LogowanieZarejestruj się
News

W testach… ociekające luksusem dokanałówki RHA T10i

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Tyt T10i

Na dzień dobry atakują zmysł wzroku, nie uszy. Na to przyjdzie czas, jak się je rozpakuje z pudełka ze wspaniałościami… Czego tam nie ma? Właściwe pytanie brzmi – czy można coś więcej? Patrząc na to, co Szkoci (tak, Szkoci, to Ci, którzy słyną ze skąpstwa i uznawani są powszechnie za koszmarnych dusigroszów) dają za 800 złotych zaczynam poważnie zastanawiać się nad ofertą konkurencji, która w takim zakresie cenowym zwyczajnie nie ma czego szukać w konfrontacji z RHA. Wspominałem o firmie podczas relacji z IFA 2016. Bardzo pozytywne wrażenia ze stoiska, niezwykle kompetentna, urocza Dama i słuchawki, które zwyczajnie kasowały prawie wszystko co w Berlinie pokazano (poza iSine 10/20… to było jednak coś z innego wymiaru, mówię Wam, z innego). Słuchałem głównie topowych T20i (które u nas także zagoszczą), od strony formy jotka, w jotkę identycznych, ale od strony brzmieniowej zupełnie odmiennych. Zastosowano zupełnie inne przetworniki, choć patent na wymienne dyfuzory, które „robią dźwięk” zaimplementowano w obu modelach IEMów. Wracając jeszcze na chwilę do formy, powiem tak – wymagam od teraz, aby każdy produkt tego typu w cenie 800-1200 prezentował się i miał takie wyposażenie jak RHA. To pod względem formy REFERENCJA. Jak popatrzę na AirPodsy to widzę przepaść, Rów Mariański, jaki dzieli te produkty od siebie. Tak, tam jest wireless, jest W1, ale cholera same słuchawki to plastik fantastik, bez żadnego ekskluzywnego sznytu, a wręcz odwrotnie. T10i to przy tym Rolls w zestawieniu z Trabim (kocham te plastikowe wytwory honekerowego przemysłu moto, ale to adekwatne porównanie). Cena ta sama, a jednak mamy tutaj dwa zupełnie odmienne światy.

T10i to ciężka, metalowa obudowa, przy czym dzięki montażowi (zausznice) oraz anatomicznie dopasowanej formie, mamy wygodę, jest ergonomicznie, nie wypadają mimo jak wspomniałem dużych gabarytów. Słuchawki docierają do nas z nastoma wkładami, różnego typu. Wszystko to gumki, w różnej formie, z więcej niż (standardowo) trzema dopasowaniami. Nie ma opcji, żebyście sobie czegoś nie dopasowali, a wkłady są na tyle wygodne, że moje Comply pozostały na RE400, bo zwyczajnie nie dawałyby progresu… Słuchawki są w testowanym wariancie wyposażono w 3 pinowe, dopasowane do jabłkowej elektroniki, złącze audio jack. Jest także nieco tańszy wariant uniwersalny, pod robocika. Długi szary, gumowy kabel z metalowym pilotem oraz metalową sprzączką dopełnia obrazu całości. Kabel jest na tyle długi, że można go spokojnie zastosować w domu, podpinając IEMy do stacjonarnego systemu i będzie to jak najbardziej sensowne rozwiązanie (testuję w tej sposób RHA z CMA600i). To, co stanowi zaletę w przypadku takiego alternatywnego użytkowania, jest jednocześnie pewnym utrudnieniem w mobilnym graniu, ale na szczęście producent nie zapomniał o klipsie, można więc sensownie sobie rozplanować ułożenie kabelka na garderobie. Nie ma mowy o efekcie mikrofonowania, całość od strony użytkowej sprawdza się bardzo dobrze, jest wygodnie, bardzo nawet wygodnie. Pałąki są nieco za duże jak na mój gust (lepiej to rozwiązano w T20), przy czym na tyle giętkie że dobrze wywiązują się z podstawowego zadania – stabilnego trzymania słuchawek w uszach. Ich srebrny oplot znakomicie koresponduje z alu obudowami T10i… pasuje jak ulał (design), w wersji droższej jest czarny oplot i już tak fajnie to nie wygląda (ale jw. lepsze, mniejsze są pałąki od tych w T10).

Można utyskiwać na brak wymiennego okablowania (to, które jest, wg. mnie nie daje żadnych powodów do narzekań, ale forma podpowiada takie rozwiązanie – do tych obudów aż się prosi, nieprawdaż? ;-) ). To jeden z zarzutów kierowany pod adresem, według mnie o tyle chybiony, że w przypadku T10/20 mamy możliwość modyfikowania brzmienia (podobnie jak to się dzieje w przypadku manewru z wymiennym kablem), inaczej – aplikując dyfuzory, małe nakrętki w miejsce, gdzie zazwyczaj nasuwa się wkład… Według mnie zmiany są dużo poważniejsze od zmiany okablowania i ja taki mod „kupuję”, bo to de facto sposób na zaoferowanie trzech różnych, odmiennych sposobów grania w jednym produkcie. Poza referencyjnym dyfuzorem, mamy jeszcze dwa: basowy oraz wysokotonowy. Każdy z nich inaczej kształtuje brzmienie, przy czym basowy jest bliższy referencyjnemu, a te dwa różnią się dość zasadniczo od trzeciego – wysokononowego. Fajnie, że producent daje nam takie możliwości, bo raz – to dobra zabawa, dwa – to sposób na dopasowanie pod gusta, trzy dopasowanie do DAPa, DAC/AMPa czy jakiejś smartfonowej dziurki. To ma głębokie uzasadnienie i byłoby całkiem wskazane, gdyby inni wzięli przykład i w swoich produktach zastosowali podobne rozwiązanie. W recenzji przeczytacie jak kształtuje się dźwięk, jakie są różnice między wkładkami, w pierwszych, zajawkowych wrażeniach powiem ogólnie o charakterze jaki dominuje w przypadku T10i. Tak, potwierdzam w całej rozciągłości, to co się mówi o tych słuchawkach. To EKSPLOZJA BASU, TO BASIOR, TO BASOWE BRZMIENIE, to ciemna charakterystyka z przyjemnym dla ucha, ciepełkiem. Jest więc kolorowo, nie jest w pełni klarownie, to pewna interpretacja, a nie neutralne granie. Precyzja pojawia się, ale trzeba właśnie skorzystać z dyfuzorów, dźwięk ma bardzo konkretnie zarysowany charakter, tu nie ma to, tamto, tylko „idzie dołem”. Dla bassheada to słuchawki marzenie, szczególnie dla ekstremisty (nie, nie ma tutaj mowy o przewaleniu jak w niektórych Beatsach, to dużo lepsze, pod kontrolą, basowe granie, a nie jakieś prymitywne walenie w bębenki). Ja tam do bassheasdów zaliczam się (choć nie ekstremistów, ale ciemna strona mocy to jest coś, co przemawia do mnie w pełni, w skrócie – przecz z rebelianckim ścierwem! ;) ), nie wstydzę się tego, a dumnie z boomboksem dzielnicę przemierzam ;-) Serio, to mnie ta charakterystyka leży, ale doskonale rozumiem tych, którzy opisywali te słuchawki jako trudne do zaakceptowania, bo basu „too much”. Wiadomo, zazwyczaj takie zabawy w nisko oznaczają że na górze jest kiepsko, że gdzieś nam coś umyka. Prawda. Tyle, że tutaj można inaczej (to raz), a dwa dla osób mających inne preferencje są T20-ki, znacznie bardziej równe, znacznie bardziej ułożone, znacznie bardziej neutralne w treści. Także wybór jest. Przy czym za pomocą suwaków w ROONie (DSP, rozbudowane tryby EQ) można wyczarować (Crossfade on z binaural by Meier & PCM->DSD 256) takie rzeczy, że… w recenzji przeczytacie jakie.

Wow

RHA to jedna z najciekawszych firm, które specjalizują się w produkcji dokanałówek, ktoś kto postanowił od razu wskoczyć na sam wierzchołek (drogie, topowe rozwiązania… choć tutaj obecnie właściwie, podobnie jak w nausznikach, właściwie nie ma już sufitu i te 1000-1200złotych to średnia półka co najwyżej), przy czym daje coś, co przemawia bardzo formą, kasuje pod tym bezwzględnie konkurencję. Znakomite brzmieniowo, często dużo droższe Westone to „biedne „plastiki przykładowo (oczywiście nie zapominajmy o ergonomii, o zastosowanej wielodrożności w topowych modelach etc). Można zresztą w praktyce wymienić dowolnego producenta, który w takiej cenie oferuje dużo, dużo mniej niż RHA. Szkotom udało się wprowadzić swoje produkty do sklepów Apple, co dobrze wróży firmie, bo to gotowy patent na odniesienie globalnego sukcesu. Testuje tytułowe IEMy przede wszystkim z równolegle badanym HiFiMANem SuperMini i to bardzo odpowiednie źródło dla tych doków. Oczywiście alternatywnym źródłem jest iPhone, sprawdzam czy telefon nie jest tutaj jakimś ograniczeniem i ile zyskujemy korzystając z T10i w przypadku tego, co zawsze nam towarzyszy w kieszeni. Sprawdziłem także przez chwilę iPhone 7 z adapterem i niech piekło pochłonie tego, kto wpadł na pomysł zastąpienia złącza analogowego audio adapterem z GÓWNIANYM przetwornikiem za centa zalanym glutem. Członka warte takie granie. Przestrzegam użytkowników tego i przyszłych modeli iPhonów – macie dobre, czy bardzo dobre słuchawki na jacku, omijajcie szerokim łukiem, albo… albo zastosujcie jakiś kabel w rodzaju Ciphera. Na pewno będzie w czym wybierać (okablowanie cyfrowo-analogowe, ze złączem Lightning, naroślą z elektroniką na przewodzie oraz żeńskim gniazdem jack na końcu), bo nie wierzę, że ludzie pogodzą się z takim fatalnym graniem za pośrednictwem gównianego adapterka. To, o ile ktoś zainwestował w dobre słuchawki, bo z EarPodsami różnicy nie będzie – uprzedzam, albo będzie musiał obejść się smakiem, albo zainwestuje w takie specjalistyczne okablowanie. Sumując, jak już w AOSie będziesz szukał lepszego dźwięku dla swojego nowego iPhone 7/+ to masz problem, chyba że wystarcza ci stream sinozębny i jakieś bezprzewodówki. Jak nie, to masz problem.

