LogowanieZarejestruj się
News

Nowy KORG! Nu 1! Nutube!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-09-17 o 15.31.56

Mówiło się nieoficjalnie o tym projekcie, ale czas płynął i nic. Pisał o tym głównodowodzący 6moons, można było od paru miesięcy zapoznać się z dokumentacją patentową (patrz - Nutube) nawiązującą bezpośrednio do nowego projektu. Wreszcie jest. To, co było pomysłem przerodziło się w gotowy produkt. Taki, który scala lata doświadczeń Japończyków z rynku pro, to co (z)robili dla konsumentów (seria DS, z ostatnim 10R, którego możemy potraktować jako zapowiedź nowej, rozbudowanej konstrukcji – test 100 macie tutaj, test 10 pod tym adresem), wreszcie zupełnie nowych, nowatorskich (patent) pomysłów na uzyskanie brzmienia „live like”, czytaj połączenia brzmienia lampowego z precyzją, dynamiką tranzystora, cyfrowej kości (zniekształcenia? Jakie zniekształcenia… diagramy prezentujące spec. wyglądają wręcz nierealnie) dodatkowo jeszcze z żywotnością oraz energooszczędnością niespotykaną w bańkach. Cyfrowa bańka.

Co powiecie na lampowy wsad z obliczeniową długotrwałością do spożycia na poziomie 30 000 godzin (tak, nie pomyliłem się 30 tysięcy h), niewielkim wydzielaniem ciepła, niskimi stratami energii (przepraszam, o lampach jest mowa?!), który jest dokładnym odpowiednikiem klasycznej, podwójnej triody? Za pracami nad tym wynalazkiem stoi Noritake Itron Corp., które wespół z KORGiem uzyskało wspomniany patent i dzięki partnerowi było w stanie wdrożyć rozwiązanie do produktu przeznaczonego na rynek masowy. To połączenie najnowszej technologii cyfrowej z czarem lampiszona, skojarzona ze specjalnymi filtrami oraz nowym upsamplingiem DSD ( aka S.O.N.I.C).

1 BIT USB DAC

Tak, mowa o tytułowym Nu 1. Wraz z oryginalnym pomysłem na rejestrację oraz odtwarzanie strumienia 1 bitowego w oprogramowaniu firmowym (AudioGate), korekcją EQ (RIAA) dokonywaną w software, z enkodowaniem sygnału z analogowego wejścia phono (MM) do postaci bitowej. Do postaci bitowej PCM albo we wspomnianym wcześniej DSD, w locie, z wplecionym w proces, zaawansowanym DSP, pozwalającym na daleko idącą modyfikację sygnału, poprawę SQ, zmianę w założonym przez użytkownika zakresie (możliwość wyczyszczenia ścieżki zgranej z gramofonu, de facto przekształcenia pierwotnego materiału w nową, cyfrową kopię, z usuniętymi, typowymi dla czarnego krążka, cechami nośnika).

Samo dobro widzę

Unikalna rzecz, po raz pierwszy na rynku: Nutube HDFC (hi-tech lampiszon + oryg. filtr, głównie pod kątem DSD)

Nu 1 jest unikalnym rozwiązaniem. To audio omnibus, w pełni symetryczna konstrukcja: DAC, wzmacniacz słuchawkowy (też balans), rekorder (kość ADC pożeniona z AudioGate) oraz rozbudowany pre-amp (też gramofonowy) zakończony wyjściami SE oraz XLR. Mhm, a do tego Nu 1 jako pierwszy klamot na rynku z opatentowanym Nutube 6P1 aka „cyfrowa, podwójna trioda”). Tym razem nie musimy w tor z gramofonem wpinać komputera, bo można skorzystać z w pełni analogowego toru ze wspomnianymi Nutube, można także – podobnie jak to miało miejsce w przypadku 10R – podpiąć igłę pod kompa… to bardzo, bardzo ważne, bo jak wspomniałem w recenzji 10R, brzmienie czarnego krążka za pośrednictwem KORGa, jego analogowo-cyfrowego, sprzętowo-softwareowego pomysłu potrafiło wprowadzić w osłupienie (wspomniany, potężny silnik DSP w AudioGate, modyfikacje sygnału w locie, z uzyskaniem finalnie strumienia DSD 5,6MHz / DSD128). Teraz będzie można podwyższyć parametry strumienia 1 bitowego – nowość obsługuje Quad DSD czyli razy dwa DSD 11,2MHz / DSD256 i to moi drodzy, szczególnie po testach mocarnego zestawu Matriksa (X-Sabre Pro 2 & X-SPDIF 2 @ IIS/I2S), gdzie grało non stop PCM@DSD256 (pod Win nawet 512) robi różnicę. Słuchało się tego z rozdziawioną buzią. Tu, dzięki nowym możliwościom, potędze AudioGate, efekt może być – cóż – podobnie, mocno spektakularny. Samodzielne ustawianie  dla zew. zegara (jest opcja), samodzielne wybieranie czy ma grać czysto po analogu, czy ze wsparciem cyfrowych patentów, samodzielna decyzja w jaki sposób załączamy hi-tech „triody” (& filtr), czy ma być z dodatkową domieszką ciepełka (on) czy szkiełko i oko (off), jak ma pracować to unikalne rozwiązanie (filtr). W środku siedzi duet AK5574 (ADC) oraz AK4490 (DAC) aka VelvetSound. ;-)

Czuję, że będzie to coś wyjątkowego!

Nowy gramofonowy pre poradzi sobie zarówno z wkładkami MM jak i MC. Nu 1 to bardzo duża konstrukcja, zupełnie odmienna od kompaktowych DSów (pełnowymiarowe, własne zasilanie). Powiedziałbym, że to nowe otwarcie na rynek konsumencki, ale też – nie ma co do tego wątpliwości – coś z zupełnie innej półki cenowej (DS-y wg. mnie były wycenione bardzo uczciwie). Ceny jeszcze nie podali, na razie wiadomo tyle, że pojawi się na rynku w październiku. To wiemy. Szykuje się high-endowa maszynka, nawiązująca do idei poprzedników, z dużo potężniejszymi możliwościami, jednocześnie pierwsza taka z high-tech lampą na pokładzie. Mam tylko nadzieję, że firma dołoży starań, by w nowych systemach Apple (i nowym sprzęcie komputerowym Apple) wszystko chodziło jak należy. Ostatnio są problemy z kompatybilnością w tym środowisku. Jak tylko polski dystrybutor będzie miał dostęp to musowo bierzemy na warsztat.

Piękna sprawa

PS. Uzupełniając, w specyfikacji podają dla sygnału DSD:2.8224MHz / 5.6448MHz / 11.2896MHz、1bit oraz… DSD:3.072MHz / 6.144MHz / 12.288 MHz, 1bit(wartości dla własnego upsamplingu 1 bit aka S.O.N.I.C. – o tym jeszcze wspomnę, mam nadzieję że jw. mając już skrzynkę w testach – to element wspomnianego jw. rozwiązania sprzętowego Nutube) oraz abo dla streamu PrimeSeat (dostęp do materiałów DSD 11.2MHz w strumieniu!), o którym to wspominaliśmy nie tak dawno temu.

 

Mhm, nie ma że to, tamto: info po japońsku, klip promocyjny po japońsku. Japończycy. Szanuję.
Jak mówią po angielsku, to wychodzi np. PrayStation. To już lepiej tak ;-)

W taki sposób (łącząc dwa światy) z gramofonu zagracie tylko na KORGu, tak z gramofonu zgracie do postaci cyfrowej tylko za pośrednictwem KORGa… dla kogoś, kto chce pożenić to co analogowe z zerami & jedynkami

Różnice: PCM, PCM (kompresja bezstratna) oraz 1 bit DSD

Działanie nowego patentu KORGa na sygnale (Nutube HDFC)

Schemat tego bardzo oryginalnego, unikalnego klamota w obu trybach działania: analog oraz cyfra

Zapraszają na stream DSD256

PowerDAC NuPrimie IDA-8… mały, melodyjny mocarz

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180629_164810637_iOS

Jeszcze parę lat temu nikt takich konstrukcji nie poważał. Amplifikacja musiała być wielka jak stodoła, musiała mieć za nic zużycie, musiała się konkretnie grzać, powodować czasowy spadek napięcia w sieci energetycznej itd itp. Mamy 2018 i często, gęsto zamiast wielgachnej skrzyni, wzmaczniaczyska, stoi sobie na półeczce małe coś, co gra – zdawałoby się – bez żadnych ograniczeń, wypompowując waty mocy w efektory bez najmniejszego wysiłku. Pamiętacie jedną z pierwszych, masowych konstrukcji D klasowej, jaka nam się parę lat temu trafiła i została na dłużej w redakcji? Ano, tak, tak chodzi o D3020 od NADa. Mały wzmacniaczyk pokazywał kierunek, mniej więcej w tym czasie pojawiały się pierwsze, coraz ambitniejsze konstrukcje innych czołowych producentów. Wcześniej paru specjalistów z branży starało się zainteresować nas swoimi konstrukcjami przełamującymi schematy (w głowie), głównie były to jednak drogie urządzenia (wspomniany NAD miał serię Masters, od której zaczął się flirt z wysoce efektywnymi, wysokomocnymi amplifikacjami). D3020 nie był jakimś objawieniem, ale jako jeden z pierwszych łączył świat cyfry (w tym komputerem, uzupełnionym łączem sinozębnym, a droższy D7050 także bezpośrednio Internety) z drutem ze wzmocnieniem w klasie D i zrobił to na tyle przekonywująco, że dzisiaj w ofercie Kanadyjczyków znajdziecie JEDEN tylko, klasyczny wzmacniacz tranzystorowy AB (C316 v2).

Bardzo się to wszystko zmieniło, a dzisiejsza integra to właśnie tytułowy PowerDAC: przede wszystkim cyfrowe wejścia, czasami bezpośredni link (prawie zawsze BT), ze szczątkową obecnością analogowych złącz przygotowanych na okoliczność podpinania analogowych źródeł. Bywa, coraz cześciej, zorganizowane w ten sposób, że ten analog to naprawdę coś bardzo „przy okazji”, zdarza się, że sygnał zostaje przekonwertowany na postać cyfrową (układ ADC) i następnie ponownie przekształcony na sygnał zrozumiały dla efektorów. Obecnie pojawiają się na rynku setki takich produktów, zaprojektowanych zgodnie z ostrymi normami redukcji zużycia energii, dodatkowo korzystające z wysokiej efektywności i minimalizacji wpływu czynnika termicznego na formę urządzenia. Mamy więc małe, malutkie amplifikacje, lekkie, leciutkie, dla starego audiofila grzyba, wydmuszki takie i … tu audiofil grzyb będzie często, gęsto w ciężkim szoku, grające z taką swobodą, z taką manierą jak te stare, wielkie piece, co to wymagały wyłączenia zbędnych odbiorników prądu, bo mogło wywalić ;-)

Ten tutaj jegomość to klasa D, tak, ale z magicznym A (na wstępie). Patent NuPrime na połączenie zalet. Obadamy :)
BTW. Opis na pudle to takie „wszystko w temacie”, wiemy od razu „kto zacz”

