LogowanieZarejestruj się
News

DAP HIDIZS AP80Pro & IEMy Mermaid MS4? Idealne combo na wynos!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_6221

Idealne, bo dające (wg. mnie) radochy co te wszystkie Kałachy (astell & kern) za złote sztabki, a kosztujące w granicach rozsądku. Wiecie, jaki mam stosunek do DAPów …to moim zdaniem gatunek na wymarciu, zbędny, wspominałem o tym opisując zmiany jakie zachodzą na rynku w zakresie mobilnego grania. Super soft korygująco-dostosowujący (SoundID, wcześniej TrueFi, Reference), świetne nano DAC/AMPy (czego przykładem choćby firmowy S8 – kasujący większość DAPów w SQ), rozwój streamingu BT (bardzo duży progres jakościowy, kto wie czy nie największy w tym zakresie, co oznacza że wygoda nie jest okupiona kompromisem, że kiepsko brzmi – a właśnie, że nie vide awangardowe Nura, albo wręcz audiofilskie Ananda BT), no i sam streaming z całym swym bogactwem treści zupełnie nie pasujący nawet do wyposażonych we własny OS (Andek zazwyczaj) DAPów. Bo te bez 3G/LTE, a  nawet jak już z jakąś namiastką swobody dostępowej to ograniczone kodem do tylko wspieranych strumieni z sieci. Tak się dzisiaj po prostu już nie słucha muzyki, szczególnie nie słucha na wynos, gdzie często gęsto tradycyjne (album, za albumem, w skupieniu leci) ustępuje miejsca przypadkowi (Flow, playlisty, szufle, decyduje za nas jakaś AI). To wymaga bycia ciągle online, a DAPy nie są online, nie integrują nam wszystkiego, są ciałem obcym (jakby nie patrzeć), znaczy dodatkowym, utrudniającym, a nie ułatwiającym funkcjonowanie. Bo mnożymy byty, bo ten smartfon (smycz) i tak być zazwyczaj musi, taki DAP nie będzie ze smartzegarkiem (obsługa), nie będzie głosowo (AI), nie będzie łączności ze światem „przy okazji” oferował. Dlatego DAP dzisiaj to dinozaur. Ale. No właśnie ale jak już ktoś sobie wykombinuje, że jednak chce w stylu walkman-a, staromodnie, no chce skupić się nawet poza domowymi pieleszami, w zgiełku codzienności, na tym co słucha i jak dobrze słucha to wg. mnie wydawanie na to fortuny, wmawianie sobie, że przecież to może być i DAC (przykro mi, funkcjonalnie, także często w zakresie SQ, mobilny player NIE ZASTĄPI dobrego, stacjonarnego klamota – to tak nie działa) to oszukiwanie samego siebie i wtedy warto znaleźć jakiś złoty środek, optimum znaleźć i uzasadnienie dla wydatku „na fanaberie” ;-)

Dobra, sceptyk dostał kopa w cztery litery, teraz już będzie o tytułowych produktach, a nie filozofowaniu jakie to bezsensowne jest zamiast fona do słuchania używać… stop! Idealne combo bo mieszcząc się w budżecie ok. 2k mamy moi drodzy coś, co zapewnia taką dawkę przyjemności z obcowania z muzyką, także takiego mocno zaangażowanego, czytaj też krytycznego dla oceny tego, co tam gra (właśnie, nie w tle, a naśladując jakość do jakiej przyzwyczaił nas ten nasz wymuskany tor stacjonarny w chałupie), że to uzasadnienie jakoś bez trudu w tym wypadku sobie po schowaniu karty płatniczej dośpiewamy i żałować nie będziemy. Wręcz przeciwnie – będziemy zachwyceni. Zachwyceni nie tylko umiejętnościami doków do takiego swobodnego reprodukowania muzyki w tak wciągający i angażujący sposób, ale także z możliwości jakie w odtwarzaczu mobilnym zaszył producent – znaczy HIDIZS zaszył. Otóż moi drodzy dzięki rozbudowanemu w sposób absolutnie bezprecedensowy (nie miałem jeszcze nigdy takiego narzędzia w mobilnym ustrojstwie zaaplikowanego) silnikowi DSP, tak ogromnie (a nie subtelnie) wpływającemu na kształtowanie brzmienia, ten maluch z tymi MS4 (jak i innymi słuchawkami – mhm… dopasujecie sobie dzięki DSP tego grajka POD KAŻDE słuchawy – precyzyjnie dobierając nastawy pod dany efektor) oferuje możliwości spotykane na poziomie wspomnianych, wyspecjalizowanych silników softwareowych (vide Roon, ale to stacjonarne jest, lub wspomniany SoundID). Ba, jakby tego było mało, to moim zdaniem ogromna rozpiętość i skuteczność MSEB (tak to się nazywa) miażdży to, co do tej pory oferowały „poprawiacze” w tego typu sprzęcie. Nawet bardziej – myślę, że efekty jakie można usłyszeć korzystając z zaawansowanej korekty to domena rozbudowanych korektorów parametrycznych w profesjonalnym sofcie audio (pojechałem). Serio, tu faktycznie nie mamy jakiegoś tam (znaczy jest, też jest, ale to nie to wywołuje tutaj zachwyt) EQ, z klasycznym paro-punktowym modyfikowaniem pasma. To coś bardzo mocno, ewidentnie wpływającego na brzmienie, pozwalające (liczba zmiennych jest tak duża, że… sporo czasu zajmie ta zabawa, zabawa w szukanie odpowiedniego dla efektora, gustu, czy pod materiał ustawienia korekcji) na kształtowanie sygnału na poziomie nieoferowanym przez konkurencję.

Zaintrygowani?

» Czytaj dalej

Pozytywny odpał, czyli z wizytą u Pająka. Rzecz o audiofilii

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5927

Na wstępie zacytuję sam siebie, bo na grupie pozytywnie zakręconych (Szczere Audio) opublikowałem na świeżo, zaraz po wizycie, wpis z wrażeniami na gorąco. Było to bardzo pouczające doświadczenie, bo też imć Pająk jest totalnym freakiem, bezkompromisowcem. Cytujemy zatem: „Z wizytą u Pająka. Powiem tak… to szaleństwo, odpał, odjazd w bardzo pozytywnym sensie. Bezkompromisowe podejście, bezkompromisowe warunki i pouczające doświadczenie. Oczywiście nie obyło się bez pitolenia, ale to pitolenie plus muzyka wraz z eksperymentami sporo powiedziały o naszym hobby, czy mocniej – o pasji oraz o samym gospodarzu.

Rozumiem, dlaczego każdy szczegół, każda „pierdółka” w takich warunkach ma znaczenie. Bo ma. Tam nie ma pogłosu (śmiechłem, że komora, trochę się Pajączek obruszył, ale serio, tam można beta testy klamotów uskuteczniać, znaczy laboratoryjnie). Pikczersy najlepszym tego dowodem: podwieszany sufit / wełna / pułapka na niskie, liczne dyfuzory (każden pion), pancerne okno, które jakby wypadło to przebije się do Chin jak nic (gwarno-jezdna okolica całkowicie wytłumiona), kudłacz na podłodze, odpowiednie proporcje pomieszczenia itd itp.

Tak, to nie jest normalne, w tym sensie, że nie jest reprezentatywne, bo po prostu nie mamy zazwyczaj takich możliwości. To raz. Dwa – mało kto ma tyle samozaparcia (ktoś by powiedział „odpału”) by cisnąć adaptację akustyczną, łączyć to z akcesoryjnym podstawkowo-antyrezonansowo-dociążeniowym rozpasaniem i jeszcze wkładać w to tyle czasu, uwagi & koncentracji.

Tak, to jest podejście typu wszystko albo nic. Wszystko dla użytkownika tak szczególarsko-skrupulatnie odpicowanego systemu, dla którego to co słucha (nie, nie jest uniwersalnie, bo uniwersalnie to znaczy… kompromisowo) ma brzmieć FENOMENALNIE. Albo nic – a to nic oznacza, że szkoda czasu. Na Litwinach (AudioSolutionsRhapsody) w istocie pająkowe dźwięki brzmiały FENOMENALNIE. Był to niewątpliwie jeden z najbardziej różnicujących, super rozdzielczych systemów, jakie dane mi było słuchać (Rumun tj. Hydra Vox przemieniał cyfrę na analog, za transport robił Koktajl, a wzmak ofc lampowy to dzieło pewnego skromnego inżyniera, którego wszyscy na tej grupie doskonale znacie). Mhm. Tylko, że to nic nie mówi o tym, co „tu i teraz”, bo jw. adaptacja, bo prund, bo podstawki, bo cuda niewidy wianki. Adekwatność, barwa, namacalność… a wszystko to na luzie, bez wysiłku, po prostu.