Myzyki @ RHA T10i słuchamy z HiFiMANa SuperMini binauralnie, 1 bitowo, tak to wszystko ten kompaktowy DAP potrafi…

Poniżej, tradycyjnie, fotogaleria prezentująca dziesiątki…

BTW. Jak wspomniałem, słuchawki grają także na stacjonarnym torze z wzmacniaczem/dakiem Questyle CMA600i i zdradzę, że takie połączenie jak najbardziej. Także, jak ktoś nie jest słuchawkowym freakiem (kolekcjonerem) i chce ograniczyć liczbę słuchawek do sztuk jeden, a nie eleven ;-) Właśnie słucham i polecam bardzo nową płytę In Winter (Katie Meula) i od razu pierwszy utwór. Ojej jakie to piękniutkie takie. Mniam, mniam.

BTW2. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę jeszcze dojść do siebie po wczorajszej konfie NASA. Co za układ!!! Siedem, siedem skalistych, siedem wielkości zbliżonej do naszej Ziemi i jeszcze te odległości „rzut kamieniem” między nimi, no i co najmniej trzy w „habitat zone”. Aaaa! Teraz to się posypią takie odkrycia jak z rękawa. Niezwykle ekscytujące!

» Czytaj dalej

Testujemy raźno na rowerze i w biegu SuperMini. Mini DAPa HiFIMANa

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
hifiman_supermini_10

Nie dalej jak parę dni temu wspominałem na portalu o dwóch ultramobilnych playerach od HiFiMANa. Coś tam wystukałem, że może byśmy na tapetę to wrzucili i przetestowali Mega albo (jeszcze lepiej) Super. Na ruszt trafił Super. Na marginesie… Mega nie powinien być bardziej Super? No właśnie, bo tutaj jakoś odwrotnie. Konsekwentnie zmierzając w obranym kierunku (nazewnictwo) producent powinien najprostszą wersję grajka nazwać Giga. Do kompletu. Trochę się pouzłośliwiałem, zostawmy nazewnictwo, przejdźmy do konkretów. Ten model dystrybuowany jest z bardzo przyjemnymi, wartościowymi dokami RE-400. Taki dodatek podnosi ocenę całości, bo przyznacie, jak ktoś kupuje grajka a w domu ma co najwyżej pchełki podłej jakości dodawane do kompletu ze smartfonem to… bardzo się ucieszy na taki całościowy pakiet. Nie trzeba będzie biegać do sklepu, aby wydać kolejne parę stówek (takie znośne NuForce ok 200 kosztują przykładowo), tylko ma to już z głowy. A raczej na głowie, pardon w uszach ma. RE-400 są bardzo przyzwoite, a ich niewątpliwą zaletą jest eteryczna waga. W ogóle ich w uszach nie czuć. Wraz z prywatnymi piankami Comply, które sobie zaaplikowałem, słuchawki idealnie wpasowują się w główne zastosowanie opisywanego kompletu… zastosowanie oczywiście na wynos i do tego jeszcze jakieś aktywności fizyczne, znaczy sportów uprawianie, przemieszczanie się jednośladem – te sprawy.

Bardzo to wszystko minimalistyczne w formie i ok, minimalizm bez ograniczeń funkcjonalnych  jak najbardziej

Do tej pory testowałem u siebie cegły HiFiMANa (patrz o tu i tutaj ), DAPy wagi ultraciężkiej (dosłownie i w przenośni). Kontrast jest gigantyczny, właściwie tamte playery to albo jako źródło na poły stacjonarne do domu (tylko że przenośne, no powiedzmy „multistrefowe” takie), albo na spacer nobliwy. Absolutnie nie wyobrażam sobie jakiegoś truchtu, jazdy, ćwiczeń z takimi „ciężarkami”. Tutaj jest krańcowo odmiennie, co więcej w bardzo że tak powiem unikatowej formule. Po prostu mało kto robi audiofilskie playery w zbliżonych do iPoda Nano gabarytach. Nikt się w to nie bawi. No prawie nikt, bo HiFiMAN dla przykładu i owszem, przy czym nie ma tu miejsca na kompromisy odnośnie wyposażenia / możliwości, bo i zbalansowane wyjście znajdziecie i obsługę plików hi-res do 192Khz, a nawet DSD (najpopularniejsze – o ile to słowo na miejscu w kontekście formatu – pliki DSF/DFF 64). Także grać można praktycznie wszystko co mamy w bibliotece, bez żadnych sztuczek magicznych (Apple i ich upierdliwo-nieżyciowe, kurczowe trzymanie się swoich jedynie-słusznych formatów audio, nie mówiąc już o ignorowaniu materiałów hi-res). Nie ma najmniejszych problemów z odtwarzaniem, czytaniem biblioteki z karty microSD oraz samą kartą, jaka by ona (pojemna) nie była. Moja nie jest specjalnie pojemna, bo ma tylko 64GB, ale to wartość całkowicie wystarczająca na potrzeby testu i zgromadzonych na niej dźwięków, które mają tworzyć materiał do weryfikowania jaki to ten Super jest, albo nie jest …Super. Na razie, powiem tak: nie miałem równie dobrze grającego ultramobilnego DAPa, choć do paru rzeczy przyczepię się w recenzji, bo parę rzeczy wypadałoby poprawić. Tak czy inaczej okazja się trafia na ultramobilne źródło dla bezkompromisowego fan(atyka) muzyki w możliwie najlepszej jakości. Zwyczajnie cieżko będzie znaleźć alternatywę gabarytowo-funkcjonalną.

OLED czytelny (no na zdjęciu to jakoś nie za bardzo ;-) ) Binauralne nagrania w jakości 24 bitowej na biegowych nartach? Oj tak!

Sprawdzę Super z Momentum i to zarówno, porównawczo do RE-400 (balans), IEMami jak i pierwszą oraz drugą generacją nauszników (łącząc Wirelessy kabelkiem). Myślę, że całkiem dobrze będzie także z HP50 od NADa, no i rzecz jasna z moimi ulubionymi HE-400. Takiego kompletu jeszcze nie słuchałem, ale posłucham i relację zdam. Nie mam na podorędziu żadnych zbalansowanych doków, ani kabla którym mógłbym zmodować wspomniane nauszne HiFiMANy. Jak w trakcie testowania coś takiego namierzę to też słów parę zamieszczę na temat. Poniżej, dla przypomnienia, specyfikacja testowanego playera oraz parę fotek prezentujących opisany model.

 

Przyciski zgrupowane na lewej ściance, na dole jacki, no i slot & złącze USB. Trzy przyciski podekranowe plus trzy „na burcie” dają możliwość obsługi w rękawiczkach (żadne tam dotyki ekranowe)

RE-400 „uzbrojone” w Comply

HiFiMAN SuperMini DAP

  • przenośne wymiary: 45mm (szer.) x 8.5mm (gł.) x 104mm (wys.)
  • żywotność baterii – do 22 godzin (to progres bardzo zauważalny w stosunku do testowanych do tej pory DAPów na HDO… o jakieś 100%, zweryfikujemy… tak dobrze nie jest, ale lepiej jest)
  • pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
  • waga: 70g
  • OS Taichi 2.0
  • cena 2399zł (w komplecie bardzo dobre doki RE-400)

A, i jeszcze jedno, jak obiecałem tak i zrobię tzn. zweryfikuję tabelkę, która wisi na stronie producenta / dystrybutora dotyczącą możliwości wysterowania trudnych słuchawek stacjonarnych. Ambitnie podeszli do tematu, fajnie, ale ja niewierny Tomasz muszę to empirycznie sprawdzić (LCD-3, K701…). No i sprawdzę, prawda, empirycznie. Będzie super niespodzianka, bo są w testach prawdodpobnie najlepsze planary jakie pojawiły się w tej części galaktyki. I to nie jedne, a parka. Niebawem zdradzę szczegóły. Coś czuję, że nie będzie najmniejszych problemów w połączeniu z takim mobilnym źródłem, a że same słuchawki też baaaardzo lekkie, wręcz przenośne, więc czemu by nie.

PS. Apel do dystrybutora o wprowadzenie do sprzedaży jakiegoś nosidła. Arm band od telefonu (najlepiej od iPhone, bo jeszcze takie małe w ofercie mają) daje radę, po zaaplikowaniu mamy co trzeba na wypady. Musowa sprawa.

Można symetrycznie słuchawki podłączyć, byle na końcu odpowiedni jacek był

» Czytaj dalej

Krótka opinia o Audiomagic Player. DAP za grosze. KONKURS

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20170123_153047080_iOS 1

Krótka opinia na temat grajka kosztującego grosze, grającego lepiej od smarfona (nie każdego, dodajmy dla jasności), baaardzo małego, idealnie nadającego się na wypad do lasu, jazdę rowerem etc.? Nie inaczej. Audiomagic Player to taki właśnie, prosty, przenośny grajek, DAP wyprodukowany na zamówienie znanego, polskiego dystrybutora audio. Cena 99 złotych (bez pamięci, z wbudowaną pamięcią 149) oznacza daleko idące kompromisy w zakresie materiałów, trwałości konstrukcji, ale to na co przede wszystkim zwracamy uwagę (w takim budżecie to oczywiste) tzn. jakość dźwięku jest dobrym poziomie i z takimi Momentum IEM* player zagrał całkiem satysfakcjonująco.

Nie jest to granie lepsze od tego, które oferuje np. iPhone, ale wiele smartfonów z dziurki nie potrafi zagrać sensownie, a AP właśnie to potrafi. Nie szumi, brzmi czytelnie, basu pod dostatkiem (ale bez przesady), cyfrowy nalot pojawia się sporadycznie (góra), jest wystarczająco głośno (także na nausznikach, tych mobilnych rzecz jasna) tj. HP50 choćby. Obsługa wymaga pewnego przyzwyczajenia, przyciski są z luzem i nie zawsze reagują. Grać można jakieś 8-9 godzin wedle moich obserwacji. Rzecz jasna obsługuje FLACzki, przy czym karty pamięci (jak podaje producent) raczej takie do 32GB, większe to już ruletka … przykładowo, z moją 64GB Samsunga, nie chciał się polubić, trzeba było użyć jakiejś mało-pojemnej pamięci. Podsumowując – przydatna rzecz na wypady, do niezobowiązującego grania w sam raz.

