LogowanieZarejestruj się
News

HiFiMANy HE-6SE… legenda powraca w nowej, odświeżonej formie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20181128_185614200_iOS

Wygodniejsze, nieco lżejsze, tak samo trudne do wysterowania, wymagające 2W na kanał, kosztujące więcej, ale poniżej 8k. Fenomenalny bas. Na razie to jest coś, co do mnie przemawia „na wstępie”. Fenomenalny czyli wielowymiarowy, namacalny, organiczny, świetnie zdefiniowany… wiecie, u mnie bas jest bardzo, bardzo istotnym składnikiem pasma, to danie główne, bez którego nie ma zabawy. Tu jest. I to jaka! Druga rzecz, ale wymagająca jeszcze sprawdzenia w paru przygotowanych na okoliczność recenzji setach to przestrzeń. Sceniczne show, gdzie wizualizujemy sobie to, co słyszymy. Mhm! Słuchawki robią bardzo dobre wrażenie od strony ergonomicznej, to „nowa szkoła” producenta, wygodny nie uciskający czubka głowy pałąk, pady z pamięcią, dostosowujące się do naszej anatomii, bardzo solidne, doskonałej jakości gniazda 3.5mm (znacznie lepsze niż w modelu Sundara oraz w Ananda), konwertowalne okablowanie (wtyk balans, przejściówka/adapter na dużego jacka) z przezroczystym oplotem. Sam kabel jest lekki, na mój gust za krótki, a sam materiał zabezpieczający druty (uwaga) ma tendencję do zaginania (i utrwalania tego procesu …trochę przypomina to zagiętą słomkę do picia). Gniazda bardzo dobrej jakości, tutaj widać pierwszorzędną robotę. Widać, że projekt wersji „Second Edition” (nasze ozn.) przemyślano gruntownie i głównym celem inżynierów było stworzenie przyjaznych od strony użytkowej słuchawek, w kontrze do poprzedników, które w tym aspekcie były …trudne.

Ergonomicznie to coś z zupełnie innej beczki. Wygodne są. Bardzo

Podstawą testu są odpowiednie ampy. Tu napęd musi sprostać jak wyżej, nie może ograniczać, ma oferować optymalne warunki dla tytułowych nauszników. Sam producent sugeruje wyraźnie, ba, informuje że nie widzi przeciwwskazań, aby HE-6ki podpinać pod odczepy głośnikowe, oczywiście nie bezpośrednio, a za pośrednictwem oferowanego przez siebie HE-Adaptera. Mamy taki na stanie i w ten właśnie, sugerowany sposób, podpinaliśmy słuchawki 4 pinowym złączem XLR pod tor z MiniWattem @ NOSach Brimar BVA 4035 (ECC83/12AX7) & Telam CA (EL84). Drugim wykorzystanym w teście wzmacniaczem był M1HPA. To jeden z najbardziej niedocenionych wg. mnie słuchawkowych ampów, a przy tym ZNAKOMITA integra.

Musical Fidelity w swojej, niestety już nie kontynuowanej, serii M1, oferował kompletne rozwiązanie systemowe. Poluję od dłuższego czasu na końcówki M1PWR (w dobrym stanie zadbane i najlepiej od razu parkę), które tworzą wraz ze wspomnianym HPA system całościowy – pod kolumnę i pod słuchawki. Fantastyczny (jeden z najlepszych w moim prywatnym rankingu) potencjometr, świetna kontrola, duża moc oraz przydatna w wielu sytuacjach testowych przeplotka to w skrócie rzeczy, które bardzo cenię w tym klamocie i nie mam absolutnie zamiaru się z nim rozstawać (nawet gdy, w konfrontacji z ostatnio testowanym Bursonem Conductor V2, musiał M1 uznać wyższość tego pierwszego). Dobra, dość wycieczek po klamotach, czas wrócić do słuchawek.

Podpinam nowe szóstki do M1 i jestem na godzinie 12 (już głośno, ale w akceptowalnych dla siebie granicach). Oczywiście ta 12… 13 w M1 to dla wcześniej testowanych Sundara, czy Ananda już „too much”, w przypadku wspomnianej lampy też jesteśmy popołudniu ;-) …znowu inaczej niż w przypadku łatwiejszych do wysterowania słuchawek HiFiMANa. Znaczy się nic się tutaj nie zmieniło i odpowiedni amp być musi, z odpowiednim zapasem i umiejętnościami dla wysterowania tych wymagających planarów. 

