LogowanieZarejestruj się
News

Mecha doki bezdrutowe FAD ZE3000 RECKA!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0021

„Intergalactic, Intergalactic…” cóż, jakoś nie mogłem inaczej rozpocząć opowieści o tych bezdrutowych dokach, jak właśnie w ten sposób. Kultowy, jedyny w swoim rodzaju, zawsze na propsie utwór trzech chłopaków z Beastie Boys. Wiecie. Mecha. Wiecie potwory. Wiecie: odwieczna walka krystalicznego dobra z plugawym złem. Oczywiście słuchawki przetestowane nawiązują i w ogóle są hołdem złożonym praojcowi, czy prababci wszelkich późniejszych, popkulturowych wykwitów z uniwersum stworzonym w Kraju Kwitnącej Wiśni. ULTRAMAN. W rzeczy samej limitowana wersja nawiązująca do serii, od której wszystko się zaczęło (znaczy Mecha się zaczęło), z dopiskiem – a jakże – ULTRA GUARD VERSION. Obecnie w ofercie Finał Audio Design znajdziemy serię nawiązującą do innego Anime / Mangi (pierwsze obraz ruchomy – animacja, drugie komiks) bliższego czasom współczesnym tj. Neon Genesis Evangelion. Widać, że za projekt plastyczny słuchawek odpowiada jakiś srogi Otaku (ktoś, kto ma kota na punkcie wspomnianej animacji i komiksu rodem z Nipponu). Także jak przetestowane wyraźnie nawiązują do stroju jednej z głównych bohaterek kultowej serii, tak te z NGE to (ehe, zgadliście fanatycy japońszczyzny popkulturowej) do EVANGELIONów (wielkich Mecha biozsynchronizowanych z pilotami, dziećmi, co to chronią pozostałości ludzkości przed… mniejsza, przed końcem świata oczywista). Pomysł na promowanie produktów niezgorszy, na pewno dla pewnej wybranej kategorii odbiorców dodatkowa zachęta, dla reszty zaś niech wystarczy poniższy opis walorów dźwiękowych doków FAD ZE3000. Zraz, zaraz miało być Beastie! no to lecimy (dosłownie), niech przemówią mega mechaniczne kopy, laserowe strzały i rozstrzygnie się walka dobra ze złem w środku fikcyjnej, samurajskiej metropolii…

 

Słuchawki nie są na pewno dla kogoś, kto chce mieć „wszystko” tj. geeka z głową pełną skrótów ANC, Spatial, Wireless charging, LDAC itd. Niczego takiego tutaj nie znajdziecie. Te słuchawki koncentrują się wyłącznie na jednym aspekcie technologicznym i to bardzo, że tak powiem, tradycyjnie się koncentrują. Chodzi o jakość brzmienia (kropka) uzyskaną nie tyle przez zaawansowanie krzemowo-sofwareowe (jw) tylko projekt przetwornika oraz obudowy w jakiej ów się mieści, czyli stara dobra szkoła, a nie jakieś tam wynalazki. Nic tu nam oprogramowanie nie popsuje, bo go nie ma (tak nie ma apki, tak da się żyć bez apki, choć to wydaje się obecnie jakaś herezja i ale jak to, nie ma?! Ano nie ma), jest układ zaprojektowany w taki sposób, by z czegoś malutkiego w uszach, z IEMów, uzyskać dźwięk niekorespondujący z fizycznymi ograniczeniami formy. Czy to się moi drodzy udało? Czy dali w Finał Audio Design radę? Zapraszam na ciąg dalszy wywodu, gdzie znajdziecie odpowiedź na zadane powyżej pytanie.


Oj lubimy takie dizajny…

» Czytaj dalej

Wszystko co chcielibyście wiedzieć o AirPods Pro 2…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0197

Wszystko co chcielibyście wiedzieć o AirPods Pro… 2, ale nie mieliście okazji się dowiedzieć. Tak, mniej więcej dwa lata temu na HDO podobnie zaczynał się wpis o pierwszej generacji (można se luknąć: http://hd-opinie.pl/9278,audio,wszystko-co-chcielibyscie-wiedziec-o-airpods-pro.html) No to dzisiaj wpadła nowa iteracja i od razu przystąpiłem do przetestowania nowości. Lista zmian całkiem tłusta, choć na pierwszy rzut oka to prawie, że dokładnie to samo (forma). Treść na szczęście mocno zmieniona, także jak porównacie foty poniżej, to meh (no sterowanie wyszło mocno tak sobie, końcówki teraz jeszcze z dotykiem to jest właśnie meh), ale jak już zaczniemy konfigurowanie i słuchanie to wychodzą (nie małe) różnice. Także to nie jest modyfikacja starego, a po prawdzie zupełnie coś nowego (SQ zupełnie inne!).

No dobra, od czego by tu zacząć? To może zacznę od pierwszego wrażenia, jeszcze przed parowaniem, konfigurowaniem i słuchaniem… kompatybilne ze starymi (pudełko dokujące minimalnie, ale to minimalnie wydaje się szersze, ale to może być złudzenie, a i tak akcesoria pasują w obie strony). Pasują wymiennie, nowe słuchawki mają dodatkowe porty mikrofonów (wincyj), są leciutko bardziej pękate (obudowa przetworników i nowego układu H2), mają dodatkową parę gumek ultra małych, no i w sumie to tyle. Pudełeczko jest z głośniczkiem (będzie pipczył, jak sobie zgubienie zapodamy w Find my), otworami dla smyczy. Wiadomo, że jedno i drugie ma (jeszcze tego nie zweryfikowałem, bo od południa grają i komplet był treściwie naładowany) więcej soczku. Słuchawki 6h, a dokujące aku nosidło 30h. Miło.

Siedzą w uchu lepiej. Pewniej. Pierwsza gen., z którą porównuję, ma od nowości tendencje do samoczynnego wypadania. Tu duży plus, bo trzyma się pewniej kanału. Nadal niestety nie ma 100% izolacji (to kwestia nasadek dousznych, po mojemu hehe gumek, są niezbyt szczelne), nadal brakuje nam alternatywnych rozwiązań, typowych dla 99,999% IEMów na rynku. Cóż. Oczywiście parowanie w jabłuszkowym sadzie aka ekosystemie jest full auto i w ramach AID wszystkie urządzenia od razu się komunikują. Jabco dało wreszcie nareszcie w iOS16 osobną zakładkę dla swoich słuchawek w Ustawieniach, także nie trzeba wchodzić do BT.

No to siedzą nam w uchu i co? No standard, znaczy dopasowanie końcówek. Jednak tu pomiar jest jeszcze dokładniejszy niż wcześniej, bo ponieważ H2 tandem z mikrofonem w środku mierzy nam i w ogóle sporo ma pracy w realtime uskutecznia – jak zachwala producent, we will see. To początek atrakcji z pomiarami, dopasowywaniem, ciągle pracującym DSP. Kolejna sprawa to adaptacyjny tryb kontaktu. Bardzo chwaliłem w pierwszej gen. to rozwiązanie, bo pozwala na znaczny progres użytkownika w zakresie słyszenia rozmówców, wręcz mimikuje to do pewnego stopnia aparat słuchowy. W nowej wersji pożeniono to z ciągłym adaptowaniem tego „lepiej rozmówcę” z wycinaniem nieporządanych dźwięków z tła. Działa? No fakt, wycina bardzo głośne, także nagłe skoki hałasu z zewnątrz, ale też upośledza wg. mnie to, co w trybie transparentnym robiło robotę. Takie mam na wstępie odczucia. Czyli lipa. W końcu do całkowitej separacji jest ANC, tu podobno DWA RAZY lepszy. Takie slogany są mocno bezwartościowe, bo niby jak to stwierdzić, pomierzyć, zbadać. Mogę powiedzieć tyle, że dla mnie aktywna redukcja działa wydajniej, ale to nie jest żadna tam komora, cisza absolutna, czy nawet bardzo mocne wycięcie tła. Tu imo wychodzą ograniczenia formy, gumek, wspomniany brak pełnej izolacji. Także co z tego, że H2 pewnie się poci (no nie, pewnie nie, bo taki zaawansowany), jak i tak trochę para w gwizdek. Jest lepiej, ale są lepsi na rynku, Apple musi w Pro 3 zmienić konstrukcję, choćby aplikatorów, względnie dać nam wybór (alternatywnych rozwiązań, lepiej tłumiących, dopasowanych, czy wygodniejszych jak kto woli).

Z reszty ficzerów softowo-procesorowych mamy jeszcze bardziej zaawansowany system dopasowania indywidualnego słuchwek na potrzby dźwięku przestrzennego. Mhm, mhm, cały łeb nam mierzy iPhone (byle miał Face ID) i w dość upierdliwym procesie (często dalej, bliżej, pod innym kątem) tworzy cyfrową mapkę łepetyny. To jest ficzer, podobnie jak wszystko tutaj, do wyboru, nie olbi. I co to daje? Znamy już umiejscowienie źródła audio zgodnie z pozycją łba do ekranu, to miały 1 gen, tu jest jeszcze nieco pogłębiona immersja, nazwałbym to pewnym rozszerzeniem na osi góra/dół, przód i tył. Nie jest to jakaś rewolucja w stosunku do tego, co znamy, ale progres jest, a dodatkowo, być może będzie to jeszcze rozwijane. Tak, czy siak przestrzenno-obiektowy by Apple jest jednym z najlepszych tego typu rozwiązań, świetnie że zarówno w kramiku z filmami i serialami, jak i w muzie można tego często, gęsto doświadczać. Tu Apple zdecydowanie jest w awangardzie i to jest super!

