LogowanieZarejestruj się
News

Docelowe na wynos: mobilny scyzoryk mDSD firmy Encore

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
tytułowe

Z tradycyjnym poślizgiem coś, co w mojej opinii zostawia w tyle znane mi rozwiązania konkurencji w zakresie plikowe audio na wynos. USB DAC to dopiero początek, bo mamy tutaj do czynienia z rozbudowanym funkcjonalnie urządzeniem, które dysponuje własną regulacją na wyjściu (możliwości amplifikacji wprawiają w osłupienie, serio, będzie o tym sporo poniżej) oraz konwerterem USB-SPDIF (optyk) współdzielonym z tradycyjnym 3,5mm jackiem. Sporo, jak na coś wielkości pendrive’a, a przecież ten mały grzmot oferuje ponadto szerokie możliwości w zakresie konwersji sygnału cyfrowego, bo jest tutaj i DXD (24/384) i DSD (no nazwa obliguje, prawda, obliguje) 64/128. Na marginesie, warto zapoznać się z wpisami na forum Roon Labs o 1 bitowym sygnale, o tym jak bardzo jesteśmy wyprowadzani w pole przez marketingowców, gdy z pudełek atakuje przekaz „nawet” do 512, albo o 1024 (DSD). Wypowiadają się osoby z branży oraz inżynierowie dźwięku i znakomici spece z samego Roona – wniosek jest jednoznaczny… ta pogoń w imię magii cyferek nie tylko nie ma najmniejszego sensu praktycznego (dystrybucja), ale od strony brzmieniowej wręcz mocno niewskazana. No, ale, każdy chce więcej pod maską… i tak to się kręci.

Powracając do bohatera recenzji, interfejs mDSD nie tylko dużo może, ale niedużo kosztuje. Właśnie. Patrząc na rynek z jednej strony widzimy pozytywną erozję cen tego typu rozwiązań (ludzie, za pierwszego DragonFly-a zapłaciłem 1299zł! Ale ze mnie frajer! ;-) ), z drugiej klęska urodzaju z jaką mamy do czynienia mocno komplikuje wybór. Jest tego, na przysłowiowe „kopy” i konia z rzędem temu, kto każdy z tych USB DACów przesłucha, przetestuje dogłębnie i finalnie oceni. Pamiętajcie, wiele razy o tym mówiłem, duża część testów w sieci jest kompletnie z czapy (tak zwane chwilówki, kiedy redakcja ma coś na tydzień, dwa, albo nawet na nieco dłużej, ale tekst pisze się taśmowo, już po paru dniach „odsłuchów”). U mnie mDSD katowany był 3 miesiące (dzięki za wyrozumiałość i za sposobność Audiomagic) i mogłem dogłębnie przekonać się o zaletach oraz wadach produktu. Naprawdę mniej czasami znaczy więcej. Po tych trzech miesiącach wiem, że mogę kompetentnie wypowiedzieć się o mDSD, bo poznałem w pełni możliwości jakie drzemią w tym produkcie. Nie pobieżnie zatem, a konkretnie, ze zwróceniem uwagi na potencjał, który drzemie w tej konstrukcji. Patrząc szerzej, widzę, że wielu nie zadaje sobie trudu, by poznać ten potencjał i pobieżnie, w niepełny sposób, bez uchwycenia tego co istotne, co kluczowe opisuje i odfajkowane. To nieporozumienie, w tym wypadku rażące wręcz, bo mamy rzecz w swojej kategorii WYBITNĄ, taką której tym bardziej warto się dokładnie przyjrzeć i którą warto sumiennie przetestować.

Finału na wstępie tak do końca nie zdradzę, ale można domyślić się co się tam w podsumowaniu znajdzie. Powiem tak: jeżeli chcecie zainwestować niewielkie pieniądze w coś, co „ogarnie” Wam temat grania z komputera (i ewentualnie handhelda, choć to pełnego potencjału mDSD nie uwolni) to macie coś, co powinno być na pierwszym miejscu na krótkiej liście. Miałem porównanie i o tym też co nieco przeczytacie. Było porównywane to, to z czarną i czerwoną Ważką (plus nawiązania do DF pierwszej gen.), miałem w pamięci skądinąd bardzo dobrego brzmieniowo, przenośnego Matriksa (też u nas był długo, bo wzięliśmy go do redakcji – patrz recenzja), małego A10 Beyersa (patrz tutaj), kolejnego przenośnego DACa jaki zagościł na dłużej u nas czyt. HA-2 od Oppo (ktoś się nim teraz cieszy, bo i piękna rzecz, patrz nasz test tutaj), wreszcie testowanego niedawno iDSD Nano od IFi (test tutaj). A to nie wyczerpuje jeszcze całej listy (sporo testowaliśmy produktów FiiO, były Cayiny, były produkty Audioengine itd.). I wiecie co? Te 500 złotych jakie zainwestujecie w audio klamota będzie w wypadku tytułowego scyzoryka NAJLEPIEJ wydanym Sobieskim. Lepiej wydacie te pieniądze od inwestycji w pozostałe wymienione powyżej produkty, a szerzej to nawet w większość tego, co dzisiaj w polskiej dystrybucji można zakupić (mam tu na myśli rzeczy, które słuchałem). Narażę się komuś? Trudno. Zasadniczo i z definicji mam to gdzieś, nie staram się w tym, co publikuje być „politycznie poprawny”, pisząc tak, by nie naruszyć czyjegoś interesiku. Jak coś jest gorsze, albo dużo mniej opłacalne, to takie jest i nie ma co się czarować i zakłamywać rzeczywistości. Co więcej, sporo produktów szczególnie w tej kategorii oferuje całkiem pokaźny zbiór wspomnianej „magii cyferek”, albo też „magii literek” (tak, mam tu na myśli MQA w Dragonach). Także spokojnie, bullshitu tutaj nie będzie, nawet gdyby ostatecznie przyszło mi sprzęt do testu wyłącznie kupować, wypożyczać za kaucją. Ogólnie, za dużo dziś w sieci sponsoringu i mówię tu generalizując, ale też opisując znane Wam zjawisko „marketingu opiniotwórczego”, testów które z rzetelnym opisem „za i przeciw” nie mają NIC WSPÓLNEGO.

To jak… ten mDSD taki bez wad, bez skazy zatem? A gdzie tam, oczywiście, że nie, ale w tym budżecie dostaliśmy przysłowiowe maksimum i gdyby nie sobie taka ergonomia to bym dead endami walił, ale że jednak, to się pohamuję :)

Zapraszam do lektury:

» Czytaj dalej

Kiedy kino spotyka audio #2: Oppo BDP-205 w testach

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170930_175513822_iOS

Mamy to… dwie skrzynki, które znakomicie się uzupełniają. Wideo (& audio) streamer A10, o którym niedawno wspomnieliśmy w zajawce, a teraz topowy odtwarzacz płyt UHD i nie tylko (bo to superDAC oraz przedwzmacniacz wielokanałowy oraz wzmacniacz słuchawkowy w jednym) OPPO BDP-205. Pamiętacie recenzję BDP-105D, klamota, który otrzymał od nas tytuł „end of the road?” Maszyna zrobiła na nas ogromne wrażenie, obecny model to technologiczne rozwinięcie poprzedniego flagowca – tak mamy referencyjny wideo player odtwarzający płyty Blu-ray UHD (poprzednik to maszyna FHD), ale nie tylko to, bo sprzęt podobnie jak poprzednik potrafi odtwarzać nośnik SACD (oj będziemy kwadrofonicznie grać, oj będziemy i nie tylko kwadro, bo sprawdzimy inne opcje), a dzięki high-endowemu torowi 7.1 (układy C/A ESS Sabre, wielokanałowe, wyjścia analogowe na amplifikacje, zarówno te kinowe, jak i stereofoniczne, o czym kapkę poniżej) można skrzynkę wykorzystać jako przedwzmacniacz dla ampów, wielu ampów, z takimi opcjami jak obsługujące sygnał UHD wejście HDMI (inne źródła ultra HD). To właśnie dzięki HDMI-in w Oppo wspomniany A10 eGreata będzie idealnym uzupełnieniem tytułowej skrzynki. Co zyskamy z takiego połączenia? Ano to, czego BDP-205 brakuje na starcie… tym razem Oppo zrezygnowało z serwisów strumieniowych, źródeł internetowych dla materiałów audio/wideo. Sieć jest, owszem, ale tylko lokalnie, to znaczy gramy z udostępionych komputerów, NASów w naszej domowej lokalizacji. W odróżnieniu od 105 nie będzie bezpośredniego streamu z Tidala, nie będzie także (co boli, bo mieli to ekskluzywnie) znakomitej jakości źródła jakim był serwis strumieniowy Deutsche Grammophon. Tym razem postanowiono przygotować bezkonkurencyjny, jedyny taki odtwarzacz/DAC/pre stereo/wielokanałowy, nie mający odpowiednika w świecie AV, jednakowoż jw pozbawiony tego, co dzisiaj staje się nieodzowną częścią każdego systemu – w końcu dostęp to dzisiaj Internet. Polski dystrybutor ładnie wybrnął z tego „mniej”, dodając do kompletu (1zł to kosztuje, gdy zamówimy sobie 205-kę) Chromecast Audio. Strzał w dziesiątkę, wystarczy wyjąć, skonfigurować, podpiąć dołączonym do kompletu, niezłym przewodem optycznym z zamontowanym w maszynie OPPO dakiem i już mamy serwisy. Patrząc na możliwości nowego OPPO, można też uzupełnić maszynę o streaming 4K via Chromecast Video 4K (tanio) lub Apple TV 4k (drożej). Całościowa opcja natomiast to ww. A10.

