LogowanieZarejestruj się
News

DAP HIDIZS AP80Pro & IEMy Mermaid MS4? Idealne combo na wynos!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_6221

Idealne, bo dające (wg. mnie) radochy co te wszystkie Kałachy (astell & kern) za złote sztabki, a kosztujące w granicach rozsądku. Wiecie, jaki mam stosunek do DAPów …to moim zdaniem gatunek na wymarciu, zbędny, wspominałem o tym opisując zmiany jakie zachodzą na rynku w zakresie mobilnego grania. Super soft korygująco-dostosowujący (SoundID, wcześniej TrueFi, Reference), świetne nano DAC/AMPy (czego przykładem choćby firmowy S8 – kasujący większość DAPów w SQ), rozwój streamingu BT (bardzo duży progres jakościowy, kto wie czy nie największy w tym zakresie, co oznacza że wygoda nie jest okupiona kompromisem, że kiepsko brzmi – a właśnie, że nie vide awangardowe Nura, albo wręcz audiofilskie Ananda BT), no i sam streaming z całym swym bogactwem treści zupełnie nie pasujący nawet do wyposażonych we własny OS (Andek zazwyczaj) DAPów. Bo te bez 3G/LTE, a  nawet jak już z jakąś namiastką swobody dostępowej to ograniczone kodem do tylko wspieranych strumieni z sieci. Tak się dzisiaj po prostu już nie słucha muzyki, szczególnie nie słucha na wynos, gdzie często gęsto tradycyjne (album, za albumem, w skupieniu leci) ustępuje miejsca przypadkowi (Flow, playlisty, szufle, decyduje za nas jakaś AI). To wymaga bycia ciągle online, a DAPy nie są online, nie integrują nam wszystkiego, są ciałem obcym (jakby nie patrzeć), znaczy dodatkowym, utrudniającym, a nie ułatwiającym funkcjonowanie. Bo mnożymy byty, bo ten smartfon (smycz) i tak być zazwyczaj musi, taki DAP nie będzie ze smartzegarkiem (obsługa), nie będzie głosowo (AI), nie będzie łączności ze światem „przy okazji” oferował. Dlatego DAP dzisiaj to dinozaur. Ale. No właśnie ale jak już ktoś sobie wykombinuje, że jednak chce w stylu walkman-a, staromodnie, no chce skupić się nawet poza domowymi pieleszami, w zgiełku codzienności, na tym co słucha i jak dobrze słucha to wg. mnie wydawanie na to fortuny, wmawianie sobie, że przecież to może być i DAC (przykro mi, funkcjonalnie, także często w zakresie SQ, mobilny player NIE ZASTĄPI dobrego, stacjonarnego klamota – to tak nie działa) to oszukiwanie samego siebie i wtedy warto znaleźć jakiś złoty środek, optimum znaleźć i uzasadnienie dla wydatku „na fanaberie” ;-)

Dobra, sceptyk dostał kopa w cztery litery, teraz już będzie o tytułowych produktach, a nie filozofowaniu jakie to bezsensowne jest zamiast fona do słuchania używać… stop! Idealne combo bo mieszcząc się w budżecie ok. 2k mamy moi drodzy coś, co zapewnia taką dawkę przyjemności z obcowania z muzyką, także takiego mocno zaangażowanego, czytaj też krytycznego dla oceny tego, co tam gra (właśnie, nie w tle, a naśladując jakość do jakiej przyzwyczaił nas ten nasz wymuskany tor stacjonarny w chałupie), że to uzasadnienie jakoś bez trudu w tym wypadku sobie po schowaniu karty płatniczej dośpiewamy i żałować nie będziemy. Wręcz przeciwnie – będziemy zachwyceni. Zachwyceni nie tylko umiejętnościami doków do takiego swobodnego reprodukowania muzyki w tak wciągający i angażujący sposób, ale także z możliwości jakie w odtwarzaczu mobilnym zaszył producent – znaczy HIDIZS zaszył. Otóż moi drodzy dzięki rozbudowanemu w sposób absolutnie bezprecedensowy (nie miałem jeszcze nigdy takiego narzędzia w mobilnym ustrojstwie zaaplikowanego) silnikowi DSP, tak ogromnie (a nie subtelnie) wpływającemu na kształtowanie brzmienia, ten maluch z tymi MS4 (jak i innymi słuchawkami – mhm… dopasujecie sobie dzięki DSP tego grajka POD KAŻDE słuchawy – precyzyjnie dobierając nastawy pod dany efektor) oferuje możliwości spotykane na poziomie wspomnianych, wyspecjalizowanych silników softwareowych (vide Roon, ale to stacjonarne jest, lub wspomniany SoundID). Ba, jakby tego było mało, to moim zdaniem ogromna rozpiętość i skuteczność MSEB (tak to się nazywa) miażdży to, co do tej pory oferowały „poprawiacze” w tego typu sprzęcie. Nawet bardziej – myślę, że efekty jakie można usłyszeć korzystając z zaawansowanej korekty to domena rozbudowanych korektorów parametrycznych w profesjonalnym sofcie audio (pojechałem). Serio, tu faktycznie nie mamy jakiegoś tam (znaczy jest, też jest, ale to nie to wywołuje tutaj zachwyt) EQ, z klasycznym paro-punktowym modyfikowaniem pasma. To coś bardzo mocno, ewidentnie wpływającego na brzmienie, pozwalające (liczba zmiennych jest tak duża, że… sporo czasu zajmie ta zabawa, zabawa w szukanie odpowiedniego dla efektora, gustu, czy pod materiał ustawienia korekcji) na kształtowanie sygnału na poziomie nieoferowanym przez konkurencję.

Zaintrygowani?

» Czytaj dalej

Na wywczas w sam raz: HIDIZS DAP AP80PRO & IEM MS4 Mermaid

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_6024

Jakiś czas temu rozwodziłem się o tym, czy DAPy mają sens. Wyszło mi, że nie mają. No dobra, to co w takim razie robi tutaj ten AP80Pro, ktoś przytomnie zapyta. Ano trafił na tapetę, akurat okoliczności sprzyjają, a – jak pamiętacie z niedawnych wpisów – jakość muzyki ze streamu (Tidal) jest mocno dyskusyjna, Deezer lepiej dużo, siak czy tak bezkompromisowe hi-resy trzeba jednak żenić z jakimś zewnętrznym przetwornikiem (jak smartfon), który to ogarnie. A przede wszystkim z dobrym mobilnym amp/przetwornikiem, który nam odpowiednio i bez kompromisów wzmocni sygnał. To może jednak te DAPy nie takie bez sensu? Hmmm, no tu można zastanowić się nad tym, czy mnożenie bytów ma sens. Znowu niedawno na łamach pojawił się test zajebistego malucha (publikacja „ale jaja Hidizs S8„), który jest maluteńki, nie robi ze smartfona cegły a brzmi (przetwarza i wzmacnia) jak talala. Hidizs. Znowu Chiny i specjalizujący się w mobilnym producent, którego portfolio warto poznać, oj warto. Także z czystej, wrodzonej ciekawości, to raz, a dwa – ten DAP nie jest drogi, a to wraz z gabarytem stanowi wg. mnie kluczowe aspekty dla „być, albo nie być” DAPów jako takich… już tłumaczę. Cena ustrojstwa, które funkcjonalnie zawsze będzie w tyle za smarttelefonicznym transportem, które nie pozwoli na taką swobodę użytkową (wszystko w jednym, komunikacja – wiadomo – bez której nie idzie dzisiaj funkcjonować), którego wadą jest już samo to, że to obok być musi, cena powinna być skalkulowana na poziomie dalekim od nie tylko flagowych, ale i średnio-półkowych fonów. Moim zdaniem tak być powinno, a patrząc na segment odtwarzaczy osobistych, widać, że rozrosło się to do poziomów stratosferycznych, a przynajmniej (często, gęsto) bliskich smartfonom. To bezsensu wg. mnie. Odtwarzacz muzyczny to wyspecjalizowane urządzenie, które – jak udowadnia tytułowy zwierz – nie musi być drogie, a w cenie może oferować to co… ajajajaj Kałach. Znaczy Astell & Kern oferuje. Ktoś, kto kupuje AK i nie skonfrontuje tego wyboru z tym maluchem popełnia niewybaczalny błąd i będzie tego srogo żałował. Aż tak. Także przystępna cena bez kompromisów jakościowych to raz i właśnie – maluch – gabaryt. Nie wiem jak Wy, ale ja nie poważam DAPów wielkich jak cegły. A te stratosferyczne takie właśnie są. Dla mnie to kompletne pomylenie z poplątaniem. DAP musi być malutki, super malutki, najlepiej jak R.I.P świetny formą (i swego czasu treścią) iPod Nano czy (nawet) Suffle. Ma to być ergonomicznie coś daleko mniej inwazyjnego niż coraz większe ekrany w kieszeni, ma być najlepiej na pasku, najlepiej bezzwrokowo obsługiwane, najlepiej jak najmniej angażujące w sterowanie, najlepiej. Wszystko co jest cegłą i nazywa się digital audio player jest u mnie skreślone ergonomicznie, amen.

Brzmi bosko

AP80Pro jest wielkości wspomnianego iPoda Nano (formą też zbliżony). Jest malutki. Taki właśnie powinien być DAP. Szkoda że nie ma klipsa (powinien!), ale można to pewnie sobie własnym sumptem uskutecznić, ma w komplecie zabezpieczające gacie, wyposażony jest pod kurek (za moment szczegóły) i swoją formą w żaden sposób nie przeszkadza w życiu. Bo jest mały, malutki, nie inwazyjny właśnie. Tak, taki nie drogi, wykonany z metalu, żaden plastik-fantastik, świetnie spasowany, z dużym potencjometrem „koronką” DAP ma – tak, sobie zaprzeczam w tym momencie, wytłumaczyłem się mam nadzieję powyżej z tego – sens. Małe, długo grające, z potężną baterią możliwości: bo jest i DAC, który gra natywnie wyczynowe hi-resy (DSD256 m.in. native właśnie), z wszystkimi możliwymi opcjami DSP (crossfade, rozbudowane presety EQ, wiele filtrów, gapless, uprzestrzennianie itd. itp.) oraz mocą szczodry amp z opcją balansu jakby komuś było w smak. Enkoder (koronka) działa wraz z malutkimi, fizycznymi przyciskami w opcji bezzwrokowego sterowania i tylko szkoda wielka, że te buttony nie są ciut większe, tudzież że ten od play/pauzy nie wyróżnia się na tle pozostałych. Siak, czy tak można sobie w kieszeni sterować mimo… mmmhm, dotykowego ekranu, który tutaj jest w standardzie. Dla mnie to zawsze minus (w playerach mobilnych), bo wymaga to fonowej obsługi (a jw. to się kłóci z ideą osobistego odtwarzacza muzycznego, ewolucji „Walkmana”), tutaj na szczęście da się bez, choć cała nawigacja po zbiorach i wyspecjalizowanych opcjach wymaga zagłębienia w menusy. Gdyby tak jeszcze enkoder dawał możliwość zmiany źródła dźwięku (a nie tylko głośności i wł/wył) to… rzecz da się na marginesie aktualizować, może zatem up? Może?

