LogowanieZarejestruj się
News

Future Fi is HERE! Sonos Amp w redakcji. No to jedziemy po bandzie…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1067

Wczoraj z rana paczka wpadła przez okno. Sonos Amp. Namacalny dowód na to, że w audio trwa rewolucja i tej rewolucji nic już nie powstrzyma. Amp jak amplifikacja. Tak, podobnie jak Google (spudłował z Q), jak Amazon (zrobił dobrze ze swoimi nowymi HiFi produktami tj. strumieniowcem i wzmacniaczem), Sonos wprowadził produkt, który może okazać się prawdziwie przełomowy (dla domowego audio – nie przesadzam). Sonos nie jest tu jakimś beniaminkiem. O nie! To Sonos był pierwszy, przy czym ZP-ty (ZonePlayery) teraz inaczej nazywane (też amp i jeszcze ten, no connect), od zawsze w ofercie, były produktami uzupełniającymi, w cieniu tego, z czym nam się Sonos kojarzył od zawsze. Wiadomo – samograje (w sensie, głośniki bezdrutowe ze strumieniami). No dobrze, to w czym rzecz? Ano w tym, moi drodzy, że to jest coś, co będzie EWOLUOWAĆ i integruje WSZYSTKO. Sonos mówi o tym bardzo wyraźnie i przygotował ten sprzęt pod wyzwania jutra, tyle że już dzisiaj można (z wielu rzeczy) cieszyć się, po odpakowaniu. To jest właśnie FUTURE FI. Ekosystem. Rozwiązanie systemowe. Element większej (znacznie większej) całości. Sonos Amp to łącznik dwóch światów: klasycznego HiFi z masowym sprzętem AV. Przecież nic nadzwyczajnego, powiecie. Mhm. To dopiero początek. Wymienione przed chwilą podlane jest otwartością (kompatybilnością) oprogramowania z wieloma alternatywami, z wieloma propozycjami softowymi dla zatwardziałych muzykofilów (ehę Roon, ale nie tylko Roon!), gdzieś tam kołaczącym się inteligentnym domostwem i przyszłością sterowania czymkolwiek via AI. Sieciocentryczne coś. To DUŻE coś. Wiecie – kod. To jak z komputerem, który bez systemu operacyjnego, bez dostępnego oprogramowania jest niczym. Przykład? Nowy Amp pojawia się w świetnym Vox Playerze, z doskonałym modułem internetowego radia (czego w Roonie bardzo brakuje) i mam dostęp do pierdyliarda histreamowych sieciostacji. Pięknie? No pewnie, że pięknie! Pięknie jak cholera! Właśnie tak ma to audio teraz wyglądać. Bez ograniczeń. To tylko przykład, bo można tym sypać jak z rękawa (Spoty Connect, agregacja streamów w firmowej aplikacji, protokoły Apple pod dachem itd. itp.) Jako end-point zagra nam to w Roonie zarówno via AirPlay 2 jak i w sonosowym protokole (sieć mesh – znaczy LEPIEJ od jabłkowego – bo pewniej, bez najmniejszych interferencji no i bitperfect). Sumując, żaden inny producent z branży nie będzie nigdy (chyba, że coś się tu zmieni… paru próbuje) oferował takiego wsparcia, takiego rozwoju oprogramowania. A to ono jest tu kluczowe. Analogia z Roonem? Mhm, dobra analogia.

Co napisałem powyżej potraktujcie jako liźnięcie tematu. Pobieżne. Bo dalej jest jeszcze lepiej. Chcemy integrować kino prawdziwie bezdrutowo? No wiadomo, dwie duże podłogowe paczki na 125W końcówkach tytułowego klamota*, Sonos One (bo mikrofon, bo AI) z drugim, zwykłym :1 jako tyły i klasyczny sub pod wyjście w Sonos Ampie. Dialogi? Mhm, jest na to sposób, bo zrobili to via DSP, a wiem z pewnego źródła, że integracja centrala z prawdziwego zdarzenia będzie (podobnie jak wyjście poza 5.1 na obiektowy tj. Atmos …te sprawy). Mało? Dobrze, to lecimy dalej: analogowe, RCA, z pełną korekcją (z pełną korekcją pracy wejścia!!!) I tutaj „sonosujemy” dowolne źródło. Jakiś audofilsko odjechany streamer / DAC? Proszę bardzo. Gramofon (no oczywiście że sprawdzimy jak to w praniu wyjdzie, znaczy staruszek NAD 5120 zrobi się bezprzewodowy (sic!))? Proszę, nie ma problemu. Może chcemy srebrny krążek, tuner kablowy/sat/wizyjny, albo sokowirówkę (żartowałem) – proszę, proszę, smaczny soczek z rana… czemu nie?

Mało? Dobrze. To lecimy na zewnątrz ze strefami opartymi na głośnikach instalacyjnych. Albo wewnątrz, też w oparciu o pasywne, wbudowane w ściany – właśnie – głośniki, nie kolumny. Przecież instalatorzy to pokochają (tak jak kochają wcześniejsze Sonosy, ale te wcześniejsze nie mają tego, co ma nowy – nie są w pełni i nie będą w pełni Future Fi). Mało? No okey, to wrzucamy kolejne biegi… za kilkanaście dni Ikea na konferencji pokaże sonosolubne (pełna kompatybilność z ekosystemem) samograje. Różne. Tanie. Do kibla, do łazienki, do ogródka, do garażu… multiroom dla mas? Owszem, przy czym na (wg. mnie) najsensowniejszym, najbardziej pewnym i najprostszym poziomie integracji (wszystko) z interfejsem (docelowo głos). To nie musi być skomplikowane i nie będzie.

Nie będzie? Podłączenie tego sieciowego wzmacniacza to, w przypadku mostka Sonos Bridge, parę sekund w aplikacji (dobra, pobiera się aktualizacja, teraz zawsze będzie pobierać się jakaś aktualizacja na starcie, takie czasy!) i już. Nawet konfigu sieci domowej nie musicie. Poniżej na zrzutach ekranowych można zobaczyć jakie to proste, nieskomplikowane, jakie to samosię. Ktoś powie – klasycznie i wyłącznie analogowego klamota wystarczy podpiąć. Zgoda. Ale analogowy nie umie tego, co powyżej. I na takim poziomie, bezsprzecznie, potrafić nigdy nie będzie. Tutaj kod warunkuje możliwości, a te dają jak napisałem powyżej, NIEOGRANICZONE możliwości. Można w oparciu o tego Sonosa budować coś, co będzie wielostrefowym systemem, będzie robiło AV bez kucia ścian, będzie ogarniać wszystkie obecne, jak i przyszłe siecioźródła, będzie integrować bezkolizyjnie dowolne „klasyki”, względnie z nowoczesnym sprzętem firm trzecich współpracować, no i będzie future-proof. No nieźle. Dokonuje się realny postęp. Wystarczy posłuchać amplitunerów kina domowego sprzed paru lat z konstrukcjami, które są obecnie nie czasie. To jest przepaść. Przepaść na korzyść teraźniejszych konstrukcji bezapelacyjnie, w jakości, w SQ. Tutaj btw ten element będzie można (yes!) w ogóle wygumkować. Po co amplituner KD? No właśnie, po co?

