LogowanieZarejestruj się
News

Matrix HPA-3B przetestowany… symetrycznie, niebanalnie, oryginalnie, tak

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20181019_111707921_iOS

Tak, czyli jak? Ano z dwoma przetwornikami, które pod balans były projektowane (no jeden w 100% był), do tego wykorzystujących oryginalne patenty technologiczne. Pierwsze źródło to DSD player, konwerter sygnału PCM do DSD w locie, nasz ulubiony KORG DS-DAC-100. Będzie grane via AudioGate i pod Roonem będzie (end-point z nanoPC w strefie), oczywiście native, oczywiście wspomniany 1 bit. Drugie źródło – Zoom TAC-2 – czytaj pro źródło, pro interfejs (thunderbolt) i pro łączenie (tylko balans, tylko). Tu PCM do 192, jednobitowego nie umie (choć niby przyjmuje, ale gra cicho i oficjalnie jednak nie), ale to nieistotne. Szybkość, dynamika i fenomenalna rozdzielczość. Korg odmiennie – ciepło, analogowość, muzykalnie i bardzo przestrzennie (to ZOOM też robi fenomenalnie). Japończyki, dwa, pożenione z czymś, co już miałem okazje, ale stanowczo za krótko, stanowczo!

HPA-3B. M-Stage. Najlepszy z dostępnych (?), najbardziej zaawansowana konstrukcja tego typu (to na pewno), specjalnie przygotowana pod symetryczne tory. Bo z tyłu mamy XLRy (choć dzięki przejściówkom można SE i z przodu poza 4 pinowym XLR jest też duży jacek), gain regulowany szeroko (10-5-20db) i …ciężkie, z jednego kawałka metalu wykonane, chodzące z wyraźnym oporem pokrętło, potencjometr (mmm, pyszne). Wzmacniacz, któremu podobno niestraszne żadne słuchawki, żadne… zdolny do wysterowania każdych, dysponujący wyczynowymi parametrami.

Klamot waży swoje, obudowa bogato wentylowana i ożebrowana (radiator jeden wielki), bardzo grube ścianki – no wygląda to rasowo. Najistotniejsze jednak jest to, co słyszymy. Po pierwszym zaznajomieniu nie miałem cienia wątpliwości – to jeden z najmocniejszych, grających na bardzo wysokim, high-endowym poziomie, słuchawkowych ampów jakie w życiu słyszałem. Wiedziałem, że muszę rzecz dokładniej obadać i właśnie nadarzyła się okazja, trafił do nas na testy i zweryfikuję te moje pierwsze zachwyty, sprawdzę, czy faktycznie, czy się nie zagalopowałem.

Sprawdzę zarówno z planarnymi LCD-3, jak i dynamicznymi HD650 (symetrycznie podpięte). Poza tym trafią do mnie jeszcze jedne, możliwe do podpięcia w balansie, słuchawki. Takie z wysokiej, ale jeszcze nie najwyższej półki. I tak sobie tego klamota przetestujemy. Dopasowane źródła, materiał najlepszy możliwy, trzy różne konstrukcje nauszników i tytułowa, mała (fizycznie), wielka (potencjałem) skrzynka, minimalistyczny (żadne zintegrowane daki, strumienie, czy pre i out-y) projekt. Spróbujemy przy okazji odpowiedzieć na odwieczne pytanie co daje nam ten balans, czy jakieś wymierne korzyści wobec SE przynosi taki, symetryczny tor, czy nie przynosi. Tak przy okazji.

No to jestem po testach, czas uaktualnić wpis, opisując wrażenia. Zapraszam.

 

Spróbujcie takiego połączenia, jeszcze Was stare słuchawki zaskoczą. I to jak!

» Czytaj dalej

Nowe Ethery! Mr Speakers i flagowe planary: Ether 2

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
MrSpeakers_ETHER2_08

Pamiętacie nasz mega test z Etherami Flow (w wersji otwartej oraz zamkniętej), LCD-3 oraz HE-1000? Co to była za uczta, a jednocześnie niemałe wyzwanie, bo jak tu mieć parę par słuchawek jednocześnie na uszach ;-) Minął rok i mamy zupełnie nową, całkowicie przeprojektowaną wersję flagowych planarów Mr. Speakers. Panie, Panowie już za moment na sklepowe półki trafią najnowsze Ether 2. Tak, tak, jest i Flow, choć nie w nazwie, ale w konstrukcji ten element występuje także… spokojnie. Aż zacytuje, by nie było wątpliwości:

„W przeszłości, nasza technologia TrueFlow była wbudowana w istniejącą strukturę układu napędowego. W przypadku ETHER 2, skonstruowaliśmy ten układ na bazie technologii TrueFlow, znacznie poprawiając przepływ powietrza wewnątrz układumagnetycznego. Jako rezultat, uzyskaliśmy znaczną poprawę wszystkich aspektów dźwiękowej reprodukcji, od basu, który pewnie osiąga częstotliwości subsoniczne, przez płynną średnicę aż do gładkich jednocześnie niezwykle detalicznych wysokich tonów. To wszystko jest opakowane w znacznie powiększoną scenę, która dostarcza nam uczucie niezwykle naturalnych przeżyć.”

 

Słuchawki bardzo różnią się od poprzedników, wyglądem nawiązując do elektrostatów (VOCE), które Mr Speakers nie tak dawno temu popełnił. Mamy niezwykle lekką konstrukcję, te słuchawki są spore, typowo stacjonarne w oglądzie, ale waga… jak mobile. Słuchawki ważą 290 g! W porównaniu do redakcyjnych LCD-ków to piórko jest, na pewno przełoży się to pozytywnie na komfort użytkowania. W odróżnieniu od konkurencji nie ma tu stratosferycznego poziomu za jaki wołają – nie, jest właśnie zupełnie na odwrót. Na cenniku widnieć będzie cena poniżej 10 000 złotych, a dokładnie 9699 pln, co należy jednoznacznie pochwalić, bo tendencja jest zgoła odmienna u konkurencji. Tam, każda nowość (flagowiec) to znacznie wyższe koszty nabycia w porównaniu z poprzednimi generacjami. Popieramy!

Kluczowe cechy słuchawek MrSpeakers ETHER 2:

  • Całkowicie nowy przetwornik powiadający mniejszą o 70% masę oraz opatentowane przetwarzanie V-PlanarTM (lekkie słuchawki poprzedniej generacji były jednymi z najbardziej kompaktowych otrodynamików, te są jeszcze lżejsze)
  • Całkowicie nowy, aerodynamiczny układ magnetyczny TrueflowTM
  • Kabel VIVO umożliwiający podłączenie za pomocą wtyków 2.5mm, 3.5mm,1⁄4” oraz za pomocą 4-ro pinowego gniazda XLR. UNIWERSALNY w sensie różnych kombinacji, no proszę… da się
  • Wysokiej jakości, skórzany pasek pałąka (ręczna robota, lokalnie w Stanach robiony)
  • Wygodny pojemnik na słuchawki z dodatkowym przedziałem na odtwarzacz przenośny (bardzo mocno akcentują to mobile w przypadku najnowszych Etherów, bardzo)

Istotne zmiany zaszły w konstrukcji pałąka i montażu muszli. Oczywiście, podobnie jak w poprzedniej generacji, Mr. Speakers to metal i włókno węglowe. Dzięki temu konstrukcja ma bezkompromisową wytrzymałość, a przy tym oferuje najwyższy poziom komfortu, przy jednoczesnym zminimalizowaniu wagi. Sztywna, metalowa i karbonowa konstrukcja odgrody poprawia osiągi brzmieniowe. Sam pałąk pozbawiony zawiasów został wykonany z innowacyjnego metalu o nazwie Nitinol, który posiada efekt pamięciowy. Zapewnia to komfortowe dopasowanie do głowy i odpowiednią wytrzymałość, co przełoży się na bezproblemowe lata użytkowania.

