LogowanieZarejestruj się
News

ROON po polsku, ROON z dużymi zmianami, ROON z MQA

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-05-03 o 13.05.35

Wielomiesięczna praca nad spolszczeniem najlepszego front-endu audio wreszcie zaowocowała. No jest. ROON po polsku jest. Niestety nie bez dość licznych jeszcze błędów („kopia matka”… to moje absolutnie ulubione i oby tak zostało :D ), nie bez oczywistych fuck-upów (czasami nie mieszczą się te nasze długie, ogonków pełne, ojczyste słowa, no nie mieszczą się w obiekcie/danym menu) i wpadek typowych, czytaj – a tu nie przetłumaczyliśmy i idzie po angielsku (btw tłumaczenia po kiju, ala Google translator, niestety tu i ówdzie się zdarzają i to trzeba jak najszybciej wyprostować!). Widać, że sporo wniósł współudział społeczności użytkowników mieszkających „nad Wisłą”, albo żyjącymi poza granicami Polski rodaków. Możemy cieszyć się ze spolszczonego interfejsu, teraz wystarczy to „tylko” dopieścić i pięknie będzie. Oczywiście raczej nie zobaczymy opisów artystów, albumów, tego całego wsadu jaki możemy w ROONie znaleźć i z którego możemy korzystać. To pozostanie po angielsku, chyba że ktoś zrobi kolejny (duży) krok. Nie liczę jednak na to, znam realia i cieszę się, że możemy mieć samo oprogramowanie w rodzimym języku, że konfigurowanie (DSP, sprzęt) może okazać się dla wielu łatwiejsze, przyjemniejsze w odbiorze. Są też tacy, którzy tak się z angielskim żargonem oswoili, że im już z .pl nie po drodze. Rozumiem i sam się niejednokrotnie na tym łapie, że wolę. Dla tych jest w ustawieniach opcja (na dole) wyboru języka i można jednym kliknięciem zmienić sobie na „jak było”. Przyjemnie, że od teraz mamy wybór i brawa za to.

Od teraz spolszczony interfejs ROONa

Dobra, spolszczenie mamy odfajkowane, a to nie są jedyne, czy wręcz najważniejsze zmiany jakie przynosi najnowsza wersja 1.5. Oj nie! Skupili się tym razem na znaczącej przebudowie dwóch kluczowych rzeczy: identyfikacji i ustawiania urządzeń grających via ROON oraz wyboru wersji utworu / albumu w powiązaniu z całą naszą bazą i bazą tidalową (a to było cholernie trudne, bo Tidal z opóźnieniem i w niepełny sposób dostarcza im dane na temat udostępnianej przez siebie muzyki). Tak, to są zmiany bardzo poważne, dotyczą nie tylko UX (ergonomia UI), ale pozwalają na jeszcze lepszą, pełniejszą integrację bibliotek oraz sprzętu z front-endem. Mamy identyfikację certyfikowanego/przetestowanego sprzętu (lista wszystkich producentów i urządzeń dostępna w hiperlinku pod nazwą klamota), możemy samodzielnie coś wyszukać, czasami to rzecz istotna w związku z unikalnymi opcjami dla danego urządzenia, czasami bardziej kwestia natury estetycznej (ikonki, opisy te sprawy). Dalej idą w uproszczenie menu konfiguracji sprzętu, rozwijamy kolejne podmenu, a na dzień dobry dostajemy dostęp do najważniejszych użytkowo rzeczy. Nie tracimy przy tym możliwości bardzo zaawansowanego, szczegółowego ustawienia klamota, ale też nie gubimy się na wstępie w dziesiątkach suwaków. Cała baza jest spójna, ciągle podlega aktualizacji i rozszerzeniom (funkcje, nowe opcje, jakie przewidział sam producent urządzenia i leci… wow!). Oczywiście porządkują nam ten cały sprzętowy galimatias programy ROON Tested i ROON Ready (certyfikacja, pełna współpraca, identyfikacja danego klamota pod ROONem). Wszystko jest identyfikowane, ale to co przejdzie (co logiczne) dodatkowo te wewnętrzne procedury u developera, w locie, w automacie, bez naszej ingerencji, konfiguruje nam się automatycznie właśnie, najlepiej, najkorzystniej nam się autokonfiguruje (współpraca producent klamota – producent oprogramowania odtwarzającego… na taką skalę TYLKO ROON).

Jak widać, nie wszędzie jeszcze jest po polsku, mimo że po polsku ;-)

Identyfikacja urządzeń

Przemyśleli to w pełni, w kompleksowy sposób i chwała im za to. Moim zdaniem nikt tej trudnej lekcji „ogarniania” komputerowego odtwarzania muzyki w optymalny, najlepszy możliwy sposób do tej pory nie odrobił, poza ROONem. Nowa wersja software to taka „kropka nad i” (w sensie stworzenia rozwiązania łączącego w harmonijną całość front-end audio z efektorami, czytaj synergii software z hardware). Teraz będą to rozbudowywać, udoskonalać, ale to co już jest, to co mamy, to unikalna sprawa. Zapamiętajcie: TESTED i READY. Jak się takie coś w opisie produktu, na pudle pojawi, to już wiecie, że DZIEJE SIĘ, DZIEJE SIĘ DOBRZE. Jak tylko za bardzo namieszamy (my sami) w ustawieniach, bo eksperymenty lubimy, to dajemy „przywróć oryginalne” i mamy optymalnie ustawionego klamota. Proste? Proste. Optymalnie przez twórcę software oraz współpracującego z nim producenta naszego sprzętu.

Wersje

Dobra, kolejna wielka rzecz to „Inne wersje”, czy po prostu „Wersje”, czyli coś czego nam w ROONie brakowało. Niby po prawej mieliśmy wyszukane rekordy z tym samym albumem ale w innym formacie, wersji etc. ale dopiero teraz jest to w pełni zintegrowane i dopieszczone. Jak wspomnieli, w ich mniemaniu, słuchamy MUZYKI, a nie PLIKÓW i ja się w pełni podpisuję pod tym. Do tej pory wszelkie duplikacje automatycznie się grupowały, teraz moi drodzy mamy wspomnianą zakładkę. A tam za pomocą ikonografiki dostajemy (wcześniej nie było to takie przejrzyste, czytelne) wszystkie wersje danego utworu, albumu jakie są dostępne w bazie ROONa. Wszystko co jest w naszych zbiorach. Nie dość tego, mamy także ikonę Tidala, która mówi nam, że poza naszymi zbiorami, jest jeszcze w streamie wersja, której nie dołączyliśmy do naszej kolekcji.  W sumie możemy mieć do 4 różnych wykonań z naszych zbiorów, lub 4 tidalowych, lub mieszankę powyższego, dotyczące jednego kawałka, czy jednego albumu (pojedynczy cover na stronie artysty w ROONie), a w zakładce „wersje” zaś będziemy mieć wylistowane nawet milion ;-) odmiennych wariantów …o ile będziemy mieli na to ochotę. Innymi słowy wszystko porządkuje nam wykonawca, mamy różne wersje i jest przejrzyście: rozszerzone, limitowane, wznowienia, remastery i co tam jeszcze do ciężkiej cholery ktoś sobie wymyślił, żeby ponownie zarobić na tym samym materiale ;-)

Z tym co powyżej powiązane są dwie sprawy, dwie kolejne nowości w ROONie: wreszcie Tidal jest bardziej, niż mniej częścią ROONa. Stwierdzili, że jak im Tidal nie jest w stanie zapewnić stałego i pełnego dostępu do potrzebnych ROON labs danych to sami zrobią. I finalnie to #@$@%@ zrobil! Się zdenerwowali, mimo że to w sumie olewka ze strony partnera, zacisnęli zęby i zaczęli samodzielnie gromadzić dane, tworząc rozwiązanie bazodanowe, które teraz od 1.5 stało się częścią ROONa. Zrobili to. Co to daje? Ano wiele daje, bo nie ma bałaganu, bo teraz informacje tidalowego streamu zawierają to samo, co mogą zawierać dane naszej, dobrze przygotowanej, uporządkowanej biblioteki. Mamy więc dane na temat tego czy jest stratne, czy bezstratnie, czy MQA i jakie, wszelkie informacje o oryginalnych parametrach pliku strumieniowanego z Tidala powinny być od teraz wyświetlane (rzecz jasna trafimy na sytuacje, gdzie takiej informacji zwrotnej nie będzie, ale będą to rzeczy uzupełniane sukcesywnie). Od teraz mamy więc dostęp do tych danych we wszystkich opcjach korzystania z biblioteki (fokus!!! yes!!!). 

Kopia Matka! YESSS!

Druga rzecz to MQA. Cóż. Wiecie jaki mam stosunek do tego wynalazku. Chłodny mam. No ale nieważne jaki mam, trzeba odnotować że MQA jest od teraz w pełni wspierane w ROONie. Pełne origami. Pierwszy i drugi stopień, pełne rozpakowanie i – na kompatybilnym sprzęcie – słuchanie w „oryginale”. A właściwie w „kopii matce” (uhuhuhuhu… i dobrze, przynajmniej można się pośmiać, taśma matka sugerowałaby coś czego tam, w tej zakładce po ang. „masters” nie ma, zresztą to angielskie słowo też nic konkretnie nie mówi, albo co gorsza błędnie sugeruje właśnie), bo tak to nam spolszczyli. Dobra mamy MQA, dość późno to wprowadzili, mimo że MQA to luby, bo przecież inżynierowie, programiści po części z Meridiana są właśnie. Zresztą mówią (doceniam), że mocno się od 2016 roku zastanawiali czy w ogóle to pełne wsparcie dać i toczyły się w zespole dyskusje „czto diełat”. Chodziło m.in. o to, by negocjacje komercyjne (tak, tak MQA TO PRZEDE WSZYSTKIM BIZNES, ZAPAMIĘTAJCIE TO DOBRZE) oraz kwestie czysto techniczne (wsparcie producentów sprzętu) z sukcesem uzgodnić, dopiąć, zrobić tak, by summa summarum wszyscy byli zadowoleni. Od siebie dodam, że pewnie warunki ze strony ludzi stojących za MQA przesądziły o długim, ciężkim porodzie tej funkcjonalności, ale to moja prywatna opinia, nie bierzcie tego w żadnej mierze, jako coś, na co mam twarde dowody.

