykalna przebudowa tej aplikacji oraz jak wyżej całego kramiku. Dzisiaj najważniejsze jest Apple Music. Twój osobisty odtwarzacz to oczywiście iPhone, może być jeszcze (zamiast Shuffle, szczególnie w autonomicznym scenariuszu użytkowania) Apple Watch, a w domu za moment iPoda zastąpi HomePod (tak, rozumiem skąd ta nazwa, ale mogli się bardziej wysilić). To właśnie inteligentny głośnik z bezpośrednim dostępem do strumieni Apple Music (i raczej tylko Apple Music, co może dla wielu stanowić barierę… chyba że Apple wprowadzi nowe atrakcje do swojej usługi, w tym lepszą jakość) zastąpi wszystkie doki, głośniki ze złączami dla urządzeń iOS, a amplitunery, wzmacniacze – w ogóle całe audio – zamiast portu USB dla iPoda (stały element wyposażenia, praktycznie w każdym klamocie występujący) będzie oferowało AirPlay, względnie inny protokół bezprzewodowy, który da się pożenić z naszą elektroniką, także tą jabłczaną elektroniką (np. Chromecast). Za moment znikną z rynku ostatnie elementy, które kojarzymy z fizycznym przechowywaniem (w pamięci) muzyki. Pozostanie nisza, niszy, czyli audiofilskie DAPy, które na marginesie coraz częściej są usieciowione, pozwalają odtwarzać muzykę z usług streamingowych, strumieniować ją ze zdalnych serwerów.

Ikony

iPod to nieco ponad półtorej dekady rynkowej egzystencji, przy czym pierwsza dekada XXI wieku to czas jego ogromnej popularności, kiedy to stał się ikoną, symbolem wspomnianego uwolnienia muzyki. Był to pierwszy produkt nowego, odrodzonego z popiołów Apple pod wodzą Jobsa, firmy, która stała się najpotężniejszą korporacja w branży IT i jednym z najpotężniejszych przedsiębiorstw w skali globalnej. Na początku tej drogi był właśnie iPod. Było iTunes. Pamiętajmy o tym.

R.I.P iPods, R.I.P

PS. Mój ulubiony iPod Video wyzionął ducha jakiś czas temu, pamiętam ogromne wrażenie jakie zrobił sprowadzany, pierwszy model… pamiętam te dziesiątki tysięcy empetrójek, pamiętam jak to szło na modemowym łączu, pamiętam splątane (standard) „pchełki”, pamiętam jak najlepszy, kwadratowy Nano zanurkował mi w morzu i co to była za tragedia, pamiętam jak przyjemnie było zadokować grajka na dopiero co wyciągniętym z pudełka głośniku od Apple (tak był taki, świetny głośnik, był… teraz będzie HomePod), pamiętam pierwsze słuchawki blutetoothowe (nie pamiętam producenta, ale tragedia) sparowane z Touchem (no ale jw to w sumie nie iPod, prawda), wreszcie pamiętam, że Zeppelin z pierwszym oprogramowaniem fatalnie sobie radził w sieci, ale z docka (30 pinowego) można było, między innymi za pośrednictwem iPodów, grać muzykę bez żadnych problemów, od razu, bez żadnych hokus-pokus. Ehhh…

PPS. Wypadły z oferty modele 16/64GB Touch’a. Jest „nowy” 32GB, a 64 zastępuje 128GB… raczej nie wydaje mi się, żeby ten produkt doczekał się jakiejś aktualizacji, pewnie zniknie w przyszłym roku definitywnie z oferty.

AirPlay2, czyli AirPlay na nowo oraz FLAC w iOS11!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
FullSizeRender