Oto, co mówi twórca tych nauszników, Dan Clark, założyciel i dyrektor firmy MrSpeakers: „Rozpoczęliśmy pracę nad ETHER 2 w celu stworzenia nowej konstrukcji, która skorzysta z zalet tego, czego nauczyliśmy się o przetwornikach, komforcie, oraz konstrukcji mechanicznej na przestrzeni ostatnich sześciu lat. Jak zawsze, naszym najważniejszym priorytetem było wprowadzenie poważnych ulepszeń brzmienia. Po drugie, chcieliśmy uzyskać wagę poniżej 300 gramów bez kompromisów w zakresie jakości budowy, jakości dźwięku czy komfortu. Myślę, że ETHER 2 spełnia nasze założenia w każdym zakresie; to fantastycznie brzmiące słuchawki z niesamowicie ciepłą i naturalną barwą, niesamowitą rozdzielczością, ogromną sceną i kiedy założycie je na głowę, to ledwo poczujecie, że na niej są.”

 

 

Mhm, dla mnie mamy tutaj trzy rzeczy, które potencjalnie „robią”:

- nowy wariant układu magnetycznego Flow: TrueFlow, który wraz z nowym przetwornikiem V-PlanarTM stanowi tutaj niewątpliwie danie główne, to zupełnie nowy projekt, ciekawe jak to się przełoży na SQ w porównaniu do poprzedników, w którą stronę to pójdzie…
- fenomenalnie niską wagę, co powinno przełożyć się na wysoki komfort podczas długich sesji oraz możliwość użytkowania przenośnego, do zweryfikowania z mobilnymi źródłami
- nowy, uniwersalny kabel VIVO (pierwsza taka konstrukcja dołączana do słuchawek, o ile się nie mylę)

Na pewno zweryfikujemy, przetestujemy te słuchawki u nas, porównując do wrażeń z recenzji poprzedników oraz naszych redakcyjnych planarów Audeze oraz HiFiMANa. Wspólnie będzie można przekonać się o zaletach tej nowej konstrukcji już na najbliższym Audio Video Show 2018 w Warszawie w dniach 16-18 listopada, gdzie słuchawki będą udostępnione zwiedzającym wystawę. Warto. Przyjdźcie, posłuchajcie, porównajcie…

PS. Jak będą dostępne do testów to na 100% wypożyczę testowanego HPA-3B. Kapitalny wzmacniacz!

  

HiFiMAN Ananda z Sundara w tle… lepiej niż bardzo dobrze?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180726_073044064_iOS

Głośno zastanawiałem się, czy te tytułowe słuchawki warte są wydania dwukrotności ceny znakomitych nauszników Sundara, wg. mnie najlepszej w relacji koszt-efekt konstrukcji jaką zaprojektowała do tej pory firma HiFiMAN. To, co było na poziomie dwóch tysięcy złotych objawieniem, czymś czego w tym budżecie do tej pory trudno było szukać, tutaj już niekoniecznie byłoby taką sensacją. W końcu płacimy znacznie więcej, oczekując… no właśnie, patrząc przez pryzmat słuchawek na S, oczekując czegoś wyraźnie, dużo i znacznie lepszego. Wysoko postawiona poprzeczka i trudna dla Ananda sytuacja, gdy musi rywalizować ze świetnie odebranym modelem „entry” w ofercie. Jako, że można było bez ograniczeń porównywać Sundara z Ananda, do tego skonfrontować nowość ze starymi HE-400 oraz dużo droższymi LCD-3 (włączając do porównania klasykę dynamiczną tj. HD-650 oraz K701) mogłem zdobyć się na dość precyzyjną odpowiedź: czy warto, czy te droższe są warte wydatkowania większych pieniędzy i właściwie w jakim miejscu umiejscowić je, patrząc także przez pryzmat słuchawek niedawno flagowych kosztujących bliżej 10 tysięcy złotych. Ciągle tylko o tych pieniądzach we wstępniaku piszę, fakt, ale też o pieniądze się tu rozchodzi. Dzisiaj modeli drogich, czy bardzo drogich jest x razy więcej niż parę lat temu, właściwie można powiedzieć, że mamy ciągły rozrost oferty na poziomie 1000 i więcej dolarów. A przecież poniżej jest jeszcze większy tłok (myślę o słuchawkach za ponad 500$). I jak tu się w tym wszystkim połapać, rozeznać, jak właściwie ocenić, czy płacimy za realny progres, czy może tylko ceny nam puchną, a może właśnie teraz, nawet za 1000 dolarów można kupić coś, co wcześniej wymagało wysupłania dużo wyższej kwoty? Trudna sprawa, przyznacie, nie łatwo się w tym wszystkim pogubić.

Warto przeczytać przed lekturą testu nasze pierwsze wrażenia. Słuchawki wyraźnie nawiązują konstrukcyjnie do niedawnych flagowców (HE-1k) oraz modeli z wyższej półki cenowej (HE-5xx oraz Edycji X). To w zamierzeniach nie miała być, nie jest budżetówka, to wysokiej klasy ortodynamiki, z lepszym wyposażeniem, z lepszymi materiałami, z bardziej zaawansowanymi przetwornikami niż wspomniane Sundary. Właściwie tylko pałąk (konstrukcyjnie) jest tutaj zbliżony, cała reszta jest zasadniczo inna. Tu możemy wymagać połączenia symetrycznego w standardzie (nie ma, choć – o czym wypada wspomnieć – dwa kable w komplecie dostaniemy tj. z 3.5 i 6.3mm wtykami), tutaj chcemy słuchawek z ambicjami powalczenia z niedawnymi – właśnie – flagowcami. Wszystko to w budżecie …niższym, od tego, co wołano za słuchawki będące jeszcze niedawno na szczycie oferty. HiFiMAN zresztą wyraźnie pozycjonuje Ananda jako następcę HE-5xx. Przy czym zaraz po tym ulokowaniu nowości dodaje, że możliwości nowych słuchawek są dużo większe, że to ambitne podejście do tematu: ma być proges nie tylko w stosunku do poprzedników, ale – właśnie – ma być to poziom wcześniej rezerwowany dla słuchawkowej arystokracji.

Rzecz jasna nic tutaj nie stoi w miejscu, nowe modele ze szczytu też przechodzą ewolucję, stając się (nie jest to reguła, pamiętajmy) wyznacznikiem nowego poziomu SQ, wcześniej z trudem, albo w ogóle nie osiągalnego. I można by tak pewnie bezpieczenie pisać o każdej nowości, ale jako że wrodzony sceptycyzm i chęć zweryfikowania każe poddać w wątpliwość te proste oceny, łatwe wnioski (w końcu nowość musi być w czymś lepsza, musi wprowadzać jakiś progres w stosunku do tego, co schodzi z oferty) to przemaglowałem te tytułowe słuchawki, bardzo wiele czasu poświęcając na porównania z tym, co powyżej. Zazwyczaj porównanie różnych produktów jest tylko dodatkiem, tutaj jednak było daniem głównym, próbą odpowiedzi na w sumie proste pytanie: czy warto tyle zapłacić za takie słuchawki, także w kontekście tego, co oferuje obecnie HiFiMAN, co oferują inni. Zastanawiałem się, jaką skalę odniesienia tu przyjąć, jaki punkt miał wyznaczać osiągnięcie satysfakcjonującego progresu w stosunku do tańszych modeli oraz tych do niedawna ze szczytów oferty danego producenta? Uznałem, że słuchawki muszą udowodnić swoją wartość, będąc wyraźnie lepsze od dużo tańszych dynamików oraz budżetowych planarów, jednocześnie nawiązać jak równy, z równym rywalizację z dużo droższymi „starymi” flagowcami.

