LogowanieZarejestruj się
News

Aries Mini: alternatywa dla PC w systemie? Nasza recenzja

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Auralic-mini

Zacznę nietypowo, bo od cytatu (i nie będzie to jedyny cytat we wstępniaku – strach się bać ;-) ). Długiego cytatu. Przy okazji zapowiedzi na naszym profilu jeden z Czytelników, Pan Krzysztof, zadał trafne, w punkt pytanie: „Jeżeli Aries miałby służyć w konfiguracji wyłącznie jako cyfrowe zródło (podłączony do zewnętrznego Daca) czy jest sens dopłacania w porównaniu do mini PC?”

Oto, co odpowiedzieliśmy:

W takim scenariuszu alternatywa w postaci mini PC oczywiście kusi. Przy czym warto pamiętać, że Aries Mini to zintegrowanie wielu źródeł muzyki w ramach jednego software/interfejsu. To bardzo duży plus, niełatwo uzyskać podobny efekt synergii w przypadku PC. De facto, poza Roonem, nie znam software komputerowego z apką sterującą na dotykowe ekrany handheldów, zamykającego w pełni temat zawiadywania muzyką na komputerze. 

Tu płacimy także za to, za prostotę obsługi i konfiguracji. Przede wszystkim za to właśnie. Jeżeli komputer nie stanowi dla nas bariery, a kwestie obsługi w rozsądny sposób rozwiążemy, to oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie… To opisywane rozwiązanie, to właśnie dla tych, którzy szukają alternatywy dla komputera, nie chcą transportu plikowego w formie PC. 

Brak problemów jest po stronie takich Ariesów, Squeezeboksów, żadnych dużych OS, dziesiątek sterowników, zmiennych, skanerów avir itp itd. To zupełnie inna droga do osiągnięcia tego samego celu, czyli jak osiągnięcia najlepszego brzmienia. Tyle że obok jest wygoda, ergonomia itp sprawy. Ważne sprawy. BTW Mnie bardzo się podoba wzmiankowany Encore 255, pierwszy taki klamot z Intelem x86 i komp. OS – to ambitna próba pogodzenia światów przez Musical Fidelity. Bardzo trudna dodajmy…

A tu, podłączam takiego streamera i gra. Koniec, kropka & amen

I tak to właśnie wygląda, nie inaczej. Tu płacimy za integrację bez konieczności babrania się w systemie, ustawień, konfiguracji, interferencji, podpinania ekranów (no powiedzmy, htpc może oczywiście nie być podpięty i też będzie działał), antywirów, firewalli i czego tam jeszcze. To – wierzcie mi – na niektórych melomanów działa jak płachta na byka. „Jak to, ja mam do nędznej (!#!%) wykonać milion kroków, poznać milion rzeczy (celowo „nieco” przesadzam ;-) ) żeby wcisnąć play? Przecież to kompletnie bez sensu!!!” No i trudno polemizować, bo w przypadku komputerowego audio zawsze, podkreślam zawsze, zachodzi konieczność poznania specyfiki tego źródła / transportu, tu nie ma drogi na skróty. A z komputerami, wiadomo, jak jest. One dają się ujarzmić bezproblemowo, ale trzeba poświęcić czas i mieć chęć. A jak chęci brak? No właśnie, jak chęci brak to bierzemy gotowca (strumieniowca) i już. I tak jest z Ariesem Mini i tego typu produktami. Rozmawiałem z dystrybutorem, mówił mi że rynek niemiecki to główne pole ekspansji producentów tego typu sprzętu. To właśnie tam sprzedaje się tego najwięcej. Sporo też „schodzi” w Stanach. Dużo zapytań serwisowych zza Atlantyku leci (nie to, że jestem w tym momencie złośliwy, ot podaję tylko informację jako pewną ciekawostkę ;-) ) Także wiecie, rozumiecie towarzysze, chcecie prosto, łatwo i bezboleśnie, to musicie za to właśnie parę złotych dodatkowo zapłacić. Uczciwa to oferta i sensowna alternatywa wg. mnie.