Dziesięć kilo zaawansowanej technologii Audio-Video: własny napęd multiformatowy (tak, własny), wyjście dla słuchawek nie do ozdoby, a całkiem na serio. BDP-205. Oppo

Jest wszystko to, czego może sobie audio i wideofil życzyć… Osobny tor analogowy, także zbalansowany oraz (dla nas kluczowa sprawa) wielokanałowy. Wszystko oparte na topowych kościach ESS Sabre 9038

W redakcji działają na co dzień dwa Chromecasty Audio w strefach, na pewno postrumieniujemy w ten sposób (żeby pokazać, co to daje, na ile to wygodne i jak z SQ) jednak to, co zaoferuje pełnię możliwości, nie tylko zresztą w zakresie audio, ale i wideo (wraz z dźwiękiem wielokanałowym) to właśnie A10, to będzie sieciowe źródło dla Oppo, który przyjmując sygnał via HDMI (serwisy wideo, w tym te UHD, obrazy płyt, streaming audio) zdekoduje wszystko pięknie i wyświetli na wyjściu HDMI oraz na wspomnianych wyjściach analogowych 7.1 (pre). Takie combo AV da nam pełne możliwości w zakresie dostępu do treści (no czekamy jeszcze na Netfliksa w 4K), połączy świat nośnika fizycznego z tym, co na dyskach lokalnie (pliki UHD, pliki DSD, DXD, nagrania binauralne etc.) oraz zdalnie. Idealna symbioza, idealnie uzupełniające się produkty? Czuję, że nie inaczej, że będzie to świetny duet.

Sekcja DACa (komputerowe źródło jak najbardziej można – otwarta opcja dla ROONa* btw), LAN tym razem lokalnie i druga, po analogowym 7.1, istotna sprawa – wejście HDMI przyjmujące sygnał UHD/4K. Konsola, set-top-box… streamer taki jak A10… ano właśnie!

 * ofc przetestujemy

Obsługa wszelkich możliwych standardów dźwięku wielokanałowego (via HDMI, także – co ważne – dekodowanie materiału SACD/DSD… tylko w ten sposób możemy natywnie odtworzyć bez konwersji taką muzykę, ze względu na ograniczenia wprowadzone przez twórców – odpada SPDIF – tylko HDMI lub analog), wyczynowa ścieżka sygnału (od stereo po 7.1) oparta na najnowszych, najlepszych kościach ESS Sabre ESS 9038, procesor obrazu zdolny do wymuszenia trybów HDR na wyświetlaczu oraz konwersji sygnału wizyjnego z bardzo rozbudowanymi możliwościami ustawień, wreszcie wspomniany wzmacniacz słuchawkowy (ma obsłużyć te wymagające, co oczywiście sprawdzę, bo podepniemy i HD605/K701 jak i LCD-3 pod wyjście na froncie) to, jak widzimy, prawdziwa full-opcja, tu od strony technologicznej jest wszystko co „naj” w kinie i w audio. No może poza jedną sprawą, producent wspomina o tym w materiałach… Dolby Vision, dostępne w ramach aktualizacji. Na szczęście uzupełniono ten brak i od paru miesięcy można korzystać także z tego standardu.

Podświetlany, sensownie rozplanowany, ergonomiczny

Poprzednik też miał gabaryt, takie odtwarzacze to domena bezkompromisowych Japończyków: Esoteric, Sony (ES), topowy Marantz, Accuphase…

No dobrze, to wszystko wygląda naprawdę dobrze, ale może wyglądać jeszcze lepiej, a to lepiej to tor, jaki zbudowałem na potrzeby testu obu skrzynek. Ten tor tylko opcjonalnie opiera się na skądinąd świetnym brzmieniowo amplitunerze NADa (T743), bo tym, co ma robić zasadniczą różnicę (zarówno w ścieżkach Dolby Atmos oraz DTS:X, jak i wielokanałowym graniu z materiału 1-bitowego oraz nagrań binaturalnych) są wzmacniacze. W redakcji mamy ich sporo, są zarówno vintage’owe, są tranzystory, są lampy, jest AB, jest A, jest i nowoczesne D… tu jednak zdecydowałem się na coś „na czasie”, coś co obecnie wyznacza kierunek rozwoju amplifikacji… będzie zatem na frontach grał Auralic Polaris, na surroundowych kanałach (bardzo ważnych zarówno w kinie, jak i wielokanałowym audio) NAD D3020, wreszcie jako dopełnienie całości, opcjonalnie, najlepszy centralny …mimo, że to nie centralny, podpięty analogowo pod odpowiednie wyjście w 205-ce Bowers & Wilkins Zeppelin Air (też D). Taki to właśnie będzie tor, 4.0 oraz 5.0 kanałowy. I starczy. Z doświadczenia wiem, że to zamyka temat, choć wspomniane standardy to jeszcze co najmniej efekty na tyłach oraz opcjonalny (zawsze, ale przez wielu mile widziany) subwoofer. Ok, będzie i to, jak widać na obrazkach, przy czym te elementy pojawią się tylko w przypadku płyt wizyjnych (bo i wtedy mają uzasadnienie) i dodatkowy, niewielki wzmacniacz w klasie D (Scansonic) zagra z vintage’wym setem głośnikowym od Cambridge Audio (na tyłach dwie kosteczki oraz sub, wszystko wykonane w drewienku z …łza się oku kręci… zestawu DDTS2200). Wszystko to, co powyżej, będzie hulało dzięki wspomnianym wyjściom analogowym 7.1 po zdekodowaniu sygnału przez wyczynowy tor Oppo. Tak, to wyzwanie, biorąc pod uwagę właściwe ustawienie oraz kalibrację całości, ale liczę na efekt, który szczególnie w muzyce wielokanałowej będzie zwyczajnie nie do pobicia. To nie może źle zagrać, a jeżeli tak będzie, to zjem krawat (którego nie mam).

Centralny ;-)

Fronty (podłogówki) oraz surround (podstawki). Te drugie jeszcze nie powędrowały na swoje miejsce testowe, ale powędrują…

Auralic Polaris czyli przede wszystkim amp pod fronty w torze z Oppo,  A10 czyli streamer sieciowy wideo oraz audio z dostępem do serwisów – idealne uzupełnienie dla 205-ki.
Polaris może, dzięki swojej wszechstronności, być także streamerem (tylko), podobnie jak A10, ale niestety nie ma HDMI, a tutaj HDMI jest b. istotne!  

Pomocniczy amp? No nie taki pomocniczy, bo NAD3020 wysteruje Topazy, flankujące słuchacza z obu boków

W opcji: sub

…i efekty na tyły

Będzie oryginalnie, bo jw zwrócę uwagę na inne rzeczy, niż na te, na które zazwyczaj zwracają koledzy po fachu, testujący wspomniane skrzynki głównie pod kątem wideo. To też oczywiście będzie, ale dźwięk, możliwości brzmieniowe, wspomniana budowa wielokanałowego, topowego systemu audio z osobnymi wzmacniaczami (dwa główne to high-endowy Auralic oraz grający z ustawionymi po bokach, na linii ze słuchającym kolumnami NAD), dobrej klasy kolumnami Sapphire oraz Topaz od Pylona to coś, na co przede wszystkim zwrócę uwagę. Popracowałem nad akustyką pomieszczenia (pomiary, stroje), będzie trochę wyzwań przy ustawianiu… w efekcie, cóż, ma zagrać. Ma zagrać dobrze, bo choć płyty SACD to nisza, 1 bitowe pliki też nisza, to jednak temat jest rozwijany i pojawiają się nowe propozycje (możliwości oferowane w ramach MQA oraz wielokanałowe nagrania via Qobuz, które zapowiadali od jesieni w ofercie, także w streamie… gdzie zapowiadana Polska btw?). To może być nowy etap, poszerzanie horyzontów, przy czym przy zachowaniu zdrowych proporcji (kino domowe w wariancie kilkunastu głośników jakoś do mnie nie przemawia, to niepraktyczne, może poza dedykowaną salką, a w audio w ogóle niepotrzebne), z oczywistym prymatem starego, dobrego stereo, ale – właśnie – z opcją.