Takie coś krążyło w Las Vegas, w styczniu, podczas targów CES…
…tańszy sub (core) oraz „Atmos Surrounds” (rzecz jasna tylko poglądowa to rycina)
Te 700$ za dźwięk obiektowy to mało, ale tu chodzi raczej o uzupełnienie systemu o jw, a nie całość.
To już nie mało, choć nadal atrakcyjnie jak za dźwięk obiektowy bez drutów… 

Co zapowiada sam Sonos? Ano zapowiada (CES) tańszego bezdrutowego Suba oraz efektowe głośniki do stworzenia systemu dźwięku obiektowego. Bardzo, bardzo bym sobie życzył, żeby za tym wszystkim poszło jeszcze jedno COŚ. Mhm. Dokładnie. Wielokanałowy dźwięk audio. Muzyka rozpisana na więcej niż dwie paczki. Druga szansa dla tematu, może ostatnia taka, w strumieniu, a nie na płycie, nie tylko binauralne (czytaj pod stereo robione i nisza, ciekawostka taka), ale faktycznie wielokanałowe audio. Jakże by miło było, gdyby ktoś nam to zaoferował. To inne doświadczenie, wierzę, że dla wielu zaskakujące i inspirujące (do wyjścia poza stereofonie). Nie, nie, nie – nie chodzi mi o to, że stereo out, absolutnie nie, bo tak już jesteśmy przez naturę stworzeni, że to stereo ma miejsce i ma być, ale jakże fascynujące byłoby (szeroko) wyjście na nowe doznania, no coś (serio) nowego. Bo można rzecz jasna podniecać się nowymi formatami, doszukiwać się różnic w źródłach CDA va hi-res, poszukując jakiegoś absolutu, dążąc do perfekcji. To kręci, ale kręci też coś z zupełnie innej beczki. Wierzcie mi – kręci.

Patrząc na to całościowo, inni też w tym kierunku kroczą. Robią to, choć na nieco innym pułapie integracji, budowy spójnego rozwiązania. Robi to taki NAD, robi to Yamaha i wielu innych też robi, próbuje. Sonos nie był do tej pory postrzegany jako ktoś, kto mierzy w HiFi, kto mierzy (tak serio) w kino (choć grające belki i podstawka wskazały kierunek zainteresowań). Teraz to się zmieni. Zresztą, popatrzcie co robią inni giganci IT. To nieuniknione. Przenikanie się w dziedzinie reprodukcji dźwięku oraz wyczarowania kinowej wizji (e tam, to już w sumie udało się osiągnąć, bywa na takim poziomie, że w kinie nie dostaniemy tego, co dostaniemy w domu), przenikanie się IT z branżą audio i audio/wideo to dzisiejszy i jutrzejszy aksjomat. Nie bójmy się tego, starajmy się to zrozumieć, pozwólmy się oswoić. W sumie, nie mam wątpliwości – nie mamy innego wyjścia. Sonos Amp będzie przeze mnie przenicowany na wylot. Sprawdzę każdą możliwą konfigurację, nawet najbardziej dziką. Sprawdzę, czy w eterze granie nie jest dla (tradycyjnie po drucie grającego) klamota deprecjonujące, korygujące SQ w dół, sprawdzę jak będzie się ten Sonos sprawdzał w najlepszych audio front-endach, sprawdzę czy kino daje radę, ocenię całość rozwiązania pod kątem ergonomii, prostoty obsługi (było już na łamach, ale tym razem właśnie pod kątem ekosystemu, całości). Będzie sporo pracy, ale też sporo frajdy. Lubię kompy, a tu będą kompy (bo Sonos Amp to komp jest), ale jeszcze bardziej lubię muzykę, a ta muzyka via Amp będzie musiała zadowolić ucho, sprostać oczekiwaniom. Wiecie, czytałem, niektórzy mówili że na dzień dobry gra to, to zbyt analitycznie, zbyt cyfrowo, zbyt szkliście, ostro. Mhm. To jest audio-komputer, to od czego są ustawienia? Od czego jest DSP, od czego jest EQ? Tak, to odstępstwo od wierności (czym jest wierność? A co się dzieje w studio? Jak wygląda processing? Przecież tutaj przedmałżeńskie współżycie – stosując kontrowersyjną analogię – ma zawsze miejsce, no zawsze, bo to reprodukcja li tylko, interpretacja tylko). Ma się podobać, ma wywołać zachwyt, ma być proste, łatwe i przyjemne w obsłudze, ma dawać możliwości. Takie ma być!

A będzie? Cóż, we will see…

Fotogaleria z rozpakowania, instalacji i pierwszego posłuchania (w różnych okolicznościach przyrody, ale jeszcze bez kina, choć już z HDMI wpiętym gdzie trzeba).

PS. Nie ma problemów synchro audio z obrazem (a jednak coś na temat kina w zajawce się udało ;-) )

PPS. Zostaje

* tylko 55W w ZP było ograniczeniem, teraz każde paczki podpięta być mogą

» Czytaj dalej

W poszukiwaniu uniwersalnego: NAD C368 z modułami MDC – recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20180718_063332413_iOS-600x437

A gdyby tak, a gdyby tak mieć coś do wszystkiego, przy czym to coś miałoby zadawać kłam powiedzeniu: „jak jest do wszystkiego, to do niczego”. Nikt nie przetestował tego klamota w ten sposób. To w ogóle głębszy problem z recenzjami produktów… zazwyczaj są bardzo pobieżne, koncentrują się tylko na wycinku, zazwyczaj pisane są zaraz po premierze, albo niedaleko (w sumie, trudno się dziwić, bo przecież użyteczność marketingowa, bo życie produktu obecnie bywa krótkie), zazwyczaj z lektury nie dowiemy się zatem, czy sprzęt potwierdził swoje możliwości (wsparcie, rozwój oprogramowania…), czy można i ile można było wycisnąć ze skrzyneczki. Ten schemat bywa strasznie irytujący, właściwie stanowi zaprzeczenie istoty rzeczy: albo o czymś wypowiadamy się całościowo, autorytatywnie, starając się nie pominąć tego, co stanowi istotę, albo jest po łebkach i tak naprawdę jedyne, co można wyczytać, to dane nadesłane przez producenta z opisem potencjalnych możliwości. Nawet obserwacje z odsłuchów bywają w takich okolicznościach przyrody niemiarodajne, albo przynajmniej niepełne. Tak, moi drodzy, recenzenci powinni (zaczynając od niżej podpisanego) informować czytelników o tym, jak długo egzaminowali i jak dogłębnie egzaminowali pacjenta tj. klamota. Taka informacja powinna być obligatoryjna. Jak ktoś spędził parę wieczorów ze skrzynką to – powiedzmy sobie szczerze – niewiele wie o tym co, to, to potrafi. To nie jest miarodajny test, miarodajna ocena. Dlatego lepiej wg. mnie mniej, nie na wyścigi (znaczy jak już egzemplarz testowy nie jest na za dwa tygodnie, tylko może się testować długo i namiętnie), jak się (to zawsze pomaga – pozwala zaoszczędzić czas) porządnie rzecz wygrzała, pograła sobie wcześniej. W przypadku opisanego w tytule delikwenta z „przyległościami” (karty ;) ), mieliśmy przyjemność badania przez okrągłe cztery miesiące z okładem. To wystarczająco długo, by móc jw. autorytatywnie wypowiedzieć się o testowanej integrze.

