LogowanieZarejestruj się
News

Pamiętacie Burson Conductor v2? Za moment zadebiutuje v3, także @ HDO :-)

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Conductor3_S5

Przetestowany u nas V2 był, czy nadal jest jednym z najlepszych klamotów łączących DACa, wzmaka słuchawkowego oraz preamp pod jednym dachem. Australijczyk perfekcyjnie łączy te elementy w coś, co może swobodnie być docelowym fundamentem systemu zarówno pod słuchawki, jak i kolumny (szczególnie aktywne vide świetne pre). Jako źródło cyfrowe nie znajdzie żadnego poważnego konkurenta do kwoty 8-9 tysięcy za wyspecjalizowany przetwornik C/A imo (tak, mam tu na myśli najlepsze co możecie wg. mnie kupić, też docelowe, tj. Matrix Audio X-Sabre Pro). No dobrze, to jak było tak dobrze, to co można tu jeszcze zmienić, aby było jeszcze lepiej? Powiem szczerze – nie wiem. Burson też zdaje się początkowo za bardzo nie wiedział cyt:

W rozmowie z inżynierami Bursona sami przyznają, że doszli do ściany i granic rozwoju tej technologii. Duże transformatory miały też swoje ograniczenia – wysoką impedancję. Co powodowało ograniczenia w szybkości przepływu prądu, co znów obchodzono stosowaniem poteżnych kondensatorów.

Postanowiono rozpocząć nowy projekt od ZERA. Poza nową obudową, która ma gwarantować doskonałą sztywność, separację (poszczególnych elementów – osobno sekcja analogowa, osobno cyfrowa), brak przenoszenia jakichkolwiek zewnętrznych wibracji, zmieniono dokumentnie wszystko, co w środku:

Dwa ekranowane trafa zasilające, osobne dla części cyfrowej i analogowej, stabilizacja na tranzystorach, stopień analogowy na tranzystorach. Żadnych gotowców. Tylko co raz to lepsze dedykowane rozwiązania. Do tego najwyższej klasy rezystory i kondensatory do audio.

Konkrety? Ano są konkrety i wygląda to turbo smakowicie, przyznacie:

Układ zasilania Conductor 3 ma niemal zerową impedację i piekielną szybkość. Jest 5x wydajniejszy i szybszy niż poprzednia wersja. Osiągnięto to projektując wszystko od nowa i łącząc to co najlepsze z liniowego i impulsowego zasilania, jednocześnie eliminując i wady obu technologii. Nowa wersja generuje 3 krotnie więcej ciepła, co bezpośrednio wymusiło przeprojektowanie również obudowy.Burson Conductor V3 Reference to DAC, preamp, wzmacniacz słuchawkowy w klasie A o ogromnej mocy 7500mW na kanał*. Regulacja sekcji PRE na drabince rezystorowej sterowanej cyfrowo o 100 krokach regulacji. Zdalny sterownik w zestawie.

Nowy Burson ma na pokładzie najnowocześniejszy DAC Sabre 9038Q2M w trybie mono. Po jednym na kanał z 7 osobnymi stopniami stabilizacji napięcia dla poszczególnych sekcji. Ponadto zastosowano 6-rdzeniowy układ USB XMOS z obsługą DSD 512. Tor analogowy na autorskich wzmacniaczach operacyjncych Burson v6 SS zbudowanych na tranzystorach FET w klasie A. Zastosowanie wymiennych op-ampów daje pełną dowolność w dostosowaniu brzmienia do własnych preferencji.

Komunikacja bezprzewodowa przez najnowszy Bluetooth 5.0 aptX HD daje możliwość połączenia mobilnych źródeł jak telefon czy tablet z jakością HD.

Wejście mikrofonowe jest ukłonem zarównowno w stronę muzyków jak i wymagających graczy.

Innymi słowy, nowy Conductor jest faktycznie nowy, kompletnie przeprojektowany, a moc wbudowanej amplifikacji pod słuchawki robi ogromne wrażenie. Czujecie? Ten wzmak będzie mógł zaoferować potężny zapas mocy, pozwolić na napędzenie najbardziej egzotycznych, najbardziej wybrednych, najbardziej łasych nauszników teraz i w przyszłości. Bez żadnych „ale”. Co prawda nie podano (* bez wyszczególnionej impedancji) warunków, w jakich osiągana jest ta wyczynowa moc, ale opis jednoznacznie sugeruje, że będzie to naprawdę potężny piec pod słuchawki. Sekcja cyfrowa oparta na 2 kanałowych kościach 9038, po jednej na kanał, pozwoli zapewne osiągnąć wyżyny w zakresie rozdzielczości. Taki układ wydaje się – w przypadku słuchawek – optymalny, widać to na przykładzie oferty rynkowej, gdzie 8 kanałowy PRO jest stosowany w źródłach dedykowanych systemom głośnikowym, samodzielnych przetwornikach, albo strumieniowcach najwyższej klasy. Nawet w tańszych modelach, chińskiej prominencji, układ PRO zazwyczaj implementowany jest do klamotów pod tor z kolumnami. Najnowsza wersja sinozębnego z kodekiem aptX HD ucieszy tych, którzy widzą w nowym Conductorze coś, co stanowi podstawę dla całego systemu – i tego pod słuchawki i tego pod kolumny. Także w tym wypadku już nie tylko biurko, ale także salon.

Patrząc przez pryzmat testowanego „koktajla” (HA-500H) w ogóle się nie dziwię – testujemy w salonie, świetnie się to sprawdza jako pre (analogowe źródła, doskonale wysterowuje aktywne kolumny), BT czasami się przydaje, mamy szerokie opcje podpinania źródeł cyfrowych… także tak, widzę nowe V3 jako potencjalny fundament głównego systemu, z hipotetycznie (w teście wyjdzie ;-) ) fantastycznymi warunkami do wysterowania dowolnych nauszników. Cena? 8,5k pln. To co mnie szokuje to forma – ten klamot jest mały, kompaktowy, niewielki taki… a parametry… no właśnie. Jestem szalenie ciekawy jak oni to zrobili…

…cóż, nie mogę się doczekać, jak tylko przypłynie, przeegzaminuję.

Cocktail Audio HA500H na HDO… testujemy z nowymi HEKami

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_4537

Dziwna sprawa z tym klamotem. Cisza w internetach, brak testów, recenzji, poza paroma klipami na YT. Co prawda nowość, ale już nie taka świeża, a tu rzecz przechodzi bez echa. Dziwne, bo Cocktail Audio wyrobił sobie markę i dzisiaj poważany jako producent wszystkograjów, znaczy all-in-one’ów, co to strumienie przyjmują, lokalne źródła wysterowują (pre), a nawet od razu sygnał wzmacniają by moc móc wzmóc i poza jakimiś paczkami, paroma drutami stworzyć kompletny system. Najstarsi górale zapewne pamiętają (nie, nie pamiętają) jak zaraz po odpaleniu HDO przetestowałem pierwszy produkt tej firmy, który pojawił się na naszym rynku – małego scyzoryka X10. Co to były za czasy… pionierskie, w sensie, dla strumieni pionierskie, jeszcze się muzykę w necie kupowało, jeszcze mp3-ek na wynos słuchało, a nawet (patrz link powyżej, dwa teksty o tym mikrusie były btw) kasety magnetofonowe z podłączonego Walkmana do pliku zgrywało. Łezka się w oku kręci (kasety TAKTu za 2,50 lata 90′, które jakoś tak do końca legalne nie były, mimo że w sklepach z muzyką nabywane, że niby po legalu), ale wiadomo – było minęło. Miałem jeszcze styczność z „koktajlem” testując wysokomocnego X30 i tyle. Generalnie miło wspominam. Obecnie oferta rozbudowana, na jej szczycie znajdziemy już bardzo konkretnie wysoko wycenione produkty, głównie celujące w salon, w kolumny. No tak, ale dzisiaj bez słuchawek to do kitu rynkowo katalog, niepełny taki mocno, nie dziwi zatem, że „koktajl” postanowił coś z tym zrobić.

Wychyłki, cyferblaty… ma sugerować. HA500H od Cocktail Audio to wszechstronny klamot, a czy wyczynowy to się posłucha

HA500H jest wielofunkcyjną maszynką, która celuje we właścicieli nauszników, ale też na tyle wszechstronną maszynką, że sprawdzi się w torze wybitnie pod kolumny, ba nawet stworzy z aktywnymi kompletny system – choć sieciowo (netowo) ograniczony do streamu po sinozębnym, bo LANu tu nie uświadczycie. Jest natomiast sporo dobra, ponadstandardowo, bo i balans (w pełni zbalansowany tor wewnętrzny dla sygnału, a nie fejkowe XLR-y dla widoku, szpanu, czy czego tam jeszcze) zarówno dla słuchawek, jak i kolumn (wyjście z przedwzmacniacza). Właśnie, możemy sobie podpiąć tutaj i wysterować sygnał dla dwóch torów (symetrycznego i SE), możemy sobie w podobnym zestawieniu podpiąć analogowe źródła (jedno SE, drugie balans), a to dopiero początek, bo wymieniony analog oraz sygnał z cyfrowych źródeł (USB/coax/AES/I2S@HDMI/optyk, wspomniane BT) możemy dodatkowo dosmaczyć hybrydowo odpalając lampiszony (opcja z i bez baniek), możemy wreszcie ustawić zarówno dla słuchawek, jak i wyjść z przedwzmacniacza niską i wysoką impedancję… także na bogato.

HEKi SE i kapciuchy… jeszcze nie teraz, trochę pogra niezobowiązująco

Dwa ESS-y na kanał (9018K2M) to obietnica wybitnej rozdzielczości. Dobrze się składa, bo podpinać będziemy HE-1000 SE, a te właśnie fenomenalnymi możliwościami w zakresie szczegółowości, skali, rozmachu… czarują. Mam nadzieję, że to się tutaj spotka. Dwa różne, a może nawet bardzo różne sposoby reprodukowania dźwięku (bańka w torze sygnałowym lub tylko tranzystor) mogą potencjalnie zaoferować także dużą uniwersalność, możliwość uzyskania dobrego rezultatu z tak różnymi efektorami jak: wspomniane flagowce HiFiMANA z jednej oraz niedawnymi flagowcami – kapciuchami Audeze (LCD-3) z drugiej strony. A będą jeszcze HD650 (te właściwie od początku już) i K701 podpinane, także sprawdzę jak to z tą uniwersalnością, katując na bardzo różnych konstrukcyjnie, bardzo różnie grających słuchawkach.