Nie, tak się nie bawimy ;-) Spolszczenie wymaga polerki

Dobra, mniejsza, co to dla nas oznacza? Ano oznacza, że po pierwsze, w powiązaniu z pełniejszą informacją na temat tego, co w Tidalu serwują (nowością, o której przed chwilą pisałem), mamy wyświetlane w przejrzysty, czytelny sposób wersje danego materiału: jest wersja 16/44, jest wersja MQA i możemy sobie wybrać. Zabawne, że pod ROONem mamy więcej, dużo więcej info/możliwości odnośnie tidalowego streamu niż w apkach dostępowych do serwisu. Przede wszystkim wiemy, czy dany materiał występuje w wariancie nie MQA-owym (taki często wybieram, choć bez dogmatu, sprawdzam, ale często brzmi mi lepiej od origami), jakie były jego oryginalne parametry (i jakie są pliku, który strumieniujemy właśnie). Także to duży plus i w sumie unikalna sprawa. No cóż, ja tam Tidala wolę słuchać via ROON, bo jak słucham w aplikacjach dostępowych to wiele tracę (ustawienia sprzętu, DSP to raz, a dwa sama nawigacja i możliwości dotarcia do interesujących mnie nagrań… Tidal ciągle coś kombinuje i mam wrażenie, że czasami kombinuje jak koń pod górę). BARDZO WAŻNE: jako jedyny ROON pozwala obecnie połączyć MQA z korekcją w ramach wbudowanego w software DSP. Oznacza to jedno – jedna z poważnych wad, poważnych ograniczeń, które kryją się za tymi trzema literkami, przestaje być aktualna. od teraz da się. DSP może sobie działać i MQA może się odorigamiać. Można zatem korzystać dowoli z EQ, z korekcji pomieszczenia (ważne!) oraz zaawansowanych ustawień poziomu głośności bez utraty „magii” kontenera, bez upośledzania klamota ze wsparciem dla tego rozwiązania. Wiedziałem, że jak się za to Roon labs zabierze, to zrobi to przynajmniej dobrze i się nie pomyliłem. Także to cholernie ważna sprawa, bo DSP to ogólnie rzecz biorąc przyszłość całej branży i bez tego elementu (bez tego całego morza możliwości, bo zakres tego, co można z dzisiejszymi silnikami przetwarzającymi cyfrowo sygnał, wierzcie mi, jest NIEOGRANICZONY) MQA wg. mnie zdechłoby wcześniej czy później. A tak, kto wie?

Przy okazji wypłynęła jeszcze jedna, ciekawa dla mnie informacja: nie chodzi tutaj o jakieś specjalne tryby, poprawę SQ w ramach MQA, ale o generalnie pełne wsparcie kontenera w produktach teoretycznie go supportujących. Otóż, w notce dotyczącej najnowszej wersji ROONa zamieszczono informację, że od 1.5 software wspiera protokół USB/HID (dla MQA) zapewniający pozadrajwerową komunikację w ramach uniwersalnej magistrali komputerowej. Chodzi bardziej o zapewnienie bezproblemowej identyfikacji i właściwego, bezbłędnego procesu odpakowywania, a nie kwestie związane z jakością brzmienia. Dzięki temu, że identyfikacja jest pełna (ROON – komputer i jego możliwości weryfikacji tego, co podłączono via USB do niego) inżynierowie mówią o dużo dokładniejszym, pewniejszym sposobie dogadania się takiego DACa czy streamera z ROONem. Daje to pełną identyfikacje (w prezentowanej przez oprogramowanie scieżce sygnału) o statusie, bez jakiś znaków zapytania, bez problemów, przy czym – i to jest coś, na co warto zwrócić uwagę – NIEKTÓRE urządzenia kompatybilne z MQA nie potrafią właściwie współpracować, nie potrafią identyfikować i odpowiednio dopasowywać swojej pracy, gdy MQA sobie leci. Pokazuje to być może szerzy problem, bo wielu użytkowników najnowszych produktów (w przypadku MQA mówimy generalnie o najnowszych generacjach sprzętu) ma problem z właściwym działaniem swoich klamotów w zakresie grania origami. Okazuje się, że problem leży zarówno po stronie producentów, jak i samej organizacji, która stoi za tą technologią. Przyznają certyfikat, niby testują, a potem takie kwiatki. Pozostawię to bez komentarza…

Sonos! Będzie jeszcze w długi week(end) wpis o tym co potrafi w stereo para One (dotarł) i Play:1. Oppo niestety R.I.P

Na koniec coś, z czego ucieszą się właściciele strumieniowców LINNa. Macie to. Macie pełne wsparcie waszych DSów pod ROONem. Wreszcie. To popularne, bardzo dobre, tak w ogóle pierwsze takie na rynku, plikograje co to z Internetu grały/grają. No to teraz możecie sobie poużywać w pełni, a nie tylko przez szybkę ;-)

Ledwo widoczny, ale jest… Linn, Logitech też się łapie, mimo że ze Squeezeboksami nie ma obecnie za wiele wspólnego

GALERIA z całym spolszczeniem interfejsu będzie dzisiaj w nocy wisieć, już wisi. Nawet w święta nie dają człowiekowi odsapnąć! ;-)

O ROONie możecie przeczytać w naszych wcześniejszych wpisach: opis, poradniki nt. front-endu znajdziesz pod tym linkiempod tym oraz pod tym a także tutaj i tu. I jeszcze o tu. O ROCK (Roon Optimized Core Kit) tutaj, o iPENGu w ROONie (tutaj) i Audeze pod ROONem (tu). I jeszcze tutaj (aktualizacja grudniowa ’17).

PS. Bym zapomniał! Od teraz rozgłośnie sieciowe, radio internetowe przyjmuje stream FLAC/OGG!!! Mamy te wszystkie pyszne, nowe rozgłośnie z hi-resami, jakością płyty CD na kliknięcie (i wklejenie adresu). SUPER!

» Czytaj dalej

Matrix X-Hi… coś dla hardkorowców PC Audio. Zajawka dla geeków

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180420_102930929_iOS

Pierwsze koty za płoty. Przypomniałem sobie jak to kiedyś było z blaszaków składaniem. Boleśnie. Spaliło. Płytę spaliło, zanim jeszcze karta Matrix X-Hi wylądowała w slocie. Kolejne mobo, reduktory do wiatraków, obudowa dodatkowo wygłuszona, procek na low-speedzie, źródło -> pamięć półprzewodnikowa z hi-resami pod kurek i proste pytanie: czy takie ustrojstwo ma sens, czy wprowadza nas na inny, wyższy poziom SQ, grając audio z komputera? Bazą jest system HP (midi tower, taki biurowy sprzed paru lat z ciekawie rozwiązanym systemem chłodzenia wolnoobrotowe wiatraki / tunele, dodatkowo te wiatraki spowolniłem reduktorami), mała płyta ze zintegrowaną grafiką, wolnym slotem PCI-e i wszystkimi niezbędnymi interfejsami, które …natychmiast wyłączyłem (wszystko wyłączone w biosie/systemie). Dobra podstawa do budowy blaszaka pod audio. Sama buda duża, co pozwoliło ją dodatkowo wygłuszyć matami. Niech sobie stoi, nie szumi (niestety zasilacz jest tu najmniej kulturalnym elementem, na to chwilowo nic nie poradzę), a tytułowa karta Matriksa bierze sobie prąd z zewnętrznego, znakomitego zasilacza firmy Creative. Mała, ożebrowana kosteczka (zdjęcie poniżej), takie kiedyś do tych swoich najdroższych zestawów kina PC Audio dawali… mam drugą taką, ogromniastą, z kompletu od DTT2200 (niebawem publikacja o retro PC audio: T20, DTT2200, Soundblaster AWE64 Gold ;) )… świetne zasilacze, jak chcecie przyoszczędzić (wyspecjalizowane kosztują, chlubnym wyjątkiem są rozwiązania Tomanka, ale też parę stówek leci), to szukajcie na aukcjach takich starych zestawów Creative Labs (Cambridge), koniecznie z org. zasilaczem. Polecam te elektrownie. Są super! Oczywiście będzie weryfikowane z i bez (zasilania zew.), a DACzki będą zacne:

- KORG DS-DAC-100 tylko 1 bitowe grane (to nadal najlepszy znany mi interfejs pod DSD, przy czym nie chodzi tu tylko o hardware, ale firmowy software… tak to należy całościowo rozpatrywać)*

- HiFace DAC od m2Techa (nie masz nic lepszego pod PCM, w takim budżecie, nie masz!)*

- Burson Conductor V.2+ na ESS9018 (wszystko jak leci, jw. tylko wyczynowy materiał)

*z portu w karcie idzie przepisowe 5V/1A, nie powinno być problemów z USB DACzkami

Takie niewielkie coś, a zdaniem producenta i tych, co nabyli, robi zasadniczą różnicę w przypadku komputerowego źródła audio

Nie będziemy zawracać sobie głowy nie zawsze najlepszych lotów (jakościowo) streamem, w końcu ma to być test akcesorium, które ma z blaszaka zrobić perfekcyjnego plikograja. Czy tak będzie w istocie to się jeszcze przekonamy na własnej skórze. Karta nie jest, jak to u Matriksa, droga. Można ją podpiąć wewnętrznie, ale szczerze odradzam (komputerowe zasilacze) i zalecam jak wspomniałem zewnętrzny, dobrej jakości zasilacz. To ważne, bo tutaj o filtrowanie, czy raczej omijanie (precyzyjniej rzecz ujmując) całego syfu chodzi, tego co stanowi największe wyzwania, gdy chcemy wykorzystać komputer jako źródło muzyki w systemie. Rzecz jasna automagicznie nic tutaj się nie dzieje i nie można jw. pominąć żadnego elementu mającego wpływ na efekt końcowy. Zamontowanie karty w pierwszym lepszym blaszaku z wyjącymi wentylatorami mija się z celem (nawet jeżeli będziemy słuchać czegoś na słuchawkach, a nie monitorach – u nas będzie na różnych efektorach, zarówno kolumnach jak i nausznikach słuchane). Bardzo ważna jest też optymalizacja systemu, kiedyś można było przygotować sobie (w czasach Windowsa XP / Windowsa 7) okrojony, przygotowany na miarę potrzeb system (instalacja bez wielu zbędnych składników… był na to odpowiedni soft), dzisiaj nie jest to już (niestety) możliwe. Tutaj bezkonkurencyjny był, jest i będzie Linux. Własna kompilacja, albo po prostu taka uszyta na miarę peceta pod granie muzyki. Nie, nie będzie tego w recenzji, może osobny tekst się pojawi na temat, a my teraz powalczymy z wyrobem „Małegomiętkiego”.  Można sporo zoptymalizować i o tym też w recenzji co nieco będzie.

Dobrze ekranowane to

Mały śledź do kompaktowych projektów PC pod audio, małych bud oraz kabelek do pobierania energii z elektrowni kompa w komplecie

Zewnętrzny zasilacz dla karty Matriksa z kinowego zestawu Creative Labs. Polecam!