NuPrimie IDA-8 to taka na wskroś nowoczesna konstrukcja. Na wskroś. Bardzo, bardzo tu i ówdzie chwalona, na granicy czołobitności i uwielbienia wręcz. Jako, że mam duży sentyment do produktów NuForce (NuPrime to reinkarnacja, przez krótki czas marka NuForce egzystowała pod skrzydłami specjalisty od projekcji, firmy Optoma), a tu mamy kontynuację, bardzo przemyślane portfolio produktów, które znakomicie wpisują się w „idzie nowe” (w audio) to długo się nie namyślając zapytałem dystrybutora marki w .pl, czy można na tapetę i to najlepiej właśnie tego małego, jak w tytule stoi, mocarza. Sprzęt budzi spore zainteresowanie, krąży po redakcjach w ostrym (krótkim) reżimie czasowym, ale że akurat trafiło się trochę wolnego czasu na obadanie, poprosiliśmy o egzemplarz i od nastu dni gra to nam jako alternatywa dla bardzo klasycznych konstrukcji w salonie: integry NADa i dzielonego systemu NADa, ze starej daty pre i podobnie starej daty końcówką …a wszystko to w klasie AB, z dużym zapotrzebowaniem na prąd, opakowane w skrzynki zajmujące cały segment regału RTV, po paru minutach powodujące zauważalny wzrost temperatury w pomieszczeniu. IDA-8 jest absolutnym przeciwieństwem powyższego. Tak jak NAD D3020 to takie „biurkowe”, bardzo kompaktowe maleństwo, zintegrowany wzmacniacz na miarę XXI wieku. Power+DAC, z USB przede wszystkim, ale dla mnie rzeczą bardzo istotną i niepomijalną są także pozostałe cyfrowe interfejsy… nierzadko to właśnie SPDIF jest LEPSZYM od komputerowego sposobem na integrację źródła z nowoczesnym wzmacniaczem. To wcale nierzadka sytuacja, dlatego jak już nie raz mogliście się na łamach HDO przekonać, zawsze kompleksowo podchodzimy do testów, nie robimy tego by „zaliczyć” – nie – chcemy poznać możliwości brzmieniowe testowanego sprzętu. Wcale często to właśnie koaksialne, albo TOSLINK wypada ciekawiej w kwestii SQ od  uniwersalnej magistrali komputerowej. Także, to uwaga natury ogólnej, dajcie szansę innym interfejsom w swoich nowoczesnych, cyfrowych wzmacniaczach, bo warto (inaczej, można sporo z potencjału stracić, pozostawiając te wejścia nieobsadzonymi).

Małe, kompaktowe to. Bardzo. Oznaczenia wejść dziwaczne, ale ma to swój urok.
To takie połączenie diody (displej), oznaczenia alfanumeryczne… labo, przy czym żadne szkiełko i oko, o nie! ;-)

Integra NuPrime ma link bezprzewodowy w formie zewnętrznego modułu łączności, który podpinamy do umiejscowionego z tyłu, dodatkowego (poza drukarkowym złączem, do wpięcia kompa) portu USB. Także jak ktoś akurat wcale niekoniecznie ma ochotę słać strumienie z handheldów do ampa to nie musi tego elementu sobie aplikować, zestaw interfejsów obejmuje „klasycznie” elektryczne & optyczne interfejsy cyfrowe, ponadto jest analogowe wejście, jedno jedyne, na przedwzmacniacz, pozwalające podpiąć coś analogowo właśnie. Oczywistym wyborem będzie tutaj gramofon, te nowe coraz częściej wyposażane są od razu we własne, wbudowane przedwzmacniacze, co pozwala bezpośrednio wpinać. Na froncie diodowy displej (charakterystyczny element wyposażenia w przypadku wcześniej NuForce, obecnie NuPrime), w garści firmowy pilot (oznaczenia cyfrowo-literkowe wcale nie są z czapy, jak pisali inni recenzenci… no ludzie, przecież 1,2,3,4,5 niczego konkretnego nam o wyborze złącza nie mówi, a te literki owszem, mówią… a cyfry są po to, by nam unaocznić kolejność), stalowe pudełko z siłą rzeczy blisko osadzonymi odczepami. Polecam, bardzo, ubrane kable, najlepiej w banany. My tak właśnie podpięliśmy tytułową integrę z naszymi redakcyjnymi kolumnami. Widełki mogą być problematyczne, a gołe kable będą bardzo mocno niewskazane. Także banany wpinać proszę.

…jak widać

Nie ma żadnego jacka, mimo biurkowej formy (ale to w sumie nie jest, o czym za chwilę, żadna wskazówka, jakiś nakaz zastosowania tego klamota właśnie w formie biurkowo-gabinetowej), to amplifikacja pod kolumny, zdalne sterowanie także wskazuje, że ma to być obsługiwane z poziomu fotela, kanapy w dużym pomieszczeniu. Co prawda wielkość i waga wskazywałyby na coś wręcz przeciwnego, ale pozory w tym wypadku bardzo mylą. Tak jak wspomniany na wstępie D3020 faktycznie był takim małym wzmacniaczykiem, który nie bardzo nadawał się do dużego salonu, nie był dobrym wyborem dla dużych podłogówek, ba… sam producent zakładał, że jakby co przyda się wsparcie niskotonowca (aktywnego – zresztą w IDA-8 też możemy sobie suba integrować), do wpiętych w odczepy raczej kompaktowych monitorów, to tutaj mamy do czynienia z małym w formie, wielkim w treści, wulkanem energii. Ten wzmacniacz może bezproblemowo zastąpić w moim systemie dzielony tor pre + końcówka i będzie zwinniejszy, bardziej dynamiczny, de facto mocarniejszy od wielkiej skrzyni ze znamionowymi 200W. Przy okazji oczywiście mamy coś znacznie efektywniejszego, no ale to jakby z założenia… w końcu te nowe ampy oparte na power modułach, wzmacniacze w klasie D, potrafią dać dużo energii, zabierając z sieci umiarkowane ilości prądu, dodatkowo zachowując wysoką kulturę pracy (termika). Tak, to wiemy w teorii, ale praktyka potrafi mimo wszystko zaskoczyć, zadziwić. Musiałem uważać z operowaniem gałką enkodera (leciutki, wyczuwalny skok, szkoda że nie chodzi to nieco precyzyjniej, bardziej gładko), przyciskami na pilocie, bo można było szybko przedobrzyć. Gram bezpośrednio z Core @ Roonie (iMac), ale też jw. podpiąłem inne interfejsy i to bardzo na bogato, bo… po optyku jest Chromecast Audio tylko, ale po koaksialu udało się zintegrować cały system AV w salonie (dzięki matrycy HDMI wyposażonej w konwerter cyfra-cyfra z HDMI na TOSLINK/coax). Fajno. Można sprawdzić wiele źródeł, także takich, które rzadko były podpinane do DACów/PowerDACów. Oczywiście, tradycyjnie, podpinam także naszego dyżurnego CDeka (tutaj zarówno po analogu i rozłączając to co powyżej, po koaksailu). Link sinozębny sprawuje się bez zarzutu, można strumienie słać, ale to co robi na wstępie testów największe wrażenie to wspomniana moc, którą mamy tutaj do dyspozycji. Przy ustawieniach w zakresie 30-40 jest optymalnie, głośno, a dalej… no właśnie. Warto przy tym nadmienić, że amp gra niezwykle czysto, mamy całkowicie czarne tło i to w całym zakresie, także przy końcu skali. Nie to co przy moich NADach, gdzie jak wychylimy to słychać. Tu jest głucha cisza.

„Wzmacniaczyk” wcale niemało potrafi w dziedzinie SQ. Powiem więcej, sceptycy, niepoważający „tych nowych, cyfrowych, wynalazków” powinni koniecznie sobie to, to potestować. Najlepiej w zaciszu domowym, mając do porównania dotychczasowy tor. I niech to będą te wszystkie pyszne „czysta klasa A”, jakieś lampiszony niech będą, niech to będzie prawdziwe, po bandzie wyzwanie. U nas tak to się właśnie konfrontuje i doświadczyłem niczego, do czego mógłbym się doczepić. To nie jest żadne „no ale”, „nalocik cyfrowy czuć”, czy może mocne ale bez powietrza, bez życia granie. NO NIC Z TYCH RZECZY. Ta cała IDA-8 zasłużyła sobie na b.dobre opinie, tu nie ma przypadku. Dokładnie obadałem kwestie linku komputerowego, sprawdziłem jak dobra jest implementacja USB w tym przetworniku z prądem, znakomicie wypadło SPDIF – gra tutaj świetnie – analog traktowałem początkowo pomocniczo, ale summa summarum się wybroniło. Mogę zatem napisać głośno i wyraźnie: jak sobie słucham na lampiszonowym ampie czegoś, a potem przeskakuje na IDA to nie mam wrażenia, że ktoś mi coś tam amputował. W ogóle nie mam. Przechodzę, że tak powiem, gładko i bez najmniejszego zgrzytu. Innymi słowy, mały mocarz, radzi sobie, radzi sobie z podłogówkami w dużym pomieszczeniu z takim zapasem sobie radzi, że nawet dużo potężniejsze paczki nie stanowiły, jak się okazało, jakiegoś wielkiego wyzwania. Na Topazach 20 grało, dużo większych od kompaktowych Szafirów (23) i „nawet się nie spocił”. No ciepły, a nwet więcej niż ciepły był, ale wysterował te kolumny koncertowo.

Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził tego ampa w sposób, który raczej nikomu (z testujących) nie przyszedł do głowy. Kropką nad i był odsłuch na routerze audio (z wejściem dla ampa i audio jackiem, do którego to nauszniki podpiąłem). Fabryka integracji ze słuchawkami nie przewidziała? No trudno, trzeba było zaradzić i zaradziłem jak wyżej. I wiecie co? To dopiero była sensacja, jak ten mały grzmot zagrał na planarach. Zresztą nie tylko, ale przede wszystkim.

  

Cyfra, no w PowerDACu to jakby naturalne, że cyfra wszędzie, nie?

Więcej, bardziej i mocniej poniżej:

» Czytaj dalej

Dalej nie szukam? Wyczynowy zestaw X-SPDIF 2 & X-Sabre PRO 2. Wow!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180824_095837063_iOS

Do redakcji trafił topowy zestaw Matriksa, składający się z konwertera cyfrowego X-SPDIF 2 (patrz test poprzednika) oraz przetestowanego u nas wcześniej, znakomitego, X-Sabre Pro 2. Oba urządzenia doskonale się uzupełniają, tworząc coś, co po kilkudziesięciu godzinach maglowania, mogę określić jako najlepszy system PC Audio wyciągający dźwięk z komputerowej magistrali USB. Najlepszy jaki dane mi było podpinać do redakcyjnego sprzętu. Słowo klucz: IIS. HDMI. Native pod macOSem (tego nie oferuje Wam Jabłko, tutaj jest to możliwe!). Konwersja w locie PCM do DSD256/512. Możliwość konfiguracji IIS w konwerterze, konfiguracji pozwalającej na zoptymalizowanie pracy tego mocno egzotycznego (i nie standaryzowanego!) sposobu transmisji sygnału. Tak. Konwerter X-SPDIF 2 jest (obok opisanej karty X-Hi) kolejnym, niezwykle wartościowym elementem toru, wyczynowego toru opartego na komputerze/streamerze. Te „akcesoria” świetnie ze sobą współgrają, oferując jakość jakiej nie doświadczyłem, grając via USB z komputera. Na razie głównie słucham na makówce, zachwycając się dźwiękiem odtwarzanym via ROON na takim secie:

  • konwerter cyfra-cyfra Matrix X-SPDIF 2 (tryb: native, tryb niskie opóźnienia… opis poniżej) konwertujący sygnał USB na IIS
  • przetwornik C/A X-Sabre Pro 2 @ IIS, natywnie konwersja PCM do 11.2MHz (DSD256), w przypadku alt. zestawu z PC i X-Hi nawet DSD512 (natywnie, bez omijania ograniczeń OS, jak w przypadku macOSa, na co pozwala konwerter)
  • wzmacniacz dzielony, słuchawkowy na bańkach Woo Audio WA7 fireflies (w roli wzmacniacza, analogowo spięty z X-Sabre)
  • słuchawy HiFiMAN Ananda & Audeze LCD-3
Taki obrazek pod macOSem.
Da się takie coś uzyskać, ale tylko ze specjalnym sterownikiem (Korg* takie coś oferuje i chyba tylko on), jabłkowy system umożliwia tylko i wyłącznie tryb DoP (konwersja z PCM i maks. DSD256)
 

* nasz redakcyjny, opisany na łamach, end-point pecetowy Fooko PC (MINIX Z64) gra sobie na co dzień via KORG (Roon/Bridge), konwertując w locie @ DSD128 (więcej DS-DAC-100 nie oferuje). Znakomicie się to sprawdza, ale jw. to wstęp do tego, co można uzyskać „grając po bicie”, przy czym nie zapominajmy, że podstawą takiego systemu MUSI być bardzo wydajny rdzeń tj. szybki komputer, oparty na wielordzeniowych, układach Core lub np. Ryzen, z dużą ilością pamięci operacyjnej.

