LogowanieZarejestruj się
News

Niewierny Tomasz: sprawdzę to. Co? To: IFi iGalvanic3.0

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
nano_igalvanic3.0

Nie to, że nie wierzę z zasady ;-) ale mam mocno sceptyczny, mocno krytyczny, mocno powątpiewający stosunek do otaczającej rzeczywistości i jak czytam takie coś: „Ogólny przyrost jakości jest niezaprzeczalny i pozwala spojrzeć na odtwarzaną za pośrednictwem komputerów muzykę w zupełnie nowym, żywszym i jaśniejszym świetle” to od razu moja przekorna, wątpiąca, nieufna natura (na szczęście dotyczy to tylko technologii, no przepraszam, polityki też dotyczy, ale od tego jak najdalej na HDO) każe mi od razu zapytać: serio, serio? Słyszałem wiele na temat poprawiaczy IFi, ich specjalizacji w tym zakresie, ba ostatnio coś nawet potestowałem (niebawem będzie słów parę na łamach), ale to co mówi się o iGalvanic-u ociera się o nieprzyzwoitość. Złoty Graal? Złoty Graal komputerowego audio? Plaster na wszystkie bolączki sygnału wyprowadzonego z komputera via USB? Uczynienie ze źródła PC Audio, źródła nie tyle hajfajowego, ale wręcz hajendowego (no serio, tak to opisują recenzenci, tak to opisują użytkownicy, wiele osób tak to ocenia). „Fejm” jaki towarzyszy temu produktowi zapala w mojej głowie czerwone światło, więcej, nie daje mi spokoju (czytaj, dodatkowo – stroboskop ;0)), uwiera…

No dobrze. Popatrzmy na to na chłodno. Czym jest iGalvanic (wersja 3.0)? „…Można powiedzieć, że dzięki zastosowaniu wewnątrz iGalvanic3.0 autorskiego transformatora separującego wykonanego z wysokiej jakości miedzi 6N, sygnał elektryczny wychodzący z urządzenia jest w całości wygenerowany na nowo, przez co jest on pozbawiony negatywnych naleciałości pochodzących z pierwotnego źródła sygnału, takich jak zakłócenia RFI i EMI…”  oookey, ale to w takiej czy innej formie pojawiło się na rynku, niektórzy podjęli się zadania poprawy tego, co (umownie) z komputera wychodzi, na sklepowych półkach pojawiły się regeneratory sygnału, pomocnicze akcesoria, współpracujące z resztą toru (czytaj z jakimś komputerem oraz dakiem wyposażonym w interfejs USB). Odszumienie sygnału miało być panaceum na wady wspomnianego interfejsu, przenoszącego z wnętrza komputera zakłócenia, interferencje oraz (nie)sławne opóźnienia czasowe. W przypadku zakłóceń sieciowych, zasilaczy komputerowych, które nie grzeszą nadmierną kulturą pracy (delikatnie rzecz ujmując) znaleziono sposób zaradzenia sobie z takimi, jak powyżej, problemami.

Aby całego tego zła uniknąć, stosuje się obecnie „izolację galwaniczną – technikę eliminującą (…) istotne problemy komputerowego audio, jakim jest negatywne zjawisko tzw. prądu błądzącego, który zakłóca pracę precyzyjnych podzespołów aparatury HiFi i high-end. Prądy te indukowane są głównie zasilaczach AC komputerów i rozsiewane po całym systemie, także poprzez złącza USB. Choć w normalnym użytkowaniu konsumenci nie obserwują występowania tych anomalii (lub nie są tego świadomi), to w wypadku produktów wysoce precyzyjnych, jak audiofilskie przetworniki D/A czy też profesjonalne interfejsy USB problem jest dotkliwy i powszechnie znany. To właśnie całokształt tych prądów błądzących i zakłóceń sieciowych jest powodem powstawania szumów i jittera, wyraźnie degradujących jakość brzmienia docelowych przetworników D/A typu USB. ”

To wszystko pozwala na poprawę parametrów sygnału, ucywilizowanie magistrali komputerowej, która nie była projektowana jako interfejs audio. USB to, jak sama nazwa wskazuje, port uniwersalny, mający setki zastosowań, główna arteria dla danych przyjmowanych z zewnątrz (nie licząc interfejsów sieciowych), a także połączeń między układami wewnątrz komputera (komunikacja na płycie głównej). To wszystko, niestety, bez priorytezacji, współdzielone, interferujące, rywalizujące o dostęp do danych, o dostęp do pamięci oraz procesora. Cóż – w teorii – prawdziwy koszmar. W praktyce nie jest tak źle, bo obecnie projektowane chipsety radzą sobie z zawiadywaniem połączeniami bardzo dobrze, ale (nadal) nie tak dobrze, by coś bardzo wrażliwego (audioklamoty) nie było narażone na rozliczne problemy, gdy z PC nam gra. No właśnie.

Lekiem na to wszystko (właśnie – wszystko) ma być tytułowe ustrojstwo. Galvanic3.0 zawiera wcześniej stosowane w produktach tej firmy technologie: REclock, REbalance i REgenerate, które mają za zadanie zniwelować wszystkie błędy synchronizacyjne powstałe jeszcze przed dotarciem sygnału źródłowego do samego urządzenia. Ponownie przeliczone informacje są pozbawione zniekształceń, odpowiedzialnych za powstawanie wspomnianych opóźnień czasowych tj. jittera oraz szumu. To wraz z opisaną powyżej izolacją galwaniczną Galvanic stanowi całościowe podejście do tematu. Nie mamy tu zatem częściowej eliminacji, tylko, całkowite wyeliminowanie problemów na złączu USB w aplikacji audio. Niewątpliwie ma to umocowanie w teorii, pytanie czy w praktyce również? Patrzę na to przez pryzmat własnych doświadczeń, swojej informatycznej wiedzy – przy czym liczba zmiennych jest, jak to w świecie zero jedynkowym bywa – spora, wg. mnie wykracza poza opisane zjawiska (tak naprawdę dostosowujemy coś, co nie zostało, jak wspomniałem, zaprojektowane do zakładanego przez nas celu!). Komputerowe audio to góry i doliny, nie da się niestety wszystkiego przewidzieć, precyzyjnie określić… raz jeszcze – nie zapominajmy o oprogramowaniu!

Tak czy inaczej, ten produkt jest próbą ucywilizowania uniwersalnej magistrali pod kątem medium dla sygnału audio i warto będzie przekonać się (jak niewierny Tomasz ;-) ), czy faktycznie… Z nadesłanego opisu wynika, że możemy liczyć na, cyt.: brzmienie znacznie bardziej analogowe, holograficzne i namacalne, a przy tym zyskujące na szczegółowości i dynamice. Dystrybutor wspomina o dodatkowym upgrade Galvanica o firmowe zasilanie iPower (testowane u nas niedawno – będzie wpis o tym jak sobie ten zasilacz poradził zastępując org. zasilacze w Chromecast Audio oraz EVO 2 z zew. zegarem, produkcie M2Techa). Inną drogą, radykalną, eliminacji jest zastosowanie zupełnie innego sposobu transmisji, opartego na innym interfejsie (point-to-point), eliminującym przynajmniej część z problemów USB – mam tu na myśli FireWire (historycznie już) oraz Thunderbolt-a (obecnie). Tyle, że takie coś zawęża dramatycznie wybór klamota i w praktyce można wybierać tylko spośród pro-toolsów. Płacimy wtedy za rzeczy kompletnie zbędne z naszego pkt widzenia (wyjścia mikrofonowe, miksery, interfejsy dla instrumentów itd. itp.)

Co prawda dużej budy już u mnie od dawna nie ma, ale jest HTPC, jest laptop PC, jest tablet PC (to wszystko na Windzie) oraz są Maki (z ich teoretycznymi przewagami nad PC w zakresie grania muzyki z pliku, bo system, bo konstrukcja), jest zatem z czym sprawdzać, bardzo przekrojowo jak widać sprawdzać. Nie mam wątpliwości, że warto szeroko podejść do tematu testu, ocenić to co oferuje IFi pod kątem własnych doświadczeń oraz wiedzy na temat działania komputerów oraz systemów operacyjnych. Różne środowiska, różne (bardzo) konstrukcje i wspólny mianownik: złącze USB służące do wyprowadzenia dźwięku z kompa. Sprawdzę z wybranymi, trzema DACami: pracującym w tym trybie wszystkomającym Polarisie (Auralic), przetworniku USB Korga (DS-DAC-100) wreszcie klasycznym, oldschoolowym NFB-2 od Audio-GD. Różne kości C/A, różne interfejsy USB, bardzo różne tory…

Biorąc pod uwagę, że wołają za to 1749 złotych, faktycznie powinniśmy odczuć wyraźnie poprawę, progres. Czy tak będzie? Cóż, zobaczymy.

Mamy potwierdzenie! KEFy LS50 Wireless będą kompatybilne z ROONem

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-09-15 o 13.37.40

System audio za rozsądne pieniądze, zawsze na czasie, w superkompaktowej formie zaklętej w dwóch głośnikach i najlepszym obecnie oprogramowaniu audio? Tak, moi drodzy, już niebawem. Przypomnę tylko, że mówimy o tych głośnikach: nasze wrażenia KEF LS50 Wireless i o tym oprogramowaniu: testy, opisy, poradniki nt. front-endu znajdziesz pod tym linkiempod tym oraz pod tym a także tutaj i tu. I jeszcze o tu. Wreszcie o ROCK (Roon Optimized Core Kit) tutaj, oraz ostatni wpis o iPENGu w ROONie (tutaj). Ludzie odpowiedzialni za rozwój software potwierdzili, że prace nad integracją są zaawansowane i do końca roku bezprzewodowe KEFy będą kolejnym ROONowym end-pointem. Wspominałem wcześniej o wprowadzeniu do software firmowego głośników Tidala – niewątpliwie była to bardzo istotna aktualizacja produktu, bardzo ważna dla użytkowników. Jednakże moim zdaniem dopiero kompatybilność z programem Roon Labs to prawdziwy game changer, bo dostaniemy całościowe rozwiązanie integrujące CAŁĄ naszą muzykę, z potężnym silnikiem DSP o ogromnych możliwościach, a dodatkowo wsparciem dla setek innych produktów, z obsługą nieograniczonej liczby stref, a dodatkowo to wszystko z doskonale opracowanym UI oraz z nowatorskimi sposobami korzystania z całej kolekcji. Coś czuję, nie – wróć – jestem pewien, że ktoś, kto spróbuje takiego duetu nie wróci już do firmowego oprogramowania, więcej nawet… może nie być skłonny do powrotu do klasycznego systemu audio. Zwyczajnie, nie będzie to sensowne od strony obsługi, od strony ergonomii, wygody oraz – tak, tak – jakości dźwięku.

