LogowanieZarejestruj się
News

Prawdziwy diament – Burson Conductor V.2+

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180419_112911702_iOS

Siedem kilo… achtung panzer! Forma mówi: będzie konkret granie. Z produktami kangurów mieliśmy już do czynienia na HDO. 160-ka się u nas kiedyś przesłuchała i bardzo przypadła do gustu, choć nie bez pewnych „ale”. Teraz trafił do nas topowy, flagowy, naj, naj, model wzmacniacza (po pierwsze), pre / integry (po drugie) oraz DACa (po trzecie), czytaj maszynki spinającej nam wszystko co trzeba w jednym pudle. Panie, Panowie przedstawiam gościa z dalekich Antypodów: Burson Conductor V.2+. Teraz tylko odpowiednie efektory. Nie, nie napiszę high-endowe słuchawki, bo wcale nie (ma takiej konieczności), można a nawet obowiązkowo trzeba podpinać klasyki, rozsądnie wycenione, w rodzaju K701 czy HD650, a nawet mniej klasowe, jak choćby takie Momentum… mimo niskiej impendancji. Możemy swobodnie uznać, że to taki tuning naszych starych kompanów, rzecz zaskakująca, jak wiele dobrego można z tych konstrukcji wycisnąć, oj naprawdę można wiele.

Ale to dopiero początek. Kraina szczęśliwości, czytaj LCD-3, to partner oczywisty. Tyle, że wcale nie trzeba wydać 8 tysi na porównywalne (choć o innym, ale jakże przepysznym bukiecie) brzmienie. Tak, zgadliście: Sundara. Te, kosztujące 2 tysie nausznice to strzał w dyszkę. Partner kompletny. Popatrzcie na zdjęcia… Conductor w wersji czarnej, a taka nam się trafiła, plus te słuchawki to nie tylko brzmieniowo (ofc to podstawowa sprawa), ale także formą IDEALNE dopasowanie. Świetnie się to prezentuje. System słuchawkowy za 10k bez żadnych „ale”? Pierwsze wrażenia są właśnie takie, zobaczymy jakie będą finalne wnioski po dłuższych odsłuchach, ale coś czuję, że amplifikacja słuchawkowa w topowym Bursonie to będzie TO. Patrząc na tego klamota dwie rzeczy zrobiłbym inaczej: dałbym 9038 zamiast 9018 (to byłoby K.O …zaraz do nich napiszę, czy planują upgrade, tam się na płytkach wymiennych wszystko opiera, Burson słynie z opcji, z modów właśnie) i przemyślał kwestie dwóch wyjść (DAC nie jest liniowe… to bez sensu trochę, bardzo nawet niż trochę). Poza tymi dwiema sprawami jestem na dzień dobry oczarowany możliwościami tego mocarza.

Tak, robi spore wrażenia moc, sam klamot kojarzy mi się formą i możliwościami energetycznymi z uberelektrownią HiFiMANa (nasz test EF-6), przy czym nie jest to taki potwór, zajmujący cały stolik jak ww ustrojstwo pod HE-6 (bo to system jest, wiecie, patrzcie wcześniejszy link). Jest bardzo ciężki, jest spory (jak na – umownie – ampa słuchawkowego, duży), ale w granicach zdrowego rozsądku. Interga ma dwa wejścia analogowe, co u Bursona nie dziwi, co jednocześnie zawsze warto pochwalić i docenić oraz opartą na 9018 (i XMOSie) część cyfrową, z klasycznym zestawem: USB/SPDIF (koaksial & TOSLINK). Od razu podpiąłem pod imakówę (CORE) oraz do naszego nie(do)ocenionego (uwielbiam tego klamota i z perspektywy czasu widzę, że nie doceniłem wystarczająco M1HPA… to w cenie ok 2k najlepsza integra/pre słuchawkowa kropka amen) Musical Fidelity, który robi za przeplotkę (czarne tło macie jak w banku: nic, zero, nul, czysto). Tu czerń, spotyka się z czernią, w sensie dosłownym i w przenośni. Oba klamoty idealnie się uzupełniają (bo mogę sobie zintegrować wszystkie źródła, bez uciążliwego przekładania kabli), mam 3 duże jacki do testowania, porównywania. Od dawna korzystam z tych, rozbudowanych możliwości M1, ale przy okazji Conductora dotarło do mnie jakie to wygodne, jakie przyjemne w obsłudze. Właśnie – metalowy, zgrabny, dedykowany pilocik dodawany w komplecie do tytułowego klamota na razie nie ma zastosowania, bo wszystko na wyciągnięcie ręki (biurkowy set idzie na pierwszy ogień), ale to się bardzo przydało, bo w salonie Conductor pracował sobie zupełnie inaczej, w innej roli, znaczy się: sprawdziłem, jak sobie poradził w trybie PRE z torem opartym na końcówkach i na zestawach głośnikowych. Grał zarówno jako centralka cyfrowa, jak i klasyczny pre-amp, z podpiętymi analogowo źródłami. I powiem Wam coś. Mhm. Tak, potraktujcie tego Bursona jako spoiwo całego toru, bo jako słuchawkowiec tylko, będzie to najzwyczajniejsza marnacja potencjału.

Postanowiłem, na potrzeby testu, poeksperymentować. Było grane nie tylko z kompa (ROON), nie tylko z Chromecasta (obecnie, zawsze Chromecasta Audio podpinam pod TOSLINKA… to dyżurny interfejs cyfrowy u mnie), a nawet nie tylko z Squeezeboksa Touch EDO mod via koaksial (bo za USB siedzi i wiele dobra wnosi konwerter c/c hiFace Two)… nie, tym razem nie ograniczałem się ;-) „tylko” do tych, znanych na wylot źródeł (cyfrowych). Podobnie jak to miało miejsce z innymi integrami słuchawkowymi wyposażonymi w analogowe wejścia po analogu grane było… coś specjalnego. Po pierwsze (właśnie gra i …niech komputer spieprza na drzewo ;-) ) olampowany, z buforem bańkowym znaczy się, cedek Onkyo (świetny mechanizm, stara, dobra, japońska szkoła), po drugie za pomocą linku z salonem (multiprzełącznik Pro-Jecta) zagrało nam też z gramofonem (duet 1020 z 5120) i wreszcie po trzecie sprawdziłem jak sobie (nadal jesteśmy w gabinecie, znaczy na słuchawkach słuchamy :) ) Burson poradził z MiniWattem (wzmak, który robi u mnie za słuchawkową końcówkę mocy i wierzcie mi… nie ma nic lepszego, na odczepach głośnikowych, z dobrej klasy routerem audio 6.3mm albo/i adapterem HiFiMANa z symetrycznym gniazdem na końcu). Także tak, właśnie, Burson grał jako preamp, podpięty do wejść w lampowcu (NOSy: Brimar BVA/Telam), sterując poziomem i łącząc źródła, a efektory zagrały na wspomnianych wyjściach z odczepów. Rzecz jasna nie było tu mowy o żadnym balansie (ale kabel sobie zmienimy w LCDkach i w ten sposób to też pożenimy), tak z ciekawości sprawdzę jakie są różnice i czy w ogóle jakieś są na takim jw. secie (HiFiMan HE Adapter). Wiele osób wg. mnie błędnie, zakłada, że symetryczne połączenia są „zawsze” lepsze w aspekcie SQ, a przecież nie chodzi o wyższość tutaj według mnie, tylko lepsze medium w trudnym otoczeniu (studio) oraz ewentualnie sensowniejszy link przy bardzo długich podłączeniach. Nie wyklucza to lepszego efektu, gdy ktoś zwyczajnie spaprał, czy gorzej przygotował tor niesymetryczny, ale żeby to dogmatycznie dawało progres (bo różnice w pomiarach/specyfikacji –  dodają)…? O tym też będzie osobny wpis na HDO. Dobra, nie przedłużając, przejdźmy do meritum :)

