LogowanieZarejestruj się
News

MQA już w polskim Tidalu… tylko na komputerach. Streaming hi-res! (stale akt.)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-01-05 o 17.05.00

No to jest. Jakość studyjna (jak zachwalają), a konkretnie pliki hi-res 24 bit, dostępne od teraz w streamingu. Słucham właśnie Blue Joni Mitchell via AirPlay na Zeppelinie (downgrade do parametrów AP 16/44 niestety), sprawdziłem też z przetwornikiem podłączonym do komputera stacjonarnego i faktycznie jest 24 bit (z tego co widzę, ale jaka częstotliwość taktowania… no właśnie, jaka? Dopisano: jest 24/88-96 lub 24/44-48 …patrz niżej). Dziwne, że nie mogę w panelu wybrać póki co Chromecasta Audio, zaraz to jeszcze zweryfikuje. Prawdopodobnie na Master Quality przyjdzie poczekać w przypadku Roona (gdzie, jak pamiętamy, zintegrowano strumienie Tidala). Zazwyczaj nowości z serwisu streamingowego wymagają upgrade całego oprogramowania – cóż, czekamy niecierpliwie na zapowiadaną wersję 1.3.

Sumując, można grać na komputerach wspomniane Master, działa to z niewielką częścią kolekcji, a konkretnie ok. 30 tysiącami utworów jakie udostępnił Warner (WMG) w porozumieniu z MQA (partnerstwo z Tidalem, o czym informowaliśmy wcześniej). Osoby subskrybujące dostęp HiFi nie zapłacą więcej, dostają dostęp do lepszej jakości bez żadnych dodatkowych opłat. Można korzystać via macOS oraz via Windows z hi-resowych strumieni, w zakładce What’s new można wyszukać masterowe materiały wybierając filtrowanie (master). Należy sprawdzić w zakładce ustawienia/streaming czy mamy ustawione HiFi/Master (teraz razem, w czasie testów było osobno – w sumie mądrze, w końcu to wartościowy dodatek, dodawany gratisowo do abonamentu HiFi).

Ciekawie robi się tutaj:

Czy chodzi zatem o inne MQA? Inne niż dotąd znane, o parametrach 24/44~48 (taką jakość zaoferowano finalnie w tej technologii)? Cóż, rzecz wymaga obadania, bo właśnie zaletą streamingu hi-res z użyciem MQA miała być redukcja potrzebnego do przesłania strumienia pasma/bitrate, a tu widzimy coś o nie poddanym kompresji (redukcji) (?) pliku, typowo 24/96 (że niby takie parametry? dop. tak, takie właśnie maks. przy softwareowym dekodowaniu w Tidalu), do tego jeszcze „w maksymalnej, możliwej rozdzielczości”. Zastanawiające.

Jedno jest wszakże pewne – dekoduje nam softwareowo te pliki aplikacja odtwarzająca (Tidal), to programowy proces, można to wyłączyć (patrz obrazek poniżej). Otwiera to drogę do popularyzacji nowego formatu MQA – nie trzeba kompatybilnego DACa by cieszyć się jakością studyjną via Tidal. Tak jak to twórcy opisują ”wprost ze studia do Twojego systemu HiFi”, przy czym sprzęt natywnie obsługujący MQA pozwala na więcej. Jak wyżej >24/96 to po pierwsze, po drugie możliwość „renderingu”, czyli korekty w danym, kompatybilnym DACu – a konkretnie korekcji czasowej tj. „time domain blurring” podczas przetwarzania A/C oraz C/A zachodzących w trakcie całego procesu / odtwarzania plików MQA.

Razem HiFi/Master, bo to – de facto – uzupełnienie jest dla jakości streamingu w jakości płyty CDA (RedBook)

Ta ostatnia funkcja przydatna, gdy ktoś zechce wykorzystać przetwornik ZGODNY z MQA (z obsługą tej technologii)

Uzupełnię wpis, jak tylko uda się wyjaśnić wspomniane wątpliwości (faktyczne parametry transmisji, współpraca z odtwarzaczami, przetwornikami). Będzie można przy okazji sprawdzić, czy jest jakikolwiek progres w stosunku do materiału HiFi (16/44) na Tidalu via Roon (bo jw. trzeba czekać na upgrade, żeby pojawiła się nowa funkcjonalność). Zatem, coś się jeszcze niebawem pojawi na HDO, w temacie. Poniżej zrzuty ekranowe z aplikacji na macOSa z krótkim opisem:

Pasek upływu czasu utworu, zamiast HiFi, mamy teraz Master (oczywiście jw. dotyczy to tylko niewielkiego, póki co, wycinka dostępnej w Tidalu muzyki)

AKTUALIZACJA #1: Głównie starsze nagrania, „klasyka” w hiresach póki co. Trochę nowości jednak znajdziemy (np. słuchane właśnie Bat for Lashes / The Bride :) ). Pierwsze odczucia … jakby przestrzenniej, może to tylko sugestia. Uzupełniłem o parę dodatkowych zrzutów. Co ciekawe na iMaku po pierwsze odtwarzacz Tidala poinformował o nowej funkcjonalności w oknie, po drugie poprosił o …aktualizację abo. W sumie niczego zmieniać nie musiałem, to pewnie zachęta dla tych, którzy nie mają wykupionej opcji HiFi. Mniejsza. Gram teraz na M2Techu hiFace DAC, dekoduje programowo odtwarzacz… nadal wrażenie „więcej przestrzeni”. Z detalami też czytelniej. Porównamy wieczorem do nietkniętego (?) tidalowego streamingu w Roonie. Aktualizacja #2: na Roonie można znaleźć albumy MQA, ale nie jest to zintegrowane tak jak w desktopowej tidalowej apce (są np. dwa warianty tego samego albumu, jeden 16/44, drugi 24 bit). Czekamy na upgrade front-endu! Aktualizacja #3: patrz ostatnie 7 obrazków na samym dole :) Od wczoraj widać też progres – zakładka Master puchnie w oczach :) Przybywa hiresów innymi słowy.

Jako, że pojawiło się sporo pytań „ale o co chodzi z tym MQA, Master, dekodowaniem etc.?” uzupełniam powyższy wpis, z wyjaśnieniem zawiłości:

  • Niezdekodowane MQA, odtwarzane jako regularne pliki FLAC: 44.1/24 lub 48/24 (uwaga, Tidal wyświetla wtedy Master – mamy coś więcej niż HiFi 16/44, zatem prawidłowo, bo lecą hi-resy)*
  • Zdekodowane softwareowo MQA: 88.2/24 lub 96/24 (dekodowanie w Tidalu)
  • Sprzętowo zdekodowane pliki MQA: wszystko jak leci do poziomu 384/24, PCM/DXD jak i DSD, uzależnione od specyfikacji hardware obsługującego natywnie MQA (wybrane produkty Myteka, Meridiana etc.)

Często przy materiale MQA pojawia się termin unfolded albo folded. Tłumaczę: (zdekodowany) decoded = unfolded, (niezdekodowany) undecoded = folded. Myślę, że uzupełnienie wpisu wyjaśnia wszystkie pytajniki

* nie wyklucza to dekodowania, bo – pamiętajmy – docelowa jakość streamingu MQA na potrzeby mobilnego grania to właśnie 24/44~48! Przy czym takie pliki de facto należy uznać za skompresowane stratnie (w praktyce nie ma to znaczenia, wystarczy posłuchać)

Pełna lista plików hi-res na Tidalu dostępna pod tym adresem!

PS. No i ktoś to po aptekarsku pomierzył, dodatkowo świetnie opisał. Bardzo, bardzo mocno polecam ten artykuł (tak, to ten facet, ten sam, który pokazał jak dobry w pomiarach jest Chromecast Audio, pokazał także jak dużo kitu wciska nam branża nt. komputerowego audio!) Jak wspominałem, natura MQA jest lossy (stratna), nie zapominajmy o tym szczególe, a całość (artykułu) sprowadza się do konkluzji: programowe dekodowanie, tryby DSP (software!) będą tutaj górą i to jest właśnie potencjał nowego sposobu strumieniowania dobrej jakościowo muzyki (czyli Tidal i jego softwareowy decoding górą!). Twórcy formatu akturat nie będą z tego tytułu specjalnie zachwyceni. Nie będą, bo …wiadomo, tu chodzi o pieniądze (sprzęt z obsługą MQA, licencje). Znakomicie opisane, pomierzone i wg. mnie trafne spostrzeżenia i finalne konkluzje!

