LogowanieZarejestruj się
News

W poszukiwaniu uniwersalnego: NAD C368 z modułami MDC – recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180718_063332413_iOS-600x437

A gdyby tak, a gdyby tak mieć coś do wszystkiego, przy czym to coś miałoby zadawać kłam powiedzeniu: „jak jest do wszystkiego, to do niczego”. Nikt nie przetestował tego klamota w ten sposób. To w ogóle głębszy problem z recenzjami produktów… zazwyczaj są bardzo pobieżne, koncentrują się tylko na wycinku, zazwyczaj pisane są zaraz po premierze, albo niedaleko (w sumie, trudno się dziwić, bo przecież użyteczność marketingowa, bo życie produktu obecnie bywa krótkie), zazwyczaj z lektury nie dowiemy się zatem, czy sprzęt potwierdził swoje możliwości (wsparcie, rozwój oprogramowania…), czy można i ile można było wycisnąć ze skrzyneczki. Ten schemat bywa strasznie irytujący, właściwie stanowi zaprzeczenie istoty rzeczy: albo o czymś wypowiadamy się całościowo, autorytatywnie, starając się nie pominąć tego, co stanowi istotę, albo jest po łebkach i tak naprawdę jedyne, co można wyczytać, to dane nadesłane przez producenta z opisem potencjalnych możliwości. Nawet obserwacje z odsłuchów bywają w takich okolicznościach przyrody niemiarodajne, albo przynajmniej niepełne. Tak, moi drodzy, recenzenci powinni (zaczynając od niżej podpisanego) informować czytelników o tym, jak długo egzaminowali i jak dogłębnie egzaminowali pacjenta tj. klamota. Taka informacja powinna być obligatoryjna. Jak ktoś spędził parę wieczorów ze skrzynką to – powiedzmy sobie szczerze – niewiele wie o tym co, to, to potrafi. To nie jest miarodajny test, miarodajna ocena. Dlatego lepiej wg. mnie mniej, nie na wyścigi (znaczy jak już egzemplarz testowy nie jest na za dwa tygodnie, tylko może się testować długo i namiętnie), jak się (to zawsze pomaga – pozwala zaoszczędzić czas) porządnie rzecz wygrzała, pograła sobie wcześniej. W przypadku opisanego w tytule delikwenta z „przyległościami” (karty ;) ), mieliśmy przyjemność badania przez okrągłe cztery miesiące z okładem. To wystarczająco długo, by móc jw. autorytatywnie wypowiedzieć się o testowanej integrze.

NAD C368 to konstrukcja przełomowa. NAD idzie w najnowszej, klasycznej, najważniejszej (zarówno wizerunkowo, jak i zapewne handlowo) serii, dalej niż w poprzednikach, definiuje na nowo możliwości, potencjał nowoczesnego wzmacniacza zintegrowanego. Tak, właśnie tak, a dodatkowo robi to nie na pół gwizda, nie że może w następcach coś tam doda, tylko od razu robi to jak należy – integruje WSZYSTKO, nie zapominając o żadnym szczególe, a całościowo wychodzi naprzeciw idei FUTURE-FI. Sprzęt, aby być zgodny z tym „future” nie tylko potrafi odnaleźć się w cyfrowym świecie (co dzisiaj stanowi standard), a więc jest zdolny do współpracy z licznymi źródłami, komunikacji sieciowej, obsługi nie tylko za pośrednictwem tradycyjnego pilota. Nie. Future-fi moi drodzy, to kompleksowe rozwiązanie SYSTEMOWE, a precyzyjniej EKOSYSTEMOWE. To coś dużo i znacznie większego. I NAD robi tutaj robotę. Dzięki modułowości rozszerzamy, to nic nowego w HiFi, ale tutaj de facto tworzymy coś nie tylko łączy świat audio z światem video, nie tylko uzupełnia możliwości o sieć i system operacyjny audio (bo tak to trzeba zdefiniować), ale otwiera możliwości budowy wielostrefowego, kompleksowego rozwiązania i to – jeszcze – w oparciu o kilka alternatywnych opcji softwareowych. Jest BluOS, ale jest i Roon, jest także JRiver. W przypadku rozwiązania firmowego tworzymy coś na kształt sieciocentrycznego systemu złożonego z BluOSowych klamotów, które dogadują się w ramach swojego protokołu i INTEGRUJĄ każdy rodzaj źródła, jaki podepniemy do wzmacniacza. Gramofon strumieniowany do innego pomieszczenia? A jakże! Chęć posłuchania sobie szpuli albo srebrnego krążka w kuchni (samograje Bluesound), na patio, gdziekolwiek… także na innym, starym systemie uzupełnionym przez streamery…. systemowe end- pointy. Dalej, mamy także możliwość rozszerzenia i uzupełnienia możliwości o najnowsze pomysły z dziedziny DSP oraz korekcji (Dirac), możemy cieszyć się z nowych serwisów, z obsługi wszystkich bezstratnych & hi-resowych streamów (Tidal HiFi/MQA, Qobuz oraz Deezer HiFi), z dodanej wreszcie w najnowszych modułach, klamotach obsługi DSD.

Blu

Jak dodamy sobie do tego kino i to pożenione ze wspominanym softwarem Dirac, oferowanymi przez producenta możliwościami rozbudowy ekosystemu o klamoty obsługujące dźwięk obiektowy (oraz starsze formaty kina domowego) oraz najnowsze rozwiązania z zakresu wizji (4k, HDR) to wyraźnie widzimy, że ktoś tu sprawę przemyślał bardzo gruntownie. W przypadku C368 punktem wyjścia jest kino z dźwiękiem stereofonicznym, ale to nie koniec drogi uzupełniania, rozbudowy. Pamiętacie, niedawno wspominałem o cyfrowym przedwzmacniaczu, dla – chyba- niepoznaki nazywanym przez NADa „streaming dakiem”. Bohater niniejszego wpisu potrafi współpracować z nowym C658, potrafi wraz z końcówką C268 stworzyć dzielony system o potężnej mocy, a to jeszcze nie wyczerpuje wszystkich możliwości. W opracowaniu są moduły dające możliwość wejścia w świat wielokanałowego dźwięku nie tylko w najdroższej serii Masteres. Innymi słowy, budujemy sobie w oparciu kompleksowy system, kompletny, pozwalający na integrację każdego możliwego źródła. Integratorem jest tu NAD i – jak ktoś nie chce bawić się w alternatywy – tylko NAD. Protokoły mamy też wszystkie jak leci: AirPlay2, DLNA/uPnP, Spotify Connect, Cast… do wyboru, do koloru. Po tych paru miesiącach maglowania C368 z modułem BluOS oraz HDMI uświadomiłem sobie, jak istotne, jak kluczowe jest zrozumienie przez producenta złożoności, ogromnej rozpiętości dzisiejszych technologii. Dopiero umiejętność połączenia wszystkiego w jeden, bezproblemowo działający, dogadujący się, integrujący serwisy, usługi ekosystem, znajomość i wiedza na temat systemów operacyjnych, protokołów sieciowych (i w ogóle działania infrastruktury sieciowej… NAD jest jedną z nielicznych w branży firm, które ten temat znają od podszewki i wykorzystują ten potencjał) przynosi optymalny rezultat, daje użytkownikowi stabilny, otwarty na to co przyniesie przyszłość SYSTEM. Trzeba na to popatrzeć nie przez pryzmat OLD-Fi, gdzie wystarczyła łączówka, gdzie – owszem – mogło nie być synergii, ale gdzie poziom złożoności (nie chodzi o obsługę, o UI/UX… tu NAD wykonał kawał dobrej roboty i jest ergonomicznie, jest prosto, jest przejrzyście, dobrze jest) jest nieporównywalnie większy, gdzie mówimy o czymś, co w całym cyklu życia podlega modernizacji, transformacji, ulepszaniu i rozszerzaniu (możliwości).

To wszystko stanowi nową jakość, zapowiedź tego co już teraz, a zaraz wszędzie (jako pewien standard) zafunkcjonuje na rynku. NAD nie byłby sobą, gdyby nie uwzględnił w ostatnich swoich pracach także kontrowersyjnego tematu jakim jest AI. Przy czym tutaj raczej chodzi o podstawowe możliwości sterowania (w tym kierunku, póki co, to zmierza). Rzecz jasna nie da się wykluczyć, że w przyszłości taki M10, albo kolejny tego typu klamot, będzie nie tylko reagował na nasze komendy głosowe, ale jeszcze nam coś odszczeka. Jak future, to future. Nie wykluczał bym żadnej możliwości, w końcu idziemy w kierunku agregacji wszelkich treści multimedialnych, z opcją interakcji człowiek – maszyna (począwszy od rekomendacji,  poprzez uzupełnianie wiedzy, informacji, a – na razie – kończąc, na alternatywnych wątkach, zaangażowaniu użytkownika w przebieg narracji). Trudno powiedzieć dokąd nas to zaprowadzi, nie o tym jednak miał być wpis, wracam do meritum: czas na przedstawienie potencjału doposażonego C368, pokazać Czytelnikom co daje Future-Fi w praktyce.

Zapraszam!


» Czytaj dalej

Woo Audio WA7d/tp – nie tylko ważne, jak gra, ale jak wygląda. Design głupcze!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
WOOAUDIO_WA7-silver-600x400

Niech mi się nikt nie obraża i nie wkurza, że mu personalnie coś. Nic z tych rzeczy. Parafrazuję znane „gospodarka głupcze”, a że chodzi o coś, co ładnie pasuje do antytezy „nieważne jak wygląda, ważne jak gra” to cóż… jest, jak jest ;-) Woo Audio to bańki. Wiemy. Woo Audio to zarówno pod kolumny, jak i pod słuchawki. Przy czym te ostatnie tak bardzo są w modzie, że obecnie Woo Audio to przede wszystkim pod słuchawki. No takie czasy, nic na to moi drodzy nie poradzimy, że często, gęsto nie ma opcji by stworzyć sobie „świątynię zapomnienia”, czytaj zrobić z jakiegoś pokoju miejsce na wyłączność pod klamoty, kolumny i akustyczne dopasowanie tj. stroje, absorbery, pułapki itd. Mieszkanie to nie studio, życie to nie bajka, także nie dziwi, że zamiast czegoś, co może okazać się zgniłym kompromisem, wielu melomanów (czy tych, tam -filów, bez obrazy, bez obrazy), zadowala się czymś na uszach. Wiadomo, odpada milion rzeczy, właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by mieć totalnie endowy, flagowo-wyczynowy tor słuchawkowy, w budżecie (jak ktoś lubi) nawet (obecnie) zbliżonym do pieniędzy za duże, stacjonarne, topowe audio oparte na kolumnach. Proszę bardzo. Jedyne, co warto i się powinno, to sprawdzić stan instalacji elektrycznej (co wskazane jest bez względu na to, czy akurat pod audio… bo zła, wadliwa, niestabilna instalacja to potencjalne kłopoty). Także nie dziwi i wręcz dzisiaj w dobrym tonie jest coś, co nakłada się na łeb, co nieinwazyjnie koegzystuje z aranżacją wnętrz nie uwzględniającą jakiś tam, absurdalnych, wymagań pod niwelację zjawisk (jak na ten przykład „ale fale stojące…”) niekorzystnych z punktu widzenia słuchacza.

Dobra, dość dywagacji o wyższości świąt Bożego Narodzenia, nad Wielkanocnymi, przejdźmy do meritum, do bohatera wpisu, testu, recenzji… uroczego, dzielonego, „amplifajera” słuchawkowego Woo Audio WA7d. Wersji wcześniejszej, w optyka dodatkowo wyposażonej, obecnie już wygaszonej (zabrali ten element – szkoda). Na szczęście to co jest różni się od tego co było tylko tym, jak wyżej, szczegółem. Także nie będziemy pisać o mamutach, tylko o czymś, co jak najbardziej można zakupić, a czy warto i dla kogo o tym poniżej. Zanim o SQ, na wstępie, o tytułowym designie. Od paru lat widać (na szczęście) wyraźnie, że wygląd MUSI iść w parze, że szczególnie im wyżej, tym bardziej musi. Bardzo mnie to cieszy, bo nic mnie tak nie denerwuje, jak coś niedoskonałego w formie, co ma – właśnie – znaleść uzasadnienie dla swojej egzystencji treścią, umiejętnościami (tylko). Ja się z tym nigdy nie byłem w stanie pogodzić i jak coś paskudne, jak nie pasuje, brzydkie po prostu to doświadczenie użytkowe (choćby nie wiem jak grało) zawsze i nieodmiennie leży. U mnie tak to działa. Nie jestem w stanie zaakceptować czegoś, co razi estetycznie i choćby nie wiem jak genialne (brzmieniowo) było to nawet jak niewidoczne, nawet jak ukryte, będzie w świadomości bruździło.