Czy Ananda udowodniły swoją wartość, czy to słuchawki, które warto rozważać jako coś dużo, no coś konkretnie lepszego od będących niemałą sensacją Sundara? Czy faktycznie lepszych? Ano popatrzmy…
» Czytaj dalej

Woo..w! Woo Audio WA7 fireflies w testach @ HDO. Dyskretny urok bur.. lampy

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180712_124523344_iOS

Dobra, nie tylko to, co słychać, się liczy. Także nie jest tak, że nieważne jak wygląda, ważne jak gra. No nie jest. Myślę, że ma to swoje wytłumaczenie w naszej psychice, zwyczajnie rzeczy które wyglądają dodają ileś tam do całokształtu. Tak to po prostu działa. WA7 jest pierwszym Woo jaki trafia do nas na testy, ale nie jest to moje pierwsze spotkanie z marką. Dałem temu wyraz dość entuzjastycznym w wymowie wpisem pt. „Woo Audio historia pewnego sukcesu„. Warto wdepnąć i przeczytać, bo jest tam i o lampach jako takich, o marce jest, o moich doświadczeniach wcześniejszych z pewnym, niestety do tej pory w pełni nie skonsumowanym, uczuciem do konkretnego modelu z oferty tego producenta. To, co trafiło do nas do testów, to takie kompaktowe (coś ostatnio to u nas w modzie ;-) ) granie na nausznikach przede wszystkim. Tak, dostajemy pięknie wykonanego, monolitycznego wzmaka pod słuchawki (no nie muszą być nauszniki, ale o tym kapkę dalej), jest to także przetwornik, a w komplecie, poza ampem, ląduje druga, monolityczna, aluminiowa kostka i kusi zmysły (to dzielona konstrukcja, gdzie macie zasilanie wyprowadzone na zewnątrz, ale nie w formie jakiegoś tam ścianowego zasilacza, no zupełnie nie). Na razie ten opis, co tam pod maską, ograniczę do takich ogólników, bo też w sumie nie jest aż tak istotne, po wyciągnięciu z pokaźnych pudeł tych dwóch, zgrabnych, niewielkich, ale konkret ciężkich, klamotów, co tam w środku siedzi, nie jest. Po prostu stawiamy i podziwiamy. Cóż, jest co podziwiać., oto Świetlik, model 7:

   

  

 

W środku siedzi duet: kość Texas Instruments PCM5102A (DAC) z interfejsem USB produkcji C-Media o oznaczeniu 6631A

Oczywiście to, co tutaj robi, poza niebanalnym, ujętym w ramy szlachetnego minimalizmu projektem, są lampy. Producent zdecydował się zastosować może prymitywny w założeniach, ale efektywny patent (na wzmocnienie efektu) w postaci umieszczonych pod cokołami diod, podkręcający efekt żarzenia się lampek. Efekt jest z gatunku tych subtelnych, to nie jakiś pomysł rodem z chińskiego pchli-targu (mhm, wiele konstrukcji z Państwa Środka tak niestety ma), tylko coś, co nam buduje ładnie przekaz na poziomie estetyczno-wizualnym. Dobra, a konkretnie? ;-) Konkretnie to w sekcji wzmocnienia sygnału znajdziemy dwie bańki o oznaczeniu 6C45, w sekcji zasilania zaś siedzą, podobnie jak 6C45-ki, popularne podwójne triody 12AU7… też dwie siedzą. Obie kostki spinamy wielopinowym pro kablem, co to nam energię do obu (bo są dwa, ale pracują albo/albo) jacków dostarcza. Małego, dla tego, co umownie rzecz ujmując mobilne, IEMowe oraz dużego jacka dla konstrukcji wagi ciężkiej. Jak już napomknąłem, działają naprzemiennie, z priorytetem dla większego gniazdka. Dla testującego to w sumie zaleta, bo podpinamy sobie dwie sztuki, jako że zazwyczaj otwarte, to bywa głośno, ale gra tylko jedna para. I tu od razu pewne zaskoczenie, pewne odkrycie. Sundary wymagają kręcenia gałką bardziej w prawo niż LCD-ki 3. Serio. Mocno mnie to zdziwiło, ale tak to właśnie wygląda i nieważne, czy zastosujemy w HiFiMANach adapter (podepniemy pod większy, 6.3mm, port), czy bezpośrednio podłączymy słuchawy do wzmacniacza. Ano tak to jest, tak to wygląda. Oba modele planarne poczuły się zresztą jak „rybka w wodzie”. W razie wystąpienia takich okoliczności jak wyżej wspomniane, gdyby czegoś nam mocowo brakowało, możemy sobie zawsze hebelkiem z tyłu obudowy zmienić gain (Lo/Hi).

WA7 to konstrukcja SE, typowa dla amplifikacji lampowych (dziwi mnie pojawiający się tu i ówdzie… tak piję to tego, co napisano na The Verge… zarzut, że nie ma balansu. No serio? A ile jest tego typu konstrukcji na rynku?), ze wspomnianym dakiem USB, pojedynczym wejściem analogowym oraz (w wersji przez nas testowanej, bogatszej o ten element) optycznym stanowiąca gotową propozycję dla kogoś, kto decyduje się na efektory w postaci wysokiej klasy słuchawek (względnie poszukuje czegoś zacnego dla swoich słuchawek, dysponując torem z kolumnami, ale ten tutaj amp to słuchawki, tylko i wyłącznie słuchawki, nie przepuścimy sygnału, nie zrobimy ze Świetlika bufora lampowego dla reszty toru). Opisywany produkt WooAudio to coś na biurko, do gabinetu. W salonie musimy uwzględnić dostęp, stanowisko do słuchania na nausznikach, najlepiej takiego ampa pożenić z komputerem stacjonarnym, jak u nas, z jakimś end-pointem, dedykowanym pod PC Audio. Tak to powinno wg. mnie wyglądać. Sami reklamują się z Jabcem, ma to sens od strony estetyczno-wizualnej, choć jakiś maluch, choćby taki jak microRendu, będzie w sam raz. Alternatywą może być też jakiś ekran, w sensie np. tablet, bo interfejs (Cmedia, znowu skojarzenia z Apple …a jednak to napisałem ;) ) będzie nam współpracował via OTG lub camera kit z androidowymi oraz iOSowymi handheldami. Jako, że, iPad jest roonowym end-pointem to taka kontrpropozycja dla PC jest nie tylko jak najbardziej możliwa, ale wręcz może okazać się wygodniejsza, sensowniejsza dla użytkownika. Sumując, kompletnie wyposażona, słuchawkowa integra.

WA7(d) ma też optyczne złącze i to bardzo, bardzo dobra wiadomość dla użytkownika, bo można pożenić inne, niekomputerowe źródła przesyłając cyfrowy sygnał z jakiegoś Chromecasta, z jakiegoś AirPort Express-a itp ustrojstw, względnie kompaktu jakiegoś. Polecam skorzystać z tego interfejsu, bo tutaj sprawdza się ta alternatywa dla USB bardzo dobrze, tak dobrze, że makówkę podpinam czasami kablem optycznym właśnie (stare modele mają standardowo to na wyposażeniu, w nowych Apple zaoszczędził i wyrzucił ten element za burtę, wyłącznie analogowo da się wyjść z nowo wyprodukowanej makówki, tak od 2016r., poza paroma wyjątkami). Bardzo dobrze, że mamy tutaj także analogowe złącze RCA, bo gramofon wrócił do łask, nie tylko ludzie wracają do czarnego krążka, ale wielu młodych, bardzo młodych melomanów (pozdrawiam) odkrywa zalety słuchania muzyki od A do Z, słuchania albumów, nie składanek, nie playlist oraz przyjemności płynące z manualnej obsługi sprzętu audio. Wcześniej już o tym pisałem – dzisiaj gramofony często są wyposażone we wszystko co niezbędne, żeby po wyjęciu z pudła zagrało. To nie wada, to zaleta. Także gramofon jak najbardziej, być może uda się nawet z takim, o: https://www.thehouseofmarley.com/turntable.html tytułowy wzmak posłuchać. Jak nie uda z tym, to zawsze staruszek NAD jest w odwodzie i też, jeszcze, może.

   

Brzmi to naprawdę fantastycznie. Takie są pierwsze, c.a. tygodniowe, wrażenia z odsłuchu. Myślę, że ogromną rolę w tym odgrywa zasilanie, ta dzielona konstrukcja, z wzorcową implementacją cyfry, gta to z wielką swobodą i brakiem ograniczeń w zakresie wysterowania. Właśnie, brakiem ograniczeń i uniwersalnością, bo w przypadku tych trudnych mam ogromny zapas, a to co słyszę bardzo mi leży, to mój dźwięk, a jeszcze podobne odczucia towarzyszą mi po podpięciu dokanałówek. Lampa, bardzo różne modele, o bardzo różnej charakterystyce… to recepta na problemy. Nie tutaj. Mamy przekaz bardzo muzykalny i bardzo kojarzący się z tym, co widzimy przed sobą, ale jednocześnie nie tracimy nic na precyzji, na idealnym wysterowaniu, żadnego brumienia, przesterowania, jest – jak z opisanym wczoraj w zajawce NuPrime IDA-8czarne tło, absolutna cisza i to na tak różnych konstrukcjach słuchawkowych, tak odległych jak IEMy ATE z jednej, a HD650 i wspomniane Audeze/HiFiMANy z drugiej strony. No, to robi wrażenie, bo już na dzień dobry, słyszymy co nam tutaj Woo serwuje… maszynkę do wyciskania dobra z naszych słuchawek, uniwersalną maszynkę, co oznacza że czego byśmy nie podpięli, możemy spodziewać się wspomnianego „dobra”. Na razie jeszcze nie podłączam egzaminatorów bezwzględnych w postaci K701, chcę się nacieszyć tym co jest, co ten Świetlik nam serwuje, ale oczywiście sprawdzę i to, sprawdzę czy K701 zagrają tutaj tak, jak czasami (tylko w niektórych okolicznościach przyrody, bo wybredne, jak nie raz wspominałem, są odnośnie toru) potrafią, ale tylko czasami.

