LogowanieZarejestruj się
News

Audiobyte Black Dragon – znacznie więcej niż przetwornik

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_4306

Są takie klamoty, które nie wymagają specjalnej reklamy, nie trzeba o nich za wiele mówić. Wystarczy posłuchać. Audiobyte/Rockna (do wyboru) wywołuje wśród zorientowanych przyspieszony puls, występują poty, wiruje w głowie… nie, mówię całkiem serio, te przetworniki (bo głównie z przetwarzaniem cyfry na analog kojarzymy Rumuna) zdobyły sobie uznanie na całym świecie. Podobno producent nie nadąża z produkcją, spóźnia się z terminami (o, to dokładnie jak niżej podpisany) i ogólnie ciężko się z nim żyje. No ale tak mają geniusze, że cholernie trudni w pożyciu (nie, uprzedzam, nie mam tu na myśli niżej podpisanego – może w pożyciu źle nie jest, ale do geniusza brakuje i to sporo), że irytujący, że czasami coś tam zgrzyta (bo geniusze to zazwyczaj nie perfekcjoniści) i o tym też w tej recenzji przeczytacie. Przeczytacie, bo jestem wredna małpa w czerwonym i zawsze się do czegoś przyczepię, ale to przez wzgląd na szanownych Czytelników, żeby byli świadomi co tam w środku piszczy, do piwnicy opisane, żeby nie pozostawiać żadnych niedomówień, napisać „jak jest” :P .

Od razu, na wstępie, napiszę, że tytułowy klamot może być zupełnie swobodnie rozpatrywany w kategoriach docelowych, szczególnie przez wzgląd na atrakcyjną cenę. Właśnie, docelowy, to zazwyczaj w audiofilskim świecie bezwstydnie drogi. Otóż, tutaj zupełnie NIE, a nawet mocniej – to (podobnie jak z Matrix X-Sabre Pro) prawdziwa okazja. Można mieć coś zamykającego temat za mniej niż dychę. Mówimy o fundamencie, nie tylko przetworniku, ale także czymś pod słuchawki (SE) i cyfrowym pre, doskonale współpracującym z aktywnymi monitorami. Dla kogoś, kto szuka minimalizmu (przykładowo Genelec-i, HEk SE i już) to właściwie wszystko. Nawet lepiej niż w przypadku wspomnianego Matriksa, bo tam słuchawek nie podepniemy i trzeba będzie doinwestować (ale już niedużo) w świetnego firmowego HPA-3B, albo SMSL SP-200 (niebawem test – prawdziwa rewelacja btw!), znaczy w jakiegoś słuchawkowego ampa.

Smok

Dobra, dość wycieczek, skupmy się na głównym bohaterze. Czarny Smok duży nie jest, taki smoczek raczej, jak mój redakcyjny M1HPA Antosia (Musical Fidelity) mniej więcej, znaczy kompaktowa forma, a nie duży klocek. Jako że nazwa obliguje, nie znajdziecie tutaj żadnego innego wybarwienia i dobrze. Czarny więc cały do tego czerwony, diodowy displej, trochę srebrnych manipulatorów i jacek na czołowej, grubej, alu skręcanej płycie. Z tyłu schludnie – balans (bardzo ważny tutaj, bo całość toru wyraźnie pod symetryczne granie dedykowana), RCA na wyjściu i bateria cyfrowych przyłączy z I2S (fizycznie HDMI) oraz AES/EBU …także niczego tutaj nie brakuje. W rozwinięciu przeczytacie o technikaliach, warto zgłębić, bo też ten daczek nie jest zwyczajny (płyta gotowiec, blue-print do kupienia w chińskich wzorcowniach, standardowa implementacja… niczego takiego tutaj nie znajdziecie), znaczy oryginalny to opracowanie, zupełnie do nikogo niepodobne.

No i całe szczęście, bo jak na wstępie zeznałem… geniusz ujawnia się w niestandardowym podejściu, w przekraczaniu granic, w pójściu pod prąd. Dawno już zaśniedziałe, nieaktualne (w Jabcu znaczy się) „Think Different”. Nucu Jitariu – człowiek który stoi za tym projektem – to ktoś, kogo najwyraźniej nie zadowala stan zastany, to ktoś kto postanowił zrobić rzecz po swojemu. Zdolny inżynier z wizją, człowiek trochę orkiestra, można powiedzieć Renesansu, facet z pasją do tego, co robi. To ważne, bo ludzie z pasją nie idą na skróty, a Nucu postanowił dać ludzkości sprzęt audio przenoszący użytkownika do lepszej rzeczywistości. I wiecie co? Udało mu się to naprawdę bez pudła. Choć nie bez chropowatości, nie bez wad, ten Czarny Smoczek wart jest każdej wydanej nań złotówki…

Audiobyte Black Dragon

» Czytaj dalej

SPL Phonitor xe w redakcji… testujemy z zapałem!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_4899

SPL Phonitor xe. Prawda, czysta prawda, tylko prawda. Nas wyzwoli. Czy jakoś tak. I faktycznie dokładnie tak jest, bo to klamot, który stanowi źródło wiedzy absolutnej o podłączonych doń nausznikach. Tu nie ma to, tamto, tu klient podpięty pod super mocarny (MOC! TO JEST MOCARZ, rzut okiem na specyfikację, a potem potwierdzenie tego co na papierze po podpięciu w realu), super liniowy, super dokładny, super rozdzielczy, super neutralny. Więcej wraz ze zdjęciami poniżej...

Zapraszam do zajawkowej megagalerii na naszym profilu:

 

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o AirPods Pro…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Apple-logo

…ale do tej pory nie mieliście okazji niczego takiego przeczytać. Skrupulatnie, z ambicją, żeby to (co poniżej) wyczerpywało temat. Parę lat temu, na szybko, sprawdziłem (link) pod paroma względami rewolucyjne wtedy AirPodsy 1 gen. Wtedy była to sensacja, głównie za sprawą układu W1 gwarantującego bezproblemowe odtwarzanie, parowanie i synchronizację prawdziwie bezprzewodowych słuchawek dousznych. Apple jak to Apple zrobiło coś później od konkurencji, ale zrobiło to dobrze. Rzecz jasna nie obyło się bez kompromisów, jak to u Apple – konstrukcyjnie, dźwiękowo, ergonomicznie były to co najwyżej EarPodsy, dodawane do każdego iPhone’a firmowe słuchawki. Nic specjalnego zatem, a w porównaniu bez druta, coś jednak znacznie droższego. SQ nie był w centrum uwagi, skupiono się na samym medium, na jak najlepszej, bezproblemowej pracy w bezprzewodowych okolicznościach przyrody i tu nie było jw lipy. Lipa była odnośnie wyglądu człowieka z AirPodsami (wg mnie nieakceptowalny dziwaczno-debilny poziom) oraz ogólnie ergonomii… wygoda dla niektórych nie do przyjęcia, łatwość (też w zależności od anatomii) wypadania, daleko od optimum imo. Tylko tak, nie inaczej – pasuje, albo odwrotnie …takie to były słuchawki. Doceniłem Apple za deficytową (wtedy bardzo, dzisiaj w sumie też u Jabca z tym słabo) innowacyjność, innowacyjność jaką zaprezentowało wtedy Apple przy okazji premiery pierwszych AirPodsów właśnie.

Tegoroczna nowość zmienia bardzo wiele, to nowy projekt, to IEMy (choć po applowemu vide specjalne aplikacje, niestandardowe gumki), to forma nie tak inwazyjna, jak w poprzednikach, oraz całkiem sporo technologicznych nowości. Temat prawdziwie bezdrutowych IEMów, jak starzy stażem Czytelnicy, mamy gruntownie przerobiony: pierwsze próby tj. Dashe, Bragi na IFA parę lat temu, słabiutkie Audio-Techniki (masarka), przystępne cenowo i bardzo udane Jarby, świetne brzmieniowo i do dupy obsługowo Senki Momentum, mocarne propozycje Sony, ambitne produkty RHA… wspomniane AP 1 gen. Żaden z produktów wymienionych powyżej nie był idealny, ba może poza Jarbami (koszt/efekt) słuchawki tego typu obarczone były dość poważnymi kompromisami, albo zwyczajnie były za drogie w stosunku do tego, co oferowały. Ostatnio widać istną powódź, zatrzęsienie nowych propozycji, do tego ostrą konkurencję cenową w tym segmencie.

Tak to wygląda, w przypadku Apple – wygląda inaczej – co odnośnie tej firmy specjalnie nie dziwi. Jest nowe, jest wyraźnie inne, bardziej zaawansowane, ale jest drogie (w odniesieniu do konkurencji). Cóż – to Apple – patrząc na różnicę między samymi AirPodsami, to mamy ponad 200pln więcej – wg. mnie warto dopłacić, a jak nie… to kupić sporo tańszy wariant za 800zł. Można się zżymać na to Pro (pro, co?) w nazwie, można, ale to bardziej obecna polityka nazewnicza dla wszystkich klas produktów u Jabca. Jak wspomniałem dali tutaj sporo nowego, nie dostajemy w żadnym wypadku odgrzewanego kotleciora, co ta firma (odgrzewane) ma opanowane na marginesie do perfekcji. Rzecz jasna jest to coś dla użytkowników ekosystemu, innym radzę odpuścić, bo to nie ma sensu (o czym niżej). Całość recki ma formę wyliczanki na kolorowo, z podanymi + (się podobało) i minusami (się nie), standard tegoroczny u nas, gdy piszemy o Lo-Fi, small-Fi lub/i akcesoriach. Przy czym tutaj jest naprawdę na bogato (z 90+ fotek O_o) @ naszym profilu.