» Czytaj dalej

Mass Fidelity Relay – czy to już? Bluetooth w HiFi, HiFi… Bluetooth? Testujemy!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Relay_1

Czekam na czarną, magiczną skrzyneczkę samogrającą Mass Fidelity (patrz nasz wpis o Core tutaj), wczoraj trafiła do mnie inna skrzyneczka – nie czarna a srebrna. Audiofilski odbiornik Sinozębny? Serio? A ki czort? Nie czekając podpiąłem i hmm…. tak ten interfejs nie brzmiał dotąd. No może ostatnio zmieniło się co nieco, bo najnowsze produkty wspieracjące aptX, nowe aptX HD to spory progres w temacie (sporo na ten temat na łamach HDO), ale… tak od razu HiFi, jakieś tam z zachwytu cmokanie, odnotowane zero różnicy w stosunku do takich np. AirPlay’ów? Kto by? No właśnie. MassFidelity to beniaminek, ale wyraźnie czują bluesa, wiedzą czym są strumienie bez „ale”, czują doskonale. Stawiamy skrzyneczkę, żadne tam parowanie z trybem mrugającej diody, nic z tych rzeczy, tylko prosto do celu – wybieram w ustawieniach źródła rzeczonego Relay’a i już. Zawsze gotowy do współpracy, wspierający najnowszą wersję kodeka aptX, działający bez opóźnień, także tych cholernie irytujących znanych z AirPlay’a (wciskam play i sobie czekam, czekam… beznadziejne to), opóźnień czasowych związanych z samym graniem (tu postęp jaki się dokonał w przypadku BT jest gigantyczny). To raz. Dwa to forma, wyposażenie i ambicje. Forma nie byle jaka, bo skrzynka po całości alu, a nie jakiś plastik fantastik, wyposażenie też konkret, bo niby „tylko” dwa dobrej jakości gniazda RCA, a tu niespodzianka – instrukcja informuje, że owszem, ale jeszcze dodatkowo konwertowane @ SPDIF elektryczne (dobry DAC z takim uzupełniającym wyposażenie usieciowieniem? No czemu nie?), a całość (te ambicje) to równorzędny partner w naszym wypieszczonym audio torze (salon i to co najlepsze fabryka dała, a portfel ledwo zniósł). Tak to na pierwszy rzut oka wygląda. Zacnie wygląda ten Mass Fidelity Relay. Zacnie.

Podpinam, tap, tap, muzyka leci…

Jak już podpiąłem to słuchać zacząłem. Zero kompresji, żadnego wysuszenia, wyposzczenia pasma, żadnego ujednolicania z kastracją szczegółów… nie, nic z tego, a wręcz przeciwnie. Co prawda mam pewne zastrzeżenie związane z dość naturalistycznie-neutralnie serwowanym dźwiękiem, gra to jak dla mnie trochę napastliwie, ale cholera – gra jak rasowe źródło sygnału HiFi właśnie. Tu nie ma taryfy ulgowej tj. no tak, bo to , wiecie, ten Bluetooth jest… nie, to gra właśnie jak pełnoprawny element toru, przyjemnie bezproblemowy i przyjemnie „pacnij raz i graj mi tu”, a przy tym stabilne to (no nie do końca, na makówie dzisiaj wyszedł problem, poniżej, w rozwinięciu, szczegóły) i – jak już chwaliłem – szybciutko, bez opóźnień. Interfejs od razu reagujący na to, co robimy.

Gramy z MacBooka z BT Explorerem, niestety iOSowe handheldy (jak wiadomo) poza AAC 256 niczego więcej nie potrafią, także nasz Nexus aptX-ów oficjalnie nie wspiera (muszę nieoficjalne ROMy poszukać, może trafię na coś ciekawego?), a i jeszcze na dokładkę będziemy strumieniować takoż z PieCa. Zestawiając iPada (bez kodeka) z MacBookiem (z kodekiem aptX) dźwięk łagodnieje, choć nie tak, żeby tego, co powyżej, nie było nadal słychać. Dam czas skrzyneczce, niech sobie podziała, sygnał tylko trzeba będzie z desktopa w pętli puścić (taki ficzer energooszczędny dają, że po 30 minutach samoczynnie się wyłącza, jak nie gra, chyba że wyłączymy wyłączanie ;-) ). Zobaczymy, czy raczej posłuchamy co się z brzmieniem dzieje, co się zmieniło, za dni parę. Fajnie, że takie produkty jak Relay pojawiają się na rynku, oferując alternatywę dla innych rozwiązań (na razie w kategorii koszt-efekt nadal króluje niepodzielnie – wg. mojej skromnej opinii – Chromecast Audio), a BT wyraźnie ma ochotę zdobyć salony i ma wszelkie predyspozycje, by także w HiFi właśnie być obecne i stanowić jeden ze sposobów na granie z pliku. Patrząc na to z praktycznej strony, takie coś, nie wymagające logowania się do zamkniętej, zabezpieczonej sieci, z maksymalnie uproszczoną obsługą to oczywisty wybór dla wszystkich zainteresowanych prosto i do celu. Dysponując takim interfejsem BT można dla wygody zrezygnować z kabla, za cyfrowy transport mieć cokolwiek z handeldów (oczywiście najlepiej z obsługą kodeka aptX), lub komputer. Tyle.

Bezprzewodowe strumienie w salonie, w głównym systemie w takiej formie?

No dobrze, przesłuchamy tego malucha podpiętego bezpośrednio do wzmacniacza, jak i cyfrowo – do naszego redakcyjnego DACa NFB-2 mod firmy Audio-gd. Zobaczymy czy i jaki progres przynosi powierzenie konwersji C/A zewnętrznemu przetwornikowi. Przy okazji sprawdzę co można zepsuć ;-) majstrując w zaawansowanym konfiguratorze BT na Maku, porównam strumienie z wymuszonym kodowaniem aptX ze standardowym dla Jabłca, stosowanym w całym ekosystemie, AAC. Zrobimy test zasięgu (trzy ściany, w tym moja klatka Faradaya tzn. łazienka)… tak to wszystko zrobimy, ale oczywiście przede wszystkim posłuchamy sobie tego wynalazku i zawyrokujemy, odpowiadając wprost na postawione w tytule pytanie. HiFi?

 Skrzyneczka

Poniżej parę dodatkowych fotek. Specyfikację wraz z opisem producenta zamieściliśmy przed rokiem pod tym linkiem.

AKTUALIZACJA: „Gra i buczy”, to znaczy z MacBookiem zagrało bez żadnych problemów, w 100% stabilnie, także przy strumieniu 24 bitowym (patrz obrazki poniżej). Także wygląda na to, że kiepskie działanie z desktopem spowodowane było interferencjami, ewentualnie dodatkowo ścianą oddzielającą pomieszczenia w których było źródło i interfejs.