Kwadrofoniczne nagrania brzmią świetnie, to samo można powiedzieć o ścieżkach wielokanałowych odtwarzanych w ustawieniu 5.0. To robi wrażenie! I nie chodzi tylko o koncerty, ale także, czy może przede wszystkim nagrania realizowane nie w studnio, a w świetnie dopasowanych akustycznie lokalizacjach (najlepszy sprzęt rejestrujący, znakomite mikrofony, właściwe ustawnie etc). Warto usłyszeć to tak, jak sobie twórcy, dźwiękowcy wymyślili, jak to zrealizowali, nagrali. Nie jest tego dużo, ale to co jest oraz to co się sukcesywnie pojawia (wiele nowych nagrań i to nie tylko od niszowych specjalistów) plus całkiem pokaźna biblioteka płyt SACD (oraz plików 1 bitowych, co otwiera nowe możliwości) powoduje, że inwestycja w taki tor może być czymś odkrywczym, otwarciem na zupełnie nowe doznania.

No i nie zapominajmy o kinie. Dźwięk przestrzenny przeszedł dłuuugą ewolucję, od czegoś tylko w niedoskonały sposób symulującego „w środku akcji”, po dużo bardziej realistyczne, wielowymiarowe, a  jednocześnie subtelniejsze, najnowsze technologie wielokanałowe, które pozwalają w pełni docenić pracę ekipy, nie tylko tej od obrazu, nie tylko kompozytora muzyki (bo tu zawsze można sobie posłuchać po seansie OST), ale właśnie ludzi, którzy budowali klimat pracując nad tym, co słychać. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, jak ważny to element, czasami równie ważny, decydujący o naszym odbiorze całości.

Czas zabierać się do pracy, tylko co powiedzą o tych, ustawionych w „dziwnych” miejscach, kolumnach domownicy. Szczególnie jeden taki domownik. Oj będzie się działo. Kwadrofonicznie, albo i bardziej …będzie ;-)

Poniżej tradycyjne wypakowywanie ;-) Tym razem bardzo na bogato…

» Czytaj dalej

Prawdziwa okazja? Questyle CMA600i po pierwsze amp, po drugie… też amp

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170626_135813646_iOS

Chiny wyrastają na prawdziwego potentata w produkcji sprzętu audio. To już nie jest wytwórca, oferujący tanią siłę roboczą (ta, przestała być na marginesie tania, czy na tyle tania, by kierować się li tylko tym parametrem w doborze partnera przemysłowego), to już nie bezwstydny kopista, to już nie tandeta. Od dawna już nie, a od niedawna chińskie, rodzime marki potrafią sprowadzić do parteru specjalistów z umownego Zachodu. Po prostu robią to lepiej, oferują więcej, dbają bardziej i …jeszcze, choć pytanie jak długo jeszcze, to co wprowadzą na rynek dają w konkurencyjnej cenie. Od dłuższego czasu nie tylko nie reaguje podejrzliwie na „Made in China”, ale wręcz przeciwnie – z zaciekawieniem badam wytwory rodzimej, chińskiej myśli technicznej. To – właśnie – nie są kopie, naśladownictwo, a własne projekty, własne opracowania, coś co pewnie do pewnego stopnia jest wynikiem doświadczeń zebranych przez lata produkcji czegoś, co zaprojektowano na Zachodzie, co zamówiono w chińskiej fabryce, ale też (coraz częściej!) własne, autorskie pomysły.

Wiele z tego, co trafia do Europy wywołuje zdziwienie, zachwyt, a przecież to zaledwie wierzchołek góry… gdybyście odbyli podróż po azjatyckich sklepach, albo sklepach (specjalistycznych) w Australii i Oceanii to… szybko doszlibyście do wniosku, że dzisiaj to, co najciekawsze, najbardziej innowacyjne powstaje wcale nie w Europie, wcale nie w Ameryce, a właśnie tam – w Chinach. Jest tego ogrom (kolega wrócił ostatnio z Antypodów, zahaczył też o Koreę i Tajwan), nieprzebrane morze produktów, z których część uznalibyśmy za awangardowe, za wyznaczające kierunki rozwoju branży. Tyle, że o nich wszystkich na Starym Kontynencie nigdy nie usłyszycie, a nawet jeżeli, to tylko jako wzmiankę, coś na marginesie. Powiem wprost: technologiczne serce globu bije w tych kontynentalnych i tych wyspiarskich Chinach, dodajmy do tego jeszcze hi-techową Koreę i mamy komplet, przy czym ogromny, gigantyczny potencjał przemysłowy, najpotężniejsze możliwości wytwórcze na planecie, jakie ma CHRLD, powodują, że te setki (precyzyjniej to nawet tysiące) marek audio (wyspecjalizowanych, tak, tak wyspecjalizowanych marek audio) to coś, czego nigdzie indziej, w takiej skali, nie ma, nie występuje. Wielkie korporacje, które dzisiaj królują na Zachodzie, siłą rzeczy są zachowawcze, maja globalny asortyment / ofertę, która jest w porównaniu z Państwem Środka mikra, malutka. Tak to obecnie wygląda. Z opowieści osoby nieźle zorientowanej, która dodatkowo miała możliwości zapoznania się nie tylko z rynkową ofertą, ale także zapleczem produkcyjno-projektowym wyłania się obraz prawdziwej potęgi. Dzisiaj to tam powstają innowacyjne pomysły, to tam „się dzieje”. Niebawem odczujemy to wszyscy, bo lokalność (jeszcze) wielkich chińskich wytwórców elektroniki użytkowej za moment przejdzie do historii, za moment to właśnie te wielkie marki będą w centrum, a wraz z nimi pojawią się mniejsze, specjalistyczne, które już dzisiaj mogą zawstydzić asortymentem i pomysłami wielu europejskich oraz amerykańskich producentów sprzętu IT/audio.

Słuchawkowa nirwana


Ten przydługi wstępniak o podróżach i wrażeniach ma uzasadnienie, głębokie uzasadnienie, w kontekście bohatera naszej najnowszej publikacji. Questyle to właśnie taka firma, która nie ogląda się na innych, tylko robi swoje. Robi to na poziomie najlepszych, zachodnich produktów, oferuje produkty na poziomie wysokiej klasy HiFi oraz high-endu w ….bardzo, bardzo atrakcyjnej cenie. Pamiętacie zapewne liczne publikacje na HDO opisujące wybitne klamoty Matriksa? To był (poza topowcami) poziom dobrego, solidnego HiFi, a tutaj mamy rzeczy, które mogą stanowić element dowolnego, nawet wyczynowego toru, bez ujmy dla podpinanych elementów. Aż tak dobrze? Ano, CMA600i w jednej z głównych funkcji, czy (moim zdaniem) kluczowej funkcjonalności, jest urządzeniem, które może swobodnie konkurować z uznanym za najlepszy (taa… rankingi) słuchawkowy amp Bakoonem HPA-21. Też Azja, na marginesie, słuchany przeze mnie niedawno (jak uda się wypożyczyć na dłużej to będzie recenzja), wykorzystuje podobny patent na granie, korzysta z tej samej technologii co tytułowy CMA. Bakoon był „pierwszy” (takie konstrukcje to nic nowego btw, kiedyś tak się wzmaki robiło), Koreańczycy zaoferowali swój produkt parę lat temu (o ile mnie pamięć nie myli AD 2013), parę firm próbowało stworzyć podobne urządzenia, ale dopiero Questyle zaoferował coś, co można uznać za odpowiednik, tyle tylko że w formie rozbudowanej funkcjonalnie, z dodatkiem symetrycznego toru dla słuchawek (HPA-21 jest konstrukcją SE). Zresztą, mniejsza o rankingi i prześciganie się kto bardziej, powiem już na wstępie, niech strzelba wypali, że CMA600i to jeden z najlepszych w skali bezwzględnej wzmacniaczy słuchawkowych, jakie są dostępne na rynku, to przede wszystkim amp, to też bardzo dobry (i na całe szczęście, bo właśnie to stanowi konieczne uzupełnienie tego produktu) pre i dopiero na końcu DAC. Jako przetwornik wypada średnio, to znaczy w cenie 4000 (co to za cena!? Dumping?! Za tyle w Polsce, właśnie za tyle, dzięki dystrybutorowi i chwała mu za to, bo gdzie indziej drożej) to przetwornik bardzo solidny, ale spora konkurencja w tym zakresie cenowym i zwyczajnie można lepiej. Mówię o komputerze, bo SPDIF jest tu niczego sobie. Ale to nieważne, zupełnie nieważne, bo amplifikacja jest tu znakomita i w przypadku pewnych redakcyjnych słuchawek to po prostu „must have”. Idealnie dopasowany partner. Z innymi też pysznie. Także, tak CMA600i wielkim wzmacniaczem nausznikowym jest.