NAD C368 to konstrukcja przełomowa. NAD idzie w najnowszej, klasycznej, najważniejszej (zarówno wizerunkowo, jak i zapewne handlowo) serii, dalej niż w poprzednikach, definiuje na nowo możliwości, potencjał nowoczesnego wzmacniacza zintegrowanego. Tak, właśnie tak, a dodatkowo robi to nie na pół gwizda, nie że może w następcach coś tam doda, tylko od razu robi to jak należy – integruje WSZYSTKO, nie zapominając o żadnym szczególe, a całościowo wychodzi naprzeciw idei FUTURE-FI. Sprzęt, aby być zgodny z tym „future” nie tylko potrafi odnaleźć się w cyfrowym świecie (co dzisiaj stanowi standard), a więc jest zdolny do współpracy z licznymi źródłami, komunikacji sieciowej, obsługi nie tylko za pośrednictwem tradycyjnego pilota. Nie. Future-fi moi drodzy, to kompleksowe rozwiązanie SYSTEMOWE, a precyzyjniej EKOSYSTEMOWE. To coś dużo i znacznie większego. I NAD robi tutaj robotę. Dzięki modułowości rozszerzamy, to nic nowego w HiFi, ale tutaj de facto tworzymy coś nie tylko łączy świat audio z światem video, nie tylko uzupełnia możliwości o sieć i system operacyjny audio (bo tak to trzeba zdefiniować), ale otwiera możliwości budowy wielostrefowego, kompleksowego rozwiązania i to – jeszcze – w oparciu o kilka alternatywnych opcji softwareowych. Jest BluOS, ale jest i Roon, jest także JRiver. W przypadku rozwiązania firmowego tworzymy coś na kształt sieciocentrycznego systemu złożonego z BluOSowych klamotów, które dogadują się w ramach swojego protokołu i INTEGRUJĄ każdy rodzaj źródła, jaki podepniemy do wzmacniacza. Gramofon strumieniowany do innego pomieszczenia? A jakże! Chęć posłuchania sobie szpuli albo srebrnego krążka w kuchni (samograje Bluesound), na patio, gdziekolwiek… także na innym, starym systemie uzupełnionym przez streamery…. systemowe end- pointy. Dalej, mamy także możliwość rozszerzenia i uzupełnienia możliwości o najnowsze pomysły z dziedziny DSP oraz korekcji (Dirac), możemy cieszyć się z nowych serwisów, z obsługi wszystkich bezstratnych & hi-resowych streamów (Tidal HiFi/MQA, Qobuz oraz Deezer HiFi), z dodanej wreszcie w najnowszych modułach, klamotach obsługi DSD.

Blu

Jak dodamy sobie do tego kino i to pożenione ze wspominanym softwarem Dirac, oferowanymi przez producenta możliwościami rozbudowy ekosystemu o klamoty obsługujące dźwięk obiektowy (oraz starsze formaty kina domowego) oraz najnowsze rozwiązania z zakresu wizji (4k, HDR) to wyraźnie widzimy, że ktoś tu sprawę przemyślał bardzo gruntownie. W przypadku C368 punktem wyjścia jest kino z dźwiękiem stereofonicznym, ale to nie koniec drogi uzupełniania, rozbudowy. Pamiętacie, niedawno wspominałem o cyfrowym przedwzmacniaczu, dla – chyba- niepoznaki nazywanym przez NADa „streaming dakiem”. Bohater niniejszego wpisu potrafi współpracować z nowym C658, potrafi wraz z końcówką C268 stworzyć dzielony system o potężnej mocy, a to jeszcze nie wyczerpuje wszystkich możliwości. W opracowaniu są moduły dające możliwość wejścia w świat wielokanałowego dźwięku nie tylko w najdroższej serii Masteres. Innymi słowy, budujemy sobie w oparciu kompleksowy system, kompletny, pozwalający na integrację każdego możliwego źródła. Integratorem jest tu NAD i – jak ktoś nie chce bawić się w alternatywy – tylko NAD. Protokoły mamy też wszystkie jak leci: AirPlay2, DLNA/uPnP, Spotify Connect, Cast… do wyboru, do koloru. Po tych paru miesiącach maglowania C368 z modułem BluOS oraz HDMI uświadomiłem sobie, jak istotne, jak kluczowe jest zrozumienie przez producenta złożoności, ogromnej rozpiętości dzisiejszych technologii. Dopiero umiejętność połączenia wszystkiego w jeden, bezproblemowo działający, dogadujący się, integrujący serwisy, usługi ekosystem, znajomość i wiedza na temat systemów operacyjnych, protokołów sieciowych (i w ogóle działania infrastruktury sieciowej… NAD jest jedną z nielicznych w branży firm, które ten temat znają od podszewki i wykorzystują ten potencjał) przynosi optymalny rezultat, daje użytkownikowi stabilny, otwarty na to co przyniesie przyszłość SYSTEM. Trzeba na to popatrzeć nie przez pryzmat OLD-Fi, gdzie wystarczyła łączówka, gdzie – owszem – mogło nie być synergii, ale gdzie poziom złożoności (nie chodzi o obsługę, o UI/UX… tu NAD wykonał kawał dobrej roboty i jest ergonomicznie, jest prosto, jest przejrzyście, dobrze jest) jest nieporównywalnie większy, gdzie mówimy o czymś, co w całym cyklu życia podlega modernizacji, transformacji, ulepszaniu i rozszerzaniu (możliwości).

To wszystko stanowi nową jakość, zapowiedź tego co już teraz, a zaraz wszędzie (jako pewien standard) zafunkcjonuje na rynku. NAD nie byłby sobą, gdyby nie uwzględnił w ostatnich swoich pracach także kontrowersyjnego tematu jakim jest AI. Przy czym tutaj raczej chodzi o podstawowe możliwości sterowania (w tym kierunku, póki co, to zmierza). Rzecz jasna nie da się wykluczyć, że w przyszłości taki M10, albo kolejny tego typu klamot, będzie nie tylko reagował na nasze komendy głosowe, ale jeszcze nam coś odszczeka. Jak future, to future. Nie wykluczał bym żadnej możliwości, w końcu idziemy w kierunku agregacji wszelkich treści multimedialnych, z opcją interakcji człowiek – maszyna (począwszy od rekomendacji,  poprzez uzupełnianie wiedzy, informacji, a – na razie – kończąc, na alternatywnych wątkach, zaangażowaniu użytkownika w przebieg narracji). Trudno powiedzieć dokąd nas to zaprowadzi, nie o tym jednak miał być wpis, wracam do meritum: czas na przedstawienie potencjału doposażonego C368, pokazać Czytelnikom co daje Future-Fi w praktyce.

Zapraszam!


