LogowanieZarejestruj się
News

Pocket Rocket… testujemy iFI Nano iDSD LE oraz zestaw iDefender & iPower

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170524_180614247_iOS

Zgodnie z zapowiedzią trafił do nas ten mały grzdyl i mamy zamiar przetestować go w sposób, w jaki do tej pory nie testował go nikt. Mówią smartfon? Ok, będzie iPhone z Onkyo Playerem (i nie tylko) nafaszerowany plikami hi-res nie wyłączając DSD/DXD. Mówią, że każde bez wyjątku słuchawki? Ok, będzie duet MrSpeakers Ether Flow (otwarte & zamknięte), będą LCD-3, będą łatwiejsze nieco HE-400 oraz bardzo wymagające (mówimy o małym DAC/AMPie zasilanym z wbudowanej baterii) dynamiki HD650 oraz K701. Ma to, to wyjście liniowe z prawdziwego zdarzenia (RCA), także popracuje sobie ten Nano iDSD LE z Questyle CMA600i w stacjonarnym zestawie słuchawkowo/głośnikowym. Podepniemy go pod duży system i sprawdzimy jak wypada w konfrontacji ze znacznie droższymi przetwornikami. Jeszcze mało? Ok, to będzie dodatkowo test / eksperyment z iDefenderem 3.0 (produkt IFi mający wyczyścić energetycznie interfejs USB komputera) w tandemie z ….Jitterbugiem (a tu redukcja opóźnień czasowych) …a czy zadziała i jaki progres to da, to jeden Bóg raczy wiedzieć ;-) . Oczywiście nie zabraknie Roona, w przypadku komputera/ -ów, natomiast ze źródłem mobilnym (także iPadem) skoncentruje się na graniu z najbardziej rozbudowanych w zakresie obsługi hi-res odtwarzaczy softwareowych (poza wspomnianą apką Onkyo jest jeszcze player Korga, który ostatnio został gruntownie zaktualizowany oraz Vox Player z LOOPem… to będzie nasze zaplecze softwareowe w mobilnym graniu). W przypadku Roona gramy nie tylko soute, ale także z załączonymi trybami DSP w Roonie (pierwsze wrażenia – lepiej dosmaczyć granie z Makówy via Nano iDSD LE właśnie z uruchomionym PCM->DSD oraz Crossfeedem (konwersja stereo -> binaural). Także będzie różnorodnie, będzie oryginalnie, inaczej niż w innych recenzjach tego produktu.

Poeksperymentujemy.

Jakby tego było mało (że jak?) iPower zgodnie z sugestiami producenta zastąpi nam zasilanie firmowe w Squeezeboksie Touch EDO mod. Tak, sprawdzimy co wnosi z takim źródłem plikowym taki upgrade, sprawdzimy także jak zareaguje na iPowera zegar M2Techa (EVO 2), wreszcie obadamy (właśnie przepiąłem i zabieram się do testowania) czy ma to sens ze streamerem Google: z Chromecastem Audio. iPower ma całą baterię przejściówek pod różne gniazdka (w sprzęcie, do którego podłączymy ten alternatywny zasilacz), jest także adapter pod microUSB, także z tym zestawem można spokojnie założyć, że podepniemy tutaj wszystko jak leci.

iFI razy 3

Maiłem wcześniej do czynienia z produktami IFi. Jak być może pamiętacie, opisywałem pierwsze wrażenia z tete-a-tete z MicroDSD oraz z poprzednikiem: NanoDSD (btw pozdrowienia dla załogi Premium Sound :) ). Słuchałem tego zaraz po premierze, zaraz po pojawieniu się pierwszych produktów IFi Audio w Polsce. Gigantyczna liczba mocno entuzjastycznych recenzji jakie sypnęła z publicystycznego rękawa, opinie na forach, duży rozgłos jaki towarzyszy tym produktom skłoniły mnie do dokładnego obadania sprawy i zdania przed Czytelnikami relacji z tych badań. Na pewno czymś wyróżniającym już na pierwszy rzut oka jest polityka cenowa, odmienna od tego, do czego przyzwyczaiła nas branża (przy czym obserwujemy pewne zmiany w tym zakresie, pisaliśmy o tym nie raz, choćby ostatnio w kontekście high-endu w wydaniu chińskich firm audio…), wręcz dla niektórych to powód do podważania kompetencji jakościowo-brzemiowych, „bo przecież cyfry (na rachunku) grają”. Jak coś odpowiednio nie kosztuje to… no nie gra, nie ma prawa. Cóż, dla mnie osobiście nigdy cena nie była wyznacznikiem, nigdy nie grało mi od… Nie raz dawałem tego wyraz na łamach HD-Opinie, co nie oznacza że jak coś jest tanie (umownie, choć w przypadku niektórych produktów iFI możemy mówić wprost – że tanie bardzo jest) to jakaś auto taryfa ulgowa, bo wicie, rozumicie, to przecież jest DAC za 6-7 stów, a nie za stów kilkadziesiąt, czy kilkaset. Nie. To nie tak, szczególnie, gdy ktoś bezczelnie ;-) twierdzi, że to konkurencja dla tych duuuużo droższych sprzętów. No ok, niech jest, niech będzie tanio, jak barszcz nawet tanio, ale w aspekcie kluczowym ma właśnie takie coś sporo do udowodnienia. Niech udowadnia…

Pocket Rocket

i(ach te i, wiadomo… iCoś tam prawda)Obrońca

Power! iPower rzecz jasna. Od iFI. i

W publikacjach znajdziecie odpowiedź na pytanie jakie to IFi jest wg. nas, a konkretnie czy faktycznie, czy można dać sobie spokój z szukaniem dużo, znacznie bardziej kosztowanych urządzeń, czy to zagra nam w każdych okolicznościach, a może z czymś jednak bardziej, a może to najlepsze narzędzie do wydobycia dźwięków ze smartfona / tabletu? A może… Jako, że będzie bardzo kompleksowo, podzielimy ten opis, relację z eksperymentowania, recenzję tytułowych produktów na dwie zasadnicze części. Będzie zatem o Nano LE osobno (choć nie wykluczam, że napomknę o akcesoriach) oraz druga publikacja poświęcona  dodatkom modyfikującym nasz system/tor. Przeczytacie zatem osobny tekst, gdzie iDefender oraz iPower będą zarówno w centrum uwagi, jak i obok modyfikowanych za ich pomocą elementów danego urządzenia/systemu audio.

Ciekawe co z tego wszystkiego wyniknie. Bardzo ciekawe :)

 

Poniżej fotogaleria na sterydach ;-)

» Czytaj dalej

Co za wzmak! Nausznikowy amp Cayin iHA-6 & iDAC-6

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170515_073710520_iOS

Powracamy do słuchawek z konkretnym setem złożonym z dwóch skrzynek firmy Cayin (patrz nasze recenzje mobilnej audio elektroniki: DAPa N6 oraz przenośnego zestawu amp+DAC tego producenta). W przypadku tytułowego, stacjonarnego kompletu mamy ambitny pomysł na docelowe rozwiązanie pod każde nauszniki, nawet te najtrudniejsze, nawet te najbardziej topowe, najlepsze, jakie są obecnie na rynku. Całość dopasowana stylistycznie, kompaktowa (obrazki), może stanowić alternatywę dla wielu znacznie droższych high-endowych ampDACów, tudzież dzielonych (jak testowany) systemów amp osobno, DAC osobno. Nie przekraczamy ceny 5k za skrzynkę, producent widzi te produkty raczej na biurku (gabinet) niż w salonie – nie ma zdalnego sterowania, nie ma obsługi na odległość, trzeba tradycyjnie zmieniać, regulować z poziomu klamota.

Słuszna waga i nic dziwnego, bo grubo ciosane obudowy z alu obrabiane na CNC, bo w środku „pod kurek”, czytaj gęsto = solidne zasilanie, dużo układów, bardzo konkretne płytki z sekcją tranzystorową oraz …lampową (w daczku jest bufor na czterech bańkach), w pełni symetryczny tor (i tak można je ze sobą podpiąć właśnie, tak też u nas grają, choć tylko w trybie SE można grać tranzystor/lampa, z XLRami niestety nie da rady, jest tylko na bańkach), obsługa sygnału PCM do 24/384 oraz DSD128…

OLEDowy displej prezentuje się zacnie, choć już oznaczenia na obudowie nie dają się praktycznie w ogóle odczytać, trzeba pod kątem patrzeć, bardzo skupić wzrok, a że jest co ustawiać (w obu wypadkach tj. daka oraz wzmaka) to nie ułatwia to życia. Amp pozwala podpiąć w sumie aż trzy słuchawki, przy czym gniazda TRS to nie tylko SE, ale także (pierwsze) 3 pinowy standard symetryczny, poza tym mamy klasyczne czteropinowe XLR. Ciężka gała wzmocnienia to miód dla audiofreaka ;-) W przypadku DACzka mamy takoż EBU/AES, czyli jest pro, właśnie górnopółkowo… z pierwszych dźwięków jakie popłynęły to SPDIF stawiam póki co wyżej od komputerowego USB w tej aplikacji. Zaskoczyło mnie szczególnie to, jak dobrze, jak lepiej, wypadł Chromecast Audio grający na optyku w konfrontacji z Makówą oraz PC wpiętymi via USB właśnie. Cast był górą.

Bardzo przyjemnie, bardzo

Zobaczymy jak to będzie wyglądało po dokładniejszym obadaniu, ale jak na razie iDAC-6 gra ciekawiej na cyfrowych interfejsach „niekomputerowych”. Podobnie rzecz ma się z CMA-600i, o czym wspominałem przy okazji opisu tego zintegrowanego DAC-AMPa. Wspomniana integra jest mocnym konkurentem i sporym wyzwaniem dla tego setu. Porównamy te rozwiązania bezpośrednio, bo mamy taką sposobność. W tytule jest wykrzyknik. Mhm. Bo amp wydaje się tutaj wisienką, przy czym jest jedna rzecz, która bardzo pozytywnie wpływa na brzmieniowe doznania. Nie, jeszcze nie zdradzę jaka, zostawię to na później.

Leci jakieś DSD

To takie pierwsze impresje po podpięciu, Gra to nie tylko w gabinecie, ale także w salonie z robiącym za streamera Polarisem Auralic-a. W takiej konfiguracji podpinam iHA-6 z pominięciem iDAC-6 do wyjść SE w Polarisie. Poza tym DAC Cayin-a wpięty będzie do thunderboltowego huba, w ten sposób pobierać będzie sygnał z makówki stojącej w gabinecie i porównawczo testowany na symetrycznie podłączonym iHA oraz z naszymi nEar-ami (monitorami). DAC może też robić za pre i z aktywnymi kolumnami właśnie tak sobie zagra (wzmak słuchawkowy sprawdzimy wtedy z alt. przetwornikami). Tutaj najbardziej doskwiera brak pilota zdalnego sterowania. Słuchawki jakie podpinamy to zarówno ortodynamiki LCD-3 & MrSpeakers Ether Flow (otwarte i zamknięte), jak i dynamiczna klasyka w rodzaju HD650 oraz K701.