» Czytaj dalej

FiiO Q1 Mark II. W sam raz na wywczas. DAC/amp na wynos

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180609_095907530_iOS

Przyjechało, od razu jak przyjechało to sobie pomyślałem: będzie coś ala Alpen (przetestowane u nas: 1 i 2) lub Kilimandżaro 2, czy raczej coś ala Olympus 2? Dwa pierwsze to zimny chłód cyfrowego cyrkielka, wszystko bardzo dokładnie wyłożone, ale z dystansem, ostro, cyfrowo właśnie. E10K, którym się zachwycałem, to zupełnie inna bajka. Tam wszystko drgało, emocje były że ho, ho, ten Olympus 2* po ciemno-ciepłej stronie mocy się sytuował ;-) i jeszcze za naprawdę małe pieniądze wołali, jak to u FiiO często, gęsto bywa. Jak będzie z Q1 mk II zatem? O tym przekonamy się niebawem, słuchać będziemy głównie mobilnie, bo forma zobowiązuje, także komp tak, ale MBA, a kieszonkowo to iPhone i – z czystej ciekawości – topowy model Nokii na Windows Phone (masakra OS, masakra), który poza świetnymi zdjęciami ma tym razem sprostać zadaniu współpracy z przetworniko-wzmacniaczem. Tak „for fun” (albo i bez, bo coś czuję, że w tym zarzuconym systemie nie będzie to w pełni wykonalne, ale zobaczymy, niby teoretycznie „da się”). Sprawdzę też tego grzdyla z iPadem w oprogramowaniu ROON, próbując uruchomić stream także na wynos (można kombinować, choć jest to narazie – właśnie – kombinowanie). Słuchawki to przede wszystkim dokanałówy KZ ATE i nausznice Sundara. To obecnie nasz referencyjny set na każdą wyjściowo otwartą okazję. Wróć. Nie do końca tak jest, bo rzecz jasna bardzo we znaki daje się otwarta natura nauszników HiFiMANa na mieście (w lesie nie masz nic przyjemniejszego, nie też nie, bo grzeje), dlatego uzupełnimy to słuchanie o zamknięte HP50 i Momentum. W balansie (jest taka opcja w tym FiiO) chwilowo nic nie ma u mnie, ale może będzie i to też sprawdzimy.

Audio piersióweczka

FiiO, jak wiemy, celuje w budżetowe rejony, zawsze kalkuluje cenę tak, żeby produkt był maksymalnie przystępny (sugerowana:499), przystępny dla szerokiego grona zainteresowanych. Chwalebne to, a jeszcze chwalebniejsze jest to, że nie odbywa się to nigdy kosztem wykonania, materiałów i wyposażenia. Zawsze jest bardzo dobrze spasowane, zawsze jest alu, zawsze jest na bogato (kable, gumki, pokrowce i co tam jeszcze). Zawsze. Warto to docenić, bo przecież jak mamy budżet to zazwyczaj jest w drugą stronę, znaczy się jest biednie. Tu nie jest. Na pudle, a nawet obudowie (niestety w formie naklejki, która wcześniej, czy później odpadnie) widnieje logo certyfikacyjne Hi-Res Audio. To taki ukłon w stronę marketingu, co oczywiste, ale też wskazówka, że ci co słuchali (z nadających znaczek) uznali, że potrafi DAC uskutecznić konwersję na tyle przekonywująco, z materiałów hajresowych, że ten znaczek można mu nadać i już. No to dali, czyli ma być wgląd dobry, rozdzielczość dobra, precyzyjne ma być, pokazujące wyższość pliku wysokobitowo-częstotliwościowego nad wariantem tylko 16/44. Wspominałem tu nie raz i będę przypominał jeszcze nie raz… nie cyferek słuchacie, a muzyki i warto na tym co najistotniejsze się skupić, a już na pewno nie należy doszukiwać się czegoś, czego nie ma (w aspekcie SQ). Oczywiście chwali się, że taki maluch dzisiaj mobilny potrafi nam przetworzyć materiały 32/384 oraz DSD 256, bo to te wyczynowe, nieliczne materiały są i samo w sobie, nie jest to nic złego, zdrożnego, niewłaściwego, że umie, ale nic to konkretnie (jeszcze) nie znaczy.

Można spożywać całą dobę, a nie tylko od 13… zaraz, coś mi się chyba pomieszało. 

Intrygujące w tym malcu przypominającym piersióweczkę jest to, że mamy tutaj także takiego miniaturowego pre-ampa. FiiO dało osobne (raz jeszcze – osobne) wejście/wyjście analogowe, co w przypadku takich konstrukcji praktycznie nie występuje w przyrodzie. Idać dalej mamy gain (działa dość niemrawo, z tego co zauważyłem) oraz podbicie basów (to działa żwawo). Ważne, że dali tam wysokomocny akumulator o pojemności jak w iPhone plus minus, bo 1800 mA, a to oznacza, że nasz telefon nie będzie dodatkowo obciążony karmieniem podpiętego, zewnętrznego akcesorium tylko, właśnie, będzie niezależnie zasilany. Ma starczyć na 20 godzin grania bez konwersji C/A i całe 10 z konwersją. DAC waży 100g, także odczuwalnie, ale też bez przesady. Dodali, wspomniane, gumki, choć ja nigdy nie byłem i nigdy nie będę zwolennikiem kanapek. Ale, jak ktoś ma ochotę, to może sobie takie coś zaaplikować, kabel micro USB – Lightning dostajemy w komplecie. Diody poinformują nas o stanie urządzenia (czy DSD, podświetlenie gałki & informacja co gra). Sam potencjometr chodzi gładko, ma tylko jedną, ale dość poważną ergonomicznie wadę. Jest minimalnie za duży, by można było położyć Q1 mk2 na blacie. Dziwne niedopatrzenie ze strony projektujących, chyba że widzieli tego malucha tylko na gumkach, tylko w kieszeni. Jeżeli tak, to „a to przepraszam” ;-) W sam raz, by zabrać go ze sobą na jakieś wczasy, podróż, do lasu, by moc wzmocnić móc i zerojedynkowo wzmóc móc.

Jest też balans (2.5mm TRRS), jest osobne 3.5 liniowe we/wy

Trochę zdjęć, porównamy na pewno do mDSD…

Gdyby coś poszło nie tak, można resetować ;-)

Małe to, kompaktowe, ale jednak gdzieś umieścić (jak na wynos) trzeba. Zawsze to minus w przypadku tego typu wynalazków, taka ich cecha.
Chyba, że o grającym penie mówmy i to takim mniejszym, jak Ważka przykładowo

Z microUSB mamy, każdy z nas zapewne ma, nieciekawe doświadczenia. Gniazdo USB-C jest lepsze, szkoda tylko, że sam standard skopali i właśnie trudno mówić o standardzie

Jak to u FiiO, wszystko jest, w pudełku jest.

* pamiętam, że podobnie dobre wrażenie było po teście Qogira

Pamiętacie jak wspominałem o LCD-4 mobile? Sto lat temu? No to są

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-05-26 o 08.22.33

Ten produkt był zapowiadany na łamach HDO jeszcze podczas IFA 2016*. W tak zwanym międzyczasie pojawiły się iLCD-ki, z czwórką, czytaj: planarne dokanałówy zwane przez niektórych (no dobra, przeze mnie zwane) uszatkami. Idzie sobie taki miś uszaty dumnie, no dumie sobie bieży z czymś, co mu sterczy z ucha i już wiecie, że to właśnie planarne, jedyne takie, doki za parę tzw. średnich krajowych. Dobra, ale nie o tych dokach miało być, a o modelu najnowszym, nazwanym – a jakże – LCD-4. Tyle, że nie LCD-4 po prostu, a LCD-4z. Co za zwierz? Ano taki, który ma być „on the go”. Powiem tak: świetnie, naprawdę bosko, że dajecie łatwiejsze do wysterowania LCDki, o ile jeszcze mają „sygnaturę dźwiękową” czwórek to już w ogóle czapki z głów, ale… no, ludzie, przecież to jest otwarta konstrukcja, jak można z takimi nausznikami w zgiełku ulicznym, w środkach komunikacji masowej, no jak można?! Wielka szkoda, że Audeze umknął ten dość oczywisty błąd w założeniach. Bo jak mam to zabrać gdziekolwiek to chciałbym, po pierwsze, nie etapować postronnych najnowszym popowym albumem gwiazdki jednego przeboju ;-) – to raz – a dwa, jakaś sensowna separacja od odgłosów ruchliwej ulicy też byłaby jak najbardziej na miejscu. Także tutaj rodzi się zasadnicze pytanie: co miał autor na myśli? Nie wiem, co miał. Może pomożecie?

