LogowanieZarejestruj się
News

Chord Mojo – nowa, redakcyjna referencja „on the go”

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_3977

„Duże” Chordy – jakoś nigdy nie byłem fanem. Tak, na pewno są to znakomite urządzenia od strony inżynieryjnej, świetnie zaprojektowane, tyle tylko że sygnatura dźwiękowa jakoś nie moja bajka. Nie pasowało, mimo paru prób i dałem sobie spokój. Tak to jest, czasami preferencje słuchającego są tak odległe od tego, co oferuje dana „szkoła”, że – po pierwsze – nie warto czasu marnować (się zmuszać), po drugie – subiektywny osąd mógłby być zwyczajnie krzywdzący dla badanego klamota. Był jednak wyjątek. Tym wyjątkiem, chętnie słuchanym tu i ówdzie, było tytułowe urządzenie: Mojo. Według mnie ten maluch prezentuje inne, bliższe mojemu, podejście do reprodukowania dźwięku. Podobał się, choć nie był to jakiś zachwyt, finalnie trafiła się okazja i tak wylądował w redakcji. Ostatnio mobilnego u nas prawdziwe zatrzęsienie, co ma swoje plusy ale i minusy, bo przetestować trzeba, można w różnych okolicznościach (wyjazdowych) co jest tym „+”, ale też przesuwa parę rzeczy planowanych, zakłóca ustalony wcześniej porządek publikacji. Mam nadzieję, że przyszły tydzień będzie owocny, znaczy uda się nadgonić i sporo rzeczy na HDO się pojawi, a mobilne już zapowiadane i właśnie dopiero co zapowiadane oraz to, co leci, nie popsuje playlisty i wyrobimy się ze wszystkim, co tam się ostatnio słuchało.

Trzeba to ogarnąć (świecące kule – komunikacja, sterowanie), ale to nawet dodaje uroku i jest konsekwentnym wyborem
producenta we wszystkich produktach PC Audio 

Dobra, dość pierdzielenia, czas na konkrety. Mojo. Opisany przez praktycznie każdy sajt, w licznych periodykach branżowych, przetestowany „na wylot”. Czy może być coś odkrywczego w opisywaniu sprzętu sprzed c.a. 4 lat? W odniesieniu – jak najbardziej. W odniesieniu do nowego. Dlatego Mojo stanie i stawać będzie w szranki z grającymi penami, przenośnymi amp/dakami oraz DAPami, będzie weryfikował wartość tego, co nowsze, oparte na nowych pomysłach. Przy czym Chord parę lat temu zrobił wiele, by rzecz nam się nie zdezaktualizowała – możliwości tego malucha nadal są i będą „na czasie”. Firma o to zadbała, wybierając drogę uzupełniania, czy wręcz „apgrejtowania” (Poly) podstawowego produktu i chwała jej za to. O Poly zresztą jeszcze przeczytacie. To, że sprzęt nie ma MQA uważam za zaletę, Chord podobnie jak inni, zaimplementował w nowych produktach tą bezużyteczną technologię… to jak z dodawaniem (marketing) DSD do każdego przetwornika (obsługa), czy pogoni na cyferki. Cóż, tak to funkcjonuje.

Także cieszę się, że z jednej strony mamy zaawansowane coś, przyjemniej od innych wyrobów Chorda, brzmiące (dla moich uszu), z opcją uzupełnienia funkcjonalności o pełną obsługę sieciową z certyfikacją Roon Ready, opcją mobilnego serwera audio etc. Fajnie. Choć wiem, czytając fora, że nie wszystko wyszło okey (Poly), co też krytycznie ocenimy, co wyjdzie w praniu. Na razie soute i ta „referencja” to nie – jak wielu interpretuje to słowo – najlepsze, top of the tops, tylko zwyczajnie punkt odniesienia dla testowanych przenośnych (w redakcji). U mnie większość USB DACów gra stacjonarnie (temat na inny wpis – brak zasilania, dedykowany komputer/transport cyfrowy, to często panaceum na problemy, droga do uzyskania lepszego dźwięku… pomiary nie kłamią vide Audio Science Review) i Chord wraz z SMSL Idea mają stanowić mobilny materiał porównawczy.

Wirelessy z Wire. Senki mają kopany moduł łączności, ale to nadal jedne z najlepszych mobilnych nauszników
(wygoda, świetny dźwięk, b. dobry ANC)

Postaram się przemycić w ramach paru najbliższych publikacji sporo spostrzeżeń na temat kompetencji brzmieniowych Mojo, tym razem nie będzie czegoś takiego jak osobna recenzja, a właśnie tak, plus – to już w ramach dużej publikacji – Mojo & Poly (z roonowym przegięciem… tu mobilne spotka… stacjonarne). Tymczasem parę fotek, słuchane w dość oryginalnym zestawieniu (dla porównania) z Sennkami Momentum Wireless OvE (wyłącznie opcja pasywna, z wyłączonymi ficzerami, na kablu podpiętym do Mojo) vs Nura (full DSP, BT, z profilowaniem indywidualnym). Zupełnie odmienne drogi do… no właśnie, do czego? Trochę wyjaśniam poniżej, w mini galerii.

» Czytaj dalej

Apple z hi-res audio? Master Studio po jabłkowemu: Apple Digital Masters

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
apple-music-logo-getty-2018-billboard-1548

Najnowszy Billboard (patrz linkdonosi, że Apple chce zmoneteryzować lepszą jakość w swoim kramiku/streamie. Wiecie, fajnie jest zarobić więcej. To jedna strona medalu. Druga to konkurencja. Ta spod znaku Deezera (HiFi), Tidala (HiFi-MQA) oraz Qobuza (już w US, z pełną paletą możliwości) to nie jest coś, co można tak po prostu zignorować. Poza tym – i to jest chyba główny powód – od wielu, wielu lat Apple przygotowywało się do zaoferowania plików w lepszej jakości. Remastered for iTunes. Najlepsze źródła, bardzo dobre pliki stratne jakie oferują od dawna, te z podpisem RfT właśnie. Trochę to nowe wymusza także sytuacja – Apple ubija iTunes, multimedialny kombajn przechoodzi do historii (wraz z jesiennymi premierami najnowszych systemów na Makówy i iCośtam). To właściwy moment by rzutem na taśmę wprowadzić coś WOW, tak przy okazji. Wspomniana konkurencja stream bezstratny ma, Apple będzie… no właśnie będzie miał coś, co raczej bardziej kojarzyć się będzie z tidalowym MQA (przy czym, jak wiemy, Tidal to także poza stratnym origami także normalne flaczki 16/44). Wiemy, że jakość ma być lepsza, podobno znacząco w stosunku do tego, co jest (w kramiku i Apple Music), ale… niekoniecznie będzie to strumień bezstratnej jakości. 

Zawiedzionych rozumiem, ale też warto spojrzeć na to przez pryzmat tego, co dla Apple kluczowe. Dla Apple kluczowy jest rozbrat z kablem (wszędzie, gdzie tylko się da), a ten rozbrat to kompromisty. Bluetooth to stratna kompresja, nawet w najbardziej wyrafinowanej formie (może, cholera, w końcu wprowadzą wydajne kodeki aptX, low-latency, HD?), a jabłkowy strumień AirPlay to niby bezstratne bity, ale żadne tam bitperfect granie. Także ekosystem jest średnio, czy można wręcz rzec, wogóle niedostosowany do jakiś tam hi-resowych, bezstratnych fanaberii. I dlatego jabłczane Master Studio ma być czymś innym, niż by się nam mogło wydawać. Jakość ma być HQ, ale ma to być dopasowane – właśnie – do hardware: słuchawek, telefonów, tabletów i zegarków. Nie wspominam nico makach, bo zdaje się, że dla Apple to coraz bardziej niszowa, czy powiedzmy dopasowana do klienta nie_masowego branża, segment elektroniki użytkowej. Coraz droższe PC z jałkiem to margines w porównaniu z całą resztą. A ta reszta to strumienie po jabłkowemu, znaczy strumienie stratne (zazwyczaj). Koniec, kropka i amen.

To, o czym napisano w powyższym źródle, jako żywo przypomina zapowiedzi MQA. Tyle, że na pewno (no na 99%) nie ma to nic wspólnego z origami. Mówimy o technologii pozwalającej efektywnie strumieniować źródła Digital Masters (to dość pojemne określenie źródeł cyfrowych o – teoretycznie – referencyjnej jakości) w ramach własnego ekosystemu, przy zachowaniu niskiego zużycia energii (bardzo ważne w przypadku AirPodsów, czy Apple Watch’a), umiarkowanych transferów i dopasowania do możliwości zaimplementowanych w sprzęcie. Cofamy się zatem o parę generacji… chyba, że będzie to „ficzer” dla nowych i tak to będzie sprzedawane klientom… chcesz Mastera, kup nowego fona, iPada czy co tam jeszcze. Nie zdziwiłbym się, w końcu księgowy nie przepuści okazji, by zarobić wincyj.

Nie znamy na razie szczegółów, wszystko brzmi dość enigmatycznie. Wiadomo, że od dzisiaj (07.08), jak zapowiedziało Apple, uruchamiają „Apple Digital Masters” i będzie to coś więcej niż wspomniane Remastered for iTunes. Firma uznała, że obecnie warto rzecz odpowiednio sprzedać marketingowo, zarobić na tym, w związku z faktem, że aż 75% muzyki z Top 100 w USA i ok. 71% w Europie to wysokiej jakości źródła cyfrowe (najlepszej jakości). Czym zatem ma być Digital Masters po jabłkowemu? Ano ma to być jakościowo ten sam poziom jak plik audio loseless (oryginał) w formie dopasowanej do jabłkowych realiów. Skąd my to znamy… (podobnie brzmiały zapowiedzi o M-Q-A).