W tym tygodniu parę publikacji, zebrało się też trochę ciekawych zapowiedzi produktowych, mamy swoje dojścia, zdradzimy co nam ta bliższa, jak i nieco dalsza przyszłość przyniesie ;-)

Także stay tuned

Poniżej tradycyjne fotostory c.d.:

» Czytaj dalej

Pierwsze wrażenia Auralic Polaris

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
auralic-polaris

Mam niebywałe szczęście. Od paru tygodni przyszło mi obcować z produktami, które wyznaczają jednoznacznie kierunek w jakim będzie rozwijać się branża. Nie, nie mam na myśli AirPodsów ;-) ,bo to jednak inna para kaloszy (tam dźwięk, jakość brzmienia, powiedzmy to sobie wprost, nie są w centrum uwagi), a trzy produkty, które stanowią kwintesencję tego, co się dzisiaj zmienia nie tylko w zakresie projektowania urządzeń audio, ale szerzej dystrybucji, zmiany sposobu użytkowania oraz korzystania przez użytkowników zarówno ze sprzętu jak i muzyki. To fundamentalne zmiany, nie niewielkie, a fundamentalne i warto spojrzeć na nie właśnie przez pryzmat tych trzech produktów: wzmacniacza zintegrowanego NAD C338 opisanego wstępnie tutaj (w fotogalerii), przetestowanych przeze mnie KEF-ów LS50 Wireless (patrz nasza opinia) wreszcie…

…kompletnego, high-endowego systemu audio, jakim jest tytułowy Auralic Polaris

…bohatera niniejszego wpisu, opisującego pierwsze wrażenia. To sprzęt, który wraz z Altairem (to samo, tylko bez końcówek mocy z wbudowanym wzmacniaczem słuchawkowym, którego Polaris nie ma) stanowią emanację SYSTEMU audio w XXI wieku. Wcześniej mieliśmy próby, teraz (podobnie ma się sprawa z kompletnym C338 w przypadku budżetowego HiFi) mamy coś, co stanowi udaną próbę stworzenia rozwiązania kompatybilnego z NOWYM AUDIO. Tak jak KEFy LS50 Wireless są systemem zaklętym w zestawie głośnikowym (możliwe, że w tej, czy kolejnej odsłonie, nie będą potrzebowały niczego więcej ponad komputerowe źródło, czy może nawet sterownika w postaci telefonu), tak produkt Auralica to źródło, wzmacniacz, przedwzmacniacz, pramofonowe pre, szerzej – cała multifunkcyjna centralka, która zdolna jest przyjąć wszelkie zera i jedynki (w razie konieczności także sygnał analogowy) wypuszczając sygnał wprost na dowolne kolumny jakie podepniemy. Bo to może być NAS (audio) też, serwer audio jak najbardziej może, możemy zainstalować w środku dysk, podpiąć dodatkowe możemy też. Niesamowita w tym projekcie jest właśnie jego wieloraka natura… jak kameleon może być li tylko przetwornikiem C/A, może być streamerem z podpiętym zew. DACzkiem (wyjście USB), może być cyfrowo-analogowym preampem, może być gramofonowym pre, może grać z aktywnym zestawem głośnikowym, może…

Polaris nie przypomina tradycyjnego urządzenia, więcej –  jest w opozycji do klasyki, bo mamy tutaj wszystko to, co w przypadku klasycznych systemów stanowi co najwyżej dodatek. Dodatkowo stanowi haj-endową wersję all-in-one, przy czym w odróżnieniu od budżetowych rozwiązań, które pojawiły się (oferujących coraz większą funkcjonalność, multifunkcjonalność), tutaj trzeba było uwzględnić wyższe wymagania odnośnie jakości, bo przecież to ma być wysoka półka, ma być alternatywa dla systemów za kilkadziesiąt tysięcy, ma być (i według mnie jest) zmiana filozofii budowy całego toru audio, co implikować będzie bardzo poważne przetasowania w całej branży audio.

Mamy więc wysoko wydajne końcówki w klasie D wraz ze wzmiankowanym cyfrowo-analogowym pre-ampem (całość z opatentowanym rozwiązaniem), mamy wszelkie możliwe streamingi z takimi plug&play jak BT z aptX, AirPlay’em, mamy wreszcie nawiązujący do high-endowych ambicji front-end Roon. To właśnie ten ostatni element decyduje tutaj o przynależności do audio arystokracji. Wiele razy powtarzałem na łamach, że dzisiaj czymś co ma kapitalne znacznie w audio i będzie warunkować ocenę sprzętu (tak właśnie!) jest oprogramowanie. To ma absolutnie kluczowe znacznie, bo o możliwościach sprzętu, o jego obsłudze (ergonomia, prostota, szybkość, wsparcie) przesądzi co tam w kodzie piszczy, jak ten kod jest napisany i jak jest supportowany.

To potencjalnie fatalna wiadomość dla osób, które akurat z komputerem w audio nie chciałyby mieć nic wspólnego, dla których komputer to zło (w audio). Śpieszę donieść, że cały wysiłek idzie dzisiaj właśnie w kierunku oswojenia tematu, doprowadzenie do sytuacji, w której ten mityczny komputer (Polaris jest oczywiście komputerem, tyle że na pecetowej platformie x86, a ARM, doskonale znanej z wszędobylskich smartfonów, tabletów etc.) będzie na tyle ujarzmiony, na tyle prosty w obsłudze, przewidywalny i oswojony właśnie, że … nie zauważymy, że komputer nam gra. A gra i grać będzie. To wynika wprost ze zmian jakie zaszły w dystrybucji, w dominacji streamingu, graniu z pliku, które wymusza całkowite przeorientowanie toru audio, systemu audio. I to się właśnie dzieje na naszych oczach.

To urządzenie Roon Ready, a to oznacza pełną kompatybilność, natywną z protokołem RAAT. To – inaczej rzecz nazywając – autonomiczne, samodzielne źródło front-endu Roon, coś co do tej pory wymagało zazwyczaj jakiegoś komputera (niechby i wyspecjalizowanego, ale jednak komputera klasy x86), coś czego tak mi brakowało w przypadku przetestowanych KEFów Wireless (dlatego uważam, że jest to produkt na początku swojej drogi rozwojowej, czy nawet linia produktów, która dopiero powstaje). Mam nadzieję, że inżynierowie KEFa wprowadzą obsługę RAAT. To coś, co domknie temat, dając gotowe rozwiązania faktycznie eliminujące potrzebę podpinania pod te głośniki czegokolwiek. Zwyczajnie nie będzie takiej potrzeby. Wystarczy serwer z Roon core i już (no jakiś handheld w roli sterownika rzecz jasna będzie wymagany). W przypadku Polarisa właśnie nie ma potrzeby, bo jest Roon Ready, choć gramofon rzecz jasna bardzo chętnie podłączymy i sprawdzimy. Tyle.

Na wstępie podpiąłem Polarisa pod C338 (gra jako streamer Roon Ready). Zrobiłem to z dwóch powodów… po pierwsze chcę zobaczyć czy i jakie różnice oferują końcówki w Auralic-u wobec budżetowego projektu NADa. To w ogóle terra incognita, bo do niedawna w środowisku (opisujący oraz słuchający, z audiofilskimi konotacjami i mniej audiofilskimi, powiedzmy racjonalistycznie-sceptycznymi) obowiązywała jednoznaczna w formie i treści opinia, że „cyfrowe” (tak, to nieadekwatne sformułowanie, wręcz błędne, ale często pojawiające się w dyskusjach, stąd „”) gra ogólnie mało finezyjnie, właściwie bez różnicy co tam w środku siedzi, bo i tak brzmi to gorzej od umownej klasyki.  Mam odmienną opinię, korzystam od dawna z impulsowego D3020, przewinęło się sporo takich wzmacniaczy u mnie (NuForce’y, NADy właśnie, produkty mniej znanych marek) i cóż – sam jestem ciekaw tego porównania.

Po drugie daniem głównym jest tutaj – nie ma co do tego chyba żadnych wątpliwości – właśnie streamer, możliwości tego nowego audio, sposób implementacji (software!) w takim produkcie, wszystkomającym produkcie, który ma ambicję zastąpić CAŁE nasze dotychczasowe stereo. Jedna skrzynka co wszystko łączy, jedna co wszystko gra. Właśnie tak. Priorytetową kwestią jest zatem nie tylko sama możliwość przepuszczenia przez skrzynkę dowolnego strumienia z Internetu, lokalnej sieci, ale także sposób w jaki to wszystko okiełznamy. UI oraz UX, rzeczy znane ze światka komputerów, są w centrum naszej uwagi i to będzie także podlegać szczegółowej ocenie.

Auralic ma swój patent na obsługę, na oprogramowanie klamota, swój system zawiadywania i integrowania zero-jedynkowej muzyki. Nazywa się to Lightning DS i mam sporo uwag odnośnie ergonomii, stabilności oraz możliwości tego oprogramowania. Pamiętacie Ariesa Mini, którego opisałem na łamach HDO. Tam sporo na ten temat, w przypadku Polarisa nie pójdę na skróty (link do wcześniejszej publikacji), a rozwinę opinię na temat software, starając uwypuklić mocne i słabsze strony autorskiej propozycji Auralic-a. Rzecz jasna daniem głównym i nie ukrywam że tak będę głównie testował klamota będzie ROON. Jego integracja jest wg. mnie najistotniejszym elementem tego produktu i bez tego software tracimy sporo z możliwości jakie oferuje Polaris. Tak czy inaczej autorskie rozwiązanie integruje nam co trzeba, m.in strumienie z Tidala oraz Qobuza (w Polsce już w wakacje!)

Tak, tracimy, co nie oznacza, że z firmowym softwarem nie ma sensu… sens jest, powiem nawet więcej, możemy w codziennym użytkowaniu zdać się na protokoły „bezobsługowe” tj. Bluetooth czy AirPlay, strumieniując z czegokolwiek, z jakiejkolwiek apki i pewnie część domowników właśnie tak sobie przyswoi tego klamota. Czujecie to? Właśnie, będą korzystać z high-endowego systemu po swojemu i bez żadnych ograniczeń, z dostępem ze swojego… źródła. Takie to nowe audio właśnie jest, pogódźcie się z tym konserwatyści, że to wszystko nam się „demokratyzuje”. Koszmar, prawda? ;-)

Nie miałem takich przygód jak inni testujący z inicjacją, konfiguracją wstępną Polarisa, nie było u mnie sytuacji, że bezprzewodowo to przypadkowo (zadziałało w końcu). Nie. Owszem, sam proces nie zawsze kończy się sukcesem (u mnie za drugim razem się udało), ale nie demonizowałbym tego. Inne rzeczy są ewidentnie do poprawy, parę spraw należałoby rozwiązać po prostu inaczej (porażką jest konieczność obsługi w różny sposób skrzynki, by dotrzeć, uruchomić wszystkie zaszyte w niej funkcje, usługi, sposoby komunikacji ze światem – to kompletnie bez sensu), także przed Auralic-iem sporo jeszcze pracy. Na szczęście wszystko to (podobnie jak z KEFami) można osiągnąć na drodze aktualizacji obecnego systemu, właściwie nie ma tu (chyba) żadnych rzeczy, których nie dało by się poprawić, zmienić, zmodyfikować.