 

A teraz to jeszcze, poniżej, uzasadnię…

» Czytaj dalej

Recenzja Audioengine HD6. Kompletny system w aktywnych monitorach

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170119_114626218_iOS

Pamiętacie małe grzmoty? Audioengine A2+? Tak, te desktopowe kolumienki zrobiły na mnie niemałe wrażenie, w przypadku tytułowych poprzeczka była jednak postawiona w zupełnie innym, znacznie wyższym miejscu. Aktywne kolumny za 4 tysiące złotych to już poważna sprawa, to pieniądze za które można kupić bardzo dobre monitory / podłogówki, albo złożyć cały, budżetowy zestaw HiFi. To prawda, podobnie jak prawdą jest – w przypadku HD6 – fakt zakupu całego systemu zamkniętego w obudowach omawianych kolumn. To integracja nie tylko wzmacniacza, nie tylko przetwornika C/A, ale także przedwzmacniacz analogowego oraz modułu bezprzewodowego Bluetooth, obsługującego stream za pośrednictwem protokołów aptX, AAC. Mamy więc najlepsze co może zaoferować obecnie sinozębna technologia, mamy możliwość zintegrowania całego naszego audio (toru) wokół tych monitorów. Niby w nadal jeszcze niezbyt licznych, aktywnych kolumnach głośnikowych, standard (wyposażenie) patrząc przez pryzmat tego, co oferuje obecnie rynek, ale można to wszystko zintegrować na bardzo różnym poziomie. Miałem ostatnio możliwość posłuchania kilku nowych propozycji w tym zakresie, takich od 1000 do 5000 złotych (najtańsze zestawy pochodziły od chińskiego przedsiębiorcy) i cóż – skonstruowanie w zakładanym budżecie dobrego brzmieniowo, aktywnego all-in-one wcale nie jest rzeczą trywialną, to spore wyzwanie, właściwie to najambitniejsze zadanie, bo tu trzeba dokonać wielu wyborów, wszystko zamknąć w ramach jednego produktu przy jednoczesnym samoograniczaniu (budżet).

Audioengine HD6 to topowa konstrukcja w ofercie Audioengine. Tu ma być wszystko naj, ma to być zestaw pokazujący na co stać Amerykanów, przy czym projektanci nie bawią się w żadne subtelności, tylko walą prosto z mostu: chcesz mieć wysokiej klasy HiFi w domu? Zdecyduj się na nasze HD6, wybierz to zamiast klamotów, kabli, pasywnych zestawów głośnikowych, dodatków… słowem, wybierz prostotę, niemnożenie bytów, mniej – w tym wypadku – ma oznaczać pod każdym względem lepiej. Ok, to oczywiście przemawia do wyobraźni, bo faktycznie kolumny właściwie wystarczy podpiąć do sieci elektrycznej i już mamy system, można postawić na dowolnym meblu bez żadnych wspomagaczy, bo producent dał duże, solidne gumowe podkłady i nie właściwie zamyka to temat (oczywiście standy to coś, co warto zawsze rozważyć, o ile jest taka możliwość). Tak, to wszystko prawda. Można zdać się na strumienie, pozostawić gniazda przyłączeniowe puste, sterować natężeniem za pomocą dołączonego, wyciosanego w grubej, aluminiowej sztabie, pilota zdalnego sterowania i uznać temat za zamknięty. Komputer, handheld z najlepszym obsługiwanym przez siebie protokołem BT i mamy finał kompletowania systemu. Wystarczy wyjąć z pudełka, ustawić, podpiąć i już.

To prawda, można w ten sposób wykorzystać ten zestaw, to właśnie sugeruje nam producent, mówiąc o wysokiej jakości dźwięku, jaki może dobiec do naszych uszu w sytuacji, gdy skorzystamy ze strumieniowania. Jednak, co by tu nie mówić o zaletach streamingu, scedowania wszystkiego na bezprzewodowe źródło i same kolumny, to jednak w pełni wykorzystać potencjału drzemiącego w luksusowych obudowach HD6 w ten sposób się nie da. To akurat dobrze, bo zwyczajnie to, co zapakowano do obudów, cały tor, przetworniki, sekcja C/A pozwalają na więcej. Głośniki zamontowane w skrzynkach rozwijają pełnie swoich możliwości wtedy, gdy do analogowych wejść podepniemy rasowe źródło, jak choćby grający przez parę tygodni w takim właśnie zestawieniu, przetwornik C/A Matrix X-Sabre Pro gen.2. Grało to zjawiskowo dobrze, na dużo lepszym poziomie od strumienia, a także na zauważalnie (choć już bez takiej różnicy jak w przypadku strumienia) lepszym w porównaniu do wbudowanej sekcji C/A w samych kolumnach. Co więcej, warto było dać szansę trybowi pre w Matriksie – rezultat także tutaj był na plus w stosunku do tego, co oferowały same HD6. Co to w praktyce oznacza? Ano same dobre wieści dla użytkownika tych kolumn, bo może z czasem uzyskać lepsze rezultaty, podpinając jakiegoś klamota, przy czym nie musi to być (nadal) pre, nie będzie to oczywiście końcówka, a (jedynie i aż) lepszy DAC (i co tam jeszcze w jednej skrzynce producent pomieścił ;-) ). Także możliwy jest progres w (niby) zamkniętym, kompletnym rozwiązaniu, jednocześnie można (a nawet warto) korzystać z pełnej integracji jaką oferuje topowy zestaw Audioengine, bo to zwyczajnie wygodne, praktyczne i na poziomie solidnego, przystępnego cenowo HiFi.

Poniżej, w rozwinięciu, przeczytacie uzasadnienie tego, co powyżej, czas zatem na konkrety…

» Czytaj dalej

Obrodziło #1: testujemy rewelacyjnego Matrix X-Sabre PRO vol. 2

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170201_071257260_iOS

To prawdziwa übermachine. Chyba najlepsza rzecz z przetworników jaką podpinałem do swoich klamotów. Jestem wstrząśnięty i dodatkowo nie-po-bondowemu solidnie zamieszany. Tak, ten przetwornik stanowi zwieńczenie, zwieńczenie procesu jaki obserwujemy od paru ostatnich lat związanego z rewolucyjną zmianą sposobu dystrybucji muzyki. Internet zmienił wszystko i zmienia wszystko. Obecne możliwości topowych DACów, których przedstawicielem jest opisywany model to wg. mnie osiągnięcie pewnego szczytu możliwości odnośnie obsługi formatów, ogólnie umiejętności zamieniania zer i jedynek na postać analogową. Niewiele więcej da się osiągnąć bez radykalnej zmiany tego co w studio, tego co serwuje na rynek wytwórnia, wreszcie tego jak słuchamy muzyki (w ogóle). Oczywiście można  ”więcej” (jutro, pojutrze zapowiedź takiego urządzenia) w zakresie cyferek, ale to już tylko czysta szuka dla sztuki, przy czym liczy się nie tylko wyczyn (znacie materiały DSD 512, albo jakieś pliki PCM o parametrach 32/768? Nie? No właśnie, też takich nie widziałem), ale sposób wykorzystania technologii, które stały się ostatnio dostępne w domowym audio. Ten DAC jest znakomitym przykładem na to umiejętne wykorzystanie, bo to jedno z nielicznych urządzeń, pozwalających na tak drobiazgowe dopasowanie parametrów sygnału w systemie.

Już wcześniej (patrz recenzja poprzedniego modelu X-Sabre Pro) flagowy DAC w katalogu Matriksa, wyróżniał się na tle konkurencji. Omawiany, nowy model, oferuje jeszcze więcej, dużo więcej w tym zakresie. To prawdziwa rewelacja, szczególnie, że mamy tutaj do czynienia z hardwarem pozwalającym na wyciągnięcie wszystkiego co najlepsze z 1 bitowego formatu, to sprzęt z rozbudowanymi opcjami DSP (ogromne możliwości modyfikacji sygnału), wreszcie (najważniejsze) coś, co potrafi zagrać tak, że jw. trudno mi znaleźć konkurenta na dowolnym pułapie cenowym. Najnowszy Matrix jest najdroższym urządzeniem tej firmy w historii, zbliżą się powoli do granicy 10k, ale nadal stanowi niezwykle interesującą alternatywę dla dużo droższych high-endowych DACów, bo ze swoimi niecałymi 8 tysiącami to nadal wyższa półka HiFi. Cenowo. Patrząc na to jak się prezentuje, na to jakie ma możliwości, jak gra to HIGH-END pełną gębą!

all @ DSD256

To pierwsze z urządzeń wykorzystujących topową kość ESS 9038 Pro. Nowy krzem zastępuje dobrze znany układ ESS 9018, stosowany w setkach flagowych przetworników. Nowy krzem, poza nowymi możliwościami, w aplikacji Matriksa oferuje coś, co zawsze trzymało mnie nieco na dystans w przypadku DACów opartych na ESS Sabre – nie ma tutaj rozjaśnienia, nie uświadczymy żadnego analitycznego „szkiełka i oka” (neutralnego serwowania muzyki, w sensie wypranego z czegoś bardzo istotnego), co kojarzy się z cyfrowym graniem. Nie. Jest inaczej. I bardzo dobrze, bo ten nowy Matrix gra z jednej strony niebywale rozdzielczo, prezentuje nagranie szczegółowo… wiernie, ale jednocześnie mamy to, co tak lubię w niektórych przetwornikach multibitowych: czarownie, magię, gęsty, emocjonalny przekaz, coś, co nie pozwala na oderwanie się od klamota, tylko więcej, więcej, jeszcze więcej! „Cysta magia!” Jak mówi moja mała córeczka. „Cysta”.