HE-6SE

Jeszcze nie przerabiałem, ale po odpowiednim przebiegu, bo nowe, wprost z fabryki, trafiły do nas – zagrają z CMA Twelve (taki był pierwotnie plan – to się niestety nie udało) oraz z cedeka (lampa plus lampa, bo cedek jest wpięty w tor via bufor lampowy na ruskich NOSach). Było, testowało się w ciepłych, żarzących klimatach, nie było z nowością przetwornikowo-ampową Questyle, jak najbardziej było natomiast słuchane na tradycyjnym zestawie TAC- 2 oraz KORGu. Zastanawiałem się jeszcze, co by tu z gramofonem, bo staruszek 1010 (czytaj legendarny NAD 3020, tylko bez końcówek) z gramofonem daje radę, ale już na wyjściu słuchawkowym zupełnie nie daje rady. Wyjścia ma nawet high oraz low (RCA), ale zazwyczaj próby z integrą słuchawkową (bo analogowo trzeba ofc tu spinać) kończyły się co najwyżej średnio. Cóż, trzeba było sprawę przemyśleć i koniec końców z czarną tym razem nie słuchałem. Słuchałem nowości – było, nie było, chyba jedyna osoba w Polsce, która zamówiła Jotunheim-a z gramofonowym pre (tam jest modułowość w modzie, można Delta-Sigma DACa, można multibitowy przetwornik, no i można pod gramofon zamówić klamota), na chwilę dała się namówić, ale było to ZBYT krótko. Cóż, innym razem. Będziemy btw testować NAD D3045, oraz zapowiadany już C658. Tam gramofonowe zintegrowane i byłoby w sam raz (w przypadku C658 bezpośrednio z dużego jacka). Może uda się w trakcie testu tych klamotów wypożyczyć HE-6SE i powrócimy z aktualizacją, opiszę wrażenia jak z krążka czarnego to grało…

Będą porównywane do tych firmowych, co widać, do LCDków oraz dyżurnego, redakcyjnego zestawu dynamicznych K701&HD650

Zastanawiałem się, na początku przygody z nowymi HE-6SE, jak te słuchawki będą pozycjonowane w ofercie? To cenowo blisko, czy wręcz tak samo jak nowość Arya (patrz AVS 2018) (patrz zajawka), która jeszcze oficjalnie do nas nie trafiła. Osiem tysięcy, przy czym te Arye, czy o prawie połowę tańsze Ananda mają być DAP-o lubne, łatwe, ze wskazaniem na nie tylko stacjonarne słuchanie. W przypadku szóstek raczej takie coś jak mobile nie wchodzi w grę, jedyne co przychodzi mi do głowy, co mogłoby z zapasem podołać, zagwarantować odpowiednią moc, przenośne coś, to słuchany podczas AVS-a bateryjno-lampowy WA8. Krótko, gorąco, ciężko (właściwie pół-stacjonarnie), ale dałoby wg. mnie radę wysterować te słuchawki i mogłoby być ciekawie. Jakoś nic innego nie przychodzi mi do głowy, ale może się mylę? Tak, czy inaczej nie koncentrowałem uwagi na rzeczach niepraktycznych i mało istotnych, WA się spóźnił, słuchanie „przenośne” w tym wypadku i tak jest wg. mnie karkołomnym pomysłem i nie ma w sumie co drążyć.

Grając z tego, co powyżej, i w opisie stoi

Na koniec tego przydługiego wstępniaka przypomnę, że przetestowała się u nas pierwsza generacja szóstek z dedykowaną im, nuklearną elektrownią EF-6. Wtedy pułap 10k za słuchawki to była granica. Upłynęło nieco czasu (ale niewiele) i granica przesunęła się znacząco… razy dwa, razy trzy. Tu jest jeszcze zdroworozsądkowo (a przy tym luksusowo vide skórzany kufer z atłasami w środku).

 

 

HE-6SE i Arya porównawczo…

SPECYFIKACJA

- Przetworniki Magnetostatyczne (wstęgowe)
- Konstrukcja obudowy – otwarte (jak cholera ;-) )
- Impedancja 50 ohm (niech Was nie zwiedzie)
- Skuteczność 83.5dB
- Pasmo przenoszenia  8 – 65.000Hz (mhm :-) )
- Typ wtyku 6.3mm duży jack, XLR 4-pin (adapter)
- Typ wtyku przy muszli TRRS 3.5mm
- Typ wtyku prosty
- Etui ochronne tj. kuferek
- w zestawie przejściówka XLR – jack 6.3mm
- Waga bez kabla  470g

Inne:
- zalecają 2W na kanał i naprawdę nie kłamią
- wtyki w muszlach położone pod kątem 10 stopni, co ma zapewnić lepsze ułożenie kabla
- kufer może być parkingiem dla nauszników, tyle że mało praktycznym, bo zajmującym sporo miejsca
- mogli dać przejściówkę 6,3 @ 3,5mm.. nie dali. Dla użytkownika jakiegoś high-endowego DAPa to istotny brak

Cóż można powiedzieć, opisując te słuchawki w kontekście legendarnego poprzednika? Ano można i trzeba napisać, że to ucywilizowana wersja pierwszej generacji. W stosunku do modelu HE6 mamy zupełnie nowy, hybrydowy pałąk. Konstrukcja jest lekka oraz bardzo dobrze dopasowana do kształtu głowy. Dzięki temu nawet długi, kilkugodzinny odsłuch nie jest męczący. Zupełne przeciwieństwo pierwszej generacji, gdzie bez żadnej przerwy w sesji odsłuchowej (zabrzmiało odpowiednio pretensjonalnie? ;-) ) nie szło używać bez „gwarantowalnie” odczuwalnej bolesności (uszy, szyja… piękno (brzmienia) domagało się określonej ceny). Tu jest inaczej – wielogodzinne sesje? Bez skutków ubocznych, bezboleśnie, każdy kto zetknął się z nausznicami starego typu tj. HE-6 czy LCD-3 doceni. Producent wprowadził spore zmiany w konstrukcji padów. Oczywiście nie mogło zabraknąć marketingowego określenia tych zmian – nowe zwą się FocusPad. Patrząc na słuchawki myślimy: coś tak kryzysowo wyglądają, znaczy mało obfite w kształtach są. To pozór. HiFiMAN zastosował pianki z pamięcią kształtu, które znakomicie dopasowują się do kształtu uszu. Naprawdę to niebo a ziemia w porónwaniu do pierwszych generacji słuchawek tego producenta. Wiem co mówię, bo nadal moje ulubione i często wspominane (chwalone) w recenzjach HE-400 to właśnie gotujące się podczas długiego słuchania uszy, to ucisk, to inna liga. Firma wyścieliła zewnętrzne warstwy padów miękkim welurem, który otula uszy, zapewniając komfort, brak efektu słabnących małżowin (moje określenie na ból, który pojawia się podczas długiego słuchania, skutecznie przypominający o zrobieniu sobie przerwy i to dłuższej) oraz (szczególnie gdy z pory deszczowej, trwającej pół roku, przechodzimy w porę suszy, b. wysokich temperatur) potu obficie występującego w takich okolicznościach przyrody.