Aries Mini jest jednym z najtańszych rozwiązań tego typu na rynku. Są oczywiście (na kopy) androidowe rozwiązania, mini systemy audio (audio wideo), ale wg. mnie to już zupełnie inna para kaloszy. Tam chodzi o coś innego (tak, chodzi o cenę, chodzi także bardziej o prosty dostęp do treści, bez zgłębiania się w jaki sposób, w jakiej jakości, bez tego, co dla nas – zwolenników „nie byle jak” – istotne). Także macie moi drodzy do wyboru dwie piguły: „weź niebieską pigułkę, a historia się skończy, obudzisz się we własnym łóżku i uwierzysz we wszystko, w co zechcesz. Weź czerwoną pigułkę, a zostaniesz w krainie czarów i pokażę ci, dokąd prowadzi królicza nora.” To od Was zależy, która z piguł będzie kompem, a która będzie odpowiednikiem streamera :P Dla mnie muzyka to magia, więc bez względu na to które źródło/transport wybierzemy pozostaniemy nadal w Matriksie (i dobrze, bo po jaką cholerę męczyć się w realu, gdy dźwięki pozwalają odrzucić to, co przyziemne, co rzeczywiste, żeby nie powiedzieć wprost: gorsze? na rzecz tego, co ponad)

No to pojechałem, czas wrócić na ziemię (trudne to, bo właśnie czegoś słucham) i pokrótce opisać tego małego klamota. Do dzieła zatem:

Forma

Małe, białe pudełko w formie przywodzącej na myśl ostatnią generację AirPort Express (tylko nieco większe to) by Apple. To zresztą celowe z mojej strony porównanie, bo apka też na razie nur fur iOS (za to się Auranderowi dostanie w podsumowaniu, ocenie, oj dostanie!). Jestem jabłkolubem (mhm), jestem Andkouserem (patrząc szeroko, na pewno google’lubem, biorąc pod uwagę usługi i Cast :) ) i naprawdę nie rozumiem jak można nie oferować aplikacji sterującej na mobilny OS z Mountain View. No kurcze! Podobno mocno nad tym siedzą i mam nadzieję, że faktycznie, bo …no bez przesady.

Dobrze, zostawmy to na razie. Front to (z rzeczy wyróżniających się) właściwe li tylko trzy bardzo umiarkowanie widoczne i niezbyt łatwe w obsłudze (ciężko się to wciska, bez feedback’u) przyciski, którym możemy przypisać określoną funkcjonalność w aplikacji (tylko kupcie sobie przynajmniej iPoda Touch do kompletu, ok? ;-) ). Można włączyć, wyłączyć, wybudzić, uśpić, choć i tak głównie sterować będziemy za pośrednictwem dotykowego ekranu naszego smartfona, tabletu, grajka, bo to clou właśnie i tak to ze streamerami wszelkiej maści jest (choć zdarza się, że ktoś wpadnie na pomysł zawiadywania z poziomu komputera, jakiś webpanel da – vide Coctail Audio… pamiętacie jeszcze? :) ).

Niewielka dioda informuje nas o stanie urządzenia i generalnie to życzymy sobie by świeciła na biało (włączone, gra, oczekuje na komendę), a jak świeci inaczej to powód do sięgnięcia po sterownik (dotykowy ekran), albo zanurkowania do szafki (klasyczne wyyyłączamy, dla niecierpliwców wtyczka). Sam zasilacz jest ścianowy, znaczy taki impulsowy i nic specjalnego – droga do modyfikacji wolna (mieliśmy pomysł na Tomanka, ale z braku czasu upadł… da się tak czy inaczej, jak ktoś ma ochotę na mody).

