LogowanieZarejestruj się
News

WA8… lampiszon @ spacerze. Woo Audio z DAC-amp-integrą w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1498

Jak mnie wciągnęło to zamiast coś skrobnąć słucham namiętnie. Kompletnie z czapy, niemożebnie niepraktyczne, takie że do kieszeni nie wejdzie, no chyba że wielgachnej, a i tak na koniec dziurę wypali. I jeszcze 3.5 godziny to absolutny maks. Niby na wynos, niby jeden, jedyny taki, wzmacniaczo-dak przenośny na lampiszonach i w sumie… no trudno się dziwić, że nikt nie podjął rękawicy, bo to jest rzecz z gatunku totalnie niszowych. No tak, na przekór temu wszystkiemu, słucham ja ci tego WA8 eclipse i no fajnie bardzo, przyjemnie bardzo to gra. Na tyle fajno, na tyle przyjemnie, że – o ile zapomnimy o tej, jednak, udawanej przenośności – to klamocik robi się całkiem intrygującą propozycją (nadal wybitnie niszową).

No dobrze, bo co my tu właściwie mamy? Ano mamy przenośny (w sensie, że pół-stacjonarny, łatwo przemieszczalny) wzmacniacz słuchawkowy wyposażony w trzy (sic!) lampki, takie – zważywszy gabaryty – trochę o choinkowej proweniencji, ale jednak lampki te nie do ozdoby, a do napędzania słuchawek służą. Dowolnych słuchawek. Mocy Ci tutaj dostatek, gramy dogmatycznie z akumulatora, sama bateria pokaźna i choć gwarantuje stosunkowo krótkie słuchanie, to gwarantuje też bardzo konkretną dawkę powera… duży, bardzo fajny, full-metal (jak i reszta) potencjometr już między 3 a 4 w skali zapewnia odpowiednią dawkę energii dla Arya czy LCD-ków 3 (tu może na liczniku 4, ale wyżej robi się już mocno głośno). W komplecie są dwa jacki, jest duży i mały, bardzo prawidłowo, bo oczywiście dzisiaj wiele nawet wysokopółkowych słuchawek ma po pierwsze małego jacka, jednakowoż sam WA8 jako sprzęt pół-stacjonarny powinien jest przygotowany na przygodę z domowymi nausznicami, co to tylko w domowych pieleszach mają sens być słuchane, ale właśnie po drugie jak już te kable z mini jackiem wysokiej jakości mamy to dlaczego nie wpiąć tego bezpośrednio? Także bez obaw. Na rowerze nie posłuchasz, ale już w chałupie, niekoniecznie swojej, jak najbardziej. Pod stacjonarny to przygotowane, a jak ktoś gabaryt lubi czuć to i przenośne podłączy bezpośrednio (albo kabel sobie wykorzysta, co go w komplecie ma).

Dobra, ale jak to lampa, czy nawet 3 lampy, w takiej przemieszczalnej konstrukcji? No ki diabeł, zapytacie… ano sprzęt jw. nietypowy, fakt, ale wykonany bardzo porządnie, wręcz wzorcowo, wszystko super dokładne, przyjemnie monolityczne, całościowo metalowe, a i spasowane na szkolną szóstkę. Lampki cieszą oko za szybką, oczywiście gorące to jak jasna cholera (dlatego wypali dziurę w spodniach, nie radzę nawet eksperymentować), z góry krata do chłodzenia, można troszkę wydłużyć czas redukując poziom wzmocnienia lub/i wyłączając jedną z baniek (mamy suwak, który daje opcję – grają 3 lub 2). Diodki z boku poinformują nas ile to jeszcze zostało, przy czym po 4-5 albumach będziecie jw zmuszeni do szukania gniazdka. Duży zasilaczyk 12V w parę godzin naładuje aku, można wtedy nie przerywać słuchania (tylko czas naładowania wydłuży się w takiej sytuacji znacząco).

Przyczepię się do samych suwaków (odpowiedzialnych za on/off i liczbę pracujących lamp). Za 10k (tak, kosztuje to, to 9999 peelenów) chciałbym zobaczyć zamiast plastiku metalowe, trwałe, nie do zdarcia przełączniki. A tu jest plastik. Na szczęście gniazda wykonano solidnie, mamy poza USB, także wejście liniowe. Stąd, tytułowa, integra, bo możemy sobie pożenić WA8 z dowolnym źródłem analogowym. W takiej sytuacji, co prawda, nici z digitalnego kompana / transportu… odłącza się USB i basta. Znaczy się albo, albo. Siak czy tak miło, że można sprzęt wykorzystać nie tylko do grania z kompa, czy jakiegoś handhelda, bo i jakiś napęd CD podłączycie, inne źródło zero jedynkowe, a może nawet gramofon. Woo Audio stworzyło coś bardzo ciężkiego i bardzo nagrzewającego się, stąd zalecam dużo przestrzeni wokół (stacjonarnie słuchamy) i opcję biurkową, do której ten klamot pasuje bezbłędnie. Stawiamy na biurku, możemy szybko pokręcić sobie gałką, lampki cieszą oko i robią atmosferę, klimat, a z tyłu podpięty komputerowy transport się czai- właśnie tak. Sprawdzimy też ze wspomnianym CDA (nasz fantastyczny TEAC serii 500) oraz ze staruszkiem igłą drapiącym (NAD 5120).

Warto zapoznać się z instrukcją, gdzie przedstawiono podstawowe zasady BHP. Tu nie ma żartów, bo można klamota uszkodzić, uszkodzić samego siebie, sprowadzić nieszczęście na otoczenie… także ostrożnie! W środku siedzi już nie najświeższa kość ESS Sabre 9018M (mobilny wariant, uboższy od „dużego”, stacjonarnego), stary znajomy XMOS i wspomniane powyżej, trzy lampiszony tj. lampki mocy 6S31B x2 oraz pojedyncza, sterująca 6021. Ważne – mamy tutaj czystą klasę A, żadna hybryda, czysta lampa, układ SE, a wszystko to da radę słuchawkom od 8 do aż 600 Ohm. Czyli wszystkim, teroetycznie, da radę, sprosta. Wbudowany DAC obsłuży nam 24/384 oraz DSD128. Rzecz jasna nie będzie problemu z handheldami, z którymi da się WA8 połączyć, albo via OGT (Android), albo w ramach certyfikacji z iCośtam. Z tego, co przykuwa uwagę, a wypada z pudła jest jeszcze mini walizeczka (Pelican …ładna nazwa btw) do wygodnego, bezpiecznego przenoszenia opisywanej konstrukcji. Przezroczysta taka, wygląda to, prezentuje się bardzo dobrze, elegancko.

Jak wspomniałem powyżej, pierwsze wrażenia odnośnie SQ bardzo satysfakcjonujące. Ocieplenie i napompowanie tego, co dociera do uszu, wywołuje dodatkowe emocje, nie ma mowy o analityczności, o wycinaniu , o detaliczności kosztem zaangażowania, czy wręcz męczącego trwania, znużenia. Gra wciągająco, nie pozostawia obojętnym i co najważniejsze – słychać wpływ lampkowego setu, czuć jak różne mogą być języki komunikacji w przypadku słuchania z tranzystora bądź – jak w tym przypadku – z bańki. Na koniec jeszcze króciutko o designie. To WA8 może i raczej z pewnością przypadnie do gustu estetom. Tu nie ma żadnego przypadkowego elementu, wszystko jest na miejscu i poza moim typowym marudzeniem, taki WA8 może spokojnie stanowić podstawę dla domowego systemu pod nausznice, ciesząc oko i pieszcząc ucho. No i zawsze można do znajomych zabrać, bez konieczności taszczenia wielkiego pudła, względnie gdzieś w parku, na jakimś pomoście po podpięciu do laptopa, albo smartfona posłuchać sobie tego i owego.

Wcześniej przetestowaliśmy (zajawka) tandemowego WA7 (patrz tutaj) oraz opisaliśmy samą markę (o tutaj).

Galeria z opisem:

» Czytaj dalej

Auralic VEGA G1: pierwsze wrażenia, zupełnie inaczej niż wszędzie indziej

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0155

VEGA = DAC. Skojarzenie prawidłowe, patrząc na to, co oferował Auralic do tej pory… klasyczny przetwornik. Tyle, że teraz wszystko się kompletnie pokiełbasiło. Czym jest VEGA G1? Przetwornikiem? No nie tylko, a może nawet nie przede wszystkim… to może streamerem, bo przecież jest LAN (tylko LAN, bez druta samo z siebie nie zagra to)? Hmmm, mówią streaming DAC na tego klamota, ale to według mnie też do końca nie mówi nam całej prawdy o tym klocku (ciężki gabaryt, oj ciężki, lubimy takie obfite ;-) ). To może – bo z przodu pysznią się dwa jacki – to może słuchawkowiec rasowy, z tym co powyżej? No cóż, nie bardzo, bo akurat tutaj od razu, mówiąc szczerze, nie owijając w bawełnę, jest poniżej oczekiwań… jak ktoś chce na słuchawkach to niech od razu przygotowuje się na osobnego ampa. To cholera ki diabeł? Ano właśnie…

G1 to sprzęt bardzo, ale to bardzo enigmatyczny. Niby strumieniujący przetwornik, ale według mnie przede wszystkim cyfrowe pre. To jest kluczowy element tej konstrukcji i coś, co decyduje o wartości tej propozycji. Można zastanawiać się, czy to, co dostajemy, warte jest wydania niemalże 17 tysięcy, czy producent przypadkowo nie woła nieadekwatnie, za dużo. Topowe G2 ma sporo więcej i sporo lepiej, ma mocniejsze trzewia (tu platforma Tesla na ARM jest na poziomie… Ariesa Mini, patrz nasza recenzja), ma ekstraordynaryjny link do zewnętrznego zegara (Leo), może być G2 autonomicznym serwerem (G1 NIE MA ANI USB POD ZEWNĘTRZNY DYSK, ANI WEWNĘTRZNEJ KIESZENI… nie sugerujcie się błędnymi opisami tu i ówdzie, ani wprowadzającymi w błąd recenzjami) itd itp. Owszem, zapłacimy więcej za flagową VEGĘ, ale -konkretnie- za sporo dobra więcej. To jak, może ten G1 to jakiś taki niedorobiony jest, niewypał, bez sensu taki?