Tym razem przetworniki (membrana z filmu mylarowego) pokryto jednostronnie warstwą czystego złota. Membranę rozciągnięto pomiędzy dwoma perforowanymi arkuszami supermocnego magnesu. Na przeciwległej stronie mylarowej membrany nadrukowano ultra-cienką cewkę nowej generacji. Mogę się mylić, ale to właśnie HiFiMAN jest firmą, która należy do czołówki producentów cyzelujących, udoskonalających układ planarny, to tutaj z generacji na generacje wprowadza się zdecydowanie nie kosmetyczne modyfikacje i to, moi drodzy, nie tylko czuć (ergonomia), ale przede wszystkim słychać (SQ). Zastosowany materiał mylarowy zapewnia bardzo niski czas reakcji. To kluczowa cecha, która pozwala nowym szóstkom na osiągnięcie znakomitych efektów w trzech konkurencjach: rozdzielczości, dynamiki oraz (choć to wydaje się trudne do zaakceptowania – poprzedni model prezentował zdecydowanie wyśrubowany poziom w tym względzie) przestrzeni. No dobrze, to przejdźmy do konkretów, jak już o brzmieniu mowa…

Zupełnie odmienna konstrukcja wszystkiego (pałąk, muszle, materiały) w szóstkach porównując do Arya (poza okablowaniem, już wymiennym między różnymi nausznikami najnowszych generacji, też różnym ale kompatybilnym)

BRZMIENIE

Rozdzielczość. Te słuchawki są znakomitym narzędziem do wyszukiwania mikrodetali w nagraniach, dają nam wgląd w to, co w utworze siedzi. Przy czym nie jest to wiwisekcja, nie jest to analityczne, pozbawione emocji dzielenie włosa na czworo. Absolutnie nie! Tak, możemy cieszyć się obłędną szczegółowością (jest wg. mnie na poziomie lepszym od poprzedników, które charakteryzowały się nieco ciemnym, maskującym pewne aspekty nagrania, soundem), ale bez szkiełka i oka. I to jest prawdziwy postęp, bo można by rzec, że mamy ciasteczko i jednocześnie zjedliśmy ciasteczko. Bosko. Te słuchawki przenoszą nas w rejony zarezerwowane dla high-endowych systemów opartych na zestawach głośnikowych – tylko znakomicie dopasowane do siebie elementy stacjonarnego toru z wybitnymi efektorami (kolumny za naprawdę grube pieniądze) potrafią to, co podają nam na tacy HE-6SE. Przy czym ma to też swoje konsekwencje. Słuchawki były „niesłuchalne” z moim modyfikowanym torem lampowym – czego bym nie zmieniał, zawsze była pupa. Adapter HE przenosił wszelkie zakłócenia, te najmniejsze, kompletnie niewyczuwalne na innych słuchawkach (albo znacznie mniej wyczuwalne, mieszczące się w akceptowalnym zakresie tego, co chcielibyśmy usłyszeć). Musiałem sobie darować takie połączenie, bo wszędzie tam, gdzie było nisko, gdzie byłą ściana dźwięku robiło się źle, naprawdę źle (też przesterowanie). Także, uwaga z doborem wzmacniacza – musi być nie tylko mocny (musi!) to jeszcze musi być czarny, tzn. musi gwarantować czarne tło w całym zakresie kręcenia potencjometrem. To kluczowa sprawa wg. mnie i ważna wskazówka dla nabywcy tytułowych.

To duży dźwięk. Pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie pierwsza sesja z HE-6 na EF-6 (elektrownia atomowa, którą należało zakupić w komplecie ze słuchawkami, bo to był partner, że tak powiem, oczywisty dla tych nauszników). Jprdl – pomyślałem sobie i z tym niedowierzaniem (słuchawki, nie paczki – powtarzałem sobie w myślach) upłynęło parę pierwszych godzin w towarzystwie wyżej wymienionych. To było inne doświadczenie, inny poziom. W przypadku modelu SE mamy podobnie, przy czym po przesłuchaniu przez te dwa lata z okładem dziesiątek innych planarów nie robi to AŻ TAKIEGO WRAŻENIA. Ale nadal mamy skalę, skalę wykraczającą poza to, czego doświadczaliśmy WCZEŚNIEJ słuchając czegoś z jacka. To, co tutaj zachwyca i co wysuwa się (w zależności ofc od słuchanego gatunku, kawałka) na pierwszy plan to szybkość. Te słuchawki reagują natychmiast. To kapitalna sprawa w cięższych gatunkowo dźwiękach, kiedy dużo się dzieje, gdzie niezwykle istotną rzeczą jest atak. Możecie być pewni, że HE-6SE mile Was tutaj zaskoczą i będziecie w hardcorowym niebie. Zajebista sprawa! Converge, ale przede wszystkim cała dyskografia (polecam!!!) Amerna to prawdziwa rozkosz dla uszu (sadomacho rzecz jasna). No takiego pier…nięcia to naprawdę ze świecą, z dopalającym się knotem, szukać. Takich słuchawek – jak szóstki (stare i tym bardziej nowe) NI MA. Dla fanów takiego grania rzecz wydaje się przesądzona. Myślę, że będzie to wybór docelowy, a reszta niech się odstosunkuje.