I właśnie dlatego takie rzeczy jak cuda, niewidy wianki: „sprężynki”, jak bezpieczniki (O_o), jak kable LAN  o_O O_o oraz audiofilskie switche ‘ w tych okolicznościach przyrody słychać. Czasami subtelno-sugestywnie, ale zaskakująco często jednak wyraźnie i jednoznacznie. Dlatego właśnie było to wielce pouczające doświadczenie. Zmiany – niekoniecznie na plus, choć nierzadko wprowadzające progres, a niekiedy granie po modyfikacji „tylko” inaczej, z trudnym do zdefiniowania wpływem. Trochę kosmos? Ano.

Czy zmieniło to moje nastawienie? I tak i nie. Będzie tekst na HDO jeszcze, znaczy rozwinięcie tego, co powyżej, napisane i tam zdradzę, o co z tym „i tak i nie” się rozchodzi. Bardzo dziękuję za poświęcony czas, bardzo wciągającą rozmowę oraz za podzielenie się własnymi przemyśleniami. To bezkompromisowe dopasowanie pod preferencje z wycyzelowaniem każdego, absolutnie każdego, szczegółu. Rzecz jasna, jak mówił gospodarz, można tu i tam coś jeszcze. No właśnie, mówiłem że szaleństwo, odpał, odjazd? Ale w bardzo pozytywnym sensie.” …no i jest:

Każdy element widoczny i niewidoczny nie jest tutaj przypadkowy, to ma służyć i służy uzyskaniu najlepszego SQ

  

Świątynia (pokój odsłuchowy) istnieje tylko w jednym celu (dobra, ma tam kanapę, ale to przecież do słuchania w komforcie, przede wszystkim, nie? ;-) ) …ma się tam reprodukować dźwięk w najbardziej wyrafinowany sposób, gdzie każda zmienna będzie robić różnicę. Dopasowanie akustyki (patrz wyżej), cały arsenał egzotycznych akcesoriów, ze szczególnym uwzględnieniem tego, co niweluje wszelkie wibracje – „odsprzętowe” (klamoty) jak i środowiskowe (pomieszczenie). Podstawki, platformy, bezpieczniki… tu się nie bierze jeńców. Rzecz jasna taka zabawa ma sens tylko i wyłącznie wg. mnie, gdy wsadzimy w efektory, elektronikę, źródła równowartość kompaktowego wozidła i jeszcze bardziej. Bo słychać. Co więcej będzie to droga przez mękę, bo poszukiwanie synergii, często gęsto coś, co miało zagrać (pewne akcesorium, bardzo chwalone, z segmentu grająca skrętka, rozczarowało… dla mnie było to odkrycie, bo sceptycznie podchodziłem do wpływu takiego czegoś na dźwięk) nie zagra, popsuje, ogólnie tylko dla prawdziwych twardzieli. Także jak widać nisza, niszy, tak – efemeryczne „cosie” jw mają wpływ - ale w 99,99..% przypadków takie coś, jak system u Pająka, jest poza zasięgiem, nie ma przełożenia na rzeczywistość.Domowe audio to przecież rozliczne kompromisy, właściwie tylko setup słuchawkowy niweluje nam środowisko, pozwala na zabawę na podobnym poziomie… ale to jednak tylko słuchawki, trudno je porównywać z odsłuchem takiego setupu opartego na kolumnach jak tytułowy. To jest inaczej i nigdy to się do siebie w takim zakresie SQ nie zbliży. Szanuję pająkowe i rozumiem, że to droga bez żadnego „wystarczy”, że to ciągłe przewalanie i de facto skazywanie się na gonienie króliczka. To ten pozytywny odpał.

Jednakowoż nie ma to większego przełożenia na realia, stanowi ciekawe studium przypadku, coś wyjątkowego. Patrząc na najbardziej rozpoznawalnych recenzentów (na P, na R, na D i na G, a pewnie gdzie indziej podobnie – znaczy kompromisowo), ich pomieszczenia, ich środowisko dalece odstaje od tego pająkowego, oni nie mogą (w takich, kompromisowych warunkach) usłyszeć pełnego potencjału swoich, często bardzo wysokopółkowych systemów. Bo albo, albo… pouczające, nieprawdaż btw? Inny język. Mówimy trochę inaczej o tym samym (no przecież o słuchanie muzy tu się rozchodzi, nie?). A może nawet bardzo inaczej? Według mnie te światy (bezkompromisowego audiofilizmu w najczystszej postaci) są obok siebie, nikt nikogo tutaj nie przekona, nie przekona w tym sensie, że nawet sama iluminacja („o kurde, to faktycznie ma wpływ”) w praktycznym ujęciu niewiele tu zmienia. Dla osoby współdzielącej pokój odsłuchowy (salon, pokój dzienny) te wszystkie egzotyki nie będą miały żadnego albo prawie żadnego znaczenia (prawie, bo niektóre z tych akcesoriów mogą pomóc, ale też na innym poziomie, poziomie subtelności, a nie „o kurde”). Opisujemy wrażenia, ale rozmijamy się już na wstępie… bo to inne światy. Właśnie równoległe, niekompatybilne ze sobą, nie przystające do siebie.

Patrząc na chłodno, ktoś kto ma podejście takie jak Pająk do setupu audio, jest samiuśki, ma ten swój „świat”, który tak naprawdę nie stanowi (mimo doskonałości) punktu odniesienia, bo świat jest zasadniczo inny. Jest kompromisowy. Przy czym jest coś, co nie tyle zmienia sytuację, a pozwala na „liźnięcie” tego, z czym Pająk styka się na codzień, zaszywając się w swojej jaskini, oplatając pajęczyną (tony bezwstydnie drogich kabli, co chwila testowanych) „ołtarzyk”. Audio bardzo się zmienia, kod o którym ciągle nawijam, zaczyna robić robotę w zakresie tego, co stanowi barierę, co wyznacza granice możliwości. Akustyka bez zmiany środowiska, wbrew ograniczeniom, wbrew temu co zastane. I tu – może się za jakiś czas okazać – ta przepaść między kompromisowym HiFi a hajendem pajączkowym może znacznie się zredukować, zniwelować, może się okazać, że korekcja, że zaawansowany processing audio (tutaj to się obecnie dzieje!) po prostu usunie, a przynajmniej zredukuje dystans. To się dzieje tu i teraz i będzie coraz śmielej wkraczać „na salony”. Można bardzo dużo poprawić na tej drodze, a w sukurs przychodzą zmiany w całej branży – kod, komputery, cyfra, ogólnie „dźwięk robiony”. I znowu się rozmijamy, idziemy zupełnie inaczej, ale cel – no cóż cel jest tożsamy: chodzi o reprodukcję muzyki, czy to „w wirtualu” (DSP) albo realu, z wykorzystaniem pełnego potencjału elektroniki, w sposób naj.

Czy to jest w ogóle możliwe – pewnie sceptycy powiedzą, że nie. Klasyczne, „analogowe”, nie wirtualne podejście do uzyskania najlepszej jakości dźwięku będzie wyznacznikiem „jak to robić po bożemu”. Ok, wiadomo, to działa (słuchacie pająkowego i trudno się oszukiwać, że jednak nie słychać, jak słuchać), ale postępu technologicznego nie należy lekceważyć. To jak z Pikselem 4 (Google, foto). Te śmieszne kamerki (matryce), małe oczka mniejsze od pinezki (optyka), a kod robi tu cuda, no cuda robi i po prostu przekraczamy granicę, wydawałoby się nieprzekraczalną barierę. Fotografia mobilna jest doskonałym przykładem na to, jaką potęgę skrywa algorytm, jak z niedoskonałego (fizycznie) zrobić coś, co zawstydza lustra, czy dowolne, nawet swego czasu bardzo kosztowne kompakty. Wystarczy nabyć śmiesznie taniego fona, popstrykać i uwierzyć. Analogia? Mhm. Ja uwierzyłem, że można podstawki, platformy, różne antywibry usłyszeć. Nie mam z tym problemu. Nie mam także problemu z tym, że idzie nowe i to podejście bezkompromisowe, pozytywny odpał, to coś co stanie się jeszcze bardziej niszowe, a może w ogóle zniknie, bo stanie się zbędne.