Warto jeszcze nadmienić, że brzmienie jest wysokiej próby, absolutnie w ślepym teście nie powiedziałbym, że gra strumień sinozębny, a nie z kabla USB DAC, czy jakiś streaming bezstratny WiFi. No, no…

 

» Czytaj dalej

Cyfrowa centralka jak się patrzy. I nie tylko… recenzja ADLa Stratos

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
ADL Stratos_tyt

Lubię rozwiązania zintegrowane. Kompaktowe. Wszystko w jednym. Tak, przemawia do mnie wygoda korzystania z jednej, a nie kilku skrzynek, brak konieczności mnożenia bytów, brak kablekologii stosowanej, elegancja czegoś w liczbie pojedynczej. To ma sens, często ma sens od strony nie tylko ergonomii, kwestii użytkowych, a tego co najważniejsze… od strony jakościowej, brzmieniowej. Ktoś tu się zaraz obruszy i powie: jak to! Co on gada! Prawdziwie audiofilski zestaw to dwie końcówki, jakieś pre i jeszcze ze trzy inne skrzynki realizujące (na poziomie 10 000+) wizję hajendu w pałacu. Ok. Można i tak, można na postawach antywibracyjnych, na stoliku za kolejną dychę ustawić „pod sam kurek” klamotów w cenie dobrej klasy auta i więcej. Można to zrobić, tylko czy to na pewno droga do osiągnięcia właściwego rezultatu (czytaj: naszego dobrego samopoczucia po wciśnięciu przycisku play)? No właśnie, to dobre pytanie, bo liczba zmiennych, komplikacja toru, albo – inaczej – efekt, który można równie dobrze (tak, dla niektórych to gotowy powód do obrazy majestatu i wyrzucenia z grona znajomych – przerabiałem) osiągnąć w zupełnie innym budżecie, w zupełnie inny sposób. Ktoś kiedyś nawet posunął się do stwierdzenia (producent, biznesmen?), że wszystko co tańsze, wszystko co integrujące parę funkcji z definicji jest ułomne, gorsze etc. No, na pewno gorsze, bo kupi taki jeden z drugim coś takiego, zaoszczędzi kilka zer na rachunku i co? Najlepiej zastosować więc starą, dobrą zasadę totalnego przegięcia w ocenach, przesady i całkowitego nie liczenia się z właściwymi proporcjami (pamiętacie? W high-nedzie przyrost promilowy kosztuje te dziesiątki tysięcy złotych, minimalny, NIE TAKI CO PRZENOSI GÓRY).

Piszę o tym wszystkim nie bez przyczyny. Testowany przez nas ADL Stratos to jedno z urządzeń typu „wszystko w jednym”, produktów które do niedawna (integracja źródeł analgowych z cyfrowymi plus słuchawki) stanowiły rzadkość, dzisiaj zaś są czymś mocno rozpowszechnionym, choć – co ciekawe – zazwyczaj pojawiającym się w ofercie, nazwijmy to, rozsądnie wyceniających swoje produkty, marek. To dziwne, bo przecież nieliczne, bardzo, bardzo drogie klamoty, realizujące koncepcję wszystko w jednym, są – no właśnie – jakościowo bez zarzutu, są na piedestale, na samym szczycie. Są jednak bardzo nieliczne, a w high-endach króluje rozpasanie – jak coś, to najlepiej w stereo, jak jeszcze coś to najlepiej z dodatkowym tabunem akcesoriów wszelkiej maści (tak, takich z gatunku audio voodoo), a na rachunku mnożą się te cyfry i mnożą, bo przecież każdy klamot to te platyny, ciosane obudowy, stożki, płaty i jeszcze podatek od marki oraz od nie zawsze (delikatnie rzecz ujmując) know-how (tajemnego dodajmy nierzadko bardzo).

Spotkałem się wielokrotnie z sytuacją, gdzie grały cyferki, gdzie było to tak ewidentne, tak bezwstydne, że nie było sensu nawet rozpoczynać dyskusji, bo wynik jw. był z góry przesądzony. Dopatrywanie się w takich okolicznościach wpływu (gigantycznego dodajmy, co samo w sobie jest śmieszne i nielogiczne) na brzmienie (zasadniczych, oczywistych, od razu zauważalnych) różnych dodatków, podstawek (pod druty za kilkanaście tysięcy za metr, przecież da się jeszcze bardziej, no da się), audiofilskich kabli LAN itp to jest zwykła bujda na resorach, obraza inteligencji. Patrzę na to z zażenowaniem, bo widzę, że wiele w dzisiejszym audio kuglarstwa, więcej niż kiedyś, bo kto się dobrze zna na IT (pewnie garstka – zresztą ta garstka jest bezprzykładnie atakowana przez nawiedzonych, którzy słyszą wpływ skrętki na kolumnach/słuchawkach), kto się orientuje w bardzo skomplikowanej materii, jaką jest komputerowe audio (bo takie dzisiaj ono jest i takie ono będzie)? Sam high-end jest specyficzny, nie ma co kruszyć kopii, ale ten high-end z jego finansowym odlotem (pamiętacie – promile!) coraz częściej rzutuje (podejście!) na cały rynek, na wszystkie jego segmenty. Ułatwia taką sytuację zwykła niewiedza, czasami ignorancja nas samych, klientów, dajemy się naciągnąć na rzeczy, które całkowicie rozmijają się ze zdrowym rozsądkiem.

W komputerowym audio bardzo o to łatwo, wystarczy podkręcić potencjometr bullshit maksymalnie w prawo i już – mamy coś, co daje niebiańską rozkosz w bliżej nieokreślony sposób (midichloriany, to pewnie to, dlatego można to tylko na ucho stwierdzić i dać wiarę, ale do tego potrzeba jeszcze – wiecie – mocy). I tak system za sto kilkadziesiąt tysięcy w zaadaptowanej komorze akustycznej nie musi zabrzmieć lepiej od sprzętu za ułamek kwoty, jaką właściciel przeznaczył na wunderwaffe. To – zresztą – było na szczęście otrzeźwiające i pozytywne dla właściciela, bo w odróżnieniu od obrażalskich, stwierdził że ok, że to coś w pewnych aspektach lepsze od tego, co ma (za te duże cyferki) i chyba musi przemyśleć parę rzeczy na nowo. Fajnie. Problemem publikującego, a nawet (zgroza) tylko wygłaszającego (publicznie) swoje opinie / wątpliwości, jest cokolwiek nieprzyjazne, żeby nie powiedzieć wprost – wrogie – nastawienie tych, którzy mają swoje midichloriany w ilości (liczbie?) wystarczającej, by wystrzeliły im ze złotych (50-60 letnich nierzadko …żeby nie było powoli zbliżam się) uszu, bo co to dla nich, osłuchanych ze słuchem absolutnym, co się upływowi czasu nie kłania.

Czytacie to i zastanawiacie się – no dobrze, ale o co mu chodzi, jakiś gorszy dzień, lewą nogą wstał, ki czort? Może i wstał nie tak, może i nastrój nie ten, ale powyższe koresponduje z treścią recenzji Stratosa, bo właśnie ten niewielki klamot (o bardzo dużych możliwościach) był czymś, co zmieniło percepcję, postrzeganie u znajomego (najlepsze, że ów znajomy nie tylko nie zgodził się, ale kategorycznie zabronił ujawniać kto, na czym i w jakich okolicznościach – szanuję to i się stosuję, informując tylko i aż o samym fakcie, bez podawania szczegółów) i chwała mu za to, bo sam się zastanawiałem jak podejść do tego tekstu bez wywoływania wśród znajomych awantury pt. ale co ty piszesz, niepoważny jesteś, przecież to nie może być poziom (bla, bla, bla). Także ten, wiecie już chyba o co mniej więcej chodzi. ADL Stratos. Centralka, wszystko w jednym, taki niepozorny klamocik, wyceniony tak, że poszczególne części składowe dostajecie w budżetowych ramach, a właściwie, to wróć… część dostajecie gratis, jeżeli miałbym w sposób sprawiedliwy ocenić koszt-efekt to trafia się dzisiaj na pierwszą stronę niezła okazja i powiem Wam, że takie skrzynki ZAWSZE będą u mnie mile widziane. Rozsądny budżet. Wyjątkowa funkcjonalność. Brzmienie nie licujące z metką. Oferenci & entuzjaści „koralików” w cenach platyny mogą wygarnąć swoje frustracje, oflagować się i w ogóle dalej nie czytać, uznając że przecież zintegrowane, tanie to, azaliż więc do czterech liter – proszę bardzo – na górze w zakładce krzyżyk i już cztery litery nie bolą, tematu nie ma. No. Resztę zapraszam na małe co nieco ze Stratosem w roli głównej:

» Czytaj dalej

Audiofilia nervosa w mainstreamie? Focal Utopia, customy…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
HeadphoneXXXXX-2-1024x665-600x389