Kompleksowo i wielowymiarowo (choć głównie plikowo, o czym w tekście wspominam, wyjaśniając dlaczego tak)

Przestrzeń w ordodynamikach to zawsze deser i zawsze jest co najmniej dobrze, czasami wybitnie, ale tutaj, tutaj moi drodzy pojawia się przestrzeń między instrumentami, pogłosy, pojawia się wrażenie głębi (w głębi). To wibruje, mieni się, drga i jest wokół, obok, hen, tuż przed i tuż za, gdzieś poniżej i powyżej. Ja cież… umiejętność budowy wielowymiarowego tu i teraz to domena niewielu konstrukcji. HE-6SE to potrafią. Słuchanie na nich po dowolnych słuchawkach dynamicznych (z zastrzeżeniem, że nigdy, nie mów nigdy) przypomina otwarcie klaustrofobicznego pudełka w którym tkwiliśmy do tej pory, które ograniczało nas w sposób oczywisty, gdzie dźwięk koncentrował się zdecydowanie w środku, nie na zewnątrz, bo niby jak? W planarach, dzięki otwartej konstrukcji oraz specyfikacji układu, można oszukać prawa fizyki, ale (jednak) z ograniczeniami. W przypadku szóstek (nowych) nie jestem pewien. W starszym modelu ten aspekt był jakby tłamszony (teraz mogę to napisać), jakby niedopowiedziany, było bardziej, ale niekompletnie. Tu jest kompletnie. Jak ktoś jest szczególnie wyczulony na kwestię reprodukowania przestrzeni, musi być szeroko, musi być powietrze, musi być to ułożone zgodnie z rzeczywistością, a nie robione, to ma kandydata do zapoznania się, bliższego zapoznania się. Te słuchawki potrafią stworzyć realistyczną wrażenie rzeczywistej przestrzeni, robią to bez jakiegokolwiek DSP, same z siebie. Binauralne nagrania brzmią tak, że człowiek tylko łapie się na smutnej konstatacji – dlaczego muzyki nie rejestruje się w ten sposób, dlaczego nie ma tego więcej, dlaczego? Powiem Wam coś jeszcze, moim zdaniem osiągnięto tutaj pełen pułap maksymalny (co można w realu, nie w kodzie, o czym za moment). To punkt odniesienia. Rzecz jasna można oszukać zmysły, niebawem przekonam się jak skutecznie, gdy trafi do mnie niepozorny gadżet tj. DAC USB firmy Creative: SXFI AMP. Holo dźwięk z pena. Słyszałem tego Super X-Fi z ichniego soundbara i szczęka na podłodze. Także jestem szalenie ciekaw jak to się w zminiaturyzowanej formie pod słuchawki zaprezentuje. Ale to kod, to nie materialne, a wirtualne. Holografia pod dowolne, podpięte jackiem słuchawy.

Wracając do HE-6SE, muszę odnieść się do jeszcze jednej kwestii. Bas. Wiecie, że mam słabość do tego zakresu, nie ma basu, nie ma zabawy. Dla bassheada wybór nauszników jest wielce utrudniony – utrudniony, bo jest tego (dobrze, czy bardzo dobrze grającego na dole) w opór dużo. To prawda. Ale poza namacalnie odczuwalnym basem, a basem szybkim, pod absolutną kontrolą, basem potężnym, ale i wielowymiarowym… no tutaj właśnie jest różnica, robi się ciekawie. Bo HE-6SE jak mało które słuchawki potrafią ten bas odmieniać przez przypadki, potrafią więcej. I to pozwala cieszyć się podwójnie, co ja piszę, powielokrotnie z tego, co tam nam nisko wybrzmiewa. Przy czym te słuchawki nie mają jakiegoś określonego jednoznacznie charakteru – nie są ani ciemne, ani jasne, one są po prostu naturalnie neutralne. To też pewna rzadkość, cecha świadcząca o ich wartości.