» Czytaj dalej

Sonos pokazał i trochę rozczarował. Beam nie jest dokładnie tym, czego byśmy sobie życzyli

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2018-06-07 o 11.28.02

Było to dość zaskakujące, bo większość spodziewała się zastępstwa dla solidnej, znaczy konkurencyjnej dla innych tego typu wynalazków, belki dźwiękowej vel projektora dźwięku vel soundbara Playbar. Beam – pokazana wczoraj na konferencji nowość – nie jest następcą, w ogóle nie jest czymś co można bezpośrednio porównywać do wspomnianego Playbara (ten, zresztą, z oferty nie znika). Zacznę do początku, od oczekiwań, a te były spore: po pierwsze integracja HDMI w sonosowym ekosystemie, ale nie taka jak zaproponowano, tylko na poziomie pt. obsłużę wszystko co jest na czasie, po drugie możliwości dźwiękowe pozwalające potraktować produkt jako alternatywę dla innych belek, a nawet klasycznych systemów z kolumnami (fronty, central… wystarczy, choć inni, tj. Yamaha, potrafią nawet więcej w tej materii), po trzecie spoiwo łączące wszystkie streamy, wszystkie skrzynki „pod jednym dachem” w zakresie odtwarzania audio (i nie tylko). Takie były, przyznaję że nieskromne, oczekiwania. Wielu takie wyrażało, wielu widziało szansę na prawdziwy przełom (bo bezdrutowo, wszystko i jeszcze ze zintegrowanym interfejsem głosowym, AI).

Małe to jest, bardzo małe, kompaktowe. Ma to swoje konsekwencje (możliwości brzmieniowe)

Udało się? Ano nie udało, albo udało ale trochę, no nie do końca. Beam jest mały, niewielki taki, nie ma możliwości brzmieniowych bara, ani base. To inna kategoria, w sumie, nowa kategoria, bo patrząc na możliwości (i może tutaj tkwi sens, zamysł producenta) nie ma odpowiednika (no ale też takie coś chcieliśmy otrzymać, tylko inaczej) na rynku i może się okazać, że mieć tego odpowiednika Beam zwyczajnie nie będzie. Czym jest? Niewielkim projektorem dźwiękowym, podkreślam NIEWIELKIM, w układzie cztery przetworniki pełnopasmowe (dwa @ froncie plus dwa z boku, do przodu zwrócone) oraz kopułka wysokotonowa, każdy jeden z w łasnym, cyfrowym wzmacniaczem (plus trzy, pasywne, radiatory basowe), z centralnym procesorem sterującym, sonosowym DSP (rozwinięcie kalibracji w oparciu o technologię TruePlay). Wszystko jest odpowiednio ekranowane (sporo anten, mikrofonów w środku). Z tyłu macie poza gniazdkiem LAN (WiFi rzecz jasna jest) wspomniane HDMI. Czyli tak, dźwiękowo, to będzie na pewno lepsze od dowolnego (no prawie, ale tak 99%) telewizora – i taki był cel twórców, że to ma konkurować z samym telewizorem właśnie – ale już nie bardzo z trzema kolumnami wielodrożnymi, nawet jeżeli mówimy o zestwie „kinowym”. HDMI dali ale jakieś takie niepełnowartościowe, bo nie w wariancie wspierającym najnowsze technologie dźwięku obiektowego (Dolby Atmos czy DTS:X? Nie, tego tu nie ma), właściwie to, to HDMI nawet nie bardzo poradzi sobie z wszystkimi formatami ze starszego Blu-ray’a (będzie konwersja, albo wybór innej, gorszej jakościowo ścieżki). Nie jest to także (ale tutaj specjalnie na to nie liczyłem, choć byli i tacy, co liczyli) przełącznik źródeł, hub, bo to HDMI jest tylko jedno. Właśnie. Jest jedno i wspiera technologię powrotnego kanału audio (HDMI ARC) oraz HDMI-CEC (znane od lat rozwiązanie, nie zawsze dobrze się sprawdzające zapewniające sterowanie telewizorem, współpracę odbiornika z Beamem). Innymi słowy odpada nam jedno ze złącz HDMI w TV, dodatkowo telewizor musi wspierać ARC. To nie jest jakiś wielki problem, bo dzisiaj prawie każdy wspiera (czasami z automatu, czasami trzeba aktywować w menu), gorzej w przypadku starych modeli, ale w takiej sytuacji skorzystamy z konwertera HDMI-TOSLink dołączanego w komplecie (praktycznie wszystkie odbiorniki HDTV mają w standardzie cyfrowe wyjście dźwięku). Ma to sens i tak to musi być zintegrowane, ale już brak HDMI 2.0 i wyżej w takim produkcie zwyczajnie… boli. Boli i to mocno boli, bo nie dalej jak w poniedziałek Apple zapowiedziało Atmosa w swojej skrzynce podtelewizyjnej. ATV 4k będzie umiało, biblioteka filmów 4k puchnie, a tu takie kompromisy. Szkoda, bo Sonos jednocześnie zrobił parę rzeczy tak, jak powinien, i jak wspomniałem, jest to sprzęt (mimo wszystko) bardzo oryginalny i nie mający odpowiednika na rynku.

No i jest to HDMI, tylko nie do końca takie, jakie byśmy chcieli widzieć w nowym Sonosie, nie do końca takie

Dlaczego jest oryginalny i nie ma odpowiednika na rynku? Ano – i tu przejdę po minusach, do plusów – integruje nam technologie konkurencyjnych firm, które w swoim ekosystemie nie akceptują alternatywy (albo ta alternatywa jest bardzo ograniczona)… to znaczy możemy mieć i będziemy mieć „pod jednym dachem” Apple, Google i Amazona. Nie, nie chodzi tutaj żeby mieć, tylko żeby INTEGROWAĆ. Przykład? Chcę sterować podstawowymi funkcjami wspomnianego ATV za pomocą AI od Amazona. Wydaję Aleksie komendę i dzieje się. To oczywiste i dla użytkownika bardzo użyteczne, ale już na poziomie „współpracy” między firmami wielkie, nie do przeskoczenia, wyzwanie. Każdy zazdrośnie strzeże swojego, obcina funkcje w produktach firm trzecich – tak to wygląda. Sonos jako jedyny nam to integruje, integruje tak, że nie musimy (w przeciwnym razie byłoby to kompletnie bez sensu) wybierać, przełączać się, tylko – właśnie – dzieje się, my korzystamy, a sprzęt nas rozumie. To postawa idei inteligentnej chałupy, automatyzacji, tego wszystkiego co jest obecnie bardzo na czasie. Co prawda nie jest jeszcze idealnie, bo po pierwsze integracja AirPlay2 będzie mieć miejsce dopiero za ponad miesiąc. Po drugie, będziemy musieli poczekać na Google Assistant – co bardzo boli nas tutaj, znaczy w Polsce boli – bo to jedyne AI z zapowiadaną obsługą języka polskiego w bieżącym roku. Także do pełni możliwości jeszcze daleka droga, ale wiadomo jak to będzie u Sonosa działać i wreszcie ma to sens. To przede wszystkim aspekt czysto użytkowy, ergonomiczny, możliwość wydawania komend i sterowania samym sprzętem oraz streamem (jaki by on nie był).