WA7d jest przykładem całościowego podejścia do tematu. To miało być NOWOCZESNE, to miało być ŚWIEŻE, oryginalne i – no niech ktoś powie, że nie – JEST nowoczesne, świeże i oryginalne oraz PIĘKNE. Ten amp z wbudowanym dakiem i (na całe szczęście, nie pominięto tego elementu) wejściem analogowym, czytaj prostym pre prezentuje się tak, jak powinien prezentować się sprzęt audio… ma współgrać z naszym poczuciem estetyki, naszą wrażliwością na piękno, na chęć otaczania się pięknymi przedmiotami. Ok, nie każdemu to, co oferuje tutaj Woo Audio, musi się podobać. Nie. Ale nikt nie przejdzie obok obojętnie, nie wzruszy ramionami. Bo tu, ktoś, zadał sobie trud, by zrobić coś, co ma do nas przemawiać. I przemawia. Dwie, kostki, monolityczne, kostki, połączone grubym, „militarnym”, przewodem, obie wyposażone w bańki wyeksponowane, ale zabezpieczone, bo w akrylowych, przezroczystych obudowach „zamknięte”. To, co przemawia do każdego audio freaka… duże pokrętła, duże, na froncie, centralnie umiejscowione. Trochę szkoda, że przy bliższym rozeznaniu, to jednak nie ciężkie, stalowe potencjometr…y (no w zasilaczu trudno mówić o potencjometrze, bo choć się kręci – bez sensu, na marginesie – to robi tylko jedno… włącza/wyłącza, jest po prostu włącznikiem), a coś co ma właśnie formą całość ładnie spinać i spina, przy czym pozostawia pewien niedosyt. To jedyna rzecz, która mi tutaj „nie gra”, reszta gra i to bardzo gra. Hebelki z tyłu amp/daka, dwa jacusie – jeden duży, drugi mały, pozwalające na podpinanie zarówno tych stacjonarnych, jak i mobilnych bez potrzeby stosowania adapterów – wszystko na miejscu i w estetyce, która bardzo, bardzo mi odpowiada.

Tak, reklamują to, to z – wiecie – makówkami. A właściwie to jedną, konkretną makówką, o ponadczasowej formie (subiektywnie) tj. jabcowym all-in-one. iMac i WA 7d. To powinno być w jednym pudle sprzedawane, oferowane w komplecie, bo właśnie świetnie się jedno z drugim dopełnia. Mówimy o stacjonarnym słuchawkowcu, czymś na biurko (raczej wyłącznie tak, no ewentualnie stolik nocny, ale tam prawdopodobnie się to, to nie zmieści, a ukrywanie czy zamykanie części składowych to będzie zbrodnia). Jako, że się ten opisywany WA grzeje i to konkretnie grzeje, to musi być przestrzeń wokół. Najlepiej obie koski obok, albo, jak u mnie pięterko, w sensie wyżej i niżej (wiele biurek tak ma, że się da), albo jeszcze inaczej, wedle upodobania, ale na widoku i z przestrzenią wokół. Musowo. Bo ten sprzęt ma cieszyć i cieszy oko. Nawet ktoś tak nieczuły na powaby klamotów (tych ładnych), ktoś taki jak małżowina, po zauważeniu tytułowego setu, nie omieszkała wspomnieć: „no ładne to, to… bardzo nawet”. A, że odmówić zmysłu estetycznego, harującemu jak wół grafikowi (pracoholizm stosowany, podszyty zawodowym entuzjazmem… znaczy lubi to robi, a robi bo lubi) to cóż… wspomniałem nieprzypadkowo wcześniej, że nikt nie pozostanie nieobojętnym na powab WA7d i jak widać z powyższego, tak to właśnie wyglądało podczas testów u mnie. Czy zatem tylko choćby przez wzgląd na aparycję, warto? Oj, nie, nie tylko to, a nawet powiem więcej – choć może i DAC nie jest tu czymś nadzwyczajnym i zwyczajnie można lepiej w temacie konwersji cyfrowego na analogowe – to sam wzmacniacz, wejście analogowe daje potencjalnemu nabywcy WA7d coś, co może stanowić docelowy (tak właśnie) klamot dla słuchawek dowolnie wysokiej klasy. Nie będziemy szukać dalej, bo manewr z lepszym źródłem (nie tylko transportem) będzie jak najbardziej wykonalny, co więcej – jak komuś będzie mało z komputera (dzisiaj zazwyczaj tak gramy), to nawet jakieś gramofony, deki czy szpule sobie pożeni. I będzie zachwycony. Będzie, bo…

 

Trochę bałagan pod…

» Czytaj dalej

Jeszcze raz o AVS’18, bardzo subiektywnie i (mam nadzieję) oryginalnie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0280

Sporo się w tym roku działo, niewątpliwie organizatorzy chcieli podkreślić walor edukacyjny, czy edukacyjno-poznawczy imprezy i to im się wyjątkowo dobrze udało. Każdego dnia można było znaleźć przynajmniej jedno spotkanie, prelekcję, na którym znalazło się coś ciekawego, interesującego. Tym razem bardziej, i dobrze, było audio, niż wideo (co nie oznacza, że mam coś przeciwko – absolutnie nie, ale to jednak impreza przede wszystkim od zawsze zorientowana na dźwięk), nie łączono tego z osobnym, skromnie na pięterku Narodowego „smart home” (a były takie zakusy w zeszłym roku, że pójdzie to szerzej, że będzie tego więcej – od tego, moi drodzy, jest IFA i inne, tego typu targi zorientowane na elektronikę użytkową). Nie starano się także za wszelką cenę błysnąć jakimś dziwadłem za parę milionów (oczywiście wyścig kto więcej i naj był, to naturalne, ale nie była to żadna oś, żaden punkt odniesienia do czegokolwiek). Było sporo premier, wiele rzeczy pokazywano w Warszawie po raz pierwszy (jak choćby nowe palnary HiFiMANa Arya, jedne jedyne, przedpremierowo, w Europie), co oczywiście cieszy. Jednak o tym wszystkim możecie przeczytać gdzie indziej, wiele impresji po show można znaleźć bez trudu, zazwyczaj koncentrują się na paru wybranych systemach (bardzo dobrze grających, fakt, ale właśnie w tym problem, że umyka to, co często „na zapleczu”), na paru znanych markach, na tych, którzy mieli siły i środki, żeby „się” pokazać.

Podobno jedyna sztuka dostępna na Europę pojawiła się była w słuchawkowej strefie ;-) … Arya w cenie Edition-X (ok. 8k), celująca w kompetencje brzmieniowe HEK

Arya.. premierowo na AVSie. Będziemy ofc testować u nas już niebawem

Jechałem do Warszawy z widokami na tylko jeden dzień i to jeszcze jeden z kalendarzem wypełnionym paroma spotkaniami. Stwierdziłem zatem, że nie warto koncentrować się na tym co mocno forsowane, co (wiem, znam, słyszałem) już było, tylko podjeść do całej sprawy inaczej. Postanowiłem dać się powieść intuicji i poszukać, trochę po omacku, trochę przypadkowo, trochę na zasadzie: „a niech mnie coś, ktoś czymś naprawdę zaskoczy”. Także Narodowy to głównie w tym roku była koncentracja na strefie słuchawek oraz paru miejscach, gdzie chciałem dowiedzieć się czegoś o nowościach (z ulubionych przez siebie marek), porozmawiałem z paroma osobami z listy i dawaj pakować cztery litery do autokaru kursującego między stadionem a hotelami. To na nich w tym roku skoncentrowałem swoją uwagę i wierzcie mi – było warto! Oj bardzo było!

Słuchawkowy Everest, znaczy się referencja? Referencja. W malutkim pokoiku ze znudzonymi Chińczykami ;-) to, co powyżej, oraz Abyss Phi robiło dźwięk! Słuchawkowy olimp!
SOUNDAWARE źródło plikowe A300 (za moment Roon Ready) oraz topowa amplifikacja/pre pod nauszniki P1

W Narodowym nic nie wywołało palpitacji serca (a nawet było parę rozczarowań o czym poniżej w foto-prezentacji), zupełnie odwrotnie w hotelach, a właściwie w jednym z hoteli (czasu było mało i drugi niestety udało się tylko pobieżnie obejść). W Sobieskim było to, czego oczekiwałem. Zaskoczenie, ekscytacja i parę naprawdę szczerych, silnych wzruszeń. Właściwie Narodowy można było sobie w sumie odpuścić, nie w sensie że nic, tylko opisany w zeszły poniedziałek system Soundkaos był takim objawieniem, że mógłbym sobie tam już siedzieć i nie wychodzić ;-) , wreszcie to nie w strefie słuchawkowej a właśnie tam, w Sobieskim, były trzy najwspanialsze według mnie (choć niestety nie sparowane z sobą, a gdyby były sparowane, to czuję, że zachwyty byłyby takie jak z Soundkaosem) słuchawkowe znakomitości, przy czym dwie absolutnie premierowo na AVSie pokazane. Te trzy wspaniałości to system, który mało kto, no pies z kulawą nogą, odwiedzał, czy raczej nie odwiedzał, bo trzech przedstawicieli Państwa Środka (w tym tylko jeden znający język angielski, przy czym Pani bardzo kompetentna!) słuchawkowy złożony ze źródła (streamer) oraz słuchawkowego pre & wzmacniacza SOUNDAWARE REFERENCE, za moment z pełnym wsparciem w Roonie (Roon Ready, a więc z obsługą RAAT), który to set wbił mnie w fotel. Wbił na długo, ale co tam, nikt tam – jak napisałem – właściwie nie zaglądał, na jednym stole leżały sobie biednie folderki i w nieładzie parę słuchawek i DAPów (na które nie zwróciłem baczniejszej uwagi, może błąd, ale mniejsza). Nie wyglądało to na dzień dobry zachęcająco. A jednak! Wbił, bo – drogie Panie i drodzy Panowie – w tym to niepozornym pokoiku Chińczycy tak od niechcenia pozwolili na zażywanie do woli najnowszego modelu Odchłani vel Głębi, czyli bardzo, bardzo rzadko spotykanych, u nas oficjalnie nie do zdobycia, koszmarnie drogich, legendarnych planarów Abyss (ABYSS AB-1266 PHI CC… tak właśnie, najnowsze φ). Ano były, ale właśnie tam i z tą elektroniką, która jak się miało okazać z opisu jest po sam kurek naładowana intrygującymi, oryginalnymi rozwiązaniami i otóż te słuchawki (same z siebie świetne, miałem okazję jeden z wcześniejszych modeli krótko słuchać na Pathosie) zabrzmiały nieziemsko, jakby to nie było coś na uszach tylko poza, nie wiem, jak to ująć, no poza fizycznymi ograniczeniami, punktami odniesienia, nie że gdzieś coś do tych uszu przylega i w nie dźwięki sączy. No nie. Uczucie nieskrępowanego, niebywale sugestywnego pokazania odległości, wielowymiarowej przestrzeni, wymiarów było – oj było – to naprawdę coś niesamowitego. Nie zrobiło, aż takiego wrażenia, jak szwajcarskie kolumny, ale blisko, a w przypadku słuchawek cała reszta wypadła na tle tego, co powyżej, po prostu blado (poza D8000, o czym poniżej, w fotostory), a nawet bardzo blado (niestety Ethery 2 kompletnie mi nie podeszły, największe rozczarowanie, choć to tłumaczę sobie może tylko pierwszym wrażeniem, ale no źle było, bez porównania gorzej niż pierwsza generacja słuchana porównawczo, zarówno otwarte jak i zamknięte… nadal wg. mnie najlepsze zamknięte planary na rynku to Ethery C).

Fajny Echo, świetna, znakomita Euforia od Feliks Audio. Znowu Sobieski, znowu słuchawki i prawidłowo, tam trudno stworzyć dobre warunki dla kolumn, ale przecież to idealne miejsce dla słuchawek.
Gabinet, salonik, fotelik, kanapa… tyle, że zaskakująco, także kolumny w tym roku – objawienie – to też wspomniany hotel. Tak, też byłem w szoku! ;-) Btw trochę szkoda, że to co powyżej z lepszym źródłem to nie grało.

Trzecia rzecz to Euforie, elektrownia na NOSach 6N13, naszego rodzimego Feliks Audio. Nie tylko wyborna aparycja, ale takiż sam, wyborny dźwięk. Szkoda tylko, wielka szkoda, że ten i inne wzmacniacze (wzmacniacz) podpięte były do bardzo zacnego, ale jednak tylko budżetowego w formie i treści, podstawowego streamera (nowości) Coctail Audio X14. Jednym z pierwszych testów u nas była X10, pierwszy taki, który trafił przed siedmioma laty na rynek all-in-one. Potem jeszcze udało się X20 czy 30 przetestować – sprzęt z ambicjami do bycia czymś więcej (HiFi). Mhm, pamiętam, fajne pomysły, teraz rozwinięte w coś bardzo rozbudowanego (X45PRO oraz X50PRO – też all-in-one, z najlepszymi komponentami, nawet z rzadko spotykanym interfejsem I2S). Myślę, że takie źródła powinny być dawcami sygnału, szczególnie w sytuacji, gdy wychodzimy z takiego klamota analogowo już na amplifikację. Dobra, dość narzekania, wzmacniacz grał fantastycznie, był to niewątpliwie dźwięk najwyższej, słuchawkowej próby, a słuchany na dobrych, świetnie nadających się do krytycznego odsłuchu, efektorach m.in. ze stajni Focala, Senka oraz …. też nigdzie nie wymieniane, też pominięte, chyba pierwszy raz w Polsce, znakomite, zamknięte ZMF Atticus* (drewienko, jedne z najlepszych zamkniętych konstrukcji, a może w ogóle najlepsze takie!). Taki wzmacniacz właściwie zamyka raz na zawsze sprawę, bo jak z lampy to szczerze wątpię, czy da się wspiąć wyżej, a jak z tranzystora to (wg. mnie) w podobnym budżecie Bakoon 21 i też koniec poszukiwań. Rzecz jasna znajdą się tacy, którzy będą marudzić, że dlaczego SE, że przecież balans, że musi być, ale jak wspomniałem ostatnio przy okazji testu M-Stage HPA-3B… tu nie ma lepiej, bo tak, tu może być lepiej, ale nie musi i to tylko inna droga dojścia do tego samego celu – to znaczy do pełnej satysfakcji słuchającego. Naprawdę sposób połączenia przestaje się (gdy odlatujemy) liczyć, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Lampa, zazwyczaj to niesymetryczne połączenia, to standard w tego typu konstrukcjach i nie ma po prostu sensu doszukiwać się  większej koszerności w czymś, co nie warunkuje nam dogmatycznie jakości. Może być, może nie być, w przypadku wielu wybitnych konstrukcji mamy SE, czy to się komuś podoba, czy nie podoba. Sumując, dwie niebywale oryginalne, niespotykane, nie pokazywane konstrukcje słuchawkowe (Abyss PHI oraz ZMF Atticus) były do słuchania nie w strefie, nie na Narodowym, a w małych pokoikach Sobieskiego i to w okolicznościach bardzo dla tych słuchawek korzystnych (no poza źródłem w przypadku ZMF, ale mniejsza, wybitna amplifikacja, a to było tutaj najważniejsze!). I można było (oj skorzystałem z tej możliwości, skorzystałem bardzo zaborczo) długo rozkoszować się dźwiękiem najwyższej, słuchawkowej próby… to była orgia dla uszu.