Tu pracuje jako klasyczny DAC, podpięty pod iMac-a (DoP 256 obsługiwane, jak widać) aka Roon Core, analogowo z Sonos Amp (końcówką mocy i nie tylko końcówką, patrz tekst)

Ano nie, choć z zastrzeżeniem, że to propozycja częściowa, a nie całościowa i taka pod konkretny projekt audio systemu (oczywiście według autora wpisu). Postanowiłem przetestować G1 w bardzo oryginalnym i mocno nietypowym (patrząc na recenzje tego klamota, nikt do tego w ten sposób nie podszedł – nikt) scenariuszu. Otóż, moi drodzy, postanowiłem najnowszą VEGĘ zsonosować, to znaczy skojarzyć (i to ściśle, o czym za moment) z Sonos Ampem (patrz nasza recenzja „na żywo”). Efekt już mi się bardzo podoba, bo uzupełnia, rozszerza i co najistotniejsze wpisuje się w to, czym wg. mnie G1 jest… idealnie się wpisuje. To po pierwsze. Po drugie, G1 ma balans, a moje studyjne monitory to tylko balans, także było oczywistą, oczywistością podpięcie pod XLRy naszych aktywnych nEarów. Mhm, nowa VEGA przekształciła się w coś, co moim zdaniem stanowi tutaj danie główne… w precyzyjny, z oryginalnym i technologicznie bardzo wysublimowanym torem analogowym, przedwzmacniacz cyfrowy. Centralkę oferującą kompatybilność z tym, co stanowi dzisiaj fundament komputerowego audio… kompatybilność ze źródłami (streaming) najwyższej jakości (Tidal & Qobuz), własną, zaawansowaną platformę softwareową (Lightning OS) wreszcie integrację z Roonem (Roon Ready). W teorii G1 to gotowość na przyjęcie sygnału 32/384 oraz DSD 22,4 vel 512, także niemalże maksimum tego, co możemy sobie przepuścić przez komputerowe trzewia, komputerowego transportu. Brak ograniczeń? No nie do końca, o czym dalej, ale na papierze (bo nie w pdf-ie… nie znajdziecie manuala do tego klamota na stronie producenta i w ogóle nigdzie – przedziwna praktyka) tak to właśnie wygląda.

Bardzo czytelny, kolorowy display (na szczęście nie jest dotykowy ;-) )

Podpięcie Sonos Ampa generuje możliwości nigdzie indziej nie spotykane. I niech nikt nie protestuje (jak to, integra jakaś śmieszna za 3 koła ze źródłem za 17?!), tylko przeczyta co poniżej, to może uświadomi sobie, że to nie jest żadne faux paux, tylko że to zupełnie nowe otwarcie, coś zasadniczo niespotykanego do tej pory w branży. Wiecie, Sonos Amp stanowi tutaj łącznik z inną platformą sprzętowo-programistyczną, buduje wraz z G1 system o możliwościach jakich nie oferuje nikt na rynku. Zacznijmy od tego, że Amp to w takiej konfiguracji końcówka mocy (po pierwsze), router sieciowy audio (dwa gniazdka LAN czekają na podzielenie się sygnałem internetowym, wszystko działa w sonosowej sieci mesh, bez zakłóceń, bez interferencji)… to po drugie… oraz po trzecie Amp, dzięki sonosowemu ekosystemowi, uzupełnia nam możliwości G1 o:
- wielostrefowość… sonosowe samograje, strefy zarówno mono, jak i stereo (też kolejne Ampy (4) w innych lokalizacjach), czytaj mamy bezdrutowe audio i to w formie zawsze czysto, zawsze pewnie ;-)
- zarządzanie grupami, możliwość tworzenia dowolnych konfiguracji
- możliwość przesłania sygnału z podpiętych do G1, innych, cyfrowych źródeł (USB, EBU/AES. coax oraz TOSLINK) do opartych na klasycznych zestawach kolumnowych systemów nagłośnieniowych 2.0 / 2.1
- synergię takiego dzielonego systemu (G1 & Amp) w ramach front-endu Roon z potężnym DSP, dodatkowo sterowania potencjometrem G1 z poziomu aplikacji Roon Labs, precyzyjnemu wysterowaniu wszystkich sonosowych end-pointów

Spore to, wymiarowo taki podobny do nikogo. Odeszliśmy od 40 centymetrów w nowoczesnym audio. Jest albo kompaktowo (bardzo), albo pośrednio, no różnie jest.

Sterujemy sobie zdalnie z poziomu dowolnego handhelda (Auralic konsekwentnie olewa Androida, jak Lightining OS to tylko iOS wchodzi w grę), Roon robi za interfejs, jednocześnie agregując nam wszystkie treści (te wymienione wyżej źródła tj. Tidala, Qobuza – o VPN i zabawie z ustawieniem będzie osobny art., nasze biblioteki), dając ponadto jeszcze milion innych możliwości, a wszystko – jak wielokrotnie gardłowałem – w przyjemnej, prostej, przyswajalnej dla każdego formie. Można, nawet, wyobrazić sobie stream PCM konwertowany na bieżąco do 1 bitowej postaci aż po wyczynowe DSD512… przy czym, pierwsze próby spowodowały niespodziewane trudności, dropy, rwanie odtwarzania (przy maksymalnych parametrach ustawionych w roonowym DSP). Rzecz będzie jeszcze dokładnie obadana, stawiam na jedną z trzech możliwości: problemy z transmisją (podepniemy G1 do głównego routera sieciowego), problemy z niewystarczającą mocowo platformą (wspomniane przycięcie parametrów wobec G2, oparcie G1 na wolniejszym SoC), problem z ustawieniami (VEGA) tzn. zbyt niskie opóźnienia. Odnośnie ostatniego punktu, trzeba wspomnieć o ustawieniach jakie wybrałem (mamy 4 filtry do wyboru oraz kilka opcji opóźnień) w konfiguracji G1 – precyzyjny i najniższe opóźnienia 100ms. Być może tutaj jest pies pogrzebany*? Tak, czy inaczej, przy DoP DSD256 (USB z iMaka) oraz DSD256 native (interfejs sieciowy) problemów nie zauważyłem. Warto nadmienić, że problemem na pewno nie była niewystarczająca moc samego Roon Core (Core i7, ciągłe 1,4-1,6x na liczniku w Roonie).

Klamot prezentuje się wyśmienicie: duże, ciężkie, znakomite gniazda, znakomite materiały, znakomite spasowanie. High-endowo
Mamy baterię cyfrowych interfejsów (m.in. EBU/AES), ale najważniejsze że mamy LAN

Dobrze, dość technikaliów, parę słów o brzmieniu wypadałoby, prawda? ;-) Sonosy ustawione liniowo, kręcimy potencjometrem w G1 (podłączone pod coax dodatkowo CDA) i Amp na pylonowych szafirach prezentuje energetyczny, dynamiczny, ładnie oderwany od kolumn (swoboda, przestrzenność) spektakl, przy ustawieniu gałki na 20-25 w skali. Przy 30 robi się już naprawdę głośno. Zestaw głośnikowy daje radę, zero przesterowania, czysto, na samograjach robi się nerwowo (trzeba zejść niżej). Jak zwykle świetnie sobie poczynają nEary, bardzo duży wolumen, aż ciężko uwierzyć, że grają dwie, niewielkie przecież paczki, podstawki, nie czuć że to coś mniej, skromniej niż wspomniane przed momentem podłogówki. Fajnie. Jak wyżej, słuchawkowe wyjścia potraktujmy wyłącznie w kategoriach pomocniczych… wyjścia (po co 2? Po co w ogóle ten element? Jak coś jest takie sobie, w takim produkcie, powinno być po prostu wyautowane jako nieadekwatne) dla nauszników grają wyraźnie gorzej od mojej słuchawkowej integry M1HPA. Różnica jest zasadnicza, także polecam jw. osobnego ampa słuchawkowego, jak ktoś chce coś wysokiej klasy skojarzyć. Raz jeszcze – cyfrowy preamp, cyfrowa centralka, z bardzo zaawansowanym torem analogowym… to jest właśnie G1 …plus integracja audio sieci. Korzystając z oprogramowania firmowego można sobie pograć także ze Spotify’a, moduł radia jest tutaj także ciekawszy, lepszy od tego obecnego na tę chwilę  w Roonie. Rzecz jasna agregacja treści, możliwość wieloźródłowej integracji całej kolekcji wraz z rozbudowanymi możliwościami buszowania po zbiorach oraz znakomite Roon Radio (szafa grająca oparta na nauczaniu maszynowym) to zdecydowanie Roon i tylko Roon. Jak ktoś chce inaczej, to nic nie stoi na przeszkodzie… w końcu można via komputer (USB) wszystko sobie wyobrazić, można alternatywnie dla Roona zastosować np. JRivera. A, i jeszcze jedno, na pewno warto sprawdzić nie tylko z budżetowymi aktywnymi, ale np. z takimi, ostatnio opisanymi ELACami Navis, przykładowo. Oj, to mogłaby być petarda…

Kluczowy element. Gała. Potencjometr …i właśnie w takich okolicznościach przyrody: końcówka (Sonos) -> pasywne zestawy kolumnowe lub/i aktywne monitory

Sumując, co mi się podoba w tym klamocie, po pierwszym zapoznaniu?

  • forma: duże, ciężkie, świetnie wykonane, spasowane, z doskonałej jakości komponentami, czytelnym wyświetlaczem, kolorowym, prezentującym wszelkie niezbędne informacje, także okładki (stream)
  • potencjometr, który robi tutaj robotę i jak widać powyżej, stanowi wg. mnie danie główne
  • wyczynowe parametry, teoretycznie, nieodstające od tych, które oferują nam komputerowe audio transporty (32/384; DSD512)
  • własny, z dobrym wsparciem, OS, audio OS
  • natywna kompatybilność z tym, co trzeba (i z tym, co niekoniecznie ;-) tj. MQA): Roon, Qobuz, Tidal, Spotify…

A co niekoniecznie?