Nawet IR dali, w pewnym sensie dali. W sumie prawidłowo, dobrze jest mieć wybór, niż nie mieć go wcale

No właśnie – wszystko pod jednym dachem. Chodzi zarówno o treści jak i skrzynki strumieniujące*. Sonos słusznie uznał, że wbudowanie własnego rozwiązania (czy jakiś asystent, czy własne smartTV) nie ma uzasadnienia w obecnych czasach. Po pierwsze powielamy funkcjonalności (bo TV pewnie smart jest, a jak nie to Chromecast, albo inne ATV, albo Amazon FireTV, albo jeszcze coś innego wisi na kablu), po drugie inni zrobili to często na tyle dobrze, że niczego nie zwojujemy, wreszcie po trzecie stworzenie sensownego rozwiązania z własnym, choćby ograniczonym (do AV) AI to gigantyczne wyzwanie, któremu (na razie) nie podołało takie Apple (Siri nadal jest głupia jak but, choć nowe pomysły z WWDC mogą przynajmniej sprawić, że będzie użyteczna, choć nadal w zakresie inteligencji pozostanie głupia jak but). Ludzie z Sonosa uznali, że nie ma się co kopać z koniem, tylko skupić się na tym co robią dobrze (własny ekosystem, sieć mesh, oprogramowanie agregujące treści i integrujące wspomniane AI, współpracujące z innymi rozwiązaniami softwareowymi… kłania się np. Roon (nasz tekst nt. temat tutaj)). To słuszna droga wg. mnie, gwarantująca dobre rezultaty, a nie porywanie się z motyką na słońce (co zawsze kończy się spektakularną klęską vide Microsoft i telefony… co za porażka!). Mamy nie tylko to, co wprowadzone na zasadach partnerskiej współpracy, w samym oprogramowaniu firmowym. Nie, mamy właśnie wszystko, czy precyzyjnie będziemy mieć wszystko, bo Sonos(y) dogadają nam się i odtworzą dowolne materiały dzięki implementacji AirPlay2, CAST (z chwilą wprowadzenia asystenta Google). To będzie przełom, bo castowanie z jednej, stream w ramach airplay z drugiej gwarantują, że absolutnie każdy materiał multimedialny z sieci nam się tutaj odtworzy, wygodnie odtworzy, z możliwościami jakie oferuje sam Sonos. Wspominałem ostatnio o źródłach multichannel. To też będzie można w opcji wielokanałowej grać. Pytanie, czy HDMI obsłuży nam (a dokładnie układy audio w Beam-ie obsłużą nam) SACD (z płyty np via PS3), czy DSD?

Minimalizm formy. Popieram. Minimalizm treści (możliwości dźwiękowe) już nie. Nie popieram. Jest 3.0 (L/P i C), ale…

Będziemy zatem mogli wykorzystać Beama w roli kolejnego, strefowego głośnika, będziemy mogli także stworzyć wielokanałowy system z dwoma One (patrz nasza opinia) czy Play:1 (nasze trzy grosze) oraz firmowym subem… niestety tylko w opcji DD, DTS (tu też nie mam pewności jak to będzie wyglądało finalnie).  To ograniczenie, a tak chciałoby się mieć pierwszy, bezdrutowy system głośnikowy w kinie domowym z najnowszym HDMI na dokładkę… chciałoby się i niestety nic się tu nie zmieni i to właśnie jest powodem dla którego Sonos mnie rozczarował. Rozumiem argumenty, choćby biznesowe – ma to konkurować z inteligentnymi głośnikami konkurencji i cenowo konkuruje, bo więcej dostajemy za niewiele większe pieniądze (np. HomePod to 349$, a Beam to 399$ – w Polsce niestety aż 1899zł). Jak na Sonosa, to nie jest wygórowana cena, ale też co dostajemy w zamian? No nie dostajemy odpowiednika bara, ten jest pod względem brzmienia dużo lepszy. Owszem, Sonos postanowił bardzo mocno przysiąść nad optymalizacją pracy przetworników, szczególnie w zakresie dialogów. Mają być superczytelne i ma to nas zachwycić, ale hmmmm…. to jest bardzo mały, bardzo – choćby fizycznie właśnie – ograniczony (możliwościami dźwiękowymi) produkt, także cudów nie ma. Wspominają też coś o bardzo przekonywującej przestrzenności – ok, jeżeli Beam zagra przestrzenniej od Zeppelina Air to przyznam, że zrobili tutaj naprawdę dużo, tyle że szczerze wątpię. Na pewno świetne jest to integrowanie pod jednym dachem, świetne jest to, że mamy streamy wszelkie, że wymienione skrzynki od gigantów IT będą nam ładnie z systemem Sonosa współdziałały. To plusy, ale jak widzicie widzę też szereg poważnych minusów. Nie tak miało być. Nie tak. Szkoda. Przedstawiciele Sonosa coś tam mówili, że na obiektowy to za wcześnie, że Atmos to jeszcze nie teraz (w domu). Może mają racę, nie potrafię tego ocenić, może biznesowo lepiej jest dać coś prostszego, mniej zaawansowanego, nie wspierającego  najnowszych technologii w AV. Może. Tyle, że pierwszy zestaw kinowy (belka plus sub), a także dock pokazały, że Sonos czuje temat, że potrafi, że to może być w kolejnych, doskonalszych produktach, spełnienie marzenia o bezprzewodowym (prawdziwie) i supernowoczesnym (te streamy, te głosowe sterowanie, te AI) systemie, gotowym nie tylko sprostać najnowszym wymaganiom kina z kanapy, ale także fajnie zabrzmieć (choćby w tle), gdy nie obraz, a tylko dźwięk chodzi nam po głowie. Tutaj właśnie jest największe moje rozczarowanie. To nie jest tego typu produkt. To coś z innej beczki. Przystępniejszy (cenowo), zastępujący niedoskonałe głośniki w TV (teraz, albo gra cały ekran vide Sony, albo trzeba i tak spk wyrzucać gdzieś, bo displeje są tak cienkie, tak cieniusie, że nie ma szans zmieść dźwięk w czymś takim… no chyba że niekonwencjonalnie, ale wtedy zazwyczaj kompromisowo, mocno), przydatny dla wielu element sonosowego ekosystemu i dodatkowo (ważne) alternatywa dla innych głośników z AI (które ani dźwiękowo, ani w zakresie integracji nie mogą się obecnie z Sonosem równać – myślę tu o całym, właśnie, ekosystemie).

Biały tradycyjnie

…i czarny, też tradycyjnie

Dla niektórych plusem będzie ograniczona przestrzeń jaką będzie okupować Beam. Zmieści się praktycznie wszędzie, gdzie jest choć trochę miejsca pod TV

To kto zrobi to, jak należy? Zaprezentuje obiektowy bez druta, na miarę naszych oczekiwań? Hmmm?

PS. Sterujemy głosowo, wiadomo, albo za pomocą dotykowego czegoś, też wiadomo. Zaskakujące jest to, że dali czujkę IR, z tego co widzę. Ukłon w stronę tradycjonalistów?