Szczególarskie wyniki maglowania (SQ/wygoda/ergonomia/osiągi/technologie) z mega galerią, uwzględniającą różne platformy, różne aplikacje odtwarzające, różne okoliczności, trudności z jakimi musiały sobie APP poradzić, znajdziecie zaraz poniżej. Tak obrazowo, kompleksowo nikt tego chyba jeszcze nie przetestował.

Zapraszam:

» Czytaj dalej

Słuchawkowy grudzień @ HDO: Brainwavz Alara & Kennerton Magni

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_4968

No, w końcu, obudziliśmy się z prawie że zimowego letargu. Zapowiadany test słuchawkowej stratosfery, arystokracji w czterech różnych odsłonach: HEki SE, Ether 2, FAD D8k PRO & Meze Empyrean przełamiemy czymś znacznie sensowniejszym, bliższym, życiowym, po prostu dostępniejszym (osiągalnym na każdą kieszeń) …czytaj testem porównawczym planarnego „entry-level” Brainwavz Alara, wróć, nie tylko planarnego, bo do redakcji trafił takoż wschodni „rodzynek” – grafenowe Magni, z tym, co w redakcji. Mhm, tak ten to właśnie grafen, nadzieja niespełniona Kraju nad Wisłą, wielka obietnica cywilizacyjnego skoku (kiedyś), a dzisiaj coś co wywołuje wśród krajan co najwyżej wzruszenie ramion. Super wytrzymały, super lekki, nad-materiał od niedawna dostępny w konsumenckich produktach, produktach takich jak ostatnie z wymienionych w tytule słuchawek. Wprost z Petersburga, dynamiczne, ale właśnie przez wzgląd na materiał membrany dalece niebanalne, a patrząc przez pryzmat oprawy (i ceny) po prostu coś, co miażdży dokonania wielu słuchawkowych wyjadaczy. Kennerton. Magni. Co się zaś tyczy firmy Brainwavz …pamiętam świetne nauszne piątki, jakie przetestowaliśmy sto lat temu, dokanałówy bardzo sensowne, wszystko bardzo budżetowe, przystępne. Teraz czas na coś wyżej, pierwsze poważne, stacjonarne (raczej), pierwsze planary.

Dynamiczna, zamknięta konstrukcja oparta o grafenową membranę z Rosji, czy może…

…jednak azjatyckie, otwarte ortodynamiki w przystępnym budżecie, skojarzenia (przypadkowe?) z Etherami 2?

Ceny tytułowych w zakresie 2000-2500 pln… przystępnie, znaczy się. W konkury stanie nie pierwszej już młodości, ale nadal świetna Sundara (teraz już często, gęsto poniżej 2k oferowana). HiFiMAN będzie zresztą reprezentowany tutaj podwójnie, bo jako punkt odniesienia (referencja) wystąpią wspomniane wcześniej HEki SE. Nie, nie chodzi tu o to, by pokazać wyższość obłędnych HE-1000SE, a raczej sprawdzić jak wiele można dać w budżecie ośmiokrotnie niższym i czy różnica jest przepastna, wielka, czy tylko tam dostrzegalna, ale… Oj będzie ciekawie, bardzo nawet będzie, bo z nowości trafią jeszcze do nas bardzo tanie planary pewnej chińskiej manufaktury „xyz”. Czyli CCC – cena czyni cuda, z widokami na handicap (pytanie do jakiego poziomu… poziomu Anandy/LCD-2, czy może nawet Arii/Ether-1?). Jako, że gości u nas ostatnio prawdziwe zatrzęsienie chińskiej elektroniki przetwornikowo-słuchawkowoampowej będzie to też sprawdzian dla najnowszych CCC z fabryk Państwa Środka. I nie, nie będą to rzeczy źle wypadające w pomiarach – zwyczajnie szkoda mi czasu na testowanie urządzeń źle zaprojektowanych. A tych jest niestety na kopy. Przymierzam się do samodzielnego weryfikowania, na razie bazuję na mądrzejszych od siebie i cóż… w wielu wypadkach naprawdę nie warto przepłacać, względnie kupować łajna. Nie chodzi tu (łajno) tylko czy przede wszystkim o „chińszczyznę”, coraz doskonalszą, a bywa że lepszą (bezwzględnie) od drogiego zachodu. Nie. Wiele utytułowanych marek, wiele klamotów „z renomą”, dobrym PR jest, wypada bardzo słabo. Innymi słowy warto się rozejrzeć, być otwartym na nowe. A to „nowe” to także urządzenia z rynku profesjonalnego – lepiej zaprojektowane, rozsądniej wycenione, zawstydzające możliwościami wszystko to, co trafia na rynek „home audio”. Niestety moi drodzy, prawda jest taka, że pro interfejsy po prostu muszą dobrze wypadać w pomiarach, być nienagannie zbudowane, bo to narzędzie pracy i praktycy weryfikują bezlitośnie czy diament to, czy zwykły jeno kit. Na HDO mieliście parę takich testów o pro interfejsach, jedno z takich urządzeń z półki pro nadal dzielnie sobie u nas poczyta, potrafiąc sprowadzić do parteru wiele sprzętów naście razy droższych. Serio.

Porównawczo w budżecie 2-2,5k
Sundara, Magni, Alara 

Dobra, dość dywagacji. O efektorach było „po imieniu”, natomiast najnowsza azjatycka elektronika niech pozostanie niespodzianką do chwili osobnych zapowiedzi na łamach (zdradzę tylko, że będą to niebanalne rzeczy ze stajni SMLS, Topping oraz …Lynx & Soundaware). Będzie testowane z nowym, ale też (bo to prawidłowo, bo co znane, to znane, a nie dopiero poznawane) naszym redakcyjnym setem, który się ostatnio mocno ubogacił (foty poniżej), przy czym dwie rzeczy są na długodystansowym crash-teście, znaczy pewnie będą jeszcze nie jedno widziały, inaczej …z niejednym nowym efektorem będą grały. Już je od dawna maglujemy, na pewno niebawem w osobnych tekstach opiszemy. No właśnie, właśnie – co w grudniu planujemy? Bez pudła (bo będzie czas, deficytów w tym względzie nie przewiduję :) ) czeka Was następująca playlista:

- Audiobyte Black Dragon
- Cocktail Audio HA500H
- Erzetich Bacillus Tilia
-  ”małe jest pięknie” czytaj porównawczo… SMLS iDea v.2 & iBasso DC01 

…poza tym planuję publikacje zaległych recenzji dwóch klamotów tj. Woo Audio WA8 (redakcyjny set) oraz NuPrime DAC-9 wreszcie ostatnią część megatestu Sonos AMP (kino). Jakby tego było mało, ostro testuję najnowszą wersję Roon-a (1.7 aka Roon Vãlence). Zmiany są bardzo duże, tylko na pierwszy rzut oka to polerka interfejsu, pewne uporządkowanie i zmiany w silniku (szybciej, wydajniej, mniej zasobożerne)… to dużo poważniejszy update. Będzie o tym, jak obiecywałem, tradycyjnie (zaraz książka z tego będzie w sumie, jak się zbierze do kupy wszystko o Roonie na HDO to faktycznie ;-) ) duży wpis o najnowszej wersji. Pisałem o tym wcześniej… ambicją twórców tego oprogramowania jest stworzyć ekosystem, który będzie czymś więcej niż tylko font-endem, czymś więcej niż wielostrefowym odtwarzaczem, a nawet czymś więcej niż multiplatformowym audio OSem (systemem wyspecjalizowanym audio, którym Roon bez wątpienia już jest). Tym czymś więcej moi drodzy jest nowy, najdoskonalszy sposób agregacji treści z wprzęgnięciem zaawansowanej, sztucznej inteligencji, stworzeniem czegoś, co pozwoli odkrywać muzykę na poziomie dotychczas nieosiągalnym (nie proste algorytmy, a maszynowe uczenie – wyspecjalizowane pod kątem odgadywania naszego muzycznego gustu). Coś, co tylko z wierzchu wygląda na jakieś tam rekomendacje, odtwarzanie kolejnych kawałków, czy podpowiedzi nowych wydań… coś znacznie bardziej zaawansowanego, niż to, co do tej pory było oferowane na rynku. O tym też będzie, bo – cóż – oprogramowanie dzisiaj to kluczowa rzecz, a nowe propozycje: korekcja Sonarworks z nowymi profilami, Lyngdorf z najlepszym imo systemem pomiarowym pomieszczeń i dopasowania pod ten pomiar ustawień całego systemu oraz totalny, awangardowo-przyszłościowy odlot pod nausznice: https://smyth-research.com …to wszystko wgniata w fotel. Bez know-how, bez zaawansowanego kodu pozostaniemy zwyczajnie… w tyle.