Pamiętacie? Pisałem o tym niedawno. W mainstreamie coraz częściej pojawiają się produkty audio z wysokiej czy najwyższej półki. W mainstreamie pisze się o MQA, o hi-resach, o lepszej jakości muzyki. To, że ktoś w ramach ciekawostki napisał coś o głośnikach za dziesiątki tysięcy to jedno, ale RECENZJA produktu takiego jak słuchawki Focal Utopia to jednak coś niebywałego, jednocześnie pokazującego trend. Słuchawki. Tak, słuchawki są dzisiaj w modzie, ale taki przetworniki C/A to nie jest produkt pierwszej potrzeby, a artykuły o winylu (znowu – ktoś powie – moda… zgoda, tylko co z tego, że moda?), o muzyce w kontekście tego na czym, jak słuchamy to coś, czego wcześniej w takiej skali nie było. Nie było, ale jest i raczej szybko nie przeminie, bo też rynek wyczuł modę, wyczuł trend i dzisiaj kto żyw bierze się za słuchawki, na wyścigi pojawiają się bezprzewodowe głośniki w cenie dobrego HiFi (albo i – umownie – z high-endowymi aspiracjami). I to się przebija, przebija do świadomości szerokich mas, bo nie mam wątpliwości że żaden tematyczny site o audio, żaden magazyn o audio nie ma takiego zasięgu jak największe, technologiczne vortale. Opiniotwórcze dodajmy, które kształtują – właśnie – trendy, mody, kreują potrzeby. Wired, The Verge, Gizmodo czy Arts Technica (a to tylko niewielki wycinek) piszą coraz częściej o tym, o czym piszemy my: o sprzęcie do słuchania muzyki na poziomie, która jest dostarczana na poziomie. Odpowiednim poziomie jakościowym. To gigantyczna zmiana, rewolucyjna wręcz, gdy popatrzymy jaki regres towarzyszył nam przez cały okres odwrotu od fizycznego nośnika (na marginesie: obecna recydywa czarnej płyty niczego tu rzecz jasna nie zmienia w ogólnym obrazie, tzn. pliki górą) na rzecz słuchania z Internetu. Kompresja stratna i to taka w podłej jakości, początki iTunes (jakościowo była to zgroza! Jeszcze parę lat temu nie mogłem uwierzyć, że można sprzedawać coś w tak marnej jakości! Ile to się zmieniło…), byle jak i byle co… tak to wyglądało w okresie kształtowania się nowego sposobu dystrybucji muzyki. Tak było, ale tak (już) na szczęście nie jest!

To, jak widać, przeszłość, a przyszłość to wysoka jakość. Rozumieją to muzycy, twórcy, coraz częściej rozumieją, bo czasy spartolonej roboty w studiu nagraniowym to obecnie już nie norma, a często wyjątek wytykany palcem. Coraz częściej! Co ciekawe obecnie nikt już nie wytyka palcem kogoś, komu zależy (na tej lepszej jakości), wręcz przeciwnie – rynek dostosowuje się do takich aspiracji, do nowych, większych potrzeb w tym zakresie. Nie jest oczywiście przesądzone, że MQA będzie sukcesem (choć wielkie wytwórnie, które wchodzą w tym roku w temat, pozwalają na umiarkowany optymizm), ale to lepiej to kierunek wytyczony raz na zawsze i nie ma już od tego odwrotu. I to zwyczajnie cieszy. Sposób na transmisję muzyki w jakości bezstratnej, dodatkowo w formie nie różniącej się od materiału ze studia, od mastera to coś, co finalnie przypieczętuje rewolucje cyfrową w audio, co pozwoli na słuchanie bez obaw, że musimy zadowolić się „piątą wodą po kisielu”. Ten cel jest już blisko, bardzo blisko. Za sprawą usług streamingowych, natychmiastowego dostępu, dodatkowych możliwości jakie daje Internet, komputery, z równania (muzyka+sprzęt+adaptacja pomieszczenia = finalny efekt) zniknie chyba najistotniejsza niewiadoma, którą była jakość pliku, jego ułomna forma. W zakresie sprzętu też dzieją się prawdziwie rewolucyjne rzeczy – tu wg. mnie wymienić można na szybko Google ze swoim Chromecastem (wyniki pomiarów dostępne pod tym adresem (2) – odniosę się jeszcze do tego w osobnym wpisie), prawdopodobny rozbrat z kablem / względnie transmisją analogową (Apple) oraz coraz lepiej brzmiące bezprzewodowe głośniki (czy właściwiej – wielostrefowe systemy nagłośnieniowe). To się dzieje tu i teraz, a przyszłość wygląda ekscytująco! Wszyscy na tym korzystamy, także Ci, którzy nie przykładają wagi do tego, co wydobywa się z głośnika. Oni także są beneficjentami, bo mogą korzystać z tych zmian w mainstreamowych (właśnie!) produktach. Zresztą moda, trend powoduje, że słuchawki wysokiej klasy stają się czymś popularnym, czymś masowym, czymś pożądanym. I nie mam tu na myśli (tylko) Beats Audio, bo właśnie dzięki rozbudzeniu oczekiwań, wykreowaniu mody na drogie słuchawki dzisiaj możemy wybierać z tysięcy propozycji. Nie tylko Beats…

To, że ktoś w mainstremowym medium pisze o Utopiach to właśnie zmiana nastawienia, zmiana myślenia o produktach (umownie) audiofilskich, high-endowych, czy po prostu takich, które grają (a nie tylko udają). I nie ma co się boczyć na sufitowe ceny najdroższych modeli, na rosnące ceny topowych modeli. Jest zapotrzebowanie to jest rynkowa propozycja. Znowu skorzystamy wszyscy, bo nowe technologie, nowe pomysły, materiały, patenty trafiają do przystępniejszych cenowo produktów, stają się częścią oferty dla mas. To gigantyczny progres, bo dzisiaj kupicie za kilkaset złotych świetne słuchawki, kupicie za kilkaset złotych znakomity przetwornik, kupicie za śmiesznie małą kwotę cyfrowy transport (wspomniany Chromecast – to właśnie coś, co jak soczewka, skupia rewolucyjne zmiany jakie zachodzą w branży). Produkt Google jest wyjątkowy jeszcze z innego powodu – on nie jest dla audiofilów, dla niszy, dla garstki, on jest dla każdego. Jego możliwości wpisują się w potrzeby, a przy okazji ten niewielki dysk serwuje nam świetną jakość dźwięku, znakomite parametry (w konfrontacji z drogimi źródłami broni się, może być pełnoprawnym elementem toru audio HiFi, a nawet high-end) oraz otwartość na wszelkie zmiany jakie zachodzą w tym segmencie. MQA? Proszę bardzo, można to tutaj szybko wprowadzić. Obsługa stref / granie jako endpoint w Roonie? Nie ma sprawy! Bitperfect? No jak najbardziej mamy. Gapless? W czym problem? I to wszystko za 35$! Przecież takie coś może mieć każdy, nawet ktoś komu zależy tylko i wyłącznie na dostępie do treści (bo tu to jest na wyciągnięcie tabletu/smartfona) i ma w nosie jakość. A może tylko tak mu się wydaje, że ma w nosie?

Ostatnio na łamach sporo piszemy o przetwornikach, o oprogramowaniu, o nowych formatach dźwięku, usługach (sprawdźcie Loop!) o zmianach jakie zachodzą w dystrybucji, o bezprzewodowych głośnikach, streamerach, multiroomach wreszcie o słuchawkach. To są kluczowe zagadnienia, to dzisiaj przesądza jak będzie wyglądała branża, jak to będzie działało w przyszłości. Przy okazji audio napiszemy też coś o inteligentnym domu, bo integracja wszystkiego (sieć) daje dodatkowe korzyści, a wszelkie nowe sposoby sterowania mocno z audio korespondują (głośniki). Na koniec tej wyliczanki, ciekawa obserwacja: mamy statne BT, mamy AirPlay’a, mamy DLNA/uPnP, mamy protokół opracowany przez Google (cast)… mamy też coś opracowanego na potrzeby jednego serwisu: Spotify Connect. Bazuje na dotychczasowych protokołach, ale coś te Spotify Connect wyróżnia. To szybkość nawiązywania transmisji, niskie opóźnienia i stabilność. To, oczywiście, tylko stratny przesył danych, tylko że to tylko w tym wypadku wyszło bardzo dobrze. Brawo dla Spotify za opracowanie czegoś, co działa lepiej od AirPlay’a, lepiej od uPnP, porównywalnie z Cast. To rozwiązanie, które omija problemy transmisji via BT (w praktyce wystarczą ściany, aby wykluczyć tę technologię w transmisji audio), omija opóźnienia AirPlay’a (przy okazji, jak już wspominałem, to nie jest bitperfect, a szkoda bo przecież niby bezstratnie) oraz ułomności uPnP (stabilność działania pozostawia sporo do życzenia, to samo kwestie jakości przesyłanego sygnału). Minusem jest namnożenie się tych wszystkich technologii, ale to nie powinno w sumie dziwić. Jesteśmy w czasach pojawienia się, rozwoju różnych sposobów przesyłu multimediów w sieci, poszukiwania optymalnych rozwiązań, takich, które pozwolą na strumieniowanie muzyki, wideo w najlepszej możliwej jakości.

