LogowanieZarejestruj się
News

Burson z nowymi klamotami: jest ESS9038 i multum opcji op-ampowych

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
V6-S31

Te multum nie dziwi, w końcu to Burson, ale jednak pojechali po bandzie tym razem, bo naliczyłem 6-7 różnych modyfikacji, które z ceny 399 USD robią nawet 1250 USD. Takie buty. Same klamoty prezentują się bardzo interesującą. Tym razem mamy mniejsze obudowy (z opcją montażu do standardowej zatoki 5.25″ w desktopach… jest wyprowadzenie dla zasilania z PC), a więc znaaaaacznie tańsze to, to i można nabyć takiego, nowego Playmate (aha) albo Swing’a w bardzo budżetowej cenie i to z takim, jak w tytule stoi, topowym krzemem do robienia analoga z zer i jedynek. Oczywiście sama kość o niczym nie przesądza, ale jak wspominałem w paru testach klamotów wyposażonych w nowe ESS Sabre, te przetworniki to krok we właściwą stronę i dobra implementacja gwarantuje wysokiej klasy SQ. Rzecz jasna opowieści z krainy mchu i paproci, że jest dźwięk typowo „sabre’owy” można sobie spokojnie puścić mimo uszu, ale niezaprzeczalnie wielkie możliwości nowych DACów opartych na najnowszym typoszeregu ESS to rzecz warta uwzględnienia.

Swing. Pre&DAC

Dobra, to co my tu mamy? Ano mamy DAC-o/pre-ampa (Swing) oraz DAC-o/ampa słuchawkowego (Playmate). Wspólnym mianownikiem jest płytka C/A oraz wejścia cyfrowe: mamy standarowe USB, TOSLINK & coaxial, ESS 9038 pozwalający na konwersję sygnału PCM 32bit/768kHz PCM oraz DSD512 (wreszcie będzie można sobie w locie PCMa do takiej właśnie, wyczynowej 1 bitowej postaci zaaplikować). Mamy firmowe zasilanie dla poszczególnych stopni przetwornika, czytaj mamy bursonowe ‘Maximum Current Power Supplies’ (MCPS), przy czym obie skrzynki różnią się liczbą MCPS (więcej w DAC-o/preampie Swing), no i rzecz jasna pre ma we/wy analogowe, czego słuchawkowiec nie ma. Oczywiście za odbiornik (dla komputerowego sygnału z USB) robi świetny XMOS. Ciekawostką i novum oraz ukłonem w stronę użytkowników najnowszej elektroniki jest port USB-C na froncie do podpięcia nowych telefonów, tabletów oraz komputerów.

V6 …mmm

Bardzo ładny, alu pilot stanowi dopełnienie całości. Aha, pilot jest od zmiany poziomu i tyle. Tak to sobie wykombinowali. Biorąc pod uwagę modding (wyraźnie celują w dłubaczy), specyfikę, mówimy o czymś dla typowego geeka. No takiego z domieszką audio. W standardzie są opampy NE5532 X 4 (Playmate), NE5532 X 2 + NE5534 x 2 (Swing), ale jw. hulaj dusza, piekła nie ma… można wymieniać do woli. W ten sposób kształtujemy brzmienie i to kształtujemy znacznie dosadniej niż w przypadku samych kości C/A, odbiorników USB i tym podobnych elementów. Także, można przyjąć, że dostajemy gotową opcję pod manewry, takie jak w świecie lampiszonów, tylko tu zamiast baniek macie tranzystory. Sprzedaż wystartuje z dniem 1 stycznia 2019 roku. Jak się pojawi w .pl to bierzemy na warsztat. Nawet da się sprawdzić w zatoce, bo jakieś pozostałości po jednym barebone walają się w piwnicy. Także „pomodujemy” sobie, powymieniamy, pieca pod audio stuningujemy (mam pomysł na minimalistyczną konstrukcję, przy czym będzie to x86, nie ARM). Wzmak dostarczy słuchawkom 2W maksymalnie (znaczy się konkret jest i testowane HE6SE by się prawdopodobnie odnalazły w takich okolicznościach), kompaktowe obudowy – bez obaw – będą prezentowały się bardzo dobrze poza obudową komputera… surowy nieco styl, ale ładne to, to, także estetycznie na plus.

Swing AMP&DAC

Sonore microRendu z PSU CIAUDIO w testach HDO

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20181127_190606973_iOS

(AKTUALIZACJA) Tym razem będziemy długo testować tego grzdyla, oj długo i nie tylko pod Roonem (choć głównie, ale nie tylko). Będzie HQPlayer, będzie JRiver, będzie też o najnowszym wypuście oprogramowania smallgreencomputer (wersja 2.7 czytaj integracja streamu Spotify, sporo poprawek dotyczących obsługi dźwięku 1 bitowego itd/itp). Także kompleksowo sobie potestujemy, myślę, że recenzja będzie składała się z paru rozdziałów… bo to nie jedyny end-point jaki planujemy skonfrontować z naszymi bezkompromisowymi wymaganiami. Ma być bezobsługowo, ma być bez ograniczeń jakościowych, to znaczy, że musi radzić sobie z sygnałem DSD512 w konwersji PCM@DSD, musi wpasować się w multistrefowe granie, musi działać bezproblemowo z naszymi silnikami DSP (kilka różnych plus wtyczki), ma być oczywiście pasywnie, ma oferować wiele możliwości w zakresie sterowania (pełna elastyczność w tym zakresie).

Zgrzytem był płatny (20$) upgrade OS do wersji 2.5, obecnie najnowszy wariant to 2.7 

Poza microRendu obecnie w ofercie Sonore jest parę innych, znacznie droższych, transportów PC audio oraz serwerów

Platforma systemowa (OS) Sonicorbiter daje nam takie, jak wyżej, możliwości. Jest elastyczna, oparta na upichconym pod kątem audio kernelu / jądrze, gdzie całość przyporządkowano jednemu: muzyce. A konkretnie pobraniu streamu z sieci, integracji w jednej z dostępnych w oprogramowaniu opcji softwareowych, to znaczy wybrowi odtwarzacza / front-endu, czy sposobu transferu muzyki w ramach któregoś z dostępnych protokołów i przesłaniu tego via USB do DACa. Domena cyfrowa. Transport komputerowy. Mhm, tylko że w założeniach tego komputera „ma nie być”, ma być dla nas (i dla sygnału) TRANSPARENTNY. To kwestia psychologii i technologii… już tłumaczę, co mam na myśli. Otóż dla kogoś, kto nie ma ochoty widzieć PC jako źródła dźwięku, stawiać standardowy komputer osobisty, wszystko jedno w jakiej formie by on nie był, jako obowiązkowy element toru gdzie grają pliki, chce za wszelką cenę uniknąć sytuacji, w której ten komputer JEST WIDOCZNY, czy JEST OBECNY (nawet jeżeli sprytnie gdzieś zakamuflowany, ukryty) i wymaga typowej dla PC obsługi. Nie chce tego, kłóci mu się takie rozwiązanie z wizją systemu, gdzie WSZYSTKO przyporządkowane jest WYŁĄCZNIE muzyce. W takiej sytuacji albo kupuje sobie streamer, co od razu oznacza ograniczenia funkcjonalne (do niedawna obsługa DSD tylko do poziomu DSD64, brak integracji z wieloma programami, front-endami audio, brak elastyczności w zakresie obsługi silników DSP, tylko czasowe, zazwyczaj krótkie wsparcie i do tego niezbyt obfite w usprawnienia, nowości…), oznacza że dokonujemy pewnego, mocno ograniczonego funkcjonalnie, wyboru.

Minimalizm formy, maksymalizm możliwości

Oczywiście można mieć to w odwłoku i kompletnie się tym nie przejmować, zakładając (szanuję i często ma to racjonalne uzasadnienie, ma głęboki sens), że najważniejsze jest jak to po wyjęciu z pudła gra i obsługa tego, czy tamtego, nie jest aż tak istotna (w końcu, popatrzmy procentowo jak to wygląda odnośnie dostępności materiałów hi-res, źródeł „wyczynowych”) i koniec tematu. Mhm, można tak, jak najbardziej można. Dla mnie taka droga oznacza jednak (technika), że niektóre rzeczy pozostają poza naszym zasięgiem i w paru aspektach może to być (świadomość) bolesne. Nowe pomysły na korekcję (pod pomieszczenie, pod efektory, z uwzględnieniem wielu czynników – to przyszłość!), nowe pomysły na transfer (lepszy jakościwo) cyfrowy (thunderbolt, I2S z konwersją sygnału do bardzo wysokich wartości), potężne silniki DSP, nowy software oraz nowy hardware, który może wymagać gruntownego upgrade tego, co stoi na stoliku… nie zapominajmy o następcy UAC 2.0, nowym UAC 3.0. Postęp. Komputerowe audio podlega ciągłej ewolucji i tylko platforma oparta na rozwijanym OS może sobie z tym wszystkim jw poradzić.