Tak, właśnie, witamy w nowym audio. To, co znamy z komputerów, będzie od tej pory towarzyszyło nam w systemie HiFi/high-end. To nieuniknione. Na szczęście, podobnie jak z wzmankonanym wcześniej polerowaniem obsługi, wprowadzaniem coraz prostszych, coraz bardziej intuicyjnych sposobów interakcji, sterowania, także tutaj cały ten proces (skomplikowany) da się nie tylko zautomatyzować, ale w ogóle ucywilizować. Znowu jako przykład dam Roon labs, ludzi którzy doskonale czują problem, wiedzą jak poważnym wyzwaniem jest nie tylko napisanie dobrze działającego, prostego w obsłudze oprogramowania, ale także taka polityka wsparcia (odnośnie tworzonego przez siebie kodu), by użytkownik nie traktował koniecznej, ciągłej pracy nad udoskonalaniem, jako czegoś utrudniającego mu życie.

To cholernie ważne i to będzie także wpływać na całościową ocenę produktów. Widzę przy okazji spory problem i wyzwanie dla nas, dziennikarzy… opis, ocena będzie musiała uwzględniać czas, czas w którym sprzęt będzie podlegał aktualizacji właśnie. Ciekawe jak sobie z tym zagadnieniem poradzą koledzy o fachu, pisujący w papierowych, czy nawet elektronicznych (ale zamkniętych) periodykach? Tu sieciowa pisanina będzie miała przewagę, bo zawsze da się wpis zaktualizować (co de facto oznacza, że oceny, wnioski nie będą nigdy w pełni kompletne!). Realny problem.

Anten las. Tak właśnie wygląda audio w XXI wieku. Anten las.

Dobra, nie o problemach gryzipiórków miało być, a o Polarisie ;-) Ten kombajn, jak to mam w zwyczaju, przetestuje wszechstronnie, „do ostatniej śrubki” to znaczy sprawdzę w każdej przewidzianej przez konstruktorów konfiguracji, sprawdzając wszystkie jego możliwości, koncentrując się jednakowoż na tym co stanowi clou, o czym wspomniałem. Będzie to test, podobnie jak KEFów, mocno osadzony w informatyce, komputerach, oprogramowaniu, sposobach obsługi, interakcji oraz komunikacji (my-maszyna, maszyna z drugą /trzecią/ czwartą maszyną). Sprawdzę jak sobie Auralic poradzi z wysokiej klasy zew. dakiem (odpowiem na pytanie, czy to w ogóle będzie wnosiło jakiś progres), sprawdzę również czy ten klamot wymaga kabla LAN (do dla niewiernych Tomaszów, którzy w żadne WiFi nie wierzą), zagramy materiał wyczynowy (DXD, DSD), zagramy też z aktywnymi trybami DSP. Na marginesie, DSP to obecnie gigantyczne możliwości – zobaczycie przedsmak na obrazkach z konfigurowania klamota pod Roonem – to jest już kosmos, tego wcześniej nie dało się w warunkach domowych modyfikować, ustawiać. Teraz można.

Myślę, że miesiąc z górką będzie potrzebny, przy czym już po paru dniach teren od strony technicznej mamy opanowany ;-) To dobry prognostyk. Nieprawdaż? Prawdaż, prawdaż…

Autor: Antoni Woźniak

Poniżej rozbudowana fotogaleria, którą jeszcze będę sukcesywnie uzupełniał, także u’now warto wdepnąć we wpis jutro, pojutrze, bo będzie aktualizowany (będziecie to odmieniać przez wszystkie przypadki, prorokuje wam, oj będziecie!)

» Czytaj dalej

System audio na nowo? KEF LS50 Wireless. Nasze wrażenia

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170422_080528559_iOS

Sypnęli nagrodami, okrzyknęli rewolucją, przyznali tytuły produktu roku 2016-17… aktywny zestaw bezprzewodowy (o tym dlaczego uważam, że ta nazwa Wireless jest adekwatna dla tytułowych kolumn przeczytacie poniżej) KEFa mocno namieszał w głowach recenzentów, a właściwie to wszystkich osób zainteresowanych tematyką audio – każdy słyszał, że oto nadchodzi nowe, że oto zdefiniujemy system audio na nowo. Sam, czytając o tym produkcie, opisując założenia stojące za projektem oraz możliwości jakie oferuje (patrz nasz długi wpis opublikowany parę miesięcy temu), czułem że faktycznie, to może być TO. To znaczy co konkretnie? Ano, coś, co będzie odpowiedzią na zmieniającą się (bardzo) branżę muzyczną, branżę audio zarówno w kontekście dystrybucji, jak i sposobu konsumowania muzyki. Obserwujemy to od paru lat (a patrząc przez pryzmat Internetu, audio z sieci tj. Napstera/iTunes/iPoda nawet nastu), przy czym te bardzo radykalne zmiany w sposobie dostępu oraz sposobie słuchania muzyki (i w ogóle korzystania z dóbr kultury) niejako oddolnie wymusiły zmiany w sprzęcie audio. Kiedyś był przewód, były wielosegmentowe systemy, była płyta, kaseta etc., ale to już (zdaje się nieodwracalnie) przeszłość. Dzisiaj to brak fizycznego medium (przewód) oraz wygumkowanie fizycznego nośnika wyznacza kierunek. I właśnie dlatego KEF LS50 jest Wireless, choć pojawiły się wśród recenzentów, użytkowników głosy krytyczne, że jak to, że przecież przewody owszem są i że jakie tam bezprzewodowe, jak przewodowe… Sedno tkwi w zerwaniu z dwoma starymi dogmatami, że drut służy do transmisji (już nie) oraz, że gramy z nośnika (już od dawna nie). Muzyka z pliku, informatyzacja wszystkiego jak leci, a wraz z nią stopniowe wygumkowanie tradycyjnego źródła oraz innych, klasycznych elementów systemu stereo w konsekwencji przyniosło tytułowe TO – to, co miałem okazję nie tylko posłuchać, ale także dokładnie obadać pod kątem (takie czasy!) softwareowym, funkcjonalnym (możliwości oraz ograniczenia) oraz ergonomiczno-praktycznym.

Stojak, kolumna, skrętka i sieciówka. System.

KEF LS50 Wireless to pierwsza taka, ambitna, próba stworzenia czegoś nowego. I nie chodzi mi tutaj o to, że nikt nie próbował zastąpić niektórych składowych klasycznego systemu HiFi proponując aktywny zestaw kolumnowy, z integracją przetwornika, z dodaniem jakiegoś interfejsu bezprzewodowego. Nie. Tutaj mamy coś (potencjalnie!) dużo większego, ważniejszego, bo coś w założeniach KOMPLETNEGO. Faktycznie, LS50 Wireless ma zastąpić cały system audio i to system nie budżetowy, nawet nie taki z ambicjami tylko w praktyce każdy. Zastąpić, wyrugować, całkowicie wygumkować. Założenie jest tutaj bardzo proste. Muzyka jest z sieci  w postaci streamingu, a system jest w kolumnach i to takich, które mogą (pasywne LS50) stanowić fundament dowolnego, w tym absolutnie high-endowego systemu audio. Ma to być maksymalnie proste w obsłudze, ma korzystać pełnymi garściami z najnowszych technologii cyfrowych, ma dzięki synergii wszystkich elementów (przetworniki, wzmacniacze, elektronika w tym interfejsy, procesory, ewoluujący software) oraz ultrakrótkiej drodze sygnału przynieść prawdziwy przełom i wyznaczyć nowy kierunek w całej branży.

Mogłyby być tylko te dwie paczki. Reszta zbędna.

Pytanie, czy to się KEFowi udało, czy ten nowatorski, taki właśnie – kompletny – system zaklęty w kolumnach głośnikowych jest spełnieniem wizji czegoś co dzisiaj tak chętnie określa się mianem „wszystko w jednym”? Wszystko w jednym z (znak czasów) ciągłym progresem, aktualizowaniem, ulepszaniem, dokonywanym nie na drodze fizycznej wymiany komponentów (przeszłość), a zmiany kodu w oprogramowaniu (teraźniejszość i przyszłość). Zamiast manewru kablami, zamiast podstawek, stolików, wymiany źródła, nowe wtyczki, nowe tryby DSP, nowe możliwości odtwarzania plików o (jeszcze) lepszych parametrach, albo jakiś nowych, niedostępnych wcześniej cechach (origami MQA? Mhm)…

Własne źródło dźwięku podpięte pod KEFy: EVO DAC 2 Plus z MBA

Sam stream? No to tyle wystarczy (widoczny LAN opcjonalnie, bo WiFi)

Zacznę od tego, co najważniejsze. Od brzmienia. Ten zestaw – uwaga – potrafi zagrać lepiej od pasywnych LS50. Wiem co mówię, bo LS50 udało mi się dość dobrze poznać (wspomniałem o tym parę razy na łamach) i choć nie przeczytaliście recenzji tych kolumn na HDO, to właśnie odpowiedź na zasadnicze pytanie – czy aktywne LS50 z całą tą elektroniką, mogą stanowić alternatywę dla high-endowego zestawu opartego na pasywnych LS50 (elektronika ModWright) – pokazuje w czym rzecz. To wspomniane przed momentem teoretyczne, ale także jak najbardziej realne, fizyczne, zalety integracji, zaprojektowania takiego całościowego systemu ze znakomitymi przetwornikami Uni-Q. Nie musicie zatem wydawać kroci na wzmacniacz, na osobne pre (o ile idziemy po audiofilsku, czytaj po bandzie, mnożąc składowe systemu tak, aby rachunek przekroczył granice zdrowego rozsądku ;-) ) oraz okablowanie (właśnie!). Wszystkie te elementy stają się zbędne. Nie ma fizycznego połączenia między, bo nie ma tego, co jest pomiędzy. Są tylko i aż Wireless-y (właśnie!) połączone zwykłą, komputerową skrętką. I tu – drobna dygresja bez złośliwości – współczuję serdecznie osobom, które słyszały różnice między kablami LAN (tak, do tych specjałów audiobiżuteryjnych piję i testów takowego okablowania). Mamy pakiety danych, lecą sobie cyferki po skrętce, czytaj komunikują się między sobą karty sieciowe i TU NIE MA PRAWA coś, cokolwiek wpłynąć na dźwięk! Koniec, kropka, amen. Także Wireless właśnie w kontekście audio, a nawet audiofilskim jest tutaj BARDZO NA MIEJSCU. Brzmienie jest swobodne, detaliczne, ze znakomitą przestrzenią, z precyzyjnym umiejscowieniem źródeł dźwięku, ogromne wrażenie robi dynamika tego zestawu. Głębia, klimat, soczysty, niski bas, koherentność poszczególnych zakresów to wszystko tutaj mamy, a mamy dzięki synergii, dzięki dopasowaniu każdego elementu. To gotowiec, tu nie drapiemy się nerwowo po głowie, nie martwimy się że coś nam bruździ, zwyczajnie nie szukamy dziury w całym. Słuchamy.