No właśnie trzeba sporo się narobić, by zbudować optymalne źródło PC, ale jak pokazuje oferta rynkowa (te wyspecjalizowane pod audio konstrukcje… tak mam na myśli m.in. CAPSy) takie coś nie tylko ma rację bytu, ale może stanowić najbardziej futureproof rozwiązanie pod kątem grania z plików. Komputer z systemem daje nieograniczone możliwości, to oczywiste, zarówno jeżeli chodzi o dostęp jak i aktualizowanie. Nawet najlepsi na rynku spece od strumieniowców, gotowców, nie dają takiej elastyczności i gwarancji „bycia na czasie”. Można to ominąć tworząc sobie rozwiązanie z komputerem/serwerem oparte na ROONie (ROCK!), gdzie same plikograje nie muszą, ba, nawet nie powinny wg. mnie mieć cokolwiek wspólnego z komputerowymi systemami operacyjnymi – wtedy można się skutecznie uwolnić (raz na zawsze) od PC w salonie. Można. Ale to kosztuje (niemało) i wymaga podjęcia strategicznej decyzji. W sytuacji, gdy chcemy korzystać z innych rozwiązań, często nieodzownym elementem będzie komputer. X-Hi ma go nam ucywilizować.

Czym jest to ustrojstwo? Zasadę działania dokładniej opiszę w recenzji, tutaj pozwolę sobie na krótkie przedstawienie „z czym to się je”. Mamy tutaj zewnętrzny kontroler, interfejs Audio USB, na złączu PCI Express. Omijamy w ten sposób magistralę na płycie, współdzieloną przez liczne, zarówno zintegrowane z mobo, jak i zewnętrzne interfejsy, urządzenia peryferyjne… to coś do precyzyjnego i wolnego od zakłóceń przesyłu sygnału audio USB do odbiornika cyfrowego lub przetwornika DAC. Elektronika jest tu ekranowana (obudowa), w sytuacji gdy podepniemy zewnętrzne źródło zasilania karta wykorzystuje do komunikacji z komputerem / systemem najlepsze, wolne od zakłóceń, bezpośrednio się komunikujące z CPU oraz RAMem medium – szynę PCI-e, coś, co właśnie bezpośrednio, bez interferencji dogaduje się z najważniejszymi komponentami komputera. Karta wyposażona jest w wyjście USB 3.0, kompatybilne w dół, od chwili wprowadzenia obsługi UAC 2.0 w Windows 10 (Creators Update) można po prostu podpiąć DACa do karty i bez sterowników (potencjalnie kłopotliwy, generujący problemy element) grać zaraz po podłączeniu. X-Hi oferuje zatem najwyższej jakości, wyizolowany przesył strumienia danych audio bez zakłóceń, ma to być plaster na wszystkie bolączki komputerowego audio. No, prawie wszystkie ;-)

 

 X-Hi gotowy do pracy

Wykorzystujemy tutaj precyzyjne zegary współdziałające z układem mostka USB 3.0 firmy Texas Instruments, które stanowią niezależny kanał danych dla strumienia USB Audio. Takie rozwiązanie pomaga, jak wyżej wspomniałem, ominąć przesył danych via magistrala USB z płyty głównej, unikamy udostępnienia kanałów danych innym urządzeniom USB. To jest właśnie „nur fur audio”, gdzie dodatkowo nie korzystamy z często, gęsto podatnego na zakłócenia, o niskiej kulturze pracy (duże wahania, popatrzcie sobie w oprogramowaniu podającym w czasie rzeczywistym odczyty z czujników na płycie głównej… skoki potrafią być całkiem spore, mieszczą się w normie, ale to norma dla PC jest, nie dla źródła audio ;-) ) zasilacza komputerowego, a to nie koniec wyliczanki, bo karta ma nam jeszcze zapewnić całkowitą eliminację opóźnień czasowych (wiadomo – bezpośrednia komunikacja w ramach PCI-e). Także dużo dobra tu się ma zadziać, sprawdzimy czy rzeczywiście daje to istotny, słyszalny, wpływ na komfort odsłuchu z blaszaka, czy takie coś pozwoli nam zrobić z dostosowanego do grania (patrz wyżej) PC perfekcyjne źródło sygnału, perfekcyjnego plikograja. Dla osób, które mają wątpliwości natury estetycznej, ergonomicznej, śpieszę z wyjaśnieniem, że dzisiaj można w dowolnej formie, a sterowanie to żaden problem (piloty, apki mobilne, jest tego na kopy) i PeCeta można – właśnie – ucywilizować pod kątem grania muzyki. W pełni. Tyle, że… jak chcemy bezkompromisowo (to moje, jest oczywiście – patrz forma – kompromisowe) to trzeba przygotować portfel na wydatki. Będzie napewno taniej niż high-endowy strumieniowiec, to oczywiste, ale tanio nie będzie.

Taki tam system PC, zwyczajny taki

Reduktory obrotów – przydatne akcesorium, w sytuacji, gdy ma być cicho. Bardzo cicho.
Do tego maty (wyklejamy budę od środka jak najszczelniej) i nawet biurowy HP przemieni nam się w coś, co daje radę ;-)

Przy czym, X-Hi, w swojej klasie jest tani, ba stanowi najtańsze chyba „wejście w temat”, w temat budowy wyspecjalizowanego systemu PC Audio. Fajnie. Matrix zaoferował coś, co nie zjada nam na dzień dobry budżetu przeznaczonego na „ucywilizowanie” PC, a wydatki będą, bo odpowiednia mobo, bo odpowiednia buda, zasilanie (najlepiej zew.), system chłodzenia…

PS. No i mi ten opis „o co chodzi” wyszedł taki, jak miał być pierwotnie w recenzji opublikowany. Ehhh, typowe. ;-) Nic to, skupię się we właściwym opisie głównie na wrażeniach brzmieniowych, wpływie tytułowego ustrojstwa na to, co nam komp wypluwa i potem przerobione do uszu nam trafia.

PPS. Producent wspomina o filtracji prądu pobieranego z zasilacza komputerowego. Ok, sprawdzę i to.

Galeria dla geeka:

Slot x1… wystarczy

Jeszcze przed wyklejeniem, karta już zamontowana, na początku będzie grane z wewnętrznego zasilacza

…no właśnie, wewnętrzne zasilanie

Śledź pełnowymiarowy, bo buda spora, widzimy przełącznik pozwalający wybrać odpowiednie zasilanie i port dla zew. zasiłki

Tu będziemy wpinać DACzki

Zestaw prawie gotowy do grania. Prawie, bo brakuje interfejsów audio i efektorów. Szczegół ;-)

…źródłem będą dyski SSD, zgrywamy z tego nośnika, co na obrazku, na półprzewodnikowy nośnik wewnętrzny (szyna PCI-e)

…a cały ten plaster z takiego niepozornego pudełka

…niepozornego?

Obrodziło #1: Burson Conductor V.2+

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180419_112911702_iOS

Siedem kilo… achtung panzer! Forma mówi: będzie konkret granie. Z produktami kangurów mieliśmy już do czynienia na HDO. 160-ka się u nas kiedyś przesłuchała i bardzo przypadła do gustu, choć nie bez pewnych „ale”. Teraz trafił do nas topowy, flagowy, naj, naj, model wzmacniacza (po pierwsze), pre / integry (po drugie) oraz DACa (po trzecie), czytaj maszynki spinającej nam wszystko co trzeba w jednym pudle. Panie, Panowie przedstawiam gościa z dalekich Antypodów: Burson Conductor V.2+. Teraz tylko odpowiednie efektory. Nie, nie napiszę high-endowe słuchawki, bo wcale nie (ma takiej konieczności), można a nawet obowiązkowo trzeba podpinać klasyki, rozsądnie wycenione, w rodzaju K701 czy HD650, a nawet mniej klasowe, jak choćby takie Momentum… mimo niskiej impendancji. Możemy swobodnie uznać, że to taki tuning naszych starych kompanów, rzecz zaskakująca, jak wiele dobrego można z tych konstrukcji wycisnąć, oj naprawdę można wiele.

Ale to dopiero początek. Kraina szczęśliwości, czytaj LCD-3, to partner oczywisty. Tyle, że wcale nie trzeba wydać 8 tysi na porównywalne (choć o innym, ale jakże przepysznym bukiecie) brzmienie. Tak, zgadliście: Sundara. Te, kosztujące 2 tysie nausznice to strzał w dyszkę. Partner kompletny. Popatrzcie na zdjęcia… Conductor w wersji czarnej, a taka nam się trafiła, plus te słuchawki to nie tylko brzmieniowo (ofc to podstawowa sprawa), ale także formą IDEALNE dopasowanie. Świetnie się to prezentuje. System słuchawkowy za 10k bez żadnych „ale”? Pierwsze wrażenia są właśnie takie, zobaczymy jakie będą finalne wnioski po dłuższych odsłuchach, ale coś czuję, że amplifikacja słuchawkowa w topowym Bursonie to będzie TO. Patrząc na tego klamota dwie rzeczy zrobiłbym inaczej: dałbym 9038 zamiast 9018 (to byłoby K.O …zaraz do nich napiszę, czy planują upgrade, tam się na płytkach wymiennych wszystko opiera, Burson słynie z opcji, z modów właśnie) i przemyślał kwestie dwóch wyjść (DAC nie jest liniowe… to bez sensu trochę, bardzo nawet niż trochę). Poza tymi dwiema sprawami jestem na dzień dobry oczarowany możliwościami tego mocarza.

Tak, robi spore wrażenia moc, sam klamot kojarzy mi się formą i możliwościami energetycznymi z uberelektrownią HiFiMANa (nasz test EF-6), przy czym nie jest to taki potwór, zajmujący cały stolik jak ww ustrojstwo pod HE-6 (bo to system jest, wiecie, patrzcie wcześniejszy link). Jest bardzo ciężki, jest spory (jak na – umownie – ampa słuchawkowego, duży), ale w granicach zdrowego rozsądku. Interga ma dwa wejścia analogowe, co u Bursona nie dziwi, co jednocześnie zawsze warto pochwalić i docenić oraz opartą na 9018 (i XMOSie) część cyfrową, z klasycznym zestawem: USB/SPDIF (koaksial & TOSLINK). Od razu podpiąłem pod imakówę (CORE) oraz do naszego nie(do)ocenionego (uwielbiam tego klamota i z perspektywy czasu widzę, że nie doceniłem wystarczająco M1HPA… to w cenie ok 2k najlepsza integra/pre słuchawkowa kropka amen) Musical Fidelity, który robi za przeplotkę (czarne tło macie jak w banku: nic, zero, nul, czysto). Tu czerń, spotyka się z czernią, w sensie dosłownym i w przenośni. Oba klamoty idealnie się uzupełniają (bo mogę sobie zintegrować wszystkie źródła, bez uciążliwego przekładania kabli), mam 3 duże jacki do testowania, porównywania. Od dawna korzystam z tych, rozbudowanych możliwości M1, ale przy okazji Conductora dotarło do mnie jakie to wygodne, jakie przyjemne w obsłudze. Właśnie – metalowy, zgrabny, dedykowany pilocik dodawany w komplecie do tytułowego klamota na razie nie ma zastosowania, bo wszystko na wyciągnięcie ręki (biurkowy set idzie na pierwszy ogień), ale to się jeszcze przyda i to bardzo, bo w salonie Conductor popracuje zupełnie inaczej, w innej roli, znaczy się: sprawdzę, jak sobie poradzi w trybie PRE z torem opartym na końcówkach i na zestawach głośnikowych, będzie wtedy grał zarówno jako centralka cyfrowa, jak i klasyczny pre-amp, z podpiętymi analogowo źródłami.