In

Dlatego też, można właśnie inaczej. Serwer, szybki komputer z jądrem czy głównym oprogramowaniem zawiadującym (w przypadku Roona mówimy o komputerowym systemie audio, w przypadku microRendu mówimy dokładnie o tym samym, przy czym jest to system skrojony na miarę „końcówki”, sprzętu „pomiędzy”, który jest zarządzany przez coś „większego”, szybszego, wydajniejszego, przez nasz serwer właśnie, szybki komputer) to rdzeń i ten rdzeń może w najbardziej optymalnej, najbardziej eleganckiej formule mieścić się w szafce z wymiennymi modułami (racki), ale zazwyczaj (koszty) to po prostu jakiś droższy model NASa albo wydajnego PC. Istotną kwestią jest rozdzielenie tego co gra od tego co zawiaduje, co stanowi rdzeń, czytaj idealnie gdy to co stanowi rdzeń znajduje się w innym, osobnym pomieszczeniu. Skrętka (odpuszczamy sobie WiFi, nawet to gigabitowe ac, może nowy standard który wchodzi, bardzo, podobno, uodporniony na interferencje, o dużo lepszych parametrach niezawodności, dłuższym zasięgu, coś tu zmieni), gigabitowa sieć kablowa i mamy dokładnie to, czego nam potrzeba.

microRendu będzie musiał dowieść swojej wartości w setupie obejmującym wymagających przeciwników. Jako rywalizujące end-pointy, na ringu, wystąpią dwa terminale HP, jeden oparty na krzemie Intela (Daphile, ROCK), drugi oparty na krzemie AMD (Linux z Roon Bridge), oba pasywne, oba wyposażone w pamięci półprzewodnikowe, oba z dobrymi, zewnętrznymi PSU oraz kartami z dedykowanymi kontrolerami USB (karty pci-e, Matrix X-Hi). Jakby tego było mało, w starciu weźmie udział HiFiBerry z najlepszym, leciutkim klientem Roon Bridge: RoPieee. To świetny patent pod Malinkę, bo jest to dokładnie to, czego potrzebuje wzorcowy end-point: ma być stabilny jak skała, widziany zawsze przez oprogramowanie nadrzędne i obsługiwać (dzięki oferowanemu przez developera wsparciu) wszystkie przetworniki C/A jakie tylko nam się nawiną… wszystkie, bez wyjątku. Roon daje de facto gwarancję, że każdy DAC zostanie poprawnie zidentyfikowany i zagra na miarę swoich możliwości. 

Out

Bardzo jestem ciekaw tej konfrontacji. Pamiętajmy o kosztach. Rzecz jasna microRendu jest tu bezsprzecznie najdroższą opcją, kosztuje najwięcej, ze znakomitym PSU CIAUDIO to już okolice solidnego streamera, a przecież mowa jest o „tylko” komputerowej końcówce. Tak, jednak dla mnie liczyć się będzie to, co mogę i jak szeroko mogę zintegrować powyższe urządzenia w torze, jakie możliwości (wspomniałem coś o bezkompromisowym podejściu do sprawy? Mhm, wspomniałem) oferują przedstawione powyżej, wyspecjalizowane PCty. Jakby nie patrzeć terminale to dostosowane do wymogów, biurowe PeCety. Nie są to żadną miarą wyspecjalizowane urządzenia, mają wiele rzeczy zbędnych …z naszego punktu widzenia. Co innego Malinka, a tym bardziej tytułowe ustrojstwo. Tu mamy coś wybitnie tylko pod granie muzyki z pliku. W przypadku Maliny cena będzie musiała uwzględnić alternatywne dla ścianowego, badziewnego zasilacza, PSU. Prawdopodobnie będzie to tomankowy produkt, bo ma być rozsądnie w kosztach i dobrze, solidnie, a do tego zauważalny upgrade w stosunku do tego, co fabryka daje.

 

Bardzo rozbudowana fotogaleria, takie fotostory na naszym profilu, z opisem, wskazówkami praktycznymi, odniesieniem do alternatywnych rozwiązań.
Jak optymalnie, z czym to się je, dlaczego tak. Daję znać co wg. mnie jest kluczowe, na co należy zwrócić uwagę, gdy chcemy z komputera grać NAJLEPIEJ.
Często lepiej niż z najlepszego streamera (tu zawsze ograniczeniem będzie wsparcie, brak implementacji nowości, niedostatki w zakresie kompatybilności z software firm trzecich)
Link bezpośredni do fotogalerii tutaj

Tak się szczęśliwie złożyło, że pojawi się sporo nowych efektorów (głównie słuchawki, a nawet jakieś kolumny od Pylona lecą) oraz referencyjny przetwornik. Jednak nie będzie tak, że jakaś stratosfera będzie tu jedynym punktem odniesienia. Nie. Co więcej, uważam, że test takich wyspecjalizowanych end-pointów PC najlepiej przeprowadzić z USB DACzkami, z czymś co będzie w pełni integrowało się (albo i nie ;-) ) z takim komputerkiem. Dlatego, na potrzeby testu, zgromadziłem zacną kolekcję grających pendrajwów, zagramy @: hiFace DAC (M2tech), mDSD (Encore), Dragonfly (Audioquest), DS-DAC-100 (KORG), IFi xDSD  wreszcie przekonwertujemy na SPDIF via M2Tech hiface 2 (w torze z rDACzkiem). Będzie to test kompatybilności (czuję, że z KORGiem większość końcówek PC się wyłoży ;-) ), będzie to test poprawnej obsługi, wreszcie będzie to ofc test SQ. Szeroko! Ta referencja ma być od Auralika, mam nadzieję, że już niebawem się pojawi, a jak nie to za pomost do analogu posłuży najnowszy DACoAMP Questyle Audio.

PSU

Kontynuujemy cykl granie z PC, z wąsko wyspecjalizowanego PC. Niewykluczone, że dojdzie jeszcze parę ciekawych rzeczy odnośnie oprogramowania oraz wyspecjalizowany kontroler audio USB od PPA Studio (to się niestety spóźni), alternatywa dla X-Hi…

Audirvana (+) niebawem na także na PC z Windows 10

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-06-21 o 10.48.36

Po kolejnych perturbacjach, wracamy do nadawania. Mam przykazane chałupa, nerwosolek, sole, jest szansa na nadgonienie zaległości (X-Fi to raz, Conductor to dwa, obiecane audiovoodoo z LANem na pierwszym planie to trzy). Tymczasem śpieszę z dobrą nowiną… jeden z najlepszych playerów softwareowych na macOSa będzie niebawem dostępny dla PeCeciarzy. Audirvana Plus trafi jeszcze w tym roku na dyski piecyków wszelkiej maści, byle miały zainstalowanego Windowsa 10 (taki wymóg dał dev, co poradzić, w sumie piję do nadal przyjemnie niezwodotryskowanego Wina 7). Będziemy zatem mogli, podobnie jak to ma miejsce w systemie komputerowym Apple (który coraz bardziej wygląda na produkt poboczny, takie hobby w wydaniu Jabca), skorzystać z prawdziwego, audio-kombajnu, oprogramowania pozwalającego na granie z wielu źródeł, zarówno lokalnych, jak i usług streamingowych (Tidal, też Masters, pełna obsługa… brrrr… MQA).

Mamy integrację Tidala, ale nie tylko, bo jest także Qobuz (niestety chyba się na nas ostatecznie wypięli, we Włoszech i Hiszpanii jest, u nas nie, a miał być razem ze wspomnianym południem/zachodem Europy), jest dedykowana aplikacja sterująca pod iOSem (no pod Androidem nie ma, trudno się dziwić, w końcu było to do tej pory oprogramowania wyłącznie jabłkolubne… może wraz z wersją na PC coś i tu się zmieni?), mamy UPnP (niestety nie ma alternatywy – to minus wg. mnie), wreszcie Audirvana słynie z bardzo rozbudowanego, programowego DSP. To właśnie dla tej funkcjonalności warto zwrócić uwagę na ten kawałek kodu. Software daje nam tutaj ogromne możliwości, pozwala wydobyć naprawdę dużo ze słuchawek, skalibrować system stacjonarny pod pomieszczenie oraz zastosować ogrom wtyczek pod osobiste preferencje słuchającego. Naprawdę dużo tego, specjalizowali się w DSP od dawna i to widać. Sam swego czasu korzystałem, teraz już raczej nie, bo Roon, ale gdyby nie Roon byłby to wybór numero uno (uzupełnieniem u mnie był, jest i będzie świetny Vox Player w najbardziej wypasionej wersji). Ważne, w końcu pojawia się alternatywa dla nieśmiertelnego foobara (tak, tak, jest darmowy, wiemy, wiemy) oraz kosztującego podobne pieniądze, bardzo dobrego JRivera.

Podobnie jak to ma miejsce w przypadku Roona, także integracja wspominanego Tidala wygląda tutaj lepiej od natywnej aplikacji serwisu, ale to w sumie nie dziwi, bo choć ciągle kombinują, ciągle coś zmieniają, to moim zdaniem nadal nie jest idealnie, często błądzą, niektóre zmiany UI są kompletnie z czapy. Może powinni odpalić Audirvanę, albo Roona i zobaczyć co oznacza prostota, dobry UX? Program będzie dostępny w wersji próbnej, będziecie mieli całe 15 dni na przetestowanie playera, ocenę, czy warto. Jak warto to skasują na €64 lub US$74. Nie, nie będzie abonamentu, będzie raz i spokój. Jak za starych, dobrych czasów. Niestety nie da się transferować licencji (jaka szkoda), czytaj nie da się przenieść z macOSa na Windowsa bez ponoszenia kosztów. Mogę to – powiedzmy – zrozumieć, ale dev mógł chyba zrobić ukłon w stronę dotychczasowych użytkowników i dać tańszą opcję dla tych, co korzystają/li na Maku. Widać, takie czasy, gdzie zarabianie raz jeszcze, ściubanie kasy z konsumenta, to dowód przedsiębiorczości, powód do chwały. Mniejsza. Nie podali dokładnie kiedy zawita, także przyjmijmy, że może być równie dobrze przed Gwiazdką. Ciekawostka… w wersji na PC trafi premierowo coś, co powodowało niemałe zachwyty i opad szczęki u co poniektórych (pozdrawiam) na ostatnim Endzie. O co chodzi? Ano o algorytm Leedh-a*, nowy patent na super… nie, mocniej: SUPER-prezyzyjną regulację głośności w domenie cyfrowej. Rozdzielczość 64 bity. Absolutne loss-less. Ani bitu nie uroni. ;-)  Jak to, to nazywa twórca algorytmu: „truly lossless digital implementation”. W wariancie nieprzetłumaczalnym „non-lossy regardless of attenuation depth”. Za rekomendację, poza ochami i achami niech starczy to, że jako pierwsi zastosowali to rozwiązanie Szwajcarzy w swoich top haj-endowych skrzynkach Soulution. Byli tak zadowoleni z efektu, że generalnie zalecają słuchanie muzyki wyłącznie z załączoną opcją. No nieźle. Można to, to nazwać cyfrową (dobra, algorytmową, żeby choć trochę strawniej dla tradycjonalisto-konserwatystów to wyglądało) nakładką na analogową regulację. I to ma być zaimplementowane w najnowszej odsłonie Audirvany. Na PC i (potem) także na Makówy. Intrygujące i na pewno sprawdzimy w akcji co to, to daje…

 

 

* eksperymentowali nie tylko z topowymi materiałami, sprzętami, ale także iPhonem, Spotify’em czy strumieniem z YouTube. Podobnież dawało wymierne korzyści, w sensie, że progres, z takich, często niedoskonałych źródeł dźwięku. Trzeba będzie obadać.