Siri od teraz towarzyszy inny dźwięk wywoływania i działa to zdecydowanie szybciej i dokładniej. Także na plus. Niestety coś, co miało być wybawieniem tj. fizyczne sterowanie poziomem, moim zdaniem skopano. O ile jeszcze naciskanie końcówek (czy ściskanie ściśle rzecz biorąc) jest OK, można się przyzwyczaić, to dotykowe góra/dół w bardzo słabo umiejscowionych do takich akcji aktywnych dotykowo polach jest niedokładne, niewygodne i rozczarowujące. Nadal zatem lepiej mieć AW i koronką sobie kręcić, bo to powyżej mimo nawet dość sporych możliwości konfigurowania (cały, osobny, panel w dostępności dla słuchawek zrobiony) nie daje wg. mnie satysfakcjonującego rezultatu. Ogólnie można tego używać nazwijmy to sporadycznie, czy awaryjnie, ale to nadal nie to. Wiem, że w IEMach bezdrutowych trudno zrobić to dobrze, no ale… Apple, taka innowacyjna firma, a tu coś wg. mnie po najmniejszej linii oporu. Zawód? Zawód.

Fajnie, że już teraz można dość rozlegle konfigurować sobie pracę pojedynczej, albo pary słuchawek odnośnie redukcji hałasu, pracy mikrofonów itd. To daje sporo użytecznych możliwości dla osób, które niekoniecznie będą ten produkt widziały tylko jako słuchawki do muzyki, filmów czy ogólnie elektronicznej rozrywki. Mam nadzieję, że z czasem Apple będzie to jeszcze bardziej rozwijał i rozbudowywał (choćby, jak teraz w dostępności). To istotne dla osób z deficytami, ale też wszystkich, bo można APP2 wykorzystać nie tylko do tego, z czym się przede wszystkim kojarzą. Ze słuchaniem muzy, znaczy się.

No właśnie, to jak to jest z tą muzą i w ogóle z SQ w tych nowych AirPodsach Pro 2? Jest inaczej. Dźwięk już na dzień dobry jest bardziej „punchy”. Przepraszam za to obce określenie, ale świetnie oddaje ocb. Obfitość z dosadnością (aż za?) z bardzo basowym (ale nie przewalonym na niskich – co to, to nie) soundem. To się na dzień dobry bardzo, bardzo podoba. Jest wincyj, jest bardziej, słuchając APP 1 wydawałoby się, że grało ze znacznie mniejszą emfazą. I tak jest na wstępie, ale potem… 

Słuchałem sobie to jednych, to drugich, to znowu tych nowych i potem tych starych. Tak, adaptacja, to coś co ZAWSZE odgrywa kluczową rolę i jak ktoś się mądruje, że on słyszy precyzyjnie różnice i w mig dokonuje oceny bezwzględnej to zwyczajnie ten ktoś pier nanana. No sam się okłamuje. Nie wykluczam, że jeszcze tu aktualizacja będzie, ale… APP 1 są zrównoważone, są równiejsze. APP 2 to trochę wulkan. Tam się dzieje, dla mnie trochę za dużo nawet się dzieje. Pamiętajmy, Apple bierze na siebie dopasowanie brzmienia, tu ciągle chodzi DSP, ciągle dźwięk jest robiony. Może dlatego właśnie nie ma w zakładce żadnego klasycznego EQ (firmowego)? Kto wie? Można jedynie ustawić 125% poziomu (fajnie!) i sobie uszy bardziej rozmasować, to tyle w kwestii zmiany parametrów pracy przetworników. Oczywiście możecie olać ficzery, wyłączyć ANC i w ogóle dać (teoretycznie, bo i tak H2 liczy) popracować „samym” przetwornikom. Tyle, że nie po to się APP2 kupuje, poza tym nie zmienia to zasadniczo SQ.

Sumując, grają inaczej, bardziej euforycznie, dla wielu pewnie atrakcyjniej. Ja muszę się zaadaptować on the go (bo APP 1 grały w uszach poza chałupą 2 lata) i finalnie odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: progres czy regres. Z pewnością Jabco będzie rzecz rozwijać i dopieszczać. To oczywiste. Czy będzie to hi-res kodek? Nie wiem, nie wydaje mi się, nie będzie to miało tutaj większego znaczenia. Na pewno polubią opisane APP2 kino-serialo maniacy. Tak, rozrywka jest tu na pewno w centrum, a jeszcze pewnie dojdą do tego gry, może za jakiś czas AR/VR firmowe? Cena? Przewalona. U nas po ostatnich podwyżkach jesteśmy na 5 miejscu na świecie. Drogo. W USA nadal 249$ i to wydaje się adekwatną ceną. Jak się jednak ma imbecyli, krańcowych debili u steru, gospodarczych analfabetów, to jest jak jest. Także płać i płacz, albo nie płać i słuchaj se swoich starych APP1. Mimo sporych zmian (doceniam i szanuję) nie wydaje się sensownym przesiadka ze starych na nowe. Dla userów innych owszem, dla newbee jak najbardziej, dla oglądaczy bardzo polecam i tych przygłuchych – to będzie najlepsze, co możecie dostać na rynku (przygłusi APP1 równie dobre!). A SQ, konkretnie muza? Na razie pozostaję z lekka sceptyczny. Jak robi nam różnicę Spatial (w jabłeczniku zdecydowanie imo robi) to TAK, ale jak ma nam to grać w szerokim spektrum i ma to być stare dobre stereo… tu może się okazać, że jednak pierwsza generacja bardziej. Ja, na początku przygody, nie jestem przekonany, czy to progres.

CENA: 1449 pln

 

HiFiMANa urodzaju klęska: HE400i2020 & HE400SE recenzja i więcej…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7555

To samo razy dwa? Oznaczenia produktowe, które od dawna nic konkretnie nam nie mówią? Portfolio pogmatwane jak, nie przymierzając, memiczne Porozumienie pewnego polityka z bardzo giętkim kręgosłupem? Nie inaczej moi mili, tak to właśnie z HiFiMANem jest i konia z rzędem (dobra, nie będziemy iść w bieżączkę polityczną, bo to jest tragifarsa podszyta wk…wem na płacenie podatków w tym opuszczonym przez rozum kraju) kto ogranie, co chińsko-amerykański specjalista od planarów i nie tylko ma dzisiaj do zaoferowania klientowi spragnionemu muzycznych uniesień z czymś w uszach, czy na uszach. Rozrost, urozmaicenie, szeroki przekrój z dostosowaniem oferowanych produktów pod niemalże każdą kieszeń oczywiście cieszy i jest rzeczą zaprawdę chwalebną, ale…

ale można się pogubić w tym wszystkim na amen. Dobrym przyczynkiem do tego, jak łatwo można pogubić się, są bohaterowie najnowszej publikacji. Najpopularniejsza linia produktowa, coś, co HiFiMANowi – nie bójmy się tego powiedzieć głośno – przyniosło rozpoznawalność na rynku i uznanie takoż, znaczy kolejne wykwity serii 400 zawitały ostatnio na rynku. To „ostatnio” trzeba sprecyzować. Pierwsze – HE400i2020 – to zeszłoroczny, dość nieoczekiwana premiera z mocno odmiennym sposobem nazewnictwa produktowego, sugerująca unowocześnienie 400-setek z literką „i”. No tak, ale żeby nie było za prosto linia „i” to wcale nie jeden typ słuchawkowych efektorów, to coś obok, a nawet, patrząc historycznie, to np. coś co kosztowało swego czasu na poziomie konkurencyjnych LCD-2 O_0. A znowuż wariant tegoroczny z „SE” (niby trzymamy się przyjętego nazewnictwa, ale jednak nie bardzo… są jeszcze HE-6SE, testowane u nas i właściwie to tyle odnośnie tego SECOND EDITION (?)) też nie za bardzo informuje co to za generacja, bo pierwsze (nasze bardzo lubiane, w wersji z poprawkami, v.2) 400-ki to prehistoria, a potem jeszcze tych słuchawek w różnych modyfikacjach (producenta) było sztuk parę (np. model S).

Bez wódki nie razbieriosz . Słuchawki są bardzo zbliżone cenowo, choć wariant i2020 o 2 stówki stówkę (plus, minus, bo różnie to w cennikach wygląda) droższy. Ale poniżej 1000, oba. No dobrze, po co wydawać bardzo podobne słuchawki, właściwie tożsame, z niewielkimi różnicami (no jak się okaże te różnice jednak są, ale głównie wyposażeniowo-konstrukcyjne, jakościowo naprawdę to produkty z tej samej półki)? Jeszcze do tego dochodzą warianty różnie strojone. Tak, nie ma tu błędu, jak robicie zakupy w chińskich supermarketach to – uwaga – kupujecie słuchawki inaczej strojone właśnie. Zauważył to pewien użytkownik poczytnego forum, poczytnego sajtu dekonstruującego rynkowe potęgi, znaczy marki, audio i przedstawił całkiem przekonywujący powód tego stanu rzeczy. Chodzi oczywista o różnice w naszej wrażliwości na dźwięki, a to wprost powiązane z różnicami językowo-leksykalnymi. U Chińczyków sposób wymowy ma kapitalne znaczenie (dla znaczenia) i wyczulenie na niuanse jest bez porównania większe w tym zakresie niż na umownym „Zachodzie”. Sybilanty, położenie nacisku na górę pasma, uwypuklenie z rozjaśnieniem mają dla chińskiego ucha na tyle nieprzyjemny doznaniowo efekt, że się tutaj producent(ci) decydują na odmienne podejście. Tak przynajmniej jest w przypadku HiFiMANa, co zostało ładnie opisane w wątku (o tych i innych 400-setkowych nausznicach), przyjmuję to na wiarę – bo słuchawek nie sprowadzam i nie porównuje różnych wersji – ale udokumentowano to tam solidnie, także pomiarowo. Także nie ma powodów by nie wierzyć.

