LogowanieZarejestruj się
News

Chromecast Audio? Czekamy na nowe otwarcie! W tle Google Home

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
chromecast-audio

Do wpisu skłoniło mnie udane (jakościowo) pożenienie tego grzdyla (patrz nasza recenzja Chromecast Audio) z testowanymi właśnie w redakcji, wysokiej klasy przetwornikami C/A od ADLa (Furutech ADL Stratos) oraz Schiit-a (Gungnir Multibit DAC). Gra to naprawdę świetnie (naprawdę trudno uwierzyć, że transportem jest tu coś tak niepozornego, jak niewielki plastikowy dysk z wyjściem cyfrowo-analogowym), bo też Cast, w porównaniu z takim AirPlayem, oferuje znacznie więcej (od wynalazku Apple)… to więcej, to brak opóźnień podczas uruchamiania odtwarzania (zmora jabłczanego protokołu) oraz obsługę dźwięku o parametrach > 16/44. Tak, mamy tutaj hi-resów odtwarzanie, którego wcale nie przeceniam, ale wraz z prawdopodobną obsługą trybu bitperfect (AirPlay nie jest bitperfect!) oraz – widoczną, a raczej słyszalną – lepszą jakością odtwarzania muzyki, Cast (audio) wyraźnie góruje nad rozwiązaniem Apple odnośnie brzmienia.

To jedna strona medalu. Druga – nie mniej ważna – to sposób implementacji Cast i wsparcie w różnego rodzaju aplikacjach. I tutaj jest PROBLEM. Liczyłem na to, że szybko Cast stanie się czymś równie popularnym, co konkurencyjny protokół przesyłu audio-video. Niestety tak się nie stało. Nadal liczba serwisów, aplikacji współpracujących z Chromecast jest niewielka, w przypadku wideo jest nie najgorzej, natomiast w dziedzinie audio sporo wynalazkowi Google brakuje. Sporo. Spotify wiosny nie czyni, strumienie z webowych (za pośrednictwem przeglądarek) domen to jednak zupełnie inna para kaloszy niż wsparcie w natywnych aplikacjach. W tym zakresie niewiele się zmieniło i nadal nie da się po prostu uruchomić aplikacji (jak to ma miejsce w przypadku AirPlay) i puścić strumień na DACa. Niby mamy obsługę 24/96, ale co z tego, jeżeli większość odtwarzaczy audio nie ma ochoty współpracować z Chromecastem. Plex to oczywiście żadne rozwiązanie (to przede wszystkim kombajn av z naciskiem na wideo), to samo można powiedzieć o pluginie do VLC (nie działa to dobrze i znowu jest to rozwiązanie głównie pod przesył obrazu), nie każdy dysponuje NASem Synology. U nas w redakcji takowy dzielnie od lat nam służy, ale także w tym przypadku obsługa …chrupie. Tak czy inaczej to de facto jedyny, pewny sposób na odtwarzanie muzyki w maksymalnej jakości na Chromecast Audio. Chrupie, bo DS Audio to świetna rzecz na papierze (ogromne możliwości: transkodowanie, wszelkie formaty, współpraca ze wszystkim co się rusza, tzn. gra ;-) ), ale już w rzeczywistości szybkość oraz stabilność działania pozostawia niestety nieco do życzenia. Na szczęście sytuacja dynamicznie się zmienia :) I to nas cieszy bardzo, bo widoki dla Cast-a są obiecujące…

Gdzie jest Tidal? (odtwarzanie z komputera via Chrome to jednak średnia opcja) Gdzie popularne odtwarzacze takie jak foobar (mówię o natywnym wsparciu, a nie konieczności stawiania serwera, wykorzystania dodatkowego oprogramowania)? Gdzie Roon? Ten ostatni to moja największa nadzieja na wprowadzenie Chromecasta do świata PC Audio bez ograniczeń. Dlaczego Roon? Bo – krótko rzecz ujmując – developerzy stojący za tym projektem bardzo szybko reagują na to, co się dzieje na rynku. Szybkość wprowadzania obsługi formatów, urządzeń, dodawania nowych rozwiązań jest w tym przypadku godna pochwały, a o Chromecast, o wprowadzeniu obsługi tego rozwiązania mówi się w przypadku Roona od dłuższego czasu. Wspomniany Tidal to także prawdopodobne miejsce wprowadzenia obsługi Cast… mówią o tym developerzy, trwają prace. Tidal jest dostępny we wspomnianym Roonie – widać tutaj pewną korelację. Także implementacja rozwiązania Google w zakresie przesyłu dźwięku (oraz obrazu – nie zapominajmy o klipach w Tidalu) to prawdopodobnie kwestia niezbyt odległej przyszłości.

Dopiero pełne uwolnienie (jako alternatywa) Chromecasta od strumienia nadawanego z internetowego adresu, możliwość bezproblemowego połączenia z dowolnymi usługami, aplikacjami, materiałami zgromadzonymi w domowych bibliotekach pozwoli rozwinąć skrzydła pomysłowi Google na pełną integrację multimediów w ramach firmowego rozwiązania. Myślę, że dodatkowym impulsem jaki przyspieszy zmiany i je wymusi będzie wprowadzenie na rynek nowego produktu tj. Google Home, czyli odpowiednika Echo/Alex-a od Amazona – będącego połączeniem bezprzewodowego głośnika z asystentem cyfrowym (Home bazuje na Chromecast, nie na Androidzie, co warto podkreślić). To, co pokazano na ostatniej konferencji I/O w Moutain View daje przedsmak tego, co nas czeka. Chromecasty, Cast zintegrowany z interfejsem głosowym to coś, co będzie kolejnym krokiem na drodze wdrożenia inteligentnego sterowania mieszkania, domu, w tym także obsługi sprzętu audio-wideo. Wspomniany Roon daje możliwość zawiadywania wszystkim (system audio) za pośrednictwem dowolnego ekranu, taki Google Home (o ile będzie współpracował z Roonem) to kolejny krok: zamiast szukać ekranu, mazać po wyświetlaczu, wystarczy prosta komenda. To przyszłość obsługi, nawet bardzo złożonych, rozbudowanych instalacji AV – nie mam co do tego żadnych wątpliwości! W najbardziej ludzki, naturalny sposób, będziemy mogli szybko (to b. ważne), bezproblemowo („gdzie ja to położyłem” odejdzie w niepamięć) i co istotne – bez żadnej wiedzy na temat interfejsów, urządzeń, systemów obsłużyć dowolny zestaw AV. Tak to powinno i tak będzie (docelowo) wyglądać.