Niewierny Tomasz: sprawdzę to. Co? To: IFi iGalvanic3.0

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
nano_igalvanic3.0

Nie to, że nie wierzę z zasady ;-) ale mam mocno sceptyczny, mocno krytyczny, mocno powątpiewający stosunek do otaczającej rzeczywistości i jak czytam takie coś: „Ogólny przyrost jakości jest niezaprzeczalny i pozwala spojrzeć na odtwarzaną za pośrednictwem komputerów muzykę w zupełnie nowym, żywszym i jaśniejszym świetle” to od razu moja przekorna, wątpiąca, nieufna natura (na szczęście dotyczy to tylko technologii, no przepraszam, polityki też dotyczy, ale od tego jak najdalej na HDO) każe mi od razu zapytać: serio, serio? Słyszałem wiele na temat poprawiaczy IFi, ich specjalizacji w tym zakresie, ba ostatnio coś nawet potestowałem (niebawem będzie słów parę na łamach), ale to co mówi się o iGalvanic-u ociera się o nieprzyzwoitość. Złoty Graal? Złoty Graal komputerowego audio? Plaster na wszystkie bolączki sygnału wyprowadzonego z komputera via USB? Uczynienie ze źródła PC Audio, źródła nie tyle hajfajowego, ale wręcz hajendowego (no serio, tak to opisują recenzenci, tak to opisują użytkownicy, wiele osób tak to ocenia). „Fejm” jaki towarzyszy temu produktowi zapala w mojej głowie czerwone światło, więcej, nie daje mi spokoju (czytaj, dodatkowo – stroboskop ;0)), uwiera…

No dobrze. Popatrzmy na to na chłodno. Czym jest iGalvanic (wersja 3.0)? „…Można powiedzieć, że dzięki zastosowaniu wewnątrz iGalvanic3.0 autorskiego transformatora separującego wykonanego z wysokiej jakości miedzi 6N, sygnał elektryczny wychodzący z urządzenia jest w całości wygenerowany na nowo, przez co jest on pozbawiony negatywnych naleciałości pochodzących z pierwotnego źródła sygnału, takich jak zakłócenia RFI i EMI…”  oookey, ale to w takiej czy innej formie pojawiło się na rynku, niektórzy podjęli się zadania poprawy tego, co (umownie) z komputera wychodzi, na sklepowych półkach pojawiły się regeneratory sygnału, pomocnicze akcesoria, współpracujące z resztą toru (czytaj z jakimś komputerem oraz dakiem wyposażonym w interfejs USB). Odszumienie sygnału miało być panaceum na wady wspomnianego interfejsu, przenoszącego z wnętrza komputera zakłócenia, interferencje oraz (nie)sławne opóźnienia czasowe. W przypadku zakłóceń sieciowych, zasilaczy komputerowych, które nie grzeszą nadmierną kulturą pracy (delikatnie rzecz ujmując) znaleziono sposób zaradzenia sobie z takimi, jak powyżej, problemami.

Aby całego tego zła uniknąć, stosuje się obecnie „izolację galwaniczną – technikę eliminującą (…) istotne problemy komputerowego audio, jakim jest negatywne zjawisko tzw. prądu błądzącego, który zakłóca pracę precyzyjnych podzespołów aparatury HiFi i high-end. Prądy te indukowane są głównie zasilaczach AC komputerów i rozsiewane po całym systemie, także poprzez złącza USB. Choć w normalnym użytkowaniu konsumenci nie obserwują występowania tych anomalii (lub nie są tego świadomi), to w wypadku produktów wysoce precyzyjnych, jak audiofilskie przetworniki D/A czy też profesjonalne interfejsy USB problem jest dotkliwy i powszechnie znany. To właśnie całokształt tych prądów błądzących i zakłóceń sieciowych jest powodem powstawania szumów i jittera, wyraźnie degradujących jakość brzmienia docelowych przetworników D/A typu USB. ”

To wszystko pozwala na poprawę parametrów sygnału, ucywilizowanie magistrali komputerowej, która nie była projektowana jako interfejs audio. USB to, jak sama nazwa wskazuje, port uniwersalny, mający setki zastosowań, główna arteria dla danych przyjmowanych z zewnątrz (nie licząc interfejsów sieciowych), a także połączeń między układami wewnątrz komputera (komunikacja na płycie głównej). To wszystko, niestety, bez priorytezacji, współdzielone, interferujące, rywalizujące o dostęp do danych, o dostęp do pamięci oraz procesora. Cóż – w teorii – prawdziwy koszmar. W praktyce nie jest tak źle, bo obecnie projektowane chipsety radzą sobie z zawiadywaniem połączeniami bardzo dobrze, ale (nadal) nie tak dobrze, by coś bardzo wrażliwego (audioklamoty) nie było narażone na rozliczne problemy, gdy z PC nam gra. No właśnie.

Lekiem na to wszystko (właśnie – wszystko) ma być tytułowe ustrojstwo. Galvanic3.0 zawiera wcześniej stosowane w produktach tej firmy technologie: REclock, REbalance i REgenerate, które mają za zadanie zniwelować wszystkie błędy synchronizacyjne powstałe jeszcze przed dotarciem sygnału źródłowego do samego urządzenia. Ponownie przeliczone informacje są pozbawione zniekształceń, odpowiedzialnych za powstawanie wspomnianych opóźnień czasowych tj. jittera oraz szumu. To wraz z opisaną powyżej izolacją galwaniczną Galvanic stanowi całościowe podejście do tematu. Nie mamy tu zatem częściowej eliminacji, tylko, całkowite wyeliminowanie problemów na złączu USB w aplikacji audio. Niewątpliwie ma to umocowanie w teorii, pytanie czy w praktyce również? Patrzę na to przez pryzmat własnych doświadczeń, swojej informatycznej wiedzy – przy czym liczba zmiennych jest, jak to w świecie zero jedynkowym bywa – spora, wg. mnie wykracza poza opisane zjawiska (tak naprawdę dostosowujemy coś, co nie zostało, jak wspomniałem, zaprojektowane do zakładanego przez nas celu!). Komputerowe audio to góry i doliny, nie da się niestety wszystkiego przewidzieć, precyzyjnie określić… raz jeszcze – nie zapominajmy o oprogramowaniu!

Tak czy inaczej, ten produkt jest próbą ucywilizowania uniwersalnej magistrali pod kątem medium dla sygnału audio i warto będzie przekonać się (jak niewierny Tomasz ;-) ), czy faktycznie… Z nadesłanego opisu wynika, że możemy liczyć na, cyt.: brzmienie znacznie bardziej analogowe, holograficzne i namacalne, a przy tym zyskujące na szczegółowości i dynamice. Dystrybutor wspomina o dodatkowym upgrade Galvanica o firmowe zasilanie iPower (testowane u nas niedawno – będzie wpis o tym jak sobie ten zasilacz poradził zastępując org. zasilacze w Chromecast Audio oraz EVO 2 z zew. zegarem, produkcie M2Techa). Inną drogą, radykalną, eliminacji jest zastosowanie zupełnie innego sposobu transmisji, opartego na innym interfejsie (point-to-point), eliminującym przynajmniej część z problemów USB – mam tu na myśli FireWire (historycznie już) oraz Thunderbolt-a (obecnie). Tyle, że takie coś zawęża dramatycznie wybór klamota i w praktyce można wybierać tylko spośród pro-toolsów. Płacimy wtedy za rzeczy kompletnie zbędne z naszego pkt widzenia (wyjścia mikrofonowe, miksery, interfejsy dla instrumentów itd. itp.)

Co prawda dużej budy już u mnie od dawna nie ma, ale jest HTPC, jest laptop PC, jest tablet PC (to wszystko na Windzie) oraz są Maki (z ich teoretycznymi przewagami nad PC w zakresie grania muzyki z pliku, bo system, bo konstrukcja), jest zatem z czym sprawdzać, bardzo przekrojowo jak widać sprawdzać. Nie mam wątpliwości, że warto szeroko podejść do tematu testu, ocenić to co oferuje IFi pod kątem własnych doświadczeń oraz wiedzy na temat działania komputerów oraz systemów operacyjnych. Różne środowiska, różne (bardzo) konstrukcje i wspólny mianownik: złącze USB służące do wyprowadzenia dźwięku z kompa. Sprawdzę z wybranymi, trzema DACami: pracującym w tym trybie wszystkomającym Polarisie (Auralic), przetworniku USB Korga (DS-DAC-100) wreszcie klasycznym, oldschoolowym NFB-2 od Audio-GD. Różne kości C/A, różne interfejsy USB, bardzo różne tory…

Biorąc pod uwagę, że wołają za to 1749 złotych, faktycznie powinniśmy odczuć wyraźnie poprawę, progres. Czy tak będzie? Cóż, zobaczymy.