Są i gumowe gacie, jakościowo to wszystko poziom bardzo wysoki

Cztery przetworniki, bardzo zaawansowana konstrukcja, o czym w recenzji będzie co nieco

Także da się – jak lubię – bezzwrokowo, a jak bardziej to można też za pomocą gestów (proste & skuteczne) sobie tego playera obsługiwać. AP80PRO to nie tylko to co w pamięci i na karcie microSD, ale także radio FM. Znowu skojarzenie z iPodem i znowu bardzo pozytywnie. Bo kto daje dzisiaj tradycyjne radio? No właśnie, mało kto daje. Tu jest i super że jest, bo odbiór czysty, można sobie posłuchać radyjka, a jedyny zonk to brak możliwości nazwania stacji w menu, jest tylko częstotliwość podana, nawet gdy zapiszemy do pamięci. Jako że dzisiaj wszyscy mierzą sobie każdy wysiłek fizyczny (znam takiego, który po piwo jedzie autem, a sklep to 100 metrów w linii prostej), jest i krokomierz. Zbędna rzecz w tego typu urządzeniu wg. mnie, bo dzisiaj każdy obwieszony elektroniką opisującą jego stan, ale może już przestanę marudzić, w końcu obowiązku nie ma, a jakby nie patrzeć ten DAP świetnie nadaje się do wysiłku fizycznego i będzie jak znalazł, także jaka zbędna w sumie. Może komuś się przyda, nie? Ogólnie mogę powiedzieć tak – sporo funkcji, bardzo rozbudowane możliwości, pożenione z intuicyjną obsługą, bardzo dobrym UI oraz UX (wspomniane gesty, wiele sposobów nawigowania po zbiorach, szybki dostęp do najważniejszych funkcji w wysuwanych podmenusach). Także ogólnie i szczegółowo bardzo, jak widzicie – jestem na tak i po paru wypadach z daleka od nadmorskich tłumów, ucieczki na wieś – mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że takie coś ma rację bytu, mimo mnożenia …bytów ;-)

Przy czym byłaby to zajawka niekompletna, dalece niekompletna, gdyby nie efektor. A ten jest szczególny. Armaturowe MS4 Mermaid oczarowały, spowodowały niechęć do na codzień użytkowanych AirPodsów Pro, niechęć głęboką, bo sposób reprodukcji dźwięków przez te doki jest pod paroma względami wyjątkowy i wyrób jabłkowy w glebę wdeptujący. Te IEMy potrafią w aspekcie niskotonowym zagrać nie jak IEMy. Potrafią zagrać jak duże, stacjonarne nausznice. Wiecie, jestem basolubem, ale też – nieskromnie – koneserem i wszystko co ma być efekciarskie na dole, a tak po prawdzie jest przewalone, nieprawdziwe zawsze (bo wyczulony jestem) wychodzi podczas słuchania i ma często decydujący wpływ na ocenę. Może być też i tak, że tego basu brakuje, że on jest taki ledwo co, że tylko zaakcentowany, niedomówiony i to też dla mnie jest źle i słabo. Tu te MS4 czarują na poziomie piwnicy, oj czarują, dół wybity jak na douszne monitory, bez dwóch zdań. Namacalny, organiczno-fizyczny, wielowymiarowy i w żaden sposób nie wchodzący w paradę reszcie pasma. Fantastycznie, a to dopiero początek, bo wraz z DAPem mamy tutaj wybitną rozdzielczość (wgląd w nagrania sugeruje rasowy stacjonarny system słuchawkowy, a nie jakiegoś tam mobilnego malucha z dokami), płynny, czytelny, czysty dźwięk, który skalą (dynamika, przestrzeń) potrafi nieźle zadziwić. Ale, że tak, na czymś takim? No tak, na czymś takim, właśnie. Także na wstępie (no, parunastu dniach katowania) nie tylko nie żałuję tej odskoczni od fotelowego słuchania (mamy znowu klęskę urodzaju, Chińczycy nie mają litości, zalewa rynek prawdziwa powódź chińskiego hajfaja & hajendu), ale się delektuję słuchaniem najlepsiejszych plików ze zbiorów w pięknych okolicznościach przyrody. Mhm, odtwarzanie takiej muzyki, takiego materiału -żeby miało sens- wymaga odpowiedniego zaplecza. To może być (już teraz) zminiaturyzowany do postaci całkowicie pomijalnej DAC/DAC/AMP, może też taki jw. set z DAPem, byleby ten DAP był w cenie odtwarzacza a nie flagowego fona, byleby ten DAP był na klips, a nie 0,5 kilo w kieszeni.

Fajne to!

Na siłę, chcąc się do czegoś przyczepić, przyczepiłbym się do kolorów – czerwony kojarzy się z prawo, a jest lewo, znaczy lewy kanał.
Ale to czepialstwo, bo wszystko tu jest tiptop: jakość wykonania, materiały, spasowanie, wygoda/ergonomia

 

Zajawka I2S w akcji: Topping DX7Pro z PC oraz transportem CDA NuPrime

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5973

Ale pięknie to gra. Gdzieś nam się ulatnia granica między (umownie) analogowym vs cyfrowym graniem. Tak, wiem, zaraz ktoś będzie poddawał w wątpliwość przed momentem napisane… bo subiektywne to, bo przecież tej granicy (naukowo) nie da się udowodnić, zmierzyć, przebadać, jednoznacznie opisać. To prawda, ale też nasze uszy, dość niedoskonałe, porównując do wielu braci mniejszych, bez większego trudu są w stanie rozróżnić granie z pliku / kompaktu vs czarnego krążka / taśmy. Nie mamy z ttym większego problemu i nawet jeżeli nasz sposób opisania inności brzmienia jest mocno niedoskonały (bo jest) to zjawisko jest dość oczywiste, powtarzalne i przez nikogo nie kwestionowane. Plik oraz srebrna płyta dzisiaj potrafią zadziwić płynnością, przestrzennością, swobodą, najlepsze transporty cyfrowe / integralne źródła zerojedynkowe osiągnęły taki stopień wyrafinowania (mam tu głównie na myśli kompakt, który obecnie mimo coraz większej niszowości staje się dojrzałym, opanowanym w pełni, pokazującym cały swój potencjał źródłem dźwięku HiFi), że wielu, naprawdę wielu melomanów (niekoniecznie tożsame z audiofilią, choć często współistniejące) całkowicie odpuściło sobie temat analogowych nośników, czasami tylko (jeszcze) trzymając zbierający kurz odtwarzacz/transport fizycznego (ale już cyfrowego) nośnika, czy to z sentymentu, czy bez jakiejś określonej przyczyny. W końcu ktoś tych płyt z roku na rok nie kupuje, przestaje inwestować w kolekcję krążków, przechodzi na strumienie.

Oj jak dobrze!

Tak, to naturalna kolej rzeczy. Wygoda, rozpasanie (dostęp do wszystkiego za grosze) przemawia za zmianą sposobu – tfu – konsumpcji, a dystrybucja muzyki jest i będzie należała do Internetu. To przesądzone i nie ma nad czym deliberować. Tyle tylko, że całe bogactwo doznań, możliwości to zbiór otwarty (na nowe, czy – wróć – stare), można nie pozbywać się fizycznych i to nie tylko z sentymentu, przyzwyczajenia, a dla jakiejś wartości dodanej. Dzisiaj kupno dobrego, fizyczne nośniki grającego, klamota jest niestety bardzo kosztowne (dużo bardziej niż kiedyś, co zrozumiałe, bo nisza, bo wyższe koszty wynikające z korzystania z nieprodukowanych elementów itd itp), może nie wygląda to źle w przypadku czarnego krążka na którego jest moda i można w każdym zakresie cenowym, ale CDA to już wyzwanie i sytuacja dla kogoś, kto chciałby na nowo wejść w temat (albo też słuchać z czegoś, co gwarantuje, o czym dalej, progres) to nie lada wyzwanie.

Akurat trafiła się okazja sprawdzenia i porównania dwóch, opartych na odmiennych nośnikach muzyki, klamotach wyposażonych w interfejs, który stanowi wg. mnie bramę do uzyskania tego, o czym mowa w pierwszym akapicie. Aksamitności, swobody, płynności którą do tej pory utożsamialiśmy raczej z analogiem, a nawet jeżeli udawało się coś zbliżonego „z cyfry” uzyskać, to miało to swoje kapitałowe konsekwencje, konsekwencje wyczyszczające stan konta dwóch pokoleń w przód mniej więcej ;-) Także ta umowna, a jednak niezbyt trudna do uchwycenia, różnica w przypadku opisanego w niniejszym wpisie setupu wyraźnie się zaciera. I to jest piękne. Zaciera się z plikiem, ale jeszcze bardziej zaciera się wg. mnie z kompaktem. Właściwie, mógłbym powiedzieć tak: komputer czy raczej plik był tutaj kierunkiem zmian, progresu jaki dokonywał się w SQ słuchanym za pośrednictwem I2S wraz z konwersją do sygnału 1 bitowego, a płyta finał, kropkę nad i, tego progresu uwieńczenie. Czy to dziwne? Nie bardzo. Kompakt jest z nami od bez mała 40 lat jako nośnik audio, także przebył długą, wyboistą drogę (to po pierwsze), stał się opanowanym, dojrzałym medium (właściwie to niedawno, bo wcześniejsze próby jego udoskonalania, jak wiemy, poniosły rynkową klęskę, nie przyjęły się vide SACD/DVD-A). Tylko, w sumie, co z tego, jak zwija się dzisiaj (wiele muzyki wychodzi wyłącznie w pliku, czasami dochodzi do tego winyl, ale już nie srebrny nośnik) i tego zjawiska nikt już nie odwróci. No tak, ale – na szczęście – poza tym co nowe jest całe bogactwo świata dźwięków zarejestrowanego wcześniej i nadal egzystującego na kompakcie. Co prawda, podobnie jak to się ma z czarnym krążkiem, płyta podlega przemijaniu, nie jest wieczna, ale na tyle wytrzymalsza od poprzedników, że prędzej będziemy szukać na rynku czegoś, co nam to fizyczne odtworzy (z czym coraz trudniej, jak wyżej), oczywiście pod warunkiem odpowiedniego uszanowania, dbałości o kolekcję, zbiory.