Jak widać, zahaczamy o tematykę inteligentnego domu i ten aspekt rozwoju elektroniki użytkowej na stałe zagości na naszych łamach. Nie, nie chodzi tutaj o całokształt tego zagadnienia – nie mam takich ambicji (to raz), chcę to połączyć z tym, co stanowi główny motyw publikacji @ #HDOpinie. Audio (przede wszystkim) oraz wideo (także – vide nasze artykuły o Netfliksie, o Chromecast wideo i pojawiające się od czasu do czasu wpisu dotyczące obrazu na naszym portaloblogu) to coś, co w oczywisty, naturalny sposób „pójdzie” na pierwszy ogień, bo właśnie obsługa systemów multimedialnych z definicji jest tym, co ma czerpać główne korzyści z funkcjonowania inteligentnych rozwiązań „smart home”. To, co obserwujemy teraz, to nowe otwarcie w tym zakresie, bo do tej pory było to po pierwsze niszowe, po drugie drogie, po trzecie wymagające projektowania skomplikowanych instalacji, bazujących na jakimś zamkniętym oprogramowaniu (nawet jeżeli nie zamkniętym to… właśnie… niszowym, rozwijanym lokalnie, zintegrowanym z niewielką liczbą produktów etc.).

Wraz z wprowadzeniem nowych rozwiązań przez Amazon oraz Google (premiera rynkowa Home nastąpi po wakacjach) daje zupełnie nowe możliwości i faktycznie pozwala na popularyzację idei inteligentnego domostwa bez żadnych specjalnych przygotowań po stronie klienta. Warunek to otwarcie na produkty, rozwiązania jakie są oferowane już teraz na rynku. Rozumie to Amazon, mam nadzieję, że zrozumie także Google (na razie nie będzie API dla developerów, ale – jak zapowiadają – ma to szybko ulec zmianie). Taki głośnik, czy tylko stacja z wbudowanym mikrofonem (produkty uzupełniające vide Amazon Echo) to właśnie łącznik i gotowy interfejs, docelowy interfejs obsługujący sprzęt grający, wizyjny w domu, mieszkaniu (nie wspominam tutaj o agd i całej reszcie, bo jw. nie jest to tematyka, którą chcę poruszać na łamach HDO).

Poza wspomnianymi klamotami, do redakcji trafił produkt, który wpisuje się w to, co napisałem powyżej. Nie jest to ani produkt Amazona, ani tym bardziej Google (bo na niego trzeba będzie poczekać), ale coś pełniącego podobną rolę (minus obsługa głosem) – odtwarzacz mutlimedialny Dune HD Solo 4k z obsługą standardu Z-Wave (smart home). Testujemy to, to (niebawem zapowiedź na łamach) wraz z inteligentną wtyczką ścienną (fibaro), mamy także na co dzień do czynienia z produktem Belkina (WeMo). Oczywiście takie rozwiązania jak opisane powyżej sprawdzam pod kątem wykorzystania w redakcyjnej instalacji AV. Tym, co stanowić będzie nową jakość, to wprowadzenie cyfrowej asysty ze sterowaniem oraz wyszukiwaniem treści, zrozumieniem kontekstu wypowiedzi użytkownika, umiejętnością nie tylko uruchomienia, sterowania, ale także dodatkowej interakcji (dodatkowe informacje, sugestie idt. itp.) ze strony takiego, nowoczesnego, opisanego powyżej rozwiązania, podobnego do tego co oferuje Amazon oraz (za moment) będzie oferowało Google.

Podsumowując, czekam na integrację Cast w oprogramowaniu av oraz integrację Cast w ramach inteligentnego domu. To właśnie ostateczny cel, który jest już blisko, coś co pozwoli na wygodne połączenie wszystkich klocków w całość. Mam nadzieję, że Google sprosta, bo ma ku temu największe możliwości i jest najbliższe stworzenia czegoś kompletnego, uniwersalnego, a do tego czegoś, co szybko stanie się standardem, szybko uda się spopularyzować na masową skalę. BTW o Google Home jeszcze u nas nie raz przeczytacie. :)

Czekam z niecierpliwością…

PS. Odtwarzając muzykę z Chromecasta Audio na Gungnirze via optyk nie mam wrażenia, że po drugiej stronie kabelka wisi coś, co kosztuje ułamek ceny przetwornika, do którego podłączony jest google’owy streamer… wręcz przeciwnie – jestem zaskoczony, jak dobry to dźwięk! W recenzji DACa szczegółowo się jeszcze do tego odniosę, porównując to co słyszę z brzmieniem uzyskanym z komputera (podłączonego do Schiit-a via USB). Także, moi drodzy, naprawdę nic nie stoi obecnie na przeszkodzie, by zbudować sobie wielostrefowy system odtwarzający muzykę bezstratnie, w bardzo dobrej jakości, za śmiesznie małe pieniądze!

AKTUALIZACJA: Prace nad implementacją CAST w ROONie idą pełną parą! Mamy potwierdzenie ze strony developera, że obsługa Chromecast Audio (w przyszłości także Google Home) jako end-pointu pojawi się wraz z kolejnymi aktualizacjami. BOMBA!

Prawdopodobnie będzie to działało w podobny sposób co strefy airplay’owe… hi-resowe granie za śmieszne pieniądze w dowolnym miejscu w domu? Ano właśnie! Więcej na forum wsparcia roonlabs. I jeszcze jedno – już teraz można de facto wykorzystać Chromecasta w systemie opartym na Roonie (solucja w ostatnich wpisach na ww. stronie).

Netflix w Polsce. Nasze wrażenia @ ATV, Chromecast & PS3

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Netflix_1

Opisałem wczoraj na profilu HDO (https://www.facebook.com/hdopinie/) nasze pierwsze wrażenia po zalogowaniu się do usługi streamingowej Netflix, jednego z najpopularniejszych serwisów oferujących filmy oraz seriale na świecie, a przede wszystkim w Ameryce Północnej (alternatywa dla potężnych sieci kablowych). Od środy wieczorem można korzystać z Netfliksa u nas w kraju. Na razie oferta nie powala na kolana, brakuje lokalizacji (napisy, lektor – z tego co widzę, część pozycji jest już dostępna w naszym ojczystym języku). Jakość obrazu i dźwięku generalnie bardzo dobra, mamy 5.1, fullHD i jest to standard w przypadku opcji za 9,99 euro (czytaj ok 45 złotych miesięcznie). Za dodatkowe dziesięć złotych można cieszyć się obrazem 4k (wybrane pozycje), w przypadku najniższej opłaty dostępowej (ok. 30zł) mamy obraz SD i brak możliwości jego wyświetlania na wielu ekranach równocześnie (w środkowej są dwa, w najdroższej cztery).