Ten tu zawodnik strefy stratosferycznej, ultra-high-endowej, będzie robił za referencyjny punkt odniesienia

Galeria poniżej:

» Czytaj dalej

Zamiast kolumn? Serio? Serio. Test HiFiMAN HE-1000SE część 1

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_4575

Wracam po dłuższej przerwie z czymś naprawdę nadzwyczajnym, wyjątkowym. To jedyne słuchawki, które mógłbym zaproponować zamiast systemu opartego na wysokiej klasy kolumnach, jako alternatywę. Nawet słuchawkowemu sceptykowi, nawet …bo te nowe tysięczniki oferują taki poziom (posłużę się czymś z wirtualnego świata, świata elektronicznej rozrywki) immersji, tak potrafią wciągnąć bez reszty w to, co dociera do uszu, są tak odległe od tego, czego byśmy spodziewali się po czymś, co spoczywa na łbie, że… Długo zastanawiałem się jak podejść do tego artykułu. Jak zachować dystans do tego, co się przez parę tygodni testowało (każdą wolną chwilę spędzałem z tymi nausznikami, każdą). To nie są bardzo dobre, czy wybitnie dobre słuchawki. Nie. To jest inna rzeczywistość, coś właśnie niespodziewanego, gdzie parę rzeczy (poniżej) na słuchawkach było zaledwie akcentowane, czy pokazywane – właśnie – w słuchawkowy sposób. Mniejsze, bardziej sfokusowane, bez swobody znanej tylko i wyłącznie z odsłuchu stereofonicznych zestawów głośnikowych. Wiedziałem, że po przetestowaniu całego katalogu nowości, najnowszej generacji HiFiMANa, która firmie bardzo, bardzo się udała, flagowce (nie wliczam tutaj Susvarna, bo to trochę jak Orfeusze – tysięczniki to właśnie szczyt) musiały być też wyraźnie lepsze, ciekawsze od tego, co pojawiło się wcześniej.

I są. Modele v1 (artykuł „Pojedynek na szczycie: tysięczniki) i V2, obiektywnie doskonałe słuchawki, które miałem możliwość testować, które (v1) opisałem w megateście, to jest inny poziom umiejętności. Zwyczajnie (choć to wg. mnie szokujące, jesteśmy przyzwyczajeni do niewielkiego progresu, do subtelnych zmian…. nie rewolucji) poprzedniki NIE POTRAFIĄ tego, co wersja SE. To zmiana od razu zauważalna, to żadne tam niuanse. Niebywałe! Dostajemy dźwięk, który wyznacza nowy pułap jakościowy odnośnie słuchawek. W skali – tak, wiem, narażę się na niedowierzanie – bezwzględnej. Jeżeli HiFiMAN będzie dotychczasową drogą skokowego progresu, wyraźnych zmian in plus, wprowadzając rozwiązania z tego co na szczycie niżej to… ludzie, to oznacza że czeka nas bardzo, bardzo ciekawa przyszłość. Pułap 16 tysięcy złotych to pułap abstrakcyjny dla 99% osób, dla których nie jest wszystko jedno (co mają na uszach), a dla reszty jest to ofc 100 (najdelikatniej – pukanie się w czoło), ale… no właśnie – jest szansa, że to czego możemy doświadczyć we flagowcach znajdzie się w przyszłości w środku katalogu, poniżej 10k. Zobaczcie jak wielki skok nastąpił w przypadku Hindusów (i nie tylko), pisałem o tym w artykułach poświęconych Sundarom, Anandom i Aryom oraz nowym szóstkom. Patrz ostatnie recenzje:  SundaraAnandaArya i HE-6SE

Bajka, zdania nie zmieniam (patrz zajawka), a tylko się utwierdzam. Absolutnie wyjątkowe są 

Czy te słuchawki wyglądają na cenę, za którą je wołają? Nie, nie wyglądają. Zresztą, według mnie, żadne słuchawki nie są warte nastu tysięcy złotych. Tu ceny nie winduje obudowa (jak w klamotach), nie ma takich materiałów, drogich komponentów, które by dodawały te, tam kolejne tysiące. Nawet dużo lepiej wykonane nauszniki (vide Focal) to nadal, patrząc przez pryzmat ceny detalicznej, totalna abstrakcja. Utopia ;-) To nie jest zestaw kolumn, to nie wspomniana elektronika, to kompaktowy efektor, który nakładamy na głowę. Dwie niewielkie muszle i pałąk, okablowanie (tak, te bywa jeszcze bardziej oderwane od zdroworozsądkowych realiów odnośnie $$$). Nawet jeżeli niektóre z elementów są obiektywnie zaawansowane technologicznie to nadal ceny (rosnące) słuchawek szokują. Jeszcze nie tak dawno temu najlepsze, najdoskonalsze można było kupić za kwoty nieporównywalnie niższe od dzisiejszej stratosfery. Także tutaj nowe HEKi nawiązują do tego niechwalebnego trendu… szkoda, bo odwracając ofertę producenta, widzę progres jakościowo-funkcjonalny przy zachowaniu zdroworozsądkowej wyceny. Zarzut kierowany do wszystkich (tak Mr. Speakers, tak Audeze, tak Sennheiser, tak Focal, tak… itd, itd.), nie tylko do HiFiMANa, w przypadku HEKów, to jedna z dwóch wad jakie wytykam tym nausznikom. Za drogie – to po pierwsze, materiałowo-jakościowo zbyt odstające od równie niebotycznie wycenionych konkurentów – to po drugie. Ok, odfajkowane minusy. Cała reszta – wierzcie mi, albo nie wierzcie i koniecznie zweryfikujcie na AVS, lub w jakimś salonie, gdzie demówkę dorwiecie – to POEZJA. Czysta przyjemność i rozkosz, coś czego do tej pory słuchając słuchawek (Orfeusze czy K-1000 były na łbie na tyle krótko i na tyle efemeryczno-niemiarodajne, że ich nie wliczam), jakichkolwiek dostępnych do kupna w sklepie słuchawek, nie doświadczyłem. To REFERENCJA. To PUNKT ODNIESIENIA. Bo tylko te potrafią to, o czym poniżej.

Tylko te…

» Czytaj dalej

Pamiętacie Burson Conductor v2? Za moment zadebiutuje v3, także @ HDO :-)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Conductor3_S5

Przetestowany u nas V2 był, czy nadal jest jednym z najlepszych klamotów łączących DACa, wzmaka słuchawkowego oraz preamp pod jednym dachem. Australijczyk perfekcyjnie łączy te elementy w coś, co może swobodnie być docelowym fundamentem systemu zarówno pod słuchawki, jak i kolumny (szczególnie aktywne vide świetne pre). Jako źródło cyfrowe nie znajdzie żadnego poważnego konkurenta do kwoty 8-9 tysięcy za wyspecjalizowany przetwornik C/A imo (tak, mam tu na myśli najlepsze co możecie wg. mnie kupić, też docelowe, tj. Matrix Audio X-Sabre Pro). No dobrze, to jak było tak dobrze, to co można tu jeszcze zmienić, aby było jeszcze lepiej? Powiem szczerze – nie wiem. Burson też zdaje się początkowo za bardzo nie wiedział cyt:

W rozmowie z inżynierami Bursona sami przyznają, że doszli do ściany i granic rozwoju tej technologii. Duże transformatory miały też swoje ograniczenia – wysoką impedancję. Co powodowało ograniczenia w szybkości przepływu prądu, co znów obchodzono stosowaniem poteżnych kondensatorów.

Postanowiono rozpocząć nowy projekt od ZERA. Poza nową obudową, która ma gwarantować doskonałą sztywność, separację (poszczególnych elementów – osobno sekcja analogowa, osobno cyfrowa), brak przenoszenia jakichkolwiek zewnętrznych wibracji, zmieniono dokumentnie wszystko, co w środku:

Dwa ekranowane trafa zasilające, osobne dla części cyfrowej i analogowej, stabilizacja na tranzystorach, stopień analogowy na tranzystorach. Żadnych gotowców. Tylko co raz to lepsze dedykowane rozwiązania. Do tego najwyższej klasy rezystory i kondensatory do audio.

Konkrety? Ano są konkrety i wygląda to turbo smakowicie, przyznacie:

Układ zasilania Conductor 3 ma niemal zerową impedację i piekielną szybkość. Jest 5x wydajniejszy i szybszy niż poprzednia wersja. Osiągnięto to projektując wszystko od nowa i łącząc to co najlepsze z liniowego i impulsowego zasilania, jednocześnie eliminując i wady obu technologii. Nowa wersja generuje 3 krotnie więcej ciepła, co bezpośrednio wymusiło przeprojektowanie również obudowy.Burson Conductor V3 Reference to DAC, preamp, wzmacniacz słuchawkowy w klasie A o ogromnej mocy 7500mW na kanał*. Regulacja sekcji PRE na drabince rezystorowej sterowanej cyfrowo o 100 krokach regulacji. Zdalny sterownik w zestawie.

Nowy Burson ma na pokładzie najnowocześniejszy DAC Sabre 9038Q2M w trybie mono. Po jednym na kanał z 7 osobnymi stopniami stabilizacji napięcia dla poszczególnych sekcji. Ponadto zastosowano 6-rdzeniowy układ USB XMOS z obsługą DSD 512. Tor analogowy na autorskich wzmacniaczach operacyjncych Burson v6 SS zbudowanych na tranzystorach FET w klasie A. Zastosowanie wymiennych op-ampów daje pełną dowolność w dostosowaniu brzmienia do własnych preferencji.

Komunikacja bezprzewodowa przez najnowszy Bluetooth 5.0 aptX HD daje możliwość połączenia mobilnych źródeł jak telefon czy tablet z jakością HD.

Wejście mikrofonowe jest ukłonem zarównowno w stronę muzyków jak i wymagających graczy.