Dalej, w materiale, jest jeszcze ciekawiej. Bo, dobra, mamy otwartą, łatwą do napędzenia, wysterowania konstrukcję. Przyjąłem, a potem jest jeszcze dorzucone konkretnie do pieca… bo, jak skomentujecie fakt: „to nie są następcy oryginalnych 200 Ω-ek, to ich nowa wersja z membraną o impedancji 15Ω, którą łatwo pożenicie z waszym DAPem lub telefonem” (?) Aha. Czyli jednak nie pomyliłem się marudząc, że to dziwaczny pomysł jest. No bo jest. Jakby to zamknęli, to proszę cię bardzo, jakby to było takie Mr Speakers Ether Flow C. Ale nie jest. Mobius, o którym wspomniałem przed miesiącem, choć trudny do zaakceptowania przez niektórych fanów marki, jest dla mnie przemyślanym, niegłupim wyjściem poza schemat „dla audiofila”, próbą rozszerzenia portfolio, wejścia w temat „dla graczy”. I to ma sens. A te LCD-4z to jakoś tak, nie bardzo. Mamy konstrukcję, która zwyczajnie nie nadaje się do opcji „on the go”. Tak, są lżejsze, przekonstruowane na modłę LCD-ków z sztucznych tworzyw jakie opuszczają od z górką roku chińskie megafabryki. Także pod względem lekkości, gabarytów pewnie będzie całkiem ok, ale co z tego? I jeszcze to słówko „thrill”. Nienawidzę go. Tim Cook na każdej konfie obowiązkowo ogłasza wszem i wobec, jak wytrawny sprzedawca paciorków, którym zresztą jest, że jest „thrilled”. Nie, nie jestem „thrilled”, nie klękam, a wręcz przeciwnie. Widzę ten produkt jako bezwstydny skok na kasę, bez głębszego sensu… gdyby była to po prostu łatwa do wysterowania, tańsza wersja LCD-4 to powiedziałbym: bingo! Ale nie jest, w zamierzeniach Audeze, w przekazie, ogólnie, nie jest. A tym bardziej nie jest, bo przywalili metkę …3995 USD. Do kupienia od zaraz.

Na zdrowie, ja wysiadam….

PS. Miałem nadzieję, że ten zapowiadany model mobile flagowców będzie „closed”. Miałem.

* wspominałem o nim w kontekście ewentualnego pożenienia z Cypherem, kablem cyfra-analog, z ampem i daczkiem… bo to by miało sens, wyobrażacie sobie te Audeze podpięte do iPhone 7/8/X (lub innym, pozbawionym jacka fonem) przykładowo z wpiętym pomiędzy fona a LCD adapterem do gniazda lightning? Tym w komplecie co dają, z przetwornikiem za dwa centy? …ja też nie. Dlaczego, litości, jak już taki produkt „mobilny” wypuszczają, nie dają oczywistego dodatku w komplecie? Pozostanie to ich – Audeze – słodką tajemnicą. Owszem, trzeba by kabel odpowiednio zmodyfikować, dostosować do flagowców, ale za te 4k to naprawdę mogli to zrobić, a nie zrobili.

O ryly?

A tu jeszcze dla przypomnienia, Mobius:

Liberty DAC: przystępniejszy przetwornik Myteka. Naszym zdaniem

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7710

Mytek od zawsze kojarzył mi się ze sprzętem dla profesjonalistów… pamiętam najlepszy sposób wyciągnięcia dźwięku z komputera za pośrednictwem FireWire jakąś dekadę temu, coś co stanowiło stały element wyposażanie tych przetworników. Pamiętacie moje zachwyty prostym & tanim interfejsem „po piorunie” japońskiego ZOOM-a? Najpierw było FireWire, którego zasada działania (bezpośrednie połączenie point-to-point, bez współdzielenia jak w przypadku magistrali USB, bez żadnych interferencji, bez jittera, bez opóźnień) była/jest (choć raczej była, bo o historycznym interfejsie mówimy – thunderbolt jest jego ideowym następcą) tożsama. Wspominam o tym na wstępie nie bez przyczyny: firma parę lat temu obrała kurs na rynek masowy, na audio „pod strzechę”, celując raczej w zamożnego melomana, a może precyzyjniej w audiofila. Przetworniki z surowych, technicznych urządzeń przeistoczyły się w ociekające luksusowym wykończeniem, na bogato, hajendowe klamoty. Producent nie zapomniał o swoim bagażu doświadczeń z rynku pro i Brooklyny czy Manhattany w paru aspektach wyróżnia na tle konkurencji parę „pro” smaczków, ale są to bezsprzecznie urządzenia dla domowego użytkownika o ponadstandardowych wymaganiach. Firma uznała, że poza poziomem około i ponad 10, a nawet i > 20 tysięcy (z kartą sieciową Manhattan II to już poziom nie 20 a 30 tysięcy złotych)  warto wprowadzić na rynek produkt pozycjonowany na dużo bardziej przystępniejszym poziomie. Liberty to właśnie odpowiedź na potrzeby rynkowe, bo nie oszukujmy się – wszystko z poziomu około i ponad 10 tysięcy to nisza, niszy… sprzęt kupowany przez nielicznych. No to mamy tego Liberty, w pierwszych wrażeniach opisałem z czym mamy do czynienia, a jeszcze wcześniej wspomniałem o korzeniach właściciela oraz twórcy marki oraz miejscu w którym tytułowy DACzek powstaje. Polskie korzenie, polska produkcja, polsko-amerykańska myśl techniczna finalnie zaowocowały produktem, który musi podjąć rękawicę rzuconą przez setki propozycji rodem z Azji… konkurencji morderczej w wymiarze co i za ile, o czym niejednokrotnie pisałem na łamach HDO ostatnimi czasy.

Pali się wszystko, znaczy się potencjometr na końcu skali. Tu naprawdę głośno z Sundara (pewien zapas jeszcze jest)

Mytek upichcił sprzęt bardzo kompaktowy, w malutkiej obudowie mieszcząc rdzeń z pozoru nieodbiegający aż tak bardzo możliwościami i parametrami od droższego Brooklyna. Wiadomo, dzisiaj znaczna część finalnej ceny klamota to skrzynka. Małe, nieskomplikowane technologicznie obudowy to znaczna redukcja kosztów, brak takich elementów jak wyświetlacze, zdalne sterowanie, tańsze gniazda, prostsza i znacznie mniej kosztowna regulacja…. to wszystko redukuje to co na metce o kolejne 1000 złotych. Przy czym Liberty mimo że zamknięty w bardzo niewielkiej skrzynce, na pierwszy rzut oka, bardzo typowej (prostokątna, prosta budka), jednak czymś się na tle innych z metra ciętych wyróżnia. Mytek wie, że kupuje się także oczami, wie to dobrze (droższe konstrukcje), wie także, że „konsumencki” 192DSD, który jest może fajny dla mnie (geeka), to nie do końca to, że surowy to raczej dla kogoś, kto wyznaje zasadę nieważne jak wygląda, ważne jak gra (aż tak nie mam, estetą trochę jestem i w salonie jakiegoś potwora z drutami na wierzchu nie postawię), że obecnie nie ma racji bytu takie podejście na konsumenckim właśnie, masowym rynku… że tam trzeba się postarać. No i zrobili te wytłoczenia, ciekawie rozwiązali przy okazji problem wentylacji (forma koresponduje z techniczno-użytkowymi aspektami konstrukcji – lubię to), całość na pewno nie jest taka zwyczajna, jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Wyróżnia się. Wyposażenie też nieco różni się od 99% tego typu urządzeń dostępnych na rynku, bo jest więcej interfejsów (SPDIF x 2 – i to bardzo ważne dla końcowej oceny – o czym dalej), są opcjonalne patenty na zasilanie, dodatkowo to jeden z nielicznych przetworników oferujących pełne wsparcie dla jakże przeze mnie lubianego i poważanego ( ;-) ) MQA. Poza tym, że DAC to jest to także wzmacniacz słuchawkowy z 6,3 mm jackiem na froncie, obsługiwany niewielką gałą potencjometru (enkoder), bez pilota, bez ekraników (komunikacja oparta na mocno świecących wielokolorowych diodach – dla mnie zbyt nachalna, mało czytelna, trochę, na szczęście tylko trochę kojarząca się z fatalnym rozwiązaniem z Chordów aka ergonomiczna masakra). To wszystko opisywałem już dość dokładnie wcześniej (patrz linki powyżej) skupię się zatem na tym co najistotniejsze, na UX (User eXperience – przede wszystkim SQ, ale i obsługa przetwornika, możliwości, wreszcie techniczno-praktyczne mielizny MQA).