Słuchawki, słuchawki, a gdzie te kolumny, jak to może być pre i to takie na 100%, bo szeroko z możliwościami, bo nie tylko cyfra, ale i analog… ano będzie tor z paczkami, ale nie pasywny (to tylko na chwilę, z kronikarskiego obowiązku, końcówki nie mam, a pod integrę NADa trochę to bez sensu wpinać), a aktywny set, z ESIO nEarami. Zagra symetrycznie (bo tylko tak można te monitory podpiąć), wysteruje nam te paczki HA500H, zobaczymy, czy raczej usłyszymy na ile to się nam sprawdzi. Także będzie oryginalnie.

Duży displej z wyświetlonymi, wychyłowymi tarczami, ma pewnie budzić emocje wśród audiofilskiej braci, względnie u tych, co nostalgicznie powracają do złotych czasów HiFi. Zrobili to bez efekciarstwa i mimo, że to nie prawdziwe cyferblaty, a tylko wirtualne, na ekraniku to nie przeszkadzają, fajnie „tańczą”, choć to tylko bajer, na szczęście zupełnie nieszkodliwy. Wyświetlacz spory jest, niestety wspomniane powyżej wychyłki zajmują połowę objętości, a informacje o źródle, parametrach sygnału, wyjściach (no mamy tutaj aż 6 opcji) z odległości kanapy / fotela są kompletnie nieczytelne. Coś za coś. Pilocik steruje, podmenu ze źródłami pokazuje wszystkie możliwości połączeniowe, możemy także parę rzeczy dodatkowo zmienić / ustawić w setupie (poziom dla SE / balans – w szerokim zakresie zatem). Gałki / enkodery, bo wciskane to to, bez skali – znaczy kręcące się bez końca, pozwalają na sterowanie bezpośrednie, dość sprawnie. Minus za niezbyt wysoką precyzję prawej tj. potencjometru. Kręcimy i poziom zmienia się dość przypadkowo. Także wyświetlanie wartości głośności z większej odległości nie bardzo się sprawdza, bo za małe, nieczytelne, choć jeszcze wskaźnik kołowy jest, ale też mały. Można skomentować to też tak: rzecz głównie biurkowa (spory i ciężki klamot btw), z szybkim dostępem i bliskim kontaktem, gdzie te literki, cyferki będą dobrze widoczne. Mhm, ale z poziomu kanapy już nie, pilot na wyposażeniu sugeruje, że z kanapy też jak najbardziej można. Także obiektywnie, producent powinien tutaj dać w ustawieniach możliwość zmiany wielkości tekstu, ułatwiając życie tym, którzy klamota ustawią na stoliku w salonie.

Senki z dużego jacka (po balansie też ofc sprawdzę)

Słucham teraz via aktywne i muszę przyznać, że z tą rozdzielczością jest naprawdę cacy. Lampki zmiękczają, robi się nieco obficiej (co nie oznacza, że bez jest chudo, ale grubą kreską kreślą nam te bańki obraz dźwiękowy). Na słuchawkach (na razie tylko dynamiczne HD650) jeszcze lepiej to słyszalne, wyczuwalne. Rzecz jasna Senki same z siebie po ciemnej stronie mocy stoją, nie jest to jeszcze krytyczne słuchanie, bo klamotowi trzeba dać trochę czasu (grał do tej pory niewiele). Jak już pogra to się HEKi wepnie i oceni w pełni potencjał tytułowego „koktajla”. Sprawdzę z gramofonem (NAD 5120), także analogowo tylko, też będzie, pogra z płyty (TEAC H500) via coax, wreszcie zamiast BT (dla porządku sprawdzę, ale skupię się na lepszym) zagra sobie Chromecast Audio, wpięty via optyk. Także pożenimy streamy także bezpośrednio ze skrzynką, a jak via komputer to oczywiście (za)gra Roon. Tu uwaga natury praktyczno-organizacyjnej: jak Win10 to skrzynkę Wam zidentyfikuje od razu (po Creators Update Win 10 jest UAC 2.0 kompatybilny i sam se DACa wykrywa) i za pośrednictwem WASAPI odpalicie. Niestety oznacza to pewne ograniczenia w zakresie obsługi DSD (tylko DoP, tylko 128), także jak chcecie wincyj to trzeba sterowniki ASIO zainstalować tak, czy siak.

Dobra, skupiam się na słuchaniu, poniżej trochę fotek, jak zwykle z opisami…

PS. Aha, jest MQA, jakby komuś to robiło różnicę, kogoś to interesowało ;-)

PPS. Gałka, jak wyżej, nie jest precyzyjna, z pilota natomiast guzikiem o jeden db robimy, także precyzja jest, ale… jak wciśniemy w opór, to szybko poziomu nie zmienimy, z pilota zatem trzeba mozolnie tap, tap, tap…

» Czytaj dalej

Absolutny top PC Audio: X-Sabre Pro MQA & X-SPDIF2 & element H

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
X-SabrePro_angle-1200x800

Chcesz coś, co zamieni zera i jedynki z kompa w bezwzględnie najdoskonalszy sposób? Chcesz mieć pewność, nie chcesz szukać, kluczyć, tylko mieć gotowe? No to mam dla Ciebie doskonałą wiadomość. Jest takie coś w cenie (za komplet) nie przekraczającej 12k złotych. Wypada rewelacyjnie w pomiarach, ale – co ważniejsze – wypada jeszcze bardziej rewelacyjnie, gdy zagra, gdy popłyną pierwsze dźwięki. Tytułowy system jest – moim skromnym zdaniem – czymś, co zwyczajnie kasuje każdy komponent do 10k, ba… powiem mocniej, jest czymś co kasuje każdego, powtarzam KAŻDEGO streamera jaki się na rynku pojawił (PC górą! ;-) ), miażdży konkurencyjne rozwiązania swoimi umiejętnościami, dając dodatkowo przedsmak jutra (upsampling 44,5MHz aka DSD1024 via I2S). Jak ktoś praktykuje takie rzeczy, ustawia sobie PCM x8, podobnież DSD x8, a nawet tylko 1 bit woli, bo sobie te PCM w locie konwertuje to tutaj jest no limits (via I2S i wyłącznie z odpowiednio wyposażonym kompem, tj. wyposażonym w kartę np. Pink Faun z interfejsem I2S/fizycznie HDMI… wiele opcji, do wyboru, do koloru). I nie, nie chodzi tutaj o magię cyferkową, o wyśmiewane przez co poniektórych (ale to bez sensu, przecież procesor Wam się w komputerze usmaży …niestety takie bzdury wypowiadają ludzie z branży) upsamplowanie czy konwersję (bo przecież nie ma takich materiałów… a to te wszystkie high-endowe klamoty, których na kopy, które ostro DSPeują sygnał, rozumiem, do kosza, ja?), chodzi tylko i wyłącznie o to, co słyszymy na słuchawkach, kolumnach. Tylko o to, o nic więcej. Ustawiam sobie w silniku DSP Roona różne rzeczy tylko po to, by osiągnąć naj. Jak czuję, że na tym torze, na tych klamotach, na tym efektorze, nie ma to sensu, jest gorzej niż pure to bez dorabiania filozofii robię off. Naprawdę nie ma i nigdy nie będzie w audio jednej, jedynej, jedynie słusznej drogi. Ci, którzy twierdzą inaczej, wrzucając do kosza rzeczy, o których mają -delikatnie rzecz ujmując- pobieżne pojęcie, albo -co gorsza- robią wodę mózgu z premedytacją, sami sobie wystawiają jak najgorsze świadectwo. Wiadomo, w intertnetach nic nie ginie.

Wymienione w tytule klamoty traktuje jako całość. Dlaczego? Ano dlatego, że właśnie tak to przetestowałem i na efekt wpływ miały wszystkie składowe. Nie ma żadnych przeciwwskazań, by taki system rozbudować dodatkowo na a) streamerze w innej strefie via SPDIF/USB b) dodatkowym end-pointcie PC (via I2S skonwertowane za pośrednictwem X-SPDIF2 oraz osobno via USB bezpośrednio do X-Sabre) c) podpiętych via XLR aktywnych monitorach (bardzo polecam, tak też u mnie grało w opcji drugi tor). A jak przyjdzie ochota na wincyj to wiecie – karta I2S do kompa i jedziemy. NIE MA OGRANICZEŃ, nie ma limitu, nie ma takiego słowa w słowniku w przypadku topowego setu Matrix Audio. Oczywiście żeby to miało sens musimy zadbać o software. Kod jest nieodłączną, arcyważną częścią takiego systemu. Pozwala wydobyć to, co najlepsze, daje możliwości. Warto to sobie uświadomić, bo pełne możliwości jakie oferuje powyższy hardware to dzisiaj także mocarny, otwarty na przyszłość (DSP: korekcja pomieszczenia, wielosegmentowy EQ, konwersje, firmowa kalibracja via wtyczki dla efektorów/elektroniki itd. itp.). To być musi. Do tego – idealnie, gdy mamy to w pakiecie – wygodna obsługa, wygodne zawiadywanie bibliotekami, agregacja treści i wiele, wiele źródeł/streamów. To wszystko jest już dzisiaj osiągalne i w tym kierunku (integracji) branża zmierza.

Matrix uzupełnił swojego flagowca o MQA, pełne dekodowanie origami. Znacie mój stosunek, negatywny stosunek do tej technologii. To jest rzecz zbędna wg. mnie. Z marketingowego punktu wiedzenia, pewnie dzisiaj trudno nie mieć, choć szanuję tych, którzy powiedzieli MQA: dziękuję, ale nie. Są takie firmy i cóż – opłata licencyjna za stratną technologię kompresji dźwięku z czymś, co jako żywo kojarzy się z niechlubnym powrotem DRM, podlane bredniami o jakości studyjnej – no to się po prostu nie broni, bo jest kompletnie zbędne, niepotrzebne. MQA w X-Sabre Pro zawitało, jest, sprzęt podrożał i to jedyny konkret. Prywatnie mam nadzieję, że MQA przejdzie do historii, wcześniej czy później, przejdzie. Wiele wskazuje na to, że rzecz się „średnio” przyjęła i po początkowym entuzjazmie, dzisiaj już tylko wzruszamy ramionami, nikogo to tak naprawdę nie kręci. Dla mnie ingerencja w sygnał, używanie filtrów (na stałe), na poziomie przygotowywanego do publikacji materiału, jest niedopuszczalne. Kompresja stratna to rzecz neutralna (gdy chcemy oszczędzić transfery, takie miało być MQA początkowo, przypominam, miało być „on the go”), gdy zachodzi taka potrzeba, stosowana w audio i wideo i nie ma w tym nic zdrożnego, problem pojawia się wtedy, gdy ktoś próbuje nam wmówić, że dostajemy „prawdę”, „to co z taśmy matki”. To zwykłe, bezczelne kłamstwo. MQA to wytwór, stratny wytwór. Dzisiaj, w dobie szerokopasowego Internetu, sieci 4 a zaraz 5G takie coś, jak MQA, nie ma żadnego uzasadnienia, żadnego sensu. Na szczęście jest jeszcze dostępny X-Sabre Pro bez tego, wg. mnie zbędnego, dodatku. Można zaoszczędzić. A jak komuś do szczęścia to potrzebne to proszę – ma, może kupić pełne origami.