Takie cymesy z Ameryki Północnej zameldowały się na tegorocznym AVS, tylko kto zwrócił na nie uwagę? ;-) Atticusy oraz Abyss-y Phi. Wszystkie te skarby w Sobieskim

Te trzy rzeczy* zatem, a jeszcze mogę wspomnieć o bardzo ciekawej dyskusji i wspólnych z dyskutantem zapatrywaniach na kwestie: aktywne zestawy głośnikowe oraz korekcja zestawów kolumnowych (nie pomieszczenia, w sensie stawiania licznych strojów, rezygnacji z obrazów, przesuwania mebli w celu montażu pułapek basowych – czytaj dopasowania często niemożliwego życiowo w realizacji). Audium, znakomite, inne, oryginalne konstrukcje rodem z Niemiec, pełnopasmowe przetworniki, aktywna sekcja niskotonowa, albo całość aktywna, własne, w pełni analogowe rozwiązania pozwalające na dopasowanie pracy zestawów głośnikowych, ich korekcji, pod konkretne warunki, akustykę pomieszczenia. Jako, że tam się to teraz rozrasta, jest centralny, jest premierowo pokazywany woofer, mowa była też o kinie i to kinie w kontekście najlepiej takie same kolumny, choć to trudne, zarówno przed jak i za, z sugestią, że czasami można osiągnąć więcej, całą rzecz mocno upraszczając (4.0). Z prawdziwą przyjemnością spędziłem tam kilkadziesiąt minut. W Berlinie były, ale tam wiadomo – no były, wcześniej, w zeszłym roku też zwróciłem na te konstrukcję uwagę. Też uważam, że kierunek: aktywnie, korekcja, brak szukania synergii bo jest po wyciągnięciu z pudełka itd itp to właściwy kierunek w audio.

Inaczej. Pełnopasmowe przetworniki, sekcje aktywne, firmowa korekcja. Rezultat? Znakomity sound. Audium.

Dobrze, jak obiecałem, poniżej fotorelacja bardzo subiektywna, osobista, nikogo nie ganię, jak już to raczej wskazuję, że właśnie „mi nie zagrało”, będzie też trochę pod kątem nomadów (prawdziwie bezprzewodowe Sennheisery Momentum IEM… oj jak trudno było je uruchomić w Warszawie, przydałaby się na przyszłość lepsza obsługa, wsparcie ludzi ze stoiska oraz HP70 od NADa), głównie jednak to, co „obok”, „niezauważone”, skromnie, a może niesłusznie skromnie. Dla mnie te wymienione powyżej rzeczy robiły show, przyniosły największą satysfakcję, przy czym – i o tym należy pamiętać – taka impreza to nie jest bezwzględna konkurencja w zakresie SQ, tu wiele rzeczy może się nie zadziać i nie można na postawie takiej imprezy wyciągać (in minus) wniosków. Co innego (moim skromnym zdaniem), gdy coś nas naprawdę poruszy. Tu, może być, jest taka możliwość, tylko lepiej. Lepiej?

Bezprzewodowe IEMy Senka linii Momentum są w SQ bezkonkurencyjne wg. mnie, co nie oznacza, że bez wad…

Strasznie „puszowali” te bezdrutowce w Berlinie. W Warszawie samoobsługa z problemami. Posłuchałem ich dłużej w Berlinie,
gdzie wystawiono ich sporo (najważniejszy element ekspozycji) i naprawdę dają radę. Dźwięk zbliżony do tego, który mamy w bezprzewodowych nausznikach Momentum OvE. 

NADy HP70. Bezdrutowa wersja tak przeze mnie cenionych HP50. Mhm, dokładnie, bez przewodu niewiele tracimy, a na pewno zyskujemy wygodę
i wg. mnie coś, co jest lepsze od mazania po muszli, nie mówiąc już o jakiś durnych komendach (Siri – AirPodsy): fizyczne suwaki. Za ich pomocą regulujemy, włączamy, deaktywujemy.
Może jestem stary piernik (no jestem, jestem), może wolę stare dobre hebelki, pokrętła, a nie te nowoczesne sru-bździu, no może

Źródełko jak trzeba, znaczy HiFi Onkyo Player, DCD z plików DSD via AAC (obsługuje ponadto aptX HD LL, LDAC, no wszystko jest)
Coś czuję, że jak mi padną Sennheisery to te od NADa zastąpią bezdrutowe Momentum. Od razu mi się spodobały. Grało jak HP50, tylko bez druta.

Chcę te LIBeRATION, chcę te Abyss i chcę bakoonowe ampy pod to! Chcę to lepiej …jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić, no nie potrafię jak by to mogło być! Tylko dlaczego akurat taka stratosfera?! Eeeech! ;-) Już zupełnie przy okazji wspomniana lampa i nie tylko da się z tym żyć, ale da się z tym zestarzeć (na jesień i tak wszystko jedno, trąbka, czy aparacik, te sprawy).

* Widać, z liczeniem problem, to nawet cztery, bo te ZMFki też trzeba by wliczyć ;-) Oczywiście poza konkurencją, tak mną to wstrząsnęło, był pokój Soundkaos. Poza…

Fotorelacji ciąg dalszy poniżej…

» Czytaj dalej

Szok & niedowierzanie! Dźwięk imprezy? Mało! Soundkaos @ AVS2018

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0302

Nadal nie mogę dojść do siebie po tym, czego w Warszawie doświadczyłem. Zdroworozsądkowo, czy na imprezie, nawet bardzo pieczołowicie przygotowanej (akustyka, pomieszczenia) możecie być świadkami objawienia? Czegoś, co dodatkowo każe zapytać, czy to, co uznawaliśmy do tej pory za dogmatyczne, kanoniczne można – mhm- można wrzucić do kibla i spuścić wodę. Ani razu, w Warszawie, Berlinie, w Monachium nie zdarzyło się siedzieć z rozdziawioną buzią i zastanawiać się „ale jak”, „to naprawdę się dzieje”? Ani razu, nigdy, nigdzie, do przedwczoraj. Strasznie żałuję, że nie byłem w niedzielę, bo cały dzień przesiedziałbym w pokoju numer 518 i w ogóle bym się z tego pokoju nie ruszał. Powiem tak: warto było w tym roku pojechać do stolicy, wejść na piąte piętro w Sobieskim i już tam pozostać. Naprawdę, nie przesadzam. W tym małym pokoiku, bez żadnego specjalnego dostosowania akustycznego (poza materacem na ścianie :P ) stał NAJLEPSZY SYSTEM AUDIO jaki dane mi było słuchać, system, który dał dosłownie (nie w przenośni, NIE W PRZENOŚNI) wrażenie obcowania z muzyką, artystami na żywo. Było to tak namacalne, tak dogłębne, tak oczywiste, że – serio – zastanawiałem się, czy przypadkowo w rozdawanych szwajcarskich czekoladkach nie serwują jakiegoś halucynogenu, czy nie jest to jakiś haj, jakaś totalna ściema, ułuda, że to zwyczajnie jest zbyt piękne, żeby było – RZECZYWISTE. A, niech mnie, było.

Najlepszy dźwięk imprezy… nie, to mało powiedziane, najlepszy dźwięk jaki słyszałem nie na żywo, reprodukowany
Soundkaos: LIBeRATION (otwarta odgroda) oraz trzydrożne, czteroprzetwornikowe monitory VOX 3 z elektroniką Bakoon-a z plików via ROON

System Soundkaos składał się z rzeczy, (rzecz jasna zbombardowałem jegomości pytaniami, po kolejnym odsłuchu, powrocie do tego magicznego pokoju), które są mi doskonale znane (software, komputery, transporty) oraz takich, które znam ze słuchawkowego ino tylko światka, a część była mi do tej pory nieznana. Ależ niedopatrzenie, jaki gruby błąd! Dobra, zacznijmy od rzeczy, które robiły tutaj tę magię: NIESAMOWITYCH kolumn LIBeRATION (otwarta odgroda) za c.a 17 000 euro (już zbieram), absolutnie niebanalnych od strony formy (patrz zdjęcia), absolutnie skończonych jeżeli chodzi o mistrzostwo przenoszenia nas do miejsca dźwięków, głosów, tam gdzie muzyka dociera do nas wszystkimi zmysłami. Te kolumny przenoszą nas do świata muzyki, gdzie każdy z instrumentów jest obecny, rzeczywisty, gdzie aksamitny tembr kobiecego głosu jest „tu i teraz” i nie ma mowy, żebyśmy nie ulegli złudzeniu, że mamy wokalistkę na wyłączność, że ona śpiewa dla nas, że to się NAPRAWDĘ dzieje. O rzesz ty! To było coś w rodzaju… nie, no, nie mogę, pomyślałem, to musi być jakaś iluzja, to nie może być, nie ma prawa być! Działo się to w małym, podkreślam, małym pokoiku (518), w którym za jedyny element akustycznego dostosowania, jedyny, robił materac na ścianie za kolumnami (czy precyzyjniej, za centralnie umiejscowioną elektroniką). To jedna z gwiazd, jeżeli chodzi o efektory, druga zrobiła nie mniejsze (choć jednak w skali, mniejsze, ale też oszałamiające) wrażenie: trzydrożne, małe, kompaktowe kolumienki bliskiego pola VOX 3. Wentylowane otworem stratnym, wyposażone w 4 przetworniki. Czyli macie coś bardzo małego, bardzo niewielkiego, a konstrukcyjnie rzecz przywodzi na myśl wielkie paczki, takie co to -mhm-  potrafią poruszyć niebo i ziemię. I wiecie co? Te VOXy (niestety nie zapytałem o cenę, to zresztą jedna z dwóch rzeczy, o które nie zapytałem – jasna cholera!) grały jak pełnogabarytowe wielodrożne, a więc z niskimi pod dostatkiem, jak kolumny podłogowe, przy czym grały intymnie, blisko, dla Ciebie, czytaj tak, jak mają to zwyczaju robić monitory. Zaraz, zaraz, że jak? Połączenie rzeczy niemożliwych, tu stało się możliwe. Mała kolumna, która gra pełnym pasmem i to gra tak, że… gdyby nie LIBeRATION, uznałbym te monitorki za objawienie imprezy.