Zatem widzicie, że łatwo nie jest i mnożą nam się te byty i komplikują sytuację, zaciemniają obraz. Bo może jednak te słuchawki właśnie inne, może jednak te różnice w konstrukcji implikują inaczej? Cóż, na moje stare i już zapewne upośledzone ucho, brzmienie tych nauszników jest bardzo, bardzo blisko siebie. Na tyle, że ślepe porównanie wyklucza identyfikację. To ta sama szkoła grania. Czyli co, bez sensu? No niby tak, ale jak pokazały ostatnie tygodnie te HE400i2020 to taki trochę falstart, trochę edycja limitowana, dość powiedzieć, że nie mają ich już w fabrykach produkować i to co zjechało z taśmy to koniec. A z SE inaczej – taniej (jeszcze), w srebrze obudowy muszli, co nam się jednoznacznie właśnie z budżetowym HiFiMANem kojarzy (bardzo dobre dynamiki HE-300… pamiętacie?) i może nawet idzie w kierunku jakiejś spójności produktowego portfolio. Trochę szkoda, że producent nie pokusił się nigdy o jakiś fajny, wyjaśniający zawiłości oferty, diagram prezentujący także historycznie kolejne generacje z wyszczególnieniem linii produktowych pod kątem zarówno konstrukcji (typ membrany) jak i budżetu (kosztu nabycia). Mam tutaj dla Was rodzynek, niestety już nieco zdezaktualizowany, prezentujący słuchawki HiFiMANa w miarę przejrzyście, ale niepełny, nie obejmujący wszystkiego co było i co jest w ofercie:


Dobrze, dość tych rozważań nic nie wnoszących do meritum. No może nie do końca, bo wybierając z katalogu powinniśmy sobie to jakoś poukładać, ale mniejsza. W końcu na końcu i tak liczy się tylko to co do ucha trafia. Zatem bez rozwlekania, skupmy się na najnowszych 400-setkach. Panie, Panowie budżetowe, najtańsze w ofercie, co wcale nie oznacza kompromisów z SQ. Powiem więcej, jak HiFiMAN chce uporządkować to, co nam dzisiaj proponuje, to musi mocno zastanowić się nad cenówkami, szczególnie w środku, że tak powiem, stawki…

» Czytaj dalej

Wszystko co chcielibyście wiedzieć o AirPods Max, ale…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_7086

…nie znaleźliście w necie. Przepraszam z góry za tego Cukierberga, że kto chce poczytać to przekierowuję na nasz profil na fb, ale: po pierwsze primo niestety dzisiaj ruch kreuje social, młodzież sajtów zwyczajnie nie czyta (mało co czyta ;-) raczej ogląda), po drugie primo nasz sajt tragicznie wyświetla się na dotykowcach, a to grzech śmiertelny jest obecnie i nie ma widoków na poprawę. Dla kogoś, kto będzie się tu mądrował, że wystarczy pięć sekund w CMSie czy w ogóle mówisz, masz i sajt się ładnie do mobilnego dopasuje mam informację, że sajt co prawda działa siłą inercji, działa, ale klucze ma Anioł i nasze prośby o udostępnienie zbywa pogardliwym milczeniem. Także nie drążcie tematu, bo bolesny jest i wstydliwy. W sumie to ostatnie to nie, bo ja jestem bezwstydliwy i mnie to kompletnie nie przeszkadza, bo mimo ograniczeń działa, można oldstajlowo jeszcze sobie na piecu podpiętym do kinola zobaczyć, na netszkejpie, czy cuś, albo w trybie offline pobrać, by nie – a nie to już dawno nie, no chyba że ktoś akurat mieszka w Stanach, w jakimś pipidówku (wcale niekoniecznie) i chce sobie netować. Ludzie, nawet nie wiecie, w jak czarnej 4litery oni są infrastrukturalnie. Dlatego ten cały Musk strzela jak głupi te nano-satelity telekomunikacyjne w sensie net z kosmosu, bo oni tam hehe jeszcze na DSLu jadą hehe, czy w ogóle na modemach z drutem, co pamięta – ten drut znaczy się – czasy pionierskiego, westernowego telegrafu. No. Ale pierniczę bez sensu, dobra, obiecany link (klikaj w obrazek):

 

Także szczególarsko, do basementu, z uwzględnieniem całości, znaczy ekosystemu i wizji rozwoju produktów jabłczanych właśnie, w nieoderwaniu od jabłczanych realiów. Te można akceptować, bądź nie, lubić, bądź nie, ale one są, mają swoją logikę, mają swój sens i trzeba to po prostu przyjąć do wiadomości. To nie oznacza, rzecz jasna, że wszystko pięknie, bo sporo nie, krytykuję srogo co się nie podoba, ale zasadniczo jestem na tak. Produkt, który w ramach wizji, broni się. Porównany (do innych bezdrutowców od Senka), porównany do firmowych AirPods Pro (patrzajta: http://hd-opinie.pl/9278,audio,wszystko-co-chcielibyscie-wiedziec-o-airpods-pro.html). No!

PS. Niebawem wpisy zajawkowe o nowościach – o Topping A90, o Meze Empyreanach jakie się testują właśnie na HDO. Także słuchawkowo bardzo i wracamy do hajendów na chwilę. Tak, potem jeszcze Focale topowe będą.

PPS. W weekend, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, problemowy artykuł pt. plik kontra krążek. Znaczy hajresowe materiały strumieniowe vs płyty odtwarzane na NuPrime CDT-10, topowym transporcie z bardzo rozbudowaną opcją DSP. Dźwięk robiony, podrasowany (jak w AirPodsach Max, hehe ;-) ) i co z tego wynika…

DAP HIDIZS AP80Pro & IEMy Mermaid MS4? Idealne combo na wynos!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_6221

Idealne, bo dające (wg. mnie) radochy co te wszystkie Kałachy (astell & kern) za złote sztabki, a kosztujące w granicach rozsądku. Wiecie, jaki mam stosunek do DAPów …to moim zdaniem gatunek na wymarciu, zbędny, wspominałem o tym opisując zmiany jakie zachodzą na rynku w zakresie mobilnego grania. Super soft korygująco-dostosowujący (SoundID, wcześniej TrueFi, Reference), świetne nano DAC/AMPy (czego przykładem choćby firmowy S8 – kasujący większość DAPów w SQ), rozwój streamingu BT (bardzo duży progres jakościowy, kto wie czy nie największy w tym zakresie, co oznacza że wygoda nie jest okupiona kompromisem, że kiepsko brzmi – a właśnie, że nie vide awangardowe Nura, albo wręcz audiofilskie Ananda BT), no i sam streaming z całym swym bogactwem treści zupełnie nie pasujący nawet do wyposażonych we własny OS (Andek zazwyczaj) DAPów. Bo te bez 3G/LTE, a  nawet jak już z jakąś namiastką swobody dostępowej to ograniczone kodem do tylko wspieranych strumieni z sieci. Tak się dzisiaj po prostu już nie słucha muzyki, szczególnie nie słucha na wynos, gdzie często gęsto tradycyjne (album, za albumem, w skupieniu leci) ustępuje miejsca przypadkowi (Flow, playlisty, szufle, decyduje za nas jakaś AI). To wymaga bycia ciągle online, a DAPy nie są online, nie integrują nam wszystkiego, są ciałem obcym (jakby nie patrzeć), znaczy dodatkowym, utrudniającym, a nie ułatwiającym funkcjonowanie. Bo mnożymy byty, bo ten smartfon (smycz) i tak być zazwyczaj musi, taki DAP nie będzie ze smartzegarkiem (obsługa), nie będzie głosowo (AI), nie będzie łączności ze światem „przy okazji” oferował. Dlatego DAP dzisiaj to dinozaur. Ale. No właśnie ale jak już ktoś sobie wykombinuje, że jednak chce w stylu walkman-a, staromodnie, no chce skupić się nawet poza domowymi pieleszami, w zgiełku codzienności, na tym co słucha i jak dobrze słucha to wg. mnie wydawanie na to fortuny, wmawianie sobie, że przecież to może być i DAC (przykro mi, funkcjonalnie, także często w zakresie SQ, mobilny player NIE ZASTĄPI dobrego, stacjonarnego klamota – to tak nie działa) to oszukiwanie samego siebie i wtedy warto znaleźć jakiś złoty środek, optimum znaleźć i uzasadnienie dla wydatku „na fanaberie” ;-)