Mocną stroną opisywanego serwisu jest wiele platform na których można obecnie zainstalować aplikację dostępową i korzystać. To duże udogodnienie, bo jak pokazuje przykład HBO, mimo wieloletniej egzystencji na rynku, nadal w Polsce nie możemy doczekać się możliwości oglądania katalogu Amerykanów na wielu urządzeniach (brak HBO Now) powszechnie używanych w domach tzn. konsolach, AppleTV, innych odtwarzaczach sieciowych czy smartTV. Fajną sprawą jest także możliwość personalizacji serwisu (np. dzieci), choć na razie opcja ta prezentuje się nieco ubogo – zbyt szczupła jest ilość pozycji jakie wybieramy w początkowych ustawieniach, co utrudnia oprogramowaniu dobranie odpowiednich pozycji z katalogu. Tak czy inaczej działanie serwisu jest szybkie, dostęp do treści bez zarzutu, prezentowanie zbiorów przejrzyste, pozwalające na szybkie nawigowanie po interesujących nas pozycjach.

Przetestowałem rzecz na kilku różnych platformach, poza handheldami i komputerami (małe ekrany), sprawdziłem jak Netflix prezentuje się na TV. Pobrałem w tym celu aplikacje dostępowe na AppleTV, Chromecasta oraz PlayStation 3. Najlepsze wrażenia pozostawiła po sobie ta ostatnia opcja, na konsoli nawiguje się najprzyjemniej, najszybciej, sam interfejs także wygląda najlepiej. Do tego jakość obrazu / dźwięku była w przypadku plejki najlepsza, jak ktoś ma PlayStation warto właśnie za pośrednictwem tego urządzenia korzystać z serwisu. Poniżej galeria z opisem:

» Czytaj dalej

FooKo Pi… opisany przez nas mikro PC, dodatkowo z ekranem

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Tidal_t

Pamiętacie opis malutkiego PC, który bardzo nam się spodobał… FooKo PC / MiniX PC? Pojawia się w dystrybucji wersja rozbudowana o ekran dotykowy. Innymi słowy nie potrzebujemy w takim wariancie podpięcia pod zewnętrzny monitor / HDTV by móc sterować odtwarzaniem muzyki. Rzecz jasna filmów na 7-9″ ekranie oglądać nie polecamy, ale jest to ciekawe udogodnienie, szczególnie dla kogoś, kto chce stworzyć sobie gabinetowo/biurkowy zestaw złożony z jakiegoś przetwornika, PC jako źródła i słuchawek. Alternatywnie można na przetestowanym przez nas Fooko PC zainstalować oprogramowanie ROON, któ®e da się sterować bezproblemowo z dotykowego wyświetlacza iPada. Do wyboru, do koloru…

W przypadku FooKo Pi (Pipo) łączymy te funkcjonalności, bo mamy w tym przypadku do czynienia z hybrydą, bardzo ciekawa hybrydą łączącą Winodwsa 10 z Androidem. Możliwe jest płynne przełączanie między systemami, można zatem swobodnie korzystać z wybranej opcji (OS) bez konieczności restartu urządzenia. FooKo Pi korzysta z czterordzeniowego procesora Intel Z3736F w architekturze x86, z nowe integry (grafika) Intela oraz 2 GB pamięci operacyjnej RAM DDR3. Użytkownik ma do dyspozycji 32GB pamięci wewnętrznej Flash z możliwością rozbudowania przez USB lub kartę micro SD. W sumie zestaw złącz składa się czterech portów USB 2.0, jednego gniazda micro USB oraz czytnika kart TF. Łączność bezprzewodową zapewnia moduł WiFi w standardzie 802.11 b/n/g, karta sieciowa 10/100Mb oraz Bluetooth w wersji 4.0. Gama wyjść audio-wideo obejmuje standardowe złącze słuchawkowe 3,5 mm oraz HDMI 1.4 umożliwiające podłączenie FooKo to telewizora lub monitora. Funkcję wyświetlacza może jednak z powodzeniem przejąć wbudowany – zależnie od wersji 7- lub 9-calowy − ekran dotykowy z matrycą IPS. Dzięki nieznacznemu pochyleniu gwarantuje wyjątkowo dużą wygodę podczas korzystania z urządzenia. Wszystkie podzespoły są zamknięte w eleganckiej, minimalistycznej obudowie z umieszczonymi po bokach dwoma głośnikami stereo, przyciskami regulacji głośności i wyłącznikiem oraz anteną WiFi z tyłu.

W ofercie C4i FooKo Pi jest dostępne w dwóch wariantach, różniących się rozmiarem wyświetlacza. Wersja 7-calowa – FooKo Pi kosztuje 800 zł, zaś wersja 9-calowa – FooKo Pi 2 to wydatek 949 zł. Ponadto istnieje możliwość zakupienia bliźniaczego urządzenia o bardzo podobnej specyfikacji i identycznym rodzaju oprogramowania, jednak bez ekranu dotykowego i systemu Android – klasycznego FooKo PC Box W10 w cenie 899 zł. Wszystkie produkty są objęte 12-miesięczną gwarancją producenta dla firm oraz 24-miesięczną dla użytkowników domowych.

Poniżej galeria prezentująca opisaną hybrydę wraz z opisem możliwych zastosowań, przygotowanym przez dystrybutora C4I:

» Czytaj dalej

Spotify idzie w stronę YouTube. Wideo, podcasty i inne nowości…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Spotify

Wczorajsza konferencja CEO najpopularniejszego serwisu streamingowego audio przyniosła kilka ciekawych informacji, nieco zaskakujących, choć jakby się zastanowić to faktycznie, największym obecnie konkurentem dla Spotify nie jest Apple (które, wydaje mi się tematu w ogóle „nie czuje”), a wspomniany w tytule YouTube. To właśnie google’owy serwis wideo jest w tej chwili najpopularniejszym medium strumieniującym muzykę (pod postacią klipów, jak i bez) na ziemi. To wymowne, stąd właśnie serwisy wideo, podcasty, rzeczy często słabo, albo w ogóle nie związane z muzyką. Szwedzi chcą stworzyć największy serwis streamingowy i na ich drodze stoi nie Apple, a Google właśnie. Integracja z Songza (playlisty) to w kontekście nowości wcale nie najważniejszy element nowego Spotify. Tym, co ma przyciągnąć nowych użytkowników ma być Kapsuła Wideo (Video Capsule), serwis grupujący wielu internetowych oraz tradycyjnych dostawców treści multimedialnych. Ich lista prezentuje się następująco:

  • ABC
  • Adult Swim
  • BBC
  • Comedy Central
  • E!
  • ESPN
  • Fusion
  • Maker Studios
  • MTV
  • NBC
  • RadioLab
  • Slate
  • TED
  • TWiT
  • Vice News
  • WNYC

Jak widać, na starcie, zaoferowano dość szeroki wybór obejmujący wiele treści – od tych rozrywkowych, po newsy, filmy oraz kanały tematyczne. Kto wie, czy takie, szerokie podejście, nie jest kluczem do sukcesu, czymś co (podobno) bardzo chce wprowadzić Apple. Google wystartował ze swoim Google TV parę lat temu, ponosząc spektakularną porażkę, obecnie koncentruje się na rozwoju swoich usług internetowych, nie chcąc zastąpić YouTuba, który po prostu radzi sobie wyśmienicie. Chromecast jest dobrym, bo tanim rozwiązaniem, zyskał sporą popularność, nie jest powiązany z żadnymi abonamentami, producentami AV i jako samodzielny produkt, grupujący to co oferuje Google wraz z partnerami w zakresie rozrywki z Internetu, zdaje egzamin. Co prawda właśnie pojawiają się pierwsze odbiorniki wyposażone w Androida, ale wg. mnie nie jest to coś, co ma szanse odnieść spektakularny sukces. Wielu próbowało i się sparzyło, samo SmartTV jest w obecnej formie dalekie od doskonałości i zdaje się, że właśnie tanie przystawki w rodzaju Chromecasta czy AppleTV mogą znaleźć zainteresowanie wśród konsumentów. To jedna strona medalu. Druga to właśnie usługi streamignowe, rozumiane nie jako pojedyncze serwisy a całościowe rozwiązanie, platformy cyfrowe, tyle że nie telewizyjne a internetowe właśnie. Tutaj mamy właściwie terra incognita, nikt nie odniósł na tym polu sukcesu, bo nikt na razie nie stworzył czegoś, co zdobyłoby uznanie, takie jak wcześniej iTunes, obecnie YouTube, jak (na polu portali społecznościowych) Facebook. Będziemy w najbliższych miesiącach obserwować zażartą walkę o klienta, próbę opanowania tego, potencjalnie niezwykle lukratywnego, rynku przez największych (co wcale nie oznacza, że takie Spotify nie ma szans – wręcz przeciwnie). Złamanie schematu dystrybucji treści opartego na zlokalizowanych premierach, licznych ograniczeniach (prawa, licencje), otworzenie ogólnie dostępnego, globalnego kanału dystrybucyjnego to marzenie wielu potentatów z branży. Dla nas istotne jest to, że w końcu w niebyt odejdą opóźnione premiery, brak dostępności, jakiś praw, ograniczenia regionalne… wreszcie zdechną głupie ograniczenia, co uzdrowi sytuację i pozwoli na normalne korzystanie z dóbr kultury.

Odnośnie muzyki obserwujemy specjalizację: Tidal to ekskluzywne materiały, koncerty, premiery wraz z teledyskami oraz usługami społecznościowymi ściśle powiązanymi z audio, w lepszej jakości dźwięku (bezstratna kompresja), Rdio czy Pandora to spersonalizowane serwisy radiowe, z systemami rekomendacji muzycznych (nie zapominajmy tutaj o last.fm), a Spotify ma być takim serwisem multimedialnym, uniwersalnym (choć nadal mocno stawiającym na oferowanie muzyki z sieci), odpowiednikiem YouTube, który obecnie także przechodzi metamorfozę (wprowadzanie kanałów płatnych). Rzecz jasna nie można pominąć Apple, które przygotowuje wielką premierę na czerwcową konferencję WWDC. Pytanie tylko, czy firma faktycznie stanie na wysokości zadania – szczerze w to powątpiewam, bo co jak co, ale w Internecie akurat idzie Jabłcu kiepsko. Niesławny Ping, mobile.me i wiele innych projektów, niewypałów, każą poważnie się zastanowić, czy ta firma jest w stanie poradzić sobie z wyzwaniem przed jakim stroi, tj. transformacji iTunes w coś nowego. To, co się wyrabia na polu iCloud, problemów z usługami chmurowymi jakie od jakiegoś czasu trapią użytkowników produktów Apple nie wróżą niczego dobrego. Beats Music, które miało stać się forpocztą zmian, właściwie leży, to samo można powiedzieć o iTunes Radio. iTunes Match („przeniesienie” swoich muzycznych zbiorów do chmury z ich porównaniem i integracją z tym, co oferuje Apple w kramiku) to coś, o czym mało kto słyszał. Można by tak jeszcze długo. Powracając zaś do Spotify, nowe otwarcie niewątpliwie jest potrzebne, bo konkurencja na polu usług streamingowych będzie mordercza – w końcu to właśnie to zastąpi dotychczasowe formy dystrybucji cyfrowych treści, nikt nie ma co do tego wątpliwości. Zobaczymy, czy Szwedom uda się zaskarbić przychylność użytkowników, czy wzrośnie liczba płatnych subskrybcji, bo to obecnie wydaje się głównym wyzwaniem. Trochę szkoda, że nie wprowadzono czegoś na kształt Spotify „Elite” z serwisem oferującym lepszą jakość muzyki, jednak z drugiej strony może faktycznie nie ma sensu na konkurowanie w tym aspekcie z jw. wyspecjalizowanym Tidalem, któremu i tak wyrasta alternatywa pod postacią Deezer Elite (na razie na wyłączność w partnerstwie z Sonosem) oraz Qobuza. Są jeszcze wyspecjalizowane chmury (wspominałem ostatnio o Loopie), oferowane dla miłośników lepszej jakości dźwięku (strumieniowanie własnych hi-resów ze zdalnych serwerów). Grunt, żeby się kręciło i żebyśmy z jednej strony mieli wybór, ale także na tyle mocnych graczy, żeby jakość oferowanego produktu stała na odpowiednio wysokim poziomie. Poniżej klip opisujący wprowadzone w serwisie zmiany, nowości.