KONKURS: odpowiedz na banalne pytanie: który z serwisów streamingowych oferuje od niedawna dostęp do muzyki hi-res zapisanych w formacie MQA? Na odpowiedzi czekamy do 7 lutego. Nagrodą jest opisany powyżej DAP. Można odpowiadać poniżej, albo na naszym fanpage’u.

 

Poniżej fotogaleria z opisem:

* w komplecie dostajemy pchełki o których lepiej od razu zapomnieć, podobnie o małym głośniczku, który jest zbędnym dodatkiem

 

» Czytaj dalej

Świetna alternatywa dla iPoda Nano? DAPy HiFiMANa? Mini ale Mega lub Super

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
hifiman_supermini_10

MiniMega to bardzo adekwatna nazwa dla tego mobilnego grajka. Podobnie jak SuperMini, dla jego droższej, lepszej wersji. Do niedawna audiofilski DAP oznaczał cegłę tj. duże, ciężkie coś, grające parę godzin maksymalnie (c.a 8-10). HiFiMAN proponuje coś, co idealnie wpisze się w potrzeby użytkowników biegających, rowerujących (cykliści – wiadomo, obecnie w kraju naszym, temat śliski) – sumując – przejawiających chęci do uprawiania jakiejkolwiek aktywności fizycznej (bez podtekstów proszę ;-) ). iPod Nano, przywołany w tytule, jest bardzo fajny, wróć, byłby bardzo fajny, gdyby nie ograniczenia wiadome (iTunes, brak obsługi hi-resów tak na szybko). Tutaj jest „full wypas”, bo mamy: WAV, FLAC, AIFF, APE, MP3, OGG, AAC,  WMA, ALAC oraz DSD64 (DSF, DFF). To ostatnie oznacza, że 1 bitowe pliki odtworzymy bezproblemowo, dodatkowo DAP poradzi sobie z 24 bitowym materiałem audio (patrz plansza). Jak dodamy do tego zapewnienia producenta, że te mikrusy zagrają bezproblemowo z HE-400 to… już wiem, że muszę poprosić dystrybutora i to czym prędzej zweryfikować, bo moje ulubione (tak, to właśnie ulubione słuchawki wyżej podpisanego) redakcyjne nauszniki, model HE-400 wersja 2.0, w mig pokażą, czy tak jest w istocie. Nie są trudne (jak na ortodynamiki nawet proste) do napędzenia, ale to jeszcze nie oznacza, że efekt będzie cacy (a nie tylko… no dobrze, można, ale jednak…).

Sama forma bardzo przyjemna. Bo alu jest, bo OLED jest, bo karty nawet do 256GB (no, wreszcie nie będę miał problemów z dużą kolekcją hi-resów… jeden album 5GB… ufff), zniekształcenia podobnież tylko 0,08% (Mega) a nawet 0,04% (Super), wreszcie – jak producent podaje – słuchawki 300 Ohm i tu i tu to jak najbardziej. Ok, zweryfikujemy i to, choć będzie naprawdę po bandzie (K701), będzie też zwyczajnie wymagająco (LCD-3), też niełatwo (HD650) no i nie zapomnimy o mobilnych nausznicach jakie akurat mamy na podorędziu: Momentumy, NAD 50-ka oraz jakiś wynalazek z Centralnej Azji. IEMy, standardowo, Senka tzn. Momentum zmodowane ostatnio za pomocą pianek Comply, co by poprawić ergonomię vel wygodę użytkowania. Dobrze. Szczególnie ten Super prezentuje się nad wyraz interesująco, lubimy takie produkty, a dla kogoś, komu brakuje podstawowych danych na temat słuchawkowego wyjścia – spokojnie – będzie…:

Super

  • poziom wyjściowy: 320mW
  • impedancja wyjściowa: 32 ohm (wyj. zbalansowane)

Mega*

  • poziom wyjściowy: 54 mW
  • impedancja wyjściowa: 1 Ohm
* …no mam pewne wątpliwości i z tego co widzę, lepszym partnerem dla trudniejszych do wysterowania byłby SuperMini.
Przydatne zestawienie co i jak nam wysteruje (się) @ DAPie SuperMini. Inni producenci powinni brać przykład z HiFiMANa, informując na co można (a na co nie) liczyć

 

Także zobaczymy jak to zagra, jak widać mamy słuchawki z listy, także ładnie to będzie można skonfrontować z powyższą planszą, a do tego sprawdzimy czy pożenienie mikrusów (zmieszczą się w mini kieszonce termoaktywnego opakowania na tułów biegającego tu i ówdzie) z pastylką BT (Avantree Saturn z aptX) strumieniującą w trybie nadawania do słuchawek bezdrutowych będzie 1) wykonalne, 2) sensowne… czy niekoniecznie.

Zarówno Super jak i Mega to co powyżej nam zagrają

 

Reszta specyfikacji wygląda tak:

Super

  • przenośne wymiary: 45mm (szer.) x 8.5mm (gł.) x 104mm (wys.)
  • żywotność baterii – do 22 godzin (to progres bardzo zauważalny w stosunku do testowanych do tej pory DAPów na HDO… o jakieś 100%, zweryfikujemy)
  • pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
  • waga: 70g
  • OS Taichi 2.0
  • cena 2399zł (przy czym mamy tutaj w komplecie bardzo dobre doki RE-400B)

 

Mega

  • waga: 69 g
  • wymiary: 100 x 43 x 9 mm
  • pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz
  • OS Taichi 2.0
  • 15 godzin grania (to progres 30-50% w stosunku do testowanych do tej pory DAPów… oczywiście sprawdzę, czy faktycznie)
  • cena w .pl = 1499zł 

 

Dystrybutorem HiFiMANa w Polsce jest firma Rafko.

Parę dodatkowych rycin znajdziecie poniżej…

» Czytaj dalej

Tidal w 33% należy do operatora Sprint. Sprint to Softbank. Samuraje atakują!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2017-01-24 o 16.29.46

No to się porobiło moi drodzy, oj porobiło się, mówię Wam. Wczoraj gruchnęła wieść o wykupieniu 33% udziałów w Tidalu przez Sprint – amerykańskiego operatora telekomunikacyjnego. Tyle tylko, że sam fakt wykupu, korespondujące z nim informację o rzekomych, sporych problemach serwisu streamingowego (norweskie media podawały o erozji subskrybcji, o poważnych tarapatach finansowych) to tylko jedna strona medalu. Według mnie wcale nie kluczowa, wcale nie najważniejsza! Owszem, Sprint to duży op w US, to dobra wiadomość dla Tidala w sensie marketingowym oraz kapitałowym – duża baza konsumentów na jednym z najważniejszych rynków i (możliwy) spory zastrzyk gotówki (niewykluczone, że bardzo teraz potrzebnej, ze względu na wspomniane problemy). Tak, to wszystko prawda, ale nie cała prawda. Orange z Deezerem wydeptał już ścieżkę synergii usług telekomunikacyjnych połączonych z dostępem do muzyki i ten model zdaje się, że całkiem nieźle działa (w Polsce to ostatnio bardzo popularne, jesteśmy że tak powiem w awangardzie vide Tidal + Play lub T-mobile, wspomniany Orange). To fakt. Tyle, że to wszystko nie jest wcale tutaj najistotniejsze wg. mnie. Najistotniejsza jest tutaj… Japonia.

Dlaczego Nippon? Ano dlatego, że Sprint to to nie tylko jeden z największych operatorów telekomunikacyjnych w Stanach, to przede wszystkim firma wykupiona jakiś czas temu przez japońskiego giganta (wielobranżowego) Softbank. To właściciel Sprinta. Japonia jest tu baaaardzo ważnym elementem układanki, bo to bardzo specyficzny rynek audio, gdzie sprzedaje się najwięcej fizycznych nośników, gdzie przykłada się największą uwagę do jakości dźwięku, gdzie prężnie działa segment HiFi/High-end, gdzie wreszcie wydaje się muzykę najlepiej, najdoskonalej (tzw. japońskie wydania). Tak, to właśnie Japonia. Mekka audio. Mekka specyficzna, bo Japończycy dopiero od zeszłego roku (!!!) mają dostep do streamingu via Spotify czy Apple Music. No tak, nie dziwi to specjalnie, biorąc pod uwagę to, co napisałem przed chwilą. Dwóch największych z branży streamingowej, tj. Spotify oraz Apple Music to jeden wielki kompromis. Kompromis jakościowy wynikający ze stratnej kompresji dźwięku oczywiście. Coś, co biorąc pod uwagę specyfikę japońskiego rynku, stanowi poważny minus, barierę w masowej popularyzacji.

I co się dzieje na początku stycznia? Toczą się rozmowy z Tidalem. Te rozmowy jakimś dziwnym trafem zbiegają się z tym, o czym informowałem przed paroma dniami… z wprowadzeniem hiresów, strumieniowania MQA do Tidala. Przypadek? Nie sądzę, a wręcz uważam że właśnie ten element jest kluczowy dla zrozumienia tego, co się dzieje na naszych oczach. Japonia chce strumieni, ale chce po swojemu, tzn. w dużo lepszej jakości niż ta, którą serwisy streamingowe oferowały „do wczoraj”. Owszem, Tidal rozpoczął jako pierwszy (a dokładnie to jeszcze WiMP z którego Tidal się wywodzi) i na razie jedyny serwis strumieniowanie muzyki w jakości płyty CDA (16/44). Tyle, że nie robiło to zasadniczej różnicy, bo źródła, materiał wyjściowy wykorzystywany przez wszyskich z branży był (trochę tylko upraszczam) ten sam – na potrzeby strumieni w Deezerze, Spotify, Apple Music czy Pandorze wykorzystuje się dobre jakościowo (ale nie najlepsze, dostępne) źródła, a w przypadku Norwegów różnica polegała głównie na tym, że ten materiał nie był/ nie jest kompresowany stratnie do formatów mp3/AAC, a trafia w formie zbliżonej do wyjściowej na serwery i następnie bezstratnie kompresowany (finalnie) odtwarzany jest przez abonenta usługi HiFi. Nadal jednak mówimy o tym samym jakościowo materiale.