Testuję bardzo mocno tryby DSP w ROONie, eksperymentuje, wspominałem o tym we wcześniejszym wpisie dotyczącym presetów dla słuchawek Audeze (testowane @ LCD-3), zmodyfikowałem bardzo znacząco (i jednoznacznie na plus, to wyraźny progres!) dźwięk z podpiętych kablem USB bezprzewodowych Momentum (niesamowitą robotę odwala tutaj DSP – to jest niebo a ziemia, serio). Słuchawki będące końcówką z własnymi, dopasowanymi trybami (Audeze), albo własnymi modyfikacjami to ten kierunek, a LS50 z ich ogromnymi możliwościami (praca całego układu) pozwolą na stworzenie systemu, który nie tylko (mocno w to wierzę) dopasuje się idealnie do danych warunków (akustyka pomieszczenia), ale jeszcze dodatkowo będzie mógł pozwolić (dzięki potędze kodu) na rzeczy, o których nam się nie śniło. To jest nie tylko możliwe, to jest już dostępne. Już. Pamiętam pokaz Beolabów 90 (Bang&Olufsen), niezwykle kosztownej konstrukcji, której przewaga nad klasycznym systemem (też wszystko zaklęte w głośnikach) ma się opierać _na oprogramowaniu_. Pamiętam zapowiedzi ciągłych modyfikacji, dodawania zupełnie nowych możliwości. Pamiętam. Tutaj jest o tyle inaczej i wg. mnie lepiej, że efektor kompatybilny z ROONem to już ma i co więcej będzie miał zapewnione szybkie i daleko idące modyfikowanie, usprawnianie i wprowadzanie nowego w ramach terminarza przypominającego (jako żywo!) rozwój najpopularniejszych systemów operacyjnych (mobile). To jest ciągły rozwój, przy czym (co bardzo istotne) dla użytkownika przyjazny i bezinwazyjny, czego dowodzą dwa lata użytkowania tego software przez wyżej podpisanego. Trzeba tylko i aż oswoić się z tym, że oprogramowanie to dzisiaj część toru, co najmniej tak samo ważna jak inne składowe (w przypadku LS Wireless nie będzie tego wiele ;-) ) i w związku z tym koszt związany z używaniem / zakupem jest wpisany w całą zabawę w audio. To nie jest dodatek. Raz jeszcze – to kościec, to fundament systemu / toru. Zapamiętajmy.

O tym, co można wyczarować za pośrednictwem DSP na ROONie, jeszcze nie raz na łamach HDO przeczytacie. Postaram się przygotować przewodnik ze wskazówkami, na pewno będzie sporo o nowych możliwościach jakie wprowadzają programiści do wspieranego już i opisanego @HDO sprzętu. Sam się ciągle łapię na tym, że jest coś do odkrycia, że warto posłuchać (przede wszystkim), warto dać szansę różnym klamotom/słuchawkom, a przy tym (co warte jest podkreślenia) modyfikacje, zmiany odbywają się nie w realu (zmiany sprzętowe, adaptacje akustyczne pomieszczenia) a wirtualnie, w oprogramowaniu. Dla tych, których to mierzi, którzy nie wierzą, są tradycjonalistami i nie chcą tego zaakceptować – ja to doskonale rozumiem, rozumiem przyzwyczajenia, rozumiem niechęć do „tych komputerów”, rozumiem nostalgię za prostotą (powiedzmy, bo względną) świata analogowego, świata fizycznego nośnika, prostego odtwarzacza, drewna, materiału, fizycznego medium. Ja to rozumiem, ale świat właśnie uciekł i to już nie wróci. Stream (KEF mówi gigabitowe WiFi 802.11ac, ale ja tam polecam podpiąć te KEFy kablem LAN, tak dla pewności, z routerem – zróbcie to ;-) ) to jest coś, co wszystko zmienia, komputer i soft taki jak ROON to jest coś co wszystko zmienia i to jest ten kierunek nieodwracalny, kierunek w którym zmierza cała branża audio, cała branża muzyczna.

Tytułowe informacje wypłynęły podczas targów CEDIA (wrzesień 2017 San Diego). Nie będzie potrzeby instalacji czegokolwiek (aktualizowania) w przypadku KEFów… ROON to ogarnie w ramach kolejnego update oprogramowania. Tak to się robi! Jak tylko się pojawi taka opcja, poinformuje Czytelników w aktualizacji niniejszego wpisu. KEFy będą widoczne jako nowy end-pont, oczywiście będzie możliwość grania wielostrefowego z innym sprzętem, przy czym Wireless-y w takim torze będą mogły być solo, nie będzie możliwości integracji paru takich zestawów (przynajmniej na razie). ROON z KEFami stworzą kompletne rozwiązanie, z obsługą każdego materiału, bez konieczności jakiegokolwiek uzupełniania takiego toru o inne składniki (streamery, wzmacniacze, pre…). Toru high-endowego, dodajmy, w mocno okazyjnej cenie (10k za głośniki i 2k za software z dożywotnią licencją). Proste? Proste.

PS. Informacja dla Czytelników pytających jak tam z Qobuzem w Polsce. Z trzech państw, które miały w wakacje pojawić się na mapie kraje z serwisem, na razie załapał się jeden – Hiszpania. W przypadku Polski oraz Włoch nadal toczą się negocjacje (to gorzej) oraz prace nad wprowadzeniem (podobno już wszystko jest przygotowane). Przypominam nasz wpis oraz wiadomości z ich oficjalnego bloga na którym opierałem swój wpis (konferencja z marca 2017, kiedy zapowiedziano start usługi w Hiszpanii, Polsce oraz Włoszech w wakacje). Także trzeba się uzbroić w cierpliwość i czekać.

Prawdziwa okazja? Questyle CMA600i po pierwsze amp, po drugie… też amp

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170626_135813646_iOS

Chiny wyrastają na prawdziwego potentata w produkcji sprzętu audio. To już nie jest wytwórca, oferujący tanią siłę roboczą (ta, przestała być na marginesie tania, czy na tyle tania, by kierować się li tylko tym parametrem w doborze partnera przemysłowego), to już nie bezwstydny kopista, to już nie tandeta. Od dawna już nie, a od niedawna chińskie, rodzime marki potrafią sprowadzić do parteru specjalistów z umownego Zachodu. Po prostu robią to lepiej, oferują więcej, dbają bardziej i …jeszcze, choć pytanie jak długo jeszcze, to co wprowadzą na rynek dają w konkurencyjnej cenie. Od dłuższego czasu nie tylko nie reaguje podejrzliwie na „Made in China”, ale wręcz przeciwnie – z zaciekawieniem badam wytwory rodzimej, chińskiej myśli technicznej. To – właśnie – nie są kopie, naśladownictwo, a własne projekty, własne opracowania, coś co pewnie do pewnego stopnia jest wynikiem doświadczeń zebranych przez lata produkcji czegoś, co zaprojektowano na Zachodzie, co zamówiono w chińskiej fabryce, ale też (coraz częściej!) własne, autorskie pomysły.

Wiele z tego, co trafia do Europy wywołuje zdziwienie, zachwyt, a przecież to zaledwie wierzchołek góry… gdybyście odbyli podróż po azjatyckich sklepach, albo sklepach (specjalistycznych) w Australii i Oceanii to… szybko doszlibyście do wniosku, że dzisiaj to, co najciekawsze, najbardziej innowacyjne powstaje wcale nie w Europie, wcale nie w Ameryce, a właśnie tam – w Chinach. Jest tego ogrom (kolega wrócił ostatnio z Antypodów, zahaczył też o Koreę i Tajwan), nieprzebrane morze produktów, z których część uznalibyśmy za awangardowe, za wyznaczające kierunki rozwoju branży. Tyle, że o nich wszystkich na Starym Kontynencie nigdy nie usłyszycie, a nawet jeżeli, to tylko jako wzmiankę, coś na marginesie. Powiem wprost: technologiczne serce globu bije w tych kontynentalnych i tych wyspiarskich Chinach, dodajmy do tego jeszcze hi-techową Koreę i mamy komplet, przy czym ogromny, gigantyczny potencjał przemysłowy, najpotężniejsze możliwości wytwórcze na planecie, jakie ma CHRLD, powodują, że te setki (precyzyjniej to nawet tysiące) marek audio (wyspecjalizowanych, tak, tak wyspecjalizowanych marek audio) to coś, czego nigdzie indziej, w takiej skali, nie ma, nie występuje. Wielkie korporacje, które dzisiaj królują na Zachodzie, siłą rzeczy są zachowawcze, maja globalny asortyment / ofertę, która jest w porównaniu z Państwem Środka mikra, malutka. Tak to obecnie wygląda. Z opowieści osoby nieźle zorientowanej, która dodatkowo miała możliwości zapoznania się nie tylko z rynkową ofertą, ale także zapleczem produkcyjno-projektowym wyłania się obraz prawdziwej potęgi. Dzisiaj to tam powstają innowacyjne pomysły, to tam „się dzieje”. Niebawem odczujemy to wszyscy, bo lokalność (jeszcze) wielkich chińskich wytwórców elektroniki użytkowej za moment przejdzie do historii, za moment to właśnie te wielkie marki będą w centrum, a wraz z nimi pojawią się mniejsze, specjalistyczne, które już dzisiaj mogą zawstydzić asortymentem i pomysłami wielu europejskich oraz amerykańskich producentów sprzętu IT/audio.