Postanowiłem, na potrzeby testu, poeksperymentować. Będzie nie tylko grane z kompa (ROON), nie tylko z Chromecasta (obecnie, zawsze Chromecasta Audio podpinam pod TOSLINKA… to dyżurny interfejs cyfrowy u mnie), a nawet nie tylko z Squeezeboksa Touch EDO mod via koaksial (bo za USB siedzi i wiele dobra wnosi konwerter c/c hiFace Two)… nie, tym razem nie ograniczymy się ;-) „tylko” do tych, znanych na wylot źródeł (cyfrowych). Podobnie jak to miało miejsce z innymi integrami słuchawkowymi wyposażonymi w analogowe wejścia będzie po analogu grane i będzie coś specjalnego. Po pierwsze (właśnie gra i …niech komputer spieprza na drzewo ;-) ) olampowany, z buforem bańkowym znaczy się, cedek Onkyo (świetny mechanizm, stara, dobra, japońska szkoła), po drugie za pomocą linku z salonem (multiprzełącznik Pro-Jecta) zagra nam też gramofon (duet 1020 z 5120) i wreszcie po trzecie sprawdzę jak sobie (nadal jesteśmy w gabinecie, znaczy na słuchawkach słuchamy :) ) Burson poradzi z MiniWattem (wzmak, który robi u mnie za słuchawkową końcówkę mocy i wierzcie mi… nie ma nic lepszego, na odczepach głośnikowych, z dobrej klasy routerem audio 6.3mm albo/i adapterem HiFiMANa z symetrycznym gniazdem na końcu). Także tak, właśnie, Burson będzie nam grał jako preamp, podpięty do wejść w lampowcu (NOSy: Brimar BVA/Telam), sterując poziomem i łącząc źródła, a efektory zagrają na wspomnianych wyjściach z odczepów. Rzecz jasna nie będzie tu mowy o żadnym balansie (ale kabel sobie zmienimy w LCDkach i w ten sposób to też pożenimy), tak z ciekawości sprawdzę jakie są różnice i czy w ogóle jakieś są na takim jw. secie. Wiele osób wg. mnie błędnie, zakłada, że symetryczne połączenia są „zawsze” lepsze w aspekcie SQ, a przecież nie chodzi o wyższość tutaj według mnie, tylko lepsze medium w trudnym otoczeniu (studio) oraz ewentualnie sensowniejszy link przy bardzo długich podłączeniach. Nie wyklucza to lepszego efektu, gdy ktoś zwyczajnie spaprał, czy gorzej przygotował tor niesymetryczny, ale żeby to dogmatycznie dawało progres (bo różnice w pomiarach/specyfikacji –  dodają)… o tym też będzie osobny wpis na HDO.

Jak widzicie będzie ambitnie, nie tyle (tylko) że przekrojowo, ale niebanalnie, inaczej, eksperymentalnie właśnie. Co z tych eksperymentów nam wyjdzie to się jeszcze okaże, na razie słucham i pewnie głównie słuchać będę z dużego jacka w Bursonie, a to (już słyszę, słyszę to wyraźnie) oznacza wiele nieprzespanych nocy. Także spory zapas napoju kofeinowego (wiecie, że podczas testów udało się zabić drugi z kolei expres do kawy? ;-) ) i jedziemy. Może jakiś, przy okazji, artykuł problemowy „wpływ małej czarnej na walory brzmieniowe audio systemu”? Muszę to poważnie przemyśleć, bo wpływ niewątpliwie jakiś jest. Tylko jaki? Trzeba będzie coś skrobnąć na temat ;-) Wspomniałem o 100% „match”? O Sundara? Wspomniałem. Dobrze, bo już myślałem, że ten wstępniak do recenzji, pierwsze, na gorąco wrażenia będzie niekompletny bez nawiązania do tych, co to z głowy nie ściągam.

Aaaa i jeszcze jedno: widzicie to „obrodziło” w tytule? Obrodziło i to bardzo, a do tego (uwielbiam takie wyzwania, takie sytuacje, gdzie trzeba testować bardzo, bardzo odmienne gatunkowo produkty) ORYGINALNIE. W końcu przyjechały do nas przenicowujące system, rozdawane za darmo (tak, trzeba to sobie wprost powiedzieć) IEMy KZ ATE*, te „chińczyki” o których niedawno wspomniałem, pro armatury zbalansowane takie za „pięć złotych” (nie jest to żadna nowość, ale praktycznie nikt ich na warsztat nie brał, bo za tanie są, no może jeszcze dystrybucji w .pl nie mają, ale to akurat w przypadku droższych produktów gryzipiórkom specjalnie nie przeszkadza) i wreszcie prawdziwa petarda dla geeków PC Audio, ludzi co to piece pod muzyki słuchanie budują, kombinują, cyzelują… X-Hi …karta PCI-e z wyspecjalizowanym, osobnym, zupełnie odseparowanym kontrolerem USB  (magistrala tylko pod audio, żadne tam interferencje, współdzielenie: nur fur audio) i opcjonalnym (dla nas oczywista sprawa i już mamy świetnego kandydata) zasilaniem zewnętrznym. Będzie zatem zero jedynkowa orgia z komputera (który musieliśmy sobie sklecić, bo od dawna budy u nas nie ma), bardzo purystycznego softwareowo (ROON bridge & foobar), z odchudzonym Win7 (Linuks niestety odpada, bo pojawiły się problemy z graniem na ROONie z pingwinem w roli end-pointu). O tym co powyżej będą jeszcze osobne wpisy.

Także hardcore PC hware art się kroi ;-)

* …ostatnio w promocji za 39 złotych rozdają ;-)

Rozbudowana fotogaleria poniżej, z bogatym w szczegóły opisem (pornoaudio warning ;-) )

 

» Czytaj dalej

DAC 2018? Po prostu Matrix Mini-i Pro 2S. Po prostu

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
FullSizeRender

Testowaliśmy całą linię Mini-i na łamach (patrz: pierwsza generacjamodel bez pro i z pro drugiej generacjiwreszcie wersję AD 2015). To bardzo udane konstrukcje, z generacji na generację prezentujące coraz wyższy poziom, coraz lepiej wyposażone, o coraz większych możliwościach (progres dotyczy zarówno wyposażenia jak i SQ). Producent znalazł wg. mnie doskonałą receptę na stworzenie przystępnego cenowo (cena nigdy nie przekroczyła pułapu 3k, oscylowała w przedziale 2-3 tysięcy), kompletnie wyposażonego (bogaty standard wyposażenia, obejmujący obsługę wyczynowych formatów, wyjścia także zbalansowane, gniazda słuchawkowe, wejścia AES/EBU, czytelne wyświetlacze oraz piloty zdalnej obsługi), bardzo dobrze grającego przetwornika, centralki cyfrowej za którą inni wołaliby (i wołają) dużo, znacznie więcej. Firma przez jakiś czas eksperymentowała z kościami Analog Devices, ale ostatecznie wybrała nowoczesne, zaawansowane układy ESS i tak już zostało. Najnowsze modele w ofercie to, uznany przez nas za wzorzec DACa (2017), przetestowany w zeszłym roku model PRO (bez S), jeszcze na starej kości 9016 i bohater niniejszej publikacji… najbogatsza, wyposażona takoż w link bezprzewodowy (BT) wersja, będąca szczytową konstrukcją, zwieńczeniem całej linii Mini-i, oparta na najnowszym układzie ESS.

Matrix nie tylko zaoferował wg. mnie perfekcyjną (koszt-efekt) maszynkę przekształcającą zera i jedynki na sygnał analogowy, nie tylko udanego wmaka słuchawkowego, ale coś więcej… w przypadku 2S dostajecie wstęp do stworzenia firmowego systemu, kompletnego systemu, który w super kompaktowej formie, nie tylko z centralką cyfrową, ale solidnym przedwzmacniaczem zamyka temat. Cały system zamknięty w małych, świetnie wykonanych, metalowych obudowach, z jedną (SE) albo dwiema (XLR) dedykowanymi końcówkami mocy Mini-i AMP. Jakby tego było mało, zgodnie z najnowszymi trendami, ten maluch otrzymał także wspomniany link bezprzewodowy. I nie jest to tylko dodatek, czy taki tam, pomocniczy w stosunku do reszty wyposażenia sposób grania z tego DACa, ale najdoskonalsza implementacja sinozębnego w tego typu konstrukcjach, jaką było mi dane słuchać oraz obsługiwać w sprzęcie za parę, a nie paręnaście tysięcy złotych. Zrobili to perfekcyjnie, zrobili to tak, jak należy.

Już po wstępie widać, że laurka będzie. Będzie, bo się !@@$#% należy. Należy się tym bardziej, że Matrix po prostu robi swoje, zawsze oferując więcej (realny progres – to nie jest pudrowanie, poza zbliżoną formą, każda kolejna generacja to więcej, lepiej bez zmiany ceny na metce) i zwyczajnie należy to docenić. No to doceniamy, a konkretnie doceniamy za…

» Czytaj dalej

Co za wzmak! Nausznikowy amp Cayin iHA-6 & DAC: iDAC-6. Recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170511_102054990_iOS

Powracamy do słuchawek z konkretnym setem złożonym z dwóch skrzynek firmy Cayin (patrz nasze recenzje mobilnej audio elektroniki: DAPa N6 oraz przenośnego zestawu amp+DAC tego producenta). W przypadku tytułowego, stacjonarnego kompletu mamy ambitny pomysł na docelowe rozwiązanie pod każde nauszniki, nawet te najtrudniejsze, nawet te najbardziej topowe, najlepsze, jakie są obecnie na rynku. Całość dopasowana stylistycznie, kompaktowa, może stanowić alternatywę dla wielu znacznie droższych high-endowych ampDACów, tudzież dzielonych (jak testowany) systemów amp osobno, DAC osobno. Nie przekraczamy ceny 5k za skrzynkę, producent widzi te produkty raczej na biurku (gabinet) niż w salonie – nie ma zdalnego sterowania, nie ma obsługi na odległość, trzeba tradycyjnie zmieniać, regulować z poziomu klamota. Także raczej na wyciągnięcie ręki, co nie oznacza rzecz jasna, że w salonie się to, to nie sprawdzi. Tyle, że trzeba będzie ruszyć 4 litery z fotela, albo kanapy…

Tu w salonie. Naprawdę może stanowić ozdobę, bardzo się udał designersko projekt tych skrzynek 

Mocno nam się przeciągnęła ta publikacja, nad czym bardzo boleję, ale tak się to poukładało, że kilka razy wypadało nam z kolejki. Obiecywałem parę dni temu, że już już tuż tuż, to wordpress „wyciął” nam numer i trzeba było naprawiać (wykrzaczyły się niektóre artykuły, już jest ok, przepraszam zainteresowanych za to kanji, jakieś bzdety, musiałem przywrócić oryginalną treść publikacji). No nic, takie uroki obecnego funkcjonowania HDO, nie mam na niektóre rzeczy wpływu :(

Przejdźmy zatem do meritum. Tytuł sugeruje co najbardziej z tego setu przypadło mi do gustu, zresztą pamiętam, że pierwsze wrażenia też wskazywały jednoznacznie, że to amp jest tutaj elementem wyróżniającym się (choć to DAC skupia początkowo uwagę ze względu na oryginalną konstrukcję, możliwości, o czym przeczytacie poniżej, w rozwinięciu…). Tak czy inaczej, to jest system i tak należy właśnie potraktować te skrzynki – jako integralny, dzielony tor słuchawkowy, synergetyczny zestaw, kompletne rozwiązanie, szczególnie dla kogoś, kto „poszedł w słuchawki”, rezygnując z kolumn (bo dzieci, bo lokum, bo tak).