Okazało się, że podłączenie to nie banał…

Na szczęście  finalnie z sukcesem!

DSP – dźwięk robiony, przetwarzany, upamplowany oraz konwertowany (to ważne, bo tu korzystałem z maksymalnych możliwości, jakie oferował setup w tym względzie) do postaci 1 bitowej… wielu powie, że to bez sensu, że to ingerencja na tyle znacząca, że wypaczająca „prawdę” zapisaną zerojedynkowo na nośniku). Dobra, ale po co dorabiać teorie, tworzyć jakieś dogmaty, jeżeli tym, co jest sędzią jest tylko i wyłącznie nasze zadowolenie, nasza frajda płynąca z tego, co dociera do uszu? Po co zajmować się dzieleniem włosa na czworo, gdy to, co dociera przykuwa i jest (subiektywnie ofc) lepsze od soute? Od słuchania bez? No właśnie, trudno zrozumieć głosy tych, którzy nie słyszeli i nie uwierzyli (nie wierzą), ale się wypowiedzieli (rzecz jasna negatywnie, bo tak im teoria bla, bla, bla). Fajno, można, tylko to puste i nic nie wnoszące, bo pomijające jedyny konkret jaki się tu liczy. Jedyny. Dla mnie tor sygnału, jaki uskuteczniałem przez ostanie dwa tygodnie: Roon Core ->i2S -> Matrix Audio X-SPDIF 2 -> DX7Pro (all PCM/DSD @ DSD256, DoP @ MacOS lub native @ WinPC) oraz NuPrime CDT10Pro -> i2S -> DX7Pro (PCM SRC @ DSD256) stanowił potwierdzenie tego, o czym była mowa na HDO od dawna, od początku… kod tworzy nowe uwarunkowania i przez kod, przez obliczenia, dochodzimy do rezultatu, który daje nam do myślenia. Jest progresem, wyraźnym, subiektywnie, a – tu nie mam wątpliwości – obiektywnie wprowadza zmiany, wyraźne, słyszalne, powtarzalne w tym co wydobywa się z efektora. To może właśnie takie hi-resowe granie ma (empiryczne) uzasadnienie?

Z płyty jeszcze bardziej :D

Podłączenie komputera z Roonem do konwertera, ustawienie silnika to dość prosta, nieskomplikowana sprawa. Zupełnie inaczej ma się rzecz z tyransportem cyfrowym. Jak wiecie I2S jest kompletnie nieustandaryzowanym interfejsem. Macie kilkanaście zmiennych i zwyczajnie można mieć klamoty wyposażone teoretycznie w zgodne fizycznie gniazda I2S (a przecież mogą być i nie zgodne, bo tam skrętka jest, jest koaksialny też, no i coraz powszechniej stosowany port HDMI), a nie usłyszeć nic, albo raczej usłyszeć kaszanę, zniekształcony sygnał, co na dzień dobry o mało nie położyło próby pożenienia u mnie Toppinga z NuPrime. Niestety lektura instrukcji, gdzie opisane są poszczególne piny, możne nas sprowadzić na manowce. U mnie tak było, bo niby powinno się wybrać w ustawieniach DACa odwrócone ustawienia interfejsu, a tu nic z tego, zupełnie co innego miało wpływ na brak sukcesu w połączeniu transportu z przetwornikiem. I nie była to jedyna przeszkoda! Udało się po paru próbach (patrz obrazki), choć – co intrygujące – w odróżnieniu od komputera, bez swobody ustawiania parametrów konwersji czy upsamplingu (tylko PCM -> DSD, próba ustawiania SampleRateConventer na upsampling w ramach sygnału PCM do wyższych wartości, nawet przy uwzględnieniu zgodności zegarowej tzn. pełnych mnożnikach dla wartości wyjściowej skutkowała błędnym odczytem). Cóż, wiecie, ja bardzo lubię zgłębiać, szukać, próbować dojść do źródła (problemu) vide nieudany streamer Omnia S1, rzecz jasna lubię jeszcze bardziej, gdy finał jest szczęśliwy, wszystko kończy się dobrze, sprzęt zaczyna współpracować ze sobą. Najlepiej jest wtedy, gdy rezultat daje wyraźny progres i tak też było w tym przypadku. Jak ktoś będzie miał tożsamy setup to już po lekturze niniejszego będzie wiedział, jak rzecz ustawić by zagrało, przy czym warto pamiętać że w przypadku I2S mówimy o „tu i teraz”: z innym przetwornikiem, innej firmy (w szczególności), będzie zupełnie inaczej, trzeba będzie całkowicie zmienić ustawienia – być może podobnie, metodą dochodzenia do właściwego ustawienia, wbrew schematom zamieszczonym w instrukcjach obsługi klamotów. Na marginesie, chcę jeszcze raz pochwalić inżynierów Matrix Audio – zrobiliście konwerter uniwersalny, który „standaryzuje” to cholerne I2S, X-SPDIF2 gwarantuje współpracę z dowolnym przetwornikiem C/A wyposażonym fizycznie w gniazdo HDMI. Doskonała robota. Dip switche wraz z wewnętrznym oprogramowaniem układu konwertującego dają pewność, że będzie to chodziło ze wszystkim. Tak to się robi! W przypadku implementacji I2S w Toppingu, podobnie inżynierzy, wiedząc o rafach, problemach, dali możliwość zmiany pracy wbudowanego interfejsu, co należy pochwalić. Nie ma tu takiej elastyczności co w przypadku konwertera C/C Matrix-a ale DAC jest dobrze przygotowany na to, by w większości wypadków dogadać się z transportem wyposażonym w tego typu interfejs. To pokazuje jak bardzo starają się w (umownie) Chi-Fi i jak (niestety) często nie starają się w klamotach rodem z Europy, Ameryki Północnej by ogarnąć we właściwy sposób problematyczną technologię.

Niby proste, a wręcz odwrotnie

Podkreślone ustawienia, gwarantujące prawidłowe działanie transportu CD z przetwornikiem via I2S. Zupełnie inaczej niż to, co sugerują schematy

No dobrze, we właściwej recenzji na temat SQ będzie dużo więcej, ale warto byłoby jeszcze w zajawce coś niecoś powiedzieć o DX7Pro. To taki typowy, dumpingowy, produkt Chi-Fi, czyli wszystkomający kombajn, wyposażony pod kurek, w najnowsze technologie, z topową kością C/A za mniej niż trójkę. Mamy absolutnie wszystko (no może poza analogową preamplifikacją) czego potrzebuje ktoś, kto gra na wielu efektorach, nie ogranicza się do jednego tylko źródła dźwięku, potrzebuje jednym słowem wszechstronnego, świetnie wyposażonego (cyfrowego) huba. Dostaje nawet więcej, bo poza kompletem cyfrowych interfejsów z I2S (natywnie nawet 45MHz), balansem pod słuchawki (i to na bogato, bo jest duże 4 pin jak i sony’ego kompaktowe 4,4mm) oraz kolumny (wyjścia), wspomnianą topową kością ESS 9038Pro, otrzymujemy tutaj takie użyteczne dodatki jak bezkompromisowy interfejs bezprzewodowy (BT z obsługą wszystkich najnowszych protokołów audio sinozędnego gwarantujących najszerszą przepustowość dla sygnału tj. aptX HD, LDAC etc.) oraz naprawdę wyróżniający się na plus enkoder / potencjometr, z wyraźnym skokiem „zegarkowym”, jak na porządną koronkę przystało, przy zmianie ustawień poziomu. No, takie rzeczy to ja rozumiem. Trochę dziwaczna obsługa (dostęp do zaawansowanego menu wyłącznie po wyłączeniu i wciskaniu gały enkodera, włączając) przypomina to, co w podobny sposób uskutecznia u siebie wspomniany Matrix Audio. Dla mnie osobiście to nie problem, bo rozumiem intencje (zmieniamy raz i już nie ruszamy raczej), choć to obiektywnie utrudnienie, szczególnie dla takiego kogoś jak ja, który testując często jednak zmienia, modyfikuje i musi jak wyżej. Poza tym obsługa banalnie łatwa, pilot IR wygodny & ergonomiczny, podpinamy wszystko jak leci i dzieje się. Serio, mało kto daje tak dużo, za tak niewiele. Właściwie gdyby tutaj zatomizować tego klamota, to wychodzi że poszczególne składowe dają za jakieś grosze i nie jest to ściema, czytaj – obiecują, a w metalu to słabe, źle wykonane, działające na słowo honoru. No nic z tych rzeczy, a nawet wręcz odwrotnie. Wszystko wykonane z wielką dbałością, świetnie przemyślane – kompaktowe, dostęp do wszystkich elementów idealnie wygodny, mimo dużej liczby I/O, a wspomniany enkoder to jedno z najlepszych tego typu rozwiązań jakie testowałem do tej pory… zazwyczaj są powody do marudzenia na takie ustrojstwa, tutaj brak. Ożebrowana z boczków obudowa, mimo że nieco się nagrzewa podczas pracy, gwarantuje wraz z czytelnym OLEDowym displejem, wspomnianym sterownikiem komfortową obsługę / działanie klamota. Oby inni brali przykład jak to się powinno robić w takich jw realiach cenowych. Oby.

Będzie grane!