Dobra, sceptyk dostał kopa w cztery litery, teraz już będzie o tytułowych produktach, a nie filozofowaniu jakie to bezsensowne jest zamiast fona do słuchania używać… stop! Idealne combo bo mieszcząc się w budżecie ok. 2k mamy moi drodzy coś, co zapewnia taką dawkę przyjemności z obcowania z muzyką, także takiego mocno zaangażowanego, czytaj też krytycznego dla oceny tego, co tam gra (właśnie, nie w tle, a naśladując jakość do jakiej przyzwyczaił nas ten nasz wymuskany tor stacjonarny w chałupie), że to uzasadnienie jakoś bez trudu w tym wypadku sobie po schowaniu karty płatniczej dośpiewamy i żałować nie będziemy. Wręcz przeciwnie – będziemy zachwyceni. Zachwyceni nie tylko umiejętnościami doków do takiego swobodnego reprodukowania muzyki w tak wciągający i angażujący sposób, ale także z możliwości jakie w odtwarzaczu mobilnym zaszył producent – znaczy HIDIZS zaszył. Otóż moi drodzy dzięki rozbudowanemu w sposób absolutnie bezprecedensowy (nie miałem jeszcze nigdy takiego narzędzia w mobilnym ustrojstwie zaaplikowanego) silnikowi DSP, tak ogromnie (a nie subtelnie) wpływającemu na kształtowanie brzmienia, ten maluch z tymi MS4 (jak i innymi słuchawkami – mhm… dopasujecie sobie dzięki DSP tego grajka POD KAŻDE słuchawy – precyzyjnie dobierając nastawy pod dany efektor) oferuje możliwości spotykane na poziomie wspomnianych, wyspecjalizowanych silników softwareowych (vide Roon, ale to stacjonarne jest, lub wspomniany SoundID). Ba, jakby tego było mało, to moim zdaniem ogromna rozpiętość i skuteczność MSEB (tak to się nazywa) miażdży to, co do tej pory oferowały „poprawiacze” w tego typu sprzęcie. Nawet bardziej – myślę, że efekty jakie można usłyszeć korzystając z zaawansowanej korekty to domena rozbudowanych korektorów parametrycznych w profesjonalnym sofcie audio (pojechałem). Serio, tu faktycznie nie mamy jakiegoś tam (znaczy jest, też jest, ale to nie to wywołuje tutaj zachwyt) EQ, z klasycznym paro-punktowym modyfikowaniem pasma. To coś bardzo mocno, ewidentnie wpływającego na brzmienie, pozwalające (liczba zmiennych jest tak duża, że… sporo czasu zajmie ta zabawa, zabawa w szukanie odpowiedniego dla efektora, gustu, czy pod materiał ustawienia korekcji) na kształtowanie sygnału na poziomie nieoferowanym przez konkurencję.

Zaintrygowani?

» Czytaj dalej

Na wywczas w sam raz: HIDIZS DAP AP80PRO & IEM MS4 Mermaid

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_6024

Jakiś czas temu rozwodziłem się o tym, czy DAPy mają sens. Wyszło mi, że nie mają. No dobra, to co w takim razie robi tutaj ten AP80Pro, ktoś przytomnie zapyta. Ano trafił na tapetę, akurat okoliczności sprzyjają, a – jak pamiętacie z niedawnych wpisów – jakość muzyki ze streamu (Tidal) jest mocno dyskusyjna, Deezer lepiej dużo, siak czy tak bezkompromisowe hi-resy trzeba jednak żenić z jakimś zewnętrznym przetwornikiem (jak smartfon), który to ogarnie. A przede wszystkim z dobrym mobilnym amp/przetwornikiem, który nam odpowiednio i bez kompromisów wzmocni sygnał. To może jednak te DAPy nie takie bez sensu? Hmmm, no tu można zastanowić się nad tym, czy mnożenie bytów ma sens. Znowu niedawno na łamach pojawił się test zajebistego malucha (publikacja „ale jaja Hidizs S8„), który jest maluteńki, nie robi ze smartfona cegły a brzmi (przetwarza i wzmacnia) jak talala. Hidizs. Znowu Chiny i specjalizujący się w mobilnym producent, którego portfolio warto poznać, oj warto. Także z czystej, wrodzonej ciekawości, to raz, a dwa – ten DAP nie jest drogi, a to wraz z gabarytem stanowi wg. mnie kluczowe aspekty dla „być, albo nie być” DAPów jako takich… już tłumaczę. Cena ustrojstwa, które funkcjonalnie zawsze będzie w tyle za smarttelefonicznym transportem, które nie pozwoli na taką swobodę użytkową (wszystko w jednym, komunikacja – wiadomo – bez której nie idzie dzisiaj funkcjonować), którego wadą jest już samo to, że to obok być musi, cena powinna być skalkulowana na poziomie dalekim od nie tylko flagowych, ale i średnio-półkowych fonów. Moim zdaniem tak być powinno, a patrząc na segment odtwarzaczy osobistych, widać, że rozrosło się to do poziomów stratosferycznych, a przynajmniej (często, gęsto) bliskich smartfonom. To bezsensu wg. mnie. Odtwarzacz muzyczny to wyspecjalizowane urządzenie, które – jak udowadnia tytułowy zwierz – nie musi być drogie, a w cenie może oferować to co… ajajajaj Kałach. Znaczy Astell & Kern oferuje. Ktoś, kto kupuje AK i nie skonfrontuje tego wyboru z tym maluchem popełnia niewybaczalny błąd i będzie tego srogo żałował. Aż tak. Także przystępna cena bez kompromisów jakościowych to raz i właśnie – maluch – gabaryt. Nie wiem jak Wy, ale ja nie poważam DAPów wielkich jak cegły. A te stratosferyczne takie właśnie są. Dla mnie to kompletne pomylenie z poplątaniem. DAP musi być malutki, super malutki, najlepiej jak R.I.P świetny formą (i swego czasu treścią) iPod Nano czy (nawet) Suffle. Ma to być ergonomicznie coś daleko mniej inwazyjnego niż coraz większe ekrany w kieszeni, ma być najlepiej na pasku, najlepiej bezzwrokowo obsługiwane, najlepiej jak najmniej angażujące w sterowanie, najlepiej. Wszystko co jest cegłą i nazywa się digital audio player jest u mnie skreślone ergonomicznie, amen.

Brzmi bosko

AP80Pro jest wielkości wspomnianego iPoda Nano (formą też zbliżony). Jest malutki. Taki właśnie powinien być DAP. Szkoda że nie ma klipsa (powinien!), ale można to pewnie sobie własnym sumptem uskutecznić, ma w komplecie zabezpieczające gacie, wyposażony jest pod kurek (za moment szczegóły) i swoją formą w żaden sposób nie przeszkadza w życiu. Bo jest mały, malutki, nie inwazyjny właśnie. Tak, taki nie drogi, wykonany z metalu, żaden plastik-fantastik, świetnie spasowany, z dużym potencjometrem „koronką” DAP ma – tak, sobie zaprzeczam w tym momencie, wytłumaczyłem się mam nadzieję powyżej z tego – sens. Małe, długo grające, z potężną baterią możliwości: bo jest i DAC, który gra natywnie wyczynowe hi-resy (DSD256 m.in. native właśnie), z wszystkimi możliwymi opcjami DSP (crossfade, rozbudowane presety EQ, wiele filtrów, gapless, uprzestrzennianie itd. itp.) oraz mocą szczodry amp z opcją balansu jakby komuś było w smak. Enkoder (koronka) działa wraz z malutkimi, fizycznymi przyciskami w opcji bezzwrokowego sterowania i tylko szkoda wielka, że te buttony nie są ciut większe, tudzież że ten od play/pauzy nie wyróżnia się na tle pozostałych. Siak, czy tak można sobie w kieszeni sterować mimo… mmmhm, dotykowego ekranu, który tutaj jest w standardzie. Dla mnie to zawsze minus (w playerach mobilnych), bo wymaga to fonowej obsługi (a jw. to się kłóci z ideą osobistego odtwarzacza muzycznego, ewolucji „Walkmana”), tutaj na szczęście da się bez, choć cała nawigacja po zbiorach i wyspecjalizowanych opcjach wymaga zagłębienia w menusy. Gdyby tak jeszcze enkoder dawał możliwość zmiany źródła dźwięku (a nie tylko głośności i wł/wył) to… rzecz da się na marginesie aktualizować, może zatem up? Może?

Są i gumowe gacie, jakościowo to wszystko poziom bardzo wysoki

Cztery przetworniki, bardzo zaawansowana konstrukcja, o czym w recenzji będzie co nieco

Także da się – jak lubię – bezzwrokowo, a jak bardziej to można też za pomocą gestów (proste & skuteczne) sobie tego playera obsługiwać. AP80PRO to nie tylko to co w pamięci i na karcie microSD, ale także radio FM. Znowu skojarzenie z iPodem i znowu bardzo pozytywnie. Bo kto daje dzisiaj tradycyjne radio? No właśnie, mało kto daje. Tu jest i super że jest, bo odbiór czysty, można sobie posłuchać radyjka, a jedyny zonk to brak możliwości nazwania stacji w menu, jest tylko częstotliwość podana, nawet gdy zapiszemy do pamięci. Jako że dzisiaj wszyscy mierzą sobie każdy wysiłek fizyczny (znam takiego, który po piwo jedzie autem, a sklep to 100 metrów w linii prostej), jest i krokomierz. Zbędna rzecz w tego typu urządzeniu wg. mnie, bo dzisiaj każdy obwieszony elektroniką opisującą jego stan, ale może już przestanę marudzić, w końcu obowiązku nie ma, a jakby nie patrzeć ten DAP świetnie nadaje się do wysiłku fizycznego i będzie jak znalazł, także jaka zbędna w sumie. Może komuś się przyda, nie? Ogólnie mogę powiedzieć tak – sporo funkcji, bardzo rozbudowane możliwości, pożenione z intuicyjną obsługą, bardzo dobrym UI oraz UX (wspomniane gesty, wiele sposobów nawigowania po zbiorach, szybki dostęp do najważniejszych funkcji w wysuwanych podmenusach). Także ogólnie i szczegółowo bardzo, jak widzicie – jestem na tak i po paru wypadach z daleka od nadmorskich tłumów, ucieczki na wieś – mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że takie coś ma rację bytu, mimo mnożenia …bytów ;-)