Klękam, oj klękam

No dobrze, to co z tą elektroniką? Bakoon. Wiadomo, kojarzymy ze słuchawkami, z świetnym, wybitnym modelem 21, z graniem na baterii. No jasne. Ale to mało. Nie to dopiero początek. W Warszawie europejską premierę miały malutkie, 25 watowe wzmacniacze AMP-13R. Małe, płaskie, na podstawkach wyższych od samej obudowy (parę centymetrów!!!) i teraz… jak oni to zrobili… te Bakoony (bo były dwa, jeden napędzał małe kolumny, drugi duże, choć te duże także znany mi z opisów, znakomity AMP-41, o już takich standardowych dla klasycznej integry gabarytach), wzmacniacze zintegrowane, o mocy jw. napędziły wspomniane zestawy głośnikowe ze swobodą, to mało, ale po mistrzowsku tzn. pokazując (bo nie potrafię sobie wyobrazić, jak lepiej mogłoby to zagrać, zwyczajnie brak mi tutaj wyobraźni) wspomniane cechy, przenosząc nas do innego wymiaru. Ja pierniczę, jak to jest w ogóle możliwe? Z takiej małej, wyglądającej jak jakiś switch internetowy (serio, tak to wygląda właśnie) konstrukcji, TAKI DŹWIĘK?! Oczywiście to efektory były tutaj na pewno na pierwszym miejscu, ale ta elektronika w ogóle nie wyglądała na taką, że z tego coś będzie, albo inaczej – że będzie takie coś, aż tak! Małe, kilku kilkukilogramowe, gorące jak jasna cholera, małe integry zrobiły na mnie nie mniejsze wrażenie (no nie, jednak największe zrobiła otwarta odgroda) co kolumny, to było coś naprawdę niesamowitego. I teraz najciekawsze. Te konstrukcje to klasa AB. Tak, tak, głowę dam, że byście nie zgadli. Ja sam zapytując goszczących nas Panów z miejsca, błędnie, zacząłem: „OK, so we have here D class amplifires…” I to był, moi drodzy, gruby błąd z mojej strony, bo to końcówki analogowe, dwadzieścia pięć watów za pomocą których te trzydrożne, czteroprzetwornikowe oraz wielodrożne, z wielkimi przetwornikami kolumny BEZ PROBLEMU, Z PEŁNĄ SWOBODĄ zostały wysterowane, a to jeszcze nie koniec…

Dwa, małe cosie. Wzmacniacze? No wzmacniaczyki, że niby 25W, płaskie naleśniki…
tyle, że nie D a AB i niepozorne to, to wysterowało koncertowo WYMAGAJĄCE kolumny powyżej. Bez żadnych „ale”! Integra AMP-13R x 2 (grały osobno, jedna dla podłogówek, druga dla podstawek)

No właśnie. Z czego to grało, co było źródłem tych wszystkich rozkoszy? Ano źródłem BYŁY PLIKI. Nie gramofon, nie dyskofon, wszystko za grube dziesiątki tysięcy dolców. NIE. Wspólnym mianownikiem (i piszę to z dużą, osobistą satysfakcją) był system oparty na front-endzie ROON. Zresztą w innej salce, gdzie pies z kulawą nogą nie zaglądał (a stał tam najlepszy system słuchawkowy, będzie o tym osobny wpis!), Pani z Chin rodowita, całkiem nieźle obeznana, poinformowała mnie, że zaraz, za moment ich system będzie – a jakże – Roon Ready. No dobra, dość dygresji, wracając do Soundkaos:  PLIKI. Bez sztuczek, bez DSP, często o jakości RedBook. Czasami zintegrowany z Roonem Tidal, czasami własne zbiory, też trochę hi-resów… różnie. Zwykłe pliki. I TO WŁAŚNIE TAK GRAŁO. Magicznie, zniewalająco, gdzie kontrabas brzmiał jak żywy, każda struna, gdzie fortepian z jego klangiem, wybrzmieniami, gdzie głos wibrował… no ludzie, to było po prostu totalnie zajebiste doświadczenie. Pogadałem, dowiedziałem się tego i owego, a to ekhmm to i owo, to między innymi laurka dla Roona (cóż, nie polemizuję ;-) ), fakt zastosowania w systemie bardzo szybkiego komputera – serwera z Roon Core (najnowszy MacBook Pro w maks wersji z Core i9… jak nie raz mówiłem, szybki układ potrzebny, bo wielostrefowość, bo PCM@DSD, bo wiele opcji w DSP itd itp), za sterownik ekranowy (nie, nie iPad ;0) na bogato robił duży ekran hybrydowego Surface, a w roli end-pointa HiFiBerry w najnowszej odsłonie (czarne, całkiem spore, jak na Malinkę, pasywne, wyspecjalizowane pod kątem grania audio, komp tylko pod audio) i wreszcie (cholera! Nie zapytałem konkretnie co to było! Aghhh) jakiś egzotyczny (serio) DAC rodem z Chin, duża, wielka nawet, srebrna skrzynia, który to konwersję z cyfrowego na analogowe robił i dalej szło do wspomnianych Bakoonów. Jeden z Panów zdradził, że to najlepszy wg. nich, najbardziej analogowo grający z produkowanych obecnie przetworników C/A. Tylko dlaczego, ja głupi, nie zapytałem co to takiego?! Mam jednakowoż parę wskazówek. Nazwa na D bodaj, na srebrnym froncie wygrawerowana, cena ok. 4000 dolców. Niestety informacji nt. tego elementu w oficjalnych materiałach o wystawcach zabrakło. Aktualizacja: ostatni element układanki, jak zauważył jeden z naszych Czytelników to Denafrips Terminator, multibitowa (R2R) bestia. Podsumowując źródło, transport & software to są to dokładnie takie element, których na co dzień używam w redakcji, o których się na łamach rozwodzę, a ostatni cykl cyzelowania transportu plikowego (z Roonem w tle ofc) utwierdza mnie w tym, że to słuszna droga, dobry wybór. O Roonie jeszcze w kontekście AVS 2018 będzie. Podobnie gdzieś tam, nie rzucając się w oczy, a na klamotach, które zrobiły jak najlepsze wrażenie :)

Dobra, musiałem się z czym przespać, dlatego wczoraj cały dzień śnił mi się ten system. Pomyślałem – dystans. Wiecie co? Chromolę dystans. To było najlepsze granie kiedykolwiek, gdziekolwiek, na czymkolwiek jakie było dane mi usłyszeć. A przecież tam w Warszawie i wielu innych miejscach, imprezach słuchałem zawsze robiących wrażenie (a w paru systemach, salach ogromne wrażenie) Wilsonów, czy wielu innych, naprawdę zacnych systemów. Mhm. Ale takiego jak opisany powyżej nie słyszałem jeszcze nigdzie i nigdy. Szwajcarzy, szukają dystrybutora w Polsce. Jak nie znajdą, pojadę tam kiedyś, przy okazji przypomnę sobie jaki to ładny kraj.

PS. Tak, będzie osobno relacja z imprezy, przy czym skupię się tylko i wyłącznie na tym, co mi się podobało (to raz), a dwa będą to – coś czuję – rzeczy, które umknęły wielu zwiedzającym, żadne tam z tych wymienianych w folderach kolorowych, nie, nie, nie. Także słuchawki, temat jakże dla mnie ważny, tym razem poza strefą słuchawkową, kolumny (jako system) także w Sobieskim, a nie na Narodowym. W sumie, wychodzi na to, że Narodowy mogłem sobie w tym roku odpuścić ;-) No przesadzam, było ciekawie, a ja nie miałem czasu by wysłuchać wielu mądrych ludzi, którzy mieli coś ciekawego do powiedzenia. Znowu deficyt czasu, ale całe szczęście (albo i nieszczęście, rozumiecie chyba co mam na myśli) trafiłem na coś absolutnie, jak wyżej, wyjątkowego. Warto było!

PPS. Był też niepodpięty, ale muszę go koniecznie skądś zdobyć, wytrzasnąć, bateryjny DAC Bakoona. Oj czuję, że będzie to prawdziwa petarda, szczególnie z tymi wzmacniaczami co powyżej (i z 21-ką pod nauszniki).

Roon :) …i to tak, jak powinno to wyglądać, czytaj Roon Core na bardzo szybkim komputerze/serwerze, sterownik to duży ekran dotykowy (tu Surface, lub iPad, iPad Pro),
end-point czytaj pasywka HiFiBerry, nasze redakcyjne terminale HP itp, wreszcie jakiś dobrej klasy (ale wcale nie musi być drogi!) DAC… 

…choć ten tani akurat nie jest, ale podobno najlepszy, analogowo grający, R2R (multibit) rodem z Chin. Właśnie taki przetwornik grał na wspomnianym powyżej torze
Denafrips Terminator 

Prawdziwa, multibitowa bestia, vide:

  • True balanced 26BIT  R2R +  6BIT DSD (32 steps FIR Filters)
  • Native DSD decoding with 0.005% precision resistors
  • Encapsulated Ultra Low Noise Power Supply
  • Amanero USB Interface
  • Ultra Low Jitter Digital Receiver AK4118
  • CRYSTEK Flagship CCHD-957 Femto Clocks
  • Adaptive FIFO Buffer Reclocking
  • 2.8224MHz(DSD1X) On All Input
  • 5.6448MHz(DSD2X), 11.288MHz(DSD4X) On USB & I2S Input Only PCM
  • 24bits / 44.1, 48, 88.2, 96, 176.4, 192KHz On All Inputs
  • 24bits / 352.8, 384kHz On USB & I2S Input Only
  • Digital Input: Coax 1 via RCA, Coax 2 via BNC 75 Ω, TOSLink x 1, USB, HDMI (I2S), AES EBU x 2
  • Analog Output: RCA at 2.3Vrms, 625 Ω, XLR at 4.6Vrms, 1250 Ω
  • Frequency Response: 20-40KHz -0.2dB
  • THD+N: 0.0010%
  • S/N Ratio: -124dB
  • Dynamic Range: >132dB
  • Stereo Crosstalk: -110dB
  • Dimensions: 430 x 380 x 105 mm
  • Weight – 19 Kg

Dolby wkracza ze swoimi słuchawkami. Mhm, to ma sens. Bardzo ma

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
DOLBY-DIMENSION

Wszyscy dzisiaj robią słuchawki. Nie raz pisałem na łamach HDO o owczym pędzie, gdzie kto żyw jakieś nauszniki mieć w ofercie musi, bo to się dzisiaj sprzedaje, bo zmieniają się konsumentów oczekiwania, potrzeby związane ze słuchaniem muzyki. Tak to wygląda i nie ma sensu walczyć z wiatrakami. Młode pokolenie jest natywnie mobilne, przyzwyczajone do konsumowania dźwięków „on the go”, słuchające streamu, lubujące się w playlistach… nawet stacjonarnie raczej nie skore do zdejmowania tego co, czy w uszach, a jak już to i tak korzystające ze źródeł komunikujących się bezdrutowo (między sobą, z siecią, ze wszystkim wokół). Nic zatem dziwnego, że firmy technologiczne, te największe firmy, raźno wchodzą „w temat” i ostatnio, jedna po drugiej, wypuszczają, zapowiadają, planują bezprzewodowe słuchawki. Apple zdominował rynek (ostatnie wyniki nie pozostawiają wątpliwości, kto sprzedaje najwięcej: sukces AirPodsów oraz najlepsza sprzedaż drogich +100$ modeli vide podmarka BeatsAudio nie są chyba dla nikogo specjalnie zaskakujące). Reszta świata też próbuje i można powiedzieć, że jeszcze trochę, a będziemy obserwować swoisty awans słuchawek jako jednego z głównych, istotnych produktów branży IT (mhm, tak właśnie). Wszystko za sprawą AI, interfejsu głosowego, nowych możliwości interakcji ze światem zero jedynkowym. No dobra, a co to ma wspólnego z tym, co nas najbardziej interesuje? Z audio? Z dźwiękiem? Z jakością?

Dobrze znany znaczek, tym razem firmujący hardware. Słuchawki. Na ładowarko-standzie

Otóż, bardzo dużo i te światy płynnie zaczynają się przenikać. Pamiętacie wpis o nowych słuchawkach Surface Microsoftu? Jestem pewien, że to nie jest ostatnie słowo giganta z Redmond. Google też ostro pracuje nad nowymi generacjami swoich prawdziwie bezprzewodowych IEMów, ale nie tylko, bo z dobrze poinformowanych źródeł ;-) ostatnio dowiedziałem się, że będą także nafaszerowane najnowszymi technologiami nauszniki Google’a z czymś, co ma spowodować przysłowiowy opad szczęki. Machine learning, wiecie, to o czym pisałem w kontekście niesamowitego efektu upscalingu obrazu w prototypowych jeszcze (wróć, właściwie to były to już gotowe produkty na rynek) wielkich ekranów Samsunga na ostatniej IFA (nasza relacja). Obraz skalowany na ekranie 8K, obraz SD nie miał prawa wyglądać TAK DOBRZE. A wyglądał. Wyglądał lepiej niż do tej pory, na dowolnym ekranie, w dowolnej technologii. Obraz z dźwiękiem łączy bardzo wiele. Można wręcz powiedzieć, że te dwie pokrewne działki mają wspólny mianownik. Tym wspólnym mianownikiem są wielkie technologiczne giganty z ich całym, zaawansowanym procesem projektowym, bazującym na wspomnianym maszynowym uczeniu się, sztucznej inteligencji,  nowych możliwościach zmieniających reguły gry. Wspólny mianownik? No jak najbardziej, czego dowodem nowy produkt, pierwszy taki, pierwsze słuchawki kogoś, kto łączy obraz z dźwiękiem, jest dostarczycielem technologii w kinie, kinie domowym, ale także (od dziesiątek lat) w samym audio. Mowa o Laboratoriach Dolby oraz ich dopiero co pokazanych Dolby Dimenision. Nazwa, adekwatna do zawartości. To słuchawki, które mają nas wprowadzić w nowy WYMIAR, nowy wymiar słuchania, zanurzenia, immersji z tym co na głowie, w całym domowym środowisku audio-wizyjnym, obecnie bardzo rozbudowanym, wielostrefowym, z towarzyszącymi użytkownikami ekranami.

Myślę, że Dolby podeszło do tematu bardzo sumiennie i ze znawstwem specyfiki miejsca i oczekiwań jakie ma ktoś, kto z różnych przyczyn niekoniecznie może, chce, albo nie zawsze może i ma ochotę na słuchanie na głośnikach. To nie są, mimo wbudowanej baterii, mimo bezprzewodowości, słuchawki mobilne. Nie. Nie są na wynos, bo nie taki był zamiar, zamysł i cel. To słuchawki do domu, ale bez uciążliwego przewodu, dające zatem swobodę, wolność związaną z brakiem uwiązania, pozwalające przemieszczać się po chałupie i korzystać z wielu, wielu źródeł dźwięku (to jedyne słuchawki na rynku oferujące pamięć 8 urządzeń podpiętych i możliwość płynnego przełączania się między nimi). Właśnie po to je stworzono, mają być interfejsem na łbie dla całego audio i audio/wideo jakie zgromadziliśmy w domostwie. Nie są ani lekkie, ani nie da się ich złożyć, a czas działania wynoszący plus minus 10 godzin między ładowaniem to nie jest wynik zachwycający w dzisiejszych realiach przenośnych nauszników z 3-4 krotnie dłuższym odtwarzaniem muzyki na baterii. Tyle, że właśnie, nie o to tu chodziło. W domu, te 10 będzie w pełni wystarczające, 15 minut dające 2 godziny (fast charge) da swobodę i wygodę, nawet jeżeli często zapominamy o podładowaniu, a 2 godziny do pełna to też nie tragedia. Te słuchawki nie są dla nomadów. Proste! Porównałbym je do starych, radiowych (bardzo dobrych btw) Sennków, serii RS (170 bodaj) które były jak najbardziej stacjonarne, mimo że bezprzewodowo się komunikujące (bez lagów, z dobrym dźwiękiem). Tu jest podobnie, ale na poziomie tego, co oferuje nam dzisiejsza technologia.