Chwilunia, artefakty

O teraz ok

Sumując te wywody – tak, słuchanie kompaktów (DSP na pewno ujednolica, czy inaczej pozostawia odczuwalny ślad na każdym słuchanym w tych okolicznościach krążku wciągniętym do środka transportu) z zapodaną 1 bitową konwersją w locie do poziomu 11,2 MHz za pośrednictwem wyczynowego interfejsu I2S robi zasadniczą różnicę. Tak, może kogoś niepokoić wspomniane powyżej „ujednolicenie”, czy raczej właśnie powtarzalny wpływ tego całego cyfrowego procesu konwersji sygnału, na to co pierwotnie zapisane, zarejestrowane i w taki, a nie inny sposób przeniesienie na nośnik. Niby negatywne konotacje, bo jak – nie rozróżnia, nie różnicuje jakościowo tego, co ląduje na tacce? Niby tak. Teoretycznie tak, tylko co z tego, jak słuchamy z rozdziawioną buzią i podoba nam się to co słyszymy bardzo, bardzo mocno nam się podoba. Dźwięk staje się fizjologicznie bliski, a nie obojętno-odległy (cyfra), czy może łagodniej … neutralno-zdystansowany. To robi różnicę i pewnie mógłbym to porównać do odtwarzania krążków SACD (przerobiona PS3 z konwersją zewnętrzną, wielokanałową, na DACu HDMI z obsługą sygnału 1 bitowego), ale to też byłoby tylko mniej, więcej, ale jednak inaczej. Nawet w opcji stereofonicznej (tylko tak się da ofc w opisanym setupie z NuPrime i Toppingiem) grało to inaczej, mimo wspólnych cech, z wyraźnym wskazaniem na tytułowy system. Jak wyżej, komputer mimo większych (bo znacznie bardziej bogatych opcji ustawień, zabawy w ustawienia) możliwości musiał uznać wyższość fizycznego na moje ucho. Znakomity transport NuPrime bezpośrednio wpięty pod Toppinga pokazał potencjał DSP oraz srebrnej płyty. Co prawda teraz szlifuję ustawienia NAA (HQplayer z najbardziej wymagającą, zasobożerną konwersją ASDM7EC), docelowo ma to grać na poziomie konwersji w locie na poziomie 45MHz (co oznacza, że szybki, wydajny Core będzie w pełni wykorzystany na potrzeby konwertowania takiego sygnału), ale to co obecnie jest uskuteczniane i opisane powyżej wygląda tak, nie inaczej. W przypadku transportu cyfrowego po ogarnięciu interfejsu, nic nie trzeba, bo „samo się”, także tu także prostota takiego setupu jest nie do pominięcia – wkładamy płytkę, play i już. Komputerowo-plikowe granie to inny poziom obsługi, nie chodzi mi o sam front-end, bo to powinno być proste i wygodne i takie też jest, ale o ustawienie …to jednak nie bułka z masłem. Nie bułka nawet, gdy sam niestandaryzowany interfejs płatał nam takie figle, jak wyżej, w przypadku setupu z fizycznym nośnikiem. Nawet wtedy PC to PC z całym dobrodziejstwem inwentarza…

Po wyłączeniu w transporcie DSP (SRC off), DAC może pracować w dwóch trybach -> konwersji DoP64 lub bez żadnego processingu na sygnale tj. PCM 44.1KHz

PS. Najlepiej na słuchawkach, najlepiej na planarach, ale też czytelnie na monitorach bliskiego pola u mnie w gabinecie. Piękne to.

PPS. O konwerterze Matrix-a wyczerpująco tu i tutaj @ HDOpinie

„Tyłek” prezentuje się wybornie, nie?

DSD konwersja z plikami to parę ustawień w silniku Roona, trudno coś popsuć, a nawet jeżeli to łatwo naprawić, ale sporo zmiennych do ogarniania

Bardzo nie po audiofilsku & „nie koszernie” (DSP). I co z tego? Ano nic. Dźwięk robiony

Multum możliwości się otwiera, wyczynowo ofc tylko I2S

Jak już ogarniemy, nie zapominajmy, że muzyka jest najważniejsza

Komputer jest bardziej elastyczny, gdy w grę wchodzi zabawa z DSP. Tu bez sukcesu, takie same ustawienia w silniku Roona
(upsampling, bez konwersji PCM-DSD = sukces, najdziksze eksperymenty via konwerter X-SPDIF? Jak najbardziej)

Przy czym o MQA możecie zapomnieć. MQA nie polubi się z konwersją, nie polubi się z DSP. Wspominałem o tym w naszych artykułach krytykujących origami.
Zamiast dźwięku – artefakty.

Mhm, już do niebawem, bo coś mobilnego od Hidizs czeka na zajawkę

Matrix Audio element i …hajedowy streaming za niezbyt wiele

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5780

No dobra, nowe MA to zerwanie z dotychczasowym na rzecz zupełnie nowego. Nie daki, nie wzmaki, nie osobne komponenty dopełniające system, a całościowe, integry cyfrowe. Tym jest linia element (poza kartą dla pieca, opisaną tutaj i tutaj). Ambitnie, z własnym OS, z własnym patentem na sieciowe granie. Do tej pory każda kolejna generacja urządzeń Matrix Audio to coraz doskonalsze, nowsze układy ESS w jednej z najlepszych (pomiary ASR) „interpretacji” na rynku. Do dzisiaj w czołówce, wg. mnie nie do pobicia w zakresie kompetencji, flagowe X-Sabre Pro, coś co wyznacza nie tylko pułap jakościowy tego co z komputera/sieci do poziomu dychy, ale w ogóle wyznacza pewien kres (znowu pomiary, ale też – bo testowane dwukrotnie u nas w wersji bez i z MQA tu i tutaj) możliwości technologicznych w wyciąganiu muzycznych zer i jedynek. A jak tak, to firma postanowiła ambitnie zrobić coś nowego, innego, zaoferować na rynku skalowalne (patrz obrazek poniżej) rozwiązania z zakresu all-in-one. Czasami z ampem, zawsze z wysokiej klasy kością (jak zwykle ESS – są wierni, póki co, temu krzemowi pożenionemu z interfejsami XMOS), jak zwykle z grubego alu na CNC obrabianych obudowach, tradycyjnie spasowanym mistrzowsko, OLEDowo informującym nas o odtwarzanej treści – no takie to właśnie, te elementy są. Nowe, z kolejną literką, ujrzały światło dzienne i ten z najniższego pułapu cenowego przetestowałem dogłębnie.

  

Na wstępie wyjaśnienie. Tak – nie mam wątpliwości, że implementacja ESS 9028Pro (czegoś, co montują ceniący się, w klamotach za dyszkę i więcej), interfejsu USB z I2S (jak zwykle bezkompromisowo aż po obecny kres tj. 45Mhz), zbalansowanego toru sygnału to nie jest poziom klamota za 4 tysie z hakiem, to poziom właśnie tej dychy i nie ma tu żadnej przesady, bo organoleptycznie mimo kompaktowości inni mogliby się jakości w metalu uczyć od MA. Także mamy owy „hajend” i jak komuś po drodze z zewnętrznym, nie firmowym oprogramowaniem zawiadującym, wyciągającym ostatnie soki z tej konstrukcji to naprawdę cieżko będzie znaleźć odpowiednik funkcjonalno-jakościowy. Nawet jeżeli przyjmiemy, że takim scenariuszu ścigają się nowe „Polewy” (Toppingi) czy inne SMSLe, albo Sabaje, albo… Mein Gott nawet nie wiecie jaki zalew dobra jest teraz na rynku. Ja nie wyrabiam i chyba nikt już nie wyrabia z nowościami z Państwa Środka. Klęska urodzaju taka, że człowiek gubi się w tych kartonach, miesza mu się specyfikacja kolejnych literko-cyferek (modeli). Jeszcze dzisiaj poza niniejszą publikacją przeczytacie o zestawie z najwyższej półki, czyli w realiach zza Wielkiego Muru na poziomie wyższe HiFi. I to jest w sumie bardzo ok i ten wzmożony, wszechwielki wybór jaki nam się od paru lat coraz bardziej uskutecznia to tylko z korzyścią dla konsumenta. Wiadomo. Element i nawet w tej mocarnej konkurencji wychodzi obronną ręką (za moment – serio, w końcu mam czas na pisanie*, będzie o M500 i o D90), a przecież z zewnętrznym softem to trochę jakby DAC vs DAC, choć tu w tytułowym jest jednak mimo wszystko przewaga drutowej czy bezdrutowej sieci i pełnej (czego inni Chińczycy nie oferują) integracji z takim Roonem. Tak certyfikat po paru miesiącach, ekspresem, bez czekania nie wiadomo kiedy… słyszy NAD? Słyszy?! Co z tego, że testowany 658 z dirac taki supernowoczesny, jak nadal bez certyfikacji, na czerwono pod wspomnianym front-endem. Słabe to w opór! Ponad rok od rynkowej premiery!

Z końcówką podpiętą gdzie trzeba (za druta ze wzmocnieniem robi M-PWR audiolaba) też bardzo się podobało,
z własnej dziurki okey, lepiej z iHA-6 (HE-400!) …co w sumie nie dziwi. Jako DAC świetnie, podobnie jak odtwarzacz Roon Ready.  

Także tutaj mamy inaczej, pełny, certyfikowany RAAT (pełna identyfikacja klamota pod Roonem). Oczywiście po sieci mniej (ograniczenia w obsłudze wysokich hiresowych parametrów) niż za pośrednictwem komputerowego transportu (USB lub I2S), ale wybitnie od strony SQ, a to przecież najważniejsze. To jak, będzie hymn pochwalny, ochy i achy tylko, tak? Ano nie będzie. Jako że wredna małpa ze mnie, która zawsze znajdzie dziurę w całym i szczególarsko przemagluje sprzęt, wytykając wady, niedociągnięcia, także tutaj mimo świetnych rezultatów pod Roonem i ogólnie wysokich bardzo kompetencji w przetwarzaniu i dostarczaniu jakościowo pierwszorzędnego sygnału po konwersji …wytykam, krytykuję, pomstuję. A jest na co i to jednocześnie dobry przyczynek do wałkowanych na HDO od „zawsze” rozważań na temat prymatu kodu, podkreślaniu jak ważną częścią współczesnego audio jest software. To cześć składowa produktu pt. element i ta część składowa nie wypada tutaj zadowalająco. Znowu, nie jakościowo – bo jak już coś sobie za pomocą MA Playera (tak się, to, to cudo nazywa) zapuścimy to będzie równie pięknie, a może nawet, nawet piękniej niż pod Roonem (SQ w opcji sieciowej, nie via USB/I2S), ale dopiero wtedy gdy strumień w ogóle się objawi i skonwertuje, a z tym bywało różnie. Zaintrygowani? No fajnie, to zapraszam do rozwinięcia…

 * żelazna reguła: słucham krytycznie, testuję – nie piszę, chyba że szybkie i krótkie notki, ale nawet tu zazwyczaj pauza, stop. Inaczej nie umiem.