Jak się Apple zechce uzupełnić informacje (specyfikacja, katalog, szczegóły na temat dostępności) zaktualizuję wpis…

PS. Apple Digital Masters dostępne jest / ma być w Apple Music. Wygląda to na razie jak zwykły rebrand Remastered for iTunes, ale nadzieja umiera ostatnia ;-)

PPS. Mając takie źródła, mając własny – niezły – kodek (ALAC), mając (jeszcze) spory zasięg tradycyjnej dystrybucji plikowej (downloady via iTunes / Music) mogliby wreszcie coś konkretnego zaproponować. Może zmityguje ich do działania kolejny duży gracz – Amazon – który podobnież jest w bezstratnych blokach, za moment ma zaoferować lepszą jakość w streamie. Spotify, jak wiemy, prowadzi testy, jedynie Google wydaje się być na razie kompletnie niezainteresowane czymś lepszym od mp3-jek…

PPPS. Możliwe, że większość katalogu na Apple Music / iTunes może być od teraz w jakości Remastered for iTunes / Apple Digital Masters. To spory plus dla użytkowników, zważywszy że duża część katalogu (większa) bazowała do tej pory na gorszych jakościowo plikach udostępnianych w kramiku / streamie.

Biała księga do pobrania tutaj:

apple-digital-masters

TrueConnect: pierwsze wrażenia z testowania bezdrutowych IEMów RHA & finał

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_2201

Są AirPodsy i długo, długo nic. Tak wygląda obecnie ten segment. I pewnie będzie tak wyglądał za rok, dwa lata, trzy… Apple jest / będzie niekwestionowanym liderem, podobnie jak to ma miejsce w przypadku smart zegarków. Co jest najważniejsze odnośnie takiego produktu? Dźwięk? Znaczy jakość dźwięku? Najważniejsza jest stabilne, pozbawione dropów, problemów z synchronizacją działanie i bezobsługowe (najlepiej) łączenie z wszystkim, co jest na podorędziu. To, plus akceptowalnie długi czas działania, wyznacza w prawdziwie bezdrutowych słuchawkach dousznych wzorzec, jest punktem odniesienia. Jakość dźwięku oczywiście nie jest pomijalna, ale w sytuacji, gdy coś z powyższego zawodzi w ogólnym rozrachunku się nie liczy. W ogóle się nie liczy. To ma działać przenośnie (bo przecież nie w domu, albo inaczej, w domu to co najwyżej przy okazji), ma działać dobrze, pewnie, z gwarancją POWTARZALNOŚCI. Niepomijalne są kwestie nawigowania, sterownia (w AirPodsach zorganizowano to źle), jakości rozmów (bywa z tym tragicznie w niektórych tego typu produktach) oraz ergonomii, wygody użytkowania (duże pudła nosidełka, ładowarki odpadają w przedbiegach). Produkt Apple (opisany u nas rok temu) to coś, co pasuje, bądź nie pasuje (pchełki) do anatomii potencjalnego użytkownika, to coś co w związku z taką, a nie inną konstrukcją, może nie być dla każdego (ale – strzelam – tym którym wypada, nie „leży”, jest zdecydowana mniejszość, patrząc przez pryzmat popularności).

Forma airpodsopodobna, ale nie tak inwazyjna (wygląd) jak produkt Apple

No dobra, to co z resztą (segmentu), czy ktoś tu próbuje nawiązać, czy wręcz przeciwnie, nie ściga się, bo wie że to daremne i chce zaprezentować coś dla nieco innej (niż masowa) grupy odbiorców? Zabrzmi to dziwnie, ale wg. mnie najlepszą alternatywą dla AirPodsów będą albo słuchawki dużo droższe (i w paru aspektach zdecydowanie lepsze …od razu uprzedzam, nie ma takich na rynku), albo coś w porównywalnej, czy najlepiej niższej cenie – co w tych kluczowych – powyżej podanych parametrach, nawiąże równorzędną walkę z jabłkowymi słuchawkami. Tu też, póki co, nie pojawił się wg. mnie równorzędny produkt. To może nie ma sensu w ogóle podchodzić do tematu? Jest coś, co jest wyznacznikiem i ściana? Trochę tak, ale jednak nie, bo wielu próbuje, ze zmiennym szczęściem próbuje i RHA TrueConnect doskonałym tego przykładem jest (*oraz Senki Momentum Wireless IEM, słuchane w Berlinie, słuchane w Warszawie, też o nich tutaj co nie co jeszcze będzie).

 

Jak to u RHA… na bogato

Od strony ergonomicznej RHA wykonało kawał dobrej roboty. Słuchawki są leciutkie, wygodne, doskonale trzymają się ucha, są (mimo nieco przypominającej AirPodsy formy vide rurki) znacznie mniej inwazyjne (wygląd), samo nosidełko do przenoszenia, ładowania małe, zgrabne, wykonane z dobrych (jak słuchawki) materiałów tj. wysokiej jakości plastiku i metalu. Jest USB-C a nie żadne tam micro, no jak sami widzicie na wstępie jest naprawdę dobrze. A jak to wygląda po paru tygodniach dość intensywnego, na wynos, testowania?

Zainteresowani? Zapraszam…

» Czytaj dalej

Chiny atakują, żadnego respektu nie czują #1 SMSL Idea, Topping…

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_2880 2

Dzisiaj wielka paczka zapowiedzi. Zaczynamy od chińskich przetworników, jakie ostatnio w dużej liczbie i różnorodności zalewają alliexpress. W redakcji jest już SMSL Idea, najmniejszy, najlżejszy, najmobilniejszy USB DAC/AMP, który jako pierwszy zagroził (konkuruje jak równy z równym) pozycji hiFace DACa (m2tech). Pomarańczowy jest znakomicie brzmiącym audio donglem, jedną z najlepszych tego typu konstrukcji na rynku. Teraz ma konkurenta, który zaskakuje świetną dynamiką, wybitną rozdzielnością oraz głębią przekazu. To naprawdę robi wrażenie, szczególnie, że w malutkiej obudowie zamknięto mocarny układ dwóch, wykorzystywanych „w dużym” audio i to takim z wyższej półki audio, kości odpowiedzialnych za przyjmowanie i przetwarzanie sygnału: kości ESS 9018Q2C oraz XMOSa serii 200 (XU208). Wyobraźcie sobie małego grzdyla o wymiarach 60x16x6mm (sic!), wadze niecałe 10g. zdolnego do obsługi sygnału o parametrach 32/768KHz i DSD512. Mamy zatem nano daka, małego pena zdolnego do obsługi hi-resów 24, 32 bitowych oraz wszelkich, dostępnych materiałów 1 bitowych, w tym ich konwersji w locie do poziomu DSD512 (z PCM), natywnie. W takiej jw. formie. Niebywałe! Jak dodamy do tego regulację fizyczną poziomu, bardzo prawidłowo zrealizowane zasilanie w oparciu o niskoszumowe LDO (niski pobór energii w połączeniu z czarnym jak bezksiężycowa noc tłem – żadnych zakłóceń, żadnych interferencji… to zresztą zasługa nie tylko aplikacji zasilania, ale także niskiego poziomu szumu oraz bardzo niskich opóźnień, jittera, dzięki precyzyjnemu zegarowi (PLL od Silicon Labs)).

   

 

Innymi słowy mamy tutaj coś, czego nie powstydziłaby się konstrukcja stacjonarna, a najmniej biurkowa (btw czekamy na pro-jectowego mini boksa z dwoma układami nowszej generacji 9038Q2M, który mam nadzieję że niebawem trafi wraz z boksowym streamerem do redakcji… będzie test systemu o dość unikalnych cechach tj. filtracja sygnału USB). SMSL Idea doskonale wpisuje się w mobilne, będzie świetnym partnerem dla handheldów, a dzięki odpowiedniemu oprogramowaniu odtwarzającemu (Roon, Vox, HF Player by Onkyo…) w przypadku jabłczanej elektroniki zdolnym do obsługi maksymalnych, wzmiankowanych powyżej, parametrów dźwięku. W takim Roonie, każdy iPad przykładowo może być wyczynowym transportem audio, z podpiętym, tytułowym dakiem, pozwalając w dowolnym miejscu stworzyć strefę z dźwiękiem wysokiej próby. I to wszystko w tak zminiaturyzowanej formie. Od razu nadmienię, że nawet z wymagającymi słuchawkami ten maluch radzi sobie nad wyraz dobrze, pozwala napędzać stacjonarne nauszniki, nawet tak trudne jak HD650! Testuję na iPadzie Pro 10.5 z Roonem i to naprawdę daje radę i to jak daje. Wygodniejsze od laptopa, taki audio pen w ogóle nie przeszkadza (via CKK, niestety nie dają kabla lightningowego, wielka szkoda, choć użytkownicy nowych Pro, nowych makówek (współczuję skądinąd), będą mogli via USB-C. Dowolne słuchawki (wspomniane Senki, Audeze, HiFiMANy, szczególnie HE400/Sundara) i jest grane. A jak sobie to skojarzymy stacjonarnie (bo czemu nie?) z jakimiś np. aktywnymi monitorami bliskiego pola? Mamy wtedy minimalistyczny, wygodny, biurkowy zestaw audio oparty na tablecie (z wygodnym, dotykowym UI), każdym możliwym streamem, protokołem transmisji, grający dowolny materiał. I to wszystko, że nie widać, elegancko, bez zbędnych elementów. Jak jeszcze dodamy do tego – bardzo istotne – uproszczenie toru, jego w dużej mierze uodpornienie na wpływ zasilania ze ściany (baterie), to przyznacie, że robi się ciekawie, a patrząc przez pryzmat nakładów, jeszcze ciekawiej…

Pod Roonem

Wyczynowy materiał i wyczynowe granie. Ten maluch gra to bez żadnych problemów, kompleksów, może za wyjątkiem braku native, ale to leci przez Core Audio (makówka) także nie dziwota. 