Innymi słowy, nowy Conductor jest faktycznie nowy, kompletnie przeprojektowany, a moc wbudowanej amplifikacji pod słuchawki robi ogromne wrażenie. Czujecie? Ten wzmak będzie mógł zaoferować potężny zapas mocy, pozwolić na napędzenie najbardziej egzotycznych, najbardziej wybrednych, najbardziej łasych nauszników teraz i w przyszłości. Bez żadnych „ale”. Co prawda nie podano (* bez wyszczególnionej impedancji) warunków, w jakich osiągana jest ta wyczynowa moc, ale opis jednoznacznie sugeruje, że będzie to naprawdę potężny piec pod słuchawki. Sekcja cyfrowa oparta na 2 kanałowych kościach 9038, po jednej na kanał, pozwoli zapewne osiągnąć wyżyny w zakresie rozdzielczości. Taki układ wydaje się – w przypadku słuchawek – optymalny, widać to na przykładzie oferty rynkowej, gdzie 8 kanałowy PRO jest stosowany w źródłach dedykowanych systemom głośnikowym, samodzielnych przetwornikach, albo strumieniowcach najwyższej klasy. Nawet w tańszych modelach, chińskiej prominencji, układ PRO zazwyczaj implementowany jest do klamotów pod tor z kolumnami. Najnowsza wersja sinozębnego z kodekiem aptX HD ucieszy tych, którzy widzą w nowym Conductorze coś, co stanowi podstawę dla całego systemu – i tego pod słuchawki i tego pod kolumny. Także w tym wypadku już nie tylko biurko, ale także salon.

Patrząc przez pryzmat testowanego „koktajla” (HA-500H) w ogóle się nie dziwię – testujemy w salonie, świetnie się to sprawdza jako pre (analogowe źródła, doskonale wysterowuje aktywne kolumny), BT czasami się przydaje, mamy szerokie opcje podpinania źródeł cyfrowych… także tak, widzę nowe V3 jako potencjalny fundament głównego systemu, z hipotetycznie (w teście wyjdzie ;-) ) fantastycznymi warunkami do wysterowania dowolnych nauszników. Cena? 8,5k pln. To co mnie szokuje to forma – ten klamot jest mały, kompaktowy, niewielki taki… a parametry… no właśnie. Jestem szalenie ciekawy jak oni to zrobili…

…cóż, nie mogę się doczekać, jak tylko przypłynie, przeegzaminuję.

Cocktail Audio HA500H na HDO… testujemy z nowymi HEKami

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_4537

Dziwna sprawa z tym klamotem. Cisza w internetach, brak testów, recenzji, poza paroma klipami na YT. Co prawda nowość, ale już nie taka świeża, a tu rzecz przechodzi bez echa. Dziwne, bo Cocktail Audio wyrobił sobie markę i dzisiaj poważany jako producent wszystkograjów, znaczy all-in-one’ów, co to strumienie przyjmują, lokalne źródła wysterowują (pre), a nawet od razu sygnał wzmacniają by moc móc wzmóc i poza jakimiś paczkami, paroma drutami stworzyć kompletny system. Najstarsi górale zapewne pamiętają (nie, nie pamiętają) jak zaraz po odpaleniu HDO przetestowałem pierwszy produkt tej firmy, który pojawił się na naszym rynku – małego scyzoryka X10. Co to były za czasy… pionierskie, w sensie, dla strumieni pionierskie, jeszcze się muzykę w necie kupowało, jeszcze mp3-ek na wynos słuchało, a nawet (patrz link powyżej, dwa teksty o tym mikrusie były btw) kasety magnetofonowe z podłączonego Walkmana do pliku zgrywało. Łezka się w oku kręci (kasety TAKTu za 2,50 lata 90′, które jakoś tak do końca legalne nie były, mimo że w sklepach z muzyką nabywane, że niby po legalu), ale wiadomo – było minęło. Miałem jeszcze styczność z „koktajlem” testując wysokomocnego X30 i tyle. Generalnie miło wspominam. Obecnie oferta rozbudowana, na jej szczycie znajdziemy już bardzo konkretnie wysoko wycenione produkty, głównie celujące w salon, w kolumny. No tak, ale dzisiaj bez słuchawek to do kitu rynkowo katalog, niepełny taki mocno, nie dziwi zatem, że „koktajl” postanowił coś z tym zrobić.

Wychyłki, cyferblaty… ma sugerować. HA500H od Cocktail Audio to wszechstronny klamot, a czy wyczynowy to się posłucha

HA500H jest wielofunkcyjną maszynką, która celuje we właścicieli nauszników, ale też na tyle wszechstronną maszynką, że sprawdzi się w torze wybitnie pod kolumny, ba nawet stworzy z aktywnymi kompletny system – choć sieciowo (netowo) ograniczony do streamu po sinozębnym, bo LANu tu nie uświadczycie. Jest natomiast sporo dobra, ponadstandardowo, bo i balans (w pełni zbalansowany tor wewnętrzny dla sygnału, a nie fejkowe XLR-y dla widoku, szpanu, czy czego tam jeszcze) zarówno dla słuchawek, jak i kolumn (wyjście z przedwzmacniacza). Właśnie, możemy sobie podpiąć tutaj i wysterować sygnał dla dwóch torów (symetrycznego i SE), możemy sobie w podobnym zestawieniu podpiąć analogowe źródła (jedno SE, drugie balans), a to dopiero początek, bo wymieniony analog oraz sygnał z cyfrowych źródeł (USB/coax/AES/I2S@HDMI/optyk, wspomniane BT) możemy dodatkowo dosmaczyć hybrydowo odpalając lampiszony (opcja z i bez baniek), możemy wreszcie ustawić zarówno dla słuchawek, jak i wyjść z przedwzmacniacza niską i wysoką impedancję… także na bogato.

HEKi SE i kapciuchy… jeszcze nie teraz, trochę pogra niezobowiązująco

Dwa ESS-y na kanał (9018K2M) to obietnica wybitnej rozdzielczości. Dobrze się składa, bo podpinać będziemy HE-1000 SE, a te właśnie fenomenalnymi możliwościami w zakresie szczegółowości, skali, rozmachu… czarują. Mam nadzieję, że to się tutaj spotka. Dwa różne, a może nawet bardzo różne sposoby reprodukowania dźwięku (bańka w torze sygnałowym lub tylko tranzystor) mogą potencjalnie zaoferować także dużą uniwersalność, możliwość uzyskania dobrego rezultatu z tak różnymi efektorami jak: wspomniane flagowce HiFiMANA z jednej oraz niedawnymi flagowcami – kapciuchami Audeze (LCD-3) z drugiej strony. A będą jeszcze HD650 (te właściwie od początku już) i K701 podpinane, także sprawdzę jak to z tą uniwersalnością, katując na bardzo różnych konstrukcyjnie, bardzo różnie grających słuchawkach.

Słuchawki, słuchawki, a gdzie te kolumny, jak to może być pre i to takie na 100%, bo szeroko z możliwościami, bo nie tylko cyfra, ale i analog… ano będzie tor z paczkami, ale nie pasywny (to tylko na chwilę, z kronikarskiego obowiązku, końcówki nie mam, a pod integrę NADa trochę to bez sensu wpinać), a aktywny set, z ESIO nEarami. Zagra symetrycznie (bo tylko tak można te monitory podpiąć), wysteruje nam te paczki HA500H, zobaczymy, czy raczej usłyszymy na ile to się nam sprawdzi. Także będzie oryginalnie.

Duży displej z wyświetlonymi, wychyłowymi tarczami, ma pewnie budzić emocje wśród audiofilskiej braci, względnie u tych, co nostalgicznie powracają do złotych czasów HiFi. Zrobili to bez efekciarstwa i mimo, że to nie prawdziwe cyferblaty, a tylko wirtualne, na ekraniku to nie przeszkadzają, fajnie „tańczą”, choć to tylko bajer, na szczęście zupełnie nieszkodliwy. Wyświetlacz spory jest, niestety wspomniane powyżej wychyłki zajmują połowę objętości, a informacje o źródle, parametrach sygnału, wyjściach (no mamy tutaj aż 6 opcji) z odległości kanapy / fotela są kompletnie nieczytelne. Coś za coś. Pilocik steruje, podmenu ze źródłami pokazuje wszystkie możliwości połączeniowe, możemy także parę rzeczy dodatkowo zmienić / ustawić w setupie (poziom dla SE / balans – w szerokim zakresie zatem). Gałki / enkodery, bo wciskane to to, bez skali – znaczy kręcące się bez końca, pozwalają na sterowanie bezpośrednie, dość sprawnie. Minus za niezbyt wysoką precyzję prawej tj. potencjometru. Kręcimy i poziom zmienia się dość przypadkowo. Także wyświetlanie wartości głośności z większej odległości nie bardzo się sprawdza, bo za małe, nieczytelne, choć jeszcze wskaźnik kołowy jest, ale też mały. Można skomentować to też tak: rzecz głównie biurkowa (spory i ciężki klamot btw), z szybkim dostępem i bliskim kontaktem, gdzie te literki, cyferki będą dobrze widoczne. Mhm, ale z poziomu kanapy już nie, pilot na wyposażeniu sugeruje, że z kanapy też jak najbardziej można. Także obiektywnie, producent powinien tutaj dać w ustawieniach możliwość zmiany wielkości tekstu, ułatwiając życie tym, którzy klamota ustawią na stoliku w salonie.

Senki z dużego jacka (po balansie też ofc sprawdzę)

Słucham teraz via aktywne i muszę przyznać, że z tą rozdzielczością jest naprawdę cacy. Lampki zmiękczają, robi się nieco obficiej (co nie oznacza, że bez jest chudo, ale grubą kreską kreślą nam te bańki obraz dźwiękowy). Na słuchawkach (na razie tylko dynamiczne HD650) jeszcze lepiej to słyszalne, wyczuwalne. Rzecz jasna Senki same z siebie po ciemnej stronie mocy stoją, nie jest to jeszcze krytyczne słuchanie, bo klamotowi trzeba dać trochę czasu (grał do tej pory niewiele). Jak już pogra to się HEKi wepnie i oceni w pełni potencjał tytułowego „koktajla”. Sprawdzę z gramofonem (NAD 5120), także analogowo tylko, też będzie, pogra z płyty (TEAC H500) via coax, wreszcie zamiast BT (dla porządku sprawdzę, ale skupię się na lepszym) zagra sobie Chromecast Audio, wpięty via optyk. Także pożenimy streamy także bezpośrednio ze skrzynką, a jak via komputer to oczywiście (za)gra Roon. Tu uwaga natury praktyczno-organizacyjnej: jak Win10 to skrzynkę Wam zidentyfikuje od razu (po Creators Update Win 10 jest UAC 2.0 kompatybilny i sam se DACa wykrywa) i za pośrednictwem WASAPI odpalicie. Niestety oznacza to pewne ograniczenia w zakresie obsługi DSD (tylko DoP, tylko 128), także jak chcecie wincyj to trzeba sterowniki ASIO zainstalować tak, czy siak.