Wbrew pozorom, żadne AirPlay (bo tego nie ma) tylko BT. Tutaj będzie tylko podstawowy SBC, bo iPad, ale był też aptX, bo Mac

Wspomniany brak identyfikacji modułu BT w Bluetooth Explorerze…

Jak widać aptX jednak da się wymusić w BTE i mamy te lepsze jakościowo, sinozębne strumienie 

Coś tam w DSP zmieniliśmy

Zauważyliście zapewne, że napisałem „potrafią”. Już wyjaśniam… bo tego brakuje w opisach, recenzjach tego zestawu, potrafią zagrać, ale nie zawsze tak samo i najlepszy efekt uzyskacie pod pewnymi warunkami (na marginesie, najlepsze rezultaty daje wykorzystanie zew. software i ew. DACa/streamera, o czym dalej). Cóż, witam w nowej rzeczywistości, kiedy możemy w tak wieloraki, tak dogłębny sposób wpłynąć jak nam zagra system bez jego fizycznej zamiany, bez fizycznej modyfikacji! Po pierwsze w zależności od wybranego sposobu transmisji oraz …oprogramowania, możemy uzyskać różne rezultaty. Zaraz to rozwinę. Po drugie mamy zaszyty w oprogramowaniu moduł DSP z możliwością dopasowania parametrów pracy kolumn do fizycznych uwarunkowań tj. pomieszczenie, ustawienia, materiału/podłoża i wielu innych czynników, które mogą mieć wpływ na finalny rezultat. Można zdać się na podstawowe regulacje, można też wejść do trybu ekspert. Jeżeli, a wg. mnie to jakby jedna z kluczowych składowych tego produktu, software będzie rozwijany, jeżeli te możliwości będą rozbudowywane to większość trudno-rozwiązywalnych problemów, tego co trapi każdego z nas w przypadku klasycznych systemów audio, przejdzie definitywnie do historii. I nawet nie chodzi tutaj o to, że tak będzie w przypadku tytułowego zestawu (we will see), tylko innych, podobnych, czy następnej generacji… to się dokona i będzie stanowiło zupełnie nowe otwarcie (rozwój najlepszego komputerowego oprogramowania do odtwarzania muzyki uwzględnia tego typu sprawy), to potencjalnie przewrót kopernikański w zakresie domowego audio. Kojarzymy systemy kalibracji kina domowego? Jasne, że kojarzymy, tylko że tutaj chodzi o (a nie wątpię, że można będzie to cyzelować, doprowadzając do perfekcji) highfidelity z dopasowaniem w czasie rzeczywistym odtwarzania do konkretnego miejsca. Tu i teraz.

DSD? Tak, ale tylko z zewnętrznym dakiem, który ma wsparcie dla 1 bitowego materiału. W przypadku takiego jak wyżej połączenia niczego nie usłyszymy

A tutaj gramy DSD via EVO i muzyka płynie sobie z Loop-a, audiochmurki (brak autoidentyfikacji w VOX player albumu 1 biowego – wiadomo to DSD), przy czym i tak potem następuje konwersja do PCM w kolumnach (zew. DAC na aux via ADC)

Binauralne nagrania …cymesik!

 

Tidal? Tylko via zew. oprogramowanie, albo via USB/AUX/SPDIF

Sposoby transmisji mają wpływ na to, co usłyszymy. Tak, oczywiście że mają, ale też nie zgadzam się z opiniami, że jest coś wyłącznie dla tych, co im (wiecie, rozumiecie) słoń nadepnął na ucho tj. dla domowników nie przykładających większej uwagi do aspektu jakościowego. Czytaj jest ten tam Bluetooth i w sumie to przejdźmy dalej. No jest i wcale nie jest tylko dodatkiem. Z minusów – nie ma obsługi kodowania AAC – także na Makówkach koniecznie wymuszamy aptX (Bluetooth Explorer), użytkownicy iCoś tam muszą obejść się smakiem, a w przypadku innych komputerowych źródeł dobrze, gdy ww. kodek jest wspierany. Wracając do dźwięku, gra to bardzo dobrze, według mnie przy ustawieniu kodeka aptX, nie znajdziecie wielu powodów do narzekań, to znaczy będzie to oczywisty wybór w sytuacji, gdy lecą strumienie z większości serwisów streamingowych (wyłączając Tidala), gdy zechcemy posłuchać sobie internetowych rozgłośni. Także nie przekreślamy BT, szczególnie że to najprostsza, bo natychmiastowa i prawie-że bezkonfiguracyjna metoda połączenia się z KEFami. Ciekawostka – we wspomnianym Bluetooth Explorerze nie znajdziecie żadnych informacji nt. zastosowanego układu i jego parametrów (brak danych). To pierwszy przypadek, gdy ten software kapituluje w zakresie identyfikacji. Oczywiście nie jest to wina BTE, nie zawinił tu software, to albo jakieś nietypowe rozwiązanie, albo specjalnie zablokowano identyfikację układu. Zostawmy identyfikację, przejdźmy do sieci. W przypadku WiFi (albo LANu, można podpiąć do routera przewodowo LS-y, można) mamy trzy niezbędne elementy równania. Musi być jakieś źródło muzyki (uPnP serwer), musi być software sterujący odtwarzaniem (uPnP kontroler), no i wreszcie efektor w postaci KEFów (uPnP odtwarzacz/end-point) być musi. Trzy.

Sterowanie głośnością z apki jest kompletnie bezsensu: za duże opóźnienia i zerowa precyzja. Pilot w dłoń, albo w górę i dygać do kolumny prawej

Właśnie, sam software nie jest mocną stroną KEFów. Po pierwsze, już samo wykorzystanie jako sposobu komunikacji ze światem zewnętrznym protokołu uPnP to cóż… porażka. Wiemy jak mało elegancki to protokół i jak ograniczony w swojej funkcjonalności. Zapomnijcie o gapless, zapomnijcie o natychmiastowej reakcji na komendy, zapomnijcie wreszcie …o innych protokołach transmisji. Nie ma AirPlay’a, nie ma Spotify Connect, nie ma DTS’owego pomysłu na stream, ani Google’owego (Cast). Ni ma. Wielka to szkoda i rzecz absolutnie do uzupełnienia i do poprawy, dodatkowo samo uPnP niestety nie daje nam tego, co dają inni. Na razie nie ma mowy o prostej integracji usług streamingowych (to po drugie), mimo że o tym wspominają zarówno producent, jak i (a to ciekawe) recenzenci. W firmowej aplikacji na razie niczego takiego nie znajdziecie, np. z Tidala bezpośrednio niczego nie prześlecie, ze Spotify takoż, trzeba posiłkować się zew. softwarem (np. Bubble uPnP, czy wspomnianym już Roonem, względnie JRiver). Cóż, inni integrują wszystko jak leci (opisywane u nas produkty Sonosa, Auralica i wiele innych) i tu KEF (a konkretnie zewnętrzna firma, która im to pisze – tu widzę pewien oczywisty minus, bo najlepiej jak ludzie od tego co tak ważne, tak kluczowe dla takiego produktu pracują „pod jednym dachem”) ma sporo do nadrobienia! Software wymaga polerki w zakresie UI/UX (nawigowanie utrudnione, niewielkie elementy, mało wyszukana oprawa), moduł DSP potrafi się wykrzaczyć, no i jw. szkoda, że nie ma DLNA choćby. Na szczęście biblioteki zew. wczytuje dość szybko (NASy), ale już z takiego iTunesa musicie najpierw pobrać muzykę (np. na telefon), by móc ją odtworzyć (bez sensu). Sumując, to co dzisiaj najistotniejsze wymaga dużej pracy i wiele tu należy poprawić, dodać, rozszerzyć. Na szczęście wszystko jest możliwe, bo właśnie taka jest natura tego typu all-on-one. Można wszystko. Wystarczy upgrade. Pytanie, jak dobrze poradzi sobie z tym zadaniem KEF?

Zatem idealnym partnerem dla opisywanych KEFów i czymś, co należałoby uwzględnić jako dodatkowy, konieczny koszt (przy cenie tego zestawu to nadal prawdziwa wg. mnie okazja) byłby właśnie alternatywny front-end. Tak, dobrze się domyślacie, mam tu na myśli Roona. To pełna integracja z Tidalem (obecnie także hi-resów), to dodatkowe możliwości, których na próżno szukać w firmowym rozwiązaniu, takie jak: niezwykle rozbudowane tryby DSP, konwersja do PCM sygnału DSD (sam zestaw nie potrafi konwertować plików jednobitowych, niczego nie usłyszymy odtwarzając taki materiał na KEFach z podpiętym PC bezpośrednio pod USB, choć konwersja w oprogramowaniu zew. może tutaj pomóc), nowatorski sposób nawigowania / interakcji z własną kolekcją, bibliotekami muzycznymi itd, itp w sumie to można by jeszcze długo wymieniać. Niestety same LS50W nie są (obecnie?) Roon Ready (jaka szkoda!). Nie obsługują protokołu RAAT. No tak, ale po pierwsze mamy wbudowanego DACa, a po drugie możemy posiłkować się jakimś nanoPC, wyspecjalizowanym komputerkiem z wersją oprogramowania Roon dla takiego end-pointu (np. MicroRendu, ale może być coś niewyspecjalizowanego tj. przetestowany u nas MiniX PC). Dzięki RoonBridge zainstalowanym na takim PC zintegrujemy sobie KEFy z Roonem. Moim zdaniem warto, bo dopiero w takich okolicznościach przyrody maksymalnie wykorzystamy potencjał tkwiący w tym produkcie. I tutaj jedynie można wyrazić nadzieję, że w przyszłości nie będzie takiej konieczności (dokładania do pieca ;-) ), bo same kolumny będą odpowiednio wyposażone, pardon, zaktualizowane (już sama obsługa któregoś z wymienionych protokołów wystarczy, by znacznie rozszerzyć możliwości).