  • dość ślamazarna praca (co może mieć związek z mało wydajną platformą hardwareową): odpalanie, przełączanie, działanie Lightning OS w niektórych zakresach pracy, co też może mieć znaczenie w przypadku korzystania pod Roonem (Roon Ready)*
  • no właśnie: starszy, wolniejszy SoC w stosunku do G2, na poziomie Ariesa Mini
  • jacki chyba głównie dla ozdoby, pod wysokiej klasy słuchawki musi być coś zewnętrznego
  • brak funkcjonalności bezprzewodowej
  • brak fizycznego pilota (o czujniku IR na szczęście nie zapominano)
Podziękowania dla Premium Sound za wypożyczenie. Przenicujemy na wylot chłopaki. Przenicujemy, przeżujemy…

* VEGA nie pracuje tutaj w trybie Bridge (USB), tylko Roon Ready (LAN), innymi słowy działa jako streamer via RAAT. W przypadku Bridge wszystko liczy Core (stąd taka Malina może być wyczynowym end-pointem), w sytuacji gdy urządzenie identyfikowane jest jako kompatybilne źródło jest inaczej…

Potencjometr w akcji, zawiadywanie via Roon, G1 jako Roon Ready, pożeniony z całym sonosowym ekosystemem
(to VEGA dostarcza sygnał i steruje głośnością, wszystkie Sonosy zawiadywane prze G1!)

Galeryjka poniżej:

 

» Czytaj dalej

Woo Audio WA7d/tp – nie tylko ważne, jak gra, ale jak wygląda. Design głupcze!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
WOOAUDIO_WA7-silver-600x400

Niech mi się nikt nie obraża i nie wkurza, że mu personalnie coś. Nic z tych rzeczy. Parafrazuję znane „gospodarka głupcze”, a że chodzi o coś, co ładnie pasuje do antytezy „nieważne jak wygląda, ważne jak gra” to cóż… jest, jak jest ;-) Woo Audio to bańki. Wiemy. Woo Audio to zarówno pod kolumny, jak i pod słuchawki. Przy czym te ostatnie tak bardzo są w modzie, że obecnie Woo Audio to przede wszystkim pod słuchawki. No takie czasy, nic na to moi drodzy nie poradzimy, że często, gęsto nie ma opcji by stworzyć sobie „świątynię zapomnienia”, czytaj zrobić z jakiegoś pokoju miejsce na wyłączność pod klamoty, kolumny i akustyczne dopasowanie tj. stroje, absorbery, pułapki itd. Mieszkanie to nie studio, życie to nie bajka, także nie dziwi, że zamiast czegoś, co może okazać się zgniłym kompromisem, wielu melomanów (czy tych, tam -filów, bez obrazy, bez obrazy), zadowala się czymś na uszach. Wiadomo, odpada milion rzeczy, właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by mieć totalnie endowy, flagowo-wyczynowy tor słuchawkowy, w budżecie (jak ktoś lubi) nawet (obecnie) zbliżonym do pieniędzy za duże, stacjonarne, topowe audio oparte na kolumnach. Proszę bardzo. Jedyne, co warto i się powinno, to sprawdzić stan instalacji elektrycznej (co wskazane jest bez względu na to, czy akurat pod audio… bo zła, wadliwa, niestabilna instalacja to potencjalne kłopoty). Także nie dziwi i wręcz dzisiaj w dobrym tonie jest coś, co nakłada się na łeb, co nieinwazyjnie koegzystuje z aranżacją wnętrz nie uwzględniającą jakiś tam, absurdalnych, wymagań pod niwelację zjawisk (jak na ten przykład „ale fale stojące…”) niekorzystnych z punktu widzenia słuchacza.

Dobra, dość dywagacji o wyższości świąt Bożego Narodzenia, nad Wielkanocnymi, przejdźmy do meritum, do bohatera wpisu, testu, recenzji… uroczego, dzielonego, „amplifajera” słuchawkowego Woo Audio WA7d. Wersji wcześniejszej, w optyka dodatkowo wyposażonej, obecnie już wygaszonej (zabrali ten element – szkoda). Na szczęście to co jest różni się od tego co było tylko tym, jak wyżej, szczegółem. Także nie będziemy pisać o mamutach, tylko o czymś, co jak najbardziej można zakupić, a czy warto i dla kogo o tym poniżej. Zanim o SQ, na wstępie, o tytułowym designie. Od paru lat widać (na szczęście) wyraźnie, że wygląd MUSI iść w parze, że szczególnie im wyżej, tym bardziej musi. Bardzo mnie to cieszy, bo nic mnie tak nie denerwuje, jak coś niedoskonałego w formie, co ma – właśnie – znaleść uzasadnienie dla swojej egzystencji treścią, umiejętnościami (tylko). Ja się z tym nigdy nie byłem w stanie pogodzić i jak coś paskudne, jak nie pasuje, brzydkie po prostu to doświadczenie użytkowe (choćby nie wiem jak grało) zawsze i nieodmiennie leży. U mnie tak to działa. Nie jestem w stanie zaakceptować czegoś, co razi estetycznie i choćby nie wiem jak genialne (brzmieniowo) było to nawet jak niewidoczne, nawet jak ukryte, będzie w świadomości bruździło.

WA7d jest przykładem całościowego podejścia do tematu. To miało być NOWOCZESNE, to miało być ŚWIEŻE, oryginalne i – no niech ktoś powie, że nie – JEST nowoczesne, świeże i oryginalne oraz PIĘKNE. Ten amp z wbudowanym dakiem i (na całe szczęście, nie pominięto tego elementu) wejściem analogowym, czytaj prostym pre prezentuje się tak, jak powinien prezentować się sprzęt audio… ma współgrać z naszym poczuciem estetyki, naszą wrażliwością na piękno, na chęć otaczania się pięknymi przedmiotami. Ok, nie każdemu to, co oferuje tutaj Woo Audio, musi się podobać. Nie. Ale nikt nie przejdzie obok obojętnie, nie wzruszy ramionami. Bo tu, ktoś, zadał sobie trud, by zrobić coś, co ma do nas przemawiać. I przemawia. Dwie, kostki, monolityczne, kostki, połączone grubym, „militarnym”, przewodem, obie wyposażone w bańki wyeksponowane, ale zabezpieczone, bo w akrylowych, przezroczystych obudowach „zamknięte”. To, co przemawia do każdego audio freaka… duże pokrętła, duże, na froncie, centralnie umiejscowione. Trochę szkoda, że przy bliższym rozeznaniu, to jednak nie ciężkie, stalowe potencjometr…y (no w zasilaczu trudno mówić o potencjometrze, bo choć się kręci – bez sensu, na marginesie – to robi tylko jedno… włącza/wyłącza, jest po prostu włącznikiem), a coś co ma właśnie formą całość ładnie spinać i spina, przy czym pozostawia pewien niedosyt. To jedyna rzecz, która mi tutaj „nie gra”, reszta gra i to bardzo gra. Hebelki z tyłu amp/daka, dwa jacusie – jeden duży, drugi mały, pozwalające na podpinanie zarówno tych stacjonarnych, jak i mobilnych bez potrzeby stosowania adapterów – wszystko na miejscu i w estetyce, która bardzo, bardzo mi odpowiada.

Tak, reklamują to, to z – wiecie – makówkami. A właściwie to jedną, konkretną makówką, o ponadczasowej formie (subiektywnie) tj. jabcowym all-in-one. iMac i WA 7d. To powinno być w jednym pudle sprzedawane, oferowane w komplecie, bo właśnie świetnie się jedno z drugim dopełnia. Mówimy o stacjonarnym słuchawkowcu, czymś na biurko (raczej wyłącznie tak, no ewentualnie stolik nocny, ale tam prawdopodobnie się to, to nie zmieści, a ukrywanie czy zamykanie części składowych to będzie zbrodnia). Jako, że się ten opisywany WA grzeje i to konkretnie grzeje, to musi być przestrzeń wokół. Najlepiej obie koski obok, albo, jak u mnie pięterko, w sensie wyżej i niżej (wiele biurek tak ma, że się da), albo jeszcze inaczej, wedle upodobania, ale na widoku i z przestrzenią wokół. Musowo. Bo ten sprzęt ma cieszyć i cieszy oko. Nawet ktoś tak nieczuły na powaby klamotów (tych ładnych), ktoś taki jak małżowina, po zauważeniu tytułowego setu, nie omieszkała wspomnieć: „no ładne to, to… bardzo nawet”. A, że odmówić zmysłu estetycznego, harującemu jak wół grafikowi (pracoholizm stosowany, podszyty zawodowym entuzjazmem… znaczy lubi to robi, a robi bo lubi) to cóż… wspomniałem nieprzypadkowo wcześniej, że nikt nie pozostanie nieobojętnym na powab WA7d i jak widać z powyższego, tak to właśnie wyglądało podczas testów u mnie. Czy zatem tylko choćby przez wzgląd na aparycję, warto? Oj, nie, nie tylko to, a nawet powiem więcej – choć może i DAC nie jest tu czymś nadzwyczajnym i zwyczajnie można lepiej w temacie konwersji cyfrowego na analogowe – to sam wzmacniacz, wejście analogowe daje potencjalnemu nabywcy WA7d coś, co może stanowić docelowy (tak właśnie) klamot dla słuchawek dowolnie wysokiej klasy. Nie będziemy szukać dalej, bo manewr z lepszym źródłem (nie tylko transportem) będzie jak najbardziej wykonalny, co więcej – jak komuś będzie mało z komputera (dzisiaj zazwyczaj tak gramy), to nawet jakieś gramofony, deki czy szpule sobie pożeni. I będzie zachwycony. Będzie, bo…

 

Trochę bałagan pod…

» Czytaj dalej

Burson z nowymi klamotami: jest ESS9038 i multum opcji op-ampowych

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
V6-S31

Te multum nie dziwi, w końcu to Burson, ale jednak pojechali po bandzie tym razem, bo naliczyłem 6-7 różnych modyfikacji, które z ceny 399 USD robią nawet 1250 USD. Takie buty. Same klamoty prezentują się bardzo interesującą. Tym razem mamy mniejsze obudowy (z opcją montażu do standardowej zatoki 5.25″ w desktopach… jest wyprowadzenie dla zasilania z PC), a więc znaaaaacznie tańsze to, to i można nabyć takiego, nowego Playmate (aha) albo Swing’a w bardzo budżetowej cenie i to z takim, jak w tytule stoi, topowym krzemem do robienia analoga z zer i jedynek. Oczywiście sama kość o niczym nie przesądza, ale jak wspominałem w paru testach klamotów wyposażonych w nowe ESS Sabre, te przetworniki to krok we właściwą stronę i dobra implementacja gwarantuje wysokiej klasy SQ. Rzecz jasna opowieści z krainy mchu i paproci, że jest dźwięk typowo „sabre’owy” można sobie spokojnie puścić mimo uszu, ale niezaprzeczalnie wielkie możliwości nowych DACów opartych na najnowszym typoszeregu ESS to rzecz warta uwzględnienia.