Powracając zaś do wylinkowanych artykułów. Nie ma co się zżymać na to, że autorzy testują słuchawki za 3000$ na strumieniach z Deezera czy Spotify, że za źródło robi zwykły iPhone. Wbrew pozorom to właśnie tutaj dokonuje się największy progres (jakość materiału w strumieniach). Nie ma co się zżymać przez wzgląd na miejsce. To, że ktoś pisze o customach pejoratywnie na wstępie, a pod koniec artykułu mamy audionirwane w uszach jest oklepanym zabiegiem i tylko pokazuje, że lepsze przebija się w świadomości, że jest chciane, pożądane. Te opisy są oczywiście nieco po brzegu, bez poezji jaką można czasami znaleźć u kolegów po fachu, opisujących kwieciście to co słyszą na tematycznych stronach/ w magazynach. Te proste opisy są dla ludzi, zwykłych ludzi słuchających zazwyczaj muzyki z głośników w aucie, na miniwieży, z telewizora czy dołączonych do kompletu (z telefonem) IEMów. Te opisy mają rozbudzać, mają pokazywać inny, lepszy świat. I nie chodzi tutaj o te tysiące dolarów, które trzeba wydać, bo praktycznie nie ma tygodnia by pod wymienionymi powyżej adresami nie pojawiły się recenzje przystępnych cenowo głośników, słuchawek, audio źródeł dla masowego klienta, a nie dla garstki, dla highendowej niszy. Opisy nowych gramofonów (dacie wiarę?!), metody masteringu (u nas niebawem przy okazji 2 cześci recenzji Korga 10R) to coś, czego byśmy się zwyczajnie nie spodziewali w mainstreamie. A jednak! Taki tekst, jak ten o najdroższych Focalach (poza Utopiami są też opisane Eleary) to nie długi, szczegółowy artykuł o supersłuchawkach, a coś dla  - właśnie – rozbudzenia ciekawości, dla spopularyzowania tematu. Pojawiają się tam odniesienia do wielu, opisanych także tutaj produktów: o Audioqueście DF, o Oppo HA-2 czy o Chordzie Mojo (nadal staram się zdobyć tego malca do testów) – widać, że mimo masowego odbiorcy, nie niszy, pisze się o czymś, co znacząco poprawia jakość tego co słyszymy z dowolnego źródła (transportu) jakim (każdy z nas) dysponuje. Oczywiście można autora skrytykować za cokolwiek niepoważne potraktowanie stacjonarnych, high-endowych słuchawek jako takich na wynos (że ciężki, długi kabel co rzecz jasna w takim przypadku nie dziwi i wadą żadną nie jest), że nie ma izolacji (znowu na wynos to konstrukcje zazwyczaj zamknięte, albo izolujące IEMy) – w końcu to wynika z takiej, a nie innej konstrukcji tych słuchawek itd. itp. To nieistotne w sumie, bo właśnie przez wzgląd na miejsce publikacji, niczego innego bym się nie spodziewał. To co istotne – jakość dźwięku oferowana przez takie produkty – jest uwypuklone i choć autor podkreśla, że nigdy by nie wydał 3000 dolarów na słuchawki, to z szacunkiem odnosi się do tego, co te Utopie prezentują. Mówimy tu o poszerzaniu horyzontów, o dostrzeżeniu, że poza Lo-Fi jest inny świat (i znowu, niekoniecznie taki za 1000 czy 3000$), że muzykę można słuchać na czymś lepszym, że sama muzyka może być jakościowo lepsza. Przyznaje to autor, pisząc, że słyszy na nowo utwory, które (wydawało mu się) dobrze zna, że jest w stanie odkrywać swoją muzykę na nowo. Wiemy, z autopsji, jak przyjemne i podniecające to doświadczenie. Niech inni też się dowiedzą!

Sumując, jak widać, moda na (dobre) audio w pełnym rozkwicie  :)

Czas na Cast w Tidal-u: wsparcie dla Chromecasta Audio & Video

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20160708_074236000_iOS

No, wreszcie! Bardzo tego brakowało użytkownikom Chromecastów, bo przecież rozwiązania oferowane przez Google idealnie korespondują z dostarczanym przez Tidala materiałem. Treści video (klipy, wywiady, koncerty) @ Chromecast video to raz, ale jeszcze istotniejsze z punktu widzenia każdego, kto ma wersję Audio jest to, że od teraz może słuchać muzyki w jakości HiFi (bezstratna kompresja), a niebawem (kto wie?) w hi-resowym strumieniu. Jak wspominałem w recenzji tego ustrojstwa (patrz recenzja, patrz dodatkowy opis), nie ma najmniejszych problemów by za jego pomocą grać strumień 24/44 (MQA), bo ten produkt ma wsparcie dla hi-resów (maks. 24/96). Wystarczy podpiąć googleowy „dysk” pod naszego DACa via optyk i już.

To najtańsza i wg. mnie najlepsza metoda uzyskania dobrej jakości dźwięku na rynku, dodatkowo świetnie wpisująca się w dwa trendy: świat bez kabli oraz w multistrefowość. Sprawdziłem wczoraj, od razu po aktualizacji apki, jak to się sprawdza w praktyce i cóż… jako cyfrowy transport ten (dla niektórych niepoważny) kawałek plastiku robi swoje, sprawdza się znakomicie. Na panelu odtwarzania wystarczy wybrać znaną nam doskonale ikonkę Cast i rozpocząć muzyczną przygodę. Fajne jest to, że w przypadku rozwiązań Google dostajemy w praktyce pełną alternatywę dla do tej pory bezkonkurencyjnego (no ale to się już dawno zmieniło, właśnie za sprawą Chromecastów) AirPlay’a. Chcesz mieć coś równie prostego w obsłudze, do tego występującego (niemal) wszędzie? Masz Cast, który w porównaniu od AP nie narzuca jedynie słusznych rozwiązań, bo można go wykorzystać multiplatformowo ze wszystkimi urządzeniami / systemami jakie są dostępne na rynku.

Oczywiście do popularyzacji takiej, jaką obecnie może się pochwalić technologia Apple, Chromecastom jeszcze daleko, ale wiele wskazuje na to, że to się może dość szybko zmienić. Coraz więcej producentów sprzętu audio dostrzega tę alternatywę i wprowadza Cast do swoich klamotów. Dobrym przykładem są produkty B&O, gdzie do niedawna niepodzielnie królowała integracja z ekosystemem Apple, a teraz można z nich korzystać także w charakterze strumieniowców Cast. Myślę, że w perspektywie paru kilkunastu miesięcy większość producentów audio (mam tu na myśli wielkie koncerny, takie jak H&K, JBL, Denon, Yamaha…) wprowadzi w całej linii swoich produktów (a nie tylko w wybranych) tę technologię. Zwyczajnie to się opłaca i daje oczywiste przewagi nad transmisją BT (sprzęt stacjonarny, mobilny nadal będzie korzystał z BT bo jest najbardziej energooszczędny, szczególnie w wersji LE, a dzięki aptX LL można osiągnąć bardzo dobre parametry dla sygnału), poza tym jest multiplatformowe (każdy OS) i wspierane przez wielu developerów (a ich liczba stale rośnie).