Cholera, ale to jest ładne. Obrodziło po raz drugi… ale nie ostatni, bo mamy jeszcze coś specjalnego na koniec wyliczanki, już niebawem ;-)

PS. Jest promocja na ten model.

Więcej zdjęć poniżej:

» Czytaj dalej

Prawdziwy diament – Burson Conductor V.2+

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180419_112911702_iOS

Siedem kilo… achtung panzer! Forma mówi: będzie konkret granie. Z produktami kangurów mieliśmy już do czynienia na HDO. 160-ka się u nas kiedyś przesłuchała i bardzo przypadła do gustu, choć nie bez pewnych „ale”. Teraz trafił do nas topowy, flagowy, naj, naj, model wzmacniacza (po pierwsze), pre / integry (po drugie) oraz DACa (po trzecie), czytaj maszynki spinającej nam wszystko co trzeba w jednym pudle. Panie, Panowie przedstawiam gościa z dalekich Antypodów: Burson Conductor V.2+. Teraz tylko odpowiednie efektory. Nie, nie napiszę high-endowe słuchawki, bo wcale nie (ma takiej konieczności), można a nawet obowiązkowo trzeba podpinać klasyki, rozsądnie wycenione, w rodzaju K701 czy HD650, a nawet mniej klasowe, jak choćby takie Momentum… mimo niskiej impendancji. Możemy swobodnie uznać, że to taki tuning naszych starych kompanów, rzecz zaskakująca, jak wiele dobrego można z tych konstrukcji wycisnąć, oj naprawdę można wiele.

Ale to dopiero początek. Kraina szczęśliwości, czytaj LCD-3, to partner oczywisty. Tyle, że wcale nie trzeba wydać 8 tysi na porównywalne (choć o innym, ale jakże przepysznym bukiecie) brzmienie. Tak, zgadliście: Sundara. Te, kosztujące 2 tysie nausznice to strzał w dyszkę. Partner kompletny. Popatrzcie na zdjęcia… Conductor w wersji czarnej, a taka nam się trafiła, plus te słuchawki to nie tylko brzmieniowo (ofc to podstawowa sprawa), ale także formą IDEALNE dopasowanie. Świetnie się to prezentuje. System słuchawkowy za 10k bez żadnych „ale”? Pierwsze wrażenia są właśnie takie, zobaczymy jakie będą finalne wnioski po dłuższych odsłuchach, ale coś czuję, że amplifikacja słuchawkowa w topowym Bursonie to będzie TO. Patrząc na tego klamota dwie rzeczy zrobiłbym inaczej: dałbym 9038 zamiast 9018 (to byłoby K.O …zaraz do nich napiszę, czy planują upgrade, tam się na płytkach wymiennych wszystko opiera, Burson słynie z opcji, z modów właśnie) i przemyślał kwestie dwóch wyjść (DAC nie jest liniowe… to bez sensu trochę, bardzo nawet niż trochę). Poza tymi dwiema sprawami jestem na dzień dobry oczarowany możliwościami tego mocarza.

Tak, robi spore wrażenia moc, sam klamot kojarzy mi się formą i możliwościami energetycznymi z uberelektrownią HiFiMANa (nasz test EF-6), przy czym nie jest to taki potwór, zajmujący cały stolik jak ww ustrojstwo pod HE-6 (bo to system jest, wiecie, patrzcie wcześniejszy link). Jest bardzo ciężki, jest spory (jak na – umownie – ampa słuchawkowego, duży), ale w granicach zdrowego rozsądku. Interga ma dwa wejścia analogowe, co u Bursona nie dziwi, co jednocześnie zawsze warto pochwalić i docenić oraz opartą na 9018 (i XMOSie) część cyfrową, z klasycznym zestawem: USB/SPDIF (koaksial & TOSLINK). Od razu podpiąłem pod imakówę (CORE) oraz do naszego nie(do)ocenionego (uwielbiam tego klamota i z perspektywy czasu widzę, że nie doceniłem wystarczająco M1HPA… to w cenie ok 2k najlepsza integra/pre słuchawkowa kropka amen) Musical Fidelity, który robi za przeplotkę (czarne tło macie jak w banku: nic, zero, nul, czysto). Tu czerń, spotyka się z czernią, w sensie dosłownym i w przenośni. Oba klamoty idealnie się uzupełniają (bo mogę sobie zintegrować wszystkie źródła, bez uciążliwego przekładania kabli), mam 3 duże jacki do testowania, porównywania. Od dawna korzystam z tych, rozbudowanych możliwości M1, ale przy okazji Conductora dotarło do mnie jakie to wygodne, jakie przyjemne w obsłudze. Właśnie – metalowy, zgrabny, dedykowany pilocik dodawany w komplecie do tytułowego klamota na razie nie ma zastosowania, bo wszystko na wyciągnięcie ręki (biurkowy set idzie na pierwszy ogień), ale to się bardzo przydało, bo w salonie Conductor pracował sobie zupełnie inaczej, w innej roli, znaczy się: sprawdziłem, jak sobie poradził w trybie PRE z torem opartym na końcówkach i na zestawach głośnikowych. Grał zarówno jako centralka cyfrowa, jak i klasyczny pre-amp, z podpiętymi analogowo źródłami. I powiem Wam coś. Mhm. Tak, potraktujcie tego Bursona jako spoiwo całego toru, bo jako słuchawkowiec tylko, będzie to najzwyczajniejsza marnacja potencjału.

Postanowiłem, na potrzeby testu, poeksperymentować. Było grane nie tylko z kompa (ROON), nie tylko z Chromecasta (obecnie, zawsze Chromecasta Audio podpinam pod TOSLINKA… to dyżurny interfejs cyfrowy u mnie), a nawet nie tylko z Squeezeboksa Touch EDO mod via koaksial (bo za USB siedzi i wiele dobra wnosi konwerter c/c hiFace Two)… nie, tym razem nie ograniczałem się ;-) „tylko” do tych, znanych na wylot źródeł (cyfrowych). Podobnie jak to miało miejsce z innymi integrami słuchawkowymi wyposażonymi w analogowe wejścia po analogu grane było… coś specjalnego. Po pierwsze (właśnie gra i …niech komputer spieprza na drzewo ;-) ) olampowany, z buforem bańkowym znaczy się, cedek Onkyo (świetny mechanizm, stara, dobra, japońska szkoła), po drugie za pomocą linku z salonem (multiprzełącznik Pro-Jecta) zagrało nam też z gramofonem (duet 1020 z 5120) i wreszcie po trzecie sprawdziłem jak sobie (nadal jesteśmy w gabinecie, znaczy na słuchawkach słuchamy :) ) Burson poradził z MiniWattem (wzmak, który robi u mnie za słuchawkową końcówkę mocy i wierzcie mi… nie ma nic lepszego, na odczepach głośnikowych, z dobrej klasy routerem audio 6.3mm albo/i adapterem HiFiMANa z symetrycznym gniazdem na końcu). Także tak, właśnie, Burson grał jako preamp, podpięty do wejść w lampowcu (NOSy: Brimar BVA/Telam), sterując poziomem i łącząc źródła, a efektory zagrały na wspomnianych wyjściach z odczepów. Rzecz jasna nie było tu mowy o żadnym balansie (ale kabel sobie zmienimy w LCDkach i w ten sposób to też pożenimy), tak z ciekawości sprawdzę jakie są różnice i czy w ogóle jakieś są na takim jw. secie (HiFiMan HE Adapter). Wiele osób wg. mnie błędnie, zakłada, że symetryczne połączenia są „zawsze” lepsze w aspekcie SQ, a przecież nie chodzi o wyższość tutaj według mnie, tylko lepsze medium w trudnym otoczeniu (studio) oraz ewentualnie sensowniejszy link przy bardzo długich podłączeniach. Nie wyklucza to lepszego efektu, gdy ktoś zwyczajnie spaprał, czy gorzej przygotował tor niesymetryczny, ale żeby to dogmatycznie dawało progres (bo różnice w pomiarach/specyfikacji –  dodają)…? O tym też będzie osobny wpis na HDO. Dobra, nie przedłużając, przejdźmy do meritum :)