Pozostałe składowe to starty znajomy X-SPDIF 2, moim zdaniem najbardziej wszechstronny konwerter cyfrowy z dostępnych obecnie na rynku. Jest świetny, bo kompatybilny z każdą z licznych wersji niestandaryzowanego interfejsu I2S, jest świetny, bo może działać zarówno na zasilaniu zew. jak i via USB, jest świetny bo daje opcję pożenienia kompa z interfejsami SPDIF oraz AES/EBU (maksymalizacja opcji, podpinamy topowe przetworniki, także takie, które najlepiej grają via AES/EBU vide Moon), jest świetny bo jest ładny ;-) , jest świetny bo jest bezobsługowy (pełen automat), bo robi swoje. Mamy DXD (758), mamy DSD (512), doskonałą współpracę (bo bezproblemową, natychmiastową identyfikację) z softwarem odtwarzającym (Roon, Audirvana, Daphile, foobar – to sprawdziłem). Karta, to coś jeszcze bardziej, niż przetestowana X-Hi. Lepiej wyciągnąć zer i jedynek z kompa, moim zdaniem, się nie da. Lepiej zniwelować ułomności magistrali USB się nie da. O technikaliach przeczytacie poniżej, powiem tylko tyle, że jestem wielkim zwolennikiem stosowania tego typu pośredników, tj. specjalistycznych kontrolerów USB, bo to całkowicie (wg. mnie) niweluje wpływ komputerowego źródła na sygnał, wygumkowuje wszystkie pierwotne problemy jakie PC generuje w torze audio. element H.

No dobra, będzie to tekst dla hardcorowców, uprzedzam. Wchodzicie w to? Tak? No to go…

» Czytaj dalej

Chord Mojo – nowa, redakcyjna referencja „on the go”

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_3977

„Duże” Chordy – jakoś nigdy nie byłem fanem. Tak, na pewno są to znakomite urządzenia od strony inżynieryjnej, świetnie zaprojektowane, tyle tylko że sygnatura dźwiękowa jakoś nie moja bajka. Nie pasowało, mimo paru prób i dałem sobie spokój. Tak to jest, czasami preferencje słuchającego są tak odległe od tego, co oferuje dana „szkoła”, że – po pierwsze – nie warto czasu marnować (się zmuszać), po drugie – subiektywny osąd mógłby być zwyczajnie krzywdzący dla badanego klamota. Był jednak wyjątek. Tym wyjątkiem, chętnie słuchanym tu i ówdzie, było tytułowe urządzenie: Mojo. Według mnie ten maluch prezentuje inne, bliższe mojemu, podejście do reprodukowania dźwięku. Podobał się, choć nie był to jakiś zachwyt, finalnie trafiła się okazja i tak wylądował w redakcji. Ostatnio mobilnego u nas prawdziwe zatrzęsienie, co ma swoje plusy ale i minusy, bo przetestować trzeba, można w różnych okolicznościach (wyjazdowych) co jest tym „+”, ale też przesuwa parę rzeczy planowanych, zakłóca ustalony wcześniej porządek publikacji. Mam nadzieję, że przyszły tydzień będzie owocny, znaczy uda się nadgonić i sporo rzeczy na HDO się pojawi, a mobilne już zapowiadane i właśnie dopiero co zapowiadane oraz to, co leci, nie popsuje playlisty i wyrobimy się ze wszystkim, co tam się ostatnio słuchało.

Trzeba to ogarnąć (świecące kule – komunikacja, sterowanie), ale to nawet dodaje uroku i jest konsekwentnym wyborem
producenta we wszystkich produktach PC Audio 

Dobra, dość pierdzielenia, czas na konkrety. Mojo. Opisany przez praktycznie każdy sajt, w licznych periodykach branżowych, przetestowany „na wylot”. Czy może być coś odkrywczego w opisywaniu sprzętu sprzed c.a. 4 lat? W odniesieniu – jak najbardziej. W odniesieniu do nowego. Dlatego Mojo stanie i stawać będzie w szranki z grającymi penami, przenośnymi amp/dakami oraz DAPami, będzie weryfikował wartość tego, co nowsze, oparte na nowych pomysłach. Przy czym Chord parę lat temu zrobił wiele, by rzecz nam się nie zdezaktualizowała – możliwości tego malucha nadal są i będą „na czasie”. Firma o to zadbała, wybierając drogę uzupełniania, czy wręcz „apgrejtowania” (Poly) podstawowego produktu i chwała jej za to. O Poly zresztą jeszcze przeczytacie. To, że sprzęt nie ma MQA uważam za zaletę, Chord podobnie jak inni, zaimplementował w nowych produktach tą bezużyteczną technologię… to jak z dodawaniem (marketing) DSD do każdego przetwornika (obsługa), czy pogoni na cyferki. Cóż, tak to funkcjonuje.

Także cieszę się, że z jednej strony mamy zaawansowane coś, przyjemniej od innych wyrobów Chorda, brzmiące (dla moich uszu), z opcją uzupełnienia funkcjonalności o pełną obsługę sieciową z certyfikacją Roon Ready, opcją mobilnego serwera audio etc. Fajnie. Choć wiem, czytając fora, że nie wszystko wyszło okey (Poly), co też krytycznie ocenimy, co wyjdzie w praniu. Na razie soute i ta „referencja” to nie – jak wielu interpretuje to słowo – najlepsze, top of the tops, tylko zwyczajnie punkt odniesienia dla testowanych przenośnych (w redakcji). U mnie większość USB DACów gra stacjonarnie (temat na inny wpis – brak zasilania, dedykowany komputer/transport cyfrowy, to często panaceum na problemy, droga do uzyskania lepszego dźwięku… pomiary nie kłamią vide Audio Science Review) i Chord wraz z SMSL Idea mają stanowić mobilny materiał porównawczy.

Wirelessy z Wire. Senki mają kopany moduł łączności, ale to nadal jedne z najlepszych mobilnych nauszników
(wygoda, świetny dźwięk, b. dobry ANC)

Postaram się przemycić w ramach paru najbliższych publikacji sporo spostrzeżeń na temat kompetencji brzmieniowych Mojo, tym razem nie będzie czegoś takiego jak osobna recenzja, a właśnie tak, plus – to już w ramach dużej publikacji – Mojo & Poly (z roonowym przegięciem… tu mobilne spotka… stacjonarne). Tymczasem parę fotek, słuchane w dość oryginalnym zestawieniu (dla porównania) z Sennkami Momentum Wireless OvE (wyłącznie opcja pasywna, z wyłączonymi ficzerami, na kablu podpiętym do Mojo) vs Nura (full DSP, BT, z profilowaniem indywidualnym). Zupełnie odmienne drogi do… no właśnie, do czego? Trochę wyjaśniam poniżej, w mini galerii.

» Czytaj dalej

Chiny atakują, żadnego respektu nie czują #1 SMSL Idea, Topping…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_2880 2

Dzisiaj wielka paczka zapowiedzi. Zaczynamy od chińskich przetworników, jakie ostatnio w dużej liczbie i różnorodności zalewają alliexpress. W redakcji jest już SMSL Idea, najmniejszy, najlżejszy, najmobilniejszy USB DAC/AMP, który jako pierwszy zagroził (konkuruje jak równy z równym) pozycji hiFace DACa (m2tech). Pomarańczowy jest znakomicie brzmiącym audio donglem, jedną z najlepszych tego typu konstrukcji na rynku. Teraz ma konkurenta, który zaskakuje świetną dynamiką, wybitną rozdzielnością oraz głębią przekazu. To naprawdę robi wrażenie, szczególnie, że w malutkiej obudowie zamknięto mocarny układ dwóch, wykorzystywanych „w dużym” audio i to takim z wyższej półki audio, kości odpowiedzialnych za przyjmowanie i przetwarzanie sygnału: kości ESS 9018Q2C oraz XMOSa serii 200 (XU208). Wyobraźcie sobie małego grzdyla o wymiarach 60x16x6mm (sic!), wadze niecałe 10g. zdolnego do obsługi sygnału o parametrach 32/768KHz i DSD512. Mamy zatem nano daka, małego pena zdolnego do obsługi hi-resów 24, 32 bitowych oraz wszelkich, dostępnych materiałów 1 bitowych, w tym ich konwersji w locie do poziomu DSD512 (z PCM), natywnie. W takiej jw. formie. Niebywałe! Jak dodamy do tego regulację fizyczną poziomu, bardzo prawidłowo zrealizowane zasilanie w oparciu o niskoszumowe LDO (niski pobór energii w połączeniu z czarnym jak bezksiężycowa noc tłem – żadnych zakłóceń, żadnych interferencji… to zresztą zasługa nie tylko aplikacji zasilania, ale także niskiego poziomu szumu oraz bardzo niskich opóźnień, jittera, dzięki precyzyjnemu zegarowi (PLL od Silicon Labs)).