Z takiego małego czegoś

Przebosko @ LCD3, przy czym w torze gra tu WA8 Eclipse, jako preamp (liniowo połączony z Idea)

Pod Audirvaną

Wiecie, to dopiero początek. W najbliższych planach będzie tego na kopy. Trafią do nas tej samej firmy (SMSL), designerskie daki M100 oraz M300*, oparte nie na kościach ESS a AKM (drugi, na topowej AK4497, SE/balans), jak również elektronika Topping-a. W przypadku tego ostatniego – nie da się kupić taniej dac/ampów opartych na flagowych kościach C/A i to w układzie jedna kość na kanał. Tak, Topping to przetworniki z dwoma, osobno na kanał, przetwornikami z topowych serii z katalogów ESS/AKM. Przetestujemy dwie najmocarniejsze konstrukcje tj. D50 i D70. Obie konstrukcje mają ambicję zajęcia miejsca głównego, cyfrowego huba w salonie, w najważniejszym systemie audio w domu. D50 to mały DAC SE, zaś D70 to już konstrukcja będąca jednocześnie mocarnym pre z AES/EBU oraz balansem. Oczekiwania wobec nich spore, podobnie jak w przypadku całej tej, chińskiej elektroniki, ceny bardzo, bardzo zachęcające. W końcu poziom 2k za sprzęt, który dysponuje podwójnym układem AK4497 (najlepsza kość, autorska technologia przetwarzania Velvet Sound) to naprawdę nie w kij dmuchał. A za nieco ponad 1k można mieć D50 z dwoma mobilnymi ESS9038 (czyli o jakieś 400 mniej niż u wspomnianego Pro-Jecta). Wielu mówi o dumpingu, o psuciu rynku, ja mówię o zdrowej konkurencji. Akurat wspomniany Pro-Ject ma coś ekstra do zaoferowania, coś co uzasadnia wyższą cenę (cały system, współpraca ze streamerem, wspomniana filtracja USB, możliwość rozbudowy w ramach linii produktowej etc). Także tylko się cieszyć, że mamy szeroki wybór i jeszcze nigdy tak dużo sprzętu o doskonałych parametrach, zaawansowanej konstrukcji, opartych na najlepszych układach dostępnych na rynku nie było oferowanych globalnie, dostępnych dla każdego zainteresowanego.

 

 

Aha, i jeszcze jedno. Na tapecie jest też bardzo, bardzo nietypowy (lubimy takie) też ultrakompaktowy, tyle że nie na ESS a na AKM oparty USB DAC/AMP od iBasso. Chińczycy zrobili coś jedynego w swoim rodzaju, zbalanowany (via 2,5mm jack) przetwornik/wzmacniacz wyposażony w złącze USB-C (jedna z nielicznych, jedna z pierwszych konstrukcji audio pendrive’ów wyposażona w ten nowy standard złącza) a oparty na flagowej kości AK4497. Mowa o iBasso DC01. Kosztuje gorsze, a integruje rzeczy w tym segmencie niespotykane. To zamiast gównianych adapterów audio, dodawanych do najnowszych telefonów pozbawionych złącza jack. Pisałem, że Chiny atakują? Pisałem. Pisałem, że żadnego respektu nie czują? Ano żadnego nie czują. Patrząc na ofertę zachodnich producentów (tak piję do najnowszego Cobalta Audioquesta) jakoś tak mizernie to wygląda. Jak zgłębimy temat pomiarów (AudioScienceReview) to w ogóle robi się ciekawie. Pamiętajmy, pomiary ważna rzecz, ale nasze uszy to rzecz najważniejsza. Wskazówka? Jak najbardziej. Wyrocznia? Absolutnie nie. Tego się trzymamy/-ajmy.

* a to nie jest ich ostatnie słowo, bo M500 w planach, oparty na ESS9038PRO oraz bezkompromisowe (spec), zahaczające o high-endy: strumieniowice DP5 (też ESS9038Pro) oraz następca (?) flagowego D1 oparty na układzie 4xPCM1704 D2. Grubo.

Oppo nie żyje, niech żyje Zidoo? X20 PRO video + Roon

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1937

Nieodżałowane Oppo. Sprzęt podlegający modowaniu przez najlepszych specjalistów z branży, coś co godziło kino o najlepszej jakości obrazu z doskonałym dźwiękiem stereo oraz wielokanałowym. SQ na poziomie prawdziwie high-endowym, sieć i fizyczny nośnik pod jednym dachem, dobre wsparcie i ugruntowana pozycja na rynku audio oraz video. Do tego w atrakcyjnych cenach to, to dostępne przez plus minus dekadę z okładem. I nagle koniec, finito, Oppo kończy z segmentem wieloformatowych odtwarzaczy AV, z produktami stricte audio kończy. Żałoba.

Piękne to, to nie jest… ale pilot BT w komplecie i wicie, rozumicie, można schować klamota w meblościance

Na szczęście świat nie zna próżni. Na miejsce tego, kto był niekwestionowanym liderem w swojej, dość niszowej, działce, pojawia się ktoś nowy. Nie, nie mamy już fizycznego nośnika, bo ten jednak w coraz bardziej oczywisty sposób przechodzi do lamusa. Są za to aż dwie szybkomontażowe (bez narzędzi) zatoki dla dysków, pokaźna bateria przyłączy z takimi kwiatkami jak USB-C, jak symetryczny tor audio @ XLR, jak aż trzy porty HDMI (2 z 4K) do wyprowadzenia obrazu najlepszej jakości oraz osobno samego audio (ARC), opcja pozwalająca na podpięcie komputera (USB DAC), wyczynowa, choć nie szczytowa kość, bo w mobilnym wariancie, ESS9038Q2M, multum ciekawych możliwości zaszytych w oprogramowaniu (wymuszenie HDR na ekranach SDR, konwersja materiałów w locie, pełna obsługa obrazów płyt SACD (ISO) oraz BD (z menusami, ofc także 4K) itd itp.

BD z ISO, BD z menusami pełnymi, wysokooktanowe, 4K, 40-50Mbps bez zająknięcia itd it
SACD ISO, wszystkie opcje: menu, 2ch, 4ch, 5.1ch… Blu-ray Audio…

Sprzęt mający w zamierzeniach producenta stanowić najlepsze źródło w bardzo rozsądnym budżecie, głównie źródło lokalne (dwa dyski, system Open-WRT / NAS) oraz sieciowe (po sieci lokalnej, jak i w Internecie) do tego – co warto podkreślić – region free (wybór odpowiedniego, dobranego pod odtwarzany materiał: A/B/C. Oczywiście jako standard w tego typu konstrukcjach pełna obsługa zew. napisów, bogate możliwości ustawienia pracy wewnętrznych układów (jak, przykładowo, 9 filtrów dla sygnału audio, regulacja efektu HDR dla video)…

Do tego (de gustibus) niekoniecznie trafiająca w estetyczne gusta obudowa może nie być w ogóle widoczna, a to dzięki inteligentnemu pilotowi zdalnego sterowania działającego w oparciu o bezprzewodową łączność BT. Całość pod kontrolą Androida 7.1 z obiecanym upgrade to wersji 8.x. Imponująco, prawda? No nieźle. Ale imponująco to zrobiło się jakiś miesiąc temu. Imponująco w zakresie audio, dodajmy. W wersji 1.6 Roon labs wprowadził pełne wsparcie dla Androida (obsługa protokołu RAAT) i jako, że system w X20 Pro to dokładnie taki sam Android jak na telefonie (co ma swoje istotne minusy odnośnie obsługi, UI niedopasowanego do okoliczności telewizyjnego, czy projekcyjnego ekranu korzystamy z  tej integracji pełnymi garściami. Tak jak iPad, czy iPhone staje się z automatu end-pointem, tak też nasz X20 staje się i mimo pewnych problemów obsługowych (w sensie, sama skrzynka i korzystanie z pilota) możemy cieszyć się androidowym end-pointem z 9038 i zbalansowanymi wyjściami na pokładzie. Działa to sprawnie, także wszyscy właściciele androidowych boksów, macie mocarną opcję audio w pakiecie.

Czas przejść do sedna, opisać klamota, poinformować jak sobie radzi z odtwarzaniem multimediów i czym właściwie jest (audio), a czym nie jest (audio). W zakresie video nie ma zaskoczeń, to bardzo dobry sprzęt do kina domowego, bezproblemowo radzący sobie z praktycznie każdym materiałem, czego niestety nie da się powiedzieć o strumieniach z sieci – tu musimy liczyć się ze sporymi ograniczeniami. To słabszy punkt, choć można to do pewnego stopnia zniwelować (strumieniem z telefonu/tabletu via miracast, można  na wejściu HDMI wpiąć jakiegoś dongla typu Chromecast czy Roku). Zaraz ze wstępniaka zrobi mi się recenzja cała. Zapraszam do lektury:

» Czytaj dalej

Alternatywa: Audirvana + stream highresaudio. Efekt? Tidal out!