 

PS. Mamy potwierdzenie ze strony dystrybutora – przyjmuje wyzwanie ;-)

Wielka rzecz, a cisza… obsługa USB audio 2.0 w Windows!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
ScreenHunter_15 Jul. 06 11.55

Serio, nie rozumiem. Przeszło to zupełnie bez echa, a przecież mówimy o czymś bardzo ważnym. Po wielu latach Windows doczekał się NATYWNEJ OBSŁUGI UAC 2.0 (USB AUDIO 2.0)! Owszem, dzisiaj nie robi to już takiego wrażenia jak 7 lat temu (to wtedy MacOS otrzymał wsparcie dla lepszego audio właśnie, a dokładnie 15 czerwca 2010 roku, kiedy to premierę miał Snow Leopard 10.6.4), ale nadal jest to coś, co robi sporą różnicę. Od wersji Windows 10 Creators Update, dystrybuowanej od maja br., możecie zapomnieć o instalacji sterowników dla DACa. W końcu, wreszcie, nareszcie.

Tuż po instalacji Creators Update – mamy UAC 2.0 natywnie!

Nie robi to takiego wrażenia w 2017, ale upraszcza sprawę. Podobnie jak pod macOSem oraz Linuksem (też od dawna ma USB audio class 2) możecie podłączyć zewnętrzny interfejs audio bez konieczności instalowania dodatkowego sterownika. Ten staje się zbędny, co oznacza, że „pod Windą” od teraz mamy plug&play, a nie zabawę z dodatkowym oprogramowaniem, koniecznym (jak to było do niedawna) do działania (w pełni) urządzenia. W systemach MS mogliśmy liczyć na obsługę UAC 1.0, co oznaczało dźwięk o parametrach maks. 24/96 odtwarzany natywnie przez OS. Teraz można grać pliki PCM 24 bit / 384 kHz oraz DSD (DoP) aż do DSD256 (niewykluczone, że dźwięk o wyższych parametrach też system obsłuży… tak obsłuży vide obrazki).

Wersja 1703 z pełną obsługą audio 2.0 via USB. Ile trzeba było na to czekać… 

Czy to oznacza automatycznie, że każdy DAC będzie działał po podłączeniu do PC z powyższym oprogramowaniem bez wsparcia ze strony dodatkowego oprogramowania? Nie. Większość pewnie tak, ale niektóre niekoniecznie, mogą nadal potrzebować wsparcia ze strony sterownika dedykowanego konkretnemu modelowi przetwornika (tak na pewno będzie np. z KORGiem, głównie przez wzgląd na natywną obsługę 1 bitowego strumienia audio / formatu DSD). Przy czym dzisiaj interfejs USB w DACach najczęściej obsługiwany jest przez raptem parę popularnych rozwiązań i tutaj nie powinno być problemu. Takie rozwiązania jak software Thesycon-a (XMOS), autorskie stery M2Techa… to wszystko przestanie być potrzebne z jednym zastrzeżeniem.

Obsługa UAC 2.0 realizowana jest przez systemowe WASAPI, co w sumie nie dziwi, co jest zrozumiałe. Windows 10 UAC2 działa via WASAPI (implementacja wyłącznie tego protokołu), nie ma mowy o ASIO. Cóż, ASIO to nie MS, to licencja Steinberga (zdaje się, że nadal wymagane jest uiszczanie opłat za wykorzystanie). Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by w najnowszej wersji systemu MS nadal korzystać z alternatywnego rozwiązania. W takiej sytuacji będzie jednak zachodziła konieczność rekonfigurowania programowego odtwarzacza (zmiana z WASAPI na ASIO) wraz z instalacją sterowników dostarczonych przez producenta sprzętu audio (względnie zostanie przeprowadzona automatyczna instalacja w ramach bazy zaszytej w systemie operacyjnym). Pozostaje taka alternatywa, także bez obaw – jak komuś zależy na zachowaniu dotychczasowych ustawień DACa w systemie to będzie mógł nadal z tego, co miał, korzystać.

Oczywiści żadnych informacji na temat UAC 2.o w opisach „co nowego” nie znajdziemy. MS uznał, że nie ma czym się chwalić. Biorąc pod uwagę 2017 rok, faktycznie nie ma specjalnie czym się chwalić (sto lat za…). Jednak dla branży, dla użytkowników to ważne wydarzenie i pewna wskazówka dotycząca przyszłości dystrybucji muzyki oraz rozwoju PC Audio

Wprowadzenie hardwarowego interfejsu (protokołu) UAC 2.0 do systemu operacyjnego nie przekreśla zatem możliwości użytkowania niektórych DACów w oparciu o ich specyficzne rozwiązania, wymagające (aby móc skorzystać z całego potencjału podpiętego przetwornika) dodatkowego sterownika. Jak ktoś ma ochotę na niskopoziomowy interfejs ASIO4ALL stworzony właśnie na potrzeby Windowsa to bardzo proszę, nie ma przeciwwskazań. To (na marginesie) wcale nierzadka sytuacja, gdy DAC dopiero z AISO pozwala odtwarzać materiał o wyższych parametrach (np. obsługa DSD).

Można, ale z czasem (wydaje się) nie będzie sensu bawić się w takie konfigurowanie. Do tej pory obsługa audio w Windows daleka była od doskonałości – nie, to za delikatne stwierdzenie – to był totalny chaos i bałagan, prowadzący często do problemów z odtwarzaniem dźwięku. Dropy, brak komunikacji system-sprzęt, artefakty… któż tego nie doświadczył? Prawda? Teraz moi drodzy mamy wreszcie to, co trzeba. Systemowe rozwiązanie. Producenci muszą jedynie dostosować swoje produkty do tego, co oferuje Microsoft w najnowszym wariancie 10-ki i zamiast bawić się w konfigurowanie sprzętu (różne wersje ASIO, WASAPI, Directaudio, KS…no straszny mess!). Mamy bitperfect natywnie, bit po bicie, w dowolnej, spotykanej na rynku obecnie jakości oferowanej przez dostarczyciela treści.

Natywnie!

Czy to oznacza, że (jednak) plikowe audio nieuchronnie zmierza do optymalnej z naszego punktu widzenia formy? Muzyki bezstratnie skompresowanej, często o parametrach wyczynowych (hi-res), dostępnej w streamie? UAC 2.0 w Win właśnie to sugeruje, widać, że do tego zmierzamy. I dobrze! Bo plikowe audio, które jest przyszłością dystrybucji muzyki musi dążyć do perfekcji. Do stania się bezsprzecznie, bezdyskusyjnie najlepszym medium dla sygnału audio. Czekamy na ruch producentów sprzętu audio oraz dystrybutorów treści. Niech strumień o jakości (co najmniej) płyty CDA stanie się standardem, a hi-res (także to wyczynowe tj. DXD/DSD) będzie nie tylko ciekawostką, a ogólnie dostępnym dobrem dla zainteresowanych. Najlepsze realizacje, najlepsze materiały źródłowe… dzięki Internetowi każdy będzie mógł spróbować. Jak mp3 wystarczy, to wystarczy, a jak nie… to włączymy sobie usługę streamingową lub wdepniemy do sieciowego kramiku i hulaj dusza.

No to gramy hiresy na PC bez kombinowania :)

Poniżej (&powyżej) zdjęcia po upgrade naszego redakcyjnego PC. Z niepodpinanym wcześniej (a więc nie identyfikowanym, bez wgranych sterów) przetwornikiem iFI nanoDSD LE. Plug&play. Wreszcie.

» Czytaj dalej

Roon 1.3: PCM>DSD, zaawansowane DSP, korekcja akustyki, DR rating…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-02-04 o 07.59.38

To, co pojawiło się pod koniec zeszłego tygodnia, oczekiwana, duża aktualizacja front endu Roon przerosło oczekiwania użytkowników. Piszę to z perspektywy użytkownika właśnie, mimo entuzjazmu (który to entuzjazm udzielił się w popełnionych na łamach HDO opisach tego software) staram się być obiektywny i krytyczny. Krytyczny, bo płacę niemałe pieniądze za licencję, co oznacza, że wymagam. Jak już jednak wspominałem, dzisiaj oprogramowanie (szczególnie tego kalibru, co Roon) jest nie tylko nieodzownym elementem systemu audio, ale jest jego… FUNDAMENTEM. Nie przesadzam, bo nie dość że żyjemy w czasach grania z pliku, komputera (patrząc na całą branżę, chyba nikt nie ma wątpliwości, że tak to właśnie wygląda) to jeszcze całkowitemu przeobrażeniu ulega cały mechanizm dystrybucji muzyki, dostępu do niej. Dlatego, coś, co „ogrania” temat kompletnie, całościowo i dodatkowo pozwala na PEŁNE wykorzystanie potencjały posiadanego sprzętu staje się niezbędnym elementem, spoiwem, czymś wymaganym, integrującym sieciowe źródła audio, czytaj integrującym strumienie – jakie by one nie były, bo są przeróżne w jedną, uporządkowaną całość.

To jest, w wielkim skrócie, Roon. Tyle, że – jak wspominałem we wcześniejszych wpisach – to dopiero początek. Znakomicie pokazuje to najnowsza aktualizacja, która (aż strach pomyśleć, co przygotują, gdy na rynek trafi wersja 2.0) mimo niepozornej numeracji niesie wielkie zmiany, bardzo użyteczne i niebywale wręcz rozszerzające możliwości (już wcześniej, przed upgrade) najbardziej rozbudowanego oprogramowania tego typu na rynku. To nowy Roon, nowy, bo choć wygląda identycznie (i brawo za to, jak ja nienawidzę zmian, dla zmiany, gdzie dobre UI przegrywa z „lepszym”, w imię wprowadzania zmian dla samych zmian… jakże to częste zjawisko w dzisiejszych technologiach), to jego możliwości rozbudowano do poziomu, którego nie oferuje żaden odtwarzacz/program zarządzający odtwarzaniem muzyki z komputera. Po krótce przedstawię najważniejsze zmiany, poniżej znajdziecie także galerię, która obrazuje z czym mamy do czynienia. Ważne – zapowiadałem wpis na weekend, uznałem że mimo wielu godzin zapoznawania się z nowościami, muszę dać sobie więcej czasu. Dzisiaj, gdy ilość funkcji odpowiedzialnych za korekcję pomieszczenia, za ustawienia słuchawkowe, za tryby DSP zwyczajnie „przeciążyła” system poznawczy, uznałem, że ten wpis po prostu będzie stale aktualizowany, podobnie jak to robiłem z poprzednim opisującym czym jest Roon, stanowiącym wstęp dla dzisiejszego artykułu (zapraszam do zapoznania się z długim wpisem opisującym dokładnie UI/UX, z dużą liczbą zdjęć pokazujących software w akcji, wyszczególnieniem wcześniejszych zmian, aktualizacji). Także, jak to w przypadku oprogramowania było, jest i będzie – temat traktujemy z gruntu rozwojowo i nie ma w tym nic dziwnego.