Na spodzie jest klapka, a pod klapką może być dysk 2.5 calowy. Z tyłu zaś mamy arsenał złączy z USB 1 i 2 (bo są dwa), SPDIF (koaksialny i optyczny) oraz wyjściami RCA. Tak to w skrócie wygląda. Nawet kolor nawiązuje, bo u nas był biały, może być inny (czarny), ale wiadomo… wielu wybierze ten biały. Mniejsza. Co w środku? Ano w środku całość oparto na platformie sprzętowej Tesla z czterordzeniowym CPU ARM Coretex-A9 taktowanym zegarem 1GHz. Streamer ma 512MB wbudowanej pamięci RAM DDR3 oraz, dodatkowo, 4GB pamięci wewnętrznej. Streaming bezprzewodowy to nade wszystko własny protokół, własna technologia transferu zer i jedynek czytaj Lightning Streaming (DS Lightning –  i nie, nie ma to nic wspólnego z produktami firmy Synology ;-) ), alternatywnie może być sobie uPnP (koślawo działa), mamy wbudowaną antenkę WiFi, mamy też port LAN dla wyznawców kabla. Za konwersję C/A odpowiada dobrze nam znany układ ESS Sabre ES9018K2M, czyli DAC jest na poziomie, choć to obecnie niekoniecznie cokolwiek znaczy (jakościowo – pamiętajcie – oceniamy całość, a nie pojedynczą kość).

Strumieniujemy sobie z Qobuza (przepraszam, nie w Polsce, jednak nie, bo niedostępny) WiMPa (historycznie), a konkretnie to z Tidala gramy. Brakuje ewidentnie popularnego Spotify’a, ale z tego co obiło mi się o uszy, to ma być. Jest radio (vTuner) i rzecz jasna obsługa protokołów odpowiedzialnych za komunikację z serwerami NAS (DLNA). Gramy: AAC, AIFF, ALAC, APE, DIFF, DSF, FLAC, MP3, OGG, WAV, WMA… czyli jakby wszystko. Możemy grać 32 bity (a proszę, może poza paroma plumknięciami coś się w tych dodatkowych bitach pojawi – taka ciekawostka przyrodnicza), możemy grać DSD (jak wyżej, nawet 256), możemy to wszystko odtwarzać na poziomie maksymalnym, odnośnie częstotliwości próbkowania (384 – więcej to już tylko cyferki, bo niech ktoś mi znajdzie jakiś materiał… no właśnie nie znajdzie). Czyli „future proof” jakby powiedzieli Anglosasi.

W punktach mamy więc, mniej więcej tak:

  • Obsługa serwisów streamingowych TIDAL, Qobuz, WiMP (serio? ;-) )
  • Lokalna biblioteka uPnP/DLNA z dysku NAS/USB/SATA
  • Radio internetowe (vTuner)
  • AirPlay, Songcast oraz Bluetooth
  • Obsługa formatów AAC, AIFF, ALAC, APE, DIFF, DSF, FLAC, MP3, OGG, WAV i WMA
  • Częstotliwości próbkowania: PCM 44.1Khz – 384Khz 32bit oraz DSD64, DSD128 & DSD256
  • Wejścia: RJ45 Gigabit Ethernet, Dual-Band WiFi (jest gigabitowe ac), USB 2.0 dla pamięci masowej
  • Wyjścia: USB 2.0 Audio do DAC-a, coax, toslink i analogowe stereofoniczne RCA

 