Także Pająku, szacun, jako niewierny Tomasz, empirycznie doświadczyłem i pewne rzeczy widzę dzisiaj inaczej. Nie zmienia to jednak zasadniczo mojego podejścia do tematu, a wręcz utwierdza w swoich poglądach na całokształt. 

Do posłuchania (btw ja bym tak nie potrafił, mimo parania się pisaniną, ale to oczywiste, bo nie mam odpału).

 

Tzw. „chory beret”. Słychać.

 

Jak soundbar to taki? Sonos Beam SYSTEMOWO przetestowany

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5863

Tylko właściwy kontekst, tylko szczególarskie sprawdzenie z uwzględnieniem możliwości, których zazwyczaj recenzenci nie uwzględniają (tytułowe systemowe okoliczności przyrody plus kompleksowo software – tu takoż Roon) pozwala na ujawnienie potencjału testowanego klamota, pozwala na miarodajną opinię o możliwościach sprzętu. Przetestowanie samej „belki”, dźwięku jaki się z niej wydobywa to dalece niekompletny obraz produktu, a suche wymienienie potencjalnych możliwości, bez ich empirycznego przetestowania to bardziej folder reklamowy, materiał promocyjny… większość recenzji ogranicza się do „liźnięcia” tematu. Takie coś jest kompletnie pozbawione sensu, mija się z celem. Subiektywny opis brzmienia to jedno, kompletne sprawdzenie (czasami weryfikacja tego, co „na pudełku”), ujęcie wszelkich sposobów i możliwości wykorzystania klamota to wg. mnie coś dającego miarodajny (a nie folderowy) obraz czego może się spodziewać Czytelnik po odpakowaniu kartonu, na co może realnie liczyć.

Romuś approved ;-)

Miałem możliwość zaznajomienia z innymi projektorami dźwiękowymi Sonosa, sam Beam został przetestowany w całej, rozbudowanej instalacji, sprawdzony nie tylko w firmowym software, ale także przy wykorzystaniu front-endu Roon oraz odtwarzaczu programowym z dostępem chmurowym (do własnej kolekcji nagrań) Vox Player. Każda z tych opcji pozwalała na uruchomienie odtwarzania w natywnym, firmowym protokole transmisji mesh (sprawdziłem ofc AirPlay, ale ten mimo nowej wersji, nadal nie jest bitperfect), na odtwarzanie w strefach / grupach, dodanie nowych możliwości (zarówno Vox, jak i Roon, przy czym ten ostatni z mocarnym silnikiem DSP daje naprawdę ogromne możliwości). Belka grała podpięta pod odbiornik telewizyjny (HDMI ARC), gdy miało być z wizją (naturalne otoczenie, ale jak przeczytacie nie tylko stanowi o wartości tej propozycji), grała strumieniując z wielorakich źródeł (Roon i Vox pozwalają na dalsze rozszerzenie streamów do rekordowego poziomu, nic innego Wam nie zagra absolutnie wszystkiego w natywnym dla siebie protokole transmisji). Wspominałem o fundamentalnych zmianach jakie przynosi nowe środowisko – firmware S2… działanie w ramach ekosystemu, płynność, brak opóźnień, natychmiastowa reakcja, możliwość elastycznego łączenia wszystkich elementów systemu. Mhm, to wszystko mamy tu w standardzie. Cholernie to ważne, bo właśnie ten element – stabilność, pewność działania oraz odpowiednie wsparcie zazwyczaj powoduje problemy, bywa że totalnie leży, a recenzenci z braku czasu, braku chęci, czasami możliwości, ten kluczowy aspekt pomijają, albo uwzględniają na marginesie. A to jest clou sieciowych, skomputeryzowanych systemów audio i właściwie każdy opis nie uwzględniający powyższego jest nie tylko nie pełny, ale bywa całkowicie błędny, sugerujący „wszystko na zielono”, podczas gdy faktycznie strasznie chrupie.

Podniesienie odbiornika pozwoliło umiejscowić niewielki projektor pod telewizorem…

Z ambilightem Philipsa, z Hue Play

Beam wg. mnie jest najlepszym kinodomowym produktem Sonosa, lepszym od nowego ARCa, lepszym od pierwszej belki, czy podstawki grającej pod telewizor tego producenta…

» Czytaj dalej

S.M.S.L M500… zapamiętajcie! Topowy DAC @ ESS9038Pro za mniej niż 2k

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5208

Cena czyni cuda, tanie, tańsze generuje – wiadomo. Chińczycy co prawda robią to z pełną premedytacją (w cenie dobrych butów macie klamoty oparte na topowych kościach), bo to się makretingowo po prostu sprawdza, ale nie w tym rzecz wg. mnie. Tak, zazwyczaj to Chi-Fi w niewielkim budżecie jest małe (małe obudowy, niższe koszta), bardzo kompaktowe, zintegrowane – fakt. Tyle, że jak się popatrzy na spasowanie, materiały, na inżynierię (PCB – to wygląda podobnie, albo lepiej niż w klamotach za wielokrotność tego, co Chińczyk woła), na projekt (technologiczne zaawansowanie – zawsze najnowsze standardy, ta… też cyferki, ale to przecież możliwości są, co klamot ogarnia) zwyczajnie NIE MA SIĘ DO CZEGO PRZYCZEPIĆ. Także wiecie, ta chińska ofensywa to nie jest kaprys, przypadek tylko wypracowane po długim okresie kopiowania / uczenia się, swoje własne, lepsze, bardziej zaawansowane i do tego w zupełnie innych realiach budżetowych. Jest generalnie tak, że najwyższej klasy high-end (Denafrips przykładem) to powyżej dychy, praktycznie nigdy powyżej dwóch dych, a ściga wszystko co tam w cennikach za 5-10 krotnie wyższe sumy okupuje stratosferę. I to jest fakt. Niewygodny dla producentów z Europy (w szczególności, bo Amerykanie zdaje się szybciej dostosowują się do realiów vide Schiit), bardzo niewygodny, bo nie są w stanie po pierwsze nadążyć, po drugie konkurować ceną, po trzecie (i tego nie da się usprawiedliwić rzadną miarą) zaoferować podobny do azjatyckiego poziom obsługi posprzedażowej. Znaczy wsparcie produktów coraz bardziej zależne od kodu (te cholerne komputery, popomstują tradycjonaliści) wymaga pieczołowitego, długotrwałego supportu. W Chinach i okolicach jest, u nas, nie ma. I to jest rzecz, która z roku na rok jest coraz bardziej widoczna, coraz bardziej pogłębia się przepaść między Azją a Europą (i cześciowo Stanami/Kanadą… mógłbym podać paru producentów, którym wydaje się, że wystarczy produkt wprowadzić na rynek i szlus, można zapomnieć, tylko liczyć ile na koncie spuchło).