Kręcimy kompaktem? Owszem, bo granie po SPDIF wypada tu świetnie

Zapraszam…

» Czytaj dalej

Obrodziło #2: IEMy KZ ATE… pro armatury za pół-darmo

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180417_155450551_iOS

W naszym kraju praktycznie poza jednym sajtem nikt o tych słuchawkach nie pisał. A to błąd, tym bardziej, że produkt mimo braku polskiego dystrybutora jest szeroko dostępny, można zamawiać i po maksymalnie dwóch tygodniach cieszyć się czymś, co w konfrontacji z ceną wywołuje szok i niedowierzanie. Bo jak można armatury z (kiepsko moim zdaniem) ustawionym firmowo, cokolwiek basowo, ale w 100% rasowo grającymi (szczególnie po aplikacji equalizacji, korekcie na suwakach) przetwornikami, zrobione tak, że …takiej formy nie powstydziłby się produkt za 1000, a nie złotych 100, bo taka jest oficjalna KZ ATE cena (w promocji kosztują 39 złociszy z kosztami przesyłki (!)). To armatury wykonane absolutnie bez zarzutu, obudowa z dobrego jakościowo plastiku, pleciony kabel w atrakcyjnym, przezroczystym oplocie, wcale niezłe silikony, zachowujące się (tłumienie, izolacja) trochę jak przez wielu bardzo poważane gąbki Comply (wcale nie przesadzam).

Dacie wiarę? Niecałe 40 złotych polskich? Żart jakiś?
Ano nie żart, serio: Cheap-Fi (nowa kategoria… dobre granie, a niemalże darmowe)

KZ ATE

Mało? To jeszcze na dodatek balans, oznaczenia wyraźne, też kolor, pozwalające na szybką identyfikację lewo/prawo, bardzo dobry, anatomicznie dobrany kształt łezek (obudowy). No właśnie. Po aplikacji przylegają idealnie do małżowiny, w czym zasługa niemała przewodu OTE… tutaj umiejscowienie dodatkowo pomaga, bo mamy okablowanie pod wg. mnie świetnie dobranym kątem (porty) i przewód wokół uszu, dodatkowo naciągany mniej więcej na wysokości żuchwy przez małe ciężarki, naturalnie nam się układa, trzyma, nie ma efektu samodzielnego przemieszczania się, wypadania, znanego z wielu tego typu konstrukcji. Długie tubki wychodzące z łezek precyzyjnie wchodzą w ucho. Obfite, duże (w sensie długie i grube) sylikony nie tylko świetnie izolują, ale jeszcze dodatkowo, dzięki nie zwężającemu się, nie zmieniającemu średnicy kanałowi (po włożeniu do uszu) zapewniają odpowiednie warunki dla niezakłóconej transmisji dźwięku z przetworników. Wreszcie mały pilot (start, pauza) z mikrofonem… nic szczególnego, ale jest i pozwala na podstawową obsługę i odbieranie połączeń.

Te IEMy są równie wygodne, co trójdrożne Westony UM30Pro (nasz test), czy tańsze, dwudrożne, ale przecież wielokrotnie droższe od tych „chinoli” Westony UM20 (recenzja tutaj). Masakra. Wielokrotnie tańsze, a wykonane na podobnym poziomie (tak, jest nieco gorzej, ale to subtelna różnica, jak porównam z redakcyjnymi IEMami Momentum to w ogóle nie ma o czym mówić: poziom markowego producenta, bez żadnej taryfy ulgowej). A przecież Westony to w moim rankingu, do tej pory, najdoskonalsza ergonomia, bo przecież to ktoś, kto robił aparaty słuchowe – słuchawki Amerykanów zazwyczaj są pod tym względem bliskie ideałowi. Tutaj mamy „tanią chińszczyznę”, tyle tylko że ta tania chińszczyzna to bardzo wygodne armatury, z przetwornikiem, który (gdyby nie zbytnie hołdowanie dzisiejszym trendom: głośniej, bardziej dudniąco, umc, umc, umc) ma potencjał, bo jak się go odpowiednio dostroi to…

 

Bardzo stabilne, bardzo wygodne, do tego w ogóle nie rzucają się w oczy (wpasowane w małżowinę)

…to mamy słuchawki, które są lepsze od Momentum (pod każdym względem oferują lepsze, bardziej klarowne, rasowe brzmienie, potrafią dużo, znacznie więcej od Niemca), słuchawek markowych za ponad 4 stówy (teraz taniej, ale za tyle były sprzedawane na starcie). To już jest coś, a przecież to dopiero początek! Mając w pamięci takie konstrukcje jak przetestowane jw., drogie IEMy firmy Westone, przemaglowane u nas flagowe T serie od RHA, kosztujące kontener tych opisywanych „chińczyków” francuskie sześciodrożne (!), sprawdzone swego czasu na HDO wyczynowe EarSoniki S-ME6 (4,5k), czy podobnie wycenione wysoko Astell&Kern/Beyersy z Teslą w obudowie (test T8ie), Senki (wspomniane Momentum IEM, najbliższe cenowo, choć i tak wielokrotnie droższe od tytułowych), HiFiMANy (np. RE-400 w wersji B jak balans) czy FADy (choćby słuchane u nas Piano Forte 9) trudno w jakikolwiek sensowny sposób pozycjonować KZ ATE.

Tak, tak, te wszystkie Aliexpress-y, te dumpingowe ceny, czy jakieś podróby markowych produktów, te wszystkie „koraliki” rodem z Chin gdzieś tam wypływają, czasami gdzieś tam się przebijają jako ciekawostka, ale kto by tam poważnie podchodził do tego typu rzeczy. Cóż, nie trudno zrozumieć, dlaczego nikt tego specjalnie nie śledzi (w mainstreamie, bo nie w ogóle), że to przechodzi bez echa. HDO jest sobie niszą, niszy, nie mamy żadnych zobowiązań wobec kogokolwiek, nie musimy przed nikim się tłumaczyć, realizować polityki, cisnąć na SEO, na klikalność, na te wszystkie bzdety. Mogę sobie pozwolić na opisanie produktu, który w porównaniu, zestawieniu z wymienionymi powyżej, przenicowuje rynek, dezorganizuje porządek rzeczy, bo jest… za pół darmo. Wymieniłem powyżej liczne publikacje jakie ukazały się na HDO z IEMami za wiele tysięcy złotych, albo przynajmniej za kilka set, słuchawek często bardzo, bardzo dobrych brzmieniowo, nierzadko ergonomicznie bliskich ideałowi (Westone), słuchawek wartych zainteresowania. Nie bez przyczyny. Wszystko to prawda, tyle że jak się pojawia taki produkt jak tytułowe IEMy, to trudno przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego, zachować dystans. Jak odnieść to do wielokrotnie droższych produktów, kosztujących niejednokrotnie 20-30… a nawet 50 i 100 razy więcej? Ma ktoś pomysł? W sumie, ja mam…

Ten przetwornik to prawdziwa petarda jest. Szkoda, że go tak skaszaniono firmowym strojeniem, ale po korekcie, czapki z głów

Test opublikuje szybko, jako uzupełnienie niniejszego wpisu (pierwszych wrażeń), bo teraz na wynos będzie często, a jak na wynos to będą te KZ ATE. Już teraz mogę napisać tak: VOX Player (2) z przebogatymi opcjami konfiguracyjnymi (bardzo rozbudowany korektor parametryczny), albo HF Onkyo Player, albo CapTune (wszystko to z możliwością dopasowania pracy przetworników) i mamy coś za umownego tysiaka w uszach, kto nie wiedzieć czemu zaoferował nam w promocji za cztery dychy. Ostatnio dużo słucham poza domem via VOX, bo raz że można mieć najlepszy jakościowo stream (żadnych ograniczeń, mogą być DSD, mogą być albumy po 2giga… kto co lubi) z własnej, prywatnej audio-chmurki, bo (dwa) od ostatnich aktualizacjach ma się dodatkowo znakomity moduł DSP w apce (jeden z najlepiej działających, najbardziej zaawansowanych w apkach mobilnych, mobilnych odtwarzaczach softwareowych), do tego oferują mocarny moduł radia (hi-resowe rozgłośnie… polecam!) i jeszcze, jakby tego było mało, integracje streamów popularnych w rodzaju Spotify-a (playlisty… po to, to tu jest) czy SoundCloud (wiadomo, niektóre dźwięki to tylko tam szukać) i wreszcie, jak komuś po drodze, skroblowanie via Last FM. Prawdziwy kombajn do mobilnego grania! Najlepsze jest jednak to, że w przypadku takich zbyt radośnie („funowo”) grających IEMów, można dokonać w tym sofcie korekty pracy przetworników uzyskując softwareowo efekt nie odstający od SQ bardzo drogich doków. VOX czy inne, wspomniane playery będą w przypadku KZ ATE jak znalazł. Warto pożenić, dobry jakościowo stream puścić i cieszyć się dźwiękiem za śmieszne pieniądze (efektor), naprawdę śmieszne.

PS. Bardzo efektywne te wbudowane przetworniki, bardzo czułe. Na iPhone SE jesteśmy na żółtych kreskach i już jest bardzo głośno.