Napiszę też coś o HomePodzie, ale niekoniecznie w kontekście brzmienia (które, jak oceniają koledzy z Whats HiFi jest mocno basssowe*). Zacznijmy jednak od czegoś znacznie ciekawszego, co jasno wskazuje, że Apple otwiera się na zmiany i (faktycznie) myśli o dźwięku lepszej jakości. Beta iOSa 11 zawiera oficjalne wsparcie dla audioplików FLAC. Nie wprost, bo trzeba chmury (ładujemy FLACzki na iCloud Drive i strumieniujemy wprost na urządzenie, bez konieczności instalacji dodatkowego oprogramowania). Wreszcie, natywnie, będzie można odpalić sobie muzykę w najpopularniejszym formacie bezstratnej kompresji. Czy to zapowiedź zmian w całym ekosystemie, zastąpienie stratnej kompresji AAC przez coś, co stanowi standard na rynku? Cóż, Apple ma swoje formaty lossless (ciężki AIFF, lekki ALAC), które jednakowoż nie zrobiły kariery (rynek masowy), a nie zrobiły bo samo Apple nie było zainteresowane. W iTunes Store maksymalnie możemy sobie ściągnąć przygotowane z najlepszych materiałów Remastered for iTunes, przy czym nadal jest to AAC 256kbps. W Apple Music to samo. Nie zapominajmy, że pewnym ograniczeniem dla ewentualnych zmian jest/będzie Bluetooth… coś, w co Apple bardzo mocno się zaangażowało (bo słuchawki). Jakoś nie widać na razie chęci radykalnej poprawy transmisji przez sinozębnego. Chyba, że …W1 to coś, co w zanadrzu kryje potencjał (obsługi) dużo lepszych protokołów transmisji. W końcu za rogiem czai się BT 5.0, a tam to już takie rzeczy (zasięg, szybkość, wielokanałowość), że… kto wie, kto wie, może wszystko nagle się radykalnie zmieni. Tyle, że raczej nie „jutro”, a bardziej pojutrze.

Klucz do nowego otwarcia na audio w Apple

A to dopiero początek. Będą wszyscy liczący się na rynku. To przesądzone. Tutaj jednak oznacza to nie tylko licencję, ale wybór określonego ściśle ekosystemu. O to toczy się gra…

Moje źródła nie myliły się w sprawie nowego AirPlay’a, ciekawe czy sprawdzi się kolejna z zapowiedzi: zupełnie nowe iTunes Store, przebudowa Apple Music oraz… last but not least przebudowa wymagającego pilnej modernizacji iTunes app. To ostatnie może w ogóle wyjść Apple na zdrowie, bo jeżeli jest Files, jeżeli są nowe możliwości pokrewne innym systemom w najnowszej wersji iOS to… po co komplikować życie użytkownikom takim anachronizmem (ociężałym kombajnem) jakim niewątpliwie jest obecne iTunes. Podział? Mhm. Możliwość rezygnacji z używania firmowego software „zarządzającego” na komputerach? Właściwie czemu by nie? Przy czym iTunes nie zniknie, a ma się przekształcić w bardzo zaawansowany front-end multimedialny, do zawiadywania strefami, do obsługi obrazu i dźwięku, bez serwisu, bez zdjęć, bez tworzenia kopii, bez zgrywania aplikacji z urządzenia etc. Bez. To plus lepsza jakość dźwięku. Brzmi intrygująco i pasuje do tego, co obserwujemy, do zmian jakie Jabłko właśnie wprowadza w tym zakresie. Nie zapominajmy zatem o droższym, ale zdaniem Apple dużo lepiej grającym, głośniku HomePod, o zmianach jakie wprowadzają w całej linii sztandarowych produktów (iPhone, iPad oraz Mac): kwadrofonia (iPady), „ulepszone” stereo (nowe telefony, komputery – to fakt), prymat transmisji cyfrowej (iPhone/Mac) wreszcie duża waga przywiązywana do nowych generacji słuchawek (i głośników)… To wszystko się zazębia i nowe iTunes wpisuje się w te zmiany, w usprawnienia. 

Pamiętajmy, to przede wszystkim hub dla całego ekosystemu, terminal, mimo że Apple twierdzi inaczej ;-)

Boombox by Apple a może raczej Apple_box ;-)

Zmądrzeje w końcu? Siri jest absolutnie kluczowym elementem. W naszym kraju będzie to produkt …wybrakowany

Ten Pan i ta Pani gadają do głośnika, bezpośrednia interakcja między ludźmi i tak już zamiera, a będzie jeszcze gorzej. No, może multiroom nieco uratuje kontakty międzyludzkie (tryb walkie-talkie) ;-)

Nowe HomePods będą – właśnie – mogły grać w stereo, będą dopasowywać się do akustyki pomieszczenia, mają wg. Apple pokazać, jak ważne dla firmy (dyżurne u nich zwracanie uwagi, że to ich DNA) jest audio, że muzyka stanowi kluczowy element w planach biznesowych firmy. Faktycznie Apple Music to jedna z kluczowych usług, a usługi przynoszą Apple bardzo konkretne korzyści, to tu notuje się największy wzrost dochodów. To jest przyszłość. Zarobić ponownie na tym samym, tyle że oferowanym w lepszej jakości – to kusząca perspektywa i Apple na pewno będzie zainteresowane, by wykorzystać swoją pozycję, swoje możliwości, aby móc zarobić, konkretnie zarobić. Streaming HiFi może i zapewne będzie droższy. Możliwość przechowywania własnych kolekcji muzycznych w chmurze (tak, tak iTunes Match się kłania, tyle że takie zdefiniowane na nowo tj. porówna to co mamy i zaoferuje naj, naj jakość z przepastnych bibliotek jabłca), w bardzo dobrej, czy wręcz najlepszej SQ… to może skusić wielu, nawet niekoniecznie zainteresowanych nowym głośnikiem, ba nawet takich, którzy alergicznie reagują na słowo na A. ;-) Tutaj będzie się liczył dostęp do treści, a mówiąc wprost oferowana przez Apple muzyka, oferowana na wyłączność, tym razem w docelowej (nazwijmy to tak właśnie) jakości. Firma ma największe możliwości w tej materii, ma wielu wykonawców na wyłączność, może praktycznie każdego kupić. To siła, której nikt nie może lekceważyć.