Ciekawe czy inne, oparte o ten układ DACzki będą grały z taką manierą (to nie pejoratywne określenie, każdy sprzęt, nawet ten najbardziej zdawałoby się neutralny, taki nie jest i coś tam swojego dodaje), bardzo ciekawe. Matrix potrafi być zarówno przetwornikiem, jak i cyfrowym pre, w tej drugiej roli także wyróżnia się i to pomimo czysto cyfrowej regulacji natężenia dźwięku. Powiem więcej, niesamowita precyzja jaką się odznacza, pozwala przykładowo stworzyć minimalistyczne rozwiązanie oparte na monitorach aktywnych z X-Sabre w roli przedwzmacniacza oraz centralki cyfrowej, znacząco zwiększajac możliwości takiego systemu. Testuje X-Sabre m.in. z Audioengine HD6 i dźwięk jaki odtwarzają aktywne monitory jest bez dwóch zdań znakomity. Matrix jest elementem wydobywającym z tych paczek wszystko co najlepsze, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Przy czym ULTRAWAŻNYM elementem jest software. Roon 1.3 (patrz wpis opisujący dokładnie najnowszą wersję front-endu) zmienia reguły gry. Dlaczego? Ano dlatego, że wraz z zaawansowanymi możliwościami tytułowego DACa, stanowi topowy system odtwarzający muzykę z pliku, pozwalając na naprawdę niebywałe rzeczy odnośnie konfiguracji odtwarzania. Pozwala – krótko mówiąc – na ZNACZNY progres w zakresie tego, co dobiega do naszych uszu. Drugi system z przegenialnymi MrSpeakres Ether Flow (w wersji otwartej jak i zamkniętej) na Questyle CMA600i (jako DAC nie stanowi konkurencji dla Matriksa, ale tutaj mamy dodatkowo na dokładkę czy może przede wszystkim świetny wzmacniacz słuchawkowy) wraz z Roonem grającym via DSP (crossfade -> binaural, wszystko @ DSD256*) to – ponownie zacytuję – „cysta magia”. Gra to niebywale wręcz dobrze, ale co ważniejsze, nie trzeba wcale podpinać słuchawek za 9 tysięcy żeby to usłyszeć. Nie. Na HD650, na moich ulubionych HiFiMANach HE-400 gra to w podobny sposób tzn. zachwycająco, zniewalająco, po prostu znakomicie. To dźwięk, który nie ma niedostatków, nie ma żadnych „ale”, to mój dźwięk. Na słuchawkach tej klasy co Ether Flow zwyczajnie zanurzamy się i przepadamy. Zdarza się nie przespać nocy. Uzależnia. Działa to jak mocne dragi. Ktoś kto kocha muzykę będzie musiał dokonać bolesnych wyborów, zmienić priorytety, podjąć życiowe decyzje ;-)

Niewielki, a taki potężny. Monolityczna obudowa na CNC, OLEDowy displej, metalowy pilot. Szlachetny minimalizm połączony z elegancją i najwyższą jakością wykonania

Jutro, pojutrze przeczytacie w zajawce o wspomnianych powyżej słuchawkach, podkreślę tylko że to nie tak, że dzięki Etherom mi gra. Czego bym nie podpiął do systemu z nowym X-Sabre Pro gra bardzo, w przypadku moich referencyjnych LCD-ków 3 też bym ich nie ściągał (podobnie jak z Ether Flow), niestety wychodzą niedostatki tej konstrukcji (ergonomia) w konfrontacji z przegenialnymi MrS. Także Matrix z Roonem stawią tandem pozwalający grać wg. mnie w niedostępny sposób dla większości źródeł fizycznych, a konfrontując bezpośrednio ze sprzętem nie grającym z pliku (tj, takim bez komputera) trzeba by wydać gigantyczne pieniądze, by to zagrało właśnie tak, tak jak gra ten DAC / soft – SYSTEM. Z CMA600i w roli wzmacniacza oraz Makówką robiącą za Core mamy coś, co gra na poziomie prawdziwie „ośmiotysięcznikowym” (analogia do gór, nie do mamony). To – moim zdaniem – ten pułap, szokujące, że możliwy do osiągnięcia bez konieczności oddawania narządów do przeszczepu. Z moją lampą na wsadzie brimarowym (MiniWatt) podobnie, nieprzyzwoicie dobrze, słucha się i ciągle mało, nawet nagrania, które były gdzieś daleko na liście do posłuchania, takie, które są daleko za tym co lubiane, czy ulubione, nawet takie wywołują na opisanych powyżej konfiguracjach to „więcej i więcej”. No to jak to inaczej nie nazwać, jak właśnie TO. Matrix stanowi niezbędny element TEGO. Nie inaczej.

Pełną specyfikację, omówienie wszystkich możliwości (oj zejdzie paręnaście tysięcy znaków na to, oj zejdzie) znajdziecie we właściwej recenzji, którą popełnię w najbliższych tygodniach. Jak wiadomo nic tak dobrze nie opisuje czegoś materialnego, jak obrazki, zatem poniżej duża fotogaleria z Matriksem w głównej, choć nie jedynej, roli (tak, będzie Roon i opisane wcześniej klamoty, efektory).

* do niedawna, jeżeli chciało się takie coś uzyskać jak konwersję każdego sygnału PCM do DSD potrzebny był drogi jak cholera HQPlayer. Jako wtyczka chodziło to z Roonem, teraz już nie ma potrzeby stosować tego oprogramowania. Wystarczy nowy Roon z potężnym silnikiem DSP jaki mu zaaplikowano w najnowszej odsłonie 1.3. Dlaczego o tym piszę… sprawdźcie sami co daje prze-konwertowanie w locie tego, co słuchamy do postaci 1 bitowej. Warto samemu się przekonać, posłuchać. Oj, warto. Komputer z mocnym CPU bezwględnie wymagany. » Czytaj dalej

Nowy M-Stage! Opinia o Matrix HPA-2C

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161110_131133367_iOS

Nowy M-Stage, pierwotnie jeden z najlepszych klonów Lehmanna (niemieckie, wysokiej klasy, słuchawkowe ampy), teraz w nowej odsłonie z obsługującym (prawie) wszystko, co popadnie, dakiem USB. Zamiast kątów prostych, obłości, zmiany konstrukcyjne spore, funkcjonalność dokładnie taka, jaką ten sprzęt oferował poprzednio, czyli konkretnie: komputer, wzmacniaczo-dak, słuchawki i gramy. Jakiś czas temu zrecenzowaliśmy M-Stage’a HPA-3U oraz wcześniejszą generację i oba wzmacniacze bardzo przypadły nam do gustu. Wtedy jednak nie było możliwości sprawdzić jak sobie skrzynki radzą z większym arsenałem słuchawek. Tym razem będzie inaczej, to znaczy będzie szeroko – tytułowy dakoamp zagrał w tandemie z LCD-3, HE-400, AKG 701, H650 oraz NAD HP50 (zmod., do odsłuchu stacjonarnego). Do tego sprawdziłem jak radzi sobie z Momentum 1 i 2 generacji oraz z redakcyjnymi IEMami.

Nowy HPA ma wygodną przeplotkę, można zatem śmiało integrować go w głównym torze z jakimś analogowo podpiętym źródłem. Oczywiście numerem jeden jest tutaj wejście USB, które oparto na najnowszym układzie programowalnym XMOS U (interfejs) oraz kości DAC od CirrusLogic-a CS4298. Mamy zatem wsparcie dla PCM 24/192 oraz obsługę DSD 64/128. To ostatnie obsługiwane zarówno w trybie DoP jak i natywnie w ASIO. Dodatkowo będzie można grać z bezpośrednio podpiętego pod cyfrowe wejście handhelda. Rzecz jasna nie omieszkam sprawdzić pod iOSem (z odtwarzaczem softwareowym Onko HF Player – będzie można zobaczyć dokładnie parametry transmisji oraz obsługę plików DSD). Jak wspominałem we wpisie parę miesięcy temu (kiedy C jak Classic wchodził na rynek), jest to tańszy model od HPA-3, co ciekawe z bardziej rozbudowaną funkcją grania DSD (układ Texas Instruments z trójki nie ma takich możliwości co Cirrus). Jest tańszy, a ten element stoi tutaj na wyższym poziomie. Rzecz jasna DSD sobie też odtworzymy.