Tidal wychodząc z nową propozycją, z jakością master (upraszczając – to nie jest materiał jakiś tam, tylko konkretnie wyselekcjonowany, najlepszy jaki można znaleźć na rynku), zmienia reguły. Nie mamy strumienia z miksu bylejakiego, tylko mamy strumień z (umownie) studio mastera. Są to najlepsze materiały, takie dokładnie które kupujemy na HD-Tracks, na highresaudio, wydawane przez 2L itd. itp. Takie właśnie. To robi zasadniczą różnicę, bo mamy gwarancję, że na wstępie nie jest „shit in”, co skutkuje (jak głosi stara prawda) finalnie „shit out”, tylko to, co najlepsze, co najsensowniej wydane i dostępne. Oczywiście są wyjątki od tej reguły vide tragiczne miksy Madonny (stare albumy w jakości master na Tidalu), ale generalnie zasada jest taka – bierzemy to co naj, naj na rynku, wprowadzamy na serwery, dekodujemy programowo (dekodowanie MQA via Tidal) i następnie w wysokiej jakości odtwarzamy na dowolnym sprzęcie audio w jakości hi-res (24 bit z częstotliwością = 88/96 KHz …raz jeszcze, nie wyklucza to streamu 24/44-48. Tylko patrzeć jak będzie dostępna opcja mobilna).

Dla Japończyków to takie „w to mi graj”! Właśnie to jest coś, co na tym rynku ma szansę wypalić i stać się wartościową (w oczach konsumenta) alternatywą plikową dla fizycznego nośnika. Alternatywą wygodniejszą od wirtualnych kramików z hiresami, alternatywą wygodniejszą i tańszą, co oczywiste. Akurat japoński rynek nie ma problemu z akceptacją wysokich cen, ale… Japończycy wyraźnie robią tutaj rozróżnienie na to, co fizyczne, namacalne, ubrane w często piękną formę (za co się płaci) z jednej oraz na to co wirtualne, czego nie dotkniemy, czym nie nacieszymy wzroku… na pliki właśnie. Strumienie hiresowe mogą zmienić nastawienie „konserwatywnych” Samurajów, mogą spowodować gwałtowną popularyzację streamingu i to nie tylko lokalnie, ale globalnie. Dlaczego globalnie? No to akurat oczywiste… Japonia to fonograficzna potęga, to Sony, to ktoś kto wyznacza kierunki rozwoju całej branży. To także poważny gracz na rynku sprzętu grającego oraz… (nie zapominajmy o tym w kontekście streamingu) wysokich technologii (technologie IT/komputerowe). W Tidalu hiresowo jest obecnie dostępny Warner, zapewne zaraz będzie także wspomniane Sony. I pięknie!

Także to, co się wydarzyło ma nie tylko wymiar lokalny (dla wielu mass-mediów ograniczony wyłącznie do USA, bo Spirit, co jest wg. mnie poważnym niedopatrzeniem), ale także szerszy, globalny wręcz. Streaming hi-res może mieć wielki wpływ na całą branżę audio, całą tj. także dystrybucję, produkcję. W końcu mówi się wiele o problemach związanych z odpowiednim wynagrodzeniem artystów publikujących w serwisach, a szerzej zmianach związanych z nowym modelem tworzenia / dystrybuowania treści. Brak ograniczeń po stronie technologii może bardzo tu pomóc. MQA nie jest zatem po prostu nowym formatem audio z dźwiękiem w najlepszej możliwej jakości, a sposobem na muzykę w czasach, gdzie fizyczny nośnik przechodzi definitywnie do lamusa, gdzie zmienia się sposób tworzenia, wydawania muzyki, gdzie (coraz częściej) artysta komunikuje się bezpośrednio z odbiorcą tego, co tworzy. Rzecz jasna ma to sens tylko wtedy, gdy nie jest ograniczone licencjami, restrykcjami, bzdurnymi DRMami. Wygląda na to, że tym razem może być inaczej i może być… normalnie? Nie będziemy zobligowani do zakupu sprzętu ze znaczkiem (taki właśnie model oferuje obecnie Tidal z HiFi/Master), nie będziemy musieli czekać na to aż jakiś lokalny przedstawiciel da zielone światło dystrybucji – globalny serwis da globalny dostęp do treści, a za to wszystko zapłacimy bardzo niewiele w porównaniu z niedawnymi czasami (gdzie płaciliśmy krocie).

Brzmi nieźle? No brzmi…

PS. Niektórzy z dziennikarzy zasugerowali jakieś ograniczenia, lub coś ekstra dla abonentów serwisu w ofercie operatora (Sprint). Nie wiemy na razie nic konkretnego na ten temat, poza ogólnikowym „materiały ekskluzywne”, co może oznaczać po prostu wcześniejszy dostęp do premiowych treści. Uzupełnię wpis, jak tylko czegoś się dowiemy. Wartość dodaną dla osób korzystających z takiego Tidala via operator może być tańszy czy „darmowy” dostęp, może być brak ograniczeń w transferze (to dość istotna rzecz, w sytuacji gdy mówimy o strumieniach hi-res)… takie rzeczy oferują już w naszym kraju rodzimi operatorzy.

Chord Mojo&Poly = kompletne źródło sieciowe audio kompatybilne z ROONem!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Mojo-and-Poly-900x675

Może w końcu się uda i przetestujemy na łamach? Będzie tym bardziej warto, bo entuzjastycznie przyjęty, mobilny przetwornik/amp, doczekał się bardzo użytecznego uzupełnienia. Tym uzupełnieniem jest specjalny moduł sieciowy Poly, oferowany jako dodatkowy moduł do wspomnianego Mojo. Tak, właśnie, moduł podpinamy i już możemy pozbyć się kabla, co w przypadku mobilnego użytkowania robi zasadniczą (ergonomia) różnicę, w domu zaś pozwoli wykorzystać taki tandem jako pełnoprawne, autonomiczne źródło audio. Bardzo fajny pomysł! Moduł wyposażono w Wi-Fi oraz Bluetootha, jak również… czytnik kart SD. Pudełeczko obsłuży dźwięk o parametrach PCM (do 32 bitów/768 kHz) oraz DSD (do DSD512). Poly wykorzystuje własną baterię, która może pracować do dziewięciu godzin. Zadbano o ergonomię takiego uzupełnionego o streamer rozwiązania – producent przewidział możliwość ładowania Mojo wraz z modułem Poly jednocześnie. Taka modułowa konstrukcja pozwoli dotychczasowym użytkownikom najmniejszego przetwornika Chorda na znaczące rozszerzenie funkcjonalne. Cena powinna być zbliżona do tej, którą przyjdzie zapłacić za samego Mojo (około 2500 złotych). Dostępność? Początek 2017 roku. Czytaj – niebawem.

Kompletne mobilno-stacjonarne źródło audio

Takie niepozorne coś, a moc (w tym) silna!

Zasada działania będzie bardzo prosta – sterowanie za pomocą aplikacji mobilnej zainstalowanej na smartfonie, streamer będzie mógł być przenoszony z dala od telefonu, co bardzo ułatwi użytkowanie. Moduł BT daje (?) opcję na bezdrutowe połączenie słuchawek (tyle, że nie wiadomo za bardzo jakie kodowanie obsłuży, w specyfikacji wspomniano jedynie o podstawowym protokole audio), WiFi pozwoli strumieniować również via AirPlay (poza tym jest DLNA) oraz… to prawdziwa bomba jak dla mnie… taki tandem będzie Roon Ready! Co to oznacza chyba nie muszę mówić (nie, jednak muszę ;-) ). Streamer będzie funkcjonował jako end-point w przypadku tego front-endu. Genialna sprawa!

Cieszy wsparcie dla Linuksa, prawdziwie multiplatformowy sprzęt

Dzięki karcie SD możliwe będzie granie via Mojo&Poly, który przeistoczy się w coś na kształt muzycznego serwera, z własną kolekcją muzyki zapisanej na nośniku. Co więcej, dzięki hiresowym strumieniom Tidala, taki sprzęt właściwie zamyka temat dostępu do muzyki w najlepszej, oferowanej na rynku, jakości. Oczywiście będzie można połączyć się z dowolną elektroniką wspierającą DLNA, a dzięki wspomnianemu AirPlay’owi będzie to idealny partner dla bezprzewodowych głośników obsługujących ten standard transmisji. Idealne, uniwersalne źródło audio? Cóż, warto będzie to samemu obadać. Sprzęt prezentuje się niezwykle interesująco, jego możliwości są ogromne (choć wątpliwości budzi moduł BT i jego funkcjonalność – to wymaga wyjaśnienia, a informacje póki co są dość ekhmmm oszczędne), będzie to bodaj jedyne takie rozwiazanie na rynku. Mojo&Poly będą współpracować m.in. z DAPami Astell&Kern. Sumując – mobilnie – to coś, co nie wymaga fizycznego połączenia z telefonem, dodatkowo nie wymaga (jak DAPy, czy klasyczny układ DAC&phone) sięgania po źródło, aby nim zarządzać. Już widzę oczami wyobraźni zawiadywanie z poziomu jakiegoś smartwatcha. Stacjonarnie zaś mamy kompletne źródło audio, zintegrowane z najlepszym, komputerowym front-endem audio. Kompletne rozwiązanie.

Ta plansza mówi (prawie) wszystko ;-)

 Wow

Poly 

PS. Jeszcze dzisiaj, najpóźniej jutro recenzja aktywnego zestawu Scansonic M5BT ze wstęgą, do tego …konkurs  :-)  oraz zapowiedzi kolejnych testów (sporo sprzętu wjechało  ;-) )

Poniżej, w rozwinięciu, specyfikacja:

» Czytaj dalej

Testujemy nowego Matriksa Mini-i Pro 2! Krótko: Wow!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
20161201_094713980_iOS

Przyjechał i od razu podpięliśmy klamota. Nowy Mini-i jest naprawdę nowy. Zmienili w nim niemal WSZYSTKO w stosunku do przetestowanych u nas modeli (patrz: pierwsza generacja, model bez pro i z pro drugiej generacjiwreszcie wersję AD 2015). To nie tylko zupełnie nowa obudowa, ale przede wszystkim znaczące rozszerzenie możliwości o bezprzewodowy link Bluetooth z obsługą kodeka aptX. Właśnie gram bardzo dobry jakościowo materiał (studio mastery, param. 24/96) z MacBooka z wymuszoną obsługą aptX-a (patrz nasz opis Bluetooth Explorer) i powiem tak… o cholera jasna, jak to dobrze, baaaardzo dobrze brzmi. Nie odczuwam tego, co zazwyczaj towarzyszy transmisji tego typu – dźwięk bywa wyprany, płaski, bez „planktonu”, często z cyfrowym nalotem, którego tak nie znosimy. Tutaj w ogóle nie ma o tym mowy. Rewelacja!