Tutaj muszę przez sekundę zahaczyć o to, o czym sporo na HDO ostatnio. DSP, zaawansowane oprogramowanie do korekcji, nowe możliwości jakie oferuje w dzisiejszym audio kod*. Dopiero to odkrywamy, efekty (wystarczy sprawdzić co robi dirac w nieprzygotowanym akustycznie pokoju) bywają spektakularno-zdumiewające. Na najbliższym Audio Video Show będzie o adaptacji akustycznej tradycyjnymi metodami (stroje, rozpraszacze, pułapki), będzie porównanie pomieszczeń z i bez. Oczywiście rezultat jest bardzo łatwy do przewidzenia, dla mnie dużo ciekawsze byłoby wprzęgnięcie do pomieszczenia pozbawionego akcesoriów nowoczesnych rozwiązań z zakresu procesingu. To, co potrafią dzisiejsze rozwiązania w połączeniu z ogromną mocą obliczeniową jaka dostępna jest za niewielkie pieniądze (jest dostępna dla każdego) otwiera zupełnie nowe możliwości przed nami, jak wspomniałem, zmienia reguły gry. Wspominam o tym nie bez przyczyny tu i teraz. Dolby korzysta ze swoich, potężnych doświadczeń w tym zakresie i robi to dobrze. Więcej. Robi to bardzo dobrze, wystarczy sprawdzić (na chwilę robiąc sobie wolne od stereo… wiem, wiem, dla niektórych to szokujące, że jak można, ale można i powinno się nie zamykać na nowe doświadczenia) i zweryfikować co może, co potrafi najnowsza generacja ampli AV. W zakresie dźwięku, co potrafi. Zmiany jakościowe in plus są szokujące. To gra znakomicie, a dźwięk obiektowy zmienia percepcję. Nie tylko w kinie zmienia. Dobra, wchodzę na nieco grząski grunt, grunt fascynacji wielokanałowym dźwiękiem, który do niedawna daleki był od doskonałości (co ja gadam, w ogóle daleki był od tego, by – poza SACD/DSD – chciało się w to bawić… kino z przestrzennym zawsze pozostawiało wielki niedosyt). Sytuacja, że tak powiem, zmienił się diametralnie i dzisiaj to jest – ekhmmm – inny wymiar.

To strefy / przyciski z aż 8 różnymi źródłami do wyboru. W rozbudowanym systemie AV (streamery, konsole, smartTV, dekodery itd itp) jak znalazł!
Co prawda jest na muszlach dotykowe, znaczy mazanie jest, a z tym bywa różnie, ale tutaj zrobili to prosto, nie udziwniając

Wymiar. Słuchawki Dolby to Dolby Atmos w słuchawkach. Nie, oni nie bawią się w rozpisywanie się o liczbie kanałów, o starym, przestarzałym, rozczarowującym rozbijaniu dźwięku na sześć, czy na osiem kanałów. Nie ma na pudle, nie ma w informacjach marketingowych tego, co wcześniej stanowiło główne ostrze reklamowego przekazu. Zatem żadne tam 5.1, żadne tam 7.1 a obiektowe Atmos, a to Atmos w dojrzałej formie oznacza coś, co wyznacza nowy poziom immersji, pozwala wreszcie uzyskać poziom satysfakcjonujący, bo zbliżony do realiów, a nie taki, jak wcześniej, oparty na oszukiwaniu zmysłów, bardzo niedoskonałym oszukiwaniu. Wszystko co było kiedyś nazwałbym dźwiękiem pseudoprzestrzennym (nie, nie chodzi i tu o różne systemy udające, tylko wcześniejsze technologie przestrzennego dźwięku, na tyle kiepskie, że dla wielu, dla mnie kompletnie nieprzydatne użytkowo), teraz jest inaczej, jest w końcu tak, że nabiera to sensu. Nie bawimy się zatem w jakieś True, jakieś 3D tylko mamy słuchawki, które przenoszą nas w świat dźwięków otaczających głowę. Efekt, ze źródłem pozycjonującym dźwięki w przestrzeni, jest spektakularny. Nie są to słuchawki uniwersalne, w sensie, dobre do słuchania muzyki (z zasady nagranej dwukanałowo), ale już live, koncerty to co innego. Dodajmy do tego wszystko, co wiąże się z obrazem i mniej więcej wiadomo o co chodzi. Produkt zatem specyficzny, ale moim zdaniem niepozbawiony sensu – o nie, nawet bardzo niepozbawiony. To, że słuchawek bezprzewodowych w domu czasami potrzebujemy (by nie zakłócać spokoju, albo inaczej, by nie wchodzić sobie, tzn. innym w paradę) nikogo nie trzeba specjalnie przekonywać. Stworzenie systemu z nie udawanym dźwiękiem obiektowym, opartego na kolumnach, to jak na razie bardzo trudna sprawa, nie mówię że kosztowna, mniejsza o koszty, ale trudna do zorganizowania w pomieszczeniach niededykowanych tylko jednej funkcji (kino, lub i audio). Takie słuchawki i inne, lepsze od tych pierwszych opisanych tu Dolby, właśnie do domu, właśnie takie, mają zatem sens i powinny wg. mnie stanowić jeden z ważnych segmentów słuchawkowego tortu.

Waga 330 g. To na warunki domowe akceptowalne gabaryty, mobilnie już mniej

Omawiane Dimensions potrafią ponadto pozycjonować dźwięk w zależności od położenia źródła. Ktoś powie: bajer. Inny doda: to przecież nic specjalnego. Otóż nie zgodzę się, uważam że to – obok obiektowego dźwięku (i nie jest to, podkreślę to jeszcze raz, marketingowy Atmos w głośniczkach jakiegoś telefonu, co według mnie bardzo deprecjonuje tę technologię, jest dużym błędem ze strony twórców, którzy rozdają „certyfikat” na lewo i prawo) najciekawsza rzecz, jaką wprowadziło do tego produktu Dolby. Oglądamy coś w TV, odwracamy głowę w przeciwną do ekranu stronę, dźwięk dobiega zza głowy. Słuchamy czegoś w skupieniu, jesteśmy w środku „akcji”, akcelerometry, procesor w słuchawkach w czasie rzeczywistym określa położenie naszej głowy. Tak, znamy to z różnych, mniej lub bardziej udanych prób lokalizacji źródła dźwięku w słuchawkach przeznaczonych dla graczy. Tyle, że tutaj macie to skojarzone z technologią dojrzałą, która udowodniła swoją wartość na rynku, pokazała że wielowymiarowe środowisko dźwiękowe to coś, co można odtworzyć w domowych warunkach. Pisałem o Audeze Mobius**, planarach dla gracza, słuchawkach, które w nieco inny, odmienny sposób (efekt w równym stopniu osiągnięty dzięki technologii przetwornika ortodynamicznego, zastosowanego w tych słuchawkach, oraz DSP z 3DWave Nx) wprowadzają nas w nowy, nomen, omen, wymiar reprodukcji przestrzeni. Nie mniej istotny ;) jest LifeMix, czyli coś, co ma nam pozwolić na powrót do realnego świata – jak do nas ktoś gada to my go usłyszymy z załączoną funkcją. Taki selektywny system ANC, tylko w drugą stronę. Rzecz, że tak powiem życiowa.

Od strony technologii przetworników to bardzo typowa, dynamiczna konstrukcja, standardowe (rozmiarowo) 4o mm głośniki szerokopasmowe, zamknięte w muszlach (to oczywiście zamknięty model słuchawek). Przydatne i w sumie dość nowatorskie podejście do ładowania zaaplikowało tutaj Dolby. Zastosowało ładowarkę indukcyjną. Płaska powierzchnia prawej muszli umożliwia stykowy kontakt i naładowanie. To takie dwa w jednym. Dock bezprzewodowo podładowujący nam słuchawki (wreszcie nie trzeba kabelka, podpinać nie trzeba, port się nie wyrobi itd itp), a jednocześnie minimalistyczny stand (trzymają się na magnes). Fajny patent. Producent przewidział awaryjną możliwość podpięcia kabelka, ale właśnie należałoby potraktować to jako opcję czysto awaryjną. Zresztą, jak ktoś chce słuchać na nich muzyki (stereo), może sobie wydłużyć czas działania na baterii do jakiś 16 godzin, wyłączając system lokalizacji głowy oraz wirtualizacji / pozycjonowania źródeł dźwięku w przestrzeni. Rzecz jasna mamy też obowiązkowy element – integrację z asystentem. AI jest tu o tyle istotne, że asystenci sterują nam dzisiaj całą chałupą. Słuchawki są naturalnym interfejsem, a w przypadku AV zastępują w pełni pilota. Wybór materiału, sterowanie, czy zwyczajnie – wyłączenie sprzętu – to wszystko może i już odbywa się głosowo (w obudowach umiejscowiono 5 mikrofonów). To wszystko dzięki potężnym, nie spotykanym w innych słuchawkach, krzemie jaki zaaplikowano w muszlach…

    • QUALCOMM SNAPDRAGON QUAD-CORE ARM PROCESSOR
    • QUALCOMM CSR BLUETOOTH PROCESSOR
    • CIRRUS LOGIC DSP PROCESSOR

Wow! Oczywiście nie ma mowy o lagu, o opóźnieniach, a to dzięki najnowszej wersji kodeka aptX Low Latency (opóźnienia maks. 30ms, do pełnej synchronizacji zaleca się min. 40ms, a w przypadku standardowego kodeka SBC sięgają one nawet ponad 100ms, w najnowszych wariantach aptX zredukowano tę wartość do poziomu ok. 40ms), dodatkowo zasięg transmisji ma wynosić aż 33 metry od źródła! Innymi słowy słuchawki dysponują tym, czym powinny dysponować bezdrutowce reprodukujące dźwięk z nowoczesnego systemu AV, bez kompromisów tj. bez opóźnień, braku synchronizacji audio z obrazem oraz utraty transmisji wynikającej z nawet niewielkiego wyjścia poza strefę niezakłóconego strumienia danych. Tutaj taka sytuacja nam po prostu nie grozi, bo te 33 metry gwarantują, że nawet w bardzo dużym pokoju, sali, sygnał będzie stabilny. To kluczowe elementy, widać dbałość jaką wykazało tutaj Dolby.

Tak ładujemy

Do czego można przyczepić się w przypadku tych pierwszych, wyprodukowanych na zlecenie Dolby Lab. słuchawek? Cena wydaje się nieco zbyt wygórowana. Wołają za nie 600 dolarów. To sporo. W końcu mówimy o słuchawkach wyspecjalizowanych, nie uniwersalnych, wręcz wąsko wyspecjalizowanych (wg. mnie). Z drugiej strony nowe możliwości jakie daje nam technologia, na początku, zazwyczaj, kosztują. Popatrzmy jeszcze raz na specyfikację Cena nie wydaje się już taka wysoka, prawda? Za rok, dwa takich produktów będzie na rynku więcej. Patrząc choćby na ofertę MEE (znowu Berlin) i ich specjalnie pod kino, filmy przygotowanych słuchawek bezprzewodowych o bardzo zredukowanym lagu (Low Latency Bluetooth) oraz paru innych, nowych propozycjach, takie nauszniki będą miały swoją niszę, a niektóre z patentów znajdą zastosowanie w wielu bezdrutowych modelach. Jestem pod dużym wrażeniem!

Oczywiście nie mogło zabraknąć dedykowanej apki, tutaj też mocno się przyłożyli. Mamy pełne sterowanie mocno rozbudowaną funkcjonalnością słuchawek

* patrz wpisy o: Reference 4 oraz True-Fi, czy wtyczce REVEAL w Roonie (presety Audeze), ponadto w dłuższym, problemowym artykule o dzisiejszych silnikach DSP w oprogramowaniu audio sporo na temat.

** https://www.facebook.com/hdopinie/posts/1644142562338308

 

 

Matrix HPA-3B przetestowany… symetrycznie, niebanalnie, oryginalnie, tak

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20181019_111707921_iOS

Tak, czyli jak? Ano z dwoma przetwornikami, które pod balans były projektowane (no jeden w 100% był), do tego wykorzystujących oryginalne patenty technologiczne. Pierwsze źródło to DSD player, konwerter sygnału PCM do DSD w locie, nasz ulubiony KORG DS-DAC-100. Będzie grane via AudioGate i pod Roonem będzie (end-point z nanoPC w strefie), oczywiście native, oczywiście wspomniany 1 bit. Drugie źródło – Zoom TAC-2 – czytaj pro źródło, pro interfejs (thunderbolt) i pro łączenie (tylko balans, tylko). Tu PCM do 192, jednobitowego nie umie (choć niby przyjmuje, ale gra cicho i oficjalnie jednak nie), ale to nieistotne. Szybkość, dynamika i fenomenalna rozdzielczość. Korg odmiennie – ciepło, analogowość, muzykalnie i bardzo przestrzennie (to ZOOM też robi fenomenalnie). Japończyki, dwa, pożenione z czymś, co już miałem okazje, ale stanowczo za krótko, stanowczo!