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2019-07-3 o 13.47.59

Audirvana od niedawna nie jest wyłącznie jabłkolubna, jest dostępna dla szerokiego grona zainteresowanych, developer w końcu wprowadził wersję dla Windowsa. Wspominałem o tym, oprogramowanie pierwotnie integrujące biblioteki iTunes bez ograniczeń narzucanych przez Apple (tak, trzeba było zmieniać ręcznie ustawienia dla hi-resów, serio, tak kiedyś to wyglądało), wyewoluowało w jeden z najmocniejszych odtwarzaczy softwareowych na rynku. Obecnie, w wersji 3.5, software może śmiało konkurować z innymi rozwiązaniami tego typu na rynku. Do front-endu Roon brakuje tutaj zaawansowanego DSP, rozbudowanej obsługi stref i technologii / wsparcia dla sprzętu audio (daki, streamery, protokoły) oraz samego zawiadywania bibliotekami, ale… ma Audirvana pewien atut nie do przecenienia. Tym atutem jest integracja streamu highresaudio. Od trzech dni testuję (macie tydzień darmowego streamu do przetestowania tematu) i muszę powiedzieć, że jakość jaką oferuje ta usługa MIAŻDŻY popularnego Tidala (popularnego wśród osób, które zwracają uwagę na takie szczegóły jak bezstratny strumień, bo Tidalowi daleko do potentatów streamingowych tj. Spotify czy Apple Music). Tidal zdecydował się na kontrowersyjną technologię MQA, de facto stratną kompresję, która ma zagwarantować lepszą jakość dźwięku (wg. autora nie gwarantuje) niż flaczkowy 16/44, jaki Tidal/Wimp wprowadził jako pierwszy. Od paru tygodni Roon ma Qobuza, podobnie jak Audirvana, także tutaj nie ma zasadniczej różnicy, ale z Qobuzem taki problem, że jest niesłowny… obiecywano równoczesny start usługi w Hiszpanii, Włoszech oraz w Polsce jeszcze w 2017 roku, a tymczasem w kraju nad Wisłą, jak nie było hi-resów z Francji, tak nadal ich nie uświadczymy i nie ma już w tym względzie żadnych zapowiedzi ze strony usługodawcy. Można bawić się w VPN, ale to z miejsca (brak oficjalnego dostępu) ogranicza Qobuza, do tego dochodzi (podobnie jak w Tidalu) promowanie kontrowersyjnego MQA (część katalogu, dostępne są także albumy w PCM/DSD w jakości > redbook).

To, co robi różnicę: stream highresaudio

Widać, że ktoś tu wybrał inną drogę, drogę mniej, ale lepiej. Mniej, w sensie, nie miliony albumów, a dziesiątki tysięcy, ale to co jest (a jest całkiem sporo, choć oczywiście trudno tu mówić o takiej swobodzie wyszukiwania jak w innych miejscach) to naprawdę topowa, znakomita jakość materiału. Nie dość, że mamy najlepsze wytwórnie, dostęp do najlepszych katalogów, to strumień hi-res jest …faktycznie strumieniem hi-res. To, przykładowo, bitrate 2200~3000 kbps, nieosiągalny w innych miejscach (poza nielicznymi wyjątkami vide Qobuz, niestety tam strumień przycina się pod mobilne). To przykład bezkompromisowości w zakresie przesyłania muzyki via Internet, najlepszego strumienia (no jest PrimeSeat z Nipponu, ale to ciekawostka, tj. stream DSD o jeszcze wyższych parametrach), gdzie nie ma sztuczek (VBR), gdzie mobilne nie decyduje o parametrach, gdzie liczy się tylko i wyłącznie jakość dźwięku. Dynamika, rozdzielczość (detale, wgląd w nagranie) są tutaj na referencyjnym (z pliku) poziomie. Sprawdźcie sami, to naprawdę robi różnicę!

Najlepsze labele

Najlepszy materiał

Sama aplikacja jest baaardzo prosta w obsłudze, właściwie większość tego, co „pod maską”, konfiguruje się z automatu, nie ma jakiś wyszukanych i rozbudowanych opcji przeglądania, zawiadywania bibliotekami, ale też w tej prostocie tkwi duża zaleta alternatywy. To łatwe, proste i oswojone… każdy, kto słuchał kiedykolwiek muzyki z komputera czuje się „jak w domu”. Nawigowanie przypomina foobara (jest – wreszcie – mobilna wersja tej aplikacji pod iOS, niebawem wpis o tym), to co niezbędne jest, można praktycznie odrazu rozeznać się w temacie. Oczywiście nie jest tak, że bez wad. Poza wymienionymi brakami w porównaniu do bardziej zaawansowanych aplikacji, softwareowi brakuje stabilności działania (głównie mam tu na myśli omawiany „w pakiecie” stream highresaudio), czasami zawieszają się interfejsy audio, poza tym trzeba wstrzymywać pracę danego, by odpalić innego klamota (Roon pozwala na granie w tym samym czasie przez wiele urządzeń, tutaj Audirvana nie jest żadną konkurencją, bo tego zwyczajnie nie umie). Do tego nie widzi innych sieciowych urządzeń niż te z obsługą uPnP/DLNA, co wyklucza całe mnóstwo sprzętu z innymi technologiami, protokołami. To bardziej – i tak należy na to patrzeć – odtwarzacz osobisty audio, oprogramowanie do słuchania z jednego klamota. Zresztą, nawet ustawienia dla poszczególnych, podłączonych pod komputer urządzeń, powielają się dla każdego interfejsu, nie można dokonać nastaw odmiennych dla każdego. Także o multiroomie, o strumieniach Cast, airplayowych zapominamy.

Tidal 

Klasyka odnośnie zawiadywania, wyszukiwania, trochę trąci myszką, ale nie o to chodzi, bo chodzi przecież o muzykę, o nic innego, prawda?

Niby można zainstalować aplikację mobilną, ale jej działanie pozostawia sporo do życzenia. De facto, obecnie, jest ona bezużyteczna (często przerywa odtwarzanie), także jako aplikacja sterująca sprawdza się raczej do kitu. Także, choć jest w App Storze, to nie polecam, bo nie dość że płatna (tak płatna, mimo zakupu samego programu oraz opłacenia streamów), to nie daje satysfakcji. Można użyć oprogramowania do obsługi XBMC (tak też robię), uzyskując podstawową obsługę zdalną, można też posiłkować się jakimś oprogramowaniem do zdalnego zawiadywania (komputerem) typu zdalny dostęp/pulpit. Nie jest to wygodne, nie jest w żaden sposób porównywalne z Roonem, dlatego jak wyżej – to rozwiązanie do osobistego korzystania: komputer/interfejs/efektor. Stara szkoła. Godząc się na te, wymienione powyżej ograniczenia funkcjonalne, dostajemy w zamian coś, co pieści ucho, gra na poziomie lepszym od Tidala zintegrowanego zarówno pod Audiorvaną, jak i Roonem. Nie znajdziemy tutaj internetowego radia  (żadnych rozgłośni), jakiś algorytmów podpowiadających, wyszukujących, muzykę nam serwujących. Nie. Tu jest tylko to co sami wybierzemy i naciśniemy „play”. Czyli dla purystów, ale też dla tych, którzy chcą muzyki z sieci słuchać w najlepszych okolicznościach przyrody. Jakość jest tu na pierwszym miejscu, zdecydowanie. Sam soft pozwala na optymalizację pracy komputera (sysop), co pozwala nie zawracać sobie głowy w dłubaniu w OS. Widać, że chodziło o stworzenie czegoś prostego, czegoś co w najprostszy sposób pozwala słuchać muzyki z kompa.

Ubogo, w porównaniu do Roona, ale też  inna filozofia.: PC -> interfejs -> efektor

SQ robi tutaj, stream wysokomocny, najlepsza jakość

Do wyboru

Optymalizacja pracy OS. Leci sobie 1k utworów w mieszadle. Niestety czasami się gubi (traci połączenie).
Crystal Castles… tak, taka muzyka też jest w highresaudio streamie

To taki powrót „do korzeni”, z świetnym jakościowo streamem w opcji. Właściwie bez highresaudio to ciekawostka, ale ten strumień robi zasadniczą różnicę. Wiele z oferowanej muzyki jedynie tam, jedynie za pośrednictwem tytułowej obsługi, pozwala osiągnąć najlepszy jakościowo efekt. Po prostu nikt nie oferuje takiego strumienia, jak narazie, zintegrowanego w swoim rozwiązaniu (Roon jest tu oczywistym kandydatem, bo też, póki co, nie jest mobilny, nie koncentruje się na graniu na wynos i raczej, nawet jak będzie dostępna taka opcja, nie będzie to sedno). Innymi słowy to coś dla ludzi, którzy słuchają muzyki w zaciszu domowym, na wysokiej klasy sprzęcie, albo po prostu na sprzęcie HiFi, na stacjonarnych słuchawkach, którym zależy na jak najlepszym SQ. Taki tandem pozwala na to, by z Internetu grać na poziomie dotychczas w strumieniu prawie, że nieosiągalnym (na takim poziomie, poza Qobuzem, w ogóle nieosiągalnym). Fajnie, że jest taka alternatywa, alternatywa nie dla każdego, dla niektórych ciekawe uzupełnienie (myślę o użytkownikach Roona). Sama aplikacja kosztuje około 250 złotych. Jest wartościowym rozwiązaniem, choć – i to trzeba sobie powiedzieć wprost – nie jedynym, bo przecież jest świetny JRiver oraz darmowy foobar etc. Tak, czy inaczej, mam nadzieję, że strumień highresaudio będzie niebawem dostępny także w innych kombajnach audio, bo to coś bardzo, bardzo wartościowego. Jakościowo, podkreślam, bije Tidala na głowę.