Panel informuje co i jak, poziomu jednakowoż nie odczytamy (nigdzie)

Tak czy inaczej wystarczy wbić się do swojej sieci WiFi (jak donoszą inni recenzenci, proces nie zawsze kończy się sukcesem – kolejny kamyczek pod adresem programistów odpowiedzialnych za ten projekt) , albo korzystając z gniazdka LAN podpiąć kolumny do routera, by móc bez ograniczeń strumieniować muzykę ze swojego domowego serwera. To, nawet wyłączając potencjał, ale i wyzwania, związane z firmowym oprogramowaniem, coś, co jest otwarte na przyszłość, dzięki wspomnianym softwareowym alternatywom. Taka natura komputerowego audio i ten komputerowy system głośnikowy (mhm!) jest tego dowodem. To emanacja zmian jakie zachodzą dzisiaj w branży. Fajne jest to, że nie trzeba wcale znać się na komputerach. Owszem, ta wiedza daje określone możliwości (większe) wykorzystania drzemiącego w tym przełomowym produkcie potencjału. To prawda, ale jak dowodziłem wcześniej, nie musisz się znać, a i tak ten zaklęty w kolumnach system audio zagra lepiej od moim zdaniem dowolnego, składanego z wielu klamotów, zestawu audio w cenie dużo wyższej od tych niecałych dziesięciu tysięcy złotych, jakie przyjdzie nam zapłacić za Wireless-y. Doliczmy do tego koszt oprogramowania (widzicie, mam nadzieję, jak kluczowy, jak ważny obecnie to element) i nadal macie więcej za mniej, nie mówiąc o oszczędności miejsca, o braku komplikacji, o integracji z domowym AV (jest port dla suba, są złącza SPDIF, można spokojnie podpinać, dodajmy tryby DSP, a efekt będzie spektakularny). Także, wszytko w jednym? Owszem, bo gramofon takoż można.

Tak, to wszystko prawda, ale (no tak) to jednak dopiero początek. Bo rezultat, choć niesamowity, robiący ogromne wrażenie mógłby być lepszy. Wspomniałem o minusach, wspomniałem o brakach, nie uzasadniłem jeszcze do końca dlaczego tak sądzę, tak uważam. Nie będę już powracał do software, w fotogalerii z opisem będzie o tym jeszcze co nie co (przepraszam, takie zboczenie zawodowe ;-) ), natomiast w paru słowach o alternatywie dla zaszytej w KEFach elektronice z bardzo ważnym i (na razie bez satysfakcjonującej odpowiedzi) pytaniem. Brzmi tajemniczo? No, bo właśnie znakiem zapytania zakończę te impresje, wrażenia. KEFy grały (również) z testowanym, bardzo dobrym dakiem EVO 2 Plus od M2Techa. Podpiąłem go pod wejście liniowe, które skorelowane jest z… układem ADC (jak tam z transparentnością… zapytają sceptycy). Podwójna konwersja? Ano tak, mamy układ ADC, bo przecież same głośniki komunikują się między sobą w domenie zero-jedynkowej, tu co krok cyfra, to właśnie te zera, to te jedynki i tak aż do… No właśnie. Wejście analogowe jest tutaj pewną zagadką dla mnie.

Aux (mamy tutaj układ ADC, który konwertuje każdy sygnał do PCM 24/192)

Podpięcie zewnętrznego DACa dało mi możliwość odtwarzania plików DSD (późniejsza konwersja sygnału analogowego do PCM w kolumnach), skorzystałem z obsługi muzyki powyżej 24/192 (takie ograniczenia ma wbudowany w kolumny przetwornik), do tego mogłem ustawić konwersję muzyki zapisanej w PCM do postaci 1 bitowej. Rzecz jasna mogłem także skorzystać z trybu gapless, wszystko to stało się możliwe. Mając do dyspozycji podpięty pod KEFy zewnętrzny „streamer” pod postacią wzmiankowanego M2Techa z MacBookiem mogłem wygumkować braki KEFów, za cenę pewnego skomplikowania systemu, fizycznego podłączenia zew. źródła. Jasne, mniej jasne jest to, co usłyszałem. Wejście liniowe jest w tym wypadku specyficzne, bo raz że może pracować z podpiętym gramofonem (przy czym przedwzmacniacza trzeba), dwa skorelowane jest z układem konwertującym sygnał analogowy do postaci cyfrowej. Na pewno, mimo braku zmian w regulacji natężenia dźwięku, na dzień dobry jest głośniej. KEFy grają niezwykle rozdzielczo, precyzja tych kolumn zachwyca. Miałem jednak wrażenie, że z EVO było (jeszcze) lepiej. Ciekawe. Może to tylko kwestia dodatkowych możliwości w zakresie odtwarzania, a może…

Miałem wrażenie lekkiego zmiękczenia podczas odtwarzania za pośrednictwem interfejsu USB (wbudowanego w kolumnach), nie miałem takiego wrażenia gdy strumienie śmigały sobie bezprzewodowo, a jeszcze bardziej nie miałem takiego wrażenia, gdy słuchałem via AUX na EVO/Mac. Przy czym pamiętam, co napisałem wcześniej o wejściu liniowym. Eleganckiego pilota mogłem użyć do podstawowego sterowania odtwarzaniem wyłącznie w trybie wewnętrznego streamera, gdy grały kolumny via uPnP, w przypadku zewnętrznych źródeł można było sterować wyłączenie natężeniem oraz zmienić wybór tego, co gra. I tutaj pojawił się jeszcze jeden drobny, aczkolwiek od strony ergonomii, istotny zgrzyt. Panel dotykowy z zaznaczonym wyborem źródła znajduje się na górnej części obudowy prawej kolumny i jest oczywiście niewidoczny dla użytkownika. W firmowej aplikacji sterującej nie mamy żadnej informacji na temat wybranego źródła, ani możliwości wybrania innego. Pilot wyświetlacza nie ma, kolumny nie mają, także aby uzyskać wiedzę co jest wybrane musimy pofatygować się do prawej i sprawdzić, co tam świeci na panelu. Nawet, gdy nie będziemy niczego podpinać zewnętrznie do KEFów, to i tak czasami zechcemy zmienić źródło na BT, albo wrócić do WiFi/LAN…

Skrętka i sieciówka w lewej. Obie kolumny aktywne, obie z kartami sieciowymi, przetwornikami…

Głośniki mają optymalne warunki pracy, mamy ultrakrótką ścieżkę sygnału, dopasowane komponenty, synergię całego układu. To nie tylko wielkie wejście aktywnego zestawu głośnikowego jako alternatywy dla klasycznego systemu, ale całościowy pomysł na wysokiej jakości granie bez mnożenia bytów. Właśnie, to szansa na to, by niedoceniane w domu (a doceniane w studiu nagraniowym, czy u samych muzyków, twórców, DJ-ów) aktywne zestawy głośnikowe stały się atrakcyjnym „zamiast” dla typowych audioklamotów. Można tworzyć strefy (apka), choć prawdziwa zabawa w multiroom znowu wymaga zewnętrznego oprogramowania (tak, powtarzam się, znowu ten Roon). To ważne dzisiaj, bo jak już możemy w tak atrakcyjnej formie mieć całościowy system audio to w przypadku dużej chałupy byłoby miło, gdyby paroma kompletami dało radę zawiadywać. W komplecie macie już całe okablowanie (skrętka, kable sieciowe), takie o typowo komputerowej proweniencji, jak komuś nie w smak to można jakieś sieciówki inne niż te, co z pudła wypadły, dać (np. LoRady Supry… btw okablowanie Szwedów tj. USB/łączówki wykorzystałem w teście). No kto co tam lubi.

Tu, między innymi, tkwi potencjał

Sumując, to produkt, który wyznacza nowe w audio. Podobnie jak testowany u nas obecnie NAD C338 (btw popatrzcie, wystarczyło zintegrować CAST i już wszystko jakby jest) to zdefiniowanie na nowo systemu HiFi. Odejście od klasycznego zestawu klamotów na rzecz czegoś nowego, czegoś komputerowego, sieciowego (internetowego), podatnego na ciągłe udoskonalanie (przy czym za to udoskonalanie zapłaciliśmy już płacąc za kolumny, wsparcie mamy i powinniśmy mieć gratis). Fascynujące, ale zarazem trochę taka terra incognita. Dla osób obeznanych z IT pewne rzeczy są jasne, oczywiste, ale… mówimy o audio właśnie, o czymś, co wymyka się często prostym ocenom, nie da się (tylko) pomierzyć, nie da się łatwo opisać, czy zinterpretować. Komputer, a konkretniej kod staje się niezbędnym elementem równania. Pod pewnymi względami komplikuje to sprawę, ale daje też nieograniczone możliwości. Mój dream KEF50Wireless vol.2 (albo up ;-) )? Wszystkie niezbędne protokoły zintegrowane (tj. RAAT/DLNA/AirPlay/SpotifyConnect etc.), wbudowany DAC o większych możliwościach niż obecnie, no i rzecz jasna dopracowana apka (albo wszystkie streamingi, źródła – integracja, albo właśnie tylko DSP, wstępna konfiguracja, a resztę zostawić zewnętrznym aplikacjom). Wiele da się tu zrobić na drodze aktualizacji software. Reszty nie ruszać, bo zwyczajnie nie ma takiej potrzeby. Każda z kolumn ma swój dopasowany wzmacniacz, pełna synergia, mamy najlepsze wg. mnie połączenie jakie można sobie wyobrazić między kolumnami (skrętka), mamy fantastyczne UniQ… no ludzie, w tej cenie to rewelacja jest. Cały system. Za mniej niż dychę. Niezłe jaja!