AirPlay 2 to po pierwsze …AirPlay. Protokół transmisji, który o ile będzie wspierany w danej aplikacji odtwarzającej jakiekolwiek dźwięki, pozostanie sposobem na strumieniowanie bezdrutowe dźwięku z transportu  pomocą kontrolera (iCoś tam, względnie Mac) na klamot, głośnik, słowem: obsługiwany sprzęt audio wprost z sieci. Obsługiwany to słowo klucz. Producenci już zapowiadają aktualizacje wielu swoich produktów, które mają w ramach upgrade otrzymać możliwość grania via AP2. To dobra informacja dla użytkowników, pytanie jak szeroko to pójdzie, jak wiele sprzętu zostanie zaktualizowane. Rzecz jasna samo AirPlay pierwszej generacji nie umrze, nie zniknie, będzie nadal częścią systemów Apple. Gorzej wygląda kwestia stacji sieciowych, popularnych AirPortów (Express). Te, najtańsze, całkiem sensowne urządzenia klienckie z obsługą jabłczanego protokołu audio raczej nie będzie aktualizowane i wsparcia dla AP2 nie otrzyma. Apple wycofuje się z tego segmentu i chyba nie będzie skłonne zaktualizować swoje (leciwe) routery. Szkoda, bo mamy tam cyfrowo-analogowe wyjście, zupełnie inaczej niż w nowych Makach (tam optyka już nie uświadczycie), no i to względnie tanie jest. Warto nadmienić, że (podobno) AirPlay 2 wymaga bardzo konkretnej specyfikacji (mocy obliczeniowej) i byle co protokołu nam nie obsłuży. Faktycznie Apple TV 4 generacji to 64 bitowy układ A8, podobnie HomePod to 64 bitowa jednostka… A8. Rzecz jasna Siri wymaga, HomeKit też pewnie wymaga, ale nie da się wykluczyć, że AP2 ze swoją transmisją wielostrefową, z zaawansowanym sterowaniem (asystentka plus automatyka) może także mieć swoje niemałe wymagania. Prawdopodobnie (piszę tak, bo nie ma jeszcze udostępnionej oficjalnej dokumentacji) AirPlay 2 zrywa z najpoważniejszym ograniczeniem dotychczasowego AirPlay’a… koniecznością przesyłania strumienia muzyki przez urządzenie (point-to-point). Będzie jak w Cast (Chromecast) – sterujemy z handhelda, ale muzyka streamingowana jest z sieci wprost na end-point (głośnik, odtwarzacz etc.).

Dlaczego duża moc krzemu w sprzęcie z AirPlay2 wskazana? Ano m.in dlatego. Korekcja w czasie rzeczywistym, zaawansowane tryby DSP (popatrzcie na nafaszerowane elektroniką amplitunery AV, teraz da się to zminiaturyzować). Efekty mogą być intrygujące. Bardzo. Przykładowo wyrafinowany silnik DSP jaki wdrożył Roon Labs do swojego front-endu to potężne narzędzie o właściwie nieograniczonych możliwościach. Potrzebuje mocy? Jak najbardziej! Czterojajeczny Core i7 biegający @ 3,5GHz ledwo dyszy przy odtwarzaniu wielokanałowych ścieżek z konwersją PCM-DSD i załączoną binauralizacją (ale co za efekt!). To wymaga sporej mocy, przy czym dzisiaj ta moc często nie lokalnie, a zdalnie jest/będzie dostępna. Przetwarzanie w chmurze będzie czymś, co zapewni nowy poziom możliwości. Już zapewnia.