Swing. Pre&DAC

Dobra, to co my tu mamy? Ano mamy DAC-o/pre-ampa (Swing) oraz DAC-o/ampa słuchawkowego (Playmate). Wspólnym mianownikiem jest płytka C/A oraz wejścia cyfrowe: mamy standarowe USB, TOSLINK & coaxial, ESS 9038 pozwalający na konwersję sygnału PCM 32bit/768kHz PCM oraz DSD512 (wreszcie będzie można sobie w locie PCMa do takiej właśnie, wyczynowej 1 bitowej postaci zaaplikować). Mamy firmowe zasilanie dla poszczególnych stopni przetwornika, czytaj mamy bursonowe ‘Maximum Current Power Supplies’ (MCPS), przy czym obie skrzynki różnią się liczbą MCPS (więcej w DAC-o/preampie Swing), no i rzecz jasna pre ma we/wy analogowe, czego słuchawkowiec nie ma. Oczywiście za odbiornik (dla komputerowego sygnału z USB) robi świetny XMOS. Ciekawostką i novum oraz ukłonem w stronę użytkowników najnowszej elektroniki jest port USB-C na froncie do podpięcia nowych telefonów, tabletów oraz komputerów.

V6 …mmm

Bardzo ładny, alu pilot stanowi dopełnienie całości. Aha, pilot jest od zmiany poziomu i tyle. Tak to sobie wykombinowali. Biorąc pod uwagę modding (wyraźnie celują w dłubaczy), specyfikę, mówimy o czymś dla typowego geeka. No takiego z domieszką audio. W standardzie są opampy NE5532 X 4 (Playmate), NE5532 X 2 + NE5534 x 2 (Swing), ale jw. hulaj dusza, piekła nie ma… można wymieniać do woli. W ten sposób kształtujemy brzmienie i to kształtujemy znacznie dosadniej niż w przypadku samych kości C/A, odbiorników USB i tym podobnych elementów. Także, można przyjąć, że dostajemy gotową opcję pod manewry, takie jak w świecie lampiszonów, tylko tu zamiast baniek macie tranzystory. Sprzedaż wystartuje z dniem 1 stycznia 2019 roku. Jak się pojawi w .pl to bierzemy na warsztat. Nawet da się sprawdzić w zatoce, bo jakieś pozostałości po jednym barebone walają się w piwnicy. Także „pomodujemy” sobie, powymieniamy, pieca pod audio stuningujemy (mam pomysł na minimalistyczną konstrukcję, przy czym będzie to x86, nie ARM). Wzmak dostarczy słuchawkom 2W maksymalnie (znaczy się konkret jest i testowane HE6SE by się prawdopodobnie odnalazły w takich okolicznościach), kompaktowe obudowy – bez obaw – będą prezentowały się bardzo dobrze poza obudową komputera… surowy nieco styl, ale ładne to, to, także estetycznie na plus.

Swing AMP&DAC

Dalej nie szukam? Wyczynowy zestaw X-SPDIF 2 & X-Sabre PRO. Wow!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180824_095837063_iOS

Do redakcji trafił topowy zestaw Matriksa, składający się z konwertera cyfrowego X-SPDIF 2 (patrz test poprzednika) oraz przetestowanego u nas wcześniej, znakomitego, X-Sabre Pro. Oba urządzenia doskonale się uzupełniają, tworząc coś, co po kilkudziesięciu godzinach maglowania, mogę określić jako najlepszy system PC Audio wyciągający dźwięk z komputerowej magistrali USB. Najlepszy jaki dane mi było podpinać do redakcyjnego sprzętu. Słowo klucz: IIS. HDMI. Native pod macOSem (tego nie oferuje Wam Jabłko, tutaj jest to możliwe!). Konwersja w locie PCM do DSD256/512. Możliwość konfiguracji IIS w konwerterze, konfiguracji pozwalającej na zoptymalizowanie pracy tego mocno egzotycznego (i nie standaryzowanego!) sposobu transmisji sygnału. Tak. Konwerter X-SPDIF 2 jest (obok opisanej karty X-Hi) kolejnym, niezwykle wartościowym elementem toru, wyczynowego toru opartego na komputerze/streamerze. Te „akcesoria” świetnie ze sobą współgrają, oferując jakość jakiej nie doświadczyłem, grając via USB z komputera. Głównie słuchałem na makówce, zachwycając się dźwiękiem odtwarzanym via ROON na takim secie:

  • konwerter cyfra-cyfra Matrix X-SPDIF 2 (tryb: native, tryb niskie opóźnienia… opis poniżej) konwertujący sygnał USB na IIS
  • przetwornik C/A X-Sabre Pro @ IIS, natywnie konwersja PCM do 11.2MHz (DSD256), w przypadku alt. zestawu z PC i X-Hi nawet DSD512 (natywnie, bez omijania ograniczeń OS, jak w przypadku macOSa, na co pozwala konwerter)
  • wzmacniacz dzielony, słuchawkowy na bańkach Woo Audio WA7 fireflies (w roli wzmacniacza, analogowo spięty z X-Sabre)
  • słuchawy HiFiMAN Ananda & Audeze LCD-3
Taki obrazek pod macOSem.
Da się takie coś uzyskać, ale tylko ze specjalnym sterownikiem (Korg* takie coś oferuje i chyba tylko on), jabłkowy system umożliwia tylko i wyłącznie tryb DoP (konwersja z PCM i maks. DSD256, zazwyczaj tylko DSD128)
 

* nasz redakcyjny, opisany na łamach, end-point pecetowy Fooko PC (MINIX Z64) gra sobie na co dzień via KORG (Roon/Bridge), konwertując w locie @ DSD128 (więcej DS-DAC-100 nie oferuje). Znakomicie się to sprawdza, ale jw. to wstęp do tego, co można uzyskać „grając po bicie”, przy czym nie zapominajmy, że podstawą takiego systemu MUSI być bardzo wydajny rdzeń tj. szybki komputer, oparty na wielordzeniowych, układach Core lub np. Ryzen, z dużą ilością pamięci operacyjnej.

Całość podpięta pod tomankową listwę z blokerem (TAP-8), spięta okablowaniem Supry, ponadto wykorzystałem najkrótszy przewód HDMI jaki udało mi zdobyć. I co? I nie mogę ruszyć się z fotela. A to jeszcze nie wszystko, bo jw. czeka mnie dłuższy odsłuch na PC z zamontowaną kartą X-Hi. Czytaj kompletne rozwiązanie, złożone z uzupełniających się, jak wspomniałem, elementów, tworzących wyczynowy tor z PC …poniżej 10 tysięcy złotych (oczywiście mam tu na myśli wyłącznie to, co nam te zera i jedynki przekształca na postać analogową z komputera). To – biorąc pod uwagę pierwsze odsłuchy – bardzo niewiele, w kontekście dużo droższych streamerów, DACów, wręcz okazyjnie mało. Mówimy tu, raz jeszcze podkreślam, o unikalnym, nie mającym specjalnie odpowiednika (na rynku trudno znaleźć takie urządzenia, jest ich mało i są dużo, znacznie droższe) systemie, który w zakresie SQ przewyższa wszystko, co do tej pory stało w redakcji. Więcej, nie przypominam sobie, by cokolwiek grającego via USB, kiedykolwiek, zrobiło na mnie TAKIE wrażenie. Rzecz jasna można zamiast wspomnianego WA7 podpiąć coś umownie lepszego, dokonać jakiś zmian w okablowaniu, ale to co usłyszycie za pośrednictwem tych dwóch skrzynek (plus, opcjonalnie, karty) będzie niebywale mocnym przeżyciem, czymś co wzruszy dotychczasową wiedzę na temat tego, co można z komputera, z pliku, a czego (zdawało się) nie można. Może dlatego tak, najlepiej, najdoskonalej, bo właśnie te nasze granie z magistrali komputerowej w takim setupie, w praktyce omija najpoważniejsze wady takiego rozwiązania (powszechnie znane niedoskonałości interfejsu USB w aplikacji audio) i w praktyce korzystamy z wielopasmowej autostrady (IIS), nasz DAC działa w innej domenie, konwersja sygnału wprowadza zatem nowe okoliczności. Zupełnie inne. Pokrywa się to z wcześniejszymi doświadczeniami (USB @ …, albo alternatywa tj. piorun).

No dobrze, to popatrzmy co tu się zadziało:

» Czytaj dalej

DAC 2018? Po prostu Matrix Mini-i Pro 2S. Po prostu

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
FullSizeRender

Testowaliśmy całą linię Mini-i na łamach (patrz: pierwsza generacjamodel bez pro i z pro drugiej generacjiwreszcie wersję AD 2015). To bardzo udane konstrukcje, z generacji na generację prezentujące coraz wyższy poziom, coraz lepiej wyposażone, o coraz większych możliwościach (progres dotyczy zarówno wyposażenia jak i SQ). Producent znalazł wg. mnie doskonałą receptę na stworzenie przystępnego cenowo (cena nigdy nie przekroczyła pułapu 3k, oscylowała w przedziale 2-3 tysięcy), kompletnie wyposażonego (bogaty standard wyposażenia, obejmujący obsługę wyczynowych formatów, wyjścia także zbalansowane, gniazda słuchawkowe, wejścia AES/EBU, czytelne wyświetlacze oraz piloty zdalnej obsługi), bardzo dobrze grającego przetwornika, centralki cyfrowej za którą inni wołaliby (i wołają) dużo, znacznie więcej. Firma przez jakiś czas eksperymentowała z kościami Analog Devices, ale ostatecznie wybrała nowoczesne, zaawansowane układy ESS i tak już zostało. Najnowsze modele w ofercie to, uznany przez nas za wzorzec DACa (2017), przetestowany w zeszłym roku model PRO (bez S), jeszcze na starej kości 9016 i bohater niniejszej publikacji… najbogatsza, wyposażona takoż w link bezprzewodowy (BT) wersja, będąca szczytową konstrukcją, zwieńczeniem całej linii Mini-i, oparta na najnowszym układzie ESS.