HPA-3B. M-Stage. Najlepszy z dostępnych (?), najbardziej zaawansowana konstrukcja tego typu (to na pewno), specjalnie przygotowana pod symetryczne tory. Bo z tyłu mamy XLRy (choć dzięki przejściówkom można SE i z przodu poza 4 pinowym XLR jest też duży jacek), gain regulowany szeroko (10-5-20db) i …ciężkie, z jednego kawałka metalu wykonane, chodzące z wyraźnym oporem pokrętło, potencjometr (mmm, pyszne). Wzmacniacz, któremu podobno niestraszne żadne słuchawki, żadne… zdolny do wysterowania każdych, dysponujący wyczynowymi parametrami.

Klamot waży swoje, obudowa bogato wentylowana i ożebrowana (radiator jeden wielki), bardzo grube ścianki – no wygląda to rasowo. Najistotniejsze jednak jest to, co słyszymy. Po pierwszym zaznajomieniu nie miałem cienia wątpliwości – to jeden z najmocniejszych, grających na bardzo wysokim, high-endowym poziomie, słuchawkowych ampów jakie w życiu słyszałem. Wiedziałem, że muszę rzecz dokładniej obadać i właśnie nadarzyła się okazja, trafił do nas na testy i zweryfikuję te moje pierwsze zachwyty, sprawdzę, czy faktycznie, czy się nie zagalopowałem.

Sprawdzę zarówno z planarnymi LCD-3, jak i dynamicznymi HD650 (symetrycznie podpięte). Poza tym trafią do mnie jeszcze jedne, możliwe do podpięcia w balansie, słuchawki. Takie z wysokiej, ale jeszcze nie najwyższej półki. I tak sobie tego klamota przetestujemy. Dopasowane źródła, materiał najlepszy możliwy, trzy różne konstrukcje nauszników i tytułowa, mała (fizycznie), wielka (potencjałem) skrzynka, minimalistyczny (żadne zintegrowane daki, strumienie, czy pre i out-y) projekt. Spróbujemy przy okazji odpowiedzieć na odwieczne pytanie co daje nam ten balans, czy jakieś wymierne korzyści wobec SE przynosi taki, symetryczny tor, czy nie przynosi. Tak przy okazji.

No to jestem po testach, czas uaktualnić wpis, opisując wrażenia. Zapraszam.

 

Spróbujcie takiego połączenia, jeszcze Was stare słuchawki zaskoczą. I to jak!

» Czytaj dalej

HiFiMAN Ananda z Sundara w tle… lepiej niż bardzo dobrze?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180726_073044064_iOS

Głośno zastanawiałem się, czy te tytułowe słuchawki warte są wydania dwukrotności ceny znakomitych nauszników Sundara, wg. mnie najlepszej w relacji koszt-efekt konstrukcji jaką zaprojektowała do tej pory firma HiFiMAN. To, co było na poziomie dwóch tysięcy złotych objawieniem, czymś czego w tym budżecie do tej pory trudno było szukać, tutaj już niekoniecznie byłoby taką sensacją. W końcu płacimy znacznie więcej, oczekując… no właśnie, patrząc przez pryzmat słuchawek na S, oczekując czegoś wyraźnie, dużo i znacznie lepszego. Wysoko postawiona poprzeczka i trudna dla Ananda sytuacja, gdy musi rywalizować ze świetnie odebranym modelem „entry” w ofercie. Jako, że można było bez ograniczeń porównywać Sundara z Ananda, do tego skonfrontować nowość ze starymi HE-400 oraz dużo droższymi LCD-3 (włączając do porównania klasykę dynamiczną tj. HD-650 oraz K701) mogłem zdobyć się na dość precyzyjną odpowiedź: czy warto, czy te droższe są warte wydatkowania większych pieniędzy i właściwie w jakim miejscu umiejscowić je, patrząc także przez pryzmat słuchawek niedawno flagowych kosztujących bliżej 10 tysięcy złotych. Ciągle tylko o tych pieniądzach we wstępniaku piszę, fakt, ale też o pieniądze się tu rozchodzi. Dzisiaj modeli drogich, czy bardzo drogich jest x razy więcej niż parę lat temu, właściwie można powiedzieć, że mamy ciągły rozrost oferty na poziomie 1000 i więcej dolarów. A przecież poniżej jest jeszcze większy tłok (myślę o słuchawkach za ponad 500$). I jak tu się w tym wszystkim połapać, rozeznać, jak właściwie ocenić, czy płacimy za realny progres, czy może tylko ceny nam puchną, a może właśnie teraz, nawet za 1000 dolarów można kupić coś, co wcześniej wymagało wysupłania dużo wyższej kwoty? Trudna sprawa, przyznacie, nie łatwo się w tym wszystkim pogubić.

Warto przeczytać przed lekturą testu nasze pierwsze wrażenia. Słuchawki wyraźnie nawiązują konstrukcyjnie do niedawnych flagowców (HE-1k) oraz modeli z wyższej półki cenowej (HE-5xx oraz Edycji X). To w zamierzeniach nie miała być, nie jest budżetówka, to wysokiej klasy ortodynamiki, z lepszym wyposażeniem, z lepszymi materiałami, z bardziej zaawansowanymi przetwornikami niż wspomniane Sundary. Właściwie tylko pałąk (konstrukcyjnie) jest tutaj zbliżony, cała reszta jest zasadniczo inna. Tu możemy wymagać połączenia symetrycznego w standardzie (nie ma, choć – o czym wypada wspomnieć – dwa kable w komplecie dostaniemy tj. z 3.5 i 6.3mm wtykami), tutaj chcemy słuchawek z ambicjami powalczenia z niedawnymi – właśnie – flagowcami. Wszystko to w budżecie …niższym, od tego, co wołano za słuchawki będące jeszcze niedawno na szczycie oferty. HiFiMAN zresztą wyraźnie pozycjonuje Ananda jako następcę HE-5xx. Przy czym zaraz po tym ulokowaniu nowości dodaje, że możliwości nowych słuchawek są dużo większe, że to ambitne podejście do tematu: ma być proges nie tylko w stosunku do poprzedników, ale – właśnie – ma być to poziom wcześniej rezerwowany dla słuchawkowej arystokracji.

Rzecz jasna nic tutaj nie stoi w miejscu, nowe modele ze szczytu też przechodzą ewolucję, stając się (nie jest to reguła, pamiętajmy) wyznacznikiem nowego poziomu SQ, wcześniej z trudem, albo w ogóle nie osiągalnego. I można by tak pewnie bezpieczenie pisać o każdej nowości, ale jako że wrodzony sceptycyzm i chęć zweryfikowania każe poddać w wątpliwość te proste oceny, łatwe wnioski (w końcu nowość musi być w czymś lepsza, musi wprowadzać jakiś progres w stosunku do tego, co schodzi z oferty) to przemaglowałem te tytułowe słuchawki, bardzo wiele czasu poświęcając na porównania z tym, co powyżej. Zazwyczaj porównanie różnych produktów jest tylko dodatkiem, tutaj jednak było daniem głównym, próbą odpowiedzi na w sumie proste pytanie: czy warto tyle zapłacić za takie słuchawki, także w kontekście tego, co oferuje obecnie HiFiMAN, co oferują inni. Zastanawiałem się, jaką skalę odniesienia tu przyjąć, jaki punkt miał wyznaczać osiągnięcie satysfakcjonującego progresu w stosunku do tańszych modeli oraz tych do niedawna ze szczytów oferty danego producenta? Uznałem, że słuchawki muszą udowodnić swoją wartość, będąc wyraźnie lepsze od dużo tańszych dynamików oraz budżetowych planarów, jednocześnie nawiązać jak równy, z równym rywalizację z dużo droższymi „starymi” flagowcami.

Czy Ananda udowodniły swoją wartość, czy to słuchawki, które warto rozważać jako coś dużo, no coś konkretnie lepszego od będących niemałą sensacją Sundara? Czy faktycznie lepszych? Ano popatrzmy…
» Czytaj dalej

Dalej nie szukam? Wyczynowy zestaw X-SPDIF 2 & X-Sabre PRO. Wow!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180824_095837063_iOS

Do redakcji trafił topowy zestaw Matriksa, składający się z konwertera cyfrowego X-SPDIF 2 (patrz test poprzednika) oraz przetestowanego u nas wcześniej, znakomitego, X-Sabre Pro. Oba urządzenia doskonale się uzupełniają, tworząc coś, co po kilkudziesięciu godzinach maglowania, mogę określić jako najlepszy system PC Audio wyciągający dźwięk z komputerowej magistrali USB. Najlepszy jaki dane mi było podpinać do redakcyjnego sprzętu. Słowo klucz: IIS. HDMI. Native pod macOSem (tego nie oferuje Wam Jabłko, tutaj jest to możliwe!). Konwersja w locie PCM do DSD256/512. Możliwość konfiguracji IIS w konwerterze, konfiguracji pozwalającej na zoptymalizowanie pracy tego mocno egzotycznego (i nie standaryzowanego!) sposobu transmisji sygnału. Tak. Konwerter X-SPDIF 2 jest (obok opisanej karty X-Hi) kolejnym, niezwykle wartościowym elementem toru, wyczynowego toru opartego na komputerze/streamerze. Te „akcesoria” świetnie ze sobą współgrają, oferując jakość jakiej nie doświadczyłem, grając via USB z komputera. Głównie słuchałem na makówce, zachwycając się dźwiękiem odtwarzanym via ROON na takim secie:

  • konwerter cyfra-cyfra Matrix X-SPDIF 2 (tryb: native, tryb niskie opóźnienia… opis poniżej) konwertujący sygnał USB na IIS
  • przetwornik C/A X-Sabre Pro @ IIS, natywnie konwersja PCM do 11.2MHz (DSD256), w przypadku alt. zestawu z PC i X-Hi nawet DSD512 (natywnie, bez omijania ograniczeń OS, jak w przypadku macOSa, na co pozwala konwerter)
  • wzmacniacz dzielony, słuchawkowy na bańkach Woo Audio WA7 fireflies (w roli wzmacniacza, analogowo spięty z X-Sabre)
  • słuchawy HiFiMAN Ananda & Audeze LCD-3
Taki obrazek pod macOSem.
Da się takie coś uzyskać, ale tylko ze specjalnym sterownikiem (Korg* takie coś oferuje i chyba tylko on), jabłkowy system umożliwia tylko i wyłącznie tryb DoP (konwersja z PCM i maks. DSD256, zazwyczaj tylko DSD128)
 

* nasz redakcyjny, opisany na łamach, end-point pecetowy Fooko PC (MINIX Z64) gra sobie na co dzień via KORG (Roon/Bridge), konwertując w locie @ DSD128 (więcej DS-DAC-100 nie oferuje). Znakomicie się to sprawdza, ale jw. to wstęp do tego, co można uzyskać „grając po bicie”, przy czym nie zapominajmy, że podstawą takiego systemu MUSI być bardzo wydajny rdzeń tj. szybki komputer, oparty na wielordzeniowych, układach Core lub np. Ryzen, z dużą ilością pamięci operacyjnej.

Całość podpięta pod tomankową listwę z blokerem (TAP-8), spięta okablowaniem Supry, ponadto wykorzystałem najkrótszy przewód HDMI jaki udało mi zdobyć. I co? I nie mogę ruszyć się z fotela. A to jeszcze nie wszystko, bo jw. czeka mnie dłuższy odsłuch na PC z zamontowaną kartą X-Hi. Czytaj kompletne rozwiązanie, złożone z uzupełniających się, jak wspomniałem, elementów, tworzących wyczynowy tor z PC …poniżej 10 tysięcy złotych (oczywiście mam tu na myśli wyłącznie to, co nam te zera i jedynki przekształca na postać analogową z komputera). To – biorąc pod uwagę pierwsze odsłuchy – bardzo niewiele, w kontekście dużo droższych streamerów, DACów, wręcz okazyjnie mało. Mówimy tu, raz jeszcze podkreślam, o unikalnym, nie mającym specjalnie odpowiednika (na rynku trudno znaleźć takie urządzenia, jest ich mało i są dużo, znacznie droższe) systemie, który w zakresie SQ przewyższa wszystko, co do tej pory stało w redakcji. Więcej, nie przypominam sobie, by cokolwiek grającego via USB, kiedykolwiek, zrobiło na mnie TAKIE wrażenie. Rzecz jasna można zamiast wspomnianego WA7 podpiąć coś umownie lepszego, dokonać jakiś zmian w okablowaniu, ale to co usłyszycie za pośrednictwem tych dwóch skrzynek (plus, opcjonalnie, karty) będzie niebywale mocnym przeżyciem, czymś co wzruszy dotychczasową wiedzę na temat tego, co można z komputera, z pliku, a czego (zdawało się) nie można. Może dlatego tak, najlepiej, najdoskonalej, bo właśnie te nasze granie z magistrali komputerowej w takim setupie, w praktyce omija najpoważniejsze wady takiego rozwiązania (powszechnie znane niedoskonałości interfejsu USB w aplikacji audio) i w praktyce korzystamy z wielopasmowej autostrady (IIS), nasz DAC działa w innej domenie, konwersja sygnału wprowadza zatem nowe okoliczności. Zupełnie inne. Pokrywa się to z wcześniejszymi doświadczeniami (USB @ …, albo alternatywa tj. piorun).