* a dalej rozwiązania sterujące inteligentną chałupą, to co obecnie oferuje rynek w tym zakresie (via Google Assistant/Aleksa… raczej nie Siri, a przynajmniej nie tak prosto jak w przypadku wcześniej wymienionych, w ograniczony, podstawowy sposób – wiadomo: Apple)

Na tapecie: system dźwiękowy 3.1 & multiroom od Devinitive Technology

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20160623_085708556_iOS

Trafił do redakcji zestaw… z ambicjami. Devinitive Technology W-Studio Micro to projektor dźwiękowy z wbudowanym streamerem oraz bezprzewodowy subwoofer (salon), do drugiej strefy trafił natomiast Adapt_W – odtwarzacz sieciowy, wszystko to działające w oparciu o standard Play-Fi (DTS), rozwiązanie dość popularne, przygotowane do strumieni bezstratnych, w tym hi-res (24/96). Innymi słowy ma to nam zagrać w kinie, ma także zagrać muzykę i to nie – w sensie – dodatku do dania głównego, a raczej (biorąc pod uwagę streamery) właśnie jako główna potrawa. Rzecz jasna projektor dźwiękowy aka soundbar nie może w pełni zastąpić stereofonicznego zestawu głośnikowego, może go co najwyżej udanie emulować, ale tutaj mamy coś ekstra… W-Studio Micro to jeden z nielicznych na rynku systemów 3.1, czytaj takich, w których główny akcent postawiono na poprawną reprodukcję centralnego kanału (kino), a niejako przy okazji, lepszą artykulację wokali (muzyka). Dodajmy do tego ultrawygodne rozwiązanie w postaci subwoofera wraz z integracją wspomnianego odtwarzacza sieciowego w belce i mamy coś, co de facto nie ma odpowiedników na rynku. Zresztą, to jeszcze nie wszystkie udogodnienia, na jakie możemy liczyć… dwa złącza optyczne pozwalające zintegrować bezpośrednio telewizor (wyjście optyczne w plazmie ST30, obsługujące dźwięk wielokanałowy DolbyDigital/DD HD) oraz jakieś dodatkowe źródło cyfrowe audio (np. konsolę). Ktoś zapyta po co, gdy teoretycznie wszystkie źródła wizyjne podpinamy pod TV (bezpośrednio, czy przez jakiś amplituner)? Fakt, ale ja postanowiłem wykorzystać ten zestaw do grania materiału DSD z konsoli PlayStation 3. Co prawda belka nie ma HDMI (które jako jedyne przepuszcza, poza złączami analogowymi konsoli, dźwięk z płyt SACD), ale to nie problem – dzięki ekstraktorowi*, który mamy na stanie, mogę połączyć całość, nie tracąc możliwości odtwarzania wielokanałowego z płyt, jednocześnie nie tracąc możliwości wykorzystania w roli frontów kolumn podłogowych. Sama belka skądinąd daje możliwość podpięcia źródła analogowego, dodatkowo można jeszcze podłączyć kolejnego suba (przewodowo) oraz za pomocą standardowych złącz (jack) sterować innymi odtwarzaczami / komponentami.

W komplecie dostajemy pilota, który pozwala na szybki wybór źródła (złącza), wybór presetów dla kina / muzyki oraz bardzo przydatną regulację basu oraz centralnego kanału. Sam sub jest sporych rozmiarów, łączy się bezprzewodowo, wystarczy podpiąć go do prądu i już. Niczego nie konfigurujemy, bo samo się, tzn. sub łączy się z belką automatycznie. Idea bezprzewodowego połączenia obu komponentów to bezapelacyjnie wielka zaleta i spore udogodnienie. Sub można umieścić swobodnie w dowolnym miejscu, co też uczyniłem, ustawiając go daleko od szafki RTV/belki/telewizora tzn. za kanapą. Idealne miejsce, bo sporo przestrzeni, przy ścianie, nikomu nie wadzi i robi swoje. Bardzo fajna sprawa! Projektor z elegancką, metalową obudową można spokojnie umiejscowić na większej szafce rtv (jak u mnie), albo – co zazwyczaj ma miejsce – podwiesić pod telewizorem. Wielkość belki sugeruje przekątną 42-50″, czyli najpopularniejsze rozmiary płaskich telewizorów na jakie natrafimy w domach. Aplikacja firmowa** zawiera odtwarzacz PlayFi (DTS), pozwala na szybkie skonfigurowanie zestawu (co jest arcy proste i arcy szybkie), a Devinitive Technology jak to ma w zwyczaju informuje, że całość ma się sprawdzić nie tylko w kinie, ale także w przypadku odtwarzania audio. Wystarczy rzut oka na dostępne serwisy – jest Deezer, jest Tidal (znakomicie, można od razu bezstratnie strumieniować z serwisu), jest także integracja ze Spotify – w tym wypadku via natywna aplikacja… fajnie, że Spotify, na marginesie, integruje wszystkie sposoby strumieniowania: AirPlay, Chromecast i właśnie PlayFi w swojej apce, na dostępne rozgłośnie, sieciowe źródła dźwięku, aby te zapewnienia producenta uznać za prawdziwe, mające odbicie w rzeczywistości. Lokalnie gramy z komputerów / NAS-ów… działa to szybko i mimo bardzo rozbudowanej kolekcji nie musiałem długo czekać na dodarcie do konkretnego albumu. Oczywiście odtwarzacz Adapt dysponuje tymi samymi możliwościami odnośnie źródeł, a poza złączami optycznymi (in & out) ma jeszcze wyjście koaksailne. Odtwarzacz gra w gabinecie, podpięty pod aktywne głośniki Scansonic S5 oraz wzmacniacz zintegrowany NAD D3020 z podstawkowymi Topazami (oba efektory cyfrowo via SPDIF). Micro_W zaś ustawiony w salonie, „robi” kino oraz jw. wspomaga odtwarzanie wielokanałowe płyt SACD via PS3 (oraz filmów DVD/BD odtwarzanych via konsola). Dodatkowo, wszelkie sieciowe steamingi video obsługuje zapowiadany już wcześniej nowy odtwarzacz DuneHD. Oczywiście via optyk prześlemy wielokanałowe ścieżki DolbuyDigital oraz DTS zawarte na płytach czy materiałach wideo udostępnianych w Internecie.