Będziemy zatem strumieniować z różnych aplikacji, które będą kompatybilne z AP2 i byłoby dziwne, gdyby tych aplikacji było mniej (ze wsparciem) niż jest/było takich, które pozwalają obecnie przesyłać strumienie via WiFi za pomocą firmowego rozwiązania dla transmisji obrazu i dźwięku (praktycznie każda aplikacja multimedialna to ma). Tutaj kluczowymi kwestiami są faktyczne parametry transmisji (tj. przepustowość, niski współczynnik opóźnień, lepsza responsywność w stosunku do AP), zasięg (bywało z tym różnie), obsługa bitperfect (tego AP nie umie) oraz gapless, wreszcie otwarcie na coś więcej niż jakość płyty CDA (16/44). Będziemy zawiadywać wieloma strefami, korzystając z nowego AP skojarzonego dodatkowo z HomeKitem. Co to oznacza w praktyce? Ano takie Apple TV będzie raczej mocno średnim end-pointem (tylko HDMI), ale całkiem sensowną centralką, hubem, zawiadującym licznymi strefami, gdzie grają sobie różne, kompatybilne z nowym sposobem transmisji by Apple, głośniki oraz strumieniowce (end-pointy właśnie). Rozszerzone możliwości kontroli wprost z centrum sterowania w iOS11 to coś, co dopełnia obrazu całości. Przewijający się we wpisie HomePod poza oczywistą funkcjonalnością stanowić będzie albo uzupełnienie (dla ATV**), albo autonomiczny …hub dla innych współpracujących urządzeń (i tych audio i tych z audio nie mających nic, a nic wspólnego). Kluczowe dla Apple jest to, że audio będzie skojarzone z ich HomeKitem, z ich ekosystemem, z ich usługami… O to tu chodzi i do tego to zmierza – mieć coś, co będzie kompletną, całościową odpowiedzią na rozwój automatyki domowej, na IoT, na przetwarzanie w chmurze. Firma zdaje sobie sprawę, że ma wszystkie najważniejsze elementy w ręku i jako jedyna może narzucić na taką skalę swoje rozwiązania. Może i zapewne to zrobi.

Tak Craig, dajecie do pieca. Ostro

 

A to wszystko jeszcze w tym roku. Kiedy? Wrzesień to pierwsza oczywista data, a druga to premiera HomePoda (grudzień)…

 

Uwaga – wpis będzie podlegał aktualizacji. Czekam na dokumentację AirPlay 2.

 

* zapewne demo było właśnie takie umcy, umcy i nie chodzi mi tu tylko o materiał muzyczny (mógł być różnorodny, choć mógł też nie być), ale ustawienia samego głośnika. Ten ma mieć bardzo rozbudowany DSP, gdzie poza korekcją (pomieszczenie), będą jeszcze efekty. Symulacja określonej lokalizacji, jakieś zupełnie odjechane (niekoniecznie sensowne) tryby pracy… to może być taki kameleon, który będzie grał naprawdę odmiennie w zależności od zaaplikowanego sposobu reprodukowania dźwięków. Także z werdyktem bym się wstrzymał, także w drugą stronę (patrz przezabawny termin Retina for your ears… mhm, taaa, jaaasne…)

** AirPlay 2 to nie tylko dźwięk, ale także wideo. Dlaczego o ATV właściwie nic nie powiedziano (poza wzmianką o Amazon Prime?) Cóż, moje źródła mówią: idzie nowe. To nowe ma być dużo potężniejsze, bo ma obsłużyć 4k. Tego 4 generacja nie potrafi. Ma także być przygotowane na VR (po to nowe Maki otrzymały konkretnego kopa w zakresie mocy obliczeniowej (multirdzeniowe CPU, dużo wydajniejsze GPU oraz najszybsze na rynku SSD/hybrydy), by stanowić …narzędzie do tworzenia treści dla VR, a do ich podziwiania na wielkim ekranie będzie potrzebne właśnie nowe ATV). Może do łask wróci także jakiś interfejs dla audio w tego typu sprzęcie (poza HDMI coś dadzą?). End-point z możliwością autonomicznego nawigowania po hajfajowych, czy nawet hajresowych, przepastnych bibliotekach audio nowego iTunes/AM, brzmi całkiem sensownie, nieprawdaż?