W środku dobrze znane, wysokiej jakości komponenty. Mamy potencjometr oparty na ALPSie (27), kondki WIMA/Nichicon, mamy solidne trafo w typowej dla Matriksa, monolitycznej, błękitnej obudowie. Sprawdziłem jak sobie poradził podpięty pod Makówkę, jak i również sparowany z laptopem @Win10. Udało się także sprawdzić jak sprawował się w roli prostego przedwzmacniacza w stacjonarnym torze… Jakość dźwięku na słuchawkach skonfrontowałem z naszym M1HPA od Musical Fidelity. Opisany sprzęt kosztuje w Polsce 1350 złotych, a poza opisywanym urządzeniem, w ofercie jest jeszcze zbalansowana wersja HPA-3B, którą też spróbuję niebawem przetestować. Poniżej galeria przedstawiająca HPA-2C wraz z opisem wrażeń z odsłuchu…

» Czytaj dalej

Chord Mojo&Poly = kompletne źródło sieciowe audio kompatybilne z ROONem!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Mojo-and-Poly-900x675

Może w końcu się uda i przetestujemy na łamach? Będzie tym bardziej warto, bo entuzjastycznie przyjęty, mobilny przetwornik/amp, doczekał się bardzo użytecznego uzupełnienia. Tym uzupełnieniem jest specjalny moduł sieciowy Poly, oferowany jako dodatkowy moduł do wspomnianego Mojo. Tak, właśnie, moduł podpinamy i już możemy pozbyć się kabla, co w przypadku mobilnego użytkowania robi zasadniczą (ergonomia) różnicę, w domu zaś pozwoli wykorzystać taki tandem jako pełnoprawne, autonomiczne źródło audio. Bardzo fajny pomysł! Moduł wyposażono w Wi-Fi oraz Bluetootha, jak również… czytnik kart SD. Pudełeczko obsłuży dźwięk o parametrach PCM (do 32 bitów/768 kHz) oraz DSD (do DSD512). Poly wykorzystuje własną baterię, która może pracować do dziewięciu godzin. Zadbano o ergonomię takiego uzupełnionego o streamer rozwiązania – producent przewidział możliwość ładowania Mojo wraz z modułem Poly jednocześnie. Taka modułowa konstrukcja pozwoli dotychczasowym użytkownikom najmniejszego przetwornika Chorda na znaczące rozszerzenie funkcjonalne. Cena powinna być zbliżona do tej, którą przyjdzie zapłacić za samego Mojo (około 2500 złotych). Dostępność? Początek 2017 roku. Czytaj – niebawem.

Kompletne mobilno-stacjonarne źródło audio

Takie niepozorne coś, a moc (w tym) silna!

Zasada działania będzie bardzo prosta – sterowanie za pomocą aplikacji mobilnej zainstalowanej na smartfonie, streamer będzie mógł być przenoszony z dala od telefonu, co bardzo ułatwi użytkowanie. Moduł BT daje (?) opcję na bezdrutowe połączenie słuchawek (tyle, że nie wiadomo za bardzo jakie kodowanie obsłuży, w specyfikacji wspomniano jedynie o podstawowym protokole audio), WiFi pozwoli strumieniować również via AirPlay (poza tym jest DLNA) oraz… to prawdziwa bomba jak dla mnie… taki tandem będzie Roon Ready! Co to oznacza chyba nie muszę mówić (nie, jednak muszę ;-) ). Streamer będzie funkcjonował jako end-point w przypadku tego front-endu. Genialna sprawa!

Cieszy wsparcie dla Linuksa, prawdziwie multiplatformowy sprzęt

Dzięki karcie SD możliwe będzie granie via Mojo&Poly, który przeistoczy się w coś na kształt muzycznego serwera, z własną kolekcją muzyki zapisanej na nośniku. Co więcej, dzięki hiresowym strumieniom Tidala, taki sprzęt właściwie zamyka temat dostępu do muzyki w najlepszej, oferowanej na rynku, jakości. Oczywiście będzie można połączyć się z dowolną elektroniką wspierającą DLNA, a dzięki wspomnianemu AirPlay’owi będzie to idealny partner dla bezprzewodowych głośników obsługujących ten standard transmisji. Idealne, uniwersalne źródło audio? Cóż, warto będzie to samemu obadać. Sprzęt prezentuje się niezwykle interesująco, jego możliwości są ogromne (choć wątpliwości budzi moduł BT i jego funkcjonalność – to wymaga wyjaśnienia, a informacje póki co są dość ekhmmm oszczędne), będzie to bodaj jedyne takie rozwiazanie na rynku. Mojo&Poly będą współpracować m.in. z DAPami Astell&Kern. Sumując – mobilnie – to coś, co nie wymaga fizycznego połączenia z telefonem, dodatkowo nie wymaga (jak DAPy, czy klasyczny układ DAC&phone) sięgania po źródło, aby nim zarządzać. Już widzę oczami wyobraźni zawiadywanie z poziomu jakiegoś smartwatcha. Stacjonarnie zaś mamy kompletne źródło audio, zintegrowane z najlepszym, komputerowym front-endem audio. Kompletne rozwiązanie.

Ta plansza mówi (prawie) wszystko ;-)

 Wow

Poly 

PS. Jeszcze dzisiaj, najpóźniej jutro recenzja aktywnego zestawu Scansonic M5BT ze wstęgą, do tego …konkurs  :-)  oraz zapowiedzi kolejnych testów (sporo sprzętu wjechało  ;-) )

Poniżej, w rozwinięciu, specyfikacja:

» Czytaj dalej

Przepis na dobrego DACa 2017? Recenzja Matrix Mini-i Pro 2

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161201_094713980_iOS

Czego potrzebujemy obecnie w audio centralce, w przetworniku… a może w ogóle nie potrzebujemy osobnego DACa?  Dobrze postawić sobie takie pytanie, bo dzisiaj coraz częściej widzimy w audio integrację, praktycznie każde nowe urządzenie jakie trafia na rynek jest wielofunkcyjne i jego klasyfikacja (w tradycyjnym ujęciu) właściwe jest niemożliwa. Nowe wzmacniacze otrzymują nie tylko moduły C/A, ale coraz częściej producenci decydują się na integrację sieci – najczęściej jest to Bluetooth ze względu na najłatwiejszy z punktu widzenia użytkownika sposób połączenia źródła muzyki z klamotem. Bywa że trafia do nas coś, co właściwe jest już all-in-one i nie wymaga poza podpięciem do routera (streamer) niczego więcej. Własne systemy operacyjne, współpraca z popularnymi serwisami, sterowanie za pomocą dowolnego handhelda. Standard. Już teraz. Tak to wygląda na pierwszy rzut oka, ale gdy przyjrzymy się bliżej ofercie rynkowej, szybko dostrzeżemy, że owszem – można dzisiaj mieć wszystko w jednym – można, ale będzie to coś mocno odmiennego od klasycznego systemu HiFi. I nie chodzi mi tutaj o konserwatywne podejście do tematu, że jak system to osobno wzmacniacz (albo końcówka), że najlepiej preamp i mnożenie bytów w nieskończoność. Nie. Chodzi o coś innego. Chodzi o technologie jakie dzisiaj wykorzystuje się do – mówiąc kolokwialnie – „robienia dźwięku”. Tu dokonuje się niemała rewolucja, nowe urządzenia działają na zupełnie odmiennych zasadach co „stare, jare HiFi”. Ma to swoje plusy, jak i ujemne strony, nie będę tego w tej chwili opisywał, bo to dobry materiał na osobny artykuł (będzie takowy, bo poza D3020 będziemy mieli sposobność zapoznać się z nową linią NADów, a to właśnie dokładnie to, o czym powyżej). Czyli idzie nowe, ale po pierwsze mamy zazwyczaj już coś, co nam gra i akurat wzmacniacz jaki by nie był, czy dzielony system oparty na końcówkach i pre to rzeczy, które ruszamy na końcu, z rzadka, bo stanową fundament toru (choć ważniejsze są wg. mnie efektory w postaci kolumn, słuchawek), a te które stoją na stoliczku są praktycznie bez wyjątku do bólu analogowe. Jakie tam internety, blutooth’y, cyfrowe porty… są wejścia, wyjścia RCA, może coś zbalansowanego i tyle.