Przy czym byłaby to zajawka niekompletna, dalece niekompletna, gdyby nie efektor. A ten jest szczególny. Armaturowe MS4 Mermaid oczarowały, spowodowały niechęć do na codzień użytkowanych AirPodsów Pro, niechęć głęboką, bo sposób reprodukcji dźwięków przez te doki jest pod paroma względami wyjątkowy i wyrób jabłkowy w glebę wdeptujący. Te IEMy potrafią w aspekcie niskotonowym zagrać nie jak IEMy. Potrafią zagrać jak duże, stacjonarne nausznice. Wiecie, jestem basolubem, ale też – nieskromnie – koneserem i wszystko co ma być efekciarskie na dole, a tak po prawdzie jest przewalone, nieprawdziwe zawsze (bo wyczulony jestem) wychodzi podczas słuchania i ma często decydujący wpływ na ocenę. Może być też i tak, że tego basu brakuje, że on jest taki ledwo co, że tylko zaakcentowany, niedomówiony i to też dla mnie jest źle i słabo. Tu te MS4 czarują na poziomie piwnicy, oj czarują, dół wybity jak na douszne monitory, bez dwóch zdań. Namacalny, organiczno-fizyczny, wielowymiarowy i w żaden sposób nie wchodzący w paradę reszcie pasma. Fantastycznie, a to dopiero początek, bo wraz z DAPem mamy tutaj wybitną rozdzielczość (wgląd w nagrania sugeruje rasowy stacjonarny system słuchawkowy, a nie jakiegoś tam mobilnego malucha z dokami), płynny, czytelny, czysty dźwięk, który skalą (dynamika, przestrzeń) potrafi nieźle zadziwić. Ale, że tak, na czymś takim? No tak, na czymś takim, właśnie. Także na wstępie (no, parunastu dniach katowania) nie tylko nie żałuję tej odskoczni od fotelowego słuchania (mamy znowu klęskę urodzaju, Chińczycy nie mają litości, zalewa rynek prawdziwa powódź chińskiego hajfaja & hajendu), ale się delektuję słuchaniem najlepsiejszych plików ze zbiorów w pięknych okolicznościach przyrody. Mhm, odtwarzanie takiej muzyki, takiego materiału -żeby miało sens- wymaga odpowiedniego zaplecza. To może być (już teraz) zminiaturyzowany do postaci całkowicie pomijalnej DAC/DAC/AMP, może też taki jw. set z DAPem, byleby ten DAP był w cenie odtwarzacza a nie flagowego fona, byleby ten DAP był na klips, a nie 0,5 kilo w kieszeni.

Fajne to!

Na siłę, chcąc się do czegoś przyczepić, przyczepiłbym się do kolorów – czerwony kojarzy się z prawo, a jest lewo, znaczy lewy kanał.
Ale to czepialstwo, bo wszystko tu jest tiptop: jakość wykonania, materiały, spasowanie, wygoda/ergonomia

 

Sinozębny na topowym poziomie? Mhm, ale to dopiero początek: Ananda BT test

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5512

Czy te słuchawki można traktować jako coś „on the go”? Na rower, spacer, czy jakąś sportowo-rekreacyjną aktywność? Absolutnie nie. Nie, bo nie nadają się z co najmniej dwóch powodów: są duże (i nie składają się w „pakiecik” – czyli trzeba jakiegoś solidnego nosidła) i są otwarte. OTWARTE. Tak, to ortodynamiki. Pamiętacie test Ananda po kablu? Pamiętacie? No to tutaj mamy tożsamą konstrukcję z modułem bezdrutowym. Wróć. Te słuchawki są zupełnie inne od modelu na uwięzi, bardzo inne, mimo wspólnej nazwy i tych samych przetworników. Kompletnie inne. Jakoś wersja po drucie nie rzuciła nas na matę (choć rekomendacja była – patrząc wstecz powinienem być bardziej zdystansowany w ocenie), tu jest zupełnie inaczej – te słuchawki to wysokiej klasy all-in-one: system słuchawkowy na łbie, lekki, działający ok. 8 godzin (takie czasy notowałem) …absolutnie wystarczajaco w codziennym użytku, choć dalece niewystarczająco porównując do typowych, mobilnych nausznic na BT, pozwalający uzyskać niebywale rozdzielcze, fantastycznie angażujące brzmienie po kablu USB. Dobre przetworniki skojarzone z wbudowaną elektroniką, która wzmacnia, przyjmuje strumienie, przetwarza, z ultrakrótką drogą sygnału podawanego jw. bezprzewodowo (z pewnymi kompromisami) lub przewodowo (absolutnie bez kompromisów, w jakości maks. 24/192). To jest coś, co wg. mnie może stanowić pewną wskazówkę, w którą stronę pójdzie branża. Nie ma tu (jeszcze?) takich ficzerów jak w przetestowanych przez nas, awangardowych Nura. Tyle, że to właśnie ten kierunek, bo dostajemy kompletne, w pełni na cyfrę otwarte, rozwiązanie, z synergią konwersji sygnału, odpowiedniego napędu oraz DSP. To ostatnie służy opisywanym HiFiMANom w tle, nie mamy specjalnie wpływu na processing, ale to nie oznacza, że kolejna wersja, czy kolejne wersje topowych nauszników nie otrzymają rozbudowanych aplikacji, pozwalających na dostrojenie słuchawek. Mhm, tak, mam tu na myśli to, co w kodzie robi Roon z Audeze (kalibrowanie pod dany model), przy czym na poziomie dużo bardziej zaawansowanym. Nura, AirPodsy Pro i inne masowo-rozrywkowe produkty pokazują w którą stronę to idzie, pójdzie. Ba, pokazuje to także mały grzdyl HIDIZIS S8 – autokalibracja, dopasowanie pod efektor. Tutaj dopasowanie pod konkretne uszy, pod konkretne warunki środowiskowe, pod źródło (w opcji po drucie)…

Bez kabla

Ananda BT to najbardziej zaawansowana obecnie konstrukcja, obiecująca przeniesienie wysokiej klasy systemu słuchawkowego, w kompaktowej, autonomicznej formie bezdrutowej lub/i z transportem cyfrowym po drucie (USB). Te słuchawki – jak wspomniałem powyżej – nie są dla słuchawkowego nomada. Nie znajdą zastosowania tam, gdzie zastosowanie znajdą Nighthawki, Momentum czy Soniacze z idiotyczną (podobnie ma Philips) nazwą literkowo-cyferkową. Nie. To słuchawki do swobodnego słuchania w chałupie (świetny zasięg modułu, bezstresowa, stabilna praca w opcji bezdrutowej), w ogrodzie, patio, działce, domu letniskowym nad jeziorem. Tak, tu moduł sinozębny będzie jak znalazł, dając nam wolność, pozwalając rozkoszować się dźwiękiem w pięknych okolicznościach przyrody, na zewnątrz. Tak, można te słuchawki potraktować jako przeniesienie tego, co mieliśmy na domowym, wysokiej klasy secie słuchawkowym, na wynos, ale właśnie tak, gdzieś w pociągu, samolocie – ok. Ale nie nomadycznie, bo to nie są słuchawki do przemieszczania się w środowisku np. miejskim. Nie są – musiałyby być zamknięte, musiałyby się składać, być mniejsze, w ogóle musiałyby być inne. Na szczęście nie są. Są takie – jak na razie – unikalne. Także fajnie, że producent zdecydował się na wprowadzenie do oferty tak nietypowego modelu.

Sinozębny to tylko część opowieści. Preludium, wstęp do tego, co wywarło na mnie największe wrażenie. Zacznę od tego, czego tu nie ma. Nie ma analogowego połączenia. Nie, serio, naprawdę, te słuchawki nie mają wejścia analogowego, innymi słowy nie ma mowy o konwersji ADC (i dobrze, bo zazwyczaj oznacza to degradację SQ), jest cyfrowy sygnał only. Albo w eterze, albo po drucie, a dokładniej via USB-C… czytaj nowocześnie, teraźniejszo, całe szczęście bez schodzącego microUSB. To, jak to gra w opcji przesyłu sygnału do wewnętrznego przetwornika C/A, jak gra szczególnie gdy zadbamy o właściwy materiał to coś, czego moim zdaniem jeszcze nie doświadczyliśmy na tym pułapie, a śmiem twierdzić, że niektóre cechy tego brzmienia ostawiają na bocznicę flagowce podpięte pod mocarną elektronikę (jak moje LCD-ki 3 wpięte w iHA-6/P1 z dakiem D1 na dwóch ESS9038Pro). Natychmiastowość, szybkość, niesamowita dynamika jakiej doświadczamy, słuchając Ananda BT via USB z …w sumie dowolnego, cyfrowego transportu (przykładowo iPada Pro) to jest coś, co skłania do głębszej refleksji nad ograniczeniami jakie niesie ze sobą dzisiejsza technika cyfrowa, samodzielne dopasowywanie różnych elementów, tworzące (często) przypadkową, niekoniecznie optymalną konfigurację. Tu jest zdecydowanie lepiej! Tak, już wcześniej dało się odczuć, że w tym graniu bez zbędnej, zwielokrotnionej konwersji (ADC), względnie przypadkowemu połączeniu elektroniki z efektorem (analog), na słuchawkach mobilnych BT (wspomniane Nura, Momentum OvE, Symphony 1 itd itp) podłączonych do transportu via USB robi się coś magicznego, coś wyjątkowego. Dźwięk stawał się bliski, bezpośredni, jakby ktoś odsłonił kotarę. Wrażenie potęgowało porównanie z bezdrutowym strumieniem – co jeszcze nie było aż takie zaskakujące, a wręcz spodziewane – oraz… z analogowym połączeniem nausznic z jakimś słuchawkowym setem. Wielokrotnie powtarzana czynność (patrz testy) zawsze dawała ten sam rezultat: po cyfrowym drucie, gdy zera i jedynki zostają przetworzone w muszlach i momentalnie doprowadzone do analogowych przetworników robi się zjawiskowo, inaczej, lepiej. W przypadku Ananda BT mamy to na poziomie jeszcze bardziej, bo też wyjściowo skojarzono tutaj powyższą koncepcję z wysokiej klasy ortodynamicznym efektorem. To nie jest ta sama półka co wspomniane, skądinąd bardzo udane, świetnie brzmiące modele „on the go”. To w końcu coś (Ananda), co stworzono pod kątem stacjonarnego, wypasionego toru słuchawkowego. Coś, co zostało pożenione z miniaturyzacją, autonomią, synergią całości w jednym opakowaniu.