DSP w akcji, materiał 5.1, zaawansowana konwersja = diamencik

A tu na dokładkę „binauralizowanie” pierwotnie wielokanałowego nagrania (DAC obsługuje dwa kanały) via DSP, z przywróceniem efektu surround na słuchawkach

Po tych paru dniach, nie potrafię inaczej opisać moich wrażeń, jak tylko: TOTALNY OPAD SZCZĘKI. To jest rzecz, dzięki której niebywale wręcz wzrasta przyjemność z korzystania z cyfrowych kolekcji i – ogólnie – słuchania, poszukiwania, zaznajamiania się z muzyką. Jeszcze to usprawnili, jeszcze to ulepszyli i w tej dziedzinie ciężko będzie, naprawdę ciężko zaproponować coś innowacyjnego, lepszego od Roona. To rzecz, która pozwala na wydobycie całego potencjału, CAŁEGO z naszych DACów, naszych słuchawek, głośników, z całego zarządzanego przez ten front-end systemu. Systemu teraz także multistrefowego, także wielokanałowego, także grającego 1 bitowe materiały, także konwertującego w locie muzykę zapisaną w PCM do DSD, także odpowiedzialnego za zaawansowaną korekcję parametryczną & akustyczną (zarówno pomieszczenie, jak i efektory tj. słuchawki oraz głośniki), integrującego niebywale wręcz rozbudowane oprogramowanie DSP. To już nie parę parametrów, a rozbudowana na modłę studyjnego pro-toola, funkcjonalność niespotykana w konsumenckim odtwarzaczu audio. I wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze… mimo takiej rozbudowy, to nadal bardzo proste, bardzo łatwe w obsłudze oprogramowanie, które w żaden sposób nie przytłacza (nadmiarem ustawień, skomplikowaniem układu interfejsu), gdzie to co najważniejsze – MUZYKA – jest …właśnie… na froncie, jest w centrum i to na niej koncentruje się uwaga użytkownika. A że przy okazji, można ustawić perfekcyjnie sprzęt, dodatkowo wykorzystać ogromne możliwości zaszyte w DSP, sprawdzić jak dobrze może zabrzmieć nagranie, gdy skonwertujemy je, przy zachowaniu wysokiej jakości… to tylko na plus i wręcz wymarzona sprawa dla wszelkiej maści poszukiwaczy, kombinujących co by tu jeszcze… ;-)

Zatem do dzieła, oto lista kluczowych zmian:

  • Własny, potężny silnik softwareowy DSP, oparty na 64 bitowym processingu, pozwalający m.in. na konwersję w locie PCM do DSD (btw wiele nowych trybów odtwarzania 1 bitowego materiału – tego NIKT inny nie oferuje, nawet Korg), pełna implementacja upsamplingu z dopasowaniem jakości wyjściowej (korekta częstotliwości próbkowania), crossfeed dla nauszników, precyzyjny i baaardzo rozbudowany EQ, korekty dla ustawienia głośników, korekcja akustyki pod kątem wprowadzonych danych nt. pomieszczenia odsłuchowego (tak, będą niebawem mikrofony, tzn. obsługa sprzętu współpracującego, pozwalającego na dopasowanie parametrów). Oczywiście całość można za pomocą jednego suwaka wyłączyć, rezygnując całkowicie z DSP, pozostawiając sygnał w pierwotnej postaci. Właśnie – możecie sobie każdą nową funkcję przetestować szybko i gładko, bo wspomniany suwak aż zachęca do sprawdzenia A-B
  • Pełne wsparcie dla grania wielokanałowego, wbudowany silnik konwertujący w locie nagrania multichannel do postaci stereofonicznej, niezależne, konfigurowalne mapowanie kanałów
  • Pełne wsparcie dla samograjów Sonosa
  • Adaptacja standardu ustawień natężenia dźwięku wg. normy R128.Wprowadzenie ratingu DR dla całego zgromadzonego przez nas materiału muzycznego, z jego bieżącą analizą pod tym kątem i dostosowaniem (wedle życzenia) ustawień pod określone parametry danej realizacji. Innymi słowy Roon sprawdza każde nagranie, robi pomiar i podaje wynik oraz umożliwia dopasowanie ustawień pod konkretne wydanie. KAPITALNA SPRAWA
  • Zaawansowane tagowanie – to już nie tylko prosty mechanizm ułatwiający katalogowanie, a coś, co pozwala na pełną indywidualizację bibliotek, z powiązaniem tej funkcjonalności z na tę okazję zmodyfikowanym systemem wyszukiwania (wynajdywanie po określonych przez nas parametrach, obejmujących zarówno aspekty techniczne nagrania jak i wydawnicze… znowu, NIKT tego w takiej formie nie oferuje!) Dodatkowo można zrobić absolutnie wszystko z metadanymi, a narzędzia oraz opisane, nowe możliwości pozwalają na stworzenie precyzyjnie opisanego zbioru nagrań, z nieoferowanymi dotąd możliwościami selekcji, wynajdywania materiałów
  • Zarządzanie playlistami w pełni wykorzystujące opisane powyżej mechanizmy, z możliwością customizacji składanek (od aspektu graficznego, po układ, ogólnie – całą prezentację)
  • Analiza całej biblioteki na żywo z systemem wyszukiwania i dopasowywania materiałów pod kątem naszych muzycznych fascynacji. Ten mechanizm to nie tylko covery, nie tylko „podobne dźwięki” to coś znacznie większego, bardziej zaawansowanego, bo pozwalającego w zupełnie nowy sposób zaznajomić się z twórczością tą znaną i mniej znaną, to „podane na tacy” inspiracje, zmiany towarzyszące artystom: muzykom, kompozytorom. Teraz działy twórczość via kompozycje, via twórcy nie ogranicza się tylko do klasyki, ale obejmuje wszystkie popularne gatunki muzyczne!
  • Zarządzenie dodawaniem, eksportowaniem oraz importowaniem z każdego, podłączonego do Core sprzętu. Pełna konfiguralność, zarządzalność, z możliwością szybkiego cofnięcia zmian w bibliotece
  • Wprowadzenie backupu oprogramowania, zarówno w trybie automatycznym, jak i ręcznym, z możliwym eksportem kopii do Dropboksa
  • Dopasowanie synchronizacji oraz buforowania dla różnych mechanizmów (protokołów) strumieniowania danych oraz poprawa stabilności oraz szybkości działania całego oprogramowania
  • Integracja z zewnętrznymi bazami danych
  • Integracja funkcji społecznościowych
  • ROON API – tak, wprowadzają narzędzia programistyczne, pozwalające na rozszerzenie funkcjonalności front-endu o zewnętrzne wtyczki, soft oferowany przez producentów sprzętu, innych dev. Co to oznacza w skrócie? Przykładowo – możliwość szybkiego wprowadzenia podstawowej obsługi, sterowania dowolnego sprzętu bez natywnej obsługi Roona, dodatkowych ustawień danego urządzenia, wspomnianych wtyczek rozszerzających czy dodających unikalne funkcje, prostej nawigacji etc.
  • ROON OS (Roon Optimized Core Kit tj. ROCK). Lekka wersja Roona oparta na dystrybucji linuksowej do zastosowania w NUC, R-Pi itp., a także – w razie zainteresowania – nawet jakiś set-top-boksach.  Coś dla osób z zacięciem do budowy własnych rozwiązań hardwareowych (DIY), jak również producentów małych, wyspecjalizowanych nano PC

Całość działa stabilnie, mimo jednoczesnego podpięcia wielu urządzeń nie ma żadnych problemów z obsługą Roon chodzi jak skała. Biblioteka z całą nową, wprowadzoną właśnie funkcjonalnością po kilkudziesięciu minutach była w pełni gotowa, odtworzona po aktualizacji. Integracja z Tidalem, póki co, nie wprowadziła pożądanej obsługi MQA – oczywiście mamy dostęp do całej biblioteki hi-resów, które wylądowały w serwisie, jednak nadal nie można ich łatwo zlokalizować. Odnośnie MQA, chodzi rzecz jasna o programowy dekoder, który – jak obiecuje Roon Labs pojawi się także w Roonie. Będzie to jednak autorskie opracowanie, bo filozofia działania Roona oparta na identyfikacji podpiętego sprzętu (RAAT) kłóci się z prostym mechanizmem zastosowanym w Tidalu (bez dopasowania parametrów, jedynie z wyborem trybu wyłączności i/lub dekodowania/przesyłu czystego sygnału). Także na to musimy niestety jeszcze poczekać.

Szczegółowe dane techniczne dotyczące odtwarzanego materiału, DR rating (Roon przeanalizuje całą naszą bibliotekę)

Czego można sobie życzyć? Natywnego wsparcia dla Chromecasta (Sonos właśnie się pojawił, poprawiono support dla Squeezeboksa), zainteresowania ze strony branży nowymi możliwościami (OS, API), rozwoju DSP (także w kontekście współpracy z określonymi urządzeniami), wprowadzenia postulowanego miesięcznego abonamentu (obecnie jest roczny lub dożywotni), rozwoju DSP pod katem głośników/słuchawek oraz wspomnianej integracji Master/MQA w działającym via Roon Tidalu. Samo poznanie możliwości 1.3 zajmie sporo czasu jw., a wykorzystanie jego potencjału? To już nawet nie kwestia opisanego software, które daje ogrom możliwości, a kreatywnego podejścia producentów sprzętu oraz programistów ten sprzęt programujących. Nawet jednak bez nurkowania w rozbudowane tryby DSP, każdy sprzęt podpięty pod Roona może zdecydowanie więcej. I to powinno wystarczyć za cały komentarz. Plus muzyka. W centrum. Dostęp nieosiągalny w tradycyjny sposób, nieosiągalny za pośrednictwem innego oprogramowania. Kto podejmie rękawicę i stworzy coś równie dobrego, albo lepszego (?).