Tutaj, tzn. z lampiszonem, nie było chemii. Niestety. Zbyt wymagające się HE-6SE okazały, zbyt…

No dobrze, a reszta? No z kronikarskiego obowiązku muszę nadmienić, że średnica jest przebogata, wokale zniewalające, że przejrzystość, koherentność, niebywała wręcz szczegółowość bez zatracania wspomnianego flow, muzykalności, gładkości to coś, co mamy tutaj w standardzie. Góra wyraźnie wyczuwalna, pięknie pokazana, bez śladu wyostrzenia, sybilizacji. Mamy dokładnie to czego byśmy sobie życzyli. Zniuansowana detaliczność górnego zakresu (nie ma tutaj podkreślenia, bo ten zakres pięknie nam się z łączy z resztą pasma) daje gwarancję dużej dawki przyjemności bez skutków ubocznych. To robi wrażenie! W połączeniu ze zniewalającymi wokalami mamy ucztę. Mamy przenikające warstwy dźwiekowego mikroświata, zamkniętego w dwóch muszlach spoczywających na naszych uszach. Precyzja, zniewalająca wielowątkowość, bogactwo łączą się tutaj z wielką satysfakcją, w sumie każdego możliwego i niemożliwego (easy leasing, ordynarny – nie z aspiracjami – pop,  jakaś sieczka z napisem MTV coś tam coś tam, chyba rozumiecie o co chodzi). Tu muzyka nabiera nowego wymiaru i choćby z czystej ciekawości słuchamy czegoś, czego byśmy raczej się po sobie nie spodziewali (vide Tove Lo – oczywiście nikogo nie obrażając przy okazji ;-) ). Kurna, nawet coś niestrawnego dla mnie tutaj zamieniło się w… „a to może jednak se posłucham?”

Ok, to jeszcze na koniec: czy te słuchawki są uniwersalne gatunkowo, czy da się na nich słuchać jakiejś klasyki, muzyki dawnej, niektórych odmian jazz-u (stanowiących wyzwanie dla słuchawek w ogóle)? Odpowiem wprost – jak najbardziej. Te słuchawki radzą sobie z takimi gatunkami. Nie, nie są NAJLEPSZĄ OPCJĄ w przed momentem wymienionych gatunkach. Są lepsze typy, choć – co warto podkreślić – na bardzo, bardzo wysokim pułapie cenowym. Także bez obaw, jak ktoś ma tak eklektyczny gust jak niżej podpisany, nie zamyka się w niczym konkretnie, jest otwarty na nowe, nawet bardzo odległe od siebie doznania to …śmiało. Te nauszniki nie będą nas ograniczały. Moim zdaniem będą bardziej uniwersalne od HEKów (patrz mega-test porównawczy „pojedynek na szczycie„), sprawdzą się lepiej od moich LCD-ków trójek w ogólnym rozrachunku, no będą, no są lepsze. Kur..sz, no musiałem to napisać, musiałem.

Sprawdziłem sumiennie i tu z innych wyjść grało jak należy. Z tego tam TAC-2 po piorunie przykładowo – BAJA!
Superwygoda = na łbie szóstki tym razem bez koniecznych przerw, można dawkować sobie dowoli (wiadomo, że kiedyś trzeba się ruszyć, stąd dawkowanie)

O to, to… Arye na adapterze, lampie, a HE-6SE tu na KORGU oraz ZOOMie 

WNIOSKI

To co? Diament? Tak, ale… jak wiemy, pamiętając pamiętną mowę z  popularnego serialu fantasty opisującego ładnie mechanizmy jakie rządzą realnym światem (nic dodać, nic ująć), wszystko przed „ale” jest gówno warte. Tu jednak odmiennie, wszystko, co przed „ale” w pełni podtrzymuję, uważam HE-6SE za wybitne nie tylko w kategorii do dychy, ale w ogóle wybitne, przy czym bardzo wymagające. To zostało i dobrze że zostało wg. mnie. Nie da się, po prostu nie da się zrobić słuchawek, które będą super w każdym możliwym aspekcie, a dodatkowo wszystko jedno z czym, wszystko jedno na czym i wszystko jedno co (materiał). Pokażą nam bardzo ładnie, jak czasami spartoloną robotę zdiełano w studio, jak zmasakrowano dźwięk, ale też nie będą bezlitosne dla wielu gatunków, którym z highfidelity jakoś nie po drodze. Nie. Tutaj liczy się szczerość, dobrze wykonane zadanie przez dźwiękowców i bywa, że nawet niekoniecznie nasza bajka przykuwa nas na dłużej. Jestem w tej dobrej sytuacji, że jak wyżej eklektycznie mam, co nie oznacza, że nie mam ulubionych, bo mam, ale bardzo różne dźwięki, bardzo różne gatunki i generalnie ciągle poszukuję, ciągle się otwieram na nowe. Te słuchawki dają nam komfort faktyczny (ergonomia), z komfortem w zakresie SQ i pewnością, że będzie pięknie, że nas poruszy, że emocje, że nas coś tutaj trwale uzależni i już z objęć tego uzależnienia nie uwolni.