Trochę dodatkowych zdjęć poniżej:

Żółci bracia zadbali nawet o nasze zdrowie. Proszę ile informacji z bardzo ciekawym tabelarycznym zestawieniem „co za dużo to nie zdrowo”: ilość decybeli w jednostce czasu

Trudno tutaj coś zarzucić, szczególnie w konfrontacji z ceną trudno

Lekko dociskamy i w naturalny sposób, wygodny, wszystko się nam dopasowuje

Bardzo dyskretne, porównajcie to z AirPodsami (ekstremum), albo chociaż wymienionymi powyżej, przetestowanymi u nas dokami

Bardzo tanio a solidnie

Obiecują HiFi i w sumie, będzie, tylko EQ zagonić do pracy

Duże tuby :)

Kabel niczego sobie, atrakcyjny (wizualnie), przezroczysty oplot

Bardzo sensowne presety w VOXie

…albo parametryczny i polecam bardzo eksperymentowanie z suwakami (we wszystkich osiach!)

Efekty będą jeszcze rozbudowywane, ważne że są rzeczy niezbędne, a będzie tego więcej

AKTUALIZACJA:

» Czytaj dalej

Co za wzmak! Nausznikowy amp Cayin iHA-6 & DAC: iDAC-6. Recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170511_102054990_iOS

Powracamy do słuchawek z konkretnym setem złożonym z dwóch skrzynek firmy Cayin (patrz nasze recenzje mobilnej audio elektroniki: DAPa N6 oraz przenośnego zestawu amp+DAC tego producenta). W przypadku tytułowego, stacjonarnego kompletu mamy ambitny pomysł na docelowe rozwiązanie pod każde nauszniki, nawet te najtrudniejsze, nawet te najbardziej topowe, najlepsze, jakie są obecnie na rynku. Całość dopasowana stylistycznie, kompaktowa, może stanowić alternatywę dla wielu znacznie droższych high-endowych ampDACów, tudzież dzielonych (jak testowany) systemów amp osobno, DAC osobno. Nie przekraczamy ceny 5k za skrzynkę, producent widzi te produkty raczej na biurku (gabinet) niż w salonie – nie ma zdalnego sterowania, nie ma obsługi na odległość, trzeba tradycyjnie zmieniać, regulować z poziomu klamota. Także raczej na wyciągnięcie ręki, co nie oznacza rzecz jasna, że w salonie się to, to nie sprawdzi. Tyle, że trzeba będzie ruszyć 4 litery z fotela, albo kanapy…

Tu w salonie. Naprawdę może stanowić ozdobę, bardzo się udał designersko projekt tych skrzynek 

Mocno nam się przeciągnęła ta publikacja, nad czym bardzo boleję, ale tak się to poukładało, że kilka razy wypadało nam z kolejki. Obiecywałem parę dni temu, że już już tuż tuż, to wordpress „wyciął” nam numer i trzeba było naprawiać (wykrzaczyły się niektóre artykuły, już jest ok, przepraszam zainteresowanych za to kanji, jakieś bzdety, musiałem przywrócić oryginalną treść publikacji). No nic, takie uroki obecnego funkcjonowania HDO, nie mam na niektóre rzeczy wpływu :(

Przejdźmy zatem do meritum. Tytuł sugeruje co najbardziej z tego setu przypadło mi do gustu, zresztą pamiętam, że pierwsze wrażenia też wskazywały jednoznacznie, że to amp jest tutaj elementem wyróżniającym się (choć to DAC skupia początkowo uwagę ze względu na oryginalną konstrukcję, możliwości, o czym przeczytacie poniżej, w rozwinięciu…). Tak czy inaczej, to jest system i tak należy właśnie potraktować te skrzynki – jako integralny, dzielony tor słuchawkowy, synergetyczny zestaw, kompletne rozwiązanie, szczególnie dla kogoś, kto „poszedł w słuchawki”, rezygnując z kolumn (bo dzieci, bo lokum, bo tak).

» Czytaj dalej

Koniec odtwarzaczy Oppo … niestety to nie jest 1 kwietnia

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-04-03 o 14.06.30

Bardzo przykra informacja sprzed kilkunastu zaledwie godzin. Oppo Digital to już historia. Nie będzie nowych odtwarzaczy Oppo, nie będzie można kupić najnowszych modeli (w tym przetestowanego, świetnego BDP-205), rzecz jasna nie uda się także zakupić  słuchawek orto PM-2/3 (nasz test PM-3), ani przenośnych czy stacjonarnych odtwarzaczy/wzmacniaczy słuchawkowych tego producenta. Nie kupimy zatem ani nowej wersji SE opisanego u nas, do niedawna dyżurnego, redakcyjnego, przenośnego HA-2, ani Sonaty, ani nic. Koniec, finito, bez żadnego trybu, czy raczej w trybie natychmiastowym :(

Wielka, wielka szkoda, szczególnie, że Oppo playery to też …było grube modyfikowanie (wcześniej NuForce, a ostatnio Mod Wright znakomity projekt przygotował, ale to już raczej nieaktualne, a nawet jeżeli to za moment będzie po tym tylko wspomnienie), bardzo zaawnasowany mobilny player dla iOS/Andka i sporo planów, pomysłów na przyszłość. Wszystko w czasie przeszłym. Tak nagła decyzja jest mocno zaskakująca, szczególnie że firma (wcześniej podzielona na dział AV i mobilny, ten drugi będzie dalej funkcjonował) nic nie wspominała o problemach, nie sygnalizowała, że coś jest nie tak, że trzeba zwijać biznes.

Cóż, niewątpliwie wpływ na to, co się stało ma sytuacja na rynku dystrybucji, choć tutaj ostatnio fizyczny nośnik wyhamował spadki, obecnie to downloady notują coraz gorszą sprzedaż, z drugiej strony stream totalnie dominuje, staje się de facto podstawowym kanałem dystrybuowania treści. W przypadku muzyki sprawa jest przesądzona, w przypadku wideo właściwie też… linearna tv pada, płyty wizyjne to coraz bardziej niszowa sprawa, kina też mają problem. Domowe konsumowanie treści, usługi streamingowe są obecnie na absolutnym topie. Pisałem, przy okazji recenzji najnowszego, topowego odtwarzacza Oppo, że rozumiem racje przemawiające za nieumieszczaniem funkcji smart, dostępu do usług streamingowych w tym produkcie, racjonalne racje, ale że to będzie problem marketingowy, że to będzie miało wpływ na sprzedaż, na postrzeganie marki.

Oczywiście to nie jest powód dla którego firma zwija interes (tj. że czegoś nie dała w najnowszej linii). Powody są zapewne natury kapitałowo-udziałowej, są złożone, ale to w sumie nieistotne. Istotne jest to, że producent kojarzony z wysokiej klasy, sensownie wycenionymi, produktami audio i audio-wideo znika z rynku. To się liczy. Rzecz jasna nadal będzie oferowane wsparcie, ale – i to nie jest dobra wiadomość dla obecnych użytkowników – w ograniczonym zakresie. I tak wszystkie starsze modele (linia 9x, 10x …patrz nasz test modelu 105D) będą otrzymywać (o ile wystąpią takie okoliczność, zajdzie taka konieczność) tylko krytyczne łatki, nie będzie żadnych nowych funkcjonalności, modyfikacji, zmian. W przypadku linii 20x można będzie spodziewać się utrzymania w tym roku normalnego supportu (innymi słowy poza poprawkami, mogą pojawić się jakieś usprawnienia, nowości), po tym terminie niestety nie będzie można spodziewać się niczego więcej niż w przypadku starszych modeli. Kiepsko. Dzisiaj aktualizacje na bieżąco są koniecznością, bo tak złożone i tak mocno zmienne są uwarunkowania sprzętowo-softwareowe. W sumie, brak streamu w 203/205 będzie tutaj plusem, bo nie będzie konieczności aktualizowania tego elementu, ale w poprzednikach sytuacja wygląda zupełnie inaczej :(

Przykra niespodzianka i w sumie zła informacja dla branży (bo też produkty tej firmy były od dawna pewnym wyznacznikiem dla innych, a patrząc na wzorowane na nich odtwarzacze, choćby CambridgeAudio, stanowiły po prostu wzorzec), to takie potwierdzenie dla pesymistów, którzy nie widzą miejsca dla masowych, czy po prostu dostępnych dla szerszego grona, dobrej klasy (podkreślam dobrej) produktów AV opartych na laserowych czytnikach, zdolnych do odtwarzania fizycznego nośnika (audio). Obawiam się, że inni też nie będą zainteresowani kontynuacją i połączenie kina z audio w przypadku treści na płytach audio i audio-wizyjnych, na wysokim poziomie jakościowym, przy zachowaniu zdroworozsądkowej ceny, będzie awykonalne, nikt w to nie będzie się już „bawił”. Szkoda, bo choć stream niewątpliwie jest przyszłością i w sytuacji jeszcze szybszych łącz, w końcu zacznie zbliżać się jakościowo do tego, co na płycie (głównie piszę tu w kontekście płyt wizyjnych 4k) to jakaś część materiałów multimedialnych zwyczajnie nie będzie dostępna, bo nie wszystko w streamie jest i będzie.