Matrix nie tylko zaoferował wg. mnie perfekcyjną (koszt-efekt) maszynkę przekształcającą zera i jedynki na sygnał analogowy, nie tylko udanego wmaka słuchawkowego, ale coś więcej… w przypadku 2S dostajecie wstęp do stworzenia firmowego systemu, kompletnego systemu, który w super kompaktowej formie, nie tylko z centralką cyfrową, ale solidnym przedwzmacniaczem zamyka temat. Cały system zamknięty w małych, świetnie wykonanych, metalowych obudowach, z jedną (SE) albo dwiema (XLR) dedykowanymi końcówkami mocy Mini-i AMP. Jakby tego było mało, zgodnie z najnowszymi trendami, ten maluch otrzymał także wspomniany link bezprzewodowy. I nie jest to tylko dodatek, czy taki tam, pomocniczy w stosunku do reszty wyposażenia sposób grania z tego DACa, ale najdoskonalsza implementacja sinozębnego w tego typu konstrukcjach, jaką było mi dane słuchać oraz obsługiwać w sprzęcie za parę, a nie paręnaście tysięcy złotych. Zrobili to perfekcyjnie, zrobili to tak, jak należy.

Już po wstępie widać, że laurka będzie. Będzie, bo się !@@$#% należy. Należy się tym bardziej, że Matrix po prostu robi swoje, zawsze oferując więcej (realny progres – to nie jest pudrowanie, poza zbliżoną formą, każda kolejna generacja to więcej, lepiej bez zmiany ceny na metce) i zwyczajnie należy to docenić. No to doceniamy, a konkretnie doceniamy za…

» Czytaj dalej

Mytek Liberty DAC… pierwsze wrażenia

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180303_070157820_iOS

Przyjechał, testuję i mam już parę pierwszych wniosków. Mytek Liberty DAC to taki Brooklyn bez wyświetlaczy, to kompaktowa forma z wsadem z droższych konstrukcji, to takie połączenie świata pro-toolsów ze światem konsumenckiego audio. Tak właśnie. Ten Liberty zastępuje w katalogu najprzystępniejsze cenowo skrzyneczki dla praktyka, a dodatkowo rozszerza ofertę Myteka o produkt znacznie tańszy od Brooklynów czy Manhattanów dla muzykofila. Co prawda w zakresie do ok. 4k możemy już nieźle się na-po-wybierać, bo klęska urodzaju to za mało powiedziane, a wspomniana w poprzednim wpisie, zapowiedzi testu tytułowego DACa, ofensywa Azji to właśnie poziom do 10 tysięcy złotych – tu najwięcej się dzieje i to ten pułap, w który rzeczona Azja, celuje. Mniejsza. Mamy coś, co jest Made in Poland, od strony projektu to 100% Myteka w Myteku (o czym poniżej), także wiemy, że to coś co wyszło spod firmowego dłuta, a nie przepakowane, czy nawet nie przepakowane, tylko z doklejonym logo, coś rodem z wielkich chińskich megafabryk. Wątpliwości nie ma, to najmniejszy klamot, ale mimo czysto klasycznej formy, po wyjęciu z pudła wiemy, że to nie masówka, że oryginał. O klamocie było już u nas pisane o tutaj.

Nie banał

Od razu jak się pojawił, podpiąłem pod Core, Roon i jedziemy. Na razie testowany jest na słuchawkach, oczywiście będzie też na stacjonarnym torze sprawdzany i to dwojako: z aktywnymi nEar-ami w balansie (czyli jakby studio ;-) ) i na standardowym torze hajfajowym, tj. NADy i pasywne Szafiry oraz Topazy. Tak. Teraz jednak, lecą słuchawki i na słuchawkach, w opcji biurkowej to gra. Zresztą tu biurko jest bardzo na miejscu lokalizacją, bo małe to, bo obsługa ręczna z frontu, bo zdalnego „niet” i ogólnie, jakbym miał tego klamota gdzieś umiejscowić, to właśnie gabinet, biurko, bliskie pole / aktywne / kompaktowy zestaw z kolumnami oraz wymienione powyżej słuchawki. Tak, dali tutaj ampa i ten amp musi pokazać swoje kompetencje egzaminowany w szerokim zakresie na planarach LCD-3 / Sundara / HE-400 oraz dynamikach HD-650 / K701 / HP50. Będzie także niespodzianka, która leci z… chińskiej fabryki, coś co prawdopodobnie miażdży wszystko co istnieje na rynku w relacji koszt-efekt w zakresie wysokiej klasy, klasycznie przewodowych monitorów dokanałowych. Nic więcej nie zdradzę, poza ceną tego IEMowego wynalazku, nad którym parę dobrze zorientowanych osób, pieje z zachwytu (jak patrzę jak to wygląda, to nie mogę uwierzyć, że to się w ogóle opłaca, w sensie produkcji & sprzedaży się opłaca) – zapłaciłem 34 złote. Co można dostać za 34 złote przekonacie się w przyszłym tygodniu, o ile dolecą (no chyba powinny, ale różnie to bywa).

Czyli z IEMami, a konkretnie z tymi co przylecą, też sobie Liberty zagra, bardziej będzie to potwierdzenie, bądź nie, tych zachwytów nad słuchaweczkami, które wyglądają jak wysokiej klasy armatury, jak jakieś Westony z górnej półki. Zobaczymy. Patrząc zaś na nausznych „egzaminatorów” to nadal nie mogę uwolnić się od Sundara, jak tylko zrobię sobie przerwę na wymienione powyżej, inne, modele nausznic, to jakoś dziwnym trafem zaraz te najnowsze HiFiMANy powracają, jak bumerang, lądują na czerepie. Słucham od prawie trzech tygodni i artykuł już się kluje. Z Libery jest synergia pełna, nie tylko w zakresie SQ, ale także estetyki, wyglądu… no pasuje to tutaj idealnie. Czarne, w najnowszej, konstrukcyjnie odchudzonej i dopracowanej odsłonie Sundara z …no właśnie, niby skrzynką prostokątną, do bólu typową, klasyką, klasyki, a tu jednak nie, bardzo nawet nie tak. Bo, że Liberty jest prostokątem małym, kompaktowym to fakt, ale że banał to już zupełnie nie. Mamy na górze elegancko w metalu nacięte logo, a że Myteka logo to nie prosta forma, a wysublimowana to też takich atrakcji możemy się spodziewać w metalu właśnie. A to dopiero początek, bo dół obudowy to powtórka tego patentu i ma to nie tylko estetyczne, ale jak najbardziej funkcjonalne uzasadnienie. Wentylują nam te setki otworków obudowę. Można w niebanalny sposób? Ano jak widać można. Wygląda to bardzo fajnie i mimo tej prostej formy od razu czujemy, że jednak dostaliśmy do ręki coś zaprojektowanego nie z metra, a specjalnie na tę okazję właśnie. Z przodu też jest mytekowo, ta ponacinana faktura ala skóra aligatora to całościowo (vide góra obudowy) udany projekt stylistyczny, prezentuje się nam ten maluch bardzo i można sobie go wyeksponować, a nie że schować, bo ładny dla oka to widok.

No, cześć

Z przodu mamy wielokolorowe diody, gałę (enkodera) oraz wyjście słuchawkowe 6.3. Z tłu od razu widać, że to firma, która pro-toolsy robi. Na bogato, możemy sporo źródeł cyfrowych tutaj zintegrować, bo jest AES i dodatkowe (czyli w sumie 2) SPDIFy, można jak już wcześniej pisałem, alternatywną elektrownię podpinać, przy czym solidne, wewnętrzne zasilanie spokojnie możemy potraktować jako docelowe rozwiązanie, a to dodatkowe, to jak będziemy chcieli sobie upgrade zaaplikować, niekoniecznie chcąc wymieniać przetwornik, bo tak nam ten Liberty do gustu przypadł (a jednocześnie audiofilianervosa wymaga sięgnięcia po portfel). Opcja jest. Jako, że naprawdę małe to jest, to na wyjściowe XLRy zwyczajnie nie byłoby miejsca, stąd standard w studio dobrze znany (w domowym audio kompletnie nie spotykany) czytaj dwa TRSy dla balansu obok wyjść SE znajdziemy. Sam enkoder działa z lekkim skokiem, wiemy gdzie jesteśmy, bo diodki nas o tym informują świecąc w różnych kolorach, w trybie: pokaż poziom wzmocnienia, wskazując jak daleko w prawo jesteśmy ;-) . Wystarczy nacisnąć, by paliły się tylko dwie, a nie dajmy na to pięć, diody i wtedy wiemy, które z wejść cyfrowych jest uaktywnione, poza tym czy gra nam MQA albo czy DSD gra nam. Tak, mamy MQA, o którym wspomnę niebawem, bo – co dla mnie było sporym zaskoczeniem, bo choć Chrisa znam, cenię, przyjemnie wspominam rozmowę z nim na AVS bodaj trzy lata temu, to jednak jego Computeraudiophile zaliczam do głównego nurtu, do mainstreamu publikatorów audio, a tu wyciął ostatnio niezły numer… oddał głos na głównej koledze Archimago (o którym wspominałem na łamach MQA i niezmiennie bardzo polecam jegomościa i jego niezobowiązujący blog… konkretna wiedza w cenie, zdrowy rozsądek podobnie). Takie podsumowanie tego, co sam popełniłem na temat MQA tu i tutaj.  No dobrze, Mytek to ma i to szeroko ma, bo we wszystkich nowych DACach oferuje pełne wsparcie dla origami. Krótko mówiąc, świeci się na zielono (bywa, że chwilę zajmie identyfikacja/odpakowanie/autoryzacja), wróć, świeci się na niebiesko (niektórzy dostają wrzodów, jak im się nie świeci – przepraszam za drobną złośliwość ;-) ), czyli jest „fully authenticated”. Wspominają w instrukcji o „dokładnie to, co artysta był w studio….”, litościwie pominę to tutaj i powiem tylko tyle: wyróbcie sobie swoją własną opinię na temat. Warto nie tylko słuchać (porównajcie sobie PCM, czy DSD z MQA… Tidal daje takie możliwości w dużym zakresie obecnie), ale także poczytać jw. W tym wypadku naprawdę warto zrobić obie te rzeczy.