AKTUALIZACJA: Ogarnęli. Po najnowszych poprawkach Tidal HiFi działa. Także jeden z poważniejszych fuckupów wykreślony z listy.

» Czytaj dalej

Ale jaja! Mały HIDIZS S8: MOC, SZCZEGÓŁ i dużo, znacznie więcej

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5508

No jaja, jaja. Od 2 tygodni, z przerwami na stacjonarne słuchanie C658 połączonego z zabawami w korekcję pomieszczenia via dirac, ten maluch totalnie mi przemeblował w głowie. To najmniejsze gabarytowo ustrojstwo jakie miałem do tej pory na tapecie, mniejsze nawet od super kompaktowego SMSL Idea (niebawem recka, ale pierwszy jest, jak widać, S8, bo ponieważ …nie mogłem usiedzieć, nie mogłem czekać na podzielenie się z Wami swoimi spostrzeżeniami nt). Ten maluch przenicowuje system, jest nowym punktem odniesienia. Miałem w testach m.in. Kałachy (najdroższe DAPy Astell&Kern) i powiem Wam jedno – każdy DAP, nawet ten z najtłustszą ceną, będzie miał problem w porównaniu / starciu z tym maleństwem. Nieprawdopodobne co udało się uzyskać, tworząc miniaturowego DACa opartego na układzie C/A CS Media CS43131, z nieprawdopodobnym (będącym wg. mnie clou) wzmacniaczem słuchawkowym (przy czym może to maleństwo grać w stacjonarnym stereo, wyjście zapewnia stabilne 2.0Vrms). Potwierdzony pomiarami poziom dynamiki tego malucha to >120dB, co oznacza 20 bitów (via ASR) – rzecz absolutnie niespotykana do tej pory w przetwornikach USB (USB DAC), bardzo nieczęsto spotykana w stacjonarnych klamotach! W przypadku 33Ω mamy 63 miliwaty – świetny wynik, patrząc przez pryzmat czegoś podpinanego pod USB w transporcie, zasilanego z uniwersalnej magistrali (2.0, także nie ma tu żadnego mocniejszego mocowo interfejsu, jakby kto pytał). Dajemy 100 w kompie/tablecie czy fonie i jedziemy fizycznym przyciskiem „+” na maks, względnie 80/90%. I wysterowujemy bezproblemowo duże, stacjonarne planary (zajebisty duet z HE-400 oraz Sundarą, ale również z… LCD-3 w pełni udane połaczenie!). Ja pierd….!


#HIDIZSnajlepiej

» Czytaj dalej

HIDIZS S8 DAC&AMP… triumf miniaturyzacji. Niesamowity grzdyl!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2020-03-7 o 13.02.20

Nieprawdopodobne… a jednak możliwe! Takie małe gówienko, taki małe coś, a nie dość że wybitnie dobrze radzi sobie z konwertowaniem zer i jedynek na sygnał analogowy to jeszcze jest to (tak wiem, naprawdę nie wygląda) zajebisty wzmacniacz słuchawkowy. Na czym polega jego zajebistość? Ano polega na wręcz nieprawdopodobnej (rozmiar, źródło zasilania) dynamice i dużej mocy, na tyle dużej, że ten maluch jest w stanie wysterować trudne ortodynamiki i nie, nie ma tu żadnej przesady. S8 to potraf! Słucham go z iPadem Pro w roli źródła i powiem szczerze, że to mobilne odkrycie sezonu. Miażdży, dosłownie miażdży wiele z przetestowanych na łamach HDO DAPów. Bo jest, a jakby go nie było (gabaryt), bo zapewnia świetną kontrolę (w tej klasie urządzeń, takim scenariuszu słuchania muzyki) nad poziomem (fizyczne +/- i to klasyczne, wciskane) i… jak wyżej, daje naprawdę popis w najważniejszej dziedzinie tj. w SQ. Wow! Wow! Wow! Serio, jestem pod ogromnym wrażeniem możliwości, umiejętności tego malucha! Umiejętność dopasowania (przed połączeniem do źródła) pracy gniazda pod określone słuchawki? Mhm. Co więcej, to działa i to jak!

Raczej nano, nie mini HiFi Decoder & Amplifire. I nic tu poza wielkością ustrojstwa nie jest na wyrost, mimo – właśnie – mikrych gabarytów!

To nie wszystkie plusy dodatnie, które mam do zakomunikowania. Otwieramy pudełeczko, wypada kabel do ładowania względnie do kompa (USB-A), standard, ale wypadają też trzy urocze, dobrej jakości, kabelkoadaptery (krótkie, doskonale dopasowana wg. mnie długość sznurka, tak żeby swobodnie, bezpiecznie dla sprzętu, a jednocześnie bez zbędnego dodawania druta do druta (słuchawkowego)). I jest to komplet na obecne czasy, bo mamy tu kabelek microUSB (takie gniazdo jest w S8) jabcowy Lightning, mamy microUSB @ microUSB (Andek) i wreszcie pod nowoczesną, standaryzowaną pod nowe, elektronikę micro @ USB-C. Tak, tak właśnie powinno to wyglądać w przypadku każdego przenośnego urządzenia pod audio robionego dzisiaj. Każde powinno mieć taki zestaw w komplecie. Bezwzględnie. A jak jest? Wiemy, wiemy – nijak. Zazwyczaj producenci skąpią i oferują dalece niewystarczające wyposażenie kabelkowo-adapterowe, że już o jakości tego co z pudła nie wspominając. Brawo dla producenta za to, co daje w komplecie, brawo. To jeszcze bardziej zachęca do zapoznania się z tym grzdylem, bo – wierzcie mi – ma zastosowanie nie tylko z S8 (jak ktoś jest nerdo-gadżeciarzem i obrósł w tony ustrojstwa).

Grzdyl.
Fizyczne, sensownie działające, mechaniczne, nie żadne tam membrankowe, czy dotykowe, guziory + i – …prawidłowo!

Słucham od dwóch tygodni tego grzdyla i powiem tak – jak szukacie przenośnego (po to go stworzono, naprawdę pod nomadyczne, a nie stacjonarne granie – można, czemu nie, ale potencjał kryje się właśnie w on-the-go) DAC/AMPa to nie Audioquesty popularne wśród melo-audio-filskiej braci, a właśnie ten maluch powinien zwrócić Waszą uwagę. Nie ma dystrybucji w Polsce, nie ma reklam i raczej jednego i drugiego nie będzie, nie mam z tego żadnych dineros (norma – jesteśmy non-profit, pro-publico, bo możemy) także szczerze, bez offowego „ale weź naganiaj”, bez tego, co obiektywizm tępi – HIDIZS to kolejne Chi-Hi*, które ROBI. A, że ostatnio w opór tego u mnie się testuje, to co poradzę, że lepsze, tańsze, lepiej wyposażone, z lepszym wsparciem niż starzy, obrośnięci w tłuszczyk producenci ze Starego i Nowego Świata? Wiecie, Polewy (Toppingi) DX7Pro, D70/90, sprawdzony już i zaraz opisany M500 (S.M.S.L), lecący do nas M300 w nowym wariancie z BT i lepszymi przyłączami (gniazda wymienili)… Tanio, bardzo tanio, świetnie w pomiarach (ASR) i takoż co najmniej dobrze, a bywa że wybitnie dobrze w odsłuchu. No i co? No właśnie, no i co z tym zrobi branża, która jakoś czasami w oderwaniu (cenniki) od rzeczywistości przebywa. Ja rozumiem: marka. Ja rozumiem: szlachetne, drogie opakowania (obudowy). Ja rozumiem: inna wycena roboczogodziny. To wszystko zrozumiałe, ale… na końcu i tak jesteśmy My, konsumenci, których trzeba przekonać do siebie czymś konkretnym, gdy się woła 5-10 razy więcej (no niektórych, bo są też tacy, którzy lubią nie być przekonywani czymkolwiek, wystarczy im bombastyczna opinia).

Małe opakowanie, a w nim, jeszcze mniejsze coś

Tak to powinno wyglądać u konkurencji. Mobilne? Dużo przejściówek, adapterów, a nie że trzeba we własnym zakresie szukać.
Szacunek do nabywcy. Te adapterki, poza tym, są całkiem dorzeczne, znaczy ergonomiczno-funkcjonalnie na plus. I jakościowo też. 

Nie, nie chcę przez to powiedzieć, że to co droższe z – umownie – Północy (dobra, jest jeszcze Australia ;-) ) to brak sensu. Nie. Są przecież tacy, którzy potrafią połączyć wysoką jakość z przystępną ceną i wszystko zrobić u siebie (Schiit). Nawet konkurować ceną (sic!) Także nie, że się nie da. Na naszym poletku mamy zdroworozsądkowego Pylona i w ogóle sporo firm, które dostrzegają konkurencję z Azji Środkowej. Tyle, że czasami, gdy patrzę na to, co oferuje utytułowany producent (bazując na gotowcu, robiąc popelinę w zakresie wsparcia produktowego, olewając kwestie oprogramowania i -cóż- zdarza się to „wiodącym” firmom z branży, albo tym o których głośno, bo sporo, bo reklama) to jednak mam powody by zwątpić. Rzetelność – słowo klucz – wielu producentom daleko do tego. Podawanie parametrów zupełnie odbiegających od tego, co w pomiarach to plaga, to wstyd, to coś bardzo, bardzo nie na miejscu. Sprawdźcie, tylko patrząc przez ten pryzmat: dane producenta vs rzeczywistość, a się zdziwicie. I nie tylko ASR jest tu „wyrocznią”, jest tego więcej i warto się zaznajomić (Archimagio, którego odkryłem, kiedy była to niszowo-nerdowo-nieznana witryna choćby).