Całość podpięta pod tomankową listwę z blokerem (TAP-8), spięta okablowaniem Supry, ponadto wykorzystałem najkrótszy przewód HDMI jaki udało mi zdobyć. I co? I nie mogę ruszyć się z fotela. A to jeszcze nie wszystko, bo jw. czeka mnie dłuższy odsłuch na PC z zamontowaną kartą X-Hi. Czytaj kompletne rozwiązanie, złożone z uzupełniających się, jak wspomniałem, elementów, tworzących wyczynowy tor z PC …poniżej 10 tysięcy złotych (oczywiście mam tu na myśli wyłącznie to, co nam te zera i jedynki przekształca na postać analogową z komputera). To – biorąc pod uwagę pierwsze odsłuchy – bardzo niewiele, w kontekście dużo droższych streamerów, DACów, wręcz okazyjnie mało. Mówimy tu, raz jeszcze podkreślam, o unikalnym, nie mającym specjalnie odpowiednika (na rynku trudno znaleźć takie urządzenia, jest ich mało i są dużo, znacznie droższe) systemie, który w zakresie SQ przewyższa wszystko, co do tej pory stało w redakcji. Więcej, nie przypominam sobie, by cokolwiek grającego via USB, kiedykolwiek, zrobiło na mnie TAKIE wrażenie. Rzecz jasna można zamiast wspomnianego WA7 podpiąć coś umownie lepszego, dokonać jakiś zmian w okablowaniu, ale to co usłyszycie za pośrednictwem tych dwóch skrzynek (plus, opcjonalnie, karty) będzie niebywale mocnym przeżyciem, czymś co wzruszy dotychczasową wiedzę na temat tego, co można z komputera, z pliku, a czego (zdawało się) nie można.

  

Konwerter. Mała skrzynka, a tyle dobra wnosi, tak dużo umie. W komplecie firmowy kabel znakomitej jakości. Opcjonalnie można podpiąć zasilacz

Powiem krótko. To jest obłęd! Muzyka jest bliska, tu i teraz, jest nieprawdopodobna rozdzielczość (co chwila łapię się na tym, że słyszę rzeczy, których do tej pory nie słyszałem – na żadnym klamocie jaki przewinął się redakcji, na urządzeniach słuchanych u znajomych, w salonach…), jest „flow”, jest powietrze, jest holo… idzie to wszystko w parze z czymś, co trudno zdefiniować. Może tak: do momentu odpalenia tego co powyżej, uważałem, że mniej więcej wiem jakim potencjałem dysponują podpinane przeze mnie efektory. LCD-3 znam (wydawało mi się) na wylot. Teraz już niczego nie jestem pewien, bo dźwięk jest jak żywy, słucham i wewnątrz cały buzuję, wszystko układa się w jakiś niesamowity spektakl, który wciąga i nie puszcza. Mógłbym odciąć się od wszystkiego, ponieść się emocjom, ponieść się dźwiękom, utonąć. Pamiętam, jak pewien jegomość próbował opisać wrażenia z odsłuchu (siedziałem obok), systemu opartego na elektronice dCS-a. Inne źródło (fizyczne nośniki), kolumny, nie słuchawki, ogólnie kompletnie inne okoliczności przyrody. Wspólny mianownik tego wtedy i tego teraz? Nie potrafił, mimo szczerych chęci, przekazać słowami tego, co zrobił z nim ten set… a wysłowić się na temat klamotów to on potrafi, oj potrafi. Nie tym razem. Zaczął od analizowania poszczególnych cech brzmienia, ale po chwili zamilkł, podchodząc do stolika z kolejnym, przygotowanym do odtworzenia krążkiem. Poddał się. To było jego tu i teraz. Ja też nie bardzo wiem, co mam napisać. Mam nadzieję, że złapię dystans, że przygotowane testy porównawcze (tak, thunderboltowy set, tak, multibitowy potwór, tak, wielokościasty DAC @ 9038… w końcu trzeba to jakoś sobie ułożyć, prawda?) pozwolą na odzyskanie umiejętności chłodnej analizy, bo na razie to powiem Wam, że nie chce mi się tego dźwięku rozbierać na czynniki pierwsze. Chce się „tylko” słuchać. Bez przerwy, bez wytchnienia – cóż – to działa jak silne uzależnienie, narkotyczny cug, nie masz dość, chcesz tylko jeszcze i jeszcze i więcej.

Problem w tym, że przesłuchanie choćby części z wyselekcjonowanych kilkuset (z kilku tysięcy) albumów w kilkanaście dni to gotowa recepta na panów w białych fartuchach z kaftanikiem w prezencie ;-) Pewnie niektórzy z Was mieli (mają – szczęśliwcy) system, który w podobny do opisanego powyżej sposób, infekuje ich i trzyma w ryzach uzależnienia. To takie pożądliwe patrzenie na klamoty (zboczeniec!!!), chęć urwania choćby kilkunastu minut (nawet, gdy rozsądek podpowiada, że to głupi pomysł), bo …wiadomo. No to tutaj, wierzcie mi, jak wspomniałem powyżej, działa to dokładnie w ten właśnie sposób. Na szybko porównałem źródło komputerowe (jw) z Chromecastem podpiętym optycznie do X-Sabre i nie ma czego porównywać. Wyczynowy set komputerowy zbudowany z tytułowych klamotów to poziom „audio nirwany”. Z komputera, z pliku… chyba, że ten plik jest kiepskiej jakości. Bezwględnie nam to pokaże, uświadomi, zmuszając do omijania tego, co kiepskie, omijania szerokim łukiem.

Konwersja USB do IIS, natywnie pod macOSem, z minimalnymi opóźnieniami

 

…bo tak sobie konwerter skonfigurowaliśmy. Super! Działa w 100% stabilnie

Testujemy

Zacząłem od cyferek, od skrótów, od technicznego żargonu… to jeszcze słów parę. Konwerter jest niesamowity. Pozwala nie tylko na konwersję USB na IIS, ale jeszcze – dzięki konfiguracji dla złącza – na dopasowanie pracy pod konkretne uwarunkowania (system, możliwości oprogramowania, podpinany DAC). Można zatem ustawić wspomniane wymuszenie pracy podpiętego przetwornika C/A z trybu DoP na native (w przypadku makówy i Roona, mamy native, przy czym maksymalnie to, co możliwe jest pod macOSem w zakresie obsługiwanych parametrów 1 bitowego sygnału… DoP to maks. 11.2Mhz/DSD256), można zmienić tryb pracy złącza (są, generalnie dwa typy złącz, jak wspomniałem nie jest to ustandaryzowane) odwracając identyfikację poszczególnych pinów w konwerterze z dopasowaniem pod danego DACa wyposażonego w złącze IIS (elektrycznie musi być HDMI), można wreszcie zmienić sposób pracy, z bardziej zachowawczego (opóźnienia) na bardziej wyczynowy. To wszystko za pomocą ukrytych na spodzie obudowy dipswitch’ów. Działa to perfekcyjnie. Działa bez dropów, bez najmniejszych problemów. Stabilne jak skała. Można za pomocą X-SPDIF 2 uzyskać nowe możliwości, niedostępne w inny sposób (vide macOS), mimo zastrzeżenia na stronie (że nie każdy klamot będzie kompatybilny w przypadku grania via IIS LVDS (patrz rycina poniżej)) Matrix postarał się, by to akcesorium było przygotowane do współpracy z wieloma urządzeniami (no, nie jest ich dużo) na rynku wyposażonymi w ten interfejs (PS Audio).

To wszystko powyżej koresponduje to z wcześniejszymi doświadczeniami. To tak, jak z Korgiem i transmisją via thunderbolt do huba/docka i dalej do DACa. Tam też taka, niby komplikacja, daje korzyści, mam BARDZO dobre doświadczenia z konwerterami cyfra-cyfra (to co robi taniutki HiFace 2 od M2Techa, jak lepiej gra na nim Squeezebox Touch EDO, lepiej od opcji podpinasz SBT do DACa via USB, to …trzeba usłyszeć). Także to jest kierunek wcześniej rozpoznany, a tutaj baaaaaardzo, bardzo wyśrubowany (no bardziej, jeżeli chodzi o to, co można robić z sygnałem, się nie da)… pamiętam opad szczęki, gdy posłuchałem na HE-400 z wpiętego po piorunie TAC-2 (alternatywa dla USB), tu jest podobnie, nie jest bardziej jeszcze (czy ostatnio vide test karty X-Hi).

Właściwa recenzja będzie kontynuacją cyklu PC Audio, będzie o kolejnych konfiguracjach end-pointów (ROCK, Daphile oraz kolejne pasywne terminale HP z mocniejszymi komponentami i ponownie & na dłużej microRendu plus alternatywa dla X-Hi karta z kontrolerem USB pod audio), będą wspomniane powyżej porównania do bardzo, bardzo mocnych zawodników (z jeden strony thunderbolt, z drugiej topowe przetworniki z najnowszego wypustu). Jedno chyba się nie zmieni. To co słyszę, to co robi to słuchanie ze mną, to pierwsze wrażenie (właściwie trudno tu mówić o pierwszym wrażeniu, jak się słuchawek nie zdejmuje z głowy ;-) ).

Myślę sobie, że tylko się utwierdzę, ale może (i oby) jakiś dystans złapię do tego setu.

Nie jest to standard, o czym sumiennie producent informuje na stronie…

Dipy – jedna chwila i już mamy konwerter skonfigurowany, wymuszając konwersję DoP na tryb native w przetworniku

Ustawienie interfejsu (jak w przypadku zbalansowanego, dwa odmienne elektrycznie typy IIS/HDMI)

Opóźnienia

DSP Roona. Ogromne możliwości. Warto poeksperymentować. U mnie najlepiej sprawdza się to, co powyżej

Opcje filtra konwersji mamy takie jw

Konwersja w locie do DSD256 sygnału PCM, bez utraty dynamiki. Polecam sprawdzić.
W przypadku end-pointa PC maksymalna wartość DSD512 (mocny Core konieczny, duże wymagania wydajnościowe!)