Mam nadzieję, że jutro wieczorem poprawimy sobie humory jakimś pozytywnym tekstem, a taki się kroi, bo zaległa recenzja o bardzo muzykalnym zestawie Cayina już niebawem na głównej HDO będzie wisieć. W kolejce zaś parę zapowiadanych wcześniej testów i artykuł ku przestrodze (audiovoodo… mhm, nic więcej na razie nie zdradzę). Do przeczytania już za chwilę ;-)

RHA MA750 Wireless …cyfrowo naznaczone

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180112_092121947_iOS-832x1024

Bezprzewodowe to kompromisowe. Kompromisowe w zakresie SQ. Bywa i tak, ale też w tej kategorii dokonał się realny postęp i to co jeszcze dwa, trzy lata temu grało (zazwyczaj nie w uszach, tylko na uszach) korzystając z podstawowego kodeka SBC, dzisiaj nawet nie stoi obok nowych konstrukcji, wyposażonych w doskonalsze moduły, obsługujące dużo lepsze kodeki (aptX czy AAAC, nie wspominając już o najnowszych wynalazkach tj. aptX HD czy LDAC), zapewniające wyższy bitrate, niższe (skokowo) opóźnienia transmisji. Dzisiaj dobre bezprzewodowe słuchawki z nowoczesnymi technologiami mogą być bardzo dobrym wyborem jakościowym, dźwiękowo wcale nie odstawać od modeli grających na przewodzie. Ten postęp dokonał się stosunkowo niedawno, dobrym przykładem są nasze redakcyjne Momentum Wireless, które mimo niedoskonałości samego modułu (niestabilna praca) potrafią w dziedzinie dźwięku oczarować nawet mocno wybredne ucho. Najnowsze wokół-uszne bezprzewodowe Sony (MX1000), które ostatnio miałem sposobność, to już naprawdę rasowy dźwięk, podobnie jak testowane przez Adama z Kanady HP70 (strasznie kiepska dostępność tych NADów na globalnym rynku, właściwie póki co ograniczona wyłącznie do rodzimej Kanady). Mówimy o konstrukcjach z pałąkiem, ale IEMy bezprzewodowe korzystają z tych samych technologii, jedyne co się zmienia to krótszy czas działania, tylko aktywna praca układu, brak (zazwyczaj, choć są wyjątki) dodatków w postaci systemu ANC. Modele ze smyczą powoli będą ustępować miejsca „prawdziwie bezprzewodowym” słuchawkom dousznym – tu wpływ AirPodsów jest przemożny, te słuchawki niewątpliwie ustawiły cały segment i – według mnie (patrz nasza opinia, test) – stanowią jeden z najciekawszych, najlepszych produktów Apple od zgoła pół dekady.

Produkty RHA gościły już na naszych łamach. Testowałem przewodowe modele: topowe serii T (10, 20) oraz CL-ki (750), o których jeszcze będzie w kontekście tytułowych, ponieważ wiele te konstrukcje łączy, właściwie łączy je zasadnicza sprawa: sposób kreacji dźwięku, jego najważniejsze cechy… MA750 Wireless to CL-ki z bezprzewodowym linkiem. W skrócie tak to wygląda. Pamiętam, że opisując tamte doki wiele czasu poświęciłem na dopasowanie trudnych przetworników (150 ohm!) do posiadanej elektroniki i w sumie poległem, bo duża część z tego, co w redakcji nie chciała w ogóle się z tymi IEMami zgrać. I nie chodziło tutaj o jakieś mobilne grajki, mobilne źródła, tylko o stacjonarny tor, m.in M1HPA pokazały czerwoną kartkę, kompletnie to nie zagrało. Trudne, właściwie stacjonarne (bodaj z TAC-2 się dogadały), czy na poły stacjonarne dokanałówki. Taki nietypowy produkt. Akurat w przypadku przewodówek jestem w stanie – powiedzmy – zrozumieć, że to ma być takie nietypowe właśnie, grające w domu raczej, albo z bardzo określonym doborem sprzętu towarzyszącego na wynos, to jednak wybór podobnie grającego przetwornika do (w oczywisty sposób) przenośnych tylko i wyłącznie Wirelessów uważam za niezbyt zrozumiały. Implikuje to bardzo określone, bardzo niełatwe w odbiorze brzmienie, takie które kojarzy się z typowo cyfrowym graniem. Pamiętacie pierwsze, testowane u nas DACzki ampy FiiO? Ano właśnie, to jest takie granie, takie zimne, zdystansowane, precyzyjno-sterylne granie.

I to się nie zmienia pod wpływem czasu. Tak to po prostu gra. Poniżej nieco więcej na temat:

 

» Czytaj dalej

HiFiMAN Sundara… zwieńczenie pewnego etapu. Recenzja!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180130_180123085_iOS

Sundara to nowy rozdział w branży słuchawkowej. Te nauszniki uświadamiają mi jak wiele rzeczy udało się przez parę lat słuchawkowego boomu udoskonalić. To pewne zwieńczenie, pewien zamknięty etap. Aż tak? Ano aż. Podam na wstępie tylko jeden argument potwierdzający to, co powyżej. Pierwsze słuchawki, które są IDEALNIE wyważone, idealnie zaprojektowane, by nie czuć nieprzyjemnego mrowienia na czubku głowy. Ja tak mam, pewnie nie jestem osamotniony, bo wielu odczuwa tego typu dyskomfort. Wcześniej, czy później każda sesja odsłuchowa kończy się czymś z pogranicza ucisku, pieczenia, przeczulicy na czubku łepetyny. TU TEGO NIE MA. Te słuchawki są zaprojektowane bezbłędnie jeżeli chodzi o wygodę, o ergonomię, po prostu są ideałem jaki do tej pory na rynku się nie pojawił (albo na który – mimo wielu testowanych – nie natrafiłem). Wszystkie, nie wyłączając bardzo wygodnych Mr Speakers w odmianie Flow, zawsze dawały o sobie znać. Te nie. A to tak tylko pierwszy z całego magazynka ochów i achów, bo ta recenzja będzie bezwstydnie wręcz czołobitna, od razu to zapowiadam, choć ostatnie notatki udało się choć trochę pozbawić początkowego, bezgranicznego entuzjazmu i zwyczajnie… nabrałem pewnego dystansu, oceniłem co mi się mniej podoba, albo inaczej, co w tych słuchawkach za 2k nie jest AŻ na takim poziomie jak w kosztujących tysięcy 9 (teraz może nawet 8), do niedawna flagowych, LCD-kach. Tak czy siak, moi drodzy, mamy produkt, który według mnie wyznacza pewien wzorzec, stanowi punkt odniesienia. U mnie te słuchawki będą od teraz jednym z referencyjnych modeli, to w konfrontacji z nimi inni będą musieli się wykazać.

Powiem Wam coś. Będą mieli cholernie trudne zadanie. Pewnie dystans byłby dużo większy, pewnie nie byłoby tego całego entuzjazmu, gdyby te słuchawki były następcą takich HE-560 w cenniku. Gdyby były, zwyczajnie, dużo droższe, powiedzmy poziom 4 tysięcy to już byłoby mniej więcej to, a w okolicach 5-6 uznałbym, że tu ewolucja, udoskonalenie (brakowałoby tylko jakiegoś ekskluzywnego nesesera, kabla balans, dłuższego i to chyba na tyle… same słuchawki bez zmian) tego, co było. Tutaj jednak mamy do czynienia z czymś dla mnie nie do końca zrozumiałym. Sundara są lepsze od wielu modeli dużo droższych słuchawek, zarówno tych z katalogu HiFiMANa (te przeceny ostatnie to przypadek?), ale na tle tego, co oferuje konkurencja, są bezlitośnie zdetonowaną atomówką anihilującą dużą część oferty rynkowej, bo jest ta konkurencja GORSZA, a zarazem DROŻSZA. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że nie takie rzeczy świat widział, za parę dni (I hope) przekonacie się, co można zrobić, oferując za prawie darmo coś z segmentu IEMów. Jestem po pewnej rozmowie i jeżeli jest tak, jak mi opisano, to te dokanałówy, które do mnie lecą przenicują wszystko, wywrócą stolik w segmencie. Na razie wiem, że są nie tylko nieprzyzwoicie tanie, ale nieprzyzwoicie dobrze wykonane (to znaczy są wykonane jak doki za kilkaset złotych najmarniej). Dobra, mniejsza, skupmy się na Sundara.