Słuchawkowa nirwana


Ten przydługi wstępniak o podróżach i wrażeniach ma uzasadnienie, głębokie uzasadnienie, w kontekście bohatera naszej najnowszej publikacji. Questyle to właśnie taka firma, która nie ogląda się na innych, tylko robi swoje. Robi to na poziomie najlepszych, zachodnich produktów, oferuje produkty na poziomie wysokiej klasy HiFi oraz high-endu w ….bardzo, bardzo atrakcyjnej cenie. Pamiętacie zapewne liczne publikacje na HDO opisujące wybitne klamoty Matriksa? To był (poza topowcami) poziom dobrego, solidnego HiFi, a tutaj mamy rzeczy, które mogą stanowić element dowolnego, nawet wyczynowego toru, bez ujmy dla podpinanych elementów. Aż tak dobrze? Ano, CMA600i w jednej z głównych funkcji, czy (moim zdaniem) kluczowej funkcjonalności, jest urządzeniem, które może swobodnie konkurować z uznanym za najlepszy (taa… rankingi) słuchawkowy amp Bakoonem HPA-21. Też Azja, na marginesie, słuchany przeze mnie niedawno (jak uda się wypożyczyć na dłużej to będzie recenzja), wykorzystuje podobny patent na granie, korzysta z tej samej technologii co tytułowy CMA. Bakoon był „pierwszy” (takie konstrukcje to nic nowego btw, kiedyś tak się wzmaki robiło), Koreańczycy zaoferowali swój produkt parę lat temu (o ile mnie pamięć nie myli AD 2013), parę firm próbowało stworzyć podobne urządzenia, ale dopiero Questyle zaoferował coś, co można uznać za odpowiednik, tyle tylko że w formie rozbudowanej funkcjonalnie, z dodatkiem symetrycznego toru dla słuchawek (HPA-21 jest konstrukcją SE). Zresztą, mniejsza o rankingi i prześciganie się kto bardziej, powiem już na wstępie, niech strzelba wypali, że CMA600i to jeden z najlepszych w skali bezwzględnej wzmacniaczy słuchawkowych, jakie są dostępne na rynku, to przede wszystkim amp, to też bardzo dobry (i na całe szczęście, bo właśnie to stanowi konieczne uzupełnienie tego produktu) pre i dopiero na końcu DAC. Jako przetwornik wypada średnio, to znaczy w cenie 4000 (co to za cena!? Dumping?! Za tyle w Polsce, właśnie za tyle, dzięki dystrybutorowi i chwała mu za to, bo gdzie indziej drożej) to przetwornik bardzo solidny, ale spora konkurencja w tym zakresie cenowym i zwyczajnie można lepiej. Mówię o komputerze, bo SPDIF jest tu niczego sobie. Ale to nieważne, zupełnie nieważne, bo amplifikacja jest tu znakomita i w przypadku pewnych redakcyjnych słuchawek to po prostu „must have”. Idealnie dopasowany partner. Z innymi też pysznie. Także, tak CMA600i wielkim wzmacniaczem nausznikowym jest.

 

A teraz to jeszcze, poniżej, uzasadnię…

» Czytaj dalej

IFi iDSD Nano LE …mały, ale wariat?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170524_180212593_iOS

Dzisiaj, nie oszukujmy się, liczy się przede wszystkim to, co w kieszeni. Liczy się mobile. Owszem, ludzie słuchają muzyki z (umownie) komputera, ale przede wszystkim słuchają streamingu na jakimś handheldzie. Nikt nie zabiera ze sobą laptopa do biegania, przemieszczania się z pkt A do pkt B, nie słucha przykuty do desktopa, tylko ma w kieszeni coś, co mu gra. Bezprzewodowo (efektory w postaci słuchawek, całych systemów z transmisją, kolumn… wszystko bez druta), albo (jeszcze) przewodowo. I tak to wygląda, nie inaczej. Rzecz jasna dźwięk z samego telefonu, czy tabletu zazwyczaj jest co najwyżej akceptowalny, na pewno nie da się sensownie pożenić takiego źródła z dobrej klasy słuchawkami (pomijając konwersję, chuda amplifikacja zaszyta w takim fonie nie da im rady), często (gęsto) układ zamontowany w środku to kosteczka za parę centów, która niczego nie wyczaruje, bo niby jak? Dodajmy do tego niejako zakładany przez projektantów tandem z wysoceefektywnymi IEMami (implikuje to walka o jak najmniejsze drenowanie baterii… o to toczy się bój, to jest w centrum uwagi) i już wiemy, że 99% tego co oferuje obecnie rynek wymaga „usprawniacza”.

No właśnie. Usprawniacza. Można oczywiście kupić wyspecjalizowanego DAPa, ale gdzie tu ergonomia takiego rozwiązania? Gdzie wygoda? Kolejny byt, wyspecjalizowany, utrudniający albo wręcz uniemożliwiający równoczesną komunikację ze światem (to przeklęta konieczność w obecnych czasach, coś co jest z jednej strony wymogiem, z drugiej – jednoczesnym – uzależnieniem), coś dla amatorów bezkompromisowości, absolutnych maniaków dobrego brzmienia. Innymi słowy – nisza, niszy. Można jednak inaczej, można coś wpiąć, by było lepiej, albo w ogóle było bardzo lepiej… mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko (no prawie ;-) ). Tym czymś są właśnie wszelkiej maści USB DACzki, uzupełnione solidnym ampem, do tego z autonomią zasilania (bateria) i zakładaną kompatybilnością z mobile. To ostatnie to nie błahostka, bo raz że standardy różne, dwa że jak z komputerem to zawsze, to z handheldem wcale nie koniecznie zawsze (działa), trzy sterowanie, możliwości uzależnione są ściśle od współpracy producenta wspomagacza z gigantem IT (software, interfejsy, ciągłe i częstsze niż w PC/Mac aktualizacje). Także to potencjalna mina i wcale nie takie „wystarczy podpiąć”.

Wspominałem wczoraj o V30. Nowym flagowcu LG, który ma łączyć światy, być kompletnym (w dziedzinie jakości audio) smartfonem, który takiego wspomagacza, jak tytułowy, zwyczajnie nie będzie potrzebować. Fajnie, problem w tym, że szanse na to, że takie dopieszczone konstrukcje (pod kątem SQ) staną się standardem na rynku są nikłe. I nie chodzi tu o to, że temat jest marketingowo be. Wręcz przeciwnie. Wspominałem o tym we wpisie, to temat nośny i może nawet znajdzie naśladowców i tylko się cieszyć, ale będzie ich mało i telefonów tak wyposażonych będzie niewiele i będą to te najdroższe, bo… Apple to widzi i inni też to widzą – królować będzie wireless. Tylko. Napisałem, że nie nastąpi to zaraz, za moment, ale też nie nastąpi to za dekadę, a nawet pół. Nastąpi to szybciej. Jak ktoś się pyta, dlaczego nawet w klamotach za 20k i więcej implementują Bluetooth, to ja mu odpowiadam krótko – a co, dziwisz się? Przecież to jest przyszłość, przecież dzisiaj muzyka to fruwa sobie, strumieniem leci do i z. Dlaczego zatem ludzie mieliby rezygnować z wygody? Bo jakość?

Na łamach nie raz, nie dwa czytaliście jak wiele się zmieniło i jak wiele się zmienia w zakresie jakościowym odnośnie transmisji bezprzewodowej. Konieczność wymusza postęp, a ten dokonuje się na naszych oczach, jest realny. Nie chcę przez to powiedzieć, że bohater naszego najnowszego tekstu nie ma czego szukać, że jest „przestarzały”. Nie, to jeszcze nie nastąpiło, to jeszcze jest potrzebne, chciane, co więcej takie wspomagacze jako rozwiązanie uniwersalne (w sensie, że zagra sobie na wynos, ale i w domu się sprawdzi podpięte pod jakiegoś PC, na stacjonarnym torze znaczy się popracuje) mają jak najbardziej rację bytu. Choć i tu widać, że producenci czują, że idzie to nowe, także IFi doskonale to wyczuwa (nowa linia produktów z modułem bezprzewodowej łączności to naprawdę nie przypadek) i trudno się dziwić. Trochę bawiąc się we wróżkę, wywróżę że za dwa, trzy lata standardem będzie bezprzewodowy moduł wielokierunkowy obsługujący każdy rodzaj transmisji. Mhm, tak to będzie wyglądało. Dobra, czas zejść z obłoczków i przejść do meritum, do naszego malucha, do iDSD Nano LE. O firmie już pisałem (patrz tutaj oraz w zajawce), nie będziemy zatem się rozwodzić kto zacz, nadmienię tylko, że to jeden z najbardziej ekspansywnych, najszybciej zdobywający uznanie użytkowników, producentów z segmentu PC Audio. I nie tylko PC Audio, bo ma ambicję oferować kompleksowe, pełne rozwiązania, gdzie znajdzie się miejsce dla czarnego krążka, gdzie cały tor będzie by IFi (no efektorów brakuje, bo w elektronice siedzą, ale kto ich tam wie, zobaczymy co przyniesie przyszłość…)

» Czytaj dalej

Nowe możliwości ROONa: presety dla słuchawek. Na początek Audeze

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
LCD-3@Korg_DSDcon

Obiecałem wpis o nowych możliwościach. Przez dwa dni ostro testowałem temat. Przekrojowo. Muzyka gatunkowo zróżnicowana, różne źródła, różna elektronika, z dodatkowymi trybami konwersji (PCM->DSD, binaural) i bez, o jakości CDA i wyżej… Wspólny mianownik? Wspólny mianownik to preset dla LCD-3. Jedno ustawienie, żadnych kombinacji, gotowe takie, przygotowane przez speców. I co? No, kurcze, jestem pod wrażeniem. To nie są subtelne zmiany, nie na granicy percepcji. Dźwięku jest więcej, jest bardziej, wszystko staje się czytelniejsze, bardziej uporządkowane. Tak, to właściwy opis zmian jakie zachodzą. Nie, że nagle mamy lepszą średnicę, czy nagle nam na dole coś więcej słuchawki pokazują, czy jakieś specjalne zdolności wychodzą w wysokich. Nie. Tu chodzi o całokształt właśnie. No, no… 

Ujmę to tak: jeżeli można coś poprawić w danym systemie bez JEGO WYMIANY i mówimy tutaj o systemie słuchawkowym, gdzie nie ma zmiennych typu pomieszczenie, typu ustawienie to takie dopasowanie pod konkretny model słuchawek ma oczywiste uzasadnienie, ma sens i nie ma wg. mnie co doszukiwać się jakiejś niechcianej, niestosownej ingerencji w to, co autor miał na myśli. To nie jest manipulacja, a – właśnie – to dopasowanie. Jeżeli otrzymujemy lepiej przyprawioną potrawę, to zwyczajnie oceniamy to jednoznacznie pozytywnie. Tu jest podobnie. Jest bardziej. Idziemy we właściwym kierunku, czy może (nawet!) dochodzimy do optimum. Zmienną jest skrzynka, która konwertuje i wzmacnia (ewentualnie dwie osobne skrzynki). Owszem, to zmienna, ale jak wykazały siłą rzeczy za krótkie (jeszcze będę do tego wracał, oj będę) testy, bez względu na podpiętą elektronikę możemy oczekiwać tego, co powyżej. Sprzęt wybitnie dobry, być może, będzie już tylko subtelnie rzecz pokazywał – nie wykluczam i takiej możliwości – ale zasadniczo na klamotach bardzo jakościowo przyzwoitych progres jest wyraźny, to słychać. Przy czym jak już preset uruchomimy to zalecam ostrożność z binauralizacją. Ta modyfikacja sygnału komplikuje sprawę. Nadal możemy bez pudła określić kiedy DSP jest, a kiedy nie jest uruchomiony, kiedy ustawienie pod Audeze jest aktywne, ale nie jest to tak zauważalne jak w trybie z załączonym „na wyłączność” presetem. Natomiast można śmiało wymusić konwersję PCM@DSD. Tu zależność jednego od drugiego nie zachodzi, albo jest na tyle nieuchwytna, że nie ma sensu zawracać sobie nią głowy.