» Czytaj dalej

DAC 2018? Po prostu Matrix Mini-i Pro 2S. Po prostu

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
FullSizeRender

Testowaliśmy całą linię Mini-i na łamach (patrz: pierwsza generacjamodel bez pro i z pro drugiej generacjiwreszcie wersję AD 2015). To bardzo udane konstrukcje, z generacji na generację prezentujące coraz wyższy poziom, coraz lepiej wyposażone, o coraz większych możliwościach (progres dotyczy zarówno wyposażenia jak i SQ). Producent znalazł wg. mnie doskonałą receptę na stworzenie przystępnego cenowo (cena nigdy nie przekroczyła pułapu 3k, oscylowała w przedziale 2-3 tysięcy), kompletnie wyposażonego (bogaty standard wyposażenia, obejmujący obsługę wyczynowych formatów, wyjścia także zbalansowane, gniazda słuchawkowe, wejścia AES/EBU, czytelne wyświetlacze oraz piloty zdalnej obsługi), bardzo dobrze grającego przetwornika, centralki cyfrowej za którą inni wołaliby (i wołają) dużo, znacznie więcej. Firma przez jakiś czas eksperymentowała z kościami Analog Devices, ale ostatecznie wybrała nowoczesne, zaawansowane układy ESS i tak już zostało. Najnowsze modele w ofercie to, uznany przez nas za wzorzec DACa (2017), przetestowany w zeszłym roku model PRO (bez S), jeszcze na starej kości 9016 i bohater niniejszej publikacji… najbogatsza, wyposażona takoż w link bezprzewodowy (BT) wersja, będąca szczytową konstrukcją, zwieńczeniem całej linii Mini-i, oparta na najnowszym układzie ESS.

Matrix nie tylko zaoferował wg. mnie perfekcyjną (koszt-efekt) maszynkę przekształcającą zera i jedynki na sygnał analogowy, nie tylko udanego wmaka słuchawkowego, ale coś więcej… w przypadku 2S dostajecie wstęp do stworzenia firmowego systemu, kompletnego systemu, który w super kompaktowej formie, nie tylko z centralką cyfrową, ale solidnym przedwzmacniaczem zamyka temat. Cały system zamknięty w małych, świetnie wykonanych, metalowych obudowach, z jedną (SE) albo dwiema (XLR) dedykowanymi końcówkami mocy Mini-i AMP. Jakby tego było mało, zgodnie z najnowszymi trendami, ten maluch otrzymał także wspomniany link bezprzewodowy. I nie jest to tylko dodatek, czy taki tam, pomocniczy w stosunku do reszty wyposażenia sposób grania z tego DACa, ale najdoskonalsza implementacja sinozębnego w tego typu konstrukcjach, jaką było mi dane słuchać oraz obsługiwać w sprzęcie za parę, a nie paręnaście tysięcy złotych. Zrobili to perfekcyjnie, zrobili to tak, jak należy.

Już po wstępie widać, że laurka będzie. Będzie, bo się !@@$#% należy. Należy się tym bardziej, że Matrix po prostu robi swoje, zawsze oferując więcej (realny progres – to nie jest pudrowanie, poza zbliżoną formą, każda kolejna generacja to więcej, lepiej bez zmiany ceny na metce) i zwyczajnie należy to docenić. No to doceniamy, a konkretnie doceniamy za…

» Czytaj dalej

Co za wzmak! Nausznikowy amp Cayin iHA-6 & DAC: iDAC-6. Recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170511_102054990_iOS

Powracamy do słuchawek z konkretnym setem złożonym z dwóch skrzynek firmy Cayin (patrz nasze recenzje mobilnej audio elektroniki: DAPa N6 oraz przenośnego zestawu amp+DAC tego producenta). W przypadku tytułowego, stacjonarnego kompletu mamy ambitny pomysł na docelowe rozwiązanie pod każde nauszniki, nawet te najtrudniejsze, nawet te najbardziej topowe, najlepsze, jakie są obecnie na rynku. Całość dopasowana stylistycznie, kompaktowa, może stanowić alternatywę dla wielu znacznie droższych high-endowych ampDACów, tudzież dzielonych (jak testowany) systemów amp osobno, DAC osobno. Nie przekraczamy ceny 5k za skrzynkę, producent widzi te produkty raczej na biurku (gabinet) niż w salonie – nie ma zdalnego sterowania, nie ma obsługi na odległość, trzeba tradycyjnie zmieniać, regulować z poziomu klamota. Także raczej na wyciągnięcie ręki, co nie oznacza rzecz jasna, że w salonie się to, to nie sprawdzi. Tyle, że trzeba będzie ruszyć 4 litery z fotela, albo kanapy…

Tu w salonie. Naprawdę może stanowić ozdobę, bardzo się udał designersko projekt tych skrzynek 

Mocno nam się przeciągnęła ta publikacja, nad czym bardzo boleję, ale tak się to poukładało, że kilka razy wypadało nam z kolejki. Obiecywałem parę dni temu, że już już tuż tuż, to wordpress „wyciął” nam numer i trzeba było naprawiać (wykrzaczyły się niektóre artykuły, już jest ok, przepraszam zainteresowanych za to kanji, jakieś bzdety, musiałem przywrócić oryginalną treść publikacji). No nic, takie uroki obecnego funkcjonowania HDO, nie mam na niektóre rzeczy wpływu :(

Przejdźmy zatem do meritum. Tytuł sugeruje co najbardziej z tego setu przypadło mi do gustu, zresztą pamiętam, że pierwsze wrażenia też wskazywały jednoznacznie, że to amp jest tutaj elementem wyróżniającym się (choć to DAC skupia początkowo uwagę ze względu na oryginalną konstrukcję, możliwości, o czym przeczytacie poniżej, w rozwinięciu…). Tak czy inaczej, to jest system i tak należy właśnie potraktować te skrzynki – jako integralny, dzielony tor słuchawkowy, synergetyczny zestaw, kompletne rozwiązanie, szczególnie dla kogoś, kto „poszedł w słuchawki”, rezygnując z kolumn (bo dzieci, bo lokum, bo tak).

» Czytaj dalej

Koniec odtwarzaczy Oppo … niestety to nie jest 1 kwietnia

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-04-03 o 14.06.30

Bardzo przykra informacja sprzed kilkunastu zaledwie godzin. Oppo Digital to już historia. Nie będzie nowych odtwarzaczy Oppo, nie będzie można kupić najnowszych modeli (w tym przetestowanego, świetnego BDP-205), rzecz jasna nie uda się także zakupić  słuchawek orto PM-2/3 (nasz test PM-3), ani przenośnych czy stacjonarnych odtwarzaczy/wzmacniaczy słuchawkowych tego producenta. Nie kupimy zatem ani nowej wersji SE opisanego u nas, do niedawna dyżurnego, redakcyjnego, przenośnego HA-2, ani Sonaty, ani nic. Koniec, finito, bez żadnego trybu, czy raczej w trybie natychmiastowym :(

Wielka, wielka szkoda, szczególnie, że Oppo playery to też …było grube modyfikowanie (wcześniej NuForce, a ostatnio Mod Wright znakomity projekt przygotował, ale to już raczej nieaktualne, a nawet jeżeli to za moment będzie po tym tylko wspomnienie), bardzo zaawnasowany mobilny player dla iOS/Andka i sporo planów, pomysłów na przyszłość. Wszystko w czasie przeszłym. Tak nagła decyzja jest mocno zaskakująca, szczególnie że firma (wcześniej podzielona na dział AV i mobilny, ten drugi będzie dalej funkcjonował) nic nie wspominała o problemach, nie sygnalizowała, że coś jest nie tak, że trzeba zwijać biznes.