Wow!

A jeszcze, jakby tego wszystkiego było mało, mamy wejście na solidny, w komplecie dostarczany, mikrofon kierunkowy. Tak, moi drodzy, jak ktoś chce naprawdę dostać drgawek przy jakimś trashowym horrorze z samym sobą w roli przekąski, w (przepraszam nie mogłem sobie darować) „bede grał w gre” – myśli wielkich ludzi – Anżej Duda, to już wiecie jakiego kalibru* pakiet otrzymujemy tutaj w komplecie. Granie w cokolwiek, gdzie dźwięk nie robi tylko tła, jest ważny dla fabuły, dla akcji, to coś, czego zdecydowanie warto doświadczyć. Plus ten wspomniany i obowiązkowy w multipleju mikrofon. Słyszymy świst kuli tak mocno organicznie, szepcząc „o ja p…” , że wszyscy z teamu już wiedzą: kres istnienia blisko.

Po kablu… ale cyfrowym

Więcej? Bardzo proszę…

* „Yamato” 18″ aka 457mm

 

» Czytaj dalej

Ale jaja! Mały HIDIZS S8: MOC, SZCZEGÓŁ i dużo, znacznie więcej

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_5508

No jaja, jaja. Od 2 tygodni, z przerwami na stacjonarne słuchanie C658 połączonego z zabawami w korekcję pomieszczenia via dirac, ten maluch totalnie mi przemeblował w głowie. To najmniejsze gabarytowo ustrojstwo jakie miałem do tej pory na tapecie, mniejsze nawet od super kompaktowego SMSL Idea (niebawem recka, ale pierwszy jest, jak widać, S8, bo ponieważ …nie mogłem usiedzieć, nie mogłem czekać na podzielenie się z Wami swoimi spostrzeżeniami nt). Ten maluch przenicowuje system, jest nowym punktem odniesienia. Miałem w testach m.in. Kałachy (najdroższe DAPy Astell&Kern) i powiem Wam jedno – każdy DAP, nawet ten z najtłustszą ceną, będzie miał problem w porównaniu / starciu z tym maleństwem. Nieprawdopodobne co udało się uzyskać, tworząc miniaturowego DACa opartego na układzie C/A CS Media CS43131, z nieprawdopodobnym (będącym wg. mnie clou) wzmacniaczem słuchawkowym (przy czym może to maleństwo grać w stacjonarnym stereo, wyjście zapewnia stabilne 2.0Vrms). Potwierdzony pomiarami poziom dynamiki tego malucha to >120dB, co oznacza 20 bitów (via ASR) – rzecz absolutnie niespotykana do tej pory w przetwornikach USB (USB DAC), bardzo nieczęsto spotykana w stacjonarnych klamotach! W przypadku 33Ω mamy 63 miliwaty – świetny wynik, patrząc przez pryzmat czegoś podpinanego pod USB w transporcie, zasilanego z uniwersalnej magistrali (2.0, także nie ma tu żadnego mocniejszego mocowo interfejsu, jakby kto pytał). Dajemy 100 w kompie/tablecie czy fonie i jedziemy fizycznym przyciskiem „+” na maks, względnie 80/90%. I wysterowujemy bezproblemowo duże, stacjonarne planary (zajebisty duet z HE-400 oraz Sundarą, ale również z… LCD-3 w pełni udane połaczenie!). Ja pierd….!


#HIDIZSnajlepiej

» Czytaj dalej

HIDIZS S8 DAC&AMP… triumf miniaturyzacji. Niesamowity grzdyl!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2020-03-7 o 13.02.20

Nieprawdopodobne… a jednak możliwe! Takie małe gówienko, taki małe coś, a nie dość że wybitnie dobrze radzi sobie z konwertowaniem zer i jedynek na sygnał analogowy to jeszcze jest to (tak wiem, naprawdę nie wygląda) zajebisty wzmacniacz słuchawkowy. Na czym polega jego zajebistość? Ano polega na wręcz nieprawdopodobnej (rozmiar, źródło zasilania) dynamice i dużej mocy, na tyle dużej, że ten maluch jest w stanie wysterować trudne ortodynamiki i nie, nie ma tu żadnej przesady. S8 to potraf! Słucham go z iPadem Pro w roli źródła i powiem szczerze, że to mobilne odkrycie sezonu. Miażdży, dosłownie miażdży wiele z przetestowanych na łamach HDO DAPów. Bo jest, a jakby go nie było (gabaryt), bo zapewnia świetną kontrolę (w tej klasie urządzeń, takim scenariuszu słuchania muzyki) nad poziomem (fizyczne +/- i to klasyczne, wciskane) i… jak wyżej, daje naprawdę popis w najważniejszej dziedzinie tj. w SQ. Wow! Wow! Wow! Serio, jestem pod ogromnym wrażeniem możliwości, umiejętności tego malucha! Umiejętność dopasowania (przed połączeniem do źródła) pracy gniazda pod określone słuchawki? Mhm. Co więcej, to działa i to jak!

Raczej nano, nie mini HiFi Decoder & Amplifire. I nic tu poza wielkością ustrojstwa nie jest na wyrost, mimo – właśnie – mikrych gabarytów!

To nie wszystkie plusy dodatnie, które mam do zakomunikowania. Otwieramy pudełeczko, wypada kabel do ładowania względnie do kompa (USB-A), standard, ale wypadają też trzy urocze, dobrej jakości, kabelkoadaptery (krótkie, doskonale dopasowana wg. mnie długość sznurka, tak żeby swobodnie, bezpiecznie dla sprzętu, a jednocześnie bez zbędnego dodawania druta do druta (słuchawkowego)). I jest to komplet na obecne czasy, bo mamy tu kabelek microUSB (takie gniazdo jest w S8) jabcowy Lightning, mamy microUSB @ microUSB (Andek) i wreszcie pod nowoczesną, standaryzowaną pod nowe, elektronikę micro @ USB-C. Tak, tak właśnie powinno to wyglądać w przypadku każdego przenośnego urządzenia pod audio robionego dzisiaj. Każde powinno mieć taki zestaw w komplecie. Bezwzględnie. A jak jest? Wiemy, wiemy – nijak. Zazwyczaj producenci skąpią i oferują dalece niewystarczające wyposażenie kabelkowo-adapterowe, że już o jakości tego co z pudła nie wspominając. Brawo dla producenta za to, co daje w komplecie, brawo. To jeszcze bardziej zachęca do zapoznania się z tym grzdylem, bo – wierzcie mi – ma zastosowanie nie tylko z S8 (jak ktoś jest nerdo-gadżeciarzem i obrósł w tony ustrojstwa).

Grzdyl.
Fizyczne, sensownie działające, mechaniczne, nie żadne tam membrankowe, czy dotykowe, guziory + i – …prawidłowo!

Słucham od dwóch tygodni tego grzdyla i powiem tak – jak szukacie przenośnego (po to go stworzono, naprawdę pod nomadyczne, a nie stacjonarne granie – można, czemu nie, ale potencjał kryje się właśnie w on-the-go) DAC/AMPa to nie Audioquesty popularne wśród melo-audio-filskiej braci, a właśnie ten maluch powinien zwrócić Waszą uwagę. Nie ma dystrybucji w Polsce, nie ma reklam i raczej jednego i drugiego nie będzie, nie mam z tego żadnych dineros (norma – jesteśmy non-profit, pro-publico, bo możemy) także szczerze, bez offowego „ale weź naganiaj”, bez tego, co obiektywizm tępi – HIDIZS to kolejne Chi-Hi*, które ROBI. A, że ostatnio w opór tego u mnie się testuje, to co poradzę, że lepsze, tańsze, lepiej wyposażone, z lepszym wsparciem niż starzy, obrośnięci w tłuszczyk producenci ze Starego i Nowego Świata? Wiecie, Polewy (Toppingi) DX7Pro, D70/90, sprawdzony już i zaraz opisany M500 (S.M.S.L), lecący do nas M300 w nowym wariancie z BT i lepszymi przyłączami (gniazda wymienili)… Tanio, bardzo tanio, świetnie w pomiarach (ASR) i takoż co najmniej dobrze, a bywa że wybitnie dobrze w odsłuchu. No i co? No właśnie, no i co z tym zrobi branża, która jakoś czasami w oderwaniu (cenniki) od rzeczywistości przebywa. Ja rozumiem: marka. Ja rozumiem: szlachetne, drogie opakowania (obudowy). Ja rozumiem: inna wycena roboczogodziny. To wszystko zrozumiałe, ale… na końcu i tak jesteśmy My, konsumenci, których trzeba przekonać do siebie czymś konkretnym, gdy się woła 5-10 razy więcej (no niektórych, bo są też tacy, którzy lubią nie być przekonywani czymkolwiek, wystarczy im bombastyczna opinia).