Dobra, skupiam się na słuchaniu, poniżej trochę fotek, jak zwykle z opisami…

PS. Aha, jest MQA, jakby komuś to robiło różnicę, kogoś to interesowało ;-)

PPS. Gałka, jak wyżej, nie jest precyzyjna, z pilota natomiast guzikiem o jeden db robimy, także precyzja jest, ale… jak wciśniemy w opór, to szybko poziomu nie zmienimy, z pilota zatem trzeba mozolnie tap, tap, tap…

» Czytaj dalej

Domknięcie tematu – HiFiMANy HE-1000SE w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_4334

To domykamy, w komplecie znaczy się. Zaraz, jak w komplecie a Susvarna, a elektrostaty?  Cóż, wszystko to uberstratosfera, odpuszczamy testowanie takich precjozów u nas – i tak HEK SE łamią nasze reguły, mielą zasady, bo dla mnie wszystko powyżej pułapu 10k za efektor słuchawkowy  to rzecz o marginalnym (bo jednostkowym, totalnie niszowym) znaczeniu. Owszem, ktoś takie rzeczy kupuje, ale wiecie – garstka ludków, którzy po nabyciu mają coś, co (chyba że uzyskało status „kultowe”) traci dramatycznie na wartości, a progres w SQ zazwyczaj jest procentowy (lub ekhmmm czysto umowny ;-) ). Nie, nie chcę przez to powiedzieć, że to nie ma sensu, że nie mają racji bytu… widać mają, jak znajdują się chętni, są zainteresowani, są nabywcy. Ale w praktyce to takie pisanie o niczym… bo kto tego będzie doświadczał, kto sobie na takie coś pozwoli. No właśnie – statystycznie – nikt.

Także HE-1000SE są, bo to zwieńczenie drogi zapoczątkowanej przez przetestowane przez nas wcześniej, w zacnym towarzystwie (Ethery) tysięczniki (wtedy za ten high-end płaciło się dychę), to – w praktyce – najwyższa półka u HiFiMANa, coś co ma się ścigać z Utopiami, z LCD-4/24, czy jak oni tam znowu nazwali to samo w tym całym Audeze, z Rumunami (Meze), z Mr. Speakersami czy z FADami itd, itp… właśnie, odnośnie FADów, mam nadzieję, że uda się zrobić porównanko FAD-ów D8000 z HEK SE, konfrontując obie konstrukcje ze starymi, jarymi kapciuchami (redakcyjne LCD-3). HiFiMAN tym razem przywalił prawie 16k na metce, cóż – tanio to, to nie jest – podobnie konkurencja we flagowcach zbliża się do kolejnej granicy 20k za nauszniki i można by załamywać ręce, do czego to wszystko zmierza, ale w sumie – po co? Akurat HiFiMAN, podobnie jak Audeze (choć HiFiMAN ma bogatszą, lepszą ofertę wg. mnie) oferują obecnie sporo wybornych słuchawek w cenach niższych, czy nawet po prostu przystępnych. Także jakaś równowaga, jakiś balans jest i nawet jak high-endy słuchawkowe uciekają nam w sferę „o rzesz Ty” to można, jak wyżej, cieszyć się świetnym brzmieniem za ułamek tych prawie 16k.

Słuchawki przyjechały bez dodatków, soute z kablem, taki zestaw demówkowy. Formą przypominają poprzedniki (V2 też co nieco słuchane było), ale – jednak – sporo się zmieniło, przy czym głównie w środku muszli, same słuchawki zewnętrznie (zdaje się) to, to samo. Dopiero jak weźmiemy je w łapy, nałożymy, czuć różnicę. Są lżejsze, wygodniejsze, kabel znacznie sensowniejszy, nie sztywny (podobnie jak w innych, przetestowanych z najnowszego wypustu – nie we wszystkich, bo nie w najtańszych). To raz. Dwa – te słuchawki są znacznie łatwiejsze do wysterowania. HiFiMAN skoncentrował się na uczynieniu z HEK SE słuchawek zdolnych do grania z każdej (niemalże) dziurki. Nawet smartfonowo-tabletowej dziurki. Na pewno bez żadnych ale posłuchacie sobie z dowolnego DAPa, z wielkim zapasem napędzi je taki DAC/AMP jak mobilny Chord Mojo (patrz zdjęcia), nie będzie problemów z wieloma małymi USB dakami, nie mówiąc już o takim lampiszonowym WooAudio WA8 (patrz fotki). Uniwersalność? Raczej chęć zaoferowania słuchawek, które nie wymagają bardzo określonego toru – bo też lepiej drogi DAP, nie jakiś fon, solidny słuchawkowy AMP, a nie wyjście w budżetowej integrze, ale jw. słuchawki mogą grać ze wszystkiego… zupełnie inaczej, niż poprzednie generacje, niż pierwsze generacje ortodynamików, gdzie trzeba było dużego, słuchawkowego pieca, gdzie apetyt na moc wielki był. Tu tak nie jest. Tutaj nowe HEKi przypominają proste do napędzenia słuchawki mobilne. O_0 Rzecz jasna dobre źródło, dobry materiał, dobry prąd – to wszystko nam potem zaprocentuje, gdy o to wszystko zadbamy. Ok, ale taki V30 (LG) zagra, zagra jakiś wyczynowy Walkman (albo inny sprzęt z 4,4mm złączem, taki kabel zbalansowany, nie 4 pinowy XLR, znajdziemy w komplecie, w pudle btw, a to wielce wymowne – przyznacie – jest), zagrają coraz to doskonalsze, chińskie, audio multi-toole (wspominałem wcześniej – zatrzęsienie tego, a każden jeden z topowymi ESS albo AKM).

FMJ. No rasowo, rasowo się prezentują nowe HEKi

Pytanie, kto założy 16k na głowę i pójdzie na spacer, weźmie takie słuchawki w podróż (nie – nie składają się, choć muszle przynajmniej na płasko można) …pozostaje otwarte. Wróć. Może i ktoś tam jednak weźmie, bo w praktyce prywatny jet (popularne w bogatym, nadwiślańskim kraju), bo limo z własnym kierowcą, czy – mówiąc wprost – na każdym poziomie tzw. rządowa eRka. Tak, to jakoś mogę sobie zupełnie bezproblemowo wyobrazić. W końcu apetyt włodarzy na „paciorki” wielki, głód gromadzenia z publicznego ogromny, także może takie nauszniki, faktycznie, w tej tam limo, z przenośną aparaturą będą w sam raz. Można by mieć co prawda wątpliwości, czy to ten target, ale mniejsza. Tylko pytanie, jak zniosą te słuchawy duże przyspieszenia i na ile są mechanicznie odporne? Wyglądają na solidne, choć tu i ówdzie ściera się z nich lakier (ale FMJ zasadniczo, także pęknąć, nie pękną). Chłopcy z SOPu mogą zawsze przetestować, a że niezawodnie to zrobią, to jasne jak słońce w Toskanii. Słuchawki HiFiMANa są wykonane z większą powtarzalnością od Audeze, są też konstrukcyjnie dużo solidniejsze (pałąk w moich trójkach to jest kompletne nieporozumienie, w nowych modelach nieco poprawiono dbałość, ale z naciskiem na nieco). Także jak już te kilkanaście tysięcy na kołach w kolumnie, bez sygnału, z szybkością nadświetlną, w środku aglomeracji będzie się przemieszczać, to jednak HiFiMANy imo lepiej. Złącza 3.5mm w muszlach to też pewne, proste i skuteczne rozwiązanie, a nie jakieś tam wychodzące z mięskiem wypuski w LCD-kach (tak, doświadczyłem tej standardowej niedoskonałości w „kapciuchach”), gdzie wyjęcie kabla z gniazda może zakończyć żywot słuchawek.

Dźwiękowo, pierwsze wrażenia, są takie: super szybkie, znaczy super dynamika, bardzo rozdzielcze, znaczy precyzyjne aż (czasami) nawet za i hektary, czyli sceneria – prima sort. Przestrzeń będzie tutaj pewnie jednym z największych atutów i czymś, co przykuwa z miejsca uwagę. Od razu zaznaczę jedno – są inne od Arya i Arya były bardziej pod moje gusta. Na wstępie. Kontynuują szkołę grania HEKów, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, tu jest to samo, tylko że jeszcze więcej, mocniej, bardziej. Progres niewątpliwie jest i to znaczny, bo już po nałożeniu (fakt, wygrzanych, wiele pewnie set godzin grających) demówek od razu czujemy, że to nie przelewki, że w ramach highfidelity jest tu wyczynowa precyzja, wyczynowa reakcja (naprawdę natychmiastowa) oraz holo. W trudnych motywach (Amenra), w eksperymentalnych wygibasach (Public Memory), ale też wielkich, symfonicznych składach rejestrowanych przez wytwórnię 2L (z prawdziwym, nie syntetycznym instrumentarium) jesteśmy zaskakiwani ogromem informacji, potężna dawką „wszystkiego”, co początkowo – wierzcie – nieco onieśmiela, przytłacza wręcz. Trzeba się z takim przekazem oswoić, bo to jest rzecz jasna kreacja (jak każde odtworzenie), ale kreacja naturalistyczno-realistyczna, że tak powiem. Dla zwolenników takiego brzmienia, bez śladu koloryzacji, własnej interpretacji (w sensie, odbioru, bo wiadomo), bez faworyzowania czegoś, kosztem… no naprawdę czapki z głów. Mając w pamięci parę wizyt w pewnym sopockim salonie z porywanymi i słuchanymi w piwnicy D8000 mam na razie takie przeświadczenie, że HEKi SE potrafią więcej (przy zbliżonym ogólnie patencie na reprodukowanie dźwięku w obu tych flagowcach). Trzeba to będzie jeszcze skonfrontować w bezpośrednim porównaniu.