Treść

Zacznijmy od integry. Zacznijmy od grania z podpiętym wzmacniaczem. To fajne, „funowe” granie, to znaczy takie, któremu nie brakuje dynamiki, zaangażowania, gdzie liczy się „tu i teraz”. Wchodząc nieco głębiej wychodziły ograniczenia, głównie w przestrzeni, w braku powietrza, w graniu pierwszego planu, bez zgłębiania się w szczegóły. Przy czym nie było wcale tak, że brakowało nam rozdzielczości, że nie było detali, a raczej chodziło o plany, o klimat, szczególnie dało się to odczuć w utworach, gdzie te warstwy po prostu słychać – grunt – by sprzęt potrafił to pokazać. Tak, czy inaczej soute Mini grał na poziomie budżetowego systemu wmak plus cedek, bardzo przyjemnie, bez żadnego utyskiwania pt. „no nieee, przecież to nie tak powinno grać”. Bezpieczny poziom, satysfakcjonujący w odbiorze, szczególnie gdy chcemy sobie zaaplikować dawkę elektroniki, brzmień nowoczesnych w formie, nie bardzo skupionych wokół wspomnianych powyżej cech – wręcz pomijających te elementy już w studio, w czasie masteringu, decyzji podejmowanych przy stole montażowym. No i ok, ja to akceptuję i właśnie – jeżeli ktoś chce tanią alternatywę all-in-one zastępującą fizyczny nośnik w postaci budżetowego CDA (kiedyś było to – powiedzmy 1-2k), czy taniego gramofonu (a co? Przecież DSD potrafi grać, nie? ;-) ) to… proszę bardzo.

 

Gramy z Ariesa Mini w trybie DAC via Matrix Quattro II Advanced (z włączoną obsługą DSD)

Wyjście @ zew. DAC? Identyfikowany prawidłowo, bezproblemowo, szybko :)

Integra, integrą, ale prawdziwa zabawa zaczyna się wraz z wpięciem DACa. A tych daczków przewinęło się, oj przewinęło. Generalnie rolą transportu było dostarczenie bitów i jedynek do przetwornika i to tu działa się „cała magia”. Jest to pewne uproszczenie – nie przeczę – ale faktycznie, rola komputerowego źródła w systemie choć ważna, nie jest KLUCZOWA. To DAC gra, DAC jest numero uno. Dlatego tak wiele w system wnosi testowany Gungnir Multibit, dlatego takim odkryciem był i jest TAC-2 ZOOMa (thunderbolt!), dlatego zrywa mi beret każdorazowo niepozorny M2tech hiFace DAC. Bo to świetne i po prostu wyróżniające się na tle przetworniki, które robią tę magię, robią ten dźwięk i robią tę różnicę. Dlatego też Mini w roli transportu cyfrowego to właśnie fajna alternatywa dla PC, bo mamy to samo (znowu nieco upraszczam, bo niestety nie do końca – vide ROON), a szybciej, łatwiej i ogólnie przyjemniej. No i gramy sobie te hi-resy, te DSD-ki, a wszystko to sobie leci do przetwornika podpiętego do Ariesa, przy czym ani razu, ani, ani nie było sytuacji, w której Aries byłby się wypiął na współpracę, zbuncił się no. Ani razu. To duży plus i gotowa rekomendacja (że alternatywa dla PC/Mac), bo jak wspomniałem tutaj można uzyskać efekt jakby nielicujący z cenówką. Serwery audio (takie od speców) są DROGIE. Wyspecjalizowane streamery mogą kosztować na poziomie auta średniej klasy (czyli od 3 do 5 z czterema zerami złotych). A tu jest coś względnie taniego i może być streamerem, serwerem i jeszcze AirPlay’a ma. No i pięknie.

Powiem tak, Aries Mini nie będzie ograniczeniem, nie będzie ograniczeniem dla wspomnianych powyżej źródeł. Zagramy na poziomie tych klamotów, z tym zastrzeżeniem, że paru rzeczy nie będzie nam dane zrobić. Wyspecjalizowany soft na komputery daje pewne określone przewagi. Jakie? No choćby możliwości niczym nie ograniczone konwersji sygnału – czasami – jak w przypadku PCM-DSD daje to wyraźny skok jakościowy, przy czym pamiętajmy, że to nie recepta, a dodatkowa możliwość, bo z gówna wiadomo… z gówna niczego sensownego nie będzie i gówno (po)zostanie.