Małe opakowanie, a w nim, jeszcze mniejsze coś

Tak to powinno wyglądać u konkurencji. Mobilne? Dużo przejściówek, adapterów, a nie że trzeba we własnym zakresie szukać.
Szacunek do nabywcy. Te adapterki, poza tym, są całkiem dorzeczne, znaczy ergonomiczno-funkcjonalnie na plus. I jakościowo też. 

Nie, nie chcę przez to powiedzieć, że to co droższe z – umownie – Północy (dobra, jest jeszcze Australia ;-) ) to brak sensu. Nie. Są przecież tacy, którzy potrafią połączyć wysoką jakość z przystępną ceną i wszystko zrobić u siebie (Schiit). Nawet konkurować ceną (sic!) Także nie, że się nie da. Na naszym poletku mamy zdroworozsądkowego Pylona i w ogóle sporo firm, które dostrzegają konkurencję z Azji Środkowej. Tyle, że czasami, gdy patrzę na to, co oferuje utytułowany producent (bazując na gotowcu, robiąc popelinę w zakresie wsparcia produktowego, olewając kwestie oprogramowania i -cóż- zdarza się to „wiodącym” firmom z branży, albo tym o których głośno, bo sporo, bo reklama) to jednak mam powody by zwątpić. Rzetelność – słowo klucz – wielu producentom daleko do tego. Podawanie parametrów zupełnie odbiegających od tego, co w pomiarach to plaga, to wstyd, to coś bardzo, bardzo nie na miejscu. Sprawdźcie, tylko patrząc przez ten pryzmat: dane producenta vs rzeczywistość, a się zdziwicie. I nie tylko ASR jest tu „wyrocznią”, jest tego więcej i warto się zaznajomić (Archimagio, którego odkryłem, kiedy była to niszowo-nerdowo-nieznana witryna choćby).

DSD. Nie bez przyczyny chwalą się 1 bitem na obudowie

Wracając do malucha. Test będzie opublikowany obowiązkowo, bo ten miniaturowy skubaniec po prostu na to zasługuje. W mojej opinii takie coś przekreśla sens zakupu DAPa, no chyba, że ktoś chce ultra drogiego Kałacha – to proszę. Tyle tu dobra. Konkrety w recenzji właściwej, wspomnę tylko na zakończenie, że to DSD „Direct Stream Digital” nanizane na malutkiej obudowie daczka nie jest tu z czapy i nie robi tu za choinkowe „to umiem, tamto umiem i to też potrafię”. Natywnie. To coś umie w DSD i to umie tak, że o rzesz Ty – dlatego koniecznie trzeba pożenić z odpowiednim, mobilnym playterem, który będzie zdolny zagrać 1 bitowe. W świecie jabłkowym jest tego trochę… wiecie: Onkyo HiFi Player, korgowe iAudiogate, w przypadku Andka to wiadomix USB AudioPlayer Pro, a kompy to już w ogóle. Właśnie – kompy. Jako, że tablety Pro i hybrydy (z ARMowym, zajebistym – wreszcie – najnowszym Surface MS) stają się doskonałym wg. mnie, przenośno-mobilnym (to drugie, raczej w kategoriach transportowych) źródłem, to USB-C, które tu jest na wyposażeniu kabelkowym, tym bardziej się bardzo przyda.

Tyci, tyciutki, maluteńki.
Miniaturyzacja na obrazkach w pełnej krasie. Takie małe, a taki (duży) dźwięk z siebie wydobywa i to jeszcze czysty, dynamiczny, bez jakiś „ale”

Mniam, mniam, mniam…

* Chi-Hi robiący zawrotną karierę skrótowiec, którego znacznie nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć.

Nawet apkę opracowali, tak przy okazji, swoją. No szacun. Mało komu się na Północy chce, a nawet jak już, to okazuje się że ściema, znaczy plagiat.
Tu jest inaczej. Może jesteśmy zbyt leniwi, zbyt gnuśni, może skośnoocy są po prostu bardziej pracowici? Coś w tym jest. Tu, powyżej, nie ma ściemy.
O aplikacji ofc też będzie, bo jakby mogło nie być o sofcie u mnie, będzie, będzie we właściwej recenzji… 

Co tam w strumieniu płynie? 360 Reality Audio, nowy kodek BT & IDAGIO.app!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
bluetooth

No  to się porobiło ostatnio, porobiło się, że nie wypada nie wspomnieć o tym co w tytule wymienione stoi. No to lecimy z informacjami ze strumieni świata, bo też zebrało się tego w sam raz na krwistego, solidnego steka. Oj lubimy. Mięso ograniczamy, ale stek to stek, czasami trzeba zgrzeszyć, jesteśmy tylko słabymi ludźmi, prawda? Zresztą, to o czym piszemy tutaj to też zazwyczaj zbytki, straszne zbytki, coś tak na bakier z eko, ze zdrowym rozsądkiem, z …dobra stop, nie będziemy uprawiać samobiczowania tylko do meritum, do meritum Panie, Panowie!

Zacznijmy od nowej technologii jaką Sony najpierw tak jakby z pewną nieśmiałością (końcówka roku) upublicznił, a nawet rozpowszechnił szeroko (choć to tylko 1000 utworów, nie więcej, także ciekawostka póki co) m.in. w Tidalu oraz w Deezerze. Muszę na wstępie od razu zaznaczyć, że aby sobie posłuchać tego całego 360 Reality Audio należy bezwzględnie skorzystać bezpośrednio ze streamu z serwisów. Znaczy musi być apka dostępowa (z web playera też nie idzie), nie można na razie słuchać via Roon i inne aplikacje z dostępem do strumieni, bo to działa w ramach technologii zaimplementowanych w oprogramowaniu Tidala oraz Deezera. Precyzyjnie rzecz ujmując działa zarówno na urządzeniu odtwarzającym i oprogramowaniu, jak i w chmurze (serwerze) dostarczyciela treści, ale mniejsza… na razie musimy, aby mieć efekt na uszach (albo kolumnach, przy czym wyraźnie Sony celuje w słuchawki, o czym dalej) posługiwać się ww. aplikacjami. Można rzecz jasna dodać sobie playlisty (głównie kompilacje różno-gatunkowe zaoferowano na wstępie), pojedyncze albumy zrealizowane w tej technologii, ale niczego to nie zmienia tj. nie usłyszymy reklamowanej przestrzenności dookoła łba, tylko „zwykłe” stereo.

No dobrze, nie jest to zatem bzdurka, która pojawia się po to by nabić kliknięcia chwilowo i do zapomnienia? Otóż, moi drodzy, nie – nie jest to bzdura, bo nad przestrzennymi technologiami dźwięku „obiektowego” pracuje się obecnie w pocie czoła. I nie idzie tu tylko o telewizory (jako źródło dźwięku vide grające ekrany, vide wieloprzetwornikowe systemy zintegrowane, vide współpraca na poziomie rozwiązań instalacyjnych albo/i smart głośników), o AV, a właśnie o muzykę tu chodzi takoż. Zaskoczeni? No tak, w końcu audio to stereo i koniec tematu. Tak było, mimo prób zmiany tego stanu rzeczy, mimo prób wprowadzenia wielokanałowego SACD, DVD-A (o BD-Audio można już wspominać tylko w kontekście ciekawostki przyrodniczej). I pewnie tak by to trwało, tak by zostało, gdyby nie dwa, bardzo istotne dla rozwoju całego rynku elektroniki konsumenckiej czynniki, które wpłynęły na dostawców treści motywująco (jak widać). Po pierwsze gigantyczny sukces rynkowy słuchawek i (ogólnie) takiego sposobu konsumowania muzyki. Po drugie najnowsze rozwiązania z zakresu projektowania klamotów audio: komputery, OSy, systemy DSP z coraz częściej integralną korekcją pomieszczenia, dopasowania pod efektor itd itp. To jest nie ewolucja tylko rewolucja, której częścią obecnie jesteśmy. Rzecz jasna w przypadku audio raczej nikt nie pójdzie drogą bezkompromisowego adaptowania dźwięku obiektowego (Atmos), który jest za „ciężki”, niepraktyczny (stream mobilny), nie ma specjalnie sensu. Natomiast czymś, co jest wykorzystywane w pomysłach ala Sony (bo nie tylko o Sony tu się rozchodzi, choć to Sony jako pierwsze wprowadza swoje rozwiązanie globalnie), czymś z czego się czerpie są systemy pseudo-przestrzenne wykorzystywane z powodzeniem w gamingu, w grach, w elektronicznej rozrywce. To jest wspólny mianownik. Obecnie nie ma żadnych przeciwwskazań by bazując na potężnej mocy obliczeniowej lokalnie (nowe generacje handheldów nominalnie mają wydajność szybkich PC sprzed 2-3 lat, oczywiście różni te urządzenia wiele, ale nie w tym rzecz, chodzi o potencjał mocowy jaki mamy do dyspozycji), by korzystając z przetwarzania w chmurze, zaoferować co nam się żywnie podoba w strumieniu. Co więcej, za moment będziemy mieli 5G, co oznacza przesunięcie granicy tego, co można w zakresie szybkości, szerokości pasma, ogromu informacji jakie będzie można przepchnąć za pośrednictwem tej technologii.