Cóż, niewątpliwie wpływ na to, co się stało ma sytuacja na rynku dystrybucji, choć tutaj ostatnio fizyczny nośnik wyhamował spadki, obecnie to downloady notują coraz gorszą sprzedaż, z drugiej strony stream totalnie dominuje, staje się de facto podstawowym kanałem dystrybuowania treści. W przypadku muzyki sprawa jest przesądzona, w przypadku wideo właściwie też… linearna tv pada, płyty wizyjne to coraz bardziej niszowa sprawa, kina też mają problem. Domowe konsumowanie treści, usługi streamingowe są obecnie na absolutnym topie. Pisałem, przy okazji recenzji najnowszego, topowego odtwarzacza Oppo, że rozumiem racje przemawiające za nieumieszczaniem funkcji smart, dostępu do usług streamingowych w tym produkcie, racjonalne racje, ale że to będzie problem marketingowy, że to będzie miało wpływ na sprzedaż, na postrzeganie marki.

Oczywiście to nie jest powód dla którego firma zwija interes (tj. że czegoś nie dała w najnowszej linii). Powody są zapewne natury kapitałowo-udziałowej, są złożone, ale to w sumie nieistotne. Istotne jest to, że producent kojarzony z wysokiej klasy, sensownie wycenionymi, produktami audio i audio-wideo znika z rynku. To się liczy. Rzecz jasna nadal będzie oferowane wsparcie, ale – i to nie jest dobra wiadomość dla obecnych użytkowników – w ograniczonym zakresie. I tak wszystkie starsze modele (linia 9x, 10x …patrz nasz test modelu 105D) będą otrzymywać (o ile wystąpią takie okoliczność, zajdzie taka konieczność) tylko krytyczne łatki, nie będzie żadnych nowych funkcjonalności, modyfikacji, zmian. W przypadku linii 20x można będzie spodziewać się utrzymania w tym roku normalnego supportu (innymi słowy poza poprawkami, mogą pojawić się jakieś usprawnienia, nowości), po tym terminie niestety nie będzie można spodziewać się niczego więcej niż w przypadku starszych modeli. Kiepsko. Dzisiaj aktualizacje na bieżąco są koniecznością, bo tak złożone i tak mocno zmienne są uwarunkowania sprzętowo-softwareowe. W sumie, brak streamu w 203/205 będzie tutaj plusem, bo nie będzie konieczności aktualizowania tego elementu, ale w poprzednikach sytuacja wygląda zupełnie inaczej :(

Przykra niespodzianka i w sumie zła informacja dla branży (bo też produkty tej firmy były od dawna pewnym wyznacznikiem dla innych, a patrząc na wzorowane na nich odtwarzacze, choćby CambridgeAudio, stanowiły po prostu wzorzec), to takie potwierdzenie dla pesymistów, którzy nie widzą miejsca dla masowych, czy po prostu dostępnych dla szerszego grona, dobrej klasy (podkreślam dobrej) produktów AV opartych na laserowych czytnikach, zdolnych do odtwarzania fizycznego nośnika (audio). Obawiam się, że inni też nie będą zainteresowani kontynuacją i połączenie kina z audio w przypadku treści na płytach audio i audio-wizyjnych, na wysokim poziomie jakościowym, przy zachowaniu zdroworozsądkowej ceny, będzie awykonalne, nikt w to nie będzie się już „bawił”. Szkoda, bo choć stream niewątpliwie jest przyszłością i w sytuacji jeszcze szybszych łącz, w końcu zacznie zbliżać się jakościowo do tego, co na płycie (głównie piszę tu w kontekście płyt wizyjnych 4k) to jakaś część materiałów multimedialnych zwyczajnie nie będzie dostępna, bo nie wszystko w streamie jest i będzie.

Mam nadzieję, że jutro wieczorem poprawimy sobie humory jakimś pozytywnym tekstem, a taki się kroi, bo zaległa recenzja o bardzo muzykalnym zestawie Cayina już niebawem na głównej HDO będzie wisieć. W kolejce zaś parę zapowiadanych wcześniej testów i artykuł ku przestrodze (audiovoodo… mhm, nic więcej na razie nie zdradzę). Do przeczytania już za chwilę ;-)

HiFiMAN Sundara… zwieńczenie pewnego etapu. Recenzja!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180130_180123085_iOS

Sundara to nowy rozdział w branży słuchawkowej. Te nauszniki uświadamiają mi jak wiele rzeczy udało się przez parę lat słuchawkowego boomu udoskonalić. To pewne zwieńczenie, pewien zamknięty etap. Aż tak? Ano aż. Podam na wstępie tylko jeden argument potwierdzający to, co powyżej. Pierwsze słuchawki, które są IDEALNIE wyważone, idealnie zaprojektowane, by nie czuć nieprzyjemnego mrowienia na czubku głowy. Ja tak mam, pewnie nie jestem osamotniony, bo wielu odczuwa tego typu dyskomfort. Wcześniej, czy później każda sesja odsłuchowa kończy się czymś z pogranicza ucisku, pieczenia, przeczulicy na czubku łepetyny. TU TEGO NIE MA. Te słuchawki są zaprojektowane bezbłędnie jeżeli chodzi o wygodę, o ergonomię, po prostu są ideałem jaki do tej pory na rynku się nie pojawił (albo na który – mimo wielu testowanych – nie natrafiłem). Wszystkie, nie wyłączając bardzo wygodnych Mr Speakers w odmianie Flow, zawsze dawały o sobie znać. Te nie. A to tak tylko pierwszy z całego magazynka ochów i achów, bo ta recenzja będzie bezwstydnie wręcz czołobitna, od razu to zapowiadam, choć ostatnie notatki udało się choć trochę pozbawić początkowego, bezgranicznego entuzjazmu i zwyczajnie… nabrałem pewnego dystansu, oceniłem co mi się mniej podoba, albo inaczej, co w tych słuchawkach za 2k nie jest AŻ na takim poziomie jak w kosztujących tysięcy 9 (teraz może nawet 8), do niedawna flagowych, LCD-kach. Tak czy siak, moi drodzy, mamy produkt, który według mnie wyznacza pewien wzorzec, stanowi punkt odniesienia. U mnie te słuchawki będą od teraz jednym z referencyjnych modeli, to w konfrontacji z nimi inni będą musieli się wykazać.

Powiem Wam coś. Będą mieli cholernie trudne zadanie. Pewnie dystans byłby dużo większy, pewnie nie byłoby tego całego entuzjazmu, gdyby te słuchawki były następcą takich HE-560 w cenniku. Gdyby były, zwyczajnie, dużo droższe, powiedzmy poziom 4 tysięcy to już byłoby mniej więcej to, a w okolicach 5-6 uznałbym, że tu ewolucja, udoskonalenie (brakowałoby tylko jakiegoś ekskluzywnego nesesera, kabla balans, dłuższego i to chyba na tyle… same słuchawki bez zmian) tego, co było. Tutaj jednak mamy do czynienia z czymś dla mnie nie do końca zrozumiałym. Sundara są lepsze od wielu modeli dużo droższych słuchawek, zarówno tych z katalogu HiFiMANa (te przeceny ostatnie to przypadek?), ale na tle tego, co oferuje konkurencja, są bezlitośnie zdetonowaną atomówką anihilującą dużą część oferty rynkowej, bo jest ta konkurencja GORSZA, a zarazem DROŻSZA. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że nie takie rzeczy świat widział, za parę dni (I hope) przekonacie się, co można zrobić, oferując za prawie darmo coś z segmentu IEMów. Jestem po pewnej rozmowie i jeżeli jest tak, jak mi opisano, to te dokanałówy, które do mnie lecą przenicują wszystko, wywrócą stolik w segmencie. Na razie wiem, że są nie tylko nieprzyzwoicie tanie, ale nieprzyzwoicie dobrze wykonane (to znaczy są wykonane jak doki za kilkaset złotych najmarniej). Dobra, mniejsza, skupmy się na Sundara.