» Czytaj dalej

Koniec odtwarzaczy Oppo … niestety to nie jest 1 kwietnia

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-04-03 o 14.06.30

Bardzo przykra informacja sprzed kilkunastu zaledwie godzin. Oppo Digital to już historia. Nie będzie nowych odtwarzaczy Oppo, nie będzie można kupić najnowszych modeli (w tym przetestowanego, świetnego BDP-205), rzecz jasna nie uda się także zakupić  słuchawek orto PM-2/3 (nasz test PM-3), ani przenośnych czy stacjonarnych odtwarzaczy/wzmacniaczy słuchawkowych tego producenta. Nie kupimy zatem ani nowej wersji SE opisanego u nas, do niedawna dyżurnego, redakcyjnego, przenośnego HA-2, ani Sonaty, ani nic. Koniec, finito, bez żadnego trybu, czy raczej w trybie natychmiastowym :(

Wielka, wielka szkoda, szczególnie, że Oppo playery to też …było grube modyfikowanie (wcześniej NuForce, a ostatnio Mod Wright znakomity projekt przygotował, ale to już raczej nieaktualne, a nawet jeżeli to za moment będzie po tym tylko wspomnienie), bardzo zaawnasowany mobilny player dla iOS/Andka i sporo planów, pomysłów na przyszłość. Wszystko w czasie przeszłym. Tak nagła decyzja jest mocno zaskakująca, szczególnie że firma (wcześniej podzielona na dział AV i mobilny, ten drugi będzie dalej funkcjonował) nic nie wspominała o problemach, nie sygnalizowała, że coś jest nie tak, że trzeba zwijać biznes.

Cóż, niewątpliwie wpływ na to, co się stało ma sytuacja na rynku dystrybucji, choć tutaj ostatnio fizyczny nośnik wyhamował spadki, obecnie to downloady notują coraz gorszą sprzedaż, z drugiej strony stream totalnie dominuje, staje się de facto podstawowym kanałem dystrybuowania treści. W przypadku muzyki sprawa jest przesądzona, w przypadku wideo właściwie też… linearna tv pada, płyty wizyjne to coraz bardziej niszowa sprawa, kina też mają problem. Domowe konsumowanie treści, usługi streamingowe są obecnie na absolutnym topie. Pisałem, przy okazji recenzji najnowszego, topowego odtwarzacza Oppo, że rozumiem racje przemawiające za nieumieszczaniem funkcji smart, dostępu do usług streamingowych w tym produkcie, racjonalne racje, ale że to będzie problem marketingowy, że to będzie miało wpływ na sprzedaż, na postrzeganie marki.

Oczywiście to nie jest powód dla którego firma zwija interes (tj. że czegoś nie dała w najnowszej linii). Powody są zapewne natury kapitałowo-udziałowej, są złożone, ale to w sumie nieistotne. Istotne jest to, że producent kojarzony z wysokiej klasy, sensownie wycenionymi, produktami audio i audio-wideo znika z rynku. To się liczy. Rzecz jasna nadal będzie oferowane wsparcie, ale – i to nie jest dobra wiadomość dla obecnych użytkowników – w ograniczonym zakresie. I tak wszystkie starsze modele (linia 9x, 10x …patrz nasz test modelu 105D) będą otrzymywać (o ile wystąpią takie okoliczność, zajdzie taka konieczność) tylko krytyczne łatki, nie będzie żadnych nowych funkcjonalności, modyfikacji, zmian. W przypadku linii 20x można będzie spodziewać się utrzymania w tym roku normalnego supportu (innymi słowy poza poprawkami, mogą pojawić się jakieś usprawnienia, nowości), po tym terminie niestety nie będzie można spodziewać się niczego więcej niż w przypadku starszych modeli. Kiepsko. Dzisiaj aktualizacje na bieżąco są koniecznością, bo tak złożone i tak mocno zmienne są uwarunkowania sprzętowo-softwareowe. W sumie, brak streamu w 203/205 będzie tutaj plusem, bo nie będzie konieczności aktualizowania tego elementu, ale w poprzednikach sytuacja wygląda zupełnie inaczej :(

Przykra niespodzianka i w sumie zła informacja dla branży (bo też produkty tej firmy były od dawna pewnym wyznacznikiem dla innych, a patrząc na wzorowane na nich odtwarzacze, choćby CambridgeAudio, stanowiły po prostu wzorzec), to takie potwierdzenie dla pesymistów, którzy nie widzą miejsca dla masowych, czy po prostu dostępnych dla szerszego grona, dobrej klasy (podkreślam dobrej) produktów AV opartych na laserowych czytnikach, zdolnych do odtwarzania fizycznego nośnika (audio). Obawiam się, że inni też nie będą zainteresowani kontynuacją i połączenie kina z audio w przypadku treści na płytach audio i audio-wizyjnych, na wysokim poziomie jakościowym, przy zachowaniu zdroworozsądkowej ceny, będzie awykonalne, nikt w to nie będzie się już „bawił”. Szkoda, bo choć stream niewątpliwie jest przyszłością i w sytuacji jeszcze szybszych łącz, w końcu zacznie zbliżać się jakościowo do tego, co na płycie (głównie piszę tu w kontekście płyt wizyjnych 4k) to jakaś część materiałów multimedialnych zwyczajnie nie będzie dostępna, bo nie wszystko w streamie jest i będzie.

Mam nadzieję, że jutro wieczorem poprawimy sobie humory jakimś pozytywnym tekstem, a taki się kroi, bo zaległa recenzja o bardzo muzykalnym zestawie Cayina już niebawem na głównej HDO będzie wisieć. W kolejce zaś parę zapowiadanych wcześniej testów i artykuł ku przestrodze (audiovoodo… mhm, nic więcej na razie nie zdradzę). Do przeczytania już za chwilę ;-)

Mytek Liberty DAC… pierwsze wrażenia

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180303_070157820_iOS

Przyjechał, testuję i mam już parę pierwszych wniosków. Mytek Liberty DAC to taki Brooklyn bez wyświetlaczy, to kompaktowa forma z wsadem z droższych konstrukcji, to takie połączenie świata pro-toolsów ze światem konsumenckiego audio. Tak właśnie. Ten Liberty zastępuje w katalogu najprzystępniejsze cenowo skrzyneczki dla praktyka, a dodatkowo rozszerza ofertę Myteka o produkt znacznie tańszy od Brooklynów czy Manhattanów dla muzykofila. Co prawda w zakresie do ok. 4k możemy już nieźle się na-po-wybierać, bo klęska urodzaju to za mało powiedziane, a wspomniana w poprzednim wpisie, zapowiedzi testu tytułowego DACa, ofensywa Azji to właśnie poziom do 10 tysięcy złotych – tu najwięcej się dzieje i to ten pułap, w który rzeczona Azja, celuje. Mniejsza. Mamy coś, co jest Made in Poland, od strony projektu to 100% Myteka w Myteku (o czym poniżej), także wiemy, że to coś co wyszło spod firmowego dłuta, a nie przepakowane, czy nawet nie przepakowane, tylko z doklejonym logo, coś rodem z wielkich chińskich megafabryk. Wątpliwości nie ma, to najmniejszy klamot, ale mimo czysto klasycznej formy, po wyjęciu z pudła wiemy, że to nie masówka, że oryginał. O klamocie było już u nas pisane o tutaj.

Nie banał

Od razu jak się pojawił, podpiąłem pod Core, Roon i jedziemy. Na razie testowany jest na słuchawkach, oczywiście będzie też na stacjonarnym torze sprawdzany i to dwojako: z aktywnymi nEar-ami w balansie (czyli jakby studio ;-) ) i na standardowym torze hajfajowym, tj. NADy i pasywne Szafiry oraz Topazy. Tak. Teraz jednak, lecą słuchawki i na słuchawkach, w opcji biurkowej to gra. Zresztą tu biurko jest bardzo na miejscu lokalizacją, bo małe to, bo obsługa ręczna z frontu, bo zdalnego „niet” i ogólnie, jakbym miał tego klamota gdzieś umiejscowić, to właśnie gabinet, biurko, bliskie pole / aktywne / kompaktowy zestaw z kolumnami oraz wymienione powyżej słuchawki. Tak, dali tutaj ampa i ten amp musi pokazać swoje kompetencje egzaminowany w szerokim zakresie na planarach LCD-3 / Sundara / HE-400 oraz dynamikach HD-650 / K701 / HP50. Będzie także niespodzianka, która leci z… chińskiej fabryki, coś co prawdopodobnie miażdży wszystko co istnieje na rynku w relacji koszt-efekt w zakresie wysokiej klasy, klasycznie przewodowych monitorów dokanałowych. Nic więcej nie zdradzę, poza ceną tego IEMowego wynalazku, nad którym parę dobrze zorientowanych osób, pieje z zachwytu (jak patrzę jak to wygląda, to nie mogę uwierzyć, że to się w ogóle opłaca, w sensie produkcji & sprzedaży się opłaca) – zapłaciłem 34 złote. Co można dostać za 34 złote przekonacie się w przyszłym tygodniu, o ile dolecą (no chyba powinny, ale różnie to bywa).