   

 

Innymi słowy mamy tutaj coś, czego nie powstydziłaby się konstrukcja stacjonarna, a najmniej biurkowa (btw czekamy na pro-jectowego mini boksa z dwoma układami nowszej generacji 9038Q2M, który mam nadzieję że niebawem trafi wraz z boksowym streamerem do redakcji… będzie test systemu o dość unikalnych cechach tj. filtracja sygnału USB). SMSL Idea doskonale wpisuje się w mobilne, będzie świetnym partnerem dla handheldów, a dzięki odpowiedniemu oprogramowaniu odtwarzającemu (Roon, Vox, HF Player by Onkyo…) w przypadku jabłczanej elektroniki zdolnym do obsługi maksymalnych, wzmiankowanych powyżej, parametrów dźwięku. W takim Roonie, każdy iPad przykładowo może być wyczynowym transportem audio, z podpiętym, tytułowym dakiem, pozwalając w dowolnym miejscu stworzyć strefę z dźwiękiem wysokiej próby. I to wszystko w tak zminiaturyzowanej formie. Od razu nadmienię, że nawet z wymagającymi słuchawkami ten maluch radzi sobie nad wyraz dobrze, pozwala napędzać stacjonarne nauszniki, nawet tak trudne jak HD650! Testuję na iPadzie Pro 10.5 z Roonem i to naprawdę daje radę i to jak daje. Wygodniejsze od laptopa, taki audio pen w ogóle nie przeszkadza (via CKK, niestety nie dają kabla lightningowego, wielka szkoda, choć użytkownicy nowych Pro, nowych makówek (współczuję skądinąd), będą mogli via USB-C. Dowolne słuchawki (wspomniane Senki, Audeze, HiFiMANy, szczególnie HE400/Sundara) i jest grane. A jak sobie to skojarzymy stacjonarnie (bo czemu nie?) z jakimiś np. aktywnymi monitorami bliskiego pola? Mamy wtedy minimalistyczny, wygodny, biurkowy zestaw audio oparty na tablecie (z wygodnym, dotykowym UI), każdym możliwym streamem, protokołem transmisji, grający dowolny materiał. I to wszystko, że nie widać, elegancko, bez zbędnych elementów. Jak jeszcze dodamy do tego – bardzo istotne – uproszczenie toru, jego w dużej mierze uodpornienie na wpływ zasilania ze ściany (baterie), to przyznacie, że robi się ciekawie, a patrząc przez pryzmat nakładów, jeszcze ciekawiej…

Pod Roonem

Wyczynowy materiał i wyczynowe granie. Ten maluch gra to bez żadnych problemów, kompleksów, może za wyjątkiem braku native, ale to leci przez Core Audio (makówka) także nie dziwota. 

Z takiego małego czegoś

Przebosko @ LCD3, przy czym w torze gra tu WA8 Eclipse, jako preamp (liniowo połączony z Idea)

Pod Audirvaną

Wiecie, to dopiero początek. W najbliższych planach będzie tego na kopy. Trafią do nas tej samej firmy (SMSL), designerskie daki M100 oraz M300*, oparte nie na kościach ESS a AKM (drugi, na topowej AK4497, SE/balans), jak również elektronika Topping-a. W przypadku tego ostatniego – nie da się kupić taniej dac/ampów opartych na flagowych kościach C/A i to w układzie jedna kość na kanał. Tak, Topping to przetworniki z dwoma, osobno na kanał, przetwornikami z topowych serii z katalogów ESS/AKM. Przetestujemy dwie najmocarniejsze konstrukcje tj. D50 i D70. Obie konstrukcje mają ambicję zajęcia miejsca głównego, cyfrowego huba w salonie, w najważniejszym systemie audio w domu. D50 to mały DAC SE, zaś D70 to już konstrukcja będąca jednocześnie mocarnym pre z AES/EBU oraz balansem. Oczekiwania wobec nich spore, podobnie jak w przypadku całej tej, chińskiej elektroniki, ceny bardzo, bardzo zachęcające. W końcu poziom 2k za sprzęt, który dysponuje podwójnym układem AK4497 (najlepsza kość, autorska technologia przetwarzania Velvet Sound) to naprawdę nie w kij dmuchał. A za nieco ponad 1k można mieć D50 z dwoma mobilnymi ESS9038 (czyli o jakieś 400 mniej niż u wspomnianego Pro-Jecta). Wielu mówi o dumpingu, o psuciu rynku, ja mówię o zdrowej konkurencji. Akurat wspomniany Pro-Ject ma coś ekstra do zaoferowania, coś co uzasadnia wyższą cenę (cały system, współpraca ze streamerem, wspomniana filtracja USB, możliwość rozbudowy w ramach linii produktowej etc). Także tylko się cieszyć, że mamy szeroki wybór i jeszcze nigdy tak dużo sprzętu o doskonałych parametrach, zaawansowanej konstrukcji, opartych na najlepszych układach dostępnych na rynku nie było oferowanych globalnie, dostępnych dla każdego zainteresowanego.

 

 

Aha, i jeszcze jedno. Na tapecie jest też bardzo, bardzo nietypowy (lubimy takie) też ultrakompaktowy, tyle że nie na ESS a na AKM oparty USB DAC/AMP od iBasso. Chińczycy zrobili coś jedynego w swoim rodzaju, zbalanowany (via 2,5mm jack) przetwornik/wzmacniacz wyposażony w złącze USB-C (jedna z nielicznych, jedna z pierwszych konstrukcji audio pendrive’ów wyposażona w ten nowy standard złącza) a oparty na flagowej kości AK4497. Mowa o iBasso DC01. Kosztuje gorsze, a integruje rzeczy w tym segmencie niespotykane. To zamiast gównianych adapterów audio, dodawanych do najnowszych telefonów pozbawionych złącza jack. Pisałem, że Chiny atakują? Pisałem. Pisałem, że żadnego respektu nie czują? Ano żadnego nie czują. Patrząc na ofertę zachodnich producentów (tak piję do najnowszego Cobalta Audioquesta) jakoś tak mizernie to wygląda. Jak zgłębimy temat pomiarów (AudioScienceReview) to w ogóle robi się ciekawie. Pamiętajmy, pomiary ważna rzecz, ale nasze uszy to rzecz najważniejsza. Wskazówka? Jak najbardziej. Wyrocznia? Absolutnie nie. Tego się trzymamy/-ajmy.

* a to nie jest ich ostatnie słowo, bo M500 w planach, oparty na ESS9038PRO oraz bezkompromisowe (spec), zahaczające o high-endy: strumieniowice DP5 (też ESS9038Pro) oraz następca (?) flagowego D1 oparty na układzie 4xPCM1704 D2. Grubo.

Oppo nie żyje, niech żyje Zidoo? X20 PRO video + Roon

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1937

Nieodżałowane Oppo. Sprzęt podlegający modowaniu przez najlepszych specjalistów z branży, coś co godziło kino o najlepszej jakości obrazu z doskonałym dźwiękiem stereo oraz wielokanałowym. SQ na poziomie prawdziwie high-endowym, sieć i fizyczny nośnik pod jednym dachem, dobre wsparcie i ugruntowana pozycja na rynku audio oraz video. Do tego w atrakcyjnych cenach to, to dostępne przez plus minus dekadę z okładem. I nagle koniec, finito, Oppo kończy z segmentem wieloformatowych odtwarzaczy AV, z produktami stricte audio kończy. Żałoba.

Piękne to, to nie jest… ale pilot BT w komplecie i wicie, rozumicie, można schować klamota w meblościance

Na szczęście świat nie zna próżni. Na miejsce tego, kto był niekwestionowanym liderem w swojej, dość niszowej, działce, pojawia się ktoś nowy. Nie, nie mamy już fizycznego nośnika, bo ten jednak w coraz bardziej oczywisty sposób przechodzi do lamusa. Są za to aż dwie szybkomontażowe (bez narzędzi) zatoki dla dysków, pokaźna bateria przyłączy z takimi kwiatkami jak USB-C, jak symetryczny tor audio @ XLR, jak aż trzy porty HDMI (2 z 4K) do wyprowadzenia obrazu najlepszej jakości oraz osobno samego audio (ARC), opcja pozwalająca na podpięcie komputera (USB DAC), wyczynowa, choć nie szczytowa kość, bo w mobilnym wariancie, ESS9038Q2M, multum ciekawych możliwości zaszytych w oprogramowaniu (wymuszenie HDR na ekranach SDR, konwersja materiałów w locie, pełna obsługa obrazów płyt SACD (ISO) oraz BD (z menusami, ofc także 4K) itd itp.

BD z ISO, BD z menusami pełnymi, wysokooktanowe, 4K, 40-50Mbps bez zająknięcia itd it
SACD ISO, wszystkie opcje: menu, 2ch, 4ch, 5.1ch… Blu-ray Audio…

Sprzęt mający w zamierzeniach producenta stanowić najlepsze źródło w bardzo rozsądnym budżecie, głównie źródło lokalne (dwa dyski, system Open-WRT / NAS) oraz sieciowe (po sieci lokalnej, jak i w Internecie) do tego – co warto podkreślić – region free (wybór odpowiedniego, dobranego pod odtwarzany materiał: A/B/C. Oczywiście jako standard w tego typu konstrukcjach pełna obsługa zew. napisów, bogate możliwości ustawienia pracy wewnętrznych układów (jak, przykładowo, 9 filtrów dla sygnału audio, regulacja efektu HDR dla video)…

Do tego (de gustibus) niekoniecznie trafiająca w estetyczne gusta obudowa może nie być w ogóle widoczna, a to dzięki inteligentnemu pilotowi zdalnego sterowania działającego w oparciu o bezprzewodową łączność BT. Całość pod kontrolą Androida 7.1 z obiecanym upgrade to wersji 8.x. Imponująco, prawda? No nieźle. Ale imponująco to zrobiło się jakiś miesiąc temu. Imponująco w zakresie audio, dodajmy. W wersji 1.6 Roon labs wprowadził pełne wsparcie dla Androida (obsługa protokołu RAAT) i jako, że system w X20 Pro to dokładnie taki sam Android jak na telefonie (co ma swoje istotne minusy odnośnie obsługi, UI niedopasowanego do okoliczności telewizyjnego, czy projekcyjnego ekranu korzystamy z  tej integracji pełnymi garściami. Tak jak iPad, czy iPhone staje się z automatu end-pointem, tak też nasz X20 staje się i mimo pewnych problemów obsługowych (w sensie, sama skrzynka i korzystanie z pilota) możemy cieszyć się androidowym end-pointem z 9038 i zbalansowanymi wyjściami na pokładzie. Działa to sprawnie, także wszyscy właściciele androidowych boksów, macie mocarną opcję audio w pakiecie.