 

Prywatnie czekam jeszcze na wprowadzenie Cast do Roona. Pojawienie się tej technologii w Tidalu (będącym składnikiem tego front-endu) zapewne przyspieszy prace nad implementacją. Wspominałem, że trwają prace i w oficjalnej mapie drogowej jest Cast uwzględniony. Pozostaje kwestia parametrów przesyłu. Właśnie Roon pozwoli to po aptekarsku ocenić, bo oprogramowanie w jasny i konkretny sposób opisuje każdy, podłączony klamot – czy jest, czy nie jest bitperfect, jakie ma możliwości przesyłu, co robi z sygnałem… tego wszystkiego dowiemy się (mam nadzieję) już niebawem. Na zakończenie: masz Tidala? Chcesz w domu mieć muzykę z serwisu gdzie tylko chcesz? Rozwiązanie to Chromecast Audio (w przypadku materiałów wideo i jakiegoś TV model z HDMI), a konkretnie to parę takich ustrojstw i multiroom z dźwiękiem skompresowanym bezstratnie gotowy! :-)

Znowu im się udało… recenzja Pylon Pearl 20

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Pylon Pearl 20 HG_tyt

Znowu? Znowu. Już samo ustawienie (obowiązkowo na kolcach, obowiązkowo!) kolumn w kolorze HG biały wywołuje silne emocje. Wywołuje, bo te kolumny w tej właśnie wersji kolorystycznej, postawione na wspomnianych kolcach w ogóle nie wyglądają na te niecałe 1200 złotych. One wyglądają na wielokrotność tej sumy, błyszczący biały kolor okleiny, wraz z czarnymi oraz czarno-białymi (większy głośnik) przetwornikami oraz nowym logo powoduje, że te kolumny wyglądają bosko. WAF przebija sufit. Gwarantuję, że płeć piękna uzna je za niezbędny element wystroju salonu… to dodatkowy argument dla tych wszystkich, którzy obawiają się, że im kolumny głośnikowe zaburzą ich „feng-shui” – 20ki HG to ozdoba pomieszczenia, a nie ciało obce (na marginesie – audio uważam za ważny element wyposażenia domu, tak samo ważny jak pralka czy lodówka ;-) ale przecież nie każdy musi się z takim podejściem utożsamiać). Generalnie uważam, że sprzęt audio powinien dobrze komponować się z miejscem w którym jest ustawiony, bo (i tutaj wcale, a wcale nie żartuje i nie przesadzam) to także ma wpływ na nasz całościowy odbiór. Każdy element jest ważny, także takie, które zahaczają głównie o estetykę, o zachowanie odpowiednich proporcji, o dopasowanie wizualne do danego pomieszczenia, do jego stylu. Zaburzenie porządku, coś „jak pięść do nosa”, jest po prostu nie na miejscu, na dłuższą metę nieakceptowalne. W przypadku Pylon Pearl 20 HG mamy do czynienia z produktem, który śmiało można pokazywać w katalogach firm meblarskich – nie ma potrzeby (co jest zresztą nagminne) retuszowania wnętrz, przez usunięcie, albo przynajmniej zamaskowanie wszystkiego, co z audio związane (a w szczególności kolumn głośnikowych). Zresztą, patrząc na to, jak obecnie rynek nam się rozwinął, widzimy wyraźnie, że design, kwestie estetyczne, forma są często w centrum uwagi producentów. I chwała im za to. Devialet tego przykładem, Bowers & Wilkins tego przykładem, Devinitive Technology i wielu, wielu innych także tego przykładem. Tu chodzi o (właśnie) właściwe proporcje, o harmonię, a ta możliwa jest tylko wtedy, gdy czujemy się w danej sytuacji, w danym miejscu komfortowo, dobrze, w sam raz.

No ładnie. Pojechałem z tą architekturą wnętrz, z wystrojem, projektowaniem, a my tu przecież na graniu powinniśmy się skupić. Rzecz jasna o brzmieniu będzie głównie i przede wszystkim, ale jak wyżej, kwestie poruszone w poprzednim akapicie są wg. mnie istotne, warto o nich pamiętać, staram się na HDO o nich pisać, przy okazji omawiania recenzowanych produktów. Powinniśmy domagać się dobrego designu. To nasze dobre prawo i kogoś, kto oferuje nam wysokiej próby dźwięk, to przedstawione powyżej wymaganie, obliguje do właściwego podejścia do tej kwestii, a nie zaprezentowania światu może i „Złotego Graala”, ale w byle jakim opakowaniu. Ok, dość o tym, przejdźmy zatem do meritum. W tytule jest „znowu się udało” (im, tzn. Pylon Audio). Znowu, w sensie, te 20-ki są typowo, tradycyjnie dla tego producenta, jak na cenę jaką przyjdzie nam za nie zapłacić, nieprzyzwoicie dobre. Potrafią zagrać w sposób nie licujący z tym co w cenniku siedzi. Nie wiem jak oni to robią, bo każdy produkt tej firmy, który do nas trafił zasługiwał na uwagę, był bardzo dobry, albo wybitnie dobry. Tutaj, w przypadku dwudziestek jest podobnie, punktem odniesienia są dużo droższe produkty (patrząc na HG w tym budżecie, zwyczajnie nie widzę dla nich konkurencji). No dobrze, ale mimo wszystko byłoby fair jakoś to wszystko uzasadnić. To, że mamy powtórkę z historii, że Pylon po raz kolejny będzie na HDO chwalony (ile razy można?! ;-) ) to jedno. Drugie to, to że warto opisać czym te 20 są, a czym… nie są, gdzie sprawdzą się najlepiej, w jakich okolicznościach przyrody (wielkość pomieszczenia) będą dobrym wyborem, gdzie jest ich granica, granica która powinna skłonić zainteresowanego do wyboru czegoś innego.

Aha, bym zapomniał i żeby za słodko nie było ;-) …na zakończenie wstępniaka, uwaga natury ogólnej: kiedy Panie, Panowie wprowadzicie (wreszcie) maskownice w swoich produktach (jako standard)? Każdy mający do czynienia z dwu-trzylatkami (ostatnie kinderparty) wie, jak traumatycznym przeżyciem dla użytkownika sprzętu audio może być taka niezabezpieczona przed małymi paluszkami kolumna. Przecież te dyfuzory kuszą takiego brzdąca niepomiernie. Mając w tym względzie konkretne doświadczenie, zabezpieczam sprzęt chałupniczo, skutecznie, ale… no właśnie, mało estetycznie. Maskownice muszą wg. mnie stanowić element wyposażenia, bo ich rola w takich, jak wyżej, sytuacjach jest absolutnie newralgiczna i dla wielu może być wręcz krytyczna co do wyboru kolumn, jakie zagoszczą w danym salonie, gabinecie etc. W przypadku recenzowanych, niestety maskownic (jak wcześniej) nie uświadczymy. W tym budżecie, co zrozumiałe, mogłyby to być opcja wyposażeniowa (i jest), ale taka która jest niejako sugerowana, czy po prostu zawsze dostępna (idę do sklepu i mogę takie coś dokupić, a nie czekać na ten „dodatek”, względnie być zmuszonym zamówić takie maskownice u producenta, czy wręcz kupić odpowiednio dostosowany do nich zestaw – no to już w ogóle bezsens). Inaczej – dwie wersje, jedna z i druga bez. Także warto to przemyśleć i wyjść naprzeciw oczekiwaniom sporej grupy (przeważającej?) potencjalnych klientów.