DSD. Nie bez przyczyny chwalą się 1 bitem na obudowie

Wracając do malucha. Test będzie opublikowany obowiązkowo, bo ten miniaturowy skubaniec po prostu na to zasługuje. W mojej opinii takie coś przekreśla sens zakupu DAPa, no chyba, że ktoś chce ultra drogiego Kałacha – to proszę. Tyle tu dobra. Konkrety w recenzji właściwej, wspomnę tylko na zakończenie, że to DSD „Direct Stream Digital” nanizane na malutkiej obudowie daczka nie jest tu z czapy i nie robi tu za choinkowe „to umiem, tamto umiem i to też potrafię”. Natywnie. To coś umie w DSD i to umie tak, że o rzesz Ty – dlatego koniecznie trzeba pożenić z odpowiednim, mobilnym playterem, który będzie zdolny zagrać 1 bitowe. W świecie jabłkowym jest tego trochę… wiecie: Onkyo HiFi Player, korgowe iAudiogate, w przypadku Andka to wiadomix USB AudioPlayer Pro, a kompy to już w ogóle. Właśnie – kompy. Jako, że tablety Pro i hybrydy (z ARMowym, zajebistym – wreszcie – najnowszym Surface MS) stają się doskonałym wg. mnie, przenośno-mobilnym (to drugie, raczej w kategoriach transportowych) źródłem, to USB-C, które tu jest na wyposażeniu kabelkowym, tym bardziej się bardzo przyda.

Tyci, tyciutki, maluteńki.
Miniaturyzacja na obrazkach w pełnej krasie. Takie małe, a taki (duży) dźwięk z siebie wydobywa i to jeszcze czysty, dynamiczny, bez jakiś „ale”

Mniam, mniam, mniam…

* Chi-Hi robiący zawrotną karierę skrótowiec, którego znacznie nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć.

Nawet apkę opracowali, tak przy okazji, swoją. No szacun. Mało komu się na Północy chce, a nawet jak już, to okazuje się że ściema, znaczy plagiat.
Tu jest inaczej. Może jesteśmy zbyt leniwi, zbyt gnuśni, może skośnoocy są po prostu bardziej pracowici? Coś w tym jest. Tu, powyżej, nie ma ściemy.
O aplikacji ofc też będzie, bo jakby mogło nie być o sofcie u mnie, będzie, będzie we właściwej recenzji… 

Absolutny top PC Audio: X-Sabre Pro MQA & X-SPDIF2 & element H

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
X-SabrePro_angle-1200x800

Chcesz coś, co zamieni zera i jedynki z kompa w bezwzględnie najdoskonalszy sposób? Chcesz mieć pewność, nie chcesz szukać, kluczyć, tylko mieć gotowe? No to mam dla Ciebie doskonałą wiadomość. Jest takie coś w cenie (za komplet) nie przekraczającej 12k złotych. Wypada rewelacyjnie w pomiarach, ale – co ważniejsze – wypada jeszcze bardziej rewelacyjnie, gdy zagra, gdy popłyną pierwsze dźwięki. Tytułowy system jest – moim skromnym zdaniem – czymś, co zwyczajnie kasuje każdy komponent do 10k, ba… powiem mocniej, jest czymś co kasuje każdego, powtarzam KAŻDEGO streamera jaki się na rynku pojawił (PC górą! ;-) ), miażdży konkurencyjne rozwiązania swoimi umiejętnościami, dając dodatkowo przedsmak jutra (upsampling 44,5MHz aka DSD1024 via I2S). Jak ktoś praktykuje takie rzeczy, ustawia sobie PCM x8, podobnież DSD x8, a nawet tylko 1 bit woli, bo sobie te PCM w locie konwertuje to tutaj jest no limits (via I2S i wyłącznie z odpowiednio wyposażonym kompem, tj. wyposażonym w kartę np. Pink Faun z interfejsem I2S/fizycznie HDMI… wiele opcji, do wyboru, do koloru). I nie, nie chodzi tutaj o magię cyferkową, o wyśmiewane przez co poniektórych (ale to bez sensu, przecież procesor Wam się w komputerze usmaży …niestety takie bzdury wypowiadają ludzie z branży) upsamplowanie czy konwersję (bo przecież nie ma takich materiałów… a to te wszystkie high-endowe klamoty, których na kopy, które ostro DSPeują sygnał, rozumiem, do kosza, ja?), chodzi tylko i wyłącznie o to, co słyszymy na słuchawkach, kolumnach. Tylko o to, o nic więcej. Ustawiam sobie w silniku DSP Roona różne rzeczy tylko po to, by osiągnąć naj. Jak czuję, że na tym torze, na tych klamotach, na tym efektorze, nie ma to sensu, jest gorzej niż pure to bez dorabiania filozofii robię off. Naprawdę nie ma i nigdy nie będzie w audio jednej, jedynej, jedynie słusznej drogi. Ci, którzy twierdzą inaczej, wrzucając do kosza rzeczy, o których mają -delikatnie rzecz ujmując- pobieżne pojęcie, albo -co gorsza- robią wodę mózgu z premedytacją, sami sobie wystawiają jak najgorsze świadectwo. Wiadomo, w intertnetach nic nie ginie.

Wymienione w tytule klamoty traktuje jako całość. Dlaczego? Ano dlatego, że właśnie tak to przetestowałem i na efekt wpływ miały wszystkie składowe. Nie ma żadnych przeciwwskazań, by taki system rozbudować dodatkowo na a) streamerze w innej strefie via SPDIF/USB b) dodatkowym end-pointcie PC (via I2S skonwertowane za pośrednictwem X-SPDIF2 oraz osobno via USB bezpośrednio do X-Sabre) c) podpiętych via XLR aktywnych monitorach (bardzo polecam, tak też u mnie grało w opcji drugi tor). A jak przyjdzie ochota na wincyj to wiecie – karta I2S do kompa i jedziemy. NIE MA OGRANICZEŃ, nie ma limitu, nie ma takiego słowa w słowniku w przypadku topowego setu Matrix Audio. Oczywiście żeby to miało sens musimy zadbać o software. Kod jest nieodłączną, arcyważną częścią takiego systemu. Pozwala wydobyć to, co najlepsze, daje możliwości. Warto to sobie uświadomić, bo pełne możliwości jakie oferuje powyższy hardware to dzisiaj także mocarny, otwarty na przyszłość (DSP: korekcja pomieszczenia, wielosegmentowy EQ, konwersje, firmowa kalibracja via wtyczki dla efektorów/elektroniki itd. itp.). To być musi. Do tego – idealnie, gdy mamy to w pakiecie – wygodna obsługa, wygodne zawiadywanie bibliotekami, agregacja treści i wiele, wiele źródeł/streamów. To wszystko jest już dzisiaj osiągalne i w tym kierunku (integracji) branża zmierza.

Matrix uzupełnił swojego flagowca o MQA, pełne dekodowanie origami. Znacie mój stosunek, negatywny stosunek do tej technologii. To jest rzecz zbędna wg. mnie. Z marketingowego punktu wiedzenia, pewnie dzisiaj trudno nie mieć, choć szanuję tych, którzy powiedzieli MQA: dziękuję, ale nie. Są takie firmy i cóż – opłata licencyjna za stratną technologię kompresji dźwięku z czymś, co jako żywo kojarzy się z niechlubnym powrotem DRM, podlane bredniami o jakości studyjnej – no to się po prostu nie broni, bo jest kompletnie zbędne, niepotrzebne. MQA w X-Sabre Pro zawitało, jest, sprzęt podrożał i to jedyny konkret. Prywatnie mam nadzieję, że MQA przejdzie do historii, wcześniej czy później, przejdzie. Wiele wskazuje na to, że rzecz się „średnio” przyjęła i po początkowym entuzjazmie, dzisiaj już tylko wzruszamy ramionami, nikogo to tak naprawdę nie kręci. Dla mnie ingerencja w sygnał, używanie filtrów (na stałe), na poziomie przygotowywanego do publikacji materiału, jest niedopuszczalne. Kompresja stratna to rzecz neutralna (gdy chcemy oszczędzić transfery, takie miało być MQA początkowo, przypominam, miało być „on the go”), gdy zachodzi taka potrzeba, stosowana w audio i wideo i nie ma w tym nic zdrożnego, problem pojawia się wtedy, gdy ktoś próbuje nam wmówić, że dostajemy „prawdę”, „to co z taśmy matki”. To zwykłe, bezczelne kłamstwo. MQA to wytwór, stratny wytwór. Dzisiaj, w dobie szerokopasowego Internetu, sieci 4 a zaraz 5G takie coś, jak MQA, nie ma żadnego uzasadnienia, żadnego sensu. Na szczęście jest jeszcze dostępny X-Sabre Pro bez tego, wg. mnie zbędnego, dodatku. Można zaoszczędzić. A jak komuś do szczęścia to potrzebne to proszę – ma, może kupić pełne origami.

Pozostałe składowe to starty znajomy X-SPDIF 2, moim zdaniem najbardziej wszechstronny konwerter cyfrowy z dostępnych obecnie na rynku. Jest świetny, bo kompatybilny z każdą z licznych wersji niestandaryzowanego interfejsu I2S, jest świetny, bo może działać zarówno na zasilaniu zew. jak i via USB, jest świetny bo daje opcję pożenienia kompa z interfejsami SPDIF oraz AES/EBU (maksymalizacja opcji, podpinamy topowe przetworniki, także takie, które najlepiej grają via AES/EBU vide Moon), jest świetny bo jest ładny ;-) , jest świetny bo jest bezobsługowy (pełen automat), bo robi swoje. Mamy DXD (758), mamy DSD (512), doskonałą współpracę (bo bezproblemową, natychmiastową identyfikację) z softwarem odtwarzającym (Roon, Audirvana, Daphile, foobar – to sprawdziłem). Karta, to coś jeszcze bardziej, niż przetestowana X-Hi. Lepiej wyciągnąć zer i jedynek z kompa, moim zdaniem, się nie da. Lepiej zniwelować ułomności magistrali USB się nie da. O technikaliach przeczytacie poniżej, powiem tylko tyle, że jestem wielkim zwolennikiem stosowania tego typu pośredników, tj. specjalistycznych kontrolerów USB, bo to całkowicie (wg. mnie) niweluje wpływ komputerowego źródła na sygnał, wygumkowuje wszystkie pierwotne problemy jakie PC generuje w torze audio. element H.