Po jakości zdjęcia widać, że ten co robił trochę nieprzytomny (już) był. Prawidłowo. Słuchać, słuchać, no nie da się oderwać

Zobaczyć muzykę, nie tylko usłyszeć. Roon pracuje nad castowaniem interfejsu

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2016-06-01 o 11.08.58

To szerszy problem, wcale nie błahy. Fajnie odniósł się do tego John Darko w jednym z ostatnich wpisów u siebie, pisząc o braku możliwości fizycznego obcowania ze strumieniowaną muzyką. No fakt. Jak zobaczyć coś, czego zobaczyć się nie da. Metadane, stream, jakieś bezduszne pudełka przetwarzające te kilo, megabajty danych. Fizyczne – wiadomo – okładka, sam nośnik, coś materialnego. Tutaj nic, nada, nul. Są na rynku urządzenia z kolorowym wyświetlaczem, ba były z nami od dawna, choć raczej na marginesie (nasz redakcyjny Squeezebox Touch, jedna z pierwszych recenzji w serwisie tj. CoctailAudio X10…). No ale to jednak głównie identyfikacja materiału, erzac, malutki ekranik, coś co trudno uznać za odpowiednik. Lepiej z ekranem przy nosie, czytaj handheldem, bo można przewracać, dotykać (no jasne), mieć dodatkowe informacje i dalej – wejść do Internetu i zgłębiać. Mhm. To ma sens, ale to coś (tablet, smartfon) co wg. mnie warto uzupełnić. Wspomniany Darko też o tym wspomina i stosuje podobny patent jaki wykorzystuję w redakcji. Projektor & tv plus promatryca z 8 wejściami HDMI i wyjściami SPDIF – czytaj – pełna integracja z torem. Integracja dająca możliwość wyciągnięcia dźwięku z ATV czy (lepiej, bo nie na wszystko Apple pozwala) Chromecastem (video). No i mamy interfejs na ścianie, widzimy, możemy (o-c-z-y-w-i-s-t-a, o-c-z-y-w-i-s-t-o-ś-ć) grać wideoklipy (też teledyski, poza paczką soundcloud, deezer, spotify, tidal w sensie tylko muzyka uzupełniona okładką, ciekawą mniej lub bardziej oprawą UI danego serwisu). KLIPY. W morzu chłamu, liczne perły, coś czego w linearnej telewizji nigdy nie zobaczymy (bo albo stacja tylko nazywa się muzyczna, albo puszcza ściek, z nielicznymi wyjątkami). Czyli mamy coś, co uzupełnia i stanowi wraz z tabletem (sterowanie) erzac dla pudełka, albo okładki, dodatkowych wrażeń estetycznych, emocji związanych z obcowaniem z czymś realnym, z czymś wyjątkowym (tak Tool, TOOOL… wiecie, że ma być nowa płyta? Ofc żarcik taki). To wszystko nie to samo (dotykowy ekran, ekrany), ale dobre i to.

I tu wkracza nam Roon (ci, którzy oferują klipy oczywiście już są, pozwalają na cast). Od ostatniej dużej aktualizacji castolubny Roon. Widzący także video Chromecasta Roon. Na razie integrujący się dźwiękowo, za jakiś czas  (trwają pracę) także obrazem. I ma to sens. Nie, że teraz się nie da… pewnie, można spokojnie podpiąć kompa (core) via HDMI. Tak. Jeden ekran*. Tylko. Czasami (często) dochodzi jeszcze brak fizycznych możliwości, bo kucie ścian itp atrakcje. Pomijając problemy instalacyjne, tutaj jednak chodzi o coś więcej. O wiele ekranów (TV, projektory, wszystko co można z Chromecastem pożenić, albo Casta już ma), o strefy, o możliwość integracji z ekosystemem. O brak koniecznego (obecnie), fizycznego połączenia. Mówiąc krótko – o ikonkę w aplikacji. Ikonkę, która pozwoli na przesył na dowolny display UI Roona. Na ścianie, albo @ dużym ekranie tv, albo w łazience, albo w kuchni, alternatywnie wobec hadhelda (który, o ile nie jest zamontowany na stałe, trudno uznać za pełnoprawną alternatywę, poza tym jest jw. dodatkowym elementem, uzupełniającym to co powyżej) – prezentowanie nie tylko okładki, albo rozbudowanych biogramów, informacji na temat gatunków, kompozycji, okoliczności tworzenia, miejsca nagrania i …zachęcam, bo to kopalnia wiedzy. W przypadku Roona to także lepszy wgląd (bo na dużym, wiadomo) w to jak słuchamy i jak słuchaliśmy muzyki (funkcja focus). Muzyczne wędrówki? Nostalgiczne powroty? Poszukiwania tego, co zapomniane, odkrywane na nowo po latach? To wszystko jak najbardziej, tyle że – właśnie – w nowej oprawie. Połączenie obrazu i dźwięku w przypadku muzycznego front-endu wydaje się jak najbardziej zasadne, sensowne, to taki użyteczno-pożyteczny dodatek. Dodatek – podkreślam – nie coś absolutnie niezbędnego, ale w moim odczuciu wielu użytkowników będzie zadowolonych. Patrząc przez pryzmat komentarzy na oficjalnym forum, jestem więcej niż pewien, że wielu skorzysta z takiego udogodnienia.

Matryca pro integruje osiem źródeł i wychodzi na tor audio (widoczny optyk, jest jeszcze coax). Oczywiście można pojedyncze źródło potraktować także opisywanym na łamach extraktorem HDMI.
O tym ostatnim jeszcze będzie, bo trafi do nas taki rozbudowany (w tym przypadku chodzi jednak głównie o multichannel). Widać Chromecasta video. Kolejna strefa audio pod Roonem btw, choć z ograniczeniami.
Apple TV nawet taki z apkami (od 4 w górę) niestety nie daje pełnej swobody. Apple zadbało o (swoje) interesy.
Aha, AirPlay w nowej odsłonie „2″ bardziej responsywne, bez dużych opóźnień, przy czym nie ma mowy o bitperfect (oraz hi-resach)

Prosty patent, a jakże skuteczny. Za bardzo świeci? Stara okładka do iPada w roli maskownicy. Magnetyczne, trzyma się stalowej budy i całość NIE ŚWIECI

Niebawem publikacje recenzji. Będzie coś na wynos, będzie coś do stania i grania w chałupie, oryginalnie sprawdzone także na słuchawkach, mimo że jacków nie ma i niby tylko głośniki. Błąd. Ze słuchawkami planarnymi (o pewnych IEMach niebawem będzie, niezwykłych dość, na razie nic nie mogę bo obowiązuje embargo, ale za dwa dni wszystko będzie jasne) grało… oj grało. Plus duża niespodzianka od Matrix-a.

* AirPlay pozwala nam ofc na przeniesienie tego, co na ekranie mniejszym, na większy, ale musimy kupić dużo droższe rozwiązanie od Apple, jest to rozwiązanie point-to-point, nie egzystuje ten protokół w smartTV w odróżnieniu od Google, którego protokół egzystuje. Sam Roon nie ma interfejsu webowego, zatem Chrome (cast) w takim scenariuszu odpada. Integracja wideo (Roon) w ramach taniego, rozpowszechnionego rozwiązania Google wydaje się najlepszym pomysłem na to, co w tytule wpisu stoi.

PS. Znakomicie w roli sterownika w Roonie sprawdza się duży, 13″ iPad Pro. Trochę jak okładki czarnych krążków, choć tutaj dev musi jeszcze trochę parę rzeczy podrasować (życzyłbym sobie, żeby w przypadku takiego urządzenia UI/UX dostosowywał się do takich okoliczności przyrody… wiem, trochę marzenia ściętej głowy, ale wierzę w nich, bo zrobili świetne dostosowanie w ramach iOSa do telefonu z jednej i tabletów z drugiej swojego interfejsu, mogliby to jeszcze podrasować).

PPS. W dzień duży TV, wieczorem projektor. Chyba, że laserowy projektor, wtedy 100-120″ całą dobę ;-) Interfejs? Niekoniecznie. Obraz, tapeta… okładka… coś co wypełni (szczególnie gdy wisi czarny, paskudny, prostokąt na widoku)

PPPS. W standardzie dzisiaj, w projektorach, są gniazda zasilające USB 5V/1A. Podpinamy dongla i rzucamy obraz na ścianę.

WebOS, bo LG i Roon. Mhm

Alternatywa dla PC w salonie, kontynuacja: Zidoo X10

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180209_141839649_iOS

Właśnie dostałem info od dystrybutora, że na rynek niebawem trafi topowy Zidoo X20. W wersji PRO z ESS 9038 na pokładzie (!). Będzie. Tymczasem zapowiadany wraz z naszym „DAC Anno Domini 2018″ Matriksem Mini-i Pro 2S, model o oczko (no dwa) niżej – X10. Piękna oprawa (obudowa rodem z luksusowych HTPC…), bogate możliwości i gotowa alternatywa dla PC (wspomniane przed chwilą HTPC) do salonu. Zamiast. Napędzane Androidem, co generuje pewne problemy (UI), ale w wersji przetworzonej przez producenta, jest funkcjonalne i generalnie daje radę, ba, powiem więcej, to jedna z najbardziej udanych wariacji (by Zidoo) w zakresie UX google’owego systemu, bardzo sensownie dopasowana do realiów: pilot & duży ekran.

Zidoo X10 to taki omnibus… pamiętacie naszą zeszłoroczną recenzję podobnej konstrukcji EGreat’a A10? Chodzi o to, by „ogarnąć” wszystko jak leci bez kompromisów jakościowych (obraz po pierwsze), podobnie jak w przypadku HTPC być otwartym na to, co przyszłe, stanowiąc alternatywę nie tylko dla PC, ale także dla smartTV. To ostatnie btw od kilkunastu miesięcy jest na tyle dojrzałe w całej swej mnogości, różnorodności, że taka skrzynka, taka jak tytułowa, musi się naprawdę mocno czymś wyróżniać, by zwrócić uwagę nabywcy, szczególnie takiego, który to smartTV w nowym wariancie ma. A pewnie ma, bo w końcu, takie Zidoo stanie pewnie w sąsiedztwie jakiegoś UHDTV (bo te strumienie 4k, bo najnowsze formaty, technologie audio-wizyjne). No chyba, że projektor będzie, to wtedy nie trzeba się ścigać na możliwości, funkcje, bo projektor to projektor, bez tych wszystkich apek, strumieni i czego tam jeszcze. Dobrze, to co tu mamy, co może nas dodatkowo zachęcić?  Jak komuś trzeba serwera, no to ma NASa (i to całkiem niezłego, bo pod multimedia robionego), jak chce sobie agregować różne treści to dobierze akurat taki soft, jaki mu najbardziej podchodzi, a jak ma to być transport audio (strumieniowy ofc) to będzie transport audio (USB Audio – leci na dowolnego daka) itd itp.

Moim skromnym zdaniem takie skrzynki mają sens, ale tylko wtedy gdy faktycznie producent podchodzi bezkompromisowo do funkcjonalności, daje coś „ekstra”, coś co wyraźnie forsuje takie rozwiązanie ponad wspomniane telewizyjne smarty. To musi dawać dodatkowe korzyści, najlepiej łączyć wszystko w jedno, fajnie jak jeszcze jakiś kozacki przetwornik w środku siedzi, żeby – właśnie – stanowić prawdziwe centrum audio-wideo, spinające wszystko w ramach jednego klamota. Taka integracja, z pełną paletą patentów na sterowanie, z wymaganą ciszą, odpowiednio elegancką formą może nas zachęcić do wejścia w temat.