To chyba najlepsze granie via BT jakie do tej pory miałem okazję posłuchać. Ten link staje się wg. mnie pełnoprawnym (mimo nadal stratnej kompresji, choć parametry takiego streamingu są zbliżone do strumieniowania bezstratnego, co więcej od paru miesięcy mamy na rynku wariant aptX-a z magicznymi literkami HD… nadal stratny, żeby nie było niedomówień ;-) ) źródłem, na równi z pozostałymi interfejsami. Oczywiście USB daje nam największe możliwości, jest najlepszym jakościowo wyborem i nie ma tutaj nad czym deliberować, ale pojawienie się takiego, bezprzewodowego rozwiązania, bardzo cieszy. W końcu można słuchać muzyki na wysokim poziomie korzystając z sinozębnego! To gdzie kryje się sekret? W module, w całym torze nowego Matriksa się kryje oraz w parametrach transmisji (znacząca redukcja opóźnień >20ms, przy wcześniejszych 50-100ms… to jeden, z moim zdaniem, krytycznych parametrów mający wpływ na jakość brzmienia, dużo wyższy bitrate, dodatkowo stabilniejsza praca interfejsu). W galerii poniżej zrzuty z opisem, dobrze widać jak to pięknie śmiga. Jednym słowem:

Wow!

No dobrze, to po co bitperfect, po co cyzelowanie systemu, pod kątem uzyskania pełnej koszerności, zapytacie? No, cóż, dla kogoś kto ma fioła na punkcie jakości dźwięku sprawa jest oczywista. Bo nadal można bardziej, bardziej lepiej. USB w Pro 2 to brama do bezkompromisowości. Co prawda DAC w Matriksie to stary znajomy (ESS 9016), ale cała reszta toru przeszła gruntowne odświeżenie. Wzmacniacz słuchawkowy dysponuje dużo lepszymi parametrami i dokładnie przemagluję wyjście słuchawkowe podpinając LCD-3, HE-400 oraz K701 i HD650. Będzie konkret. Sprawdzimy te bardzo różne, niekoniecznie łatwe (AKG) do napędzenia nauszniki – tu faktycznie producent miał sporo do zrobienia, bo wyjścia słuchawkowe w Mini-i były dobre, ale daleko im było do poziomu oferowanego przez wyspecjalizowane wzmacniacze słuchawkowe. O wszystkich różnicach, o tym jaki przyniosły efekt, przeczytacie we właściwiej recenzji. Powiem tylko, aby zaostrzyć apetyty, że tak rozbudowanego menu konfiguracyjnego mogą temu klamotowi pozazdrościć znacznie droższe urządzenia (znamy to już z poprzedników, ale tutaj jeszcze bardziej to rozbudowano). Możliwości modyfikacji pracy urządzenia sporo, przy czym sama podstawowa obsługa jest prosta jak budowa cepa i jak chcemy żeby „po prostu grało”, to po prostu gra.

Fajnie, że automatyka pozwala na bezkonfiguracyjny scenariusz obsługi, działa bardzo sprawnie, a oprogramowanie modułu BT to wg. mnie coś, co wymaga specjalnego wyróżnienia. Sprzęt dopasowuje pracę w zależności od źródła, przy czym robi to natychmiastowo (z BT czasami naprawdę można osiwieć, każdy to zapewne przerabiał) i poprzez ciągłe dopasowanie transmisji możemy liczyć na stabilną (jak skała) pracę. Myślałem, że takie coś możliwe jest generalnie tylko w przypadku WiFi… cóż, BT też może grać bezproblemowo. Pilota znamy z poprzednich testów, to ładny, zaprojektowany dla Matriksów (a nie brany z worka) częściowo metalowy sterownik. Wyświetlacz jest super czytelny, pokazuje źródło, pokazuje parametry transmisji. gdyby jeszcze dioda (oczywiście jaskrawoniebieska) nie dawała w tak radykalny sposób znać o sobie to byłoby bez żadnych „ale”.

Tak czy inaczej, nowy Mini-i prezentuje się świetnie, to kompaktowy DAC/AMP, mogący pracować zarówno ze stałym poziomiem wzmocnienia, jak i jako pre-amp. Właśnie może być przedwzmacniaczem i od tej generacji producent idzie za ciosem proponując końcówkę mocy, dopasowaną wielkością, pracującą w klasie D, z możliwością wykorzystania w trybie stereo (RCA) lub mono (łączymy z Mini-i Pro 2 via XLR). Można stworzyć kompaktowy, kompletny system w oparciu o te produkty. Na razie rodzimy dystrybutor nie planuje wprowadzenie końcówki do sprzedaży, chętni muszą skorzystać z własnego importu.

To, na marginesie, nie koniec nowości zaprezentowanych ostatnio przez Matrix Audio. Nowy flagowiec (patrz test X-Sabre PRO), czytaj nowy X-Sabre Pro właśnie ma swoją premierę i… tu także wprowadzono zasadnicze zmiany. O tym co się zmieniło we flagowcu przeczytacie niebawem. Wyraźnie widać z powyższego, że producent postanowił wprowadzić zupełnie nowe konstrukcje, zastępując poprzedników czymś naprawdę nowym, a nie w niewielkim stopniu zmodernizowanymi „ale to już było” klamotami, jak to się często, gęsto dzieje. Sumując pierwsze wrażenia: apetyt bardzo zaostrzony, już po pierwszych odsłuchach, po pierwszym kontakcie. Wraz z naszymi redakcyjnymi nEar-ami (aktywne monitory studyjne) w opcji zbalansowanej, ten Mini-i Pro 2 tworzy audio system i to tak na bardzo serio. Mniam. W instrukcji wspominają, że źródłem USB dla nowego modelu może być bezproblemowo androidowy albo na iOSie handheld. Sprawdzę czy tak jest w istocie, podpinając Neksusa oraz iPada do klamota. Oczywiście komputery via USB zagrają za pośrednictwem Roona. Sprawdzę dokładnie zachowanie testowanego DACa z materiałem DSD (który grany jest w trybie DoP z każdego wejścia cyfrowego, pomijając rzecz jasna samo BT).

Zabieram się do testowania zatem…

Rozbudowana galeria z opisem poniżej:

» Czytaj dalej

iPhone 7 Jet Black: parę słów o audio w kontekście nowych iPhonów

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
apple logos

Apple widzi świat audio, definiuje go, przez pryzmat swoich produktów oraz usług. To zrozumiałe, ale jest w tym podejściu pewien haczyk… firma nie uwzględnia w swoich zamierzeniach, rachubach tego, co dla wielu słuchających na co dzień muzyki stanowi istotny element, element którego się nie pomija. Chodzi o jakość brzmienia, dążenie do uzyskania jak najlepszego dźwięku. Ktoś powie – nisza, ludzie słuchają z YouTube (to nadal najpopularniejszy serwis …muzyczny na świecie), ogólnie zmienia się sposób konsumowania muzyki na taki, który z założenia inaczej akcentuje co ważne, a co nie (mobilne słuchanie, playlisty pod określoną aktywność, czytaj ma grać coś tam w tle). Apple oferuje masowe produkty, patrzy przez pryzmat setek milionów konsumentów i cóż – firmie wyraźnie nie zależy, by ścigać się z konkurencją w zakresie jakościowym. Widać to wyraźnie, gdy popatrzymy na zmiany (czy raczej ich brak) w kramiku, w iTunes Store, w oprogramowaniu, w serwisie streamingowym Apple Music. Wszystko jest podporządkowane kwestiom integracji w ekosystemie, formie (nie treści), kolejnym (dla mnie – powiem szczerze – niezbyt zrozumiałym) zmianom interfejsów, sposobów komunikacji oraz prezentacji tego, co Apple oferuje w zakresie muzyki. Muzyka jest tutaj tylko towarem, nie stanowi wartości samej w sobie, ma po prostu dobrze sprzedać to, co dla Apple najistotniejsze z biznesowego punktu widzenia. Nie mam o to pretensji, rozumiem takie postępowanie, natomiast dla mnie osobiście to coś, z czym trudno się identyfikować. Mastered for iTunes wiosny nie czyni, Apple nadal chce sprzedać nam stratne pliki, czasami w cenie zbliżonej do fizycznego nośnika, dodatkowo nie oferując żadnych, dodatkowych (aż się prosi) benefitów. Ktoś, kto ma nieograniczone możliwości, ktoś kto może mieć każdego artystę w katalogu, mógłby… Zamknięcie Connect (usługi, będącej odpowiednikiem muzycznego tweetera, służącej do komunikacji twórców z fanami), brak jakichkolwiek zmian w zakresie oferty jakościowej, brak wprowadzenia nowych, atrakcyjnych form obcowania z muzyką (co można i jak wiele można w tym zakresie zrobić pokazuje Roon), skupienie się na kwestiach dopasowania audio by Apple do zmian w hardware, software i dalej w ekosystemie są mocno symptomatyczne. Dlatego nie dziwi mnie to, że nowe produkty oferują to, co oferują w zakresie „obsługiwania muzyki”.