Rzut uchem: AirPods …tanio? Względnie tak. Dobrze? Hmmm

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
iPodsy

To specyficzny produkt. Dlaczego specyficzny? Ano dlatego, że jest wg. mnie czymś, co ma sens jedynie z iPhonem (względnie iPadem/Makiem). To znaczy zadziała nam z inną elektroniką, komputerami, ale wtedy w praktyce będziemy mieli (owczem) w pełni bezdrutowe, ale zupełnie przeciętne (brzmienie) słuchawki z mocno utrudnionym sposobem interakcji. Także, jeżeli chcesz zaoszczędzić (zanim zaczniecie pomstować, co on pisze, najpierw… przeczytajcie to co poniżej), kupując najtańsze w pełni bezprzewodowe IEMy na rynku, a nie macie niczego jabłkowego, to naprawdę nie warto. Wspomniałem, że względnie tanio, w tytule, nie bez przyczyny. One są tanie. Te 799 złotych to kwota za którą nie kupicie tego typu produktu. Testowałem Bragi, testowałem Here, miałem w uszach wynalazki Onkyo oraz Samsunga i cóż… każde z tych rozwiązań jest kosztowniejsze, niekoniecznie dźwiękowo lepsze, ergonomicznie, funkcjonalnie zaś… często gorsze.

Tyle, że to dopiero początek opowieści. Bo raz, że Apple wyraźnie nie jest w stanie sprostać zapotrzebowaniu na te słuchawki (tyle miesięcy po „premierze”, a nadal dostępność jest fatalna, na stronie tradycyjne 6 tygodni), dwa pojawiają się liczne głosy krytyki dotyczące awaryjności, czy ogólnie problemów z działaniem tych słuchawek i trzy – nie ma polskiej Siri. To właśnie ten ostatni punkt mocno (podobnie jak w przypadku innych jabłkowych rzeczy, choćby Apple Watch’a) obniża funkcjonalność, atrakcyjność produktu, bo właśnie integracja asystentki/a jest w tym przypadku kluczową sprawą (nie, nie dźwięk, a właśnie Siri jest tu w centrum, oczywiście w sytuacji, gdy korzystamy z tego udogodnienia). W naszym kraju trzeba obejść się smakiem, nawet w sytuacji używania angielskiej wersji językowej skazani jesteśmy na niepełną funkcjonalność – wystarczy wymówić jakieś swojskie nazwisko, nazwę ulicy, jakiegoś konkretnego miejsca…

Apple postanowiło, jak to ma z zwyczaju, wprowadzić na rynek coś, co wcześniej (choć, w tym wypadku, niewiele wcześniej)  pojawiło się na rynku tyle że w formie „it just work” & „very simple”. I to się w dużej mierze udało, natomiast to, co wywołuje u mnie wątpliwości (poza wspomnianymi problemami z nabyciem), to:

  • dźwięk, jakość brzmienia
  • sposób interakcji, podstawowego sterowania funkcjami

Te słuchawki, moi drodzy, to nic innego jak dobrze znane EarPodsy i nie ma się co czarować, że jest inaczej. Co więcej, tu jest nawet o tyle gorzej, że korzystamy ze stratnego medium transmisji, jakim jest Bluetooth. Apple nie zadało sobie trudu by wprowadzić jakiś progres w zakresie BT i nadal mamy strumień AAC o maksymalnym bitrate na poziomie 256kbps. To, samo w sobie, o niczym jeszcze nie przesądza (choć nie daje żadnej możliwości poprawy parametrów transferu), ale czymś, co ma przemożny wpływ na brzmienie jest konwersja C/A, która odbywa się w słuchawkach. Nie w źródle, a jak wiemy z doświadczenia, iPhone brzmi całkiem dobrze i Apple od pierwszych modeli dbało o sensowną jakość z audio dziurki, ale ostatnio coś nam ta jakość audio spadła na liście priorytetów daleko… iPhone 7 audio jacka nie ma (patrz nasze wrażenia), przejściówka to porażka (ergonomiczna, ale także w zakresie dźwiękowym vide degradacja dźwięku, o czym pisaliśmy powyżej, w linku). Dodatkowo delikatna poprawa jakości via BT (128 -> 256kbps) miała miejsce bodaj w iOS7 i od tego czasu zero progresu. Cóż, świat idzie do przodu i tak, jak aptX w podstawowych wariantach na pewno w niczym nie jest lepszy od kodeka Apple (AAC), to jego najnowsze iteracje (z dopiskiem HD, z najniższymi opóźnieniami oraz bitrate na poziomie zbliżonym do bezstratnego transferu) już wyraźnie górują możliwościami nad sinozębnym audio by Apple. Konwersja sygnału audio dokonywana w tych małych EarPodsach ;-) z obciętym kabelkiem to nie jest domena układu W1 (którego pierwszoplanowym zadaniem jest komunikacja, integracja z Siri, a nie jakość brzmienia (w ogóle nie zajmuje się konwersją C/A)), a czegoś, co jak sądzę, Apple wykorzystuje w swoich adapterach, przejściówkach. Przy czym słuchaweczki wspierają wspomnianą, lepszą od SBC, transmisję dźwięku w AAC.