 

Wielkie podziękowania za cierpliwość, za ciekawą wymianę poglądów oraz za udostępnienie gdańskiemu salonowi

Rozbudowana fotogaleria z opisem:

Najnowsze skrzyneczki M2Techa w redakcji: EVO DAC 2+ & EVO Clock 2

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
tyt_iOS

Mam słabość do produktów tej firmy. Włosi nie ulegli pokusie dopisania co najmniej jednego zera do rachunku (wiecie, Europa, mamy wysokie koszta pracy, to nie Azja), ich produkty są wycenione niezwykle rozsądnie. Przy czym mamy do czynienia z czymś, co powstało od A do Z w słonecznej Italii. Jest pomysł, wróć… jest wiedza, gruntowna wiedza inżynierska oraz informatyczna jaka cechuje wyroby M2Techa, jest i wykonanie. Przystępne cenowo, a przy tym bardzo dobre jakościowo, nie tylko w swej klasie (określony pułap cenowy) klamoty, zazwyczaj mocno kompaktowe, wręcz miniaturowe to specjalność tego producenta. Korzystam na co dzień z ich rozwiązań, tych najprzystępniejszych (co w tym wypadku wcale nie oznacza – z ograniczeniami, a jeżeli już to tylko funkcjonalnymi, nie jakościowymi) kosztowo… linia hiFace, a konkretnie hiFace Two oraz DAC i oba naprawdę dają radę! DAC jest wręcz nieprzyzwoicie dobry jak za te niecałe 1k złotych, wygląda jak osiem nieszczęść (no tutaj jest prawdziwy plastik fantastik), ale jak to bombowo gra! Fantastyczny interfejs dla komputera i właśnie w takiej roli najlepiej (stacjonarnej) wykorzystać go w systemie. Dlaczego tak? Przypominam (patrz nasza recenzja hiFace DAC), tam nie ma żadnego wzmacniacza słuchawkowego, tam jest wyście idealnie nadające się do podpięcia pod stacjonarny tor, pod pre/integrę właśnie. Nietypowo, ale też (świetna kość, znakomita realizacja współpracy z komputerem, obsługa plików PCM nawet do poziomu 384MHz tj. DXD) właśnie dokładnie pod taki system. Słuchawki niekoniecznie, a jak już to takie stacjonarne też, a i tak warto budując taki tor wpiąć jakiś wzmacniaczyk słuchawkowy. Drugi grzdyl to świetny konwerter cyfrowy, niedołączony element salonowego systemu ze zmodyfikowanym Squeezeboksem Touch (EDOmod. – pełna gwarancja sukcesu, konwertujemy sygnał USB wychodzący z SBT do SPDIF i dalej do DACa… w tym wypadku rDACa, który po koaksialu gra wg. mnie wybitnie dobrze). I to wszystko za pieniądze, które często nie starczą na zakup audiofilskiej łączówki. To – mimo, że mam w kolekcji także dużo droższe klamoty – nadal żelazny element wyposażenia i nie wydaje mi się żebym się z tymi maluchami kiedykolwiek chciał rozstać. Takie dobre są :)

Małe, alu boksy. Dzisiaj kilku producentów oferuje takie rozwiązania z możliwością rozbudowy, rozszerzania systemu opartego o takie malutkie klamoty

No dobrze, było o mikrusach, warto napisać coś o tytułowych pudełkach. Małe to, a tworzy cały, przemyślany zestaw/system wzajemnie uzupełniających się, wspierających skrzynek, których jedynym celem jest jak najlepsze obsłużenie cyfrowego sygnału, z jego konwersją (zarówno cyfra/cyfra, jak i – w przypadku testowanego zestawu – cyfra/analog). Tu nie ma drogi na skróty, bo (i to było swego czasu nowatorskie podejście, bo mówimy właśnie o 2 generacji EVO) każdy ze składników „dania” ma określoną funkcję, ma całościowo wynieść granie z pliku (bo taki sygnał zazwyczaj będzie dostarczany) na wyżyny. I to wyżyny absolutne – za wszystkie składniki, gdybyśmy zdecydowali się na całościowe podejście do tematu, przyjdzie zapłacić ok. 6 tysięcy. Czyli tyle ile kosztuje dobrej klasy DAC. Tu jednak mówimy o czymś innym, bo mówimy o całościowym systemie z zewnętrznym generatorem zegara (częstotliwość wzorcowa 22MHz i 24MHz dla obu częstotliwości taktowania tj. 44,1 oraz 48 MHz oraz ich wielokrotności 88.2/96/176.4/192), z konwerterem, z dedykowanym zasilaniem. Wszystko to w miniaturowej odsłonie, co nie oznacza miniaturowych ambicji. Te są duże. Z recenzji EVO pierwszej generacji wyłaniał się obraz niezwykle zachęcający – było to granie zupełnie niecyfrowe w charakterze, niebywale plastyczne, analogowe w formie. Recenzenci rozpływali się w zachwytach, zgodnie uznając, że jest to jedna z najciekawszych, tak kompleksowych, propozycji na rynku (przygotowana na obsługę sygnału także z innych cyfrowych źródeł, w tym profesjonalnych interfejsów wyposażonych z złącze I2S). Mnie osobiście trochę żal, że producent podążający wyraźnie swoją drogą, stosujący nietypowe rozwiązania (właściwe wszystkie produkty M2Techa są inne, właśnie takie trochę pod prąd) nie zdecydował się na implementację innych rozwiązań z rynku pro, mam tu na myśli FireWire oraz Thunderbolta. Ten ostatni, o czym wspominałem w teście TAC-2, potrafi zdefiniować parę rzeczy na nowo w PC Audio i wg. mnie pod pewnymi względami jest dużo lepszym rozwiązaniem od magistrali USB. Magistrali, która nigdy nie była i nie będzie „pod audio”, bo jej charakter jest na wskroś uniwersalny, wielozadaniowy i wieloobsługowy… a to generuje problemy, z którymi walczymy, walczymy, choć są rozwiązania całkowicie pozbawione dobrze znanych wad i ograniczeń tj. opóźnienia czasowe/jitter, interferencje/przenoszenie zakłóceń z magistrali/innego sprzętu pracującego (współdzielenie), przenoszenia zakłóceń z zasilania sprzętu komputerowego, portów,  etc.

I tu warto pochylić się nad propozycjami M2Techa. Oni doskonale wiedzą o wadach USB. I starają się im zaradzić. Tu wiele rzeczy zrobiono jak należy by wyrugować wspomniane ograniczenia. Nowa wersja EVO jaka do mnie trafiła ma być jeszcze lepsza, ma być (i jest) przygotowana do obsługi plików DXD i DSD (128). Zegar może działać w trybie automatycznego dopasowywania (w pierwszej generacji trzeba było ręcznie przestawiać) częstotliwości próbkowania. Wystarczy w tym celu podpiąć obie skrzynki dodatkowo kablem optycznym (poza BNC). Jak ktoś chce wyspecjalizowane zdać się na wyspecjalizowane zasilanie, to można jeszcze do kompletu dokupić EVO Supply, a dla tych, którzy chcą czegoś naprawdę bezkompromisowego jest jeszcze EVO Two, czytaj, konwerter cyfra/cyfra z dodatkowym interfejsem AES/EBU oraz we/wy SPDIF do domowego nagrywania (homerecordingu, w którym pomocne będzie precyzyjne dopasowanie zegara vide EVO Clock 2 oraz wspomniane złącza pro AES/EBU & I2S (tu w wariancie ze złączem HDMI)). Także można zbudować sobie system, a to jeszcze nie wszystko, bo firma postanowiła tym razem uzupełnić swoją propozycję o… wzmacniacz słuchawkowy. Cóż, trudno się dziwić, w dzisiejszych czasach, bez słuchawek ani rusz (na rynku ani rusz). Dodatkowo, najnowszym elementem linii EVO, jest DAC ze zintegrowanym gramofonowym pre. Testy przeprowadzę na dwóch odmiennych konfiguracjach komputerowo/systemowych – będzie wykorzystany iMac z najnowszym macOSem/Roonem oraz MiniX nanoPC z Win10 grajac na foobarze oraz z Tidala. Sprawdzimy jak sprawują się sterowniki (mocna strona tego producenta, jw. bezproblemowa współpraca z SBT, bezproblemowa z PC/Mac…), całość zagra zarówno @ słuchawkach, jak i z systemem stereo (podepniemy pod testowanego właśnie NADa C338). 

Co by nie było potrzeby przełączania ręcznego, trzeba zdecydować się na dwa kable. Z prawej niezbędny do podpięcia przetwornika lub konwertera z zew. zegarem (BNC) oraz z prawej SPDIF (optyk), co pozwoli na automatyczne dopasowanie częstotliwości 

Poniżej parę dodatkowych obrazków z opisem prezentujących skrzyneczki:

» Czytaj dalej

NAD C338 wreszcie na polskim rynku. Ile kosztuje sieć?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
big_Zrzut-ekranu-2016-09-27-o-07-10-51

Ano niemało, choć patrząc na cenę, to polskiej dystrybucji udało się (rozmawiałem na ten temat podczas AVS 2016) utrzymać koszt nabycia C338 na poziomie 3000 złotych. Patrząc przez pryzmat ceny naszego redakcyjnego D3020 (2199 w chwili premiery, patrz nasza recenzja) to jakieś 800 złotych za – właśnie – LAN. Oczywiście to nie wszystko, bo obudowa wymiarowana standardowo (40cm) pod inne audio klocki, bo nowocześniejszy moduł BT (sporo tych antenek z tyłu, jest szansa na dobry, bardzo dobry zasięg transmisji), znamionowo nieco wyższa moc uzyskiwana w klasie D z „końcówek” Hypex-a, możemy też podpiąć gramofon. Przy czym, czego pominąć nie można, producent nie zintegrował tutaj USB DACa (który w D3020 występuje). Zdecydowano się na LAN co ma swoje niewątpliwe zalety, ale też jest coś zamiast, a nie obok. W przypadku droższych integr z serii C (patrz nasz wpis o całej, nowej linii C338/C368/C388) mamy moduły, mamy własny system BluOS… tego w najtańszym urządzeniu nie znajdziemy, ale pełna integracja sieci niweluje (vide nasz wpis o aktualizacji D7050 – pokazuje to jak kluczową sprawą jest integracja Internetu w nowoczesnym klamocie) do pewnego stopnia te braki w stosunku do droższych urządzeń (gdzie LAN występuje w opcji, jako moduł właśnie). Tu jest jeszcze lepiej, bo macie ZINTEGROWANEGO CHROMECASTA. Wiadomo co to oznacza w praktyce (patrz wpis).

Integra C338 NADa to kwintesencja zmian jakie zachodzą obecnie w audio. Tu, jak w soczewce, obserwujemy dzisiejszą ewolucję branży, stopniowe odejście od tego co fizyczne (na rzecz sieci: BT, LAN – streaming), odejście od końcówek w klasie A, AB na rzecz ekologicznych rozwiązań, wysoce efektywnych jakie (co warte podkreślenia) są przez NADa bardzo dobrze rozpoznane (bo i od lat oferuje takie produkty, ma na tym polu niemałe doświadczenia). Innymi słowy klasa D (a także inne rozwiązania odległe od tradycyjnych, klasycznych form wzmocnienia sygnału), projekty hybrydowe… co nowy produkt to właśnie takie, inne od dotychczasowych, pomysłów na wzmacniacz, który nie zużywa bezproduktywnie energii jak to robią klasyczne klocki. Jak już coś podpiąć to cyfrowo (porty SPDIF), a jak jednak analogowo to – cóż trend jest wyraźny, choć to niszowa moda – gramofon. 