Te kable tak mają, jakby się łamały, ale się nie łamią, choć tak to wygląda. Lekkie, bardzo wygodne słuchawki, siak czy tak raczej trudno wyobrazić sobie „on the go”

Poniżej, zwyczajowo, parę fotek, prezentujących tytułowe oraz okoliczności w jakich są / będą testowane. Oczywiście skorzystamy z gościnności pewnego sopockiego salonu i sobie przesłuchamy na paru mocarnych konfiguracjach, ale to co w redakcji – w sumie – jest wystarczające, by wyrobić sobie miarodajną opinię. Kapcie malują, to dalekie od realizmu, granie, pulsujące, ciepłem podszyte, a te tysięczniki nowe całkowicie inaczej, wręcz w opozycji do LCDków „śpiewają”. To dwa różne światy. Inne. Obiektywnie prawdziwsze HiFiMANy, ale też niekoniecznie pod gusta, które mogą skłaniać do wyboru kapciuchów. Tu decyzja jest wypadkową preferencji i to bardzo radykalnie tak, bo nie chodzi o niuanse, o coś zbliżonego, czy podobnego, a o coś krańcowo odmiennego. Super. Lubię takie kontrasty. Aha, basior jest fizjologicznie namacalny, naturalistyczny, obficie dostarczany, dojmująco głęboki, no „trzewiasty” taki… Cholera, te słuchawki, w odbiorze nasuwają skojarzenia z dużymi paczkami (wiecie, naprawdę, dużymi, ogromnymi paczkami, jak te najmocarniejsze Wilson Audio). No, no.

PS. Nasze recenzje hifimanowego hindu (i nie tylko) wypustu: Sundara, Ananda, Arya i HE-6SE.

» Czytaj dalej

Słuchawki Nura po paru tygodniach ostrego testowania. Recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_2830

Nie było taryfy ulgowej. Słuchałem długo, bardzo długo, w różnych okolicznościach przyrody, sprawdzając jak się te nauszniki sprawdzają w „boju”. Chciałem – po pierwsze – sprawdzić ergonomię. Wygoda tudzież jej brak w przypadku tak oryginalnej konstrukcji (przypominam – połączenie dokanałowego wsadu, z wokół-usznymi muszlami) to rzecz do tej pory niewystępująca, według mnie nie bez przyczyny, w słuchawkowym wszechświecie. Po drugie obadać wpływ działania indywidualnego profilowania (pomiar naszego aparatu słuchu przez słuchawki) na to, co słyszymy i jak słyszymy. Tak, tutaj w grę wchodzą pierwsze wrażenia z odsłuchu, SQ, ale nie skupiałem się na własnych odczuciach (podoba się, nie podoba się) tylko szkiełkoocznej, czyszkiełkousznej analizie & porównaniu tego nowatorskiego systemu z opcją bez dostosowania („neutral”). Po trzecie wyszły wszystkie plusy i minusy sterowania dotykowego w wydaniu NuraPhone, mogłem po tych paru tygodniach wyrobić sobie jednoznaczną opinię na temat. Po czwarte oceniłem jak się sprawuje moduł – stabilność transmisji, parowanie, przełączanie między urządzeniami. Po piąte sprawdziłem granie po kablu (cyfrowo z kompem). Wreszcie po szóste sprawdziłem i oceniłem w warunkach „on the go” jak się zachowują w trakcie ulewy, gradobicia i kokluszu ;-) znaczy się, czy deszczyk nie wadzi, a jak wadzi w czym wadzi, jak było długo słuchane, a było, to czy tzw. TeslaFlow (wentylowanie) się sprawdza, nie robi się sauna, czy wręcz przeciwnie znaczy robi się (moje Senki Wireless OvE to koszmar w cieplejsze dni, koszmar) oraz – na deser – FrontRow… jak się ma tektoniczne wzbudzanie basiora do szlachetnej sztuki budowania kulturalnego masowania na dole. Ekhmmm. Dobra, zainteresowani Future-Fi w wariancie słuchawkowym? No to jedziemy…

Grane z kabla USB na makówie. Cymes. Naprawdę szkoda, że firma nie zrobiła aplikacji na kompy…
Może zrobi? 

A tak rzeczywiście słyszę, na stronie opisują (mniej więcej) jak to czytać…

Co się podobało? (rozwinięte w stosunku do zajawki, końcowe spostrzeżenia, całościowa ocena)

- słuchawki przylegają jak przyklejone do głowy, świetnie izolują (ANC dodatkowo robi robotę, o czym poniżej jeszcze będzie), płynny mechanizm dopasowania precyzyjnie nam je układa na łbie. Jest opór, także nie wyrobi się to (mechanizm), tu nie ma żadnych zastrzeżeń. Dokanałowy patent dodatkowo stabilizuje i utrzymuje nauszniki w określonej pozycji (polecam pałąk umieścić w okolicach czubka głowy). Pałąk to w ogóle mocny punkt konstrukcji – nie męczy (żadnego ucisku na czubku, czy w okolicach styku nie doświadczamy), wew. materiał nie wywołuje potliwości (widać, że ktoś tu projektował całościowo). Deszcz niestraszny, ale (patrz „co wymaga dopracowania”). Nie ma uczucia pieczenia na czubku głowy.

- aplikacja daje radę, cały proces ustawiania słuchawek przebiega sprawnie. To pierwsze słuchawki na rynku, które łączą się z… serwerem producenta, gdzie dane na temat konfiguracji zapisywane są zdalnie. Uprzedzam, w offline też to działa, ale nie do końca. Chcesz rozpocząć przygodę, LTE/3G być musi (no sieć, dostęp). Dlaczego -tak?- będzie w rozwinięciu recenzji, powiem tylko tyle, że profilowanie stanowi progres, o czym w następnym myślniku…

- nurasound. Profilowanie, pomiar, osobisty, pomierzony, skalibrowany układ pod nasze ucho. Tak, możecie sobie to szybko przetestować, sprawdzić, bo genialną sprawą jest możliwość szybkiego przełączania (profil/neutralne granie) w sterowaniu dotykowym lub via apka (działa w tle, nie przerywa się wtedy odtwarzanie z dowolnego softwarowego playera). To jest przyszłość. Potęga kodu, pomiar, dopasowanie, korekcja. To się dzieje w świecie dużego, stacjonarnego audio, to zaczyna się dziać w słuchawkowym światku. True-Fi, Reference, profile pod Audeze w Roonie… tak, moi drodzy, software będzie miał, ma coraz więcej do powiedzenia odnośnie finalnej, wynikowej jakości dźwięku. Mój profil na obrazku. Warto zapisać sobie w notatniku (tak też zrobiłem), można przechowywać na serwerach producenta, można sobie ten profil zarchiwizować jw. w dowolnym miejscu. To robi. Wpływ na to co słyszymy ogromny. Najpierw wydaje się, że to pod rozrywkowe doznania, że w porównaniu do neutralnego profilu, jest za bardzo „hej do przodu”, ale im dalej w las tym wyraźniej zaczynamy dostrzegać, że słyszymy wyraźniej, że detale, które umykały, których nie było, albo ledwo były słyszalne, one są, że jednak to inaczej, pełniej, bliżej tego, co w materiale siedzi. Jest tu pewien myk, tym mykiem jest FrontRow, ale da się nad tym panować w pełni, bo to konfigurowalne jest. Można zatem zrobić sobie karykaturę na własne życzenie, można. Jednak z samym nurasound nie ma to za wiele, nie, nie ma to nic wspólnego. Mówią „music in full colour”. Tak, chodzi o  barwę, o poszczególne pasma, ale chodzi także jw. o coś więcej. Zamiast zewnętrznego DSP mamy coś zintegrowanego, coś – co pozwala na dopasowanie. Dokładne. W testowanych słuchawkach był zachowany profil pracownika (?) dystrybutora. Włączyłem. Dobra, jeżeli tak inaczej odbieramy muzykę, w tak odmienny sposób kształtuje się nasza percepcja to… wiecie, co to oznacza? No właśnie. Dla mnie to poważne wyzwanie „teologiczno-dogmatyczne”, bo to przecież podstawy. System bada nasz aparat słuchu, robi to powtarzalnie (sprawdziłem, wyniki zbliżone) i robi to zasadniczo przekonująco. W większości wypadków (wiele osób obadałem) efekt był pozytywny, grało lepiej, dla użytkownika z wyraźnym progresem w stosunku do ustawienia neutralnego.

- bardzo wytrzymała (FullMetalJacket) konstrukcja. Pałąk jest nie do zdarcia, podobnie muszle, grube, mocarne pady, gumowy wsad IEMowy… okablowanie, wpuszczony głęboko w obudowę muszli port. Będę służyć lata. Metal, precyzyjne spasowanie. Do tego dbałość o szczegóły (lubimy i cenimy), czytaj: świetnej jakości nosidełko i bardzo elastyczny (wygodny) przewód (pewnie inne, niestety nie w komplecie, a dodatkowo płatne, kabelki też takie jak ten do pudła dodawany).