* wymuksowanie dźwięku przesyłanego ze złacza HDMI na analogowe złącza RCA (5.1) oraz optyczne wyjście SPDIF (opisywany zestaw W-Studio lub/i zew. DAC), z jednoczesnym wysłaniem sygnału via HDMI do HDTV

**można oczywiście pobrać sam odtwarzacz Play-Fi, ale to dokładnie to samo, nie ma więc takiej potrzeby…

O produktach Devinitive Technology pisaliśmy wielokrotnie na łamach, patrz test zestawu komputerowego Incline, znakomitych głośników biurkowych, dalej test słuchawek bezprzewodowych Symphony 1 oraz głośnika Bluetooth Sound Cylinder

 

Poniżej, w rozbudowanej fotogalerii, zobaczycie „z czym to się je”, będzie także coś na temat pierwszych wrażeń z odsłuchu bohaterów niniejszego wpisu (wpis będzie aktualizowany o wspominany opis):

» Czytaj dalej

Nowości Definitive Technology: streaming, strefy… następcy SB Touch!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
WAmp_Studio_6-24-2014_020

To się porobiło… W przypadku nowych produktów Amerykanów mamy do czynienia nie tylko z całym systemem HiFi, ale także od razu z opcją stworzenia na bazie odtwarzaczy sieciowych oraz wzmacniaczy z wbudowanym odtwarzaczem sieciowym systemu wielostrefowego. Patrząc na ten sprzęt widzę (wreszcie!) godnego następcę Squeezeboksa (przede wszystkim Touch’a). Dlaczego? Ano po pierwsze ceny – 2000 lub 2500 zł za skrzyneczkę. To więcej, niż wołał Logitech, ale znacznie mniej od wielu konkurencyjnych rozwiązań. Po drugie wsparcie – po raz pierwszy na rynek trafia rozwiązanie obsługujące wszystkie liczące się serwisy streamingowe: jest Tidal, jest Spotify, jest Deezer. To ważne, bo jedynym obecnie systemem wielostrefowym z pełną, bezproblemową obsługą wspomnianych usług jest wspomniany SB Touch. Jedyny do teraz. Super!

Genialną sprawą jest także to, że DT może stanowić element toru w przypadku kina domowego. Mamy integrację z odtwarzaczami Blu-ray, obsługa dźwięku w filmach, serialach nie będzie stanowiła problemu dla tytułowego rozwiązania, do tego możliwość podłączenia subwoofera, zarządzanie podpiętymi zestawami głośnikowymi. Firma postawiła na współpracę z DTS, opracowując autorski system Play-Fi. Patrząc na możliwości nowych odtwarzaczy, wzmacniaczy, na integrację (pełną) z źródłami komputerowymi, handheldami oraz źródłami internetowymi (w tym, płatnymi serwisami streamingowymi dostępnymi w Polsce, z opcją strumieniowania w jakości bezstratnej), obsługę plików hi-res, na wygodną aplikację, widzę w nowości Definitive Technology godnego następcę nieodżałowanego Sqeezeboksa. W końcu, wreszcie doczekaliśmy się czegoś, co w pełni realizuje ideę, którą przed laty wprowadziło na rynek Slim Devices, a następnie w ramach linii SB oferował Logitech. Poniżej notka prasowa z szczegółowym omówieniem obu urządzeń: W-AMPa oraz W-ADAPTa. Musimy rzecz przetestować u nas, porównać z naszym głównym źródłem – SB Touch. Koniecznie…

Cena: W-Amp – 2499zł, W-Adapt – 1999zł

» Czytaj dalej

Z innej beczki… znamy obsadę Star Wars VII

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
star-wars-episode-7-fan-6

Z innej? No niekoniecznie innej, bo choć tematyka wideo jest u nas ostatnio cokolwiek zaniedbana, to w najbliższym czasie sytuacja ulegnie zmienia. Po pierwsze przetestujemy zestaw kina domowego Pylon Audio, po drugie sprawdzimy nowy amplituner oraz transport BD Denona, po trzecie będzie artykuł o plazmie Panasonica (VT60), wreszcie zapowiadany już tekst o Chromecast oraz… opis kilku bardzo ciekawych androidowych playerów z XBMC. To na czym oglądamy jest ważne, to co oglądamy chyba nawet bardziej. Stąd informacja o obsadzie siódmej części Star Wars, które trafiły pod skrzydła Disneya. Nie robimy z tego tragedii (z tego, że Myszka Mickey), JJ. Abrams potrafi robić dobre widowiska s-f, więc sprawa pozostaje otwarta… w sumie, nic gorszego od Phantom Menace nie może się wydarzyć, prawda?

Opublikowano właśnie nowy skład ekipy. Oprócz (tadam) Harrisona Forda, Marka Hamila oraz Carrie Fisher oraz aktorów odtwarzających org. role robotów R2D2 i C3PO oraz Chewbacca zobaczymy nowych, popularnych, młodych aktorów, takich jak: John Boyega, Daisy Ridley, Adam Driver, Oscar Isaac, Andy Serkis czy Domhnall Gleeson. Ze starych wyjadaczy srebrnego ekranu pojawi się również Max von Sydow (reinkarnacja imperatora?). Produkcja pierwszej części kolejnego tryptyku GW już się rozpoczęła. Za scenariusz, poza Abramsem, odpowiada Lawrence Kasdan. Daje to nadzieję, że będziemy mieli do czynienia z udanym przedsięwzięciem, a nie totalną klapą jak w przypadku wspomnianego, pierwszego filmu z cyklu (tzn. pierwszej części), którego szczerze nie trawię. W końcu to właśnie Kasdan napisał scenariusz do najlepszej wg. mnie części gwiezdnej sagi, tzn. do „Imperium kontratakuje”, do poprawnego „Powrotu Jedi” oraz do świetnych „Poszukiwaczy zaginionej arki” – fakt było to lata temu, ale lepszy Kasdan ćwierć wieku później, niż George Lucas obwieszony gadżetami dzisiaj. Kompozytorem ścieżki dźwiękowej będzie ponownie John Williams. Premiera filmu przewidziana jest na 18 grudnia 2015 roku.

Jeszcze… potężniejsze?! Zestawy głośnikowe Microlab Solo 9C

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
microlab_solo9c

Nasze redakcyjne Solo 9C powędrowały do rodziny, jednak mamy z nimi od czasu do czasu styczność i choć w wielu kręgach lekceważone, a nawet ignorowane (a, takie to tam, komputerowe, tyle że przerośnięte pierdziawki), to moim zdaniem to jeden z najciekawszych produktów, jaki się pojawił na rynku w kategorii „bardzo tanie granie”. Pamiętam, że kosztowały swego czasu 400 złotych, co było ceną bardzo atrakcyjną, potem podrożały do poziomu 700 złotych i już tak przyjemnie to nie wyglądało jak na początku rynkowej egzystencji. Tak czy inaczej, Solo 7C szczególnie w torze z Beresfordem (DAC) oraz lampowym buforem niejednego audiofila wyprowadziły z równowagi ;-) Gra(ło) to bardzo przyzwoicie, potrafiło w pozytywnym sensie zadziwić słuchacza. Jak będzie z jeszcze potężniejszymi 9-kami? Nie wiem, ale jedno co wiem, czy raczej domyślam się,  to, to, że nie będzie to konstrukcja na biurko, do małego pomieszczenia bo zwyczajnie te głośniki będą za duże, za mocne, tutaj lepiej sprawdzi się salon. Dla kogoś, kto nie boi się aktywnych kolumn, a jednocześnie potrzebuje czegoś naprawdę mocnego może to być ciekawa opcja. Rzecz jasna większe oznacza droższe. Nowe Solo będą kosztowały 849 złotych – niemało, choć w zestawieniu z wyposażeniem wygląda, że cenę skalkulowano adekwatnie, a nawet atrakcyjnie.