Wielka gra o płatne subskrypcje właśnie się rozpoczęła…

» Czytaj dalej

Czy strumieniowanie uratuje telewizory? Raport specjalny Skąpca o HDTV

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2014-10-15 o 10.42.56

Objęliśmy jak co roku patronat nad raportem specjalnym Skąpca, tradycyjnie napisaliśmy coś o telewizorach, o telewizji – ogólnie rzecz ujmując – jak widzimy przyszłość odbiornika w dobie Internetu, wszędobylskich handheldów oraz stałego odpływu (tele)widzów, rezygnacji z klasycznego oglądania programu telewizyjnego. Poza tym w raporcie sporo o nowych trendach (krzywe ekrany, ekrany UHDTV, obraz 4K etc.). W sumie kilkadziesiąt stron z ciekawymi, problemowymi tekstami oraz krótkim przeglądem nowości z zakresu HDTV (czy może już UHDTV? ;-) ). Z całością można zaznajomić się pod podanym poniżej linkiem:

http://www.skapiec.pl/site/doc/200/20/33/

Nasz tekst, opublikowany w raporcie, znajdziecie poniżej, w rozwinięciu newsa…

» Czytaj dalej

WiMP z teledyskami! 75 tysięcy klipów, także w jakości HD udostępnionych w serwisie

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
wimp-logo-mat-pras-660x440

Doskonała wiadomość dla abonentów norweskiego serwisu streamingowego. WiMP właśnie uruchomił streaming wideo, możemy wybierać spośród 75 tysięcy klipów, a ich liczba ma w niedalekiej przyszłości jeszcze znacząco wzrosnąć. To idealne uzupełnienie i według mnie świetny sposób na uatrakcyjnienie oferty. Pewnie niebawem zobaczymy naśladowców (tak, pewien serwis na S mam na myśli), na rynku od dawna funkcjonują wyspecjalizowane usługi streamingowe z klipami muzycznymi, ale (poza YouTube, tle, że to inna para kaloszy) nie zdobyły one popularności. Vevo, jeden z najbardziej znanych, nie jest w stanie konkurować z wymienionym powyżej YT. W przypadku WiMPa oraz podobnych usług, takie połączenie może nie tylko się udać, ale stanowić całkowicie nowe otwarcie w dziedzinie popularyzacji streamingu muzyki z sieci. W końcu, jak napisano w notce prasowej: „bardzo mocno wierzymy w to, że muzyka jest doświadczeniem multimedialnym i nie powinna być ograniczona wyłącznie do dźwięku”. Też tak uważam, czasami wręcz obraz stanowi według mnie nieodłączony element dzieła, bywa że teledyski to nie tło, a równie ważny co muzyka element, bez którego całość nie smakuje tak dobrze, jakby mogła… smakować :-)

Watro przy tym nadmienić, że klipy nie są przerywane żadnymi reklamami (czy raczej nie są wyświetlane podczas oglądania żadne reklamy), dodatkowo, jak wspomniałem w tytule newsa, część teledysków oferowana jest w jakości HD. Dźwięk, z tego co udało mi się pobieżnie sprawdzić, to stereo w stratnej kompresji 256kbps… tutaj, warto pomyśleć o lepszej jakości, szczególnie w przypadku perełek, gdzie realizator nie szczędził wysiłków i jest audio dookólne, jest dużo lepsza, bezstratna jakość ścieżki dźwiękowej etc. Nie mówię, żeby każdy klip oferowany był w takiej jakości, ale jakaś część owszem. Dostęp do klipów możliwy jest na każdej platformie z odpaloną usługą WiMP tzn. na zarówno na handheldach, jak i komputerach. Kwestię nawigacji po zbiorach rozwiązano w najprostszy sposób: nawigujemy jak dotychczas po artystach, albumach, w klipy znajdziemy w profilach poszczególnych wykonawców.

To także bardzo dobra wiadomość dla tych, którzy mają urządzenia, pozwalające na szybkie przesłanie obrazu i dźwięku na duży ekran. Apple TV, Chomecast oraz parę innych rozwiązań na rynku, pozwala na niemalże natychmiastowe zobaczenie wideoklipów na wielkim ekranie. Tak jak miałem wątpliwości, czy warto w ramach platform SmartTV oferować dostęp do Spotify, Deezera czy WiMPa, to po takim ruchu Norwegów widzę, że ma to jak najbardziej sens i dobrze, żeby producenci odbiorników wprowadzili szybko taką możliwość w oferowanych przez siebie telewizorach. Przydałaby się możliwość tworzenia playlist z ulubionymi klipami, zapisywana w profilu użytkownika, poza tym, jak wspomniałem, można otworzyć nowe możliwości przed posiadaczami (a tych jest całkiem sporo) kina domowego. Taki WiMP zaszyty w amplitunerze, z dostępem do kilkudziesięciu, a docelowo pewnie setek tysięcy klipów, to by było coś!

Poza tym poinformowano nas o ogromnej popularności jaką cieszy się niedawno uruchomiony WiMP HiFi. Zainteresowanie nową usługą z bezstratną jakością muzyki przerosło wszelkie oczekiwania. To bardzo dobra wiadomość dla nas, wszystkich tych, którzy widzą w tego typu usługach przyszłość dystrybucji muzyki. Oznacza to jedno – ludziom nie jest wszystko jedno, w jakiej jakości słuchają, nie chcą wcale iść tutaj na kompromisy. Warunkiem powodzenia było odpowiednie przyjęcie na rynkach, na których postanowiono rozpocząć oferowanie tego typu usługi. Dla nas, w Polsce, ważne jest to, że znaleźliśmy się w pierwszej grupie państw, które mogą korzystać z dostępu do lepszej jakości. Przypomnijmy, poza naszym krajem, z WiMP HiFi mogą korzystać także użytkownicy w Niemczech, Norwegii, Danii oraz Szwecji. Niebawem ruszy podobna usługa w Stanach Zjednoczonych. Sukces na rym rynku może uruchomić lawinę. Myślę tutaj o wielkich korporacjach, takich jak Apple czy Google, które oferują swoje usługi z zakresu streamingu muzyki (choć głównie kojarzone są z cyfrową, tradycyjną dystrybucją prowadzoną za pośrednictwem wirtualnych sklepów). Niebawem przekonamy się, czy bezstratny streaming stanie się nowym standardem dystrybucji dźwięku w Internecie. Oby…

Amazon pokazuje odpowiednik nowego Apple TV. FireTV, czyli tak to właśnie powinno wyglądać