Tu możliwa konfiguracja ala system, z końcówką Matrix AMP

Także integracja, integracją, ale  jeszcze długo, bardzo długo (bo w konserwatywnym świecie audio, szczególnie tym z wyższej półki, pewne rzeczy nie przeminą, nawet gdy regulacje środowiskowe wymuszą na producentach sprzętu dla mas rezygnację z pewnych rozwiązań) będziemy potrzebowali interfejsu cyfrowego, łącznika tego co w naszym torze proste, analogowe, z tym co wyrasta ze świata zerojedynkowego. Przy czym, jak wspomniałem powyżej, DAC dzisiaj to już nie tylko taki po prostu tłumacz, ale coś więcej, bywa że dużo więcej. Integracja sieci, umożliwienie bezpośredniego połączenia się ze źródłem, będącym jednocześnie oknem do całego zasobu muzyki, z pełnym sterowaniem, zawiadywaniem zawartością to coś, co nie tylko zmienia sposób korzystania (co oczywiste), ale – dużo ważniejsze – zmienia sposób słuchania, naszego obcowania z muzyką. To zmiana fundamentalna. Odejście od albumu, odejście od klasycznego – brzydko mówiąc – konsumowania treści, słuchania singli, epek, albumów (lp) na rzecz playlist, dopasowywania do nastroju, scedowania naszych wyborów na algorytm*, na sugestie, na dopasowywania, wreszcie – co uważam za doświadczenie jednoznacznie pozytywne i rozwijające (to, co wymieniłem wcześniej, już tak jednoznacznie na plus nie jest, prawda?) – otwarcia na nowe brzmienia, na muzykę całkowicie do tej pory dla nas nieznaną, nieodkrytą. Dlatego też to, co obserwujemy od około roku (a teraz staje się de facto standardem), czytaj integrowanie w przetwornikach (nie tylko, ale o nich dzisiaj, a konkretnie o jednym takim będzie) interfejsów sieciowych to nie szczegół, nie coś uzupełniającego, a… moim skromnym zdaniem… najpoważniejsza funkcjonalna zmiana w tego typu urządzeniach, zmieniająca jak wyżej, wszystko. DAC do niedawna mógł stanowić element pomocniczy toru, dawać pewien progres w przypadku połączenia źródła z wzmacniaczem, stanowić alternatywę, uzupełnienie właśnie. Już wprowadzenie USB do przetworników zwiastowało rewolucyjne zmiany, a domknięciem tego procesu jest sieć, obecnie, właściwie zawsze bezprzewodowa sieć. Tak to widzę.

 

Kto wie, może w przyszłości tylko tak, bez druta (via BT, via WiFi)?

Matrix Mini-i Pro 2 ma sieć. Ma Bluetooth-a i – o czym mogliście przeczytać w zapowiedzi i pierwszych wrażeniach – ten interfejs nie jest tu tylko dodatkiem, uzupełnieniem całości, on jest jednym z najważniejszych elementów, z którego użytkownik tego DACa będzie korzystał często, a …kto wie… może nawet najczęściej? Tak, nie będzie to najlepsza metoda transmisji, a następnie konwersji dźwięku, ale na pewno najwygodniejsza i dająca największe możliwości. Najlepsza jakościowo. Przy czym, jak wspominałem przy okazji pierwszych chwil spędzonych z tytułowym urządzeniem, dzisiaj BT potrafi grać naprawdę dobrze, to nie jest „ułomny” interfejs, coś co nadaje się tylko „do grania do kotleta”, do słuchania w tle. Więcej, wg. mnie postęp jaki się dokonuje w przypadku sinozębnego jest najdynamiczniejszy, największy w porównaniu do innych typów transmisji, co oczywiście związane jest przede wszystkim z rosnącą popularnością słuchawek bezprzewodowych, coraz szybszym, dokonującym się na naszych oczach, rozbratem z kablem. Tu chodzi o każdy aspekt działania – o zasięg, stabilność, ale także (i dla nas przede wszystkim) jakość transmisji, jej parametry przekładające się na to, co słyszymy. Pamiętam słuchawki, czy głośniki z BT parę lat temu. Tego zazwyczaj nie dało się słuchać. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej, zupełnie inaczej. Mini-i Pro jest świetnym przykładem jak ogromnego progresu dokonano, podobnie jak testowany właśnie hajfajowy Relay MassFidelity (którego można zakwalifikować do nowej grupy DACów: DACów bluetooth’owych, z możliwością wyprowadzenia sygnału zarówno w domenie analogowej, jak i cyfrowej, poza skrzyneczkę). Zatem, nie przedłużając już i tak przydługiego wstępniaka…

Matrix Mini-i Pro 2 czytaj – DAC uszyty na miarę teraźniejszego audio, wedle dzisiejszych potrzeb, trendów i upodobań. Zapraszam do lektury recenzji:

* kiedyś, w zamierzchłych czasach, twórca tworzył dzieło skończone, jakim był album. Album tj. zbór utworów tworzących całość, jakiś koncept, gdzie próbowano z lepszym, czy gorszym skutkiem coś przekazać. A dzisiaj? No właśnie, patrz wyżej.

» Czytaj dalej

Testujemy nowego Matriksa Mini-i Pro 2! Krótko: Wow!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161201_094713980_iOS

Przyjechał i od razu podpięliśmy klamota. Nowy Mini-i jest naprawdę nowy. Zmienili w nim niemal WSZYSTKO w stosunku do przetestowanych u nas modeli (patrz: pierwsza generacja, model bez pro i z pro drugiej generacjiwreszcie wersję AD 2015). To nie tylko zupełnie nowa obudowa, ale przede wszystkim znaczące rozszerzenie możliwości o bezprzewodowy link Bluetooth z obsługą kodeka aptX. Właśnie gram bardzo dobry jakościowo materiał (studio mastery, param. 24/96) z MacBooka z wymuszoną obsługą aptX-a (patrz nasz opis Bluetooth Explorer) i powiem tak… o cholera jasna, jak to dobrze, baaaardzo dobrze brzmi. Nie odczuwam tego, co zazwyczaj towarzyszy transmisji tego typu – dźwięk bywa wyprany, płaski, bez „planktonu”, często z cyfrowym nalotem, którego tak nie znosimy. Tutaj w ogóle nie ma o tym mowy. Rewelacja!

To chyba najlepsze granie via BT jakie do tej pory miałem okazję posłuchać. Ten link staje się wg. mnie pełnoprawnym (mimo nadal stratnej kompresji, choć parametry takiego streamingu są zbliżone do strumieniowania bezstratnego, co więcej od paru miesięcy mamy na rynku wariant aptX-a z magicznymi literkami HD… nadal stratny, żeby nie było niedomówień ;-) ) źródłem, na równi z pozostałymi interfejsami. Oczywiście USB daje nam największe możliwości, jest najlepszym jakościowo wyborem i nie ma tutaj nad czym deliberować, ale pojawienie się takiego, bezprzewodowego rozwiązania, bardzo cieszy. W końcu można słuchać muzyki na wysokim poziomie korzystając z sinozębnego! To gdzie kryje się sekret? W module, w całym torze nowego Matriksa się kryje oraz w parametrach transmisji (znacząca redukcja opóźnień >20ms, przy wcześniejszych 50-100ms… to jeden, z moim zdaniem, krytycznych parametrów mający wpływ na jakość brzmienia, dużo wyższy bitrate, dodatkowo stabilniejsza praca interfejsu). W galerii poniżej zrzuty z opisem, dobrze widać jak to pięknie śmiga. Jednym słowem:

Wow!

No dobrze, to po co bitperfect, po co cyzelowanie systemu, pod kątem uzyskania pełnej koszerności, zapytacie? No, cóż, dla kogoś kto ma fioła na punkcie jakości dźwięku sprawa jest oczywista. Bo nadal można bardziej, bardziej lepiej. USB w Pro 2 to brama do bezkompromisowości. Co prawda DAC w Matriksie to stary znajomy (ESS 9016), ale cała reszta toru przeszła gruntowne odświeżenie. Wzmacniacz słuchawkowy dysponuje dużo lepszymi parametrami i dokładnie przemagluję wyjście słuchawkowe podpinając LCD-3, HE-400 oraz K701 i HD650. Będzie konkret. Sprawdzimy te bardzo różne, niekoniecznie łatwe (AKG) do napędzenia nauszniki – tu faktycznie producent miał sporo do zrobienia, bo wyjścia słuchawkowe w Mini-i były dobre, ale daleko im było do poziomu oferowanego przez wyspecjalizowane wzmacniacze słuchawkowe. O wszystkich różnicach, o tym jaki przyniosły efekt, przeczytacie we właściwiej recenzji. Powiem tylko, aby zaostrzyć apetyty, że tak rozbudowanego menu konfiguracyjnego mogą temu klamotowi pozazdrościć znacznie droższe urządzenia (znamy to już z poprzedników, ale tutaj jeszcze bardziej to rozbudowano). Możliwości modyfikacji pracy urządzenia sporo, przy czym sama podstawowa obsługa jest prosta jak budowa cepa i jak chcemy żeby „po prostu grało”, to po prostu gra.

Fajnie, że automatyka pozwala na bezkonfiguracyjny scenariusz obsługi, działa bardzo sprawnie, a oprogramowanie modułu BT to wg. mnie coś, co wymaga specjalnego wyróżnienia. Sprzęt dopasowuje pracę w zależności od źródła, przy czym robi to natychmiastowo (z BT czasami naprawdę można osiwieć, każdy to zapewne przerabiał) i poprzez ciągłe dopasowanie transmisji możemy liczyć na stabilną (jak skała) pracę. Myślałem, że takie coś możliwe jest generalnie tylko w przypadku WiFi… cóż, BT też może grać bezproblemowo. Pilota znamy z poprzednich testów, to ładny, zaprojektowany dla Matriksów (a nie brany z worka) częściowo metalowy sterownik. Wyświetlacz jest super czytelny, pokazuje źródło, pokazuje parametry transmisji. gdyby jeszcze dioda (oczywiście jaskrawoniebieska) nie dawała w tak radykalny sposób znać o sobie to byłoby bez żadnych „ale”.