Czas przejść do sedna, opisać klamota, poinformować jak sobie radzi z odtwarzaniem multimediów i czym właściwie jest (audio), a czym nie jest (audio). W zakresie video nie ma zaskoczeń, to bardzo dobry sprzęt do kina domowego, bezproblemowo radzący sobie z praktycznie każdym materiałem, czego niestety nie da się powiedzieć o strumieniach z sieci – tu musimy liczyć się ze sporymi ograniczeniami. To słabszy punkt, choć można to do pewnego stopnia zniwelować (strumieniem z telefonu/tabletu via miracast, można  na wejściu HDMI wpiąć jakiegoś dongla typu Chromecast czy Roku). Zaraz ze wstępniaka zrobi mi się recenzja cała. Zapraszam do lektury:

» Czytaj dalej

Recenzja przetwornika Auralic G1 – VEGA pożeniona z siecią

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0155

VEGA. Jeden z najlepszych przetworników na rynku. Maszynka do wyciągania zer i jedynek z komputera (bo to głównie za to chwalono Vegę, to właśnie komputer był tu na pierwszym miejscu, ten DAC kupowany był z myślą o źródle komputerowym). Sprzęt drogi, ale jeszcze przystępny cenowo, jeszcze nie atakujący dla wielu „magicznej” granicy 10k za klamota. Nowa odsłona to poważna zmiana koncepcji, to z jednej rozszerzenie, z drugiej zaś… przekroczenie przez producenta Rubikonu, to znaczy przekroczenie umownej granicy i to bardzo konkretnie. Nowe serie G: G1 i G2 to cenowy high-end, a biorąc pod uwagę całą ofertę to propozycja dla osób, które mogą pozwolić sobie na nieograniczone wydatki na hobby, zwane, odtwarzanie muzyki w domowych warunkach. Mamy zupełnie inny pułap cenowy. Auralic z jednej strony oferuje bardzo taniego Ariesa Mini (Aries duży też już w high-endach, bo też linia G), a potem długo, długo nic i drogie klocki. Trochę tego nie rozumiem. Są w sprzedaży (jeszcze) starsze modele, ale ich żywot rynkowy (poza wtórnym) dobiega definitywnie końca. Dla mnie to mało zrozumiała decyzja, wyraźnie brakuje klamotów z przedziału 3-8k. Cóż, taki mamy klimat. Dzisiaj wielu producentów za punkt honoru stawia sobie wyścig zbrojeń w cenowej stratosferze. Nie pochwalam, uważam to za brak szacunku wobec potencjalnych klientów. Jakby nie patrzeć, stratosfera, od zawsze była zarezerwowana dla nielicznych. Widać pewien niepokojący trend w elektronice, podobnie jest ze słuchawkami (z chlubnymi wyjątkami). Wszędzie, chcą więcej, niekonicznie adekwatnie, a coraz częściej nawet gorzej – oferując mniej (funkcjonalność) za więcej (pieniędzy).

Dobra, dość marudzenia, czas przedstawić jegomościa. G1 to maszyna znakomicie wykonana. To kawał skrzyni. To na bogato. Tak. Widać, że Auralic chce więcej za konkretne więcej. Przynajmniej odnośnie aparycji, wyglądu, formy – ten sprzęt niewątpliwie kojarzy się ze stratosferą, mimo poczynionych względem jeszcze droższego G2 cięć (materiały, nie forma), prezentuje się wyśmienicie. Duże, ciężkie bydlę. Niby tylko DAC, bo przecież jw. VEGA to DAC, ale jednak nie tylko DAC, a coś więcej. Tak więcej, bo mamy tutaj przedstawiciela nowego pokolenia tj. sprzętu skojarzonego z siecią, tak zwanego streaming DACa. Strumieniujący, czytaj, uniezależniający się od transportu komputerowego, co jest tu niewątpliwie warte odnotowania. Odpada często kłopotliwa rzecz, jaką jest odpowiedni, dobry, dedykowany PC pod audio, ale też rodzi to pewne konsekwencje, o czym przeczytacie poniżej. Także mamy taką opcję i rzecz jasna grzech byłoby nie skorzystać, prawda? No dobrze, ale przecież to VEGA, to przetwornik, coś – także – do połączenia źródeł, dodatkowo preamp cyfrowy, bo VEGA to także potencjometr. Odpowiemy sobie zatem na pytanie, czy ta droga maszyna może być kluczowym (bo przecież gała i dekodowanie) elementem toru i to takiego toru, który kosztuje w sumie kilkadziesiąt tysięcy (high-end, jeszcze nie zahaczający o poziom handlu narządami). Ten G1, dodatkowo, coś ma i czegoś nie ma (co bardzo było przez niektórych krytykowane). Ma dwa jacki, jest więc także – niby – docelowym rozwiązaniem pod słuchawki. W końcu tyle kosztuje, więc powinien… Nie ma natomiast kieszeni na dysk w środku, nie ma USB dla zew. nośników, nie może być rozpatrywany jako lokalny, muzyczny serwer, bo takiej funkcjonalności po prostu tutaj nie przewidziano. Może być końcówką (end-pointem) dla takiego Roona, ale samodzielnie z ograniczeniami wynikającymi z przyjętej koncepcji. Jak chcemy budować system all-in-one z własną kolekcją lokalnie, to trzeba kupić Altaira. Tak to sobie w Auralic-u wymyślili. Także macie Mini za około 2k, który ma „wszystko”, potem długo, długo nic, jest Altair G1, potem długo, długo nic i VEGA G1 – taki podział, jak wyżej. No i stratosfera (G2). Albo, albo. Czy to dobrze, czy źle, pozostawiam finalnie Waszej ocenie, ja skupię się na tym, co fabryka dała, bo wg. mnie… nie wszystko tu wyszło tip-top, nie wszystko.

Zapraszam…

» Czytaj dalej

Naj. z Monachium(?), alt. dla Tidala, akt. Roona & more

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2019-05-23 o 08.21.22

Trochę się nazbierało, to hurtem, raz a dobrze, postanowiłem, bo recenzje już w blokach (Arya, Auralic G1, DAC-9 NuPrime itd itp). Od czego zaczniemy? Od Monachium oczywiście. Nie, nie będę robił streszczenia co pokazano, co najciekawsze, dlaczego. Tym razem skupię się na jednej, jedynej rzeczy. Dlaczego tak? Ano dlatego, bo w większości wypadków MOC to w kółko to samo, owszem nowe modele, owszem, parametry na wyścigi, owszem fikuśne formy, owszem jakieś pomysły rodem ze snu szalonego inżyniera (forma), ale to zazwyczaj w kółko ten sam motyw, tylko z milion razy przerabiany, w nowy papierek owijany, ale to samo wciąż. Czyli brak rewolucji, czegoś absolutnie oryginalnego, czegoś, co przykuwałoby uwagę…

…czegoś na miarę Sistema M2. Rewolucja. Włosi. Ja tam cenię sobie ich elektronikę, mimo że często, gęsto zawodzi kontrola jakości, że coś tam niedopracowane jest. Tak, mają Włosi w zwyczaju robić piękne, robić pod wieloma względami doskonałe rzeczy (uogólniając), a przy tym może – i nie powinno to dziwić – zostać w ręce pokrętło, urwać się to i owo, no tak to (u nich) jest. Pamiętam boje z pewnym klamotem od M2Techa, czego tam nie było: wypadające porty, wpadające, pierwszy raz DAC potrafił się zawiesić, wiecie, złapać bluescreena. No wszystko to prawda, musieli wysyłać nowy egz., też nie doskonały formą, ale… no właśnie ale grający jak marzenie. Co ofc nie oznacza przymykania oczu na niedoskonałości, bo wicie jaki jestem – zawsze coś znajdę i zawsze coś skrytykuję.  Taką mam już wredną naturę.

Sistema M2. Pięć tysięcy ojro. Dużo? No – niemało – ale w końcu high-endy, więc jak na high-endy to przystępnie nawet. Co to? Coś niezwykłego, jedynego w swoim rodzaju. Cyfrowa aż do odczepów amplifikacja, końcówka mocy bez konwersji sygnału (rozumianej jako przetwarzanie w jakiejś kości zer i jedynek na analog), końcówka bez ograniczeń w zakresie: opóźnień, zniekształceń, koherencji sygnału. Ale, że, jak?! No właśnie tak. Pure digital, takie pure z czymś, co nazwałbym chyba pierwszym podejściem (bezkompromisowym) do sygnału jako INFORMACJI, DANYCH, a nie impulsów, oporu, przepływu elektronów (tak, tak jest I2S, jest napięcie, ale to _pure data_ jest). Ja cież… nie wiem, jak to sklasyfikować, bo w klasycznym rozumieniu DACa tam nie macie, jest USB (ale tylko w sensie kompatybilności z magistralą szeregową, interfejsowej kompatybilności, bo tam jest I2S, tam ten sygnał nie jest „tłumaczony”, nie wymaga układu konwertującego, kości interfejsu) albo (nie pokazany, ale planowany w opcji) LAN. Na marginesie, jak USB, to wg. mnie musowo jakiś terminal wyspecjalizowany do tego, komputer z dedykowanym kontrolerem USB, bez współdzielenia, tylko pod audio (jak testowane przez nas ostatnio karty X-Hi czy element H od Matrix Audio, tylko zintegrowane). Jak LAN to w sumie mógłby być teoretycznie jakiś streamer, ale w większości wypadków… nie ma opcji. Dlaczego nie ma? Bo ten wynalazek tylko pod Windowsa lub MacOSa jest  …brak wsparcia dla Linucha :-( . Jak widać tylko pod komputerowe OSy. Tylko!

Ki diabeł? No właśnie. Ten klamot jest pod wieloma względami niezwykły. Wymaga bardzo specyficznego transportu cyfrowego (jw), musi być odpowiednie oprogramowanie (generalnie, nie będzie działał z każdym softwareowym playerem!), znaczy się bardzo nieżyciowe to jest już na wstępie. Czemu tak? Ano Sistema M8 to bezkompromisowy wzmacniacz (pierwszy taki wzmak I2S) z wyłącznie cyfrowym przebiegiem transferu danych do wyjść głośnikowych (tak, są tacy którzy robią podobne konstrukcje, ale nikt nie zrobił tego na takim poziomie). Znaczy „digital-direct power amplifier” (kojarzymy NADa z ich serią Master ofc i paru innych), bez jakiejkolwiek INGERENCJI w to, co popłynie z głośników. Nie ma tutaj ani kontroli głośności (poziomu), ani zdalnego sterowania (zmiany parametrów pracy, bo tutaj niczego nie zmieniamy!). Jest tylko JEDNO wejście dla danych (USB lub LAN) i są odczepy głośnikowe. Koniec. Słuchamy materiału, takiego jaki dostarczyliśmy o parametrach PCM do poziomu 24/384kHz i DSD64.