I tu jest (dla kogoś, kto szuka wysokiej jakości brzmienia w tym produkcie) pies pogrzebany, bo AirPodsy brzmią przeciętnie. To nie jest poziom dobrych doków, a nawet doków tanich, ale przyjemnych. Słuchałem tych słuchawek niezbyt długo, stąd rzut uchem, ale mogłem dość szybko wyrobić sobie opinię, szczególnie, że do porównania były zarówno firmowe EarPodsy, testowane T10 RHA, jak i (no to już jakby inna para kaloszy, ale dźwięk to dźwięk i dobrze mieć coś bardzo, bardzo dobrze brzmiącego na podorędziu) bezdrutowe (no właśnie) Momentum Sennheisera. Szkoda, że nie nowe bezprzewodówki Momentum (nie są w pełni wireless, na marginesie, bo dysponują przewodem łączącym doki), bo byłoby takie małe porównanie w segmencie bezprzewodowych dousznych, ale mniejsza… powiem tak, każde z tych słuchawek dodawały bardzo konkretnie coś pozytywnego do brzmienia w porównaniu z AirPodsami, które oferowały dźwięk mocno skompresowany, wyraźnie grając „w głowie”, bez odpowiedniej dynamiki, dość sucho, bez wglądu w szczegóły nagrania. Słuchanie za pośrednictwem tytułowych słuchawek było takie „do kotleta”, czy może lepiej „w tle, do siłowni, na rolki”, a nie słucham i kontempluję. 

Nie oczekiwałem niczego specjalnego i się nie rozczarowałem, ale jednak trochę zmartwiłem. Zmartwiłem, bo firma z Kalifornii znana była od zawsze z tego, że muzyka jest ważnym składnikiem jej DNA. Obecnie, zdaje się ten składnik, wcale nie jest aż tak istotny, dzisiaj liczą się inne rzeczy. Wspomniałem o obecnej generacji iPhone, to samo dotyczy nowych Maków, w których pozbyto się złącza optycznego (why?!), nowego Apple TV, w którym takoż nie występuje, zerowego wsparcia (rozumianego jako rozwój technologii, jej ciągłe usprawnianie) dla AirPlay’a. To ostatnie jest w ogóle dziwne, bo przecież protokół w chwili premiery był czymś bardzo nowatorskim, dawał ogromne możliwości (bo bezstratnie, bo wielostrefowo, bo streaming, który wtedy dopiero raczkował), a tu nic się w temacie nie dzieje. Co gorsza, sam protokół ma oczywiste ograniczenia (strumienie muszą przechodzić/być odtwarzane przez urządzenie sterujące, co generuje między innymi problem z opóźnieniami transmisji, z brakiem zgodności bitowej sygnału (bitperfect) oraz brakiem gapless), a samo Apple nic nie robi, by cokolwiek tu zmienić. Inni dają opcje na strumienie hi-res, tutaj nie ma o tym mowy. Zresztą w samym kramiku (iTunes) zastój w tym zakresie, bo nadal stratna kompresja do kupienia (sic!), to samo w Apple Music odnośnie strumieniowania.

Stąd też, mimo mojego narzekania, słusznego, czy nie, strategia Apple wydaje się czytelna. Nie ma sensu ścigać się na jakość, na możliwości, gdy tak naprawdę samemu oferuje się pewne minimum w tym zakresie, nie jest się (póki co?) zainteresowanym zmianą tego stanu rzeczy. I tak też sprawy się mają w jabłkowym świecie. Są AirPodsy, które komunikują się od razu z naszymi jabłkowymi urządzeniami (choć brak parowania, to na dzień dobry, bardziej slogan – i tak musicie nacisnąć coś na obudowie futerału, ładowarki, na ekranie pojawia się z automatu panel i tam też zatwierdzamy decyzję o połączeniu), same się wyłączają po wyjęciu z ucha i ponownie grają po włożeniu, same się synchronizują, same się identyfikują w FMI (Find My coś tam… od ostatniej aktualizacji)… Także tutaj zrobili to jak trzeba i to faktycznie „it just works”.