No to jedziemy: presety pod LCD-3 plus binaural plus PCM -> DSD128 native

Mhm :)

Tak, do tego faktycznie trzeba mocnego sprzętu, przy czym dzięki ostatnim usprawnieniom silnika teraz jest płynnie, nawet gdy zapuścimy wielokanałowy materiał z załączonymi presetami pod LCD-3 plus binaural plus PCM -> DSD128 native w DSP

Trzeba suwakiem mocno jechać w dół, tyle tam się dzieje :)
Dużo dobrego się dzieje, choć z binauralizacją uważajmy w sytuacji, gdy presety załączamy (patrz tekst)
PC robi tu za końcówkę, endpoint (Bridge), a napędem jest Core @ 4GHz iMaku (i jest stabilne 2x w processingu)

Widać, że współpraca ROONa z Audeze to coś więcej. Po pierwsze, w panelu widzimy cały przekrój oferty Amerykanów, są wszystkie obecne w sprzedaży modele. Innymi słowy, jeżeli jesteś właścicielem słuchawek tej marki to w ROONie znajdziesz dedykowane ustawienia. Zmienia się optyka, bo teraz już nie elektronika (owszem, zobaczymy w nazwie naszego DACa czy DAC/AMPa, naszego klamota) a efektor stanowi centralny punkt odniesienia. I software, właśnie, software. To DSP robi tutaj różnicę, to w jaki sposób oprogramowanie kształtuje sygnał audio, jakim zabiegom poddaje ten sygnał, w efekcie czego otrzymujemy to, co słyszymy na… efektorze. Ikonka podpiętych słuchawek świetnie to symbolizuje. Tu nie chodzi, moi drodzy, o względy estetyczne czy jakieś połechtanie użytkownika (o mam LCDki ;-) . Nie, chodzi o coś innego. O wskazanie, co stanowi najważniejszy, kluczowy element toru – o to tu chodzi. Niby to oczywiste, ale jakże często sami łapiemy się na tym, że bardziej zajmuje nas lektura specyfikacji kości konwertera, zastosowany interfejs, jakieś inne elementy niekoniecznie związane bezpośrednio z brzmieniem (tak, wszystko się liczy, ma wpływ, ale różny, jest hierarchia, a zależności nie zmieniają tego, co powyżej napisane)… po pierwsze liczy się co jest na uszach, albo co stoi na standach czy podłodze. To się przede wszystkim liczy.

Pełen przekrój oferty Audeze – presety dla wszystkich słuchawek i tych z serii LCD i tych tańszych Sine, czy EL.
Są też IEMy, mimo że ROON to desktopowa aplikacja dla stacjonarnego toru. Owszem, ale te IEMy też są właśnie m.in. do domu (niebawem przeczytacie więcej na ten temat)

Jak wspomniałem we wcześniejszym, szybkim wpisie na fb, mam nadzieję, że ROON nie będzie zawężał doboru partnerów do jednej firmy robiącej słuchawki. Mam nadzieję, że pójdzie dalej. Może to być zarówno wbudowane w oprogramowanie, jak i (jest taka możliwość już teraz) dostępne w formie plug-inów. To, mogłoby być nawet lepsze rozwiązanie, bo w końcu producentów nauszników / IEMów na kopy, po co zaśmiecać (dla kogoś, kto nie dysponuje) panel jakimiś konkretnymi modelami / produktami. Rzecz do rozważenia przez developera. Kogo bym widział też już pisałem, przypomnę tylko, że fajnie gdyby na liście pojawiły się takie marki jak HiFIMAN, Stax, Sennheiser , Audio-Technica czy AKG, jak również spece od głośników, którzy ostatnio mocno zaangażowali się w segmencie słuchawkowym. Są takie modele nauszników, które – zwyczajnie – są mocno wymagające, które od razu (a czasami w ogóle) nie pokazują swoich możliwości, grają poniżej, albo grają wręcz słabo. Mam takich pacjentów u siebie, tak mam na myśli K701, mam też na myśli HD650, a z tego co było, albo i nie było na pewno warto wymienić HD800, HE-6 czy K812. I dalece nie wyczerpuje to listy (przypomniałem sobie - dajmy na to takie gradosy, to też wdzięczny temat dla twórców presetów). Także oby to nie było na wyłączność, oby to nie była akcja „tylko dla”. Oby, bo byłaby wielka szkoda. Ten pomysł to strzał w dziesiątkę i może w niektórych przypadkach wręcz zmienić postrzeganie odnośnie zakładanych na łeb słuchawek. Więcej. Myślę, że może (nawet) przekonać antysłuchawkowców (sporo ich wbrew pozorom, sporo), że nie taki diabeł straszny, że jednak te słuchawki mimo że inaczej, mimo że nie tak jak dotychczas, zgodnie z przyzwyczajeniami i upodobnieniami, potrafią. Dużo potrafią i da się na nich słuchać na wysokim, czy nawet bardzo wysokim poziomie.

To co powyżej w oczywisty sposób przykuło moją uwagę, ale nie zapomniałem o paru innych rzeczach, które wprowadzono w najnowszej wersji. Najważniejszą zmianą jest ta związana z wydajnością. Zasobożerny processing sygnału w ramach trybów DSP (konwersja w locie do DSD, binauralizacja etc.) zjada obecnie znacznie mniej zasobów. Zauważalnie mniej. Przy opcji maksimum na złożonym torze z iMakiem w roli Core i end-pointem w postaci nanoPC (Bridge) z konwerterem C/A Korga (100), z wymuszoną konwersją sygnału do DSD128 (tryb natywny), binauralizacją oraz presetem dla LCDków miałem stabilne 2.8x, podczas gdy przed upgrade wartość ta spadała poniżej 2. Sprawdziłem także jak poradził sobie ROON z sygnałem wielokanałowym poddanym podobnym zabiegom. To najtrudniejsze wyzwanie i znowu wyraźny progres. Mam stabilne 2x. Wcześniej nierzadko Mac dostawał zadyszki (Core i7@4GHz) i spadało do 0,7-0,8x. Wyświetlał się komunikat o problemie z niewystarczającą wydajnością Core i rwało się odtwarzanie. Także well done, świetna robota Panie, Panowie!

Stabilnie, bez żadnych niedomagań. Wcześniej widziałem na liczniku (powyżej) 1,8x-1,6x. Duży progres w tej wersji oprogramowania odczuwalny szczególnie wtedy, gdy intensywnie korzystamy z zasobożernych trybów DSP

Z pomniejszych rzeczy, udało się doszlifować temat panelu szybkiego uruchamiania odtwarzania. Jest rozbudowany o użyteczne opcje, można przykładowo od razu przystąpić do słuchania radia (także rozumianego w kontekście mieszania utworów z lokalnych i zdalnych zbiorów), wyświetla się też podstawowa informacja z czego korzystamy w danej chwili. Pozostaje czekać na parę nowości, takich jak pełna obsługa MQA (własny dekoder?), jak wsparcie dla Chromecasta oraz implementacja AirPlay’a 2. To ostatnie może być ciekawe w kontekście prawdopodobnego ograniczenia przez Apple wdrożenia tej nowej technologii do (tylko) własnych usług, własnego oprogramowania. Innymi słowy, jak stream to Apple Music, jak software to Music App albo iTunes. Oczywiście nie jest to pewne, bo na razie wiemy tyle, co nam przekazano na konferencji, ale niebawem (6 wrzesień) pewnie się wyjaśni. Wprowadzenie AP2 do Roona dawałoby użytkownikowi możliwość skorzystania z alternatywnych usług (Tidal) oraz alternatywnego oprogramowania (ROON). Cóż,za moment zobaczymy jak to będzie finalnie wyglądało.

Tu z załączoną binauralizacją (warto poeksperymentować, przy czym presety raczej bez, niż z)

O właśnie: bez włączonej binauralizacji, z presetem pod efektor

Zmiana wielce wymowna… po pierwsze i po drugie liczy się efektor (tu LCD-3), konfiguracja pod jego specyfikę, pod jego charakterystykę. Efekt? Bardzo przekonujący :)

Z tym, jak wyżej, uważamy.
Według mnie te tryby wchodzą sobie nieco w paradę, po prostu korzystamy z dopasowania sygnału w oparciu o ten sam mechanizm, chcąc uzyskać różny, ale ściśle określony, zaplanowany efekt

I rośnie :) Zastosowali FFT (Fast Fourier Transform), który ma dać nawet 10 krotny wzrost wydajności. Nowy silnik bierze pełnymi garściami z możliwości jakie oferują najnowsze gen. procesorów x86/64.

Załączamy preset

Konwersja 24bit -> 64bit ->24bit

A, bym zapomniał… jeszcze jedno, rozbudowa panelu szybkiego odtwarzania. Niby mała rzecz, a cieszy, bo to bardzo użyteczna rzecz…

O ROONie możecie przeczytać w naszych wcześniejszych wpisach: testy, opisy, poradniki nt. front-endu znajdziesz pod tym linkiempod tym oraz pod tym a także tutaj i tu. I jeszcze o tu. Wreszcie o ROCK (Roon Optimized Core Kit) tutaj, oraz ostatni wpis o iPENGu w ROONie (tutaj).