Dalej jest jeszcze ciekawiej. On/off? A gdzie tam. To ciągle ma działać, ma być w końcu DIRECT. Pod prądem cały czas. I jest, jak dostarczymy (np. SBooster, ale też, bo czemu by nie na zamówienie rodzimy Tomanek) zasilanie 12-24V z zewnętrznej elektrowni. Dobrze, żeby zasilacz był po prostu stabilny, bardzo stabilny, bo tu musi być prąd bez skoków, bez dużych wahań, zapodany. Wzmacniacie czysty sygnał w ramach magistrali I2S, rzecz jasna jest to PCM, bo taki jest format transmisji natywny dla tego standardu przesyłu DANYCH. Co robi zatem DSD? Ano, architektura zaprojektowanego przez Włochów układu pozwala na przyjęcie (ofc DoP) 1 bitowego strumienia o częstotliwości 2.8 MHz. Tyle.

Będzie tego 99 sztuki tylko. Forma jest tak samo niedzisiejsza jak technikalia. Ten klamot to ascetyczno-industrialna jazda po bandzie. To brutalizm stylu z wykorzystaniem oryginalnych materiałów. Całość obudowy wykonana jest z grafitu, a wykorzystany materiał nadaje urządzeniu niepowtarzalnego wyglądu. Tak, to taka patyna, grafitowo-brudna patyna, coś, co przywodzi na myśl odjazdy Terry’ego Gilliama (Brazil). Klocek o wymiarach 300 x 200 x 80mm, z jedną diodką informującą o sygnale (że jest) i dwoma wskaźnikami (znowu w stylu szorstkiego, bezdusznego, bezosobowego minimalizmu) lampowymi z oznaczeniami DSD / PCM. Do tego piękne grawery na froncie (nazwa klamota) i już. Piękne terminale dopełniają całości, dopasowane do formy tego niezwykłego urządzenia.

Teraz najdziwniejsze. Gracie z KOMPUTERA. To znaczy gracie ZA PORADNICTWEM SYSTEMU OPERACYJNEGO. Tak, systemowy mikser, systemowa regulacja poziomu. Masakra? No niby tak, właśnie dokładnie odwrotnie do tego, co robimy na co dzień. Uciekamy od tego, co zaszyte w systemie, na rzecz dodatkowych sterowników, programowych playerów omijających to, co siedzi w kodzie systemowym związane z obsługą dźwięku. Stąd te wszystkie ekskluzywne tryby, stąd ASIO, stąd różne plastry, alternatywy. A tu – cholera – inaczej… się nie da. Także wiecie, jak dobór oprogramowania to robi się come back do przełomu wieków. Jakiś foobar, albo preferowany przez Włochów… VLC. Serio. Przy pewnych zabiegach może być JRiver, czy Audirvana i parę innych, popularnych aplikacji, ale to wymaga obejścia problemu kontroli (poziomu). Ze streamami z sieci nie będzie problemu, bo po pierwsze webpanele, bo po drugie też rzeczonych serwisów aplikacje, można sobie uruchomić i wio. Jak wspomniałem powyżej, najlepiej jakiś zbudowany przez siebie (bo gotowce to często Linuch jest!) audio terminal PC, samoróbka jakaś, samodzieło. Musi być ciche (pasywne najlepiej), musi być OS optymalizowany (najlepiej wersja Win Lite, z wywalonym co się da, bez dźwięków, profili, pierdolników… tylko to, co niezbędne plus audio soft).

Z tego, co opisano u DAR.KO, z tego co opowiadali ci, którym dane było tego w Monachium słuchać tego wynalazku wyłania się obraz nie-wzmacniacza, nie-przetwornika (interpretatora… wiecie, o czym mówię, prawda?), tylko czegoś, co przenosi w czasie i w przestrzeni muzykę. Tak, aż boję się to napisać: „na żywo”. Grają instrumenty, śpiewają, robią to właśnie tu i teraz. Rzecz jasna to tylko klamot, to nie efektory (te muszą być pewnie klasowe), ale wrażenia są, że tak powiem, powtarzające się, z dużą regularnością powtarzające się: TU i TERAZ GRA, nie jest to odtworzenie tylko GRANIE. Nie reprodukowanie tylko GRANIE. Choooolera. Także nie wiem co ja myślę, ale jedno jest pewne – to jest COŚ. Coś innego. Musi być PC, musi być Mac. Musi z komputera. Musi via OS. Komputer gra. Nie… komputer odtwarza, a gra. Brakuje – chyba – właściwych słów. Wiem, że trzeba będzie gdzieś się wbić i opisanego Sistema M2 posłuchać. Rzecz totalnie rozmija się z moimi dotychczasowymi doświadczeniami odnośnie grania z PC (tak, tutaj macie KS – kernel, żadne tam WASAPI czy ASIO). Jednym słowem – koniecznie!

 

 

Alternatywa dla Tidala? Owszem – Deezer HiFi. Od paru tygodni męczę i jestem bardzo zadowolony. Jak wspomniałem wcześniej na profilu: „…od paru dni „tylko słucham”. Nie analizuję, nie zastanawiam się dlaczego to cholerstwo nie działa tak, jak powinno, po prostu odwyk od testowania. Przy czym, żeby sobie umilić (bo Tidal ostatnio bardzo się spóźnia z premierami, bardzo… cześć rzeczy w ogóle nie trafia niestety do katalogu) zdecydowałem się na upgrade streamu z Deezera do bezstratnego strumienia HiFi.

I wiecie co? Deezer w opcji 1411kbps (tak, dokładnie tyle ile mamy z krążka CDA, dokładnie tyle ile opisuje redbook) wg. mnie miażdży jakościowo Tidala. Nieporównywalna dynamika, świetny timing – słuchanie cięższej gatunkowo muzyki to moim zdaniem inna rzeczywistość, lepsza rzeczywistość. Po co MQA, jak strumień bezstratny (to bitrate bezstranego, _nieskompresowanego_ materiału .WAV z krążka przypominam) pieści ucho, daje dużo więcej frajdy, bo jest bez pudła. W przypadku Tidala Master Quality nie daje nam gwarancji, bo po pierwszym zachwycie, okazuje się, że wszystko jest „na jedno kopyto”, że origami tworzy własną interpretację, że dźwięk jest robiony. Wiecie, że wolę oryginalny, nie MQA, strumień z Tidala, że bywa on w ogólnym rozrachunku lepszy od wersji Masters. Wolę, ale Deezer HiFi jest bez porównania doskonalszy.

    

Doskonalszy w czym, poza wspomnianą dynamiką, timingiem? Ano, moi drodzy, Tidal przegrywa sromotnie w stabilności strumieniowania „on the go”. Nie ma czego porównywać. Do niedawna na wynos słuchałem przez 90% czasu via Deezer/Spotify (320kbps), bo mimo warunków (dobra infrastruktura, duży pakiet danych) Tidal dawał ciała. Tego nie da się używać mobilnie. Z Deezerem HiFi jest jak ze Spotify – ZAWSZE JEST GRANE. Zawsze. Na pewno robotę robi buforowanie (tu nie ma VBR, tu jest te wspomniane 1411 all the time), ale też dopracowany protokół transmisji, odpowiednie zaplecze po stronie usługodawcy. Deezer zrobił to po prostu dobrze.

No tak, miało być bez porównań, bez testowania, tylko muzyka  ;-)  Przez większość czasu była. Apka na komputerach, webpanel czy mobilna są do bólu proste (wręcz ascetycznie), z – powiedziałbym – najbardziej klasycznym podejściem do UI, do nawigowania. Nie, nie ma tu rewolucji, ale jest coś, co jest bardzo ważne, istotne – dobrze czujemy się w „znanym”, „używanym”, „przerabianym przez wiele, wiele lat: różnych systemów, ton użytkowanego sprzętu, antycznych już może technologii”.

Co z tego wynika? Warto czasami zwolnić. Zwolnić konkretnie, docisnąć do podłogi… stanąć. Zatrzymać się i otworzyć się na coś nowego, bo może się okazać, że coś nam umyka. Coś ważnego. Qobuz miał w Polsce być, miał i tyle z tego wyszło. Obiecałem, że pobawię się w VPN i zrobię to, czekam tylko na spodziewany (do odpalenia) okres promocyjny (w UE) obejmujący aż 3 miesiące. Teraz cieszę się ze streamu CDA z Deezera. Mam to na mobilnym, mam to na kompach, mam to w systemie Sonosa, mam to nawet na antycznym Squeezeboksie Touch. I fajno. Jest wszędzie i jest to moim zdaniem lepsza opcja od Tidala. Całościowo lepsza (bo UI/UX tidalowy woła o pomstę, nadal). Czego brakuje do szczęścia? No jednego tylko – integracji z Roonem. Roon labs. jest taka sprawa  ;-)  Oni wiedzą, wielu prosi, mam nadzieję że wyprosi, znaczy po integracji Qobuza przyjdzie czas na to, co opisane powyżej. Ten stream jest tego jak najbardziej wart.

 

Ostatnia aktualizacja Roona 1.6 (built 416) wnosi fundamentalne zmiany dla Androidziarzy. Tak, wszyscy, którzy nie mają iOSa na ekranie osobistym będą więcej niż zadowoleni. Całkowita przebudowa mobilnej apki, która skutkuje stabilnym, bardzo szybkim działaniem, wsparciem dla 64bitów, wprowadzeniem zmian których zwieńczeniem będzie (podobnie jak wcześniej w Jabłcu) uczynienie z Androida platformy z pełnym wsparciem dla trybu końcówki, end-pointa. Wiele osób czeka na to, to będzie coś bardzo, bardzo dużego i przełomowego. Chodzi nie tylko o handheldy (na marginesie, teraz Roon Remote na androidowych tabletach działa wreszcie tak samo dobrze, jak na iPadach), ale także przeróżne urządzenia audio i audiowizyjne pracujące pod kontrolą googlowego OSa. Te wszystkie modyfikacje powodują, że minimalna wersja Andka z którą Roon się lubi to 5.0, a jeszcze dodatkowo Roon labs wprowadza swoje rozwiązanie do amazonowego  kramiku, co by na tabliczkach dotykowych Fire działało.