Czyli z IEMami, a konkretnie z tymi co przylecą, też sobie Liberty zagra, bardziej będzie to potwierdzenie, bądź nie, tych zachwytów nad słuchaweczkami, które wyglądają jak wysokiej klasy armatury, jak jakieś Westony z górnej półki. Zobaczymy. Patrząc zaś na nausznych „egzaminatorów” to nadal nie mogę uwolnić się od Sundara, jak tylko zrobię sobie przerwę na wymienione powyżej, inne, modele nausznic, to jakoś dziwnym trafem zaraz te najnowsze HiFiMANy powracają, jak bumerang, lądują na czerepie. Słucham od prawie trzech tygodni i artykuł już się kluje. Z Libery jest synergia pełna, nie tylko w zakresie SQ, ale także estetyki, wyglądu… no pasuje to tutaj idealnie. Czarne, w najnowszej, konstrukcyjnie odchudzonej i dopracowanej odsłonie Sundara z …no właśnie, niby skrzynką prostokątną, do bólu typową, klasyką, klasyki, a tu jednak nie, bardzo nawet nie tak. Bo, że Liberty jest prostokątem małym, kompaktowym to fakt, ale że banał to już zupełnie nie. Mamy na górze elegancko w metalu nacięte logo, a że Myteka logo to nie prosta forma, a wysublimowana to też takich atrakcji możemy się spodziewać w metalu właśnie. A to dopiero początek, bo dół obudowy to powtórka tego patentu i ma to nie tylko estetyczne, ale jak najbardziej funkcjonalne uzasadnienie. Wentylują nam te setki otworków obudowę. Można w niebanalny sposób? Ano jak widać można. Wygląda to bardzo fajnie i mimo tej prostej formy od razu czujemy, że jednak dostaliśmy do ręki coś zaprojektowanego nie z metra, a specjalnie na tę okazję właśnie. Z przodu też jest mytekowo, ta ponacinana faktura ala skóra aligatora to całościowo (vide góra obudowy) udany projekt stylistyczny, prezentuje się nam ten maluch bardzo i można sobie go wyeksponować, a nie że schować, bo ładny dla oka to widok.

No, cześć

Z przodu mamy wielokolorowe diody, gałę (enkodera) oraz wyjście słuchawkowe 6.3. Z tłu od razu widać, że to firma, która pro-toolsy robi. Na bogato, możemy sporo źródeł cyfrowych tutaj zintegrować, bo jest AES i dodatkowe (czyli w sumie 2) SPDIFy, można jak już wcześniej pisałem, alternatywną elektrownię podpinać, przy czym solidne, wewnętrzne zasilanie spokojnie możemy potraktować jako docelowe rozwiązanie, a to dodatkowe, to jak będziemy chcieli sobie upgrade zaaplikować, niekoniecznie chcąc wymieniać przetwornik, bo tak nam ten Liberty do gustu przypadł (a jednocześnie audiofilianervosa wymaga sięgnięcia po portfel). Opcja jest. Jako, że naprawdę małe to jest, to na wyjściowe XLRy zwyczajnie nie byłoby miejsca, stąd standard w studio dobrze znany (w domowym audio kompletnie nie spotykany) czytaj dwa TRSy dla balansu obok wyjść SE znajdziemy. Sam enkoder działa z lekkim skokiem, wiemy gdzie jesteśmy, bo diodki nas o tym informują świecąc w różnych kolorach, w trybie: pokaż poziom wzmocnienia, wskazując jak daleko w prawo jesteśmy ;-) . Wystarczy nacisnąć, by paliły się tylko dwie, a nie dajmy na to pięć, diody i wtedy wiemy, które z wejść cyfrowych jest uaktywnione, poza tym czy gra nam MQA albo czy DSD gra nam. Tak, mamy MQA, o którym wspomnę niebawem, bo – co dla mnie było sporym zaskoczeniem, bo choć Chrisa znam, cenię, przyjemnie wspominam rozmowę z nim na AVS bodaj trzy lata temu, to jednak jego Computeraudiophile zaliczam do głównego nurtu, do mainstreamu publikatorów audio, a tu wyciął ostatnio niezły numer… oddał głos na głównej koledze Archimago (o którym wspominałem na łamach MQA i niezmiennie bardzo polecam jegomościa i jego niezobowiązujący blog… konkretna wiedza w cenie, zdrowy rozsądek podobnie). Takie podsumowanie tego, co sam popełniłem na temat MQA tu i tutaj.  No dobrze, Mytek to ma i to szeroko ma, bo we wszystkich nowych DACach oferuje pełne wsparcie dla origami. Krótko mówiąc, świeci się na zielono (bywa, że chwilę zajmie identyfikacja/odpakowanie/autoryzacja), wróć, świeci się na niebiesko (niektórzy dostają wrzodów, jak im się nie świeci – przepraszam za drobną złośliwość ;-) ), czyli jest „fully authenticated”. Wspominają w instrukcji o „dokładnie to, co artysta był w studio….”, litościwie pominę to tutaj i powiem tylko tyle: wyróbcie sobie swoją własną opinię na temat. Warto nie tylko słuchać (porównajcie sobie PCM, czy DSD z MQA… Tidal daje takie możliwości w dużym zakresie obecnie), ale także poczytać jw. W tym wypadku naprawdę warto zrobić obie te rzeczy.

Pasuje jak ulał, jak włoskie wyyyygodne obuwie z tymi Sundara ten Mytek

Dobra, gra nam ten Liberty także DSD, w przypadku ROONa Core na makówie jest DoP i 128, jak sobie podepniemy (z zrobimy to niezawodnie) w salonie do end-pointa HTPC to posłuchamy Myteka w trybie native i poleci także materiał DSD256, który – muszę przyznać – robi wrażenie, bo cholernie dobrze to nagrane jest, wyczynowe, bez dwóch zdań, taki pokaz możliwości rejestracji i przeniesienia w najbardziej topowej formie tego, co było przez muzyków grane. No, no. Recz jasna znaczenie czysto poznawcze, a nie użyteczne to ma, bo takie nagrania to nawet nisza nie będzie, zwyczajnie nikt w to bawić się nie będzie na szeroką skalę, zapomnijcie. Dobrze, to jak jesteśmy przy materiałach, to powiem jeszcze, że ostatnio nam się na Tidalu przepysznie dzieje, w zakładce (tak, tak MQA) lądują fantastyczne rzeczy i to bardzo, bardzo podnosi wartość tego streamu w moich oczach… po prostu wcześniej, żeby takie znakomite nagrania móc legalnie posłuchać, trzeba było wydać krocie. Teraz można to mieć za 40 złotych. Naprawdę… warto docenić, dodatkowo trzymać kciuki za integrację przez Roon labs nowego modułu rozgłośni internetowych. Pracują nad tym, bo to co obecnie nie przystaje do reszty jakościowo (dodawanie z paska adresów) i jak będzie to kolejne, potencjalne źródło znakomitego audio z fenomenalną nawigacją, integracją całej kolekcji trafi do użytkowników ROONa. Jest na co czekać, bo sporo się dzieje w radio streamie… bezstratnie się dzieje, wyczynowo się dzieje i jeszcze, na dokładkę, na żywo się dzieje. Jak będziemy mogli, nie ruszając się z fotela, przenieść się do sali koncertowej albo na stadion to ja bardzo chętnie to zrobię. Oczywiście to jak z kinem z jednej i telewizorem/projektorem z drugiej, inaczej, ale i tak bardzo chętnie, szczególnie że nie tylko wielkie wydarzenia, ale także kameralne w jakości dużo lepszej od niskobitratowe mp3 będą na zawołanie.

Głośno! Przy czym na planarach cztery palą się musowo

Sprzęt podczas pracy delikatnie ciepły jest, widać że robotę robią te wycięcia układające się w logo firmowe na górze i na dole obudowy. Poziom wzmocnienia dla planarów to pi razy oko co najmniej 15 (Sundara, LCD-3), oczywiście przy sygnale DSD gra ciszej i trochę bardziej dokręcamy w prawo. Precyzja, rozdzielczość, wgląd to na pierwszy rzut ucha wybija się, buduje nam przekaz. Obiecałem, że skonfrontuję KORGa z Mytekiem @ DSD i możecie być pewni, że takie porównanie we właściwiej recenzji znajdziecie, podepnę zarówno pod laptopa i słuchawek, jak również stacjonarnego toru z kolumnami. Z ciekawości chcę także sprawdzić jak sobie Liberty poradzi w porównaniu z thunderboltowym interfejsem (też pro-tools, nawet bardziej, bo wyposażony pod potrzeby tj. ZOOM TAC-2) i tu też będzie face to face. To chyba zamknie nam plan kompleksowego przetestowania tego klamota. Stylistycznie i jeszcze bardziej całościowo, jak się pojawi, to będzie także z nowym iMakiem Pro obfotografowany, chcę przy okazji sprawdzić, ile prawdy jest w krytycznych głosach na temat problematyczności nowego thunderbolta 3.0 z interfejsem audio na piorunie. Podobno nie jest cacy, a dodatkowo psy wieszają na HS strasznie. Nie wiem, u mnie nadal Sierra, po wpadkach Apple z najnowszymi wersjami oprogramowania generalnie wstrzymuję się z decyzją o upie. Mytek Liberty DAC niewykluczone, że sobie chwilę zagra z takim kompem, konfrontowany z TAC-2 służącym nie tylko do porównania, ale także weryfikującym doniesienia o problemach pro-toolsów z tym co komputerowe, nowe w ofercie Apple.

Niby nic, a jednak robi różnicę.
Kompaktowy, prostokątny, mały, a ładny i jeszcze to ładny koresponduje zaprojektowany z głową (logo = otwory wentylacyjne)

PC też jw. będzie! Będzie bardzo, bo jw. zagramy via HTPC w natywnym trybie DSD wyczynowe. Także sterowniki (o to jestem spokojny, znając podejście Myteka do wsparcia) też sobie sprawdzimy pod Windą, nawet jeżeli teraz ta Winda sterów już nie potrzebuje (od Creators Update, jak pisałem na HDO z pół roku temu, macie wreszcie UAC 2.0 …ile to czasu musiało upłynąć, no ale w końcu jest). Plan mamy zatem konkret, a na koniec tych pierwszych wrażeń, najbliższe zapowiedzi:

- recenzja HiFiMAN Sundara
- artykuł Cayin iHA-6/iDAC-6
- parę słów o RHA MA750 (btw polską witrynę, sklep on-line, RHA sprokurowało właśnie, będzie niebawem wpis o tym)

To przetestowany sprzęt, ale nie tylko o sprzęcie będzie, bo w przygotowaniu są dwa artykuły problemowe. Jeden, krótki, podsumowujący temat MQA, właściwie odsyłający do Chrisa, o czym było powyżej oraz drugi… i znowu kij w mrowisko: „Dlaczego audiofilskie routery nie grają, dlaczego audiofilskie kable ethernetowe nie grają o 1000, 2000, 5000$ lepiej od tych za 1000, 2000 i 5000$ mniej” i „dlaczego próba twórczego nawiązania do wideofilii wystawia audiofilii na pośmiewisko, czyli nie pisz o czymś, o czym nie masz zielonego pojęcia„. Przeczytałem coś, co wywołało u mnie przemożną chęć podzielenia się swoim zdaniem na temat bzdurnych teorii, fałszywych wniosków oraz bezwstydnych (to delikatne słowo) prób wciskania kitu. W imię $, oczywiście, bo tylko to „uzasadnia” takie rozmijanie się z rzeczywistością. Wymierny, liczony banknotami, interes.

PS. Swego czasu testowałem telewizory, z projektorami też miałem co nieco wspólnego.