Zaangażowanie, przestrzeń, mikroplankton, szybkość, umiejętność pokazania muzyki jako całościowej narracji, czegoś co przemawia do nas w pełni, umiejętnie sterując emocjami – tak, dobry DAC z Ariesem Mini to właśnie potrafi. Czy zatem można darować sobie poszukiwanie innego transportu? Czy to rozwiązanie docelowe? No właśnie nie, bo jak wspomniałem powyżej, pewnych rzeczy nie przeskoczymy (oczywiście mogą pewne nowe rzeczy wprowadzić programiści, ale nowa wersja software 3.2 bodaj daje wsparcie dla RAAT, ale nie w przypadku Mini), dodatkowo w przypadku plików sporo się obecnie dzieje, pojawiają się nowe technologie (MQA), pojawiają się nowe strumienie (zobaczcie ile bezkompromisowej jakości rozgłośni sieciowych się namnożyło ostatnimi czasy – tylko dodać adresy i słuchać! Wspomnimy o tym niebawem na łamach!), mówi się także coraz częściej o zupełnie innych, bardziej naturalnych, sposobach interakcji (sterowania) vide Aleksia, vide Home (&Google Now), vide Siri, vide Cortana. Także świat (technologii) nie stoi w miejscu tylko gna jak szalony. Ok, ale zostawiając na boku te wszystkie technonowinki, patrząc na bohatera, można potraktować go jako całkiem sensowne źródło plikowe, łatwe rozwiązanie, proste, które zwyczajnie ułatwi nam życie. I za to – podkreślam to jeszcze raz – bo to sedno jest – tutaj płacimy. Tak to widzą konsumenci (może nie w Polsce, ale my to jesteśmy cholernie specyficzni, bo każdy Polak zna się na wszystkim, nosi buławę w plecaku, jest specjalistą wielce wszechstronnym & wszechwiedzącym i co to dla niego, kozaka…). Także jest rynek dla tego typu rozwiązań i ma to sens.

Synteza

No dobrze, czas to jakoś podsumować. Mamy kompletne rozwiązanie. Systemowe. To nie jest tylko odtwarzacz z wbudowanym (jak ktoś ma ochotę) dyskiem i powiedzmy serwer audio. To nie definiuje tego malucha w pełni i było by zbyt daleko idącym uproszczeniem. Bo – właśnie – to system jest, tzn. mówimy o kompletnym rozwiązaniu grania z plików, czy to lokalnie (przy czym możemy sobie także strumieniować via BT oraz AirPlay – kto co lubi i na co ma ochotę) czy to zdalnie, z serwisów (Tidal, Qobuz i lista puchnie, czy może precyzyjniej, ma puchnąć…). Dostęp do wszystkiego, z bezproblemową, arcy łatwą konfiguracją (pięć sekund) i już sobie wciskamy to play (patrz wstęp), nie rzucając co chwila @$%#%%! To jest właśnie alternatywa. PC/Mac oczywiście zawsze będzie dawał więcej, oferował więcej, bo jest otwarty na zmiany, podatny na wszelkie modyfikacje, a taki streamer w praktyce uzależniony od wsparcia jakie oferuje jego producent. Tylko i wyłącznie. Jest więc wsparcie? Jak jest to jest dobrze. Producent zapomniał, że wyprodukował i zaoferował? No to mamy problem. Także to jeden z ważnych aspektów, o których trzeba wspomnieć, jednak nie przesądzający o wyborze (wszystko sprowadza się do naszych potrzeb związanych z obsługą i ewentualnie dodatkowymi „widzimisię” ;-) ), a raczej uświadamiający różnice. To jest wg. mnie kluczowe rozróżnienie, różnica która dotyczy umownie „komputerowego” źródła.