Firma od zawsze miała słabość do winyla, zawsze jakiś gramofon w ofercie był, specjalizowała się (od początku swojej działalności) w przedwzmacniaczach gramofonowych, stąd takie coś na pokładzie C338 znajdziemy i fajno, bo można grać z czarnego krążka bez konieczności wydatkowania kolejnych kwot na jakieś pre. Oczywiście w komplecie niewielki pilot, choć zapewne i tak będziemy sterować z jakiegoś komputera, handhelda, wybierając jako źródło we wzmacniaczu BT/LAN. Sprzęt powinien być już dostępny w sklepach. Mam nadzieję, że uda mi się zdobyć egzemplarz do testów – porównamy tę propozycję z redakcyjnymi NADami: D3020 oraz… klasycznym C315. Tak, nowoczesność konkretnie kosztuje, widać to doskonale na przykładzie tego ostatniego. Kiedyś najprzystępniejsza cenowo integra NADa to był wydatek rzędu 1500 złotych. Maksymalnie. Teraz czasy inne, de facto integra to też już źródło, taka autonomiczna skrzynka, ma to jednak swoje przełożenie w cenie urządzenia. Pytanie jak to nowe wypada brzmieniowo, porównując do znakomitego klasyka tj. 315-ki? No właśnie, ciekawe… Dodatkowo odpowiedzielibyśmy sobie na pytanie, czy taki C338 może wygumkować dwa systemy w salonie, oparte na klasycznych klamotach (wspomniany C315 z podpiętym Chromecastem oraz C1020 z gramofonem 5120 i końcówką – wszystko od NADa)… może?

AKTUALIZACJA 1: Dzięki uprzejmości salonu Q21 uda się przetestować C338. Klamot powinien być u nas niebawem

AKTUALIZACJA 2: Już jest, zapraszam do naszej fotogalerii z rozbudowanym opisem. Powiem krótko: to zmiana reguł gry, tak będą wyglądały już niebawem wszystkie nowe wzmacniacze. Tak, bo CAST!

Recenzja Audioengine HD6. Kompletny system w aktywnych monitorach

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170119_114626218_iOS

Pamiętacie małe grzmoty? Audioengine A2+? Tak, te desktopowe kolumienki zrobiły na mnie niemałe wrażenie, w przypadku tytułowych poprzeczka była jednak postawiona w zupełnie innym, znacznie wyższym miejscu. Aktywne kolumny za 4 tysiące złotych to już poważna sprawa, to pieniądze za które można kupić bardzo dobre monitory / podłogówki, albo złożyć cały, budżetowy zestaw HiFi. To prawda, podobnie jak prawdą jest – w przypadku HD6 – fakt zakupu całego systemu zamkniętego w obudowach omawianych kolumn. To integracja nie tylko wzmacniacza, nie tylko przetwornika C/A, ale także przedwzmacniacz analogowego oraz modułu bezprzewodowego Bluetooth, obsługującego stream za pośrednictwem protokołów aptX, AAC. Mamy więc najlepsze co może zaoferować obecnie sinozębna technologia, mamy możliwość zintegrowania całego naszego audio (toru) wokół tych monitorów. Niby w nadal jeszcze niezbyt licznych, aktywnych kolumnach głośnikowych, standard (wyposażenie) patrząc przez pryzmat tego, co oferuje obecnie rynek, ale można to wszystko zintegrować na bardzo różnym poziomie. Miałem ostatnio możliwość posłuchania kilku nowych propozycji w tym zakresie, takich od 1000 do 5000 złotych (najtańsze zestawy pochodziły od chińskiego przedsiębiorcy) i cóż – skonstruowanie w zakładanym budżecie dobrego brzmieniowo, aktywnego all-in-one wcale nie jest rzeczą trywialną, to spore wyzwanie, właściwie to najambitniejsze zadanie, bo tu trzeba dokonać wielu wyborów, wszystko zamknąć w ramach jednego produktu przy jednoczesnym samoograniczaniu (budżet).

Audioengine HD6 to topowa konstrukcja w ofercie Audioengine. Tu ma być wszystko naj, ma to być zestaw pokazujący na co stać Amerykanów, przy czym projektanci nie bawią się w żadne subtelności, tylko walą prosto z mostu: chcesz mieć wysokiej klasy HiFi w domu? Zdecyduj się na nasze HD6, wybierz to zamiast klamotów, kabli, pasywnych zestawów głośnikowych, dodatków… słowem, wybierz prostotę, niemnożenie bytów, mniej – w tym wypadku – ma oznaczać pod każdym względem lepiej. Ok, to oczywiście przemawia do wyobraźni, bo faktycznie kolumny właściwie wystarczy podpiąć do sieci elektrycznej i już mamy system, można postawić na dowolnym meblu bez żadnych wspomagaczy, bo producent dał duże, solidne gumowe podkłady i nie właściwie zamyka to temat (oczywiście standy to coś, co warto zawsze rozważyć, o ile jest taka możliwość). Tak, to wszystko prawda. Można zdać się na strumienie, pozostawić gniazda przyłączeniowe puste, sterować natężeniem za pomocą dołączonego, wyciosanego w grubej, aluminiowej sztabie, pilota zdalnego sterowania i uznać temat za zamknięty. Komputer, handheld z najlepszym obsługiwanym przez siebie protokołem BT i mamy finał kompletowania systemu. Wystarczy wyjąć z pudełka, ustawić, podpiąć i już.

To prawda, można w ten sposób wykorzystać ten zestaw, to właśnie sugeruje nam producent, mówiąc o wysokiej jakości dźwięku, jaki może dobiec do naszych uszu w sytuacji, gdy skorzystamy ze strumieniowania. Jednak, co by tu nie mówić o zaletach streamingu, scedowania wszystkiego na bezprzewodowe źródło i same kolumny, to jednak w pełni wykorzystać potencjału drzemiącego w luksusowych obudowach HD6 w ten sposób się nie da. To akurat dobrze, bo zwyczajnie to, co zapakowano do obudów, cały tor, przetworniki, sekcja C/A pozwalają na więcej. Głośniki zamontowane w skrzynkach rozwijają pełnie swoich możliwości wtedy, gdy do analogowych wejść podepniemy rasowe źródło, jak choćby grający przez parę tygodni w takim właśnie zestawieniu, przetwornik C/A Matrix X-Sabre Pro gen.2. Grało to zjawiskowo dobrze, na dużo lepszym poziomie od strumienia, a także na zauważalnie (choć już bez takiej różnicy jak w przypadku strumienia) lepszym w porównaniu do wbudowanej sekcji C/A w samych kolumnach. Co więcej, warto było dać szansę trybowi pre w Matriksie – rezultat także tutaj był na plus w stosunku do tego, co oferowały same HD6. Co to w praktyce oznacza? Ano same dobre wieści dla użytkownika tych kolumn, bo może z czasem uzyskać lepsze rezultaty, podpinając jakiegoś klamota, przy czym nie musi to być (nadal) pre, nie będzie to oczywiście końcówka, a (jedynie i aż) lepszy DAC (i co tam jeszcze w jednej skrzynce producent pomieścił ;-) ). Także możliwy jest progres w (niby) zamkniętym, kompletnym rozwiązaniu, jednocześnie można (a nawet warto) korzystać z pełnej integracji jaką oferuje topowy zestaw Audioengine, bo to zwyczajnie wygodne, praktyczne i na poziomie solidnego, przystępnego cenowo HiFi.

Poniżej, w rozwinięciu, przeczytacie uzasadnienie tego, co powyżej, czas zatem na konkrety…

» Czytaj dalej

Mass Fidelity Relay – czy to już? Bluetooth w HiFi, HiFi… Bluetooth

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Relay_1

Czekam na czarną, magiczną skrzyneczkę samogrającą Mass Fidelity (patrz nasz wpis o Core tutaj), ostatnio trafiła do mnie inna skrzyneczka – nie czarna a srebrna. Audiofilski odbiornik Sinozębny? Serio? A ki czort? Nie czekając podpiąłem i hmm…. tak ten interfejs nie brzmiał dotąd. No może ostatnio zmieniło się co nieco, bo najnowsze produkty wspieracjące aptX, nowe aptX HD to spory progres w temacie (sporo na ten temat na łamach HDO), ale… tak od razu HiFi, jakieś tam z zachwytu cmokanie, odnotowane zero różnicy w stosunku do takich np. AirPlay’ów? Kto by? No właśnie.

Mass Fidelity to beniaminek, ale wyraźnie czują blue…sa, wiedzą czym są strumienie bez „ale”, postanowili wyspecjalizować się w interfejsach sinozębnych. Chodzi o to, by pierwotnie ułomny sposób bezprzewodowego transferu pozbawić ułomności, by mógł stanowić równorzędny z innymi interfejsami sposób strumieniowania muzyki do systemu HiFi. Stawiamy skrzyneczkę, żadne tam parowanie z trybem mrugającej diody, nic z tych rzeczy, tylko prosto do celu – wybieram w ustawieniach źródła rzeczonego Relay’a i już. Zawsze gotowy do współpracy, wspierający najnowszą wersję kodeka aptX, działający bez opóźnień, także tych cholernie irytujących znanych z AirPlay’a (wciskam play i sobie czekam, czekam… beznadziejne to), opóźnień czasowych związanych z samym graniem (tu postęp jaki się dokonał w przypadku BT jest gigantyczny). To raz. Muszę przyznać, że stabilność parowania tego interfejsu z dowolnym nadajnikiem (komputer, handheld) robi spore wrażenie. Nie ma co porównywać z wieloma innymi produktami na BT, które zwyczajnie często, gęsto wymagają ponownego wprowadzenia w tryb parowania. Strasznie to irytuje, tutaj nie ma o tym mowy. Włączamy, wybieramy, gramy.

Dwa, to forma, wyposażenie i ambicje. Forma nie byle jaka, bo skrzynka po całości alu, a nie jakiś plastik fantastik, wyposażenie też konkret, bo niby „tylko” dwa dobrej jakości gniazda RCA, a tu niespodzianka – instrukcja informuje, że owszem, ale jeszcze dodatkowo konwertowane @ SPDIF elektryczne (dobry DAC z takim uzupełniającym wyposażenie usieciowieniem? No czemu nie? Jak się okazało podczas testów warto skorzystać z tej opcji!), a całość (te ambicje) to równorzędny partner w naszym wypieszczonym audio torze (salon i to co najlepsze fabryka dała, a portfel ledwo zniósł). Tak to na pierwszy rzut oka wygląda. Zacnie wygląda ten Mass Fidelity Relay. Zacnie.