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
13588312413_1b85a46b89_b

Amazon ubiegł Apple, prezentując podczas wczorajszej konferencji urządzenie, będące bezpośrednim konkurentem dla popularnej, czarnej skrzyneczki pod telewizor spod znaku jabłka. To urządzenie, które jest kwintesencją tego, jak powinien wyglądać, co powinien oferować multimedialny hub dla wielkiego (telewizyjnego) ekranu. Muszę przyznać, że to co pokazano zrobiło na mnie duże wrażenie i wg. mnie Amazon może (przynajmniej w Ameryce) wygrać wyścig do portfela klienta, zostawiając w tyle Apple (oraz Google, choć testowany przez nas Chromecast jest jednak sporo tańszy). Cena sprzętu to dokładnie tyle, ile trzeba zapłacić za Apple TV – czytaj 99$. Co dostajemy w zamian? To takie Apple TV, tylko bardziej. A konkretnie poza podstawową funkcjonalnością, na którą składa się strumieniowanie z internetu materiału wideo oraz audio (bez oraz płatnego) z takich serwisów jak HBO Go, Netflix, Pandora, TuneIn itp. klient może w ramach abonamentu premium liczyć na dostęp do 40 tysięcy filmów i seriali (i to najnowszych) bez opłat, dodatkowo ma integrację z tabletem Kindle Fire (taką jak w przypadku AirPlay, z tym że głównie chodzi o możliwość oglądania na drugim ekranie oraz płynne przechodzenie z dużego na mały wyświetlacz i odwrotnie, dodatkowo otrzymujemy automatyczne informacje na temat oglądanego materiału, aktorów, recenzje itp.). To jednak dopiero początek! Dwie rzeczy są tu kluczowe i to właśnie to, co pewnie (?) będzie chciało wprowadzić Apple w swoim produkcie. Chodzi o integracje funkcji głosowych, rozpoznawania mowy. W FireTV działa to bardzo przekonująco – zamiast wpisywać mozolnie pilotem frazę, po prostu mówimy do firmowego sterownika, wyposażonego w mikrofon, i w ten najprostszy możliwy sposób nawigujemy po przebogatych zbiorach. Chcemy obejrzeć odcinek ulubionego serialu? Teraz to bardzo proste, wystarczy podać nazwę (w razie czego pojawi się kilka opcji do wyboru, z których wybierzemy właściwy materiał). Kolejną sprawą są gry. W ramach sklepu z aplikacjami (to, że Apple nie wprowadziło do tej pory tego oczywistego elementu do swojego produktu jest moim zdaniem bardzo poważnym błędem), mamy dostęp do wielu gier, w tym tych najpopularniejszych, z androidowych handheldów. Jako, że w środku zastosowano bardzo mocny procesor 4 rdzeniowy, dedykowane GPU oraz 2GB pamięci RAM, jakość rozgrywki jest wysoka, zagwarantowano odpowiednią płynność, a grafika trójwymiarowa prezentuje się równie atrakcyjnie co na dobrej klasy tablecie z mobilnym systemem Google. Do tego dwuzakresowe WiFi, Bluetooth oraz sprzedawany osobno kontroler (gry).

Pad będzie kosztował nie 400 złotych (dostosowane do iPhone akcesoria kosztują właśnie tyle, nieprzyzwoicie drogo), a ok. 120zł – nawet nabycie dwóch takich produktów nie zrujnuje nam budżetu. Bardzo fajny, dopracowany produkt, który wg. mnie kasuje na starcie wszelkie przystawki typu Ouya i inne, tego typu wynalazki. Duży problem dla Apple, choć jabłko broni się tutaj integracją z własnym ekosystemem, niezwykle popularnymi handheldami oraz gigantycznym, wirtualnym sklepem z aplikacjami (pytanie tylko, czy wreszcie udostępni jego wersję dla ATV, czy też strzeli sobie przysłowiowo we własną stopę, nie wprowadzając tego typu opcji w nowym produkcie?). Cóż, ciekawe co z tego wyniknie, jedno jest pewne… idea SmartTV właśnie zaczyna wchodzić w wiek dojrzały. Tak to właśnie powinno wyglądać. Pełna integracja, wiele atrakcyjnych serwisów oferujących najlepsze filmy, seriale w streamingu (najlepiej w opcji abonamentowej) oraz rozrywka (gry) na poziomie dzisiejszych handheldów. Oczywiście to ostatnie może być szybko dezawuowane przez szybki postęp w dziedzinie mobilnej technologii (grafika, wymagania), jednak zawsze pozostanie opcja integracji handhelda ze skrzyneczką pod telewizorem. Wygodny kontroler zapewni dużo wygodniejszą obsługę niż dotykowy ekran, a o odpowiednią moc zadba najnowszy smartfon czy tablet. Minusem jest tutaj rzecz jasna kwestia zamknięcia w obrębie danego ekosystemu. Wybierając Amazona, automatycznie wybieramy ich ofertę (tablet, abonament), wybierając Apple to samo. Zresztą w przypadku Microsoftu jest w sumie tak samo (Smart Glass), choć tutaj wybór jest jednak nieco większy (producenci oraz do pewnego stopnia platforma). Szkoda tylko, że na FireTV przyjdzie w Polsce poczekać – na razie urządzenie trafi wyłącznie na rynek amerykański. Poniżej film prezentujący możliwości skrzyneczki…