No dobra, będzie to tekst dla hardcorowców, uprzedzam. Wchodzicie w to? Tak? No to go…

» Czytaj dalej

Chiny atakują, żadnego respektu nie czują #1 SMSL Idea, Topping…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_2880 2

Dzisiaj wielka paczka zapowiedzi. Zaczynamy od chińskich przetworników, jakie ostatnio w dużej liczbie i różnorodności zalewają alliexpress. W redakcji jest już SMSL Idea, najmniejszy, najlżejszy, najmobilniejszy USB DAC/AMP, który jako pierwszy zagroził (konkuruje jak równy z równym) pozycji hiFace DACa (m2tech). Pomarańczowy jest znakomicie brzmiącym audio donglem, jedną z najlepszych tego typu konstrukcji na rynku. Teraz ma konkurenta, który zaskakuje świetną dynamiką, wybitną rozdzielnością oraz głębią przekazu. To naprawdę robi wrażenie, szczególnie, że w malutkiej obudowie zamknięto mocarny układ dwóch, wykorzystywanych „w dużym” audio i to takim z wyższej półki audio, kości odpowiedzialnych za przyjmowanie i przetwarzanie sygnału: kości ESS 9018Q2C oraz XMOSa serii 200 (XU208). Wyobraźcie sobie małego grzdyla o wymiarach 60x16x6mm (sic!), wadze niecałe 10g. zdolnego do obsługi sygnału o parametrach 32/768KHz i DSD512. Mamy zatem nano daka, małego pena zdolnego do obsługi hi-resów 24, 32 bitowych oraz wszelkich, dostępnych materiałów 1 bitowych, w tym ich konwersji w locie do poziomu DSD512 (z PCM), natywnie. W takiej jw. formie. Niebywałe! Jak dodamy do tego regulację fizyczną poziomu, bardzo prawidłowo zrealizowane zasilanie w oparciu o niskoszumowe LDO (niski pobór energii w połączeniu z czarnym jak bezksiężycowa noc tłem – żadnych zakłóceń, żadnych interferencji… to zresztą zasługa nie tylko aplikacji zasilania, ale także niskiego poziomu szumu oraz bardzo niskich opóźnień, jittera, dzięki precyzyjnemu zegarowi (PLL od Silicon Labs)).

   

 

Innymi słowy mamy tutaj coś, czego nie powstydziłaby się konstrukcja stacjonarna, a najmniej biurkowa (btw czekamy na pro-jectowego mini boksa z dwoma układami nowszej generacji 9038Q2M, który mam nadzieję że niebawem trafi wraz z boksowym streamerem do redakcji… będzie test systemu o dość unikalnych cechach tj. filtracja sygnału USB). SMSL Idea doskonale wpisuje się w mobilne, będzie świetnym partnerem dla handheldów, a dzięki odpowiedniemu oprogramowaniu odtwarzającemu (Roon, Vox, HF Player by Onkyo…) w przypadku jabłczanej elektroniki zdolnym do obsługi maksymalnych, wzmiankowanych powyżej, parametrów dźwięku. W takim Roonie, każdy iPad przykładowo może być wyczynowym transportem audio, z podpiętym, tytułowym dakiem, pozwalając w dowolnym miejscu stworzyć strefę z dźwiękiem wysokiej próby. I to wszystko w tak zminiaturyzowanej formie. Od razu nadmienię, że nawet z wymagającymi słuchawkami ten maluch radzi sobie nad wyraz dobrze, pozwala napędzać stacjonarne nauszniki, nawet tak trudne jak HD650! Testuję na iPadzie Pro 10.5 z Roonem i to naprawdę daje radę i to jak daje. Wygodniejsze od laptopa, taki audio pen w ogóle nie przeszkadza (via CKK, niestety nie dają kabla lightningowego, wielka szkoda, choć użytkownicy nowych Pro, nowych makówek (współczuję skądinąd), będą mogli via USB-C. Dowolne słuchawki (wspomniane Senki, Audeze, HiFiMANy, szczególnie HE400/Sundara) i jest grane. A jak sobie to skojarzymy stacjonarnie (bo czemu nie?) z jakimiś np. aktywnymi monitorami bliskiego pola? Mamy wtedy minimalistyczny, wygodny, biurkowy zestaw audio oparty na tablecie (z wygodnym, dotykowym UI), każdym możliwym streamem, protokołem transmisji, grający dowolny materiał. I to wszystko, że nie widać, elegancko, bez zbędnych elementów. Jak jeszcze dodamy do tego – bardzo istotne – uproszczenie toru, jego w dużej mierze uodpornienie na wpływ zasilania ze ściany (baterie), to przyznacie, że robi się ciekawie, a patrząc przez pryzmat nakładów, jeszcze ciekawiej…

Pod Roonem

Wyczynowy materiał i wyczynowe granie. Ten maluch gra to bez żadnych problemów, kompleksów, może za wyjątkiem braku native, ale to leci przez Core Audio (makówka) także nie dziwota. 

Z takiego małego czegoś

Przebosko @ LCD3, przy czym w torze gra tu WA8 Eclipse, jako preamp (liniowo połączony z Idea)

Pod Audirvaną

Wiecie, to dopiero początek. W najbliższych planach będzie tego na kopy. Trafią do nas tej samej firmy (SMSL), designerskie daki M100 oraz M300*, oparte nie na kościach ESS a AKM (drugi, na topowej AK4497, SE/balans), jak również elektronika Topping-a. W przypadku tego ostatniego – nie da się kupić taniej dac/ampów opartych na flagowych kościach C/A i to w układzie jedna kość na kanał. Tak, Topping to przetworniki z dwoma, osobno na kanał, przetwornikami z topowych serii z katalogów ESS/AKM. Przetestujemy dwie najmocarniejsze konstrukcje tj. D50 i D70. Obie konstrukcje mają ambicję zajęcia miejsca głównego, cyfrowego huba w salonie, w najważniejszym systemie audio w domu. D50 to mały DAC SE, zaś D70 to już konstrukcja będąca jednocześnie mocarnym pre z AES/EBU oraz balansem. Oczekiwania wobec nich spore, podobnie jak w przypadku całej tej, chińskiej elektroniki, ceny bardzo, bardzo zachęcające. W końcu poziom 2k za sprzęt, który dysponuje podwójnym układem AK4497 (najlepsza kość, autorska technologia przetwarzania Velvet Sound) to naprawdę nie w kij dmuchał. A za nieco ponad 1k można mieć D50 z dwoma mobilnymi ESS9038 (czyli o jakieś 400 mniej niż u wspomnianego Pro-Jecta). Wielu mówi o dumpingu, o psuciu rynku, ja mówię o zdrowej konkurencji. Akurat wspomniany Pro-Ject ma coś ekstra do zaoferowania, coś co uzasadnia wyższą cenę (cały system, współpraca ze streamerem, wspomniana filtracja USB, możliwość rozbudowy w ramach linii produktowej etc). Także tylko się cieszyć, że mamy szeroki wybór i jeszcze nigdy tak dużo sprzętu o doskonałych parametrach, zaawansowanej konstrukcji, opartych na najlepszych układach dostępnych na rynku nie było oferowanych globalnie, dostępnych dla każdego zainteresowanego.

 

 

Aha, i jeszcze jedno. Na tapecie jest też bardzo, bardzo nietypowy (lubimy takie) też ultrakompaktowy, tyle że nie na ESS a na AKM oparty USB DAC/AMP od iBasso. Chińczycy zrobili coś jedynego w swoim rodzaju, zbalanowany (via 2,5mm jack) przetwornik/wzmacniacz wyposażony w złącze USB-C (jedna z nielicznych, jedna z pierwszych konstrukcji audio pendrive’ów wyposażona w ten nowy standard złącza) a oparty na flagowej kości AK4497. Mowa o iBasso DC01. Kosztuje gorsze, a integruje rzeczy w tym segmencie niespotykane. To zamiast gównianych adapterów audio, dodawanych do najnowszych telefonów pozbawionych złącza jack. Pisałem, że Chiny atakują? Pisałem. Pisałem, że żadnego respektu nie czują? Ano żadnego nie czują. Patrząc na ofertę zachodnich producentów (tak piję do najnowszego Cobalta Audioquesta) jakoś tak mizernie to wygląda. Jak zgłębimy temat pomiarów (AudioScienceReview) to w ogóle robi się ciekawie. Pamiętajmy, pomiary ważna rzecz, ale nasze uszy to rzecz najważniejsza. Wskazówka? Jak najbardziej. Wyrocznia? Absolutnie nie. Tego się trzymamy/-ajmy.

* a to nie jest ich ostatnie słowo, bo M500 w planach, oparty na ESS9038PRO oraz bezkompromisowe (spec), zahaczające o high-endy: strumieniowice DP5 (też ESS9038Pro) oraz następca (?) flagowego D1 oparty na układzie 4xPCM1704 D2. Grubo.

Względnie tanio, a kompletnie? NuPrime DAC-9 w testach @ HDO

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1899

NuPrime. Kiedyś NuForce*, teraz NuPrime. Testowaliśmy świetną, przystępną cenowo, integrę IDA-8, teraz czas na przetwornik, kosztujący 3-3,5k, także stosunkowo niewiele: DAC-9. Niby IDA-8 minus końcówki mocy, ale jednak nie tylko. Ten niewielki klamot dysponuje bardzo mocarnym wyposażeniem, właściwie możemy mówić o kompletnie wyposażonej centralce i to nie tylko cyfrowej centralce, bo macie tutaj także wejścia analogowe, dodatkowo integrujemy sobie tutaj również analogowe źródła (czytaj, zazwyczaj, będzie to gramofon). Mamy ponadto zbalansowany tor i to nie na niby, a faktycznie konstrukcja jest symetryczna (cały tor) co na tym pułapie cenowym za częste nie jest (poza chińczykami, ale dzisiaj wszystko właściwe…). Sprzęt, jak to u tego producenta bywa, jest bardzo kompaktowy, do tego świetnie wykonany, ze znakomitymi nóżkami, których autorska konstrukcja gwarantuje dobrą separację od podłoża, stabilność, do tego rasowo to wszystko wygląda. W komplecie mamy przyjemnego pilota, który pozwoli zawiadować skrzyneczką. Tylna ścianka to nie tylko standard, niech będzie, że takie AES/EBU to też typówka, ale co powiecie na wyjście cyfrowe (optyk)? Pozwala nam to na integrację z kinem, pozwala także na cyfrowe spięcie klamota z sieciowymi ampami, takimi jak testowany u nas w odcinkach Sonos. No, no. Zaawansowany moduł zasilania dopełnia całości. Także pierwsze wrażenia są pozytywne bardzo.