Samo sterowanie jest jednak w mojej opinii dość ułomne. Jak chcemy zmienić utwór, ba jak chcemy ściszyć, czy zwiększyć liczbę decybeli ;-) to de facto musimy posiłkować się interfejsem głosowym w tym celu. To bez sensu. Apple powinno rozważyć inny sposób podstawowej interakcji, bo samo tapnięcie na odtwórz, spauzuj to „trochę” mało. Także to jest według mnie do poprawy, uzupełnienia. Słuchawki dość stabilnie siedzą w uszach, ale dziedziczą ograniczenie EarPodsów – to nie dokanałówki, a słuchawki douszne, z plastikową obudową bez miękkiej, dokanałowej aplikacji (gumka, gąbka). Także trudno tu mówić o pełnej uniwersalności w zakresie ergonomii, choć większość użytkowników specjalnie nie narzeka, podobnie jak to ma miejsce w przypadku podstawowych, przewodowych słuchawek Apple gdzie kształt, waga pozwalają wielu użytkownikom na wygodne użytkowanie. Wielu, ale też nie każdemu i warto to uwzględnić, bo może się zdarzyć, że po pierwsze będą wypadać, po drugie dłuższe użytkowanie będzie niekomfortowe (ja tak mam z firmowymi słuchawkami, których generalnie nie używam, choć wykorzystuje jako materiał porównawczy), a po trzecie …od strony estetycznej, będą mocno „na nie”.

To rzecz bardzo subiektywna i tak też proszę potraktować to, co zaraz napiszę. Te słuchawki powodują, że otoczenie zwraca na nas (użytkowników) uwagę. Mimowolnie, ale właśnie zwracają, bo wyglądają jak ciało obce w uszach. Generalnie słuchawki to coś na, czy w i je widać, czasami aż za bardzo (wtedy to właśnie pewien problem), przy czym AirPodsy są tu przypadkiem bardzo szczególnym. Nie są ogólnie duże, nie wystają, czy znacząco odstają (no nieco odstają jednak), ale od razu zwraca się uwagę na kogoś „ubranego” w te słuchawki. I nie jest to pozytywne wrażenie. To jak wyżej „ciało obce”. Według mnie to problem, bo jednak taki produkt z oczywistych względów towarzyszy nam w przestrzeni publicznej, a tu trzeba pogodzić się z tym, że widać i to aż za bardzo widać. To zresztą, żeby być sprawiedliwym, problem wszystkich prawdziwie bezprzewodowych IEMów. Bo te słuchawki zazwyczaj są spore (cudów nie ma i tak cud, że to się tam wszystko mieści tj. bateria, cała elektronika, przetworniki, moduł łączności etc.). I wygląda się (z nimi w uszach) mocno tak sobie. Przy czym w mojej opinii najlepszym rozwiązaniem w projektowaniu takiego produktu jest albo nie certolenie się i jakieś wyjście poza obręb uszu (wokół-uszne pałąki), albo w drugą stronę, tj. łezka, obudowy wpasowane w małżowiny, z maksymalnie anatomicznym kształtem (niedoścignionym wzorcem jest tu dla mnie Westone, wiadomo ktoś kto „zjadł na tym zęby”, bo w aparatach słuchowych się onegdaj specjalizował). Problemem jest i będą kwestie upchnięcia wszystkiego zarówno do prawej, jak i lewej obudowy. To niewątpliwie wyzwanie. Apple chciało nawiązać do swoich produktów i to się mu w pełni udało, tyle że efekt dla użytkownika jest… dyskusyjny.

Nie przeprowadziłem żadnego konkretnego testu długości odtwarzania, z tego co mówią użytkownicy, te słuchawki grają tak długo jak podaje specyfikacja, natomiast sprawdziłem etui, które tak powszechnie chwalono. I rzeczywiście to chyba najmocniejszy punkt (od strony ergonomiczno-praktycznej) tego produktu. Wystarczy zasadzić (sama obsługa, spasowanie to takie stare, dobre Apple z dbałością o szczegóły), ładujemy, mamy wszelkie informacje wyświetlane na panelu, centrum powiadomień, wbudowany w nosidełko power bank powinien pozwolić na ok. 20 godzin użytkowania słuchawek. To bardzo dobry wynik. Gorzej, jeżeli zgubimy pudełeczko, bez niego nie ma szans nie tylko podładować AirPodsów, nie da się ich także połączyć ich do sprzętu (skonfigurować z nowym urządzeniem). Sposób ładowania (indukcyjny, przez niewielkie, metalowe końcówki) wyklucza wykorzystanie innego rozwiązania w zakresie ładowania. Obudowa słuchawek jak i etui wykonana jest z białego plastiku, dokładnie takiego z jakiego wykonane są wszystkie akcesoria firmowe (adaptery, przejściówki, stacje etc). Nie jest to trwały materiał, nie jest odporny na trudy codziennego użytkowania. Warto to mieć na względzie, bo te słuchawki, jak i futerał (ale przede wszystkim słuchawki) będą podlegały zużyciu i to raczej takiemu szybszemu, niż wolniejszemu, szczególnie przy intensywnym korzystaniu.