 - sterowanie dotykowe zazwyczaj się nie sprawdza. Zazwyczaj jest to jakiś patent obejmujący całą muszlę, który w praktyce w negatywny sposób wpływa na użytkowanie. A jak jest tutaj? Otóż, inaczej, choć nadal z problemami. Inaczej, bo producent zaaplikował dotykowe powierzchnie na niewielkich mocowaniach muszli z pałąkiem. Elegancko, ale jeszcze nie idealnie (choć da się to imo poprawić w aktualizacjach oprogramowania). Elegancko, bo zamiast mazać po całej muszli, mamy definiowane przez nas w aplikacji (bardzo fajne) możliwości pełnej konfiguracji tego sterowania. Oparte jest to na pojedynczym, albo podwójnym tapnięciu, mamy zatem możliwość wywołania 4 komend, przy czym funkcjonalnie to dublowanie (bo włączamy coś i wyłączamy coś). Trochę mało, przydałoby się więcej (nie obejmuje to wszystkich chcianych funkcjonalności, szczególnie że możemy regulować tu takie rzeczy jak działanie DSP). Działa to pewnie, nie jest przekombinowane, także tu plus. Reszta poniżej (co należy dopracować).

 - cyfrowo z kompem jest znakomicie. Naprawdę znakomicie. Z jednym „ale”. Nie ma aplikacji pod komputer, a więc wcześniej gdy słuchawki sparowane są (a mogą być TYLKO Z JEDNYM źródłem) ustawiamy sposób pracy. Jak wszystko włączymy (DSP aktywne, ANC aktywne) to tak będzie grało. I nie zmienimy tego, bo dotykowe sterowanie słuchawek po kablu nie działa. Kolejna rzecz do poprawki w aktualizacjach oprogramowania. Jak już jednak podepniemy (też w celu podładowania) to ho, ho, ho. Wewnętrzny DAC robi robotę (jest 16/44-48 tylko), bardzo pozytywne odczucia z odsłuchu. Kabel mógłby być w związku z tym dłuższy, ale dzięki elastyczności jest wygodnie, byle nie za daleko (bo się nie da). Słuchamy i zapominamy o bożym świecie. Oczywiście w makówach będzie działał aptX (via BT Explorer), niestety nie aptX HD (który jest tu także obsługiwany), bo Apple generalnie wiele standardów olewa, choć ostatnio tak jakby się to zmienia (w nowym OS będzie nawet dźwięk obiektowy, no wow). Także kabel zadaje kłam niektórym opiniom, że te słuchawki nie potrafią grać dobrze bez ficzerów. Owszem, potrafią, tyle że nie w trybie BT (bez ficzerów), o czym poniżej jeszcze będzie…

- deszcz nie straszny, znaczy odporne na działanie wilgoci są, choć trzeba mieć w pamięci, że po pierwsze producent milczy na ten temat, po drugie wentylacja (otwory wokół muszli, na styku padów / obudowy) to potencjalne źródło problemów. Tak czy inaczej nie zauważyłem żadnego negatywnego wpływu, a parę razy lało jak jasna cholera. Samo wentylowanie sprawdza się bardzo dobrze, szczególnie w porównaniu jw. z moimi dotychczasowymi bezprzewodowymi nausznikami to niebo a ziemia. Uszy nie pocą się aż tak jak w innych zamkniętych konstrukcjach, są wentylowane, a dodatkowo to wentylowanie nie ma to negatywnego wpływu na separację od czynników zewnętrznych, bo efektywne ANC, bo patent z dokanałową konstrukcją.

- FrontRow. W Berlinie śmiałem się z tego, na IFA się śmiałem, bo miałem na uszach masaż i to taki, że po parunastu sekundach ściągnąłem Skulle (bo tej firmy tj. Skullcandy słuchawki wywołały u mnie wesołość) z wyrazem WTF na twarzy. Tam też dało się regulować, przy czym działało to tak, że albo basu nie było, albo bas był, ale tylko bas. Tu jest inaczej, bo owszem może być karykatura, ale aktywna komora (bo tak od środka prezentują się musze), która pracuje przez cały czas (gumowa, wyprofilowana wykładzina), jak membrana w głośniku (przy czym nie jest to część samego przetwornika!), faktycznie konfiguruje nam ten zakres, w miarę sensownie, nie idealnie, ale na pewno w sposób akceptowalny, a nie jw. idiotycznie bezużyteczny. Te słuchawki mogą być ciekawe dla bass-headów, ale też mogą być opcją dla osób, które wolą niskie trzymane (ściśle) w ryzach. Mamy wybór. 

- jak zdejmiemy to przestają działać, jak założymy wznawiają, witając się i podając od razu ile procent i czy się ze źródłem skomunikowały (choć to ostatnie nie zawsze)

- adaptacja. Serio. Po tygodniu ból mija, choć – zaznaczam – to indywidualna sprawa i może się zdarzyć, że akurat Wam nie minie i będzie bolało 

Co wymaga dopracowania?

- pojawiają się problemy w komunikacji z PC/Mac. Nie udało się ustawić pod macOS 12.14.5, na starszej makówie z HighSierra poszło bez problemów. Na pewno powinni dać software konfigurujący pracę także w wersji komputerowej. Bardzo tego brakuje!

- ANC działa sprawnie, ale nie idealnie. System da się ustawić pod okoliczności (można słuchać i jednocześnie rozmawiać, tudzież nie wpaść pod samochód), to funkcjonuje bardzo dobrze, szkoda że opcji gradacji działania nie ma, bo fajnie by było mieć nad tym większą kontrolę. Do wprowadzenia. Tak czy inaczej tryb Social użyteczny, ale do udoskonalenia…

- precyzja działania dotyku zbyt czuła. Muśnięcie i już. A przypadkowo, szczególnie w takim, wypustkowym, położeniu wywołać coś to nie problem. A problem właśnie jest. Także może jakiś czas reakcji, może sama czułość… to powinno też dać się ustawić programowo (idealnie, gdyby taka opcja pojawiła się w aplikacji konfigurującej pracę słuchawek). Poza tym w deszczu przestaje działać (no wiadomo, tego nie da się raczej obejść), trzeba nurkować po źródło, telefon. Gdyby tak jeszcze wprowadzić opcję 3 tapnięć i rozszerzyć możliwości sterowania to byłoby pikobello. Aktualizacja?

A co zgrzyta i jest (wg. autora) od czapy?

- choćby nie wiem jak się starał, to IEMowy wsad męczy, po paru godzinach czuć ból. Wyraźnie czuć. To efekt nacisku, a może precyzyjniej, ucisku okolic kanału usznego. Wsad jest mocno osadzony i dociśnięty do ucha. Nie ma tu przypadku, to intencjonalne, bo połączone z profilowaniem, z pomiarem naszego ucha i dopasowaniem pracy układu, z nurasound. Coś za coś niestety. Dźwięk zostaje dostarczony najbardziej bezstratnie do ucha, ale też mamy problem z ergonomią, z wygodą. Ciśnie. Także ten SoftTouch niestety nie jest soft, tylko hard. Silikon (nazywany przeze mnie wcześniej „gumą”) jest przyjemny w dotyku, fakt, nie poci się skóra (to też ma wpływ, znaczy materiał ma), pewnie nie alergizuje (jak ktoś ma tego typu problemy), wszystko to prawda, ale całościowo będzie bolało po dłuższym czasie użytkowania. Ciekawostka, jak odwrócimy słuchawki (da się je nałożyć tylko w jeden, określony sposób, tj. portem ładująco-grającym po prawo) to jest… wygodniej. Tyle, że wtedy doki nie wchodzą idealnie w uszy i po włączeniu muzy jedyne co słychać to dudnienie. To oczywiście mocno indywidualna sprawa. Jak poinformował mnie dystrybutor, jestem jedną z nielicznych osób, które zwróciły uwagę na ten problem. Na dole macie krótki filmik, który opisuje rzecz, dodatkowo zamieściłem informację o wkładach, jakie są w komplecie (w demówce ich nie było). Aha, i jeszcze jedno, nie ma problemu z wypożyczeniem słuchawek, przetestowaniem ich na miejscu.

- nie są w żaden sposób składane, nie da się ich pomniejszyć do transportu (stąd duże nosidło). Być może konstruktorom zależało na wyborze – nie składać, zrobić panzer i wybrać długowieczność, kosztem łatwości przenoszenia słuchawek. Szanuję, oceniam nawet pozytywnie w kontekście jw. ale mobilne słuchawki to składaki i to się generalnie sprawdza użytkowo. Tu się tak nie da, tak ten typ ma.

- parowanie ręczne i odparowywanie. Obawiam się, że tego akurat softwareowo nie zrobią, bo jakby moduł dawał radę (może któryś z ficzerów uniemożliwia taką opcję?) to by było na starcie i po kolejnych aktualizacjach. Niestety. Choć autoparowanie jest uskuteczniane, to przy większej liczbie urządzeń, musimy nurkować do ustawień. Dodatkowo trzeba pamiętać o wyłączeniu pary BT i BT LE. Dopiero po odłączeniu można korzystać z innego, wcześniej sparowanego sprzętu. Nie ma dwóch równocześnie, z kompami czasami długo trwa proces nawiązania łączności (z mobilnym raczej bez zwłoki). Funkcja przywracania też potrafi się pogubić.