Ok, pomarudziłem dla równowagi trochę, czas przejść do konkretów, do tego jak te kolumny grają…

» Czytaj dalej

WiMP to od teraz TIDAL

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
tidal-share.9d1c0023

Nowy serwis (czy właściwie WiMP HiFi dostępny pod marką Tidal w Stanach i Kanadzie) zastępuje znanego w Polsce (oraz krajach Skandynawskich i Niemczech) WiMPa. Od wczoraj (30 marca) nie można już dodawać nowych kont na WiMPie (nadal działają wszystkie kanały dostępowe – webpanel, aplikacje dla komputerów oraz handheldów), na stronie możemy znaleźć informację o przejściu całego zespołu WiMP do nowego projektu. Tidal to nie tylko rebranding, to także nowe otwarcie. Pisałem o zakupie serwisu (ASPIRO) za 65 mln $ przez niejakiego Jay-Z. To jeden z najbardziej cenionych muzyków, nie tylko raper (patrząc na dokonania, pełen przekrój, z dużym udziałem wielu gwiazd muzyki pop, R&B etc.), ale także ktoś, kto jest zainteresowany nowymi formami dystrybucji muzyki. Patrząc na to szerzej widzimy ciekawy trend, gdy wielu znanych muzyków (m.in. Niel Young, frontmeni Radiohead, Nine Inch Nails…) rozpoczynają – co tu by nie mówić – rewolucyjne zmiany w branży. W przypadku Tidala mówimy o kontynuacji tego, co zaproponowali Szwedzi w ramach WiMPa – nie tylko dostęp do kilkudziesięciu milionów utworów, ale także dostęp do tekstów, wywiadów, zapowiedzi oraz jakości bezstratnej (FLAC/ALAC do 1411kbps – czyli dokładnie takiej, jaką cechuje transfer z płyty kompaktowej) dodatkowo do teledysków HD (jako pierwszy wprowadził takie coś Deezer, jednak w ograniczonym zakresie).

Widzimy zatem, że rynek streamingowych usług dostępowych audio bardzo nam się rozwija. Zaraz pojawi się usługa Apple, w Stanach wystartował Deezer Elite (jakość bezstratna), swoje wejście na rynek bezstratnej jakości zapowiada Spotify (na marginesie, Szwedzi ze Spotify skupili się na jak najszerszej dostępności, wprowadzając – o czym wczoraj informowałem – aplikację dostępową dla konsol Sony PS3 i PS4). Konkurencja to dobra rzecz, zobaczymy jak to się przełoży na popularyzację …na razie to właśnie Spotify jest liderem, ale Tidal może mocno tu namieszać, poza tym nie zapominajmy o bardzo popularnej w Stanach Pandorze.

Nowy serwis to elegancka, czarna kolorystyka, samo nawigowanie przypomina WiMPa, natomiast brakuje aplikacji dla komputerów… podobno trwają prace nad udostępnieniem takiego oprogramowania i niebawem taki software pojawi się w wersji dla Win/MacOS. Jest aplikacja dla iOSa oraz Androida, nie ma (inaczej niż w przypadku WiMPa) dla Windows Phone. Opłaty za usługi są takie same, jak w przypadku WiMPa: premium za 19,99 zł i 39,99z zł za jakość bezstratną (wspomniane ALAC/FLAC 1411kbps). Za niższą kwotę otrzymujemy dostęp do ponad 25 milionów utworów w maksymalnej jakości AAC 320 kbps oraz wideoklipów w HD. Ekskluzywne nowości to tzw. „experiences” (nie wiemy jeszcze co się za tym kryje) oraz śledzenie, czy podążanie za trendami w wybranych stylach muzycznych. Można też skorzystać z funkcji rozpoznawania utworów (działa na podobnej zasadzie co Soundhound czy Shazaam) oraz pobierać muzykę do trybu offline. Jeszcze nie wiem, czy możliwa jest prosta migracja z WiMPa do Tidala, zaktualizuje newsa po sprawdzeniu jak to wygląda.

W streamingu robi się coraz ciekawiej…

AKTUALIZACJA: migracja jest całkowicie bezproblemowa. Po prostu logujemy się na dotychczasowe konto i już (są problemy z uruchomieniem aplikacji dostępowych, konto jest przeniesione w tym sensie, że możemy się zalogować do profilu, ale nie da się wbić do apikacji, webplayera… zgłaszamy). Zobaczymy, czy zadziała ze Squeezeboksem (jest aplikacja dostępowa, teoretycznie była także taka w przypadku WiMPa, niestety nie dało się zalogować do konta)? Niestety pojawiają się także problemy z dołączeniem profilu via facebook (logowanie na razie w ten sposób u mnie nie działa, mimo dołączenia do konta fb Tidala).

AKTUALIZACJA #2: Dostałem odpowiedź z supportu WiMPa/Tidala (dziękuję za wcześniejszą informację na fb opublikowaną przez naszego Czytelnika) o możliwości pełnej migracji konta za kilka dni. Na razie doradzają korzystanie z dotychczasowych aplikacji, usług (czytaj: WiMP premium / HiFi), co też mam zamiar uczynić. Postaram się dowiedzieć czegoś więcej na temat nowego serwisu, głównie odnośnie aplikacji dla komputerów (Chrome to obecnie kiepska, zasobożerna przeglądarka) oraz wsparcia dla Sqeezeboksa (na liście wspieranych urządzeń audio widnieje SB, trzymam za słowo i niebawem to zweryfikuję).

AKTUALIZACJA #3: Poniżej sami artyści o tym, czym ma być Tidal…

» Czytaj dalej

Test systemu bezprzewodowego NuForce Air DAC (aktualizacja!)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
nuforce-air-dac-itx

AirPlay rozleniwia. Stworzony przez Apple, bezprzewodowy system transmisji obrazu i dźwięku pozwala obecnie na niemal całkowite wyeliminowanie kabli. Ma to swoją cenę – o ile proste, firmowe transmitery w rodzaju AirPort Express czy Apple TV nie są zbyt kosztowne, to już stacje muzyczne swoje kosztują. Na szczęście obecnie AP staje się standardem w elektronice użytkowej i coraz więcej odtwarzaczy stacjonarnych, amplitunerów, a nawet wzmacniaczy otrzymuje takie udogodnienie. To niewątpliwie bardzo wygodne rozwiązanie, oferujące naprawdę przyzwoitą jakość dźwięku. Na rynku można znaleźć alternatywę pod postacią zestawów, sprzętu wspierającego transmisję Bluetooth. Nie jest to jednak najszczęśliwsze rozwiązanie odnośnie audio. Konieczność parowania urządzeń, możliwe interferencje / zakłócenia, a przede wszystkim jakość dźwięku pozostawiają sporo do życzenia.

Oczywiście także w tym wypadku mamy do czynienia z ewolucją – obecna wersja apt-X sprawdza się o niebo lepiej od poprzednich standardów (transfer audio), ale pozostaje problem obsługi, kompatybilności z tym standardem. Innym możliwym wyborem jest specjalnie stworzony na potrzeby audio rodzaj technologii bezprzewodowego przesyłu dźwięku SKAA. To dedykowana technika, pozwalająca na eliminację paru bardzo ważnych dla uzyskania odpowiedniej jakości dźwięku ograniczeń (szczególnie w kontekście porównania z BT) – po pierwsze niczego tutaj nie parujemy, sprzęt łączy się całkowicie przezroczyście dla użytkownika, w pełni automatycznie, po drugie niezwykle małe opóźnienie (wręcz rekordowo małe) przekłada się na niezakłóconą transmisję, wreszcie jakość muzyki jest – co potwierdziło się podczas testów – na bardzo wysokim poziomie.

Dość powiedzieć, że czasami wolę słuchać ripów CD z małej skrzyneczki podpiętej pod wzmacniacz, niż z klasycznego, bardzo dobrego odtwarzacza C515BEE. Dźwięk imponuje czystością, skalą – naprawdę to znakomity system transmisji, wg. mnie lepszy od jabłkowego (AirPlay sprawdza się bardzo dobrze, żeby nie było wątpliwości, ale transfer w technologii SKAA oferuje lepsze brzmienie, o czym przeczytacie poniżej). NuForce zaprezentował swoje rozwiązanie oparte na wspomnianej powyżej technice bezprzewodowego transferu audio. To AirDAC – odbiornik oraz maksymalnie cztery, współpracujące z nim nadajniki. Dla handhelda (na razie Apple, choć podobno niebawem ma do sprzedaży trafić nadajnik pod Androida) oraz PC. Przetestowaliśmy wersję handheldową, w niedalekiej przyszłości uzupełnimy opis, zamieszczając wrażenia płynące z użytkowania nadajnika dla komputera. Zapraszam do lektury…

» Czytaj dalej

Nagrody EISA rozdane. Na HD-Opinie pojawią się nagrodzone produkty…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
EISA-logo-nowe

Poniżej sprzęt wyróżniony znaczkiem w kategorii audio/HiFi/mobilne audio. Parę rzeczy słuchaliśmy, parę czeka w kolejce na testy. Sprawdzimy m.in. planarne słuchawki Oppo (wraz z wzmacniaczem), do testów trafi bezprzewodowiec JBL-a oraz mały głośnik BT od Harman Karodna (Equire). Poza tym, jak już wspomniałem w jednym z naszych ostatnich wpisów, będziemy testować produkty iFi Audio. Jeden z nich (nano iDSD) zdobył laur i wg. mnie jest chyba najrozsądniejszym wyborem dla kogoś, kto chce pogodzić mobilny i stacjonarny odsłuch, szczególnie w sytuacji gdy jego „tor słuchawkowy” nie jest specjalnie wymagający (do napędzenia). Do mnie, co prawda, przemawia inny produkt z serii – nano Can – wzmacniacz, bez sekcji przetwornika, ale tutaj ważne jest odpowiednie źródło (najlepszym wg. mnie wyborem będzie jeden ze zmodowanych iPodów Classic, względnie iPhone 4/4S.