Nowy konwerter X-SPDIF & karta PCI-e X-Hi dla PC od Matrix Audio

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Matrix

Szkoda, że od dawna nie mam żadnej budy ;-) Chętnie bym sprawdził ten interfejs @ PCI-e dla peceta, który dzięki komunikacji omijającej magistralę USB, może znacząco poprawić brzmienie z komputerowego źródła. Taki tuning to alternatywa dla wyspecjalizowanego PC, albo – właśnie – komponent wokół którego budujemy taki wyspecjalizowany komputer pod audio. Magistrala PCI-e pozwala na bezpośrednią komunikację z pamięcią oraz procesorem, nie ma żadnego współdzielenia, możliwych interferencji jak w przypadku magistrali USB. Pomyślimy ;-)

Drugi z zaprezentowanych ostatnio produktów to następca świetnego konwertera USB-SPDIF X-SPDIF 1 gen., który został u nas przetestowany. Konwersja cyfrowa często przynosi wymierny skok w zakresie SQ – pokazał to Matrix, pokazał to (na poziomie bardzo wyśrubowanym) M2Tech… można właśnie tak – to inna droga, przynosząca często zaskakująco pozytywnie efekty. W mojej opinii, taki konwerter potrafi zdziałać cuda, znacznie poprawiając brzmienie w porównaniu z samym USB. Gra u mnie SB Touch z mod. EDO wpięty via USB w konwerter M2tech-a (hiFace2) i to się znakomicie sprawdza. Taki tercet (dalej idzie sygnał koaksialem do rDACa) jako segmentowy streamer może swobodnie konkurować z bardzo drogimi, najnowszymi strumieniowcami.

Granie z USB na innym, lepszym poziomie

Parę słów na temat karty: Matrix X-Hi to kontroler, interfejs Audio USB na złączu PCI Express. Służy do precyzyjnego i wolnego od zakłóceń przesyłu sygnału audio USB do odbiornika cyfrowego lub przetwornika DAC. Posiada wyjście USB 3.0 oraz możliwość podłączenia zewnętrznego zasilania. Karta oferuje najwyższej jakości, wyizolowany przesył strumienia danych audio bez zakłóceń. To interfejs stworzony dla Hi-Fi, zaprojektowany został tak by zwiększyć jakość dźwięku, jaką możesz uzyskać z USB z komputera. Zwiększenie jakości przesyłu danych i znaczne zmniejszenie wpływu zakłóceń ze źródła zasilania, powoduje zmianę twojego komputera PC w wysokiej jakości źródło Hi-Fi. To niezależny kanał danych wykorzystujący precyzyjne zegary współdziałające z układem mostka USB 3.0 firmy Texas Instruments, które otwierają niezależny kanał danych dla strumienia USB Audio. Pomaga to ominąć sygnał ze sterownika USB zintegrowanego z płytą główną, unikając udostępnienia kanałów danych innym urządzeniom USB.

 

Zadbano o właściwe ekranowanie (obudowa), przy czym trzeba przemyśleć projekt dedykowanego audio PC – nie może to być super kompaktowy kadłubek, bo się karta nie zmieści, konieczne jest uwzględnienie montażu kart rozszerzeń. Warto zwrócić uwagę, że możliwe jest zastosowanie zew. zasilania.

To ostatnie, to właśnie coś, co pozwala ominąć „rafy” – mamy dedykowany sygnałowi audio interfejs, czysty, który mimo zastosowania USB (komunikacja z przetwornikiem) dysponuje podobnymi zaletami co opisywany (mocno entuzjastycznie) interfejs thunderboltowy TAC-2. Zasada działania jest tu identyczna – bezpośrednia komunikacja, brak interferencji z innymi urządzeniami, które współzawodniczą o dostęp do danych. Thunderbolt poza większą wydajnością, komunikuje się via PCI-e, nie ma tutaj mowy o jakimś wąskim gardle, nie ma mowy o opóźnieniach czasowych (jitter free). Tu, w przypadku tej karty, możemy oczekiwać tych samych korzyści. To robi różnicę!

Interfejs I2S może pracować w różnych trybach! Zdaje się, że to jedyne takie rozwiązanie na rynku konsumenckim 

Odnośnie zaś konwertera to: Matrix X-SPDIF 2 to nowa generacja znanego cyfrowego interfejsu X-SPDIF dla PC. Najnowsza wersja zachowuje świetną jakość poprzednika, odznaczając się przy tym dodatkowymi funkcjami w tym cyfrowym wyjściem koaksjalnym, optycznym, AES / EBU oraz I2S. Urządzenie obsługuje z powodzeniem sygnały PCM do 24bit/192kHz i DSD64 (DoP) na wszystkich złączach, zaś na porcie I2S PCM do 32bit/768kHz oraz DSD512! X-SPDIF 2 wykorzystując układ asynchroniczny XMOS U208. Jest to obecnie najbardziej zaawansowany interfejs audio USB klasy 2.0 na rynku. Urządzenie charakteryzuje się ultraniskim poziomem jittera, dzięki zastosowaniu bardzo dokładnego zegara femtosekundowgo. Z powodzeniem współpracuje z urządzeniami Windows, MacOS, jak i mobilnymi Android i iOS, na co pozwala możliwość podłączenia zewnętrznego zasilania. Układ XMOS i FPGA to nowa, 8-rdzeniowa jednostka przetwarzania sygnału cyfrowego. Jest to najbardziej zaawansowany interfejs audio USB klasy 2.0 dostępny na rynku. Od teraz Matrix pozwala podłączyć odbiorniki cyfrowe za pośrednictwem nowo dodanego portu I2S, dzięki czemu unikamy jakichkolwiek strat spowodowanych konwersją cyfrową.

 

Nowy Spartan to potęga, dodatkowo możemy liczyć na precyzyjne zegary oraz możliwość podpięcia jakiegoś liniowego zasilania (konwerter może pobierać energię ze złącza USB)

Bardzo chętnie sprawdzę u nas, jak się ten nowy konwerter X-SPDIF sprawdzi. Możliwe, że będzie okazja sprawdzić teoretycznie najlepsze, o największych możliwościach medium dla sygnału tj. interfejs I2S. Może się okazać, że w bardzo budżetowych realiach uda się zbudować coś, co gra lepiej od dowolnie drogiego DACa grającego z komputera via USB. Możliwości nowego Spartana są naprawdę imponujące, ta skrzynka może być wstępem do czegoś naprawdę wielkiego.

ROON+iPeng9=GAMECHANGER

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170711_101338000_iOS

Nowa aktualizacja ROONa? Nie. Nowe możliwości? Tak. O tym właśnie wielokrotnie wspominałem, opisując potencjał tego front-endu. Tylko front-endu, czy raczej całego ekosystemu z własnym, wyspecjalizowanym systemem operacyjnym? Tak, dzisiaj mówimy o czymś, co przekształciło się w coś dużo większego, dużo ważniejszego, w porównaniu do debiutującego nieco ponad rok temu oprogramowania. ROON ma otwartą architekturę, pozwala na modyfikacje, na stosowanie własnych interfejsów streamingowych (warstwa sterowników) tj. HQPlayer czy JPlaym, pozwala także na instalację pluginów (zaawansowana korekcja, silnik DSP) oraz… to właśnie tytułowy GAME CHANGER integrację z zewnętrznym oprogramowaniem rozszerzającym możliwości. Czy to nie jest całościowe rozwiązanie, na jakie czekaliśmy, jakie chcieliśmy widzieć w świecie komputerów, w przypadku grania z pliku? Oceńcie sami, ja już (od ponad roku) zadecydowałem, wybrałem. To jest to.

iPENG to kawał świetnego softu. Aplikacja, która parę lat temu zadebiutowała w App Store (wyłącznie iOS), stała się jednym z najpopularniejszych rozwiązań pozwalających na odtwarzanie wielostrefowe muzyki w domowych pieleszach. Fundamentem był LMS (Squeezebox / SlimDevices / Logitech). Systemowe oprogramowanie, serwer oraz kontroler multistrefowy w jednym. Logitech niestety porzucił świetne Squeezeboksy, ale na szczęście ogromna popularność tego rozwiązania, prężnie działająca społeczność, pozwoliła na dalszy rozwój LMSa, jego wielorakie modyfikacje oraz otworzyła przed wieloma developerami szanse na stworzenie czegoś nowego, innowacyjnego, nie mającego odpowiednika w świecie PC Audio.

iPeng!

iPENG pozwolił na przekształcenie dowolnego iPhone, iPoda Touch oraz iPada w strefowy odtwarzacz SB, na pełną kontrolę nad dowolną (sic!) liczbą stref, odtwarzanie w czasie rzeczywistym wielu strumieni w wielu pomieszczeniach. Jakby tego było mało, dzięki modyfikacjom LMS całość integruje nam dowolne usługi streamingowe (tak jest Tidal, jest Spotify i wiele innych), pozwala na strumieniowanie hi-resów (modyfikacja EDO w Squeezeboksach)… to coś, co w takiej skali stanowiło unikalny patent na streaming i to (cofając się) parę lat temu, kiedy te wszystkie rzeczy były zupełnie nowe, świeże, dopiero raczkowały. Ok, zostawmy na chwilę te historyczne nawiązania, dotyczące samego iPenga, zobaczymy co się stało, po połączeniu jednego z drugim…

Czekałem tylko na moment, kiedy iPENG będzie w stanie współpracować z ROONem i …od paru dni stało się to możliwe. Tytan kodu Joerg Schwieder zintegrował swojego iPENGa z ROONem. Zrobił to PERFEKCYJNIE. Efekt, cóż, przekroczył moje wyobrażenia. A przecież mówimy „tylko” o połączeniu dwóch, do tej pory funkcjonujących osobno bytów… najlepszego wg. mnie oprogramowania audio dla komputerów z czymś, co pozwalało wykorzystać post-pecety ;-) czytaj tablety oraz smartfony w domowym systemie audio jako streamery LMS. Wyobraźcie sobie, jakie to daje możliwości! Każdy handheld z oprogramowaniem systemowym od 10 w górę (iOS10) staje się multistrefowym odtwarzaczem audio, sterowanym za pośrednictwem ROONa, z jego możliwościami: integracją potężnego DSP, integracją internetowych strumieni bezstratnych, także hi-resowych Tidala, nowymi możliwościami zawiadywania lokalnymi bibliotekami audio itd. itp). Dzięki połączeniu tego oprogramowania w jedno, kompleksowe rozwiązanie, możemy przykładowo grać hi-resy z iPada (24/96 – tyle obsługuje na wyjściu tablet Apple) w tym pliki master (w aplikacji mobilnej zarówno na Andka jak i iOSa obecnie nie ma wygodnego dostępu do tego typu materiału, nie ma zakładki masters) korzystając z dużo lepszego, wygodniejszego UI, czytaj integracji tidalowych strumieni w oprogramowaniu ROONa. Ale to, powiem Wam, mało. To dopiero początek.