Poniżej fotogaleria z Liberty w szczegółach:

» Czytaj dalej

Nowy DAC M2Tech Young mkIII. Strumienie, oledy… recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20171215_095030915_iOS

Absolutna nowość z Italii, nowy Young DAC mkIII ze strumieniami (via Bluetooth), do tego w pełni zbalansowana konstrukcja (idealnie pasowały nasze redakcyjne monitory studyjne EISO), z analogowym wejściem… a więc także prosty cyfrowo-analogowy przedwzmacniacz. Sprawdziłem jak gra z gramofonem via klasyka 1020 & 5120, wygrzał się solidnie z źródłami cyfrowymi… komputerem (mac/ROON), Chromecastem oraz kompaktem (nad515). Bezpośrednie strumienie sinozębne, znak czasów, to coraz częstszy widok i to bez względu na klasyfikację urządzenia. Może być budżetowe HiFi, może być i high-end. Bez różnicy.

W przypadku Younga jest oryginalnie. Po pierwsze, jak wspomniałem, to konstrukcja w pełni zbalansowana (nie pseudo, jak wiele innych klamotów, które mają XLRy tylko po to, by ewentualnie skorzystać z „grubego” kabla… a po prawdzie są to konstrukcje SE), można też podpiąć via RCA (piękne przejściówki w komplecie dali), ale jak już ktoś tak to zaprojektował to dobrze sprawdzić na torze symetrycznym „z czym to się je”. Po drugie rozbudowane menu to nowość u Włochów, coś co kojarzy mi się z Matriksami (gdzie można ustawiać wiele parametrów pracy DACa). Są filtry dla PCM, są dla DSD (aż 4!). Po trzecie mamy wejście liniowe, co automatycznie pozwala wpiąć gramofon w tor za pośrednictwem nowego Younga, a to może przynieść określone korzyści w SQ (sterowana cyfrowo drabinka rezystorowa, bardzo precyzyjna regulacja poziomu). Zastosowano enkoder (nawet co 0,5dB, można to na marginesie zmienić w ustawieniach na 1dB… przydatne!), do tego systemowy pilot (rozrasta nam się ta M2Techowa elektronika, oj rozrasta), a jakby tego mało to jeszcze DEDYKOWANA aplikacja na Androida (patrz zrzuty ekranowe) do sterowania przetwornikiem (? …strumieniowcem, przedwzmacniaczem… jaka nazwa byłaby adekwatna? No właśnie jaka?) …innymi słowy full opcja jeżeli chodzi o obsługę, także zdalną.

Czysta forma. Żadnych literek, cyferek… lubimy takie. Nazwali te nowe klamoty: ”M2Tech Rockstar Series” :)

Jest niewielki, ładniutki, od razu ujęło mnie coś, co po czwarte, wyróżnia tego klamota na tle innych – nie ma żadnych oznaczeń, żadnych nazw, znaczków, czegokolwiek na froncie… tylko czarna tafla, która skrywa OLEDowy displej. Super! Dyskrecja jest tutaj wyraźnym wyborem, wskazują na to rozbudowane opcje ustawień (praca diody, reakcja wyświetlacza z możliwością jego szybkiego wygaszania, sposób wybudzania / gotowości klamota do pracy). Innymi słowy macie coś, co może, po odpowiednim skonfigurowaniu, nie świecić, nie krzyczeć „tu jestem, o tutaj!”, po prostu czarny front z aluminiowym, grubym płatem na górze i bokach. Bardzo mi to pasuje i myślę, że wielu osobom taki projekt również przypadnie do gustu. Zrobili to dokładnie jak należy i estetyka, design (cóż, wiadomo, Włosi) stoi tutaj na bardzo wysokim poziomie. Z tyłu mamy świetnej jakości złącza, sprzęt w ogóle się nie grzeje, a nie grzeje się w ogóle, bo zasilanie mamy na zewnątrz. W komplecie jest zasilacz ścianowy (robiony na zamówienie m2Techa), można zdecydować się na upgrade w postaci firmowej elektrowni (Van Der Graaf mkII), albo jakiegoś innego rozwiązania dostępnego na rynku. Pilot, jak wspomniałem, systemowy jest, nie żaden z kosza, tylko specjalnie pod zamówienie producenta robiony, również wyróżnia się estetycznie na plus (czcionka stylizowana @ Art déco ;-)) i stanowi spore udogodnienie, w sytuacji gdy zdecydujemy się na pełne wykorzystanie możliwości jakie oferuje tytułowe urządzenie, to znaczy podepniemy wiele źródeł oraz dodatkowo będziemy mieć ochotę na sinozębne strumienie z obsługą aptX.

Sinozębny moduł jest i to taki w wariancie z obsługą kodeka aptX
(…mobilne jabłka niestety nie skorzystają, AAC nie ma, pozostaje tylko SBC, z makówy ofc leci aptX, tylko sobie w BT Explorerze wymuście)

No właśnie, na Maku jest aptX, co za niekonsekwencja Apple (typowe, antykonsumenckie zagranie jabca).
Gramy na zbalansowanym torze, cały system to jak widać Young i kolumny aktywne ESIO

Jak wspomniałem, zintegrowałem klamota z monitorami bliskiego pola nEar 05, podpinając symetrycznie, konfigurując kolumny w taki sposób, by wykorzystać do maksimum możliwości regulacji po stronie Younga. Tak to grało przede wszystkim, choć nie tylko, bo te piękne przejściówki… no szkoda byłoby ich nie wykorzystać, także przygotowałem coś specjalnego – podpiąłem M2Tech-a do toru niesymetrycznie z wzmacniaczem MiniWatt w roli końcówki, znaczy lampy też były. I nieprzypadkowo, bo w menu zaszyta jest także opcja ustawienia wyjścia DACa z dwoma nastawami (5Vrms i 10Vrms), można będzie zatem podłączyć bańkową końcówkę, bo przewidziano także taką opcję. No, super, no! Jak widać, mamy tutaj naprawdę sporo możliwości. Także na pasywnych zestawach kolumnowych zagrał, stanowiąc podstawę toru (zarówno jako pre, jak i DAC, a jeszcze strumieniowiec via BT). Fundamentem są tutaj dwie kości… programowalna Xilinx FPGA (tak, będzie można dokonać aktualizacji przetwornika w zakresie wejścia USB), czytaj kontroler USB oraz układ C/A PCM1795 (z natywną obsługą DSD). Uzupełnieniem tego duetu jest scalak odpowiedzialny za pracę enkodera (regulację) CS3318. Nawet 32 bity, nawet 384KHz, nawet DSD256 (via ASIO), nawet… ekhmmm… MQA (natywnie). Komplet.

Pilot systemowy, biorąc pod uwagę rozbudowaną funkcjonalność, niezbędna rzecz.
Do tego jeszcze dedykowana apka (DAC z apką… tak, tak, w takich czasach żyjemy, choć tutaj mamy więcej, bo jest pre, bo sporo można konfigurować). Co ciekawe apkę macie tylko (do czasu?) na Androida. Wersji na iOSa brak. Wreszcie czegoś nie ma na jabłcu, jest na Andku ;-) . Prawdziwa rzadkość! Mam na szczęście na czym sprawdzić, jakiś Android jest, co pozwoliło obadać ten sposób zawiadywania klamotem…

Na końcu recenzji, w galerii, możecie zobaczyć jak wiele ma do zaoferowania testowana nowość od M2Tech-a, ile możliwości dostajemy w urządzeniu, które nominalnie uznajemy za DACa, a przecież… no właśnie, dostajemy coś znacznie bardziej funkcjonalnie rozbudowanego. Znak czasów moi drodzy. Dzisiaj te omnibusy pozwalają budować system bez konieczności mnożenia bytów, bo nam się wiele rzeczy integruje w ramach jednego. Fajnie!

» Czytaj dalej

Nowa era w audio, czyli coś co wszystko zmienia: all-in-one Auralic Polaris

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170709_130211653_iOS

Na wyrost? Nie, nie na wyrost. Tak jak KEF-y LS50 Wireless są, w co nie wątpię, zwiastunem końca tradycyjnego toru audio i w perspektywie nastu lat będziemy mieli coś co gra (głośnik), dopasowując się jednocześnie do pomieszczenia, niknąc w nim, wtapiając się, znikając, tak Polaris jest alternatywnym uwieńczeniem rewolucji jaka dokonuje się w audio na przestrzeni ostatnich paru lat w zakresie elektroniki. Innymi słowy, albo będzie nam samo pomieszczenie grało, albo będziemy mieli zintegrowane, niewielkie, małe coś, co zajmie minimum przestrzeni, nie będzie wymagało specjalnego, wydzielonego miejsca, de facto audio „zniknie”, czyli tak jak to u designerów wnętrz od zawsze było: wygumkowane, audio nie ma… tyle, że teraz będzie grało. Zamknięcie wszystkiego w formie niewielkiego urządzenia bez ograniczeń funkcjonalnych, takiego, które gotowe jest na wyzwania przyszłości – tytułowy klamot jest właśnie czymś takim. To faktycznie „koniec drogi”, to finał, połączenie świata IT z światem audio w dojrzałej, kompletnej formie. Jest tak, nie tylko z powodu doskonałości dzisiejszych procesorów, miniaturyzacji układów, szybkich łącz sieciowych, stałego dostępu do sieci i jeszcze długo by wymieniać… powodem, dla którego według mnie możemy mówić o ostatecznej transformacji domowego systemu audio w nowe, jest OPROGRAMOWANIE. Kod jest dzisiaj wszystkim. Bez niego komputer jest bezużytecznym złomem, bez niego to nowe audio nie ma racji bytu. Już tłumaczę o co chodzi. Taki zintegrowany system tylko wtedy ma sens, gdy zarówno dostęp do treści jak i sposób jej odtwarzania oraz sama obsługa całości to algorytmy, linijki kodu, tysiące linijek kodu. Nie ma w tym nic romantycznego, prawda, ale tak to wygląda „od spodu”. Sposób w jaki trafia do klamota sygnał, transformacja, przetwarzanie tego sygnału, jego dopasowanie (korekcja pomieszczenia, zaawansowane DSP), sposób jego wzmocnienia i finalnego odtworzenia to kod, podobnie jak „warstwa użytkownika”, UI/interfejs… no, wszystko. Polaris jest kwintesencją, a jest nią, bo choć na rynku pojawiło się sporo urządzeń z własnymi rozwiązaniami, cyfrowych omnibusów, to nigdy wcześniej nie mieliśmy SYSTEMU OPERACYJNEGO AUDIO. Jak wiecie, taki system powstał, jest dostępny i tworzy niezbędną warstwę dla tego, co powyżej: transformacji domowego toru audio w coś, co nierozerwalnie łączy odtwarzanie dźwięku z IT. Patrząc zaś szerzej, na dystrybucję, na dostęp do muzyki dzisiaj (wielkie bazy danych, przetwarzanie w centrach), widzimy że to nieuchronne i zwyczajnie nie ma odwrotu od powyższego. Wielkie sieci sklepowe wycofują się ze sprzedaży kompaktów, download powoli, ale wyraźnie staje się już tylko uzupełnieniem dla streamu.