Trzeba jednak bardzo rozważnie dobrać elementy toru, musi być to tor stacjonarny, musi być bardzo konkretny wzmacniacz, o dużej mocy, podkreślam dużej. Do tego najlepiej przezroczysty maksymalnie, gwarantujący czarne, jak bezksiężycowa noc, tło, taki drut ze wzmocnieniem w najbardziej purystycznej opcji. Myślę, że dedykowany wzmacniacz, to znaczy taki, który jest wzmacniaczem TYLKO, względnie pre i wzmacniaczem, a nie integrą z cyfrowymi przyłączami. Niewykluczone, że z amplifikacją (klasowo-rasową) pod paczki, z HE-Adapterem zabrzmi to tak, jak powinno zabrzmieć. Może jakąś końcówką i pre, w sensie dzielonego zestawu? Kto wie? U mnie z lampą, jak wspominałem, było pudło. Wiem, że wynikało to z ograniczeń samego wzmacniacza, miałem znakomity dźwięk z M1HPA, miałem znakomity z ZOOM oraz z KORGa (tak, tak tutaj sobie zaprzeczam nieco, ale też nie do końca, bo mimo że to USB/po piorunie daki, to jakimś trafem, mimo nominalnie niezbyt dużej mocy na wyjściu słuchawkowym, DAJĄCE radę). Jak podpinałem do wzmacniaczyka przenośnego FiiO, jak podpinałem do wyjścia jack w integrze NADa, jak podpinałem pod DragonFly-a to wszystko siadało, było zwyczajnie nieakceptowalne. Jedyny wyjątek i to taki z gatunku – ale o co chodzi – to mDSD. Nie wiem jak oni to zrobili, że w zminiaturyzowanej formie, podobnie jak z TAC-2, KORGiem, z magistrali komputerowej (tu, na marginesie, thunderbolt zdecydowanie górą, bo dużo większą dawkę energii jest w stanie zaoferować podpiętym urządzeniom niż ma to miejsce w przypadku interfejsu uniwersalnego USB). Także pewne zaskoczenie, choć też cudów nie było i ten dźwięk, mimo że nie „siadnięty”, był jednak bez porównania gorzej zdefiniowany niż na wyczynowym torze Matriksa (terminal/element H lub microRendu z PSU CIAudio – USB – X-SPDIF2 – II2 (I2S/HDMI) – X-Sabre PRO @ DSD512). Różnica była oczywista i w sposób zasadniczy jednoznaczna na korzyść wyczynowego toru.

Co z tego wszystkiego wynika? Ano to, że dla kogoś, kto szuka stacjonarnych słuchawek i nie chce wydawać ponad 10 tysięcy złotych na same nausznice, przetestowany model jest oczywistym kandydatem do przesłuchania. Te słuchawki cywilizują to, co znaliśmy z HE-6, wprowadzają na zupełnie inny, dużo lepszy, poziom ergonomii-komfortu, dodatkowo uwypuklając, doprecyzowując te cechy, które były specjalnością poprzednika. To progres wielowymiarowy, coś co czyni je wartościową propozycją dla tych, którzy wiedzą (właśnie – wiedzą) czego szukają. Wymagają zachodu w doborze toru, tu nie ma na skróty, tu można „wtopić”. Warto, idąc do salonu, zabrać ze sobą nie tylko ulubione nagrania, ale przytachać swój wzmacniacz, względnie sprawdzić, czy taki sam, czy podobny (z taką samą sekcją wzmocnienia, takim samym analogowym torem) produkt nie jest do posłuchania w miejscu do którego udamy się na polowanie. Nie warto wg. mnie kupować w ciemno, bo tu musimy zadbać o system. Oczywiście można potem to zrobić, ale zazwyczaj coś już mamy i chcielibyśmy by efektor ładnie nam się w zastanych okolicznościach wpasował. Trzeba się wysilić i zadbać o właściwy, dopasowany, synergetyczny tor. Słuchałem głównie plików (na wyczynowym torze), bo też gramofon oraz płytograj nie mogły jakościowo zbliżyć się do komputerowego toru. Nie podpinałem TEAC-a, czego trochę żałuję, ale też nie spodziewam się, by ten świetny skądinąd transport/odtwarzacz mógł coś więcej z krążka pokazać, niż komputerowy top. Dynamiczne nauszniki, nasze redakcyjne referencje: K701 oraz HD650 szybko oddały pola – pod każdym względem dźwięk z tych nauszników jest mniejszy, mniej wyrafinowany, mniej intensywno-emocjonalny od tytułowych.

Szacunek dla HiFiMANa za konsekwencję. Podoba mi się to, podoba bardzo. Ktoś robi coś dobrze, tak trzyma i to co dobre, rozwija, robi lepsze. Czyli co, end-of? No nie, bo to nie jest absolutnie i bezwględnie naj i do tego naj przekrojowo: bo cena atrakcyjna, bo jakość gwarantowana, bo wygoda. Prawie wszystko jest tu blisko końca skali (no cena jednak nie, choć uważam, że wzrost w stosunku do poprzedników, jest adekwatny i usprawiedliwiony), w paru aspektach jest wyjątkowo. Także znaczek jest, zaraz po endzie, czytaj jest nasz, nasz redakcyjny wybór. Znakomite słuchawki, będące dla wielu szczęśliwych nabywców tymi, które docelowo zawisną na jakimś standzie. Prawidłowo. Sam bym sobie je gdzieś zawisnął i się delektował.