& ROON!

Testuję rzecz bardzo intensywnie i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony jak gładko, jak bezproblemowo to wszystko działa. Każdy kolejny odtwarzacz multistrefowy (wszystko jedno czy iPhone, czy iPad, także starszej generacji, byle był zgodny z najnowszym iOS) odtwarza muzykę z ROONa bez żadnych „ale”, reaguje natychmiast, a dodatkowo (właśnie!) można na nim skonfigurować parametry odtwarzania dźwięku w sposób niedostępny do tej pory dla jabłkowych handheldów. To już zasługa samego ROONa, jako przykład niech posłuży binauralizacja nagrania w locie, ustawiona w silniku DSP. A to tylko mały przykład  nowych możliwości. Każdy handheld może dzięki adapterowi CCK (Camera Connection Kit) przekształcić się w wysokiej klasy strumieniowiec. Wystarczy podpiąć jakiegoś DACa (w praktyce dowolnego stacjonarnego i większość mobilnych). W takiej konfiguracji mamy to, co w ROONie nazywa się BRIDGE, czytaj end-point oparty na dowolnym komputerze z zainstalowanym oprogramowaniem, przekształcającym taki PC w końcówkę systemu audio dla systemu opartego na tym software. Jakby tego było mało, możemy znacznie zwiększyć możliwości naszych bezprzewodowych głośników oraz słuchawek, korzystających z transmisji via Bluetooth. BT nie jest z wiadomych przyczyn wykorzystywane w rozwiązaniach wielostrefowych (ograniczenia interfejsu, zasada działania point-to-point), tutaj jednak możemy wprząc słuchawki, czy głośnik do naszego multiroomu, odtwarzając muzykę via ROON. Wygodnie, bo z handhelda. Więcej. Można w ten sposób sterować odtwarzaniem (podstawowe funkcje) ze wzmiankowanego słuchawek, głośnika. Więcej. Można odtwarzaniem zawiadywać także z poziomu zegarka (vide Pebble, patrz obrazki). Sam iPENG, dzięki pełnej integracji, pozwala na pełne wykorzystanie stref w ROONie. Ot, po prostu uruchamiamy aplikację ROON REMOTE (iOS) i już. Przy czym nie tylko zawiadujemy odtwarzaniem w strefach jak to miało miejsce do tej pory (przed integracją iPENGa), ale (dzięki temu, że iPENG przekształca nam każdego handhelda w end-pointa, źródło dźwięku) również gramy muzykę za pośrednictwem iPhone czy iPada (względnie iPoda Touch).

Sterowanie strefami z zegarka?

Widgetowa wygoda

Dzięki widgetowi w iOS możecie spokojnie sterować odtwarzaniem bez zaglądania do apki, możecie także (równie dobrze) skorzystać z podstawowych funkcji sterowania na ekranie blokady. Jak wspomniałem przekazujemy dźwięk na podłączone bezprzewodowo bluetoothowe efektory, oczywiście możecie także w jednej chwili odpalić dodatkowe strumienie na podpiętym do CORE DACu, strumieniowcu (DLNA/AirPlay… może to być jakieś AppleTV, AirPort Express, albo dowolny streamer z obsługą standardu uPnP/DLNA, a nawet własnym sposobem dystrybucji dźwięku vide Sonos) czy strefowym end-pontcie opartym na komputerze (wspomniany BRIDGE z PC/MAC & DAC). To jedyne takie rozwiązanie na rynku, oferujące taką skalowalność, takie możliwości, w połączeniu z obsługiwanymi strumieniami z sieci (Tidal), pełną obsługą DSD (w tym konwersji PCM@DSD w czasie rzeczywistym) oraz potężnym silnikiem DSP. Co ważne, obecnie, po wprowadzeniu (wreszcie!) obsługi UAC 2.0 (USB Audio 2.0) do Windowsa, można ROONa potraktować jako docelowy, kompleksowy sposób dystrybucji dźwięku, odtwarzania plikowego audio w domu typu plug&play (w Windows 10 nie potrzebujemy po instalacji Creators Update dodatkowych sterowników). Integracja handheldów Apple to domknięcie tematu  (w przypadku Andka było to już wcześniej możliwe, bo ROON wspiera androidowe handheldy via UTG… tu ograniczeniem był/jest sam transport (androidowe źródło audio), który może nie dysponować takimi możliwościami obsługi dźwięku, wyprowadzenia go na zewnątrz).

iPad jako źródło …w ROONie

…i teraz jakiś DAC

…albo bezprzewodowe słuchawki

I tak iPad (iPhone) może być i jest dobrym transportem cyfrowym, pozwala na wygodną obsługę za pomocą dużego, dotykowego ekranu. iPENG oferuje takie właśnie możliwości… stanowiąc warstwę, przekształcającą posiadane urządzenia@ iOS w kolejne, roonowe end-pointy. Identyfikuje nam się to jako kolejny Squeezebox (przy czym możemy sobie dowolnie te sprzęty ponazywać, uporządkować to wedle upodobania) i w ten jakże prosty sposób mamy do dyspozycji kolejne końcówki, kolejne streamery z opcją grania stacjonarnego (stacjonarny DAC-tor) lub mobilnie (vide słuchawki/bezprzewodowe głośniki BT). Ograniczeniem jest tu tylko lokalna infrastruktura sieciowa, przy czym można spokojnie wyobrazić sobie rozbudowaną instalację, która swoim zasięgiem obejmuje (także) spory ogród, taras, patio itd. itp. Dodajmy do tego to wszystko, co oferuje sam ROON w zakresie obsługi dźwięku i mamy coś absolutnie unikatowego. Unikatowego, bo spójnego, bo stabilnego, a jednocześnie integrującego wiele rzeczy w jeden system. Wiele urządzeń, wiele systemów (operacyjnych), wiele odmiennych rozwiązań w coś, co możemy obsłużyć w prosty, szybki sposób w dowolnej liczbie pomieszczeń, w dowolnych uwarunkowaniach lokalowych (korekcja!). A przecież to nie koniec, to „tylko” kolejny etap, bo już się mówi o możliwym wprowadzeniu Dirac Live Room Correction (takie możliwości oferuje m.in. otwarty na rozbudowę możliwości silnik DSP), o wprowadzeniu przez innych developerów swoich plug-inów do oprogramowania. Możliwości są – zwyczajnie – nieograniczone.  

Co dalej? Mobilne granie? W sensie przenośne za pośrednictwem sieci komórkowej. ROON dzięki ROCK (wyspecjalizowany system operacyjny audio dla komputerków NUC) oraz ROON server (względnie CORE, jeżeli ktoś nie wyłącza swojego komputera, np. dekstopa, gdy ten pracuje 24/7) daje mocne podstawy do budowy rozwiązania typu własna chmura audio z dodatkową integracją strumieni z sieci (Tidal) w ramach jednego interfejsu, jednego, spójnego UI. Czy ROON labs zdecyduje się na takie rozwiązanie, czy będzie chciał wejść w temat grania na wynos? Patrząc na to, czym jest obecnie ROON, mało kto może z nimi konkurować w zakresie kompleksowego oprogramowania do obsługi muzyki z pliku w domu. To już system, ekosystem, z nowymi możliwościami, które generują zewnętrzne firmy developerskie, oferujące swoje rozwiązania, uzupełniające to, co gwarantuje sam ROON. To właśnie coś, co robi różnicę, bo jeden, nawet taki jak ROON Labs developer, który dba o rozwój, o wsparcie swojego produktu to dopiero początek. Rozbudowa możliwości oprogramowania może dokonywać się także dzięki zainteresowanym, innym podmiotom – developerom. To podstawowa sprawa w przypadku czegoś, co definiujemy jako ekosystem. Czy ROON jest pierwszym, z prawdziwego zdarzenia, softwareowym ekosystemem audio?

Patrząc na możliwości jakie oferuje ten tandem, nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

O ROONie możecie przeczytać w naszych wcześniejszych wpisach: testy, opisy, poradniki nt. front-endu znajdziesz pod tym linkiempod tym oraz pod tym a także tutaj i tu. I jeszcze o tu. Wreszcie ostatni o ROCK (Roon Optimized Core Kit) tutaj.

 

Bardzo rozbudowana fotogaleria poniżej…

» Czytaj dalej

Origami audio ;-) Encore mDSD czytaj USB DAC za grosze

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170710_095405979_iOS

Przyjechał i od razu zjednał sobie moją sympatię. Przedwczoraj była mowa o ultra-endach, to dzisiaj dla odmiany mamy coś z zupełnie innej beczki, z przeciwległego brzegu oferty dla miłośników dobrego brzeminia… to produkt low-price audio. Nie low-end, bo patrząc na specyfikację, możliwości tego „pena”, wyraźnie widzimy, że niczego tutaj nie brakuje, a nawet jest coś ekstra (konwerter cyfrowy USB/(SPDIF)Toslink oraz prawdziwie wyczynowa obsługa hi-resów). Nie dziwię się, że Francuzi z Qobuza zachwycili się tym maluchem, tam (wiecie) bardzo lubią produkty wycenione bardzo rozsądnie (świetne oceny zbierały u niech Korgi), jednocześnie oferujące ponadprzeciętne możliwości. Co prawda nie mamy tutaj najnowszych kości C/A (jest ESS Sabre 9010K2M), ale upichcono z tego, co na płytce mocarnego zawodnika, bo interfejs USB działa na kości XMOS i jw. jest jeszcze konwersja C/C co rozszerza możliwości tego grzdyla. To USB DAC, co oznacza że pobiera energię z transportu. Na szczęście nie ma wyśrubowanych wymagań w tym względzie (ważne, bo jest iOSo lubny, a tam za duży drain power to komunikat i koniec kozaczenia, koniec zabawy). Plus, minus 20mA. W przypadku ultrabooka będzie to prawie niezauważalne, w przypadku handhelda zależy czy tablet, czy telefon. Tak czy inaczej można spokojnie pożenić z kieszonkowym komputerem.