No dobrze, to popatrzmy co tu się zadziało:

» Czytaj dalej

Daphile + Roon = pełen sukces!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-09-29 o 09.25.50

Integracja tych dwóch rzeczy okazuje się banalnie prosta, przy czym przebiega inaczej niż początkowo zakładałem. Daphile (o którym wspominaliśmy na łamach, a niebawem opublikujemy osobny artykuł poświęcony temu rozwiązaniu) to jeden z najciekawszych z wyspecjalizowanych systemów operacyjnych audio opartych na Linuksie. Dla przypomnienia, jego bazą jest serwerowy software LMS (SlimDevices/Logitech/Squeezebox) w popularnej kompilacji Squeezelite. Ogromną zaletą Daphile są potężne możliwości konfiguracyjne (bardzo zaawansowane – w oprogramowaniu odtwarzającym na komputerach takiej mnogości, możliwości ingerencji w pracę sprzętu, samego software, nie znajdziecie), bardzo niskie wymagania sprzętowe oraz kompatybilność z praktycznie każdym, podpinanym pod terminal z Daphile urządzeniem audio (dakiem). To lekka, zajmująca poniżej jednego GB (pamięć wew), wersja systemu operacyjnego stworzonego w oparciu o Pingwina, którą można zainstalować na starym rupieciu ;-) , ale też specjalnie przygotowanym (i tak to u nas wygląda) pececie. Pasywnym, małym, energooszczędnym, pracującym 24/7 terminalu (są dwa: jeden 32 bitowy, na Atomie, drugi na AMD64), który tworzy end-point (Roon), albo samodzielną strefę w ramach LMS-a (pełna integracja z naszym kontem mysqueezebox.com), co pozwala korzystać z alternatywy (Squeezeboksy, komputery z LMS oraz handheldy np. z iPengiem).

Daphile PC jako end-point Roon-a

Daphile PC, a konkretnie? Terminal HP @ AMD64 z dedykowanym pod audio kontrolerem USB Matrix X-Hi 

Z zainstalowanymi wtyczkami DLNA/uPnP/Chromecast/AirPlay Bridge

…co daje multum opcji (gdy korzystamy z samego Daphile, wbudowanego serwera LMS), jak widać doskonale na obrazku.
Uniwersalny mostek dla streamu wszelakiego (platforma LMS) na efektory nie obsługujące squeezeboksowego ekosystemu

Niestety w takim scenariuszu, mimo prawidłowej identyfikacji pod Roon-em, brak odtwarzania dźwięku :(

Wspomniałem, że inaczej skojarzyłem Daphile z Roonem… ano inaczej, niż planowałem. Chciałem uzyskać end-point zgłaszający się w Roonie jako kolejny player Squeezelite (integracja jak handheld), bez utraty zdolności do działania w natywnym środowisku. Innymi słowy, chciałem dokładnie tego samego, co przećwiczyłem w przypadku Auralic-a… mamy ichni Lightning OS z integracją strumieni niewystępujących pod Roonem plus działanie jako end-pont Roon Ready. Wszystko w jednym. Tutaj, mimo zgłoszenia się Daphile (po wcześniejszej instalacji kompletu wtyczek klient/serwer DLNA/uPNP/AirPlay/Chromecast… wchodzimy w zaawansowane/pluginy i działamy), jako odtwarzacz Squeezelite pod Roonem, niestety nie udało się uruchomić odtwarzania. Komputer z Daphile zgłasza się ładnie, ląduje w grupie Squeezeboksów w panelu konfiguracyjnym Roona, możemy ustawić parametry pracy (tylko 96KHz, co wynika z ograniczeń Squeezelite, stworzonego na potrzeby iPada z jego obsługą 24/96 na jacku), możemy niby dać play… i niby gra, ale nie gra. Próbowałem coś z tym zrobić, konfigurując pracę oprogramowania na wszelkie możliwe sposoby… bez sukcesu. W taki sposób, jak handhelda (patrz nasz opis pracy iPada jako końcówki, jeszcze przed oficjalnym wsparciem dla iOS pod Roonem, w ramach mobilnej aplikacji iPeng) nie da się tego pożenić. Innymi słowy analogiczna konfiguracja do działającego pod MacOS/Win/Linuksem Roon Bridge (zachowana pełna multifunkcjonalność takiego PC, także z innym audio softwarem… mostek czyli osobny proces w tle, pozwalający widzieć taki komputer jako w pełni identyfikowalną końcówkę we front-endzie, z dowolnym daczkiem) nie jest niestety możliwa, ale…

Zmieniamy ustawienia serwera na zewnętrzny z wyborem iP komputera z Roon Core (względnie serwera z rdzeniem front-endu)

Yes! Pełen sukces. Nie tylko zainicjowało, ale co najważniejsze… gra!

Na szczęście da się, da się te dwie rzeczy pożenić i to świetna wiadomość, przy czym, aby móc wykorzystać Daphile w roli end-pointa Roon-a, trzeba w panelu konfiguracyjnym (zaawansowane), w pierwszej zakładce, zmienić lokalizację serwera LMS z daphilowego (wewnętrznego), na zewnętrzny (IP serwera/komputera z Roon Core/Server). Oczywiście po stronie Roona trzeba uruchomić LMS (o ile tego wcześniej nie zrobiliśmy), wszystko musi działać w ramach jednej lokalizacji, w tej samej sieci. W takiej sytuacji, Daphile przechodzi w tryb renderera, łączy się z Roonem, który przejmuje pełną kontrolę nad odtwarzaniem. Plusem jest po pierwsze obsługa maksymalnych parametrów dla sygnału (PCM 24/192), po drugie integracja wszystkich usprawnień i dodatkowych możliwości w zakresie obsługi dźwięku jakie oferuje Daphile (m.in. pełne wsparcie dla DSD, w tym native, konwersja w locie PCM@DSD, zaawansowane tryby pracy podpiętego pod Daphile przetwornika)! Innymi słowy, mamy lepsze możliwości obsługi sygnału niż to, na co pozwala dowolny streamer Logitecha działający w ramach zapewnionej przez Roon Labs kompatybilności z ich front-endem. Co więcej, tylko nieliczne urządzenia (streamery), które pojawiły się po oficjalnym zaprzestaniu wsparcia platformy (Squeezebox-y), oparte na jednej z wielu wariacji LMS-a, zdolne są do bezproblemowej identyfikacji pod Roonem. Taka integracja jest niepełna, albo w ogóle niemożliwa (nie zapominajmy, że program Roon Ready bardzo szybko się rozwija, coraz więcej sprzętu uzyskuje wsparcie, certyfikację – nie tylko najnowsze urządzenia otrzymują wsparcie).

Rzecz jasna z możliwości wbudowanego LMS-a, dostępu do mysqueezebox, musimy w takim scenariuszu jw. zrezygnować.
Aby wrócić do poprzedniej funkcjonalności trzeba na powrót włączyć wewnętrzny serwer LMS na Daphile.

W samym Roonie podstawowe rzeczy sobie skonfigurujemy

Maksymalne parametry na jakie pozwala taki mariaż, ale też…

…jest coś więcej:
tu jest DoP, w opcjach DSP jest np. konwersja PCM do DSD256, bo akurat mDSD podpięty, można również wymusić tryb native
- taka możliwość zarówno w Roonie (DSP), jak i Daphile

obsługa MQA

…wszelkie hi-resy, gładko odtwarzane

Całość działa znakomicie, bezproblemowo, zgłasza się pod Roonem, pozwala cieszyć się bardzo rozbudowanymi możliwościami linuksowego OS-a wyspecjalizowanego pod kątem audio w ekosystemie Roona, w najlepszym front-endzie z wszystkimi zaletami takiego, zintegrowanego rozwiązania. Obsługa DSD? Bardzo proszę. Potężne możliwości roonowego DSP? Nie ma sprawy. Dużo głębsza, niespotykana nigdzie indziej, możliwość ustawienia parametrów pracy DACa (Daphile)? Jak najbardziej. Mój setup, złożony z Daphile PC tj. pasywnego terminala HP z rozszerzeniem (PCI-e riser) pod postacią osobnego, dedykowanego kontrolera USB @ PCI-e (przetestowanej niedawno na łamach HDO karty) Matrix X-Hi oraz jednego z podpiętych pod to USB daków: M2Tech HiFace DAC lub mDSD Encore, czytaj terminala PC w roli roonowej końcówki sprawdza się bez zastrzeżeń. Płynne odtwarzanie dowolnego materiału (można przerzucić w 100% konwersję sygnału na szybki Core w ustawieniach silnika DSP), przebogate możliwości modyfikowania sygnału, obsługa gapless oraz bitperfect, wreszcie wbudowany w oprogramowanie dekoder MQA (było, nie było Tidal mocno te Masters promuje i rozbudowuje bibliotekę) to w takim połączeniu jak wyżej, rzecz – nie ma co ukrywać – unikalna. Daphile pożenione z Roonem to wg. mnie nie tylko alternatywa dla PC z klasycznym systemem operacyjnym pracującym w podobnej roli w ramach Roon Bridge, to coś lepszego, pozwalającego wycisnąć z naszego setupu maksimum możliwości. Roon identyfikuje, pozwala ustawić kluczowe parametry, a Daphile jeszcze to rozszerza w zakresie dokładnej konfiguracji komputerowej końcówki, czegoś czego w sieciowych audio klamotach, wszelkiej maści streamerach zazwyczaj nie uświadczymy. Nawet te zaawansowane systemy operacyjne w skrzynkach (wspomniany Lightning OS, software KEFa dla bezdrutowych LSów, nadowski BluOS etc.) mają oczywiste ograniczenia i to takie wynikające z założeń projektowych jakie przyjęto: mają być proste, łatwe w obsłudze, nieskomplikowane, bez całej złożoności typowo geekowego środowiska z kompilacjami, tekstowymi komendami, terminalami tj. wprowadzaniem z palucha określonych wartości, zagęszczonymi w panelach opcjami. I takie są. Tutaj mamy oryginalne połączenie obu podejść do tematu.

Brzmienie na poziomie streamerów za naście tysięcy? Mhm! Dźwięk się klei, to jest najlepsze granie z pieca według mnie

Dzięki bogatym możliwościom zaawansowanej konfiguracji (Daphile) można wycisnąć ze sprzętu oraz sygnału wszystko… dzięki synergii Daphile z Roonem

Na przykładzie rozbudowanych opcji przy ustawianiu pracy konwertera cyfra-cyfra X-SPDIF 2
(tekst o tym klamocie czeka na publikację :-) )

…z X-Sabre Pro 2 via IIS (HDMI), konwersją PCM-DSD, w wyczynowych okolicznościach, jak na załączonym obrazku widać

System Daphile to żaden prom kosmiczny, jego podstawowa obsługa jest bardzo prosta (jak ktoś zna LMS/Squeezeboksy to w ogóle jest w domu), ale daje możliwości i zgłębiając temat można naprawdę więcej niż… wszędzie indziej. O tym jeszcze przeczytacie, a na razie cieszmy się z takiego połączenia, bo to wg. mnie jeden z najlepszych pomysłów na komputerowe z plików granie. Software pozwalający z jednej strony na wykorzystanie dowolnego hardware o typowo pecetowym rodowodzie (karty rozszerzeń!), ubranie tego w dowolną, kompaktową formę, pasywną, jak kto chce bateryjną, z zawiadywaniem w strefach, na dowolnych ekranach, z zaawansowanymi trybami DSP, z zaawansowaną korekcją akustyczną, z doskonałym UI… czyli tym wszystkim, co daje nam w standardzie Roon. Jak ktoś nie chce się bawić, pozostaje Malinka (tutaj trudniej będzie rzecz rozbudować, choć nie jest to niemożliwe) albo w 100% gotowiec, taki jak microRendu (niebawem do nas ponownie trafi, tym razem dokładnie go przeegzaminujemy). Ważne, to jest darmowe, a nie jak np. HQPlayer (pozwalający podobnie, na dodatkową ingerencję, kompatybilny z Roonem), wymagające dodatkowych nakładów finansowych, rozwiązanie. Daphile sam w sobie jest bardzo mocnym zawodnikiem, świetną opcją dla kogoś, kto chce agregować sobie wszystkie źródła muzyczne w bardzo rozwiniętym, od dawna wspieranym, środowisku. Zintegrowane dodatkowo z Roonem tworzy coś, jw. unikalnego.

Gra wszystko jak leci? Ano gra i to jak (!) vide:

24/192

DSD
(też natywnie, jak choćby przy wykorzystaniu konwertera X-SPDIF 2)

MQA

…a nawet takie dzikie harce z modyfikacją sygnału w DSP Roon-a, jak na załączonym powyżej obrazku

PS. Daphile to serwer, to – dzięki wtyczkom – front-end dla głośników bezprzewodowych, streamerów, to także element strefowego rozwiązania opartego na klasycznych Squeezeboksach. Ten OS może tworzyć osobną, niezależną podsieć, wyłącznie na potrzeby audio streamingu. A to dopiero początek możliwości tego audio systemu. Jak wspomniałem, w osobnym wpisie jeszcze o nim wspomnimy. BTW o starych, jarych Squeezboksach pisaliśmy dawno, dawno temu ;-)  tutaj oraz tutaj, a i jeszcze tu.