HiFiMAN HE-6SE słuchawki planarne 7795zł

Plusy
- detal, czytaj wybitna rozdzielczość, bez cienia analitycznego zobojętnienia
- dynamika absolutnie wybitna (szybko, szybko, natychmiast…)
- jeżeli w słuchawkach mówimy o „holo” to mówimy o holo a myślimy HE-6SE …PRZESTRZEŃ 
- piękne, wielowymiarowe, znakomicie zszyte, koherentne brzmienie: znakomity bas, znakomita średnia, bardzo dobra góra
- organiczny bas poddany pełnej kontroli, bez żadnych niedomówień
- te wokale, trzeba tego posłuchać
- uniwersalne
- ergonomicznie dopracowane, świetnie układają się na łbie, no pełen komfort, do długich sesji w sam raz
- okablowanie kompletne (duży, XLR, zintegrowane wygodnie 2 w 1) z drobnym zastrzeżeniem (poniżej)
- fajny, ekskluzywny kuferek w komplecie

Minusy
- wymagające (moc – napęd, źródło)
- brakuje adaptera na 3.5mm …są tacy, którzy jako źródło stosują DAPa
- kabel ma tendencję do „łamania się”, zapamiętania ugięcia, co nie wygląda estetycznie i może nie być bez wpływu na trwałość
- gdyby tak w kuferku był zintegrowany standzik, albo osobno jakiś kawał metalowej rurki dodali, to już w ogóle… 

Tradycyjne podziękowania dla RAFKO, oficjalnemu dystrybutorowi marki HiFiMAN w Polsce

Autor: Antoni Woźniak

FOTOGALERYJA

 

Na bogato…

Okablowanie konwertowalne XLR / duży jacek

Widać zagięcia

Sensowne, tylko szkoda, że kabel nie jest dłuższy. Znamy to rozwiązanie z wcześniejszych słuchawek HiFiMANa

Dobrze nam już znany (konstrukcja) pałąk

Mimo, że aż tak bardzo nie odchudzili to wydają się dużo lżejsze od wcześniejszej wersji

Znakomitej jakości terminale w muszlach

Wygodne, z pamięcią kształtu, pady

Wgląd w konstrukcję ortodynamicznego przetwornika

Na tym źródle też zagrają, zbuforowanym, oldschoolowym CDeku, znakomicie sprawdziła się słuchawkowa integra M1HPA z tymi nausznikami

Zwis ;-) i dopasowany do słuchawek amp. Jest moc, jest czarne tło, jest wszystko co trzeba

Bardzo pozytywnie, już na wstępie, cieszą ucho, bardzo

Inaczej, ale – jak pokazuje bezpośrednie porównanie – w obu wypadkach klasowo, świetnie, choć – właśnie – inaczej

To może jeszcze parę wskazówek muzycznych na koniec? Czemu nie…

Bardzo polecam!

Public Memory… powyżej najnowszy, tutaj z 2016 album: Wuthering Drum 

Piękne to, z 2L – tam często diamenty są

Eklektyzm na kwasie. Lubię takie „ale o co chodzi”. Tu jest …no wszystko. Bring Me the Horizon z nie wiem jak to nazwać.
Nie dla fanów death/metalcore, czegoś z czym nam się BMtH kojarzy…

EPka ZHU: stardustexhalemarrakechdreams (wszystkie 4 tytuły w tytule krążka… sprytne ;-) )

Nazwa jak widać. Kto? The Crystal Method. Bombastycznie

Mike Posner z nowym A Real Good Kid

Od razu pokaże sybilanty, albo i nie (i oby nie)… Kangding Ray z Cory Arcane

Setup

W nawiasach linki do recenzji

Software: front-end ROON (tutajtutaj i tu) (porównawczo AudioGate (opis w tym miejscu)) @ OSX 10.14 & Win10 oraz Daphile OS (zintegrowany z Roon Core i soute)

• Kolumny: C368 z modułami BluOS & HDMI bezpośrednio podpięty pod Pylon Sapphire 23 (test) oraz, alternatywnie via router, dodatkowo z Pylonami Topaz Monitor (test) ponadto spięty via SPDIF z odtwarzaczem CDA C515BEE i Chromecastem Audio (porównawczo), analogowo połączone to z tytułowym setupem

• DAC: Korg DS-DAC-100 (nasz test), Arcam rDAC (nasz test), M2Tech hiFace DAC (nasz test), thunderboltowy interfejs audio TAC-2 ZOOM & Elgato hub/dock (nasz test), Encore mDSD (test) … all porównawczo

• Główne źródła cyfrowo-komputerowe/endpointy/: iMac (Roon CORE), porównawczo Squeezebox Touch (nasz test), MacBook Air (Roon Bridge), MiniX FookoPC (Roon Bridge / foobar / Audiogate miniPC pod audio patrz test) oraz  terminale HP (Daphile)

• Konwerter USB-SPDIF: M2Tech hiFace Two (nasz test) …porównawczo

• Uzupełniające źródła cyfrowe: PlayStation 3 (dla SACD & BD Audio), Toshiba E-1 (HD-DVD koncerty), 2 x Chromecast Audio (nasz test) oraz odtwarzacz CDA Onkyo C-705TX w gabinecie

• Źródło analogowe: gramofon NAD 5120 (odbudowany i zmodyfikowany)

• Bufor lampowy DIY (na wyjściach CDA Onkyo)

• Wzmacniacze słuchawkowe: Musical Fidelity M1HPA (nasz test), MiniWatt N3 @ 12u7x Brimar BVA CV4035 (NOS) & EL84 TELAM (NOS) (router głośnikowy BTech z wyj. słuchawkowym 6.3mm)… porównawczo z (jako główny amp nausznikowy w teście) Woo Audio WA7 Fireflies, wszystko podłączane analogowo z X-Sabre Pro

• Słuchawki: AKG K701 (nasz test), Sennheiser HD650 (też balans), HiFiMan HE-400 (nasz test) oraz Audeze LCD-3 (też balans) (nasz test), HiFiMAN Sundara (test)