Napisałem, że nie bardzo rozumiem, bo teraz tak…. albo po prostu mamy początek procesu znaczącego spadku cen (a przecież high-endy przebijają już od dawna sufit) w segmencie, coś co dotyka całej branży elektroniki konsumenckiej (z wyjątkami, patrz Apple), albo to taki „wypadek przy pracy”. Nie wiem. Dla mnie te słuchawki są zagadką. One grają dobrze po wyjęciu z pudełka, a po tych z górką 200 godzinach (tak, tak – sam pisałem – adaptacja, nie, nie wyparcie ;-) ) po prostu nie chcę ich zdejmować z głowy. Co nie oznacza, że wszystko  jest naj, naj, ale raz że, cholera, blisko, dwa – te słuchawki w paru sprawach na razie nie mają odpowiednika (o ergonomii wspomniałem, a to nie wszystko). Także, hmmm, jestem w kropce. Bo zazwyczaj dokładnie wiem, testując słuchawki, jak umiejscowić produkt, mając na wyciągnięcie ręki bardzo dobre, bardzo dobrze mi znane, nauszniki z kolekcji. A tutaj… jest inaczej. W cenie jaką za nie wołają, nie mają według mnie ŻADNEJ KONKURENCJI. Są bezapelacyjnie najlepsze. Wolę je od moich jakże ulubionych HD-650. Zdetronizowały w każdym aspekcie, drugie moje ulubione, HE-400. Nie stanowią tła, a …konkurenta, dla krainy szczęśliwości zwanej LCD-3. Niebywałe!

Dobra, przestrzegałem przed tym, co nastąpi poniżej, także reklamacji nie przyjmuję, za efekty uboczne nie odpowiadam:

» Czytaj dalej

Mytek Liberty DAC… pierwsze wrażenia

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180303_070157820_iOS

Przyjechał, testuję i mam już parę pierwszych wniosków. Mytek Liberty DAC to taki Brooklyn bez wyświetlaczy, to kompaktowa forma z wsadem z droższych konstrukcji, to takie połączenie świata pro-toolsów ze światem konsumenckiego audio. Tak właśnie. Ten Liberty zastępuje w katalogu najprzystępniejsze cenowo skrzyneczki dla praktyka, a dodatkowo rozszerza ofertę Myteka o produkt znacznie tańszy od Brooklynów czy Manhattanów dla muzykofila. Co prawda w zakresie do ok. 4k możemy już nieźle się na-po-wybierać, bo klęska urodzaju to za mało powiedziane, a wspomniana w poprzednim wpisie, zapowiedzi testu tytułowego DACa, ofensywa Azji to właśnie poziom do 10 tysięcy złotych – tu najwięcej się dzieje i to ten pułap, w który rzeczona Azja, celuje. Mniejsza. Mamy coś, co jest Made in Poland, od strony projektu to 100% Myteka w Myteku (o czym poniżej), także wiemy, że to coś co wyszło spod firmowego dłuta, a nie przepakowane, czy nawet nie przepakowane, tylko z doklejonym logo, coś rodem z wielkich chińskich megafabryk. Wątpliwości nie ma, to najmniejszy klamot, ale mimo czysto klasycznej formy, po wyjęciu z pudła wiemy, że to nie masówka, że oryginał. O klamocie było już u nas pisane o tutaj.

Nie banał

Od razu jak się pojawił, podpiąłem pod Core, Roon i jedziemy. Na razie testowany jest na słuchawkach, oczywiście będzie też na stacjonarnym torze sprawdzany i to dwojako: z aktywnymi nEar-ami w balansie (czyli jakby studio ;-) ) i na standardowym torze hajfajowym, tj. NADy i pasywne Szafiry oraz Topazy. Tak. Teraz jednak, lecą słuchawki i na słuchawkach, w opcji biurkowej to gra. Zresztą tu biurko jest bardzo na miejscu lokalizacją, bo małe to, bo obsługa ręczna z frontu, bo zdalnego „niet” i ogólnie, jakbym miał tego klamota gdzieś umiejscowić, to właśnie gabinet, biurko, bliskie pole / aktywne / kompaktowy zestaw z kolumnami oraz wymienione powyżej słuchawki. Tak, dali tutaj ampa i ten amp musi pokazać swoje kompetencje egzaminowany w szerokim zakresie na planarach LCD-3 / Sundara / HE-400 oraz dynamikach HD-650 / K701 / HP50. Będzie także niespodzianka, która leci z… chińskiej fabryki, coś co prawdopodobnie miażdży wszystko co istnieje na rynku w relacji koszt-efekt w zakresie wysokiej klasy, klasycznie przewodowych monitorów dokanałowych. Nic więcej nie zdradzę, poza ceną tego IEMowego wynalazku, nad którym parę dobrze zorientowanych osób, pieje z zachwytu (jak patrzę jak to wygląda, to nie mogę uwierzyć, że to się w ogóle opłaca, w sensie produkcji & sprzedaży się opłaca) – zapłaciłem 34 złote. Co można dostać za 34 złote przekonacie się w przyszłym tygodniu, o ile dolecą (no chyba powinny, ale różnie to bywa).

Czyli z IEMami, a konkretnie z tymi co przylecą, też sobie Liberty zagra, bardziej będzie to potwierdzenie, bądź nie, tych zachwytów nad słuchaweczkami, które wyglądają jak wysokiej klasy armatury, jak jakieś Westony z górnej półki. Zobaczymy. Patrząc zaś na nausznych „egzaminatorów” to nadal nie mogę uwolnić się od Sundara, jak tylko zrobię sobie przerwę na wymienione powyżej, inne, modele nausznic, to jakoś dziwnym trafem zaraz te najnowsze HiFiMANy powracają, jak bumerang, lądują na czerepie. Słucham od prawie trzech tygodni i artykuł już się kluje. Z Libery jest synergia pełna, nie tylko w zakresie SQ, ale także estetyki, wyglądu… no pasuje to tutaj idealnie. Czarne, w najnowszej, konstrukcyjnie odchudzonej i dopracowanej odsłonie Sundara z …no właśnie, niby skrzynką prostokątną, do bólu typową, klasyką, klasyki, a tu jednak nie, bardzo nawet nie tak. Bo, że Liberty jest prostokątem małym, kompaktowym to fakt, ale że banał to już zupełnie nie. Mamy na górze elegancko w metalu nacięte logo, a że Myteka logo to nie prosta forma, a wysublimowana to też takich atrakcji możemy się spodziewać w metalu właśnie. A to dopiero początek, bo dół obudowy to powtórka tego patentu i ma to nie tylko estetyczne, ale jak najbardziej funkcjonalne uzasadnienie. Wentylują nam te setki otworków obudowę. Można w niebanalny sposób? Ano jak widać można. Wygląda to bardzo fajnie i mimo tej prostej formy od razu czujemy, że jednak dostaliśmy do ręki coś zaprojektowanego nie z metra, a specjalnie na tę okazję właśnie. Z przodu też jest mytekowo, ta ponacinana faktura ala skóra aligatora to całościowo (vide góra obudowy) udany projekt stylistyczny, prezentuje się nam ten maluch bardzo i można sobie go wyeksponować, a nie że schować, bo ładny dla oka to widok.