» Czytaj dalej

Chromecast w redakcji… Google TV wymyślone na nowo

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Chromecast_1

Chromecast do kolejne (bodaj trzecie) podejście internetowego giganta do kwestii Google-salon-telewizor. Wcześniejsze próby były całkowicie nieudane, paru wielkich wytwórców elektroniki użytkowej mocno się przejechało na Google TV… przykładowo takie Sony, które wprowadziło parę produktów i nic z tego nie wyszło. Chromecast to zupełnie inne, w mojej opinii dużo lepsze, dużo sensowniejsze podejście do tematu. Nie ma tutaj mowy o kosztownym telewizorze z google’owym smartTV,  nie ma mowy o jakimś drogim odtwarzaczu, którego i tak nikt nie kupi… nie, tu chodzi o coś bardzo taniego, wręcz śmiesznie taniego, o dodatek, o urządzenie koncepcyjnie przypominające cieszące się sporą popularnością Apple TV. Nie bez powodu przywołuje tutaj jabłkowy produkt. Chodzi dokładnie o to samo… tzn. o wprowadzenie sprzedawanego przez siebie kontentu, usług na ekran telewizora. To jedna strona medalu, dla nas w Polsce akurat mało atrakcyjna, bo Google na razie oferuje ze swojej dystrybucji… książki. Druga sprawa to przeniesienie obrazu z handhelda na wielki ekran telewizora oraz wykorzystanie smartfona lub tabletu w roli sterownika. Innymi słowy taka bździna ma pełnić funkcję bezprzewodowego huba, przekazującego obraz i dźwięk z handhelda na HDTV. Tylko tyle i aż tyle. W obu przypadkach mamy także aplikacje, które rozszerzają funkcjonalność urządzenia o rzeczy znane z ekranów smartTV (YouTube, Flickr itd., itp.). W przypadku Chromecast dochodzi jeszcze przeglądarka – możliwość wyświetlania stron via Chrome, co daje dodatkowe możliwości / korzyści. Nie działa to jeszcze idealnie, ale z czasem jest coraz lepiej. Ograniczeniem są wspierane formaty (czy raczej te, które nie są wspierane), problemy ze stabilnością wyświetlania obrazu oraz reprodukcją dźwięku. Do tego dochodzi zauważalny lag (2 sekundy). Jego niwelacja pozwoli na to, co jest jedną z głównych atrakcji konkurencyjnego rozwiązania spod znaku jabłka. Na granie.

Tak czy inaczej, dopiero teraz, po ostatniej aktualizacji oraz (wreszcie!!!) opublikowaniu SDK przez Google, Chromecast ma szansę rozwinąć skrzydła. Warto w tym miejscu o małą dygresję – obecnie NIE MA SENSU recenzowanie tego typu sprzętu zaraz po premierze, czy w pierwszych miesiącach po debiucie. To znaczy można zrobić krótki opis i na tym poprzestać. Dopiero z czasem można zająć się tematem, dopiero wtedy, gdy jw. ma to jakikolwiek sens. Na wstępie Chromecast z paroma aplikacjami (z których można było skorzystać w Polsce, bo taki np. Netflix to zupełnie bezużyteczna sprawa u nas) na krzyż, z szwankującym trybem wyświetlania obrazu z Chrome miał na tyle ograniczone możliwości, że uznałem że rzecz nie jest warta poświęcenia jej miejsca na naszych łamach. To się jednak zmieniło, czy precyzyjniej się zmienia. Poza nowymi aplikacjami (vide odtwarzacz AVIA – możemy wreszcie streamować kontent z lokalnych źródeł, poza tym mamy dostęp, jako abonenci usługi, do HBO GO) w zanadrzu jest parę WIELKICH rzeczy. Do tych wielkich zaliczam w pierwszej kolejności projekt XBMC (na razie można rzecz skojarzyć za pośrednictwem wspomnianego powyżej playera) oraz zapowiedziane w oprogramowaniu DSM 5.0 pełne wsparcie dla Chromecasta ze strony producenta dysków sieciowych Synology. Tak się składa, że korzystam z ich rozwiązania i możliwość bezpośredniego strumieniowania z NASa na telewizor całego, multimedialnego archiwum (z opcją wyjścia via optyk na Zeppelina – muzyka, kino) to dokładnie to, czego oczekujemy od produktu Google. Dzięki opublikowanemu SDK liczę mocno na developerów, że nas niebawem pozytywnie zaskoczą.

O ile wspomniane XBMC ruszy natywnie na google’owym adapterze będzie to najatrakcyjniejsza wg. mnie opcja dla użytkownika – najtańszy, w pełni funkcjonalny odtwarzacz sieciowy, zintegrowany z naszym telewizorem. Dużo sensowniejsze rozwiązanie od praktycznie każdego, firmowego smartTV, może poza paroma chlubnymi wyjątkami. Telefon, tablet to sprzęt, który i tam praktycznie zawsze trzymamy na widoku, więc taka integracja ma po prostu sens, jest logiczna, pożądana. Google ma tutaj spore szanse ugrania dużego kawałka rynku – Apple TV jest zamknięte zarówno odnośnie streamingu (AirPlay), jak i software (brak App Store). To się pewnie niebawem zmieni (?), jednak nadal pozostanie kwestia ceny. Apple TV to 99$, a Chromecast zaledwie 35$. Spora różnica, nieprawdaż?

Jako, że właśnie tytułowy produkt zaczął być tym, czym powinien, zastępuje u nas zużytą kukurydzę, która ostatnio zaczęła się wieszać. I choć jeszcze daleka droga przed Chromecastem, to jestem spokojny o przyszłość – inaczej niż w przypadku Google TV (ver.1, ver.2) tutaj nie da się tego schrzanić. Nawet jeżeli Google sobie nie poradzi, to poradzą sobie inni. I tego powinniśmy sobie, jako użytkownicy, życzyć. Test adaptera opublikujemy w kwietniu.

» Czytaj dalej

LG wprowadza webOSa do salonu

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
webos

Koreańczycy wykupili od HP prawa do mobilnego systemu, który pierwotnie opracowała i wprowadziła na rynek firma Palm. Jak pamiętamy losy całkiem obiecującego, mobilnego OS były bardzo pechowe. Twórca nie sprostał wymaganiom rynku (kilka lat temu webOS pod niektórymi względami znacząco wyprzedzał konkurencję), sprzedaż systemu gigantowi okazała się zupełnie chybionym pomysłem. HP miało dalekosiężne plany związane z rozwojem co najmniej kilku segmentów opartych na webOSie, jednak z czasem okazało się że nic z tych planów nie wyjdzie. Nie pojawiły się, zapowiadane handheldy, urządzenia peryferyjne (drukarki) z tytułowym OS, w końcu HP zaczęło mówić o uwolnieniu kodu, udostępnieniu systemu w ramach Open Source. Przez jakiś czas o webOSie nic się nie mówiło, aż do chwili wykupienia praw przez Koreańczyków. LG w odróżnieniu od poprzednika wie po co, w jakim celu zainwestowało swoje pieniądze i niebawem, bo na zbliżającym się wielkimi krokami CES 2014, zaprezentuje pierwsze urządzenia oparte na tym systemie. Firma postanowiła wprowadzić na rynek nowe odbiorniki HDTV oparte na tym OS, będzie to więc odpowiednik zarzuconego de facto przez branżę Google TV (które zwyczajnie się nie przyjęło).