» Czytaj dalej

überDAC: Matrix X-Sabre PRO edycja 2016 (2 gen)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170201_071257260_iOS

Gdzieś, kiedyś, w którymś momencie warto się zatrzymać. W poszukiwaniach ideału, idealnego toru, cyzelowaniu systemu przychodzi taka chwila, gdy uznajemy że to właśnie to, że „mogę z tym żyć”, że w sumie dalsze zmiany to już nie progres. Oczywiście można brnąć dalej, szukać bez końca, albo zwyczajnie zmiany w systemie traktować jako (kosztowne) hobby, taką trochę sztukę dla sztuki. Można i tak, ale warto odpowiedzieć sobie na pytanie jaki przyświeca nam cel, właściwie dlaczego, po co coś zmieniamy, decydujemy się na zakup nowego klamota. Do czego zmierzam? Ano do tego, co stanowi kwintesencję – sprzęt ma być narzędziem, a nie – właśnie – celem samym w sobie, narzędziem które powinno przybliżyć nas do tego, co zarejestrowano, co odtwarzamy, przy czym zawsze, ZAWSZE jest to mniej lub bardziej udolna próba odtworzenia tego co powstało w studio nagraniowym (nawet w przypadku nagrań „live”, mówimy o studio). Muzyka na żywo, tak często przywoływana jako coś, co stanowi referencję, szczyt, to rzecz niemożliwa do powtórzenia w warunkach domowych z bardzo prostej przyczyny – to chwila, to moment, to kontekst miejsca, klimatu, ulotnego i niepowtarzalnego „tu i teraz”. Najlepsze mikrofony, najlepsze rejestracje, masteringi, najlepsze co można uzyskać post factum będzie tylko imitacją i nigdy nie uda się w domowym systemie odtworzyć tego, co – właśnie – było. To po pierwsze, a po drugie każda prezentacja wyczarowana przez klamoty jest prezentacją, interpretacją tego, co zapisano na nośniku. Zawsze to tylko i aż pomysł na granie, na takie, określone ramami technologicznymi, pokazanie muzycznego spektaklu. Przybliżone. I tylko nasza subiektywna ocena systemu daje nam pewne wskazówki, czy to co słyszymy jest „wierniejsze”, „bliższe” temu co zapisano, czy też sprzęt przedstawia to po swojemu (koloryzowanie), albo po prostu (subiektywnie oceniając) nieudolnie stara się odtworzyć muzykę w domowych pieleszach. To interpretacja i sama w sobie stanowi jakość, pewien byt, przynależny domowym klamotom, przynależny sposobom odtwarzania na zestawach głośnikowych, na słuchawkach. Mianownikiem są – o czym do znudzenia powtarzam – nasze emocje, nasz stan zaangażowania. Tego nie da się „przeskoczyć”.

Patrząc na rozwój domowego audio, dostrzegam pewną granicę, do której nieuchronnie zmierzamy. Czy licytacja na „kto da więcej”, w kontekście możliwości najnowszych generacji kości C/A, interfejsów nie zbliża się do finału, czy nie dochodzimy do „ściany”? W przypadku muzyki, jej zapisu dochodzimy do miejsca, w którym trudno o postęp, o rewolucję, o jakąś radykalną zmianę. Najlepsze materiały, najlepsze sposoby rejestracji – to już jest, trudno przeskoczyć coś, co w pomiarach, na ucho brzmi „doskonale”. Trudno oczekiwać jakiegoś radykalnego przełomu w studniach nagraniowych, trudno spodziewać się pojawienia jakiejś przełomowej technologii, która pozwoli uzyskać dużo lepsze rezultaty w przypadku domowego audio. Kierunek został jasno wytyczony: mamy globalną sieć, streaming, możliwość odtworzenia audio w jakości master ze studia, w dowolnej technologii zapisu, rejestracji, bezpośrednio w domu. To już poniekąd rzeczywistość i bliska przyszłość, to (już) wiemy i nic nas tutaj specjalnie nie zaskoczy. Branża doskonale wyczuwa ten kierunek, to co powyżej: dostęp do sieci, granie z pliku to konieczny standard wyposażenia każdego (niemal) nowego klamota. Wspomniane możliwości, właściwości najnowszych skrzynek to właśnie wspomniana „ściana”, to horyzont tego, co jest i będzie oferowane (materiały), co będziemy odtwarzać w domowych warunkach.

…all @ DSD256. Można i tak…

X-Sabre Pro drugiej generacji jest docelowy, bo poza wybitnymi możliwościami reprodukcji dźwięku, jakimi się charakteryzuje, dysponuje takim zapasem w zakresie technologii (już obecnie wykracza poza to, co oferuje rynek fonograficzny), że zwyczajnie jest właśnie dobrym powodem, by powiedzieć sobie „dość”. To finał. Rzecz jasna – jak wcześniej wspomniałem – jak każde urządzenie na swój sposób interpretuje (choć to jeden z najdoskonalszych w zakresie wierności, neutralności DACów jakie miałem okazję słuchać) i od nas zależy, czy to będzie „nasze” granie, ale każdy kto posłucha tej skrzynki, dojdzie do podobnych wniosków co niżej podpisany. Można z tym żyć i dać sobie spokój z poszukiwaniem idealnego „plikograja”, bo ten DAC wyznacza granicę tego, co można z pliku odtworzyć (tak, to świat zero jedynkowy, podlegający szybkim zmianom, ciągłemu udoskonalaniu, przy czym patrząc na rozwój całej branży IT widzimy wyraźnie, że dzisiaj postęp dokonuje się głównie w zakresie sieci, kodu, a nie hardware). Jest gotowy na to, co przyniesie przyszłość, bo można go aktualizować (MQA?), a to co ma „pod maską” zamyka temat, bo zwyczajnie dostępne źródła pokrywają się z możliwościami, także w zakresie „dosmaczania” (DSP) możemy osiągnąć w tym przypadku wszystko, na co tylko mamy ochotę. I tak jak poprzednik wyznaczał pewien kierunek, nowy model oparty na najnowszym krzemie, z superkością Sabre (ESS9038), ze znakomitym interfejsem USB, z całkowicie nowym, wyczynowym torem analogowym, wyczynowym zasilaniem stanowi „kropkę nad i”. Radykalnego progresu w kolejnych odsłonach zwyczajnie nie przewiduję, to co może i pewnie ulegnie zmianie to rozszerzenie możliwości o bezpośrednie linki bezprzewodowe/przewodowe, możliwość przesłania strumienia wprost do skrzynki. To dzisiaj coraz częstszy element wyposażenia nowych generacji DACów, które stają się bardziej autonomiczne, często przekształcając się w sprzęt multifunkcyjny, przy czym nie zatracają swojego charakteru cyfrowej centralki, przedwzmacniacza cyfrowego, audio huba. Tyle tylko, że idea mnożenia bytów na stoliku audio, na szafce RTV przestaje mieć sens z wymienionych powyżej powodów. Transport komputerowy zamknięty w jednej, wspólnej skrzynce, albo (tradycyjnie) rozdzielony, oparty na jakiejś platformie PC / mobile to ten obecny i jutrzejszy element, bez którego praktycznie żaden system się nie obejdzie. Nie obejdzie, bo nowa muzyka, nowe wydania będą (są) dostępne wyłącznie w sieci. Nie na płycie (to już jest i zaraz coraz bardziej będzie promil) a zapisana w pliku, to muzyka bez fizycznego nośnika. Reedycje, wznowienia na płytach to jest, to będzie nisza. Nowe wydania na fizycznym nośniku to jest, to będzie nisza.

Podsumowując ten przydługi wstępniak, opisywana skrzynka stanowi emanację zmian jakie zachodzą w całej branży. To taka maszynka na dziś i na jutro, bez obaw o moralne zestarzenie się, bycie „nie na czasie”. To sprzęt, który zwyczajnie możemy uznać za docelowy. Jego obecne i przyszłe możliwości gwarantują, że będzie „na czasie”, że się nie zestarzeje, że obsłuży każdy strumień, każdy materiał i zrobi to „koncertowo”. Zrobi to, bo… a o tym przeczytacie już poniżej, w rozwinięciu, we właściwej recenzji tego uberklamota. Zapraszam…

» Czytaj dalej

Spotify niebawem wprowadzi bezstratny streaming. Czas @ Spotify HiFi

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
HiFi

No to mamy to, o czym wspominałem niedawno – jeden z wiodących (obecnie największych) dostarczycieli muzyki w strumieniu, szwedzki serwis strumieniowy Spotify, niebawem wprowadzi jakość bezstratną. Spotify HiFi będzie potwierdzeniem trendu, jaki obserwujemy od paru miesięcy – teraz liczy się także jakość, nie tylko ekskluzywny dostęp do treści, nie tylko innowacyjne sposoby dostarczenia muzyki do naszych uszu… Nowa usługa ma być dodatkowo płatna. W wariancie premium płacimy 9.99$ (19,99 zł) za lepszą jakość streamingu przyjdzie dodatkowo zapłacić 7,99$ (14 ~ 16 złotych).

Innymi słowy będzie to zbliżony koszt do tego, który ponosi użytkownik Tidala HiFi (39,99 zł). Pojawiły się także informacje z nieco innymi cenami (od 5 do 10$), serwis testowo odpalił lepszy strumień kasując za tę przyjemność 5 albo 10 zielonych (sprawdzają ile będą mogli zawołać ;) ). Niebawem wszystko powinno się wyjaśnić. Pytanie co zrobi Apple? Muszą jakoś odpowiedzieć na ten ruch. Spotify to najpoważniejszy konkurent Apple Music. Szwedzi mają 40 mln abonentów, AM około 20 milionów. Przy czym od jakiegoś czasu Apple nie przybywa użytkowników. Firma musi odważnie wejść w temat, najlepiej gdyby przebiła to co w tytule, wprowadzając streaming hi-res (technologia MQA idealnie do tego się nadaje – mamy podobne wartości transferu do tych, które charakteryzuje strumień o jakości CDA).

Także robi się naprawdę ciekawie. Warto przy okazji zaznaczyć, że te lepsze strumienie korespondują ze zmianami jakie zachodzą w konstrukcji handheldów. Rezygnacja z jacka (na szczęście nie wszędzie, nie definitywnie vide WMC / Barcelona / 2017), wyjście z cyfrowym sygnałem do zewnętrznego DAC/AMPa daje nowe możliwości. Oczywiście przede wszystkim mamy bezprzewodowość (nowe wersje aptX pozwalają na uzyskanie znakomitych rezultatów), a tu króluje Bluetooth. To nadal stratna transmisja, ale jak wspomniałem, obecnie zbliżamy się do niwelacji różnic między sinozębnym a strumieniem WiFi. Dodatkowo cyfrowe kable (z elektroniką) to coś, co w dużej obfitości pojawi się na rynku. Idzie nowe…

AKTUALIZACJA: Spotify ma już 50 milionów subskrybentów płacących abonament. To spory sukces, bo jeszcze kilkanaście miesięcy temu większość z korzystających z serwisu zadowalała się bezpłatnym dostępem. Jak widać ludzie zaczynają traktować streaming jako coś, za co warto płacić. Dobrze to rokuje na przyszłość, daje szansę rozwoju usług, wprowadzania nowych rzeczy, takich jak bezstratna jakość z widokami na rentowność oraz (co ma niebagatelne znaczenie dla całej muzycznej branży) satysfakcjonujące profity dla artystów.