Głośniki Microlab SOLO 9C, podobnie jak w 7C, to konstrukcja dwu i pół drożna (wcześniej 50W, teraz 70W), aktywna, wyposażona w pilota oraz – uwaga – w wejście i wyjście HDMI… to chyba jedyna taka kolumna na rynku, dysponująca interfejsami wizyjnymi wysokiej rozdzielczości. Zresztą nie tyle o wizję tu chodzi (przepuszczamy sygnał wideo), a o audio. HDMI to poza dźwiękiem przestrzennym w bezstratnej kompresji, także hi-resy (teoretycznie obsługa 24 bit / 192 kHz). Ciekawe jaki przetwornik zastosowano? Poza ww. złączami mamy koaksiala oraz optyka, trochę szkoda że do kompletu nie dodano USB. Tak czy inaczej wygląda to wszystko mocno intrygująco, niestety niewiele na razie wiadomo o przetwornikach (głośniki) oraz zainstalowanej w środku elektronice. Czekamy na więcej szczegółów, poniżej skrótowa specyfikacja…

» Czytaj dalej

Popcorn Hour A-400 z handheldami w tle… z potencjałem, z problemami

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
A400_02

Tak się złożyło, że testowałem wszystkie modele odtwarzaczy popularnie zwanych Kukurydzą. Kiedyś był to niemal synonim multimedialnego odtwarzacza sieciowego, w czasach kiedy dopiero pojawiały się pierwsze urządzenia tego typu. Dzisiaj gigantyczna konkurencja nie pozwala „jechać na opinii”, trzeba czymś zaskoczyć, trzeba czegoś oryginalnego… tak to prawda, ale przy okazji dobrze by było, aby sprzęt po prostu działał, po prostu był niezawodny, nie wymagał od użytkownika ekwilibrystyki (będzie działać, czy nie będzie?). Niestety – mówię to mając na myśli całą branżę – standardem jest sprzęt niedopracowany, sprzęt sprawiający problemy, standardem jest czekanie na poprawki. Nie chodzi tutaj o to, że kiedyś wszystko działało jak należy. Chodzi raczej o coś innego… wraz z rosnącą liczbą nowych usług, funkcji coraz częściej spotykamy się z dwoma irytującymi sytuacjami: po pierwsze producent każe czekać na poprawne działanie tego, co widnieje na pudełku (pewne funkcje w ogóle nie są dostępne), po drugie praktycznie nie ma szans na bezproblemowe działanie – zawsze coś nie działa tak jak należy.

Alternatywa pod postacią HTPC też lubi płatać figle (jak to z komputerami bywa), ale dzisiaj można konsumować treść na handheldach, które (choć nie tak funkcjonalne) radzą sobie w tej kwestii bardzo dobrze, a przy wykorzystaniu transmisji (coraz częściej bezprzewodowej) na duży ekran, po prostu są wygodniejsze od odtwarzaczy. Piszę to wszystko, bo nie ukrywam że Popcorn Hour, mimo sporego potencjału, początkowo mocno mnie rozczarował. Rozczarowało niedopracowane oprogramowanie, spore problemy ze stabilnością działania, brak obrazu w przypadkowych sytuacjach, kiedy to stareńki A-110 radził sobie z odtwarzaniem bezproblemowo. Nie to, że A-110 nigdy się nie zawiesił (swego czasu robił to nawet często), że nie stwarzał problemów – nie, ale kiedy uruchamiamy nowe, nowoczesne urządzenie o większych możliwościach, chcielibyśmy żeby działało przynajmniej tak dobrze, jak coś trzy generacje do tyłu.

W końcu SyaBas wydało (kolejny) software, który naprawił najpoważniejsze błędy (o czym dalej), i choć nadal nie wszystko było ok, postanowiłem odtwarzacz w końcu przetestować. Ostatnio pojawiły się kolejne poprawki, które są kolejnym, dużym krokiem w dobrym kierunku. Tyle tylko, że użytkownik zamiast czekać na poprawki, chciałby po prostu coś obejrzeć, albo czegoś posłuchać. Ok, dość narzekania. Bohater niniejszego testu, Popcorn Hour A-400 to prawdopodobnie jedyny, planowany model nowej generacji (niestety C-400 nie będzie… wobec wprowadzonych obostrzeń, nie można wprowadzić na rynek tego typu odtwarzacza z napędem Blu-ray). Wszystko opiera się tutaj o sieci, na sterowaniu za pomocą handhelda (to opcja, ale na tyle mocno promowana, że można mówić o niej, jako o jednej z głównych funkcjonalności) oraz rozszerzaniu możliwości dzięki aplikacjom. Zapraszam na nasz najnowszy test, tym razem o  audio marginalnie, skupimy się na obrazie oraz interfejsie (przede wszystkim przygotowanej nowości – NMJ Navigator – dla użytkowniów handheldów)…

» Czytaj dalej

Definitive Technology BP8000

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
bp8000-lifestyle2

Definitive Technology, lider na amerykańskim rynku w produkcji wysokiej klasy zespołów głośnikowych do kina domowego i stereo wprowadza na europejski i polski rynek nową serię kolumn – BP8000. Dzięki unikalnym opatentowanym technologiom Definitive Technology to jedyna na świecie firma, która potrafiła  połączyć w serii BP8000 technologię bipolarną (zestaw głośników grający do przodu oraz do tyłu w tej samej fazie) z półaktywną konstrukcją kolumn w cenach, w których inni producenci oferują klasyczne (pasywne) konstrukcje.

Połączenie bipolarnej konstrukcji z nową technologią rozpraszania średnich tonów oraz wysokotonowa kopułka z aluminium i ceramiki zapewnia rewelacyjnie przestrzenny dźwięk. Dzięki głośnikom w technologii BDSS II kolumny z serii BP8000 zapewniają dźwięk o niezrównanej rozdzielczości, a tym samym namacalnym realizmie. Wbudowany aktywny głośnik niskotonowy z dwiema pasywnymi membranami oraz 56-bitowym procesorem DSP gwarantuje potężne basowe tąpnięcia i niezrównaną dynamikę w stosunku do innych kolumn w tej cenie. Modele BP8040 / 8060 to jedne z niewielu kolumn stereo w cenie do 10.000 zł, które potrafią realistycznie odtworzyć uderzenie kotłów perkusyjnych! Definitive Technology BP-8060 został wybrany przez jeden z najstarszych audiofilskich magazynów w USA, The Absolute Sound, jako najlepszy zakup roku 2012-2013 w przedziale 2000-3000 USD.

» Czytaj dalej

Indiana Line od teraz w białym lakierze piano. Obniżka cen zestawów kina domowego!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
tesi-542-lb-white7

Indiana Line, włoski producent wysokiej klasy kolumn stereo, kina domowego oraz instalacyjnych wprowadza na rynek kolejne nowości oraz czasowo obniża ceny na wybrane systemy kina domowego! Rozszerzenie oferty oraz obniżka cen to efekt znakomitego przyjęcia tej nowej na polskim rynku marki – wysoki wolumen  sprzedaży pozwolił na znaczące obniżenie cen zestawów kina domowego! Dowodem na lawinowo rosnącą popularność marki Indiana Line jest rosnąca w szybkim tempie lista dilerów, która już teraz obejmuje ponad 20 wyspecjalizowanych salonów audio-video w największych miastach Polski. Obniżka wynosi nawet ponad 20%!

» Czytaj dalej