I to jest coś, co robi zdecydowanie różnicę na plus. Doskonała jakość strumienia, najlepsza wg. mnie, jaką oferuje usługa streamingowa na rynku

 

 

Trzeba korzystać z alternatywnych zdalnych pilotów, jak jest KODI to jw. Niestety trzeba, bo…

…to powyżej, to niedopracowane guano

Pylon Audio Diamond Monitor w testach na HDO

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_2719

Ułoooo, co to za wybarwienie?! Po wyjściu z pudła byłem w lekkim szoku, bo też kolorystyka kolumn miała być niespodzianką i cóż – tego to ja się nie spodziewałem. Mówi (lepsza połowa) lawendowe. Dla mnie po prostu fioletowe. Chyba nie ma drugich takich, w ogóle nie ma nigdzie. Pokaz możliwości producenta, który słynie z tego, że wyczaruje każde, nawet najdziksze wybarwienie z palety RAL. I dobrze, bardzo dobrze, bo kolumny to – wiecie – mebel, dobrze widoczny mebel i to ma zachwycać (mniej wyrozumiałe żony* powiedzą – nie przeszkadzać). Ma współgrać z wnętrzem, ma prezentować się wybornie, współgrać z estetyką, gustem domowników, pasować jak ulał. To ważne, bardzo ważne, bo dzisiaj zwraca się bez porównania więcej uwagi na to jak wygląda, czy pasuje, czy nie psuje (harmonii, feng-shui czy cholera wie czego tam jeszcze). No i Pylon robi to dobrze, bo raz – najmocarniejszy jest w stolarce i nie boi się projektów niebanalnych, a przy tym zachowuje znakomitą jakość, bo dwa – pełna paleta RAL plus klasyczne kolumnowe dekory plus wykończenie olejowskiem plus wysoki połysk plus najmatowszy mat robią zasadniczą różnicę. Różnicę na plus. Dodajmy do tego pełen serwis, pogwarancyjne wsparcie, możliwość naprawy, wymiany, polakierowania, a nawet… zmiany wybarwienia. Tego – zwyczajnie – nikt inny nie oferuje. Bo polski producent? Yhy, to też, ale wiecie, inni jakoś takiego poziomu posprzedażowej obsługi nie zapewniają. Chwalę, bo jest za co. BTW. Tak się złożyło, że na stanie też polskie, też krajowa myśl techniczna, okablowanie w dopasowanym jak ulał kolorze oplotu. Melodikowy Purple Rain, oczywiście z Księciem obowiązkowo z tacki granym ;-)

Piszę o tym wszystkim, nawet nie muskając sedna, to znaczy samych kolumn. Już się poprawiam. Pylonowe monitory bliskie są mojemu sercu, miałem / mam / testowałem wszystko, co wyszło z jarocińskiej manufaktury w temacie: podstawkowce. Firma do niedawna w każdej nowej linii oferowała monitory. To się zmieniło – ichnie flagowce, inne, przewidywane do wprowadzenia na rynek projekty z górnej półki to wyłącznie podłogówki… Decyzja zrozumiała, wszyscy więksi producenci tak mają, to znaczy od pewnego pułapu kolumna musi być duża i jest duża, a ogromne „monitory”, jakie możemy spotkać na rynku, to de facto konstrukcje pokrewne podłogówkom… nie ustawicie ich na regale, na półce, mają dedykowane standy i zasady ich umiejscowienia, ustawienia w pokoju odsłuchowym są tożsame z dużymi, podłogowymi paczkami.

Pylon Diamond Monitor testowane na kreskówkach ;-)
Młodzi Tytani rządzą btw

Dzień dobry :) Na górze D2010/8513, na dole CA18RLY. Prawdziwe, nie udawane 8Ω

Kolumny, które do mnie przyjechały to póki co najwyższa, monitorowa, półka u Pylona. Diamondy krótko stanowiły szczyt oferty, ale szybko pojawiło się coś wyżej, jeszcze wyżej… Producent postanowił zaoferować pełną paletę, przekrój zestawów głośnikowych, tak aby potencjalny klient, nawet taki baaaardzo wymagający i trzymający w garażu, stop, trzymający w salonie graty za dziesiątki, czy setki tysięcy (w sumie) miał w czym wybierać. Prawidłowo, szczególnie gdy popatrzymy ile ten high-end w wydaniu Pylona kosztuje. Oczywiście Diamondy nie są sensu stricte high-endem, to wysokiej klasy hifajowe paczki, takie, które mogą potencjalnie stanowić optymalny wybór dla najszerszego zbioru audio elektroniki… droższych integr, tańszych zestawów dzielonych, mocniejszych lampiszonów do +/- 10k za klamota. Tak to widzę, myślę, że nie mylę się w tych rachubach i pewnie właściciele takich klocków – myśląc: monitory – patrzą na katalogi i te tytułowe na liście uwzględniają.

Mamy tutaj duńskie, modyfikowane przetworniki i to takie najbardziej klasyczne, szczególnie patrząc na kopułkę tweetera, jakie możemy sobie wyobrazić. Projekt stylistyczny kolumn, to w linii Diamond, obowiązkowe pochylenie frontu i tylnej ścianki, co ma przekładać się na ulepszenia w zakresie sonicznym, na pewno przekłada się na wygląd… ten nie może się nie podobać. Serio. To nowoczesna, dzięki pochyleniu, agresywna stylistyka, rodząca skojarzenia z branży moto (subiektywnie, jak super wozidła). Proste, ale oryginalne, czyste linie, niby klasyka, a jednak wyróżniające się, no i to wykończenie… oczywiście klasyczne wybarwienia mają swój urok, styl, ale są przewidywalne, naprawdę polecam zamówić sobie coś oryginalnego, coś z palety. Wtedy taka kolumna wychodzi poza schemat. U mnie jest już po etapie małe wkłada paluszki w membrany, ale opcjonalnie (teraz już dla każdej konstrukcji Pylon Audio) można domówić sobie maskownice (na magnesy montowane, czyli otworów brak, nic nie psuje czystej formy).

Purple Rain, purple rain…

To duże monitory, nie bardzo duże, ale spore, spore, bo nisko-średniotonowiec to nie ułomek, a konkret… 18cm membrana, która tutaj dominuje, ale na szczęście nie zaburza całości, designersko projekt to harmonia składowych. Odnośnie materiałów – mamy tutaj celulozę, mówiłem o klasyce w wyborze przetworników, no i jest klasyka. Ja tam lubię klasykę (i mocne pierdolnięcie też lubię), także w to mi graj ;-) , szczególnie że te seasowe Scan-Speaki zmodyfikowane przez Pylona naprawdę dają radę, już od pierwszych dźwięków dają, a że kolumny pracują zaraz drugą dobę non-stop (jeszcze świeżym lakierem leciały) to i tylko przyklasnąć takiemu wyborowi firmowych inżynierów. Konstruktorzy nie tylko zmodyfikowali duńskie przetworniki, ale opracowali własną zwrotnicę, wygłuszyli owczą wełną (na bogato) wnętrze. Słuszne 10kg per sztuka, wysoka, ale mimo dużego nisko-tonowego speakera, smukła & proporcjonalna obudowa (to pochylenie robi zdecydowanie) domaga się odpowiedniego stojaka. Pylon ma taki specjalnie pod ten model robiony, co jest niewątpliwie atrakcyjną opcją, można też inaczej, ale to inaczej musi dźwignąć dużą, dość ciężką, paczkę. Ścianki są grube, stolarka, jak wspomniałem, pierwszoklaśna.

Jeszcze przed zaaplikowaniem naszego demontowalnego zestawu korekcji akustyki pomieszczenia:
gruby dywan na podłodze (vel koc) & materace po bokach. Z tyłu nic nie trzeba, bo kasetony robią robotę.

Brzmienie na dzień dobry? Dużo dobra słyszę. Kultura, naturalność, pełna kontrola. Nie zgadzam się, że trzeba zatykać port BR. Nie trzeba. Te kolumny nie mają wcale inklinacji do przebasowienia, czy choćby delikatnego przerysowania na niskich. Tak się może wydawać przez parę pierwszych godzin. Potem mija i jest pięknie. Dźwięk potężniejszy od tego, co reprodukują (fuj) na co dzień podłogowe Szafiry 23 (to te odchudzone, fit kolumienki Pylona). Kojarzy się z brzmieniem Topaz 20 (duża, dwudrożna podłogówka), a to – jak pamiętacie – cholernie dobre brzmienie, jedno z najlepszych w moim prywatnym rankingu odnośnie SQ kolumn Pylon Audio. Oczywiście to pierwsze wrażenia, we właściwej recenzji dojdzie do tego pewnie tona spostrzeżeń, będziemy maglować w aż czterech kompletnie różnych torach – z lampiszonem na Mulardach i Telamach, z końcówką NADowską & pre 1020 (vintage), z małym mocarzem C315 oraz ultranowoczesnym Sonos AMPem (świetnie to brzmi po cyfrze, czytaj stream & HDMI/optyk via adapter…. świetnie! Więcej w naszej recenzji rozwojowej). Także będzie się działo, oj będzie. Będziemy manewrować przetwornikami, modelować co nieco, a poza redakcyjnym zestawem oryginałów (KORG, ZOOM, M2Tech) będzie jeszcze parę niespodzianek, które zmierzają do redakcji. Aha, dla przypomnienia, pomieszczenie to salon z otwartą kuchnią (nie aneks w dosłownym sensie, tylko duża, 2 metrowa „śluza”, wybita w ścianie nośnej) c.a 32 metry kwadratowe. Sporo, ale też Diamondy spokojnie w takich okolicznościach wypełniają dźwiękiem przestrzeń. Można je widzieć w roli zestawu do dużych salonów, dużych pomieszczeń – swobodnie.