No, cześć

Z przodu mamy wielokolorowe diody, gałę (enkodera) oraz wyjście słuchawkowe 6.3. Z tłu od razu widać, że to firma, która pro-toolsy robi. Na bogato, możemy sporo źródeł cyfrowych tutaj zintegrować, bo jest AES i dodatkowe (czyli w sumie 2) SPDIFy, można jak już wcześniej pisałem, alternatywną elektrownię podpinać, przy czym solidne, wewnętrzne zasilanie spokojnie możemy potraktować jako docelowe rozwiązanie, a to dodatkowe, to jak będziemy chcieli sobie upgrade zaaplikować, niekoniecznie chcąc wymieniać przetwornik, bo tak nam ten Liberty do gustu przypadł (a jednocześnie audiofilianervosa wymaga sięgnięcia po portfel). Opcja jest. Jako, że naprawdę małe to jest, to na wyjściowe XLRy zwyczajnie nie byłoby miejsca, stąd standard w studio dobrze znany (w domowym audio kompletnie nie spotykany) czytaj dwa TRSy dla balansu obok wyjść SE znajdziemy. Sam enkoder działa z lekkim skokiem, wiemy gdzie jesteśmy, bo diodki nas o tym informują świecąc w różnych kolorach, w trybie: pokaż poziom wzmocnienia, wskazując jak daleko w prawo jesteśmy ;-) . Wystarczy nacisnąć, by paliły się tylko dwie, a nie dajmy na to pięć, diody i wtedy wiemy, które z wejść cyfrowych jest uaktywnione, poza tym czy gra nam MQA albo czy DSD gra nam. Tak, mamy MQA, o którym wspomnę niebawem, bo – co dla mnie było sporym zaskoczeniem, bo choć Chrisa znam, cenię, przyjemnie wspominam rozmowę z nim na AVS bodaj trzy lata temu, to jednak jego Computeraudiophile zaliczam do głównego nurtu, do mainstreamu publikatorów audio, a tu wyciął ostatnio niezły numer… oddał głos na głównej koledze Archimago (o którym wspominałem na łamach MQA i niezmiennie bardzo polecam jegomościa i jego niezobowiązujący blog… konkretna wiedza w cenie, zdrowy rozsądek podobnie). Takie podsumowanie tego, co sam popełniłem na temat MQA tu i tutaj.  No dobrze, Mytek to ma i to szeroko ma, bo we wszystkich nowych DACach oferuje pełne wsparcie dla origami. Krótko mówiąc, świeci się na zielono (bywa, że chwilę zajmie identyfikacja/odpakowanie/autoryzacja), wróć, świeci się na niebiesko (niektórzy dostają wrzodów, jak im się nie świeci – przepraszam za drobną złośliwość ;-) ), czyli jest „fully authenticated”. Wspominają w instrukcji o „dokładnie to, co artysta był w studio….”, litościwie pominę to tutaj i powiem tylko tyle: wyróbcie sobie swoją własną opinię na temat. Warto nie tylko słuchać (porównajcie sobie PCM, czy DSD z MQA… Tidal daje takie możliwości w dużym zakresie obecnie), ale także poczytać jw. W tym wypadku naprawdę warto zrobić obie te rzeczy.

Pasuje jak ulał, jak włoskie wyyyygodne obuwie z tymi Sundara ten Mytek

Dobra, gra nam ten Liberty także DSD, w przypadku ROONa Core na makówie jest DoP i 128, jak sobie podepniemy (z zrobimy to niezawodnie) w salonie do end-pointa HTPC to posłuchamy Myteka w trybie native i poleci także materiał DSD256, który – muszę przyznać – robi wrażenie, bo cholernie dobrze to nagrane jest, wyczynowe, bez dwóch zdań, taki pokaz możliwości rejestracji i przeniesienia w najbardziej topowej formie tego, co było przez muzyków grane. No, no. Recz jasna znaczenie czysto poznawcze, a nie użyteczne to ma, bo takie nagrania to nawet nisza nie będzie, zwyczajnie nikt w to bawić się nie będzie na szeroką skalę, zapomnijcie. Dobrze, to jak jesteśmy przy materiałach, to powiem jeszcze, że ostatnio nam się na Tidalu przepysznie dzieje, w zakładce (tak, tak MQA) lądują fantastyczne rzeczy i to bardzo, bardzo podnosi wartość tego streamu w moich oczach… po prostu wcześniej, żeby takie znakomite nagrania móc legalnie posłuchać, trzeba było wydać krocie. Teraz można to mieć za 40 złotych. Naprawdę… warto docenić, dodatkowo trzymać kciuki za integrację przez Roon labs nowego modułu rozgłośni internetowych. Pracują nad tym, bo to co obecnie nie przystaje do reszty jakościowo (dodawanie z paska adresów) i jak będzie to kolejne, potencjalne źródło znakomitego audio z fenomenalną nawigacją, integracją całej kolekcji trafi do użytkowników ROONa. Jest na co czekać, bo sporo się dzieje w radio streamie… bezstratnie się dzieje, wyczynowo się dzieje i jeszcze, na dokładkę, na żywo się dzieje. Jak będziemy mogli, nie ruszając się z fotela, przenieść się do sali koncertowej albo na stadion to ja bardzo chętnie to zrobię. Oczywiście to jak z kinem z jednej i telewizorem/projektorem z drugiej, inaczej, ale i tak bardzo chętnie, szczególnie że nie tylko wielkie wydarzenia, ale także kameralne w jakości dużo lepszej od niskobitratowe mp3 będą na zawołanie.

Głośno! Przy czym na planarach cztery palą się musowo

Sprzęt podczas pracy delikatnie ciepły jest, widać że robotę robią te wycięcia układające się w logo firmowe na górze i na dole obudowy. Poziom wzmocnienia dla planarów to pi razy oko co najmniej 15 (Sundara, LCD-3), oczywiście przy sygnale DSD gra ciszej i trochę bardziej dokręcamy w prawo. Precyzja, rozdzielczość, wgląd to na pierwszy rzut ucha wybija się, buduje nam przekaz. Obiecałem, że skonfrontuję KORGa z Mytekiem @ DSD i możecie być pewni, że takie porównanie we właściwiej recenzji znajdziecie, podepnę zarówno pod laptopa i słuchawek, jak również stacjonarnego toru z kolumnami. Z ciekawości chcę także sprawdzić jak sobie Liberty poradzi w porównaniu z thunderboltowym interfejsem (też pro-tools, nawet bardziej, bo wyposażony pod potrzeby tj. ZOOM TAC-2) i tu też będzie face to face. To chyba zamknie nam plan kompleksowego przetestowania tego klamota. Stylistycznie i jeszcze bardziej całościowo, jak się pojawi, to będzie także z nowym iMakiem Pro obfotografowany, chcę przy okazji sprawdzić, ile prawdy jest w krytycznych głosach na temat problematyczności nowego thunderbolta 3.0 z interfejsem audio na piorunie. Podobno nie jest cacy, a dodatkowo psy wieszają na HS strasznie. Nie wiem, u mnie nadal Sierra, po wpadkach Apple z najnowszymi wersjami oprogramowania generalnie wstrzymuję się z decyzją o upie. Mytek Liberty DAC niewykluczone, że sobie chwilę zagra z takim kompem, konfrontowany z TAC-2 służącym nie tylko do porównania, ale także weryfikującym doniesienia o problemach pro-toolsów z tym co komputerowe, nowe w ofercie Apple.

Niby nic, a jednak robi różnicę.
Kompaktowy, prostokątny, mały, a ładny i jeszcze to ładny koresponduje zaprojektowany z głową (logo = otwory wentylacyjne)

PC też jw. będzie! Będzie bardzo, bo jw. zagramy via HTPC w natywnym trybie DSD wyczynowe. Także sterowniki (o to jestem spokojny, znając podejście Myteka do wsparcia) też sobie sprawdzimy pod Windą, nawet jeżeli teraz ta Winda sterów już nie potrzebuje (od Creators Update, jak pisałem na HDO z pół roku temu, macie wreszcie UAC 2.0 …ile to czasu musiało upłynąć, no ale w końcu jest). Plan mamy zatem konkret, a na koniec tych pierwszych wrażeń, najbliższe zapowiedzi:

- recenzja HiFiMAN Sundara
- artykuł Cayin iHA-6/iDAC-6
- parę słów o RHA MA750 (btw polską witrynę, sklep on-line, RHA sprokurowało właśnie, będzie niebawem wpis o tym)

To przetestowany sprzęt, ale nie tylko o sprzęcie będzie, bo w przygotowaniu są dwa artykuły problemowe. Jeden, krótki, podsumowujący temat MQA, właściwie odsyłający do Chrisa, o czym było powyżej oraz drugi… i znowu kij w mrowisko: „Dlaczego audiofilskie routery nie grają, dlaczego audiofilskie kable ethernetowe nie grają o 1000, 2000, 5000$ lepiej od tych za 1000, 2000 i 5000$ mniej” i „dlaczego próba twórczego nawiązania do wideofilii wystawia audiofilii na pośmiewisko, czyli nie pisz o czymś, o czym nie masz zielonego pojęcia„. Przeczytałem coś, co wywołało u mnie przemożną chęć podzielenia się swoim zdaniem na temat bzdurnych teorii, fałszywych wniosków oraz bezwstydnych (to delikatne słowo) prób wciskania kitu. W imię $, oczywiście, bo tylko to „uzasadnia” takie rozmijanie się z rzeczywistością. Wymierny, liczony banknotami, interes.

PS. Swego czasu testowałem telewizory, z projektorami też miałem co nieco wspólnego.

Poniżej fotogaleria z Liberty w szczegółach:

» Czytaj dalej