Nie ma tego wiele

Darcie ryja w 360 st jest spoko. Bardzo spoko ;-)

No dobrze, ale czy jest o co kruszyć kopie i o co w tym właściwie chodzi? Sprawdziłem tę nowość zarówno @ Deezerze jak i Tidalu. Wrażenia? Sugestywne. Oczywiście mówimy tu o sztucznym kreowaniu przestrzeni, oszukiwaniu zmysłów i co tam sobie jeszcze wstawimy (że fejk, sztuczka, bzdet), ale działa to na tyle przekonywująco, szczególnie gdy uwzględnimy okoliczności, że wg. mnie warto się zainteresować tematem. Na razie w kategoriach ciekawostki (szczupłość materiału), ale jednak zainteresować się. Sugestywne, bo jak słuchacie on the go na dokach (czyli wtedy, gdy nie liczymy na jakieś przestrzenne doznania na poziomie, gdy wiemy, że ogranicza nas „materia”), to hmmm… macie faktycznie to 360 stopni. Nie tylko zresztą na osi X, ale także na Y-ku dzieje się. Także góra, dół, bliżej, dalej itd. itp. Mamy odpowiedni materiał, mamy wykorzystanie mocy obliczeniowej w czasie rzeczywistym, no i mamy to audio 3D. Celowo nie użyłem wcześniej tego 3D, bo bardzo źle się to kojarzy (z totalnym niewypałem w wideo, dzisiaj to już słusznie miniona historia), także żeby się nie kojarzyło, bo w audio jakby o coś innego się rozchodzi. Idziemy sobie, czy słuchamy w domu, na słuchawkach (przede wszystkim) i dzieje się. Ulegamy złudzeniu. Na kolumnach też (może) to zrobić wrażenie, ale – po pierwsze dużo mniejsze, po drugie zależy na jakim systemie, po trzecie wreszcie wpływ na to, co słyszymy mają czynniki poza technologiczne (w sensie wpływ pomieszczenia). Także rozpatrywałbym to 360 Reality Audio w kontekście słuchawek głównie, a nawet tylko. I nie dom (mniej), a poza domem (bardziej). W zależności od gatunku (dali i bardzo dobrze, że dali pełen przekrój) wrażenia są „tylko” zauważalne lub też wręcz spektakularne (mówimy o dokanałowych słuchawkach, albo przenośnych nausznicach, choć w przypadku IEMów to chyba najbardziej robi).

Czy będzie to coś? Czy meh? Szklanej kuli nie mam, ale coś czuję, że obiektowy dźwięk zawita do audio tak, czy inaczej i będzie to coś, o czym jeszcze nie raz usłyszymy. Wielokrotnie wspominałem na HDO o słuchaniu wielokanałowym, o 1 bitowym graniu (DSD/SACD właśnie w kwadro i dalej), że warto sobie to przyswoić, sprawdzić, zapoznać się… są tacy, który tworzą całe kolekcje i ja to szanuję. Aha, rzecz dostępna dla abonentów Tidal HiFi/Master oraz Deezer HiFi. Dostępne na każdych słuchawkach, oczywiście w przypadku firmowych, Sony, najnowszych, jest jeszcze ficzer ubogacający efekt. Wiadomo, kasa musi się zgadzać, a nuż rzecz chwyci i pomoże w walce z ogromną konkurencją…

Jak już zaczęliśmy od mobilnego grania, to kontynuujemy (i w sumie na tym też zakończymy wpis, bo o apce mobilnej będzie na końcu), spiesząc donieść, że oto pojawił się nowy kodek Bluetooth Audio. Bez HD? No bez, w sumie, choć też taki wysokojakościowy, z oznaczeniem BT LE Audio, co się rozszyfrowuje tako, jako: Low Energy. Phi, i co to nas w sumie… ano błąd, bo rzecz wcale nie jest taka mało istotna, wręcz przeciwnie. Owszem nie mamy i nadal nic nie zapowiada by to się zmieniło, stratną kompresję, ale ta niska (bardzo, bardzo niska) chęć wysysania bateryjki przez urządzenia pracujące w ramach kodeka Complexity Communications Codec (LC3), który ma zagwarantować to co dzisiaj osiągalne w tej technologii (niskie opóźnienia aka LL, aptX (HD) – wysokobitratowość) przy znaczącej redukcji (50%) przesyłu danych. Znaczy jeszcze bardziej skompresowane, zakrzykniecie ze zgrozą… ano tak, jak najbardziej, ale to mniej to więcej, bo nie ma to w niczym pogorszyć jakości, ma być właśnie dużo lepsze od podstawowego SBC, jakościowo na poziomie tego, co oferuje nam strumieniowanie (SQ) w ramach BT obecnie. Dłuższe działanie? Tak. Lżejsze słuchawki, bezprzewodowe doki? Tak. Dla wątpiących w jakość tego nowego rozwiązania… na rycinie macie podane jak to wygląda w porównaniu z podstawowym kodekiem SBC, ale spokojnie, będzie i 1000 bez kozery bitów na sekundę, a to za sprawą LC3plus czytaj transmisji PCM audio aż do 24bit/96kHz. Rzecz jasna zarówno Qualcomm’a aptX (HD) jak i Sony’ego LDAC, nadal nie będą w ramach LC3plus bezstratne, zapomnijcie. Ważne natomiast jest to, że w odróżnieniu od aptX, czy LDAC-a mamy tu do czynienia z OTWARTYM STANDARDEM, nie zamkniętym, licencją. To bardzo ważne, bardzo istotne i daje nadzieję na wdrożenie tego nowego rozwiązania WSZĘDZIE.

Jak ktoś mówi mało, to ja przebijam to mało – co powiecie o oddzielnej transmisji prawego i lewego kanału do odbiornika, a nie jak teraz jednego streamu, który leci sobie do zazwyczaj prawej słuchawy, by potem sygnał rozdzielić, dbając o zsynchronizowanie obu kanałów i przesłaniu do drugiej słuchawki? Tutaj będzie zupełnie inaczej i wreszcie tak, jak być powinno. Tak! Będą dwa strumienie, każdy osobno trafi tam gdzie trzeba. To kolosalna różnica i potencjalnie (wg. mnie) najważniejsza cecha nowego rozwiązania! Oznacza to dalszą redukcję opóźnień, brak problemu z synchronizacją, otwarte możliwości dalszego usprawniania tego typu transmisji z wprowadzeniem bezprzewodowego streamingu bardzo wysokiej jakości, bezstratnego, ostatecznego rozbratu z kablem. DWA W PEŁNI ZSYNCHRONIZOWANE STRUMIENIE OSOBNO DO OSOBNYCH ODBIORNIKÓW. I to tutaj naprawdę robi różnicę! Do tego rozszerzone możliwości współdzielenia, co na pewno zostanie przyjęte z entuzjazmem przez młodych.

Ostatnia rzecz to głównie cytat. Znakomita aplikacja dla każdego kto chciałby może i klasyki, ale boi się, pomny wcześniejszych prób, wstrzymuje się od dania szansy muzyce klasycznej oraz dawnej. Znakomita aplikacja wprowadzająca w świat muzyki klasycznej, według mnie prawdziwa rewelacja: Muzyka poważna jest piękna, nastrojowa… i nieco przytłaczająca. „Chcę posłuchać muzyki klasycznej” brzmi jak „chcę przeczytać coś z literatury faktu”. Jak się w ogóle do tego zabrać? Zacznij od aplikacji IDAGIO - Classical Music. To Twój osobisty przewodnik, dzięki któremu z łatwością wkroczysz w świat dawnej i współczesnej muzyki poważnej. Starannie dobrana kolekcja nagrań w połączeniu ze stale rosnącym katalogiem ścieżek dostępnych wyłącznie w tej aplikacji sprawia, że Idagio doskonale nadaje się na początek klasycznej przygody.

Muzyka klasyczna to bardzo obszerny gatunek, ale dzięki starannie dobranym propozycjom Idagio jej świat stanie przed Tobą otworem.

Muzyka w Idagio może być naprawdę wiekowa, ale stojąca za aplikacją technologia to zupełna nowość. Jeśli posiadasz Apple Watch z najnowszą wersją systemu operacyjnego, możesz pobrać Idagio prosto na nadgarstek. Masz starszy system operacyjny? Bez obaw. Nadal możesz streamować muzykę z Idagio bezpośrednio z zegarka do słuchawek AirPods lub głośników Bluetooth. Aplikacja przypadnie do gustu dosłownie każdemu. Dopiero zaczynasz przygodę z muzyką klasyczną? Znasz ją głównie z kreskówek o Króliku Bugsie (nikomu nie powiemy)? Stuknij w zakładkę „Moods” („Nastroje”), a Idagio stworzy dla Ciebie spersonalizowaną playlistę. Możesz nawet wybrać konkretne „emocje” i słuchać na przykład muzyki uroczystej, nostalgicznej lub spokojnej. Należysz do grona szczęśliwców, którzy odróżniają Bacha od Beethovena? Korzystaj z rozbudowanej wyszukiwarki Idagio, dzięki której odkryjesz wspaniałe utwory konkretnych kompozytorów należące do określonych epok i podgatunków lub wykonywane przez wskazane zespoły czy orkiestry.

Polecam! Link do apki tutaj. Dla Robocika tutaj.

PS. W najbliższym tygodniu efektory w rozsądnym budżecie – nowości słuchawkowe Magni & Alara oraz już nie nowość, co prawda, ale zacna propozycja w budżecie jeszcze skromnym, a już (klasa kolumn) można powiedzieć że o złocie mówimy: Pylony Diamond Monitor. Była elektronika ostatnio, teraz czas na to, co najważniejsze w systemie.

» Czytaj dalej