Pasuje jak ulał, jak włoskie wyyyygodne obuwie z tymi Sundara ten Mytek

Dobra, gra nam ten Liberty także DSD, w przypadku ROONa Core na makówie jest DoP i 128, jak sobie podepniemy (z zrobimy to niezawodnie) w salonie do end-pointa HTPC to posłuchamy Myteka w trybie native i poleci także materiał DSD256, który – muszę przyznać – robi wrażenie, bo cholernie dobrze to nagrane jest, wyczynowe, bez dwóch zdań, taki pokaz możliwości rejestracji i przeniesienia w najbardziej topowej formie tego, co było przez muzyków grane. No, no. Recz jasna znaczenie czysto poznawcze, a nie użyteczne to ma, bo takie nagrania to nawet nisza nie będzie, zwyczajnie nikt w to bawić się nie będzie na szeroką skalę, zapomnijcie. Dobrze, to jak jesteśmy przy materiałach, to powiem jeszcze, że ostatnio nam się na Tidalu przepysznie dzieje, w zakładce (tak, tak MQA) lądują fantastyczne rzeczy i to bardzo, bardzo podnosi wartość tego streamu w moich oczach… po prostu wcześniej, żeby takie znakomite nagrania móc legalnie posłuchać, trzeba było wydać krocie. Teraz można to mieć za 40 złotych. Naprawdę… warto docenić, dodatkowo trzymać kciuki za integrację przez Roon labs nowego modułu rozgłośni internetowych. Pracują nad tym, bo to co obecnie nie przystaje do reszty jakościowo (dodawanie z paska adresów) i jak będzie to kolejne, potencjalne źródło znakomitego audio z fenomenalną nawigacją, integracją całej kolekcji trafi do użytkowników ROONa. Jest na co czekać, bo sporo się dzieje w radio streamie… bezstratnie się dzieje, wyczynowo się dzieje i jeszcze, na dokładkę, na żywo się dzieje. Jak będziemy mogli, nie ruszając się z fotela, przenieść się do sali koncertowej albo na stadion to ja bardzo chętnie to zrobię. Oczywiście to jak z kinem z jednej i telewizorem/projektorem z drugiej, inaczej, ale i tak bardzo chętnie, szczególnie że nie tylko wielkie wydarzenia, ale także kameralne w jakości dużo lepszej od niskobitratowe mp3 będą na zawołanie.

Głośno! Przy czym na planarach cztery palą się musowo

Sprzęt podczas pracy delikatnie ciepły jest, widać że robotę robią te wycięcia układające się w logo firmowe na górze i na dole obudowy. Poziom wzmocnienia dla planarów to pi razy oko co najmniej 15 (Sundara, LCD-3), oczywiście przy sygnale DSD gra ciszej i trochę bardziej dokręcamy w prawo. Precyzja, rozdzielczość, wgląd to na pierwszy rzut ucha wybija się, buduje nam przekaz. Obiecałem, że skonfrontuję KORGa z Mytekiem @ DSD i możecie być pewni, że takie porównanie we właściwiej recenzji znajdziecie, podepnę zarówno pod laptopa i słuchawek, jak również stacjonarnego toru z kolumnami. Z ciekawości chcę także sprawdzić jak sobie Liberty poradzi w porównaniu z thunderboltowym interfejsem (też pro-tools, nawet bardziej, bo wyposażony pod potrzeby tj. ZOOM TAC-2) i tu też będzie face to face. To chyba zamknie nam plan kompleksowego przetestowania tego klamota. Stylistycznie i jeszcze bardziej całościowo, jak się pojawi, to będzie także z nowym iMakiem Pro obfotografowany, chcę przy okazji sprawdzić, ile prawdy jest w krytycznych głosach na temat problematyczności nowego thunderbolta 3.0 z interfejsem audio na piorunie. Podobno nie jest cacy, a dodatkowo psy wieszają na HS strasznie. Nie wiem, u mnie nadal Sierra, po wpadkach Apple z najnowszymi wersjami oprogramowania generalnie wstrzymuję się z decyzją o upie. Mytek Liberty DAC niewykluczone, że sobie chwilę zagra z takim kompem, konfrontowany z TAC-2 służącym nie tylko do porównania, ale także weryfikującym doniesienia o problemach pro-toolsów z tym co komputerowe, nowe w ofercie Apple.

Niby nic, a jednak robi różnicę.
Kompaktowy, prostokątny, mały, a ładny i jeszcze to ładny koresponduje zaprojektowany z głową (logo = otwory wentylacyjne)

PC też jw. będzie! Będzie bardzo, bo jw. zagramy via HTPC w natywnym trybie DSD wyczynowe. Także sterowniki (o to jestem spokojny, znając podejście Myteka do wsparcia) też sobie sprawdzimy pod Windą, nawet jeżeli teraz ta Winda sterów już nie potrzebuje (od Creators Update, jak pisałem na HDO z pół roku temu, macie wreszcie UAC 2.0 …ile to czasu musiało upłynąć, no ale w końcu jest). Plan mamy zatem konkret, a na koniec tych pierwszych wrażeń, najbliższe zapowiedzi:

- recenzja HiFiMAN Sundara
- artykuł Cayin iHA-6/iDAC-6
- parę słów o RHA MA750 (btw polską witrynę, sklep on-line, RHA sprokurowało właśnie, będzie niebawem wpis o tym)

To przetestowany sprzęt, ale nie tylko o sprzęcie będzie, bo w przygotowaniu są dwa artykuły problemowe. Jeden, krótki, podsumowujący temat MQA, właściwie odsyłający do Chrisa, o czym było powyżej oraz drugi… i znowu kij w mrowisko: „Dlaczego audiofilskie routery nie grają, dlaczego audiofilskie kable ethernetowe nie grają o 1000, 2000, 5000$ lepiej od tych za 1000, 2000 i 5000$ mniej” i „dlaczego próba twórczego nawiązania do wideofilii wystawia audiofilii na pośmiewisko, czyli nie pisz o czymś, o czym nie masz zielonego pojęcia„. Przeczytałem coś, co wywołało u mnie przemożną chęć podzielenia się swoim zdaniem na temat bzdurnych teorii, fałszywych wniosków oraz bezwstydnych (to delikatne słowo) prób wciskania kitu. W imię $, oczywiście, bo tylko to „uzasadnia” takie rozmijanie się z rzeczywistością. Wymierny, liczony banknotami, interes.

PS. Swego czasu testowałem telewizory, z projektorami też miałem co nieco wspólnego.

Poniżej fotogaleria z Liberty w szczegółach:

» Czytaj dalej

Nowy DAC M2Tech Young mkIII. Strumienie, oledy… recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20171215_095030915_iOS

Absolutna nowość z Italii, nowy Young DAC mkIII ze strumieniami (via Bluetooth), do tego w pełni zbalansowana konstrukcja (idealnie pasowały nasze redakcyjne monitory studyjne EISO), z analogowym wejściem… a więc także prosty cyfrowo-analogowy przedwzmacniacz. Sprawdziłem jak gra z gramofonem via klasyka 1020 & 5120, wygrzał się solidnie z źródłami cyfrowymi… komputerem (mac/ROON), Chromecastem oraz kompaktem (nad515). Bezpośrednie strumienie sinozębne, znak czasów, to coraz częstszy widok i to bez względu na klasyfikację urządzenia. Może być budżetowe HiFi, może być i high-end. Bez różnicy.

W przypadku Younga jest oryginalnie. Po pierwsze, jak wspomniałem, to konstrukcja w pełni zbalansowana (nie pseudo, jak wiele innych klamotów, które mają XLRy tylko po to, by ewentualnie skorzystać z „grubego” kabla… a po prawdzie są to konstrukcje SE), można też podpiąć via RCA (piękne przejściówki w komplecie dali), ale jak już ktoś tak to zaprojektował to dobrze sprawdzić na torze symetrycznym „z czym to się je”. Po drugie rozbudowane menu to nowość u Włochów, coś co kojarzy mi się z Matriksami (gdzie można ustawiać wiele parametrów pracy DACa). Są filtry dla PCM, są dla DSD (aż 4!). Po trzecie mamy wejście liniowe, co automatycznie pozwala wpiąć gramofon w tor za pośrednictwem nowego Younga, a to może przynieść określone korzyści w SQ (sterowana cyfrowo drabinka rezystorowa, bardzo precyzyjna regulacja poziomu). Zastosowano enkoder (nawet co 0,5dB, można to na marginesie zmienić w ustawieniach na 1dB… przydatne!), do tego systemowy pilot (rozrasta nam się ta M2Techowa elektronika, oj rozrasta), a jakby tego mało to jeszcze DEDYKOWANA aplikacja na Androida (patrz zrzuty ekranowe) do sterowania przetwornikiem (? …strumieniowcem, przedwzmacniaczem… jaka nazwa byłaby adekwatna? No właśnie jaka?) …innymi słowy full opcja jeżeli chodzi o obsługę, także zdalną.