Aries Mini niestety nie ma wsparcia dla RAAT. Dla kogoś, kto jest (jak niżej podpisany) zafascynowany Roonem to spory minus. Owszem, da się to zintegrować, ale tylko na poziomie AirPlay-a, a to nie to samo (bo nie jest AP bitperfect, bo tylko 16/44-48, bo opóźnienia etc. etc. etc.). No dobrze, ale to tylko jedna z propozycji softwareowych, mamy zatem to co fabryka dała w zakresie interakcji (apka DS Lightining), a sam Aries może współpracować jako streamer z „dowolnym” daczkiem, co samo w sobie daje już dużą korzyść funkcjonalną, bo nie chodzi tu tylko o SPDIF (wiadome ograniczenia w odtwarzaniu materiału hi-res), ale także o USB. A z USB można już (prawie) wszystko. No i sobie gramy, odtwarzamy na przetworniku, takim jaki tam będziemy sobie chcieli podpiąć, podnosząc jakość tego co słyszymy właśnie za pomocą wyboru określonego DACa, który zagra z Ariesem. Oczywiście można też soute i to jest (często) sedno sprawy, wybór docelowy dla kogoś, kto nie chce mnożyć bytów i chce mieć takie całościowe rozwiązanie zaszyte w jednej skrzynce. Potem tylko drut ze wzmocnieniem na końcu i efektory (kolumny). Tyle. To jak najbardziej ma sens, a w przypadku Ariesa Mini w wariancie biurkowym (że tak się wyrażę), z monitorami bliskiego pola, jakimiś niewielkimi kolumienkami (zestaw gabinetowy) „to oczywista, oczywistość” (bardzo przepraszam za ten cytat, naprawdę bardzo szczerze ubolewam ;-) ).

Własny patent (protokół Lightining) to strzał w dziesiątkę, bo daje co najmniej dwie (nie więcej niż dwie jednak) przewagi nad standardowymi sposobami przesyły multimediów (DLNA oraz uPnP): wiadomo co się dzieje z bitami transferowanymi w ramach protokołu (w przypadku uPnP to odwieczny problem), nie ma mowy o jakiś zauważalnych opóźnieniach (znowu uPnP), nie ma ograniczeń w odczycie danych z serwerów (znowu uPnP), pełna kontrola nad procesem przesyłu po stronie hardware. Dlaczego Sonos zdobył uznanie na rynku, także wśród osób, którym nie jest wszystko jedno jak gra, dla których liczy się jakość? Bo ma ten swój mesh, wszystko chodzi w ramach własnego protokołu i wara od niego całemu zerojedynkowemu szumowi jaki (niestety) jest wszechobecny (a którego istnienia sobie często nie uświadamiamy). To samo dotyczy RAAT – to jest właśnie to, co robi gigantyczną różnicę i ja wierzę szczerze, że właśnie oparcie się na własnym, firmowym rozwiązaniu w aspekcie przesyłu danych ma istotne dla końcowego efektu znacznie. Chodzi tu i o jakość i o szybkość działania i wygodę i o komfort …o wszystko w sumie.

Aries Mini oczywiście może mieć dysk i może być centralką cyfrową vel serwerem i bardzo dobrze sobie w tej roli radzi*. Trochę uwag mam do stabilności samej aplikacji sterującej, która jest (mimo paru fizycznych przycisków na obudowie) czymś absolutnie nieodzownym. Jak już działa, to działa ładnie, ale jak wybudzamy naszego małego bohatera i hmmm… czekamy ciut długo, to spada nam „user experience” nieprawdaż i to rzecz ewidentnie do poprawy. Po najnowszej aktualizacji jest poprawa, ale jeszcze się zdarza. Sam start urządzenia jest dość szybki, nawigowanie i ogólnie reakcja na nasze działania także dość szybka – tu nic specjalnie nie chrupie, dobrze, bo to podstawy, fundament i ten jest solidny. Auralic stworzył coś sensownego, coś co może nam tego kompa zastąpić sensownie w systemie, co jednocześnie nie ogranicza nas funkcjonalnie. Także jest znaczek polecamy, bo doceniamy, przy czym liczymy, że producent będzie konsekwentny i nie spocznie na laurach, tzn. będzie rozwijał software, bo to kluczowa rzecz i bez tego (rozwoju) wspomniany sens zamieni się w (bez)sens. Patrząc na to, co oferuje obecnie firma w tym zakresie, niepoprawny optymista tylko utwierdza się w tym swoim optymizmie i oby tak zostało. Mamy w zwyczaju to sprawdzać (patrz recenzja Momentum Wireless i odebranie znaczka za konkretną wtopę jaką zaliczył Sennheiser w przypadku tego produktu właśnie). Aha i naprawdę świat nie kończy się na pewnej firmie na A. Proszę szybko wprowadzić aplikację pod Andka! To jest absolutny priorytet!