Małe, ale (umiejętnościami) duże

Ta krytyka nie jest przypadkowa. M500 to nie jest ósmy cud świata. Nie. To przykrojony do realiów więcej (możliwości, technologii) za mniej ($$$) produkt Chi-Fi, będący doskonałym odzwierciedleniem tego, co powyżej. Ten sprzęt nie jest wybitnym ampem (powiedziałbym, że dość przeciętnym, nie zgadzam się z większością publikacji, które są tu mocno przychylne skrzynce), jako pre wypada raczej mizernie, ale to rasowe, nawet nie hajfajowe, a high-endowe źródło, przetwornik, mogący stanowić element dowolnego systemu, nawet takiego bardzo, bardzo kosztownego systemu. I nie będzie to żadne nieadekwatne, łączenie kiepskiego z wybitnym… nie, ten klamot może być podpięty najlepiej w balansie, z jakimś bardzo kosztownym pre, źródłem komputerowego audio (i nie tylko, bo SPDIF wypada tutaj bardzo dobrze, można spokojnie podpinać płytowe transporty, nie mówiąc już o dowolnym sprzęcie AV/rozrywkowym) dla czegoś, co ma kable w cenie dwóch, trzech takich DACów. Problem? No dla producentów z Zachodu z pewnością. Ten klamot jako soute DAC robi fenomenalną robotę, bo w kategorii najpopularniejszych konstrukcji Delta/Sigma po prostu nie ma konkurencji na swoim pułapie cenowym. I żeby nie było wątpliwości, to co potrafi zawstydza liczne (bo tak jest) konstrukcje chińskich wytwórców na podwójnych kościach MOBILNYCH (często, gęsto układy 9038K(Q)2M). Sprawdzone z D50 (będzie test) i cóż, stawiam tę konstrukcję w aspekcie konwersji cyfrowo-analogowej wyżej od wspomnianego. No właśnie, czy chodzi tylko o wzmiankowane, umieszczenie na płytce najnowszego, topowego układu konwertującego i „już”? Otóż właśnie nie „już”, bo mamy tu implementację kości jak trzeba, znaczy wyciśnięcie z najlepszego układu z oferty ESS maksimum na co Sabre’a stać. Tu nie ma prawie, ale gra to na poziomie jakiegoś układu sprzed paru lat, który nie potrafił pokazać takich detali, szczegółów, nie był tak rozdzielczy jak obecne, najnowsze kostki potrafią. Zresztą, tu nie ma przypadkowości – jest ESS skojarzone z najnowszym interfejsem USB XMOSa (216), który po prostu ogarnia nam to komputerowe granie na najlepszym, obecnie najdoskonalszym dostępnym poziomie. Elektronika w sensie komponenty, krótka ścieżka sygnału, najnowszy, dopasowany do układów firmware, pozwalający na uzyskanie właściwego rezultatu (cholernie ważne!). To tu jest. Za niecałe dwa tysiące złotych.

Im lepszy sygnał dostarczymy, tym lepiej usłyszymy. No logiczne, ale jakże często wcale nieoczywiste w audio światku.
Tu mamy różnicowanie na poziomie haj-endowym. I dobrze.

Dlatego jak ktoś się trochę zżyma, że tylko te chińskie, że przecież ile można, a poza tym to takie masowe, bez „legendy” i w ogóle takie niearystokratyczno-elitarne to ja na to mam krótką odpowiedź: I CO Z TEGO, JAK DOBRZE BRZMI. Nic innego się tu nie liczy, nic, a to brzmi jest wynikiem wymienionych powyżej: skrupulatny, nieprzypadkowy projekt, masowa produkcja na wysokim poziomie wytwarzania, skala oraz wsparcie. Kto to przebije? No właśnie. To oczywiście korzystna sytuacja, bo uzdrawia rynek, branżę, która od jakiegoś czasu (eksplozja produktów, firm oferujących stratosferę – ile tego, ho, ho) oderwała się od jakichkolwiek realiów. I nie chodzi tutaj tylko o kosmiczne pieniądze za produkt, ale kosmiczne olewanie cyklu życia produktu. To jest coś dla mnie absolutnie niewybaczalnego. Jak ktoś chce więcej, nie może oferować mniej. A to się nagminnie zdarza. Jestem w stanie zrozumieć dużo wyższą cenę za know-how (układy R2R, programowalne samodzielnie kości FPGA, jakieś egoztyczno-nietypowe rozwiązania w zakresie konwersji, silników DSP), nie jestem w stanie zrozumieć wysokiej ceny za „gotowca” z brakiem zainteresowania w cyklu życia. Ten bywa wyjątkowo krótki, a to przecież teoretycznie inny rynek od masowej elektroniki użytkowej. Teoretycznie.

Dobra, dość smędzenia, wracamy do meritum…

» Czytaj dalej

Matrix Audio element i …hajedowy streaming za niezbyt wiele

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5780

No dobra, nowe MA to zerwanie z dotychczasowym na rzecz zupełnie nowego. Nie daki, nie wzmaki, nie osobne komponenty dopełniające system, a całościowe, integry cyfrowe. Tym jest linia element (poza kartą dla pieca, opisaną tutaj i tutaj). Ambitnie, z własnym OS, z własnym patentem na sieciowe granie. Do tej pory każda kolejna generacja urządzeń Matrix Audio to coraz doskonalsze, nowsze układy ESS w jednej z najlepszych (pomiary ASR) „interpretacji” na rynku. Do dzisiaj w czołówce, wg. mnie nie do pobicia w zakresie kompetencji, flagowe X-Sabre Pro, coś co wyznacza nie tylko pułap jakościowy tego co z komputera/sieci do poziomu dychy, ale w ogóle wyznacza pewien kres (znowu pomiary, ale też – bo testowane dwukrotnie u nas w wersji bez i z MQA tu i tutaj) możliwości technologicznych w wyciąganiu muzycznych zer i jedynek. A jak tak, to firma postanowiła ambitnie zrobić coś nowego, innego, zaoferować na rynku skalowalne (patrz obrazek poniżej) rozwiązania z zakresu all-in-one. Czasami z ampem, zawsze z wysokiej klasy kością (jak zwykle ESS – są wierni, póki co, temu krzemowi pożenionemu z interfejsami XMOS), jak zwykle z grubego alu na CNC obrabianych obudowach, tradycyjnie spasowanym mistrzowsko, OLEDowo informującym nas o odtwarzanej treści – no takie to właśnie, te elementy są. Nowe, z kolejną literką, ujrzały światło dzienne i ten z najniższego pułapu cenowego przetestowałem dogłębnie.

  

Na wstępie wyjaśnienie. Tak – nie mam wątpliwości, że implementacja ESS 9028Pro (czegoś, co montują ceniący się, w klamotach za dyszkę i więcej), interfejsu USB z I2S (jak zwykle bezkompromisowo aż po obecny kres tj. 45Mhz), zbalansowanego toru sygnału to nie jest poziom klamota za 4 tysie z hakiem, to poziom właśnie tej dychy i nie ma tu żadnej przesady, bo organoleptycznie mimo kompaktowości inni mogliby się jakości w metalu uczyć od MA. Także mamy owy „hajend” i jak komuś po drodze z zewnętrznym, nie firmowym oprogramowaniem zawiadującym, wyciągającym ostatnie soki z tej konstrukcji to naprawdę cieżko będzie znaleźć odpowiednik funkcjonalno-jakościowy. Nawet jeżeli przyjmiemy, że takim scenariuszu ścigają się nowe „Polewy” (Toppingi) czy inne SMSLe, albo Sabaje, albo… Mein Gott nawet nie wiecie jaki zalew dobra jest teraz na rynku. Ja nie wyrabiam i chyba nikt już nie wyrabia z nowościami z Państwa Środka. Klęska urodzaju taka, że człowiek gubi się w tych kartonach, miesza mu się specyfikacja kolejnych literko-cyferek (modeli). Jeszcze dzisiaj poza niniejszą publikacją przeczytacie o zestawie z najwyższej półki, czyli w realiach zza Wielkiego Muru na poziomie wyższe HiFi. I to jest w sumie bardzo ok i ten wzmożony, wszechwielki wybór jaki nam się od paru lat coraz bardziej uskutecznia to tylko z korzyścią dla konsumenta. Wiadomo. Element i nawet w tej mocarnej konkurencji wychodzi obronną ręką (za moment – serio, w końcu mam czas na pisanie*, będzie o M500 i o D90), a przecież z zewnętrznym softem to trochę jakby DAC vs DAC, choć tu w tytułowym jest jednak mimo wszystko przewaga drutowej czy bezdrutowej sieci i pełnej (czego inni Chińczycy nie oferują) integracji z takim Roonem. Tak certyfikat po paru miesiącach, ekspresem, bez czekania nie wiadomo kiedy… słyszy NAD? Słyszy?! Co z tego, że testowany 658 z dirac taki supernowoczesny, jak nadal bez certyfikacji, na czerwono pod wspomnianym front-endem. Słabe to w opór! Ponad rok od rynkowej premiery!

Z końcówką podpiętą gdzie trzeba (za druta ze wzmocnieniem robi M-PWR audiolaba) też bardzo się podobało,
z własnej dziurki okey, lepiej z iHA-6 (HE-400!) …co w sumie nie dziwi. Jako DAC świetnie, podobnie jak odtwarzacz Roon Ready.  