Napisałem, że nie bardzo rozumiem, bo teraz tak…. albo po prostu mamy początek procesu znaczącego spadku cen (a przecież high-endy przebijają już od dawna sufit) w segmencie, coś co dotyka całej branży elektroniki konsumenckiej (z wyjątkami, patrz Apple), albo to taki „wypadek przy pracy”. Nie wiem. Dla mnie te słuchawki są zagadką. One grają dobrze po wyjęciu z pudełka, a po tych z górką 200 godzinach (tak, tak – sam pisałem – adaptacja, nie, nie wyparcie ;-) ) po prostu nie chcę ich zdejmować z głowy. Co nie oznacza, że wszystko  jest naj, naj, ale raz że, cholera, blisko, dwa – te słuchawki w paru sprawach na razie nie mają odpowiednika (o ergonomii wspomniałem, a to nie wszystko). Także, hmmm, jestem w kropce. Bo zazwyczaj dokładnie wiem, testując słuchawki, jak umiejscowić produkt, mając na wyciągnięcie ręki bardzo dobre, bardzo dobrze mi znane, nauszniki z kolekcji. A tutaj… jest inaczej. W cenie jaką za nie wołają, nie mają według mnie ŻADNEJ KONKURENCJI. Są bezapelacyjnie najlepsze. Wolę je od moich jakże ulubionych HD-650. Zdetronizowały w każdym aspekcie, drugie moje ulubione, HE-400. Nie stanowią tła, a …konkurenta, dla krainy szczęśliwości zwanej LCD-3. Niebywałe!

Dobra, przestrzegałem przed tym, co nastąpi poniżej, także reklamacji nie przyjmuję, za efekty uboczne nie odpowiadam:

» Czytaj dalej

Mytek Liberty DAC… pierwsze wrażenia

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180303_070157820_iOS

Przyjechał, testuję i mam już parę pierwszych wniosków. Mytek Liberty DAC to taki Brooklyn bez wyświetlaczy, to kompaktowa forma z wsadem z droższych konstrukcji, to takie połączenie świata pro-toolsów ze światem konsumenckiego audio. Tak właśnie. Ten Liberty zastępuje w katalogu najprzystępniejsze cenowo skrzyneczki dla praktyka, a dodatkowo rozszerza ofertę Myteka o produkt znacznie tańszy od Brooklynów czy Manhattanów dla muzykofila. Co prawda w zakresie do ok. 4k możemy już nieźle się na-po-wybierać, bo klęska urodzaju to za mało powiedziane, a wspomniana w poprzednim wpisie, zapowiedzi testu tytułowego DACa, ofensywa Azji to właśnie poziom do 10 tysięcy złotych – tu najwięcej się dzieje i to ten pułap, w który rzeczona Azja, celuje. Mniejsza. Mamy coś, co jest Made in Poland, od strony projektu to 100% Myteka w Myteku (o czym poniżej), także wiemy, że to coś co wyszło spod firmowego dłuta, a nie przepakowane, czy nawet nie przepakowane, tylko z doklejonym logo, coś rodem z wielkich chińskich megafabryk. Wątpliwości nie ma, to najmniejszy klamot, ale mimo czysto klasycznej formy, po wyjęciu z pudła wiemy, że to nie masówka, że oryginał. O klamocie było już u nas pisane o tutaj.

Nie banał

Od razu jak się pojawił, podpiąłem pod Core, Roon i jedziemy. Na razie testowany jest na słuchawkach, oczywiście będzie też na stacjonarnym torze sprawdzany i to dwojako: z aktywnymi nEar-ami w balansie (czyli jakby studio ;-) ) i na standardowym torze hajfajowym, tj. NADy i pasywne Szafiry oraz Topazy. Tak. Teraz jednak, lecą słuchawki i na słuchawkach, w opcji biurkowej to gra. Zresztą tu biurko jest bardzo na miejscu lokalizacją, bo małe to, bo obsługa ręczna z frontu, bo zdalnego „niet” i ogólnie, jakbym miał tego klamota gdzieś umiejscowić, to właśnie gabinet, biurko, bliskie pole / aktywne / kompaktowy zestaw z kolumnami oraz wymienione powyżej słuchawki. Tak, dali tutaj ampa i ten amp musi pokazać swoje kompetencje egzaminowany w szerokim zakresie na planarach LCD-3 / Sundara / HE-400 oraz dynamikach HD-650 / K701 / HP50. Będzie także niespodzianka, która leci z… chińskiej fabryki, coś co prawdopodobnie miażdży wszystko co istnieje na rynku w relacji koszt-efekt w zakresie wysokiej klasy, klasycznie przewodowych monitorów dokanałowych. Nic więcej nie zdradzę, poza ceną tego IEMowego wynalazku, nad którym parę dobrze zorientowanych osób, pieje z zachwytu (jak patrzę jak to wygląda, to nie mogę uwierzyć, że to się w ogóle opłaca, w sensie produkcji & sprzedaży się opłaca) – zapłaciłem 34 złote. Co można dostać za 34 złote przekonacie się w przyszłym tygodniu, o ile dolecą (no chyba powinny, ale różnie to bywa).

Czyli z IEMami, a konkretnie z tymi co przylecą, też sobie Liberty zagra, bardziej będzie to potwierdzenie, bądź nie, tych zachwytów nad słuchaweczkami, które wyglądają jak wysokiej klasy armatury, jak jakieś Westony z górnej półki. Zobaczymy. Patrząc zaś na nausznych „egzaminatorów” to nadal nie mogę uwolnić się od Sundara, jak tylko zrobię sobie przerwę na wymienione powyżej, inne, modele nausznic, to jakoś dziwnym trafem zaraz te najnowsze HiFiMANy powracają, jak bumerang, lądują na czerepie. Słucham od prawie trzech tygodni i artykuł już się kluje. Z Libery jest synergia pełna, nie tylko w zakresie SQ, ale także estetyki, wyglądu… no pasuje to tutaj idealnie. Czarne, w najnowszej, konstrukcyjnie odchudzonej i dopracowanej odsłonie Sundara z …no właśnie, niby skrzynką prostokątną, do bólu typową, klasyką, klasyki, a tu jednak nie, bardzo nawet nie tak. Bo, że Liberty jest prostokątem małym, kompaktowym to fakt, ale że banał to już zupełnie nie. Mamy na górze elegancko w metalu nacięte logo, a że Myteka logo to nie prosta forma, a wysublimowana to też takich atrakcji możemy się spodziewać w metalu właśnie. A to dopiero początek, bo dół obudowy to powtórka tego patentu i ma to nie tylko estetyczne, ale jak najbardziej funkcjonalne uzasadnienie. Wentylują nam te setki otworków obudowę. Można w niebanalny sposób? Ano jak widać można. Wygląda to bardzo fajnie i mimo tej prostej formy od razu czujemy, że jednak dostaliśmy do ręki coś zaprojektowanego nie z metra, a specjalnie na tę okazję właśnie. Z przodu też jest mytekowo, ta ponacinana faktura ala skóra aligatora to całościowo (vide góra obudowy) udany projekt stylistyczny, prezentuje się nam ten maluch bardzo i można sobie go wyeksponować, a nie że schować, bo ładny dla oka to widok.