Nowe TV otrzymają całkowicie nowe (w porównaniu z dotychczasowym, firmowym) oprogramowanie smart TV. Warto zauważyć, że LG kupiło webOSa w lutym 2013 roku, a już teraz przedstawia pierwsze produkty wyposażone w ten OS. Na razie niewiele wiadomo co dokładnie się kryje za tą próbą wskrzeszenia – z opisów na stoisku można dowidzieć się, że nowość ma zaoferować „proste połączenie z wieloma urządzeniami”, „łatwą nawigację” oraz „fun setup” – cokolwiek miałoby to oznaczać. Ciekawe co wyjdzie z tego mariażu? Pamiętam, że system był dostosowany do szybkiej nawigacji wieloekranowej (karty), był lekki, z przyjemną, czytelną grafiką i ogólne wyróżniał się wysoką ergonomią interfejsu. To cechy, które bardzo dobrze współgrają z wymaganiami na dobry interfejs telewizora. Kto wie? Może LG uda się „przy okazji” stworzyć wyróżniający się, wzorcowy smart TV? Na razie nikomu nie udało się stworzyć czegoś, co można uznać za właśnie wzorcowy interfejs dla telewizora. Większość rozwiązań tego typu ma wiele wad i w sumie niczym szczególnym się nie wyróżnia. To może webOS (a nie Android, nie Google) będzie tym, na co wszyscy czekają?

Playstation 4… wielkie rozczarowanie?

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Playstation-4

Oczywiście to zależy jakie były nasze oczekiwania względem nowej „plejki”. W artykule z dn. 3 lutego pisaliśmy jakie są nasze… Niestety PS4 stworzono w całkowitej opozycji do poprzednika. PS3 była prawdziwym, multimedialnym kombajnem, urządzeniem zdolnym zastąpić praktycznie każde źródło sygnału (mam tu na myśli odtwarzacze oraz serwery AV) w salonie. PS4 jest zupełnie inna, jest nastawiona na graczy, zbudowana pod kątem graczy, jest sprzętem do grania. Koniec, kropka. W przywołanym artykule pisaliśmy o takich sprawach, jak: multiformatowa obsługa z graniem wszystkich formatów audio (oraz wideo) zarówno za pośrednictwem napędu, jak i z wew. dysku oraz sieci, braku ograniczeń regionalnych (także dla własnych usług streamingowych – nic się w tej materii nie zmieniło!(Boli, bo to obecnie jedyna możliwość wykorzystania PS4 do czegoś innego niż granie!), utrzymania funkcjonalności (złącza AV, multimedialny serwer etc.), wprowadzenia nowych serwisów streamingowych (poza tymi które były, takich jak Spotify, Deezer etc), pełnej integracji z handheldami i domową elektroniką (nie tylko od Sony), nowych usług IPTV, możliwości odtwarzania bez konieczności odpalania HDTV, obsługi 4K (multimedia) itd. itp. Sporo tego, ale tak naprawdę było to wszystko na wyciągnięcie ręki, to znaczy te wszystkie rzeczy to takie PS3+, bo poprzedniczka poza przykrymi ograniczeniami, mogła jw. pełnić funkcję uniwersalnego, multimedialnego huba. Wprowadzenie samodzielności (pełna obsługa formatów, pełna integracja z NASami) byłyby niejako ukoronowaniem tego, co próbowało Sony zaoferować swoim klientom w przypadku Playstation 3. Ograniczenia wprowadzane wraz z kolejnymi aktualizacjami oprogramowania systemowego PS3 nie wskazywały na to, że w przypadku następczyni kwestie obsługi A/V zostaną potraktowane całkowicie po macoszemu. Polityka odbierania funkcjonalności, ograniczania możliwości w stosunku do poprzedniej generacji sprzętu, to nie jest chyba najwłaściwsza droga…

Niewykluczone, że z biznesowego punktu widzenia to słuszna decyzja. W dobie SmartTV, handheldów które stanowią coraz częściej nieodłączną część domowego systemu rozrywki, multimedialny kombajn to przeżytek (z drugiej strony po co nam te wszystkie skrzynki, jakby nie można było stworzyć jednej – do wszystkiego). Być może. Jednak zwyczajnie szkoda unikalnego połączenia możliwości, jakie w takiej cenie nie oferował nikt inny – obsługi fizycznych nośników oraz odtwarzania plików z integracją z elektroniką zgromadzoną w domu (PC, NAS, system stereo). Taką drogę mniej więcej obrał tym razem Microsoft. Problem w tym, że Xbox One to urządzenie tak mocno osadzone w Stanach (materiały, dostawcy), tak mocno stawiające na obraz (dźwięk potraktowano jako przysłowiowy dodatek do kożuszka), a przy tym na tyle mocno zorientowany na streaming wymagający uiszczenia opłat abonamentowych (bez pełnej swobody korzystania z własnych zbiorów), że ta nowa propozycja nie jest tym, czym miała być jw. nowa „plejstacja”. Szkoda, bo jednozadaniowy sprzęt wg. mnie to dzisiaj… przeżytek. Jednofunkcyjne urządzenie jakim jawi się nowa PS4 to coś, co nie pasuje do dzisiejszej rzeczywistości. I nawet zapowiedź wprowadzenia obsługi odtwarzania MP3 (sic!) niczego tutaj nie zmienia. Kto będzie chciał korzystać z bardzo ograniczonych możliwości sprzętu, którego de facto jedyną funkcją są gry? Ok, to jest konsola, to ma przede wszystkim przynieść wpływy ze sprzedaży gier, ale jednak pewien niesmak pozostał. Wygląda na to, że najnowsze next-geny to coś, co należy potraktować w kategoriach – tylko do gier. Nawet wspomniany Xbox, mimo kilku interesujących rozwiązań, mimo idei połączenia innego sprzętu (w założeniach set-top-boksa kablowego, satelitarnego etc) via konsola do TV, to sprzęt – przynajmniej u nas – zorientowany w 99% na gry. Na razie nie jest jasne, czy będzie integrował się z lokalnymi zbiorami, z biblioteką multimedialną i będzie zdolny do odtwarzania wielu formatów. Nie liczyłbym specjalnie na to, z zastrzeżeniem, że trzeba poczekać te kilkanaście dni do premiery i przekonać się jak to będzie. Podsumowując, prywatnie, czuję się rozczarowany. Mnożenie bytów pod HDTV od dawna mnie nie bawi (szczególnie w zakresie obrazu), wolałbym mieć możliwość wyboru maksymalnej integracji. Niestety takiej możliwości póki co nikt nie jest w stanie zaoferować. Sony nie jest. Microsoft (zdaje się) nie jest. Może ktoś trzeci zdoła? Google? Apple?