Także tutaj mamy inaczej, pełny, certyfikowany RAAT (pełna identyfikacja klamota pod Roonem). Oczywiście po sieci mniej (ograniczenia w obsłudze wysokich hiresowych parametrów) niż za pośrednictwem komputerowego transportu (USB lub I2S), ale wybitnie od strony SQ, a to przecież najważniejsze. To jak, będzie hymn pochwalny, ochy i achy tylko, tak? Ano nie będzie. Jako że wredna małpa ze mnie, która zawsze znajdzie dziurę w całym i szczególarsko przemagluje sprzęt, wytykając wady, niedociągnięcia, także tutaj mimo świetnych rezultatów pod Roonem i ogólnie wysokich bardzo kompetencji w przetwarzaniu i dostarczaniu jakościowo pierwszorzędnego sygnału po konwersji …wytykam, krytykuję, pomstuję. A jest na co i to jednocześnie dobry przyczynek do wałkowanych na HDO od „zawsze” rozważań na temat prymatu kodu, podkreślaniu jak ważną częścią współczesnego audio jest software. To cześć składowa produktu pt. element i ta część składowa nie wypada tutaj zadowalająco. Znowu, nie jakościowo – bo jak już coś sobie za pomocą MA Playera (tak się, to, to cudo nazywa) zapuścimy to będzie równie pięknie, a może nawet, nawet piękniej niż pod Roonem (SQ w opcji sieciowej, nie via USB/I2S), ale dopiero wtedy gdy strumień w ogóle się objawi i skonwertuje, a z tym bywało różnie. Zaintrygowani? No fajnie, to zapraszam do rozwinięcia…

 * żelazna reguła: słucham krytycznie, testuję – nie piszę, chyba że szybkie i krótkie notki, ale nawet tu zazwyczaj pauza, stop. Inaczej nie umiem.

AKTUALIZACJA: Ogarnęli. Po najnowszych poprawkach Tidal HiFi działa. Także jeden z poważniejszych fuckupów wykreślony z listy.

» Czytaj dalej

Duża moc, by moc wzmóc móc – końcówka NuPrime STA-9 w redakcji

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5563

Się dużo dzieje, stąd ostatnio jakoś ucichło, ale spokojnie. To cisza przed burzą. I to dosłownie, bo tytułowy wzmak to maszynka może mała ciałem, ale wielka MOCĄ, przy czym kompaktowe rozmiary nie oznaczają tutaj Hypex-a pod maską ;-) No właśnie, konstrukcyjnie bardzo ciekawe opracowanie (hybrydowe takie), rzecz na wskroś jednakowoż nowoczesna i taka w sam raz by test przedwzmacniacza strumieniowego NAD C658 nabrał jeszcze większego sensu (u mnie nadspodziewanie zrobiło się czysto vintage’owo ostatnio w salonie, cały sprzęt wzmacniający to staruszki). Także coś adekwatnego do obecnych realiów, a nie dziadki hajfajowe, poza tym to nie jedyne co za moment będzie grało, bo jeszcze Element I (Matrix Audio) właśnie do nas leci. Także streamer/dac, all-in-one PRE z dirac i wzmiankowana końcówka. Wszystko w miksie. To nie może się nie udać ;-) A serio, myślę, że damy czadu (biedne sąsiady) i będzie głośno i będzie wyczynowo i będzie wreszcie też wciągająco-intrygująco (btw wszystko to nowości są w sumie).

No cześć

Zasadniczo chcę uzyskać optymalne warunki dla napędzenia redakcyjnych Diamondów (80W na kanał przy ośmiu Ω need it) oraz wysterować duże, trójdrożne podłogówki (niespodzianka), będące parametrowo wyzwaniem dla rachitycznych amplifikacji starej daty, jakie okupują salon. No to ten STA-9 ma co udowodnić i będzie solidnie goniony do roboty! Nie mamy dwóch takich (może w scenariuszu mono, dwa takie, pracować), ale nie powinno to przeszkadzać w uzyskaniu optymalnego rezultatu. Matriksa podepniemy pod NADa, ale też sprawdzimy w roli pre dla końcówki podpiętego symetrycznie. Także plan jest konkretny. Jestem bardzo ciekaw jak dużą różnicę wprowadzi zmienna – DSP = korekcja pomieszczenia via dirac – uskuteczniona w opisanym wyżej systemie. Co prawda pomieszczenie jest delikatnie (no ściana ZA więcej niż delikatnie) adaptowane, ale z dotychczasowych prób, eksperymentów wyłania się jednoznaczna konstatacja… to przyszłość, konieczny składnik, coś, co zmienia reguły gry. Wiecie, że jestem może nie kablosceptykiem, ale akcesoryjnym agnostykiem, kable czy zasilanie poważam, choć nie mam nabożnego stosunku, a efemeryczne składniki traktuję z nieufnością. Powiem tak – zastosowanie kodu do korekcji problemów z akustyką miejsca zrobimy totalne przemeblowanie waszemu systemowi, wprowadzi go na nowy poziom, bez porównania większe, bardziej zauważalne, oczywistsze niż wymienionych powyżej akcesoriów. To jest coś, co jednoznacznie wpływa na całokształt, a nie delikatnie, subtelnie itd. I żeby nie było, może też popsuć, ale po właściwej aplikacji to naprawdę game changer.

I już system jest, poza efektorami, co da radę każdej kolumnie i każdy strumień zagra z sieci i analogowe też obsłuży i jeszcze korektę akustyki zaaplikuje. Czego więcej, no czego, chcieć?

Także końcówka NuPrime (sporo wcześniej elektroniki poprzednika tj. NuForce się u nas przewinęło, zasadniczo bardzo pozzytywne SQ, przyjazne cenowo, tylko jakość wykonania była nie zawsze na wysokim poziomie) będzie robić za główną maszynę dostarczającą wzmocniony sygnał naszym redakcyjnym efektorom i po korektach mam nadzieję uzyskać rezultat do tej pory nieosiągalny (bez wsparcia kodu) u siebie. Skąd to przeświadczenie, że się powiedzie? Ano stąd, że C658 po korekcji robi robotę soute z aktywnymi monitorami podpiętymi symetrycznie i to robi tak, że – gdyby nie przez wzgląd na fakt testowania i pisywania – olałbym wszystko inne, zagracające przestrzeń i zostawił tylko to. Może, z czasem dodałbym suba, którego nie dość że NAD znakomicie potrafi obsłużyć (przyłożyli się programowo do tego, dwa takie można zaaplikować w ramach systemu i po korekcji… ojojoj), czy dwa i już. Zresztą miejsce do oglądania ma swoje wymogi w tym względzie (kino znaczy się) i to mnie tak czy inaczej czeka, a że przy okazji audio zyska to tym lepiej.

Fajnie, że można mieć i stereo w pełnym bukiecie (są końcówy, co balans mają tylko w mono) i dual-a w obu opcjach, jak komuś mało…

Dobra, miało być o STA-9 a nie jakieś tu wątki poboczne. Jak widzicie na fotkach małe to, niezbyt gorące to, ładne, zgrabne… to już nie są czasy wielkich jak stodoła pieców. Nie. Dzisiaj zdecydowanie można uzyskać potężny power za pośrednictwem jakiegoś niepozornego malucha (czekam na NC400 i to będzie kres poszukiwań wydajnego druta ze wzmocnieniem), także reszta to już przeszłość zamierzchła. Ale żeby nie było, jako że vintage lubię, kocham stare klamoty to siakieś stare coś i tak będzie zawsze towarzyszem dla tego nowoczesnego. Poza tym chodzi mi po głowie pewien, fenomenalnie wykonany, lapowy DIY (monobloki), który ma cieszyć oko (nowe klamoty w większości wypadków, zdecydowanej większości, są nudne jak flaki z olejem) i (się zobaczy, czy usłyszy raczej) ucho. Także przewidujemy spore zmiany w elektronice redakcyjnej, tak, a efektory jakoś nie chcą się znudzić i może tylko niskotonowce zagoszczą u nas na dobre. Obecnie jeden taki gra, ale to nie ten poziom, także tutaj jest sporo do odkrywania i fajno, że jest.