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki producent zaoferował swój produkt nabywcy. Bardzo. Pudełko niczym tytułowe origami odsłania najważniejsze informacje nt. sprzętu, widzimy z czym i jak podpinać, jak obsłużyć, skąd pobrać, jakie parametry to, to ma, a wszystko czytelnie rozrysowane na wew. i zew. stronie opakowania. Proste, skuteczne, sensowne rozwiązanie, w końcu z definicji nikt papierków dołączanych do produktu nie czyta, a tu mimochodem zapoznać się, zapozna i już wie. Mocno podkreślono obsługę DSD, co w tak budżetowym rozwiązaniu zasługuje na podkreślenie, szczególnie że nie jest to tylko obsługa dodana przy okazji, a konkret (DSD64/128), w pełni wspierany przez umieszczone na PCB układy. Na wyjściu analogowym w formie mini jacka nie tylko podepniemy jakieś słuchawki (sprawdzimy, czy także te trudniejsze), ale bez żadnych problemów aktywne monitorki (wspomnę jeszcze o nowych Fosteksach… tak, tak słuchawkowy Fostex wchodzi w kolumny moi drodzy, aktywne), jakiegoś DACa (optyk), ampa (dopasowali wyjście do różnych okoliczności… podobno). Dzięki DSD (DoP) będzie można via ROON z użyciem DSP wymusić granie wszystkiego jak leci w konwersji 1 bitowej. Fajnie. Fajne jest też to, że maluch da się bezproblemowo pożenić z Androidem/iOSem (via adapter CCK). To też sprawdzę, szczególnie że w zanadrzu czai się prawdziwa petarda ściśle powiązana z możliwością współpracy z jabłczanymi handheldami. Niebawem duży wpis o tym na HDO.

Konkretnie i na temat :) Niech inni biorą przykład jak można skutecznie zaaplikować niezbędne, użyteczne info nabywcy audioklamota. Bardzo!

Plastik fantastik? A gdzie tam, jest metalowe body, solidna konstrukcja, trochę to pękate (bo i konkret na płytce PCB siedzi), nawet jakąś regulację poziomu dali. Ta regulacja wygodą nie grzeszy, ale mniejsza, ważne jest to, że ten maluch może nam zapewnić obsługę plikowego audio, obsługę hi-resów na poziomie dużo lepszym* od wielu konkurencyjnych rozwiązań w zbliżonej cenie (gdzie zazwyczaj jest 24/96, nie ma DSD itp. rzeczy). Tak, mam tu na myśli m.in. bardzo fajne ważki, tj. Dragonfly’e Audioquesta. Testowaliśmy u nas pierwszą generację i wnioski były takie, że to świetne pod laptopa rozwiązanie, że stanowczo za drogo (Audioquest poszedł po rozum do głowy i obecna wersja czarna oraz czerwona wyceniona jest już znacznie bardziej rozsądnie). Mieliśmy także wiele innych USB DACów, teraz gra u nas nieco droższy iFI Nano LE i generalnie ten kierunek rozwoju PC Audio bardzo sobie chwalimy (ma to sens, także pod kątem popularyzacji lepszego brzemienia wśród osób, które nie mają najmniejszej ochoty wydawać średniej krajowej na klamoty). Encore mDSD wpisuje się w ten segment i to od razu na zasadzie „za mniej, ale więcej”. Doceniamy takie coś, bo w niewielkim budżecie zrobić coś dobrze to zawsze wyzwanie, to sztuka. Sprawdzimy na ile się Encore udało tym razem. Pamiętam ichnie słuchawki, które do nas trafiły, które przetestowaliśmy na HDO. To był już typowy low-end, ale też użyteczna, nie tandetna, całkiem sensowna propozycja dla kogoś, kto chce zapłacić „dyskontowo” za efektor.

 

mDSD (w detalu 499zł):

Słuchawki, głośniki, DACzki, amplitunery A/V i co tam jeszcze…

Regulacja poziomu realizowana fizycznie (w Audioquestach jest 64 stopniowa, przy czym w oprogramowaniu odtwarzającym sterujemy). Okazuje się, że żaden pic na wodę fotomontaż, a użyteczna wielce sprawa.
Szeroka regulacja, można zarówno z trudnymi (nausznikami), jak i IEMami pożenić i sterować z DACa. Opcja dla aktywnych kolumn? Takoż. Fajnie!

Micro dioda LED informująca o tym, czy leci PCM, czy może DSD jednak

A tak to wygląda w środku…

 

* USB: PCM 32/384 oraz DSD 64/128 DoP, via optyk 24/192 & DSD64 DoP

PS. Testuję właśnie coś, co zmienia reguły gry. Definitywnie. Chodzi o software. Niebawem dłuuuugi wpis z bardzo rozbudowaną fotogalerią. Rewelacja. Bez dwóch zadań. Rewelacja!

PPS. Wspomniany Qobuz pracuje mocno nad wprowadzeniem, jak zapowiadali, swojej oferty streamingowej w Polsce. Ma być w wakacje. Mają jeszcze plus, minus sześć tygodni na to. Czekamy!

Wielka rzecz, a cisza… obsługa USB audio 2.0 w Windows!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
ScreenHunter_15 Jul. 06 11.55

Serio, nie rozumiem. Przeszło to zupełnie bez echa, a przecież mówimy o czymś bardzo ważnym. Po wielu latach Windows doczekał się NATYWNEJ OBSŁUGI UAC 2.0 (USB AUDIO 2.0)! Owszem, dzisiaj nie robi to już takiego wrażenia jak 7 lat temu (to wtedy MacOS otrzymał wsparcie dla lepszego audio właśnie, a dokładnie 15 czerwca 2010 roku, kiedy to premierę miał Snow Leopard 10.6.4), ale nadal jest to coś, co robi sporą różnicę. Od wersji Windows 10 Creators Update, dystrybuowanej od maja br., możecie zapomnieć o instalacji sterowników dla DACa. W końcu, wreszcie, nareszcie.

Tuż po instalacji Creators Update – mamy UAC 2.0 natywnie!

Nie robi to takiego wrażenia w 2017, ale upraszcza sprawę. Podobnie jak pod macOSem oraz Linuksem (też od dawna ma USB audio class 2) możecie podłączyć zewnętrzny interfejs audio bez konieczności instalowania dodatkowego sterownika. Ten staje się zbędny, co oznacza, że „pod Windą” od teraz mamy plug&play, a nie zabawę z dodatkowym oprogramowaniem, koniecznym (jak to było do niedawna) do działania (w pełni) urządzenia. W systemach MS mogliśmy liczyć na obsługę UAC 1.0, co oznaczało dźwięk o parametrach maks. 24/96 odtwarzany natywnie przez OS. Teraz można grać pliki PCM 24 bit / 384 kHz oraz DSD (DoP) aż do DSD256 (niewykluczone, że dźwięk o wyższych parametrach też system obsłuży… tak obsłuży vide obrazki).

Wersja 1703 z pełną obsługą audio 2.0 via USB. Ile trzeba było na to czekać… 

Czy to oznacza automatycznie, że każdy DAC będzie działał po podłączeniu do PC z powyższym oprogramowaniem bez wsparcia ze strony dodatkowego oprogramowania? Nie. Większość pewnie tak, ale niektóre niekoniecznie, mogą nadal potrzebować wsparcia ze strony sterownika dedykowanego konkretnemu modelowi przetwornika (tak na pewno będzie np. z KORGiem, głównie przez wzgląd na natywną obsługę 1 bitowego strumienia audio / formatu DSD). Przy czym dzisiaj interfejs USB w DACach najczęściej obsługiwany jest przez raptem parę popularnych rozwiązań i tutaj nie powinno być problemu. Takie rozwiązania jak software Thesycon-a (XMOS), autorskie stery M2Techa… to wszystko przestanie być potrzebne z jednym zastrzeżeniem.

Obsługa UAC 2.0 realizowana jest przez systemowe WASAPI, co w sumie nie dziwi, co jest zrozumiałe. Windows 10 UAC2 działa via WASAPI (implementacja wyłącznie tego protokołu), nie ma mowy o ASIO. Cóż, ASIO to nie MS, to licencja Steinberga (zdaje się, że nadal wymagane jest uiszczanie opłat za wykorzystanie). Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by w najnowszej wersji systemu MS nadal korzystać z alternatywnego rozwiązania. W takiej sytuacji będzie jednak zachodziła konieczność rekonfigurowania programowego odtwarzacza (zmiana z WASAPI na ASIO) wraz z instalacją sterowników dostarczonych przez producenta sprzętu audio (względnie zostanie przeprowadzona automatyczna instalacja w ramach bazy zaszytej w systemie operacyjnym). Pozostaje taka alternatywa, także bez obaw – jak komuś zależy na zachowaniu dotychczasowych ustawień DACa w systemie to będzie mógł nadal z tego, co miał, korzystać.

Oczywiści żadnych informacji na temat UAC 2.o w opisach „co nowego” nie znajdziemy. MS uznał, że nie ma czym się chwalić. Biorąc pod uwagę 2017 rok, faktycznie nie ma specjalnie czym się chwalić (sto lat za…). Jednak dla branży, dla użytkowników to ważne wydarzenie i pewna wskazówka dotycząca przyszłości dystrybucji muzyki oraz rozwoju PC Audio

Wprowadzenie hardwarowego interfejsu (protokołu) UAC 2.0 do systemu operacyjnego nie przekreśla zatem możliwości użytkowania niektórych DACów w oparciu o ich specyficzne rozwiązania, wymagające (aby móc skorzystać z całego potencjału podpiętego przetwornika) dodatkowego sterownika. Jak ktoś ma ochotę na niskopoziomowy interfejs ASIO4ALL stworzony właśnie na potrzeby Windowsa to bardzo proszę, nie ma przeciwwskazań. To (na marginesie) wcale nierzadka sytuacja, gdy DAC dopiero z AISO pozwala odtwarzać materiał o wyższych parametrach (np. obsługa DSD).

Można, ale z czasem (wydaje się) nie będzie sensu bawić się w takie konfigurowanie. Do tej pory obsługa audio w Windows daleka była od doskonałości – nie, to za delikatne stwierdzenie – to był totalny chaos i bałagan, prowadzący często do problemów z odtwarzaniem dźwięku. Dropy, brak komunikacji system-sprzęt, artefakty… któż tego nie doświadczył? Prawda? Teraz moi drodzy mamy wreszcie to, co trzeba. Systemowe rozwiązanie. Producenci muszą jedynie dostosować swoje produkty do tego, co oferuje Microsoft w najnowszym wariancie 10-ki i zamiast bawić się w konfigurowanie sprzętu (różne wersje ASIO, WASAPI, Directaudio, KS…no straszny mess!). Mamy bitperfect natywnie, bit po bicie, w dowolnej, spotykanej na rynku obecnie jakości oferowanej przez dostarczyciela treści.