- jakość rozmów jest rozczarowująca. Nie wiem, czy mogą coś z tym zrobić, ale tu naprawdę przydałaby się konkretna poprawa. Często „jak przez butelkę”, charczy, nie jest czysto, bywa że nawiązane połączenie jest, a nic nie słyszymy. Trzeba wtedy zmienić w telefonie odbiór na słuchawkę w fonie, innym urządzeniu i powtórnie wybrać. Także nasza rozmowa bywa trudno słyszalna. Słabe to. 

Takie reklamy w Londynie. W wielu miejscach. Nura na uszach i na plakatach ;-)

Podsumowując

Przetestowane słuchawki to rzecz oryginalna, awangardowa, zdecydowanie warta uwzględnienia. To przyszłość. Systemy DSP (kod) pozwalające w dowolnych uwarunkowaniach uzyskać optymalne brzmienie. Takie rzeczy jak Dirac, True-Fi, Reference (Sonarworks) i wiele innych robią różnicę zasadniczą i wraz z rozwojem, z integracją (w sprzęcie vide NAD, miniDSP, Arcam i wielu innych) stanowić będą standardowe wyposażenie przyszłych klamotów. Nie dziwi zatem, że w przypadku słuchawek obserwujemy dokładnie to samo. Profile Audeze w ramach firmowego software oraz plug-in’y dla kombajnów (Roon, JRiver…) – jesteśmy na początku drogi, fascynującej drogi. W przypadku Nura dostajemy nie tylko dobrze wykonane, intrygująco & nowatorsko zaprojektowane (kabel oraz oprofilowany tryb bezprzewodowy, bez profilu via BT gra to słabo) nausznice, dostajemy przede wszystkim „know-how” z innowacyjnym mechanizmem pomiaru dna ucha, oparty na super czułych mikrofonach, z zaawansowanym kodem dopasującym pracę przetworników do naszej anatomii.

To jest clou. To robi różnicę i stanowi najistotniejszy element, kluczowy w tym produkcie. Reszta jest ważna, ale dopiero to robi różnicę. Powiem więcej – gdyby nie to, specyficzne połączenie zamkniętej muszli z IEMowym wsadem uznałbym za ciekawostkę, mało praktyczną, no problematyczną, dyskusyjną ciekawostkę. Owszem, daje to pewne korzyści (głównie w zakresie izolacji), ale też dla wielu osób, wybierających nausznice właśnie dlatego, że IEMy są dla nich nieakceptowalne. W tym wypadku musi być właśnie tak, bo wymaga tego opracowany system pomiarowy. Ucho musi być izolowane i musi być dźwięk pomiarowy ukierunkowany bardzo precyzyjnie inaczej całość nie ma sensu. Zdarzało się, że pomiar mimo paru prób nie kończył się sukcesem, osoba badana nie mogła utworzyć swojego profilu. Wada? Moim zdaniem niekoniecznie, a wręcz nawet zaleta, bo dowodzi, że ten system to nie jest hokus-pokus, tylko coś realnie działającego, mającego wpływ. U jednej z osób wyszło, że ma problemy ze słuchem (lewe ucho), że budowa uszu uniemożliwia tej osobie komfortowe użytkowanie IEMów (dowolnego typu). Także pomiar wielokrotnie nieudany, w końcu zakończony ledwo co powodzeniem (bez optymalnego położenia słuchawek, badany odczuwał dyskomfort) udowodnił, że to działa – profil grał gorzej niż ustawienie neutralne.

Także jestem na tak, mimo pewnych wątpliwości. To coś nowego, coś innego, coś co musi dopiero udowodnić swoje kompetencje. Czekam na innych, nie tylko w tym sensie, że innych producentów słuchawek BT z zaawansowanymi systemami DSP, ale także tych, którzy sprzedają klasyczne słuchawki, bez ficzerów, a widząc co się dzieje (Audeze) chce wycisnąć ze swoich nauszników maksimum. Gotowe profile to dopiero początek… plug-iny, które dodatkowo będą w czasie rzeczywistym dostosowywać działanie EQ, współpracując z zaawansowanymi DSP w oprogramowaniu odtwarzającym.

W opcji on-the-go niestety po pewnym czasie uszy odmówiły współpracy. Bolało. Jako zapas robiły RHA i cóż… przydały się jak widać. Ale minęło. Po tygodniu zaadaptowałem się i mimo najszczerszych chęci udowodnienia, że jednak boli, nie bolało. Zaadaptowałem się.

PS. BTW to projekt kickstarterowy, swego czasu sporo o różnych wynalazkach z tego serwisu było u nas (grafeny, lewitujące klamoty, psychomanipulacja ;-) )

Poniżej MEGA_GALERIA z opisami oraz rozwinięcie recenzji, o specyfikacji, technologii i dźwięku (tak, o tym też ;-)

» Czytaj dalej

Chord Mojo – nowa, redakcyjna referencja „on the go”

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_3977

„Duże” Chordy – jakoś nigdy nie byłem fanem. Tak, na pewno są to znakomite urządzenia od strony inżynieryjnej, świetnie zaprojektowane, tyle tylko że sygnatura dźwiękowa jakoś nie moja bajka. Nie pasowało, mimo paru prób i dałem sobie spokój. Tak to jest, czasami preferencje słuchającego są tak odległe od tego, co oferuje dana „szkoła”, że – po pierwsze – nie warto czasu marnować (się zmuszać), po drugie – subiektywny osąd mógłby być zwyczajnie krzywdzący dla badanego klamota. Był jednak wyjątek. Tym wyjątkiem, chętnie słuchanym tu i ówdzie, było tytułowe urządzenie: Mojo. Według mnie ten maluch prezentuje inne, bliższe mojemu, podejście do reprodukowania dźwięku. Podobał się, choć nie był to jakiś zachwyt, finalnie trafiła się okazja i tak wylądował w redakcji. Ostatnio mobilnego u nas prawdziwe zatrzęsienie, co ma swoje plusy ale i minusy, bo przetestować trzeba, można w różnych okolicznościach (wyjazdowych) co jest tym „+”, ale też przesuwa parę rzeczy planowanych, zakłóca ustalony wcześniej porządek publikacji. Mam nadzieję, że przyszły tydzień będzie owocny, znaczy uda się nadgonić i sporo rzeczy na HDO się pojawi, a mobilne już zapowiadane i właśnie dopiero co zapowiadane oraz to, co leci, nie popsuje playlisty i wyrobimy się ze wszystkim, co tam się ostatnio słuchało.

Trzeba to ogarnąć (świecące kule – komunikacja, sterowanie), ale to nawet dodaje uroku i jest konsekwentnym wyborem
producenta we wszystkich produktach PC Audio 

Dobra, dość pierdzielenia, czas na konkrety. Mojo. Opisany przez praktycznie każdy sajt, w licznych periodykach branżowych, przetestowany „na wylot”. Czy może być coś odkrywczego w opisywaniu sprzętu sprzed c.a. 4 lat? W odniesieniu – jak najbardziej. W odniesieniu do nowego. Dlatego Mojo stanie i stawać będzie w szranki z grającymi penami, przenośnymi amp/dakami oraz DAPami, będzie weryfikował wartość tego, co nowsze, oparte na nowych pomysłach. Przy czym Chord parę lat temu zrobił wiele, by rzecz nam się nie zdezaktualizowała – możliwości tego malucha nadal są i będą „na czasie”. Firma o to zadbała, wybierając drogę uzupełniania, czy wręcz „apgrejtowania” (Poly) podstawowego produktu i chwała jej za to. O Poly zresztą jeszcze przeczytacie. To, że sprzęt nie ma MQA uważam za zaletę, Chord podobnie jak inni, zaimplementował w nowych produktach tą bezużyteczną technologię… to jak z dodawaniem (marketing) DSD do każdego przetwornika (obsługa), czy pogoni na cyferki. Cóż, tak to funkcjonuje.

Także cieszę się, że z jednej strony mamy zaawansowane coś, przyjemniej od innych wyrobów Chorda, brzmiące (dla moich uszu), z opcją uzupełnienia funkcjonalności o pełną obsługę sieciową z certyfikacją Roon Ready, opcją mobilnego serwera audio etc. Fajnie. Choć wiem, czytając fora, że nie wszystko wyszło okey (Poly), co też krytycznie ocenimy, co wyjdzie w praniu. Na razie soute i ta „referencja” to nie – jak wielu interpretuje to słowo – najlepsze, top of the tops, tylko zwyczajnie punkt odniesienia dla testowanych przenośnych (w redakcji). U mnie większość USB DACów gra stacjonarnie (temat na inny wpis – brak zasilania, dedykowany komputer/transport cyfrowy, to często panaceum na problemy, droga do uzyskania lepszego dźwięku… pomiary nie kłamią vide Audio Science Review) i Chord wraz z SMSL Idea mają stanowić mobilny materiał porównawczy.

Wirelessy z Wire. Senki mają kopany moduł łączności, ale to nadal jedne z najlepszych mobilnych nauszników
(wygoda, świetny dźwięk, b. dobry ANC)

Postaram się przemycić w ramach paru najbliższych publikacji sporo spostrzeżeń na temat kompetencji brzmieniowych Mojo, tym razem nie będzie czegoś takiego jak osobna recenzja, a właśnie tak, plus – to już w ramach dużej publikacji – Mojo & Poly (z roonowym przegięciem… tu mobilne spotka… stacjonarne). Tymczasem parę fotek, słuchane w dość oryginalnym zestawieniu (dla porównania) z Sennkami Momentum Wireless OvE (wyłącznie opcja pasywna, z wyłączonymi ficzerami, na kablu podpiętym do Mojo) vs Nura (full DSP, BT, z profilowaniem indywidualnym). Zupełnie odmienne drogi do… no właśnie, do czego? Trochę wyjaśniam poniżej, w mini galerii.

» Czytaj dalej