Poniżej galeria, będzie aktualizowana na bieżąco (materiał jest bardzo rozbudowany, a nadal nie obejmuje wszystkich zauważonych, użytecznych zmian, nowych funkcji). Aktualizacja: metadane / edycja

» Czytaj dalej

Mały ale wariat! Kolumienki Audioengine A2+ w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
A2+ active_tyt

Te małe grzmoty to coś, co po pierwszym naciśnięciu play powoduje głupi wyraz twarzy u siedzącego naprzeciw. Serio. Małe, miniaturowe kolumienki, choć całościowo zbudowane zgodnie z regułami sztuki, będące de facto zminiaturyzowaną (takie bonsai) wersją podstawkowych kolumn „na serio” są… właśnie na serio. Poniżej znajdziecie zdjęcie obrazujące jak filigranowa to konstrukcja. Takie coś, nie powinno tak grać. To urąga prawom fizyki. Niby tak, ale jednak nie do końca tak. Mamy tutaj bardzo przemyślany patent na obejście fizycznych ograniczeń wynikających z takich, a nie innych gabarytów. Te kieszonkowe monitorki wyposażono w  2,75″ przetworniki średnio-niskotonowe wykonane z kevlaru oraz 3/4″ tweetery z jedwabną kopułką. To dopiero początek, bo reszta ma zapewnić tym głośnikom odpowiednie warunki. I tak, na dole wycięto w obudowie płaski port bass-refleksu, lewa kolumienka jest aktywna, zawiera wzmacniacz oraz pre z DACzkiem, prawa zaś jest pasywna. Całość odpowiednio zestrojono (bass-refleks), zwrotnice wyglądają jak w dużych paczkach, grube ścianki z MDF-u… tak, tutaj wiele rzeczy zrobiono, po prostu, jak trzeba. Głośniki są świetnie wykonane, lakierowane na połysk i wraz z obowiązkowymi podstawkami (które pozwalają na uzyskanie odpowiedniego kąta nachylenia zestawu w odniesieniu do siedzącego przy biurku) tworzą coś, co przenosi nas do innego, lepszego świata.

Takie małe to

Biurko to oczywista, oczywistość (przepraszam za ten cytat), ale te maluchy mogą spokojnie zagrać w niewielkim pomieszczeniu, także w ustawieniu dwa metry od siebie z źródłem analogowym albo cyfrowym, ale nie koniecznie komputerem. Będziemy testować A2+ w dwóch, zupełnie odmiennych konfiguracjach. Podstawowa tj. komputer, biurko (patrz zdjęcia) oraz dodatkowo z iPadem w roli źródła oraz analogowo podłączonym CD/gramofonem (via pre). Te grzmoty potrafią zagrać z takim animuszem, z taką dynamiką, że sprawdzenie ich w salonie nie będzie według mnie żadnym faux pas. Rzecz jasna główną domeną takiego zestawu będzie wspominane biurko, ale możliwości podpięcia 2 analogowych źródeł nie jest przypadkowa, a dodatkowo mamy regulowane wyjście (RCA) nie tylko z myślą o subwooferze – znowu ukłon w stronę kogoś, kto chce podpiąć coś więcej niż komputer do A dwójek. Te miniaturki mogą zintegrować wokół siebie system i sam producent podkreśla, że warto w te porty RCA/jack podpiąć, co tam nam do głowy strzeli. Odtwarzacz sieciowy (np. testowany Adapt Devinitive Technology)? Czemu nie… jakiś kompakt (nasze, stare jare Onkyo)? Proszę bardzo! A może bezdrutowy DAC w rodzaju testowanego D2, tego samego producenta? Jak najbardziej sprawdzimy takie konfiguracje (w salonie właśnie).

Model A2+ wyposażono (to ten plus) w przetwornik cyfrowo-analogowy z interfejsem USB (w tym wypadku zintegrowany). Oparty na kości TI/Burr Brown PCM2704C DAC odtwarza muzykę z komputera o parametrach 16/44-48, czytaj obsługuje USB 1.1, gra redbooki i już. Chcemy czegoś więcej? Tak, mamy te porty z tyłu, do których możemy podpiąć Oppo HA-2 (co nie omieszkam), albo jakiegoś stacjonarnego DACa grającego wszelkie hi-resy jak leci. Złącze USB daje nam prostą, szybką integrację z dowolnym, komputerowym źródłem (jak wspomniałem, może to być równie dobrze jakiś iPad, iPhone czy Android z OTG), co w przypadku niewielkiego biurka (a zazwyczaj właśnie takie mamy do dyspozycji), miniaturowych rozmiarów opisywanych kolumienek, ograniczonej przestrzeni daje patent na dźwięk „tu i teraz”. Zamiast słuchawek (nie każdy lubi, nie zawsze mamy na nie ochotę), zamiast jakiejś ekwilibrystyki z klasycznymi, dużymi monitorami, zamiast komputerowych pierdziawek… Przy czym, te A2+ to głośniki nominalnie właśnie komputerowe, to ma być ich główne zastosowanie i to biurko będzie głównym miejscem odsłuchowym. Głównym, ale jw. nie jedynym. Stworzenie z takich A2+ multiroomu, gdzie zamiast jakiś monofonicznych głośniczków bluetooth’owych grają takie kolumny może być bardzo interesującą opcją, szczególnie w sytuacji, gdy zależy nam na bazie stereo, gdy chcemy w danej lokalizacji usłyszeć dźwięk prawdziwie przestrzenny (a nie pseudo).

Na podstawkach, które warto dokupić

No dobrze, poza tymi przetwornikami, tym co w skrzynkach siedzi, mamy zasilaczyk (całkiem solidny btw), który wpinamy w trzypinowe złącze mini-XLR w prawej kolumience. Ten zasilacz jest robiony dla AE na zamówienie (nietypowa rzecz, na szczęście nie ma problemu z zakupem, gdyby zaszła taka potrzeba) i jest to niezbędny element całości,  żadne tam zasilanie via USB, takie coś nie wchodzi w grę! Nie wchodzi, bo jak wyżej, te kolumienki to petarda i tu musi być odpowiednie zasilanie, nie takie, jakie gwarantuje magistrala komputerowa, tylko ze ściany (parametry na wyjściu: 17.5V, 1.8A). Podpiąłem maluchy do tomankowej listwy z blokerem, co by mieć pewność że stabilnie zasilę je w energię, którą tak ochoczo przemienią w dźwięki. Wzmacniacz nominalnie to 60W mocy całkowitej (2×30), 2x15W RMS i cóż, te waty usłyszymy głośno i wyraźnie ;-)  brzmienie, takie jakiego nie powstydziłyby się dużo większy gabarytowo zestaw głośnikowy. Nie zapominano także o solidnym ekranowaniu, co w przypadku komputerowego źródła jest istotne, a jednocześnie daje korzyść w przypadku zastosowania tych maluchów w rozbudowanych instalacjach audio (czytaj, zastosowania ich w roli kolumienek grających nie tylko w strefie, ale także w niewielkim salonie, kawalerce etc.). Wspomniałem wcześniej o podstawkach, to konieczny zakup, chyba że planujemy umieścić kolumny na jakiś mocowaniach (na podstawie są gwinty). Monitorki warto lekko skręcić w naszą stronę, a standy gwarantują dodatkowo, że głośniki znajdą się na właściwej pozycji względem naszych uszu. To nie opcja, a wg. mnie konieczność, szczególnie gdy planujemy ustawienie ich na biurku. Aktualizacja: trzeba te grzmoty odseparować tak czy siak od podłoża – to jeszcze jeden ważny argument przemawiający za zakupem standów. Bez nich i tak trzeba sobie z tym problemem jakoś poradzić, w przeciwnym razie pojawi się niepożądany rezonans, a bumowe, duże podstawki właśnie dobrze separują kolumienki od podłoża. 

O tym, jak grają dowiecie się z właściwej recenzji. Pierwsze wrażenia są takie, że słuchamy i trochę nie wierzymy w to co słyszymy. To nie jest idealny dźwięk (opiszę jak można po korekcji dojść do lepszych rezultatów), ale ten dźwięk nie koresponduje z tym co widzimy. To duże brzmienie, namacalne (biurko = bliskie pole), ale duże właśnie, z doskonałym – jak to ładnie Anglosasi nazywają - rhythm & pulse. Bogate i bardzo, bardzo szczegółowe. Na górze, bywa, nieco jazgotliwe, na dole (jak na taką lilipucią konstrukcję) baaaardzo nisko osadzone, z dobrym mid-basem, z ładnymi wokalami. To dobry dźwięk, dobry w skali odniesienia do podstawkowych kolumn HiFi. To, co szokuje, to wolumen (znowu, w zestawieniu z gabarytami). Tu jest (poza górą, którą w niektórych sytuacjach trzeba okiełznać) czysto, dźwięk jest pełny, a przy tym grają szybko i naprawdę głośno. Patrząc na rozmiary tych kolumienek zastanawiamy się skąd u licha to się bierze, jak te małe grzmoty to robią. No ale robią. Po delikatnej korekcji można uzyskać niemalże liniowe przetwarzanie, neutralne brzmienie, takie jakiego nie powstydziłyby się zestaw monitorów dobrej klasy grający w stacjonarnym torze. Do tego przestrzeń, stereofonia jakich nie usłyszycie na komputerowych głośniczkach, której spodziewalibyśmy się po dużo większych monitorach. Wspomniałem o bliskim polu? Producent też wspomina o kolumnach studyjnych, że się na nich poniekąd wzorował. Cóż, mam takie kolumny w domu (Esio nEar05 classic II) i dobrze wiem, co miał na myśli. Dystrybutorem w Polsce jest IBDL. Cena 1249zł za komplet.