• Okablowanie: Supra DAC, Dual, USB oraz Trico (analog, cyfra), Procab (analog – głośnikowe), Prolink (cyfra), Belkin (cyfra -> USB), Audioquest Evergreen (analog), Melodika (cyfra, interkonekt oraz głośnikowe – system), HiFiMAN HE-Adapter (XLR), okablowanie ProCaba (XLR, TRS), okablowanie oryginalne Audeze (balans), kabel na zamówienie dla HD-650 (balans)

• Routery audio: Beresford TC-7220 (nasz test), przełączniki źródeł ProJect Switch Box x2 (nasz test), krosownica HDMI oraz switcher głośnikowy BT z wyjściem @ duży jack, thunderboltowy hub Elgato (test) z wyprowadzonym interfejsem po piorunie do drugiej strefy (z gabinet @ salon) oraz jako aktywny hub USB dla przetworników w pokoju dziennym (kontroler w hubie, nie na płycie, jak dedykowany, komunikujący się point-to-point po piorunie z iMakiem)

• Zasilanie: Tomanek ULPS dla rDAC & SB Touch (nasz test), listwa APC (SA PF-8), listwa Tomanek TAP6 (test), listwa TAP8 z DC blockerem (test) oraz TAP4 (test),  kable Supra LoRad

 …oraz, testowane właśnie: microRendu z PSU CIAudio (transport), GIADA F105D (transport) oraz wyczynowy tor Matrix Audio: element H, X-SPDIF 2, X-Sabre PRO MQA edition + firmowe okablowanie

Komentarze Czytelników

  1. Ithilstone

    Swietny tekst – Musze porównać moje oryginalne HE6 (przeszczepione do wydmuszki po HE560 po liftingu) – Arya to zupełnie inny tuning – wstępnie jestem nimi zachwycony – sięgam częściej niż po inne Hifimany – maja te lekkość i scene podobna do HEK i choc brakuje im trochę ataku i dołu które HE6 to są to zdecydowanie najwygodniejsze słuchawki tego producenta jakie próbowałem (nie mam tylko doświadczenia z HEK SE i HE6SE)

  2. Antoni Woźniak

    To polecam. Moim zdaniem to wielce udana reinkarnacja HE6 z wszystkim, za co je lubiliśmy, ceniliśmy, z wszystkim tym, co warto było usprawnić, ulepszyć.

    To duży dźwięk, wielkie możliwości, według mnie coś obok (a nie poniżej) HEKów. Fajnie. W sumie widzę to tak:

    - jest pokaz co można, stratosfera, takie demo możliwego do osiągnięcia w zakresie SQ dźwięku na uszach tj. Susvara
    - dalej są HEKi i właśnie HE6SE na zasadzie różne podejście do high-endu
    - trochę niżej Arya, jednocześnie (krótko ich słuchałem, także mogę się mylić) najbardziej uniwersalne z topowych, z najbardziej niewymagającą od źródła, od napędu konstrukcją. Czyli taki topowiec, co ze wszystkim zagra. Myślę, że godny i lepszy następca edition X, znacznie bardziej uniwersalny od X-ów.
    - potem lecą Anandy, wg. mnie stacjonarne, nie mobilne, jak je usilnie próbują recenzenci tu i ówdzie widzieć. Bardzo fajna konstrukcja middle, właściwy krok w stosunku do 5/560, w bardzo atrakcyjnej cenie
    - potem mamy króla budżetu (planarnego), najlepsze co jest na rynku w okolicach 2k – Sundara. Nie ma lepszych, można powiedzieć że za dobre i niebezpiecznie blisko wspomnianych powyżej, a nawet (w pewnych aspektach, myślę, że będą porównywalne z Aryami). Te słuchawki mogą być zamiast, przy niewielkich tylko, często subtelnych zmianach, równicach (na korzyść droższych modeli), jak pisałem w recenzji wyszły HiFiMANowi za dobrze ;-) i tylko się cieszyć z takiego obrotu sprawy.

    W moim prywatnym rankingu HE6SE są obecnie na pierwszym miejscu (SQ).

  3. muzyg

    Dziękuję Panu za najnowszy wpis, czyli recenzję Aryi, i aż nasuwa się pytanie:
    Arya czy HE-1000?

  4. Antoni Woźniak

    To naprawdę zależy tylko i wyłącznie od naszych gustów, preferencji. Oba modele mają bardzo zbliżoną charakterystykę brzmienia, przy czym Arya wg. mnie będą jeszcze bardziej uniwersalne (gatunki) oraz użytkowo przyjaźniejsze (HE-6SE wymagają starannego doboru toru słuchawkowego). Arya dadzą się pożenić z elektroniką mobilną (o ile jesteśmy taką opcją zainteresowani), nowe szóstki to nie ten adres. HE-6SE mają ekskluzywniejszą oprawę (kuferek itp pierdolety), Arya wyglądają przy nich jakby mniej rasowo, ale też dziedziczą po HEk (czyli niedawnym top high-endzie HifIMANowym), podczas gdy 6SE to mocno odmienna (także ergonomicznie) konstrukcja. Sumując: dźwiękowo nie ma tu wielkiej różnicy, to bardziej kwestia osobistych preferencji, u mnie spadły po Aryach na 2 miejsce w prywatnym rankingu naj SQ.

Dodaj komentarz