Natywnie!

Czy to oznacza, że (jednak) plikowe audio nieuchronnie zmierza do optymalnej z naszego punktu widzenia formy? Muzyki bezstratnie skompresowanej, często o parametrach wyczynowych (hi-res), dostępnej w streamie? UAC 2.0 w Win właśnie to sugeruje, widać, że do tego zmierzamy. I dobrze! Bo plikowe audio, które jest przyszłością dystrybucji muzyki musi dążyć do perfekcji. Do stania się bezsprzecznie, bezdyskusyjnie najlepszym medium dla sygnału audio. Czekamy na ruch producentów sprzętu audio oraz dystrybutorów treści. Niech strumień o jakości (co najmniej) płyty CDA stanie się standardem, a hi-res (także to wyczynowe tj. DXD/DSD) będzie nie tylko ciekawostką, a ogólnie dostępnym dobrem dla zainteresowanych. Najlepsze realizacje, najlepsze materiały źródłowe… dzięki Internetowi każdy będzie mógł spróbować. Jak mp3 wystarczy, to wystarczy, a jak nie… to włączymy sobie usługę streamingową lub wdepniemy do sieciowego kramiku i hulaj dusza.

No to gramy hiresy na PC bez kombinowania :)

Poniżej (&powyżej) zdjęcia po upgrade naszego redakcyjnego PC. Z niepodpinanym wcześniej (a więc nie identyfikowanym, bez wgranych sterów) przetwornikiem iFI nanoDSD LE. Plug&play. Wreszcie.

» Czytaj dalej

Najnowsze skrzyneczki M2Techa w redakcji: EVO DAC 2+ & EVO Clock 2. Test!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
tyt_iOS

Mam słabość do produktów tej firmy. Włosi nie ulegli pokusie dopisania co najmniej jednego zera do rachunku (wiecie, Europa, mamy wysokie koszta pracy, to nie Azja), ich produkty są wycenione niezwykle rozsądnie. Przy czym mamy do czynienia z czymś, co powstało od A do Z w słonecznej Italii. Jest pomysł, wróć… jest wiedza, gruntowna wiedza inżynierska oraz informatyczna jaka cechuje wyroby M2Techa, jest i wykonanie. Przystępne cenowo, a przy tym bardzo dobre jakościowo, nie tylko w swej klasie (określony pułap cenowy) klamoty, zazwyczaj mocno kompaktowe, wręcz miniaturowe to specjalność tego producenta. Korzystam na co dzień z ich rozwiązań, tych najprzystępniejszych (co w tym wypadku wcale nie oznacza – z ograniczeniami, a jeżeli już to tylko funkcjonalnymi, nie jakościowymi) kosztowo… linia hiFace, a konkretnie hiFace Two oraz DAC i oba naprawdę dają radę! DAC jest wręcz nieprzyzwoicie dobry jak za te niecałe 1k złotych, wygląda jak osiem nieszczęść (no tutaj jest prawdziwy plastik fantastik), ale jak to bombowo gra! Fantastyczny interfejs dla komputera i właśnie w takiej roli najlepiej (stacjonarnej) wykorzystać go w systemie. Dlaczego tak? Przypominam (patrz nasza recenzja hiFace DAC), tam nie ma żadnego wzmacniacza słuchawkowego, tam jest wyście idealnie nadające się do podpięcia pod stacjonarny tor, pod pre/integrę właśnie. Nietypowo, ale też (świetna kość, znakomita realizacja współpracy z komputerem, obsługa plików PCM nawet do poziomu 384MHz tj. DXD) właśnie dokładnie pod taki system. Słuchawki niekoniecznie, a jak już to takie stacjonarne też, a i tak warto budując taki tor wpiąć jakiś wzmacniaczyk słuchawkowy. Drugi grzdyl to świetny konwerter cyfrowy, niedołączony element salonowego systemu ze zmodyfikowanym Squeezeboksem Touch (EDOmod. – pełna gwarancja sukcesu, konwertujemy sygnał USB wychodzący z SBT do SPDIF i dalej do DACa… w tym wypadku rDACa, który po koaksialu gra wg. mnie wybitnie dobrze). I to wszystko za pieniądze, które często nie starczą na zakup audiofilskiej łączówki. To – mimo, że mam w kolekcji także dużo droższe klamoty – nadal żelazny element wyposażenia i nie wydaje mi się żebym się z tymi maluchami kiedykolwiek chciał rozstać. Takie to dobre jest, właśnie takie :)

Małe, alu boksy. Dzisiaj kilku producentów oferuje takie rozwiązania z możliwością rozbudowy, rozszerzania systemu opartego o takie malutkie klamoty

No dobrze, było o mikrusach, warto napisać coś o tytułowych pudełkach. Małe to, a tworzy cały, przemyślany zestaw/system wzajemnie uzupełniających się, wspierających skrzynek, których jedynym celem jest jak najlepsze obsłużenie cyfrowego sygnału, z jego konwersją (zarówno cyfra/cyfra, jak i – w przypadku testowanego zestawu – cyfra/analog). Tu nie ma drogi na skróty, bo (i to było swego czasu nowatorskie podejście, bo mówimy właśnie o 2 generacji EVO) każdy ze składników „dania” ma określoną funkcję, ma całościowo wynieść granie z pliku (bo taki sygnał zazwyczaj będzie dostarczany) na wyżyny. I to wyżyny absolutne – za wszystkie składniki, gdybyśmy zdecydowali się na całościowe podejście do tematu, przyjdzie zapłacić ok. 6 tysięcy. Czyli tyle ile kosztuje dobrej klasy DAC. Tu jednak mówimy o czymś innym, bo mówimy o całościowym systemie z zewnętrznym generatorem zegara (częstotliwość wzorcowa 22MHz i 24MHz dla obu częstotliwości taktowania tj. 44,1 oraz 48 MHz oraz ich wielokrotności 88.2/96/176.4/192), z konwerterem, z dedykowanym zasilaniem. Wszystko to w miniaturowej odsłonie, co nie oznacza miniaturowych ambicji. Te są duże. Z recenzji EVO pierwszej generacji wyłaniał się obraz niezwykle zachęcający – było to granie zupełnie niecyfrowe w charakterze, niebywale plastyczne, analogowe w formie. Recenzenci rozpływali się w zachwytach, zgodnie uznając, że jest to jedna z najciekawszych, tak kompleksowych, propozycji na rynku (przygotowana na obsługę sygnału także z innych cyfrowych źródeł, w tym profesjonalnych interfejsów wyposażonych z złącze I2S). Mnie osobiście trochę żal, że producent podążający wyraźnie swoją drogą, stosujący nietypowe rozwiązania (właściwe wszystkie produkty M2Techa są inne, właśnie takie trochę pod prąd) nie zdecydował się na implementację innych rozwiązań z rynku pro, mam tu na myśli FireWire oraz Thunderbolta. Ten ostatni, o czym wspominałem w teście TAC-2, potrafi zdefiniować parę rzeczy na nowo w PC Audio i wg. mnie pod pewnymi względami jest dużo lepszym rozwiązaniem od magistrali USB. Magistrali, która nigdy nie była i nie będzie „pod audio”, bo jej charakter jest na wskroś uniwersalny, wielozadaniowy i wieloobsługowy… a to generuje problemy, z którymi walczymy, walczymy, choć są rozwiązania całkowicie pozbawione dobrze znanych wad i ograniczeń tj. opóźnienia czasowe/jitter, interferencje/przenoszenie zakłóceń z magistrali/innego sprzętu pracującego (współdzielenie), przenoszenia zakłóceń z zasilania sprzętu komputerowego, portów,  etc.

I tu warto pochylić się nad propozycjami M2Techa. Oni doskonale wiedzą o wadach USB. I starają się im zaradzić. Tu wiele rzeczy zrobiono jak należy by wyrugować wspomniane ograniczenia. Nowa wersja EVO, jaka do mnie trafiła, ma być jeszcze lepsza, ma być (i jest) przygotowana do obsługi plików DXD i DSD (128). Zegar może działać w trybie automatycznego dopasowywania (w pierwszej generacji trzeba było ręcznie przestawiać) częstotliwości próbkowania. Wystarczy w tym celu podpiąć obie skrzynki dodatkowo kablem optycznym (poza BNC). Jak ktoś chce wyspecjalizowane zdać się na wyspecjalizowane zasilanie, to można jeszcze do kompletu dokupić EVO Supply, a dla tych, którzy chcą czegoś naprawdę bezkompromisowego jest jeszcze EVO Two, czytaj, konwerter cyfra/cyfra z dodatkowym interfejsem AES/EBU oraz we/wy SPDIF do domowego nagrywania (homerecordingu, w którym pomocne będzie precyzyjne dopasowanie zegara vide EVO Clock 2 oraz wspomniane złącza pro AES/EBU & I2S (tu w wariancie ze złączem HDMI)). Także można zbudować sobie system, a to jeszcze nie wszystko, bo firma postanowiła tym razem uzupełnić swoją propozycję o… wzmacniacz słuchawkowy. Cóż, trudno się dziwić, w dzisiejszych czasach, bez słuchawek ani rusz (na rynku ani rusz). Dodatkowo, najnowszym elementem linii EVO, jest DAC ze zintegrowanym gramofonowym pre. Testy przeprowadziłem na dwóch odmiennych konfiguracjach komputerowo/systemowych: iMac z najnowszym macOSem/Roonem to raz oraz MiniX nanoPC z Win10 to dwa (Win z foobarem oraz z Tidalam). Sprawdziłem jak sprawują się sterowniki (stery to mocna strona tego producenta, jw. bezproblemowa współpraca z SBT, bezproblemowa z PC/Mac… to autorskie rozwiązania, świetny team programistów za tym stoi), a całość zagrała zarówno @ słuchawkach, jak i z systemem stereo. 

Co by nie było potrzeby przełączania ręcznego, trzeba zdecydować się na dwa kable. Z prawej niezbędny do podpięcia przetwornika lub konwertera z zew. zegarem (BNC) oraz z prawej SPDIF (optyk), co pozwoli na automatyczne dopasowanie częstotliwości 

 

Zapraszam!

 

» Czytaj dalej