Co my tu mamy?

  • Moc: 2x120W (tryb stereo); 290W (tryb mono)
  • Pasmo przenoszenia: 10Hz–50kHz
  • Minimalne zużycie prądu: 16W
  • Zniekształcenia: 0,02% (Stereo)/0,01% (Mono)
  • Poziom wzmocnienia: 22dB
  • Wzmacniacz pracujący w klasie D
  • Układ wstępnie wzmacniający pracujący w klasie A
  • Czułość wejścia: 232,8mV, 1W @ 8Ω
  • Impedancja wejściowa: 47kΩ
  • Wejścia analogowe: 1 para wejść stereo RCA, 1 para wejść stereo XLR
  • Transformator toroidalny dużej mocy
  • Końcówki mocy przełączające się przy częstotliwości 550kHz
  • Wzmocniony przebieg drugiej harmonicznej dla uzyskania efektu lampowego grania
  • Obudowa dostępna w wersji czarnej

 

Bardzo dobrej jakości I/O. Lubimy

PS. Będzie jeszcze za moment o czymś, co miało niedawno debiut i sobie pokrytykuję, bo znowu dają niepełnowartościowe produkty u nas… ale to słabe!

Aaaa dzięki chłopaki z Premium Sound za wypożyczenie! Jak jesteście z okolic (Sopot Wyścigi) to wpadajcie do nich, nudzą się niemiłosiernie, bo wiadomo. Także do świątyni, z czymś tam, na słuchanie, może coś zwróci uwagę i ufajnicie sobie to całe siedzenie w domu (taaa, wiem, „odmrażają” …ciekawe co teraz, po lasach, odmrożą, niebywale wspomagając gospodarkę? Może poza sportem bez kibiców, będzie bon bez pokrycia na wyjazd do Koluszek w sezonie 2024? Albo fryzjer online aka sam se obetnij? Albo… wierzę, że te tytany potykania się o własne giry, jeszcze nas niejednym zaskoczą).

Takie małe, a takie mocne!

Ale jaja! Mały HIDIZS S8: MOC, SZCZEGÓŁ i dużo, znacznie więcej

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5508

No jaja, jaja. Od 2 tygodni, z przerwami na stacjonarne słuchanie C658 połączonego z zabawami w korekcję pomieszczenia via dirac, ten maluch totalnie mi przemeblował w głowie. To najmniejsze gabarytowo ustrojstwo jakie miałem do tej pory na tapecie, mniejsze nawet od super kompaktowego SMSL Idea (niebawem recka, ale pierwszy jest, jak widać, S8, bo ponieważ …nie mogłem usiedzieć, nie mogłem czekać na podzielenie się z Wami swoimi spostrzeżeniami nt). Ten maluch przenicowuje system, jest nowym punktem odniesienia. Miałem w testach m.in. Kałachy (najdroższe DAPy Astell&Kern) i powiem Wam jedno – każdy DAP, nawet ten z najtłustszą ceną, będzie miał problem w porównaniu / starciu z tym maleństwem. Nieprawdopodobne co udało się uzyskać, tworząc miniaturowego DACa opartego na układzie C/A CS Media CS43131, z nieprawdopodobnym (będącym wg. mnie clou) wzmacniaczem słuchawkowym (przy czym może to maleństwo grać w stacjonarnym stereo, wyjście zapewnia stabilne 2.0Vrms). Potwierdzony pomiarami poziom dynamiki tego malucha to >120dB, co oznacza 20 bitów (via ASR) – rzecz absolutnie niespotykana do tej pory w przetwornikach USB (USB DAC), bardzo nieczęsto spotykana w stacjonarnych klamotach! W przypadku 33Ω mamy 63 miliwaty – świetny wynik, patrząc przez pryzmat czegoś podpinanego pod USB w transporcie, zasilanego z uniwersalnej magistrali (2.0, także nie ma tu żadnego mocniejszego mocowo interfejsu, jakby kto pytał). Dajemy 100 w kompie/tablecie czy fonie i jedziemy fizycznym przyciskiem „+” na maks, względnie 80/90%. I wysterowujemy bezproblemowo duże, stacjonarne planary (zajebisty duet z HE-400 oraz Sundarą, ale również z… LCD-3 w pełni udane połaczenie!). Ja pierd….!


#HIDIZSnajlepiej

» Czytaj dalej

Test Final Audio Design D8000 Pro Edition – słuchawkowe 8 tysięczniki

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5089

Himalajska korona nie podlega zmianom, tu wszystko jest jasne: Mount Everest, K2, Kanczendzonga, Lhotse, Makalu, Makalu, Dhaulagiri, Manaslu, Cho Oyu, Naga Parbat, Annapurna, Gasherbrum I, Broad Peak, Gasherbrum II i wreszcie 14, zamykający listę ośmiotysięczników, szczyt - Shisha Pangma. Tu wszystko jest proste… chcesz zdobyć wszystkie, masz określony cel, jak nie zginiesz, drapiesz się aż do upragnionej Korony Ziemi. Ze słuchawkowymi szczytami nie jest tak prosto, nie jest tak, bo oczywiście pojawiają się coraz to nowe propozycje, ale też nie jest tak łatwo z tym „creme de la creme”, bo właściwie nawet trudno określić czym byłby hipotetyczny słuchawkowy Olimp, czy przez analogię, słuchawkowa Korona (tu i teraz, bo jak wyżej postęp, nowości, degradacje, fluktuacje, zmiany…)? Są ponadczasowe klasyki (Orfe, K1000, R10), są słuchawki, które stały się jakimś punktem odniesienia (ponadczasowo?), są – w danej grupie – naj, naj (japońskie elektrostaty Stax SR-009) …tak, to prawda – są takie, ale eksplozja słuchawkowego segmentu, jaka dokonała się w przeciągu półtorej dekady (mniej więcej od ugruntowania muzyki z sieci, jako nowego sposobu konsumpcji) właściwie uniemożliwia jakieś niekontrowersyjne zestawienie, podobnie do tych 14 najwyższych gór niezmienne, czy choćby na chwilę, hmmm, adekwatne…? Bo (stety) są na rynku propozycje lepsze od najdroższych (Susvarna doskonałym tego przykładem wg. mojej skromnej opinii – są lepsze i dużo tańsze słuchawki na rynku) i ciągle to się zmienia (choć w sumie, czy napewno?).

To po co ja w ogóle o tym piszę, po jaką cholerę się silę na takie bezproduktywne, bezsensowne porównania? Otóż, moi drodzy, dla zabawy. Te czternaście slotów to takie moje słuchawkowe naj, naj, naj. Przy czym od razu, na wstępie, mówię wprost – w odróżnieniu od 8 tysięczników, to tutaj buzuje, zmienia się, czasami wszystko wywracam do góry… by potem wrócić do punktu wyjścia ;-) . Mój prywatny ranking, korona słuchawkowa, coś – dla słuchawkowego freaka – co może być jakąś wskazówką, albo (jeszcze lepiej) powodem polemiki, wygrażania wirtualną piąchą (ale jak to, że nie ma tych, no… !), głośnego „ALE CHYBA SIĘ SZALEJU NAŻARŁEŚ ” (…a gdzie szczytowe AT? Gdzie Fosteksy? itd itp). Znaczy dokładnie tak, jak to z wszelkimi rankingami bywa. Także Korona Ziemi to ładne, ale trochę chybione z definicji nawiązanie, znam takich, którzy kolekcjonują i dążą do „zdobycia” wszystkich upragnionych „szczytów”, oj znam. Szanuję i współczuję. I rozumiem świetnie. ;-) To taka zabawa właśnie, do której zapraszam Czytelników, bo jak wiadomo każdy ma swoje typy, swoje „ale wiesz, to jest mój dźwięk, za te to bym się normalnie pokroił” i będzie mógł poprzewracać listę najwybitniejszych, najwspanialszych, bo ma… zupełnie, czy mocno odmienną „the best off”. U mnie, obecnie, wygląda to tak:

1. HiFiMAN HE-1000 SE
2. FAD D8000 Pro Edition
3. Abyss AB-1266 Phi CC
4. Meze Empyrean
5. HiFiMAN Arya
6. Focal Utopia
7. HiFIMAN HE-6SE 
8. Audeze LCD-3
9. Mr. Speakers Ether Flow C(losed)
10. Sennheiser HD-650 (mod.; mid-stock) 
11. HiFiMAN Sundara
12. HiFiMAN HE-400 (rev. 2)
13. Brainwavz Alara
14. AKG K701

Kolejność nieprzypadkowa (patrz pierwsze zdanie), wszystkie są wybitne, niektóre absolutnie genialne, każda słuchawka z osobna to (poza wymagającymi specjalnych warunków like K701 na końcu listy) miód. To moja, ofc bardzo subiektywna, bardzo, lista czternastu „ośmiotysięczników”. To jest to, co udało mi się na tyle dokładnie (minimum miesiąc, z wyjątkiem Abyssów… tu jednak było parę naprawdę długich sesji, także porównawczych sesji) obadać z kilkuset modeli obejmujących wszelkie technologie, poziomy cenowe, generalnie rzeczy do kupienia bez problemu, nawet jeżeli już nieprodukowane (HD-650… bo jest tego na kopy, uwaga na różnice vide czas produkcji), że mogłem sobie pozwolić na stworzenie takiej, osobistej, listy właśnie. Wielu używam na co dzień, wiele spędziło u mnie kwartał, a nawet dłużej było słuchanych (dziękuję za wyrozumiałość producentów / dystrybutorów btw). Trójcy tutaj nie ma z powodów oczywistych – bo to rzeczy dla antykwarycznych kolekcjonerów tylko, także bez prawa wstępu do tego, co normalnie „osiągalne”. Kontrowersyjne? Zawsze tak będzie, bez względu na nasze osłuchanie, doświadczenie, bo to moje, nie Wasze uszy i moje upodobania. Jak wspomniałem – zabawa – ale też pewien, dość określony, wiele mówiący o nas samych (o kimś, kto ma TAK, a nie inaczej) wybór tego, z czym można by spędzić np. wielotygodniową kwarantannę (na czasie), bez opcji opuszczania domostwa (pilnujcie się! Nikt tu nie przesadza, mamy problem, poważny, także siedzieć na czterech literach i słuchać! :) ). Aha, to że planarów tyle, to nie przypadek (wpisuje się to w moje poszukiwanie najlepszej reprodukcji dźwięku na uszach), zaś brak elektrostatów to również rzecz nieprzypadkowa (brakuje im, generalizując, tego, co w reprodukcji dźwięku jest dla mnie niezbywalne, konieczne, by przykuć).

Ehh, gdyby tak jedne i drugie… cóż, nerek by nie starczyło

No fajno, fajno, ale miało być chyba o najnowszych, flagowych FADach? No i jest, przecież jest jak najbardziej. Zdradziłem finał? No oczywiście, tradycyjnie, wszystko wypaplam na wstępie, no znaczy nie wszystko, tylko konkluzję, właśnie – finał – zdradzę. Także, jak kogoś męczy, może już sobie resztę darować (skupiając się na dźwiękach, jakie wydobywają się z jakiejś zacnej muszli), a Ci, którzy jednak z miłą chęcią to wyjaśniam powody tak wysokiego umieszczenia tych słuchawek w swoim rankingu w rozwinięciu. Wspomnę tylko jeszcze, że pierwszy wariant D8000 nie załapałby się, albo też okupowałby ostatnie miejsca na liście 8 tysięczników (nie, nie załapałby się)… tamte słuchawki nie zwróciły mojej uwagi, były bardzo inne, a przecież to tylko kwestia strojenia TYCH SAMYCH przetworników. Porównanie jakiego dokonałem na spokojnie w domowych pieleszach (wcześniej, jako wskazówka, było kilkadziesiąt minut z wygrzanymi egz. na AVS 2019) utwierdziły mnie tylko w tym, że od szczytów do przepaści krótka droga (w sensie, że coś nas chwyta i zachwyca, a coś przechodzi …bez echa, zupełnie bez). Im więcej, tym większe wątpliwości, tym wszystko staje się coraz bardziej… nie wiem… względne? Może to właśnie to, może w tym zalewie propozycji, produktów na kopy, powinniśmy sami sobie powiedzieć (w końcu) pass? Lepsze wrogiem dobrego? Niestety, na nasze nieszczęście, tak to w tym hobby nie działa. To może inaczej – jest mój dźwięk, tylko to, jak pożądliwie wracam do efektora, to już jest TO i po co w sumie drążyć? Ehh można tak się kręcić, próbując złapać ogonek, jak moja kotka Yuki, która z uporem goniła sama siebie, no można tak. Dobra, dość bablania, czas na konkrety.

FADy D8000 Pro Edition są tak dobre, bo…

» Czytaj dalej

Słuchawki już docelowe, a nie za nerkę? Recka orto Alara & dynamików Magni

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_4982

Recenzja porównawcza. Takie lubimy, ja lubię, Wy chyba też bardzo, bo możecie dowiedzieć się czegoś nie w oderwaniu, a kontekście i – co jest cholernie ważne – testujący nie produkuje się „bo mu się wydaje”, tylko ma bezpośredni wgląd w różnice, może się do tego kompetentnie odnieść. Notatki, nawet te najprecyzyjniejsze, najszczegółowsze niestety są tylko odzwierciedleniem niedoskonałości języka, który musi przełożyć coś co często nieuchwytne, efemeryczne, trudne do opisania – tego nie przeskoczymy – ale można, mając możliwość porównania produktów A/B/C/… na wyciągnięcie jakiś miarodajnych, ciekawych, może nawet odkrywczych wniosków. Rzecz jasna subiektywizm takiej oceny będzie zawsze ograniczał adekwatność publikacji. Stąd też szkiełko-oczne sajty, w rodzaju AudioScienceReview, rozprawiające się z typowym dla „klasycznych” recenzji audio brakiem odniesienia, precyzji, naukowej, mierzalnej, konkretnej bazy. Zapewne starzy stażem ;-)

Czytelnicy pamiętają wpisy na HDO, w których cytowałem, często odnosiłem się do demaskatorskich (niejednokrotnie) publikacji Archimagio (też „szkiełko i oko” z dużym potencjałem do krzewienia wiedzy i powszechnej świadomości na temat nie tylko sprzętu, ale w ogóle całego przebogatego zbioru: cyfrowe, technologie, pomiar a subiektywny ogląd w audio świecie. Lubię, czytam, ale staram się (jak zresztą w każdej dziedzinie, ogoleni w życiu) łapać dystans, starać się nie wierzyć ślepo (wyznawać, być wyznawcą) jedynie słusznej, jedynie prawdziwej „drogi” poznania. Na szczęście w naszej ulubionej dyscyplinie tak się zwyczajnie nie da i nadal jesteśmy i nadal będziemy zaskakiwani czymś, co jest na bakier z dogmatami. I to jest piękne i tego się trzymamy :)

Dlaczego taki wstępniak? Ano zebrało mi się, bo (tak, będę się tu strasznie brzydko chwalipięcił) na ASR ostatnio sporo sprzętu się przewinęło, który wcześniej testowałem na HDO i …wnioski były zbieżne z moimi, niedoskonałymi, nie podpartymi „analizatorem widma” ;-) spostrzeżeniami na temat tego, co tam się w testach przewinęło. Nie piszę o tym, by się przechwalać – nie – piszę o tym z jednego, prostego powodu: jak sto osób powtarza, że coś jest cacy (a nie jest), to nie bądź jeden z drugim oportunistą, nie bądź Tomaszem małej wiary, tylko podpierając się swoim doświadczeniem, swoim oglądem, upieraj się, podtrzymuj, nie zmieniaj zdania. Jako przykład niech posłuży test Mytek Liberty… u mnie dość mocno obsztorcowanego, z recenzją chłodno-krytyczną wobec tej konstrukcji. Cóż, pomiary podobno nie kłamią, na pewno nie mówią całej prawdy, ale są (i będą, zawsze bedą) jedynym „pewnikiem”, jedynym obiektywnym punktem odniesienia. W wielu innych przypadkach było podobnie (znaczy daleko idąca zbieżność), co mile połechtało (próżność, miłość własna, zadzieranie nosa), przede wszystkim jednak pozwoliło na pewną konstatację – warto się upierać i nie zmieniać zdania pod wpływem „ogółu”. Taki Audioquest Jitterbug (zjechany u mnie, kupiony specjalnie na okoliczność, bo pewnie znowu dystrybutor: „jak się nie spodobał, to proszę nic nie pisać”)… bombastycznie, z przemądrymi teoriami jak to (i podobne temu) rzeczy zbawienny wpływ mają. A nie mają. Żadnego. I to tylko jeden z wielu przykładów, taki z brzegu.