No, cześć

Z przodu mamy wielokolorowe diody, gałę (enkodera) oraz wyjście słuchawkowe 6.3. Z tłu od razu widać, że to firma, która pro-toolsy robi. Na bogato, możemy sporo źródeł cyfrowych tutaj zintegrować, bo jest AES i dodatkowe (czyli w sumie 2) SPDIFy, można jak już wcześniej pisałem, alternatywną elektrownię podpinać, przy czym solidne, wewnętrzne zasilanie spokojnie możemy potraktować jako docelowe rozwiązanie, a to dodatkowe, to jak będziemy chcieli sobie upgrade zaaplikować, niekoniecznie chcąc wymieniać przetwornik, bo tak nam ten Liberty do gustu przypadł (a jednocześnie audiofilianervosa wymaga sięgnięcia po portfel). Opcja jest. Jako, że naprawdę małe to jest, to na wyjściowe XLRy zwyczajnie nie byłoby miejsca, stąd standard w studio dobrze znany (w domowym audio kompletnie nie spotykany) czytaj dwa TRSy dla balansu obok wyjść SE znajdziemy. Sam enkoder działa z lekkim skokiem, wiemy gdzie jesteśmy, bo diodki nas o tym informują świecąc w różnych kolorach, w trybie: pokaż poziom wzmocnienia, wskazując jak daleko w prawo jesteśmy ;-) . Wystarczy nacisnąć, by paliły się tylko dwie, a nie dajmy na to pięć, diody i wtedy wiemy, które z wejść cyfrowych jest uaktywnione, poza tym czy gra nam MQA albo czy DSD gra nam. Tak, mamy MQA, o którym wspomnę niebawem, bo – co dla mnie było sporym zaskoczeniem, bo choć Chrisa znam, cenię, przyjemnie wspominam rozmowę z nim na AVS bodaj trzy lata temu, to jednak jego Computeraudiophile zaliczam do głównego nurtu, do mainstreamu publikatorów audio, a tu wyciął ostatnio niezły numer… oddał głos na głównej koledze Archimago (o którym wspominałem na łamach MQA i niezmiennie bardzo polecam jegomościa i jego niezobowiązujący blog… konkretna wiedza w cenie, zdrowy rozsądek podobnie). Takie podsumowanie tego, co sam popełniłem na temat MQA tu i tutaj.  No dobrze, Mytek to ma i to szeroko ma, bo we wszystkich nowych DACach oferuje pełne wsparcie dla origami. Krótko mówiąc, świeci się na zielono (bywa, że chwilę zajmie identyfikacja/odpakowanie/autoryzacja), wróć, świeci się na niebiesko (niektórzy dostają wrzodów, jak im się nie świeci – przepraszam za drobną złośliwość ;-) ), czyli jest „fully authenticated”. Wspominają w instrukcji o „dokładnie to, co artysta był w studio….”, litościwie pominę to tutaj i powiem tylko tyle: wyróbcie sobie swoją własną opinię na temat. Warto nie tylko słuchać (porównajcie sobie PCM, czy DSD z MQA… Tidal daje takie możliwości w dużym zakresie obecnie), ale także poczytać jw. W tym wypadku naprawdę warto zrobić obie te rzeczy.

Pasuje jak ulał, jak włoskie wyyyygodne obuwie z tymi Sundara ten Mytek

Dobra, gra nam ten Liberty także DSD, w przypadku ROONa Core na makówie jest DoP i 128, jak sobie podepniemy (z zrobimy to niezawodnie) w salonie do end-pointa HTPC to posłuchamy Myteka w trybie native i poleci także materiał DSD256, który – muszę przyznać – robi wrażenie, bo cholernie dobrze to nagrane jest, wyczynowe, bez dwóch zdań, taki pokaz możliwości rejestracji i przeniesienia w najbardziej topowej formie tego, co było przez muzyków grane. No, no. Recz jasna znaczenie czysto poznawcze, a nie użyteczne to ma, bo takie nagrania to nawet nisza nie będzie, zwyczajnie nikt w to bawić się nie będzie na szeroką skalę, zapomnijcie. Dobrze, to jak jesteśmy przy materiałach, to powiem jeszcze, że ostatnio nam się na Tidalu przepysznie dzieje, w zakładce (tak, tak MQA) lądują fantastyczne rzeczy i to bardzo, bardzo podnosi wartość tego streamu w moich oczach… po prostu wcześniej, żeby takie znakomite nagrania móc legalnie posłuchać, trzeba było wydać krocie. Teraz można to mieć za 40 złotych. Naprawdę… warto docenić, dodatkowo trzymać kciuki za integrację przez Roon labs nowego modułu rozgłośni internetowych. Pracują nad tym, bo to co obecnie nie przystaje do reszty jakościowo (dodawanie z paska adresów) i jak będzie to kolejne, potencjalne źródło znakomitego audio z fenomenalną nawigacją, integracją całej kolekcji trafi do użytkowników ROONa. Jest na co czekać, bo sporo się dzieje w radio streamie… bezstratnie się dzieje, wyczynowo się dzieje i jeszcze, na dokładkę, na żywo się dzieje. Jak będziemy mogli, nie ruszając się z fotela, przenieść się do sali koncertowej albo na stadion to ja bardzo chętnie to zrobię. Oczywiście to jak z kinem z jednej i telewizorem/projektorem z drugiej, inaczej, ale i tak bardzo chętnie, szczególnie że nie tylko wielkie wydarzenia, ale także kameralne w jakości dużo lepszej od niskobitratowe mp3 będą na zawołanie.

Głośno! Przy czym na planarach cztery palą się musowo

Sprzęt podczas pracy delikatnie ciepły jest, widać że robotę robią te wycięcia układające się w logo firmowe na górze i na dole obudowy. Poziom wzmocnienia dla planarów to pi razy oko co najmniej 15 (Sundara, LCD-3), oczywiście przy sygnale DSD gra ciszej i trochę bardziej dokręcamy w prawo. Precyzja, rozdzielczość, wgląd to na pierwszy rzut ucha wybija się, buduje nam przekaz. Obiecałem, że skonfrontuję KORGa z Mytekiem @ DSD i możecie być pewni, że takie porównanie we właściwiej recenzji znajdziecie, podepnę zarówno pod laptopa i słuchawek, jak również stacjonarnego toru z kolumnami. Z ciekawości chcę także sprawdzić jak sobie Liberty poradzi w porównaniu z thunderboltowym interfejsem (też pro-tools, nawet bardziej, bo wyposażony pod potrzeby tj. ZOOM TAC-2) i tu też będzie face to face. To chyba zamknie nam plan kompleksowego przetestowania tego klamota. Stylistycznie i jeszcze bardziej całościowo, jak się pojawi, to będzie także z nowym iMakiem Pro obfotografowany, chcę przy okazji sprawdzić, ile prawdy jest w krytycznych głosach na temat problematyczności nowego thunderbolta 3.0 z interfejsem audio na piorunie. Podobno nie jest cacy, a dodatkowo psy wieszają na HS strasznie. Nie wiem, u mnie nadal Sierra, po wpadkach Apple z najnowszymi wersjami oprogramowania generalnie wstrzymuję się z decyzją o upie. Mytek Liberty DAC niewykluczone, że sobie chwilę zagra z takim kompem, konfrontowany z TAC-2 służącym nie tylko do porównania, ale także weryfikującym doniesienia o problemach pro-toolsów z tym co komputerowe, nowe w ofercie Apple.

Niby nic, a jednak robi różnicę.
Kompaktowy, prostokątny, mały, a ładny i jeszcze to ładny koresponduje zaprojektowany z głową (logo = otwory wentylacyjne)

PC też jw. będzie! Będzie bardzo, bo jw. zagramy via HTPC w natywnym trybie DSD wyczynowe. Także sterowniki (o to jestem spokojny, znając podejście Myteka do wsparcia) też sobie sprawdzimy pod Windą, nawet jeżeli teraz ta Winda sterów już nie potrzebuje (od Creators Update, jak pisałem na HDO z pół roku temu, macie wreszcie UAC 2.0 …ile to czasu musiało upłynąć, no ale w końcu jest). Plan mamy zatem konkret, a na koniec tych pierwszych wrażeń, najbliższe zapowiedzi:

- recenzja HiFiMAN Sundara
- artykuł Cayin iHA-6/iDAC-6
- parę słów o RHA MA750 (btw polską witrynę, sklep on-line, RHA sprokurowało właśnie, będzie niebawem wpis o tym)

To przetestowany sprzęt, ale nie tylko o sprzęcie będzie, bo w przygotowaniu są dwa artykuły problemowe. Jeden, krótki, podsumowujący temat MQA, właściwie odsyłający do Chrisa, o czym było powyżej oraz drugi… i znowu kij w mrowisko: „Dlaczego audiofilskie routery nie grają, dlaczego audiofilskie kable ethernetowe nie grają o 1000, 2000, 5000$ lepiej od tych za 1000, 2000 i 5000$ mniej” i „dlaczego próba twórczego nawiązania do wideofilii wystawia audiofilii na pośmiewisko, czyli nie pisz o czymś, o czym nie masz zielonego pojęcia„. Przeczytałem coś, co wywołało u mnie przemożną chęć podzielenia się swoim zdaniem na temat bzdurnych teorii, fałszywych wniosków oraz bezwstydnych (to delikatne słowo) prób wciskania kitu. W imię $, oczywiście, bo tylko to „uzasadnia” takie rozmijanie się z rzeczywistością. Wymierny, liczony banknotami, interes.

PS. Swego czasu testowałem telewizory, z projektorami też miałem co nieco wspólnego.

Poniżej fotogaleria z Liberty w szczegółach:

» Czytaj dalej