Popatrzmy zatem: Apple TV czwartej generacji bez cyfrowego wyjścia audio, nowe iPhone pozbawione audio jacka z… (o tym poniżej), nowe AirPodsy będące bezdrutowymi EarPodsami w praktyce, mające de facto być przede wszystkim interfejsem dla Siri, gdzie dźwięk wcale nie jest w centrum uwagi, prawdopodobne usunięcie złącz dedykowanych audio w innych produktach (komputery, tablety, firmowe routery) to wszystko dowodzi, że coś, co „było w sercu” Apple – audio – firmy, która zmieniła całą branżę wraz z iPodem (który to też niebawem straci rację bytu, bo po pierwsze Apple Music, po po drugie kluczowy dla firmy, własny smartwatch i wreszcie po trzecie stała erozja sprzedaży) i iTunes, teraz stanowi niekoniecznie kluczowy, niekoniecznie bardzo istotny element oferty. Być może nowy inteligentny głośnik Apple podobny do amazonowego Echo, czy ostatnio pokazanego produktu Google będzie przypieczętowaniem tego, co napisałem powyżej. Interfejs dla własnych usług, sklepów, integracja z domem, połączenie AI z komendami głosowymi (Siri) plus jakieś dźwięki w tle (tak, o muzyce wspominam właśnie, jako o czymś w tle) to będzie swoiste podsumowanie nowego etapu i zaszeregowanie audio do jednej z licznych, niekoniecznie najistotniejszych funkcji/usług. Głośnik? Ano głośnik, ale nie (przede wszystkim) głośnik audio, a głośnik interfejs właśnie. Nowe Beatsy, już bez kabli, wpisują się w ten trend – w końcu Apple nie wprowadziło i zdaje się nie ma zamiaru wprowadzić lepszego jakościowo brzmienia via Bluetooth, korzystając nadal z kodeka AAC (dodatkowo, przy zachowawczych parametrach transmisji), podczas gdy na rynku mamy nie tylko dużo bardziej zaawansowany aptX, ale (od kilkunastu tygodni) także jego wariant „hi-res” tj. aptX HD. I – żeby nie było wątpliwości – mówimy o softwarze, o kodeku, o czymś co można w każdej chwili (albo nie – jak widać) zaimplementować do swoich produktów (w OS). Wspominałem niedawno o wymuszeniu działania wspomnianego kodeka via BT Explorer  (nadal oferującego stratną jakość, ale nie dość, że parametrami transmisji vide bitrate zbliżonym do bezstratnego transferu, to dodatkowo redukującego piętę achillesową sinozębnego interfejsu tzn. opóźnienia) na macOSie. To jest właśnie to, o czym napisałem przed chwilą. Apple nie jest zainteresowane lepszym jakościowo audio, bo nawet w swoich komputerach nie daje w sposób łatwy zmienić jakości via BT (trzeba do tego dodatkowego narzędzia i trzeba rzecz na sztywno wymusić w systemie), jednocześnie jednoznacznie optując za światem bez kabli. Pozostaje podstawowy profil SBC, który oferuje najgorsze parametry, bardzo poważnie wpływa na to, co dotrze do naszych uszu. Apple świadomie według mnie niczego tu nie zmienia. W iTunes nadal jest AAC (z maksymalnym bitrate na poziomie 256kbps), w komputerach jw. nadal korzystamy z podstawowego trybu transmisji dźwięku, iOSa nie wyposażono w alternatywny kodek, gwarantujący lepszą jakość (no jest AAC, ale to AAC musi wspierać moduł w słuchawkach, głośniku, a często nie wspiera). Więcej… AirPlay nie jest bitperfect (i nie będzie, bo i po co miałby być?), własne produkty nie są i raczej nie będą wychodzić poza ten schemat (MQA? Według mnie bez szans, ALAC w iTunes – po co? Własne bezstratne strumienie… cóż, nie ma o czym mówić), a takie iTunes przekształca się z software katalogującego zbiory z płyt (fizycznego nośnika, gdzie mamy bezstratny zapis) w miejsce integrujące stratne strumienie (Apple Music, iTunes Match), właściwie w obecnej formie to oprogramowanie uniemożliwia budowę swojej (opartej na własnych zbiorach, w tym na zgranych do plików płytach) kolekcji. Ma być to, co oferuje samo Apple. Nawigacja, porządkowanie zbiorów, wyszukiwanie – kiedyś to działało, a dzisiaj… ekhmm.

No dobrze, a teraz konkretnie, bo biadolę, biadolę, a o nowym iPhone miało być i o tym, co nam przynosi usunięcie audio jacka. Po pierwsze dołączone do iPhone akcesoria „do słuchania” są właśnie dla osób, które nie zwracają specjalnie uwagi na aspekt jakościowy. To ma grać, a jak …to już nie robi jakiejś zasadniczej różnicy. Przejściówka ma negatywny wpływ na brzmienie, gdy podepniemy coś lepszego od – umownie – EarPodsów (tych na jacku, a nie dołączonych z Lightningiem na końcu). Cudów nie ma. Elektronika jaką zastosowano w adapterze to nie jest coś, czym można by się – mówiąc delikatnie – chwalić. Do tego dochodzi kwestia wzmocnienia sygnału. Cudów nie ma. Ten element należy traktować awaryjnie, w takim sensie, że jak już jakieś przewodowe słuchawki na jacku będziemy chcieli pożenić z nowym iPhonem to proszę – możemy, ale zaraz przejdzie nam ochota a przyjdzie na wspomniany na naszym profilu, zewnętrzny przetwornik/wzmacniacz. Nie ma też sensu podpinać słuchawek trudniejszych do wysterowania, co – przy oczywistych ograniczeniach wynikających z ograniczeń tego, co montowano wcześniej na płycie głównej smartfona, można było uskuteczniać w przypadku wcześniejszych modeli iPhonów. Podpinałem HiFiMANy, podpinałem Audeze, niemobilne AKG czy Senki i można było z iPhone grać, w przypadku rzeczonej przejściówki nie jest to sensowne rozwiązanie, ten adapter jw. to absolutnie awaryjna opcja i to pod łatwe do wysterowania, mobilne słuchawki.

Ktoś to (adapter) w Niemczech już nawet pomierzył. Buchse = audio jacek. Jak widać, wypada gorzej od dziurki w iPhone 6s / iPadzie Air 2 (tu całość)

To co zrobić bez tego jacka, zapytacie? Apple mówi – czas na Bluetooth, pozbądź się kabli, przecież to wygodne, nowoczesne, świat bez drutów. Tak, zgadza się, to wygodne i oczywiście wielu użytkowników chętnie wybierze ten rodzaj transmisji kompletnie nie zawracając sobie głowy powyższą przejściówką (no może nie do końca, bo jak bateria w słuchawkach padnie, to – właśnie – awaryjnie, pozostanie podpiąć nauszniki do adaptera), bo kabel pójdzie w odstawkę, natomiast w przypadku bezdrutowych IEMów w ogóle tematu (po kablu) nie ma, bo nowe coraz częściej nie będą miały nawet złącza (indukcyjne ładowanie via power bank w etui). Tyle, że musimy w takim scenariuszu pogodzić się z podwójnym kompromisem. Po pierwsze nie będzie bezstratnej transmisji, po drugie nie będzie lepszego jakościowo kodeka – innymi słowy decydujemy się na brzmieniowe kompromisy. O ile będziemy korzystać ze Spotify, Apple Music czy innego, oferującego stratny strumień, serwisu, to taki kompromis de facto nam nie zaszkodzi. Sytuacja zmieni się, gdy zagramy z Tidala (redbook 16/44 bezstratnie, za moment MQA tj. 24/44), z Qobuza (niebawem w Polsce), czy takich (polecam!) rzeczy jak Loop (własna chmura audio bez ograniczeń miejsca z materiałem o dowolnych parametrach jakościowych). Tutaj przyda się coś innego niż wspomniany adapter, niż transfer via BT z iPhone. Przydałby się (bezdrutowo) lepszy kodek, no ale…

Niestety, takie połączenie nie jest możliwe, a szkoda (bo takie daje najlepszą jakość brzmienia, o czym pisałem w recenzji Momentum Wireless)

Nagle okazuje się, że uzyskanie dobrej jakości dźwięku z nowego modelu nie jest wcale taką oczywistą i trywialną sprawą. Nie, nie wystarczy podłączyć tego, co mamy. Co więcej, czasami nie podłączymy (także) tego, co teoretycznie powinno współpracować ze sobą – mam tu na myśli konfigurację słuchawki BT (zdolne do transferu audio via kabel cyfrowy) połączone za pośrednictwem przejściówki camera kit z iPhonem 7. To – niestety – nie zadziała. Wszystkie, dotychczasowe słuchawki bezdrutowe, zdolne do transmisji via USB, ze względu na zasilanie (zbyt duży pobór) nie będą mogły współpracować z urządzeniami na iOSie. Komunikat o błędzie (patrz obrazek) oznacza, że takie połączenie (kablem cyfrowym) owszem będzie możliwe, ale tylko w wypadku nowych produktów wyposażonych w kabel Lightning. W przypadku dołączonych EarPodsów mówimy po prostu o zmianie typu złącza, bo to nadal te same, podstawowe dokanałówki, które dla wielu są wystarczającym wyborem, a dla wymienionych w pierwszym akapicie stanowią zbędny element wyposażenia, co najwyżej – znowu – awaryjną opcję. Mogę tylko wspomnieć o jednej istotnej kwestii. Tu, bardziej, jest co się zepsuć, bo mamy po pierwsze elektronikę odpowiedzialną za konwersję C/A w gniazdku (dokładnie tak, jak w adapterze), po drugie to nie bardzo wytrzymały audio jack (myślę o samej wtyczce), a inny, bardziej podatny na uszkodzenia typ złącza. To jednak aspekt użytkowo-praktyczny, a nie jakościowy – ten drugi, jak napisałem, tutaj nie stanowi, choć warto wspomnieć, że za dźwięk nie odpowiada telefon (będący cyfrowym transportem w tym wypadku), a same IEMy. O tym, czym jest, a czym nie jest to, co Apple wkłada do pudełka, napisałem przy okazji adaptera.