Czy X10 jest właściwym wyborem, odpowiedzią na powyższe wymagania? Popatrzmy:

 

» Czytaj dalej

Integracja @ nowym poziomie: NAD C368 z modułami MDC @HDO

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180717_181824652_iOS

Ambitnie. Inaczej. Nikt tak tego nie testował. Pewnie nikt nie przetestuje. Poza nami. NAD C368 należy do najnowszej generacji integr Kanadyjczyków. Pisaliśmy o tych klamotach, uwypuklając unikalne możliwości tego sprzętu. No tak, ale gdzie byście nie zajrzeli, przeczytali, wszędzie opisy, testy dotyczą golca, wzmacniacza z tym, co fabryka dała na dzień dobry, bez uwzględnienia tego, co robi KOLOSALNĄ różnicę. W tym zakresie cenowym nikt nie zrobił do tej pory audio klamota, który „ogrania wszystko”. Zapytacie jakie wszystko? Ano wszystko, bo kino łączy się tu płynnie ze stereo, streaming nie jest na poziomie tylko sinozębnym, a nawet nie tylko WiFi/DLNA, czy LAN… nie, tu jest coś więcej. Dzięki modułom możecie stworzyć rozwiązanie KOMPLETNE, takie, które nie wymaga żadnych, powtarzam żadnych dodatków. Bo ma. Montujemy karty w slotach i mamy Roon Ready, mamy obsługę dźwięku w kinie na wysokiem poziomie, a przy tym nie tracimy nic z nowych możliwości w AV. Innymi słowy, możemy skorzystać z wszystkich najnowszych technologii, takich jak dźwięk obiektowy, najnowsze Dolby, wszystko… w samej integrze macie oczywiście samo stereo, ale jest HDMI 2.0, jest CEC, jest ARC – no jest wszystko. Wychodzicie dalej i już te Atmosy, te DTS-Xy i Aury śmigają. Wtedy ofc więcej niż jeden klamot (ale też da się to w pewnym sensie obejść, napiszę więcej w recenzji how to), ale może być po prostu stereo. Budowa systemu wokół jednej skrzynki, integracja wszystkiego jak leci, połączenie A i V …NAD oferuje to już dzisiaj i wiecie co? Oferuje to wszystko bez najmniejszych kompromisów. Nie wierzycie? To poczytajcie dalej…

Najważniejszy, kluczowy, jest jednak moduł sieciowy. Mamy coś, co NAD zrobił niemalże perfekcyjnie. BluOS. Jeden z najlepszych, autorskich systemów opracowanych przez producenta audio. Nie tylko integruje co trzeba, ale daje także elastyczność w wyborze. To bardzo ważne. BluOS jest jw Roon Ready, pozwala korzystać ze wszystkich możliwych streamów (nie tylko tego, co daje nam Roon), do tego jest to lekki (bardzo szybko działający, agregujący treści) front-end w formie aplikacji na mobilne (oferują poza iOS oraz Androidem wersję dla Amazona… bardzo rozsądnie, bo AI Alexa, bo cały ekosystem) oraz desktopowej de facto całościowo zamyka nam temat. NAD oferuje także aplikację do sterowania ustawieniami swoich wzmacniaczy (sporo można tam poustawiać, bo i sporo możliwości mamy), komunikującą się via BT (a to teraz standard u NADa). Jakby tego było mało moduł sinozębny w C368 może nie tylko przyjmować strumienie ze źrodła, ale także zdolny jest je wysyłać. To jest coś, jakby oczywistego, w dzisiejszych czasach, słuchawki bezprzewodowe to znaczące i rosnące udziały w słuchawkowym segmencie audio, ale NIKT poza NADem tego w ten sposób nie zaimplementował. Nadajnik – odbiornik. Sturmieniujemy bez pośrednictwa dodatkowych ustrojstw, wprost ze wzmacniacza, z wszystkich podpiętych do niego źródeł. Integracja bezprzewodowych słuchawek. Bez pośredników. No bajka.

  

Montujemy, montujemy! ;-)

To co powyżej

Tutaj

O tak…

…by cieszyć się takim widokiem. Jest sieć z front-endami, agregacją treści z netu, no i jest kino

Fizyczny montaż modułów to przysłowiowa bułka z masłem. Dla kogoś, kto składał blaszaki, oswojony jest ze slotami, montażem kart rozszerzeń takie coś nie stanowi żadnego wyzwania… na szczęście dla osób z komputerami na bakier instalacja nie powinna być żadnym problemem. Karty wchodzą gładko, są prowadnice, widać że cała koncepcja została przygotowana w taki sposób, by poradził sobie z tym także ktoś, dla kogo elektronika to trochę „czarna magia”. Od strony fizycznej zatem nie widzę problemu. Problem pojawia się dalej. Z modułem HDMI następuje auto-inicjacja i już, ale moduł sieciowy… tu trzeba się trochę napocić. W galerii macie opisane boje, napiszę tylko że producent powinien zmienić opis w instrukcji sugerujący konieczność wykorzystania WiFi (może być LAN), dodatkowo na wyświetlaczu cały proces powinien być w czytelny sposób przedstawiany użytkownikami. Powinien, bo… obecnie nie jest. Jeżeli myślicie, że wystarczy podpiąć kabel LAN i już (w przypadku WiFi, wiadomo, trzeba wybrać, zalogować) to jesteście w błędzie. Wzmak mimo instalacji i identyfikacji modułu nie chciał początkowo zaktywizować MDC. Potem jak już to zrobił, pobrał aktualizację, zainicjował się, rozpoczął pracę, ale… znikła na ekranie zakładka BluOS settings. Na szczęście nastaw można dokonać także w dedykowanej apce, ale funkcjonowanie całości podczas instalacji cechuje pewna przypadkowość & nieprzewidywalność. Do poprawy.

Blu

W C368 mamy dwa sloty dla modułów MDC (w serii Masters możecie jeszcze bardziej rozbudowywać klamoty) i jest to wg. mnie dokładnie tyle, ile trzeba. Dlaczego? Ano w jedną kieszeń kino, w dugą sieć i już. Sama integra ma ponadto aż cztery interfejsy SPDIF, ma gramofonowe pre (bardzo dobrej jakości btw), ma możliwość podpięcia dodatkowych, dwóch źródeł analogowych. Obecnie to aż nadto i fajnie – idealnie pod rozbudowę instalacji, rosnące potrzeby w zakresie integracji źródeł. Możecie zatem spokojnie podpinać dużo, ale też nie wiem za bardzo co… poza fizycznymi nośnikami, można. Bo i po co dublować? W końcu dali nam tu te wszystkie nowości (tak, tak MQA też jest, ehmmm), zresztą sami zobaczcie:

…oprogramowanie to poza wspomnianym Roon-em, o ile z niego korzystamy, (BluOS jest w pełni certyfikowany przez Roon labs. i każdy klamot NADa z BluOSem staje się z automatu Roon Ready), własny kawał kodu. Tak, byłoby bardzo nie-fair nie wspomnieć w zapowiedzi o czymś, co wykorzystałem do samej instalacji modułów, sprawdzenia poprawności działania, wykorzystania jako alternatywy dla pilota IR (duży, uniwersalno-systemowy… bardzo je lubię na marginesie, mam starego HRT i mi wszystko ogarnia, bo NADolub jestem, jak wiecie i sporo tego z logo u nas działa). Mamy dwie apki. Jedna to właśnie zamiennik dla pilota systemowego, komunikujemy via BT i otrzymujemy pełen dostęp do wszystkich nastaw oraz podstawowe sterowanie integrą. Druga to już front-end dla własnego audio OS, dla BluOSa. Poza sterowaniem i ustawianiem parametrów pracy (tu się obie apki poniekąd dublują) mamy agregację treści. I to jest właśnie coś, co stanowić powinno wg. mnie naturalne uzupełnienie dla Roona. Apka jest lepsza (lepszy UI/UX, łatwiejszy, szybszy dostęp do treści) niż to co oferuje przykładowo Auralic. Moim zdaniem może stanowić wzór dla innych producentów jak napisać przejrzysty, lekki, nieprzeładowany niepotrzebnymi bzdetami, oparty na zdrowych zasadach szybkiego dostępu, łatwego nawigowania program do obsługi sieciowego rozwiązania, własnego ekosystemu złożonego z grających w wielu strefach audio klamotów.

BluOS
Roon Ready jest Blu 

Agregujemy wszystkie treści pod Blu

Naprawdę wszystkie

To, co najistotniejsze, to agregacja treści. Tidala pomijamy, bo najlepszą integrację (lepiej się tego stremu używa via Roon niż natywna apka dostępowa do serwisu) oferuje nam Roon, mamy Spotify, mamy Deezera, Qobuza (dla tych co mają taką możliwość, my w Polsce nie mamy… dostały Włochy, dostała Hiszpania, a nas Francuzi olali, mimo obietnic), Pandorę (tu znowu trzeba trochę pokombinować, by to działało, ale da się), iTunes oraz radia internetowe. Rozgłośnie robią o tyle różnicę, że Roon dopiero pracuje nad docelowym modułem „radyjnym”, na razie w tym aspekcie jest nieco siermiężnie (ręczne wpisywanie adresów url), choć streamy hi-res (nie uwierzycie ile tego się wykluło ostatnimi czasy) to naprawdę coś i naprawdę warto dać szansę poczciwemu radiu (no w formie netowej, wiadomo, niekoniecznie już, niestety, gadanej, ale jednak radiu). Można rzecz jasna dużo więcej, będzie o tym zarówno poniżej w galerii, jak i w rozbudowanej formie we właściwej recenzji tytułowego rozwiązania. Także jak najbardziej bardzo, bardzo polecam firmową aplikację, bo uważam że zrobili to #jaknależy. Duży plus za to, bo oprogramowanie to moi drodzy obecnie ważna składowa całości. Musi być dobrze, by ocena wypadła pozytywnie. Ktoś powie – są alternatywy… owszem, da się często, gęsto korzystać z alternatywnych aplikacji, ale brakuje wtedy funkcjonalności, mamy niepełną obsługę, nie ma wg. mnie b. istotnego połączenia h-ware z tym, co umożliwia skorzystanie (w pełni) z możliwości klamota. To musi być ujęte w koherentną całość, musi do siebie pasować. Więcej. Stanowi ważną część całościowego doświadczenia (user experience).

Niektórzy do szczęścia potrzebują jeszcze okładki. Mnie wystarczy informacja tekstowa, ale…
…tu macie moduł wizyjny, na TV albo projektorze mogą być prezentowane treści. Co to oznacza?

Swobodnie można sobie wyobrazić takie coś: dynamiczne tapety, okładki, jakieś fotogalerie z artystami, czy po prostu wideoklipy na wielkim ekranie. W przypadku front-endu Roon trwają pracę nad osobnym strumieniem obrazu na Chromecastach Video, wyświetlanym niezależenie na wielkich displejach. Oczywiście można trzymać okładkę w formie tabletu korzystając z Roon Remote już teraz, ale duży ekran…

Przegenialne… bezprzewodowe słuchawy zlinkowane z NADem w trybie transmitera.
Spore wrażenie robi zasięg transmisji – cała chałupa,
 dwie ściany… bez dropów, czysto, stabilnie.
Można od teraz na bezprzewodowych słuchać wszystkiego co zintegrowane z NADem: strumienie via moduł Blu, kino via HDMI, źródła cyfrowe & analogowe wpięte bezpośrednio… gramofon. Wow!

Sama skrzynka wpisuje się w nowy trend, nowoczesnego designu, jaki od paru lat NAD konsekwentnie wdraża w swoich klamotach. To już nie są czasy tytanowych obudów, klockowatego, prostego jak budowa dłuta, klasycznego projektowania z charakterystycznymi „znakami szczególnymi”, które od zawsze kojarzyły się z NADem (zielone guziki, y’now ;-) ). Nie. Tutaj mamy na wskroś nowoczesną konstrukcję, która mimo że pracuje w klasie D, korzystając pełnymi garściami z doświadczeń Kanadyjczyków na polu super efektywnej energetycznie amplifikacji (własna wersja modułów Hypex UcD), to lubi oddać ciepełko w dużej ilości. Stąd cała góra obudowy to rząd przyjemnie się kojarzących otworów wentylacyjnych ala duży piec (mniam, mniam). Cóż, środek jest nafaszerowany elektroniką, a ta się grzeje, z takimi, jakże miłymi dla melomana geeka (ohohoho ;-) ) akcentami, jak duże radiatory, liczne baterie kondków etc. Duży, kolorowy displej prawdę Wam powie o stanie, o ustawieniach urządzenia, których to ustawień jest niemało. Wszystko jednak ładnie zgrupowane, baaardzo proste w konfigurowaniu i obsłudze… nie ma porównania z wieloma amplitunerami AV, gdzie trzeba się nieźle napocić, żeby w gąszczu funkcji poustawiać co trzeba. Fajnie, że jak to u NADa często bywa, macie odczepy głośnikowe razy dwa, co oznacza, że dokładnie z takimi samymi parametrami jakie ma jedna para, można podpiąć dwa zestawy kolumnowe. Ba, można też skonfigurować integrę pod mono, dając jeszcze więcej mocy w kanał. To wszystko to jednak standard u tego producenta, zawsze można było liczyć, w klasycznej linii, na takie udogodnienia.