Tak czy inaczej, nowy Mini-i prezentuje się świetnie, to kompaktowy DAC/AMP, mogący pracować zarówno ze stałym poziomiem wzmocnienia, jak i jako pre-amp. Właśnie może być przedwzmacniaczem i od tej generacji producent idzie za ciosem proponując końcówkę mocy, dopasowaną wielkością, pracującą w klasie D, z możliwością wykorzystania w trybie stereo (RCA) lub mono (łączymy z Mini-i Pro 2 via XLR). Można stworzyć kompaktowy, kompletny system w oparciu o te produkty. Na razie rodzimy dystrybutor nie planuje wprowadzenie końcówki do sprzedaży, chętni muszą skorzystać z własnego importu.

To, na marginesie, nie koniec nowości zaprezentowanych ostatnio przez Matrix Audio. Nowy flagowiec (patrz test X-Sabre PRO), czytaj nowy X-Sabre Pro właśnie ma swoją premierę i… tu także wprowadzono zasadnicze zmiany. O tym co się zmieniło we flagowcu przeczytacie niebawem. Wyraźnie widać z powyższego, że producent postanowił wprowadzić zupełnie nowe konstrukcje, zastępując poprzedników czymś naprawdę nowym, a nie w niewielkim stopniu zmodernizowanymi „ale to już było” klamotami, jak to się często, gęsto dzieje. Sumując pierwsze wrażenia: apetyt bardzo zaostrzony, już po pierwszych odsłuchach, po pierwszym kontakcie. Wraz z naszymi redakcyjnymi nEar-ami (aktywne monitory studyjne) w opcji zbalansowanej, ten Mini-i Pro 2 tworzy audio system i to tak na bardzo serio. Mniam. W instrukcji wspominają, że źródłem USB dla nowego modelu może być bezproblemowo androidowy albo na iOSie handheld. Sprawdzę czy tak jest w istocie, podpinając Neksusa oraz iPada do klamota. Oczywiście komputery via USB zagrają za pośrednictwem Roona. Sprawdzę dokładnie zachowanie testowanego DACa z materiałem DSD (który grany jest w trybie DoP z każdego wejścia cyfrowego, pomijając rzecz jasna samo BT).

Zabieram się do testowania zatem…

Rozbudowana galeria z opisem poniżej:

» Czytaj dalej

Bezprzewodowy DAC na serio: Audioengine D2

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
D2 tyt

Brak kabla u niektórych, niewiernych Tomaszów ;-) wywołuje daleko idącą niewiarę, wątpliwości odnośnie uzyskania jakości dźwięku zbliżonej (wróć – identycznej, takiej samej) co z fizycznego połączenia przewodem poszczególnych komponentów w torze audio. Ja to rozumiem doskonale, szczególnie że nie raz, nie dwa bezdrutowe rozwiązania okazywały się zawodne i nawet pomijając kwestie czysto jakościowe nie dawały, nie gwarantowały stabilności działania. Ile to razy spotykałem się z buforowaniem (czytaj pauzowaniem), całkowitym brakiem sygnału bez wznowienia odtwarzania, całkowitą klęską związaną z niemożnością połączenia z źródłem, serwerem etc. Witaj komputerowy świecie – chciało by się rzec i zaraz potem dodać – i wy(cenzura)j. Przesadzam? Jeżeli tak, to niewiele, bo przy gęstej zabudowie, w centrach miast, liczba komunikujących się ze sobą urządzeń idzie w setki, jeżeli nie tysiące, dziesiątki aktywnych sieci, cała infrastruktura, pęczniejąca a będzie jeszcze gorzej. Będzie, bo Internet Rzeczy, te wszystkie sprzęty AGD, te „inteligentne”  żarówki, te systemy automatyzacji wszystko, to musi być stale online. I już jest, albo zaraz będzie. Walczymy w audio ze zgubnym oddziaływaniem otoczenia na sygnał? Ano walczymy – prąd dobry musimy zapewnić prawda, najlepiej odseparowana linia, kable (no do czasu) trzeba odpowiednio umieścić, położyć, interferencji unikać, jakieś akcesoria zastosować żeby stabilnie… tak może wystarczy tej wyliczanki… Staramy się zapewnić optymalne, najlepsze możliwe warunki pracy sprzętu. Albo i nie, co może, choć nie musi prowadzić do zgubnych skutków (pamiętam pewną rozmowę z osobą, która miała to wszystko jw. w nosie, a jej system – bo to nie są rzeczy wykluczające się, z doświadczenia właśnie wiem – grał bardzo dobrze i moje „ale może będzie lepiej, jak?” zostało szybko zbite „a może jednak wcale nie?”).

Piszę o tym wszystkim dlatego, że bezprzewodowość w audio uważana jest często za coś gorszego, za kompromis i – co zresztą czasami jak najbardziej zasadnie – sprowadzana jest do roli pomocniczego medium. Te wszystkie stratne Bluetooth’y, te wcale nie bitperfektowe AirPlay’e, te liczne z ograniczeniami (vide obsługa hi-res, a raczej jej brak) inne protokoły transmisji, to wszystko budzi uzasadnioną nieufność i ekstremiści, puryści nigdy, przenigdy nie zgodzą się, żeby im te dźwięki w eterze fruwały, a nie – jak PB nakazał – w kablu żwawo sobie i bez przeszkód płynęły. Tak, było (i nawet jeszcze jest) radio, ale radio to radio, to właśnie nawet w epoce znakomitych, będących częścią poważnego systemu audio tunerów (tak było coś takiego), stanowiło – właśnie – pomocnicze źródło dźwięku, do poznawania a nawet interakcji w erze sprzed funkcjonowania globalnej sieci. To już jednak zamierzchła historia, no a dzisiaj? Dzisiaj coraz częściej a właściwie już niemal standardowo te bezprzewodowe moduły, te strumienie wchodzą nam bezpardonowo do audio systemów. I tego HiFi (co zrozumiałe, bo przecież to ma być sprzęt masowy, dla ludzi, a nie dla ekstremistów, purystów), jak i (o zgrozo) do high-endu też. Czy to źródła, czy samograje (zestawy głośnikowe), wszędzie się ten „bezdrut” wciska i wśród wspomnianych Tomaszów wywołuje coraz większą irytację. Bo jak to tak, bez kabelka, bez tego, co stanowi czasami wisienkę na torcie (za gruby szmal, ale mniejsza o szmal)… bez przewodu, tak mechanicznie wirtualnie właśnie, jajo o jajo ;-) …a to nieprzyzwoite, to nie do zaakceptowania, no to po prostu nie uchodzi.

Jak wiecie jestem otwarty na wszelkie nowości, także te najbardziej (wedle tego co powyżej napisane) niekoszerne. Były u nas bezprzewodowe głośniki, były bezprzewodowe interfejsy, były bezprzewodowe słuchawki, całe systemy były bez. Były*, są i będą i to coraz częściej, bo w tym kierunku to zmierza i oczywiście od samych producentów, inżynierów zależy, czy ta cała bezprzewodowość wyjdzie nam finalnie na zdrowie (no z tym to może być różnie, głównie mam na myśli pomysły z bezprzewodowym ładowaniem, chodzi o energię jaką będziemy wypromieniowywać, by te wszystkie gadżety nakarmić …brrrr). Moje doświadczenia nie są jednoznaczne, ale potencjał (wygoda, integracja, adaptacja) jest – co oczywiste – ogromny i tego nie da się powstrzymać, czy zastąpić czymś. Innymi słowy świat bez druta to świat niedalekiej przyszłości. Koniec, kropka, amen. Dlatego też, takie coś jak D2, o którym (wreszcie coś na temat) zaraz co nieco przeczytacie, ma nie tylko sens, ale przede wszystkim pokazuje że bez przewodu można i stabilnie w pełni i przewidywanie w pełni i bezproblemowo (typowe plug and play) i do tego – słyszycie mnie puryści – bez jakościowych kompromisów. To co wyjdzie, to wejdzie i następnie przetworzone zagra na dołączonym stereo, dokładnie tak, jakbyśmy źródło klasycznie kabelkiem jednym, drugim i trzecim nawet sobie podpięli i play wcisnęli.

AKTUALIZACJA: dobra wiadomość dla zainteresowanych – polski dystrybutor obniża cenę D2 z 2499 na 2099 złotych!

Dlatego ten Audioengine to jak w tytule, na serio, a teraz czas na konkrety:

* vide AirDAC firmy NuForce, zapowiadany AirTry, szeroko u nas opisywany Chromecast Audio

» Czytaj dalej