Galeryka poniżej…

* żeby nie było seksistowsko, są Panie które nie tylko są wyrozumiałe, ale same mają inklinacje audiomaniackie. Szanujemy, a nawet zazdrościmy

» Czytaj dalej

Recenzja przetwornika Auralic G1 – VEGA pożeniona z siecią

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_0155

VEGA. Jeden z najlepszych przetworników na rynku. Maszynka do wyciągania zer i jedynek z komputera (bo to głównie za to chwalono Vegę, to właśnie komputer był tu na pierwszym miejscu, ten DAC kupowany był z myślą o źródle komputerowym). Sprzęt drogi, ale jeszcze przystępny cenowo, jeszcze nie atakujący dla wielu „magicznej” granicy 10k za klamota. Nowa odsłona to poważna zmiana koncepcji, to z jednej rozszerzenie, z drugiej zaś… przekroczenie przez producenta Rubikonu, to znaczy przekroczenie umownej granicy i to bardzo konkretnie. Nowe serie G: G1 i G2 to cenowy high-end, a biorąc pod uwagę całą ofertę to propozycja dla osób, które mogą pozwolić sobie na nieograniczone wydatki na hobby, zwane, odtwarzanie muzyki w domowych warunkach. Mamy zupełnie inny pułap cenowy. Auralic z jednej strony oferuje bardzo taniego Ariesa Mini (Aries duży też już w high-endach, bo też linia G), a potem długo, długo nic i drogie klocki. Trochę tego nie rozumiem. Są w sprzedaży (jeszcze) starsze modele, ale ich żywot rynkowy (poza wtórnym) dobiega definitywnie końca. Dla mnie to mało zrozumiała decyzja, wyraźnie brakuje klamotów z przedziału 3-8k. Cóż, taki mamy klimat. Dzisiaj wielu producentów za punkt honoru stawia sobie wyścig zbrojeń w cenowej stratosferze. Nie pochwalam, uważam to za brak szacunku wobec potencjalnych klientów. Jakby nie patrzeć, stratosfera, od zawsze była zarezerwowana dla nielicznych. Widać pewien niepokojący trend w elektronice, podobnie jest ze słuchawkami (z chlubnymi wyjątkami). Wszędzie, chcą więcej, niekonicznie adekwatnie, a coraz częściej nawet gorzej – oferując mniej (funkcjonalność) za więcej (pieniędzy).

Dobra, dość marudzenia, czas przedstawić jegomościa. G1 to maszyna znakomicie wykonana. To kawał skrzyni. To na bogato. Tak. Widać, że Auralic chce więcej za konkretne więcej. Przynajmniej odnośnie aparycji, wyglądu, formy – ten sprzęt niewątpliwie kojarzy się ze stratosferą, mimo poczynionych względem jeszcze droższego G2 cięć (materiały, nie forma), prezentuje się wyśmienicie. Duże, ciężkie bydlę. Niby tylko DAC, bo przecież jw. VEGA to DAC, ale jednak nie tylko DAC, a coś więcej. Tak więcej, bo mamy tutaj przedstawiciela nowego pokolenia tj. sprzętu skojarzonego z siecią, tak zwanego streaming DACa. Strumieniujący, czytaj, uniezależniający się od transportu komputerowego, co jest tu niewątpliwie warte odnotowania. Odpada często kłopotliwa rzecz, jaką jest odpowiedni, dobry, dedykowany PC pod audio, ale też rodzi to pewne konsekwencje, o czym przeczytacie poniżej. Także mamy taką opcję i rzecz jasna grzech byłoby nie skorzystać, prawda? No dobrze, ale przecież to VEGA, to przetwornik, coś – także – do połączenia źródeł, dodatkowo preamp cyfrowy, bo VEGA to także potencjometr. Odpowiemy sobie zatem na pytanie, czy ta droga maszyna może być kluczowym (bo przecież gała i dekodowanie) elementem toru i to takiego toru, który kosztuje w sumie kilkadziesiąt tysięcy (high-end, jeszcze nie zahaczający o poziom handlu narządami). Ten G1, dodatkowo, coś ma i czegoś nie ma (co bardzo było przez niektórych krytykowane). Ma dwa jacki, jest więc także – niby – docelowym rozwiązaniem pod słuchawki. W końcu tyle kosztuje, więc powinien… Nie ma natomiast kieszeni na dysk w środku, nie ma USB dla zew. nośników, nie może być rozpatrywany jako lokalny, muzyczny serwer, bo takiej funkcjonalności po prostu tutaj nie przewidziano. Może być końcówką (end-pointem) dla takiego Roona, ale samodzielnie z ograniczeniami wynikającymi z przyjętej koncepcji. Jak chcemy budować system all-in-one z własną kolekcją lokalnie, to trzeba kupić Altaira. Tak to sobie w Auralic-u wymyślili. Także macie Mini za około 2k, który ma „wszystko”, potem długo, długo nic, jest Altair G1, potem długo, długo nic i VEGA G1 – taki podział, jak wyżej. No i stratosfera (G2). Albo, albo. Czy to dobrze, czy źle, pozostawiam finalnie Waszej ocenie, ja skupię się na tym, co fabryka dała, bo wg. mnie… nie wszystko tu wyszło tip-top, nie wszystko.

Zapraszam…

» Czytaj dalej

Arya …moim zdaniem naj z ostatniego wypustu. TEST

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
IMG_1611

Do dychy było wszystko, to znaczy były Sundary, Anandy, były też nowe HE-6* w najnowszej odsłonie (SE) i tytułowe Arya …były. Wszystkie te słuchawki z najnowszego wypustu, wszystkie one będące sumą doświadczeń producenta ujętą w nausznikach AD 2018/2019. Wspominałem wcześniej, przy okazji testów wymienionych powyżej, że każda z przetestowanych słuchawek zasługuje na uwagę, że to konkretny krok naprzód w każdej dziedzinie: ergonomii, budowy, możliwości brzmieniowych, jakości wykonania. HiFiMAN upichcił produkty bardzo dobre, w swoich segmentach cenowych konkurujące z każdym, konkurujące z powodzeniem (szczególnie te najtańsze). No dobrze, ale jako że na rynek trafiły aż 4 różne modele w cenie do 10 tysięcy złotych, można pokusić się o pewne podsumowanie, będące jednocześnie w pełni subiektywnym rzecz jasna wyborem NAJLEPSZEJ opcji. Najlepszej brzmieniowo, żebyśmy dobrze się rozumieli, bo odnośnie wygody przykładowo, firma zaprojektowała swoją najnowszą generację na tyle dobrze, że… kupując najtańsze skorzystamy z niezwykle wygodnej, dopracowanej konstrukcji i nie będzie specjalnie odczuwalna wymiana na model 3-4 krotnie droższy. Tu osiągnięto wg. mnie pewne optimum, formę na tyle doskonałą, że zmiany jakie producent wprowadzi w przyszłości raczej będą kosmetyką, a nie odkrywaniem koła na nowo. Bo nie ma co tutaj odkrywać (w przypadku słuchawek wokółusznych).

Tytuł sugeruje kto tu wygrał i cóż, nie będzie niespodzianki, ale będzie treściwe uzasadnienie takiego werdyktu. Tak, ostatnie póki co, z przetestowanych HiFiMANów (czekamy jeszcze na obiecane 1kSE) są w moim odczuciu najlepsze, lepsze od 6SE (a był to mój cichy faworyt), znacznie ciekawsze od średniopółkowych Ananda i lepsze (ale bez żadnej ujmy, patrząc na cennik) od Sundara. To najlepsze co ma HiFiMAN w cenie do 10k. Te słuchawki oferują wg. mnie najlepszy miks cech, jakie kojarzymy z ortodynamikami, jednocześnie oferując coś jeszcze – uniwersalność, łatwość napędzenia, najlepszy na rynku (pojechałem, ale tak uważam) stosunek jakość/cena w swojej kategorii (high-end… płacąc więcej, przepłacacie). To słuchawki bliskie perfekcji, które pokonują moje LCD-3, pokonują z zapasem mniej więcej tak samo wycenione Mr Speakers Ether Flow 1 generacji (w obu wariantach… patrz nasz megatest na szczycie), ba pokonują dwójki, które jakoś kompletnie mi nie przypasowały. Pokonują wszystkie starsze HiFiMANy, w tym tysięczniki i to poniżej, ale niegdyś wysoko w cenniku (a dzisiaj często o 50% tańsze). Chcecie kupić flagowce w dobrej cenie, obniżonej w stosunku do tego, co wołano sezon temu i macie te 8k około, a właściwie to 7 około? To koniecznie, naprawdę koniecznie weźcie na tapetę Arya. Warto, żeby potem sobie nie pluć w brodę.