Klasyka. Dosłownie i w przenośni

Harmonijnie łączą się tutaj z nowoczesnością, z czymś w awangardzie postępu, jak widać na załączonym obrazku

…i jeszcze ta wizja w najnowszym wypuście, ultra wypuście

Zapraszam do rozbudowanej galerii tytułowej: cyfrowej hybrydy z je….ciem. To poniżej to tylko wycinek tego, co będzie w recenzji, w końcu kompleksowe to, wielowątkowe, gdzie wizja spotka muzykę, gdzie kino nabierze dodatkowego, brzmieniowego sznytu, a audio… cóż, audio będzie oczywiście na pierwszym miejscu, przy czym tutaj w ramach front-endu, w rozbudowanym systemie multistrefowym. Kompletnym rozwiązaniu, nie połowicznym, nie kompromisowym, nie że „tego się nie da”, albo trzeba mnożyć byty. Wszystko w jednym na unikalnym poziomie. I na koniec: gra jak NAD. Mimo że D-e, mimo że takie hipernowoczesne, to właśnie gra tak, jak przyzwyczaiła nas marka. Gra swobodnie, gra płynnie i niezwykle muzykalnie gra. Lubimy? No jasne, że lubimy.

Strumienie z sieci plus obraz. Kwintesencja projektu integracji wszystkiego by NAD

Mhm

Więcej:

» Czytaj dalej

Woo..w! Woo Audio WA7 fireflies w testach @ HDO. Dyskretny urok bur.. lampy

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180712_124523344_iOS

Dobra, nie tylko to, co słychać, się liczy. Także nie jest tak, że nieważne jak wygląda, ważne jak gra. No nie jest. Myślę, że ma to swoje wytłumaczenie w naszej psychice, zwyczajnie rzeczy które wyglądają dodają ileś tam do całokształtu. Tak to po prostu działa. WA7 jest pierwszym Woo jaki trafia do nas na testy, ale nie jest to moje pierwsze spotkanie z marką. Dałem temu wyraz dość entuzjastycznym w wymowie wpisem pt. „Woo Audio historia pewnego sukcesu„. Warto wdepnąć i przeczytać, bo jest tam i o lampach jako takich, o marce jest, o moich doświadczeniach wcześniejszych z pewnym, niestety do tej pory w pełni nie skonsumowanym, uczuciem do konkretnego modelu z oferty tego producenta. To, co trafiło do nas do testów, to takie kompaktowe (coś ostatnio to u nas w modzie ;-) ) granie na nausznikach przede wszystkim. Tak, dostajemy pięknie wykonanego, monolitycznego wzmaka pod słuchawki (no nie muszą być nauszniki, ale o tym kapkę dalej), jest to także przetwornik, a w komplecie, poza ampem, ląduje druga, monolityczna, aluminiowa kostka i kusi zmysły (to dzielona konstrukcja, gdzie macie zasilanie wyprowadzone na zewnątrz, ale nie w formie jakiegoś tam ścianowego zasilacza, no zupełnie nie). Na razie ten opis, co tam pod maską, ograniczę do takich ogólników, bo też w sumie nie jest aż tak istotne, po wyciągnięciu z pokaźnych pudeł tych dwóch, zgrabnych, niewielkich, ale konkret ciężkich, klamotów, co tam w środku siedzi, nie jest. Po prostu stawiamy i podziwiamy. Cóż, jest co podziwiać., oto Świetlik, model 7:

   

  

 

W środku siedzi duet: kość Texas Instruments PCM5102A (DAC) z interfejsem USB produkcji C-Media o oznaczeniu 6631A

Oczywiście to, co tutaj robi, poza niebanalnym, ujętym w ramy szlachetnego minimalizmu projektem, są lampy. Producent zdecydował się zastosować może prymitywny w założeniach, ale efektywny patent (na wzmocnienie efektu) w postaci umieszczonych pod cokołami diod, podkręcający efekt żarzenia się lampek. Efekt jest z gatunku tych subtelnych, to nie jakiś pomysł rodem z chińskiego pchli-targu (mhm, wiele konstrukcji z Państwa Środka tak niestety ma), tylko coś, co nam buduje ładnie przekaz na poziomie estetyczno-wizualnym. Dobra, a konkretnie? ;-) Konkretnie to w sekcji wzmocnienia sygnału znajdziemy dwie bańki o oznaczeniu 6C45, w sekcji zasilania zaś siedzą, podobnie jak 6C45-ki, popularne podwójne triody 12AU7… też dwie siedzą. Obie kostki spinamy wielopinowym pro kablem, co to nam energię do obu (bo są dwa, ale pracują albo/albo) jacków dostarcza. Małego, dla tego, co umownie rzecz ujmując mobilne, IEMowe oraz dużego jacka dla konstrukcji wagi ciężkiej. Jak już napomknąłem, działają naprzemiennie, z priorytetem dla większego gniazdka. Dla testującego to w sumie zaleta, bo podpinamy sobie dwie sztuki, jako że zazwyczaj otwarte, to bywa głośno, ale gra tylko jedna para. I tu od razu pewne zaskoczenie, pewne odkrycie. Sundary wymagają kręcenia gałką bardziej w prawo niż LCD-ki 3. Serio. Mocno mnie to zdziwiło, ale tak to właśnie wygląda i nieważne, czy zastosujemy w HiFiMANach adapter (podepniemy pod większy, 6.3mm, port), czy bezpośrednio podłączymy słuchawy do wzmacniacza. Ano tak to jest, tak to wygląda. Oba modele planarne poczuły się zresztą jak „rybka w wodzie”. W razie wystąpienia takich okoliczności jak wyżej wspomniane, gdyby czegoś nam mocowo brakowało, możemy sobie zawsze hebelkiem z tyłu obudowy zmienić gain (Lo/Hi).

WA7 to konstrukcja SE, typowa dla amplifikacji lampowych (dziwi mnie pojawiający się tu i ówdzie… tak piję to tego, co napisano na The Verge… zarzut, że nie ma balansu. No serio? A ile jest tego typu konstrukcji na rynku?), ze wspomnianym dakiem USB, pojedynczym wejściem analogowym oraz (w wersji przez nas testowanej, bogatszej o ten element) optycznym stanowiąca gotową propozycję dla kogoś, kto decyduje się na efektory w postaci wysokiej klasy słuchawek (względnie poszukuje czegoś zacnego dla swoich słuchawek, dysponując torem z kolumnami, ale ten tutaj amp to słuchawki, tylko i wyłącznie słuchawki, nie przepuścimy sygnału, nie zrobimy ze Świetlika bufora lampowego dla reszty toru). Opisywany produkt WooAudio to coś na biurko, do gabinetu. W salonie musimy uwzględnić dostęp, stanowisko do słuchania na nausznikach, najlepiej takiego ampa pożenić z komputerem stacjonarnym, jak u nas, z jakimś end-pointem, dedykowanym pod PC Audio. Tak to powinno wg. mnie wyglądać. Sami reklamują się z Jabcem, ma to sens od strony estetyczno-wizualnej, choć jakiś maluch, choćby taki jak microRendu, będzie w sam raz. Alternatywą może być też jakiś ekran, w sensie np. tablet, bo interfejs (Cmedia, znowu skojarzenia z Apple …a jednak to napisałem ;) ) będzie nam współpracował via OTG lub camera kit z androidowymi oraz iOSowymi handheldami. Jako, że, iPad jest roonowym end-pointem to taka kontrpropozycja dla PC jest nie tylko jak najbardziej możliwa, ale wręcz może okazać się wygodniejsza, sensowniejsza dla użytkownika. Sumując, kompletnie wyposażona, słuchawkowa integra.

WA7(d) ma też optyczne złącze i to bardzo, bardzo dobra wiadomość dla użytkownika, bo można pożenić inne, niekomputerowe źródła przesyłając cyfrowy sygnał z jakiegoś Chromecasta, z jakiegoś AirPort Express-a itp ustrojstw, względnie kompaktu jakiegoś. Polecam skorzystać z tego interfejsu, bo tutaj sprawdza się ta alternatywa dla USB bardzo dobrze, tak dobrze, że makówkę podpinam czasami kablem optycznym właśnie (stare modele mają standardowo to na wyposażeniu, w nowych Apple zaoszczędził i wyrzucił ten element za burtę, wyłącznie analogowo da się wyjść z nowo wyprodukowanej makówki, tak od 2016r., poza paroma wyjątkami). Bardzo dobrze, że mamy tutaj także analogowe złącze RCA, bo gramofon wrócił do łask, nie tylko ludzie wracają do czarnego krążka, ale wielu młodych, bardzo młodych melomanów (pozdrawiam) odkrywa zalety słuchania muzyki od A do Z, słuchania albumów, nie składanek, nie playlist oraz przyjemności płynące z manualnej obsługi sprzętu audio. Wcześniej już o tym pisałem – dzisiaj gramofony często są wyposażone we wszystko co niezbędne, żeby po wyjęciu z pudła zagrało. To nie wada, to zaleta. Także gramofon jak najbardziej, być może uda się nawet z takim, o: https://www.thehouseofmarley.com/turntable.html tytułowy wzmak posłuchać. Jak nie uda z tym, to zawsze staruszek NAD jest w odwodzie i też, jeszcze, może.

   

Brzmi to naprawdę fantastycznie. Takie są pierwsze, c.a. tygodniowe, wrażenia z odsłuchu. Myślę, że ogromną rolę w tym odgrywa zasilanie, ta dzielona konstrukcja, z wzorcową implementacją cyfry, gta to z wielką swobodą i brakiem ograniczeń w zakresie wysterowania. Właśnie, brakiem ograniczeń i uniwersalnością, bo w przypadku tych trudnych mam ogromny zapas, a to co słyszę bardzo mi leży, to mój dźwięk, a jeszcze podobne odczucia towarzyszą mi po podpięciu dokanałówek. Lampa, bardzo różne modele, o bardzo różnej charakterystyce… to recepta na problemy. Nie tutaj. Mamy przekaz bardzo muzykalny i bardzo kojarzący się z tym, co widzimy przed sobą, ale jednocześnie nie tracimy nic na precyzji, na idealnym wysterowaniu, żadnego brumienia, przesterowania, jest – jak z opisanym wczoraj w zajawce NuPrime IDA-8czarne tło, absolutna cisza i to na tak różnych konstrukcjach słuchawkowych, tak odległych jak IEMy ATE z jednej, a HD650 i wspomniane Audeze/HiFiMANy z drugiej strony. No, to robi wrażenie, bo już na dzień dobry, słyszymy co nam tutaj Woo serwuje… maszynkę do wyciskania dobra z naszych słuchawek, uniwersalną maszynkę, co oznacza że czego byśmy nie podpięli, możemy spodziewać się wspomnianego „dobra”. Na razie jeszcze nie podłączam egzaminatorów bezwzględnych w postaci K701, chcę się nacieszyć tym co jest, co ten Świetlik nam serwuje, ale oczywiście sprawdzę i to, sprawdzę czy K701 zagrają tutaj tak, jak czasami (tylko w niektórych okolicznościach przyrody, bo wybredne, jak nie raz wspominałem, są odnośnie toru) potrafią, ale tylko czasami.