Czysta forma. Żadnych literek, cyferek… lubimy takie. Nazwali te nowe klamoty: ”M2Tech Rockstar Series” :)

Jest niewielki, ładniutki, od razu ujęło mnie coś, co po czwarte, wyróżnia tego klamota na tle innych – nie ma żadnych oznaczeń, żadnych nazw, znaczków, czegokolwiek na froncie… tylko czarna tafla, która skrywa OLEDowy displej. Super! Dyskrecja jest tutaj wyraźnym wyborem, wskazują na to rozbudowane opcje ustawień (praca diody, reakcja wyświetlacza z możliwością jego szybkiego wygaszania, sposób wybudzania / gotowości klamota do pracy). Innymi słowy macie coś, co może, po odpowiednim skonfigurowaniu, nie świecić, nie krzyczeć „tu jestem, o tutaj!”, po prostu czarny front z aluminiowym, grubym płatem na górze i bokach. Bardzo mi to pasuje i myślę, że wielu osobom taki projekt również przypadnie do gustu. Zrobili to dokładnie jak należy i estetyka, design (cóż, wiadomo, Włosi) stoi tutaj na bardzo wysokim poziomie. Z tyłu mamy świetnej jakości złącza, sprzęt w ogóle się nie grzeje, a nie grzeje się w ogóle, bo zasilanie mamy na zewnątrz. W komplecie jest zasilacz ścianowy (robiony na zamówienie m2Techa), można zdecydować się na upgrade w postaci firmowej elektrowni (Van Der Graaf mkII), albo jakiegoś innego rozwiązania dostępnego na rynku. Pilot, jak wspomniałem, systemowy jest, nie żaden z kosza, tylko specjalnie pod zamówienie producenta robiony, również wyróżnia się estetycznie na plus (czcionka stylizowana @ Art déco ;-)) i stanowi spore udogodnienie, w sytuacji gdy zdecydujemy się na pełne wykorzystanie możliwości jakie oferuje tytułowe urządzenie, to znaczy podepniemy wiele źródeł oraz dodatkowo będziemy mieć ochotę na sinozębne strumienie z obsługą aptX.

Sinozębny moduł jest i to taki w wariancie z obsługą kodeka aptX
(…mobilne jabłka niestety nie skorzystają, AAC nie ma, pozostaje tylko SBC, z makówy ofc leci aptX, tylko sobie w BT Explorerze wymuście)

No właśnie, na Maku jest aptX, co za niekonsekwencja Apple (typowe, antykonsumenckie zagranie jabca).
Gramy na zbalansowanym torze, cały system to jak widać Young i kolumny aktywne ESIO

Jak wspomniałem, zintegrowałem klamota z monitorami bliskiego pola nEar 05, podpinając symetrycznie, konfigurując kolumny w taki sposób, by wykorzystać do maksimum możliwości regulacji po stronie Younga. Tak to grało przede wszystkim, choć nie tylko, bo te piękne przejściówki… no szkoda byłoby ich nie wykorzystać, także przygotowałem coś specjalnego – podpiąłem M2Tech-a do toru niesymetrycznie z wzmacniaczem MiniWatt w roli końcówki, znaczy lampy też były. I nieprzypadkowo, bo w menu zaszyta jest także opcja ustawienia wyjścia DACa z dwoma nastawami (5Vrms i 10Vrms), można będzie zatem podłączyć bańkową końcówkę, bo przewidziano także taką opcję. No, super, no! Jak widać, mamy tutaj naprawdę sporo możliwości. Także na pasywnych zestawach kolumnowych zagrał, stanowiąc podstawę toru (zarówno jako pre, jak i DAC, a jeszcze strumieniowiec via BT). Fundamentem są tutaj dwie kości… programowalna Xilinx FPGA (tak, będzie można dokonać aktualizacji przetwornika w zakresie wejścia USB), czytaj kontroler USB oraz układ C/A PCM1795 (z natywną obsługą DSD). Uzupełnieniem tego duetu jest scalak odpowiedzialny za pracę enkodera (regulację) CS3318. Nawet 32 bity, nawet 384KHz, nawet DSD256 (via ASIO), nawet… ekhmmm… MQA (natywnie). Komplet.

Pilot systemowy, biorąc pod uwagę rozbudowaną funkcjonalność, niezbędna rzecz.
Do tego jeszcze dedykowana apka (DAC z apką… tak, tak, w takich czasach żyjemy, choć tutaj mamy więcej, bo jest pre, bo sporo można konfigurować). Co ciekawe apkę macie tylko (do czasu?) na Androida. Wersji na iOSa brak. Wreszcie czegoś nie ma na jabłcu, jest na Andku ;-) . Prawdziwa rzadkość! Mam na szczęście na czym sprawdzić, jakiś Android jest, co pozwoliło obadać ten sposób zawiadywania klamotem…

Na końcu recenzji, w galerii, możecie zobaczyć jak wiele ma do zaoferowania testowana nowość od M2Tech-a, ile możliwości dostajemy w urządzeniu, które nominalnie uznajemy za DACa, a przecież… no właśnie, dostajemy coś znacznie bardziej funkcjonalnie rozbudowanego. Znak czasów moi drodzy. Dzisiaj te omnibusy pozwalają budować system bez konieczności mnożenia bytów, bo nam się wiele rzeczy integruje w ramach jednego. Fajnie!

» Czytaj dalej

Alternatywa dla PC: Zidoo X10 & MATRIX Mini-i Pro 2S

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180209_141839649_iOS

Alternatywa, bo dzisiaj po pierwsze i najważniejsze tylko stream (a to ta androidowa skrzynka koncertowo nam „ogarnie”), w drodze integracja Andka w ROONie (like iOS vide nasz wpis) – to po drugie, a po trzecie możemy stworzyć na bazie tych skrzynek coś, co przyjmie strumień także z wszelkiej maści handheldów i to nie tylko via Bluetooth (tu w bardzo zaawansowanej wersji BT 4.0 z kodekiem aptX i modułem o późnieniach <20ms), ale także CAST (24/96) lub AirPlay. Odnośnie tego ostatniego, na razie kiepski (tak kiepski!) pierwszej generacji z obsługiwany za pomocą pluginów, tylko 16/44, tylko 2 sekundowy bufor, opóźnienia na nieakceptowalnym poziomie w przypadku synchro obrazu z dźwiękiem itd itp, ale… nowy AirPlay 2 ma być po pierwsze czystym kodem (żadne tam hardware, wymagające testów u Apple, osobnej certyfikacji… przynajmniej teoretycznie), po drugie ma mieć to wszystko czego nie ma poprzednik, a więc obsługę stref, brak konieczności utrzymywania aktywnej aplikacji odtwarzającej (tylko sterownik), choć tutaj wydaje się że dotyczyć to ma tylko własnego ekosystemu (sic!) czytaj HomePoda i Apple Music, wreszcie po trzecie bufor gwarantujący znacznie lepsze działanie całości (zapas na co najmniej wielominutowe odtwarzanie treści, a nie jak teraz dwu sekundowe O_o).

Odnośnie jakości to Apple nadal nie ujawniło, czy AP2 będzie hi-reso lubny, także jeszcze hold your horses jabłkoluby ;-) Oczywiście bankowo pojawią się odpowiednie apki (obsługa) na Google Play, nie mam najmniejszych wątpliwości, że tak się stanie. Dodajmy do tego cast, miracast i w ogóle wszystkie możliwe protokoły bezprzewodowe jakie nam tytułowy X10 może potencjalnie obsłużyć i już wiemy, że można to, to wykorzystać z powodzeniem w salonie zamiast HTPC (ekrany niekoniecznie muszą być na kablu, a jak już jesteśmy przy projekcji… wiadomo, stream dwukierunkowy obrazu i dźwięku bardzo by się przydał… softwareowo te multimedialne skrzynki są na to gotowe, także hware z modułami 801ac powinien „dać radę”). Dobrze, zagalopowałem się trochę, bo w przyszłość wybiegam nieco, a tu trzeba skupić się na tym co tu i teraz.

Kino i stereo. Preferuję to drugie, ale kto co lubi i akurat ma ochotę. Tu da się te dwa światy na wyczynowym poziomie pogodzić.
Btw widzicie, że obraz wychodzi poza ekran?
Pięć sekund w konfiguratorze i wszystko gra/buczy. Znakomicie przygotowana od tej strony skrzynka, multum opcji (w recenzji szczegóły) 

Tu i teraz mamy mocno unikalną skrzynkę nie tylko obsługującą wszystko jak leci, ale X10 potrafi także przyjąć sygnał via HDMI, bo ma wejście. Także w oparciu o tego klamota, możecie wzorem Xbox-a, stworzyć sobie kompletne rozwiązanie z dodatkowym źródłem video, który będzie via Zidoo zintegrowany z Waszym ekranem. Fajnie. PIP, nagrywanie… to wszystko jak najbardziej. Lepiej – możecie to wszystko także w jakości 4K. Po mojemu idealny tandem to pozbawiony streamu Oppo UDP-205 lub 203 pożeniony z tą skrzynką właśnie (do wejścia w Oppo podpinamy jakąś konsolę, jak ktoś ma na to czas i voilà). Także możliwości dla wideofila otwierają się naprawdę bezkresne, bo poza ewentualnym, fizycznym nośnikiem, macie tutaj dowolny stream z sieci, także obsługę treści 4k (YT)… jedyna kwestia do uregulowania, przy czym bardzo istotna to HD, uHD z serwisów (patrz tabelka). Natomiast w kwestii obsługi wideo (Ultra-HD 4K 60fps &HDR 10 bit) oraz audio z pliku jest wszystko i to zarówno w kontekście obrazu (BD-ISO, uhd BD ISO; dwa front-endy multimedialne, w tym jeden oparty na XBMC), jak i dźwięku (DSD 64/128/256 native, PCM 24/192, wszelkie formaty). To ostatnie oczywiście dzięki może topornemu nieco, ale niezawodnemu i bardzo mocno konfigurowalnemu USB Audio PRO (integruje nam się od razu Tidal, bo w apce jest taka opcja btw). Pobieramy i już bezkompromisowo via X10 gramy. Na Mini-i Pro 2S rzecz jasna…

Co i jak ogrania, a czego nie. Jak widać Android w wersji skrzynkowej czeka jeszcze na obsługę streamu wideo w opcji no limits (rozdzielczość)

Tak, Matrix. Najlepszy z rodziny Mini-i, na nowej kości ESS9026PRO. A te nowe kości Sabre to wg. mnie (to będzie czwarta skrzynka z nową generacją, mogę więc trochę sobie pouogólniać ;-) ) inna charakterystyka, nie taka cyfrowo-analityczna, zimno-obojętna jak w poprzednikach (przy czym, raz jeszcze, to tylko jeden z elementów całości, można tak doprawić, tak zaprojektować całego klamota, że będzie grał „jak na Wolfsonach” ;-) ). Swoboda, niebywała wręcz rozdzielczość, świetna dynamika pogodzone z muzykalnym, angażującym przekazem. Takie mam doświadczenia, póki co. Brzmi to nie tylko inaczej, ale wyraźnie ciekawiej, bardziej przykuwa, jest przyjemniejsze w odbiorze. Ten mini-i Pro 2S ma wszystko co trzeba, by stać się cyfrową centralką i połączyć nam cały sprzęt audio i audio/video (z zastrzeżeniem, rzecz jasna, opcji multichannel). Ważne: od teraz macie DSD na każdym interfejsie, także SPDIF, także @ AES (DoP64), z wyłączniem, co oczywiste, BT, przy czym sinozębny poza wspominanymi usprawnieniami potrafi jeszcze obsłużyć kodek AAC (jabłkoluby się cieszą, bo mogą z telefonu oraz tabletu słać w lepszej jakości strumienie, mogą). USB jest wyczynowe, bo nawet 32 bity (Mac ogarnia takie coś), DXD (384kHz)… no magia cyferek. Dla mnie istotne jest to, że jw. gra to dla mnie ewidentnie ciekawiej. Reszta jest przyjemnym dodatkiem.