 

Sonos wprowadza długo zapowiadanego Google Assistant do swoich samograjów. Mamy zatem dwie AI –  jedną od Amazona, drugą od Google, jak jest więcej samograjów to możemy korzystać z obu równocześnie. Na razie, rzecz jasna, bez polskiej lokalizacji. W przypadku Aleksy nie ma nawet mowy o polonizacji, co innego Google… przy czym parę miesięcy trzeba będzie poczekać, bo na razie działa tylko w j. angielskim. Znaczy, chcemy korzystać, to musimy sobie lokalizację w ustawieniach asystentów zmienić. Powiem coś więcej, przy okazji ostatniej odsłony recenzji Sonos AMPa. Tam ma być o AI (sam AMP nie jest wyposażony w mikrofon, ale działa to wszystko w ekosystemie i stąd to AI opisane będzie, bo mamy to w pakiecie z multiroomem, z opcją wielokanałową etc). Także puchnie nam to, puchnie ładnie, a zaraz będzie po taniości z IKEA parę propozycji głośnikowych, pracujących pod kontrolą oprogramowania Sonosa. Ciekawe na ile to będzie warte tych – z zapowiedzi – niewielkich pieniędzy? Jako strefa w łazience, jakimś miejscu, gdzie ma lecieć w tle… myślę, że to się sprawdzi, sprawdzi nieźle. Zobaczymy, czy raczej usłyszymy niebawem.

 

PS. Recenzja HiFiMAN Arya już niebawem. Stop. Prawdziwie bezdrutowe dokanałówki RHA, po których obiecuję sobie najlepszego dźwięku w segmencie (tak, nawet od Momentum) właśnie zajechały. Stop. Przepraszam za tę angielszczyznę, tak wyszło. Stop. Obrodziło fajnymi dźwiękami. Stop. Trafił do mnie patyczak (straszyk filipiński), ksywa: PATOL, lubi darcie ryja (swój chłop), w rytm ciężkiego grania kiwa się na łodydze. Stop. Idzie normalność. Stop. Jest dobrze. Stop. Flow jest bardzo ok. Stop. Bez zaskoczenia, ale bez pudła. Stop. Ciekawy dobór w tematycznych. Stop. Zasadniczo Twoja muzyka na 1 miejscu, reszta out. Stop.

Względnie tanio, a kompletnie? NuPrime DAC-9 w testach @ HDO

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1899

NuPrime. Kiedyś NuForce*, teraz NuPrime. Testowaliśmy świetną, przystępną cenowo, integrę IDA-8, teraz czas na przetwornik, kosztujący 3-3,5k, także stosunkowo niewiele: DAC-9. Niby IDA-8 minus końcówki mocy, ale jednak nie tylko. Ten niewielki klamot dysponuje bardzo mocarnym wyposażeniem, właściwie możemy mówić o kompletnie wyposażonej centralce i to nie tylko cyfrowej centralce, bo macie tutaj także wejścia analogowe, dodatkowo integrujemy sobie tutaj również analogowe źródła (czytaj, zazwyczaj, będzie to gramofon). Mamy ponadto zbalansowany tor i to nie na niby, a faktycznie konstrukcja jest symetryczna (cały tor) co na tym pułapie cenowym za częste nie jest (poza chińczykami, ale dzisiaj wszystko właściwe…). Sprzęt, jak to u tego producenta bywa, jest bardzo kompaktowy, do tego świetnie wykonany, ze znakomitymi nóżkami, których autorska konstrukcja gwarantuje dobrą separację od podłoża, stabilność, do tego rasowo to wszystko wygląda. W komplecie mamy przyjemnego pilota, który pozwoli zawiadować skrzyneczką. Tylna ścianka to nie tylko standard, niech będzie, że takie AES/EBU to też typówka, ale co powiecie na wyjście cyfrowe (optyk)? Pozwala nam to na integrację z kinem, pozwala także na cyfrowe spięcie klamota z sieciowymi ampami, takimi jak testowany u nas w odcinkach Sonos. No, no. Zaawansowany moduł zasilania dopełnia całości. Także pierwsze wrażenia są pozytywne bardzo.

No dobrze, ale nie byłbym sobą, gdybym nie pomarudził. Lecimy zatem: diodowy wyświetlacz nie należy do najczytelniejszych (delikatnie rzecz ujmując), trzeba patrzeć nie pod kątem, tylko raczej na wprost, nie jest to idealne rozwiązanie, podobnie nie idealny jest, a nawet więcej - podły – kabel USB dodawany do kompletu. Po co takie coś w ogóle ładować do pudełka? Cienki drut, o typowo drukarkowej prominencji, bardzo krótki (niepraktycznie)… sieciówka komputerowa to powiedzmy standard, nie ma się co zżymać, ale tego kabelka mogłoby nie być. Coś jeszcze? Ano brakuje na stronie producenta (poza działem… FAQ), w instrukcji, informacji na temat dodatkowej opcji rozbudowy wyposażenia DAC-9…

Nóżki ♥ Oba klamoty tj. NuPrime i Sonos Amp prezentują się według mnie obłędnie ;-)

…chodzi mi tutaj o port USB, który może posłużyć do uzupełnienia możliwości o streaming. Bardzo fajna opcja i w tej cenie to już naprawdę wypas, bo nie tylko możemy sobie zaaplikować BT, co powiedzmy nie jest mistrzostwem, ale już opcjonalny moduł WiFi jest (w tej cenie). Można zatem stworzyć sobie kompletny system przetwarzający sygnał cyfrowy oraz przyjmujący audiobity z netu, ale wpierw trzeba się zorientować co też konkretnie możemy pod to USB podpiąć. W manualu informują tylko, że można wpiąć, ale już konkretnie co, to nie. Na stronie producenta też brak bliższych informacji, linków do rzeczonych modułów, dopiero jw. w dziale FAQ możemy znaleźć nazwy kompatybilnych (tylko?) dongli. Trochę to niepoważne.

Gdzie gramy? Pod Roonem oczywiście gramy

Siak czy tak, DAC-9 jest interesującym przykładem urządzenia, któremu praktycznie niczego nie brakuje, a nawet jest ponad standard, bardzo dobrze wykonanego, opartego …co warto podkreślić… na najlepszej kości AKM (4490EQ) z ichnią technologią VelvetSound, o której jeszcze co nieco wspomnę, przy okazji właściwej recenzji. Przyjęło się charakteryzować te japońskie układy jako ciepło, analogowo brzmiące, ja tam generalnie nie uważam, żeby kości same z siebie jakoś warunkowały barwę dźwięku, na pewno dużo istotniejsza będzie tu kwestia podejścia producenta do sekcji analogowej, ale niech będzie – ta kość to przeciwieństwo, jak mówią, najpopularniejszych, dominujących na rynku układów ESS Sabre. Cieszy mnie bardzo, że mogę z DAC-9 połączyć sobie wszystko w ramach jednego: jest Sonos Amp z pasywnymi efektorami, są aktywne nEary (XLR), jest kino (wyjście optyczne i tu wariantowo: Sonos Amp lub DAC/procesor HDMI Ligawo), wreszcie mam podpięty tor gramofonowy (1050&5120). Wszystko zintegrowane ładnie, a jeszcze (o ile się uda namierzyć) te moduły bezdrutowe czekają. Instrukcja sugeruje możliwość podpięcia NASa (wskazują Synology), też to sprawdzę, choć raczej nie ma opcji by taki tandem pociągnął dźwięk 24/384 & DSD256 (takie możliwości przetwarzania, +32bit, oferuje AKM z interfejsem USB w tytułowym DACu).

Dobra, tymczasem zapraszam do obejrzenia zajawkowej fotogalerii z opisem:

* Testowało się w 2012 dużo droższego imiennika, też DAC-9 w stylu so, so ’80-s ;-) …w podobnej cenie co testowany, był minimalistyczny DAC-100 ,a na poziomie budżetowym już (2k), przeegzaminowałem pierwszą cyfrową integrę DDA-100 oraz bardzo popularne swego czasu, przenośno-stacjonarne Icony i uDaki

PS. Ciekawostką przyrodniczą (zwiastującą to co nadejdzie, tzn. stream bezdrutowy wszędzie) był także test bezprzewodowego systemu dystrybucji dźwięku NuForce AirDAC. Do dzisiaj, choć już sporadycznie, służy w redakcji. Własny patent na fruwające w eterze zera i jedynki (protokół SKAA: minimalne opóźnienia transmisji, point-to-point)

» Czytaj dalej

Future Fi is HERE! Sonos Amp w redakcji. No to jedziemy po bandzie…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1067

Wczoraj z rana paczka wpadła przez okno. Sonos Amp. Namacalny dowód na to, że w audio trwa rewolucja i tej rewolucji nic już nie powstrzyma. Amp jak amplifikacja. Tak, podobnie jak Google (spudłował z Q), jak Amazon (zrobił dobrze ze swoimi nowymi HiFi produktami tj. strumieniowcem i wzmacniaczem), Sonos wprowadził produkt, który może okazać się prawdziwie przełomowy (dla domowego audio – nie przesadzam). Sonos nie jest tu jakimś beniaminkiem. O nie! To Sonos był pierwszy, przy czym ZP-ty (ZonePlayery) teraz inaczej nazywane (też amp i jeszcze ten, no connect), od zawsze w ofercie, były produktami uzupełniającymi, w cieniu tego, z czym nam się Sonos kojarzył od zawsze. Wiadomo – samograje (w sensie, głośniki bezdrutowe ze strumieniami). No dobrze, to w czym rzecz? Ano w tym, moi drodzy, że to jest coś, co będzie EWOLUOWAĆ i integruje WSZYSTKO. Sonos mówi o tym bardzo wyraźnie i przygotował ten sprzęt pod wyzwania jutra, tyle że już dzisiaj można (z wielu rzeczy) cieszyć się, po odpakowaniu. To jest właśnie FUTURE FI. Ekosystem. Rozwiązanie systemowe. Element większej (znacznie większej) całości. Sonos Amp to łącznik dwóch światów: klasycznego HiFi z masowym sprzętem AV. Przecież nic nadzwyczajnego, powiecie. Mhm. To dopiero początek. Wymienione przed chwilą podlane jest otwartością (kompatybilnością) oprogramowania z wieloma alternatywami, z wieloma propozycjami softowymi dla zatwardziałych muzykofilów (ehę Roon, ale nie tylko Roon!), gdzieś tam kołaczącym się inteligentnym domostwem i przyszłością sterowania czymkolwiek via AI. Sieciocentryczne coś. To DUŻE coś. Wiecie – kod. To jak z komputerem, który bez systemu operacyjnego, bez dostępnego oprogramowania jest niczym. Przykład? Nowy Amp pojawia się w świetnym Vox Playerze, z doskonałym modułem internetowego radia (czego w Roonie bardzo brakuje) i mam dostęp do pierdyliarda histreamowych sieciostacji. Pięknie? No pewnie, że pięknie! Pięknie jak cholera! Właśnie tak ma to audio teraz wyglądać. Bez ograniczeń. To tylko przykład, bo można tym sypać jak z rękawa (Spoty Connect, agregacja streamów w firmowej aplikacji, protokoły Apple pod dachem itd. itp.) Jako end-point zagra nam to w Roonie zarówno via AirPlay 2 jak i w sonosowym protokole (sieć mesh – znaczy LEPIEJ od jabłkowego – bo pewniej, bez najmniejszych interferencji no i bitperfect). Sumując, żaden inny producent z branży nie będzie nigdy (chyba, że coś się tu zmieni… paru próbuje) oferował takiego wsparcia, takiego rozwoju oprogramowania. A to ono jest tu kluczowe. Analogia z Roonem? Mhm, dobra analogia.