Cholera, ale to jest ładne. Obrodziło po raz drugi… ale nie ostatni, bo mamy jeszcze coś specjalnego na koniec wyliczanki, już niebawem ;-)

PS. Jest promocja na ten model.

Więcej zdjęć poniżej:

» Czytaj dalej

Yes! Yes! Yes! Chromecast z oficjalnym wsparciem w Roonie!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Roon_Chromecast

Znakomita wiadomość z samego rana czeka wszystkich użytkowników front-endu Roon labs. Moi drodzy, od teraz, Roon ma pełne wsparcie dla popularnego Chromecasta. Można zatem bez ograniczeń strumieniować w strefach, korzystając z tanich jak barszcz end-pointów Google’a. Obecnie cast staje się powoli standardem w branży, coraz więcej producentów sprzętu audio integruje to rozwiązanie w swoich produktach. Możemy zatem skorzystać z wygodnej alternatywy dla sinozębnego, który jak wiemy jest stratny, do tego trudno go implementować do rozwiązań wielostrefowych (generalnie BT był pomysłem point-to-point, ostatnio to się zmieniło, ale nadal ze sporymi ograniczeniami… zasięg, liczba połączonych jednocześnie urządzeń, różne specyfikacje / warianty). Zamiast Bluetootha mamy zatem Chromecasta i to idealny patent na wiele stref, bo nie tylko integruje wszystko to jeszcze w ramach naszej infrastruktury sieciowej (WiFi) integruje. Teraz z najlepszym na rynku software do zawiadywania. Zrobili to, z tego co widzę, jak zwykle perfekcyjnie! Wszystkie Chromecasty są identyfikowane i stają się urządzeniami „Roon Ready”. Innymi słowy mamy pełne wsparcie dla tego rozwiązania, pełną identyfikację. Dlaczego w cudzysłów zatem? Ano dlatego, że podobnie jak ma to miejsce z AiPlay’em mówimy o customowej implementacji, nie ma tutaj pełnej integracji w ramach protokołu RAAT. Świetne jest natomiast to, że ta własna interpretacja cast daje wszystkie benefity jakie oferuje nam Roon. Innymi słowy, mamy ciastko i jemy ciastko ;-) …Google nie daje opcji napisania kodu dla Chomecastów zamiast. To musi być i jest pewna proteza, ale jw z pełną de facto funkcjonalnością. Super! Dlatego też, mimo patentu na cast, mówię na te dongle endpoint roonready. Wiecie, co to oznacza w praktyce? Integrację całej audio elektroniki w środowisku Roona za 130 złotych, licząc za pojedynczego dongla. Analog lub cyfra. Czujecie? I ten custom code jest gaplessolubny. Zarówno lokalnie, jak i zdalnie (Tidal). Czujecie?!

O Chromecastach, o castowaniu było u nas nie raz i to nawet szmat czasu temu było ;-) Ot choćby tutaj opisałem benefity jakie serwuje to, co powyżej, na obrazku uwidocznione (Chromecast Audio). Mało? No, to jeszcze przykładowa implementacja castowania audio w recenzji wzmaka z nowej linii NADa: C338

Chromecasty obsługują w trybie bez konwersji sygnał 24/96 (Audio) i tak to wygląda pod Roonem. Oczywiście, żeby skorzystać z grania bitperfect łączymy końcówki Google za pośrednictwem cyfrowego linku… wychodzimy sygnałem via toslink na zew. daka. W sytuacji, gdy zechcemy skorzystać z wbudowanego w Chromecasta przetwornika, sygnał przestaje być bitperfect… w końcówce do pracy zabiera się wbudowane DSP i możemy, przykładowo, słuchać sobie z bezpośrednio podpiętych słuchawek. Roon pięknie nam wszystko identyfikuje, nie trzeba niczego ustawiać, wszystkie casty są od razu gotowe do strumieniowania. Jak chcemy zmienić sposób pracy to można ustawić mapowanie kanałów (przetwarzanie dźwięku wielokanałowego), można zmienić sposób działania z materiałem MQA (co ciekawe, Chromecast zawiera w sobie dekoder kontenera, można zatem zrobić pierwszy etap rozpakowania w „donglu” Google), można zmienić kontrolę głośności (stała, zmienna) i wreszcie załączyć opóźnienie resynchronizacji (uniknięcie przerw w graniu, gdy zmienia się format odtwarzanej muzyki).

No i jest! Oficjalnie, pełne wsparcie, autoidentyfikacja… zarówno Chromecast Audio, jak i Video

To według mnie domknięcie tematu. Od teraz Roon obsługuje wszystkie liczące się technologie na rynku. Można, bez względu na wybór, integrować sobie rozwiązania oferowane przez gigantów, bez względu na to co wybraliśmy, z czego korzystamy będzie to w Roonie obsługiwane. Mamy AirPlay, mamy Cast, mamy LMS (Squeezeboksy i rozwiązania pokrewne), mamy wreszcie Sonosa. Ten ostatni też preferuje podejście holistyczne, czytaj: ma być wszystko zintegrowane. I prawidłowo! A to przecież nie wyczerpuje listy, dodajmy do tego rzeczy opracowane przez takie firmy jak Devialet (własny protokół transmisji Air), Linn-a, czy NADa (BluOS). Jakby tego było mało, implementują do front-endu rozwiązania softwareowe (silniki DSP, niskopoziomowe wtyczki) takich specjalistów, jak: HQ Player, JPlay oraz oferują możliwość integracji z popularnymi playerami (agregatami treści): Audirvana czy JRiver. Krótko rzecz ujmując – Roon nie ma obecnie konkurencji. Jest Roon i długo, długo nic, co byłoby odpowiednikiem, miało zbliżone możliwości. Niesamowite jak to oprogramowanie się nam rozbudowało, jak wzrosły jego możliwości. Sama idea pozostała niezmienna, ma być „wszystko pod jednym dachem” i jest, ale ważne jest też to, jak to działa, jak to funkcjonuje na co dzień. Dużo na ten temat pisałem na łamach, nie będę się powtarzał, wystarczy zajrzeć do linków poniżej:

…o ROONie możecie przeczytać w naszych wcześniejszych wpisach: opis, poradniki nt. front-endu znajdziesz pod tym linkiempod tym oraz pod tym a także tutaj i tu. I jeszcze o tu. O ROCK (Roon Optimized Core Kit) tutaj, o iPENGu w ROONie (tutaj) i Audeze pod ROONem (tu) oraz tutaj (urządzenia na iOS pełnoprawnymi źródłami, end-pointami w Roonie)

Powiem tylko tyle, że takie coś stanowi obecnie fundament nowoczesnego systemu audio i bez takiego elementu nie tylko tracimy (bo nie integrujemy, albo robimy to tylko częściowo), ale w przypadku grania z pliku, po prostu rezygnujemy z możliwości jakie oferuje nam dzisiejsza technologia. To podstawa i moim zdaniem miesięczny koszt w okolicach 40 złotych (gdy płacimy roczny abonament tj. ok. 460zł, tutaj, podane w ujęciu „miesięcznym”) jest adekwatny do tego, co otrzymujemy w zamian. Koszt dożywotniej licencji jest wysoki, to 500 dolarów, ale popatrzmy ile wydajemy na sprzęt. A przecież to oprogramowanie integruje nam te wszystkie klamoty, to nie jest zwykły player, a nawet kombajn agregujący treści. To coś dużo większego. Na forum użytkowników toczy się dyskusja, czy Roon nie powinien udostępnić opcji opłaty miesięcznej. Moim zdaniem, psychologicznie, byłoby to całkiem sensowne rozwiązanie, bo dla wielu taka danina płacona co miesiąc byłaby strawniejsza, łatwiejsza do akceptacji. Cóż, żyjemy w czasach abonamentowych, to obowiązujący dzisiaj model dystrybucji, płacenia za software, za treści. Roon jest tu zachowawczo-konserwatywny, co powinno spodobać się tradycjonalistom (słyszą mnie, tradycjonaliści? ;-) ). Tak czy inaczej, to obecnie rzecz bez alternatywy, ekosystem obejmujący serwer, zdalny dostęp, końcówki, rozwiązania dedykowane z pełnym wsparciem dla setek produktów audio na rynku, z obsługą wszystkich liczących się technologi. 

Wow!

Chromecast Audio

  

Oczywiście mamy pełne możliwości łączenia w grupy, grania różnej muzyki w różnych strefach (działa grupowanie via Google Home pod Roonem), skorzystania z wbudowanego w Roonie silnika DSP. Wszystko.
Działają Chromecasty Video (all), działa oczywiście Audio, działają google’owe smart głośniki oraz każde urządzenie z zaimplementowanym castem. Wszystko.

Chromecast Video (1 gen)

Wszystkie strefy (3) @ cast gotowe do strumieniowania…

Tu analogowo via Chromecast Audio na słuchawkach słuchane

A tu po cyfrze leci do zew. przetwornika w salonie

Oczywiście do 24/96 leci nam via SPDIF bitperfect (tylko na Audio, Video mają na sztywno 48KHz, restrykcja dotycząca implementacji HDMI w „donglach” Google’a)

A jak leci coś wyżej, to jak wyżej ;-) …konwersja w dół

PS. Mówi się na ulicy, że Roon będzie niebawem nie tylko strumienie tidalowe obsługiwał. Będzie SoundCloud (zaawansowane rozmowy …pięknie!), gadają o integracji swoich strumieni także Francuzi z Qobuza (miał być w Polsce, w zeszłym roku miał!)

Bezkompromisowo? Recenzja Matrix X-Hi z end-pointem PC

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180420_102930929_iOS

Nie ma drogi na skróty. Musisz połączyć wiele rzeczy w całość, trochę się naczytać, trochę się znać (nauczyć), to nie jest coś gotowego,  takiego „wciśnij play”. Nie, to inny sposób na uzyskanie bardzo, bardzo dobrego rezultatu, porównywalnego z drogimi strumieniowcami, gotowcami właśnie. A nawet więcej. To więcej, to modularność, to gotowość upichconego samodzielnie end-pointa na to co przyniesie przyszłość. DIY w audio to temat rzeka, znajdą się tacy, którzy będą kwestionować zasadność, będą tacy, którzy będą poddawać w wątpliwość. Ich prawo. Prywatnie mam wielki szacunek do tych, którzy są samoukami, podchodzą do tego co ich pasjonuje i dążą do tego, by samemu dojść do satysfakcjonującego (sonicznie) efektu. W przypadku grania z pliku jest o tyle łatwiej, że całość przypomina bardziej budowanie z gotowych klocków, choć wymaga pewnej dawki wiedzy specjalistycznej (IT) to jednak bez konieczności zgłębiania się w zagadnienia bardzo trudne do opanowania przez laika, przez amatora jak to ma miejsce w przypadku chęci zmierzenia się z własnymi projektami audio elektroniki czy samodzielnej budowy zestawów głośnikowych. Tak, czy inaczej, wspólne jest tutaj jedno – próba stworzenia czegoś, co ma być w zamierzeniach: lepsze / tańsze / odpowiadać na specyficzne wymagania. Tyle.