Mmm :)
Jest dobrze, szczególnie na materiale 1 bitowym, granym via ROON (tor: Core/ThunderboltowyDock/Matrix)

Z przodu mamy dużego jacka, a samo wyjście słuchawkowe obsługuje nam osobna kość TPA6120, także będzie można swobodnie podpinać także te najtrudniejsze nauszniki – to właśnie obiecuje nam producent w specyfikacji. Sprawdzimy. Podobnie jak w innych DACampach z linii Mini-i także tu do wyboru jest praca jako PRE (potencjometr pracuje) albo jako czysty DAC (wtedy na wyjściach mamy stały poziom, a wyjście słuchawkowe jest odłączone). Pamiętacie uberDACa X-Sabre Pro gen 2? Menu konfiguracyjne wygląda znajomo, jest podobnie rozbudowane, a wisienką jest 7 filtrów dla PCM (tak aż siedem) i 4 dla DSD. Także całkiem konkretny moduł DSP tam pracuje, jak widać. Jest jeszcze opcja redukcji jittera (załączamy sprzętowo dla USB ultraniskie opóźnienia) i parę innych rzeczy, które omówię we właściwej recenzji. Z sygnałem BT nie powinno być problemów, bo podobnie jak w modelu bez pro dali złączę na antenkę i samą antenkę, będzie zatem inaczej niż w wielu ostatnio testowanych @HDO urządzeniach audio, gdzie brak tego elementu (m2tech choćby) zaowocował dropami, problemami z transmisją …w tym samym pomieszczeniu. Porażka. Tutaj powinno być bardzo dobrze. Pilocik to bardzo ładny, robiony na ich zamówienie, częściowo metalowy sterownik pozwalający na sprawną obsługę klamota. Jak zwykle w czerni i w srebrze skrzynki, a wszystko to za 2650zł. Zidoo zaś to 1099zł. Poziom nie „entrowy”, a nawet nie zwyczajnie hajfajowy plus minus 3800 zł za oba klamoty. Jak aktywne, czy słuchawki to już cały, gotowy tor, a jak nie to można jeszcze ciekawe uzupełnienie od Matriksa dobrać, tj. amp dopasowany do linii Mini-i. Czytaj końcówka na ICEPower ze sterowaniem via Pro 2S w opcji SE, albo dual-mono. Też ładnie.

U nas za końcówkę robi C315BEE z wychyloną na maks. gałą w prawo

A że nie ma natywnego MQA? A że będę z tego powodu rozdzierał szaty? Nie, nie będę. A dlaczego nie będę to patrz tu i tutaj. Także kompletna alternatywa dla PC Audio z czymś, co integruje, obsługuje i jeszcze parę unikalnych zdolności ma (DSD native, nagrywanie 4k via HDMI & PIP, przyszłościowe vide napędzający streamera OS). I jeszcze może „Kino spotyka stereo część 3″? Mhm :)

USB audio ON. Po co komputer, jak można tak? Rzecz jasna full opcja grania via komputerowy interfejs dostępna via USB Audio PRO

Jak PCM to firmowe oprogramowanie będzie w sam raz. Jest 24/192, można sporo ustawić, dla wielu starczy (patrz obrazek „kino i stereo” ;-) )
Jeżeli jednak jw. DSD w dużej ilości i różnorodności to apkę trzeba ściągnąć odpowiednią. Oczywiście po optyku (zdjęcie) też zagra DoP DSD64 

Można? Można.

 

BTW.: Matrix ostatnio otrzymał certyfikat Hi-Res Audio, przyznawany przez Japan Audio Society. Biorąc pod uwagę SQ, jakość produktów w pełni zasłużenie. Gratulujemy!

Poniżej jeszcze „trochę” zdjęć z opisem obu klamotów:

» Czytaj dalej

Nie banał, oj nie: Astell&Kern ACRO L1000. Desktopowe all-in-one

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Astell&Kern_ACRO-L1000_lifestyle_06

No tego jeszcze nie grali. W sam raz do gabinetu. Forma, w sumie, jedyna w swoim rodzaju. To wielgachny POTENCJOMETR i cała reszta. Kompaktowa. Bo na biurko, obok kompa. Dla mnie pozycja warta zastanowienia, bo korzystam z desktopa i to moje główne stanowisko pracy. Także,cholera, fajne to, tytułowe to. ACRO stanowi nową linię produktów A&K skierowaną do ludzi, co to skrzynki albo all-in-one’y mają. Dziwne, że w materiałach jakiś laptop robi za źródło, bez sensu ;-) , przecież to właśnie stacjonarka jest, tyle że taka nietypowa, bo biurkowa. Można żenić ze słuchawkami, co oczywiste, ale można też z kolumnami. A te kolumny to jakie, jak gabinet, biurko…. ano wiadomo jakie, monitory małe, bliskie pole, takie jak pasywne Audioengine’y albo nasze redakcyjne najmniejsze, podstawkowe Topazy (15W na kanał – idealnie pod wymienione skrzynki, idealnie). Źródłem może być komp, ale też nie głupio będzie podpiąć jakiegoś handhelda (bo małe, bo mało miejsca zajmuje i zazwyczaj i tak leży na jakiejś ładowarce, a możliwości to mobilne przecież ma… vide iPad / iPhone jako endpoint ROONa, czy androidowy smartfon z USB Audio PRO)… też przyjemnie. Tak sobie patrzę na ten projekt i stwierdzam, że to do mnie przemawia, że to ma głęboki sens.

Fajny projekt, bardzo fajny. Wszystko wokół gały :-)

Dwa wybarwienia do wyboru, bo teraz, wiecie, w jabcu, albo srebro, albo kosmicznie szare. Cholera, z niepraktycznym (ale super) iMakiem Pro byłoby bardzo mhm

Co jest najważniejsze w ampie? Oczywiście, że gałka, potencjometr, to kluczowy, najistotniejszy element. Tu jest właśniePOKRĘTŁO i cała reszta. To co najważniejsze dominuje i stanowi esencję projektu. Wszystko (rzecz jasna) mamy w tym L1000 metalowe, z tyłu wygodnie pod kątem pyszni się ścianka z gniazdami pod kolumny, z balansem pod słuchawki i – niestety – z microUSB pod cyfrowe źródło. To jedna rzecz, do której bym się przyczepił. No i właśnie to robię ;-) Niepoważam tego cholernego, badziewnego interfejsu, fatalnie zaprojektowanego (słabo siedzi, trzeba celować, lubi się psuć – tragedia) i obecnie już przestarzałego. Dlaczego A&K nie daliście USB-C?! Albo chociaż standardowego USB-A/B? Why? Wygodnie z boku, na prawej ściance, mamy on/off i baterię jacków do wyboru, do koloru 6.3, 3.5 i 2.5 (balans, cztery paski). Bardzo ładnie.

ROON … nie polemizujemy, ba, w pełni popieramy ;-) Desktopa by dali… tylko kto dzisiaj trzyma skrzynkę w domu?

Ten potencjometr bardzo mi się podoba, no bardzo mnie kręci. Jest ciężki, z alu, ma diody wokół (pytanie tylko jak to, to świeci, wiecie… czy nie za mocno, nie-nazbyt absorbuje), które informują nas o wybranym poziomie…  no powiem to wprost: strasznie kusi, kusi by ciągle trzymać na nim łapę na i kręcić, kręcić. Mmmm. Dobrze, poza tym jest jeszcze tor oparty na dwóch kościach od Akashi Kasei (AKM AK4490), każda osobno obsłuży nam lewy & prawy kanał. To najnowsze układy 32bit/384KHz PCM, z natywną obsługą DSD (11,2 MHz aka 256)… czyli brak ograniczeń w odtwarzaniu materiałów plikowych. Do tego ten kompakt biurkowy wyposażono we własne ustawienia, filtry (gain, podbicie basów etc.). Nie ma tu pre, to też w sumie nietypowe, bo słuchawkowo-kolumnowy wzmacniacz (nie końcówka) połączono tutaj z komputerowym interfejsem i …tyle. Oby ten port wykonany był nie tak jak 99% gniazd microUSB. Oby.

Sumując: nietypowe (lubimy), biurkowe (bardzo lubimy), wszystko w jednym (nie będę się powtarzał). Do tego ta forma, która zrywa z typówką, niebanalna, oryginalna. Tak, musimy rzecz przetestować u nas musowo. Cena? Biorąc pod uwagę omnimultifunkcjonalność to przyzwoicie, bo 4399 zł. Jak na producenta DAPów (które, rzecz jasna przy okazji, reklamują jako oczywiste źródło dźwięku dla tego audioscyzoryka), z których co poniektóre kosztują i z 20 tysięcy (tak, mobilne grajki… pamiętacie superkałacha AK240 z naszej recenzji? To właśnie m.in. TO) cena wydaje się nieprzesadzona, a nawet całkiem okazyjna w kontekście funkcjonalności. Ciekawą informacją uzupełniającą powyższe jest zapowiedź wypuszczenia dopasowanych stylistycznie pasywnych monitorów. A&K robi już od dawna słuchawki (IEMy), to teraz do kompletu dojdą jeszcze kolumienki. W sumie, czemu nie, jak ktoś lubi spod jednego dłuta. U nas, jak wspomniałem, będą Topazy, będą Scansoniki a może jeszcze jakieś AudioEngine’y weźmiemy na potrzeby testu.

No to mamy plan.

 Kałach, jakieś HaDeki. Właśnie, właśnie gdzie te obiecane 660? Coś długo

Czeka ;-)