Dostępne kolory: połyskliwy biały, czarny satynowy oraz Ferrari (czerwony na błysk ;-) )

Aktywna, lewa kolumna, podpięta do iMac-a 

Wybieramy w panelu co trzeba i gramy :)

Poniżej rozbudowana fotogaleria prezentująca tytułowe A2+, sprzęt oraz software, z którym grają…

» Czytaj dalej

eGreat i5… zamień Twój TV w komputer z Windows 10

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
EG_i5_01

Pamiętacie naszą publikację na temat miniaturowego komputerka Fooko PC? Opisaliśmy mini komputerek niedawno na naszych łamach, bardzo nam się spodobała koncepcja oraz realizacja pomysłu Windows na ekranie HDTV. Sprzęt skonfigurowany, szczególnie w zakresie odtwarzania audio, praktycznie nie wymagający żadnej dodatkowej pracy od użytkownika. Podpinamy DACa i gramy. Do tego rozbudowane możliwości front-endu multimedialnego. Pojawiła się właśnie na rynku alternatywa dla tego typu sprzętu. To eGreat i5 Pocket PC, stylowy, miniaturowy komputer o wielkich możliwościach. Połączony z telewizorem za pomocą złącza HDMI udostępnia system Windows 10 (w Fooko mieliśmy Windowsa 8.1, trzeba zrobić w nim upgrade, na szczęście darmowy, do najnowszej wersji OS) z wszystkimi jego możliwościami na ekranie telewizora.

Zamknięty w aluminiowej obudowie o grubości jedynie 11 milimetrów (tutaj zdecydowanie mniej tych milimetrów, faktycznie super kompaktowy ten komputerek), kryje w sobie sporą moc obliczeniową oraz wydajność, która pozwala mu z powodzeniem zastąpić stacjonarnego PC „pod telewizorem”. Egreat i5 Pocket PC pracuje na czterordzeniowym procesorze Intel Atom Bay-trail Z3735F wspomaganym zintegrowaną kartą graficzną Intel HD Graphics oraz 2GB pamięci RAM DDR3. Wszystkim tym zarządza najnowsza wersja systemu Windows. Wbudowaną pamięć 32GB można rozszerzyć podłączając zewnętrzny dysk USB (do 2TB) lub kartę micro SD (do 128GB). Wydajna karta WiFi, moduł Bluetooth 4.0 dwa porty USB 2.0 oraz czytnik kart microSD zapewniają duże możliwości podłączenia zewnętrznych urządzeń. Przypominam, marka eGreat to producent sieciowych odtwarzaczy multimedialnych (swego czasu, w innym miejscu, testowałem te odtwarzacze, może pamiętacie pierwsze recenzje Xtreamerów na FrazPC? ;-) …poza Xtreamerami testowaliśmy produkty eGreat). To były czasy sprzed wynalezienia SmartTV, tj. 2009 rok plus, minus, kiedy to taki odtwarzacz miał być (i był) alternatywą dla HTPC (wtedy były to całkiem spore skrzynki, jakie tam 11 milimetrów). Stare dzieje.

Cena detaliczna urządzenia wynosi 799 złotych.

Nowości u Tidala: aplikacja dla komputerów, gapless oraz…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Tidal_comp_app

Aplikacja wygląda identycznie jak odtwarzacz webowy. Dobrze, że software dla Mac/PC jest już dostępny, natomiast wielka szkoda że nie oferuje na razie trybu offline. Dla kogoś zabierającego w podróż laptopa, jadącego przykładowo chlubą polskiego kolejnictwa, oznacza to tyle, że sobie muzyki z komputera nie posłucha (swoją drogą to idiotyczne, że w Pendolino nie ma WiFi, a same wagony działają jak puszka Faradaya, skutecznie utrudniając połączenie z sieciami 3G/4G). Oprogramowanie dostępne jest od paru dni, na razie w wersji beta, można instalować na dowolnej liczbie komputerów w ramach posiadanego abonamentu. Wreszcie nie trzeba będzie korzystać z problematycznego Chrome, bo tylko na tej przeglądarce można było odpalić serwis. Poza tym Tidal zapowiada wprowadzenie specjalnego abonamentu dla… studentów. Cóż, trzeba bić się o płatne subskrypcje, a wiadomo że najlepszą bronią jest niska cena (5$). Taki abonament może wypalić pod warunkiem, że pomysłowi będzie towarzyszyła odpowiednio nagłośniona akcja marketingowa. Wprowadzono także tryb gapless, co ucieszy szczególnie te osoby, które za pośrednictwem Tidala słuchają klasyki, koncertów. Duży plus. Poza tym – jak wspomniałem w naszej recenzji ROONa, Tidal integruje się z tym front-endem. To poniekąd alternatywa dla natywnej aplikacji, jednak pamiętajmy, że na razie jest to rzecz wybitnie pod stacjonarne słuchanie. Być może zmieni się to wraz z wprowadzeniem zapowiadanej aplikacji mobilnej (tyle, że będziemy mieli wtedy Tidala w formie kolejnej biblioteki w apce dla iOSa/Androida).

Widać, że ktoś tam mocno się stara – są efekty: z 500 000 abonentów (cały WiMP) w okresie zaledwie 2 miesięcy liczba osób opłacających dostęp wzrosła niemalże dwukrotnie do 900 000. To w tym biznesie wynik godny odnotowania. Z tego ponad 200 000 to osoby które zdecydowały się na abonament Hi-Fi, podczas gdy WiMP HiFi miał ledwo 12 000 płacących za WiMP HiFi pod koniec 2014 roku. Integracja z odtwarzaczami Oppo, ROON (pisałem że genialny? No genialny jest i basta!), rozwija się nam ten serwis, trzymam kciuki i wbrew panującej modzie na hejt pod adresem tego projektu, mam nadzieję, że Tidal będzie rósł w siłę i stanie się jednym z wiodących rozwiązań oferujących muzykę za pośrednictwem abonamentu. Za tym rozwiązaniem przemawia nie tylko obecnie oferowana jakość bezstratna, ale także bardzo mocne umocowanie w branży (wsparcie ze strony producentów audio, przemysłu oraz – przede wszystkim artystów). Daje to gwarancję, że nikt tu nie będzie zadowalał się półśrodkami, tylko rzecz będzie mocno rozwijana i promowana.

A przyszłość to MQA, które może potencjalnie wywrócić to co znamy do góry nogami, bo możliwość odtwarzania w jakości niedostępnej do tej pory w streamingu (wszelkie inkarnacje hi-resów oraz dużo mniej transferożerne, bezstratne 16/44) zmieni oblicze całej branży. Kto będzie oferował streaming w jakości stratnej? Po co? Nie mówiąc już o downloadach – takie iTunes Store z AAC 256 straci według mnie rację bytu, bo po co nabywać coś gorszego jakościowo od płatnej subskrypcji w cenie zbliżonej do kosztów jednego albumu? Nie będzie to miało żadnego sensu, patrząc na obecnie oferowane produkty audio (słuchawki, telefony, które szybko przekształciły się w dobre, albo bardzo dobre źródła, w zaawansowane DAPy), jakość będzie ważnym czynnikiem i nawet jak ktoś będzie nadal upierał się, że nie słyszy różnicy, o przejściu na lepsze zadecyduje rynek, marketing, mamona. Akurat tutaj nie mam nic przeciwko, bo zyskamy wszyscy, w końcu nie można wiecznie tkwić w opracowanej przed kilkunastoma laty metodzie kastrowania muzyki. Generalizuje. Oczywiście jest wiele rzeczy w stratnej kompresji, które w ogóle mi nie przeszkadzają (od strony jakościowej), że wymienię rozgłośnie internetowe Linn Records, Remastered for iTunes, niektóre strumienie 320kbps z serwisów streamingowych… to nie jest podła jakość, to jest dobra jakość, ale możemy… nie tyko chcieć więcej. Możemy to mieć. Zaraz.

Oj, będzie się musiało Apple dzisiaj wykazać, oj będzie. Napiszę wieczorem naszą opinię na temat nowej usługi muzycznej Apple – zobaczymy czy staną na wysokości zadania. Zródła odpowiednio wysokiej jakości już mają, technologię, gigantyczne zaplecze, ogromną rzeszę użytkowników też. Tyle tylko, że można to wszystko łatwo popsuć. Przekonamy się, czy tak się stanie już niebawem, bo dzisiaj o 19.00 naszego czasu.

Software do pobrania ze strony Tidala.

» Czytaj dalej

LOOP – streaming bez kompromisów, nasze wrażenia, nasza opinia

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
LOOP

O LOOPie wspomniałem parę dni temu w tym wpisie. Nowa usługa streamingowa LOOP pozwala na nieograniczony ilością miejsca (czytaj nielimitowany) dostęp do własnej kolekcji hi-resów oraz – ogólnie – muzyki zapisanej bezstratnie. Korzystam na co dzień z Tidala, jedynego obecnie serwisu streamingowego oferujacego strumieniowanie w jakości bezstratnej. Powiem tak – Tidal to bardzo dobre radio internetowe, jakościowo wyróżniające się na tle innych serwisów tego typu, ale do strumieniowania z LOOPa zwyczajnie nie ma podskoku. To inna bajka. I nawet nie chodzi o to, że Tidal to często brak święcącego HiFi (odtwarzamy wtedy materiał skompresowany stratnie o parametrach 320kbps w przypadku strumienia mp3 lub 256kbps w przypadku AAC), że część biblioteki niestety nie jest loseless. Chodzi o coś innego. Odtwarzane z własnej audio chmury (tak to będę od teraz nazywał) pliki, nawet CD Ripy brzmią ZNACZNIE lepiej. Znacznie. To nie jest subtelna różnica, a wyraźnie wyczuwalna, co tłumaczę sobie zastosowaniem przez Tidal zmiennego bitrate, generalnie niższego od wzmiankowanego transferu na poziomie 1411kbps. Tak to wygląda z technicznego punktu widzenia. Tak czy inaczej najważniejsze są w tym wszystkim nasze uszy i one bezbłędnie informują nas gdzie brzmi lepiej. Lepiej brzmi z LOOPa.