Co napisałem powyżej potraktujcie jako liźnięcie tematu. Pobieżne. Bo dalej jest jeszcze lepiej. Chcemy integrować kino prawdziwie bezdrutowo? No wiadomo, dwie duże podłogowe paczki na 125W końcówkach tytułowego klamota*, Sonos One (bo mikrofon, bo AI) z drugim, zwykłym :1 jako tyły i klasyczny sub pod wyjście w Sonos Ampie. Dialogi? Mhm, jest na to sposób, bo zrobili to via DSP, a wiem z pewnego źródła, że integracja centrala z prawdziwego zdarzenia będzie (podobnie jak wyjście poza 5.1 na obiektowy tj. Atmos …te sprawy). Mało? Dobrze, to lecimy dalej: analogowe, RCA, z pełną korekcją (z pełną korekcją pracy wejścia!!!) I tutaj „sonosujemy” dowolne źródło. Jakiś audofilsko odjechany streamer / DAC? Proszę bardzo. Gramofon (no oczywiście że sprawdzimy jak to w praniu wyjdzie, znaczy staruszek NAD 5120 zrobi się bezprzewodowy (sic!))? Proszę, nie ma problemu. Może chcemy srebrny krążek, tuner kablowy/sat/wizyjny, albo sokowirówkę (żartowałem) – proszę, proszę, smaczny soczek z rana… czemu nie?

Mało? Dobrze. To lecimy na zewnątrz ze strefami opartymi na głośnikach instalacyjnych. Albo wewnątrz, też w oparciu o pasywne, wbudowane w ściany – właśnie – głośniki, nie kolumny. Przecież instalatorzy to pokochają (tak jak kochają wcześniejsze Sonosy, ale te wcześniejsze nie mają tego, co ma nowy – nie są w pełni i nie będą w pełni Future Fi). Mało? No okey, to wrzucamy kolejne biegi… za kilkanaście dni Ikea na konferencji pokaże sonosolubne (pełna kompatybilność z ekosystemem) samograje. Różne. Tanie. Do kibla, do łazienki, do ogródka, do garażu… multiroom dla mas? Owszem, przy czym na (wg. mnie) najsensowniejszym, najbardziej pewnym i najprostszym poziomie integracji (wszystko) z interfejsem (docelowo głos). To nie musi być skomplikowane i nie będzie.

Nie będzie? Podłączenie tego sieciowego wzmacniacza to, w przypadku mostka Sonos Bridge, parę sekund w aplikacji (dobra, pobiera się aktualizacja, teraz zawsze będzie pobierać się jakaś aktualizacja na starcie, takie czasy!) i już. Nawet konfigu sieci domowej nie musicie. Poniżej na zrzutach ekranowych można zobaczyć jakie to proste, nieskomplikowane, jakie to samosię. Ktoś powie – klasycznie i wyłącznie analogowego klamota wystarczy podpiąć. Zgoda. Ale analogowy nie umie tego, co powyżej. I na takim poziomie, bezsprzecznie, potrafić nigdy nie będzie. Tutaj kod warunkuje możliwości, a te dają jak napisałem powyżej, NIEOGRANICZONE możliwości. Można w oparciu o tego Sonosa budować coś, co będzie wielostrefowym systemem, będzie robiło AV bez kucia ścian, będzie ogarniać wszystkie obecne, jak i przyszłe siecioźródła, będzie integrować bezkolizyjnie dowolne „klasyki”, względnie z nowoczesnym sprzętem firm trzecich współpracować, no i będzie future-proof. No nieźle. Dokonuje się realny postęp. Wystarczy posłuchać amplitunerów kina domowego sprzed paru lat z konstrukcjami, które są obecnie nie czasie. To jest przepaść. Przepaść na korzyść teraźniejszych konstrukcji bezapelacyjnie, w jakości, w SQ. Tutaj btw ten element będzie można (yes!) w ogóle wygumkować. Po co amplituner KD? No właśnie, po co?

Takie coś krążyło w Las Vegas, w styczniu, podczas targów CES…
…tańszy sub (core) oraz „Atmos Surrounds” (rzecz jasna tylko poglądowa to rycina)
Te 700$ za dźwięk obiektowy to mało, ale tu chodzi raczej o uzupełnienie systemu o jw, a nie całość.
To już nie mało, choć nadal atrakcyjnie jak za dźwięk obiektowy bez drutów… 

Co zapowiada sam Sonos? Ano zapowiada (CES) tańszego bezdrutowego Suba oraz efektowe głośniki do stworzenia systemu dźwięku obiektowego. Bardzo, bardzo bym sobie życzył, żeby za tym wszystkim poszło jeszcze jedno COŚ. Mhm. Dokładnie. Wielokanałowy dźwięk audio. Muzyka rozpisana na więcej niż dwie paczki. Druga szansa dla tematu, może ostatnia taka, w strumieniu, a nie na płycie, nie tylko binauralne (czytaj pod stereo robione i nisza, ciekawostka taka), ale faktycznie wielokanałowe audio. Jakże by miło było, gdyby ktoś nam to zaoferował. To inne doświadczenie, wierzę, że dla wielu zaskakujące i inspirujące (do wyjścia poza stereofonie). Nie, nie, nie – nie chodzi mi o to, że stereo out, absolutnie nie, bo tak już jesteśmy przez naturę stworzeni, że to stereo ma miejsce i ma być, ale jakże fascynujące byłoby (szeroko) wyjście na nowe doznania, no coś (serio) nowego. Bo można rzecz jasna podniecać się nowymi formatami, doszukiwać się różnic w źródłach CDA va hi-res, poszukując jakiegoś absolutu, dążąc do perfekcji. To kręci, ale kręci też coś z zupełnie innej beczki. Wierzcie mi – kręci.

Patrząc na to całościowo, inni też w tym kierunku kroczą. Robią to, choć na nieco innym pułapie integracji, budowy spójnego rozwiązania. Robi to taki NAD, robi to Yamaha i wielu innych też robi, próbuje. Sonos nie był do tej pory postrzegany jako ktoś, kto mierzy w HiFi, kto mierzy (tak serio) w kino (choć grające belki i podstawka wskazały kierunek zainteresowań). Teraz to się zmieni. Zresztą, popatrzcie co robią inni giganci IT. To nieuniknione. Przenikanie się w dziedzinie reprodukcji dźwięku oraz wyczarowania kinowej wizji (e tam, to już w sumie udało się osiągnąć, bywa na takim poziomie, że w kinie nie dostaniemy tego, co dostaniemy w domu), przenikanie się IT z branżą audio i audio/wideo to dzisiejszy i jutrzejszy aksjomat. Nie bójmy się tego, starajmy się to zrozumieć, pozwólmy się oswoić. W sumie, nie mam wątpliwości – nie mamy innego wyjścia. Sonos Amp będzie przeze mnie przenicowany na wylot. Sprawdzę każdą możliwą konfigurację, nawet najbardziej dziką. Sprawdzę, czy w eterze granie nie jest dla (tradycyjnie po drucie grającego) klamota deprecjonujące, korygujące SQ w dół, sprawdzę jak będzie się ten Sonos sprawdzał w najlepszych audio front-endach, sprawdzę czy kino daje radę, ocenię całość rozwiązania pod kątem ergonomii, prostoty obsługi (było już na łamach, ale tym razem właśnie pod kątem ekosystemu, całości). Będzie sporo pracy, ale też sporo frajdy. Lubię kompy, a tu będą kompy (bo Sonos Amp to komp jest), ale jeszcze bardziej lubię muzykę, a ta muzyka via Amp będzie musiała zadowolić ucho, sprostać oczekiwaniom. Wiecie, czytałem, niektórzy mówili że na dzień dobry gra to, to zbyt analitycznie, zbyt cyfrowo, zbyt szkliście, ostro. Mhm. To jest audio-komputer, to od czego są ustawienia? Od czego jest DSP, od czego jest EQ? Tak, to odstępstwo od wierności (czym jest wierność? A co się dzieje w studio? Jak wygląda processing? Przecież tutaj przedmałżeńskie współżycie – stosując kontrowersyjną analogię – ma zawsze miejsce, no zawsze, bo to reprodukcja li tylko, interpretacja tylko). Ma się podobać, ma wywołać zachwyt, ma być proste, łatwe i przyjemne w obsłudze, ma dawać możliwości. Takie ma być!

A będzie? Cóż, we will see…

Fotogaleria z rozpakowania, instalacji i pierwszego posłuchania (w różnych okolicznościach przyrody, ale jeszcze bez kina, choć już z HDMI wpiętym gdzie trzeba).

PS. Nie ma problemów synchro audio z obrazem (a jednak coś na temat kina w zajawce się udało ;-) )

PPS. Zostaje

* tylko 55W w ZP było ograniczeniem, teraz każde paczki podpięta być mogą

AKTUALIZACJA! Robimy recenzję (powyżej/poniżej macie wprowadzenie, pilota, wstęp do future-fi uczty) na raty, ale wszystko w jednym miejscu, tak old-style’owo, nie klikbajtowo (bo ponieważ mamy to w czterech literach), klikasz i masz (a nie że pierydyliard stronek, albo pociachane to na części). So…

CZEŚĆ 1 – SONOSowanie źródeł: high-endowa cyfra on route (poniżej, już dostępne) 24.03

CZĘŚĆ 2 – SONOSowanie źródeł: analogiem w eter, czyli strefowy gramofon on route (25.04) AKTUALIZACJA

CZĘŚĆ 3 – Wielokanałowe granie po SONOSowemu, SONOekosystem: audio kwadrofonia, HDMI ARC on route (robi się, robi)

CZĘŚĆ 4 – ARTIFICIAL INTELLIGENCE, w skrócie AI. Co nam to daje? W audio, w wideo, w agregacji treści, w sterowaniu chałupą (się zrobi, jak nam Google Assistant w Sonosie zadziała, też .pl)

» Czytaj dalej