 

I tu, rozpoczyna się (dla fana dobrego jakościowo brzmienia) przygoda z czymś, co nam ten dźwięk w surowej, cyfrowej, zero-jedynkowej formie przekształci w postać analogową, strawną dla wysokiej klasy przetworników wbudowanych w muszle (tudzież, zamontowanych w niewielkich obudowach IEMów – bo z drutem, ale lightningowym, też się już takowe pojawiły na rynku, poza wkładanymi do pudełka z telefonem EarPodsami). No właśnie, poza mobilnymi przetwornikami/ampami, których na rynku sporo, o których nie raz, nie dwa pisaliśmy na łamach, które testowaliśmy, pojawia się zupełnie nowa kategoria: słuchawki z cyfrowym kablem, który to kabel wyposażono w zminiaturyzowaną postać tego, co powyżej – wbudowany w pilota DAC wraz ze wzmacniaczem. Takim produktem, który notabene za moment powinien do nas trafić, są Adeze Sine z przewodem Cipher. To mobilne nauszniki, ale za moment pojawią się do niedawna flagowe LCD-3, przepraszam iLCD-3, wyposażone w takie okablowanie. Kabel ma być zresztą oferowany samopas i o ile będzie dysponował standardowymi typami przyłączeń (a nie unikalnymi dla produktów danego producenta), każdy będzie mógł sobie skonwertować swoje nauszniki do postaci kompatybilnej z nową elektroniką (w tym przypadku Jabłka, ale rzecz dotyczy całej branży vide USB-C i najnowsze smartfony wyposażane wyłącznie w to złącze). Czy tak daleko posunięta miniaturyzacja nie będzie miała negatywnego wpływu na brzmienie? Trzeba będzie to zbadać, w przypadku Oppo HA-2, z którym testowałem nowego iPhone wyraźnie widać, że (co nie jest żadnym odkryciem, bo dotyczy to tego segmentu i stanowi sens egzystencji takich akcesoriów) użycie takiego zewnętrznego DAC/AMPa jest  warunkiem uzyskania dobrego jakościowo brzmienia. Nie ogranicza nas jakaś kosteczka za centa, nie ma żadnych problemów z dostarczeniem odpowiedniej energii dowolnym, w tym także stacjonarnym, słuchawkom. Rzecz jasna w takiej sytuacji mamy optymalny, mobilny system słuchawkowy, bo z zewnętrznym źródłem energii (bateryjny DAC/AMP), z takimi – dodatkowymi – bajerami jak opcja tankowania źródła (iPhone), z wyprowadzeniem dźwięku na duże stereo (przy ewentualnym, jednoczesnym ładowaniu telefonu), podpięciem wspomnianych, stacjonarnych słuchawek tj. dopasowaniem poziomu gain pod konkretny model, wreszcie podbiciem niskich tonów (gdyby komuś przyszła na to ochota). Współpraca w tym wypadku przebiegała bez niespodzianek, od razu Oppo było identyfikowane przez iPhone (tu nie trzeba camera kit, bo DAC jest identyfikowany z pośrednictwem bezpośrednio wpinanego, standardowego kabla Lightning do telefonu). Tak, po podpięciu, zagrało i iPhone przekształcił się w wysokiej jakości źródło dźwięku. Tyle, że aby tak się stało musicie rozważyć zakup jakiegoś DAC/AMPa (może być też taki bez baterii, ale wtedy bezwzględnie trzeba sprawdzić, czy ma certyfikat MFI, czy jest zdolny do pracy podpięty bezpośrednio pod urządzenie na iOSie), względnie nowych nauszników lightningowych, a jeżeli już dobre nauszniki mamy, to jakiegoś (pewnie będzie tego na kopy) cyfrowego kabelka z przetwornikiem wbudowanym w pilota. A to, nie będą grosze, patrząc na ceny tych nowości…

No, teraz to jest dźwięk…

Konsekwencją wyrugowania jacka, oparcia transmisji dźwięku na transferze cyfrowym (przewodowym bądź bezprzewodowym) będzie konieczność zakupu dodatkowych akcesoriów, względnie zakupu nowych słuchawek. To koszty. Zyski? Cóż, potencjalnie może to przynieść poprawę brzmienia (przy czym mówimy raczej o cyfrowym kablu, lub takich urządzeniach jak HA-2) – wyprowadzamy dźwięk z niedoskonałego z definicji źródła jakim jest handheld / komputer, odseparowywujemy konwersję, wzmocnienie sygnału od przeładowanego układami, czujnikami, modułami łączności wnętrza – teraz już – tylko cyfrowego transportu. Oczywistym zyskiem odnośnie spraw użytkowych, związanych z ergonomią, jest pozbycie się coraz częściej kabla, z tym że wiążą się z tym pozbyciem nowe wyzwania i zysk w interesującym nas – jakościowym – zakresie jest …mocno dyskusyjny. Można uzyskać dobre rezultaty, ale wymaga to po pierwsze stabilnej, pewnej transmisji (a w przypadku BT, zresztą także WiFi, bywa z tym bardzo różnie),  po drugie zastosowania technologii podnoszących dopuszczalne parametry jakości transferu sygnału audio (wspomniane aptX, a także coś lepszego od AirPlay’a – są takie rozwiązania: sieci mesh (Sonos), SKAA (AirDAC NuForce), czy Play-Fi (DTS, parametry 24/96 bezstratnie etc.), po trzecie zmian w podejściu oferentów (usługodawcy streamingowi) do kwestii jakości oferowanej u nich muzyki. To także zupełnie nowe możliwości (w zakresie EQ, a także wprowadzenia nowych, zaawansowanych trybów DSP, skuteczniejszych systemów ANC) i tutaj na pewno dokona się niemała rewolucja. W końcu nie bez przyczyny Apple oraz inni producenci wprowadzają w swoich słuchawkach wielofunkcyjne procesory, dodatkowe czujniki, czułe mikrofony. To wszystko ma czemuś bardzo konkretnemu służyć. Czy to coś, to dźwięk (w kontekście jakości)?

A to, moi drodzy, pozostaje otwartą kwestią. Według mnie – niekoniecznie, albo nie przede wszystkim.

 

AptX HD czyli kompresja stratna w jakości HD ;-) Astell&Kern XB10

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Astell&Kern AK-XB10 (3)

Pamiętacie relację z IFA 2016? Wpis o nowinkach zaprezentowanych na wspólnym stanowisku Beyerdynamika oraz Astell&Kern? Prototypowe słuchawki z transmisją BT opartą na najnowszym kodeku aptX a jakże HD. Był prototyp, jest gotowy produkt. Zwie się XB10 i jest bluetoothowym transmiterem audio, wyposażonym w powyższe rozwiązanie. To autorska technologia, opracowana przez Qualcomma, pokazana w Berlinie, dostępna w małym, niepozornym „klipsie”. Dystrybutor mówi o iPhone 7 (pozbawionym audio jacka), który miałby skorzystać… problem w tym, że sadownicy kompletnie olali temat poprawy dźwięku via BT i nadal trzymają się profilu podstawowego SBC (przy czym Apple korzysta z własnego kodeka AAC), który to profil, jak ładnie i obrazowo przedstawia poniższa rycina z nadesłanej prasówki, niesie ze sobą oczywiste ograniczenia (eufemistycznie rzecz ujmując) jakościowe. Mówiąc wprost – degraduje dźwięk w sposób znaczący i nic tu nie pomoże HD, bo ani aptX w iOSie nie uświadczymy, ani nawet w macOSie (granda! Wywalili BT Explorera, który to trzeba sobie doinstalowywać, a i tak nie zawsze aptX da się wymusić… mi się na iMaku to nie udało, tylko na stareńkim MBA śmiga).

Tak to mniej więcej wygląda.
Kompresja jest – żeby nie było niedomówień – STRATNA, ale aptX daje oczywiste korzyści, takie jak niższy jej (kompresji) poziom, dużo niższe opóźnienia (bardzo niskie w najnowszych wersjach kodeka) oraz niższy poziom zakłóceń

Także ten iPhone 7 to akurat niewiele skorzysta podpięty bezdrutowo do opisywanego akcesorium. Gdyby tak dało się dźwięk przesłać via microUSB (które służy tylko do ładowania) z wyjścia Lightning, to mielibyśmy interfejs aptXowy (przy czym potrzebna byłaby jeszcze transmisja nie >z<, a >do< słuchawek) dla nowego jabłkofona, tyle że nie przewidziano takiej opcji. Musimy zadowolić się SBC, czyli cała para w gwizdek. Na szczęście, jest sporo sprzętu, który bardzo chętnie obsłuży lepszy dźwięk po sinozębnej transmisji, a pełną listę znajdziecie tutaj (wszystkie możliwe produkty audio, elektronika użytkowa etc.). Także, jak ktoś ma, albo planuje mieć któreś z tych urządzeń to śmiało! Odnośnie zaś Apple to: shame on you! Wywaliliście jacka, nie dając w zamian czegoś tak oczywistego jak lepsza transmisja po BT. W końcu to właśnie nie kto inny, jak Wy – Apple – mówicie o świecie bezdrutowym, prawda? To bądźcie konsekwentni w tej bezdrucianej rewolucji i dajcie coś, co wyznacza (lepsze) standardy, ok?

Tidal HiFi? No jak najbardziej na miejscu w przypadku takiego, lepszego BT, tylko co tu robi iPhone z transmisją SBC?

Wracając zaś do XB10 to jest tam, w tym maluchu, zaszyty DAC (24/48 – czyżby tylko przypadkowa zbieżność z lansowanym przez MQA nowym standardem streamingu 24/48, hmm?) oraz wzmacniacz, które to mają pozwolić na uzyskanie dużo lepszej jakości niż te, wbudowane w smartfony, tablety czy laptopy. Co ciekawe wyposażono go w aż dwa wyjścia audio – jedno jest standardowe, 35mm, drugie zaś 2,5mm pozwala na podpięcie zbalansowanych słuchawek (standardowe rozwiązanie dla zbalansowanych IEMów). Dysponuje baterią, która wytrzyma jakieś 5 godzin grania, a do tego pozwoli na odbieranie połączeń telefonicznych i to w dobrej jakości, bo rzecz wyposażono w system redukujący szum, echo z tła. Sterujemy za pomocą wielofunkcyjnego przycisku. Szkoda, że nie można pożenić tego grzdyla z Senkami Momentum Wireless (na zasadzie nadajnik / opisywany transmiter) – odbiornik / słuchawki), można by wtedy wyeliminować całkowicie z toru ułomną transmisję via BT z jabłkowej elektroniki. Co prawda, w iOS8 bodaj, Apple coś tam w BT gmerało, chcąc podnieść jakość dźwięku (w czasie wprowadzania do iTunes lepszych downloadów o jakości AAC 256kbps), ale to nadal nie jest rozwiązanie tożsame z najnowszymi opracowaniami na rynku, usprawniającymi strumieniowanie audio via Bluetooth.

Testowaliśmy Saturna (transmiter nadajnik/odbiornik z aptX), który wypadł w teście bardzo dobrze i został w redakcji jako przydatne akcesorium, testowaliśmy wspominane Sennheisery Wireless OvE, które wypadłyby świetnie gdyby nie problemy z modułem… siak, czy tak aptX, transmisja w lepszej jakości niż standard SBC, ma jak najbardziej sens, uzasadnienie jakościowe i pewnie stanie się w niedługim czasie czymś powszechnym, nawet na przekór Apple. Tylko, litości, niech to nie będzie bombastyczne HD, super HiFi coś tam, czy cyt.: „monstrum brzmieniowe”… zwyczajnie mniej tej niesamowitości (która w konfrontacji z materią przestaje być niesamowita, a staje się w sposób zapewne niezamierzony śmieszna), mniej emejzingu kojarzonego powszechnie z tak przeze mnie we wpisie krytykowanym Jabłcem. Ten maluch ma szansę sam się obronić, w konfrontacji z tym co wbudowane w fona, ze zwykłą transmisją via BT. Prototypowe słuchawy na IFA jw. grały ciekawie.