Polaris nie przypomina tradycyjnego urządzenia, więcej –  jest w opozycji do klasyki, bo mamy tutaj wszystko to, co w przypadku klasycznych systemów stanowi co najwyżej dodatek. Dodatkowo stanowi haj-endową wersję all-in-one, przy czym w odróżnieniu od budżetowych rozwiązań, które pojawiły się (oferujących coraz większą funkcjonalność, multifunkcjonalność), tutaj trzeba było uwzględnić wyższe wymagania odnośnie jakości, bo przecież to ma być wysoka półka, ma być alternatywa dla systemów za kilkadziesiąt tysięcy, ma być (i według mnie jest) zmiana filozofii budowy całego toru audio, co implikować będzie bardzo poważne przetasowania w całej branży audio. I – biorąc pod uwagę ROONa – jest takim punktem zwrotnym. To kompletne rozwiązanie, to synteza (teoretyzując: nigdy nie osiągniemy podobnego rezultatu łącząc poszczególne komponenty) całości, to coś co wg. mnie po prostu zamyka temat. Jest system operacyjny Roon labs (z firmową alternatywą w postaci Lightning OS), jest integracja wszystkich elementów na poziomie wykraczającym poza budżet, to znakomicie grające urządzenie, a do tego takie, które może i będzie grało zawsze najlepiej, bez względu na to gdzie zostanie umiejscowione. Tak, nie ma tu pomyłki, bo to co dzisiaj oferują takie programowe rozwiązania (kod!) jak Dirac Live (szczególnie w wersji pełnej) pozwala na osiągnięcie rezultatu NIEOSIĄGALNEGO w przypadku tradycyjnego audio. Wróć. Ok, można osiągnąć podobne rezultaty na drodze niezwykle kosztownego, długotrwałego procesu dopieszczania systemu, akustycznego dopasowywania pomieszczenia, uwzględnienia pierdyliarda czynników. Teraz, moi drodzy, stoimy u progu nowego – wystarczy maznąć na dotykowym ekranie i się zadzieje. Wiem, brzmi to dla tradycjonalistów koszmarnie, ale cholera… to, co działo się w studio nagraniowym, to czym dysponował inżynier dźwięku, to co robiono podczas pracy nad materiałem, to jak (w idealnych warunkach studyjnych) udawało się przygotować materiał teraz jest nie tylko na wyciągnięcie ręki (dostęp), ale jest do wyczarowania w domowych warunkach, bo  NOWY system audio może nam się dostosować do danych warunków i stworzyć nie tylko optymalne, ale finalnie DOSKONAŁE warunki odsłuchowe. Widzę to wyraźnie, opisuję na łamach (True-Fi, Reference, Dirac i inne tego typu rozwiązania…), a wspomniany audio OS pozwala na dowolne kształtowanie, integrację, dopieszczanie na drodze programowej całego toru złożonego z jednej skrzynki i efektorów.

POLARIS potrafi, bo umie, bo jest wyposażony w układy komputerowe zapewniające kompatybilność z tym, co dzisiaj kluczowe… z kodem. ROON Ready to furtka do nowego świata, bo daje nam sposobność rozszerzenia możliwości takiego klamota właściwie bez ograniczeń. Nie ma rzeczy niemożliwych. To kompletna zmiana filozofii, tego co gra w domu. Możemy wymazać cały proces poszukiwania i błądzenia, bo świetnie brzmiące urządzenie może ewoluować i będzie ewoluować wraz z rozwojem systemu operacyjnego audio, już teraz wraz z rozwojem kodu oferuje funkcjonalności, nowe możliwości, które wcześniej WYMAGAŁY ZMIANY CAŁEGO SYSTEMU. Teraz wystarczy aktualizacja. Wraz z ucyfrowieniem całego toru (aż do gniazd głośnikowych) ludzie odpowiedzialni za rozwój kodu mogą w praktyce wszystko. My, użytkownicy, możemy wszystko. Rodzi to oczywiste konsekwencje… niektórzy mówią: to zbyt skomplikowane, to nas przerasta, to wymaga (…), moim zdaniem to błędne rozumowanie. Dobre UI, dobry kod, to najprostsze, najprzystępniejsze, najłatwiejsze w obsłudze, to brak konieczności przeczytania manuala, to brak konieczności „znania się”. Z jednej strony automatyka, z drugiej przyjemne, łatwe, atrakcyjne w odbiorze interfejsy, z takim pomysłem na obsługę, by każdy mógł opanować to z marszu. Da się. To się właśnie dzieje. Doszliśmy do tego po wielu latach rozwoju systemów komputerowych, rozwoju elektroniki osobistej, sposobów interakcji z światem zero jedynkowym. AUDIO KORZYSTA Z TYCH POSTĘPÓW. Polaris, ROON, to o czym przeczytacie poniżej, soczewkują nam idealnie to branie pełnymi garściami z osiągnięć współczesnego IT. Złożoność zastępuje prostota, każdy może, za moment proces inicjowania, instalacji, ustawień będzie na tyle zautomatyzowany, że faktycznie wystarczy usiąść i nacisnąć play. I bardzo dobrze. A dla każdego „geeka”, swojsko „dłubacza” (niżej podpisany ;-) ) to nieograniczone możliwości ewolucji tego, co nam gra dokonywane nie tylko za pomocą portfela, bo coraz częściej bez udziału $ (bardzo to zmieni całą branżę, zobaczycie, BARDZO), ale wiedzy, umiejętności oraz otwartego podejścia do spraw, które do tej pory nie były dobrze rozumiane, rozpoznane. To wraz ze streamem zmienia wszystko. Nieodwracalnie.

Muzyka to miłość. Brak ograniczeń w odkrywaniu tego, co kochamy, to wystarczająco fascynująca perspektywa… nieprawdaż?

» Czytaj dalej

TERAZ POLSKA. Mytek Liberty DAC. Designed in USA, Made in Poland

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Liberty DAC

Cóż, związki Myteka z Polską są oczywiste, ale do niedawna raczej sentymentalne niż konkretne, biznesowe. Nowość – Liberty DAC – wszystko zmienia, bo ten przetwornik dłubany jest w Polsce. Zaprojektowano go na Brooklynie, poobcinano wszystko co w przystępniejszym od dotychczas oferowanych (poza 192-ką) multiDACów wydawało się zbędną fanaberią i Teraz Polska. Dobra, chcieli to dać najtaniej jak się da, dlatego zostawili to co niezbędne, przepakowując do taniej, kompakt obudowy, wybierając kraj z tanią siłą roboczą i wyszło, co poniżej:

Liberty to skrzynka na obecną chwilę wszystko ogarniająca, bo umie PCM 32/384 (DXD), umie też DSD nawet 256 (native), a ponadto potrafi zaświecić niebieską diodą (MQA supported). To ostatnie z mojej perspektywy wydaje się kompletnie zbędne, ale kto co lubi i na co ma ochotę. Tidal w masterach daje te MQA, można zatem origami audio wypakować do postaci wspomnianego (nawet) DXD streamu, a że małym druczkiem coś tam napisane jest, że to z natury stratnie, no to kto by się takimi rzeczami, drobiazgami przejmował ;-) Dobra, dość złośliwości, bo w przypadku klamota nazwanego w sposób kojarzący się nad Wisłą jak najlepiej (nad Potomakiem ofc również) mamy na metce 995$. To jak na Myteka, który śmiało w konsumenckich klamotach (pomijamy firmowe protoolsy, które często rozsądnie są wycenione, ale świecidełkowych obudów nie mające, różnych takich audiofilskich smaczków pozbawione po prostu należą do zupełnie innej parafii) osiągnął poziomy stratosferyczne (vide flagowy Manhattan), teraz w Kraju nad Wisłą będzie mógł kosztować, bo ja wiem, 4,5k PLN (?)  ok. 4k, a to już poziom HiFi klocka, a nie jakiegoś haj-enda. AKTUALIZACJA: Wiem, bo dystrybutor odezwał się i potwierdził polską cenę… 4150 PLN. Bardzo przyjemnie to wygląda. Bardzo. Aha, mówią że dadzą do testów. Także przeegzaminujemy na HDOpinie klamota, niebawem podam szczegóły.

Jest to maluch, taki naprawdę mikrus, ale mimo że w nazwie DAC stoi to też ampa pod słuchawki dali. Także fajnie, bo można – o ile zrobili to na poziomie – pominąć jeden z elementów wyposażenia, bo zintegrowany. Mała obudowa z tyłu nafaszerowana jest gniazdami, co cieszy, szczególnie że nie poszli tutaj w żaden minimalizm, a na bogato jest (tyle, że w oszczędnej gabarytowo formie)… znajdziemy TRS-y (balans) poza analogowymi RCA out, są dwa, nie jedno SPDIF, jest rzecz jasna USB o wspomnianych powyżej umiejętnościach, jest też optyk i z pro rodowodem AES/EBU. Mimo, że taki mały, to ma w środku konkretne zasilanie, zakończone dużym, trzypinowym, standardowym gniazdem IEC. A jak komuś przyjdzie ochota na upgrade (także bateryjny) to jest złącze dla zew. 12V. Forma surowa, ale jak najbardziej mytekowa, tyle że kojarząca się raczej z protoolsami, wspomnianym 192 (te kolorowe diody na froncie), a nie z biżuteryjnymi dzielnicami NY.

Sumując, mamy solidny kawał DACa, co jeszcze nam słuchawki jakieś napędzi w razie potrzeby. Nie ma to, to pilota, więc albo 4 litery z fotela, leżanki, albo w polu rażenia ;-) , w zasięgu znaczy się, czytaj na biurku jakimś. Przy czym bogate wyposażenie wskazuje jednak na inny scenariusz – tor salonowy, z dużymi klamotami, spięte z różnymi źródłami cyfrowymi, robiące za główną centralę cyfrową. Tak, Liberty niewątpliwie może być tym, głównym, przetwornikiem C/A w systemie numero-uno. Może uda się Sprowadzimy egzemplarz i sprawdzimy na łamach, zrelacjonujemy co to za cudo wykonane rękami polskiego robotnika potrafi, ocenimy i werdykt ostatecznie wydamy. Z ROONem pożenimy, ale też, patrząc przez pryzmat TRSów na pewno z aktywnymi monitorami nEar (tylko balans tam wchodzi w grę), z LCDkami (3) i HiFIMANami (Sundara) z jednej oraz HD650 i K701 z drugiej strony (także lekko amp wbudowany mieć nie będzie), a jeszcze jakieś pomocnicze źródła się podepnie, czytaj Chromecasty, AirPorty. Kusi mnie też, żeby sprawdzić tego klamota w konfrontacji z KORGiem DS-100. Tryb native, materiał nawet wyczynowy ostatnio u nas dostępny (DSD256) i sprawdzamy, czy Ameryka-Polska górą, czy jednak Japonia nadal nie do pobicia w tej kategorii.

Cóż, „we will see”. Jak dotrze, uzupełnimy wpis stosowną adnotacją. Na stronie informują, że można składać zamówienia.