Patrząc na wyróżnione produkty wyraźnie widać supremację muzyki z pliku, strumieniowania, rozwiązań kompaktowych, bezprzewodowych, internetowych (popatrzcie jaki produkt otrzymał znaczek w kategorii systemu High-end)… cóż, płyty CDA sprzedają się coraz gorzej, winyl egzystuje sobie jako nisza (z ładnym wzrostem sprzedaży, ale nadal to promil w ogólnym przekroju rynku). Coś czuję, że niebawem wśród nagrodzonych pojawią się zintegrowane, kompletne systemy dystrybucji muzyki (multiroomy), być może Apple wraz z Beats pokaże nowości, które w zamierzeniach będą równie rewolucyjne jak iTunes, iPod zaprezentowane na początku XXI wieku. Zobaczymy. Według mnie poza sprzętem, dziennikarze powinni nagradzać innowacyjne podejście do dystrybucji muzyki, to znaczy nagradzać usługi, oprogramowanie… to wszystko, co radykalnie zmienia sposób konsumpcji muzyki, zmienia oblicze rynku. To wielki nieobecny, w końcu sprzęt jaki by nie był, stanowi tylko medium dla dźwięku, a ten jak wiemy dzisiaj coraz częściej ma postać strumienia z sieci. To jest przyszłość, wielkie centra danych, muzyka w abonamencie, dostęp do wielkich zbiorów za niewielką, miesięczną opłatą. Nie ma tu żadnych „blokad”, żadnego „ale” – jak ktoś będzie chciał sobie tę muzykę przechowywać na sprzęcie, to sobie ją zapisze w danej aplikacji i tyle. Będzie ją miał, tak jak ma obecnie coraz częściej w postaci plikowej zapisaną na jakimś NASie, komputerze, czy handheldzie. Dzięki synchronizacji unikniemy konieczności wgrywania, szukania, wszystko będzie / jest dostępne natychmiast, bez ograniczeń. Może nie do końca bez, bo nadal kwestią nie do przeskoczenia są prawa licencyjne, dostęp uzależniony od lokalizacji. To problem całej branży, ostatnie ograniczenie w swobodzie dostępu do szeroko rozumianej kultury. Trzeba mieć nadzieję, że to także, w końcu zniknie. Powracając do nagrodzonych urządzeń, poniżej lista wyróżnionych:

» Czytaj dalej

O high-endzie za rozsądne pieniądze…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
BG_Affordable_2014_Cover.png.648x460_q85

THE ABSOLUTE SOUND opublikował właśnie swój przewodnik po high-endzie. Cechą szczególną wydawnictwa jest zestawienie urządzeń, których ceny nie są stratosferyczne, a – biorąc pod uwagę segment – rozsądne, uczciwe. No właśnie high-end kojarzy nam się z koszmarnymi kosztami, a tu koledzy z TAS pokazują, że można high-endowo, a przy tym sensownie dla portfela. I takie coś lubimy, popieramy, sami wyznaczyliśmy sobie granicę 10 tysięcy za produkt, który trafia do nas do testów. To już high-end, nie mam co do tego wątpliwości. Kilka tysięcy więcej to jeszcze rzecz, dla wielu, do zaakceptowania, ale 25, 40, 70, 100 tysięcy to już pieniądze za które można kupić wiele innych dóbr materialnych, takich jak samochód, wyposażenie niewielkiego mieszkania etc. Wszystko jest dla ludzi, ale powiedzmy sobie szczerze, takie koszty jest w stanie ponieść bardzo nieliczna grupa melomanów, dla których nie istnieje coś takiego, jak bariera finansowa. Mnie osobiście takie urządzenia zwyczajnie nie interesują, bo zdaję sobie sprawę, że dla 99,9% zainteresowanych tematem, to sprzęt który pozostaje poza sferą finansowych możliwości, to coś co można przez pięć minut posłuchać na jakiejś wystawie (co znaczy tyle co nic). Innymi słowy coś, czego równie dobrze mogłoby nie być, produkty które będą odsłuchiwane przez garstkę entuzjastów dobrego brzmienia.

Rzecz jasna można zrozumieć naszą wrodzoną fascynację niedostępnymi dla zwykłych śmiertelników produktami (ultra drogie superauta są tego dobitnym przykładem), jednak jest to tylko ciekawostka, bez żadnego przełożenia na to co realnie możemy uzyskać we własnym zakresie. Można czytać o hiperrealistycznym dźwięku, kwieciste opisy brzmienia mogą zaostrzyć apetyt, ale finalnie to tylko słowa, to nie słuchanie muzyki, to tylko informacja, opis, bez możliwości samodzielnego przekonania się, bez możliwości użytkowania… W urządzeniach audio interesuje mnie aspekt praktyczny, chcę aby urządzenie mogło być maksymalnie dostępne, przystępne cenowo, aby z jego możliwości mógł korzystać każdy. Każdy, a nie wybrańcy, którzy i tak w swojej grupie często nie są w stanie docenić z czym tak naprawdę mają do czynienia. Tak to wygląda, dlatego opis urządzenia za 100 tysięcy złotych, które trafi do kilkuset „wybrańców” na świecie, z których może połowa będzie faktycznie, świadomie cieszyć się znakomitym brzmieniem kompletnie mnie nie interesuje. To sztuka dla sztuki. Walor praktyczny, dostępność jest tutaj wg. mnie kluczem.

W przypadku tytułowego materiału mówimy o poradniku jak najlepiej zainwestować pieniądze, pieniądze które pozwolą na zakup niezłego systemu HiFi. Tyle tylko, że tutaj chodzi o sprzęt, który zaliczamy do wyższej kategorii. I o to właśnie w tej zabawie chodzi – znajdź produkt, który za rozsądne pieniądze zagwarantuje ci możliwości urządzeń za kilkadziesiąt i więcej tysięcy złotych. Nie dziwi zatem występowanie w materiale takich firm jak Oppo czy Lyngdorf, które nie raz udowodniły, że high-end to nie jest domena urządzeń kosztujących tyle co średniej klasy audio, że można kupić coś za naprawdę rozsądną sumę... Dziennikarze zwracają uwagę na takie właśnie urządzenia, takie których sami używają, które polecili swoim znajomym, rodzinie. I to jest – wg. mnie – najlepsza rekomendacja, to właśnie, a nie (często) górnolotne opisy, strzeliste słowa, weryfikują wartość danego urządzenia. Jeżeli setki ludzi korzysta z danego produktu i zwyczajnie chwali jego możliwości, jest zadowolona z użytkowania, potrafi wykazać korzystne zmiany jakie wniosło dane urządzenie w ich systemie to… możemy spokojnie uwzględnić taki sprzęt na naszej liście zakupowej. Cały materiał podzielono na pięć kategorii:  elektronika, analog, DACi, głośniki oraz kable. Zachęcam do pobrania i zapoznania się z tym zestawieniem. Podobnie jak w przypadku Stereophile, który to magazyn warto czytać, by być na bieżąco z tym, co się w branży dzieje, mamy tutaj do czynienia ze zdroworozsądkowym podejściem do tematu. Bezpośredni link znajdziecie tutaj.