Także programiści Auralica, wielkie oko patrzy ;-) (przyp. nie wiem, co oni obecnie dodają do tych sałatek, ale hmmm…)

 

Dla klamota, który jest zamiast. Zamiast PC/Mac. I to ma sens!

Muzyczny serwer & multi streamer (no nazwij to zgrabnie… cholera) Auralic Aries Mini (c.a 2,2k zł)

Plusy
- wszystko (niemal) w jednym
- jakościowo na poziomie budżetowego systemu DAC/komp (gramy soute, bez zew. DACa)
- możliwość zmiany jakościowej brzmienia, gdy pod USB Ariesa podepniemy jakiegoś dobrej klasy DACa (raczej powyżej 2k)
- własny protokół komunikacyjny DS Lightning
- małe to, kompaktowe
- serwisy streamingowe included
- szybkie to w miarę, no chyba że się przytnie (patrz tekst)
- czytelny interfejs
- dobre jakościowo wsparcie
- sensowna cena 

Minusy
- grzeje się mocno (za mocno moim skromnym zdaniem)
- apka sterująca wymaga doszlifowania (względnie współpraca apki z samym streamerem). Czasami wybudzanie to ruletka
- okazjonalnie dropy (bardzo rzadkie zjawisko, w porównaniu z PC szczególnie to nie ma co porównywać – streamer górą!)
- a gdyby tak potrafił być Roon Ready (obsługa RAAT), to by komuś by korona… no właśnie?
- komunikacja alternatywna via uPnP działa bardzo kiepsko (nie wiem, może to tylko eksperymentalna funkcja?)
- apka na razie tylko pod iOS (największa skaza na obrazie generalnie pozytywnym jw.)

Autor: Antoni Woźniak

Podziękowanie dla MIP za wypożyczenie sprzętu do testów

* radził sobie z dyskiem SSD Intela, sformatowanym jak nakazują w instrukcji obsługi, z kolekcją „pod kurek”. Dysk zarówno w środku, jak i via USB, zawsze pewnie, zawsze szybko, bezproblemowo. Także działa to sprawnie i jako audio serwer Mini jak najbardziej…

fotoGALERIA z opisem:

Niewielkie kartonowe pudełko

Warto to sprawdzić, czy faktycznie… ;-)

Szybki start, ścianowy zasilaczyk (tak, tak będzie można np. u Tomanka coś lepszego zamówić), kabelek RCA oraz przybory do instalowania dysku w środku streamera

Taki tam sobie jestem niepozorny. Obudowa wykonana całkowicie z dobrego jakościowo plastiku. Przyciski z przodu służą m.in. do resetowania sprzętu (konfigurowanie w ramach lokalnej sieci)

Wbrew pozorom, to żółte, to nie jest wcale kompozytowe wyjście video ;-) …a koaksialne wyjście cyfrowe

Planujemy umieścić w środku takie coś. Będzie streamer, będzie Aries Mini działał także jako muzyczny serwer z dyskiem SSD

Jeszcze raz rzut oka na gniazda z tyłu streamera/serwera… jest LAN, są dwa USB ( w tym wyjście na DACa, z możliwością obsługi PCM 32/384 & DSD 256, innymi słowy pełna obsługa USB Audio 2.0) , jest optyk, wspomniany złącze koaksjalne (SPDIF obsługuje tutaj DSD64 w DoP) oraz stereofoniczne wyjścia analogowe. Bez opisu to, to. Na górze dioda informująca nas o trybie działania/stanie urządzenia. Nie trzeba żadnego sterownika przy podpięciu do zewnętrznego DACa. Jak alternatywa dla kompa, to alternatywa…