Te słuchawki oceniam jako poważnego konkurenta dla dużo droższych zawodników i to zarówno planarnych, jak i hybrydowych, czy najdroższych dynamików. Także zarówno Senki, Sony, ZMFy jak i Focale oraz orto spod znaku konkurencji jak Audeze (all), Finale (FADy), czy Meze nie mają w tym przedziale cenowym równorzędnego przeciwnika dla tytułowych. Fakt, nie słuchałem Meze Empyrean, stanowczo zbyt krótko słuchałem świetnych D8000, ale to wszystko liga 12-15k, nie ok. 7000 pln, także nie ma sensu się rozwodzić. W podanej cenie Arya są po prostu imo nie do pobicia. Biorąc pod uwagę ich właściwości, czy umiejętności zgrania się z prawie że dowolną elektroniką, bezproblemowe granie z jacków w kompach, przenośnych playerach właściwie tylko forma (otwarta) decyduje o – jednak – domowo~stacjonarnej prominencji. Przy czym, o ile nie robi to problemu postronnym, nie przeszkadza, czy w podróży, czy jeszcze lepiej w jakiejś głuszy, takie słuchawki to skarb pozwalający na oderwanie się od rzeczywistości (w podróży okey, w głuszy raczej mamy to w standardzie). Na razie są to najlepsze słuchawki HiFiMANa jakie dane mi było, także w kategoriach bezwzględnych (czyli, że najlepiej dopasowały się do moich upodobań, co nie oznacza, że droższe, czy dużo droższe nie są w czymś lepsze… no są, ale w tym co dla mnie istotne, nie dorównują Arya i tracą na wspomnianej uniwersalności). Ta uniwersalność to muzyka (po pierwsze, zawsze po pierwsze muzyka), po drugie to łatwość napędzenia, po trzecie to niewielkie wymagania od toru (ten naprawdę nie musi być za drugie tyle najmarniej, by słuchawki cieszyły ucho, bo potrafią z niedrogiego DAPa wyczarować taki dźwięk, że czapki z głów). Lubię takie produkty, produkty kompletne, bez „kantów”, takie bez dziury w całym, bez kompromisów (gdzieś tam), warte, po prostu warte wydanych nań pieniędzy. To wcale nie częsta sytuacja w branży, a w przypadku słuchawek (drogich) odrywamy się wraz z kolejnymi tysiącami od ziemi i wcale nie chodzi mi tu o doznania brzmieniowe.

Równolegle testowane były, choć Arya w sumie znacznie dłużej (mhm, właśnie dlatego). Te okrągłe muszle, nausznice to HE-6SE, a łezki wiadomo

Dobrze, czas to jakoś uzasadnić. Zapraszam…

* o pierwszej generacji HE-6 było porównawczo z LCD-kami 3 na łamach HDO tutaj i tu.

» Czytaj dalej

Naj. z Monachium(?), alt. dla Tidala, akt. Roona & more

Podziel się na:
  • Wykop
  • Facebook
  • Digg
  • Google Bookmarks
  • Blip
Zrzut ekranu 2019-05-23 o 08.21.22

Trochę się nazbierało, to hurtem, raz a dobrze, postanowiłem, bo recenzje już w blokach (Arya, Auralic G1, DAC-9 NuPrime itd itp). Od czego zaczniemy? Od Monachium oczywiście. Nie, nie będę robił streszczenia co pokazano, co najciekawsze, dlaczego. Tym razem skupię się na jednej, jedynej rzeczy. Dlaczego tak? Ano dlatego, bo w większości wypadków MOC to w kółko to samo, owszem nowe modele, owszem, parametry na wyścigi, owszem fikuśne formy, owszem jakieś pomysły rodem ze snu szalonego inżyniera (forma), ale to zazwyczaj w kółko ten sam motyw, tylko z milion razy przerabiany, w nowy papierek owijany, ale to samo wciąż. Czyli brak rewolucji, czegoś absolutnie oryginalnego, czegoś, co przykuwałoby uwagę…

…czegoś na miarę Sistema M2. Rewolucja. Włosi. Ja tam cenię sobie ich elektronikę, mimo że często, gęsto zawodzi kontrola jakości, że coś tam niedopracowane jest. Tak, mają Włosi w zwyczaju robić piękne, robić pod wieloma względami doskonałe rzeczy (uogólniając), a przy tym może – i nie powinno to dziwić – zostać w ręce pokrętło, urwać się to i owo, no tak to (u nich) jest. Pamiętam boje z pewnym klamotem od M2Techa, czego tam nie było: wypadające porty, wpadające, pierwszy raz DAC potrafił się zawiesić, wiecie, złapać bluescreena. No wszystko to prawda, musieli wysyłać nowy egz., też nie doskonały formą, ale… no właśnie ale grający jak marzenie. Co ofc nie oznacza przymykania oczu na niedoskonałości, bo wicie jaki jestem – zawsze coś znajdę i zawsze coś skrytykuję.  Taką mam już wredną naturę.

Sistema M2. Pięć tysięcy ojro. Dużo? No – niemało – ale w końcu high-endy, więc jak na high-endy to przystępnie nawet. Co to? Coś niezwykłego, jedynego w swoim rodzaju. Cyfrowa aż do odczepów amplifikacja, końcówka mocy bez konwersji sygnału (rozumianej jako przetwarzanie w jakiejś kości zer i jedynek na analog), końcówka bez ograniczeń w zakresie: opóźnień, zniekształceń, koherencji sygnału. Ale, że, jak?! No właśnie tak. Pure digital, takie pure z czymś, co nazwałbym chyba pierwszym podejściem (bezkompromisowym) do sygnału jako INFORMACJI, DANYCH, a nie impulsów, oporu, przepływu elektronów (tak, tak jest I2S, jest napięcie, ale to _pure data_ jest). Ja cież… nie wiem, jak to sklasyfikować, bo w klasycznym rozumieniu DACa tam nie macie, jest USB (ale tylko w sensie kompatybilności z magistralą szeregową, interfejsowej kompatybilności, bo tam jest I2S, tam ten sygnał nie jest „tłumaczony”, nie wymaga układu konwertującego, kości interfejsu) albo (nie pokazany, ale planowany w opcji) LAN. Na marginesie, jak USB, to wg. mnie musowo jakiś terminal wyspecjalizowany do tego, komputer z dedykowanym kontrolerem USB, bez współdzielenia, tylko pod audio (jak testowane przez nas ostatnio karty X-Hi czy element H od Matrix Audio, tylko zintegrowane). Jak LAN to w sumie mógłby być teoretycznie jakiś streamer, ale w większości wypadków… nie ma opcji. Dlaczego nie ma? Bo ten wynalazek tylko pod Windowsa lub MacOSa jest  …brak wsparcia dla Linucha :-( . Jak widać tylko pod komputerowe OSy. Tylko!

Ki diabeł? No właśnie. Ten klamot jest pod wieloma względami niezwykły. Wymaga bardzo specyficznego transportu cyfrowego (jw), musi być odpowiednie oprogramowanie (generalnie, nie będzie działał z każdym softwareowym playerem!), znaczy się bardzo nieżyciowe to jest już na wstępie. Czemu tak? Ano Sistema M8 to bezkompromisowy wzmacniacz (pierwszy taki wzmak I2S) z wyłącznie cyfrowym przebiegiem transferu danych do wyjść głośnikowych (tak, są tacy którzy robią podobne konstrukcje, ale nikt nie zrobił tego na takim poziomie). Znaczy „digital-direct power amplifier” (kojarzymy NADa z ich serią Master ofc i paru innych), bez jakiejkolwiek INGERENCJI w to, co popłynie z głośników. Nie ma tutaj ani kontroli głośności (poziomu), ani zdalnego sterowania (zmiany parametrów pracy, bo tutaj niczego nie zmieniamy!). Jest tylko JEDNO wejście dla danych (USB lub LAN) i są odczepy głośnikowe. Koniec. Słuchamy materiału, takiego jaki dostarczyliśmy o parametrach PCM do poziomu 24/384kHz i DSD64.

Dalej jest jeszcze ciekawiej. On/off? A gdzie tam. To ciągle ma działać, ma być w końcu DIRECT. Pod prądem cały czas. I jest, jak dostarczymy (np. SBooster, ale też, bo czemu by nie na zamówienie rodzimy Tomanek) zasilanie 12-24V z zewnętrznej elektrowni. Dobrze, żeby zasilacz był po prostu stabilny, bardzo stabilny, bo tu musi być prąd bez skoków, bez dużych wahań, zapodany. Wzmacniacie czysty sygnał w ramach magistrali I2S, rzecz jasna jest to PCM, bo taki jest format transmisji natywny dla tego standardu przesyłu DANYCH. Co robi zatem DSD? Ano, architektura zaprojektowanego przez Włochów układu pozwala na przyjęcie (ofc DoP) 1 bitowego strumienia o częstotliwości 2.8 MHz. Tyle.

Będzie tego 99 sztuki tylko. Forma jest tak samo niedzisiejsza jak technikalia. Ten klamot to ascetyczno-industrialna jazda po bandzie. To brutalizm stylu z wykorzystaniem oryginalnych materiałów. Całość obudowy wykonana jest z grafitu, a wykorzystany materiał nadaje urządzeniu niepowtarzalnego wyglądu. Tak, to taka patyna, grafitowo-brudna patyna, coś, co przywodzi na myśl odjazdy Terry’ego Gilliama (Brazil). Klocek o wymiarach 300 x 200 x 80mm, z jedną diodką informującą o sygnale (że jest) i dwoma wskaźnikami (znowu w stylu szorstkiego, bezdusznego, bezosobowego minimalizmu) lampowymi z oznaczeniami DSD / PCM. Do tego piękne grawery na froncie (nazwa klamota) i już. Piękne terminale dopełniają całości, dopasowane do formy tego niezwykłego urządzenia.

Teraz najdziwniejsze. Gracie z KOMPUTERA. To znaczy gracie ZA PORADNICTWEM SYSTEMU OPERACYJNEGO. Tak, systemowy mikser, systemowa regulacja poziomu. Masakra? No niby tak, właśnie dokładnie odwrotnie do tego, co robimy na co dzień. Uciekamy od tego, co zaszyte w systemie, na rzecz dodatkowych sterowników, programowych playerów omijających to, co siedzi w kodzie systemowym związane z obsługą dźwięku. Stąd te wszystkie ekskluzywne tryby, stąd ASIO, stąd różne plastry, alternatywy. A tu – cholera – inaczej… się nie da. Także wiecie, jak dobór oprogramowania to robi się come back do przełomu wieków. Jakiś foobar, albo preferowany przez Włochów… VLC. Serio. Przy pewnych zabiegach może być JRiver, czy Audirvana i parę innych, popularnych aplikacji, ale to wymaga obejścia problemu kontroli (poziomu). Ze streamami z sieci nie będzie problemu, bo po pierwsze webpanele, bo po drugie też rzeczonych serwisów aplikacje, można sobie uruchomić i wio. Jak wspomniałem powyżej, najlepiej jakiś zbudowany przez siebie (bo gotowce to często Linuch jest!) audio terminal PC, samoróbka jakaś, samodzieło. Musi być ciche (pasywne najlepiej), musi być OS optymalizowany (najlepiej wersja Win Lite, z wywalonym co się da, bez dźwięków, profili, pierdolników… tylko to, co niezbędne plus audio soft).