Zebrało mi się, a przecież o słuchawkach miało być. Dobrze, wracam do meritum. Coś w zakresie 2-3k. Dla wielu granica akceptowalności, maksimum jakie są chętnie przeznaczyć na słuchawki… i ja to szanuję, bo słuchawki to nie kolumny, to nie komponenty stacjonarnego systemu, tylko coś osobistego na głowę, coś …ekhmm, coś czego wartość jest bardzo względna, bardzo umowna, coś, co traci dość szybko i mocno na wartości. Bez względu na to, co to. W przypadku testowanych, mamy do czynienia z bardzo dobrze wykonanymi, ergonomicznie bez większych zgrzytów, produktami. Słuchawki w tej cenie, wg. mnie powinny absolutnie być tu bez zastrzeżeń… w takiej kwocie, taki efektor (to nie są kolumny!) nie ma prawa chrupać (materiały, wspomniana ergonomia, jakość wykonania). To tutaj mamy kciuki w górę, ale to dopiero początek.

Po długiej przerwie, wracam, z testem porównawczym planarnego „entry-level” Brainwavz Alara, wróć, nie tylko planarnego, bo do redakcji trafił takoż wschodni „rodzynek” – grafenowe Magni, z tym, co w redakcji. Mhm, tak ten to właśnie grafen, nadzieja niespełniona Kraju nad Wisłą, wielka obietnica cywilizacyjnego skoku (kiedyś), a dzisiaj coś co wywołuje wśród krajan co najwyżej wzruszenie ramion. Super wytrzymały, super lekki, nad-materiał od niedawna dostępny w konsumenckich produktach, produktach takich jak ostatnie z wymienionych w tytule słuchawek. Wprost z Petersburga, dynamiczne, ale właśnie przez wzgląd na materiał membrany dalece niebanalne, a patrząc przez pryzmat oprawy (i ceny) po prostu coś, co miażdży dokonania wielu słuchawkowych wyjadaczy. Kennerton. Magni. Co się zaś tyczy firmy Brainwavz …pamiętam świetne nauszne piątki, jakie przetestowaliśmy sto lat temu, dokanałówy bardzo sensowne, wszystko bardzo budżetowe, przystępne. Teraz czas na coś wyżej, pierwsze poważne, stacjonarne (raczej), pierwsze planary.

» Czytaj dalej

Kolumny Diamond Monitor – nasza opinia o topowych podstawkach Pylona

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_2735

Duże podstawki z bardzo konkretnym nisko-średniotonowcem, dominującym na froncie, charakterystyczną formą (pochyloną, Pylon lubi niebanalnie, widać to w najnowszych Jasperach, a wcześniej w zdetronizowanych z topowego szczytu Emeraldach. I nie chodzi tu tylko i wyłącznie o względy estetyczne, a uzyskanie odpowiednich charakterystyk pracy układu zamkniętego w skrzynkach (tweeter nie na linii, a cofnięty do tyłu względem nisko-średniotonowca). Diamondy prezentują się bardzo schludnie, to po prostu bardzo ładny projekt, a do tego – jak wspomniałem – przemyślany od A do Z…. tu oba świetne przetworniki miały zyskać najlepsze opakowanie, współgrające z ich możliwościami. Warto to podkreślić, bo patrząc na publikacje o tych od paru lat oferowanych kolumnach, skupiono się na względach wizualnych (odnośnie konstrukcji paczek), często poświęcając miejsce na dywagacje, że takie pochyłe to ładnie, a jeszcze ładniejsze z dedykowanymi standami (nie testowanych, ale wierzę na słowo) itd itp. To flagowy model (póki co) kolumn podstawkowych w ofercie jarocińskiego producenta, nie jakoś specjalnie drogi, bo cena (obecna) wynosi 3600 złotych – jak za takie, spore, monitory, wykonane na takim poziomie stolarki i wykończenia (pierwszorzędne powłoki lakiernicze), z jw. doskonałymi przetwornikami, to jakby nie patrzeć okazja.

Purple Rain. Kable też polskie, Melodiki, dopasowane kolorystycznie. Komplet. ;-) A serio, całkiem sensowne połączenie.
Niebanalne wybarwienie. Widać, że możliwości są w tym względzie nieograniczone. Niewielu producentów oferuje takie coś… 

Wielkość tych paczek pozwala na wyzbycie się chęci dodania suba (i nie mam tu na myśli tylko kina, ale stereo), bo te kolumny zapewniają wystarczające możliwości odnośnie niskich tonów, ba powiedziałbym, że to jedne z najbardziej umiejętnie grających dolnym zakresem kolumn podstawkowych jakie dane mi było słuchać w cenie do 5k złotych. Także już na wstępie widać, z czym mamy do czynienia – z monitorami, które mogą stanowić podstawę systemu HiFi/kino w średniej wielkości salonie (22-25 metrów), mogą spokojnie grać samodzielnie, bez wsparcia wspomnianego subwoofera (który, jak już wiele razy wspominałem, nie jest niczym zdrożnym i we właściwej implementacji system 2.1 to doskonały pomysł na jeszcze lepszy dźwięk niż „tylko” z dwóch kolumn podstawkowych). To istotna wskazówka dla kogoś, kto szuka czegoś, co będzie stanowić w dużym pokoju, alternatywę dla podłogówek na które nie ma ochoty, zgody, możliwości sensownego ustawienia (podkreślić właściwe).

Grało z bardzo, bardzo różną elektroniką. Z vintage,m NADa, z ultranowoczesnym Sonos AMPem, z lampiszonowym MiniWattem
(i nawet dawało radę, choć tu mocna lampa przyda się bardzo, a nie taki jednak maluch). Sprawdziłem też z nowym nabytkiem tj. audiolabem M-PWR (końcówka). To ostatnie zagrało z przetworniko-pre @ ESS9038Pro (M500 S.M.S.L) zajebiście dobrze. Co ciekawe, soute, bo Sonos AMP to kompletny wzmacniacz/źródło macie dźwięk wg. mnie na poziomie klasycznych klocków za 2x kwotę (tj. około 6k), co dobrze świadczy o kompetencjach tego stereo od specjalisty od smart/strefowych głośników. Jeszcze powrócimy odnośnie multichannel do tego Sonosa (ostatnia część mega-recenzji). Aha, jeszcze jedno… jak widać – jest obraz, gra, nie ma obrazu – nie gra ;-)

Mamy zatem obietnicę dużego dźwięku, brzmienia, które będzie akuratne w odległości 3-4 metrów od słuchacza, znaczy typowej odległości występującej w dużych pokojach, salonach. Tam, gdzie kanapa, fotel stoi swobodnie, albo już przy tylnej ścianie, gdzie mamy do czynienia z aranżacją uwzględniającą potrzeby AV (ekrany powyżej 50″, ekrany projekcyjne 100 i więcej calowe). Te monitory sprawdzą się w takich okolicznościach. Nie są ogromne, zwaliste jak duże Herbatniki, czy mocno obecnie chwalone (też ogromne) JBLe z najnowszego wypustu, czy retro-nowoczesne Wharfedale. Takie wielkie podstawkowce dominują (to raz), zabierają cenną przestrzeń (cenną w kontekście swobody aranżacji pomieszczenia), są często nie do zaakceptowania przez domowników (w sensie niski poziom WAF). W przypadku Pylonów mamy duży przetwornik zamknięty w jeszcze kompaktowej (w porównaniu do jw) obudowie, a pojedyncza sztuka waży tu 10, nie 20 kilogramów. To ważne szczegóły, dla kogoś kto nie chce, nie może przekształcić najważniejszego pomieszczenia w domu (tam, gdzie wszyscy siedzą, wgapieni w ekran, ekrany) w salonik kapliczkę audio freaka.

Dobrze, to co dostajemy za te stosunkowo niewielkie pieniądze?

» Czytaj dalej