Tylko ta cena… 799zł. To konkretna suma, jak za odbiornik BT.

PS. Mamy dostęp do nowych iPhonów, niebawem coś z tego zapewne wyniknie (audio test z nowymi słuchawkami Kupertyńczyków?)

Fotostory IFA 2016

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IFA_Logo_2016_datum_SEP_Versalien_eng-small

Nasza relacja z targów IFA 2016. Starałem się wyłowić najciekawsze rzeczy, przy czym nie zależało mi specjalnie na tym, by wszystko zobaczyć i opisać (w przypadku audio nie było tego niby aż tak dużo, wspominałem że była jedna sala audio/HiFi, na kilkadziesiąt, ale… ile tego audio było wszędzie indziej, oj multum było), raczej koncentrowałem się na wyznaczających nową jakość produktach, pomysłach etc. Właśnie. Sporo rzeczy pokazanych przez producentów było prototypami (jak najlepsze IEMy RHA), wersjami przedprodukcyjnymi (Audeze), a nawet konceptami (taki status pasował jak ulał do niektórych pomysłów Samsunga, LG, a także paru zupełnie nieznanych do tej pory firm, które liczą na wsparcie darczyńców w serwisach crowdfundingowych). Wyciecze po stoiskach towarzyszyła satysfakcja, wynikająca z tego konstatacji, jak często udawało się tu – na HD-Opinie – trafnie opisać trendy, kierunek rozwoju branży. Widać to wyraźnie po zaprezentowanych nowościach, względnie pomysłach, które mają w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy trafić na rynek w formie gotowych wyrobów.

Muzyka jest spoiwem, dźwięk jest spoiwem i to było wyraźnie widać na wielu stoiskach, i tych związanych teoretycznie z obrazem, aplikacjach dla inteligentnego domostwa, rozwiązaniach przeznaczonych dla pojazdów oraz tego, co ma służyć do zachowania dobrej kondycji, zdrowia. Wszędzie przewijał się wątek towarzyszącego w codzienności, w codziennych aktywnościach dźwięku. I chcę tutaj podkreślić, że nie jest to tylko dodatek, a coś co stanowi główny nurt, element ważny, mający swoje ugruntowane miejsce w elektronice konsumenckiej. Ma grać, oczywiście grać z sieci, przy czym to granie ma być inteligentnie dopasowywane do naszego nastroju, AI (bo jesteśmy u progu wprowadzania inteligentnych, samouczących się rozwiązań zarówno na poziomie osobistym, jak i społecznym) ma być kluczowym rozwiązaniem, takim systemem, systemów, mamy słuchać na co przyjdzie nam ochota wszędzie, w każdym miejscu, w którym przyjdzie nam na to ochota. Przy czym widać, że temat lepszej jakości dźwięku, który do niedawna stanowił niszę (niszy), wypływa – widać to po stoiskach, proponowanych produktach nowej generacji, gdzie wsparcie dla wysokiej jakości dźwięku jest standardem, gdzie dbałość o to by dobrze grało jest w centrum uwagi.

Drogie, czy bardzo drogie produkty koegzystują z dużo przystępniejszymi, które jednakowoż pełnymi garściami czerpią z technologii opracowanych na potrzeby high-endu. Co więcej, zmiany jakie się dokonują, takie jak bezprzewodowa transmisja sygnałów audiowizualnych, dostęp do muzyki z sieci za pośrednictwem serwisów, wielostrefowość, łączenie funkcjonalności / integracja w ramach produktów audio wielu kluczowych elementów: interfejs dla systemów AI, aktywność, zdrowie, jedna ze składowych internetu rzeczy tworzą zupełnie nową rzeczywistość dla branży, ogromne wyzwanie, ale jednocześnie ogromną dla niej szansę. To widać, wyraźnie widać, patrząc na to, co dzisiaj wyznacza kierunki, to nad czym się obecnie branża audio koncentruje. Dokanałówki iSine z cyfrowym kablem Cipher, „inteligentne” IEMy Here, zapowiedź LCD-3i (tak, będzie wersja z kablem Cipher do niedawna flagowego modelu ortodynamików), dysponujące własną aplikacją CapTune (patrz tutaj) Sennheisery PXC z docelowo rozbudowanym DSP, będące docelowo kompletnym rozwiązaniem / systemem składającym się ze słuchawek oraz oprogramowania (wraz ze wsparciem dla zewnętrznych front-endów, dla np. MQA?), najnowsze playery Onkyo, Pionka oraz Sony (DAPy ze strumieniowaniem / własnymi modułami LTE, wsparciem dla MQA), dziesiątki strumieniowców stacjonarnych z softwarem pozwalającym na aktualizowanie funkcjonalności co wychodzi na przeciw niezwykle dynamicznym zmianom jakie obserwujemy w segmencie audio – to świetnie obrazujące (co się obecnie dzieje) przykłady produktów, rozwiązań jakie można było zobaczyć w Berlinie. A to tylko (wierzcie mi) niewielki wycinek tego, co nas czeka.

Impulsem (bardzo mocnym) dla nowego jest to, co zaprezentowało 7 września Apple. Tej firmy, tradycyjnie nie ma na targach, na wszelkich możliwych targach branżowych (IFA, CES, MWC etc), ale wpływ tego producenta na kierunki w jakich podąża branża jest przemożny, trudno go pominąć. Bezprzewodowość jest widoczna na każdym kroku, rezygnacja z tego co fizyczne (a nawet zapisane lokalnie, vide streaming) to kolejny etap rozwoju, coś co będzie generowało największe zyski i w efekcie doprowadzi do bardzo radykalnych zmian w całym segmencie elektroniki użytkowej. Zresztą to już widać (liczba propozycji, to na czym się dzisiaj producenci audio koncentrują), a przyszłość wcale nie musi (jak wielu się wydaje) oznaczać rezygnacji z dobrego jakościowo dźwięku. Dobrym tego przykładem była prezentacja (poniżej, w fotorelacji znajdziecie zdjęcia z opisem) systemu Beyerdynamika z Astell&Kern (iriver – to bliska współpraca i kooperacja od chwili pojawienia się nowej marki tj. A&K na rynku) składającego się z prototypowych słuchawek bezprzewodowych ze specjalnie zmodyfikowanym kodekiem aptX HD, nauszników z rozbudowanym systemem DSP opartym na mikroprocesorze, który stanowi całościowo przenośny system audio z możliwością modyfikacji, aktualizacji, poszerzania funkcjonalności. Pamiętacie mój wpis o konferencji Apple, gdzie sporo miejsca poświęciłem AirPodsom, ich nowemu układowi W1 jaki zastosowali nie tylko w tych kontrowersyjnych pchełkach, ale także niemal we wszystkich nowych Beatsach? No właśnie…

Dźwięk wykorzystujący protokół Bluetooth od zawsze tratowany był jako najgorsze możliwe rozwiązanie w aspekcie jakościowym. Od paru lat nie jest to już takie oczywiste, a to, co pokazano na IFA jw. stanowi potwierdzenie, że można mieć system słuchawkowy bez druta, dysponujący możliwościami dźwiękowymi na poziomie zbliżonym do tych, które do tej pory zarezerwowane były dla kabla. Dodajmy do tego możliwości, jakie daje transmisja cyfrowa ze źródła (komputer, handheld) za pośrednictwem cyfrowego kabla z wbudowanym DAC/AMPem (poza nausznikami, IEMy vide iSine) lub całą elektroniką zaszytą w obudowach, nie tylko nausznikowych obudowach, ale także IEMowych (Here, Bagi, AirPodsy, najnowsze wynalazki Samsunga, LG etc). Oczywiście niektórzy (wspomniane produkty Apple, czy Koreańczyków) nie są zainteresowani zaoferowaniem dobrej, czy najwyższej jakości dźwięku. To prawda. Patrząc jednak na poziom cen, spodziewane zyski, to nowe często, gęsto ma jakość wypisaną dużymi czcionkami na obudowach, bo… inaczej, trudno będzie zachęcić klientów, by skusili się na to nowe. I nie jest to tylko czcza gadanina, bo idą za tym bardzo konkretne działania największych z branży (wspomniane DAPy, wspominane MQA, do tego potężny alians Hi-Res Audio zrzeszający praktycznie całą czołówkę branży).

To takie przemyślenia na gorąco, coś co nasuwa się, po obejrzeniu ekspozycji, po rozmowach z przedstawicielami producentów, inżynierami, osobami które „za tym wszystkim stoją”). Poniżej rozbudowywana, czytaj aktualizowana (mamy tego materiału sporo) fotogaleria, prezentująca to co najciekawsze. Na koniec, fajnie że można było dłużej niż wszędzie indziej (przynajmniej takie mam osobiste doświadczenia) posłuchać tego, co prezentowano (stoiska Audeze, Senka – tu Orfeusze przede wszystkim), można było podpiąć swoje źródła i posłuchać dziesiątek ciekawych, często prototypowych konstrukcji (IEMy!), można było wreszcie dowiedzieć się wielu ciekawych informacji bezpośrednio od producentów, inżynierów, osób kompetentnych, które miały wiedzę i chęć odpowiadać na nasze pytania.

Dlatego warto na takie imprezy jeździć, choć IFA to obecnie MYDŁO I POWIDŁO (także ;-) )

PS. Z innej beczki: OLEDOwa sfera LG. Tak, lepiej zalet tej technologii zaprezentować się chyba nie da. Opad szczęki.

PS. 2. Szczególne wyróżnienie dla Sony. Brawo! Drugiego takiego stoiska (wielkiej sali), w którym zaakcentowano jak ważna w życiu człowieka jest muzyka, na targach nie było. Znakomicie zorganizowane, z dużą liczbą stanowisk do słuchania, gdzie dźwięk był najważniejszy. Brawo, brawo, brawo.

» Czytaj dalej