PowerDAC NuPrimie IDA-8… mały, melodyjny mocarz

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180629_164810637_iOS

Jeszcze parę lat temu nikt takich konstrukcji nie poważał. Amplifikacja musiała być wielka jak stodoła, musiała mieć za nic zużycie, musiała się konkretnie grzać, powodować czasowy spadek napięcia w sieci energetycznej itd itp. Mamy 2018 i często, gęsto zamiast wielgachnej skrzyni, wzmaczniaczyska, stoi sobie na półeczce małe coś, co gra – zdawałoby się – bez żadnych ograniczeń, wypompowując waty mocy w efektory bez najmniejszego wysiłku. Pamiętacie jedną z pierwszych, masowych konstrukcji D klasowej, jaka nam się parę lat temu trafiła i została na dłużej w redakcji? Ano, tak, tak chodzi o D3020 od NADa. Mały wzmacniaczyk pokazywał kierunek, mniej więcej w tym czasie pojawiały się pierwsze, coraz ambitniejsze konstrukcje innych czołowych producentów. Wcześniej paru specjalistów z branży starało się zainteresować nas swoimi konstrukcjami przełamującymi schematy (w głowie), głównie były to jednak drogie urządzenia (wspomniany NAD miał serię Masters, od której zaczął się flirt z wysoce efektywnymi, wysokomocnymi amplifikacjami). D3020 nie był jakimś objawieniem, ale jako jeden z pierwszych łączył świat cyfry (w tym komputerem, uzupełnionym łączem sinozębnym, a droższy D7050 także bezpośrednio Internety) z drutem ze wzmocnieniem w klasie D i zrobił to na tyle przekonywująco, że dzisiaj w ofercie Kanadyjczyków znajdziecie JEDEN tylko, klasyczny wzmacniacz tranzystorowy AB (C316 v2).

Bardzo się to wszystko zmieniło, a dzisiejsza integra to właśnie tytułowy PowerDAC: przede wszystkim cyfrowe wejścia, czasami bezpośredni link (prawie zawsze BT), ze szczątkową obecnością analogowych złącz przygotowanych na okoliczność podpinania analogowych źródeł. Bywa, coraz cześciej, zorganizowane w ten sposób, że ten analog to naprawdę coś bardzo „przy okazji”, zdarza się, że sygnał zostaje przekonwertowany na postać cyfrową (układ ADC) i następnie ponownie przekształcony na sygnał zrozumiały dla efektorów. Obecnie pojawiają się na rynku setki takich produktów, zaprojektowanych zgodnie z ostrymi normami redukcji zużycia energii, dodatkowo korzystające z wysokiej efektywności i minimalizacji wpływu czynnika termicznego na formę urządzenia. Mamy więc małe, malutkie amplifikacje, lekkie, leciutkie, dla starego audiofila grzyba, wydmuszki takie i … tu audiofil grzyb będzie często, gęsto w ciężkim szoku, grające z taką swobodą, z taką manierą jak te stare, wielkie piece, co to wymagały wyłączenia zbędnych odbiorników prądu, bo mogło wywalić ;-)

Ten tutaj jegomość to klasa D, tak, ale z magicznym A (na wstępie). Patent NuPrime na połączenie zalet. Obadamy :)
BTW. Opis na pudle to takie „wszystko w temacie”, wiemy od razu „kto zacz”

NuPrimie IDA-8 to taka na wskroś nowoczesna konstrukcja. Na wskroś. Bardzo, bardzo tu i ówdzie chwalona, na granicy czołobitności i uwielbienia wręcz. Jako, że mam duży sentyment do produktów NuForce (NuPrime to reinkarnacja, przez krótki czas marka NuForce egzystowała pod skrzydłami specjalisty od projekcji, firmy Optoma), a tu mamy kontynuację, bardzo przemyślane portfolio produktów, które znakomicie wpisują się w „idzie nowe” (w audio) to długo się nie namyślając zapytałem dystrybutora marki w .pl, czy można na tapetę i to najlepiej właśnie tego małego, jak w tytule stoi, mocarza. Sprzęt budzi spore zainteresowanie, krąży po redakcjach w ostrym (krótkim) reżimie czasowym, ale że akurat trafiło się trochę wolnego czasu na obadanie, poprosiliśmy o egzemplarz i od nastu dni gra to nam jako alternatywa dla bardzo klasycznych konstrukcji w salonie: integry NADa i dzielonego systemu NADa, ze starej daty pre i podobnie starej daty końcówką …a wszystko to w klasie AB, z dużym zapotrzebowaniem na prąd, opakowane w skrzynki zajmujące cały segment regału RTV, po paru minutach powodujące zauważalny wzrost temperatury w pomieszczeniu. IDA-8 jest absolutnym przeciwieństwem powyższego. Tak jak NAD D3020 to takie „biurkowe”, bardzo kompaktowe maleństwo, zintegrowany wzmacniacz na miarę XXI wieku. Power+DAC, z USB przede wszystkim, ale dla mnie rzeczą bardzo istotną i niepomijalną są także pozostałe cyfrowe interfejsy… nierzadko to właśnie SPDIF jest LEPSZYM od komputerowego sposobem na integrację źródła z nowoczesnym wzmacniaczem. To wcale nierzadka sytuacja, dlatego jak już nie raz mogliście się na łamach HDO przekonać, zawsze kompleksowo podchodzimy do testów, nie robimy tego by „zaliczyć” – nie – chcemy poznać możliwości brzmieniowe testowanego sprzętu. Wcale często to właśnie koaksialne, albo TOSLINK wypada ciekawiej w kwestii SQ od  uniwersalnej magistrali komputerowej. Także, to uwaga natury ogólnej, dajcie szansę innym interfejsom w swoich nowoczesnych, cyfrowych wzmacniaczach, bo warto (inaczej, można sporo z potencjału stracić, pozostawiając te wejścia nieobsadzonymi).

Małe, kompaktowe to. Bardzo. Oznaczenia wejść dziwaczne, ale ma to swój urok.
To takie połączenie diody (displej), oznaczenia alfanumeryczne… labo, przy czym żadne szkiełko i oko, o nie! ;-)

Integra NuPrime ma link bezprzewodowy w formie zewnętrznego modułu łączności, który podpinamy do umiejscowionego z tyłu, dodatkowego (poza drukarkowym złączem, do wpięcia kompa) portu USB. Także jak ktoś akurat wcale niekoniecznie ma ochotę słać strumienie z handheldów do ampa to nie musi tego elementu sobie aplikować, zestaw interfejsów obejmuje „klasycznie” elektryczne & optyczne interfejsy cyfrowe, ponadto jest analogowe wejście, jedno jedyne, na przedwzmacniacz, pozwalające podpiąć coś analogowo właśnie. Oczywistym wyborem będzie tutaj gramofon, te nowe coraz częściej wyposażane są od razu we własne, wbudowane przedwzmacniacze, co pozwala bezpośrednio wpinać. Na froncie diodowy displej (charakterystyczny element wyposażenia w przypadku wcześniej NuForce, obecnie NuPrime), w garści firmowy pilot (oznaczenia cyfrowo-literkowe wcale nie są z czapy, jak pisali inni recenzenci… no ludzie, przecież 1,2,3,4,5 niczego konkretnego nam o wyborze złącza nie mówi, a te literki owszem, mówią… a cyfry są po to, by nam unaocznić kolejność), stalowe pudełko z siłą rzeczy blisko osadzonymi odczepami. Polecam, bardzo, ubrane kable, najlepiej w banany. My tak właśnie podpięliśmy tytułową integrę z naszymi redakcyjnymi kolumnami. Widełki mogą być problematyczne, a gołe kable będą bardzo mocno niewskazane. Także banany wpinać proszę.

…jak widać

Nie ma żadnego jacka, mimo biurkowej formy (ale to w sumie nie jest, o czym za chwilę, żadna wskazówka, jakiś nakaz zastosowania tego klamota właśnie w formie biurkowo-gabinetowej), to amplifikacja pod kolumny, zdalne sterowanie także wskazuje, że ma to być obsługiwane z poziomu fotela, kanapy w dużym pomieszczeniu. Co prawda wielkość i waga wskazywałyby na coś wręcz przeciwnego, ale pozory w tym wypadku bardzo mylą. Tak jak wspomniany na wstępie D3020 faktycznie był takim małym wzmacniaczykiem, który nie bardzo nadawał się do dużego salonu, nie był dobrym wyborem dla dużych podłogówek, ba… sam producent zakładał, że jakby co przyda się wsparcie niskotonowca (aktywnego – zresztą w IDA-8 też możemy sobie suba integrować), do wpiętych w odczepy raczej kompaktowych monitorów, to tutaj mamy do czynienia z małym w formie, wielkim w treści, wulkanem energii. Ten wzmacniacz może bezproblemowo zastąpić w moim systemie dzielony tor pre + końcówka i będzie zwinniejszy, bardziej dynamiczny, de facto mocarniejszy od wielkiej skrzyni ze znamionowymi 200W. Przy okazji oczywiście mamy coś znacznie efektywniejszego, no ale to jakby z założenia… w końcu te nowe ampy oparte na power modułach, wzmacniacze w klasie D, potrafią dać dużo energii, zabierając z sieci umiarkowane ilości prądu, dodatkowo zachowując wysoką kulturę pracy (termika). Tak, to wiemy w teorii, ale praktyka potrafi mimo wszystko zaskoczyć, zadziwić. Musiałem uważać z operowaniem gałką enkodera (leciutki, wyczuwalny skok, szkoda że nie chodzi to nieco precyzyjniej, bardziej gładko), przyciskami na pilocie, bo można było szybko przedobrzyć. Gram bezpośrednio z Core @ Roonie (iMac), ale też jw. podpiąłem inne interfejsy i to bardzo na bogato, bo… po optyku jest Chromecast Audio tylko, ale po koaksialu udało się zintegrować cały system AV w salonie (dzięki matrycy HDMI wyposażonej w konwerter cyfra-cyfra z HDMI na TOSLINK/coax). Fajno. Można sprawdzić wiele źródeł, także takich, które rzadko były podpinane do DACów/PowerDACów. Oczywiście, tradycyjnie, podpinam także naszego dyżurnego CDeka (tutaj zarówno po analogu i rozłączając to co powyżej, po koaksailu). Link sinozębny sprawuje się bez zarzutu, można strumienie słać, ale to co robi na wstępie testów największe wrażenie to wspomniana moc, którą mamy tutaj do dyspozycji. Przy ustawieniach w zakresie 30-40 jest optymalnie, głośno, a dalej… no właśnie. Warto przy tym nadmienić, że amp gra niezwykle czysto, mamy całkowicie czarne tło i to w całym zakresie, także przy końcu skali. Nie to co przy moich NADach, gdzie jak wychylimy to słychać. Tu jest głucha cisza.

„Wzmacniaczyk” wcale niemało potrafi w dziedzinie SQ. Powiem więcej, sceptycy, niepoważający „tych nowych, cyfrowych, wynalazków” powinni koniecznie sobie to, to potestować. Najlepiej w zaciszu domowym, mając do porównania dotychczasowy tor. I niech to będą te wszystkie pyszne „czysta klasa A”, jakieś lampiszony niech będą, niech to będzie prawdziwe, po bandzie wyzwanie. U nas tak to się właśnie konfrontuje i doświadczyłem niczego, do czego mógłbym się doczepić. To nie jest żadne „no ale”, „nalocik cyfrowy czuć”, czy może mocne ale bez powietrza, bez życia granie. NO NIC Z TYCH RZECZY. Ta cała IDA-8 zasłużyła sobie na b.dobre opinie, tu nie ma przypadku. Dokładnie obadałem kwestie linku komputerowego, sprawdziłem jak dobra jest implementacja USB w tym przetworniku z prądem, znakomicie wypadło SPDIF – gra tutaj świetnie – analog traktowałem początkowo pomocniczo, ale summa summarum się wybroniło. Mogę zatem napisać głośno i wyraźnie: jak sobie słucham na lampiszonowym ampie czegoś, a potem przeskakuje na IDA to nie mam wrażenia, że ktoś mi coś tam amputował. W ogóle nie mam. Przechodzę, że tak powiem, gładko i bez najmniejszego zgrzytu. Innymi słowy, mały mocarz, radzi sobie, radzi sobie z podłogówkami w dużym pomieszczeniu z takim zapasem sobie radzi, że nawet dużo potężniejsze paczki nie stanowiły, jak się okazało, jakiegoś wielkiego wyzwania. Na Topazach 20 grało, dużo większych od kompaktowych Szafirów (23) i „nawet się nie spocił”. No ciepły, a nwet więcej niż ciepły był, ale wysterował te kolumny koncertowo.

Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził tego ampa w sposób, który raczej nikomu (z testujących) nie przyszedł do głowy. Kropką nad i był odsłuch na routerze audio (z wejściem dla ampa i audio jackiem, do którego to nauszniki podpiąłem). Fabryka integracji ze słuchawkami nie przewidziała? No trudno, trzeba było zaradzić i zaradziłem jak wyżej. I wiecie co? To dopiero była sensacja, jak ten mały grzmot zagrał na planarach. Zresztą nie tylko, ale przede wszystkim.

  

Cyfra, no w PowerDACu to jakby naturalne, że cyfra wszędzie, nie?

Więcej, bardziej i mocniej poniżej:

» Czytaj dalej