No dobrze, ale nie byłbym sobą, gdybym nie pomarudził. Lecimy zatem: diodowy wyświetlacz nie należy do najczytelniejszych (delikatnie rzecz ujmując), trzeba patrzeć nie pod kątem, tylko raczej na wprost, nie jest to idealne rozwiązanie, podobnie nie idealny jest, a nawet więcej - podły – kabel USB dodawany do kompletu. Po co takie coś w ogóle ładować do pudełka? Cienki drut, o typowo drukarkowej prominencji, bardzo krótki (niepraktycznie)… sieciówka komputerowa to powiedzmy standard, nie ma się co zżymać, ale tego kabelka mogłoby nie być. Coś jeszcze? Ano brakuje na stronie producenta (poza działem… FAQ), w instrukcji, informacji na temat dodatkowej opcji rozbudowy wyposażenia DAC-9…

Nóżki ♥ Oba klamoty tj. NuPrime i Sonos Amp prezentują się według mnie obłędnie ;-)

…chodzi mi tutaj o port USB, który może posłużyć do uzupełnienia możliwości o streaming. Bardzo fajna opcja i w tej cenie to już naprawdę wypas, bo nie tylko możemy sobie zaaplikować BT, co powiedzmy nie jest mistrzostwem, ale już opcjonalny moduł WiFi jest (w tej cenie). Można zatem stworzyć sobie kompletny system przetwarzający sygnał cyfrowy oraz przyjmujący audiobity z netu, ale wpierw trzeba się zorientować co też konkretnie możemy pod to USB podpiąć. W manualu informują tylko, że można wpiąć, ale już konkretnie co, to nie. Na stronie producenta też brak bliższych informacji, linków do rzeczonych modułów, dopiero jw. w dziale FAQ możemy znaleźć nazwy kompatybilnych (tylko?) dongli. Trochę to niepoważne.

Gdzie gramy? Pod Roonem oczywiście gramy

Siak czy tak, DAC-9 jest interesującym przykładem urządzenia, któremu praktycznie niczego nie brakuje, a nawet jest ponad standard, bardzo dobrze wykonanego, opartego …co warto podkreślić… na najlepszej kości AKM (4490EQ) z ichnią technologią VelvetSound, o której jeszcze co nieco wspomnę, przy okazji właściwej recenzji. Przyjęło się charakteryzować te japońskie układy jako ciepło, analogowo brzmiące, ja tam generalnie nie uważam, żeby kości same z siebie jakoś warunkowały barwę dźwięku, na pewno dużo istotniejsza będzie tu kwestia podejścia producenta do sekcji analogowej, ale niech będzie – ta kość to przeciwieństwo, jak mówią, najpopularniejszych, dominujących na rynku układów ESS Sabre. Cieszy mnie bardzo, że mogę z DAC-9 połączyć sobie wszystko w ramach jednego: jest Sonos Amp z pasywnymi efektorami, są aktywne nEary (XLR), jest kino (wyjście optyczne i tu wariantowo: Sonos Amp lub DAC/procesor HDMI Ligawo), wreszcie mam podpięty tor gramofonowy (1050&5120). Wszystko zintegrowane ładnie, a jeszcze (o ile się uda namierzyć) te moduły bezdrutowe czekają. Instrukcja sugeruje możliwość podpięcia NASa (wskazują Synology), też to sprawdzę, choć raczej nie ma opcji by taki tandem pociągnął dźwięk 24/384 & DSD256 (takie możliwości przetwarzania, +32bit, oferuje AKM z interfejsem USB w tytułowym DACu).

Dobra, tymczasem zapraszam do obejrzenia zajawkowej fotogalerii z opisem:

* Testowało się w 2012 dużo droższego imiennika, też DAC-9 w stylu so, so ’80-s ;-) …w podobnej cenie co testowany, był minimalistyczny DAC-100 ,a na poziomie budżetowym już (2k), przeegzaminowałem pierwszą cyfrową integrę DDA-100 oraz bardzo popularne swego czasu, przenośno-stacjonarne Icony i uDaki

PS. Ciekawostką przyrodniczą (zwiastującą to co nadejdzie, tzn. stream bezdrutowy wszędzie) był także test bezprzewodowego systemu dystrybucji dźwięku NuForce AirDAC. Do dzisiaj, choć już sporadycznie, służy w redakcji. Własny patent na fruwające w eterze zera i jedynki (protokół SKAA: minimalne opóźnienia transmisji, point-to-point)

» Czytaj dalej

Dalej nie szukam? Wyczynowy zestaw X-SPDIF 2 & X-Sabre PRO. Wow!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180824_095837063_iOS

Do redakcji trafił topowy zestaw Matriksa, składający się z konwertera cyfrowego X-SPDIF 2 (patrz test poprzednika) oraz przetestowanego u nas wcześniej, znakomitego, X-Sabre Pro. Oba urządzenia doskonale się uzupełniają, tworząc coś, co po kilkudziesięciu godzinach maglowania, mogę określić jako najlepszy system PC Audio wyciągający dźwięk z komputerowej magistrali USB. Najlepszy jaki dane mi było podpinać do redakcyjnego sprzętu. Słowo klucz: IIS. HDMI. Native pod macOSem (tego nie oferuje Wam Jabłko, tutaj jest to możliwe!). Konwersja w locie PCM do DSD256/512. Możliwość konfiguracji IIS w konwerterze, konfiguracji pozwalającej na zoptymalizowanie pracy tego mocno egzotycznego (i nie standaryzowanego!) sposobu transmisji sygnału. Tak. Konwerter X-SPDIF 2 jest (obok opisanej karty X-Hi) kolejnym, niezwykle wartościowym elementem toru, wyczynowego toru opartego na komputerze/streamerze. Te „akcesoria” świetnie ze sobą współgrają, oferując jakość jakiej nie doświadczyłem, grając via USB z komputera. Głównie słuchałem na makówce, zachwycając się dźwiękiem odtwarzanym via ROON na takim secie:

  • konwerter cyfra-cyfra Matrix X-SPDIF 2 (tryb: native, tryb niskie opóźnienia… opis poniżej) konwertujący sygnał USB na IIS
  • przetwornik C/A X-Sabre Pro @ IIS, natywnie konwersja PCM do 11.2MHz (DSD256), w przypadku alt. zestawu z PC i X-Hi nawet DSD512 (natywnie, bez omijania ograniczeń OS, jak w przypadku macOSa, na co pozwala konwerter)
  • wzmacniacz dzielony, słuchawkowy na bańkach Woo Audio WA7 fireflies (w roli wzmacniacza, analogowo spięty z X-Sabre)
  • słuchawy HiFiMAN Ananda & Audeze LCD-3
Taki obrazek pod macOSem.
Da się takie coś uzyskać, ale tylko ze specjalnym sterownikiem (Korg* takie coś oferuje i chyba tylko on), jabłkowy system umożliwia tylko i wyłącznie tryb DoP (konwersja z PCM i maks. DSD256, zazwyczaj tylko DSD128)
 

* nasz redakcyjny, opisany na łamach, end-point pecetowy Fooko PC (MINIX Z64) gra sobie na co dzień via KORG (Roon/Bridge), konwertując w locie @ DSD128 (więcej DS-DAC-100 nie oferuje). Znakomicie się to sprawdza, ale jw. to wstęp do tego, co można uzyskać „grając po bicie”, przy czym nie zapominajmy, że podstawą takiego systemu MUSI być bardzo wydajny rdzeń tj. szybki komputer, oparty na wielordzeniowych, układach Core lub np. Ryzen, z dużą ilością pamięci operacyjnej.

Całość podpięta pod tomankową listwę z blokerem (TAP-8), spięta okablowaniem Supry, ponadto wykorzystałem najkrótszy przewód HDMI jaki udało mi zdobyć. I co? I nie mogę ruszyć się z fotela. A to jeszcze nie wszystko, bo jw. czeka mnie dłuższy odsłuch na PC z zamontowaną kartą X-Hi. Czytaj kompletne rozwiązanie, złożone z uzupełniających się, jak wspomniałem, elementów, tworzących wyczynowy tor z PC …poniżej 10 tysięcy złotych (oczywiście mam tu na myśli wyłącznie to, co nam te zera i jedynki przekształca na postać analogową z komputera). To – biorąc pod uwagę pierwsze odsłuchy – bardzo niewiele, w kontekście dużo droższych streamerów, DACów, wręcz okazyjnie mało. Mówimy tu, raz jeszcze podkreślam, o unikalnym, nie mającym specjalnie odpowiednika (na rynku trudno znaleźć takie urządzenia, jest ich mało i są dużo, znacznie droższe) systemie, który w zakresie SQ przewyższa wszystko, co do tej pory stało w redakcji. Więcej, nie przypominam sobie, by cokolwiek grającego via USB, kiedykolwiek, zrobiło na mnie TAKIE wrażenie. Rzecz jasna można zamiast wspomnianego WA7 podpiąć coś umownie lepszego, dokonać jakiś zmian w okablowaniu, ale to co usłyszycie za pośrednictwem tych dwóch skrzynek (plus, opcjonalnie, karty) będzie niebywale mocnym przeżyciem, czymś co wzruszy dotychczasową wiedzę na temat tego, co można z komputera, z pliku, a czego (zdawało się) nie można. Może dlatego tak, najlepiej, najdoskonalej, bo właśnie te nasze granie z magistrali komputerowej w takim setupie, w praktyce omija najpoważniejsze wady takiego rozwiązania (powszechnie znane niedoskonałości interfejsu USB w aplikacji audio) i w praktyce korzystamy z wielopasmowej autostrady (IIS), nasz DAC działa w innej domenie, konwersja sygnału wprowadza zatem nowe okoliczności. Zupełnie inne. Pokrywa się to z wcześniejszymi doświadczeniami (USB @ …, albo alternatywa tj. piorun).

No dobrze, to popatrzmy co tu się zadziało:

» Czytaj dalej