LOOP działa bardzo dobrze, tzn. odtwarzanie nie ulega przerwaniu w budynkach (3G/4G) oraz miejscach, gdzie zazwyczaj mam problem z działaniem Tidala, dzięki bardzo pokaźnemu buforowi. Generalnie na odtwarzanie musimy czasami chwilkę poczekać (widzimy wtedy napis Loading…), ale potem muzyka płynie już bez przeszkód do naszego odtwarzacza. Jeżeli odtwarzamy album, playlistę albo wybieramy tryb mieszany to oprogramowanie dba o to, by muzyka odtwarzana była bez konieczności czekania na dane, bez irytujących przerw. Inaczej będzie rzecz jasna, jak podczas odtwarzania zmienimi zdanie i wybierzemy inny album, inną playlistę etc. Wtedy ponownie trzeba będzie chwilkę poczekać na zapełnienie bufora. Widać, że Loop korzysta z własnej bazy metadanych, bo cześć kolekcji uzupełnił mi o brakujące elementy (skuteczność oceniam na jakieś 80-90%, a więc całkiem nieźle). Można rzecz jasna tworzyć własne playlisty (wcześniej utworzonych oprogramowanie nam nie obsłuży), korzystać z opcji mieszania utworów w przypadkowej kolejności (słabo to obecnie funkcjonuje, bo algorytm wybiera jedną, określoną kolejność odtwarzania, nie ma wielu wariantów, czy przypadkowości w tym mieszaniu, a przecież właśnie o to w mieszaniu chodzi, nieprawdaż?).

To co wgniata w fotel to, jak wspomniałem, jakość. Rzecz jasna mamy ograniczenia po stronie samych odtwarzaczy – w moim przypadku jest to iPhone 5S oraz iPad Mini Retina. Strumieniowanie w przypadku takich źródeł oznacza kompromisy. iPhone, każdy iPhone, to maksymalnie obsługa audio o parametrach 24 bit 48KHz, iPad zaś oferuje odtwarzanie materiału 24/96 bez downsamplingu. Nie jest źle, ale nie są to możliwości, które znajdziemy w niektórych urządzeniach na Androidzie (tu prym wiodą niektóre modele handheldów Galaxy od Samsunga), gdzi można grać 24/192. Bez względu na to czy muzyka płynie z jakiegoś iCośtam czy androidowego sprzętu, warto zadbać o odpowiednie słuchawki (tu progres, biorąc pod uwagę bezkompromisowość materiału źródłowego, będzie bardzo wyraźny) oraz… o odpowiednio dobrą amplifikację. Wzmacniacz słuchawkowy, przenośny, pozwoli wydobyć z tego co leci z Loopa wszystko, co najlepsze. To co zamontowano w smartfonach oraz tabletach często nie pozwala na dobre napędzenie słuchawek, dobrych słuchawek – mam tu na myśli zarówno rachityczna moc wbudowanych w telefony/tablety wzmacniaczy, ich niewystarczającą dynamikę, ogólnie, niewyszukane parametry słuchawkowego wyjścia, jakie zamontowano w naszych handheldach. Dobry wzmacniacz to wg. mnie ważniejszy element od zewnętrznego DACa, mający większy wpływa na jakość, większy od wyprowadzenia cyfrowego sygnału z naszego telefonu czy tabletu do zewnętrznego przetwornika (są jednak od tego pewne, że tak powiem, odstępstwa, czego dowodzi wbudowany w bezprzewodowe słuchawki Sennheisera DAC – połączenie kablem USB jest wg. mnie najlepsze brzmieniowo i to nie tylko w porównaniu z połączeniem bezprzewodowym, ale także analogowym, na kablu). Dźwięk strumieniowanych hi-resów muzyka brzmi w sposób zbliżony (przy dobrym wzmacniaczu i dobrych słuchawkach, jak wspomniałem powyżej) do tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni słuchając na stacjonarnym torze. To różnica wg. mnie nie tylko zauważalna, ale wyraźna, bezdyskusyjna. Jest dużo lepsza dynamika, jest w tym graniu powietrze, jest swoboda, ani cienia kompresji, pełny komfort, głębia, świetna stereofonia, przestrzeń. To wszystko, w porównaniu z typowym streamingiem, jest albo spotęgowane, albo zwyczajnie pojawia się właśnie tylko i wyłącznie w takich okolicznościach, tzn. dopiero w przypadku takiego strumienia czujemy, że to granie na najwyższym jakościowo poziomie. Cóż, wygląda na to, że słusznie upierałem się, że bez modułów 3G/4G wszelkie, wysokiej klasy DAPy, nie mają (na dłuższą metę) racji bytu. Ograniczenia pojemnościowe audiofilskich odtwarzaczy audio, połączone z brakiem możliwości połączenia się z siecią to oczywiste ograniczenia. Dzisiaj ludzie chcą strumieniować, chcą mieć szeroki wybór, pełen dostęp co zapewniają serwisy, co można (także) osiągnąć za pomocą takich usług jak LOOP. Cała kolekcja, wszystkie dyskografie, rzeczy których na próżno szukać w bibliotekach Spotify z osobistej audio chmurki? To jest to! Do tego taki Tidal oferujący nowości wydawnicze. Tak, to ma sens.

Nie jest to usługa pozbawiona wad. Nie, można parę wymienić, kilka rzeczy wymaga dopracowania. Transfer własnej muzyki do chmury jest cholernie słaby. 300-400kbps maksymalnie, średnio nie więcej niż 250-300 to naprawdę ból czterech liter. Jak sobie zechcemy przenieść całą kolekcję hi-resów to mamy nie lada wyzwanie. To będą dni, nie godziny, to potrwa. Downloader jest kiepski, to znaczy lubi się przywiesić, działa mułowato, dobrze że przynajmniej jest prosty, nie wybajerzony – tak czy inaczej do poprawy. Można alternatywnie wrzucać muzykę z poziomu odtwarzacza. No właśnie, odtwarzacza… Odtwarzacz VOX bardzo lubię, w obecnej wersji działa bardzo dobrze, oferuje integrację z SoundCloud, pozwala na obsługę dowolnego materiału lokalnie oraz zdalnie z serwera (w tym omawianego Loopa) oraz integrację z bibliotekami iTunes. Do tego scroblowanie z Last.FM oraz rozgłośnie internetowe. I tu niestety muszę się przyczepić – rozumiem mechanizm płatności w aplikacji, dodatkowe funkcjonalności, ale tak jak mogę zapłacić te 5$ miesięcznie za audio chmurę (50 za rok z góry, jak ktoś ma ochotę), to jakoś nie widzę uzasadnienia dla płacenia takiej sumy za odblokowanie rozgłośni internetowych. To jest wszędzie oferowane za darmo, a tu trzeba za to płacić. Jedyne, co mogłoby uzasadniać takie działanie to jakiś bardzo usystematyzowany, uporządkowany dostęp do rozgłośni oferujących najlepszą jakość streamingu, z jakimiś unikalnymi perełkami (które w morzu strumieni trudno odkryć, znaleźć). Cóż, widać developer szuka możliwości zarobienia dodatkowych paru groszy. Jego prawo, ale ja z tego nie skorzystam raczej, właśnie z wyżej wymienionych powodów. Moża grać tylko z Maka, mobilne platformy to także tylko i wyłącznie iOS – spore ograniczenie, ale developer ma pracować nad wersją dla Androida. Niestety o Windows Phone można na razie zapomnieć (może nowa dziesiątka przyniesie przełom, tzn. będzie można bez problemu korzystać z portów androidowych, poza tym wobec syntezy Windowsa na wszystkich platformach odpalimy dowolną usługę, odtwarzacz na microsoftowym telefonie). LOOP to nie jedyna, gorąca nowość w zakresie dostępu do muzyki. Za moment możecie spodziewać się opisu kolejnej, bardzo interesującej, wręcz rewolucyjnej usługi streamingowej. Czegoś co wszystko łączy i mam tu na myśli nie tylko różne strumienie (serwisy), ale także daje w pełni multiplaformowe możliwości, świetnie integruje nasz domowy sprzęt audio (ten z siecią). O czym mówię? Ano o czymś, co nazwano Roon. Dzieje się, oj dzieje w tym stramingu i trudno się dziwić. To, jak wspomniałem, teraźniejszość i przyszłość rynku, całej branży. Wspomniany Roon to coś, co niektórzy zdążyli już okrzyknąć absolutną rewelacją(lucją), następcą LMS (Logitech Media Serwer – który, dzięki po pośmiertnemu rozwojowi, wsparciu ogromnej rzeszy użytkowników, przeżywa obecnie „drugą młodość” vide oprogramowanie dla wyspecjalizowanych komputerów audio, setkach pluginów, dodatków jakie można uruchomić na tej platformie), czymś co całościowo rozwiązuje problem dostępu do muzyki. Na wyrost te zachwyty? Cóż, zobaczymy. Na razie rzecz testuję, podobnie jak LOOPa, z którego już raczej nie zrezygnuję, bo jak wspomniałem powyżej, idea prywatnej, osobistej audio chmurki, zintegrowanej z dobrym oprogramowaniem odtwarzającym dźwięk to dokładnie to, czego potrzebuję. Poniżej zrzuty z aplikacji mobilnych oraz komputera prezentujące opisaną usługę oraz software…

 

» Czytaj dalej