Na rynku dopiero od niedawna pojawiają się wyspecjalizowane konstrukcje PC, które mają nam zapewnić jak najlepsze możliwości grania z pliku. Wspólną cechą tych produktów jest pasywność działania, praktyczna bezobsługowość (warstwa systemowa jest na tyle dla nas niewidoczna, że nie przeszkadza w obsłudze takiego komputerowego odtwarzacza), pewna dowolność w kreowaniu toru… choć tutaj widać, że podejście bywa różne, czego doskonałym przykładem wyspecjalizowane microRendu. Czy warto zatem wyważać otwarte drzwi… ktoś przytomnie zapyta, gdy rynek dostarcza gotowe rozwiązania. Jest całe mnóstwo projektów opartych na Jeżynce (Raspberry Pi), które świetnie się sprawdzają, są tanie, a do tego dają swobodę. Faktycznie, jest w czym wybierać, ale na rynku pojawiają się pewne udoskonalenia (nazwijmy je plastrami na odwieczne problemy grania z komputera, grania muzyki z PC), które trudno, albo których nie da się pogodzić ze wspomnianymi powyżej rozwiązaniami.

Karta Matriksa to przykład takiego plastra. To wyspecjalizowane akcesorium, które wymaga płyty z wolnym portem PCI-e, wymaga zatem systemu komputerowego, który będzie mógł zostać wyposażony w to akcesorium. Odpada laptop, odpadają ARMowe nano-komputerki, odpada także wiele rozwiązań PC w formie nierozszerzalnej (vide przetestowany przez nas i służący z powodzeniem jako end-point Roona nano-pecet MiniX 64 aka FooKo PC, są też wysokowydajne, nowe systemy Intela – NUC), potrzeba jakiejś „budy”. I tutaj wkraczamy do akcji, bo takich komputerów z możliwością rozbudowy, de facto klasycznych systemów PC, ale znowu nie takich klasycznych, bo zbudowanych właśnie na potrzeby odtwarzania muzyki specjalnie na rynku nie ma. Bo to nisza, niszy. To raz. A dwa – takie coś może być przedmiotem samodzielnych poszukiwań, można to zrobić bez wydatkowania dużych sum, wręcz po taniości można. Bezkompromisową formą są budowane od podstaw systemy takie jak CAPS, ale miało być tanio i miało być dobrze, zatem darujemy sobie rozwiązania bardzo wyrafinowane na rzecz takich, które spełniają powyższe wymagania. Przypomnijmy: pasywna praca, zasilanie najlepiej wyniesione poza obudowę, rozszerzalność (modułowość w oparciu o standardowe interfejsy wewnętrzne tj. PCI, PCI-e), kompaktowość (w końcu ma to stać w salonie, duże, klasyczne obudowy odpadają, jako niepraktyczne i nie do pogodzenia z wymogiem „wtopienia się” w otoczenie)… takie warunku brzegowe musimy spełnić, by to do czego włożymy tytułową kartę spełniło wymagania na „idealnego end-pointa”. Samo budowanie takiego komputerka podpiętego bezpośrednio do jakiegoś DACa stanowiłoby rozrywkę dla jakiegoś geekomaniaka, ale właśnie X-Hi robi tutaj cholernie dużą różnicę.

To nie jest ledwie zauważalna różnica.

Dlatego, na potrzeby testu zbudowałem taki end-point. Kupno tej karty powinno implikować taką drogę… chyba, że komuś nie przeszkadza otoczenie blaszaka, wątpliwa aparycja, brak optymalizacji systemu (też OS, o czym przeczytacie w niniejszym tekście) i wiele innych rzeczy, które powodują, że jednak zwykły piec nie ma czego szukać w salonie. Nie chodzi o SQ (bo progres z wykorzystaniem tej karty w przypadku zwykłego blaszaka jest wyraźnie zauważalny), a o ergonomię chodzi. Zysk z pasywnego systemu, zoptymalizowanego, zdalnie zawiadywanego jest oczywisty i to decyduje i powinno skłaniać potencjalnego nabywcę karty Matriksa do budowy / zakupu przygotowanego odpowiednio peceta.

Dobrze, wstępniak zaczyna niebezpiecznie przypominać przemówienia El Comandate (Fidela C. dla niewtajemniczonych), przejdźmy zatem do konkretów:

» Czytaj dalej

Prawdziwy diament – Burson Conductor V.2+

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180419_112911702_iOS

Siedem kilo… achtung panzer! Forma mówi: będzie konkret granie. Z produktami kangurów mieliśmy już do czynienia na HDO. 160-ka się u nas kiedyś przesłuchała i bardzo przypadła do gustu, choć nie bez pewnych „ale”. Teraz trafił do nas topowy, flagowy, naj, naj, model wzmacniacza (po pierwsze), pre / integry (po drugie) oraz DACa (po trzecie), czytaj maszynki spinającej nam wszystko co trzeba w jednym pudle. Panie, Panowie przedstawiam gościa z dalekich Antypodów: Burson Conductor V.2+. Teraz tylko odpowiednie efektory. Nie, nie napiszę high-endowe słuchawki, bo wcale nie (ma takiej konieczności), można a nawet obowiązkowo trzeba podpinać klasyki, rozsądnie wycenione, w rodzaju K701 czy HD650, a nawet mniej klasowe, jak choćby takie Momentum… mimo niskiej impendancji. Możemy swobodnie uznać, że to taki tuning naszych starych kompanów, rzecz zaskakująca, jak wiele dobrego można z tych konstrukcji wycisnąć, oj naprawdę można wiele.

Ale to dopiero początek. Kraina szczęśliwości, czytaj LCD-3, to partner oczywisty. Tyle, że wcale nie trzeba wydać 8 tysi na porównywalne (choć o innym, ale jakże przepysznym bukiecie) brzmienie. Tak, zgadliście: Sundara. Te, kosztujące 2 tysie nausznice to strzał w dyszkę. Partner kompletny. Popatrzcie na zdjęcia… Conductor w wersji czarnej, a taka nam się trafiła, plus te słuchawki to nie tylko brzmieniowo (ofc to podstawowa sprawa), ale także formą IDEALNE dopasowanie. Świetnie się to prezentuje. System słuchawkowy za 10k bez żadnych „ale”? Pierwsze wrażenia są właśnie takie, zobaczymy jakie będą finalne wnioski po dłuższych odsłuchach, ale coś czuję, że amplifikacja słuchawkowa w topowym Bursonie to będzie TO. Patrząc na tego klamota dwie rzeczy zrobiłbym inaczej: dałbym 9038 zamiast 9018 (to byłoby K.O …zaraz do nich napiszę, czy planują upgrade, tam się na płytkach wymiennych wszystko opiera, Burson słynie z opcji, z modów właśnie) i przemyślał kwestie dwóch wyjść (DAC nie jest liniowe… to bez sensu trochę, bardzo nawet niż trochę). Poza tymi dwiema sprawami jestem na dzień dobry oczarowany możliwościami tego mocarza.

Tak, robi spore wrażenia moc, sam klamot kojarzy mi się formą i możliwościami energetycznymi z uberelektrownią HiFiMANa (nasz test EF-6), przy czym nie jest to taki potwór, zajmujący cały stolik jak ww ustrojstwo pod HE-6 (bo to system jest, wiecie, patrzcie wcześniejszy link). Jest bardzo ciężki, jest spory (jak na – umownie – ampa słuchawkowego, duży), ale w granicach zdrowego rozsądku. Interga ma dwa wejścia analogowe, co u Bursona nie dziwi, co jednocześnie zawsze warto pochwalić i docenić oraz opartą na 9018 (i XMOSie) część cyfrową, z klasycznym zestawem: USB/SPDIF (koaksial & TOSLINK). Od razu podpiąłem pod imakówę (CORE) oraz do naszego nie(do)ocenionego (uwielbiam tego klamota i z perspektywy czasu widzę, że nie doceniłem wystarczająco M1HPA… to w cenie ok 2k najlepsza integra/pre słuchawkowa kropka amen) Musical Fidelity, który robi za przeplotkę (czarne tło macie jak w banku: nic, zero, nul, czysto). Tu czerń, spotyka się z czernią, w sensie dosłownym i w przenośni. Oba klamoty idealnie się uzupełniają (bo mogę sobie zintegrować wszystkie źródła, bez uciążliwego przekładania kabli), mam 3 duże jacki do testowania, porównywania. Od dawna korzystam z tych, rozbudowanych możliwości M1, ale przy okazji Conductora dotarło do mnie jakie to wygodne, jakie przyjemne w obsłudze. Właśnie – metalowy, zgrabny, dedykowany pilocik dodawany w komplecie do tytułowego klamota na razie nie ma zastosowania, bo wszystko na wyciągnięcie ręki (biurkowy set idzie na pierwszy ogień), ale to się bardzo przydało, bo w salonie Conductor pracował sobie zupełnie inaczej, w innej roli, znaczy się: sprawdziłem, jak sobie poradził w trybie PRE z torem opartym na końcówkach i na zestawach głośnikowych. Grał zarówno jako centralka cyfrowa, jak i klasyczny pre-amp, z podpiętymi analogowo źródłami. I powiem Wam coś. Mhm. Tak, potraktujcie tego Bursona jako spoiwo całego toru, bo jako słuchawkowiec tylko, będzie to najzwyczajniejsza marnacja potencjału.

Postanowiłem, na potrzeby testu, poeksperymentować. Było grane nie tylko z kompa (ROON), nie tylko z Chromecasta (obecnie, zawsze Chromecasta Audio podpinam pod TOSLINKA… to dyżurny interfejs cyfrowy u mnie), a nawet nie tylko z Squeezeboksa Touch EDO mod via koaksial (bo za USB siedzi i wiele dobra wnosi konwerter c/c hiFace Two)… nie, tym razem nie ograniczałem się ;-) „tylko” do tych, znanych na wylot źródeł (cyfrowych). Podobnie jak to miało miejsce z innymi integrami słuchawkowymi wyposażonymi w analogowe wejścia po analogu grane było… coś specjalnego. Po pierwsze (właśnie gra i …niech komputer spieprza na drzewo ;-) ) olampowany, z buforem bańkowym znaczy się, cedek Onkyo (świetny mechanizm, stara, dobra, japońska szkoła), po drugie za pomocą linku z salonem (multiprzełącznik Pro-Jecta) zagrało nam też z gramofonem (duet 1020 z 5120) i wreszcie po trzecie sprawdziłem jak sobie (nadal jesteśmy w gabinecie, znaczy na słuchawkach słuchamy :) ) Burson poradził z MiniWattem (wzmak, który robi u mnie za słuchawkową końcówkę mocy i wierzcie mi… nie ma nic lepszego, na odczepach głośnikowych, z dobrej klasy routerem audio 6.3mm albo/i adapterem HiFiMANa z symetrycznym gniazdem na końcu). Także tak, właśnie, Burson grał jako preamp, podpięty do wejść w lampowcu (NOSy: Brimar BVA/Telam), sterując poziomem i łącząc źródła, a efektory zagrały na wspomnianych wyjściach z odczepów. Rzecz jasna nie było tu mowy o żadnym balansie (ale kabel sobie zmienimy w LCDkach i w ten sposób to też pożenimy), tak z ciekawości sprawdzę jakie są różnice i czy w ogóle jakieś są na takim jw. secie (HiFiMan HE Adapter). Wiele osób wg. mnie błędnie, zakłada, że symetryczne połączenia są „zawsze” lepsze w aspekcie SQ, a przecież nie chodzi o wyższość tutaj według mnie, tylko lepsze medium w trudnym otoczeniu (studio) oraz ewentualnie sensowniejszy link przy bardzo długich podłączeniach. Nie wyklucza to lepszego efektu, gdy ktoś zwyczajnie spaprał, czy gorzej przygotował tor niesymetryczny, ale żeby to dogmatycznie dawało progres (bo różnice w pomiarach/specyfikacji –  dodają)…? O tym też będzie osobny wpis na HDO. Dobra, nie przedłużając, przejdźmy do meritum :)

» Czytaj dalej