Sumując ten „rzut uchem”, warto to jakoś całościowo zebrać i ocenić. Jak wspomniałem, to produkt dla jabłkolubów, to po pierwsze, po drugie to typowe jabłkowe prosto i do celu, co jest dużym plusem, bo właśnie jedną z głównych cech całkowicie bezprzewodowych słuchawek powinno być to „prosto i do celu”. Po prostu działają, a dzięki integracji z ekosystemem (AppleID/ FMI/ iCloud) to jedyny taki produkt na rynku, z asystentką/em stanowią naturalne uzupełnienie telefonu/smartzegarka, wpisując się bezbłędnie w rozwiązania by Apple. Do tego mają wygodny futerał z dużym zapasem soczku i nawet podczas przemieszczania się gdzieś tam hen daleko, będzie można z nich bez obaw korzystać. To plusy.

Minusy niestety też są i to takie, które przekreślają ten produkt w oczach wielu osób. Dźwięk? Szukacie czegoś dobrego to zmieńcie adres. To nie gra dobrze, to gra akceptowalnie, akceptowalnie dla kogoś, kto nie zwraca baczniejszej uwagi na to, co mu w uszach muzykę (tfu! ;-) ) reprodukuje. Bo tutaj jest właśnie w tle, bez kontemplowania, bez wchodzenia w temat dogłębnie, bo będzie rozczarowanie. Ujmując to najprościej – nie przeszkadzają Wam EarPodsy? Nie będą przeszkadzać AirPodsy. Macie większe wymagania? Tu na pewno niczego, co Was zadowoli, nie znajdziecie. Nie ten adres! Podstawowe sterowanie jest bez sensu i Apple powinno nad tym popracować, powinno także poprawić dostępność produktu, bo to co się dzieje w tym zakresie jest zwyczajnie niepoważne. Firma wstrzeliła się niewątpliwie z zapotrzebowaniem na tego typu akcesorium, będące zresztą nie tylko bezdrutowymi słuchawkami (bo właśnie ambicje Apple nie ograniczały się tylko do tego, by zaoferować bezprzewodowe, douszne słuchawki li tylko), ale tak naprawdę bezprzewodowym interfejsem głosowym dla użytkowników jabłczanego ekosystemu. I to ma sens, jak najbardziej ma, tylko w takiej sytuacji koniecznym elementem układanki musi być Siri. Bez Siri rzecz mocno traci.

Zobaczymy, w którym kierunku pójdzie branża, zapewne wielcy z IT będą starali się przekonać konsumentów do takich bezprzewodowych słuchawek / interfejsów oraz …czujników. Rozszerzanie funkcjonalności obserwujemy od około roku, na razie nie są to w pełni udane próby połączenia wielu funkcji w czymś, co wkładamy do ucha. Z czasem jednak pewnie uda się rozwiązać dzisiejsze problemy i takie bezdrutowe IEMy (jakaś nowa nazwa, lepiej odzwierciedlająca funkcjonalność?) staną się standardem na rynku. Głosowe wydawanie komend to przyszłość (cyfrowi asystenci, inteligentne głośniki w rodzaju Google Home, amazonowego Echo itp, a szerzej cały Internet Rzeczy), to będzie rozwijane. Układ W1 w AirPodsach nie jest dla dźwięku, nie jest zamontowany w celu uzyskania niebiańskiego brzmienia (co oczywiste, żaden ze składników tych słuchawek do tego się nie nadaje: głośniki, układ C/A, moduł z takimi, a nie innymi parametrami transmisji). On jest po coś zupełnie innego. I jak wyżej – to ma sens. A muzyki możecie sobie słuchać w tle, tzn. jakaś playlista i zdanie się na algorytm odnośnie kolejności odtwarzania. Shuffle! O właśnie. Wtedy tylko play i jazda. I o to tu chodzi!

 

AKTUALIZACJA: Najnowsza wersja oprogramowania dla słuchawek, poza uprawnieniami związanymi z działaniem słuchawek (parowanie, czas pracy na baterii) wprowadza także progres w zakresie brzmienia. To ciekawa informacja, bo układ W1, który ma przede wszystkim być -właśnie- aktualizowany, nie odpowiada wprost za jakość dźwięku (tym zajmuje się wbudowany w każdą ze słuchawek DAC oraz amp). Podobno poprawiono selektywność, jakość wysokich tonów. Jak tylko będzie okazja postaram się zweryfikować, czy istotnie coś te poprawki wniosły do brzmienia…

» Czytaj dalej