Z tego, co opisano u DAR.KO, z tego co opowiadali ci, którym dane było tego w Monachium słuchać tego wynalazku wyłania się obraz nie-wzmacniacza, nie-przetwornika (interpretatora… wiecie, o czym mówię, prawda?), tylko czegoś, co przenosi w czasie i w przestrzeni muzykę. Tak, aż boję się to napisać: „na żywo”. Grają instrumenty, śpiewają, robią to właśnie tu i teraz. Rzecz jasna to tylko klamot, to nie efektory (te muszą być pewnie klasowe), ale wrażenia są, że tak powiem, powtarzające się, z dużą regularnością powtarzające się: TU i TERAZ GRA, nie jest to odtworzenie tylko GRANIE. Nie reprodukowanie tylko GRANIE. Choooolera. Także nie wiem co ja myślę, ale jedno jest pewne – to jest COŚ. Coś innego. Musi być PC, musi być Mac. Musi z komputera. Musi via OS. Komputer gra. Nie… komputer odtwarza, a gra. Brakuje – chyba – właściwych słów. Wiem, że trzeba będzie gdzieś się wbić i opisanego Sistema M2 posłuchać. Rzecz totalnie rozmija się z moimi dotychczasowymi doświadczeniami odnośnie grania z PC (tak, tutaj macie KS – kernel, żadne tam WASAPI czy ASIO). Jednym słowem – koniecznie!

 

 

Alternatywa dla Tidala? Owszem – Deezer HiFi. Od paru tygodni męczę i jestem bardzo zadowolony. Jak wspomniałem wcześniej na profilu: „…od paru dni „tylko słucham”. Nie analizuję, nie zastanawiam się dlaczego to cholerstwo nie działa tak, jak powinno, po prostu odwyk od testowania. Przy czym, żeby sobie umilić (bo Tidal ostatnio bardzo się spóźnia z premierami, bardzo… cześć rzeczy w ogóle nie trafia niestety do katalogu) zdecydowałem się na upgrade streamu z Deezera do bezstratnego strumienia HiFi.

I wiecie co? Deezer w opcji 1411kbps (tak, dokładnie tyle ile mamy z krążka CDA, dokładnie tyle ile opisuje redbook) wg. mnie miażdży jakościowo Tidala. Nieporównywalna dynamika, świetny timing – słuchanie cięższej gatunkowo muzyki to moim zdaniem inna rzeczywistość, lepsza rzeczywistość. Po co MQA, jak strumień bezstratny (to bitrate bezstranego, _nieskompresowanego_ materiału .WAV z krążka przypominam) pieści ucho, daje dużo więcej frajdy, bo jest bez pudła. W przypadku Tidala Master Quality nie daje nam gwarancji, bo po pierwszym zachwycie, okazuje się, że wszystko jest „na jedno kopyto”, że origami tworzy własną interpretację, że dźwięk jest robiony. Wiecie, że wolę oryginalny, nie MQA, strumień z Tidala, że bywa on w ogólnym rozrachunku lepszy od wersji Masters. Wolę, ale Deezer HiFi jest bez porównania doskonalszy.

    

Doskonalszy w czym, poza wspomnianą dynamiką, timingiem? Ano, moi drodzy, Tidal przegrywa sromotnie w stabilności strumieniowania „on the go”. Nie ma czego porównywać. Do niedawna na wynos słuchałem przez 90% czasu via Deezer/Spotify (320kbps), bo mimo warunków (dobra infrastruktura, duży pakiet danych) Tidal dawał ciała. Tego nie da się używać mobilnie. Z Deezerem HiFi jest jak ze Spotify – ZAWSZE JEST GRANE. Zawsze. Na pewno robotę robi buforowanie (tu nie ma VBR, tu jest te wspomniane 1411 all the time), ale też dopracowany protokół transmisji, odpowiednie zaplecze po stronie usługodawcy. Deezer zrobił to po prostu dobrze.

No tak, miało być bez porównań, bez testowania, tylko muzyka  ;-)  Przez większość czasu była. Apka na komputerach, webpanel czy mobilna są do bólu proste (wręcz ascetycznie), z – powiedziałbym – najbardziej klasycznym podejściem do UI, do nawigowania. Nie, nie ma tu rewolucji, ale jest coś, co jest bardzo ważne, istotne – dobrze czujemy się w „znanym”, „używanym”, „przerabianym przez wiele, wiele lat: różnych systemów, ton użytkowanego sprzętu, antycznych już może technologii”.

Co z tego wynika? Warto czasami zwolnić. Zwolnić konkretnie, docisnąć do podłogi… stanąć. Zatrzymać się i otworzyć się na coś nowego, bo może się okazać, że coś nam umyka. Coś ważnego. Qobuz miał w Polsce być, miał i tyle z tego wyszło. Obiecałem, że pobawię się w VPN i zrobię to, czekam tylko na spodziewany (do odpalenia) okres promocyjny (w UE) obejmujący aż 3 miesiące. Teraz cieszę się ze streamu CDA z Deezera. Mam to na mobilnym, mam to na kompach, mam to w systemie Sonosa, mam to nawet na antycznym Squeezeboksie Touch. I fajno. Jest wszędzie i jest to moim zdaniem lepsza opcja od Tidala. Całościowo lepsza (bo UI/UX tidalowy woła o pomstę, nadal). Czego brakuje do szczęścia? No jednego tylko – integracji z Roonem. Roon labs. jest taka sprawa  ;-)  Oni wiedzą, wielu prosi, mam nadzieję że wyprosi, znaczy po integracji Qobuza przyjdzie czas na to, co opisane powyżej. Ten stream jest tego jak najbardziej wart.

 

Ostatnia aktualizacja Roona 1.6 (built 416) wnosi fundamentalne zmiany dla Androidziarzy. Tak, wszyscy, którzy nie mają iOSa na ekranie osobistym będą więcej niż zadowoleni. Całkowita przebudowa mobilnej apki, która skutkuje stabilnym, bardzo szybkim działaniem, wsparciem dla 64bitów, wprowadzeniem zmian których zwieńczeniem będzie (podobnie jak wcześniej w Jabłcu) uczynienie z Androida platformy z pełnym wsparciem dla trybu końcówki, end-pointa. Wiele osób czeka na to, to będzie coś bardzo, bardzo dużego i przełomowego. Chodzi nie tylko o handheldy (na marginesie, teraz Roon Remote na androidowych tabletach działa wreszcie tak samo dobrze, jak na iPadach), ale także przeróżne urządzenia audio i audiowizyjne pracujące pod kontrolą googlowego OSa. Te wszystkie modyfikacje powodują, że minimalna wersja Andka z którą Roon się lubi to 5.0, a jeszcze dodatkowo Roon labs wprowadza swoje rozwiązanie do amazonowego  kramiku, co by na tabliczkach dotykowych Fire działało.

 

Sonos wprowadza długo zapowiadanego Google Assistant do swoich samograjów. Mamy zatem dwie AI –  jedną od Amazona, drugą od Google, jak jest więcej samograjów to możemy korzystać z obu równocześnie. Na razie, rzecz jasna, bez polskiej lokalizacji. W przypadku Aleksy nie ma nawet mowy o polonizacji, co innego Google… przy czym parę miesięcy trzeba będzie poczekać, bo na razie działa tylko w j. angielskim. Znaczy, chcemy korzystać, to musimy sobie lokalizację w ustawieniach asystentów zmienić. Powiem coś więcej, przy okazji ostatniej odsłony recenzji Sonos AMPa. Tam ma być o AI (sam AMP nie jest wyposażony w mikrofon, ale działa to wszystko w ekosystemie i stąd to AI opisane będzie, bo mamy to w pakiecie z multiroomem, z opcją wielokanałową etc). Także puchnie nam to, puchnie ładnie, a zaraz będzie po taniości z IKEA parę propozycji głośnikowych, pracujących pod kontrolą oprogramowania Sonosa. Ciekawe na ile to będzie warte tych – z zapowiedzi – niewielkich pieniędzy? Jako strefa w łazience, jakimś miejscu, gdzie ma lecieć w tle… myślę, że to się sprawdzi, sprawdzi nieźle. Zobaczymy, czy raczej usłyszymy niebawem.

 

PS. Recenzja HiFiMAN Arya już niebawem. Stop. Prawdziwie bezdrutowe dokanałówki RHA, po których obiecuję sobie najlepszego dźwięku w segmencie (tak, nawet od Momentum) właśnie zajechały. Stop. Przepraszam za tę angielszczyznę, tak wyszło. Stop. Obrodziło fajnymi dźwiękami. Stop. Trafił do mnie patyczak (straszyk filipiński), ksywa: PATOL, lubi darcie ryja (swój chłop), w rytm ciężkiego grania kiwa się na łodydze. Stop. Idzie normalność. Stop. Jest dobrze. Stop. Flow jest bardzo ok. Stop. Bez zaskoczenia, ale bez pudła. Stop. Ciekawy dobór w tematycznych. Stop. Zasadniczo Twoja muzyka na 1 miejscu, reszta out. Stop.