 

No to do dzieła…

Ustawiamy na iPhone (software nazywa się Lightning DS)

No to jest, choć nie obyło się to wszystko bez przeszkód (za drugim razem sprzęt został zainicjowany). Pojawił się nawet komunikat „Ooops coś poszło nie tak”. Aplikacja sterująca czasami traci łączność ze streamerem. Sporadycznie, zazwyczaj dzieje się tak, gdy dłuższą chwilę niczego nie gramy, względnie gdy apka jest spauzowana, a my robimy coś innego na naszym handheldzie. Jak widać może pracować jako uPnP renderer (będzie widoczny w praktycznie każdej usłudze / oprogramowaniu multimedialnym, bez względu na platformę) oraz jako firmowy, autorski „Lightning Device” w ramach własnego, systemowego oprogramowania Auralic Lightning DS. 

Dodatkowo sprawdzimy jak będzie pracował z makówką @ ROONie, jako end-point (dop. tylko z protokołem AirPlay to działa)

To skąd ta muzyka?

Lokalne źródło w postaci dysku sieciowego Synology

Samo przeszukiwanie i organizowanie bibliotek przebiega bardzo szybko

To może jakiś serwis streamingowy? U nas, w Polsce, póki co dostępna opcja Tidal/WiMP

Na początku coś przeszkadzało odtwarzaczowi połączyć się z Tidalem, po chwili ruszyło i znowu bardzo sprawnie dodało się konto z tym wszystkim, co serwis oferuje

No to gramy…

Pojawia się informacja na temat parametrów odtwarzanej muzyki wraz z aktualnym bitrate

Można szybko stworzyć playlistę, dodać pliki, usunąć, nawigowanie nieco utrudnione (trzeba machnąć z lewej, żeby przejść do poprzedniego ekranu – niespecjalnie to intuicyjne, przydałby się przycisk)

Można ustawić ważne parametry dotyczące brzmienia, sposobu odtwarzania, obsługi urządzenia (DoP, cyfrowe wyjścia, opóźnienia, wyłączenie regulacji softwareowej głośności etc.)

Ustawienia dla DACa (korekcja)

AirPlay działa bardzo dobrze, bez żadnych problemów (no opóźnienia typowe dla AP są, ale ten typ tak ma).
Z każdej aplikacji strumieniujemy sobie muzykę via Aries Mini na nasz zestaw stereo. Jeżeli hi-resy nie są nam do szczęścia potrzebne, można skoncentrować się na tym trybie przesyłu, tyle tylko, że wtedy wykorzystamy ułamek możliwości tego urządzenia (btw do uzyskania podobnego efektu wystarczy stacja AirPort Express).
Polecam szczególnie mocno rozgłośnie internetowe Linn’a. Znakomita jakość dźwięku, dużo lepsza od przeciętnej, spotykanej w sieciowym radiu!

Komentarze Czytelników

  1. emdeend

    Testowałem przez weekend. Funkcjonalnie fajna alternatywa dla kompa. Tidal plus pliki wyczerpuje większość moich potrzeb. Appka Ariesa na iPada wg mnie daleko z tyłu za jRemote, ale wystarczy.

    Podpinałem pudełeczko pod Audiolaba 8200 i ifi iDSD (na co dzień w identycznym torze słucham pc-ta z Media Center + jPlay).

    Niestety jakość dźwięku przeważyła o tym, że zostałem przy kompie. Brak powietrza, przestrzeni, nasycenia. Dźwięk wg mnie dość płaski.

    Dzięki za rtykuł.5! Pzdr

  2. Antoni Woźniak

    Dziękuję za podzielenie się własnymi obserwacjami.

    Czekamy na Altair’a. Będzie test na HDO. Ten streamer będzie bezproblemowo hulał z Roonem i mam nadzieję, że jako RAAT będzie to w pełni równorzędne rozwiązanie, alternatywne dla kompa. Zobaczymy…

Dodaj komentarz